Instytucje i firmy prywatne w Polsce potrzebują narzędzi, aby sprostać wymogom dyrektywy o sygnalistach

Jedynie 45% firm z sektora prywatnego i 49% instytucji publicznych posiada wewnętrzne kanały do zgłaszania nieprawidłowości przez pracowników – wynika z badania ARC Rynek i Opinia przeprowadzonego na zlecenie polskiej spółki informatycznej braf.tech. Istniejące kanały do komunikacji nie zapewniają jednak anonimowości i ochrony tożsamości sygnalisty. Mniej niż 40% organizacji posiada procedury związane ze zgłaszaniem niewłaściwych zachowań i przypadków łamania prawa i tylko w co trzeciej z nich mają one wymiar formalnych dokumentów. Aż 71% przedstawicieli firm uważa, że zgłaszanie nieprawidłowości przez pracowników jest szansą dla organizacji na identyfikowanie realnych problemów i unikanie ryzyka utraty reputacji czy kar finansowych nakładanych przez organy państwowe.

  • Tylko 33% firm z sektora prywatnego w Polsce słyszało o dyrektywie o ochronie sygnalistów. Aż 69% z nich deklaruje, że nie posiada wystarczającej wiedzy na jej temat, a tylko 50% jest wstanie wskazać poprawny termin wdrożenia dyrektywy w Polsce.
  • 45% firm i 49% instytucji publicznych posiada kanały komunikacji dla sygnalistów w swoich organizacjach. W niemal 9/10 przypadkach są to kanały, które nie zapewniają anonimowości.
  • 38% firm prywatnych i 35% instytucji publicznych posiada procedury zgłaszania nieprawidłowości w organizacji. Zaledwie w co 3 firmie i połowie instytucji mają one wymiar formalny, a częściej ustaleń nieoficjalnych.
  • 71% firm i 58% instytucji uważa, że zachęcenie pracowników do zgłaszania nieprawidłowości w organizacji jest szansą na identyfikowanie problemów i unikanie ryzyka.
  • 48% przedstawicieli prywatnych przedsiębiorstw i 56% przedstawicieli instytucji publicznych jest zdania, że możliwość dokonywania zgłoszeń anonimowych zachęci firmowych sygnalistów do działania.

Do wdrożenia dyrektywy o ochronie sygnalistów pozostało mniej niż sześć miesięcy. Nowe przepisy obejmą kilkanaście tysięcy podmiotów w Polsce, w tym instytucje publiczne, firmy z sektora finansowego oraz średnie i duże firmy prywatne. Jednak jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie polskiej spółki informatycznej braf.tech pt. „Ochrona sygnalistów – świadomość pracowników i praktyki w firmach w Polsce”, przed polskimi firmami jeszcze daleka droga do spełnienia wymogów prawnych.

Dyrektywa o ochronie sygnalistów – tylko co trzecia firma o niej słyszała

Z badania wynika, że tylko co 3 firma z sektora prywatnego i zatrudniająca co najmniej 50 osób (33%) słyszała o istnieniu dyrektywy o ochronie sygnalistów. 69% z nich nie posiada wystarczającej wiedzy na temat jej podstawowych założeń, a jedynie 21% jest w stanie wskazać prawidłowy termin jej wdrożenia w Polsce. Nie inaczej jest ze znajomością terminu sygnalista – prawie 60% przedstawicieli firm deklaruje, że nie zna znaczenia tego terminu. W przypadku instytucji publicznych jedynie 27% jej przedstawicieli nie słyszało o dyrektywie, a blisko 40% nie posiada wystarczającej wiedzy na jej temat.

Kanały komunikacji dla sygnalistów – są, ale nie zapewniają ochrony tożsamości ani nie umożliwiają zgłoszeń anonimowych

Z danych braf.tech wynika, że tylko w 45% firm prywatnych istnieją kanały dla sygnalistów, jednak w zdecydowanej większości są to rozwiązania mające charakter zwyczajowy, nieoficjalny lub niezapewniający ochrony tożsamości sygnalisty lub możliwości obsługi zgłoszeń anonimowych, a tym samym niezgodny z założeniami dyrektywy. W 56% firm zgłoszenia o nieprawidłowościach są przyjmowane pisemnie, np. w formie tradycyjnego listu lub drogą mailową, a 36% respondentów-przedsiębiorstw stosuje zgłoszenia osobiste. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku instytucji publicznych – 49% z nich posiada rozwiązania spełniające rolę kanałów komunikacji do zgłaszania przypadków niewłaściwych zachowań lub łamania prawa, ale są to przeważnie kanały nieformalne takie jak zgłoszenia pisemne (59%) albo rozmowy osobiste (48%).

Jednocześnie około połowa wszystkich badanych (55% badanych z instytucji publicznych oraz 48% z firm prywatnych) jest zdania, że podstawową cechą systemu do raportowania nieprawidłowości w organizacji powinna być możliwość wprowadzania zgłoszeń anonimowych. Potwierdzają to opinie pracowników, którzy we wcześniejszym badaniu przeprowadzonym przez ARC Rynek i Opinia i braf.tech wskazali anonimowość jako najważniejszy czynnik mogący skłonić ich do informowania o nieprawidłowościach. Drugą najważniejszą cechą systemu powinna być łatwość w jego obsłudze (wskazania 8% firm prywatnych i 15% instytucji publicznych).

– Chociaż w części firm i instytucji w Polsce istnieją kanały komunikacji dla sygnalistów, to przeważnie są to rozwiązanie nieodpowiednie zarówno z punktu widzenia założeń dyrektywy UE, jak i z perspektywy budowania kultury organizacyjnej opartej na zaufaniu. Z naszych analiz wynika, że pracownicy niechętnie zgłaszają nieprawidłowości w miejscu pracy z obawy przed konsekwencjami i oczekują rozwiązań, które zapewnią im ochronę tożsamości  czy wręcz anonimowość. Najlepszą odpowiedzią na potrzeby pracowników, jak i samych firm są rozwiązania technologiczne, takie jak aplikacje czy systemy dla sygnalistów, które zagwarantują bezpieczeństwo i komfort zgłaszania. Kluczowe są tu cechy takie jak szyfrowanie połączeń oraz danych, kontrola dostępu do narzędzia po stronie organizacji, zabezpieczenia serwerów i oczywiście zgodność z założeniami dyrektywy. Tak naprawdę aplikacje takie jak whiblo są uniwersalne, sygnalista może się podpisać lub pozostać anonimowym, a firma może mieć wszystkie zgłoszenia w jednym miejscu  – powiedział Rafał Barański, prezes braf.tech i współtwórca aplikacji whiblo.

Zgłoszenia nieprawidłowości szansą dla organizacji

Z badania braf.tech wynika, że zdaniem większości przedstawicieli badanych firm (71%) i instytucji (58%), zachęcenie pracowników do zgłaszania nieprawidłowości to szansa dla organizacji na identyfikację przypadków niewłaściwych praktyk, nadużyć czy łamania prawa oraz uniknięcia ryzyka przez pracodawcę.

Z moich wieloletnich obserwacji i doświadczeń w kierowaniu działami compliance wynika, a potwierdziło to także badanie zrealizowane przez ARC, że temat sygnalizowania nieprawidłowości w organizacjach nie został do tej pory należycie zagospodarowany. Przeważnie tylko największe firmy, objęte regulacjami korporacyjnymi, prawnymi czy branżowymi, posiadają rozwiązania w formie procedur, kanałów komunikacji i wyznaczonych komórek, które zajmują się tego typu sprawami jak nadużycia, niewłaściwe zachowania czy przypadki łamania prawa. Nowe przepisy prawa obejmą jednak znacznie więcej podmiotów i dla firm, które chcą zwiększyć transparentność oraz doskonalić swoją kulturę organizacyjną, a nie tylko „odhaczyć” obowiązek prawny, jest to ostatni dzwonek, aby podjąć wymagane działania. W grę wchodzi nie tylko wypełnienie obowiązków względem prawa, ale też minimalizacja ryzyka utraty wizerunku, zaufania pracowników czy partnerów biznesowych, a nawet strat finansowych. Nieprawidłowości zdarzają się w każdej organizacji, a pozostawienie ich bez rozwiązania może z czasem nieść za sobą poważne konsekwencje, np. przedostanie się informacji do mediów, internetu czy kontrole organów państwowych. Skutki dla organizacji i ludzi w niej pracujących mogą być ogromne powiedziała Ewa Żak-Lisewska, ekspertka ds. compliance i współtwórca aplikacji whiblo.  

Dyrektywa o ochronie sygnalistów jest szansą na poprawę sytuacji pracowników i rozwiązanie wewnętrznych problemów w wielu przedsiębiorstwach i instytucjach w Polsce. Czasu na dostosowanie się do przepisów nie zostało wiele, ale z pomocą nowoczesnych narzędzi technologicznych, spełnienie wymagań będzie łatwiejsze. Warto jednak podjąć odpowiednie kroki już teraz, gdyż pozwoli to uniknąć sytuacji sprzed kilku lat, gdy przedsiębiorcy odkładali wdrożenie przepisów RODO do ostatniej chwili, by w efekcie ponieść znacznie wyższe koszty finansowe czy w postaci konieczności zaangażowania większych zasobów kadrowych.

* O Dyrektywie:

17 grudnia 2021 r. w Polsce oraz innych państwach członkowskich UE wchodzi w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (tzw. dyrektywa o ochronie sygnalistów). Zgodnie z dyrektywą wskazane w niej firmy oraz instytucje są zobowiązane do podjęcia szeregu działań mających na celu ich dostosowanie do nowych przepisów. W praktyce dostosowanie tych podmiotów do założeń dyrektywy oznacza podjęcie działań organizacyjnych, takich jak stworzenie wewnętrznych procedur, zapewnienie komunikacji, szkoleń czy przypisanie zadań i odpowiedzialności, oraz wdrożenie narzędzi technicznych, czyli utworzenie wewnętrznych kanałów zgłaszania nieprawidłowości. Zgodnie z dyrektywą, kanały te mają być zaprojektowane i obsługiwane w sposób zapewniający ochronę poufności tożsamości osoby zgłaszającej (sygnalisty), a także mają umożliwiać obsługę zgłoszeń anonimowych.

O badaniu:

Badanie „Ochrona sygnalistów – świadomość pracowników i praktyki w firmach w Polsce” zostało przeprowadzone w kwietniu 2021 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie braf.tech. Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI na grupie 205 firm prywatnych i instytucji publicznych, zatrudniających ponad 50 pracowników, firm z sektora finansowego zatrudniających ponad 10 osób, instytucji publicznych (w tym gmin zamieszkałych przez ponad 10 000 mieszkańców), firm państwowych, objętych działaniem Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (tzw. dyrektywa o ochronie sygnalistów).

Opóźnienia w implementacji „dyrektywy plastikowej” będą miały konsekwencje

Od 3 lipca obowiązuje europejska dyrektywa Single Use Plastic (SUP), mająca na celu wycofanie niektórych produktów jednorazowych, wykonanych z tworzyw sztucznych. Polska, która od 2 lat nie przygotowała się do wdrożenia unijnych przepisów, musi liczyć się z reperkusjami.

Zgodnie z dyrektywą SUP, od soboty na terenie Unii Europejskiej (UE) nie kupimy plastikowych patyczków do uszu, sztućców, słomek czy jednorazowych kubków ze styropianu. Polska od 2019 roku nie zdążyła zaimplementować dyrektywy europejskiej, w związku z czym w kraju wciąż legalna pozostaje sprzedaż produktów odpowiadających za znaczą część plastikowych odpadów. Nie oznacza to jednak, że obecne rozwiązania prawne pozostają w zgodzie z unijnymi regulacjami. Ministerstwo Klimatu deklaruje, że odpowiednie przepisy zostaną przyjęte – jednak dopiero jesienią.

Anna Larsson, dyrektor Reloop Europe sugeruje, że taka opieszałość ze strony władz może wiązać się z przykrymi konsekwencjami, nie tylko środowiskowymi.

– Kraje członkowskie stanowią przykład tego, że zaimplementowanie dyrektyw Parlamentu Europejskiego, w przewidzianym na to czasie, jest jak najbardziej możliwe. Wszystko zależy od chęci i woli organów decyzyjnych, w tym rządzących. Aby zredukować „powódź” plastiku, Francja już w ubiegłym roku nakazała redukcję wprowadzania butelek plastikowych do 50 proc. w 2030 r. oraz osiągnięcie minimalnego poziomu zwrotnych opakowań po napojach w wysokości 5 proc. do 2023 r. i 10 proc. do 2027 r. Niestety, opóźnianie procesu wdrożenia dyrektywy SUP i dostosowania do niej prawa krajowego może spotkać się z przykrymi konsekwencjami dla polskiego budżetu – ocenia Anna Larsson i wyjaśnia, że od początku bieżącego roku obowiązuje tzw. „Plastic Levy”, czyli unijna opłata, która będzie naliczana za każdy kilogram nieprzetworzonego plastiku, a Polska oraz pozostałe kraje UE są zobowiązane zapłacić 800 euro za tonę tworzyw sztucznych, które nie zostały poddane recyklingowi.

Oprócz zakazów wprowadzania na rynek niektórych produktów, dyrektywa SUP zobowiązuje państwa członkowskie UE do zebrania min. 77 proc. butelek z tworzyw sztucznych, wprowadzonych do obiegu po 2024 r., przy czym poziom ten powinien wzrosnąć do 90 proc. w 2029 roku.

– W Polsce rocznie do obiegu trafia około 240 tys. ton samych butelek PET, które tylko w 50 proc. poddawane są recyklingowi. Analizując rozwój systemów kaucyjnych w innych krajach, można śmiało założyć, że w ciągu trzech lat od wprowadzenia takiego systemu w Polsce, poziom zbiórki wszystkich odpadów opakowaniowych po napojach może wzrosnąć nawet do 90 proc. Oznacza to, że możemy uzyskać blisko 210 milionów ton samych butelek plastikowych, nadających się do recyklingu. Dyrektywa UE w sprawie produktów jednorazowego użytku z plastiku rekomenduje wprowadzenie takich rozwiązań, jako sposobu na sprostanie wyzwaniom związanym z zanieczyszczeniem środowiska tworzywami sztucznymi. Ponadto system kaucyjny zapewnia możliwość zamknięcia obiegu surowców, a dodatkowo produkcji nowych butelek z tych już wykorzystanych – mowa tu o wymogu tzw. minimalnej zawartości recyklatu, również wprowadzanym przez wspomnianą dyrektywę. Implementacja efektywnego systemu kaucyjnego może więc nie tylko uchronić środowisko, ale i budżet Państwa przed opłatami ponoszonymi na rzecz Wspólnoty. Efektywne rozwiązania w tym zakresie mogą przyczynić się też do strukturalnego rozwoju gospodarczego, a w kontekście Polski oznacza to również ok. 1800 nowych miejsc pracy i to tylko w sektorze produkcji butelek PET z recyklatu – ocenia Anna Larsson.

Nie należy zapominać, że dyrektywa SUP daje potężny impuls do rozwoju gospodarki o obiegu zamkniętym. Jeden z kluczowych przepisów tej dyrektywy dotyczy ograniczenia wykorzystania jednorazowych kubków i opakowań do żywności. Szwecja już zadecydowała o 50 proc. redukcji takich produktów do 2026 r., Słowenia planuje 20 proc. spadek. – W całej Europie obserwujemy lawinowy wzrost wdrażania modeli opartych o ponowne wykorzystanie, związane z zakazami stosowania jednorazowych kubków i talerzy w fast-foodach, obiektach administracji publicznej lub na imprezach masowych. Wiele krajów upatruje w takich systemach szansę na „uzielenienie” gospodarki
i zwiększenie ilości miejsc pracy a globalne firmy budują w oparciu o takie rozwiązania lojalność klientów –
stwierdza ekspertka.

Luka PrintNightmer zagraża naszym komputerom. Eksperci radzą natychmiastową instalację łatki bezpieczeństwa

Znana od tygodnia krytyczna podatność „PrintNightmer” (KB5004945) została naprawiona, a specjalna łatka zabezpieczeń jest od wczoraj dostępna w Windows Update. Ponieważ luka pozwala na uzyskanie pełnej kontroli nad środowiskami umożliwiającymi drukowanie w systemach Windows, eksperci z firmy Check Point Software zalecają natychmiastową aktualizację zabezpieczeń naszych komputerów.

– Kilka dni temu w mechanizmie drukowania systemu Microsoft Windows wykryto dwie luki w zabezpieczeniach. Pozwalają one na uzyskanie przez „napastnika” pełnej kontroli nad wszystkimi środowiskami Windows, które umożliwiają drukowanie. W głównej mierze są to stacje robocze, jednak czasami problem może dotyczyć to całych serwerów, które są integralną częścią popularnych sieci organizacyjnych. Microsoft sklasyfikował te luki jako krytyczne, jednak w momencie ich publikacji, był w stanie naprawić tylko jedną z nich, pozostawiając otwarte drzwi do wykorzystania drugiej luki. Dlatego Microsoft zalecił wszystkim przedsiębiorstwom zrezygnowanie z możliwości drukowania, co było niezwykle rzadkim i radykalnym wezwaniem. Ostatecznie Microsoft wydał łatkę na drugą lukę, tym samym całkowicie rozwiązując problem. Zalecamy wszystkim użytkownikom systemu Windows — zarówno konsumentom, jak i firmom — upewnienie się, że mają zainstalowaną najnowszą aktualizację zabezpieczeń. – mówi Yaniv Balmas, szef badań cybernetycznych w Check Point Software.

Cyfrowa wymiana dokumentów z firmami w Banku Millennium

Bank Millennium udostępnił firmom w ramach bankowości przedsiębiorstw możliwość cyfrowej, dwustronnej wymiany dokumentów w serwisie internetowym Millenet dla przedsiębiorstw. Moduł wymiany dokumentów to kolejny etap digitalizacji procesów biznesowych. Już ponad połowa umów kredytowych z firmami podpisywana jest cyfrowo z wykorzystaniem podpisu elektronicznego i liczba ta stale rośnie.

Poziom digitalizacji umów kredytowych zawieranych w ramach bankowości przedsiębiorstw jest bardzo wysoki, jednak naszym celem jest pełna cyfryzacja kluczowych procesów operacyjnych, w tym procesu kredytowego. Możliwość dwustronnej wymiany dokumentów podpisanych elektronicznie to jeden z etapów zmian. Realizujemy kolejne wdrożenia w tym obszarze, angażując w nie klientów biznesowych, aby na bieżąco śledzić ich zmieniające się oczekiwania i by ich codzienne doświadczenia z naszymi serwisami były na najwyższym poziomie. Dzięki temu nasze rozwiązania są intuicyjne i wspierają obsługę operacyjną po stronie klienta, wpływając na usprawnienie codziennej współpracy z bankiem i na obniżenie kosztów po stronie firmy. Nasi klienci chętnie korzystają z cyfrowych usług – mówi Andrzej Gliński, Członek Zarządu Banku Millennium.

Wszystkie wprowadzane przez nas usługi cyfrowe są szeroko konsultowane z klientami na etapie projektowania. Niezbędne jest precyzyjne zdefiniowanie ostatecznych potrzeb klientów, wsłuchanie się w ich głos podczas prac nad nowymi rozwiązaniami. Wspólnie przygotowujemy usługi, sięgając w tym celu po najnowsze technologie. Dodatkowo, wymiana dokumentów z przedsiębiorstwami z wykorzystaniem bankowości elektronicznej pozwoliła wejść na nowy, jeszcze wyższy poziom bezpieczeństwa – mówi Antonio Pinto, Członek Zarządu Banku Millennium.

Moduł wymiany dokumentów w Millenet dla przedsiębiorstw umożliwia dwustronne przesyłanie dokumentów zarówno przez bank, jak i przez klienta, z możliwością dodawania komentarzy przez każdą ze stron. Zarówno klient, jak i bank mają możliwość zatwierdzania bądź odrzucania przesłanych dokumentów do czasu, kiedy obie strony nie wynegocjują zapisów, odpowiadających każdej ze stron. Moduł pozwala dołączać dokumenty zawierające podpis kwalifikowany, a każda wersja dokumentu wysłana do klienta opatrzona jest pieczęcią elektroniczną banku.

Po przekazaniu przez bank dokumentów klient otrzymuje SMS z informacją o udostępnionej dokumentacji. Została ona podzielona w nowym module wymiany dokumentów na trzy kategorie – dokumenty, które wymagają podpisów dwóch stron (umowy), dokumenty, które wymagają jedynie podpisu klienta (oświadczenia, zgody) i dokumenty, które nie wymagają podpisu (regulaminy). W zależności od rodzaju dokumentu w obiegu, moduł dostosowuje do niego wymagane i możliwe akcje do wykonania, zarówno po stronie banku, jak i klienta, przez co rozwiązanie jest przyjazne i intuicyjne dla jego użytkowników. Dokumenty zawsze pozostają też w tym samym miejscu w serwisie, a więc dostępne są dla wszystkich osób w firmie, upoważnionych do obsługi modułu wymiany dokumentów. Umożliwia on również wgląd w całą historię korespondencji i przekazywanych plików.

Moduł wymiany dokumentów w serwisie internetowym Millenet dla przedsiębiorstw jest nadal rozwijany.

PSPA krytycznie o nowelizacji ustawy o elektromobilności

Dodatkowe obowiązki przy instalowaniu prywatnych punktów ładowania, a także rezygnacja z przepisów dotyczących stref czystego transportu opóźnią rozwój zeroemisyjnego transportu w Polsce – uważa Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), które krytycznie ocenia najnowszy projekt nowelizacji Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych.

Na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowano kolejny projekt ustawy o zmianie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych i niektórych innych ustaw (projekt z dn. 28.06.2021 r.), który skierowano do rozpatrzenia przez Komisję Prawniczą. Polskie Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) wskazuje, że obok drobnych uzupełnień lub zmian względem poprzedniej wersji (z dn. 15.04.2021 r.), nowy projekt zawiera regulacje, których wprowadzenie przyniesie negatywne skutki dla rynku pojazdów elektrycznych w Polsce.

PSPA od początku, aktywnie uczestniczyło w pracach nad projektem ustawy zmieniającej. Część przepisów, które się w nim znalazły, to propozycje wypracowane w ramach projektu Biała Księga Elektromobilności, przy współudziale niemal całej polskiej branży zrównoważonego transportu.

– W toku prac nad nowelizacją ustawy udało się niektóre postulaty uwzględnić, z korzyścią dla rozwoju rynku, ale obecnie zaproponowane zmiany, ich skala na tak zaawansowanym etapie prac legislacyjnych, ale przede wszystkim ich treść, wprawiają wręcz w osłupienie – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA. – Trzeba jasno powiedzieć, że prawodawcy brakuje konsekwencji, bo albo chcemy rozwijać ekologiczny transport w Polsce, z korzyścią dla klimatu, społeczeństwa i gospodarki, albo nie. Nie da się tego zrobić półśrodkami.

Według szefa PSPA, zwłaszcza przepisy wprowadzające obligatoryjność przeprowadzenia ekspertyzy przed instalacją ładowarki w budynku mieszkalnym wielorodzinnym to wypaczenie regulacji, które powinny mieć na celu ułatwienie rozwoju budynkowej infrastruktury ładowania, a nie jej utrudnianie. Usunięcie przepisów dotyczących tworzenia stref czystego transportu, bardzo zachowawczych przepisów, zdaniem organizacji również zasługuje na jednoznacznie negatywną ocenę.

– Ta nowelizacja miała potencjał, by znieść zasadnicze bariery krępujące rozwój elektromobilności w Polsce. Rozpoczęliśmy analizę projektu i na dniach zwrócimy się o wyjaśnienia do administracji rządowej – dodaje Maciej Mazur.

Będzie trudniej o prywatną ładowarką

Jednym z najważniejszych postulatów branży w toku prac nad nowelizacją ustawy było ułatwienie instalacji punktu ładowania na miejscu parkingowym przynależnym do mieszkańca domu wielorodzinnego. Ogólne regulacje dotyczące zarządu rzeczą wspólną nie sprawdzały się w praktyce, dlatego PSPA zaproponowało dedykowaną procedurę wyrażenia zgody na instalację ładowarki w bloku. Jednym z jej elementów miała być fakultatywna ekspertyza dotycząca możliwości przyłączenia punktu ładowania oraz bezpieczeństwa jego użytkowania. Fakultatywność oznaczała, że rozwiązanie to będzie wykorzystywane wyłącznie, gdy nastąpi taka potrzeba, np. pojawią się wątpliwości co do stanu instalacji przyłączeniowej budynku.

– Proponowane przepisy zostały uwzględnione w nowym projekcie nowelizacji w istotnie zmienionej formie. Ekspertyzę przemianowano z fakultatywnej na obligatoryjną. W konsekwencji, wymóg jej sporządzenia będzie dotyczył wszystkich istniejących budynków i nie obejmie tylko niektórych nowych inwestycji. Zamiast ułatwić, proponowany przepis utrudni instalację prywatnych ładowarek. Jeżeli wejdzie w życie, pojawi się nowa kategoria opłat obciążających posiadaczy pojazdów elektrycznych, tym razem powiązana z miejscem zamieszkania. Jaka będzie wysokość tej opłaty? Trudno przewidzieć, ale z całą pewnością zniechęci wiele osób nie tylko do instalacji punktu ładowania w bloku, ale w ogóle do nabycia pojazdu elektrycznego – tłumaczy Joanna Makola, Kierownik Centrum Legislacyjnego PSPA. 

Czyste strefy już nawet nie na papierze

Z nowego projektu nowelizacji całkowicie usunięto także przepisy dotyczące stref czystego transportu. Ich tworzenie przewiduje pierwotny tekst Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, obowiązujący od 2018 r. Z uwagi na fakt, że tamte przepisy nie odpowiadały oczekiwaniom samorządów, kolejna wersja projektu nowelizacji zawierała szereg kompromisowych zmian, mających zmobilizować gminy do ustanawiania obszarów niskoemisyjnych. Zaproponowano m.in. zniesienie kryterium minimalnej liczebności gminy warunkującego możliwość utworzenia strefy, zniesienie ograniczenia terenu strefy do obszaru śródmiejskiej zabudowy lub jej części, obowiązkowe konsultacje społeczne w procesie ustanawiania stref czy wprowadzenie obowiązku ich tworzenia w największych gminach, w których ocena jakości powietrza wykazała przekroczenia zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu. Najnowszy projekt nowelizacji oznacza, że wspomniane zmiany nie zostaną wprowadzone.

– To krok w tył w rozwoju elektromobilności w Polsce i zamknięcie oczu na to, co się dzieje w Europie. W miastach Starego kontynentu, pod koniec maja br. funkcjonowało ponad 260 stref niskoemisyjnych. W Polsce nie ma ani jednej. Wprowadzenie nowelizacji w życie w tej formie oznacza, że nasz kraj pozostanie pod tym względem czarną plamą na mapie Europy. Rezygnacja z dostosowania przepisów umożliwiających ustanawianie stref przez samorządy jest szczególnie kontrowersyjna w świetle tego, że już od dawna wiele polskich ośrodków miejskich znajduje się w czołówce rankingów najbardziej zanieczyszczonych obszarów w Europie. Jest to o tyle niezrozumiałe, że przecież nikt nie nakazuje od razu zakazywać wjazdu pojazdom konwencjonalnym do centrów miast. Taki proces musi być progresywny i rozłożony na lata, ale musi się w końcu rozpocząć – mówi Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

Co jeszcze zmieniło się w ustawie?

Dodatkowe obowiązki przy instalowaniu prywatnych punktów ładowania oraz rezygnacja z przepisów dotyczących stref czystego transportu to nie jedyne zmiany przewidziane w najnowszym projekcie nowelizacji Ustawy o elektromobilności. W celu transpozycji postanowień Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/94/UE z dnia 22 października 2014 r. w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych zaproponowano, że minister właściwy do spraw energii będzie porównywał ceny jednostkowe oferowanych na rynku paliw przeznaczonych do napędu samochodów osobowych. Zestawienie ma być sporządzane kwartalnie i uwzględniać wybrane grupy pojazdów możliwych do porównania co najmniej pod względem masy i mocy. Porównanie będzie umieszczane na stacjach paliw płynnych, na których pojazdy samochodowe mogą być ładowane lub tankowane paliwami alternatywnymi.

Projekt nowelizacji przewiduje również m.in. wprowadzenie obniżonego (do kwoty 100 tys. zł) limitu amortyzacji dla samochodów osobowych emitujących ponad 50 g dwutlenku węgla na każdy przejechany kilometr. Pojazdy z silnikami spalinowymi o emisji mniejszej niż 50 g CO2/km (a wiec w praktyce hybrydy typu plug-in) miałyby być objęte limitem 150 tys. zł. Samochody całkowicie elektryczne nadal będą korzystać z preferencyjnych zasad przewidujących odpis od wartości do 225 tys. zł.

– Przez cały okres prac nad projektem ustawy dopracowywane są ponadto przepisy dotyczące wykorzystywania wodoru na cele transportu i zapewnienia niezbędnej infrastruktury tankowania i bunkrowania. Nie inaczej było w przypadku najnowszej wersji. Po raz pierwszy opublikowano też projekt rozporządzenia w sprawie wymagań technicznych dla stacji wodoru. Rozporządzenie określa szczegółowe wymagania techniczne dotyczące budowy, eksploatacji, naprawy i modernizacji stacji wodoru, rodzaje badań technicznych przeprowadzanych przez UDT lub TDT, dokumenty dołączane do wniosku o przeprowadzenie badań i wysokość opłat za badania – dodaje Joanna Makola.

Wraz z projektem nowelizacji Ustawy opublikowano również teksty innych przepisów wykonawczych. Projekt rozporządzenia ws. wysokości opłaty za nadanie numeru EIPA, uznanie kodu oraz ich utrzymanie w systemie teleinformatycznym oraz terminu jej wnoszenia, zakłada, że za nadanie numeru EIPA lub uznanie kodu oraz ich utrzymanie w systemie teleinformatycznym pobierana jest opłata miesięczna, której maksymalna wysokość wynosi iloczyn 10 zł i liczby ogólnodostępnych stacji ładowania – dla operatorów tych stacji, a dla dostawców – 50 złotych. PSPA proponowało całkowitą rezygnację z nowej opłaty, jako dodatkowego obciążenia nałożonego na firmy i czynnika opóźniającego rozbudowę infrastruktury ładowania w Polsce.

Pełny tekst projektu ustawy o zmianie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz niektórych innych ustaw oraz projektów rozporządzeń wykonawczych dostępny jest na stronie:

https://legislacja.gov.pl/projekt/12340506/katalog/12740152#12740152

Deweloperzy budują więcej i sprzedają drożej

W czerwcu przestała się kurczyć podaż nowych mieszkań, bo deweloperzy wprowadzili ich na rynek więcej niż sprzedali. Jednak ci, którzy rozważają zakup nowego mieszkania muszą się liczyć z tym, że będzie ich ono kosztowało coraz więcej.

Popyt

W 8 analizowanych przez portal GetHome.pl miastach deweloperzy sprzedali w czerwcu łącznie 3553 mieszkania, czyli o 24% mniej niż miesiąc wcześniej. To już kolejny miesiąc, w którym odnotowaliśmy spadek sprzedaży nowych mieszkań.

Tradycyjnie najwięcej – 1099 – znalazło nabywców w Warszawie. Warto jednak podkreślić, że o ile w maju sprzedaż warszawskich deweloperów wzrosła o 11% w porównaniu z kwietniem, to w czerwcu nie mieli oni powodów do zadowolenia, bo ich wynik był aż o 36% gorszy niż miesiąc wcześniej.

Wyższą sprzedażą, i to aż o 20%, mogą się pochwalić jedynie deweloperzy w Gdańsku. Prawdopodobnie odetchnęli z ulgą, bo w poprzednich dwóch miesiącach popyt na nowe mieszkania skurczył się tam niemal o połowę. We Wrocławiu czerwcowa sprzedaż była tylko minimalnie mniejsza, choć przypomnijmy, że w maju odnotowaliśmy w tym mieście tąpnięcie aż o blisko 48%. Będziemy więc z uwagą obserwowali dalszy rozwój wypadków w stolicy Dolnego Śląska.

Niestety, w pozostałych miastach zanotowaliśmy odwrót kupujących. Spektakularny spadek sprzedaży, aż o blisko 48%, odnotowaliśmy w Poznaniu. Tu również z każdym miesiącem ubywa kupujących nowe mieszkania.  Dla poznańskich deweloperów powinno to być sygnałem, że ceny wprowadzanych przez nich na rynek mieszkań są za wysokie.

Wykres 1

Nie można jednak wykluczyć, że popyt przenosi się do miejscowości okalających Poznań, gdzie mieszkania są po prostu tańsze. GUS podał, że w okresie pięciu miesięcy tego roku w powiecie poznańskim deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę 2277 mieszkań, czyli niemal o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Podobną tendencję obserwujemy w innych aglomeracjach. Na przykład z pozwoleń na budowę wydanych deweloperom w okresie styczeń – maj 2021 r. wynika, że w okolicach Warszawy najwięcej mieszkań powstanie w powiatach piaseczyńskim, pruszkowskim i wołomińskim.Wykres 2

Tymczasem Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że w maju banki udzieliły ok. 20,5 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o blisko 24% mniej niż w kwietniu.Wykres 3

Także w kolejnych miesiącach nie można wykluczyć spadku akcji kredytowej. Według BIK, w maju o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 47,6 tys. potencjalnych kredytobiorców, czyli o ponad 6% mniej niż w kwietniu.

Podaż

W kwestii podaży nowych mieszkań sytuacja w czerwcu uległa radykalnej poprawie. W 8 analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiło łącznie 4241 lokali, czyli przeszło dwukrotnie więcej niż w maju!

Podaż wzrosła niemal we wszystkich analizowanych przez nas miastach. Wyjątkiem jest Bydgoszcz. Cieszy duży wzrost liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w Warszawie, bo tu sytuacja podażowa jest dramatycznie zła. W większości miast deweloperzy wprowadzili na rynek więcej mieszkań niż sprzedali. Niestety, we Wrocławiu obserwujemy pogłębianie się nierównowagi rynkowej.Wykres 4

Co gorsza, w kolejnych miesiącach prawdopodobnie nie będzie ich więcej. Statystyki budowlane GUS dla Wrocławia wskazują na spadek liczby mieszkań objętych pozwoleniami na budowę. Na szczęście dla większości miast te statystyki mogą napawać optymizmem. Np. krakowscy deweloperzy uzyskali w pierwszych pięciu miesiącach tego roku pozwolenia na budowę 4916 mieszkań, czyli o 83% więcej niż przed rokiem w tym samym czasie.Wykres 5

Także w Warszawie deweloperzy włączyli drugi bieg, zarówno jeśli chodzi o pozwolenia na budowę, jak i liczbę mieszkań rozpoczętych.

Oferta

W czerwcu odnotowaliśmy w większości miast niewielki wzrost liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Np. warszawscy deweloperzy pod koniec czerwca oferowali ok. 8 tys. mieszkań, czyli minimalnie więcej niż miesiąc wcześniej.

Zwracamy jednak uwagę, że w styczniu w ofercie było ponad 11,1 tys. mieszkań, czyli o przeszło jedną czwartą więcej. W tym roku gwałtownie skurczyła się także oferta firm deweloperskich we Wrocławiu. W styczniu potencjalni nabywcy mieli do wyboru ok. 6,4 tys. mieszkań. Pod koniec czerwca było ich już tylko ok. 5 tys.Wykres 6

Ceny

Spadek liczby chętnych na nowe mieszkania nie przełożył się na ich ceny w sposób oczekiwany przez kupujących. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że we wszystkich analizowanych miastach, z wyjątkiem Bydgoszczy, wzrosły średnie ceny ofertowe mieszkań. Najbardziej – aż o 4% – podrożały mieszkania w Gdańsku.

Dodajmy, że od początku roku średnia cena ofertowa mieszkań w tym mieście wzrosła najbardziej – o 13%. Dwucyfrowy wzrost – 11% –  odnotowaliśmy również w Łodzi. W pozostałych miastach podwyżki sięgały średnio od 2% (Poznań) do 9% (Wrocław). Z kolei w Bydgoszczy średnie ceny nowych mieszkań wzrosły o 8%. Przy czym od stycznia do marca wzrost sięgał 10%. Potem były dwa miesiące spadku, a w czerwcu ceny ani drgnęły.Wykres 7

Na podstawie danych, którymi dysponuje portal GetHome.pl, widać wyraźnie, że w Bydgoszczy deweloperzy zaczęli dostosowywać ofertę do oczekiwań i możliwości finansowych nabywców. W tym mieście najchętniej kupowane są mieszkania, których cena nie przekracza 7 tys. zł za m kw.Wykres 8

Deweloperzy zareagowali zwiększeniem podaży właśnie takich mieszkań. W maju stanowiły one 55% w puli wprowadzonych na rynek, a w czerwcu – aż 76%.

Czy podobnie będzie w innych miastach? Np. w Poznaniu i Wrocławiu na razie nic na to nie wskazuje. W obu tych miastach najlepiej sprzedają się mieszkania z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw. Jednak tutejsi deweloperzy wprowadzali w czerwcu do sprzedaży głównie mieszkania w przedziale cenowym 8-9 tys. zł za m kw. lub droższe.

W Warszawie, Gdańsku i Krakowie na rynek trafiła duża pula drogich mieszkań z ceną powyżej 15 tys. zł za m kw. W efekcie wzrosły średnie, bo wzrósł ich udział w strukturze cenowej oferty, np. w Warszawie z 10% do 13%, a w Gdańsku z 5% do 6%.Wykres 9

Niestety, czerwiec był kolejnym miesiącem, w którym we wszystkich miastach skurczyła się oferta najtańszych mieszkań, czyli z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw.Wykres 10

Np. w Łodzi jeszcze w styczniu takie mieszkania stanowiły 78% wszystkich ofert z ujawnioną ceną, zaś w czerwcu – 49%. Wygląda więc na to, że ci, dla których liczy się każda złotówka, nie powinni zbyt długo zwlekać z podjęciem decyzji zakupowej.

Komentarz:

Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl

Przez ostatnich sześć miesięcy średnie ceny nowych mieszkań w większości największych miast wzrosły bardziej niż przez cały ubiegły rok. W Gdańsku ten wzrost jest dwukrotnie większy! Tak działa prawo podaży i popytu. W tym roku firmy deweloperskie nie nadążały z produkcją mieszkań, a ponieważ kupujący zgadzali się na stawiane przez deweloperów warunki, ci podnosili poprzeczkę cenową.

Mechanizm jest następujący: z rynku znikają w pierwszej kolejności tańsze mieszkania, np. do 7-8 tys. zł za m kw. Te drogie, które pozostają, podnoszą średnią cenę. Jeśli kupujący zaakceptują wyższe ceny, to wówczas kolejne mieszkania, które deweloperzy wprowadzają na rynek, są jeszcze droższe. Oczywiście podwyżki częściowo wynikały też z rosnących cen działek i kosztów budowy.

W czerwcu deweloperzy wprowadzili do sprzedaży dużą pulę drogich mieszkań, np. w Gdańsku ich średnia cena przekraczała 12 tys. zł za m kw. W efekcie znów poszły w górę średnie ceny w całej ofercie. Czy i tym razem nabywcy zaakceptują wyższy próg cenowy? Spadek sprzedaży nowych mieszkań oraz średnich cen transakcyjnych w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu może świadczyć o tym, że wielu potencjalnych nabywców nie ma na to ochoty.Wykres 11

Być może kupią oni nowe mieszkania w którejś z pobliskich miejscowości. Lokalni deweloperzy nie przepuszczą takiej okazji, co widać po statystykach GUS dotyczących pozwoleń na budowę.

Zwracamy również uwagę, że od trzech miesięcy w kolejce po kredyt mieszkaniowy ustawia się mniej chętnych. Skłania to do wniosku, że w największych aglomeracjach średnie ceny są bliskie apogeum. Pytanie, czy strącą je z tego szczytu spodziewane podwyżki stóp procentowych? Możliwych jest wiele scenariuszy. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby ceny mieszkań miały runąć.

Organy skarbowe nie mogą zastawiać na podatnika pułapek

Jeden organ podatkowy wydał na rzecz przedsiębiorcy korzystne dla niego rozstrzygnięcie, dotyczące wydatkowania otrzymanych od państwa tytułem odszkodowania za wywłaszczenie nieruchomości środków na własne cele mieszkaniowe. W toku późniejszego postępowania podatkowego inny organ stwierdził, że tamte ustalenia były błędne i domagał się zapłaty podatku. Sąd stanął po stronie przedsiębiorcy, stwierdzając, że organ łamie prawo. „Zasada zaufania obywatela do państwa, nie oznacza, że organ nie może zmieniać ocen prawnych, lecz nie może tego czynić dowolnie. W ramach zasady demokratycznego państwa prawnego proces stanowienia i stosowania prawa powszechnie obowiązującego nie może być pułapką na obywatela” (wyrok WSA w Szczecinie z 25 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Sz 49/21).

Odszkodowanie od państwa za wywłaszczenie nieruchomości a podatek VAT

Decyzjami z czerwca i sierpnia 2017 r. wojewoda ustalił na rzecz podatnika wysokość odszkodowania za 18 nieruchomości, które z mocy prawa przejął od niego Skarb Państwa. Naczelnik urzędu celno-skarbowego wszczął wobec będącego przedsiębiorcą wywłaszczonego kontrolę, w wyniku której ustalił, że wywłaszczony, prowadząc działalność gospodarczą, nie wystawił oraz nie ujął w rejestrze sprzedaży za sierpień i wrzesień 2017 r. faktur VAT dokumentujących te przeniesienia własności nieruchomości w zamian za odszkodowanie. A że sam jest podatnikiem VAT, to w ww. okolicznościach doszło do odpłatnej dostawy towarów opodatkowanej podatkiem od towarów i usług. Naczelnik uznał więc księgi rachunkowe podatnika za nierzetelne i określił przedsiębiorcy zobowiązanie w podatku od towarów i usług za sierpień i wrzesień 2017 r.

Działki stanowiły prywatne mienie podatnika, wykorzystywane do własnych celów mieszkaniowych

Przedsiębiorca odwołał się, podnosząc, że to prawda, iż prowadzi działalność gospodarczą, ale wywłaszczone na rzecz państwa pod inwestycje drogowe należące do niego grunty oraz budynki służyły mu do działalności rolniczej. Poza swoją firmą, świadczącą usługi w zakresie robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków mieszkalnych i niemieszkalnych, wynajmu i zarządzania nieruchomościami własnymi lub dzierżawionymi, kupna i sprzedaży nieruchomości na własny rachunek, w ramach której rozlicza się z CIT i VAT, posiada grunty rolne, które uprawia i z tego też tytułu jest podatnikiem podatku rolnego. Wzniesione na tych gruntach dwa budynki mieszkalne wybudował na własne potrzeby i potrzeby swojej rodziny ze środków osobistych. Środki te uzyskał z dokonanej w grudniu 2014 r. sprzedaży innej nieruchomości. O tym, że wydatki związane z budową ww. dwóch budynków zrealizowały przesłankę celu mieszkaniowego, a więc przesłankę uprawniającą podatnika do uzyskania zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym środków uzyskanych z dokonanej w grudniu 2014 r. sprzedaży, potwierdzili pracownicy właściwego urzędu skarbowego w lutym 2018 r.

Podatnik działał jak profesjonalny przedsiębiorca w obrocie nieruchomościami

W listopadzie 2020 r. naczelnik urzędu celno-skarbowego podtrzymał swoją decyzję. Stwierdził, że w objętym postępowaniem podatkowym okresie przedsiębiorca prowadził działalność w zakresie inwestycji budowlanych, świadczenia usług remontowych oraz wynajmu i dzierżawy lokali użytkowych, pomieszczeń magazynowych i powierzchni reklamowej. Od marca 2000 r. do września 2017 r. nabył 23 nieruchomości, a 65 sprzedał. Dla organu podatkowego był to dowód na to, że przedsiębiorca prowadził działalność zarobkową w obrocie nieruchomościami w sposób zorganizowany i ciągły.

W kwietniu 2007 r. nabył dwie działki, z których wydzielił sześć mniejszych, w tym dwie zabudowane budynkami w stanie surowym zamkniętym, a które to zostały wywłaszczone na rzecz Skarbu Państwa. To samo tyczy się dziesięciu działek nabytych przez tego podatnika w latach 2007-2011. Odszkodowanie za ww. wywłaszczenia przedsiębiorca otrzymał w sierpniu i wrześniu 2017 r., ale w rejestrze sprzedaży za te miesiące zdarzeń tych nie ujął. A powinien to zrobić, chociażby na podstawie tychże ustaleń, jak i faktu, że dla spornych gruntów przedsiębiorca uzyskał od gminy osiem decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu dla inwestycji polegających na budowie 52 budynków jednorodzinnych z garażami i infrastrukturą towarzyszącą, co potwierdza, że działania podatnika w tej sprawie były podejmowane w ramach profesjonalnego obrotu nieruchomościami. Decyzje te dotyczyły także 15 działek przejętych w 2017 r. przez państwo.

Skoro sprzedawał przedsiębiorca, to transakcja powinna podlegać opodatkowaniu VAT

Mając na uwadze powyższe, organy podatkowe I i II instancji nie zgodziły się z podatnikiem, aby wznoszenie przez niego budynków następowało w związku z zaspokajaniem jego własnych potrzeb mieszkaniowych. Zatem uzyskane w grudniu 2014 r. ze sprzedaży nieruchomości środki nie zostały przez niego wydatkowane na te cele w 2017 r., a na cele działalności podmiotu profesjonalnie obracającego nieruchomościami, który dokonał następnie dostawy spornych działek na rzecz państwa w zamian za odszkodowanie. Przedsiębiorca zobowiązany był więc do opodatkowania VAT wszystkich dokonanych w 2017 r. na rzecz Skarbu Państwa dostaw nieruchomości.

Domy dla podatnika i jego rodziny

Wnosząc skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, podatnik podniósł, że przejęte przez Skarb Państwa sporne nieruchomości nie były przez niego wykorzystywane w działalności gospodarczej. Podtrzymał tym samym, że oba wybudowane przez niego na graniczących, sąsiadujących ze sobą działkach domy miały służyć: jeden – zaspokojeniu jego potrzeb mieszkaniowych, drugi – dla dziecka, rodzica czy innych członków rodziny. Co najważniejsze, prawdziwość tego celu (mieszkaniowego) została potwierdzona na początku 2018 r. przez urząd skarbowy, który prowadził wówczas postępowanie w przedmiocie zobowiązania podatnika w podatku dochodowym od osób fizycznych z tytułu sprzedaży nieruchomości nabytej w grudniu 2014 r.

Sąd uznał, że podatnik nie ma racji, ale…

WSA w Szczecinie nie dał wiary twierdzeniom podatnika. Zgodził się z fiskusem, że w ramach zakwestionowanych transakcji podatnik działał jako przedsiębiorca. Stąd też uzyskane od państwa z tytułu wywłaszczenia odszkodowanie powinien opodatkować podatkiem od towarów i usług. Przeciwne twierdzenia przedsiębiorcy były zdaniem sądu nie do pogodzenia z zebranym materiałem dowodowym. Ale mimo to przychylił się do skargi podatnika i uchylił decyzję fiskusa. Sąd przyznał za organem podatkowym, że podejmowane w niniejszej sprawie działania przedsiębiorcy nosiły charakter działań podejmowanych przez dewelopera, lecz tylko w odniesieniu do części działek. Z tego samego materiału dowodowego wynika bowiem, że w lutym 2018 r. właściwy urząd skarbowy przeprowadził czynności sprawdzające w przedmiocie PIT za rok 2014 w zakresie przeznaczenia uzyskanych przez podatnika ze sprzedaży nieruchomości środków przed upływem 5 lat na własny cel mieszkaniowy. W protokole organ skarbowy potwierdził, że szereg udokumentowanych przez podatnika wydatków zostało poniesionych na własny cel mieszkaniowy w postaci budowy budynku mieszkalnego.

Organy nie mogą zastawiać na podatników pułapek

WSA w Szczecinie, przytaczając szereg podstawowych zasad państwa prawa i funkcjonowania organów, w tym wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 30 listopada 1988 r., skonstatował, że w orzecznictwie sądów administracyjnych utrwaliło się stanowisko o niedopuszczalności przerzucania na podatnika skutków błędu spowodowanego przez pracownika organu administracji. Również zawarta w art. 121 § 1 Ordynacji podatkowej zasada pewności prawa oznacza przede wszystkim konieczność przewidywalności działań władzy publicznej. Zmienność prezentowanych przez organy stanowisk co do tego samego stanu faktycznego powoduje podważenie zaufania obywateli do organów tej władzy.

Dlatego też, mimo że podatnik działał w odniesieniu do obrotu większości swoich działek jako przedsiębiorca profesjonalnie trudniący się obrotem nieruchomościami, to w zakresie działek, wobec których urząd skarbowy uznał w lutym 2018 r., że zostały zakupione i zabudowane celem realizacji celów mieszkaniowych podatnika, fiskus nie może domagać się opodatkowania VAT ich wywłaszczenia.

„Po stronie obywatela mieści się prawo oczekiwania, aby organy zobowiązane do stosowania przepisów podejmowały działania oraz dokonywały rozstrzygnięć w sposób przewidywalny i konsekwentny. (…) W ramach zasady demokratycznego państwa prawnego proces stanowienia i stosowania prawa powszechnie obowiązującego nie może być pułapką na obywatela. Z kolei obywatel musi mieć możność układania swoich spraw w zaufaniu, iż nie narazi go to na niekorzystne skutki prawne swoich działań i decyzji (…) Podważanie oceny innego organu podatkowego, nawet w sytuacji, gdy była ona nieprawidłowa, niezależnie czy był to błąd organu, czy też organ został wprowadzony w błąd przez skarżącego, nie jest możliwe w niniejszym postępowaniu” (wyrok WSA w Szczecinie z 25 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Sz 49/21).

Podsumowanie

Sprawa chyba nie wymaga szerszego komentarza. Przedsiębiorcy w swojej codziennej działalności i tak muszą mierzyć się z ryzykiem pułapek rynkowych i prawnych. Muszą być nie tylko biznesmenami, ale i księgowymi oraz prawnikami. W przypadku błędu organy skarbowe są bowiem bezlitosne, podnosząc, że znajomość reguł rynkowych i zmieniającego się prawa to obowiązek profesjonalnego uczestnika obrotu gospodarczego. Tylko że ten wymóg powinien, oczywiście z wszystkimi konsekwencjami, dotyczyć również stosujących to prawo organów. Powyższa sprawa pokazuje natomiast, że nie dość, iż urzędnicy popełniają błędy przy rozstrzyganiu spraw podatników, to jeszcze inne organy w oparciu o te błędy i rozstrzygnięcia, które podatnik w zaufaniu do organu przyjął, honorował, i na podstawie których działał, wyciągają wobec tych podatników konsekwencje i stosują sankcje. Nie może być na to przyzwolenia. Jak podkreślił w uzasadnieniu swojego wyroku szczeciński sąd, skutki błędów urzędników nie mogą być przerzucane na podatników.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Do 2025 roku będziemy generować 463 eksabajty danych dziennie. Technologia IoT: u progu cyfrowej rewolucji?

Jesteśmy świadkami coraz szybszego rozwoju technologii IoT. Szacuje się, że w 2020 r. na całym świecie było zainstalowanych aż 31 miliardów urządzeń IoT, a co sekundę do sieci podłączane są dodatkowe 1271.[1] Czynnikami, które pozwolą na pełne urzeczywistnienie możliwości tej technologii będą wyczekiwana łączność 5G oraz dalszy rozwój możliwości centrów danych. Z kolei jednym z ograniczników mogą być kwestie związane z bezpieczeństwem.

Internet rzeczy wkroczył już do naszego codziennego życia: część z nas używa smartwatchów z funkcją monitorowania snu, aktywności czy pracy serca. Coraz więcej osób korzysta również z tzw. asystentów domowych, dzięki którym w oparciu o połączenie sieciowe można w czasie rzeczywistym, z dowolnego miejsca na świecie np. zgasić światło, zmienić temperaturę, zamknąć okno lub podejrzeć, co robi nasz pies, kiedy nas nie ma.

Skala mikro i makro

W skali mikro wykorzystanie urządzeń IoT może przynieść dodatkowe oszczędności związane z bardziej efektywnym wykorzystaniem centralnego ogrzewania czy energii elektrycznej. Jednak kluczowe znaczenie mogą tutaj mieć korzyści w skali makro: powszechne stosowanie tego typu rozwiązań mogłoby w sposób znaczący przełożyć się np. na obniżenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery, a w konsekwencji korzystnie wpłynąć na jakość powietrza.

Technologie IoT znajdują coraz szersze zastosowanie również w miastach. Dane pochodzące z urządzeń Internetu Rzeczy coraz powszechniej wykorzystuje się do monitorowania ruchu drogowego, zarządzania oświetleniem ulicznym czy systemem komunikacji publicznej. Badania brytyjskie pokazują, że w ciągu najbliższych trzech lat to właśnie czujniki IoT i oparte na tej technologii urządzenia osobiste mogą odegrać kluczową rolę w realizacji koncepcji tzw. inteligentnych miast.[2]  Urządzenia IoT wkraczają również do sektora rolniczego, stosuje się je m.in. do monitorowania poziomu wilgotności gleby i zautomatyzowanego nawadniania, co pozwala na zwiększenie produktywności przy jednoczesnym zmniejszeniu zużycia wody.

Technologia 5G i rozwój centrów danych

Wraz z coraz powszechniejszym wykorzystaniem urządzeń opartych na technologii IoT, lawinowo rośnie ilość danych, które generujemy. W 2020 r. każdy z nas wytwarzał statystycznie 1,7MB danych na sekundę. Szacuje się, że do 2025 r. będziemy generować 463 eksabajty danych dziennie.[3] A to wszystko za sprawą wyczekiwanej technologii 5G, która znacznie przyspieszy procesy przesyłu danych.

Wdrożenie łączności 5G pozwoli urzeczywistnić wiele cyfrowych koncepcji, które dotychczas ideowo wyprzedzały nasze możliwości technologiczne. Szerszy zasięg, wyeliminowanie opóźnień charakterystycznych dla łączności 4G/LTE oraz możliwość łączenia się z nawet milionem urządzeń w promieniu 1 km2 to czynniki, które pozwolą w pełni wykorzystać potencjał urządzeń IoT. Szybsza łączność oraz wykładniczy wzrost generowanych danych zapowiada również dalszy rozwój hiperskalowych centrów danych oraz mikrocentrów tam, gdzie natychmiastowy dostęp do danych oraz czas ich przechowywania ma największe znaczenie. Będzie to dotyczyło między innymi przedsiębiorstw, które przetwarzają dane w czasie rzeczywistym – mówi Robert Sepeta, Business Development Manager w Kingston Technology w Polsce.

Jednak, aby było to możliwe, technologia centrów danych musi również ewoluować i zacząć działać w oparciu o szybsze serwery, powszechne wykorzystanie szyfrowania sprzętowego, zoptymalizowaną pojemność pamięci masowej i bardziej efektywną kompresję. Jednym z czynników, które wspierają zwiększanie wydajności urządzeń IoT i zmniejszenie zużycia energii w centrach danych jest wykorzystanie SSD.

Bezpieczeństwo użytkowników i kontrola urządzeń

Inteligentne urządzenia zmieniają sposób naszego funkcjonowania w świecie oraz wspierają naszą codzienność. Jednak rozwój IoT rodzi również wyzwania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa jej użytkownikom. Eksperci zwracają uwagę na konieczność wprowadzenia stosownych regulacji związanych z ochroną urządzeń przed cyberatakami i zapobieganiu niepożądanym wyciekom danych. Ogromne znaczenie ma również sama świadomość użytkowników. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że np. smartwatch połączony z komputerem i telefonem wymaga ochrony i regularnych aktualizacji. W przeciwnym razie, może stać się łatwym kąskiem dla hakerów. Projektanci technologii IoT wykorzystywanych w skali makro – w przemyśle czy zarządzaniu kryzysowym –  stoją również przed dylematem związanym z zapewnieniem odpowiedniej kontroli nad urządzeniami, których podstawowa funkcja polega na samodzielnym podejmowaniu zautomatyzowanych decyzji dotyczących dużej liczby ludzi. Najmniejszy błąd może w tym przypadku doprowadzić do bardzo niepożądanych skutków. Stworzenie odpowiednich ram prawnych i zapobieganie tego typu sytuacjom stanowi jedno z poważnych wyzwań stojących przed rozwojem IoT – dodaje Robert Sepeta.

Wydaje się, że wciąż nie osiągnęliśmy punktu zwrotnego, w którym technologia IoT spowodowałaby przemiany społeczne w dużej skali. Wyzwania związane z bezpieczeństwem czy dostosowaniem serwerów i pamięci masowych będą miały istotne znaczenie dla dalszego jej rozwoju. Nie bez znaczenia jest też czynnik ludzki i konieczność zwiększania świadomości na temat bezpiecznego i odpowiedzialnego używania nowych technologii.

[1] Security Today – https://securitytoday.com/Articles/2020/01/13/The-IoT-Rundown-for-2020.aspx?Page=2

[2] IoT Analytics.com – https://iot-analytics.com/state-of-the-iot-2020-12-billion-iot-connections-surpassing-non-iot-for-the-first-time/

[3] Tech Jury – https://techjury.net/blog/how-much-data-is-created-every-day/#gref

Kolejne wieżowce postawią roboty

9 na 10 firm budowlanych mówi o deficycie wykwalifikowanej siły roboczej, a 81 proc. planuje wdrożyć roboty w ciągu najbliższej dekady. Duży wpływ na inwestycje branży w robotykę mają bezpieczeństwo i kwestie środowiskowe.

Jeśli chodzi o sektor budownictwa, do tej pory roboty były dobrze widoczne w budownictwie przemysłowym, wykorzystywano je np. przy tworzeniu elementów hal produkcyjnych i magazynowych. Obecnie roboty coraz śmielej wchodzą w obszar budynków użytkowych i mieszkalnych – mówi Robert Pacwa z biznesu Robotyki i Automatyki Dyskretnej ABB w Polsce.

Oczywiście to nie jest tak, że wcześniej roboty nie pracowały przy produkcji elementów dla budynków mieszkalnych. W Polsce mamy przykłady zautomatyzowanych zakładów produkujących np. okna, drzwi czy uchwyty rynnowe. – Jednak teraz branża idzie o krok dalej, w stronę modularyzacji i standaryzacji. Roboty mogą montować moduły domów czy całych pomieszczeń, np. hotelowych, które następnie są instalowane już na placu budowy. Chodzi o to, aby jak najwięcej elementów przygotować poza placem budowy, a na miejscu wykonywać jak najmniej prac ręcznych – dodaje Robert Pacwa.

Roboty mogą zwiększyć produktywność, wydajność i elastyczność produkcji w przemyśle budowlanym. W grę wchodzi m.in. automatyzacja produkcji domów modułowych i komponentów, zrobotyzowane spawanie i przenoszenie materiałów na placach budowy oraz druk 3D domów i niestandardowych konstrukcji. Zdaniem ekspertów roboty są dla sektora sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa i zyskowności. Dodatkowo, mogą zmniejszyć negatywny wpływ na środowisko poprzez poprawę jakości i ograniczenie ilości odpadów.

– Biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką liczbę firm budowlanych korzystających z automatyki, potencjał do robotyzacji jest ogromny. W przeciwieństwie do budowy samochodów czy montażu elektroniki, wiele technik stosowanych w budownictwie nie zmieniło się od pokoleń, dlatego pracujemy nad nowymi rozwiązaniami, które pozwolą sprostać kluczowym wyzwaniom branży – mówi Sami Atiya, dyrektor globalnego biznesu Robotyki i Automatyki Dyskretnej ABB.

W badaniu przeprowadzonym na zlecenie ABB wśród 1900 dużych i małych firm budowlanych w Europie, USA i Chinach, 91 proc. respondentów stwierdziło, że w ciągu najbliższych 10 lat czeka ich „deficyt umiejętności”, a 44 proc. przyznało, że boryka się z trudnościami z rekrutacją na stanowiska „budowlane”. Poprawa bezpieczeństwa pracy na budowach była priorytetem dla 42 proc. badanych. Dla podobnej liczby respondentów środowisko naturalne jest kluczowym czynnikiem zmian w branży.

81 proc. przedsiębiorstw budowlanych twierdzi, że w ciągu najbliższej dekady wprowadzi lub zwiększy zastosowanie robotyki i automatyki, podczas gdy obecnie tylko nieliczne przedsiębiorstwa korzystają z tej technologii. W badaniu 55 proc. firm budowlanych przyznało, że używa robotów, w porównaniu z 84 proc. respondentów z branży motoryzacyjnej i 79 proc. z produkcyjnej.

Obiecujące prognozy

Według prognoz branżowych wartość globalnego przemysłu budowlanego wzrośnie w ciągu dekady o 85 proc., do 15,5 bln dolarów2. Natomiast z wewnętrznej analizy biznesu Robotyki ABB wynika, że w ciągu najbliższych 10 lat wzrost w kluczowych sektorach budownictwa, w tym w prefabrykacji i druku 3D, będzie dwucyfrowy.

Składa się na to wiele czynników. Nawet jedna czwarta materiałów transportowanych na plac budowy opuszcza go w formie odpadów. Dzięki automatyzacji i rozwiązaniom cyfrowym inżynierowie mogą eliminować odpady również na początku realizacji inwestycji poprzez efektywne procesy projektowania i tworzenia konstrukcji.

Inna kwestia to rynek pracy i szeroko rozumiane BHP. W II kwartale tego roku w samej UE było ponad 200 000 wolnych miejsc pracy dla pracowników o niskich i wysokich kwalifikacjach4. Niedobór siły roboczej w branży staje się coraz poważniejszym problemem, a młodzi ludzie rezygnują z kariery w budownictwie wskazując kwestie bezpieczeństwa jako główny powód. Pracownicy budowlani odpowiadają za około 30 proc. urazów w miejscu pracy i są nawet cztery razy bardziej narażeni na wypadek śmiertelny niż pracownicy innych sektorów. Szacuje się, że co roku na świecie w budownictwie dochodzi do ok. 108 000 wypadków śmiertelnych.

Roboty są w stanie poprawić poziom bezpieczeństwa w budownictwie. Maszyny mogą przenosić duże i ciężkie ładunki, mogą sprawnie funkcjonować w niebezpiecznych przestrzeniach (np. szybie windowym) i stać za nowymi metodami tworzenia konstrukcji.

Roboty można wykorzystać przede wszystkim przy powtarzalnych i niebezpiecznych zadaniach, których ludzie coraz częściej nie chcą wykonywać. Oznacza to, że automatyzacja może być odpowiedzią dla branży na problem niedoboru siły roboczej i kwalifikacji oraz sprawić, że kariera w budownictwie stanie się bardziej atrakcyjna dla młodych ludzi – mówi Robert Pacwa.

Innowacyjne podejście w praktyce

Roboty ABB w budownictwie 2Oczywiście są już przykłady innowacyjnych projektów pilotażowych, np. zautomatyzowany montaż ścian, podłóg i sufitów w wielorodzinnych budynkach mieszkalnych, realizowanych przez Autovol w USA. Innym przykładem jest zrobotyzowana instalacja wind Schindler Lifts czy też prefabrykowanych domów modułowych w firmie Intelligent City, która zwiększyła wydajność produkcji o 15 proc. i szybkość realizacji o jedną trzecią. Przy okazji zmniejszyła też ilość odpadów o 30 proc.

Z kolei aplikacja spawalnicza w firmie Skanska poprawiła jakość i bezpieczeństwo poprzez zautomatyzowanie produkcji stalowych koszy zbrojeniowych na placu budowy. Rozwiązanie to pozwoliło również zmniejszyć koszty i negatywny wpływ na środowisko – przede wszystkim chodzi tu o transport nieporęcznych, gotowych koszy na place budowy.

Coraz trudniej jest znaleźć ludzi do wykonywania trudnych, czasochłonnych zadań – mówi Ulf Haekansson, dyrektor techniczny Skanska Construction. – Przydzielenie tych zadań robotom może rozwiązać ten problem. Jednocześnie nasi pracownicy mogą zająć się innymi obszarami, lepiej dostosowanymi do nich.

Komentarz ZPP ws. propozycji zaostrzenia zakazu handlu w niedziele

Od 1 marca 2018 roku w Polsce obowiązuje ograniczenie handlu w niedziele, które z czasem przekształciło się w niemal całkowity zakaz. Ustawa wprowadzająca w życie to rozwiązanie miała dwa główne cele: poprawę sytuacji pracowników sektora handlowego oraz polepszenie pozycji konkurencyjnej niewielkich sklepów wobec większych sieci.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od samego początku dyskusji nad ustawą ostrzegał, że żadnego z zakładanych celów najprawdopodobniej nie uda się osiągnąć, na co wskazywałyby również przykłady państw europejskich, które w ostatnich latach raczej odchodzą od tego rodzaju ograniczeń w sektorze handlowym, niż je wprowadzają.

Po trzech latach obowiązywania ustawy można jasno stwierdzić, że nasze prognozy się sprawdziły. Struktura sektora handlowego w dalszym ciągu zmienia się na niekorzyść małych sklepów (ich liczba maleje, rośnie natomiast pozycja supermarketów i dyskontów). Sieci nauczyły się wykorzystywać nowe rozwiązania w taki sposób, by zmienić nawyki zakupowe konsumentów, w rezultacie czego w Polsce zrealizował się scenariusz węgierski – agresywne promocje obowiązujące w piątki i soboty spowodowały, że klienci przyzwyczaili się do robienia większych zakupów raz w tygodniu. Jednocześnie około połowa pracowników sektora handlowego wciąż pracuje w niedziele.

Mając na uwadze powyższe, propozycje zaostrzania zakazu handlu w niedziele, poprzez zawężanie obowiązujących w ustawie wyjątków, oceniamy negatywnie i uważamy za bezcelowe.

Po pierwsze bowiem, zgodnie z przedstawionymi wyżej argumentami – zakaz handlu w niedziele nie sprzyja małym sklepom. Argumentacja oparta na danych statystycznych dotyczących liczby upadających sklepów wydaje się tę tezę wystarczająco potwierdzać, zdecydowaliśmy się jednak na opracowanie dodatkowej analizy ekonometrycznej.

Za pomocą modelu zbadaliśmy wpływ zakazu na wolumen sprzedaży w firmach stanowiących małe przedsiębiorstwa. Zwiększenie obostrzeń dotyczących handlu w niedzielę o jeden poziom powoduje 6,3% spadek wartości sprzedaży żywności i napojów w wyspecjalizowanych sklepach będących firmami zatrudniających mniej niż 10 osób przy pozostałych czynnikach niezmienionych. Natomiast wprowadzenie całkowitego zakazu handlu w niedzielę, powoduje 25,2% spadek wartości sprzedaży detalicznej żywności i napojów w sklepach będących firmami zatrudniających mniej niż 10 osób, przy pozostałych czynnikach nie zmienionych. Niewielkie, osiedlowe sklepy spożywcze, mające być jednymi z głównych beneficjentów zakazu handlu w niedziele, oczywiście tracą na tym rozwiązaniu.

Po drugie – zakaz nie wpływa na istotną poprawę sytuacji pracowników sektora handlowego. Znaczna część z nich wciąż pracuje w niedziele, a ci których rozwiązanie ustawowe obejmuje, muszą mierzyć się ze zwiększonym ruchem w dni poprzedzające dzień wolny od handlu. W tym kontekście dużo skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie kodeksowej gwarancji dwóch niedziel w miesiącu wolnych dla każdego pracownika, o co postulowaliśmy od lat.

Po trzecie w końcu – pojawiają się istotne wątpliwości techniczne dotyczące zaproponowanego modelu uszczelnienia zakazu. Miałby on bowiem (wg doniesień medialnych) opierać się na badaniu procenta przychodów uzyskiwanych przez daną placówkę w zakresie działalności objętej wyjątkiem. W rezultacie, aby placówka handlowa, będąca jednocześnie placówką pocztową, mogła skorzystać z wyjątku przewidzianego dla placówek pocztowych i funkcjonować w niedziele, musiałaby w miesiącu poprzedzającym kontrolę uzyskiwać co najmniej 50% przychodów z tytułu świadczenia usług pocztowych. Oznacza to, że teoretycznie możliwa byłaby sytuacja, w której konkretna placówka byłaby w jednym miesiącu czynna w niedziele, a w kolejnym już nie. Co więcej, taka konstrukcja wymagałaby ewidencjonowania przychodów wg podziału na działalność objętą wyjątkiem od zakazu handlu w niedziele i pozostałą. Tym samym, wprowadzone zostałoby dodatkowe zamieszanie – zarówno z punktu widzenia klientów, którzy nie mieliby pewności, czy w danym miesiącu konkretna placówka będzie czynna w niedziele, jak i z punktu widzenia przedsiębiorców, którzy musieliby realizować nowe obowiązki ewidencyjne.

Reasumując, ZPP sprzeciwiając się zakazowi handlu w niedziele, konsekwentnie oponuje również przeciwko zaostrzaniu regulacji w jakimkolwiek zakresie. Jeśli prawodawca powinien rozważyć jakiegoś rodzaju modyfikację uchwalonych w 2018 roku przepisów, powinna ona iść w zgoła przeciwnym kierunku i dążyć do liberalizacji przepisów i uwolnienia handlu w niedziele, jako że doświadczenia ostatnich lat pokazały, że zakaz nie osiągnął żadnego z zakładanych pierwotnie celów.

Więcej pieniędzy, ale i więcej odpowiedzialności. Zbiórki internetowe czeka rewolucja

Crowdfunding inwestycyjny czekają spore zmiany. Już nie milion euro, a docelowo aż pięć będzie można zebrać na rozwój swojego startupu z wykorzystaniem internetowych platform. Jednak pomysłodawcy będą musieli jeszcze rzetelniej podchodzić do swoich ofert. Platformy crowdfundingowe będą bowiem musiały dokładniej przyglądać się projektom inwestycyjnym i będą podlegać pod KNF. Dlatego spoglądają w kierunku Estonii, bo tam państwowy regulator nie będzie kontrolował platform.

Crowdfunding cieszy się w Polsce niesłabnącą popularnością. Internetowa społeczność skrzykuje się i zbiera środki na wiele celów. Począwszy od tych najbardziej popularnych, czyli zbiórek charytatywnych, po kwestie dotyczące spraw społecznych, po wsparcie biznesowe – dla startupów czy innych przedsięwzięć inwestorskich.

Co ciekawe pandemia nie zmieniła trendu, ale sprawiła, że zbiórki internetowe jeszcze bardziej przyspieszyły. Powód jest bardzo prozaiczny – w 2020 roku niemal całe nasze życie przeniosło się do internetu i częściej natrafiliśmy na okolicznościowe zbiórki. Crowdfunding pozwalał nam wesprzeć finansowo m.in. ratowników medycznych, szpitale (szczególnie przy pierwszej fali epidemii) lub też ulubioną restaurację czy trenerów personalnych, którzy właśnie stracili swoje źródło zarobkowania.

Według raportu portalu zrzutka.pl (jednej z bardziej popularnych w polsce platformy organizującej zbiórki) rynek crowdfundingu w 2021 roku będzie wart dwa miliardy złotych i urośnie o miliard w porównaniu z rokiem poprzednim. Najwięcej, bo aż 1,5 miliarda Polacy przekażą na cele charytatywne, a ok 150 mln przeznaczą na tzw. zbiórki udziałowe. Jest to forma finansowania firm w fazie rozwoju, które poszukują kapitału, a inwestorzy w zamian za przekazane środki otrzymują akcje spółek. Przykłady? Najbardziej poruszają wyobraźnie zbiórki na rodzącym się w Polsce rynku konopnym. Kombinat Konopny potrafił zebrać milion euro w mniej niż 40 minut, a trwało to tak “długo”, bo padły serwery. CanPoland wyciągnął wnioski i taką samą kwotę zebrał w 11 minut. Dlaczego firmy “licytowały się” na czas zbiórki, a nie na kwotę? Milion euro to tyle ile pozwala zebrać polskie prawo.

Większy limit – większa kontrola

Jednak to się zmieni, a pod koniec roku mają wejść nowe regulacje dotyczące finansowania społecznościowego dla przedsięwzięć gospodarczych. W projekcie ustawy limit został podniesiony z miliona euro do aż pięciu. Jednak zanim dojdziemy do maksymalnej kwoty będzie obowiązywała stawka przejściowa w wysokości 2,5 mln euro. Podwyższony limit będzie obowiązywał od listopada 2023 roku – mówi Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, która zajmuje się m.in. obsługą spółek handlowych czy doradztwem podatkowym i dodaje: – To spora szansa dla startupów z ciekawym pomysłem, które będą potrzebowały szybkiego finansowania i przeskoczenia tej największej bariery rozwojowej dla każdej małej firmy.

Jednak “coś” za “coś”. Zwiększony limit zbiórek na cele gospodarcze poniesie za sobą znacznie więcej obowiązków. Zbierać funduszy nie będzie już tak łatwo i co najważniejsze crowdfunding będzie znacznie bardziej kontrolowany.

Portale i platformy, które będą zajmowały się internetowymi zbiórkami na cele biznesowe będa musiay działać zgodnie z licencją i podlegać pod Komisję Nadzoru Finansowego, czyli tak jak inne instytucje finansowe jak np. banki – podkreśla Maciej Oniszczuk.  Zezwolenie ma działać na terenie całej Unii Europejskiej, a sama polska ustawa jest implementacją rozwiązań europejskich.

To ogromna zmiana, bo dziś nie ma w Polsce regulacji prawnych, które wprost odnoszą się do inwestycyjnych platform crowdfundingowych, a swoją działalność opierają m.in. na ustawie o ofercie publicznej. Problem dostrzegła też Komisja Europejska i to ona zwróciła uwagę, że brak regulacji jest jedną z największych przeszkód dla rozwoju startupów w obszarze poszukiwania środków na rozwój działalności.

Finansowanie crowdfundingowe może przybrać różne formy np. pożyczek lub nabycia papierów wartościowych i oba te sposoby będą przyjęte w ustawie – mówi ekspert kancelarii Oniszczuk & Associates.

Inwestor ma czuć się bezpiecznie, ale platforma będzie w Estonii?

Nowe regulacje mają zwiększyć też bezpieczeństwo tych, którzy wykładają swoje środki. Dziś platformy są tylko pośrednikiem pomiędzy pomysłodawcami, a inwestorem. Kojarzą ich ze sobą, dają instrumenty, które pozwalają na zbieranie środków, ale nie biorą na siebie ryzyka. Po wejściu w życie nowych rozwiązań sytuacja się jednak zmieni. To na platformie będzie ciążył obowiązek sprawdzenia czy pomysłodawca rzeczywiście jest godny zaufania. Platforma będzie musiała przeprowadzić wstępny test wiedzy, zbadać tzw. adekwatność oferty czy zweryfikować kluczowe informacje inwestycyjne.

Nie można dopuszczać do sytuacji, w której jakiś podmiot okłamuje potencjalnych inwestorów. To, że sam może wpaść na nieuczciwym zachowaniu to jedno, ale raz oszukani inwestorzy mogą na stałe odwrócić się od danej platformy, a prędzej czy później od społecznościowych zbiórek. To może oznaczać śmierć dla wielu świetnych pomysłów, którym po prostu brakuje funduszy na rozkręcenie działalności – komentuje Maciej Oniszczuk.

Obowiązki wobec Komisji Nadzoru Finansowego w polskiej ustawie opisane są w szesnastu dość obszernych artykułach, a żeby uniknąć polskiej biurokratycznej machiny właściciele platform spoglądają coraz śmielej w kierunku Estonii, która znana jest z przyjaznego prawa wobec firm z sektora Fintech. Tam również dyrektywa unijna zostanie zaimplementowana do listopada tego roku. Podobnie jak w Polsce platformy będą musiały zadbać bardziej o bezpieczeństwo inwestorów, ale nie będą podlegać rygorom kontroli KNF. Przypomnijmy, że uzyskanie licencji w Estonii pozwala prowadzić zbiórki na terenie całej Unii Europejskiej.

Pandemia wpłynęła na wzrost zagrożeń cybernetycznych. Finanse, produkcja i usługi komunalne najbardziej zagrożone

Firmy, które dokonały przejścia na model pracy zdalnej lub hybrydowej są zwykle bardziej narażone na ataki cybernetyczne. Najbardziej odczuwają to branże finansowe, usług komunalnych oraz produkcji – to wnioski badania przeprowadzonego przez firmę Check Point Software Technologies na próbie 450 specjalistów IT z całego świata. Pandemia wywarła ogromny wpływ na nie tylko na same organizacje, lecz również priorytety w zakresie bezpieczeństwa w hybrydowym miejscu pracy.

  • Zdaniem 45% respondentów, po przejściu na model zdalny, organizacje są bardziej narażone na cyberataki
  • Wśród branż, które odnotowały wyższy poziom cyberataków są finanse (54%), usługi komunalne (52%) oraz produkcja (47%).
  • Coraz więcej przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę z roli ochrony aplikacji zdalnego dostępu: 70% badanych, którzy umożliwiają zdalny dostęp do aplikacji firmowych, uważa, że ​​ochrona aplikacji przed cyberatakami i zagrożeniami dnia zerowego ma ogromne znaczenie.

Jak wskazują specjaliści ds. bezpieczeństwa cybernetycznego, na przestrzeni ostatniego roku ilość cyberataków i zagrożeń drastycznie wzrosła, ponieważ hakerzy starali się wykorzystać masową migrację do pracy zdalnej i hybrydowej. Zrealizowana przez firmę Check Point Software ankieta potwierdza, że firmy coraz częściej przechodzą na zabezpieczenia oparte na chmurze i oraz rozważają wdrożenie rozwiązań SASE (Secure Access Service Edge), ponieważ przy udostępnianiu zdalnego dostępu do zasobów korporacyjnych, model SASE rozwiązuje ograniczenia tradycyjnych architektur sieciowych, konwergencji sieci i bezpieczeństwa w chmurze.

Badanie firmy Check Point Software, przeprowadzone wśród 450 specjalistów IT i bezpieczeństwa sieciowego z całego świata, ukazało najważniejsze wnioski płynące z przeprowadzanej transformacji modelu pracy w czołowych firmach i organizacjach. Zdaniem 45% respondentów, po przejściu na model zdalny, organizacje są bardziej narażone na cyberataki. Wśród branż, które odnotowały wyższy poziom cyberataków są finanse (54%), usługi komunalne (52%) oraz produkcja (47%).

– Przejście na pracę zdalną i hybrydową jest jedną z najważniejszych zmian, jakie zaszły w wyniku pandemii Covid-19. Wiele organizacji musiało obniżyć wydajność sieci i ochronę w swoich rozproszonych środowiskach, ponieważ używają wielu różnych produktów punktowych, co prowadzi do złożoności zarządzania i fragmentacji widoczności zagrożeń — twierdzi Rafi Kretchmer, wiceprezes ds. marketingu produktów w Check Point Software.

Próbując sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na pracę zdalną 69% specjalistów ds. bezpieczeństwa stara się zwiększyć lokalną przepustowość, natomiast blisko dwie trzecie firm wdraża zabezpieczenia oparte na chmurze. Jedynie 36% organizacji realizuje oba założenia. Coraz więcej przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę z roli ochrony aplikacji zdalnego dostępu: 70% badanych, którzy umożliwiają zdalny dostęp do aplikacji firmowych, uważa, że ​​ochrona aplikacji przed cyberatakami i zagrożeniami dnia zerowego ma ogromne znaczenie.

Chociaż 94% specjalistów IT jest zaznajomionych z SASE (Secure Access Service Edge), czyli modelem bezpieczeństwa mającemu za cel sprostać wyzwaniom tzw. „nowej rzeczywistości”, to jego wdrożenie przebiega wolno. Jak do tej pory SASE wdrożyło prawie co dziesiąte przedsiębiorstwo, a 21% firm ma zamiar go wdrożyć w najbliższej przyszłości.

Ankieta potwierdziła, że wiele organizacji czuje się bardziej narażonych na ryzyko i coraz częściej zwraca się ku bezpieczeństwu opartym na chmurze. Platforma SASE konsoliduje usługi w chmurze, aby zminimalizować powierzchnie ataków i poprawić komfort użytkowania. – dodaje Kretchmer.

Co ciekawe, ankieta ujawniła również podwójne zastosowanie zabezpieczeń w chmurze i stacjonarnych. Ze względów praktycznych, łatwiej jest dodać pojemność obecnych rozwiązań niż usuwać je i zastępować zupełnie nowymi. Może to odzwierciedlać etapowe podejście do wdrażania usług opartych na chmurze lub być wynikiem trwających rozważań dotyczących miejsca przechowywania danych.

Dwie trzecie badanych korzysta z usług bezpieczeństwa opartych na chmurze w celu skalowania zdalnego dostępu, a 63% z nich uważa usługi bezpieczeństwa oparte na chmurze za kluczowe dla skalowania zdalnego dostępu (w tym 83% wyższego kierownictwa). Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, usługi bezpieczeństwa oparte na chmurze i technologia bezpiecznego dostępu (SASE) zyskują na zainteresowaniu. Jest to spowodowane wpływem, jaki praca zdalna będzie miała na potrzeby i architekturę w zakresie bezpieczeństwa danych. Usługi te rozwiązują pilną potrzebę szybkiego zapewnienia łączności i niezawodnego zabezpieczenia każdego użytkownika, niezależnie od urządzenia, lokalizacji lub docelowego zasobu. Innymi słowy, w momencie, gdy, użytkownicy pracują zdalnie i w dowolnym miejscu, usługi w chmurze poprawiają wydajność oraz dostępność w skali globalnej.

Podsumowanie H1 2021 w Grupie Murapol

W pierwszym półroczu br. Grupa Murapol podpisała 1491 umów deweloperskich
i przedwstępnych, wobec 1 526 w tym samym okresie rok wcześniej. W analizowanym okresie deweloper przekazał klientom klucze do 947 mieszkań, a także wprowadził do oferty 2 099 lokali w 11 projektach inwestycyjnych. Grupa rozpoczęła też współpracę z obecnym znacznym akcjonariuszem tj. grupą Ares, wspieranym przez Griffin Real Estate, w zakresie budowy i sprzedaży lokali w sektorach PRS, a także ze Student Depot w zakresie budowy i sprzedaży lokali w sektorze PBSA.

Pierwsze półrocze 2021 r. obfitowało w zmiany biznesowe w GK Murapol, które wpływają na wyniki operacyjne działalności Grupy w kilku obszarach:

W zakresie sprzedaży – w 1Q 2020 zmieniła się struktura akcjonariatu, co miało wpływ na wdrożenie w GK Murapol dodatkowych linii biznesowych. W 2021, w związku z przewidywanym znacznym rozwojem sektora living w Polsce, Grupa rozpoczęła współpracę ze swoim znacznym akcjonariuszem tj. grupą Ares , wspieranym przez Griffin Real Estate, opartą o doświadczenie i kompetencje Grupy w realizacji przedsięwzięć deweloperskich, zaś akcjonariusza i Griffin Real Estate – w sektorze living. W ramach współpracy w H1 2021 Grupa Murapol przeznaczyła do sprzedaży 1362 lokale (w realizacji) na segment PRS. Ponadto, kolejne 361 lokali GK Murapol wybuduje jako PBSA, tzn. celowe obiekty zakwaterowania studentów na rzecz Student Depot. To oznacza operacyjnie, że w H12021, oprócz wyniku sprzedaży detalicznej w liczbie 1491 lokali, dodatkowe 1723 lokale zostały przeznaczone do sprzedaży na rzecz PRS i PBSA.

W zakresie przekazań – wobec wydania klientom 947 lokali w H1 2021 GK Murapol liczy na zwiększenie tempa przekazań w H2 2021 r. i szacuje ok. 3 tys. przekazań w całym 2021 r. Oznacza to trzeci rok z rzędu (w 2019 – przekazano 2922 lokale, zaś w 2020 roku – przekazano 3124 lokali), w którym przekazania będą oscylowały wokół 3 tys. rocznie, stanowiąc o zrównoważonym poziomie tego parametru we wskazanym okresie oraz o realizacji założonych przez GK Murapol planów.

W zakresie banku ziemi – w ostatnich kwartałach Grupa uzupełniła portfel gruntów w większości miast będących jej dotychczasowymi i sprawdzonymi rynkami. Pomimo narastających w branży problemów z zakupem gruntów i odbudową banku ziemi, GK Murapol zrealizowała cele zakupowe, stosując przy tym, w większości przypadków, swój sprawdzony model kontraktacji gruntu do czasu uzyskania niezbędnych pozwoleń administracyjnych.

W zakresie marży – Grupa Murapol dba i zachowuje zakładaną efektywność biznesu oraz jest konsekwentna w swojej strategii sprzedażowej, skupiając się na osiąganiu lepszych rezultatów marżowych, przy jednoczesnym osiąganiu równowagi
i powtarzalności w zakresie liczby sprzedanych mieszkań.

SPRZEDAŻ

W okresie od stycznia do czerwca 2021 roku Grupa Murapol podpisała 1491 umów deweloperskich i przedwstępnych, w tym 727 w drugim kwartale 2021 r., utrzymując zgodny z dotychczasową strategią, stabilny i zrównoważony poziom rok do roku.

Mieszkania GK Murapol największym zainteresowaniem cieszyły się w Krakowie i Wieliczce oraz w Poznaniu, a także w Łodzi, gdzie nabywców znalazło odpowiednio 264, 199 i 197 lokali. Znaczącą liczbę nowych umów dot. sprzedaży mieszkań Spółka podpisała także w Warszawie – 141, Wrocławiu – 112 oraz Katowicach – 105. Po ok. 70 umów zawartych zostało w Gdyni, Bydgoszczy, Gliwicach, Toruniu i Siewierzu.

PRZEKAZANIA

W pierwszym półroczu br. GK Murapol przekazała klucze do 947 lokali mieszkalnych, wobec 1 089 oddanych właścicielom w analogicznym okresie 2020 roku. W samym drugim kwartale br. do nowych właścicieli trafiło 495 mieszkań.

W pierwszym półroczu br. najwięcej kluczy do mieszkań zostało wydanych klientom we Wrocławiu – 205, w Katowicach – 174 i Warszawie – 134. Po ok. 120 lokali zostało odebranych w Łodzi, Gdyni i Mikołowie.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W okresie od stycznia do końca czerwca br. GK Murapol zaoferowała klientom 2 099 nowych lokali wobec 1 119 w analogicznym okresie ub.r. Wprowadzone do sprzedaży mieszkania i apartamenty inwestycyjne powstają w 11 projektach na terenie 9 miast. Są to zarówno kolejne etapy już realizowanych przedsięwzięć deweloperskich, jak i nowe projekty. Najwięcej, bo 531 mieszkań, zostało zaoferowanych mieszkańcom Poznania, w tym w ramach nowej inwestycji – Murapol Zielony Żurawiniec, realizowanej przy ul. Sielawy. Na rynek Krakowa i Wieliczki trafiła pula 529 lokali mieszkalnych i inwestycyjnych realizowanych w kolejnych etapach prowadzonych w tych miastach przedsięwzięć deweloperskich. Z ofertą 299 nowych mieszkań Grupa powróciła do Gdańska, gdzie rozpoczęła komercjalizację nowego przedsięwzięcia deweloperskiego – Murapol Osiedle Zdrovo, realizowanego przy ul. Niepołomickiej. W Łodzi do sprzedaży trafiło kolejnych 276 lokali mieszkalnych w ramach nowego etapu Murapol Nowa Przędzalnia. Zaś dla klientów w Warszawie deweloper przygotował 41 mieszkań w kolejnym budynku tamtejszego projektu – Murapol Dzieci Warszawy. Nowe lokale pojawiły się także w kolejnych etapach realizowanych inwestycji w Gliwicach, Toruniu i Sosnowcu.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na koniec czerwca 2021 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował
7 636 lokali
o łącznej powierzchni użytkowej blisko 308 tys. mkw., powstających w 81 budynkach, w ramach 22 projektów na terenie 15 miast.

Największy udział w portfelu budowanych inwestycji ma Łódź, gdzie powstaje 1 726 lokali. Dalej plasują się Poznań i Kraków z Wieliczką z odpowiednio 1 433 i 1 107 mieszkaniami w budowie. 675 lokali realizowanych jest we Wrocławiu, a 537 w Warszawie. Portfel projektów w budowie w Gliwicach obejmuje 378 mieszkań, zaś w Gdyni 325 mieszkań. Kolejne 299 lokali mieszkalnych powstaje w Gdańsku, a 280 w Katowicach.

BANK ZIEMI

Na dzień 30 czerwca 2021 r. Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 19,4 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 837 tys. mkw. Nieruchomości stanowiące własność Grupy mają decyzje o pozwoleniu na budowę ponad 9,9 tys. mieszkań o łącznym PUM blisko 423 tys. mkw. Pozostała część aktywnego banku ziemi to tereny inwestycyjne objęte warunkowymi umowami przedwstępnymi, na których powstaną projekty nieruchomościowe, będące obecnie w toku postępowań związanych z wydawaniem odpowiednich pozwoleń administracyjnych,  zakładające budowę ponad 9,5 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej blisko 415 tys. mkw.

– Nasz potencjał sprzedażowy w pierwszym półroczu br. oscylował wokół 3,2 tys. lokali mieszkalnych. Blisko połowa tej puli to sprzedaż zrealizowana do klientów detalicznych. Pozostała część to inwestycje przeznaczone i budowane pod cele PRS i Student Depot (PBSA). W segmencie detalicznym podkreślić należy także pulę ponad 2 tys. lokali mieszkalnych wprowadzonych do sprzedaży w pierwszej połowie br., co czyni naszą ofertę najszerszą w Polsce zarówno pod względem dywersyfikacji geograficznej, jak i dostępnych zasobów. Jednocześnie zachowujemy marżowość działalności na zakładanym poziomie. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – Cieszy również nasza aktywność na polu nowych akwizycji gruntów, co ma wprost znaczenie dla przyszłości i rozwoju GK Murapol. W samym pierwszym półroczu b.r. zakontraktowaliśmy lub zawarliśmy przyrzeczone umowy dot. zakupu 14 terenów inwestycyjnych w 8 miastach. A dodając ostatni kwartał ub.r., zrealizowaliśmy łącznie 24 takie transakcje.  – dodaje Nikodem Iskra.

W ciągu 20 lat działalności Grupa Murapol zrealizowała 67 wieloetapowych inwestycji nieruchomościowych, w których powstało 316 budynków z ponad 18,7 tys. lokali zamieszkałych przez ponad 56 tys. osób.

Samodzielne sieci 5G nabierają kształtu – globalne badanie dla F5

Zgodnie z globalnymi badaniami zleconymi przez F5[1], niemal połowa operatorów komórkowych wdraża lub planuje wdrożyć samodzielną sieć 5G. Obecnie prawie wszyscy operatorzy 5G nie posiadają samodzielnych sieci z dedykowanym rdzeniem. Jednak takie sieci są budowane w szybkim tempie: pod koniec 2020 r. już 18% z ankietowanych operatorów telekomunikacyjnych wdrażało autonomiczny rdzeń 5G, a kolejne 29% planowało wdrożenia.

W Europie, samodzielny rdzeń 5G wdrażało 21% respondentów, tyle samo je planowało. 90% europejskich ankietowanych spodziewa się zakończenia wdrożeń samodzielnych sieci 5G do końca 2023 r. W Ameryce Pn. prognoza zamknięcia wdrożeń w tym samym terminie jest na poziomie 96%, na Bliskim Wschodzie i Afryce Pn. na poziomie 94%. W Azji do 2023 r. samodzielnymi sieciami 5G będzie odpowiednio dysponować 86% respondentów, mimo że wdrożenia na koniec 2020 r. były na wyższym poziomie niż w Europie tj. 22%, zaś ich planowanie na poziomie 41%.  

Architektura – preferencje

Z badania wynika, że ankietowani operatorzy zarówno w perspektywie globalnej, jak i w Europie wyraźnie preferują stosy pionowe od jednego dostawcy (73% ankietowanych), przed najlepszą w klasie strategią horyzontalną (23%).

Ścieżki do krawędzi

Przetwarzanie na krawędzi – koncepcja lokalizacji mocy obliczeniowej blisko użytkowników końcowych – ma być jedną z kluczowych cech sieci 5G. Globalnie 60% ankietowanych operatorów deklaruje gotowość na partnerstwo (lub gotowość do jego rozpatrzenia) z głównymi platformami chmury publicznej w celu zbudowania przepustowości w tym obszarze. Jednak w Europie tylko 18% twierdzi, że będzie współpracowało lub rozważy współpracę z platformami chmury publicznej. 40% operatorów twierdzi, że albo buduje własne sieci brzegowe, albo to zrobi.Przetwarzanie brzegowe ma fundamentalne znaczenie dla realizacji korzyści z 5G – łączności z wysoką responsywnością. Dlatego dobrze przemyślana i zrównoważona strategia brzegowa jest tak istotna dla operatorów. Nie muszą oni stawiać na jedną chmurę publiczną: nowe rozwiązania na rynku, w tym od F5, ułatwiają operatorom komórkowym wdrażanie i zabezpieczanie aplikacji oraz funkcji sieciowych w wielu środowiskach multi-cloud i brzegowych – mówi Bart Salaets, Senior Director of Solutions Engineering w F5.

Płynne przejście z 4G do 5G – wyzwania

Pośród wyzwań, respondenci globalnie byli zgodni i wskazali na trzy kluczowe kwestie. Najważniejsza, na którą w Europie wskazało 61% respondentów, okazała się potrzeba ujednoliconej polityki bezpieczeństwa w sieciach 4G i 5G. Pozostałe dwa kluczowe wyzwania – w obu przypadkach w Europie wskazało 53% respondentów – to sygnalizacja i międzysieciowe połączenia oraz wprowadzanie funkcji sieci wirtualnych (VNF) skutecznie współpracujących z funkcjami natywnymi dla chmury (CNF). Zidentyfikowane przez operatorów komórkowych wyzwania opierają się na prowadzeniu złożonych sieci 5G równolegle z tradycyjnymi architekturami i są do pokonania. Jednak warunkiem sukcesu jest gruntowne rozważenie kwestii bezpieczeństwa i interoperacyjność w chwili przyjmowania natywnych dla chmury architektur 5G – wskazuje Salaets.

Priorytety ochrony w samodzielnych sieciach 5G

Pośród funkcji bezpieczeństwa, zgodnie z ich znaczeniem dla wdrożenia i początkowego działania takich sieci 5G respondenci wskazali kolejno: sygnalizację sieci szkieletowej 5G, ochronę przed atakami DDoS i zapobieganie włamaniom, usługi brzegowe i IoT oraz usługi konfiguracji sieci szkieletowej. W odpowiedziach z Europy pojawiły się zwiększone obawy dotyczące bezpieczeństwa dla sieci brzegowych, Internetu Rzeczy i sieci RAN w chmurze.O wszechstronnej technologii 5G, zaprojektowanej celem obsługi dużej przepustowości, liczby połączeń i niezawodności, mówi się w kategoriach przełomu dla osób fizycznych, firm i całej gospodarki. Dlatego budowanie zaufania do sieci 5G musi się opierać na solidnych środkach zapewniających bezpieczeństwo.  

Potencjał 5G – europejski optymizm

W kwestii potencjału 5G i sprostaniu oczekiwaniom rynkowym operatorzy europejscy są optymistyczni, mimo powszechnej opinii o ich sceptycyzmie związanym z zadłużeniem firm telekomunikacyjnych w tym obszarze geograficznym. Podczas gdy 64% respondentów z Azji i 57% respondentów z Ameryki Pn. miało wątpliwości co do spełnienia obietnicy 5G i umożliwienia przyspieszonego wdrażania nowych usług dla klientów, tylko 34% respondentów w Europie uważa, że ​​będzie to „niezwykle trudne”.

[1] XI-XII 2020 r. IDG Connect przepytało na zlecenie F5, 163 firmy telekomunikacyjne na całym świecie. 17% badanych – Ameryka Pn. 23% – Europa, 30% – Azja , Pacyfik, Japonia i 30% – Bliski Wchód I Afryka (głównie zatoka i pn. kontynentu)

INTERSPORT notuje bardzo wysoki wzrost sprzedaży

Rosnące znaczenie sprzedaży online powoduje, że marki intensywniej zabiegają o podobny „customer experience” w sferze online oraz offline klienta. Jak radzi sobie w tym zakresie branża sportowa? Wyniki sprzedażowe firmy INTERSPORT Polska S.A. wskazują, że pandemia nie zniechęciła Polaków do uprawiania sportu. Przychody grupy wzrosły od początku kwietnia do końca czerwca o 42,8 proc. w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Co więcej, spółka odnotowała również 80,4 proc. wzrost masy marży w odniesieniu do I kwartału roku obrotowego 2020/2021. Warto wiedzieć, że jest to szczególnie ważne osiągnięcie, które bezpośrednio wpływa na poprawę wyniku finansowego spółki. O strategii sukcesu mówi Marek Kaczmarek, który z końcem marca br. objął stanowisko Prezesa Zarządu Spółki INTERSPORT Polska S.A.

Polska branża sportowa

Branża sportowa już od dawna przechodzi swoją przemianę, wszystko za sprawą osiągnięć technologicznych, przemian społecznych i kulturowych. Należy założyć, że wkrótce konsumenci będą w pierwszej kolejności korzystać ze sklepów online.

Obejmując pod koniec marca br. stanowisko Prezesa Zarządu Spółki INTERSPORT Polska S.A. zależało mi m.in. na poprawie modelu biznesowego, który wpisze się w światowy trend omnichanelowego handlu detalicznego – wskazuje Marek Kaczmarek Prezesa Zarządu Spółki firmy INTERSPORT Polska S.A. Nasze ostatnio opublikowane dane wskazują, że udaje nam się realizować założone cele. Według wstępnych szacunków w pierwszym kwartale roku obrotowego 2021/2022 tj. od 1 kwietnia do 30 czerwca 2021 r., łączne przychody netto ze sprzedaży spółki wyniosły 50,3 mln zł i były wyższe o 42,8 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku (35,2 mln zł). Co więcej, osiągnęliśmy wyjątkowy – w skali całego rynku retail – wynik zysku ze sprzedaży produktów. Wzrost ten uplasował się na poziomie ponad 80 proc. Dane te potwierdzają dobrze określone kierunki zmian polityki handlowej, w tym m.in. wdrożenie nowych kategorii produktów poszukiwanych przez Klienta, która skutkuje zdecydowanie podniesieniem marży oraz średniej wartości paragonu – dodaje.

Na łączne przychody ze sprzedaży wypracowane przez firmę INTERSPORT w I kw. roku obrotowego 2021/2022 pozytywnie wpłynęła również zmiana strategii spółki w zakresie polityki handlowej oraz komunikacji marketingowej.

Głównym czynnikiem sukcesu jest poprawa marży do poziomu 45,3 proc. (wzrost 9,0 proc. p.p. w odniesieniu do I kwartału roku obrotowego 2020/2021) w obu kanałach sprzedaży. Porównując czerwiec r/r INTERSPORT zanotował wzrost obrotów (12%) oraz masy marży (33%). Trend wzrostowy utrzymuje się również w lipcu. Sukces osiągnięto także w obszarze sprzedaży e-commerce. W tym przypadku wzrost obrotów plasuje się na poziomie 32%, natomiast wzrost masy marży na 53%.

Aby móc jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych konsumentów planujemy w dalszym ciągu rozwijać kanał e-commerce. Zauważyliśmy również potrzebę stawiania na poprawę komunikacji marketingowej, której brakowało przez ostatnie lata – mówi Marek Kaczmarek Prezes Zarządu Spółki firmy INTERSPORT Polska S.A. Na tym jednak się nie zatrzymamy. We wdrażanych zmianach zależało nam również na odbudowie DNA zespołu w kontekście misji, która wpisuje się w hasło przewodnie THE HEART OF SPORT. Obecnie stawiamy na ludzi, którzy budują naszą firmę. Kierujemy się zasadą: #teamINTERSPORT – Nasi Ludzie Nas Wyróżniają. Co więcej, w najbliższym czasie będzie można u nas obserwować dynamiczny rozwój środowiska informatycznego wspierającego działania operacyjne i logistyczne – podsumowuje.

Awersja do ryzyka cofa kapitał z rynków wchodzących w kierunku dolara

Obawy o wyhamowanie globalnego ożywienia są katalizatorem dla rajdu obligacji, a awersja do ryzyka cofa kapitał z rynków wchodzących w kierunku dolara. Wariant Delta (a raczej to, jak się go postrzega) jest głównym winowajcą zaraz obok oznak spowolnienia w Chinach i wiecznej dyskusji o przyszłej polityce Fed. Wydaje się jednak, że są to bardziej wymówki dla korekty niż solidne podstawy dla trwałego ruchu. Za kilka dni, gdy kurz opadnie, łatwo może przebudzić się apetyt na ryzyko.

Ruchy na rynkach są zdecydowanie większe, aniżeli mogłyby je tłumaczy stojące za nimi czynniki. Szczególnie dotyczy to rynku obligacji – w ciągu tygodnia rentowność amerykańskich 10-latek spadła o niemal 20 pb i pierwszy raz od lutego znalazła się poniżej 1,30 proc. Wytłumaczenia szuka się w pogorszeniu perspektyw wzrostu gospodarczego (a zatem spadek prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych) w związku z rozprzestrzenianiem się wariantu Delta wirusa. Nie będę jednak kolejny raz przytaczał statystyk, jak obecne szczepionki chronią przed wariantem oraz jak niski jest odsetek hospitalizowanych. Wprawdzie w gospodarkach rozwijających się tempo wyszczepienia jest dużo niższe, więc tam szkody wynikające z ekspansji wariantu Delta mogą być większe, ale świat Zachodu nie powinien się obawiać Delty. A jednak przez rynki przetacza się awersja do ryzyka. Nagle każde pomniejsze problemy ekonomiczne zaczynają mieć znaczenie. Tak jest np. ze spowolnieniem tempa poprawy aktywności gospodarczej w Chinach (PMI), USA (ISM) czy Europie (ZEW). Ostrożny ton protokołu FOMC wczoraj przestał być korzystny dla trendów reflacyjnych, za to budzi obawy o zbyt powolną odbudowę gospodarki. Rynki weszły w tryb, w którym nie do końca wiadomo co i jak powinno wpływać na trendy, ale nikt nie zamierza tracić czasu na zastanawianie, kiedy ceny spadają. Zajmie klika dni, nim sytuacja się uspokoi i okaże się, że w ostatnich ruchach więcej jest domykania pozycji niż trwałego zwrotu w nastawieniu do aktywów.

Awersja do ryzyka uderza w waluty rynków wschodzących. Wczoraj mocno było to widoczne w regionie, gdzie równo traciły polski złoty, czeska korona i węgierski forint. Niska płynność na wakacyjnym rynku wzmacnia wzrosty EUR/PLN ponad 4,53. Nie widzimy jednak podstaw, aby pogorszenie nastrojów miałoby być trwałe, albo przyćmić pozytywne fundamenty. Mimo to w najbliższych dniach to nastroje będą decydujące, a te aktualnie podsycają słabość złotego. Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej nie zaoferuje złotemu żadnego wsparcia. Zakładamy utrzymanie dotychczasowego nastawienia i brak sygnałów prędkich podwyżek czy wygaszania skupu aktywów. Po tym, jak czerwcowa inflacja zaskoczyła niższym odczytem (4,4 proc. vs prog. 4,6 proc.), gołębi obóz na czele z prezesem Glapińskim otrzymał solidne narzędzie, by łagodzić obawy o utratę kontroli nad inflacją. Dodatkowo wzrost liczby przypadków zachorowań na wariant Delta w Europie będzie wspierać argument o niepewności ścieżki ożywienia i potrzebie łagodnej polityki monetarnej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

EBC osłabia euro, Rumunia nie zmienia stóp

Na rynku obecnie brakuje tematów oprócz decyzji banków centralnych. To one obecnie wyznaczają kierunki zmian na większości par walutowych.

Posiedzenie RPP

Dzisiaj poznamy decyzję w sprawie polityki monetarnej w Polsce. Analitycy są absolutnie zgodni co do decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Przewidują oni brak zmian stóp procentowych oraz powtarzany jak mantra komunikat o przejściowym charakterze inflacji. Ci sami analitycy widzą jednak potrzebę zmian, niemniej realizm kalendarza wyborczego do tego gremium jest nieubłagany. Wsparcie partii rządzącej niskimi stopami procentowymi powoduje wiele krótkoterminowych korzyści. Pozwala lepiej zrównoważyć budżet, obniża koszty kredytowania oraz wspiera eksport. Z drugiej strony tworzą się bańki inwestycyjne spowodowane olbrzymią różnicą pomiędzy inflacją a oprocentowaniem lokat lub obligacji. Dzisiejsze posiedzenie nie powinno mieć wpływu na rynek, jeżeli spełni się powyższy scenariusz. Jeżeli jednak komunikat będzie inny, możemy być świadkami gwałtownego umocnienia polskiej waluty. Z drugiej strony bardzo twarde “nie” dla podwyżek może złotówkę osłabić.

EBC osłabia euro

Przegląd założeń polityki pieniężnej w strefie euro przyniósł nam niespodziankę. W założeniach zaktualizowano spodziewany poziom inflacji. Nie jest to już poniżej 2%, ale 2% z informacją, że poziom może być przekroczony. Co to realnie zmienia na rynkach walutowych? W dobie rosnących cen ropy i przyspieszenia gospodarczego niewykluczone, że również inflacja w strefie euro będzie nadal wzrastać. Taki wzrost spowodowałoby konieczność zmiany polityki monetarnej, aby realizować cel inflacyjny. Podniesienie celu powoduje, że pomimo rosnącej inflacji można utrzymywać rekordowo niskie stopy procentowe. Inwestorzy, widząc twarde uwiązanie stóp procentowych w Europie, znów zaczęli przenosić kapitał za ocean. W rezultacie pierwszy raz od pierwszych dni kwietnia 2021 roku euro jest tańsze niż dolar i osiemnaście centów. Jeżeli stanieje jeszcze o dwa centy, dolar będzie najsilniejszy od roku.

Rumunia nie zmienia stóp

Wbrew pewnej tendencji w tym regionie Rumunia nie podnosi stóp procentowych. Poziom ten został zresztą obniżony w styczniu z 1,5% na 1,25%. Od tego czasu jednak inflacja wzrosła z 2,1% na 3,75%. Wzrost cen zawsze rodzi presję na zmianę polityki monetarnej. Uwiązanie wartości rumuńskiego leja względem euro powoduje, że na rynku nie było reakcji.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Północna Izba Gospodarcza apeluje do Rządu RP: oczekujemy deklaracji, że nie będzie nigdy więcej lockdownów

– Oczekujemy od Rządu RP jasnego i czytelnego sygnału: lockdownu więcej nie będzie. Wiemy, że epidemia może być dynamiczna, ale lockdown to jest gospodarcze zło. Nie widzimy możliwości przetrwania kolejnych obostrzeń – mówi Prezes Hanna Mojsiuk. Przedsiębiorcy z Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie z dużym niepokojem odbierają kolejne sygnały o tym, że nie jest wykluczone, że jesienią znowu powróci lockdown i obostrzenia. Za nami ogromnie ciężkie miesiące, które przedsiębiorcy przetrwali dzięki determinacji, poświęceniom i umiejętnemu prowadzeniu działalności w kryzysowym czasie. Wprowadzenie lockdownu jesienią spowodowałoby nie tylko kolejne problemy natury finansowej i ekonomicznej, ale i poważnie podważyłoby zaufanie do instytucji publicznych i rządowych, które zachęcają przedsiębiorców do poświęceń i do promocji szczepień. Kolejne zatrzymanie gospodarki według ekspertów Izby byłoby dowodem na to, że wcześniejsza praca poszła na marne.

Prezes Mojsiuk: przedsiębiorcy oczekują jasnych deklaracji, że nie ma powrotu do polityki twardych obostrzeń

Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk inspiracją do wystosowania apelu do Rządu RP są wypowiedzi polityków i ministrów, którzy nie odcinają się od sugestii, że obostrzenia jesienią mogą powrócić. W Europie pojawiają się kolejne warianty koronawirusa i w niektórych krajach widać już powroty obostrzeń. Z drugiej strony widzimy także, że wiele krajów odcina się od możliwości powrotu do blokady niektórych sektorów gospodarki.

– Premier Grecji Kyriakos Mitsotakis powiedział, że w jego kraju lockdownu więcej nie będzie, bo nie wyobraża sobie, by chronić mniejszość, która nie chce się zaszczepić poświęcając komfort pracy i życia tych, którzy podjęli decyzje o zaszczepieniu. Oczekujemy od Rządu RP podobnej deklaracji. Byłby to sygnał dla niezaszczepionych, że nikt nie będzie dla ich nieodpowiedzialności poświęcać przedsiębiorców i ludzi, którzy chcą pracować, podróżować i wracać do tak oczekiwanej przez wszystkich normalności. Nie wyobrażam sobie powrotu do twardego lockdownu. Rozmawiam z przedsiębiorcami, dla wielu to wielomiesięczne zatrzymanie gospodarki to był prawdziwy koszmar. Jestem świadoma, że sytuacja makroekonomiczna Polski jest dobra, nikt jednak nie pyta jakim kosztem psychicznym dla przedsiębiorców – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Zdajemy sobie sprawę, że koronawirus może ewoluować i stawać się bardziej niebezpieczny. Nie zmienia to faktu, że uważamy, że lockdown to złe rozwiązanie. Przedsiębiorcy stracą wiarę w to, że ich zaangażowanie np. w promocję szczepień miało sens – dodaje Prezes Mojsiuk.

„Kolejny lockdown byłby sygnałem, że poświęcenia nie miały sensu”

Apel Północnej Izby Gospodarczy to efekt rozmów z przedsiębiorcami oraz ekspertami ekonomicznymi. – Nie możemy żyć w ciągłym strachu i niepewności czy jutro nie dosięgną nas skutki kolejnej wersji koronawirusa. Jako społeczeństwo ponieśliśmy ogromny wysiłek, nie tylko po to, żeby przyjmować bezrefleksyjnie zapowiedzi kolejnego lockdown-u gospodarki, tylko po to, żeby rząd mógł skutecznie zwalczać skutki pandemii w inny sposób, np. ograniczeniami dla niezaszczepionych. Był czas, żeby większość społeczeństwa się zaszczepiła, zatem nie wyobrażamy sobie kolejnego zamknięcia gospodarki z powodu niefrasobliwości lub odmiennych poglądów osób niezaszczepionych. Kolejny lockdown nie ma sensu, ani gospodarczego ani społecznego. Dla gospodarki mógłby być ciosem poniżej pasa, a dla społeczeństwa tylko złym sygnałem, że wysiłek dot. szczepień nie miał większego sensu – mówi Michał Wojtas, skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie w czasie pandemii koronawirusa aktywnie wspierała przedsiębiorców organizując panele doradcze z zakresu prawa, administracji, HR, optymalizacji czy restrukturyzacji. Przygotowaliśmy także kilkadziesiąt pism i stanowisk dotyczących sytuacji przedsiębiorców. Byliśmy także inicjatorem kampanii społecznej #ZegnamyPandemie, w którą zaangażowanych było kilkunastu przedsiębiorców z regionu.

PragmaGO uruchamia finansowanie dla Sprzedawców Allegro

Fintechowa spółka PragmaGO SA poinformowała, że rozszerzyła współpracę partnerską z Allegro.pl i uruchomiła kolejny wspólny projekt kredytowania dla Sprzedających na Allegro.

„Merchanci sprzedający na Allegro.pl to najczęściej podmioty z sektora MSP, które nie mają czasu na długie procedury kredytowe. Oferta PragmaGO jest adresowana właśnie do takiego profilu firm. Dzięki współpracy z Allegro Klienci otrzymują propozycję finansowania dla swojej działalności tu i teraz, w bardzo uproszczonym procesie online.” – komentuje Danuta Czapeczko, Dyrektor sprzedaży ds. B2B e-commerce.

Sprzedający korzystający z finansowania mogą przeznaczyć środki na zakup towaru, koszty marketingu i SEO lub inny cel biznesowy. Sami określają też okres spłaty. Jak podkreśla Allegro, nowa oferta kredytowania dostępna jest dla firm prowadzących sprzedaż na Allegro już od 1. dnia obecności na platformie.

„Dzięki współpracy z PragmaGO, poszerzamy dostępność oferty finansowania dla naszych Sprzedających.  Naszym celem jest wspieranie Sprzedawców na Allegro w dążeniu do zapewnienia naszym Klientom jak najszerszej oferty produktów, w jak najlepszych cenach z zapewnieniem wygody zakupów. Dzięki prostemu i szybkiemu procesowi dostępu do finansowania, nasi Sprzedawcy mogą np. kupić więcej towaru jednocześnie, negocjować tym samym koszty zakupu oraz zaoszczędzić na kosztach dostawy. Dostęp do pieniędzy jest w miejscu, w którym prowadzoną swój biznes i na warunkach dostosowanych do charakteru działalności e-commerce.” – podkreśla Ewa Kraińska, B2B Financial Services Manager.

„Projekt finansowania merchantów to naturalna droga rozwoju naszej współpracy z partnerem Allegro. Podpisana w zeszłym roku umowa zaowocowała w lutym br. udostępnieniem przez PragmaGO na Allegro Biznes nowej metody płatności za zakupy firmowe. Odroczona płatność dla Firm jest ofertą adresowaną do kupujących na firmę. Wdrożony w czerwcu tego roku projekt finansowania to odpowiedź na potrzeby Sprzedających na platformie.” – wyjaśnia Danuta Czapeczko.

Biznes powinien postawić na seniorów. Wkrótce ten rynek może być wart wiele miliardów złotych

Według ekspertów, przedsiębiorcy już od kilku lat powinni mieć opracowane strategie sprzedaży towarów i usług stricte dla seniorów, których szybko przybywa na rynku. Spóźnialscy powinni wzorować się na niemieckich lub francuskich rozwiązaniach. Znawcy tematu wymieniają szereg nisz, które warto wkrótce zagospodarować. I zwracają uwagę na to, czego seniorom w Polsce brakuje. Przypominają też, że emeryci nie są jednolitą grupą pod względem dochodów czy stanu zdrowia. Ale nawet niskie emerytury nie stanowią bariery dla dochodowości biznesu. Co więcej, dla takich firm jest dostępne specjalne wsparcie finansowe.

Od kilku lat eksperci wskazują, że rozwojowy biznes powinien szukać szansy w sprzedaży towarów i usług dla seniorów, bo społeczeństwo coraz szybciej nam się starzeje. I jak twierdzą, wkrótce ten rynek będzie wart wiele miliardów złotych rocznie. Do tego Tomasz Kopiec z BCC dodaje, że w dobie srebrnej gospodarki kluczowe jest kreowanie oferty rynkowej, poczynając od specjalnie projektowanych produktów aż do wyspecjalizowanych usług dedykowanych osobom starszym, ale też ich opiekunom. Proces ten nabiera rozpędu właściwie w obecnej chwili. Strategie biznesowe w wielu przypadkach już teraz uwzględniają specyfikę wyborów rynkowych dokonywanych przez konsumenta – seniora.

– Jak szacuje GUS, do 2050 roku odsetek seniorów po 60. roku życia w polskim społeczeństwie podwoi się. Dlatego projektowanie stricte z myślą o nich staje się bardzo istotnym rynkiem do zagospodarowania. Pierwsze tego symptomy pojawiły się już kilka lat temu, choćby jako oferty biur podróży dedykowane dla coraz liczniejszej grupy klientów w starszym wieku – mówi Łukasz Klimek, zarządzający Inkubatorem Wielkich Jutra-Dostępność+ w grupie kapitałowej DGA.

Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, analityka rynków finansowych, szeroko pojęty biznes już od kilku lat powinien być dobrze przygotowany do nadchodzących zmian demograficznych. W opinii eksperta, najlepiej jeśli będzie wzorował się na rozwiązaniach stosowanych w krajach Europy Zachodniej, m.in. we Francji i w Niemczech. Im szybciej przełoży je na polskie warunki, tym większy osiągnie sukces na rodzimym rynku. Konkurencja rośnie, więc przedsiębiorcy powinni się spieszyć.

– Warto zwrócić uwagę na model kooperacji sektora pozarządowego, prywatnego i publicznego na rzecz aktywnego życia seniorów, jaki świetnie funkcjonuje w Niemczech. Obejmuje on m.in. usługi takie, jak m.in. sieć mieszkań i placówek opieki czy budynki z lokalami na wynajem o jak najmniejszej liczbie barier architektonicznych wraz z gwarantowanym wsparciem dedykowanym indywidualnym potrzebom. Popularne są też usługi medyczne, pielęgnacyjne oraz terapeutyczne, a także programy wsparcia i poradnictwa oraz edukacji dla rodzin osób starszych – dodaje Łukasz Klimek.

Z kolei ekonomista Marek Zuber uważa, że każdy działający obecnie biznes już powinien zwracać większą uwagę na potrzeby seniorów. Opóźnienie w realizacji takiej strategii widać np. w galeriach handlowych, które są nastawione głównie na potrzeby młodych ludzi. Z obserwacji eksperta wynika, że na rynku brakuje odpowiedniej ilości sklepów z odzieżą, obuwiem i galanterią dla seniorów, którzy chcą wyglądać modnie, stylowo i stosownie do swojego wieku. Istotne jest także zapewnienie im dedykowanych rozrywek i nowych form rekreacji. Duży potencjał biznesowy ma również tworzenie wszelkiego rodzaju ułatwień w codziennym funkcjonowaniu, głównie w oparciu o nowe technologie, w tym Internet Rzeczy.

– W najbliższych 2-3 latach biznes powinien skoncentrować się na poprawie dostępności przestrzeni publicznej w wymiarze architektonicznym oraz cyfrowym. Istotny jest rozwój środowiskowych form opieki dla osób starszych. Znaczenie ma aplikowanie nowych technologii informacyjnych w świadczeniu usług opiekuńczych w środowisku domowym. Konieczny jest też rozwój instytucji wpierających kapitał ludzki, m.in. dziennych domów pomocy i uniwersytetów trzeciego wieku – podkreśla dr Ryszard Necel z Wydziału Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Jednocześnie Tomasz Kopiec uważa, że zarówno w najbliższej, jak i dalszej perspektywie najbardziej potrzebne będą usługi i produkty, bazujące na nowych technologiach. To szansa na wyraźną poprawę komfortu życia seniorów i ich opiekunów we wszystkich obszarach, tj. ochrony zdrowia, administracji, zakupów, komunikacji i samodzielności poprzez smart rozwiązania w miejscu zamieszkania. Z kolei Łukasz Klimek przekonuje, że wśród tzw. artykułów pierwszej potrzeby są ww. usługi popularne na niemieckim rynku. I to one będą rozwijały się w Polsce najszybciej. W dalszej kolejności rozrośnie się tzw. rynek usług zagospodarowujących czas wolny, obejmujący wszystkie aktywności pozazawodowe. Regionalne profilowanie usług stanie się naturalną konsekwencją uwarunkowań lokalnych i będzie adekwatne do działań w standardowych procesach biznesowych.

– Kluczowym segmentem srebrnego rynku będzie optymalizacja codziennych czynności, np. procesów zakupowych. Barierą dla biznesu może wydawać się to, że polscy seniorzy nie należą do najzamożniejszych, patrząc choćby z perspektywy całej Europy. Do tego wartość nowych emerytur w Polsce będzie się zmniejszać. Jednak łączenie emerytów w grupy konsumentów stanie się bardzo opłacalne zarówno dla sprzedawców, usługodawców, jak i klientów. W praktyce wykupując wspólnie, np. pakiety określonych usług, seniorzy będą mogli korzystać ze zniżek – przewiduje ekspert z BCC.

Tymczasem dr Necel zauważa, że rzadko postrzega się seniora jako pełnoprawnego konsumenta dóbr i odbiorcę usług. Jest to zasadniczy błąd, który może kosztować przedsiębiorców odpływ znacznej grupy klientów. Procesy starzenia się populacji należy wykorzystać jako impuls do poszukiwań nowych konsumentów, uwzględniając specyfikę ich potrzeb. Ekspert przypomina też, że seniorzy nie są grupą homogeniczną pod względem zamożności, a tym samym struktury wydatków. Co więcej, są bardziej otwarci i mobilni oraz lepiej wykształceni niż wcześniejsze pokolenia naszych dziadków czy pradziadków. Do tego Tomasz Kopiec wskazuje, że konieczne jest ujęcie naukowo-badacze o charakterze wdrożeniowym. Trzeba rozpoznać konsumenta docelowego, a także właściwie zdiagnozować jego potrzeby, ograniczenia i zachowania. Potem należy wdrożyć adekwatne zmiany usługowe lub stworzyć je od nowa.

– Dla firm obsługujących seniorów jest też dostępne wsparcie. Dla przykładu, łódzki samorząd oferuje bezzwrotne dotacje na założenie własnej działalności gospodarczej i dodatkowe, comiesięczne wsparcie ponad 2 tys. zł mieszkańcom, którzy mają pomysł na biznes z ofertą dla osób powyżej 60. roku życia. Ważnym elementem działań na rzecz wsparcia seniorów i dostępności usług oraz przestrzeni publicznej jest program Dostępność+. Do tego Inkubatory Innowacji Społecznych zapewniają granty na tworzenie usług dedykowanych m.in. seniorom lub osobom z niepełnosprawnościami i ograniczeniami funkcjonalnymi – informuje Łukasz Klimek.

Jak zaznacza dr Ryszard Necel, w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej toczą się obecnie prace nad uruchomieniem Funduszy Europejskich 2021-2027, w tym również Programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Zatem można się spodziewać, że w przyszłości biznesy nastawione na obsługę seniorów będą mogły korzystać z szerszych możliwości wsparcia.

– Bardzo pożądane i coraz częściej widoczne jest wsparcie aktywności seniorów w postaci tworzenia biznesów przez nich samych. Kreują oni innowacje, zakładają startupy i uczestniczą aktywnie w szkoleniach. Przykładowo, w naszym Akceleratorze powstała innowacja na skalę światową zainicjowana właśnie przez startup założony przez osoby po 60. roku życia. Ta grupa społeczna jest bardzo zdyscyplinowana i ma ogromne doświadczenie zawodowe oraz życiowe, które definitywnie należy wykorzystać – podsumowuje Joanna Juszczyszyn-Klimek z grupy kapitałowej DGA.

Vercom inwestuje 9,4 mln zł w PushPushGo

Vercom kupuje udziały w PushPushGo – liderze w obszarze komunikacji web push (powiadomienia w przeglądarkach internetowych) w Polsce. Transakcja rozszerza skalę działalności Grupy Vercom o kolejny kanał komunikacji. Vercom zakupił 67,42 proc. udziałów PushPushGo, wartość transakcji wyniosła 9,4 mln zł.

PushPushGo to bardzo ciekawa spółka technologiczna z fantastycznym zespołem i founderami, którzy z pasją i konkretnym planem od początku rozwijają swój produkt. Dla nas jest to inwestycja w technologię web push, która powiększy nasze portfolio usług o nowy kanał oraz pozyskanie know-how i doświadczonych ekspertów specjalizujących się w tym obszarze. Dzięki temu nasza oferta platform CPaaS będzie jeszcze bardziej kompletna i dopasowana do potrzeb najbardziej wymagających klientów. Dodatkowo dostrzegamy mocne synergie sprzedażowe pozostałych kanałów (mobile push, e-mail, SMS, OTT) dla klientów PushPushGo oraz web push dla naszych klientów – komentuje Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

PushPushGo jest liderem w obszarze komunikacji web push (powiadomienia w przeglądarkach internetowych) w Polsce z mocną ekspozycją na rynki Europy Środkowo-Wschodniej. Współpracuje z ponad 150 klientami w Polsce i na całym świecie. Są to przede wszystkim duzi klienci enterprise m.in. Pandora, TUI Group oraz McDonald’s.

– Cieszę się, że nasze działania zostały zauważone i że wspólnie z zespołem Vercom będziemy pracować nad jeszcze efektywniejszym rozwojem naszej technologii i biznesu. Aktualnie jesteśmy liderem w obszarze web push, a dzięki inwestycji Vercomu zyskamy kolejne kanały komunikacji, co naturalnie będzie generowało synergie sprzedażowe. Pozyskując, tak doświadczonego partnera będziemy w stanie rosnąc jeszcze szybciej i skalować nasz biznes na nowe rynki – dodaje Dawid Mędrek, CEO PushPushGo.

Vercom inwestuje w zakup 67,42 proc. udziałów PushPushGo z opcją zakupu po 24 miesiącach kolejnych 16 udziałów, a po 48 miesiącach pozostałych 27 udziałów, osiągając tym samym 100 proc. kapitału zakładowego.

Sebastian Podleśny prezesem globalnej firmy 7N

Po 23 latach zarządzania 7N, międzynarodową firmą IT, Jeppe Hedaa przekazał stanowisko prezesa Sebastianowi Podleśnemu. Nowy CEO jest związany z 7N od 15 lat, ostatnio pełnił funkcję Executive Vice President w globalnych strukturach.

Grupa 7N to 1500 doświadczonych konsultantów IT wspierających zaawansowane projekty informatyczne. Wywodząca się z Danii spółka obecnie działa na kilku rynkach na świecie (m.in. w Finlandii, Indiach, Norwegii, Polsce, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii czy Szwecji) i planuje dalszą ekspansję.

Decyzja o zmianach w zarządzie na szczeblu globalnym wynika z naturalnego, międzynarodowego rozwoju firmy. Choć nadal ponad połowa przychodów pochodzi z Danii, to z roku na rok udział pozostałych rynków zyskuje na znaczeniu. Spółka stara się intensywnie pozyskiwać klientów w Unii Europejskiej i Ameryce Północnej.

– Moim celem na stanowisku prezesa jest dalsza ekspansja międzynarodowa i rozwój usług 7N. Od kilku lat dostrzegamy, że ograniczony dostęp do wykwalifikowanych specjalistów z branży IT, przy jednoczesnym wzroście zapotrzebowania, spowodował, że ich lokalizacja stała się mniej istotna. Do prowadzonych przez nas projektów angażujemy konsultantów, biorąc pod uwagę przede wszystkim ich doświadczenie i umiejętności – zauważa Sebastian Podleśny, nowy CEO 7N.

Z kilkuosobowego zespołu do zarządzania wielką firmą

Sebastian Podleśny jest znaną osobą w branży IT – od 20 lat aktywnie uczestniczy w jej rozwoju. Współpracował z największymi międzynarodowymi korporacjami. Do 7N dołączył we wrześniu 2006 r., kilka miesięcy po formalnym uruchomieniu pierwszego projektu pilotażowego w Warszawie, do którego zaangażowano trzech konsultantów.

– Początkowo nasz kilkuosobowy oddział miał być po prostu centrum kompetencyjnym dla duńskich klientów 7N. W dość krótkim czasie staliśmy się jednak kluczowym rynkiem o najszybszej dynamice wzrostu. To właśnie w Polsce mamy najwięcej konsultantów w grupie (ponad 900) – wyjaśnia Podleśny.

Sebastian Podleśny od 2018 r. pełnił funkcję Executive Vice President 7N, odpowiedzialnego operacyjnie za sprzedaż i rekrutację na poziomie grupy. W nowej roli będzie ściśle współpracował z dotychczasowym CEO, Jeppe Hedaa, który objął stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej całej grupy 7N. Obsługa biznesu 7N w Polsce pozostaje w rękach Grzegorza Pyzla pełniącego funkcję wiceprezesa od 2018 roku.

Przyszłościowy model pracy w IT

Dalszy rozwój międzynarodowy oraz ewolucja modeli współpracy z obecnymi klientami to według nowego kierownictwa kluczowe wyzwania, którymi zamierza się zająć się 7N w nadchodzących latach. Działania w tym zakresie uwzględniają przede wszystkim rozwój organiczny, nie wykluczając przy tym ewentualnych akwizycji innych podmiotów IT.

Istotny będzie nowy model pracy, który uwzględni fundamentalne zmiany, jakie zaszły w interakcjach międzyludzkich w czasie pandemii. Badania własne i zewnętrzne wyraźnie wskazują, że zaledwie kilka procent specjalistów IT chciałoby pracować tylko w biurze lub tylko zdalnie. Zdecydowana większość opowiada się za modelem hybrydowym. Chcieliby w razie potrzeby mieć do dyspozycji biurową infrastrukturę, ale również cieszyć się wygodą wykonywania pracy z domu.

– Samo tworzenie oprogramowania może z powodzeniem odbywać się w trybie rozproszonym, jednak już analiza postępów prac nad projektem, praca kreatywna, a przede wszystkim poszukiwanie kompromisów w sytuacji różnicy zdań mogą wymagać bezpośredniego kontaktu w zespole. Tryb hybrydowy wydaje się więc optymalny – mówi Sebastian Podleśny.

Patrząc w przyszłość, Sebastian Podleśny pozostaje optymistą. Od zawsze miał świadomość, że praca w branży IT niesie ze sobą potrzebę nieprzerwanej adaptacji.

– Wypracowanie najlepszego sposobu pracy będzie wymagało od wszystkich stron sporo elastyczności, otwarcia na nowy rytm działania, odrobiny czasu i cierpliwości. Jestem pewien, że firmy i działy IT, które pozwolą sobie na serię prób i błędów w tym obszarze z czasem staną się skuteczniejsze od innych – prognozuje nowy CEO 7N.

Sebastian Podleśny formalnie obejmuje funkcję CEO z dniem 7 lipca 2021.

Ostatni dzień zapisów na akcje Cavatina Holding

W czwartek, 8 lipca kończą się zapisy dla inwestorów indywidualnych na akcje Cavatina Holding, największego polskiego dewelopera biurowego. Zapisy na akcje przyjmują: Biuro Maklerskie mBanku, Biuro Maklerskie Pekao, Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego, Dom Maklerski BDM oraz Dom Maklerski BOŚ.

– Równocześnie z zapisami dla inwestorów indywidualnych, prowadzimy proces budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych. Za nami kilkadziesiąt spotkań z których dostajemy pozytywny feedback. Zarządzający doceniają nasz model biznesowy i wysoką rentowność spółki w porównaniu z innymi spółkami z tego segmentu rynkowego. Optymistycznie patrzymy więc w przyszłość i rezultaty trwającej transakcji – mówi Rafał Malarz, Prezes zarządu Cavatina Holding.

W trwającej ofercie publicznej Cavatina Holding oferuje do 7,5 mln akcji nowej emisji dających prawo do 30,12% w podwyższonym kapitale. Cena maksymalna została ustalona na 50 zł.

Globalnymi Współkoordynatorami oraz Współprowadzącymi Księgę Popytu są mBank i Pekao Investment Banking, Współprowadzącym Księgę Popytu jest Bank Polska Kasa Opieki – Biuro Maklerskie Pekao. Doradcą prawnym w procesie jest Gessel, Koziorowski Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów

Ostateczna cena emisyjna zostanie ustalona przez Spółkę, w uzgodnieniu z Globalnymi Współkoordynatorami, na podstawie procesu budowania Księgi Popytu wśród inwestorów instytucjonalnych, który zakończy się 8 lipca.

Przydział akcji jest zaplanowany na 15 lipca, a debiut na GPW około dwa tygodnie później.

Vivid Games prezentuje wyniki za czerwiec i szacunki wyników za pierwsze półrocze 2021

Vivid Games przedstawił wstępne wyniki za czerwiec i szacunki wyników za pierwsze półrocze. Spółka w ostatnim miesiącu wygenerowała 1,62 mln zł przychodu i zmniejszyła stratę wobec wyniku za maj, do poziomu -0,3 mln zł. Przychody za pierwsze półrocze to niemal 10 mln zł, a EBITDA niemal 1,5 mln zł.

„W czerwcu utrzymaliśmy przychody na poziomie zbliżonym do maja, strata jest jednak o 150 tys. zł mniejsza niż miesiąc wcześniej. W największym stopniu wpłynęły na to dodatnie różnice kursowe. Celem na kolejne półrocze jest zdecydowana poprawa wyniku netto.” – podkreśla prezes Vivid Games, Jarosław Wojczakowski.

Eroblast miał swój globalny debiut na platformach iOS i Android 22 czerwca. Gra spotkała się z pozytywnym przyjęciem graczy, co odzwierciedlają wysokie oceny w sklepach.

„Jesteśmy zadowoleni z metryk zaangażowania osiągniętych przez tytuł w pierwszych dniach po premierze. Przychody pochodzą obecnie aż w 75% z mikropłatności. Pracujemy więc zarówno nad AB testami i mechanikami dodatkowo zwiększającymi główne metryki monetyzacji i AP jak i pogłębieniem monetyzacji reklamowej. Od momentu premiery wypuściliśmy już dwie aktualizacje, niebawem planujemy kolejną. Badamy preferencje graczy i implementujemy w tytule wyniki naszych analiz pogłębiając zaangażowanie.” – mówi Patryk Batko, product owner tytułu.

Real Boxing 2 niezmiennie pozostaje kluczowym tytułem w portfolio Vivid Games. Aktualizacja wprowadzona 10 czerwca przyniosła oczekiwane wzrosty zaangażowania użytkowników.

„W efekcie ostatniej aktualizacji odnotowaliśmy nawet 25% wzrost retencji użytkowników z USA – kluczowego dla Real Boxing 2 rynku. Przychody w czerwcu wzrosły wobec wygenerowanych w maju o niemal 10 pp. Obecnie przygotowujemy kolejny update. Zakładamy, że pozytywnie przełoży się na wyniki.” – podsumowuje Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing.

Programiści wciąż w cenie – raport wynagrodzeń branży IT za H1 2021

20% podwyżki. Na tyle mogli liczyć seniorzy w branży IT. Pierwsze półrocze 2021 r. napawa optymizmem całą branżę – tak wynika z najnowszego raportu Just Join IT – lidera wśród portali rekrutacyjnych dla polskiej branży IT.

Miniony rok, który upłynął pod szyldem pandemii koronawirusa, nie był łaskawy dla gospodarki. Branża IT była jedną z nielicznych, która najmniej ucierpiała – tym samym jej pracownicy. Początek roku odkręcił globalny kurek wynagrodzeń – średnio stawki wzrosły o 10%, a sektor IT podwoił ten wynik względem średniej krajowej – wykwalifikowany programista może liczyć nawet na potrójne wynagrodzenie.

Dobre nastroje w sektorze IT odzwierciedla nie tylko raport, ale również Barometr ITX – badający nastroje programistów i prognozy rozwoju branży. Ostatnio opublikowany odczyt za miesiąc maj pokazuje, że średnie wynagrodzenie konsekwentnie rośnie u 65% firm, a 77% z nich odnotowało wzrost zatrudnienia.
Programiści wciąż w cenie – raport wynagrodzeń branży IT za H1 2021

Nie da się ukryć, że polska branża IT rośnie w siłę. Wychodzimy cało po pandemii, a wyniki pokazują, że sezon wakacyjny, będący dla gospodarki częstokroć martwym, w ogóle nie ma wpływu na ciągły ruch w interesie. Analizując poprzednie lata wakacje są też dobrym momentem na poszukiwanie pracy w sektorze IT. – podsumowuje Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Zapotrzebowanie na specjalistów nie maleje – niezmiennie utrzymuje się na tym samym poziomie. Jak wynika z opublikowanego niedawno raportu DESI 2020, Polska od lat cierpi na niedobór 50 tys. ekspertów z branży. W związku z tak dużym zapotrzebowaniem na specjalistów IT chcemy dać szansę programistom ze Wschodu a tym samym pomóc rodzimym pracodawcom. – podkreśla Nowosielski.

Devops najbardziej w cenie

Z analizy wynika, że najlepiej opłacani są programiści specjalizujący się w metodzie Devops. W cenie pozostają specjaliści Java, Python oraz Ruby. Z kolei technologie mobilne wciąż zaliczają spadki proponowanych wynagrodzeń w systemie umowy o pracę, gdzie B2B wykazało wzrost o kilka procent.raport wynagrodzeń branży IT za H1 2021

Poszukiwani bardziej doświadczeni

Jak wynika z raportu, najwięcej ofert pracy można było znaleźć dla pracowników średniego szczebla “mid” (54%), juniorzy wzbudzili najmniejsze zainteresowanie pracodawców (ok. 10%), a seniorzy stanowili powyżej 30% ofert w badanej grupie. Wnioski z tego takie, że branża wciąż poszukuje pracowników wykwalifikowanych i z dużym doświadczeniem.

Dogonić stolicę

Warszawa wciąż oferuje najwyższe stawki, lecz pozostałe miasta jak Kraków, Trójmiasto czy Wrocław są tuż za nią. Najsłabiej, pod względem wysokości wynagrodzeń w tym sektorze, plasuje się Poznań, choć warto zauważyć, że w porównaniu z poprzednim półroczem, wynagrodzenia seniorów w Poznaniu i Górnym Śląsku w końcu dorównały stawkom z pozostałych miast przedstawionych w rankingu (ok. 19 500 pln dla B2B).

Najwięcej ofert z umową o pracę

Raport, który opracowano na podstawie analizy 30 tys. ogłoszeń zamieszczonych na portalu Just Join IT w okresie styczeń-czerwiec 2021, pokazuje, że firmy szukały głównie pracowników na umowę o pracę (69%), zaś ofert dla freelancerów (B2B) było 31%. Ci ostatni otrzymali duże podwyżki względem roku 2020: junior 15%, mid 12,5%, senior 20%.
raport wynagrodzeń branży IT za H1 2021 2

Walka trwa

Wzrosty wynagrodzeń podyktowane są rekordowo wysokim popytem na polskie usługi i produkty IT, co sprawia, że firmy muszą jeszcze mocniej walczyć o programistów, aby zaspokoić potrzeby swoich klientów. Czynnik ludzki jest od zawsze najtrudniejszym ogniwem w każdej firmie, niezależnie od branży. Dlatego tak ważne jest otwarcie się na nowe rynki w Just Join IT jak np. Ukraina czy Białoruś, dając możliwość pracodawcom w pozyskaniu wsparcia wśród zagranicznych specjalistów również z tego regionu.

Kredyt gotówkowy czy bezgotówkowy? Wady i zalety obu typów

Chcesz sfinansować marzenia i cele? Pragniesz zachować finansowe bezpieczeństwo w tych jakże niestabilnych czasach? Sięgnij po tani kredyt. Gotówkowy czy bezgotówkowy – który z nich warto wybrać? Podpowiadamy.

Kredyt bankowy to jeden z najpopularniejszych sposobów finansowania wydatków, marzeń i planów. Zwłaszcza tych, których realizacja wymaga sporych nakładów finansowych. Kluczem do sukcesu i wyboru najlepszego na rynku produktu jest świadomość własnych potrzeb i oczekiwań. Kredyt gotówkowy czy kredyt bezgotówkowy? Który z nich warto wybrać?

Kredyt gotówkowy online a kredyt bezgotówkowy

Kredyt gotówkowy to kredyt bankowy wypłacany w formie jednorazowego przelewu na konto kredytobiorcy (kredyt przez internet na konto). Jego spłata odbywa się w miesięcznych ratach, zgodnie z harmonogramem. W zależności od banku dostępne kwoty kredytów gotówkowych wynoszą od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dużą zaletą kredytów gotówkowych jest możliwość przeznaczenia środków na dowolny cel: remont mieszkania, wakacyjny wyjazd czy sfinansowanie letniego wypoczynku dziecka.

Najpopularniejszą formą kredytu bezgotówkowego jest kredyt na karcie, czyli popularna karta kredytowa. W przeciwieństwie do kredytu gotówkowego wypłacanego na konto, kredyt na karcie przybiera formę limitu środków, który przyznaje bank. Jego wysokość zależy przede wszystkim od zdolności kredytowej wnioskującego. Każda transakcja z udziałem karty zmniejsza limit, każda spłata ją odnawia. Korzystając z karty, zapłacisz za zakupy i usługi. Będziesz mógł także wypłacić środki z bankomatu lub rozłożyć spłatę na raty (tak samo jak w przypadku kredytu gotówkowego).

Wady i zalety obu kredytów

Kredyt gotówkowy online i kredyt bezgotówkowy mają naprawdę wiele zalet. Każdy z nich ma także swoje wady. Oto najważniejsze.

Najważniejsze zalety kredytu gotówkowego:

  • jednorazowy pokaźny zastrzyk gotówki, który pozwoli zrealizować marzenia, plany i cele,
  • niewiele formalności i szybka decyzja (zwłaszcza w przypadku kredytobiorców mających w danym banku ROR),
  • duża dostępność,
  • łatwa i wygodna spłata w miesięcznych ratach.

Wady kredytu gotówkowego online:

  • przy impulsywnym wyborze, bez porównania ofert banków – wysokie koszty.

Najważniejsze zalety kredytu bezgotówkowego:

  • finansowe bezpieczeństwo – pieniądze są dostępne 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, także w obliczu nieprzewidzianych wydatków,
  • wygodna, bezpieczna bezgotówkowa forma płatności w sklepach i punktach usługowych,
  • możliwość uniknięcia płatności odsetek za transakcje bezgotówkowe. Jeśli spłacisz zadłużenie w okresie tzw. okresu bezodsetkowego, bank nie naliczy odsetek za wykorzystane środki (dotyczy wyłącznie transakcji bezgotówkowych). Dzięki temu kredyt na karcie okaże się naprawdę niedrogi.

Wady kredytu bezgotówkowego:

  • dodatkowe prowizje za wypłaty środków z bankomatu,
  • przy impulsywnym wyborze, bez porównania ofert banków – wysokie koszty,
  • może powodować skłonność do nadprogramowych wydatków. Regulowanie rachunków kartą często przychodzi zdecydowanie łatwiej niż wyjmowanie z portfela gotówki. Użytkując kartę kredytową, nie daj się impulsom.

Kredyt gotówkowy online czy kredyt bezgotówkowy – który z nich warto wybrać?

Kredyt gotówkowy i kredyt bezgotówkowy to dwa odrębne produkty bankowe o innej specyfice. To, który z nich warto wybrać, zależy przede wszystkim od celu finansowania oraz potrzeb i oczekiwań kredytobiorcy.

Kredyt gotówkowy będzie świetnym rozwiązaniem, jeśli chcesz sfinansować konkretny cel (np. wakacyjny wyjazd), a pożyczone środki zwracać w miesięcznych ratach. Sięgając po kredyt gotówkowy, zrealizujesz śmiałe plany, bez konieczności wielomiesięcznego oszczędzania.

Karta kredytowa okaże się strzałem w dziesiątkę dla osób, które chcą zapewnić sobie finansowe bezpieczeństwo, zwłaszcza w obliczu nieprzewidzianych wydatków. Dzięki karcie pieniądze będą na wyciągnięcie ręki zawsze wtedy, kiedy będą najbardziej potrzebne.

Ceny owoców będą powoli spadać

Początek sezonu owocowego – pierwsze miesiące wiosny – to zazwyczaj produkty importowane z północnej Afryki oraz krajów południowej Europy: Hiszpanii, Portugalii i Grecji. Z tego powodu ceny pierwszych czereśni czy truskawek są bardzo wysokie. Wraz z pojawieniem się większych dostaw, także tych polskich, ceny zawsze spadają – dlatego konsumenci nie powinni się zrażać początkową wysoką kwotą. Podaż jest dużo wyższa niż w poprzednich miesiącach, dlatego wzrasta konkurencyjność, a ceny się zmieniają. Sadownicy natomiast oczekują, że ta zmiana nie wpłynie na wpisane w koszt owocu gwarancje pokrycia kosztów produkcji oraz zysk. Z polskich sadów dochodzą sygnały informujące o uszkodzeniach – natomiast nie są to aż tak duże szkody, aby któregoś gatunku owoców lub warzyw zabrakło dla konsumentów. Możliwe, że będzie ich jedynie trochę mniej – co  być może dla sadowników będzie oznaczało lekko korzystniejszą cenę. Jednak cena będzie i tak zdecydowanie lepsza dla polskich konsumentów niż w innych krajach Europy, szczególnie krajach Europy Zachodniej.

– Niedługo powinny już zacząć się pojawiać pierwsze maliny z upraw pod osłonami, borówki amerykańskie, pierwsze jeżyny i śliwki – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Potrwa to jeszcze kilka lub kilkanaście tygodni, ponieważ sezon w tym roku jest opóźniony. Wegetacja rozpoczęła się dużo później niż zazwyczaj – rok temu o tej porze było mnóstwo niektórych gatunków, np. truskawek – a w tym roku sezon rozpoczął się dopiero teraz. Sadownicy spodziewają się dobrego sezonu, ale bez rekordowych zbiorów. Pośród niektórych gatunków obserwowane są uszkodzenia zimowe oraz wczesnowiosenne. W przypadku sadów i gatunków drzewiastych we wszystkich zostały już odnotowane straty: kwitnienie było nieco słabsze, albo zawiązane owoce zaczęły już spadać. Z kolei wśród niektórych  owoców jagodowych: jagód, truskawek czy jeżyn, pojawiły się przymarznięcia całych pędów owoconośnych, które wskutek tego często nie zakwitały i nie zawiązywały owoców. Tych owoców będzie umiarkowana ilość – konsumenci polskich owoców mogą na próżno liczyć na niskie ceny, ale jednocześnie nie należy się obawiać niebotycznie wysokich cen – podsumowuje Maliszewski.

Budowanie strategii firmy to obowiązek, nie fanaberia. Sprawdź dlaczego

W biznesie nasz „apetyt” na prostotę nie powinien przeważać nad potrzebą dokładności. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi przyszłość firmy. W świecie, w którym dyrektorzy generalni są przepełnieni kofeiną, zestresowani i w tzw. niedoczasie, wielu uległo pokusie sięgnięcia po szablonowe działania. Działania, które sprawiają, że budowanie strategii firmy staje się zlepkiem różnorodnych pomysłów. Pomysłów opartych na krótkowzroczności. Choć czasem nawet i takich brakuje. Dziś porozmawiajmy o strategii firmy. Twojej firmy.

Budowanie strategii firmy – liczby, które nie kłamią

Według danych CEIDG każdego dnia w naszym kraju powstaje około 1000 firm. Długotrwałe zwlekanie ze wdrożeniem strategii marketingowej jest ryzykowną grą. Grą, w której możesz przegrać w walce o uwagę klienta, a tym samym stracić zysk. Jednocześnie „Ogólnopolskie badanie strategii marketingowej w firmach” wskazało, że 54% badanych firm posiada strategię marketingową, a do jej braku przyznaje się natomiast 43%. I choć wynik 54% brzmi optymistycznie, to w praktyce prawie połowa polskich przedsiębiorstw nie przeprowadziła analizy rynku, ani nie posiada celów, do których dąży. Do tego warto dodać, że wśród respondentów, którzy nie posiadają strategii marketingowej, aż 77% uważa, że jej wdrożenie miałoby pozytywny wpływ na biznes. A 50% Aż z nich wskazuje brak odpowiednich zasobów i kompetencji, które pozwalają na samodzielnie opracowanie strategii marketingowej.

– Skutecznej strategii nie da się wymyślić od niechcenia w ciągu kilku godzin – tłumaczy Sebastian Kopiej z Commplace. – Budowanie strategii firmy wiąże się z wykonaniem szeregu analiz, chociażby analizy SWOT. Bywa, że całodniowe spotkanie osób decyzyjnych kończy się z listą możliwości, w tym nieprecyzyjnymi strategiami, takimi jak „rozwijamy biznes na arenie międzynarodowej”. Spis jest pozbawiony jednak jakichkolwiek pogłębionych audytów, badań i wywiadu biznesowego. A momencie, w którym ich nieprzemyślane „plany działania” zawodzą, obwiniają strategię – bagatelizując jej rolę. W takiej sytuacji warto rozważyć wsparcie ekspertów, którzy posiadają odpowiednie zasoby – wiedzę, narzędzia, doświadczenie. Specjaliści wskażą, w jakim kierunku należy podążać, aby osiągnąć wzrost istotnych z punktu widzenia naszego biznesu wskaźników – dodaje ekspert z Commplace.

Na początku był chaos…

A potem pojawiła się strategia. Budowanie strategii firmy pozwoli wyznaczać jasną ścieżkę i kierunek działań. Żadna firma nie może liczyć na sukces, jeśli nie ma planu. Plan strategiczny działa jak mapa drogowa, jasno określając najlepszą trasę dla Twojej organizacji w nadchodzących latach. Niezależnie od tego, czy obejmuje rok, trzy czy pięć lat w przyszłość, może pomóc Twojej organizacji w sprostaniu czekającym wyzwaniom. Wyobraź sobie prostą sytuację – na rynku pojawia się 5 nowoczesnych narzędzi marketingowych. Do tego osoba, która zajmowała się strategią firmy, musi wziąć kilkumiesięczny urlop. Efekt? Pozostali pracownicy, bez wiedzy w danym obszarze zaczynają działać ad hoc, czasem realizując działania zaprzeczające wartościom i celom firmy. W rezultacie w najlepszym przypadku pojawia się chwilowy kryzys, w najgorszym – słupki sprzedażowe lecą w dół. Posiadanie dokumentu, jakim jest strategia firmy, pozwoliłoby uniknąć pułapek, które czekają na współczesnych managerów. W momencie, w którym istnieje niepewność dotycząca dalszych działań, wystarczy sięgnąć po dokument i skonfrontować rzeczywistość z ustalonymi celami, analizami rynku. To znacznie ułatwia realizację planu. Planu skierowanego na sukces. A jak pokazują wyniki „Ogólnopolskiego badania strategii marketingowej w firmach” o strategii marketingowej wiedzą głównie przedstawiciele zarządu, marketingu i sprzedaż. Co ciekawe – 7% respondentów wyznało, że strategia najczęściej znajduje się jedynie w „głowie prezesa”. Pozostałe działy często nie mają wglądu do tego dokumentu lub nie wiedzą o jej istnieniu.

Potwierdzenie w historii

Ucz się od najlepszych. Jeśli chcesz osiągnąć sukces, przyjrzyj się działaniom wielkich strategów. Ciekawym przykładem jest cesarz francuski – Napoleon. Dzięki temu, że posiadał przemyślaną strategię, jego sukcesy militarne na polach bitwy pozwoliły Francji zyskać niesamowitą renomę na całym świecie. Cesarz miał świadomość, że za sukcesem wygrane bitwy stoi sukces żołnierzy – ich motywacji, możliwości, mocnych stron. Dodatkowo wizerunku swojej „marki osobistej” nie opierał na potrzebie chwili. Konsekwentnie budował go, wzmacniając co jakiś czas konkretnymi działaniami. Był w nich spójny. A spójność przekuwał w wiarygodność. Ta z kolei pozwala zwiększyć zaufanie i lojalność. Czyż nie brzmi to jak przepis na sukces marki?

Budowanie strategii firmy wymaga dyscypliny. Ta jednak jest fundamentem sukcesu. Zakładając, że dążysz do rozwoju swojego biznesu, nie pozwól, aby konkurencja wyprzedziła cię w walce o pozycje lidera. Stwórz strategię. Wyeliminuj przypadkowość.

To absurd, ale inwestorzy giełdowi cieszą się z powodu „delta plus”

Rozprzestrzenianie się „delta plus” nie wywołało niepokoju wśród inwestorów. W przypadku większości indeksów obserwujemy przynajmniej lokalne, pandemiczne szczyty. Czy to oznacza, że każde dane – to dobre dane?

Pierwsze reakcje giełd na informacje o „delta plus”, to było bicie rekordów na giełdowych indeksach, pomimo wielomiesięcznych rekordów infekcji w Wielkiej Brytanii, która jest przecież europejskim liderem jeśli chodzi o tempo szczepień. Inwestorzy nie przestraszyli się, że nowa fala zachorowań to kolejne restrykcje.

Reakcja na „deltę” była odmienna od wcześniejszych zachowań związanych z pandemią, choć rynki kolejne takie fale epidemii przyjmowały z coraz mniejszym strachem. Pierwsza fala wiosną 2020 r. wywołała panikę, jesienna fala – przecenę, a zimowa z tego roku przeszła bez echa. Teraz na Wall Street mieliśmy euforię i indeksy ustanowiły kolejne rekordy. Oczywiście, „delta plus” nie była korzystna dla wszystkich akcji. Pieniądze odpływały od tradycyjnej gospodarki, szczególnie od turystyki (wyraźne spadki w Hiszpanii), a napływały do spółek technologicznych.

– Dla osób, które nie śledzą rynków może to wydawać się paradoksem – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dominuje wrażenie, że rynki „ucieszyły” się z fatalnych przecież po ludzku wiadomości, bo pozwolą one Fed utrzymać dodruk pieniądza, bo jeśli nowe restrykcje faktycznie weszłyby w życie, w naturalny sposób ograniczy to presję inflacyjną i poprawę sytuacji na rynku pracy.

Dolar umacniał się, gdyż problem na razie nie dotyczy bezpośrednio USA. Traciły euro, funt i dolar australijski. Waluty rynków wschodzących radziły sobie dobrze dzięki rekordom na Wall Street, a to pomogło też złotemu, który nawet nieznacznie się umocnił.

Czy każde dane to dobre dane? W przypadku większości indeksów obserwujemy przynajmniej lokalne, pandemiczne szczyty.

– Mówi się, że pieniądze nie mają uczuć. Jednak niezwykle rzadko dochodzi do sytuacji, gdy rynki „cieszą się” wprost z ludzkiego nieszczęścia – komentuje ekspert XTB. – Do takiej sytuacji doprowadziła nieodpowiedzialna polityka Fed związana z zerowymi stopami procentowymi. Nie tak powinny funkcjonować rynki finansowe, ale doszliśmy do takiej sytuacji przez niekończący się, nachalny interwencjonizm państwowy.

Digital V4 gotowe na współpracę z Wirtualnym Sekretariatem Grupy Wyszehradzkiej

Organizacje branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z Polski, Węgier, Czech i Słowacji – Digital 4V – zadeklarowały, że są gotowi na współpracę z nowo powołanym Wirtualnym Sekretariatem ds. Projektów Cyfrowych V4. – To świetna okazja, aby połączyć możliwości silnej struktury, jaką jest Grupa Wyszehradzka z ogromnym doświadczeniem branżowym, jakim dysponujemy w ramach Digital V4 i wspólnie realizować odważne projekty cyfrowe w regionie – wyjaśnia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, który podpisał się pod wspólnym listem Digital V4.

Wspólne stanowisko organizacji, działających jako Digital V4 skierowane do Wirtualnego Sekretariatu, stanowi odpowiedź na Deklarację Cyfrową, podpisaną przez premierów państw V4 w Krakowie w lutym tego roku. Dokument wyznacza polityczne i gospodarcze kierunki cyfrowego rozwoju V4, a za przełożenie ich na konkretne projekty i ich koordynację odpowiadać ma powołany z inicjatywy Polski zespół krajowych koordynatorów, mianowanych odpowiednio przez każdego z premierów Grupy Wyszehradzkiej.

„Podzielamy wizję budowy i umacniania współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej na polu cyfryzacji, a będąc głęboko zaangażowanymi w cyfrowy wzrost społeczeństwa i biznesu, na poziomie krajowym i regionalnym, pragniemy odpowiedzieć na wezwanie Wspólnej deklaracji Grupy Wyszehradzkiej o wzajemnej współpracy przy projektach cyfrowych i podjąć zadanie strategicznego partnera w ich realizacji”– napisały w swoim liście do nowo powołanego Wirtualnego Sekretariatu ds. Projektów Cyfrowych V4 organizacje branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z Czech, Polski, Słowacji i Węgier, pragnące wspierać rządy państw V4 w cyfryzacji regionu.

Zbieżne cele cyfryzacji

W swoim liście organizacje zwracają uwagę, że ich priorytety i obszary działalności, pokrywają się z celami wyznaczonymi w Deklaracji Cyfrowej „Od chwili powstania naszej inicjatywy, podkreślaliśmy znaczenie ścisłej regionalnej współpracy rządów i przedsiębiorstw w Grupie V4. Do naszych priorytetów należą wspieranie polityki sprzyjającej rozwojowi zaawansowanych technologii, szczególnie tych służącym obywatelom oraz sektorowi MŚP, promocja cyfryzacji w naszych państwach, zrównoważony i sprawiedliwy wzrost innowacji, oraz budowa placówek badawczo-rozwojowych i centrów danych, stanowiących bazę dla rozwoju nowatorskich pomysłów w dziedzinach sztucznej inteligencji, robotyki, IoT, Big Data i 5G. Pragniemy również uporać się z wyzwaniem zapewnienia wszystkim obywatelom i małym i średnim przedsiębiorstwom dostępu do bezpiecznego Internetu i edukacji z zakresu umiejętności cyfrowych” – wymieniają autorzy listu.

Organizacje zrzeszone w Digital V4 w swoim piśmie wyraziły entuzjazm w związku z powołaniem Wirtualnego Sekretariatu, w którego skład wchodzą Krzysztof Szubert, pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. Europejskiej Polityki Cyfrowej, Petr Očko, czeski wiceminister ds. cyfryzacji i innowacji, Radoslav Repa, dyrektor generalny w Kancelarii Wiceprezesa Rady Ministrów ds. inwestycji i informatyzacji ze Słowacji oraz Károly Balázs Solymár, węgierski wiceminister cyfryzacji. Autorzy zadeklarowali wolę i chęć wsparcia członków Biura, zwracając uwagę na zbieżne obszary ich pracy. „W ramach strategicznej współpracy Digital V4 działa na polu cyfrowej transformacji gospodarki, rozwiązywania problemów dynamicznie zmieniającego się rynku pracy, cyfrowej odnowy sektora MŚP oraz budowania ekosystemów sprzyjających wzrostowi start-upów i innowacji. Jesteśmy głęboko zaangażowani w badania, pozostajemy w bliskich relacjach z cyfrowymi przedsiębiorstwami w regionie, wspieramy powstające nowe modele biznesowe i pracujemy na rzecz świadomości społecznej na temat trwających przemian. Jesteśmy przekonani, że nasze rozległe doświadczenie, czyni z nas doskonałego partnera, z chęcią służącego radą dla rządów państw V4” – przekonują organizacje członkowskie Digital V4.

Doświadczenie branży w służbie wspólnego rozwoju

Jesteśmy otwarci, by dzielić się wiedzą i ekspertyzą z naszymi rządami, a nowo powstały Wirtualny Sekretariat otwiera ku temu pewną ścieżkę. Liczymy, że uda nam się nawiązać owocną współpracę na polu cyfryzacji regionu, który szczególnie jej dziś potrzebuje, aby uporać się z konsekwencjami pandemii i dalej budować swoją pozycję na globalnej arenie – komentuje Michał Kanownik, Prezes Związku Cyfrowa Polska, podpisany pod listem.

Digital V4 to projekt organizacji z branży cyfrowej i zaawansowanych technologii w Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech, którego celem jest wspólne tworzenie polityki wspierającej rozwój innowacyjność i digitalizację w Europie Środkowej i Wschodniej. Inicjatywa dotyczy współpracy politycznej i gospodarczej w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Przedsięwzięcie powstałe w 2019 r. tworzone jest we współpracy przez cztery organizacje: Związek Cyfrowa Polska, Słowackie Stowarzyszenie IT – ITAS, Stowarzyszenie Elektroniki Użytkowej w Czechach – ASE i Stowarzyszenie ICT Węgier – IVSZ.

Rekordowo wysokie obroty najemców działających w centrach handlowych w maju. Jest odbicie, na które branża tak długo czekała

  • Niezależnie od tego, że nie wszystkie branże mogły w pełni prowadzić działalność od początku maja, według najnowszych danych Polskiej Rady Centrów Handlowych majowe obroty osiagnięte przez najemców w lokalach w galeriach handlowych były najwyższe od początku bieżącego roku.
  • PRCH Turnover Index dla tych najemców, którzy mogli prowadzić działność w maju bez ograniczeń osiągnął rezultat o 41 proc. wyższy niż w analogicznym miesiącu 2020 roku oraz jedynie o 4 proc. niższy niż w maju 2019 roku, gdy centra prowadziły jeszcze niezakłóconą przez pandemię aktywność.
  • Firmy z kategorii moda, usługi oraz gospodarstwo domowe osiągnęły w maju lepsze wyniki niż przed pandemią. Zaprezentowane dane dotyczą jedynie zakupów w stacjonarnej formie i nie uwzględniają onlinowych transakcji sklepów.
  • Warto zaznaczyć, że podpisana przez Prezydenta 30 czerwca nowelizacja ustawy covidowej obniża wysokość czynszów o 80 proc. w sytuacji potencjalnych przyszłych lockdownów, jak również o 50 proc. w okresie 3 miesięcy po zamknięciu. Ustawowe obniżki czynszów dotyczą wszystkich najemców i mają być sfinansowane przez właścicieli oraz zarządców galerii. Ustawa nie uwzględnia faktycznych wyników sprzedaży i kondycji finansowej poszczególnych firm.

Zgromadzone przez Polską Radę Centrów Handlowych (PRCH) dane na temat obrotów pokazują wyraźne odbicie wskaźnika PRCH Turnover Index, które nastąpiło w maju – zaraz po zniesieniu drugiego w tym roku lockdownu trwającego ponad 6 tygodni. Obroty najemców mogących prowadzić swoją dzialaność bez ograniczeń  wyniosły średnio 96 proc. zarejestrowanych wpływów w maju 2019 roku i 141 proc. w stosunku do maja 2020 roku.

Podobny trend szybkiego odbicia i wzrostu obrotów miał również  miejsce w lutym br., co pokazuje, że klienci chętnie wracają do zakupów stacjonarnych w galeriach, gdy tylko mają taką możliwość. Udają się na nie jednak częściej sami niż rodzinami czy z grupą znajomych, dlatego konwersja (przełożenie odwiedzalności na obroty) w galeriach w badanym okresie była o 10 proc. wyższa niż w maju 2019 roku.

Sytuacja najemców nie jest jednorodna. Zakupowy boom odnotowały w maju br. firmy prowadzące działalność w kategoriach moda, usługi i gospodarstwo domowe, osiągając wyniki nieco lepsze niż w 2019 roku. W najgorszej sytuacji znalazły się przedsiębiorstwa gastronomiczne i rozrywkowe, które nie mogły wznowić swojej działalności w pełnym wymiarze z początkiem maja. Restauracje miały początkowo pozwolenie na wydawanie posiłków jedynie na wynos, później również w ogródkach restauracyjnych, a dopiero od 28 maja otworzyły swoje drzwi na klientów, którzy chcieliby zjeść posiłek wewnątrz lokalu. Przedsiębiorstwa rozrywkowe również wystartowały pod koniec badanego miesiąca. Należą do nich kina, które mogły wznowić działalność od 21 maja w bardzo ograniczonym zakresie.

– Przygotowane przez nas zestawienie obrotów pokazuje, jak bardzo zróżnicowane wyniki wypracowują najemcy z poszczególnych kategorii zakupowych. Tymczasem znowelizowane ustawodawstwo covidowe przyznaje wsparcie każdemu najemcy, bez analizy jego sytuacji finansowej. Dodatkowo ponad połowę tej niejednolitej grupy stanowią wielkie międzynarodowe korporacje, kolejne 40 proc. to polskie sieci, w tym duże spółki giełdowe. Jedynie 10 proc. najemców, którzy prowadzą działalność w galeriach powyżej 2000 mkw. i którzy zostają objęci odgórnie narzuconymi, niekonsultowanymi regulacjami ustawowymi stanowią mali lokalni przedsiębiorcy – tłumaczy Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Analiza wyników obrotów pod kątem wielkości nieruchomości handlowych wskazuje na stopniowe niwelowanie różnic pomiędzy rezultatami obiektów poszczególnych rozmiarów. W najlepszej sytuacji znalazły się obiekty o średniej wielkości (102 proc. obrotów z maja 2019 r.) i duże galerie (100 proc.). Nieco niższe poziomy obrotów osiągnęły małe centra (98 proc.) i bardzo duże nieruchomości (89 proc.).

W czterech z sześciu regionów klasyfikacji NUTS najemcy prowadzący pełną działalność w maju zanotowali obroty wyższe niż przed pandemią. Rekordy padły w północno-zachodniej części kraju, gdzie PRCH Turnover Index przekroczył obroty z maja 2019 roku aż o ponad 12 proc. Najniższe wyniki zanotowano w centrum Polski – 79 proc. rezultatu sprzed pandemii.

Jak informuje GUS w raporcie „Dynamika sprzedaży detalicznej w maju 2021 roku”, spośród prezentowanych grup wyższą sprzedaż niż sprzedaż „ogółem” zaobserwowano również w grupach: „tekstylia, odzież, obuwie” (o 46,1 proc.) oraz „farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny” (o 18,5 proc.). To potwierdza pozytywne wyniki PRCH dla branż, które mogły prowadzić sprzedaż w maju w centrach handlowych.

2 mln mkw. w budynkach oddanych czeka na Najemców

Analitycy REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce informują, że w czerwcu, tylko w obiektach oddanych, na najemców czekały 2 mln mkw. To kolejny miesiąc wzrostu wolnej powierzchni. Obecnie zasoby powierzchni biurowej w Polsce wynoszą prawie 13 mln mkw.  

– Mówiąc o wolnej powierzchni w budynkach istniejących oraz tych w budowie, to na koniec czerwca na rynku dostępnych było ponad 2,7 mln mkw. biur. Obserwowaliśmy kontynuację wzrostu wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia. W oddanych obiektach biurowych przybyło 66 tys. mkw. powierzchni, a w obiektach w budowie pojawiło się prawie 25 tys. mkw. gotowych na przyjęcie najemców – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD1

Jak wskazuje ekspert, po raz pierwszy od kilku miesięcy obserwujemy wzrost wolnej powierzchni w obiektach w budowie. Dla porównania, w maju 2021 w obiektach znajdujących się w budowie wynajęto ponad 26 mkw.

Warszawa | Podsumowanie. Czerwiec 2021

Aktualnie w stolicy znajduje się prawie 7 mln mkw. powierzchni biurowej. To dane o zasobach biur w stolicy, uwzględniających wszystkie budynki klas: A, B i C.REDD2

Wzrósł współczynnik pustostanów dla Warszawy i w czerwcu 2021 ukształtował się na poziomie 12,13 proc. Średni czynsz w Warszawie odnotował delikatny spadek względem maja 2021 i wynosi obecnie – 13,78 EUR/mkw./miesiąc.

Wzrost zanotował także REDD INDEX. Stanowi on obecnie 311 dni (+8 dni w porównaniu z majem 2021). Przypominamy, że REDD INDEX – to liczony w dniach wskaźnik średniego czasu jaki potrzebny jest na wynajęcie powierzchni biurowej.

Obecnie w Warszawie buduje się 504 tys. mkw. biur. Najwięcej nowej powierzchni pojawi się na Woli, jest to 52 proc. wszystkich warszawskich powierzchni w budowie.

Startuje konkurs o Fundusze Europejskie na inwestycje mazowieckich przedsiębiorstw

Już od 13 lipca mazowieccy przedsiębiorcy będą mogli ubiegać się o dofinansowanie z Unii Europejskiej na projekty inwestycyjne. Pomoc wyniesie od 400 tys. zł do nawet 4 mln zł z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego 2014-2020. Wszystko po to, aby wesprzeć odbudowę gospodarki mocno dotkniętej skutkami pandemii COVID-19. Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych przyjmuje wnioski wyłącznie w formie elektronicznej. Szczegółowe informacje o konkursie dostępne są na stronie www.funduszedlamazowsza.eu.

Unia Europejska wspiera rozwój mazowieckiej gospodarki. Do tej pory środki skierowane zostały na obszar badań, wdrażania innowacyjnych rozwiązań, umiędzynarodowienia działalności, czy tworzenia i rozwoju firm. Pomoc objęła również finansowanie bieżących kosztów utrzymania działalności w przypadku branż szczególnie dotkniętych ograniczeniami w prowadzeniu działalności. Teraz natomiast uruchomione zostanie finansowanie projektów inwestycyjnych.

Odbudowa gospodarki wymaga nowych inwestycji. Stąd nasza decyzja o przeznaczeniu części pozostałych w programie regionalnym środków  właśnie na ten cel. W puli są ponad 52 mln zł, z których skorzystać będą mogły mazowieckie firmy. Dofinansowane projekty przyczynią się do tworzenia nowych miejsc pracy, co jest obecnie szczególnie ważne – powiedział Adam Struzik Marszałek Województwa Mazowieckiego.

Fundusze na inwestycje sektora MŚP

Od 13 lipca mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa będą mogły ubiegać się o dofinansowanie rozbudowy przedsiębiorstw, zwłaszcza w związku z wprowadzeniem na rynek nowych lub ulepszonych produktów i usług. Finansowanie obejmie również inwestycje w zmiany w procesach produkcyjnych, ale też zmiany w sposobie świadczenia usług (na przykład usług elektronicznych). Możliwe będzie także pozyskanie funduszy europejskich na wdrożenie wyników prac badawczo-rozwojowych do działalności gospodarczej. Dofinansowanie projektów wyniesie od 400 tys. zł do nawet 4 mln zł.

Co ważne, w ramach projektu każdy przedsiębiorca będzie zobowiązany do zatrudnienia co najmniej jednego pracownika. Dodatkowe punkty podczas oceny wniosków otrzymają działania zakładające m.in.: utworzenie większej liczby etatów, pozytywny wpływ na środowisko (np. zmniejszenie zanieczyszczeń powietrza, wykorzystanie surowców wtórnych), wdrożenie wyników prac B+R, czy uwzględniające promocję wykraczającą poza minimalne wymagania. Większą szansę na dofinansowanie będą miały również projekty firm, które działają dłużej na rynku.

Zachęcam do aplikowania wszystkich przedsiębiorców, zwłaszcza z terenu Warszawy, która w kolejnym okresie zostanie wyłączona z tego rodzaju finansowania – powiedział Mariusz Frankowski Dyrektor Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych.

Co ważne, wszystkie umowy o dofinansowanie muszą zostać podpisane najpóźniej do końca tego roku z uwagi na dobiegający końca czas obowiązywania obecnych zasad udzielania regionalnej pomocy inwestycyjnej.

Vercom sfinalizował zakup 100 proc. udziałów we FreshMailu

Vercom, dynamicznie rosnąca spółka technologiczna, dostarczająca globalne chmurowe rozwiązania w modelu CPaaS (Communication Platform-as-a-Service), łączy siły z najbardziej rozpoznawalnym dostawcą usług e-mail marketingu w Polsce – firmą FreshMail. Transakcja umożliwi niemal podwojenie liczby obsługiwanych klientów przez Grupę Vercom z dużym potencjałem dosprzedaży w pozostałych kanałach (SMS, push, OTT), ugruntowanie pozycji wiodącej Grupy w segmencie CPaaS w regonie Europy Środkowo-Wschodniej oraz dalszą realizację strategii rozwoju. Vercom kupił 100 proc. udziałów FreshMail, wartość transakcji z uwzględnieniem earn-out wyniesie nie więcej niż 27 mln zł.

Cieszę się, że łączymy siły z FreshMailem, jest to jeden z kluczowych dostawców usług e-mail marketingu w Polsce z mocnym i rozpoznawalnym brandem. Wierzę, że wspólnie stworzymy bardzo silny podmiot, który śmiało będzie mógł konkurować z globalnymi graczami w segmencie CPaaS. Dzięki transakcji rozszerzamy bazę o ponad 6,5 tys. klientów, co umożliwia mocne synergie cross-sellingu naszych komplementarnych kanałów komunikacji, w szczególności SMS, ale również push i OTT. Dostrzegamy także znaczące synergie kosztowe i przychodowe związane ze zwiększeniem rentowności biznesu FreshMail – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

FreshMail to czołowy dostawca usług e-mail marketingu w Polsce. Firma, którą zna znakomita większość polskich i nie tylko marketerów. Współpracuje z grupą ponad 6,5 tys. klientów, którymi są zarówno duże firmy enterprise, jak i dynamicznie rosnące małe i średnie firmy. Wśród nich można wymienić m.in.: Onet, Decathlon, Orange czy Multikino. W minionym roku FreshMail wypracował przychód na poziomie 14 mln zł.

– W przeprowadzonej transakcji dostrzegamy synergie dla każdej ze stron. Z naszej perspektywy jest to duża szansa na osiągnięcie niedostępnej wcześniej skali działalności na poziomie nowych kanałów komunikacji, których wcześniej nie było w naszej ofercie oraz możliwość dotarcia do klientów na rynkach zagranicznych – Paweł Sala prezes zarządu, FreshMail.

– Transakcja zakłada wejście w struktury Grupy Vercom, jednak wciąż pozostajemy pod silnym i rozpoznawalnym brandem FreshMail, który od lat konsekwentnie budujemy i rozwijamy. Dla naszych klientów, w najbliższym czasie będziemy mieli możliwość dostarczenia kompleksowej oferty wielu kanałów komunikacji tj. e-mail, SMS, OTT oraz push. Liczymy, że obecność w Grupie Vercom pozwoli nam na dynamiczny rozwój naszej platformy w tak, aby nasi Klienci mogli korzystać z jeszcze szerszej gamy usług bez konieczności używania wielu narzędzi – dodaje Krzysztof Adamus – wice prezes Zarządu FreshMail.

Vercom na początku maja br. z sukcesem zakończył IPO, pozyskując 180 mln zł. Środki w głównej mierze mają być przeznaczone na akwizycje podmiotów działających w regionie Europy Środkowowschodniej w obszarze CPaaS. Przeprowadzone transakcje mają przyśpieszyć realizację strategii budowy lidera na rynku usług CPaaS w regionie oraz umożliwić skokowy wzrost skali działalności.

Witamy naszych kolegów i koleżanki z FreshMail na pokładzie Vercom. Kilkudziesięciu wysoko wykwalifikowanych w swoich dziedzinach specjalistów wnoszących wieloletnie doświadczenie i know-how, znacznie przybliży nas do realizacji celów z IPO. Wraz z FreshMail jesteśmy w stanie przyśpieszyć nasz rozwój, a dzięki temu jeszcze szybciej zwiększyć skale działania, systematycznie ugruntowując pozycje jednego z kluczowych dostawców platform komunikacyjnych w modelu chmurowym. Wierzymy, że wspólnie stworzymy lidera na rynku usług CPaaS w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

Gdzie deweloperzy stawiają na duże projekty?

Wzrost cen działek może motywować inwestorów do realizacji dużych projektów deweloperskich. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, gdzie udział takich inwestycji z dużą liczbą mieszkań jest największy.

Nabywcy nowych lokali mieszkalnych mają różne preferencje. Dla części z nich ważną kwestią jest kameralny charakter budynku. Nie zawsze można jednak łatwo znaleźć odpowiedni projekt deweloperski, bo inwestorów kusi możliwość zmieszczenia większej liczby PUM (powierzchni użytkowej mieszkań) na posiadanym gruncie. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, na których wiodących rynkach udział kameralnych inwestycji deweloperskich jest największy.Wyk. 1 – Rozkład inwestycji pod względem wielkości

Powyższe informacje sugerują, że niewielkie inwestycje deweloperskie (kameralne i małe) stosunkowo łatwo można znaleźć na terenie Krakowa oraz Łodzi. Nieco inna sytuacja dotyczy Poznania i Gdańska, gdzie deweloperzy stawiają głównie na duże projekty.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ulga na start, terminy płatności – dalsze kontrowersje wokół składki zdrowotnej wg Polskiego Ładu

Uzależnienie składki zdrowotnej od poziomu dochodu budzi wiele kontrowersji nie tylko w kontekście wyższych kosztów dla przedsiębiorców. Na obecnym etapie nie ma jasności również wokół tego, jakie mogą być terminy jej płatności. Wątpliwa jest również kwestia preferencyjnych składek ZUS dla nowo utworzonych działalności gospodarczych.

Kiedy opłacać składki?

W przypadku składek ZUS przedsiębiorca, który nie zatrudnia pracowników, jest zobligowany do zapłaty składek nie później niż do 10 dnia następnego miesiąca, a więc w ujęciu miesięcznym. Inaczej sprawa wygląda w przypadku terminów wpłacania podatku PIT. Tu także występują terminy miesięczne, ale PIT może być wpłacany 10 dni później niż ZUS, a więc do 20 dnia następnego miesiąca. Jednocześnie pewna grupa podatników (tzw. mali podatnicy) ma możliwość opłacać PIT w okresach kwartalnych do 20 dnia miesiąca następnego po danym kwartale. Co więcej, w pewnych sytuacjach możliwe jest również skorzystanie z tzw. uproszczonych zaliczek. Wówczas w trakcie roku wpłaca się je na podstawie wyliczenia dokonanego z uwzględnieniem dochodu wygenerowanego 2 lata wcześniej (np. w roku 2021 na podstawie wyniku z roku 2019).

Należy zadać zatem pytanie, w którym kierunku pójdą zmiany. Obowiązek ustalenia dochodu w terminie płatności ZUS spowodowałby de facto skrócenie o 10 dni okresu na księgowe ujęcie przychodów i kosztów dla podatników rozliczających się miesięcznie. Również kwartalne rozliczanie PIT straciłoby znacząco na sensowności, skoro dochód musiałby być i tak znany po każdym miesiącu. Podobnie byłoby z uproszczonymi zaliczkami, które pozwalały dotychczas na przesunięcie faktycznej kalkulacji dochodu dopiero na moment składania zeznania rocznego. Nie pomogłoby również ujednolicenie terminu wpłat na ZUS i PIT i ustalenie daty na 20 dzień każdego miesiąca. W dalszym ciągu mówimy o ograniczeniu częstotliwości wpłat PIT do miesięcznych. Ani zatem wydłużenia terminów na wpłaty składek, ani tym bardziej przyspieszenia wpłat podatku dochodowego nie należy uznawać za korzystne rozwiązania.

Co się stanie z tzw. ulgą na start?

Wątpliwa jest również kwestia preferencyjnych składek ZUS dla nowo utworzonych działalności gospodarczych. Dotychczas, w przypadku braku przeciwskazań w postaci fakturowania za te same usługi byłego pracodawcy, przedsiębiorca po raz pierwszy rozpoczynający prowadzenie firmy mógł skorzystać z tzw. ulgi na start. Polega ona na zwolnieniu z opłacania składek społecznych przez pierwsze 6 miesięcy, a w przypadku zarejestrowania firmy w trakcie miesiąca, nawet 7 pierwszych okresów rozliczeniowych. Następnie przez kolejne 2 lata powstaje obowiązek opłacania składek społecznych, ale wyliczanych od zaniżonej podstawy. Takie rozwiązania miały na celu redukcje obciążeń publicznoprawnych w początkowym okresie rozwoju firmy. Dziś, z uwagi na możliwość odliczenia składki zdrowotnej od podatku, jest to faktycznie spora oszczędność, bo jej efektywny koszt to nieco ponad 50 zł (płacimy 381,81 zł, ale odliczamy od PIT 328,70 zł). Po zmianach, w przypadku wyboru zasad ogólnych lub podatku liniowego, trudno byłoby doszukiwać się w płatnościach składek zdrowotnych na rzecz ZUS jakiejkolwiek ulgi, nie tylko na start.

Marcin Kurpiewski, doradca podatkowy współpracujący z firmą inFakt

Jak boom e-commerce zmienia rynek magazynowy w regionie CEE?

E-commerce to główny trend w handlu. Duże wzrosty sprzedaży w kanale online obserwuje się dla większości produktów we wszystkich regionach Europy. O tym, w jaki sposób dynamiczny rozwój sprzedaży internetowej wpływa na rynek powierzchni magazynowych w Europie Środkowo-Wschodniej mówi Michał Brzeziński, Associate, eCommerce, Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Branża e-commerce rozkwita. W kolejnych latach będziemy wspominać rok 2020 jako przełomowy, gdyż ostatnie miesiące były niewątpliwie trudne dla gospodarki zarówno globalnej, jak i europejskiej. Sektory handlu internetowego i powierzchni magazynowych przeżywają boom, odnotowując dynamiczne przyspieszenie tempa wzrostu, głównie w związku z kryzysem spowodowanym przez pandemię Covid-19.

E-commerce jest głównym trendem w handlu. Duże wzrosty sprzedaży w kanale online obserwuje się dla większości produktów we wszystkich regionach Europy. W sektorze handlowym zaszły spore zmiany mające trwałe konsekwencje dla sprzedaży internetowej. Prowadzenie sprzedaży w internecie nie jest już tylko opcją, lecz koniecznością dla graczy rynkowych, którzy chcieliby pozostać w grze i nadążać za zmieniającym się rynkiem.

Rynek e-commerce w Europie rozwijał się w imponującym tempie jeszcze przed wybuchem pandemii. Jednak dotychczas największy wzrost odnotowano w roku 2020 – dane pokazują, że przychody tej branży w Europie wzrosły w ubiegłym roku o ok. 11% w ujęciu rocznym do 326 mld euro. Według prognoz ten silny trend wzrostowy utrzyma się również w 2021 roku, w którym tempo wzrostu może przekroczyć 10% względem ubiegłego roku. Szacuje się, że do roku 2024 wartość europejskiego rynku e-commerce wzrośnie do blisko 423 mld euro, a udział handlu internetowego w całkowitej sprzedaży detalicznej może wynieść prawie 30%.

Pomimo wyzwań dla sektora handlowego związanych z Covid-19, udział e-handlu rośnie znacznie szybciej niż przed wybuchem pandemii. Obserwowany boom w sektorze e-commerce i logistyki 3PL, w tym centrów obsługi zamówień, firm kurierskich i zajmujących się obsługą dostaw w ramach „ostatniej mili”, a także firm prowadzących działalność transgraniczną i logistyczną, wskazuje na znaczący wzrost popularności zakupów internetowych i stopniowe przestawianie się konsumentów na kupowanie większości produktów w kanale online.

Na przyspieszeniu wzrostu zyskują sieci handlowe prowadzące sprzedaż zarówno internetową, jak i wielokanałową oraz posiadające rozbudowane platformy e-commerce. To sprawia, że firmy są zainteresowane zwiększaniem zajmowanej powierzchni i poszukują obiektów bardziej zaawansowanych technologicznie, które zapewnią większą efektywność operacyjną umożliwiającą nadążanie za popytem konsumenckim w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Rewolucja łańcucha dostaw napędzana przez wielokanałowość

Nowym trendem w sektorze handlowym jest wielokanałowy łańcuch dostaw, który przewiduje koordynację szeregu procesów w ramach kanałów dostaw i zarządzania magazynem. Od czasu upowszechnienia się strategii wielokanałowej centra obsługi zamówień internetowych stały się znacznie bardziej zaawansowane technologicznie w odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe oraz konieczność usprawnienia realizacji zamówień i skrócenia czasu dostaw. Wyzwaniem jest jednoczesne zarządzanie kilkoma kanałami sprzedaży, w których przewidziano różne rozwiązania w zakresie dostaw ostatniej mili, takie jak punkty PUDO (pick up, drop off), click & collect czy sieci paczkomatów. Dedykowane magazyny i obiekty magazynowe powinny być przystosowane do zwiększonego zapotrzebowania na usługi sortowania i przechowywania. Nie mniej istotne są także procesy logistyki zwrotnej i zarządzania zwrotami, do realizacji których dość często potrzebne są dodatkowe, a nawet dedykowane obiekty magazynowe. Analizy pokazują, że rozwój odnotowuje 52% sklepów prowadzących sprzedaż internetową w porównaniu z zaledwie 39% sklepów, które działają wyłącznie stacjonarnie.

Wzrost zainteresowania e-grocery

Od dawna przewidywany boom w internetowej sprzedaży artykułów spożywczych nastąpił nagle w roku 2020. Rynek e-grocery do 2024 roku może wzrosnąć do ok. 22% z ok. 4% w 2019 roku. Pandemia, która głównie w dużych miastach wymusiła nowe trendy wśród konsumentów, ma oczywiście bezpośredni wpływ na rozwój sektora obiektów magazynowych. Sieci spożywcze zdają sobie sprawę, że muszą albo budować nowe centra obsługi zamówień, albo przenosić działające już centra do dedykowanych obiektów w przypadku, gdy zajmowana przez nie powierzchnia handlowa jest nieefektywna w stosunku do zwiększonego popytu i wymagań w zakresie optymalizacji procesów i zapewnienia satysfakcjonujących doznań zakupowych.

Rozwój obiektów magazynowych na potrzeby logistyki miejskiej

Tradycyjne lokalizacje centrów logistycznych w pobliżu autostrad i na przedmieściach już nie spełniają wymagań branży e-commerce w zakresie dostaw ostatniej mili, logistyki zwrotnej i lokalnych hubów obsługi zamówień. Potrzebne są mniejsze obiekty magazynowe położone bliżej centrów miast. Dotychczas klienci internetowi otrzymywali przesyłki średnio w ciągu dwóch lub trzech dni od złożenia zamówienia. Ten trend ewoluuje w kierunku dostaw tego samego dnia, w przypadku których posiadanie hubu w lokalizacji miejskiej jest niezbędne i uzasadnione ze względów operacyjnych.

Wpływ pakietu VAT e-commerce w UE i brexitu na rynek magazynowy

Oprócz pandemii, do rozwoju rynku magazynowego w Europie Środkowo-Wschodniej przyczynia się również kilka innych czynników, w tym pakiet VAT e-commerce w UE oraz brexit. W związku z nowymi regulacjami dotyczącymi VAT, skutki zmian przepisów mogą odczuć wszystkie podmioty realizujące lub umożliwiające sprzedaż online lub dostawy towarów na rzecz konsumentów (w relacjach B2C), takie jak sklepy internetowe, platformy typu marketplace i operatorzy pocztowi czy firmy spedycyjne działające w UE. Z tego względu najwięksi operatorzy platform e-commerce oraz marketplace’y spoza UE poszukują nowych lokalizacji magazynowych, w których mogliby otworzyć swoje magazyny i centra obsługi zamówień na terenie Europy.

Z powodu związanych z brexitem ograniczeń dostaw i ryzyka celnego, szereg firm zdecydowało się na relokację z Wielkiej Brytanii do Europy kontynentalnej – głównie do regionu Europy Środkowo-Wschodniej, którego mocnymi stronami są: strategiczne położenie w centrum kontynentu, modernizacje infrastruktury transportowej i nowe inwestycje w tym zakresie oraz konkurencyjny rynek pracy. Najnowsze analizy pokazują, że dzięki rozwojowi branży e-commerce powstaje więcej nowych miejsc pracy w sektorze logistycznym niż w handlu, co dodatkowo podkreśla znaczenie zasobów ludzkich w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rosnące znaczenie sektora powierzchni magazynowych i logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej

Jednym z największych wyzwań dla rozwoju lokalizacji magazynowych są problemy związane z dostępnością pracowników w Europie Zachodniej i Środkowo-Wschodniej. Mniejsze rynki regionalne zyskują na znaczeniu i będą umacniały swoją pozycję w dłuższej perspektywie. Sprzyja temu rozwój rynków lokalnych, kolejne inwestycje w infrastrukturę transportową i konieczność dywersyfikacji lokalizacji w krajowych łańcuchach logistycznych sektora e-commerce. Nowe lokalizacje magazynowe powstają nieprzerwanie w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Rynek Europy Środkowo-Wschodniej rozwija się dynamicznie, o czym świadczy rekordowa aktywność najemców w roku 2020 oraz kontynuacja tego trendu w roku 2021. Region ten odnotował największy wzrost popytu na powierzchnie logistyczne w Europie, który jest napędzany przede wszystkim przez logistykę i e-commerce. Obserwujemy duże zainteresowanie obiektami logistycznymi wysokiej klasy wśród operatorów z branży e-commerce (w relacjach B2C/B2B) oraz innych prosperujących firm, co również wpływa na przyspieszenie rozwoju inwestycji magazynowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Wysoka dynamika rozwoju rynku powierzchni magazynowych w Polsce

Na koniec 2020 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni przemysłowo-magazynowej w Europie Środkowo-Wschodniej wynosiły ponad 39 mln mkw., z czego ponad połowa (51%) znajdowała się w Polsce. Rynek magazynowy w tym regionie rozwija się w szybkim tempie – w ostatnich trzech latach oddano do użytku ok. 11,5 mln mkw. nowej powierzchni. Najszybciej rosną rynki w Polsce, Czechach i Rumunii. W budowie znajduje się obecnie ponad 3 mln mkw. nowej powierzchni, a ok. jedna trzecia tego wolumenu powstaje na zasadzie spekulacyjnej. Świadczy to o dobrej kondycji tych rynków, które inwestorzy postrzegają jako mniej ryzykowne niż w minionej dekadzie.

W 2021 roku utrzymuje się stabilna sytuacja na rynku Europy Środkowo-Wschodniej – czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe wahają się w przedziale 3,80-4,90 €/mkw., a średni wskaźnik pustostanów wynosi ok. 6%. Firmy z różnych branż (a zwłaszcza sieci handlowe) intensywnie rozwijają strategie sprzedaży wielokanałowej. Odpowiadają także za wzrost popytu na usługi logistyczne i powierzchnie magazynowe różnego typu: centra logistyczne wykorzystywane na potrzeby dystrybucji krajowej i międzynarodowej oraz obiekty dedykowane logistyce ostatniej mili.

Podczas gdy wiele branż boryka się z pandemią, rynek powierzchni magazynowych prosperuje. Zawdzięcza to głównie rozwojowi długofalowemu, napędzanemu w olbrzymim stopniu przez wysoką dynamikę inwestycji w sektorze e-commerce, którego znaczenie rośnie jeszcze bardziej w obliczu lockdownów i kolejnych obostrzeń w handlu. Strategiczne położenie Europy Środkowo-Wschodniej na przecięciu głównych szlaków handlowych oraz kolejne inwestycje w infrastrukturę transportową w połączeniu z rozwojem logistyki miejskiej i transgranicznej pozwalają z optymizmem spoglądać na przyszłość tego rynku w roku 2021. Jednocześnie rynek powierzchni magazynowych i logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej nadal ma znaczny potencjał stabilnego rozwoju.

Autor: Michał Brzeziński – eCommerce Industrial & Logistics Agency Cushman & Wakefield

W polskich fabrykach Toyoty powstają benzynowe i hybrydowe napędy do Yarisa Cross

W polskich fabrykach Toyoty powstają benzynowe i hybrydowe napędy do najnowszego przeboju marki, rodzinnego Yarisa Cross. Samochód pojawi się u polskich dilerów Toyoty na początku października. Produkcja auta rusza w lipcu (Yaris Cross 1.5 benzynowy) i w sierpniu (Yaris Cross 1.5 hybrydowy). Oba napędy (i ten konwencjonalny, i ten hybrydowy) będą pochodzić wyłącznie z zakładów produkcyjnych Toyoty zlokalizowanych w Wałbrzychu oraz w Jelczu-Laskowicach (TMMP). Yaris Cross zapowiada się na prawdziwą sensację na rynku – od początku czerwca w ramach przedsprzedaży, tylko w Polsce zamówiło ten samochód aż 567 osób.fabryka toyota polska przemysł motoryzacyjny (7)

Yaris Cross został zaprojektowany z myślą o europejskich klientach w studiu projektowym Toyoty ED2 w Nicei. Produkowany w Toyota Motor Manufacturing France nowy model będzie dostępny z benzynowym silnikiem TNGA o pojemności 1,5 l i mocy 125 KM oraz układem hybrydowym 1.5 o mocy 116 KM. Podobnie jak dla Yarisa hatchback, fabryka Toyoty w Wałbrzychu dostarcza do nowego Yarisa Cross sześciobiegową skrzynię biegów oraz elektryczną przekładnię hybrydową. Zakład w Jelczu-Laskowicach wytwarza zaś 1,5-litrowy silnik benzynowy TNGA, który może stanowić samodzielną jednostkę napędową lub tworzy wraz z przekładnią hybrydową z Wałbrzycha elektryczny napęd hybrydowy.

Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Toyota TMMP. Uroczystość pierwszego dokręcenia śruby kluczem dynamometrycznym w hybrydowej przekladli „smal/smal”
Toyota TMMP. Uroczystość pierwszego dokręcenia śruby kluczem dynamometrycznym w hybrydowej przekladli „smal/smal”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych

„Yaris Cross to najnowocześniejsze auto miejskie w gamie Toyoty. Ma przepiękną sylwetkę, najnowszą technologię napędu i przełomowy w marce system multimediów. Jest kompaktowy z zewnątrz i przestronny w środku. Efekt – ogromne zainteresowanie wśród polskich kierowców. Jeszcze przed premierą zdecydowało się zamówić to auto aż 567 osób. To absolutnie topowy wynik otwarcia –przedsprzedaż trwa zaledwie od 1 czerwca. Dlatego jesteśmy dumni, że każda wersja tego auta będzie napędzana przez polskie serce. I to serce budowane w najnowszej globalnej technologii Toyoty” – powiedział Robert Mularczyk, PR Senior Manager Toyota Motor Poland.

Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”
Toyota Motors Manufacturing Poland. Linia produkcyjna nowych, hybrydowych skrzyń biegów „small-small”. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych

Wraz z uruchomieniem w kwietniu tego roku produkcji przekładni hybrydowej do Yarisa i Yarisa Cross fabryka w Wałbrzychu rozpoczęła również po raz pierwszy w historii produkcję silników elektrycznych MG1 stanowiących integralną część elektrycznej przekładni hybrydowej.

„Yaris hatchback oraz SUV Yaris Cross to bardzo ważne modele nie tylko dla Toyoty w Europie, ale też dla naszych polskich fabryk. Na ich potrzeby zamierzamy do końca roku podwoić nasze linie produkcyjne napędów hybrydowych 1.5” – podkreśla Dariusz Mikołajczak, prezes Toyota Motor Manufacturing Poland.

Po całkowitej rozbudowie obu fabryk, w 2022 roku w polskich zakładach Toyoty w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach funkcjonować będzie łącznie aż sześć linii produkcyjnych głównych podzespołów do napędów hybrydowych, w tym trzy linie elektrycznych przekładni hybrydowych oraz trzy linie silników zaprojektowanych w architekturze TNGA.

Toyota Motor Manufacturing Poland jest pierwszym ośrodkiem poza Azją, w którym produkowane są napędy hybrydowe Toyoty. Znaczenie TMMP jako europejskiego centrum technologii hybrydowej wzmocniło otwarcie w 2020 roku Działu Testów i Oceny Napędów Hybrydowych. Celem ośrodka jest przyspieszenie procesu testowania napędów hybrydowych oraz lokalizacji produkcji komponentów hybrydowych w Europie. Toyota planuje do 2025 roku zwiększyć udział zelektryfikowanych samochodów w całkowitej sprzedaży do 90 procent, co otwiera przed polskimi fabrykami szerokie możliwości rozwoju.

Wraz z obecnie realizowanymi projektami poziom inwestycji w obu zakładach do końca 2022 wzrośnie do prawie 6 miliardów złotych, możliwości produkcyjne do 1,65 miliona podzespołów rocznie, a zatrudnienie do ponad 3000 osób. W związku z tymi projektami zakład w Wałbrzychu prowadzi intensywne działania rekrutacyjne zmierzające do zatrudnienia dodatkowo jeszcze ponad stu pracowników.

OpenApp z portfela JRHOLDING dostarcza platformę e-commerce dla InPost Fresh

Platforma e-commerce OpenApp została wybrana przez InPost jako silnik do nowo uruchomionej aplikacji InPost Fresh. To kolejny projekt realizowany wspólnie przez InPost i OpenApp.

InPost Fresh to nowa usługa i aplikacja grupy InPost, której celem jest wprowadzenie nowej jakości zakupów na szybko rosnącym rynku e-grocery. InPost po analizie dostępnych rozwiązań e-commerce wybrał Platformę OpenApp która w największym stopniu odpowiadała wysokim wymaganiom stawianym przez zespół odpowiedzialny za sukces projektu. Atutem była dotychczasowa współpraca pomiędzy OA i InPost dzięki której można było uruchomić InPost Fresh w czasie zdecydowanie krótszym. Unikalność podejścia OA wynika z połączenia nowatorskiej technologii oraz bogatego doświadczenia założyciela OA, który jest twórcą największego gracza na tym rynku Frisco.pl.

InPost Fresh to odważne wejście w rynek e-grocery, który będzie stopniowo dominowany przez marketplaces i graczy typu pure-player. Wizja i zasoby InPost w połączeniu z doświadczeniem i technologią OA dają szansę na zbudowanie oczekiwanego przez konsumentów modelu zakupów, który jest nieosiągalny dla tradycyjnych graczy wykorzystujących technologię mającą swoje najlepsze lata już za sobą. Bardzo mnie cieszy, że razem z InPost możemy wytyczać nowe standardy e-grocery w Polsce – powiedział Witold Ferenc, prezes OpenApp.

OpenApp jest spółką technologiczną dostarczającą systemy informatyczno-biznesowe dla e‑commerce. Obecnie rozwija nowatorskie rozwiązanie do checkoutu w sklepach online, które pozwoli zredukować czas składania zamówienia do 10 sekund. Dostarczenie platformy backend (zaplecza) dla projektu InPost Fresh to kolejny wspólny projekt OpenApp i InPost. Platforma logistyczna spółki – OpenRouting – jest obecnie wykorzystywana przez do obsługi logistycznej pierwszego projektu InPost w segmencie e-grocery, w ramach którego buduje sieć lodówkomatów w największych polskich miastach.

OpenApp jest spółką z portfela JRHOLDING. Dotychczasowa strategia pokazuje, że JRH jest liderem nie tylko innowacyjności w zakresie inwestowania, ale przede wszystkim wytyczania nowych trendów i kierunków rozwoju polskiej gospodarki czego najlepszym przykładem jest nawiązanie współpracy z amerykańskimi inwestorami z doliny krzemowej które miało miejsce w czerwcu 2021 podczas inauguracyjnego pierwszego komercyjnego wyniesienia na orbitę polskich satelit Satrevolution (także spółka z portfela JRH) przez Virgin Orbit.

Czy Amazon zagrozi Allegro?

Najbardziej popularną platformą e-commerce w Polsce jest Allegro, gdzie w czasie pandemii wiele osób robiło zakupy. Popularność Allegro wynika m.in. z szerokiego zakresu kategorii produktów dostępnych na platformie – można na niej kupić niemalże wszystko. Wkraczając w rynek zakupów w Internecie konsumenci zaczynają zazwyczaj od Allegro, które dominuje w większości kategorii produktów. Jest to najchętniej i najczęściej wybierany marketplace – jednak inne platformy też mają istotne znaczenie. Przykładowo, na Aliexpress zakupy zrobiło 43% Polaków. Dla porównania, na Allegro zakupy zrobiło 87% osób. Z kolei w sklepie internetowym Empiku – który jest sklepem specjalistycznym, oferującym produkty z wybranych kategorii – przynajmniej raz w swoim życiu zakupy zrobiło 66% konsumentów.

– Polacy nie bardzo lubią eksperymentować – powiedziała serwisowi eNewsroom Małgorzata Głos, partner w firmie Zymetria. – Wybierają te platformy oraz te sklepy online, które znają z rynku offline. Wybór pada m.in. właśnie na Empik, ale również spośród sieci kosmetycznych na Rossmann czy drogerię Hebe, a przypadku kategorii zabawek jest to sieć sklepów Smyk. Polacy wybierają w Internecie te sklepy, które znają, lub Allegro. Na polskim rynku e-commerce pojawił się niedawno także Amazon. Uruchomienie nowej, dominującej na amerykańskim rynku konkurencji, zrodziło obawy o dalszą popularność Allegro – jednak obecnie Amazon nie jest dużym zagrożeniem najpopularniejszej w Polsce platformy. Tylko ok. 8% konsumentów zadeklarowało, że zdecydowanie chętniej wybrałoby Amazon do zakupów w poszczególnych kategoriach. Jest to niewielki odsetek w porównaniu do 85% osób wskazujących Allegro w odpowiedzi na to samo pytanie. Wraz z upływem czasu będzie się to zmieniało i wyłonią się takie kategorie produktów, w których popularność platformy Amazon będzie rosła szybciej. Już można to zaobserwować w przypadku kategorii farmaceutycznych: Amazon jest relatywnie częściej wskazywany niż w przypadku pozostałych kategorii. Nie zmienia to faktu, że pozycja Allegro jest zdecydowanie niezagrożona – podkreśla Głos.