To koniec hossy? Przez trzy miesiące wartość bitcoina zmalała o 40 proc.

Wprowadzenie dodatkowych regulacji prawnych dotyczących kryptowalut jest nieuniknione, a tymczasem kopalnie bitcoina przenoszą się z Chin do Kazachstanu.

Przez trzy miesiące wartość bitcoina zmalała o 40 proc. O tym, jak chwiejna jest wartość tej kryptowaluty świadczy, że w ciągu 52 tygodni jej wycena zmieniała się od 36 tys. zł do 241 tys. zł, co pokazuje skalę spekulacji.

– Od 2009 r., gdy pojawił się koncept bitcoina i później innych kryptowalut, koniec końców zyskiwali ci inwestorzy, którzy wierzyli w sukces – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Bitcoin jest królem spekulacji na dużej zmienności, w każdym interwale krótkoterminowym, średnioterminowym bądź długoterminowym.

Ostatnie duże straty na bitcoinie spowodowane zostały tym, że rząd chiński ogłosił poszerzenie ograniczeń wydobycia kryptowalut. Dotyczy to przede wszystkim prowincji Sichuan, jednego z największych regionów, w którym tworzy się tę kryptowalutę. Zamknięto 26 największych projektów wydobywczych w regionie, prowadzone są dochodzenia dotyczące legalności wydobycia kryptowalut. Lokalne rządy w Mongolii Wewnętrznej, Qinghai Xinjiang i Yunnan podjęły już działania zmierzające do zamknięcia kopalń bitcoinów.

– Tego się spodziewano, dlatego zaczęły pojawiać się nowe miejsca wydobywania kryptowalut – wyjaśnia ekspert CMC Markets. – Firmy tworzące infrastrukturę przenoszą się przede wszystkim do Kazachstanu.

Czy rynek kryptowalut potrzebuje regulacji prawnych? Takie opinie pojawiają się coraz częściej, zwłaszcza, że w czerwcu zniknęła z rynku platforma wymiany walut w RPA. Zniknęli jej współwłaściciele, a wraz z nimi 3,6 mld USD.

– Takie sytuacje będą się powtarzać i paradoksalnie im bardziej ten rynek będzie uregulowany, tym szybciej takie trupy będą wypadały z szafy – komentuje Łukasz Wardyn. – Regulacje będą korzystne zwłaszcza dla inwestorów indywidualnych, bo dowiedzą się więcej o realnej wartości swych inwestycji. Krótkoterminowo problem może być jednak taki, że przy wprowadzaniu regulacji przechodzi się od skrajności do skrajności.

Złoty traci na polityce EBC. Skutki decyzji Europejskiego Banku Centralnego

Europa będzie drukować jeszcze więcej pieniędzy. Decyzje EBC są jak konkurs skoku o tyczce. Uderzają w euro, a przez to w naszego złotego, bo złoty jest kojarzony właśnie z kursem wspólnej waluty UE.

– Stopy procentowe są dziś na rynku na wagę złota, ponieważ większość banków centralnych utrzymuje je na poziomie zerowym bądź ujemnym więc kapitał szuka nerwowo bezpiecznych miejsc do zaparkowania – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I w związku z tym nagradzane są waluty, które oferują pozytywne stopy procentowe, co dzieje się obecnie głównie na rynkach wschodzących,

A jaka jest polityka EBC, z konsekwencjami w postaci kursu euro wobec złotego? Najnowsze decyzje nie zaskoczyły. Stopy procentowe oraz program skupu QE pozostał bez zmian. Bez przedłużenia czy skracania całego programu, który na ten moment ma trwać przynajmniej do marca 2022 roku.

EBC zmienił ostatnio swój cel inflacyjny na symetryczny i 2%, co było jego niewielką podwyżką. EBC w swoim oświadczeniu wskazuje, że stopy procentowe nie będą podnoszone, dopóki inflacja nie osiągnie celu w prognozach na długo przed zakończeniem horyzontu prognoz.

To oznacza, że inflacja musiałaby pozostać na wysokim poziomie przez dłuższy okres, aby EBC w ogóle przysiadł do rozważania nad podwyżkami stóp procentowych. Po ostatnich prognozach wiemy jednak, że taka sytuacja będzie bardzo trudna do osiągnięcia, gdyż nawet z bieżącą presją inflacyjną na całym świecie, EBC w najbliższych latach nie widzi szans na osiągnięcie 2% inflacji!

– Decyzje EBC uderzają w euro, a przez to w naszego złotego, bo złoty jest kojarzony właśnie z kursem euro – komentuje ekspert XTB. – Pozostaje też istotna wątpliwość po co EBC podnosi cel inflacyjny, skoro poprzedni nie był już realizowany? To jest jak konkurs skoku o tyczce: zawodnik, który nie może osiągnąć jakiegoś poziomu, a ma do wykorzystania jeszcze kilka prób zwiększa ryzyko, podnosząc poprzeczkę, aby zachować szanse na medal. Jednak bank centralny o medale nie walczy, podnoszenie poprzeczki w postaci celu inflacyjnego jest bez sensu, co pokazał przykład Japonii.

EBC z pewnością chciałby zauważyć inflację bazową w okolicach tego poziomu, a na ten moment znajduje się ona naprawdę bardzo nisko. To pokazuje nam sytuację, w której ten bank centralny zbliża się swoją polityką do tego, co robi Bank Japonii, który w zasadzie od późnych lat 90-tych nie zmienił znacząco stóp procentowych. Zakres ich wahań można liczyć w kilkudziesięciu punktach bazowych. Warto zauważyć, że taka sytuacja w strefie euro również utrzymuje się od kilku lat. Czy wobec tego kolejnym krokiem w strefie euro jest stały program zwiększania bazy monetarnej, tak jak jest to w Japonii czy program skupu akcji, np. w postaci skupowania jednostek funduszy ETF?

Japonia od lat jest w pułapce niskiego wzrostu, za którą podąża widmo deflacji, a ponieważ przyczyny mają charakter głęboko strukturalny polityka pieniężna nie jest w stanie tej sytuacji odmienić. Mimo tego przykładu EBC idzie od lat dokładnie w te ślady, co potwierdził zmieniając cel.

– Nie jest to dobra informacja dla euro, a ponieważ polityka EBC ma spory wpływ na NBP, słabość euro przekłada się na relatywnie słabego złotego – wyjaśnia dr P.Kwiecień. – A co chce osiągnąć EBC? Przyjął nowy cel inflacyjny, aby zyskać pretekst, że musi dostosować swą politykę do nowego celu, a to oznacza dodruk pieniędzy.

Warto odnotować też, że pomimo niechęci Fed do reagowania na rosnącą w USA inflację, co przekłada się na kolejne rekordy na Wall Street, dolar umacnia się, można powiedzieć słabością innych walut, ponieważ w Europie normalizacja polityki pieniężnej w ogóle nie jest widoczna na horyzoncie. Sytuacja nie sprzyja więc złotemu.

Blok 7 o mocy 496 MW w Elektrowni Turów w pełnej dyspozycji dla operatora systemu przesyłowego

Po planowanym postoju, zakończony został rozruch bloku o mocy 496 MW w Elektrowni Turów. Jednostka jest gotowa do pracy i może już produkować energię elektryczną, zgodnie z zapotrzebowaniem zgłoszonym przez operatora systemu przesyłowego.

Postój bloku, wynikający wprost z zapisów kontraktu, rozpoczął się 19 czerwca 2021 roku. W tym czasie Wykonawca dokonał przeglądu technicznego urządzeń po pierwszym miesiącu eksploatacji jednostki. Wykonane zostały prace dotyczące optymalizacji i konserwacji w obszarze związanym m.in. z pompami wody zasilającej, elektrofiltrem, młynami węglowymi oraz dobudowaniem nowych odpływów rezerwowych w rozdzielniach. Podczas postoju Wykonawca, odpowiedzialny za realizację inwestycji w formule „pod klucz”, w wyniku przeprowadzonej analizy pracy urządzeń współpracujących z elektrofiltrem w zakresie odprowadzenia popiołu i podjęcia działań optymalizacyjnych, zidentyfikował potrzebę zwiększenia zakresu prac w obszarze elektrofiltra. Nie zwiększono natomiast zakresu prac w odniesieniu do młynów węglowych. Jakość węgla dostarczana do kotła odpowiada wymaganiom projektowym. Wynika to z długoletnich prognoz dotyczących parametrów węgla i planów jego wydobycia. Jakość dostarczanego węgla nie stwarza problemów eksploatacyjnych dla nowego bloku. Wszystkie działania prowadzone przez Wykonawcę – konsorcjum firm Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe GmbH, Budimex SA oraz Técnicas Reunidas SA na nowej jednostce wytwórczej są standardowe i mają na celu zagwarantowanie jej stabilnej pracy w przyszłości.

Wojciech Dąbrowski, prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej / foto Zbyszek Kaczmarek
Wojciech Dąbrowski, prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej / foto Zbyszek Kaczmarek

Wykonawca w zaplanowanym czasie dokonał regulacji poszczególnych układów technologicznych  i uruchomił blok energetyczny. Nowoczesna jednostka, która ma za zadanie produkować energię elektryczną dla miliona polskich gospodarstw domowych jest w gotowości do produkcji energii elektrycznej dla krajowego systemu energetycznego. W związku z tym planowanym postojem wśród rzetelnych informacji i wypowiedzi pojawiły się również nieprawdziwe informacje, które narażały dobry wizerunek Elektrowni Turów, jej Pracowników jak i obecnej na Giełdzie Papierów Wartościowych PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Chcę przypomnieć, że nowy blok w Turowie był dyspozycyjny w całym okresie od momentu przekazania do eksploatacji do planowego wyłączenia 19 czerwca br. a w maju br. uzupełniał ubytki mocy w systemie powstałe w wyniku nagłego wyłączenia dziesięciu bloków energetycznych w Elektrowni Bełchatów, po awarii rozdzielni Polskich Sieci Elektroenergetycznych w Rogowcu, co najlepiej dowodzi, że nigdy nie był zepsuty – powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Podkreślam, że tego typu planowane postoje są standardowym działaniem po uruchomieniu tak ogromnej jednostki wytwórczej – dodał Wojciech Dąbrowski.

Nowy blok energetyczny w Elektrowni Turów o mocy 496 MW został oddany do eksploatacji w maju bieżącego roku. Blok przeszedł testy wymagane przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, w tym test mocy osiągalnej. Blok jest jednostką centralnie dysponowaną i jego obciążanie uzależnione jest od zapotrzebowania w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym, a warunkiem przejęcia bloku do eksploatacji przez Elektrownię Turów był pozytywny 72 godzinny test pracy bloku z maksymalnym obciążeniem.

Jest to jednostka o nadkrytycznych parametrach, opalana węglem brunatnym z pobliskiej kopalni Turów o odpowiednich parametrach, zapisanych w kontrakcie inwestycyjnym. Blok spełnia surowe normy ochrony środowiska. Emisja SO2 w porównaniu z wyłączonymi wcześniej blokami nr 8, 9 i 10 jest prawie 20-krotnie niższa, a emisja pyłów około 10-krotnie. Blok jest przystosowany do rygorów emisyjnych wynikających z konkluzji BAT, które zaczną obowiązywać od sierpnia 2021 roku i zakładają wdrożenie najlepszych dostępnych technologii proekologicznych.

Kompleks Turów, składający się z kopalni i elektrowni, to kluczowy element polskiego systemu elektroenergetycznego, mający wpływ na zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz stabilne dostawy prądu. Odpowiada za ok. 7 proc. krajowej produkcji energii, a prąd produkowany w elektrowni trafia do ponad 3,3 miliona gospodarstw domowych. Najnowszy blok elektrowni posiada potencjał produkcji energii elektrycznej do 3 TWh rocznie i już udowodnił swoją wagę dla Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, uzupełniając ubytki mocy w systemie powstałe w wyniku nagłego wyłączenia 17 maja dziesięciu bloków energetycznych w Elektrowni Bełchatów, po awarii rozdzielni Polskich Sieci Elektroenergetycznych w Rogowcu.

Kopalnia i elektrownia Turów to także jedne z najważniejszych i największych zakładów przemysłowych w tej części Dolnego Śląska oraz największy pracodawca w regionie. Zatrudnienie bezpośrednio w kopalni i elektrowni, w spółkach zależnych oraz podmiotach współpracujących zapewnia stabilny byt około 60-80 tysiącom osób, wliczając w to rodziny pracowników.

Inwestycja budowy bloku w Turowie była ostatnim projektem budowy energetycznej jednostki opalanej paliwem węglowym w Grupie PGE. Blok w Turowie jest najnowocześniejszą jednostką wśród aktywów planowanego nowego podmiotu, który będzie skupiał krajowe aktywa węglowe.

Podatek cukrowy uderza po kieszeni restauratorów? Nie, jeśli serwują ten rodzaj napojów

Badania rynku przeprowadzone przez Centrum Monitorowania Rynku wykazały, że Polacy kupują znacznie mniej napojów gazowanych niż w poprzednich latach. Jednym z powodów spadku sprzedaży jest wzrost cen słodkich napojów, wynikający z nałożenia na nie opłaty cukrowej. Istnieje jednak rodzaj napojów gazowanych, po który konsumenci sięgają częściej niż dotychczas.

Podatek cukrowy odbił się na sprzedaży napojów także w gastronomii?

Aż o 23 % spadła ilość sprzedanych w tym roku słodkich napojów. Wprowadzenie podatku cukrowego przyczyniło się do znacznego wzrostu cen. Za litr napoju w butelce trzeba zapłacić już około 4,44 zł! Czy obowiązek płacenia tej daniny uderzył we właścicieli gastronomii? Nie, jeśli zdecydowali się na wprowadzenie formy serwowania napojów z dyspensera. Napoje przygotowane na bazie syropu gastronomicznego, serwowane z nalewaka do napojów i oferowane w promocyjnej formie Dolewki cieszą się większym zainteresowaniem klientów niż dotychczas.

Napoje z dyspensera – sprawdzona nowość

Sposób serwowania napojów z syropu ma w gastronomii dość dobrze ugruntowaną pozycję. Takie rozwiązanie praktykują największe sieci gastronomiczne od lat, proponując swoim klientom napoje kultowych marek z dyspensera. Nowością jest jednak pojawienie się na rynku syropów gastronomicznych dostępnych dla każdzego punktu gastronomicznego. Dziś, aby serować napoje z nalewaka do napojów nie trzeba podpisywać żadnych umów zobowiązujących do współpracy z danym dostawcą. Odkąd na rynku pojawiła się marka HMDrinks serwowanie napojów z syropów stało się proste i wygodne. A przede wszystkim opłacalne.

Syrop gastronomiczny – tańsza alternatywa

Pomimo wprowadzenia opłaty cukrowej producent napojów HMDrinks odnotował zwiększone zainteresowanie syropami gastronomicznymi. Z czego wynika chęć poznania sposobu na serwowanie napojów z dyspensera i zastosowania go w swoim lokalu?

Syropy gastronomiczne pozwalają na przygotowanie napoju wysokiej jakości w niskiej cenie. HMDrinks oferuje 4 ulubione przez konsumentów smaki syropów, sprzedawane w 5-litrowych kartonach. Jeden karton pozwala na przygotowanie 37,5 litra napoju. Czyli dokładnie tyle, ile mieści się w 75 półlitrowych plastikowych butelkach! Cena za litr gotowego napoju z syropu to zaledwie 2,87 zł brutto. Jak widać podatek cukrowy opłacany przez producenta i uwzględniony w cenie nie wywindował jej tak, jak w przypadku gotowych napojów gazowanych.

syrop lemoniada

Dodatkowe plusy korzystania z nalewaka do napojów

Poza korzyściami ekonomicznymi serowanie napojów na bazie syropu gastronomicznego ma wiele innych dodatkowych zalet.

Korzystanie z dyspensera

  • pozwala na usprawnienie pracy w lokalu,
  • minimalizuje ilość śmieci,
  • ułatwia utrzymanie porządku za barem, w magazynie i lodówce,
  • daje szansę wprowadzenia ulubionej przez konsumentów formy promocji Dolewki. Dolewka – klient płacąc za napój otrzymuje kubeczek, który samodzielnie napełnia napojem z dyspenserem tyle razy, ile ma ochotę – przyczynia się do zwiększenia sprzedaży napojów i posiłków, zwiększa obroty i ruch w interesie.

Poza tym nalewak do napojów daje możliwość pomnożenia zysków ze sprzedaży wody i szansę serwowania napojów sygnowanych własnym logo.

Sprzedaż napojów z syropu gastronomicznego- Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej

Serwowanie napojów z syropu to korzystna alternatywa dla sprzedaży gotowych napojów w butelkach. Właściciele gastronomii, którzy się na nią zdecydowali, trafili w samą dziesiątkę. Mimo podatku cukrowego, długotrwałego lockdownu i przedłużającej się zimy sprzedaż napojów z dyspensera ma się świetnie. A producent napojów HMDrinks prognozuje, że najlepsze jeszcze przed nią. W końcu wielkimi krokami zbliża upalne lato…

Jakie są alternatywy dla zakupu nowego agregatu prądotwórczego?

Brak dostęp do zasilania w danej lokalizacji lub chęć zagwarantowania sprawnie działającego zasilania awaryjnego to główne powody, dla których klienci decydują się na zakup agregatu prądotwórczego. Wybór generatorów dostępnych na współczesnym rynku jest bardzo duży, dlatego bez problemu można zdecydować się na urządzenie odpowiadające potrzebom inwestora. Co jednak zrobić w sytuacji, kiedy kupno agregatu prądotwórczego wykracza poza możliwości finansowe klienta?

Wynajem agregatu prądotwórczego

Wynajem agregatu prądotwórczego to bardzo ciekawa alternatywa dla zakupu urządzenia. Ta opcja sprawdzi się przede wszystkim, jeśli agregat jest niezbędny tylko okazjonalnie, dlatego jego utrzymywanie mogłoby mijać się z celem pod względem ekonomicznym. Wypożyczenie generatora jest komfortowym rozwiązaniem w sytuacji, w której klient realizuje zlecenia wymagające jego użycia w różnych częściach Polski, nie chce samodzielnie transportować sprzętu i, z uwagi na komfort, woli skorzystać z usług miejscowych wypożyczalni. Ponadto, wynajem będzie strzałem w dziesiątkę również, jeśli inwestor chce sprawdzić, czy dany model urządzenia rzeczywiście spełnia jego wymagania i w praktyce jest wystarczająco funkcjonalny. Decydując się na wynajem odpowiedniego agregatu prądotwórczego warto upewnić się, czy jego stan techniczny rzeczywiście jest zadowalający. Ponadto, należy także sprawdzić kwestię dotyczące transportu: czy dana wypożyczalnia proponuje przewiezienie agregatu we wskazane miejsce oraz przeanalizować cennik w kontekście konkurencyjnych ofert.

Kupno używanego agregatu prądotwórczego

Wynajem agregatu prądotwórczego to opcja, z której warto skorzystać, jeśli urządzenie potrzebne jest wyłącznie w określonych przedziałach czasowych. Co jednak można zrobić w sytuacji, w której inwestor na co dzień potrzebuje generatora, ale nie dysponuje wystarczającymi środkami, by móc sfinansować jego zakup? Wyjściem jest kupno używanego sprzętu, co stanowi świetny kompromis pomiędzy planami zakupowymi i możliwościami finansowymi klienta. Decydując się na używany agregat, pieniądze, które się w ten sposób zaoszczędzi, można spożytkować na zaspokojenie innych potrzeb firmy. Kupując generator, który wcześniej był już używany koniecznie trzeba zwrócić uwagę na to, czy jego stan techniczny jest zadowalający i pozwoli w praktyce na bezpieczną i przede wszystkim – wydajną pracę.

Niezależnie od tego, czy klient decyduje się na wynajem agregatu, czy chce kupić używany sprzęt, jest kilka kwestii, które koniecznie trzeba mieć na względzie.

Użytkowanie generatora. Wybierając odpowiednie urządzenie, należy się zastanowić, w jakich warunkach agregat będzie użytkowany i czy w związku z tym musi być szczególnie zabezpieczony oraz jakie odbiorniki będą przy jego pomocy zasilane. Należy także określić, jaka moc agregatu docelowo będzie absolutnie niezbędna.

Umiejscowienie agregatu. Miejsce, w którym docelowo stanie agregat musi odpowiadać określonym normom. Należy mieć to na uwadze już na etapie wybierania odpowiedniego sprzętu.

Poziom hałasu. Jest to szczególnie istotne, jeśli agregat pracuje w miejscu, w którym ewentualny hałas może być szczególnie uciążliwy. Na szczęście dzisiaj na rynku dostępne są rozwiązania, które redukują poziom produkowanych dźwięków w czasie pracy agregatu.

Rodzaj wykorzystywanego paliwa. Agregaty mogą być zasilane benzyną, gazem czy dieslem. Wybór odpowiedniego rozwiązania powinien być podyktowany nie tylko ich wytrzymałością, ale również kwestią kosztów eksploatacji. Ten czynnik jest tym bardziej znaczący, im częściej i bardziej intensywnie agregat będzie wykorzystywany.

Zakup agregatu prądotwórczego to poważna decyzja, którą warto przemyśleć, a w doborze odpowiedniego urządzenia skorzystać z pomocy fachowców. Duży wybór agregatów używanych oraz urządzeń przeznaczonych do wynajmu posiada w swojej ofercie Eneria https://eneria.pl/. Firma specjalizuje się w bezpieczeństwie energetycznym, a wieloletnie doświadczenie sprawia, że proponowany asortyment składa się z wysokiej jakości urządzeń. Specjaliści Enerii są w stanie pomóc w dopasowaniu agregatu odpowiadającego oczekiwaniom inwestorów. Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie www https://eneria.pl/oferta/agregaty/

Globalne wskaźniki PMI

Najnowsze globalne wskaźniki PMI dotyczące perspektyw wzrostu PKB wskazują rosnącą rozbieżność między poszczególnymi krajami, zwłaszcza w obliczu rosnącej liczby przypadków zachorowań na COVID. Warto zauważyć, że dane dot. PMI w Australii i Wielkiej Brytanii są gorsze, niż oczekiwano, natomiast wyniki w Europie są lepsze od przewidywań.

Po wprowadzeniu kolejnych lockdownów, Australijski wskaźnik PMI spadł do restrykcyjnego poziomu 45,2 punktu, co jest rezultatem znacznie poniżej oczekiwań i neutralnego poziomu 50 punktów. Podobnie brytyjski PMI był znacznie poniżej oczekiwań i wyniósł 57,7 punktu, z powodu rosnącej liczby nowych przypadków zachorowań i pojawiającymi się problemami z łańcuchem dostaw. Jednak pomimo tych rozczarowujących wyników, FTSE wydaje się utrzymywać silną pozycję.

Natomiast wynik PMI w Europie wzrósł do poziomu 60,6 punktu, najwyższego od 2000 r., potwierdzając naszą opinię na temat silnego odbicia PKB i zysków na rynku. Prognozy dotyczące amerykańskiego wskaźnika PMI, które będą dziś ogłoszone, kształtują się na poziomie 63,7 punktu, co jest dziś najlepszym wynikiem.

Podczas gdy ciągły wzrost liczby przypadków zachorowań na COVID, na czele z wariantem Delta, nadal powoduje niepewność na całym świecie, uważamy, że obecny »strach« dotyczący PKB jest przesadny i powoli zacznie ustępować, co z kolei będzie wsparciem dla globalnych rynków akcji. Faktem jest, że wsparcie fiskalne i monetarne pozostaje znaczące, liczba zaszczepionych rośnie, a gospodarki stopniowo się otwierają, sygnalizując możliwe pozytywne wyniki w najbliższych miesiącach.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Branża opakowań rośnie w rekordowym tempie dzięki e-commerce, pomimo wzrostu cen surowców

  • W 2021 roku branża opakowań urośnie min. o 8%, pomimo znaczącego wzrostu cen surowców.
  • Ważnym impulsem rozwoju pozostaje e-commerce pomimo luzowania restrykcji.
  • Branża opakowań musi uwzględnić trendy rynkowe, w tym najsilniejszy z nich, ekologiczny.

Produkcja sprzedana krajowego przemysłu opakowań wzrosła w ub. r. o ok. 1,3%, przebijając poziom 45,5 mld PLN, co było dobrym wynikiem na tle całego przetwórstwa przemysłowego, gdzie spadek produkcji sprzedanej wyniósł 5,2%. Pozwoliło to producentom opakowań utrzymać status branży odpornej na kryzysy. Jest to już skala porównywalna z branżą meblarską – znaną jako polska specjalność eksportowa oraz wpisaną na listę sektorów strategicznych dla krajowej gospodarki. W 2021 roku produkcja opakowań może przyspieszyć i przekroczyć 8% tempo wzrostu w skali roku, przy ok. 5% wzroście całej gospodarki.

Dynamika R/R produkcji sprzedanej przemysłu opakowań

Branża opakowań
Źródło: GUS, Eurostat, Santander

– Bez wątpienia dziś największym wyzwaniem dla branży opakowań są rosnące ceny surowców, które mogą negatywnie odbić się na rentowności oraz sytuacji płynnościowej producentów. Szczególnie mocno poszybowały w górę ceny tworzyw sztucznych, ale rosną też koszty zakupu celulozy, metali, drewna oraz szkła, presja surowcowa dotyka obecnie całej branży opakowań – mówi Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej z Santander Bank Polska.

E-commerce na stałe przyspiesza wzrost branży opakowań

Branża opakowań, jak cała gospodarka, odczuła negatywne skutki zamykania wielu sektorów i okresowe, ale istotne zmniejszenie produkcji w niektórych branżach. Ubiegły rok przyniósł jednak silne wzrosty – m.in. w produkcji pakowanych wyrobów spożywczych, np. gotowych dań na bazie mięsa (+30% r/r), lub na bazie warzyw (+19% r/r).

Od czerwca ub. r widzimy również wyraźny wzrost zapotrzebowania na opakowania dla e-commerce i ten trend nie zwalnia. W 2020 roku obroty w internetowej sprzedaży detalicznej wzrosły aż o 41% co sprawiło, jak wskazują dane GUS, że wartość e-handlu urosła do 70 mld zł. Ponadto, zgodnie z danymi Eurostat, Polska wciąż wyróżnia się na tle innych rynków unijnych wysoką stopą wzrostu B2C e-commerce. Można spodziewać się, że w bieżącym roku wartość e-zakupów konsumenckich sięgnie 87-90 mld zł.

Choć to istotny wzrost r/r warto pamiętać, że sprzedaż internetowa między firmami odbywa się na kilkukrotnie większą skalę. Jak wynika z raportu Santander Bank Polska „B2B e-commerce – biznes w sieci” e-handel między firmami może wzrosnąć w tym roku nawet o blisko 200 mld zł, co oznaczałoby wartość aż 630 mld zł w 2021 r.

Ekologia – presja regulacyjna oraz oczekiwania odbiorów

Jeszcze przed pandemią Polska należała do państw o umiarkowanej świadomości ekologicznej konsumentów. Wybuch pandemii zmienił zachowania zakupowe – nastąpił zwrot w kierunku produktów o długim terminie przydatności do spożycia. Przy wyborze opakowania wiodącą rolę zaczęło ogrywać bezpieczeństwo. Jednak trend związany z poszukiwaniem bardziej ekologicznych opakowań jest rosnący, nie tylko wśród konsumentów, ale również wśród firm. W tym obszarze branża opakowań, aby wpisać się w oczekiwania klientów zarówno B2B jak i B2C, będzie musiała uwzględnić silny trend, jakim jest poszukiwanie proekologicznych rozwiązań.

– W coraz większy stopniu kupujący w swoich wyborach zwracają się do rozwiązań uważanych powszechnie za bardziej ekologiczne. Również producenci wprowadzający wyroby na rynek i branża opakowań zauważają mocny trend ekologiczny wśród konsumentów. Właścicielom marek zależy zatem na pozycjonowaniu się jako firmy przyjazne środowisku. W przypadku opakowań do najczęściej stosowanych rozwiązań proekologicznych można zaliczyć ograniczenie zużycia tworzyw sztucznych (najczęściej na rzecz papieru i tektury), udział biotworzyw lub recyklatu, opakowania wielokrotnego użytku czy wykorzystanie wypełniaczy z materiałów biodegradowalnych – tłumaczy Beata Pyś-Skrońska, Dyrektor Polskiej Izby Opakowań

Zgodnie z badaniem oczekiwań firm w raporcie „E-commerce B2B biznes w sieci” Santander Bank Polska zainteresowanie ekologicznymi opcjami dostawy wyraźnie wyprzedza to, co jest obecnie oferowane. Już 23% klientów B2B w e-handlu preferuje ekologiczne opcje dostawy, wobec zaledwie 13% sprzedawców oferujących takie rozwiązania.

– Opakowanie gra tutaj kluczową rolę, nie tyle ze względu na ślad węglowy związany z jego produkcją, ale również w związku z późniejszym transportem zapakowanego towaru, czy też jego odpowiednim zabezpieczeniem i obniżeniem poziomu zwrotów. Opakowanie ma bezpośredni styk z klientem i odgrywa istotną rolę w odbiorze „ekologii” zakupionego produktu – mówi Maciej Nałęcz, analityk sektorowy z Santander Bank Polska

Rośnie też presja regulacyjna. Wprowadzony 1 stycznia 2021 r. podatek, w wysokości 0,80 euro za kilogram pierwotnego tworzywa sztucznego wprowadzonego do obrotu, nie ma jeszcze wpływu na branżę. Długofalowo jednak może on jeszcze mocniej przyspieszyć wzrost cen opakowań z tworzyw. Ponadto, używanie recyklatu, który jest droższy od pierwotnego surowca, będzie jedynym sposobem uniknięcia podatku, a co za tym idzie także ceny recyklatu mogą wzrosnąć.

Kolejną zmianą jest Dyrektywa, zakazująca wprowadzania do obrotu wybranych produktów jednorazowych z tworzyw sztucznych oraz ograniczająca stosowanie styropianowych pojemników na żywność. Branża opakowań wciąż czeka na ostateczne brzemiennie przepisów implementujących dyrektywę do krajowego prawodawstwa. Może ona dotknąć do 30% producentów opakowań z tworzyw sztucznych oraz do 10% wolumenu produkcji, szczególnie małych i średnich firm. Natomiast od 1 stycznia 2023 roku ma wejść w życie reforma systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta, wymagająca od producentów istotnego zwiększenia partycypowania w finansowaniu systemu gospodarki odpadami, jednak branża opakowań wciąż czeka na finalne rozwiązania legislacyjne w tym zakresie.

Pełny raport E-commerce B2B – biznes w sieci przygotowany dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute jest dostępny pod adresem www.Santander.pl/raportecommerceb2b

Postpandemiczne odbicie. Polska gospodarka i biznes w przededniu 4 fali

Pandemia koronawirusa, która wybuchła w I kwartale 2020 roku, doprowadziła do nietypowej recesji o skali światowej. Była to recesja błyskawiczna i głęboka, odciskająca bardzo duże piętno na wybranych sektorach gospodarek. Wedle obliczeń Banku Światowego, globalna gospodarka w ubiegłym roku skurczyła się o 4,3 proc. Skala recesji i tak była łagodniejsza, niż na początku zakładano, a to m.in. dlatego, że kraje rozwinięte stosunkowo dobrze poradziły sobie z pandemią.

Pandemiczna recesja w różnoraki sposób wpłynęła na poszczególne sektory gospodarek. Najbardziej poszkodowane zostały branże, które straciły klientów na skutek ograniczeń w przemieszczaniu się osób: turystyczna, gastronomiczna, lotnicza, hotelarska. Z drugiej strony, na pozostawaniu ludzi w domach skorzystała np. szeroko pojmowana branża technologiczna. Niektóre branże i sektory przeszły przez najgorszy okres pandemii w relatywnie neutralny sposób.

Oczywiście, pandemia wpłynęła negatywnie także na polską gospodarkę, doprowadzając do najgłębszego od czasu transformacji gospodarczej spadku PKB, który wyniósł w ubiegłym roku -2,7 proc. Był to najgorszy wynik polskiej gospodarki od 1991 r.

Rok 2021 przynosi odbicie popandemiczne, stymulowane przez rządy i banki centralne. Rządy uruchomiły pakiety pomocowe, opiewające łącznie na biliony USD. Banki centralne utrzymały stopy na bardzo niskich poziomach – a nawet w wielu przypadkach obniżyły je – oferując tym samym tani pieniądz i łatwo dostępny kredyt.

Tempo wzrostu PKB w I kwartale 2021 roku okazało się dodatnie w wielu spośród najważniejszych gospodarek. W USA wyniosło 0,4 proc. r/r, w Chinach niebotyczne 18,3 proc. r/r, w Singapurze 1,3 proc. r/r. Wedle prognozy Banku Światowego, światowa gospodarka ma wzrosnąć w tym roku o 5,6 proc., czyli w tempie największym od 80 lat. Z kolei według Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), urośnie ona o 6 proc., po czym w 2022 roku nieco stonuje (4,4 proc. r/r). Jest to niewątpliwie efekt niskiej bazy, lecz niektóre odczyty sugerują, że do światowej gospodarki powrócił optymizm – spójrzmy choćby na IHS Markit Eurozone Manufacturing PMI, czyli wskaźnik koniunktury w przemyśle w strefie euro, który w czerwcu br. wyszedł na historyczne maksima (63,4 pkt.), po 12 miesiącach wzrostów.

Jak na tym tle wygląda polska gospodarka? Jak przebiega w naszym kraju pandemiczne odbicie? Które branże podnoszą się po ubiegłorocznej recesji szybciej, a które wolniej? W jaki sposób zjawiska występujące u naszych głównych partnerów handlowych (np. przesunięcia popytowe) wpływają na wybrane sektory polskiej gospodarki? Jak bardzo destrukcyjna może być kolejna fala pandemiczna, która może się pojawić na jesieni? Niniejsze opracowanie stara się rzetelnie odpowiedzieć na te ważne pytania.

Odbicie polskiej gospodarki na początku 2021 roku

W I kwartale 2021 roku PKB Polski był realnie (czyli po uwzględnieniu inflacji) o 1,1 proc. wyższy, niż w poprzednim kwartale – podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). Jednak rok do roku oznaczało to spadek o 0,9 proc. (dane niewyrównane sezonowo), co okazało się wynikiem lepszym od oczekiwań ekonomistów (prognoza mówiła o zwyżce o 0,9 proc. k/k oraz spadku o 1,2 proc. r/r).

Pozytywnie zaskoczyły w I kwartale br. nakłady inwestycyjne (wzrost 1,3 proc. r/r, po tym jak w IV kwartale spadły aż o 15,5 proc. oczekiwano jej spadku o 8,6 proc.). Konsumpcja prywatna urosła o 0,2 proc. r/r, podczas gdy oczekiwano jej spadku. Eksport zwiększył się o 5,7 proc. r/r, a import o 10 proc.

Jak wyglądała w I kwartale br. polska gospodarka na tle innych? Gospodarka strefy euro zmalała o 1,3 proc. r/r (prognoza: 1,8 proc.), więc na tle europejskich rynków rozwiniętych wypadła dobrze. Na tle regionu prezentowała się także całkiem nieźle, bo np. gospodarka czeska skurczyła się o 2,1 proc. r/r, litewska urosła o 1,2 proc. r/r, a słowacka urosła o 0,2 proc. r/r.

Polska – tempo zmiany PKB r/r

Polska – tempo zmiany PKB
Źródło: SpotData / Puls Biznesu

Mediana prognoz wzrostu PKB Polski w 2021 r.

Mediana prognoz wzrostu PKB Polski w 2021
Źródło: SpotData / Puls Biznesu

Dane płynące z polskiej gospodarki w maju br. okazały się bardzo dobre. Maj był pierwszym miesiącem, w którym gospodarka w pełni otworzyła się po zimowo-wiosennych obostrzeniach. Sprzedaż detaliczna w maju wzrosła realnie o 13,9 proc. r/r, po wzroście o 21,1 proc. r/r miesiąc wcześniej, a w ujęciu nominalnym wzrosła o 19,1 proc. r/r. Produkcja budowlano-montażowa wzrosła w maju o 4,7 proc. r/r, wobec -4,2 proc. r/r w kwietniu. Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w maju o 29,8 proc. r/r, po wzroście o 44,5 proc. r/r w kwietniu (który wynikał z niskiej bazy za kwiecień 2020). Widać więc, że krajowa gospodarka znajduje się w fazie szybkiego wzrostu gospodarczego, a budownictwo goni sprzedaż czy handel.

Polska – poziom aktywności w gospodarce

Polska – poziom aktywności w gospodarce
Źródło: Centrum Analiz PKO BP

Jakie są więc prognozy na II kwartał i na cały 2021 rok? Wedle ekonomistów PKO BP, wzrost PKB w II kw. wyniósł około 10 proc. r/r, a w całym roku odczyt może przekroczyć 5,1 proc. (m.in. dzięki ożywieniu w inwestycjach). Według ekonomistów Banku Pekao, PKB w II kw. mógł wzrosnąć w ujęciu dwucyfrowym (ok. 11 proc. r/r), a w całym 2021 r. urośnie o ponad 5 proc. Zdaniem ekonomistów Credit Agricole, wraz z I kwartałem br. skończył się okres kurczenia się polskiej gospodarki, bo w kolejnych kwartałach będzie działał „efekt bazy”, będzie rósł eksport oraz konsumpcja. Z kolei Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) prognozuje, że tempo wzrostu PKB w tym roku w naszym kraju wyniesie 4,4 proc., głównie dzięki efektowi odłożonego popytu. Komisja Europejska podniosła prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski na 2021 r. na początku lipca, z 4 proc. do 5 proc. ZPP w autorskiej prognozie przewiduje z kolei wzrost na poziomie 4 proc. w 2021 roku i 5,1 proc. w 2022 roku.

Dynamiczne odbicie gospodarcze – nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie – sprawia, że rośnie znacząco popyt na surowce, a to wytwarza presję cenową. Pojawiają się tzw. pozafinansowe bariery w działalności. W maju wskaźniki opóźnień w dostawach oraz kosztów produkcji i cen wyrobów gotowych wyszły na rekordowe poziomy, a bliskie maksimum były również wskaźniki zatrudnienia oraz zapasów półproduktów oraz zaległości produkcyjnych. Dane pokazują wysoki popyt na pracę, co w połączeniu z zaległościami w produkcji daje niewystarczające moce przerobowe, czyli pojawia się konieczność inwestycji.

Bariery działalności – niedobór surowców, materiałów i półfabrykatów (z przyczyn pozafinansowych)

Bariery działalności
Źródło: Centrum Analiz PKO BP

Dynamiczne odbicie w niektórych branżach – przemysł, transport i handel

Gdy w ubiegłym roku rozpoczynała się pandemiczna recesja, ekonomiści zastanawiali się jaki kształt ona przybierze, wraz z późniejszym odbiciem – czy będzie to V (głęboki kryzys, szybkie odbicie), W (seria recesji i odbić) a może L (długotrwała recesja). Dziś już wiemy, że żaden z tych scenariuszy się nie sprawdził, a zrealizował się scenariusz K. Oznacza to, że niektóre branże i sektory dość szybko i dynamicznie wyszły z pandemicznej recesji, a inne znajdują się wciąż w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

Najlepiej przez pandemiczną recesję przeszły – i najszybciej z niej wychodzą – przemysł, transport oraz handel. Produkcja sprzedana przemysłu w I kwartale br. była o 7,8 proc. wyższa, niż przed rokiem (kiedy notowano wzrost o 0,9 proc. r/r). W maju produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 29,8 proc. r/r, po tym jak w kwietniu skoczyła o 44,5 proc. r/r. Polski przemysł jest beneficjentem ożywienia w światowej gospodarce.

Warto tutaj zerknąć na wyniki eksportu z I i II kwartału br. Od stycznia do kwietnia br. eksport ogółem wyniósł 90 mld euro (+19 proc. r/r) – podaje GUS. Eksport towarów w kwietniu zwyżkował aż 69,2 proc. r/r, wobec 27,7 proc. r/r w marcu, a w maju o 41,7 proc. r/r. Dwucyfrowe wyniki z kwietnia i maja to efekt niskiej bazy, ale też popis siły popytu na polskie towary. Co ważne, takie wyniki polski eksport osiągnął przy dopiero rozpędzającej się gospodarce niemieckiej, która jest naszym głównym partnerem handlowym.

Popyt na produkowane nad Wisłą baterie samochodowe, odbiorniki TV, katalizatory, odzież i meble jest duży i rośnie. Bardzo duży wpływ na świetne wyniki przemysłu ma zorientowana proeksportowo branża motoryzacyjna. Wysoką kontrybucją mogą się pochwalić również producenci żywności, tworzyw sztucznych czy wyrobów metalowych. Nie zawodzą również producenci urządzeń elektrycznych, którzy gros produkcji sprzedają za granicę – wynika z danych GUS i PontInfo. Warto zwrócić uwagę również na produkcję AGD – polscy producenci zaspokajają około 2 proc. światowego popytu, a ten wzrósł w pandemii z uwagi na zjawisko substytucji wydatków (tj. konsumenci zaoszczędzili na rozrywce, więc postanowili wymienić pralkę czy lodówkę) – wynika z raportu „Producenci i dostawcy AGD w obliczu nowych trendów i wyzwań” (Bank Santander / SpotData, maj 2021).

10 największych eksporterów AGD (mld USD)

10 największych eksporterów AGD
Źródło: Bank Santander / SpotData

Chłodziarki i zamrażarki – produkcja w Polsce (tys. szt.)

Chłodziarki i zamrażarki – produkcja w Polsce
Źródło: Bank Santander / SpotData

Przed przemysłem pojawia się jednak wyzwanie: ograniczenia podażowe sprawiające, że produkcja nie nadąża za dynamicznie rosnącymi zamówieniami. Świetnym przykładem jest niedobór półprzewodników, o którym było głośno w ostatnich tygodniach m.in. za sprawą problemów koncernu Tesla. Przy czym w Polsce na razie problemów w sektorze motoryzacyjnym nie widać, bo produkcja pojazdów w maju skoczyła aż o 103,9 proc. r/r, po wzroście o 370 proc. w kwietniu (to był efekt skrajnie niskiej bazy).

Bardzo dobre perspektywy są przed przedsiębiorstwami handlowymi. Konsumpcja prywatna w I kwartale 2021 urosła o 0,2 proc. r/r, wobec spadku o -3,2 proc. r/r w IV kwartale 2020). Sprzedaż detaliczna w maju wzrosła realnie o 13,9 proc. r/r, po wzroście o 21,1 proc. r/r w kwietniu. W maju sprzedaż tekstyliów poszła w górę o 92,2 proc. r/r a sprzedaż mebli, sprzętu RTV / AGD urosła o 30 proc. r/r.

Co więcej, dane PKO BP z kart klientów pokazują, że popyt konsumpcyjny jeszcze w kwietniu był pod presją antypandemicznych restrykcji, jednakże na początku maja – wraz z otwieraniem gospodarki – dosłownie eksplodował i pozostawał w kolejnych tygodniach na wysokim poziomie. „Wymuszone” przez pandemiczne lockdowny oszczędności gospodarstw domowych wynoszą około 85-102 mld zł, co odpowiada 6,5-7,8 proc. konsumpcji prywatnej z 2019 r. W czasie pandemii stopa oszczędności Polaków wzrosła z 3 proc. w 2019 r. do 10 proc. w 2020 r. Konsumenci w krajach, które są liderami szczepień (Izrael, Kanada) dużo wydają po zniesieniu ograniczeń, podobnie będą się zapewne zachowywać Polacy.

W 2021 roku mocno rozpędza się branża transportowa. Firmy transportowe w II kwartale br. oceniały swoją sytuację najlepiej od 30 miesięcy – mówi o tym odczyt Barometru EFL dla branży transportowej na poziomie 65,6 pkt. (+10,4 pkt. k/k), wynikający z optymistycznych prognoz dotyczących inwestycji i sprzedaży.

Jak radzą sobie najbardziej dotknięci pandemicznymi ograniczeniami – usługi, hotelarstwo, turystyka

Spójrzmy teraz na te branże i sektory, w które pandemia i obostrzenia uderzyły najbardziej. Jest to głównie szeroko pojmowany sektor usługowy – a w szczególności branża turystyczna, HoReCa oraz eventowa (koncerty itd.). Jej działalność przez dużą część 2020 r. i w I kwartale 2021 r. była mocno ograniczona, poza tym dodatkowo społeczeństwo miało opory przed podróżowaniem czy korzystaniem z atrakcji przyciągających większe rzesze ludzi (jak aquaparki, wyciągi narciarskie czy restauracje). Firmy znacząco ograniczyły ilość podróży służbowych.

Kontrybucja sektora zakwaterowanie i gastronomia oraz działalność kulturalna do rocznej dynamiki PKB w IV kw. 2020 wyniosła odpowiednio -0,9 i -2,0 pkt. proc. – wynika z danych GUS. W I kwartale br. w zakwaterowaniu i gastronomii wartość dodana spadła o 77,2 proc. r/r (niemal równie mocno, co w II kwartale 2020 roku: -78,4 proc. r/r), a pierwszy raz od niemal dekady liczba działalności z branży turystycznej wykreślonych z rejestru KRS przekroczyła liczbę nowych firm. Z polskiego rynku turystycznego w I kwartale 2021 zniknęło blisko 80 firm, a kolejnych 185 zostało zawieszonych, zawieszono działalność niemal 500 hoteli i obiektów noclegowych (+50 proc. r/r) – podaje firma Dun & Bradstreet.

„W 4q20 stopa rentowności branży hotelarskiej wyniosła -83,6%, a branży gastronomicznej -6,0%. Przychody były odpowiednio o 65 i 15% niższe r/r (firmy >49 zatr.). Według Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego do 17% wzrosła w marcu 2021 liczba zamkniętych hoteli, a 8 na 10 otwartych obiektów zanotowało średnie obłożenie znacznie poniżej progu rentowności. Nastroje 62% ankietowanych hotelarzy są w marcu 2021 bardziej pesymistyczne (+10pp) niż przed miesiącem. W raporcie Corona Mood firmy Gfk podano, że 8% lokali gastronomicznych zostało zlikwidowanych, a 25% zawiesiło działalność” – zwracają uwagę analitycy PKO BP.

Trzeba dodać, że branża usługowa jest bardzo wrażliwa na ryzyko administracyjne, które wciąż wisi nad nią z uwagi na pandemię. Doskonałym przykładem jest nagła decyzja o wprowadzeniu od 24 czerwca obowiązkowej 10-dniowej kwarantanny dla przyjeżdżających do Polski z państw niebędących w strefie Schengen i nienależących do europejskiego obszaru granicznego. Obostrzenie to zostało wprowadzone przez ustawodawcę z kilkugodzinnym vacatio legis, co oburzyło branżę turystyczną, i oczywiście uderzyło w jej biznes, gdyż wprowadziło ponownie niepewność wśród turystów w zakresie planowania wypoczynku poza UE.

Branża HoReCa oraz turystyczna nie są skazane na klęskę, bo popyt na te usługi będzie w krótkim terminie przewyższał obniżoną podaż, a marże na tej działalności mogą w krótkim okresie być bardzo wysokie. Nie da się jednak ukryć, że firmy z tej branży mogą być zmuszone do zwiększania skali działalności wedle zasady „grow or die” („rozwijaj się lub giń”). Poza tym, widać już sygnały, że mają one problem z pracownikami, którzy w poszukiwaniu stałych dochodów i stabilizacji w trakcie lockdownów przekwalifikowali się i znaleźli sobie inne zajęcia w innych sektorach.

Jesienna fala – zagrożenie dla odbudowy gospodarczej?

Jak zachowa się polska gospodarka w całym 2021 roku? Czy ma szansę na dodatnie tempo wzrostu PKB, nawet jeśli na jesieni pojawi się kolejna fala zachorowań na COVID-19, a wraz z nią kolejne obostrzenia w życiu społeczno-gospodarczym?

Zdecydowana większość ekonomistów jest optymistycznie nastawiona do tego, w jaki sposób Polska poradzi sobie w nadchodzących miesiącach w zakresie aktywności gospodarczej. Bank Światowy zakłada, że nadwiślańska gospodarka w 2021 roku urośnie o 3,8 proc., czyli w tempie wyższym, niż choćby rosyjska (3,2 proc.), ale jednak grubo poniżej średniego tempa wzrostu gospodarki światowej (5,6 proc.), czy też tempa rozwoju gospodarek wschodzących (6 proc.).

„Mimo kolejnej fali pandemii i długotrwałego zamknięcia wielu największych gospodarek UE, powrót Polski do poziomu PKB sprzed pandemii będzie możliwy już na początku 2022 roku.” – powiedziała w kwietniu br. Beata Javorcik, główna ekonomistka Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w wywiadzie dla portalu Obserwator Finansowy.

Wedle ekonomistów Banku Millennium, straty gospodarcze z 2020 roku uda się odrobić już w tym roku.

„Nasilenie pandemii i wprowadzone w związku z tym obostrzenia sanitarne spowolnią tempo wzrostu PKB w 2Q. Naszym bazowym scenariuszem jest ustabilizowanie sytuacji epidemicznej w obrębie 2Q, co wydaje się realne biorąc pod uwagę zapowiedziane wyraźne przyspieszenie procesu szczepień, a także naturalny wzrost odporności tej części społeczeństwa, która przeszła infekcję koronawirusa. (…) Paliwem dla gospodarki będzie konsumpcja i eksport, choć wraz z ustępowaniem niepewności odradzać się powinny także inwestycje firm.” – stwierdzili ekonomiści Banku Millennium w publikacji „Makro i Rynek. Oczekiwanie na letnie ożywienie” (kwiecień 2021).

Przy założeniu, że polski biznes ma już opracowane działania w ramach obostrzeń, a pod koniec roku większość polskiego społeczeństwa będzie zaszczepiona, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że każde kolejne ewentualne fale COVID-19 będą coraz mniej przeszkadzały w działalności gospodarczej (o ile szczepionki będą skuteczne, a ewentualne mutacje SARS-CoV-2 nie będą agresywniejsze i odporniejsze). Oczywiście, mowa tutaj o działalności w tych branżach i sektorach, które nie prowadzą biznesów polegających na – czy też wymagających – gromadzenia się osób na relatywnie małej przestrzeni. Podczas kolejnych kwarantann ponownie poszkodowane mogą być firmy z branży hotelarskiej czy szeroko pojmowanej rozrywkowej (organizujące mecze, koncerty). Tymczasem branża przemysłowa czy handlowa powinna działać coraz sprawniej podczas ewentualnych lock-downów, w ramach wypracowanych już zasad postępowania, przyzwyczajeń i środków bezpieczeństwa.

To oznacza, że większość branż, oraz polska gospodarka jako całość, powinna radzić sobie coraz lepiej w warunkach przedłużającej się pandemii. Tym samym, być może uda się uniknąć recesji klasycznie definiowanej – czyli jako spadek PKB przez co najmniej dwa kolejne kwartały. Nie jest jednak to zupełnie wykluczone, tak samo jak pojawienie się jednego kwartału ze spadkiem PKB (może to być IV kwartał 2021 lub I kwartał 2022). Przy czym, biorąc pod uwagę efekt bazy, wystąpienie recesji zimą 2021/22 musiałoby wiązać się ze zdecydowanym ograniczeniem działalności gospodarczej, czyli pojawieniem się groźnej / agresywnej mutacji koronawirusa.

Zaszczepieni przynajmniej jedną dawką

Zaszczepieni przynajmniej jedną dawką
Źródło: Centrum Analiz PKO BP

Podsumowania

Kołem zamachowym polskiej gospodarki w trakcie popandemicznego odbicia okazuje się – i nie jest to wielkie zaskoczenie – eksport, którego dynamika jest wysoka i współgra z tym, co dzieje się w gospodarce światowej. Polska gospodarka korzysta obecnie z gęstej sieci powiązań nie tylko z gospodarką niemiecką, ale też z gospodarkami z całego świata (Wielka Brytania, Czechy, Rosja czy USA). Można przypuszczać, że pozycja polskich eksporterów, w wyniku pandemii, umocni się – szczególnie w obrębie strefy euro.

W niektórych branżach i sektorach odbicie jest dynamiczne, jak gdyby korzystały one ze swego rodzaju „trampoliny”, zbudowanej przede wszystkim z globalnego popytu. Chodzi tutaj głównie o przemysł i przedsiębiorstwa produkcyjne (szczególnie te, które większość sprzedaży realizują poza granicami naszego kraju). Ale nie wszyscy się na trampolinie mieszczą, pozostając wciąż w gruncie rzeczy na kwarantannie – tutaj należy wskazać głównie szeroko pojmowane branże usługowe i rozrywkowe.

Na rynku pracy sytuacja jest dobra (stopa bezrobocia wynosi 6,1 proc.), aczkolwiek niektóre sektory gospodarki mogą zostać dotknięte niedoborem rąk do pracy. Można tutaj wskazać gastronomię i turystykę – bo ludzie pracujący w tych sektorach w trakcie lockdownów zostali niejako zmuszeni przez sytuację życiową do przekwalifikowania się.

Oczywiście, nie jest tak, że dynamiczne odbicie będzie trwało wiecznie. Pojawiają się pierwsze rysy, a na horyzoncie już widać zagrożenia dla dobrej koniunktury. Po pierwsze, należy mieć na względzie kwestię IV jesiennej fali, związanej z rozprzestrzenianiem się tzw. wariantu Delta koronawirusa. Warto tutaj jednak podkreślić, że tylko w scenariuszu negatywnym – zakładającym pojawienie się groźnej i zaraźliwej mutacji koronawirusa, co wymusiłoby kolejne „twarde” lockdowny – można spodziewać się kolejnej recesji w polskiej gospodarce w najbliższych kwartałach (a tym samym kolejnego mocnego uderzenia w handel i usługi). Scenariusz bazowy powinien zakładać efektywne szczepienia i nabycie odporności zbiorowej oraz wzrost gospodarczy, ewentualnie pojawienie się jednego kwartału z ujemnym PKB. Scenariusz optymistyczny zaś powinien zakładać trwały, a nawet solidny, wzrost gospodarczy m.in. z uwagi na świetną koniunkturę globalną oraz bardzo wysokie oszczędności gospodarstw domowych, które bezpośrednio będą napędzać handel, a pośrednio i inne sektory gospodarki.

Jednak koronawirus i ewentualny jesienny lockdown to nie jedyne „czarne chmury”. Wystarczy wskazać tutaj kwestię niedoborów niektórych surowców czy półproduktów (może to uderzyć w firmy przemysłowe), kwestię presji cenowej (globalny boom podnosi ceny surowców). Poza tym nadejdzie zapewne zmiana struktury popytu na Zachodzie – konsumenci przerzucą swoje zainteresowanie z dóbr na usługi. Nad branżą usługową i turystyczną wiszą czynniki ryzyka regulacyjnego (jak pokazuje przykład z nagłym wprowadzeniem 10-dniowej kwarantanny dla osób przybywających do Polski z państw niebędących w strefie Schengen).

Popandemiczne skoki na trampolinie mogą się więc dość szybko skończyć. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że nawet jeśli pandemia jeszcze potrwa, to gospodarka nie powróci już do recesji, bo zakres adaptacji konsumentów i firm do zmienionej rzeczywistości będzie znaczący.

EBC – oczekiwana, pozytywna decyzja dla rynków

EBC modyfikuje „froward guidance” oraz sygnalizuje, że utrzyma bardzo ekspansywną politykę monetarną przez długi czas. Rada Prezesów nie odniosła się do kwestii programu PEEP. Wpływ na rynek był umiarkowany. W pierwszej reakcji euro umocniło się do dolara, chwilę później obserwowaliśmy ponowne zejście głównej pary walutowej poniżej 1,18. Dax urósł o 0,6 proc. Na zielono również świeciły amerykańskie indeksy, które wyrównały historyczne poziomy.

Zmiana „forward guidance” to podkreślenie banku zobowiązania do utrzymania „trwale” akomodacyjnego nastawienia polityki pieniężnej. EBC oczekuje, że podstawowe stopy procentowe EBC pozostaną na obecnym lub niższym poziomie do czasu, gdy inflacja osiągnie poziom dwóch procent na długo przed końcem okresu objętego prognozą i trwale przez resztę okresu objętego prognozą, a także uzna, że osiągnięty postęp w zakresie inflacji bazowej jest wystarczająco zaawansowany, aby zapewnić stabilizację inflacji na poziomie dwóch procent w średnim okresie. Może to również oznaczać przejściowy okres, w którym inflacja będzie umiarkowanie wyższa od wartości docelowej.

Rada przewiduje, ze inflacja utrzyma się wyraźnie poniżej dwóch proc. w 2023 roku, co może oznaczać, że stopy nie zostaną podniesione nawet w 2024 r.

Bank w żadne sposób nie odniósł się do skupu obligacji. Rynek spekulował dalej idące działania w tym temacie, ale prawdopodobnie ten temat będzie podniesiony na wrześniowym posiedzeniu. Oczekiwania podsyciła sama Pani Lagarde, która w wywiadzie telewizyjnym oznajmiła, że PEPP (Pandemic Emergency Purchase Programme) może działać co najmniej do marca, po czym skup obligacji mógłby przejść w nowy format. Interpretacja tych słów była jedna: EBC może nie tylko zwiększyć wolumen zakupów ale też częściowo przenieść elastyczność PEPP do nowego programu (np. złagodzenie ukierunkowania zakupów czy limitu emitenta dla obligacji skarbowych). Niestety, niczego konkretnego wczoraj się nie dowiedzieliśmy.

Wpływ na rynek decyzji EBC i późniejszej konferencji prasowej był ograniczony, ponieważ rynek zdążył już się przygotować na zapowiedziane zmiany. Na EUR/USD widzieliśmy ruch w górę i szybkie wygaszenie wzrostów. Na koniec dnia główna para walutowa ponownie znalazła się pod poziomem 1,1800. Wczoraj widzieliśmy utrzymanie pozytywnych nastrojów na giełdach. Większość indeksów rosła. To nic dziwnego, gołębi przekaz EBC naturalnie wspiera napływ kapitału na rynek akcyjny. Wydarzenia z Europy przełożyły się na dobrą sesję za oceanem, gdzie większość indeksów kolejny dzień z rzędu odnotowywała wzrosty. NASDAQ100 wyrównał historyczne szczyty, z kolei SP500 znajduje się tuż poniżej ATH. Wyrównanie maksimów to moim zdaniem tylko kwestia czasu.

Złoty wczoraj kontynuował korekcyjny ruch aprecjacyjny. Spadki eurodolara klasycznie przełożyły się na zniżki pary EUR/PLN, która zahaczyła o 4,5570. Dziś o poranku widzimy odreagowanie wczorajszego ruchu i aktualnie znajdujemy się na poziomie 4,57. Z technicznego punktu widzenia, wczorajszy dołek uplasował się na dość istotnym wsparciu technicznym, który został ukształtowany przez maksima z 18 czerwca.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

Bez podwyżek stóp w strefie euro

Jeżeli coś wybrzmiało bardzo wyraźnie na konferencji prezesa Europejskiego Banku Centralnego to to, że zrobią naprawdę dużo, by utrzymać rekordowo niskie stopy procentowe.

EBC nie zaskoczył

Zgodnie z oczekiwaniami nie doszło wczoraj do zmian stóp procentowych w strefie euro. Pozostały one na rekordowo niskim poziomie. Również zgodnie z oczekiwaniami wielu specjalistów kontynuowana jest narracja pozwalająca przeczekać wzrost inflacji. Komunikat mówi o podnoszeniu stóp procentowych, jeżeli inflacja przekroczy 2%. Dokłada jednak dwa warunki, które tworzą z tego fikcję. Pierwszy to fakt, że musi to się wydarzyć daleko przed horyzontem prognoz. Drugi to przekroczenie musi utrzymywać się w średnim okresie. W rezultacie można śmiało to uprościć do stwierdzenie, że EBC będzie tolerował wyższe poziomy inflacji, ale stóp procentowych nie zamierza podnosić, o ile nie dojdzie do ekstremalnych scenariuszy. Rynki początkowo zareagowały optymistycznie, jednakże wraz z trwaniem wystąpienia analitycy szybko zorientowali się, co się dzieje i euro traciło na wartości względem dolara.

Gorsze dane z USA

Równo z początkiem wystąpienia prezesa EBC poznaliśmy dane z USA na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Wynik 419 tysięcy to najgorszy rezultat od 9 tygodni. Co gorsza, powoduje on, że średnia krocząca miesięczna wzrasta. Słabsze dane były jednym z powodów większego optymizmu inwestorów względem euro na początku wspomnianego wystąpienia. Dane te ze względu na swoją krótkoterminowość i oczekiwania analityków na potwierdzenie w kolejnym odczycie nie spowodowały tak silnego ruchu, by trwale osłabić dolara. Zapowiedzi utrzymywania stóp procentowych w strefie euro były jednak mocniejszą informacją.

Dane z Wysp

Od rana poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii. Rośnie ona o 9,7% względem oczekiwań o 0,1% niższych. Można zatem uznać, że są to dane zgodne z oczekiwaniami. Funt jednak traci po tych danych. Powodem jest fakt, że od dwóch dni brytyjska waluta wyraźnie zyskiwała i inwestorzy czekali na dobry moment do realizacji zysków. Być może część z nich liczyła na pozytywną niespodziankę i kontynuację ruchu. Gdy do tego nie doszło, zaczęli sprzedawać, co spowodowało przecenę funta.

Dzisiaj kolejny dzień wolny w Turcji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Co napędza inflację?

Inflacja w Polsce była napędzana głównie wzrostem kosztów wytwarzania – na który wpływ mają takie czynniki, jak: surowce, energia lub koszty pracy. Jednak długi okres lockdownu zmienił nie tylko życie społeczne, ale wpłynął także znacząco na sytuację gospodarczą na całym świecie. W Polsce długo nie mogliśmy się doczekać możliwości wyjazdu, zjedzenia w restauracji i korzystania z innych różnorodnych usług. Nagła, zwiększona konsumpcja stała się jednym z głównych czynników wzrostu inflacji, która może utrzymywać się jeszcze przez długi czas. Ekonomiści tłumaczą, że do tej pory wzrost cen spowodowany był głównie podwyższeniem kosztów produkcji – jednak od momentu odmrożenia gospodarki zaczęto wymieniać wzrost popytu jako jeden z głównych czynników podwyższonego poziomu inflacji. Jednocześnie eksperci prognozują, że sytuacja w dalszym ciągu będzie się pogarszać, a ceny nadal będą rosły. W gospodarce mogą pojawić się tendencje do wprowadzania systemów rewaloryzacyjnych zarówno w zakresie płac, jak i cenników firm. Oznacza to, że inflacja ma ogromny wpływ na nasze życie gospodarcze i społeczne. Właśnie dlatego należy ją uwzględniać.

– Do tej pory o podniesieniu cen nie mówiliśmy w kontekście nadmiernego popytu. Natomiast od kilku miesięcy, od kiedy zaczęliśmy otwierać usługi, popyt na nie stał się większy. Dodatkowo wzrosło zapotrzebowanie na chociażby dobra przemysłowe – szczególnie te o charakterze trwałym. To właśnie te czynniki dodatkowo rozpędziły inflację – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Rokowania dotyczące cen w Polsce nie są optymistyczne, ponieważ po okresie napędzania inflacji kosztami przyszedł czas na wzrost inflacji spowodowany wzmożonym popytem. Niepokojące jest to, że w maju pojawił się pierwszy impuls w postaci spadku poziomu depozytu ludności w bankach. Nie dotyczy to oczywiście tylko lokat, ponieważ w tym przypadku przesunięcia między rachunkami bieżącymi a lokatami zawsze były dość duże i często komentowane. Jednak w tym momencie poziom sumy wkładów spadł o 6 mld zł. Ta sytuacja to zupełnie coś innego nowego. Duża część tych pieniędzy przyśpieszyła sprzedaż detaliczną. Musimy się przyzwyczaić, że z inflacją może być tak, że jej podwyższony poziom będzie nam towarzyszył jeszcze przez jakiś czas – a to rodzi kilka poważnych niebezpieczeństw. Czynniki związane z automatyczną rewaloryzacją mogą ugruntować poziom inflacji na długi czas. W przeszłości naszym sukcesem w zwalczaniu inflacji było to, że ludzie zapomnieli, że coś takiego w ogóle istnieje. Skutkowało to tym, że w umowach biznesowych nie uwzględniano tego czynnika. Jednak w tej chwili sytuacja może być odwrotna. Ludzie przypomną sobie o inflacji i zaczną się przed nią zabezpieczać, co tylko ją ugruntuje – ostrzega Soroczyński.

Branża wzywa PZU S.A. oraz PZU Pomoc S.A. do zaprzestania działań niezgodnych z prawem

W dniu 28 czerwca 2021 roku PZU skierowało do serwisów blacharsko-lakierniczych pismo, w którym poinformowało o zmianach od 1 lipca w rozliczaniu kosztów napraw w szkodach zgłaszanych do PZU w ramach ubezpieczeń OC. Zgodnie z pismem koszty naprawy w szkodach OC mają podlegać „optymalizacji” polegającej na rozliczaniu ich według warunków finansowych obowiązujących w zakładach tzw. sieci preferowanej (działających na podstawie umów o współpracy zawartych z wybranymi przez PZU zakładami naprawczymi) w regionie najbliższym klientowi. PZU wskazało, że od 1 lipca szkody nie będą zlecane przez PZU S.A. i PZU Pomoc S.A. do zakładów sieci naprawczej PZU Pomoc, które nie należą do tzw. sieci preferowanej, a szkody OC obsługiwane w zakładach sieci naprawczej mają być rozliczane przez PZU po indywidualnym uzgodnieniu kosztów naprawy na podstawie zaakceptowanego kosztorysu lub telefonicznego uzgodnienia kosztów. Jednocześnie zakłady naprawcze nakłaniane są do dołączenia do sieci preferowanej, czego warunkiem jest uzgodnienie warunków finansowych.

Jak wynika z opinii przygotowanej przez zespół prawny Związku Dealerów Samochodów działanie takie stanowi naruszenie obowiązujących w Polsce przepisów prawa poprzez naruszenie art. 15 ust. 1 pkt 5 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, który wprowadza zakaz praktyk utrudniających innym przedsiębiorcom dostęp do rynku. Art. 3 ust. 1 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji zawiera definicję czynu nieuczciwej konkurencji, którym jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta. Art. 3 ust. 2 tej ustawy zawiera otwarty katalog stypizowanych czynów nieuczciwej konkurencji. Wśród tych stypizowanych czynów wymienia utrudnianie dostępu do rynku.

W naszej ocenie praktyka PZU S.A. i PZU Pomoc S.A. jest jawnym aktem nieuczciwej konkurencji oraz próbą zastraszenia serwisów nie będących członkami tzw. sieci preferowanej. Działania, które podejmuje PZU S.A. i PZU Pomoc S.A. zostały opisane w polskiej literze prawa jako zabronione i podlegające odpowiedzialności. Obowiązkiem Związku Dealerów Samochodów jest ochrona interesów autoryzowanych serwisów. Jeżeli PZU S.A. oraz PZU Pomoc S.A. nie wycofa się ze swojego stanowiska, będziemy dochodzić praw serwisów oraz ich klientów przed sądem. ­– mówi Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Związek Dealerów Samochodów uważa, że opisywana praktyka to akt nieuczciwej konkurencji, a forma przedstawionej „optymalizacji” doprowadzi do ograniczenia dostępu do rynku warsztatom, zwłaszcza autoryzowanym. Znanym jest fakt, że ubezpieczyciel serwisom spoza swojej sieci preferowanej oferuje stawki odbiegające od rzeczywistych kosztów realizowanych napraw. W kontekście omawianego pisma doprowadzi to do sytuacji, w której „brak możliwości uzgodnienia kosztów naprawy” stanie się regułą prowadzącą do blokowania możliwości realizowania napraw w warsztatach spoza tzw. sieci preferowanej.

Taka praktyka nie tylko doprowadzi do powstania nieuczciwej konkurencji, ale również naruszy interesy konsumentów, którzy nie otrzymają świadczeń, do których są uprawnieni, co stanowi podstawę do zastosowania art. 24 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów i wszczęcia postępowania przez UOKiK.

W związku z tym ZDS wystosował do PZU wezwanie o zaprzestanie naruszenia niezgodnych z prawem praktyk i wezwał do wycofania się z pisma z dnia 28 czerwca 2021 roku. W przypadku braku skierowania do serwisów pisma, w którym zostanie zawarta informacja o wycofaniu się z anonsowanych zmian przez PZU S.A. oraz PZU Pomoc S.A. Związek Dealerów Samochodów podejmie adekwatne kroki prawne.

Opisywana sytuacja będzie miała realne przełożenie na sytuację prawną i finansową podmiotów likwidujących szkody w pojazdach oraz samych poszkodowanych. Nie tylko zawężenie dostępu do oferowanych przez nich usług, ale powiększająca się skala niedopłat do kosztów naprawy pojazdu stanowić będzie konsekwencję wprowadzanych działań – wyjaśnia adwokat Magdalena Rok-Konopa, pełnomocnik Polskiej Izby Pośredników i Doradców Odszkodowawczych. Ubezpieczyciel pozostając bowiem w poczuciu spełnionego obowiązku biernie będzie oczekiwał na wszczęcie przez serwis lub osobę poszkodowaną postępowania sądowego. Z perspektywy wyżej wymienionych wiązać się to będzie zaś z koniecznością zaangażowania czasu i środków finansowych na obsługę rosnącej liczby spraw sądowych. Zważając w jakim tempie obecnie proceduje jedną sprawę polskie sądownictwo, sugerować można wystąpienie realnej patologii na rynku usług odszkodowawczych, związanej z narastającą sumą niedopłat do odszkodowań na rzecz uprawnionych.

Polska Izba Motoryzacji wskazuje z kolei, że problem jest znacznie szerszy i nie dotyczy tylko pisma PZU z 28 czerwca 2021 roku. Praktyki budzące szereg wątpliwości lub wprost gwałcące prawo każdego obywatela do należnego mu odszkodowania są w ostatnich latach nasilane i zaliczyć do nich można chociażby:

  • masowe narzucanie fikcyjnie kreowanych na potrzeby ubezpieczycieli nieprzystających do rynku stawek za wykonywanie napraw (rbg), usług assistance, czy najmu pojazdów zastępczych,
  • ingerencję w technologię naprawy (pośrednio i bezpośrednio) poprzez bezpodstawne korekty zakresów naprawy,
  • wymuszanie łamania tajemnicy handlowej poprzez żądanie faktur pierwokupu części zamiennych mimo wystawienia czytelnej i zgodnej z wytycznymi KNF faktury za naprawę,
  • stosowania podwójnych standardów oraz abuzywnych zapisów w umowach o współpracy,
  • uporczywe nieuznawanie opinii niezależnych rzeczoznawców co wprost prowadzi do paraliżu systemu wymiaru sprawiedliwości ilością spraw sądowych (w ostatnim tylko roku ponad 180 tyś. nowych) oraz powoduje zapaść na rynku napraw dla tysięcy małych firm,
  • wspieranie rozwiązań zaniżających odszkodowania, istotnie wzmacniających funkcjonowanie szarej strefy i obniżających bezpieczeństwo ruchu drogowego.

Zdaniem Prezesa Polskiej Izby Motoryzacji Romana Kantorskiego – Obserwowane praktyki nijak się mają w rzeczywistości do wniosków z informacji Najwyżej Izby Kontroli z 2019 roku, które m.in. nakazywały wzmocnienie ochrony i praw konsumenta. Zgadza się z tym Prezes Automobiklubu Polski – Romuald Chałas dodając również – To pominięcie praw poszkodowanych wynikających chociażby z art. 363 KC.

Ogólnopolska Komisja Rzemiosł Motoryzacyjnych Związku Rzemiosła Polskiego (OKRM ZRP) od dawna przygląda się i analizuje postępowanie ubezpieczycieli na rynku likwidacji szkód w tym również PZU. Nasze wątpliwości budzi fakt, iż zakłady ubezpieczeń zapominają lub celowo nie chcą pamiętać, co to jest działalność ubezpieczeniowa określona w stosownej ustawie i metodą siły w sposób często, w naszej opinii, niezgodny z prawem próbują ograniczać prawa poszkodowanych zawartych w przepisach Kodeksu cywilnego. – komentuje Daniel Trojak v-ce przewodniczący OKRM ZRP. Tworzone sieci naprawcze przez ubezpieczycieli nie tylko powodują naruszenie zasady pełnej kompensacji szkody, ale również w sposób niezrozumiały naruszają gospodarkę wolnorynkową i ograniczają swobodę konkurencji. Także poprzez promowanie swoich firm „złapanych do sieci” ubezpieczalnie reklamują te podmioty co z pewnością nie jest już działalnością ubezpieczeniową. – tłumaczy dalej Daniel Trojak. W związku z takim działaniem towarzystw ubezpieczeniowych OKRM ZRP proponuje w ramach konsolidacji branży przeprowadzenie kampanii informacyjnej dla poszkodowanych informującej o tym jakie naprawdę przysługują im prawa w związku z uszkodzeniem ich pojazdu. Po drugie proponujemy zbadać za pomocą odpowiednich organów mających kontrole i nadzór nad ubezpieczycielami, czy aby umowy zobowiązujące firmy naprawcze do działania w tzw. sieciach naprawczych ubezpieczyciela nie ograniczają praw poszkodowanych (osób trzecich) – kontynuuje wiceprzewodniczący OKRM ZRP.

Sytuacja na rynku napraw pojazdów ze względu na agresywną politykę towarzystw ubezpieczeniowych pogarsza się z dnia na dzień. Nie dość, że w procesach likwidacji szkód nagminnie łamane są prawa poszkodowanych, to na dodatek zakłady ubezpieczeń wykorzystując pozycje dominującą zaczynają bezkarnie łamać przepisy prawa cywilnego, czy przepisy chroniące konkurencję i konsumentów. Dlatego też apelujemy do branży o niezwłoczne powiadomienie odpowiednich organów o stwierdzonych przypadkach działań TU celem wspólnego działania mającego na celu wyeliminowanie tych bezprawnych działań ubezpieczycieli z rynku. Jako przedstawiciele kilku tysięcy podmiotów z branży zrzeszonych w strukturach ZRP na bieżąco otrzymujemy sygnały o nowych coraz bardziej wyrafinowanych metodach towarzystw Ubezpieczeniowych, które ograniczają swobodę działalności gospodarczej poprzez nieuczciwą konkurencję – apelujemy, aby krajowe instytucje nadzorcze pomogły w rozwiązywaniu tego typu problemów. Jeśli zaś to stanie się nieskuteczne zmuszeni będziemy prosić o pomoc instytucje unijne czy międzynarodowe – bo niedopuszczalnym jest by w państwie prawa zakłady ubezpieczeń dopuszczały się notorycznego jego łamania i czuły się w obliczu nadzoru bezkarne. Tym bardziej, że większość z nich to podmioty prywatne. Wysokość nakładanych na instytucje ubezpieczeniowe kar jest niewspółmierna z dochodami jakie te instytucje osiągają omijając prawo. Czynią tak bowiem nadal, bo omijanie prawa w dalszym ciągu w Polsce przynosi im więcej dochodu niż jego przestrzeganie, co jest nie do zaakceptowania w kraju należącym do struktur Unii Europejskiej. – dodaje Andrzej Duch przewodniczący OKRM ZRP.

O ostatnim działaniu PZU został również poinformowany Rzecznik Finansowy, do którego ustawowych zadań należy ochrona interesów ubezpieczonych.

Morele.net szuka nowego inwestora

Udany rebranding, transformacja w kierunku „multiwertykalnej” oferty produktowej, dynamiczny rozwój platformy marketplace, zwiększanie sprzedaży marek własnych oraz bardzo dobre wyniki finansowe. Firma Morele, będąca jednym z czołowych graczy na polskim rynku e-commerce, rozpoczęła proces pozyskania nowego inwestora finansowego, który wesprze jej dalsze plany wzrostu. Wiemy, na co dokładnie firma chce przeznaczyć pozyskane środki.

Firma Morele, posiadająca 1,5% udziału w całym polskim rynku e-commerce, może pochwalić się bardzo dobrymi wynikami finansowymi. Ostatni rok fiskalny, zakończony w marcu 2021 r., spółka zamknęła z GMV (obrót na platformie) na poziomie 1,3 mld (wzrost o około 30% rdr) oraz wynikiem EBITDA w wysokości ponad 50 mln zł.
W bieżącym roku spółka planuje przyspieszyć tempo wzrostu.

Kluczowym elementem budującym potencjał wzrostu w przyszłości jest przekształcenie naszego sklepu z elektroniką użytkową w „multiwertykalną” platformę, na której oferta produktowa znacznie wychodzi poza te obszary, z którymi do tej pory była kojarzona nasza firma. Ponadto, swoją działalność opieramy na modelu hybrydowym, który łączy tradycyjny sklep internetowy z platformą marketplace i umożliwia klientom zakupy od różnych sprzedawców w jednym miejscu – mówi Michał Pawlik, CEO i współzałożyciel Morele.

Firma Morele ma przed sobą ambitny plan – w ciągu najbliższych 5 lat chce znaleźć się w TOP3 polskiego rynku e-commerce. Zdaniem Michała Pawlika uda się to osiągnąć m.in. poprzez koncentrację na ułatwieniu klientom znalezienia odpowiedzi na pytanie “co kupić”, bez konieczności wyszukiwania informacji o produkcie np. na forach internetowym. Skupiamy się przede wszystkim na wdrażaniu narzędzi, które nie tylko ułatwiają zakupy w Internecie, ale również pozwalają zaoszczędzić cenny czas przy wyborze produktu, który będzie spełniał oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów. Jesteśmy świadomi, że nasze podejście różni się od podejścia innych firm, które starają się dostarczać odpowiedź na pytanie “gdzie kupić”. Mamy jednak nadzieję, że dzięki  tej odmiennej koncepcji w przyszłości uda nam się zdobyć przewagę na rynku. Chcemy szybciej osiągnąć wyznaczony cel oraz podtrzymać dynamikę wzrostu, stąd też decyzja o pozyskaniu nowego inwestora finansowego, który wesprze nasze ambicje – dodaje Pawlik.

Pozyskane środki Morele chce przeznaczyć przede wszystkim na zwiększenie rozpoznawalności marki, akwizycję nowych klientów oraz inwestycje
w technologię.

Najpopularniejsze marki smartfonów w Polsce

Agencja marketingu mobilnego Spicy Mobile sprawdziła, z jakich smartfonów korzystają Polacy. W zestawieniu triumfują trzy marki: Samsung, Huawei i Apple. Ich łączny udział w rynku wynosi aż 75%.

Najpopularniejsze w Polsce smartfony marek Samsung, Apple, Xiaomi czy Huawei są dostępne w Morele.net, co pozwala łatwo sprawdzić aktualne ceny i dostępność modeli.

Rynek smartfonów jest niezwykle konkurencyjny. Co roku niemal wszyscy producenci prezentują nowe flagowe urządzenia. Według najnowszego raportu IDC, w 2020 r. w Polsce do sklepów trafiło 8,53 mln smartfonów o łącznej wartości nieco ponad 9 mld zł. Czy wyniki sprzedaży przekładają się na faktyczną popularność? Agencja Spicy Mobile, dzięki wynikom pasywnego pomiaru aktywności na urządzeniach mobilnych, sprawdziła, z jakich urządzeń korzystają Polacy. W przygotowanym zestawieniu najpopularniejszych smartfonów próżno szukać flagowych modeli. Zamiast nich w kieszeniach Polaków znajdują się smartfony ze średniej półki cenowej, które swoją premierę miały kilka lat temu.01-najpopularniejsze-marki-telefonow 02-popularne-modele-telefonow

Samsung: 37% udział w polskim rynku

Jak wynika z badania Spicy Mobile, koreański producent jest niekwestionowanym liderem rankingu z 37% udziałem w rynku. Najpopularniejsze modele tej marki to mieszczące się w średniej półce cenowej Samsung Galaxy J5, Samsung Galaxy A5 2017 i Samsung Galaxy J3 2017. Najnowsze dane dotyczące sprzedaży nie są jednak dla Samsunga optymistyczne. Firma odnotowała spadki zarówno pod względem wolumenu, jak i wartości sprzedaży (według raportu IDC wyniosły one odpowiednio -44,8% i -49,4%).

Huawei: 19% udział w polskim rynku

Największą popularnością wśród smartfonów marki Huawei cieszy się Huawei Mate 10 Lite. Ten model ze średniej półki zadebiutował na rynku w 2017 r. wraz z flagowcem Huawei Mate 10 Pro. Na drugim miejscu uplasował się mający swoją premierę rok później Huawei P20 Lite, na trzecim dość stary model – Huawei P8 Lite – smartfon ze średniej półki, wypuszczony na polski rynek przez chińskiego producenta w 2015 roku.

„Najbliższy okres będzie dość interesujący na rynku smartfonów” – podkreśla Tomasz Kąkol ze Spicy Mobile. – „Zainteresowanie smartfonami Huaweia spada ze względu na odcięcie od usług Google. Być może część tego tortu pokryje niezależny już od chińskiego giganta Honor. Nowe smartfony tej marki, w przeciwieństwie do Huaweia, będą miały dostęp do sklepu Google Play oraz innych aplikacji i usług Google’a”.

Apple: 19% udział w polskim rynku

Według badania Spicy Mobile, udział marki Apple w Polsce na rynków smartfonów jest równy Huawei. 97% urządzeń „z jabłuszkiem” to smartfony, tablety stanowią jedynie 3%. Niestety – ze względów metodologicznych – nie ma możliwości określenia, które konkretnie modele „z jabłuszkiem” posiadają Polacy. Jak wynika z najnowszego raportu IDC, Apple pozostaje liderem rynku pod względem wartości sprzedaży. Wartość iPhone’ów dostarczonych w 2020 roku na polski rynek stanowiła 26,2% całości. Xiaomi w tym zestawieniu znalazło się na drugim miejscu (23,4%), a podium zamyka Samsung (21,6%).

Xiaomi: 8% udział w polskim rynku

Smartfony Xiaomi cieszą się w naszym kraju coraz większą popularnością. Według analityków IDC, ten chiński producent stał się w 2020 r. nowym liderem sprzedaży na poziomie 2,63 mln urządzeń dostarczonych do sklepów (udział w rynku 30,8%), dystansując Samsunga (21,8% rynku) i Huaweia (16,1% rynku). Jak wynika z danych Spicy Mobile, ze smartfonów marki Xiaomi korzysta 8% użytkowników urządzeń mobilnych. Najbardziej popularne modele należą do niskobudżetowej linii Redmi. Są wśród nich Xiaomi Redmi 4, Xiaomi Redmi Note 7 oraz Xiaomi Redmi Note 4.

LG: 5% udział w polskim rynku

Aktualnie – jak wynika z danych Spicy Mobile – ze smartfonów LG korzysta 5% użytkowników. Do najbardziej popularnych modeli należą LG K10, LG K8 oraz LG G6. W kwietniu LG potwierdziło, że wycofuje się z branży smartfonów i zamierza skupić się na innych aspektach działalności. Według analityków na tej decyzji mogą skorzystać przede wszystkim Apple oraz Samsung.

Sony, Honor, Motorola oraz Lenovo: 2% udział w polskim rynku

Sony, Honor, Motorola oraz Lenovo to marki telefonów, z których korzysta około 2% użytkowników urządzeń mobilnych. Do popularnych modeli Sony na naszym rynku należą Sony Xperia XA1, Sony Xperia L1 oraz Sony Xperia E5. Ponad połowa użytkowników smartfonów marki Honor korzysta z modelu Honor Mate 20 Lite (56%), daleko w tyle są Honor 8X i Honor 8. W przypadku Motoroli, często używane modele to Motorola Moto G5, Motorola One oraz Motorola Moto E5 Plus. Jeśli chodzi o Lenovo – jak wynika z danych Spicy Mobile – do gustu Polakom przypadł przede wszystkim smartfon Lenovo K6 Note, na kolejnych miejscach na podium znalazły się Lenovo A60 oraz Lenovo C2.

HTC: 1% udziału w polskim rynku

Ranking Spicy Mobile zamyka tajwański producent smartfonów HTC z 1% udziałem w rynku. Ponad połowa użytkowników telefonów tej marki korzysta z modelu HTC Desire (52%). W zestawieniu pojawiły się również HTC One oraz HTC U11.

Catering dietetyczny i naturalna pielęgnacja – self care na wakacje

Lato to idealny czas, by o siebie zadbać. Słońce pozytywnie wpływa na motywację i sprawia, że mamy więcej energii na co dzień. Co w takim razie zrobić, by po urlopie wrócić odmienionym? Najlepiej postawić na zdrową dietę i naturalną pielęgnację twarzy. Od czego właściwie zacząć?

Naturalna pielęgnacja – jak odpowiednio dbać o skórę?

Wypoczęta twarz pozytywnie wpływa na wizerunek. Jednak w dzisiejszych czasach trudno o satysfakcjonujący relaks. Szybkie tempo życia przekłada się na to, jak prezentuje się cera. Cienie pod oczami i liczne wypryski bardzo często są objawem długotrwałego stresu. Na szczęście można zatroszczyć się o skórę w taki sposób, by jak najlepiej się prezentowała. Wystarczy wprowadzić do swojej rutyny naturalną pielęgnację. Okazuje się bowiem, że niewiele osób wie, jak właściwie dbać o skórę. Mycie twarzy wodą z mydłem z pewnością nie wystarczy. Istotne znaczenie ma przede wszystkim dokładny demakijaż, oczyszczanie i nawilżanie. Warto co jakiś czas stosować peeling, by pozbyć się martwego naskórka. Przyda się także tonik, który przywróci skórze naturalne pH. W pielęgnacji bardzo ważną funkcję pełni też ochrona. Kremu z filtrem powinno się używać codziennie. Jeśli jesteś na urlopie, możesz zafundować sobie relaks w maseczce z glinką. Nie zapomnij jednak, by przede wszystkim dbać o siebie od wewnątrz.

Dieta pudełkowa – troska o ciało od wewnątrz

Troska o siebie od wewnątrz procentuje pięknym wyglądem. Niezdrowa dieta niestety negatywnie wpływa nie tylko na samopoczucie, ale też wygląd. Dotyczy to przede wszystkim przybierania na wadze, ale także wyprysków czy wypadających włosów. Latem należy więc odpowiednio zadbać o swój jadłospis. Doskonałym pomysłem będzie skorzystanie z usług cateringu dietetycznego. Fit catering zapewnia zróżnicowane menu pełne posiłków zawierających cenne witaminy i minerały. Jeśli będziesz spożywać je regularnie, w odstępach około 3-4 godzin, możesz liczyć na spadek zbędnych kilogramów. Co ważne, dieta pudełkowa to niezwykle wygodne rozwiązanie. Nie wymaga chodzenia na zakupy czy gotowania, a zamiast tego dostarcza smaczne posiłki, które będą odpowiednie dla całej rodziny.

Catering dietetyczny – jak znaleźć właściwy?

Na rynku działa wiele cateringów dietetycznych. Zachodzi więc pytanie: który z nich warto wybrać? Najlepiej podjąć decyzję na podstawie informacji zawartych na stronie internetowej diety pudełkowej oraz opinii klientów. Dobry fit catering będzie zapewniał świeże, różnorodne posiłki. Znajdzie się w nim także miejsce dla zdrowych słodyczy. Zastanawiasz się, jak może wyglądać przykładowe menu cateringu dietetycznego? Sprawdź dieta pudełkowa w Łodzi. Dieta pudełkowa może oferować opcje dopasowane do różnych grup odbiorców. Będą to nie tylko ci, którzy chcą pozbyć się nadprogramowych kilogramów, ale też wegetarianie, osoby ograniczające gluten czy laktozę. Na diecie pudełkowej można zbudować masę mięśniową, jak również utrzymać uzyskane wcześniej efekty. Jest to więc opcja dla każdego, kto pragnie o siebie zadbać – nie tylko w wakacje!

Rynek mieszkań rozgrzany do czerwoności

Ceny mieszkań rosną już kolejny kwartał z rzędu. Wzrostom cen towarzyszy rekordowo wysokie zainteresowanie kredytami hipotecznymi. Najnowsze informacje dotyczące rynku mieszkaniowego prezentuje raport za II kw. 2021 przygotowany przez Metrohouse, Gold Finance i RynekPierwotny.pl.

Minął już ponad rok od ogłoszenia pandemii. Początkowo wszelkie komentarze dotyczące rynku mieszkaniowego ostrzegały przed możliwością wystąpienia trudnych do przewidzenia konsekwencji, które mogą doprowadzić do znaczącego osłabienia popytu na nieruchomości oraz możliwej zmiany koniunktury na rynku. – Nieoczekiwanie chwilowa stagnacja przerodziła się dość szybko, bo już po 2-3 miesiącach, w prawdziwy boom. Nietypowa sytuacja, w której się znaleźliśmy spowodowała wzrost zainteresowania lokowaniem nadwyżek finansowych na rynku nieruchomości. Poza mieszkaniami, które już od dłuższego czasu cieszyły się zainteresowaniem inwestorów, z oferty bardzo szybko znikały działki budowlane, a także rekreacyjne. Zwiększony popyt widoczny był także na rynku domów, mówi Marcin Jańczuk z sieci biur nieruchomości Metrohouse, współautor raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance. Jak twierdzą eksperci, problemem stał się niedobór ciekawych ofert, a rynek był w stanie wchłonąć znacznie więcej niż dostarczali klienci indywidualni i deweloperzy. Wysoki popyt, w połączeniu w postępującą inflacją i wzrastającymi kosztami siły roboczej mogły w konsekwencji oznaczać tylko jedno – dalszy wzrost cen niemal każdego segmentu rynku.

Na rynku wtórnym w Warszawie już ponad 11 tysięcy za metr

Mimo ogólnych tendencji wzrostowych, w II kw. 2021 r. nie mieliśmy już do czynienia z jednolitym wzrostem cen w każdej z analizowanych lokalizacji. W dwóch przypadkach, w porównaniu do poprzedniego kwartału, ceny mieszkań na rynku wtórnym uległy obniżce. Tak było we Wrocławiu, gdzie za m kw. płacono średnio 8188 zł oraz Gdańsku, gdzie m kw. lokum to koszt średnio 8616 zł. W obu przypadkach spadki wynoszą 2 proc. W Warszawie, po małej korekcie w I kw., ponownie mieliśmy do czynienia z podwyżkami. – Po raz pierwszy w historii średnie ceny przekroczyły 11 tys. zł za m kw. Analizując wzrosty cen rok do roku widać, że to właśnie w Warszawie ceny wzrosły najbardziej w stosunku do pierwszego pandemicznego kwartału zeszłego roku. Różnica wynosi 11,4 proc., mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Dość istotna różnica w cenie ma miejsce w Gdańsku i Łodzi (po 10,6 proc.). Zaraz po stolicy są to miejsca, gdzie pandemia ma niebagatelny wpływ na wzrost cen. W dalszym ciągu szybki wzrost cen notowany jest w Krakowie, gdzie za m kw. trzeba już zapłacić średnio 9346 zł.

W dalszym ciągu nie ma zmian jeśli chodzi o najbardziej popularne segmenty zakupowe klientów. W Warszawie i największych polskich miastach powodzeniem cieszą się lokale od 35 do 50 m kw., których udział w transakcjach wynosi 36 proc. Na drugim miejscu plasują się nieco większe mieszkania o metrażu 50-65 m kw., które cieszyły się zainteresowaniem 29 proc. nabywców. W dalszym ciągu zakupy inwestycyjne stanowią jeden z najbardziej istotnych celów przeprowadzenia transakcji. Według ankiet klientów Metrohouse 34 proc. nabywanych mieszkań nie służy bezpośrednio zaspokajaniu własnych celów mieszkaniowych. Co ciekawe, wielu klientów poszukując mieszkania nie określa powodu zakupu jako inwestycyjny (np. mieszkanie dla dorastającego dziecka). Przeciętnie na zakup lokalu w celach inwestycyjnych wydajemy 358 tys. zł.

Duże wzrosty cen nowych mieszkań w Gdańsku

Dane opracowane przez ekspertów serwisu RynekPierwotny.pl wskazują, że w II kw. 2021 r. na największych rynkach pierwotnych średnia ofertowa cena 1 mkw. nowego mieszkania najbardziej wzrosła w Gdańsku (10,1 proc. kw./kw.), gdzie za metr płacimy już średnio 10 148 zł. Duże wzrosty odnotowano też w Poznaniu i Krakowie – po 4,5 proc. kw./kw. (średnie ceny odpowiednio: 8027 zł i 10 582 zł za mkw.) – Już trzy miasta przekroczyły symboliczną granicę 10 000 zł za mkw. W przypadku Warszawy, duża kwartalna zmiana (niemal 4 proc.) skutkowała przełamaniem kolejnego progu cenowego – 11 000 zł za mkw. Uwagę zwraca także rekordowo duży wzrost średniej ceny 1 mkw. dotyczący gdańskiego rynku pierwotnego. Obecnie cechuje się on drugim największym udziałem nowych mieszkań, które deweloperzy wycenili na ponad 15 000 zł za mkw., mówi Andrzej Prajsnar, ekspert serwisu RynekPierwotny.pl.

Sytuację nieco równoważy nadal relatywnie duży udział gdańskich mieszkań (22,9%), które w ujęciu ofertowym kosztują 7000 – 8000 zł za m kw. Jednak udział mieszkań wycenionych przez deweloperów w tym zakresie cenowym w ciągu kwartału spadł aż o 7,0 punktu procentowego. Bardzo szybko wzrósł natomiast odsetek nowych „M” kosztujących 13 000 – 15 000 zł za m kw. – Gdańscy deweloperzy prawdopodobnie odpowiadają na popyt widoczny ze strony inwestorów (również zagranicznych). Rozbudowa oferty nowych lokali z ceną 1 mkw. wyższą od średniej (kosztem tańszych „M”) była widoczna też w pozostałych miastach. Na terenie Warszawy wzrosło znaczenie mieszkań deweloperskich z ceną ofertową ponad 13 000 zł za mkw., mówi Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl.

Kredyty hipoteczne z kolejnymi rekordami

Rynek kredytów hipotecznych dawno nie był tak rozgrzany jak obecnie. Szacunki zawarte w Barometrze Metrohouse i Gold Finance wskazują, że w II kw. 2021 r. wartość nowo podpisanych umów o kredyt hipoteczny może przekroczyć nawet 22 mld zł. – Kolejne miesiące przynosiły rekordy w liczbie złożonych wniosków kredytowych. Można było to odczuć po kolejkach do wydania decyzji kredytowych, jakie utworzyły się w bankach, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Gold Finance.

Koniec II kw. zakończył proces przystosowywania się przez banki do oferty kredytów hipotecznych ze stałym oprocentowaniem. Banki mają już w swoich ofertach kredyty z ustalonym oprocentowaniem na okres 5-7 lat czyli gwarancję dla klienta, że jego rata nie ulegnie w tym czasie zmianie. Dyskusyjne jest oprocentowanie tych kredytów, które jest na ten moment sporo wyższe od kredytów ze zmienną stopą procentową. Różnica pomiędzy najtańszą ofertą ze zmienną stopą procentową a najdroższą ofertą ze stałym oprocentowaniem przy założeniu kredyt na 30 lat, wyniesie przez pierwsze 5 lat ok. 12 tys. zł odsetek na każde 100 tys. zł pożyczonego kredytu na niekorzyść kredytu ze stałą stopą.

Dość dużą zmianę możemy odnotować w sposobie wyliczania zdolności kredytowej. Nowa rekomendacja nakazuje bankom liczyć zdolność dla kredytu na 30 lat, w taki sposób jakby okres kredytowania był na 25 lat. Rekomendacja ma na celu ograniczenie ryzyka związanego z udzielaniem kredytów hipotecznych. – Wprowadzenie tej rekomendacji spowoduje spadek zdolności kredytowej. Dodatkowo jeśli ktoś zdecyduje się na kredyt ze stałą stopą oprocentowania (czyli na ten moment wyższą ratą), to jego zdolność w aktualnych okolicznościach będzie wyglądać zupełnie inaczej, komentuje Andrzej Łukaszewski z Gold Finance.

Autor: RynekPierwotny.pl&Metrohouse

Energetyka: mniej postulatów, więcej myślenia systemowego – komentarz eksperta

Wysokie temperatury to hasło, które dobrze opisuje nie tylko tegoroczne lato, ale również aktualną atmosferę w rodzimym sektorze energetycznym. Za sobą mamy półrocze, na które złożyły się dynamiczny wzrost liczby prosumentów korzystających z zielonej energii, start długo wyczekiwanej trzeciej edycji programu „Mój Prąd” oraz wzbudzający szereg kontrowersji projekt ustawy Prawo Energetyczne, zgłoszony przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Na początku lipca do tego zestawu energetycznego dołączył poselski projekt o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii, któremu patronuje była premier Jadwiga Emilewicz. Projekt ten, niejako pojednawczy wobec wcześniejszych rozwiązań, zawiera korzystniejsze propozycje zarówno dla prosumentów, jak i operatorów sieci, wprowadza kategorię prosumenta zbiorowego i wirtualnego oraz istotną modyfikację systemu opustów.

Pomysłów na kierunki działań w polskich dążeniach do transformacji energetycznej jest wiele. Maciej Drobczyk, ekspert IBC SOLAR Polska, uważa, że punktem odniesienia dla oceny sensowności proponowanych zmian powinna być komplementarność i spójność całego systemu energetycznego.

– Nie jest sztuką zapisanie w takim czy innym dokumencie teoretycznych postulatów. Istotą efektywnych zmian będzie stworzenie całościowej strategii dla branży PV, która swoimi rozwiązaniami obejmie wszystkie diagnozowane dziś deficyty. To ważne, żeby o najbliższej przyszłości, którą wyznaczać będzie dalszy silny rozwój fotowoltaiki, myśleć perspektywicznie i systemowo. Nas póki co uśpiła radość z wielkiego boomu na fotowoltaikę, obserwowana od kliku lat i dziś nie jesteśmy przygotowani na właściwy poziom jej konsumpcji – przekonuje Maciej Drobczyk, Country Manager IBC SOLAR Polska.

Czym objawia się ten brak przygotowania? Ekspert kontynuuje: – Za rozwojem systemów, modułów instalacji nie poszła w porę modernizacja sieci energetycznych, zdolnych odbierać nadmiar produkowanej energii. A przestarzała stacja energetyczna to problem i dla indywidualnego inwestora i dla sieci sprzedawców. Pojawia się pytanie czy grozi nam obowiązkowe wyłączanie systemów  fotowoltaicznych i programowane przestoje w produkcji, czy też zwrócimy się z priorytetowymi rozwiązaniami w stronę dofinansowania bezpiecznych systemów magazynowania wyprodukowanej energii? To tylko jeden z przykładów, ale uświadamia skalę potrzeb i korzyści płynące ze strategicznego myślenia.

Jak wskazują autorzy Raportu „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2021”[1],  rok 2020 w porównaniu do 2019 zamknął się w Polsce blisko 200% wzrostem instalacji fotowoltaicznych i dominacją inwestorów indywidualnych. Taka dynamika rozwoju pozwoliła nam na zajęcie 4 miejsca (tuż za Niemcami, Holandią i Hiszpanią) w europejskim rankingu przyrostu mocy zainstalowanej PV. Autorzy Raportu szacują, że na koniec 2021 roku moc zainstalowana w PV w Polsce może przekroczyć 6 GW, a na koniec 2025 roku może dojść do nawet 15 GW. Przy takich liczbach zasadne wydaje się postawienie pytania: jak ten wzrost wpływa na kondycję Krajowego Systemu Elektroenergetycznego?

– Zdecydowana większość inwestycji w Polsce to instalacje mikro, do 10-20 kilowatów mocy, rozproszone po całym kraju. Dopóki są zlokalizowane w miastach, wokół których działają Strefy Ekonomiczne to problem jest mniejszy, bo duże firmy są w stanie skonsumować każdą nadwyżkę, jaką produkują prosumenci. Wyzwanie dla Krajowego Systemy Elektroenergetycznego pojawia się w mniejszych miejscowościach, gdzie obserwujemy np. całe wsie – dach w dach – pokryte panelami. Nie ma tam w pobliżu dużych firm, które mogłyby wykorzystać produkowaną energię, a jej przesył na odległość jest utrudniony, bo stacje są stare i od lat niemodernizowane – tłumaczy Drobczyk.

Taka sytuacja prowadzi do powstania energetycznego zatoru: panele produkują energię, ale nie ma zużycia domowego w ciągu dnia, bo wszyscy są w pracy, a sieć nie jest w stanie przyjąć oddawanej energii. Bez znalezienia remedium na to wyzwanie, może się okazać, że choć inwestorzy mają dostęp do nowoczesnych technologii fotowoltaicznych podnoszących wydajność i bezpieczeństwo systemów PV, nie są w stanie w pełni wykorzystać ich potencjału.

A skoro o bezpieczeństwie mowa; to również jeden z obszarów, któremu, zdaniem eksperta IBC SOLAR Polska, warto bacznie przyjrzeć się. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w najbliższych latach instalacji PV o dużych powierzchniach będzie tylko przybywać i będą one wykorzystywać coraz większe moduły.

Jako młody fotowoltaicznie kraj nie wypracowaliśmy jeszcze standardów czy norm dotyczących elementów budowlanych i systemów montażowych. Próbujemy maskować te braki biurokracją. Wymagamy np. od inwestorów przedstawienia szeregu certyfikatów i dokumentów poświadczających jakość używanych komponentów PV. Tymczasem nie ma przepisów regulujących poprawność wykonania instalacji, nad instalatorem nikt nie sprawuje nadzoru, a producenci systemów montażowych nie zawsze dostarczają wiarygodnych wyliczeń statycznych  i działającego na dach obciążenia – zauważa Maciej Drobczyk. I dodaje: – Warto podnosić kwestię bezpieczeństwa i edukować o niej inwestorów, bo skutki źle zamontowanych instalacji PV mogą być dramatyczne.

[1] https://ieo.pl/pl/raport-rynek-fotowoltaiki-w-polsce-2021

GPW bije rekord za rekordem

W I półroczu indeks WIG wzrósł o 15,85 proc. i osiągnął historyczne maksimum przekraczając poziom 68 tys. punktów. W okresie ostatnich 52 miesięcy najbardziej ogólny indeks warszawskiej giełdy wzmocnił się o ponad 29 proc.

– To, że indeks ten naruszył historyczny szczyt potwierdza siłę trendu wzrostowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Z napływających najnowszych danych wiemy, że odbicie polskiej gospodarki jest silniejsze niż spodziewali się tego analitycy, a giełda wyprzedziła te dobre odczyty.

Niższa była dynamika WIG20, która w I półroczu była bliska 12 proc. Koszyk tego indeksu tworzą takie spółki jak Allegro, CD Projekt, LPP, ale dominują w nim spółki, w których udziałowcem jest Skarb Państwa.

– Kwestia udziałowców na pewno ma negatywny wpływ na wyceny, dotyczy to zwłaszcza percepcji ze strony inwestorów zagranicznych – komentuje ekspert CMC Markets. – Jednak istotne jest także, że po wypłaceniu dywidendy spada kurs spółek z WIG20.

To z tego powodu, patrząc długoterminowo, szczyty na indeksie WIG nie pokrywają się z rekordami na WIG20.

Warszawskiej giełdzie nadal brakuje dużo do wzrostów indeksów na Wall Street. Skąd tak duże różnice? Na pewno wynikają one z popularności i siły amerykańskich aktywów, ponieważ są to spółki oferujące globalne usługi i zasięgi, jest to kwestia skalowalności biznesu.

– Istotna jest też siła dolara, im jest mocniejszy, tym trudniej o sukcesy giełdom z rynków wschodzących i hossa w USA jest bardziej rozpędzona niż na GPW – dodaje Łukasz Wardyn. – Jednak nadal mamy powody do optymizmu, bo wyceny cena/zysk na GPW są o wiele niższe w porównaniu do wcześniejszych rekordów, zwłaszcza z 2007 r. Specyfiką Polski jest też to, że na rynku przeważa spekulacja na mieszkaniach.

Korekta na rynkach

Niespodziewanie na rynki wrócił optymizm. Ropa naftowa idzie w górę. Drożeją waluty państw rozwijających się. Nie wiadomo do końca jednak dlaczego i czy to krótka korekta, czy początek dłuższego trendu.

Chwila oddechu na rynkach

Wczoraj niespodziewanie powrócił optymizm na rynki. W górę szły nie tylko waluty krajów rozwijających się, ale również surowce energetyczne. Ciężko jednoznacznie wskazać powód tego ruchu. Część analityków wskazuje na luzowanie restrykcji na Wyspach. Z drugiej strony jest to wiadomość, sprzed kilku dni i nie wiadomo, dlaczego miałaby akurat wczoraj na rynki wpływać. Nie bez znaczenia jest też wzrost liczby zachorowań w tym kraju, który wbrew temu, co mogłoby wynikać z otwierania, wcale nie spada. Nie zmienia to faktu, że wykorzystując ten lepszy klimat, złoty niespodziewanie umocnił się poniżej 4,58 zł.

Dane z Polski

Wczoraj z Polski nadeszły dwa ważne odczyty o godzinie 10:00. Była to produkcja budowlano-montażowa, która rosła w ciągu roku o 4,4%, czyli wyraźnie poniżej oczekiwań wynoszących 2,7%. Drugim odczytem była sprzedaż detaliczna. Ta z kolei rosła o 13% względem oczekiwań o 1,5% niższych. Jest to wysoki wynik, ale rok temu mieliśmy 1,9% spadku, co powoduje, że nie jest on już taki dobry. Dane te nie wpłynęły zbytnio na notowania złotego. Wspomniany w poprzednim paragrafie ruch miał miejsce w godzinach popołudniowych.

Czekają na EBC

Decyzje Europejskiego Banku Centralnego są przewidywalne, podobnie jak jego polskiego odpowiednika. Szansa na zmianę stóp procentowych na dzisiejszym posiedzeniu jest mniej więcej zerowa. Obecna sytuacja na rynku oraz korzystna dla europejskiego eksportu tendencja osłabiania się euro względem dolara sugerują, by nic nie zmieniać. Właśnie takiego stanowiska oczekują wszyscy. Jedyny znak zapytania to konferencja prasowa po posiedzeniu i pytanie, co wtedy się stanie. Tam mogą pojawić się długoterminowe prognozy i oczekiwania, a one mogą mieć wpływ na rynki.

Dzisiaj kolejny dzień wolny w Turcji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – strefa euro – konferencja prezesa EBC,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

All inclusive, last minute, tanio, bezpiecznie i bez kwarantanny – tego na wakacje szukają Polacy

Według analizy DevaGroup, agencji specjalizującej się w działaniach SEM i SEO, Polacy na pierwsze wakacyjne wojaże wybierają się wraz z początkiem lipca, ale ich planowanie rozpoczynają już wiosną. Najchętniej decydujemy się na wakacje „last minute” – jeszcze w maju tego roku, hasło związane z wycieczkami na ostatnią chwilę wpisano w wyszukiwarkę średnio 74 tys. razy. Sporym zainteresowaniem cieszą się też wyjazdy w formule „all inclusive”. We wspomnianym miesiącu fraza ta pojawiła się w wyszukiwarkach średnio 18 100 razy. Zagraniczne podróże najchętniej planujemy do Włoch, Chorwacji i Albanii. Priorytetem są dla nas cena, bezpieczeństwo i brak kwarantanny.

Najpopularniejsze zagraniczne kierunki

Jak wskazują wyniki DevaGroup, wyjazdy w formułach last minute oraz all inclusive cieszą się największą popularnością. Zniesienie wielu epidemicznych ograniczeń, zachęciło Polaków do śmielszego podróżowania, szczególnie za granicę, co znajduje potwierdzenie w wynikach analiz prowadzonych przez DevaGroup. Opisywane zainteresowanie może się również wiązać z faktem, że urlopy w Polsce często kojarzą się z niepewną pogodą i zmiennymi warunkami atmosferycznymi. Dlatego zamiast ryzykować spędzenie urlopu w hotelowym pokoju, chętniej wybieramy „słoneczne” kierunki podróży.  Jeszcze w maju tego roku wyszukiwarki odnotowały średnio 12 100 wpisów w poszukaniu urlopów we Włoszech, 8 100 sprawdzeń wyjazdu do Chorwacji oraz 6 600 fraz dotyczących wakacji w Albanii.

Tanio, bezpiecznie i bez kwarantanny

Podróże są dla nas nieodłącznym elementem wakacji, jednak pomimo zniesienia wielu obostrzeń i większej swobody w przemieszczaniu się, nadal chcemy uniknąć odbywania kwarantanny po powrocie czy ponoszenia dodatkowych kosztów związanych z wykonaniem testów dla podróżujących. Analizy pokazały, że rodacy intensywnie sprawdzali destynacje, w które mogą się udać bez konieczności sprawdzania obecności koronawirusa w organizmie. Fraza „wakacje bez testu” w maju br. była wpisywana w wyszukiwarkę średnio 8 000 razy.  Priorytetem są dla nas bezpieczne wakacje oraz wybór miejsc, spełniających wszystkie zalecane normy sanitarne. W czerwcu 2020 roku Polacy wpisywali w wyszukiwarki hasła związane z bezpiecznymi wakacjami średnio 60 500 razy. Pandemia wpłynęła również na zasoby finansowe Polaków. Frazę „tanie wakacje” wpisywaliśmy w maju tego roku średnio 5 400 razy. Przed osobami, które wyjeżdzają poza granice kraju pojawia zatem się szereg wymogów prawnych i finansowych, które należy spełnić, aby udać się na upragniony urlop.

Wakacje w Polsce

Według analityków DevaGroup wśród polskich kierunków, których rodacy poszukują w celu udania się na urlop niezmiennie królują Mazury, morze i góry. W maju br. hasło „Mazury” pojawiło się w wyszukiwarkach równie często, co w analogicznym okresie rok wcześniej. Coraz większą popularnością cieszą się miasta należące do trójmiejskiej metropolii. W maju tego roku Polacy wyszukiwali hasła związane z miastem Gdańsk o 50% częściej, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Popularnością cieszył się również Sopot, który zanotował wzrost wyszukiwań o 23% w porównaniu do zeszłorocznych wyników. Latem 2020 roku, Polacy równie chętnie wybierali się w góry. Stały trend zainteresowania wspomnianą destynacją potwierdzają analizy, które wskazują, że w maju tego roku, hasło związane z podróżami na południe Polski pojawiło się o 50% częściej niż przed rokiem. Otwarcie na nowo branży turystycznej spowodowało, że właściciele hoteli, sklepów, gastronomii i lokalnych atrakcji, aktywnie zapraszają i zachęcają turystów, do wypoczynku w Polsce. W jaki sposób mogą zawalczyć o przychylność przyszłych klientów?

Jak wskazują nasze analizy, Polacy rozpoczynają planowanie wakacyjnych wyjazdów z początkiem maja – to właśnie późną wiosną branża turystyczna powinna podjąć  wzmożone działania promocyjne. Najefektywniejszym sposobem jest dostosowanie odpowiednych reklam produktów sezonowych np. wycieczek. W tym przypadku sprawdzą się kampanie SMART PLA, które w oparciu o monitoring grupy docelowej oraz inteligentne algorytmy, zmaksymalizują zyski w okresie stosowania promocji. Z pewnością pomocna okaże się również poprawa funkcjonalności strony internetowej, a także wprowadzenie nowoczesnych rozwiązań, np. z zakresu automatyzacji – mówi Krzysztof Dudzik, Senior SEM Specialist w DevaGroup.

Przedstawione dane pochodzą z analizy, przeprowadzonej przez DevaGroup, wyników wyszukiwania słów kluczowych związanych z wakacjami, a także danych z Google Trends.

W firmach brakuje chmurowych kompetencji

Aż 98% specjalistów od zabezpieczeń IT twierdzi, że działanie w środowisku wielochmurowym stwarza dodatkowe wyzwania w zakresie bezpieczeństwa. Nowe badanie Dimensional Research zwraca uwagę na niewystarczające kompetencje w tym obszarze.

Dimensional Research na zlecenie Tripwire, międzynarodowej firmy świadczącej usługi w zakresie bezpieczeństwa, przeprowadził badanie opinii specjalistów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT. Jego celem było zrozumienie aktualnych wyzwań związanych z bezpieczeństwem infrastruktury chmury publicznej (IaaS). Przeprowadzono wywiady z 314 specjalistami z ponad 100 firm działających w Europie i USA.

Luki i wyzwania

Wnioski? Z im większej liczby dostawców chmury firma korzysta, tym trudniej zabezpieczyć infrastrukturę. Zdaniem większości badanych starania dostawców usług chmurowych w zakresie bezpieczeństwa są ledwie wystarczające (67% odpowiedzi). Natomiast 21% uważa, że te starania są po prostu niewystarczające. Aż 3 na 4 badanych jest zdania, że nigdy nie powinno się całkowicie polegać na zabezpieczeniach oferowanych przez dostawców chmury.

Wśród największych wyzwań związanych z bezpieczeństwem ankietowani wymieniają: mnogość narzędzi do zarządzania chmurą (66%), odmienne podejście do kwestii bezpieczeństwa wśród dostawców (60%), zarządzanie dostępem i uprawnieniami do chmury (55%) oraz konieczność zrozumienia i wdrożenia różnych polityk (47%).

Co do zasady, chmura zapewnia bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa, niemniej jego zapewnienie nawet tylko w jednej chmurze wymaga wyjątkowej dbałości o szczegóły ze strony zespołu. Dodanie kolejnej chmury zawsze komplikuje zadanie, ponieważ czynności związane z zapewnieniem bezpieczeństwa i zgodności muszą odtąd odbywać się w wielu środowiskach. Mówiąc wprost – pojawia się więcej elementów, które nieostrożny pracownik może zepsuć. Szczególnie jeśli nie zna wielu środowisk zarządzania chmurą, które diametralnie się od siebie różnią – tłumaczy Rafał Ważny, Cloud Architect z Crayon, firmy doradczej wyspecjalizowanej w transformacji cyfrowej i wdrożeniach multicloud.

Z badań wyłania się mało pozytywny wniosek dotyczący kompetencji. Okazuje się, że ankietowani uznają umiejętności kadry odpowiedzialnej za zarządzanie i zabezpieczanie infrastruktury oraz danych za niewystarczające. Jedynie 9% specjalistów przyznało, że ich organizacja reprezentuje ekspercki poziom wiedzy w zakresie bezpieczeństwa chmury publicznej. Aż 30% twierdzi, że kadra firmy ma pod tym względem ma wiele do nadrobienia. W sumie pole do poprawy zauważa 59% badanych.

Dla większości specjalistów ds. bezpieczeństwa zarządzanie środowiskiem wielochmurowym jest dość nowym obszarem. Dodatkowo jednym z kilku, którymi na co dzień się zajmują. Jeśli dołożymy do tego dużą fluktuację na rynku pracy w IT, to nic dziwnego, że firmy nie czują się wystarczająco komfortowo, by samodzielnie mierzyć się z tematem bezpieczeństwa. Stąd 38% ankietowanych polega na usługach zewnętrznych w tym zakresie. Warto zauważyć, że poziom złożoności IT będzie rósł, bo tendencja do korzystania z usług wielu dostawców jest coraz bardziej powszechna – przekonuje Rafał Ważny, Cloud Architect z Crayon.

Popularność chmury

Z badań wynika, że aż 73% ankietowanych funkcjonuje w środowisku multicloud. Z reguły im większa jest firma, tym ma dostęp do większej liczby rozwiązań. 89% specjalistów z firm, które zatrudniają powyżej 5000 osób, działa w środowisku multicloud. Co piąty z nich korzysta z 4 różnych usług chmurowych. W przypadku firm zatrudniających poniżej 1000 pracowników 59% badanych korzysta z więcej niż z jednej chmury. 41% stawia tylko na jednego dostawcę.

Najczęstszym powodem pracy w różnych środowiskach chmurowych jest możliwość wyboru najlepszego rozwiązania w zależności od potrzeb (44% odpowiedzi). Drugą najpopularniejszą odpowiedzią było dostosowanie się do potrzeb standardów danego zespołu, departamentu czy linii biznesowej. 40% wskazało, że korzysta z aplikacji, które muszą pracować w różnych środowiskach.

Najpopularniejszym dostawcą chmury pozostaje Microsoft Azure (82% ankietowanych korzysta z jego rozwiązań) i jego przewaga nad chmurą Amazona rośnie. Drugi jest Amazon AWS (66%). Pod względem zastosowań stricte chmurowych jest on minimalnie popularniejszy niż gigant z Redmond. Dalej na podium utrzymuje się Google Cloud Platform, które stopniowo traci na popularności (24%). Na końcu plasują się Oracle Cloud (10%), IBM Cloud (10%) oraz Alibaba Cloud (1%).

Badanie przeprowadzono na początku czerwca 2021 roku.

Inwestycje w technologie cyfrowe i zrównoważony rozwój mogą przyczynić się do stworzenia 5,7 mln nowych miejsc pracy w Europie do 2030 r.

Według nowego raportu Accenture opracowanego we współpracy z BusinessEurope, przyspieszone inwestycje w technologie cyfrowe i zrównoważony rozwój mogą przyczynić się do stworzenia nawet 5,7 mln nowych miejsc pracy w Europie do 2030 r. Ponad trzy czwarte firm planuje w ciągu najbliższych trzech lat podnieść kwalifikacje lub przekwalifikować nawet 25% swoich pracowników.

Raport „Europe’s new dawn – Reinventing industry for future competitiveness” pokazuje, że chociaż przed pandemią Europa dotrzymywała kroku innym regionom pod względem wzrostu i udziału w rynku, to w ostatnich miesiącach trajektoria uległa zmianie. Przedsiębiorstwa europejskie spodziewają się, że proces wychodzenia z pandemii potrwa co najmniej sześć miesięcy dłużej w porównaniu do firm z regionu Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Północnej.

 

Jednocześnie według raportu Europa jest dobrze przygotowana, by wykorzystać przyszłe możliwości wzrostu dzięki dużemu potencjałowi w kluczowych branżach. Przyspieszone inwestycje zarówno w cyfryzację, jak i zrównoważony rozwój – które w raporcie określono mianem „Twin Transformation” – mogą zwiększyć liczbę miejsc pracy netto w regionie o nawet 5,7 mln do 2030 r. Obszary, w których powstaną miejsca pracy to przede wszystkim produkcja sprzętu przemysłowego, zaawansowane technologie, oprogramowanie, usługi komunalne, motoryzacja, life sciences oraz komunikacja i media.

Aby stworzyć te miejsca pracy, Europa będzie musiała wzmocnić swoją pozycję światowego lidera w sektorach motoryzacyjnym, dóbr i usług konsumpcyjnych, użyteczności publicznej i chemicznym oraz wykorzystać potencjał sektorów, w których europejskie przedsiębiorstwa mają już silną pozycję, takich jak przemysł lotniczy, kosmonautyczny i obronny, life sciences oraz komunikacja i media. Szanse mają również inne branże, w tym urządzeń przemysłowych, technologii i oprogramowania, jednak będą one musiały dalej inwestować w innowacje i przyspieszyć transformację cyfrową oraz osiągnięcie celów w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Jesteśmy świadkami powstawania nowego paradygmatu wzrostu i konkurencyjności w skali globalnej, który europejskie firmy mogą wykorzystać – powiedział Jean-Marc Ollagnier, CEO Accenture w Europie. – Chociaż stosunkowo powolne tempo szczepień w Europie może osłabiać nadzieje przedsiębiorstw na szybkie ożywienie gospodarcze, to wiodąca pozycja regionu w zakresie zrównoważonego rozwoju – w połączeniu z inwestycjami w najbardziej obiecujące technologie oraz w powstające ekosystemy międzybranżowe, takie jak mobilność – mogą zwiększyć jego konkurencyjność, umożliwić wyłonienie globalnych liderów, a w dłuższej perspektywie stworzyć miliony nowych miejsc pracy w regionie – dodał Jean-Marc Ollagnier.

Aby europejski przemysł mógł utrzymać swoją pozycję lub zostać globalnym liderem, będzie musiał inwestować w określone technologie i obszary o wysokim potencjale wzrostu. Z badania przeprowadzonego wśród 700 członków kadry kierowniczej wyższego szczebla w Europie, inwestycje technologiczne powinny skoncentrować się na sztucznej inteligencji, którą wymieniło 66% respondentów, 5G i 6G (58%), chmurze (52%) oraz bateriach nowej generacji (34%). Gdy poproszono o wskazanie obszarów o wysokim potencjale wzrostu, 55% europejskich liderów wymieniło „inteligentną produkcję”, „cyfrowe zdrowie” (50%), „inteligentną mobilność” (46%) i „transformację energetyczną” (33%).

Europejskie firmy przyspieszają inwestycje w technologie, zrównoważony rozwój i pracowników

Dziewięć na dziesięć firm w Europie planuje w tym roku zwiększyć inwestycje w transformację cyfrową i realizację celów zrównoważonego rozwoju, podczas gdy w 2020 r. tylko 58% przedsiębiorstw zwiększyło inwestycje w tych obszarach.

Europejskie firmy kładą duży nacisk na przekwalifikowanie swoich pracowników. 86% przedsiębiorstw planuje w ciągu najbliższych trzech lat podnieść kwalifikacje lub przekwalifikować nawet 25% swoich pracowników, aby sprostać potrzebom firm. W sumie około 7 milionów pracowników w regionie mogłoby skorzystać z inicjatyw w zakresie podnoszenia lub zmiany kwalifikacji.

– Chociaż kryzys wywołany przez pandemię COVID-19 jeszcze nie minął, istnieje pilna potrzeba, aby przedsiębiorstwa nie tylko przygotowały się na odbicie od dna, ale również zmieniły swój sposób działania, dzięki czemu pozostaną w gronie globalnych liderów lub dołączą do niego – powiedział Ollagnier. – Europa ma wyjątkową okazję, aby stać się liderem gospodarczym po pandemii, ale osiągnięcie tego celu będzie wymagało już dziś inwestycji we właściwe technologie i ekosystemy, a co najważniejsze – w ludzi. W ten sposób stworzone zostaną podwaliny pod przyszły wzrost gospodarczy i nowe miejsca pracy – dodał.

Istotna rola rządów europejskich i instytucji UE

Oczekuje się, że rządy europejskie i instytucje UE mają do odegrania istotną rolę, by Europa mogła stać się światowym liderem w wielu branżach i wspierać możliwości tworzenia miejsc pracy w regionie. W raporcie wskazano pięć obszarów działań, których podjęcia europejskie przedsiębiorstwa oczekują od rządów i instytucji UE. Są to m.in:

  • Stworzenie siły roboczej nowej generacji: wymagane działania obejmują modernizację systemów kształcenia i szkolenia poprzez promowanie kluczowych inkubatorów talentów i umożliwienie pracownikom nabywania najbardziej potrzebnych umiejętności, przy jednoczesnym ułatwieniu alfabetyzacji cyfrowej, kształcenia zawodowego i dokształcania się przez całe życie.
  • Umożliwienie transformacji cyfrowej i wdrożenia zrównoważonej gospodarki: wymagane działania obejmują planowanie i uruchomienie wspólnej infrastruktury technologicznej (5G, chmura, IoT, AI) oraz wspieranie wysiłków na rzecz dekarbonizacji. Oczekuje się również stworzenia ram regulacyjnych sprzyjających inwestycjom i innowacjom, na przykład poprzez ograniczenie fragmentacji prawa i biurokracji oraz dalszy rozwój centrów innowacji w celu testowania nowych technologii.
  • Wspieranie rozwoju sektorów przemysłu o wysokim potencjale: w szczególności poprzez inwestycje w przełomowe badania i innowacje, wdrożenie polityki wspierającej rozwój innowacyjnych ekosystemów przemysłowych oraz tworzenie partnerstw publiczno-prywatnych.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w formie ankiety wśród 700 członków kadry kierowniczej wyższego szczebla w 13 krajach i 11 branżach w Europie. Badanie zostało przeprowadzone w marcu i kwietniu 2021 r. i objęło firmy o rocznych przychodach przekraczających 500 mln USD, w tym 50% firm o przychodach przekraczających 10 mld USD. Analizowane branże to: przemysł lotniczy i kosmonautyczny oraz obronny, linie lotnicze/turystyka/transport, motoryzacja, komunikacja/media, dobra konsumpcyjne, energia/usługi komunalne, usługi finansowe (bankowość i ubezpieczenia), towary i urządzenia przemysłowe, farmaceutyka/biotechnologia/life sciences; handel detaliczny oraz oprogramowanie. Kraje objęte badaniem: Belgia, Francja, Niemcy, Włochy, Irlandia, Holandia, Szwecja, Dania, Norwegia, Finlandia, Hiszpania, Szwajcaria i Wielka Brytania.

Raport zawiera również analizę prognoz dotyczących tworzenia miejsc pracy przeprowadzoną we współpracy z Oxford Economics.

White Star Logistics rozpoczyna budowę centrów logistycznych

White Star Logistics, joint venture White Star Real Estate i Bain Capital Credit, jest obecnie w trakcie realizacji dwóch nowych centrów logistycznych w Nowym Koniku oraz Raszynie. Projekty zlokalizowane będą na przedmieściach Warszawy, gdzie obserwuje się wysoki popyt na działalność w zakresie lekkiego przemysłu, handlu (w szczególności e-commerce) oraz magazynowania. Łączna powierzchnia magazynowa obu projektów wyniesie około 120 000 m2.

Lokalizacja dwóch nowych centrów White Star Logistics pozwalać będzie na efektywną dystrybucje na terenie stolicy oraz łatwą dostępność do krajowej sieci autostrad. Wybór terenów pod inwestycje podyktowany był obecnymi wymaganiami rynku i potrzebami najemców. Firmy dążąc do usprawnienia procesu last mile, czyli ostatniego etapu doręczenia przesyłki do klienta, coraz częściej sięgają po nowoczesne rozwiązania w obrębie technologii magazynowych w dogodnych lokalizacjach umożliwiających sprawną obsługę dużych aglomeracji miejskich.

„Rynek usług logistycznych w Polsce bardzo prężnie się rozwija. Obserwujemy stale rosnący popyt na powierzchnie magazynowe, dlatego zdecydowaliśmy się na rozszerzenie naszej dotychczasowej działalności na rynku logistyki o nową markę, jaką jest White Star Logistics. Działając pod jej szyldem planujemy dalszy rozwój i przyszłą ekspansję w Polsce.. Będą to łącznie cztery nowe lokalizacje w tym roku, a w ciągu najbliższych trzech lat dziesięć do dwunastu centrów logistycznych w atrakcyjnych lokalizacjach w całej Polsce” – mówi Bartosz Szewczyk, Managing Partner w White Star Real Estate.

Centra logistyczne są pierwszymi projektami spółki join venture White Star Logistics, której celem jest stworzenie sieci nowoczesnych centrów logistycznych w najbardziej pożądanych miejscach w Polsce.

„Cieszymy się, że możemy rozpocząć wspólne przedsięwzięcie, White Star Logistics, tymi dwoma projektami. Mamy nadzieję, że uda nam się zaspokoić rosnący popyt na nieruchomości na polskim rynku logistycznym” – mówi Fabio Longo, Managing Director w Bain Capital Credit. „To nasze kolejne europejskie joint venture na rynku nieruchomości, mające na celu zwiększenie naszego portfela w tym regionie”.

Warszawa Nowy Konik oraz Warszawa Raszyn to nie tylko nowoczesna przestrzeń logistyczna klasy A. Projekty wyróżniać się będą ekologicznymi rozwiązaniami, które minimalizują ślad węglowy obiektu. Będą w nich zaimplementowane panele fotowoltaiczne, systemy pozwalające na wtórne wykorzystanie wody i redukcje zużycia energii elektrycznej oraz stacje ładowania pojazdów elektrycznych. W obu lokalizacjach miejscowy plan zagospodarowania terenu pozwala nie tylko na magazynowanie, ale także na lekką produkcję. Dodatkowo, budynki będą certyfikowane BREEM`em na poziomie very good.

Informacje o inwestorach:

White Star Real Estate jest znaną, międzynarodową firmą z wieloletnim doświadczeniem na rynku nieruchomości, która zrealizowała łącznie ponad 60 wysokiej jakości projektów komercyjnych i mieszkaniowych. Wśród nich znaczącą część stanowi grupa prestiżowych budynków biurowych, a pozostałe inwestycje to magazyny, centra handlowe oraz osiedla domków jednorodzinnych i mieszkań. White Star Real Estate jest także doświadczonym zarządcą nieruchomości i częścią White Star Group, zajmującej się szeroko pojętymi nieruchomościami. White Star Group jest spółką holdingową założoną w celu realizacji usług związanych z zarządzaniem nieruchomościami oraz inwestowaniem w nieruchomości i private equity, głównie w Europie Środkowej i Wschodniej.

Bain Capital Credit jest wiodącym globalnym specjalistą kredytowym, zarządzającym aktywami o wartości około 48 miliardów dolarów. Inwestuje w pożyczki lewarowane, obligacje wysokodochodowe, zagrożone kredyty, produkty strukturyzowane i akcje. Zespół składający się z ponad 240 profesjonalistów analizuje tysiące emitentów korporacyjnych na całym świecie. Oprócz kredytów, Bain Capital inwestuje w różne klasy aktywów, w tym private equity, public equity i venture capital oraz nieruchomości.

Warszawski rynek biurowy w II kw. – raport PINK

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w pierwszym kwartale 2021 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec czerwca 2021 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niespełna 6 100 000 m kw.

W II kwartale 2021 roku na stołeczny rynek dostarczono prawie 60 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w dwóch projektach – Warsaw UNIT o powierzchni niemal 57 000 m kw. (zlokalizowany w strefie Centrum) oraz EQ2 (niecałe 3 000 m kw., strefa West). Łącznie z 8 projektami oddanymi do użytkowania w I kwartale, od początku 2021 roku na rynek dostarczono ponad 226 000 m kw. powierzchni biurowej.

Na koniec II kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 12,5% (wzrost o 1,1 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 4,6 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2020 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 760 000 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 13,8%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 11,4%.

W drugim kwartale 2021 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął 140 000 m kw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się strefy COB oraz Centrum. W I połowie roku łączny popyt na biura wyniósł niemal 250 000 m kw.

W okresie od kwietnia do końca czerwca 2021 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł renegocjacjom – 48%, oraz nowym umowom – 45% (włączając umowy przednajmu). Ekspansje stanowiły 7% zarejestrowanego popytu.

Największymi transakcjami II kwartału 2021 r. były: renegocjacja umowy najmu niemal 21 000 m kw. przez poufnego najemcę w budynku Senator, umowa przednajmu podpisana przez Urząd Miasta st. Warszawy w budynku Widok Towers na 11 300 m kw., oraz renegocjacja umowy na 7 500 m kw. przez Janssen Cilag w Wiśniowy Business Park F.

Na rynku brakuje nowych samochodów – ceny rosną, wyprzedaży nie będzie

Godzinne zatrzymanie linii produkcyjnej to koszt ok. 600 tys. euro, a tygodniowy postój to nawet 100 mln euro – wynika z szacunków Exact Systems. Z takimi kwotami musi się liczyć wiele zakładów motoryzacyjnych, które przerywają lub zmniejszają produkcję nie tylko przez brak półprzewodników. Motofabryki w pandemii przechodzą na system jedno- lub dwuzmianowy, produkują pojazdy na „stoki” do późniejszej kompletacji lub robią nieplanowane postoje nawet z powodu brakujących spinek do przewodów. Problemy branży nie pozostają bez wpływu na klientów w Polsce. Eksperci Exact Systems spodziewają się, że pod koniec tego i na początku przyszłego roku nie będzie typowych wyprzedaży w salonach, a ceny aut będą rosły.

Branża motoryzacyjna do pewnego stopnia wyciągnęła wnioski z kryzysu sprzed ponad dziesięciu lat. Między innymi sprzedawcy chipów utrzymywali rozsądną ilość zapasów w przeciwieństwie do lat 2008-2009, kiedy były one znikome. Jednak przedstawiciele automotive przeoczyli kilka innych nowych czynników, które zaogniły kryzys. – Nikt nie spodziewał się tak szybkiego i dużego ożywienia w innych gałęziach przemysłu, przede wszystkim elektroniki użytkowej. To najbardziej konkurencyjna branża, jeśli chodzi o zapotrzebowanie na chipy. Po drugie, nie tylko Europa, ale większa część globu, jest zależna od tajwańskiego producenta półprzewodników. Brakuje takich dostawców u nas na miejscu mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems, ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.

Spinki języczkiem u wagi

W Europie przemysł motoryzacyjny odpowiada za aż 37% zapotrzebowania na półprzewodniki, podczas gdy na świecie co dziesiąte zamówienie pochodzi z automotive.[1] To z pewnością jeden z powodów zdecydowanie wyższego spadku produkcji aut w 2020 roku w Unii Europejskiej (-23,5% r/r) w porównaniu do globalnego wyniku (-16% r/r).[2] Niedobór półprzewodników wpłynął również na niższą produkcję samochodów w I kwartale br. Z szacunków IHS Markit wynika, że wyprodukowano o 1,2 mln mniej aut, z czego o prawie 240 tys. w Europie. – Większość ekspertów w branży jest zgodna, że kryzys półprzewodnikowy potrwa jeszcze co najmniej przez rok. Problem zdolności produkcyjnej chipów samochodowych powinien zostać rozwiązany pod koniec 2021 roku w oparciu o rzeczywistą produkcję samochodów. Ale chipy to nie jedyny nasz problem. Przerwy produkcyjne wywołuje obecnie brak bardzo kuriozalnych komponentów – na Węgrzech producentowi samochodów zabrakło spinek montujących przewody, słowackiemu poddostawcy granulatu na plastikowe części, a niemiecki producent wstrzymał montaż z powodu braku poszycia na gałki skrzyni biegów. Samochód składa się średnio z 8-10 tysięcy różnych elementów i brak choćby jednej z nich powoduje, że auto nie może wyjechać z fabryki do klienta – mówi Jacek Opala.

Postój wart miliony

W związku z brakiem części, każdy zakład motoryzacyjny radzi sobie na wybrany przez siebie sposób. Po pierwsze, wiele fabryk zatrzymało linie produkcyjne w kwietniu czy maju br. na kilka tygodni, czego konsekwencją będzie brak tradycyjnej przerwy wakacyjnej. Po drugie, część zakładów rezygnuje z nocnej zmiany i przechodzi na tryb 2-zmianowy. Po trzecie, firmy ograniczają produkcję do 2 lub 3 dni w tygodniu. Wreszcie część producentów odstawia na „stoki” pojazdy z brakującymi elementami do późniejszej kompletacji. Niezależnie od podejścia, każde wiąże się z zatrzymaniem linii produkcyjnych. A to oznacza bardzo wysoki koszt. Z szacunków Exact Systems, firmy kontrolującej jakość części samochodowych w Europie, wynika że godzinne zatrzymanie linii produkcyjnej to koszt ok. 600 tys. euro, dzienne – ponad 14 mln euro, a tygodniowy postój to nawet 100 mln euro. Na tak ogromne kwoty składają się m.in. wynagrodzenie pracowników produkcyjnych fabryki, inżynierów i firm zewnętrznych, koszt transportów lotniczych, kary za ewentualne niedotrzymanie terminów dostawy czy całkowicie niezrealizowane zamówienia.

Potrójne uderzenie w kierowców

Poważne problemy motobranży i ogromne straty finansowe – z porównywalnymi mieliśmy do czynienia tylko po kryzysie finansowym w 2008 i 2009 roku – nie pozostają bez wpływu na polskich kierowców zainteresowanych zakupem czterech kółek. Eksperci Exact Systems wskazują na trzy najważniejsze konsekwencje. – Z pierwszym mamy do czynienia już od początku tego roku – długi czas oczekiwania na samochód. Dzisiaj na realizację zamówień czeka się nawet od sześciu do dziewięciu miesięcy, a im bardziej luksusowy samochód tym dłuższy okres oczekiwania – mówi Jacek Opala z Exact Systems.

Po drugie, pod koniec tego i na początku przyszłego roku nie będzie typowych wyprzedaży w salonach. Zalegających samochodów na placach dilerów właściwie nie ma, a galopujący popyt nie sprzyja polityce dużych upustów cenowych.

Trzecią konsekwencją, która uderzy m.in. w polskich kierowców, będą rosnące ceny samochodów. – Pandemia COVID-19 i kryzys półprzewodnikowy to jedno. Na droższe auta wpływ mają także regulacje Unii Europejskiej w zakresie emisji spalin, którym muszą sprostać producenci. Do tego należy dodać rosnące oczekiwania samych klientów w zakresie bezpieczeństwa pojazdu czy zaawansowania technologicznego. Można więc powiedzieć, że obecny kryzys tylko przyspieszy tempo wzrostu cen, z którym mamy do czynienia już od ubiegłego roku. Jak podaje IBRM Samar, w 2020 r. średnie ważone ceny  nowych samochodów osobowych wzrosły o 10%, podczas gdy rok czy dwa lata wcześniej wzrosty nie przekraczały 6% – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.

[1] The European Semiconductor Industry Association

[2] OICA

Zasady opodatkowania nieruchomości komercyjnych – najnowsze interpretacje i orzeczenia

Ostatnie interpretacje Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej oraz orzeczenia wskazują na bardzo szeroki katalog budynków opodatkowanych podatkiem dochodowym od przychodów z tytułu własności środka trwałego. Przykładowo Dyrektor KIS wskazuje, że usługa hotelowa zawiera elementy usługi najmu, w związku z czym obiekty takie jak centra konferencyjne czy hotele mogą podlegać opodatkowaniu. Z kolei WSA w Krakowie w wyroku z dnia 28 stycznia 2020 r., sygn. I SA/Kr 1304/19, wskazał, że opodatkowanie to dotyczy także akademików i burs studenckich, ponieważ w swojej działalności są one podobne do usług hotelowych. Przedsiębiorcy powinni więc bardzo dokładnie przyjrzeć się posiadanym budynkom pod kątem opodatkowania podatkiem dochodowym przychodów ze środków trwałych.

Zakres opodatkowania

Za podatnika podatku dochodowego od tzw. nieruchomości komercyjnych (podatek dochodowy od przychodów z budynków) należy uznać podmioty będące właścicielami lub współwłaścicielami budynku położonego na terytorium Rzeczypospolitej Polski, który został oddany w całości albo w części do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub innej o podobnym charakterze. W pierwszej kolejności dla opodatkowania podatkiem dochodowym przychodów z budynków istotne jest więc spełnienie łącznie trzech podstawowych kryteriów: własnościowego, użytkowego oraz lokalizacyjnego. Pierwsze kryterium wskazuje, że podatek od przychodów z budynków płacą co do zasady właściciele lub współwłaściciele nieruchomości (wyjątek ust. 17). Ponadto właściciel powinien czerpać z budynku pożytki w postaci opłat za użytkowanie.

Podstawa opodatkowania

Podstawę opodatkowania stanowi wartość początkowa środka trwałego (budynku) stanowiącego własność lub współwłasność podatnika, oddanego do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub innej umowy o podobnym charakterze, ustalana na pierwszy dzień każdego miesiąca i wynikająca z prowadzonej przez podatnika ewidencji środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych (art. 24b ust. 3 ustawy o CIT). Oznacza to więc, że w celu opodatkowania podatkiem od przychodów z budynków niezbędne jest wprowadzenie budynku do ewidencji środków trwałych i ustalenie ich wartości początkowej. Do podobnych wniosków można dojść, analizując treść ust. 5, gdzie ustawodawca bezpośrednio odnosi się do wartości początkowej wynikającej z ewidencji.

W przypadku oddania budynku do używania w części podstawę opodatkowania ustala się proporcjonalnie. Należy zaznaczyć, że podstawę opodatkowania stanowi suma wartości początkowych poszczególnych budynków pomniejszona o kwotę 10 mln zł. Oznacza to, że nawet jeżeli wartość jakiegokolwiek budynku nie przekroczy kwoty 10 mln zł, to i tak liczy się suma, a podatnik może być zobowiązany do rozliczenia podatku.

Podmiot niebędący właścicielem budynku jako podatnik

Podatnicy mają jednak wątpliwości, czy zawsze po wprowadzeniu budynku na środki trwałe będą zobowiązani do rozliczenia podatku (po spełnieniu pozostałych warunków). Istotne jest, aby podatnik był właścicielem lub współwłaścicielem budynku. W sytuacji, gdy podatnik dokonuje nakładów inwestycyjnych (budynki/budowle) na cudzym gruncie, który zgodnie z kodeksem cywilnym nie jest jego własnością, nie będzie zobowiązany do rozliczenia podatku od przychodów z budynków, pomimo że zgodnie z art. 16a ust. 2 pkt 2 ustawy o CIT takie budynki mogą być przedmiotem amortyzacji (interpretacja z dnia 18 czerwca 2019 r. nr 0114-KDIP2-1.4010.121.2019.1.JC).

Zgodnie z art. 24b ust. 17 ustawy o CIT, jeżeli budynek został oddany do używania na podstawie umowy leasingu, podatnikiem podatku od przychodów z budynków jest wyłącznie podmiot dokonujący odpisów amortyzacyjnych zgodnie z art. 16a-16m ustawy o CIT. Oznacza to, że w przypadku leasingu finansowego podatnikiem będzie leasingobiorca, jeżeli odda budynek, od którego dokonuje odpisów amortyzacyjnych w dalszą dzierżawę lub najem, lub podobny stosunek prawny. W przypadku leasingu operacyjnego podatnikiem będzie właściciel budynku, leasingodawca.

Ponadto zgodnie z ust. 18 podatek od przychodów z budynków stosuje się także w sytuacji, gdy pomimo braku uzasadnionej przyczyny ekonomicznej podatnik przeniesie całość/część własności lub współwłasności budynku albo odda go do używania na podstawie umowy leasingu finansowego w celu uniknięcia tego podatku. Uregulowanie to ma na celu ograniczenie dokonywania nieuzasadnionych zmian w strukturze właścicielskiej oraz sposobie użytkowania budynków, nakierowanych jedynie na uniknięcie podatku.

Na zakończenie warto odnieść się także do umowy dzierżawy gruntu, na którym dzierżawca pobudował budynek będący jego własnością. W przypadku, gdy budynek stanowić będzie środek trwały dzierżawcy i to on dokonuje odpisów amortyzacyjnych, to na dzierżawcy ciążył będzie obowiązek rozliczenia podatku od przychodów z budynków. Potwierdza to Dyrektor KIS m.in. w interpretacji z dnia 24 marca 2021 r. nr 0113-KDIPT2-1.4011.987.2020.3.MAP.

Zwolnienie

W art. 24b ust. 2 ustawy o CIT przewidziane zostało zwolnienie od podatku od przychodów z budynków dla środków trwałych będących budynkiem mieszkalnym oddanym do używania w ramach rządowych i samorządowych programów budownictwa społecznego po spełnieniu pewnych warunków.

Powyższe kryteria determinujące objęcie podatkiem od nieruchomości komercyjnych są konkretne i dopiero po ich spełnieniu podatnik powinien wykazać i rozliczyć podatek.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Massmedica S.A. zawarła umowę z chińskim producentem implantów ortopedycznych

Massmedica S.A. zawarła umowę z chińskim producentem implantów ortopedycznych – firmą Beijing Chunlizhengda Medical Instruments Co., Ltd. („Chunli”) na wyłączną dystrybucję endoprotez stawu kolanowego i biodrowego w Polsce oraz prawa do sprzedaży implantów Chunli na terenie Unii Europejskiej. Chiński partner jest notowany na giełdzie w Hongkongu, a jego kapitalizacja przekracza 1 mld USD. W 2020 r. notował sprzedaż na poziomie 195 mln USD, a jego współpraca z Massmedica S.A. wiąże się z planami ekspansji  na rynku UE. Jednocześnie obie spółki zawarły umowę dotyczącą utworzenia składu komisowego implantów do endoprotezoplastyki stawu biodrowego i kolanowego zlokalizowanego w magazynach Massmedica S.A. o wartości 1 mln USD.

Pozyskaliśmy jako partnera jednego ze światowych liderów na rynku implantów ortopedycznych, co wpisuje się w długofalową strategię wzmacniania tego obszaru działalności. Co niezwykle ważne, uzyskujemy możliwości dystrybucyjne co poszerza nasze pole biznesowego manewru z produktami Chunli na terenie całej UE. Spodziewamy się, że umowa wpłynie pozytywnie na wyniki sprzedażowe działu RECON oraz zapewni dalszy wzrost marży prowadzonej działalności. Zawarcie wspomnianej umowy istotnie zwiększa dywersyfikację dostawców działu tego segmentu naszej działalności. Utworzenie składu komisowego implantów eliminuje z kolei podstawową przeszkodę ograniczającą wzrost sprzedaży w branży implantów ortopedycznych związaną z nakładami niezbędnymi do tworzenia w szpitalach składów implantów i instrumentów niezbędnych do zakładania endoprotez. Pozwoli to na dynamiczny wzrost sprzedaży implantów Chunli, tak w Polsce, jak i na terenie UE – mówi Marek Młodzianowski, Prezes Zarządu Massmedica S.A.

Zgodnie z umową na mocy której powstał skład komisowy Chunli przekaże Massmedica S.A. w komis implanty o wartości 1 miliona USD, które Massmedica S.A. będzie wykorzystywać do zaopatrywania szpitali w Polsce i na terenie Unii Europejskiej. Implanty będą przekazywane w transzach począwszy od czwartego kwartału 2021 do połowy roku 2022. Polska spółka będzie dokonywała płatności tylko za sprzedane implanty w terminach przewidzianych przez umowę dystrybucyjną. Dodatkowo Chunli przekaże nieodpłatnie Massmedica S.A. zestawy instrumentów niezbędne do implantacji endoprotez.

Chunli jest wiodącym producentem sprzedającym implanty ortopedyczne w Chinach, posiadającym sieć dystrybucji w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej. We współpracy z Massmedica S.A., notowana na giełdzie w Hongkongu spółka rozpoczyna sprzedaż swoich produktów w Europie. Tym samym Chunli będzie pierwszym znaczącym chińskim producent endoprotez na rynku UE. W ramach zawartej umowy Spółka uzyskała prawa do sprzedaży implantów Chunli na terenie całej Unii Europejskiej. Dzięki zawartemu kontraktowi Massmedica S.A. uzyska dostęp do segmentu nowoczesnych, ekonomicznych implantów stanowiących obecnie większość rynku endoprotez w Polsce i Europie.

W związku z zawartą umową Zarząd zarekomendował Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy przeznaczenie zysku netto wypracowanego w 2020 roku na kapitał zapasowy. Spółka zamierza przeznaczyć zysk wypracowany w roku 2020 na inwestycje w implanty i instrumenty niezbędne do rozpoczęcia sprzedaży wyrobów nowego dostawcy.

Nasza działalność zyskuje całkowicie nowy wymiar. Stawiamy na solidnych partnerów z całego świata i głęboko wierzę, że nasza nowa umowa to dopiero początek rozbudowy naszej oferty dla szpitali i placówek medycznych. Nasza działalność nabiera tempa i sądzę, że kolejne lata mogą być dla nas kluczowe w kreśleniu kolejnych planów na rynku kapitałowym – dodaje Marek Młodzianowski, Prezes Zarządu Massmedica S.A.

Czy EBC może jeszcze bardziej osłabić euro?

Spoglądając na wczorajsze światowe parkiety giełdowe, można mieć wrażenie, że wirus „delta” został pokonany i przestał istnieć. Nic z tych rzeczy. Inwestorzy po prostu nadal chcą kontynuacji hossy, dlatego też widzimy napływ kapitału w kierunku ryzykownych aktywów.  Z trybu risk-off przechodzimy do risk-on dość płynnie. Nastroje zmieniły się o 180 stopni. Rentowności amerykańskich 10 latek podniosły się do poziomu 1,3 proc. Drożeją surowce, w tym ropa naftowa, która wymazała większość ostatnich strat. Oczy uczestników rynku będą dziś skierowane na posiedzenie EBC.

Rynek widzi iskierkę nadziei w „wypłaszczaniu” się krzywych zachorowalności na wariant delta, przynajmniej jeśli chodzi o niektóre kraje europejskie. W Wielkiej Brytanii liczba nowych zakażeń nadal rośnie ale tempo wyraźnie spadło. Również w Hiszpanii oraz Portugalii nowych przypadków przybyło znacznie mniej. W Holandii ocenia się, że osiągnięto szczyt zachorowalności. Sytuacja w Niemczech jest jednak nadal niepokojąca. To samo dotyczy USA, gdzie przybywa zakażeń, głównie w stanach, które charakteryzują się niskim poziomem wszczepienia ludności. Sytuacja jest dynamiczna i  rozwój wydarzeń jesienią stanowi dość duży czynnik ryzyka. Na ten moment widać jednak, że rynek go ignoruje.

Przynajmniej dziś temat koronawirusa może zejść na dalszy plan, ponieważ do głosu dochodzi Europejski Bank Centralny. Jeszcze jakiś czas temu posiedzenie lipcowe miało małe znaczenie. Jednak po ostatniej zmianie strategii inflacyjnej przez EBC, waga wydarzenia zdecydowanie wzrosła. Dodatkowo sama prezes Lagarde w wywiadzie podkreśliła, że jest to „ważne” spotkanie. Przypomnijmy, że nowy cel inflacyjny banku jest teraz ustalony na poziomie 2 proc. Jest on symetryczny, co oznacza, że dodatnie i ujemne odchylenia są niepożądane.  W rzeczywistości jednak, podobnie jak amerykańska Rezerwa Federalna, EBC prawdopodobnie podejmie bardziej zdecydowane działania wobec inflacji poniżej 2% niż wobec stopy powyżej 2%. W ten sposób spóźniona normalizacja bardzo luźnej polityki pieniężnej staje się jeszcze bardziej odległa. Nowa definicja stabilności cen oznacza niższe kluczowe stopy procentowe przez dłuższy czas.

W sumie nowa strategia sprowadza się do tego, że EBC nie będzie podnosił swoich kluczowych stóp procentowych już wtedy, gdy na horyzoncie pojawi się inflacja na poziomie 2%. Zamiast tego, w przyszłości będzie on prawdopodobnie działał tylko wtedy, gdy wcześniejsze niedotrzymanie celu inflacyjnego na poziomie 2% zostanie przynajmniej częściowo zrównoważone przez jego przekroczenie. To sprawia, że koniec bardzo luźnej polityki monetarnej jest jeszcze bardziej odległy; leży to w interesie wysoko zadłużonych państw, ale dodatkowo napędza ceny aktywów, a tym samym zwiększa ryzyko powstania za kilka lat niebezpiecznych baniek na rynkach finansowych i nieruchomości.

Co może przynieść dzisiejsze posiedzenie? Może zostać skorygowany forward guidance a słowo „persistence” może zyskać na znaczeniu. Prawdopodobnie dowiemy się, że polityka monetarna pozostanie dłużej ekspansywna, aby ułatwić wzrost inflacji. Rada prawdopodobnie zaznaczy, że przekroczenie celu inflacyjnego będzie przez jakiś czas tolerowane. Warto zwrócić uwagę,  czy instytucja zasygnalizuje, że efekt drugiej rundy będzie tolerowany w przyszłości. Decyzja EBC jest po części zdyskontowana , dlatego ruch deprecjacyjny euro może być ograniczony. Cały czas jednak realne jest zejście EUR/USD do poziomu 1,1710, gdzie uplasowały się dołki z przełomu marca i kwietnia.

Kurs złotego

Wczorajszy zwrot w kierunku ryzyka na globalnych rynkach pomógł złapać oddech polskiej walucie. EUR/PLN spadł poniżej 4,57 z obserwowanego jeszcze niedawno poziomu 4,60. Dziś o poranku para walutowa lekko zwyżkuje w kierunku 4,58. Kontynuacja wzrostów europejskich a później amerykańskich indeksów giełdowych może spowodować, że jeszcze dziś zobaczymy poziom 4,56.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiza TMS Brokers

Aktualne restrykcje dla podróżujących za granicę. O tym musisz pamiętać wybierając się na wakacje

Zmieniające się z dnia na dzień zasady bezpieczeństwa i obostrzenia w różnych krajach powodują, że zaplanowanie urlopu z wyprzedzeniem bywa kłopotliwe. Zebraliśmy najistotniejsze informacje dla osób rozważających wypoczynek za granicą. Warto pamiętać też o wakacyjnym niezbędniku, który przyda się w każdych okolicznościach, niezależnie od obranej wakacyjnej destynacji.

Żyjemy w czasach, gdy sytuacja epidemiologiczna na arenie międzynarodowej zmienia się bardzo dynamicznie. Pojawiające się na bieżąco regulacje prawne mogą skutecznie pokrzyżować wakacyjne plany. Aby uniknąć niespodziewanych sytuacji, coraz więcej osób decyduje się na skorzystanie z oferty urlopowej last minute. Decydując się na konkretne miejsce powinniśmy sprawdzić jego aktualną sytuację epidemiologiczną oraz warunki wjazdu dla obcokrajowców. Dokładny wykaz regulacji dotyczących poszczególnych państw odnajdziemy na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Należy pamiętać, że bezpieczne kierunki wakacyjne to takie, które mają jasno określone zasady bezpieczeństwa. Oto kilka najpopularniejszych krajów, w których wypoczywają Polacy:

Grecja

Wybierając się do słonecznej Grecji należy pamiętać, że każdy podróżny ma obowiązek zarejestrowania swojego wyjazdu na stronie travel.gov.pl (Passenger Locator Form) nie później niż 24 godziny przed planowanym przyjazdem do kraju. Zarejestrowani otrzymują unikalny kod QR, który należy okazać podczas odprawy biletowej oraz przy przekraczaniu granicy.

Osoby niezaszczepione muszą posiadać negatywny wynik testu typu PCR (koszt ok. 250 zł), który należy wykonać maksymalnie 72 godziny przed przyjazdem lub testu antygenowego (koszt ok. 150 zł), wykonanego maksymalnie 48 godzin przed przyjazdem. Zaświadczenie powinno być sporządzone w języku angielskim.

Podróżni, którzy chorowali na COVID-19 muszą posiadać zaświadczenie o wyzdrowieniu (najlepiej w wersji anglojęzycznej) ważne przez 9 miesięcy od dwudziestego dnia po pierwszym pozytywnym wyniku. Nie muszą oni wykonywać dodatkowego testu, natomiast mają obowiązek posiadać zaświadczenie o szczepieniu lub Unijny Certyfikat COVID, tzw. paszport covidowy.

Od 16 lipca b.r. w Grecji do restauracji, barów czy klubów mogą wejść jedynie osoby, które posiadają zaświadczenie o przebytym szczepieniu lub negatywny wynik testu na obecność koronawirusa, wykonanego minimum 3 dni wcześniej. W pomieszczeniach zamkniętych należy także nosić maseczki. Co ważne, na terenie całej Grecji w godzinach 00:30 do 05:00 obowiązuje zakaz przemieszczania się.

Chorwacja

W przypadku wyjazdu do Chorwacji sytuacja wygląda podobnie. Podróżni powinni posiadać Unijny Certyfikat COVID, wykonać test PCR (maksymalnie 72 godziny przed wjazdem) lub szybki test antygenowy. Osoby zaszczepione pierwszą dawką szczepionki mogą przekroczyć granicę Chorwacji w okresie minimum 22 dni i maksymalnie 42 dni od zaszczepienia. W przypadku zaszczepionych AstraZeneca okres ten wynosi minimum 22 dni, a maksymalnie 84 dni od przyjęcia pierwszej dawki szczepionki.

Turyści, którzy chorowali na COVID-19 muszą okazać potwierdzenie przechorowania oraz szczepienia. Ozdrowieńcy powinni posiadać potwierdzenie o przebyciu choroby, pozytywny test PCR lub antygenowy (testy wykonane na 180 dni, ale minimum 11 dni przed przekroczeniem granicy).

Dzieci do 12. roku życia podróżujące pod opieką rodziców/opiekunów, którzy posiadają Unijny Certyfikat COVID lub spełniają wyżej wymienione warunki wjazdu do Chorwacji, zwolnione są z obowiązku testu. Osoby, które nie spełnią żadnego z powyższych warunków mogą wjechać na teren Chorwacji, lecz objęte zostaną 10-dniowa kwarantanną. W Chorwacji należy także korzystać z maseczki w pomieszczeniach zamkniętych.

Egipt

Podróżujący do Egiptu (poza dziećmi do 6. roku życia) muszą udokumentować przyjęcie szczepionki przeciw COVID-19. Osoby niezaszczepione powinny okazać negatywy wynik testu RT-PCR (koszt ok. 400 zł), wykonanego maksymalnie 72 godziny przed przyjazdem w języku angielskim lub arabskim. Zaświadczenie nie może być kopią i musi posiadać oryginalną pieczątkę z podpisem laboratorium lub kod QR.

Podróżni niezaszczepieni, którzy wybierają się do miejscowości takich jak: Hurghada, Marsa Alam, Szarm El-Szejk lub Taba, mogą odpłatnie wykonać test na obecności wirusa COVID-19 na lotnisku. Do czasu uzyskania wyniku muszą jednak pozostać w izolacji.

W Egipcie obowiązuje nakaz noszenia maseczek w miejscach publicznych oraz w środkach transportu.

Bułgaria

Od 31 lipca do Bułgarii podróżujący z Polski mogą wjechać po okazaniu certyfikatu covidowego. Osoby, które go nie posiadają muszą okazać dokument potwierdzający negatywny wynik testu PCR (wykonany maksymalnie 72 godziny przed przyjazdem) lub negatywny wynik testu antygenowego (wykonany maksymalnie 48 godzin przed przyjazdem). Turyści, którzy nie spełniają powyższych kryteriów muszą liczyć się z 10-dniową kwarantanną na terenie Bułgarii.

Nakaz noszenia maseczek w tym kraju obowiązuje w przestrzeniach zamkniętych, w komunikacji miejskiej oraz w przestrzeniach otwartych, jeśli nie ma możliwości zachowania 1,5-metrowego odstępu.

Włochy

We Włoszech, tak jak w przypadku Grecji, obowiązuje nakaz rejestracji podróży na platformie Eu Digital Passenger Locator Form. Osoby wjeżdżające na teren kraju muszą przedstawić unijny certyfikat zaświadczający o przyjęciu dwóch dawek szczepionki, z czego ostatnia dawka musi zostać przyjęta co najmniej 14 dni przed wjazdem do Włoch. Podróżni, którzy chorowali na COVID-19 powinni także przedstawić dokument potwierdzający przebycie choroby.

W przypadku osób niezaszczepionych obowiązuje okazanie negatywnego wyniku testu PCR lub antygenowego (wykonany maksymalnie 48 godzin przed przyjazdem). Obowiązek ten dotyczy podróżujących powyżej 6. roku życia.

Włochy obecnie podzielone są na 4 strefy: białą, żółtą, pomarańczową i czerwoną. Im jaśniejszy kolor oznaczenia, tym mniej obostrzeń. Na terenie całych Włoch obowiązuje jednak nakaz noszenia maseczek. Maseczki na zewnątrz nosić trzeba wszędzie tam, gdzie zostanie wprowadzona czerwona strefa.

Niezbędne w podróży

Niezależnie od tego, w jakim miejscu spędzamy tegoroczny urlop, należy pamiętać o przestrzeganiu ogólnych wytycznych sanitarnych Światowej Organizacji Zdrowia, takich jak: utrzymywanie dystansu społecznego, noszenie maseczki, unikanie tłumu, regularna higiena rąk i kaszel w zgięty łokieć lub chusteczkę. Środki bezpieczeństwa w postaci maseczek oraz preparaty dezynfekujące to niezbędne elementy dla każdego podróżującego. W podróży najlepiej sprawdzą się podręczne środki biobójcze, z których można skorzystać w przypadku braku dostępu do wody oraz mydła.

Warto zwrócić uwagę na te produkty, które poza działaniem biobójczym, zadbają także o nasze ręce. Sól morska, wysokie temperatury i przesuszone powietrze nie wróżą nic dobrego dla kondycji naszej skóry. Jednym z najbardziej innowacyjnych rozwiązań jest preparat dezynfekujący, który jednocześnie odbudowuje utracone na skutek dezynfekcji lipidy. Biphase Lipo alcoolique został stworzony z myślą o osobach, których dłonie zmęczone są bardzo częstą higieną. Dzięki formule 2w1, jednocześnie dezynfekuje i chroni skórę przed przesuszeniem i podrażnieniem. Produkt może być stosowany także przez dzieci (od 3 roku życia) oraz osoby posiadające wrażliwą, atopową skórę. Dzięki podręcznemu opakowaniu (100 ml), świetnie sprawdzi się podczas podróży środkami transportu. Należy pamiętać, że dostępne w przestrzeni publicznej środki dezynfekujące nie zawsze mają działanie wirusobójcze. Często są to jedynie preparaty bakteriobójcze, które nie zabijają koronawirusa. Aby w pełni uchronić się przed bakteriami i wirusami, rozsądnym rozwiązaniem będzie zaopatrzenie się na wyjazd w zarejestrowany preparat do dezynfekcji dłoni.

Powrót do Polski po wakacjach

Planując podróż warto zapoznać się także z wytycznymi dotyczącymi powrotu do Polski. Podróżujący, którzy wracają z zagranicznych wakacji zwolnieni są z 10-dniowej kwarantanny w przypadku, gdy posiadają unijny certyfikat COVID, zaświadczenie o pełnym zaszczepieniu, negatywny test PCR lub antygenowy (wykonany maksymalnie 48 godzin przed przyjazdem). Zasady te nie dotyczą dzieci do 12. roku życia podróżujących pod opieką dorosłych, którzy są zaszczepieni przeciwko COVID-19 lub posiadają negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Kwarantanny unikną także osoby podlegające zwolnieniom wymienionym w § 3 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 6 maja 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Tłumaczenia wyników testów i zaświadczeń o szczepieniach na COVID-19

Warszawski sąd puchnie od spraw frankowych. Obecnie jest ich już blisko 8 tys.

Frankowicze skutecznie zapychają warszawski sąd. Na jednego sędziego przypada już ponad 600 spraw. Sędziom brakuje sal do orzekania. Tylko w trzy miesiące do warszawskiego wydziału dla frankowiczów wpłynęło blisko 5 tys. nowych spraw.

Jak wynika z danych przekazanych przez Sąd Okręgowy w Warszawie, w ostatnich trzech miesiącach do nowo utworzonego, wydziału dla frankowiczów wpłynęło już prawie 8 tys. pozwów. Blisko 5 tys. z nich stanowiło rzeczywisty wpływ. Resztę przekazano z innych wydziałów całego sądu. Komentujący te informacje prawnicy podkreślają, że podane liczby to dopiero kilka procent wszystkich tego typu umów w kraju. Niemniej zainteresowanie składaniem pozwów stale rośnie. Dlatego konieczne może być zwiększenie obsady kadrowej XXVIII Wydziału Cywilnego. Jednak, zdaniem niektórych, to nie wystarczy, bo sędziom już teraz fizycznie brakuje miejsca do orzekania.

W okresie od 1 kwietnia 2021 r. do 30 czerwca 2021 r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie było 7978 spraw frankowych wpływu statystycznego. W tym 3070 zostało ponownie wpisanych, czyli przekazanych z innych wydziałów do nowej jednostki. Było zatem 4908 spraw wpływu rzeczywistego. Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal, choć ww. liczby są spore, to jednak nadal stanowią zaledwie kilka procent wszystkich umów kredytowych w Polsce. A najwięcej spraw jest wnoszonych właśnie w stolicy, z uwagi na siedziby dużych banków.

– Wpływ spraw do nowego wydziału jest niewątpliwe bardzo duży. Tym niemniej nie jest to zaskoczenie, gdyż dokładnie tego się spodziewano, biorąc pod uwagę dotychczasową ilość spraw tego rodzaju kierowaną do Sądu. Wydział powstał bowiem jako rozwiązanie organizacyjne, mające na celu ominięcie problemu dużego wpływu spraw frankowych, a taka tendencja utrzymuje się już od dłuższego czasu – mówi sędzia Tomasz Niewiadomski, Przewodniczący XXVIII Wydziału Cywilnego SSO.

Jak komentuje mec. Bartosiak, wiele osób faktycznie czekało z pozwem do utworzenia ww. Wydziału. Chciały mieć pewność, że ich sprawy trafią do sędziów najlepiej znających temat kredytów frankowych. Ponadto brak systemowego rozwiązania problemu sprawia, że kredytobiorcy coraz częściej decydują się na kierowanie spraw do sądu. Ekspert przypomina, że obecnie tylko dwa banki są skłonne do rozmów ugodowych. Jednak dzieje się to już na etapie sądowym, a proponowane warunki bardzo rzadko są atrakcyjne. Dlatego zainteresowanie składaniem pozwów rośnie.

– Problematyka kredytów walutowych jest niezwykle istotna dla bardzo dużej liczby osób, zatem problem ma ogromne znaczenie społeczne. Sytuacja jest też wynikiem braku wyraźnego stanowiska co do sposobu rozwiązywania problemów w sprawach frankowych. Dalsze utrzymywanie się tego rodzaju tendencji będzie prowadziło do zwiększenia obsady kadrowej Wydziału – dodaje sędzia Niewiadomski.

Biorąc pod uwagę ww. dane, na jednego z 13 sędziów orzekających w wydziale frankowym przypada obecnie 615 spraw, co podsumowuje ekspert z Kancelarii MBM Legal. W ocenie adwokata Jakuba Bartosiaka, zwiększenie obsady kadrowej jest oczywiście niezbędne, ale stanowczo nie wystarczy przy natłoku składanych pozwów. Sędziowie muszą mieć jeszcze gdzie orzekać, a już teraz występują m.in. problemy z dostępnością sal. I jak dodaje Bartosiak, sprawy będą mogły toczyć się szybciej, jeśli zostanie poszerzone całe zaplecze organizacyjne.

W słabości złotego widać strach inwestorów

Polski złoty przypomina boksera, który słania się na nogach i nie reaguje na kolejne ciosy. Mimo bardzo mocnych fundamentów złoty traci w oczach, w lipcu należy do najsilniej przecenianych walut na świecie. Za euro płacimy dziś ok. 4,60 zł, za dolara ponad 3,90 zł, a za franka 4,25 zł. Co sprawia, że złoty traci w relacji do głównych walut oraz co czeka polską walutę?

Polska gospodarka odbija się po pandemii w imponującym tempie. Dynamika PKB w drugim kwartale ma szansę osiągać wartości dwucyfrowe (ok. 10 proc). Perspektywy również rysują się w optymistycznych barwach.

– Prognozujemy, że zarówno w całym 2021, jak i w kolejnym roku, tempo wzrostu gospodarczego w Polsce powinno przekroczyć 5 proc. – szacuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Lato bezpiecznych przystani

Budująca sytuacja w polskiej gospodarce, jej wzrostowy trend i optymistyczne prognozy rozmijają się jednak z notowaniami krajowej waluty. Wystarczy wyliczyć, że od początku lipca frank i dolar podrożały po ok. 2,5 proc., euro o blisko 2 proc., a funt o niespełna 1 proc.

 

Dlaczego atuty złotego, czyli bardzo silny wzrost gospodarczy Polski i korzystny bilans płatniczy, nie robią wrażenia na inwestorach?

– Taka sytuacja nie dotyczy wyłącznie złotego i ma charakter przejściowy. Inwestorzy chwilowo wręcz stronią od walut ryzykownych i uciekają w kierunku tzw. bezpiecznych przystani. Widać to na pierwszy rzut oka po gwałtownym wzroście cen obligacji skarbowych USA, a na rynku walutowym po umocnieniu jena, franka i dolara – wskazuje analityk Cinkciarz.pl.

Stagflacja detronizuje reflację

Kilka miesięcy temu w świecie inwestorów dominowało oczekiwanie, że po gospodarkach rozleje się potężna fala popytu, konsumpcji odroczonej przez pandemię, Banki centralne miały dodatkowo wzmacniać tę falę poprzez nadzwyczajną politykę finansową: obniżanie stóp procentowych i skup aktywów na wielką skalę, co w sumie sprawiało, że na rynku pojawiło się dużo „taniego” pieniądza.

Wiosną i latem wspólnym mianownikiem rynkowej narracji stała się jednak przyśpieszająca inflacja. Inwestorzy porzucili sielankową wizję reflacji (zwiększenia skali inflacji) na niepokojący scenariusz stagflacji, czyli połączenia uporczywego wzrostu cen z gasnącą koniunkturą.

– Niespodziewanie, wraz z pojawieniem się strachu przed wariantem delta koronawirusa, górę zaczęły brać obawy, że inflacja, owszem, pozostanie wysoka, ale pandemia znów okaże się piaskiem w trybach rozpędzającej się światowej gospodarki. Widoczne okazały się zaburzenia w łańcuchach dostaw. Stanowią one zagrożenie dla bardzo dobrej kondycji światowego przemysłu. Jednocześnie inflacja dalej może wzbierać na sile. Jej wystrzał w dominującej wśród bankierów centralnych optyce miał być jedynie przejściowy Teza ta staje się jednak coraz bardziej dyskusyjna. Pod lupę weźmy USA, gdzie dynamika cen konsumenckich przekroczyła 5 proc., a ceny bazowe rosną najszybciej od początku lat 90. XX wieku. Część uczestników rynku może mieć obawy o wymykanie się presji cenowej spod kontroli Rezerwy Federalnej, co prawdopodobnie spowoduje nerwową reakcję władz monetarnych. Taki scenariusz byłby najmniej korzystny z punktu widzenia walut gospodarek wschodzących, czyli także złotego – komentuje Bartosz Sawicki.

Bez wsparcia ze strony NBP

To właśnie nagła zmiana dominującej wśród inwestorów retoryki jest w głównej mierze odpowiedzialna za osłabienie złotego. Parasola ochronnego, który ograniczyłby skalę osłabienia, nie rozpostarł jednak także Narodowy Bank Polski. Czerwcowe i lipcowe posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej rozwiały nadzieje, że do podwyżki stóp procentowych w Polsce może dojść jeszcze w tym roku.

– Podwyżki nie należy oczekiwać wcześniej niż w pierwszym kwartale 2022 roku. Dynamika inflacji będzie utrzymywać się powyżej 4 proc., wzrost będzie bardzo mocny, a rynek pracy zdrowy. Po ostatnim posiedzeniu RPP stało się jednak jasne, że dopóki nie wykluczymy kolejnej fali zachorowań na koronawirusa, dopóty polskie władze monetarne nie będą skłonne porzucić kryzysowej polityki. Co więcej, krokiem poprzedzającym ruch stóp procentowych będzie wygaszenie skupu aktywów. Nawet najbardziej sprzyjająca zacieśnianiu kombinacja, czyli wyższy przebieg ścieżki inflacji niż w jesiennej projekcji NBP oraz brak negatywnego wpływu pandemii na procesy gospodarcze w drugiej połowie roku, nie wystarczą do podwyżki. Po prostu zabraknie na to czasu. Nie tylko polityka pieniężna nie pomaga złotemu, w tle tli się także konflikt polskiego rządu z Unią Europejską. Mimo że spór na szczytach władzy nie odgrywa w ostatnich przetasowaniach kluczowej roli, to może być kamyczkiem do ogródka słabości złotego i skazą na jego postrzeganiu. – mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Ograniczony potencjał wzrostu EUR/PLN

Kurs euro od początku miesiąca nieprzerwanie rośnie. EUR/PLN w minionych dniach nie oddala się na bezpieczny dystans od 4,60, a brak odreagowania w notowaniach i niemożność oderwania się od majowych szczytów to zła wróżba w kontekście utrzymywania się nerwowych, chimerycznych nastrojów na rynkach globalnych.

– Kolejnym celem dla kursu euro mogłyby stać się okolice 4,62 zł. W najbliższych tygodniach o powrocie do 4,50 zł należy zapomnieć. Polska waluta już przypomina boksera, który słania się na nogach i nie jest w stanie reagować na kolejne ciosy. Czy są nadzieje, że wyjdzie z zapaści? Schłodzenie nastrojów inwestycyjnych i tarapaty złotego nie powinny być trwałe, a potencjał do dalszego wzrostu EUR/PLN jest mocno ograniczony. W naszych prognozach walutowych zakładamy, że po nerwowym lecie złoty powróci na wzrostową ścieżkę, a na koniec roku za wspólną walutę będziemy płacić 4,45 zł – dodaje Bartosz Sawicki.

W 80 dni od szczytu do szczytu

Ścieżka kursu euro łudząco przypomina ubiegłoroczną. Jeśli historia miałaby się powtórzyć, oznaczałoby to, że najgorsze chwile tego lata polska waluta ma już za sobą.

Na czym polegają podobieństwa? Długoterminowe szczyty powyżej 4,60 zł ustanawiane były w ostatniej dekadzie marca. Potem kurs dokonywał ostrego zwrotu. Zarówno w tym, jak i w ubiegłym roku, dołek EUR/PLN został osiągnięty na początku czerwca. Co więcej, skala spadków od szczytu wynosiła ok. 5 proc. Następnie rozpoczynała się korekta kursu euro, której zasięg to kilkanaście groszy. W 2020 r. została zakończona w połowie lipca, po czym złoty powrócił na wzrostową ścieżkę. Od marcowego szczytu do załamania się letnich zwyżek minęło 80 sesji. Ten okres, licząc od maksimów z 29 marca, upłynął w tym tygodniu.

– Oczywiście do tego typu porównań należy podchodzić z dużą dozą rezerwy i traktować je raczej w kategoriach ciekawostki. Mimo to mieszanka obaw inwestorów o globalne hamowanie koniunktury i strachu, że Rezerwie Federalnej inflacja wymknie się spod kontroli, co będzie wymagać późniejszej ostrej kontry ze strony polityki, nie powinna być trwała. Tendencje najprawdopodobniej będą się wykluczać. Sytuacja, w której światowy wzrost gaśnie w nierówny sposób, a mimo to Rezerwa Federalna szybko porzuca kryzysową politykę, byłaby dla złotego najgorsza, ale jednocześnie jest mało realna – podsumowuje analityk Cinkciarz.pl.

Dobry restart handlu

Oczekiwanie konsumentów / klientów z zakupami stacjonarnymi na ponowne otwarcie sklepów i lokali usługowych, optymistyczne wyniki odwiedzalności większości centrów handlowych w maju, otwarcia drugiego i zapowiedź otwarcia trzeciego Primarka i mocny debiut nowego, polskiego konceptu off-price – to jedne z najistotniejszych informacji i wydarzeń w sektorze handlowym w drugim kwartale br.

Kupujący czekali z zakupami na złagodzenie restrykcji i ponowne otwarcie większości sklepów i lokali usługowych w centrach handlowych. Początek maja to rekordowa odwiedzalność i rekordowe obroty, które wniosły powiew optymizmu zarówno dla najemców jak i właścicieli galerii handlowych.

Od 4 maja, po czwartym lockdown’ie, zostały złagodzone restrykcje, a większość sklepów i lokali usługowych w centrach handlowych mogła ponownie zaprosić klientów w swoje progi. Pierwszy tydzień maja był najlepszym pod względem odwiedzalności jak i obrotów spośród wszystkich dotychczasowych tygodni, po koronawirusowych zamknięciach. Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że średnia odwiedzalność między 3 a 8 maja osiągnęła poziom 97% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. Nie gorzej było na początku czerwca, kiedy poziom odwiedzalności przypominał ten z czasów sprzed pandemii. O tym, że Polacy nie przestali lubić zakupów stacjonarnych świadczy również wysokość odnotowanych w maju obrotów, która przebiła ubiegłoroczny poziom.

Zmiany w podaży

W drugim kwartale br. na rynku pojawiło się 127 tys. m kw. nowej powierzchni. Pierwszą trójkę największych debiutów otwiera sklep IKEA w Szczecinie (29 tys. m kw. i 750 darmowych miejsc parkingowych), który został uruchomiony równo w 60. rocznicę obecności marki w Polsce. Na liście nowych otwarć znalazły się także galerie handlowe zlokalizowane w mniejszych miastach – galeria Sekunda w Jędrzejowie (13 tys. m kw.) oraz Odyseja w Brzesku (11,5 tys. m kw.).

Między kwietniem a czerwcem toczyły się prace przy ponad 317 tys. m kw. powierzchni handlowej w budowie. Zgodnie z zapowiedziami deweloperów, jeszcze w tym roku – w III kwartale – można spodziewać się, że swoje podwoje przed klientami otworzą m.in. Fabryka Norblina, warszawski koncept mixed-use (24 tys. m kw. powierzchni handlowej) i Galeria Andrychów (24 tys. m kw.). Rok później ma zostać przecięta wstęga na otwarciu galerii Karuzela w Kołobrzegu (30 tys. m kw.).

Debiuty i zapowiedzi nowych otwarć

Majowe odmrożenie galerii handlowych zbiegło się z debiutem marki Half Price należącej do Grupy CCC. Sieć będzie specjalizować się w sprzedaży markowych produktów w cenach znacznie niższych, niż te regularne. Zarządzający marką zapowiedzieli, że do końca roku planują otworzyć nawet 60 sklepów. 6 maja miało miejsce również inne, ważne otwarcie. W centrum handlowym Posnania ruszył drugi w kraju sklep pod szyldem Primark. W nowej lokalizacji sieć zajęła prawie 3,5 tys. m kw. Co więcej, pod koniec maja międzynarodowa marka pochodząca z Dublina poinformowała o planach otwarcia trzeciego sklepu, który urządza się w krakowskim centrum Bonarka. Dwupiętrowy koncept zajmie ponad 3,8 tys. m kw powierzchni.

Autorzy raportu zwracają uwagę na wysoką dynamikę sprzedaży detalicznej, równoważącą obroty, jakie osiąga e-handel. W maju, sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w ujęciu rocznym o 13,9%, a w ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł 8,2%. Jednocześnie maj był miesiącem, w którym odnotowano spadek o 7,8% wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących. Jej udział w całkowitej sprzedaży zmniejszył się z 10,8% w kwietniu do 9,1% w maju, na co bezpośredni wpływ miało oczywiście otwarcie centrów handlowych.

Czas na eko-marki i eko-zakupy w dyskontach

Kilkukrotne Zamrożenie handlu, spowolnienie gospodarki i utrzymująca się niepewność dotycząca przyszłości wpłynęły na zmianę zachowań zakupowych Polaków. W czasie pandemii konsumenci baczniej zwracają uwagę na ceny produktów, co otwiera pole do rozwoju marek ekonomicznych i dyskontowych takich jak Pepco, Action, Dealz czy KiK. Do swoich sklepów skutecznie przyciągają nie tylko ceną, ale również bogatą ofertą. Innym atutem wspomnianych marek jest łatwość wpisania się w bardzo popularne dziś formaty handlowe typu „convenience”.

Istotnym trendem w handlu, którego nie osłabiła ani pandemia, ani gospodarcze turbulencje, jest promowanie wśród Polaków zrównoważonego stylu robienia zakupów, obiegu zamkniętego i idei „zero waste. – Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate

W tym duchu w sieci marketów Auchan pojawiły się używane ubrania znanych marek, które można kupić w okazyjnych cenach. – Natasa Mika, Dyrektor, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate

Sieć zapewnia, że odzież pochodzi ze sprawdzonych źródeł, jest czysta i posortowana, co ułatwia zakupy. Innym ważnym krokiem, który w II kwartale wykonała sieć Auchan, był debiut kolekcji własnej Green Inextenso. Tekstylia, z których wyprodukowana jest odzież w kolekcji w 70% pochodzi z materiałów organicznych, pochodzących z recyklingu, a dodatkowo uwzględnia też zasady „zero waste” i oszczędność wody.

JR HOLDING wraz z inwestorem branżowym nabywają udziały w SiDLY

JR HOLDING ASI S.A. nabywa 57 udziałów dających prawo do 11% udziału w zyskach SiDLY – spółki działającej na rynku usług telemedycznych oraz zajmującej się projektowaniem, badaniem, konstruowaniem i sprzedażą urządzeń przeznaczenia medycznego i telemedycznego, w tym mobilnych (wearable electronics).

W wyniku podpisanej umowy inwestycyjnej dotychczasowi udziałowcy sprzedali udziały spółki na rzecz inwestora branżowego oraz finansowego. Po transakcji udziałowcami SiDLY są: Paweł Ossowski – Prezes Zarządu ZARYS International Group, założyciele spółki – Edyta Kocyk i Michał Pizon, Fundusz AIP Seed oraz JR HOLDING ASI S.A.

ZARYS International Group  to polska spółka,  jeden z największych producentów i dystrybutorów jednorazowego sprzętu medycznego w Europie. Aktualnie ZARYS to firma globalna, działająca w ponad 70 krajach na 4 kontynentach, ale też mocno zakorzeniona lokalnie i obecna dzięki swojej ofercie w większości placówek medycznych w Polsce, zarówno państwowych, jak i prywatnych. Co istotne, ZARYS jest jednym z liderów na polskim i europejskim rynku zaopatrzenia medycznego, który jednocześnie silnie stawia na innowacyjność i rozwój.

Perspektywiczna branża, bardzo dobry produkt, a przede wszystkim zaangażowani i kreatywni założyciele to czynniki, które zadecydowały o strategicznym zaangażowaniu kapitałowym w SiDLY. Wierzę, że połączenie skali działalności ZARYS, ponad 30-letniego doświadczenia na rynku wyrobów medycznych z innowacyjnymi rozwiązaniami SiDLY pozwoli nam zająć kluczową pozycję na europejskim rynku rozwiązań telemedycznych. – powiedział Paweł Ossowski, Prezes Zarządu ZARYS International Group i nowy główny udziałowiec SiDLY.

Telemedycyna jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów gospodarki, zwłaszcza w dobie pandemii. SiDLY wpisuje się w ten trend. Zaangażowanie ZARYS International Group, posiadającego duże doświadczenie na rynku sprzętu medycznego, wzmocni pozycję firmy na rynku. JR HOLDING natomiast oferuje wsparcie w postaci kapitału i doradztwa biznesowego – zapowiada January Ciszewski, Prezes Zarządu JR HOLDING.

SiDLY tworzy system telemedyczny do zdalnego monitoringu zdrowia pacjentów i seniorów z wykorzystaniem autorskiej opaski telemedycznej. Spółka ma ambitne plany, zdeterminowany zespół i technologię odpowiadającą na potrzeby obecnego rynku opieki senioralnej i medycznej, co planujemy silnie wykorzystać – dodaje Edyta Kocyk.

Dla spółki jest to strategiczny krok w kierunku zwiększenia tempa skalowania. Bardzo się cieszę, że możemy rozpocząć współpracę z ugruntowaną na europejskim rynku firmą z branży medycznej, jaką jest ZARYS International Group, ale przede wszystkim z doświadczonymi przedsiębiorcami: Pawłem Ossowskim i Januarym Ciszewskim. Istotnym aspektem jest również wspólna wizja rozwoju firmy, jak i wartości jakimi kierują się w biznesie wszystkie strony – podsumował Michał Pizon.

Ceny samochodów elektrycznych spadają

Ceny samochodów elektrycznych są cały czas wyższe od cen swoich konwencjonalnych odpowiedników, jednak sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Wpływa na to kilka czynników: po pierwsze czynnik technologiczny, czyli cena kluczowego komponentu – akumulatora trakcyjnego. Pomiędzy 2010 a 2019 rokiem jego ceny spadły o 90% – co pozwoliło na zwiększenie dostępności, a także polepszenie funkcji, jak np. zwiększenie możliwego do przejechania dystansu na jednym ładowaniu czy ładowanie z coraz większą mocą. Drugim elementem, na który należy zwrócić uwagę przy dyskusji o cenach pojazdów elektrycznych, jest przejście tego segmentu motoryzacji z niszy do rynku masowego. Dzieje się to właśnie teraz. W roku 2019 na polskim rynku było dostępnych 40 modeli pojazdów elektrycznych, natomiast w roku 2020 było ich już ponad 100. Zakłada się, że w ciągu 2-3 lat zostanie przekroczony poziom 300, a następnie 500 dostępnych modeli samochodów. Dzięki technologii oraz zmianom rynkowym ceny będą systematycznie spadały. Pokazuje to, że elektromobilność coraz rzadziej jest traktowana jako coś zbytecznego, zarezerwowanego jedynie dla zamożnych.

– 10 lat temu samochody elektryczne były dużo droższe od swoich konwencjonalnych odpowiedników, a zarazem miały ograniczone zastosowanie. Obecnie stają się uniwersalne i zaczynają konkurować z konwencjonalnymi. Trzy lata temu różnica cenowa na polskim ryku wynosiła średnio 50% – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Teraz ta różnica jest już mniejsza niż 30%, a nawet powstały modele elektryczne tańsze od swoich konwencjonalnych odpowiedników. Naturalnym jest, że nowy produkt jest droższy od swojego poprzednika. Samochody konwencjonalne – stając się bardziej przyjazne dla środowiska – są jednocześnie coraz droższe. Tymczasem cena samochodów elektrycznych spada, a moment zrównania się cen ich zakupu nastąpi już za kilka lat. Warto również podkreślić, że samochody elektryczne są tańsze w użytkowaniu nie tylko dzięki porównaniu kosztu energii elektrycznej i konwencjonalnego paliwa, ale także ze względu na mniejszą liczbę elementów potencjalnie do naprawy lub wymiany. Ponadto użytkownicy samochodów zeroemisyjnych mają możliwość korzystania z buspasów, darmowego parkowania czy darmowego przejazdu autostradami A1 oraz A4. W ujęciu TCO, czyli całkowitych kosztów użytkowania, już teraz opłaca się korzystać z samochodu elektrycznego – wskazuje Mazur.

Ceny OC w czerwcu 2021 r.

Poprzednie miesiące zawiodły kierowców czekających na następne obniżki średniej składki OC. Warto sprawdzić, czy pod koniec minionego kwartału zmniejszył się koszt zakupu obowiązkowych polis.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl niedawno zwrócili uwagę, że w 2020 r. średnia wartość szkody likwidowanej przy pomocy OC dla kierowców wzrosła o około 5%. Dane o inflacji odczuwalnej w pierwszej połowie bieżącego roku sugerują, że wydatki ubezpieczycieli związane z przeciętnym wypadkiem nadal będą rosły. Warto sprawdzić, jak w takich warunkach zachowują się składki obowiązkowych polis OC dla kierowców. Najnowszy barometr Ubea.pl prezentuje cenowe dane z czerwca 2021 r.

Poziom barometru cenowego z czerwca 2021 r. = 95↗ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 94↔)

Osoby nie śledzące comiesięcznych barometrów cenowych Ubea.pl, mogą nie wiedzieć z czego wynikają takie, a nie inne wyniki wspomnianych analiz. Warto zatem wyjaśnić, że eksperci Ubea.pl na podstawie ponad 100 000 indywidualnych oraz rzeczywistych kalkulacji wykonanych przez internautów w kalkulatorze OC obliczają średnią rynkową składkę z danego miesiąca. Dotyczy ona oczywiście ofert wykupienia ochrony przez Internet i obejmuje ubezpieczycieli współpracujących z porównywarką Ubea.pl. „Wynik dla danego miesiąca jest następnie odnoszony do analogicznej średniej ustalonej w styczniu tego samego roku” – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Czerwcowe dane wskazują, że pod koniec II kw. 2021 r. średnia składka OC (1175 zł) była nieco wyższa niż miesiąc wcześniej (1170 zł). Po zaokrągleniu okazało się, że przeciętna cena obowiązkowej polisy OC w czerwcu 2021 r. stanowiła 95% średniej składki ze stycznia 2021 r. (1243 zł). To tłumaczy, dlaczego czerwcowy odczyt barometru Ubea.pl wynosi 95/95%. „Zmiana względem maja 2021 r. okazała się na tyle niewielka, że nadal można mówić o stabilizacji średniego kosztu polis OC na praktycznie tym samym poziomie” – komentuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Wpływ na politykę cenową ubezpieczycieli w przyszłości na pewno będą miały dane dotyczące wyniku technicznego ze sprzedaży OC dla kierowców po pierwszym kwartale 2021 r. Niedawno opublikowane informacje Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że przez pierwsze trzy miesiące bieżącego roku zakłady ubezpieczeń zarobiły na sprzedaży OC dla kierowców 179 mln zł. „W analogicznym okresie 2020 r. zysk techniczny dotyczący OC wyniósł niecałe 55 mln zł” – zwraca uwagę Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

ceny ubezpieczenia oc czerwiec 2021
Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Pracownicy budżetówki uciekają do sektora prywatnego

Ogromny desant pracowników z budżetówki. „Na rynku komercyjnym mogą zarobić dwa razy więcej na tym samym stanowisku”

– Dobra księgowa w zagranicznej firmie może liczyć na wynagrodzenie rzędu 6-7 tysięcy złotych netto. W sektorze publicznym takie stawki są nie do osiągnięcia nawet na kierowniczych stanowiskach. Otrzymujemy mnóstwo sygnałów od pracowników urzędów, jednostek samorządowych oraz z agend rządowych. Pracownicy szukają dla siebie miejsca, w którym będą zarabiać godne pieniądze – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, prokurent w spółce IDEA HR Group. Jak mówią specjaliści pracownicy instytucji publicznych są dramatycznie sfrustrowani małymi zarobkami. Eksperci przyznają jednak, że praca w budżetówce, a praca na rynku komercyjnym znacząco się różni. – Nie wszyscy dają radę. Część ludzi wraca szybko do urzędu – dodaje ekspertka.

Rozbieżność w wynagrodzeniach w sektorze publicznym i prywatnym na rekordowym poziomie

Średnia pensja nauczyciela nie dobija nawet do 5 tysięcy złotych brutto. Pracownicy socjalni mogą liczyć na maksymalnie 3200 złotych brutto. Urzędnicy – to zależy od wieku, doświadczenia i stanowiska – rzadko jednak zdarzają się stawki przekraczające 5 tysięcy złotych brutto. Czy to w tych czasach satysfakcjonujące wynagrodzenia? Zdecydowanie nie. Eksperci zauważają, że rozbieżność w wynagrodzeniach między sektorem prywatnym, a publicznym jest tak ogromna jak nigdy wcześniej. Owszem, urzędy gwarantują większą stabilizację, ale stabilizacja za głodowe stawki przestała pracowników satysfakcjonować.

– Każdego dnia odbieramy telefony od pracowników sfery budżetowej, którzy planują zmianę pracy. Pandemia najpierw spowodowała, że wiele osób wstrzymywało się z decyzjami o zmianach, ale odmrożenie gospodarki przyniosło znowu ożywienie. Czy widzimy exodus ze strefy budżetowej do komercyjnej? To jeszcze zbyt duże słowo. Widzimy pewien plan desantu i to jest nieuniknione jeżeli zamrożenie wynagrodzeń w strefie publicznej będzie nadal mieć miejsce – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, prokurent w firmie Idea HR Group.

Zapotrzebowanie biznesu na wykwalifikowane kadry jest bardzo wysokie. Pracownicy sfery budżetowej to osoby z dużym potencjałem. Jeżeli wykazują chęć nauki i rozwoju to sektor komercyjny przyjmie ich z otwartymi ramionami: – Najwięcej zmian ma miejsce w obrębie typowo administracyjnym. Mowa o księgowych, kadrowych, specjalistach ds. rozliczeń, pracownikach biurowych. W sektorze komercyjnym mogą liczyć na wyższe wynagrodzenia i bardziej dynamiczną ścieżkę kariery. Mile widziani są również specjaliści np. z zakresu planowania przestrzennego, inżynierowie, informatycy – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Są pieniądze, ale i są wyższe wymagania. Pracownicy budżetówki nie zawsze radzą sobie na komercyjnym rynku

Jeżeli praca w sektorze komercyjnym jest tak atrakcyjna, a pracodawcy wciąż aktywnie poszukują pracowników to dlaczego ten przepływ kadr nie jest gigantyczny? Eksperci Idea HR Group przyznają, że jest różnica jeżeli chodzi o pracę w urzędzie, a pracę w firmie komercyjnej: – W firmie prywatnej liczy się efekt pracy. W instytucji publicznej często jest on rozmyty. Byli urzędnicy często nie potrafią odnaleźć się w strukturze menadżerskiej, gdzie oczekiwania, efekty i system wynagradzania i premiowania jest zupełnie inny – mówi Dorota Siedziniewska–Brzeźniak. – Firma komercyjna daje szanse rozwoju, oferuje szkolenia, pozwala na dynamiczny rozwój, ale jednocześnie stawia przed pracownikami oczekiwania i nie ma skrupułów przy rozliczaniu jeżeli nie są one spełniane. W urzędach niektóre funkcje pełni się „dożywotnio”. W firmach komercyjnych takich sytuacji na pewno nie ma – dodaje ekspertka.

Czy byli pracownicy sfery budżetowej zawsze dają sobie radę w nowym środowisku? – Zdarza się, że rezygnują po dwóch-trzech miesiącach, wracają do urzędu i wybierają niżej wynagradzane, ale jednak spokojne miejsce pracy. Szanuję takie wybory, bo są one uczciwe. Jednocześnie gorąco namawiam pracowników sfery budżetowej, by próbowali weryfikować swoje możliwości w biznesie, by szkolili się, podnosili kompetencje i nie bali się pracy w firmach prywatnych – dodaje ekspertka.

Robyg chce być liderem zielonego budownictwa

W ubiegłą środę Komisja Europejska przyjęła przełomową w historii UE regulację klimatyczno-energetyczną „Fit for 55”, której celem jest zredukowanie do 2030 roku emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. względem roku 1990. Zerową emisję CO2 netto Unia Europejska ma zamiar osiągnąć do roku 2050. Robyg włącza się bardzo aktywnie w działania proekologiczne. Planuje zrealizować jeden z celów klimatycznych znacznie wcześniej niż w 2030 – z końcem 2024 roku w swoich procesach budowlanych będzie korzystać jedynie z energii ze źródeł odnawialnych.

Twórcy regulacji wskazują na szereg korzyści, które niesie za sobą reforma. Wyremontowane energooszczędne budynki, szersza oferta transportu publicznego, czysta energia, świeże powietrze, czysta woda, zdrowa gleba oraz żywność to główne obszary, o które zatroszczy się ta dyrektywa.

100% zielonej energii w budownictwie

„Zielone budownictwo”, to idea, według której w procesie wznoszenia budynków należy uwzględnić zasady właściwe dla zrównoważonego rozwoju, a w szczególności korzystać z jak największej liczby ekologicznych rozwiązań, w celu minimalizacji negatywnego wpływu na otoczenie.

– W zeszłym tygodniu Unia Europejska przedstawiła „Fit for 55” czyli pakiet dyrektyw których celem jest redukcja emisji C02 do 2030. Czujemy się w ROBYG współodpowiedzialni za realizację polityki klimatycznej. Z tego powodu podejmujemy liczne inicjatywy prośrodowiskowe, których przykładem jest montowanie na dachach wszystkich budynków paneli fotowoltaicznych czy sterowanie pogodowe.  Dzisiaj deklarujemy całkowite przejście na energię pochodzącą z odnawialnych źródeł energii w procesie budowalnym do 2024. To ambitny, bardzo konkretny plan i cel, który sobie stawiamy  – mówi Eyal Keltsh, Wiceprezes Zarządu ROBYG.

Te ambitne cele, są spójne z zieloną polityką i misją, którą z powodzeniem wdraża oraz realizuje  deweloper Robyg. Obecnie przygotowuje on strategię ESG (Environmental, Social and Governance), której jednym z fundamentów będzie właśnie przejście w procesie budowalnym w pełni na energię pochodzącą z źródeł odnawialnych.

– Ekologia i zrównoważony rozwój to tematy, na których koncentrujemy się w ROBYG. Podchodzimy odpowiedzialnie do kwestii związanych z ochroną środowiska i przykładamy ogromną wagę do tego, skąd pochodzi wykorzystywana przez nasze budynki energia elektryczna. W odpowiedzi na ogłoszony w zeszłą środę przez Komisję Europejską pakiet dotyczący prawa klimatycznego podjęliśmy przełomową decyzję o przejściu w 100% na energię z źródeł odnawialnych już w ciągu najbliższych dwóch lat czyli do 2024 roku. Taki krok pozwoli nam znacząco zredukować ślad węglowy i przyczynić się do ograniczenia emisji CO2. To pierwszy z celów jaki znajdzie się w strategii ESG przygotowywanej właśnie w ROBYG.   – mówi Eyal Keltsh, Wiceprezes Zarządu ROBYGChcemy działać tak by następne pokolenia mogły korzystać z zasobów na ziemi w tym samym stopniu jak obecne i w tym celu stawiamy sobie konkretne, mierzalne cele i jesteśmy przygotowani na ich realizację.

15-minutowe miasta korzystne dla środowiska

Troska o środowisko w branży budowlanej to nie tylko wykorzystywanie „zielonej” energii, ale także odpowiedzialne projektowanie i kształtowanie swoich inwestycji. 15-minutowe miasta to idea odpowiednio zaplanowanych i wielofunkcyjnych przestrzeni oferujących szereg udogodnień w swoim obrębie, bez wychodzenia poza teren osiedla. Mają znaczący wpływ na minimalizowanie konieczności przemieszczania się w odleglejsze części miasta, dzięki czemu każdy mieszkaniec będzie miał możliwość realizacji  wszystkich najważniejszych potrzeb w odległości 15 minut od domu.

– Robyg jest polskim liderem w budowaniu 15-minutowych osiedli. Od prawie dwudziestu lat realizuje projekty odpowiadające tej idei. Promuje dzięki temu osiedla, których centrum stanowi szczęśliwy człowiek funkcjonujący w zdrowym, przyjaznym i ekologicznym otoczeniu. Na naszych osiedlach wspieramy tym samym mikro i elektromobilność czy korzystamy z odnawialnych źródeł energii, które zasilają części wspólne oraz projektujemy bioróżnorodne tereny zielone – mówi Anna Wojciechowska, ESG Ekspert, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Robyg w Gdańsku i Poznaniu.

Dzisiaj, bardziej niż kiedyś powinno się odpowiedzialnie myśleć o bezpiecznej przyszłości. Położyć nacisk nie na zysk, ale także na troskę o zasoby naturalne, otaczających nas ludzi i kolejne pokolenia. Biorąc pod uwagę skalę i charakter odziaływania na środowisko, nie ma lepszej branży niż budowlana, by wspólnie kształtować zrównoważoną przyszłość.

Polska w czołówce europejskich państw z największą liczbą kooperacji pomiędzy bankami

Coraz lepsza współpraca między instytucjami finansowymi sprawia, że sektor bankowy rozwija się szybciej i staje się bardziej innowacyjny. Z raportu „Interbank ecosystems in Europe. Accelerated transformation through collaboration” przeprowadzonej przez firmę doradczą Deloitte wynika, że od 2014 roku w Europie liczba tzw. interbank ecosystems, czyli inicjowanych w celu stworzenia nowych produktów i usług, kooperacji co najmniej trzech banków, niemal się podwoiła. W Polsce funkcjonuje 15 takich kooperacji i tylko Włochy mogą pochwalić się ich większą liczbą. W najbliższym czasie banki będą częściej ze sobą współpracować, głównie po to, żeby zapobiegać przestępstwom finansowym i umożliwić dostęp do swojej oferty wszystkim grupom społecznym.

Interbank ecosystems

Eksperci Deloitte przyjrzeli się tzw. interbank ecosystems, które definiują jako współpracę pomiędzy co najmniej trzema bankami, potencjalnie angażującą podmioty z innych branż lub z sektora publicznego. Wśród nich można wymienić m.in. Invidem – wspólny standard nordyckich banków w zakresie KYC (z ang. Know Your Customer) czy BankID, a więc metodę cyfrowego uwierzytelniania w Norwegii. Głównym celem instytucji, które decydują się na kooperację, jest zaprojektowanie nowych produktów i usług – niekoniecznie związanych z finansami. W analizie ujęto 30 europejskich państw, w których łącznie zidentyfikowano ponad 200 interbank ecosystems.

Temat kooperacji pomiędzy bankami nie wywołuje takich emocji, jak ich współpraca z fintechami lub firmami Big Tech, czyli gigantami technologicznymi. Jednak to właśnie one zmieniły dynamikę sektora, bo sprawiły, że branża rozwija się szybciej i sprawniej powstają innowacyjne produkty i usługi. Od 2014 roku liczba tzw. interbank ecosystems niemal się podwoiła. W najbliższych latach będą mieć kluczowe znaczenie dla przyspieszenia transformacji produktów i usług finansowych, dostarczanych nie tylko przez banki – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Polsce, Deloitte.

Z analizy wynika, że 80 proc. tzw. interbank ecosystems zostało zainicjowanych w celu osiągnięcia synergii kosztowych. Drugi powód to chęć stworzenia platform, które spełniają oczekiwania zarówno banków, jak i konsumentów (70 proc.). Poszukiwanie nowych źródeł przychodu to trzeci najważniejszy czynnik zachęcający do współpracy pomiędzy instytucjami finansowymi (30 proc.). Z raportu Deloitte wynika, że powodem może być również zmniejszenie kosztów i ryzyka, wynikających z konieczności dostosowania się do zmian w standardach i regulacjach.

Eksperci Deloitte wyróżnili również przeszkody stojące na drodze do efektywnej współpracy międzybankowej. Głównym problemem okazuje się być nierówny podział korzyści (na przykład finansowych) wynikających z kooperacji. Wśród problemów wyróżnić można także konkurencyjne inicjatywy prowadzone w strukturach poszczególnych instytucji, ograniczenia finansowe oraz brak zaufania pomiędzy partnerami.

Polska na czele

Jak pokazuje analiza Deloitte, najwięcej tzw. interbank ecosystems posiadają Włosi, bo aż 19. Na drugim miejscu znajduje się Polska – 15, a podium zamykają Portugalia i Belgia z 14 systemami.

Oznacza to, że w czterech państwach istnieje 30 proc. wszystkich europejskich interbank ecosystems. Nierówności wynikają z kilku czynników. Po pierwsze to stosunek kosztów i dochodów krajowych banków – instytucje finansowe są bardziej lub mniej skłonne do współpracy w celu optymalizacji kosztowej. Po drugie im większa presja regulacyjna, tym większa chęć do działania. Kolejny czynnik to zaangażowanie krajowych związków bankowych. Dysproporcja w liczbie interbank ecosystems wynika również z poziomu innowacyjności sektora – Paweł Włodarczyk, partner, Digital Banking Solutions, lider Temenos Center fo Excellence, Deloitte.

O zaawansowaniu polskiego sektora świadczą również wyniki globalnego badania „Digital Banking Maturity 2020. How banks are responding to digital (r)evolution?” przeprowadzonego przez Deloitte w ubiegłym roku, gdzie 5 z 13 polskich banków zostało zaliczonych w poczet 31 cyfrowych liderów branży. Najlepiej wypadają w obszarze otwierania rachunków oraz zarządzania kartami i produktami, a najwięcej zaległości mają w zdalnym wsparciu klienta oraz w dostępności dodatkowych usług pozabankowych. Polskie banki zwiększyły swoją przewagę nad światowymi konkurentami w zakresie bankowości internetowej, a najszybciej rozwijającym się kanałem jest bankowość mobilna.

Przeciwdziałanie przestępstwom i wykluczeniom

Zdaniem ekspertów Deloitte liczba interbank ecosystems będzie rosła, a pierwszy obszar, w którym będą się rozwijać to zapobieganie przestępstwom finansowym. Wymiana danych na poziomie europejskim sprawi, że przeciwdziałanie im będzie bardziej skuteczne. Znaczenia nabierze także zrównoważony rozwój, który wpływa na tradycyjną bankowość detaliczną, na przykład udzielanie pożyczek. Zgodnie z regulacjami, banki są zobowiązane do uwzględniania charakterystyki energetycznej nieruchomości w swoich politykach kredytowych. A tworząc we współpracy z administracją publiczną, wspólną bazę świadectw charakterystyki energetycznej (z ang. Energy Performance Certificate), które opisują zużycie energii w domach, mogą uniknąć powielania swoich wysiłków. Eksperci Deloitte wskazali również na cyberbezpieczeństwo i cyfrową tożsamość oraz centra gromadzące dane.

Wśród trendów, które będą kształtować rozwój Interbank ecosystems zidentyfikowaliśmy również współpracę w celu eliminacji finansowego i cyfrowego wykluczenia. Można to osiągnąć między innymi za pomocą sztucznej inteligencji czy rozpoznawania mowy – tak, aby ułatwić dostęp do usług osobom z niepełnosprawnościami. Bodźcem do zmian może być również uproszczona, ale jednocześnie zaawansowana e-administracja ułatwiająca rozwój systemów międzybankowych. Polska wyróżnia się w tym obszarze, co również wpływa na wysoką pozycję w rankingach – mówi Przemysław Szczygielski.

Sydney z najsilniejszym rynkiem nieruchomości w roku 2021, ale już w przyszłym podzieli pierwsze miejsce z Londynem

Nowe badania Knight Frank wskazują, że ceny luksusowych nieruchomości mieszkaniowych będą rosły szybciej niż przewidywano zaledwie sześć miesięcy temu. Sydney jest liderem prognoz Knight Frank dotyczących cen luksusowych nieruchomości mieszkalnych w 2021 roku, a ceny mają tam wzrosnąć jeszcze o 10% w ciągu roku.

Warto jednak dodać, że w 2022 roku największe miasto Australii będzie dzieliło pierwsze miejsce z Londynem, a w obu ceny najlepszych nieruchomości mają wzrosnąć o 7% (rok do roku). Ten wzrost oznaczałby najsilniejszy roczny wzrost cen w centrum Londynu od prawie siedmiu lat.

Prognoza cen luksusowych nieruchomości na świecie według miast

Roczna zmiana w % (stan na czerwiec 2021)

  2021 2022
Sydney 10% 7%
Miami 6% 4%
Los Angeles 5% 5%
Hongkong 5% 5%
Nowy Jork 4% 3%
Paryż 4% 4%
Genewa 4% 6%
Singapur 3% 5%
Auckland 3% 4%
Madryt 3% 6%
Londyn 2% 7%

Od początku trwania pandemii międzynarodowy zespół badań rynku Knight Frank przeprowadził trzy prognozy cen nieruchomości luksusowych, przy czym mediana prognozy za każdym razem była wyższa. W maju 2020 roku Knight Frank przewidywał wzrost cen nieruchomości typu prime średnio o 1%, w grudniu 2020 roku prognoza ta wzrosła do 3%, a w lipcu 2021 roku wynosiła 4%.

Kate Everett-Allen, szefowa działu międzynarodowych badań rynku nieruchomości mieszkaniowych w Knight Frank, wyjaśniła co wpłynęło na prognozę, – „Rządowe fiskalne środki stymulacyjne zostały zrewidowane w górę, chroniąc miejsca pracy i dochody poprzez programy zwolnień, co oznacza, że doszło do niewielu przymusowych sprzedaży nieruchomości. Banki na rynkach rozwiniętych zaoferowały klientom wakacje hipoteczne, ograniczając liczbę przejęć i egzekucji obciążonych nieruchomości. Gospodarstwa domowe zgromadziły łącznie ponad 5 bln dolarów oszczędności w skali globalnej w okresie lockdownu, co umożliwiło niektórym właścicielom domów przeprowadzenie remontów, a z kolei inni zdecydowali się na zmianę miejsca zamieszkania, powiększenie, zmniejszenie lub zakup drugiego domu/ nieruchomości inwestycyjnej.”

Zachęty podatkowe i kredytowe również motywowały nabywców, poczynając od wakacji od opłat skarbowych, a kończąc na złagodzonych współczynnikach LTV (loan-to-value – stosunek kwoty kredytu do wartości nieruchomości). Wpłynęło to na decyzje wielu właścicieli domów, którzy skorzystali z niższych kosztów zakupu i/ lub uzyskali dostęp do kredytów hipotecznych z mniejszymi depozytami. Spowolnienie tempa budów spowodowane kolejnymi lockdownami i dystansem społecznym pogłębiło brak nowej podaży w kilku kluczowych miastach, wywierając presję na wzrost cen. Zmiany w modelu pracy skłoniły niektórych właścicieli nieruchomości mieszkaniowych do przemyślenia swojego stylu życia, czyniąc pięciodniowe dojazdy do pracy przestarzałymi dla niektórych branż i umożliwiając przeprowadzkę na przedmieścia lub wieś.

Nagroda dla rynku, który uzyskał najlepszy wskaźnik trafiła do Sydney. Nasza prognoza na bieżący rok  wzrosła z 3% w grudniu 2020 roku do 10% w lipcu 2021 roku, co oznacza wzrost o 7%. Zamknięte granice sprawiły, że zamożni Australijczycy chętniej kupują w kraju, a nie za granicą. W pierwszym kwartale 2021 roku odnotowano 1 429 transakcji sprzedaży najlepszych nieruchomości, co jest najwyższym wynikiem kwartalnym w historii Sydney i pomimo ostatnich lockdownów, dynamika jest utrzymywana.

Hongkong i Nowy Jork nie pozostają daleko w tyle za Sydney, a ich prognozy na 2021 rok wzrosły odpowiednio o 5% i 4% w okresie od grudnia 2020 roku do czerwca 2021 roku.

Według Martina Wonga, szefa działu badań rynku i doradztwa w Knight Frank Chiny, – „Pomimo czterech fal wirusa, rynek luksusowych mieszkań w Hongkongu okazał się odporny, a w pierwszej połowie 2021 roku na Wzgórzu Wiktorii i sąsiadującej z nim prestiżowej dzielnicy Mid-Levels miało miejsce kilka wartych uwagi transakcji. Prognozy gospodarcze zostały skorygowane w górę. Pierwsze dawki szczepionki przyjęło już 35% populacji, a nastroje ulegają poprawie, przy czym kluczowym czynnikiem napędzającym są przepływy kapitałowe z Chin kontynentalnych.”

W Nowym Jorku prognozy są jeszcze bardziej optymistyczne. Jak zauważył Liam Bailey, globalny szef działu badań rynku w Knight Frank, – „Nowy Jork powraca, restauracje są zatłoczone, loty zapełnione, Stadion Jankesów otwiera dla kibiców wszystkie trybuny, a korporacyjna część Ameryki nawołuje swoich pracowników do powrotów”.

 

Podobnie jak w przypadku Londynu, 4% wzrost cen w Nowym Jorku, który przewidujemy w 2021 roku, będzie oznaczał powrót tego miasta do dodatniej dynamiki cen po raz pierwszy od 2018 roku i najsilniejszy wynik od 2015 roku.

Rynki reprezentujące luksusowe nieruchomości mierzyły się z większymi wyzwaniami niż typowe sektory mieszkaniowe w związku z silnymi uprzedzeniami międzynarodowymi oraz wprowadzonymi ograniczeniami w podróżowaniu. W przypadku niektórych miast oznacza to, że prawdopodobnie dopiero w 2022 roku skutki złagodzenia przepisów dotyczących podróżowania zaczną być odczuwalne, a sprzedaż w najlepszych lokalizacjach nabierze rozpędu, jednak w miastach, takich jak Miami, Auckland, Hongkong i Genewa krajowi nabywcy rekompensują nieobecność nierezydentów.

Perspektywy dla rynków nieruchomości mieszkaniowych w najlepszych lokalizacjach będą ściśle związane z łatwością, z jaką transakcje transgraniczne zaczną się normalizować i choć wirtualne prezentowanie powierzchni klientom i udoskonalona technologia pomogły w tej dziedzinie, w rzeczywistości kluczowe znaczenie będzie miało wznowienie komercyjnych podróży lotniczych.

Kluczowe czynniki, które mogą pobudzić lub spowolnić rynki najlepszych nieruchomości w ciągu najbliższych 12 miesięcy

Pod wiatr Z wiatrem
Rozprzestrzenianie się wariantu Delta (lub innych) Złagodzenie ograniczeń w podróżowaniu
Powolny proces szczepień (ochrona szczepionkowa) Niski poziom zasobów będzie wspierał ceny
Wyższe podatki & działania chłodzące Zgromadzone oszczędności
Rosnące stopy procentowe Rewitalizacja miasta – wellness i zrównoważony rozwój

 

Rekordowe półrocze na rynku mieszkaniowym

Najnowsza publikacja danych sygnalnych GUS, prezentująca osiągniecia budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku, komunikuje rekordowe półrocze pod względem statystyk inwestycyjnych krajowego rynku pierwotnego.  

Inwestycje mieszkaniowe na rekordowo wysokiej fali

Jak zwykle publikowane w lipcu statystyki inwestycyjne pierwotnego segmentu mieszkaniówki, pozwalają na podsumowanie półroczne osiągnięć inwestorów. Tym razem okazało się ono rekordowe, ale nie to jest najważniejsze. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl prawdziwy respekt budzi bowiem skala progresu, już niekoniecznie w odniesieniu do roku poprzedniego, który za sprawą pandemii i lockdownu nieco zaniża bazę, ale do roku 2019, czyli poprzedniego rekordowego inwestycyjnie.

I tak liczba mieszkań oddanych do użytkowania w okresie styczeń – czerwiec br. w wymiarze 105,4 tys., była wyższa od wyniku pierwszego półrocza 2019 r. o 11,3 proc. Znacznie lepiej wygląda analogiczne porównanie wolumenów mieszkań rozpoczętych i uzyskanych pozwoleń na budowę. W tym roku w omawianym okresie było ich 144,6 tys. i 171,5 tys., więcej odpowiednio o ponad jedną czwartą i jedną trzecią niż przed dwoma laty. Tym samym rynek nie tyle powrócił co normalności czasów przedcovidowych, ale w sposób radykalny przelicytował rekordowe statystyki sprzed pandemii. Co jednak najciekawsze, taki stan rzeczy bynajmniej nie oznacza, że nowych lokali jest na rynku pod dostatkiem w odniesieniu do napierającego popytu.

Deweloperzy starają się równoważyć rynek

Rekordowe wyniki inwestycyjne mieszkaniowego rynku pierwotnego są w głównej mierze zasługą deweloperów, którzy jak widać po gusowskich statystykach, dwoją się i troją w trudzie równoważenia rynku. Ostatnio bowiem pojawia się coraz więcej sygnałów niedomagania podaży nowych mieszkań, pomimo jej imponującej skali, zwłaszcza w lokalizacjach największych rodzimych metropolii.

Tymczasem z punktu widzenia danych sygnalnych GUS sytuacja wygląda na pozostającą pod kontrolą. Liczba mieszkań rozpoczętych przez deweloperów w samym tegorocznym czerwcu wyniosła blisko 15 tys., co może nie jest wynikiem rekordowym w skali miesiąca, ale wręcz rewelacyjnym w odniesieniu do średniej miesięcznej z ostatnich lat. W efekcie mamy historyczny wynik półroczny na poziomie blisko 88 tys. lokali rozpoczętych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że taki wolumen nowych budów był do roku 2016 nieosiągalny przez deweloperów w skali całorocznej. Daje to obraz skali przyspieszenia rynkowej prosperity w ciągu zaledwie 4-5 lat oraz bieżącej siły popytu na nowe mieszkania.

Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl jeszcze bardziej optymistycznie ma się sprawa z nowymi deweloperskimi pozwoleniami na budowę, których czerwcowe statystyki ponownie poszybowały do poziomu ponad 18 tys. W efekcie wolumen półroczny przedmiotowych decyzji administracyjnych osiągnął poziom ponad 109 tys., dotychczas najwyższy w analogicznych okresach.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez inwestorów, zwłaszcza zaś deweloperów. Osiągnięty przez nich rezultat świadczy o tym, że  w dalszym ciągu oceniają oni perspektywy rozwoju koniunktury mieszkaniowego rynku pierwotnego w dłuższym terminie jako wręcz rewelacyjne.

Rynek rozgrzany do czerwoności

W sumie dane sygnalne GUS budownictwa mieszkaniowego za pierwsze półrocze z jednej strony sygnalizują aktywność inwestycyjną pierwotnego segmentu mieszkaniówki na najwyższych historycznie obrotach, komunikując bardzo wysoką temperaturę rynkowej koniunktury. Z drugiej jednak za sprawą rekordowych danych wnoszą pewien powiew optymizmu do coraz wyraźniej akcentowanej ostatnio w mediach atmosfery zagrożenia przegrzaniem rynku, które przynajmniej w bezpośredniej perspektywie powinno pozostać w sferze tylko teoretycznych zagrożeń.Wykres 1 – Budownictwo mieszkaniowe w pierwszym półroczu

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl