Lotos otrzyma finansowanie na zagospodarowanie złoża na Bałtyku

CEO Magazyn Polska

Lotos Petrobaltic otrzyma od PIR, BGK i Pekao miliard zł na zagospodarowanie złoża na B8 Bałtyku.

Spółka celowa, zależna od Lotos Petrobaltiku, zajmująca się poszukiwaniem oraz wydobyciem ropy i gazu, zawarła 25 sierpnia 2014 r. z Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi oraz Bankiem Gospodarstwa Krajowego i Bankiem Pekao S.A. umowy dotyczące finansowania zagospodarowania złoża B8 zlokalizowanego na Morzu Bałtyckim. Wartość projektu to prawie 1,8 mld zł. Środki z PIR to 430 mln zł, natomiast Pekao S.A. i BGK zapewnią finansowanie łącznie na kwotę ok. 660 mln złotych.

Dzięki dofinansowaniu Lotos ma zagospodarować koncesję na bałtyckim złożu B8. Dotychczasowe prace nad rozwojem projektu B8 były finansowane ze środków własnych spółki. Podpisana umowa przewiduje, że inwestycja zostanie zrealizowana przez powołaną w tym celu spółkę celową. Jej wyłącznym wspólnikiem będzie Lotos Petrobaltic, który aportem wniesie do spółki celowej koncesję oraz platformę wiertniczą.

Spółka celowa przeprowadzi pozostałe prace związane z zagospodarowaniem złoża B8, które obejmują między innymi przebudowę posiadanej platformy na centrum produkcyjne, przygotowanie infrastruktury podwodnej oraz wykonanie ostatnich przed rozpoczęciem eksploatacji odwiertów zatłaczających.

Potencjał wydobywczy złoża B8 oszacowano na 3,5 mln ton ropy naftowej. Uruchomienie przemysłowej produkcji ze złoża B8 zaplanowano na koniec 2015 r. Szacowana roczna produkcja powinna wynieść ok. 250 tys. ton ropy naftowej (ok. 5,3 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie).

Szacujemy, że roczna produkcja ze złoża B8 powinna stanowić niemal jedną trzecią obecnej produkcji ropy w Polsce. Dzięki realizacji projektu, udział złóż bałtyckich w krajowej produkcji ropy powinien wzrosnąć dwukrotnie, do 33 proc. – mówi Włodzimierz Karpiński, Minister Skarbu Państwa.

Surowiec ma być dostarczany do rafinerii Lotos w Gdańsku. Produkowany równolegle gaz ziemny ma być dostarczany do działającej już elektrociepłowni we Władysławowie. Inwestycja wpisuje się w strategię Lotosu na lata 2011–2015.

Bazując na dostępnych szacunkach geologicznych potencjalne zasoby koncesji spółki na tym akwenie wynoszą blisko 30 mln ton ropy naftowej – powiedział Paweł Olechnowicz, prezes zarządu Grupy Lotos S.A.

Pierwsza elektrownia atomowa ma ruszyć w Polsce za dziesięć lat

Inwestycja ta warta będzie około 50 mld zł. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte warto jednak ponieść ten koszt, bo energetyka jądrowa nie tylko pozwoli wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Polski, ale dodatkowo da impuls naszej gospodarce. O wszystkich aspektach związanych z energetyką, a także o mechanizmach efektywnego wspierania B+R, unii bankowej, bankowości mobilnej i cloud computingu będą mówić eksperci Deloitte podczas zbliżającego się XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdrój (2-4 września 2014 roku).

Energetyka jądrowa i polityka klimatyczna

Mimo, że rząd podjął już decyzję o budowie elektrowni jądrowej w Polsce, dyskusje o słuszności tej decyzji nie milkną. Eksperci firmy Deloitte uważają, że inwestycja w energetykę jądrową jest wartym rozważenia scenariuszem. Jej produkcja jest ekologiczna i niezależna od czynników atmosferycznych, choć jednocześnie wymaga ogromnych nakładów początkowych.„W kontekście zmiany prawodawstwa i dążenia do bezemisyjnej gospodarki wydaje się, że w Polsce, Europie, jak i na świecie nie ma dziś odwrotu od energetyki jądrowej. Jednak szczególnie w Europie nie ma w tym obszarze spójnej wizji. Polskie plany budowy elektrowni jądrowej wpisują się w trend, który obserwujemy w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, od Finlandii aż po Turcję” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energetyki i Zasobów Naturalnych, Deloitte, moderator panelu „Bezpieczeństwo energetyczne w ramach miksu energetycznego”. Jego zdaniem budowa elektrowni jądrowych, będących obecnie najtańszą odpowiedzią na postulat niskoemisyjnej gospodarki, jest racjonalnym rozwiązaniem. Ponadto inwestycje w nowe moce mogą wiązać się z kontrolowanym wzrostem cen energii, za cenę uniknięcia ryzyka niekontrolowanego wzrostu za kilka lat, a jednocześnie mogą być szansą na rozwój polskich firm. Nie bez znaczenia jest także to, że uruchomienie elektrowni jądrowej oznaczałoby poważny impuls gospodarczy. W przypadku budowy elektrowni atomowej o mocy 3000 MW mowa jest o inwestycji wartej około 50 mld zł i chociaż istotną część tych nakładów pochłonęłyby przychody dostawców technologii, to dla wielu polskich firm inwestycja ta oznaczałaby zwiększony poziom zamówień przez wiele lat.

Innowacyjność

W Krynicy będzie także mowa o innowacyjności oraz znaczeniu działalności badawczo-rozwojowej dla wzrostu gospodarczego. Eksperci Deloitte podczas panelu „Innowacyjna firma, czyli jaka?” będą starać się przekonać, że nie ma dziś odwrotu od innowacyjnego podejścia do prowadzenia biznesu. Czy jednak powszechność tego poglądu przekłada się na realne działania polskich podmiotów? „Zgodnie z tegorocznym raportem Deloitte „Badania i rozwój w Polsce”  około 47 proc. polskich firm planuje zwiększyć wydatki na B+R w ciągu najbliższych dwóch lat, a 61proc. w ciągu pięciu lat. Jednocześnie działalność B+R jest coraz częściej postrzegana jako podstawowa część biznesu, a nie tylko kojarzona z jednorazowym dokonywaniem przełomowych odkryć. Bardzo istotne znaczenie w budowaniu innowacyjności przedsiębiorstw mają także instrumenty wsparcia publicznego dla tego rodzaju działalności” – podkreśla Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

Pozabudżetowe formy finansowania JST

Z kolei podczas panelu „Pozabudżetowe formy finansowania JST” Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives w Deloitte, będzie podkreślał znaczenie finansowania inwestycji przez jednostki samorządu terytorialnego w kontekście zachowania limitów zadłużenia. „Szczególnie istotne jest pozyskanie środków na uzupełnienie montażu finansowego inwestycji dofinansowanych z funduszy pomocowych, zarówno krajowych, jak i unijnych. Warto tutaj rozważyć alternatywne formy, takie jak emisja obligacji przychodowych, realizacja inwestycji przez spółki samorządowe czy projekty prowadzone w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego” – mówi  Michał Turczyk.

Unia bankowa

Jednym z bardziej interesujących tematów dla osób zajmujących się gospodarką, w tym szczególnie bankowością, będzie panel poświęcony utworzeniu europejskiej unii bankowej. Jej celem jest zwiększenie zaufania do sektora bankowego, poprawa jego bezpieczeństwa, a w konsekwencji zwiększenie stabilności finansowej w Europie i ograniczenie kosztów kolejnych kryzysów związanych z kłopotami banków. „Trzy filary unii bankowej, tj. jednolity mechanizm nadzorczy, jednolity mechanizm restrukturyzacji i kontrolowanej upadłości banków oraz jednolity mechanizm gwarantowania depozytów zostały lub wkrótce zostaną uzgodnione i będą wprowadzane w życie. Czas jednak pokaże czy uda się stworzyć właściwe regulacje i przepisy, a potem skutecznie je wdrożyć i egzekwować, godząc się na wiele kompromisów o charakterze narodowym, politycznym, społecznym, ekonomicznym i organizacyjnym” – mówi Dariusz Szkaradek, Partner,w Sektorze Instytucji Finansowych Deloitte.

Bankowość mobilna

Rosnąca popularność smartfonów, tabletów i co za tym idzie bankowości mobilnej sprawia, że banki, telekomy oraz instytucje pozabankowe na całym świecie szukają sposobów, aby ten trend komercyjnie wykorzystać. „Polska stała się europejskim laboratorium dla sojuszy bankowo-telekomowych. Czy te sojusze stworzą dla klienta nową atrakcyjną wartość i wyznaczą nowy układ sił na rynku finansowym czy też są jedynie próbą zmonetyzowania telekomowej bazy klientów przez mniejsze banki agresywnie akwirujące nowych klientów? Na razie wydaje się, że wygrywa ten drugi scenariusz, ale nie wszyscy powiedzieli jeszcze ostatnie słowo” – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Działu Doradztwa Strategicznego dla sektora instytucji finansowych w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Cloud computing – bezpieczeństwo informacji zamieszczonych w chmurze

Nowoczesne technologie, w tym również te mobilne, nieuchronnie wiążą się z zagadnieniem cloud computingu, o którym także będzie mowa podczas krynickiego spotkania.  „Głównym ryzykiem wymienianym w jego kontekście jest bezpieczeństwo informacji zamieszczonych w chmurze. Przekazując wrażliwe dane faktycznie przekazujemy kontrolę nad nimi w obce ręce, wydaje się jednak, że obecna technologia w połączeniu z doborem odpowiedniego dostawcy rozwiązania w znacznym stopniu minimalizuje to zagrożenie. Pomijane są natomiast inne ważne, choć mniej oczywiste ryzyka, jak chociażby zachowanie ciągłości działania czy jakość planu biznesowego dostawcy chmury. Dlatego dla uzyskania pełnego obrazu ryzyk związanych z tym zagadnieniem potrzebne jest podejście bardziej kompleksowe i przekrojowe” – podkreśla Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Motywacje do oszczędzania oraz „skromni milionerzy”

Pieniądze to ważny element życia. O motywacjach do oszczędzania, potrzebach realizowanych poprzez pieniądze oraz „skromnych milionerach” rozmawialiśmy z dr Lidią D. Czarkowską – psychologiem, socjologiem, wykładowcą i dyrektorem centrum coachingu w Akademii Leona Koźmińskiego.

Z oszczędzaniem bywa podobnie, jak z ćwiczeniami fizycznymi. I w jednym i drugim przypadku niełatwo się zmobilizować, aby zacząć. Jednak warto, gdyż skutki zaniedbania, choć w obu przypadkach różne, mogą się negatywnie odbić na naszym zdrowiu fizycznym i finansowym. Kiedy mamy wypracowane dobre nawyki: ćwiczenia i oszczędzania – wówczas życie staje się prostsze. Dlatego, skoro wiemy, że warto dbać o kondycję fizyczną, tak samo poważnie potraktujmy stan naszych finansów.

Motywacja „od” i „do” w zachowaniach finansowych

Dlaczego w ogóle oszczędzamy? To pozornie łatwe pytanie, ale motywacja, która nami kieruje, ma aż dwa główne kierunki: dążenie, czyli kierunek „do” osiągania czegoś oraz  unikanie, czyli motywację „od”, której celem jest uchronienie się przed czymś.

Jak tłumaczy dr Lidia D. Czarkowska, każdy z nas ma w sobie zarówno jeden, jak i drugi rodzaj motywacji. Motywacja „do” napędza nas do działania, gdy mamy jakiś cel, marzenie i poprzez zwiększanie zasobów finansowych dążymy do jego realizacji. Z kolei motywacja „od” bierze górę wówczas, gdy staramy się zabezpieczyć na wypadek potencjalnie trudnej, nieprzyjemnej sytuacji życiowej, np. wypadku, choroby lub nagłej utraty pracy.

Zabezpieczając się na okoliczność niespodziewanych problemów i nieszczęść, część z nas buduje poduszkę finansową, która w „czarnej godzinie” pozwala złagodzić stres związany z utratą przychodów lub niespodziewanymi wydatkami – wyjaśnia Lidia Czarkowska. – Z kolei oszczędzając regularnie na określony cel, część osób odracza wydatki na doraźne zachcianki na rzecz realizacji jakiegoś ważnego marzenia, co daje ludziom szansę na wzrost satysfakcji z życia.

Zaspokojenie potrzeb czy pieniądze same dla siebie?

Pieniądze mają wartość o tyle, o ile służą zaspokajaniu określonych potrzeb lub realizacji pragnień. Jakich konkretnie? Z pomocą w ich zdefiniowaniu przychodzą nam różnorodne modele psychologiczne, m.in. klasyczna piramida potrzeb Maslowa, według którego potrzeby dzielą się na te „niższego rzędu”: fizjologiczne, bezpieczeństwa i przynależności, czyli związane głownie z przetrwaniem, oraz  „potrzeby wyższego rzędu”: uznania i samorealizacji, związane z autoekspresją. Oczywiście, każdy z nas ma inne wartości i życiowe priorytety, stąd nasze potrzeby i cele będą się różniły.

W kontekście różnorodnych potrzeb, jakie człowiek zaspokaja poprzez pieniądze, rodzi się również pytanie – czy pieniądze, które mam, a których nie wydaję coś mi dają? Zdaniem psychologów, tak. Dla finansowej równowagi człowieka w długim terminie ważna okazuje się umiejętność wyważenia pomiędzy skrajną formą wydawania a odkładania pieniędzy.

Osoby, które dysponują odłożoną pewną sumą pieniędzy, mają większy komfort psychiczny, który pomaga im śmielej podejmować działania w zmiennych warunkach – mówi Lidia Czarkowska. – Należy przy tym uważać, by oszczędzanie nie stało się celem samym w sobie, gdyż w skrajnych przypadkach zdarza się nawet, że ludzie zaczynają tłumić swoje potrzeby i podporządkowują swoje życie gromadzeniu pieniędzy, a jak wiadomo: ”pieniądze są dobrym sługą, ale kiepskim panem” – ostrzega.

„Skromni milionerzy” a podejście do oszczędzania

W naszej kulturze możemy się spotkać z różnymi stereotypami na temat osób bogatych. Amerykański autor, Thomas J. Stanley zwrócił uwagę, że wiele z nich jest krzywdzących. Jego badania dowodzą m.in., że znaczna część milionerów dorobiła się dużych pieniędzy od zera – dzięki swojej ciężkiej pracy, gospodarności czy umiejętnościom.

„Skromnym milionerom” – jak mówi się o zwykłych ludziach, którzy doszli do dużych pieniędzy i nie porzucili zwyczajów, dzięki którym udało im się zdobyć taki majątek – z pewnością dopisała również odrobina szczęścia. Historia ich sukcesu pokazuje jednak że najwięcej zależało od nich samych – ocenia Piotr Minkina dyrektor ds. produktów inwestycyjnych Union Investment TFI. – To pokazuje, że każdy, jeśli tylko wykaże się odrobiną wiedzy i charakteru, może systematycznie powiększać swój kapitał, polepszając jakość swojego życia  – dodaje.

W czym tkwi fenomen „skromnych milionerów”? – Osoba o takim profilu osobowościowym potrafi powściągnąć swoje zachcianki i trzymać w ryzach rosnące wraz ze wzrostem zarobków aspiracje. I choć wymaga to odrobiny samodyscypliny, jest to najlepsza droga do osiągnięcia zamożności i finansowej wolności – tłumaczy Lidia Czarkowska.

Przykłady milionerów pokazują, że osoby, które mają dużo pieniędzy, niekoniecznie trwonią je na zbytki. Wręcz przeciwnie. – Skromny milioner nie przywiązuje wagi do atrybutów bogactwa, drogich samochodów czy markowych ubrań, ponieważ pieniądze są dla niego jedynie środkiem, a nie celem. Odwrotnie niż w przypadku osób, które chcą być postrzegane jako bogate – te wręcz epatują nadmiarem – mówi Lidia Czarkowska.

Finansowy fitness

Wiele osób myśli o tym, żeby poprawić lub zabezpieczyć swój finansowy byt. Recepta jest prosta – aktywność. Zamiast zwlekać i wmawiać sobie „mam jeszcze czas”, lepiej wziąć sprawy w swoje ręce. Nawet jeśli wydaje nam się, że oszczędności nie są potrzebne, warto postawić na fitness swojego charakteru i systematycznie ćwiczyć swój „mięsień oszczędzania”.

Oczywiście, im lepszą mamy kondycję – niezależnie czy fizyczną czy finansową – tym łatwiej zacząć „ćwiczyć”. Pamiętajmy jednak, że dobrą formę można zbudować również zaczynając od zera. Motywacją niech będzie fakt, że zgromadzony przez nas kapitał daje komfort, który pozwala człowiekowi cieszyć się tym, co jest dla niego naprawdę ważne w życiu – rozwojem, rodziną lub realizacją pasji.

Ronson sprzedał 75 proc. mieszkań w warszawskim projekcie Verdis

Ronson Development sprzedał 75 proc. z 424 mieszkań dostępnych na osiedlu Verdis zlokalizowanym na warszawskiej Woli. Dostępne są jeszcze mieszkania z trzeciego i czwartego etapu, których oddanie do użytku zaplanowano na II i IV kwartał 2015 roku.

– Szybkie tempo sprzedaży mieszkań na osiedlu Verdis potwierdza, że Wola cieszy się obecnie największym zainteresowaniem wśród kupujących mieszkania w Warszawie. W naszej ofercie w tej dzielnicy mamy również inwestycję Espresso przy ul. Jana Kazimierza, w której dominują mieszkania z segmentu ekonomicznego. W IV kwartale 2014 r. potencjalnym klientom zaoferujemy jeszcze większy wybór mieszkań dzięki wprowadzeniu do sprzedaży nowej inwestycji City Link, która powstanie na rogu ul. Wolskiej i Skierniewickiej – mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson.

Jak podaje Ronson, oferta mieszkań na osiedlu Verdis obejmuje dwu-, trzy- i czteropokojowe lokale o powierzchni od 36 mkw. do 84 mkw. Jak podaje deweloper, ceny mieszkań zaczynają się od 6 990 zł brutto za metr kwadratowy. Docelowo projekt będzie liczył 424 mieszkania. Obecnie w budowie znajduje się trzeci etap liczący 140 mieszkań oraz czwarty obejmujący 78 lokali.

Projekt znajduje się przy ulicy Sowińskiego na warszawskiej Woli.

W pierwszym półroczu Ronson przekazał klientom 339 mieszkań. Plan na drugą połowę roku zakłada oddanie 150-200 lokali.

W drugim kwartale 2014 roku Ronson zanotował 47,1 mln zł przychodów i 1,4 mln zł zysku operacyjnego. Wynik netto był bliski zera. W całym pierwszym półroczu obroty sięgnęły 113 mln zł, zysk operacyjny 7 mln zł, a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej  4,2 mln zł.

 

Akcenta: Afryka Północna może zastąpić w kontaktach handlowych Ukrainę. Eksport już w I kwartale roku wzrósł o ponad 40 proc.

Przedsiębiorcy szukają rynku zbytu w Afryce północnej jako alternatywy dla zamkniętego rynku rosyjskiego, wynika z danych firmy Akcenta.

Z danych GUS przytoczonych przez firmę Akcenta wynika, że w I kwartale br. eksport do Afryki osiągnął wartość 558,5 mln euro, co oznacza wzrost o 41,4 proc. rok do roku. W tym samym czasie eksport do Ameryki Środkowej i Południowej oraz Azji spadł odpowiednio o 17,3 i 10,2 proc. Ponad połowa polskich produktów przeznaczonych na rynki afrykańskie trafia do państw Afryki Północnej (Algieria, Egipt, Libia, Maroko, Sudan i Tunezja). Sprzedaż towarów do tych krajów wzrosła w I kw. 2014 r. najmocniej spośród wszystkich regionów świata.

Jak powiedział agencji informacyjnej Newseria Radosław Jarema, dyrektor zarządzający obsługującej transakcje walutowe firmy Akcenta, wzrost zainteresowania Afryką, wynika z poszukiwania nowych rynków, wymuszonego konfliktem na Ukrainie. Wzrost zainteresowania widoczny jest po wzroście pytań do firmy Akcenta o możliwość przesyłu płatności z Polski do krajów Afryki Północnej.

Problemy w Europie Wschodniej powodują, że spada zainteresowanie nią. Afryka jest jedną z odpowiedzi. Ale mam wrażenie, że kierunek ten nie jest incydentem, lecz ma postać bardziej trwałego trendu – powiedział Radosław Jarema z Akcenty.

Grodno chce wypłacić 984 tys. zł dywidendy

0

Zarząd spółki Grodno SA chce przeznaczyć 984 tys. zł na dywidendę. Decyzję podejmie Walne Zgromadzenie, które zwołano na 22 września.

Grodno SA, właściciel sieci hurtowni i dystrybutor artykułów oświetleniowych i elektrotechnicznych, zwołało na 22 września Walne Zgromadzenie, które podejmie decyzję w sprawie podziału zysku spółki.

W roku obrotowym 2013/2014, kończącym się 31 marca Grodno wypracowało 4,123 mln zł zysku netto. Z kwoty tej zarząd proponuje przeznaczyć 3,139 mln zł na kapitał zapasowy spółki, a 984 tys. zł na wypłatę dywidendy.

Jako dzień ustalenia praw do dywidendy zaproponowano 5 listopada, a dzień wypłaty dywidendy 20 listopada.

 

Ceny działek spadną jesienią

Ceny działek mogą spadać jesienią. Teraz wysokie ceny są generowane przez popyt na działki rekreacyjne.

Ceny działek rosną w wakacje głównie za sprawą popytu na działki wypoczynkowe. Wpływ na cenę ma jednak przede wszystkim odległość od dużego miasta i atrakcji turystycznych. Ceny zarówno działek rekreacyjnych, jak i budowlanych powinny nieco spaść w najbliższych miesiącach.

Ceny utrzymują się na stabilnym poziomie. Niewielkich spadków można spodziewać się pod koniec roku. Wraz z nadejściem jesieni, a potem zimy, ruch na rynku działek nieco przymiera i odżywa z powrotem na wiosnę – mówi agencji Newseria Marcin Drogomirecki, ekspert z serwisu nieruchomości Domy.pl.

Cena działek budowlanych różni się też w zależności od położenia. Dane z portalu Domy.pl pokazują, że najdroższe działki znajdują się w województwie mazowieckim (średnio za metr kw. trzeba zapłacić niecałe 200 zł) i małopolskim (ok. 150 zł.). Najtańsze – w województwach podkarpackim i lubuskim (odpowiednio 74 i 75 zł). Im bliżej jednak aglomeracji, tym ceny są wyższe. W zależności od miasta wahają się od kilkuset do ok. tysiąca złotych za metr kwadratowy, np. w pobliżu stolicy.

J. Chwedoruk (Rothschild): Nowe stress-testy w Europie będą bardziej wiarygodne od poprzednich. Rynki na razie nie obawiają się wyników

J. Chwedoruk (Rothschild): Nowe <a title=stress-testy w Europie będą bardziej wiarygodne od poprzednich. Rynki na razie nie obawiają się wyników" title="J. Chwedoruk (Rothschild): Nowe stress-testy w Europie będą bardziej wiarygodne od poprzednich. Rynki na razie nie obawiają się wyników" />

Po raz pierwszy kondycja 124 europejskich banków będzie oceniona według tych samych założeń i metodologii. W poprzednich testach odmienne podejścia do szacowania ryzyka zmniejszyły ich wiarygodność w oczach inwestorów. Rynki finansowe na razie nie obawiają się złych wyników stress-testów, ponieważ za stabilnością systemu finansowego stoi pośrednio EBC, co pokazał przypadek Banco Espirito Santo.

Polski sektor bankowy nie jest w czołówce banków badanych przez jednolity nadzór bankowy. Natomiast ze względu na to, że większość systemu bankowego u nas jest związana z międzynarodowymi grupami finansowymi, europejskimi grupami, to może się okazać, że to wpłynie pośrednio na działalność ich spółek córek w Polsce, gdyby w szczególności wyniki stress-testów dla nich były rozczarowujące – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Chwedoruk  , prezes polskiego Rothschilda.

Obawy o kondycję europejskich banków – zwłaszcza działających lub mających dużą ekspozycję w krajach śródziemnomorskich – wzrosły niedawno po tym, jak portugalski Banco Espirito Santo został zmuszony do wystąpienia o pomoc publiczną. Rząd w Lizbonie oraz miejscowy bank centralny wsparły BES kwotą 4,9 mld euro, równocześnie wydzielając tzw. zły bank z toksycznymi aktywami. Choć kłopoty Espirito Santo stały się impulsem do silnej wyprzedaży na portugalskim rynku akcji, to poza krótkim okresem nerwowości rentowności 10-letnich obligacji pozostały na niskim poziomie, nieco ponad 3,2 proc.

Inwestorzy mogą się jednak obawiać tego, że po Banco Espirito Santo kolejne banki zgłoszą się po pomoc publiczną. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza rośnie wraz z obserwowanym wyhamowaniem aktywności gospodarczej w strefie euro, co w konsekwencji pogarsza jakość aktywów bankowych. Również Europejski Nadzór Bankowy w opisie stress-testów przyznaje, że mają one miejsce „w środku procesu naprawy bilansów europejskich banków”. Część ekspertów oraz analityków krytykowała wiarygodność poprzednich stress-testów w strefie euro, dlatego europejskie instytucje zdecydowały się ujednolicić założenia, definicje i metodologię badania.

Jest jeden nowy element tym razem, mianowicie przed stress-testami nastąpi coś, co się nazywa asset quality review, czyli przegląd jakości aktywów. Jednym z zarzutów wobec poprzednich stress-testów, na przykład z zeszłego roku, było to, że różne kraje bardzo wybiórczo podchodziły do swoich banków i przyjmowały na wiarę bilanse, które były podstawą do badania odporności na gorszą koniunkturę gospodarczą – wskazuje Chwedoruk.

Testy warunków skrajnych zostaną przeprowadzone w oparciu o scenariusze makroekonomiczne, które opracowała Europejska Rada Ryzyka Systemowego (ESRB). Zawierają one główne czynniki ryzyka, które mogą zagrozić stabilności finansowej banków, takie jak np.: wzrost rentowności obligacji z powodu zmiany postrzegania ryzyka przez inwestorów, dalsze pogorszenie jakości kredytów w państwach z niskim wzrostem PKB, odwlekanie reform, co zmniejsza zaufanie do wypłacalności sektora publicznego oraz brak niezbędnych działań w zakresie bilansów banków.

Wpływ tych wszystkich zdarzeń i procesów na kondycję banków zostanie zbadany poprzez ich oddziaływanie na ryzyko kredytowe, ryzyko rynkowe, ryzyko związane z posiadaniem aktywów sekurytyzowanych, ryzyko wypłacalności rządów oraz ryzyko finansowania banków na rynku. Trudno jednak przewidzieć, jak zareaguje rynek po publikacji wyników tej symulacji. Czynnikiem uspokajającym inwestorów jest aktywna i elastyczna polityka EBC, który zobowiązał się do podjęcia wszelkich niezbędnych działań w celu utrzymania stabilności strefy euro.

Cała operacja jest na dzisiaj na tyle złożona, że wydaje mi się, że inwestorzy trochę się już uodpornili przed tymi wynikami stress-testów. Wiedzą, że one cały czas mogą podlegać dyskusji, różnym interpretacjom – uważa Jacek Chwedoruk.

Wyniki stress-testów będą znane w listopadzie.

Erbud ma umowę wartą 40 mln zł

0
Erbud podpisał umowę na instalację odazotowania spalin w Elektrowni Kozienice. Będzie podwykonawcą Mitsubishi Hitachi Power Systems, który jest generalnym wykonawcą prac w elektrowni dla spółki Enea Wytwarzanie.
Erbud poinformował o podpisaniu w miniony piątek umowy z japońską spółką Mitsubishi Hitachi Power Systems na prace podwykonawcze przy budowie w Elektrowni Kozienice. Spółka zajmie się budową instalacji odazotowania spalin dla kotłów K2 i K1.

Wartość kontraktu to 40,8 mln zł netto.

Erbud SA ma wykonać projekt budowlany wraz z uzyskaniem pozwolenia na budowę, wykonać roboty budowlane i instalacyjne, zapewnić dostawę i montaż konstrukcji wsporczych i kanałów spalin; wykonać projekt, dostawę i montaż podgrzewacza wody i układu odpopielania oraz montaż urządzeń i instalacji technologicznych w tym reaktora SCR oraz udział w uruchomieniu instalacji.

Erbud ma czas na wykonanie powierzonych prac do 30 marca 2016 roku.

UOKIK: Vision Express wprowadził konsumentów w błąd i zapłaci za to 195 tys. zł

0

Kara UOKiK-u dla Vision Express za wprowadzanie klientów w błąd.

UOKiK uznał, że reklama Vision Express dotycząca promocji 3w1 wprowadzała klientów w błąd. Urząd nałożył na sieć salonów optycznych karę w wysokości prawie 195 tys. zł. Decyzja nie jest ostateczna, przedsiębiorca odwołał się do sądu, podał UOKiK.

Vision Express podawał w reklamie: „A teraz kupując okulary, dostajesz gratis jeszcze dwie pary”. Przeciętny konsument po obejrzeniu reklamy mógł pomyśleć, że kupując jedną parę okularów korekcyjnych, dwie kolejne otrzyma gratis, orzekł Urząd. W rzeczywistości klient mógł liczyć jedynie na zniżkę na zakup kolejnej pary okularów, a jej wysokość uzależniona była od wartości zakupionej pary okularów .

Urząd stwierdził, że reklama Vision Express wprowadzała konsumentów w błąd. Nałożona kara to 194 888 zł.

Postępowanie przeciwko firmie zostało wszczęte w październiku 2013 roku. Kampania trwała od lica do listopada 2013 roku.

Każdy konsument ma prawo do rzetelnej, pełnej i jasnej informacji o reklamowanej ofercie bez konieczności weryfikacji jej warunków w siedzibie przedsiębiorcy, na stronie internetowej czy w regulaminie – podkreśla UOKiK w komunikacie.

Kolejny spadek indeksu Ifo

Wskaźnik Ifo, obrazujący nastroje niemieckich przedsiębiorców, spadł w sierpniu do 106,3 pkt. Analitycy spodziewali spadku, ale do poziomu 107 pkt.

W lipcu 2014 r. wskaźnik obrazujący nastroje niemieckich przedsiębiorców, czyli indeks Ifo wyniósł 106,3 pkt. W poprzednim miesiącu było to 108 pkt.

Mimo spadku, to nadal nie jest zły wynik. Rynki nie reagują na ten spadek, nie widać ruchów na rynku walutowym. Niemcy nadal pozostają lokomotywą gospodarki Unii – komentuje Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus Asset Management S.A.

Jednak zdaniem Piotra Szuleca z Pioneer Pekao Investments, dane te mogą budzić niepokój.

To już więcej niż kwartał spadku wskaźnika Ifo, można powiedzieć, że mamy już zarysowany trend, że nie jest to wypadek przy pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Druga zła wiadomość jest taka, że spadek jest większy od oczekiwań, bo spodziewano się spadku o 1 pkt, a jest prawie o dwa. Ten trend może się utrzymywać, bo współgra ze słabnącym tempem rozwoju niemieckiej gospodarki. Spadki będą słabsze, ale należy się spodziewać ich kontynuacji. Słabe nastroje w niemieckiej gospodarce mogą się też przełożyć na mniejsze zamówienia dla polskich eksporterów.

Do budowy indeksu Ifo brane są odpowiedzi na pytania zamieszczone w ankietach skierowanych do około 7 tys. niemieckich przedsiębiorców. Są to firmy z sektorów przemysłu przetwórczego, budownictwa, handlu hurtowego i detalicznego.

Zysk netto Paged wzrósł do poziomu 30,1 mln zł.

0

Paged poprawia wynik netto, zmniejszają się jednak przychody. Trwa restrukturyzacja segmentu meblowego grupy.

Grupa przemysłowo-inwestycyjna Paged SA zanotowała w I połowie roku przychody netto w wysokości 330,1 mln zł i jest to o 5,4 proc. mniej niż w tym samym okresie ub.r., wynika z raportu finansowego grupy. Zysk netto  przypisany do podmiotu dominującego był w tym okresie na poziomie 30,1 mln zł i jest to o 7,3 mln zł więcej niż rok wcześniej. Poprawa wyniku wynika z ok. 6-krotnie niższego podatku dochodowego.

Największy udział w zysku grupy miał segment sklejkowy, zysk netto tego segmentu wyniósł 28,3 mln zł oraz segment zarządzania wierzytelnościami – 12,2 mln zł. Segment meblowy miał wynik netto na poziomie 1,3 mln zł, a segment handlowy 789 tys. zł. Pozostałe segmenty, w tym segment nieruchomości, osiągnęły straty w omawianym okresie.

O jakości wyników grupy przesądził dynamicznie rozwijający się segment sklejkowy (…). W II kwartale przychody ze sprzedaży sklejki wzrosły o 13 proc., przekraczając 100 mln zł, a zysk netto segmentu zwiększył się o blisko 20 proc., wynosząc 14,8 mln zł – podała spółka w komunikacie.

Robert Ditrych, wiceprezes Paged S.A. zwraca uwagę na wyniki segmentu meblowego, który od początku 2013 r. przechodzi gruntowną przebudowę.

Wierzymy, że zmiany w kulturze i organizacji pracy segmentu meblowego, jak również nowa strategia rozwoju, z położeniem szczególnego nacisku na wzornictwo pozwolą w średnim terminie dynamicznie zwiększyć wartość tego segmentu dla Akcjonariuszy Paged S.A. – powiedział Ditrych.

Klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym w sierpniu oceniany jest korzystnie

Ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym w sierpniu oceniany jest korzystnie, podobnie jak w lipcu i lepiej niż w analogicznym miesiącu ostatnich trzech lat – podał GUS.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej -Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan
Więcej firm w przetwórstwie przemysłowym sygnalizuje poprawę koniunktury niż jej pogorszenie, jednak większość uważa, że sytuacja się nie zmieniła. Widać pewne pozytywne sygnały, zwłaszcza wśród dużych przedsiębiorstw, które informują o poprawie portfela zamówień, głównie na rynku krajowym. Wiąże się z tym prognoza niewielkiego wzrostu zatrudnienia.Przemysł sygnalizuje jednak nadmierny stan zapasów wyrobów gotowych, co oznacza, że w poprzednich miesiącach przedsiębiorcy oceniali rozwój sytuacji gospodarczej bardziej optymistycznie niż to jest w rzeczywistości. Mimo wszystko w wielu branżach ocena koniunktury jest dobra. Dotyczy to szczególnie branż eksportowych, np. chemicznej, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, pojazdów samochodowych, farmaceutycznej czy maszyn i urządzeń. Nawet przedsiębiorstwa z branży spożywczej nie zmieniły w sposób istotny swojej pozytywnej oceny koniunktury po wprowadzeniu embarga rosyjskiego na wiele naszych towarów.
W opiniach przedsiębiorców widać jednak pewną ostrożność w prognozach na przyszłość, co jest wynikiem niestabilnej sytuacji geopolitycznej. Ciągle nie najlepiej dzieje się w budownictwie. Firmy budowlane mniej optymistycznie spoglądają w przyszłość, mówią także, że mogą się utrzymać zwolnienia pracowników. Jedyny pozytywny sygnał to wzrost liczby firm budowlanych, które planują realizację kontraktów poza granicami kraju. Patrząc jednak na stopień wykorzystania mocy wytwórczych w budownictwie (79 proc.) sytuacja wydaje się jednak poprawiać. Także firmy handlowe zapowiadają ograniczenie zatrudnienia mimo, że prognozy sprzedaży są nieco lepsze niż w lipcu. Obraz gospodarki, który wyłania się z badania ogólnego klimatu koniunktury nie pogarsza się, co obserwowaliśmy w lipcu, ale nie widać też wyraźnej poprawy. Niepokoją sygnały o redukcji zatrudnienia. Widać to po nastrojach konsumenckich. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej obniżył się bowiem o ponad 15 proc. Medialne przekazy o konflikcie rosyjsko-ukraińskim i jego ekonomicznych skutkach oddziałują silnie na postawy konsumentów. Może się to przełożyć na zmniejszenie skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji, która jest najważniejszym komponentem PKB.Konfederacja Lewiatan

Wyniki przedsiębiorstw średnich i dużych nie zachwycają

Przedsiębiorstwa średnie i duże zwiększyły w 1. połowie 2014 r. przychody i koszty o 2,5 proc., a ich wynik finansowy netto wzrósł o 1,5 proc. r/r – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji LewiatanWyniki przedsiębiorstw średnich i dużych nie zachwycają. Wzrost przychodów (o 2,5 proc.) był w 1. półroczu 2014 r. niewiele wyższy niż w bardzo przecież słabym 1. półroczu 2013 r. (1,7 proc.) i słabszy niż po pierwszych trzech miesiącach br. (2,7 proc.).

Jednocześnie koszty rosły szybciej niż w 1. kwartale br.
Przyczyną słabego wzrostu przychodów był tak rynek krajowy, jak i sprzedaż na eksport. Eksport wzrósł co prawda r/r o 5,2 proc., wzrosła także liczba eksporterów (ale realnie, w badanych grupach, jedynie o 33 firmy), jednak udział przychodów z eksportu w przychodach ze sprzedaży spadł. Ponieważ eksport ogółem po 6. miesiącach br. był większy o 6,5 proc. r/r (w zł), oznacza to, że zdecydowanie zwiększyły swoją aktywność eksportową firmy małe i mikro, co jest pozytywnym sygnałem.

Natomiast przyczyną silniejszego wzrostu kosztów był większy niż 2,5 proc. wzrost kosztów wynagrodzeń i związanych z nimi ubezpieczeń społecznych oraz wzrost kosztów usług obcych, w których są przecież także wynagrodzenia. Oznacza to, że przedsiębiorstwa 50+ nie czekają ze wzrostem płac na wyraźną poprawę koniunktury i wzrost wydajności pracy.

Wynik finansowy netto jest wyższy od uzyskanego po 6. miesiącach 2013 r. jedynie o 0,7 mld zł, czyli o 1,5 proc. Na ten niewielki wzrost wpłynął silny w stosunku do przychodów wzrost wynagrodzeń, ale także o prawie 2,5 mld zł wyższy ujemny wynik na działalności finansowej, w tym przede wszystkim spadek przychodów na operacjach finansowych.

Znacznie bardziej niepokoi natomiast prawie 2-krotny wzrost wartości strat netto w stosunku do sytuacji po 3. miesiącach br. (z 7,6 do 14,9 mld zł). Tym bardziej, że straty netto wykazało mniej przedsiębiorstw niż w 1. kwartale br. A to oznacza, że przeciętnie na jedną firmę „przypadało” w 1. kwartale br. 1,4 mln zł straty netto, a po 6 miesiącach br. już 3,4 mln zł.
Mamy zatem narastający problem firm, których straty finansowe rosną. Może to być w sporej części efekt problemów jakie ma górnictwo i wydobywanie.

Pozytywną informacją są natomiast dane dotyczące inwestycji, które wzrosły po 6. miesiącach br. o 14,4 proc. r/r (w cenach stałych), aczkolwiek oznacza to, że w 2. kwartale br. dynamika nakładów na inwestycje była nieco wolniejsza niż w 1. kwartale br.
Pozytywną informacją jest także wysoka płynność gotówkowa firm 50+ (czyli zdolność do natychmiastowej realizacji zobowiązań krótkoterminowych), która wynosiła po 1. półroczu 2014 r. 35,2 proc. Oznacza to, że przedsiębiorstwa starają się realizować swoje zobowiązania dość szybko, co poprawia płynność w dużej części gospodarki.

Obraz w sektorze przedsiębiorstw średnich i dużych, jaki rysuje się po 6. miesiącach br., nie zachwyca. Pokazuje niewielką poprawę koniunktury gospodarczej, ale na pewno nie jest to poprawa wyraźna, wskazująca na trend rosnący polskiej gospodarki. Na pewno daje ona szanse na wzrost gospodarczy oparty na inwestycjach, ciągle jeszcze także na eksporcie netto, ale w mniejszym stopniu niż oczekiwaliśmy – na konsumpcji. Interesujące jest to, czy RPP dostrzeże te słabości i jak tą wiedzę wykorzysta.

Konfederacja Lewiatan

Zmiany w nadawaniu przesyłek do organów podatkowych

Przedsiębiorcy powinni mieć możliwość nadawania przesyłek rejestrowanych do organów podatkowych z zachowaniem wymaganych przez polskie prawo terminów w placówkach wszystkich operatorów pocztowych, a nie tylko Poczty Polskiej – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

W propozycjach zmian Ordynacji podatkowej znalazł się zapis, żeby w odniesieniu do przesyłek nadawanych spoza terytorium Unii Europejskiej, termin takiej przesyłki uważany był za zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało otrzymane przez polską placówkę pocztową operatora wyznaczonego w rozumieniu ustawy – Prawo pocztowe.- W ocenie Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan proponowana zmiana jest zasadna i pożądana, niemniej nie jest wystarczająca. Postulujemy o jej rozszerzenie i wskazanie, że termin złożenia pisma uważa się również za zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w polskiej placówce pocztowej każdego operatora pocztowego. Ma to fundamentalne znaczenie dla przedsiębiorców, ponieważ ułatwi im uczestniczenie w postępowaniach podatkowych – mówi Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Wyeliminuje to występowanie negatywnych skutków procesowych dla przedsiębiorców, którzy, nie mając świadomości konieczności nadania przesyłki z zachowaniem wymaganego przez prawo terminu w placówce pocztowej Poczty Polskiej, składali pisma w placówce innego operatora pocztowego. Wyeliminuje również dyskryminację naszych operatorów pocztowych wobec operatorów świadczących powszechne usługi pocztowe w innych krajach UE.

Proponowana zmiana przyczyni się do rozwoju nowoczesnej i konkurencyjnej gospodarki,w tym również rynku usług pocztowych. Przełoży się na wpływy do budżetu państwa, ponieważ tzw. pocztowe usługi powszechne świadczone przez Pocztę Polską są zwolnione z opodatkowania VAT, a usługi wchodzące w zakres usług powszechnych – realizowane przez operatorów pocztowych, którzy nie mają statusu operatora wyznaczonego – nie podlegają zwolnieniu z tego podatku (23 proc. VAT). Oznacza to, że od każdej usługi polegającej na doręczeniu np. nadanej przez obywatela przesyłki zwykłej, rejestrowanej bądź rejestrowanej za potwierdzeniem odbioru w placówce operatora pocztowego nie mającego statusu operatora wyznaczonego, operator pocztowy uiści do budżetu państwa VAT.

– Na proponowanej przez nas zmianie skorzystają zarówno obywatele, budżet państwa oraz konkurencyjna gospodarka – dodaje Przemysław Pruszyński.

Konfederacja Lewiatan

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uważnie przygląda się praktykom przedsiębiorców sprzedających towary na pokazach

0

Najnowsze działania UOKiK  dotyczą spółek Lama Gold oraz MedForLife.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uważnie przygląda się praktykom przedsiębiorców sprzedających towary na pokazach. Najnowsze działania dotyczą spółek Lama Gold oraz MedForLife

Wypowiedź Agnieszki Majchrzak z Biura Prasowego UOKiK

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stale sprawdza, czy przedsiębiorcy zawierający umowy poza lokalem przedsiębiorcy działają zgodnie z prawem. Najnowsze działania Urzędu to wydana decyzja dotycząca Lama Gold oraz postępowanie wyjaśniające w sprawie MedForLife oraz MedForLife Opieka Abonamentowa.

Lama Gold – decyzja

Postępowanie przeciwko Lama Gold w Poznaniu zostało wszczęte w sierpniu 2013 roku. Spółka sprzedaje m.in. pościel wełnianą na pokazach organizowanych w świetlicach, w domach kultury, zawiera więc umowy poza lokalem przedsiębiorstwa. Urząd otrzymał skargi od klientów Lama Gold.

Postępowanie UOKiK wykazało, że przedsiębiorca m.in. nie wręczał obowiązkowego wzoru odstąpienia od umowy, który musi dostać każdy klient kupujący na pokazie. Tę praktykę potwierdziły zawiadomienia od konsumentów. Ponadto, sprzedawca zastrzegał, że nie będzie przyjmował zwrotu produktów bez oryginalnego opakowania czy zamknięcia. Zgodnie z prawem, kupując poza lokalem, konsument ma prawo obejrzeć i sprawdzić produkt po jego dostarczeniu – w ramach tzw. zwykłego zarządu. Oznacza to, że można otworzyć opakowanie lub sprawdzić, czy dostarczono produkt zgodny z zamówieniem. W takiej sytuacji klient nie traci prawa do odstąpienia od umowy.

Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na Lama Gold została nałożona kara 57 613 tys. zł. Urząd nakazał zaprzestanie stosowania niezgodnych z prawem praktyk. Spółka musi również natychmiast zacząć wręczać klientom formularz odstąpienia od umowy – tej części decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Decyzja nie jest ostateczna – spółka odwołała się do sądu.

MedForLife – postępowanie wyjaśniające

Urząd bada także praktyki MedForLife oraz MedForLife Opieka Abonamentowa – spółek organizujących pokazy i oferujących płatne pakiety medyczne. Postępowanie zostało wszczęte pod koniec lipca 2014 roku po doniesieniach medialnych. Sprawdzamy, czy spółki wywiązują się z obowiązku informacyjnego wobec klientów, czy nie utrudniają im odstąpienia od umowy. Postępowanie jest na wczesnym etapie, nie zostały postawione zarzuty, ma na celu wyjaśnienie mechanizmów działania przedsiębiorców. W tej chwili Urząd oczekuje na wyjaśnienia spółek.

Pomoc dla konsumentów

Zawarłeś umowę na pokazie? Nie wiesz jak odstąpić? Masz 10 dni na rezygnacją z zakupów. Bezpłatna pomoc: 800 007 707, rzecznicy konsumentów, Inspekcja Handlowa, Federacja Konsumentów, [email protected]. Więcej informacji o zasadach zakupów na pokazie znajduje się w poradniku UOKiK.

 

 

Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Gospodarki informują o zagrożeniu oszustwami w zakresie podatku VAT, zidentyfikowanymi w obrocie elektroniką.

0

Niniejszy list kierowany jest do wszystkich podatników VAT dokonujących obrotu towarami z branży elektronicznej. List ma charakter wyłącznie informacyjny, co oznacza, że nie jest źródłem praw i obowiązków.

Przyczyny ostrzeżenia

Wyniki prowadzonych przez służby skarbowe analiz ryzyka, potwierdzone wynikami postępowań kontrolnych, wskazują, że obszarem szczególnie narażonym na wyłudzanie nienależnego zwrotu VAT lub unikanie zapłaty należności budżetowych z tego tytułu jest rynek produktów elektronicznych, w szczególności telefonów komórkowych, tabletów, konsoli do gier itp.

Ponieważ istnieje niebezpieczeństwo, że uczciwi przedsiębiorcy działający w branży elektronicznej, dokonujący obrotu zarówno transgranicznego jak i wyłącznie krajowego, mogą nieświadomie stać się uczestnikami procederu, zachęcamy do zachowania szczególnej ostrożności i staranności przy podejmowaniu decyzji handlowych. Zawarty w niniejszym liście katalog cech charakterystycznych dla transakcji wykorzystywanych w oszustwach w podatku VAT jest tylko wyliczeniem przykładowym i nie może być traktowany jako wykaz bezwzględnych przejawów oszustwa. Ideą wskazania pewnych, powtarzających się elementów, jest poinformowanie przedsiębiorców o istniejącym ryzyku, a także umożliwienie zachowania wzmożonej ostrożności. Przedsiębiorca, oceniając wiarygodność kontrahenta i rzeczywisty charakter transakcji, powinien kierować się standardami biznesowymi, z uwzględnieniem specyfiki rynku i realiów ekonomicznych, jak również doświadczeniem wynikającym z prowadzenia działalności gospodarczej.

Wartość informacyjna niniejszego listu nakierowana jest na zwiększenie bezpieczeństwa uczciwej działalności gospodarczej.

W ostatnich latach, zarówno w Polsce, jak i w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej, obserwuje się niepokojące zjawisko wykorzystywania mechanizmów konstrukcji podatku od towarów i usług do uzyskiwania niezgodnych z prawem korzyści. Dotyczy to przede wszystkim, wyłudzania nienależnego zwrotu tego podatku, lub uszczuplania należności budżetu państwa poprzez nieodprowadzanie należności podatkowych z tytułu VAT. Rozmiary zjawiska, charakter i cechy procederu uprawniają do stwierdzenia, że w tej dziedzinie przejawia się aktywność zorganizowanej przestępczości gospodarczej. Charakterystyczną cechą zjawiska jest wykorzystanie w łańcuchu transakcji podmiotu pełniącego rolę tzw. „znikającego podatnika” (missing trader). Podmiot taki nie odprowadza należnego podatku do budżetu, a jednocześnie tworzy formalne podstawy do żądania jego zwrotu, na dalszym etapie. Taka fikcyjna konstrukcja służy do uzyskiwania uprzywilejowanej pozycji rynkowej, poprzez możliwość oferowania towarów po cenach obniżonych o wartość podatku. W tę najpopularniejszą formę oszustwa w podatku VAT zaangażowanych jest kilka, a nawet kilkanaście podmiotów zarejestrowanych dla celów VAT w Polsce i innych państwach UE. Skutki procederu to zarówno możliwość realnego zagrożenia konkurencyjności dla uczciwych przedsiębiorców, prowadzących działalność zgodnie z prawem i regułami rynku, poprzez zaniżanie cen o wartość nieodprowadzonego podatku, jak i bezpośrednie straty budżetu państwa, w wyniku wyłudzania zwrotów lub uszczuplania jego należności. Przepisy prawa podatkowego przewidują wyłączenie lub ograniczenie w odliczaniu podatku VAT naliczonego przy nabyciu towarów, w przypadku uczestniczenia w procederze oszustwa.

Opis mechanizmu oszustwa

Przedmiotem obrotu są towary nabyte w ramach transakcji dostawy wewnątrzwspólnotowej. Pierwszym nabywcą towarów na terytorium kraju jest, z reguły, podmiot pełniący rolę tzw. „znikającego podatnika” składający lub nieskładający deklaracji, ale finalnie nigdy nieodprowadzający należnego podatku do urzędu skarbowego. Podmiot tego typu z reguły zgłasza siedzibę w tzw. „wirtualnym biurze”, w którym nie są wykonywane żadne czynności, jakich należałoby oczekiwać, mając na uwadze branżę i rozmiary (skala obrotów) działalności. Zazwyczaj całkowicie niemożliwy jest bezpośredni kontakt z osobami formalnie reprezentującymi podmiot. Opisany pierwszy, na obszarze Polski, podmiot dokonuje szybkiej (najczęściej w tym samym lub kolejnym dniu) sprzedaży towaru do kolejnych podmiotów – ogniw łańcucha. Podmioty te formalnie spełniają obowiązki związane z rozliczeniami podatku od towarów i usług. Ich głównym celem nie jest jednak zysk na transakcji w rozumieniu rynkowym, a jedynie wydłużenie łańcucha obrotu. Często są to spółki specjalnie w tym celu utworzone. Rolę taką, świadomie lub w wyniku niezamierzonego uczestnictwa mogą pełnić także prawidłowo działający przedsiębiorcy. Finalnie towar trafia do ostatniego, w łańcuchu krajowych dostaw, podmiotu. Ten dokonuje ponownej sprzedaży towaru za granicę w ramach eksportu lub wewnątrzwspólnotowej dostawy przy zastosowaniu preferencyjnej stawki VAT 0% i występuje o bezpośredni zwrot podatku, który faktycznie nie został zapłacony na wcześniejszym etapie obrotu. W innym przypadku towar, po cenie zaniżonej o wartość VAT, który nie został nigdy na wcześniejszych etapach obrotu odprowadzony w wyniku zastosowania oszukańczego mechanizmu, trafia na rynek.

Istotną rolę w obrocie towarami elektronicznymi odgrywają centra logistyczne. Najczęściej towar jest tam przechowywany praktycznie przez cały czas, od etapu „znikającego podatnika” poprzez kolejne etapy obrotu, niezależnie od ilości firm uczestniczących w łańcuchu transakcji. Zmiany kolejnych właścicieli odbywają się w bardzo krótkim czasie (do kilkunastu minut w ciągu dnia) na podstawie mailowych dyspozycji. Fizycznie sprzęt elektroniczny wywożony jest z centrum logistycznego na jednym z ostatnich etapów obrotu. Trafia do magazynu ostatniego na terytorium Polski podmiotu, skąd w ramach wewnątrzwspólnotowych dostaw wywożony jest za granicę, często do zlokalizowanego tam centrum logistycznego. Ten sam towar może być ponownie przywieziony na terytorium Polski w celu powtórzenia procederu. W rzeczywistości towar, który sprowadzany jest na terytorium Polski często w ogóle nie trafia do sprzedaży detalicznej na polskim rynku.

Charakterystyczne, najczęściej powtarzające się cechy transakcji wykorzystywanych w procederze oszustwa (pojedyncze cechy z poniższego wykazu nie muszą automatycznie stanowić przejawu oszustwa):

  • dostawcą jest nowopowstała firma, z najniższym kapitałem zakładowym, a jej właścicielem lub reprezentantem jest osoba bez doświadczenia w branży, często obcokrajowiec (pochodzący z krajów trzecich, spoza UE),
  • podmiot, szczególnie przy dużej skali działalności, zgłasza siedzibę firmy pod adresem, pod którym brak jest oznak prowadzenia działalności gospodarczej (tzw. „wirtualne biuro”) lub w wynajętym lokalu mieszkalnym,
  • dostawcy i odbiorcy w łańcuchu dostaw często zmieniają się bez żadnego ekonomicznego uzasadnienia (pojawiają się nowe firmy, ponownie uruchamiane są przedsiębiorstwa po zmianach udziałowców),
  • występuje „odwrócony łańcuch obrotu”. Na normalnie funkcjonującym rynku, zazwyczaj towar sprzedawany jest od producenta, poprzez duże hurtownie i następnie mniejszych dystrybutorów, do sprzedawcy detalicznego. W obrocie dokonywanym z zamiarem oszustwa w VAT, towar jest sprzedawany przez szereg mniejszych podmiotów do dużych dystrybutorów, którzy dokonują wywozu tego towaru poza granice RP,
  • towary są oferowane w dużych ilościach, a partie towarów z reguły nie są dzielone,
  • towary mają wysoką wartość, często ich cena jednostkowa jest niższa od ceny rynkowej,
  • dostawca nie dąży do zawarcia kontraktu handlowego przewidującego dłuższą współpracę,
  • towary często nie są ubezpieczane, mimo ich wysokiej wartości,
  • organizatorzy procederu, bez wyraźnego powodu, wskazują od kogo towar można/trzeba/ kupić albo do kogo można/ należy/ sprzedać,
  • niestandardowo, biorąc pod uwagę wartość transakcji, krótkie terminy płatności, transfer środków finansowych, na kolejnym etapie, najczęściej na rachunki bankowe w krajach trzecich,
  • w oszustwo są zaangażowane podmioty z co najmniej dwóch krajów członkowskich UE, wykazujące transakcje wewnątrzwspólnotowe (handel transgraniczny),
  • nieuzasadniona, duża liczba podmiotów biorących udział w obrocie (w normalnych warunkach rynek dąży do wyeliminowania zbędnych pośredników w obrocie, by uzyskać jak najwyższą marżę, natomiast w oszustwie podatkowym łańcuch obrotu jest nienaturalnie długi),
  • marże na transakcjach są (stosunkowo) niskie dla większości firm w łańcuchu i często stanowią stałe kwoty, a negocjacje cenowe z reguły nie mają miejsca,
  • towar, przez kolejne etapy obrotu, zazwyczaj przechowywany jest w tym samym centrum logistycznym, a nie pod adresem sprzedawcy,
  • zachodzi szybka wymiana handlowa, towary są odsprzedawane natychmiastowo bez magazynowania.
    W przypadku zetknięcia się z opisanym procederem prosimy o niezwłoczne informowanie służb kontroli skarbowej, pod adresem [email protected] lub organów ścigania, o wszelkich próbach uwikłania przedsiębiorcy w oszukańczy proceder.

GK Energoinstal poprawia przychody o 28,5 proc.

0

Grupa Kapitałowa Energoinstal S.A. poprawiła przychody netto ze sprzedaży do poziomu 213,65 mln zł. Spadł jednak zysk grupy w ujęciu rocznym do poziomu 6,7 mln zł.

Skonsolidowane przychody grupy kapitałowej Energoinstal S.A. wzrosły w I półroczu 2014 r. o 28,5 proc. do poziomu 213,65 mln zł, wynika z raportu finansowego spółki.

Zysk netto grupy spadł do poziomu 6,7 mln zł, czyli o 24,8 proc.

Spadek zysku wynika głównie ze wzrostu  kosztów sprzedaży w spółkach grupy – o 30,8 proc., a także z ponad 3-krotnie mniejszych przychodów finansowych, i tu głównie zaważył ponad 8-krotny spadek z tytułu różnic kursowych.

Największe przychody w grupie w omawianym terminie miała firma Eniq Sp. z o.o, było to 82,8 mln zł oraz Przedsiębiorstwo Budowlano-Usługowe Interbud-West Sp. z o.o. – 12,7 mln zł. Główna spółka grupy – Energoinstal S.A., producent kotłów energetycznych, zanotował 1,7 mln zł przychodów i jest to prawie 2-krotny spadek rdr.

Baltona zwiększa przychody, ale rośnie też strata, między innymi przez Ukrainę

0

CEO Magazyn Polska

W I półroczu 2014 roku Baltona miała 155,7 mln zł przychodów, o 59 proc. więcej niż rok temu. Z powodu wyższych kosztów wzrosła jednak również strata – do 7,48 mln zł z 3,36 mln przed rokiem.

Osiągnęliśmy 155 mln zł sprzedaży, to blisko 60 proc. wzrost, który zawdzięczamy zarówno wynikom nowo przejętych spółek z grupy Chacalli, jak i naszym spółkom Baltona w Europie Środkowo-Wschodniej. Zysk jeszcze nie wygląda lepiej w pierwszym półroczu. Nasza aktywność na Ukrainie ze zrozumiałych powodów, choć nadal rentowna, była trochę mniej rentowna niż rok temu. Pasażerowie podróżują tam mniej i kupują mniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Uryga, prezes Baltona SA.

W pierwszym kwartale 2014 r. Baltona miała 6,91 mln zł skonsolidowanej straty netto przypisanej akcjonariuszom jednostki dominującej wobec 2,99 mln zł straty rok wcześniej. W pierwszym półroczu było to 7,48 mln zł straty netto, co oznacza, że drugi kwartał był zdecydowanie lepszy. Baltona wskazuje zresztą w komunikacie na sezonowość działalności, przez którą pierwszy kwartał jest zwykle najsłabszy w roku. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły w pierwszym kwartale br. do 66,77 mln zł z poziomu 40,15 mln zł w analogicznym okresie 2013 r., a w całym półroczu do 155,7 mln zł z 97,9 mln rok temu.

Pierwsze półrocze w naszej branży jest zawsze dużo słabsze, bo sezon zaczyna się pod koniec czerwca i trwa do sierpnia. Tak jak w zeszłym roku zanotowaliśmy stratę. Ona będzie w tym roku trochę większa ze względu na negatywny wpływ Ukrainy, jednorazowe koszty restrukturyzacyjne Chacalli i otwarcie sklepu w Alghero we Włoszech – twierdzi Uryga.

Wojna na Ukrainie negatywnie wpłynęła na wynik Baltony poprzez osłabienie hrywny oraz spadek sprzedaży, na który z kolei złożyła się mniejsza liczba pasażerów i podwyżka podatku akcyzowego na wyroby tytoniowe i alkohol. Koszty działalności operacyjnej w pierwszym półroczu zwiększyły się w porównaniu z ubiegłym rokiem o 60 proc. do 160 mln zł ze 100 mln.

Według Urygi poza Ukrainą na pozostałych zagranicznych portach Baltona osiąga solidne wzrosty sprzedaży. Od początku roku akcje spółki jednak silnie potaniały, spadając z poziomu ok. 7,15 zł do niecałych 5 zł obecnie.

Największy operator sklepów wolnocłowych w Polsce zamierza kontynuować ekspansję zagraniczną, gdzie generuje obecnie 1/3 swoich obrotów. Baltona równocześnie pracuje nad wzrostem sprzedaży całkowitej oraz sprzedaży w przeliczeniu na jednego klienta w Polsce. W pierwszym półroczu rosła ona w polskich portach lotniczych szybciej niż liczba pasażerów. Pozytywną wiadomością dla akcjonariuszy jest także rozwój siatki połączeń oraz wzrost liczby pasażerów w Modlinie, gdzie Baltona jest wyłącznym operatorem gastronomicznym.

Pomimo tego, że polskie lotniska nie miały wielkiego wzrostu w pierwszym półroczu, zanotowaliśmy wzrost sprzedaży. Bardzo staramy się dostosować nasza ofertę do potrzeb klientów i cały czas zauważamy, że na tych lotniskach zarabiamy na pasażerach coraz więcej, co jest bardzo obiecujące. Bardzo dobrze wygląda również rozwój lotniska w Modlinie. Podwarszawskie port wraca do życia i odzyskuje formę. Zgodnie z prognozami lotnisko spodziewa się osiągnięcia około 1,5 mln pasażerów, co ulokowałoby Modlin na piątym lub szóstym miejscu w Polsce, a zaczynali praktycznie od zera – wskazuje Andrzej Uryba.

Wynik finansowy w drugim półroczu może być jeszcze obciążony kosztami związanymi z przejęciem aktywów Chacalli i zmianą brandu.

– Przejęliśmy wraz z tą firmą punkty sprzedaży na trzech lotniskach  w Weeze, Rotterdamie i Liege. Zakończyliśmy właśnie audyt na tych lotniskach, chcemy je teraz zmienić brand na Baltonę. Zdecydowaliśmy, że marka Chacalli będzie dotyczyła naszych działalności dyplomatycznych, a marka Baltona będzie dotyczyła naszych działalności detalicznych. Przejęte obiekty nie wymagają jakiegoś wielkiego dokapitalizowania. Oczywiście zmiana brandu będzie się wiązała z odświeżeniem sklepów, zmianą ustawienia, może zmianą asortymentu. Będą to pewne wydatki, ale nieporównywalnie mniejsze do tych, które ponieślibyśmy, otwierając sklepy w nowych lokalizacjach – ocenia prezes Baltony.

Obrót akcjami DGA będzie zawieszony

Po rozpatrzeniu wniosku DGA S.A. o zawieszenie notowań akcji w związku ze zmianą ich wartości nominalnej, zarząd GPW podjął uchwałę w sprawie zawieszenia obrotu akcjami spółki.

Zarząd Giełdy postanowił 22 sierpnia 2014 r. na wniosek grupy doradczo-inwestycyjnej DGA S.A. zawiesić obrót akcjami spółki oznaczonych kodem „PLDGA0000019” w dniach 29 sierpnia – 11 września 2014 r. włącznie, poinformowała spółka w komunikacie.

Zlecenia maklerskie na akcje DGA S.A. przekazane na giełdę, a nie zrealizowane do dnia 28 sierpnia 2014 r. włącznie, tracą ważność po zakończeniu sesji giełdowej w tym dniu. W okresie zawieszenia zlecenia maklerskie na akcje spółki DGA S.A. nie będą przyjmowane.

M. Budzicki (PKO BP): Rentowności polskich 10-letnich obligacji mogą spaść poniżej rekordowych 3 proc.

CEO Magazyn Polska

Oprocentowanie 10-letnich obligacji polskiego rządu jest blisko historycznego minimum na poziomie 3,08 proc. W najbliższych dniach lub tygodniach obligacje mogą przełamać barierę 3 proc., czemu sprzyja pierwsza od 1989 r. deflacja oraz niepewność dotycząca wzrostu PKB w drugim półroczu. W średnim i dłuższym terminie analitycy spodziewają się jednak wzrostu rentowności polskich obligacji, bo inflacja będzie się powoli zbliżać do celu NBP, czyli 2,5 proc.

Mamy dwa główne czynniki. Po pierwsze spada inflacja, według ostatnich danych GUS we lipcu mieliśmy deflację minus 0,2 proc. rok do roku. Dodatkowo Rosja wprowadziła sankcje, co powoduje, że ten dołek, który miał osiągnąć wskaźnik CPI w lipcu, będzie osiągnięty w sierpniu na niższym poziomie. To rozbudza oczekiwania inwestorów na obniżki stóp procentowych. W tej chwili rynek zdyskontował 50 punktów bazowych cięcia w tym roku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dr Mirosław Budzicki, strateg rynków finansowych w PKO BP SA.

Na lipcowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej część członków opowiedziała się za obniżką stóp procentowych w najbliższym czasie, jeśli utrzymają się tendencje deflacyjne oraz gospodarka wyraźnie spowolni – wynika z komunikatu NBP. Zdaniem części ekonomistów RPP może zdecydować się na poluzowanie polityki pieniężnej już we wrześniu.

Niska rentowność obligacji oraz presja na spadek stóp procentowych NBP wynika również z polityki Europejskiego Banku Centralnego, który zdecydował się wprowadzić nadzwyczajne narzędzia w celu pobudzenia koniunktury w strefie euro (m.in. długoterminowe linie kredytowe dla banków oraz ujemną stopę depozytową). EBC nie wykluczył także uruchomienia programu skupu ABS (asset-backed securities), a to jeszcze powiększy dysparytet stóp procentowych między Polską a Eurolandem, co z kolei może prowadzić do umocnienia złotego, a w konsekwencji pogłębić deflację – wynika z „minutes” RPP.

Wydaje mi się, że najbliższe tygodnie będą w dalszym ciągu kontynuacją dotychczasowego trendu. Niewykluczone, że rynek jeszcze będzie dyskontował obniżkę stóp procentowych o kolejne 25 punktów bazowych. Z tego punktu widzenia możliwe są jeszcze, mimo bardzo niskich rentowności, dalsze spadki rentowności, czyli wzrosty cen – uważa Budzicki.

W piątek rentowność 10-letnich papierów skarbowych Polski wynosiła około 3,1 proc., z kolei francuskich – 1,37 proc., a niemieckich – 0,98 proc. Nawet jeżeli stopa referencyjna NBP spadłaby o 50-75 pkt. bazowych do 1,75-2 proc., to rentowności długoterminowych obligacji polskiego rządu nie zbliżą się do poziomów, które mają obecnie najważniejsze gospodarki w strefie euro.

Mamy do czynienia z inna gospodarką, jesteśmy rynkiem wschodzącym. W sposób naturalny będziemy notować wyższą premię w stosunku do papierów niemieckich. Mamy też decydowanie wyższe stopy procentowe i zupełnie inną sytuacje makroekonomiczną. Wykluczałbym tak gwałtowny spadek. Niemniej jednak w najbliższych tygodniach rentowność obligacji 10-letnich będą testowały poziom 3 proc. i niewykluczone, że go pokonamy – prognozuje strateg rynków finansowych w PKO BP.

Bliskie rekordowych ceny polskiego długu zwiększają ryzyko inwestycyjne, czego przykładem jest krótkookresowa wyprzedaż i realizacja zysków na przełomie lipca i sierpnia. Pretekstem do spadku cen obligacji – czyli wzrostu ich rentowności – może być brak obniżki stóp procentowych we wrześniu lub optymistyczne dane z polskiej gospodarki, które radykalnie zmniejszą szansę na złagodzenie polityki monetarnej. Zgodnie z projekcją NBP inflacja powinna stopniowo rosnąć w najbliższych kwartałach, co w dłuższym terminie doprowadzi do spadku cen obligacji.

Myślę, że w najbliższych tygodniach rentowności mogą jeszcze spaść. Z punktu widzenia inwestora warto trzymać obligacje w krótkim okresie, natomiast w średnim i dłuższym moim zdaniem one stracą – przewiduje dr Mirosław Budzicki.

Za dwa tygodnie decyzja Lotosu ws. emisji akcji o wartości 1 mld zł

0

8 września akcjonariusze Lotosu zdecydują o emisji akcji w wysokości 1 mld zł. Dodatkowy kapitał ma finansować poszukiwanie w Bałtyku i wydobycie z jego dna surowców oraz planowane przejęcia koncesji w Norwegii. Koncern zainwestuje część środków również w poprawę rentowności gdańskiej rafinerii. Spółka podkreśla jednocześnie, że emisja akcji nie doprowadzi do utraty kontroli nad Lotosem ze strony Skarbu Państwa.

Chcemy bardziej zbilansować portfel naszych aktywów, tak, aby większą rolę odgrywało poszukiwanie i wydobycie węglowodorów. To jest przyszłościowo dużo bardziej atrakcyjny obszar działania. Nie chcemy jednak zapominać o naszych aktywach rafineryjnych i będziemy dalej je udoskonalać w taki sposób, żeby były jeszcze bardziej odporne na negatywne zmiany, które do tej pory zachodziły – mówi agencji informacyjnej Newseria Mariusz Machajewski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych w Grupie Lotos SA.

W segmencie upstream (poszukiwań i wydobycia węglowodorów) priorytetem dla Grupy Lotos jest zagospodarowanie złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Bałtyckim. W tym roku spółka ma wydać na ten cel 1 mld zł, a w całym okresie 2011–2015 nakłady mają wynieść około 4 mld zł. Równocześnie koncern planuje nabyć do końca 2015 r. kolejne koncesje wydobywcze na szelfie Morza Norweskiego.

Zwiększenie udziału segmentu upstream ma zmniejszyć ryzyko w działalności oraz poprawić rentowność na poziomie całej Grupy. Lotos chce także zwiększać rentowność produkcji rafineryjnej, co wynika z silnej presji konkurencyjnej i trudnego otoczenia ekonomicznego, które razem negatywnie oddziałują na marże.

Spółka dotychczas bardzo szybko się rozwijała i chce utrzymać tempo swojego rozwoju. Środowisko jest coraz trudniejsze i ten, który wstrzymuje się w rozwoju, traci na znaczeniu. Zresztą przykład inwestycji 10+ pokazuje, że w dzisiejszych warunkach mimo bardzo słabego otoczenia makroekonomicznego nasz segment rafineryjny jest zyskowny. Rafinerie, które w ostatnich latach się nie rozwijały, to niestety są rafinerie zdecydowanie deficytowe – wskazuje wiceprezes Grupy Lotos.

Według szacunków Lotosu w II kwartale 2014 r. marża rafineryjna wyniosła 4,97 dolarów za baryłkę, podczas gdy w I kwartale było to 5,05 dolarów, a w IV kwartale 2013 r. 5,48 dolarów za baryłkę. Dla porównania średnia marża dla rafinerii w północno-zachodniej Europie wyniosła w I kwartale br. tylko 0,9 dolarów za baryłkę. Lotos korzystała jednak na sprzyjającym dyferencjale między ropą Ural oraz Brent.

Pomimo wdrożenia Programu 10+ gdański koncern ma jeszcze dużą przestrzeń do zwiększenia efektywności swojej rafinerii. Do końca 2015 r. ma zostać wprowadzony system zarządzania ryzykiem eksploatacji urządzeń ciśnieniowych, dzięki czemu wydłuży się okres ciągłej pracy rafinerii z 4 do 5-6 lat. To pozytywnie wpłynie na możliwości przerobowe, a zatem i na wyniki finansowe – informowała spółka.

W segmencie związanym z naszą działalnością rafineryjną są projekty mające bardzo atrakcyjne stopy zwrotu, które nie tylko powinny przynieść efekt finansowy, lecz także uniezależnić nas chociażby od problemu związanego z produkowaniem ciężkich pozostałości rafineryjnych – twierdzi Machajewski.

Zgodnie ze strategią rządową dla sektora naftowego w Polsce Skarb Państwa ma kontrolować 50 proc. akcji Grupy Lotos. Zdaniem wiceprezesa zarządu wyklucza to możliwość przejęcia kontroli nad strategiczną spółką przez podmioty z innych państw, a planowana emisja akcji o wartości 1 mld zł nie zmienia tej sytuacji.

Emisja jest skierowana do istniejących akcjonariuszy Grupy Lotos, tak więc to oni zadecydują, czy będą chcieli obejmować akcje, czy nie. Należy pamiętać, że warunki emisji są skonstruowane w taki sposób, że emisja nie dojdzie do skutku, jeżeli Skarb Państwa nie obejmie odpowiedniej liczby akcji. To oznacza, że nie ma obawy o kontrolę nad Grupą i nie powinno jej być w przyszłości – podsumowuje Mariusz Machajewski.

Grupa Lotos: Emisja akcji jest konieczna, by zwiększyć konkurencyjność spółki w trudnym otoczeniu ekonomicznym

CEO Magazyn Polska

8 września akcjonariusze Lotosu zdecydują o emisji akcji w wysokości 1 mld zł. Dodatkowy kapitał ma finansować poszukiwanie w Bałtyku i wydobycie z jego dna surowców oraz planowane przejęcia koncesji w Norwegii. Koncern zainwestuje część środków również w poprawę rentowności gdańskiej rafinerii. Spółka podkreśla jednocześnie, że emisja akcji nie doprowadzi do utraty kontroli nad Lotosem ze strony Skarbu Państwa.

Chcemy bardziej zbilansować portfel naszych aktywów, tak, aby większą rolę odgrywało poszukiwanie i wydobycie węglowodorów, bo to jest przyszłościowo dużo bardziej atrakcyjny obszar działania. Nie chcemy jednak zapominać o naszych aktywach rafineryjnych i dalej je udoskonalać w taki sposób, żeby były jeszcze bardziej odporne na negatywne zmiany, które do tej pory zachodziły – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mariusz Machajewski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych w Grupie Lotos SA.

W segmencie upstream (poszukiwań i wydobycia węglowodorów) priorytetem dla Grupy Lotos jest zagospodarowanie złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Bałtyckim. W tym roku spółka ma wydać na ten cel 1 mld zł, a w całym okresie 2011–2015 nakłady mają wynieść około 4 mld zł. Równocześnie koncern planuje nabyć do końca 2015 r. kolejne koncesje wydobywcze na szelfie Morza Norweskiego.

Zwiększenie udziału segmentu upstream ma zmniejszyć ryzyko w działalności oraz poprawić rentowność na poziomie całej Grupy. Lotos chce także zwiększać rentowność produkcji rafineryjnej, co wynika z silnej presji konkurencyjnej i trudnego otoczenia ekonomicznego, które razem negatywnie oddziałują na marże.

Spółka dotychczas bardzo szybko się rozwijała i chce utrzymać tempo swojego rozwoju. Środowisko jest coraz trudniejsze i ten, który wstrzymuje się w swoim rozwoju, traci na znaczeniu. Zresztą przykład inwestycji 10+ pokazuje, że w dzisiejszych warunkach mimo bardzo słabego otoczenia makroekonomicznego nasz segment rafineryjny jest segmentem zyskownym. Jeżeli popatrzymy na te rafinerie, które się nie rozwijały w ostatnich latach, niestety, mówimy tu o rafineriach zdecydowanie deficytowych – wskazuje wiceprezes Grupy Lotos.

Według szacunków Lotosu w II kwartale 2014 r. marża rafineryjna wyniosła 4,97 dolarów za baryłkę, podczas gdy w I kwartale było to 5,05 dolarów, a w IV kwartale 2013 r. 5,48 dolarów za baryłkę. Dla porównania średnia marża dla rafinerii w północno-zachodniej Europie wyniosła w I kwartale br. tylko 0,9 dolarów za baryłkę. Lotos korzystała jednak na sprzyjającym dyferencjale między ropą Ural oraz Brent.

Pomimo wdrożenia Programu 10+ gdański koncern ma jeszcze dużą przestrzeń do zwiększenia efektywności swojej rafinerii. Do końca 2015 r. ma zostać wprowadzony system zarządzania ryzykiem eksploatacji urządzeń ciśnieniowych, dzięki czemu wydłuży się okres ciągłej pracy rafinerii z 4 do 5-6 lat. To pozytywnie wpłynie na możliwości przerobowe, a zatem i na wyniki finansowe – informowała spółka.

W segmencie związanym z naszą działalnością rafineryjną są projekty mające bardzo atrakcyjne stopy zwrotu, które nie tylko powinny przynieść efekt finansowy, lecz także uniezależnić nas chociażby od problemu związanego z produkowaniem ciężkich pozostałości rafineryjnych – twierdzi Machajewski.

Zgodnie ze strategią rządową dla sektora naftowego w Polsce Skarb Państwa ma kontrolować 50 proc. akcji Grupy Lotos. Zdaniem wiceprezesa zarządu wyklucza to możliwość przejęcia kontroli nad strategiczną spółką przez podmioty z innych państw, a planowana emisja akcji o wartości 1 mld zł nie zmienia tej sytuacji.

Emisja jest skierowana do istniejących akcjonariuszy Grupy Lotos, tak więc to oni zadecydują, czy będą chcieli obejmować akcje, czy nie. Należy pamiętać, że warunki emisji są skonstruowane w taki sposób, że emisja nie dojdzie do skutku, jeżeli Skarb Państwa nie obejmie odpowiedniej liczby akcji. To oznacza, że nie ma obawy o kontrolę nad Grupą i nie powinno jej być w przyszłości – podsumowuje Mariusz Machajewski.

Od października cyfrowe Polskie Radio w kolejnych sześciu aglomeracjach i z nowym programem dla dzieci

0

W październiku w kolejnych sześciu miastach nastąpi cyfryzacja Polskiego Radia. Dzięki temu do końca roku ponad 30 proc. Polaków będzie mogło korzystać z nowej formy odbioru. Równocześnie z poszerzeniem zasięgu ma ruszyć nowa stacja dla dzieci i rodziców, a na początku przyszłego roku lub nieco później dla seniorów.

Proces, który rozpoczęliśmy 1 października ubiegłego roku, trwa. W tej chwili na cyfrze mogą nas słuchać mieszkańcy czterech wielkich aglomeracji w Polsce. Mamy nadzieję, że od października dołączą do nich mieszkańcy kolejnych sześciu dużych miast, co sprawi, że będziemy mogli zrealizować tegoroczne założenia co do budowy sieci cyfrowej w naszym kraju  ponad 30 proc. mieszkańców Polski będzie miało możliwość korzystania także z odbioru cyfrowego Polskiego Radia – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Siezieniewski, prezes zarządu Polskiego Radia.

Od października ubiegłego roku Polskie Radio nadaje cyfrowo w Katowicach i Warszawie. Od 1 sierpnia zasięg poszerzył się o Wrocław i Szczecin, a w październiku technologia obejmie też Gdańsk, Kielce, Kraków, Łódź, Opole i Poznań. Kolejne etapy cyfryzacji planowane są na 1 stycznia, 1 kwietnia i 1 lipca przyszłego roku, a cały kraj będzie objęty cyfrowym Polskim Radiem do grudnia 2020 r.

Wraz ze zmianą technologii Polskie Radio rozszerza też ofertę programową. Poza Jedynką, Dwójką, Trójką oraz Czwórką, Radiem Zagranica oraz rozgłośniami lokalnymi w technologii cyfrowej nadaje także program informacyjny PR24 oraz muzyczny Radio Rytm. Od października, przy kolejnym rozszerzeniu zasięgu, ruszy nowy program dla dzieci i rodziców o roboczej nazwie Radio Bajka lub Radio Krasnal.

Pracujemy także nad ofertą dla starszego audytorium, czyli Radiem Retro. To jest potężna grupa słuchaczy. Liczymy, że potencjalnymi odbiorcami oferty nowej stacji będzie od 8 do 10 mln mieszkańców naszego kraju. Chcielibyśmy ten program uruchomić na początku przyszłego roku, być może od 1 stycznia, może nieco później. To będzie zależało także od negocjacji z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, od uzyskania koncesji na nadawanie tego programu – zdradza Siezieniewski.

W planach jest jeszcze piąty program nadawany cyfrowo. Może to być edukacyjne Radio Eureka, ale niewykluczone, że po rozmowach z rozgłośniami regionalnymi oraz KRRiT Polskie Radio zmieni ten plan. Zgodnie ze informacjami na stronie internetowej nadawcy program ma ruszyć od czerwca 2015 r.

Siezieniewski dodaje, że na procesie cyfryzacji skorzystają również rozgłośnie regionalne, które dzięki niemu mogą urozmaicić ofertę. Przeciwni szybkiej cyfryzacji są jednak nadawcy komercyjni. Argumentują oni, że jeśli proces zmiany technologii potrwa długo, będą musieli ponosić podwójne koszty nadawania w obydwu systemach. Z kolei jeśli zmiana będzie zbyt szybka, część odbiorców może zrezygnować z wymiany odbiornika radiowego. Do odbioru radia cyfrowego jest bowiem potrzebny nowocześniejszy sprzęt.

Nie zmienił się stosunek struktur komercyjnych do emisji cyfrowej. Toczą się w tej sprawie rozmowy, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji utworzyła specjalny zespół, który ma wypracować formułę, która sprawi, że także struktury komercyjne zaangażują się w ten proces. Bardzo liczę na to, że w którymś momencie świadomość, że jest to proces nieuchronny, dotrze także do kolegów z komercji i włączą się czynnie w budowanie zarówno sieci, jak i oferty programowej – mówi Siezieniewski.

Podkreśla, że cyfryzacja radia w Europie trwa już w 15 krajach, a w kilku kolejnych wkrótce się rozpocznie. W Norwegii od początku 2017 r. radio może w ogóle przestać nadawać analogowo, ale tylko pod warunkiem, że co najmniej 50 proc. populacji będzie miało odbiorniki umożliwiające słuchanie radia cyfrowego. O wyłączeniu transmisji analogowej, jak mówi Siezieniewski, myśli się także w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W Polsce przez kilka lat dostępny będzie zarówno sygnał cyfrowy, jak i analogowy.

Reklama rozsyłana za pomocą tradycyjnej poczty skuteczniejsza niż SMS i mailing

CEO Magazyn Polska

Mimo że nowoczesne kanały komunikacji bardzo się rozwinęły w ostatnich latach, tradycyjna przesyłka listowa pozostaje jedną z najbardziej powszechnych metod dotarcia z reklamą bezpośrednią do klienta. W 2013 roku ulotki, gazetki czy katalogi docierały do ponad 20 mln Polaków. Dla porównania reklamowe SMS-y do niespełna 14 mln Polaków – wynika z badań Millward Brown i Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego. W tej sytuacji wiele firm nadal uznaje listy reklamowe za najskuteczniejszy sposób bezpośredniego dotarcia do odbiorcy. Warunkiem sukcesu jest odpowiedni dobór bazy odbiorców.

Jeżeli chodzi o media elektroniczne, to reklamy bardzo często są filtrowane poprzez różnego typu narzędzia, np. filtry antyspamowe, które powodują, że mailing reklamowy nie dociera do tej osoby, do której powinien dotrzeć – mówi agencji Newseria Biznes Marek Witczak, członek zarządu Speedmail, operatora świadczącego usługi pocztowe dla biznesu. – Natomiast tradycyjna dostawa przesyłki, która dociera do konkretnej osoby, po pierwsze wzbudza ciekawość, po drugie można na przesyłce zawrzeć dodatkowe informacje, które zainteresują odbiorcę i zachęcą go do otwarcia przesyłki i zapoznania się z ofertą.

Dotychczas klient planujący swoją listową kampanię reklamową mógł wybrać wysyłkę masową lub bardzo precyzyjną, spersonalizowaną wysyłkę adresową. Witczak jednak podkreśla, że wadą kampanii masowej jest brak precyzji – wiele przesyłek dociera do osób, które nie są zainteresowane ofertą, co generuje wysokie koszty druku i dystrybucji. Natomiast wysyłka adresowa jest bardzo precyzyjna, ale kosztowna – wymaga posiadania bazy danych konkretnych odbiorców. Dlatego Speedmail stworzył nowe usługi marketingowe, które pozwalają na dotarcie do interesujących grup odbiorców przy niższych kosztach.

W naszej ofercie to są dwie usługi. Jedna z nich, Targetmail, to usługa częściowo adresowanych przesyłek marketingowych [np. bez imienia i nazwiska adresata – red.], kierowanych do określonych grup odbiorców, np. dla właścicieli domków jednorodzinnych – mówi Marek Witczak. – Druga usługa, Listingmail, to mailing przesyłek niezaadresowanych, czyli dostawy przesyłek skierowanych do szerszego grona odbiorców, wybranych według określonych kryteriów, m.in. demograficznych lub geograficznych, na przykład do osób mieszkających w określonej dzielnicy.

Kluczem do sukcesu kampanii wykorzystującej marketing bezpośredni są odpowiednie bazy danych. Speedmail korzysta z bazy, która opisuje ponad 37 milionów odbiorców zamieszkujących ponad 11 mln gospodarstw domowych pod kątem ich wieku, płci, liczby mieszkańców, rodzaju zabudowy, poziomu dochodów i siły nabywczej.

To nadawca określa profil klienta, do którego chce dotrzeć ze swoją ofertą. Po jego określeniu my przygotowujemy specyfikację bazy danych i dostarczamy nadawcy konkretne adresy osób, do których taka oferta ma być skierowana – mówi Marek Witczak, np. do odbiorców, wśród których jest przewaga osób w wieku pow. 50. roku życia lub mających ponadprzeciętne dochody.

Dodaje, że rynek pozytywnie zareagował na nową ofertę firmy. Od końca ubiegłego roku, kiedy pojawiły się nowe usługi, Speedmail wysłał ok. 1,5 mln przesyłek Targetmail i Listingmail. Z nowych rozwiązań marketingu bezpośredniego korzystają m.in. firmy telekomunikacyjne, biura podróży oraz fundacje, które pozyskują środki na swoją działalność.

W Polsce szybko rozwija się baza hotelowa. Standard rośnie, a ceny noclegów są jednymi z najniższych w UE

Za nocleg w hotelu w Warszawie trzeba zapłacić średnio ok. 70 euro. Od kilku lat Warszawa jest najbardziej atrakcyjnym cenowo miastem ze wszystkich stolic europejskich. Jak twierdzi Łukasz Dąbrowski, dyrektor generalny portalu rezerwacji hotelowych HRS Polska, na rynku jest już duży wybór hoteli, a konkurencja wciąż rośnie.

W globalnej perspektywie najtaniej wypadają destynacje azjatyckie, czyli takie kraje, jak Chiny czy Malezja – mówi Łukasz Dąbrowski. – To efekt ogromnej konkurencji na tamtejszych rynkach. Natomiast jeśli chodzi o kierunki, które trzymają cenę, to na świecie zawsze najwyżej notowane są miasta w Stanach Zjednoczonych, a w Europie – liderzy rankingu popularności, czyli Londyn, Paryż i Zurych. Również niektóre destynacje skandynawskie cenowo notowane są bardzo wysoko.

Warszawski rynek na tym tle wypada bardzo dobrze. Ceny w stolicy należą nie tylko do najatrakcyjniejszych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, lecz także i w całej Europie – wynika z badania HRS. Średnia cena pokoju spadła w ostatnim czasie o blisko 5 proc. i wynosi nieco ponad 72 euro za nocleg. Delikatne obniżki odnotowano również w innych krajach regionu.

Zdaniem Dąbrowskiego branża reaguje szybko na zmiany polityczne i ekonomiczne.

W naszym regionie Europy działo się ostatnio sporo – przypomina Dąbrowski. – Region centralno-wschodni zawsze jednak wypada korzystnie na tle reszty Europy. Warszawa, Praga, Budapeszt to nie tylko najchętniej odwiedzane w tej części Europy destynacje, lecz także najbardziej atrakcyjne cenowo.

Jak podkreśla dyrektor HRS Polska, baza hotelowa w kraju prężnie się rozwija. To odpowiedź nie tylko na zwiększone zainteresowanie Polską ze strony zagranicznych turystów, lecz także na rosnący ruch turystyczny w kraju. Dla Polaków usługa hotelowa w ostatnich latach przestała być niedostępna cenowa. Największą popularnością cieszą się hotele trzygwiazdkowe, choć rośnie również zainteresowanie obiektami w wyższym standardzie.

Bardzo dynamiczny rozwój bazy hotelowej doskonale odzwierciedla to zapotrzebowanie – mówi Dąbrowski. – Obiektów przybywa przede wszystkim w segmencie hoteli niezależnych.

Najbliższe dwa miesiące to okres żniw dla hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych, które swoje usługi kierują głównie do klientów korporacyjnych. We wrześniu i w październiku często odbywają się targi, konferencje, a firmy organizują wyjazdy szkoleniowe, handlowe, imprezy pracownicze.

– Powrót sezonu biznesowego oznacza również wzrost cen w większości destynacji, w szczególności w największych miastach polskich – mówi Łukasz Dąbrowski. – Wzrost może tam sięgać nawet kilkudziesięciu procent w stosunku do sezonu wypoczynkowego. Mamy miasta, które słyną z tego, że są niezwykle popularne wśród podróżujących biznesowo, jak Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań, i tam możemy się spodziewać największych podwyżek.

Błędy pracowników gratką dla cyberprzestępców. To jedno z głównych zagrożeń dla bezpieczeństwa sieci firmy

Cyberprzestępcy potrafią ominąć nawet najbardziej skomplikowane systemy bezpieczeństwa w firmach. Hakerzy wykorzystują najczęściej przestarzałe oprogramowanie, nieusunięte luki w oprogramowaniu, porzuconą własność cyfrową. Najlepszą okazją są dla nich błędy użytkowników sieci, a więc pracowników danej firmy.

Z raportu Cisco 2014 Midyear Security za I półrocze wynika, że jednym z główny zagrożeń są ataki typu Man in The Browser. 94 proc. wewnętrznych sieci firm, badanych przez Cisco, obsługiwało ruch do stron webowych zawierających złośliwy kod.

Jest to rodzaj zaawansowanego, złośliwego oprogramowania, które kiedy dostanie się na urządzenie, w jakiś sposób modyfikuje wyświetlaną stronę i wysyła dane albo przekształca je w elementy ścieżki pomiędzy użytkownikiem i portalem – wskazuje Gaweł Mikołajczyk, ekspert ds. bezpieczeństwa w Cisco Systems Poland.

Jak twierdzi ekspert, w ten sposób najczęściej atakowane są bankowe strony internetowe. Dla nieświadomego użytkownika, który korzysta z zainfekowanego komputera lub tabletu, strona, przez którą robi przelewy, wygląda identycznie, co strona banku, ale w rzeczywistości nią nie jest.

Użytkownik chciałby na przykład uruchomić transfer określonej sumy pieniędzy A na konto osobie B, a Man in the Browser malware powodują zmianę treści i wysłanie osobie X pieniędzy w kwocie Y – tłumaczy Gaweł Mikołajczyk w rozmowie z agencją Newseria Biznes. – Następuje zatem podmiana transakcji.

Według specjalisty Cisco to bardzo groźna forma ataku, ponieważ metody obrony, takie jak antywirus, uaktualnianie oprogramowania czy szyfrowanie ruchu, są nieskuteczne, gdy stacja robocza jest zainfekowana.

Działania obronne oraz fakt, że sama przeglądarka internetowa szyfruje, ułatwiają ochronę – mówi ekspert ds. bezpieczeństwa Cisco Systems Poland. – Ale złośliwe oprogramowanie korzysta z szyfrowania przeglądarki w sposób transparentny. Podczas takiego ataku najbardziej niebezpieczne jest właśnie to, że pomija on w zasadzie wszystkie elementy ochrony.

Taka forma ataku wykorzystywana jest również do innych działań o charakterze przestępczym, jak komunikacja z innym serwerem, pobieranie poufnych danych z komputera czy urządzeń mobilnych lub za ich pośrednictwem.

Według raportu Cisco zagrożone są również sieci korporacyjne i firmowe, które korzystają z usługi tzw. dynamicznego DNS.

Został on stworzony dla zmieniających adres oraz lokalizację komputerów czy routerów – tłumaczy Gaweł Mikołajczyk. – Serwery i sieci korporacyjne mają przypisaną adresację. Natomiast użytkownicy internetu mobilnego korzystają z usług operatorów telekomunikacyjnych, kablowych, stacjonarnych itd. Nie mają adresu, bywają więc infekowani i stają się częścią botnetu, czyli ogromnej sieci zarażonych maszyn. Następuje wtedy komunikacja pomiędzy zarażonymi komputerami a stacjami w sieciach korporacyjnych i innych częściach internetu.

Dwie trzecie sieci to systemy nieprawidłowo wykorzystywane lub zawierające komputery należące do sieci botnet, zainfekowane przez oprogramowanie, które ukrywa rzeczywiste adresy IP.

Jeżeli użytkownicy sieci korporacyjnej zaczynają się komunikować z adresami IP, a nie domenami, osoby zajmujące się bezpieczeństwem od razu nabierają podejrzeń. Zwykle użytkownik nie wpisuje bowiem adresu IP, tylko nazwę strony. Usługa dynamicznego DNS pozwala natomiast odwrócić uwagę administratorów bezpieczeństwa – objaśnia Gaweł Mikołajczyk.

Trzecim najpoważniejszym zagrożeniem jest szyfrowanie wykradania danych. W badanych przez Cisco sieciach dużych firm w 44 proc. generowane były zapytania DNS dotyczące stron lub domen, które oferują usługi szyfrowania danych. Jak podkreśla Mikołajczyk, często jest tak, że z takimi portalami łączy się nie użytkownik, a jego zainfekowany komputer. Jest jednak wiele przypadków, kiedy zagrożenie jest spowodowane przez nieświadomego i nieostrożnego pracownika. Omijają oni mechanizmy bezpieczeństwa istniejące w firmie, by coś sprawdzić w internecie i w ten sposób ułatwić sobie pracę.

W każdej z badanych przez nas firm – a są to korporacje z przychodami o łącznej wartości ponad 300 miliardów dolarów, które ogromne środki inwestują w bezpieczeństwo, były wysyłane zapytania do serwerów, które hostują, a więc posiadają i udostępniają złośliwe oprogramowanie – wskazuje Mikołajczyk.

Jak wynika z raportu Cisco, szczególnie narażone na ataki są firmy z branż specjalistycznych: przemysłu farmaceutycznego, chemicznego, medialnego oraz lotniczego.

ROBYG: Jeszcze w tym roku ruszy sprzedaż mieszkań na Mokotowie. Duże plany związane z prawobrzeżną częścią Warszawy, Gdańskiem i Wrocławiem

CEO Magazyn Polska

Jeszcze w tym roku ruszy sprzedaż mieszkań z nowej inwestycji Grupy ROBYG na warszawskim Mokotowie. Deweloper zamierza na kupionej za niemal 70 mln zł działce wybudować łącznie ok. 1000 mieszkań. Planuje też inwestycje w Gdańsku, gdzie może powstać nawet 4 tys. mieszkań, Wrocławiu i w prawobrzeżnych dzielnicach Warszawy.

Teren na Mokotowie już jest nasz. W związku z tym wczesną jesienią złożymy wniosek o pozwolenie na budowę. Sądzimy, że jeszcze w tym roku rozpoczniemy sprzedaż – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Zbigniew Okoński, prezes firmy ROBYG.

Deweloper kupił działkę o powierzchni ok. 85 tys. metrów kw. na początku sierpnia za 68,5 mln zł. Teren pomiędzy ulicami Puławską a Sikorskiego na warszawskim Mokotowie umożliwia budowę około 1000 mieszkań i 6000 metrów kw. powierzchni usługowej. To jednak nie jedyna inwestycja Grupy ROBYG w Warszawie. Deweloper uzyskał tego lata pozwolenia na budowę piątego i szóstego etapu osiedla Królewskiego na Wilanowie.

Okoński zapowiada, że Grupa ROBYG przygląda się także dzielnicom prawobrzeżnym. Zapowiada, że spółka może rozpocząć po wschodniej stronie Wisły inwestycję na kilkaset mieszkań, choć na razie nie zdradza szczegółów.

Grupa ROBYG działa także w Gdańsku i we Wrocławiu, gdzie ma tereny inwestycyjne. Okoński podkreśla, że wobec tych miast spółka także ma ambitne plany rozwoju.

W Gdańsku mamy możliwość wybudowania jeszcze ponad 4 tys. mieszkań, dlatego nie musimy obecnie zabiegać tam o miejsca pod inwestycje. We Wrocławiu mamy jeden teren, czekamy tylko na wybudowanie infrastruktury przez miasto. To może nastąpić w 2015-2016 roku. Żeby rozpocząć inwestycję w tym mieście, musielibyśmy jednak dokupić jeszcze tereny, ponieważ to, co posiadamy obecnie, nie wystarczy  – tłumaczy Okoński.

Spółka w tym roku może osiągnąć historyczny wynik ponad 2000 sprzedanych mieszkań. Okoński podkreśla, że na dobre wyniki wpływa rządowy program dopłat Mieszkanie dla Młodych, choć i bez niego spółka bardzo dobrze radzi sobie z przedsprzedażą. Według niego program skutecznie zachęca młodych klientów do kupowania mieszkań ze wsparciem rządu. Szczególnie widać to w Gdańsku, ale także w Warszawie.

Grupa ROBYG chce też skorzystać na drugim państwowym programie wsparcia rynku mieszkaniowego, czyli Funduszu Mieszkań na Wynajem Banku Gospodarstwa Krajowego. Ma on ruszyć jesienią. Fundusz będzie budował inwestycje mieszkaniowe, które potem zostaną przeznaczone na długoterminowy wynajem na korzystnych warunkach.

Złożyliśmy już odpowiednie propozycje do niedawno powstałego Funduszu. Sądzimy, że będą one interesujące dla inwestora, który będzie potem wynajmował mieszkania – mówi Okoński.

Zapowiada się dobry rok dla polskiej branży odzieżowej

0

Najnowsze dane z firm odzieżowych potwierdzają, że koniunktura w branży jest dobra i nie zmienią tego nawet napięte stosunki z Rosją. W zeszłym roku, jak wynika z raportu badawczo-konsultingowej firmy PMR, polski rynek odzieżowy wart był 22,2 mld zł, o 3,6 proc. więcej niż w roku 2012. Rok 2014 także zapowiada się nie najgorzej.

‒ Z tego, co podają firmy odnośnie wyników sprzedażowych z ostatnich miesięcy, wynika, że są odnotowywane wzrosty sprzedaży, czyli sytuacja się poprawia ‒ podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Mirosław Misztal, prezes zarządu spółki Monnari Trade.

Monnari należy do najbardziej znaczących spółek na polskim rynku odzieżowym. Firma posiada dziś 119 salonów sprzedaży, głównie w centrach handlowych największych miast. Jej zyski ostatnio systematycznie rosną. W II kwartale 2014 roku spółka zarobiła netto 6,4 mln zł, czyli o 2 mln zł więcej niż rok wcześniej. W całym I półroczu zysk netto Monnari sięgnął 12,5 mln zł (przy 5,5 mln zł zysku netto w I półroczu 2013).

‒ Wpływ na to miało kilka czynników ‒ mówi prezes Misztal. ‒ Poprawa sytuacji na rynku, większa chęć klientów do zakupów, a zarazem restrukturyzacja firmy z lat poprzednich. A więc poprawa w parametrach zakupowych i kosztowych.

Spółka nie zamierza jednak spocząć na laurach po osiągnięciu 125-proc. wzrostu zysku w relacji do I półrocza 2013 r. W planach ma dalsze zwiększenie sprzedaży i poprawę marży. Szykuje się też do otwarcia w tym roku kolejnych salonów sprzedaży. Ma ich powstać jeszcze 11, w tym dwa w Poznaniu.

‒ Nie chciałbym się dzisiaj jeszcze wypowiadać na temat prognoz na ten rok ‒ zastrzega Mirosław Misztal. ‒ Zakładam, że te wyniki będą znacznie lepsze niż w poprzednim roku.

Zdaniem prezesa Monnari w całej branży odzieżowej można w tym roku oczekiwać dobrych wyników. Konflikt z Rosją, choć przysporzy polskiej odzieżówce pewnych problemów, na pewno nie spowoduje spadku zysków.

‒ Zakładam, że można oczekiwać dalszych wzrostów. Natomiast na pewno nie będzie to już taka dynamika jak w ostatnim kwartale ‒ ocenia Mirosław Misztal.

Monnari spodziewa się kolejnego dobrego roku dla polskiej branży odzieżowej. W najbliższych miesiącach otworzy 11 salonów

0

CEO Magazyn Polska

Najnowsze dane z firm odzieżowych potwierdzają, że koniunktura w branży jest dobra i nie zmienią tego nawet napięte stosunki z Rosją. W zeszłym roku, jak wynika z raportu badawczo-konsultingowej firmy PMR, polski rynek odzieżowy wart był 22,2 mld zł, o 3,6 proc. więcej niż w roku 2012. Rok 2014 także zapowiada się nie najgorzej.

‒ Z tego, co podają firmy odnośnie wyników sprzedażowych z ostatnich miesięcy, wynika, że są odnotowywane wzrosty sprzedaży, czyli sytuacja się poprawia ‒ podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mirosław Misztal, prezes zarządu spółki Monnari Trade.

Monnari należy do najbardziej znaczących spółek na polskim rynku odzieżowym. Firma posiada dziś 119 salonów sprzedaży, głównie w centrach handlowych największych miast. Jej zyski ostatnio systematycznie rosną. W II kwartale 2014 roku spółka zarobiła netto 6,4 mln zł, czyli o 2 mln zł więcej niż rok wcześniej. W całym I półroczu zysk netto Monnari sięgnął 12,5 mln zł (przy 5,5 mln zł zysku netto w I półroczu 2013).

‒ Wpływ na to miało kilka czynników ‒ mówi prezes Misztal. ‒ Poprawa sytuacji na rynku, większa chęć klientów do zakupów, a zarazem restrukturyzacja firmy z lat poprzednich. A więc poprawa w parametrach zakupowych i kosztowych.

Spółka nie zamierza jednak spocząć na laurach po osiągnięciu 125-proc. wzrostu zysku w relacji do I półrocza 2013 r. W planach ma dalsze zwiększenie sprzedaży i poprawę marży. Szykuje się też do otwarcia w tym roku kolejnych salonów sprzedaży. Ma ich powstać jeszcze 11, w tym dwa w Poznaniu.

‒ Nie chciałbym się dzisiaj jeszcze wypowiadać na temat prognoz na ten rok ‒ zastrzega Mirosław Misztal. ‒ Zakładam, że te wyniki będą znacznie lepsze niż w poprzednim roku.

Zdaniem prezesa Monnari w całej branży odzieżowej można w tym roku oczekiwać dobrych wyników. Konflikt z Rosją, choć przysporzy polskiej odzieżówce pewnych problemów, na pewno nie spowoduje spadku zysków.

‒ Zakładam, że można oczekiwać dalszych wzrostów. Natomiast na pewno nie będzie to już taka dynamika jak w ostatnim kwartale ‒ ocenia Mirosław Misztal.

Kraje Afryki Północnej atrakcyjne dla eksporterów. Sprzedaż na tych rynkach dynamicznie rośnie

CEO Magazyn Polska

Rośnie zainteresowanie przedsiębiorców Afryką Północną. Wprawdzie na tamtejsze rynki trafia niewiele produktów w porównaniu np. do rynków zachodniej Europy, jednak eksport dynamicznie rośnie. Eksperci przewidują, że tak będzie również w kolejnych miesiącach, bo eksporterzy będą intensywnie poszukiwać alternatywy dla zamkniętego rynku rosyjskiego.

Z danych GUS przytoczonych przez firmę Akcenta wynika, że w I kwartale br. eksport do Afryki osiągnął wartość 558,5 mln euro, co oznacza wzrost o 41,4 proc. rok do roku. W tym samym czasie eksport do Ameryki Środkowej i Południowej oraz Azji spadł odpowiednio o 17,3 i 10,2 proc. Ponad połowa polskich produktów przeznaczonych na rynki afrykańskie trafia do państw Afryki Północnej (Algieria, Egipt, Libia, Maroko, Sudan i Tunezja). Sprzedaż towarów do tych krajów wzrosła w I kw. 2014 r. najmocniej spośród wszystkich regionów świata.

Jak zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Radosław Jarema, dyrektor zarządzający obsługującej transakcje walutowe firmy Akcenta, tak dynamiczny wzrost obrotów z krajami afrykańskimi nie jest jedynie wynikiem efektu bazy.

Zauważyliśmy, że klienci, którzy dokonywali płatności walutowych w ciągu ostatnich 9-10 miesięcy, intensywnie pytają się o możliwości posyłania płatności do tego regionu – informuje Radosław Jarema. – Widzimy, że ten rynek jest przez nich analizowany i podejmowane są próby wejścia. Rzecz jasna poziom wyjściowy obrotów był i nadal jest niski. Region ten nie zastąpi szybko krajów UE, które jeszcze długo będą głównym partnerem handlowym Polski. Ale wzrost zainteresowania Afryką jest wyraźny.

Największym partnerem Polski w Afryce Północnej jest Algieria. W I półroczu eksport skierowany na tamtejszy rynek był dwa razy większy niż przed rokiem. Krajowe firmy wysłały tam produkty o wartości 300 mln euro. Porównywalna jest wielkość eksportu do takich krajów europejskich, jak Irlandia czy Słowenia.

Zdaniem dyrektora zarządzającego firmy Akcenta w Polsce wzrost zainteresowania Afryką wynika z poszukiwania nowych rynków, które zostało wymuszone konfliktem na Ukrainie.

Problemy w Europie Wschodniej powodują, że spada zainteresowanie nią – potwierdza Jarema. – Afryka jest jedną z odpowiedzi. Ale mam wrażenie, że kierunek ten nie jest incydentem, lecz ma postać bardziej trwałego trendu.

Spośród wszystkich krajów tego regionu spadki dotyczyły jedynie eksportu do Libii (-17,3 proc.), która – podobnie jak Ukraina – ogarnięta jest konfliktem.

Okresowe utrudnienia pojawiają się na terytoriach uznawanych dotąd za bezpieczne, co pokazuje przypadek naszego wschodniego sąsiada – mówi Radosław Jarema. – Kraje afrykańskie są jednak coraz spokojniejsze politycznie.

Algieria jest jednym z największych odbiorców polskiego mleka, śmietany oraz dętek i kauczuku. Kraje afrykańskie są też największym na świecie importerem krajowych przetworów z mąki, grysiku, dla niemowląt oraz drugim odbiorcą zbóż, w tym głównie pszenicy (duże jej ilości trafiły m.in. do Egiptu, Maroka, Sudanu, Zimbabwe oraz Ugandy).

Polskie produkty szybko rotujące odznaczają się wysoką jakością – twierdzi Radosław Jarema. – Na rynku Afryki jednak nadal najważniejsza jest cena.

Atrakcyjne mogę być również technologie w przemyśle rolniczym. Jarema przypomina kontrakt podpisany w ubiegłym roku przez firmę Ursus na dostawę do Etiopii trzech tysięcy ciągników o wartości ok. 90 mln dolarów,

Według wstępnych danych GUS wartość eksportu z Polski w I półroczu wyniosła 80 mld euro i była o 5,4 proc. wyższa niż przed rokiem. Lepsze wyniki osiągnięto w wymianie z rynkami rozwiniętymi (Unia Europejska), do których sprzedano towary i usługi za ponad 66,9 mld euro, czyli o 7,2 proc. więcej.

Pod koniec roku spadną ceny działek

CEO Magazyn Polska

W wakacje widać wzmożone zainteresowanie działkami rekreacyjnymi. Taką nieruchomość można kupić w cenie średniej klasy samochodu. Wpływ na cenę ma jednak przede wszystkim odległość od dużego miasta i atrakcji turystycznych. Ceny zarówno działek rekreacyjnych, jak i budowlanych powinny nieco spaść w najbliższych miesiącach.

Za działkę rekreacyjną położoną w pobliżu większych aglomeracji trzeba zapłacić kilkaset złotych za metr kwadratowy. Za te położone w atrakcyjnych turystycznie regionach, ale z dala od miast, kurortów czy nawet sklepów, znacznie mniej – kilkadziesiąt złotych. Jak podkreśla ekspert, całą działkę można mieć w cenie średniej klasy samochodu.

Ceny utrzymują się na stabilnym poziomie. Niewielkich spadków można spodziewać się pod koniec roku. Wraz z nadejściem jesieni, a potem zimy, ruch na rynku działek nieco przymiera i odżywa z powrotem na wiosnę – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Drogomirecki, ekspert z serwisu nieruchomości Domy.pl.

Cena działek budowlanych różni się też w zależności od położenia. Dane z portalu Domy.pl pokazują, że najdroższe działki znajdują się w województwie mazowieckim (średnio za metr kw. trzeba zapłacić niecałe 200 zł) i małopolskim (ok. 150 zł.). Najtańsze – w województwach podkarpackim i lubuskim (odpowiednio 74 i 75 zł). Im bliżej jednak aglomeracji, tym ceny są wyższe. W zależności od miasta wahają się od kilkuset do ok. tysiąca złotych za metr kwadratowy, np. w pobliżu stolicy.

Najdroższe są działki budowlane w obrębie miast. W zależności od tego, co na działce można wybudować, czy będzie to działka pod dom jednorodzinny, czy pod budowę bloku wielorodzinnego, cena metra kwadratowego może sięgać nawet kilku tysięcy złotych – informuje Drogomirecki.

Wpływ na cenę ma nie tylko położenie względem szlaków komunikacyjnych i większych miejscowości, lecz także jakość infrastruktury dookoła działki.

Kupując ziemię, trzeba też zwrócić uwagę na to, czy jest gaz, prąd i kanalizacja, czy trzeba będzie organizować je samodzielnie, a koszt doprowadzenia mediów jest wysoki – zaznacza Drogomirecki.

Cena działki wzrasta, gdy posiada ona pozwolenie na budowę. Dobrze także jest sprawdzić, jakie inwestycje w najbliższym sąsiedztwie przewiduje plan zagospodarowania przestrzennego.

Polkom trudno osiągnąć sukces, bo są zbyt skromne i nie wierzą w siebie

CEO Magazyn Polska

W Polsce wciąż niewiele kobiet zajmuje stanowiska kierownicze. Zdaniem socjologów i psychologów Polki są zbyt skromne i za mało wierzą we własne możliwości, aby osiągnąć sukces zawodowy. Kobietom brakuje też przebojowości i determinacji, zbyt często ulegają chwilowym zachciankom, zamiast konsekwentnie dążyć do realizacji planów.

Z badań przeprowadzonych przez firmę Spencer Stuart wynika, że tylko 4 proc. Polek pełni funkcję prezesa, a 6 proc. zajmuje wysokie stanowiska zarządcze. Badania pokazały też, że w ciągu ostatnich trzech lat w Polsce zmniejszyła się liczba kobiet na kierowniczych stanowiskach. Zdaniem socjologów winę za taką sytuację ponoszą zarówno stereotypy związane z płcią, jak i same kobiety. Polki wciąż są bowiem wychowywane na kobiety skromne, o niższej niż mężczyźni samoocenie, mniejszej odwadze i przebojowości.

Bardzo surowo się oceniamy, chcemy być jednocześnie najlepszymi matkami, menadżerkami, żonami i gospodyniami, co jest oczywiście niemożliwe. Mamy tendencję do biczowania się. Widać to choćby w reakcji na komplementy. Kobieta zawsze odpowie skromnie, np. „Wcale ładnie nie wyglądam, może to efekt wyspania się”, „Sukces to nie moją zasługa, to dzięki zespołowi” itd. – mówi agencji informacyjnej Newseria Olga Kozierowska, mentorka, trener biznesu, autorka programu „Sukces pisany szminką”.

Zdaniem Kozierowskiej kobiety powinny nauczyć się wyznaczać sobie zawodowe cele, zarówno te krótkoterminowe, jak i długoterminowe, oraz tworzyć plany, które pozwolą je zrealizować. Osoby, które nie mają konkretnych celów, rzadziej osiągają bowiem sukces niż te, które mają sprecyzowane plany. Kobiety zbyt często słuchają marzeń wabiących. To takie marzenia, które przejmuje się od otoczenia, np. koleżanek lub rodziny. Mogą to być przedmioty materialne widziane w telewizyjnej reklamie, a także wartości wyniesione z domu rodzinnego lub nastawienie do życia.

Najprostszym przykładem marzenia wabiącego będzie przejeżdżające Ferrari dla osoby, która lubi samochody. Pracuję, zarabiam pieniądze, kupuję to Ferrari, wsiadam i za dwa miesiące ten samochód de facto nie różni się niczym od innego samochodu, bo jest po prostu środkiem lokomocji – mówi Olga Kozierowska.

Marzenia wabiące charakteryzują się tym, że ich realizacja nie daje długofalowej satysfakcji. Dlatego specjaliści radzą, aby wsłuchiwać się w swoje wewnętrzne potrzeby i marzenia szepczące. Są to marzenia wynikające z indywidualnych talentów i pozostają blisko związane z osobowością i zamiłowaniami. Bardzo często marzenia szepczące dochodzą do głosu pod wpływem lektury, przypadkowego zajścia lub spotkania.

Marzenia szepczące charakteryzują się tym, że do nas tak szepczą. Do nas szepcze cały wszechświat, tylko my czasem po prostu nie chcemy go słuchać. To jest podpowiedź kogoś, kogo spotykamy, nawet obcego człowieka, który nam powie: „Wspaniale pani wypadła w tej telewizji, może warto by było spróbować?” – mówi Olga Kozierowska.

Eksperci radzą, aby inwestować w realizację właśnie marzeń szepczących. Zdaniem Olgi Kozierowskiej kobietom często brakuje jednak odwagi, żeby zrobić pierwszy krok. Często też uważają swoje pomysły na karierę zawodową i prywatne działalności za nierealne lub nieciekawe. Kobietom tym pomóc mogą warsztaty, które uczą tego, jak opracować biznesplan, znaleźć źródła finansowania początkowej fazy działalności, analizy trendów biznesowych, pozyskiwania klientów. Warto także skorzystać z rad kobiet, które odniosły sukces zawodowy.

GPW: WIG30 w piątek traci 0,46 proc., w tygodniu w górę o 0,99 proc.

Indeksy największych spółek w piątek na minusie, ale w całym tygodniu rosną o niemal 1 proc.

WIG30 i WIG20 straciły w piątek na wartości 0,46 i 0,44 proc., cały tydzień mogą jednak zaliczyć do udanych. WIG30 zyskał w porównaniu z zamknięciem z 14 sierpnia 0,99 proc., a WIG20 – 0,96 proc.

Indeks szerokiego rynku WIG, grupujący wszystkie giełdowe spółki głównego parkietu, wzrósł w ciągu tygodnia o 1,22 proc., choć w piątek spadł o 0,29 proc.

Obroty w piątek na całym rynku były niewielkie, przekroczyły 596 mln zł, z tego 528 mln zł stanowiły obroty na WIG30.

 

Paged kupił Europa Systems za 109 mln zł.

0

Grupa Paged, nabyła 70 proc. udziałów w Europa Systems sp. z o.o., firmie  produkującej systemy logistyki wewnętrznej. Całkowita wartość transakcji to 109,5 mln zł. Paged poinformował, że Krzysztof Marszałek, założyciel i prezes Europa Systems, nadal będzie kierował spółką, jak również pozostanie jej 30-proc. udziałowcem.

Europa Systems zajmuje się m.in. kompleksową realizacją projektów zautomatyzowanych linii i systemów transportowych oraz produkcją urządzeń logistyki wewnętrznej. W ciągu 20 lat działalności spółka zrealizowała ponad 400 projektów w Europie, w takich branżach jak spożywcza, motoryzacyjna, handlowa, FMCG czy stalowa. W 2013 r. Europa Systems osiągnęła 57,1 mln zł przychodów ze sprzedaży, wypracowując 19,6 mln zł EBITDA i 13,8 mln zł zysku netto.

Robert Ditrych, wiceprezes Paged S.A., zwraca uwagę , że Europa Systems osiągała 45 proc. średnią roczną stopą wzrostu (CAGR) w minionych trzech latach, przy utrzymaniu wysokiej rentowności EBITDA na poziomie około 30 proc. W jego ocenie, biorąc pod uwagę rosnące koszty pracy, szczególnie na rynkach wschodzących, globalny trend do automatyzacji procesów produkcyjnych oraz  samą wielkość rynku automatyzacji (w 2015 roku ma on osiągnąć 200 mld dolarów), inwestycja w Europa Systems powinna być dobrym kierunkiem rozwoju dla Grupy Paged.

Grupę Kapitałową Paged tworzą podmiot dominujący Paged S.A. oraz grupa spółek zależnych zajmujących się m.in. produkcją sklejek i mebli.

W roku 2013 Grupa Paged osiągnęła 686,7 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, wypracowując 105,5 mln zł EBITDA oraz 58,4 mln zł zysku netto przypadającego na akcjonariuszy jednostki dominującej.

Rynek analityki biznesowej „ma się świetnie”

Do 2020 r rozmiary cyfrowego wszechświata wzrosną dziesięciokrotnie — od 4,4 bilionów gigabajtów do 44 bilionów gigabajtów – wynika z 7. Badania Digital Universe, przeprowadzonego przez firmę IDC na zlecenie EMC Corporation. Rosnąca ilość danych to szansa na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej dla wielu firm – pod warunkiem, że będą mogły szybko i sprawnie przetwarzać i analizować ogromne ilości informacji. Rynek analityki biznesowej rośnie.

Według IDC to „internet rzeczy” sprawia, że rozmiary cyfrowego wszechświata zwiększają się w tak ogromnym tempie. Według raportu liczba urządzeń lub przedmiotów, które można połączyć z Internetem, zbliża się do 200 mld, a 7 procent z nich (14 mld) już komunikuje się za pomocą sieci. Dane wygenerowane przez te urządzenia stanowią aktualnie 2 procent światowych zasobów. IDC przewiduje, że do 2020 r. liczba podłączonych do sieci urządzeń wzrośnie do 32 miliardów i będzie wytwarzać 10 procent światowych danych – z których część będzie stanowić tzw. dane użyteczne, które można przetwarzać i analizować.Rosnąca ilość zasobów stwarza ogromne możliwości dla firm, ale tylko od nich zależy czy przekują je w realne korzyści. Odpowiednie zarządzanie, przetwarzanie i szybka analiza istniejących zasobów to konieczność na dzisiejszym rynku. Nic dziwnego, że zapotrzebowanie na analitykę biznesową stale rośnie. – mówi Michał Guzek, członek zarządu Hicron

Analiza danych – przewagą konkurencyjną firm

Szybki dostęp do danych wspomagających procesy decyzyjne, odpowiednio wyselekcjonowanych i przetworzonych, uzyskanych z różnych źródeł – to podstawa konkurencyjności firm. Dlatego rynek analityki biznesowej „ma się świetnie”. Według analityków IDC w 2016 roku wartość rynku oprogramowania wspierającego raportowanie i analizy biznesowe ma sięgnąć niemal 51 mld USD. Do tego czasu dynamika rozwoju tego segmentu będzie utrzymywać się na poziomie około 10 proc. rocznie. Również z badań Instytutu Gartnera wynika, że narzędzia ułatwiające przetwarzanie i dostęp do informacji oraz podnoszenie efektywności procesów biznesowych znajdują się na szczycie priorytetów w planowanych inwestycjach IT.

W dużym uproszczeniu, systemy Business Intelligence służą firmom do opisywania danej sytuacji i szukania przyczyn jej zaistnienia. Np. firma widzi, że na danym projekcie straciła dużo pieniędzy. Za pomocą systemu BI sprawdza, co do tego doprowadziło. Big Data pozwala firmom zrobić niewyobrażalny krok naprzód, włączając do analizy tryliony danych. Magia dużych liczb pozwala im z bardzo dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć na pytanie, jak nie doprowadzić do zaistnienia podobnej sytuacji w przyszłości, a więc wracając do naszego przykładu – co uwzględnić i jakie działania podjąć, by kolejny projekt zakończył się sukcesem – mówi Michał Guzek.

Trend ten jest widoczny także w Polsce. Wraz ze wzrostem ilości danych wzrasta ilość zapytań na programy wspomagające ich przechowywanie, przetwarzanie i analizę. Chodzi o systemy typu Big Data, CRM, ERP, BI. Według Cisco Visual Networking Index Global Mobile Data Traffic Forecast 2012-2017 – aż 71 procent polskich respondentów planuje włączyć dane dostarczane z cyfrowych czujników, urządzeń pomiarowych, kamer wideo oraz innych inteligentnych urządzeń do swoich planów Big Data. Zarządzanie ogromnymi zbiorami danych będzie więc jedną z kluczowych kompetencji firm w ciągu najbliższych 3-5 lat.

Podczas rozmów z naszymi klientami widzimy coraz większe zainteresowanie kwestią przetwarzania informacji. Jednak ogrom danych w powiązaniu z nowymi potrzebami analitycznymi niesie ze sobą ryzyko przeciążeń systemowych. Producenci wychodzą firmom naprzeciw i proponują rozwiązania gwarantujące wysoką wydajność tego procesu. SAP oferuje nowoczesne środowisko SAP HANA, które umożliwia przetwarzanie danych w pamięci RAM a nie zwyczajowo na dyskach twardych, co daje niewyobrażalny skok jakościowy mierzony w setkach procent – mówi Michał Guzek. Zainteresowanie naszymi kompetencjami – np. doświadczeniem w zakresie SAP HANA, wynika m.in. z wielu oczywistych zalet rozwiązania, które oferuje znaczne skrócenie czasu potrzebnego na generowanie raportów, a także złożonych działań operacyjnych. Hicron posiada 16 osobowy zespół administracji SAP oraz doświadczenie potwierdzone certyfikacjami w SAP Polska w zakresie instalacji SAP HANA i świadczenia usług wsparcia, dlatego jest w stanie odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie rynku –  dodaje.

Jednym z ciekawszych przykładów wykorzystania modeli analitycznych jest rozwiązanie Predictive Marketing for Aftersales i aplikacje DriveApp, zaprojektowane i stworzone dla branży automotive przez dział Enterprise Mobility w Hicron. Jest to prognostyczne narzędzie do zarządzania obsługą posprzedażną na rynku motoryzacyjnym. Pomaga dilerom i importerom zwiększać przychody z obsługi posprzedażnej dzięki analizie potrzeb i personalizacji oferty dla każdego klienta. Dla kierowców jest natomiast źródłem dodatkowej wiedzy o samochodzie i bezpośredniego kontaktu z dilerem.

Przedsiębiorstwa chętnie inwestują w rozwiązania analityczne, ponieważ dają one możliwość prognozowania, analizy, kontroli wyników lub planów produkcyjnych. To konieczność dla firm, które chcą liczyć się na rynku i utrzymać przewagę konkurencyjną.

GUS: W I poł. br. wynik netto przedsiębiorstw niefinansowych wzrósł o 1,5 proc.

Z badania GUS wynika, że wyniki firm są nieco lepsze niż rok wcześniej. Poprawiły się zarówno przychody, jak i zyski. Mniej firm zanotowało straty. Koszty wzrosły, ale głównie z powodów zewnętrznych oraz rosnących płac.

W I półroczu 2014 r. badane przez Główny Urząd Statystyczny przedsiębiorstwa niefinansowe uzyskały korzystniejsze niż rok wcześniej wyniki finansowe. Podstawowe wskaźniki ekonomiczno-finansowe nie odbiegały znacząco od uzyskanych przed rokiem. Odnotowano wyższe niż przed rokiem nakłady inwestycyjne – o 14,4 proc., podaje GUS w raporcie.

Zarówno przychody, jak i koszty ich uzyskania były o 2,5 proc. wyższe rdr.

Wynik finansowy netto wyniósł 46,1 mld zł i był wyższy o 1,5 proc. niż w I półroczu 2013 r.

Zysk netto wyniósł 61 mld zł i był wyższy o 2,3 proc. od uzyskanego przed rokiem, a strata netto wyniosła 14,9 mld zł i wzrosła o 4,9 proc. rdr. Zysk netto wykazało 73,9 proc. ogółu przedsiębiorstw, rok temu było ich mniej – 68,8 proc.

Wzrósł udział kosztów usług obcych (o 0,4 pkt proc.), kosztów wynagrodzeń (o 0,2 pkt proc.) oraz kosztów ubezpieczeń społecznych i innych świadczeń (o 0,1 pkt proc.). Zmniejszył się udział zużycia materiałów, energii oraz podatków i opłat (po 0,2 pkt proc.).

Więcej firm zarabia też za granicą. 49,8 proc. wykazało w I półroczu 2014 roku sprzedaż na eksport, to więcej o 1 pkt proc. firm. Udział sprzedaży na eksport w przychodach netto zwiększył się o 0,5 pkt proc. do 23,9 proc.

Dane dotyczą 16714 podmiotów gospodarczych prowadzących księgi rachunkowe, w których liczba pracujących wynosi 50 i więcej osób. Dane nie obejmują rolnictwa, leśnictwa, łowiectwa i rybactwa, działalności finansowej i ubezpieczeniowej oraz szkół wyższych.

GUS: nastroje konsumentów w sierpniu pogorszyły się drugi miesiąc z rzędu

Nastroje konsumentów w sierpniu pogorszyły się drugi miesiąc z rzędu, podał GUS. Dotyczy to zarówno oceny bieżącej sytuacji, jak i przewidywanej w przyszłości. Najlepsze nastroje w tym roku były w czerwcu.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej obniżył się o 2,4 pkt proc. wobec lipca i był na poziomie -19,5.  Na spadek wartości wskaźnika największy wpływ miała ocena przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju (spadek o 7,6 pkt proc.). Pogorszyły się też oceny obecnej sytuacji ekonomicznej kraju oraz przyszłej i obecnej sytuacji finansowej gospodarstw domowych. Jako jedyna poprawiła się ocena dotycząca obecnego dokonywania ważnych zakupów (wzrost o 1,1 pkt proc.).  W porównaniu do sierpnia 2013 r. obecna wartość BWUK jest wyższa o 5,8 pkt proc.

Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK), opisujący oczekiwane  w najbliższych miesiącach tendencje konsumpcji indywidualnej spadł o 3,8 pkt proc. i ukształtował się na poziomie -25,0. Na obniżenie wartości wskaźnika wpłynęły przede wszystkim bardziej pesymistyczne przewidywania dotyczące przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju i przyszłego poziomu bezrobocia (spadek odpowiednio o 7,6 i 7,4 pkt proc.). Lepiej niż przez miesiącem oceniana był możliwość przyszłego oszczędzania pieniędzy (wzrost o 2,0 p. proc.). W sierpniu br. WWUK osiągnął wartość o 6,8 pkt proc. wyższą niż w sierpniu 2013 r.

MCI Management partnerem Global Webit Congress 2014

0

MCI Management, jeden z czołowych technologicznych funduszy PE/VC w Europie Środkowo-Wschodniej, został jedynym w Polsce oficjalnym parterem konferencji Global Webit Congress 2014.

Najbliższa, szósta już edycja Global Webit Congress (GWC), to jedno z najważniejszych i najbardziej wpływowych wydarzeń w dziedzinie digitalizacji na świecie. Odbędzie się w dniach 1-2 października 2014 roku w Stambule. Swój udział w wydarzeniu potwierdziło już ponad 10 tysięcy uczestników z ponad 100 krajów, 300 akredytowanych mediów (m.in. Venture Beat, Forbes, The Economist, Wall Street Journal, TechCrunch, Tech.eu, Mashable, Wired, CNN), ponad 200 wystawców oraz wielu prezesów największych spółek i kluczowych postaci rynku technologicznego i internetowego na świecie.

Renoma Global Webit Congress jako jednego z najważniejszych wydarzeń technologicznego świata została potwierdzona udziałem przedstawicieli najbardziej innowacyjnych firm w regionie i na świecie: Apple, PayPal, Google, Facebook, Yahoo!, Stripe, Seamless, Ubuntu, Coursera, Nissan, Amazon, IBM, Yandex, Qualcomm, Cisco, Akamai, czy też Intel.

Wydarzenie jest szczególnie atrakcyjne dla inwestorów działających w regionie EMEA (Europy, Bliski Wschód, Afryka). Jest to również idealna platforma networkingowa do budowania relacji i nawiązywania współpracy między najważniejszymi spółkami technologicznymi regionu EMEA a resztą świata. Uczestnicy i media porównują GWC do takich wydarzeń jak: SXSW, CES, Mobile World Congress czy DMexo.

Poczta Polska ma kontrakt z ARiMR o wartości 18,5 mln zł

Poczta Polska podała dziś informację o wygraniu przetargu Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa na świadczenie przez dwa lata usług pocztowych w Polsce i za granicą. Umowa ma wartość 18,5 mln zł.

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa rozstrzygnęła przetarg na świadczenie usług pocztowych w obrocie krajowym i zagranicznym o wartości ok. 18,5 mln zł. Na mocy nowego kontraktu Poczta Polska od stycznia 2015 r. będzie obsługiwała korespondencję Centrali oraz 330 oddziałów regionalnych, Biur Wsparcia Inwestycyjnego i Biur Powiatowych ARiMR.

 Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa po raz kolejny zdecydowała się na współpracę z Pocztą Polską. To dla nas powód do zadowolenia, ale też zobowiązanie, aby świadczyć coraz wyższy standard usług. Pracujemy na dobry biznesowy wynik, każdy kontrakt jest dla nas ważny – mówi w komunikacie Łukasz Gołębiowski, dyrektor zarządzający Pionu Sprzedaży Poczty Polskiej.