Mastercard: Liczba lotów krajowych powoli wraca do poziomu sprzed pandemii; podróże międzynarodowe mniej popularne

Mastercard opublikował raport pt. „Recovery Insights: Ready for Takeoff?”, który analizuje kluczowe trendy w podróżowaniu na całym świecie, w tym w Polsce. Choć globalne ożywienie w podróżach jest nadal niestabilne, w jednym na pięć badanych państw liczba rezerwacji lotów krajowych jest na poziomie 90% w porównaniu do tego sprzed pandemii. W Polsce wskaźnik rezerwacji lotów międzynarodowych wynosi prawie połowę (48%) tego, ile lataliśmy przed pandemią.

Raport, przygotowany przez Instytut Ekonomiczny Mastercard, wykorzystuje zanonimizowane i zagregowane dane na temat sprzedaży w całej sieci Mastercard, aby móc lepiej zrozumieć kolejne etapy zmian w trendach związanych z podróżami, tym, co je obecnie napędza, a także jaka będzie przyszłość podróżowania. Chodzi np. o równowagę między podróżami rekreacyjnymi i służbowymi, podróżami lokalnymi i na trasach długodystansowych, a także między oszczędnościami i wydatkami.

„Choć na wielu rynkach nastąpiło imponujące ożywienie w krajowych podróżach lotniczych, działalność w tym segmencie nie odrodzi się z dnia na dzień. Pandemia spowodowała, że wydatki w branży spadły do poziomów, jakich nie widziano od ponad 15 lat. Chociaż przyszłość pozostaje niepewna, nagromadzone oszczędności, chęć wybrania się dalej od domu oraz znoszenie obostrzeń przez rządy mogą razem przełożyć się na dalsze ożywienie w podróżach” — mówi Bricklin Dwyer, główny ekonomista Mastercard i dyrektor Instytutu Ekonomicznego Mastercard.

Najważniejsze trendy:

  • Globalne wydatki na paliwo wzrosły o 13%[1] w stosunku do poprzedniego najwyższego poziomu w roku 2019. Podróże drogowe, które były ważnym trendem w roku 2020, kontynuują ścieżkę wzrostu. Raport wskazuje także, że w Polsce wydatki na paliwo wzrosły o 148%.
  • Globalnie, skala podróży lotniczych pozostaje na niskim poziomie, choć widać pewne pozytywne zmiany. Według raportu w jednym na pięć badanych państw rezerwacje lotów krajowych wróciły co najmniej do poziomu 90% sprzed pandemii. W Europie króluje w tym aspekcie Francja, gdzie liczba rezerwacji jest wyższa niż przed pandemią. W Polsce wskaźnik rezerwacji lotów międzynarodowych wynosi 48%, czyli jesteśmy mniej więcej w połowie drogi do trendów sprzed pandemii.
  • Podróże służbowe na świecie pozostają o około 4 miesiące w tyle za podróżami rekreacyjnymi, widać jednak oznaki ożywienia. Ukraina odnotowała więcej rezerwacji krajowych lotów służbowych niż przed pandemią (118%), wysoko są też Hiszpania (83%) i Francja (79%). W Polsce krajowe podróże służbowe wróciły na razie do poziomu poniżej średniej z roku 2019 (39%).
  • Stopniowe otwieranie granic było wyzwaniem zarówno dla podróżnych, jak i dla branży turystycznej. Jednak na niektórych kierunkach, np. między Australią i Nową Zelandią oraz między Stanami Zjednoczonymi i Ameryką Łacińską a Karaibami, liczba podróży zbliża się do poziomu sprzed pandemii, a w niektórych przypadkach nawet go przekracza. Europejczycy najchętniej latali do Grecji, na Malediwy i do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Miniony rok pokazał, jak ważne są podróże dla pielęgnowania naszych kontaktów z przyjaciółmi, rodziną i całym światem, dla społeczności biznesowych i osobistego spełnienia” — mówi Raj Seshadri, prezes Mastercard ds. danych i usług. „Wpływ branży turystycznej na gospodarkę jest ogromny, a gdy podróżni zostają w domach, odbija się to na wszystkich innych sektorach. Dzięki badaniu Recovery Insights pomogliśmy liniom lotniczym przeprojektować połączenia, sprzedawcom zarządzać zapasami, a miastom zrozumieć zmiany w wydatkach mieszkańców. Chodzi o umożliwienie podejmowania mądrzejszych decyzji, aby uzyskać lepsze wyniki dziś i w przyszłości” – dodaje.

Mastercard realizuje badanie Recovery Insights, aby wesprzeć firmy i rządy w lepszym zarządzaniu czynnikami ryzyka w gospodarce, jakie spowodował Covid-19. Dzięki tej inicjatywie Mastercard udostępnia oparte na danych analizy i inne usługi. Pomagają one zrozumieć stale zmieniające się tendencje w wydatkach konsumentów oraz odpowiednio na nie reagować.

Przykładowo, na początku zeszłego roku wiodąca linia lotnicza w regionie Dalekiego Wschodu wykorzystała narzędzie Mastercard Test&Learn, aby zrozumieć, co ma wpływ na wyniki finansowe podczas pandemii. Odkryto, że podróże powyżej siedmiu dni wzrosły o prawie dwie trzecie, a liczba biletów kupowanych na kilka miesięcy wcześniej zwiększyła się prawie o połowę. Na podstawie tych spostrzeżeń linia lotnicza mogła w czasie rzeczywistym natychmiast skorygować swoją strategię z punktu widzenia optymalizacji sprzedaży i lepszej obsługi podróżnych.

[1] Dane dotyczące paliwa nie są skorygowane cenowo.

GfK: Przedwczesny triumf e-commerce? Polacy wracają do zakupów stacjonarnych

W czasie pandemii, w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo, Polacy masowo przestawili się na zakupy przez internet. Wielu ekspertów wieściło tym samym długofalowe problemy stacjonarnych sieci i bardzo mocne przechylenie handlu w stronę e-commerce. Tymczasem najnowsze badanie GfK „Corona Mood” pokazuje, że jako konsumenci, chętnie powrócimy do tradycyjnych zakupów, a w niektórych przypadkach stacjonarnie będziemy kupować nawet częściej niż przed pandemią.

Wielomiesięczne ograniczenia w handlu i codziennym funkcjonowaniu, zmusiły nas do poszukiwania alternatyw i zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń. Zakupy zaczęliśmy robić znacznie rzadziej, jednorazowo wydawaliśmy więcej i chętniej wybieraliśmy sklepy blisko miejsca zamieszkania. Najlepiej obrazują to twarde liczby. Według danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia w okresie od kwietnia 2020 roku do marca 2021 roku, liczba wizyt w sklepach (uwzględniając rynek FMCG) spadła aż o 46 (-13% rdr). W tym samym czasie przeciętna wartość koszyków zakupowych  wzrosła aż o 20% rdr.

Rzadsze zakupy stacjonarne sprawiły jednak, że chętniej niż kiedykolwiek odwiedzaliśmy sklepy internetowe. – Ze względu na liczne obostrzenia, a przede wszystkim w obawie o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, Polacy odważniej wybierali online, w wyniku czego poziom wydatków gospodarstw domowych w kanale e-commerce, dla samej tylko kategorii FMCG, w analizowanym okresie wzrósł o 30%. – wskazuje Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia i dodaje, że liczba gospodarstw domowych z co najmniej jednokrotnym zakupem online dóbr szybkozbywalnych obecnie wynosi już 5,4 mln (czyli 40,1% całej populacji), oznacza to też wzrost o 1,6 mln (+41%) na przestrzeni ostatnich 2 lat.

Po FMCG i kosmetyki wracamy z koszykiem w dłoni

W najnowszym badaniu „Corona Mood” firma GfK postanowiła zapytać Polaków o to gdzie robili zakupy przed wybuchem pandemii i w jej trakcie oraz gdzie będą kupować dobra z danej kategorii w przyszłości (przy założeniu, że pandemia wygaśnie). Wyniki dają dużo do myślenia. Dla przykładu w kategorii FMCG zakupy online (z dowozem lub odbiorem w sklepie) przed pandemią wybierało 8% badanych, w trakcie pandemii było to już 12%, a po zakończeniu zamierza tak robić 6% respondentów. – Można było przypuszczać, że pandemia trwale wpłynie na przyzwyczajenia konsumentów i nawet po zniesieniu obostrzeń duży odsetek nowych nabywców online pozostanie z tym formatem na dłużej. Dane badania „Corona Mood”, ale także to co obserwujemy na co dzień w sklepach, pokazują jednak, że handel stacjonarny w przypadku dóbr FMCG ma się świetnie, a my jako konsumenci najwidoczniej mocno się za nim stęskniliśmy. Wiele wskazuje zatem, że pandemia wzmocniła wiarygodność e-commerce w oczach konsumentów, ale jednocześnie – w normalnych warunkach – nie zniechęciła ich do tradycyjnych zakupów – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, dyrektor ds. Marketing & Consumer Intelligence w GfK.

Podobny trend możemy zaobserwować w kategorii produktów higienicznych i kosmetycznych. W wyniku pandemii blisko 30% Polaków deklarowało zakup tych artykuły przez internet. Był to zauważalny wzrost w porównaniu do czasu sprzed izolacji (wówczas ten kanał wybierało zaledwie 16%). – Polacy deklarują, że także w tym przypadku chętnie wrócą sklepów stacjonarnych, ze szczególnym uwzględnieniem hipermarketów i supermarketów. Wierne zakupom online w tej kategorii zostanie blisko 20% Polaków – wylicza Dominika Grusznic-Drobińska.

Buty i ubrania w sieci mają się świetnie

Badanie GfK pokazuje jednak, że istnieją kanały zakupowe, w których kanał online może przygotowywać się na długofalowy sukces. Mowa m.in. o ubraniach i obuwiu, gdzie liczba nabywców deklarujących zakupy przez internet wzrosła po rozpoczęciu pandemii z 34% do 44%, a po jej zakończeniu wciąż 40% kupujących przewiduje zakupy tych produktów w sieci. – Wielu Polaków doceniło komfort kupowania ubrań czy butów przez internet, bez pośpiechu i w spokojnych warunkach. Co szczególnie ciekawe, takie rozwiązanie jest dla nich bardziej atrakcyjne niż zakupy w centrach handlowych. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt łatwego zwracania lub wymieniania rzeczy kupowanych przez internet, gdy okaże się, że kupowany produkt ma np. zły rozmiar lub nie spełnia naszych oczekiwań. Wcześniej wydawało się, że akurat butów i ubrań, musimy dotknąć i koniecznie musimy je przymierzyć. Rynek bardzo szybko zweryfikował te przyzwyczajenia – podkreśla Dominika Grusznic-Drobińska.

Z badania „Corona Mood” opracowanego przez GfK wynika również, że po wygaśnięciu pandemii nieco częściej niż przed jej rozpoczęciem będziemy kupować przez internet m.in. produkty dla majsterkowiczów i sprzęt do ogrodu. Nieco rzadziej deklarujemy zaś zakupy online elektroniki oraz małego i dużego sprzętu AGD.

Nowoczesne narzędzia przedsiębiorcy – co warto wiedzieć?

Nowinki technologiczne nie tylko służą przyciąganiu klientów, ale również usprawniają codzienne prowadzenie biznesu. Sprawdź, jakie aktualne trendy powinien znać i wdrażać nowoczesny przedsiębiorca.

Polacy uwielbiają samodzielność i niezależność

Kolejne badania przeprowadzane przez Narodowy Bank Polski, jak również przez Fundację Polska Bezgotówkowa wskazują, że płatności kartami zbliżeniowymi są w naszym kraju szczególnie popularne. W okresie pandemii, kiedy to ze względów zdrowotnych obywatele poproszeni byli o rezygnację z gotówki na rzecz alternatywnych form płatności, odsetek transakcji kartami zbliżeniowymi w ogólnej liczbie transakcji kartowych sięgnął 92 procent.

Specjaliści dowodzą, że uniemożliwianie klientom płacenia w sposób bezgotówkowy lub ograniczanie takiej opcji skutkuje odpływem klientów do konkurencji. Dlatego każdy przedsiębiorca – niezależnie od tego, w jakim sektorze prowadzi swoją działalność – powinien rozważyć, czy stać go na brak płatności bezgotówkowych w swoim lokalu.

Kolejną kwestią, którą warto podnieść w kontekście samodzielności i niezależności Polaków jest duże zainteresowanie kasami samoobsługowymi, które nie tylko rozładowują kolejki, ale też usprawniają proces zakupowy.

Kasy samoobsługowe – dlaczego warto je zainstalować?

Kasy samoobsługowe pozwalają na zwiększenie przepływu klientów przy jednoczesnym mniejszym zaangażowaniu pracowników. Na stanowisku z kasami samoobsługowymi jeden pracownik z powodzeniem może wspierać kilku klientów i to w lepszych warunkach, niż ma to miejsce na stanowisku kasjera (ergonomia pracy związana z brakiem konieczności przekładania ciężkich towarów). Ponadto, sklepy z kasami samoobsługowymi są lepiej oceniane przez klientów ze względu na prędkość dokonywania zakupów i możliwości, jakie taka opcja transakcji daje. Kasy samoobsługowe wspierają wyłącznie bezgotówkowe formy płatności: karty zbliżeniowe, karty płatnicze, BLIK i NFC, które jak wspomniano wyżej, coraz chętniej wybierane są przez Polaków.

Rodzaje płatności bezgotówkowych

Główny element systemu płatności w każdym nowoczesnym sklepie czy punkcie usługowym to oczywiście terminal płatniczy, czyli POS (point of sale). To niewielki sprzęt, który może być mobilny (bez kabla) lub przytwierdzony na stałe do kasy i gniazdka. Terminal powinien pozwalać na płatność wszystkimi rodzajami kart, jak również telefonami czy smartwatchami.

Terminale płatnicze umożliwiają także wypłacanie pieniędzy – to tak zwana usługa Cashback. W ten sposób klient może w ramach transakcji płatniczej również wybrać pieniądze ze swojego konta, co zwalnia go z potrzeby odwiedzenia bankomatu.

Oprócz popularnych narzędzi do transakcji bezgotówkowych, czyli kart płatniczych i tzw. zbliżaków (udostępnianych przez banki specjalnych naklejek, które klient może umieścić w dowolnym miejscu i nimi płacić) od kilku lat funkcjonują również inne sposoby płatności. Najczęściej wykorzystywaną z nich jest BLIK – to system płatności mobilnych, które wymagają jedynie telefonu i aplikacji bankowej. Wraz z rozwojem technologii możliwe jest także płacenie smartfonem i smartwatchem – następuje to zbliżeniowo i nie wymaga użycia innego sprzętu, dowodu czy karty. Niektóre placówki bankowe udostępniają również tzw. opaski płatnicze, które klient nosi na nadgarstku.

Chcesz wiedzieć więcej? Przeczytaj: https://urodzeniprzedsiebiorcy.pl/platnosci-bezgotowkowe-w-polsce/

Elektroniczny obieg dokumentów

Elektroniczny obieg dokumentów to oszczędność czasu, pieniędzy, ale także środowiska. Decydując się na wprowadzenie w naszym przedsiębiorstwie rozwiązań w tzw. chmurze mamy pewność, że w każdej chwili z każdego miejsca mamy możliwość przejrzenia dokumentacji. Dokumenty te mogą być zaszyfrowane, a stosowne zabezpieczenia uniemożliwiają przejęcie ich przez osoby trzecie. Cała księgowość i faktury nie muszą już być drukowane, przechowywane w segregatorach, zajmujących miejsce i nieporęcznych. Oprócz tego, takie prowadzenie dokumentacji ułatwia generowanie zestawień, opracowywanie strategii marketingowej, porównywanie wyników sprzedażowych etc. Elektroniczna dokumentacja to w niektórych przypadkach także zysk dla klienta – jeśli zagubi on fakturę, będzie potrzebne odtworzenie procesu zakupowego, e-rozwiązania przyjdą z pomocą.

Jak widać, nowoczesne technologie mają same plusy – śledzenie ich i wdrażanie na bieżąco sprawi, że będziemy mieć przewagę nad konkurencją, a na pewno nie zostaniemy w tyle.

Podsłuchy są wszędzie. A gwiazdy chronią się dzięki aplikacji Usecrypt. Założyciel Netflix też używa tego komunikatora

Podsłuchy są wszędzie – alarmują media i statystki Ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji. Popularne aplikacje Signal czy WhatsApp już przestały być bezpieczne. Zdaniem ministerstwa sprawiedliwości, polskie służby bez problemu mogą przechwycić treści przesyłanych wiadomości.

Prywatność użytkowników chce jednak odzyskać amerykańsko-izraelski startup Usecrypt. Analizy podkreślające bezpieczeństwo tej usługi zachęciły w ostatnim czasie Mitcha Lowe, jednego ze współzałożycieli Netflixa do inwestycji w amerykańsko-izraelski startup. – Postanowiłem zainwestować prywatne pieniądze i swoje osobiste spore zaangażowanie w to, by Usecrypt odniósł sukces, bo tylko dzięki Usecrypt jest nadzieja na zwrócenie ludziom autentycznej prywatności w obszarze tylko i aż komunikacji – zaznaczył Mitch Lowe.

Na przestrzeni ostatnich lat w mediach pojawiły się liczne informacje o podatnościach odnalezionych w szyfrowanych komunikatorach pokroju WhatsAppSignal czy Telegram. W kwietniu br. hinduska agencja bezpieczeństwa CERT-IN wydała ostrzeżenie dla użytkowników telefonów komórkowych, dotyczące licznych ataków dokonywanych na aplikację WhatsApp, ze względu na potężną bazę użytkowników. Hakerzy dokonujący ataku wykorzystywali kolejną lukę bezpieczeństwa występującą zarówno w wersji na Androida, jak i na iOS, która przyczyniała się do utraty prywatnych danych użytkowników.

Na luki bezpieczeństwa w aplikacji WhatsApp zwracali uwagę eksperci Check Point już w 2018 roku wskazując, że oszuści mogą przechwytywać wiadomości przesyłane w ramach dyskusji grupowych lub prywatnych rozmów oraz manipulować ich treścią. Te aplikacje nie gwarantują bezpieczeństwa danych, opracowano jest wiele lat temu – podkreślają eksperci.

Zabezpieczenia w komunikatorach starego typu nie dają gwarancji bezpieczeństwa korespondencji czego przykładem było odszyfrowanie treści wiadomości z telefonu byłego ministra transportu Sławomira Nowaka, który korzystał z komunikatorów SignalWhatsApp, Telegram i Threema.

To właśnie sprawa byłego ministra transportu była powodem, dla którego w ostatnich dniach Ministerstwo Sprawiedliwości ujawniło, że dokonanie włamania na czołowe komunikatory nie jest problemem dla polskich służb specjalnych. Odpowiedzią na zagrożenie prywatności ze strony prywatnych hakerów ma być UseCrypt Messenger. To polska technologia wykorzystująca wieloskładnikowe, również autorskie, systemy bezpieczeństwa.

W przeciwieństwie do pozostałych komunikatorów, Usecrypt Messenger jako jedyny szyfruje bazę danych na urządzeniu, co nie daje szans na wyjęcie treści rozmów i historii połączeń w przypadku kradzieży bądź przejęcia telefonu.  Usecrypt również jako jedyna aplikacja sprawdza czy nasz telefon nie został zhakowany, co powoduje, że użytkownik ma pewność, iż jego telefon nie nagrywa oraz nie podsłuchuje nas w czasie rzeczywistym.  Po trzecie, konstrukcja systemu zapewnia, że dostawca usługi nigdy nie przechowuje żadnych danych na serwerze, co powoduje, że nie ma technicznej możliwości przekazania danych użytkownika na żądanie trzeciej stronie – podkreślał w mediach Gen. Waldemar Skrzypczak, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Choć usługa nie jest jeszcze tak popularna jak Signal czy WhatsApp, to zwróciła uwagę ekspertów bezpieczeństwa cybernetycznego oraz instytucji narodowych. Jak zapewniają twórcy usługi, komunikator zapewnia w pełni bezpieczne rozmowy głosowe i tekstowe. Jeden z najbardziej znanych na świecie zespołów ds. cyberbezpieczeństwa utworzony przez Odeda Vanunu oraz Romana Zaikin, przeanalizował system wiadomości tekstowych i rozmów głosowych wykorzystywany w aplikacji UseCrypt Messenger. Wcześniej duet ten zasłynął podczas konferencji Black Hat USA 2019, pokazując jak w klika minut jest w stanie złamać WhatsAppa.

Po przeprowadzeniu inżynierii wstecznej i dokładnej analizie, odkryliśmy, że niemożliwe jest odszyfrowanie bazy danych UseCrypt – skomentował Oded Vanunu, współautor raportu. Raport ekspertów stwierdził również, że niemożliwe jest podsłuchiwanie rozmów VoIP wykonywanych w aplikacji ze względu na odpowiednie, dobrze zaimplementowane protokoły. Ostatecznie nie udało się rozszyfrować zabezpieczeń stosowanych przez komunikator.

Poza zaawansowanymi systemami bezpieczeństwa komunikator polskich twórców posiada również zabezpieczenie przed prozaicznym wyciekiem danych. W przypadku popularnych komunikatorów, posiadających usługę funkcję znikających wiadomości tekstowych, możliwe jest wykonanie zrzutów ekranu, pozwalających na utrwalenie komunikacji. W najlepszym wypadku komunikator informuje o takim wydarzeniu drugiego uczestnika rozmowy. W przypadku UseCrypt wykonanie zrzutu jest niemożliwe. Blokuje on również pracę programów typu screen recorder, nagrywających obraz bezpośrednio ze smartfonów.

Justyna Gościńska nową CEO GO Sport Polska

Justyna Gościńska objęła stanowisko CEO GO Sport Polska. Jej głównym zadaniem jest strategiczne zarządzanie biznesowe, które ma wzmocnić pozycję firmy w Polsce.  

Jako CEO GO Sport Polska Justyna Gościńska będzie odpowiadać za realizację strategicznych celów, jakie stoją obecnie przed firmą. Jednym z priorytetów jest dalszy rozwój sieci detalicznej w Polsce oraz efektywne zarządzanie wszystkimi procesami biznesowymi w celu osiągnięcia jak najlepszych wyników na polskim rynku artykułów i odzieży sportowej.

Bardzo się cieszę, że jestem w Zespole GO Sport. Jestem przekonana, że razem uda nam się wznieść markę do poziomu lidera na polskim rynku. Potencjał rozwoju jest bardzo duży, a nasze plany na przyszłość jeszcze większe. Do nowych wyzwań podchodzę niezmiennie z taką samą pasją i zaangażowaniem, jak wtedy, gdy zaczęłam moją pierwszą przygodę zawodową i był to GO Sport, ponad 18 lat temu. – mówi Justyna Gościńska.

Korzystając ze swojego wieloletniego doświadczenia, nowa CEO będzie również czuwać nad rozwojem e-commerce oraz sieci sprzedaży. Ważnym elementem będzie dla niej także budowanie opartych na zaufaniu relacji z globalnym zespołem Sportmaster, będącym właścicielem GO Sport Polska.

Pracę Justyny Gościńskiej będzie nadzorować Janusz Gembarski, Dyrektor ds. Rozwoju Międzynarodowego Sportmaster.

Justyna Gościńska jest profesjonalistką o ugruntowanej pozycji z blisko dwudziestoletnim doświadczeniem w branży. Wielokrotnie udowodniła, jak znakomite efekty potrafi osiągać swoim zaangażowaniem. Jestem przekonany, że w GO Sport zaprezentuje swoje najmocniejsze strony, dzięki czemu pomoże Spółce zająć czołową pozycję na rynku artykułów i odzieży sportowej w kraju.  – mówi Janusz Gembarski.

Justyna Gościńska rozpoczęła swoją karierę zawodową w GO Sport w 2003 roku. Od tamtej pory zdobywała doświadczenie zarówno w międzynarodowych, jak i polskich korporacjach. W swojej karierze była odpowiedzialna za zakupy, marketing, e-commerce i sprzedaż w firmach: Levi Strauss, Monster Energy i OTCF, który jest właścicielem marek 4F, Outhorn, SportStyleStory.com oraz dystrybutorem Under Armour.

Justyna Gościńska jest związana ze sportem nie tylko zawodowo. Uprawia triathlon, dzięki któremu wie, jak przełożyć cierpliwość i wytrwałość na sukces zarówno w sporcie, jak i biznesie.

Koniec dyskusji

Odbicie na rynkach w Azji i spokój w Europie sprawiają wrażenie, że główna fala awersji do ryzyka na globalnym rynku powinna już być za nami, choć powrót umocnienia walut rynków wschodzących będzie postępował powoli. Pośród inwestorów zaczyna wygrywać przekonanie, że wpływ wariantu Delta wirusa na rynki będzie ograniczony, a globalne ożywienie pozostanie na kursie.

Jakie to będzie mieć znaczenie dla złotego? Powinno wspierać jego umocnienie, choć zapewne powoli i w drugiej turze po odbudowie apetytu na ryzyko wśród ryzykownych walut G10 (NOK, AUD, NZD, CAD). Ryzyka pozostają, gdyż rozprzestrzenianie się nowych odmian wirusa będzie generować nagłówki, dając pretekst do podtrzymania awersji do ryzyka. Ale łącząc skuteczność obecnych szczepionek, niskie ryzyko przeciążenia sytemu zdrowia, niechęć władz od ogólnokrajowych lockdownów oraz wciąż czuwające banki centralne, zagrożenie ponownym spowolnieniem gospodarczym jest niewielkie, a zatem i rewizja wyceny aktywów ryzykownych nie powinna być ostra.

Złoty jest słabszy przez wpływ nastojów zewnętrznych, gdyż od strony lokalnej nic nie uległo zmianie. Zgodnie z oczekiwaniami piątkowa konferencja prasowa prezesa NBP A. Glapińskiego potwierdziła jego gołębie nastawienie, a zatem i stanowisko większości w Radzie Polityki Pieniężnej. Kolejny raz podkreślono, że podwyższona inflacja jest skutkiem czynników pozostających poza wpływem polityki pieniężnej. Glapiński zaznaczył też, że projekcja inflacji sugeruje jej pozostawanie w granicach dopuszczalnych odchyleń od celu i będzie obniżać się w kolejnych latach. Prezes nakreślił też 3 warunki rozpoczęcia dyskusji o podwyżkach stóp procentowych: pandemia nie może już być zagrożeniem dla aktywności gospodarczej, prognozy inflacji muszą sugerować jej trwałe pozostawanie powyżej górnej bandy odchyleń od celu (tj. 3,5 proc.) oraz inflacja musi być napędzana silnym popytem i silnym rynkiem pracy. Nowa projekcja NBP będzie dostępna w listopadzie, ale do tego czasu jesienna fala zachorowań będzie stanowić wygodną wymówkę o wpływie pandemii na gospodarkę. Tym samym na dobre powinna zostać zamknięta dyskusja o podwyżkach w tym roku. Nasze prognozy nie uległy zmianie i ufamy determinacji prezesa Glapińskiego, by nie ruszać stóp procentowych do połowy 2022 r. Wcześniejsze zakończenie programu skupu aktywów jest możliwe (i jest warunkiem koniecznym dla rozpoczęcia podwyżek), ale z perspektywy złotego jest to element mało istotny. Po piątkowej konferencji prezesa NBP złoty zyskuje większą stabilizację przy kolejnych odczytach inflacji, gdyż spekulacje o tym, czy dane skłonią RPP do zmiany zdania, powinny być sporadyczne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wskaźnik rzetelności polskich przedsiębiorstw: Górny Śląsk liderem nierzetelności

Rzetelność można definiować na wiele sposobów. Jednak istotnym kryterium oceny solidności jest to, czy ktoś płaci terminowo za towary i usługi. Rzetelna Firma w oparciu o dane Krajowego Rejestru Długów po raz trzeci wzięła pod lupę solidność polskich firm działających we wszystkich województwach. W ubiegłym roku najwyższym wskaźnikiem rzetelności szczyciły się firmy z Opolszczyzny. Dziś nadal są na podium, ale zajmują drugie miejsce. Przed nimi, ex aequo są firmy z Podkarpacia i z Podlasia. Najgorszą ocenę w rankingu mają firmy z województwa śląskiego.Wskaźnik rzetelności polskich przedsiębiorstw – mapa

Wskaźnik rzetelności województw bierze pod uwagę kilka aspektów: ogólne zadłużenie przedsiębiorstw w danym województwie notowane w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej, zadłużenie w przeliczeniu na 1000 firm działających w danym województwie, średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika oraz odsetek dłużników w województwie w stosunku do wszystkich działających tu firm. Każde z województw otrzymywało punkty za miejsce w tabeli (im mniejszy dług, tym wyższa punktacja), a ich suma pozwoliła ustalić wskaźnik rzetelności, który pokazuje  najbardziej i najmniej rzetelne województwa w Polsce.

W tym roku zdecydowanie najlepiej wypadły ex aequo województwa podlaskie i podkarpackie.

Pierwszy raz w historii oceny rzetelności przedsiębiorstw mamy sytuację, w której dwa województwa otrzymały taką samą, wysoką liczbę punktów. W województwie podkarpackim obserwujemy najniższe zadłużenie w przeliczeniu na 1000 firm, które wynosi 2,7 mln zł oraz najniższy odsetek firm zadłużonych, sięgający 7,4%. Właśnie za te dwa czynniki firmy z Podkarpacia otrzymały najwyższą liczbę punktów, czyli po 16. Gorzej wypadły w zestawieniu pod względem kwoty zadłużenia, które wynosi 309 mln zł oraz średniego zadłużenia dłużnika, sięgającego 37 tys. zł. Suma punktów w rankingu, jaką otrzymało to województwo wyniosła 54. Dokładnie tyle samo otrzymało województwo podlaskie, z tą różnicą, że Podlasie pod względem zadłużenia sięgającego 197,5 mln zł, zadłużenia na 1000 firm, które wynosi 2,8 mln zł i odsetka firm zadłużonych sięgającego 7,52% zajmuje drugie miejsce, za co dostało po 15 punktów za każdy czynnik. Średnie zadłużenie dłużnika w tym województwie wynosi ponad 37,8 tys. zł, przez co lokuje je na ósmym miejscu dając 9 punktów. 54 pkt. to najwyższa ocena w tegorocznym zestawieniu i pozwala firmom z tych województw nosić miano najrzetelniejszych w Polsce – komentuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Bez wątpienia najbardziej negatywnym bohaterem tego zestawienia, z oceną 7 pkt w ogólnym rankingu rzetelności jest województwo śląskie, które pod względem łącznego zadłużenia sięgającego 1,5 mld zł zajmuje przedostatnie miejsce w rankingu. Dług przypadający na 1000 firm sięga tu 5,1 mln zł, za co województwo to dostało zaledwie 1 pkt. W Śląskim jest również najwyższy odsetek zadłużonych firm (12,08%). Pod względem średniego długu jednej zadłużonej firmy, województwo to zajmuje trzecie miejsce od końca.

Najmniej i najbardziej zadłużeni

Najczęściej poziom rzetelności poszczególnych województw mierzy się wielkością łącznego zadłużenia zarejestrowanych na jego terenie przedsiębiorstw. Im mniejszy dług, tym większa rzetelność. W takich rankingach niezmiennie od lat przodują firmy z mniejszych województw. Podobnie jest teraz – firmy z Opolszczyzny (185 mln zł), Podlasia (197 mln zł) i województwa lubuskiego (254 mln zł) są na pierwszych miejscach w rankingu najniższego zadłużenia. Z reguły tabelę zamykają firmy z województw: mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego. Tyle że wysokie zadłużenie przedsiębiorstw z Mazowsza (2,3 mld zł) czy ze Śląska (1,5 mld zł) lub Wielkopolski (1,1 mld zł), nie zawsze jest pochodną ich nieuczciwości, a poziomu uprzemysłowienia tych województw i liczby działających w nim firm.

Województwo mazowieckie to największy i najbogatszy region Polski. W szczególności obszar warszawski stołeczny i 9 okolicznych powiatów jest motorem gospodarki Mazowsza, który generuje 17% PKB kraju. Drugie miejsce pod względem liczby zarejestrowanych firm zajmuje Śląsk. Tu także najsilniej rozwija się przemysł i usługi, więc i proporcjonalnie do liczby funkcjonujących podmiotów gospodarczych większe jest łączne zadłużenie wszystkich dłużników. To normalne, że w największych województwach jest najwięcej firm, a tym samym może być największa liczba dłużników. Dlatego postanowiliśmy zrelatywizować ten wskaźnik  – mówi Andrzej Kulik.

Średni dług dłużnika

Sytuacja się zmienia, jeśli podzielić kwotę łącznego zadłużenia w danym województwie przez liczbę przedsiębiorstw z tego województwa notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Najwyższe średnie zadłużenie mają przedsiębiorcy z województwa świętokrzyskiego. Na jedną tamtejszą firmę wpisaną do KRD przypada aż 45 tys. zł długu, czyli ponad 6 tys. zł więcej od średniej krajowej. Drugie, niechlubne miejsce zajmują firmy z kujawsko-pomorskiego (42,6 tys. zł). Na trzecim są firmy ze Śląska (42 287 zł). Zaś mazowieckie przedsiębiorstwa, które mają najwyższy łączny dług do spłacenia, średnio muszą oddać 40 zł mniej niż jedna zadłużona śląska firma.

Na tym tle korzystnie wypadają przedsiębiorcy z województwa lubuskiego ze średnim długiem na poziomie 33 tys. zł. Przeciętne zadłużenie poniżej 35 tys. zł mają jeszcze dłużnicy z województw zachodniopomorskiego (34,2 tys. zł) i opolskiego (34,3 tys. zł.).

Co który to dłużnik?

Poziom rzetelności przedsiębiorców w każdym województwie można też mierzyć, badając, jaki ich odsetek stanowią dłużnicy notowani w Krajowym Rejestrze Długów. Jego niska wartość wskazuje, że zjawisko niepłacenia za kupowane towary i usługi nie jest akceptowane i dotyczy tylko niewielkiego grona przedsiębiorców. Częściej też niż w województwach o dużym odsetku dłużników, może wynikać nie tyle ze złej woli, ile z przyczyn obiektywnych – nietrafionych inwestycji, błędów w zarządzaniu, utraty klientów, a w minionym roku także z powodu epidemii koronawirusa. Tę tezę potwierdza województwo świętokrzyskie, które pod względem średniego zadłużenia ma najgorszy wynik, ale pod względem liczby zadłużonych firm plasuje się na 13. miejscu (8,27% zadłużonych firm). Przed nim są województwa: małopolskie, w którym zadłużona jest co trzynasta zarejestrowana tam firma, podlaskie (7,52%) oraz podkarpackie z najniższym odsetkiem firm zadłużonych (7,4%). Problem nieterminowego regulowania należności wyraźnie widać na Śląsku, w którym zadłużona jest co ósma firma tam zarejestrowana. To właśnie tamtejsze firmy osiągnęły również najwyższe zadłużenie na 1000 podmiotów (5,1 mln zł).

 

Dłużnicy notowani w KRD nie trafiają tu przypadkowo. To osoby i firmy, które nie płacą innym na czas, ale trzeba pamiętać, że takie działanie to wynik różnych wydarzeń. Z naszych obserwacji wynika, że wielu przedsiębiorców z sektora MŚP po wybuchu pandemii zauważyło zwiększenie problemów z terminowym płaceniem przez kontrahentów. Najnowsze wyniki badania KoronaBilans MŚP pokazują, że 60 proc. firm w pandemii skarży się, że ich kontrahenci nie płacą w terminie. Dodatkowo 44 proc. wskazuje, że odbiorcy w ostatnich trzech miesiącach w ogóle nie uregulowali należności za otrzymane towary czy wykonane usługi – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Dług na 1000 firm

Kolejnym czynnikiem branym pod uwagę w ocenie rzetelności przedsiębiorców jest podzielenie łącznego długu w danym województwie na 1000 firm tam działających. Pod tym względem przoduje woj. podkarpackie (2,7 mln zł), na drugim miejscu są firmy z Podlasia (2,8 mln zł), a podium zamykają przedsiębiorstwa z woj. małopolskiego (3,1 mln zł). Najgorzej wypadły firmy ze Śląska (5,1 mln zł), województwa kujawsko-pomorskiego (4,9 mln zł) i z Mazowsza (4,6 mln zł).

Rolnicy z coraz większymi długami. Wydłuża się też okres przeterminowania wierzytelności

Na początku roku Krajowy Rejestr Długów zanotował rekordową liczbę zadłużonych rolników. Na koniec maja jednak nastąpił lekki spadek, tj. o niespełna 1%. Z kolei średni dług wyniósł ostatnio ponad 66 tys. złotych, co w ciągu roku oznacza wzrost o ponad 7%. Natomiast okres przeterminowania wierzytelności wydłużył się z 734 do 802 dni. Do tego widać, że w ciągu czterech miesięcy br. w bazach BIK oraz BIG InfoMonitor przybyło firm rolnych i rolników indywidualnych. Zwiększyła się także wysokość zadłużenia w tych grupach do odpowiednio ponad 353 tys. zł oraz niemal 163 tys. zł.  

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, w styczniu 2021 roku liczba zadłużonych rolników była rekordowo wysoka i wyniosła 4 526. Jednak na koniec maja spadła do 4 497. Z kolei w okresie od stycznia do końca maja ub.r. przybyło w KRD 115 rolników.

– Początek br. jest wypadkową problemów, które spotkały rolników podczas I i II fali pandemii. Wtedy w wyniku zamknięcia gospodarki, w szczególności branży HoReCa, a także przerwania łańcucha dostaw, zmniejszyło się zapotrzebowanie na ich produkty. Jednak trzeba zaznaczyć, że rolnicy są poddani tym samym regułom rynku co inni przedsiębiorcy, ale ich sytuacja jest dużo trudniejsza. W moim przekonaniu, zabrakło dla nich odpowiednich oraz dopasowanych do ich problemów programów pomocowych – komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z danych KRD wynika też, że na koniec maja 2020 r. całkowite zadłużenie rolników zajmujących się uprawą roli i hodowlą zwierząt wynosiło 288,3 mln zł. Rok później było to już 301,2 mln zł. Z kolei średni dług w pierwszych pięciu miesiącach 2020 roku wyniósł 62 245 zł, a ostatnio – 66 742 zł.

– Pandemia, wbrew pozorom, nie zwiększyła rażąco wysokości zadłużenia rolników zajmujących się uprawą roli i hodowlą zwierząt. Średnia kwota zadłużenia na poziomie 66 742 zł jest również stosunkowo niewielka. Koszty prowadzenia gospodarstwa rolnego są wysokie, albowiem uruchomienie produkcji wiąże się ze znacznymi nakładami, które niekonieczne mogą się zwrócić – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z pozyskanych informacji wynika również, że średni okres przeterminowania wierzytelności rolników-przedsiębiorców wpisanych do KRD w pierwszych 5 miesiącach 2020 roku wynosił 734 dni. Ostatnio wzrósł już do 802 dni. Jak zaznacza Katarzyna Maciaszczyk-Sobolewska z KRD, ta wartość jest zawyżona przez długi wpisane przez wtórnych wierzycieli, czyli fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne. One odkupują zadłużenie głównie od banków, telekomów, towarzystw ubezpieczeniowych, gdy pierwotny wierzyciel nie jest w stanie sam odzyskać pieniędzy.

– Wydłużenie okresu przeterminowania wierzytelności świadczy o pogłębiających się problemach finansowych rolników, którzy i tak długo zalegają z płatnościami. Nie jest to dobry sygnał dla wierzycieli, ponieważ maleje szansa na odzyskanie od nich środków pieniężnych. Wówczas pomóc może skorzystanie przez rolnika z instrumentów sformalizowanej restrukturyzacji – stwierdza Adrian Parol.

W ciągu pierwszych czterech miesięcy 2020 roku w bazach BIK oraz BIG InfoMonitor przybyły 63 firmy rolne mające opóźnienia w spłacie kredytów i innych zobowiązań na min. 500 zł wobec jednego wierzyciela. Z kolei liczba osób fizycznych prowadzących działalność rolniczą i zalegających z regulowaniem kredytów wzrosła w tym czasie o 738. Natomiast rok później, w analogicznym okresie, było to odpowiednio o 31 przedsiębiorstw i 496 rolników z kłopotami finansowymi więcej.

– W czasie pandemii dla rolników szczególnym problem było regulowanie stałych zobowiązań, do których należą np. kredyty czy leasingi. Dochody regularnie spadały, a raty były identyczne. Pojawiły się banki oraz towarzystwa leasingowe, które wychodziły naprzeciw temu problemowi. Jednak zawieszenie lub obniżenie raty i tak wracało, często ze zdwojoną siłą, bo wartości się zwyczajnie kumulowały – mówi mec. Goszczyński.

Z danych udostępnionych przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że od stycznia do kwietnia 2020 roku opóźnienia kredytowe rolników wzrosły o niespełna 80 mln zł. Zaległości firm zarówno wobec banków, jak i dostawców, spadły o prawie 14 mln zł. Z kolei w pierwszych czterech miesiącach br. długi ww. grup wzrosły odpowiednio o ponad 118 mln zł i niemal 11 mln zł.

– Kwota kredytów spłacanych przez rolników i firmy rolne to ok. 30 mld zł. Udział opóźnionych o ponad 90 dni, czyli uznawanych za stracone, wynosi 5,9% wartości. Warto podkreślić, że to dużo mniej niż w przypadku mikroprzedsiębiorców, gdzie jest to wartość ponad 16%. Rolnicy są więc zdecydowanie solidniejszymi płatnikami. A problem opóźnionych kredytów nie wpływa aż tak negatywnie na sytuację rolników jak mogą to odczuwać firmy działające w innych obszarach gospodarki, szczególnie w branżach bezpośrednio dotkniętych pandemią – analizuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Według danych przekazanych przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor, średnia zaległość firmy rolnej wobec dostawców i banków po kwietniu 2020 roku wyniosła 285,9 tys. zł. Rok później wzrosła o niemal jedną czwartą do 353,3 tys. zł. Z kolei w przypadku rolników indywidualnych przeciętnie opóźniana jest spłata kredytów i innych zobowiązań o wartości 162,9 tys. zł. To o ponad 19% więcej niż rok wcześniej, kiedy w statystykach widniała kwota 136,5 tys. zł.

– Wzrost wysokości zadłużenia firm jest złym sygnałem dla nich samych i ich wierzycieli. Zaległość w wysokości 285,9 tys. zł świadczy już o poważanych problemach i kryzysie, co wymaga podjęcia szybkich działań restrukturyzacyjnych. Mam na myśli określenie przyczyny problemu, wdrożenie środków zaradczych oraz zrestrukturyzowania zadłużenia w sposób sformalizowany – podsumowuje Adrian Parol.

Pracownicy skarżą, że pracodawcy nie chcą pozwalać im pracować w trybie zdalnym lub hybrydowym

– Na pracę zdalną zdecydowanie łatwiej się idzie niż się z niej wraca. Otrzymujemy sygnały, że pracownicy bardzo często próbują jak najmocniej przedłużyć możliwość pozostania. Pracownicy pytają czy jest możliwość wymuszenia dalszej pracy zdalnej w sytuacji gdy np. boją się nadal pandemii koronawirusa – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Jak mówi Prezes Marczulewska pracownicy patrzą na pracę zdalną bardziej optymistycznie i pozytywnie niż właściciele firm i menadżerowie. W Polsce praca zdalna to właściwie nowość i poza branżami kreatywnymi nie była dotychczas szeroko stosowana. – Uczymy się pracy w innym modelu niż tylko w biurze i tylko o określonych godzinach. Praca zdalna generowała i nadal generuje szereg napięć o czym nasze stowarzyszenie było informowane – dodaje.

Pracodawcy chcą, by pracownicy wrócili do biur. Ci unikają tego, jak tylko mogą

Najpierw w marcu, a następnie jesienią 2020. W tryb pracy zdalnej przechodziliśmy dwukrotnie przez pandemię koronawirusa. Najpierw było sporo obaw i wątpliwości, a potem bardzo rozsmakowaliśmy się w możliwości spędzania pracy w domu. Eksperci HR mówią, że pracownicy byli bardziej efektywni i poukładani, ale menadżerowie nie podzielają tego poglądu i gdy tylko jest to możliwe to wzywają pracowników do firm. Pierwsza fala powrotów miała miejsce w czerwcu, a druga nastąpi jesienią. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska praca zdalna i powroty z niej powodują wiele kontrowersyjnych sytuacji.

– Poukładaliśmy sobie życie z pracą zdalną i powroty do biura są wyjątkowo bolesne. Otrzymujemy wiele pytań czy jest możliwe, by zostać w domu mimo, że pracodawca sugeruje powrót. Pracownicy przykładowo bardzo chętnie powołują się na lęk przed pandemią, by tylko zostać w domu. Pojawiły się skargi, że pracodawca nie chce się zgadzać na pracę zdalną czy hybrydową. Nie brakuje także zgłoszeń o tym, że w biurze przebywa zbyt wiele osób czy, że w firmach nie przestrzega się zasad reżimu sanitarnego, co według skarżących jest wystarczającym powodem, by pracować zdalnie – mówi Prezes Marczulewska.

To jednak nie jedyne tematy związane z trudnymi powrotami: – Absolutnie topowym tematem pozostają szczepienia. To nadal zdecydowana większość spraw, które trafiają do stowarzyszenia. Pojawiają się skargi, że pracownicy wracający do biur znajdują się pod presją, by się zaszczepić. Mieliśmy przypadki zgłoszeń, które trafiały do naszych prawników, gdy pracownicy wracający do firm mieli być segregowani: w jednym biurze osoby zaszczepione, w innym niezaszczepione. Po naszej interwencji pracodawca, w tym przypadku agencja rekrutacyjna z dużego miasta na południu Polski, wycofała się z tych planów – dodaje Prezes Marczulewska.

Prawnik: pracownik odmawiający powrotu do biura naraża się na zwolnienie dyscyplinarne

Powroty z pracy zdalnej to temat, który stowarzyszenie skonsultowało z prawnikami. Nie mają oni wątpliwości, że decyzja odnośnie tego czy nastąpi powrót do pracy stacjonarnie czy nie, zależy tylko i wyłącznie od pracodawcy.  –  Przepisy nie przyznały pracownikom uprawnienia do żądania skierowania do pracy zdalnej ani też do zakwestionowania polecenia powrotu do zakładu pracy i wykonywania pracy w „trybie stacjonarnym”. W tej sytuacji pracownik zasadniczo nie może odmówić powrotu do pracy stacjonarnej. Taka odmowa stanowiłaby istotne naruszenie obowiązków pracowniczych i mogłaby w mojej ocenie stanowić podstawę nawet rozwiązania z takim pracownikiem umowy o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia.

Powyższej oceny prawnej nie mógłby zmienić nawet odczuwany przez pracownika strach przed zakażeniem w zakładzie pracy, chyba że pracownik byłby w stanie wykazać, że w zakładzie pracy naruszane są przepisy bhp, zwłaszcza – w zakresie mającym chronić właśnie przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa, i to w takim stopniu, że przebywanie w tym miejscu faktycznie i w obiektywny sposób stwarza zagrożenie dla zdrowia a nawet życia kadry pracowniczej – mówi mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– Pracodawca, który przestrzega przepisów bhp, ma prawo oczekiwać powrotu swych pracowników do pracy stacjonarnej, jednak w sytuacjach gdy pracownicy zgłaszają obawy o swoje zdrowie, zachęcamy pracodawców w pierwszej kolejności do podejmowania dialogu ze swymi pracownikami, mającego na celu przybliżenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w zakładzie pracy i ich wpływu na bezpieczeństwo, warto też na pewno, by pracodawcy zachęcali pracowników do szczepienia się przeciwko koronawirusowi – choć oczywiście należy pamiętać, że poza akcją informacyjną i edukacyjną nie mogą oni podejmować działań, które mogłyby zostać ocenione jako przymuszanie pracowników do szczepień – dodaje mec. Jarosiewicz.

Ponad 370 tys. przedsiębiorców wpisanych do CEIDG korzysta z pomocy pełnomocników

Prowadzenie biznesu wiąże się ze zróżnicowanymi obowiązkami, dlatego wielu przedsiębiorców korzysta z pełnomocników – osób upoważnionych do działania w ich imieniu. Na 2,6 mln aktywnych działalności gospodarczych zarejestrowanych w CEIDG z tego rodzaju wsparcia korzysta 374 tys. firm. Z danych ewidencji wynika, że najczęściej są to przedsiębiorcy z branży budowlanej, zajmujący się drogowym transportem towarów oraz fryzjerzy.

Sytuacji, w których wsparcie pełnomocnika może być niezbędne, jest wiele, najczęściej jednak jest to pomoc w prowadzeniu codziennej działalności, nieraz wymagającej znacznego zaangażowania. Część aktywności biznesowej, jak na przykład prowadzenie księgowości, wymaga też wysoce specjalistycznej wiedzy. Także tu pomocna może być profesjonalna obsługa eksperta z konkretnej dziedziny. Wreszcie, spowodowana różnymi względami nieobecność właściciela firmy może wymagać działania w jego imieniu, co pozwoli na zachowanie ciągłości i niezakłóconego nadzoru nad danym biznesem.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, obecnie na ponad 2,6 mln aktywnych przedsiębiorców wpisanych do rejestru CEIDG, 374,1 tys. ma ustanowionych 395,6 tys. pełnomocników.

Różnica między liczbą przedsiębiorstw a liczbą pełnomocnictw wynika z faktu, że upoważnienia do działania w imieniu firmy można w różnym zakresie i obszarze udzielić więcej niż jednej osobie. Przedsiębiorcy powinni też pamiętać, że posiadanie pełnomocnika nie uniemożliwia samodzielnego działania, a jest sporym ułatwieniem w prowadzeniu firmy – mówi Marek Niedużak, podsekretarz stanu w MRPiT.

Wśród aktywnych przedsiębiorców mających pełnomocników wpisanych w CEIDG najwięcej jest przedstawicieli branży budowlanej, prawie 20 tys. (wznoszenie budynków, PKD 4120 – 10,6 tys. i pozostałe roboty budowlane, PKD 4339 – 9 tys.). Z takiego rozwiązania korzysta też ponad 15 tys. podmiotów zajmujących się drogowym transportem towarów (PKD 4941), 10,5 tys. fryzjerów (PKD 9602) i 9,2 tys. warsztatów samochodowych (PKD 4520). Pełnomocników ma też 7,6 tys. przedstawicieli branży gastronomicznej (PKD 5610) oraz 7,3 tys. prowadzących działalność związaną z oprogramowaniem (PKD 6201).

Pełnomocnik czy prokurent?

Zarówno pełnomocnik jak i prokurent, to przedstawiciele osoby, która ich upoważniła do działania w swoim imieniu. Różnica między nimi polega na tym, że pierwszego może ustanowić każdy, a drugiego tylko przedsiębiorca. W przypadku pełnomocnictwa osoba, która go udziela, musi w swoim oświadczeniu dokładnie określić, w jakich sprawach i czynnościach pełnomocnik może ją zastępować. Natomiast zakres działania prokurenta określają przepisy kodeksu cywilnego. Udzielenie prokury i jej odwołanie musi być zgłoszone przez przedsiębiorcę do rejestru, w którym jest wpisany (CEIDG lub KRS). W przypadku pełnomocnictwa nie ma takiego obowiązku.

Pełnomocnikiem może być osoba fizyczna, na przykład pracownik lub małżonek przedsiębiorcy, a także osoba prawna, na przykład biuro księgowe działające w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Wyróżniamy różne rodzaje pełnomocnictw: ogólne, rodzajowe czy szczegółowe. Więcej informacji na ich temat znajduje się na stronie Biznes.gov.pl.

Prokurentem może być wyłącznie osoba fizyczna, posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych.

Jego uprawnienia są bardzo szerokie, bo obejmują wszystkie czynności sądowe i pozasądowe, które dotyczą prowadzenia przedsiębiorstwa, a więc na przykład reprezentowanie przedsiębiorcy przed sądami i urzędami, zawieranie umów sprzedaży, najmu, podpisywanie weksli, zaciąganie kredytów i pożyczek, zawieranie umów o pracę.

Prokurę należy ustanowić w formie pisemnej. Równoznaczne w skutkach z formą pisemną jest opublikowanie informacji o prokurencie w CEIDG.

W przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych znaczącym ułatwieniem w codziennym funkcjonowaniu i oszczędnością jest możliwość zgłoszenia pełnomocnika do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. W takiej sytuacji upoważniona osoba nie musi za każdym razem pokazywać swoich pełnomocnictw, a przedsiębiorca nie uiszcza opłaty skarbowej, gdy przekazuje upoważnienie do urzędu – mówi Aneta Lech, prawnik i doradca podatkowy, Stowarzyszenie Księgowych.

Przedsiębiorca informację o pełnomocnictwie lub prokurze może opublikować online w CEIDG. Ma to takie same skutki prawne jak udzielenie pełnomocnictwa na piśmie lub ustanowienie prokury. Dzięki temu, że dane pełnomocnika, zakres udzielonego pełnomocnictwa albo rodzaj i sposób wykonywania prokury są widoczne dla innych przedsiębiorców czy urzędników, mogą oni łatwo sprawdzić, czy mają do czynienia z pełnomocnikiem, czy prokurentem danego przedsiębiorcy, bez konieczności przedkładania im odpowiednich dokumentów.

Powołanie pełnomocnika czy prokurenta jest wygodnym i przydatnym rozwiązaniem, które pozwala przedsiębiorcom zaoszczędzić czas i sprawniej zarządzać firmą. Tym bardziej, że pełnomocnika można powołać na określony czas lub bezterminowo, a odwołać go w każdym momencie. – Pamiętać tylko trzeba, że będzie to skuteczne dopiero, kiedy taka informacja dotrze do urzędu, gdzie pełnomocnictwo było składane. Z drugiej strony, jeśli pełnomocnictwo wypowie adwokat lub radca prawny, musi on działać jeszcze przez dwa tygodnie w imieniu upoważniającego, chyba że ten zwolni go z tego obowiązku – dodaje Aneta Lech.

Czerwcowa odwiedzalność centrów handlowych najwyższa od początku roku

  • W czerwcu galerie handlowe odwiedziło o 5 proc. klientów więcej niż w maju, co daje najlepszy wynik odwiedzalności od początku roku.
  • Dane zebrane z systemów kamer liczących klientów z dokładnością do 98 proc. pokazują, że odwiedzalność wyniosła w czerwcu 81 proc. zanotowanej w tym samym miesiącu w 2019 roku i 112 proc. wyniku w porównaniu do 2020 roku
  • Klienci chętnie wybierali się na zakupy w weekend. W soboty ruch w galeriach był wyższy średnio o 1/4 niż w pozostałe dni handlowe tygodnia. Branża apeluje o zniesienie obostrzeń zakazujących prowadzenia działalności handlowej w niedziele i wyłączenie z limitów osób przebywających w sklepach klientów zaszczepionych przeciw COVID-19.

Dane Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) wskazują na szybki powrót klientów do stacjonarnych zakupów. Według wskaźnika PRCH Daily Footfall Index, monitorującego liczbę odwiedzin w centrach handlowych od początku pandemii, wyraźnie wzrasta ruch klientów w badanych nieruchomościach – czerwcowe dane są o 5 proc. wyższe niż dane zaraportowane w maju, a więc zaraz po uwolnieniu handlu spod lockdownu. Czerwcowy wynik to najlepszy rezultat w 2021 roku. Duże zainteresowanie klientów obiektami handlowymi i ich dobre wyniki są konsekwencją uruchomienia pełnej oferty handlowo-usługowej, która była znacząco ograniczona prawie do końca maja, w związku z panującymi obostrzeniami. Wzmożony ruch w galeriach wynika również z przygotowań do sezonu wakacyjnych urlopów.

Odwiedzalność centrów handlowych nie powróciła jednak jeszcze do poziomów sprzed pandemii. W czerwcu była o 19 proc. niższa niż w analogicznym miesiącu 2019 roku oraz o 12 proc. wyższa niż w czerwcu ubiegłego roku. Analizy PRCH wskazują jednak na wysoką konwersję, która wynika z trwałej zmiany zachowań konsumenckich – coraz częściej na zakupy udajemy się w pojedynkę, a nie jak przed pandemią z grupą znajomych czy rodziną, przychodzimy do galerii po konkretne produkty i nabywamy ich więcej, co w rezultacie skutkuje wyższymi obrotami najemców centrów handlowych.  W maju konwersja wzrosła o 1/10 w porównaniu z 2019 rokiem, dlatego PRCH liczy na jej wysoki wynik także w czerwcu.

Najlepszym dniem dla handlowców okazała się sobota 12 czerwca – wtedy w ciągu jednej doby każdą galerię odwiedziło średnio ponad 16 tys. klientów czyli 13 proc. więcej niż w analogicznym dniu 2019 roku. Najniższe rezultaty odwiedzalności odnotowywane są wciąż w niedziele, z uwagi na obowiązujący zakaz handlu. Według PRCH dobrym krokiem ku odbudowie wyniszczonej przez lockdowny branży byłoby powrócenie do handlu 7 dni w tygodniu. Pozwoliłoby to na stopniowe odrabianie strat najemców oraz rozłożenie ruchu w galeriach, co pomogłoby zachować odpowiednie odległości między klientami, a tym samym jeszcze bardziej zwiększyłoby poziom bezpieczeństwa w galeriach.

Bezpieczeństwo jest obecnie priorytetem dla całej naszej branży, dlatego kilkanaście obiektów handlowych przeznaczyło swoje przestrzenie pod lokalne punkty szczepień, a około 100 galerii bezpłatnie udostępnia swoje nośniki reklamowe dla ogólnopolskiej kampanii #OstatniaProsta – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH. Dodaje, że w ubiegłym tygodniu stowarzyszenie wystosowało do szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Michała Dworczyka apel o wyłączenie spod obowiązujących limitów osób zaszczepionych przeciw COVID-19 w sklepach funkcjonujących samodzielnie oraz zlokalizowanych w galeriach.

Ruch w centrach handlowych jest mierzony w czasie rzeczywistym za pomocą specjalnych kamer z dokładnością do 98 proc. Nie jest on identyczny dla obiektów różnej wielkości. Liderem odbudowy odwiedzalności od początku pandemii są średniej wielkości nieruchomości (20-39 tys. mkw. GLA). W czerwcu osiągnęły o 11 punktów procentowych wyższe wyniki niż galerie o największej powierzchni (powyżej 60 tys. mkw. GLA) w zestawieniu z danymi za 2019 rok.

Najwięcej klientów, w porównaniu z danymi sprzed pandemii, w analizowanym okresie zaobserwowano w centralnej i północno-zachodniej części kraju. Różnice pomiędzy poszczególnymi regionami są jednak minimalne, nie przekraczają 4 punktów procentowych.

Neutralność klimatyczna kosztowna dla Polaków

Dążenie do neutralności klimatycznej wiąże się z tym, że jako społeczeństwo Polacy będą musieli ponieść koszty. Jednak brak działań również wiąże się z kosztami – tylko mniej widocznymi. Propozycja, która padła już w zeszłym roku ze strony Komisji Europejskiej, polega na rozszerzeniu systemu handlu emisjami (ETS) na kolejne sektory – oprócz przemysłu i energetyki, również na transport i budownictwo. Oba te sektory sumarycznie odpowiadają za ok. 3/4 emisji w Unii Europejskiej, a redukcja następuje w tych sektorach bardzo powoli lub niemalże wcale. Przykładowo, w sektorze budownictwa co roku jest zakładany jedynie 1% poprawy efektywności energetycznej. Ponadto mówi się, że 3/4 budynków jest nieefektywnych energetycznie. Z kolei w transporcie w porównaniu do 1990 r. emisje wzrosły o ponad 20%. W tych dwóch sektorach redukcja emisji wiąże się z trudnościami. Jednak aby zrealizować europejski cel klimatyczny – osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku – w budownictwie i transporcie także będzie musiała następować redukcja. Z tego powodu powstała opcja rozszerzenia systemu ETS. Wiąże się ona z poniesieniem kosztów przez gospodarstwa domowe – w szczególności przez te, które korzystają z paliw kopalnych w transporcie i w ogrzewnictwie.

– Za 3/4 emisji w transporcie odpowiada transport drogowy, a w budownictwie budynki mieszkalne. Niestety, najwięcej „brudnych” paliw kopalnych jest używanych w gospodarstwach o najniższym dochodzie – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Maj, analityczka zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE). – W związku z tym wydatki tych gospodarstw na transport wzrosłyby o kilkadziesiąt procent, a na ogrzewnictwo o 108%. Z tego powodu PIE – we współpracy z Cambridge Econometrics oraz RCST – przygotował raport, w którym ukazano skalę problemu oraz zaproponowano rozwiązania mające na celu ochronę najbiedniejszych przed tymi dodatkowymi kosztami. W dyskusji o propozycji rozszerzenia systemu ETS nasuwa się kolejna wątpliwość – mianowicie czy to rozwiązanie rzeczywiście spowoduje osiągnięcie zaplanowanej redukcji. Reakcja zwykłych konsumentów, czyli gospodarstw domowych, nie będzie taka sama jak reakcja korporacji na zmiany cen. W sytuacji, w której rozwiązanie zostanie wprowadzone i gospodarstwa zostaną obłożone dodatkowymi opłatami – PIE rekomenduje, aby opłaty powracały do najuboższych nie w formie czysto socjalnej, ale wspomagającej inwestycje w nisko emisyjne źródła. W ten sposób będzie można zastąpić nie ekologiczne źródła z korzyścią dla własnego budżetu i środowiska. Rozpatrując lata 2025-2040 okazuje się, że koszt przewidywany dla wszystkich gospodarstw w Polsce wyniósłby 100 mld zł – wylicza Maj.

Chmura zapewnia stabilność w niepewnych czasach

Otwarta organizacja jest postrzegana jako organizacja chaotyczna, dostępna dla wszystkich, podczas gdy w rzeczywistości jest to bardzo uporządkowana struktura, która daje ludziom i ideom przestrzeń do rozwoju. Otwarta organizacja jest w takim samym stopniu etosem, jak i strategią zarządzania. Angażuje wszystkich swoich członków, łącząc ich w celu osiągnięcia wspólnych celów i dobrych wyników biznesowych.

Jest to model zbudowany na zaangażowaniu, wzajemnym zaufaniu i szacunku. Taka organizacja tworzy otwarte środowisko, w którym dyrektor generalny i kierownictwo zachęcają do dyskusji na wszystkich szczeblach. Pozwala to dyrektorowi generalnemu na zdobycie cennych informacji i podejmowanie świadomych decyzji, które pozytywnie wpłyną na firmę oraz ludzi i procesy, które nią zarządzają. Niewątpliwie technologia odgrywa kluczową rolę w realizowaniu tych procesów oraz wspieraniu działalności biznesowej w ogóle.

Szybsze tempo rozwoju

Dyrektorzy generalni myślący przyszłościowo zawsze rozumieli, że technologia i kultura są ze sobą nierozerwalnie związane. Jednak wprowadzanie nowych technologii i pomysłów do dużej organizacji może stanowić wyzwanie. Problemy mogą wystąpić na poziomie technicznym z powodu trudności w integracji lub na poziomie kulturowym z powodu oporu użytkowników końcowych, dla których technologia ta była przeznaczona w pierwszej kolejności.

W otwartej lub bardziej inkluzywnej organizacji kwestie te są zazwyczaj rozwiązywane przed pełnym wdrożeniem nowej technologii lub pomysłu. Można ich uniknąć, angażując zespoły techniczne i interesariuszy biznesowych w proces podejmowania decyzji, aby uzyskać ich poparcie i uzgodnić podejście, które będzie odpowiadać wszystkim. Co więcej, nowe inicjatywy mogą być realizowane stopniowo, co daje możliwość sprawdzenia ich skuteczności i wyeliminowania wszelkich problemów przed ich wdrożeniem na skalę masową. Pomimo stopniowego wdrażania proces ten pozwala firmom bardzo szybko testować i wdrażać nowe aplikacje i usługi w chmurze. Jest to niezwykle istotne w czasach, gdy duże przedsiębiorstwa dostosowują się do zmieniających się warunków związanych z COVID-19 i zakłóceń na rynku.

Dyrektorzy generalni stojący na czele bardziej otwartych i inkluzywnych organizacji byli w stanie znacznie szybciej przekształcać swoje firmy. Udało im się w pełni wykorzystać elastyczność, jaką oferuje chmura hybrydowa, i przyspieszyć proces przekształcania się w organizacje działające w chmurze.

Większość firm uważała, że przekształcenie się w organizację w pełni opartą na chmurze zajmie im lata, ale w następstwie pandemii były w stanie obsługiwać pracę zdalną na bezprecedensową skalę. Przedsiębiorstwa odkryły, że mogą pokonać ogromne przeszkody techniczne, organizacyjne i logistyczne w ciągu kilku tygodni przez wdrożenie rozproszonej infrastruktury opartej na chmurze. Centralnym elementem wielu z tych infrastruktur jest hybrydowa architektura chmury, która obsługuje aplikacje chmurowe. Obejmuje ona serwery przedsiębiorstwa, centra przetwarzania danych oraz platformy chmury prywatnej i publicznej.

Wykorzystanie infrastruktury open source

Otwarta organizacja ma większe zastosowanie w modelu przetwarzania w chmurze. Dyrektor generalny i kierownictwo mają dostęp do właściwych danych, których potrzebują, aby wybrać technologie, które najlepiej spełnią wymagania biznesowe. Mają również poparcie działu biznesowego, co daje większą pewność siebie przy ustalaniu nowych wytycznych oraz wprowadzaniu nowych procesów lub aplikacji, wiedząc, że spotka się to z pozytywną reakcją całej organizacji. Taka sytuacja jest korzystna pod wieloma względami.

Po pierwsze, organizacja posiada już ramy open source, które umożliwiają szybkie i łatwe wdrażanie rozwiązań chmurowych. Kiedy najwięksi dostawcy zaczęli rozwijać swoje oferty cyfrowe, tworzyli je na bazie architektur opartych na chmurze. Chociaż niektóre z bardziej ugruntowanych firm szybko nadrobiły zaległości, nadal są uzależnione od starszej infrastruktury, której nie da się wyłączyć z dnia na dzień. Starsze systemy nadal odgrywają kluczową rolę w obsługiwaniu podstawowych procesów. Muszą być one konserwowane i stopniowo aktualizowane lub wymieniane, bez uszczerbku dla prowadzenia działalności.

Otwarta organizacja jest dobrze przygotowana do zarządzania modernizacją przedsiębiorstwa. Może ona zachować równowagę pomiędzy utrzymaniem i modernizacją najważniejszych starszych systemów w celu zapewnienia ciągłości działania, a jednocześnie napędzać innowacje poprzez wprowadzanie nowych, znakomitych aplikacji i usług opartych na chmurze.

Pozwala to na ciągłe udostępnianie nowego oprogramowania i aplikacji wspierających podstawową działalność firmy oraz rozszerzanie zasięgu na nowe rynki. Pomaga w tym Kubernetes, czyli oprogramowanie open source, które umożliwia programistom automatyzację zarządzania ogromną liczbą skonteneryzowanych aplikacji. Wszystkie te wysiłki łącznie uwolniają czas i zasoby potrzebne do opracowania nowej, doskonałej aplikacji, która podbije rynek konsumencki, lub zaprojektowania procesu biznesowego, który usprawni działalność operacyjną, zwiększy efektywność i obniży koszty.

Jak zostać dyrektorem generalnym korzystającym z rozwiązań open source

Rola dyrektora generalnego w przedsiębiorstwie to staranne balansowanie. Muszą być oni skoncentrowani na rozwijaniu działalności firmy, a jednocześnie śledzić poczynania konkurencji oraz mieć na uwadze kwestie społeczne, gospodarcze i polityczne, które mogą mieć wpływ na wyniki przedsiębiorstwa.

Zdecydowana większość firm nadal prowadzi działalność w sposób zdalny. Mimo to przygotowują się na dzień, w którym będą mogły przywrócić ludzi do pracy stacjonarnej. Przyszłość jest wciąż niepewna, a przedsiębiorstwa muszą być przygotowane na każdą ewentualność. Otwarte organizacje pokazały swoje zaufanie do open source i udowodniły swoją wartość poprzez wspieranie strategii chmur hybrydowych w czasie, gdy firmy potrzebowały odpornej i elastycznej infrastruktury.

Strategia cyfrowa jest nieodłącznie związana z wynikami przedsiębiorstwa. Oprogramowanie dla przedsiębiorstw nie jest już tylko domeną działu IT. Kierownictwo wdraża nowe oprogramowanie i wykorzystuje wiedzę specjalistyczną w celu spełnienia konkretnych wymagań biznesowych. Dzięki lepszej widoczności operacji cyfrowych dyrektorzy generalni mogą zmniejszyć zależność od zamkniętego i zastrzeżonego oprogramowania, które ogranicza możliwości rozwoju. Mogą oni nadal inwestować w metodologie i technologie open source, które zapewniają większą swobodę i elastyczność. Pozwoli im to na przyjęcie podejścia „fail fast and fail often“ (doznawaj porażek szybko i często), które przyspiesza innowacje. Rozwiązania open source zapewniają dyrektorom generalnym ramy umożliwiające przekształcenie kultury organizacyjnej i odbudowanie jej od podstaw. Pozwala to stworzyć środowisko, które promuje współpracę i zachęca do dzielenia się nowymi pomysłami. W takim środowisku wysoko wykwalifikowany i zmotywowany personel może przyczynić się do opracowania zrównoważonej strategii cyfrowej, jest to strategia, która umożliwi ciągłe dostosowywanie się i doskonalenie firmy, nawet w obliczu niepewności gospodarczej.

Jan Wildeboer, promotor rozwiązań open source w regionie EMEA, Red Hat

Globalny rynek Przemysłu 4.0 za 5 lat urośnie do ponad 165 mld dolarów

Przemysł 4.0 to ta część cyfryzacji naszego życia, która integruje ludzi oraz sterowane przez sztuczną inteligencję maszyny z internetem. Dzięki tym rozwiązaniom ludzka praca ma być szybsza i pozbawiona monotonnych elementów. W ciągu najbliższych pięciu lat rynek ten będzie wart trzy razy więcej niż dziś. Jednak zaledwie co czwarta polska firma ma choćby w planach cyfrową rewolucję.

MarketsandMarkets opublikował w czerwcu najnowszą prognozę globalną dla Przemysłu 4.0. Analitycy amerykańskiej firmy przyjrzeli się takim technologiom jak roboty przemysłowe, blockchain, czujniki przemysłowe, druk 3D czy wykorzystanie sztucznej inteligencji w produkcji, czy też pojazdom autonomicznym. Według ich prognoz segment ten jest u progu wielkiego wzrostu. W raporcie przewiduje się, że globalny rynek Przemysłu 4.0 wzrośnie z 64,9 mld dolarów w 2021 r. do 165,5 mld dolarów w 2026 roku. Oczekuje się więc, że skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) w zbliżającej się pięciolatce wzrastać będzie o 20,6%.

Płynna łączność i oszczędność energii kluczem rozwoju

Na całym świecie w jednostkach produkcyjnych rośnie popularność wykorzystania internetu przemysłowego. Firmy coraz bardziej koncentrują się na zwiększeniu wydajności maszyn i systemów czy obniżeniu kosztów produkcji – tłumaczy Zbigniew Czajkowski, Dyrektor Sprzedaży ds. Energetyki z NMG S.A.

W swoim raporcie MarketsandMarkets zwraca uwagę, że głównym czynnikiem wzrostu nadal będzie rozwój Internetu Rzeczy, ale w nieco bardziej przystosowanej do przemysłu formie.

Sektor przemysłowy dał początek nowej koncepcji znanej jako Industrial Internet of Things (IIoT). Łączy on w sobie zmiany wynikające z dwóch rewolucji transformacyjnych, a mianowicie niezliczonych maszyn, obiektów, instalacji i sieci, które wyłoniły się z rewolucji przemysłowej, oraz nowszych, potężnych transformacji w obszarze systemów komputerowych, informacyjnych i komunikacyjnych – opisuje Zbigniew Czajkowski.

Ważnym elementem wzrostu będzie też postępująca komercjalizacja sieci 5G, bo to od niezawodności i szybkości transferu danych zależy skuteczność rozwiązań Internetu Rzeczy czy rozwiązań M2M (bezpośrednia komunikacja na linii maszyna-maszyna). – Kluczowym powodem zwiększonego stosowania nowych technologii jest lepsza łączność, która zapewnia płynną komunikację. Dodatkowo ważnym czynnikiem jest zapewnienie niskiego zapotrzebowanie na energię – dodaje Czajkowski.

Polskie firmy na cyfryzację patrzą z ostrożnością

Jak sytuacja wygląda w Polsce? Według badania “Smart Industry Polska” przeprowadzonego przez Ministerstwo Rozwoju, Technologii i Pracy  we współpracy  z firmą Siemens co czwarta firma w Polsce dostrzega konieczność wdrożenia planów cyfryzacji w myśl koncepcji Przemysłu 4.0. Przedsiębiorstwa, które już wkroczyły na ścieżkę cyfrowych zmian postawiły  w szczególności na analitykę danych i optymalizację produkcji (60%), wprowadzały też systemy robotyzacji linii produkcyjnych (ok. 29%), a tylko co piąta przyjęła rozwiązania Internetu Rzeczy czy stawiała na druk 3D.

Fakt, że zaledwie co czwarta firma w Polsce planuje wprowadzenie elementów cyfryzacji czy autonomizacji musi jednak budzić zdziwienie. Świat w ostatnich kilkunastu miesiącach postawił nas przed szeregiem wyzwań, a to nowe technologie ułatwiają firmom działanie. Nie mówimy tylko o zerwanych łańcuchach dostaw, problemach logistycznych czy reżimie sanitarnym, który utrudniał proces produkcyjny. Stoimy przecież też nawet nie u progu, a już w środku zmian klimatycznych, które wymuszają na przedsiębiorcach znaczne zmiany m.in. w podejściu do wykorzystania energii – komentuje Czajkowski.

NMG jest beneficjentem jednego z unijnych grantów i przy udziale europejskich środków stworzyła system, który może wspomóc polskich dużych, średnich i małych przedsiębiorców, ale też gospodarstwa domowe, w procesie optymalizacji poboru energii. System oparty na “Smart Metering”, czyli inteligentnych licznikach, ma umożliwić odbiorcy końcowemu wdrożenie technologii ułatwiającej wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, a także dokładne planowanie zużycia, a to pozwala na oszczędności w ramach programów redukcji mocy (np. poprzez przesuwanie w czasie poboru energii).

Tylko w Polsce do 2028 roku należy (według rozwiązań przyjętych przez polski parlament) wymienić ponad 10 milionów liczników na te inteligentne. Światowy rynek jest jeszcze większy, bo w nadchodzących pięciu latach tylko kraje z grupy państw rozwijających się wymienią ok. 150 milionów liczników, a Chiny aż 300 milionów. Oznacza to miliardy dolarów przeznaczonych na rozwój Przemysłu 4.0.

Życie na Marsie o krok bliżej: Interstellar Lab prezentuje kapsułę BioPod

  • Samowystarczalny system do produkcji pożywienia jest kolejnym krokiem w misji Interstellar Lab ukierunkowanej na podtrzymywanie warunków do życia na Ziemi, Księżycu i Marsie dzięki produkcji oraz recyklingowi pożywienia, wody i powietrza
  • Technologia wirtualnych kopii bliźniaczych umożliwiła Interstellar Lab przeprowadzenie symulacji, testu i optymalizacji wydajności kapsuły BioPod oraz jej systemów biologicznych
  • W wyścigu do eksploracji kosmosu, bazujące na chmurze obliczeniowej rozwiązanie branżowe „Reinvent the Sky” pozwala innowacyjnym startupom szybciej uzyskiwać certyfikacje swoich produktów

Interstellar Lab kapsuła BioPod (2) Interstellar Lab kapsuła BioPod (3) Interstellar Lab kapsuła BioPod (4) Interstellar Lab kapsuła BioPod (1)Dassault Systèmes (Euronext Paris: #13065, DSY.PA) poinformowało, że Interstellar Lab, firma badawcza tworząca kapsuły i biosfery o kontrolowanym obiegu zamkniętym, generujące i przetwarzające żywność, wodę i powietrze, wykorzystała platformę 3DEXPERIENCE w chmurze do efektywnego projektowania i opracowania pierwszego prototypu o nazwie BioPod. Ten kontrolowany system do produkcji pożywienia jest kolejnym krokiem w misji, której celem jest konstruowanie gotowych stacji wyposażonych w infrastrukturę i zasoby  wspierające w sposób zrównoważony ludzkie życie na Ziemi, Księżycu i Marsie.

Firma Interstellar Lab użyła bazującego na platformie 3DEXPERIENCE rozwiązania branżowego „Reinvent the Sky”, które nie tylko usprawniło współpracę, ale także zapewniło narzędzia do optymalizacji i walidacji projektów. Zunifikowane i bezpieczne środowisko cyfrowe z wygodnym dostępem do aktualnych danych projektowych niezależnie od czasu i lokalizacji umożliwiło efektywną współpracę członkom zespołu z Francji i USA. Z pomocą technologii wirtualnych kopii bliźniaczych specjaliści przeprowadzili symulację oraz testy wydajności zarówno konstrukcji BioPod w ekstremalnych warunkach klimatycznych, jak również jej systemów biologicznych odpowiedzialnych za utrzymywanie optymalnego poziomu tlenu, dwutlenku węgla i oświetlenia, pozwalających na uprawę roślin.

– Zmiany klimatyczne zagrażają naszej planecie i mamy niewiele czasu na poprawę sytuacji. Pracujemy nad zupełnie nową koncepcją umożliwiającą nie tylko zrównoważone życie na Ziemi, ale także umożliwiającą planowanie przyszłych misji na Marsa – mówi Barbara Belvisi, założycielka i dyrektorka generalna Interstellar Lab. – Platforma 3DEXPERIENCE pozwala nam korzystać z najbardziej wydajnych procesów i eliminuje konieczność gruntowanego modyfikowania projektów. Funkcje platformy związane z administrowaniem programami i projektami pozwolą nam nie tylko efektywniej przechowywać dane, ale także skuteczniej zarządzać cyklem życia produktów.

BioPod to nadmuchiwana kapsuła o wymiarach 6 x 10 x 4,5 m (szer. x dł. x wys.) składająca się z podstawy kompozytowej oraz głównej i zewnętrznej powłoki z miękkich membran. Została ona zaprojektowana z myślą o zrewolucjonizowaniu produkcji pożywienia dzięki połączeniu zaawansowanej technologii uprawy z monitorowaniem predykcyjnym. Rozwiązanie to umożliwia uprawę roślin, które nie sprawdziłyby się w tradycyjnym modelu upraw zamkniętych.

W miarę ewolucji rozwiązania BioPod firma Interstellar Lab zamierza wykorzystywać technologię wirtualnych kopii bliźniaczych do monitorowania działania kapsuły oraz jej serwisowania, a także gromadzenia danych na temat produkcji pożywienia i kondycji środowiska. Platforma 3DEXPERIENCE usprawni także komunikację z dostawcami współpracującymi przy tworzeniu kolejnych modułów, ułatwi zwiększenie produkcji i rozszerzenie outsourcingu, a także pozwoli Interstellar Lab tworzyć fotorealistyczne interpretacje na podstawie trójwymiarowych modeli kapsuły BioPod dla skuteczniejszego komunikowania wizji firmy.

– W wyścigu o podbój kosmosu innowatorzy zaburzają tradycyjną dynamikę branżową, oferując nowe koncepcje kształtujące przyszłość systemów kosmicznych – mówi David Ziegler, wiceprezes Dassault Systèmes ds. przemysłu zbrojeniowego i lotniczego. – Platforma 3DEXPERIENCE pozwala wykorzystać najnowszą technologię w procesie rozwoju produktów i skrócić czas wprowadzania produktów na rynek przy użyciu tych samych narzędzi, z których korzystają największe firmy, ale znacznie niższym kosztem. Nowi gracze rynkowi mogą korzystać z wirtualnych kopii bliźniaczych, aby optymalizować projekty i zyskać przewagę nad konkurencją, a także promować bardziej zrównoważone sposoby na życie i odkrywanie.

Przegląd wydarzeń tygodnia 12.07 – 16.07.2021

Strategia reflacyjna pozostaje w centrum uwagi, ale w ostatnich dniach zamiast rodzić nadzieję na szybsze ożywienie, zaczęła być kwestionowana w obliczu rosnących obaw o rozprzestrzenianie się wariantu Delta wirusa. Pomimo nerwowych ruchów na rynkach, uważamy, że fundamenty w dłuższym okresie nie uległy zmianie, jednak brak świeżych, pozytywnych impulsów może rodzić podstawy do przejściowej słabości aktywów ryzykownych.

Wydarzenia tygodnia: CPI/sprzedaż detaliczna z USA, produkcja przemysłowa z Eurolandu, CPI/rynek pracy z Wlk. Brytanii, inflacja z Polski, RBNZ, BoC, BoJ, PKB Chin

USA

W USA inflacja CPI (wt) i sprzedaż detaliczna (pt) mają największe znaczenie w kontekście dyskusji o kolejnych krokach Fed. Wyższa inflacja i silna sprzedaż będą sygnalizować przyspieszenie ożywienia, wyższy popyt i rosnące koszty materiałów przy utrzymujących się zakłóceniach w dostawach. Indeksy koniunktury (czw) i Beżowa Księga Fed (śr) rzucą więcej światła na sytuację w gospodarce. Słabsze dane oznaczają więcej cierpliwego wyczekiwania Fed, choć w obecnych nastrojach może to nie być odebrane jako gwarancja taniego dolara dla inwestycji w aktywa ryzykowne, ale za to podsycać obawy o wzrost globalny. Tym razem złe wieści to złe wieści.

Strefa euro

W strefie euro produkcja przemysłowa (śr) może rozczarować, co sugerują już opublikowane odczyty z największych gospodarek (m.in. z Niemiec). Pomimo solidnych odczytów PMI, problemem produkcji są zakłócenia w łańcuchu dostaw. Zatem słabość bierze się z czynników pozapopytowych i nie powinna od razu budzić negatywnych reakcji. EUR do wzrostów potrzebuje lepszych nastrojów, które zahamują ucieczkę w stronę USD.
W Wielkiej Brytanii inflacja CPI (śr) i rynek pracy (czw) są najważniejszymi odczytami. Inflacja jest na fali wznoszącej i już w maju wyszła powyżej celu 2 proc. Czerwiec ma przynieść dalszy wzrost, choć skromny (do 2,2 proc. z 2,1 proc.). Silniejszy wzrost raczej nie przyniesie pozytywnej reakcji GBP, biorąc pod uwagę jasne stanowisko Banku Anglii przeciwne prędkiej normalizacji polityki. W okresach awersji do ryzyka funt przegrywa z walutami defensywnymi (EUR, USD), ale gdy rynek wraca do wyceny fundamentów, wsparciem będą informacje o planowanym całkowitym zniesieniu covidowych restrykcji do 19 lipca.

Polska

W Polsce finalny odczyt CPI (czw) oraz pierwszy inflacji bazowej (pt) tracą na znaczeniu po tym, jak na lipcowej konferencji prasowej prezes NBP A. Glapiński dał jasno do zrozumienia, że warunki dla zacieśniania monetarnego nie zostaną prędko spełnione, prawdopodobnie co najmniej do końca roku. Z perspektywy złotego przekaz z banku centralnego nie może być już bardziej gołębi, ale też żadne szanse na jastrzębi zwrot nie były w cenie, aby teraz złoty miał z tego powodu tracić. Polska waluta pozostaje zakładnikiem nastrojów globalnych, choć uważamy, że przy EUR/PLN 4,55 sięgamy granicy słabości złotego.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii w komunikacie RBNZ (wt) spodziewamy się bardziej optymistycznego tonu, który potwierdzi ostatnią rewizję rynkowych oczekiwań i przybliżenie terminu podwyżki stóp procentowych na listopad. Przy mocnej reakcji NZD na ostatnie spekulacje, komunikat RBNZ może już nie dostarczyć świeżego katalizatora dla wzrostów.

Kanada

W Kanadzie w centrum uwagi będzie posiedzenie banku centralnego (śr). Silne odbicie zatrudnienia w czerwcu (ponowne otwarcie gospodarki) oraz optymistyczne wyniki ankiety wśród przedsiębiorstw przemawiają za dalszą redukcją tempa skupu aktywów i jastrzębim tonem komunikatu BoC. Z drugiej strony jest mało realne, aby bank dał jasne sygnały, kiedy można spodziewać się pierwszej podwyżki, co przy agresywnej wycenie rynkowej oznacza niewielka przestrzeń do wzmocnienia CAD. W kolejnych dniach CAD może pozostać bardziej wrażliwy na wahania ogólnorynkowego sentymentu.

Japonia

Nie oczekujemy zmian w polityce monetarnej Banku Japonii (pt). Nic nie wskazuje, aby perspektywy inflacji uległy zmianie i w horyzoncie prognozy cel 2 proc. nie zostanie osiągnięty. BoJ pozostaje gołębi. Możemy usłyszeć o modyfikacjach w programach pożyczkowych pod inwestycje, ale z perspektywy JPY ma to neutralne znacznie.

Chiny

Obawy o hamowanie aktywności gospodarczej w Chinach czyni odczyt PKB za II kw. gorącym tematem przyszłego tygodnia (czw). Odczyt poniżej prognoz (8 proc. r/r) rozbudzi spekulacje o większe luzowanie polityki monetarnej. Co na dłuższą metę może być wspierające dla apetytu na ryzyko, krótkoterminowo może być paliwem dla kolejnej wyprzedaży aktywów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Na świeżym powietrzu i bez tłumów. Pandemia stworzyła nowy model jedzenia „na mieście”

Z ankiety przeprowadzonej w ramach badania firmy doradczej Deloitte „Global State of Consumer Tracker” wynika, że sektor gastronomiczny powinien zmierzyć się z nowymi oczekiwaniami klientów, jakie wyewoluowały w trakcie pandemii. Konsumenci w Polsce i na świecie zapewniają na przykład, że nawet po zakończeniu kryzysu epidemicznego nadal będą unikali tłumów. W stosunku do 2019 roku o ponad jedną trzecią zwiększyła się liczba Polaków, którzy deklarują, że częściej niż przed pandemią będą kupować świeże jedzenie, a o 10 proc. zwiększyła się liczba tych, którzy będą zamawiać posiłki na wynos lub z dostawą.

Mieszkańcy wszystkich 18 przebadanych przez Deloitte krajów deklarują, że po pandemii częściej niż przed pojawieniem się COVID-19 będą gotowali w domu. Globalnie liczba konsumentów, którzy tak odpowiedzieli zwiększyła się średnio o 50 proc., w Polsce – o 45 proc. Zmianę widać także w planowaniu wizyt w restauracjach. O jedną czwartą przybyło respondentów na świecie i więcej, bo aż o prawie jedną trzecią w Polsce, którzy zapewniają, że rzadziej będą jadać „na mieście”.

Na naszych oczach powstaje nowy model korzystania z restauracji. Nie oznacza to, że zaczną hurtowo znikać z map miast, bo jakości, wygody, serwisu czy prestiżu, które dają nam wizyty w nich, nie da się w zupełności zastąpić odpowiednią adaptacją modelu jedzenia w domu. Podobnie jak możliwości, jakie dają restauracje w przypadku oficjalnych spotkań czy spotkań w większej grupie. Ważniejsze natomiast będą dla nas teraz bezpieczeństwo i przestrzeń –, jaką dają na przykład ogródki restauracyjne – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale doradztwa finansowego Deloitte. Zdaniem eksperta dotychczasowy model stołowania się w zatłoczonych restauracjach w dużej mierze zastąpi jedzenie na świeżym powietrzu – o 10 proc. przybyło konsumentów, którzy częściej będą zamawiali jedzenie na wynos lub z dostawą (+13 proc. globalnie) – i produkty on-the-go, a więc dania gotowe do podgrzania.

Bardziej niż wcześniej będzie też się liczyła jakość spożywanych posiłków. O 36 proc. przybyło polskich konsumentów, którzy deklarują, że częściej niż przed pandemią będą kupowali świeże jedzenie (+38 proc. globalnie).

Trzy powody zmian

Eksperci Deloitte wyróżniają trzy powody, dla których konsumenci na całym świecie deklarują, że po zażegnaniu kryzysu związanego z pandemią nadal będą częściej jadać w domu.

Pierwszy z nich to powód natury strukturalnej. Zarówno konsumenci, jak i firmy, spodziewają się, że model pracy zdalnej lub hybrydowej utrzyma się również po zakończeniu pandemii. W rezultacie mniej osób kupi kawę w drodze do biura, wybierze się na lunch w gronie współpracowników i skorzysta z ofert „happy hours” w restauracji. Praca hybrydowa oznacza również mniej podróży służbowych, co z pewnością wpłynie na zmniejszenie liczby osób korzystających z usług gastronomicznych na lotniskach i w hotelach. Z badania wynika, że w stosunku do 2019 roku o prawie 20 proc. przybyło osób, które po pandemii nadal będą pracowały z domu (+25 proc. globalnie). O ponad jedną trzecią zmniejszyła się liczba tych, którzy będą korzystać z hoteli (-29 proc. globalnie) i o prawie 40 proc. tych, którzy będą podróżować samolotami (-33 proc. globalnie).

Jest także powód ekonomiczny. Gotowanie w domu jest tańsze, co ma znaczenie dla milionów ludzi, których sytuacja finansowa uległa pogorszeniu w trakcie pandemii. Powód ten potwierdzają odpowiedzi na pytania dotyczące finansów. 63 proc. Polaków martwi się stanem swoich oszczędności, a 59 proc. spłatą kredytów. Ponad jedna trzecia woli też odłożyć w czasie większe zakupy.

Trzeci powód to preferencje. W czasie pandemii wielu z nas nauczyło się lepiej gotować. W 2020 roku odnotowano globalny wzrost sprzedaży książek kulinarnych o 17 proc. oraz małego AGD o 32 proc., a gotowanie w domu, przez wielu postrzegane jako zdrowsza opcja, stało się łatwiejsze. Nastąpiła też popularyzacja e-grocery, cateringów online i meal-kitów, czyli usługi gastronomicznej, w ramach której klienci otrzymują wstępnie poporcjowane, a czasem częściowo przygotowane składniki i przepisy kulinarne, do samodzielnego przygotowania posiłku.

Oznacza to, że teraz konsumenci oczekują zdrowego jedzenia w rozsądnych cenach i możliwości spożycia go w higienicznych warunkach bądź elastycznych form dostawy posiłków. – mówi Kamil Kucharczyk.

Zbyt wcześnie na towarzystwo

Większość konsumentów nie jest jeszcze gotowa do ponownego włączenia się w aktywności wymagające interakcji z innymi osobami w zatłoczonych miejscach. Odzwierciedleniem tego trendu jest nastawienie konsumentów do stołowania się poza domem czy podróżowania samolotem, ale też do udziału w wydarzeniach masowych, takich jak koncerty. O 29 proc. spadła w porównaniu z okresem sprzed pandemii liczba osób, które deklarują, że będą brały w nich udział (-28 proc. globalnie). O 23 proc. ubyło także pasażerów publicznej komunikacji (-24 proc. globalnie), za to aż o 37 proc. zwiększyła się liczba konsumentów w Polsce, którzy będą robić zakupy online (+41 proc. globalnie). Oznacza to też silny zwrot w stronę efektywności komunikacyjnej – wykorzystanie spotkań on-line minimalizuje logistykę, dojazdy czy przeloty do niezbędnego minimum w poszukiwaniu efektywnego wykorzystania swojego czasu.

Uderzenie pandemii i jej efekt społeczny były tak silne, że raczej nie ma szans na powrót do poprzedniego modelu życia konsumentów. Niemniej nie będzie ono wyglądało jak w trakcie pandemii, a konsumenci prawdopodobnie będą szukali nowych, wygodnych dla siebie rozwiązań. Na przykład w przypadku powszechnego modelu pracy hybrydowej przejdziemy ze spotkań na Zoomie w dresach do urządzania profesjonalnego home office i wydzielania przestrzeni do pracy w domu – podsumowuje Kamil Kucharczyk.

Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW na szczycie Trójmorza w Sofii

  • W dniach 8-9 lipca br. w Sofii odbył się Szczyt Inicjatywy Trójmorza
  • Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW był członkiem oficjalnej delegacji towarzyszącej Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej Andrzejowi Dudzie  
  • Podczas szczytu w Sofii Prezes Zarządu GPW wziął udział w panelu dyskusyjnym „Innowacje”

Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) był członkiem oficjalnej delegacji, która w dniach 8-9 lipca 2021 r. uczestniczyła w Szczycie Inicjatywy Trójmorza w Sofii. Polskiej delegacji przewodniczył Prezydent RP Andrzej Duda.

8 lipca br. Prezes Marek Dietl wziął udział w panelu dyskusyjnym poświęconym innowacjom, moderowanym przez Filipa Genova, Dyrektora Zarządzającego Sophia Lab. W dyskusji uczestniczyli również Manyu Moravenov, Prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Bułgarii oraz Vladimir Danailov, Dyrektor Wykonawczy, Członek Zarządu Fund of funds, FMFIB (największego funduszu-funduszy Venture Capital w Bułgarii). Głównym tematem była kwestia łączenia ekosystemów innowacji w regionie Trójmorza, a także umiejętność i istota współpracy w ramach lokalnych inicjatyw badawczo-rozwojowych oraz wsparcia instytucjonalnego wspólnych projektów innowacyjnych. Rozmówcy zgodnie przyznali, że kraje w regionie znacznie skorzystałyby na skoordynowanym sposobie współpracy i wykorzystania aktywów krajów – zarówno jako wehikułów inwestycyjnych, centrów badawczo-rozwojowych, jak i kapitału ludzkiego.

– Trójmorze jest realnym projektem gospodarczym, za którym w wymiarze rynku kapitałowego stoją konkretne działania, tak jak funkcjonujący i działający indeks giełd Trójmorza CEEPlus. Ponieważ jest dedykowany globalnym graczom, w szczególności inwestorom z Azji, kwalifikacja spółek do indeksu bazuje na kryterium płynności. Mam nadzieję, że niedługo powitamy w nim również pierwszą spółkę notowaną na bułgarskiej giełdzie – powiedział w trakcie dyskusji Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW. – Naszą rolą, jako największej pod względem obrotów giełdy w regionie Trójmorza, jest praca nad rozwojem technologicznym i udostępnienie rozwiązań IT mniejszym giełdom. Wspólny indeks regionalny oraz promocja w połączeniu z wydajnymi systemami IT pozwolą Trójmorzu i lokalnym giełdom przyciągnąć uwagę globalnych inwestorów – dodał.

– Nasze giełdy współpracują ze sobą już od wielu lat, mamy szczególnie dużo inicjatyw z giełdami sąsiadującymi. Jednym z wyzwań w naszym regionie jest różnica pomiędzy poszczególnymi rynkami. Większe giełdy z odpowiednią infrastrukturą i rozwiązaniami technologicznymi powinny dzielić się doświadczeniami i wiedzą z tymi mniejszymi, ale z dużym potencjałem wzrostu – stwierdził Manyu Moravenov, Prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Bułgarii.

Bezemisyjne autobusy wodorowe otrzymują wspólne logo Toyoty i CaetanoBus

  • Toyota i CaetanoBus podjęły decyzję o cobrandingu bezemisyjnych autobusów H2.City Gold i e.City Gold produkowanych w zakładach CaetanoBus w Portugalii
  • Toyota Motor Europe dostarcza firmie CaetanoBus elektryczne napędy na ogniwa paliwowe do wodorowych autobusów miejskich H2.City Gold
  • Od grudnia 2020 roku Toyota jest współwłaścicielem firmy CaetanoBus. Współpraca Toyoty i Grupo Salvador Caetano trwa od ponad 50 lat
  • Toyota wzmacnia strategiczną współpracę z CaetanoBus, aby przyspieszyć rozwój zrównoważonych środków transportu

CaetanoBus, portugalski producent autobusów, oraz Toyota podjęły decyzję o cobrandingu dwóch modeli bezemisyjnych, elektrycznych autobusów miejskich – wodorowego H2.City Gold i bateryjnego e.City Gold. Toyota jest udziałowcem CaetanoBus oraz dostawcą elektrycznych napędów na wodorowe ogniwa paliwowe do pierwszego z nich.

W 2019 roku Toyota i CaetanoBus wprowadziły technologię wodorowych ogniw paliwowych Toyoty do miejskiego autobusu firmy CaetanoBus. W ten sposób powstał model H2.City Gold, którego napęd opiera się na zestawie ogniw paliwowych, zbiornikach wodoru i innych kluczowych elementach opracowanych i produkowanych przez Toyotę.  W grudniu 2020 roku spółka Toyota Caetano Portugal stała się udziałowcem CaetanoBus, aby bezpośrednio wesprzeć tę firmę w poszerzeniu oferty bezemisyjnych autobusów.

W ciągu ostatniego roku portugalski producent wzmocnił swoją międzynarodową pozycję dzięki rosnącej sprzedaży bezemisyjnych autobusów w całej Europie. Wzrost popularności produktów CaetanoBus odzwierciedla rosnące uznanie dla technologii, możliwości inżynieryjnych i jakości produkcji tej firmy na konkurencyjnym europejskim rynku.

„Cobranding bezemisyjnych autobusów wzmacnia nasze wieloletnie partnerstwo z Toyotą oraz naszą pozycję na rynku bezemisyjnych autobusów. Dzięki niemu obie nasze firmy mają okazję podkreślić swoje możliwości technologiczne oraz pełne zaangażowanie w dekarbonizację” – powiedział José Ramos, prezydent CaetanoBus.

H2.City Gold, autobus wodorowy wyposażony w napęd na ogniwa paliwowe Toyoty, ma zasięg 400 km, a jego tankowanie trwa 9 minut. Zarówno ten pojazd, jak i elektryczny model na baterię e.City Gold, otrzymają plakietki z logotypami Caetano oraz Toyota. Oba pojazdy skorzystają na dużej rozpoznawalności i silnej pozycji marki Toyota w Europie.

„Cobranding bezemisyjnych autobusów przez CaetanoBus i Toyotę pokazuje ogromne zaufanie, jakie pokładamy w naszej najnowszej inwestycji oraz długofalowej współpracy z Caetano. W ten sposób podkreślamy także, jak ważne dla Toyoty jest rozwijanie bezemisyjnego transportu nie tylko w branży samochodów osobowych, ale znacznie szerzej. W ten sposób konsekwentnie dążymy do osiągnięcia neutralności węglowej” – skomentował Matt Harrison, prezydent i CEO Toyota Motor Europe.

CaetanoBus to portugalski producent autobusów i podwozi. Firma oferuje gamę pojazdów dla miast i lotnisk, a dzięki szerokim możliwościom technicznym opracowuje rozwiązania transportowe indywidualnie dostosowane do potrzeb klientów. CaetanoBus jest także producentem autobusów COBUS – światowego lidera lotniskowego transportu autobusowego. Firma CaetanoBus koncentruje się na rozwoju pojazdów elektrycznych od 1980 roku.

Małe spółki – czy warto mieć je w portfelu?

To największe spółki – blue-chips, przyciągają uwagę inwestorów. Jednak poza nimi jest jeszcze wiele ciekawych średnich i małych spółek. Są wreszcie akcje spółek o bardzo małej kapitalizacji, którymi interesują się inwestorzy. Charakteryzują się one niską płynnością, dużą zmiennością kursów i wyższym ryzykiem.

W branży sztucznej inteligencji, która jest uważana przez inwestorów za obdarzoną dużym potencjałem wzrostu, znajdziemy znaczną liczbę ciekawych mniejszych spółek. Warto pamiętać, że sukcesy jednych spółek często są okupione porażkami innych. A wśród małych spółek tych drugich jest zdecydowanie więcej niż na całym rynku. Jedną z firm w tej branży jest Inpixon, który stworzył i rozwija kategorię nazwaną Indoor Intelligence. Jest to forma zaawansowanego Internetu Rzeczy (IoT), skupiona na obserwacji i poprawie funkcjonowania biur i zamkniętych przestrzeni publicznych. Rozwiązania firmy służą tworzeniu inteligentnych map danej przestrzeni, obserwacji jej parametrów oraz zachowań ludzi, przy użyciu sensorów i beaconów (które poprzez Bluetooth emitują sygnały do pobliskich telefonów i innych urządzeń). W ten sposób możliwe staje się tworzenie bardzo zaawansowanych analiz przestrzeni, jej wykorzystania oraz zachowania ludzi z niej korzystających, zarówno pracowników, jak i gości. Firma przez ostatnie lata przynosi straty. Za pierwszy kwartał 2021 roku EPS wynosi -0,08 dolara, w porównaniu do -0,92 dolara w tym samym okresie rok wcześniej. Jednocześnie cena akcji mocno się wahała, obecnie kosztuje 1,07 dolara, podczas gdy na zamknięciu 11 lutego br. osiągnęła 2,32 dolara.

Kolejną popularną małą spółką z branży medycznej jest Asensus Surgical, która wcześniej nazywała się TransEnterix. Produkuje ona urządzenia do chirurgii robotowej (robotic surgery), przede wszystkim do przeprowadzania mało inwazyjnych operacji laparoskopowych. Roboty tego typu stają się standardem w coraz większej liczbie krajów na świecie. Spółka przygotowuje urządzenia, które wykorzystają w szerokim zakresie sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Służy to większej standaryzacji nawet bardzo skomplikowanych procedur chirurgicznych oraz eliminacji najpopularniejszych błędów i niedociągnięć. Jednak akcja spółki kosztuje obecnie 2,71 dolara, mocno poniżej rekordowego poziomu z 10 lutego br., kiedy akcje były notowane po 6,26 dolara. EPS dla spółki za pierwszy kwartał 2021 roku wynosi -0,08 dolara, wobec 0,59 dolara za ten sam okres rok wcześniej.

W branży biofarmaceutycznej działa firma Evofem Biosciences, która skupia się na zdrowiu reprodukcyjnym kobiet. Spółka w 2020 roku wprowadziła na amerykański rynek Phexxi — pierwszy niezawierający hormonów żel antykoncepcyjny dla kobiet. Prowadzi także zaawansowane badania kliniczne dwóch innych produktów dla kobiet zapobiegających zakażeniom przenoszonym drogą płciową. W ciągu ostatniego roku akcje spółki spadły o 68 proc., choć w międzyczasie akcje spółki kosztowały już 4,88 dolara (17.02.2021), a teraz kosztują 1,02 dolara. Spółka nie przynosi zysków, EPS za pierwszy kwartał wyniósł -0,56 dolara. Ponieważ spółka inwestuje w badania kliniczne swoich produktów, jest mało prawdopodobne, by zyski pojawiły się w perspektywie najbliższych 3 lat. Dodatkowo akcjonariat spółki jest rozmywany nowymi emisjami, co także nie jest korzystne dla obecnych akcjonariuszy. Z drugiej strony spółka ma ciekawy produkt i duże szanse na wprowadzenie kolejnych innowacyjnych rozwiązań w przyszłości.

To tylko wybrane przykłady popularnych akcji małych spółek. Łączy je jedno, wszystkie w ostatnich okresach przynoszą straty, co powoduje, że poza analizą finansową konieczne jest dokładne przyjrzenie się perspektywom danej spółki. W tej sytuacji występują także niedobory informacyjne. Spółki publiczne tej wielkości zwykle w minimalnym, wymaganym przez prawo zakresie, informują o swoich wynikach i planach. Na wielu rynkach spotykamy inwestorów specjalizujących się właśnie w inwestowaniu w małe spółki, jednak wymaga to dużej wiedzy i kontroli ryzyka. Oczywiście tego rodzaju spółki mogą znaleźć się w dobrze zaplanowanym portfelu inwestycyjnym, jednak trzeba pamiętać o odpowiedniej dywersyfikacji i by ich udział nie przekraczał kilku procent.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Badanie Accor: biznes oczekuje wzrostu przychodów z powrotem bezpośrednich spotkań

Z najnowszych obliczeń Accor, wiodącej grupy hotelowej na świecie wynika, że wirtualne spotkania znacząco wpływają na efekty biznesowych negocjacji. Badani spodziewają się wzrostu przychodów nawet o 25 proc. przy możliwości odbywania spotkań bezpośrednich. Eksperci podkreślają znaczenie kontaktu twarzą w twarz w biznesie.

Wirtualne spotkania stają się nieodzowną częścią dzisiejszej rzeczywistości biznesowej. Accor, wiodąca grupa hotelarska na świecie, przeprowadziła badania nad wpływem zmiany formy spotkań na wyniki biznesowe. Bazując na obserwacjach z ubiegłego roku, specjaliści przewidują średni wzrost liczby zawieranych transakcji o 23 rocznie przy powrocie możliwości spotkań bezpośrednich. Jednocześnie badani wskazują, że spotkanie twarzą w twarz daje rezultaty zbliżone do trzech rozmów przez telefon lub wideokonferencji.

Głównym z problemów, na jaki zwraca 30 proc. badanych jest brak interakcji na poziomie mowy ciała i sygnałów niewerbalnych. Dla 22 proc. respondentów nawiązanie rozmowy pozwalającej tworzyć bezpośrednie relacje jest znacznie trudniejsze przy wirtualnych spotkaniach. Dodatkowo 37 proc. pracowników w ostatnich miesiącach doświadczyło problemów technicznych w postaci złej jakości czy utraty połączenia w trakcie spotkania online, co jest utrudnieniem w rozmowach biznesowych.

Dla części badanych zamknięcie lokali gastronomicznych wpłynęło na ograniczenie spotkań z klientami, na co wskazuje 1/6 pracowników (18 proc.), co w ich ocenie w dłuższej perspektywie negatywnie wpływa na wyniki finansowe. Z kolei dla 20 proc. wirtualne rozmowy z wykorzystaniem technologii są zbyt formalne i pozbawione ludzkich interakcji.

Ostatnie miesiące dla wielu osób pokazały prawdziwą wartość bezpośrednich kontaktów. Powrót spotkań twarzą w twarz, sprawia, że możemy docenić je bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – wyznaje Sophie Hulgard, Senior Vice President of Sales – Accor, Northern Europe. – Wyniki naszych badań jasno mówią o wpływie formy spotkań na wyniki. Potencjalny 25-procentowy wzrost przychodów ze spotkań bezpośrednich przyniesie gospodarce miliony, jak nie więcej. Kluczowy jest także aspekt psychologiczny wpływu ostatnich miesięcy dla nas wszystkich. Ludzie potrzebują kontaktu z innymi, jednak technologia, choć umożliwia nieograniczony kontakt pozbawia nas niewerbalnych sygnałów obecnych tylko w kontaktach twarzą w twarz. Wprawdzie rozwiązania cyfrowe w biznesie zostaną z nami w przyszłości, to spotkania bezpośrednie wciąż mają znaczenie przy zawieraniu transakcji. Technologia nie jest w stanie w pełni zastąpić kontaktu. Przeprowadzone przez nas badania podkreślają hybrydowy trend, który będzie trwałym dziedzictwem ubiegłego roku.

Badanie zrealizowane przez Accor podkreśla tęsknotę pracowników za powrotem do sprawdzonych form kontaktów z klientami, związanych także z życiem towarzyskim i działaniami reprezentacyjnymi. Prawie połowa badanych (47 proc.) wyczekuje interakcji społecznych związanych ze spotkaniami w czasie pracy.

Cztery trendy w spotkaniach na najbliższe lata Sophie Hulgard, Senior Vice President of Sales – Accor, Northern Europe:

  1. Spotkania hybrydowe: Łączenie wirtualnego i „fizycznego” uczestnictwa w wielu lokalizacjach. W kwietniu 2021 Accor wprowadził ALL CONNECT – nową koncepcję hybrydowych spotkań opartą na Microsoft Teams, umożliwiającą bezpośrednią i wirtualną łączność.
  2. Spotkanie zamykające: W drugiej połowie 2021 roku wzrośnie liczba bezpośrednich spotkań zamykających transakcje, ponieważ fundamenty zbudowane cyfrowo zaowocują przy dobijaniu targu.
  1. Spotkania z kulturą: Eksperci oczekują, że „spotkania kulturowe” staną się normalnym elementem działalności biznesowej w miarę wychodzenia z pandemii. Po roku lub więcej rozłąki ludzie łączą się ponownie, by budować zespoły i kulturę.
  1. Spotkania liderów: Spotkania w małym gronie będą miały duże znaczenie na krótką metę – ponowne spotkania zarządów, zespołów kierowniczych. Silna będzie potrzeba łączenia się z innymi. Firmy będzie do siebie ciągnęło, a ludzie znów będą łączyć się osobiście.

Badanie przeprowadzone na zlecenie OnePoll wśród 2 000 pracowników pracujących w domu podczas pandemii. W 2020 r. grupa Accor wprowadziła inicjatywę „ALL Meet Well”, która jest wyrazem zaangażowania Accor w zapewnienie bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia delegatom podczas dzisiejszych i przyszłych spotkań. Wszystkie spotkania i imprezy odbywają się zgodnie z ALLSAFE, globalnym programem Accor w zakresie czystości i profilaktyki.

Tąpnięcie na franku

Wczorajsze niespodziewane umocnienie franka względem euro niemal momentalnie podniosło cenę szwajcarskiej waluty o 4 grosze. Kredytobiorcy złotowi w dalszym ciągu cieszą się najniższym oprocentowaniem w historii.

Problem frankowiczów

Wczoraj na rynku doszło do dość specyficznej sytuacji. Zaczęło się niewinnie od przeceny euro względem franka. Jako powód większość analityków wskazuje niepokój związany ze wzrostem zachorowań na koronawirus w najgłośniejszej ostatnio mutacji Delta. Potem doszło jednak do przebicia ważnych poziomów z punktu widzenia analizy technicznej i nagle ruch, który z racji swoich podstaw powinien być dość spokojny, jako niewiążący się z żadnym jednorazowym silnym odczytem, nabrał tempa. Efektem był wzrost kursu franka o około 4 grosze w ciągu raptem kilku godzin. Jest to o tyle niewygodny moment na taki ruch, że 10 dzień miesiąca jest jednym z bardziej popularnych terminów spłat kredytów walutowych.

Stopy procentowe bez zmian

Jedyną niespodzianką na wczorajszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej była ilość czasu, którą ci ludzie (przed podjęciem decyzji zgodnej z oczekiwaniami wszystkich analityków) postanowili ze sobą spędzić. Biorąc pod uwagę, że jeszcze nie tak dawno decyzje publikowane były około godziny 14:30, by o 16:00 robić konferencje, wczorajsza godzina 18:15 mogła budzić duże zaskoczenie. Komunikat opublikowany kwadrans później i nie było w nim niespodzianek. Komunikat o możliwym wzroście stóp, jeśli inflacja będzie napędzana przez czynniki popytowe, nie jest dużym zaskoczeniem. Z jednej strony RPP pokazuje, że podwyżki stóp są możliwe. Z drugiej strony sformułowanie to jest tak nieprecyzyjne, że pozostawia pełną dowolność członkom tego gremium.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy również, jak co tydzień liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Analitycy spodziewali się 350 tysięcy, czyli kolejnych najniższych poziomów od początku pandemii. Wynik wyniósł jednak 23 tysiące więcej. Powoduje on, że nadal mamy wyraźną tendencję spadkową w liczbie wniosków o zasiłek. Nie jest ona jednak tak silna jak dotychczas. Po tych danych dolar, który od rana tracił w wyniku korekty względem euro, kontynuował spadki, jednakże pod koniec dnia powrócił w okolice kursu z momentu publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP po decyzji RPP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Przedsiębiorca wygrał ze skarbówką, bo jej organ, nie analizując dowodów, automatycznie uznał go za przestępcę, powielając ustalenia innego organu

Naczelnik urzędu skarbowego oskarżył przedsiębiorcę o świadomy udział w oszustwie karuzeli VAT. Odmówił mu więc zwrotu VAT zapłaconego i wykazanego na fakturach kosztowych, jednocześnie obarczając go sankcją w postaci konieczności uregulowania kwoty tego podatku, wynikającej z wystawionych przez niego faktur sprzedaży. Decyzję NUS podtrzymał Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie. Reprezentowany przez radcę prawnego Roberta Nogackiego z Kancelarii Prawnej Skarbiec przedsiębiorca wygrał jednak w sądzie, który orzekł: „Odnośnie do oceny świadomości udziału Skarżącego w oszustwie podatkowym, zgodzić się należy ze Skarżącym, że DIAS poprzestał w tym zakresie na skopiowaniu oceny NUS, prawdopodobnie nawet nie analizując zebranego w sprawie materiału dowodowego” (wyrok WSA w Warszawie z 8 czerwca 2021 r., sygn. akt III SA/Wa 2138/20).

Przedsiębiorca był oszustem, bo jego dostawcy byli oszustami

W czerwcu 2019 r. naczelnik urzędu skarbowego w wyniku przeprowadzonej u jednego z mazowieckich przedsiębiorców kontroli podatkowej, a następnie postępowania podatkowego, ustalił, że uczestniczył on w łańcuchu karuzeli VAT, jako jeden z podmiotów fikcyjnie obracających towarem, świadomie, jedynie dla uwiarygodnienia całej oszukańczej transakcji i celem wyłudzenia zwrotu w podatku od towarów i usług. Naczelnik wskazał, że przedsiębiorca nabywał kawę i napoje energetyczne od firm, które same nabywały ten towar od przedsiębiorstw zidentyfikowanych jako tzw. znikające podmioty czy też słupy. Jego dostawcy faktycznie nie nabywali tego towaru, a jedynie brali udział w sztucznym wydłużaniu łańcucha dostaw, stąd wystawione przez nich faktury nie odzwierciedlały rzeczywistego przebiegu operacji gospodarczych. Przedsiębiorca tego samego dnia, w którym rzekomo zakupił kawę i napoje, dokonywał wewnątrzwspólnotowej dostawy na rzecz spółek z siedzibą w Czechach. Z Czech towar trafiał z powrotem do Polski lub dalej: na Słowację i Łotwę.

Zdaniem organu przedsiębiorca gromadził dokumenty tylko po to, by „wyprać” oszustwo

Naczelnik nie dał wiary zeznaniom świadków ani wyjaśnieniom firm co do rzeczywistego przeprowadzenia transakcji gospodarczych, także dokumentom takim jak: międzynarodowe listy przewozowe (CMR), potwierdzenia przelewów, umowy, faktury. W opinii organu przedsiębiorca nie mógł dysponować i rozporządzać towarem jak właściciel. Wszystkie podnoszone przez niego argumenty w postaci: potwierdzeń zamówień, zleceń transportowych, pokrywania kosztów transportu, zawierania umów z odbiorcami z Czech tak naprawdę służyły jedynie uwiarygodnieniu fikcyjnych w rzeczywistości transakcji. W tych okolicznościach przedstawione przez przedsiębiorcę zdjęcia czy nagrania transportu nie mogą przemawiać za dochowaniem przez niego wymogów należytej staranności przy zawieraniu transakcji, skoro brał on świadomy udział w oszukańczym procederze.

Zamiast zwrotu VAT odmowa i zobowiązanie do jego zapłaty

Naczelnik urzędu skarbowego zanegował prawo przedsiębiorcy do odliczenia VAT naliczonego na fakturach nabycia towaru, a uznanych przez organ za fikcyjne. A ponieważ stwierdzono, że przedsiębiorca towaru w rzeczywistości nie nabył, to i nie mógł go odsprzedać, zatem nie dokonał czynności opodatkowanych VAT. Stąd na podstawie art. 86 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług organ odmówił mu również prawa do obniżenia zobowiązania w VAT o podatek naliczony na fakturach nabycia paliwa oraz pozostałych kosztów eksploatacyjnych samochodu osobowego, wykorzystywanego wg ustaleń organu do oszustwa. Taką samą decyzję naczelnik podjął w odniesieniu do faktur kosztowych nabycia usług transportu towaru, uznanych za transakcje pomocnicze przy dokonaniu tego oszustwa, opłat parkingowych i innych. Wszystkie bowiem te nabycia nie miały w opinii organu żadnego związku ze sprzedażą opodatkowaną VAT. Co więcej, stosując sankcję przewidzianą w art. 108 ustawy o VAT, organ domagał się zapłaty podatku wykazanego przez przedsiębiorcę na wystawionych przez siebie fikcyjnych fakturach sprzedaży. W sierpniu 2020 r. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie (DIAS) utrzymał w mocy decyzję naczelnika urzędu skarbowego (NUS).

Jak bronił się przedsiębiorca?

Jednak przedsiębiorca postanowił się tym działaniom fiskusa przeciwstawić. Korzystając z pomocy prawnej pełnomocnika, radcy prawnego Roberta Nogackiego z Kancelarii Prawnej Skarbiec, zarzucił organowi II instancji, że ten nie ustosunkował się do wszystkich zarzutów skierowanych przeciw decyzji naczelnika urzędu skarbowego. Co więcej, pełnomocnik podniósł, że DIAS bezwiednie i bezkrytycznie, a więc tendencyjnie i automatycznie, przyjął za własne ustalenia NUS, nie odnosząc się w pełni do zgromadzonego materiału dowodowego. Zaś organy poczyniły w tej sprawie swoje ustalenia na błędnym rozumowaniu, opierając się o doświadczenie życiowe, które nie ma nic wspólnego z prowadzeniem działalności gospodarczej. Mecenas Nogacki zarzucił również wybiórcze i fragmentaryczne traktowanie dowodów, jak i nadawanie dowodom przedstawionym przez przedsiębiorcę błędnego, nielogicznego znaczenia, np. poprzez stwierdzenie, że właściwe dokumentowanie transakcji stanowi dowód na celowe jej pozorowanie i świadome uczestnictwo w oszustwie podatkowym. A przecież przedsiębiorca działaniami tymi zadośćuczynił wymogom formalnym dokumentowania zdarzeń gospodarczych, dbając w istocie o zapewnienie dowodu na prawdziwość, rzeczywistość dokonanych transakcji, obalając domniemanie skarbówki co do fikcyjności faktur.

Skoro organy stwierdziły oszustwo, to i przedsiębiorca musi być oszustem

W skardze wniesionej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie pełnomocnik firmy podniósł, że z treści decyzji podatkowych wydanych zarówno przez NUS, jak i DIAS wynika wyraźnie subiektywne i negatywne nastawienie prowadzących postępowanie urzędników do osoby przedsiębiorcy. Przejawia się to celowym interpretowaniem sprawy tak, aby przedstawić go w złym świetle, mimo braku jakichkolwiek dowodów na poparcie gołosłownych twierdzeń o rzekomym i świadomym uczestnictwie przedsiębiorcy w przestępczej działalności.

Naruszenie zasady dwuinstancyjności postępowania

Sąd przychylił się do skargi. Orzekł, że organ odwoławczy zobowiązany jest ponownie rozpoznać i rozstrzygnąć sprawę rozstrzygniętą wcześniej decyzją organu I instancji. Wymogu tego nie spełnia jedynie ograniczenie się do stwierdzenia, że ustalenia organu I instancji są prawidłowe, bo to pozbawia podatnika procesowych gwarancji ochrony jego interesu. Organ II instancji ma więc obowiązek ponownego rozpatrzenia całego materiału dowodowego, przez co należy rozumieć uwzględnienie wszystkich dowodów przeprowadzonych w sprawie, jak i wszystkich okoliczności towarzyszących ich przeprowadzeniu, mających znaczenie dla oceny ich mocy i wiarygodności. Organ nie może pomijać żadnego dowodu. Jedynie po jego uprzednim zbadaniu może odmówić mu wiarygodności. Ocena materiału dowodowego powinna znaleźć odzwierciedlenie w uzasadnieniu decyzji organu. Zaś uzasadnienie to powinno być spójne i logiczne, tak by w sposób niebudzący wątpliwości potwierdzało ustalony przez organ stan faktyczny.

Sąd wytknął organowi, że ten, mimo obszernego materiału dowodowego w postaci zeznań świadków, a przede wszystkim przedłożenia wielu dokumentów pozyskanych od właściwych organów podatkowych, w tym takich jak: informacje SCAC, czyli informacje przekazane przez administracje podatkowe innych państw, jedynym dowodem, do którego się odnosi, jest decyzja Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie, wydana wobec kontrahenta przedsiębiorcy, a nie samego przedsiębiorcy. A ustalenia przyjęte przez inny organ wobec tego podmiotu nie korzystają z domniemania wiarygodności wobec przedsiębiorcy w tej sprawie. Natomiast DIAS przyjął bezkrytycznie za pewne i wiarygodne te ustalenia innego organu wobec kontrahenta przedsiębiorcy, nie odnosząc się przy tym i nie oceniając żadnego innego materiału dowodowego w tej sprawie.

Podsumowując, uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, WSA w Warszawie stwierdził, że nie zawiera ona: „ani samodzielnych ustaleń DIAS co do stanu faktycznego sprawy, ani odniesienia się do całości materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie. Zasadniczo (…) sprowadza się do szerokiego zacytowania przepisów (…), a także odniesienia się do zarzutów odwołania poprzez zaaprobowanie stanowiska NUS i przywołanie (skopiowanie) wybranych fragmentów ustaleń (ocen) dokonanych przez organ I instancji” (wyrok WSA w Warszawie z 8 czerwca 2021 r., sygn. akt III SA/Wa 2138/20). Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie naruszył więc gwarantowaną w ustawach podatkowych, a przede wszystkim w Konstytucji RP, zasadę dwuinstancyjności postępowania.

Przedsiębiorcy mogą skutecznie walczyć z odgórnym traktowaniem ich przez organy jak przestępców

Choć sprawa wydawała się beznadziejna, bo jakże mogło być inaczej, skoro organy dwóch instancji, mimo braku twardych dowodów, z góry założyły, że przedsiębiorca jest przestępcą, to wciąż przed takimi „mechanicznymi” działaniami organów skarbowych podatnicy, przy wsparciu profesjonalnych pełnomocników, zwłaszcza specjalizujących się w walce z urzędniczym bezprawiem, są chronieni przez sądy. Takiemu właśnie machinalnemu, automatycznemu uznawaniu przedsiębiorców za oszustów stanowczo przeciwstawił się warszawski sąd: „W zaskarżonej decyzji brak jest jakichkolwiek ustaleń w zakresie zakwestionowanych transakcji WDT. DIAS nawet nie wspomina, z jakimi kontrahentami transakcje te miały mieć miejsce, ani co wynika z dokumentów przedłożonych w tym zakresie przez Skarżącego, jego zeznań, zeznań kierowców, czy też odpowiedzi na zapytania SCAC. (…) Odnośnie do oceny świadomości udziału Skarżącego w oszustwie podatkowym, zgodzić się należy ze Skarżącym, że DIAS poprzestał w tym zakresie na skopiowaniu oceny NUS, prawdopodobnie nawet nie analizując zebranego w sprawie materiału dowodowego” (sygn. akt III SA/Wa 2138/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wartość gotówki i inwestycji Grupy INC wzrosła o 12 proc.

Grupa kapitałowa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, opublikowała wybrane szacunkowe dane finansowe na koniec I półrocza 2021 r. Według szacunków Grupa na koniec czerwca br. posiadała 42,1 mln zł w środkach pieniężnych i inwestycjach krótkoterminowych. Względem grudnia 2020 r. jest to wzrost o 4,4 mln zł. Grupa konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, dzięki czemu zwiększa portfolio klientów oraz osiągane wyniki operacyjne i finansowe. Celem na cały 2021 r. jest pozyskanie dla klientów ok. 100 mln zł.

W I półroczu wzrosła zarówno pozycja gotówkowa (+1,0 mln zł, do 9,3 mln zł na koniec czerwca br.), wartość rynkowa akcji notowanych (+1,9 mln zł, do 26,6 mln zł), jak i wartość bilansowa papierów wartościowych i udziałów nienotowanych (+1,6 mln zł, do 6,2 mln zł).

– Otoczenie rynkowe jest coraz bardziej wymagające, jednak dzięki dywersyfikacji działalności na część usługową i inwestycyjną oraz coraz większej różnorodności projektów, jako Grupa, możemy dalej dynamicznie rosnąć. Rozwijamy także działalność venture buildingową, co w niedalekiej przyszłości przełoży się na nowe  projekty. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes zarządu INC S.A.

Model biznesowy Grupy opiera się o działalność w trzech obszarach biznesowych: usługi doradcze, oferowanie instrumentów finansowych oraz inwestycje na rynku kapitałowym. Alternatywne spółki inwestycyjne z Grupy INC (INC Private Equity ASI S.A. oraz Carpathia Capital ASI S.A.) inwestują przede wszystkim w spółki z obszaru tzw. nowej ekonomii w tym m.in. spółki technologiczne, gamingowe, biotechnologiczne oraz OZE. W minionym kwartale Carpathia Capital ASI dokonała 5 nowych inwestycji w akcje i udziały pięciu spółek – dwóch z sektora gier, dwóch z sektora nowych technologii oraz jednej z sektora budowlanego.

Grupa INC ma ambitne plany na cały 2021 r. W ciągu bieżącego roku chce wprowadzić na giełdę kilkanaście spółek. Dotychczas w 2021 r. INC S.A. jako autoryzowany doradca w debiutach na NewConnect wspierała 3 spółki, a w całym ubiegłym roku było to 6 spółek.

– Mamy ambitne plany na 2021 r., a równolegle budujemy już portfolio projektów na 2022 r. W tym roku, jako INC S.A., chcemy wprowadzić na giełdę kilkanaście spółek. Natomiast jako DM INC, chcemy pozyskać finansowanie dla klientów o wartości około 100 mln zł. Co więcej rozwijamy nowe projekty, już w ciągu kilku tygodni ruszyć ma pierwsza kampania crowdfundingowa na platformie Rasiemana.com. – dodaje Paweł Śliwiński.

Raisemana.com to wspólny projekt crowdfundingowy INC oraz Codeaddict. W ostatnich tygodniach spółka uzyskała odpowiedź Urzędu KNF na swoje zgłoszenie w ramach Innovation Hub. Urząd Komisji Nadzoru Finansowego potwierdził prawidłowość interpretacji przepisów wskazaną przez Raisemana Sp. z o.o. w skierowanym zapytaniu. Oznacza to, że Raisemana.com uzyskała komfort regulacyjny co do zakresu stosowania przepisów dotyczących rynku finansowego i może rozpocząć działalność operacyjną.

Umożliwia ona twórcom pozyskanie bezzwrotnego finansowania na projekty związane z tzw. dziełami i dobrami cyfrowymi, czyli między innymi grą, muzyką czy filmem. W zamian za wsparcie projektu poprzez wkład pieniężny, wpłacający otrzymują m.in. określony wcześniej udział w przychodach netto ze sprzedaży danego dobra przez ustalony okres.

Ile trzeba czekać na pozwolenie na budowę?

Jedną z największych przeszkód w budowie mieszkań są narastające opóźnienia w wydawaniu pozwoleń na budowę. Jak długo firmy muszą czekać na decyzje w poszczególnych miastach? Co uniemożliwia terminowe wydawanie decyzji? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mateusz Bromboszcz, wiceprezes zarządu ds. Prawno-Administracyjnych w Atal

Trudności administracyjne od dawna ciążą na branży budowlanej. Długotrwałe i nieprzewidywalne procedury związane z wydawaniem zgód i decyzji w urzędach, m.in. pozwoleń na budowę czy użytkowanie mają niekorzystny wpływ na sektor nieruchomości i są największą barierą z jaką od lat mierzą się podmioty z sektora deweloperskiego.

Największe opóźnienia są aktualnie przy wydawaniu pozwoleń na budowę. Jeszcze niedawno okres oczekiwania wynosił pół roku, teraz bywa, że może to być nawet 15-18 miesięcy. Tymczasem, zgodnie z przepisami czas oczekiwania na pozwolenie na budowę nie powinien przekraczać 60 dni.

Z punktu widzenia firmy deweloperskiej niezwykle istotne jest utrzymanie płynności działania organów administracji oraz digitalizacja procedur. Niepewność w aspekcie administracyjnym bezpośrednio przekłada się bowiem na poziom oferty oraz koszty prowadzenia inwestycji.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia SA.

Działamy obecnie w pięciu dużych miastach Polski i aktywnie rozglądamy się za ekspansją do kolejnego miasta, którego władze są przyjazne inwestorom i inwestycjom. Przedłużające się procedury administracyjne to problem, z którym branża deweloperska boryka się od lat. Opieszałość urzędów w podejmowaniu niezbędnych decyzji spotęgowały dodatkowo pandemiczne obostrzenia i niektóre z wprowadzonych niedawno regulacji prawnych. Są miasta i urzędy, które dobrze radzą sobie z tymi trudnościami, ale zdarzają się też niestety przypadki opóźniania wydawania pozwoleń przez urzędników niektórych miast. Największą barierą dla inwestorów pozostaje brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz konieczność uzyskania decyzji o Warunkach Zabudowy. Wszystko to sprawia, że obecnie średni czas od zakupu działki do rozpoczęcia budowy to około 2 lata. Kupno działki objętej planem zagospodarowania wcale nie gwarantuje skrócenia tego okresu.

Staramy się obecnie o kilka pozwoleń na budowę inwestycji, których rozpoczęcie jest torpedowane przez kompletną bierność urzędników i nieuprawnione protesty właścicieli sąsiednich działek. Grunty w tych przypadkach są objęte MPZP i jesteśmy gotowi wybudować na własny koszt drogi dojazdowe do tych osiedli, na czym skorzystaliby obecni i przyszli mieszkańcy. Lokalne władze jednak z jakiegoś powodu nie chcą, abyśmy wyręczali je z obowiązku budowy infrastruktury komunikacyjnej i nie wydają stosownych zgód. Start inwestycji często opóźniają również sąsiedzi, oprotestowujący wydane już pozwolenia na budowę. W myśl obowiązujących przepisów protestujący nie ponoszą żadnych konsekwencji, jeśli projekt okaże się zgodny z wszystkimi obowiązującymi przepisami. Protestują, bo po prostu mogą i chętnie z tego prawa korzystają. Jeśli nie zostaną wprowadzone kary za takie celowe, obstrukcyjne działania, ta praktyka będzie z pewnością kontynuowana.

Dariusz Nagórski, dyrektor ds. Inwestycji Aria Development

Od początku pandemii urzędy przyjęły specjalne procedury, tzn. wszelkie terminy wynikające z przepisów prawa stały się nieobowiązujące. Praca zdalna urzędników utrudniała analizę dokumentacji złożonej do pozwoleń na budowę. Wpłynęło to na wydłużenie okresu uzyskania decyzji. Brak spotkań oraz pozostawianie dokumentów w tzw. wrzutniach bez potwierdzenia ich złożenia powodowały perturbacje, a w skrajnych przypadkach uniemożliwiały wydanie decyzji ze względu na to, że część z dokumentów ginęła.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Wawel Service

W Katowicach oraz Krakowie czas oczekiwania na wydanie pozwolenia na budowę jest tak samo długi. Przed pandemią trzeba było czekać 4-5 miesięcy. Od momentu pandemii czas ten znacznie się wydłużył do 8-10 miesięcy, co bardzo utrudnia terminowe rozpoczynanie prac budowlanych w inwestycjach. Problem wynika z dostępności urzędników odpowiedzialnych za wydawanie decyzji. Często służby te pracują zdalnie lub w ograniczonym czasie, stąd wydłużona procedura.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

W ostatnim czasie przyczyną największych, niezależnych od nas opóźnień była pandemia. Terminy ulegały przesunięciu nawet o kilka miesięcy. Urzędy przeszły na pracę zdalną lub hybrydową, w związku z czym niemożliwe stało się przyjście do urzędu bez uprzedniego umówienia się, a i to bywało trudne, gdy telefony w biurach nie były odbierane. Na szczęście sytuacja epidemiologiczna w kraju poprawia się, więc problem na chwilę obecną już nie jest tak palący, jak kilka miesięcy temu.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding SA.

Jest to istotny problem, dotykający deweloperów, skutkujący niższą podażą na rynku od popytu, co nie jest korzystne dla kupujących. Wpływa również na wzrost kosztów realizacji inwestycji. Niestety to nie jest sytuacja wywołana wyłącznie przez pandemię. Pandemia jednak jeszcze wydłużyła ten proces.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Opóźnienia dotyczą wszystkich decyzji administracyjnych. Ostatni przykład to 2 letnie procedowanie decyzji podziałowej. To jest największa przeszkoda w rozwoju rynku. Przesunięcie realizacji inwestycji o rok czy 2 lata z powodu przeciągających się procedur może zdecydować o sukcesie lub porażce biznesowej firmy. Mieszkań nie projektuje się dziś, a sprzedaje jutro. Projekty są „szyte na miarę” i dostosowywane do aktualnych potrzeb rynku, które nieustannie się zmieniają.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Obecnie w Warszawie trzeba czekać od kilku do kilkunastu miesięcy na pozwolenie na budowę, a nawet zdarza się zdecydowanie dłużej. Decyzje wydawane są z opóźnieniem głównie przez pandemię. Oczywiście są też inne czynniki wpływające na taką sytuację, chociażby to czy dla obszaru jest uchwalony miejscowy plan zagospodarowania terenu, czy też trzeba występować o warunki zabudowy dla działki. Dużo także zależy od specyfiki samego gruntu oraz tego, co konkretnie chcemy na nim zrealizować. Nie bez znaczenia jest również dzielnica Warszawy, w której będzie realizowana inwestycja.

Marcin Żurek, dyrektor do spraw realizacji inwestycji w Nickel Development

W dalszym ciągu hamulcem, utrudniającym sprawne funkcjonowanie jest pandemia. Większość urzędów, a także firm nadal nie wróciła do normalnego trybu i pracuje w systemie hybrydowym. Niestety wiele wskazuje na to, że do takiego funkcjonowania będziemy musieli się przyzwyczaić. Wielopoziomowa struktura urzędów, w których pracownicy rotacyjnie są na miejscu lub ich nie ma utrudnia skuteczne i szybkie przekazywanie dokumentów do zatwierdzenia, co siłą rzeczy wydłuża wszystkie procesy. Musimy także pamiętać, że wiele z projektowanych inwestycji, szczególnie podmiejskich jest złożonych i wymaga licznych dodatkowych uzgodnień, pozwoleń, zezwoleń, opinii, ekspertyz. Zarówno takich, które przygotowujemy przed ubieganiem się o pozwolenie na budowę, jak i takich, które wyznacza nam w toku postępowania urząd. Są to m.in. uzgodnienia związane z budową infrastruktury drogowej, uzbrojeniem terenów w infrastrukturę techniczną jak np. sieci sanitarne, sieci deszczowe, instalacje wodociągowe itd. Mówiąc wprost, inwestorzy są szybsi w przygotowaniu projektów niż instytucje w zapewnieniu niezbędnej infrastruktury.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Miasta nie zwalniają terenów przygotowując i uchwalając plany zagospodarowania przestrzennego. Jest duży problem z pozwoleniami na budowę, na które kiedyś czekało się sześć miesięcy, a teraz nawet 18. Podczas, gdy zgodnie z przepisami powinno to być tylko 60 dni. Dla deweloperów ten drugi problem jest nawet bardziej dotkliwy. Dopóki miasta nie zaczną przygotowywać więcej planów zagospodarowania, ceny mieszkań będą rosły.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor działu sprzedaży Ronson Development

Opóźnienia w wydawaniu pozwoleń na budowę są pokłosiem pandemii, która znacznie spowolniła ten proces. Rzeczywiście najmocniej te opóźnienia odczuwamy w Warszawie, która jest największym i najbardziej intensywnym rynkiem jeśli chodzi o nieruchomości. Brakuje kadr, prawo bywa niespójne, a do tego dochodzą ustalenia związane z infrastrukturą, która w wielu miejscach Warszawy jest słabo rozwinięta. Zdarzały się w ostatnim czasie przypadki, kiedy proces wydawania pozwolenia na budowę przekraczał nawet rok. Szczęśliwie część projektów zaplanowanych do realizacji w tym roku, mamy zabezpieczone stosownymi pozwoleniami. Staramy się działać z wyprzedzeniem i przewidywać ewentualne trudności.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W teorii każdy urząd ma 65 dni na wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę niezależnie od miasta oraz dodatkowy czas na uzupełnienie postanowienia. Działamy głównie na rynku trójmiejskim. Z naszych doświadczeń w tym temacie wynika, że czas oczekiwania na wydanie pozwolenia na budowę z reguły mieści się w wyznaczonym terminie.

Autor: dompress.pl

Po staremu u RPP i EBC

Europejski rynek akcji odbija, ceny obligacji przestały rosnąć, a na rynku walutowym zapanowała stabilizacja. Gdzieś w tle pozostają obawy o rozprzestrzenianie się wariantu Delta, ale trzymam się opinii, że jest to tylko pretekst wykorzystywany do technicznej korekty, gdyż w tych wakacyjnych tygodniach raczej nie otrzymamy lepszych impulsów do handlu. Kwestią czasu jest, kiedy zacznie się polowanie na okazje wśród przecenionych aktywów.

Złoty bez reakcji przyjął decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Można dyskutować czy był to skutek braku istotnych zmian w komunikacie, czy przejaw protestu przeciwko odwlekaniu decyzji do niedorzecznie późnej godziny (18:15). Stopa referencyjna dalej wynosi 0,10 proc., a przekaz po posiedzeniu był zgodny z oczekiwaniami. Rada podtrzymała opinię, że prowadzona polityka sprzyja ożywieniu gospodarczemu, ale dodano, że wzrasta niepewność w związku z rozprzestrzenianiem się kolejnych mutacji wirusa. NBP przedstawił nowe prognozy inflacji, które są wyższe od prognoz z marca, ale w latach 2022-2023 wracają do dopuszczalnego przedziału wahań (<3,5 proc.). Łącząc te dwie informacje, Rada wyraźnie przedstawia argumenty za niespieszeniem się z zacieśnianiem monetarnym. W rezultacie nie dziwi w komunikacie brak wzmianek o podwyżce stóp procentowych lub wygaszaniu programu skupu aktywów. Pozostało już tylko ostatnie słowo potwierdzenia tych wniosków przez prezesa NBP A. Glapińskiego podczas popołudniowej konferencji prasowej (15:00). Jastrzębie niespodzianki wydają się całkowicie wykluczone, a tylko takie mogłyby przyćmić wpływ nastrojów globalnych na złotego. Nastrojów, które w ostatnich dniach były negatywne, choć dziś widać oznaki uspokojenia.

Bez reakcji obyło się przy ogłoszeniu nowej strategii Europejskiego Banku Centralnego. W najważniejszym punkcie bank ustalił symetryczny średnioterminowy cel inflacyjny na poziomie 2 proc. zamiast dotychczasowego sformułowania „blisko, ale poniżej 2 proc.”. Symetria oznacza dopuszczanie okresowego wykroczenia inflacji powyżej celu, jednak prezes EBC Lagarde zaznaczyła, że bank nie zamierza teraz iść drogą Fed i celowo dopuścić do wyższej inflacji na dłużej, by zrównoważyć wcześniejszy okres niskich cen. Zatem zmiana nie ma w sobie dodatkowego, gołębiego ładunku (jak polityka uśrednionego celu inflacyjnego Fed), choć finalnie wysyła sygnał, że EBC może być jednym z ostatnich banków centralnych, które dokonają zwrotu w kierunku normalizacji polityki. Jednak wyceniany przez rynek moment pierwszej podwyżki jest tak odległy (najwcześniej w 2024 r.), że dla EUR ma to obecnie neutralne znaczenie. Wczorajsze odbicie EUR/USD o 60 pipsów wzięło się z rozłożenia popytu na waluty defensywne: dywersyfikacja z dolara na euro, franka i jena. EBC nie zrobił nic pozytywnego dla euro i w najbliższym czasie nic takiego nie zrobi – jak stwierdził ostatnio główny ekonomista EBC Lane, na sygnały zmiany nastawienia (m.in. modyfikacji skupu aktywów) będzie trzeba poczekać co najmniej do zamknięcia III kw.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wskaźniki wyprzedzające z niemieckiej gospodarki pogorszyły się

W tym tygodniu zostały opublikowane wskaźniki wyprzedzające z gospodarki niemieckiej. Ich wyniki są ostrzeżeniem dla tamtejszej gospodarki, ponieważ wskazują, że ożywienie gospodarcze prawdopodobnie nie będzie przebiegać tak płynnie, jak początkowo zakładano. Np. indeks ZEW spadł z 79,8 do 63,3 pkt., co pokazuje, że prognozy analityków i inwestorów instytucjonalnych pogorszyły się na kolejne 6 miesięcy. Ryzyko wzrasta zarówno w sektorze usług, jak i w sektorze przemysłowym. Sektor usług jest przede wszystkim zaniepokojony powolnym tempem szczepień oraz nowymi mutacjami koronawirusa, co w przyszłości może prowadzić do kolejnych ograniczeń i obostrzeń. W przemyśle coraz bardziej niepokojący staje się spadek zamówień przemysłowych, które biorąc pod uwagę korektę sezonową, w maju spadły o 0,3% w porównaniu miesięcznym. W Niemczech produkcja przemysłowa wykazała wzrost średnio o 17,3% r/r ze względu na efekt niskiej bazy porównawczej, ale miesiąc do miesiąca spadek wyniósł 0,3%. W sektorze produkcyjnym w całej UE pojawia się problem z brakiem części i materiałów do produkcji, np. w Republice Czeskiej produkcja przemysłowa w maju wykazała miesięczny spadek o 3,6%.

W tym tygodniu złoty się osłabił i w piątek rano jego kurs wynosił 4,54 PLN/EUR. NBP powstrzymuje przed wyraźnym umocnieniem złotego, gdyż na posiedzeniu w tym tygodniu nie zmienił polityki monetarnej. NBP nadal utrzymuje referencyjną stopę procentową na poziomie 0,1%, kupuje obligacje rządowe i wciąż dopuszcza możliwość interwencji dewizowych. To wszystko w okresie, w którym inflacja znacznie przewyższa cel inflacyjny, a wzrost PKB prognozowany jest na ponad 4%. Dolar w stosunku do euro lekko się umocnił i jego kurs wyniósł 1,183 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Jak banki powinny informować o ryzyku kredytowym związanym ze wzrostem stóp procentowych NBP

Już od dłuższego czasu, krajowe media ekonomiczne poruszają ważny temat, jakim są spodziewane podwyżki rat po wzroście stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego. Trudno ukryć, że ten temat już nieco spowszedniał Polakom. Zamiast spodziewanego wzrostu kredytowych rat, o którym była mowa np. w 2019 roku, kredytobiorcy doczekali się bowiem trzech kolejnych „cięć” stóp procentowych NBP na początku pandemii COVID-19. Nie ulega jednak wątpliwości, że kredytowe ryzyko związane ze wzrostem kosztu pieniądza (tzw. ryzyko stopy procentowej) faktycznie jest spore. Świadczy o tym między innymi fakt, że Komisja Nadzoru Finansowego niedawno rozpoczęła specjalną kampanię informacyjną dla klientów sektora bankowego. W kontekście działań KNF-u, warto poruszyć inną kwestię. Chodzi o to, jak banki powinny informować o ryzyku stopy procentowej. To ciekawe zagadnienie, bo od początku lipca 2021 r. krajowe banki komercyjne muszą stosować nową Rekomendację S, którą przygotowała Komisja Nadzoru Finansowego.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Mimo wprowadzenia nowej Rekomendacji S, zasady informowania klientów banku o tym, jakie jest kredytowe ryzyko pozostały bez zasadniczych zmian.
  • Bank musi zaprezentować między innymi wysokość rat kredytowych przy założeniu, że oprocentowanie „hipoteki” w przyszłości wzrośnie aż o 4 punkty procentowe.
  • Osoby zaciągające nowe kredyty mieszkaniowe, nie muszą zdawać się tylko na ocenę sytuacji przez bank. Tacy klienci mogą sami ocenić, czy ich budżet domowy wytrzyma wyższe raty.

Poniżej prezentujemy inne informacje dotyczące ważnego tematu, jakim na pewno jest kredytowe ryzyko.

Banki komercyjne muszą już stosować nowe wytyczne KNF

W kontekście nowej Rekomendacji S, dotychczas mówiło się głównie o wymogu oferowania przez banki kredytów z oprocentowaniem ustalonym na okres co najmniej 5 lat. Wspomniany pakiet zaleceń KNF-u wprowadza też na polski rynek kredyty z opcją „klucz za dług” i skraca okres spłaty, po którego przekroczeniu nie zmienia się zdolność kredytowa klienta (zmiana tego okresu z 30 lat do 25 lat). Wszystkie wspomniane zmiany w przypadku banków komercyjnych obowiązują już od połowy 2021 r. „Spółdzielczy sektor bankowy ma półtora roku więcej na przygotowanie się do nowych regulacji” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Kredytowe ryzyko: nowa rekomendacja wiele nie zmienia

Analiza dwóch wersji Rekomendacji S (z 2013 roku oraz 2020 roku) sugeruje, że raczej niewiele zmieniło się w kwestii informowania klientów banku o tym, jak wygląda kredytowe ryzyko (ryzyko stopy procentowej). Zgodnie z brzmieniem nowej Rekomendacji S (obowiązującej już banki komercyjne), przed udzieleniem kredytu mieszkaniowego klient powinien zostać poinformowany o tym, jak będą wyglądały raty w przypadku:

  • aktualnego oprocentowania kredytu
  • oprocentowania wyższego o 400 punktów bazowych/4,00 punkty procentowe (np. 6,40% zamiast 2,40%)
  • zmiany oprocentowania identycznej, jak ta odnotowana w ciągu ostatnich 12 miesięcy
  • stopy referencyjnej kredytu (zwykle WIBOR 3M lub WIBOR 6M) na poziomie 3,00%, 5,00% oraz 10,00%

Nowa Rekomendacja S wprowadziła obowiązek prezentowania klientom ostatniego z wymienionych wyżej scenariuszy. Informowanie o tym, jak wyglądałaby rata przy poziomie WIBOR-u 10,00% może wydawać się wymogiem nieco na wyrost. Klient banku na pewno powinien jednak wiedzieć, jak może zwiększyć się jego rata jeśli stopa WIBOR, która jest mocno powiązana ze stopami procentowymi NBP osiągnie poziom np. 4,00% – 5,00%. Przyszły kredytobiorca sam powinien sprawdzić, czy w takiej sytuacji jego budżet domowy będzie się „spinał”. „W tym kontekście warto nadmienić, że banki liczą wskaźnik DStI (Debt Service to Income), czyli udział obciążeń ratalnych w dochodzie netto dłużnika bazując na nieco uproszczonych założeniach dotyczących np. kosztów utrzymania gospodarstwa domowego” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Spory z frankowiczami były dobrą nauczką dla banków …

Nie ulega wątpliwości, że banki muszą zwracać dużą uwagę na kwestie informacyjne w kontekście zagrożenia, jakim jest kredytowe ryzyko związane ze wzrostem stóp procentowych NBP. Nauczką dla sektora bankowego na pewno jest sytuacja frankowiczów. „Warto pamiętać, że jednym z argumentów kredytobiorców w sporze z bankami (oprócz np. klauzul abuzywnych) jest brak przekazania odpowiednich informacji na temat ryzyka finansowego przed zawarciem umowy kredytowej” – przypomina Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Krajowe banki powinny zadbać, aby podobne argumenty nie pojawiały się wtedy, gdy najpopularniejsza stopa bazowa nowych kredytów mieszkaniowych (WIBOR 3M) wróci z poziomu wynoszącego ok. 0,2% do bardziej typowych notowań (np. 2,0% – 3,0%). Warto nadmienić, że w przypadku nowo zaciąganego kredytu o wartości 400 000 zł i okresie spłaty 30 lat, wzrost WIBOR-u 3M z 0,21% do 2,51% będzie oznaczał równą ratę na poziomie 2143 zł zamiast 1614 zł. „Podane wyniki zakładają kredytowaną prowizję przygotowawczą (2,00%) oraz marżę wynoszącą 2,30%” – podaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło/Autor: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Shoper zadebiutował na GPW

Shoper S.A., właściciel najpopularniejszej w Polsce platformy e-commerce do prowadzenia sklepu internetowego w modelu SaaS (Software as a Service), zadebiutował na głównym parkiecie GPW w Warszawie. Kurs akcji na otwarciu wyniósł 54,1 zł, co oznacza wzrost o 15 proc. względem ceny maksymalnej w ofercie wynoszącej 47,00 zł. Po 15 minutach handlu kurs akcji jest o 17 proc. powyżej kursu odniesienia i wynosi 55 zł.

– Jesteśmy zadowoleni z zakończonego z sukcesem IPO i dołączenia do grona spółek publicznych. Dane z rynku pokazują, że branża technologiczna, zwłaszcza e-commerce i SaaS, ma przed sobą bardzo dobre perspektywy, dlatego wierzymy, że inwestycja w akcje spółki Shoper będzie stanowić ciekawą propozycję dla inwestorów. Dziękuję wszystkim akcjonariuszom za okazane nam zaufanie i zapewniam, że każdego z nich traktujemy jak pełnoprawnego wspólnika, mając na względzie jego najlepszy interes – komentuje Marcin Kuśmierz, prezes zarządu Shoper.

Wartość całej oferty Shoper wyniosła ok. 363 mln zł. Inwestorzy indywidualni złożyli łącznie ok. 2,7 tys. zapisów na ok. 8,3 mln akcji, w wyniku czego średnia stopa redukcji wyniosła ok. 92,5 proc. Do 2026 r. spółka  chce zwiększyć bazę użytkowników swojej platformy do 50 tys. sklepów internetowych oraz 7 tys. użytkowników aplikacji ErpBox, dzięki której sklepy na platformie Shoper mogą m.in. zostać zintegrowane z platformami handlowymi pozwalającymi na sprzedaż za granicą. Działający w modelu SaaS Shoper planuje przy tym wzrost przychodów powiązanych ze skalą działalności użytkowników (pay-as-you-grow) z obecnych 50 proc do ok. 80 proc. oraz dalsze wzmocnienie modelu sprzedaży wielokanałowej (omnichannel) w ramach platformy Shoper poprzez rozszerzenie liczby możliwych integracji.

– Debiut giełdowy to bardzo ważny krok w rozwoju naszej firmy i budowania rozpoznawalności marki Shoper na polskim rynku. Już teraz jesteśmy liderem pod względem liczby obsługiwanych sklepów w modelu SaaS, a nasza strategia zakłada realizację kolejnych ambitnych celów. Pozwolą one jeszcze bardziej umocnić naszą pozycję wiodącej platformy pierwszego wyboru oraz umożliwią wejście z ofertą produktową na zupełnie nowe rynki – dodaje Marcin Kuśmierz.

Menadżerami w Ofercie Shoper byli mBank S.A., Biuro Maklerskie PKO BP oraz WOOD & Company Financial Services, a.s. Funkcję doradcy prawnego Spółki w związku z Ofertą pełniła kancelaria prawna MJH Moskwa, Jarmul, Haładyj i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni sp.p. Doradcą prawnym Menedżerów Oferty w związku z Ofertą była kancelaria prawna DLA Piper Giziński Kycia sp.j. Funkcję audytora Spółki pełnił Grant Thornton, a InnerValue odpowiadało za komunikację Oferty.

Mikrofirmom odmawia się kredytu 10 razy częściej niż firmom średnim

W pandemii firmy z sektora MŚP wciąż sięgają po finansowanie zewnętrzne, choć zdecydowanie rzadziej niż przed koronakryzysem. Według badania Krajowego Rejestru Długów i NFG (Narodowego Funduszu Gwarancyjnego) „Płatności i finasowanie przedsiębiorstw w czasie pandemii”, w ciągu ostatniego roku o kredyt w banku zawnioskowało 43,4% przedsiębiorstw MŚP. Co czwarta mikrofirma została odprawiona z kwitkiem – to 10 razy więcej niż w przypadku firm średnich.

Przypomnijmy, że od początku pandemii dostęp do finansowania zewnętrznego dla firm stał się mocno utrudniony. Według danych NBP, od marca do lipca 2020 r. wartość kredytów udzielonych firmom przez banki spadła o ponad 25 mld zł. Mniej firm wnioskowało o kredyt, z uwagi na to, że część z nich ograniczyła aktywność gospodarczą, ale też obcinanie wydatków inwestycyjnych było jedną z pierwszych reakcji firm na zamrażanie gospodarki. Potwierdzały to chociażby cykliczne badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP”.

Drugie półrocze 2020 r. nie przyniosło poprawy w kredytowaniu firm. Niepewność przedsiębiorców i jesienna, druga fala pandemii nie sprzyjały inwestycjom. Co gorsza, więcej banków zaostrzyło politykę w stosunku do sektora MŚP bardziej niż wobec dużych firm, zwłaszcza w przypadku kredytów długoterminowych. Banki starały się eliminować klientów bardziej ryzykownych. Prawdziwe odbicie przyszło dopiero w kwietniu 2021 r. Banki udzieliły wówczas o 73,2 proc. więcej kredytów dla mikrofirm w porównaniu do stanu sprzed roku. Mimo to, jak pokazuje badanie „Płatności i finasowanie przedsiębiorstw w czasie pandemii”, wiele wniosków kredytowych w koronakryzysie zostało odrzuconych.

Największy apetyt kredytowy widoczny w średnich firmach

Przedsiębiorcy z sektora MŚP zapytani przez Krajowy Rejestr Długów i firmę faktoringową NFG o to, czy w ciągu ostatniego roku wnioskowali o kredyt w banku – w większości odpowiadali, że nie. Tylko 43,4% firm odpowiedziała twierdząco. Jednak, jak wskazują autorzy badania, odpowiedzi te różnią się w zależności od wielkości firmy.

Zdecydowanie największy apetyt kredytowy w pandemii miały firmy średnie: prawie połowa z nich zawnioskowała o kredyt w banku (48,8 proc.). Po przeciwnej stronie są mikroprzedsiębiorstwa. Wśród nich tylko co trzecie zawnioskowało o finansowanie (35,3 proc.). Wynika to stąd, że mikrofirmy generalnie unikają kredytów. Po pierwsze z obawy o to, że nie będą w stanie spłacić zaciągniętego zobowiązania, a po drugie, częściej niż większe firmy spotykają się z odmową ze strony banku – tłumaczy Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG.Mikrofirmom odmawia się kredytu 10 razy częściej niż firmom średnim

Mały biznes mało wiarygodny?

Według bazy danych KRD, zadłużenie firm wynosi 11,5 mld zł, z czego większość, bo 6,3 mld zł, należy do jednoosobowych działalności gospodarczych. JDG-i odpowiadają za 64% zadłużenia wszystkich zadłużonych przedsiębiorstw. Dlatego mikrofirmy są też dla banków mniej wiarygodne. Badanie Krajowego Rejestru Długów i NFG „Płatności i finasowanie przedsiębiorstw w czasie pandemii” wskazuje, że wśród firm z sektora MŚP, które zawnioskowały o kredyt, 11,8% spotkało się z odmową. Patrząc przez pryzmat wielkości firm – mikroprzedsiębiorstwa spotkały się odmową banków 10 razy częściej niż firmy średnie.

Podczas gdy w firmach średnich tylko 2,5 proc. wnioskujących otrzymało negatywną decyzję z banku, w mikrofirmach było to 25,4 proc., czyli jedna czwarta wnioskujących o kredyt. W pandemii banki istotnie zaostrzyły politykę kredytową wobec przedsiębiorstw z sektora MŚP, ograniczając dostęp do finansowania biznesom postrzeganym jako ryzykowne. W tym gronie znalazły się głównie mikrofirmy – komentuje Dariusz Szkaradek, i dodaje: – Banki, oceniając ryzyko kredytowe, szacują, że przedsiębiorstwa, które już dziś mają problem z płynnością finansową, nie będą w stanie spłacić zobowiązań w przyszłości. Stąd odmawiają udzielenia kredytu, który bądź co bądź często jest właśnie formą finansowania długoterminowego. 

Jak pokazuje badanie, najczęstsze powody odmowy kredytu to: nieregularny przychód firmy (42,3%), branża przedsiębiorcy uznana przez bank za ryzykowną (38,5%) lub brak zdolności kredytowej (30,8%).decyzja kredytowa

Nic straconego

Ale i z tej sytuacji jest wyjście. Jak zauważa prezes NFG, nawet firma, której odmówiono kredytowania w banku, może skorzystać z finansowego wsparcia. Taką alternatywą dla kredytu jest faktoring. Mogą po niego sięgnąć również mikroprzedsiębiorstwa działające w branżach uznanych przez bank za ryzykowne. Faktoring polega na zamianie faktur na gotówkę, a podstawowym zabezpieczeniem dla faktora jest finansowana wierzytelność.

– Faktoring nie tylko poprawia płynność finansową firm, ale przede wszystkim nie obciąża ich budżetu. Jest szybszy, bezpieczniejszy i łatwiejszy niż kredyt, a mimo to wciąż mniej popularny. Ważne, by firmy miały świadomość, że to źródło finansowania krótkoterminowego może w wielu wypadkach okazać się dla nich znacznie korzystniejszym rozwiązaniem niż długoterminowa umowa kredytowa – podsumowuje Dariusz Szkaradek.

Badanie „Płatności i finasowanie przedsiębiorstw w czasie pandemii” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG przeprowadzone przez IMAS International w II kwartale 2021 r. metodą CAWI na grupie 509 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

CDRL wciąż rośnie. Wzrost przychodów w II kwartale 2020 r.

Grupa CDRL, właściciel marki Coccodrillo oraz Buslik, w II kwartale br. wygenerowała 100 mln zł przychodów w obu markach, czyli o 23 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spółka optymalizuje sieć sklepów stacjonarnych i umacnia internetowe kanały sprzedaży.

– II kwartał pod względem osiągniętych przychodów oceniamy pozytywnie. Dzięki konsekwentnie wdrażanej strategii wracamy do wyników, które wypracowaliśmy przed wybuchem pandemii. Sprzedaż w sklepach internetowych utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, a na znaczeniu ponownie zyskuje sieć stacjonarna, którą rozwijamy przede wszystkim w kanale franczyzowym  – komentuje Tomasz Przybyła, wiceprezes CDRL.

Jednostkowe przychody ze sprzedaży towarów CDRL S.A. wzrosły o 36% rdr. Wyniosły łącznie 63,99 mln zł. Sieć sklepów detalicznych w Polsce wygenerowała 31,1 mln zł, czyli o 28 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2020 roku.

Dobre wyniki to efekt zmian przeprowadzonych w kanałach sprzedaży offline i online. Trwa restrukturyzacja stacjonarnej sieci sprzedaży, której celem jest jej maksymalna optymalizacja. Spółka planuje dalsze zmniejszanie liczby sklepów własnych w galeriach handlowych na rzecz sklepów franczyzowych zlokalizowanych przy ulicach. Równolegle rozwija internetowe kanały sprzedaży.

– Dostosowujemy naszą sieć sklepów stacjonarnych do potrzeb i nawyków klientów, a jednocześnie dbamy o to, by była możliwie jak najbardziej rentowna. Nie zamierzamy jednak znacząco zmniejszać liczby butików na polskim rynku – ich optymalna liczba to około 250 i taki stan zamierzamy utrzymać – dodaje Przybyła.

Narastająco, od stycznia do końca czerwca, Grupa CDRL wygenerowała 192,68 mln zł przychodów. Jest to wzrost o 11 proc. r/r.

Biden będzie walczył o klimat

Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o odejściu od Porozumienia Paryskiego była kontrowersyjna już na terenie Stanów Zjednoczonych i nie została poparta przez decydentów stanowych – wiele miast, począwszy od Pittsburgha, nie zgodziło się z tą decyzją i w związku z tym zostało w Porozumieniu Paryskim. Prezydent Trump pozostał osamotniony w swojej decyzji – żaden inny kraj nie poszedł w jego ślady. Dzisiaj można powiedzieć, że odejście rządu Stanów Zjednoczonych od Porozumienia było epizodem, ponieważ obecny prezydent Joe Biden do niego wraca. Spotkanie zorganizowane przez Bidena w kwietniu br. dla 40 przywódców reprezentujących najbardziej emisyjne kraje świata pokazało, że Stany Zjednoczone z powrotem obejmują rolę lidera w dyskusji na temat wdrożenia polityki klimatycznej ONZ. Jeżeli chodzi o emisję CO2 na osobę są numerem 1 na świecie – na każdego Amerykanina przypada 15 ton CO2 rocznie. Dla porównania, na obywatela Niemiec przypada już 9,3 tony, na obywatela Polski 8,9 tony, a na obywatela Indii 1,4 tony.

– Przez to, że Stany Zjednoczone są najbardziej emisyjnym na mieszańca państwem świata, ich obecność oraz silna pozycja przywódcza tylko pomoże na najbliższym szczycie klimatycznym w Szkocji, który odbędzie się w listopadzie. Za prowadzenie procesu klimatycznego po stronie rządu federalnego USA odpowiada bardzo doświadczony dyplomata, pan John Kerry. To właśnie z nim Polska będzie debatować i dyskutować na temat tego, jak uspójnić polityki oraz jak wdrożyć je w jak najlepszy sposób – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce. – Europejski Zielony Ład został ogłoszony nieprzypadkowo na szczycie klimatycznym ONZ w Madrycie w 2019 roku – jest częścią ONZ-etowskiego procesu klimatycznego. Po Chinach i USA to Unia Europejska emituje najwięcej gazów cieplarnianych, dlatego działania Wspólnoty Europejskiej w celu obniżenia emisji są kluczowe dla powodzenia potężnego projektu przeprowadzenia procesu klimatycznego oraz pokonania kryzysu klimatycznego, który jest jednym z największych zagrożeń dla ludzkości. António Guterres, sekretarz generalny ONZ, wyznaczył dla wszystkich agend i programów ONZ priorytet w postaci działań na rzecz obniżenia emisji oraz walki z kryzysem klimatycznym. Jest to najważniejsze zadanie na najbliższe dekady – podkreśla Wyszkowski.

Nowe logo NBP

Narodowy Bank Polski poinformował o dokonaniu aktualizacji logotypu, hasła, identyfikacji wizualnej i wprowadzeniu do użycia nowego emblematu banku centralnego. Ewolucja nowej identyfikacji wizualnej banku polega na zmianie kwadratu z napisem NBP na okrągłe drzwi skarbca Narodowego Banku Polskiego z takim samym napisem – użyty w logotypie krój pisma nie uległ zmianie. Zastąpiono też zieleń kolorami: granatowym i złotym. Zaktualizowane hasło NBP brzmi: „dbamy o wartość polskiego pieniądza”.nowe logo NBP (5) nowe logo NBP (6)Elementy identyfikacji graficznej NBP zostały także wzbogacone o emblemat z wizerunkiem orła oraz budynkiem ze skarbcem i sztabami złota.nowe logo NBP (2)

Lex TVN. Rada Przedsiębiorczości stanowczo protestuje przeciwko projektowi nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji

Rada Przedsiębiorczości stanowczo protestuje przeciwko projektowi nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji zgłoszonej przez posłów Prawa i Sprawiedliwości. Proponowane w niej zmiany pozwolą uznaniowo udzielać koncesji nadawcom telewizyjnym i uderzą w podstawy pluralizmu medialnego. To bezprecedensowy zamach na polską demokrację, wolność słowa i wolność gospodarczą.

Lex TVN

Chociaż oficjalnym powodem zmian jest ochrona mediów z polskim kapitałem, motywacje polityczne tego projektu są oczywiste. Jego inicjatorzy nawet nie ukrywają, że nowelizacja ma uniemożliwić przedłużenie koncesji konkretnemu nadawcy – telewizji TVN, która tworzy równowagę dla przekazu rządowego lansowanego w telewizji publicznej. Propozycja zyskała już nawet miano Lex TVN, co uwydatnia jej skandaliczny charakter. Celem Lex TVN jest eliminacja największego niezależnego medium, które pozwala sobie na krytykę władzy. Takie działania legislacyjne są nie do pomyślenia w państwie demokratycznym, w którym wolna konkurencja między mediami to jeden z kluczowych instrumentów gwarantowania praw obywateli i kontrolowania działań rządzących.

Kto następny?

Projekt Prawa i Sprawiedliwości nie ma żadnych merytorycznych przesłanek. Dotyczy indywidualnego przypadku, przeciwko któremu uruchamia się całą machinę legislacyjną państwa. To nie tylko jawne naruszenie zasad stanowienia prawa, ale przede wszystkim niebezpieczny precedens, który pokazuje, że dla każdego konflikt z władzą może się zakończyć prawnie usankcjonowanym wykluczeniem – a w przypadku firm nacjonalizacją…

Pod przykrywką troski o uregulowanie sytuacji na rynku mediów forsowane są rozwiązania typowe dla krajów autorytarnych. Czy właśnie tak ma wyglądać nowy polski ład w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości? Polscy przedsiębiorcy stanowczo protestują przeciwko zamachowi na wolne media, wolność słowa, demokrację i własność prywatną!

Domagamy się natychmiastowego przerwania prac nad procedowaniem proponowanej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Wzywamy również wszystkie partie polityczne do tego, by nie popierały rozwiązań szkodliwych dla polskiego społeczeństwa.

Rada Przedsiębiorczości

Wzrost przychodów Miraculum w czerwcu 2021 o 50 proc. r/r

Notowana na rynku głównym GPW firma kosmetyczna Miraculum osiągnęła 2 mln zł przychodów w czerwcu. Jest to wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 50 proc. Systematycznie rosnące wyniki sprzedaży to efekt przyjętej i konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju spółki.

– Jesteśmy zadowoleni ze sprzedaży w czerwcu, ale nie ukrywamy, że mamy ambicje na więcej. Na dobre wyniki duży wpływ miała działalność exportowa, która stanowiła niemal 25% sprzedaży – zostały zrealizowane zamówienia do klientów m.in. z Rosji i Hiszpanii. W przypadku drugiego odbiorcy, dostawa dotyczyła nowej linii kosmetyków do pielęgnacji twarzy – Miraculum Astaplankton WIT C. Przygotowujemy się również do realizacji krajowego zamówienia dla dużej sieci o wartości ok. 3,5 mln zł., o którym informowaliśmy jakiś czas temu. Mamy też na kolejne miesiące zakontraktowane dostawy do Rosji i Arabii Saudyjskiej. Współprace w kraju i za granicą z pewnością pozytywnie wpłyną na wyniki finansowe Miraculum w kolejnych miesiącach – komentuje Sławomir Ziemski, członek zarządu Miraculum.

W czerwcu Miraculum podpisało umowę z Mikołajem Roznerskim. Znany polski aktor teatralny, filmowy i serialowy został twarzą odświeżonej marki WARS, której korzenie sięgają lat 70-tych. Kampanie z jego udziałem wystartują jesienią.

Narastająco, w okresie styczeń-czerwiec 2021 roku, Miraculum osiągnęło 13 mln zł przychodów, co stanowi wzrost o 18%  w stosunku do analogicznego okresu 2020 roku, kiedy to wyniosły one 10.9 mln zł.  Sprzedaż exportowa stanowi ponad 19% sprzedaży ogólnej, podczas gdy w roku 2019 było to 12%, a w roku 2020 – 14%. Dzięki wdrożeniu nowych produktów spółka przewiduje dalszy, dynamiczny wzrost sprzedaży na rynki zagraniczne.

Agencja SEO – popraw widoczność swojej domeny w rankingu

SEO to sposób, dzięki któremu skutecznie można poprawić widoczność strony internetowej w wynikach wyszukiwania. Jest to pewien cel, do którego dąży każda strona internetowa i aby móc go zrealizować należy skorzystać ze sprawdzonych metod. Im wyższą pozycję w wynikach wyszukiwania uzyska witryna, tym większy jest ruch na nią kierowany, tym samym wyższe mamy szanse na jej monetyzację.

Jak jednak sprawdzić, aby nasz biznes znalazł się wysoko w rankingu Google? Doskonałym wyborem jest seo sklep gdzie możesz kupić wartościowe linki i rozpocząć jej pozycjonowanie.

Agencje SEO

Jest kilka wyspecjalizowanych agencji, które zajmują się pozycjonowaniem. To firmy, które zadbają o każdy szczegół. Jeśli masz stronę internetową i chcesz poprawić pozycję w rankingiu, powinieneś zdecydować się na usługi SEO i zlecić utrzymanie strony profesjonalistom. Warto pamiętać, że optymalizacja jest procesem ciągłym, w którym należy stale uatrakcyjniać swój projekt. W rozwoju całej pozycji serwisu jest wiele punktów zwrotnych.

Trzeba umieć znaleźć odpowiednie słowa kluczowe, których klient może użyć do wyszukania potrzebnych mu produktów bądź usług. Ten czynnik odgrywa bardzo ważną rolę w naszym procesie zwiększania widoczności witryny. Jeśli dokładnie wiesz, jakie słowa wpisuje klient aby wyszukać produkt to będziesz wiedział, z czym ten produkt jest powiązany. Tak więc znaczenie używania właściwych słów kluczowych jest niezwykle istotne. Nazywamy to intencją wyszukiwania (Search Intent).

Biznes online staje się coraz bardziej konkurencyjny. Z dnia na dzień. A rynek różnego rodzaju produktów rośnie w bardzo szybkim tempie, dając ludziom przestrzeń do wzrostu i rozwoju. Aby znaleźć się w branży, bardzo często analizuje się pracę konkurencji. Szczegółowe badanie pozwoli lepiej zrozumieć i zmodyfikować strukturę biznesu, aby mógł przyciągać ludzi.

Strategie

Oprócz stosowania skutecznych strategii, warto optymalizować nasz serwis na różne sposoby. Bardzo istotne jest budowanie linków. To jednak czasochłonna praca. Wymaga od Ciebie stworzenia sieci linków w całej przestrzeni internetowej.

Ostatnia metoda nazywana jest optymalizacją strony i jest całkowicie zależna od sposobu, w jaki firma SEO podchodzi do Twojej strony internetowej i analizuje, co należy zrobić, aby poprawić jej widoczność. Od tytułu strony aż po jej prędkość – dobrze zgrany zespół potrafi czynić cuda! Dlatego jest prowadzisz proces selekcji, rób to mądrze! Nie każda agencja będzie idealne. Ale dobry wybór sprawi, że przyspieszysz swój rozwój o lata świetlne!

Jeśli szukasz profesjonalnej agencji SEO, to znajdź interesującą Cię ofertę bardzo szybko.

Artykuł powstał w opracowaniu z Seochess.pl

ANALIZA RYNKU: Stacje paliw z coraz większym ruchem. II kwartał 2021 r. na ponad 8% plusie

W II kwartale br. było o 8,5% więcej wizyt na stacjach paliw niż w analogicznym okresie ub.r. Ruch najbardziej podniósł się w kwietniu, bo aż o 26%. Na przestrzeni trzech miesięcy liczba unikalnych klientów była o ponad 15% mniejsza od tej, jaką zarejestrowano rok wcześniej. Ale Polacy pojawiali się tam o 27% częściej. Od kwietnia do czerwca ub.r. konsument bywał w tego typu placówkach średnio ponad 5 razy, a po roku – nawet blisko 7 razy. Tak wynika z obserwacji dokonanej przez Proxi.cloud i UCE RESEARCH na próbie przeszło 700 tys. osób korzystających z blisko 4 tys. obiektów.

Autorzy badania porównali ruch odnotowany na stacjach benzynowych w II kw. tego roku z wynikami z analogicznego okresu roku poprzedniego. Analiza wykazała wzrost o 8,5%. Mateusz Chołuj, współautor badania z Proxi.cloud, uważa, że to pokazuje zmianę nastrojów Polaków, jaka nastąpiła od początku pandemii. Przede wszystkim zmniejszył się lęk przed spotkaniami z innymi ludźmi, bo część osób zwyczajnie oswoiła się z istnieniem wirusa lub została zaszczepiona. I tak od początku wiosny tego roku konsumenci chętniej przemieszczają się samochodami, a tym sam – częściej je tankują.

– Od połowy marca ub.r. przez ponad dwa miesiące trwał prawie pełen lockdown. W obecnym roku restrykcje są mniejsze, a to wzmaga ruch nie tylko na stacjach paliw. W kolejnych, wakacyjnych miesiącach należy spodziewać się następnych wzrostów z uwagi na coraz liczniejsze, głównie krajowe, podróże Polaków – mówi Krzysztof Romaniuk z Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Szczegółowa analiza porównawcza wyników z II kwartału tego i poprzedniego roku wykazała, że największy wzrost liczby wizyt na stacjach nastąpił w tegorocznym kwietniu względem poprzedniego. Wyniósł on aż o 26%. W maju skok w relacji rocznej był na poziomie 5,2%. Z kolei w czerwcu odnotowano prawie niezauważalny przyrost o 1,2% w stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku.

– W kwietniu br. ruch był o prawie 30% większy niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku, bo w pierwszych tygodniach pandemii najwięcej osób bezwzględnie pozostawało w domach. Po ulicach poruszali się tylko ci, którzy faktycznie musieli. Stacje benzynowe i inne obiekty wyglądały wtedy na wymarłe. Dlatego różnica między dwoma analizowanymi miesiącami jest najbardziej wyraźna – tłumaczy Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Co ciekawe, wyniki pokazują, że w całym II kwartale liczba unikalnych klientów zmniejszyła się o 15,3%. Jednak Polacy bywali na stacjach benzynowych o 27% częściej. Autorzy badania zwracają uwagę na to, że zmieniły się nawyki w społeczeństwie. Niektórzy poczuli się bezpieczniej i zaczęli częściej korzystać z komunikacji publicznej. Inni postanowili więcej jeździć swoimi samochodami i częściej je tankować.

– W dobie ograniczeń pandemicznym pozamykano galerie, duże placówki handlowe i gastronomię. Zmniejszono też możliwość korzystania z komunikacji publicznej. Stacje paliw, które działały w reżimie sanitarnym, ale bez ograniczeń czasu pracy, były dobrym miejscem na wykonanie podstawowych zakupów – nie tylko przez kierowców. W tym roku klientów pozapaliowych było mniej, ale wrócili kierowcy tankujący swoje pojazdy – dodaje ekspert z POPiHN.

Ponadto z badania wynika, że w kwietniu br. przybyło 6,4% unikalnych klientów w relacji rocznej. Natomiast w maju i w czerwcu tego roku ubyło ich odpowiednio o 17% i 18,3% względem analogicznych miesięcy 2020 roku.

– W kwietniu br. Polacy ogólnie częściej wychodzili z domów niż dokładnie rok wcześniej. I z tego wynika różnica na plus. Z kolei w maju i w czerwcu mniej konsumentów pojawiało się na stacjach niż w 2020 roku, bo obecnie wciąż wiele osób pracuje zdalnie. Zamiast delegacji pojawiły się wideokonferencje – stwierdza Mateusz Chołuj.

Podczas całego obserwowanego okresu klient bywał na stacjach paliw średnio 6 razy, w samym 2020 roku – 5,3 razy, a w 2021 roku – 6,7 razy. Jak zaznacza Krzysztof Romaniuk, przy zniesieniu wielu obostrzeń klient detaliczny nietankujący pojazdów przeniósł się do innych placówek handlowych. Jednocześnie wzrosła liczba kierowców pojawiających się w sklepach stacji paliw. Wyjazdy weekendowe i wakacyjne były też częstsze, a to prowadziło do większej ilości odwiedzin miejsc, gdzie można było uzupełnić paliwo i przy okazji zrobić drobne zakupy lub posilić się w małej gastronomi.

– Do tego można dodać, że udział poszczególnych sieci w łącznym ruchu nie uległ znaczącym zmianom. Nadal liderem pozostaje PKN Orlen z 45-procentowym udziałem w łącznym ruchu na stacjach paliw – podsumowuje Mateusz Chołuj.

Dane zostały zebrane przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Dotyczą one największej grupy stacji paliw (Shell, Orlen, Lotos, Circle K, BP oraz Amic). Monitoring objął II kwartał ub.r. i br. Obserwacji poddano ponad 707,4 tys. Polaków, którzy łącznie odbyli ponad 4,2 mln wizyt w 3 643 ww. obiektach znajdujących się na terenie 16 województw.

Michał Kanownik na szczycie Trójmorza w Sofii: Współpraca to pierwszy krok do rozwoju cyfrowej gospodarki w regionie

Unikanie przeregulowania prawnego, zdobywanie środków finansowych na rozwój produktów i usług, zachęty, w tym ulgi podatkowe dla centrów badawczo-rozwojowych czy budowa kompetencji cyfrowych – to główne wyzwania dla branży cyfrowej krajów Trójmorza, o których mówił prezes Związku Cyfrowa Polska podczas Three Seas Business Forum w Sofii.

Michał Kanownik był gościem panelu dotyczącego innowacji, w czasie którego reprezentował branżę cyfrową i nowoczesnych technologii Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W panelu wzięli też udział m.in Komisarz KE ds. innowacj, badań naukowych, kultury, edukacji i młodzieży Mariya Gabriel, bułgarski Minister Gospodarki Kiril Petkov, Minister Przedsiębiorczości i Technologii Informacyjnej Estonii Andres Sutt oraz Wiceminister Gospodarki i Innowacji Litwy Egle Markeviciute, oraz przedstawiciele biznesu z regionu. Michał Kanownik reprezentował Związek Cyfrowa Polska oraz CEE Digital Coalition – projekt branży cyfrowej i nowoczesnych technologii państw Europy Środkowo-Wschodniej, powstałej z inicjatywy polskiej organizacji. Goście dyskutowali na temat budowania ekosystemów sprzyjających innowacji, szans na współpracę w tym zakresie i obiecujących inicjatyw oraz dzielili się przykładami skutecznych działań na rzecz innowacji w swoich państwach.

Środki i warunki dla innowacji

Współpraca w regionie jest najważniejszym warunkiem dla rozwoju cyfrowej gospodarki w Trójmorzu. Aby jednak była możliwa, potrzebne są środki finansowe na rozwój projektów produktów i usług. Możemy ich poszukiwać w funduszach odbudowy, ale również pośród prywatnych przedsięwzięć – powiedział Michał Kanownik przedstawiając swoją receptę na rozwój innowacji w krajach Trójmorza. Przytoczył przykład działań podejmowanych w Polsce. – W naszym kraju ponad 60 proc. środków przeznaczonych na działalność B+R pochodzi z sektora prywatnego. Jestem pewien, że w Europie drzemie wystarczająco dużo środków, by napędzać innowacje – zaznaczył.

W tym kontekście jego zdaniem ważne są również odpowiednie regulacje prawne. – Konieczne jest odpowiedzialne i sprzyjające innowacji środowisko prawne. Wyzwaniem, które stoi przez UE, jest unikanie przeregulowania tego obszaru. Za świetne przykłady w obszarze regulacji mogą posłużyć polskie rozwiązania takie jak pakiet Innovation Box czy ulgi podatkowe dla centrów badawczo-rozwojowych, w których może rozwijać się nauka, stanowiąca napęd innowacji – mówił.

Od idei do biznesu

Jako dowód skuteczności tych zabiegów regulacyjnych prezes Związku Cyfrowa Polska przytoczył przykłady lokowania jednostek R&D w kraju. Przypomniał, że w Polsce znajdują się są potężne centra B+R, budowane zarówno przez największe światowe marki, takie jak Nokia, Ericsson, Samsung, czy IBM, ale również przez nasze rodzime firmy, jak Asseco, które zatrudnia ponad 6000 osób w obszarze badań i rozwoju. W opinii Michała Kanownika postęp wiedzy musi jednak być skutecznie komercjalizowany. – Start-upy i przedsiębiorstwa są potrzebne, by realizować i wdrażać innowacyjne pomysły oraz owoce postępu nauki. Wyzwaniem w tym obszarze jest budowanie pomostu pomiędzy start-upami oraz największymi graczami technologicznymi na rynku. Potrzebujemy stworzyć warunki współpracy między gigantami i lokalnymi i regionalnymi firmami – powiedział.

Wyzwania na drodze innowacji

Mówiąc o wyzwaniach, jakie stoją przed krajami Trójmorza w kontekście tworzenia innowacji, podkreślił znaczenie kompetencji cyfrowych. – Potrzebujemy wykwalifikowanej kadry zasilającej wschodzące firmy. Budowanie umiejętności cyfrowych jest fundamentalnym zadaniem stojącym przed naszymi rządami i całą UE. Wyedukowani eksperci są jednak tak samo ważni, jak świadomi cyfrowo konsumenci i użytkownicy oraz kompetentny sektor MŚP – stwierdził.

W czasie panelu podniesiono również kwestię znaczenia wyspecjalizowania się w danych obszarach gospodarki zjednoczonych w Trójmorzu państw. To po to, aby maksymalizować tempo rozwoju innowacji. Michał Kanownik zauważył jednak, że zanim to nastąpi, należy skutecznie zidentyfikować obszary tych specjalizacji. – Konkurencja to świetne narzędzie. Powinna w pierwszej kolejności występować pomiędzy biznesem w naszym regionie, aby wyszukiwać najlepsze rozwiązania i pomysły, a dopiero następnie się nimi dzielić. Zanim rozpoczniemy się specjalizować, musimy najpierw na drodze otwartej konkurencji wykazać, co najlepszego do zaoferowania ma każde z państw – podkreślił.

Pandemia wyssała pracowników sezonowych. „Presja płacowa może powodować, że pracodawcy będą naciskać na rozliczenie pod stołem”

– Jestem trochę zaniepokojona obecną sytuacją w kurortach nadmorskich i miejscowościach turystycznych. Docierają do nas póki co liczne pytania od potencjalnych pracowników sezonowych o to, czy zgadzać się na to, by część wynagrodzenia przyjmować „nieoficjalnie”. Mamy informacje, że pracodawcy przyznają się do pewnej desperacji, z jednej strony brakuje pracowników, z drugiej nie każdego stać, by w tym trudnym popandemicznym czasie płacić kelnerowi 5-6 tysięcy złotych miesięcznie. To będzie drapieżne lato nad Bałtykiem, pełne niebezpieczeństw dla pracowników – przestrzega Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

  • Nad morzem i w miejscowościach turystycznych nie brakuje turystów, ale wręcz dramatycznie brakuje pracowników sezonowych
  • Pracodawcy poddawani są gigantycznej presji płacowej. Kelnerzy, kucharze, osoby sprzątające, pracownicy hoteli czy osoby obsługujące stanowiska handlowe mogą liczyć nawet na dwukrotnie wyższe wynagrodzenia niż rok temu
  • Taka sytuacja powoduje, że pracodawcy mogą nie radzić sobie z udźwignięciem zobowiązań wobec pracowników. Nie możemy zapominać, że gastronomia i hotelarstwo walczą z kryzysem po pandemii koronawirusa
  • Nie ma póki co zgłoszeń oszustw przy wynagrodzeniach. Są jednak pytania o to, czy rozliczenie „pod stołem” to dobry pomysł

Sezon się zaczyna, więc nie ma wielu skarg. Prezes Marczulewska: „Obawiamy się zbyt dużej presji płacowej”

Jedną z głównych inspiracji do powstania stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom było pomaganie pracownikom sezonowym. Takich spraw, gdzie pracownik sezonowy został oszukany przez pracodawcę, było jeszcze pięć lat temu całe mnóstwo. Ostatnie lata zdecydowanie zmieniły całą sytuację – pracownik stał się cenny, a przypadki oszustw były incydentalne. Sporo zmieniła pandemia – rok temu skarg na opóźnienia w wypłatach było więcej, podobnie jak oszustw lub prób oszukiwania pracowników sezonowych. Czego spodziewamy się w te wakacje? Prezes Małgorzata Marczulewska zauważa kilka zagrożeń.

– Widzimy, że pracownicy sezonowi zostali „wyssani” z rynku pracy. To powoduje, że nad morzem, w górach czy w innych miejscowościach turystycznych trwa prawdziwa walka o pracowników. To powoduje, że mogą oni liczyć na dobre warunki płacy, zdecydowanie lepsze niż przed rokiem. Taka sytuacja ma również swoje ciemne strony. Nie wszystkie restauracje czy kawiarnie są w stanie sprostać oczekiwaniom finansowym pracowników i albo proponują rozliczenia pod stołem albo po prostu zalegają z wypłatami – przyznaje Prezes Małgorzata Marczulewska. – W tym sezonie nie mieliśmy jeszcze skarg na brak wypłat, ale tak naprawdę dopiero sezon się zaczyna i zawsze wzmożoną liczbę zgłoszeń od pracowników odnotowujemy pod koniec lipca i pod koniec sierpnia.

Pojawia się jednak spora liczba pytań. – Przede wszystkim o umowy. Czy godzić się na umowy o prace? Jaka formuła zatrudnienia sezonowego jest odpowiednia? Czy godzić się na płace dopiero po zakończeniu wakacji? Takich pytań jest sporo i na wszystkie udzielamy odpowiedzi – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Niebezpieczne umowy? Eksperci radzą czujność

Niepokojące mogą być umowy „przywiązujące” pracownika sezonowego do miejsca pracy. Takie pytania również stowarzyszenie odnotowywało i przekazywało do swoich prawników. – Otrzymywaliśmy pytania od pracowników hoteli, którzy podpisując umowę sezonową przy okazji parafowali załącznik, że pod groźbą kar umownych nie odejdą z pracy w ciągu sześciu miesięcy od podpisania umowy. Wyobrażam sobie, że takie załączniki mogą mieć miejsce również w przypadku pracowników, którzy podejmują zatrudnienie na miesiąc czy kwartał. Czy to sprawiedliwe? Nie. Pracodawca nie ma prawa przywiązywać do siebie pracownika zatrudnionego na umowę cywilnoprawną. Rozumiem jednak, że pracodawcy walczą o to, by konkurencja nie odbierała im kadr. Myślę, że tutaj – mimo wszystko – system motywacji niż kar jest skuteczniejszy – dodaje Prezes Marczulewska.

Polska dziesiątym Państwem na świecie i drugim w Europie, w którym najtrudniej prowadzić biznes

Polska znalazła się na 10. miejscu na świecie i drugim w Europie wśród państw posiadających najbardziej złożone przepisy regulujące prowadzenie biznesu, wynika z najnowszego raportu opracowanego przez TMF Group, globalną firmę świadczącą usługi biznesowe dla firm działających lokalnie i międzynarodowo. To najgorszy wynik naszego kraju, odkąd w 2013 roku po raz pierwszy przygotowano raport. Najtrudniej na świecie prowadzić biznes w Brazylii, a w Europie we Francji.

W raporcie zatytułowanym Global Business Complexity Index 2021, eksperci TMF Group porównali główne wymagania poszczególnych krajów w ramach 77 jurysdykcji na całym świecie, w zakresie przepisów administracyjnych i zapewnienia zgodności działalności z regulacjami prawnymi, stawianych przed przedsiębiorcami planującymi prowadzić swój biznes na wybranym rynku.

Polska po raz pierwszy w historii przygotowania raportu znalazła się w grupie dziesięciu państw, w których najtrudniej prowadzić biznes, zamykając tę stawkę. W Europie trudniej niż nad Wisłą prowadzi się biznes jedynie we Francji.

– Najgorszy wynik Polski w historii pod względem łatwości prowadzenia biznesu wynika z często zmieniającego się prawa, małej przejrzystości co do jego zasad stosowania i mniejszego niż w innych krajach pakietu udogodnień dla inwestorów zagranicznych. Nie pomógł w tej sytuacji również czas pandemii, jednak należy pamiętać, że z trudną sytuacją w tym zakresie zmagały się wszystkie kraje, a my na ich tle niestety nie wypadliśmy korzystnie – tłumaczy Joanna Romańczuk, Dyrektor Zarządzająca TMF Group w Polsce i dodaje: – Zestawienia takie, jak TMF Global Business Complexity Index to drogowskazy dla inwestorów planujących rozwój międzynarodowy. Atencję firm dysponujących kapitałem na rozwój zyskują te kraje, w których najłatwiej prowadzić biznes. Mamy tu do nadrobienia bardzo wiele, nie tylko w odniesieniu do globalnych liderów, ale również, a może przede wszystkim do krajów europejskich, z którymi konkurujemy o inwestorów.

Przepisy prawne w Polsce często zmieniają się szybko, pozostawiając przedsiębiorcom niewiele czasu na reakcję i wdrożenie wymaganych zmian. Sytuacja ta uległa nasileniu w czasie pandemii. Wprowadzane nowe regulacje sprawiają też problemy inwestorom zagranicznym w ich zrozumieniu i sposobie wdrożenia. Przykładem mogą być tu Pracownicze Plany Kapitałowe. Pracownicy przedsiębiorstw zagranicznych powinni być obecnie objęci tymi planami, ale jak dotąd nie ma jasnego sposobu, w jaki przedsiębiorstwa zagraniczne mogą zarządzać tymi planami w odniesieniu do swoich pracowników.

Jednym z kryteriów plasujących kraje wysoko na mapie przyjazności dla biznesu jest cyfryzacja procesów związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa. W Polsce również prowadzone są działania w tym obszarze, jednak nie zawsze są dostosowane w pełni do potrzeb inwestorów zagranicznych.

Dla przykładu przedsiębiorstwa są obecnie zobowiązane do składania sprawozdań finansowych drogą elektroniczną. Jednakże polskie władze nie akceptują wielu międzynarodowych dostawców podpisów elektronicznych, takich jak na przykład DocuSign i zamiast tego wymagają podpisów od określonych lokalnych dostawców, co komplikuje działalność firm międzynarodowych.

Innym utrudnieniem jest konieczność prowadzenia przez firmy międzynarodowe dokumentacji wyłącznie w języku polskim, co wymusza dodatkowe tłumaczenia, a więc wydłuża i komplikuje procesy związane z prowadzeniem biznesu.

Najlepiej przeszkody w prowadzeniu biznesu na świecie eliminują Dania, Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej), Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Irlandia i Curaçao (terytorium zależne Holandii), które zostały sklasyfikowane, jako miejsca najbardziej przyjazne do prowadzenia biznesu. Na czele najmniej przyjaznych państw w skali globu pod tym względem znalazły się odpowiednio Brazylia, Francja, Meksyk, Kolumbia i Turcja.

W Europie najłatwiej prowadzić biznes odpowiednio w Danii, Irlandii, Holandii, Luksemburgu i na Malcie. Z kolei najtrudniej we Francji, Polsce, Grecji, we Włoszech i w Belgii.

Sukces Danii, światowego lidera pod względem przyjazności dla biznesu wynika z prostego procesu inkorporacji (przejmowania spółek), akceptacji dokumentacji w języku angielskim oraz cyfryzacji. W znajdującej się na drugim końcu zestawienia Brazylii właściciele biznesu napotkają trudności biurokratyczne: przy zakładaniu firmy rejestruje się ją w urzędach trzech różnych szczebli (federalnym, stanowym i miejskim). Co więcej, stawki podatkowe różnią się w zależności od miasta i stanu.

Polska posiada wiele atrybutów niezbędnych do osiągnięcia sukcesu, ale jej głównym wyzwaniem jest uproszczenie wymagań administracyjnych w odniesieniu do przedsiębiorstw i podjęcie kroków w kierunku pełnej cyfryzacji i unifikacji na wzór krajów nordyckich. Jeśli uda się przyspieszyć transformację cyfrową wówczas możemy spodziewać się dalszego wzrostu inwestycji zagranicznych w Polsce oraz większego zainteresowania ze strony międzynarodowego biznesu – mówi Juraj Gerzeni, dyrektor TMF Group na obszar EMEA, obejmujący Europę, Bliski Wschód i Afrykę.

Publikowany od 2013 roku raport Global Business Complexity Index jest kombinacją opracowania statystycznego oraz analizy jakościowej dokonywanej przez lokalnych ekspertów firmy TMF Group działających w ponad 80 lokalizacjach. Tegoroczny raport analizuje kluczowe obszary administracji biznesowej i zgodności z przepisami w 77 jurysdykcjach. W tegorocznym raporcie analizowano regulacje księgowo – podatkowe, kadrowo – płacowe oraz kwestie związane z globalnym zarządzaniem podmiotami biznesowymi.