W niedzielę odbędzie się aukcja koni w Janowie Podlaskim. Co roku przyciąga największych hodowców i kupców z całego świata

0

Przekazanie daru ogiera z królewskich stajni przez Króla Bahrajnu uświetni Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi zorganizowany po raz 36. w Janowie Podlaskim. Impreza rozpocznie się 15 sierpnia i potrwa trzy dni. Ważnym elementem wydarzenia będzie również aukcja koni – coroczna impreza, która przyciąga hodowców i kupców z całego świata.

Otrzymamy ogiera, który pochodzi z rodu Kuhailana Afasa. Jego wpływ na hodowlę jest ogromny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Trela, prezes Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. – Wartość tego prezentu oceniać będziemy wiele lat później w postaci potomstwa i jego wpływu na hodowlę. 

W niedzielę 17 sierpnia syn następcy tronu Bahrajnu przekaże dar na ręce ministra rolnictwa. Ogier wzbogaci polską hodowlę. Pozwoli ją odświeżyć, ponieważ nie jest blisko spokrewniony z końmi pochodzącymi z naszego kraju.

Te konie są inne – podkreśla Marek Trela. – Mają bardzo ważne cechy, które na pewno przydadzą się w hodowli, a mianowicie solidną tkankę, wytrzymałość. One hodowane były w bardzo ekstremalnych warunkach pustynnych, a poza tym mają zasadniczą zaletę, że są zupełnie obce rodowodowo i dlatego też bardzo zmniejszają spokrewnienie, którego się trochę obawiamy.

Najważniejszym wydarzeniem Dni Konia Arabskiego będzie tradycyjna aukcja arabów z polskich stadnin. Od 45 lat przybywają na nią najpoważniejsi kupcy z całego świata, licytując za kwoty liczone w setkach tysięcy euro. Rekordowe ceny, jakie padały w ubiegłych latach, przekraczały niekiedy 1 mln euro.

Konie arabskie mają najdłuższą tradycje hodowlaną w Polsce – zaznacza Anna Stojanowska z Zespołu Nadzoru Właścicielskiego Agencji Nieruchomości Rolnych, właściciela trzech stadnin: Janów Podlaski, Michałów oraz Białka. – Pierwsze konie orientalne dotarły do kraju wiele wieków temu i stanowią naszą sztandarową rasę zwierząt, z której jesteśmy znani na całym świecie. Przynosi ona Polsce najwięcej splendoru i powodów do dumy, bo polskie konie wygrywają najpoważniejsze pokazy na całym świecie, ale też i wymierne korzyści finansowe.

W tym roku stadnina koni w Michałowie zaprezentuje nabywcom championki Polski: Normę i Piacollę. Białka sprzedawać będzie klacz Perfirkę, matkę zeszłorocznej triumfatorki Perfinki, a Janów – takie gwiazdy, jak: Cenoza, Alabama, Papusza oraz Piraneza. Dni Konia Arabskiego to jednak nie tylko aukcja.

Jest to święto hodowli – podkreśla prezes Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. – Nie wiem, czy więcej ludzi przyjeżdża do Janowa po to, żeby obejrzeć Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi, czyli wybory najlepszych koni, czy więcej ludzi przyjeżdża, żeby kupić konie. Jeżeli ktoś miałby ochotę zobaczyć najpiękniejsze konie w kraju, to właśnie piątek i sobota są najlepszą okazją.

Polska hodowla koni nie jest może największa na świecie. Pod tym względem daleko nam choćby do amerykańskich gigantów. To jednak konie z naszego kraju budzą największe zainteresowanie najpoważniejszych kolekcjonerów.

Od wielu lat Polska jest w ścisłej czołówce światowej hodowli. Ona wyznacza pewne trendy hodowlane, kształtuje rynek i jest barometrem cen na świecie – mówi Anna Stojanowska z Agencji Nieruchomości Rolnych.

Konie arabskie czystej krwi hodowane są w Polsce w trzech stadninach: Janów Podlaski, Michałów oraz Białka, należących do Agencji Nieruchomości Rolnych, która pełni rolę gospodarza Dni Konia Arabskiego. Podstawowym zadaniem spółek strategicznych, nad którymi ANR sprawuje nadzór, jest ochrona bazy genetycznej, zapewnienie prawidłowego prowadzenia hodowli i jej ciągłość.

Rośnie sprzedaż soków, ale nadal spośród napojów bezalkoholowych najwięcej pijemy wody

CEO Magazyn Polska

Polacy rocznie wypijają niemal 3 mld litrów wody, w tym wód smakowych. To najpopularniejszy napój bezalkoholowy, choć na rynku wartym łącznie 12 mld zł najbardziej wartościową kategorią są napoje gazowane. Rynek po stagnacji w ostatnich latach notuje niewielki wzrost, a upalne lato może jeszcze bardziej poprawić wyniki. Z uwagi na rosyjskie embargo potanieć mogą soki jabłkowe.

Wolumen rynku to mniej więcej 6 mld litrów napojów bezalkoholowych, wartościowo  ponad 12 mld zł. Poszczególne kategorie wyglądają różnie, w zależności od tego, co bierzemy pod uwagę wolumen czy wartość. Woda należy do najtańszych produktów, w związku z tym pod względem wielkości jest największą kategorią, stanowi około 48 proc. całej kategorii napojów bezalkoholowych. Ale wartościowo jest to już tylko 28 proc., co daje trzecie miejsce. Z kolei napoje gazowane to najbardziej wartościowa kategoria, ma ponad 30 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Iwona Jacaszek, dyrektor ds. korporacyjnych Coca-Cola HBC Polska.

Dodaje, że trzecim istotnym typem napojów są soki i napoje owocowe. Pozostałe kategorie, takie jak napoje izotoniczne lub energetyczne, mają bardzo niewielki udział w rynku.

W tym roku po raz pierwszy od kilku lat rynek rośnie jako całość. Jacaszek przypomina, że w poprzednich latach sprzedaż napojów bezalkoholowych utrzymywała się na mniej więcej stałym poziomie. Natomiast w pierwszym półroczu tego roku Coca-Cola zanotowała już 3-proc. wzrost rok do roku, a upalne lato daje nadzieję na jeszcze lepsze wyniki w lipcu i sierpniu. Miesiące letnie są dla producentów tego typu napojów zdecydowanie najważniejsze. Sprzedaż w lipcu może być aż o 50 proc. wyższa niż w styczniu – podkreśla Jacaszek.

Pomimo obserwowanej od kilku lat stagnacji, poszczególne kategorie napojów notowały wzrosty i straty.

Od wielu lat woda ma trend wzrostowy. Na początku kryzysu makroekonomicznego kategoria napojów bezalkoholowych lekko spadała, a woda była jedyną rosnącą kategorią. I tak jest do dzisiaj. Soki, napoje i nektary są kategorią ciekawą, bo zaczęły bardzo mocno spadać na początku kryzysu. Soki to napoje najdroższe, więc Polacy zaczęli szybko rezygnować z ich zakupu na rzecz taniej wody. Od zeszłego roku ten trend się odwrócił. Zaczynamy kupować coraz więcej soków i nektarów. Wróciliśmy do droższych napojów, bo sytuacja ekonomiczna się trochę ustabilizowała – ocenia Jacaszek.

Podkreśla, że sprzedaż wody rośnie także dzięki wprowadzeniu do sprzedaży wód smakowych. To napoje plasujące się pomiędzy wodą a sokami, ale statystycznie zaliczane są do wody. Trzecia popularna kategoria napojów, czyli napoje gazowane, sprzedaje się stabilnie i z roku na rok nie występują istotne zmiany.

Na rynek napojów wpływ mogą mieć też sankcje nałożone na Polskę przez Rosję, w szczególności ograniczenia w imporcie jabłek.

Ten nadmiar, który zostanie w Polsce, może wpłynąć na spadek ceny surowca, a co zatem idzie na spadek ceny finalnej produktu. Więc może Polacy nie tylko będą jeść więcej jabłek, lecz także będą pić więcej soku jabłkowego – prognozuje Jacaszek.

Szybko rośnie też kategoria napojów energetycznych. Choć to wciąż bardzo niewielka część całego rynku, w pierwszym półroczu tego roku wzrost zarówno wolumenowo, jak i pod względem wartości, wyniósł aż 9 proc. Polacy piją coraz więcej tego typu napojów. W badaniach przeprowadzonych dla Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności w 2013 r. aż 45 proc. Polaków zadeklarowało, że co najmniej raz w roku pije napoje energetyczne (unijna średnia wyniosła 30 proc., a większy odsetek osób pijących tego typu napoje był tylko w Czechach i Austrii). Odsetek osób pijących więcej niż litr tego typu napojów w krótkim czasie w Polsce wynosi 8 proc. i jest niższy niż unijna średnia o 3 pkt proc.

Konflikt na Ukrainie ogranicza eksport polskich ciągników. Rośnie za to sprzedaż na Zachód

CEO Magazyn Polska

Krajowi producenci maszyn rolniczych i ciągników boleśnie odczuli skutki konfliktu na Ukrainie. Eksport polskich produktów do krajów Europy Środkowej i Wschodniej w I kwartale br. spadł o 42,5 proc. Eksporterzy szukają więc innych rynków zbytu w I kwartale znacząco zwiększyli sprzedaż na Zachód    i coraz bardziej interesują się Afryką. Eksperci zapewniają, że wschodnie rynki, po uspokojeniu się sytuacji politycznej, pozostaną bardzo perspektywiczne.

Jak informuje firma Akcenta, obsługująca transakcje walutowe eksporterów i importerów, powołując się na dane GUS, wartość sprzedaży polskich ciągników za granicę w ciągu pierwszych trzech miesięcy roku wyniosła ogółem 415,6 mln zł i była o 11,6 proc. niższa niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Eksport traktorów do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (w tym do Rosji i na Ukrainę, które od lat są dla producentów znaczącym rynkiem zbytu) osiągnął wartość ok. 88 mln zł i był ponad trzy razy niższy od zanotowanej w tym samym czasie sprzedaży ciągników do krajów Unii Europejskiej (265,3 mln zł).

– Eksporterom nie udało się poprawić ubiegłorocznych wyników – zauważa Radosław Jarema, dyrektor generalny obsługującej transakcje walutowe eksporterów i importerów firmy Akcenta. – Mimo że duży wzrost zanotowali polscy eksporterzy traktorów do krajów wysokorozwiniętych i do krajów Unii Europejskiej, wzrost był prawie 10-proc., to nie zrekompensował on spadku sprzedaży do krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak podkreśla, w kryzysowych czasach eksporterzy często zwracają się ku rynkom zachodnioeuropejskim, które są bardziej stabilne i pewne. Polscy producenci konkurują na nich nie tylko ceną i tańszą siłą roboczą, lecz także zaawansowaniem technologicznym wytwarzanych produktów. Zdaniem Jaremy chłonność tych rynków jest jednak ograniczona, a lokalna konkurencja bardzo silna. Dlatego producenci muszą szukać nowych rynków zbytu.

– Polskie ciągniki pod względem technologicznym wcale nie są gorsze od tych produkowanych w rozwiniętych krajach – podkreśla Radosław Jarema. – Siłę krajowej maszyny obrazuje kontrakt, który we wrześniu ubiegłego roku Ursus, polski potentat, podpisał z Etiopią. Zobowiązał się do dostarczenia tamtejszej spółce Metals and Engineering Corporation of Adama Agricultural Machinery Industry w sumie 3 tys. maszyn o wartości przeszło 90 mln dol. Była to największa od lat tego rodzaju transakcja.

Rynek afrykański dla polskich producentów ciągników i maszyn rolniczych – zdaniem dyrektora generalnego firmy Akcenta  jest bardzo przyszłościowy. Powinien być uwzględniany w planach i strategiach sprzedaży oraz rozwoju. W pierwszym kwartale bieżącego roku wywóz towarów z Polski do państw Afryki łącznie był wyższy o 42,6 proc. niż przed rokiem.

– W sprzedaży do krajów Czarnego Kontynentu łatwo wykazać bardzo szybki, oszałamiający wzrost, bo wartości początkowe są niewielkie – mówi Jarema. – Krajowi producenci nie obawiają się tego rynku. Wskazuje na to choćby coraz większa liczba pytań o sposoby i możliwości realizacji transakcji z afrykańskimi podmiotami. Wcześniej, jeśli w tamtym kierunku szły z Polski płatności, to raczej na konta organizacji charytatywnych i pomocowych.

Podkreśla jednak, że krajowi przedsiębiorcy sprzedający ciągniki za granicą nie powinni rezygnować z planów współpracy handlowej z państwami Europy Wschodniej, szczególnie Ukrainą.

– Wraz z ustabilizowaniem się sytuacji politycznej oraz integracją tego kraju z Unią Europejską mogą się pojawić pozytywne perspektywy dla branży – wskazuje Radosław Jarema. – Krajowi producenci i eksporterzy ciągników powinni mieć to na uwadze, planując rozwój. Powrót oraz potencjalna ekspansja na rynkach wschodnich są jak najbardziej realne. Warto monitorować sytuację w regionie oraz przygotowywać się do zniesienia barier handlowych i otwarcia tamtejszego rynku. Polskie ciągniki doskonale pasują do żyznych ukraińskich gleb.

Wykluczenie rosyjskich firm z indeksów S&P i FTSE będzie ciosem w ich reputację i utrudni finansowanie

CEO Magazyn Polska

S&P oraz FTSE wciąż prowadzą rozmowy z uczestnikami rynku w sprawie ewentualnego wykluczenia z indeksów części firm z Rosji. Taki ruch doprowadziłby do silnej wyprzedaży ich akcji, a w konsekwencji utrudniłby im pozyskiwanie kapitału na rynku. Jedna z największych firm tworzących indeksy giełdowe, amerykańska MSCI, pozostawi Sberbank oraz VTB Bank w indeksie rosyjskich spółek, ale firma opracowała już indeksy pomijające wszystkie rosyjskie aktywa. Szacuje się, że najważniejsze indeksy opracowywane przez MSCI, S&P oraz FTSE śledzi kapitał o wartości bilionów dolarów.

Jeżeli giełdy amerykańskie również podejmą kroki w kierunku wykluczenia rosyjskich spółek ze swoich indeksów, to niewątpliwie ten kapitał pójdzie do innych spółek, które wejdą na to miejsce. Rynek nie znosi próżni. Spółki rosyjskie na tym ucierpią, natomiast trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że rynek światowy też, ponieważ te spółki rosyjskie jednak będą uczestniczyć w światowym systemie gospodarczym – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit Sp. z o.o.

Na przełomie lipca i sierpnia firma MSCI wywołała silną wyprzedaż akcji rosyjskich spółek po tym, jak stworzyła nowe indeksy wykluczające rosyjskie aktywa: MSCI ACWI ex-Russia oraz MSCI Emerging Markets ex-Russia. Amerykańska spółka nie zdecydowała się jednak wykluczyć ze swojego indeksu MSCI Russia dwóch spółek, na które zostały nałożone zachodnie sankcje: Sberbanku oraz VTB Banku.

MSCI zastrzega sobie jednak prawo do zmiany tej decyzji, jeśli – wbrew zapowiedziom ze strony banków – zdecydują się one jednak na emisję nowych akcji. Sankcje ze strony USA i UE zabraniają inwestorom nabywania nowych emisji akcji oraz długu o zapadalności dłuższej niż 90 dni. Nad wykluczeniem części rosyjskich spółek ze swoich indeksów wciąż zastanawia się jednak S&P Dow Jones Indices oraz FTSE. Zdaniem części analityków decyzja jest trudna, ponieważ nie da się oddzielić rynku pierwotnego, który dotknęły sankcje, od rynku wtórnego, na którym handel odbywa się w normalnych warunkach.

Wśród argumentów za usunięciem rosyjskich aktywów najczęściej wymienia się ułatwienie inwestorom dywersyfikacji ryzyka. Fundusze inwestujące w sposób pasywny są obecnie narażone na silne straty z powodu posiadania w portfelu rosyjskich akcji. Od początku roku rosyjskie indeksy MICEX oraz RTS dużo gorzej radzą sobie w porównaniu z np. chińskimi czy brazylijskimi.

Wiele funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych z definicji kupuje takie spółki, ponieważ ich wyniki inwestycyjne są często odnoszone do głównych indeksów giełdowych. Zatem zarządzający niejako automatycznie podejmują decyzję o kupnie danej spółki i oczywiście modyfikują często decyzję o to, czy daną spółkę przeważają, czy nie doważają – wskazuje prezes BTFG Audit.

Jeśli rosyjskie spółki zostaną usunięte z indeksów S&P, to inwestorzy pasywni, starający się naśladować wyniki indeksu, będą je sprzedawać – oceniają analitycy. Obok ciosu w reputację, bezpośrednim skutkiem będzie wzrost kosztu pozyskania kapitału przez rosyjskie banki oraz inne przedsiębiorstwa. Prawdopodobnie będą one musiały szukać kapitału na innych rynkach, np. w Chinach. W przypadku problemów z płynnością, banki komercyjne są w relatywnie lepszym położeniu, bo mogą liczyć na pomoc centralnego banku Rosji.

Świat finansów jest bezwzględny i zawsze znajdą się podmioty, które będą w stanie finansować podmioty niejako wykluczone ze świata finansów albo które prestiżowo ucierpiały. Finansują je jednak na znacznie trudniejszych warunkach: albo żądają znacznie większego udziału w kapitale danej spółki, albo są w stanie zapłacić mniej, ponieważ wiedzą, że dany partner biznesowy nie ma łatwego dojścia do kapitału – wyjaśnia Ruciński.

Polacy nie potrafią już podróżować bez aplikacji mobilnych

CEO Magazyn Polska

Nawigacja, dostęp do rozkładów jazdy, możliwość zakupu i zarządzania biletami ‒to tylko przykłady aplikacji, bez których Polak w podróży nie bardzo umie sobie już poradzić. Osób korzystających z takich narzędzi przybywa wraz z rosnącą liczbą urządzeń mobilnych z dostępem do sieci. Szczególnie w okresie wakacji aplikacje notują kilka tysięcy pobrań dziennie.

Jeżeli chodzi o sprawdzanie informacji dotyczących rozkładu jazdy, planowanie podróży oraz kupowanie biletów, pasażerowie będą powoli migrować z tradycyjnych pecetów na urządzenia mobilne. To naturalne, że urządzenie, za pomocą którego planujemy podróż i kupujemy bilet, podróżuje potem razem z nami i może nas nawigować – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Soroczyński, prezes zarządu Teroplan, właściciela platformy rezerwacyjnej e-podróżnik.

Soroczyński zaznacza, że wzrost popularności podróżniczych aplikacji mobilnych napędza nie tylko to, że coraz więcej osób korzysta ze smartfonów i tabletów, lecz także sam przyrost liczby podróżujących. Takie aplikacje mogą ułatwić wyjazd i pomóc w jego organizacji.

Aplikacje podróżnicze mają m.in. funkcje nawigacji, gromadzenia rozkładów jazdy i wyszukiwania połączeń, w tym łączących dojazd komunikacją miejską i podróż komunikacją dalekobieżną. To może być przydatne nie tylko w trakcie planowania wyjazdu, lecz także w sytuacji opóźnienia jednego przyjazdu. Aplikacje może pomóc nam znaleźć alternatywne i najszybsze połączenie. To, jak podkreśla Soroczyński, zapewnia pasażerom komfort w trakcie podróży.

Na tabletach i smartfonach można także przechowywać bilety.

Urządzenie mobilne jest także dużym udogodnieniem w kupowaniu biletu, bo możemy to zrobić przez telefon, a następnie okazujemy do kontroli kod QR lub jakąś animację, która wyświetla się w urządzeniu mobilnym, co zwiększa znacznie komfort podróżowania. Nie musimy drukować biletów, nie musimy obawiać się o ich zgubienie, wszystko dzieje się w urządzeniu, które podróżuje z nami – podkreśla Soroczyński.

Popularność takich rozwiązań rośnie szczególnie w okresie wakacyjnym. Dla przykładu aplikację e-podróżnik na system Android pobiera ok. 1,5 tys. osób dziennie. Aplikacja umożliwia m.in. nawigację do dokładnego adresu z wykorzystaniem rozkładów jazdy ponad 600 przewoźników, nie tylko z Polski.

Mamy rozkład jazdy nie tylko wśród polskich przewodników, lecz także czeskich, części niemieckich, rozwijamy bazę także na inne kraje europejskie. Używając tej aplikacji, równie dobrze można zaplanować podróż do Pragi czy Berlina – podkreśla Soroczyński.

Inwestycje w koniak popularne na świecie. Polacy częściej go konsumują, niż w niego inwestują

CEO Magazyn Polska

Inwestycje w drogie alkohole to nadal nisza, ale przy umiejętnym budowaniu portfela może w długim terminie przynieść wymierne zyski. Wymaga to jednak wiedzy i doświadczenia oraz zasobnego portfela. Butelka unikalnego koniaku kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. Polski rynek wciąż jest bardziej na etapie konsumpcyjnym niż inwestycyjnym.

Zakup unikalnej butelki wysokiej jakości alkoholu to zarówno inwestycja, jak i lokata kapitału. W przypadku koniaku istotnym elementem jest fakt, że edycje są nie większe niż 300 butelek.

Koniak jest podsegmentem tego i tak niszowego rynku unikalnych alkoholi. Może być inwestycją, ale nie musi, to alkohol, który często po prostu trafia do kieliszka – mówi Paweł Morozowicz, zarządzający portfelem alkoholi inwestycyjnych w Wealth Solutions.

Pieniądze w alkohol inwestować można w sposób wirtualny, a sama butelka nie opuszcza miejsca przechowywania. Drugi sposób to kupno na aukcji i przechowywanie w domu lub skrytce. To, ile zarobimy w długim czasie, zależy od tego, jakie alkohole mamy w swoim posiadaniu.

To jest też kwestia dywersyfikacji. Mamy dość szeroki wachlarz edycji, a każda z nich inaczej się zachowuje – tłumaczy Paweł Morozowicz.

Najbardziej pożądane przez koneserów są stare trunki, wypuszczone na rynek w limitowanych, specjalnych edycjach. Eksperci zajmujący się inwestycjami w unikalne alkohole podpowiadają więc staranność w wyborze butelek, które chcemy zakupić.

To jest rzecz pierwszoplanowa, żeby wiek szedł w parze z limitowaną edycją oraz wybitną jakością – podkreśla Paweł Morozowicz. – Można iść do źródła, do domu koniakowego, bądź poszukać kolekcjonerów, którzy takie butelki mają. Nie jest to łatwe, trzeba mieć na pewno dużo doświadczenia i znajomości, żeby udało się zakupić taką butelkę.

Ważna jest reputacja producenta koniaku, czyli domu koniakowego. Najlepsze są inwestycje w produkty pierwszych 5-10 producentów spośród 200 funkcjonujących w okolicach francuskiego miasta Cognac.

Ceny trunku to zwykle kilkadziesiąt tysięcy euro, ale zdarzają się i takie, które kosztują ok. 200 tys. euro. Najdroższy koniak w historii został wyceniony na 2 mln dolarów. Wartość alkoholi z unikalnych edycji rośnie dynamicznie. Przykładem może być butelka Remy Martin Black Pearl, która w kwietniu 2013 na aukcji została sprzedana za równowartość 65,5 tys. zł. W maju jej cena wzrosła do 75 tys., a w listopadzie – do 85 tys. zł.

Niejednokrotnie można uzyskać i dwukrotność ceny zakupu po kilku latach. Oczywiście każda edycja zmierza w innym kierunku i tempie, to też zależy od tego, jakie jest zainteresowanie daną edycją, jak często występuje ona na aukcjach. Oczywiście im rzadziej, tym lepiej – wyjaśnia Paweł Morozowicz.

Wyjątkowa butelka, zakupiona za kilka tysięcy złotych po kilku latach może kosztować tyle samo, ale w euro lub dolarach. Polscy kolekcjonerzy dopiero jednak wkraczają na rynek koniaków.

Mieliśmy dopiero pierwszą premierę unikalnego koniaku w tym kraju, chociaż wiem, że są kolekcjonerzy, którzy mają unikalne i stare koniaki w swoich kolekcjach. Natomiast to zdecydowanie jest dopiero początek rozwoju rynku, jeszcze jesteśmy na etapie bardziej konsumpcyjnym – dodaje Paweł Morozowicz.

Koniak jako trunek jest popularny w takich krajach, jak USA, Chiny, Wielka Brytania, Niemcy, Holandia czy Rosja. Roczny eksport koniaku wynosi ok. 170 mln butelek. Wśród największych marek są Hennessy, Remy Martin, Martell, Courvoisier, choć – jak podkreślają eksperci Wealth Solutions – najbardziej cenione za jakość są marki mniejszych producentów jak: Camus, Delamain, Tiffon czy Hardy.

Polacy wydają coraz więcej na aranżację wnętrz

CEO Magazyn Polska

Polacy przywiązują coraz większą wagę do wystroju wnętrz, w których mieszkają. Chętniej niż kiedyś radzą się specjalistów, a na zakupy mebli lub elementów dekoracyjnych są skłonni wydać coraz większe kwoty. Szczególnie chętnie Polacy kupują bibeloty, np. tekstylia czy świeczki, dzięki którym szybko i małym kosztem można zmienić charakter wnętrza.

Decyzje Polaków w zakresie aranżacji wnętrz są przemyślane. Przed urządzeniem mieszkania lub remontem radzą się architektów lub dekoratorów wnętrz, a także samodzielnie szukają inspiracji w internecie lub czasopismach wnętrzarskich. Przy aranżacji są coraz bardziej odważni i nie boją się opinii innych ludzi. Na urządzanie mieszkania Polacy są także skłonni wydawać coraz więcej pieniędzy.

W Polsce nadal bardzo ważne jest to, aby produkt był nie tylko dobrej jakości, lecz także w dobrej cenie. Polacy bardzo świadomie szukają produktów, których cena koresponduje z jakością, bardziej świadomie podchodzą do zakupów – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Katarzyna Balashov z IKEA Retail Poland.

Polacy chętnie kupują zwłaszcza elementy dekoracyjne, takie jak: ozdobne poduszki, narzuty na łóżka, świeczki oraz kwiaty. Dzięki nim można łatwo i niedrogo nadać wnętrzu nowy charakter. Z danych firmy IKEA wynika, że największą popularnością wśród bibelotów cieszą się kolorowe ramki na zdjęcia i świece, zarówno zapachowe, jak i typu tea light.

Zakupy Polaków zależą też od sezonu. Wakacje to czas remontów. Klienci chętnie kupują wówczas nowe meble i elementy wystroju, zwłaszcza do łazienki oraz pokoju dziecięcego.

Jesień czas na zmianę oświetlenia, zakup elementów ocieplających wnętrze, takie jak np. tekstylia w ciepłych barwach, oraz porządki. Często segregujemy swoje rzeczy i pozbywamy się zbędnych, więc sprzedają się różnego rodzaj pudełka oraz sprzęty służące do organizowania przestrzeni w lepszy sposób – mówi Katarzyna Balashov.

Z badań firmy IKEA wynika, że Polacy stosunkowo rzadko zmieniają wystrój kuchni. Tylko 10 proc. przebadanych gospodarstw domowych posiadało kuchnię nowszą niż dwuletnią. Jednocześnie jednak trzecia ankietowanych chciałaby, przynajmniej w jakiejś części, zmienić aranżację pomieszczenia kuchennego.

IZFA: Konflikt na Ukrainie wpływa negatywnie na rynek akcji

Rosną środki w funduszach, saldo wpłat i umorzeń 0,86 mld zł na plusie, trwa awersja do ryzyka i odwrót od rynku akcji.

W lipcu 2014 r. zanotowano największe dodatnie saldo wśród funduszy dłużnych od maja 2013 r. – o ponad 1 mld zł, wzrost w funduszach gotówkowych i pieniężnych o 0,45 mld zł – wynika z raportu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. Saldo wpłat i umorzeń wyniosło na koniec minionego miesiąca na plusie 0,86 mld zł, co było najlepszym wynikiem od kwietnia i trzecim w ogóle w tym roku – podkreślają autorzy raportu.

Wyniki wpłat i wypłat z krajowych funduszy inwestycyjnych w lipcu i poprzednich miesiącach utwierdzają w przekonaniu, że polski rynek funduszy stał się na tyle głęboki, że z powodzeniem potrafi zatrzymać klientów bez względu na to, jaka koniunktura panuje na poszczególnych klasach aktywów. Stabilność rynku i wciąż rosnące spektrum inwestycji powinny w dalszym ciągu działać zachęcająco dla dotychczasowych i nowych inwestorów – wyjaśnia Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Jedną ze słabiej zachowujących się klas aktywów były akcje – wynika z raportu. W lipcu saldo wpłat i umorzeń funduszy akcyjnych było ujemne i wyniosło -0,37 mld zł. To najgorszy wynik od marca tego roku.

Niewątpliwie istotnym czynnikiem, który spowodował zwiększoną awersję do ryzyka była napięta sytuacja na Ukrainie, która miała (i prawdopodobnie będzie miała również w sierpniu) wyraźny wpływ nie tylko na rynki kapitałowe, ale także finansowe w regionie Europy Środkowej i Wschodniej – prognozują eksperci z IZFA.

Poczta elektroniczna najpopularniejszą formą komunikacji w sieci

Badanie przeprowadzone przez IIBR dla Grupy Wirtualna Polska pokazuje, że poczta elektroniczna jest najczęściej wybieraną formą komunikacji w sieci. 97% polskich internautów deklaruje korzystanie z poczty, 70% spośród nich robi to przynajmniej raz dziennie. Już 75% internautów korzystających z Internetu w telefonie sprawdza za jego pośrednictwem e-maile, rośnie również liczba osób wskazujących na korzystanie z poczty przez tablet. Obecnie to 17% internautów i jest to niemal dwa razy tyle, co przed rokiem.

E-mail podstawą komunikacji
Poczta elektroniczna jest niezmiennie najchętniej wybieranym narzędziem do komunikacji w sieci. Aż 97% ankietowanych deklaruje korzystanie z e-maila. Drugie miejsce na podium zajęły, po raz kolejny, serwisy społecznościowe (84%), a trzecie – komunikatory (74%).

Poczta elektroniczna w urządzeniach mobilnych
Badanie IIBR pokazuje, że wszystkie badane formy komunikacji internetowej zyskują na popularności wśród użytkowników telefonów. Polacy coraz chętniej korzystają z poczty w komórkach. 75% ankietowanych sprawdza pocztę elektroniczną w telefonie (vs 69% w 2013 r.), a niemal połowa z nich robi to codziennie (wzrost w stosunku do ubiegłorocznego badania o 9 punktów procentowych – z 37% na 46%). Serwisy społecznościowe zajmują obecnie drugą pozycję (63%), natomiast trzecią – komunikatory (35%).

Najczęściej z mobilnej poczty korzystają właściciele iPhone’ów (79% – codziennie), mieszkańcy miast powyżej 500 tys. (57% – codziennie), osoby w wieku 25-44 lata (52% – codziennie) i z wykształceniem wyższym (51% – codziennie). Co ciekawe, w ciągu roku niemal podwoiła się (wzrost z 9% do 17%) liczba internautów korzystających z poczty e-mail za pomocą tabletu. Najczęściej są to osoby w wieku 35-44 lata (22%), z wyższym wykształceniem (18%) oraz mieszkańcy największych miast (21%).

Jakość, nie ilość
Niemal jedna czwarta internautów (24%) ma tylko jedno konto e-mailowe, a ponad 1/3 (35%) – dwa. Użytkowników posiadających więcej niż 6 kont e-mailowych jest zaledwie 2%.

Poczta Grupy WP pozostaje liderem wśród serwisów pocztowych w Polsce. Korzysta z niej 8,3 mln internautów (Real Users). Użytkownicy wybierają pocztę Grupy WP ze względu na jej dużą pojemność (44%), niezawodność (41%), duże załączniki (36%) oraz bezpieczeństwo (34%).

O badaniu:
Badanie zrealizowane przez IIBR na zlecenie Wirtualnej Polski. Badanie przeprowadzono w dniach 17-31 marca 2014 roku na grupie internautów w wieku 15 lat i więcej, i w jego ramach zebrano 2000 wypełnionych ankiet. Dane zostały doważone pod względem płci i wieku tak, by były reprezentatywne dla ogółu internautów w Polsce (ważenie do danych SMG/KRC-Omnibus).

Dojrzałe kobiety w wieku pomiędzy 47 a 65 rokiem życia nie boją się kredytów

Z najnowszej analizy Biura Informacji Kredytowej wynika, że kobiety w wieku pomiędzy 47 a 65 rokiem życia są dominującą grupą, jeśli chodzi o odsetek posiadaczek kredytów konsumpcyjnych w całej populacji kobiet i jedynie w tym pokoleniu jest ich więcej niż mężczyzn w przypadku tego rodzaju kredytów.

Dane Biura Informacji Kredytowej pokazują, że prawie 60 proc. mężczyzn z pokolenia X (a więc pomiędzy 32 a 46 rokiem życia) posiada przynajmniej jedno czynne zobowiązanie kredytowe. Gdy analizujemy poszczególne pokolenia kredytobiorców pod kątem płci, możemy zaobserwować ciekawe zjawiska. Występują bowiem różnice zarówno pomiędzy poszczególnymi pokoleniami kobiet i mężczyzn, jak również pomiędzy kobietami a mężczyznami w ramach tego samego pokolenia. Na przykład, tylko co trzeci mężczyzna z pokolenia Y (pomiędzy 18 a 31 rokiem życia) ma kredyt.

Ciekawe zjawisko dotyczy także kredytów konsumpcyjnych (ratalnych i gotówkowych). Kobiety z generacji osób dojrzałych, czyli 47-65-latki są dominującą grupą, jeśli chodzi o odsetek posiadaczek kredytów konsumpcyjnych w całej populacji kobiet i jedynie w tym pokoleniu jest ich więcej niż mężczyzn, odpowiednio 28% i 27%. Natomiast najwięcej mężczyzn, którzy mają kredyt konsumpcyjny w relacji do liczebności danego pokolenia, jest wśród 32-46-latków (pokolenie X) – 31 proc. mężczyzn z tego pokolenia ma czynny kredyt konsumpcyjny. W kolejnych dwóch pokoleniach (osób dojrzałych i seniorów) aktywność mężczyzn w zakresie zaciągania kredytów konsumpcyjnych sukcesywnie zmniejsza się.

Interesująca obserwacja w przypadku kredytów mieszkaniowych dotyczy pokolenia Y, gdyż czynny kredyt mieszkaniowy ma więcej młodych kobiet niż mężczyzn. Zdaniem prof. Waldemara Rogowskiego z Biura Informacji Kredytowej można to częściowo próbować wyjaśniać tym, że młode kobiety szybciej niż młodzi mężczyźni usamodzielniają się, zatem więcej kobiet niż mężczyzn z pokolenia Y zaciąga kredyt mieszkaniowy na własne mieszkanie.

Największą liczbę kredytobiorców zarówno kobiet jak i mężczyzn mających kredyt mieszkaniowy stanowią 32-47-latkowie (pokolenie X), średnio co piąta kobieta i mężczyzna. Co ciekawe różnica pomiędzy kobietami mającymi kredyt mieszkaniowy, a mężczyznami posiadającymi kredyt mieszkaniowy wynosi tylko ok. 1 p.p. na korzyść mężczyzn. W przypadku pokolenia Y różnica ta wynosi 2 p.p. na korzyść kobiet. – Sytuacja ta nie powinna zaskakiwać, zważywszy na fakt, że większość kobiet i mężczyzn w tym wieku jest już w stałych związkach i zaciągają kredyt mieszkaniowy wspólnie – mówi Waldemar Rogowski.

Najwięcej aktywnych kart kredytowych znajduje się w portfelach mężczyzn i kobiet z pokolenia X, odpowiednio 16% i 12%. Warto dodać, że w przypadku pokolenia osób dojrzałych praktycznie taka sama liczba kobiet jak i mężczyzn posiada czynną kartę kredytową (różnica wynosi jedynie 1pp.). Pokolenie seniorów mniej chętnie korzysta z kart kredytowych, dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet. – Można próbować zjawisko to tłumaczyć tym, że osoby w tym wieku zazwyczaj mają już swoje przyzwyczajenia i są konserwatywne w swoich zachowaniach kredytowych. Jeżeli już potrzebują sfinansować jakiś zakup, to preferują tradycyjne kredyty bankowe (konsumpcyjne) – tłumaczy prof. Rogowski.

Kluczowe wnioski z analizy Biura Informacji Kredytowej:

  • Aktywność kredytowa mężczyzn i kobiet jest największa w pokoleniu X. W kolejnych dwóch pokoleniach – osób dojrzałych i seniorów aktywność kredytowa maleje.
  • W przypadku kredytów konsumpcyjnych ciekawym zjawiskiem jest to, że kobiety 47-65 letnie chętniej korzystają z kredytu od mężczyzn z tego pokolenia, choć różnica jest niewielka i wynosi 1 p.p. W trzech pozostałych pokoleniach to mężczyźni są bardziej skłonni do zaciągania kredytu konsumpcyjnego.
  • W przypadku kredytów mieszkaniowych w pokoleniu X średnio co piąta osoba zarówno kobieta , jak i mężczyzna, korzysta z kredytu mieszkaniowego. Pomiędzy kobietami i mężczyznami w poszczególnych pokoleniach występują małe różnice. Jedynie w przypadku pokolenia Y, w którym duża liczba kobiet i mężczyzn to single, różnica wynosi 2 p.p. na korzyść kobiet.
  • W pokoleniu X aż o 4 p.p. więcej mężczyzn niż kobiet posiada aktywną kartę kredytową. W pozostałych trzech pokoleniach dla kart kredytowych nie obserwujemy tego zjawiska w takiej skali, różnice wynoszą maksymalnie 2 p.p.

Firmy leasingowe włączają się do systemu wymiany informacji

Biuro Informacji Kredytowej, rozpoczęło właśnie współpracę z funkcjonującym już od 20 lat na naszym rodzimym rynku, Związkiem Polskiego Leasingu, oferując leasingodawcom pełny dostęp do systemu wymiany informacji kredytowej. Ponadto do firm leasingowych zrzeszonych w ZPL trafią również dane z bazy BIG InfoMonitor, np. dotyczące zaległych zobowiązań wobec dostawców mediów, usług telekomunikacyjnych czy innych kontrahentów. Dostęp do bazy BIK integrującej informacje z różnych sektorów gospodarki, ułatwi przedsiębiorcom podejmowanie decyzji biznesowych.

Kluczem do stałego rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, jest możliwość pozyskania zewnętrznego finansowania. Takie wsparcie zapewnia przede wszystkim leasing, którego znaczenie, jako instrumentu finansowego z roku na rok wrasta. W odróżnieniu jednak od sektora bankowego, branża leasingowa nie miała do tej pory zapewnionego dostępu do kompleksowej wiedzy o zobowiązaniach swoich klientów. Budowanie przez BIK, wspólnie z firmami leasingowymi, zintegrowanej bazy o przedsiębiorcach, korzystających także z innych niż kredyt bankowy form finansowania, zwiększy znacząco komplementarność całego systemu.

– W grupie roboczej, trwają prace nad ostatecznym wystandaryzowaniem informacji dotyczących zobowiązań przedsiębiorców – mówi Sławomir Grzelczak, wiceprezes BIK. – Chcemy, aby te informacje były jak najbardziej przydatne dla firm leasingowych i mogły wspierać je w efektywnym zarządzaniu procesem sprzedaży i oceną ryzyka – podkreśla. Zdaniem Sławomira Grzelczaka zawiązana właśnie współpraca pozwoli na wypełnienie luki informacyjnej dotyczącej mikroprzedsiębiorstw i firm z sektora MŚP.

Bardzo nas cieszy perspektywa współpracy z Biurem Informacji Kredytowej. Dla branży leasingowej to niezwykle istotne, aby stale się rozwijać, a dostęp do kompleksowej wiedzy o zobowiązaniach klientów to kolejny krok naprzód – podkreślił Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu. – Produkty leasingowe cechuje szybkość i prostota dostępu do finansowania oraz minimalne oczekiwania co do zabezpieczeń, co wynika z faktu, iż przez cały okres leasingu właścicielem przedmiotu jest firma leasingowa. Umożliwienie dostępu do danych zgromadzonych w systemie BIK może sprawić, że ocena ryzyka ulegnie w firmach leasingowych kolejnym uproszczeniom i w efekcie przyczyni się do dalszego zwiększenia dostępu do finansowania, szczególnie dla firm z sektora mikroprzedsiębiorstw i MŚP.

Współpraca BIK zarówno z bankami, jak i podmiotami spoza sektora bankowego oparta jest na zasadzie wzajemności. Polega ona na umożliwieniu korzystania z informacji przetwarzanych w BIK instytucjom, które zobowiązały się przekazywać dane o swoich klientach. Korzyści z bezpośredniej wymiany informacji o mikroprzedsiębiorstwach są kluczowe dla zmniejszenia asymetrii informacyjnej, która występuje przy obsłudze finansowania tej grupy klientów.
W bazie BIK znajdują się informacje o ok. 122 mln. rachunków należących do ok. 22 mln. klientów indywidualnych. Równolegle, Biuro posiada informacje o zobowiązaniach kredytowych przedsiębiorców, gromadząc obecnie dane o ponad milionie rachunków kredytowych należących do ponad pół miliona podmiotów. Wypełnienie bazy BIK Przedsiębiorca osiągnie poziom nasycenia porównywalny do bazy konsumentów w 2015 r. Obecnie w Systemie Informacji BIK Przedsiębiorca uczestniczy 14 banków komercyjnych, kilkadziesiąt banków spółdzielczych i dwa zrzeszenia spółdzielcze. Warto podkreślić, że na 1,8 mln firm funkcjonujących w Polsce, około 30 proc. korzysta z kredytu bankowego.

– W BIK znajdują się dane dotyczące zarówno firm, jak i konsumentów, warto jednak pamiętać, że około 80 proc. przedsiębiorców, zaciągnęło również kredyt jako klienci indywidualni, finansując często w ten sposób własną działalność gospodarczą – przypomina Sławomir Grzelczak, wiceprezes BIK. – Zatem ryzyko niespłacania kredytu może w efekcie przenikać się pomiędzy bazami i taką korelację w naszych analizach dostrzegamy – dodaje.

Zintegrowane dane z baz Grupy BIK, w tym od dostawców mediów i usług telekomunikacyjnych, a w szczególności dane o spłacalności zobowiązań wobec banków, mogą mieć wpływ na wydajność procesów oceny ryzyka. Dostęp w jednym miejscu do pełnej informacji pomoże w ograniczeniu kosztów funkcjonowania firm, doprowadzi do automatyzacji kontroli i monitoringu bieżącej aktywności kredytowo-finansowej klientów, co będzie miało pozytywny wpływ na działalność biznesową.

– Współpraca z BIK będzie mieć także pozytywny wpływ na rozwój leasingu konsumenckiego – przypomina Andrzej Sugajski. – Implementacja do ustawy o kredycie konsumenckim przepisów dyrektywy unijnej spowodowała powstanie ryzyka prawnego oraz niewłaściwego zakwalifikowania części umów leasingu jako kredytu konsumenckiego. Spodziewamy się, że z początkiem 2015 r. przeszkoda ta zostanie usunięta i wówczas wraz z rozwojem leasingu konsumenckiego wzrastać będzie także zainteresowanie danymi o konsumentach zgromadzonymi w bazie BIK.

Informacje w bazie BIK zawierają dane osobowe klientów, szczegóły dotyczące kredytu, terminowości spłat oraz informacje na temat ewentualnych zaległości, dotychczasowych działań windykacyjnych i egzekucyjnych. Jeśli rachunek został zamknięty, to informacja o tym, wraz z powodem jego zamknięcia trafia także do bazy Biura. Warto podkreślić, że 90 proc. danych przetwarzanych w BIK ma charakter pozytywny – potwierdza to stan obsługi kredytów i spłacania należności kredytowych na czas.

Pokolenie X najbardziej aktywne kredytowo

Z najnowszego raportu Kredyt Trendy Biura Informacji Kredytowej wynika, że najbardziej aktywną grupą kredytobiorców jest tzw. pokolenie X, czyli osoby w wieku 35-46 lat – 58 proc. tej grupy wiekowej posiada czynne zobowiązanie w banku. Stanowią oni również największą grupę wśród kredytobiorców mających kredyt mieszkaniowy – 54 proc. osób, które zaciągnęło kredyt mieszkaniowy to osoby z pokolenia X. Są oni również najbardziej aktywnymi użytkownikami kart kredytowych. Z kolei osoby ze starszych roczników najczęściej korzystają z kredytów konsumpcyjnych. Z analizy BIK wynika, że z kredytów najrzadziej korzystają osoby najmłodsze. 

Dane Biura Informacji Kredytowej pokazują, że niemal połowa Polaków (48 proc.) jest aktywna kredytowo, w tym jedna czwarta posiada kredyt konsumpcyjny, a co dziesiąty mieszkaniowy.  Pomiędzy poszczególnymi pokoleniami Polaków można zaobserwować jednak znaczące różnice w  ich zachowaniach kredytowych. 

Najwyższy poziom aktywności kredytowej cechuje „pokolenie X” (32-46-latkowie) – prawie sześciu na dziesięciu przedstawicieli tego pokolenia to aktywni kredytobiorcy i jest ich o 10 pkt. proc. więcej niż wynosi średnia dla całej populacji. Ponadto, osoby z pokolenia X stanowią aż 54 proc. wszystkich osób mających czynny kredyt mieszkaniowy. Zdaniem prof. Waldemara Rogowskiego z Biura Informacji Kredytowej można to tłumaczyć najbardziej ustabilizowaną pozycją zawodową osób z tych roczników. – Z jednej strony determinuje ona zdolność kredytową, z drugiej umożliwia zaspakajanie większych potrzeb konsumpcyjnych z wykorzystaniem kredytu bankowego – komentuje profesor.

CEO Magazyn Polska

Natomiast na przeciwnym biegunie znajdują się osoby o dekadę młodsze. Spośród osób 18-31-letnich, już tylko co trzeci (31 proc.) wykazuje się aktywnością kredytową. Jak zauważa prof. Rogowski, należy jednak wziąć pod uwagę, że pokolenie Y to często wciąż jeszcze osoby uczące się, które nie wykonując pracy zawodowej, nie mogą ubiegać się o kredyty. – Warto też pamiętać, że nawet po skończeniu nauki, wysoki odsetek młodych nie chce lub nie ma możliwości podjęcia pracy na etacie, funkcjonując na podstawie umów o dzieło lub zlecenia, co utrudnia zaciąganie kredytów – mówi. – Ponadto ich zarobki są statystycznie znacznie niższe, niż te otrzymywane przez „pokolenie X”.

Generacja osób dojrzałych, czyli 47-65-latkowie są dominującą grupą, jeśli chodzi o odsetek posiadaczy kredytów konsumpcyjnych w całej populacji. Wśród kredytobiorców mających kredyt konsumpcyjny 36 proc. to osoby z tego pokolenia. Natomiast w relacji do liczebności danego pokolenia, korzystających z kredytu konsumpcyjnego jest najwięcej wśród 32-46-latków – 29 proc. osób z tego pokolenia ma czynny kredyt konsumpcyjny. Warto zauważyć, że aktywni w zakresie kredytów konsumpcyjnych są również seniorzy – więcej niż co piąta osoba powyżej 65 roku życia ma czynny kredyt konsumpcyjny.

CEO Magazyn Polska

W przypadku kredytów mieszkaniowych największą liczbę kredytobiorców stanowią 32-47-latkowie. – Sytuacja ta nie powinna zaskakiwać, zważywszy na fakt, że jest to pokolenie najlepiej sytuowane, posiadające również największe potrzeby mieszkaniowe – mówi Waldemar Rogowski. – Nasza analiza pokazuje, że kredytami tego typu w najmniejszym stopniu zainteresowani są seniorzy (jedynie 2 proc.), którzy zdecydowanie chętniej skupiają się na finansowaniu potrzeb konsumpcyjnych. Interesująca obserwacja dotyczy również pokolenia Y, bowiem czynny kredyt mieszkaniowy ma prawie co piąty aktywny kredytowo przedstawiciel tego pokolenia.

CEO Magazyn Polska

Największa liczba aktywnych kart kredytowych znajduje się w portfelach osób z pokolenia X oraz osób z pokolenia osób dojrzałych (odpowiednio 39 i 36 proc.). Osoby najstarsze – pokolenie seniorów mniej chętnie korzysta z kart – posługuje się nimi zaledwie 8 proc. z nich. – Można to tłumaczyć tym, że osoby w tym wieku zazwyczaj mają już swoje przyzwyczajenia i są konserwatywne w swoich zachowaniach kredytowych,  preferując tradycyjne kredyty bankowe –  tłumaczy prof. Rogowski. 

CEO Magazyn Polska

Dość zróżnicowana pokoleniowo jest również wysokość przyznawanego limitu w aktywnej karcie kredytowej. Najwyższe średnie kwoty limitów (powyżej 7 tys. zł) mają posiadacze kart z pokolenia X i osób dojrzałych. Najniższe – osoby z pokolenia Y i seniorów: odpowiednio 4,8 tys. zł oraz 4,3 tys. zł.  Jak zauważa Waldemar Rogowski, zjawisko to wydaje się mieć główną przyczynę w dochodach osób z poszczególnych generacji. – Ponadto w przypadku osób najmłodszych, niski limit można częściowo tłumaczyć tym, że karty kredytowe były im na ogół sprzedawane w ostatnich latach, kiedy banki w większości przypadków obniżyły kwoty przyznawanych limitów w kartach kredytowych – komentuje prof. Rogowski.

Indeks kondycji kredytów konsumpcyjnych BIK

Pierwszy odczyt BIK Indeksu Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych na koniec I kwartału 2014 r. wynosi 62,6.

Im wyższa wartość indeksu, tym kondycja kredytów konsumpcyjnych (rozumiana jako terminowość ich spłat) jest lepsza. Oznacza to bowiem, że mniej rachunków kredytowych wpada w opóźnienia bądź zwiększa już istniejące przeterminowanie.

Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych BIK opracowywany jest na podstawie danych pochodzących z baz Biura Informacji Kredytowej. Na potrzeby obliczenia indeksu jego twórcy podzielili kredyty konsumpcyjne na 4 klasy w zależności od statusu terminowości spłaty danego kredytu. Indeks jest średnim ważonym udziałem kredytów, które w danym okresie obserwacji przeszły do wyższej klasy przeterminowania (co zależy od długości opóźnienia w spłacie) do sumy kredytów, które na koniec badanego okresu obserwacji były regulowane na czas oraz tych, które osiągnęły wyższą klasę przeterminowania. Dodatkowo dla poszczególnych klas i okresów opóźnień zastosowano wagi odzwierciedlające prawdopodobieństwo, że kredyt przejdzie do najwyższej klasy przeterminowania. Dodatkowo indeks podlega standardom normalizacji uwzględniającym m.in. liczebność i wartość czynnych kredytów konsumenckich.

Zdaniem dr. Mariusza Cholewy, Prezesa Zarządu Biura Informacji Kredytowej, wprowadzany właśnie przez BIK indeks, opracowywany na podstawie danych pochodzących z baz Biura Informacji Kredytowej, będzie zintegrowanym miernikiem kondycji polskich kredytobiorców i terminowości spłaty zaciąganych przez nich kredytów. – Uznaliśmy, że taki indeks jest niezbędny, nie tylko do oceny tego jak w danym momencie radzą sobie kredytobiorcy, ale stanie się również istotnym wskaźnikiem w szerszej skali – zaznacza.

Jak pokazują dane przeanalizowane przez BIK i Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, historyczne odczyty  Indeksu Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych BIK w latach 2007 – 2014 miały dynamiczny przebieg. W okresie od 2007 do końca 2009 roku pogarszała się terminowość obsługi czynnych kredytów konsumpcyjnych. Przełom nastąpił w pierwszej połowie 2010 roku i od tego momentu w szybkim tempie zaczęła następować poprawa terminowości obsługi kredytów konsumpcyjnych, mierzona malejącym udziałem kredytów wchodzących w opóźnienia w obsłudze bądź zwiększających skalę opóźnienia w liczbie rachunków obsługiwanych regularnie. Sytuacja ta została spowodowana m.in. uprzednim (począwszy od 2009 roku) zmniejszaniem się liczby udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Od połowy 2012 roku obserwujemy stabilizację zmian terminowości obsługi kredytów konsumpcyjnych z mniejszą już dynamiką poprawy indeksu, co wynika ze znacznie lepszej jakości kredytów konsumpcyjnych udzielanych po 2010 roku.

Dr Konrad Walczyk, odpowiedzialny z ramienia IRG SGH za konstrukcję BIK Indeksu zauważa, że jego historyczny przebieg jest w dużej mierze zbieżny ze zmianami koniunktury gospodarczej w Polsce. – W okresie ożywienia obserwujemy wzrost BIK Indeksu czyli obrazowo mówiąc „poprawę zdrowia kredytów konsumpcyjnych”, a w okresie spowolnienia gospodarczego jego spadek, czyli gorszą kondycję – komentuje dr Walczyk.

Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych BIK będzie publikowany co kwartał. – Kolejne odczyty będą informowały o tym, czy terminowość obsługi kredytów konsumpcyjnych nadal poprawia się, pozostaje na stabilnym poziomie lub czy pojawią się sygnały ostrzegawcze. Warto je zatem śledzić aby wychwycić moment zmiany trendu lub jej zapowiedź – mówi dr Mariusz Cholewa.

Polacy wciąż niewiele wiedzą o rynku kredytowym

0

Co drugi respondent badania MillwardBrown przeprowadzonego na zlecenie BIK i Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy korzysta obecnie z jakiejś formy pożyczki lub kredytu. Równocześnie, większość ankietowanych ocenia swoją wiedzę dotyczącą tematyki finansowej jako słabą (39 proc.) lub średnią (43 proc.). Tymczasem, jak się okazuje faktyczna, obiektywna wiedza Polaków jest jeszcze mniejsza, niż im się wydaje. 

Co prawda dwie trzecie (62 proc.) ankietowanych zna pojęcie zdolności kredytowej, a prawie połowa (49 proc.) deklaruje, że wie co oznacza wiarygodność finansowa, to o takich terminach jak scoring czy RRSO słyszało stosunkowo niewielu respondentów (odpowiednio 17 i 8 proc.).

Co drugi respondent badania MillwardBrown przeprowadzonego na zlecenie BIK i Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy korzysta obecnie z jakiejś formy pożyczki lub kredytu. Równocześnie, większość ankietowanych ocenia swoją wiedzę dotyczącą tematyki finansowej jako słabą (39 proc.) lub średnią (43 proc.). Tymczasem, jak się okazuje faktyczna, obiektywna wiedza Polaków jest jeszcze mniejsza, niż im się wydaje.

Co prawda dwie trzecie (62 proc.) ankietowanych zna pojęcie zdolności kredytowej, a prawie połowa (49 proc.) deklaruje, że wie co oznacza wiarygodność finansowa, to o takich terminach jak scoring czy RRSO słyszało stosunkowo niewielu respondentów (odpowiednio 17 i 8 proc.).

BIK oraz Vivus.pl zawarły umowę na wymianę danych o charakterze kredytowym

Biuro Informacji Kredytowej to kluczowe ogniwo systemu wymiany i współdzielenia danych bankowych. Od pewnego czasu zwiększa się rola, jaką BIK pełni również poza sektorem bankowym – w tym wśród firm pożyczkowych i leasingowych. Międzysektorowa wymiana danych kredytowych, przynosi wymierne korzyści dla wszystkich uczestników rynku, także dla konsumentów. Tylko co piąta osoba ubiegająca się o pożyczkę nie ma historii kredytowej w BIK.

Proces wymiany i współdzielenia danych w sektorze bankowym i pozabankowym nabiera tempa. Szczególnie dynamicznie przebiega na rynku firm pożyczkowych, gdzie czołowi gracze chcą już teraz dostosować się do przyszłych wymogów regulatorów.

Z szacunków BIK wynika, że ponad połowa klientów, którzy chcieli nawiązać współpracę z firmą pożyczkową, złożyła prawie jednocześnie wniosek o kredyt w banku. – Umacnianie pozycji BIK na rynku pozabankowym poprzez wymianę informacji jest więc nie tyle celem strategicznym Biura, co niezbędnym działaniem w kierunku zwiększania transparentności rynku pozabankowego i poprawienia bezpieczeństwa całego sektora finansowego – uważa Sławomir Grzelczak, wiceprezes zarządu Biura Informacji Kredytowej.

Poszerzenie zakresu działań prowadzonych przez BIK pozwoli również na ograniczenie liczby kredytobiorców nadaktywnych, czyli takich, którzy posiadają więcej niż 10 kredytów. W 4 kwartale 2013 r. zadłużenie klientów nadaktywnych wynosiło 8,0 mld PLN, z czego połowa (4,0 mld PLN) to kredyty przeterminowane, co oznacza, że opóźnienia w ich spłacie przekroczyły 90 dni. Tylko co piąta osoba ubiegająca się o pożyczkę nie ma historii kredytowej w BIK. Są to przeważnie ludzie młodzi, wchodzący po raz pierwszy na rynek kredytowy. Połowa ubiegających się o pożyczkę, ma w bazach BIK informacje o zaleganiu w obsłudze.

Zdaniem Sławomira Grzelczaka z BIK, szersza współpraca z sektorem pozabankowym przyniesie pozytywne efekty wszystkim graczom rynku kredytowego – Banki otrzymają dzięki temu informacje wcześniej niedostępne, co umożliwi bardziej kompleksową ocenę potencjalnych kredytobiorców – mówi. – Zmniejszymy tym samym lukę informacyjną w obrębie systemu finansowego, będącą konsekwencją rosnącej liczby kredytów udzielanych poza sektorem bankowym. To także wypełnianie misji BIK jako integratora rynku bankowego i niebankowego – dodaje Sławomir Grzelczak.

Otwarcie Biura na współpracę z podmiotami spoza sektora bankowego udzielającymi kredytu konsumenckiego jest możliwe i odbywa się w oparciu o regulacje prawne zawarte w Dyrektywie i Ustawie o kredycie konsumenckim, Ustawie prawo bankowe i Ustawie o ochronie danych osobowych. Warunkiem współpracy z Biurem Informacji Kredytowej dla firmy udzielającej kredytów konsumenckich jest respektowanie zasady wzajemności. Podmioty te muszą więc mieć możliwość przekazywania danych na temat swoich klientów do bazy BIK, po uprzednim uzyskaniu od nich wymaganych zgód. Tym samym oba segmenty rynku: banki i firmy pożyczkowe, uzyskują pełniejszy obraz sytuacji swoich klientów.

Oprócz firm udzielających pożyczek, do systemu będą przyłączać się także firmy leasingowe i ubezpieczyciele. Doświadczenia z rynku amerykańskiego wskazują, że około 75 proc. klientów wnioskujących o ubezpieczenie samochodowe lub mieszkaniowe płaci niższe składki dzięki scoringowi ubezpieczeniowemu (opartym o dane kredytowe) – źródło: Federal Trade Commission Report z 2007 roku. Dodatkowo, straty z tytułu ubezpieczeń samochodowych dla klientów z najniższym scoringiem ubezpieczeniowym (opartym o dane kredytowe) są 2-krotnie wyższe niż klientów z najwyższym scoringiem, w przypadku ubezpieczeń mieszkaniowych różnica ta jest nawet 3-krotna.

Biuro Informacji Kredytowej oraz czołowa firma pożyczkowa Vivus.pl zawarły niedawno umowę na współdzielenie i wymianę danych o charakterze kredytowym. Umowa weszła w życie w lutym br., a jużw maju, po bardzo szybkim okresie przygotowań, rozpoczęła się pełna współpraca. Vivus jest kolejnym partnerem BIK z rynku pozabankowego, który przystępuje do projektu współdzielenia danych. Według prezesa Vivus Finance, Loukasa Notopoulosa ta współpraca jest korzystna przede wszystkim dla klientów. W Polsce mamy jedną z trudniejszych w Europie sytuacji pod względem dostępu do informacji o kliencie. Zwiększenie bezpieczeństwa i transparentności sektora finansowego poprawi ocenę ryzyka kredytowego, ale przede wszystkim uporządkuje rynek pożyczkowy, co jest nam dziś bardzo potrzebne – mówi Notopoulos. To są rozwiązania szczególnie chroniące konsumenta i przeciwdziałające przekredytowaniu. Dlatego osobiście uważam, że wymiana informacji z zewnętrznymi bazami danych to podstawa odpowiedzialnego pożyczania – dodaje.

W marcu tego roku Europejski Trybunału Sprawiedliwości wydał wyrok w którym orzekł, że jeżeli kredytodawca – tak bank jak i firma pożyczkowa,  nie wypełni wynikającego z Dyrektywy w sprawie umów o kredyt konsumencki obowiązku oceny zdolności kredytowej konsumenta, to w przypadku, gdy domaga się zapłaty kredytu od konsumenta, nie ma prawa do odsetek kontraktowych wynikających z umowy. Z pewnością tak kategoryczne podejście UE do zarządzania ryzykiem może skłonić sceptyków do dynamicznego włączenia się w proces wymiany i współdzielenia danych  – komentuje Sławomir Grzelczak.

Klienci korzystający z usług firm pożyczkowych zyskują teraz możliwość budowania swojej pozytywnej historii kredytowej. To zwiększy ich wiarygodność w kontakcie z bankami i ułatwi otrzymanie atrakcyjnych warunków kredytu w przyszłości. Informacja o zadłużeniu poza sektorem regulowanym będzie również dostępna w raportach o sobie, które każdy może szybko pobrać on – line ze strony www.bik.pl

Poręczasz wiele kredytów? Jesteś w awangardzie

Tylko 6 tys. osób w Polsce zdecydowało się poręczyć jednocześnie przynajmniej trzy kredyty. Łącznie, osób, które poratowały swoją zdolnością kredytową kogoś innego przy zaciąganiu zobowiązania jest 572 tys. – wynika z najnowszej analizy Biura Informacji Kredytowej. 

Spośród 572  tys. osób, które poręczają kredyty innym osobom, aż 517 tys. osób (91 proc.) poręcza jeden kredyt. Nieco ponad 54 tys. osób poręcza więcej niż jeden kredyt, w tym prawie 6 tys. przyjęło takie zobowiązanie wobec co najmniej trzech kredytów.

Często kredyt poręcza więcej niż jedna osoba. Obecnie kredytów poręczonych jest 462 tys., a więc o 110 tys. mniej niż samych poręczycieli. Dominują wśród nich kredyty konsumpcyjne (gotówkowe i ratalne) – to 88 proc. wszystkich poręczonych kredytów. Jedynie 8 proc. poręczonych zobowiązań kredytowych to kredyty mieszkaniowe. Rzadko poręczamy inne rodzaje kredytów. – Sytuacja, kiedy dwie lub więcej osób decydują się wspomóc kogoś innego poręczeniem dotyczy w dużej mierze kredytów na większe kwoty, a więc najczęściej mieszkaniowych. Niejednokrotnie rodzice pomagają w ten sposób swojemu dziecku – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Biura Informacji Kredytowej. – Należy pamiętać, że aby zostać poręczycielem trzeba posiadać zdolność kredytową na wnioskowany przez kredytobiorcę kredyt. Jeśli osoba ma wymaganą zdolność kredytową i zostanie poręczycielem, to kwota poręczana obniża jego zdolność do zaciągania kolejnych zobowiązań. Dotyczy to nie tylko zobowiązań poręczanych, ale również własnych. Stąd też może wynikać niska skłonność do udzielania zbyt wielu poręczeń. Poza tym dla kredytobiorców wygodniejsze, chociaż bardziej kosztowne, może być ubezpieczenie spłaty kredytu aniżeli proszenie kogoś o poręczenie kredytu – dodaje.

Jak obecnie wygląda sytuacja na rynku kart kredytowych?

0

Z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że co szósty dorosły Polak ma w portfelu kartę kredytową, jednak aż 2,3 mln kart do portfeli i torebek nie trafia, leżą nieużywane w szufladach. Dane BIK pokazują, że limit na karcie kredytowej należącej do kobiety jest aż o jedną trzecią niższy od limitu na karcie mężczyzny. Tymczasem to panie lepiej radzą sobie z zadłużeniem na karcie, rzadziej też występują u nich opóźnienia w spłacie.

Jak obecnie wygląda sytuacja na rynku kart? Eksperci BIK sprawdzili, że przynajmniej jedną kartę kredytową posiada dziś 4,7 mln dorosłych Polaków. Zdaniem dr. Andrzeja Topińskiego, głównego ekonomisty Biura Informacji Kredytowej to niewiele. – Należy pamiętać, że spora grupa posiadaczy kart kredytowych, wcale z nich nie korzysta, sprawdziliśmy, że takich nieużywanych kart jest łącznie aż 2,3 miliona na 6,3 miliona wszystkich. One jednak w każdej chwili mogą zostać wykorzystane i są wciąż aktywne  – zaznacza.

Średni limit kart kredytowych w Polsce

Średni limit na karcie kredytowej wynosi 3,5 tys. zł. i nie zmienia się już od kilku lat, co może dziwić, biorąc pod uwagę ciągły wzrost wysokości płac Polaków (w ciągu pięciu ostatnich lat płace wzrosły o 24%). Oznacza to, że banki dość ostrożnie podchodzą do możliwości spłacania zadłużenia na kartach przez klientów. A może klienci sądzą, że karta z wysokim limitem jest bardziej ryzykowna?

Jakakolwiek tego jest przyczyna limit na karcie w torebce kobiety jest średnio o jedną trzecią niższy niż ten przyznany mężczyźnie. – Tak duże różnice w podejściu do klientów różnej płci mogą dziwić, bo dane Biura Informacji Kredytowej jasno pokazują, że to kobiety są solidniejszymi kredytobiorcami, lepiej spłacają swoje zobowiązania – zauważa Andrzej Topiński – Być może mniejsze limity kredytowe przyznawane posiadaczkom kart kredytowych wynikają z faktu, że kobiety mają mniejszą skłonność do ryzyka, a co za tym idzie rzadziej korzystają z produktów kredytowych.  Przyczyną takiego stanu rzeczy może być też fakt, że kobiety w Polsce zarabiają mniej niż mężczyźni -dodaje.

Karty kredytowe a wiek i płeć kredytobiorcy

Najwięcej kart kredytowych mają w portfelach mężczyźni w wieku 35-39 lat. Dane BIK pokazują jednak wyraźnie, że wraz z wiekiem panowie tracą zainteresowanie kartami (albo banki tracą zainteresowanie takimi klientami), a tendencja ta jest o wiele silniejsza niż u pań. Co ciekawe, kobiety po sześćdziesiątce mają już więcej kart kredytowych niż ich rówieśnicy płci męskiej. Tych ostatnich statystycznie jest bowiem mniej, po prostu kobiety żyją dłużej.

Panie siedemdziesięcioletnie i starsze mają już o 18 proc. więcej kart, niż panowie w tym samym wieku, a połowa z tych kart jest wciąż używana. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w tej najstarszej grupie wiekowej kobiet jest o 80 proc. więcej niż mężczyzn – wyjaśnia.

Mylimy karty kredytowe z kartami debetowymi

Klienci banków mają niestety małą wiedzę o zasadach funkcjonowania kart kredytowych. Często nie odróżniają kart kredytowych od debetowych, których posiadamy kilkakrotnie więcej. Taką tezę potwierdza zestawienie wyników badania opinii, przeprowadzonego w ostatnim czasie przez MillwardBrown, z danymi BIK. W sondażu co trzeci respondent deklarował posiadanie karty kredytowej, podczas gdy z rejestrów Biura Informacji Kredytowej wynika, że tylko co szósty Polak posiada taką kartę. Jakie mogą konsekwencje tej niewiedzy? Polacy często wypłacają gotówkę z bankomatu za pomocą karty kredytowej. Warto wówczas pamiętać, że otrzymane w ten sposób pieniądze od razu stają się kredytem, od którego mogą zostać naliczone odsetki. Dlatego lepiej po prostu płacić kartą kredytową  w sklepie  i wykorzystany limit spłacać w tak zwanym okresie bezodsetkowym, który może trwać nawet 56 dni, a więc korzystać z darmowego kredytu. W bankomatach natomiast lepsze są karty debetowe.

Zmiany w przepisach dotyczących kas fiskalnych

Ochrona uczciwych przedsiębiorców w istotnych obszarach usług o charakterze „detalicznym” oraz interesów konsumentów to najważniejsze założenia projektowanej zmiany rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących, nad którym pracuje Ministerstwo Finansów. Obowiązek stosowania kas fiskalnych obejmie m.in. prawników, lekarzy i dentystów.

Ministerstwo Finansów proponuje objąć obowiązkiem stosowania kas, bez względu na osiągane obroty, podatników świadczących usługi: prawnicze, lekarskie, dentystyczne, fryzjerskie, kosmetyczne, kosmetologiczne, gastronomiczne oraz napraw pojazdów samochodowych. Przedsiębiorcy świadczący te usługi dołączą zatem do przedsiębiorców, którzy już teraz stosują kasy rejestrujące bez względu na obroty, takich jak taksówkarze czy podmioty świadczące przewozy pasażerskie w komunikacji samochodowej.

Proponowane zmiany służą ochronie konsumentów, którym brak dokumentu nabycia określonych usług utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia, dochodzenie swoich praw. Z drugiej strony chronią interesy uczciwych podatników w branżach narażonych na nieuczciwą konkurencję ze strony przedsiębiorców, którzy rozmyślnie zaniżają swoje obroty, tak aby nie stosować kasy rejestrującej. Chodzi o branże, w których wykonuje się usługi w przeważającej części na rzecz konsumentów, zwykle o dużej wartości. Brak kasy fiskalnej u przedsiębiorcy wykonującego takie usługi skutkuje z reguły tym, że nie deklaruje on swoich obrotów w pełnej wysokości, stawiając się tym samym w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do przedsiębiorców uczciwie płacących podatki.

Zakłada się, że nowe rozporządzenie będzie obowiązywać przez 2 lata (2015-2016). Kwota limitu uprawniającego do korzystania ze zwolnienia podmiotowego zostanie utrzymana na niezmienionym poziomie (tj. 20 tys. zł).

Jednocześnie planuje się, aby przedsiębiorcy, którzy zaczynają działalność gospodarczą w wymienionych obszarach, mogli „wchodzić” w kasy stopniowo, to znaczy po 2-3 miesiącach od rozpoczęcia działalności. Takie rozwiązanie znacząco ułatwi prowadzenie działalności przedsiębiorcy w początkowym okresie prowadzenia biznesu i pozwoli się do tego obowiązku przygotować.

Ministerstwo Finansów podkreśla, że budżet państwa, refundując istotną część kosztów zakupu kas fiskalnych w przypadku podatników rozpoczynających ewidencjonowanie za pomocą kas (90 proc. ceny zakupu każdej z kas – bez podatku, nie więcej niż 700 zł), wspiera zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Korzyści są dwustronne: podatnik prowadzi działalność w ułatwiony sposób poprzez zautomatyzowanie obliczania obrotu i kwot podatku należnego, natomiast interesy konsumenta są zabezpieczane poprzez wydanie paragonu, ułatwiając mu dochodzenie swoich praw.

Wyniki finansowe Grodno SA za I kw. roku obrotowego 2014/2015

Wyniki w górę zgodnie ze strategią, perspektywa dynamicznych wzrostów w kolejnych kwartałach

– W I kwartale br. odnotowaliśmy blisko 6% wzrost przychodów i ponad 2-krotny wzrost zysków, efekt między innymi dynamicznego rozwoju sprzedaży w perspektywicznych segmentach rynku, takich jak przemysł i fotowoltaika. Również poprawa wyników w nowych oddziałach potwierdza słuszność strategii budowania sieci sprzedaży w dobrych lokalizacjach – podkreśla Andrzej Jurczak, prezes Grodna.

Realizacja strategii wspiera sprzedaż

W I kwartale roku obrotowego 2014/2015 Grodno wypracowało przychody ze sprzedaży na poziomie 47,4 mln zł, tj. 5,7% wzrostu rdr. Wzrost przychodów jest pochodną rozwoju oferty produktowej i intensyfikacji sprzedaży w nowych perspektywicznych segmentach, takich jak przemysł i fotowoltaika.

Ponad 2-krotny wzrost zysków, rentowności w górę

Zysk na sprzedaży wzrósł w I kwartale o 8,3% rdr do poziomu 0,47 mln zł. W omawianym okresie EBITDA Grodna ukształtowała się na poziomie 1,39 mln zł, tj. 9,8% wzrostu rdr. Marża EBITDA w I kwartale 2014/2015 wyniosła 2,9%. Zysk operacyjny spółki wzrósł w I kwartale o 12,1% do poziomu 0,48 mln zł, marża EBIT ukształtowała się na poziomie 1%. Wynik netto w I kwartale roku obrotowego 2014/2015 wzrósł o 131,9% do poziomu 0,14 mln zł.

Perspektywy dalszego wzrostu sprzedaży i poprawa zysków na 2014/2015 rok

– Wyniki I kwartału to dobry start do dalszych wzrostów w kolejnych kwartałach. W realizacji na ten rok obrotowy pozostaje jeszcze ok. 193,7 mln zł sprzedaży, co powinno się przełożyć na 6,2 mln zł zysku na koniec 2014/2015 – wskazuje Andrzej Jurczak, prezes Grodna.

Zgodnie z przyjętą prognozą finansową spółka zakłada w roku obrotowym 2014/2015 przychody na poziomie 241,06 mln zł, co oznacza wzrost o 15,4% rdr. Natomiast EBITDA oraz zysk operacyjny wyniosą odpowiednio 13,05 mln zł oraz 9,1 mln zł. Zysk netto zwiększy się o 51% i urośnie do poziomu 6,2 mln zł.

Dalszy rozwój oferty asortymentowej i nowe punkty sprzedaży w realizacji

Celem spółki na najbliższe lata jest osiągnięcie dominującej pozycji na polskim rynku dystrybucji artykułów elektrotechnicznych oraz oświetleniowych. W bieżącym roku Zarząd planuje poszerzanie asortymentu towarów w segmentach o potencjale wzrostu oraz wysokich marżach. W I kwartale roku obrotowego 2014/2015 Grodno zwiększyło ofertę produktów sprzedawanych pod marką własną Luno. Obecnie spółka oferuje ponad 130 000 produktów krajowych i międzynarodowych producentów oraz 250 produktów Luno.

W ramach rozwoju sprzedaży na rok obrotowy 2014/2015 Zarząd założył uruchomienie 5 punktów sprzedaży. Do sierpnia br. otwarto już 3 nowe oddziały, w tym oddział w Sosnowcu, Radomiu i Mińsku Mazowieckim. W roku obrotowym 2015/2016 Zarząd planuje uruchomienie 5 kolejnych punktów sprzedaży. Aktualnie Grodno dysponuje siecią dystrybucyjną obejmującą 39 punktów sprzedaży zlokalizowanych w kluczowych miastach na terenie kraju.

Plany finansowania dalszego rozwoju spółki

W związku z planami dalszego rozwoju spółka rozważa różne możliwości finansowania strategii. W zależności od czynników rynkowych i sytuacji w branży ostateczne decyzje dotyczące projektu IPO oraz sposobów finansowania strategii zapadną w II połowie br.

Stracona domena? Oto sposoby, jak ją odzyskać!

W 2013 roku w sieci pojawił się niemal milion nowych adresów. Każde przedsiębiorstwo, które rozpoczyna swoją działalność na polskim rynku powinno zainwestować we własną stronę internetową oraz odpowiednią domenę, która będzie tożsama np. z nazwą firmy lub jej profilem. Każda domena posiada swój okres ważności, który uzależniony jest od wykupionego abonamentu. Po braku jego przedłużenia na kolejny rok istnieje ryzyko, że inny użytkownik może nam ją podkupić.

Jak przedłużyć domenę?

Domenę należy przedłużyć poprzez opłacenie jej abonamentu w firmie, w której jest ona utrzymywana. Taką firmą jest albo przedsiębiorstwo, w której zamówiliśmy ją po raz pierwszy albo firma, do której później została przesłana. Domenę pomiędzy rejestratorami można przenosić w dowolny sposób, stąd powinniśmy pamiętać, gdzie domena jest utrzymywana.

SuperHost.pl dodatkowo wysyła do klientów przypomnienie mailowe oraz SMSowe o wygaśnięciu domeny. Jeśli nie została ona opłacona na 3 dni przed upływem jej abonamentu również informujemy o tym telefonicznie, aby klienci nie stracili pełnej funkcjonalności swojej nazwy strony WWW. Najkorzystniejszą opcją przedłużenia domeny jest jej wykupienie na dłuższy okres – np. u nas opłacając domenę na 4 lata z góry otrzymuje się 5 rok abonamentu gratis – informuje Aleksander von Mach z firmy SuperHost.pl.

Kiedy należy przedłużyć domenę?

Domenę powinniśmy przedłużyć mniej więcej 25 dni przed upływem jej abonamentu. Możemy to zrobić wcześniej – niektóre firmy dają możliwość przedłużenia domeny w dowolnym momencie jej abonamentu na okres maksymalnie do 5 lat – mówi Aleksander von Mach.

Jednocześnie domenę powinno się przedłużyć najpóźniej na 1 dzień przed jej wygaśnięciem, jeśli ma zostać zachowana ciągłość działania lub najpóźniej na 14 dni po zakończeniu jej abonamentu, jeśli nie chcemy jej utracić (wówczas jednak musimy liczyć się z tym, że pomiędzy ostatnim dniem ważności domeny, a okresem 14 dni po jej upływie domena nie będzie działać).

Co należy zrobić, jeśli nasza domena została przejęta?

Przede wszystkim powinniśmy zachować spokój. W pierwszej kolejności należy skontaktować się z firmą, w której domena została zakupiona. Jeśli firma potwierdzi, że nie jesteśmy już właścicielami domeny możemy sprawdzić jej stan w krajowym rejestrze domen pod adresem www.whois.pl – jeśli na tej stronie posiada status „oczekuje na rejestrację” lub „domena usunięta z rejestru”, wówczas najlepiej skontaktować się z firmą przechwytującą domeny. Dzięki takim czynnościom istnieje duża szansa, że uda się ją przejąć. Jeśli domena została jednak przejęta mamy dwa wyjścia.

Po pierwsze jeśli domena jest naszym „znakiem zastrzeżonym” lub zawiera w sobie zastrzeżoną nazwę własną, wówczas możemy podjąć próbę jej odzyskania kontaktując się z Naukowo-Akademicką Siecią Komputerową www.nask.pl w celu ustalenia praw do domeny.

Po drugie jeśli została przejęta, ale niestety nie posiadamy do jej nazwy praw autorskich ani pokrewnych, wówczas możemy skontaktować się z nowym właścicielem domeny w celu jej odkupienia – dane nowego właściciela domeny możemy zazwyczaj sprawdzić na stronie www.whois.pl. Negocjacje z nowym właścicielem odnośnie odkupienia domeny powinniśmy rozpocząć jedynie po 100% potwierdzeniu w firmie, w której wcześniej utrzymywaliśmy domenę, że została ona przejęta przez inną osobę i nie mamy możliwości jej ponownego przejęcia.

Jak zabezpieczyć się przed podkupieniem domeny?

Aby zabezpieczyć się przed podkupieniem domeny należy wybrać na rejestratora swoich domen firmę, która stosuje szereg zabezpieczeń przed jej wygasaniem w formie wielu powiadomień. Należą do nich między innymi wspomniany już mail, SMS oraz telefon.

Osoby, które posiadają swoją domenę powinny bez wątpienia monitorować jej datę ważności. Należy również wybrać odpowiednia firmę hostingową, która będzie odpowiedzialna za utrzymywanie domeny, gdyż jej rola w cały tym procesie jest kluczowa. Firma świadcząca usługi hostingowe jest pośrednikiem właściciela domeny pomiędzy nim, a organizacją ją utrzymującą. Bez wspomnianego pośrednictwa klient nie miałby możliwości przedłużenia.

Ustawa tonie w e-alkoholu

Obrót alkoholem reguluje Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z dnia 26 października 1982 roku, uchwalona 14 lat przed uruchomieniem pierwszego w Polsce łącza internetowego dla osób prywatnych. Do dziś nikt nie podjął się nowelizacji ustawy, dlatego nie zawiera ona żadnej wzmianki o sprzedaży alkoholu przez Internet. Określa jednak w artykule 9, że „sprzedaż detaliczną napojów alkoholowych, zawierających powyżej 4,5% alkoholu (z wyjątkiem piwa) przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży, prowadzi się w punktach sprzedaży, którymi są:

1) sklepy branżowe ze sprzedażą napojów alkoholowych;
2) wydzielone stoiska – w samoobsługowych placówkach handlowych o powierzchni sprzedażowej powyżej 200 m2;
3) pozostałe placówki samoobsługowe oraz inne placówki handlowe, w których sprzedawca prowadzi bezpośrednią sprzedaż napojów alkoholowych”.

Ustawa mówi o bezpośredniej sprzedaży napojów alkoholowych, co w przypadku sklepów internetowych nie zostaje spełnione, ponieważ e-zakupów można dokonać z każdego zakątka kraju. Ponadto zezwolenie na sprzedaż alkoholu wydawane jest przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta dla punktu sprzedaży o określonej lokalizacji. Sprzedaż może odbywać się tylko w tym punkcie. Tylko ostatni etap sprzedaży wysyłkowej, czyli odbiór zamówienia z rąk kuriera, ma w sobie znamiona bezpośredniej sprzedaży. Jednak zwykle nie odbywa się on w miejscu, które uzyskało zezwolenie na sprzedaż alkoholu, lecz w miejscu naszego zamieszkania.

Według orzeczenia wrocławskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego e-alkohole działają również wbrew artykułowi 13 przytaczanej ustawy, która jasno określa, że zabrania się na obszarze kraju reklamy i promocji napojów alkoholowych z wyjątkiem piwa (którego dotyczą inne przepisy). Orzeczenie zwraca uwagę na fakt, że „prowadzenie sklepu internetowego, na stronach którego dostępna byłaby oferta promocyjna zakupu napojów alkoholowych, prowadziłaby do naruszenia generalnego zakazu promocji tych produktów” (III SA/Wr 520/13).

Czy e-sklepy sprzedają zgodnie z prawem?

Zapisy ustawy w tej kwestii nie są precyzyjne, dlatego nie jest to sprzedaż na taką skalę, jak w tradycyjnych sklepach. Dariusz Jarmiński, prezes firmy Pro-Log SA, zajmującej się logistyką alkoholi, przyznaje, że do sklepów internetowych trafia zaledwie 1 proc. trunków przechodzących przez jego centrum logistyczne. Ustawa jest bez wątpienia jednym z czynników hamujących rozwój rynku w tym zakresie.

Jak poradzić sobie z ustawą?

E-sklepy przede wszystkim muszą mieć na uwadze art. 15.1 ustawy o wychowaniu w trzeźwości, która zakazuje sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18 roku życia, nietrzeźwym oraz na kredyt i pod zastaw.

Dlatego okazuje się, że nie tak łatwo kupić alkohol w sieci. Przy każdej wizycie w alkoholowym e-sklepie administrator strony wymaga od nas potwierdzenia pełnoletności (np. „Strona zawiera informacje na temat alkoholu. Mogą ją odwiedzać osoby pełnoletnie. Czy masz ukończone 18 lat?”). Na tym etapie każdy może podszyć się pod osobę pełnoletnią, jednak w momencie finalizacji zakupów jest to znacznie trudniejsze. Część sklepów wymaga, aby przesłać mailem lub faksem kopię dowodu osobistego bądź podać numer PESEL. Kurier przy dostarczaniu paczki może porównać skan dowodu z oryginałem i choćby na podstawie zdjęcia zweryfikować kupującego. Jednocześnie odmowa pokazania dowodu tożsamości może skutkować anulowaniem dostawy alkoholu.

Sprawa komplikuje się, jeśli chodzi o p. 2 art. 15.1, dotyczący trzeźwości w trakcie zakupu. Sprzedawca nie jest w stanie kontrolować trzeźwości kupujących, gdy zamawiają oni alkohol on-line. Dlatego e-sklepy zabezpieczają się zapisami w regulaminach (np. „Przesyłka zostanie wydana tylko trzeźwej osobie zamawiającej”).

W sieci nie wolno także sprzedawać alkoholu na kredyt i pod zastaw, w tej kwestii wypowiedział się w 2009 roku podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Cezary Rzemek. W jego ocenie zakup napoju alkoholowego za pośrednictwem karty kredytowej nie prowadzi do powstania zadłużenia względem sprzedawcy alkoholu, a jedynie do wykorzystania przez posiadacza karty przyznanego mu przez bank limitu kredytowego. Zatem i w tej sytuacji e-alkohole działają w zgodzie z prawem.

Również zarzut bezprawnej reklamy alkoholu wysunięty przez WSA we Wrocławiu nie pozostał bez odzewu ze strony e-sklepów. Większość z nich zamieszcza na stronach klauzulę, iż „informacja handlowa przedstawiona na stronie nie stanowi oferty w rozumieniu art. 66 Kodeksu Cywilnego”. Część sklepów zastrzega, że zakupiony trunek można odebrać wyłącznie osobiście w sklepie, a oferta na stronie stanowi jedynie informację o produkcie.

Największe kontrowersje budzi sprawa sprzedaży alkoholu wyłącznie w miejscu uzyskania zezwolenia. Na stronach e-sklepów znajdziemy klauzulę mówiącą, że zawarcie umowy sprzedaży „odbywa się w punkcie uzyskania zezwolenia”. Środowisko prawnicze jest jednak podzielone co do zgodności takiego zapisu z prawem. Przedsiębiorcy w tym przypadku powołują się na przepisy Kodeksu Cywilnego, według którego umowa sprzedaży zawarta przez internet uważana jest za zawartą w siedzibie sprzedającego.

Mimo że istnieją sposoby dostosowania nowoczesnej sprzedaży do zapisów zamierzchłej ustawy, kilka dużych dyskontów spożywczych wycofało się ze sprzedaży alkoholu w internecie. W 2012 roku hipermarket Tesco zrezygnował z e-alkoholi, powołując się na nieprecyzyjne zapisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Podobną decyzję podjęły inne duże sieci handlowe, takie jak E. Leclerc oraz Piotr i Paweł. Wśród dużych sieci handlowych e-alkohol sprzedają Auchan oraz Alma, wgląd w ofertę trunków jest możliwy jednak wyłącznie po zalogowaniu.

Czy firmy mogą w jakiś sposób zabezpieczyć się przed niejasnością przepisów? – Sprzedawcy, mając świadomość nie do końca klarownego statusu prawnego sprzedaży alkoholu przez internet, najczęściej tworzą odrębne firmy do sprzedaży internetowej. Ewentualne pozbawienie takiej firmy zezwolenia na sprzedaż detaliczną alkoholu nie wpływa na funkcjonowanie tradycyjnych kanałów sprzedaży macierzystej firmy – zauważa Dariusz Jarmiński, prezes firmy Pro-Log SA.

Sprzedaż alkoholu na Zachodzie

W innych europejskich krajach sprzedaż alkoholu w sieci nie budzi tylu kontrowersji i problemów. Dla przykładu: w Anglii przyznaje się dwie licencje – jedną przyporządkowaną do miejsca sprzedaży, drugą do konkretnej osoby. W przypadku sprzedaży przez internet licencję musi posiadać magazyn składujący sprzedawany w sieci alkohol.

Wszystko wskazuje na to, że to nie sprzedaż w sieci jest problemem, ale Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która nie nadąża za rozwojem nowych kanałów sprzedaży. Wraz z rozwojem internetu pojawiają się nowe możliwości weryfikacji tożsamości. Ustawa powinna wykorzystać te technologie, aby skutecznie spełniać swoją rolę. Brak jednoznacznych zapisów może prowadzić do niewłaściwych interpretacji i nadużyć.

Urlop najczęściej spędzamy w Polsce i z rodziną

Połowa wakacji to dobry moment na pierwsze podsumowania tegorocznego sezonu turystycznego. Zgodnie z przewidywaniami, znakomita większość Polaków swój urlop spędza poza miejscem zamieszkania, lecz (w prawie 2/3 przypadków) w kraju. Nasze wyjazdy na ogół trwają od tygodnia do dwóch, a czas ten poświęcamy na relaks z rodziną.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Payback Opinion Poll, prawie 80% Polaków swój urlop w tym roku zaplanowało w okresie letnim, co oznacza, iż część z nas wypoczynek ma już za sobą.

Zgodnie w przewidywaniami, w te wakacje postawiliśmy przede wszystkim na turystykę krajową – za granicę zdecydowało się wyjechać jedynie ok. 30% ankietowanych. Statystycznie najczęściej odpoczywaliśmy nie dłużej, niż dwa tygodnie.

Wyniki badań potwierdza Joanna Matowicka, dyrektor sprzedaży i marketingu hotelu Lipowy Most Golf Park:

– Rzeczywiście, w tym roku największą popularnością cieszyły się przygotowane przez nas jedno- i dwutygodniowe pakiety wakacyjne. Przy odpowiedniej organizacji tyle czasu wystarczy bowiem, by zażegnać stres, uciec od codziennego zgiełku, wyciszyć się i „naładować akumulatory” – zaznacza Matowicka.

W 2014 roku tradycyjnie najchętniej wyjeżdżamy nad Morze Bałtyckie – prawie połowa respondentów jako miejsce spędzania swojego urlopu wskazuje właśnie na tę lokalizację.

Co ciekawe, mimo wyraźnej dominacji wybrzeża, rośnie też zainteresowanie miastami czy regionami, w których dotąd jeszcze nie byliśmy. Przed sezonem chęć poszukiwania nieco innych, mniej oczywistych niż woda czy góry atrakcji, wyrażało około 35% z nas.

Nic więc dziwnego, że zwiedzanie uplasowało się na drugim miejscu (tuż za opalaniem) w rankingu sposobów spędzania wakacji. Z całą pewnością wart podkreślenia jest jednak fakt, iż trzecie miejsce w tej kategorii zajęła jazda na rowerze.

– Tak wysoki wynik aktywności fizycznej nie wziął się oczywiście z niczego. Obserwując zwyczaje urlopowe Polaków na przestrzeni ostatnich kilku lat da się zauważyć pewien stały trend: nadal chętnie zażywamy kąpieli słonecznych, spędzamy czas na leżakach nad basenem czy w SPA, ale coraz więcej osób sięga też np. po kijki nordic walking, wskakuje na rower albo stawia na zwykłe spacery – komentuje przedstawicielka hotelu Lipowy Most Golf Park.

Niezmienne z kolei pozostaje to, z kim udajemy się na wypoczynek. W tej kwestii od dawna jesteśmy raczej tradycjonalistami i czas ten przeważnie decydujemy się spędzać w gronie najbliższych. W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, niemal 2/3 z nas na urlop udaje się z rodziną.

Mając na uwadze tę statystykę, hotele w całym kraju prześcigają się w tworzeniu wielu udogodnień, pozwalających na odpoczynek także z dziećmi.

– W konsekwencji coraz więcej obiektów wyposażonych jest w specjalne, ekologiczne i przede wszystkim bezpieczne place zabaw. Do tego dochodzą pełne zabawek, torów przeszkód, kolorowanek i bajek na DVD strefy malucha czy specjalne atrakcje przygotowane z myślą o najmłodszych urlopowiczach – dodaje na koniec reprezentantka Lipowego Mostu.

W lipcu Opel liderem sprzedaży do klientów indywidualnych

W lipcu Opel został liderem sprzedaży do klientów indywidualnych na polskim rynku w segmencie samochodów osobowych z wynikiem 978 sztuk1 i ponad 10% udziałem w rynku. Modele Opla, kupowane przez klientów indywidualnych, zdominowały w lipcu najbardziej popularne segmenty rynku. Bestsellery Opla – miejska Corsa ze sprzedażą 300 sztuk oraz kompaktowa Astra z 285 egzemplarzami zajęły pierwsze miejsca w swoich kategoriach. Liderami swoich segmentów zostały także miejski SUV Mokka (152 sztuki) oraz rodzinny minivan Meriva (134 sztuki)2.

Dużą popularnością klientów cieszą się modele z fabryczną instalacją LPG. Pod tym względem Opel jest liderem rynku ze sprzedażą 857 sztuk od stycznia do lipca br. Ponad 16% klientów, którzy zamówili Opla w lipcu wybrało wersję z LPG. Wśród tych wersji największym powodzeniem cieszyły się modele Corsa – 190 sztuk i Astra – 114 sztuk.

„Od kwietnia wprowadziliśmy w Polsce bardzo atrakcyjne warunki zakupu fabrycznej instalacji LPG do naszych najbardziej popularnych modeli. Ta propozycja spotkała się z dużym zainteresowaniem klientów, którzy w ciągu czterech miesięcy zakupili ponad 660 samochodów z LPG” – powiedział Wojciech Mieczkowski, dyrektor generalny General Motors Poland.

Dla osób ceniących ekonomikę użytkowania samochodu, Opel oferuje najszerszą gamę produktów z fabryczną instalacją LPG – od modnego ADAMa aż po rodzinnego vana Zafirę Tourer. Klienci kupujący modele Corsa, Astra lub Meriva, mogą skorzystać ze specjalnej oferty i wyposażyć swoje samochody w fabryczną instalację LPG już za 2 000 zł. Dzięki tej ofercie zakup instalacji zwróci się w kosztach paliwa już po roku użytkowania przy założeniu, że roczny przebieg wyniesie 20 000 km3.

PZU strategicznym inwestorem w spółce ELVITA

PZU kupił 98.82% udziałów w spółce ELVITA Jaworzno III – jednej z największych na południu Polski nowoczesnych sieci placówek medycznych, zapewniających pacjentom kompleksowe usługi profilaktyki zdrowotnej i leczenia w ramach wszystkich specjalności. Ta transakcja to element strategii PZU w obszarze zdrowia – planów budowy ogólnokrajowej sieci placówek.

– Cieszymy się, że udało nam się sfinalizować tę transakcję. Umacnianie pozycji PZU na rynku świadczeniodawców zdrowotnych to element naszej strategii. Chcemy konsekwentnie zwiększać nasz biznes w obszarze zdrowia – powiedział Rafał Grodzicki, członek zarządu PZU Życie, odpowiedzialny w PZU za obszar zdrowotny.

Bezpośrednim nabywcą akcji jest Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych BIS 2 – działający na rzecz podmiotów z Grupy Kapitałowej PZU SA.

Grupa PZU planuje dalszy rozwój zakupionej spółki w oparciu zarówno o kontrakty NFZ jak i klientów komercyjnych. Ubezpieczyciel widzi również duży potencjał w oferowaniu abonamentów i ubezpieczeń medycznych instytucjom z obszaru Śląska. W celu podniesienia komfortu pacjentów, Grupa PZU przeprowadzi dodatkowe inwestycje w placówkach spółki.

PR zaczyna się wewnątrz

pr wewnetrzny
Komunikacja wewnętrzna w firmie pełni kluczową rolę nie tylko w odniesieniu do efektywności i spójności prowadzonych działań, realizowanych projektów. To także ona jest bowiem zalążkiem budowy wizerunku. Aktywne działania podejmowane na zewnątrz już dawno przestały być wystarczające.

Efektywność wewnętrznej komunikacji stanowi fundament dobrego zarządzania, zarówno w obszarze motywacji, jak też podejmowania decyzji, oceny i analizy działań. Dialog kształtowany w świadomy sposób jest najlepszym, a jednocześnie niezbędnym budulcem relacji wewnętrznych. To też środek zapobiegawczy w stosunku do kryzysów, które nierzadko przesądzają o skutkach współpracy. To wszystko wpływa zaś bezpośrednio na atmosferę, która jest składową satysfakcji i motywacji. Wszystkie te elementy są więc niczym system naczyń połączonych, dlatego właśnie o cały wewnętrzny PR naprawdę warto zadbać.

Oczywiście sposoby budowania wewnętrznego PR-u uzależnione są przede wszystkim od wielkości firmy, jej charakteru, branży, jak też w końcu od możliwości finansowych. Szczególnie, że metod służących temu celowi jest naprawdę wiele, nawet jeżeli niektórym wciąż się wydaje, że wątek ten otwiera się i kończy na wyjazdach motywacyjno – integracyjnych czy firmowych imprezach. Komunikacja wewnętrzna, jako bardzo istotny składnik PR-u, budowana jest każdego dnia. W niej swoje korzenie ma cała kultura organizacyjna, przy jej użyciu wprowadza się też zmiany oparte na dobrych praktykach – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.

W ramach podstawowych narzędzi wewnętrznego PR-u warto wymienić mailing i cały system audiowizualnej komunikacji z uwzględnieniem stosowanych narzędzi, adekwatnych do potrzeb i wielkości firmy. Świetnie sprawdzają się również spotkania z zarządem, listy zarówno z okazji szczególnych, jak i okresowe o charakterze podsumowująco – motywującym. Duże firmy mogą pozwolić sobie też na tworzenie wewnętrznego newslettera czy organizację konkursów.

Chociaż rzeczywiście wydaje się, że paleta po którą mogą sięgać duże organizacje jest nieporównywalnie szersza od tej dostępnej dla niewielkich firm, trzeba pamiętać, że każdy wysiłek podjęty w celu budowy wewnętrznego PR-u po prostu się opłaca. To właśnie pracownicy są bowiem świetnymi ambasadorami marki, a ich lojalność i wierność ma bezpośredni wpływ na koszty generowane przez organizację.

W ciągu roku przybyło ponad milion aktywnych klientów bankowości internetowej

Po pierwszym kwartale 2014 r. liczba klientów indywidualnych mających podpisaną umowę bankowości elektronicznej wyniosła ponad 22,4 mln. To o 2,62% więcej niż odnotowano na koniec 2013 r. i blisko o 10% niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wśród nich, 12,7 mln przynajmniej raz w miesiącu logowało się serwisu w swoim banku. Dynamika wzrostu liczby klientów, którzy aktywnie korzystają z bankowości internetowej jest wyższa niż wzrostu liczby samych umów. Oznacza to, że stopniowo coraz więcej osób, które do tej pory nie korzystały z bankowości internetowej, a miały taką możliwość, przekonuje się do tego rozwiązania. W ciągu minionego roku liczba aktywnych klientów indywidualnych wzrosła o ponad 1,3 mln – to przyrost rzędu 12%. Liczba klientów bankowości internetowej w segmencie MSP zbliżyła się do 2 mln, wzrastając w ciągu kwartału o 3,63% i o 7,95% w ciągu całego roku.

Ogólna liczba kart płatniczych na koniec I kwartału 2014 wzrosła w odniesieniu do końca roku 2013, przy czym wzrost ten zawdzięczamy większej liczbie wydanych kart debetowych, która osiągnęła 28,3 mln (wzrost o 0,41%). Ogólna liczba kart z funkcją płatności zbliżeniowych wzrosła o ok. 900 tys. sztuk (4,5%), a na przestrzeni całego roku o blisko 30%. Liczba będących w użyciu kart kredytowych zmniejszyła się, do niespełna 6,1 mln (spadek 0,56%). Sukcesywny spadek liczby kart kredytowych obserwowany jest od 2009 roku, niemniej jego dynamika jest coraz mniejsza. Stopniowo, choć w stosunkowo wolnym tempie zwiększa się natomiast udział operacji bezgotówkowych w ogóle transakcji kartowych. Na koniec marca wyniósł on 67,1% w liczbie i 32,15% w wartości transakcji kartowych.

I kwartał to tradycyjnie spadek zarówno liczby, jak i wartości wszystkich transakcji bezgotówkowych, odnotowywany sezonowo po okresie świątecznym w końcu mijającego roku. Liczba transakcji bezgotówkowych w systemach ELXIR i EuroELIXIR i ich wartość były nieco niższa niż na koniec roku 2013 (odpowiednio o 1,44% i 4,21% w ujęciu ilościowym i 7,38% i 5,74% w ujęciu wartościowym), niemniej w dalszym ciągu w obu przypadkach znajdujemy się w trendzie wzrostowym. Sezonowego spadku popularności nie odnotowano natomiast w przypadku przelewów natychmiastowych w systemie Express ELIXIR, gdzie w ciągu roku liczba operacji zwiększyła się o 119%, a ich wartość o 171%.

Zdecydowana większość Polaków uważa, że bankowość internetowa jest przede wszystkim szybka, wygodna i „z przyszłością”. Bardziej stonowane opinie pojawiają się w zakresie oceny trudności korzystania z niej, choć i tu większość ocenia, że jest bardziej intuicyjna niż skomplikowana. Większość Polaków twierdzi też, że bankowość internetowa nie jest kosztowna. Opinie w zakresie bezpieczeństwa są podzielone – 40% podziela opinię, że bankowość internetowa jest bezpieczna, 22% twierdzi, że korzystanie z niej jest ryzykowne. 1/3 nie ma w tej kwestii wyrobionej opinii.

Wśród przyczyn niekorzystania z bankowości internetowej w opinii publicznej najczęściej pojawiają się stwierdzenia wskazujące na brak wiedzy i umiejętności po stronie klientów – uważa tak w sumie 50% ankietowanych. W następnej kolejności plasuje się przyzwyczajenie do odwiedzania oddziałów (49%), niechęć do nowości (47%) i poczucie braku bezpieczeństwa transakcji, na które wskazuje 43%.

„Bankowość internetowa w Polsce jest nowoczesna i bezpieczna. Banki stosują wielostopniowe systemy autoryzacji transakcji dokonywanych w serwisach internetowych i przykładają ogromną wagę do zapewnienia najwyższego poziomu zabezpieczeń swoich systemów, których jeszcze nikomu nie udało się pokonać. Brak umiejętności i poczucie braku bezpieczeństwa jako istotne przyczyny niekorzystania z bankowości internetowej wśród części opinii publicznej to w naszej ocenie sygnał, że potrzebne są działania edukacyjne, zwiększające poziom świadomości klientów banków w tym zakresie.” – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP.

GUS: deflacja wyniosła w lipcu 0,2 proc.

Pierwszy od 1989 r. spadek cen konsumenckich w ujęciu rocznym został zanotowany w lipcu 2014 r.

Deflacja konsumencka wyniosła w lipcu br. 0,2 proc. w porównaniu do cen w tym samym miesiącu ub.r., podał GUS w komunikacie. Dla porównania, w czerwcu zanotowano niski, ale wzrost cen na poziomie 0,3 proc. w ujęciu rocznym.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w ujęciu miesięcznym spadły także o 0,2 proc.

Mamy deflację. W lipcu ceny spadały

Lipiec 2014 roku przejdzie do historii gospodarczej Polski, bo w tym miesiącu pierwszy raz odnotowaliśmy deflację. Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu o 0,2% w ujęciu rocznym i o tyle samo w ujęciu miesięcznym – poinformował dziś GUS. Ceny spadły dzięki embargu Rosji, ale w głównej mierze z powodu niezadowalającej koniunktury w polskiej gospodarce.

Deflacja jest dobra dla portfela przeciętnego obywatela. Jednak to, co jest dobre dla konsumentów, niekoniecznie jest dobre dla gospodarki.

– Po raz pierwszy w najnowszej historii wskaźnik CPI zszedł poniżej zera. Poprzedni rekord – 0,2% – padł w maju oraz w czerwcu ubiegłego roku. Miesiąc temu inflacja wynosiła natomiast jeszcze 0,3% – głównie ze względu na akcyzę, która podniosła ceny alkoholu i papierosów – zauważa Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Na skutek blokady eksportu wieprzowiny, warzyw i owoców na Wschód zwiększyła się podaż tych towarów, więc ceny odrobinę spadły. Ponadto, w zeszłym roku o ok. 1%. spadły ceny energii. Gospodarka Polski wyhamowała, zanim zdążyła się rozpędzić.  – Zatrudnienie minimalnie rośnie, przedsiębiorcy nie są skłonni do zwiększania ryzyka inwestycyjnego, a banki niespecjalnie zwiększają ekspansję kredytową. Powyższe sprawia, że dynamika PKB w 2014 roku najprawdopodobniej będzie jednak niższa niż 3% – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Czy RPP obniży stopy procentowe?

Wystąpienie deflacji sprawia, że oczy osób spłacających kredyty ponownie kierują się na Radę Polityki Pieniężnej. Obecnie coraz częściej słychać głosy „namawiające”  RPP do kolejnej obniżki.

– Konsumenci powinni być szczęśliwi, że rośnie siła nabywcza ich pieniądza, ale wynik na poziomie -0,2% jest w praktyce nieodczuwalny dla przeciętnego Kowalskiego. Zresztą nie wyklucza to wystąpienia inflacji np. w niektórych regionach kraju. Nie wszędzie ceny musiały spaść – dodaje Piechowiak.

Więcej na ten temat w artykule: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Mamy-deflacje-7217264.html

Analizy Bankier.plCEO Magazyn Polska

Scalenie akcji Izolacji-Jarocin

Decyzja o scaleniu akcji Izolacji-Jarocin w stosunku 1:3 zatwierdzona przez KRS.

Decyzja akcjonariuszy spółki Izolacja-Jarocin SA, producenta wyrobów hydroizolacyjnych i uszczelniających dla budownictwa, o scaleniu akcji została zatwierdzona przez sąd 11 sierpnia 2014 r. W wyniku rejestracji kapitał zakładowy dzieli się na 3,8 tys. akcji zwykłych na okaziciela serii A o wartości nominalnej 0,21 zł każda. Przed scaleniem kapitał zakładowy w wysokości 798 tys. zł dzielił się na 11,4 tys. akcji.

KRS podjął decyzję ws. uchwały Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia z dnia 11 czerwca 2014 r.

Santander zwiększa udziały w BZ WBK

Santander kupił od swojej spółki zależnej akcje BZ WBK i zwiększył liczbę głosów na WZA o ponad 5 pkt proc.

Bank Zachodni WBK SA otrzymał 13 sierpnia 2014 r. od Banco Santander SA powiadomienie dotyczące zwiększenia bezpośredniego udziału Santandera w ogólnej liczbie głosów na walnym zgromadzeniu banku z 65,99 proc. do 71,41 proc. w związku z zakupem akcji banku przez Santander tego samego dnia, wynika z komunikatu banku. Akcje odpowiadają 5,42 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu BZ WBK.

Santander kupił akcje od Santander Consumer Finance SA, spółki zależnej od Santandera w drodze transakcji pakietowej.

INC SA: Krajowy Rejestr Sądowy zatwierdził scalenie akcji

Scalenie akcji INC SA 1:4 zatwierdzone przez sąd. Powiadomienie z KRS spółka otrzymała 13 sierpnia br.

Krajowy Rejestr Sądowy zatwierdził 6 sierpnia 2014 r. postanowienie akcjonariuszy spółki INC SA, firmy działającej w obszarze inwestycji oraz doradztwa na rynku kapitałowym, o zwiększeniu wartości nominalnej akcji z 0,5 zł do 2 zł, podała spółka w komunikacie. Połączenie akcji oznacza jednoczesne proporcjonalne zmniejszenie liczby akcji z 33 372 396 do 8 343 099 sztuk, czyli scalenie akcji, przy zachowaniu niezmienionej wysokości kapitału zakładowego oraz zachowaniu niezmienionych uprawnień z akcji. Wszystkie akcje zachowują swoje dotychczasowe uprawnienia.

Zmiany w statucie na temat scalenia zostały zatwierdzone przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie uchwałą 20 maja br.

Klienci BZ WBK Asset Management posiadają ponad 5 proc. akcji MCI

0

Klienci BZ WBK Asset Management (BZ WBK AM), których rachunki objęte są umowami o zarządzanie mają łącznie 3.200.369 akcji MCI Management. Stanowi to 5,12 proc. kapitału MCI.

Przed przekroczeniem progu 5 proc. klienci BZ WBK AM posiadali 3.109.839 akcji, które uprawniały do wykonywania 4,98 proc. głosów na walnym zgromadzeniu.

Cieszymy się, że w naszym akcjonariacie ujawnił się nowy inwestor z udziałem powyżej 5 proc. To znak, że kolejni uczestnicy rynku kapitałowego patrzą optymistycznie na naszą strategię inwestycyjną i perspektywy dalszego wzrostu. Obecna niska wycena naszych akcji może być sygnałem do dalszych zakupów mówi Cezary Smorszczewski, Prezes Zarądu MCI Management.

BZ WBK AM będzie trzecim, po Tomaszu Czechowiczu (który razem z podmiotem od niego zależnym AIP posiada 50,83 proc. udział w ogólnej liczbie głosów na walnym zgromadzeniu) i funduszach związanych z Quercus TFI S.A. (posiadają 6,87 proc. głosów na walnym zgromadzeniu), największym akcjonariuszem MCI Management.

Budownictwo w Polsce może stracić specjalistów na rzecz USA

Może wzrosnąć eksport polskich umysłów ścisłych, architektów czy księgowych do USA, jeśli wejdzie w życie porozumienie o wolnym handlu między UE a USA.

Negocjowane porozumienie o wolnym handlu między UE a USA może otworzyć amerykański rynek pracy polskim specjalistom z wykształceniem z zakresu nauk ścisłych.

Potrzebne będą bardzo konkretne kompetencje, głównie oparte na naukach ścisłych, takich jak matematyka, czyli kompetencje analityczne. Poszukiwani będą też audytorzy, księgowi i architekci – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Cieślok, menadżer w firmie HRK Financial Markets.

Drenaż może dotyczyć głównie architektów i inżynierów budowlanych, jeśli gospodarka amerykańska zacznie rozwijać się po latach kryzysu. Efektem tego będzie ponowny rozwój budownictwa.

Jeżeli gospodarka w Stanach Zjednoczonych po latach kryzysu i spowolnienia gospodarczego zacznie odbijać mocniej niż europejska, może to zachęcić do wyjazdu np. architektów i inżynierów budowlanych. W wielu zawodach popyt na pracowników jednak jest związany z koniunkturą gospodarczą – zauważa Agnieszka Cieślok.

Specjaliści nie podejmą wyzwania wyjazdu, jeśli nie będzie wynegocjowanych specjalnie warunków przyjazdu, zauważa ekspert.

Znając obecnie obowiązujące trendy, firmy ze Stanów Zjednoczonych być może znajdą taki mechanizm, który umożliwi pracodawcom przygotowanie miejsca pracy, łącznie ze zniesieniem wymogu wizowego, po to, by zachęcić i przekonać dobrego specjalistę z Polski do wyjazdu – twierdzi menedżerka w firmie HRK Financial Markets.

Kupiec SA prognozuje znaczący wzrost zysków w III kw.

0

W II kw. roku spółka zajmująca się spedycją i transportem zanotowała 5-krotny spadek zysku. Firma tłumaczy to restrukturyzacją.

Kupiec SA, firma transportowo-spedycyjna, zanotowała w II  kw. br. 6,12 mln zł przychodów ze sprzedaży, czyli o ponad 67 proc. więcej w ujęciu rocznym. W minionym kwartale Kupiec S.A. osiągnął 33 tys. zł zysku netto, podczas gdy roku temu było to 155 tys. zł.

Zakończona w czerwcu restrukturyzacja oraz związane z nią koszty nie powinny już wpływać negatywnie na wyniki finansowe w kolejnych okresach – tłumaczy spółka w komunikacie.

Warunkiem wypracowania zadowalających zysków w następnych kwartałach jest utrzymanie obrotów na poziomach przekraczających 2 mln zł miesięcznie. W mojej ocenie należy prognozować dalsze wzrosty obrotów, gdyż w lipcu ten poziom przekroczyliśmy prawie o 30 proc. Tym bardziej że są one stabilne i nie opierają się na jednostkowych kontraktach, a na mocno zdywersyfikowanej sprzedaży – tłumaczy Leszek Wróblewski, prezes zarządu Kupiec SA. – Planuję, że III kwartał, jako już nieobciążony kosztami restrukturyzacji, będzie pierwszym, który przyniesie znaczący wzrost zysków.

Kupiec SA jest notowany na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r.

Wzrost rentowności Grupy ENERGA po dwóch kwartałach 2014 roku

Wzrost EBITDA o 15 proc., a zysku netto o 16 proc. odnotowała Grupa ENERGA w pierwszym półroczu 2014 roku. Poprawie uległa rentowność – marża EBITDA wzrosła o 5 pkt. proc., natomiast marża na poziomie wyniku netto wzrosła o 2 pkt. proc. w porównaniu z pierwszym półroczem 2013 roku.

W pierwszym półroczu 2014 roku Grupa ENERGA wypracowała zysk netto na poziomie 606 mln zł (wzrost o 16 proc.), a EBITDA w wysokości 1 281 mln zł (wzrost o 15 proc.). Wyniki te zostały osiągnięte przy niższych o 9 proc. przychodach, które wyniosły 5 287 mln zł. Stabilne rezultaty Grupa wypracowała dzięki poprawie efektywności działania. W pierwszym półroczu 2014 roku ENERGA o 5 pkt. proc. poprawiła marżę EBITDA, która osiągnęła poziom 24 proc. W samym drugim kwartale jej wzrost wyniósł 2 pkt. proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.

W drugim kwartale Grupa wypracowała 2 539 mln zł przychodów wobec 2 856 mln zł w tym samym okresie zeszłego roku. Zysk netto wyniósł 292 mln zł (spadek o 16 proc.), a EBITDA ukształtowała się na poziomie 638 mln zł (spadek o 2 proc.) Na wyniki osiągnięte w drugim kwartale istotny wpływ miało zwiększenie kosztów związanych z rezerwami aktuarialnymi, dodatkowe koszty wynikające z obowiązku umarzania „żółtych” i „czerwonych” certyfikatów oraz pełnieniem przez ENERGA-OBRÓT funkcji sprzedawcy z urzędu.

– Koncentrujemy się na poszczególnych obszarach i w każdym z nich rozwijamy nasz biznes – mówi Mirosław Bieliński, Prezes Zarządu Energa SA. – W dystrybucji dzięki niższym kosztom wzrosła efektywność realizowanych w segmencie inwestycji. Dodatkowo, w pierwszym półroczu przekroczyliśmy milion zdalnych odczytów z liczników AMI i mamy szanse na dwa miliony w ciągu kolejnych sześciu miesięcy. W segmencie sprzedaży zmieniamy strategię i prowadzimy działania restrukturyzacyjne, dzięki czemu poprawiamy rentowność w tym obszarze. Natomiast w wytwarzaniu zwiększyliśmy moc wytwórczą Grupy o kolejne 25 MW, oddając blok biomasowy w Elblągu – dodaje.

Jednostkowy zysk netto, który jest podstawą do wypłaty dywidendy, po sześciu miesiącach wyniósł 700 mln zł i wzrósł o 24 proc. w porównaniu z pierwszym półroczem 2013 roku. Stabilna pozycja finansowa wspiera realizację ambitnej polityki dywidendy, która zakłada wypłatę do 92 proc. jednostkowego zysku netto wypracowanego na przestrzeni roku. Intencją Zarządu jest konsekwentna realizacja zapowiadanej polityki spółki w zakresie wypłaty zysku.

Perspektywy na drugą połowę roku

Wyniki w drugiej połowie roku będą uzależnione od wysokości dodatkowych kosztów związanych z obowiązkiem umarzania żółtych i czerwonych certyfikatów, cen energii elektrycznej oraz terminowości przyznawania praw majątkowych. Wzrost kosztów spodziewany jest w segmencie dystrybucji. Wyniki w wytwarzaniu, w szczególności w obszarze OZE, uzależnione będą od warunków pogodowych i hydrometeorologicznych.

Milion zdalnych odczytów, wzrost mocy z OZE i zmiana strategii sprzedaży

Segment dystrybucji w pierwszym półroczu 2014 roku odnotował wyniki zbliżone do analogicznego okresu ubiegłego roku. EBITDA wyniosła 794 mln zł i odpowiadała za 61 proc. wyniku Grupy. Rezultaty poprawiły się pomimo spadku średnio ważonego kosztu kapitału (WACC), który ma wpływ na przychody w tym obszarze. ENERGA dostarczyła w pierwszym półroczu 10 TWh energii elektrycznej, czyli ilość zbliżoną do zeszłorocznego poziomu. W drugim kwartale segment dystrybucji zrealizował zaplanowane inwestycje przy niższych kosztach. Ponadto, Grupa w coraz większym stopniu wykorzystuje inteligentne rozwiązania. Liczba zdalnych odczytów z liczników AMI na potrzeby fakturowania przekroczyła w drugim kwartale milion, osiągając poziom 150 tys. odczytów miesięcznie.

Grupa pracuje nad stałą poprawą efektywności w dostarczaniu energii. Wprawdzie w pierwszym półroczu wskaźniki ciągłości zasilania okresowo wzrosły, natomiast w okresie ostatnich kilku lat widoczny jest istotny spadek. Średnia długość przerw w dostawach prądu na odbiorcę (wskaźnik SAIDI) obniżyła się w stosunku do pierwszego półrocza 2011 roku o około 40 proc., natomiast średnia częstotliwość przerw na odbiorcę (wskaźnik SAIFI) spadła w tym okresie o około 32 proc.

Wzrost średniej długości przerw w dostawach prądu (SAIDI) w pierwszym półroczu w dużej mierze wynikał z prowadzonych modernizacji stacji transformatorowych pod infrastrukturę inteligentnego opomiarowania (AMI). W przyszłości prace te przełożą się na istotne korzyści dla klientów. Średnia częstotliwość przerw (wskaźnik SAIFI) była wyższa niż odnotowana w pierwszym półroczu 2013 roku, co spowodowane było m.in. rozległymi awariami spowodowanymi niekorzystnymi warunkami pogodowymi w pierwszym kwartale roku.

Segment wytwarzanie wypracował EBITDA na poziomie 373 mln zł wobec 99 mln zł w ubiegłym roku. Na skalę wzrostu wyniku w tym obszarze wpływ miał zeszłoroczny odpis z tytułu trwałej utraty wartości bloku B w ENERGA Elektrownie Ostrołęka SA, który obniżył wynik finansowy o 123 mln zł. Na wynik segmentu w pierwszym półroczu pozytywnie przełożył się wzrost produkcji w elektrowni konwencjonalnej oraz dodatkowe dochody z przejętych w zeszłym roku aktywów wiatrowych. Grupa wytworzyła w tym okresie 2,5 TWh energii elektrycznej, czyli o ok. 2 proc. więcej niż w pierwszym półroczu zeszłego roku. Większa produkcja energii z węgla oraz produkcja z wiatru skompensowały spadek produkcji z wody spowodowany gorszymi warunkami hydrologicznymi. Ponadto, w pierwszym półroczu zakończyła się budowa nowego bloku biomasowego w Elektrociepłowni Elbląg, co zwiększyło moce OZE zainstalowane w Grupie o 25 MWe i 30 MWt.

Segment sprzedaży utrzymał EBITDA na poziomie 77 mln zł, czyli analogicznym do poziomu z zeszłego roku, pomimo negatywnego wpływu kosztów ponoszonych w związku z pełnieniem funkcji sprzedawcy z urzędu i przywrócenia obowiązku umarzania „czerwonych” i „żółtych” praw majątkowych. Wolumen energii elektrycznej sprzedanej odbiorcom końcowym przez spółkę ENERGA-OBRÓT w pierwszym półroczu wyniósł 8,1 TWh, co oznacza spadek o 13 proc. Spadek w największym stopniu dotyczył grup taryfowych A i B, w których ENERGA rezygnuje z przedłużania nierentownych umów.

Odszkodowanie i zadośćuczynienie – to nie to samo!

W wielu powszechnie dostępnych materiałach i źródłach, terminów „zadośćuczynienia” i „odszkodowania” używa się zamiennie. W praktyce, różnice między nimi są znaczne, a ich nieznajomość może narazić nas na poważne straty.

O odszkodowaniu możemy mówić w przypadku gdy poniesiona szkoda ma charakter materialny i można ją wycenić. W tym kontekście, o odszkodowaniach najczęściej słyszymy w nawiązaniu do wypadków komunikacyjnych. Jeśli zatem prowadzimy samochód i w wyniku kolizji spowodowanej przez innego kierowcę zostaje on uszkodzony – możemy liczyć na odszkodowanie z polisy OC sprawcy. Firma ubezpieczeniowa odpowiedzialna za likwidację szkody ocenia wówczas skalę zniszczeń naszego pojazdu i na tej podstawie określa sumę należnego nam odszkodowania. Sytuacja komplikuje się i wygląda nieco inaczej w przypadku gdy oprócz uszkodzeń samochodu, sami doznajemy obrażeń. W tej sytuacji, należy pamiętać o dokładnej dokumentacji wszelkich kosztów jakie ponieśliśmy z tego tytułu. Dotyczy to zarówno płatnych konsultacji medycznych, zabiegów i leków, jak i strat materialnych powstałych w następstwie wypadku. Jeśli więc doszło np. do złamania nogi i ze względu na charakter wykonywanej pracy (np. zawodowy kierowca), nie jesteśmy w stanie jej podejmować przez okres rekonwalescencji, to mamy prawo ubiegać się o odszkodowanie z tytułu utraconych zarobków (art. 361 § 2 k.p.c.).

W odróżnieniu od odszkodowania, zadośćuczynienie może zostać przyznane w przypadku tzw. krzywdy, czyli szkody o charakterze niematerialnym. Może być to zatem rekompensata za doznane cierpienie fizyczne, degradację stanu zdrowia czy naruszenie dóbr osobistych.

W mediach z kolei znacznie częściej słyszy się o zadośćuczynieniu za doznany ból po stracie osoby bliskiej, którego możemy dochodzić na podstawie art. 446 § 4 k.c, który wszedł w życie 3 sierpnia 2008 roku. Tutaj sytuacja jest o tyle skomplikowana, że przecież nie sposób „wycenić” krzywdy doznanej po śmierci członka rodziny. Decyzję w tej sprawie może podjąć jedynie Sąd, który określa kwotę należnego zadośćuczynienia na podstawie przedstawionej dokumentacji, materiału dowodowego i opinii biegłych. Warto w tym miejscu nadmienić, że istnieje również możliwość ubiegania się o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę po stracie osoby najbliższej, w przypadku gdy śmierć nastąpiła na skutek deliktu (czynu niedozwolonego), nawet jeśli wypadek zdarzył się przed 3 sierpnia 2008 roku. Uregulowała to uchwała Sądu Najwyższego z dn. 22 października 2010, do którego Sąd II Instancji skierował wniosek o rozstrzygnięcie kwestii przyznania zadośćuczynienia bliskim kobiety zmarłej w 2007 roku. – „Nikt nie zwróci nam życia najbliższych ale warto korzystać z prawa, które nam przysługuje, a zadośćuczynienie może pozwolić na łatwiejszy powrót do normalnego życia” – mówi mec. Joanna Smereczańska-Smulczyk z Kancelarii Radców Prawnych EuCO, która reprezentowała interesy poszkodowanych w opisywanej sprawie. – „Należy pamiętać, że zadośćuczynienie jest wypłacane na wniosek a nie z urzędu […], dlatego warto zadbać o odpowiednie udokumentowanie doznanej krzywdy” – dodaje.

Rosną wyniki BZ WBK-Aviva. Spada tylko składka z życiówek

Towarzystwa BZ WBK-Aviva w I poł. 2014 r. zanotowały 72-proc. wzrost zysku r/r.

BZ WBK-Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń osiągnęły w pierwszym półroczu 2014 r. ok. 26 mln zł zysku netto. To w ujęciu rocznym o 72 proc. więcej w porównaniu do tego samego okresu ub.r.

TU zanotowały wzrost przypisu składki w spółce majątkowej – o 47 proc. r/r. Wzrosła także o 62 proc. w ujęciu rocznym sprzedaż produktów ochronnych w spółce życiowej. Spadła natomiast całkowita składka w ubezpieczeniach życiowych 11 proc. r/r

Wpłynęła na to niższa sprzedaż programu inwestycyjnego In Plus opartego o UFK – tłumaczy TU BZ WBK-Aviva w komunikacie.

Zysk BGŻ wzrósł o 31,5 proc.

0

Józef Wancer

Rosną wyniki Banku Gospodarki Żywnościowej zarówno z odsetek, jak i z prowizji.

Wynik z tytułu odsetek Banku Gospodarki Żywnościowej SA wyniósł po I poł. br. 546,8 mln zł i był o 14,2 proc. wyższy r/r. Wynik z tytułu opłat i prowizji był w ujęciu rocznym wyższy o 15,7 proc. i był na poziomie 153,8 mln zł, wynika z raportu finansowego BGŻ.

Zysk netto banku wzrósł do 108,5 mln zł, czyli był o 31,5 proc. wyższy niż w tym samym okresie ub.r.

Zadłużenie z tytułu kredytów dla osób prywatnych zwiększyło się na koniec czerwca 2014 r. o 3,6 proc. r/r. Zdecydowały o tym: utrzymujące się ożywienie na rynku kredytów mieszkaniowych oraz dalsza wyraźna poprawa sytuacji na rynku kredytów konsumpcyjnych – tłumaczy bank w raporcie. – Wzrost sprzedaży kredytów mieszkaniowych w ujęciu rocznym, który miał miejsce w pierwszej połowie 2014 r., odnotowano, mimo zaostrzenia przez banki wymogów w zakresie wkładu własnego (związanego z wejściem w życie znowelizowanej Rekomendacji S) oraz powolnego podwyższania przez nie marż kredytowych.

(Newseria Inwestor)

Re-otwarcie hali MAKRO w Rzgowie

0

Warszawa 13 sierpnia 2014r.: 13 sierpnia odbyło się re-otwarcie ostatniej z pięciu hal MAKRO objętych procesem przebudowy. W jej wyniku w rzgowskiej hali powstała jedna z największych w Polsce mroźni o powierzchni 1.130m2. Celem procesu remodelingu wybranych hal było zapewnienie najwyższej jakości usług w ramach multikanałowego modelu działania firmy.

MAKRO jest siecią hurtową działającą wielokanałowo, co oznacza, że jej klienci mogą dokonać zakupów w sposób tradycyjny w jednej z hal, ale również skorzystać z usługi delivery lub złożyć zamówienie przez Internet w sklepie MAKRO Biuro Online. Klientami firmy są właściciele niezależnych biznesów, dla których wielką wartością jest czas, cena i elastyczne formy współpracy. Dlatego w celu zapewnienia najwyższego poziomu swoich usług, MAKRO podjęło decyzję o wyodrębnieniu 1/3 powierzchni w pięciu wybranych halach (w Rzgowie, Kaliszu, Koszalinie, Szczawnie i Toruniu) na potrzeby dostaw oraz sklepu internetowego.

Proces przebudowy hali w Rzgowie objął nie tylko wyodrębnienie powierzchni magazynowej na potrzeby usługi dostawy, ale również stworzenie mroźni dedykowanej m.in. sieci IKEA, która jest jednym z kluczowych klientów MAKRO. Mroźnia ma powierzchnię 1.130m2 i wysokość 6,8m. Innowacją w rzgowskiej hali jest wykorzystanie oświetlenia typu LED, co pozwoli zmniejszyć zużycie energii.

W pięciu przebudowanych halach MAKRO zdecydowano się utrzymać asortyment z uwzględnieniem preferencji zakupowych klientów. Wprowadzono do nich prezentację paletową artykułów promocyjnych w dedykowanych, łatwo dostępnych obszarach, lepszą prezentacją artykułów w ramach danego stoiska, (np. minidrogeria z ofertą kosmetyków), dostępność na zamówienie lub poprzez sklep internetowy części produktów przemysłowych.

Jestem przekonany, że model wielokanałowy to przyszłość, także w sektorze hurtowym. Pozwala on zaoferować klientowi najwygodniejsze dla niego rozwiązanie: zrobienie zakupów w hali, usługę delivery lub zamówienia produktów poprzez sklep internetowy MAKRO Biuro Online – mówi David Boner, Prezes MAKRO Cash&Carry.

Zachęcamy do zapoznania się z materiałem filmowym, z którego dowiedzą się Państwo więcej o koncepcji hal wielokanałowych, o których opowiada David Boner, Prezes MAKRO Cash & Carry.

Agnieszka Borzym dyrektorem zarządzającym WPROST BIZNES

Agnieszka Borzym

Agnieszka Borzym dołączyła do zespołu Platformy Mediowej Point Group SA jako dyrektor zarządzający WPROST BIZNES. „Moim celem jest rozwój tygodnika WPROST BIZNES. Chcę doprowadzić do sytuacji, gdy po wydanie elektroniczne będą sięgali nie tylko menadżerowie czołowych polskich spółek, ale wszyscy zajmujący się biznesem. Pragnę, by ten tygodnik stał się wiodącym opiniotwórczym magazynem we wszystkich kwestiach biznesowych” – mówi Agnieszka Borzym. „Jednocześnie doświadczenia związane z rozwojem pierwszego e-magazynu w Grupie PMPG będą mogły być wykorzystane w innych tytułach Grupy” – dodaje.

Borzym od 13 lat jest związana z rynkiem mediów. Współtworzyła sukcesy rynkowe i sprzedażowe Wydawnictwa Westa-Druk, wydawcy tytułów „Angora”, „Mobile Internet” i „F1 Racing”. Jest ekspertem rynku mediów i komunikacji marketingowej, ma bogate doświadczenie menadżerskie. Ukończyła studia doktoranckie na Uniwersytecie Warszawskim.

Jako dyrektor zarządzający WPROST BIZNES będzie się zajmowała całokształtem spraw związanych z pierwszym wyłącznie cyfrowym magazynem w Platformie Mediowej Point Group SA Dotyczy to zarówno wypracowania strategii produktu, precyzyjnego określenia grup docelowych, jak i współpracy z partnerami biznesowymi i mediowymi.

Redaktorem prowadzącym WPROST BIZNES jest Grzegorz Sadowski, szef działu Biznes we WPROST.

WPROST BIZNES to tygodnik gospodarczy dostępny wyłącznie w formie e-wydania. Zawiera specjalnie wyselekcjonowane najważniejsze informacje ekonomiczne z Polski i ze świata. Gospodarka, giełdy, ruchy kadrowe, wydarzenia polityczne. Liczba tygodnia, cytat tygodnia, kalendarium. Informacje podane w taki sposób, by czytelnik mógł widzieć skutki i konsekwencje tego, o czym właśnie czyta.