PZPO: Sprzedaż opon w H1 2021. Duże wzrosty we wszystkich segmentach

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) w drugim kwartale 2021 roku zanotowano duże wzrosty sprzedaży opon. To potwierdzenie trendów obserwowanych od początku roku i wyjście z zeszłorocznej zapaści spowodowanej pandemią. Sprzedaż zwiększyła się następująco w poszczególnych segmentach: opony do samochodów osobowych +74%, SUV +103%, ciężarowych +32%, dostawczych +135%, rolniczych +115%, przemysłowych +57%. Także w Europie znacząco zwiększyła się sprzedaż opon – co potwierdzają dane Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

W całym I półroczu 2021 roku sprzedaż zwiększyła się: w segmencie opon osobowych o +34%, SUV +56%, ciężarowych +34%, dostawczych +53%, motocyklowych +14%, rolniczych +55%, przemysłowych +17%. Wzrost w klasie opon premium wyniósł aż +46%, a ich udział w rynku zwiększył się o 2 pp. do poziomu 33%.PL Polska – Klasy opon H1 2021

– Obserwujemy bardzo duże wzrosty sprzedaży opon we wszystkich segmentach. Wygląda to na mocny trend i odbicie po zeszłorocznej, pandemicznej zapaści. W drugim kwartale mamy wręcz trzycyfrową dynamikę rok do roku, a także dwucyfrową w porównaniu do roku 2019 – czyli do danych sprzed pandemii. Łącznie w pierwszym półroczu wyraźne, dwucyfrowe wzrosty notują wszystkie segmenty opon – wskazuje Maciej Winiarz, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).PL Polska – Sprzedaż opon Q2 2021

– To ważne, że kierowcy pomimo pandemii nie zapomnieli, jak ważne są opony w kontekście bezpieczeństwa na drodze. Coraz świadomiej i efektywniej inwestują w swoje ogumienie – o czym świadczy systematycznie rosnący udział opon premium, który sięgnął już 33% i wyprzedził opony z półki średniej. W większości segmentów wzrosty przewyższyły także te z 2019 r. – dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.PL Polska – Sprzedaż opon H1 2021

Europejski rynek oponPL Europa – Sprzedaż opon Q2 2021

Dane za II kwartał 2021 roku potwierdzają pozytywną ewolucję, która rozpoczęła się w I kw. br., wzmacniając ożywienie w branży. Wszystkie segmenty odnotowały wzrost w porównaniu do drugiego kwartału 2020 r. i to drugi pozytywny kwartał. To dobry sygnał dla branży, po bezprecedensowym wpływie pandemii Covid-19. Segment opon do samochodów osobowych wzrósł o +44%, do samochodów ciężarowych o +42%, a motocyklowych o +41%. Sprzedaż opon rolniczych zwiększyła się najmniej, o +6%.

– Dodatnie wyniki drugiego kwartału we wszystkich segmentach są bardzo obiecujące dla ożywienia przemysłu oponiarskiego. Czujemy ulgę i pewność, że to również dzięki masowym szczepieniom świat ponownie zaczyna się poruszać. Jeśli porównamy dane z 2021 roku z tym samym okresem z 2019 roku zauważymy, że powoli wracamy do sprzedaży na tym samym poziomie, z oponami całorocznymi jako najdynamiczniejszym segmentem – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Dla kogo wirtualne biuro?

Chcesz zoptymalizować koszty prowadzenia swojej działalności gospodarczej? Jesteś freelancerem i pracujesz zdalnie, ale nie chcesz używać swojego adresu domowego jako adresu firmowego? A może po prostu zależy Ci na bardziej reprezentacyjnej lokalizacji siedziby firmy. Wszystko to umożliwia wirtualne biuro. Na jakiej zasadzie to działa i kto konkretnie może skorzystać z takiego rozwiązania?

Wirtualne biuro dla firm

Wbrew pozorom adres firmowy to bardzo istotna kwestia i każda firma musi go mieć. Nie zawsze jednak zachodzi potrzeba posiadania fizycznej siedziby albo wręcz przeciwnie, zależy nam na jak najbardziej prestiżowym adresie, a równocześnie nie stać nas na wynajęcie biura w takim miejscu. I tutaj pojawia się wirtualne biuro, czyli usługa obejmująca przede wszystkim udostępnienie takiego adresu, który często odznacza się bardzo atrakcyjną lokalizacją np. w centrum dużego miasta.

Wirtualne biuro jest zatem dedykowane dla firm – w tym również dla jednoosobowych działalności gospodarczych. Bez problemu z takiej usługi mogą skorzystać również płatnicy podatku VAT. Wybierając takie rozwiązanie przy rejestracji działalności, podajemy adres wirtualnego biura, który staje się równocześnie adresem siedziby naszej firmy. To właśnie tam będzie przychodzić korespondencja firmowa. Ponadto wiążą się z tym jeszcze inne ważne kwestie. Jakie dokładnie?

Jak działa wirtualne biuro?

Praktyczna strona funkcjonowania biura wirtualnego jest niezwykle prosta. Wystarczy znaleźć takie biuro i podpisać z nim umowę, zyskując tym samym atrakcyjny adres firmowy, na który będziemy otrzymywać korespondencję. Następnie podajemy adres wirtualnego biura przy rejestracji działalności.

To o czym trzeba pamiętać, to fakt, że wszystkie formalności związane z prowadzeniem firmy będziemy musieli załatwiać w urzędach właściwych dla miejsca jej rejestracji. Jeśli zatem wybierzemy wirtualne biuro w Warszawie, to sprawy związane z ZUS-em, Urzędem Skarbowym czy Krajowym Rejestrem Sądowym, będziemy załatwiać w urzędach znajdujących się na obszarze Warszawy.

Wirtualne biuro – korzyści

Z pewnością jedną z największych zalet wirtualnego biura jest możliwość uzyskania prestiżowego adresu firmy np. w Warszawie na znanej ulicy biznesowej, bez konieczności ponoszenia olbrzymich opłat za czynsz w tak atrakcyjnej lokalizacji. Ponadto w przypadku osób pracujących zdalnie z miejsca zamieszkania, korespondencja firmowa nie będzie zasypywać domowej skrzynki, trafi po prostu do siedziby wirtualnego biura. To jednak nie wszystkie jego zalety.

Bardzo często korzystając z tego typu rozwiązania, zyskujemy również profesjonalne wsparcie w postaci usług dodatkowych, związanych np. z outsourcingiem różnych procesów firmowych np. pozyskiwaniem funduszy z dotacji unijnych, zamówieniem pieczątek firmowych czy zleceniem zadań związanych z usługami księgowymi zewnętrznym podmiotom. Inną ciekawą opcją, która jest czasami dostępna przy usłudze wirtualnego biura, jest możliwość wynajęcia sali konferencyjnej w przypadku kiedy zachodzi konieczność spotkania na żywo z klientami czy kontrahentami.

Salesforce zakończył proces przejęcia Slack’a

Firma Salesforce (NYSE: CRM), ogłosiła dziś, że zakończyła proces przejęcia Slack Technologies, Inc.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z faktu, że Slack jest obecnie częścią rodziny Salesforce. Za sprawą tej integracji udało nam się stworzyć unikalne połączenie funkcji najlepszego na świecie systemu CRM wraz z przełomową platformą cyfrową, dostarczając niezawodne rozwiązania dla świata biznesu, pracującego z dowolnego miejsca na świecie” – powiedział Marc Benioff, prezes i dyrektor generalny Salesforce. „Razem zdefiniujemy przyszłość oprogramowania dla przedsiębiorstw, tworząc cyfrową wysoką jakość, która umożliwia każdej organizacji osiągnięcie sukcesu przez klientów i pracowników z dowolnego miejsca”.

„W ciągu ostatniego roku przekonaliśmy się, że forma pracy nie wróci do dawnego stanu” – powiedział Bret Taylor, prezes i dyrektor operacyjny Salesforce. „Slack i Salesforce Customer 360 dostarczą każdej firmie na świecie jedno, zintegrowane źródło informacji o jej działalności oraz uniwersalną platformę łączącą ze sobą pracowników, klientów i partnerów oraz z aplikacjami, z których korzystają oni na co dzień.”

„Jest to okazja, która zdarza się raz na pokolenie, aby móc całkowicie przekształcić to jak i skąd pracujemy” – powiedział Stewart Butterfield, dyrektor generalny i współzałożyciel Slack. „Salesforce i Slack mają wyjątkową pozycję, aby poprowadzić tę historyczną transformację w kierunku cyfrowego świata. Czekamy z niecierpliwością na zmiany, które nadchodzą”.

„Priorytetem dla nas jest ciągłe rozwijanie się, aby stale oferować naszym klientom najlepsze doświadczenia i wartości w każdej interakcji” – powiedział Arvind Krishna, prezes i dyrektor generalny IBM. „Połączenie Salesforce i Slack pomoże nam osiągnąć większy stopień zjednoczenia, produktywności i innowacyjności, dzięki czemu będziemy mogli lepiej służyć naszym klientom”.

Przejęcie w celu stworzenia cyfrowych usług wysokiej jakości, umożliwiających osiągnięcie sukcesu z dowolnego miejsca

W ciągu ostatniego roku firmy z całego świata nauczyły się przede wszystkim jednej rzeczy – jeśli nie posiadają cyfrowego sposobu na nawiązanie relacji ze swoimi pracownikami, klientami i partnerami, nie mają również szans na przetrwanie. Siedziby firm nie znajdują się już w biurach, ich miejsce jest w chmurze. Każda firma, w każdej branży musi zoptymalizować doświadczenia z klientami, pracownikami i partnerami pod kątem digital-first. Połączenie Salesforce i Slack to stworzenie innowacyjnego systemu operacyjnego dla nowego cyfrowego świata. Jest to okazja do zredefiniowania i przekształcenia swojego biznesu, aby w pełni odpowiadać na wymagania cyfrowej rzeczywistości.

Dzięki najlepszemu na świecie systemowi CRM firmy mogą sprzedawać, obsługiwać klientów, realizować kampanie marketingowe i zarządzać wieloma innymi funkcjami za pomocą jednej platformy, z dowolnego miejsca na świecie. Slack odmienił sposób w jaki obecnie pracujemy, dzięki pionierskiej platformie cyfrowej do komunikacji biznesowej, z której korzystają miliony ludzi na całym świecie, a która umożliwia całym organizacjom o wiele bardziej wydajną i bezproblemową pracę.

Salesforce i Slack wspólnie opracowali rozwiązanie Slack-first Customer 360, które zapewni firmom jedno źródło informacji o ich działalności oraz ujednoliconą platformę łączącą pracowników, klientów i partnerów. Platforma dostarcza również dostęp do aplikacji, z których użytkownicy korzystają na co dzień, a wszystko to w ramach ich dotychczasowego przepływu pracy.

Fuzja Slack i Salesforce to także połączenie dwóch najbardziej rozwijających się społeczności z branży oprogramowania, tworząc otwarty i rozległy ekosystem, który generuje następną generację aplikacji digital-first i przepływów pracy dla biznesu.

„Salesforce stworzy nowoczesną przestrzeń, która umożliwi współpracę, społeczności, komunikację, CRM, obsługę klienta i sztuczną inteligencję w ekosystemie, a także inne nowe integracje, rozszerzające funkcjonalności przedsiębiorstwa” – powiedział Wayne Kurtzman, dyrektor ds. badań w dziale Social, Communities i Collaboration w IDC.

Salesforce i Slack już teraz wprowadzają ogromne zmiany w biznesie. 380 000 pracowników IBM współpracuje za pośrednictwem Slacka, a liczne przepływy pracy w chmurach Salesforce Sales Cloud i Service Cloud zapewniają sukces klientów w różnych lokalizacjach i strefach czasowych.

Jako część Salesforce, Slack będzie w stanie przyspieszyć i rozszerzyć swoją misję, tak aby podnieść poziom pracy i polepszyć komunikację. Slack będzie nadal działał pod marką Slack, koncentrując się na swojej misji, klientach i społeczności. Nie zmieni się również CEO Slacka, którym niezmiennie pozostaje jego współzałożyciel – Stewart Butterfield.

Eksperci ostrzegają, że już wkrótce z polskiego rynku może wyparować nawet kilkadziesiąt tysięcy obcokrajowców

Rodzimi pracodawcy mają coraz większe trudności ze znalezieniem rąk do pracy. Co gorsza, eksperci ostrzegają, że już wkrótce z polskiego rynku może wyparować nawet kilkadziesiąt tysięcy obcokrajowców.

Cudzoziemcy pracujący w naszym kraju stanowią istotne uzupełnienie braków kadrowych, z którymi boryka się wiele rodzimych firm. Jednak istnieje realna groźba, że część obcokrajowców już wkrótce będzie musiała wrócić do swoich krajów ze względu na to, że nie otrzymają przedłużenia legalnego pobytu oraz prawa do wykonywania pracy w Polsce. Należy przypomnieć, iż w kwietniu 2020 roku w ramach pakietu ustaw tworzących tzw. tarczę antykryzysową, pojawił się zapis dotyczący przedłużenia cudzoziemcom pozwolenia na legalną pracę w naszym kraju. Mówi on o tym, że obcokrajowiec może to zrobić do upływu 30-go dnia następującego po dniu odwołania stanu, który obowiązywał jako ostatni (stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii). Jak wiadomo w Polsce obowiązuje obecnie stan epidemii, a rząd będzie w najbliższym czasie decydował , czy i kiedy go znieść. Są argumenty przemawiające za tym, że decydenci mogą podjąć decyzję o zniesieniu stanu epidemii, tym bardziej, że dzienna liczba nowych przypadków zachorowań na COVIID-19 nie przekracza w skali kraju 100 osób

Obawiamy się, że w tak krótkim czasie urzędnicy nie będą w stanie rozpatrzyć około 100 tysięcy wniosków, bowiem na tyle ocenia się liczbę cudzoziemców korzystających w Polsce z tarczy antykryzysowej. Należy się liczyć z tym, że nawet połowa z nich nie otrzyma na czas pozwoleń i wróci do własnych krajó To będzie poważny cios nie tylko dla właścicieli mniejszych firm, ale również globalnych koncernów działających w Polsce. Dla przykładu cudzoziemcy, których rekrutujemy do pracy w naszym kraju, znaleźli zatrudnienie w Milano, Gobarto, Schrag Polska Biedronce czy na obiektach Amazona. – tłumaczy Edyta Nieborak prezes zarządu agencji pracy SPEK.

Zniknięcie z rynku około 50 tysięcy pracowników może stanowić poważny problem, tym bardziej, że sama tylko gastronomia poszukuje 200 tysięcy pracowników, zaś branża hotelarska i turystyczna około 100 tysięcy. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, znane są powszechnie kłopoty ze znalezieniem wysokiej klasy informatyków czy inżynierów.

– Wielokulturowość, która stanowi wyzwanie dla globalnego biznesu jest dla nas integralną częścią naszych działań, dlatego też stawiamy na pracowników nie tylko z bloku wschodniego, ale również z Azji i Afryki gdzie mamy swoich partnerów w takich krajach jak: Indie, Bangladesz, Filipiny, Egipt, Rwanda, Togo, RPA, również Chiny. Każdy z rekrutowanych przez nas pracowników mówi w języku angielskim, co znacznie ułatwia komunikację. Na szczęście jesteśmy przygotowani na nadchodzącą sytuację i dysponujemy dużą liczbą pracowników, którzy mogą rozpocząć pracę dla naszych klientów w ciągu tygodnia. – dodaje Edyta Nieborak.

Przedłużenie pozwoleń na pracę dla cudzoziemców to duże wyzwanie dla firm usługowych, produkcyjnych czy agencji pracy tymczasowej. Najlepszym rozwiązaniem tego problemu wydaje się być współpraca przedsiębiorców z urzędami, która ułatwi i przyspieszy wydawania pozwoleń.

Polski przemysł rośnie

Poznaliśmy dzisiaj dobre dane z polskiego przemysłu. Toną one wprawdzie trochę w doniesieniach covidowych, ale jeżeli sytuacja się uspokoi, to dobre dane makroekonomiczne będą podstawą odbicia na rodzimej walucie.

Produkcja przemysłowa w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej. Wzrosła ona w ciągu roku o imponującą wartość 18,4%. Wiele osób pomyśli od razu, że to korekta po zeszłorocznych spadkach. Sęk w tym, że rok temu był wzrost, symboliczny, ale zawsze. Oznacza to, że pomimo pandemii produkcja w Polsce rośnie o niemal 10% rocznie w ciągu tych dwóch lat. Co ciekawe, analitycy oczekiwali nawet większych wzrostów. Rynki przyjęły to dość spokojnie i złoty lekko się umocnił. W rezultacie euro nie kosztuje już 4,60 zł, aczkolwiek niewiele brakuje do tej granicy.

Rynek nieruchomości za oceanem

Amerykanie opublikowali wczoraj dane na temat wniosków o pozwolenia na budowę i rozpoczętych budowach domów. Pandemia spowodowała, że rynek ten jest w naprawdę dobrej kondycji. Najwyraźniej lockdown spowodował, że chcemy znacznie większą część naszego budżetu przeznaczyć na dach nad głową. O ile wnioski na budowę okazały się wyraźnie poniżej oczekiwań, to trzeba pamiętać, że to i tak wyższy wynik niż w każdym miesiącu w roku poprzedzającym pandemię. Liczba rozpoczętych budów z kolei wyprzedziła oczekiwania rynków. W rezultacie byliśmy świadkami kolejnych najwyższych poziomów dolara względem euro od przełomu marca i kwietnia.

Dane z Japonii

Kraj kwitnącej wiśni najsilniej przez covid został dotknięty w maju i czerwcu stąd publikowane teraz dane na temat wymiany handlowej mają abstrakcyjnie wysokie dla tej gospodarki wartości. Eksport rosnący o 48,6% i import o 32,7% to wartości, które w zwykłych czasach możemy kojarzyć nawet nie z krajami rozwijającymi się, a państwami wychodzącymi z kryzysu. Co ważne, wyniki te przekroczyły oczekiwania analityków, co jest dobrym sygnałem dla jena. Trafił on jednak na rynek, gdzie dolar akurat się umacniał, więc nie było widać umocnienia jena na głównej dla niego parze walutowej z dolarem.

Dzisiaj kolejny dzień wolny w Turcji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – wyniki sprzedaży detalicznej,
16:30 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rosną wynagrodzenia i trudności ze znalezieniem kompetentnych pracowników

W czerwcu br. przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 5802,42 zł, co oznacza, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosło o 9,8% (czyli o 516 zł) – podał GUS.

Widać, że płace nadrabiają okres pandemii, kiedy to – z uwagi na niepewność na rynku pracy – wzrost wynagrodzeń znacznie zwolnił. Rok wcześniej dynamika wynosiła zaledwie 3,2%. Z uwagi na wysoką inflację (4,4% w czerwcu), realny wzrost płac nie jest jednak aż tak duży. Prawie 10 proc. wzrost pensji to efekt także niewystarczającej podaży pracowników. Z uwagi na starzenie się społeczeństwa liczba osób w wieku produkcyjnym kurczy się, a zasilenie tej grupy przez pracowników cudzoziemskich jest niewystarczające w porównaniu do potrzeb zgłaszanych przez przedsiębiorców. Wzrost płac jest czynnikiem zwiększającym rotacje pracowników – dla wielu z nich wyższa płaca jest istotnym elementem dla którego warto podjąć starania związane ze zmianą pracy.

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób wyniosło 6359,3 tys. i w ciągu roku wzrosło o 2,8%. Trend wzrostu liczby zatrudnionych jest widoczny od kwietnia 2021 roku, niemniej jednak liczba zatrudnionych nie osiągnęła jeszcze poziomu sprzed pandemii. Jest to skutkiem nie tylko zmniejszonej podaży pracowników, ale również wprowadzenia przez firmy rozwiązań opartych na technologii i automatyzacji prostych procesów. W kolejnych miesiącach, z uwagi na dobrą sytuację w eksporcie, możemy się spodziewać dalszego wzrostu zatrudnienia, o ile nowa fala pandemii nie spowoduje lockdownu i ograniczenia aktywności zawodowej z obawy przed zarażeniem Covid-19.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

To nie korekta, ale zdrowa przerwa na rynku

Wykres – S&P 500 – liczba rekordów wszech czasów (ATH) rocznie

POWRÓT ZMIENNOŚCI

Fundamentalną przyczyną niedawnej zmienności jest gwałtowny wzrost przypadków zachorowań na wariant delta koronawirusa, powodujący „globalny strach”, że odbicie PKB i zysków na rynkach zostanie wstrzymane. Połączenie tego z kilkoma wskaźnikami technicznymi rynku, takimi jak niska zmienność po okresie kryzysu, silny sentyment inwestorów (oba przeciwstawiające się negatywnym nastrojom) z charakterystyczną dla lipca sytuacją na rynkach (najgorszy miesiąc w roku), skutkuje zdrową pauzą na rynku. Postrzegamy to jako sytuację przejściową i nową szansę dla inwestycji cyklicznych.

TO NIE KOREKTA

Definiujemy to jako zdrową pauzę na rynku po okresie dużych wzrostów, a nie „korektę” rynku, zdefiniowaną jako10 proc. spadku. Ostatni spadek to tylko -3 proc. Korekty rynkowe są rzadkie, w ciągu ostatnich czterdziestu lat były tylko 24 takie przypadki  i średnio wynosiły -16 proc. i trwały do siedmiu tygodni. Spadki wynoszące 5 proc. są bardziej powszechne i zdarzają się średnio trzy razy w roku. Jak pokazują dane historyczne, jest to dobry moment na kupowanie, gdyż ogólny trend nie ulega zmianie.

REKORDOWE MAKSYMA

S&P 500 odnotował w tym roku 39 maksimów (wykres), dwukrotnie więcej niż roczna średnia, a jeśli takie tempo się utrzyma, pobije rekord sprzed 25 lat. Jest to kolejny wskaźnik tego, jak niezwykle silny do tej pory był ten rok. Ponieważ odbicie na rynku ma coraz szerszy zakres, a zatem nic dziwnego, że możemy zaobserwować od czasu do czasu pewne oznaki zwątpienia.

OPINIA

To zwątpienie jest analogiczne do sytuacji w marcu, kiedy nastąpił wzrost zachorowań na wariant „beta”, w trakcie którego S&P 500 spadł o około 4 proc. Liczba przypadków zachorowań będzie rosnąć, ale szczepienia są coraz bardziej powszechne, zapobiegając hospitalizacji. Nieoczekiwanym pozytywnym aspektem wzrostu liczby zachorowań jest to, że przyspiesza proces szczepień wśród krajów sceptycznie do nich nastawionych, takich jak Japonia i Australia, oraz wśród osób nieszczepionych w krajach takich jak USA i Wielka Brytania. Jest to „druga” okazja do kupowania aktywów cyklicznych o spowolnionym wzroście wartości, takich jak sektor finansowy (np. ETF typu XLF), surowce (ETF typu XLE) i „re-openery”, czyli akcje firm, które będą wznawiały swoją działalność, po okresie zamknięcia gospodarek.

SYTUACJA NA DZIŚ

FAANG –  Wyniki Netflixa (NFLX) za II kwartał wyraźnie wskazały ich problemy związane z „wojną streamingową” pomiędzy nim a Disneyem (DIS), Comcast (CMCSA) i Amazonem (AMZN). Wzrost liczby subskrybentów wyraźnie spowolnił wraz z wygasaniem kryzysu pandemicznego, ale duże nadzieje są wiązane z ekspansją tych platform w obszarze gier i ich wysokobudżetowymi treściami. Półtora miliona nowych subskrybentów Netflixa w II kwartale, to relatywnie niewiele, w porównaniu do 208 milionów wszystkich subskrybentów.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

ROBYG inwestuje w bank ziemi

ROBYG zanotował bardzo dobre wyniki sprzedaży za pierwsze półrocze 2021 roku. Sprzedał około 2300 mieszkań, a w tym roku planuje zakontraktować ponad 4000 mieszkań. ROBYG posiada obecnie jeden z największych banków ziemi w Polsce. Grunty pozwalają wybudować ponad 22 000 mieszkań, spółka planuje dalszy rozwój banku ziemi, ponieważ chciałaby przyspieszyć tempo sprzedaży mieszkań.

– Na nowe inwestycje w grunty przeznaczamy znaczące środki finansowe – w pierwszym półroczu 365 mln zł, w drugiej połowie roku i kolejnych latach planujemy wydać znacznie więcej – powiedział serwisowi eNewsroom Eyal Keltsh wiceprezes zarządu ROBYG SA. – W tę strategię angażuje się także nasz akcjonariusz z Grupy Goldman Sachs, który trzeci rok z rzędu nie pobiera dywidendy, abyśmy mieli środki na inwestycje. Ponadto akcjonariusz zapewnił nam dodatkowe 100 milionów złotych finansowania, a ponadto w czerwcu pozyskaliśmy 150 milionów z emisji obligacji. Mamy więc dużą płynność i doskonałą pozycję gotówkową, dlatego szukamy możliwości zakupu większej ilości gruntów pod nasze przyszłe projekty. Nasz największy bank ziemi znajduje się w Warszawie i Gdańsku, ale oczywiście szukamy dalszych akwizycji w Poznaniu i Wrocławiu, gdzie już prowadzimy działalność. Sprawdzamy też kilka innych potencjalnych miast, w zależności od możliwości – podsumowuje Keltsh.

Chiny największym gospodarczym beneficjentem pandemii, polski eksport potwierdza odporność

W 2020 r. wolumen światowego handlu towarami wprawdzie zmniejszył się o 5,5 proc. w porównaniu z 2019 r., odnotowano jednak duży wzrost zapotrzebowania na elektronikę, a dostawy komputerów zwiększyły się o 13,1 proc. Co istotne, udział Chin w światowym eksporcie zwiększył się w tym samym czasie o 1,6 pkt. proc, z kolei udział Polski wzrósł o 0,14 pkt. proc. Jednocześnie, spośród badanych przez PIE polskich przedsiębiorstw tylko 6 proc. zadeklarowało, że już bierze udział w przenoszeniu łańcuchów dostaw z Chin – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Globalizacja w czasie pandemii”.

Pandemia COVID-19 nie okazała się, jak dotąd, czynnikiem fundamentalnie zmieniającym światowy ład ekonomiczny. Globalne łańcuchy dostaw zostały zakłócone, ale nie trwale zerwane. Chińska gospodarka dzięki sprawnemu ograniczeniu pandemii COVID-19 szybko zaczęła odbudowywać produkcję. W trzecim kwartale 2020 r. z recesji zaczęła wychodzić też reszta świata. Pod koniec 2020 r. zabrakło mikroprocesorów na potrzeby motoryzacji. Według różnych szacunków niedobory mikroprocesorów mogą spowodować
w pierwszym półroczu 2021 r. mniejszą produkcję aut nawet o 1-1,5 mln sztuk (Święcicki, Ambroziak, 2021). Restrykcje mające ograniczyć rozprzestrzenianie pandemii sprawiły, że pojawił się problem z rozładunkiem kontenerowców, w efekcie czego ceny frachtu morskiego wzrosły między początkiem 2020 a początkiem 2021 r. o 309 proc. Zakłócenia łańcuchów dostaw spowodowane pandemią COVID-19 skłoniły szereg krajów na świecie do ingerencji w handel międzynarodowy. Najczęstszą formą były subsydia eksportowe. Wiele napięć dotyczyło handlu sprzętem medycznym, lekami i szczepionkami.

Przeprowadzona przez nas analiza potwierdza, że na kierunki zmian w światowej gospodarce mają wpływ nie tylko czynniki ekonomiczne spowodowane pandemią. Bardzo istotna jest bowiem przybierająca na sile rywalizacja systemowo-polityczna. O ile konsekwencje pandemii mogą zmienić kalkulacje koncernów dotyczące ryzyka i kosztów w obrębie łańcuchów dostaw, gdyż krótkim okresie wciąż będą zauważalne wyższe koszty transportu oraz odczuwalne niedobory niektórych komponentów, to istotniejszym czynnikiem modelującym sytuację długoterminową będą działania USA i UE nakierowane na zmniejszenie zależności od Chin. Mowa tu przede wszystkim o wywieraniu długookresowej presji na przenoszenie produkcji z Chin oraz aktywnej polityce przemysłowej mającej na celu wzmocnienie konkurencyjności Ameryki i Europy – mówi Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Chiny największym gospodarczym beneficjentem pandemii

Największym beneficjentem pandemii COVID-19 w zakresie handlu towarowego są Chiny. Udział Państwa Środka w światowym eksporcie zwiększył się w 2020 r. o 1,6 pkt. proc.
i wyniósł 14,7 proc. Było to możliwe dzięki sprawnemu opanowaniu pandemii oraz szybkiemu dostosowaniu produkcji do rosnącego światowego popytu na niektóre wyroby, przede wszystkim produkty związane ze zwalczaniem pandemii oraz urządzenia elektroniczne i elektryczne.

Wbrew licznym zapowiedziom przeniesienia produkcji z Chin, składanych przez firmy wiosną 2020 r., niewiele jest przykładów faktycznie przeprowadzonej relokacji. Globalne łańcuchy wartości okazały się nieelastyczne w obliczu zakłóceń po stronie popytu i podaży oraz narastających problemów związanych z transportem morskim. Szczególnie było to widoczne w sektorze motoryzacyjnym, który opierał się na systemie produkcji just-in-time i nie był przygotowany ani na braki komponentów w pierwszej fazie pandemii, ani na opóźnienia w dostawach mikroprocesorów pod koniec 2020 r. Brakuje także przesłanek wskazujących, że rozpoczął się proces masowego przenoszenia produkcji do nowych państw członkowskich UE, w tym do Polski.

Polski eksport odporny na pandemię

Od początku pandemii COVID-19 Polska na tle innych państw radziła sobie stosunkowo dobrze w eksporcie towarów. W całym 2020 r. wartość polskiego eksportu (wyrażona
w euro) była niższa, ale zaledwie o 0,3 proc. niż rok wcześniej. Był to trzeci najlepszy wynik w UE. Wolniejsze nadrabianie strat w imporcie niż w eksporcie skutkowało blisko 5-proc. spadkiem jego wartości w 2020 r. W efekcie nadwyżka w polskim handlu towarami była rekordowo wysoka – jego wartość osiągnęła 12 mld EUR.Polski eksport odporny na pandemię

Niewiele ponad 6 proc. przebadanych przez PIE we współpracy z GUS polskich firm przyznało, że są beneficjentami procesu przenoszenia łańcuchów dostaw z Państwa Środka. Obok firm uczestniczących w przenoszeniu łańcuchów dostaw z Chin, kolejne 7,7 proc. prezentuje pozytywne nastawienie do powyższego zjawiska, przy czym 3,9 proc. respondentów stwierdziło, że zamierza się w nie włączyć, 2,3 proc. rozważa swój udział, zaś jedynie 1,5 proc. deklaruje, że włączyłoby się przy dofinansowaniu ze środków publicznych. Wyniki badania ankietowego PIE dowiodły, że ponad 15 proc. ogółu respondentów nie przewiduje swego udziału w relokacji produkcji z Chin. Zwraca uwagę fakt, że blisko 41 proc. respondentów uważa, iż zjawisko relokacji produkcji z Chin przez korporacje międzynarodowe ich nie dotyczy.

Na relatywnie dobre wyniki polskiego eksportu wpłynęło kilka czynników. Po pierwsze, zadecydował o tym większy stopień towarowej dywersyfikacji krajowego eksportu
w porównaniu z większością państw UE. Przykładem mogą być wyroby przemysłu motoryzacyjnego, które w strukturze polskiego eksportu miały wyraźnie mniejszy udział niż w wielu państwach UE, a to ta branża najmocniej ucierpiała podczas wiosennego lockdownu. Po drugie, do zamortyzowania spadku polskiego eksportu w okresie wiosennego lockdownu przyczyniło się relatywnie duże znaczenie produktów, na które popyt zagraniczny zmalał mniej niż na samochody bądź nawet wzrósł. W okresie marzec-maj 2020 r. wyraźnie wzrósł polski eksport leków i produktów farmaceutycznych (o 23 proc.), wyrobów tytoniowych (o 14 proc.) oraz odzieży, napojów i artykułów spożywczych. Wzrost dotyczył zatem blisko 18 proc. polskich dostaw za granicę. Po trzecie, polscy eksporterzy stali się beneficjentami zwiększonego światowego popytu na dobra konsumpcyjne trwałego użytku, które miały relatywnie duże znaczenie w polskim eksporcie. Można tu wymienić sprzęt AGD, RTV, elektronikę oraz meble. Ponadto Polska aktywnie włączyła się w globalne łańcuchy dostaw związane z elektromobilnością, która podczas pandemii zyskała na znaczeniu, umacniając swoją pozycję nie tylko jako producent i eksporter autobusów elektrycznych, ale również stała się największym eksporterem baterii litowo-jonowych
– mówi Łukasz Ambroziak, analityk zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Barometr COVID-19: Co czwarta firma MŚP uważa, że pandemia pomoże rozwinąć ich branżę, w produkcji – co druga

W 8. edycji Barometru COVID-19, realizowanego przez EFL od początku pandemii koronawirusa w Polsce, widać kontynuację pozytywnego trendu z poprzedniego kwartału, zgodnie z którym kondycja firm MŚP poprawia się. 33 proc. przedsiębiorstw ocenia, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy sytuacja w ich branży poprawi się. To zbliżony wynik do poprzedniego pomiaru (32 proc.) i jeden z najwyższych od początku realizacji badania. Co ciekawe, po raz pierwszy tak liczna grupa firm (24 proc.) ocenia, że ich branża rozwinie się w związku z pandemią COVID-19. We wcześniejszych pomiarach wynik oscylował na poziomie kilku procent. W szczególności uważa tak 46 proc. firm produkcyjnych i 30 proc. firm budowlanych.

– Firmy MŚP już oswoiły się z faktem, że koronawirus i trudna sytuacja przez niego spowodowana są z nimi na co dzień. To przekłada się na coraz mniej negatywne oceny sytuacji oraz bardziej optymistyczne prognozy. Widać to w szczególności w opiniach przedsiębiorców na temat wpływu pandemii na kondycję branży, w której działają. Po raz pierwszy odkąd realizujemy Barometr COVID-19 tak liczna grupa wypowiedziała się optymistycznie o skutkach obecnego kryzysu. Prawie co czwarty przedsiębiorca uważa, że jego branża rozwinie się, podczas gdy w poprzednich pomiarach tego zdania było zaledwie kilka procent zapytanych. Co więcej, zdecydowanie mniej firm wskazuje na upadki działalności, a więcej na neutralny charakter epidemii. Biorąc pod uwagę wszystkie osiem edycji naszego covidowego pomiaru nastrojów w sektorze MŚP podtrzymujemy tezę, że koniec dekoniunktury wśród mikro, małych i średnich firm jest bliski – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Pandemia ciągnie w górę produkcję i budowlankę

Z badania EFL wynika, że jedynie 22 proc. firm ocenia, że w związku z pandemią COVID-19 dojdzie do zamykania działalności firm. W II kwartale tego zdania było 38 proc. zapytanych. 39 proc. firm jest zdania, że pandemia nie spowoduje istotnych zmian w branży, o 10 p.p. mniej niż kwartał wcześniej.

Największy optymizm panuje w produkcji i budownictwie. Aż 45 proc. firm produkcyjnych i 30 proc. budowlanych uważa, że pandemia pomoże rozwinąć się ich branżom. To zdecydowany wzrost w porównaniu do pomiaru z II kwartału, w którym takie zdanie wyraziło 16 proc. przedstawicieli produkcji i 8 proc. budownictwa.

Największy pesymizm dotyczący wpływu pandemii COVID-19 wykazują – tak jak poprzednio – przedstawiciele HoReCa. Zdecydowana większość respondentów (tyle samo, co w II kwartale – blisko 85 proc.) uważa, że pandemia spowoduje upadki firm i zamykanie działalności gospodarczych.

Bez huraoptymizmu, ale stabilnie

EFL w badaniu Barometr COVID-19 po raz ósmy na przełomie czerwca i lipca br. zapytał przedsiębiorców z sektora MŚP, czy w kontekście kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian.

Wyniki są zbliżone do danych z dwóch poprzednich pomiaru (I i II kwartał br.). Co trzeci przedsiębiorca (33 proc.) ocenia, że sytuacja w branży poprawi się, zaś co czwarty (25 proc.) – że się pogorszy. Trzy miesiące wcześniej było 32 proc. optymistów i 24,5 proc. pesymistów. Nadal liczna pozostaje grupa, która nie spodziewa się większych zmian (35 proc.).

Biorąc pod uwagę wielkość biznesów, podobnie jak w II kwartale br., największy optymizm panuje wśród przedstawicieli firm średnich, obawy najbardziej wykazują najmniejsze podmioty z sektora MŚP. 35 proc. z nich uważa, że sytuacja się poprawi w najbliższym półroczu, a 13 proc., że się pogorszy. W firmach mikro i małych liczebność grupy optymistów i pesymistów jest podobna. Poprawę zwiastuje 32 proc. mikro i 34 proc. małych przedsiębiorstw, podczas gdy o pogorszeniu mówi odpowiednio 31 proc. i 25 proc. firm.

Oswajamy się z pandemią

Choć wpływ pandemii koronawirusa na gospodarkę jest cały czas oceniany jako negatywny, to z kwartału na kwartał natężenie tych ocen sukcesywnie słabnie. W III kwartale 20 proc. firm uważa, że COVID-19 ma zdecydowanie niekorzystny wpływ na ich działalność, o 2 p.p. mniej niż kwartał wcześniej i 8 p.p. mniej niż w I kwartale br. 39 proc. mówi: „raczej niekorzystny”, a w opinii 33 proc. zapytanych epidemia nie wywiera istotnego wpływu na sytuację firmy.

Biorąc pod uwagę wielkość firm, ponownie najmniej negatywnie do pandemii są nastawieni przedstawiciele średnich firm. Tylko 6 proc. z nich ocenia wpływ kryzysu na ich działalność jako zdecydowanie niekorzystny, podczas gdy w grupie mikro i małych firm ten odsetek wynosi po 23 proc. Na raczej niekorzystny wpływ wskazuje 45 proc. mikro, 33 proc. małych i 42 proc. średnich przedsiębiorstw. Co ciekawe, w opinii aż 19 proc. średnich firm pandemia ma korzystny wpływ na ich branżę – w przypadku mikrofirm uważa tak tylko 3 proc. zapytanych, a w małych – 10 proc.

***

Barometr COVID-19 to dodatkowe badanie towarzyszące Barometrowi EFL, zapoczątkowane w marcu 2020 roku w celu diagnozy wpływu pandemii koronawirusa na przedsiębiorstwa z sektora MŚP. Badanie jest realizowane co miesiąc.

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm.

Pierwsza edycja badania Barometr COVID-19 odbyła się w dniach 17 marca-1 kwietnia 2020 roku. Druga edycja została przeprowadzana w dniach 20-30 kwietnia 2020 roku. Trzecia edycja, odbyła się w dniach 18-30 maja 2020 roku. Czwarta edycja została zrealizowana w dniach 22 czerwca – 6 lipca 2020 roku. Piąta edycja odbyła się w dniach 14-28 września 2020 roku. Szósta edycja została zrealizowana od 2 do 18 grudnia 2020 roku. Siódma edycja trwała od 2 marca do 7 kwietnia 2021 roku. Aktualna edycja miała miejsce od 18 czerwca do 2 lipca 2021 roku.

W Polsce w XXI wieku było ponad 300 tornad, ale większym zagrożeniem są grad i ulewy

Tornada i trąby powietrzne takie jak w Czechach pod koniec czerwca są medialne i rzadkie podobnie jak katastrofa samolotu. Znacznie częściej występują zjawiska pochodne, czyli porywisty wiatr i silny deszcz, które w Polsce zdarzają się 10 razy częściej niż tornada.

Eksperci z porównywarki rankomat.pl przeanalizowali anomalie pogodowe, które mogą mieć znaczenie w kontekście ochrony nieruchomości. Dane w ujęciu rocznym i dwudziestoletnim zarówno w Polsce, jak i w Europie pochodzą z Europejskiej Bazy Danych o Gwałtownych Zjawiskach Atmosferycznych.

Kraje z największą liczbą tornad i trąb powietrznych w XXI w

Niebezpieczne województwa z dostępem do morza

Występowanie tornad na terenie Polski nie rozkłada się równomiernie. Najwięcej tornad i trąb powietrznych odnotowano w województwach północnych, a dokładniej tych, które graniczą z linią brzegową. Zarówno w województwie pomorskim, jak i zachodniopomorskim to po 54 zjawiska przez 20 lat – wynika z danych ESWD.

W pozostałych województwach to przedział między 20 i 30, jak w warmińsko-mazurskim (30), kujawsko-pomorskim i łódzkim (po 23) oraz wielkopolskim (21). Obszarem o najmniejszej liczbie tornad w XXI wieku jest opolskie (10).

Polska jest w czołówce Europy pod kątem liczby tornad i trąb powietrznych – wynika z danych Europejskiej Bazy Danych o Gwałtownych Zjawiskach Atmosferycznych (ESWD). W latach 2001-2020 odnotowano łącznie 359 tego typu zjawisk atmosferycznych. To więcej niż w Wielkiej Brytanii (345) czy na Ukrainie (303).

Najwięcej tornad i trąb powietrznych wystąpiło przez ostatnich 20 lat na terenie Rosji (2312), Włoch (1530) i Niemiec (992). Wyjątkowo dużo również w niewielkich powierzchniowo Chorwacji (317), Holandii (264) i Danii (220).tornada i trąby powietrzne w Polsce w XXI w (1)

Tornada wcale nie takie częste

Tylko w zeszłym roku w Polsce, na podstawie danych ESWD, odnotowano 3866 niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych. Tornada i trąby powietrzne wystąpiły 16 razy. Mniejszą częstotliwość miały trąby pyłowe (5) i gwałtowne śnieżyce (3).

W porównaniu z liczbą tornad silne burze wystąpiły 194 razy, duży grad (o średnicy gradzin co najmniej 2 cm) 567 razy, silny deszcz 845, a porywisty wiatr (powyżej 25 m/s) aż 2236 razy przez cały rok 2020.Niebezpieczne zjawiska atmosferyczne w Polsce w 2020 r (2)

Ubezpieczenie od skutków tornada

Tornada i trąby powietrzne to spore zagrożenie dla nieruchomości. Dom i mieszkanie można chronić finansowo przed skutkami anomalii. W tym celu wystarczy ubezpieczenie w wariancie podstawowym z pakietem zdarzeń losowych. Podstawa będzie chroniła konstrukcję budynku i elementy przymocowane na stałe, jak ogrodzenie czy antena. Dla zwiększenia zakresu o ochronę wyposażenia czy stłuczenie szyb należy dobrać odpowiednie rozszerzenia.

W ofercie ubezpieczycieli rzadko można spotkać się z definicją tornada i trąby powietrznej. Towarzystwa najczęściej wymieniają silny wiatr, ulewny deszcz i uderzenie pioruna jako zjawiska towarzyszące tornadom. Taka polisa kosztuje już poniżej 100 zł rocznie – wyjaśnia Michał Ratajczak, ekspert rankomat.pl.

Towarzystwa ubezpieczeniowe z roku na rok wypłacają coraz więcej odszkodowań z tytułu polis majątkowych (bez uwzględnienia komunikacyjnych). Według raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń w 2020 r. to łącznie 7,7 mld zł, podczas gdy jeszcze w 2010 r. kwota ta wynosiła 4,9 mld zł.

TOP 55 najcenniejszych madialnie polityków w internecie 2021

Mateusz Morawiecki jest najdroższym medialnie politykiem w polskim internecie.
Wartość przekazów z udziałem premiera wyniosła blisko 124 miliony złotych. Donald Tusk zajmuje 6. miejsce z kwotą 41 mln zł – podaje Instytut Przywództwa który, na podstawie ekwiwalentu reklamowego, sprawdził jak cenni są polityczni liderzy.

Ekwiwalent reklamowy to kwota jaką należałoby zapłacić za publikacje, gdyby były one reklamą. Jego wartość zależy między innymi od objętości materiału, rodzaju medium oraz zasięgu.TOP 10 najcenniejszych madialnie polityków w internecie

Pierwszego miejsca mogliśmy się spodziewać, gdyż premier Mateusz Morawiecki z racji pełnionej funkcji codziennie pojawia się w doniesieniach medialnych. Na przykładzie Adama Niedzielskiego, który zajął drugie miejsce, widzimy jaki wpływ na obecność ministra w mediach ma nadzwyczajna sytuacja jaką jest pandemia – komentuje Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Kolejne miejsca zajmują politycy rządzącego obozu, co wiąże się głównie ze sprawowaną funkcją polityczną: Andrzej Duda, Michał Dworczyk i Jarosław Kaczyński. Pierwszym politykiem opozycji jest Donald Tusk, który nie był w ostatnich latach czynnym politykiem na polskiej scenie politycznej, obserwował i komentował wydarzenia i dopiero niedawno ogłosił swój powrót. Kolejnym politykiem opozycji w rankingu jest Rafał Trzaskowski.

Jak można dostrzec wcale nie zajmowane stanowisko jest najistotniejsze, ale dotarcie do ludzi. Prawdziwy lider nie potrzebuje stanowiska, aby zaprezentować to co robi i jaki ma to wpływ na innych. Widać to na przykładzie Rafała Trzaskowskiego, który do powrotu Donalda Tuska był postrzegany jako de facto lider opozycji. Idący z nim w ramię, ramię, a czasem go wyprzedzający w sondażach Szymon Hołownia w naszym rankingu zajął 12. miejsce – komentuje prezes Instytutu Przywództwa.

Paweł Kukiz, który często pojawiał się w mediach, obecnie zajmuje 19. miejsce.
– Widzimy, że przekaz medialny byłego kandydata na prezydenta maleje – zauważa Piotr Gąsiorowski. Przedstawiciel centrolewicy plasuje się na  20. miejscu, zaś lewicy 22. miejscu. Czy więc w mediach nie ma miejsca na polityków z tej strony sceny politycznej?

Lewica ma wielu bardzo sprawnych retoryków, którzy z całą pewnością potrafią mówić. Zarówno Robert Biedroń jak i Włodzimierz Czarzasty to ludzie, którzy bardzo dobrze radzą sobie medialnie. Odległe miejsca w rankingu to ważna informacja dla lewicy, która potrafi mówić, ale wygląda na to, że to co mówi nie jest wystarczająco interesujące i nie budzi zainteresowania jakiego z pewnością by oczekiwali.  Może to być po części odpowiedź na pytanie, dlaczego lewica nie zdobywa w ostatnich latach wielkiego poparcia – komentuje prezes Gąsiorowski.

Zaskakująca jest obecność rzeczników prasowych Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej dopiero na 45. i 47. miejscu. – Czyżby był to zmierzch instytucji rzecznika prasowego i członkowie największych partii woleli sami prowadzić komunikację w mediach? – pyta prezes Instytutu Przywództwa.

Wartość przekazu medialnego liderów politycznych w internecie (w PLN)
1 Mateusz Morawiecki 123 910 000
2 Adam Niedzielski 112 250 000
3 Andrzej Duda 101 660 000
4 Michał Dworczyk 78 670 000
5 Jarosław Kaczyński 74 840 000
6 Donald Tusk 41 010 000
7 Jarosław Gowin 36 210 000
8 Rafał Trzaskowski 35 350 000
9 Przemysław Czarnek 32 720 000
10 Borys Budka 27 650 000
11 Zbigniew Ziobro 23 000 000
12 Szymon Hołownia 20 120 000
13 Jacek Sasin 18 410 000
14 Władysław Kosiniak-Kamysz 15 275 000
15 Ryszard Terlecki 13 050 000
16 Grzegorz Braun 12 950 000
17 Lech Wałęsa 11 480 000
18 Beata Szydło 10 940 000
19 Paweł Kukiz 10 920 000
20 Robert Biedroń 10 850 000
21 Cezary Tomczyk 10 170 000
22 Włodzimierz Czarzasty 10 120 000
23 Piotr Gliński 9 930 000
24 Mariusz Błaszczak 9 320 000
25 Marlena Maląg 8 880 000
26 Antoni Macierewicz 8 810 000
27 Aleksander Kwaśniewski 8 300 000
28 Tomasz Grodzki 8 230 000
29 Grzegorz Schetyna 7 980 000
30 Krystyna Pawłowicz 7 420 000
31 Leszek Miller 7 210 000
32 Krzysztof Bosak 6 760 000
33 Elżbieta Witek 6 650 000
34 Michał Szczerba 6 560 000
35 Bronisław Komorowski 6 560 000
36 Małgorzata Kidawa-Błońska 6 358 000
37 Janusz Korwin-Mikke 6 196 000
38 Patryk Jaki 5 720 000
39 Adrian Zandberg 5 059 000
40 Mariusz Kamiński 4 960 000
41 Marcin Kierwiński 4 609 000
42 Krzysztof Gawkowski 4 520 000
43 Sebastian Kaleta 4 074 000
44 Joanna Scheuring-Wielgus 3 900 000
45 Anita Czerwińska 3 840 000
46 Dariusz Joński 3 631 000
47 Jan Grabiec 3 100 000
48 Łukasz Szumowski 2 930 000
49 Joanna Lichocka 2 856 000
50 Agnieszka Pomaska 2 481 000
51 Marek Sawicki 2 138 000
52 Stanisław Piotrowicz 1 950 000
53 Klaudia Jachira 1 467 000
54 Beata Mazurek 1 240 000
55 Marek Kuchciński 969 000

 

Jak zbadano potencjał medialny liderów politycznych?

Instytut Przywództwa przeanalizował wzmianki o wybranych liderach politycznych z okresu od 1.01.2021 r. do 14.07.2021 r. które zamieszczone zostały na portalach internetowych, stronach informacyjnych, blogach oraz portalach mediów społecznościowych (Twitter, YouTube, TikTok) za pomocą Brand24. Ze względu na politykę udostępniania informacji w analizie nie uwzględniono portalów Facebook i Instragram. Aby wyliczyć wartość medialną przekazów, wykorzystano wskaźnik ekwiwalentu reklamowego bez uwzględnienia zniżek reklamowych.

Od 1 maja 2021 r. wyższe mandaty za wykroczenia skarbowe – kontrowersje i skutki uboczne

Od 1 maja 2021 r. obowiązują przepisy ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw, gdzie przewidziano także podwyższenie górnej granicy kary grzywny za wykroczenia skarbowe, które organ podatkowy może nakładać w drodze mandatu. Wykorzystując zmiany w przepisach akcyzowych, ustawodawca dokonał drastycznej podwyżki kar za wykroczenia skarbowe. Powstaje więc naturalne pytanie, jak podwyżka kar za wykroczenia skarbowe wpłynie na dotychczasowe podejście fiskusa? Jaki cel miało zawarcie przepisów podwyższających mandaty w zmianach ustawy o podatku akcyzowym?

Kiedy można wymierzyć mandat?

Zgodnie z przepisami kodeksu karno-skarbowego karę grzywny za wykroczenie skarbowe w postaci mandatu karnego organy podatkowe mogą wymierzyć, jeżeli osoba sprawcy i okoliczności popełnienia wykroczenia skarbowego nie budzą wątpliwości, uszczuplona należność publicznoprawna została w całości uiszczona do czasu przyjęcia mandatu, a sprawca wyraził zgodę na przyjęcie mandatu. Bardzo istotna jest zgoda na przyjęcie mandatu, ponieważ upraszcza ona organom podatkowym postępowanie. Zgoda jest równoznaczna z przyznaniem się podatnika do winy i przyjęciem kary wymierzonej przez urząd. Do tej pory podatnicy w oczywistych sytuacjach często decydowali się na przyjęcie mandatu, aby nie wchodzić na drogę sądową.

Wykroczeniem skarbowym jest czyn zabroniony pod groźbą kary grzywny określonej kwotowo, jeżeli kwota uszczuplonej należności publicznoprawnej albo wartość przedmiotu czynu nie przekraczają pięciokrotności minimalnego wynagrodzenia oraz inne czyny zabronione zgodnie z uregulowaniami KKS. Wiele przepisów KKS stanowi, że czyn można kwalifikować jako wykroczenie w przypadkach tzw. wypadku mniejszej wagi, czyli w przypadku niskiej szkodliwości społecznej czynu, w sytuacji, gdy okoliczności i sposób popełnienia czynu nie wskazują na rażące lekceważenie prawa przez sprawcę.

Wysokość mandatu karnego

Obecnie zgodnie z treścią art. 48 § 2 KKS „Mandatem karnym można nałożyć karę grzywny w granicach nieprzekraczających pięciokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia”. W roku 2021 zgodnie z nowymi przepisami wysokość mandatu karnego może wynieść do 14 tys. zł. Przed wprowadzeniem tych regulacji przepisy mówiły o dwukrotności minimalnego wynagrodzenia, czyli maksymalnie o kwocie 5,6 tys. zł. Podwyżka górnej granicy jest zatem znacząca, co nie oznacza automatycznie, że organy podatkowe zaczną wymierzać wyższe mandaty.

Przyczyna zmian

Zgodnie z uzasadnieniem do znowelizowanych przepisów wprowadzających tę zmianę podniesienie górnej granicy mandatów karnych za wykroczenia skarbowe miało na celu odciążenie sądów od rozpatrywania spraw dotyczących wykroczeń oraz doprowadzenie do objęcia postępowaniem mandatowym większego zakresu czynów zabronionych. Wskazanie przez ustawodawcę, że nowe przepisy wpłyną na zwiększenie zakresu postępowań w sprawach o wykroczenia, miało zapewne na celu objęcie większej liczby postępowań postępowaniem mandatowym i w konsekwencji szybsze i łatwiejsze karanie podatników, a także możliwość częstszego korzystania przez urzędników z kwalifikacji czynu jako przypadku mniejszej wagi i wymierzania mandatu karnego. Innymi słowy, zamiast prowadzić długotrwałe postępowanie sądowe ustawodawca uznał, że korzystniejsze dla systemu będzie częstsze karanie mandatami w wyższej wysokości.

W praktyce jednak należy spodziewać się zwiększenia kar grzywien, które będą płacone za brak spełnienia ustawowych obowiązków np. w zakresie złożenia deklaracji, których w ostatnich latach znacznie przybyło. Dzięki takiemu podejściu ustawodawca będzie mógł realizować cele fiskalne kosztem podatników. Wprowadzenie szeregu zmian w przepisach, nowych obowiązków sprawozdawczych, deklaracji, raportów, przy jednoczesnym wzroście kar za nieterminowość, nierzetelność, brak złożenia takich dokumentów, powodować będzie spadek zaufania podatników do państwa.

Ubocznym skutkiem dla budżetu państwa wymierzania wyższych kar w postaci mandatów mogą być częstsze odmowy ich przyjęcia i w konsekwencji zwiększenie liczby postępowań sądowych, zwłaszcza w sytuacjach, gdy wymierzona kara będzie niewspółmierna do wykroczenia. Do 1 maja 2021 r. wysokość mandatów była niższa i podatnicy z reguły decydowali się na ich uiszczenie, aby szybko zakończyć sprawę. Ponadto należy pamiętać, że w przypadku większości czynów zabronionych z KKS konieczne jest wykazanie umyślności czynu. W wielu przypadkach kwestia umyślności jest przedmiotem rozstrzygnięcia sądu, który często stwierdza o braku umyślności czynu i uniewinnia podatnika. W postępowaniu mandatowym, w związku z koniecznością wyrażenia zgody na mandat przez sprawcę, kwestia badania winy jest marginalizowana. Zmiana wysokości mandatów może doprowadzić więc do sytuacji, w której sprawcy zaczną kwestionować umyślność czynu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dynamika sprzedaży detalicznej w czerwcu 2021 roku – komentarz eksperta DNB Bank Polska

Dziś GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w czerwcu 2021 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Czerwcowe dane o sprzedaży detalicznej wskazują na utrzymujący się wzrost popytu konsumpcyjnego zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. To już czwarty miesiąc z rzędu, kiedy konsumpcja okazuje odporność na pandemię. Solidna dynamika roczna to wynik niskiej bazy odniesienia z roku poprzedniego, kiedy mieliśmy do czynienia z pierwszą falą pandemii. Niezależnie od efektu bazy odczyt sprzedaży detalicznej, a szczególnie jej wzrost w stosunku do maja br., daje nadzieję, że ten trend pozostanie z nami na dłużej i nie ucierpi zbytnio przy kolejnej, czwartej fali pandemii. Ufności konsumenckiej w czerwcu sprzyjał zbliżający się okres wakacji, możliwość podróżowania oraz ożywienie aktywności ekonomicznej wynikające ze zniesienia większości restrykcji epidemiologicznych, w tym tych dotyczących usług takich jak rekreacja i gastronomia. Nie bez znaczenia jest też stale rosnąca liczba ozdrowieńców i osób zaszczepionych w populacji. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS poziom konsumpcji w cenach stałych wskazuje na jej wzrost o 8,6 proc. w ujęciu rocznym oraz 3,5 proc. w stosunku do maja 2021.

Czerwiec br. przyniósł wzrosty sprzedaży detalicznej we wszystkich grupach prezentowanych przez GUS. Największe wzrosty w ujęciu rocznym na poziomie 22,3 proc. odnotowały podmioty handlujące kategorią „odzież, tekstylia i obuwie”. Jest to głownie efekt zeszłorocznego załamania się sprzedaży w tej kategorii, ale też potwierdzenie, że Polacy szykują się na wakacyjne urlopy wraz ze zniesieniem przez rząd restrykcji w działalności branży turystycznej. Ustępowanie pandemii i związanych z nią obostrzeń doprowadziło do spadku sprzedaży przez Internet na poziomie 8,2 proc. w stosunku do maja br. Klienci wracają do tradycyjnych kanałów sprzedaży. Dotyczyło to szczególnie kategorii „tekstylia i odzież”. Udział sprzedaży internetowej w czerwcu br. wyniósł 8,1 proc. wobec 9,1 proc. w maju br.

Prognozujemy, że ożywienie w handlu utrzyma się również w miesiącach wakacyjnych tj. w lipcu i sierpniu. Konsumpcja we wrześniu oraz w czwartym kwartale 2021 będzie wypadkową siły uderzenia czwartej fali pandemii oraz zakresu restrykcji, jakie zostaną wprowadzone przez rząd.

GUS o e-handlu w czerwcu – eksperci komentują

W dniu dzisiejszym GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej w czerwcu 2021 r. – w porównaniu z majem br. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 8,2%). Udział tej sprzedaży zmniejszył się z 9,1% w maju br. do 8,1% w czerwcu br. Spadek udziału sprzedaży przez Internet zaobserwowano w większości grup przy czym znaczny wykazały przedsiębiorstwa zaklasyfikowane do grupy „tekstylia, odzież, obuwie” (z 21,3% przed miesiącem do 18,6%), a także podmioty z grup „meble, rtv, agd” (odpowiednio z 18,3% do 16,2%) oraz „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” (z 20,7% do 18,8%).

Poniżej komentarze eksperckie do tych danych autorstwa PayPo oraz Unity Group:

PayPo

– Jako branża sezonowa, w pierwszym letnim miesiącu handel odpowiedział odreagowaniem w kanale stacjonarnym. Po zdjęciu większości pandemicznych restrykcji widać powrót części Polaków i Polek do tej formy robienia zakupów. Jednak mimo startu sezonu wakacyjnego, który zwykle sprzyjał raczej ożywieniu w handlu tradycyjnym niż internetowym, w naszym przypadku widać wyraźną zmianę nawyków zakupowych w kierunku zwiększenia roli online. Niedawno przekroczyliśmy próg 500 tys. aktywnych klientów, korzystających z naszych płatności odroczonych, a liczba zrealizowanych przez nich transakcji była w czerwcu tego roku ponaddwukrotnie większa niż przed rokiem, gdy pandemia wyraźnie wpływała już na krajobraz polskiego handlu. I połowa lipca też wygląda pod tym względem obiecująco.

Ciekawie rysują się perspektywy dalszego rozwoju e-handlu. 2020 r. był dla niego rekordowy, zarówno w Polsce jak i w ujęciu globalnym. Wg raportu eMarketer w 2020 r. sprzedaż detaliczna online na świecie wyniosła 4,21 bln USD względem 3,35 bln USD rok wcześniej. Ale najnowsze prognozy wskazują kontynuację silnego trendu. Ta sama agencja prognozuje też dalszy wzrost światowego e-handlu o kolejne 16,8% (do 4,92 bln USD) w tym roku i do 7,39 bln USD w roku 2025. Według różnych ekspertów rynku jednymi z katalizatorów rozwoju są zmieniające się zwyczaje zakupowe i coraz większą popularność rozwiązań mobilnych. To bardzo dobra wiadomość dla dostawców rozwiązań płatniczych online, zwłaszcza że wśród klientów PayPo również olbrzymie znaczenie ma mobilny kanał sprzedaży, który z punktu widzenia kupującego jest szybszy i wygodniejszy niż zakupy na komputerze. To wszystko prowadzi do wniosku, że przed segmentem nowoczesnych, wygodnych i bezpiecznych metod płatności za zakupy online, a do takich należą płatności odroczone, lata bardzo dynamicznego rozwoju – komentuje Piotr Szymczak, dyrektor operacyjny w PayPo

Unity Group

– Dla specjalistów cyfrowej transformacji handlu najnowsze dane GUS nie są zaskoczeniem. Ostatnie odchylenia od głównego trendu nie wpłyną na przyjętą przez firmy strategię w tym obszarze. Miesięczną informację GUS powinniśmy rozpatrywać przede wszystkim w perspektywie globalnej, odnosząc najnowsze wyniki do stanu sprzed pandemii COVID-19, kiedy to początek miał nagły i znaczący wzrost digitalizacji polskich przedsiębiorstw. Wśród wielu faktów jeden trzeba szczególnie wziąć pod uwagę: obecnie już tylko około 16% konsumentów nie robi zakupów w internecie (gdy u schyłku 2019 roku było to aż 42%). Powodów takiego zachowania jest wiele. Wśród nich zarówno rosnąca wygoda kupujących, jak również wprowadzane, a następnie odwoływane lockdowny oraz związane z nimi restrykcje, które wielu biznesom uniemożliwiały sprawne działanie offline. Przesunęła się również granica wiekowa osób, dokonujących zakupów w sieci – szczególnie powiększyło się grono osób w wieku 50+.

Informacje te powinny wziąć pod uwagę wszystkie firmy handlowe, chcące rozszerzać swoją działalność, zwiększać przychody i podbijać nowe rynki. W branży mówi się, że w ciągu roku pandemia spowodowała wzrost e-commerce do poziomu, który w „normalnej” sytuacji (bez pandemii), zająłby od 3 do 5 lat. Nadal jesteśmy na fali wznoszącego trendu digitalizacji przedsiębiorstw. Nieznacznie zmniejsza się dynamika wzrostu sprzedaży w internecie, spowodowana przede wszystkim aktualnym zniesieniem obostrzeń i powrotem konsumentów do sklepów stacjonarnych, jednak wciąż jest ona na wysokim poziomie. Niezwykle istotne jest teraz zweryfikowanie, jak zmieniły się oczekiwania klientów, poznanie ich nowego „customer journey”. Wiele firm inwestuje w systemy wspierające te obszary. Nie wystarczy klienta przyciągnąć do swojego sklepu. Z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi powinniśmy przeprowadzić klienta przez proces, dać mu informacje, których oczekuje i pomóc mu w podjęciu decyzji. Można śmiało założyć, że nawet w przypadku zakończenia pandemii, spore grono konsumentów pozostanie przy swoich nowych zachowaniach zakupowych. 

Warto również przyjrzeć się e-grocery – na razie ma on znikomy wpływ na wielkość rynku e-commerce, jednak intensyfikacja inwestycji w tym sektorze jest coraz bardziej wyraźnym trendem. Nikogo już nie dziwi możliwość zamawiania produktów online u największych graczy dotychczas kojarzonych jedynie ze sprzedażą tradycyjną.  Przykładem jest marka Lidl, podbijająca polski rynek możliwością zamawiania większości produktów bez wychodzenia z domu.

Kluczowe dla pozycji e-commerce są także coraz częstsze obawy decydentów dot. zbliżającej się czwartej fali pandemii COVID-19. Dla wielu jest ona nieuchronna, chociaż trudno określić, kiedy nastąpi. Z tego powodu przedsiębiorcy spodziewają się kolejnych lockdownów. Jeśli do nich dojdzie najważniejszą rolę, umożliwiającą przetrwanie spowolnienia rynkowego, odegrają po raz wtóry kanały cyfrowe. W porównaniu do początku 2020 roku nastąpiła w tym obszarze spora zmiana, ponieważ zapowiedzi prawdopodobnego zamknięcia różnych obszarów gospodarki w następnych miesiącach niewiele zmieniają dla firm gotowych na powtarzanie się takiego scenariusza w przyszłości.

Nie można też tutaj nie wspomnieć o planowanych do wprowadzenia zmianach legislacyjnych. Przykładem może być zapowiedź „Polskiego Ładu”, wokół którego wciąż istnieje wiele niejasności i obaw przedsiębiorców. Do powyższych dochodzi coraz dramatyczniejszy brak dostępności specjalistów realizujących projekty transformacji cyfrowej, połączony z ich rosnącymi oczekiwaniami finansowymi. Te zmiany sprawiają, że firmy, chcące budować czy skalować biznes online, będą musiały liczyć się z rosnącymi kosztami takich inwestycji. Jednak to ostatni moment, by rozwijać kompetencje cyfrowe i nadążyć za rynkiem. Dodatkowo optymizmem nie napawa szybko wzrastająca inflacja – musimy bowiem przygotować się na zwyżkę cen również dla klientów końcowych.

Płynące z rynku sygnały są jednoznaczne: zarządy firm strategicznie pracują nad obszarem transformacji cyfrowej. Dochodzi do coraz większej liczby połączeń lub akwizycji, co potwierdza konsolidację rynku i długofalowe, perspektywiczne spojrzenie. W wielu przypadkach działania planowane są nawet na kilka lat do przodu. To słuszne podejście, ponieważ dobre rozumienie tego, jak dalece transformacja cyfrowa i wykorzystanie danych mogą zmienić biznes, to klucz do sukcesu w świecie jutra, a ten z całą pewnością będzie wirtualny. – powiedział Sebastian Błaszkiewicz, dyrektor sprzedaży w Unity Group.

Dynamika sprzedaży detalicznej w czerwcu 2021 roku

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w czerwcu 2021 r. była wyższa niż przed rokiem o 8,6% (wobec spadku o 1,3% w czerwcu 2020 r.). W porównaniu z majem 2021 r. miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 3,5% – poinformowł Główny Urząd Statystyczny.

W okresie styczeń-czerwiec 2021 r. sprzedaż wzrosła r/r o 7,8% (wobec spadku o 5,2% w 2020 r.)

W czerwcu 2021 r. największy wzrost sprzedaży detalicznej (w cenach stałych) w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą, obuwiem (o 22,3% wobec spadku o 3,7% przed rokiem). Spośród prezentowanych grup wyższą sprzedaż niż sprzedaż „ogółem” zaobserwowano również w grupach: „farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny” (o 17,5%) oraz „pozostałe” (o 13,2%).

Teradata powołuje Andreya Alekseenko na stanowisko wiceprezesa Teradata

Terdata (NYSE: TDC) poinformowała o wyznaczeniu Andreya Alekseenko na stanowisko wiceprezesa Teradata Nordics, odpowiedzialnego za kraje skandynawskie, Rosję, Polskę i Czechy. Na nowym stanowisku Andrey będzie odpowiadał  za strategię go-to-market i jej wykonywanie w tych krajach.

„Kiedy zacząłem pracę dla firmy 13 lat temu, byłem świadkiem jak Teradata ewoluowała  w stronę firmy będącej liderem działań w chmurze, dzięki sile danych  przekształcającej biznes i życie codzienne ludzi, ” – stwierdza Alekseenko – „Pozostaję wierny wizji i dążeniu do budowania i wzmacniania zaufania klienta do technologii Teradata w dziedzinie usług w chmurze iorazpogłębianiu kooperacji z partnerami w regionie”

Andrey rozpoczał pracę w Teradata w 2008 roku,. Obejmował kolejno  stanowiska w działach finansowym i sprzedaży, zaś przez ostatnie 8 lat był Dyrektorem Lokalnym (Country Manager) Teradata w Rosji, gdzie przyczynił się do znacznego wzrostu pozycji firmy w tym kraju. Zbudował sprawny system resellerów w regionie, podobnie jak silny zespół go-to-market, który wypracował nagrodzony później system dwucyfrowego wzrostu wydajności.

„Andrey zademonstrował  doskonałe  przywództwo i zarazem unikalne możliwości osiągnięcia sukcesu poprzez przekonującą strategię go-to-market” – mówi Magnus Palmaer , Wiceprezes Wykonawczy dla krajów EMEA w Teradata – „Był odpowiedzialny za pozyskanie wielu istotnych klientów w Rosji i jestem przekonany że przeniesie to ambitne podejście i wytrwałość do krajów skandynawskich, Rosji, Polski i Czech”.

Teradata Vantage będzie dostępna na platformie Google Cloud w Warszawie

Powołanie Andreya zbiega się z ogłoszeniem o dalszymrozwoju Teradaty w regionie; flagowy produkt firmy o nazwie  Teradata Vantage teraz będzie dostępny na nowej platformie krajowej Google Cloud w Warszawie. Oferowany w modelu oprogramowanie jako usługa (SaaS) zapewni dostęp do Vantage – sieciowej, działającej w wielu typach chmur platformy analizy danych dla przedsiębiorstw, używającej coraz popularniejszej w Polsce  chmury Google Cloud.

Takie działanie wynika z  z założenia o jak najwiekszej  dostępności Teradata Vantage w chmurze Google Cloud w ostatnim roku i dodaniu Polski do listy krajów, gdzie ta platforma jest oferowana (w uzupełnieniu do Australii, Kanady, Wielkiej Brytanii i USA). Rozwój opcji analizy danych w chmurze oznacza dla klientów Teradata w Polsce elastyczność działania w wielu środowiskach wieloplatformowych i hybrydowych i ułatwiony dostęp do usług przechowywania danych, wiuzualizacji i BI (business intelligence) oferowanych w Google Cloud

„Teradata jest obecna na pierwszej linii rewolucji analityki w chmurze w Polsce” – mówi Andrey – ” Dla nas oznacza to oferowanienie mającej konkurencji mocy, wydajności i bezpieczeństwa w ramach Teradata Vantage razem z usługami platformy krajowej Google Cloud, co umożliwia wejście zaawansowanej analityki na  najwyższy poziom. Dla klientów Teradata w Polsce oznacza to  ułatwienie w skupieniu się nie na IT, ale użyciu swoich danych aby osiągnąć znaczące wyniki biznesowe”

Z Vantage duże przedsiębiorstwa wyeliminują silosy  i wprowadzą kosztowo efektywne przeszukiwanie wszystkich danych w czasie rzeczywistym, niezależnie gdzie się one znajdują, przy użyciu niskokosztowego składowania obiektów w wielu typach chmur, lokalnych i w rożnych wariantach, co da na koniec kompleksowy wgląd w ich biznes.

Grupa Muszkieterów z 4,2 miliardami złotych obrotów w pierwszym półroczu 2021 roku

Przez pierwsze sześć miesięcy bieżącego roku Grupa Muszkieterów wypracowała obroty na poziomie 4,2 miliarda złotych. Oznacza to wzrost o 430 milionów złotych (11,5 proc.) w porównaniu do tego samego okresu w 2020 r. Sprzedaż na sklepach porównywalnych (like-for-like) zwiększyła się o ponad 9,5 proc. w stosunku do tego samego okresu w roku poprzednim.

Grupa Muszkieterów brico marche intermarche– Tak solidne wyniki potwierdzają mocne fundamenty biznesowe obydwu sieci zarządzanych przez Grupę – Intermarché i Bricomarché. Jednak podchodzimy do nich z ostrożnością, mając na uwadze, iż od marca zeszłego roku nasza baza była mocno obciążona przez pandemię COVID-19, której skutki, choć w mniejszym stopniu, nadal są odczuwalne. Mamy nadzieję, że wysoka dynamika wzrostu sprzedaży, obserwowana w sklepach Bricomarché w okresie pierwszego półrocza, będzie nadal się utrzymywać. Solidne, dwucyfrowe wzrosty sieci Intermarché wypracowane w ostatnim kwartale są wynikiem stopniowego powrotu do równowagi rynkowej w zakresie rozwoju poszczególnych segmentów. Ponadto, sieć Intermarché bez wątpienia cały czas czerpie wymierne korzyści z procesu transformacji rozpoczętego 3 lata temu – mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

W pierwszej połowie bieżącego roku sieć Intermarché otworzyła trzy nowe sklepy w koncepcie Power – w Poznaniu, Piekarach Śląskich i Miliczu. Przeprowadziła również modernizację trzech już istniejących obiektów i obecnie są one dostępne dla klientów w nowym koncepcie w Śremie, Szczecinku i Oleśnicy. Dla klientów oznacza to m.in. poszerzoną ofertę produktów świeżych, bio, fit i dań gotowych, nowy, intuicyjny układ sklepu oraz dłuższe taśmy kasowe. Dodatkowo sieć uruchomiła dwie nowe stacje paliw w formule light (oba punkty znajdują się w sąsiedztwie sklepów Bricomarché) oraz dwa nowe punkty Intermarché Drive, które umożliwiają zamawianie produktów przez Internet i ich odbiór w specjalnie wyznaczonej do tego strefie.

Pierwsze półrocze br. było także intensywne dla sieci Bricomarché. Otwarto dwa nowe sklepy – w Tomaszowie Mazowieckim i Miliczu oraz 34 nowe Bricomaty, czyli autorskie boksy do bezkontaktowego odbioru zamawianych towarów. Istotnym wydarzeniem w pierwszym kwartale br. było również rozpoczęcie nowej kampanii marki. Wraz z nią zmieniła się misja sieci, która obecnie brzmi „Dom to nasza wspólna pasja”. Celem Bricomarché jest wspieranie klientów w rozwijaniu ich zainteresowań związanych z domem. Wraz z nową misją marki zmienił się także claim – „Z pasją do domu i ogrodu”. Poszerzyło się również grono jej ambasadorów – do Dominika Strzelca i Wieśka Skiby dołączyła Kasia Ogórek.

Druga połowa 2021 roku będzie dla nas równie intensywna pod względem dalszego rozwoju usług z zakresu e-commerce, otwierania nowych lokalizacji w ramach obydwu sieci oraz realizacji ambitnego planu modernizacji istniejących obiektów. O Ile jest za wcześnie, by prognozować wyniki w skali całego roku, jesteśmy optymistycznie nastawieni odnośnie dalszego wzrostu obrotów obydwu szyldów – Intermarché i Bricomarché. Bieżący rok będzie okazją do potwierdzenia wiodącej pozycji Grupy jako jednego z czołowych retailerów w Polsce oraz naszej silnej woli do realizacji kolejnych prorozwojowych inwestycji na rynku podkreśla Marc Dherment.

Złoty wciąż w defensywie

Rynki finansowe poszukują nowego punktu równowagi, wobec doniesień agencji prasowych o rozwoju wariantu „delta” koronawirusa. We wtorek obserwowaliśmy solidne odreagowanie po uprzednich spadkach. Środowy poranek przynosi względną stabilizację notowań najważniejszych aktywów. Kolejne dni przyniosą znaczące publikacje makroekonomiczne, a także decyzję EBC ws. poziomu stóp procentowych, co powinno przykrywać informacje o rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Posiedzenie EBC nie pozostanie bez wpływu na złotego.

W środę o poranku obserwujemy poszukiwanie nowych poziomów równowagi. Eurodolar kontynuuje ruch na południe, ale skala jest zdecydowanie mniejsza niż na początku tygodnia. W poprawie nastrojów pomagają solidne wzrosty na amerykańskim rynku akcji, które dały chwilę oddechu rajdowi ryzyka. Na rynku walutowym tematem tygodnia pozostaje czwartkowe posiedzenie decyzyjne EBC. Oczekuje się, że bank utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale wobec pogorszenia sytuacji epidemicznej nie należy spodziewać się redukcji skupu aktywów. Wcześniejsza zmiana celu inflacyjnego została odczytana gołębio, co ogranicza przestrzeń do umocnienia euro. W połączeniu ze słabym sentymentem wśród inwestorów oraz preferencją bezpiecznych przystani bazowym scenariuszem dla eurodolara jest utrzymywanie się poniżej progu 1,18.

Strefa poniżej 1,18 w przypadku EUR/USD jest niekorzystna dla złotego. Złoty pozostaje jedną z najsłabszych walut EM, której nie pomagają nawet dobre dane z rynku pracy. W środę poznamy zmianę wartości sprzedaży detalicznej, niemniej tutaj również oczekuję niewielkiego wpływu odczytu na kwotowania. Problemem złotego pozostaje m.in. brak wsparcia ze strony RPP. Rada, skądinąd słusznie, przygląda się rozwojowi sytuacji epidemicznej i odwleka dyskusję o normalizacji polityki pieniężnej. Rynek pogodził się, z tym, że Polska będzie ostatnim kraje w regionie, który podniesie stopy procentowe, co sprawia, że nastawienie do krajowej waluty jest raczej niedźwiedzie. Zwracam uwagę, że ostatni spadek dynamiki wzrostu cen (choć wciąż daleko poza celem NBP) potwierdza tezę o przejściowym charakterze i daje komfort utrzymywania luźnej polityki monetarnej. Rosnące koszty produkcji (PPI najwyższy od 2012 roku) z pewnością jedną dołożą presję inflacyjną, co oznacza, że szczyt wzrostu cen wcale nie musi być za nami. Globalne ryzyka, w tym rozprzestrzenianie wariantu Delta ograniczają przestrzeń do umocnienia złotego. Złoty jest wrażliwy na zachowanie kursu eurodolara, toteż problemem może być również utrzymywanie gołębiego nastawienia w EBC. Miks czynników sprawia, że nagłe umocnienie złotego może być trudne do zrealizowania, jednak przestrzeń do osłabienia również się wyczerpuje. Oczekiwany jest ruch boczny z kilkugroszowym przedziałem wahań.

Maciej Madej, analityk TMS Brokers

Fundusz Status Starter zainwestował 4 mln zł w Sternkraft Polska

Fundusz Status Starter zainwestował 4 mln zł w Sternkraft Polska rozwijającą projekt sztucznej inteligencji w telematyce. Technologia ma między innymi znacząco obniżyć straty w branży transportowej, które w 2020 roku wyniosły 9 mld Euro. Dzięki pozyskanym środkom Spółka stworzy nowe rozwiązania dla przewoźników w całej Unii Europejskiej.

Sztuczna inteligencja diametralnie zmieni branżę transportu drogowego – zarówno cargo, jak i publicznego. Rozwijana przez  Sternkraft technologia Computer Vision, czyli analiza obrazu pojazdów autonomicznych, stawia czoła wielu wyzwaniom, jakimi są między innymi kradzieże, napady, uszkodzenia oraz przestrzeganie BHP floty i kierowców w transporcie drogowym.

Computer Vision zmienia oblicze transportu. Dzięki niemu bezpieczeństwo osób, floty oraz ładunków może poprawić się nawet kilkukrotnie. Liczba problemów związanych z transportem towaru jest znacznie poważniejsza niż wielomiesięczne czy nawet wieloletnie próby uzyskania odszkodowania. Według najnowszych danych, dziennie okradanych jest średnio niemal 50 naczep w całej UE. Technologia, której używamy potrafi zminimalizować ten problem, a także wiele innych – komentuje Marcin Lewicki, założyciel Sternkraft Polska.

Rozwiązanie SafeWay FX2 potrafi o 74% zmniejszyć liczbę kradzieży, oszustw, błędów i nieefektywności w sektorze transportu w Europie i na świecie. Pozwoli to znacząco ograniczyć straty ponoszone przez producentów, firmy transportowe i ubezpieczeniowe. Globalny rynek telematyki komercyjnej do 2022 roku ma wzrosnąć do prawie 70 mld dolarów, a do 2030 r. ma osiągnąć aż 144 mld USD . Oczekuje się, że w najbliższych latach, tj. do roku 2025, średnia roczna stopa wzrostu rynku wyniesie prawie 21%.

Zdecydowaliśmy się zainwestować w firmę Sternkraft Polska, ponieważ stoi za nią zespół o wybitnych kompetencjach. W naszej opinii dynamicznie rosnący rynek telematyki oraz technologii rozpoznawania obrazu, postępująca autonomizacja procesów w logistyce oraz zwiększona niepewność łańcuchów dostaw połączone ze spadkiem cen zaawansowanej elektroniki sprawiają, że Safeway może szybko zrewolucjonizować rynek transportu drogowego w UE – ocenia Stanisław Rogoziński, Partner Funduszu Satus Starter.

SafeWay FX2 to autorska technologia dedykowana sektorowi TSL (Transport-Spedycja-Logistyka). System został dostosowany do wymagających warunków przewozowych: bardzo szerokiego zakresu temperatur pracy, wilgotności, wibracji, oświetlenia, a przede wszystkim ograniczonego dostępu do energii elektrycznej i połączenia z siecią.

Sternkraft Polska niedawno pozyskał pierwszego inwestora zewnętrznego w postaci Akceleratora Technologicznego w Gliwicach. Ponadto projekt otrzymał szereg grantów, a także pierwszą nagrodę w konkursie Amazon AI Start-Up Challenge.

Branża turystyczna z ponad 100 mln zł długów. Razem z klientami obawia się kolejnego lockdownu

Wakacje w czasie pandemii wiążą się z dużą dozą niepewnościa branża turystyczna nieustannie liczy straty finansowe spowodowane kryzysem. Działalność gospodarczą w ubiegłym roku zawiesiło 10 tys. hoteli i 310 biur podróży. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i BIK na koniec maja było 947 turystycznych firm z problemami finansowymi. Trudności ze spłatą kredytów i bieżących rachunków ma co 13. organizator wycieczek i co 11. pośrednik. Łączne zaległości turystyki wzrosły w ciągu 14 miesięcy o jedną trzecią. Przed wakacjami lepiej więc sprawdzić, czy biuro podróży jest wiarygodne.

Czasy, kiedy wiele osób planowało urlop z dużym wyprzedzeniem, odeszły w niepamięć. Straciły na tym biura podróży, które już zimą z powodzeniem zaczynały sprzedaż wycieczek na sezon letni. Sytuacja epidemiologiczna nie pozwala jednak myśleć o wakacjach na kilka miesięcy przed datą wyjazdu, a obserwowany ostatnio wzrost zachorowań na wariant Delta Covid-19 spowodował, że turystom i biurom podróży jest jeszcze trudniej, szczególnie w planowaniu wypoczynku za granicą. W Hiszpanii m.in. na terenie Katalonii przywrócono nocną godzinę policyjną, obowiązują: niższe limity osób w sklepach, placówkach sportowych czy lokalach gastronomicznych, zakaz jedzenia i picia na ulicach i spotkań towarzyskich w grupach przekraczających 10 osób. Holandia zamknęła kluby i dyskoteki, odwołała imprezy sportowe i koncerty. Na greckiej wyspie Mykonos obowiązuje nocna godzina policyjna, a w miejscach publicznych nie można puszczać muzyki, w całej Grecji m.in. do wnętrz restauracji, kawiarni i klubów mogą wchodzić wyłącznie osoby zaszczepione, posiadające potwierdzenie przebycia Covid-19 lub negatywny wynik testu. Tak samo jest w Irlandii, podobnie w weekendy w Portugalii, a dodatkowo w rejonach Portugalii najbardziej dotkniętych przez pandemię restauracje działają do 22.30, potwierdzenia szczepień żądają też hotele. Certyfikatów dotyczących odporności na Covid-19 w niektórych miejscach już w lipcu, a na szeroką skalę w sierpniu, oczekuje również Francja. W powietrzu wisi obawa o zamykanie granic lub utrudnienia po przyjeździe na wypoczynek i po powrocie z urlopu. Z drugiej strony, wszyscy po okresie lockdownów są spragnieni normalności, odpoczynku i oderwania się od pandemicznej rzeczywistości. Otwarte pozostaje pytanie, czy branża turystyczna najgorsze ma już za sobą, czy zagraża jej czwarta fala koronawirusa?

Kolejny lockdown byłby bardzo trudny

Już wcześniejsze ograniczenia dały się turystyce mocno we znaki. Organizatorzy turystyki, pośrednicy i agenci turystyczni oraz pozostała działalność usługowa w zakresie rezerwacji, miała na koniec maja prawie 106,5 mln zł zaległych zobowiązań. Licząc od początku pandemii oznacza to wzrost o niemal jedną trzecią. Na koniec marca 2020 r. przeterminowane faktury i raty kredytów wynosiły bowiem 81,2 mln zł. Samych dłużników przybyło jednak mniej, bo o 5 proc. i jest ich obecnie 947 (licząc firmy aktywne, zawieszone i zamknięte).

Ciemny krajobraz na rynku turystycznym po ponad roku kryzysu pokazuje też raport Dun&Bradstreet – w I kw. br. liczba wykreślonych z KRS działalności gospodarczych z branży turystycznej przeważyła nad liczbą nowo zarejestrowanych firm. Do tej pory na czasowe zawieszenie funkcjonowania zdecydowało się aż 10 tys. hoteli. W samym tylko 2020 r. liczba zamkniętych hoteli i obiektów noclegowych sięgnęła 9,5 tys. Statystyki dla biur podróży również pokazują spory wymiar problemów spowodowanych ograniczeniami sanitarnymi. Na zawieszenie działalności gospodarczej w zeszłym roku zdecydowało się 310 takich firm, czyli blisko 7 proc. wszystkich tego typu przedsiębiorstw w Polsce. W pierwszym kwartale bieżącego roku sytuacja nie poprawiła się, bo działalność zawiesiło kolejne 185 przedsiębiorstw, w tym 56 biur podróży. Liczba faktycznych bankructw w hotelarstwie i gastronomii wzrosła o 185 proc.

Branża turystyczna to nie tylko biura podróży i hotele. Pandemiczny kryzys dotknął również agentów, pośredników, pilotów wycieczek i punkty obsługi turystycznej. Na zawieszenie działalności w 2020 r. łącznie zdecydowało się około 800 takich przedsiębiorstw – wynika z analizy Dun&Bradstreet.

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowej BIK, wynika, że zaległości agentów wzrosły z 11,5 mln zł do 20,6 mln zł. Choć o innej skali długów jest mowa w przypadku pilotów wycieczek i przewodników, to wzrost ich zaległości również wyniósł kilkadziesiąt procent. W przypadku punktów informacji turystycznej zaległości się podwoiły. Brak różnego rodzaju wydarzeń rozrywkowych i kulturalnych przyczynił się z kolei do czterokrotnego wzrostu zaległości firm zarejestrowanych jako „Pozostała działalność usługowa w zakresie rezerwacji…”, ich dług przekroczył 43 mln zł.

Branża turystyczna z ponad 100 mln zł długów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowej BIK

Zdarzyły się też wyjątki. Przeterminowane zobowiązania organizatorów turystyki, czyli firm przygotowujących wycieczki i wyjazdy, spadły o jedną trzecią z blisko 54 mln zł do ok. 36 mln zł, ale nie przełożyło się to na zmianę odsetka niesolidnych przedsiębiorstw. Kłopoty z terminowym rozliczaniem się na czas utrzymała co trzynasta (7,5 proc.) firma. Do 9 proc. wzrósł natomiast odsetek niesolidnych płatniczo pośredników turystycznych.

– Przyczyny problemów sektora są oczywiste. Od marca 2020 roku towarzyszą nam obostrzenia w praktyce uniemożliwiające branży turystycznej możliwość normalnego funkcjonowania i prowadzenia działalności gospodarczej. O unikanie podróżowania apelują eksperci. Polacy nie ruszyli na wakacje za granicę z takim entuzjazmem jak przed laty, a na rzecz kontaktów zdalnych ograniczono również podróże służbowe – zarówno w kraju, jak i za granicą – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Turystyka stara się jednak korzystać z każdej okazji i wraca do walki o klienta. Liczba kampanii mailingowych prowadzonych przez firmy z branży wraca do normy, po fatalnym roku 2020. W kwietniu br. ExpertSender odnotował ich wzrost o ponad 360 proc. względem kwietnia 2020 r. Co ważniejsze, rośnie także odsetek potencjalnych klientów, którzy klikają w zawarte w wiadomości linki i to nawet chętniej niż przed wybuchem epidemii koronawirusa.

– Jak wynika z badania Quality Watch „Wakacyjne plany i finanse Polaków” zrealizowanego dla BIG InfoMonitor, trzy czwarte Polaków wybierze w tym roku wakacje w kraju, a tylko co czwarta osoba planuje wyjazd zagraniczny. Przeciwko dalszym wojażom przemawia niepewność sytuacji, powstrzymuje ona aż 17 proc. chętnych do wyjazdu poza Polskę. Nie jest to dobra wiadomość dla biur podróży, bo po ich ofertę chętniej sięgają właśnie osoby wyjeżdżające zagranicę – dodaje Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przez Quality Watch techniką CAWI, na reprezentatywnej próbie 1115 dorosłych Polaków, w dniach 16 – 19 kwietnia 2021 r.

Ukraińcy chętniej pozostają w Polsce na dłużej

Okoliczności związane z epidemią zwiększyły skłonność imigrantów do pozostania w Polsce i ograniczyły ich plany wyjazdów do innych krajów. Udział osób planujących pozostać w Polsce na stałe wzrósł z 57% do 63%, co więcej zwiększyła się liczba Ukraińców zatrudnionych na podstawie umowy o pracę,  w porównaniu do roku 2018 odsetek osób zatrudnionych na tych zasadach zwiększył się z 67% do 83% tak, wynika z najnowszego badania imigrantów przeprowadzonego w drugiej połowie 2020 roku przez Narodowy Bank Polski.

Centrum analityczne Gremi Personal w swoim raporcie z marca br.  “Puls migracji zarobkowej” dowiodło, iż zwiększa się zainteresowanie imigrantów z Ukrainy pobytem w Polsce na dłużej. Sprowadzają całe rodziny, kupują nieruchomości, a nawet zakładaniem własny biznes. Dlaczego Polska, a nie inny kraj UE?  Polska jest dla imigrantów z Ukrainy “oknem na świat”, jest stabilna politycznie i gospodarczo, a jej obywatele korzystają w pełni z praw UE, co jest dla nich korzystne. Ponadto jako jedyna wprowadziła podczas pandemii ułatwienia w przekraczaniu granicy oraz podjęcia pracy w Polsce dla swoich wschodnich sąsiadów. – mówi Karolina Bogdevic, wiceprezes agencji zatrudnienia Gremi Personal

Wzrost stabilniejszych form zatrudnienia wśród cudzoziemców

W trakcie pandemii imigranci mogli zostać legalnie w Polsce na pobyt dłuższy, niż ważność ich dokumentów, wynikało to ze zmiany regulacji prawnych. Mimo to zgodnie z badaniami NBP skorzystało z tego przywileju zaledwie 13% respondentów, gdyż już wcześniej planowali dłuższy pobyt w Polsce i dlatego zabezpieczyli legalizację swojego pobytu znacznie wcześniej.  Ponadto w wyniku pandemii wzrósł udział stabilniejszych form zatrudnienia, zmniejszyła się rotacja pracowników i zapotrzebowanie na wykupienie prywatnych pakietów medycznych. Znaczna część Ukraińców po wprowadzeniu lockdownu pozostała w Polsce, a po poluzowaniu obostrzeń zwiększyła się ilość nowych imigrantów, korzystających głównie z pośrednictwa agencji zatrudnienia. Przykładowo agencja zatrudnienia Gremi Personal, która gwarantuje imigrantom: transport, legalny pobyt, zatrudnienie, pomoc w adaptacji, wsparcie w postaci dwujęzycznego koordynatora i wiele innych udogodnień. Dlatego wzrósł odsetek stałego zatrudnienia i zmniejszyło się zapotrzebowanie na samodzielne poszukiwanie ofert pracy w Polsce, ponieważ taka opcja była i jest bezpieczniejsza.

Przyczyny migracji Ukraińców do Polski

Głównym powodem przyjazdów imigrantów z Ukrainy do Polski zgodnie z badaniami NBP jest różnica w poziomie wynagrodzeń. Istotna część osób wybiera imigrację także w poszukiwaniu lepszej jakości życia i możliwość samorealizacji. Zgodnie z danymi NBP dla ponad 50% imigrantów powodem imigracji są utrzymujące się różnice w wynagrodzeniach pomiędzy Polską a Ukrainą. Tę tendencję potwierdza, również raport Centrum analitycznego Gremi Personal, z którego wynika, że główną przyczyną migracji Ukraińców do Polski jest trudna sytuacja polityczno-gospodarcza w ich kraju. Zarobki są nieporównywalnie niższe, a ceny artykułów spożywczy przemysłowych podobne, również ceny mieszkań w większych miastach są porównywalne do Polskich (wskazuje na to 80% respondentów).  Dodatkowo na Ukrainie jest coraz mniej atrakcyjnych ofert pracy, brak stałego zatrudnienia i niepewność w utrzymaniu własnego biznesu, brak europejskich standardów w zatrudnianiu pracowników. Imigranci chcą poprawić swój byt i się rozwijać Polska jest dla nich europejskim krajem i umożliwia im samorozwój. Mają też szansę na lepsze życie dla siebie i swoich rodzin.

Polska potrzebuje spójnej polityki migracyjnej

Polska jest dla imigrantów ze Wschodu oknem na świat, ale problemem  wciąż pozostaje brak wykorzystania w pełni ich kapitału ludzkiego oraz utrudnienia  w uzyskiwaniu dokumentów pobytowych. Z badania NBP wynika, iż większość ankietowanych posiadała wykształcenie wyższe techniczne, ale pracowała poniżej swoich kwalifikacji. W 2020 roku pracę poniżej swoich kwalifikacji deklarowało 56% imigrantów. Przyczyną jest brak płynnej znajomości w mowie i piśmie języka polskiego oraz spójnej polityki migracyjnej w Polsce. Ważne jest wprowadzenie procedur przyśpieszających integrację imigrantów w naszym kraju. Wprowadzenie specjalnych programów adaptacyjnych pomoc w przebrnięciu przez polską biurokrację. Agencja zatrudnienia  Gremi Personal wprowadziła specjalny program adaptacyjny dla imigrantów „Dbamy o Pracowników”, w ramach którego promuje dobre praktyki w zatrudnieniu i adaptacji obcokrajowców oraz pomaga w pokonaniu trudnych procedur związanych z zalegalizowanie pobytu i pracy w Polsce. Dodatkowo uczestniczy w konsultacjach społecznych związanych z ukształtowaniem polskiej polityki migracyjnej, nad którą obecnie pracuje rząd.

Raport NBP “Badania imigrantów z Ukrainy we Wrocławiu w 2020 roku” https://bit.ly/2UP3TxG
Raport Centrum analitycznego Gremi Personal “Puls migracji zarobkowej” https://bit.ly/3sdM3Ah

INDEKS CEN DETALICZNYCH: W I półroczu 2021 r. ceny w sklepach wzrosły średnio o blisko 2%

Takiego spadku cen, jak w czerwcu, nie było od początku roku. W sklepach było taniej średnio o 6% w stosunku do maja. Aż 8 z 12 badanych kategorii poszło w dół. W miesięcznym zestawieniu widać, że w lutym podwyżki wyniosły 10%, a w marcu – o 0,03%. W kwietniu zanotowano obniżkę o 2,6%. W maju nastąpił wzrost o 6,2%. Mimo obserwowanych wahań, pierwsze półrocze br. przyniosło blisko 2% wzrost cen. Eksperci komentujący wyniki tłumaczą, że czerwcowa sytuacja jest typowo sezonowym efektem. I zgodnie dodają, że niestety wkrótce Polaków czekają podwyżki.

Analiza prawie 80 tys. cen detalicznych, przeprowadzona przez trzy niezależne podmioty zajmujące się monitorowaniem sektora handlu w Polsce, tj. UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupę AdRetail, wykazała, że w czerwcu br. średnie ceny produktów z 12 kategorii były niższe o 6% niż miesiąc wcześniej. Zdaniem Mariusza Dziwulskiego z Zespołu Analiz Sektorowych Banku PKO BP, było to efektem typowo sezonowych czynników. Według eksperta, najważniejszym z nich był spadek cen warzyw.

– Moim zdaniem, zakończenie ostatniego okresu ograniczeń z powodu pandemii pozwoliło konsumentom powrócić do tradycyjnych zakupów. Wzrósł więc popyt. Sieci handlowe zwiększyły swoje obroty, a to sprzyjało zastopowaniu, obserwowanego od miesięcy, wzrostu cen detalicznych – uważa Hubert Majkowski z Hiper-com Poland.

Należy też podkreślić, że czerwcowy spadek był największym zarejestrowanym w tym roku. Przez całe I półrocze ceny miesięcznie wzrosły średnio o niecałe 2%. I tak w lutym porównaniu do stycznia były wyższe o 10%, a w marcu – o 0,03%. W kwietniu zanotowano obniżkę, ale tylko o 2,6%. W maju koszty zakupów znów poszły do góry – o 6,2%.

– Początek roku dla sektora handlu był dość słaby. Do tego pojawiły się nowe podatki, w tym cukrowy i handlowy. Koszty zakupów rosły, a branża obserwowała, jak z miesiąca na miesiąc dochodziliśmy coraz bliżej do cenowej ściany. Kwietniowy spadek nie zmienił nastrojów konsumenckich. Klienci byli już blisko akceptowalnej granicy podwyżek. I sieci coś musiały z tym zrobić – komentuje Karol Kamiński z centrum analiz Grupy AdRetail, wydawcy aplikacji i serwisu Ding.pl.

Spośród 12 analizowanych kategorii produktowych w czerwcu aż w 8 przypadkach było taniej względem maja. Głównie było tak za sprawą chemii gospodarczej, art. innych (karmy dla zwierząt, pieluch itp.), mięsa, nabiału, napojów, produktów tłuszczowych, używek oraz warzyw. Natomiast wzrosty wykazały dodatki spożywcze, owoce, pieczywo oraz produkty sypkie.

– Zdrożały głównie produkty pierwszej potrzeby, które w całym okresie pandemii musiały być dostępne dla konsumentów. W tym czasie producenci zmagali się z podwyższonymi kosztami prowadzenia działalności, a także z nowymi ograniczeniami, m.in. logistycznymi. Dlatego musiało być drożej – stwierdza Hubert Majkowski.

Według analizy, czerwcowym liderem obniżek były warzywa, które pogłębiły spadek z wcześniejszego miesiąca – z 7% do 12,7%. Drugie w rankingu były używki. Potaniały o 11,9% po tym, jak w maju zdrożały o 13,6%.  Natomiast na szczycie wzrostów znalazło się pieczywo z wynikiem 15,6%. Za nim były produkty sypkie – 6%. Ta kategoria od początku roku na zmianę szła w górę i w dół.

– Tendencja spadkowa w przypadku warzyw miała źródła w opóźnionym sezonie wegetacyjnym i w wysokich cenach tych towarów z importu. Z kolei podwyżki pieczywa i produktów sypkich są efektem rosnących kosztów pracy i energii oraz drożejących zbóż na światowych rynkach w związku z wysokim globalnym popytem. W kolejnych miesiącach ceny tych towarów jeszcze bardziej wzrosną – informuje Mariusz Dziwulski.

Inni eksperci komentujący wyniki również zapowiadają podwyżki cen żywności w kolejnych miesiącach. Zdaniem Karola Kamińskiego, konsumenci nie powinni sugerować się sezonowymi obniżkami, tylko poważnie szykować się na wzrosty. W II półroczu mogą przekroczyć one dotychczasową wartość i dojść nawet do 5%. Jeżeli dodatkowo wystąpi nagły wzrost zachorowań na COVID-19 i zostaną wprowadzone nowe obostrzenia dla gospodarki, to wówczas wskazana prognoza może jeszcze się pogorszyć o 2-3%.

– Konsumenci powinni nastawić się na rosnące ceny głównie art. mięsnych, zbożowych, mlecznych oraz olejów i tłuszczów. Pod koniec roku dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych może przekroczyć 4%. Wymusi to sytuacja panująca na światowym rynku żywności. Trudno oczekiwać, aby sieci handlowe stopowały te podwyżki, nawet przy zaostrzonej konkurencji. Jednak nie ma powodów do niepokoju, gdyż ceny żywności rosną wolniej niż wynagrodzenia, a sytuacja na rynku pracy jest dość stabilna – uspokaja Jakub Olipra, Ekonomista z Departamentu Analiz Makroekonomicznych Credit Agricole Bank Polska.

Dane pochodzą z raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, opracowanego przez ekspertów z międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland, platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i centrum analiz Grupy AdRetail. Wyniki analizy pokazują średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca od stycznia do początku lipca 2021 roku włącznie, 45 produktów podzielonych na 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i inne art.). W zestawieniu łącznie porównano blisko 2 tys. marek, w tym prawie 80 tys. cen detalicznych.

Już 5 sierpnia zadebiutują na PlayStation gry Strategic Mind: Blitzkrieg oraz Strategic Mind: The Pacific

Dwie odsłony uznanej strategii osadzonej w realiach II WŚ (wydanej dotychczas tylko na PC), Strategic Mind: Blitzkrieg i Strategic Mind: The Pacific, pojawią się na PlayStation 5 oraz PlayStation 4 już 5 sierpnia. Gry będą dostępne w cenie 29,99 EUR/USD. Za konsolowe adaptacje odpowiada wydawca Klabater.

Premiera Strategic Mind: Blitzkrieg oraz Strategic Mind: The Pacific na PlayStation to ukłon w kierunku fanów strategii i gier wojennych. Na konsolach brakuje przecież wysokiej jakości produkcji taktycznych i strategicznych. Praca nad serią Strategic Mind była również sporym wyzwaniem w zakresie portingu. Za przeniesienie gry na konsole odpowiada nasz zespół portingowy, który ostatnio rozbudowaliśmy.   – komentuje Michał Gembicki, Joint-CEO Klabatera.

Strategic Mind: Blitzkrieg oraz Strategic Mind: The Pacific to strategie turowe z okresu II WŚ. Oferują graczom możliwość dowodzenia wojskiem, lotnictwem i marynarką. Gry stworzone są w silniku UE4 z przy dokładnym odwzorowaniu modeli jednostek, zaimplementowanym cyklem dzień/noc i efektami pogodowymi. Gracz może wyposażyć swoje wojska w dodatkowy sprzęt dla każdej operacji, aby lepiej pasowały zarówno do twojej strategii, jak i do obszaru działań wojennych. Obie gry charakteryzuje historyczna dokładność i dbałość o szczegóły. W pierwszej z nich gracz będzie przewodził niemieckiej armii, aby odnieść końcowe zwycięstwo w Europie, natomiast w Strategic Mind: The Pacific przedstawiona jest wojna pomiędzy USA i Cesarstwem Japonii, toczona na Oceanie Spokojnym.

– Naszym celem było wskrzeszenie ‘staroszkolnego’ podejścia do strategicznych gier wojennych. Chcieliśmy połączyć zaawansowane mechaniki gameplayowe z ciekawą narracją. Nie chcieliśmy, by gracz po prostu kierował czołgami i strzelał do “tych złych”, zależało nam raczej na tym, by czuł się częścią wielkiej operacji wojskowej! Chcemy, by fani wcielili się w rolę dowódców sztabów, którzy noszą na barkach ciężar niezwykle odpowiedzialnych decyzji, negocjują z przełożonymi i wydają rozkazy podwładnym. Między innymi po to stworzyliśmy 70 minut cut-scen oraz rozbudowany system dialogów, które posuwają naszą historię do przodu i nadają jej dynamiki – powiedział Oleksandr Sienin, Lead Game Designer w Starni games, firmie odpowiedzialnej za serię.

Na tegoroczny, wakacyjny urlop wydamy średnio 1500 zł na osobę

Na tegoroczny, wakacyjny urlop średnio wydamy 1500 zł na osobę, jak wynika z badania „Urlopowe zwyczaje Polaków – lato 2021”, zrealizowanego przez serwis Prezentmarzeń. Największą część „wypoczynkowego budżetu” przeznaczamy na zakwaterowanie – 38%, na jedzenie – 22%, dojazd na urlop – 20% oraz atrakcje i rozrywki – 20%. Letni urlop 47% zapytanych Polaków finansuje z oszczędności, 37% z bieżących dochodów, 12% musi skorzystać z pożyczki lub kredytu, natomiast 4% zadłuża się u rodziny.

Jak pokazały wyniki badania „Urlopowe zwyczaje Polaków – lato 2021” do 1500 zł na osobę – to kwota, jaką na letni urlop może przeznaczyć 41% zapytanych Polaków. Na wydatek do 2000 zł na osobę na wakacyjny wypoczynek może sobie pozwolić 26% respondentów badania, a 12% ma budżet do 3000 zł na osobę.

Nadal jest zauważalna różnica między wydatkami na rozrywkę i wypoczynek pomiędzy mieszkańcami Polski a Europy Zachodniej. Polacy przeznaczają jednak coraz większe budżety na atrakcyjne spędzanie czasu wolnego i rekreację. Podczas letniego urlopu są skłonni wydać więcej na oryginalne i ciekawe rozrywki, jak na przykład flyboard czy wakeboarding. – komentuje Aleksandra Bromblik z serwisu Prezentmarzeń.

Tegoroczny, letni urlop dla 38% Polaków, uczestniczących w badaniu serwisu Prezentmarzeń, wyniesie między 8 a 14 dni. 26% respondentów będzie wypoczywać do 7 dni, a 19% zaplanowało urlop dłuższy niż 14 dni. Dla 9% Polaków tegoroczne wakacje oznaczają wypoczynek tylko w weekendy. Najczęściej będziemy wypoczywać w kraju, jak deklaruje 43% respondentów. Co trzeci Polak planuje urlop zarówno w kraju, jak również za granicą. 16% ankietowanych wyłącznie za granicą, jeśli będzie taka możliwość.

Wypoczynek jest jednym z kluczowych elementów przyczyniających się do efektywnej pracy w ciągu roku. Co drugi Polak uczestniczący w badaniu deklaruje, że umie na urlopie odciąć się od zawodowych obowiązków argumentując, że jest to czas tylko dla niego i wyłączając służbową komórkę. Dla 33% respondentów jest to wciąż trudne, gdyż przyznają że zdarza się im pracować zdalnie mimo urlopu i pozostawać w stałym kontakcie z firmą.

Aż 80% zapytanych Polaków deklaruje, że zamierza podczas tegorocznych wakacji wspierać polską branżę turystyczną. Jak wynika z odpowiedzi respondentów badania „Urlopowe zwyczaje Polaków – lato 2021”, 33% będzie wspierać gastronomię jedząc podczas wypoczynku w restauracjach, 25% zamierza wybrać hotele i pensjonaty, aby właściciele mogli zarobić. Dla 22% ankietowanych wsparcie krajowej turystyki wiąże się z wyborem Polski ja głównego miejsca wypoczynku w tym roku. Wybierając miejsce na letni urlop Polacy kierują się głównie dostępnością ciekawych atrakcji i rozrywek – 34% odpowiedzi.

*Badanie sondażowe „Zwyczaje urlopowe Polaków – lato 2021” zostało zrealizowane przez serwis Prezentmarzeń na próbie 976 respondentów w formie ankiety online w czerwcu 2021.

O status uchodźcy w Polsce nadal najczęściej ubiegają się Białorusini

Prawie 1,7 tys. cudzoziemców złożyło w Polsce wnioski uchodźcze w I połowie tego roku. Najliczniej o udzielenie ochrony międzynarodowej ubiegali się obywatele Białorusi. Z pomocy socjalnej dla osób w trakcie procedury uchodźczej korzysta 3,8 tys. obcokrajowców.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że liczba wniosków o przyznanie ochrony międzynarodowej w I półroczu była o ok. 27 proc. wyższa w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. Najwięcej wniosków uchodźczych złożyli obywatele: Białorusi – 667 osób, Rosji – 465 os., Afganistanu – 140 os., Ukrainy – 112 os. oraz Turcji – 50 os.

Cudzoziemcowi udziela się ochrony międzynarodowej (w formie statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej), jeśli w jego kraju pochodzenia grozi mu prześladowanie lub rzeczywiste ryzyko utraty życia czy zdrowia. Każdy wniosek jest rozpatrywany indywidualnie przez Urząd do Spraw Cudzoziemców, który szczegółowo analizuje poszczególne sprawy w celu sprawdzenia czy danej osobie należy udzielić ochrony.

W I połowie tego roku decyzje o przyznaniu ochrony międzynarodowej otrzymało 391 cudzoziemców. Byli to głównie obywatele: Białorusi – 282 osoby (uznawalność 100 proc.), Rosji – 48 osób (uznawalność 12 proc.) oraz Turcji – 25 osób (uznawalność 89 proc.). Łączna średnia uznawalność dla wszystkich zakończonych postępowań wyniosła 39 proc. Wszystkie decyzje merytoryczne wydane od sierpnia 2020 r. wobec Białorusinów były pozytywne.

Decyzje negatywne otrzymało 616 osób – w większości obywatele Rosji (289 osób) i Ukrainy (140 osób). Nieco ponad 370 postępowań zakończyło się natomiast umorzeniem. Dotyczyło to przede wszystkim obywateli Afganistanu (139 osób) i Rosji (70 osób). Sprawy są umarzane w sytuacji gdy cudzoziemiec np. opuścił Polskę przed wydaniem decyzji lub nie stawił się na tzw. wywiad statusowy.

Podczas trwania procedury uchodźczej cudzoziemcy mogą korzystać z pomocy socjalnej (m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, opieka zdrowotna) zapewnianej przez Urząd do Spraw Cudzoziemców oraz zajęć edukacyjnych (m.in. nauka języka polskiego, kursy informacyjne). Mają oni do wyboru pobyt w ośrodku lub samodzielne utrzymanie się poza ośrodkami przy pomocy finansowej otrzymywanej od urzędu.

W połowie roku z pomocy socjalnej Urzędu do Spraw Cudzoziemców korzystało 3,8 tys. osób – głównie obywatele: Rosji (39 proc.), Białorusi (26 proc.) i Ukrainy (13 proc.). W ośrodkach dla cudzoziemców ubiegających się o ochronę międzynarodową przebywało nieco ponad 700 osób.

Bitcoin poniżej 30 000 USD. Euro znów w górę

Słaba passa złotego trwa w najlepsze i niemal codziennie widzimy, jak kolejne waluty drożeją. Pytanie, gdzie jest granica tego ruchu i jaki wpływ ma na tę słabość ryzyko kolejnej fali koronawirusa.

Euro znów po 4,60

Kolejny dzień słabszego złotego i kolejne maksima kursu euro. Wczoraj europejska waluta była najdroższa od początku kwietnia, sięgając poziomu 4,60 zł. Frank szwajcarski dotarł do 4,25 zł, a dolar przebił 3,90 zł. Tylko funt tracił na wartości, ale było to wynikiem słabszej kondycji funta brytyjskiego na rynku niż realnej siły złotego. Co przeszkadza polskiej walucie? Przede wszystkim wątpliwości inwestorów co do rozwoju sytuacji. Powodem jest nagły wzrost zakażeń koronawirusem w Europie Zachodniej. Nasz region wciąż charakteryzuje się relatywnie niską liczbą zakażeń, ale istnieje ryzyko przeniesienia problemu.

Przecena ropy

Przygotowania państw OPEC do zwiększenia produkcji ropy nie przeszły na rynku bez echa. Cena baryłki brent spadła wczoraj z 73 na 69 dolarów. To najsilniejszy spadek od marca. Powodem oprócz zwiększenia wydobycia jest też strach przed rozwojem obecnej mutacji wirusa Delta. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że obecna cena ropy znajduje się wyraźnie powyżej cen długoterminowych kontraktów, co może sugerować, że inwestorzy uważają obecny poziom cen za zbyt wysoki w dłuższym terminie.

Bitcoin poniżej 30 000 USD

Kryptowaluty mają ostatnio bardzo złą prasę ze względu na zużywanie prądu w rejonach, w których i tak zdarzają się ograniczenie w jego dostawie. To właśnie dlatego Chiny zakazują kopania kryptowalut. Podobne ograniczenia pojawiają się np. w Iranie. Powstał nawet problem masowej kradzieży prądu, by utrzymywać działalność kopalni w okresach ograniczeń jego dostaw. Powoduje to tylko większe problemy. Spadek ceny bitcoina może jednak w pewnym sensie ograniczyć opłacalność całej tej działalności. Problem w tym, że pomimo zejścia pierwszy raz od stycznia (z pominięciem jednego dnia w czerwcu) poniżej poziomu 30 000 USD wydobycie jest wciąż bardzo opłacalne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nie wszystkie social media sprawdzą się w przypadku przedsiębiorców

Social media w biznesie to prawdziwy temat-rzeka, a dobranie odpowiednich platform zależy przynajmniej od kilku czynników. Nie oznacza to jednak, że należy całkowicie zrezygnować z obecności na SM lub co gorsza – działać na chybił trafił. Szczególnie w przypadku przedsiębiorców odpowiedni serwis może przesądzić o przyszłości całej firmy.

Oni stawiają na social media

Rokrocznie liczba biznesów korzystających z serwisów społecznościowych notuje wzrosty. Według ostatnich wyliczeń Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości dokładnie 30,3 proc. krajowych firm jest obecna na przynajmniej jednej platformie. Jest to wynik o 7 pkt proc. wyższy od pierwszej analizy PARP z roku 2016, a faktyczna aktywność w sieci może obejmować jeszcze większy odsetek. Które social media są najpopularniejsze? Pamiętajmy, że raporty rozumieją SM bardzo szeroko, ponieważ 28,9 proc. to faktycznie serwisy, takie jak Facebook, LinkedIn czy Instagram, ale również platformy typu YouTube oraz inne przestrzenie do publikacji materiałów multimedialnych (9,5 proc.), a także blogi i mikroblogi (5 proc.).

Kto najczęściej sięga po potencjał mediów społecznościowych? Na SM stawiają przede wszystkim firmy duże (63,8 proc.), co nie oznacza, że przedsiębiorstwa z segmentu MŚP stronią od obecności w sieci – wręcz przeciwnie. Według PARP 41 proc. średnich przedsiębiorstw i 26,9 proc. małych regularnie korzysta z przynajmniej jednej platformy. To i tak znaczne wzrosty względem roku 2016, ponieważ wtedy odpowiednio 54,4 proc. dużych, 33,6 proc. średnich i 22,5 proc. małych firm prowadziło działania na SM.

Bezpieczne opcje?

Mówiąc o social mediach jedną z pierwszych platform, która nasuwa nam się na myśl, jest bezsprzecznie Facebook. To nie przypadek, ponieważ według sprawozdania Mediapanelu z lutego br. łącznie 21,75 mln polskich użytkowników korzysta właśnie z tego serwisu. Jeśli grupa docelowa danego biznesu obejmuje głównie osoby między 25. a 34. rokiem życia i przedsiębiorstwo odnajduje się szczególnie w komunikacji mobilnej (według badań Gemius aż 94 proc. użytkowników korzysta z platformy na telefonie), Facebook faktycznie może być strzałem w dziesiątkę. Tym samym będzie to dosyć bezpieczny wybór dla praktycznie wszystkich branż, ale nie należy spodziewać się wyników porównywalnych z nowszymi serwisami, które cieszą się wyższym stopniem personalizacji usług.

Po drugiej stronie spektrum znajduje się z kolei Pinterest, czyli platforma, która cyklicznie powraca do łask użytkowników, jednak nie zagrzewa miejsca na długo. Z drugiej strony blisko 5,87 mln realnych użytkowników i zasięg rzędu 20,23 proc. w lutym br. to wyniki, które pobudzają wyobraźnię przedsiębiorców szczególnie z branży meblowej, architektonicznej, fashion i szeroko pojętego designu. To właśnie jest główną siłą Pinteresta – funkcja wirtualnej ekspozycji, która według serwisu Buffer.com motywuje aż 3/4 użytkowników do późniejszych zakupów offline. Ponadto, w ramach platformy spotkamy nieco dojrzalsze grono, ponieważ są to głównie osoby między 30. a 40. rokiem życia – najczęściej majętne i bardziej zaangażowane w proces zakupowy.

Biznesowo i publicznie

O ile dwie powyższe propozycje uchodzą za najbezpieczniejsze przestrzenie działań komunikacyjnych przez social media, to już “wyższą stopę zwrotu” gwarantują nieco bardziej sprofilowane platformy. Chodzi przede wszystkim o LinkedIna, czyli “biznesowego Facebooka”. Choć w Polsce serwis skupia około 3,5 mln użytkowników z wyraźną nadreprezentacją mężczyzn (blisko 2 mln), to w ramach platformy pewne biznesy mogą szybko wyłapać swoich docelowych odbiorców. Dlaczego? Według badań IAB aż 97 proc. menadżerów korzystających z SEM deklaruje regularną obecność na LinkedInie. Co więcej, pomimo na pierwszy rzut oka hermetycznego środowiska, platforma skupia szersze grono wiekowe, aniżeli Facebook, czy Pinterest – przede wszystkim grupę między 25. a 44 rokiem życia. Tutaj sprawdzi się zarówno firma konsultingowa, jak i rekruterzy, czy też agencje employer-brandingowe.

Nieco korespondującym z LinkedInem medium jest Twitter, a więc platforma stereotypowo znana z obecności dziennikarzy oraz polityków. Ten schemat jednak ulega pewnemu zatarciu, ponieważ coraz częściej na łamach Twittera publikują biznesmeni oraz naukowcy. Sztandarowym przykładem mocy serwisu jest, chociażby wpływ wpisów Elona Muska na notowania giełdowe, czy też w polskich realiach – częstotliwość obecności danych specjalistów w mediach branżowych. Jednakże, pomimo wciąż rozszerzającego się spektrum użytkowników i regularnego grona w Polsce na poziomie 6,78 mln odbiorców, nie jest to jak na razie przestrzeń do sprzedaży. Z drugiej zaś strony, świetnie sprawdza się w przypadku Real Time Marketingu, komunikacji kryzysowej, czy też Public Affairs.

Nie tylko dla młodych

Co jednak z najgłośniejszymi platformami ostatnich miesięcy? Za sprawą dynamicznie rozwijających się funkcji marketplace’owych oraz nowych opcji w segmencie lokowania produktów, to właśnie Instagram wychodzi na przeciw oczekiwaniom przedsiębiorców. Jak podają analitycy z Mediapanelu, w lutym br. notowano aż 8,95 mln polskich użytkowników, co przekłada się na 30,88 proc. zasięgu. Taki wynik w połączeniu z szybkim rozwojem profilu sprzedażowego platformy (na świecie funkcjonuje około 25 mln instagramowych kont biznesowych) to wyjątkowo ważny sygnał zarówno dla detalistów, jak i przedsiębiorców, którzy chcą inwestować w budowanie własnego wizerunku. Mijają już czasy dominacji młodych na Instagramie, a nawet dojrzalsi biznesmeni mogą z sukcesami odnaleźć się w świecie DM-ów i lajków.

Podobny trend obserwujemy również na TikToku, a więc platformie, której algorytmy fundują użytkownikom największe zasięgi spośród wszystkich serwisów SM. Dokładnie 3,16 mln polskich użytkowników w lutym br. może nie prezentuje się najlepiej na tle konkurencji, ale właśnie potencjał technologiczny działa na korzyść następcy Musical.ly. W tej przestrzeni świetnie odnajdują się treści produktowe, a także współpraca influencer marketingowa. Co do bezpośredniego zaangażowania przedsiębiorców – tutaj sprawa nie wygląda tak jednoznacznie. Materiały przygotowane zgodnie z profilem działalności danego właściciela, czy też inwestora faktycznie mogą się przełożyć na wiarygodne wyniki oglądalności oraz aktywność obserwatorów. Z drugiej strony – nieszczery przekaz oraz “wymuszony” content mogą doprowadzić do niemałego kryzysu.

Czy istnieje więc uniwersalna recepta na sukces przedsiębiorców w social mediach? Z pewnością nie, ale możemy zminimalizować ryzyko porażki, poprzez odpowiedni dobór grup docelowych, specyfiki funkcjonalności danej platformy, czy też potencjalnego rozwoju w ramach serwisu. Bez szczegółowej analizy właśnie tych czynników, nie należy podchodzić do SM z hurraoptymizmem.

Autorka: Katarzyna Jarczewska – współwłaścicielka i partnerka zarządzająca agencji reklamowej i PR-owej Media Forum.

Korzystny dla restauratorów wyrok TSUE w sprawie stawki VAT dla sprzedaży gotowych posiłków i dań

W wyroku z dnia 22 kwietnia 2021 r. w sprawie C-703/19 Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zajął się tematem stosowania odpowiedniej stawki VAT w przypadku różnych schematów gastronomicznych. Sprawa została skierowana do TSUE przez Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt I FSK 1290/18). Granica pomiędzy usługą gastronomiczną a dostawą gotowych posiłków i dań jest bardzo cienka. Przedsiębiorcy sprzedający takiego rodzaju świadczenia często zastanawiają się, czy mają do czynienia ze świadczeniem usługi gastronomicznej lub cateringowej, czy raczej jest to dostawa towarów. Rozróżnienie to jest bardzo istotne, gdyż nieprawidłowości w tym zakresie mogą prowadzić do powstania dużego ryzyka podatkowego i negatywnych skutków finansowych dla przedsiębiorcy.

Czego dotyczy problem?

Krajowe przepisy umożliwiają zastosowanie do tego typu świadczeń dwóch stawek 5% (uznając wydanie gotowego posiłku lub dania jako dostawę towarów) albo 8% (w przypadku usług związanych z wyżywieniem). Rozróżnienie tych dwóch kategorii jest bardzo problematyczne, na co już wcześniej zwróciło uwagę Ministerstwo Finansów.

W interpretacji ogólnej z dnia 1 lipca 2016 r. nr PT1.050.3.2016.156 Minister Finansów stwierdził, że sprzedawcy gotowych dań powinni stosować 8% stawkę VAT zamiast 5%, ponieważ sprzedaż gotowego dania dokonywana jest w zapakowanych pojemnikach bądź w formie mrożonej z przeznaczeniem do późniejszego spożycia. Bez znaczenia było spożycie na miejscu bądź na wynos czy kwestie związane z infrastrukturą gastronomiczną udostępnioną klientowi jak np. obecność stolików, krzeseł, sztućców, naczyń, toalety czy szatni. Interpretacja ogólna była następnie przyczyną wszczęcia postępowań podatkowych i kwestionowania wcześniejszych rozliczeń.

W związku z takim podejściem Ministerstwa Finansów stanowisko organów podatkowych w zakresie kwalifikacji sprzedaży dań gotowych było co do zasady negatywne i prowadziło do licznych sporów z fiskusem.

Pytania NSA

W ramach sprawy o sygn. akt I FSK 1290/18 w dniu 6 czerwca 2019 r. postanowieniem NSA skierował do TSUE w ramach pytania prejudycjalnego następujące kwestie:

  • Czy w zakresie definicji pojęcia „usługi restauracyjnej” mieści się sprzedaż dań gotowych, jeżeli sprzedawca:
  • udostępnia kupującym infrastrukturę,
  • klient ma ograniczone możliwości personalizacji zamówienia,
  • nie występuje serwis w ścisłym znaczeniu,
  • brak jest wyspecjalizowanej obsługi kelnerskiej,
  • proces zamówień jest uproszczony i częściowo zautomatyzowany.
  • Czy istotny dla definicji usługi gastronomicznej jest sposób przygotowania dań, w szczególności poddawanie obróbce termicznej niektórych z półproduktów?
  • Czy istotne jest, aby klient miał potencjalną możliwość skorzystania z oferowanej infrastruktury?

Stanowisko TSUE

TSUE w omawianym wyroku stwierdził, że definicja usług restauracyjnych i cateringowych obejmuje dostarczanie żywności łącznie z usługami wspomagającymi, umożliwiającymi konsumpcję posiłków na miejscu w lokalu (np. toaleta, stoliki, sztućce, krzesła, szatnie i inne). Zatem oceniając, czy mamy do czynienia z dostawą towarów, czy świadczeniem usług, powinno się w szczególności zwrócić uwagę, jak usługi wspomagające wpisują się w zakres oferowanej usługi.

Ponadto TSUE wskazał, że w przypadku klienta podejmującego decyzję o spożyciu jedzenia poza lokalem i niekorzystania z usług wspomagających należy uznać zakup dania na wynos jako odpłatną dostawę towarów, co zasadniczo daje możliwość skorzystania z 5% stawki podatku VAT.

Ponadto TSUE pozostawił krajowemu sądowi administracyjnemu ustalenie katalogu okoliczności wpływających na określenie, że usługa obejmuje podawanie posiłków w sposób zorganizowany, udostępniając zasoby materialne i ludzkie.

Komentarz

Stanowisko TSUE daje podatnikom nowe argumenty w dyskusji z fiskusem odnośnie do możliwości zastosowania obniżonej stawki 5% dla sprzedaży w lokalach gastronomicznych dań na wynos, w szczególności, jeżeli nie zamierzają oni udostępniać infrastruktury.

W niektórych przypadkach stanowisko TSUE otworzy możliwość do odzyskania przez podatników części VAT należnego naliczonego w ramach postępowania wymiarowego według zawyżonej stawki.

Należy jednak zwrócić uwagę, że TSUE nie rozstrzyga ostatecznie o opodatkowaniu usług gastronomicznych fast food. Dużą swobodę pozostawiono w szczególności krajowemu sądowi na określenie przesłanek stosowania niższej stawki VAT. W związku z tym wyrok należy uznać za pewnego rodzaju rozczarowanie i pozostaje czekać na jednoznaczne, pozytywne stanowisko NSA w tej kwestii.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co seniorzy wiedzą o hipotece odwróconej? – Nowe badanie FH DOM

Ponad dekadę temu, gdy pierwszy fundusz hipoteczny rozpoczynał działalność w Polsce, hipoteka odwrócona była rozwiązaniem zupełnie nowym i nieznanym. Co prawda w Wielkiej Brytanii i na innych rozwiniętych rynkach funkcjonowała już od ponad 20 lat, ale w Polsce dopiero raczkowała. Jeszcze w 2012 roku ponad 80 proc. seniorów nie znało różnicy między rentą dożywotnią, a odwróconym kredytem hipotecznym.[1] Koncepcję hipoteki odwróconej znało wtedy 40 proc. ankietowanych. Czy dzisiaj wiedza seniorów jest większa? Fundusz Hipoteczny DOM właśnie przeprowadził nowe badanie.

Hipoteka odwrócona jest rozwiązaniem dla osób 65+, które posiadają na własność nieruchomość np. dom lub mieszkanie. Z badania Funduszu Hipotecznego DOM przeprowadzonego w 2019 roku wynika, że ponad 80 proc. emerytów chce zostawić swoją nieruchomość dzieciom, wnukom lub innym spadkobiercom.[2] Jeśli przyjmiemy, że 20 proc. seniorów nie ma komu zostawić mieszkania lub jeszcze nie wie kto będzie je dziedziczył, to i tak odsetek osób potencjalnie zainteresowanych hipoteką odwróconą będzie duży. Z danych GUS wynika bowiem, że w tej chwili żyje w Polsce blisko 10 mln. seniorów.

Jeszcze dekadę temu emeryci wiedzieli o hipotece odwróconej dużo mniej niż teraz. Dziś ponad 92 proc. seniorów deklaruje, że słyszało o tym rozwiązaniu i wie na czym ono polega. Fundusz Hipoteczny DOM realizuje cykliczne badania opinii na temat poziomu życia seniorów w Polsce oraz ich wiedzy na temat hipoteki odwróconej. Najnowsza edycja badania zakończyła się w lipcu br. i objęła 1125 osób w wieku 65+. Z ostatniego badania wynika, że 61 proc. seniorów nie wie, że hipoteka odwrócona dotyczy również właścicieli domów. Emeryci pytani do kogo skierowane jest to rozwiązanie twierdzą, że przede wszystkim, że do właścicieli mieszkań (20 proc.) lub wszystkich nieruchomości (36 proc.). Co piąty ankietowany przyznaje wprost, że nie zna odpowiedzi na to pytanie.[3]

– Faktycznie, przez wiele lat naszymi klientami byli przede wszystkim właściciele mieszkań zlokalizowanych w większych aglomeracjach miejskich powyżej 100 tys. mieszkańców. Średni metraż mieszkania, które było przedmiotem umowy zmieniał się na przestrzeni lat i wynosił ok. 50 m. kw. Od dwóch lat widzimy wzmożone zainteresowanie usługą ze strony właścicieli domów. Takie osoby, ze względu na dużą wartość nieruchomości, mogą liczyć na dużo wyższe świadczenia pieniężne w wysokości np. 3000-4000 zł miesięcznie – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Z zagranicy do Polski

Robert Majkowski podkreśla, że wiele rozwiązań zagranicznych jest wartych naśladowania na rodzimym rynku. O jakich rozwiązaniach mowa? Chociażby o dostępności różnych modeli hipoteki odwróconej, ofercie profilowanej pod kątem potrzeb seniorów, profesjonalnym doradztwie emerytalnym ze strony urzędów i organizacji państwowych, a przede wszystkim o rządowym nadzorze nad rynkiem. Jednym z ciekawszych rozwiązań (funkcjonującym na razie w Wielkiej Brytanii i Włoszech) jest odwrócony kredyt hipoteczny na preferencyjnych warunkach skierowany do osób, które chcą zmodernizować swoje domy w taki sposób, by były bardziej ekologiczne.

– Zagranica wyznacza trendy i to nie tylko w Polsce. Tam hipoteka odwrócona rozwija się od trzydziestu lat, a prognozy dotyczące rozwoju tego rynku przygotowywane chociażby przez firmę doradczą Ernst & Young oraz European Pensions and Property Asset Release Group są bardzo obiecujące. Tymczasem z naszego najnowszego badania opinii wynika, że blisko
70 proc. emerytów w ogóle nie wie, że hipoteka odwrócona istnieje poza Polską. Podobny odsetek nie wie również, że istnieją tam różne modele tej usługi. Warto byłoby to zmienić, zwłaszcza że Polska jest w przededniu różnicowania oferty pod kątem potrzeb seniorów. Kiedyś edukowaliśmy czym jest hipoteka odwrócona, dziś powinniśmy edukować jakie korzyści może ona przynieść zarówno seniorowi jak i jego bliskim. Powinniśmy podkreślać, że produkt można dopasować do potrzeb, do konkretnej sytuacji i  że nie jest on rozwiązaniem jedynie dla osób, które nie mają spadkobierców, a takie myślenie przeważa w naszym społeczeństwie – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Badanie opinii zrealizowane na zlecenie Funduszu Hipotecznego DOM w 2012 roku na próbie 200 osób 65+. Szczegółowe wyniki opisano m.in. na portalu PR News: https://prnews.pl/hipoteka-odwrocona-seniorzy-w-niewiedzy-23827/amp

[1] Badania CATI przeprowadzone przez Fundusz Hipoteczny DOM S.A. w październiku 2019 roku na próbie 625 osób w wieku 65+ zamieszkałych w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców.

[1] Tamże.

[1] Badanie opinii zrealizowane na zlecenie Funduszu Hipotecznego DOM w 2012 roku na próbie 200 osób 65+. Szczegółowe wyniki opisano m.in. na portalu PR News: https://prnews.pl/hipoteka-odwrocona-seniorzy-w-niewiedzy-23827/amp

[2] Badania CATI przeprowadzone przez Fundusz Hipoteczny DOM S.A. w październiku 2019 roku na próbie 625 osób w wieku 65+ zamieszkałych w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców.

[3] Badanie opinii zrealizowane przed Fundusz Hipoteczny dom na próbie 1125 osób w wieku 65+, zakończone w lipcu 2021 r.

Wciąż niewielu aktywnych odbiorców na rynku mocy w Polsce

Polskie przedsiębiorstwa przemysłowe uważają ciągłość dostaw za najważniejszy aspekt korzystania z energii elektrycznej. Jednocześnie znajomość mechanizmów Demand Side Response (DSR), zwiększających bezpieczeństwo systemu elektroenergetycznego, deklaruje jedynie niespełna co piąta firma. Chociaż przedsiębiorstwa uważają takie rozwiązania za przyszłościowe i opłacalne, w programach DSR mogłoby uczestniczyć – zgodnie z deklaracjami przedsiębiorstw – zaledwie 2 proc. z nich. Takie wyniki przynosi raport Enel X Polski przemysł wobec transformacji energetycznej.

Raport Enel X powstał na podstawie badania pracowni SW Research obejmującego 330 polskich przedsiębiorstw z branż charakteryzujących się wysokim zapotrzebowaniem na energię elektryczną – spożywczej, chemicznej, materiałów budowlanych, opakowań i recyklingu.

Najważniejsze: bezpieczeństwo dostaw energii

Według raportu najważniejszym aspektem korzystania z energii elektrycznej jest dla przedsiębiorstw ciągłość dostaw. Jako „ważny” i „bardzo ważny” wskazało go aż 95% respondentów.

– Kwestia równoważenia popytu i podaży energii w systemie elektroenergetycznym zyskuje na znaczeniu wraz ze zmianami w energetyce – komentuje Jacek Misiejuk, dyrektor zarządzający agregatora DSR Enel X. – Ma to związek m. in. z rosnącym udziałem stosunkowo mniej stabilnych źródeł odnawialnych w miksie energetycznym oraz coraz częstszymi ekstremalnymi wahaniami temperatur, które w krótkim czasie generują wzrost podaży na energię potrzebną do ogrzewania lub chłodzenia. Jednym z mechanizmów pozwalających na stabilizowanie systemu są programy Demand Side Response.

Mała wiedza, jeszcze mniejsza aktywność

Jak wynika z raportu Enel X, przedsiębiorstwa w znakomitej większości wiedzą, czym jest rynek mocy (co potwierdza 85 proc. badanych, a w grupie przedsiębiorstw zużywających szczególnie dużo energii – aż 94 proc.). Jednocześnie jedynie jedna trzecia (32 proc.) przedsiębiorstw zużywających szczególnie dużo energii słyszało o DSR i możliwości zarabiania na rynku mocy przez odbiorców energii. Odsetek ten w całej grupie badanych firm spada do 17 proc. Nawet ta niewielka świadomość nie przekłada się na aktywne uczestnictwo. Do udziału w programach DSR) przyznało się jedynie 2 proc. respondentów. Podobnie 2 proc. zamierza skorzystać z takiej możliwości w ciągu najbliższych dwóch lat.

Korzyści z udziału w DSR

Respondenci w badaniu Enel X zdecydowanie wysoko ocenili rozwiązania „takie jak DSR”. Ponad trzy czwarte z nich (76 proc.) zgadza się, że programy DSR są opłacalne i pozwalają zmniejszyć koszty w firmie. Podobny odsetek (75 proc.) uważa, że udział w programach pozytywnie wpływa na zwiększenie efektywności energetycznej firm oraz zwiększa stabilność systemu elektroenergetycznego. W grupie przedsiębiorstw zużywających szczególnie dużo energii poziom akceptacji dla programów takich jak DSR jest jeszcze większy. Za opłacalne uważa je 86 proc., 84 proc. dostrzega w nich potencjał zmniejszenia kosztów. 82 proc. widzi ich pozytywny wpływ na podnoszenie efektywności energetycznej, a 81 proc. – wpływ na stabilizację systemu elektroenergetycznego. Przedsiębiorstwa gremialnie uważają, że programy DSR to rozwiązania przyszłościowe – na poziomie całej próby badawczej potwierdza to 82 proc. respondentów, zaś wśród przedsiębiorstw o największym poborze mocy – aż 90 proc..

Bariery rozwoju DSR

Warunkiem udziału w programach DSR jest zdolność przedsiębiorstw do czasowego ograniczenia poboru mocy, w odpowiedzi na wezwanie Operatora KSE. Może to mieć miejsce w sytuacji, kiedy poziom rezerw w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym spadnie poniżej krytycznej wartości, a inne środki bilansowania popytu i podaży energii zostaną wykorzystane. W ocenie własnej hipotetycznej zdolności do redukcji poboru energii badane przedsiębiorstwa zachowują dużą ostrożność.

Prawie wszyscy respondenci (odpowiednio 96 i 98 proc. w zależności od energochłonności) przyznaje, że wcześniejsza informacja o możliwych przerwach w dostawach energii pozwoliłaby im lepiej zabezpieczyć funkcjonowanie przedsiębiorstwa i uniknąć strat.
Mimo tych deklaracji, na pytanie o możliwość czasowej redukcji poboru energii w ich zakładach w sytuacji krytycznego deficytu mocy pozytywnie odpowiedziało jedynie 10 proc. respondentów. Dwukrotnie większy odsetek (21 proc.) nie był w stanie udzielić takiej odpowiedzi. Respondenci zapytani wprost o możliwość udziału w programie DSR – zdolność do redukcji poboru energii w zamian za wynagrodzenie – byli jeszcze ostrożniejsi. Tylko 2 proc. odpowiedziało twierdząco, a odsetek niezdecydowanych wzrósł do 34 proc.

– Rozdźwięk między docenieniem korzyści z programów DSR a faktycznym w nich uczestnictwem oraz oceną zdolności do redukcji jej poboru wskazują na brak dostatecznej wiedzy o możliwości i warunkach udziału odbiorców energii w rynku mocy – tłumaczy Jacek Misiejuk. – Przedsiębiorstwa dostrzegają korzyści finansowe i pozafinansowe płynące z programów DSR, ale nie wiedzą, że mogą z nich korzystać. Podobnie nie wiedzą, że w istocie ta usługa jest bardzo prosta, a do wykonania redukcji wystarczą podstawowe działania. Np. przesuniecie energochłonnych procesów produkcyjnych na inną porę dnia, czy wykorzystanie własnych, zapasowych źródeł energii. Tym bardziej, że jak pokazał raport KPMG przygotowany w 2020 roku na zlecenie Enel X, takie sytuacje mogą wystąpić niezwykle rzadko – dodaje.

W badaniach Enel X z twierdzeniem, że wiedza o programach DSR jest jeszcze w Polsce mało rozpowszechniona, zgodziło się 93 proc. respondentów.

Ruszyły pierwsze konkursy w programie Horyzont Europa

Komisja Europejska otworzyła już pierwsze konkursy w programie Horyzont Europa. Na konkursy w latach 2021-2022 Komisja przeznaczyła 14,7 mld euro. Inwestycje te mają przyspieszyć transformację ekologiczną i cyfrową Europy oraz przyczynić się do trwałej odbudowy gospodarki po pandemii koronawirusa.

Horyzont Europa to największy w historii Unii Europejskiej program wspierający badania naukowe i innowacje. Jego budżet na lata 2021-2027 to ponad 95 mld euro. Celem Polski w programie Horyzont Europa jest pełniejsze wykorzystanie potencjału krajowej nauki i wzrost udziału w finansowaniu ze środków programów ramowych UE. W poprzedniej perspektywie finansowej (2014-2020) udział Polski w podziale środków z poprzedniego programu ramowego Horyzont 2020 wyniósł około 820 mln euro (dane na marzec 2021). To o 380 mln euro więcej niż w 7. Programie Ramowym, realizowanym w latach 2007-2013.

Ogłoszone konkursy to pierwsza szansa na realizację planu zwiększenia udziału Polski w prestiżowym programie.

– Bardzo nam zależy na wzmocnieniu polskiej obecności i jej efektów w Horyzoncie Europa. Dlatego Krajowy Punkt Kontaktowy, działający w strukturach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, służy pomocą podmiotom, które chciałyby ubiegać się o środki w ramach tego programu. Horyzont Europa to ogromne możliwości na realizację pomysłów naukowców i przedsiębiorców, ale też na wprowadzanie nowatorskich rozwiązań przez samorządowców czy organizacje pozarządowe – zwraca uwagę dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) Jakie to możliwości? – Oferta programu jest bardzo szeroka: od prestiżowych grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych, skierowanych do naukowców, poprzez Działania Marii Skłodowskiej-Curie wspierające rozwój kadr, kariery naukowej i mobilności, projekty badawczo-innowacyjne dla międzynarodowych konsorcjów, aż po wysoko innowacyjne projekty badawcze i wdrożeniowe dla przedsiębiorstw – wyjaśnia dyrektor NCBR.

Nauka i rozwój kadr

Horyzont Europa ma strukturę trzech filarów: „Doskonała nauka”, „Globalne wyzwania i europejska konkurencyjność przemysłowa” oraz „Innowacyjna Europa”. Ponadto zawiera on komponent horyzontalny (pakiet Szersze uczestnictwo i wzmacnianie Europejskiej Przestrzeni Badawczej).

Na najbliższe konkursy w filarze „Doskonała nauka” przeznaczone jest prawie 3 mld euro. Z tych środków mogą skorzystać zarówno indywidualni naukowcy – na prowadzenie indywidualnych badań, mobilność, budowanie kariery, jak również instytucje naukowe i badawcze – na finansowanie badań, tworzenie infrastruktury badawczej i wyposażenie laboratoriów, a także zatrudnianie naukowców i wymianę doświadczeń. Co ważne, granty i stypendia wspierające rozwój kadr są dostępne również dla instytucji nieakademickich (przedsiębiorstwa, samorządy). Konkursy w obszarze „Infrastruktury badawcze” oferują dostęp do specjalistycznej aparatury w najlepszych ośrodkach badawczych w Europie.

Otwarte konkursy:

  • ERC Advanced Grant – wnioski do 31 sierpnia 2021 r.
  • MSCA and Citizens – wnioski do 7 października 2021 r.
  • MSCA Postdoctoral Fellowships – wnioski do 12 października 2021 r.
  • MSCA Doctoral Networks – wnioski do 15 listopada 2021 r.
  • Infrastruktury badawcze – wnioski do 23 września 2021 r.

Współpraca i innowacje

Horyzont Europa wspiera międzynarodową i międzysektorową współpracę w działaniach B+R+I (badania, rozwój, innowacje). Służą temu konkursy w ramach klastrów, czyli szeroko zdefiniowanych obszarów tematycznych, w których wnioski składać mogą głównie konsorcja złożone z co najmniej trzech partnerów z trzech różnych krajów UE lub stowarzyszonych. Klastry tworzą drugi filar programu.

Partnerami w projektach mogą być instytucje posiadające osobowość prawną, a zatem zarówno duże, jak i małe przedsiębiorstwa, uczelnie, instytuty badawcze, administracja publiczna, organizacje pozarządowe. Konkursy w klastrach to również oferta dla samorządów, które mogą brać udział w międzynarodowych projektach realizujących np. idee Europejskiego Zielonego Ładu. Uczestnictwo w programach ramowych jest dla nich szansą na wykorzystanie synergii z funduszami strukturalnymi oraz przynosi szereg korzyści, takich jak możliwość przetestowania innowacyjnych rozwiązań, które nie są jeszcze dostępne na rynku.

Projekty, które będą finansowane w ramach tych konkursów, mają uczynić Europę neutralną klimatycznie, cyfrową, zdrowszą, bezpieczniejszą i bardziej zintegrowaną. W 2021 r. Komisja Europejska przeznaczyła na ten cel ponad 5 mld euro i zdefiniowała liczne tematy konkursowe w poszczególnych obszarach tematycznych (klastrach).

Otwarte konkursy:

  • Klaster 1: Zdrowie – wnioski do 21 września 2021 r.
  • Klaster 2: Kultura, kreatywność i społeczeństwo integracyjne – wnioski do 7 października 2021 r.
  • Klaster 3: Bezpieczeństwo cywilne na rzecz społeczeństwa – wnioski do 23 listopada 2021 r.
  • Klaster 4: Technologie cyfrowe, przemysł i przestrzeń kosmiczna – wnioski do 23 września 2021 r. lub 21 listopada 2021 r. (w zależności od tematu)
  • Klaster 5: Klimat, energia, transport – wnioski do 14 września 2021 r., 19 października 2021 r. lub 5 stycznia 2022 r. (w zależności od tematu)
  • Klaster 6: Żywność, biogospodarka, zasoby naturalne, rolnictwo i środowisko – wnioski do 6 października 2021 r.

Granty dla innowacyjnych MŚP

Horyzont Europa ma również bogatą ofertę dla firm. Na otwarte właśnie konkursy Europejskiej Rady Innowacji (EIC z ang. European Innovation Council) w ramach trzeciego filaru programu przeznaczono 1,5 mld euro. EIC wspiera najbardziej obiecujących europejskich innowatorów: przedsiębiorców z małych i średnich firm, start-upy (ze wszystkich branż) oraz konsorcja w realizowaniu ich projektów.

Dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz start-upów posiadających dojrzałe rozwiązania dedykowane są granty EIC Accelerator. Na rozwijanie innowacyjnych projektów można pozyskać grant do 2,5 mln euro albo tzw. finansowanie mieszane – grant plus finansowanie kapitałowe – łącznie do wysokości 17,5 mln euro. O finansowanie w tym przypadku firma musi ubiegać się samodzielnie, nie ma możliwości tworzenia konsorcjum.

Dla projektów na wcześniejszym etapie rozwoju przewidziano granty EIC Pathfinder. Natomiast instrument EIC Transition ma pozwolić na dalszy rozwój i wykorzystanie pomysłów, które dostały już dofinansowanie na realizację wcześniejszych projektów (EIC Pathfinder lub ERC).

Otwarte konkursy:

  • EIC Accelerator – wnioski do 6 października 2021 r.
  • EIC Pathfinder Challenges – wnioski do 27 października 2021 r.
  • EIC Transition – wnioski do 22 września 2021 r.

Większa szansa dla Polski i innych krajów regionu

Horyzont Europa zawiera komponent Szersze uczestnictwo i wzmacnianie Europejskiej Przestrzeni Badawczej. Ma on na celu wyrównywanie poziomu doskonałości naukowej w poszczególnych krajach unijnych. Granty przeznaczone są przede wszystkim na rozwój doskonałości naukowej instytucji naukowo-badawczych. I tak na przykład Teaming for Excellence ma na celu utworzenie nowych (lub istotną modernizację istniejących) Centrów Doskonałości, mających siedzibę w państwach członkowskich/regionach mniej zaawansowanych, w zakresie badań i innowacji, poprzez mechanizm łączenia sił z wiodącymi instytucjami badawczymi w Europie. Z kolei Twinning dąży do znacznego wzmocnienia w określonej dziedzinie badań rozwijającej się instytucji poprzez możliwość wymiany personelu i doświadczeń z co najmniej dwiema instytucjami, które w tym obszarze mają wiodącą pozycję na poziomie międzynarodowym.

Otwarte konkursy:

  • Teaming – wnioski do 5 października 2021 r. (konkurs dwuetapowy, pełny wniosek do 8 września 2022 r.)
  • Twinning – wnioski do 18 stycznia 2022 r.
  • ERA Chairs – wnioski do 15 marca 2022 r.

Horyzont możliwości

Uczestnictwo w programie Horyzont Europa to nie tylko granty finansujące realizację istotnych projektów, ale też dostęp do wiedzy i nowych technologii, sieć międzynarodowych kontaktów oraz budowa marki i prestiż. Dla instytucji naukowych to zarazem możliwość uzyskania wyższej oceny parametrycznej, a co za tym idzie – wyższej subwencji.

Program Horyzont Europa należy do programów zarządzanych centralnie. Oznacza to, że polskie podmioty ubiegają się w nim o finansowanie bezpośrednio w Komisji Europejskiej, na takich samych zasadach jak podmioty z innych krajów UE. Nie ma wydzielonej puli pieniędzy przeznaczonych dla Polski. A zatem jedynie od aktywności polskich jednostek zależy, jak dużo funduszy pozyskamy z tego programu na realizację działań związanych z badaniami i innowacjami, w tym na wszelkie działania związane z priorytetami Europejskiego Zielonego Ładu.

(Wyboista) polska droga do neutralności klimatycznej

Neutralność klimatyczna to cel, w kierunku którego dążą aktualnie wszystkie gospodarki europejskie. Wśród nich jest również Polska, ze swoim planem odejścia od węgla do 2050 roku. Eksperci przyznają, że odrzucenie przez rząd PiS ustaleń wcześniejszych władz przyczyniło się do znacznego przedłużenia procesu, przed którym stoimy. To są lata zaniedbań, lata niestabilnej strategii energetycznej – która była zbyt długo oparta na okopywaniu się wokół gospodarki węglowej. Teraz musimy za to zapłacić. Mamy w tej chwili coraz droższą energię z paliw kopalnych – co się nie zmieni, bo przecież na tym opiera się polityka klimatyczna ONZ. Tymczasem podczas swoich rządów w latach 2006-2014 rząd premiera Buzka przygotował reformy, które miały zbliżyć Polskę do zbudowania nowego systemu energetycznego, nieopartego na węglu.

– Mogę tylko żałować, że Polska nie kontynuowała reform zapoczątkowanych przez rząd premiera Tuska. Na pewno bylibyśmy w znakomicie innym miejscu. ONZ została zaproszona do współtworzenia zespołu doradców strategicznych Tuska, w ramach tzw. zespołu ministra Boniego. W tym dokumencie strategicznym, w dziale energia napisanym w 2008 roku, znalazła się polska strategia wodorowa i silne ukierunkowanie się na energetykę z wiatru – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact w Polsce. – Zalecaliśmy opracowanie polskiej turbiny wiatrowej, zwrócenie uwagi na potencjał energetyczny polskich rzek, które są rzekami wolno płynącymi – ale to jest atut, niekoniecznie przeszkoda. Wskazywaliśmy, by pomyśleć o siłowniach wodnych, tzw przepływowych – które mogłyby wzmocnić we właściwą stronę polski system pozyskiwania energii i zmniejszyć udział  paliw kopalnych w polskim miksie energetycznym. To niestety nie zostało zrobione. Jeśli więc chodzi o OZE i odejście od węgla, Polskę czeka długi, trudny i kosztowny marsz – ocenia Wyszkowski.

Nowoczesny sprzęt IT a wydajność w firmie

Postęp technologiczny jest nieunikniony i widać to w każdej dziedzinie życia. Trudno wyobrazić sobie współczesne, nieskomputeryzowane biuro. Tym ważniejsze jest jego odpowiednie wyposażenie. Nowoczesny sprzęt znacznie poprawia komfort pracownika, ograniczając jego frustracje oraz ułatwiając wykonywanie wszelkich zadań. Niestety wielu pracodawców zapomina o tym i nie inwestuje w IT wystarczających środków, szukając w tym segmencie oszczędności. Dowiedz się, dlaczego jest to błędne podejście i ile możesz zyskać, jeżeli będziesz się go wystrzegać!

Sprzęt IT dla firm – dlaczego warto go modernizować?

Mało jest branż, które rozwijałyby się tak szybko, jak ta związana z komputerami. Coraz bardziej skomplikowane programy wymagają również większych mocy obliczeniowych. Lepsze i wydajniejsze komponenty zachęcają do wykorzystywania ich potencjału w pełni. Produkcje software i hardware w ten sposób napędzają się wzajemnie. Z tego powodu regularna inwestycja w sprzęt IT w firmie jest rzeczą niezbędną dla zachowania odpowiedniej wydajności pracy. Żaden pracownik nie będzie mógł długo utrzymać odpowiedniej motywacji i efektywności, pracując na sprzęcie, który ma problemy z wydajnością. Zwłaszcza jeżeli w domu korzysta z łatwodostępnego, nowoczesnego sprzętu, a w pracy musi radzić sobie z takim, który od lat nie był modernizowany. Implementowanie nowego oprogramowania, przy równoczesnym zaniedbywaniu jego wymagań sprzętowych, skutkuje zwiększoną awaryjnością. Z kolei często całkowita wymiana sprzętu nie jest wcale potrzebna, wystarczy zainwestować w kluczowe komponenty takie jak pamięć RAM, wydajniejszy procesor czy szybszy dysk twardy. Wymiana tych części potrafi w znaczący sposób poprawić parametry pracy sprzętu IT, a co za tym idzie umożliwić pracownikowi komfortowe wykonywanie zadań. Dla firmy wiąże się to z osiągnięciem lepszych wyników pracy!

Nie tylko komputery, czyli w jaki sprzęt IT należy jeszcze zainwestować?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – serwery! Coraz więcej biur stawia na posiadanie własnej jednostki serwerowej, dzięki czemu otrzymują pełniejszą kontrolę nad gromadzonymi przez siebie danymi. To szczególnie istotne w czasach coraz większych restrykcji i wymagań odnośnie ochrony danych osobowych. Posiadanie nowoczesnego, wydajnego serwera ma również inne plusy. Pozwala między innymi na łatwiejsze zorganizowanie pracy zdalnej Twoim pracownikom, ustanowienie wewnętrznego intranetu dla firmy, a także skuteczniejsze wdrażanie i modyfikowanie polityki tworzenia backupów. Podobnie jak w przypadku pozostałego sprzętu IT, tak i w sprawie serwerów należy pamiętać o regularnej modernizacji sprzętu oraz dostosowywaniu go pod nowe warunki i wymagania pracy. W tej kwestii zawsze warto skorzystać z konsultacji renomowanych dostawców rozwiązań IT, takich jak, chociażby Esus IT. Jest to firma, która nie tylko dostarcza nowoczesny i niezawodny sprzęt oraz komponenty, ale także zapewnia usługi doradcze we wszelkich kwestiach związanych z technologią.

Znalezienie gotowego „M” graniczy z cudem?

Udział rynkowy gotowych mieszkań deweloperskich mocno spadł (np. względem 2017 r.). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyjaśniają, gdzie jeszcze jest duża szansa na znalezienie ukończonych „M”.

Połączenie dwóch czynników, czyli wysokiego poziomu popytu oraz dużej skali aktywności inwestycyjnej deweloperów doprowadziło do znaczącego spadku odsetka gotowych mieszkań z rynku pierwotnego. To może stanowić problem dla osób zainteresowanych szybką przeprowadzką (bez oczekiwania na zakończenie prac budowlanych). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, gdzie udział rynkowy ukończonych i niesprzedanych mieszkań deweloperskich daje jeszcze szanse na znalezienie odpowiedniego „M”.

Analitycy RynekPierwotny.pl na podstawie największej w Polsce bazy ofert deweloperów obliczyli, że pod koniec czerwca 2021 r. udział gotowych mieszkań w podaży największych rynków pierwotnych był następujący:

  • Warszawa – 7,5% ofert
  • Kraków – 5,5%
  • Łódź – 14,7%
  • Wrocław – 15,4%
  • Poznań – 9,3%
  • Gdańsk – 10,4%

Rok wcześniej (pod koniec czerwca 2020 r.) porównywalne wyniki wynosiły odpowiednio:

  • Warszawa – 9,2% ofert
  • Kraków – 5,0%
  • Łódź – 8,5%
  • Wrocław – 20,4%
  • Poznań – 8,9%
  • Gdańsk – 2,6%

Znaczący wzrost analizowanego wskaźnika dotyczący Gdańska i Łodzi wynikał ze struktury mieszkań pod względem czasu ukończenia budowy (tzn. dość dużego odsetka niesprzedanych lokali, które rok wcześniej były bliskie ukończenia). W ramach ciekawostki warto dodać, że na początku 2015 r. udział ukończonych lokali deweloperskich wynosił około:

  • Warszawa – 29,0% ofert
  • Kraków – 50,0%
  • Łódź – 48,0%
  • Wrocław – 44,0%
  • Poznań – 47,0%
  • Gdańsk – 53,0%

Porównując powyższe informacje należy pamiętać, że na początku 2015 r. kupujący mieli do wyboru dużo gotowych mieszkań oddanych do użytku w czasach gorszej koniunktury rynkowej.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Uważaj na te haczyki podczas podpisywania umowy leasingowej

Decydując się na leasing auta, musisz podpisać z podmiotem finansującym umowę cywilnoprawną. Zostaną w niej uregulowane wszystkie kwestie związane z późniejszą współpracą. Niekiedy jednak pozornie błahe zapisy mogą wywołać zupełnie nieoczekiwane i przykre skutki w przyszłości. Przeczytaj, na co powinieneś zwrócić szczególną uwagę przed zawarciem kontraktu.

Zwróć uwagę na sumę ubezpieczenia

Umowa leasingu polega na oddaniu przedmiotu umowy do korzystania w zamian za spłatę comiesięcznych rat. Funkcjonowanie całej konstrukcji opiera się więc na tym, że swobodnie korzystasz z samochodu. Niestety w praktyce stłuczki i kradzieże zdarzają się dosyć często.

W przypadku wystąpienia takich zdarzeń finansujący występuje do ubezpieczyciela o wypłatę określonej kwoty z polisy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że jeżeli okaże się, że ubezpieczenie nie pokrywa w pełni wysokości szkody, do jej uzupełnienia zobligowany będziesz Ty, jako leasingobiorca. Dlatego zawsze upewnij się, czy umowa zobowiązuje zakład ubezpieczeń do pokrycia całości szkody.

Uważaj na kary umowne

Kara umowna to jedno z najskuteczniejszych narzędzi, które mogą zdyscyplinować strony umowy. Wprawdzie nie można jej zastrzec na wypadek niespełnienia świadczenia pieniężnego (np. uchybienia terminowi płatności raty), ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyliczyć w kontrakcie sytuacje, kiedy leasingobiorca będzie zobowiązany do zapłaty oznaczonej kwoty.

O jakich przypadkach mowa? Najczęściej będzie to oddanie samochodu osobie trzeciej do korzystania, przewóz zwierząt, modyfikacja przedmiotu umowy czy serwisowanie pojazdu w innym warsztacie, niż wskazany w umowie. Możesz spotkać się nawet z karą umowną za… palenie papierosów w kokpicie.

Wprawdzie wykazanie niektórych uchybień będzie dla leasingodawcy trudne, ale jeżeli mu się to uda, będziesz zmuszony zapłacić karę umowną.

Upewnij się co do wysokości rat leasingowych i innych opłat

Najprostszym modelem leasingu są stałe raty przez cały czas obowiązywania umowy. Czasami jednak leasingodawcy usiłują „przemycić” do umowy mechanizm, który pozwoli im na manipulowanie wysokością miesięcznych opłat. Zazwyczaj będą to wskaźniki ekonomiczne jak np. stopa WIBOR. W ten sposób zapewniają sobie stały zysk.

Poza ratami najprawdopodobniej będziesz musiał zapłacić również tzw. czynsz inicjalny, który stanowi zabezpieczenie dla finansującego. Sprawdź, czy jego wysokość w umowie zgadza się z ustaleniami i czy koreluje z ilością rat. Im opłata wstępna będzie wyższa, tym rat powinno być mniej lub powinny być niższe. Pamiętaj, że warunki umowy zawsze możesz negocjować.

Przejrzysty leasing? Tylko w Carsmile!

Wybierając salon Carsmile, możesz liczyć na jasne i proste warunki leasingu samochodu osobowego. Przekonaj się, że zawarcie umowy leasingu nie wymaga wcześniejszej konsultacji z prawnikiem. W salonie znajdziesz ponad tysiąc gotowych konfiguracji najbardziej znanych marek samochodów, transparentne warunki współpracy i kompleksową obsługę umowy przez Internet.

ZPP: Polska jedną z dziesięciu najbardziej skomplikowanych jurysdykcji świata – konieczne zmiany w zakresie prawodawstwa i systemu podatkowego

Polska systematyczne osiąga złe wyniki w badaniach dotyczących warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz stabilności prawa. Niemniej, wyniki niedawno opublikowanego raportu Global Business Complexity Index 2021 mogą negatywnie zaskoczyć. Polska znalazła się pośród grona dziesięciu najbardziej skomplikowanych jurysdykcji świata. Jedynym europejskim krajem, który znalazł się w pierwszej dziesiątce zestawienia poza Polską, jest Francja. Gorzej niż te dwa państwa wypadają jedynie Turcja, Indonezja oraz kraje Ameryki Łacińskiej i Południowej.

Global Business Complexity Index 2021 przestudiował 77 jurysdykcji, które skupiają 71 proc. światowej ludności oraz odpowiadają za aż 92 proc. globalnego PKB. Choć raport omawia jedynie nieco ponad jedną trzecią państw, to z pewnością można powiedzieć, że pokrywa on wszystkie znaczące światowe gospodarki. Raport analizuje 292 czynniki, by ocenić złożoność otoczenia biznesowego pod względem ustawodawstwa, uzyskania zgodności, procedur księgowych, systemów podatkowych, zasad dotyczących zasobów ludzkich, oraz procedur płacowych. Analiza zebranych danych ukazała również trzy światowe trendy: wzrost znaczenia zrównoważonej działalności, uproszczenie przez cyfryzację oraz konflikty pomiędzy międzynarodową standaryzacją, a lokalną specyfiką.

Jeśli chodzi o problemy polskiego systemu prawnego, to w pierwszej kolejności wymienione zostały często zmieniające się przepisy, które zostawiają przedsiębiorcom mało czasu na dostosowanie się do zmian. Zgadzamy się z oceną, że brak stabilności prawa jest jednym z największych problemów polskiej gospodarki. Dlatego też konsekwentnie apelujemy o prowadzenie wydłużonego vacatio legis na wszystkie przepisy związane z działalnością gospodarczą, oraz ustalenie jednej daty (przykładowo 1 stycznia każdego roku), kiedy nowe przepisy wchodziłyby w życie.

Autorzy raportu zauważają również, że sytuacja uległa pogorszeniu w trakcie pandemii. Jako przykład wymieniają chaotyczne wprowadzanie i znoszenie restrykcji, które doprowadziły do wątpliwości co do tego, jakie przepisy mają zastosowanie w danym momencie. ZPP wielokrotnie zwracał uwagę na brak przewidywalności w zakresie restrykcji i apelował o wprowadzenie przejrzystego planu wprowadzania i znoszenia obostrzeń.

W drugiej kolejności raport wskazuje na wysoki stopień formalizacji polskiego otoczenia regulacyjnego dla prowadzenia biznesu. Przykładowo, w Polsce wymaga się składania wszystkich dokumentów w języku lokalnym, przetłumaczonych przysięgle, co jest uciążliwe nie tylko dla inwestorów zagranicznych, ale również polskich przedsiębiorców zaangażowanych w handel międzynarodowy. Dla porównania, w krajach skandynawskich powszechnie akceptowane są dokumenty w języku angielskim.

Niestabilność regulacyjna, skomplikowany system podatkowy oraz mało przejrzyste przepisy to najważniejsze problemy polskiego otoczenia prawno-instytucjonalnego dla prowadzenia biznesu. Zwracaliśmy na to w ZPP uwagę od lat i diagnozę tę potwierdzają kolejne opracowania międzynarodowe. Gorsze warunki prowadzenia firm to wolniejszy rozwój i niższy poziom zamożności. Aby zapewnić minimum przewidywalności regulacyjnej, proponujemy wprowadzić minimalny okres vacatio legis dla regulacji gospodarczych i jeden, stały termin ich wejścia w życie. Radykalnego uproszczenia wymaga dodatkowo system podatkowy, który należałoby oprzeć na daninach łatwych do obliczenia, prostych i tanich w poborze, opisanych za pomocą przejrzystych i jednoznacznych przepisów. Apelujemy o podjęcie poważnej debaty nad kompleksową poprawą warunków do prowadzenia biznesu w naszym kraju, tak możliwy był dalszy wzrost poziomu życia Polaków.

Jaka przyszłość czeka branżę kosmiczną w Polsce? Wnioski z 3. Forum Sektora Kosmicznego

W dniach 29-30 czerwca odbyło się III Forum Sektora Kosmicznego. Wydarzenie organizowane przez Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego (ZPSK) przy współpracy z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii oraz Agencją Rozwoju Przemysłu to wiodąca konferencja branżową, która gości przedstawicieli zarówno Europejskiej Agencji Kosmicznej, jak i polskiej administracji publicznej. Z uwagi na trwającą pandemię forum odbyło się w tym roku zdalnie, zgromadziło prawie 300 uczestników.

– Forum Sektora Kosmicznego to jedno z najważniejszych wydarzeń polskiego sektora kosmicznego. Takie spotkania są niezwykle ważne i potrzebne, by móc się pochylić nad strategicznymi aspektami rozwoju przemysłu kosmicznego. W tejże edycji skupiamy się na kilku kluczowych obszarach funkcjonowania sektora wynikających zarówno ze współpracy międzynarodowej jak i rozwoju krajowego rynku. – prezes ZPSK, Paweł Wojtkiewicz

Swoje słowa to uczestników Forum skierował wicepremier i minister rozwoju Jarosław Gowin, którego list został odczytany podczas otwarcia wydarzenia:

Chciałbym zaakcentować w szczególności znaczenie polskiego sektora kosmicznego, który od kilku lat notuje dynamiczny wzrost. Sektor kosmiczny jest jedną z branż, która w sposób znaczący przyczynia się do rozwoju polskiej gospodarki i nauki. Jest to niewątpliwie wynikiem dotychczasowych działań podejmowanych zarówno ze strony administracji rządowej, jak i aktywności podmiotów sektora kosmicznego i instytucji działających na rzecz tego sektora. (…) Chciałbym podziękować Związkowi Pracodawców Sektora Kosmicznego, jego Członkom i wszystkim, którzy przyczynili się do rozwoju polskiego sektora kosmicznego – Jarosław Gowin, wicepremier i minister rozwoju

Podczas otwarcia Forum Sektor Kosmicznego, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej prof. Grzegorz Wrochna podkreślał, że w najbliższych latach dla sektora kosmicznego w Polsce najważniejsze będą dane satelitarne i ich wykorzystanie, budowa systemu bezpieczeństwa kosmicznego, a także zwiększenie liczby absolwentów kierunków technicznych. Integratorem tych działań na styku administracji publicznej, nauki i biznesu ma być natomiast Polska Agencja Kosmiczna.

Nie tylko będziemy dostarczać dane satelitarne, które firmy wykorzystają do świadczenia usług dla administracji, ale także będziemy zamawiać prototypowe, pilotażowe usługi związane, które po przetestowaniu, ew. ulepszeniu, polscy przedsiębiorcy będą mogli z powodzeniem sprzedawać na wielu, również międzynarodowych rynkach. – prof. Grzegorz Wrochna, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej

Możliwości biznesowe w misjach naukowych

W czasie pierwszego panelu Dyrektor Programu Naukowego ESA Prof. Günther Hasinger omówił kluczowe programy ESA (obowiązkowe i opcjonalne), nacelowane na realizację kosmicznych misji naukowych ESA, tj. Science Core Technology Programme oraz PRODEX, który dedykowany jest rozwojowi instrumentów naukowych. Dotychczas szereg krajowych podmiotów stało się ich beneficjentami i podpisało kontrakty z ESA na przygotowanie mechanizmów, struktur czy technologii do misji ATHENA (orbitalne obserwatorium rentgenowskie), ARIEL (teleskop kosmiczny do szukania egzoplanet) i JUICE (sonda do badania księżyców Jowisza). Ponadto na postawie CTP budowane będą przyszłe misje takie jak Comet Interceptor, EnVision, ATHENA L2, Lisa czy Voyage. Dr Leopold Summerer, kierownik Biura Zaawansowanych Koncepcji i Studiów przedstawił plany ESA w dziedzinie przyśpieszenia komercjalizacji technologii kosmicznych, na czym mogą skorzystać także polskie firmy. Obecnie w przygotowaniu są m.in. misje Sentintel-2, Φ-SAT 2, Mars, IOS czy ww. Comet Interceptor oraz LISA.

Programy europejskie nową szansą dla polskich firm

Drugi panel dotyczył aktywności Unii Europejskiej w sektorze kosmicznym. O coraz bardziej aktywnej polityce kosmicznej Wspólnoty mówili Matthias Petschke – dyrektor ds. kosmosu w Dyrekcji Generalnej KE ds. Przemysłu Obronnego i Przestrzeni Kosmicznej oraz Rodrigo da Costa – dyrektor wykonawczy Agencji UE ds. Programu Kosmicznego (w skrócie EUSPA). Nowa agencja powstała w tym roku i jest efektem przekształcenia Europejskiej Agencji ds. GNSS (w skrócie GSA). Jej zadaniem będzie koordynacja wszystkich europejskich programów kosmicznych oraz zarządzanie ich usługami. Dotyczy to dotychczasowych programów GNSS związanych z nawigacją satelitarną (EGNOS i Galileo), programu obserwacji Ziemi „Copernicus”, programu na rzecz rządowej łączności satelitarnej GOVSATCOM, a także systemu obserwacji przestrzeni kosmicznej i monitorowania ruchu satelitów SSA.Justyna Redelkiewicz z EUSPA oraz dr Piotr Świerczyński, kierownik Krajowego Punktu Kontaktowego Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) przedstawili informacje nt. kontraktów, jakich branża może się spodziewać w najbliższym czasie. Duża cześć z nich będzie prowadzona w ramach uruchomionego właśnie programu Horyzont Europa (na lata 2021-27). Justyna Redelkiewicz przedstawiła także inicjatywę CASSINI Space Entrepreneurship Initiative, czyli nowy element unijnego wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw, którego głównym narzędziem będzie fundusz zalążkowy o wartości 1 mld euro. Ma on służyć do działań wspierających rozwój kadr kosmicznych i start-upów poprzez środki na organizacje hackathonów, akceleratory biznesowe, organizacje spotkań networkingowych czy wreszcie mentoring.

Branża czeka na Krajowy Program Kosmiczny

Trzeci panel dotyczył prac nad Krajowym Programem Kosmicznym (KPK), na który branża czeka od kilku lat. Wg informacji przekazanych przez Piotra Zabadałę, zastępcę dyrektora Departamentu Innowacji Ministerstwa Rozwoju oraz prezesa PAK prof. Grzegorza Wrochnę, KPK będzie miał cztery priorytety, na podstawie których wspierane będą cztery projekty: budowa narodowego segmentu naziemnego, budowa narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, budowa narodowego systemu bezpieczeństwa kosmicznego oraz rozwój kluczowych technologii kosmicznych.Narodowy segment naziemny ma być interoperacyjnym systemem odbioru, przechowywania, przetwarzania i udostępniania danych satelitarnych dla administracji publicznej. Mają one wspierać urzędy w realizacji ich statutowych obowiązków, np. monitoringu upraw rolnych, gospodarki wodnej czy zarządzania kryzysowego. NSN ma być zasilany danymi satelitarnymi pochodzących m.in. z przyszłego polskiego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, za którego budowę odpowiedzialne będzie Ministerstwo Obrony Narodowej. Płk Marcin Górka, pełnomocnik ministra obrony narodowej ds. przestrzeni kosmicznej poinformował, iż będzie on obejmował segmenty wojskowy i cywilny. Budowa systemu będzie polegać na budowie i osadzeniu na orbicie konstelacji mikrosatelitów z sensorami optoelektronicznymi oraz radarowymi do obserwacji Ziemi.KPK zakłada również budowę narodowego systemu bezpieczeństwa kosmicznego, którego zadaniem będzie monitoring kosmicznych śmieci czy innych obiektów nadlatujących z kosmosu, które docelowo mogą stanowić zagrożenia dla bezpieczeństwa satelitów w kosmosie.Najbardziej pojemny jest natomiast jest projekt wsparcia pozostałych kluczowych technologii kosmicznych (priorytet IV). Proponowany kierunek prac obejmuje wsparcie obiecujących i rozwojowych nowych technologii na niskich i średnich poziomach gotowości technologicznej oraz podniesienie ich na wyższe poziomy. Zakłada się także wsparcie budowę i rozwój polskich technologii rakietowych, a więc rozwój infrastruktury startowej oraz eksperymentów suborbitalnych. Ministerstwo Rozwoju chce wspomagać działania na rzecz realizacji przez Polskę misji kosmicznej bądź udział Polski w misji kosmicznej ukierunkowanej na eksplorację w przyszłości przestrzeni kosmicznej i ciał niebieskich (w tym Księżyca). Doprowadzi to do rozwoju kompetencji polskiego przemysłu w zakresie budowy komponentów, integracji i testowania satelitów oraz technologii i procedur wynoszenia.Wreszcie priorytet IV przewiduje uzupełnienie luki w krajowej infrastrukturze laboratoryjno-testowej oraz budowę polskiego transpondera telekomunikacyjnego, czyli urządzenia nadawczo-odbiorczego przeznaczonego do umieszczenia na satelicie geostacjonarnym. Powinno ono zapewnić łączność satelitarną dla obszaru RP oraz polskich placówek/misji/podmiotów poza granicami kraju.Środki na realizację priorytetu IV mają pochodzić m.in. z funduszy programów opcjonalnych ESA, które współfinansuje rząd oraz środków krajowych, w tym NCBiR i innych.

Finał 6 edycji konkursu ZPSK i ARP „Rozwój kadr sektora kosmicznego”

W ramach Forum odbyła się także uroczystość ogłoszenia laureatów 6 edycji konkursu ZPSK i ARP „Rozwój kadr sektora kosmicznego”. W tym roku do konkursu o staż w podmiotach sektora kosmicznego zgłosiło się ponad 80 młodych inżynierów chcących rozwijać karierę w sektorze kosmicznym. W toku rekrutacji, udało się pozyskać 10 osób, które w początkiem lipca 2021 r. rozpoczynają 6-miesięczne staże w dziesięciu firmach/instytutach badawczo-rozwojowych sektora kosmicznego.

Wyniki finansowe Grupy Kuehne+Nagel za pierwsze półrocze 2021 r.

  • Pomyślne spełnienie wymagań serwisowych w świetle ograniczonych i trudnych do zaplanowania łańcuchów dostaw
  • Koncentracja na rozwiązaniach dla branży farmaceutycznej i e-commerce
  • Rosnący na całym świecie popyt na wszystkie rodzaje transportu
H1
2021
H1 2020 Δ Q2 2021 Q2 2020 Δ
Obrót netto 13,273 9,808 35% 7,241 4,896 48%
Zysk brutto 4,327 3,65 19% 2,308 1,772 30%
Wynik operacyjny (EBITDA) 1,398 799 75% 787 421 87%
EBIT 1,036 419 147% 605 235 157%
Zysk za okres 764 309 147% 446 170 162%

Gospodarka światowa, która w pierwszej połowie 2021 r. nadal się ożywiała, spowodowała silny popyt na usługi logistyczne. W takich warunkach Grupa Kuehne+Nagel osiągnęła bardzo dobre wyniki finansowe – wszystkie jednostki biznesowe były w stanie znacznie przekroczyć przychody w porównaniu z poprzednim rokiem. Obroty netto Grupy za pierwsze 6 miesięcy wyniosły 13,3 miliarda CHF i były o 35% wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. EBIT wzrósł ponad dwukrotnie do 1,0 mld CHF.

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG, komentuje: „W tym roku mamy do czynienia z wyjątkowo wysokim popytem konsumpcyjnym, a jednocześnie z ograniczoną przewidywalnością dostaw. Wysiłki naszych pracowników, pomyślnie wdrożona strategia i elastyczne rozwiązania logistyczne po raz kolejny doprowadziły do spełnienia wysokich wymagań naszych klientów w wymagającym środowisku rynkowym. Spodziewamy się, że popyt pozostanie silny i z ufnością oczekujemy na dalszy pozytywny rozwój”.

Logistyka morska


CHF mln
H1
2021
H1 2020 Δ Q2 2021 Q2 2020 Δ
Obrót netto 5,242 3,386 55% 2,849 1,662 71%
Zysk brutto 1,08 673 61% 598 329 82%
EBIT 504 167 202% 298 88 239%

W II kwartale 2021 roku w logistyce morskiej utrzymała się tendencja do przewozów produktów o wyższej wartości, co wraz z ograniczoną pojemnością kontenerów i zmniejszoną produktywnością wymagało wysokiego poziomu intensywności usług.

Przy 2,2 mln TEU w pierwszej połowie 2021 r. wolumeny kontenerów wzrosły o 3% w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Obroty netto jednostki wyniosły 5,2 mld CHF, a EBIT 504 mln CHF. Konwersja ponownie osiągnęła nowy rekordowy poziom, wynoszący 46,7%.

Szczególnie cenna dla klientów Kuehne+Nagel okazała się platforma internetowa seaexplorer, która przedstawia aktualne informacje o sytuacji transportowej.

Logistyka lotnicza


CHF mln
H1
2021
H1 2020 Δ Q2 2021 Q2 2020 Δ
Obrót netto 3,976 2,46 62% 2,326 1,369 70%
Zysk brutto 959 642 49% 557 335 66%
EBIT 406 181 124% 243 110 121%

Pomimo globalnych ograniczeń przepustowości, w pierwszej połowie 2021 r. logistyka lotnicza odnotowała znaczny wzrost wolumenu za sprawą elastycznych rozwiązań dla klientów, takim jak kombinowany transport morski i lotniczy. Jednostka biznesowa ponownie odnotowała silny wzrost udziału w rynku. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszyły się rozwiązania transportowe dla produktów farmaceutycznych i podstawowych, a także e-commerce.

Od maja do ogólnego wyniku przyczyniła się również pierwsza konsolidacja z firmą Apex, jednym z wiodących spedytorów w Azji. Kuehne+Nagel i Apex wspólnie oferują swoim klientom atrakcyjną ofertę w konkurencyjnej azjatyckiej branży logistycznej, szczególnie w obszarze e-commerce, high-tech i e-mobility.

Przewozy lotnicze w pierwszej połowie 2021 r. wzrosły o 44% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku i wyniosły 988 tys. ton. Obroty netto wyniosły 4,0 mld CHF, a EBIT 406 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 42,3%.

Zapotrzebowanie na rozwiązania przyjazne dla środowiska, takie jak zrównoważone paliwo lotnicze (SAF), gwałtownie wzrosło w tym okresie. W odpowiedzi Kuehne+Nagel nawiązało współpracę z American Airlines, IAG Cargo (British Airways) i Air France-KLM Martinair Cargo.

Logistyka drogowa


CHF mln
H1
2021
H1 2020 Δ Q2 2021 Q2 2020 Δ
Obrót netto 1,809 1,584 14% 939 721 30%
Zysk brutto 630 538 17% 326 257 27%
EBIT 54 26 108% 30 9 233%

W drogowej jednostce biznesowej pierwsze półrocze 2021 roku charakteryzowało się znacznym wzrostem liczby przesyłek, maksymalizującym wykorzystanie sieci. Kuehne+Nagel nadal przyjmowało rosnącą liczbę zamówień klientów w europejskich sieciach drobnicowych, bez wpływu na jakość ich realizacji.

Obroty netto jednostki biznesowej w pierwszej połowie 2021 r. wyniosły 1,8 miliarda CHF, a EBIT wzrósł ponad dwukrotnie do 54 milionów CHF w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

Cyfrowa platforma do odprawy celnej „Your Easy Brexit Solution” –pierwotnie zaprojektowana na potrzeby Brexitu – została wdrożona w drugim kwartale 2021 r. i z uwagi na jej sukces jest teraz dostępna do zarządzania odprawą celną na całym świecie. W regionie Azji i Pacyfiku rezerwacje cyfrowe za pośrednictwem eTrucknow odnotowały silny wzrost; platforma jest już dostępna w 18 krajach na całym świecie.

Logistyka kontraktowa


CHF mln
H1
2021
H1
2020
Δ Q2 2021 Q2 2020 Δ
Obrót netto 2,246 2,378 -6% 1,127 1,144 -2%
Zysk brutto 1,658 1,797 -8% 827 851 -3%
EBIT 72 45 60% 34 28 21%

W pierwszej połowie 2021 roku logistyka kontraktowa zdołała rozwinąć swoją działalność dzięki specjalistycznym rozwiązaniom dla branży farmaceutycznej i e-commerce. Te dwa segmenty odpowiadały za około 80% nowych kontraktów.

Ze względu na zbycie części portfela logistyki kontraktowej w Wielkiej Brytanii w styczniu 2021 r. obroty netto w wysokości 2,2 mld CHF w pierwszej połowie 2021 r. były nieco niższe niż w roku poprzednim. EBIT poprawił się o 60% do 72 mln CHF.

W pierwszej połowie roku zespoły logistyki kontraktowej otworzyły kilka wysoce zautomatyzowanych obiektów, w tym nowe centra dystrybucyjne dla półprzewodników i dóbr konsumpcyjnych.

Komentarz

Dr Joerg Wolle, Prezes Zarządu Kuehne + Nagel International AG, mówi: „Kuehne+Nagel zamknęło drugi kwartał 2021 roku absolutnym rekordem. Odzwierciedla to właściwe podejście do strategii, którą obraliśmy i podjęte w ostatnich latach inicjatywy, a także nasze wczesne i pomyślne dążenie do cyfrowego przywództwa. W tych wyjątkowych czasach nasza firma stawia na przedsiębiorczą wizję i wysoce zmotywowany zespół. Co równie ważne, nasza ukierunkowana ekspansja w Azji coraz bardziej się opłaca”.

Nowa linia kolejowa Katowice – Ostrawa. Spółka CPK podpisała kolejną umowę na studium wykonalności

Spółka Centralny Port Komunikacyjny zawarła dziś kontrakt na studium wykonalności dotyczące budowy polskiego odcinka nowej linii kolejowej między Katowicami i Ostrawą. Dzięki niej pociągi dojadą m.in. do 90-tysięcznego Jastrzębia-Zdroju, które jest dziś największym miastem w Polsce bez dostępu do kolei. Trasa jest częścią wspólnej inwestycji kolejowej krajów Grupy Wyszehradzkiej między Warszawą, Brnem (z łącznikiem do Pragi), Bratysławą i Budapesztem.

W ramach budowy polskiego odcinka linii kolejowej między Katowicami a Ostrawą powstanie w sumie ok. 75 km nowej linii. Projekt obejmie odcinek przyszłej linii kolejowej między Katowicami i granicą z Czechami oraz odcinek Jastrzębie-Zdrój – Wodzisław Śląski wraz z odgałęzieniem do planowanej stacji Jastrzębie-Zdrój Centrum i łącznicami w kierunku Rybnika i Wodzisławia Śląskiego.

– Dotrzymujemy słowa. To kolejna z umów, jakie podpisujemy w ciągu ostatnich tygodni. Dzięki tej linii zapewnimy obsługę Jastrzębia-Zdroju, czyli największego polskiego miasta pozbawionego dzisiaj dostępu do kolei. Odcinek Katowice – Ostrawa jest pierwszym, na który uzyskaliśmy dofinansowanie UE, wygrywając konkurencję z innymi europejskimi projektami – powiedział wiceminister infrastruktury Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

– Katowice – Ostrawa to ważny odcinek Kolei Dużych Prędkości, który z jednej strony zwiększy atrakcyjność regionu, a z drugiej połączy kraje Grupy Wyszehradzkiej. Z jednej strony przyniesie efekt lokalny dla Śląska, a z drugiej będzie stanowić przykład międzynarodowego charakteru inwestycji kolejowych CPK. Jesteśmy w stałym kontakcie z zarządcami infrastruktury z krajów V4, razem tworzymy połączenie KDP między Polską, Czechami, Słowacją i Węgrami – zapewnia Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Przedmiotem umowy jest studium wykonalności dla planowanej linii kolejowej. Za najkorzystniejszą spółka CPK uznała ofertę złożoną przez konsorcjum z firmą Egis Poland jako liderem, która wyniosła prawie 11 mln zł netto. O wyborze decydowały cena (w 70 proc.) i doświadczenie personelu (w pozostałych 30 proc.).

Według harmonogramu pierwsze roboty budowlane mają ruszyć w 2024 r., a odcinek linii łączący Katowice z Ostrawą zostanie oddany do użytku przed końcem 2030 r. Linia zostanie zaprojektowana tak, aby możliwe było kursowanie najszybszych pociągów pasażerskich z prędkością do 250 km/h.

Na przygotowanie wykonawca STEŚ będzie miał 11 miesięcy. Realizacja i rozliczenie całej umowy może potrwać pięć miesięcy dłużej, ponieważ w skład zamówienia wchodzi także dokumentacja geologiczna i mapy do celów projektowych.

W województwie śląskim w ramach programu kolejowego CPK powstanie w sumie 100 km nowych linii kolejowych, które wybuduje spółka CPK, a kolejnych 246 km zostanie zmodernizowanych przez PKP Polskie Linie Kolejowe.

Inwestycje te zapewnią skrócenie przejazdu do Warszawy z Katowic do 1 godz. 40 min, a z Bielska-Białej do 1 godz. 55 min. Z Jastrzębia-Zdroju i Rybnika dojedziemy do stolicy w 2 godz., z Częstochowy i Gliwic w 2 godz. 10 min. Ponadto na dotychczasowych liniach kolejowych zwiększy się przepustowość na potrzeby przewozów regionalnych i towarowych.

Wybudowana przez Polskę linia kolejowa zostanie wydłużona po czeskiej stronie do Ostrawy. Dzięki temu z Katowic do Ostrawy będzie można przejechać zaledwie w 35 minut, czyli o godzinę krócej niż obecnie. Spółka CPK jest w stałym kontakcie z przedsiębiorstwem Správa železnic – zarządcą infrastruktury kolejowej w Czechach. Obie strony wyznaczyły wspólnie dwie potencjalne lokalizacje dla przejścia KDP przez granicę i preferowany przebieg odcinków granicznych.

Na terenie Polski trasa jest elementem transeuropejskiego korytarza TEN-T. Biegnie on z Warszawy przez modernizowaną przez PKP PLK Centralną Magistralę Kolejową (CMK) i Katowice do przygranicznej Ostrawy. Linia wpisuje się we wspólne inwestycje krajów Grupy Wyszehradzkiej zgrupowane w projekcie KDP V4, których celem jest podniesienie standardu podróży i skrócenie czasów przejazdu między Warszawą, Brnem (z łącznikiem do Pragi), Bratysławą i Budapesztem.

Przygotowanie dokumentacji przedprojektowej odbywa się przy wykorzystaniu dofinansowania w wysokości ponad 7 mln zł, jakie w 2019 r. spółka CPK otrzymała z unijnego instrumentu CEF (Connecting Europe Facility).

Projekt „Utworzenie nowego połączenia transgranicznego na odcinku Katowice – Ostrawa sieci kompleksowej TEN-T (Etap I)” współfinansowany ze środków europejskich w ramach Instrumentu Łącząc Europę.