Zagraniczni kierowcy często łamią przepisy na polskich drogach

0

CEO Magazyn Polska

W ciągu trzech miesięcy działania unijnego systemu wymiany informacji o wykroczeniach drogowych do Polski trafiło blisko 25 tys. zapytań od zagranicznych służb. Rośnie także ściągalność karnych płatności od obcokrajowców przyjeżdżających do Polski. Krajowy Punkt Kontaktowy wystosował do zagranicznych służb 700 zapytań o właścicieli samochodów, którymi złamano przepisy.

Z pierwszych danych wynika, że skala wykroczeń drogowych popełnianych przez obcokrajowców w naszych kraju jest duża.

– System działa jeszcze zbyt krótko, byśmy mogli mieć pełne statystyki – wyjaśnia Łukasz Majchrzak, rzecznik Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. – Już teraz jednak można powiedzieć, że odsetek kierowców zagranicznych, którzy przekraczają prędkość w Polsce i są rejestrowani przez fotoradar, jest spory i wynosi od kilkunastu do nawet 20 procent. Nie bez znaczenia jest też zapewne fakt, że Polska jest krajem tranzytowym o dużym natężeniu ruchu.

Od końca kwietnia tego roku w Polsce obowiązuje unijna dyrektywa o transgranicznej wymianie informacji na temat właścicieli pojazdów. Oznacza to dużo łatwiejszy przepływ danych pomiędzy służbami krajów unijnych, co sprzyja ściągalności mandatów za wykroczenia drogowe popełnione poza krajem zamieszkania.

Inspekcja Transportu Drogowego jest jednym z podmiotów uprawnionych do tego, aby występować z zapytaniami o to, kto jest właścicielem pojazdu zarejestrowanego w innym państwie Unii Europejskiej – wyjaśnia Łukasz Majchrzak. – Analogicznie inne kraje również mają możliwość wglądu do polskiej bazy danych i ustalenia, kto jest właścicielem pojazdu, którym złamano przepisy drogowe.

Dotychczas przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi krajami był utrudniony, a kierowcy ukarani poza krajem zamieszkania często pozostawali bezkarni. Nowe przepisy zostały wprowadzone w Unii już w ubiegłym roku, Polska wdrożyła je jednak dopiero pod koniec kwietnia. Informacje i zapytania o właścicieli pojazdów przechodzą przez Krajowy Punkt Kontaktowy, działający w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W ciągu trzech miesięcy od uruchomienia w Polsce systemu, trafiło do niego ponad 25 tys. zapytań od zagranicznych służb. Do większości tych osób trafi wezwanie do zapłaty za popełnione wykroczenie.

Kierowca popełniający wykroczenie w jednym z krajów unijnych musi liczyć się teraz z tym, że zapłaci mandat zgodnie z taryfą obowiązującą w państwie, w którym został ukarany. Różnice pomiędzy stawkami są duże – przykładowo najwyższy mandat we Francji wynosi w przeliczeniu na złote ok. 6 tys. zł, w Austrii nawet ok. 10 tys. zł.

Dyrektywa pozwala na szybkie ustalenie tożsamości właściciela pojazdu – mówi Łukasz Majchrzak. – Dalsze postępowanie jest już jednak prowadzone na podstawie przepisów krajowych. Obcokrajowcy łamiący przepisy na naszych drogach będą obciążani zgodnie z polskimi przepisami i taryfikatorem mandatów. Jeżeli kierowca nie zapłaci, nasz sąd orzeknie grzywnę, a tę ściągnie komornik w kraju zamieszkania osoby ukaranej.

W nagłych wypadkach przełożony może przerwać pracownikowi urlop

CEO Magazyn Polska

Pracodawca ma prawo w każdej chwili przerwać pracownikowi wakacje. Może to jednak zrobić tylko w określonych prawem przypadkach. Jeśli zatrudniony przez wyjazdem nie poda numeru telefonu, pod którym będzie dostępny, nie powinien ponieść za to konsekwencji.

– Nawet jeżeli pracownik przebywa na wakacjach, jest zobligowany do wykonywania polecenia pracodawcy – przypomina Marta Kosakowska z kancelarii TGC Corporate Lawyers. – Pracodawca może zażądać przerwania urlopu. W takiej sytuacji zatrudniony powinien wykonać polecenie przełożonego i powrócić na swoje stanowisko pracy.

Na takie polecenie prawo nakłada jednak ograniczenia. Żądanie przerwania urlopu może zostać wydane tylko w sytuacji, gdy obecność pracownika jest „bardzo potrzebna”, nie ma możliwości zastąpienia go inną osobą bądź wystąpiło zagrożenie wstrzymania związanej z wykonywaną przez zatrudnionego pracą działalności firmy. Ponadto sytuacja, która się wydarzyła, musi być nagła, pilna, niemająca miejsca w momencie rozpoczęcia urlopu przez pracownika i taka, której nie można było wcześniej przewidzieć.

– W praktyce oznacza to, że odwołanie z urlopu może nastąpić choćby w przypadku awarii czy niespodziewanej kontroli organów nadzorczych, podczas której obecność przebywającego na wakacjach zatrudnionego jest konieczna – wskazuje Marta Kosakowska.

Jeżeli na wezwanie przełożonego pracownik wróci do firmy, pracodawca musi zwrócić mu wszelkie koszty, które zostały przez zatrudnionego poniesione w związku z wcześniejszym powrotem do pracy i przerwaniem wypoczynku. Mogą to być wydatki na rezerwację, noclegi, bilety itp. Ponadto jest on również zobligowany do pokrycia kosztów, które pracownik poniósł w związku z tym, że z urlopu musiała powrócić także jego rodzina. Podobne obowiązki spoczywają na pracodawcy w przypadku odwołania wcześniej udzielonego, ale jeszcze nie rozpoczętego urlopu.

Niewykonanie polecenia powrotu jest ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracowniczych. Jego skutkiem może być nałożenie przewidzianej w regulaminie firmy kary porządkowej bądź daleko idące, ustawowe konsekwencje w postaci zastosowania na przykład rozwiązań przewidzianych w art. 52, czyli popularnej dyscyplinarki. Przepisy jednak nie nakładają na pracownika obowiązku podawania numeru telefonu, pod którym będzie przebywał podczas przerwy urlopowej, ani wskazania miejsca wyjazdu.

– Ogólnie zatrudniony nie ma podstaw i prawa, żeby odmówić i powiedzieć, że z urlopu nie wróci. Jeśli jednak pracodawca nie dodzwoni się do pracownika, zatrudniony nie może ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji – mówi przedstawicielka TGC Corporate Lawyers.

Niekiedy pracodawca może przed urlopem poprosić pracownika o pozostawienie kontaktowego numeru telefonu. Dotyczy to często osób piastujących kierownicze stanowiska czy też inne kluczowe dla całej organizacji.

– W takiej sytuacji zatrudniony ma obowiązek odebrania połączenia – mówi Kosakowska. – Niewywiązanie się z tego obowiązku może być uznane za poważne naruszenie czy nawet złamanie zasad prawa pracy.

Zasadniczo jednak zdaniem przedstawicielki TGC Corporate Lawyers pracodawcy wiedzą, że prawo do urlopu i odpoczynku jest podstawowym przywilejem pracownika i tak naprawdę na nich spoczywa obowiązek zorganizowania pracy w zakładzie w taki sposób, aby odwołanie zatrudnionych z urlopów nie było konieczne.

– Jeżeli pracownik wykonuje standardowe obowiązki bądź w jego dziale jest kilka osób na podobnych stanowiskach, to pracodawca powinien tak ustalić tok pracy zespołu, aby działalność firmy w sezonie urlopowym toczyła się bez przeszkód – mówi Kosakowska. – Jeśli zdarzy się awaria, kontrola czy inne, niespodziewane wydarzenie, wtedy może zastąpić przebywającego na wakacjach pracownika innym.

Studenci: programy studiów są ubogie w edukację praktyczną

57% studentów uważa, że program studiów w niewystarczającym stopniu uwzględnia obowiązkowe staże i praktyki jako element edukacji praktycznej – wynika z badania opinii studentów przeprowadzonego w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami (PSZK).

Młodzi ludzie odnoszą się w sposób sceptyczny do liczby obowiązkowych staży i praktyk uwzględnianych w programie studiów. Aż 57 proc. z nich uważa, że programy studiów w niewystarczającym stopniu kładą nacisk na edukację praktyczną. Potwierdzają to ubiegłoroczne wyniki badania opinii studentów prowadzone przez PSZK – wówczas 34 proc. ankietowanych wskazało, iż studia nie przygotowują ich do podjęcia pierwszej pracy. – Cieszy nas fakt, że nie tylko pracodawcy dostrzegają problem niewystarczającego praktycznego przygotowania studentów do podjęcia zawodu po zakończeniu nauki na danym kierunku. Młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi wymagań firm i chcą kształcić się, uwzględniając potrzeby rynku pracy. W coraz większym stopniu zdają też sobie sprawę, że staż czy praktyka to jedno z najskuteczniejszych narzędzi edukacji praktycznej stanowiące efektywny początek drogi zawodowej – komentuje Wiesława Czarnecka-Stańczak, Dyrektor ds. Zarządzania Personelem z firmy Siemens.

Badanie opinii studentów zrealizowane zostało w czerwcu br. w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”, a jego celem było poznanie stanowiska młodych ludzi na temat staży i praktyk, ich preferencji dotyczących współpracy z pracodawcami oraz aktywności podczas studiów. W badaniu wzięło udział 1661 studentów z 81 uczelni wyższych, znajdujących się w 22 miastach Polski, w tym w największych ośrodkach akademickich. Wyniki badania są dostępne na stronie www.stazeipraktyki.pl.

Negocjowanie stawek depozytów bankowych dla firm od kuchni

Nie od dziś powszechnie znane są stwierdzenia że „pieniądz musi pracować” i „pieniądz robi pieniądz”. Jakkolwiek groteskowo by to brzmiało, stwierdzenia te bardzo dokładnie oddają rzeczywistość panującą w świecie finansów. Bardzo dobrze obrazują także cykl kreacji, czyli pomnażania wartości pieniądza. Oczywiście uwzględniając fakt, że aby nabyć pieniądz, musimy za niego zapłacić – tak samo jak w przypadku nabywania innych dóbr czy usług.

Nasuwa się wobec tego pytanie, ile kosztuje nasz pieniądz i co zrobić aby „pracował” on efektywnie. Przywołując tu analogię do pracownika zatrudnionego w przedsiębiorstwie, można śmiało stwierdzić, iż wspomniany pracownik będzie pracował tak efektywnie, jak efektywnie będzie zarządzany przez swojego managera. Podobnie będzie w przypadku gospodarowania gotówką. Jeżeli ulokujemy ją w mało efektywnym miejscu, być może będzie ona „pracowała” – tylko niestety nie dla nas.

Firma versus dealer depozytowy
Istnieje wiele form zarządzania nadwyżkami pieniężnymi, a oferta instytucji finansowych jest bardzo bogata. Często jednak – z braku wiedzy, doświadczenia lub po prostu czasu – decydujemy się na standardowe i powszechne rozwiązania, np. depozyt bankowy. Warunki depozytów, jakkolwiek bardzo różne, pozostawiają wśród klientów pewien niedosyt. Szczególnie w środowisku historycznie niskich stóp procentowych. Reagując na tę sytuację, część klientów banków decyduje się na indywidualne negocjowanie stopy procentowej. Tu zaczynają się schody, bo w wyspecjalizowanych komórkach bankowych, jak np. departament skarbu, pracują specjaliści w tej materii. Tylko nielicznym klientom udaje się więc wynegocjować korzystny kurs. Często nawet okazuje się, iż ten wynegocjowany jest niższy od oferty innego depozytariusza.

Dlaczego oferty banków tak bardzo różnią się od siebie?
Dealer depozytowy, który negocjuje stawkę, uzależnia oprocentowanie od kilku czynników: kwoty depozytu, czasu na jaki klient deklaruje oddanie środków, waluty w której deponowane są środki, ale również szeregu produktów, z których klient korzysta i na których bank również zarabia. Ponadto stawki depozytowe, którymi dysponuje dealer, tworzone są w oparciu o zarządzanie płynnością banku. Mogą zmieniać się one nawet kilka razy dziennie w zależności od sytuacji rynkowej. Pamiętajmy, iż bank musi zadbać między innymi o to, aby ilość środków przyjętych w depozyt pokryła potrzeby kredytowe innych klientów, którzy w danym momencie gotówki potrzebują. Na potrzeby takich operacji wykorzystywane są między innymi rynkowe stawki WIBOR i WIBID. Ostateczna stawka, jaką oferuje bank, jest jednak determinowana stopą rezerwy obowiązkowej, stanem bilansowym banku oraz jego bieżącymi potrzebami płynnościowymi. To ta wartość w istotnym stopniu wyznacza ostateczny wynik depozytu oraz tworzy bazę do jego negocjacji. Każdy bank ma różnych klientów, różne aktywa oraz różny wynik finansowy dlatego ostateczna oferta nie może być identyczna.

W praktyce zdarza się również coś w rodzaju „wojny depozytowej”, kiedy bardziej płynne banki gromadzą depozyty – nawet przepłacając za nie tak, aby środki nie znalazły się w posiadaniu konkurencji.

Więcej dla banku, mniej dla klienta
Bank przyjmując nasze środki w depozyt oczywiście chce na nich zarobić. Im niższe oprocentowanie w stosunku do wspomnianej bazy otrzyma klient, tym wyższą marżę zatrzyma bank. Jeżeli za bazę przyjmiemy np. jednomiesięczny WIBID, to różnica między otrzymaną stawką depozytową a wartością bazy będzie w uogólnieniu marżą banku. Zdecydowanie łatwiej jest wyobrazić sobie przybliżony przychód banku w momencie kiedy nasze środki deponowane są na nieoprocentowanych rachunkach bieżących.

Powyższy przykład to jedynie początek przychodu banku. Wspomniany depozyt przecież dalej „pracuje”, np. w postaci kredytu zdecydowanie wyżej oprocentowanego aniżeli otrzymał klient, który go zdeponował. Wówczas przychody z obrotu pieniądzem powiększają swoją wartość – jednak na tym etapie już tylko dla banku. Naszą zapłatą za pieniądz pozostaje jedynie oprocentowanie wynegocjowane z dealerem.

Produkty asset management wypierają lokaty dla firm
Znając powyższe mechanizmy tworzenia depozytów bankowych i ich negocjacji, powielania procesów oraz związane z tym koszty coraz częściej determinują do rozpatrzenia innych możliwości. Przede wszystkim firmy i instytucje podpatrują, jak radzą sobie w tej materii nasi zachodni sąsiedzi. Tam tego typu procesy dużo efektywniej sprawdziły się w momencie zlecania ich wyspecjalizowanym firmom zarządzającym aktywami, których zadaniem jest dbać o efektywną pracę pieniądza. Dlatego również w Polsce coraz powszechniejszą alternatywą dla standardowych depozytów stają się fundusze pieniężne, ale również „szyte na miarę” produkty asset management zarządzane przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych.

Fundusze pieniężne oraz asset management ułatwiają wiele procesów związanych z efektywną pracą pieniądza, jakie pojawiają się na etapie codziennego zarządzania przedsiębiorstwem jak blokowanie środków na określony termin, monitorowanie ceny pieniądza, negocjacje z bankami, raportowanie i każdorazowa analiza kondycji finansowej instytucji, której powierzamy nasz kapitał.

Zapewniające dzienny dostęp do środków, korzyści podatkowe, dużą alokację ryzyka, ale również przewyższającą depozyty rentowność – produkty asset management coraz częściej są nieodłącznym narzędziem dyrektorów finansowych w zarządzaniu nadwyżkami finansowymi. Szczególnie w odniesieniu do tej części gotówki, która niejednokrotnie zalega na rachunkach bieżących z powodu trudności w określeniu terminu jej wykorzystania.

Adam Wolski – Dyrektor Regionalny ds. Klientów Instytucjonalnych w Union Investment TFI

TAURON Polska Energia: 295 mln zł na OZE i rozwój infrastruktury energetycznej

TAURON Polska Energia podpisał z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym (EBI) umowę kredytową o wartości 295 mln zł (około 71 mln euro) na realizację inwestycji w obszarach energetyki odnawialnej oraz dystrybucji energii. Projekt ma zakończyć się do końca 2016 roku.

Środki pozyskane z kredytu EBI Grupa TAURON wykorzysta na rozbudowę sieci dystrybucyjnych (m.in. na budowę około 11 tys. nowych przyłączy) i modernizację dotychczasowej infrastruktury. Działania te pozwolą przede wszystkim na przyłączanie nowych klientów (instytucji publicznych, klientów indywidualnych oraz przedsiębiorstw) do istniejącej sieci dystrybucyjnej. W ramach projektu TAURON będzie również wdrażać pilotażowy program inteligentnego opomiarowania, którego celem jest zastosowanie technologii ułatwiających zarządzanie danymi jak również zapewnienie przepływu informacji między klientami i dostawcami energii. Środki pozyskane z EBI pozwolą również na modernizację kilku elektrowni wodnych Grupy TAURON, dzięki czemu zwiększą się ich możliwości produkcyjne i wrośnie efektywność operacyjna.

– Europejski Bank Inwestycyjny to nasz wieloletni partner. Finansowanie pozyskane z EBI pozwala nam nie tylko uzyskać środki finansowe na preferencyjnych warunkach w porównaniu do tych oferowanych przez banki komercyjne, ale także o dłuższym terminie zapadalności długu. Korzystne warunki finansowania oferowane przez EBI to również zachęta dla Grupy TAURON do dalszego podejmowania inwestycji oraz zwiększania efektywności energetycznej – mówi Krzysztof Zawadzki, wiceprezes zarządu ds. ekonomiczno-finansowych TAURON Polska Energia.

– Celem EBI, banku Unii Europejskiej, jest między innymi promowanie konkurencyjnych i bezpiecznych dostaw energii oraz wspieranie efektywności energetycznej i zwiększonego wykorzystania energii ze źródeł odnawialnych. Jesteśmy w związku z tym szczególnie zadowoleni z zawarcia umowy z TAURONEM, gdyż projekt ten zapewni bezpieczeństwo dostaw energii dla nowych klientów poprzez rozbudowę sieci energetycznej spółki oraz zastosowanie inteligentnego opomiarowania zgodnie z wymogami UE dotyczącymi wspierania rozwoju inteligentnych sieci. Wraz z innymi projektami wcześniej sfinansowanymi przez bank w Polsce, inwestycja ta stanowi ważny krok w kierunku zwiększenia produkcji energii ze źródeł odnawialnych w Europie. Kredyt EBI potwierdza jednocześnie zaangażowanie banku w modernizację polskiego sektora energetycznego, która jest niezbędna do pomyślnego rozwoju gospodarczego kraju – mówi László Baranyay, wiceprezes EBI odpowiedzialny za kredyty w Polsce.

Umowa o wartości 295 mln złotych to już czwarty kontrakt podpisany przez obu partnerów. Do tej pory bank udostępnił TAURONOWI trzy pożyczki o łącznej wartości 1,4 mld zł na wsparcie inwestycji w sektorze energetycznym w Polsce, m.in. takich jak budowa nowego bloku energetycznego opalanego biomasą w Elektrowni Jaworzno III.

UOKiK zgodził się na dokonanie pięciu przejęć firm

0

Traffic Club przejmie Matras, Papaq – spółki Praktikera, Braindour – Przedsiębiorstwo Górnicze Silesia, Glaspin – Libet, a Shanghai Prime Machinery – Nedfast. Zgodę na te koncentracje opublikował 14 sierpnia 2014 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zezwolił na przejęcie przez spółkę Nowe Powierzchnie sieci księgarni Matras. Właściciel Nowych Powierzchni sprawuje kontrolę m.in. nad spółką Traffic Club, która zajmuje się hurtową sprzedażą m.in. książek, prasy i nagrań muzycznych, a do ubiegłego roku prowadziła handel detaliczny w salonach. Spółka Matras jest m.in. właścicielem sieci księgarń działających na terenie całej Polski, prowadzi także sklep internetowy i hurtownie wydawnicze. Nowe Powierzchnie przejmą udziały w Matras od globalnej grupy kapitałowej SEAF.

Dzięki zgodzie UOKiK szwajcarska spółka Papag przejmie kontrolę nad spółkami Praktiker Polska i Praktiker Real Estate Polska. Praktiker Polska jest właścicielem ogólnopolskiej sieci hipermarketów budowlanych. Natomiast Praktiker Real Estate Polska nie prowadzi obecnie żadnej działalności, jednak zgodnie ze statutem ma się zajmować wznoszeniem budynków. Papag zakupi udziały w przejmowanych przedsiębiorstwach od syndyka masy upadłościowej niemieckich spółek Baumarkt Praktiker International i Baumarkt Praktiker Grundstucksbeteiligungsgeselschaft.

Braindour Development Limited z Cypru otrzymała zgodę na przejęcie kontroli nad Przedsiębiorstwem Górniczym Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Przejmowany przedsiębiorca zajmuje się wydobyciem i sprzedażą węgla kamiennego. Obecnie Silesia należy do czeskiej grupy kapitałowej EPH, na czele której stoi Energetický a Prümyslowý Holding w Brnie.

Kolejna decyzja dotyczy cypryjskiej spółki Glaspin Consultants, która uzyskała akceptację dla przejęcia kontroli nad wrocławskim przedsiębiorstwem Libet, zajmującym się m.in. produkcją i sprzedażą kostki brukowej. Obecnie Libet jest kontrolowany przez IAB Financing z Luksemburga.

Zgodę UOKiK na dokonanie koncentracji uzyskała też chińska Shanghai Prime Machinery Company, która będzie mogła przejąć kontrolę nad Nedfast Investment z Holandii. Obaj przedsiębiorcy zajmują się produkcją elementów złącznych (np. sworznie, śruby, nakrętki). Przejmowana spółka należy obecnie do grupy kapitałowej Nedschroef, której produkty są wykorzystywane m.in. przez przedsiębiorstwa motoryzacyjne działające na terenie Polski.

Według urzędu przejęcia nie będą miały negatywnego wpływu na poziom konkurencyjności na rynku.

FAM GK przejmie 4 spółki zależne Partnerstwo Kapitałowe Sp. z o.o., Mag-Bud Inwestycje Sp. z o.o., Molke Sp. z o.o. i PWR Investment Sp. z o.o.

0

FAM GK uprości strukturę grupy kapitałowej. Chce zwiększyć jej efektywność finansową.

Zarządzający grupą kapitałową FAM zadecydowali 13 sierpnia br. o połączeniu spółek zależnych z FAM GK, która przejmie firmy w 100 proc. zależne od niej: Partnerstwo Kapitałowe Sp. z o.o., Mag-Bud Inwestycje Sp. z o.o., Molke Sp. z o.o. i PWR Investment Sp. z o.o. – poinformowała FAM GK w komunikacie.

Celem połączenia FAM GK i spółek przejmowanych jest restrukturyzacja kosztów funkcjonowania grupy kapitałowej FAM GK, uproszczenie jej struktury kapitałowej, a także zwiększenie jej efektywności finansowej – wyjaśnia wrocławska spółka w komunikacie.

Połączenie zostanie zrealizowane przez przeniesienie całego majątku spółek przejmowanych na FAM GK.

FAM GK działa w przemyśle cynkowniczym i konstrukcji przemysłowych.

PKP Energetyka podpisała pierwszą umowę na sprzedaż gazu z Przedsiębiorstwem Energetycznym w Siedlcach Sp. z o.o.

Kontrakt zakłada zakup przez PEC Siedlce ok. 50 mln m3 gazu i poszerza dotychczasową współpracę spółek na zasadach synergii.

– Dzięki dobrej ofercie, w krótkim czasie od wejścia na rynek gazu udało nam się pozyskać znaczącego klienta. Wypracowaliśmy nowoczesny model współpracy oparty na kilku płaszczyznach biznesowych, dzięki czemu kontrakt z PEC Siedlce jest korzystny dla obu stron. Tak duży kontrakt pozwala nam mocnym akcentem zaznaczyć swoje wejście na liberalizujący się rynek błękitnego paliwa w Polsce – powiedział członek zarządu PKP Energetyka, Wojciech Szwankowski.

Dzięki umowie, gaz sprzedawany przez PKP Energetyka będzie przetwarzany w elektrociepłowni gazowej PEC na ciepło i energię elektryczną. Energia zostanie następnie odsprzedana PKP Energetyce, którą spółka będzie dystrybuować na korzystnych warunkach do swoich klientów końcowych. Przedsiębiorstwo Energetyczne w Siedlcach dodatkowo korzysta również z usług elektroenergetycznych PKP Energetyka. Taki model współpracy pozwala uzyskać efekt synergii bardzo korzystny dla obu spółek.

– W latach 2010-2012 sprzedaliśmy spółce PKP Energetyka 239 GWh energii elektrycznej. Teraz wznawiamy współpracę, jednocześnie poszerzając jej zakres. Zakupiony gaz pozwoli nam rozwinąć działalność i zwiększyć efektywność produkcji energii elektrycznej i ciepła. Przy wyborze oferty kierowaliśmy się elastycznym podejściem wobec naszych potrzeb oraz konkurencyjnymi warunkami. Nie bez znaczenia były również bardzo dobre relacje wypracowane podczas wcześniejszej współpracy – oznajmił Prezes Zarządu PEC, Krzysztof Figat.

Gaz od PKP Energetyka zostanie wykorzystany do produkcji ciepła i energii elektrycznej przez największą inwestycję Przedsiębiorstwa Energetycznego w Siedlcach – rozbudowaną elektrociepłownię gazową. W efekcie PEC Siedlce znajdzie się w szeregu znaczących producentów energii elektrycznej w kraju. Jej uruchomienie wpłynie również na poprawę czystości powietrza w regionie, ponieważ w procesie wytwarzania ciepła ilość wykorzystywanego dotychczas węgla zostanie znacznie ograniczona.

BM Reflex: Bez podwyżek cen paliw do końca wakacji

Wyhamowały wzrosty cen autogazu, tanieje benzyna i olej napędowy.

Praktycznie od początku lipca na krajowych stacjach paliw w skali tygodnia obserwujemy symboliczne obniżki. Podobnie sytuacja wyglądała w mijającym tygodniu. Benzyna Pb95 i olej napędowy potaniały średnio 1 gr na litrze do poziomów odpowiednio 5,40 i 5,27 zł za litr – wynika z analizy BM Reflex.

Dodatkowo wyhamowały podwyżki cen autogazu i w ubiegłym tygodniu paliwo to podrożało średnio już tylko 2 gr na litrze, czyli do poziomu 2,66.

Tegoroczne wakacje są kolejne, po roku 2010, kiedy obserwujemy spadek cen. W sumie od końca czerwca tego roku benzyna Pb95 i olej napędowy potaniały średnio około 10 gr/l. Natomiast w tym samym okresie 22 gr/l podrożał autogaz. Obecnie w kraju za litr benzyny Pb95 płacimy średnio 17 gr/l mniej niż przed rokiem. Z kolei ponad 27 gr/l w skali roku tańszy jest diesel. Niestety ceny autogazu są 37 gr/l wyższe niż przed rokiem, ale nadal 51 proc. niższe od cen benzyny Pb95 – wyjaśniają autorzy raportu.

Do końca wakacji sytuacja na stacjach paliw nie powinna ulec zmianie, a poziom cen najprawdopodobniej pozostanie stabilny, biorąc pod uwagę niewielką zmienność cen hurtowych w ostatnich dniach.

GDDKiA: Częściowo ulepszoną trasą Gdańsk-Szczecin pojedziemy w 2018 r.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetargi na trzy odcinki trasy S6.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetargi na zaprojektowanie i budowę trzech odcinków trasy łączącej Szczecin i Gdańsk, czyli drogi ekspresowej S6.

Przetargi powinny zostać rozstrzygnięte w I połowie przyszłego roku, a gotową drogą powinniśmy pojechać w roku 2018  –  podała GDDKiA w komunikacie.

Odcinki znajdują się w województwie zachodniopomorskim i mają łączną długość 63,4 km. Obecna trasa to droga jednojezdniowa. Po przebudowie będzie to droga dwujezdniowa po dwa pasy ruchu w każdą stronę. Według dyrekcji, czas przejazdu tą trasą ma skrócić się o ok. 40 minut.

Drogi, które zostaną wyremontowane to: od Goleniowa do początku obwodnicy Nowogardu, od końca obwodnicy Nowogardu do końca obwodnicy miasta Płoty, oraz od węzła Ustronie Morskie do początku obwodnicy Koszalina i Sianowa. Trasy nie będą się pokrywać w całości z istniejącymi drogami.

Kryteriami wyboru ofert ma być w 90 proc. cena, w 5 proc. termin realizacji i w 5 proc. gwarancja od 5 do 10 lat. Czas realizacji projektów w formule zaprojektuj i buduj będzie wynosił od 34 do 37 miesięcy, w tym 15 miesięcy będzie na prace projektowe i uzyskanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej. Z czasu realizacji prac budowlanych wyłączane będą okresy zimowe od 15 grudnia do 15 marca.

Odcinek drogi ekspresowej S6 pomiędzy Goleniowem a Koszalinem i Sianowem wraz z obwodnicą tych miast został podzielony łącznie na 7 odcinków realizacyjnych. Trasa łącznie ma prawie 140 kilometrów.

Do końca sierpnia planowane jest ogłoszenie przetargów na zaprojektowanie i budowę pozostałych trzech odcinków S6, budowę obwodnicy Koszalina i Sianowa – wyjaśnia GDDKiA.

NBP: Inflacja bazowa bez energii i żywności 0,4 proc.

Po wyłączeniu cen energii i żywności, w Polsce nie mamy deflacji.

Inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła w lipcu 0,4 proc. r/r. To o 0,6 pkt proc. niżej niż w czerwcu – podał Narodowy Bank Polski w komunikacie.

Inflacja bazowa po wyłączeniu cen podlegających kontroli państwa wyniosła -0,4 proc. Miesiąc wcześniej było to -0,1 proc.

Jak wskazuje NBP, inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii jest wskaźnikiem często używanym przez analityków ze względu na brak czynników zewnętrznych i nieprzewidywalnych.

Pokazuje on ruch cen, na które polityka pieniężna prowadzona przez bank centralny ma relatywnie duży wpływ. Ceny energii (w tym paliw) ustalane są bowiem nie na rynku krajowym, lecz na rynkach światowych, czasem również pod wpływem spekulacji. Ceny żywności w dużej mierze zależą m.in. od pogody i bieżącej sytuacji na krajowym i światowym rynku rolnym – tłumaczy NBP w komunikacie.

Polsko-tajwańska wymiana handlowa – raport

Euler Hermes: mimo, iż firmy tajwańskie postrzegane są jako jedne z najbardziej konkurencyjnych w światowej wymianie handlowej, to aż jedna trzecia z nich traci możliwości biznesowe (nie decyduje się na sprzedaż lub ponosi z tego tytułu straty) ze względu na niemożność przeprowadzenia rzetelnej oceny partnerów handlowych.

–    Polska poszukuje nowych rynków zbytu, w tym na żywność, w Azji – warto przy tej okazji wyciągnąć wnioski z doświadczeń jednego z najdynamiczniejszych eksporterów w regionie – Tajwanu
–    Atutom polskich firm na rynkach eksportowych towarzyszą popełniane przy okazji błędy: jesteśmy bowiem konkurencyjni cenowo i bardziej elastyczni niż firmy z krajów zachodnioeuropejskich, ale jednocześnie brakuje polskim przedsiębiorcom strukturalnego podejścia do eksportu. Objawia się to dość przypadkowym wyborem partnerów handlowych, co przekłada się na wymierne straty oraz stracone szanse rozwoju.

Otwierając w sierpniu swój nowy oddział na Tajwanie Euler Hermes przedstawił z tej okazji wyniki badania przeprowadzonego wśród tajwańskich eksporterów – okazało się, iż jedna trzecia tajwańskich firm traci okazje biznesowe ze względu na niemożność przeprowadzenia rzetelnej oceny partnerów handlowych. Polsko-tajwańska wymiana handlowa rozwijała się w tym roku dynamicznie: w ciągu pierwszych czterech miesięcy polski eksport wzrósł o 50% w stosunku do roku ubiegłego, także jako efekt bezprecedensowego otwarcia (jako pierwszy kraj z UE) w ubiegłym roku rynku tajwańskiego na polskie produkty rolne.

Tajwańskie firmy zbyt często tracą z powodu nieznajomości partnerów – jest to niestety problem nagminny w Polsce

Jak komentuje to Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka: – Obecnie niestety tajwański rynek jest niedostępny dla polskich eksporterów wieprzowiny z powodu obaw przed plagą ASF. Wzajemnej wymianie handlowej a także większemu napływowi inwestycji tajwańskich do Polski służyłaby ratyfikacja umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (jaką mają m.in. Węgry). Ale nie tylko to jest istotne – oczywiście ważne są działania służące wyjaśnieniu sytuacji epidemiologicznej i przywróceniu możliwości eksportu mięsa na ten i inne rynki azjatyckie czy przyciąganie większej ilości inwestycji, ale… warto też skorzystać z tajwańskich doświadczeń w rozwijaniu eksportu, które przydadzą się, gdy rynki regionu będą znowu w pełni dostępne. Skoro bowiem w tak proeksportowej, doświadczonej w międzynarodowej wymianie handlowej gospodarce jak tajwańska za barierę wskazuje się mało przemyślane, nie zawsze profesjonalne podejście do eksportu, to jakie wnioski można wysnuć w odniesieniu polskich firm? Niestety, możemy mówić wręcz o potocznie mówiąc „niefrasobliwym” podejściu do eksportu. Polskie firmy rozwijając eksport oprócz swoich indywidualnych zalet konkurencyjnych – innowacyjnego produktu czy sposobu jego dystrybucji mają dwa uniwersalne atuty. Pierwszy to cena – będąca skutkiem własnej, elastycznej waluty i niższych jeszcze kosztów pracy. Druga wspólna dla wielu polskich eksporterów zaleta to bezkompromisowe wykorzystywanie szans i elastyczność w działaniu, obsłudze klienta – polskie firmy częściej niż ich konkurenci z innych krajów podejmują się, a nawet porywają na rzeczy, których nie podejmują się inni. Niestety, ta śmiałość, elastyczność nie jest wskazana w kwestiach związanych już stricte z finansowymi warunkami współpracy. Tymczasem jest ona niestety słabością polskich firm w eksporcie, ekspansji za granicą – będącej często dziełem przypadku, pozbawioną jakiejś strategii, badań, przemyślanego biznesplanu. Jak się to przejawia? Nierzadka jest sytuacja, gdy polscy eksporterzy sprzedają na danym rynku kilku lokalnym odbiorcom, którzy po prostu pierwsi się do nich zgłosili. Nie koniecznie tym zapewniającym najlepsze perspektywy, pozycję na rynku, szybsze płatności a w efekcie także zyskowność – takich odbiorców trzeba aktywnie poszukiwać, ale też sprawdzać – czego wiele firm nie robi. Bardzo szybko rośnie wartość ubezpieczanych przez Euler Hermes transakcji eksportowych (szybciej nawet niż transakcji krajowych), ilość zapytań o zagranicznych kontrahentów, ale wciąż jeszcze duża część transakcji nie jest w ogóle zabezpieczana a odbiorcy – weryfikowani. Dlatego proporcjonalnie do wzrostu polskiego eksportu wzrasta też m.in. ilość informacji o braku zapłaty z tytułu eksportu, zleceń windykacyjnych (dobrze, gdy nie są przeterminowane o parę miesięcy – co jest niestety powszechne) oraz co jest przykre – informacji o oszustwach, wyłudzeniach towaru, co nie rokuje w ogóle na odzyskanie należności. Jak na razie są to dosyć częste informacje w odniesieniu do rynków wydawałoby się tak dobrze spenetrowanych jak unijne (w tym sąsiednie – dużo oszustw ma miejsce obecnie np. przy eksporcie do Czech), dlatego odległe i bardziej egzotyczne rynki nieść mogą jeszcze większe zagrożenie. Warto eksportować – ale świadomie: nie ograniczajmy się jedynie do wywożenia towaru, ale pamiętajmy o sprawdzaniu kontrahentów, co służy otrzymaniu za ten towar zapłaty.

Firmy tajwańskie – zmieniają się kierunki eksportu, ale pozostają stare przyzwyczajenia pobieżnego sprawdzania kontrahentów
– W ciągu ostatnich pięciu lat byliśmy świadkami znacznego przesunięcia akcentu w tajwańskim eksporcie z rynków tradycyjnych, takich jak Stany Zjednoczone i Europa, w kierunku krajów azjatyckich, a w szczególności Chin kontynentalnych” – powiedział Edmond Lee, dyrektor generalny Euler Hermes na Hongkong, Tajwan i Koreę. „Dzięki tej zmianie tajwańscy eksporterzy mogą wykorzystać okazje, jakie niesie ze sobą rozwijająca się obecnie gospodarka, ale zmiana ta stawia również nowe wyzwania, przed jakimi eksporterzy dotychczas jeszcze nie stali. Ogromny wzrost obrotów handlowych w regionie Azji oznacza, że wiele firm prowadzi obecnie interesy z nowymi partnerami.
W badaniu Euler Hermes wzięło udział ponad 300 tajwańskich firm. Trzy czwarte prowadzonego przez nie eksportu odbywa się w tym regionie, a na czele listy znajdują się Chiny, handel z którymi odpowiada za 41% obrotów. Tymczasem rynki o ugruntowanej pozycji, takie jak Europa czy Stany Zjednoczone, mają łącznie 25% udziału w całkowitym tajwańskim eksporcie. Ponad jedna trzecia respondentów wskazała, że niemożność przeprowadzenia rzetelnej oceny zagranicznych partnerów handlowych niweczy okazję do zrobienia dobrego biznesu. Jeśli chodzi o kolejne największe wyzwania, to 22% respondentów wymieniło zarządzanie przepływem środków pieniężnych, a 13% wskazało na odzyskiwanie należności od klientów.
– Wyniki potwierdzają, że firmy będą miały problemy z przepływami pieniężnymi, jeżeli nabywcy z jakichś powodów nie będą w stanie im zapłacić. – wyjaśnia Edmond Lee. – Brak płatności za faktury osłabia przedsiębiorstwo i zmniejsza jego zdolności inwestycyjne. Jest to bardzo częsty problem zwłaszcza przy wkraczaniu na nowe rynki i pozyskiwaniu nowych nabywców. Lee zauważył też, iż długi handlowe mogą stanowić 40%, a nawet więcej aktywów firmy, tymczasem ubezpieczenie należności z tytułu kredytu kupieckiego zapewnia skuteczną ochronę przed brakiem płatności. Zmniejszenie ryzyka braku płatności zaczyna się od gromadzenia istotnych i aktualnych informacji. Nasze tajwańskie centrum obsługi pozwoli na miejscu zdobywać cenne informacje na temat tajwańskich firm – także na rzecz klientów Euler Hermes z innych krajów. Firma Euler Hermes za pośrednictwem globalnej bazy danych w zakresie ryzyka prowadzi monitoring firm działających na rynkach generujących 92% światowego PKB.

Komputronik wypłaci dywidendę 11 września 2014 r.

Komputronik S.A.
Walne Zgromadzenie Komputronika zadecydowało o przeznaczeniu 2,58 mln zł zysku na dywidendę.

ZWZ Komputronika postanowiło 14 sierpnia br. o wypłacie dywidendy dnia 11 września wg stanu na dzień 28 sierpnia 2014 r.

Na dywidendę przeznaczono część zysku netto tj. 2,58 mln zł. Zysk przypadający na jedną akcję wyniósł 0,27 złotych. Dywidendą objęto 9 572 349 akcji.

Komputronik odnotował w roku obrachunkowym 2013/2014 zakończonym 31 marca 2014 r. 23,87 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej.

Rozdano granty na nowatorskie projekty naukowe

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozstrzygnęło V edycję programu Lider. Laureat konkursu dr inż. Grzegorz Boczkaj z Wydziału Chemicznego PG  badać będzie zastosowania sorbentów  występujących w ropie naftowej. Politechnika Gdańska jest na II miejscu w Polsce pod względem liczby Liderów w dotychczasowych edycjach programu.

 Celem programu Lider jest wsparcie młodych badaczy, których projekty naukowe są nowatorskie i mają potencjał wdrożeniowy. Pomoc finansowa pozwoli im na stworzenie własnych zespołów badawczych. W V edycji programu o dofinansowanie ubiegało się 240 osób. Autorzy 74 najwyżej ocenionych wniosków musieli przekonać grono wybitnych ekspertów o znaczeniu zaproponowanego rozwiązania dla nauki i gospodarki.

Udało się to 36 startującym w konkursie, w tym dr inż. Grzegorzowi Boczkajowi z Katedry Inżynierii Chemicznej i Procesowej WCh PG. Otrzyma 1 mln 37 tys. zł na realizację projektu „Badania nad otrzymywaniem i właściwościami sorbentów wytwarzanych z asfaltów”.

 Celem badań jest opracowanie nowych zastosowań dla sorbentów występujących pierwotnie w ropie naftowej. Po procesie rafinacji ropy ta specyficzna grupa substancji chemicznych w całości występuje w pozostałości po destylacji próżniowej, z której wytwarza się asfalty.

– W skali procesowej otrzymane w ten sposób sorbenty można wykorzystać jako aktywne medium do oczyszczania gazów odlotowych z instalacji przemysłowych. W skali analitycznej zaś służyć mogą jako fazy stacjonarne do chromatografii gazowej – mówi dr inż. Grzegorz Boczkaj. – Mój projekt ma charakter nowatorski na skalę światową, nigdy wcześniej nie próbowano zastosować tej grupy substancji chemicznych do jakichkolwiek innych celów poza produkcją asfaltów.

Od strony wytwarzania materiałów wynikami pracy dr. Boczkaja zainteresować mogą się firmy przemysłu rafineryjnego i petrochemicznego. Zakres zastosowań zaś jest bardzo szeroki i dotyczy zarówno branży analityki chemicznej, jak i przemysłowych rozwiązań z zakresu ochrony środowiska.

W pięciu edycjach programu Lider NCBiR  udzieliło wsparcia 178 młodym naukowcom. Największą liczbą liderów w ramach wszystkich dotychczasowych edycji programu może się poszczycić Politechnika Warszawska – pochodzi z niej 16 młodych naukowców wyróżnionych przez NCBR. Kolejne miejsca zajmują Politechnika Gdańska – 12 liderów oraz Politechnika Poznańska i Politechnika Łódzka – po 9 liderów.

Dane dotyczące opóźnień płatniczych z punktu widzenia kondycji branż

Zmiany jakie zachodzą pod względem regulowania płatności lub ich braku – zatorów płatniczych to przede wszystkim: poprawa spływu należności dóbr codziennego użytku (żywność, ale też kosmetyki i środki czystości), stabilizacja a nawet lekka poprawa w kategorii dóbr inwestycyjnych oraz pewne pogorszenie w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku. Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie danych z prowadzonego przez siebie Programu Analiz Branżowych w swojej analizie stwierdza, iż w skali całej gospodarki poziom zatorów płatniczych jest na poziomie zbliżonym do sytuacji z analogicznego okresu roku ubiegłego.

Na potrzeby niniejszego opracowania wzięto pod uwagę stan należności w końcu czerwca z branż konsumenckich: artykułów spożywczych, farmacji, RTV, AGD, i z branż inwestycyjnych: stalowej i materiałów budowlanych oraz z zaopatrujących je wszystkie: opakowań i TSL (transport i logistyka). Łączna suma bieżących należności w badanych branżach wyniosła w tym czasie 11,2 mld złotych i pochodziły one od blisko 80 tysięcy monitorowanych odbiorców.

Wyniki te nie są zaskoczeniem, jeśli porówna się je chociażby z prezentowanym przez GUS ostatnich danych o zmianach wartości produkcji sprzedanej poszczególnych branż. Polacy nie ograniczają wydatków na artykuły pierwszej potrzeby – stad też pozytywne zmiany w przepływie należności odnotowano w branży dóbr codziennego użytku: żywności, kosmetyków i środków czystości. Na drugim biegunie znalazła się kategoria dóbr konsumenckich trwałego użytku, których sprzedaży nie są w stanie pobudzić nawet duże imprezy sportowe (co dotychczas działało). Oszczędności polskich konsumentów wyraźnie wpływają na kondycję ich sprzedawców oraz producentów. Dwukrotnie wzrosła wartość niespłaconych należności w segmencie RTV i AGD w porównaniu do ubiegłego roku. Stabilizuje się powoli sytuacja w kategorii dóbr inwestycyjnych – ale mimo, iż jest lepsza niż w ubiegłym roku, nadal zatory płatnicze są w nich zdecydowanie największe.

Oprócz danych o zatorach płatniczych do takich wniosków skłaniają także informacje o średnim okresie, w jakim swoje należności otrzymują przedsiębiorcy w poszczególnych branżach. W sektorze artykułów spożywczych przeciętny czas regulowanie płatności uległ nawet skróceniu w porównaniu do roku ubiegłego. Pewnym odstępstwem od tego w kategorii dóbr pierwszej potrzeby jest sytuacja w farmacji (prezentujemy kształtowanie się przepływów finansowych w relacji producenci – dystrybutorzy hurtowi) – tutaj o płatnościach, ich spowolnieniu decydują zmiany na rynku sprzedaży detalicznej, jej koncentracja (wypieranie z rynku aptek niezależnych przez apteki sieciowe, afiliowane m.in. przy hurtowniach farmaceutycznych) i specjalizacja aptek (leki refundowane vs. suplementy i specjalistyczne kosmetyki). Z tego powodu jeszcze bardziej w stosunku do ubiegłego roku spowolnił obieg należności na linii hurtownie-apteki. Wydłużenie średniego okresu spływu należności w miało miejsce także w branżach RTV, AGD, TSL oraz opakowań. Z kolei w branży materiałów budowlanych okres ten, chociaż nadal jeden z najdłuższych, uległ kilkudniowemu skróceniu.

„Popyt na artykuły codziennej potrzeby jest stały, a służą mu jeszcze niskie ceny, będące efektem zarówno spadającej inflacji, jak i walki cenowej towarzyszącej konkurencji różnych kanałów dystrybucji (supermarkety, dyskonty, mniejsze formaty osiedlowe, afiliowane sieci największych hurtowników), jak również skutkiem np. spadku cen mięsa i jego przetworów czy nabiału w wyniku ich nadprodukcji i ograniczeń w eksporcie” – ocenia Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Zwraca on również uwagę na fakt, iż w branży dóbr inwestycyjnych wartość produkcji sprzedanej w ostatnich dwóch miesiącach rośnie i jest lepsza nie tylko w porównaniu do miesięcy poprzednich, ale także w porównaniu do poziomu sprzed roku (+4% w czerwcu – dane za GUS). To efekt zarówno odradzających się inwestycji infrastrukturalnych, ale też mieszkaniowych oraz inwestycji przedsiębiorstw. Ponadto rynek wykonawców inwestycji – przede wszystkim firm budowlanych oczyścił się, stąd aktualnie wykonawcy nie są obciążeni w takim stopniu długami z przeszłości, jak miało to miejsce kilka kwartałów temu. W związku z tym regulują należności za materiały w przeciętnie krótszym niż jeszcze rok temu terminie. Pojawiły się też niestety gorsze informacje: w budownictwie widać kolejne problemy części deweloperów, co wraz z wcześniejszymi ich upadłościami (aż 23 przypadki w ciągu I półrocza) pociąga za sobą problemy firm budownictwa mieszkaniowego. Ponownie więc w lipcowej statystyce opublikowanych upadłości znalazły się firmy wykończeniowe (prace hydrauliczne, kanalizacyjne, elektryczne etc.).

Dobra sprzedaż artykułów inwestycyjnych oznacza oczywiście zwiększenie obrotów ich producentów i dystrybutorów, ale z drugiej strony także potencjalne ryzyko w przyszłości – uzależnienie od tego, w jakim kierunku zmieniać się będzie koniunktura budowlana, a więc nawet od pogody w miesiącach zimowych – mówi Tomasz Starus. Sprzedaż ta odbywa się bowiem na zasadzie kredytu kupieckiego o długim, 2-3 miesięcznym terminie płatności – zwiększenie sprzedaży oznacza więc także zwiększenie ekspozycji na potencjalne ryzyko. Po ostatnim załamaniu na rynku budowlanym w latach 2011-2013 producenci i dostawcy zaopatrzenia mają świadomość tego i są ostrożni w ocenie perspektyw.

Odwrotnie niż w sektorze dóbr inwestycyjnych jest w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku – spada ich produkcja sprzedana, jak podaje GUS w czerwcu była on niższa o 8% w stosunku do czerwca ub. roku. „Mniejsza sprzedaż – a także inne przyczyny jak m.in. przesuwanie się sprzedaży do kanału internetowego, wpływają na problemy dystrybutorów hurtowych i detalicznych dóbr konsumenckich, na falę ich głośnych upadłości – tłumaczy Tomasz Starus Stąd mniejsza skłonność (a raczej zdolność) do terminowego regulowania przez nich płatności wobec producentów w porównaniu chociażby do roku ubiegłego.”

W badaniu wyróżniono także sektory transportu i spedycji oraz opakowań. To branże, które zaopatrują większość pozostałych – zarówno inwestycyjnych, jak i konsumenckich. Ich wyniki są pewnym wyznacznikiem sytuacji na rynku, chociaż niekoniecznie świadczą jedynie o zmianie popytu. Firmy transportowe nie notują obecnie zmniejszenia ilości przewozów. Pomimo pewnego spowolnienia tempa wzrostu w przemyśle krajów starej UE i w efekcie przystopowaniem tempa wzrostu popytu na usługi transportowe, jest on cały czas zadowalający. Jednak jak zauważa Tomasz Starus: „Duża konkurencja – nadpodaż usług transportowych oraz rozdrobnienie rynku powoduje, iż ceny usług transportowych i osiągane marże, a w ślad za tym sytuacja finansowa, są cały czas poniżej oczekiwań, a nawet spadły w bieżącym roku. Znajduje to również odzwierciedlenie w wynikach Programu Analiz Branżowych prowadzonego przez Euler Hermes. Bieżąca średnia płynność finansowa branży jest dobra, ale rynek konsumenta sprawił, że spływ należności trochę spowolnił. W czerwcu ubiegłego roku w terminie spłacane było około 88% wartości należności za transport, w czerwcu br. – 80%. Średni okres spłaty należności w transporcie uległ 6-dniowemu wydłużeniu.” Podobna sytuacja ma także miejsce w przypadku przewozów kabotażowych, świadczonych na zagranicznych rynkach. Klienci korzystający z tych usług transportowych są obecnie w lepszej kondycji niż jeszcze rok temu. Dużo łatwiej im więc znaleźć kolejnego przewoźnika, a zatem nie przywiązują się do jednego dostawcy usług, korzystając z aktualnie najkorzystniejszej oferty, nie troszcząc się o terminowe regulowanie należności. „Świadczy o tym „wysyp” niespłaconych należności za pojedyncze frachty o wartości średnio kilkuset euro – podczas, gdy jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy temu niespłacone należności u przewoźników zdarzały się trochę rzadziej, ale z reguły na kilkukrotnie wyższe kwoty, idące w tysiące euro.” – wyjaśnia Tomasz Starus. Z danych wynika więc, że pewne spowolnienie spływu należności na rynku transportu drogowego jest raczej kwestią wyboru odbiorców, korzystania przez nich z takiej możliwości.

Ocena ryzyka – co warto wziąć pod uwagę
Dane dotyczące opóźnień płatniczych są istotne z punktu widzenia kondycji branż. Niemniej nie wyczerpują one wszystkich aspektów oceny ryzyka i perspektyw poszczególnych sektorów gospodarki. Euler Hermes zarówno przy indywidualnej ocenie kontrahentów, jak i całych sektorów uwzględnia:
–    kwestię popytu – zmian bieżących obrotów i spodziewanych przychodów,
–    rentowność – spodziewaną zyskowność, wahania w zaopatrzeniu, dostępność oraz ceny surowców,
–    ryzyko finansowe – płynności w przepływach finansowych, jak również stabilność źródeł finansowania,
–    otoczenie biznesowe – zmiany technologiczne i rynkowe (np. zmiana kanałów dystrybucji w sprzedaży elektroniki i wyposażenia mieszkań), kwestie ram prawnych oraz inne – m.in. subsydiów rządowych / unijnych.

Ponad 100 mln złotych – nowa gwarancja Rainbow Tours

0

W dniu 13 sierpnia 2014 Towarzystwo Ubezpieczeniowe Europa S.A. udzieliło Rainbow Tours S.A. gwarancji ubezpieczeniowej dotyczącej pokrycia kosztów powrotu klientów do kraju, a także wpłat poniesionych przez klientów za imprezę turystyczną o numerze GT 110/2014, która ma obowiązywać od 17.09.2014 do 16.09.2015

Wartość nowej gwarancji wynosi 100 573 901, 39 złotych i jest wyższa o prawie 20% od gwarancji aktualnie obowiązującej, opiewającej na kwotę 84.700.234,27 złotych, ważnej do 16.09.2014 . Tym samym Rainbow Tours S.A. może się poszczycić jedną z najwyższych gwarancji ubezpieczeniowych wśród polskich touroperatorów.

Beneficjentem gwarancji jest Marszałek Województwa Łódzkiego.

Które województwo najbardziej lubi sushi

Groupon Polska w oparciu o dane z pierwszych siedmiu miesięcy 2014 roku przygotował raport Tydzień Restauracji 2014.

Warszawa, 14 sierpnia 2014 r. – Groupon (NASDAQ: GRPN) – W ramach przygotowań do czwartej edycji Tygodnia Restauracji Groupon serwis sprawdził wyniki sprzedaży różnego typu kuchni w poszczególnych województwach. Wiemy już, które województwo preferuje pizzę, a mieszkańcy którego najchętniej wybierają kuchnię indyjską.

We Wrocławiu ewenementem na skalę krajową jest popularność kuchni amerykańskiej i frytek (70% kuponów na oferty dotyczące kuchni amerykańskiej i frytek zostało kupionych w województwie dolnośląskim). Natomiast Warszawiacy i Poznaniacy szczególnie upodobali sobie burgerownie (1. i 2. miejsce w Polsce, łącznie 76% wszystkich kupionych grouponów na burgery).

Mieszkańcy Trójmiasta i Krakowa bardzo często wybierali się z Grouponem na romantyczne kolacje (odpowiednio 13% i 15% wszystkich romantycznych kolacji kupionych przez Groupona), ale najchętniej z tego typu ofert korzystali Warszawiacy (32%). Z kolei w Szczecinie dużą popularnością cieszą się kanapkarnie (51% sprzedaży z całej Polski).

W Warszawie bezspornie króluje sushi (48% sushi sprzedanego na Grouponie w całej Polsce i 32% wszystkich restauracyjnych ofert w Warszawie).

Tymczasem mieszkańcy Łodzi wolą jadać na słodko. Gofry i naleśniki amerykańskie biją tam rekordy popularności (60% grouponów na gofry i naleśniki amerykańskie z całej Polski). W tej kategorii jedyną konkurencją jest dla województwa łódzkiego jest Wielkopolska (27% grouponów).

W Lublinie zdecydowanie najpopularniejsza jest kuchnia włoska – ponad 30% kuponów na wizytę w restauracji zakupionych w województwie lubelskim było wykorzystanych w takich restauracjach. Drugie miejsce zajęła tam kuchnia japońska (18% kuponów).

W województwie kujawsko-pomorskim hitem okazała się kuchnia turecka (aż 71% grouponów na potrawy kuchni tureckiej zostało zrealizowanych właśnie tam).

Co ciekawe, mieszkańcy województwa lubuskiego bardzo chętnie wybierają restauracje w Poznaniu – dla dobrej oferty odległość najwyraźniej nie ma znaczenia, szczególnie jeśli w grę wchodzi burger. Natomiast w samym Poznaniu hitem okazała się kuchnia francuska (59% wszystkich kupionych kuponów na restauracje francuskie zostało zrealizowanych w województwie wielkopolskim).

Na południu Polski grouponowicze mają inne przyzwyczajenia – w Krakowie największym hitem okazały się… kawiarnie. 51% grouponów na wizytę w kawiarni zostało zakupionych w województwie małopolskim. W Opolu największą popularnością cieszyły się pizzerie (połowa wszystkich grouponów restauracyjnych w województwie opolskim). Mieszkańcy Rzeszowa chętnie wybierali oferty, które na jedzenie wzbogacone o alkohol. Zajęły one wysoką, drugą pozycję, zaraz za ofertami na pizzę.

W niektórych województwach bardzo wysokie lokaty zajmowały mniej oczywiste rodzaje kuchni. W Białymstoku popularna była kuchnia grecka, która została wyprzedzona tylko przez największe hity, czyli sushi, kuchnię polską i włoską.  Na Śląsku dużym wzięciem (drugie miejsce w Polsce) cieszyła się kuchnia indyjska. W województwie świętokrzyskim niezwykle popularna okazała się oferta wyjazdu do winnicy połączonego z degustacją. Natomiast mieszkańcy Olsztyna chętnie wybierali potrawy z dziczyzny. Dużym wzięciem cieszyły się tam też dania kuchni włoskiej.

W województwach nadmorskich sushi jest znacznie bardziej popularne niż na południu, gdzie wyprzedza je kuchnia polska. Tymczasem kuchnie bogate w przyprawy, np. meksykańska lub indyjska, robią furorę wśród mieszkańców Mazowsza i Małopolski.

Groupon, podczas IV Tygodnia Restauracji, który startuje 17. sierpnia, wychodzi naprzeciw gustom Polaków. Pośród ponad 70 restauracji w 15 miastach nie zabraknie żadnego
z najpopularniejszych rodzajów kuchni. Groupon zaprezentuje dobrze znane użytkownikom serwisu lokale, ale znajdzie się również miejsce na smaczne debiuty.

Mecenasem akcji został już po raz drugi Tomasz Jakubiak – utalentowany kucharz, dziennikarz prowadzący wiele programów kulinarnych i promotor zdrowego jedzenia, który tak skomentował raport Tydzień Restauracji 2014 – Sushi zadomowiło się w Polsce na dobre. Widać to szczególnie w dużych miastach, takich jak Warszawa, gdzie jest ono przebojem lunchów biznesowych. Możemy też dostrzec skłonność Polaków do odwiedzania kawiarni. W przeciwieństwie do społeczeństw zachodnich lubimy spędzać w nich więcej czasu niż zajmuje wypicie małego espresso. Cieszy mnie obecność w pierwszej 10. takich kuchni, jak meksykańska czy indyjska. To znak, że Polacy coraz częściej rezygnują z przysłowiowego schabowego na rzecz odkrywania nowych smaków i aromatów. Kształtuje się u nas powoli kultura „foodies”!

Od 17 sierpnia w serwisie Groupon będzie można kupić vouchery do restauracji w ponad 20 miastach Polski w cenach nawet 70% niższych niż zazwyczaj. Pełna lista restauracji dostępna jest na stronie Groupon.pl.

Design thinking w Twojej firmie?

„Design thinkerzy” twierdzą, że kreatywne myślenie nie jest atrybutem tylko niektórych typów ludzi. Niemożliwym dla nich jest to, że ktoś takiego twórczego potencjału może nie mieć. Pogląd ten wynika z prostej obserwacji. 

Życie zmusza wszystkich ludzi  –  bez wyjątku  –  do ciągłego szukania rozwiązań adekwatnych do rangi ich problemów i możliwości poradzenia sobie z nimi. Wniosek z tego, że nikt nie jest wyłączony z procesu myślenia generującego alternatywy, decyzje oraz plany. Wysiłek umysłowy wymagany jest również później, przy wszystkich etapach realizacji danego przedsięwzięcia. Pod tym względem (tłumacząc z angielskiego) „myślenie projektowe” przepełnione jest duchem humanizmu i wiarą w siłę jednostki.

Wszystko, co promuje i podpiera swoim autorytetem Tim Brown, szef IDEO, i co nazwał ­”design thinking”, projektantom z prawdziwego zdarzenia znane jest już od dawna. Niemniej jednak, znajomość procesów i metod, które na co dzień służą designerom do wykonywania ich twórczej pracy, może być przydatna dla wszystkich. Nie ulega wątpliwości, że „design thinking” jest doskonałym pomysłem o wspomnianej wyżej uniwersalności. Rozszerzenie pojęcia projektowania i uderzenie tym samym do szerszej rzeszy odbiorców, pomaga w popularyzacji samego designu jako trendu czy lifestylu. Z kolei przedsiębiorcy zyskują nowe narzędzie, dzięki któremu mają szansę wykorzystać pełen potencjał zespołów kreatywnych i dotrzeć ze swoją ofertą tam, gdzie tradycyjne rozwiązania nie dawały oczekiwanych rezultatów.

Dziś można już całkiem sporo dowiedzieć się na temat „projektowego myślenia”. Na niektórych uczelniach, w Polsce również, można studiować „design thinking”. Zasięg mody na projektowanie niewątpliwie się rozrasta. „Design thinking” to jednak także luksus. Nie jest to rozwiązanie, które szybko stanie się polską normą. Zazwyczaj zespoły projektowe są pod dużą presją i nie zawsze ich priorytetem jest poświęcanie tak wiele czasu na produkowanie i rozbudowywanie pomysłów. Zazwyczaj proces kreacji jest ograniczony na rzecz sprawdzonych metod rozwiązywania problemu. Inwestowanie w innowacje często jest bardzo kosztowne, wymaga dużej wiedzy i czasu, ale wiadomo, że jest niezbędne.

W przeciwieństwie do myślenia analitycznego, „design thinking” to kreatywny proces oparty na znajdowaniu pomysłów i ich rozwijaniu. W tej metodzie ważne jest pozbycie się wartościowania idei we wstępnej fazie projektu. Eliminuje to strach przed porażką paraliżujący swobodę w myśleniu i mobilizuje osobę wykonującą pracę. „Design thinking” to myślenie uwolnione od schematów, tzw. „outside of the box thinking”, pozwalające na uzyskanie niekonwencjonalnego rozwiązania problemu. Sprawdza się ono w przypadku pytań,  na których odpowiedzi nie można uzyskać drogą klasycznej logiki, obliczeń matematycznych, czy wiedzy technicznej.

„Design thinkerzy” budują prototypy. Duży nacisk kładziony na tę część procesu projektowania argumentowany jest oczywistymi korzyściami: stosując sprawdzającą się od wieków metodę prób i błędów, dajemy sobie większe szanse na powodzenie zamierzonego końcowego efektu. Oprócz tego jest to proces niezwykle kreatywny, z którego powstaje niezliczona liczba wariantów. Produkcja musi mieć swoich odbiorców, dlatego projektant dużo uwagi poświęca obserwacji użytkowników, analizie kontekstu użycia. Każdy swój pomysł próbuje ulepszać/rozbudowywać dzięki informacji zwrotnej, jaką stara się uzyskać na każdym etapie swojej pracy.

Projektant nie jest tak efektywny w pojedynkę jak w kolektywie. Era izolacjonizmu samowystarczalnych geniuszy dawno minęła. Musimy umieć pracować w grupie: spełniać w niej swoją określoną rolę, rozumieć postawy innych. Burza mózgów zróżnicowanych pod względem wykształcenia, płci czy doświadczenia ludzi rodzi najlepsze pomysły – mówi Katarzyna Kłopotek, Junior Social Media Specialist GRUPA 365NET.

PKB w strefie euro bez zmian od zeszłego kwartału

PKB strefy euro zanotował stabilizację w II kw. 2014 r.

PKB w całej strefie euro w II kw. br. utrzymał się na tym samym poziomie, co w I kw. roku – wynika z danych Eurostatu.

Największa gospodarka strefy – Niemcy – zanotowała spadek PKB w ujęciu kwartalnym. Francja nie zanotowała wzrostu, natomiast trzecie pod względem wielkości Włochy weszły w recesję. Wzrost PKB zanotowały za to Hiszpania i Portugalia, o 0,6 proc.

Resort finansów proponuje drastyczną podwyżkę odsetek od zaległości podatkowych

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan uważa, że dwukrotny wzrost stawek jest nieuzasadniony i stanowi nadmierny przejaw fiskalizmu, który boleśnie może dotknąć wszystkie firmy, a nie tylko te nieuczciwe.

Aktualna stawka odsetek od zaległości podatkowych w podatku od towarów i usług (VAT) i podatku akcyzowym wynosi 10 proc. rocznie. Znaczne, bo dwukrotne jej podwyższenie trudno uznać za uzasadnione.- Wprowadzenie tak wysokiej stawki odsetek, dla każdej sytuacji dokonania pokontrolnej korekty rozliczeń w VAT i podatku akcyzowym, stanowi dla podatnika niesprawiedliwie wysoką karę – uważa Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Przypadki oszustw podatkowych, których skala w podatku VAT i akcyzy ma uzasadniać zdaniem projektodawcy, podwyższenie stawki odsetek do 200 proc., są penalizowane na podstawie przepisów Kodeksu karnego skarbowego. Kary i sankcje wymierzane w trybie postępowań karnych skarbowych za oszustwa podatkowe wymierzane są „adekwatnie” do czynu, który popełnił sprawca. Uwzględniana jest przy tym wina oraz społeczna szkodliwość czynu. Pod uwagę bierze się także możliwości płatnicze sprawcy (ile zarabia, jakie ma dochody), jego warunki osobiste i rodzinne.

Natomiast odsetki pełnią funkcję kompensacyjną i odszkodowawczą. Zgodnie z orzecznictwem sądowo-administracyjnym są wynagrodzeniem za korzystanie z cudzego kapitału. Dlatego też, nieuzasadnione są próby Ministra Finansów, aby z odsetek uczynić sankcję i dodatkowe „źródło” wpływów budżetowych.

Ponadto obecnie w przepisach podatkowych występuje symetria pomiędzy stawką odsetek za zwłokę a opodatkowaniem nadpłat. Regułą jest oprocentowanie nadpłat według stawki jak dla zaległości podatkowych. Proponowana zmiana, polegająca na podwyższeniu stawki od zaległości podatkowych spowoduje, że symetria ta zostaje w istotny sposób zaburzona z uwagi na dużo niższe oprocentowanie nadpłat w stosunku do oprocentowania zaległości w tym samym podatku.

Konfederacja Lewiatan

Deflacja w lipcu, duże prawdopodobieństwo spadku cen także w sierpniu i wrześniu

Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu o 0,2 proc. w ujęciu rocznym i o tyle samo w ujęciu miesięcznym – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-KrzysztoszekKomentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Po raz pierwszy od 1989 roku mamy do czynienia ze spadkiem cen w ujęciu rocznym. Należy jednak pamiętać, że lipiec, ale także sierpień i wrzesień są miesiącami, w których zwykle odnotowujemy niższą inflację. O tegorocznej lipcowej deflacji zdecydowały, oprócz czynników sezonowych, także wysoka baza z lipca 2013 roku dotycząca wzrostu cen za wywóz śmieci i relatywnie wysoka baza dotycząca cen żywności. Do tego doszły już pierwsze skutki „wojny” ekonomicznej między Zachodem i Rosją, aczkolwiek silniej będą one odczuwane w kolejnych miesiącach.

Ceny żywności spadły o 1,8 proc., co powinno pozytywnie oddziaływać na portfele osób o niższych dochodach. Ciągle maleją także ceny odzieży i obuwia. Natomiast drożeją napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (o 4 proc. r/r), co powinno wpłynąć pozytywnie na dochody budżetu, tak z VAT, jak i akcyzy. Ciekawą sytuację mamy w łączności, gdzie ceny wzrosły r/r o 2,6 proc., a złożyły się na to bardzo niska baza z lipca 2013 roku (spadek cen o prawie 10 proc. r/r), a także obecna zmiana strategii firm telekomunikacyjnych dotyczącej cen usług.

Deflacja w lipcu, duże prawdopodobieństwo spadku cen także w sierpniu i wrześniu, bardzo niska inflacja do końca roku, mogą skłonić Radę Polityki Pieniężnej do obniżki stóp procentowych, jeszcze w tym roku, nawet o 50 pkt bazowych. Będzie to jeszcze bardziej prawdopodobne, gdy okaże się, że wzrost PKB w drugim kwartale był niższy niż w pierwszym.

Konfederacja Lewiatan

Branża telekomunikacyjna obawia się kas fiskalnych

Rozdzielenie usług telekomunikacyjnych od świadczonych drogą elektroniczną będzie oznaczało, że te ostatnie zostaną objęte obowiązkiem prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas fiskalnych. Pogorszy to sytuację operatorów telekomunikacyjnych. Trudno też będzie, z technicznego punktu widzenia, dostosować usługi do nowych przepisów – uważa Konfederacja Lewiatan.
Usługi świadczone drogą elektroniczną, z uwagi na ich ścisły związek z usługami telekomunikacyjnymi są świadczone w sposób całkowicie zautomatyzowany i ciągły,
z pominięciem bezpośredniego kontaktu z klientem.- Objęcie ich obowiązkiem fiskalizacji spowoduje, że nie będzie możliwe wręczenie klientowi paragonu, czy sporządzenie raportu dobowego (usługi mogą być świadczone bez przerwy w ciągu 24h/dobę). Dlatego proponujemy, aby były one od 1 stycznia 2015 roku zwolnione z obowiązku prowadzenia kas fiskalnych – mówi Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.Projekt rozporządzenia w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących, wprowadza istotne zmiany w zakresie podmiotów oraz usług, które zostaną objęte obowiązkiem fiskalizacji od 2015 roku, nie rozwiązuje jednak bardzo istotnej kwestii związanej z równolegle wprowadzaną zmianą do ustawy o podatku od towarów i usług dotyczącą definicji usług telekomunikacyjnych. Wiąże się ona z wchodzącymi w życie przepisami Rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 282/2011 z w zakresie środków wykonawczych do Dyrektywy VAT.

Właśnie rozporządzenie Rady (UE) wyklucza z dotychczasowej definicji usług telekomunikacyjnych usługi świadczone drogą elektroniczną. Powyższa zmiana oznacza, że dotychczasowa definicja usług telekomunikacyjnych zostaje w istotny sposób zawężona na potrzeby traktowania dla celów podatku VAT. Nowe brzmienie definicji rozporządzenia Rady wprowadza jednak takie rozgraniczenie usług telekomunikacyjnych od usług elektronicznych, które w praktyce, w aspekcie objęcia obowiązkiem fiskalizacji nie może być zrealizowane.

W praktyce – w dobie wykorzystania nowych technologii i postępu technicznego w branży telekomunikacyjnej (ale też w zgodzie z dotychczasowymi definicjami usług telekomunikacyjnych dla potrzeb VAT) wszystkie usługi związane bezpośrednio z telekomunikacyjnymi uznawane są również za usługi telekomunikacyjne i korzystają ze zwolnienia z obowiązku fiskalizacji.

Konfederacja Lewiatan

Rośnie udział Polski w generowaniu zysku AmRestu

0

AmRest zanotował spadek zysku netto o prawie 70 proc. Rośnie udział Polski w zyskach, spada w przychodach.

AmRest zanotował 8,9-proc. wzrost skonsolidowanych przychodów do poziomu 1,39 mld zł w I poł. 2014 r.

Spółka uzyskała zysk netto na poziomie 12,9 mln zł, czyli o 69,7 proc. mniej w stosunku do I półrocza 2013 r. Spółka tłumaczy spadek zysku wysoką bazą z zeszłego roku, ze względu na przychody z tytułu rozliczenia opcji w kwocie 63,5 mln zł w I połowie 2013 roku. Bez tego jednorazowego wpływu w omawianym okresie ub.r. spółka zanotowałaby stratę.

Operator otworzył także 59 nowych restauracji, czyli posiada ich na całym świecie 749, w tym najwięcej w Polsce – 308 (stan na 14 sierpnia 2014 r.). Drugim najsilniejszym rynkiem jest Hiszpania, gdzie znajduje się 181 restauracji.

Minimalnie spadł udział Polski w sprzedaży grupy – z 40,8 proc. do 40,5 proc. na koniec czerwca 2014 r. Wzrósł za to znacznie udział Polski w wyniku na poziomie EBIT do 6,3 proc. z 1,7 proc.

Agora notuje stratę ponad 10 mln zł

0

12-krotnie większą stratę netto i spadek przychodów spółka medialna Agora tłumaczy częściowo rosnącymi kosztami i spadającymi przychodami z segmentu Prasa.

Strata netto Agory wyniosła 10,5 mln zł. To o ponad 1200 proc. więcej niż 0,8-milionowa strata po I półroczu ub.r.

Częściowo za wzrost starty odpowiedzialne są rosnące koszty firmy – wynika z raportu.

– Jednym z głównych czynników wpływających na wzrost kosztów operacyjnych Grupy były wyższe koszty wynagrodzeń i świadczeń na rzecz pracowników, które wzrosły o 3,9 proc. do kwoty 149,6 mln zł, m.in. ze względu na wyższe, w stosunku do analogicznego okresu 2013 r., koszty związane z rezerwą urlopową. W omawianym okresie wzrosły również koszty zużycia materiałów i energii oraz wartość sprzedanych towarów – tłumaczą autorzy raportu finansowego.

Przychody netto ze sprzedaż Agory spadły w I półroczu 2014 r. o 1,7 proc. do poziomu 524,8 mln zł – wynika z raportu spółki.

Spadek przychodów w stosunku do poprzedniego roku spowodowany jest głównie poprzez mniejszą sprzedaż usług reklamowych i wydawnictw.

W pierwszym półroczu 2014 r. najistotniejszy wpływ na poziom przychodów Grupy miał spadek wartości wydatków na rynku reklamy prasowej. Wpłynęło to negatywnie na poziom przychodów segmentu Prasa, które skurczyły się o 13,5 proc. Niewielki spadek przychodów odnotował także segment Reklama Zewnętrzna. Pozostałe segmenty Grupy (Druk, Internet, Film i Książka oraz Radio) odnotowały wzrost przychodów – wyjaśnia Agora.

Ceny podręczników – porównuj

Według badania CBOS w ubiegłym roku rodzice przeznaczyli na zakup podręczników  średnio 382 zł*. – W tym roku podręcznik dla uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej, przygotowany przez MEN Nasz elementarz, będzie bezpłatny – zwraca uwagę minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska. Dodatkowo na wszystkie ćwiczenia i podręcznik lub materiał edukacyjny do nauki obowiązkowego języka obcego szkoła otrzyma dotacje w wysokości 75 zł na pierwszoklasistę. W następnych latach darmowe podręczniki i system dotacji obejmą kolejne klasy, jednak w tym roku książki dla starszych uczniów trzeba będzie kupić. Rodziny o najniższych dochodach mogą liczyć na dopłaty w ramach rządowego programu „Wyprawka szkolna”. Kwota zaplanowana w programie na 2014 rok to 156 mln zł.

Kupując książki, warto zwracać uwagę na zróżnicowanie cen. – Namawiam nauczycieli i rodziców, żeby wybierając podręczniki, porównywać ceny w różnych kanałach dystrybucji, by rzeczywiście wybrać to źródło, które jest najtańsze – radzi Adam Jasser Prezes UOKiK. Przed decyzją o wydaniu pieniędzy warto pamiętać o kilku zasadach, które pomogą w rozsądnym dokonywaniu zakupów:

    • porównanie cen – warto  porównywać ceny w różnych kanałach dystrybucji danego wydawcy, szczególnie jeśli ceny danego pakietu różnią się znacząco od tych oferowanych w latach ubiegłych. Warto także sprawdzić cenę w kilku sklepach, zarówno tradycyjnych jak i internetowych. Wirtualne porównywarki cenowe ułatwią wybór najkorzystniejszej oferty, ponadto koszt w internetowym sklepie wydawcy danego podręcznika może służyć jako dobry punkt wyjścia dla porównań;
    • nie musisz kupować tzw. „pakietów” – zakazane są praktyki marketingowe stosowane dotychczas przez niektórych wydawców czy inne podmioty prowadzące sprzedaż podręczników, polegające na wymuszaniu zakupu podręcznika z innym podręcznikiem lub dodatkowymi materiałami dydaktycznymi, wbrew woli konsumenta;
    • przemyślane decyzje – księgarnia nie ma obowiązku przyjmować zwrotu pełnowartościowego podręcznika, który okazał się nieodpowiedni. Warto więc listę obowiązkowych książek skonsultować z nauczycielem. Zwrot lub wymiana na inną, zależy tylko od dobrej woli księgarza. Przed zawarciem transakcji lepiej, zapytać sprzedawcę, czy w określonym terminie będzie można książkę zwrócić lub wymienić;

wadliwy podręcznik można reklamować –  dotyczy to zarówno książek nowych, jak i używanych. Posklejane strony, nieczytelna czcionka – wadliwą książkę można reklamować w ciągu 2 lat od zakupu. Możemy się wtedy domagać m.in.  wymiany towaru na nowy. Jeżeli okaże się to niemożliwe możemy żądać odstąpienia od umowy kupna-sprzedaży lub obniżenia ceny. W przypadku zakupu używanych podręczników sprzedawca może skrócić czas na reklamację do roku. Zawsze  potrzebny będzie dowód zakupu, np. paragon;

  • używane podręczniki są najtańsze – warto korzystać z kiermaszy organizowanych w szkołach i z zakupów w antykwariatach;
  • skorzystaj z rządowego programu „Wyprawka szkolna” – rodziny o dochodach nieprzekraczających 539 zł netto na jedną osobę oraz dzieci z niektórymi niepełnosprawnościami mają prawo do dofinansowania. Zwrot poniesionych wydatków wynosi od 175 do nawet 770 zł na jedno dziecko;
  • Jak starać się o dofinansowanie w ramach „Wyprawki szkolnej”? To rodzice kupują podręczniki. Należy zachować rachunek lub paragon. Będą potrzebne jako dowód zakupu. Termin składania wniosków ustala odpowiednio wójt, burmistrz lub prezydent miasta, właściwy ze względu na siedzibę szkoły. Wszyscy rodzice, którzy złożą wnioski o dofinansowanie muszą otrzymać pieniądze do 17 listopada 2014 r.
    Wnioski o przyznanie pomocy dostępne są na stronach internetowych samorządów gminnych. Więcej informacji na stronie MEN.

 

* Centrum Badania Opinii Społecznej, Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2013/2014, Warszawa 2013

ADMIRAL BOATS z zyskiem w II kwartale

ADMIRAL BOATS S.A., jedyna spółka reprezentująca polski przemysł jachtowy i stoczniowy na giełdzie, wypracowała w ciągu II kwartału 2014 r. przychody netto ze sprzedaży ogółem w wysokości ponad 16,6 mln zł, sprzedając i dystrybuując w 13 krajach ponad 420 łodzi. W okresie tym spółka osiągnęła zysk brutto na poziomie 5,2 mln zł oraz zysk netto w wysokości 2,9 mln zł.

W ujęciu narastającym spółka wypracowała po I półroczu 2014 r. zysk netto na poziomie 444,7 tys. zł, po zanotowanej w I kwartale br. stracie w wysokości 2,3 mln zł spowodowanej sezonowością. Spadek przychodów o 15,4% r/r zrekompensował wzrost rentowności sprzedaży o 3 p.p. do poziomu 26,6%.

Na wyniki wpłynęły m.in. niezrealizowane dotychczas dostawy łodzi do Rosji. Z tego m.in. powodu zysk netto spadł z zanotowanych w II kwartale 2013 r. 3,9 mln zł do poziomu 2,9 mln zł.

– Pomimo trudności na rynku rosyjskim, wynikających przede wszystkim ze spadku wartości rubla, jesteśmy w środku dobrego sezonu, w trakcie którego sprzedajemy więcej droższych modeli. Poprawiamy opłacalność produkcji, ponieważ realizujemy zamówienia o wyższych marżach. Marża brutto na sprzedaży wzrosła o 3 p.p. w stosunku do ubiegłego roku. Chcemy utrzymać ten trend w III kwartale, w którym będziemy realizować przychody z tytułu sprzedaży łodzi wyprodukowanych w ostatnich miesiącach – powiedział Andrzej Bartoszewicz, Prezes Zarządu ADMIRAL BOATS S.A.

W porównaniu z II kwartałem 2013 r. spółka poniosła niższe o 50,1% r/r koszty finansowe dzięki dodatnim różnicom kursowym. Niższe o 16,1% r/r były również koszty sprzedanych produktów.

Spółka ponosi istotne koszty inwestycji w rozbudowywany zakład produkcyjny w Tczewie (woj. pomorskie). Obecnie ADMIRAL BOATS koncentruje się przede wszystkim na zwiększaniu efektywności i rozwijaniu produkcji własnej w miejsce produkcji zlecanej podwykonawcom. Proces ten będzie realizowany wraz z modernizacją zakładów produkcyjnych.

Przejęty w czerwcu 2013 r. zakład w Tczewie oraz towarzyszące temu zwiększenie zatrudnienia
i produkcji w szczycie sezonu, spowodowały wzrost kosztów ogólnego zarządu oraz kosztów operacyjnych. ADMIRAL BOATS planuje zakończenie kluczowych inwestycji do końca 2014 r.

– Zakup zakładu produkcyjnego w Tczewie zwiększył ponad dwukrotnie amortyzację wykazywaną w ciągu kwartału. Ponosimy również wyższe koszty utrzymania obiektów i zatrudnienia. Nadal intensywnie modernizujemy park maszynowy i budynki. Nakłady, które w związku z tym ponosimy, pozwolą na zwiększenie i rozszerzenie produkcji w nadchodzących kwartałach – dodał Bartoszewicz. – Są to dla nas strategiczne inwestycje, które przynoszą już pierwsze owoce. Pozyskaliśmy pierwsze kontrakty na remonty lodołamaczy i produkcję konstrukcji stalowych. Wcześniej uruchomiliśmy także produkcję przyczep. Te oraz kolejne zlecenia zrealizujemy dzięki zakupionej infrastrukturze. Pozwoli to na dywersyfikację przychodów oraz ograniczenie skutków silnej w naszej branży sezonowości.

Grupa Azoty: spadek zysku w I poł. 2014 r. o 69,5 proc. r/r

0

Niższy popyt na produkty grupy i niższe ich ceny na rynkach wpłynęły na pogorszenie wyników Grupy Azoty.

Grupa Azoty zanotowała w I poł. 2014 r. zysk netto w wysokości ok. 234,7 mln zł. To o 69,5 proc. mniej niż w tym samym okresie ub.r.

Przychody miały natomiast mniejszy spadek – o 3,8 proc. do poziomu 5,07 mld zł.

Gorsze niż zeszłoroczne wyniki grupa tłumaczy jednorazową zawyżoną bazą w 2013 r. związana z zakładami w Puławach.

W stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku wyniki są niższe ze względu na ubiegłoroczne jednorazowe ujęcie rozliczenia transakcji nabycia puławskiej spółki. Zrealizowane wyniki finansowe są jednak wyższe od zakładanych oczekiwań rynkowych – tłumaczą autorzy komunikatu Azotów.

Na spadki miały także wpływ spadki cen i popytu na główne produkty firmy. W I półroczu zanotowano na rynkach niższe ceny podstawowych surowców (fosforów, soli potasowej, siarki), niższe poziomy cen rynkowych prawie wszystkich produktów biznesów, w tym nawozów, mniejszy popyt na biel tytanową, tworzywa i melaminę, oraz dalszy spadek popytu na DEHP – wynika z komentarza spółki do wyników.

Police notują spadek skonsolidowanego zysku do 41,8 mln zł

0

Pogorszenie koniunktury wpłynęły na spadek przychodów i zysku ZCh Police po I poł. 2014 r.

Skonsolidowane przychody grupy kapitałowej Grupa Azoty Zakłady Chemiczne Police S.A. spadły po I półroczu 2014 r. do poziomu 1,25 mld zł. To mniej od przychodów I poł. 2013 r. o ponad 14 proc.

Zysk netto spadł o 24,8 proc, do poziomu 41,8 mln zł.

Grupa tłumaczy spadek wyników czynnikami zewnętrznymi.

Decydujący wpływ na niższy poziom wyników uzyskanych w I półroczu 2014 roku w relacji do analogicznego okresu ubiegłego roku miało pogorszenie koniunktury na rynkach produktów azotowych (mocznik, amoniak). W konsekwencji wyższej dynamiki spadkowej cen sprzedaży produktów azotowych niż ceny gazu ziemnego (kluczowy surowiec) odnotowano niższy poziom marż ze sprzedaży tych produktów. Pozytywnie na wyniki wpływały niższe ceny podstawowych surowców zużywanych do produkcji – spółka tłumaczy w raporcie finansowym.

GUS: PKB wzrósł w I poł. 2014 r. o 3,2 proc. r/r

Wstępne szacunki GUS mówią o wzroście PKB o 3,2 proc. w ujęciu rocznym.

Produkt Krajowy Brutto wzrósł w II kw. 2014 r. o 3,2 proc. w ujęciu rocznym. Dla porównania, wzrost PKB w poprzednim kwartale wyniósł 3,4 proc. – wynika z komunikatu GUS.

Analiza powstała na podstawie cen stałych średniorocznych roku poprzedniego, dane są niewyrównane sezonowo.

W II kwartale 2014 r. PKB wyrównany sezonowo (w cenach stałych przy roku odniesienia 2005) wzrósł realnie o 0,6 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i był wyższy niż przed rokiem o 3,2 proc. – tłumaczą autorzy komunikatu Głównego Urzędu Statystycznego.

Tym razem są to wyniki szybkich, eksperymentalnych szacunków – wskazuje urząd. Kolejne szacunki dotyczące PKB za I połowę roku poznamy 29 sierpnia br.

JSW: 341,4 mln zł straty netto w I poł. 2014 r.

Spowolnienie gospodarcze i niższe ceny węgla na rynkach światowych doprowadziły JSW do wygenerowania straty netto na koniec I półrocza.

Przychody Jastrzębskiej Spółki Węglowej w I poł. br. spadły o 23,9 proc. w ujęciu rocznym do poziomu 3,13 mld zł.

Spółka zanotowała także stratę netto w wysokość 341,4 mln zł wobec zysku w wysokości 172,9 mln zł po I półroczu 2013 r.

Na działalność i wyniki z działalności grupy wpływa szereg czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Utrzymujące się spowolnienie gospodarcze głównie na rynkach europejskich, w tym brak stabilności na rynku stali, ma swoje odzwierciedlenie w przewidywalnych odbiorach koksu i węgla koksowego. Drastyczny spadek cen rynkowych koksu i węgla bezpośrednio wpłynęły na wyniki grupy – tłumaczy JSW w raporcie finansowym.

Wolumen sprzedaży węgla przez spółkę obniżył się o 25,5 proc. przy niższej cenie sprzedaży średnio o 13,6 proc.

Gospodarka niemiecka zwalnia w ujęciu kwartalnym

PKB Niemiec wzrasta w porównaniu do ub.r. Spada jednak w ujęciu kwartalnym.

Po II kw. 2014 r. PKB Niemiec było niższe o 0,2 proc. niż w poprzednim kwartale, wynika z wstępnych szacunków danych po uwzględnieniu czynników sezonowych niemieckiego urzędu statystycznego.

W ujęciu rocznym PKB Niemiec wzrósł w II kwartale o 1,2 proc.

Zysk PGNiG rośnie o ponad 6 proc. i wyniósł 1,5 mld zł.

PGNiG notuje wzrost przychodów ze sprzedaży ropy naftowej, co wpływa na wzrost zysku.

Zysk Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa był za to wyższy od ubiegłorocznego o 6,4 proc. i wyniósł 1,5 mld zł.

Przychody ze sprzedaży PGNiG wyniosły po I połowie roku 16,4 mld zł i były nieznacznie – o 2 proc. – mniejsze niż rok wcześniej.

Największy przyrost przychodów firma odnotowała w segmencie sprzedaży energii elektrycznej. Przychody z tego tytułu wyniosły 866 mln zł i były wyższe w ujęciu rocznym o 56,9 proc. Wzrosła także o jedną trzecią sprzedaż ropy naftowej do poziomu 1,54 mld zł. Spadki przychodów zanotowano w sprzedaży produktów gazowych.  

 

UniCredit CAIB Polska: Grupa Kęty zyskuje na ożywieniu w branży budowlanej

0

CEO Magazyn Polska

Produkująca wyroby aluminiowe Grupa Kęty pozytywnie zaskoczyła inwestorów, podnosząc prognozy zysku za 2014 r. o 34 proc. Choć coraz więcej danych sygnalizuje spowolnienie w polskim przemyśle, to produkcja budowlano-montażowa jest w wyraźnej fazie ożywienia. To sprawia, że Kęty nie wykluczają osiągnięcia jeszcze wyższych zysków na koniec roku.

Notowania producenta wyrobów aluminiowych są w trendzie rosnącym od połowy 2011 r. Od tamtego czasu cena akcji wzrosła blisko trzykrotnie, a w ostatnim roku o ponad 32 proc. Inwestorzy spodziewali się, że po II kwartale 2014 r. Grupa Kęty zrewiduje poprzednie prognozy w górę, jednak skala rewizji pozytywnie zaskoczyła rynek.

Ta prognoza jest około 10 proc. powyżej oczekiwań rynkowych na poziomie zysku netto. Z całą pewnością pokazuje to, że zarząd ma duże przekonanie co do tego, że druga połowa roku będzie bardzo dobra dla spółki – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska.

Obecnie Grupa Kęty zakłada wypracowanie 170 mln zł zysku netto w 2014 r., a więc o 34 proc. więcej w porównaniu z lutowymi przypuszczeniami (126,5 mln zł). Prognoza zysku EBITDA została podniesiona z 250,5 mln zł do 305 mln zł, natomiast zysku operacyjnego z 166,6 mln zł do 225 mln zł. Pozytywnie na kurs akcji mogła wypłynąć także obniżka prognozowanych wydatków inwestycyjnych w 2014 r. ze 143,2 mln zł do 130 mln zł.

Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli przynajmniej dwa bardzo mocne kwartały, gdyż z komentarzy spółki wynika, że prognoza jest możliwa do pobicia, a już te 170 mln zł zwiastuje bardzo dobre rezultaty. Myślę, że pierwsza połowa 2015 roku też powinna być dla spółki dobra. Widać, że nie tylko otoczenie rynkowe pomaga, lecz także wcześniejszy plan, czyli projekty inwestycyjne, które spółka zrealizowała. Myślę, że perspektywy dla Kęt są jak najbardziej dobre – ocenia Marcin Gątarz.

W najbliższych kwartałach spółce będzie sprzyjało obserwowane ożywienie w produkcji budowlano-montażowej, która od 2012 r. była w głębokiej zapaści. Gątarz spodziewa się, że Kęty w dalszym ciągu będą rozwijać się w sposób organiczny, przede wszystkim inwestując w moce wytwórcze w Polsce.

Możemy obserwować pewną aktywność na rynkach zagranicznych, tzn. małe akwizycje, takie jak niedawno dokonana przez spółkę na rynku skandynawskim. Natomiast raczej nie spodziewałbym się bardzo dużych projektów akwizycyjnych. To będzie kontynuacja tego, co widzieliśmy dotychczas. Jeśli chodzi o zadłużenie, to moim zdaniem dzisiaj spółka ma bardzo bezpieczne poziomy i przy nich chyba zostanie, będąc połączeniem wzrostu oraz dużego potencjału dywidendowego – podsumowuje analityk UniCredit CAIB Polska.

W II kwartale Grupa Kęty odnotowała 52,64 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej, podczas gdy rok wcześniej było to 42,89 mln zł. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły z 382,85 mln zł w II kwartale 2013 r. do 441,70 mln zł rok później.

W I poł. 2014 roku KGHM zarobił 1,1 mld zł

0

Niekorzystne zmiany cen na giełdach światowych pomniejszyły przychody KGHM w I poł. roku o prawie 1/4. Zysk spada jeszcze szybciej.

Przychody KGHM Polska Miedź S.A. spadły w I poł. 2014 r. o 23,9 proc. r/r. do poziomu 9,53 mld zł – wynika z raportu finansowego spółki. Zysk netto wyniósł 1,1 mld zł i jest to o 36,7 proc. mniej niż w I półroczu ub.r.

Spadek przychodów podyktowany jest cenami surowców na świecie i wahaniami kursowymi.

Ogółem przychody ze sprzedaży podstawowych produktów KGHM Polska Miedź S.A. w I połowie 2014 r. osiągnęły poziom 7 504 mln zł i były niższe o 19 proc. od przychodów osiągniętych w I połowie 2013 r., głównie w efekcie spadku notowań metali: miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) o 8 proc. i srebra na Londyńskim Rynku Kruszców (LBM) o 25 proc., zmniejszenia kursu walutowego USD/PLN oraz obniżenia wolumenu sprzedaży – tłumaczą autorzy raportu.

M. Wołos (TMS Brokers): Słabnąca koniunktura w Niemczech zwiększa szanse na obniżkę stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 09:00

W czerwcu spadł polski eksport do Niemiec i strefy euro, po raz pierwszy od wielu miesięcy tak interpretuje wstępne dane GUS część ekonomistów. Jeśli te prognozy się potwierdzą, to wzrosną szanse na obniżki stóp procentowych przez RPP. Tym bardziej że w drugim kwartale wyhamowała dynamika wynagrodzeń, a inflację dodatkowo obniży rosyjskie embargo.

Myślę, że rynki powoli będą rozważały to, czy Rada Polityki Pieniężnej nie powinna jednak zdecydować się na obniżkę stóp procentowych. Mieliśmy dość słabe dane z polskiej gospodarki  duży spadek wskaźnika PMI, teraz możemy jeszcze zestawić to ze spadkami niektórych wskaźników wyprzedzających naszego największego partnera handlowego, czyli Niemcy. Mogą też powstać potencjalne problemy nie tylko w związku z embargiem, które wprowadziła Rosja, lecz także z embargiem, które na Rosję wprowadziły europejskie kraje. To spowoduje spowolnienie PKB polskiego oraz niemieckiego – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Wołos, analityk, członek zarządu TMS Brokers.

W II kwartale PKB Niemiec skurczył się o 0,2 proc. w ujęciu kwartalnym. W sierpniu nastroje wśród niemieckich analityków oraz inwestorów były znacznie poniżej prognoz. Mierzący je indeks instytutu ZEW osiągnął wartość 8,6 pkt, podczas gdy rynek spodziewał się, że będzie to 18,2 pkt. Jeszcze w lipcu odczyt indeksu ZEW wyniósł 27,1 pkt. To już ósmy miesiąc spadku, licząc od szczytu z grudnia 2013 r., kiedy wskaźnik wyniósł 62 pkt. Wcześniej negatywnym sygnałem był odczyt lipcowego wskaźnika PMI dla niemieckiego przemysłu, który wyniósł 52,4 pkt., a prognozowano 54 pkt.

Coraz słabsze sygnały z niemieckiej gospodarki zwiększają szansę na poluzowanie polityki pieniężnej przez RPP. Tym bardziej że koniunktura w największej gospodarce strefy euro ma większy wpływ na polskie PKB, niż było to rok temu. Według danych GUS w pierwszej połowie 2014 r. udział Niemiec w całkowitym eksporcie Polski wzrósł do 25,9 proc. z 25,1 proc. w pierwszym półroczu 2013 r. Główny ekonomista BIZ Banku Ignacy Morawski uważa jednak, że po dobrych poprzednich miesiącach w czerwcu eksport do Niemiec nie tylko przestał rosnąć, lecz wręcz zanotował spadek.

Tym samym pojawiają się argumenty czysto gospodarcze związane z tym, że Rada Polityki Pieniężnej mogłaby zdecydować się na obniżkę stóp procentowych. Gdyby słabość gospodarki była bardziej widoczna, inflacja z powodu zamieszania z Rosją też nie powinna nam rosnąć, to mamy wtedy szansę na obniżkę stóp procentowych. Z niektórych komentarzy członków Rady Polityki Pieniężnej tak by wynikało, ale takie decyzje będą podejmowane dopiero we wrześniu, może w październiku – twierdzi Wołos.

Prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych zwiększa także brak wyraźnej presji płacowej w gospodarce, która mogłaby zwiększyć tempo wzrostu cen. W drugim kwartale 2014 r. średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło o 3,5 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy w pierwszym wzrost wyniósł 4,2 proc. – wynika z danych GUS. Ponadto w lipcu po raz pierwszy od 1989 r. zanotowano deflację. Marek Wołos spodziewa się, że jeśli RPP zdecyduje się na cięcie stóp procentowych po wakacjach, to obniżka wyniesie 0,25 pkt proc.

Rada Polityki Pieniężnej może dokonywać obniżek również w mniejszej skali niż 25 punktów bazowych, które do tej pory były w Polsce minimum, ale wydaje mi się, że to musi być obniżka co najmniej o 25 punktów, żeby miała jakieś przełożenie na rynek – uważa analityk i członek zarządu TMS Brokers.

M. Lizon (Asseco BS): Spółka jest obecnie niedowartościowana. Drugie półrocze 2014 r. będzie równie dobre jak pierwsze

0

CEO Magazyn Polska

Asseco Business Solutions spodziewa się utrzymania w drugiej połowie 2014 r. kilkunastoprocentowej poprawy zysku. Informatyczna spółka ma o 5 proc. większy portfel zamówień niż rok wcześniej i planuje wypłacić akcjonariuszom cały zysk netto za 2014 r. Mimo to kurs akcji od początku roku jest w trendzie spadkowym.

Notowania Asseco Business Solutions na GPW przestały rosnąć w końcówce 2013 r., kiedy kurs sięgnął 13 zł, i od tego czasu zarysowuje się krótkoterminowy trend spadkowy. Obecnie cena akcji spółki wynosi nieco ponad 11 zł, jednak wciąż jest ona o ponad 7 proc. wyższa niż w sierpniu 2013 r.

Naszym zdaniem kurs nie spada. Utrzymuje się stabilnie na dość przyzwoitym poziomie. Wskaźnik zysk-cena jest całkiem wysoki jak na dzisiejsze notowania spółek giełdowych. Oczywiście chcielibyśmy, żeby było lepiej. Uważamy, że akcje są nieco niedowartościowane, ale te decyzje są nie w naszych rękach – twierdzi Mariusz Lizon, członek zarządu Asseco Business Solutions.

Asseco Business Solutions widzi potencjał do wzrostu ceny akcji, ponieważ spodziewa się wyraźnej poprawy wyników w drugim półroczu. Spółka zwraca przy tym uwagę, że w tym okresie jej portfel zamówień będzie o 5 proc. wyższy.

Największe umowy to Nestlé i Lotte Wedel, były one podpisane w pierwszym półroczu, natomiast realizacja będzie w drugim półroczu, może nawet zahaczyć o 2015 rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor członek zarządu Asseco Business Solutions. – Trzy ostatnie kwartały pokazują dodatnią dynamikę, porównując do analogicznych okresów te dwa ostatnie nawet dwucyfrową. Także 5,3 mln zł to ładny wynik i narastające 13 mln zł zysku netto za pierwsze półrocze to jest kilkanaście procent lepiej niż w pierwszym półroczu 2013 r.

W drugim kwartale 2014 r. spółka odnotowała 5,37 mln zł jednostkowego zysku netto wobec 4,82 mln zł rok wcześniej, z kolei zysk operacyjny wzrósł w tym okresie z 5,53 mln zł do 6,33 mln zł. Przychody ze sprzedaży w II kwartale br. wyniosły 31,20 mln zł i były niższe niż przed rokiem, kiedy sięgnęły 32,58 mln zł. W całym pierwszym półroczu Asseco Business Solutions odnotowało poprawę w kategorii zysku netto rok do roku (z 11,54 mln zł do 13,06 mln zł) oraz w kategorii przychodów ze sprzedaży (z 66,28 mln zł do 70,32 mln zł).

Z punktu widzenia akcjonariuszy istotne jest to, że dobra sytuacja  finansowa spółki pozwoli utrzymać jej dotychczasową politykę dywidendową.

Przez ostatnie trzy lata pełny zysk netto był wypłacany w postaci dywidendy. W tym roku, 2 czerwca, wypłaciliśmy również cały zysk netto w postaci dywidendy i zarząd planuje taką politykę prowadzić dalej, czyli jeśli nie pojawią się tematy akwizycyjne, nad którymi aktualnie nie pracujemy, też będziemy rekomendować wypłatę dywidendy w przyszłym roku za cały zysk w tym roku – twierdzi Mariusz Lizon.

Główny ekonomista Banku Millennium: Polska gospodarka urosła w II kwartale o 3,3 proc.

CEO Magazyn Polska

W czerwcu Polska utrzymała jeszcze nadwyżkę eksportu nad importem, ale będzie się ona kurczyć. Wzrost PKB w II kwartale napędzała silna konsumpcja i inwestycje firm, dlatego był on tylko nieznacznie gorszy od pierwszego – przewiduje główny ekonomista Banku Millennium. Silniejszy wpływ sankcji ze strony Rosji będzie widoczny dopiero w następnych kwartałach.

Spodziewam się, że wynik w II kwartale będzie nieco słabszy niż w I kwartale. Natomiast nie oczekuję wyraźnego spowolnienia, szacuję wzrost na poziomie 3,3 proc. wobec 3,4 proc. w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Drugi kwartał jako całość był wciąż nie najgorszy dla polskiej gospodarki pomimo nieco słabszych wyników w końcówce tego kwartału – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Mimo niekorzystnych sygnałów z polskiej gospodarki, jak np. odczyt wskaźnika PMI dla przemysłu poniżej 50 pkt. w lipcu oraz niska dynamiki sprzedaży detalicznej, według Maliszewskiego wzrost konsumpcji prywatnej miał pozytywny wkład we wzrost PKB. W II kwartale wyhamowały jednak inwestycje, choć także z przyczyn sezonowych i jednorazowych, jak np. możliwość odliczenia VAT od samochodów z kratką czy też łagodna zima w I kwartale.

W związku z tym dynamika inwestycji będzie niższa, ale wciąż w miarę dobra. Szacuję, że w II kwartale było to około 7,5 proc. Poza tym bazowe efekty na poziomie zapasów mogą podbić roczny wskaźnik w II kwartale, więc wydaje mi się, że ogólny odczyt nie powinien być istotnie niższy od tego w poprzednim kwartale – prognozuje główny ekonomista Banku Millennium.

Grzegorz Maliszewski nie spodziewa się spadku eksportu w II kwartale, ponieważ przedsiębiorcy zwiększali w tym czasie sprzedaż na rynkach UE.

Pomimo sankcji, które zostały nałożone, eksport powinien wciąż rosnąć. Eksport żywności, którego dotknęły sankcje, nie jest dominującą pozycją polskiego eksportu, w związku z tym oczekiwać można wyhamowania na rynki wschodnie, natomiast eksport do krajów Unii Europejskiej powinien się zwiększać – zapowiada Maliszewski.

Główny ekonomista Banku Millennium zwraca jednak uwagę na to, że wkład eksportu netto do PKB będzie niższy niż w I kwartale. Jego zdaniem przyspieszenie po stronie importu spowoduje, że wpływ eksportu netto na PKB będzie negatywny. NBP szacuje, że w czerwcu 2014 r. eksport wyniósł 13,71 mld euro, z kolei import – 13,38 mld euro. W tym samym miesiącu deficyt na rachunku obrotów bieżących wyniósł 391 mln euro, wobec 124 mln euro nadwyżki w maju i prognoz ekonomistów na poziomie 166,3 mln deficytu.

Począwszy od II kwartału, głównym motorem wzrostu PKB ma być popyt krajowy, w tym konsumpcja prywatna.

Poprawa sytuacji na rynku pracy powoduje spadek obaw o bezrobocie, a to zwiększa skłonność gospodarstw domowych do wydatkowania na konsumpcję. Oczywiście to nie będzie boom konsumpcyjny, ponieważ gospodarstwa domowe mimo wszystko wciąż dość ostrożnie podchodzą do konsumpcji. Natomiast wzrost na poziomie 3 proc. wydaje się realny – twierdzi Maliszewski.

Setki nowych miejsc pracy w centrach badawczo-naukowych Nokii

CEO Magazyn Polska

Nokia zwiększa zatrudnienie w polskich centrach badawczo-rozwojowych. Od początku ubiegłego roku spółka zatrudniła w naszym kraju ponad 750 osób i wciąż zamierza przyjmować. Rozwój części badawczej Nokii napędzają przede wszystkim prace nad nowymi technologiami przesyłu, w tym LTE Advanced i w przyszłości 5G.

‒ Nokia kontynuuje inwestycje w centra R&D w Polsce. W tamtym roku zatrudniliśmy ponad 450 osób we Wrocławiu, a w tym roku w pierwszym półroczu ponad 300 osób – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Ciepluch, dyrektor Europejskiego Centrum Oprogramowania i Inżynierii Nokia. ‒ Jest to związane z nowymi inwestycjami, a także oczekiwaniami ze strony operatorów. Chcą nowych funkcjonalności, które pozwolą im lepiej korzystać z własnego biznesu, dlatego trzeba je zaimplementować i przetestować. To właśnie robią inżynierowie we Wrocławiu i Krakowie.

Ciepluch dodaje, że to na pewno nie koniec rozwoju Nokii w obszarze badań i rozwoju w Polsce. Nasz kraj jest dla tej spółki ważnym i cały czas rosnącym rynkiem. Nie chce jednak określać konkretnych planów, bo te są dynamiczne i zmieniają się z kwartału na kwartał.

Polscy inżynierowie pracują przede wszystkim nad nowymi technologiami teleinformatycznymi. Operatorzy sieci, jak podkreśla Ciepluch, cały czas poszukują nowych rozwiązań i do zadań działu R&D Nokii należy ich opracowanie i wdrożenie. Podstawowe badania dotyczą znanej od 1999 r. technologii WCDMA (Wideband Code Division Multiple Access), która jest najpopularniejszą technologią w systemach 3G. Nokia prowadzi też prace nad technologią LTE (Long Term Evolution, system 4G), a także nad jeszcze szybszą technologią LTE Advanced.

‒ Technologia LTE Advanced jest rozwinięciem LTE, czyli oferuje znacznie większą szybkość niż standardowy przesył. W Niemczech została przygotowana prezentacja na temat maksymalnej przepustowości technologii LTE i osiągnęliśmy 3,8 Gbit/s, co już jest dość dobrą szybkością na użytek indywidualny – mówi Ciepluch. Dodaje: Natomiast w sferze planowania jest też technologia 5G, która pod strzechy wejdzie w okolicach 2020 roku.

Nowe inwestycje badawczo-rozwojowe Nokii mają dotyczyć przede wszystkim technologii radiowych i poprawy wydajności dostępnego spektrum częstotliwości, a także przyspieszeniem łączy internetowych. Spółka zajmuje się między innymi stacjami bazowymi.

Z uwagi na nowe inwestycje i zwiększone zatrudnienie Nokia zamierza też kontynuować i zacieśniać współpracę z uczelniami. W ten sposób spółka pozyskuje do pracy, zwłaszcza w największym swoim centrum we Wrocławiu, utalentowanych absolwentów. Przede wszystkim dotyczy to studentów kierunków ścisłych, takich jak: informatyka, elektronika, automatyka czy fizyka i matematyka.

‒ W ramach współpracy z uczelniami wrocławskimi proponujemy dokształcanie studentów w dziedzinie nowych technologii. To będzie kontynuowane. Jednocześnie razem z wrocławskimi firmami informatycznymi myślimy o stworzeniu czegoś całkowicie unikatowego w tym zakresie – zdradza Ciepluch.

 

Zamknięcie linii kolejowej na czas modernizacji może uratować Polskę przed zwrotem dotacji z UE

CEO Magazyn Polska

Całkowite zamknięcie fragmentu modernizowanej linii kolejowej z Warszawy do Białegostoku może być jedyną szansą na sfinalizowanie inwestycji przed końcem przyszłego roku. W innym wypadku Unia Europejska może nakazać Polsce zwrócić część dotacji. Bogusław Kowalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR jednak ostrzega, że to rozwiązanie wyjątkowe, szkodliwe dla przewoźników i może dać im podstawę do ubiegania się o odszkodowanie.

Pamiętajmy, że inwestycje są prowadzone na żywym organizmie transportowym, że z infrastruktury korzystają przewoźnicy. Liczba pasażerów, czasy przejazdów ‒ to wszystko wpływa na ich kondycję finansową. Wyłączenie na jakiś okres relacji i zastąpienie ich na przykład transportem autobusowym, rodzi trwałe konsekwencje dla rynku przewozów pasażerskich. To jest dobry pomysł, żeby przyspieszyć inwestycje, ale jest jeszcze pytanie o koszty uboczne i ich rekompensowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bogusław Kowalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Całkowite wyłączenie z ruchu ok. 30-kilometrowego odcinka od Sadownego do Tłuszcza zaproponował PKP PLK kilka miesięcy temu Torpol, lider konsorcjum modernizującego linię kolejową Rail Baltica na odcinku od Warszawy-Rembertowa do Tłuszcza. Miałoby to znacznie skrócić czas potrzebny na dokończenie znacznie opóźnionej inwestycji.

Zamknięcie linii pozwoli skrócić czas potrzebny na wykonanie remontu o 10 miesięcy. Prace mogłyby zakończyć się w listopadzie przyszłego roku. Dzięki temu rozwiązaniu podróż z Białegostoku do stolicy, już pod koniec przyszłego roku, może potrwać 2,5 godziny. Przy założeniu, że ruch zostanie utrzymany na jednym torze, utrudnienia związane z remontem potrwają do października 2016 ‒ zapowiada w e-mailu przysłanym do Newserii Biznes Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy PKP PLK.

Modernizację linii w kierunku Białegostoku, podobnie jak wszystkie inne projekty współfinansowane przez UE w ramach perspektywy budżetowej 2007-2013, trzeba zakończyć i rozliczyć przed końcem 2015 r. W innym wypadku grozi nam utrata dofinansowania z Brukseli.

Dzisiaj chyba nikt do końca nie jest w stanie precyzyjnie określić, w jakim tempie inwestycje będą prowadzone w najbliższych miesiącach, czy rzeczywiście założone harmonogramy da się zrealizować. To jest loteria. Po raz kolejny robione to jest w sposób chaotyczny, przypadkowy, na zasadzie  „uda się lub nie uda się”. Tak nie należy działać – podkreśla Kowalski.

Kowalski dodaje, że choć całkowite zamknięcie trasy może rozwiązać problem z czasem zakończenia inwestycji, koszty takiego kroku będą bardzo duże. Poniosą je przede wszystkim spółki uruchamiające połączenia na tym odcinku, ale także zamawiające te połączenia Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju oraz samorządy. Komunikacja zastępcza oznacza wydłużenie czasu przejazdu i mniejszy komfort, choć Siemieniec zapewnia, że PKP PLK razem z przewoźnikami rozmawia o komunikacji autobusowej zarówno bezpośrednio z Warszawy do Białegostoku, jak i na odcinkach pośrednich.

Mimo to zmiany mogą prowadzić do trwałego odpływu liczby podróżnych. Kowalski podkreśla, że w takim wypadku przewoźnicy poniosą wymierne straty finansowe, a nawet po zakończonej modernizacji odzyskać pasażerów może być trudno.

Ocenia także, że za te straty przewoźnicy oraz organizatorzy przewozów mogą domagać się zadośćuczynień od PKP PLK. Siemieniec zapewnia, że przewoźnicy nie zapłacą nic za komunikację zastępczą. Jednak niezależnie od tego, przy przyszłych inwestycjach kolejowych zamykanie całej linii nie może być preferowanym rozwiązaniem. Kowalski zaznacza, że podstawą powinno być dobre planowanie inwestycji, nawet z 20-letnim wyprzedzeniem, jak robią to Niemcy.

Inwestycje muszą być odpowiednio rozłożone w czasie, tak, by były prowadzone razem z ruchem, a wyłączenia powinny być naprawdę incydentalne. Mogą dotyczyć tylko punktowych elementów infrastruktury, kiedy nie da się modernizować w inny sposób. O pasażera trzeba walczyć, trzeba robić wszystko, aby on jak najmniej odczuł problemy związane z modernizacją – podkreśla ekspert ZDG TOR.