Dobre prognozy na najbliższe miesiące dla rynku nieruchomości gruntowych, głównie segmentu mieszkaniowego

CEO Magazyn Polska

Nawet 1,8 mld zł może w tym roku wynieść wartość zamkniętych transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych – to ponad 300 mln zł więcej niż w 2013 roku. Korzystna koniunktura powinna utrzymać się przez najbliższe 12-18 miesięcy, a to przyciągnie do Polski inwestorów zagranicznych.

Z prognozy firmy Colliers International wynika, że w tym roku inwestorzy wydadzą na nieruchomości gruntowe pod zabudowę biurową, handlową, mieszkaniową i przemysłową ok. 1,75–1,8 mld zł. Będzie to o ok. 300 mln zł więcej niż w poprzednich dwunastu miesięcy.

Czeka nas przełomowy rok dla gruntów inwestycyjnych, podczas którego powinniśmy zanotować zwiększenie zarówno liczbę, jak i wartości transakcji – twierdzi Emil Domeracki, starszy specjalista w Grupie Usług Inwestycyjnych w Colliers International.

Zwiększone zapotrzebowanie na grunty dotyczyć będzie w najbliższych miesiącach przede wszystkim Warszawy, która wciąż jest największym rynkiem deweloperskim w kraju (ok. 70 proc. transakcji). Ale uwaga kupujących coraz częściej kierowana będzie także na inne duże miasta, jak Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Kraków.

Największą aktywność analitycy prognozują w segmencie mieszkaniowym. Jednak w kolejnych miesiącach obserwowane obecnie ożywienie dotyczyć będzie także lokalizowanych zazwyczaj poza aglomeracjami magazynów.

Na początku roku pojawił się nowy trend w tym segmencie. Inwestycje w grunty nie pod konkretny projekt czy konkretnego inwestora, ale bardziej spekulacyjne – mówi Emil Domeracki agencji Newseria Biznes. – Zakupy dokonywane są na etapie początkowym i następnie grunt przygotowywany jest pod wybranego później inwestora. Wcześniej inwestorzy nie realizowali tego typu transakcji.

Wyzwaniem dla deweloperów ma być za to segment handlowy. Tu analitycy prognozują stabilizację.

W centrum zainteresowania mogą być małe miasta, gdzie np. znajdują się stare centra handlowe, i oczywiście Warszawa. Ostatnie centrum handlowe z prawdziwego zdarzenia powstało w stolicy w 2006 r., były to Złote Tarasy – mówi Emil Domeracki. – Jeśli zatem zostałyby wystawione w stolicy na sprzedaż działki inwestycyjnej z takim przeznaczeniem w atrakcyjnej lokalizacji, z pewnością byłyby przedmiotem wzmożonego zainteresowania.

Jak twierdzą specjaliści Colliers International, krajowy rynek gruntów inwestycyjnych należy do najszybciej rozwijających się w Europie. Pod względem aktywności inwestorów, jak wskazuje raport, Polska dorównuje Rosji (Moskwa). Jeśli zaś chodzi o liczbę transakcji krajowy rynek najczęściej porównywany jest z rumuńskim.

Myślę, że niebawem możemy pozostawić w tyle takie rynki, jak niemiecki czy czeski, które do tej pory odznaczały się porównywalną do polskiej witalnością w  segmencie deweloperskim – mówi Domeracki.

Dobra koniunktura dla rynku gruntów inwestycyjnych powinna się utrzymać, jak mówi analityk, co najmniej przez najbliższe 12-18 miesięcy. Podkreśla on, że do Polski spływa kapitał z zagranicy. Krajowym rynkiem zainteresowani są m.in. Chińczycy, które zaczynają budować zręby funduszu inwestycyjnego lokującego wyłącznie w grunty. Nad Wisłą zamierzają inwestować również firmy ukraińskie i z Bliskiego Wschodu.

W 2015 r. nieznacznie wzrosną ceny ubezpieczeń w bankach. Sprzedaż będzie jednak rosła

CEO Magazyn Polska

Efektem wchodzącej w przyszłym roku w życie Rekomendacji U może być nieznaczny wzrost cen produktów ubezpieczeniowych sprzedawanych w bankach. Eksperci podkreślają, że propozycje KNF dają klientom więcej możliwości wyboru tych produktów. Przez wprowadzenie obowiązku dokładnego informowania klientów o korzyściach i kosztach dokument może przyczynić się do wzrostu świadomości konsumentów, a tym samym do wzrostu sprzedaży tych produktów.

Rekomendacja U jest dobrym kompromisem, który wpłynie na wzrost świadomości ubezpieczeniowej – uważa Alexander Leszek Konopka, prezes zarządu Gras Savoye Polska, brokera ubezpieczeniowego. – Do tej pory często sami klienci nie wiedzieli, że są ubezpieczeni. Postrzegali oni ubezpieczenie tylko jako dodatek do produktu bankowego, który wiąże się z opłatą. Teraz będą wiedzieli, że mają korzyści z dodatku do produktu finansowego, jakim jest kredyt czy karta.

Na początku przygotowań do wydania tej rekomendacji KNF zaproponowała bardzo restrykcyjne rozwiązania. Ostatecznie obie strony zgodziły się co do rodzaju zmian, zresztą same banki i ubezpieczyciele już od dawna widzieli potrzebę zmian i chcieli nawet sami je wprowadzić.

Eksperci podkreślają, że pierwotne założenia były bardziej restrykcyjne i nakładały na instytucje finansowe tak duże obowiązki i ograniczenia, że istniało ryzyko znaczącego zahamowania tego kanału sprzedaży ubezpieczeń. W branży, szczególnie na początku negocjacji z KNF, jednym z mocniejszych argumentów było właśnie to, że zbyt wysokie koszty dystrybucji ubezpieczeń sprawią, że wiele z nich wycofa się ze sprzedaży, bo stanie się ona nieopłacalna.

Pojawiły się takie głosy, że rzeczywiście koszt dystrybucji nie będzie zbyt duży. Nie obawiam się o to, bo banki zawsze będą szukać dodatkowych źródeł przychodu i wzbogacenia swojej oferty. Banki i ubezpieczyciele poniosą dodatkowe koszty, które podniosą jakość produktu, ale nie obawiałbym się o cenę tych produktów , pozostanie ona na podobnym poziomie – mówi Konopka.

Prognozuje, że jeśli nastąpi wzrost kosztów po stronie tych instytucji, to będzie to minimalny wzrost.

To nie będą na pewno wzrosty kilkudziesięcioprocentowe. Jeżeli wzrosną jakiekolwiek opłaty z tego tytułu czy ceny ubezpieczeń, to będą to nieznaczące kwoty – mówi prezes Gras Savoye Polska.

Wraz z wejściem w życie Rekomendacji U (KNF oczekuje, że stanie się to do końca marca 2015) klienci będą mieli więcej do powiedzenia na przykład przy wyborze ubezpieczyciela. A ze względu na obowiązek dokładnego informowania ich przez banki o korzyściach i ryzykach wynikających z zakupu określonych produktów sprzedaż może się nawet zwiększyć.

Klienci będą więcej wiedzieć na temat ubezpieczeń i będą mieć większy wybór produktów ubezpieczeniowych w banku. W perspektywie długoterminowej zmiana odbije się pozytywnie zarówno na sprzedaży, jak i na wizerunku produktów finansowych i ubezpieczeniowych – podkreśla Alexander Leszek Konopka.

Dodatkowo produkty będą mogły być bardziej dopasowane do potrzeb klientów.

Poprawi się jakość, bo zostały nałożone nowe obowiązki na banki i ubezpieczycieli. Muszą oni kontrolować całości procesu sprzedaży tych produktów przez bank. Ma to oprawić ich jakość i świadomość klientów, którzy będą kupować ubezpieczenia w tym kanale – uważa Konopka.

Słaba sytuacja gospodarcza Chin. Niepokoją ukryte bezrobocie i złe długi

CEO Magazyn Polska

Po chwilowym optymizmie ostatnie dane ekonomiczne z Chin znów rozczarowały. Zmalał indeks PMI oraz napływ inwestycji zagranicznych. Kierunek rozwoju gospodarki tego kraju pozostaje trudny do przewidzenia. Dużym zagrożeniem dla Chin może być kondycja sektora bankowego nasyconego złymi długami i z rozwiniętym alternatywnym sektorem finansowym, a także sztucznie obniżane bezrobocie.

Jestem bardzo ostrożny w kwestii długoterminowych prognoz ekonomicznych dla Chin – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Domagalski, prezes zarządu Magellan Trading Shanghai, oddziału europejskiej spółki produkcyjno-handlowej i ekspert ds. Azji. ‒ Ważne jest to, że rząd chiński mimo wszystko dosyć pragmatycznie podchodzi do gospodarki. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że musi pewne elementy gospodarki stymulować tak, żeby zapewnić im zrównoważony wzrost, dlatego że w poprzednich latach prawdopodobnie był trochę za szybki.

Lipcowy odczyt wskaźnika PMI skompilowanego przez HSBC/Markit wyniósł w Chinach 50 punktów. Był to najniższy wynik od wprowadzenia tego wskaźnika w 2005 r. Czerwcowy odczyt, wynoszący 53,1 pkt, był na najwyższym poziomie od 15 miesięcy, pozytywny trend jednak się nie utrzymał. W okresie od stycznia do lipca po raz pierwszy od 17 miesięcy zmalała wartość (rok do roku) bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

Domagalski ocenia jednak, że wskaźniki makroekonomiczne nie zawsze dobrze oddają faktyczny stan gospodarki tego kraju. Dodaje, że dla niego wiarygodniejszym miernikiem zawsze była samodzielna ocena stanów magazynowych dostawców.

Do tego prognozy ekonomistów często nie są trafne – Domagalski przypomina, że od wielu lat oczekuje się kryzysu w nieruchomościach, który wciąż nie nastąpił, choć nie można już mówić o boomie na tym rynku.

Dalszy rozwój sytuacji w znacznej mierze zależy jednak od decyzji rządu. Niewykluczone, że w celu stymulacji władze zdecydują się obniżyć stopy procentowe, które od dwóch lat utrzymywane są na niezmiennym i stosunkowo wysokim poziomie 6 proc. Pekin zapowiedział już, że wesprze kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla sektora rolniczego.

Pamiętajmy przede wszystkim, że Chiny mają istotny problem ze swoim sektorem bankowym. Bardzo wysoki jest poziom złych długów, dlatego musi nastąpić restrukturyzacja całego sektora. Bardzo duży jest udział tzw. shadow banking, czyli alternatywnego rynku kredytowego, z którego korzystają zwłaszcza prywatne firmy średniej wielkości. To realne zagrożenie dla całej gospodarki. Bardzo często firmy prywatne funkcjonują w łańcuszku zależności pomiędzy swoimi dostawcami i odbiorcami. Upadek jednego z nich powoduje reakcję łańcuchową – tłumaczy Domagalski.

Na koniec ubiegłego roku 10 największych chińskich banków raportowało, że wartość przeterminowanych zaległości sięgnęła 588 mld juanów (ok. 300 mld zł). Było to o 21 proc. więcej niż rok wcześniej.

Chiny zmagają się też z ukrytym i sztucznie zaniżanym bezrobociem. Choć oficjalnie stopa bezrobocia wynosi jedynie 4,1 proc., brakuje dokładnych danych na temat tego, ilu Chińczyków faktycznie pozostaje bez pracy. Statystyka uwzględnia bowiem jedynie miasta, a dane podawane przez Ministerstwo Zasobów Ludzkich i Kapitału Społecznego są o 1 pkt proc. niższe niż wartości cytowane przez (również rządową) Komisję Rozwoju i Reformy Narodowej.

Po pierwsze, sektor państwowy jest wciąż bardzo istotny w gospodarce chińskiej. Po drugie, powstaje dużo miejsc pracy, które są nieefektywne i zwiększają koszt funkcjonowania przedsiębiorstw w oczywisty sposób, a rząd jest skazany na rozładowywanie napięć społecznych poprzez tworzenie i promowanie takich miejsc pracy. To również dzieje się w obszarze sektora prywatnego, gdzie rząd zaostrza bardzo mocno przepisy prawa pracy – tłumaczy ekspert.

Jak ocenia Domagalski, obecnie w Chinach zwolnić pracownika jest znacznie trudniej niż w Polsce. Równocześnie Chiny nie są już tak atrakcyjne dla światowych koncernów jako miejsce lokowania zakładów produkcyjnych. Dlatego Pekin musi szukać nowych obszarów rozwoju. Domagalski ocenia, że są to przede wszystkich nowoczesne technologie.

Upraszczając, możemy powiedzieć, że Chiny idą drogą Japonii. Z pozycji państwa opartego na taniej produkcji inwestują bardzo dużo środków w produkcję innowacyjnych towarów, tworzą wręcz całe bardzo innowacyjne sektory, jak przemysł kosmiczny czy przemysł zbrojeniowy oparty na wysokich technologiach – mówi Domagalski.

Dodaje, że rozwój gospodarczy napędza też coraz większa konsumpcja. To z kolei także szansa dla europejskich i polskich eksporterów.

Tanieją zboża, rośliny oleiste, żywiec, mleko, warzywa i owoce

Na rosnącej podaży żywności najbardziej tracą rolnicy. Zakłady przetwórcze mogą natomiast podnosić marże i zarabiać więcej. Zyskują także konsumenci.

Według  Michała Koleśnikowa, analityka rynków rolnych Banku BGŻ, ceny żywności w najbliższych miesiącach utrzymają się na dość niskim poziomie. W przypadku zawierających dużą ilość tłuszczu i kwasów tłuszczowych zbóż oraz roślin oleistych (rzepak, słonecznik zwyczajny, soja i mak) powodem tego są przede wszystkim obfite tegoroczne zbiory.

 Z powodu ogromnej ilości zebranego surowca w magazynach znajduje się bardzo dużo zbóż i roślin oleistych – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Koleśnikow.  Wzrost podaży skutkuje spadkiem cen.

Na rynek warzyw i owoców natomiast ogromny wpływ będzie mieć, jak twierdzi analityk, nałożone od początku sierpnia embargo na dostawy do Rosji obejmujące kraje Unii Europejskiej zaangażowane w sankcje. Polska jest na przykład największym, pokrywającym ok. 60 proc. zapotrzebowania, sprzedawcą jabłek na rynku rosyjskim. Z powodu sytuacji politycznej duża część eksportowanych wcześniej warzyw i owoców pozostanie w Polsce, co spowoduje presję na ich ceny.

 W tym segmencie rynku także nie należy liczyć na wzrosty, znacznie bardziej prawdopodobne są dalsze spadki – mówi Michał Koleśnikow.   Taka sytuacja powinna utrzymać się co najmniej do końca br., a może i w pierwszym kwartale przyszłego roku. Pod koniec grudnia br. ceny będą wyraźnie niższe niż w tym samym miesiącu roku poprzedniego.

Spadają również ceny mleka, które były wcześniej wysokie. Znacznie bardziej zmienne są natomiast w br. ceny żywca. Związane jest to, jak twierdzi analityk banku BGŻ, głównie z sytuacją, która wytworzyła się na skutek afrykańskiego pomoru świń. Na początku br. notowania rynkowe żywca znajdowały się pod dość wyraźną presją, wtedy też cena spadła do bardzo niskiego, nienotowanego od lat, poziomu. W drugim kwartale br. rynek zanotował stosunkowo silne odbicie – pod koniec marca wartość żywca znowu zaczęła iść do góry.

 Następnie ceny znowu spadły, chociaż w tym okresie roku zazwyczaj rosną – mówi analityk bank BGŻ.  Dzisiaj są niższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku, nawet w przypadku drożejącej zazwyczaj latem wieprzowiny.

Obecna sytuacja na rynku żywności, jak podkreśla analityk banku BGŻ, będzie miała największy wpływ na opłacalność pracy rolników, szczególnie producentów zbóż, żywca, mleka oraz warzyw i owoców. Natomiast zakłady przetwórcze będą mogły zarobić więcej, bo mają dostęp do tańszego niż przed rokiem surowca, a rynek detaliczny nie wymusza tak dużych obniżek ceny finalnego produktu.

Od tej reguły są jednak wyjątki.

 W przypadku młynów marże ciągle są bardzo niskie, ceny zboża bardzo szybko spadają, ale tanieje również mąka – zauważa Michał Koleśnikow.

Przedsiębiorcy nastawieni coraz bardziej pesymistycznie

0

Przedsiębiorcy obawiają się skutków sankcji nałożonych przez Unię Europejską na Rosję i jej odpowiedzi w postaci kolejnych zakazów importu. Najgorsze nastroje panują w przemyśle przetwórczym, budownictwie, handlu, transporcie oraz wśród rolników. Jedynie gospodarstwa domowe i branża bankowa nie poddają się pesymizmowi.

Barometr IRG SGH, istotny wskaźnik obrazujący koniunkturę w polskiej gospodarce, w trzecim kwartale br. w stosunku do poprzednich trzech miesięcy wzrósł o 0,2 pkt, do wartości minus 4,9 pkt. W ujęciu rocznym zanotowano natomiast poprawę o 7,6 pkt. Według prof. Elżbiety Adamowicz, współautorki badania i dyrektorki Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej, oczekiwania były jednak większe.

 To sygnał, że w gospodarce dzieje się coś niepokojącego –komentuje prof. Elżbieta Adamowicz. – Oczekiwaliśmy znacznie większej poprawy. Zatem w przyszłość, niestety, musimy patrzeć z wielkim niepokojem.

Zdaniem ekonomistki SGH głównym źródłem spadku optymizmu jest napięta sytuacja polityczna, wprowadzenie sankcji gospodarczych wobec prowadzącej działania militarne na Ukrainie Rosji, embargo na dostawy produktów i usług do tego kraju. Niepokój wyrażają przy tym zarówno przedsiębiorcy prowadzący działalność w branży przemysłu przetwórczego, transportu i logistyki, jak i rolnicy. Największy spadek naukowcy z SGH odnotowali jednak w budownictwie oraz handlu.

 To wszystko są obszary działalności gospodarczych, w których koniunktura się pogarsza, albo zmiany są tak niewielkie, że w granicach błędu –twierdzi prof. Adamowicz. – Pamiętajmy, że trzeci kwartał to okres szczytowej, sezonowej aktywności gospodarczej. Podczas ostatnich trzech miesięcy roku czynniki sezonowe nie będą już oddziaływały pozytywnie, a i negatywne oddziaływanie sytuacji politycznej prawdopodobnie jeszcze się zwiększy.

Zdaniem współautorki badania bardziej szczegółowa analiza struktury produkcji wskazuje, że poprawa koniunktury nastąpiła tylko w grupie trwałych dóbr konsumpcyjnych. Nawet przedsiębiorcy działający w sektorze konsumpcji bieżącej, nietrwałych dób powszechnego użytku, wskazują na pogorszenie sytuacji. Spada także wskaźnik koniunktury w produkcji półproduktów oraz dóbr inwestycyjnych.

 Oznacza to, że przemysł w najbliższych tygodniach będzie rozwijał się słabiej, zredukuje swoją aktywność –tłumaczy prof. Adamowicz. – Przedsiębiorcy wyraźnie są zagubieni.

Zdaniem współautorki badania zwiększonej aktywności w najbliższych miesiącach nie należy również oczekiwać po branży budowlanej. Czwarty kwartał, z uwagi na warunki sezonowe, jest dla niej zazwyczaj bowiem okresem spowolnienia. Z niepokojem w przyszłość patrzą także rolnicy.

 Obecnie wchodzą w szczyt sezonowej aktywności, plony mają dobre –mówi prof. Adamowicz. – Co jednak z tego, że jest urodzaj, skoro z uwagi na sytuację polityczną, może nie być kupca.

Komisja Europejska ogłosiła w poniedziałek, że wspomoże producentów warzyw i owoców kwotą 125 mln euro. Mają być one przeznaczone na skup owoców i warzyw, by zapobiec ich drastycznej przecenie.

Według autorów badania jedyną branżą, która obecnie ciągnie gospodarkę w górę, jest sektor bankowy. Prowadzący działalność finansową przedsiębiorcy sygnalizują poprawę koniunktury w stopniu nawet większym niż wynosi średnia okresu i sektora. Ale dla polskiej gospodarki zdaniem prof. Adamowicz, kluczowe są nastroje w sektorze przemysłu przetwórczego i w obrębie gospodarstw domowych. Ekonomistów napawa optymizmem fakt, że te ostatnie nie poddały się pesymizmowi.

 Trochę nas to dziwi, bo zwykle bardziej pesymistycznie oceniały one gospodarkę – komentuje prof. Adamowicz. – Tym razem jest jednak inaczej. Myślę, że o przyszłości gospodarki zadecyduje właśnie zachowanie konsumentów. Ważne jest, abyśmy zwiększali wydatki konsumpcyjne. Należy oczekiwać, że w najbliższej przyszłości powinny być one lokomotywą rozwoju gospodarczego. Trudno oczekiwać, że będzie to zagranica, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej.

Błędy ortograficzne w CV, złe zdjęcie lub kłamstwa w hobby mogą przekreślić szanse kandydata na pracę

CEO Magazyn Polska

Odpowiednio skonstruowane CV zwiększa szanse na zatrudnienie. Informacje w dokumencie nie muszą być ułożone chronologiczne, na początku lepiej zaznaczyć najważniejsze umiejętności i osiągnięcia. Warto też się wyróżnić i urozmaicić życiorys, ale bez przesady, bo powinien być jednak czytelny i zrozumiały. Błędy ortograficzne i stylistyczne czy nieodpowiednie zdjęcie mogą przekreślić szanse kandydata.

Każde CV powinno być dostosowane do konkretnej oferty pracy. Czasem wystarczą drobne triki, a czasem trzeba dogłębnie przeczytać ofertę pracy, aby dostosować dokument do określonych wymagań – mówi agencji Newseria Małgorzata Majewska, dyrektor ds. marketingu w Monsterpolska.pl.

Dokumenty, które są oparte na doświadczeniu, osiągnięciach i umiejętnościach, są skuteczniejsze od układu chronologicznego. Dzięki temu rekruter już na początku może znaleźć najważniejsze informacje. To istotne, bo jak podkreśla ekspertka, osoby rekrutujące poświęcają na przejrzenie jednego CV 3-5 sekund.

Jeżeli nie aplikujemy na konkretną ofertę pracy, warto przeczytać kilka ofert na takie samo lub zbliżone stanowisko. Można porównać wymagania, jakie stawiają pracodawcy i w taki sposób skonstruować CV – radzi Majewska.

Osoby, które nie mają jeszcze doświadczenia i dopiero rozpoczynają karierę, powinny opisać swoje wykształcenie i przedstawić cele zawodowe.

Przy aplikowaniu na niektóre stanowiska, np. związane z branżą medialną lub tam, gdzie niezbędna jest kreatywność, sprawdzić może się inny sposób prezentacji CV – w formie wideo lub animacji. Są to jednak wciąż mało popularne formy, zarówno wśród pracodawców, jak i kandydatów. Wybierając którąś z nich, warto zachować umiar. W dokumentach aplikacyjnych liczy się przede wszystkim treść, nie należy przesadzać z wizualnymi aspektami.

Trzeba mieć łatwość prezentacji przed kamerą. Nie każdy ją ma. Jeśli nie musimy korzystać z takich rozwiązań, to nie korzystajmy, a jeśli musimy, to lepiej przećwiczyć prezentację – zaznacza ekspertka z portalu Monsterpolska.pl. – Często spotykamy się z nadmiernym ubarwieniem CV, różnorodnością czcionek i stylów. Warto zadbać o przejrzystość i najprostszą formę. Piszmy tak, jak oczekuje tego od nas pracodawca.

Błędy ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne mogą przekreślić szanse na znalezienie pracy. W przypadku, gdy kandydat ma unikalne umiejętności oraz w branżach, gdzie można mówić o rynku kandydata, takie niedociągnięcia mogą nie mieć znaczenia. Tam, gdzie jest nadmiar chętnych do pracy, każdy błąd może wykluczyć kandydata z rekrutacji.

Częstym błędem jest publikowanie w CV zdjęć z wakacji. Jeżeli decydujemy się na umieszczenie zdjęcia, to pamiętajmy, żeby było profesjonalne. Nie aplikujemy na żaden turnus, tylko do pracy – mówi Majewska.

Mniej formalne zdjęcia mogą sprawdzić się przy aplikowaniu na kreatywne stanowiska, np. do agencji reklamowych. Jednak i w tej sytuacji zdjęcie powinno być profesjonalne.

Zdarza się również, że w CV kandydat albo nie podaje danych kontaktowych, albo popełnia w nich błędy. Dlatego ekspertka radzi, by przed wysłaniem dokumentów dokładnie je sprawdzić.

Istotne jest również, by podawać tylko prawdziwe informacje.

Nie piszmy o projektach, których nie realizowaliśmy, ponieważ rekruter w bardzo krótkim czasie będzie w stanie to wychwycić. Czasem kandydaci kłamią nawet w hobby i przez taki drobiazg również możemy zaprzepaścić swoje szanse – podkreśla Małgorzata Majewska.

Eco-Vital i Mat-Medic – sprzedawali garnki za kilka tysięcy teraz zapłacą surowe kary

– Mam dla Pani zaproszenie na bardzo ciekawe spotkanie kulinarneDzwonię z poradni diagnostycznej i rejestruję na bezpłatne badania…– w ten sposób spółki Eco-Vital i Mat-Medic zapraszały na pokazy połączone ze sprzedażą garnków i produktów paramedycznych. Konsumenci byli wprowadzani w błąd – uznał UOKiK i nakazał zmianę praktyk. Przedsiębiorcy będą musieli zapłacić blisko 900 tys. zł

Eco-Vital i Mat-Medic to spółki z Poznania. Pierwsza oferuje sprzęt do gotowania, druga urządzenia paramedyczne, tzw. rezonatory biofotonowe. Obie prowadzą sprzedaż na licznych pokazach w całej Polsce zawierając umowy z konsumentami. Zapraszają na nie niemal wyłącznie osoby starsze – w przypadku Mat-Medic dolna granica wieku wynosi 55 lat. W Krajowym Rejestrze Sądowym pomiędzy spółkami istnieją powiązania osobowe. Eco Vital działa obecnie pod nazwą Albiostar Trading Limited.

Sygnałem do wszczęcia postępowania przez Urząd były skargi  konsumentów, ich rodzin oraz organizacji zajmujących się ochroną praw konsumenckich. Dotyczyły najczęściej nieinformowania w zaproszeniach o handlowym charakterze pokazów.

Jak wykazało postępowanie UOKiK, spółka Eco-Vital zachęcała do udziału w poczęstunkach, spotkaniach, warsztatach kulinarnych, występach gwiazd, bez podawania informacji, że chodzi o sprzedaż. Pracownicy byli szkoleni by skupiać się na niekomercyjnych aspektach spotkania (np. występach artystycznych, kabaretowych, wykładach o zdrowym żywieniu). Również na rozdawanych biletach nie było informacji, że warsztaty kulinarne organizowane są w celach handlowych.  W ocenie UOKiK spółka Eco-Vital naruszyła zbiorowe interesy konsumentów:  nie ujawniała handlowego celu prezentacji i nienależycie informowała konsumentów o ich uprawnieniach. Urząd nakazał zaniechania niedozwolonych praktyk i nałożył na przedsiębiorcę blisko 650 tys. zł kary.

Druga wydana decyzja dotyczy spółki Mat-Medic, której telemarketerzy, by ukryć fakt, że w rzeczywistości chodzi o sprzedaż produktów, przedstawiali się jako przedstawiciele poradni diagnostycznej Mat-Medic i zapraszali na refundowane badania. W tej samej formie prowadzone były pokazy: sale oznaczano tablicami informującymi o badaniach, a handlowcy, nierzadko przebrani w lekarskie fartuchy i przedstawiali się jako konsultanci medyczni. Niezgodnie z prawdą zapewniali także o refundacji  zakupów z UE, NFZ lub instytutu medycznego. Jak wykazało postępowanie UOKiK spółka manipulowała również wysokością cen sprzedawanych produktów – stwarzając wrażenie, że decydując się na natychmiastowy zakup uczestnicy pokazu otrzymają wysoki rabat. Tę nieuczciwą praktykę pracownicy spółki nazywali techniką uciekającej okazji.

Zdaniem Urzędu Mat-Medic naruszył zbiorowe interesy konsumentów poprzez ukrywanie handlowego celu spotkania, stosowanie fałszywych upustów oraz informowanie o nieistniejącej refundacji. Urząd nakazał przedsiębiorcy zaniechania niedozwolonych praktyk z rygorem natychmiastowego wykonania i nałożył ponad 250 tys. zł kary finansowej.

Decyzje nie są ostateczne, obaj przedsiębiorcy mogą  odwołać się do Sądu. Urząd nie po raz pierwszy zakwestionował praktyki Eco-Vital. Już w ubiegłym roku wydana została decyzja zobowiązująca do zaprzestania 8 niedozwolonych praktyk i nakładająca prawie 200 tys. zł kary.

Polskie mikro i małe firmy planują ciąć ceny, aby więcej sprzedać

Polskie mikro- i małe firmy oczekują poprawy swojej sytuacji w drugiej połowie bieżącego roku dzięki większej sprzedaży. Ożywienie popytu ma nastąpić za sprawą dalszych obniżek cen. Przedsiębiorcy planują także nieznacznie zwiększyć zatrudnienie. Dobre półrocze szykuje się również dla eksporterów. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z trzeciego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz prognoz na drugą połowę 2014 roku, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców.

Wśród małych przedsiębiorców przeważa optymizm
Wprawdzie blisko połowa przedstawicieli firm przewiduje, że sytuacja ogólna ich firm pozostanie w najbliższych 6 miesiącach bez zmian (46,2 proc.), jednak wśród pozostałych przedsiębiorców częściej oczekiwana jest jej poprawa (34,6 proc.) niż pogorszenie (19,2 proc.). Poprawy ogólnej sytuacji oczekują firmy ze wszystkich sektorów gospodarki.

Sprzedaż w górę, ceny w miejscu lub w dół
Ponad połowa przedsiębiorców (59,1 proc.) oczekuje, że w nadchodzącym półroczu utrzyma taki sam poziom cen swoich produktów i usług. W grupie pozostałych przedsiębiorców, częściej przewiduje się jednak obniżenie poziomu cen (21,8 proc.) niż ich wzrost (19,1 proc.).

Firmy liczą na to, że dzięki niższym cenom uda im się więcej sprzedać. Na rynku krajowym oczekuje tego aż 28,3 proc. z nich. Z kolei spadku sprzedaży spodziewa się 25,6 proc. przedsiębiorców. Najwięcej, bo aż 46,1 proc. respondentów, spodziewa się utrzymania sprzedaży na tym samym poziomie. Znacznie wyższą tendencję wzrostową można zaobserwować wśród eksporterów, spośród których wzrostu sprzedaży spodziewa się 28,3 proc., a spadku tylko 12,5 proc.

Stabilniejsza sytuacja sprzyja wzrostowi zatrudnienia
Blisko połowa przedsiębiorców oczekuje, że sytuacja finansowa ich firm pozostanie bez zmian (45 proc.), natomiast wśród pozostałych niemal w równym stopniu należy oczekiwać jej poprawy, jak i pogorszenia (27,5 proc.).

Stabilność sytuacji finansowej większości firm w połączeniu z optymistycznymi nastawieniami odnośnie przyszłości przekłada się na plany ich właścicieli dotyczące przyjmowania nowych pracowników. Badanie wyraźnie pokazało wzrostową tendencję w tym obszarze – zatrudniać planuje znacznie więcej firm (13,5 proc.) niż zwalniać (8,3 proc.). Najwięcej firm utrzyma jednak poziom zatrudnienia na tym samym poziomie (78,2 proc.).

Nasze maluchy coraz bardziej konkurencyjne
Zdaniem przedsiębiorców, agresywna polityka cenowa ich firm powinna zaowocować nie tylko większą sprzedażą, ale także poprawieniem pozycji wśród konkurencji. Spodziewa się tego 28,7 proc. respondentów. Z kolei pogorszenia pozycji swojej firmy oczekuje 10,9 proc. badanych. Ponad połowa przedsiębiorstw oczekuje utrzymania zajmowanego miejsca wśród konkurentów (60,4 proc.).

Informacje o badaniu
Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone w czerwcu 2014 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1362 przedstawicieli małych firm (54,5 proc. firm jednoosobowych, 41 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 4,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (62,4 proc.), 11,8 proc. – budowlaną, 5,8 proc. – przemysłowo-produkcyjną, 19,10 proc. – handlową, a ok. 0,9 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Więcej wolnego czasu dla pracujących matek

Już od roku rodzice mogą cieszyć się większymi przywilejami. Zwłaszcza młode matki, które dzięki nowelizacji Kodeksu Pracy mogą przebywać na urlopie macierzyńskim przez 57 tygodni. Co więcej, jak pokazują najnowsze statystyki ZUS, roczne urlopy cieszą się coraz większa popularnością.

Ile urlopu dla pracującej matki?

Pracująca kobieta po zajściu w ciąże może wykorzystać 3 rodzaje przysługujących jej urlopów
tj. 20 tygodni podstawowego urlopu macierzyńskiego, 6 tygodni dodatkowego urlopu macierzyńskiego oraz 26 tygodni urlopu rodzicielskiego. Daje to łącznie 52 tygodnie, czyli 12 miesięcy. Dodatkowo, za ten okres przysługuje jej urlop wypoczynkowy, który może trwać ok. 26 dni. Rachunek ten daje łącznie 57 tygodni wolnego (ok. 14 miesięcy). Co ważne, część urlopu macierzyńskiego może być wykorzystana przed porodem – obecnie jest to maksymalnie 6 tygodni, a w przypadku ciąży mnogiej 8 tygodni. W praktyce przyszłe matki rzadko korzystają z tej możliwości, starając się jak najwięcej wolnego czasu przeznaczyć na opiekę po porodzie.

Przywileje przyszłej matki

Warto pamiętać, że prócz możliwości skorzystania z ponad rocznego urlopu, przyszłym matkom pracującym na etacie przysługują również inne udogodnienia. – Przyszła mama ma zagwarantowanych prawem wiele przywilejów m.in. nie można jej zatrudniać w nadgodzinach ani delegować poza stałe miejsce pracy bez jej zgody, nie może też pracować w porze nocnej ani wykonywać prac szczególnie uciążliwych, nie może dłużej niż 4 godziny dziennie pracować przy komputerze, pracodawca powinien też udzielić jej płatnego zwolnienia od pracy na zalecone przez lekarza badania lekarskie, jeżeli nie mogą być wykonane poza godzinami pracy, zaś za czas zwolnienia lekarskiego otrzymuje 100% wynagrodzenia. – tłumaczy Agnieszka Janowska, radca prawny, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers.

Problematyczne L4 w trakcie ciąży

Zgodnie z ostatnimi statystykami podanymi przez ZUS i GUS, pośród kobiet krajów UE, to Polki najczęściej korzystają z L4 w ciąży. Liczba dni, podczas których przebywają na zwolnieniu lekarskim
z powodu swojego odmiennego stanu, mimo spadku liczby urodzeń, z roku na rok wzrasta, a średnia długość takiego zwolnienia w 2012 roku wynosiła 22 dni. – Jeśli chodzi o zwolnienia L4 w trakcie ciąży wzrastająca ich liczba jest często postrzegana przez pracodawców jako problem. Wynika to z tego, że gdy zatrudniona kobieta wraca na krótko do pracy tylko po to, by za chwilę dostarczyć kolejne zwolnienia lekarskie, może skutecznie utrudnić planowanie pracy i zastępstw, a co za tym idzie odbić się na wynikach ekonomicznych firm – tłumaczy Dorota Strzelec, psycholog pracy, dyrektor firmy doradczej StaffPoland Sp. z o.o.

Dlaczego przyszłe matki coraz częściej korzystają z L4? Może mieć na to wpływ większa ilość zagrożonych ciąż oraz stresujące warunki pracy. – Przyczyny częstszego korzystania ze zwolnień w ciąży są uzależnione od wielu czynników i nie obwiniałabym za taki stan rzeczy ani przyszłych matek, ani pracodawców, ani nawet lekarzy wypisujących te L4. Przyszłe mamy wskazują, że nawet przy prawidłowo przebiegającej ciąży odczuwają szereg drobnych problemów, jak np. potrzeba częstszego korzystania z toalety, zmiany pozycji ciała, wygodnego ułożenia nóg, krótkiej przerwy w pracy czy przespacerowania się. Trudno czasem poradzić sobie z charakterystycznymi dla ciąży dolegliwościami, mając przez cały czas kontakt z klientami, wykonując pracę na stojąco czy uczestnicząc w długich spotkaniach. Nie jest więc zaskakujące, że znacznie więcej zwolnień biorą ciężarne pracujące w sieci sklepów, niż te pracujące w biurze– dodaje ekspertka.

Jest też zapewne niewielka grupa kobiet traktujących okres ciąży, jako możliwość skorzystania
z należnych świadczeń z ubezpieczenia społecznego. L4 staje się czasem ucieczką przed nielubianą pracą czy złym szefem. – Trzeba pamiętać, że ciężarna kobieta zawsze może liczyć na wyrozumiałość i wsparcie z uwagi na jej stan. Tym samym trudno wyobrazić sobie lekarza, który odmówiłby wystawienia zwolnienia kobiecie obawiającej się o swój stan zdrowia, bo musi daleko dojeżdżać do pracy, pracuje w dużym stresie oraz odczuwa szereg drobnych dolegliwości fizycznych. Zwolnienia z powodu ciąży cieszą się wysokim poziomem akceptacji społecznej – podsumowuje Dorota Strzelec.

Bolączka pracodawców?

Coraz dłuższe nieobecności pracownic-matek spędzają sen z oczu pracodawcom, a w niektórych przypadkach pogarszają sytuację kobiet na rynku pracy. Nadmierne korzystanie ze świadczeń ZUS niewielkiej grupy młodych matek może wpłynąć na szanse ich koleżanek na rynku pracy, które z takich świadczeń nie korzystały. – Podejmując wszelkie decyzje, pracodawcy powinni pamiętać, że korzystanie przez podwładnego z przysługujących mu uprawnień rodzicielskich jest jednym z kryteriów objętych zakazem dyskryminacji – podkreśla Agnieszka Janowska. Dotyczy to nie tylko zakazu zadawania pracownikom pytań o plany rodzicielskie w trakcie rekrutacji i zatrudnienia, ale także gorszego traktowania osób posiadających dzieci np. przy awansach.

Rekomendacja D, czyli instrukcja dla banków w świecie norm i standardów IT

Normy i standardy w obszarze bankowości to temat zawiły i niezwykle rozbudowany. By je uporządkować i dostosować do instytucji finansowych, Komisja Nadzoru Finansowego wydała dokument Rekomendacja D, dotyczący obszaru zarządzania obszarami technologii informacyjnej i bezpieczeństwa środowiska teleinformatycznego w bankach. Na wdrożenie tych instrukcji banki mają czas jedynie do 31.12.2014 roku. Jedną z kluczowych zasad realizacji wytycznych tego dokumentu jest proporcjonalność wdrażania norm.

Wsparcie dla banku od KNF

Rekomendacja D to zbiór 22 zasad opisujących najważniejsze normy z punktu widzenia zarządzania IT. Jej obowiązkowe wdrożenie, ma służyć przede wszystkim poprawie jakości zarządzania
i zwiększeniu poziomu bezpieczeństwa IT w bankach, usprawnieniu nadzoru w tych obszarach oraz udoskonaleniu zarządzania ryzykiem. W zaleceniach KNF znajdują się zarówno przepisy pochodzące wprost z norm ISO27001, ISO20000 oraz ISO22301, jak i zalecenia z międzynarodowego kodeksu ITIL (Information Technology Infrastructure Library). Wszystkie one stanowią uzupełniający się mechanizm, będący narzędziem do podejmowania decyzji dla kierownictwa każdego szczebla od menadżerów operacyjnych, do zarządu banku.

Zgodnie z praktykami ITIL

Listę rekomendacji można traktować jako zbiór wytycznych zgodnych z najlepszymi praktykami ITIL, które wskazują jak efektywnie i skutecznie świadczyć usługi informatyczne. Rekomendacja D kładzie także duży nacisk na sposób przepływu informacji do kierownictwa każdego szczebla oraz rady nadzorczej banku. Ważne jest, aby zgodnie z zasadą proporcjonalności zarządzanie w obszarze IT wspierane było przez dedykowane narzędzia, które obsługują: zarządzanie usługami, help desk, zarządzanie zmianą, zarządzanie projektami oraz zarządzanie ryzykiem.

Zasada proporcjonalności

Każdy z funkcjonujących obecnie banków, ma już w pewnym stopniu wdrożone niektóre rekomendacje. Poziom ich wdrożenia można ocenić korzystając z cyklu Deminga. Koncepcja ta mówi o ciągłym doskonaleniu (przebiegającym w czterech etapach: planowanie – wykonanie – sprawdzenie – poprawienie) i stanowi podstawę oceny każdej normy oraz procesów jej towarzyszących.

Przy wdrażaniu rekomendacji D należy również pamiętać o zasadzie proporcjonalności,
tzn.w zależności od wielkości i rodzaju banku, wymagania poszczególnych rekomendacji mogą się różnić. Przykładowo te dotyczące rozwoju środowiska teleinformatycznego będą zupełnie inaczej oceniane w mniejszych bankach spółdzielczych, a inaczej w przypadku banków, które intensywnie rozwijają swoje aplikacje i infrastrukturę.

KNF wielokrotnie podkreślał konieczność indywidualnego podejścia do wdrażania rekomendacji. Już na jej wstępie zawarta została informacja o następującej treści: „Biorąc jednak pod uwagę specyfikę zagadnień związanych z technologią i bezpieczeństwem środowiska teleinformatycznego oraz różnice w zakresie uwarunkowań, skali działalności oraz profili ryzyka banków, sposób realizacji tych rekomendacji i wskazanych w nich celów może być odmienny. W związku z tym, opisy i komentarze zawarte wraz z poszczególnymi rekomendacjami należy traktować jako zbiór dobrych praktyk, które jednak powinny być stosowane z zachowaniem zasady proporcjonalności”. W praktyce oznacza to konieczność indywidualnej oceny w jakim stopniu rekomendacja dotyka specyfiki banku oraz jaki jest jej związek z profilem banku.

Kluczowa niezależność oceny
Jedno z zaleceń rekomendacji mówi, że stopień wdrożenia powinien być oceniony przez niezależnego audytora. Spowodowane jest to tym, że efektywna implementacja zaleceń wymaga obiektywizmu. Specjalista w tej dziedzinie potrafi również porównać stopień zaawansowania działań banku z innymi instytucjami działającymi w tym obszarze, a także stosuje metody i narzędzia, dzięki którym jest w stanie zdiagnozować stan zabezpieczeń infrastruktury teleinformatycznej.

Termin realizacji założeń Rekomendacji zbliża się nieuchronnie. W pracach nad wdrożeniem trzeba pamiętać o tym, że jednym z podstawowych celów stawianych przez KNF jest poprawa jakości, stabilności i bezpieczeństwa świadczonych usług przez banki w obszarach wspieranych przez rozwiązania informatyczne. Dokument KNF opiera się o najlepsze praktyki i standardy wykorzystywane w IT. Analizując poszczególne jej części, można dostrzec zarówno elementy norm ISO, ITIL jak również odwołanie się do metodyk i praktyk zarządzania projektami tj. PRINCE2, PMBoK. Wszystkie te działania mają jeden nadrzędny cel – poprawę jakości obsługi klientów banku przez zwiększenie niezawodności i bezpieczeństwa systemów informatycznych.

Agnieszka Frommholz, dyrektor ds. IT w grupie spółek Baker Tilly Poland
Dariusz Stefaniuk, project manager w Baker Tilly Poland

UKE: W 2014 r. 338 tys. gospodarstw domowych uzyska dostep do internetu

Budowa sieci światłowodowych szła w 2014 r. szybciej niż zakładano bez zwiększania wydatków z pieniędzy publicznych, wynika z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

W 2013 r. wybudowano 7,1 tys. km nowych sieci światłowodowych, to więcej niż planowane 5,3 tys. km, poinformował Urząd Komunikacji Elektronicznej. Nakłady inwestycyjne na ten cel przekroczyły 350 mln zł, z czego 53 mln pochodziło ze środków UE. Oznacza to, że operatorzy uznali, iż na wielu terenach warto już inwestować własne środki, tłumaczy UKE.

Z planów wynika, że w 2014 r. szerokopasmowy dostęp do internetu uzyska łącznie ponad 338 tys. gospodarstw domowych, z czego 70 proc. już w sieciach nowej generacji (NGA).

Budujemy szybciej niż planowano, nie zwiększając niemal wydatków publicznych, rośnie konkurencja, nowoczesna infrastruktura staje się dostępna w coraz mniejszych miejscowościach – mówi Magdalena Gaj, prezes UKE. – Co ważniejsze, widać też bardzo pozytywny trend  w rozwój infrastruktury przedsiębiorcy inwestują swoje pieniądze. To oznacza, że ten rynek infrastruktury telekomunikacyjnej staje się w Polsce coraz silniejszy i stale się rozwija. Na tym skorzystają przede wszystkim konsumenci.

Warta w pierwszym półroczu zwiększyła sprzedaż ubezpieczeń indywidualnych o 102 proc.

0

Warta notuje wzrost przychodów ze składek w ubezpieczeniach indywidualnych.

Spółki Warty osiągnęły w I półroczu 2014 r. 2,4 mld zł przychodów ze składek brutto, wynika z komunikatu ubezpieczyciela. Przychody ze składek brutto TUiR Warta S.A. wyniosły 1,83 mld zł, natomiast TUnŻ Warta S.A. to 548 mln zł. Łączna dynamika w ubezpieczeniach indywidualnych wyniosła 102 proc. Przychody w kluczowym na polskim rynku segmencie, ubezpieczeniach komunikacyjnych, wyniosły ponad 1 mld zł. W ubezpieczeniach mieszkaniowych dynamika przekroczyła 103 proc.

Po I półroczu 2014 r. wskaźnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi w TUiR Warta wyniósł 286 proc., a wskaźnik pokrycia rezerw techniczno-ubezpieczeniowych aktywami 122 proc. Dla spółki życiowej te wskaźniki wyniosły odpowiednio 255 proc. i 112 proc. – wskazała spółka w komunikacie.

Grupa Fiten: w II kwartale strata 1,3 mln zł, spadek przychodów

0

Niekorzystna sytuacja na europejskim rynku hurtowego handlu energią wpływa negatywnie na wyniki Grupy Fiten, tłumaczy zarząd.

Grupa Fiten miała w II kw. 2014 r. stratę netto w wysokości ok. 1,3 mln zł, która wynika m.in. ze straty głównej spółki grupy – firmy Fiten S.A. – na poziomie 667 tys. zł, poinformowała spółka w komunikacie.

Przychody spółki przekroczyły 56,8 mln zł i były niższe o 28 proc. od osiągniętego w analogicznym kwartale roku ubiegłego.

Słabszy kwartał w wykonaniu Grupy Fiten wynikał głównie ze spadku rentowności na sprzedaży. Poszczególne transakcje dokonywane na rynku hurtowym były mniej zyskowne, niż w poprzednich okresach, a wynikało to z niskiej zmienności cen energii elektrycznej na europejskich giełdach. Sytuacja ta utrzymuje się od marca, żywię jednak nadzieję, że ulegnie poprawie w drugiej połowie roku, co powinno korzystnie przełożyć się na przyszłe wyniki – tłumaczy Roman Pluszczew, prezes zarządu Grupy Fiten.

Spółka dodaje, że będzie się angażować w sprzedaż energii dla klienta biznesowego, która jest obecnie drugim, obok obrotu hurtowego, filarem działalności Grupy Fiten. W ostatnim okresie spółka poszerzyła gamę ofertową o produkty skierowane dla przedsiębiorstw z sektora MSP i oczekuje, że ten segment działalności będzie stawał się coraz bardziej istotnym składnikiem wypracowywanych wyników.

Deficyt budżetowy po lipcu na poziomie 26,4 mld zł

Po siedmiu miesiącach roku deficyt budżetowy wyniósł 55,5 proc. założonego planu na cały rok.

Dochody budżetu państwa wyniosły po lipcu 2014 r. 162,6 mld zł. To 58,5 proc. planu, poinformowało Ministerstwo Finansów w komunikacie.

Wydatki były na poziomie 188,9 mld zł i jest to 58,1 proc. założonego planu.

Deficyt po lipcu wyniósł 26,4 mld zł i jest to 55,5 proc. zaplanowanej wysokości.

Wzrost sprzedaży rdr Oponeo w lipcu

Dystrybutor akcesoriów samochodowych, w tym opon, Oponeo poprawia w lipcu sprzedaż o 32 proc.

Oponeo zanotowało w lipcu, wg wstępnych obliczeń, przychody ze sprzedaży netto w wysokości 16,9 mln zł. To oznacza wzrost o 32 proc. w stosunku do wielkości przychodów osiągniętych w lipcu 2013 roku.

Narastająco przychody za okres od początku stycznia do końca lipca 2014 r. ukształtowały się na poziomie 158,1 mln zł, co stanowi 28-proc. wzrost wobec przychodów odnotowanych w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Głównym czynnikiem wyższej sprzedaży w lipcu 2014 roku rdr był wzrost liczby zamówień wynikający z systematycznego rozwoju firmy oraz wzmacniania marki w Polsce i na rynkach zagranicznych, jak podała spółka w komunikacie.

Zysk ZWG wzrósł o 180 proc. rdr

0

Producent wyrobów gumowych i metalowych ZWG przejmuje firmy specjalizujące sie w usługach dla górnictwa i poprawia przychody i zyski.

Grupa ZWG zanotowała w I półroczu br. 5,25 mln zł zysku netto, czyli o prawie 180 proc. więcej niż przed rokiem. Przychody ZWG wzrosły rdr  o 430 proc. do 39,19 mln zł.

Dynamiczne wzrosty to efekt realizacji strategicznych decyzji dotyczących koncentracji na segmencie usług dla górnictwa i rozwoju również poprzez akwizycje – powiedział w komunikacie prezes ZWG Marcin Sutkowski. – Nie rezygnujemy też z kolejnych akwizycji, bo udowodniliśmy że potrafimy dzięki nim budować wartość dodaną.

Spółka ZWG jest producentem wyrobów gumowych oraz gumowo-metalowych. Spółka z grupy Kobud świadczy natomiast usługi dla sektora górniczego, na czym chce skupić się cała grupa. Planowane jest także połączenie ze spółką Bumech, która remontuje maszyny górnicze. Na razie do ZWG należy 18,67 akcji tej spółki.

KE: 125 mln euro dla rolników tracących na rosyjskim embargu

Rolnicy, którzy straciliby na zatrzymaniu eksportu produktów do Rosji, dostaną dotacje z Unii Europejskiej za wycofanie części produkcji z rynku lub zaprzestanie produkcji. KE chce uniknąć spadku cen tych towarów.

W związku z rosyjskimi restrykcjami nałożonymi na import żywności do Rosji, Komisja Europejska zadecydowała przeznaczyć 125 mln euro na odszkodowania dla europejskich producentów warzyw i owoców, którzy tracą na niemożliwości wysyłania swoich produktów do Rosji.

Dofinansowanie dotyczy produktów, których nie da się przechować i na które nie da się znaleźć alternatywnego rynku zbytu, czyli: pomidorów, marchwi, białej kapusty, papryki, kalafiorów, ogórków, korniszonów, grzybów, jabłek, gruszek, winogron, owoców leśnych i kiwi.

Dotacje mają wesprzeć usunięcie części produkcji z rynku, a także jej ograniczenie, co ma zapobiec spadkowi cen tych towarów na rynku wewnętrznym.

Budimex ma umowy na rozbudowę fabryki Ferrero Polska za 153,7 mln zł

Notowana na GPW spółka budowlana ma rok na rozbudowę fabryki Ferrero w Belsku.

Budimex podpisał z Ferrero Polska dwie umowy na rozbudowę fabryki w Belsku Dużym koło Grójca. Wartość obydwu kontraktów wynosi w sumie 153,7 mln złotych netto. Całość inwestycji zostanie ukończona w sierpniu 2015 r.

Podpisana 14 sierpnia 2014 r. umowa obejmuje m.in. budowę nowej hali produkcyjnej złożonej z dwóch kondygnacji fabrycznych i trzech pięter biurowych, magazynu wysokiego składowania, hali przeładunkowej, estakad łączących nowy magazyn z halami produkcyjnymi, a także wszystkich niezbędnych instalacji. Budimex będzie także odpowiedzialny za zagospodarowanie terenu zewnętrznego, czyli miejsc parkingowych, wejść, ogrodzenia.

Fabryka Ferrero Polska w Belsku realizuje zamówienia na rynek polski, niemiecki, brytyjski, skandynawski, a także do Włoch, Hiszpanii, krajów Europy Wschodniej i Środkowej; łącznie do ok. 60 krajów świata.

DM BDM: niższe ceny docelowe dla spółek chemicznych

Niższe ceny docelowe, podtrzymane rekomendacje dla polskich spółek chemicznych w najnowszej rekomendacji BDM.

Dom Maklerski BDM S.A opublikował rekomendacje dla spółek chemicznych, gdzie podtrzymuje rekomendację „sprzedaj” dla Grupy Azoty i ZCh Police. Rekomendacja dotycząca akcji ZA Puławy to „akumuluj”.

Cena docelowa Grupy Azoty to 44,7 zł za akcję. Obniżona cena docelowa i rekomendacja „sprzedaj” wynika z negatywnych perspektyw dla biznesu spółki braku perspektyw wzrostu ceny, dodatkowo, jak wskazuje BDM, spółka handlowana jest z wyraźną premią do konkurentów przy znacznie ograniczonym potencjale dywidendowym

Przy marginalizacji roli Acronu w spółce przez MSP, czynnik dalszego zwiększania zaangażowania kapitału rosyjskiego może przestać wspierać kurs akcji. Długoterminowo Grupa Azoty ma ekspozycję na mniej perspektywiczny segment nawozów wieloskładnikowych (ZCh Police). W relacji do cen zbóż w tym obszarze widzimy największe ryzyko obniżki notowań – tłumaczą autorzy rekomendacji.

Jeśli chodzi o Police, to spółkę, oprócz spadku dochodów z nawozów wieloskładnikowych, czekają obowiązkowe wydatki na inwestycje środowiskowe – węzeł oczyszczania spalin, modernizacja linii amoniakalnych. Stąd obniżona cena docelowa do 12,9 zł za akcję.

ZA Puławy natomiast ma lepszą rekomendację – akumuluj – ze względu na handel akcjami z dużym dyskontem do konkurentów, jak i podmiotów tworzących Grupę Azoty. Cena docelowa została jednak obniżona do poziomu 161 zł z poprzedniego 170 zł za akcję.

PBO Anioła sprzedaje działkę w Poznaniu za 7 mln zł

Spółka PBO Anioła dostała ofertę kupna działki w Poznaniu na 7 mln zł od firmy Terra Haus.

Terra Haus złożyła ofertę na kupno działki należącej do spółki budowlano-deweloperskiej PBO Anioła. Teren znajduje się w Poznaniu przy ul. Kurpińskiego oraz ul. Wojciechowskiego. Terra Haus chce zapłacić za grunty ponad 7 mln zł.

Umowa sprzedaży jest warunkowa. Jednym z warunków jest uzyskanie do dnia 16 września 2014 r. zgody nadzorcy sądowego przez spółkę PBO Anioła, która znajduje się w upadłości układowej. Warunkiem jest także uzyskanie zgody na wykreślenie z ksiąg wieczystych tej nieruchomości wszystkich hipotek oraz zgód wierzycieli hipotecznych na wykreślenie z ksiąg wieczystych prowadzonych dla tej nieruchomości.

PBO Anioła ma prawo w terminie do 22 września br. odstąpić od niniejszej umowy, jeżeli w terminie do 15 września wpłynie inna oferta dotycząca omawianej nieruchomości. Dodatkowo do 16 września rada nadzorcza może odmówić wyrażenia zgody na sprzedaż tej nieruchomości.

Rośnie saldo wymiany zagranicznej strefy euro, spada całej Unii

Nadwyżka handlu zagranicznego UE spadła w czerwcu br. do 2,9 mld euro z 8,6 mld euro rok wcześniej.

Nadwyżka handlu międzynarodowego Unii Europejskiej wyniosła w czerwcu 2014 r. 2,9 mld euro, wynika ze wstępnych szacunków Eurostatu. To mniej niż w w czerwcu ub.r., kiedy było to 8,6 mld euro, ale więcej niż w maju, gdy nadwyżka wynosiła 0,5 mld euro.

Wyrównany sezonowo eksport spadł w czerwcu o 0,3 proc. w stosunku do maja. Import o 0,1 proc.

W samej strefie euro saldo wymiany międzynarodowej było 16,8 mld euro na plusie. W tym samym miesiącu ub.r, było to 15,7 mld euro, a w maju br. roku 15,4 mld euro. W czerwcu w porównaniu do maja, wyrównany sezonowo eksport spadł o 0,5 proc., import wzrósł o 0,5 proc.

Spadają przychody Belvédère w Polsce i na świecie

0

Przychody producenta i dystrybutora alkoholi spadają na większości rynków, w tym w Polsce. Ogólnie obroty spadły w zakończonym półroczu o prawie 7 proc.

Notowana na giełdzie Euronext w Paryżu spółka Belvédère zanotowała w I połowie roku spadek obrotów (bez uwzględniania podatku akcyzowego) o 6,9 proc. rdr do poziomu 236,6 miliona euro. (993,3 mln zł wg kursu a dnia 18 sierpnia 2014 r.).

Obroty w Polsce, która jest największym rynkiem grupy, wyniosły 94,2 miliona euro (395,5 mln zł), czyli zmniejszyły się o 6,8 proc. rdr.

Spadek tłumaczy się głównie tym, że rynek skurczył się o 4 proc. w ciągu sześciu pierwszych miesięcy 2014 r., co ma związek z 15-proc. podwyżką podatku akcyzowego od 1 stycznia 2014 r. oraz zintensyfikowaną działalnością promocyjną konkurencji. Zgodnie ze strategią utrzymania marż na produktach, spółka Belvédère nie zdecydowała się na udział w tak intensywnej polityce promocyjnej – tłumaczy spółka w komunikacie. – Tym niemniej, grupa (…) odnotowała ilościowo 14-proc. udział w rynku wódki, przy czym udział jedynie marki Krupnik wyniósł 11 proc. całego rynku.

Polskie mikro- i małe firmy oczekują poprawy swojej sytuacji w drugiej połowie bieżącego roku dzięki większej sprzedaży

Ożywienie popytu ma nastąpić za sprawą dalszych obniżek cen. Przedsiębiorcy planują także nieznacznie zwiększyć zatrudnienie. Dobre półrocze szykuje się również dla eksporterów. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z trzeciego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz prognoz na drugą połowę 2014 roku, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców.

Wśród małych przedsiębiorców przeważa optymizm

Wprawdzie blisko połowa przedstawicieli firm przewiduje, że sytuacja ogólna ich firm pozostanie w najbliższych 6 miesiącach bez zmian (46,2 proc.), jednak wśród pozostałych przedsiębiorców częściej oczekiwana jest jej poprawa (34,6 proc.) niż pogorszenie (19,2 proc.). Poprawy ogólnej sytuacji oczekują firmy ze wszystkich sektorów gospodarki.

Sprzedaż w górę, ceny w miejscu lub w dół

Ponad połowa przedsiębiorców (59,1 proc.) oczekuje, że w nadchodzącym półroczu utrzyma taki sam poziom cen swoich produktów i usług. W grupie pozostałych przedsiębiorców, częściej przewiduje się jednak obniżenie poziomu cen (21,8 proc.) niż ich wzrost (19,1 proc.).

Firmy liczą na to, że dzięki niższym cenom uda im się więcej sprzedać. Na rynku krajowym oczekuje tego aż 28,3 proc. z nich. Z kolei spadku sprzedaży spodziewa się 25,6 proc. przedsiębiorców. Najwięcej, bo aż 46,1 proc. respondentów, spodziewa się utrzymania sprzedaży na tym samym poziomie. Znacznie wyższą tendencję wzrostową można zaobserwować wśród eksporterów, spośród których wzrostu sprzedaży spodziewa się 28,3 proc., a spadku tylko 12,5 proc.

Stabilniejsza sytuacja sprzyja wzrostowi zatrudnienia

Blisko połowa przedsiębiorców oczekuje, że sytuacja finansowa ich firm pozostanie bez zmian (45 proc.), natomiast wśród pozostałych niemal w równym stopniu należy oczekiwać jej poprawy, jak i pogorszenia (27,5 proc.).

Stabilność sytuacji finansowej większości firm w połączeniu z optymistycznymi nastawieniami odnośnie przyszłości przekłada się na plany ich właścicieli dotyczące przyjmowania nowych pracowników. Badanie wyraźnie pokazało wzrostową tendencję w tym obszarze – zatrudniać planuje znacznie więcej firm (13,5 proc.) niż zwalniać (8,3 proc.). Najwięcej firm utrzyma jednak poziom zatrudnienia na tym samym poziomie (78,2 proc.).

Nasze maluchy coraz bardziej konkurencyjne

Zdaniem przedsiębiorców, agresywna polityka cenowa ich firm powinna zaowocować nie tylko większą sprzedażą, ale także poprawieniem pozycji wśród konkurencji. Spodziewa się tego 28,7 proc. respondentów. Z kolei pogorszenia pozycji swojej firmy oczekuje 10,9 proc. badanych. Ponad połowa przedsiębiorstw oczekuje utrzymania zajmowanego miejsca wśród konkurentów (60,4 proc.).

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone w czerwcu 2014 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1362 przedstawicieli małych firm (54,5 proc. firm jednoosobowych, 41 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 4,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (62,4 proc.), 11,8 proc. – budowlaną, 5,8 proc. – przemysłowo-produkcyjną, 19,10 proc. – handlową, a ok. 0,9 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Sektor budowlany będzie napędzał wzrost gospodarczy w drugiej połowie roku

CEO Magazyn Polska

W drugim kwartale 2014 r. Polska gospodarka urosła o 3,2 proc. rok do roku, zgodnie z prognozami ekonomistów. Nie odsuwa to jednak obaw o spowolnienie, ponieważ pierwsze sygnały świadczące o nim pojawiły się dopiero w czerwcu, a dane za kwiecień i maj były jeszcze dobre. W drugiej połowie roku eksport nie będzie już napędzał wzrostu PKB, ale ma zastąpić go w tej roli krajowy sektor budowlany – przewiduje główna ekonomistka Banku Pocztowego.

O ile w drugiej połowie roku tempo wzrostu gospodarczego może wyhamować z powodu niższego tempa wzrostu produkcji przemysłowej, o tyle deską ratunku może być sektor budowlany i produkcja budowlano-montażowa. Widzimy od początku roku dość istotne przyspieszenie w tym sektorze. Wydaje się, że obserwowane ożywienie na rynku budowlanym częściowo jest połączone z pewną poprawą sytuacji na rynku pracy, bo ludzie trochę chętniej sięgają po kredyty i kupują na przykład mieszkania – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego SA.

W czerwcu br. produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 8 proc. w ujęciu rocznym, z kolei produkcja przemysłowa jedynie o 1,7 proc. W okresie styczeń-czerwiec 2014 r. produkcja budowlano-montażowa była o 9,8 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy zanotowano spadek o 21,5 proc – wynika z danych GUS. W stosunku do czerwca 2013 r. największy wzrost dotyczył kategorii obiektów inżynierii lądowej i wodnej – 24,7 proc. oraz robót budowlanych specjalistycznych – 14,2 proc.

Przed nami nowa perspektywa unijna, która bez wątpienia wesprze m.in. sektor budowlany. Dość duże środki będą przeznaczone na kolejne projekty, a więc to powinno napędzać inwestycje w dziedzinach takich jak infrastruktura. Wiadomo, że mamy sporo jeszcze do zrobienia – uważa Kurtek.

Ożywienie gospodarcze wciąż nie przekłada się jednak na wzrost cen w przemyśle i budownictwie. W czerwcu wskaźnik cen produkcji sprzedanej był w przemyśle o 1,7 proc. niższy niż rok wcześniej, natomiast ceny w budownictwie spadły o 1,3 proc – wynika z danych GUS. Te statystyki obejmują jednak tylko podmioty zatrudniające powyżej 9 osób, a więc pomijają ważny w polskiej gospodarce sektor małych i mikrofirm, który może być jednym z największych beneficjentów perspektywy finansowej UE 2014-2020.

Dużo środków jest przeznaczonych dla firm, i to nie tylko dużych, lecz przede wszystkim tych małych i średnich, więc można spodziewać się wzrostu inwestycji w kolejnych latach, bo ta perspektywa dopiero będzie się rozkręcać. To powinno mieć pozytywny wpływ na polską gospodarkę – podsumowuje główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Złożono wniosek o ogłoszenie upadłości Polimeksu-Mostostalu

0

Wierzyciel Polimeksu-Mostostalu – Doradztwo Gospodarcze i Biznesowe A i D Grzegorz złożył wniosek o upadłość notowanej na GPW firmie inżynieryjno-budowlanej.

Doradztwo Gospodarcze i Biznesowe A i D Grzegorz złożył 7 sierpnia 2014 r. wniosek o ogłoszenie upadłości obejmującej likwidację majątku Polimeksu-Mostostalu, poinformował zarząd Polimex-Mostostal S.A. 18 sierpnia br.

Spółka zamierza podjąć działania prawne zmierzające w szczególności do umorzenia postępowania o ogłoszenie upadłości – informuje spółka w komunikacie.

To kolejny wniosek o upadłość firmy. W ubiegłym tygodniu spółka podała informację o podobnym wniosku, również złożonym 7 sierpnia, przez firmę Lafarge Cement.

Pod koniec lipca spółka doszła do porozumienia z wierzycielami bankami, m.in. PKO, Pekao, BOŚ Bankiem i BZ WBK. Postanowiono, że długi spółki w wysokości 470 mln zł zostaną zamienione na akcje spółki.

Wzrost przychodów Astarty o 14 proc.

Ukraiński holding rolniczy notuje spadek zysku o 93 proc. ze względu na spadek wartości hrywny. Spółka zaczyna zarabiać na soi.

Astarta, ukraiński producent cukru, zbóż i mleka, zanotował w I półroczu br. 188 mln euro przychodów (789,3 mln zł wg kursu z dnia 18.08.2014). To o 14 proc. więcej niż w tym samym okresie ub.r. Zysk netto spadł natomiast rdr o 93 proc. do poziomu 3,46 mln euro (14,5 mln zł).

Jak tłumaczy spółka w raporcie finansowym, zysk netto spadł głównie z powodu spadku wartości ukraińskiej hrywny w omawianym okresie.

Firma, która jest największym producentem cukru na Ukrainie, zanotowała spadek udziału cukru w przychodach. W I półroczu ub.r. było to 57 proc. teraz o 7 pp. mniej. Jeszcze bardziej spadł udział zbóż – z 28 do 16 proc. Spadek przychodów ze zbóż pomimo wzrostu ilości sprzedanej, Astarta tłumaczy spadkiem cen zbóż na rynkach światowych. Firma zanotowała jednak przychody z nieistniejącego w I poł. 2013 r. segmentu przetwórstwa soi – w minionym półroczu miał on 22-proc. udział w przychodach.

Jeśli chodzi o sytuację na Ukrainie, zarząd Astarty deklaruje, że monitoruje rozwój wydarzeń i stara się podejmować odpowiednie działania w miarę potrzeby.

Dalszy negatywny rozwój sytuacji, w tym rozruchy polityczne, mogą negatywnie wpłynąć na wyniki i pozycję finansową firmy, w nieprzewidywalnym teraz zakresie – podkreśla zarząd Astarty w raporcie finansowym.

Pracodawcy chcą wspierać staże i praktyki wysokiej jakości

Konfederacja Lewiatan podpisała list intencyjny o współpracy na rzecz promocji Programu Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk, realizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami.
Istotnym wyzwaniem rynku pracy jest niedostosowanie kształcenia do potrzeb rynku pracy. W efekcie mamy do czynienia z sytuacją, w której tysiące młodych ludzi po zakończeniu edukacji ma problem ze znalezieniem pracy, a tysiące przedsiębiorców nie może znaleźć właściwych pracowników.Istotą Programu Polskich Ram Jakości i Praktyk jest wsparcie studentów w rzetelnej edukacji praktycznej, płynnym przechodzeniu na rynek pracy, a w dłuższej perspektywie – ograniczenie bezrobocia wśród młodego pokolenia, wzrost znaczenia polityki wyławiania talentów oraz efektywniejsza współpraca świata biznesu z sektorem edukacji – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

Kluczem do osiągnięcia tych celów jest zachęcanie jak największej liczby pracodawców do organizowania praktyk i staży o wysokiej jakości. Dzięki temu pracodawcy zyskają jedno z najskuteczniejszych narzędzi wspomagających procesy rekrutacyjne. Znajdą sposób na przyciągnięcie do organizacji najlepszych kandydatów jako część polityki wyławiania talentów, ograniczą zjawiska niedopasowania kompetencyjnego kandydatów do pracy.

Program Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk opiera się na Znaku Jakości. Jest on przyznawany na podstawie obiektywnego procesu weryfikacji oferowanych przez firmy programów staży i praktyk tym organizacjom, które spełniają normy określone w Polskich Ramach Jakości Staży i Praktyk. Znak Jakości to sygnał dla uczniów, studentów i absolwentów, że uczestnictwo w danym stażu czy praktyce niesie za sobą wymierne korzyści i jest równoznaczne z faktycznym zdobywaniem doświadczenia zawodowego w organizacji, która spełnia szereg wymogów jakościowych. Dla firm, Znak Jakości stanowi wiarygodne potwierdzenie posiadania i utrzymywania najwyższych standardów w zakresie oferowanych młodym ludziom programów praktyk i staży.

Do Programu zaproszeni są wszyscy pracodawcy zainteresowani weryfikacją standardów oferowanych przez nich programów staży i praktyk oraz otrzymaniem Znaku Jakości. Więcej informacji na stronach:

http://stazeipraktyki.pl/
http://pszk.pl/

Konfederacja Lewiatan

Według danych, które opublikował Eurostat Polska jest w pierwszej trójce najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej

W II kwartale br. wzrost PKB był słabszy niż w I kwartale (3,4 proc.) i wyniósł 3,2 proc. – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-KrzysztoszekKomentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Oceniając tempo wzrostu PKB przez pryzmat informacji, które napływały ostatnio z różnych działów gospodarki, np. przemysłu, handlu i sygnalizowały osłabienie, trzeba przyznać, że wzrost gospodarczy w II kwartale był stosunkowo wysoki. Ciągnęły go zapewne stabilny wzrost konsumpcji, ciągle jeszcze inwestycje i eksport netto. Należy też pamiętać, że ten wzrost został osiągnięty przy wyższej bazie w II niż w I kwartale 2013 roku.

Według danych, które opublikował Eurostat jesteśmy w pierwszej trójce najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej. Wyprzedzają nas tylko Węgry (wzrost PKB 3,7 proc.) i Łotwa (3,5 proc.). Dobrze radzi sobie także W.Brytania (3,1 proc.). Natomiast zadyszki dostała gospodarka niemiecka. W II kwartale PKB tego kraju wzrósł w ujęciu rocznym o 1,3 proc., ale w stosunku do poprzedniego kwartału spadł o 0,2 proc. To niepokoi, ponieważ Niemcy są ważni dla naszej gospodarki i naszego eksportu netto, który już od kilku kwartałów wspiera wzrost gospodarczy.

Kolejne dwa kwartały 2014 roku będą słabsze albowiem do rysującej się wstrzemięźliwości w konsumpcji i inwestycjach dołączy niestety spadek dynamiki eksportu, co przy rosnącym imporcie, zmniejszy wkład popytu zewnętrznego do wzrostu PKB.

Mimo to jest szansa, aby w 2014 roku wzrost gospodarczy osiągnął 3 proc. Wszystko będzie zależało jednak od tego jak rozwinie się sytuacja w Rosji. Eskalacja konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na pewno nie będzie sprzyja wzrostowi naszej gospodarki.

Konfederacja Lewiatan

M. Wołos (TMS Brokers): Rosja może stracić na odpływie kapitału 10 proc. PKB

CEO Magazyn Polska

200 mld dolarów może kosztować rosyjską gospodarkę ucieczka kapitału zagranicznego. Choć to równowartość 10 proc. tamtejszego PKB, rosyjski bank centralny i władze przekonują, że nie jest to duży problem. Firmy i konsumenci płacą jednak wysoką cenę za politykę Władimira Putina. Drożeją dobra z importu i kredyty. Pogłębia się też luka w budżecie, dlatego kolejnym ciosem dla gospodarki może być wzrost podatków.

Kapitał ucieka z Rosji, a skala tych zmian jest bardzo znacząca. Chociaż oficjalne dane wskazują na odpływ w pierwszym półroczu około 70-75 mld USD, to w rzeczywistości mówi się o dużo większych sumach. Nawet prezes EBC ocenił, że jest to ponad 200 mld dolarów, które już wycofano bądź które będą wycofane do końca roku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Wołos, analityk, członek zarządu TMS Brokers.

Odpływ kapitału w wysokości 200 mld dolarów – jeżeli te szacunki się potwierdzą – stanowiłby blisko 10 proc. rosyjskiego PKB. To oznacza, że drastycznie spadłyby możliwości finansowania prywatnych inwestycji oraz wewnętrznej konsumpcji. Bank centralny Rosji stara się przeciwdziałać ucieczce kapitału i słabnącej walucie, podnosząc stopy procentowe. Jeszcze w lutym 2014 r. podstawowa stopa wynosiła 5,5 proc., a obecnie jest to 8 proc. Mimo tych interwencji na wskutek ucieczki kapitału rubel osłabił się w stosunku do dolara o ok. 10 proc. od początku roku.

Pewnym czynnikiem stabilizującym kurs rosyjskiej waluty są rezerwy banku centralnego, szacowane na blisko 500 mld dolarów. Dalszy odpływ kapitału i polityka stabilizowania rubla będzie jednak drenować zasób zagranicznych aktywów.

Spore znaczenie dla rynków oraz tego, jak się zachowują kursy walut, ma właśnie odpływ kapitału z Rosji. Bo kiedy kapitał ucieka z Rosji, inwestorzy nabywają dolary, pozbywają się euro i innych walut. Te przesunięcia widzimy na rynku. Od pewnego czasu umacnia się dolar, co świadczy o tym, że do stref dolarowych ten kapitał płynie – wskazuje analityk i członek zarządu TMS Brokers.

Siłę amerykańskiej waluty widać także w relacji do euro, które jeszcze na początku maja było warte około 1,4 USD. Obecnie kurs EUR/USD waha się w przedziale 1,33-1,34, czemu sprzyja także polityka banków centralnych, czyli EBC i Fed, oraz szybszy prognozowany wzrost za oceanem. Inwestorzy chętniej lokują pieniądze w USA, ponieważ rentowności 10-letnich obligacji skarbowych są tam niemal 2 razy wyższe w porównaniu z niemieckimi, choć są one postrzegane jako równie bezpieczne.

Wprowadzenie sankcji na rosyjskie firmy i banki, a także możliwość ich zaostrzenia, powoduje, że przesuwają one wolne środki na inne rynki, zwłaszcza w państwach, z którymi Rosja ma dobre relacje i które nie przyłączyły się do sankcji. Marek Wołos uważa, że majętni Rosjanie raczej nie przeniosą swoich oszczędności na rodzimy rynek, gdyż nie ufają polityce własnego rządu i prezydenta. Część z nich może jeszcze pamiętać skutki bankructwa kraju i paniki finansowej w 1998 r., ponadto w Rosji wciąż utrzymuje się relatywnie wysoka inflacja.

Część z tych pieniędzy rzeczywiście popłynie do Azji i Chin chociażby z tego powodu, że europejski system bankowy na transakcje z Rosją został zablokowany. Wiemy jednak, że Rosja dla Rosjan nie jest bezpiecznym krajem, więc oni zawsze będą szukali ujścia dla swoich pieniędzy gdzieś na świecie – podsumowuje Marek Wołos.

Mennica zanotowała 2-krotny spadek zysku rdr.

0

Spadają przychody i zysk Mennicy Polskiej.

Mennica Polska zanotowała po I półroczu 2014 r. 435,9 mln zł przychodów, to o 7,8 proc. mniej niż w tym samym okresie zeszłego roku.

Zysk netto spadł ponad dwukrotnie – z 56,7 mln zł na 25,8 mln na koniec czerwca br.

Spadki wynikają częściowo ze spadku o niemal 80 proc. przychodów finansowych, które były wysokie w II kw. ub.r.

Global Cosmed: Zysk netto wyższy o 30 proc. r/r

0

Global Cosmed poprawia sprzedaż za granicę, rosną przychody i zysk.

Global Cosmed, radomski producent kosmetyków i wyrobów chemii gospodarczej, zanotował w I poł. roku przychody w wysokości 76,3 mln zł. To więcej rdr o niecały 1 proc. Zysk netto wzrósł o ponad 30 proc. do poziomu 4,1 mln zł, wynika z raportu finansowego spółki.

46,3 proc. przychodów spółki pochodzi ze sprzedaży za granicą. To poprawa relacji pochodzenia przychodów w stosunku do I półrocza zeszłego roku, kiedy przychody z zagranicy stanowiły 33,2 proc.

MSP: Prywatyzacja Szczawnicy zakończona. Uzdrowisko w Szczawnicy sprzedane na rzecz Thermaleo

0

Uzdrowisko w Szczawnicy sprzedane na rzecz Thermaleo

Minister Skarbu Państwa poinformowało, że 12 sierpnia 2014 r. została podpisana umowa sprzedaży ostatnich posiadanych przez Skarb Państwa akcji w spółce Przedsiębiorstwo Uzdrowisko Szczawnica S.A. Udziały zostały sprzedane firmie Thermaleo sp. z o.o.

Umowa sprzedaży dotyczy 41 845 akcji, stanowiących 3,8 proc. kapitału zakładowego uzdrowiska.

DM Citi Handlowy: Ceny węgla nie wzrosną w najbliższym czasie. Powodem wysokie zapasy i inwestycje w OZE

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Gospodarki otrzymało plan restrukturyzacyjny Kompanii Węglowej, który opracował nowy prezes Mirosław Taras. Największy producent węgla w Europie przegrywa z węglem importowanym, przez co znalazł się na skraju bankructwa. Analityk DM Citi Handlowy nie spodziewa się jednak w krótkim terminie zmiany koniunktury na rynku węgla, któremu szkodzą także unijne regulacje dotyczące emisji dwutlenku węgla.

Nic nie zapowiada, żeby ceny węgla miały teraz rosnąć. Mamy dużą nadpodaż węgla, co powoduje, że presję na ceny. W tej chwili węgiel w Polsce jest droższy niż za granicą. Wynika to z kurczącego się popytu na węgiel, to efekt zmian w systemie energetycznym. Nowe moce, głównie OZE, wypierają elektrownie węglowe, co wpływa na to, że konsumpcja nie rośnie tak szybko, by zrównoważyć wypieranie tych mocy węglowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Dzięciołowski, analityk sektora energetycznego DM Citi Handlowy.

Zaktualizowana strategia Tauronu zakłada spadek udziału mocy węglowych w całkowitym bilansie z obecnych 92 proc. do 74 proc. w 2023 roku. Za 1/4 mocy mają odpowiadać nowoczesne, wysokosprawne bloki węglowe. Z kolei udział OZE wyniesie około 26 proc. – wynika z informacji ze strony spółki. Według Tauronu wysokie inwestycje w technologie niskoemisyjne to skutek regulacji UE dotyczących dwutlenku węgla. Polityka klimatyczna jest kolejnym wyzwaniem dla polskiego górnictwa, obok jego strukturalnych słabości, jak wysokie koszty produkcji w relacji do wydajności.

Polskie górnictwo próbowało wybrnąć z problemu zwiększonymi wolumenami, które miały rozwadniać koszty stałe. To do końca nie mogło się spiąć, ponieważ nie jesteśmy w stanie przepalić tego węgla, a nie do końca nadaje się on do eksportu. Dlatego musimy zmniejszać produkcję, zwiększając koszty jednostkowe, mimo obniżek cen – mówi Dzięciołowski.

Na początku sierpnia będąca na krawędzi bankructwa Kompania Węglowa wysłała program restrukturyzacji do Ministerstwa Gospodarki. Według medialnych doniesień, nie ma w nim jednak likwidacji ani jednej z nierentownych kopalń. Równocześnie rząd pracuje nad sposobami, które miałyby ograniczyć import tańszego węgla, zwłaszcza z Rosji.

Jeżeli ceny węgla ewentualnie się odbiją, to głównie zarobią na tym jednostki ze stałymi kosztami produkcji, czyli jednostki produkujące węgiel brunatny. Z racji tego, że cena węgla przełoży się na wyższą cenę energii, a im koszty nie wzrosną. Powinien na tym zarobić trochę również Tauron, który ma dwie własne kopalnie – Janina i Sobieski – wskazuje analityk DM Citi Handlowego.

Pojawiają się także pogłoski na rynku, że państwo może wywrzeć presję na podległe SP firmy energetyczne, by te podzieliły się marżą z Kompanią Węglową. Zdaniem Dzięciołowskiego z punktu widzenia kopalni oraz energetyki lepszym rozwiązaniem byłby wzrost cen węgla. Ceny w kraju są jednak uzależnione od cen międzynarodowych obowiązujących portach w ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia), a polskie górnictwo jest zbyt małe, by wpłynąć na ceny światowe.

Wyższe ceny węgla są dobre dla polskiej energetyki w dłuższym okresie. W krótkim okresie mogą być różne wahania, tzn. cena energii powinna odpowiadać na ceny węgla, ale jeżeli ktoś nagle każe zapłacić złotówkę za gigadżul więcej, to być może spowoduje to krótkoterminowy spadek marż. Wydaje mi się jednak że długoterminowo wyższe ceny węgla byłyby lepsze, bo przeniesione zostałyby na ceny energii – podsumowuje Piotr Dzięciołowski.

Fabryka Toyoty w Wałbrzychu zatrudni jeszcze 350 osób do produkcji nowego silnika do Aygo

CEO Magazyn Polska

123 mln zł kosztowało dostosowanie fabryki Toyoty w Wałbrzychu do produkcji zmodernizowanego silnika do modelu Aygo. Do końca października władze fabryki zamierzają zwiększyć zatrudnienie o około 350 osób. Jak podkreśla prezes Toyota Motor Poland, nową propozycja w segmencie A cieszy się dużą popularnością wśród klientów, nie tylko ze względu na oszczędny silnik, lecz także możliwości personalizacji.

Na potrzeby produkcji nowego silnika zmodyfikowano podstawowe linie produkcyjne w hali silników, kuźni i odlewni. Uruchomiono także zupełnie nową linię produkcji wałka rozrządu. Koszt inwestycji wyniósł 123 mln zł. Do produkcji jednostki napędowej potrzebne będą nowe ręce do pracy. Zostanie uruchomiona trzecia zmiana, w związku z czym do końca października planowane jest zwiększenie zatrudnienia o około 350 osób.

– W odróżnieniu od poprzednich modernizacji ten projekt był realizowany z minimalnym wsparciem ze strony centrali w Japonii – wyjaśnia Dariusz Mikołajczak, wiceprezes ds. korporacyjnych Toyota Motor Manufacturing Poland. – Tym razem to pracownicy Toyoty w Wałbrzychu wraz ze wsparciem kolegów z Toyota Motor Europe zaprojektowali i przygotowali cały proces produkcyjny: od momentu planowania, aż do uruchomienia całej linii. 

Na nowej linii produkcyjnej montowany jest zmodernizowany trzycylindrowy silnik o pojemności jednego litra. Jednostka w wałbrzyskim zakładzie powstaje od 2005 roku. Jej nowa wersja Eco charakteryzuje się niskim zużyciem paliwa (3,8 l na 100 km) oraz niewielką emisją dwutlenku węgla (88 g na km).

– Uzyskanie tak dobrych osiągów było możliwe dzięki zwiększeniu współczynnika kompresji, zoptymalizowaniu rozrządu oraz zastosowaniu układu recyrkulacji spalin EGR – mówi Dariusz Mikołajczak. – Silnik dostarczany jest do Toyota Peugeot Citroën Automobile w Czechach, producenta Toyoty Aygo, Citroëna C1 i Peugeota 108 oraz Toyoty Yaris wytwarzanej w Toyota Motor Manufacturing France.

Model Aygo, w którym między innymi montowany jest nowy silnik, trafił do sprzedaży w czerwcu. Jak podkreśla Jacek Pawlak, prezes Toyota Motor Poland, w ciągu dwóch miesięcy sprzedało się 300 egzemplarzy. Klientom podoba się nie tylko niskie spalanie, lecz także możliwość personalizacji auta. Pozwala on dostosować dany egzemplarz do preferencji i gustu właściciela.

Nowe Aygo zaprojektowano tak, by można było wymieniać w nim poszczególne elementy stylistyczne, których jest aż 22. – mówi Jacek Pawlak. –Można je samodzielnie zakładać i zdejmować. Elementy dostępne są w różnych kolorach, można je też lakierować, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by rano pojechać do pracy samochodem biało-czerwonym, a wrócić na przykład czarno-białym czy pomarańczowo-srebrnym.

Za system personalizacji auta nie jest pobierana dodatkowa opłata. Możliwość lakierowania poszczególnych elementów pozwala utrzymać atrakcyjność samochodu podczas eksploatacji, co zwiększa jego wartość przy późniejszej odsprzedaży.

Możliwość personalizacji jest dla właścicieli aut coraz ważniejsza. Zdaniem Jacka Pawlaka może to być coraz wyraźniejszy trend w motoryzacji.

Jeżeli możemy sobie zmieniać, personalizować auto, na przykład w barwach ulubionego klubu piłkarskiego czy też dopasowywać do elementów garderoby, całkowicie za darmo, to może być przyszłość motoryzacji, klienci bardzo chętnie będą wybierać takie samochody – podkreśla prezes Toyota Motor Poland.

Dużo lepsze wyniki finansowe Polskiego Radia, niż planowano

0

CEO Magazyn Polska

Pierwsze półrocze dla Polskiego Radia było lepsze, niż prognozowano. Rosną wpływy z abonamentu – w całym roku mogą być blisko o 100 mln zł wyższe, z czego do PR trafi 6 mln zł. Nie zawodzą również reklamodawcy. Wyższe wpływy ma również zapewnić podwyżka cen reklam emitowanych na antenach.  

Pierwsza połowa roku, którą już zbilansowaliśmy, jest dobrym okresem dla Polskiego Radia. Wyniki finansowe są wyższe, niż planowaliśmy. Płynność spółki jest również zachowana, co dobrze wróży na drugą połowę roku. Powinniśmy ten rok zakończyć w dobrej kondycji, zbliżonej do ubiegłorocznej – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Siezieniewski, prezes zarządu Polskiego Radia.

Przez ostatnie lata sytuacja finansowa Polskiego Radia jest nieustannie się poprawia. Ubiegły rok spółka zamknęła z 14 mln zł zysku i był to jeden z najlepszych wyników w historii. Dla porównania w 2012 roku zysk wyniósł 3,45 mln zł, ale 2011 rok zakończył się na minusie (strata 8,4 mln zł).

Z jednej strony świadczy to dobrze o dyscyplinie finansowej i zwiększonych nieco wpływach z abonamentu. Bardzo nas to cieszy, bo po okresie kryzysu w obszarze abonamentowym sytuacja uległa poprawie, chociaż doraźnie, a nie systemowo – ocenia Siezieniewski.

Wedle prognoz na 2014 rok wpływy z abonamentu radiowo-telewizyjnego miały sięgnąć 650 mln zł (w 2013 roku wyniosły 630 mln). Dane Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z pierwszej połowy roku świadczą, że wpływy w ciągu roku będą wyższe i wyniosą 750 mln zł. Polskie Radio ma otrzymać 6 mln nadwyżki z tego tytułu, dodatkowo 17 lokalnych rozgłośni radiowych dostanie po 235 tys. zł. Choć opłaty abonamentowe rosną, to większość pochodzi z egzekucji zaległości. Metodą na poprawę skuteczności ściągalności może być zaproponowane przez resort gospodarki rozwiązanie, aby zalegający z opłatą abonamentu trafiali na czarną listę dłużników. Dane KRRiT wskazują, że blisko trzy miliony rodzin ma z tego tytułu zadłużenie o łącznej wysokości 2 mld zł.

Na sytuację finansową Polskiego Radia duży wpływ mają również przychody z reklam i sponsoringu. Agencja Reklamy PR w ubiegłym roku osiągnęła wpływy w wysokości 55 mln zł, to wynik gorszy od osiągniętego w dwóch poprzednich latach (w 2011 – 60 mln, a w 2012 – blisko 64 mln zł).

Ten rok również i pod tym względem jest dobry. Zamknęliśmy pierwsze półrocze wynikiem znacznie lepszym, niż planowaliśmy. Mówimy tutaj o kwotach o kilka milionów wyższych niż planowane, co w sumie składa się na ten pozytywny wynik tegoroczny – podkreśla Andrzej Siezieniewski.

Na wyższe przychody z reklam ma także wpływ podwyżka cennika z lipca tego roku. Reklamodawcy zapłacą o ok. 5 proc. więcej w dni powszednie i 3 proc. w weekendy.

J. Wancer (BGŻ): Druga połowa 2014 r. będzie znacznie trudniejsza dla banków

CEO Magazyn Polska

Polska gospodarka jest w gronie tych, które najbardziej ucierpią na rosyjskim embargu na dostawy żywności z UE. Producenci owoców czy mięsa już ponoszą straty, dlatego rynek obawia się, że przestaną spłacać kredyty. Bank BGŻ, który specjalizuje się w finansowaniu rolnictwa i sektora spożywczego, nie spodziewa się silnego spadku wyników, druga połowa roku będzie jednak trudniejsza niż pierwsza.

Druga połowa roku jest pod znakiem zapytania dla sektora bankowego ze względu na wydarzenie ekonomiczne, polityczne i sankcje rosyjskie, które dotykają bardzo również naszych klientów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Józef Wancer, prezes zarządu Banku BGŻ.

Ze względu na profil swojej działalności BGŻ jest szczególnie narażony na konsekwencje embarga, jakie Rosja nałożyła na produkty żywnościowe z UE. Józef Wancer zapowiada, że BGŻ będzie pracował wspólnie ze swoimi klientami nad optymalnymi rozwiązaniami, jeśli pojawią się problemy ze spłatą zobowiązań wobec banku.

Jaki to będzie miało wpływ, trudno jeszcze powiedzieć, bo to są dopiero początki. Opierając się na wydarzeniach sprzed kilku lat, kiedy również był kryzys, mogę powiedzieć, że BGŻ wtedy i dzisiaj po prostu wspiera swoich klientów i w trudnych momentach nie odwraca się od nich – mówi Józef Wancer.

Prezes BGŻ nie spodziewa się, by rosyjskie embargo silnie wpłynęło na wyniki banku w drugim półroczu.

Dodatkowym negatywnym czynnikiem dla sektora bankowego jest możliwość obniżki stóp procentowych przez RPP we wrześniu lub w październiku. Wstępny szacunek wzrostu PKB za II kwartał 2014 r. nie zmniejsza prawdopodobieństwa cięcia stóp procentowych. Choć wzrost gospodarczy w ujęciu rok do roku był zgodny z prognozami analityków (3,2 proc.), to wyrównany sezonowo w relacji do I kwartału wyniósł tylko 0,6 proc., najmniej od I kwartału 2013 r. Ponadto w lipcu br. po raz pierwszy w najnowszej historii Polski miał miejsce spadek cen o 0,2 proc. rok do roku, co zwiększa szanse na poluzowanie polityki pieniężnej.

Jeżeli RPP obetnie stopy procentowe, oczywiście wpłynie to na wyniki całego sektora bankowego, w tym również na wyniki BGŻ. Cały sektor bankowy będzie musiał zaadresować ten temat i nie wiem jeszcze dokładnie, w jaki sposób banki to zrobią, bo to zależy od struktury bilansowej każdego banku. Uważam, że druga połowa roku będzie dużo trudniejsza niż pierwsza, co nie oznacza, że będzie duży spadek dochodowości lub zysku całego sektora bankowego – twierdzi Wancer.

W trudniejszym otoczeniu ekonomicznym Bank BGŻ planuje trzymać się kluczowych usług i produktów, dbając o wzrost wolumenów udzielanych kredytów oraz wzrost klientów. Zdaniem Wancera celem banku jest wzrost zrównoważony, który nie będzie zwiększał ryzyka w portfelu kredytowym.

Zwracamy również uwagę na stronę niszową naszej działalności, czyli na naszych klientów rolników i całą branżę spożywczą. Niewątpliwie współpraca z różnymi organizacjami unijnymi czy z BGK będzie bardzo ważnym bodźcem dla naszego rozwoju – ocenia prezes BGŻ.

Pierwsze 6 miesięcy 2014 r. było w jego ocenie bardzo udane, ponieważ udało się poprawić zysk netto o 31,5 proc. w ujęciu rocznym. Wynik odsetkowy w tym samym okresie wzrósł o 14,2 proc., z kolei wynik prowizyjny zwiększył się o 15,7 proc.

Bank BGŻ jest w czołówce banków pod względem dynamiki rozwoju. Opublikowano niedawno wyniki siedmiu banków giełdowych i czytając je, byłem bardzo mile zaskoczony, że znajdujemy się w tej grupie. Nasze wzrosty są takie same, albo i bardzo często przekraczają średnie dla tych siedmiu notowanych instytucji – wskazuje prezes BGŻ.

Grupa Azoty: Wyniki za 2014 r. będą na poziomie ubiegłorocznych. Priorytetem rozwój organiczny i przejęcia

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Azoty prowadzi rozmowy z bankami, które mają współfinansować program inwestycji o wartości 7 mld zł. Kolejnym priorytetem w strategii spółki do 2020 r. są przejęcia. Grupa wytypowała już 10 potencjalnych podmiotów do akwizycji. Azoty spodziewają się utrzymania wyników za 2014 r. na poziomie ubiegłego roku. To efekt dobrego drugiego kwartału  zysk netto grupy był niemal 40 proc. wyższy, niż prognozowali analitycy. 

Zaktualizowania strategia rozwoju Grupy Azoty na lata 2013-2020 zakłada m.in. zwiększanie skali działalności poprzez rozwój wewnętrzny, alianse, fuzje i akwizycje, zarówno w Polsce, jak i poza granicami kraju. Jeden z liderów rynku nawozów w UE pracuje także nad pogłębieniem integracji podmiotów Grupy oraz zmniejszeniem wrażliwości na zmiany kosztów energii oraz gazu ziemnego. W ramach rozwoju organicznego Azoty zdefiniowały 68 projektów inwestycyjnych, na które planowany budżet wynosi 7 mld zł w okresie ponad 6 lat.

Część z tych projektów jest już po decyzjach korporacyjnych i są one znane opinii publicznej i rynkowi. Wdrażanie już rozpoczęliśmy, ale część jeszcze jest w fazie koncepcyjnej. Na pewno zamierzamy to finansować w pierwszym etapie kredytem bankowym. Rozpoczęliśmy już konsultacje i w najbliższym czasie będziemy wchodzić w decydującą fazę rozmów z bankami – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Skolmowski, wiceprezes zarządu Grupy Azoty.

Producent nawozów i chemikaliów od dłuższego czasu rozgląda się za możliwościami przejęć, które wynikają m.in. z procesów prywatyzacyjnych w Europie.

Ze sporej liczby podmiotów potencjalnie możliwych do przejęcia wyselekcjonowaliśmy około dziesięciu, którym będziemy się na bieżąco przyglądać i które będą poddane szczegółowej analizie. Wszystkie projekty inwestycyjne są związane z naszą korową działalnością. Tutaj nie wykraczamy poza to, co do tej pory robiliśmy – wskazuje Andrzej Skolmowski.

Dzięki przejęciu kontroli nad spółką African Investment Group SA Grupa Azoty Police jako pierwsza z branży chemicznej zyskała dostęp do własnych surowców – fosforytów. Ma to przynieść w tym roku oszczędności na poziomie ok. 30 mln zł.

Projekt w Senegalu jest dwuetapowy. Oczywiście w pierwszej fazie to jest projekt wydobywczy realizowany zgodnie z harmonogramem, fosforyty płyną już do Polic. Natomiast analizujemy inne, potencjalne miejsca wydobywcze. Analizujemy, rozważamy wybudowanie wytwórni kwasu fosforowego na miejscu – mówi Skolmowski.

W II kwartale 2014 r. Grupa Azoty odnotowała 72,7 mln zł zysku netto, o 38,6 proc. więcej niż wynosiła średnia z prognoz analityków ankietowanych przez PAP. Wynik netto był jednak o 71,3 proc. niższy niż w II kwartale 2013 r.

Jesteśmy po pierwszym półroczu, ceny mamy niższe w podstawowych segmentach zarówno nawozów wieloskładnikowych, jak i nawozów azotowych. Spadek zarówno cen amoniaku, jak i mocznika jest w okolicach 13 proc. Najwyższy, jaki zanotowaliśmy, to 29-proc. spadek cen siarczanu amonu, który jest koproduktem w produkcji kaprolaktamu. Przewidujemy, że mimo wszystko drugie półrocze to będzie okres stabilny – ocenia wiceprezes Grupy Azoty. – Niewątpliwie segmentem, który decyduje o wynikach całej grupy zarówno od strony przychodowej, jak i wyników operacyjnych, jest segment nawozowy, szczególnie obszar nawozów saletrzanych azotowych. I to on będzie miał znaczący wpływ na to, jak zakończymy rok 2014.

FOR: MEN mógł naruszyć Prawo zamówień publicznych podczas prac nad rządowym podręcznikiem. Resort odpiera zarzuty

0

CEO Magazyn Polska

Rządowy podręcznik do klas pierwszych mógł powstać z naruszeniem Prawa zamówień publicznych oraz dobrych praktyk dotyczących finansów publicznych – oceniają eksperci Fundacji FOR. Podzielenie zamówienia na części, co obniżyło kwotę pojedynczego kontraktu poniżej progu wymagającego stosowania ustawy, to nadużycie – podkreśla ekspert ds. zamówień publicznych Łukasz Czaban. Ministerstwo Edukacji Narodowej odrzuca zarzuty i podkreśla, że działało na podstawie obowiązującego prawa.

Jeżeli jest to zamówienie publiczne – a definicja legalna tego pojęcia określona w ustawie PZP potwierdza, że jest to bezsporne – to jego udzielenie winno być poprzedzone stosowaniem ustawy Prawo zamówień publicznych – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Czaban, ekspert APEXnet. – Zamawiający nie może dzielić zamówienia w celu uniknięcia stosowania przepisów ustawy, a w tym przypadku moglibyśmy zamawianie każdej części z osobna właśnie tak zinterpretować.

Zawarte w art. 2 pkt 13 ustawy trzy warunki decydujące o tym, czy mamy do czynienia z zamówieniem publicznym zostały spełnione, więc jego udzielenie należało poprzedzić stosowaniem ustawy. Doszło tu bowiem do zawarcia umowy odpłatnej pomiędzy zamawiającym a wykonawcą, której przedmiotem jest usługa. Zdaniem Czabana udzielenie zamówienia powinno być poprzedzone postępowaniem w jednym z ośmiu przewidzianych w ustawie trybów , takich jak m.in. przetarg nieograniczony czy ograniczony, a być może nawet – przy wykazaniu ustawowych przesłanek – tryb z wolnej ręki.

Wyjątkiem od tego jest przypadek, kiedy wartość zamówienia jest odpowiednio niska. Od 16 kwietnia br. ustawa PZP ma zastosowanie od kwoty 30 tys. euro (ok. 125 tys. zł). Jak jednak wynika z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju, przygotowanego na podstawie danych uzyskanych z MEN, tekst podręcznika w zakresie edukacji matematycznej dla części 2-4 podręcznika został podzielony na osobne zamówienia obejmujące kolejne części. Wartość każdego z nich była niższa niż ustawowy próg.

Jest to nadużycie i absolutnie nie korzysta z jakiejkolwiek obrony. Stanowi o tym art. 32 ust. 2 ustawy Prawo zamówień publicznych, który mówi, że zamawiający nie może w celu uniknięcia stosowania przepisów dzielić zamówienia na części lub zaniżać jego wartości – podkreśla Czaban.

Zaznacza, że zgodnie z opinią prawną Urzędu Zamówień Publicznych istnieją trzy kryteria, według których zamówienie powinno być traktowane jako całość. Jest tak wtedy, gdy zamówienia dotyczą tego samego przedmiotu – a części tego samego podręcznika należy uznać za ten sam przedmiot – oraz wystąpi przy tym tożsamość czasowa i wykonawcza. Czaban zauważa, że wszystkie trzy warunki zostały w tym przypadku spełnione.

– W takiej sytuacji mielibyśmy do czynienia z jednym zamówieniem. Realizowanie go w takim razie w odrębnych postępowaniach, po to, żeby zejść tylko poniżej progu, który obligował zamawiającego do stosowania ustawy, byłoby naruszeniem przepisów – mówi ekspert.

Zgodnie z opinią FOR-u takie naruszenie PZP jest podstawą do unieważnienia kontraktu z autorkami podręcznika Marią Lorek i Barbarą Ochmańską. Każde z zamówień było warte ok. 45 tys. zł (poniżej progu 30 tys. euro), natomiast w rzeczywistości cały czteroczęściowy podręcznik to ponad 180 tys. zł netto. MEN podkreśla, że zamówienie zostało udzielone w trzech częściach (na opracowanie części tekstu autorskiego, na opracowanie części przyrodniczej i części matematycznej), ale broni się przed zarzutami o naruszenie ustawy PZP.

– Na dzień 16.06.2014 r wartość zamówienia na usługę opracowania autorskiego tekstu w zakresie edukacji matematycznej stanowi kwota uprawniająca do zastosowania art. 4 pkt 8 ustawy Prawo zamówień publicznych [czyli poniżej maksymalnej kwoty, do której nie trzeba stosować ustawy red.] – zapewnia w komentarzu przesłanym drogą e-mailową do Newserii Biznes Joanna Dębek, rzeczniczka prasowa MEN.

Analiza FOR-u wykazała także, że MEN rozpoczął przygotowania do opracowania rządowego podręcznika nie tylko zanim odpowiednia ustawa została przyjęta przez Sejm, lecz nawet zanim zaczęły się nad nią prace.

– To w kontekście dobrych praktyk oraz przepisów Ustawy o finansach publicznych, mogłoby budzić pewne wątpliwości, głównie jeżeli chodzi o celowość wydatku publicznego, natomiast z punktu widzenia samego Prawa zamówień publicznych wszczęcie takiej procedury przed uchwaleniem przez Sejm stosownej ustawy nie byłoby naruszeniem jej przepisów – ocenia Łukasz Czaban.

Joanna Dębek podkreśla jednak, że zlecenie opracowania koncepcji materiałów metodycznych związanych z rządowym podręcznikiem nie wymagało uchwalenia nowej ustawy. Podstawą do tego było rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 19 listopada 2009 r. w sprawie placówek doskonalenia nauczycieli. Dalsze działania były podejmowane już na podstawie znowelizowanej w lutym ustawy.

Ceny mieszkań w modnych kurortach zdecydowanie wyższe niż w stolicy

0

CEO Magazyn Polska

Nieruchomość w popularnej turystycznej miejscowości to spory wydatek. Za metr kwadratowy apartamentu w Juracie trzeba zapłacić średnio ponad 15 tys. zł, czyli prawie dwa razy więcej niż w Warszawie. Wyższe ceny niż w stolicy są również m.in. w Krynicy Morskiej czy Sopocie. Taka nieruchomość może jednak przynosić właścicielowi spore zyski z wynajmu.

Ceny nieruchomości w kurortach wakacyjnych, czyli nad morzem i w górach, są relatywnie wysokie. Często są wyższe niż w dużych miastach, jak Kraków czy Warszawa. Przykładem może być Jurata. Tam średnio za metr kwadratowy mieszkania, a w zasadzie apartamentu, trzeba zapłacić około 15 000 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Drogomirecki, ekspert serwisu nieruchomości Domy.pl.

Jak dodaje, średnia cena ofertowa w Juracie jest blisko dwa razy wyższa niż wynosi średnia za metr kwadratowy używanego mieszkania w Warszawie (8 292 zł) i ponad trzy razy wyższa niż w Lublinie (4 809 zł).

W innych miejscowościach nadmorskich, np. w Międzyzdrojach czy w Sopocie, ceny są również bardzo wysokie i oscylują w granicach 7-12 tys. zł za metr kwadratowy. Są to apartamenty przeznaczone stricte pod kątem wypoczynku wakacyjnego – dodaje Drogomirecki.

Wyższe niż w Warszawie i Krakowie są ceny lokali w Krynicy Morskiej i Helu. W tych miejscowościach średnie stawki, jakich oczekują sprzedający, wynoszą odpowiednio 9 389 zł i 9 021 zł za metr.

Wysokie ceny są również w górskich kurortach. W Zakopanem zdecydowana większość domów oferowana jest na sprzedaż za więcej niż 1 mln zł (średnia wynosi 1,6 mln zł). Podobnie jest w Szklarskiej Porębie oraz w Bukowinie Tatrzańskiej, nieco taniej w Karpaczu (800 tys. zł).

Na cenę nieruchomości w kurortach zdecydowanie większy wpływ ma lokalizacja, np. bliskość atrakcji czy popularnych szlaków turystycznych, niż np. stan lub powierzchnia obiektów. W większości ogłoszeń dotyczących sprzedaży domów jednorodzinnych w górskich miejscowościach podkreśla się komercyjny potencjał oferowanych obiektów, czyli perspektywę zysku z późniejszego wynajmu. Między innymi dlatego według Marcina Drogomireckiego ceny nieruchomości w miejscowościach atrakcyjnych turystycznie raczej będą szły w górę.

Popyt na tego typu nieruchomości będzie rósł w miarę bogacenia się naszego społeczeństwa. Konkretne miejsca, które na pewno będą cały czas cieszyły się zainteresowaniem zamożniejszych klientów, to przede wszystkim: Sopot, Jurata, Międzyzdroje, a także Zakopane. Również inne podobne miejscowości, o zbliżonym charakterze, jak Karpacz czy Krynica Górska, będą w cenie – wymienia ekspert.

Jak zaznacza, przy analizie cen mieszkań w miejscowościach nadmorskich, żyjących głównie z turystyki, trzeba pamiętać, że na wysokość stawek istotny wpływ mają oferty z najwyższej półki. Są to najczęściej nowoczesne apartamentowce budowane z myślą nie o lokalnych nabywcach, lecz przede wszystkim o zamożnych mieszkańcach z całego kraju i zza granicy.

Często taki zakup to spełnienie marzeń osób, które stać na taką nieruchomość. Z drugiej strony może być atrakcyjny jako lokata kapitału lub też źródło zysków z wynajmu tej nieruchomości. Apartament nad morzem czy w górach może przynosić wymierny dochód – podkreśla Drogomirecki.

Tylko 30 proc. Polek po 55. roku życia pracuje zawodowo

CEO Magazyn Polska

Tylko jedna trzecia Polek po ukończeniu 55. roku życia kontynuuje karierę zawodową. Zdaniem psychologów winę za tę sytuację ponosi przede wszystkim stereotypowe postrzeganie kobiet w tym wieku przez polskie społeczeństwo. Dla większości ludzi starsza kobieta to osoba bierna, niechcąca się rozwijać zawodowo, marząca o szybkiej emeryturze i opiekowaniu się wnukami.

W Polsce stale zwiększa się populacja kobiet i mężczyzn powyżej 50. roku życia, wskaźnik zatrudnienia w tej grupie wiekowej pozostaje jednak niski. Dotyczy to zwłaszcza kobiet. Z danych Eurostatu wynika, że w trzecim kwartale 2013 roku pracowało 52,4 proc. mężczyzn w wieku 55-64 lat i tylko 31,5 proc. kobiet.

Życie zawodowe kobiet po pięćdziesiątce wygląda zupełnie inaczej niż naszych mam i babć. Teraz są one czynne zawodowo. Rząd zdecydował, że mamy pracować do 67. roku życia i my chcemy pracować, chcemy mieć prawo do promocji, a nawet do rozpoczęcia nowego życia, jeżeli komuś wcześniejsze się nie udało – mówi Katarzyna Czajka, pomysłodawczyni projektu „Miss po pięćdziesiątce”, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Psychologowie przekonują natomiast, że 50. rok życia może być bardzo dobrym momentem w zawodowym życiu kobiet. Ten etap życia określają mianem „okresu pustego gniazda” – z domu odchodzą dorosłe dzieci i kobieta ma więcej czasu na inne aktywności, zwłaszcza realizację zawodową. Coraz więcej Polek w tym wieku rozpoczyna działalność społeczną, decyduje się na studia podyplomowe lub kursy podnoszące kwalifikacje zawodowe. Polskie Uniwersytety Trzeciego Wieku zrzeszają 25 tysięcy słuchaczy, z czego większość stanowią kobiety.

Chcemy zmienić stereotyp myślenia o kobietach po pięćdziesiątce jako seniorkach. My nie jesteśmy seniorkami, jesteśmy nowoczesnymi, dynamicznymi kobietami, które mogą teraz realizować swoje pasje, marzenia, kompletnie zmienić swoje życie, rozpocząć zupełnie nową drogę zawodowąWiele kobiet zostało zwolnionych z pracy przy wymianie pokoleniowej i nie mają co ze sobą zrobić. Są postrzegane przez społeczeństwo jako starsze panie, które powinny pielić ogródki, niańczyć wnuki, robić na drutach i usunąć się w cień – mówi Katarzyna Czajka.

Zdaniem psychologów właśnie Uniwersytety Trzeciego Wieku pomagają zmienić stereotypowy sposób postrzegania starszych kobiet jako osób biernych, zajętych opieką nad wnukami i oglądaniem seriali telewizyjnych. Zmieniają także ogólnie przyjęte w społeczeństwie przekonanie, że po 50. pewnych rzeczy nie wypada już robić. Zmianę stereotypowego patrzenia na pozycję i rolę starszych kobiet w społeczeństwie ma też na celu pierwszy ogólnopolski konkurs „Miss po pięćdziesiątce”. Jedną z kandydatek do tytułu jest tancerka i choreografka Krystyna Mazurówna, która w ten sposób chce pokazać, że nawet mimo 75 lat można pozostać kobietą aktywną zawodowo i pełną pasji.

Szukamy kobiety etycznej, życzliwej, działającej dobroczynnie. Szukamy kobiety tolerancyjnej, przedsiębiorczej, pełnej gracji, fotogenicznej, czyli ideału, ale myślę, że wśród kandydatek wiele jest takich pań, tylko my o tym jeszcze nie wiemy – mówi Katarzyna Czajka.

Jest to projekt, który ma na celu wyłonić kobiety, które mogłyby być wzorem do naśladowania. Organizatorzy chcą też zwrócić uwagę na problem wykluczenia zawodowego kobiet powyżej 50. roku życia, syndromu „pustego gniazda” i związanego z nimi spadku samooceny. Półfinały będą miały miejsce 7 września, natomiast finał konkursu odbędzie się 12 października w Warszawie. Podczas Gali Finałowej odbędzie się akcja charytatywna, z której dochód przeznaczony zostanie na wsparcie aktywizacji zawodowej i społecznej kobiet po pięćdziesiątce. W jury konkursu zasiadają między innymi: Małgorzata Kalicińska, Muniek Staszczyk, Alicja Węgorzewska i Andrzej Supron.