Polska czarna dziura czy zielona wyspa?

Raport opracowywany corocznie przez PwC opisuje działania administracji podatkowej, które wychodzą naprzeciw oczekiwaniom podatników i mają stymulować gospodarkę poprzez znoszenie barier administracyjnych. Pokazuje nie tyle cechy charakterystyczne systemów podatkowych, co stopień ich skomplikowania.

Przypomnijmy, że metodologia Raportu opiera się na sprawdzeniu, jakie podatki zapłacić i jakie obowiązki związane z ich rozliczaniem musi spełnić spółka średniej wielkości w danym roku podatkowym.

Wyniki raportu Paying Taxes 2014

Polska zajmuje niskie miejsce w rankingu, w tegorocznej edycji raportu Polska znalazła się na 113 miejscu.

Wyniki raportu wskazują, że przeciętnie polski przedsiębiorca dokonuje 18 rocznych płatności podatku, poświęcając na to w ciągu roku 286 godzin. Całkowita suma obciążeń podatkowych wynosi 41,6 %.

Miejsce w rankingu

Liczba płatności podatkowych w roku

Czas na wypełnienie formalności podatk.

Całkowita stopa podatkowa

1. Zjednoczone Emiraty Arabskie

4

12 h

14,5%

113. POLSKA

18

286 h

41,6%

189. Czad

54

732 h

73,8%

Co się zmienia?

W 2013 r.: 1 stycznia wszedł w życie  szereg przepisów mających na celu usprawnienie przepływów pieniężnych i ułatwienie prowadzenia działalności przez podatników. Jako przykład można podać przepisy mające na celu likwidację tzw. zatorów płatniczych (abstrahując od trudności związanych z ich stosowaniem w praktyce). Znaczące zmiany odnotowano również w obszarze cen transferowych (uwzględniające znowelizowane Wytyczne OECD).

Warto również wspomnieć zmiany w VAT mające na celu uproszczenie korzystania z ulgi na złe długi, a także częściowe zmiany momentu powstania obowiązku podatkowego w transakcjach wewnątrzwspólnotowych. Dokonano również istotnych modyfikacji w fakturowaniu, a także wprowadzono możliwość wystawiania faktur uproszczonych oraz zliberalizowano przepisy dotyczące e-faktur w zakresie akceptacji ich przesyłania w tej formie przez nabywcę.

Unikasz podatków? Strzeż się fiskusa!

Ministerstwo Finansów RP 17 lipca br. opublikowało projekt nowelizacji ordynacji podatkowej, który zakłada wprowadzenie klauzuli obejścia prawa podatkowego. 

Co to oznacza w praktyce? Klauzula może znaleźć zastosowanie np. do twórców, którzy dotychczas część swojego wynagrodzenia otrzymują z tytułu przeniesienia praw autorskich, dzięki czemu płacony przez nich podatek jest niższy. Po wejściu w życie klauzuli organ podatkowy może uznać, że była to zbyt skomplikowana konstrukcja prawna i powinna być zawarta standardowa umowa o pracę. W takim przypadku po stronie twórcy powstanie zaległość podatkowa, a po stronie jego pracodawcy odpowiedzialność za nieprawidłowe naliczenie składek. Innym przykładem są przedsiębiorcy, których dotyczy konwersja wierzytelności na udziały.

Innymi słowy gdyby w polskim prawie pod koniec lat 90 istniała klauzula obejścia prawa podatkowego, słynny Optimus Romana Kluski prawdopodobnie przegrałby ten spór.

Polski system podatkowy już teraz jest skomplikowany i nieprzyjazny podatnikowi. Proponowane rozwiązania mogą doprowadzić do sytuacji, w której potencjalny inwestor, podejmując jakiekolwiek działania, będzie się obawiał, czy na pewno nie ma innej konstrukcji prawnej, która przyniesie taki sam skutek, ale będzie mniej korzystna podatkowo dla niego, i z której ostatecznie organ wyciągnie konsekwencje podatkowe. Proponowane przepisy są zbyt nieprecyzyjne i oddają organom podatkowym za duże pole do subiektywnej oceny – podsumowuje Maciej Guzek Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Grupa Atrem wybuduje stację energetyczną za 6,4 mln zł

Firma Contrast z Grupy Atrem ma zlecenie na wykonanie elementów farmy wiatrowej budowanej przez Vortex Energy Polska w woj. kujawsko-pomorskim za 6,4 mln zł.

Elektroenergetyczna firma Contrast, spółka z Grupy Atrem, zawarła z firmą Vortex Energy Polska, umowę na budowę stacji energetycznej 110/20 kV i linii kablowej 110 kV. Obiekty będą elementem farmy wiatrowej powstającej w województwie kujawsko-pomorskim, w gminie Radziejów.

Wartość netto zlecenia wynosi 6,4 mln zł, co pozwoli zwiększyć wartość portfela zamówień grupy do ok. 141 mln zł.

Termin zakończenia prac został ustalony na koniec kwietnia 2015 r., a szacunkowa wartość prac, które będą rozliczone w 2014 r. wynosi ok. 1,5 mln zł.

W ramach zlecenia Contrast przeprowadzi niezbędne badania i pomiary, dokona rozruchu i uruchomienia instalacji, przeprowadzi szkolenia pracowników oraz sporządzi dokumentację wykonawczą, powykonawczą oraz instrukcje eksploatacyjne.

 Zlecenie dla Vortex to nasz kolejny kontrakt w segmencie wysokich napięć  tłumaczy Marek Korytowski, wiceprezes Atremu, w komunikacie.  Segment energetyki wiatrowej cały czas się rozwija, a najwięksi producenci i dystrybutorzy energii stale modernizują i rozbudowują swoją infrastrukturę. Dlatego możemy liczyć na kolejne zlecenia w tym obszarze naszej działalności.

Wykonawcą inwestycji jest Vortex Energy Polska, jeden z liderów w budowie i zarządzaniu farmami wiatrowymi w Polsce. Powstająca instalacja będzie składać się z 21 elektrowni wiatrowych o łącznej mocy 42 MW.

Stosunek Polaków do integracji europejskiej w sierpniu

Warszawa, 22 sierpnia 2014 r. – W sierpniu 87 proc. Polaków popierało członkostwo Polski w Unii Europejskiej.

W stosunku do poprzedniego miesiąca odsetek zwolenników wzrósł o 1 punkt proc. Obecnie 31 proc. Polaków zdecydowanie popiera nasze członkostwo w UE, a raczej je popiera niemal 56 proc.

Przeciwników integracji jest łącznie 10 proc. i w stosunku do lipca ich odsetek spadł o 1 punkt proc. Obecnie zdecydowanych przeciwników jest 3 proc., a raczej przeciwnych integracji jest 7 proc. respondentów. 3 proc. badanych nie ma w tej kwestii zdania.

W sierpniu, w porównaniu do pomiarów z poprzednich miesięcy, poparcie członkostwa Polski w Unii Europejskiej zyskało zwolenników we wszystkich grupach wiekowych (oprócz respondentów najstarszych powyżej 66 roku życia). Obecnie poparcie to w każdej z grup wynosi ponad 80 proc., a wśród respondentów najmłodszych nawet przekracza 90 proc.

Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku wykształcenia respondentów. Nie różnicuje ono i nie wpływa znacząco na poparcie idei integracji. Najwięcej jej zwolenników występuje wśród osób z wyższym wykształceniem (ponad 94 proc.), jednak w pozostałych grupach wykształcenia idea integracji ma również licznych zwolenników – 82 proc. wśród respondentów z podstawowym wykształceniem, 86 proc. z wykształceniem zawodowym i 88 proc. średnim.

Wysokie poparcie dla członkostwa Polski w UE występuje wśród elektoratów obydwu największych partii politycznych. W sierpniu 96 proc. wyborców Platformy Obywatelskiej oraz ponad 83 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości jest zwolennikami  członkostwa.

Informacje o badaniu

Sierpniowa fala badania została przeprowadzona w dniach  7-11 lipca 2014 r. na podstawie reprezentatywnej imiennej próby Polaków w wieku 15+, wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020. Wywiady zostały zrealizowane metodą wywiadów bezpośrednich w domach respondentów CAPI.

BM Reflex: Dalsze symboliczne obniżki cen paliw. Benzyna Eu95 średnio po 5,38 zł za litr

Benzyna i ON dalej tanieją – po średnio 2 gr na litrze. Hamują wzrosty cen autogazu.

Przedostatni tydzień sierpnia podobnie jak poprzednie, przyniósł dalsze symboliczne obniżki cen benzyn i diesla na krajowych stacjach, podaje BM Reflex w raporcie.

Średni detaliczny poziom cen benzyny Eu95 spadł 2 gr/l w skali tygodnia do 5,38 zł/l. Olej napędowy także staniał o 2 gr na litrze, do poziomu 5,25 zł.

Autogaz nadal, podobnie, jak w zeszłym tygodniu, drożeje, choć zgodnie z zapowiedziami, wzrosty nieco zwolniły. W tym tygodniu – o 1 gr do poziomu 2,67 zł.

Mijający tydzień jest dziewiątym z rzędu kiedy obserwujemy w kraju obniżki cen na stacjach, tak więc tegoroczne wakacje są w pewnym stopniu wyjątkowe. W sumie od końca czerwca benzyna i diesel potaniały na krajowych stacjach paliw średnio 11 gr/l. Drożał jedynie autogaz. Obecnie za litr Pb95 płacimy w kraju 20 gr/l mniej niż przed rokiem. Diesel z kolei w skali roku jest tańszy o 30 gr/l. Natomiast litr autogazu jest średnio 33 gr/l droższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego – wyjaśniają autorzy raportu BM Reflex.

Do końca sierpnia na stacjach paliw sytuacja cenowa nie powinna ulec większym zmianom tzn. w przypadku diesla i benzyn możemy obserwować symboliczne obniżki, a ceny autogazu z kolei powinny przestać rosnąć, prognozuje BM Reflex.

EMC Instytut Medyczny notuje po I poł. br. stratę netto ponad 200 tys. zł.

Mimo rosnących przychodów spółka medyczna notuje stratę netto z powodu rosnących kosztów.

Przychody spółki EMC Instytut Medyczny wyniosły w I półroczu br. 122,7 mln zł i jest to o ponad 50 proc. więcej niż w tym samym okresie ub.r.

Najwięcej, bo 86,65 proc. usług EMC Instytut Medyczny sprzedał Narodowemu Funduszowi Zdrowia. Poza tym 10,47 proc. przychodów spółki pochodzi od klientów korporacyjnych. Największe przychody spółka miała z leczenia szpitalnego w ramach kontraktu z NFZ – 56,8 proc. przychodów pochodzi z tego źródła.

Spółka zanotowała, mimo rosnących – także z nowych spółek grupy – przychodów, stratę w  208 tys. zł wobec 1,3 mln zł zysku rok wcześniej. Już zysk z działalności operacyjnej był 3 razy niższy rdr i wyniósł 1,1 mln zł.

Na wygenerowanie straty miały głównie wpływ rosnące koszty.

W pierwszym półroczu 2014 roku Grupa EMC poniosła koszty operacyjne w wysokości 122,7 mln zł wobec 78,3 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego, co oznacza ich wzrost o 44,3 mln zł (tj. o 56,6 proc.) – wyjaśnia spółka w raporcie.

Spółka podaje, że na ww. nominalny wzrost kosztów zasadniczy wpływ miały: ujęcie kosztów nowo pozyskanych spółek w kwocie 41,9 mln zł, wzrost kosztów wynagrodzeń o 2,3 mln zł, wzrost kosztów usług obcych, czyli w szczególności usług medycznych świadczonych przez personel medyczny (lekarzy, pielęgniarki i położne). Ogółem w porównaniu do I półrocza 2013 roku usługi obce wzrosły o 960 tys. zł. Spółka zanotowała tez wyższe koszty zużycia materiałów i energii oraz wzrost amortyzacji o 250 tys. zł związany z nabyciem nowych składników majątkowych oraz zakończeniem modernizacji dotychczas posiadanego majątku.

D. Mańko (Grupa Kęty): Wyniki za pierwsze półrocze satysfakcjonujące, jedynym problemem zakład na Ukrainie

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Kęty poprawiła w I półroczu zysk netto niemal o 40 proc. w ujęciu rocznym. Mimo pogarszającej się sytuacji ekonomicznej i politycznej w otoczeniu Polski Kęty zrewidowały w górę prognozy zysku za cały 2014 r. o ponad 30 proc. Kurs akcji pozostaje wciąż w trendzie wzrostowym, a priorytetem dla spółki są teraz rynki zagraniczne na czele ze Skandynawią i USA.

Wyniki I półrocza wyglądają w końcu tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Nareszcie jest półrocze, w którym wszystkie zarządzane przez nas biznesy, wykazały odpowiednie wzrosty i wyniki, które nas satysfakcjonują – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Mańko, prezes Grupy Kęty.

W pierwszym półroczu Grupa Kęty zwiększyła skonsolidowany zysk netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej o 39,5 proc. rok do roku w ujęciu w zł, z kolei skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły o 19,3 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2013 r. Najważniejszym negatywnym czynnikiem w pierwszym półroczu 2014 r. była zapaść gospodarcza i trwająca wojna na Ukrainie, która spowodowała skurczenie się popytu na wyroby aluminiowe.

Ta sytuacja wpłynęła o tyle negatywnie, że w strategii zakład na Ukrainie powinien pracować na trzy zmiany i to już od jakiegoś czasu, a w tej chwili pracuje na dwie zmiany. To na pewno jest słaby rynek, jeżeli chodzi o sprzedaż, dlatego Ukraina nie pomogła i nie pomaga nam w realizacji tej strategii – wskazuje Mańko.

Mimo tych trudności Grupa Kęty pozytywnie zaskoczyła rynek, podnosząc prognozy zysku za 2014 r. o 34 proc. (z 126,5 mln zł do 170 mln zł). Prognoza zysku EBITDA została podniesiona z 250,5 mln zł do 305 mln zł, z kolei zysku operacyjnego z 166,6 mln zł do 225 mln zł.

Mogę jeszcze tylko powiedzieć, że ta prognoza jest twardą prognozą, policzoną rzetelnie, na cyfrach, dlatego tutaj nie powinno być żadnego rozczarowania – twierdzi prezes Grupy Kęty.

Zarząd sygnalizował przy okazji publikacji nowych prognoz, że możliwe jest wypracowanie jeszcze lepszych wyników na koniec br. Inwestorzy na GPW widzą wysokie prawdopodobieństwo takiego scenariusza, gdyż kurs akcji – zarówno w horyzoncie rocznym, jak i 3-letnim – jest wciąż w trendzie wzrostowym.

Zdaniem analityków rynek docenia m.in. konsekwentnie wdrażaną strategię rozwoju, w tym zwiększanie skali działalności za granicą. Obecnie jednym z priorytetowych kierunków dla spółki Aluprof SA ma być oferujący wysokie marże rynek skandynawski.

Są spółki w Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, w Czechach i Niemczech. Jest okazja, jest partner, to jest również spółka w Stanach Zjednoczonych. Przypomnę, że niedawno przejęliśmy niewielką spółkę w Danii i tam też już mamy przyczółek do ataku na Skandynawię – uważa Mańko.

Blisko połowę akcjonariatu Kęt stanowią Otwarte Fundusze Emerytalne, które zdaniem wielu ekspertów czeka konsolidacja. To może wymusić kolejne przetasowania w portfelach inwestycyjnych OFE, po tym jak wcześniej straciły one możliwość inwestowania w obligacje rządowe. Zdaniem Dariusza Mańko Grupa Kęty jest atrakcyjną spółką, biorąc pod uwagę cele inwestycyjne OFE, dlatego nie obawia się wyprzedaży akcji z ich strony.

Jeżeli OFE będzie współpracować i będzie w akcjonariacie takich spółek, jak grupa Kęty, to nic im nie powinno grozić. Grupa regularnie wypłaca dywidendę, rośniemy z każdym rokiem. Wydaje mi się, że potencjalny emeryt, który jest pośrednio właścicielem naszych akcji, tylko na tym skorzysta – ocenia Dariusz Mańko.

P. Kwiecień (X-Trade Brokers DM): Dopiero we wrześniu Fed zapowie ewentualne przyspieszenie podwyżek stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

W piątek inwestorzy będą słuchać z uwagą wystąpienia szefowej Fed Janet Yellen, która weźmie udział w corocznym spotkaniu banków centralnych w Jackson Hole. Koniunktura w USA poprawia się szybciej, niż prognozowano, na co wskazali także członkowie Fed w opublikowanym w środę stenogramie z posiedzenia FOMC. Zdaniem ekonomistów Yellen odłoży jednak zapowiedź ewentualnej korekty polityki do września, kiedy bank centralny opublikuje nowe prognozy makroekonomiczne.

Rynek oczekuje interpretacji danych za ostatnie kilka miesięcy przez Fed i czy to zmieni w jakiś sposób politykę banku centralnego w ciągu najbliższego roku. To jest to, co się liczy dla rynków finansowych. Tego dowiemy się we wrześniu, ponieważ w Jackson Hole Janet Yellen w zasadzie niczego nie wykluczy ani niczego nie zapowie. W związku z tym uważam, że to wystąpienie będzie po prostu neutralne dla rynków finansowych, choć inwestorzy będą je śledzić bardzo uważnie i gdyby ewentualnie jakieś nowe stwierdzenia się pojawiły, to oczywiście reakcja rynków będzie natychmiastowa – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers Dom Maklerski.

W środę rynki poznały tzw. minutes, czyli zapisy z przebiegu lipcowego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), których treść – zdaniem analityków – wskazuje na rosnącą zgodę w Fed co do możliwości wcześniejszej podwyżki stóp procentowych. Członkowie FOMC zwrócili uwagę na to, że spadek bezrobocia oraz wzrost inflacji w kierunku celu polityki Rezerwy Federalnej następuje szybciej niż wcześniej prognozowano. Fed zapowiedział, że nie podwyższy stóp procentowych, dopóki stopa bezrobocia nie spadnie poniżej 6,5 proc., tymczasem w lipcu wyniosła 6,2 proc. Zwolennicy łagodnej polityki monetarnej wewnątrz FOMC twierdzą jednak, że to wciąż więcej od naturalnej stopy bezrobocia, czyli właściwej dla gospodarki w równowadze.

W czasie piątkowego wystąpienia przewodniczącej Janet Yellen inwestorzy będą starali się znaleźć potwierdzenie tej stopniowej zmiany retoryki ze strony amerykańskiego banku centralnego. Tym bardziej że Yellen, choć postrzegana jest przez rynek jako zwolenniczka łagodnej polityki monetarnej, unika głoszenia własnych poglądów i przedstawia stanowisko kompromisowe między „jastrzębiami” i „gołębiami” w FOMC – twierdzi Kwiecień.

Janet Yellen przyzwyczaiła nas do tego, że nie lubi puszczać pary z ust, nie lubi prowadzić polityki w ten sposób, że gdzieś coś sygnalizuje w swoich prywatnych wystąpieniach i później dopiero Fed to robi. Tak było kilka lat temu, kiedy Ben Bernanke, ówczesny szef Rezerwy Federalnej, zapowiedział w Jackson Hole, nieformalnie, ale jednak, wprowadzenie drugiej rundy programu skupu obligacji – wskazuje główny ekonomista X-Trade Brokers DM.

W czasie wrześniowego posiedzenia FOMC Janet Yellen będzie musiała bardziej precyzyjnie odnieść się m.in. do polityki stóp procentowych, ponieważ zostaną wtedy opublikowane nowe projekcje Fed, w tym prognozy dotyczące kształtowania się stóp procentowych według poszczególnych członków FOMC.

Natomiast wydaje mi się, że w takim wystąpieniu bardziej osobistym, oczywiście prowadzonym w ramach funkcji prezesa Fed, ale jednak wystąpieniu, gdzie ona głosi swoje poglądy na temat polityki pieniężnej, po prostu opisze to, co dotychczas wiemy. Czyli, że program skupu obligacji jest wygaszany, że zostanie wygaszony w październiku, że sytuacja na rynku pracy się poprawia, ale stopa bezrobocia jest ciągłe powyżej poziomu, który Fed uważa za naturalny, że inflacja jest poniżej celu i zadaniem Fed jest jego osiągnięcie – twierdzi Przemysław Kwiecień.

Mostostal Płock miał w I półroczu 1,8 mln zł zysku wobec ub.r. straty

0

Spółka budowlana działająca w branży paliwowej poprawia wyniki sprzedaży i notuje zysk, głównie dzięki zamówieniom z Orlenu.

Zysk netto spółki, która oferuje specjalistyczne usługi budowlano-montażowe, głównie w branży paliwowej, był w I półroczu na poziomie 1,83 mln zł, wobec straty w tym samym okresie ub.r. w wysokości 4,42 mln zł.

Przychody ze sprzedaży Mostostalu Płock SA w I półroczu 2014 wyniosły 53,3 mln zł i były wyższe o 30,8 proc. w stosunku do przychodów osiągniętych w analogicznym okresie roku poprzedniego.

W okresie sprawozdawczym największymi odbiorcami usług byli: PKN Orlen S.A. z udziałem 56,1 proc., IDS-BUD S.A.  z udziałem 21,4 proc., Gdańska Stocznia Remontowa z udziałem 18,7 proc. Pozostali odbiorcy nie przekroczyli dziesięcioprocentowego progu udziału w sprzedaży spółki – podaje spółka w raporcie.

Największe kontrakty minionego półrocza dla spółki to: prace mechaniczno-montażowe ramach projektu Budowa instalacji do odsiarczania spalin za 14,8 mln zł, 4 zbiorniki na ropę w ramach inwestycji Terminal Naftowy w Gdańsku Etap I za 11,4 mln zł, wykonanie i montaż modułów produkcyjnych oraz pozostałych instalacji części nawodnej na platformy FPF za 19,6 mln zł.

Firma działała w minionym półroczu głównie w województwach mazowieckim i pomorskim.

Mirbud ma umowę na budowę kompleksu magazynowo-biurowego za 27 mln zł

0

Budowlana firma Mirbud powiadomiła o podpisaniu umowy z firmą PLC Poland na budowę kompleksu magazynowo-biurowego w Gdańsku. Prace mają się zakończyć przed końcem roku.

Mirbud poinformował o otrzymaniu podpisanej umowy na wykonanie budynku magazynowo-biurowego wraz z pomieszczeniami technicznymi, położonego przy ul. Elbląskiej 110 w Gdańsku. Zleceniodawcą jest firma PLC Poland 12 z siedzibą w Warszawie, spółka zależna od Panattoni Europe.

Wartość umowy to 27,36 mln zł. Wartość wszystkich umów zawartych przez Mirbud ze spółkami Panattoni Europe w ciągu ostatnich 12 miesięcy przekroczyła 82,13 mln zł.

Budynek, będący przedmiotem umowy ma zostać oddany przed 30 grudnia 2014 r.

W poniedziałek 25 sierpnia Mirbud poda wyniki za I półrocze. W I kwartale zysk firmy wyniósł 4,6 mln zł wobec 4,4 mln zł rok wcześniej. Przychody wzrosły w tym czasie do 210,2 mln zł z 88,2 mln zł w I kw. 2013 r.

Oponeo notuje zysk 2,4 mln zł wobec straty rok wcześniej

0

Rosną o 29 proc. przychody Oponeo. Spółka notuje zysk wobec straty z ubiegłego roku, poprawia wyniki sprzedaży za granicą.

Przychody grupy Oponeo wzrosły w I półroczu o 28,9 proc. do 142,9 mln zł. Zysk natomiast był na poziomie 2,14 mln zł wobec straty w I półroczu zeszłego roku w wysokości 1,2 mln zł.

Oponeo, które specjalizuje się w internetowej detalicznej sprzedaży opon i akcesoriów samochodowych, podaje, że sprzedaż opon stanowi ponad 90 proc. sprzedaży. Przychody ze sprzedaży felg wyniosły jedynie 5,1 tys. zł za I półrocze 2014 roku.

Sprzedaż za granicę stanowiła ponad 24 proc. przychodów grupy w I poł. roku. i wyniosła 36,4 mln zł.

W I półroczu 2014 roku Grupa Oponeo.pl prowadziła sprzedaż w Polsce, Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Austrii, Holandii, Irlandii, Turcji, Czechach i na Słowacji. (…) Grupa Oponeo.pl przewiduje dalsze wzrosty obrotów na rynkach zagranicznych, jednakże podstawowym rynkiem zbytu dla emitenta jest nadal rynek krajowy – wyjaśnia spółka w raporcie.

Udział Grupy w rynku sprzedaży opon szacowany jest na ok. 10 proc.  Na rynku sprzedaży internetowej opon ma  75-proc. udział w rynku.

Ipopema poprawia zysk netto o 15,8 proc. do 5 mln zł

0

Ipopema zanotowała 5,05 mln zysku netto pomimo, jak podkreśla, gorszej sytuacji na giełdzie.

Ipopema Securities miała w I półroczu 2014 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 53,77 mln zł. To o 4,3 proc. więcej niż rok wcześniej.

Zysk netto spółki, która świadczy usługi w zakresie doradztwa finansowego i transakcyjnego, w tym brokerskie, zanotowała w omawianym okresie wzrost o 15,8 proc. skonsolidowanego zysku netto do poziomu 5,05 mln zł.

Pomimo trudniejszej sytuacji rynkowej obserwowanej w pierwszym półroczu 2014 r. w porównaniu z analogicznym okresem roku 2013, przychody Grupy Kapitałowej Ipopema w okresie styczeńczerwiec 2014 r. były o 4,3 proc. wyższe niż analogicznym okresie roku – podaje zarząd spółki w raporcie.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Widać już negatywne skutki rosyjskiego embarga. Gorsze nastroje konsumentów i firm hamują wzrost PKB

CEO Magazyn Polska

Rosyjskie embargo dotyczy niewielkiej części europejskiej gospodarki oraz jej eksportu. Znacznie więcej do stracenia ma Rosja, która jest ponad 6 razy mniejszą gospodarką niż UE. Sankcje odwetowe Kremla działają jednak dwutorowo, dlatego silniejszy może być ich efekt pośredni, czyli spadek nastrojów wśród konsumentów i firm w Polsce czy Niemczech.

Jest realne zagrożenie związane z ograniczeniem importu produktów żywnościowych do Rosji ze strony Unii Europejskiej. Tutaj Polska wybija się, niestety, jako kraj, który może ucierpieć najbardziej, jeżeli chodzi o produkty żywnościowe. W przypadku ograniczeń na import produktów przemysłowych, o których jeszcze o sankcjach nie słyszymy, ale być zostaną one wprowadzone w przyszłości, najbardziej zagrożony jest rynek niemiecki, południe Europy niekoniecznie – ocenia w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Niemcy są drugim najważniejszym partnerem handlowym Rosji pod względem importu, ustępując jedynie Chinom. Wśród 5 najważniejszych eksporterów na rynek rosyjski są także Ukraina, Białoruś oraz Japonia. Podobnie wygląda struktura eksportu Rosji, poza tym, że w gronie 5 najważniejszych odbiorców rosyjskich towarów jest również Holandia. Rosja jest jednak znacznie mniej istotnym partnerem handlowym dla UE niż na odwrót, co zmniejsza bezpośredni wpływ sankcji na PKB 28 państw Unii.

Bezpośrednie uderzenie sankcjami ze strony Rosji nie może być tak groźne dla Europy, jak to, które niosą ze sobą sankcje UE dla Rosji, ponieważ ta wymiana jest bardziej nastawiona na eksport rosyjskiego gazu i produktów do Europy. Tak więc bezpośredni wpływ na gospodarkę europejską jest mały, ale ten pośredni może być bardzo negatywny, zresztą jest to już po części widoczne – uważa Bugaj.

Ekonomiści zwracają uwagę także na dysproporcje między gospodarką UE a Rosją. PKB 28 państw według parytetu siły nabywczej (PPP) stanowiło w 2013 r. blisko 18,4 proc. światowego PKB. Rosyjska gospodarka według tej samej miary to niecałe 3 proc. światowej gospodarki (2,88 proc.). Dla porównania PKB Polski według PPP zostało oszacowane na 0,94 proc. światowego – wynika z danych MFW.

Sankcje oddziałują także w pośredni sposób, pogarszając nastroje w gospodarce, co przekłada się na mniejszą chęć do konsumpcji oraz inwestycji. Podwyższona niepewność, np. z powodu ryzyka wprowadzenia kolejnych sankcji lub utrudnień w działalności gospodarczej w Rosji, może prowadzić do wstrzymywania projektów inwestycyjnych i gromadzenia rezerw. Według Bugaja dotyczy to także sektorów i firm niehandlujących z Rosją.

Widać to już choćby w zamówieniach przemysłowych czy produkcji przemysłowej z Niemiec. Dane za czerwiec okazały się słabsze od oczekiwanych, a wskaźniki wyprzedzające, jak wskaźnik IFO, pokazują, że to osłabienie jest cały czas widoczne i że będzie pewnie postępowało w kolejnych miesiącach – przewiduje analityk DM BOŚ.

Część ekspertów uważa, że rosyjskie embargo na żywność może skonsolidować UE, która wcześniej bywała mocno podzielona w kwestii relacji z Rosją.

Wydaje mi się, że rzeczywiście w krótkim terminie może tak być, ale jeżeli Rosja zacznie różnicować państwa w przyszłości, to ta solidarność może okazać się krótkotrwała – ocenia Łukasz Bugaj.

W I półroczu eksport wzrósł o ponad 5 proc. Firmy szukają alternatywy dla wschodnich rynków

CEO Magazyn Polska

W I połowie roku eksport wzrósł o 5,4 proc. Rośnie sprzedaż do państw Unii Europejskiej. Duży wzrost zanotowano również na rynkach rozwijających się – m.in. w Algierii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Potencjał wśród polskich przedsiębiorców jest jednak większy. Szersza wiedza na temat rynków, z którymi można handlować, i fachowe wsparcie prawne mogłyby sprawić, że tempo wzrostu eksportu przyspieszy.

– Według danych GUS po pięciu miesiącach 2014 roku polski eksport wzrósł o 7 proc. To wynik zaskakująco dobry, wyraźnie wyższy niż przyrost PKB, który nastąpił w tym samym okresie. Oznacza to, że polski przemysł budzi się, znajduje nowe rynki zbytu, rozwija się, bazując na pozytywnych trendach z innych gospodarek, głównie Unii Europejskiej – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny w Bibby Financial Services.

Wedle danych Ministerstwa Gospodarki z całego półrocza wartość eksportu towarów wyniosła 80 mld euro. Wzrost wprawdzie nieco wyhamował (+5,4 proc.), ale w skali roku szacowany jest na 9 proc. Znacząco zmniejszyła się sprzedaż na rynki wschodnie (o blisko 12 proc.), na co wpłynęła trudna sytuacja polityczna i konflikt handlowy Rosji z krajami europejskimi. Eksport na Ukrainę zmalał o 26,4 proc., a do Rosji – o 10,7 proc.

Zdaniem Krzysztofa Kuniewicza mimo skomplikowanej sytuacji na Wschodzie polscy eksporterzy dobrze sobie radzą.

Wzrósł eksport do krajów unijnych (łącznie o ponad 7 proc.) – przede wszystkim do Finlandii (o 23,8 proc.), Hiszpanii (22,3 proc.) i na Łotwę (21,5 proc.). Dynamicznie zwiększyła się też sprzedaż do krajów rozwijających się – ponad dwukrotnie do Algierii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich (64 proc.) i Arabii Saudyjskiej (45,5 proc.). Eksporterzy sprzedali również więcej do Kanady (28,4 proc.) oraz Australii (34,7 proc.). Nowe rynki zbytu i wzrost eksportu na Zachód oraz do krajów rozwijających się mogą zniwelować skutki rosyjskiego embarga. Eksporterzy jednak wskazują, że potrzebna jest im dodatkowa wiedza na temat innych rynków i wsparcie w ich zdobywaniu.

Bibby Financial Services od kilku lat prowadzi badania wśród małych i średnich firm. Wśród tych przedsiębiorców w zasadzie niezmiennie widzimy bardzo wyraźną potrzebę jak największej wiedzy o innych rynkach – podkreśla Kuniewicz.

Spośród firm badanych przez Bibby Financial Services 20 proc. deklaruje, że do podjęcia współpracy handlowej mogłaby ich zmotywować pomoc w sprawdzeniu wiarygodności i wypłacalności kontrahenta. Sprzedaż mogłaby być wyższa, gdyby przedsiębiorcy mieli większą wiedzę o rynkach, z którymi można handlować lub o targach, na które warto pojechać (15 proc. badanych). Pomóc mogłaby także fachowa pomoc prawna (13 proc.). Mali i średni przedsiębiorcy oczekują także korzystnego finansowania.

Jeśli jesteśmy w stanie sprawić, że firmy będą miały więcej informacji i zapewnić im finansowanie, to jesteśmy w stanie sprawić, że będą eksportowali więcej. To szczególnie istotne w dzisiejszych, coraz bardziej skomplikowanych czasach, kiedy ryzyko związane z eksportem na Wschód jest coraz większe. Firmy będą szukały rynków zbytu tam, gdzie embarga nie ma – podsumowuje Krzysztof Kuniewicz.

Resort gospodarki prognozuje, że w całym roku wzrost eksportu wyniesie 9 proc. do poziomu 168,9 mld euro. Zastrzega jednak, że prognozy te obarczone są dużym ryzykiem. Z jednej strony, pozytywnie oddziaływać będzie oczekiwane na ożywienie na rynkach unijnych, szczególnie w strefie euro. Z drugiej, wiele zależy od rozwoju sytuacji na Wschodzie.

Polska za mało wspiera innowacyjność. Przez to zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie w rankingach

CEO Magazyn Polska

Przedsiębiorcy w Polsce narzekają na brak warunków do inwestowania w innowacyjność. Tylko jedna czwarta z nich jest zadowolona z obecnej sytuacji. Przez to Polska należy do najmniej innowacyjnych krajów w Europie – w rankingu Global Innovation Index 2014 znalazła się na 45. miejscu, za krajami bałtyckimi, Czechami i Słowacją, a nawet Bułgarią i Mołdawią.

Dzisiaj wszyscy w Polsce jesteśmy przekonani, że nie zrobimy skoku cywilizacyjnego na miarę naszych ambicji, jeżeli nie będziemy inwestować w innowacyjność. Wiedzą o tym również przedsiębiorcy. Firmy skarżą się jednak na to, że nie zawsze klimat do inwestycji w innowacyjność w Polsce jest sprzyjający. Tylko 25 proc. badanych mówi, że Polska ma sprzyjające ku temu warunki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Beata Stelmach, prezes zarządu General Electric w Polsce i krajach nadbałtyckich

Z Barometru Innowacji GE 2014 wynika, że aż trzy czwarte przedsiębiorców działających w Polsce krytykuje niekorzystne warunki do inwestowania w innowacje. Podobnie sytuację w naszym kraju oceniają firmy z innych rynków (badanych było 26 krajów). To ma przełożenie na statystyki. Tegoroczny ranking Global Innovation Index plasuje Polskę wśród najmniej innowacyjnych krajów w Europie. Pod względem ogólnej oceny spośród krajów unijnych gorzej wypada tylko Grecja (50. miejsce na świecie) oraz Rumunia (55.).

Pod względem kapitału ludzkiego Polska jest 43., ale wyprzedzają nas m.in. Białoruś i Czarnogóra. Nieco gorzej jest w obszarze infrastruktury (49. miejsce), a znacznie słabiej wypadamy pod względem produkcji technologicznej i wiedzy (53. miejsce), zaawansowania rynku (70. miejsce) oraz zaawansowania biznesu (64. miejsce). Światowym liderem innowacyjności jest Szwajcaria, a na kolejnych miejscach znalazła się Wielka Brytania, Szwecja, Finlandia i Holandia.

Ranking Global Innovation Index podkreśla także, że nawet kraje z regionu, które startowały z podobnego poziomu 25 lat temu, są dziś bardziej innowacyjne. Estonia została sklasyfikowana na 24. miejscu, Czechy na 26., a Łotwa na 34. Beata Stelmach podkreśla jednak, że rzeczywistość nie jest aż tak zła.

Statystyki nie do końca odzwierciedlają faktyczny stan zaawansowania rozwoju naszej gospodarki oraz zaawansowania naszych przedsiębiorstw w inwestycje innowacyjne. Sama transformacja była jedna wielką innowacyjnością – przekonuje prezes GE w Polsce. ‒ Jesteśmy dużo większym rynkiem i dużo większą gospodarką, przez to faktycznie podstawowe nadrabianie zaległości dało się bardziej znać aniżeli w krajach mniejszych, takich jak kraje bałtyckie. Właściwie dzisiaj możemy powiedzieć, że Polska mocno się wyróżnia.

Stelmach zaznacza, że z powodu rozmiarów polskiej gospodarki wprowadzanie innowacji jest nieco trudniejsze. Jednak w niektórych sektorach, np. w energetyce, konieczność modernizacji infrastruktury napędzi inwestycje.

Wiele się dyskutuje o bezpieczeństwie energetycznym, ale to nie jest nic innego jak nadrabianie zaległości. W naszym systemie ponad 70 proc. całej infrastruktury energetycznej jest przestarzałe, ma powyżej 30 lat. Siłą rzeczy musimy dziś inwestować w modernizację bądź w nowe rozwiązania. A skoro w nowe, to nie sięgamy do rozwiązań, które były sprawdzone wiele lat temu, tylko szukamy tych najnowocześniejszych  – podkreśla Stelmach.

Dodaje, że takie innowacje jak te w energetyce nie byłyby możliwe bez wsparcia państwa. Jednak tylko 17 proc. ankietowanych przez GE przedsiębiorców uważa, że aktywność państwa w tym zakresie jest wystarczająca, a co piąty twierdzi, że środki kierowane z budżetu na innowacyjność są wystarczające. Prawie wszyscy badani zgodnie stwierdzili, że rząd powinien lepiej zadbać o dostosowanie programów studiów do potrzeb przedsiębiorców (96 proc.) i zwiększyć ochronę własności intelektualnej, by umożliwić firmom bliższą współpracę (95 proc.).

Sprzedaż tabletów i phabletów nie tak dynamiczna. Zyskiwać będą laptopy i smartfony ze średniej półki

CEO Magazyn Polska

Tablety nie sprzedają się już tak dobrze, jak w ostatnich latach. Klienci wracają za to do większych i wygodniejszych w pracy laptopów. Eksperci z ABC Data oczekują, że sprzedaż tych urządzeń będzie się zwiększać. Wśród smartfonów największą popularnością cieszy się środkowy segment rynku, czyli rozsądna jakość za rozsądną cenę.

Sprzedaż tabletów nie rośnie już tak szybko, jak przez ostatnie kilka lat. Rynek miał co prawda na to nadzieję, klientom także się wydawało, że tablet w ich rękach zastąpi notebook. Okazało się, że jednak funkcjonalność tabletu nie jest wystarczająca do codziennej pracy. W związku z tym oczekujemy powrotu do nieco wyższego poziomu sprzedaży notebooków. Komputery, które były masowo kupowane dwa, trzy lata temu, teraz będą wymieniane i nie na tablety, a na notebooki. Patrzymy też z nadzieją na taniejące tablety z systemem Windows – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Garszczyński z ABC Data.

Jego zdaniem również sprzedaż phabletów nie satysfakcjonuje producentów. Na polskim rynku te urządzenia, łączące tablety i smartfony, nie przyjęły się tak dobrze jak w Azji.

Na rynku azjatyckim jest absolutne szaleństwo na punkcie phabletów. U nas przeważnie klienci mają i tablet, i telefon. Phablet jest urządzeniem niewygodnym w codziennym telefonowaniu, w związku z tym raczej nie zastępuje smartfona, a ten jest z kolei za mały, by codziennie korzystać z internetu – ocenia Garszczyński.

Polacy za to coraz bardziej świadomie wybierają smartfony, decydując się na określony zestaw możliwości i dopasowaną do tego zakresu cenę, rezygnując z najdroższych ofert dostępnych na rynku. Co ważne, zdecydowana większość klientów od dawna korzysta ze smartfonów i tylko wymienia stary model na nowszy, znają więc swoje oczekiwania i funkcjonalności, które są im potrzebne.

Jeszcze dwa, trzy lata temu było tak, że pod uwagę braliśmy urządzenia najdroższe i najtańsze. Dzisiaj coraz częściej decydujemy się na urządzenia z środkowego segment rynku, które mają dobrą jakość i rozsądny zestaw funkcji za bardzo sensowne pieniądze – przekonuje przedstawiciel ABC Data.

Zdaniem Garszczyńskiego na tym zyskują producenci, którzy sprzedają produkty polskich marek, jak np. Colorovo, dostępna w ofercie ABC Data, oraz tych producentów zagranicznych, którzy oferują swoje urządzenia w rozsądnych cenach.

 Ceny urządzeń mobilnych z środkowego segmentu kształtują się w granicach 500-700 zł. Kwota ta stanowi jedną trzecią, a czasami nawet połowę ceny najdroższych urządzeń rynkowych liderów. – mówi Garszczyński. – To jest segment bardzo lukratywny, rosnący zarówno w tabletach, jak i w smartfonach. Dzisiaj w tej cenie jesteśmy w stanie nabyć urządzenie, które oferuje 90 proc. funkcji tych najdroższych urządzeń.

Coraz częściej Polacy biorą pod uwagę przy wyborze nie liczbę funkcji systemu danego urządzenia, lecz wielkość i jakość ekranu, jakość mechaniczną oraz oferowany serwis. Mniejsze znaczenia ma marka, a świadomość, że dane urządzenie to rynkowa nowość, traci na znaczeniu.

Garszczyński zwraca również uwagę na fakt, że coraz więcej urządzeń sprzedaje się w niezależnej dystrybucji.

Klient raczej nie chce wiązać się kontraktami z operatorem, bo nie chce kupować tych urządzeń w najdroższym systemie ratalnym. Oferty operatorów często się zmieniają, więc jeśli klient nie jest związany kontraktem, to może zmienić ofertę na bardziej korzystną i lepiej pasującą do jego potrzeb – uważa przedstawiciel ABC Data.

Jesienią ruszy Fundusz Mieszkań na Wynajem. Dzięki niemu ceny najmu na rynku mogą być niższe

CEO Magazyn Polska

Pierwsze mieszkania z funduszu stworzonego przez BGK zostaną wynajęte na preferencyjnych warunkach pod koniec 2014 roku. Bank informuje, że podpisał już listy intencyjne dotyczące zakupu 680 mieszkań w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu. Te na najbardziej zaawansowanym etapie budowy powinny być gotowe późną jesienią. W dłuższej perspektywie niższe ceny najmu oferowane przez fundusz mogą obniżyć stawki na rynku.

Bank Gospodarstwa Krajowego planuje przeznaczyć na inwestycje na rynku najmu 5 mld zł i w ciągu 5 lat zakupić ok. 20 tys. mieszkań w największych polskich miastach. Na początku pojawienie się nawet tak znaczącego gracza nie powinno wpłynąć na wysokość czynszów na rynku. Z czasem jednak może się to zmienić.

Im więcej takich mieszkań trafi na rynek, tym odpowiednio to oddziaływanie będzie większe. Jeżeli będzie to udział kilkuprocentowy, pewnie tego nie odczujemy jako potencjalni właściciele wynajmowanych mieszkań. Jeżeli udział ten się zwiększy do 10-15 proc., może to jednak wpłynąć w jakiś sposób na rynek ‒ ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Janicki, prezes zarządu spółki Inwestycje MSW, firmy prowadzącej m.in. działalność w zakresie obrotu i pośrednictwa na rynku nieruchomości. ‒ Pozostaje pytanie, w jaki sposób fundusz będzie podchodzić do obliczania czynszu najmu, czy zastosuje stawki rynkowe, czy będzie starał się agresywnie wchodząc na rynek, nieco ceny dumpingować i w ten sposób przejmować potencjalnych najemców z dotychczasowego rynku.

Wtedy właściciele nieruchomości prawdopodobnie też zaczną obniżać stawki najmu.

Rynek najmu w Polsce jest znacznie mniej rozwinięty niż w innych krajach. Większość Polaków woli mieć nieruchomości na własność, wychodząc z założenia, że jeśli już trzeba co miesiąc płacić, to zamiast czynszu lepiej spłacać raty kredytu hipotecznego. Wynajem to w Polsce stan przejściowy.

W odczuciu społecznym jest traktowany o wiele niżej niż posiadanie nieruchomości, która jest aktywem własnego majątku ‒ zauważa prezes Janicki. ‒ Na Zachodzie ta tendencja jest odwrotna ‒ często inwestowanie w nieruchomości sprowadza się do tego, że nieruchomość kupuje się w miejscu, gdzie stopa zwrotu jest najwyższa, natomiast własne potrzeby mieszkaniowe realizuje się na rynku najmu.

Jeżeli Polacy na wynajem zaczną patrzeć podobnie jak mieszkańcy państw bogatszej części Europy, to polski rynek ma szansę na rozwój. Jak wynika z danych Eurostatu, w Polsce najem komercyjny to ok. 4 proc. rynku; u naszych zachodnich sąsiadów odsetek jest cztery razy większy, a w Szwajcarii mieszkanie wynajmuje ponad połowa społeczeństwa.

Mimo to kupno mieszkania pod wynajem może być dobrą inwestycją. Wybierając ten sposób ulokowania swoich pieniędzy, warto ocenić potencjał lokalnego rynku, cenę i możliwe zyski. Źle wybrany lokal może oznaczać klapę finansową, gdy dochody nie będą rekompensować kosztów zakupu.

Przede wszystkim, jak we wszystkich nieruchomościach, ważna jest lokalizacja ‒ doradza Sebastian Janicki. ‒ W drugiej kolejności to oczywiście koszty, które będzie nam generować nieruchomość i dochód, jaki możemy uzyskać z czynszu najmu. Czynsz będzie zresztą determinowany sąsiedztwem takiej nieruchomości.

Od tego, jakie mieszkanie może zaoferować inwestor, zależy, na jakiego klienta może liczyć. Wyboru lokalu powinno się więc dokonywać z myślą o pożądanym typie przyszłego najemcy. Warto już wtedy określić jego profil, pod niego przygotować mieszkanie i ocenić, jakiego czynszu można zażądać.

Jeżeli będzie to lokal dla studentów, wyposażamy go zgodnie z ich oczekiwaniami. Inaczej wyposażamy, jeśli miałby to być najemca biznesowy lub rodziny ‒ podkreśla Sebastian Janicki.

Od tego, na jakiego najemcę właściciel lokalu się nastawia, zależy też okres, w którym mieszkanie wynająć najłatwiej. Na rynku największy ruch panuje pod koniec wakacji, gdy mieszkań szukają studenci. W pozostałych miesiącach na rynku widać lekką nadpodaż lokali, a wtedy to najemcy dyktują ceny.

Polacy chętnie sięgają po soki i nektary owocowe. Dzienne spożycie jest jednak wciąż małe

CEO Magazyn Polska

Rośnie powoli sprzedaż soków i nektarów owocowych. Pod względem konsumpcji zbliżamy się do średniej unijnej, choć wciąż pijemy mniej niż zalecają eksperci. Zwiększenie spożycia i sprzedaży soków pomogłoby zagospodarować przynajmniej część z nadpodaży jabłek. Do produkcji napojów owocowych zużywa się 260 tys. ton jabłek rocznie.

Jesteśmy blisko średniej europejskiej z rocznym spożyciem soków i nektarów na poziomie około 700 mln litrów. Zajmujemy pod tym względem szóstą pozycję w Europie – mówi agencji Newseria Julian Pawlak, prezes Stowarzyszenia Krajowej Unii Producentów Soków.

Rocznie Polak wypija ok. 19 litrów soków i nektarów (z czego 11,7 litrów to soki). To niewiele mniej od średniej europejskiej (21 litrów), choć do liderów zestawienia dużo nam brakuje (w Niemczech 32 litry, w Austrii 26 litrów).

Jak wynika z badań Nielsena, sok jabłkowy jest drugim, po pomarańczowym, najczęściej wybieranym sokiem w Polsce. Do wyprodukowania 1 litra potrzeba ok. sześciu owoców. W obliczu embarga na polskie jabłka nałożonego przez Rosję zwiększenie sprzedaży i konsumpcji napojów jabłkowych pomogłoby zagospodarować nadmiar owoców na rynku. Polska jest największym eksporterem jabłek na świecie. Związek Sadowników RP szacuje, że w 2013 wyeksportowanych został ponad milion ton tych owoców, z czego zdecydowana większość (800 tys. ton) trafiła do Rosji.

Statystyczny Polak wypija rocznie trzy litry soku i nektaru jabłkowego. Chcielibyśmy podwoić tę ilość. To oznaczałoby 260 tys. ton jabłek więcej na produkcję. W świetle rosyjskiego embarga to istotna ilość – podkreśla Pawlak.

Według Stowarzyszenia KUPS rynek soków i nektarów jest rozwojowy. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca spożywać dziennie 400 gramów owoców podzielonych na pięć porcji. Szklanka soku (200 ml) to ekwiwalent jednej zalecanej porcji. Krajowa Unia Producentów Soków podaje, że statystyczny Polak wypija 82,5 szklanek w ciągu roku, co oznacza jedną co 4-5 dni (45 ml dziennie).

Często słyszy się, że soki są kaloryczne, ale nie do końca jest to prawda. W 100 ml, w zależności od rodzaju soku, jest od 30 do 50 kalorii. Dla porównania w 100 gramach pieczywa jest około 200 kalorii – argumentuje prezes Stowarzyszenia Krajowej Unii Producentów Soków.

Rynek soków, nektarów i napojów wart jest ok. 3,5 mld zł. Połowę rynku pod względem ilościowym stanowią napoje owocowe – chętnie kupowane przez Polaków przede wszystkim ze względu na cenę.

Co dziesiąty Polak pracuje ponad 60 godzin tygodniowo

CEO Magazyn Polska

Co czwarty Polak spędza w pracy od 41 do 50 godzin tygodniowo, a 12 proc. powyżej 60 godzin – wynika z badań CBOS. Najczęściej tłumaczymy to związaną z wykonywaniem obowiązków służbowych pasją. Czasem jest to po prostu pracoholizm. Niewielu pracoholików potrafi odpoczywać i korzystać z czasu wolnego.

 Pracujemy dużo więcej niż inne narody europejskie. Patrząc na kodeks pracy, powinniśmy spędzać w pracy najwyżej 40 godzin, ale często na naszych zawodowych zajęciach zależy nam dużo bardziej niż innym Europejczykom i jesteśmy w stanie wiele dla pracy poświęcić, łącznie z czasem, który należałby się nam czy rodzinie – mówi agencji informacyjnej Newseria Iwona Kowalewski, pedagog i specjalistka w zakresie nowoczesnych metod edukacji ze spółki SITA.

Jak wynika z badania CBOS, aż trzy czwarte Polaków lubi swoją pracę, w tym jedna trzecia nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ogólne zadowolenie z charakteru aktywności zawodowej najsilniejsze jest wśród osób o najwyższych dochodach, czyli prywatnych przedsiębiorców i pracowników średniego szczebla. Niekiedy jednak zbytnie zaangażowanie przeradza się w uzależnienie zwane pracoholizmem.

Trudno stwierdzić, czy Polacy są pracoholikami, bo taka aktywność ma raczej charakter unikalny, jednostkowy i trudno ją diagnozować w odniesieniu do całych grup społecznych – wskazuje Iwona Kowalewski. – Czas spędzany przez Polaków w pracy wskazuje jednak, że mamy do czynienia z niepokojącymi symptomami tej choroby.

W krótkim okresie zdaniem specjalistki firmy SITA większe zaangażowanie w wymagający poświęcenia problem jest zrozumiałe. Na przykład jeśli pracownik zajmuje się ambitnym projektem, w którego realizacji ma odegrać kluczową rolę, a efekty powinny przynieść mu satysfakcję lub wręcz odmienić ścieżkę kariery zawodowej.

Na dłuższą metę całkowite poświęcenie się pracy niesie ze sobą jednak poważne konsekwencje. Często wiąże się to z problemami w życiu prywatnym czy niską samooceną. Jeśli taka sytuacja trwa, może spowodować utratę bliskich, zdrowia czy chęci do życia.

Kiedyś modne było powiedzenie, że należy osiem godzin w ciągu doby przeznaczyć na sen, kolejne osiem na pracę i tyle samo na odpoczynek – przypomina Kowalewski. – Już od dawna nikt nie poświęca ośmiu godzin na odpoczynek, a warto.

Jak podkreśla, umiejętność odpoczywania i przeznaczanie na relaks odpowiedniej ilości czasu jest warunkiem, by praca była dla nas satysfakcjonująca. Może też uchronić nas przed pracoholizmem.

Pasjonatów od pracoholików odróżnia fakt, że rozumieją znaczenie odpoczynku i regeneracji – twierdzi Iwona Kowalewski. – Jeżeli dzień pracy zaczniemy kilkunastoma minutami odprężenia, podczas których nabierzemy dystansu i perspektywy do codziennych zadań, i podobnie go zakończymy, będzie to skutkować lepszą pamięcią, koncentracją i pomysłami, zarówno dotyczącymi życia zawodowego, jak i osobistego.

Problem w tym, że dla wielu osób wejście w stan relaksu bez poczucia winy i związanego z tym napięcia, jest trudne, czasem niemożliwe.

Koniec ze spadkami cen ropy. Ceny paliw na stacjach obecnie o kilkanaście groszy niższe niż przed rokiem

CEO Magazyn Polska

Od połowy czerwca ropa brent staniała o ponad 11 proc. W czwartek na londyńskiej giełdzie za baryłkę tego surowca płacono 102,71 dol. Analitycy rynków surowcowych oceniają, że trend spadkowy wkrótce może się skończyć, jednak zdecydowanego odbicia cen w najbliższych miesiącach raczej nie będzie. To pozytywna informacja dla polskich kierowców.

Dzisiaj pomimo trudnych warunków geopolitycznych cena jest na w miarę stabilnym poziomie – mówi Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. – Biorąc pod uwagę ostatnie trzy lata widać, że wahania cen nie są znaczące. Ceny kształtują się między 95 a 115 dolarów. Na razie nie sprawdzają się prognozy, które mówiły o cenie 200 dolarów, a nawet 300 dolarów za baryłkę ropy. Byłaby to dla nas i dla gospodarki cena nieakceptowalna.

Jak zauważa, zdecydowanego odbicia cen raczej nie będzie, chyba że konflikt na Wschodzie przerodzi się w konflikt globalny. Żadnemu z głównych graczy na rynku ropy naftowej nie opłaca się wszczynanie gospodarczej wojny paliwowej.

Nie leży ona ani w interesie Europy, Rosji, ani Stanów Zjednoczonych – mówi Halina Pupacz. – Trzeba pamiętać, że dostawy rosyjskiej ropy do Europy to są dostawy również do rafinerii rosyjskich, bo dzisiaj europejskie rafinerie są w rękach właścicieli rosyjskich, więc zablokowanie dostaw byłoby również odcięciem dopływu surowca do własnych rafinerii.

Rosja nie ma też szans na szybkie przekierowanie eksportu ropy na inne rynki. Inne kraje nie są przygotowane do zastąpienia Unii Europejskiej w roli głównego odbiorcy ropy rosyjskiej, zarówno pod względem cen, które byłyby w stanie zapłacić, jak i parametrów technicznych (rosyjska ropa jest gorszej jakości niż klasyczny brent).

Mimo że eksport ropy naftowej z Rosji do Chin, Indonezji i innych krajów wciąż rośnie, nadal jest on na zbyt niskim poziomie, by kraje te mogły zastąpić Europę w roli głównego importera rosyjskiego surowca – mówi prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.

Brak zdecydowanego odbicia notowań na rynku ropy powinien oznaczać również brak podwyżek cen paliw na stacjach benzynowych. W ostatnim tygodniu kierowcy mieli powody do zadowolenia, bo zarówno benzyna, jak i olej napędowy potaniały. Nie odnotowano również wzrostów cen autogazu (dane PIPP z 20 sierpnia). Litr Pb95 kosztuje średnio 5,35 zł, oleju napędowego – 5,23 zł, a LPG – 2,66 zł.

Rzeczywiście średnie ceny paliw są w stosunku do ubiegłego roku niższe: cena oleju napędowego jest niższa średnio o ok. 14 gr, natomiast cena benzyny jest niższa o 18 gr. Konsumenci i cała gospodarka odbiera ten pozytywny sygnał z rynku paliwowego na pewną korzyść, wartość dodaną w postaci niższych cen paliw – mówi Halina Pupacz.

CD Projekt: W ciągu kilku tygodni pojawi się testowa wersja gry „The Witcher: Battle Arena” dla użytkowników Androida. Premiera w IV kwartale 2014 r.

Ruszają zapisy do testowej wersji gry „The Witcher: Battle Arena”, która ma być dostępna za darmo na urządzeniach mobilnych. Producent zapowiada, że nie będzie ukrytych opłat, które mają zwiększyć szanse na zwycięstwo, ale gra ma zarabiać na mikropłatnościach od graczy, którzy będą chcieli się wyróżnić, np. strojem. CD Projekt zapowiedział premierę nowej gry na IV kwartał tego roku.

Liczb nie podajemy, ale ,,sky is the limit’’, czyli w tym momencie nie ustalamy żadnego limitu. Mamy nadzieję, że będzie bardzo dużo zainteresowanych, ale oczywiście nie wszystkie osoby będą mogły się dostać do programu beta [wersji testowej red.], ponieważ nie wszystkie telefony, smartfony czy tablety spełniają wymagania sprzętowe. Nasza firma jest znana z tego, że mamy bardzo duże przywiązanie do jakości obrazu i do jakości wizualnej naszych produktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tadeusz Zieliński, project manager w CD Projekt.

Według Zielińskiego gra będzie wymagała posiadania najlepszych smartfonów i tabletów dostępnych na rynku. Testy będą prowadzone jedynie na urządzeniach z systemem Android i mają ruszyć w przeciągu kilku tygodni. CD Projekt spodziewa się, że jego pierwsza gra na platformy mobilne okaże się sukcesem dzięki sile marki, jaką jest Wiedźmin.

Mieliśmy spotkania z różnymi partnerami, większość z nich gra w Wiedźmina pierwszego i drugiego, może nie wszyscy, ale bardzo wiele osób to nasi fani – twierdzi Zieliński.

Zdobycie szerokiej bazy graczy ma zapewnić także upowszechniający się model free to play, zgodnie z którym nie trzeba płacić jednorazowo sporej sumy za produkt, jaką jest gra. Wszystkie funkcjonalności gry mają być dostępne bez dodatkowych odpłatności, a jedynie poprzez wyniki w rozgrywkach. Równocześnie CD Projekt wejdzie w nowy, dynamicznie rozwijający się segment rynku, na którym będzie mógł łatwo zwiększać przychody, rozszerzając funkcjonalności w ramach gry.

Najlepszym przykładem tego, ile pieniędzy można zarobić na rynku mobilnym, jest Angry Birds”. To są miliony, jeżeli nie miliardy dolarów. Oczywiście to wszystko jest oparte na mikropłatnościach znajdujących się w grach. Ludzie wolą wydawać mniejsze pieniądze, ale częściej, niż jednorazowo płacić. To jest nieprzebrane morze pieniędzy – uważa projekt manager w CD Projekt.

Zdaniem Zielińskiego „The Witcher: Battle Arena” ma ten sam model płynnościowy i gatunek co gra na PC „League Of Legend”, która jest najważniejsza grą w tym segmencie na świecie. Według szacunków w zeszłym roku zarobiła ona 630 mln dolarów.

Zgodnie z zapowiedziami CD Projekt „The Witcher: Battle Arena” ma zarabiać na chęci odróżnienia się graczy od innych, co jest powszechnie spotykanym modelem biznesowym w innych grach. Zieliński dodaje, że nie będą to jednak ukryte czy wymuszone opłaty, ani też takie, które faworyzowałyby płacących w rozgrywkach. Ponadto wszystkie ceny w grze będą podane w zwykłych walutach, dzięki czemu gracze nie będą obciążania spreadami przy zakupie wirtualnych walut na potrzeby gry.

W związku z tym zrezygnowaliśmy z takich elementów, jak pay to win, najbardziej klasycznego modelu zarabiania, czyli dawanie graczom mocy w grze za pieniądze. To jest absolutnie niezgodne z naszą filozofią jako firmy i graczy – podkreśla Tadeusz Zieliński.

Niezadowolony turysta ma prawo do reklamacji, nawet w przypadku ofert last minute

0

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej turystów wie, że nieudany wyjazd można zareklamować. W ubiegłym roku do Europejskiego Centrum Konsumenckiego w Polsce wpłynęło blisko 1,5 tys. zażaleń na przewoźników i organizatorów wycieczek. Ważne jest, żeby na miejscu wypoczynku dokumentować (np. zdjęciami) wszelkie nieprawidłowości i niedogodności. Części problemów turyści mogą uniknąć przed wyjazdem, dokładnie zapoznając się z umową, jaką podpisują z organizatorem, i doprecyzowując niejasne określenia w niej zawarte.

Każdą wycieczkę, która jest niezgodna z umową, jaką zawarliśmy z biurem podróży, możemy reklamować. Bez względu na to, czy kupiliśmy wycieczkę taniej, czy drożej, first minute, last minute, mamy takie same prawa – mówi agencji Newseria Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

W ubiegłym roku do europejskich centrów konsumenckich w Unii Europejskiej wpłynęło 32 tys. skarg. W Polsce odnotowano blisko 1,5 tys. zażaleń, przede wszystkim na transport i biura podróży.

Ważne, by w trakcie wycieczki dokumentować wszystkie wady – stan hotelu, pokoju, niezgodny z gwarantowanym w ofercie widok z balkonu czy odległość od plaży. Zdjęcia będą dowodem podczas reklamacji, podobnie jak zeznania innych osób i potwierdzenie niedogodności przez rezydenta lub pilota wycieczki. Niektóre usterki, szczególnie te, które łatwo usunąć, można zgłaszać rezydentowi bezpośrednio na miejscu wypoczynku. Po powrocie w ciągu 30 dni można zareklamować jednak każdą nieprawidłowość. Tyle samo czasu na odpowiedź ma też biuro podróży.

Każdy turysta zanim kupi wycieczkę, powinien dokładnie przeczytać umowę. W kontrakcie jest sprecyzowane, z kim zawieramy umowę, czyli kto faktycznie jest organizatorem wycieczki. Może się zdarzyć, że kupimy ją u agenta, a organizatorem będzie biuro z innego miasta. To ma bardzo duże znaczenie przy składaniu reklamacji, ponieważ składamy ją do organizatora wycieczki, a nie do agenta – podkreśla Majchrzak.

Im więcej informacji zostanie sprecyzowanych przed podpisaniem umowy, tym lepiej dla kupującego. Warto dokładnie sprawdzić te warunki, gdzie brakuje konkretnych danych – np. „blisko plaży”, „z ładnym widokiem” czy w „zacisznej okolicy”.

Na przykład dla turysty niedaleko plaży oznacza to, że z hotelu może wyjść po prostu na plażę, a zdarza się, że żeby dojść na te plażę, turysta musi pokonać bardzo ruchliwą drogę. Im więcej rzeczy sprecyzujemy przed podpisaniem umowy, tym lepiej dla nas – radzi ekspertka UOKiK.

Ważne jest także, by sprawdzić, czy organizator ma możliwość podniesienia ceny wycieczki. Powinno to być wyraźnie przewidziane w umowie. Jeśli taki zapis w niej jest, koszty po stronie klienta rzeczywiście mogą okazać się wyższe, ale tylko w trzech sytuacjach.

Majchrzak przypomina, że wykupione wakacje mogą okazać się droższe w przypadku wzrostu ceny transportu, kosztów paliwa i opłat lotniskowych.

Chodzi o wzrost kosztów transportu, opłat lotniskowych, urzędowych, w tym podatków, a także kosztów paliwa. Jeżeli biuro podnosi nam cenę wycieczki przed wyjazdem, to musi nas o tym poinformować i przedstawić wpływ tych czynników na zmianę ceny wycieczki. Konsument, który nie zgadza się na to, aby cena jego wycieczki wzrosła, np. gdy nie stać go na dopłatę, ma prawo zrezygnować z dojazdu i odzyskać wszystkie do tej pory wpłacone pieniądze – zaznacza ekspertka.

Warto też pamiętać, że jeśli do wyjazdu zostało mniej niż 20 dni, cena nie może wzrosnąć.

Przy składaniu reklamacji konsument powinien określić, jakie są jego oczekiwania. Pomóc w oszacowaniu strat może rzecznik konsumentów lub też tabela frankfurcka – dokument, który wskazuje, jaki procentowo wpływ na cenę mogą mieć określone nieprawidłowości i niedogodności (np. monotonny jadłospis czy hałas w nocy).

Turysta zazwyczaj może się spodziewać obniżenia ceny wycieczki. Zdarza się również, że dostanie zniżkę na kolejne imprezy. To klient decyduje o tym, czego żąda od biura podróży, dlatego że turysta sam wie, ile dokładnie zapłacił za tę wycieczkę, jakie nieprawidłowości i niedogodności go spotkały podczas tej imprezy – mówi Agnieszka Majchrzak.

Z tabeli frankfurckiej można skorzystać również w przypadku starań o odszkodowanie za uszkodzony lub zgubiony bagaż.

Jeżeli nie wiemy, jak napisać reklamację, jak zabrać się do oszacowania naszego roszczenia i odszkodowania, to pamiętajmy, że możemy liczyć na bezpłatną poradę miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów. Możemy również zgłosić się do jednej z organizacji konsumenckich, na przykład Federacji Konsumentów, Stowarzyszenia Konsumentów Polskich. Możemy także zadzwonić pod bezpłatny numer infolinii 800 007 707 – podsumowuje ekspertka.

Przedsiębiorcy z Dolnośląskiego – spieszcie się po ostatnie dotacje!

Jeszcze tylko do 16 września dolnośląscy przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie ze Schematu 1.1.A2 Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego (RPO WD). Do podziału jest ponad 29 mln zł. To doskonała okazja na realizację inwestycji w firmie przy wsparciu z Unii Europejskiej jeszcze w tym roku. Konkurs przeznaczony jest jednak dla bardzo zdeterminowanych przedsiębiorców – projekty muszą zostać zrealizowane do końca listopada 2014 r.

Zbliża się moment uruchomienia programów dotacyjnych z nowego budżetu UE na lata 2014-2020. Dokładne terminy rozpoczęcia konkursów i warunki udziału w nich nie są jeszcze jednak znane. Dolnośląscy przedsiębiorcy, którzy chcą unowocześnić swoją działalność mają szansę zrobić to przy wsparciu z Unii jeszcze w tym roku. Trwa bowiem nabór wniosków do Schematu 1.1.A2 RPO WD. W ramach tego programu dotacyjnego prowadzący działalność gospodarczą mogą otrzymać zwrot nawet 50% kosztów inwestycji, które dotyczą innowacji produktowych lub procesowych na poziomie przedsiębiorstwa. Terminy obowiązujące w konkursie są napięte, warto więc zapoznać się z wymaganiami stawianymi wnioskodawcom, aby lepiej przygotować aplikację.

Prostsze zasady
Konkurs przeznaczony jest dla małych, średnich i mikro- przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność gospodarczą w województwie dolnośląskim przez co najmniej 2 lata. Mogą oni zdobyć wsparcie w postaci refundacji maksymalnie połowy kosztów kwalifikowanych poniesionych w ramach realizacji projektu. Obowiązują jednak ograniczenia co do wartości tych wydatków oraz ich rodzaju. Minimalna ich kwota nie może być niższa niż 100 tys. zł, a maksymalna nie może z kolei przekroczyć 1,6 mln zł. Do kosztów kwalifikowanych zaliczane są wyłączenie wydatki na zakup ruchomych środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, a także specjalistycznych szkoleń oraz usług doradczych ściśle związanych z realizacją projektu. Mimo tych ograniczeń konkurs daje bardzo wiele możliwości, a w porównaniu do poprzednich naborów znacznie zwiększono dostępność dotacji dla szerszego grona firm. – Przede wszystkim obniżono wymagania co do samej innowacyjności. Obecnie warunkiem koniecznym nie jest już, aby sięgała ona poziomu regionu, kraju czy świata, a jedynie samego przedsiębiorstwa. Dzięki temu po dotacje mogą sięgnąć mniej zaawansowane technologicznie firmy na przeprowadzenie prostszych inwestycji polegających, np. na zakupie maszyn lub urządzeń ulepszających obecnie oferowane przez przedsiębiorstwo produkty – mówi Irmina Jankowska, Konsultant ds. funduszy UE w firmie ECDF, specjalizującej się w pozyskiwaniu finansowania dla MŚP. Ponadto, aby ułatwić dostęp do dofinansowania zmieniono kryterium „Doświadczenie Wnioskodawcy”, które dotychczas preferowało podmioty mogące pochwalić się doświadczeniem w realizacji projektów unijnych. Teraz dodatkowe punkty przyznawane będą firmom, które nie korzystały dotąd z dotacji.

Trudniejsze terminy
Wymogi dotyczące innowacyjności zeszły na drugi plan w obecnym naborze do Schematu 1.1.A2 RPO WD. Zastąpiły je jednak kryteria premiujące stopień zaawansowania realizacji projektu. Nic dziwnego – prace z nim związane muszą zakończyć się do 30 listopada. Dlatego też najwyżej oceniane będą projekty będące już w realizacji lub całkowicie zrealizowane. – W większości konkursów dotacyjnych projekt można rozpocząć dopiero po złożeniu wniosku. W przypadku tego naboru, organizatorzy otworzyli pewną „furtkę”. Inwestycje można zacząć realizować już od dnia ogłoszenia konkursu, czyli od 17 lipca. Dzięki temu przedsiębiorcy zyskują kilka tygodni na podjęcie działań związanych z przeprowadzaniem projektu przed złożeniem wniosku i tym samym na zyskanie dodatkowych punktów – tłumaczy Irmina Jankowska z ECDF.

Ze względu na wymagające terminy, organizatorowi konkursu – Dolnośląskiej Instytucji Pośredniczącej, zależy na przyznaniu dofinansowania tym wnioskodawcom, którzy udowodnią swoją zdolność i determinację do realizacji projektu. Dlatego wyższą ocenę zdobędą aplikacje, z których będzie jasno wynikać, że przedsiębiorca jest w trakcie realizacji inwestycji bądź zrealizował ją w całości, bez wiedzy czy otrzyma dotację. Ponadto premiowane będą podmioty, które zadeklarują wolę uzyskania wsparcia niższego niż maksymalnie dla nich dostępne. I tak jeśli wnioskodawca zapewni wkład własny na poziomie co najmniej 20 punktów procentowych większy od minimalnego, może liczyć na aż 4 punkty przy ocenie wniosku.

Zdobądź bonus

Wprowadzone zmiany, ułatwiające pozyskanie dotacji na mniej innowacyjne projekty, mogą przełożyć się na spore zainteresowanie konkursem dolnośląskich przedsiębiorców. Tym bardziej, że niewiele jeszcze wiadomo o programach z nowej perspektywy finansowej. Zainteresowani tym rodzajem wsparcia z UE powinni więc postarać się, aby uzyskać jak najwyższą liczbę punktów. Maksymalnie, za spełnienie kryteriów merytorycznych i sektorowych, można ich zdobyć 37. We wniosku warto podkreślić te aspekty inwestycji, które są dodatkowo punktowane. I tak premiowane będą projekty oparte o patenty lub zgłoszenia patentowe, wykorzystujące prowadzone lub zakupione wyniki prac badawczo-rozwojowych, pozytywnie wpływające na środowisko, prowadzące do wzrostu zatrudnienia czy mające wpływ na rozwój społeczeństwa informacyjnego. – Planując inwestycję, która ma być dofinansowana ze Schematu 1.1.A2 RPO WD, warto zastanowić się nad jej lokalizacją. Bonus punktowy można otrzymać za umiejscowienie jej na obszarach wiejskich i małych miast, a także w obszarach miejskich charakteryzujących się, np. występowaniem niekorzystnych trendów demograficznych, wysokim poziomem bezrobocia, ubóstwa czy niskim wskaźnikiem prowadzenia działalności gospodarczej – radzi Irmina Jankowska z ECDF. Ponadto warto postawić na współpracę z jednostką naukową oraz z co najmniej dwoma innymi przedsiębiorcami z regionu przy realizacji projektu. Każdy punkt się liczy, a dofinansowanie otrzymają tylko ci wnioskodawcy, którzy zdobędą ich najwięcej.

W sierpniu niemal 74 proc. Polaków było przeciwnych wprowadzeniu euro w Polsce.

W stosunku do poprzedniego miesiąca odsetek przeciwników zmalał o 6 punktów proc. Obecnie 42 proc. Polaków jest zdecydowanie przeciwnych przyjęciu przez Polskę euro, a raczej przeciwnych jest 32 proc.

Odsetek zwolenników przyjęcia euro wzrósł w porównaniu do pomiaru lipcowego o 6 punktów proc. Obecnie jest ich łącznie ponad 22 proc. Zdecydowanych zwolenników jest 5 proc., 17 proc. respondentów raczej poparłoby wprowadzenie euro.

Jedynie 4 proc. badanych nie ma w tej kwestii zdania.

Żadna z podstawowych zmiennych społeczno-demograficznych nie wpływa istotnie na opinie dotyczące przyjęcia wspólnej waluty euro. W większości grup wiekowych, wykształcenia, pozycji zawodowej, klasy wielkości miejscowości, dominuje odsetek przeciwników przyjęcia euro i wynosi od 70 do 80 proc. Jedynie wśród respondentów młodych odsetek przeciwników wynosi poniżej 70 proc. Mniej przeciwników wprowadzenia euro jest wśród respondentów młodych, do 29 roku życia (65 proc.) oraz wśród respondentów studiujących (56 proc.).

Wysokie odsetki przeciwników przyjęcia euro występują wśród elektoratów dwóch największych ugrupowań. Liczniej występują oni wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości (85 proc.) niż wśród wyborców Platformy Obywatelskiej (59 proc.).

Informacje o badaniu
Sierpniowa fala badania została przeprowadzona w dniach 7-11 sierpnia 2014 r. na podstawie reprezentatywnej imiennej próby Polaków w wieku 15+, wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020. Wywiady zostały zrealizowane metodą wywiadów bezpośrednich w domach respondentów CAPI.

4-procentowy wzrost rynku kosmetyków do pielęgnacji twarzy w Polsce

W okresie od lipca 2013 roku do czerwca 2014 roku polski rynek kosmetyków do pielęgnacji twarzy odnotował w porównaniu do analogicznego okresu w latach ubiegłych 4-procentowy wzrost w ujęciu ilościowym oraz 1-procentowy spadek w ujęciu wartościowym.

Analizowana kategoria kosmetyków do pielęgnacji twarzy obejmuje kremy, maseczki, mleczka i toniki do twarzy.

Z analiz Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, że w okresie od lipca 2013 roku do czerwca 2014 roku niewiele ponad 70 proc. polskich gospodarstw domowych zakupiło produkty z kategorii kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Około 61 proc. gospodarstw domowych przynajmniej raz w ciągu 12 miesięcy kupiło krem do twarzy, 51 proc. mleczko i tonik, a 22 proc. – maseczkę do twarzy.

W ciągu monitorowanych 12 miesięcy pojedyncze polskie gospodarstwo domowe wydało na kosmetyki do pielęgnacji twarzy średnio 120 zł. W skali całego kraju daje to zakupy o łącznej wartości na poziomie 1,2 mld zł. Biorąc pod uwagę częstotliwość zakupu kosmetyków do pielęgnacji twarzy, w podanym okresie polskie gospodarstwa domowe kupowały produkty z tej kategorii przeciętnie 7 razy. Wartość zakupu podczas pojedynczej wizyty w sklepie wyniosła średnio 18 złotych.

Biorąc pod uwagę miejsca zakupu i kanały sprzedaży, kosmetyki do pielęgnacji twarzy kupowano głównie w sklepach drogeryjno-perfumeryjnych. W okresie od lipca 2013 roku do czerwca 2014 roku udział tego kanału dystrybucji w zakupach całej kategorii, dokonywanych przez polskie gospodarstwa domowe, wyniósł 65 proc. w ujęciu wartościowym oraz 58 proc. w ujęciu ilościowym. Z kolei łączny udział hipermarketów, supermarketów i dyskontów w zakupach całej kategorii wyniósł 27 proc. w ujęciu ilościowym i 17 proc. w ujęciu wartościowym. Z roku na rok coraz mniejsze znaczenie w zakupach kosmetyków do pielęgnacji twarzy odgrywa sprzedaż bezpośrednia.

Martyna Chruślińska, analityk kategorii w Panelu Gospodarstw Domowych GfK, komentuje: „Udział ilościowy produktów markowych w rynku kosmetyków do pielęgnacji twarzy szacuje się na poziomie 89 proc. Liderami na rynku są marki Ziaja, Garnier i Nivea. Wśród marek własnych sieci największe znaczenie mają produkty sieci Biedronka i Rossmann, których łączny udział ilościowy stanowi 9 proc. Jedynie 2 na 10 gospodarstw domowych zakupiło w analizowanym okresie kosmetyk do pielęgnacji twarzy marki własnej sieci. Nieufność wobec produktów niemarkowych w zakupach kategorii może stanowić istotną barierę w rozwoju marek własnych sieci”.

O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z prowadzonego od 20 lat Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. Jego próbę stanowi 8 tys. polskich gospodarstw domowych, zbierających dane za pomocą skanerów i raportujących o dokonywanych przez siebie zakupach produktów FMCG.

Praca w grupie zabija indywidualności?

Efektywne i zgrane zespoły pracownicze to siła i podstawa działania organizacji. Czy jednak osiągnięcie najwyższego poziomu zespołowości i integracji pracy to wciąż zysk dla firmy, czy może już zagrożenie, związane chociażby z zagładą indywidualności?

Właściwie w każdym przypadku odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: mocny, efektywny, perfekcyjnie współpracujący team się opłaca. Nie można jednak oczywiście odbierać znaczenia pewnym elementom charakteryzującym daną firmę. Liczy się bowiem rodzaj samej pracy, jej etapowość oraz kultura i wielkość całej organizacji. Team w małej firmie to bowiem coś innego, niż funkcjonujące w dużej organizacji zespoły ludzi, zazwyczaj tożsame z wyspecjalizowanymi w odmiennych działaniach departamentami. Nie mniej jednak zgrany, mocny zespół to zysk, a elementy niezbędne przy prowadzeniu firmy pomagają zachować równowagę między integracją, a indywidualnością. Istotne jest jednak przede wszystkim właściwe ustalenie celów indywidualnych i zbiorowych. Następnie należy sięgnąć po narzędzia, których działanie ma jednocześnie charakter wzmacniający zespół wewnętrznie, jak też decyduje właśnie o przeciwdziałaniu zagładzie indywidualności.

Ocena pracowników

Pierwsze z istotnych narzędzi to ocena pracownika. Powinna ona łączyć dwa obszary jego funkcjonowania w firmie. Pierwszy z nich dotyczy efektywności całego teamu, a więc stopnia realizacji założeń i celów stawianych przed zespołem. Współodpowiedzialność za wyniki stanowi istotny impuls integracyjny, jak i motywacyjny dla poszczególnych pracowników. W prawdzie jest ona też pewnym zagrożeniem dotyczącym pojawienia się w teamie „intruzów” – osób nieefektywnych, stawiających na zaangażowanie pozostałych współpracowników, jednakże w dobrze działającym zespole ich kariera kończy się w tempie błyskawicznym – mówi Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET. Drugi obszar oceny pracownika, dzięki któremu możliwe jest zachowanie i wyróżnienie indywidualności, dotyczy jego pracy indywidualnej. Ocena poszczególnych osób pozwala nie tylko im się wykazać, ale także zdiagnozować „słabsze ogniwa” czyli pracowników, których zaangażowanie czy też kompetencje nie współgrają z tym, co reprezentują inni, efektywni członkowie teamu.

Motywacja

Kolejnym sposobem walki z zatraceniem indywidualności jest realizowany program motywacji. Wewnętrzne konkursy i zmagania wcale nie muszą kłócić pracowników. Pod warunkiem, że prowadzone są one na płaszczyźnie fair play, stanowią czynnik zdrowej rywalizacji, a ta z kolei zapobiega marazmowi i zboczeniu z drogi zawodowego rozwoju. Wciąż nie wszyscy doceniają wartość programów motywacyjnych w organizacji. Tymczasem wysiłek włożony w ich zaprojektowanie i realizację ma naprawdę namacalne efekty. Są one bowiem nie tylko elementem podnoszącym efektywność całych zespołów pracowniczych, ale przede wszystkim pozwalają także wyłonić „perełki” – indywidualności w które warto zainwestować w sposób szczególny.

Co najmniej 10 mld zł straci polska gospodarka na konflikcie między Rosją a Ukrainą

Eksport Polski do Rosji to jest około 5 proc., a od kilku miesięcy już systematycznie maleje. Z tych 5 proc. zaledwie 7 proc. to jest eksport warzyw i owoców, żywności ogółem. Ale chciałabym zwrócić uwagę jeszcze na jeden czynnik – polski przedsiębiorca, który eksportował do Rosji, musiał być w swojej historii bardzo elastyczny, ponieważ historia embarg, zakazów, testów i zatrzymań jest bardzo długa – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksandra Bluj, analityk rynku stopy procentowej Ipopema Securities.

W pierwszym kwartale 2014 r wartość eksportu do Rosji spadła o 7,1 proc., a na Ukrainę – o ponad 20 proc. w ujęciu rocznym, wynika z danych Ministerstwa Gospodarki. Analitycy resortu szacują, że koszt wprowadzenia sankcji UE na Rosję oraz embargo ze strony Kremla wyniesie w tym roku około 0,6 pkt proc. PKB. To oznacza, że zgodnie z prognozami MG polska gospodarka urośnie w tym roku o 2,7 proc., zamiast prognozowanych wcześniej 3,3 proc.

W przypadku Rosji największe spadki zanotowano w eksporcie części i akcesoriów do pojazdów silnikowych (-34 proc.), świeżych jabłek i gruszek (-30 proc.) i obuwia (-20 proc.). Według NBP do najbardziej narażonych na pogorszenie relacji handlowych z Rosją i Ukrainą należą producenci chemikaliów, odzieży, tekstyliów, maszyn oraz elektroniki. Mimo spadku wywozu do tych krajów w I kwartale eksporterzy z ww. branż zanotowali w tym okresie wzrost eksportu ogółem, który zwiększył się o 6,6 proc. rok do roku. Ciekawostką jest to, że mimo embarga na eksport wieprzowiny do Rosji i na Ukrainę w I kwartale branża mięsna zanotowała minimalny wzrost eksportu – twierdzą analitycy NBP.

– Kiedy doszło do zakazu eksportu wieprzowiny na rynek rosyjski, bardzo dobrze zareagowali polscy przedsiębiorcy, który dogadali się z przedsiębiorcami z Europy Zachodniej. Polskie mięso szło na eksport spokojnie i w bardzo atrakcyjnych dla Zachodu cenach – wskazuje Aleksandra Bluj.

W pierwszych trzech miesiącach 2014 r. całkowity eksport na rynki strefy euro zwiększył się o 11,1 proc., z kolei wywóz na pozostałe rynki UE wzrósł o 7,8 proc. rok do roku. Obok utrzymującego się napięcia i ryzyka związanego z dalszą eskalacją działań wojennych, reorientację polskiego eksportu wspierał także słabnące rubel oraz hrywna. Ponadto niewykluczone są kolejne sankcje wymierzone przeciw Rosji, która może reagować dalszymi restrykcjami w relacjach z Polską.

– Dodatkowe pytanie dotyczy tego, jak Rosja zareaguje polityką gazową na jakiekolwiek dalsze sankcje i pytanie jest o te czynniki pośrednie. Czynnik rosyjsko-ukraiński przygotowuje nas do takiego stadium wyczekiwania na to, co się jeszcze stanie od strony politycznej, fundamentalnie rynkowej i paramilitarnej. Nikt o tym nie rozmawia, my się jednak tego boimy – twierdzi Bluj.

W 2013 r. polski eksport do Rosji osiągnął wartość 8,1 mld euro, czyli równowartość ok. 2 proc. PKB, z kolei wywóz na rynek ukraiński – 4,3 mld euro (ok. 1,1 proc. PKB Polski). To pokazuje skalę możliwych dalszych strat dla polskiej gospodarki, jeśli sytuacja gospodarcza i polityczna w obu krajach będzie się w dalszym ciągu komplikować.

Poza embargiem ze strony Rosji Polska może odczuć unijne sankcje także poprzez ich negatywny wpływ na zamówienia i inwestycje w niemieckiej gospodarce. Dotyczy to zwłaszcza firm chemicznych i zbrojeniowych z nad Renu, które są ważnymi eksporterami na rynek rosyjski, a z drugiej stron mają wielu podwykonawców i kooperantów w Polsce. Zdaniem Aleksandry Bluj na razie jednak nie widać negatywnych sygnałów w niemieckim przemyśle.

– Niemcy też mają kontakty handlowe z Rosją, chociaż to Rosja bardziej potrzebuje Niemiec, to te czynniki czy te sektory, które są najbardziej wystawione na ryzyko utraty rynków zbytu czy utraty jakichkolwiek intratnych kontraktów z Rosją, to są najczęściej sektory chemiczne. Wydaje się, że na chwilę obecną te sankcje, które zostały wprowadzone, nie wpływają tak bezpośrednio na Niemcy – uważa analityk Ipopema Securities.

Największa gospodarka strefy euro wciąż cieszy się relatywnie dobrą koniunkturą w porównaniu z innymi państwami ze wspólną walutą. Stabilna sytuacja gospodarcza – razem z szokiem po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu przez prorosyjskich rebeliantów – wpłynęła na zmianę nastawienia niemieckiej opinii publicznej i biznesu. Wcześniej Niemcy byli przeciwni jakimkolwiek sankcjom sektorowym.

– Ale oczywiście mamy jeszcze południe Europy, mamy Francję, która jest rzeczywiście obecnie bardzo słaba gospodarczo i ciągnie wzrost gospodarczy Europy w dół. Mamy też cały sektor bankowy, w którym konsekwencji embarg i działań sektora bankowego czy też finansowego z Rosji trudno nam na chwilę obecną ocenić – uważa analityk Ipopema Securities.

Zdaniem części komentatorów trudna sytuacja gospodarcza we Francji sprawia, że rządzący nie chcą zrezygnować z wywołującego kontrowersję kontraktu na dostawę do Rosji okrętów wojennych Mistral. Francja – do zmiany stanowiska Berlina – była również w gronie największych oponentów zaostrzenia sankcji.

Rynki południa Europy mogą stać się czarnymi końmi inwestycji

W sierpniu inwestorzy kupili 2-letnie niemieckie obligacje z ujemną rentownością do wykupu, po raz pierwszy od maja 2013 r. Równocześnie rentowność 10-letnich bundów bije kolejne rekordy i obecnie jest już poniżej 1 proc. Obligacje są drogie w niemal całej Europie, dlatego kupujący – poza tymi poszukującymi bezpiecznej lokaty kapitału – powinni się zwrócić w stronę rynków akcji, zwłaszcza w wybranych gospodarkach wschodzących.

– Europa jest w sytuacji, w której opłaca się tracić pieniądze. Niemieckie obligacje notowane są obecnie przy ujemnych rentownościach, co znaczy, że inwestorzy kupując je, stracą pieniądze zamiast zarobić. Jest kilka powodów, które sprawiły, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Po pierwsze, to oczekiwanie deflacji, czyli spadku cen w strefie euro. Po drugie, to rekordowo luźna polityka Europejskiego Banku Centralnego – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Zaremba, główny ekonomista Saturn TFI SA.

Kolejne przyczyny, z powodu których inwestorzy godzą się na lokowanie pieniędzy ze stratą, to prognozowane spowolnienie gospodarcze w strefie euro oraz konflikt na wschodzie Europy, który wciąż jest daleki od wygaszenia. Według Zaremby w krótkim horyzoncie czasowym trudno znaleźć jakieś potencjalne czynniki, które mogłyby doprowadzić do silnego wzrostu rentowności obligacji.

– Pamiętajmy też, że gdybyśmy mieli kilkadziesiąt milionów euro i chcielibyśmy je gdzieś bezpiecznie przechować, to też trzeba by za to w jakiś sposób zapłacić, więc te ujemne stopy procentowe są w pewien sposób naturalne – dodaje Zaremba.

Z drugiej jednak strony szacunki ekonomistów dotyczące naturalnej stopy procentowej pokazują, że może być ona ujemna jedynie w krótkim okresie. Wynika to przede wszystkim stąd, że ludzie wolą bieżącą konsumpcję tego samego dobra od konsumpcji w przyszłym okresie, która jest zawsze niepewna. Stąd też inwestorzy chcący osiągać dodatnią stopę zwrotu powinni lokować kapitał na rynkach wschodzących – uważa główny ekonomista Saturn TFI.

– Jeżeli zakładamy, że scenariusz wzrostu gospodarczego na świecie się utrzyma, a wydaje mi się, że taki powinniśmy przyjąć za bazowy, to zwracałbym uwagę przede wszystkim na rynki wschodzące – Azja Południowo-Wschodnia łącznie z Chinami, całkiem nieźle zachować może się także Ameryka Południowa i wydaje mi się, że peryferie strefy euro, czyli te kraje, które przez ostatnie kilka lat były maruderami, jak Hiszpania, Portugalia, być może nawet Grecja, mają teraz szansę stać się czarnymi końmi – twierdzi Zaremba.

Z powodu napięć geopolitycznych w ostatnich miesiącach rynki Europy Środkowo-Wschodniej radziły sobie słabiej od giełd w krajach rozwiniętych. Odpływ kapitału z tego regionu zwiększył atrakcyjność wycen spółek, które potaniały, tym bardziej że perspektywy wzrostu gospodarczego w Polsce czy na Węgrzech są lepsze niż np. w strefie euro. Są one relatywnie tanie także w porównaniu z tureckimi, gdzie przemysł wydaje się spowalniać, a sytuacja finansowa gospodarki nad Bosforem jest krucha – twierdzi ekonomista.

– Z dużą ostrożnością podchodziłbym z kolei do rynków obligacji, które choć straciły w ostatnim czasie trochę, na przykład w Czechach czy na Węgrzech, to w Polsce trzymają się bardzo silnie. I mimo że dyskontują tym samym bardzo niską inflację, ucieczkę do bezpiecznych aktywów czy pewne oznaki spowolnienia gospodarczego, to wydaje mi się, że ten poziom wycen jest już trochę napięty – podsumowuje Adam Zaremba.

Wzrastają przychody GK LPP, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zysk netto w I połowie br. wzrósł o niemal 10 proc.

Skonsolidowane przychody grupy modowej LPP wyniosły w I półroczu 2014 r. 2,13 mld zł i jest to wzrost w ujęciu rocznym o 22,4 proc.

Najwięcej przychodów pochodzi ze sprzedaży w krajach Unii Europejskiej – 1,63 mld zł. Ponad 500 mln zł pochodzi ze sprzedaży w krajach spoza Unii. Drugim największym rynkiem poza Polską jest dla LPP Rosja z przychodami po I półroczu rzędu 415,9 mln zł i wzrostem o prawie 20 proc. w stosunku do I półrocza ub.r. W Polsce przychody w omawianym okresie wyniosły 1,4 mld zł i były wyższe o prawie 23 proc. rdr.

Zysk netto spółki, do której należą takie marki, jak Reserved, House, czy Cropp wzrosły o 9,8 proc. do poziomu 152,7 mln zł.

W I półroczu roku GK LPP otworzyła 168 sklepów zwiększając tym samym całkowitą liczbę butików do 1 488 sklepów, z czego za granicą 91 sklepów.

– W I półroczu w salonach Reserved zrealizowano sprzedaż w wysokości 1 055 200 tys. zł, w placówkach Cropp 330 400 tys. zł, House 269 200 tys. zł, Mohito 243 400 tys. zł. zaś w Sinsay 88 600 tys. zł. – wyjaśnia spółka w raporcie finansowym.

Odzieżowy Bytom miał 1,13 mln zł zysku w I półroczu po stracie 1,2 mln zł rok temu

Spółka Bytom, zajmująca się szyciem i sprzedażą odzieży męskiej, zarobiła w I półroczu 2014 r. 1,13 mln zł. To znaczna poprawa w stosunku do ubiegłego roku, gdy pierwsze dwa kwartały zakończyły się stratą netto na poziomie 1,2 mln zł.

Na lepszy wynik złożyła się zarówno wyższa sprzedaż, jak i ograniczenie kosztów.

Przychody spółki wzrosły w I półroczu do 46 mln zł z 38,1 mln zł rok temu. Z tego aż 41,25 mln zł pochodziło ze sprzedaży detalicznej, co oznaczało wzrost o 26 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Sprzedaż hurtowa przyniosła spółce 3,16 mln zł, co oznacza wzrost o 47 proc.

Zysk operacyjny Bytomia wyniósł 1,35 mln zł wobec straty 91 tys. zł rok temu.

New World Resources zanotował stratę w wysokości 57 mln euro, prawie 8-krotnie mniejszą rdr dzięki obniżeniu kosztów

Spółka New World Resources Plc zanotowała przychody za pierwsze półrocze 2014 r. w wysokości 346,34 mln euro; to spadek o 20 proc. rdr.

Strata z działalności kontynuowanej wyniosła po I poł. niecałe 57 mln zł. To mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku, kiedy było to niemal 400 mln euro.

– Pomimo że zanotowaliśmy stratę wynoszącą niemal 57 milionów euro za sześć miesięcy, licząc do końca czerwca 2014 r. (co jest odpowiednikiem straty podstawowej wynoszącej 0,22 euro na akcję), jest to znaczna poprawa w wynikach w porównaniu do analogicznego okresu w 2013 r., w którym odnotowaliśmy podstawową stratę z działalności kontynuowanej wynoszącą 1,52 euro na akcję – wyjaśnił prezes NWR Gareth Penny w komunikacie. – Stanowi to świadectwo naszych nieustannych wysiłków na rzecz obniżania kosztów i ujednolicania działalności. Gotówkowe jednostkowe koszty wydobycia zostały obniżone o 24 proc. do 64 euro za tonę (19 proc. przy stałym kursie walutowym), a ponadto jesteśmy 6 miesięcy do przodu z osiągnięciem celu, którym jest uśrednienie kosztów wydobycia na poziomie nieznacznie odbiegającym od kwoty 65 euro do końca tego roku (włączając w to kopalnię Paskov).

Spółce udało się obniżyć koszty o 36 proc. do 299 mln euro.

Średnia zrealizowana przez NWR cena węgla koksującego była na poziomie 87 euro za tonę, to spadek o 15 proc. Średnia zrealizowana cena węgla energetycznego w wysokości 58 euro za tonę, czyli o 4 proc. więcej.

Sprzedaż węgla przez firmę dzieli się na: węgiel koksujący – 63 proc. i węgiel energetyczny – 37 proc. sprzedaży.

NWR po I półrpoczu br. miała także zapasy węgla na poziomie 858kt, czyli p 14 proc. rdr.

Dom Development poprawia przychody, ale przez rosnące koszty notuje spadek zysku netto

Skonsolidowane przychody dewelopera Dom Development wyniosły w I poł. 2014 r. 361,6 mln zł., czyli o 6,2 proc. więcej niż w tym samym okresie ub.r.

Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej był o ponad 60 proc. niższy rdr i wyniósł 10,9 mln zł.

Mniejszy zysk był spowodowany głównie wyższym rdr o 18 proc. rdr, kosztem własnym sprzedaży, który wyniósł 340,2 mln zł, wyższymi kosztami zarządu i wyższymi pozostałymi kosztami operacyjnymi.

Dom Development zakończył w I półroczu roku budowę inwestycji: III etap osiedla Derby, Młyny Królewskie, I etap Klasyków, IIb etap osiedla Wilno, III etap osiedla Adria oraz Willa na Harfowej. To razem 1116 mieszkań w standardzie popularnym. Rozpoczął natomiast budowę 1312 mieszkań, w tym 133 luksusowych apartamentów w inwestycji Rezydencja Mokotów.

Globe Trade Center powiększa stratę z powodu utraty wartości nieruchomości inwestycyjnych i projektów mieszkaniowych

Przychody operacyjne wyniosły w tym czasie 32,78 mln euro wobec 30,27 mln euro w II kwartale 2014. To o ponad 8 proc, lepszy wynik rdr.

Globe Trade Center, deweloper, specjalizujący się w powierzchniach komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, miał 70 mln euro starty w II kwartale wobec 48,23 mln euro rok temu.

– Strata netto w okresie 3 miesięcy zakończonym 30 czerwca 2014 r. wyniosła 291 586 zł w porównaniu do 213 609 zł straty w okresie 3 miesięcy zakończonym 30 czerwca 2013 r. na skutek rozpoznania straty z aktualizacji wartości aktywów/utraty wartości nieruchomości inwestycyjnych i utraty wartości projektów mieszkaniowych grupy – tłumaczą autorzy sprawozdania finansowego GTC.

Na dzień 30 czerwca 2014 r. portfel Grupy w Polsce, Rumunii, na Węgrzech, Chorwacji, Serbii, Bułgarii i Słowacji obejmował 28 ukończonych nieruchomości komercyjnych o łącznej powierzchni najmu netto wynoszącej około 589 tys. mkw., wybudowane mieszkania i domy o łącznej powierzchni mieszkalnej 40 tys. mkw., grunty przeznaczone pod zabudowę komercyjną o szacunkowej powierzchni około 1,1 miliona mkw. i pod zabudowę mieszkaniową – o szacunkowej powierzchni około 483 tys. mkw.

Grupa działa w Polsce oraz w Rumunii, na Węgrzech, w Chorwacji, Serbii, Bułgarii, na Słowacji oraz w Czechach. Dodatkowo Grupa posiada grunty przeznaczone pod zabudowę na Ukrainie i w Rosji.

Redan ponosi stratę częściowo z powodu sytuacji na Ukrainie

W pierwszym półroczu 2014 rok Grupa Redan zanotowała stratę netto w wysokości 2,043 mln zł. To nieco mniej w porównaniu do ub.r., kiedy strata wyniosła 2,2 mln zł, wynika ze skonsolidowanego raportu finansowego.

– W związku z faktem, iż w pierwszym półroczu 2014 r. ujawniło się obciążenie w postaci podatku dochodowego, wynik netto był o 1,3 mln zł niższy rdr. Ponadto w wyniku osłabienia głównie hrywny ukraińskiej zostały wygenerowane ujemne różnice kursowe z przeliczenia sprawozdań zagranicznych jednostek zależnych w kwocie 4,1 mln zł, co spowodowało, że strata całkowita wyniosła -6,1 mln zł w porównaniu do +0,7 mln zł rok temu – wyjaśnia spółka w raporcie.

Przychody grupy kapitałowej wyniosły 226,2 mln zł. To 7,3 proc. więcej niż w I półroczu 2013 r.

Zysk ze sprzedaży natomiast wzrósł o ponad 1000 proc. do poziomu 3,4 mln zł. Rok wcześniej było to niecałe 300 tys. zł.

– Poprawa wyników – z wyłączeniem wpływu Ukrainy na część modową – jest konsekwencją zmian strategii oraz jej konsekwentnego wdrażania w obu segmentach działalności Grupy. Negatywnie na wyniki części modowej, a tym samym całej grupy, wpłynęła sytuacja polityczna na Ukrainie – tłumaczą autorzy raportu.

Otmuchów poprawia zysk netto o kilkaset procent dzięki restrukturyzacji i wzrostu efektywności

ZPC Otmuchów S.A., producent słodyczy i słonych przekąsek w segmencie private label, zanotował w I półroczu przychody w wysokości 138,2 mln zł i jest to wzrost o 4,4 proc. Przychody ze sprzedaży wyniosły w tym czasie 136,55 mln zł wocec 130,45 mln zł rok temu.

Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej w I półroczu 2014 r. wyniósł 5,3 mln zł; to 8-krotnie więcej niż w tym samym okresie ub.r.

– Dobre wyniki potwierdzają słuszność podjętych w ubiegłym roku działań restrukturyzacyjnych. Grupa szybko poprawia swoją efektywność biznesową co, jak wierzymy, pozwoli nam sprostać wyzwaniom wynikającym z niestabilności na rynku niektórych kluczowych surowców jak np. czekolada czy miazga sezamowa – powiedział Mariusz Popek, prezes zarządu ZPC Otmuchów.

– Na poprawę wyników Grupy wpływ ma również zwiększenie sprzedaży eksportowej. W I połowie roku udział eksportu w całości sprzedaży wyniósł ok 14 proc., co oznacza wzrost o 2,5 pkt. proc. wobec stanu przed rokiem. Największy wzrost sprzedaży spółka obserwuje na rynku niemieckim. Kolejne rynki, które będą ważne dla Otmuchowa w kolejnych okresach to m.in. Wielka Brytania, a także kraje Europy Centralnej (Węgry, Rumunia, Bułgaria, Czechy oraz Słowacja) – wyjaśnia spółka w komunikacie.

PPL wyda 250 mln zł na restrukturyzację zatrudnienia

Restrukturyzacja zatrudnienia w PP Porty Lotnicze będzie kosztować ok. 250 mln zł. Z pracy odejdzie ok. 800 osób. Według planu dzięki zmianom w ciągu trzech lat spółka ma zacząć na siebie zarabiać.

Koszty wynikają z uzgodnionych odpraw zapisanych w rozwiązanym 10 marca zakładowym układzie zbiorowym pracy. Zgodnie z nim pracownicy odchodzący z PPL mogli liczyć na równowartość nawet 3-letniej pensji po zaledwie 10 latach spędzonych w spółce.

Po zwolnieniach do uzupełnienia będzie 300 miejsc pracy, czyli netto kadry firmy zostaną odchudzone o 500 osób. Po zakończeniu zmian w PPL ma być ok. 1700 pracowników.

‒ Porty lotnicze są w procesie głębokiej restrukturyzacji. Do końca czerwca w ramach programu dobrowolnych odejść z pracy odeszło ok. 500 osób i w tej chwili zatrudnienie zmniejszyło się do poziomu 1700 osób – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy PPL. ‒ Łącznie z przedsiębiorstwa odejdzie ok. 800 osób, 300 osób jeszcze do końca tego roku. Na część stanowisk opuszczonych przez osoby korzystające z programu dobrowolnych odejść musieliśmy jednak ogłosić nabory.

Przybylski podkreśla, że zatrudnienie dotyczy stanowisk, na których brak obsady zakłócałby funkcjonowanie lotniska, m.in. dotyczy to Służby Ochrony Lotniska.

Tauron w I półroczu zanotował spadek przychodów o prawie 5 proc., a zysku netto – o ponad 14 proc.

Skonsolidowane przychody Grupy Kapitałowej Tauron Polska Energia S.A. spadły w I półroczu 2014 r. o 4,9 proc. rdr do poziomu 9,23 mld zł.

Spadki przychodów zanotowano głównie w sprzedaży energii cieplnej – o 20,5 proc. do poziomu 343,5 mln zł, energii elektrycznej – o 7,4 proc. do poziomu 5,23 mld zł, a także węgla – o 36,6 proc. do poziomu 196,4 mln zł.

Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej spadł natomiast o 14 proc. w ujęciu rocznym i wyniósł 730,3 mln zł.

Największy udział w zysku netto miała sprzedaż – 700 mln zł, natomiast największą stratę zanotował segment wytwarzania – 110,5 mln zł. Także segment wydobycia zanotował stratę netto w wysokości 23,8 mln zł.

8 z 9 ofert na przebudowę 2 odcinków trasy S7 na niższą kwotę niż chce wydać GDDKiA

Łącznie 9 konsorcjów i firm wystartowało w dwóch przetargach na dwa odcinki drogi S7 w okolicach Nidzicy. Droga powinna być gotowa w ciągu 20 miesięcy od podpisania umowy, czyli za ok. 2 lata.

GDDKiA Otworzyła oferty na budowę dwóch odcinków trasy S7 prowadzącej od Gdańska do przejścia granicznego ze Słowacją przez Warszawę. Na budowę pierwszego – Nidzica Północ-Nidzica Południe (9,1 km) jest 5 ofert, drugiego – Nidzica Południe-Napierki (13,6 km) – 4 oferty. Planowane podpisanie umowy dla obu inwestycji to IV kwartał br.

Na budowę odcinka Nidzica Północ – Nidzica Południe GDDKiA chce przeznaczyć 268,97 mln zł brutto. Czterech z pięciu oferentów podało w ofertach cenę niższą niż próg zamawiającego. Odcinek chce budować 5 konsorcjów: Przedsiębiorstwo Budownictwa Drogowo-Inżynieryjnego z Torunia razem z Erbudem za 239,7 mln zł brutto, Aldesa Construcciones Polska razem z Aldesą Construcciones S.A. z Hiszpanii za 246,7 mln zł, Mostostal Kraków z Ferrovialem Agromanem z Hiszpanii za 235,3 mln zł, Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów, wraz ze spółką Planeta z Torunia i Przedsiębiorstwem Budownictwa Lądowego Mazowieckie Mosty za 335,7 mln zł oraz – z najniższą ofertą – Strabag 229,4 mln zł.

Na budowę odcinka od węzła Nidzica Południe (bez węzła) do miejscowości Napierki o długości około 13,6 km Generalna Dyrekcja chce przeznaczyć 310,4 mln zł brutto. W tym przypadku każda z firm oferuje prace za mniejsza kwotę. Do przetargu przystąpiły: Budimex za 286,8 mln zł. Astaldi S.p.A. z Włoch za 295,7 mln zł, Energopol-Szczecin za 275,5 mln zł oraz oferujący najniższą cenę Heilit+Woerner z Wrocławia – za 263,1 mln zł.

Wszystkie oferty wskazują na 20-miesięczny czas trwania robót i 10-letnią gwarancję, dlatego nie będzie to miało znaczenia przy wyborze wykonawcy. GDDKiA zakładała, że obydwa kryteria będą miały każdy po 5 proc. udziałów w wyborze.

Kolejnym etapem przetargu będzie weryfikacja złożonych ofert oraz Kontrola Uprzednia Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych.

Inwestycja polegać będzie na budowie dwujezdniowej drogi ekspresowej S7 wraz z budową dróg serwisowych, remontem wybranych dróg lokalnych, budową obiektów inżynierskich oraz obiektów ochrony środowiska. Powstaną cztery węzły drogowe – „Nidzica Północ”, „Nidzica Południe”, „Powierż”, „Napierki”.

BOŚ na koniec I poł. br. miał 11,97 mld zł kredytów netto u klientów

Nieznacznie spadła wartość udzielonych kredytów przez BOŚ. Bank ma mniej pieniędzy u klientów detalicznych i podmiotów finansów publicznych, nieco więcej – w porównaniu z końcem ub.r. – u firm.

Bank Ochrony Środowiska zanotował na koniec półrocza kredyty i pożyczki udzielone klientom detalicznym netto w wysokości 4,75 mld zł. Na koniec ubiegłego roku było to nieco więcej, 4,79 mld zł. Klienci korporacyjni byli zadłużeni na koniec półrocza na sumę 4,53 mld zł, o 4,6 proc. większa niż na koniec 2013 r. Spadła wartość kredytów udzielonych finansom publicznym. Na koniec półrocza było to 2,69 mld zł, o 8,2 proc. mniej niż na koniec ub.r. Łącznie jest to 11,97 mld zł, o niecały procent mniej niż koniec półrocza wcześniej.

W kredytach i pożyczkach udzielonych klientom znajdują się kredyty preferencyjne z dopłatami do odsetek od NFOŚiGW i WFOŚiGW, które w na koniec I poł. 2014 r. miały 3,5-proc. udział w wartości kredytów w porównaniu do 3,8 proc. na koniec 2013 r.

Bardzo dobre nastroje w amerykańskim przemyśle. PMI skoczył w sierpniu do 58 pkt.

Indeks PMI, obrazujący nastroje osób odpowiedzialnych za zakupy w firmach przemysłowych, skoczył w sierpniu w Stanach Zjednoczonych do 58 pkt. Oczekiwano wyniku na poziomie 55,7 pkt.

W lipcu indeks znajdował się na poziomie 55,8 pkt.

Jak piszą analitycy Markit Economics, w sierpniu widać wzrost zarówno w poziomach produkcji, zatrudnieniu, jak i nowych zamówieniach.

Wzrost zatrudnienia jest najszybszy od marca 2013 roku, a poziom produkcji, jak i nowych zamówień rosną szybciej od oczekiwań.

– Oczekuję, że te wskaźniki będą ogólnie niezłe, sporo powyżej wartości, w tym przypadku 50 punktów, która sygnalizuje długookresową średnią, i będą potwierdzały, że to ożywienie gospodarcze na chwilę obecną jest dość wartkie – mówił agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers jeszcze przed publikacja danych. – Nigdy nie możemy być pewni tego, że to ożywienie ma charakter bardzo trwały i czeka nas pięć lat dobrej koniunktury. W tym przypadku wydaje się mieć ono względnie solidne podstawy, bo nie jest ożywieniem opartym wyłącznie o jeden czynnik czy sektor gospodarki.

Wyniki spółek odzieżowych Wojas, Bytom, Monnari i Gino Rossi mają największy potencjał wzrostu wyników

Sprzedaż odzieży rosła w pierwszym półroczu trzy razy szybciej niż ogólna sprzedaż detaliczna w Polsce. Branży sprzyjała dobra pogoda, która pozwoliła uzyskać wysokie marże na kolekcjach wiosenno-letnich. Inwestorzy chętnie kupowali akcje spółek odzieżowych od 2013 r., licząc na dynamiczny wzrost wyników. W tym gronie najlepiej powinny wypaść: Bytom, Monnari, Wojas oraz Gino Rossi – prognozował jeszcze przed publikacją wyników dwóch pierwszych spółek Marcin Stebakow z DM Banku BPS.

– Wszystkie spółki, które odrobiły lekcje z kryzysowych lat, czyli cięły koszty i skupiły się na produkcie, będą miały dobre wyniki, którym jeszcze pomogła pogoda w całym pierwszym półroczu. Krótka zima pozwoliła na to, by wprowadzić kolekcji już w marcu do sklepów. Dzięki temu zainkasowanie pierwszej wysokiej marży było już widoczne w wynikach z I kwartału. Dalej ciepła pogoda sprawiła, że II kwartał też będzie dobry. Widzieliśmy to po dwucyfrowych dynamikach sprzedaży miesięcznej raportowanej przez spółki Wojas, Monnari, Bytom czy CCC – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Stebakow, dyrektor Departamentu Analiz DM Banku BPS.

Monnari, które podało wyniki dwa dni temu, zwiększyło zysk w II kwartale do 6,42 mln zł z 4,43 mln zł przed rokiem. Bytom w pierwszym półroczu miał 46 mln zł przychodów wobec 38 mln zł rok temu i wypracował 1,13 mln zł zysku netto, podczas gdy rok temu miał 1,2 mln zł straty.

Rosnące wyceny wielu spółek odzieżowych przez cały 2013 r. wskazują, że inwestorzy od dłuższego czasu spodziewają się istotnej poprawy wyników. Silny wzrost zysków zwiększy atrakcyjność bieżącej wyceny, mierzonej wskaźnikiem cena/zysk.

– Dwie najbardziej rosnące spółki w 2013 roku to Bytom i Monnari – urosły po 430 proc. Teraz muszą nadgonić wynikami te wysokie wyceny i wtedy inwestorzy zobaczą, że skoro poprawiają się wyniki, to jednak ta cena opłacana wówczas nie była zbyt wygórowana – wskazuje Stebakow.

Kurs akcji Monnari pierwszego dnia po publikacji wyników wzrósł o 1,82 proc.

Według dyrektora w DM Banku BPS CCC może zwiększyć zysk nawet o kilkadziesiąt procent.

– Spółka szacuje, że marża będzie powyżej 10 proc., tak mówił prezes CCC Piotr Nowjalis, co przy 2 mld przychodów daje proste przełożenie, że to może być 200 mln zł na poziomie netto, dla porównania w zeszłym roku było to 120-125 mln zł – mówi Marcin Stebakow.

Solidne wyniki za II kwartał pokaże także Gino Rossi, który notuje poprawę marż i wychodzi z kryzysu. Obok segmentu obuwniczego, dobrze radzi sobie w tej spółce moda damska pod marką Simple – ocenia analityk. W segmencie mody damskiej gorzej radzi sobie Solar, którego sprzedaż nie rośnie, oraz Deni Cler w ramach Vistuli, która notuje spadki.

– Mam taką teorię, że klientki wybierają bardziej Monnari i Simple kosztem właśnie Deni Cler i Solara, dlatego te marki tracą, a raportowane miesięcznie wyniki sprzedaży nie są aż tak dobre, jak tych dwóch wcześniej wspomnianych przeze mnie spółek. Ale ogólnie uważam, że wyniki za pierwsze półrocze czy za II kwartał będą w tej branży dobre – twierdzi dyrektor w DM Banku BPS.

W przypadku LPP istotnym czynnikiem ryzyka jest dalszy rozwój konfliktu między Rosją a Ukrainą. Gdańska spółka ma silną ekspozycje na obu tych rynkach, co było powodem dość silnej przeceny akcji od początku 2014 r. Jak twierdzi Stebakow, wyniki w następnych kwartałach będą silnie zdeterminowane przez zmiany kursu rubla oraz hrywny wobec złotego, chyba że LPP zdecyduje się zamienić część należności na tamtych rynkach na kapitał.

W przypadku polskiego rynku kontynuacja pozytywnych tendencji z pierwszej połowy roku będzie zależała głównie od pogody w miesiącach jesiennych, kiedy jest sprzedawana odzież zimowa z najwyższą marżą. Według dyrektora w DM Banku BPS ewentualne wyhamowanie sprzedaży detalicznej nie dotknie rynku odzieży, który był w okresie styczeń-czerwiec 2014 r. najszybciej rosnącą kategorią. Sprzedaż ubrań, butów i dodatków wzrosła o 15,6 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy całkowita sprzedaż detaliczna jedynie o 5 proc.

– Według mnie największy potencjał wzrostu mają spółki Wojas, Bytom, Monnari i Gino Rossi. CCC też ze względu na rozwój za granicą. Tego potencjału nie widzę na chwilę obecną w Solarze i Redanie, bo spółki te mają problem z segmentem modowym – przewiduje Marcin Stebakow.

Redan miał w I półroczu stratę netto w wysokości 2 mln zł, minimalnie niższą niż przed rokiem. Przychody wyniosły 226 mln zł wobec niespełna 211 mln zł rok temu.