Przedsiębiorcy: rozróżnianie zaszczepionych i niezaszczepionych to obecnie fikcja. Przedsiębiorcy narażeni na hejt i oskarżenia o segregację

Przedsiębiorcy z Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie apelują do Rządu o przyjęcie regulacji, które pozwolą na skuteczne weryfikowanie, kto jest zaszczepiony, a kto nie. Obecna sytuacja dopuszcza możliwość przyjmowania np. na targach, eventach, koncertach czy wydarzeniach plenerowych dopuszczalną liczbę osób, a do limitu nie wliczają się osoby zaszczepione. Pytanie tylko: jak i kto może sprawdzać, kto się zaszczepił? Obecne doświadczenia naszych przedsiębiorców pokazują, że ten przepis to fikcja. – Szczególnie dotkliwy jest ten brak regulacji np. dla organizatorów wydarzeń plenerowych, koncertów czy targów. Przedsiębiorcy nie wiedzą czy mogą pytać swoich klientów czy uczestników wydarzenia o szczepienie. Wielu rezygnuje z tego i przyjmuje maksymalną dopuszczalną liczbę gości, a mogłaby większą, gdyby te przepisy były bardziej precyzyjne – uważa Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Obecne zasady sanitarne przewidują, że

  • Siłownie, kluby fitness, kasyna, obiekty handlowe, placówki pocztowe, biblioteki, targi, konferencje, wystawy i sale zabaw – nowy limit uczestników – 1 osoba na 10 m²
  • Imprezy i spotkania organizowane na świeżym powietrzu, w lokalu lub w wydzielonej strefie gastronomicznej – maksymalnie 150 osób, Zgromadzenia – maksymalnie 150 osób.
  • Kina i teatry – maksymalnie 75 proc. obłożenia.
  • Hotele i restauracje – maksymalnie 75 proc.

Hejt na przedsiębiorców, którzy chcą weryfikować niezaszczepionych

Należy dodać, że limity te nie obowiązują osób w pełni zaszczepionych na COVID-19. I tu zaczyna się pewien problem. Praktyka ostatnich miesięcy pokazuje, że nawet jeżeli przedsiębiorca chce zweryfikować czy jego klient jest zaszczepiony czy nie, to nie ma do tego odpowiednich narzędzi. Najbardziej kłopotliwa sytuacja jest przy organizacji imprez plenerowych, eventów, targów czy konferencji. – Cała Europa zmierza w stronę reglamentowania pewnych wydarzeń wobec osób, które nie są zaszczepione. U nas niestety sytuacja wygląda tak, że problem weryfikacji kto jest zaszczepiony, a kto nie spada na przedsiębiorców. Niektórzy próbowali na początku weryfikować tę sprawę np. podczas organizacji koncertów czy podczas rezerwacji miejsc w restauracjach, ale szybko okazało się, że klienci nie chcą być pytani o takie sprawy. Przedsiębiorcy zgłaszali nam, że klienci reagują bardzo negatywnie na próbę tu cytat „segregacji sanitarnej” – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Izba jest za szczepieniami, musimy wrócić do normalności. Nie zgadzamy się na to, by przedsiębiorcy byli hejtowani za to, że chcą zapewnić jak największe bezpieczeństwo uczestnikom swoich wydarzeń, a przy okazji zwiększyć ich ilość. Uważamy, że regulacje odnośnie weryfikacji kto jest zaszczepiony, a kto nie powinny być bardziej precyzyjne – mówi Prezes Mojsiuk.

Przedsiębiorcy boją się oskarżeń o segregowanie klientów i uczestników wydarzeń

Marcin Jarczyński, członek rady Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, organizator eventów i konferansjer przyznaje, że przepis dotyczący limitów gości jest obecnie tylko przepisem „papierowym”. – Nie spotkałem się jeszcze z weryfikacją podczas eventów. Sytuacja trochę inaczej ma się na ślubach, gdzie często państwo młodzi oraz ich goście wypełniają ankiety i deklaracje po to, by zwiększyć ilość zaproszonych osób – mówi Jarczyński. – Przedsiębiorcy mają wielki problem: z jednej strony chcą przyjąć jak najwięcej osób na konferencję, event, koncert czy do restauracji. Z drugiej nie chcą być oskarżeni o dyskryminacje, segregację czy inne zachowania, które przez klientów będą źle odebrane. Rentowność wydarzeń plenerowych np. koncertów zależy od liczby uczestników. Im więcej tym, większa szansa na zysk. Z drugiej strony sami artyści często nie chcą, by dokonywano podziału na zaszczepionych i niezaszczepionych. Tutaj weryfikacja jest niemal niemożliwa – dodaje Marcin Jarczyński.

Prawnicy zwracają uwagę na „błędne koło” w tym temacie

Nie ma aktualnie przepisów szczególnych regulujących uprawnienia przedsiębiorcy co do możliwości weryfikowania tak wrażliwych i chronionych z punktu widzenia RODO informacji jak szczepienie czy stan zdrowia przyznaje mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski. To podstawowy problem przedsiębiorców w tym temacie.

– Z jednej strony to organizator, przedsiębiorca, ma dbać o przestrzeganie obowiązujących limitów i weryfikować fakt zaszczepienia, z drugiej strony ustawodawca nie zadbał o to, by temu przedsiębiorcy przyznać skuteczny instrument pozwalający na zgodne z prawem wykonanie  obowiązku. Jednocześnie, tenże przedsiębiorca narażony jest na kary administracyjne wymierzane przez Sanepid w sytuacji, gdy limit uczestników zostanie przekroczony – mówi ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Co więcej, aktualnie nadal niestety nie ma regulacji odnośnie osób, które co prawda nie zostały zaszczepione, ale zgodnie ze współczesną wiedzą podobnie jak osoby zaszczepione nie stwarzają poważniejszego zagrożenia dla zdrowia społeczeństwa – przede wszystkim chodzi tu o osoby, które w ostatnim czasie przebyły Covid-19 oraz osoby, które legitymują się negatywnym testem na obecność koronawirusa, wykonanym w ostatnich godzinach.  W moim przekonaniu w tej sytuacji nie sposób mówić o jakimkolwiek mechanizmie umożliwiającym „zwiększenie limitów” – jedynym rozwiązaniem jest, jak uważam, podejście „zdroworozsądkowe” i poproszenie potencjalnych klientów ponad limit o dobrowolne podanie danych – dodaje mec. Jarosiewicz.

Dzwoni pan z banku i prosi o hasło…

Prawie co 4. Polak deklaruje, że w czasie pandemii rozmawiał przez telefon z kimś, kto poprosił go o podanie numeru PESEL, serii dowodu osobistego lub danych do logowania w bankowości elektronicznej. Najczęściej o takie dane pytali „pracownicy banków” i to nie zawsze tych, w którym mamy konto. Równocześnie prawie 20 proc. osób przyznało się, że mogło podać takie informacje osobom trzecim. Najczęściej dotyczyło to osób młodych. Takie wnioski płyną z badania serwisu ChronPESEL.pl i Krajowego Rejestru Długów pod patronatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Od kilku tygodni media regularnie ostrzegają przed telefonami od oszustów podszywających się pod pracowników banków lub instytucji finansowych, którzy próbują wyłudzić m.in. dane osobowe oraz informacje potrzebne do logowania w bankowości elektronicznej. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez serwis ChronPESEL.pl i Krajowego Rejestru Długów pod patronatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych, z taką sytuacją spotkało się 24 proc. ankietowanych. Najczęściej dotyczyło to mieszkańców małych (do 20 tys.) i średnich miast (20-100 tys. mieszkańców).telefony od oszustów

Zapytani o to, z kim rozmawiali, ponad połowa (52 proc.) respondentów wskazała na osoby podające się za pracownika banku. Co ciekawe, blisko 18 proc. takich przypadków dotyczyło banku, w którym rozmówca nawet nie miał konta. Dodatkowo prawie co 5. taki telefon był z firmy gazowniczej, energetycznej lub od dostawcy Internetu. O numer PESEL, dane z dowodu osobistego lub hasło do logowania w banku pytali nas również przedstawiciele firm, którzy twierdzili, że wygraliśmy jakiś konkurs (16 proc. wskazań) oraz pracownicy koordynujący bezpłatne badania medyczne (13 proc.). Brak ostrożności w takich sytuacjach może prowadzić do poważnych konsekwencji.telefony od oszustów 2

Takie dane mogą wystarczyć do tego, żeby podrobić nasz dowód osobisty lub zamówić tzw. dowód kolekcjonerski. W ten sposób, korzystając z naszej tożsamości, przestępcy są w stanie zaciągnąć różne zobowiązania finansowe, np. wziąć pożyczkę, podpisać umowę leasingową lub zrobić drogie zakupy na raty, których nie zamierzają potem spłacać. My o wszystkim dowiemy się po czasie z wezwania do zapłaty, które otrzymamy, albo co gorsze po zajęciu konta przez komornika. A trzeba pamiętać że działając w ten sposób sprawni oszuści są w stanie zaciągnąć nawet kilka zobowiązań, z którymi mierzyć się będzie musiała ich ofiara – ostrzega Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Młodzi ludzie częściej przekazują swoje dane

W obliczu powszechnego dostępu do wiadomości, zwłaszcza w Internecie, wydawać by się mogło, że ludzie będą do takich telefonów podchodzić ostrożnie. Tymczasem nawet co 5. ankietowany (18,4 proc.) przyznał się do tego, że mogło mu się zdarzyć przekazać dane do logowania osobom trzecim. Wprost deklaruje to 11 proc. badanych, pozostali nie mają pewności. Co zastanawiające, najczęściej dotyczyło to osób młodych w wieku między 18 a 24 rokiem życia (29 proc. w tej grupie). Wraz z wiekiem ta tendencja spada. Najrzadziej dane do logowania przekazują respondenci w najstarszych grupach wiekowych.

Takie podejście wykorzystują oszuści podszywający się pod bank lub inną instytucję finansową, którzy dzwoniąc przedstawiają się jako konsultant albo opiekun klienta i informują swoich rozmówców, że ktoś próbował zaciągnąć zobowiązanie na ich dane lub chcą zweryfikować jakieś podejrzane transakcje. W ten sposób wywołują u potencjalnej ofiary poczucie zagrożenia, dzięki czemu, gdy chwilę później oferują pomoc sprawiają wrażenie bardzo wiarygodnych. Oszustwo polega na tym, że pod pozorem potwierdzenia tożsamości klienta proszą go o podanie wszystkich danych potrzebnych do zalogowania łącznie z hasłem do bankowości elektronicznej.

W takich sytuacjach warto zachować zimną krew. Przede wszystkim musimy wiedzieć, że pracownicy banku nie będę pytali nas o numery dokumentów czy dane do logowania. Sama taka prośba powinna wzbudzić nasze wątpliwości. Dlatego najlepiej zawsze samemu zadzwonić do swojego banku i zapytać, czy rzeczywiście mamy powody do niepokoju. Jeśli nie, powinniśmy poinformować instytucję o tym, że ktoś się pod nią podszywa i dzwoni do klientów próbując ich oszukać. Sprawę powinniśmy też zgłosić na policję, ponieważ może to świadczyć o tym, że ktoś gdzieś wyłudził nasze dane osobowe. Warto sprawdzić również w biurze informacji gospodarczej, czy ktoś nie próbował już wykorzystać naszego numeru PESEL –  tłumaczy Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Młodzież stawia wszystko na jedno hasło

Brak ostrożności w przekazywaniu danych do logowania jest niepokojący również z innego powodu. W przeprowadzonym badaniu aż 36,5 proc. ankietowanych zadeklarowało, że używa tego samego hasła do logowania w kilku serwisach. To oznacza, że wystarczy je raz zdobyć, żeby całkowicie legalnie zalogować się na kilku naszych kontach. Najmniejszą ostrożność w tym aspekcie znów wykazują ludzie młodzi, w wieku między 18 a 24 rokiem życia Nawet połowa z nich (50 proc.) loguje się do kilku serwisów korzystając z tego samego hasła.telefony od oszustów 3

W takim wypadku nie uratuje nas nawet odpowiednio trudne i skomplikowane hasło. Dlatego w każdym serwisie powinniśmy się logować w inny sposób. Dzięki temu zwiększymy swoje bezpieczeństwo. Dodatkowo w sytuacji, w której mamy chociaż cień podejrzenia, że ktoś zdobył nasze hasło, powinniśmy je natychmiast zmienić –  dodaje Bartłomiej Drozd.

Warto korzystać także z logowania dwuskładnikowego. Jak wynika z przeprowadzonego badania, 35,5 proc. ankietowanych uważa, że logując się do bankowości elektronicznej oprócz wpisywania hasła najbezpieczniej będzie potwierdzić to za pomocą kodu SMS. Dla 25 proc. taką gwarancją jest z kolei weryfikacja linii papilarnych a dla prawie 10 proc. weryfikacja twarzy. Świadczy to również o tym, że podstawowym narzędziem do korzystania z bankowości elektronicznej jest nasz telefon komórkowy.

Badanie na zlecenie serwisu ChronPESEL.pl i Krajowego Rejestru Długów pod patronatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych zostało przeprowadzone w I połowie 2021 roku metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1007 respondentów przez IMAS International.

50 lat temu – w 1971 roku, wysłano pierwszego w historii e-maila. Dziś e-mail jest źródłem największej liczby cyberataków

50 lat temu inżynier Ray Tomlinson wysłał pierwszą na świecie wiadomość e-mail. Był to krok milowy dla rozwoju komunikacji cyfrowej, która połączyła cały świat. Ułatwiła ona nie tylko kontakty międzyludzkie, ale także zmieniła sposób działalności wielu firm. Jednak, wraz ze wzrostem popularności poczty elektronicznej, zwiększyła się także skala wykorzystania jej do cyberataków. Warto wiedzieć zatem, jak zapewnić bezpieczeństwo poczty elektronicznej, zarówno prywatnej, jak i w swoim miejscu pracy.

Od jednej wiadomości do 5 mld skrzynek pocztowych – historia e-maila

Zanim Ray Tomlinson wysłał pierwszego e-maila, koncepcją poczty elektronicznej zajmowały się różne, niezależne ośrodki badawcze. Za prekursorów tej formy komunikacji uznaje się Noela Morrisa i Toma van Vlecka. Ich program umożliwiał przesyłanie informacji o zakończeniu pobierania plików między użytkownikami komputerów typu mainframe. Był on przeznaczony dla Compatible Time-Sharing System (CTSS) w Massachusetts Institute of Technology (MIT). W tym samym czasie opracowano kilka podobnych rozwiązań, zarówno na poziomie rządowym, jak i komercyjnym. Mowa tu o systemie operacyjnym Q32 SDC SDS 940, systemie AUTODN armii amerykańskiej oraz CP/CMS firmy IBM.

Jednak prawdziwy przełom nastąpił w 1971 r. za sprawą Tomlinsona. Efektem jego pracy dla Departamentu Obrony USA było oprogramowanie, które służyło do komunikacji przez rządową sieć ARPANET. Treść pierwszej wiadomości wysłanej z jednego komputera do drugiego była przypadkowa i prawdopodobnie brzmiała „QWERTYUIOP”. Tomlinson wprowadził również symbol @ do adresu skrzynki mailowej. Kolejną ważną datą w historii poczty elektronicznej był rok 2004. Wtedy firma Google uruchomiła pierwszą wersję popularnego dziś Gmaila, do korzystania z którego na początku trzeba było uzyskać zaproszenie od istniejącego użytkownika. Natomiast w 2011 r. Microsoft wprowadził na rynek produkt Office 365. Od tamtej pory pełnoprawne rozwiązania chmurowe stały się powszechnie stosowane w wielu firmach. Zmieniło to sposób ich działalności i zwiększyło poziom produktywności.

Skala cyberataków wykorzystujących e-mail rośnie

Poczta elektroniczna obecnie cieszy się dużą popularnością i zapewne długo się to nie zmieni, bowiem ułatwia codzienne życie na wielu płaszczyznach. Aktualnie istnieje ponad 5 miliardów adresów e-mail, a wielu użytkowników posiada więcej niż jeden. Używane są one w równym stopniu do komunikacji służbowej i prywatnej.

Szacunkowo, 4,1 miliarda użytkowników na całym świecie wysyła dziennie ok. 320 miliardów wiadomości e-mail. Liczby te świadczą o tym, jak ważnym narzędziem komunikacji jest poczta elektroniczna. Niestety, wiedzą o tym także cyberprzestępcy. Dlatego często wybierają tę drogę do przeprowadzania ataków. Według raportu Verizon Data Breach Investigations z 2021 r., zagrożenie złośliwymi wiadomościami e-mail zwiększyło się znacząco. Odsetek skutecznych ataków phishingowych wzrósł z 25% do 36% w ciągu roku. Natomiast w przypadku ataków ransomware podwoił się – sukcesem kończy się 10% z nich. Raport wskazuje, że pojawiła się także nowa taktyka wymuszania okupu. Cyberprzestępcy najpierw pobierają dane i szyfrują pliki na urządzeniu ofiary. Później posiadanie tych danych wykorzystują do wywierania dodatkowego nacisku, np. szantażu ich publikacji. Żeby włamać się do firmowej sieci, cyberprzestępcy wykorzystują także dane logowania. Z raportu Verizon wynika, że stanowią one ok. 58% zdobytych łupów.
Eksperci Fortinet podkreślają, że poczta elektroniczna jest ściśle powiązana z operacjami biznesowymi. Dlatego firmy powinny szczególnie zadbać o jej ochronę. Bezpieczeństwo i prywatność danych ma znaczenie fundamentalne dla ich działalności. Podobną rolę kwestia ta pełni także w dalszym rozwoju komunikacji cyfrowej.

Jak chronić pocztę elektroniczną przed cyberzagrożeniami?

Obecnie obserwujemy wzrost liczby ataków wielowektorowych. Można także zauważyć wczesne oznaki stosowania przez cyberprzestępców bardziej zaawansowanych technik, takich jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe.

Rozwój metod stosowanych przez cyberprzestępców oznacza, że rozwiązania zapewniające ochronę poczty elektronicznej muszą obejmować także inne obszary infrastruktury bezpieczeństwa. Tylko dostosowanie jej do wdrożonej w firmie platformy lub infrastruktury sieciowej umożliwi wymianę informacji o tzw. wskaźnikach naruszenia (Indicators of Compromise, IoC). Usprawni to jednocześnie reagowanie na incydenty przez zespoły zajmujące się cyberbezpieczeństwiem i odciąży je od powtarzalnej pracy.

Przeszło 60% Polaków dowiaduje się o zbiórkach charytatywnych z Internetu. Głównie z social mediów

6 na 10 Polaków dowiaduje się o prowadzonych aukcjach charytatywnych z Internetu. Największy udział mają w tym social media. Są aż kilka razy częściej wskazywane jako źródło takich informacji niż ogólnodostępne portale. Te ostatnie mają podobną skuteczność do reklamy zewnętrznej. Gorzej wypada telewizja, prasa i radio. Tego typu wiadomości także rzadziej rozchodzą się bezpośrednio wśród znajomych czy za pośrednictwem drukowanych materiałów.

Według sondażu, zrealizowanego przez UCE RESEARCH dla serwisu zbiórkowego Szczytny-Cel.pl, w sumie 63,1% Polaków najczęściej dowiaduje się z Internetu o prowadzonych aukcjach charytatywnych. Jak zauważa Barbara Borusiak, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, w tradycyjnych mediach rzadko są nagłaśniane tego typu przedsięwzięcia z uwagi na wyższe koszty dotarcia do potencjalnych darczyńców. Dlatego badani w ogóle mogą nie pamiętać innych źródeł takich informacji poza Internetem. W sieci zdecydowanie najłatwiej jest też prowadzić tego typu działania.

– Największy boom na organizowanie aukcji charytatywnych w sieci obserwowaliśmy mniej więcej 5-7 lat temu. W Internecie, który skupia obecnie najwięcej ludzkiej uwagi, zbierane są też największe datki. W ten kanał mocno inwestują serwisy zbiórkowe, fundacje i organizacje pożytku publicznego. I z roku na rok te nakłady sukcesywnie rosną – komentuje Aleksandra Kamińska, współautor badania z serwisu Szczytny-Cel.pl.

Patrząc na wyniki poszczególnych kanałów internetowych, widać, że rodacy najczęściej dowiadują się o aukcjach charytatywnych z mediów społecznościowych – 41,6%. Zdecydowanie mniej osób wskazuje portale lokalne czy ogólnopolskie – odpowiednio 12,1% i 9,4%. Fenomen skuteczności social mediów wyjaśnia Andrzej Szymkowiak, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Jak stwierdza ekspert, zachęcanie innych do dobroczynności buduje pozytywny wizerunek w sieci osób, biznesów oraz organizacji. Poza tym ludzie lubią w widoczny sposób wpływać na działania pozostałych internautów, również nieznajomych, gdyż w mediach społecznościowych tworzone są coraz mniej personalne relacje.

– Siłą social mediów są przede wszystkim niemal nieograniczone zasięgi. To dzięki nim w zaledwie parę godzin można zebrać ogromne kwoty, nawet wielomilionowe. Są to dość rzadkie przypadki, ale krajowe media społecznościowe znają tak spektakularne zbiórki. Polacy chcą pomagać zwłaszcza osobom ze swoich społeczności, podwórek, szkół i kręgów zawodowych lub towarzyskich. Dlatego też lokalne portale nieznacznie wyprzedzają te ogólnopolskie – tłumaczy Aleksandra Kamińska.

Podobny wynik do portali internetowych ma reklama zewnętrzna. 10,2% Polaków wskazuje ją jako najczęstsze źródło informacji o prowadzonych aukcjach charytatywnych. Mało która organizacja decyduje się na takie inwestowanie swoich środków, co podkreśla prof. Szymkowiak. I dodaje, że prowadzenie tego typu przedsięwzięć w mediach społecznościowych również nie jest całkowicie bezpłatne, ale zdecydowanie tańsze.

– Media społecznościowe wciąż nie wyparły reklamy zewnętrznej. Jej pozycja nadal jest mocna, podobnie jak portali lokalnych czy ogólnopolskich. Jednak faktycznie na tego typu promocję mogą sobie pozwolić tylko największe organizacje na rynku. Dlatego znaczenie tego kanału w tym kontekście będzie malało na rzecz Internetu – przewiduje Kamińska.

Jak pokazują wyniki badania, dość słabo na tle innych kanałów wypadają poszczególne media tradycyjne, tj. telewizja – 7,3%, prasa drukowana – 5,7%, a także radio – 2,1%. Łącznie wskazuje je 15,1% Polaków.

– Tradycyjne media odgrywają coraz mniejszą rolę w zbieraniu pieniędzy na szczytne cele. Wynika to nie tylko z tego, że dotarcie do większej liczby ludzi jest kosztowne. Przekazy pozbawione bezpośrednich rekomendacji stają się obecnie coraz mniej skuteczne. Dodatkowo w przypadku radia właściwie nie da się pokazać potrzebującej osoby. Dlatego ta forma będzie zanikała w kontekście aukcji charytatywnych – uważa prof. Szymkowiak.

Z raportu można również wyczytać, że Polacy czerpią także informacje o aukcjach od swoich znajomych – 5,2%. Innym, mało popularnym kanałem są ulotki drukowane bądź inne ogólnodostępne materiały drukowane – 3,8%. Jak podsumowuje Aleksandra Kamińska, otrzymywanie tego typu informacji bezpośrednio od znajomych, czyli w trakcie rozmów z nimi, nie jest obecnie tak popularne, jak np. udostępnianie przez nich postów w mediach społecznościowych. Natomiast ulotki odchodzą do lamusa, m.in. ze względów ekologicznych, ale też logistycznych.

Wyniki pochodzą z badania przeprowadzonego metodą CATI przez UCE RESEARCH dla serwisu zbiórkowego Szczytny-Cel.pl. W dniach 1-5 lipca br. wzięło w nim udział 864 dorosłych Polaków.

Sztuczna inteligencja przeanalizuje emocje na rynkach finansowych. SpeedUp Group inwestuje w Sentimenti

Sentistock od Sentimenti to narzędzie służące do analizy na bazie emocji trendów w handlu różnymi instrumentami finansowymi: akcjami, parami walutowymi (Forex), kryptowalutami czy indeksami giełdowymi. To ogromny rynek z giełdami w każdym niemal kraju: zaczynając od warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, na nowojorskim Nasdaq’u kończąc. W odróżnieniu od rozwiązań konkurencyjnych, rozpoznających wyłącznie wydźwięk tekstu, czyli tzw. sentyment (pozytywny, neutralny, negatywny), Sentimenti jest w stanie zrozumieć tekst i przypisać wyrazom konkretne znaczenia oraz emocje, jakie ludzie odczuwają w związku z tymi znaczeniami.

Trudno określić dokładną liczbę graczy na poszczególnych rynkach, jednak przyjmuje się, że tylko dla kryptowaluty Bitcoin istnieje z w sumie około 100 milionów dokonujących transakcji portfeli, z których średnio dziennie aktywnych jest około miliona (active daily wallets). A to tylko jedna z setek tysięcy kryptowalut. Dla rynku handlu parami walutowymi Forex zakłada się około 14 mln traderów.komentuje Tomasz Czapliński, partner zarządzający SpeedUp Group. Skuteczność prognoz narzędzia Sentistock sięga nawet 78% dla polskich spółek giełdowych oraz niemal 80% dla kryptowalut. – To niespotykana skuteczność, właśnie dzięki odczytywaniu emocji inwestorów i przewidywaniu na ich podstawie zachowań rynku. Nikt tego do tej pory na świecie nie robił i nie robi.mówi Damian Grimling, CEO Sentimenti. Tak skuteczną predykcję umożliwia analiza treści oparta nie na samym sentymencie (negatywny versus pozytywny), ale na precyzyjnym odczytaniu ośmiu emocji (radość, zaufanie, strach, zaskoczenie, smutek, wstręt, gniew, oczekiwanie). Nie zatrzymujemy się i już prowadzimy prace nad prognozowaniem kursów indeksów największych giełd, jak amerykański S&P 500, niemiecki DAX czy brytyjski FTSE 100, czołowych spółek technologicznych czy par walutowych. – dodaje Damian Grimling. Spółka rozpoczęła już sprzedaż swoich usług w postaci abonamentów dla traderów, powstaje także profesjonalna platforma zakupowa predykcji Sentimenti dla różnych assetów, pod sentistocks.com

Kursy wyznaczane emocjami

W badaniach prowadzonych w projekcie zaadoptowaliśmy model Plutchika, obejmujący osiem emocji podstawowych. Jesteśmy w stanie oszacować, w jakim stopniu te emocje są wyrażone w danym tekście. – mówi Damian Grimling, CEO Sentimenti. Spółka analizuje dostępne w sieci teksty pod kątem zawartych w nich emocji, aby m.in. tworzyć raporty pokazujące ich wpływ na notowania spółek giełdowych i kursy kryptowalut. Skuteczność predykcji trendów wykonanych z użyciem narzędzia wahają się między 78% a 85%. Narzędzie prawidłowo zaprognozowało 87,1% kierunków w trendach dla reprezentatywnej próby 40 spółek z głównego parkietu GPW. W kontekście kryptowalut, na bazie modelu wyuczonego na danych z lat 2018 i 2019, stworzono prognozę na rok 2021 – skuteczność predykcji wskaźnika zmiany kursu Bitcoina wyniosła 78,95%.To, co na nas zrobiło największe wrażenie, to bardzo zaawansowana technologia, rozwinięta na poziomie udowadniającym jej potencjał, już w momencie, gdy zespół zgłosił się do nas w sprawie finansowania. – komentuje Tomasz Czapliński, partner zarządzający SpeedUp Group. – Jeszcze przed naszą inwestycją zrealizowaliśmy z zespołem projekt PoP, sfinansowany z przyznanego przez nas grantu w wysokości 200 tys. PLN. Pozwoliło to zweryfikować założenia dotyczące komercjalizacji spółki i przetestować produkt u potencjalnych klientów. Widzimy wiele obszarów potencjalnych zastosowań technologii rozpoznawania emocji, zwłaszcza w sektorze finansowym. – mówi Tomasz Czapliński.

Inżynieria lingwistyczna, AI i sieci neuronowe

Twórcy Sentimenti przeprowadzili badania psycholingwistyczne z udziałem kilkudziesięciu tysięcy Polaków. Ta reprezentatywna grupa oceniała, jakie emocje odczuwają dla odpowiednio dobranych słów, fraz i całych tekstów. Spółka korzysta z najnowszych rozwiązań z zakresu przetwarzania języka naturalnego, co pozwala na lepsze rozumienie analizowanych tekstów. Narzędzie już dziś rozpoznaje emocje w 17 językach, docelowo będzie ich około 100. Podstawą projektu było zebranie i kategoryzacja emocji dla ponad 30 000 słów, fraz i tekstów na grupie 22 000 Polaków. Zbiór będący największą w Polsce, i jedną z największych na świecie, bazą słów i tekstów otagowanych emotywnie opracowali neurobiolodzy z Instytutu Nenckiego Polskiej Akademii Nauk. Następnie zbiór ten został wykorzystany w modelach uczenia maszynowego przez inżynierów lingwistów Politechniki Wrocławskiej. – Dostarczamy wyniki w oparciu o dwa modele: 8 emocji podstawowych zaproponowanych przez Plutchika oraz klasyczny model sentymentu ze skalą polaryzacji (pozytywny, negatywny) i pobudzenia dla dowolnych tekstów. Mamy 1,5 mln oznaczonych emocjami słów fraz i tekstów. Dzięki temu mamy najlepszy na świecie algorytm do rozpoznawania emocji w tekstach. – komentuje Damian Grimling

Katarzyna Maszyna, czyli jak działa analiza Sentimenti?

Katarzyna Maszyna, bo tak nazywa się autorski algorytm Sentimenti, automatycznie odczytujący każdą z ośmiu emocji, sentyment oraz pobudzenie, na tysiącach dowolnie długich tekstów jednocześnie, w kilkunastu językach. Algorytm potrafi odczytać kontekst wypowiedzi, zrozumieć emotikonki, skrótowce, wydźwięk i temperament – to wszystko, co wpływa na czytelnika. Rozumiejąc kontekst, potrafi także kategoryzować teksty. Narzędzie bada w czasie rzeczywistym emocje oraz sentyment w kanałach komunikacji na zewnątrz firmy, w przestrzeni sieci, śledzi i analizuje, to co mówi się o marce w sieci (social listening). Sentimenti raportuje i opracowuje dane analogiczne do tych zbieranych podczas badań focusowych szybciej i na znacznie większej grupie respondentów. Co kluczowe, w czasie rzeczywistym bada opinie wyrażane spontanicznie. – Internet to dziś przestrzeń do dzielenia się opiniami na każdy temat. Ludzie w sieci komentują już wszystko, nie ma znaczenia kim są i skąd piszą. Dostęp do niego jest powszechny, a jednocześnie nowy, drzemiący w nim potencjał nie ma granic. – komentuje Tomasz Czapliński ze SpeedUp Group. W planach Sentimenti jest rozwój narzędzia o analizę nowych języków, co pozwoli wchodzić z narzędziem na kolejne rynki lokalne. – Monitorowanie tego, co o firmach pisze w Internecie ich otoczenie staje się koniecznością i procesem tak powszechnym, jak płacenie pensji pracownikom czy utrzymywanie strony internetowej. To, co zmienia Sentimenti, to monitorowanie opinii pod kątem emocji, o których biznes czasem zapomina. Tymczasem dopiero tak stworzone analizy dają naprawdę jakościowe i użyteczne informacje pozwalające podejmować trafne biznesowo i wizerunkowo decyzje. – mówi Damian Grimling z Sentimenti i dodaje, że Sentimenti ma wiele zastosowań w różnych dziedzinach – od e-commerce, przez finanse po politykę, od badań kryzysów wizerunkowych po customer experience. To również doskonałe, już teraz wielojęzyczne, narzędzie do researchu dla różnego rodzaju badań. Różnorodność zastosowań pokazują projekty zrealizowane w tym roku dla klientów bezpośrednich oraz domów mediowych w obszarze badania i planowania strategii mediowych i reklamowych, content marketingowych a nawet fuzji.


– Cały czas szukamy kolejnych innowacyjnych spółek technologicznych z Polski
, będących na wczesnych etapach i tworzących produkty i rozwiązania technologiczne – między innymi medtechowe, fintechowe, AI/IR. Potencjał na innowacje w tym obszarze ciągle rośnie. – dodaje Tomasz Czapliński.

Warto brać dobre kredyty gotówkowe

Pomimo tego, że większość ludzi pracuje, czasami może się okazać, że doskwiera nam brak pieniędzy na większe inwestycje. Zakup własnego mieszkania, remont generalny domu na wsi, czy też konieczność nabycia nowego samochodu, itp., mogą się okazać wyzwaniem, nie do końca na nasze siły. Oszczędzanie przy małych dochodach jest dość trudne. Warto wówczas sięgnąć po pomoc najbliższych albo przyjaciół, by zyskać środki na realizację naszych marzeń lub potrzeb. Jeśli jednak nie mamy w zanadrzu takich opcji, powinniśmy zapoznać się z możliwościami, jakie dają różnego rodzaju kredyty gotówkowe. Uzyskanie kredytu gotówkowego nie powinno być szczególnie skomplikowaną sprawą. Warto się o tym przekonać na własne oczy.

Kredyt gotówkowy na każdą kieszeń – warto o niego się ubiegać

Jeśli więc w polu naszego zainteresowania leży kredyt gotówkowy z prawdziwego zdarzenia warto zajrzeć na specjalistyczną stronę sieciową firmy Direct Money. Bardzo często można skorzystać z promocji na kredyty gotówkowe, zwłaszcza te opiewające na niższe kwoty. Pożyczkodawcy często proponują różnego rodzaju obniżki oprocentowania, czy wręcz jego brak, ale to dotyczy głównie pożyczek na niewielkie kwoty, tzw. chwilówek. Szukając kredytu gotówkowego na dużą kwotę pieniędzy, także możemy tam zajrzeć, gdyż znajdziemy tam na bieżąco aktualizowany ranking kredytów gotówkowych różnego typu. To z pewnością pozwoli nam znaleźć taki kredyt gotówkowy, z którego będziemy zadowoleni w stu procentach. Dobrze dobrany kredyt gotówkowy, powinien pomóc nam bezpiecznie oraz odpowiedzialnie, zrealizować nasze krótko- lub długofalowe postanowienia. W przypadku kredytu gotówkowego koniecznie trzeba się trzymać harmonogramu jego spłat oraz innych ustaleń. Tylko wówczas kredyt gotówkowy nie wpędzi nas w dodatkowe kłopoty. Obecnie istnieje także możliwość złożenia wniosku na kredyt gotówkowy online. Oferty kredytów gotówkowych pojawiają się jak grzyby po deszczu, a więc na pewno znajdziemy produkt finansowy, dobrany do naszych potrzeb.

Rzeczywista roczna stopa oprocentowania oraz inne drobiazgi, o których warto coś wiedzieć

Pamiętajmy jednak, że udzielenie kredytu, leży tylko i wyłącznie w rękach banku, który dokładnie oceni naszą zdolność kredytową i na tej podstawi ustali, ile maksymalnie może wynieść całkowita kwota kredytu. Najtańszy kredyt gotówkowy nie zawsze musi być najlepszym rozwiązaniem. Tani kredyt gotówkowy może oznaczać istnienie dodatkowych kosztów, wynikających, np. z prowizji, czy też ubezpieczenia pożyczki. W przypadku starania się o pożyczkę na mieszkanie, będziemy musieli pokryć część kredytowanych kosztów z tzw. własnego wkładu. Obecnie wynosi on przynajmniej dwadzieścia procent kwoty pożyczki. Od decyzji kredytowej można się odwołać, ale przeważnie lepiej pomyśleć wówczas o kredycie konsumenckim w innym banku. Docelowo najważniejsze jest, by dostać kredyt gotówkowy w takiej kwocie, na jakiej nam zależy. Przyda się tutaj z pewnością skorzystanie z porównywarki kredytów gotówkowych, którą znajdziemy na stronie Direct Money. Każda pożyczka gotówkowa jest tam pokazana jak na dłoni i zestawiona z innymi propozycjami. Zwracajmy także uwagę na RRSO oraz maksymalne oprocentowanie kredytu gotówkowego, jakiemu jesteśmy w stanie sprostać. Dobre wykorzystanie naszej zdolności kredytowej, może nam przynieść np. kredyt hipoteczny w wymarzonej wysokości. Zwracajmy uwagę na podpowiedzi rankingu kredytów gotówkowych, bo one w znaczący sposób pomogą nam ograniczyć potencjalne koszty kredytu. Korzystanie z bankowości internetowej ma swoje zalety. Im niższy całkowity koszt kredytu, tym lepiej dla nas.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska o planie Fit for 55

Publikacja pakietu jest kluczowym etapem prac nad architekturą wdrażania celów redukcyjnych UE na 2030 r., gdyż otwiera dyskusję nad konkretnymi elementami pakietu z udziałem wszystkich państw członkowskich. Dokumenty, które zostały dzisiaj opublikowane, są wypadkową wielu dyskusji i powinny być zgodne z wytycznymi jakie zostały przyjęte przez Radę Europejską.

Komunikat dotyczący pakietu Fit for 55

Fit for 55 stanowi bazę dla wdrożenia zaktualizowanego celu unijnego odnośnie redukcji emisji gazów cieplarnianych o 55% do 2030 r. Nowy cel stanowi wyzwanie, lecz też szansę na przeprowadzenie sprawiedliwej transformacji gospodarki w Polsce, w tym przy wsparciu ze środków unijnych. Przedstawione rozwiązania będą miały znaczący wpływ na naszą gospodarkę i dlatego też analizujemy obecnie szczegóły zawarte w pakiecie oraz ich potencjalne implikacje.

Już teraz możemy powiedzieć, iż w zestawie 13 aktów legislacyjnych jest wiele wartościowych elementów, które wychodzą naprzeciw polskim postulatom przedstawionym na forum unijnym w ostatnich miesiącach m.in.: zachowanie elementów redystrybucyjnych w ETS w postaci puli solidarnościowej oraz zwiększenie Funduszu Modernizacyjnego, zachowanie darmowych uprawnień w ETSie, zachowanie kryteriów dla podziału zobowiązań państw członkowskich w zakresie sektorów nie objętych system handlu emisjami; utworzenie nowego funduszu mitygującego ryzyko wzrostu ubóstwa energetycznego, wprowadzenie podatku granicznego dla emisji.

Wszystkie te elementy stanowią solidną podstawę do wdrożenia nowego celu w UE.

Niemniej jednak, jest jeszcze kilka elementów, które wymagają wnikliwej dyskusji. Przede wszystkim potrzeba głębszego zaadresowania kwestii braku równowagi w ETS dla beneficjentów Funduszu Modernizacyjnego. Jest to jeden z elementów, co do którego Rada Europejska przedstawiła bardzo jasne wytyczne i dała mandat dla Komisji Europejskiej, aby znalazła rozwiązanie dla tej kwestii w legislacji. Obecnie proponowane rozwiązania w tym zakresie nie są wystarczające i dlatego będziemy kontynuowali rozmowy w tej sprawie z KE oraz innymi państwami członkowskimi.

Ponadto, należy bardzo ostrożnie podejść do zmian, które mogą prowadzić do zwiększenia obciążeń dla społeczeństwa i już na tym etapie odpowiednio zaadresować ryzyko wzrostu ubóstwa energetycznego. Mając to na względzie mamy bardzo poważne wątpliwości wobec zasadności i skuteczności wprowadzenia systemu handlu uprawnieniami dla transportu i budynków. Takie rozwiązanie, bez wprowadzenia odpowiednich mechanizmów zabezpieczających może uderzyć w najbiedniejsze grupy społeczne dotknięte ubóstwem energetycznym. Polska nie zgodzi się na żadne rozwiązanie, które będzie odbywało się kosztem najsłabszych grup społecznych. Od wielu lat konsekwentnie podkreślamy, iż transformacja klimatyczna musi być sprawiedliwa i nie może pogarszać warunków ekonomicznych w określonych regionach lub grupach społecznych. Ponadto, transformacja taka nie może być skutecznie realizowana bez poparcia społecznego. Z tego względu Polska będzie szukać alternatywnych rozwiązań dla takiego systemu lub środków łagodzących skutki jego wprowadzenia.

Brakuje również uznania roli gazu jako paliwa przejściowego w zaproponowanych przez KE funduszach. Dla Polski to kluczowe paliwo przejściowe stanowiące niezbędną część sprawiedliwej transformacji energetycznej. Specyficzna rola gazu powinna być uznana w szczególności w Taksonomii. Polska nie widzi możliwości wdrożenia celu bez uznania roli gazu na tym etapie przejściowym.

Z tych względów Polska pozostanie aktywnym partnerem do rozmów dla KE i innych państw członkowskich. Przedstawiono jedynie projekt propozycji wdrożenia celu, więc wiele pracy jeszcze przed nami, aby go udoskonalić. Popieramy realizację celów klimatycznych i zdajemy sobie sprawę, że konieczna jest transformacja polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym, gdyż brak działań będzie kosztować więcej niż wprowadzenie niezbędnych zmian. Modernizacja krajowego systemu energetycznego i redukcja jego śladu węglowego jest najlepszym sposobem na zapewnienie konkurencyjności naszej gospodarki oraz na złagodzenie konsekwencji polityki klimatycznej dla cen energii. Niższe emisje oznaczają mniejsze opłaty z tego tytułu dla sektora wytwarzania energii. Transformacja energetyczna Polski jest także szansą dla dalszego rozwoju naszej gospodarki oraz stworzenia nowych miejsc pracy. Dlatego też, podobnie jak do tej pory, będziemy aktywnie uczestniczyli w negocjacjach, proponując rozwiązania, które będą optymalne zarówno dla Polski, jak i dla całej UE oraz realizacji celów klimatycznych.

Należy również podkreślić, że Polska już teraz wprowadza na poziomie krajowym nowe rozwiązania oraz realizuje programy inwestycyjne (np. w zakresie OZE oraz efektywności energetycznej), które zbliżają nas do realizacji założonych celów.

Pakiet „Fit for 55” daje nowy impuls do przyspieszenia rozwoju elektromobilności

14 lipca 2021 r. Komisja Europejska opublikowała pakiet regulacyjny „Fit for 55” stawiając w ten sposób ważny krok w kierunku ambitnej dekarbonizacji gospodarki i dążenia do neutralności gospodarczej. Dla transportu drogowego i elektromobilności najistotniejsze aspekty pakietu to zamiana AFID na AFIR oraz wprowadzenie nowych założeń do europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). Kluczową informacją jest pełne ograniczenie rejestracji pojazdów spalinowych w Unii Europejskiej w 2035 r. Pakiet legislacyjny skierowany jest na ogólne zmniejszenie emisyjności w Unii Europejskiej o 55% do 2030 r.

Wśród istotnych projektów legislacyjnych dużą uwagę poświęcono transportowi. W tym obszarze, kluczowym elementem pakietu Fit for 55 jest uchylenie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/94/UE z dnia 22 października 2014 r. w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych i zastąpienie jej Rozporządzeniem o tym samym tytule. Tym samym AFID zamienia się w AFIR. Zmiana jest bardzo istotna, bowiem sprawia, że cele zawarte w dokumencie – w tym m.in. dotyczące systematycznego ograniczania floty pojazdów spalinowych, wzrostu publicznej i prywatnej infrastruktury ładowania pojazdów zeroemisyjnych – stają się wiążące dla Państw Członkowskich. Instrument prawny w randze Rozporządzenia narzuca obowiązki ukształtowania wśród Państw UE strategii politycznych skierowanych na osiągnięcie tych ambitnych celów już w 2025 r.

AFIR przewiduje również uruchomienie efektywnych narzędzi monitorowania postępów w implementacji przepisów Rozporządzenia i osiągania wyznaczonych celów. Państwa będą raportowały przybywające liczby pojazdów elektrycznych i nowych punktów ładowania według tych samych, uniwersalnych w UE standardów. Tak samo raportowane będzie ograniczanie flot poszczególnych państw w obszarze konwencjonalnych pojazdów.

Cele, których osiągnięcie ma pomóc zrealizować AFIR, zostały określone w Europejskim Zielony Ładzie. Użytkownicy pojazdów elektrycznych mają mieć dostęp do miliona punktów ładownia w 2025 roku oraz do 3 milionów w 2030 roku.  Strategia na rzecz zrównoważonej i inteligentnej mobilności i Europejski Zielony Ład zakładają całkowitą dekarbonizację sektora transportowego w 2050 r.

Pakiet „Fit for 55” to bardzo ważny i długo oczekiwany krok legislacyjny ze strony Komisji Europejskiej. Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę – zarówno w Polsce, jak też podczas dyskusji prowadzonych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – by zaproponowane regulacje miały wiążący” – mówi o projektach legislacyjnych KE Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych – Ambitne limity emisji CO2 wliczają również istotne ograniczenia w możliwości rejestracji pojazdów konwencjonalnych w Europie po 2035 roku. Osiągnięcie tych celów w naszym regionie i na naszym rynku wymaga jednak efektywnych mechanizmów wsparcia – zarówno tych wprowadzanych poprzez AFIR, jak też wdrażanych na poziomie Państw Członkowskich.

Fact-sheet odnośnie regulacji „Fit for 55” w obszarze transportu drogowego – wybrane obowiązki i zmiany:

  • Całkowite wyłączanie z obiegu pojazdów z napędem spalinowym w 2035 roku.
  • Do 1 stycznia 2024 r. każde Państwo Członkowskie przedstawi Komisji Europejskiej projekt narodowej strategii rozwoju rynku paliw alternatywnych zapewniających osiągnięcie celów AFIR oraz pakietu „Fit for 55”.
  • Na koniec każdego roku Państwa Członkowskie zapewnią, że dla każdego nowo zarejestrowanego pojazdu elektrycznego dostępne będzie minimum 1kW mocy w publicznej infrastrukturze ładowania. Dla każdego pojazdu PHEV, ma to być minimum 0,66 kW mocy.
  • Operatorzy infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych będą mieli obowiązek udzielenia czytelnej informacji dotyczącej ceny ładowania, umożliwiającą pozyskanie tej informacji przed przystąpieniem do ładowania. Dotyczy to szczególnie ceny za sesję, ceny za minutę i ceny za kWh.
  • Ceny powinny być rynkowe i rozsądne.
  • Należy wprowadzić czytelne i rozpoznawalne oznakowanie punktów ładowania dostępnych w ramach sieci TEN-T, zapewniających łatwy dostęp do tych punktów.
  • Rozwój infrastruktury ładowania wodorem – do 31 grudnia 2030 r. punkty ładowania powinny być dostępne minimum co 150 kilometrów w ramach sieci TEN-T, z mocą 2 ton na dobę i dyspozytorem o mocy 700 barów. Możliwość tankowania płynnego wodoru powinna być dostępna minimum co 450 kilometrów w ramach sieci TEN-T.
  • Operatorzy stacji tankowania wodoru mają umożliwić płatności kartą w terminalu i zbliżeniowo.

AFIR ma również zapewnić instrumenty prawne wprowadzone w celu uregulowania tzw. „opłat roamingowych” za ładowanie pojazdów elektrycznych oraz ułatwienie transgranicznych systemów płatności w tym obszarze oraz interoperacyjności infrastruktury ładowania.

Opublikowane projekty nowego prawa są wyjątkowo istotnym elementem wsparcia dla sektora transportu drogowego, ale pozostają obszary, które również wymagają szybkiego uregulowania. Wciąż nieznane są bowiem projekty ważnego szczególnie dla Polski tzw. „Rozporządzenia bateryjnego”. Te regulacje są przewidziane w drugiej turze propozycji pakietu „Fit for 55” spodziewanej w czwartym kwartale 2021 r. Nowelizacja nieujęta w ramach pakietu, a bardzo istotna dla rozwoju infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych, to również Dyrektywa w sprawie charakterystyki energetycznej budynków oraz standardy Euro 7 dla pojazdów osobistych, pojazdów dostawczych, ciężarówek i autobusów. Dla Polski i innych rynków Europy Środkowo-Wschodniej, wymagających silnego przyspieszenia działań na rzecz rozwoju transportu zeroemisyjnego są to również bardzo istotne obszary regulacji.

Fact-sheet ogólnych założeń i celów pakietu „Fit for 55”

  • Dostosowanie unijnej polityki klimatycznej, energetycznej, użytkowania gruntów, transportu i podatków do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych netto o co najmniej 55 proc. do 2030 r. w porównaniu z poziomami z 1990 r.
  • Neutralność klimatyczna Unii Europejskiej w 2040 r.
  • Ograniczenie emisji gazów cieplarnianych o 65% w 2030 roku w stosunku do 1990 r.
  • Konsumpcja energii oparta w 50% na odnawialnych źródłach energii w 2030 roku.
  • Ograniczenie wytwarzania energii z węgla w 2030 r.
  • Ograniczenie wytwarzania energii z gazu ziemnego w 2035 r.
  • Ograniczenie korzystania z węglowodorów w 2040 r.
  • Zamknięcie większości elektrowni jądrowych w 2040 r.

Polscy przedsiębiorcy mają nadzieję, że TSUE uzna tzw. szybki VAT od paliw za zgodny z unijnym prawem

Paliwowe organizacje branżowe (Polska Izba Gazu Płynnego, Polska Izba Paliw Płynnych, Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego, Polska Platforma LNG i bioLNG) oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zajęły stanowisko w sprawie toczącej się przed TSUE, dotyczącej zgodności polskich przepisów VAT-14 z przepisami UE (C-855/19). Sprawa toczy się w trybie prejudycjalnym, na wniosek NSA w sprawie G. Sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Skarbowej w Bydgoszczy. Powodem wspólnego wystąpienia była opinia Rzecznika Generalnego TSUE, który uznał badane przepisy za niezgodne z prawem unijnym.

List do TSUE został uzgodniony z przedsiębiorstwami najszerzej stosującymi dotychczasowe przepisy. Sygnatariusze działają na rzecz konkurencyjnego, przyjaznego klientom i przedsiębiorcom rynku, zapewnienia bezpiecznego i zrównoważonego rozwoju gospodarki, przy uwzględnieniu standardów unijnych oraz wartości europejskich. Nawiązując do wywodzącej się z prawa rzymskiego tradycji amicus curiae*, wspominane organizacje przedłożyły TSUE stanowisko, celem wsparcia TSUE w rozstrzygnięciu rozpatrywanej przezeń sprawy.

Skala nielegalnego obrotu paliwami w Polsce w 2015 r. sięgała ponad 20% legalnego rynku. Jednym z najbardziej popularnych modeli wykorzystywanych przez przestępców było sprowadzanie paliw przez tzw. znikających podatników. Propozycja przyspieszenia płatności zaliczki VAT od nabyć wewnątrzwspólnotowych paliw została zaproponowana przez firmy paliwowe jeszcze przed 2015 r. Takie rozwiązanie, chociaż miało niekorzystny wpływ na płynność finansową przedsiębiorców, było jednak konieczne, by zwalczać zorganizowaną przestępczość.

Zmiany przepisów, zwłaszcza przyspieszenie terminu wpłacania zaliczki VAT od nabycia paliw oraz monitorowanie przewozu, wypracowane we współpracy z branżą paliwową, przyniosły duży wzrost rejestrowanej sprzedaży. Według wyliczeń POPiHN wpływy podatkowe uiszczane przez branżę paliwową w 2015 r. z VAT, akcyzy i opłaty paliwowej wynosiły ok. 50 mld zł, a w 2019 r. ok. 74 mld zł. Większość tego wzrostu była wynikiem ograniczenia działalności przestępców.

Za uznaniem mechanizmu szybkiego VAT za zgodny z prawem unijnym przemawia również analiza formalno-prawna. Wątpliwości budzi wykorzystana przez Rzecznika argumentacja contratio przy porównaniu zakresów art. 273 oraz art. 395 Dyrektywy Rady nr 2006/112/WE.

Zdaniem mec. Krzysztofa Rutkowskiego – Rzecznik Generalny TSUE przedstawił stronniczą opinię, która pomija argumenty przemawiające za stanowiskiem Polski. W szczególności wątpliwości budzi wykładnia art. 273 Dyrektywy VAT, według której wymaganie zapłaty tytułem przyszłego podatku może dotyczyć wyłącznie kwot „netto”, a więc powinno odnosić się do „wyniku” kwoty VAT należnego za dany okres, a nie do kwoty VAT „brutto”. Również w mojej ocenie nietrafny jest pogląd RG Saugmandsgaarda jakoby w trybie art. 273 Dyrektywy Państwa Członkowskie mogły nałożyć tylko takie „dodatkowe obowiązki” które w pełni (tj. w 100%) byłyby zgodne z innymi przepisami dyrektywy VAT. Taka interpretacja pozbawia art. 273 dyrektywy VAT treści i sensu.

Przyjęcie stanowiska Rzecznika może podważać założenie racjonalności prawodawcy unijnego i nie powinno być akceptowalne w obowiązującym systemie prawa. Jednocześnie w stanowisku zwrócono uwagę, że przyjęcie takiej interpretacji przez TSUE będzie oznaczało konieczność zmiany prawa krajowego. Innymi słowy, zostanie podważony jeden z filarów uszczelnienia podatkowego, który w istotny sposób przyczynił się do ograniczenia gigantycznych patologii w sektorze rynku paliw płynnych.

Polscy przedsiębiorcy liczą, że TSUE uzna zgodność „szybkiego VAT” z prawem UE. Przyjęcie przez Trybunał stanowiska Rzecznika Generalnego mogłoby podważyć zaufanie legalnego biznesu do prawa unijnego i instytucji unijnych, a także wiązałoby się z ryzykiem wzrostu nielegalnego obrotu paliwami w Polsce – stwierdził Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP.

Wszyscy członkowie wymienionych organizacji wyrażają nadzieję, że Trybunał skorzysta z dobrodziejstwa instytucji amicus curiae i przychyli się do wykładni, że polskie przepisy dotyczące szybkiego VAT są zgodne z prawem unijnym.

PIE: przyspieszona dekarbonizacja potrzebna, ale konieczne są osłony dla najuboższych gospodarstw domowych

14 lipca br. Komisja Europejska przedstawiła pakiet legislacyjny dotyczący nowych celów redukcyjnych wraz z propozycją rewizji obecnie funkcjonującego systemu EU ETS i stworzenia odrębnego systemu handlu emisjami dla sektora budynków i transportu drogowego. Wprowadzenie systemu ETS w tych sektorach wydaje się być konieczne, jednak wiązać się będzie z ogromnymi kosztami dla gospodarstw domowych. Osiągnięcie założonej 40-proc. redukcji emisji w sektorach budownictwa i transportu będzie możliwe przy cenach uprawnień dochodzących do ponad 170 EUR/t COw 2030 r., co przełoży się na koszty w wysokości 1 112 mld EUR dla unijnych gospodarstw domowych w latach 2025-2040. Szczególnie narażone będą najbiedniejsze gospodarstwa domowe. Wzrost wydatków na energię dla 20 proc. najuboższych gospodarstw w UE przez opłaty za emisje w transporcie wzrośnie o 44 proc., a przez opłaty związane z ogrzewaniem budynków aż o 50 proc. – twierdzą analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Komisja w oparciu o ocenę wpływu (Impact Assessment) przedstawiła plan zawierający cel redukcji emisji o 55 proc. do 2030 r. w por. do 1990 r. EU ETS sprawdził się jako efektywne narzędzie w redukcji emisji w obecnych sektorach. W instalacjach objętych systemem redukcja emisji wynosiła ok. 35 proc. w 2019 r w por. do 2015 r. Około 30 proc. emisji związanych z ogrzewaniem budynków jest już objętych pośrednio lub bezpośrednio systemem ETS. W transporcie tylko flota pojazdów elektrycznych stanowiąca 1 proc. transportu drogowego podlega pośrednio pod system handlu uprawnieniami do emisji. Sektory budynków i transportu odpowiadają za znaczną część emisji UE i nie można ich pominąć w dążeniu do osiągnięcia neutralności. 27 proc. całości emisji w UE pochodzi
z transportu, a 36 proc. z budynków. W transporcie 71 proc. to emisje z transportu drogowego, a w budynkach mieszkalnictwo odpowiada za 70 proc. emisji.

Biedniejsze kraje UE o wysokiej konsumpcji emisyjnej energii są najbardziej narażone na skutki rozszerzenia ETS. Dla najuboższych polskich gospodarstw domowych  oszacowaliśmy 50 proc. wzrost udziału kosztów energii w wyniku wprowadzenia opłat za emisje w transporcie indywidualnym i aż 108 proc. wzrost w budynkach mieszkalnych. Ponad dwukrotnie większy wzrost w Polsce niż średnio w UE wynika z większego zużycia ciepła, wyższej emisyjności i niższego dochodu Polaków. W scenariuszu najwyższych cen uprawnień oznacza to koszty w wysokości 1 117 EUR rocznie (w cenach z 2015 r.). W 2020 r. średni udział kosztów energii w wydatkach gospodarstw domowych wynosił ok. 10,5 proc. W przypadku najuboższych 20 proc. gospodarstw było to już 11,7 proc. Wzrosty opłat za energię będą przekładać się na poszerzanie zjawiska ubóstwa energetycznego – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Rozszerzenie systemu ETS na nowe sektory wydaje się być konieczne, jednak wiązać się będzie z ogromnymi kosztami dla gospodarstw domowych. Z naszego raportu opublikowanego we współpracy z European Roundtable on Climate Change and Sustainable Transition i Cambridge Econometrics wynika, że osiągnięcie założonej 40-proc. redukcji emisji w sektorach budownictwa i transportu jest możliwe przy cenach dochodzących do ponad 170 EUR/t COw 2030 r., co przekłada się na koszty
w wysokości 1 112 mld EUR dla unijnych gospodarstw domowych w latach 2025-2040.
W największym stopniu taki wzrost cen uderzy w najuboższe gospodarstwa, które są także użytkownikami najmniej efektywnych, najtańszych i tym samym najbardziej emisyjnych technologii i rozwiązań. Według szacunków przedstawionych w raporcie średni wzrost wydatków na energię dla 20 proc. najuboższych gospodarstw w UE (pierwszy kwintyl dochodowy) przez opłaty za emisje w transporcie wzrośnie o 44 proc., a przez opłaty związane z ogrzewaniem budynków o 50 proc. Oznacza to, że łącznie na koszty emisji przeciętne gospodarstwo domowe będzie musiało przeznaczyć 4,3 proc. swojego dochodu.

Utrzymanie cen uprawnień na akceptowalnym społecznie i politycznie poziomie w nowych sektorach wymaga zastosowania komplementarnych polityk. Propozycje ujęte w naszym raporcie obejmują wprowadzenie mechanizmów redystrybucji środków dla gospodarstw w najtrudniejszej sytuacji. Ponadto, rekomendacje dotyczą wdrożenia nowych polityk
w zakresie efektywności energetycznej i energii odnawialnej oraz ulepszenia istniejących. Niezbędne jest utrzymanie i wzmocnienie unijnych narzędzi, takich jak mechanizm solidarności umożliwiający redystrybucję środków na rzecz biedniejszych państw członkowskich. Popieramy także propozycję zwiększenia środków i zakresu działań  w ramach Funduszu Modernizacji i Innowacji, celem łagodzenia skutków rozszerzenia ETS, w krajach, w których transformacja energetyczna jest największym wyzwaniem
– konkluduje Magdalena Maj, kierownik Zespołu Energii i Klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Nowe rozporządzenie UE: jednolitość kontroli, dostęp do informacji, harmonizacja przestrzegania wytycznych

16 lipca wchodzi nowe rozporządzenie Unii Europejskiej, harmonizujące przepisy dotyczące nadzoru rynku i znakowania produktów. Przepisy mają ujednolicić przestrzeganie wymagań zabezpieczających wysoki poziom ochrony interesów publicznych, takich jak zdrowie i bezpieczeństwo, ochronę konsumentów, ochronę środowiska, bezpieczeństwo publiczne i ochronę innych interesów publicznych.

dr Izabella Tymińska, ekspert celny
dr Izabella Tymińska, ekspert celny

Egzekwowanie wymagań jest niezbędne do prawidłowej ochrony interesów i rozwoju uczciwej konkurencji na unijnym rynku towarów. Wymagania te to między innymi oznakowanie produktów znakami CE, posiadanie dokumentacji takiej jak deklaracja zgodności, czy chociażby prawidłowe oznakowanie opakowania z towarem. Tym samym UE dąży do  zapewnienia jednolitego egzekwowanie wymagań, które nie będzie uzależnione od tego, czy produkty są wprowadzane do obrotu online czy offline, oraz niezależne od tego, czy są one wytwarzane na terytorium Unii Europejskiej czy poza jej obszarem. Produkty niezgodne z wymaganiami oraz niebezpieczne narażają konsumentów na ryzyko i zakłócają konkurencję w stosunku do podmiotów gospodarczych sprzedających w UE produkty zgodne z wymaganiami.

Nowy akt prawa unijnego harmonizuje obowiązki podmiotów, które wprowadzają towar na terytorium UE poprzez sprzedaż produkowanych towarów lub wprowadzają takowy z kraju trzeciego. Do podstawowych obowiązków tych podmiotów będzie należała weryfikacja i archiwizacja dokumentacji, a także obowiązek informowania o niezgodnościach oraz współpraca z organami nadzoru rynku.

Rozporządzenie ujednolica również przepisy dotyczące sprzedaży na odległość, tzn. online. Towary takie jak: zabawki, urządzenia radiowe, środki ochrony indywidualnej, urządzenia ciśnieniowe, urządzenia niskonapięciowe czy wysokonapięciowe i inne, które są sprzedawane przez portale internetowe należy uważać za udostępnione na rynku wtedy, gdy oferta jest kierowana do użytkowników końcowych w Unii Europejskiej. Oferta sprzedaży będzie uznawana za skierowaną do wcześniej wspomnianych użytkowników końcowych w Unii, jeżeli podmiot gospodarczy (sprzedający) w jakikolwiek sposób kieruje swoją działalność do państwa członkowskiego.

Sposób przepływu informacji, nadzór rynku, prawa proceduralne

W przepisach odnajdujemy informację dotyczącą portalu Twoja Europa (https://europa.eu/youreurope/business/product-requirements/index_pl.htm), gdzie użytkownicy mają mieć łatwy dostęp online do informacji o wymaganiach dotyczących produktu oraz o prawach, obowiązkach i zasadach wynikających z unijnego prawodawstwa harmonizacyjnego. Ustanowione zostają również procedury w celu dostarczania podmiotom gospodarczym, na ich wniosek i nieodpłatnie, informacji dotyczących krajowego wykonywania i wdrażania unijnego prawodawstwa harmonizacyjnego.

Zdefiniowany został także organ nadzoru rynku i sposób przepływu informacji pomiędzy państwami członkowskimi, dotyczący sprawowania kontroli nad prawodawstwem harmonizacyjnym oraz sposób sprawowania nadzoru.

Dla podmiotów gospodarczych istotną kwestią są „Prawa proceduralne podmiotów gospodarczych”. Każdy dokument wydany przez instytucję nadzoru rynku musi posiadać dokładną podstawę prawną wraz ze środkami odwoławczymi. Podmiot gospodarczy musi mieć prawo wypowiedzenia się w sprawie wraz z przedstawieniem swojego stanowiska w terminie nie krótszym niż 10 dni. Produkty, które stwarzają ryzyko niebezpieczeństwa muszą natomiast zostać jak najszybciej wycofane z rynku bądź do niego niedopuszczone.

Zadania kontrolne organów celnych

Państwa członkowskie wyznaczają również organy celne – co najmniej jeden organ nadzoru rynku lub dowolny inny organ na swoim terytorium – jako organy odpowiedzialne za kontrolę produktów wprowadzanych na rynek Unii Europejskiej. Produkty podlegające prawu unijnemu, które mają zostać objęte procedurą celną „dopuszczenia do obrotu”, podlegają kontrolom przeprowadzanym przez organy wyznaczone do tego celu. Organy te przeprowadzają wspomniane kontrole na podstawie analizy ryzyka. Jeżeli organy celne w pierwszym urzędzie wprowadzenia mają powody, aby podejrzewać, że produkty podlegające prawu Unii – które podlegają czasowemu składowaniu albo które zostały objęte procedurą celną inną niż „dopuszczenie do obrotu” – są niezgodne z mającym zastosowanie prawem Unii bądź stwarzają ryzyko – wówczas takie organy przekazują wszystkie stosowne informacje właściwemu urzędowi celnemu przeznaczenia.

W przypadku, gdy organy nadzoru rynku stwierdzą, że dany produkt stwarza poważne ryzyko podejmują środki w celu zakazania wprowadzenia produktu do obrotu i zwracają się do organów wyznaczonych o niedopuszczenie go do obrotu. Ponadto zwracają się do tych organów o zamieszczenie w celnym systemie przetwarzania danych i – w stosownych przypadkach – na fakturze handlowej towarzyszącej produktowi i na każdym innym istotnym dokumencie towarzyszącym, następującej adnotacji: „Produkt niebezpieczny – niedopuszczony do obrotu – rozporządzenie (UE) 2019/1020”.

Na mocy tego aktu prawnego ustanawia się Unijną Sieć ds. Zgodności Produktów (zwaną również „Siecią”). Jej celem jest pełnienie funkcji platformy służącej zorganizowanej koordynacji i współpracy między organami egzekwowania prawa państw członkowskich i Komisją, oraz optymalizacja praktyk w dziedzinie nadzoru rynku w Unii i zwiększanie tym samym skuteczności nadzoru rynku. Określono również struktury i funkcjonowanie oraz rolę i zadania „Sieci”.

Sankcje dotyczące naruszeń prawodawstwa harmonizacyjnego

Ponadto – zgodnie z rozporządzeniem – państwa członkowskie Unii Europejskiej ustanawiają przepisy dotyczące sankcji mających zastosowanie do naruszeń przepisów niniejszego rozporządzenia oraz unijnego prawodawstwa harmonizacyjnego. Na ich mocy nakłada się zobowiązania na podmioty gospodarcze oraz podejmuje wszystkie środki niezbędne w celu zapewnienia ich wykonywania zgodnie z prawem krajowym. Przewidziane sankcje muszą być skuteczne, proporcjonalne i odstraszające. Państwa członkowskie mają obowiązek powiadomić Komisję o tych przepisach – jeżeli nie zostały one wcześniej zgłoszone – do dnia 16 października 2021 roku, a także powiadamiają ją niezwłocznie o wszelkich późniejszych zmianach, które ich dotyczą.

Autor: dr Izabella Tymińska, ekspert celny

Inwestowanie w prostą spółkę akcyjną – aspekty podatkowe

Od kilku dni przedsiębiorcy mogą korzystać z nowego typu spółki, która w zamyśle ustawodawcy ma uprościć zdobywanie finansowania dla kreatywnych przedsiębiorców. Działalność prostej spółki akcyjnej zasadniczo będzie opodatkowana analogicznie do innych spółek kapitałowych. Biorąc jednak pod uwagę różnice w konstrukcji tego wehikułu, pewne reguły opodatkowania będą swoiste dla prostej spółki akcyjnej – nie zawsze z korzyścią dla akcjonariuszy.

Od 1 lipca 2021 r. weszły w życie przepisy wprowadzające do polskiego systemu prawnego nowy rodzaj podmiotu – prostą spółkę akcyjną (P.S.A.), stanowiącą swego rodzaju hybrydę funkcjonujących od dawna spółek prawa handlowego. Nadrzędnym celem wprowadzania nowego wehikułu było umożliwienie startupom łatwiejszego pozyskiwania kapitału. Dlatego P.S.A. wprowadza kilka rozwiązań, które docelowo mają zagwarantować osiągnięcie tego właśnie założenia.

Wkład pracy do P.S.A.

Główną cechą charakteryzującą P.S.A., jest oderwanie akcji od kapitału zakładowego spółki. Minimalny kapitał akcyjny P.S.A. wynosi jedynie 1 PLN, zaś akcje nie będą posiadały swojej wartości nominalnej. W praktyce oznacza to, że staną się one jedynie tytułem prawnym do udziału w zysku P.S.A. Celem takiego rozwiązanie jest stworzenie konstrukcji umożliwiającej emisję akcji niejako w oderwaniu od wkładów do spółki. Inwestorzy będą mogli obejmować akcje w zamian za wkłady pieniężne lub aporty trafiające na kapitał akcyjny, zaś „akcjonariusze kreatywni” mogą obejmować akcje uprawniające do zysku w zamian za wkład pracy lub świadczenie usług na rzecz P.S.A. Pod tym względem konstrukcja P.S.A. jest nieco podobna do rozwiązań znanych ze spółki komandytowej lub komandytowo-akcyjnej, gdzie inwestorzy wchodzą z kapitałem, zaś komplementariusze zajmują się rozwojem biznesu w zamian za określony w umowie/statucie udział w zysku spółki.

Co ważne z perspektywy wspólnika świadczącego pracę/usługi dla spółki – taki wkład niepieniężny nie jest opodatkowany. Zgodnie z art. 17 ust. 1d ustawy o PIT, opodatkowaniu podlega jedynie wniesienie wkładów niepieniężnych w postaci rzeczy oraz praw majątkowych. W praktyce oznacza to że akcjonariusz świadczący pracę na rzecz P.S.A. opodatkuje otrzymane w zamian wynagrodzenia, nie jako wynagrodzenie za pracę (opodatkowane skalą podatkową 17%/32% a czasem także 4% daniną solidarnościową), lecz zapłaci zryczałtowany 19% podatek od dywidendy (niepodlegającej daninie solidarnościowej).

Należy jednak pamiętać, że zgodnie z nowelizacją ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych – akcjonariusz wnoszący wkład w postaci pracy lub świadczenia usług do P.S.A. traktowany jest jako przedsiębiorca objęty obowiązkowym ubezpieczeniem społecznym i zdrowotnym.

Łatwy obrót akcjami dla akcjonariuszy

Jak wskazują twórcy nowelizacji, inną cechą charakterystyczną dla P.S.A. będzie odformalizowany obrót akcjami. Zgodnie z Kodeksem spółek handlowych, obrót akcjami będzie odbywał się w formie dokumentowej, co oznacza, że zbycie akcji może nastąpić nawet poprzez wymianę maili. Będzie to więc pewne udogodnienie, chociażby w porównaniu do obrotu udziałami spółki z o.o., który wymaga podpisów notarialnie poświadczonych. Niemniej jednak pomimo tego uproszczenia zbycie akcji P.S.A. nie będzie tak proste, albowiem przeniesienie akcji będzie musiało być odnotowane w rejestrze akcjonariuszy prowadzonym przez notariusza lub biuro maklerskie. Przejście prawa własności nastąpi dopiero w momencie rejestracji tego faktu w rejestrze, co oznacza, że nabywca akcji nie stanie się automatycznie ich właścicielem w dniu podpisania umowy (w przeciwieństwie np. do nabycia udziałów sp. z o.o. czy ogółu praw i obowiązków w spółce osobowej). Ponadto każda zmiana akcjonariuszy będzie musiała zostać zgłoszona do sądu rejestrowego poprzez złożenie podpisanej przez wszystkich członków zarządu aktualnej listy akcjonariuszy. W konsekwencji, pomimo pozornego odformalizowania obrotu akcjami P.S.A., zmiana akcjonariusza nie będzie prostym procesem.

Wycofanie wkładów z 19% podatkiem

Jeśli chodzi o kwestie podatkowe, to zyski P.S.A. – podobnie jak zyski większości spółek handlowych – podlegają „podwójnemu” opodatkowaniu. W pierwszej kolejności, zyski podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych na poziomie spółki (z zastosowaniem podstawowej 19% lub obniżonej 9% stawki podatku). Następnie, zyski dystrybuowane do akcjonariuszy podlegają kolejnemu opodatkowaniu 19% zryczałtowanym podatkiem dochodowym (PIT lub CIT).

W tym miejscu należy zaznaczyć, że w przypadku P.S.A. w ramach dywidendy akcjonariuszom może zostać wypłacony także kapitał akcyjny (tj. kapitał utworzony z wkładów akcjonariuszy). Zgodnie z art. 300(15) par. 2 KSH Kwota przeznaczona do podziału między akcjonariuszy nie może przekraczać sumy zysku …, oraz kwoty z kapitału akcyjnego, która została przeznaczona do wypłaty dywidendy. Zrównanie zwrotu wkładów z wypłatą dywidendy znalazło także swoje odzwierciedlenie w ustawach podatkowych, albowiem równocześnie z regulacjami dotyczącymi P.S.A. weszły w życie przepisy zaliczające wypłatę z kapitału akcyjnego do kategorii przychodów z zysków osób prawnych (odpowiednio art. 7b ust. 1 pkt 1 lit n ustawy o CIT oraz art. 24 ust. 5 pkt 1c ustawy o PIT).

Zakwalifikowanie zwrotu kapitału akcyjnego do kategorii przychodów z zysków osób prawnych oznacza, że taki zwrot na zasadach analogicznych do dywidendy będzie opodatkowany 19% zryczałtowanym podatkiem dochodowym pobieranym przez płatnika. W praktyce więc, jeśli inwestor który dofinansował P.S.A. zechce wycofać swoje środki z kapitału akcyjnego – zapłaci 190 tys. PLN podatku od każdego zainwestowanego miliona. Z uwagi na ryczałtowy charakter podatku, nie będzie mógł przy tym obniżyć podstawy opodatkowania o poniesione koszty. Z tego punktu widzenia znacznie wygodniejszą formą prowadzenia działalności, z perspektywy inwestora, będzie spółka osobowa, która pozwala na bezpodatkowe otrzymanie zwrotu zainwestowanego wkładu (jak wynika z najnowszego orzecznictwa sądów administracyjnych, dotyczy to także częściowego zwrotu wkładu). Również w przypadku klasycznych spółek kapitałowych całkowite lub częściowe wycofanie zainwestowanych przez inwestora środków może nastąpić w sposób neutralny podatkowo. W tym przypadku inwestor może uzyskać zwrot poprzez umorzenie udziałów/akcji za wynagrodzeniem, co pozwoli mu na rozpoznanie kosztów podniesionych na nabycie udziałów/akcji, a w efekcie neutralne podatkowo wycofanie zainwestowanych środków.

Oczywiście koszty nabycia akcji P.S.A. nadal pozostaną możliwe do rozpoznania przez inwestora na etapie sprzedaży akcji. Jednakże w przypadku zbycia akcji, ewentualna strata z ich sprzedaży nie pomniejszy podstawy opodatkowania zryczałtowanym podatkiem od dywidend, może natomiast pomniejszyć podstawę opodatkowania ze sprzedaży innych aktywów rozliczanych jako przychody z kopiałów pieniężnych.

Benedykt Rubak, radca prawny, doradca podatkowy, Manager w Enodo Advisors. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z restrukturyzacją obciążeń podatkiem dochodowym, ze szczególnym uwzględnieniem podatkowo optymalnych transformacji oraz sprzedaży przedsiębiorstw.

76% studentów uważa, że w obecnej sytuacji najtrudniejsze jest utrzymanie dobrego samopoczucia i komfortu psychicznego

Na całym świecie, w wyniku trwającej już ponad rok izolacji społecznej, wielu studentów zmaga się z przytłaczającym złym samopoczuciem, wynikającym z absolutnej zmiany trybu życia, ograniczeniu wszelkich aktywności fizycznych jak i społecznych, a niekiedy również problemów finansowych spowodowanych utratą pracy przez pandemię.

Druga edycja raportu Connected Student Report przygotowanego przez Salesforce podkreśla globalną skalę kryzysu związanego ze złym stanem samopoczucia studentów. Raport zawiera wyniki ankiet przeprowadzonych wśród 1128 studentów i 1076 pracowników z 10 krajów i pokazuje, że 76% ankietowanych studentów uznało dobre samopoczucie za swoje największe wyzwanie w obecnych warunkach. Stanowi to wzrost w porównaniu z 73% studentów w zeszłym roku.

W raporcie podkreślono również następujące kluczowe wnioski:

  • Obawy o finanse (74%) i znalezienie komfortowej przestrzeni do pracy i nauki (65%), w kategorii wyzwań przed którymi stoją studenci, uplasowały się zaraz po dbaniu o samopoczucie. Jak pokazują wyniki, obecnie najtrudniejsze dla młodych ludzi jest dbanie o swój psychiczny komfort. To co istotne, studenci zwracają uwagę na to, że pojęcie dobrostanu ma holistyczny wymiar, na który wpływają czynniki zarówno finansowe, jak i społeczno-emocjonalne.
  • Studenci oczekują zatem od swoich uczelni, że mimo iż kontakt bezpośredni jest ograniczony, mogą nadal liczyć na ich wsparcie w sposób zdalny.

Ostatnie badanie przeprowadzone przez American Council on Education (ACE) wykazało, że najbardziej palącą kwestią, przed którą stoją władze uniwersytetów, jest zdrowie psychiczne studentów (73%), a następnie zdrowie psychiczne wykładowców i pracowników (48%).

“Zdrowie psychiczne i ogólne dobre samopoczucie studentów bez wątpienia powinno być kwestią priorytetową dla władz wszystkich uczelni. Szczęśliwie – aktualnie zauważamy wzrost świadomości kierownictwa na temat tego jak ważne jest dbanie o zdrowie psychiczne swoich studentów. Dzięki współpracy, wymianie doświadczenia i wsparciu rozwiązań technologicznych, placówki zwiększają skalę swoich działań, pracując nad proaktywnym podejściem do strefy komfortu psychicznego i dobrego samopoczucia uczniów” – Ted Mitchell, prezes, American Council on Education

Podejmowanie proaktywnych działań w zakresie komfortu psychicznego

Podczas 9. dorocznego Szczytu Edukacyjnego liderzy edukacji z Salesforce.org podkreślali dlaczego holistyczne spojrzenie na dobrobyt studentów jest kluczem do osiągnięcia sukcesu. Ważne jest, aby tę kwestię potraktować poważnie, dlatego zalecana jest współpraca krajowych organizacji i instytucji edukacyjnych, w celu opracowania jednolitego rozwiązania, które mogłoby zahamować narastający kryzys.

“W ciągu ostatnich pięciu lat, kryzys zdrowia psychicznego studentów poruszył lawinę wyzwań dla uniwersytetów. Placówki edukacyjne nie są w stanie zatrudnić wystarczającej liczby psychologów, terapeutów i innych specjalistów, którzy mogliby zapewnić profesjonalne wsparcie studentom. W wyniku braku ekspertów, uczelnie muszą działać w inny, ale równie efektywny i przede wszystkim szybki sposób. Stąd pomysł na doraźne rozwiązania, takie jak uczenie studentów jak radzić sobie ze stresem. Dzięki takim działaniom przynajmniej w minimalnym stopniu uda się powstrzymać dalszy rozwój problemów ze zdrowiem psychicznym” – Kevin Kruger, prezes, Krajowe Stowarzyszenie Administratorów Kadr Studenckich (NASPA)

Studenci w ankiecie stwierdzili, że w ramach wsparcia uniwersytety powinny zapewnić swoim studentom:

  • powiadomienia SMS z radami jak dbać o swoje samopoczucie (22%)
  • aplikację umożliwiającą znalezienie spokojnego miejsca do nauki/pracy (27%)
  • więcej komunikacji ukierunkowanej na dobre samopoczucie (29%)
  • większe wsparcie online w zakresie dobrego samopoczucia (34%)
  • więcej możliwości nawiązywania kontaktów z innymi, aby czuć się mniej odizolowanym (37%)

W związku z nadchodzącym kolejnym rokiem akademickim, instytucje szkolnictwa wyższego potrzebują szybkich i elastycznych rozwiązań, które mogłyby wprowadzić wraz z początkiem nowego semestru. Warto zaznaczyć, że takie rozwiązanie powinno być maksymalnie spersonalizowane, aby móc dostosować wsparcie do indywidualnych potrzeb studentów.

Studenci oczekują połączonych doświadczeń

Studenci oczekują, że ich organizacja będzie ich znała. Nie są zadowoleni gdy po raz kolejny muszą podawać te same informacje, różnym działom uczelni. Według statystyk, aż 63% studentów zgłasza konieczność zalogowania się do dwóch lub więcej platform, aby uzyskać potrzebne im odpowiedzi i informacje. W momencie wprowadzenia jednolitego systemu komunikacji, te przeszkody byłyby wyeliminowane, a studenci o wiele szybciej załatwialiby sprawy uczelniane.

Obecność online ma znaczenie

Potencjalni studenci sprawdzają instytucje za pośrednictwem cyfrowych kanałów, w tym mediów społecznościowych, rankingów online i wiadomości. Pracownicy podają, że silna obecność w mediach społecznościowych jest jedną z głównych przyczyn (19%) wzrostu liczby zapisów na studia w minionym roku. Stanowi to nawet większy procent niż wpływ znajomych studiujących na tej samej uczelni – zaledwie 9%.

Przynależność jest kluczem do sukcesu

Wspólnota i poczucie przynależności jest niesamowicie ważne przez cały okres studiowania. Według badań, studenci którzy określili swoje doświadczenie jako złe, przyznali że wynikało ono z braku komunikacji z innymi studentami (34%) i braku poczucia przynależności (33%).

Technologia umożliwia stworzenie społeczności opierającej się na wsparciu i współpracy

Powszechny dostęp do wsparcia, zawsze wtedy kiedy student tego potrzebuje, to jeden z obszarów, który technologia może znacznie polepszyć. Przykładowo, aż 47% ankietowanych chce mieć dostęp do czatu wsparcia studenta, ale tylko 26% z nich twierdzi, że takie rozwiązanie faktycznie funkcjonuje na ich uniwersytecie. Nowoczesne technologie mogłyby przyczynić się do budowania silniejszych społeczności i większego zaufania do uczelni.

Innowacje wspierające współczesnego studenta

Instytucje edukacyjne poszukują możliwości, które mogłyby wprowadzić ich w świat cyfrowej transformacji, tak aby mogli w pełni dostosować się do potrzeb współczesnego studenta. W rzeczywistości (69%) pracowników korzysta obecnie lub planuje korzystać ze sztucznej inteligencji w ciągu najbliższych dwóch lat.

“Kryzys zmienił o 180 stopni życie nas wszystkich. Studenci z dnia na dzień musieli zreorganizować swoje życie, co odcisnęło również piętno na ich zdrowiu psychicznym jak i ogólnym samopoczuciu. Dzięki rozwiązaniom Salesforce możemy wspierać naszych studentów najlepiej jak potrafimy, w sposób holistyczny i zorientowany na ich potrzeby. Jest to szczególnie ważne teraz, gdy nadal jeszcze jesteśmy odizolowani od reszty społeczeństwa i nie możemy liczyć na bezpośrednie wsparcie. Podtrzymywanie dobrego samopoczucia naszych studentów jest i będzie priorytetem dla całej społeczności Cornell”.- Ann Lafave, starszy dyrektor ds. usług studenckich w kolegium nauk rolniczych i przyrodniczych, Cornell

Kurs dolara najwyżej od kwietnia

Rosnące ceny w USA powodują, że inwestorzy coraz mocniej wierzą w kolejne przyspieszenie wzrostu stóp procentowych. Wynikiem tej wiary jest zakup dolarów, które jak zawsze przy zwiększonym popycie drożeją.

Inflacja bez kontroli?

Wczorajszy odczyt inflacji w USA wyniósł 5,4%. Należy pamiętać, że poziom 5% osiągnęliśmy już miesiąc temu, niemniej analitycy spodziewali się spadku do 4,9%. Tak wysoki wzrost cen może zmusić federalny komitet otwartego rynku do reakcji. Wzrost cen ropy oczywiście ma bardzo duży udział w tych wzrostach, niemniej rekordowo niskie stopy procentowe tylko pogłębiają ten problem. Na reakcję na rynkach walutowych nie trzeba było długo czekać. Dolar wczoraj odrobił jednego centa względem euro, po raz kolejny schodząc poniżej poziomu 1 dolara i 18 centów za euro.

Problemy złotego

Wzrost ryzyk na świecie nie pozostaje bez wpływu na kurs złotego. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że Polska faktycznie jest w bardzo dobrej sytuacji pandemicznej pod kątem zakażeń. Sporym problemem jest jednak fakt, że spośród naszych sąsiadów krótkoterminowy trend spadkowy nie występuje w żadnym kraju. Neutralny występuje tylko na Ukrainie, w pozostałych widzimy wzrosty. W rezultacie jest bardzo prawdopodobne, że i w Polsce zobaczymy wzrosty. To strach przed tym scenariuszem osłabia ostatnio złotego. Dzisiaj euro kosztuje już 4,59 zł, dolar 3,89 zł a frank 4,24 zł. Patrząc na te poziomy, widać wiele zbliżających się psychologicznych barier na wykresach.

Decyzja w Nowej Zelandii

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy decyzję Królewskiego Banku Nowej Zelandii. Stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie 0,25%. Ważniejszy był jednak komunikat o zakończeniu programu luzowania ilościowego. Kraj ten uznał, że stymulacja covidowa musi się kiedyś zakończyć. W rezultacie gwałtownie rosną oczekiwania podwyżek stóp procentowych. To z kolei przekłada się na wzrost wartości dolara nowozelandzkiego. Po decyzji zyskał on około 1% względem dolara amerykańskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polacy ruszyli na zakupy. Firmy często nie nadążają z odpowiedzią na ten popyt

Barometr EFL rośnie trzeci kwartał z rzędu, co wskazuje na wyraźną i stabilną poprawę nastrojów wśród przedstawicieli sektora MŚP. W III kwartale br. główny indeks wyniósł 53,5 pkt., o 0,7 pkt. więcej niż kwartał wcześniej. Wyższy wynik został odnotowany ponad 2 lata temu – w II kwartale 2019 roku (54,5 pkt.). W porównaniu do poprzedniego kwartału, ponad dwa razy więcej przedsiębiorców z sektora MŚP prognozuje większą sprzedaż w najbliższych miesiącach (47 proc. vs. 21 proc.). Eksperci EFL podkreślają, że więcej zamówień to lepsza płynność finansowa, na którą liczy 42 proc. firm.

– W pomiarach przedpandemicznych można było doszukiwać się trendów, podobnych zmian w analogicznych okresach kolejnych lat. Kryzys wywołany koronawirusem to wszystko zaburzył. I tak, w „normalnym czasie” pomiędzy II a III kwartałem nastroje mikro, małych i średnich przedsiębiorców pogarszały się, podczas gdy w najnowszym Barometrze mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Taki obrót spraw nas bardzo cieszy, tym bardziej, że słupki wynikowe rosną już trzeci kwartał z rzędu, a drugi raz został przekroczony próg ograniczonego rozwoju. W szczególności, najnowszy pomiar wskazuje na mocne odbicie sprzedaży. Zarówno firmy jak i klienci indywidualni po długim okresie lockdownu i najtrudniejszych miesiącach pandemii otworzyli szerzej swoje portfele i ruszyli na zakupy. W wielu segmentach, mikro, małe i średnie firmy często nie nadążają z odpowiedzią na ten popyt – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Bezpiecznie za granicą

Próg OR to poziom ograniczonego rozwoju firm z sektora MŚP, który wynosi co najmniej 50 pkt. w Barometrze EFL. Stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Poziom 53,5 pkt. osiągnięty w III kwartale 2020 roku przekroczył próg OR, co oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Wielkość bez znaczenia

Jeszcze nigdy dotąd wskaźnik dla przedsiębiorstw nie był tak zbliżony do siebie niezależnie od wielkości firmy. Zarówno firmy mikro, małe oraz średnie uzyskały zbliżony wskaźnik oscylujący w okolicach 53 pkt. W przypadku mikroprzedsiębiorstw można mówić o widocznym wzroście nastrojów (z 45,9 proc. w II kwartale br. do 53,1 proc. w III kwartale br.), zaś w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw o nieznacznym spadku o ok. 1 punkt procentowy kwartał do kwartału.

Istotnych różnic pomiędzy podmiotami różnej wielkości nie widać także w poszczególnych obszarach, za wyjątkiem inwestycji. Wśród najmniejszych firm zatrudniających do 9 pracowników zaledwie 4,5 proc. prognozuje więcej inwestować, podczas gdy w małych – 7,5 proc., a w średnich – 11 proc.

Coraz grubsze portfele firm

W III kwartale br. „ruszyła” sprzedaż. Niemal połowa przedstawicieli sektora MŚP (47 proc.) prognozuje większe zamówienia w kolejnych miesiącach. To najlepszy wynik od kilku kwartałów, w których poziom planowanej sprzedaży utrzymywał się w w okolicach 21 proc. W związku z większymi zamówieniami, na zdecydowanie lepszy obraz liczą przedsiębiorcy w obszarze płynności finansowej. 42 proc. firm MŚP liczy na jej poprawę. To dwukrotny wzrost względem poprzedniego kwartału (21 proc.).

W porównaniu do pomiaru z II kwartału br. widać jednak stagnację w inwestycjach. Tylko 7 proc. prognozuje ich wzrost, podczas gdy kwartał wcześniej 25 proc. Zmalał także odsetek firm przewidujących wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne (z 26 proc. w II kwrtale br. do 11 proc. w III kwartale br.), co może być powiązane ze spadkiem planowanych inwestycji.

Zonifero, spółka należąca do grupy TenderHut S.A., podpisała umowę o współpracy z Netią

Zarząd spółki TenderHut S.A. poinformował o podpisaniu umowy między Zonifero S.A., spółką zależną należącą do Grupy a liderem rynku telekomunikacyjnego Netia S.A.. Współpraca będzie opierać się na modelu „white label”, czyli w tym przypadku na sprzedaży rozwiązań Zonifero w brandingu i pod marką partnera handlowego, spółki Netia.

Zonifero, spółka działająca w branży PropTech i WorkTech to start-up zajmujący się technologiami wspierającymi pracowników biurowych w codziennej pracy. Zonifero umożliwia m.in zarządzanie przestrzenią biurową i parkingami, rezerwacją biurek, sal konferencyjnych i innych zasobów, wsparcie pracy hybrydowej i procesów z nią związanych – w tym realizacją wymogów prawnych, czy też pozwala na dostęp do biura za pomocą wirtualnych kart w telefonach komórkowych. Start-up jest częścią technologicznej grupy kapitałowej TenderHut, prowadzącej działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcingu, wdrażania systemów laboratoryjnych oraz venture building w ramach, której rozwijane jest Zonifero.

– Przyszłość pracy zastała nas wcześniej niż myśleliśmy. Praca hybrydowa z dnia na dzień stała się stałym elementem naszego życia, ale i wyzwaniem. Zonifero w prosty sposób rozwiązuje znaczą część tych wyzwań, ułatwiając pracownikom biurowym pracę. Tym bardziej cieszy nas podpisanie kolejnej umowy o partnerskiej współpracy. To dla nas wielki krok na przód w kontekście dalszego rozwoju start-upu Zonifero. Spółka Netia posiada wieloletnie doświadczenie oraz szeroką sieć dystrybucji na polskim rynku, w szczególności wśród najemców biurowców. Wierzę, że dzięki tej współpracy Zonifero będzie w stanie osiągać coraz lepsze wyniki – mówi Prezes i Współzałożyciel Grupy TenderHut Robert Strzelecki

Umowa pomiędzy spółkami została podpisana na czas nieokreślony. Dotyczy ona głównie dystrybucji, promocji, sprzedaży i wdrażania przez Netia w ramach własnej oferty usługowej dla klientów ekosytemu IoT (Internet of Things), zbudowanego na bazie platformy Zonifero. Technologia dostarczona przez Zonifero SA pomaga zarządzać miejscami do pracy (rezerwacja biurek, parkingów, sal konferencyjnych) tak, aby ułatwić firmom powrót do biur i organizację pracy w modelu hybrydowym. System umożliwia dynamiczne zarządzanie zasobami biurowymi, a dzięki wbudowanej analityce, pozwala bardziej efektywnie zarządzać zasobami, a także podejmować świadome decyzje służące ich optymalizacji do nowej rzeczywistości. Funkcjonalności aplikacji pozwalają na sprawne dostosowanie procesów w firmach do zmieniających się wymagań regulacyjnych związanych ze stanem pandemii, ale też zmianami w Kodeksie Pracy, dotyczącymi pracy zdalnej.

– Netia jest liderem z zakresie usług komunikacyjnych dla sektora real estate w Polsce. Na bazie infrastruktury światłowodowej i nowoczesnych sieci Wi-Fi dostarczamy szereg zaawansowanych usług, które przenikają się i w znakomity sposób współgrają z rozwiązaniami smart building, bazującymi na IoT. Jako część Grupy Polsat Plus, która intensywnie inwestuje w rozwój sieci 5G, staniemy się ważnym graczem w zakresie dostarczania rozwiązań IoT dla wielu sektorów gospodarki, a partnerstwo z Zonifero jest dopiero początkiem naszej ekspansji, jako centrum kompetencyjnego naszej Grupy w tym zakresie – powiedział Andrzej Abramczuk, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Netia S.A.

Współpraca w modelu „white label” jest korzystna dla obu stron. Umożliwia startupowi outsourcing części działań sprzedażowych bez ponoszenia kosztów związanych z utrzymaniem całego działu sprzedażowego oraz obsługi klienta. Zonifero SA w ramach umowy wykona dla Netia dedykowaną i brandowaną aplikację oraz zintegrowany portal, a także dostarczy wszelkie konieczne licencje umożliwiające samodzielną sprzedaż, dystrybucję i wdrażanie rozwiązania klientom Netia na terytorium Polski.

Cargill inwestuje 45 mln dolarów w rynek błonników rozpuszczalnych w Polsce

Wraz ze wzrostem popytu na produkty spożywcze z ograniczoną zawartością cukru, firma Cargill wprowadza błonniki rozpuszczalne do swojej europejskiej oferty skrobi, słodzików i środków poprawiających teksturę dzięki nowej inwestycji o wartości 45 mln dolarów (38 mln euro).

Cargill jest już jednym z kluczowych producentów produktów z ograniczoną zawartością cukru, oferując pełną gamę słodzików, od wyrobów pełnokalorycznych do produktów z zerową ilością kalorii. Cargill teraz rozbudowuje swoją ofertę o błonniki rozpuszczalne, dzięki czemu firma może zaoferować swoim klientom kompleksowe rozwiązania w zakresie ograniczania zawartości cukru.

W przeciwieństwie do większości dostępnych obecnie błonników rozpuszczalnych nasze nowe produkty zostały stworzone specjalnie w odpowiedzi na jedyne w swoim rodzaju wyzwania, jakie stoją przed producentami żywności, którzy chcą poprawić profil żywieniowy swoich wyrobów, tak aby zawierały one mniej kalorii i cukru – powiedział Robert Janik, dyrektor fabryki Cargilla w Bielanach Wrocławskich. – W tego typu złożonych zastosowaniach nasze błonniki rozpuszczalne pokazują pełnię swoich możliwości, dając najlepsze rezultaty w zakresie smaku, wyglądu, łatwości trawienia oraz tekstury, czyli czynników, które mają kluczowe znaczenie dla zadowolenia klientów.

Błonniki rozpuszczalne – stworzone z wykorzystaniem technologii mikroreaktorów opracowanej we współpracy z niemieckim Instytutem Technologicznym Karlsruhe (Karlsruhe Institute for Technology), na którą Cargill posiada zarówno wyłączną licencję, jak i patenty – umożliwiają zmniejszenie zawartości cukru nawet o 30%, a także pozwalają ograniczyć kaloryczność i zwiększyć zawartość błonnika w wyrobach cukierniczych, nadzieniach, płatkach zbożowych, lodach i nabiale, przy jednoczesnym zachowaniu pożądanego wyglądu, smaku i tekstury.

Opracowane przez Cargill błonniki rozpuszczalne pochodzą z roślin takich jak pszenica i kukurydza. Są one szczególnie użyteczne tam, gdzie obecne rozwiązania są niewystarczające, tak jak w przypadku wyrobów cukierniczych, których trawienie może sprawiać trudności młodszym konsumentom, płatki, których smak i warstwa powlekająca muszą przypominać obecne wyroby, czy też lody, ponieważ konsumenci chcą niskokalorycznych produktów, które mimo to nadal będą zaspokajać ich apetyt na słodycze.

Błonniki rozpuszczalne opracowane przez Cargill mogą zaoferować większą stabilność, łatwiejszą obsługę oraz skalowalność umożliwiając specjalistom tworzącym receptury stopniowe zastępowanie cukru przy niewielkich zmianach samych receptur.

Trwają już testy nowych błonników rozpuszczalnych Cargilla z udziałem klientów, których pierwsze opinie potwierdzają, że zastosowane składniki skutkują poprawą wyglądu i doskonałym smakiem, a jednocześnie pozwalają na równie łatwe przetwarzanie, jak w przypadku cukru czy syropu glukozowego.

Dzięki opatentowanej technologii firma Cargill będzie wytwarzać rozpuszczalne błonniki przyszłości, które będą odpowiadać na kluczowe potrzeby rynku związane z ograniczeniem zawartości cukru i tłuszczu.

Popyt na produkty o lepszym profilu żywieniowym dynamicznie się rozwija – powiedział Willian Oliveira, dyrektor segmentu słodyczy w europejskim dziale skrobi, słodzików i środków poprawiających teksturę firmy Cargill – Ta kluczowa inwestycja, w połączeniu z naszą obecną ofertą rozwiązań w zakresie słodzenia, a także głęboką znajomością technik opracowywania receptur i zastosowań, sprawia, że dysponujemy wszelkimi niezbędnymi narzędziami, aby wesprzeć naszych klientów w rozwoju ich produktów.

Linia błonników rozpuszczalnych Cargilla będzie produkowana w obecnym zakładzie firmy w Bielanach Wrocławskich. Rozpoczęła się już budowa nowej jednostki produkcyjnej, a pełne wprowadzenie na rynek pierwszych produktów jest spodziewane w drugiej połowie 2022 roku.

Czego najbardziej boją się Polacy? Raport „Mapa ryzyka Polaków”

Polacy najczęściej boją się chorób i śmierci osób najbliższych. Za coraz bardziej prawdopodobne uznają zagrożenia pogodowe. Obawiają się też braku pieniędzy na starość i skutków wypadków samochodowych. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) oraz Deloitte stworzyły raport pt. „Mapa ryzyka Polaków” [POBIERZ RAPORT][1] – ranking najistotniejszych trosk społeczeństwa i związanych z tym potrzeb ubezpieczeniowych.

Wnioski:

  • Główne obawy Polaków mogą być ubezpieczone.
  • Trzy główne obawy Polaków są takie same bez względu na wiek, płeć i miejsce zamieszkania. Są to: śmierć najbliższej osoby, brak pieniędzy na leczenie poważnej choroby oraz ciężka choroba najbliższej osoby.
  • Za coraz bardziej prawdopodobne uznajemy ryzyka związane z pogodą i ociepleniem klimatu.
  • Kobiety obawiają się bardziej niż mężczyźni wszystkich zbadanych 40 rodzajów ryzyka.
  • Ósmą najistotniejszą obawą Polaków są wypadki samochodowe.
  • 83 proc. Polaków uważa, że ubezpieczenia są przydatne, gdy w życiu dzieją się złe rzeczy.

PIU przeprowadziło badanie[2], w którym respondenci byli pytani o 40 negatywnych zdarzeń mogących pojawić się w życiu. Przy każdym z tych zdarzeń otrzymywali dwa pytania:

  1. Jak bardzo się tego boisz?
  2. Jak bardzo uznajesz to za prawdopodobne w swoim życiu?

– Polacy boją się o zdrowie swoje i najbliższych. Martwi ich brak dostępu do opieki medycznej, ale też brak pieniędzy na leczenie poważnych chorób i na starość. Rosną obawy związane z niekorzystnymi zjawiskami pogodowymi. Polacy boją się też wypadków samochodowych i pożarów, choć to ryzyko w dużym stopniu zależy od naszego zachowania – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Oprócz chorób, boimy się wypadków samochodowych i zdarzeń pogodowych

Wypadki samochodowe to na „Mapie ryzyka Polaków” 8. najistotniejsza obawa na 40 zbadanych ryzyk.

W latach 2011-2020 ubezpieczyciele zlikwidowali 18,5 mln szkód komunikacyjnych i wypłacili 116 mld zł odszkodowań. Niezmiennie pozostajemy w czołówce Europy, jeśli chodzi o śmiertelne ofiary wypadków. Od lat proponujemy powiązanie stawek za OC komunikacyjne z mandatami i punktami karnymi. To przełożyłoby się na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego, bo część kierowców, jeżdżących niebezpiecznie, zmieniłaby swoje nawyki, mając w głowie perspektywę zapłaty wyższej składki z OC – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Wśród ważnych dla Polaków obaw znalazły się również te wynikające z katastrof pogodowych i zmian klimatu. Dziewiąta i dziesiąta najważniejsza obawa respondentów to odpowiednio ocieplenie klimatu oraz silne wiatry lub huragany. Lęki te są wyższe u mieszkańców wsi i mniejszych miast, ze względu na słabszą infrastrukturę i niższe zasoby finansowe.

̶ Ubezpieczyciele mogą być elementem strategii zarządzania ryzykiem klimatycznym, ale nie mogą tej strategii zastępować. Gołym okiem widać, że nieprzemyślana i gęsta zabudowa powoduje coraz więcej niekorzystnych zjawisk, np. powodzi miejskich. Ubezpieczyciele są w stanie zabezpieczyć finansowo poszkodowanych, ale dobra strategia i planowanie pozwoliłyby uniknąć wielu szkód pogodowych – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

„Mapa ryzyka Polaków” – co zmieniła pandemia?

PIU tworząc „Mapę ryzyka Polaków”, przeprowadziła dwie fale badania. Po raz pierwszy Izba zapytała Polaków o ich największe obawy w lutym 2020 r., na kilka tygodni przed pierwszym lockdownem. Po raz drugi – rok po ogłoszeniu pandemii, w lutym 2021 r. – To pozwoliło nam nie tylko zbadać najważniejsze obawy i troski respondentów, ale również sprawdzić, jak zmieniły się one w czasie pandemii – mówi Julia Patorska, partner w Deloitte.

Wnioski:

  • Podczas pandemii znacząco zwiększył się procent respondentów bojących się skutków ciężkich chorób osób najbliższych (o 4 pkt. proc.) i braku dostępu do opieki medycznej (o 5 pkt. proc.).
  • Zwiększyły się obawy, dotyczące kradzieży telefonu i kradzieży pieniędzy przez internet (odpowiednio o 5 i 4 pkt. proc.).
  • Czas pandemii wzmocnił przekonanie o przydatności ubezpieczeń. W lutym 2021 r., 83 proc. respondentów zgadzało się ze stwierdzeniem, że „ubezpieczenie jest przydatne, gdy w życiu dzieją się złe rzeczy”. Rok wcześniej było to 78 proc.

Badania potwierdzają zaufanie Polaków do ubezpieczeń, natomiast to zaufanie powinno bardziej przekładać się na skłonność do ubezpieczania się. Z jednej strony deklarujemy obawy o ciężkie choroby, życie najbliższych osób, brak pieniędzy na leczenie i na starość. Z drugiej strony wciąż większość z nas nie oszczędza długoterminowo, a na ochronne polisy na życie, zwłaszcza w formie indywidualnej, wydajemy wciąż mniej niż średnia w UE – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

„Mapa ryzyka Polaków” – dziesięć głównych obaw

Ryzyko

 

A: Procent respondentów obawiających się ryzyka  B: Procent respondentów uznających ryzyko za prawdopodobne w swoim życiu Wskaźnik ryzyka (średnia arytmetyczna A i B)
Śmierć najbliższej osoby 85 proc. 56 proc. 71 proc.
Brak pieniędzy na leczenie poważnej choroby 80 proc. 55 proc. 68 proc.
Ciężka choroba najbliższej osoby 87 proc. 47 proc. 67 proc.
Nowotwór 81 proc. 39 proc. 60 proc.
Brak pieniędzy na starość 73 proc. 47 proc. 60 proc.
Utrata sprawności 80 proc. 36 proc. 58 proc.
Brak dostępu do opieki medycznej 71 proc. 45 proc. 58 proc.
Wypadek samochodowy 70 proc. 43 proc. 57 proc.
Ocieplenie klimatu 47 proc. 64 proc. 56 proc.
Silny wiatr / huragan 54 proc. 55 proc. 55 proc.

 

[1] Bezpośredni link do raportu: http://bityl.pl/OHu6H

[2] Badania do raportu „Mapa ryzyka Polaków” przeprowadziła firma SW Research. Badania odbywały się w lutym 2020 r. oraz
w lutym 2021 r. Każde z nich na próbie 2000 respondentów. Badania przeprowadzono metodą CAWI. Głównym celem badania było zidentyfikowanie kluczowych czynników ryzyka dla Polaków pod kątem oceny obawy i prawdopodobieństwa.

Fiskus określa, co można pić i czym częstować w ramach działalności gospodarczej

Podatnicy w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą nabywają różnego rodzaju artykuły spożywcze wpływające na komfort organizowania spotkań, motywację pracowników czy postrzeganie przedsiębiorcy na rynku. Takie wydatki w wielu przypadkach są praktyką biznesową i część osób nie wyobraża sobie bez nich biznesu. Niemniej fiskus coraz częściej ingeruje także w tę część prowadzonej działalności, określając, które wydatki są związane z działalnością opodatkowaną w sposób pośredni, a które są wydatkami na cele osobiste pracowników, współpracowników czy kontrahentów. Rozróżnienie takie zostało dokonane w jednej z ostatnich interpretacji Dyrektora KIS z dnia 2 kwietnia 2021 r. nr 0114-KDIP4-3.4012.2.2021.2.IG.

Stan faktyczny interpretacji

Podatnik prowadzący działalność gospodarczą w zakresie obrotu energią elektryczną ponosił wydatki na nabycie artykułów spożywczych na rzecz swoich kontrahentów, pracowników oraz współpracowników. Przykładowe zakupy obejmują takie towary jak kawa, herbata, cukier, mleko, a także bezalkoholowe napoje chłodzące, słodycze, owoce oraz jogurty. Spółka argumentowała konieczność ponoszenia takich kosztów jako wydatki o charakterze podstawowym do prowadzenia działalności, niemające charakteru wystawnego czy wykraczającego poza normy przyjęte w świecie biznesowym. Produkty wykorzystywane są w czasie spotkań, narad oraz innych podobnych wydarzeń związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą. Produkty są dostępne w pomieszczeniach ogólnodostępnych, kuchniach, salach konferencyjnych i pomieszczeniach socjalnych.

Spółka wskazała, że głównym celem ponoszenia wyżej wymienionych wydatków jest zwiększenie komfortu osób uczestniczących w spotkaniach, pozytywny wpływ na atmosferę w czasie spotkań, co przekłada się na efektywność i skuteczność prowadzonych rozmów i negocjacji. Zatem pośrednio wydatki te wpływają – jak wskazała spółka – na korzyści o charakterze ekonomicznym.

Spółka w ramach wniosku o interpretację indywidualną zadała pytanie, czy na podstawie art. 86 ust. 1 ustawy o VAT będzie uprawniona do odliczenia podatku VAT naliczonego z tytułu zakupu wyżej wymienionych artykułów spożywczych na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej.

Spółka twierdziła, że takie prawo jej przysługuje, ponieważ ponoszone wydatki mają pośredni wpływ na działanie podatnika i przyczyniają się do wzrostu sprzedaży opodatkowanej. Spółka wskazała, że są to wydatki o charakterze administracyjnym i wpływają pozytywnie na funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Ponadto zaznaczyła, że wydatki na rzecz pracowników spółki wynikają bezpośrednio z przepisów prawa pracy i zasad BHP. Dlatego w przypadku pracowników związek z działalnością jest bezsprzeczny. Z kolei w przypadku współpracowników oraz kontrahentów spółki nabycie towarów służy działalności opodatkowanej, więc co do zasady również wnioskodawca ma prawo do odliczenia podatku VAT naliczonego.

Stanowisko organu podatkowego

Z powyższym stanowiskiem nie zgodził się Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, który w interpretacji podatkowej z dnia 2 kwietnia 2021 r. nr 0114-KDIP4-3.4012.2.2021.2.IG wskazał, iż oceniając stanowisko wnioskodawcy jako całość, nie we wszystkich przypadkach przysługuje prawo do odliczenia podatku VAT naliczonego.

Organ podatkowy w interpretacji wskazał, że podatnikowi przysługuje prawo do odliczenia VAT naliczonego w przypadku zakupu artykułów spożywczych takich jak: woda, kawa, herbata, cukier, woda, które będą udostępniane pracownikom i współpracownikom w czasie pracy, ponieważ wskazane towary są przeznaczone do zużycia w związku z przepisami BHP i mają pośredni związek z wykonywaniem czynności opodatkowanych. Tak samo jest w przypadku udostępnienia tych towarów w czasie spotkań i narad biznesowych.

Z kolei organ podatkowy zaznaczył, że podatnikowi nie przysługuje prawo do odliczenia podatku VAT w związku z nabyciem takich towarów jak: soki, słodycze, owoce, jogurty, które będą udostępniane w przestrzeni wspólnej, ponieważ wydatki te służą zaspokajaniu potrzeb osobistych oraz prywatnych pracowników, współpracowników czy kontrahentów i jako takie pozostają bez związku z prowadzoną działalnością opodatkowaną.

Komentarz

Przywołana interpretacja podatkowa wpisuje się w surowe podejście fiskusa w odniesieniu do prawa do odliczenia VAT od wydatków na artykuły spożywcze innych niż podstawowe, tj. kawa, herbata, woda, cukier. Organy podatkowe traktują takie wydatki jako pozostające bez związku z działalnością gospodarczą. Podobnie orzekają sądy administracyjne (chociażby wyrok WSA w Łodzi o owocowych wtorkach z dnia 17 maja 2019 r., sygn. II SA/Łd 217/19). Granica pomiędzy wydatkami na cele związane z działalnością gospodarczą a wydatkami na cele osobiste jest bardzo cienka, a określanie jej przez organy podatkowe wydaje się być ingerencją w zasadę neutralności VAT. Przedsiębiorcy sami wiedzą, jakiego rodzaju wydatki są wydatkami niezbędnymi w prowadzonej działalności. U jednego podatnika będą to wydatki podstawowe, u innego praktyką w branży są także dodatkowe wydatki na artykuły spożywcze, które wpływają na postrzeganie przedsiębiorcy, jego opinię, renomę wśród kontrahentów, a także na motywację pracowników. Zgodnie z zasadą neutralności VAT podatnik powinien mieć co do zasady możliwość odliczenia podatku naliczonego w takich sytuacjach i to on powinien określać, jakie wydatki są związane z działalnością, ponieważ to on ją prowadzi, a nie fiskus.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Top 10 najczęściej kradzionych marek i modeli samochodów w Polsce w 2020 r.

W 2020 r. z powodu kradzieży wyrejestrowano 6910 samochodów osobowych w Polsce. W ubiegłym roku najczęściej kradzioną marką była Toyota (787 sztuk), a modelem Audi A4 (214). Co czwarte auto skradziono w Warszawie.

Tak wynika z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPIK). Przeanalizował je Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. Natomiast porównywarka rankomat.pl sprawdziła, jakich zabezpieczeń antykradzieżowych używają właściciele pojazdów zgłoszonych do ubezpieczenia.

Toyota najczęściej kradzioną marką w Polsce

W 2020 r. najczęściej wyrejestrowaną marką z powodu kradzieży wśród samochodów osobowych do 3,5 t, była Toyota (787 egzemplarzy). Nieznacznie rzadziej kradzione było Audi (778), a także BMW (628). Pierwszą dziesiątkę najczęściej kradzionych marek w 2020 r. zamyka Nissan (244). Nieco częściej kradzione były Honda (264) i Hyundai (284).Top 10 marek skradzionych w 2020 r.nazwy

Audi A4 najczęściej kradzionym modelem w 2020 r.

W 2020 r. najczęściej wyrejestrowanym modelem z powodu kradzieży było Audi A4 (214 egzemplarzy). Nieco rzadziej kradzione było BMW 5 (175) i Audi A6 (159). Chociaż w ubiegłym roku najczęściej kradzioną marką była Toyota, jej modele znalazły się w rankingu poza podium, na miejscach 4-6. Odpowiednio Auris (148), Yaris (142) i Rav4 (140). Top 10 marek skradzionych w 2020 r.nazwy

Liczba skradzionych samochodów w 2020 r. nieznacznie spadła

W 2020 r. w całej Polsce wyrejestrowano 6910 samochodów z powodu kradzieży. To o 68 mniej niż w 2019 r. i o 66 więcej niż dwa lata wcześniej. kradzieze aut osobowych w polsce

W ostatnich latach znacznie rzadziej dochodzi do kradzieży samochodów w porównaniu do końca lat 90-tych i pierwszej dekady XXI wieku. W 1999 r. skradziono 71 543 auta (o 64 633 więcej niż w 2020 r.), a w 2005 r. 45 292 (+ 38 382).

Warszawa i mazowieckie liderami w liczbie skradzionych samochodów

Zdecydowanym liderem pod względem kradzieży samochodów w 2020 r. jest województwo mazowieckie (2699). Jednocześnie do aż 1801 z nich doszło w Warszawie, co stanowi 26% wszystkich skradzionych aut w Polsce. Często złodzieje grasują również w wielkopolskim (756) i dolnośląskim (689). Natomiast najbezpieczniej mogą czuć się właściciele pojazdów w opolskim (55), podlaskim (64) i świętokrzyskim (67).

W ubiegłym roku najczęściej kradziono nowe samochody, których wiek nie przekraczał pięciu lat. Największą popularnością wśród złodziei cieszyły się auta z rocznika 2017 (1042 kradzieże), 2018 (917), 2016 (857), 2019 (686) i 2015 (588).

Jakich zabezpieczeń antykradzieżowych używają kierowcy?

W pierwszym półroczu 2021 r. kierowcy zgłaszający do ubezpieczenia samochody w porównywarce rankomat.pl podawali, że zdecydowanie najczęściej używanym przez nich zabezpieczeniem antykradzieżowym jest immobilizer (69,3%). Na drugim miejscu znalazł się autoalarm (44,9%). Znacznie rzadziej właściciele aut korzystają z blokady skrzyni biegów (6,7%), a także monitoringu GPS (3,6%).Najczęściej stosowanie zabezpieczenia przed kradzieżą w samochodach

Skutecznym zabezpieczeniem samochodu przed kradzieżą może być również ubezpieczenie autocasco. Jeśli auto zostanie skradzione, towarzystwo ubezpieczeniowe może wypłacić właścicielowi pojazdu odszkodowanie w ramach polisy AC.

Warto rozważyć zakup ubezpieczenia autocasco w pakiecie z OC. Zwykle jest to tańsze rozwiązanie, niż kupno każdej z polis osobno. Często również towarzystwa ubezpieczeniowe oferują ochronę pojazdu przed kradzieżą w ramach AC mini, które jest tańszym rozwiązaniem w porównaniu do zakupu AC z szerokim zakresem świadczeń – wyjaśnia Kamil Sztandera, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Rekordowa inflacja w USA przynosi nową falę awersji do ryzyka

Duże zaskoczenie w inflacji z USA przynosi nową falę awersji do ryzyka i podgrzewa dyskusję odnośnie tego, ile jeszcze Fed utrzyma ultra-łagodną politykę. Szczegóły raportu nie dają jasnej odpowiedzi, w jak dużym stopniu wzrosty cen są tymczasowe, stąd nie ma pewności, czy dziś po południu prezes Fed Powell całkowicie zbagatelizuje ryzyko wysokiej inflacji i oddali wizję przyspieszonej normalizacji polityki.

Miesięczny wzrost cen o 0,9 proc. był największym od 2008 r. Roczna inflacja wyniosła 5,4 proc., a inflacja bazowa na 4,5 proc. znalazł się najwyżej od 1991 r. Na pierwszy rzut oka dane wołają o reakcję Fed i zacieśnianie polityki pieniężnej. Jednak w szczegółach sytuacja nie wygląda tak klarownie. Za sporą część wzrostu odpowiadają komponenty, których wpływ na inflację powinien być tymczasowy. Ceny używanych samochodów, opłaty lotnicze i hotelowe odbijają po pandemii i odzwierciedlają niedobory podaży i skok popytu. W mniejszym stopniu za wzrosty odpowiadają trwalsze składniki CPI, jak np. opłaty za użytkowanie mieszkań. Innymi słowy odczyt nie zaprzecza całkowicie stanowisku Fed, że wzrosty inflacji będą przejściowe i osłabną w przyszłym roku. Wiele jednak będzie zależeć nie od tego, jak rynek interpretuje dane (wczoraj interpretował jastrzębio), ale jak do nich podejdzie Fed. Dziś po południu w Kongresie prezes Fed Powell będzie zdawał sprawozdanie z realizacji zadań przez bank centralny. Jest bardziej prawdopodobne, że utrzyma on swoje dotychczasowe stanowisko o „tymczasowości” inflacji, co byłoby ciosem dla narosłych wczoraj spekulacji i mogłoby wymazać ostatnie umocnienie USD. Z drugiej strony dane dają też argumenty, by zasygnalizować gotowość Fed do rozpoczęcia dyskusji o redukcji tempa skupu aktywów. Tak, aby bank był gotowy na każdą ewentualność w obliczu wciąż zaskakujących danych. Dwie przeciwne drogi wyjścia dla Fed tłumaczą, dlaczego wczoraj reakcja USD i innych aktywów była dość umiarkowana (w porównaniu do skali zaskoczenia CPI). Inwestorzy mogli rozłożyć reakcję na dwie fazy, a druga nastąpi po słowach Powella.

Obawy przed zaostrzaniem polityki Fed uderzają w waluty rynków wschodzących, przyćmiewając lokalne czynniki. Złoty i forint dodatkowo ucierpiały z tytułu korelacji ze spadającym EUR/USD. Słabość złotego próbuje się łączyć z gołębią postawą RPP, skierowaniem do TK zapytania o wyższości prawa polskiego and prawem unijnym czy zagrożeniami epidemicznymi, ale to wszystko bardziej wygląda na szukanie powodu do reakcji niż odwrotnie. Złoty jest za tani, ale na razie nikt nie chce korzystać z promocji, prawdopodobnie licząc na zwiększenie rabatu. Trudne środowisko inwestycyjne opóźnia powrót złotego do umocnienia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Efekt rozwoju chmury: natężenie ataków DDoS wzrosło ponad dwukrotnie

Nastąpił ogromny wzrost liczby ataków DDoS o dużej przepustowości – donosi Nokia Deepfield. To efekt m.in. szybkiego rozwoju ekosystemu Internetu Rzeczy i chmury obliczeniowej. Zdaniem ekspertów, w tym roku bardzo prawdopodobny jest atak o natężeniu 4-razy większym od aktualnego rekordu.

W 2020 r., kiedy na całym świecie wprowadzano ograniczenia mające na celu powstrzymanie COVID19, natężenie ataków DDoS wzrosło o 50%. W maju ubiegłego roku odnotowano rekordową w historii liczbę ataków w miesiącu — było ich ponad 929 000. Ciągły wzrost intensywności, częstotliwości i wyrafinowania cyberprzestępców spowodował, że wartości szczytowe ataków wzrosły o 100% — z 1,5 Tbps (styczeń 2020) do ponad 3 Tbps (maj 2021).

„Hej Google, powiedz mi jak zrobić DDoS”

Eksperci szacują, że w tym roku siła ataków może sięgnąć nawet 10 Tbps. Oznacza to, że mogą być one 4-5 razy silniejsze niż największe zanotowane do tej pory. Rekordowym był ten w 2017, gdy Google poradziło sobie z natarciem o mocy 2,54 Tbps. W Polsce najsilniejszy atak miał miejsce na początku marca tego roku i wyniósł 476,2 Gbps – zaatakowano wówczas użytkownika sieci mobilnej.

— Liczba ataków i ich siła rośnie ze względu na przyśpieszoną cyfryzację, bardzo szybki rozwój chmury i ekosystemu Internetu Rzeczy. Wiele projektów IT realizowano w ostatnim czasie w pośpiechu, nie przywiązując należytej uwagi do kwestii bezpieczeństwa. Dziś płacimy za to cenę. Zwiększenie liczby serwerów i urządzeń z niestandardowymi lub domyślnymi zabezpieczeniami sprawiło, że są one z powodzeniem wykorzystywane do ataków DDoS, bez wiedzy ich właścicieli — zauważa Grzegorz Paszka, członek zarządu Grupy 3S.

Na wzrost liczby ataków wpływa też uproszczenie narzędzi do ich przeprowadzenia. YouTube udostępnia tutoriale do tworzenia nowych botnetów, a usługi DDoS-as-a-Service gwarantują niskie stawki dla tych, którzy chcą przeprowadzić natychmiastowy atak bez większego wysiłku i na dużą skalę. W tej sytuacji nie powinien dziwić fakt, że poważne wtargnięcia stają się coraz częstsze — w 54% przypadków incydentów cyberprzestępcy połączyli kilka technik do przeprowadzenia równoległych ataków. W pierwszym kwartale 2021 odnotowano 80% wzrost liczby ataków wielowektorowych w porównaniu z tym samym okresem rok temu.

Współpraca ograniczy ataki?

Eksperci wskazują, że żadna branża nie jest bezpieczna — celem ataków były takie sektory jak: edukacja, finanse, gry, IT czy telekomunikacja. Zaledwie siedem tygodni temu, udany atak DDoS spowodował awarię 200 rządowych i uniwersyteckich stron internetowych w całej Belgii.

Nawet krótki atak może poważnie zaszkodzić każdej organizacji. Atak DDoS powoduje brak możliwości realizacji działań, niesie ze sobą różne konsekwencje, np. w postaci utraty reputacji. Wyobraźmy sobie, że strona e-sklepu nie działa przez dłuższy czas. W tej sytuacji część klientów skieruje swoje kroki do konkurencji. W czasach, w których firmy stają się uzależnione od obecności w sieci i muszą być dostępne dla klientów nieprzerwanie, przez 24 godziny na dobę, nawet kilkuminutowy przestój jest zagrożeniem – tłumaczy Grzegorz Paszka z 3S.

W ograniczeniu ataków DDoS dużą rolę mogą odegrać dostawcy hostingu. Z analizy Nokia Deepfield wynika, że szkodliwy ruch generuje zaledwie kilkudziesięciu operatorów. Dostawcy usług hostingowych mogą blokować “złych” klientów — a poprzez działania podejmowane przez 10-15 dostawców usług internetowych — odłączać cyberprzestępców od sieci.

Taki scenariusz jest możliwy do realizacji, ale wymaga współpracy na poziomie globalnym. W dodatku nigdy nie wyeliminujemy z sieci całego szkodliwego ruchu. Stwierdzenie, które zapytania są prawdziwe, a które złośliwe, może być niezwykle trudne, ponieważ czasami trudno określić, które zapytania są spowodowane zwiększonym zainteresowaniem realnych użytkowników, a które generowane są sztucznie.  Dlatego ważne jest precyzyjne wykrywanie ataków DDoS oraz  ich automatyczna mitygacja, czyli zautomatyzowane łagodzenie skutków – zwraca uwagę Grzegorz Paszka.

Aktywuje się ona w ciągu kilkunastu sekund od wykrycia ataku i rozpoczyna procesy filtracji niepożądanego ruchu. Rozwiązanie zabezpiecza kluczowe systemy i łącze przed atakami jak parasol przed deszczem — wszystkie zasoby pod parasolem są chronione i dostępne, a niepożądany ruch sieciowy „spływa” dookoła, nie wyrządzając szkód — dodaje Grzegorz Paszka.

Zmiany w zarządzie spółki biurowej Skanska w regionie CEE

Mariusz Krzak, wiceprezes ds. operacyjnych w Polsce, rozszerza swój zakres obowiązków o Czechy. Tym samym, jest on odpowiedzialny za rynki w Pradze, Warszawie i we Wrocławiu. Z kolei Aurelia Luca, wiceprezes ds. operacyjnych w Rumunii, przejmuje rynek węgierski.

Mariusz Krzak ma ponad 20 lat doświadczenia w branży nieruchomości i w sektorze budowlanym. Do spółki biurowej Skanska dołączył w 2010 roku, obejmując stanowisko Project Managera. Od marca 2014 roku, jako dyrektor regionalny odpowiadał za realizację strategii biznesowej i działalność deweloperską w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. W lutym 2020 roku Mariusz Krzak objął stanowisko wiceprezesa ds. operacyjnych w Polsce i został członkiem zarządu spółki biurowej Skanska w CEE. Ze względu na rozszerzenie obszaru odpowiedzialności o rynek czeski, rola jaką pełni Mariusz Krzak, zyskuje wymiar międzynarodowy.

Aurelia Luca od ponad 20 lat pracuje w branży deweloperskiej. Do zespołu Skanska dołączyła w 2012 roku jako Leasing Manager. Od 2018 odpowiada za działalność operacyjną w Rumunii, teraz zaś przejmuje także rynek węgierski. Aurelia Luca zasiada w zarządzie spółki biurowej Skanska w regionie CEE. Jako wiceprezes ds. operacyjnych na Węgrzech i w Rumunii odpowiada za rozwój działalności biznesowej spółki biurowej Skanska w Bukareszcie i Budapeszcie.

Naszą misją jest tworzenie ponadczasowych przestrzeni biurowych – takich, które są bezpieczne, zrównoważone i najwyższej jakości. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia naszego zespołu, złożonego z najlepszych liderów i specjalistów, którzy doskonale rozumieją zmiany zachodzące na rynku biurowym, jak również mają umiejętność przenoszenia posiadanej wiedzy i doświadczenia na realizację wyjątkowych projektów. Jestem niezmiernie dumna, że Mariusz i Aurelia przyjmują na siebie nowe obowiązki – zyskujemy dzięki temu ich świeże spojrzenie i ekspertyzę. Z pewnością pozwoli nam to realizować kolejne projekty, które jeszcze lepiej odpowiedzą na potrzeby naszych najemców i inwestorów podkreśla Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezeska i CEO spółki biurowej Skanska w regionie CEE.

W lutym 2020 roku spółka biurowa Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej ogłosiła powołanie nowego zarządu i struktury organizacyjnej w ramach strategii biznesowej zakładającej jeszcze większe skupienie się na klientach i wartościach organizacji. Skanska scentralizowała swoją strukturę na poziomie regionu CEE, m.in. poprzez powołanie nowych wiceprezesów odpowiedzialnych za konkretną działalność biznesową. Paweł Warda, drugi wiceprezes ds. operacyjnych w Polsce, jest odpowiedzialny za region krakowski, katowicki, poznański, łódzki i gdański.

Spółka biurowa Skanska działa w czterech krajach regionu: w Czechach, na Węgrzech, w Polsce i Rumunii. Jest aktywna na 10 rynkach miejskich.

Projekty innowacyjne w Polsce – czy można je z sukcesem komercjalizować?

Problem efektywnej komercjalizacji innowacyjnych projektów w Polsce to złożona kwestia, obejmująca zarówno niedostateczne poziomy finansowania jak i szereg barier natury proceduralno-administracyjnej czy nawet mentalnej. Warto sobie uzmysłowić, że zachęty ze strony Państwa to tylko jedna strona medalu, ponieważ duży potencjał, determinacja i często również zasoby do skutecznej komercjalizacji projektu tkwią również w prywatnym sektorze, i kluczowa wydaje się tutaj jego stan oraz kondycja, o czym się często zapomina, skupiając się czasami przesadnie na bodźcach adresowanych jakby wyłącznie do środowiska naukowego.

Tymczasem na brak pomysłów nie możemy narzekać, czego przykładem jest grafen, natomiast szwankuje podłoże biznesowe, umiejętność stworzenia środowiska do funkcjonowania nowych branż. Innowacyjne firmy na pierwszych etapach działalności borykają się przecież z masą problemów natury proceduralno-administracyjnej, co nierzadko sprowadza się w przypadku np. startupów do tego, że osoby teoretycznie przypisane do rozwoju technologii i planowania ekspansji biznesowej de facto koncentrują się na zmaganiach czysto administracyjnych czy proceduralnych, gdy tymczasem konkurencja z innych krajów ma dostatecznie dużo czasu na nadrobienie ewentualnych zaległości i budowę biznesu.

Problem finansowania to również kwestia do której można podejść lepiej. Mamy oczywiście różne programy zarówno rządowe, jak i międzynarodowe, z których potencjalnie można czerpać fundusze na rozwój. Opcją której warto się przyglądać i wzmacniać jest w tym kontekście giełda, to środowisko bowiem wręcz wymaga nakierowania organizacji na efektywną komercjalizację. Z tej perspektywy na pewno warto pomyśleć o preferencjach np. dla inwestorów spółek innowacyjnych, a także dla firm które z innowacjami chcą wyjść na rynek kapitałowy, który przecież daje spore pole manewru jeśli chodzi o pozyskiwanie finansowania wraz z czymś na kształt bieżącej oceny ryzyka. Status spółki publicznej obliguje też do większej transparencji i szczegółowego raportowania rozwoju.

Autorem komentarza jest Valeria Jeleńska, Prezes Zarządu w JP Business Law Firm

Rekordowy udział Toyota Motor Europe w europejskim rynku samochodów. Dane z pierwszej połowy 2021 roku

  • Toyota Motor Europe (TME) zakończyła pierwsze półrocze 2021 roku z bardzo dobrym wynikiem 598 888 sprzedanych samochodów
  • Udział TME w europejskim rynku wzrósł do 6,6 procent (+0,5 p.p. rok do roku)
  • TME zanotowała najlepsze pierwsze półrocze od 2007 roku, na co duży wpływ miała popularność hybryd
  • Toyota jest drugą najpopularniejszą marką w Europie
  • Najchętniej wybierane modele marki to Yaris, Corolla i RAV4

Toyota Motor Europe w drugim kwartale 2021 roku kontynuowała widoczny także w pierwszym kwartale wzrost sprzedaży i zakończyła pierwsze półrocze z bardzo dobrym wynikiem 598 888 samochodów, osiągając rekordowy udział w rynku na poziomie 6,6 procent (+0,5 p.p. rok do roku). To o 41 procent sprzedanych samochodów więcej niż w tym samym okresie 2020 roku i o 4 procent więcej w porównaniu do pierwszego półrocza 2019 roku.

Wzrost sprzedaży Toyota Motor Europe to efekt dużego zainteresowania europejskich klientów zelektryfikowanymi napędami Toyoty, w szczególności szeroką gamą hybryd. Firma sprzedała w pierwszym półroczu 350 753 aut hybrydowych, o 61 procent więcej niż rok wcześniej. Udział samochodów hybrydowych w całkowitej sprzedaży TME wzrósł do 59 procent. W Europie Zachodniej i Środkowej wynosi 70 procent, a w Europie Wschodniej* 27 procent.

„Zapotrzebowanie klientów na nasze samochody utrzymuje się na wysokim poziomie, dlatego już teraz zweryfikowaliśmy nasze plany sprzedażowe na ten rok, podnosząc je do 1,15 miliona aut. Mamy również rekordową pulę zamówień wynoszącą około 200 000 pojazdów, które staramy się systematycznie realizować, choć momentami musimy się liczyć z zakłóceniami dostaw, które dotykają całą branżę. Nasza strategia elektryfikacji oparta na różnych technologiach napędu, którą realizujemy z myślą o osiągnięciu neutralności węglowej, ułatwiła nam dostosowanie oferty do oczekiwań klientów i jednocześnie zejście poniżej limitów emisji CO2 wyznaczonych przez Unię Europejską” – powiedział Matt Harrison, prezydent i CEO Toyota Motor Europe.

Yaris i Corolla najpopularniejszymi modelami Toyoty

Marka Toyota zanotowała w pierwszych 6 miesiącach roku sprzedaż 559 718 samochodów. To o 42 procent więcej w porównaniu do tego samego okresu roku 2020. Udział Toyoty w europejskim rynku wynosi 6,2 procent, o 0,4 p.p. więcej rok do roku. Najpopularniejszymi modelami Toyoty w Europie są Yaris (118 258 egzemplarzy), Corolla (114 841 egzemplarzy) i RAV4 (88 963 egzemplarzy), które odpowiadają za 61 procent całej sprzedaży marki na tym rynku.

W omawianym okresie do europejskich klientów trafiło 326 420 hybryd Toyoty, co stanowi 58 procent wszystkich sprzedanych aut marki. Wynik ten jest o 64 procent wyższy od sprzedaży hybryd Toyoty w pierwszej połowie 2020 roku. W Europie Zachodniej i Środkowej udział hybryd wyniósł 69 procent, zaś na rynkach Europy Wschodniej* 27 procent.

Trzy najpopularniejsze modele hybrydowe Toyoty w Europie to Yaris Hybrid (92 979 aut), Corolla Hybrid (89 130 aut) i Toyota C-HR Hybrid (66 875 aut).

Dobre prognozy na przyszłość wiążą się także z rozwojem oferty zelektryfikowanych napędów, opartej na różnych technologiach. Liczba zamówień na RAV4 Plug-in Hybrid oraz na elektryczną wodorową Toyotę Mirai wciąż rośnie. Jednocześnie Toyota zapowiedziała dalszy rozwój gamy samochodów elektrycznych na baterie, prezentując koncepcyjnego SUV-a średniej wielkości bZ4X.

Wyniki sprzedaży Toyoty w Europie w pierwszej połowie 2021 roku

TOYOTA MOTOR EUROPE                                    598 888
   
TOYOTA                                    559 718
AYGO 48 277
Yaris (łącznie) 118 258
Yaris Hybrid 92 979
Corolla (łącznie) 114 841
Corolla Hybrid 89 130
Corolla Hatchback i TS Kombi (łącznie) 67 767
Corolla Hatchback i TS Kombi 64 925
Corolla Sedan (łącznie) 47 074
Corolla Sedan Hybrid 24 205
Toyota C-HR (łącznie) 68 089
Toyota C-HR Hybrid 66 875
Rodzina Priusa 5 343
Prius 957
Prius+ 3 543
Prius Plug-in Hybrid 843
Mirai 316
Camry (łącznie) 24 257
Camry Hybrid 5 558
Supra 689
RAV4 (łącznie) 88 963
RAV4 Hybrid 51 869
RAV4 Plug-In Hybrid 11 110
Highlander (łącznie) 4 716
Highlander Hybrid 3 550
Land Cruiser 17 258
Hilux 25 616
PROACE (łącznie) 15 787
PROACE EV 2 008
PROACE CITY 20 379
Inne modele 6 929

* Do rynków Europy Wschodniej zaliczają się Rosja, Kazachstan, kraje Kaukazu, Ukraina, Turcja i Izrael.

Zarządzanie własnym biznesem jako freelancer

Freelancing w Polsce i na świecie rośnie w niespotykanym dotąd tempie. W 2020 roku aż 59 milionów obywateli USA zadeklarowało się, jako „wolnych strzelców”. Jest to rekordowy wzrost o ponad 2 miliony od 2019 roku. W Polsce obserwujemy analogiczny trend – liczba freelancerów w naszym kraju tylko w ubiegłym roku wzrosła o 28%. Coraz większe zainteresowanie freelancingiem wzmaga konkurencyjność tego rynku. Jak zdobyć klientów w tak konkurencyjnym środowisku i zacząć zarabiać dobre pieniądze, jako freelancer?

Jak zostać dobrze płatnym freelancerem?

Freelancerem może zostać każdy, lecz dobrym freelancerem zostaje niewielu. Ponad 40% „wolnych strzelców” w Polsce deklaruje miesięczne zarobki poniżej 1000 zł. Dlaczego tak jest? Większość osób nie wie, w jaki sposób szukać klientów oraz jak powinni przedstawić swoją ofertę. Podstawą do uzyskania wysokopłatnych zleceń jest stworzenie atrakcyjnego portfolio. Element ten jest kluczowym czynnikiem wyboru dla poważnych firm i agencji. Portfolio powinno zawierać opis specjalizacji freelancera oraz przedstawienie jego najlepszych prac. Specjalizacja powinna jasno określać szczegółowe obszary, w których „wolny strzelec” ma najwyższe kwalifikacje oraz doświadczenie.

Niezwykle ważne jest także to, by portfolio było wolne od wszelkich błędów stylistycznych lub ortograficznych. Ta zasada jest szczególnie istotna, jeśli chcemy rozpocząć pracę, jako freelancer-copywriter. W takim przypadku umieszczenie jakiegokolwiek błędu lub literówki będzie błędem kardynalnym, który najczęściej przekreśli możliwość otrzymania zlecenia.

W stworzeniu perfekcyjnego portfolio freelancera pomocne będą także poradniki. Poszukaj jednak rad nie dla freelancerów, lecz dla klientów. Spróbuj ocenić swoje portfolio oczami potencjonalnego zleceniobiorcy. W tym zadaniu pomocny będzie artykuł ze strony odfreelancera: https://odfreelancera.pl/jak-ocenic-portfolio-freelancera/.

Gdzie szukać zleceń?

Początkujący freelancer musi liczyć się z trudnościami wejścia na rynek. Brak portfolio oraz doświadczenia zniechęca niektórych klientów, dlatego warto zadbać o to, by jak najszybciej zdobyć pierwsze zlecenia. Praca dla freelancera kryje się w niemal każdym rogu Internetu. Możesz samodzielnie wyszukiwać strony, które będą wymagać poprawek treści bądź kodu czy lepszej optymalizacji. Minusem takich poszukiwań jest ilość czasu, którą musisz spędzić na znalezienie klienta zainteresowanego ofertą.

Znacznie szybszym i prostszym sposobem jest zarejestrowanie się na portalach stworzonych dla freelancerów. Dzięki nim freelancerzy mogą przeglądać oferty zleceń i dodać na stronę portfolio swoich usług. Rejestrując się na stronie https://odfreelancera.pl, dostajesz dostęp do dziesiątek ogłoszeń klientów z różnych branż. Dodatkowo od chwili rejestracji na portalu będzie dostępne także Twoje portoflio wraz z cennikiem. Takie rozwiązanie na początek jest perfekcyjne, gdyż niemal każdy portal dla freelancera ma zasięgi, które są nie do osiągnięcia przez pierwsze miesiące, a nawet lata własnej działalności.

Drugim równie popularnym źródłem zleceń dla freelancera są media społecznościowe. Na Facebooku roi się od grup, w których „wolni strzelcy” bez problemu znajdują zlecenie w kilka godzin. Łatwość znalezienia ogłoszenia to zdecydowany atut grup facebookowych. Minusem jest natomiast wartość zlecenia, która z reguły jest niższa niż na portalu dla freelancera. Duże znaczenie ma tutaj sposób przedstawienia oferty. Komentarz na Facebooku jest dość mało profesjonalny. W porównaniu np. z ofertami na portalu od freelancera (https://odfreelancera.pl/kategoria-zlecenia/social-media/ ), facebook’owy komentarz prezentuje się dość kiepsko. Taka oferta wykonania zlecenia prawie zawsze jest gorzej wyceniana przez klientów.

Efektywne dla freelancera narzędzia do komunikacji z klientem

Kluczem do pozyskiwania stałych zleceń jest właściwa komunikacja freelancera z klientem. Zleceniodawca nie wróci do Ciebie, jeśli uzna, że Twoja praca nie do końca odpowiadała jego wymaganiom. Jak ustalić z klientem warunki tak, by obie strony były zadowolone, a zlecenie nie okazało się niekończącą falą poprawek?

Najlepiej użyć do tego specjalistycznych narzędzi. Pomogą Ci w tym darmowe strony oraz programy dostępne w Internecie. Umożliwiają one klientom kontrolowanie pracy freelancera niemal na każdym etapie zlecenia. Tak klarowna współpraca może się wydawać dla początkującego freelancera dodatkowym utrudnieniem, jednak jest to mylne wrażenie. Narzędzia takie jak Slack czy Zoom pozwolą Twojemu klientowi na bieżące wnoszenie uwag do projektu. Takie rozwiązanie uchroni Cię przed wykonaniem zlecenia, które nie będzie pokrywało się z jego oczekiwaniami. Więcej na temat narzędzi do komunikacji możesz przeczytać w tym artykule: https://odfreelancera.pl/narzedzia-do-komunikacji-w-zespole/.

Czy freelancer musi mieć założoną działalność gospodarczą?

Freelancer nie musi zakładać działalności na początku swojej kariery. Istnieją dwie formy rozliczenia osoby fizycznej z firmą, które możemy zastosować w tym przypadku – umowa o dzieło oraz umowa o zlecenie. W umowie o dzieło klient nie ponosi dodatkowych kosztów, a freelancer płaci wyłącznie koszty podatku dochodowego. Umowa zlecenia jest nieco bardziej skomplikowana i kosztowna, gdyż wymaga opłaty ZUS’U oraz podatku.

Większość firm z reguły niechętnie decyduje się na wyżej wymienione formy rozliczenia, gdyż bardziej opłacalna jest dla nich współpraca B2B. W przypadku prowadzenia własnej działalności gospodarczej freelancer przez pierwsze 6 miesięcy ponosi koszty około 600 zł opłat podstawowych miesięcznie + podatek dochodowy zależny od wybranego opodatkowania. Freelancerzy w Polsce, którzy mają dłuższy staż pracy, muszą liczyć się z kosztami rzędu około 2000 zł miesięcznie.

Ochrona marki sklepu internetowego

W ostatnich latach popularne stało się określenie, że jeśli nie ma cię w Sieci to tak jakbyś nie istniał. Szczerze mówiąc, trudno się z tym sloganem nie zgodzić. Działalność Handlowa on-line ciągle zyskuje na popularności. Dziś większość firm jest obecna w sieci. Zakupy w Internecie stały się w czasie COVID-19 czymś jeszcze bardziej powszechnym. Zwłaszcza, że możemy je zrobić będąc wszędzie. Jeżeli posiadasz swój sklep internetowy musisz zadbać o to, żeby wyróżniał się on oryginalną i chwytliwą nazwą. Najlepiej taką, którą można potem zarejestrować jako znak towarowy w Urzędzie Patentowym.

W obecnej rzeczywistości wiele reklam zachęca nas do  prowadzenia działalności gospodarczej w Internecie. Stacjonarne sklepy ze względu na wysokość kosztów ich utrzymania, powoli stają się coraz mniej popularne. Sklep internetowy to wygoda i oszczędność czasu. Możemy zarządzać nim z każdego miejsca na świecie nawet poprzez swój smartphone. O czym należy pamiętać zaczynając przygodę z e-handlem?

Czy markę sklepu internetowego można chronić?

TAK!! – natomiast jest kilka warunków aby marka sklepu internetowego mogła być skutecznie chroniona.

Po pierwsze, należy zadbać aby nazwa Twojego sklepu internetowego była oryginalna, skuteczna a przede wszystkim nie była podobna do już istniejących na rynku (do tego zagadnienia wrócimy w dalszej części artykułu).

Co należy rozumieć pod hasłem, że nazwa powinna być oryginalna?  – To nic innego jak to, że musi ona odróżniać się od innych oznaczeń już funkcjonujących na rynku. Oryginalny charakter zapewni nazwie sklepu jej abstrakcyjność – nazwanie np. sklepu on-line z kawą: „e-kawa” nie jest oryginalne. Wybierając nazwę dla swojego sklepu internetowego musisz kierować się tym aby jak najlepiej trafić do grupy osób, która ma być głównym klientem Twojego sklepu. Jeśli nie masz pomysłu, jak to zrobić, zawsze możesz poprosić o pomoc specjalistów Rmarket.pl, którzy dobiorą odpowiednią nazwę dla profilu Twojego sklepu. Wybór odpowiedniej nazwy to szansa na dotarcie do większego grona potencjalnych klientów.

Najczęściej popełniane błędy

Przedsiębiorcy prowadzący dotychczas działalność sklepów stacjonarnych nie zwracali, aż tak dużej uwagi na nazwy swoich sklepów ponieważ działali na rynku lokalnym.  Niemal w każdej miejscowości jest przysłowiowy sklep KUBUŚ – i mówiąc kolokwialnie nie wchodzą one sobie w paradę. Co więcej bardzo często funkcjonują one obok siebie, a ich właściciele nie widzą nic złego w posługiwaniu się nimi w rejestrach czy ewidencjach (CEiDG czy rejestr przedsiębiorców KRS) Rzeczywiście jest to dopuszczalne bo nazwa firmy nie musi być tożsama z nazwą naszego sklepu. Internet jest jednak jeden i nie ma w nim miejsca na dwa sklepy o tej samej nazwie.

Bardzo ważne jest nie tylko starannie wybranie nazwy dla sklepu internetowego ale i dobranie odpowiedniego logo. Nasze oznaczenia musimy sprawdzić  pod kątem prawnym, żeby uniknąć późniejszych kłopotów związanych z istnieniem jednakowych marek.

Kuszące wydaje się oparcie nazwy sklepu o produkty, które będziemy oferować – Nie można jednak zrobić tego wprost. Nazwa musi być aluzyjna, chwytliwa, atrakcyjna ale i łatwa do zapamiętania przez odbiorcę.

Korzystanie ze słów, które bezpośrednio odnoszą się do towarów, które Twój sklep będzie oferował nie jest najlepszym wyborem. W tym miejscu należy zauważyć, że zgodnie z orzecznictwem polskich sądów, pojedynczym słowom (nazwą) ciężko przypisać charakter utworu w rozumieniu ustawy o prawie autorskim – z czego wynika fakt, iż w dużej mierze takie nazwy nie będą podlegały ochronie prawno-autorskiej. Mowa  tu o zwykłych słowach, niekoniecznie w języku polskim.  Odmiennie będzie wyglądała sytuacja słów fantazyjnych, którym zazwyczaj można przyznać charakter utworu.

Pamiętaj, że równie ważna jak sama nazwa jest jej reprezentacja graficzna tj. logo. Je również możesz chronić na gruncie prawa autorskiego i prawa własności przemysłowej.

Badanie znaku

Przed wybraniem marki dla Twojego sklepu internetowego powinieneś sprawdzić, czy na rynku nie działają już sklepy pod podobnym „szyldem” – wykonanie takiego sprawdzenia samodzielnie nie jest łatwą czynnością, „bo gdzie tego szukać?” – w rejestrach działalności gospodarczej jest wiele firm o podobnych nazwach jak również wiele sklepów internetowych działa na podobnych domenach internetowych (adres strony www twojego sklepu czyli domena też jest ważna). Trudność w wyszukaniu marek podobnych do tej która pod którą zamierzasz prowadzić swój sklep internetowy jest dużą przeszkodą do tego aby skutecznie wybrać taką markę podlegającą ochronie.

Wykonanie takiego badania jest kluczowe w przypadku chęci rejestracji marki jako znaku towarowego. Badanie wykonane przez profesjonalistów daje pewność, co do dostępności danej marki i możliwości jej ochrony. Będziesz również znał potencjalne zagrożenia i rekomendacje co do jej modyfikacji. Rejestrując markę sklepu jako znak towarowy otrzymasz certyfikat ochrony a Twój znak zostanie wpisany do rejestru praw ochronnych na znaki towarowe prowadzonego przez Urząd Patentowy RP, dzięki czemu będziesz mógł się legitymować dokumentem potwierdzającym Twoja uprawnienie do marki.

W jaki sposób chronić markę sklepu internetowego

Możesz chronić markę swojego sklepu na kilka sposobów – opierając się na darmowej ochronie wynikającej z prawa lub ochronie płatnej wymagającej rejestracji.

Ochrona prawno-autorska

Największym plusem tego rodzaju ochrony jest fakt, że jest ona darmowa i nie wymaga dokonywania żadnych zgłoszeń, wadą natomiast to, że wszelkiego rodzaju roszczeń możesz dochodzić w zasadzie jedynie przed Sądem. A jak powszechnie wiadomo nie są to sprawy krótkie i tanie.  Chroniąc nazwę i logo swojego sklepu jedynie na podstawie prawa autorskiego narażasz się na długotrwałe dochodzenie swoich spraw przed sądem a w tym czasie podmioty naruszające Twoje prawa w dalszym ciągu mogą działać pod Twoją nazwą. Trzeba też zaznaczyć, że w takim postępowaniu Sąd będzie badał czy faktycznie Twoja nazwa i/lub logo mogą zostać uznane za utwór w rozumieniu przepisów ustawy o prawie autorskim – jeśli nie, nie przysługuje Ci ochrona. Można więc stwierdzić, iż ochrona prawno-autorska  to ochrona obarczona wysokim ryzykiem, bo nigdzie nie jest wskazane kto jest uprawnionym do konkretnej nazwy czy logo.

Ochrona, nazwy która będzie wynikała z prawa autorskiego to ochrona bezpłatna i nie wymagająca przez właściciela sklepu żadnego działania. Nazwa lub nazwa i logo Twojego sklepu będą chronione jako utwór w rozumieniu prawa autorskiego. Musisz pamiętać, o tym że jeśli zlecasz komuś innemu przygotowanie dla Ciebie nazwy lub logo, powinieneś wraz z nimi otrzymać umowę o przeniesienie autorskich praw majątkowych, aby móc swobodnie nimi dysponować.

Zarejestrowany znak towarowy

Ochrona nazwy sklepu i/lub jego logo może oprzeć się na przepisach prawa własności przemysłowej, a konkretniej na podstawie prawa ochronnego na znak towarowy. Należy zauważyć, że możesz chronić nazwę swojego sklepu jako znak towarowy słowny jak również znak towarowy słowno-graficzny jeśli posiada on charakterystyczną reprezentację graficzną. Na wstępie trzeba podkreślić, iż nie jest to ochrona darmowa, wiążą się z nią zarówno wydatki jednorazowe jak i okresowe. Do wydatków jednorazowych należy zaliczyć wykonanie badania zdolności rejestrowej (o którym poniżej) dla nazwy twojego sklepu i/lub jego logo a także koszt opłat urzędowych od wniosku o rejestrację znaku towarowego. Opłaty okresowe wnosi się raz na 10 lat w celu przedłużenia ochrony na znak towarowy.

Decydując się na zgłoszenie znaku towarowego musisz przygotować wykaz towarów dla znaku. Jest to usystematyzowana w klasy lista towarów, które będziesz oferował w sklepie. Istotne jest to aby przy jego tworzeniu przewidzieć przyszły rozwój Twojej działalności, ponieważ wybranego raz wykazu nie można w późniejszym etapie rozszerzyć. Dlatego przygotowaniu wykazu towarów warto poświęcić odpowiednio dużo czasu, aby był on odpowiedni dla profilu sklepu, który prowadzisz. Warto powierzyć taki etap przygotowania wniosku profesjonalistom, którzy dobiorą odpowiednie klasy towarowe. Pamiętaj, że od ilości zgłoszonych klas towarowych zależy wysokość opłaty zgłoszeniowej i opłat okresowych.

Od momentu zgłoszenia nazwa Twojego sklepu będzie widoczna w bazie internetowej Urzędu Patentowego RP i nie będzie wątpliwości, komu przysługują prawa do tej marki. Dzięki czemu jej ochrona jest dużo łatwiejsza i najczęściej kończy ją wymiana korespondencji pomiędzy właścicielem znaku a podmiotem naruszającym a to dlatego, że masz dowód na to, że to właśnie Ty jesteś właścicielem danego znaku towarowego.

Po rejestracji nazwy i/lub logo jako znaku towarowego będziesz mógł chronić się nie tylko przed podmiotami kopiującymi Twój znak towarowy, ale również takimi, które posługują się nazwami podobnymi do Twojego zarejestrowanego znaku towarowego.

Pełną ochronę Twojej marki daje Ci rejestracja marki jako znaku towarowego w Urzędzie Patentowym RP. Jest to proces kilkumiesięczny, o niewygórowanych kosztach. Warto ponieść je aby nie mieć w późniejszym czasie problemów. Pamiętaj, że zgłoszenie znaku towarowego musi być dobrze przygotowane, marka musi być oryginalna, a Ty powinieneś posiadać do niej prawa autorskie. Chroń swoją markę!!

ZDS protestuje przeciwko zmianom projektu nowelizacji ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych

Na jesieni zeszłego roku resort środowiska wszem i wobec ogłosił, że szykuje zmiany mające ożywić obowiązujące od 2018 martwe przepisy dotyczące stref czystego transportu. Od 2018 roku w Polsce powstała jedna strefa (w Krakowie) która i tak została niedługo potem zniesiona. Zmiana zaproponowana przez rząd miała polegać na ukształtowaniu stref poprzez stopniowe eliminowanie z centrów miast pojazdów o najgorszych parametrach ekologicznych aż do dojścia do pełnej zeroemisyjności w okolicach roku 2030. Przewidziano też – choć odległy czasowo – obowiązek tworzenia stref w gminach powyżej 100.000 mieszkańców. Wtedy zastrzeżenia mogło budzić tempo zmian. O ich przyspieszenie postulował wtedy Związek.

Następnie, w lutym tego roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska zmieniło projekt. Autorzy ustawy odeszli od regulacji stref na poziomie ustawy, a prawie pełna dowolność w tym zakresie przekazana została samorządom. Pozostał także obowiązek tworzenia stref w niektórych gminach, lecz na innych zasadach – miały one powstawać w gminach gdzie notowane są przekroczenia norm zanieczyszczeń. Wprawdzie według powszechnie dostępnych danych byłyby to tylko cztery gminy w Polsce (bo w reszcie nie prowadzi się pomiarów), ale dobre i to.

Tymczasem w dniu 28 czerwca 2021 roku na stronach Rządowego Centrum Legislacji pojawił się kolejny projekt ustawy. I ku zdziwieniu branży… nie ma w nim w ogóle przepisów dotyczących zmian w strefach czystego transportu. Zostajemy więc przy regulacji z 2018 roku, która zupełnie nie funkcjonuje. A dzieje się tak dlatego, że aktualne przepisy dopuszczają możliwość tworzenia stref w których będą mogły poruszać się tylko pojazdy elektryczne. Pojazdów elektrycznych jest i przez parę lat jeszcze będzie w Polsce zbyt mało, żeby tworzyć strefy wyłącznie dla nich.

Strefa czystego transportu w swoim założeniu ma być miejscem, w którym liczba pojazdów o wysokiej emisyjności jest zredukowana do minimum, co znacząco wpływa na poprawę jakości powietrza. W praktyce takimi miejscami są najczęściej centra miast, w których przepływ świeżego powietrza bywa ograniczony gęstą i wysoką zabudową oraz gdzie występuje wysokie natężenie komunikacyjne. Pragniemy zatem przypomnieć ten fakt ustawodawcy, który przedstawiając najnowszy projekt nie zrozumiał, bądź nie chciał zrozumieć przeznaczenia stref czystego transportu. Usunięcie z projektu nowelizacji przepisów mających urealnić stworzenie stref tylko i wyłącznie utrwali ten stan rzeczy na lata.

Zupełnie nie rozumiemy tej zmiany. To nie jest nawet brak kroku w przód, ale w obecnych realiach właściwie krok wstecz. Apelujemy do Ministra Klimatu i Środowiska o uwzględnienie uwag przedstawionych przez Związek Dealerów Samochodów oraz liczne inne organizacje i powrót do koncepcji stopniowego eliminowania pojazdów emisyjnych w strefach. Nie jest to próba przeforsowywania naszego punktu widzenia, ale nadal ta sama chęć stworzenia gotowych na realny użytek stref czystego transportu, wolnych od zanieczyszczeń i będących przyjaznymi dla użytkowników. Chcemy pomóc stworzyć strefy, które będą funkcjonowały z korzyścią dla wszystkich.  ­– mówi Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Drugim problemem na który zwraca uwagę branża dealerów samochodów, jest to, że w nowym projekcie została za to utrzymana wątpliwa zachęta do inwestowania w samochody elektryczne poprzez podniesienie podatków na samochody spalinowe. Ustawodawca w najnowszej wersji projektu w sposób budzący szereg wątpliwości, stara się zachęcić konsumentów do kupna pojazdów elektrycznych i wodorowych, zmniejszając limit amortyzacji samochodom napędzanym konwencjonalnymi paliwami. Co ciekawe, w poprzedniej wersji projektu taka podwyżka miała obowiązywać od 2026 roku, a w aktualnej wersji miałaby wejść w życie już 14 dni po opublikowaniu ustawy.

Nowelizacja próbuje narzucić kolejną podwyżkę podatków, zakamuflowaną pod postacią zmniejszenia limitu amortyzacji dla pojazdów spalinowych. Rozumiemy w pełni, że potrzebny jest system zachęt do zakupu aut zeroemisyjnych i pokazują to doświadczenia wszystkich rynków, ale nie mogą to być zachęty poprzez podwyższanie podatków pozostałym. Wprawdzie w najnowszej wersji projektu zapis został nieco złagodzony w porównaniu z poprzednimi wersjami, tak że limit amortyzacji pozostanie taki jak jest dla niektórych hybryd, ale to ciągle nie to. To nie są żadne zachęty dla pojazdów zeroemisyjnych, tylko podwyższanie podatków od samochodów. – mówi Paweł Tuzinek, radca prawny Związku Dealerów Samochodów.

Najważniejszą kwestią jednak pozostały nadal strefy czystego transportu, które w obecnym projekcie mają zostać całkowicie wyeliminowane. Branży autoryzowanych dealerów samochodów zależy na kontynuacji prac nad implementacją stref w Polsce, ale w świetle obecnego projektu nie mają one w naszym kraju żadnych szans na realizację. Z doświadczenia wiemy, że w takich przypadkach utworzenie kolejnego projektu ustawy zajmującej się daną kwestią może zająć długie lata.

W swoim wystąpieniu do Ministra Klimatu i Środowiska branża dealerska postuluje zatem powrót do idei modyfikacji przepisów o strefach czystego transportu w modelu takim jak w projekcie z listopada 2020 roku – z uwzględnieniem złożonych wówczas przez branżę dealerską uwag.

Rynek mieszkań po pandemii – Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu ROBYG SA

Sytuacja na rynku mieszkaniowym w Polsce w tym roku jest bardzo dynamiczna: podaż mieszkań spada, a popyt jest duży. Wiele osób ma sporo pieniędzy w bankach, które wolą przeznaczyć na inwestycje w nieruchomości, dlatego aktywnie szukają nowych mieszkań. Stąd większy popyt na rynku. Tymczasem deweloperzy mają coraz większe trudności z uzyskaniem pozwoleń od miast ze względu na zmianę przepisów, ograniczenie dostępnej ziemi w dużych miastach oraz wolniejsze procedury administracyjne. Dlatego na rynku jest mniej dostępnych mieszkań i rośnie presja na ceny.

– Po pandemii zaobserwowaliśmy wyraźną zmianę w preferencjach klientów. Po utknięciu w domu – zazwyczaj z małymi dziećmi lub dziećmi, w małym mieszkaniu – ludzie szukają większych mieszkań, z ogródkiem, większymi balkonami lub tarasami  – powiedział serwisowi eNewsroom Eyal Keltsh wiceprezes zarządu ROBYG SA. – Dlatego chętniej kupują obecnie większe apartamenty. Klienci również rozważają inwestycje w domy lub mieszkania na przedmieściach, aby mieć większą przestrzeń do pracy z domu i spędzania czasu z rodziną. Zwłaszcza, że więcej gotują w domu i szukają komfortu codziennego życia – dodaje Keltsh.

Aktywa MCI urosły do 2,7 mld zł

2,7 mld złotych wynoszą na dzień 30.06.2021 r. aktywa brutto funduszu MCI.PrivateVentures FIZ – wynika z danych opublikowanych przez MCI.

Wartość aktywów brutto MCI.PrivateVentures FIZ – z wydzielonymi subfunduszami MCI.EuroVentures 1.0 i MCI.TechVentures 1.0 – to 2,69 mld zł. Warto zauważyć, że zwiększyła się ona pomiędzy 1. a 2. kwartałem 2021 r. o 310,2 mln zł, czyli ponad 13 proc. Wartość aktywów brutto subfunduszy MCI.EuroVentures 1.0. i MCI.TechVentures 1.0 to odpowiednio 1,84 mld zł (wzrost o 244,8 mln zł) i 0,85 mld zł (wzrost o 65,4 mln zł). Jako aktywa brutto rozumiane są aktywa funduszu powiększone o dostępne na żądanie linie kredytowe, które fundusz może uruchomić w każdej chwili.

Fundusz PrivateVentures FIZ działa od 2009 roku. Jego największym inwestorem jest grupa MCI Capital ASI SA, która ma w nim łączny udział na poziomie 76 proc. PrivateVentures jest największym funduszem private equity w Europie Środkowo-Wschodniej o charakterze evergreen.

Blisko 1/3 aktywów funduszu to aktywa gotówkowe na nowe inwestycje. Fundusz przeznacza je na projekty o wielkości 150 – 500 mln złotych na etapie ekspansji i buyout w obszarze gospodarki cyfrowej – w spółki SaaS, e-commerce, fintech oraz infrastrukturę i transformację cyfrową. MCI.PrivateVentures FIZ aktywnie poszukuje inwestycji w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, najchętniej odkupując spółki od funduszy venture capital i private equity oraz inwestorów strategicznych. Rocznie fundusz planuje realizować do 3 nowych inwestycji.

W 1. półroczu 2021 r. fundusz dokonał 3 wyjść z inwestycji (mFind, Linx, Pigu) oraz zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami pracuje nad 2 kolejnymi. Również w 1. półroczu udało się zrealizować – w konsorcjum z funduszem MidEuropa – nową inwestycję w platformę konsolidującą rynek e-commerce w krajach bałtyckich.

W portfelu MCI.PrivateVentures jest obecnie 12 spółek:  IdoSell (lider rynku infrastruktury e-commerce w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej z 12 mld zł wartości sprzedanych produktów – GMV), Netrisk (lider rynku insurtech w Europie Środkowo-Wschodniej), Pigu Holding (lider rynku e-commerce w krajach bałtyckich), Gett (światowy lider rozwiązań transportu miejskiego dla przedsiębiorstw), Morele (challenger polskiego rynku e-commerce z 1,5 mld zł GMV), Answear (wiodąca platforma fashion e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej), Travelata (lider rynku online travel w krajach WNP), MarketFinance (lider rozwiązań kredytowych dla małych i średnich przedsiębiorstw  w Wielkiej Brytanii), Azimo (europejski challenger przekazów pieniężnych), AsGoodAsNew (lider rynku re-commerce sprzedaży używanej elektroniki w krajach niemieckojęzycznych), GameDesire (deweloper gier mobilnych) oraz Mobiltek (platforma płatności mobilnych w Polsce).

Moonlit: Green Man Gaming wydawcą Model Builder

Blisko 1,2 mln zł zainkasuje Moonlit jeszcze przed premierą gry Model Builder, wynika z podpisanej wczoraj umowy wydawniczej. Brytyjski Green Man Gaming zobowiązał się wyłożyć taką kwotę za prawo do wydania gry krakowskiego studia. Dodatkowo Moonlit może liczyć na ok. 0,5 mln zł na wsparcie marketingowe swojego najnowszego tytułu. Zgodnie z planami nowego wydawcy, premiera gry planowana jest w październiku.

Green Man Gaming – wydawca gry Model Builder – posiada ponad 10 letnie doświadczenie w gamingu, w czasie którego współpracował z m.in z KONAMI, EA, Warner Bros., Sony, Square Enix czy Capcom. Na podstawie umowy, Green Man Gaming przekaże Moonlit 220 tys. GBP (blisko 1,2 mln zł) za możliwość wydania Model Buildera, a dodatkowo szacowane środki na promocję tego tytułu wyniosą do 98 tys. GBP (ponad 0,5 mln zł). Po odzyskaniu tych kwot przez Green Man ze sprzedaży gry, Moonlit otrzyma 65% zysku z dalszej sprzedaży gry. Do gier wydanych przez Green Man Gaming w ostatnich latach należą m.in: Stormworks: Build and Rescue oraz Shockrods. Pierwsza z wymienionych gier odniosła duży sukces na platformie Steam – w ciągu niecałego roku od premiery Early Access, gra zebrała ponad 17 tys. ocen użytkowników na portalu Steam, uzyskując imponujący odsetek pozytywnych recenzji – aż 92%.

– Za Green Man Gaming stoi ogromne doświadczenie – wydawca ze swoimi usługami trafia do blisko 200 państw z całego świata. Wierzymy, że Model Builder odniesie sukces zbliżony do Stormworks: Build and Rescue, ponieważ obie gry pozwalają kreatywnym graczom na realizację nawet najbardziej odważnych pomysłów – komentuje Michał Gardeła, prezes Moonlit.

Model Builder posiada dwa tryby rozgrywki: fabularyzowany tryb kariery, gdzie liczy się jakość i precyzja realizowanych projektów oraz relaksujący tryb sandbox, w ramach którego gracze będą mogli wykorzystać swoją wyobraźnię, narzędzia i farby. Materiały z gameplayu już są dostępne na Steam.

– Obecnie cały nacisk kładziemy na przygotowanie tytułu do nadchodzącej premiery – pracujemy nad zapewnieniem jak najwyższej jakości i grywalności kluczowych elementów rozgrywki oraz trybem kariery. Regularnie poszerzamy również współprace w zakresie modeli dostępnych w grze – dzięki nim do Model Buildera dołączą figurki od 11BIT Studios, Arma Hobby i Lyc.Design – kończy prezes Moonlit. 

Przeciętny wypadek kosztuje ubezpieczyciela coraz więcej

Inflacja nie pozostaje bez wpływu na wartość odszkodowań wypłacanych przez ubezpieczycieli z OC. W 2020 r. takich wypłat było mniej, ale ich jednostkowa wartość wzrosła.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl już pewien czas temu zwracali uwagę na znaczenie rosnącej inflacji w kontekście kosztów ponoszonych przez ubezpieczycieli. Dane Komisji Nadzoru Finansowego sprawdzone przez analityków Ubea.pl potwierdzają, że w minionym roku znacząco wzrosła średnia wartość szkody likwidowanej przez zakłady ubezpieczeń przy pomocy obowiązkowego OC. To nie tylko zmiana czysto statystyczna. Warto pamiętać, że większe wydatki w przeliczeniu na jedną kolizję wcześniej czy później odbiją się na polityce cenowej ubezpieczycieli.

Rok 2020 w przypadku OC był bezpieczny, ale bardzo „drogi”

Informacje Komisji Nadzoru Finansowego, które eksperci Ubea.pl zaprezentowali w poniższej tabeli potwierdzają, że miniony rok był pomyślny dla ubezpieczycieli pod względem bezpieczeństwa drogowego. Okazuje się, że w ujęciu rocznym liczba szkód zlikwidowanych przy pomocy obowiązkowych polis OC spadła z 1 278 017 (2019 r.) do 1 160 290 (2020 r.). Z całą pewnością był to efekt lockdownów oraz innych restrykcji związanych z pandemią. „Ubezpieczycieli w 2020 r. mógł też cieszyć wzrost liczby ubezpieczonych pojazdów. Chodzi o zmianę z 25,908 mln do 26,698 mln” – podaje Andrzej Prajsnar, analityk porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Na podstawie informacji publikowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego można również obliczyć, że w minionym roku średnia wartość szkody zlikwidowanej przez ubezpieczyciela wzrosła z 7 395 zł do 7 758 zł. Ten blisko pięcioprocentowy wzrost nastąpił po stosunkowo niewielkiej zmianie wartości średniej szkody z 2019 r. (+1,1%). Ubiegłoroczne wzrosty przeciętnej wartości szkody komunikacyjnej nie były tak duże, jak analogiczne zmiany z 2017 r. i 2018 r. Tym niemniej, sytuacja jest warta analizowania. „Istnieją obawy, że wysoki poziom inflacji w pierwszej połowie 2021 r. będzie stymulował dalszy wzrost średniej wartości szkody z OC. Chodzi zarówno o koszty prywatnego leczenia, jak i części samochodowe oraz robociznę” – wylicza Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Wzrost średniej wartości szkody tworzy składkową presję …

Znaczenie statystyk dotyczących średniej wartości szkody z OC zwiększa fakt, że takie dane na pewno będą miały wpływ na politykę cenową ubezpieczycieli. Warto pamiętać, że wzrost średniej wartości odszkodowania i zadośćuczynienia z OC w minionym roku był częściowo równoważony przez mniejszą liczbę zgłaszanych oraz likwidowanych szkód. Niestety, pod względem wypadkowości dane z I kw. 2021 r. wyglądają już mniej korzystnie. Tylko przez pierwsze trzy miesiące bieżącego roku rodzimi ubezpieczyciele zlikwidowali 312 617 szkód przy pomocy ubezpieczeń OC. „Brak pandemicznych obostrzeń w najbliższej przyszłości z pewnością wpłynie na bezpieczeństwo drogowe. Nawet w I kw. 2021 r. mimo pandemii odnotowano o prawie 2% więcej kolizji niż rok wcześniej” – informuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Osoby zainteresowane cenową odpowiedzią zakładów ubezpieczeń na wzrost średniej wartości szkody, z pewnością powinny obserwować wskazania barometru cenowego Ubea.pl. Wstępne dane porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl wskazują, że czerwiec br. przyniósł niewielki wzrost średniej składki ubezpieczenia OC oferowanego online. „W okresie marzec – maj 2021 r. była natomiast widoczna stabilizacja takiej przeciętnej ceny OC (po wcześniejszych obniżkach)” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Wzrost średniej wartości szkody
Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

FPP: niezaszczepieni to 37 mld zł potencjalnych strat dla gospodarki i 13 mld zł na pomoc zamkniętym branżom

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) opracowała pakiet rozwiązań, które wspierają wzrost poziomu wyszczepień na COVID-19 i pomogą ograniczyć straty w przypadku kolejnych fal epidemii – zarówno dla zdrowia publicznego, gospodarki, jak i finansów publicznych. Dzięki propozycjom FPP straty podczas potencjalnej 4. fali pandemii mogą zostać pomniejszone nawet o 70%. Można będzie także uniknąć ponownych lockdownów, które paraliżowałaby nie tylko gospodarkę, ale również system ochrony zdrowia. Przykład Francji, gdzie wczoraj tuż po ogłoszeniu zapowiedzi wprowadzenia podobnych rozwiązań na szczepienia zarejestrowało się ponad 900 tys. osób pokazuje, że takie działania mogą bardzo skutecznie wpłynąć na przyspieszenie akcji szczepień.

W przypadku kolejnych fal epidemii wprowadzenie nowych obostrzeń, uniemożliwiających prowadzenie działalności gospodarczej w przypadku niektórych branż, wiązałoby się z koniecznością przywrócenia wsparcia dla przedsiębiorców w ramach tarcz antykryzysowych. Potrzebne byłoby m.in. wznowienie wypłat świadczeń na ochronę miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, świadczeń postojowych, mikrodotacji na pokrycie bieżących kosztów działalności, a także zwolnienia z należnych składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, Fundusz Pracy i FGŚP. Należałoby również oczekiwać uruchomienia trzeciej odsłony Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju.

W konsekwencji, wspieranie gospodarki w okresie 4. fali pandemii kosztowałoby dodatkowo sektor publiczny blisko 13 mld zł. O tę kwotę zwiększyłby się dług publiczny, emitowany za pośrednictwem Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

Dlatego FPP postuluje, by wprowadzić przepisy rangi ustawowej przewidujące w przypadku stanu epidemii co najmniej:

  • możliwość uzależnienia dostępu do określonych miejsc lub dopuszczenia do wykonania określonych czynności, w tym skorzystania z usług, od uprzedniego poddania się szczepieniu przeciwko chorobie, które rodzi stan zagrożenia epidemicznego lub wywołała stan epidemii,
  • wyposażenie podmiotów dysponujących określonymi miejscami lub decydujących o pojęciu określonych czynności, w tym skorzystania z oferowanych przez nich usług, w uprawnienie do żądania okazania zaświadczenia o poddaniu się sczepieniu – czyli uprawnienie do przetwarzania odpowiednich danych osobowych,
  • zwolnienie odmawiającego dostępu z ewentualnych negatywnych konsekwencji jego decyzji na płaszczyźnie prawa pracy, prawa cywilnego i prawa wykroczeń,
  • szczególne rozwiązania należy przewidzieć dla osób, które ze względów medycznych nie mogą poddać się szczepieniom.

„Coraz wyraźniej widoczny jest spadek tempa szczepień. O ile w połowie maja średnia dobowa liczba podanych pierwszych dawek przekraczała 200 tys., do połowy lipca tempo to wyhamowało do 50 tys. Tymczasem jedynie ok. 51% populacji otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki przeciw COVID-19. Przy takiej skali wyszczepienia nie powinniśmy jeszcze obserwować tak znacznego spowolnienia. Niski poziom wyszczepienia zwiększa ryzyko wystąpienia kolejnej fali pandemii – w szczególności w obliczu rozprzestrzeniania się bardziej zaraźliwego o 40-60% wariantu Delta. W przypadku nieosiągnięcia poziomu gwarantującego odporność populacyjną, stanowić on będzie bardzo poważne zagrożenie. Gwałtowny wzrost dobowej liczby zakażeń jest już obserwowany w wielu krajach Europy Zachodniej – Wielkiej Brytanii (35 tys.), Hiszpanii (11 tys.) czy Holandii (9 tys.). Konieczne jest zatem przygotowanie się na nadchodzące zagrożenie, przede wszystkim w celu ochrony życia ludzkiego. Tragicznym i nieodwracalnym bilansem pandemii jest już ponad 100 tys. nadmiarowych zgonów odnotowanych do końca I kw. 2021 r. Zaproponowane przez FPP rozwiązania z jednej strony służyć będą zapobieganiu transmisji koronawirusa, a z drugiej pozwolą na dalsze funkcjonowanie m.in. punktów usługowych, obiektów handlowych i zakładów przemysłowych. Dzięki temu możliwe byłoby uniknięcie ponownego lockdownu, który paraliżowałby nie tylko gospodarkę, ale również system ochrony zdrowia. Kolejna fala pandemii spowoduje dotkliwe straty gospodarcze sięgające 37 mld zł, które w największym stopniu poniósłby sektor usługowy (25 mld zł). Wspieranie zamkniętych branż w ramach kolejnej tarczy antykryzysowej kosztowałoby państwo dodatkowe 13 mld zł. Oceniamy, że wdrożenie naszej propozycji pozwoliłoby ograniczyć wskazane powyżej potencjalne straty i koszty o ok. 70%. Efektem proponowanych rozwiązań byłoby również wsparcie szybszej realizacji programu szczepień przeciw COVID-19. Wprowadzenie możliwości uzależnienia dostępu do określonych obiektów i placówek od faktu zaszczepiania stanowiłoby dodatkową motywację dla osób, które dotychczas nie wykazywały chęci zaszczepienia do tego, by skorzystać z tej możliwości. Przykład podobnych działań, których realizację zapowiedziano wczoraj wieczorem we Francji – gdzie w ciągu kilku godzin na szczepienie zarejestrowało się ponad 900 tys. osób pokazuje, że mogą one wpłynąć na gwałtowne przyspieszenie realizacji programu szczepień, który jest naszą najlepszą obroną przed 4. falą i nowymi wariantami koronawirusa”  – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

W debacie publicznej podaje się w wątpliwość (lub wprost wyklucza) dopuszczalność wprowadzenia obowiązku szczepień lub uzależnieniu prawa do wykonywania uprawnień (przebywania w określonych miejscach lub podejmowania określonych czynności) od zaszczepienia. Takie wątpliwości nie są uzasadnione. Prawo do decydowania o swoim życiu osobistym, w tym tzw. autonomia pacjenta, jest zagwarantowana art. 47 Konstytucji. Nie jest to jednak prawo absolutne.[1] Ograniczenia tego prawa mogą wynikać z ustawy, gdy są konieczne dla m.in. zdrowia publicznego (art. 31 Konstytucji). NSA konsekwentnie stoi na stanowisku, że „związek pomiędzy szczepieniami ochronnymi a ochroną zdrowia jest oczywisty, przy czym chodzi nie tylko o zdrowie osoby poddanej szczepieniu ochronnemu, ale o zdrowie innych osób narażonych na zarażenie chorobami zakaźnymi.”[2] W zakresie odmowy poddania się szczepieniu ochronnemu ustawa stanowi więc lex specialis wobec ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.[3] Także Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Vavřička i inni p. Czechom w kwietniu 2021 r. orzekł, że obowiązkowe szczepienie dzieci nie narusza prawa do prywatności.[4]

Skuteczność szczepień, zwłaszcza nowowprowadzanych, w praktyce zależy od weryfikacji dowodów zaszczepienia. Dlatego trzeba podkreślić, że dane osobowe o poddaniu się szczepieniu mogą być przetwarzane, jeżeli np. „przetwarzanie jest niezbędne ze względów związanych z ważnym interesem publicznym, na podstawie prawa Unii lub prawa państwa członkowskiego, które są proporcjonalne do wyznaczonego celu, nie naruszają istoty prawa do ochrony danych i przewidują odpowiednie i konkretne środki ochrony praw podstawowych i interesów osoby, której dane dotyczą” (art. 9 ust. 2 lit. g RODO).[5]

Zatem zasadne jest wprowadzenie rozwiązań ustawowych, które uzależnią możliwość przebywania w określonych miejscach lub podejmowania określonych czynności od poddania się szczepieniu. W ten sposób osoby zaszczepione uzyskiwałyby praktyczny mechanizm obrony przed naruszeniem ich prawa do ochrony własnego zdrowia przez osoby niezaszczepione. Obecnie decyzja o niezaszczepieniu – wbrew dowodom naukowym – ma w istocie pierwszeństwo przed prawem do ochrony własnego zdrowia przez osoby, które poddały się szczepieniu. Takiego stanu nie sposób zaakceptować.2021-07-13 FPP straty gospodarki 2021-07-13 FPP wsparcie 4 fala

[1] Wyrok TK z 11 października 2011 r., sygn.. K 16/10.

[2] Wyrok NSA z 12 czerwca 2014 r., sygn.. II OSK 1312/13.

[3] Wyroki NSA z 17 kwietnia 2014 r., sygn. akt II OSK 338/13; z 4 lutego 2015 r., sygn. akt II OSK 1509/13.

[4] Wyrok ETPCz z 8 kwietnia 2021 r.  Vavřička i inni p. Czechom, skargi 47621/13, 3867/14, 73094/14, 19298/15, 19306/15 i 43883/15. Także wyrok z 15 marca 2021 r.  Solomakhin p. Ukrainie, skarga 24429/03

[5] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), Dz. Urz. L 119 z 4.5.2016 r., str. 1

Wyniki Grupy Euvic za 2020 rok. Wzrost zysku o 126 proc., w planach 1 mld zł przychodu i możliwy debiut na GPW

Spółki Grupy Euvic zakończyły 2020 rok z sumarycznym przychodem na poziomie ponad 726 mln zł. Łączny zysk netto wyniósł 52,7 mln zł, co oznacza wzrost o 126 proc. w ujęciu rocznym. To efekt konsekwentnej realizacji strategii Integratora 2.0, która zakłada kompleksowe wsparcie w realizacji nawet najbardziej złożonych projektów IT. Euvic, jedna z największych technologicznych grup kapitałowych w Polsce, nie zwalnia tempa i na najbliższe lata planuje kontynuację swojej strategii, utrzymując tempo wzrostu organicznego oraz rosnąc poprzez akwizycje i ekspansję zagraniczną, aby w rezultacie osiągnąć 1 mld zł łącznego przychodu. Wśród celów na lata 2021-2024 jest również debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Grupa Euvic istnieje na polskim rynku od 2005 roku, stale zwiększając zakres świadczonych usług oraz skalę działania. Obecnie rozwija się realizując strategię Integratora 2.0, opartą o pięć komplementarnych filarów biznesowych – Software Development, Body/Team Leasing, Infrastruktura IT, Innowacje i Performance (wcześniej Digital). Każdy z segmentów oferuje inne, uzupełniające się usługi, zapewniając Grupie działanie w modelu biznesowym bazującym na podejściu 360° i wsparcie każdego etapu cyfrowej transformacji.

W 2020 roku wszystkie spółki należące do Grupy Euvic uzyskały sumaryczne przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 726 mln zł (w porównaniu do ponad 597 mln zł w 2019 roku). Ich łączny zysk netto osiągnął poziom 52,7 mln zł, czyli o 126 proc. wyższy w stosunku do roku poprzedniego. Z kolei zysk EBITDA wzrósł z 47,1 mln zł w 2019 do 63,9 mln zł na koniec 2020. Prognozy na 2021 rok zakładają dalsze wzrosty, które w perspektywie kolejnych lat wygenerują roczne przychody łącznie na poziomie 1 mld zł, co będzie plasować całą Grupę w ścisłej czołówce największych polskich firm informatycznych.

Wyniki finansowe, które wypracowujemy jako Grupa utwierdzają mnie w przekonaniu, że obraliśmy dobry kierunek rozwoju. Chcemy utrzymać szybkie tempo wzrostu i sprawnie odpowiadać na rosnące wyzwania i potrzeby biznesu. Na tym etapie nie działamy już tylko jako software house, a nasi klienci mogą realizować z nami projekty IT o różnym stopniu złożoności. Sięgamy po nowe dla nas obszary biznesowe, wykorzystujemy szanse i sami kreujemy nowe możliwości. Od tego roku jesteśmy gotowi wspierać działania naszych klientów nie tylko w zakresie rozwoju oprogramowania czy infrastruktury IT, ale też w ramach digital marketingu i marketing technologies, pozwalających zaistnieć naszym klientom i ich produktom w świadomości potencjalnych odbiorców – mówi Wojciech Wolny, prezes zarządu i założyciel Grupy Euvic. – Na tym nie poprzestajemy. Nadal pracujemy nad rozwojem oferty, szczególnie w obszarach strategicznych z punktu widzenia rozwoju działalności i sukcesu naszych obecnych i przyszłych klientów ­– dodaje.

Intensywne działania w ramach polityki akwizycji

W 2020 roku, w wyniku transakcji z Edge One Solutions, Grupa Euvic rozszerzyła działalność w ramach filaru Body/Team Leasing, oferując swoim klientom outsourcing kompetencji pojedynczych specjalistów IT lub całych zespołów projektowych. Równolegle doszło do przejęcia należącego wówczas do Edge One Solutions akceleratora eduLAB. W efekcie w Grupie Euvic powstał filar Innowacje, którego główny obszar działalności to inwestycje w startupy na wczesnym etapie rozwoju i rozwój technologicznych rozwiązań dla edukacji.

Kolejną serię rozpoczęła transakcja, w wyniku której do Grupy Euvic dołączyła krakowska spółka Aden, zajmująca się rozwojem oprogramowania, aplikacji bazodanowych i rozwiązań embedded.

Wejściem w nową przestrzeń biznesową było z kolei przejęcie grupy reklamowo-martechowej ClickAd oraz objęcie udziałów w agencji digital FFW Communication, co pozwoliło na stworzenie i rozwój filaru Performance.

W maju Euvic przejął Sirocco Mobile, co stanowi znaczące wzmocnienie kompetencji filaru Software Development w obszarze rozwoju systemów biznesowych i rozwiązań mobilnych.

Transakcją strategiczną i największą w tej serii, jest przejęcie pakietu kontrolnego eoNetworks, spółki notowanej na NewConnect, która wspólnie z Euvic IT S.A. będzie współtworzyła jedną z najsilniejszych ofert na rynku w obszarze wsparcia i infrastruktury IT.

Ambitne plany na kolejne lata

Plany Grupy na lata 2021-2024, oprócz osiągnięcia 1 mld zł przychodu, zakładają dalszy rozwój w ramach strategii Integratora 2.0. Wiążę się to z dalszą aktywnością akwizycyjną, w tym także z przejęciami podmiotów zagranicznych. Dzięki temu oferta będzie jeszcze bardziej zróżnicowana i dopasowana do właściwych danemu rynkowi potrzeb klientów.

Nasza strategia rozwoju przynosi zakładane efekty – klienci nie muszą już szukać kilku partnerów w cyfrowej transformacji. Współpracując z Grupą Euvic, mają dostęp do kompleksowej oferty szeroko pojętego IT. Dynamicznie zmieniający się rynek i postęp technologiczny wymagają od nas stałego przyglądania się trendom w tym obszarze i zwinnego dostosowywania oferty. Jeśli nie możemy zapewnić klientom pewnych usług, wiemy, gdzie szukać partnerów, którzy nas w tym wesprą – mówi Wojciech Wolny.

Grupa Euvic chce wzmacniać się na arenie międzynarodowej i planuje dalszy rozwój w Stanach Zjednoczonych, regionie DACH oraz krajach nordyckich – szczególnie w Szwecji. Pozwoli to na poszerzenie portfolio klientów, a także realizację nowych, innowacyjnych projektów.

Nasze plany zakładające ekspansję zagraniczną i potencjalną współpracę z najlepszymi graczami nie tylko w Polsce, ale i na świecie pozwalają nam budować naszą przewagę w dużo szerszej perspektywie – zakładają transfer wiedzy i doświadczenia między tymi podmiotami, a tym samym wzmacnianie naszego potencjału i wartości Grupy na rynku. Ma to dla nas wyjątkowo duże znaczenie. W planach na najbliższy czas mamy bowiem debiut na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych – komentuje Wojciech Wolny. 

Aktualna sytuacja na rynku IT

Przyspieszona cyfrowa transformacja przedsiębiorstw, jaka ma miejsce w ostatnim czasie, oznacza wzrost popytu na usługi i produkty IT dla biznesu. Przemiany trwające na rynku, w tym te wywołane pandemią, wymusiły na wielu firmach zrewidowanie planów związanych z digitalizacją i zdecydowane przyspieszenie aktywności w tym obszarze. Ta sytuacja znacząco wpłynęła na wyniki całej branży IT, ale jednocześnie postawiła przed nią wiele wyzwań.

Deficyt specjalistów IT na rynku, szczególnie odczuwalny w czasie wzmożonego popytu na usługi w tym zakresie, praca w modelu zdalnym i konieczność dopasowania do niego procesów i modeli zarządzania gwarantujących ten sam, a nawet wyższy poziom jakości dostarczanych rozwiązań – to tylko niektóre z wyzwań przed jakimi stanęły firmy IT. Zauważalna i coraz bardziej postępująca globalizacja rynku pracy sprawia, że model zdalny, który wcześniej nie zawsze był akceptowalny dla wielu firm, obecnie stał się modelem wiodącym, a to z kolei powoduje, że po polskich specjalistów sięga coraz więcej firm niemalże z każdego zakątka świata. Wyzwaniem pracodawcy staje się zatem utrzymanie pracownika i stworzenie dla niego propozycji, która będzie bardziej atrakcyjna od tej jaką mogą otrzymać od firm zagranicznych. Euvic Integrator 2.0 to nie tylko oferta dla klientów Grupy, to także atrakcyjna propozycja dla jej pracowników – szerokie spektrum możliwości rozwoju i pracy w różnorodnych projektach IT, innowacyjność i stabilność.

Jako jeden z liderów rynku nie tylko obserwujemy zachodzące na nim zmiany, ale szybko i skutecznie na nie reagujemy. Nie rzadko sami możemy wyznaczać ich kierunek. Szereg akwizycji, które podjęliśmy jako Grupa, wpisuje się w trend postępującej konsolidacji w branży IT. Oferowanie jednej usługi nie jest już wystarczające. Coraz bardziej pożądana i doceniana zarówno przez klientów, jak i pracowników staje się kompleksowość oferty, wielowymiarowość współpracy i partnerstwo oparte na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. Przewagę zdobywa ten kto może i potrafi odpowiedzieć na bardziej złożone potrzeby biznesu i je doskonale rozumie – mówi Wojciech Wolny.

Hillebrand przejmuje kolejną firmę na rynku usług logistycznych dla beverage

Hillebrand, globalny operator logistyczny specjalizujący się w obsłudze branży beverage, ogłosił przejęcie kolejnej firmy – Unedecom, wiodącego portugalskiego dostawcy usług logistycznych w zakresie transportów masowych płynów i produktów suchych. Dzięki tej akwizycji, Hillebrand umacnia pozycję nie tylko na rynku iberyjskim, ale też wzmacnia światowe łańcuchy dostaw w zakresie usług end-to-end.

– Nieustannie poszukujemy nowych możliwości rozszerzania naszej globalnej oferty usług dla klientów – mówi Cees van Gent, CEO i prezes zarządu Hillebrand. – Silna pozycja Unedecom na Półwyspie Iberyjskim, w połączeniu z wieloletnim doświadczeniem i osiągnięciami w transporcie masowym napojów, innych niż niebezpieczne, stanowi dla nas wyjątkową szansę na wzmocnienie zespołów i usług.

Hillebrand, przejmując Unedecom, potwierdza silne zaangażowanie w kolejne inwestycje, tym samym umacniając swoją globalną sieć logistyczną i ofertę usług dla całej branży napojów alkoholowych oraz soków. Z kolei Unedecom pozyskał doświadczonego partnera, jakim jest Hillebrand, co ułatwi mu rozszerzenie działalności.

–  Dzięki połączeniu z Hillebrand zapewniamy pracownikom i klientom nowe możliwości rozwoju – mówi Miguel van Uden, założyciel Unedecom, który budował ją przez ostatnich 25 lat. Reprezentujący obecny zarząd Unedecom, Catarina van Uden i Goncalo Correia de Sa, podkreślają – Hillebrand reprezentuje to, co jest najlepsze w branży, ma podobną kulturę i sposób myślenia, jeśli chodzi o obsługę klientów. Bycie częścią Hillebrand i wykorzystanie jej globalnej sieci, produktów oraz usług pozwoli nam na ulepszenie serwisu i dalszy wzrost.

Dynamiczny rozwój przez fuzje i akwizycje

Nabycie Unedecom jest już trzecią transakcją przejęcia, jaka została przeprowadzona przez Hillebrand na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Niespełna dwa miesiące temu Hillebrand objął większościowy pakiet udziałów francuskiego VignoblExport, dostawcy usług logistycznych specjalizującego się w obsłudze transportów niewielkich ilości alkoholi. Z kolei pod koniec 2020 r. Hillebrand przejął brytyjską firmę Braid, czołowego gracza na rynku płynnych produktów masowych.

– Akwizycja z Unedecom jest zgodna z naszym planem biznesowym. Potwierdza zdolność do dalszego rozwoju przez przejęcia, z ukierunkowaniem na tworzenie bardziej wyspecjalizowanych, wydajnych i trwałych łańcuchów dostaw dla beverage – podsumowuje Cees van Gent, CEO i prezes zarządu Hillebrand.

– Przejęcie Unedecom jest ważną wiadomością także dla polskiego rynku beverage, gdzie w ostatnim czasie obserwujemy duży wzrost zainteresowania usługami w obszarze transportów masowych płynów. Połączenie ogromnych możliwości sieci Hillebrand z doświadczeniem Unedecom na rynku iberyjskim z pewnością pozwoli nam na rozszerzenie oferty i przygotowanie nowych rozwiązań dla klientów  w Polsce – podkreśla Ellina Lollis, wiceprezes JF Hillebrand Poland i prezes JF Hillebrand Russia

O Unedecom

Firma Unedecom została założona w 1993 r. w Sintrze, w Portugalii. Z oddziałami operacyjnymi w Sintrze, Lizbonie i Porto, jest wiodącym portugalskim dostawcą usług logistycznych, specjalizującym się w dostarczaniu rozwiązań transportowych płynów (tj. wina, soki, oleje), z wyjątkiem niebezpiecznych, i suchych ładunków masowych. Oferuje kompleksowe rozwiązania transportowe zarówno dla klientów lokalnych, jak i globalnych, organizując dostawy m.in. artykułów spożywczych, olejów jadalnych oraz suchych produktów masowych z wykorzystaniem cystern typu flexitanki i  dry bulk liner.

Grupa Dalkia w Polsce ma nowego prezesa oraz strategię skoncentrowaną na dekarbonizacji przemysłu

Jacek Chodkowski obejmuje stanowisko prezesa zarządu Dalkia Polska sp. z o.o. oraz dyrektora generalnego Grupy Dalkia Polska zastępując pełniącego te funkcje Thierry’ego Deschaux. W planach rozwoju Grupy w Polsce jest zwrócenie się w stronę klienta przemysłowego.

Nową ambicją Dalkii w Polsce jest oferowanie przemysłowi rozwiązań w zakresie dekarbonizacji i zwiększenia efektywności energetycznej, by wesprzeć transformację energetyczną tego sektora. Jacek Chodkowski związany jest z grupą Dalkia Polska od 2018 roku. Do tej pory z powodzeniem pełnił rolę prezesa zarządu spółki Dalkia Polska Energia S.A., która obecnie uznawana jest za znaczącego gracza na rynku usług energetycznych na terenie konurbacji śląsko-dąbrowskiej. Z początkiem lipca Chodkowskiemu powierzono kolejne zadanie – poprowadzi całą Grupą Dalkia w Polsce. Tym samym zastąpił sprawującego te funkcje Thierry’ego Deschaux, który objął stanowisko dyrektora zarządzającego nowego biura EDF w Polsce, zajmującego się działalnością jądrową.

Obejmuję funkcję prezesa zarządu spółki Dalkia Polska sp. z o.o. w ważnym dla Grupy momencie. Przed nami etap wdrożenia nowej strategii rozwoju. W najbliższych latach planujemy, w szczególności, skierowanie naszych usług do sektora przemysłowego. Cel jaki sobie stawiamy jest ambitny – zamierzamy ugruntować pozycję Dalkii jako partnera transformacji energetycznej w sektorze przemysłowym. Jestem przekonany, że posiadamy wiedzę, kompetencje i możliwości, żeby sprostać temu zadaniu. Mamy już rozbudowane portfolio polskich, francuskich i międzynarodowych przedsiębiorstw przemysłowych, które wspieramy aktywnie w ich transformacji energetycznej. Doświadczenia, jakie wynieśliśmy z zagranicznych rynków, pozwalają nam lepiej rozumieć wyzwania, z jakimi będą musieli zmierzyć się przedstawiciele branży przemysłowej w Polsce – podkreśla Jacek Chodkowski.

Ostatnie miesiące umocniły pozycję Dalkii na polskim rynku. Podjęliśmy ważne decyzje, dotyczące środowiskowych projektów inwestycyjnych w Dalkia Polska Energia, a także rozwoju usług grupy Dalkia Polska w kierunku wsparcia klientów przemysłowych w transformacji energetycznej. Nie mam wątpliwości, że Jacek Chodkowski poprowadzi Grupą tak, by zrealizowała wszystkie zamierzone cele. Moja nowa nominacja jest potwierdzeniem, że Grupa EDF wierzy w polską transformację energetyczną – mówi Thierry Deschaux.

Grupa Dalkia Polska partnerem transformacji energetycznej

Transformacja energetyczna, która zgodnie z założeniami PEP 2040 ma się dokonać w ciągu najbliższych dwóch dekad, to olbrzymi krok w kierunku zwiększenia świadomości energetycznej, a co za tym idzie redukcji śladu węglowego i poprawy efektywności energetycznej. Sektor przemysłowy potrzebuje partnera, z którym będzie mógł przejść przez transformację. Dalkia odpowie na tę potrzebę. Korzystając ze specjalistycznej wiedzy zdobywanej od ponad 80 lat, Dalkia świadomie działa na rzecz walki z globalnym ociepleniem. Za jeden ze swoich celów uznaje wprowadzanie innowacji na poziomie lokalnym. Swoją misję realizuje w dwóch obszarach: oszczędności energii oraz wykorzystaniu lokalnych źródeł energii odnawialnych lub z odzysku – wyjaśnia Jacek Chodkowski.

Warto podkreślić, że tylko w 2020 roku grupa Dalkia zapobiegła emisji 4,1 mln ton CO2, co odpowiada wyłączeniu z ruchu ponad dwóch milionów samochodów. Spółka zakłada, że do 2022 roku udział odnawialnych i odzyskanych źródeł energii w jej miksie energetycznym osiągnie poziom 50%.

Jacek Chodkowski prezes zarządu spółki Dalkia Polska sp. z o.o. oraz dyrektor generalny Grupy Dalkia Polska

Jacek Chodkowski ukończył studia na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Uzyskał tytuł EMBA po odbyciu studiów w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Karierę zawodową rozpoczął w roku 2004 w spółce Vattenfall Heat Poland, w Elektrociepłowniach Warszawskich. W latach 2009-2013 sprawował funkcję kierownika zakładów produkcyjnych w Warszawie. W roku 2013 został dyrektorem Elektrociepłowni Siekierki w Warszawie. W 2015 roku wszedł do zarządu spółki PGNiG Termika. W latach 2016-2017 był dyrektorem jej Pionu Strategii Regulacji i Nadzoru Korporacyjnego. W 2018 roku dołączył do Grupy Dalkia Polska jako prezes zarządu spółki Dalkia Polska Energia w Katowicach. Z początkiem lipca 2021 objął stanowisko prezesa zarządu spółki Dalkia Polska sp. z o.o. oraz dyrektora generalnego Grupy Dalkia Polska.

Wealthon z ponad 11 milionami od prywatnych inwestorów

Wealthon w drugim półroczu pozyskał dwóch prywatnych inwestorów. Łącznie konto spółki zasiliła kwota jedenastu i pół miliona złotych, które w całości przeznaczy na rozwój nowych produktów portfela usług Wealthon.

Wealthon działa na rynku od 2018 roku. Rok później stworzył pierwszy produkt dla przedsiębiorców w postaci nowatorskiej na polskim rynku pożyczki pomostowej na spłatę zadłużenia w ZUS i US w celu uzyskania kredytu bankowego. Na rozwój tego produktu zebrał od inwestorów prywatnych 1,3 mln zł w ramach kampanii crowdfundingowej na platformie Beesfund. Pożyczka pomostowa odniosła sukces na rynku i szybko stała się wizytówką spółki w środowisku przedsiębiorców.

W Wealthon stale podnosimy sobie poprzeczkę, staramy się odpowiadać na potrzeby naszych klientów. Już niedługo wprowadzamy nowy produkt, Simple.pl – pierwszą w Polsce platformę internetową konsolidującą różne opcje kredytowania. Chcemy pomóc pozyskać przedsiębiorcom finansowanie bez wychodzenia z domu. Do tego wykorzystujemy algorytm sztucznej inteligencji, co daje oszczędność czasu, uproszczenia skomplikowanego procesu. Cieszę się, że inwestorzy widzą w nas partnerów, dostrzegają nasz potencjał i chcą inwestować w wizję Grupy Wealthon. – mówi Aleksander Majchrzak, CEO Wealthon.

Wealthon to polski lendtech oferujący wsparcie finansowe bez formalności. Dzięki innowacyjnemu systemowi scoringowemu opartemu na sztucznej inteligencji i machine learning decyzja o udzieleniu pożyczki zapada w ciągu 30 minut. System automatycznie łączy się ze wszystkie potrzebnymi bazami i z kontami bankowymi – dzięki dyrektywie PSD2 – aplikującego, które stanowią rzeczywiste potwierdzenie historii transakcji w przeciwieństwie do standardowych dokumentów obowiązujących na rynku kredytowym, typu KPiR, PIT.

Z kwartału na kwartał jesteśmy na ścieżce rozwoju i wzrostu skali działalności przy zachowaniu rygorystycznych miar zarządzania majątkiem. Cały zespół stawia sobie cele, rok 2021 chcemy zamknąć z przychodami na poziomie 7 mln złotych i zyskiem ponad 2,5 mln. – dodaje Majchrzak.

Słaba pasja bitcoina. Euro kosztuje już 4,57 zł, a frank przekroczył 4,21 zł

Dalsze oddalanie horyzontu podwyżek stóp procentowych pomimo wzrostu inflacji powoduje, że inwestorzy niechętnie patrząc na złotego. W rezultacie euro kosztuje już 4,57 zł, a frank przekroczył 4,21 zł, co z pewnością nie cieszy kredytobiorców.

Raport na temat inflacji

W poniedziałek Narodowy Bank Polski opublikował raport na temat inflacji. Wynika z niego, że ceny mają rosnąć w 2021 roku o 4,2%, a w 2022 o 3,3%. Należy pamiętać, że rozmawiamy o środku prognozy. Oznacza to, że nawet w projekcji NBP na kolejny rok jest istotna szansa na niezmieszczenie się w celu inflacyjnym. Jest to ponownie woda na młyn osób domagających się interwencji w polityce monetarnej. Ta jednak pomimo rosnących cen coraz bardziej się oddala. W rezultacie złoty po raz kolejny jest w odwrocie, co tylko pogłębia jego poranne osłabienie.

Niesamowite dane z Chin

Wymiana handlowa największej fabryki świata, jak często są określane Chiny, znowu zadziwia. Wzrost importu o 36,7% i eksportu o 32,2% to wskaźniki, które potrafią się pojawiać, jeżeli rozmawiamy o pocovidowym odbiciu. Problem w tym, że rok temu w czerwcu też były wzrosty, co pokazuje, że ta gospodarka naprawdę radzi sobie zaskakująco dobrze. Może to stać w dużej sprzeczności z poglądem, że covid spowoduje wyniesienie produkcji z Azji bliżej rynków zbytu. Najprawdopodobniej po raz kolejny okazało się, że opłacalność jest jednak ważniejsza.

Słaba pasja bitcoina

Ostatnie zmiany regulacji nie pomagają kryptowalutom. Dobrym przykładem są chińskie restrykcje. Biorąc pod uwagę skalę kontroli obywateli przez rząd w Chinach kontrola środków płatniczych i tak była zaskakująco mała. Nie powinno zatem dziwić, że rzucane są kolejne kłody pod nogi. W rezultacie bitcoin oscyluje w okolicach 50% poziomów, które osiągnął w szczytach w kwietniu tego roku. Z jednej strony to duży spadek, z drugiej pierwszy raz tak wysoko jak teraz bitcoin był wyceniany raptem pół roku temu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja nie taka straszna? Polityka RPP bez zmian

W minionym tygodniu miało miejsce posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Zgodnie z oczekiwaniami rynku stopy procentowe zostały utrzymane na dotychczasowym poziomie. Nie zmieniła się również retoryka RPP – NBP zapowiedział, że nadal będzie prowadził skup obligacji na rynku wtórym. Zgodnie z komunikatem z posiedzenia RPP inflacja ma zacząć się obniżać w przyszłym roku, po wygaśnięciu czynników przejściowo podwyższających dynamikę cen.

W piątek odbyła się z kolei konferencja prasowa prezesa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego, podczas której przekazał, że inflacja nie ma negatywnego wpływu na budżety gospodarstw domowych, ze względu na wzrost wynagrodzeń i świadczeń emerytalnych. Prezes NBP dodał jednak, że w kolejnych kwartałach, pod warunkiem że sytuacja pandemiczna nie będzie zaburzać aktywności gospodarczej, może nastąpić dostosowanie polityki pieniężnej, jeśli inflacja będzie znacznie odbiegać od celu inflacyjnego.

Europejski Bank Centralny zakończył w mijającym tygodniu przegląd strategiczny dotyczący polityki pieniężnej. Cel inflacyjny podniesiono z „nieznacznie poniżej 2 proc.” do 2 proc. w średnim terminie z symetrycznymi odchyleniami.

W ostatnim tygodniu, mimo sporej zmienności, polskie indeksy akcji nieznacznie się zmieniły – WIG wzrósł o 0,15%, mWIG40 wzrósł o 0,17%, a sWIG80 spadł o 0,61%. Wkraczamy w okres wakacyjny, więc najprawdopodobniej spadnie zmienność na rynkach finansowych.

W tym tygodniu na rynki finansowe będą wpływać między innymi dane inflacyjne z USA. We wtorek będzie miała miejsce publikacja wskaźnika CPI za czerwiec, dla którego konsensus rynkowy zakłada niewielki spadek inflacji w ujęciu rocznym, a w ujęciu m/m spodziewany jest dalszy wzrost cen. Zgodnie z obecną retoryką Fed nasilenie inflacji ma jednak tylko charakter przejściowy. W piętek zostaną opublikowane także dane o sprzedaży detalicznej w USA (w piątek).

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Mieszkania nad morzem znikają, mimo rekordowych cen

Ponad 50 tysięcy zł za metr kwadratowy zapłacono niedawno za najdroższe mieszkania w nadmorskich kurortach: Juracie i Sopocie – wynika z danych Cenatorium. I choć wciąż można kupić mieszkanie nad Bałtykiem nawet za 10% tej kwoty, ceny transakcyjne na wybrzeżu w 2020 roku wzrosły ponad dwukrotnie mocniej niż w całej Polsce. Do tego – jak wskazują ceny ofertowe w Otodom – w tym roku w wielu miejscowościach podwyżki są jeszcze większe, a ofert ubywa.

Nad morzem największe wzrosty

– W ubiegłym roku średnie ceny ofertowe mieszkań zlokalizowanych w pasie nadmorskim wzrosły o 16% względem roku 2019. Podobne tempo wzrostu (15%), osiągnęły niezabudowane działki budowlane zlokalizowane wzdłuż linii brzegowej na Mazurach. Dla porównania wzrost cen mieszkań np. w głównych miastach w Polsce wyniósł średnio 7,4% – zauważa Mariusz Kurzac z Cenatorium.

Choć na analizę cen transakcyjnych z bieżącego roku przyjdzie nam jeszcze poczekać, można przypuszczać, że wzrost ten będzie jeszcze wyraźniejszy. Jak wynika z najnowszych danych Otodom, do czerwca w miejscowościach nadmorskich podwyżki względem ubiegłorocznych cen ofertowych wyniosły od 6% w Gdańsku i Świnoujściu po 37% w Niechorzu, 31% w Dziwnówku czy 27% w Pobierowie.

Miejscowość 2019 2020 I-VI 2021 2020  r/r 2021 r/r
Kołobrzeg 8 588 8 869 9 833 3% 11%
Gdynia 8 538 8 834 9 881 3% 12%
Świnoujście 11 371 11 354 12 027 0% 6%
Mielno 11 194 12 314 13 490 10% 10%
Jastarnia 21 450 21 081 24 462 -2% 16%
Gdańsk 8 840 9 782 10 335 11% 6%
Międzyzdroje 11 450 13 245 16 084 16% 21%
Sopot 13 418 13 766 14 674 3% 7%
Darłowo 8 880 12 286 13 952 38% 14%
Pobierowo 7 983 9 193 11 700 15% 27%
Władysławowo 9 415 10 246 11 364 9% 11%
Dziwnówek 10 254 11 873 15 556 16% 31%
Niechorze 8 230 9 254 12 664 12% 37%

Średnie ceny ofertowe za mkw. w latach 2019, 2020 i od stycznia do czerwca 2021 r.

Źródło: Otodom

– Na szybszy niż w innych rejonach kraju wzrost cen w miejscowościach turystycznych wpłynęło kilka czynników. Jednym z nich jest pandemia, która skłoniła polskie rodziny do wypoczywania w kraju, a najlepiej w swojej posiadłości, której nikt nie zamknie. Mieszkania nad morzem sprzedają się świetnie nie tylko na własne potrzeby, ale i są formą lokowania kapitału lub ochrony oszczędności przed wysoką inflacją. W czasie, gdy oprocentowanie lokat jest od niej niższe, wielu Polaków postanawia ulokować oszczędności w nieruchomościach – zauważa Jarosław Krawczyk, PR Lead Otodom.

Jak dodaje Mariusz Kurzac, o inwestycyjnym charakterze tych zakupów świadczy fakt, że większość z nich kupowana jest za gotówkę. Wśród miejscowości, w których ceny w ubiegłym roku rosły najmocniej wymienia Ustronie Morskie, Władysławowo i Mielno.

Liczy się odległość od brzegu

Z analizy Cenatorium wynika, że kluczowym czynnikiem wpływającym na cenę wobrębie danej miejscowości jest odległość od morza. W ostatnich 2 latach różnice między mieszkaniami położonymi do 500 m od brzegu, a tymi oddalonymi od niego do 1,5 km wynosiły aż 32%. Największe dysproporcje cenowe pod tym względem odnotowano w Kołobrzegu, gdzie za lokale przy samym morzu płacono o 60% więcej. Bardzo duże różnice występowały też w Rewalu (51%), Gdańsku (44%), Mielnie, Ustroniu i Darłówku (powyżej 30%). Co jednak ciekawe, nie wszędzie różnice te były tak duże. Przykładowo w Sopocie wynosiły 9%, a w Świnoujściu tylko 6%. Na całym wybrzeżu w 2020 roku średnia cena transakcyjna wyniosła w pasie nadmorskim 11 735 zł za metr kwadratowy, a mieszkania oddalone od morza o 500-1500 metrów kosztowały średnio 8 900 zł.

Ceny ofertowe Otodom także potwierdzają tę prawidłowość. Obecnie aż o 98% więcej żądają za nieruchomości do 500 m od plaży sprzedający we Władysławowie, a w Międzyzdrojach różnica ta wynosi 45%. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest Dziwnówek, gdzie przeciętne mieszkanie tuż przy brzegu kosztuje o 22% mniej niż bardziej oddalone apartamenty.

Zamiast auta – metr mieszkania

Są nad polskim morzem takie mieszkania, w których za każdy metr kwadratowy trzeba było zapłacić równowartość nowego miejskiego samochodu. Zestawienie najdroższych transakcji w nadmorskich kurortach otwiera Jurata. Kurort ten od lat cieszy się ogromnym prestiżem i zainteresowaniem inwestorów. Jak podaje Cenatorium, w 2020 roku najdroższe mieszkania sprzedawano tam przy ul. Mestwina 62 w Willi Jurata, gdzie ceny sięgały 40 000 zł za mkw. Co ciekawe nie były to rekordowe stawki w tej miejscowości. W 2019 roku ktoś kupił apartament z rynku wtórnego, także przy ul Mestwina, w cenie 56 700 zł za każdy metr. Mieszkanie o powierzchni 62 mkw. z widokiem na Zatokę kosztowało 3,5 mln zł.

Niewiele mniej, bo 51 000 zł kosztowało najdroższe (w przeliczeniu na mkw.) mieszkanie w Sopocie. Ceny transakcyjne w wysokości co najmniej 30 000 zł Cenatorium odnotowało też w Gdyni, Świnoujściu, Mielnie i Darłowie.

Rekordowe transakcje w największych kurortach w latach 2019-2020 [zł/mkw.]

1.     Jurata, Mestwina – 56 700 zł

2.     Sopot, Parkowa – 51 000 zł

3.     Gdynia, Króla Jana – 34 700 zł

4.     Świnoujście, Uzdrowiskowa ­– 31 600 zł

5.     Mielno, Pionierów – 30 000 zł

6.     Darłowo, Bulwar Zachodzącego Słońca – 30 000 zł

7.     Ustronie Morskie – 24 833 zł

8.     Gdańsk, Wypoczynkowa – 24 084 zł

9.     Kołobrzeg, Obrońców Westerplatte – 24 055 zł

10. Jastarnia, Floriana Ceynowy – 21 381 zł

źródło: Cenatorium

– Pomimo tych rekordów, wciąż nad Bałtykiem można znaleźć bardziej przystępne ceny, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę również Zatokę Gdańską. Średnia cena mieszkania w Pucku nie przekraczała w latach 2019-2020 6 700 zł za mkw. Nad Bałtykiem najwięcej ofert w cenach nieprzekraczających 7000 zł odnotowaliśmy w Gąskach – zauważa Mariusz Kurzac.

Ofert nad morzem ubywa

Pomimo rosnących cen, mieszkania nad Bałtykiem rozchodzą się jak świeże bułeczki. W wielu miejscowościach ogłoszeń w najpopularniejszym serwisie jest dziś o wiele mniej niż jeszcze rok temu.

– Skrajnym przypadkiem jest Jastarnia, gdzie oferta w czerwcu była, w porównaniu z ubiegłym rokiem, uboższa o 90%. O 46% mniej ogłoszeń znajdziemy w Gdyni i Sopocie, a o 45% mniej we Władysławowie. Do nielicznych miejscowości, gdzie oferta się zwiększyła należą: Dziwnówek (o 29% więcej), Niechorze (16%) i Darłowo (12%), jednak w większości analizowanych miejscowości w bieżącym roku liczba ofert spadła o co najmniej jedną piątą – podkreśla Karolina Szymańska, Senior Data Analyst Otodom.

Jak dodaje, wysokie zainteresowanie zakupem mieszkań nad morzem, zarówno w celach rekreacyjnych, jak i inwestycyjnych, w połączeniu ze spadającą podażą może wpłynąć na dalszy wzrost cen. Choć – jak to bywa nad Bałtykiem – mimo, że rynek jest mocno rozgrzany, nie można wykluczyć nagłego ochłodzenia.