Zapotrzebowanie na przewozy 20% wyższe niż rok temu. Branża transportowa odżywa po pandemii

Branża transportowa poważnie ucierpiała w wyniku pandemii koronawirusa. W 2020 roku kierowcy tracili pracę częściej niż pracownicy innych sektorów. Sytuacja nieco się jednak ustabilizowała i w marcu 2021 roku zapotrzebowanie na usługi przewozowe było już o 40% większe niż w analogicznym okresie roku ubiegłego – wynika z raportu Oferteo.pl. Najpopularniejsze kierunki eksportu z Polski to Niemcy, Wielka Brytania, Holandia i Francja.

Branża transportowa ucierpiała przez pandemięZapotrzebowanie na usługi transportowe

Transport to branża, która bardzo dotkliwie odczuła skutki pandemii. W badaniu przeprowadzonym przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, do zwolnień pracowników przyznała się połowa właścicieli firm przewozowych pracujących międzynarodowo oraz 42% przedsiębiorców zajmujących się transportem krajowym.

Przyglądając się danym zgromadzonym przez serwis, widać, że popyt na usługi transportowe zmniejszył się znacząco na samym początku pandemii w 2020 roku. Wpływ na to miały w dużej mierze przepisy ograniczające przemieszczanie się między granicami, a tym samym utrudniające transport międzynarodowy.

Sytuacja zmieniła się w czerwcu, kiedy obostrzenia zaczęto stopniowo znosić – wysokie zapotrzebowanie na usługi transportowe utrzymywało się od czerwca do października i zmniejszyło się dopiero jesienią. W tym roku już od marca możemy obserwować duże zainteresowanie na rynku przewozów – w marcu 2021 było one aż o 40% większe niż w tym samym miesiącu 2020 roku.

Biorąc pod uwagę cały okres od początku stycznia do końca kwietnia 2021, Oferteo odnotowało o 20% więcej zapytań niż w 2020.

Przewozimy do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii, Francji

Większość, bo aż 87% ładunków odbieranych w Polsce, pozostaje w kraju, a ich transport odbywa się jedynie między miastami lub województwami. Wśród tych, które przekraczały granice od początku 2020 roku, najpopularniejszymi kierunkami eksportu były Niemcy (41%), Wielka Brytania (16%) oraz Holandia i Francja (po 6%). Na kolejnych miejscach znalazły się kraje takie jak: Szwecja, Belgia, Włochy, Austria i Czechy.

Czołówka wygląda podobnie w przypadku importu. Najczęściej sprowadzano towary z Niemiec (53%), Wielkiej Brytanii (20%) i Francji (5%).

Jakie samochody?Rodzaj nadwozia

Najpopularniejszymi pojazdami wykorzystywanymi w transporcie są od lat samochody typu plandeka / firanka / mega. W tym roku stanowiły one 35% wszystkich wybieranych przez zleceniodawców. W 29% przypadków towary przewożono w busach, 9% – w meblowozach, a 7% badanych wykorzystało lawetę.

Uderzenie pandemii i wprowadzone restrykcje chwilowo wstrzymały zapotrzebowanie na usługi przewozowe, jednak po poluzowaniu obostrzeń rynek ten powrócił na tor dynamicznego rozwoju. Walka przedsiębiorców o klienta może być bardzo korzystna dla zleceniodawców – zauważa Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. Wybierając przewoźnika, któremu chcemy zlecić wykonanie usługi, warto zapoznać się z ofertami możliwie dużej liczby firm. Pod uwagę poza ceną i dostępnym terminem, dobrze jest wziąć też stan floty, doświadczenie kierowców oraz opinie poprzednich klientów.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 23 000 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl od stycznia 2020 roku do kwietnia 2021 roku przez podmioty poszukujące usług transportowych.

Amerykanie nie zamknęli dobrze tygodnia

Po danych z rynku pracy w środę i czwartek za oceanem piątek miał być już tylko formalnością. Jak się szybko okazało, jednak nie był. Bezrobocie w USA wcale nie spadło, ale wręcz wzrosło, co od razu odbiło się na dolarze.

Niespodzianka za oceanem

Wbrew oczekiwaniom analityków bezrobocie w USA nie tylko nie spadło, ale nawet wzrosło. Jest to o tyle dużym zaskoczeniem, że poznawane ostatnio odczyty były bardzo dobre. Mowa tu zarówno o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, jak również o raporcie na temat zatrudnienia ADP. Co ciekawe, równolegle z bezrobociem pokazano zmiany zatrudnienia, które okazały się lepsze od oczekiwań. Okazuje się, że analitycy nie docenili niestabilności zatrudnienia w postcovidowej Ameryce. Pomimo ilości znajdowanych nowych miejsc pracy bardzo wiele z nich jest równocześnie traconych. W rezultacie pomimo dobrych danych bezrobocie jest wciąż wysokie. Na reakcję rynków walutowych nie trzeba było długo czekać. Dobra passa dolara względem pozostałych walut została wstrzymana.

Zamówienia lepsze od oczekiwań

Oprócz danych z rynku pracy poznaliśmy wczoraj dane na temat zamówień w USA. Te okazały się jednak dokładnie zgodne z oczekiwaniami. Lekko powyżej wypadły tylko zamówienia w przemyśle. Nie był to jednak na tyle silny sygnał, by przywrócić dolara na wzrostowe tory. Nie zmienia to faktu, że przed danymi z rynku pracy dolar był najsilniejszy względem euro od początku kwietnia. Do słabszych danych dołożyła się zatem również korekta po ostatnich umocnieniach.

Koniunktura w Europie

Dzisiaj od rana poznajemy odczyty z indeksów PMI dla usług z najważniejszych gospodarek europejskich. Pomimo słabszych danych z Niemiec łączny indeks dla całej strefy euro wzrósł do 58,3 pkt. Jest to nie tylko 0,3 pkt powyżej oczekiwań, ale przede wszystkim wysoko powyżej granicy 50 pkt rozdzielającej rozwój od recesji. Dobre dane z Unii pozwalają odzyskać wartość europejskim walutom względem dolara

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów, warto jednak zwrócić uwagę na dzień wolny w USA i możliwą mniejszą płynność na rynku.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ceny mieszkań są wysokie. Polacy coraz częściej rozważają najem

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield przeanalizowała wyniki ankiety przeprowadzonej przez firmę badawczą SW Research na reprezentatywnej próbie mieszkańców największych polskich miast. Polacy coraz częściej wybierają najem, bo uważają, że ceny mieszkań są za wysokie, a ponadto cenią sobie elastyczność i wygodę, jaką oferuje najem.

Z badania wykonanego na zlecenie Cushman & Wakefield wynika jasno, że rynek najmu jest dużo większy i zdecydowanie bardziej aktywny niż wskazywałyby na to oficjalne statystki. Z ankiety na reprezentatywnej próbie mieszkańców sześciu największych aglomeracji wynika, że 18% najmuje mieszkanie lub dom (567 na 3078 ankietowanych).

Rynek mieszkaniowy jest obecnie rozgrzany do czerwoności, mieszkania na rynku pierwotnym wyprzedają się niemal na etapie pozwolenia na budowę, ceny mieszkań rosną z kwartału na kwartał. Z uwagi na niskie stopy procentowe i dostępność tanich kredytów, kupujących jest coraz więcej. Na galopadzie cen zyskuje rynek najmu, tym bardziej, że z powodu pandemii jest on obecnie rynkiem najemcy. Odnotowano spadek wysokości czynszów na niemal wszystkich rynkach, a w ogłoszeniach można trafić na prawdziwe okazje. Nadal daleko nam do zachodnich sąsiadów, jednak z roku na rok liczba Polaków mieszkająca w najmowanych mieszkaniach wzrasta i będzie wzrastać – mówi Karolina Furmańska, Starszy Analityk Mieszkaniowy w Dziale Doradztwa i Analiz Rynkowych oraz Rynków Kapitałowych w Cushman & Wakefield.

Ponad 42% respondentów ankiety przeprowadzonej przez Cushman & Wakefield, uważa, że ceny mieszkań są za wysokie (43% osób, spośród tych, które chcą nająć mieszkanie w ciągu najbliższych 12 miesięcy) i dlatego woli nająć mieszkanie, niż kupić. Dodatkowo 11% ze wszystkich ankietowanych nie ma zdolności kredytowej (aż 41% spośród osób, które chcą nająć mieszkanie w ciągu najbliższego roku).

Ponad 29% osób, które planują nająć mieszkanie w przeciągu najbliższego roku nie decyduje się na inne rozwiązanie, dlatego, że nie chce mieć długoterminowych zobowiązań.

Elastyczność i szybką możliwość zmiany miejsca zamieszkania ceni sobie niemal 30% badanych. Dla 26% równie ważna jest wygoda w nieprzejmowaniu się naprawami i innymi sprawami związanymi z posiadaniem mieszkania na własność. Równie ważnym czynnikiem jest praca. Niemal 28% respondentów, którzy planują nająć mieszkanie nie wie, gdzie będzie pracować za kilka lat, a 10% z nich ma pracę, która wymaga od nich częstych zmian miejsca zamieszkania.

Najem instytucjonalny stale się rozwija. Patrząc na liczbę planowanych do realizacji budynków na wynajem, dopiero najbliższe kilka lat sprawi, że ten segment mieszkań na wynajem pojawi się w świadomości większej liczby potencjalnych najemców. Obecnie jednak ponad połowa z pytanych wskazywała, że zdecydowanie woli najem od prywatnego właściciela niż od operatora instytucjonalnego. Jak widać jest nad czym pracować – mówi Karolina Furmańska, Senior Residential Analyst, Cushman & Wakefield.

Ceny mieszkań są wysokie. Polacy coraz częściej rozważają najem

Kwestionariusz badawczy został przygotowany na podstawie zagadnień dostarczonych przez ekspertów rynku mieszkaniowego Cushman & Wakefield, a badanie zostało przeprowadzone metodą wywiadów on-line (CAWI – Computer-Assisted Web Interview) wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 19.03-24.03.2021 i 09.04-20.04. Analizą objęto grupę 3078 Polaków powyżej 18 roku życia, z sześciu miast (Warszawa, Kraków, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Wrocław). Pogłębione, szczegółowe pytania zadano 1031 ankietowanym, którzy wynajmują albo planują wynająć mieszkanie, próba ma strukturę demograficzną zgodną z taką, jaka jest wśród wynajmujących w wielkich miastach.

Michał Gołębiewski dołącza do zarządu polskiego oddziału Microsoft

Polski oddział Microsoft rozszerza zespół ścisłego kierownictwa firmy. Od lipca 2021 roku Michał Gołębiewski jest odpowiedzialny za współpracę z klientami Microsoft z sektora SMC, czyli małych i średnich przedsiębiorstw. Jego rolą będzie wspieranie ich w obszarze transformacji technologicznej z wykorzystaniem rozwiązań firmy Microsoft i rozwój Polskiej Doliny Cyfrowej.

Michał Gołębiewski jest doświadczonym menedżerem działającym w branży nowych technologii od ponad 25 lat. Od 1996 roku jest związany z Microsoft. W międzyczasie pełnił w firmie różne role, m.in. jako Manager ds. Operacyjnych w Polsce, czy Dyrektor Operacyjny i Marketingu w Rumunii i w Malezji, gdzie był odpowiedzialny m.in. za wdrażanie nowych strategii marketingowych, rozszerzanie sprzedaży, wzmacnianie obecności marki na lokalnym rynku oraz rozbudowę sieci partnerów Microsoft.

„Sektor małych i średnich firm to oś polskiej gospodarki. Przedsiębiorstwa te generują blisko 75 proc. PKB naszego kraju. Tym bardziej istotna jest ich bezpieczna i dynamiczna transformacja w oparciu o najnowsze technologie i gotowość do wykorzystania potencjału chmury obliczeniowej. Bardzo cieszę się, że wraz z nową rolą będę mógł wspierać naszych klientów i partnerów w tym obszarze, wspólnie z nimi pracując, aby najliczniejsza grupa użytkowników Polskiej Doliny Cyfrowej korzystała z innowacji i potencjału, który przynosi chmura obliczeniowa. Cieszę się również, że po blisko 11 latach pracy w różnych krajach mam okazję wrócić do Polski. Wierzę, że będę w stanie wykorzystać międzynarodowe doświadczenie i wspierać cały polski zespół SMC w rozwijaniu potencjału chmury w Polsce” – powiedział Michał Gołębiewski.

Firma hotelarska może odliczać VAT od zakupionych usług gastronomicznych, nawet jeśli ich kosztem obciąża gości

Dla wielu przedsiębiorców prowadzących działalność hotelarską może okazać się niespodzianką, że mimo iż w 2008 r. zmieniły się przepisy, odbierając im możliwość odliczenia VAT z tytułu zakupu gastronomii, którą hotelarze odsprzedają potem swoim gościom, to jednak unijna dyrektywa VAT sprzeciwia się takim uregulowaniom krajowym, które przewidują rozszerzenie zakresu wyłączenia prawa do odliczenia VAT po przystąpieniu danego państwa członkowskiego do Unii Europejskiej. Dlatego też prawo do odliczenia VAT z tytułu nabytych usług gastronomicznych przysługuje również tym przedsiębiorcom, którzy prowadzili działalność hotelarską przed 30 listopada 2008 r.

Hotel chciał odliczać VAT od wydatków na zakup usług gastronomicznych

Polska spółka prowadzi aparthotel, oferując gościom miejsca noclegowe wraz ze śniadaniem. Podczas gdy usługę stricte noclegową hotel świadczy samodzielnie, to już śniadania nabywa od zewnętrznych dostawców, a następnie je odsprzedaje, wliczając w cenę noclegu. Niejednokrotnie goście zamawiają też posiłki w hotelowej restauracji wraz z prośbą o doliczenie płatności za nie do rachunku za nocleg, co spółka czyni. Kosztem posiłku restauracja obciąża spółkę. W obu przypadkach spółka na fakturze wystawianej swojemu gościowi (klientowi) osobno ujmuje usługę noclegową i usługę gastronomiczną. W sposób analogiczny czyni, gdy wynajmuje pomieszczenia hotelowe na imprezy firmowe i okolicznościowe, tj. wesela, konferencje. Wówczas również na fakturze wykazuje oddzielnie: wynajęcie pomieszczeń i usługę cateringową.

Ponieważ restaurację hotelową prowadzi ajent, czyli podmiot od hotelu niezależny, to również w przypadku jego posiłków, jak i w przypadku nabywanych od zewnętrznych dostawców śniadań i cateringu hotel chciałby odliczać VAT z faktur zakupowych, z tytułu nabytych od tych podmiotów usług gastronomicznych.

Organ stwierdził, że przepisy się zmieniły

W wydanej 17 listopada 2020 r. interpretacji indywidualnej Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził, że w ww. okolicznościach prawo do odliczenia VAT spółce nie przysługuje. Jak wskazał, zgodnie z obowiązującą do dnia 30 listopada 2008 r. treścią art. 88 ust. 1 pkt 4 ustawy o podatku od towarów i usług obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie stosuje się do nabywanych przez podatnika usług noclegowych i gastronomicznych, z wyjątkiem:

  1. a) przypadków, gdy usługi te zostały nabyte przez podatników świadczących usługi turystyki, jeżeli w skład usługi turystyki, opodatkowanej na zasadach innych niż określone w art. 119, wchodzą usługi noclegowe lub gastronomiczne albo jedne i drugie;
  2. b) nabycia gotowych posiłków przeznaczonych dla pasażerów przez podatników świadczących usługi przewozu osób.

Jednakże ustawodawca z dniem 1 grudnia 2008 r. dokonał zmiany treści tego artykułu, uchylając jego lit. a). Od tej daty prawo do odliczenia VAT z tytułu wydatków na nabycie usług gastronomicznych przysługuje już tylko podatnikom świadczącym usługi przewozu, nabywającym gotowe posiłki przeznaczone dla pasażerów. W opinii organu bez znaczenia pozostaje zatem, czy usługi gastronomiczne są nabywane przez hotel celem odsprzedaży gościom w ramach usługi noclegowej, czy też stanowią składową świadczenia kompleksowego usługi wynajmu pomieszczeń na imprezy, konferencje, szkolenia. Bowiem skoro usługi te nie spełniają przesłanek z art. 88 ust. 1 pkt 4 ustawy o VAT do objęcia zwolnieniem, to podlegać mu nie mogą.

Usługi turystyki

Co więcej, w opinii organu świadczone przez hotel usługi noclegowe i gastronomiczne nie były usługami turystyki, o których mówił art. 88 ust. 1 pkt 4, a tymi, o których mowa w art. 119. Stąd to w oparciu o ten drugi przepis należało przyjąć reguły opodatkowania tychże usług.

Usługi hotelowe jako element szerszej kategorii usług turystyki

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie orzekł, że organ podatkowy dokonał błędnej wykładni prawa krajowego i wspólnotowego. Organ błędnie uznał, że art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) ustawy o VAT w brzmieniu sprzed 1 grudnia 2008 r. odsyłał do definicji usług turystyki zawartej w art. 119 tej ustawy. Przepis tego artykułu nadawał bowiem prawo do odliczenia VAT z faktur zakupu usług gastronomicznych tym wszystkim podatnikom, którzy nabywali usługi gastronomiczne, świadcząc usługi turystyki, które właśnie nie były opodatkowane na zasadach art. 119. Podatnik nie świadczący kompleksowych usług w zakresie, w jakim świadczą je biura podróży, a więc prócz zakwaterowania, obejmujących także transport, wyżywienie, ubezpieczenie turystów, nie świadczy usług, o których mowa w art. 119. Dlatego też, w odniesieniu do takiego podatnika, świadczone przez niego usługi nie mogą być definiowane z użyciem regulacji zawartych w tymże przepisie.

W związku z powyższym sąd odwołał się do definicji usług turystycznych obowiązującej na dzień 30 listopada 2008 r., a zawartej w ustawie z dnia 29 sierpnia 1997 r. o usługach turystycznych. Stanowiła ona, że są to: usługi przewodnickie, usługi hotelarskie oraz wszystkie inne usługi świadczone turystom lub odwiedzającym. Nie wynika z niej zatem, aby usługi turystyczne musiały być świadczeniami kompleksowymi, ale że usługi hotelarskie czy gastronomiczne świadczone oddzielnie mogą być klasyfikowane jako usługi turystyki. Podsumowując, sąd uznał za słuszne stanowisko prezentowane w orzecznictwie, że podatnik VAT świadczący usługi hotelowe jako element szerszej kategorii usług turystyki może – o ile usługi te są opodatkowane na zasadach innych niż określone w art. 119 ustawy o VAT – rozliczyć podatek naliczony od nabytych usług gastronomicznych.

Prawo do odliczenia VAT może wciąż przysługiwać hotelarzom działającym przed i od 1 grudnia 2008 r.

WSA, przywołując wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2 lipca 2015 r., sygn. akt I FSK 763/14, przypomniał, że z uwagi na art. 176 Dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, podatnik prowadzący działalność hotelową, który korzystał z prawa do odliczenia VAT przy nabyciu usług gastronomicznych, zachowuje to prawo nadal, jeśli tylko wciąż spełnia pozostałe przesłanki. Gwarantuje to unijna reguła „standstill”. Uniemożliwia ona przystępującym do Unii Europejskiej nowym państwom członkowskim dokonywania zmian w swoich przepisach krajowych w sposób, który oddalałby te przepisy od celów dyrektywy. A do naruszenia reguły standstill doszło poprzez nowelizację polskiej ustawy o VAT, która od 1 grudnia 2008 r. odebrała polskim przedsiębiorcom świadczącym usługi hotelarskie, nabywającym usługi gastronomiczne, spełniającym przesłanki art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) ustawy o VAT, możliwość dokonywania odliczenia podatku naliczonego z tytułu nabycia tych usług.

Uchylając zaskarżoną przez spółkę interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, WSA w Krakowie orzekł: „… w ocenie Sądu stwierdzić należy, że pomimo uchylenia z dniem 30 listopada 2008 r. art. 88 ust. 1 pkt. 4 lit a u.p.t.u., w aktualnym stanie prawnym podatnik prowadzący działalność hotelową, który korzystał z prawa do odliczenia podatku naliczonego przy nabyciu usług gastronomicznych, z uwagi na treść art. 176 Dyrektywy 112 nadal ma prawo do odliczeń określonych w uchylonym przepisie. (…) W tym miejscu należy zaznaczyć, iż prawo do skorzystania z prawa do odliczenia (…) dotyczy zarówno podatnika prowadzącego działalność hotelową przed dniem 30 listopada 2008 r. jak i tego, który prowadzenie takiej działalności rozpoczął po tym dniu, nie można bowiem tworzyć dwóch różnych mechanizmów odliczenia podatku naliczonego dla podatników wykonujących tą samą działalność gospodarczą, nabywających i świadczących w tych samych okolicznościach po dniu 30 listopada 2008 r. ten sam rodzaj usług, albowiem pozostawałoby to w oczywistej sprzeczności z zasadą równości podatkowej, jak i art. 32 Konstytucji RP” (wyrok z 25 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Kr 141/21).

Podsumowanie

To bardzo korzystny wyrok dla wszystkich tych przedsiębiorców, nie tylko stricte z branży hotelarskiej, ale z każdej, która mieści się w szerokiej definicji usług turystycznych, którym organy podatkowe odmawiają prawa do odliczenia VAT z tytułu nabycia usług gastronomicznych, odsprzedawanych później swoim klientom. Jak widać, prawo wspólnotowe zabrania pogarszania sytuacji podatników i odbierania im ulg i zwolnień podatkowych, jeśli te obowiązywały przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Dlatego ci przedsiębiorcy, którzy nie skorzystali dotąd z przedmiotowego odliczenia, mogą to zrobić w oparciu o ten wyrok, dokonując korekty deklaracji podatkowych, oczywiście przy zachowaniu terminów przedawnienia, ogólnych zasad rozliczania i korygowania dokumentów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Blaski i cienie pracy zdalnej

Za nami ponad rok pracy zdalnej. W jaki sposób zmieniało się nastawienie do tego modelu pracy na przestrzeni tych kilkunastu miesięcy? Szereg badań potwierdza, że doświadczenia z tego okresu są w dużej mierze skorelowane z jakością zaplecza technologicznego, którym dysponuje pracodawca. To, w jaki sposób firma w czasie pandemii była w stanie wyposażyć swoich pracowników w potrzebne narzędzia i systemy przekłada się na ich poziom zaangażowania i satysfakcji z pracy. Najnowsze badanie zrealizowane na zlecenie Ricoh w Europie wśród pracowników zatrudniających od 251 do 1000 osób potwierdza te tezy.

36% badanych ze względu na trudności związane z komunikacją i problemami technologicznymi odczuwa spadek zaangażowania w pracę. To odczucie pogłębia się. W sierpniu zeszłego roku podobna odpowiedź padała 16% rzadziej. Brak strategii inwestowania w innowacyjne środowisko pracy prowadzi do obniżenia morale, braku czasu na realizację zaawansowanych zadań i samorealizację pracowników. Firmy, które nie są w stanie stworzyć odpowiednich warunków do pracy muszą liczyć się w odpływem najbardziej wartościowych talentów.

Zmiany technologiczne, które podejmuje firma powinny być konsultowane z pracownikami i odpowiednio komunikowane. W przypadku braku takich działań wprowadzane modernizacje nie są postrzegane jako wsparcie, lecz niepotrzebne utrudnienie pracy. Podczas planowania cyfrowej transformacji w centrum uwagi powinien być człowiek. Wprowadzane zmiany powinny uwzględniać zarówno komfort pracowników, jak i klientów oraz być dostosowane do specyfiki działania firmy. Co ciekawe, według aż 65% badanych cyfrowe procesy, które wdrożono w ich miejscu pracy nie spełniają tych warunków, lecz są prostą kopią rozwiązań, z których korzystają klienci lub partnerzy. Na uwagę zasługuje fakt, że 39% procent badanych nadal wskazuje, że podczas pracy zdalnej nie ma dostępu do wszystkich kluczowych dokumentów i danych, a to nie pozwala im realizować usług na odpowiednim poziomie. Jedynie 26% uznaje, że ich pracodawca zainwestował w narzędzia, które pozwalają podnieść poziom satysfakcji klientów.

42% uznaje, że technologie, z których obecnie korzysta, przyczyniają się do zwiększenia obciążenia pracą.  34% czuje się pod presją spędzania większej liczby godzin na realizacji obowiązków służbowych. W porównaniu z sierpniem zeszłego roku odsetek odpowiedzi na to pytanie wzrósł o 13%.  Aż 47% osób jest przekonana, że ich przełożeni wykorzystują technologię do śledzenia efektywności ich pracy zdalnej.

“To zadziwiające, że pomimo kilkunastu miesięcy pracy zdalnej niektóre firmy nadal nie zainwestowały w narzędzia, które umożliwią jej efektywne wykonywanie. Inwestycja w nowe narzędzia wymaga dokładnej analizy potrzeb firmy i tego, jak ta przełoży się na usprawnienie procesów i pracy. Przy czym wszelkie zmiany powinny mieć na względzie dobro pracowników i klientów – powiedział David Mills, CEO, Ricoh Europe.

O badaniu

W badaniu Ricoh wzięło udział 573 pracowników firm zatrudniających od 251 do 1000 osób.

Grupa Pracuj inwestuje w platformę Worksmile

Grupa Pracuj podpisała umowę inwestycyjną z platformą Worksmile. To narzędzie do budowania kultury organizacyjnej opartej na komunikacji wewnętrznej, benefitach i wellbeingu. Worksmile zyskuje tym samym wsparcie doświadczonego partnera, który dzięki współpracy z marką wchodzi na rynek benefitów pracowniczych, poszerzając portfolio rozwiązań HRtech.

Worksmile to modułowa platforma kafeteryjna, która oferuje pracodawcom wsparcie w trzech obszarach zarządzania kapitałem ludzkim: konsolidacji i digitalizacji procesów zarządzania polityką benefitową, usprawnienia komunikacji wewnętrznej i budowania zintegrowanej społeczności, a także motywowania pracowników do dbania o zdrowie fizyczne i psychiczne. Z narzędzia korzysta kilkadziesiąt tysięcy użytkowników – pracowników firm będących m.in. liderami branż nieruchomościowej, finansowej, IT czy FMCG. Firma powstała w 2016 roku, do 2020 roku działając pod marką FitQbe.

Grupa Pracuj dokapitalizuje spółkę, obejmując w niej pakiet mniejszościowy z możliwością dalszego zwiększania zaangażowania. Strony nie ujawniają wartości inwestycji. Dzięki wsparciu inwestora Worksmile zrealizuje strategiczne cele związane z planowanym intensywnym rozwojem technologicznym oraz produktowym. W ramach współpracy przewidziane jest dalsze wsparcie kapitałowe, a także operacyjne Worksmile ze strony Grupy Pracuj.

Worksmile to spółka o potwierdzonym praktyką skutecznym modelu działania, obsługująca liderów z różnych branż i rozwijająca się dynamicznie od momentu założenia. Jednocześnie jest bliska naszym wartościom i podejściu biznesowemu. Wierzymy, że wspólnie będziemy w stanie dostarczyć nową jakość w zakresie benefitów pracowniczych, well-beingu oraz komunikacji wewnętrznej – komentuje Przemysław Gacek, Prezes Zarządu i założyciel Grupy Pracuj.

Obie spółki zyskują dzięki współpracy istotne dodatkowe kompetencje i możliwości, tworzące przewagę konkurencyjną na dynamicznie rozwijającym się rynku rozwiązań HRtech w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla Grupy Pracuj transakcja oznacza poszerzenie obecnego portfolio rozwiązań z których skorzystało już ponad 60 000 klientów z 40 krajów. Worksmile pozwala firmie na dodatkowe synergie w zakresie cyfrowego wsparcia benefitów pracowniczych. Inwestorem Worksmile od 2020 roku pozostaje także fundusz Pracuj Ventures wspierający rozwój marek HRtech i EDUtech, powołany przez Grupę Pracuj i część jej założycieli. To kolejna transakcja, która dowodzi istotnego znaczenia wsparcia finansowego i doradztwa od liderów rynku cyfrowego HR dla szybko rozwijających się młodych marek.

Dzięki transakcji zyskujemy nie tylko stabilnego i renomowanego partnera finansowego, ale też strategicznego doradcę, który oferuje wsparcie również na poziomie organizacyjnym. Liczymy na wzmocnienie pozycji naszej marki, budowę nowych przewag konkurencyjnych oraz jeszcze bardziej dynamiczne dopasowanie naszej oferty do odbiorców i rynku. Na naszych oczach ma miejsce transformacja stylu pracy i zarządzania kadrami, będąca konsekwencją rewolucji wprowadzonej przez COVID-19. W tym czasie chcemy być bliżej potrzeb klientów, związanych z koniecznością dopasowania świadczeń do nowych okoliczności oraz z budowaniem kultur organizacyjnych koncentrujących się na pracowniku. Chcemy także udoskonalać naszą platformę i inwestować w jej dalszy rozwój technologiczny – mówi Tomasz Chaciński, CEO i co-founder Worksmile.

Tomasz Chaciński był związany z Grupą Pracuj przez ponad 6 lat, pełniąc w niej szereg funkcji menedżerskich w obszarze sprzedaży. W 2016 roku zdecydował się na założenie własnej marki FitQbe wraz z Krystianem Krzywdą (CIO i co-founder) oraz Mateuszem Błaszczykiem (CTO i co-founder). W 2020 roku FitQbe przeszedł rebranding i zaczął działać pod nazwą Worksmile, a do grona założycieli dołączył Szymon Pruszyński, Head of Growth.

Platforma Worksmile bazuje na rozbudowanej infrastrukturze i rozwiązaniach chmurowych. Daje użytkownikom dostęp do serwisu zarówno z poziomu aplikacji webowej, jak i mobilnej. Dodatkowo rozwiązanie jest w pełni zintegrowane z najpopularniejszymi systemami i aplikacjami m.in. Microsoft 365, Teams, Slack, Google G-suite, Okta, SAP czy KeyCloak.

Grape Up inwestuje w Addepto

Firma Grape Up przejęła Addepto, eksperta w dziedzinie wdrażania technologii AI/ML i Big Data. W ten sposób Grape Up poszerza swoje kompetencje w zakresie sztucznej inteligencji.

W ramach transakcji Grape Up przejmie większościowy pakiet udziałów w Addepto. Proces przejęcia zostanie zakończony w trzecim kwartale br. Wielkość inwestycji to kilka milionów złotych. Grape Up i Addepto będą funkcjonowały niezależnie od siebie, ale jednocześnie będą ściśle współpracowały w zakresie dostarczania usług i produktów dla swoich klientów, wykorzystując uzupełniającą się wiedzę i kompetencje.

Addepto to polska firma technologiczna tworząca rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji i Big Data dla przedsiębiorstw działających w różnych sektorach gospodarki – od branży finansowej i lotniczo-kosmicznej po produkcyjną czy handlową. Przez realizację ambitnych projektów dla klientów z listy Fortune 500, Addepto zbudowało doświadczenie w najbardziej innowacyjnych obszarach, jak Computer Vision, Machine Learning, Big Data, czy Data Engineering.

Inwestycja w Addepto to przyspieszenie realizacji strategii rozwoju Grape Up przez pozyskiwanie kompetencji i wzbogacenie oferty o umiejętności pozwalające pomagać globalnym korporacjom w tworzeniu kluczowych i innowacyjnych systemów IT. Grape Up już teraz z powodzeniem realizuje projekty w obszarze AI i Machine Learning dla swoich klientów. Wraz z poszerzeniem usług o Big Data i Data Engineering, krakowska firma będzie mogła jeszcze skuteczniej wspierać partnerów biznesowych w wykorzystaniu technologii opartych na przetwarzaniu danych do optymalizacji kosztów oraz zwiększenia sprzedaży.

„Addepto idealnie wpisuje się w naszą strategię rozwoju firmy wokół najbardziej innowacyjnych technologii. Jako Grape Up od dwóch lat konsekwentnie inwestujemy w produkty i kompetencje w obszarze AI i Data Science. Wiedza i projekty zrealizowane przez zespół Addepto wzbogacają nasze doświadczenie z zakresu Big Data i Data Analytics” – tłumaczy powody inwestycji Konrad Siatka, CEO Grape Up.

Addepto ma za sobą okres intensywnego wzrostu przychodów – o ponad 170% w porównaniu z rokiem poprzednim – i w pełni wykorzystuje zarówno rosnący popyt na rozwiązania w obszarach sztucznej inteligencji, jak i startupową kulturę firmy, która wspomaga szybkie skalowanie działalności biznesowej. Obok zgromadzonych kompetencji to właśnie kultura organizacyjna Addepto wpłynęła na zainteresowanie ze strony Grape Up.

„Od kilkunastu lat budujemy Grape Up wokół kultury agile, zachowując dobre praktyki z czasów, gdy pracowaliśmy ze startupami (szybkość, zwinność i bardzo wysoka jakość dostarczania). Zatrudniając najlepszych specjalistów uwzględniamy nie tylko ich doświadczenia, ale także to, czy pomogą nam budować środowisko pracy wspierające rozwój i promujące innowacje. Dlatego szukając firm, w które inwestujemy, przede wszystkim oceniamy ich kulturę organizacyjną i podejście do realizacji projektów. Addepto może liczyć na nasze wsparcie w procesie przejścia w kierunku dojrzałej organizacji, która nadal wykorzystuje najlepsze aspekty charakterystyczne dla mniejszych spółek” – tłumaczy CEO Grape Up.

„Dołączamy do Grupy Grape Up, żeby wykorzystać eksperckość Grape Up w priorytetowych dla nas obszarach – skalowaniu biznesu i osiągnięciu dojrzałości operacyjnej. Od początku naszej działalności szybko się rozwijamy, ale to wsparcie Grape Up w zakresie technologii chmurowych, znajomość rynku klasy enterprise i doświadczenie w budowaniu dojrzałej organizacji jest dla nas kluczowe, abyśmy jako firma mogli wykonać kolejne kroki rozwojowe” – twierdzi Artur Haponik, CEO Addepto.

Spółka Grape Up zanotowała w minionym roku przychód na poziomie 42 milionów złotych, co oznacza wzrost o blisko 50 proc. w porównaniu do 2019 roku. Doskonałe wyniki finansowe pozwalają Grape Up inwestować w kluczowych obszarach, zapewniających spółce dalszy dynamiczny wzrost w najbliższych latach.

Kolejne „łatki’ do Polskiego Ładu. Co z kwotą wolną od podatku i składkami zdrowotnymi z wielu źródeł?

Z powodu chwiejnej rządowej większości w Sejmie w ostatnim czasie rodzi się pytanie, czy Polski Ład w ogóle wejdzie w życie. Nawet jeśli tak się stanie, to liczba znaków zapytania i wątpliwości jest nadal tak duża, że trudno wyobrazić sobie jego ostateczny kształt. Tym bardziej, że niemal co tydzień słyszymy o nowych „łatkach”, które miałyby łagodzić negatywne podatkowe konsekwencje zmian.

Kwota wolna i niewiadome wokół składki zdrowotnej

Słychać już na przykład postulaty, aby nowa kwota wolna od podatku w wysokości 30 000 zł dotyczyła nie tylko podatników na skali, ale również tych, którzy rozliczają się liniowo. W tym kontekście pojawia się kolejna niewiadoma wokół składki zdrowotnej. Mianowicie, od którego poziomu dochodu byłaby opłacana? Czy od pierwszej złotówki, czy dopiero po przekroczeniu kwoty wolnej? Jest to o tyle ciekawe, że składka zdrowotna nie jest podatkiem i nie jest uregulowana w żadnej ustawie podatkowej. Właściwa dla niej jest Ustawa z dnia 27.08.2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, a konkretnie art. 79 ust. 1, który stanowi, że wysokość składki wynosi 9% jej wymiaru. Ustawa nie posługuje się zatem sformułowaniami właściwymi dla podatków. Rodzi się pytanie, w jaki sposób składka zdrowotna miałaby być uzależniona od podstawy będącej dochodem. Czy byłoby to bezpośrednie odniesienie do konkretnego przepisu ustawy o PIT, czy rząd planuje wprowadzenie własnej, sztucznej definicji w kontekście rozliczeń z ZUS-em?

Składki zdrowotne z różnych źródeł

Kolejnym bardzo ważnym aspektem jest obowiązek opłacania składek zdrowotnych z różnych źródeł przychodów. Często zdarza się sytuacja, że osoba zatrudniona na etacie dodatkowo prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. W takim przypadku zobligowana jest do opłacania dwóch składek zdrowotnych – jedną pobiera i odprowadza pracodawca, drugą wpłaca samodzielnie jako przedsiębiorca. Co więcej, może zdarzyć się sytuacja, że taka osoba jest równocześnie np. wspólnikiem spółki osobowej, takiej jak spółka jawna (opodatkowany jest wówczas wspólnik, który może wybrać m.in.  zasady ogólne lub podatek liniowy) bądź też jednoosobowym udziałowcem sp. z o.o. Wówczas powstaje już trzeci, kolejny obowiązek opłacania składki zdrowotnej. Jej dotychczasowy koszt z uwagi na możliwość odliczenia od podatku PIT był niewielki. Nie było więc dużego sprzeciwu wśród osób, które miały obowiązek jej opłacania.

Po planowanych zmianach perspektywa obciążenia w wysokości 9% od każdego źródła dochodu (etat, DG, spółka) rodzi pytanie o sprawiedliwość i uczciwość w zakresie ponoszenia przez taką osobę potrójnego kosztu w sytuacji, gdy w tym samym czasie może skorzystać tylko z jednej publicznej usługi medycznej.

Marcin Kurpiewski, doradca podatkowy współpracujący z firmą inFakt

Tak w sam raz

Mimo że wzrost zatrudnienia w USA w czerwcu był wyższy od wskazań konsensusu, rynek walutowy po cichu liczył na liczby, które w bardziej stanowczy sposób skłonią Fed do przyspieszenia decyzji o wygaszaniu ekspansji monetarnej. Dolar stracił pod presją redukcji długich pozycji. Rynek wrócił do punktu wyjścia w oczekiwania na nowe impulsy.

Raport z rynku pracy był taki w sam raz. Przyrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 850 tys. nie jest na tyle niski, aby podnieść obawy o spowolnienie wzrostu, ale też nie za wysoki, by przyspieszyć dyskusję w Fed o rozpoczęciu redukcji tempa skupu aktywów. Raport nie zmienił nic w kontekście dotychczasowych oczekiwań, co i kiedy może zrobić Fed. W dalszym ciągu lipiec wydaje się za wczesnym momentem na zakomunikowanie wygaszenia QE. Oczekiwania pozostają ustawione na wrześniowe posiedzenie FOMC lub ewentualnie sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole pod koniec sierpnia. Ponieważ USD zyskiwał przed publikacją NFP w oczekiwaniu, że może pokazać wyższe liczby, po odczycie długie pozycje były zamykane.

Dziś odwijanie długich pozycji w USD może być kontynuowane, co sprowadzi rynek FX do punktu wyjścia (EUR/USD ok. 1,19). Zmiany w najbliższych godzinach raczej będą odbywać się w żółwim tempie, biorąc pod uwagę dzień wolny w USA. W kolejnych dniach kalendarz nie oferuje wiele istotnych odczytów. ISM dla usług (wtorek) powinien utrzymać poziomy sygnalizujące silną ekspansję w sektorze. W minutkach po czerwcowym posiedzeniu FOMC (środa) analizowane będzie, jak silne są jastrzębie głosy w komitecie. Poza tym możemy obserwować mniej zmienności na dolarze w oczekiwaniu na istotniejsze raporty w następnych tygodniach (CPI, sprzedaż detaliczna).

Niewspierający dolara raport NFP pomógł też w odbiciu walut rynków wschodzących i EUR/PLN wrócił pod 4,51, gdzie zapewne będzie wyczekiwał posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, które wyjątkowo odbędzie się w czwartek. Interesującym będzie, jak długo według nowej projekcji inflacja będzie pozostawać powyżej celu i czy będzie to silny argument w rękach jastrzębi. Mimo to zakładamy utrzymanie dotychczasowego nastawienia i brak sygnałów prędkich podwyżek czy wygaszania skupu aktywów. Po tym, jak czerwcowa inflacja zaskoczyła niższym odczytem (4,4 proc. vs 4,6 proc.), gołębi obóz na czele z prezesem Glapińskim otrzymał solidne narzędzie, by łagodzić obawy o utratę kontroli nad inflacją. Dodatkowo wzrost liczby przypadków zachorowań na wariant Delta w Europie będzie wzmacniać argument o niepewności ścieżki ożywienia. Po złotym nie widać budowania jastrzębich oczekiwań przed posiedzeniem RPP (co jest zasługą „rozczarowania” odczytem CPI), więc o ile Rada nie zaskoczy nagłym zwrotem w polityce, także i po decyzji EUR/PLN powinien stabilizować się blisko, ale powyżej 4,50.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

InPost i Makro ruszają z InPost Fresh

InPost oraz MAKRO Polska rozpoczęły testy dostaw produktów spożywczych oraz przemysłowych w oparciu o nową aplikację InPost Fresh.

2021-07-05 InPost Fresh2Podwaliną tej współpracy są silne kompetencje MAKRO w obszarze oferty produktów spożywczych najwyższej jakości oraz niekwestionowane kompetencje  InPost w obszarze dostaw do klienta końcowego. W opracowaniu i budowaniu aplikacji InPost Fresh firma InPost bazowała na doświadczeniu w tworzeniu i zarządzaniu jedną z najpopularniejszych aplikacji w Polsce – InPost Mobile, która ma już blisko 7 mln aktywnych użytkowników. Efektem współpracy jest pojawienie się nowego, silnego gracza na rynku e-grocery, który bez wątpienia ma bardzo duże szanse na szybką i znaczną ekspansję.

– Z naszym najnowszym dzieckiem, aplikacją InPost Fresh – czyli platformą do zamawiania produktów spożywczych – startujemy testowo w Warszawie. Testy będą trwały kilka miesięcy, jednak później będziemy rozszerzać zasięg, by stać się największym ogólnopolskim żywnościowym marketplace. To prawdziwa rewolucja. Nasz partner skorzysta z wiedzy i doświadczenia, jakie posiadamy w zakresie rozwiązań mobilnych, a przy tym nie będzie musiał inwestować we własną logistykę ostatniej mili. Wierzymy, że nowatorskie rozwiązania w zakresie technologii i gwarantowanej jakości dostaw InPost, w połączeniu z bogatym asortymentem MAKRO – najwyższej jakości produktami dostępnymi dotychczas tylko dla gastronomii i biznesu – będą wyjątkową propozycją dla naszych wspólnych klientów. To także w przyszłości możliwość zaistnienia online dla wielu firm działających dotychczas tylko w trybie offline. Mamy bardzo duże doświadczenie w tworzeniu i rozwijaniu aplikacji mobilnych. Nasza aplikacja InPost Mobile ma już blisko 7 mln użytkowników. Unikalny know-how w zakresie projektowania aplikacji oraz baza klientów będzie wykorzystywana przy budowaniu popularności najnowszego marketplace w Polsce – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

Partnerstwo MAKRO i InPost, które opiera się na silnych kompetencjach naszej firmy w obszarze najwyższej jakości produktów spożywczych, zaś InPost w dostawie do klienta końcowego – dają podstawę, aby planować szybką i szeroką ekspansję. Klientom oferujemy wysoką jakość dostaw ponad 10 tysięcy produktów. Szczególnie stawiamy na kategorie, w których przez lata zbudowaliśmy silną pozycję w tak wymagającej grupie klientów, jak HoReCa. W ofercie tej jesteśmy zdecydowanym  liderem. Mamy bardzo szeroki wybór  produktów świeżych, a wśród nich m.in. świeże ryby, owoce morza, mięso oraz owoce i warzywa. Klienci odnajdą u nas swoje ulubione produkty znanych marek oraz produkty dostępne wyłącznie w MAKRO” – mówi Dominik Branny, prezes MAKRO Polska.

W celu realizacji zamówienia wystarczy pobrać aplikację InPost Fresh – rejestracja jest szybka i intuicyjna. Już w dniu pierwszego logowania klient może zrobić i otrzymać swoje pierwsze zakupy – dzięki ekspresowej dostawie, nawet w 60 minut. Przez aplikację można wybierać w asortymencie ponad 10 tysięcy produktów w dostawie na ten sam i kolejny dzień – wśród nich szeroki wybór świeżych ryb, mięsa, owoców i warzyw. Klienci mają do dyspozycji najwygodniejsze formy płatności: przedpłata (Blik, szybki przelew i karta) lub za pomocą karty i Blika przy odbiorze od kuriera.

Początkowo dostawy z InPost Fresh będą testowane na terenie Warszawy, w trzech modelach: Express z dowozem nawet w 60 min., dostawą w dniu zamówienia oraz z dostawą zaplanowaną na kolejne dni. Co ważne, w przypadku dwóch ostatnich modeli dostaw, klienci będą mogli precyzyjnie określić godzinę, o której chcą odebrać zamówienie. Zakupy będą przewożone transportem InPost w kontrolowanej temperaturze zgodnie z rekomendacjami producenta, dzięki czemu klienci mogą mieć pewność, że produkty zachowają swoją jakość i świeżość.

Za pomocą aplikacji – oprócz zrobienia zakupów – klienci mogą śledzić poszczególne etapy realizacji zamówienia. Dostawa zakupów w ramach InPost Fresh realizowana jest bezpośrednio pod drzwi klienta.

InPost Fresh to zupełnie nowe doświadczenie na rynku zakupów spożywczych online, wykorzystujące dotychczas wypracowane przez InPost standardy obsługi klienta i technologię mobilną oraz wysokiej jakości produkty z MAKRO, które do tej pory nie były dostępne dla tak szerokiej grup klientów.

InPost ma już blisko 7 mln aktywnych użytkowników innej swojej aplikacji – InPost Mobile. Dzięki aplikacji przy jednym Paczkomacie® przesyłki może odbierać kilka osób jednocześnie, bez konieczności stania w kolejce czy dotykania ekranu – skrytki otwiera się za pomocą smartfona. Rekordy popularności bije także rewolucyjna usługa nadawania przesyłek przez aplikację – wysyła się je w Paczkomatach® InPost – do innego Paczkomatu® lub na wskazany adres domowy. Na paczce nie trzeba naklejać żadnych etykiet – wystarczy wygenerowany elektronicznie QR kod lub kod nadania w aplikacji. Aplikacja InPost już od roku znajduje się w czołówce najchętniej pobieranych i używanych aplikacji w Polsce w sklepach GP i AppStore. Za pośrednictwem aplikacji InPost Mobile za paczkę można zapłacić kodem BLIK, kartą płatniczą lub szybkim przelewem (DotPay), a już niebawem Apple Pay i Google Pay. Status nadanej paczki można śledzić oczywiście w aplikacji, ale także na stronie www.inpost.pl w sekcji „Śledzenie paczki” oraz przez chatbota, wpisując 24 cyfrowy numer przesyłki lub numer telefonu i 4 ostatnie cyfry numeru przesyłki. Aplikację InPost Mobile można pobrać ze sklepów Google Play, App Store i Huawei AppGallery.

Od kwietnia 2021 InPost wraz z IdoSell wprowadził przełomową usługę Smile. Dzięki niej konsumenci, którzy robią zakupy w wybranych sklepach internetowych, otrzymają darmową dostawę do Paczkomatu® przy zamówieniach o wartości powyżej 40 zł.

InPost rozpoczął ponadto długoterminową współpracę z Echo Investment. W ramach umowy przy inwestycjach mieszkaniowych i wielofunkcyjnych dewelopera będą montowane Paczkomaty®, umożliwiające wygodny odbiór i nadawanie przesyłek zarówno mieszkańcom, jak i innym użytkownikom. Pierwsze urządzenie zostało już zainstalowane w warszawskiej inwestycji Moje Miejsce. Kolejne Paczkomaty® powstaną na osiedlach Bonarka Living w Krakowie oraz Enter w Poznaniu.

W związku z gwałtownym rozwojem sieci Paczkomatów® InPost w Polsce i w Europie InPost buduje nową fabrykę Paczkomatów® oraz rozwinie centrum badawczo-rozwojowe. Fabryka powstanie w ramach nowo tworzonego parku City Logistics Kraków Airport, zajmie łącznie 7230 m2 i będzie wyposażona w panele fotowoltaiczne. Zostanie oddana do użytkowania już w czerwcu 2021 roku. Nowy zakład powstanie tuż przy węźle Balice II A4. Dzięki temu InPost zwiększy efektywność procesów produkcyjnych przy zagwarantowaniu dogodnej lokalizacji miejsca pracy dla załogi oraz zwiększy zatrudnienie. W City Logistics Kraków Airport – oprócz produkcji Paczkomatów®, włączając w to elektromontaż modułów z ekranami dotykowymi – rozbudowane zostanie centrum badawczo-rozwojowe wraz z dwoma laboratoriami i showroomem. Będą tam prowadzone prace rozwojowe, a także testy nowych rozwiązań.

Kalkulator śladu węglowego wskazuje, że gdyby tradycyjne dostawy kurierem do domu były zastąpione dostawą do Paczkomatu®, redukcja emisji CO2 sięgnęłaby nawet 75%[1]. Dostarczenie paczki do maszyny InPost oznacza co najmniej 0,35 kg mniej emisji CO2 do atmosfery na każdą przesyłkę. Tym samym InPost jest najbardziej neutralnym dla środowiska dostawcą usług logistycznych.

Liczba Paczkomatów® (ponad 12.000 urządzeń w Polsce) ponad dwukrotnie przekroczyła skalę placówek własnych Poczty Polskiej (4600[2]). Paczkomaty® InPost dostępne są w Polsce także przy sklepach: Dino, Lidl, Kaufland, sieci sklepów Delikatesy Centrum organizowanych przez Grupę Eurocash, a także w Centrach Handlowych Auchan. InPost podpisał również umowę z siecią sklepów Auchan na dostawę do Lodówkomatów. Funkcjonalności maszyn lodówkowych InPost pozwalają na bezpieczne przechowanie i odbiór żywności, napojów oraz mrożonek zamówionych przez Internet w Auchan Direct. Według badań Kantar TNS aż 40% kupujących w sieci chce odbierać zakupy spożywcze w Paczkomatach® InPost.

Według raportu Gemius[3] Paczkomaty® są najczęściej wybieraną formą dostawy – wyprzedziły kurierów. Taki typ dostawy towaru preferuje aż 61% kupujących w Internecie. Oznacza to wzrost popularności usługi wśród internatów aż o 9 punktów procentowych w porównaniu do wyników raportu za 2019 rok. Po raz pierwszy w historii Paczkomaty® pobiły w popularności dostawy kurierem, które wybiera 55% badanych – jest to pierwszy tego typu wynik na świecie. Ponadto, aż 68% badanych deklaruje, że możliwość odbioru zakupów przez urządzenia InPost motywują ich do zakupów w konkretnym sklepie internetowym – jest to wzrost o 7 punktów procentowych rok do roku.

[1] Źródło: Kalkulator śladu węglowego InPost B2B, dane własne InPost

[2] Źródło: https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1401760,zarzad-poczty-o-podwyzkach-dla-listonoszy.html

[3] Gemius dla e-Commerce Polska, E-commerce w Polsce 2020, N=1544, marzec 2020

Ruszają zapisy na akcje Cavatina Holding

W poniedziałek 5 lipca rozpoczęło się przyjmowanie zapisów od inwestorów indywidualnych na akcje Cavatina Holding, największego polskiego dewelopera biurowego. Zapisy potrwają do czwartku 8 lipca i są przyjmowane po cenie maksymalnej 50 zł za akcję.

W trwającej ofercie publicznej zaoferowanych zostanie do 7,5 mln akcji nowej emisji dających do 30,12% w podwyższonym kapitale. Zapisy na akcje przyjmują: Biuro Maklerskie mBanku, Biuro Maklerskie Pekao, Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego, Dom Maklerski BDM oraz  Dom Maklerski BOŚ.

Ostateczna cena emisyjna zostanie ustalona przez Spółkę, w uzgodnieniu z Globalnymi Współkoordynatorami, na podstawie procesu budowania Księgi Popytu wśród inwestorów instytucjonalnych.

Przydział akcji jest zaplanowany na 15 lipca, a debiut akcji na GPW około dwa tygodnie później.

Spółka planuje pozyskać do 375 mln zł z emisji nowych akcji. Środki zostaną przeznaczone na rozwój działalności, zgodnie z priorytetami wydatkowania:

  1. do 85 mln zł na zakup nieruchomości gruntowych we Wrocławiu na których zrealizowany zostanie projekt biurowo-usługowy Quorum A i B o łącznej powierzchni najmu 69 tys. mkw. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową zakup zostanie dokonany przez spółkę w 100% zależną od Cavatina Holding.
  2. do 291 mln zł na realizacje inwestycji biurowo-usługowych Global Office Park A1 i A2 w Katowicach, Palio Office Park B i C w Gdańsku, Ocean Office Park B w Krakowie oraz Quorum A, B i D we Wrocławiu. Alokacja pozyskanej kwoty do poszczególnych projektów będzie uzależniona od postępów komercjalizacji i dostępności alternatywnych źródeł finansowania. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową nakłady będą ponoszone przez spółki w 100% zależne od Cavatina Holding.

Pozostałe środki, w zależności od rezultatu oferty, mogą zostać przeznaczone na spłatę pożyczek udzielonych przez jedynego akcjonariusza spółki.

Globalnymi Współkoordynatorami oraz Współprowadzącymi Księgę Popytu są mBank i Pekao Investment Banking, Współprowadzącym Księgę Popytu jest Bank Polska Kasa Opieki – Biuro Maklerskie. Doradcą prawnym w procesie jest Gessel, Koziorowski Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów

Grupa NN przejmie biznes MetLife w Polsce i Grecji za 584 milionów EUR

  • Grupa NN (NN) przejmie biznes MetLife w Polsce i Grecji, wartość transakcji jest szacowana na kwotę 584 milionów EUR1.
  • Grupa NN przejmując silne i rentowne biznesy wzmocni swoją wiodącą pozycję na dwóch atrakcyjnych i rozwijających się rynkach europejskich oraz stworzy synergie.
  • Wpłynie to na dalsze wzmocnienie wiodącej pozycji NN na rynku ubezpieczeń na życie oraz funduszy emerytalnych w Polsce, w Grecji zaś dzięki tej transakcji uzyska pierwszą pozycję na rynku ubezpieczeń na życie.
  • Grupa NN poszerzy także swoją skalę dystrybucji poprzez włączenie silnej sieci Doradców oraz sieci Brokerów.
  • Przyrost kapitału operacyjnego wyniesie rocznie około 50 milionów EUR w 2024 z częściowym wyłączeniem synergii kosztowych; oczekiwany jest dwucyfrowy zwrot z tej inwestycji.
  • Grupa NN po przeprowadzeniu transakcji utrzyma silną pozycję kapitałową mierzoną współczynnikiem solvency; negatywny wpływ na wskaźnik solvency wyniesie około 6 punktów procentowych (proforma 31 grudnia 2020).

Dziś Grupa NN ogłosiła porozumienie w zakresie nabycia biznesu MetLife w Polsce i w Grecji. Wartość transakcji szacowana jest na kwotę 584 milionów EUR. Inwestycja ta wzmacnia wiodącą pozycję rynkową Grupy NN na rynku ubezpieczeń na życie oraz produktów emerytalnych w Polsce, jak również przekłada się na uzyskanie pozycji lidera rynku ubezpieczeniowego w Grecji.

Z perspektywy naszej strategii, jak również wyniku finansowego ta transakcja jest unikatową szansą dla NN na dalsze wzmacnianie wartości biznesu oraz wiodącej pozycji NN na tych rynkach. Inwestycja ta poszerza skalę naszego działania oraz daje szansę na dalszy wzrost na rynkach ubezpieczeń na życie oraz produktów ochronnych, które cały czas mają mocny potencjał rozwojowy. Budując na naszych doświadczeniach i dobrym zrozumieniu tych rynków, na których jesteśmy obecni już od lat, w Grecji od 1980 roku, oraz w Polsce od 1994 roku, widzimy tu cały czas dużą szansę na dalszy rozwój. Biznes MetLife bardzo dobrze wpisuje się w nasze działania, naszą kulturę organizacji i model biznesowy umożliwiając nam sprawną integrację. Łącząc silne kompetencje obu organizacji będziemy kontynuować naszą strategię koncentracji na klientach, zarówno tych obecnych, jak i tych, którzy do nas dołączą. Cieszymy się, że już wkrótce powitamy grupę około 2,7 miliona nowych klientów, zespół 450 pracowników w naszej firmie, jak również rozpoczniemy współpracę z grupą 1600 doradców i brokerów – David Knibbe, CEO Grupy NN.

Uzasadnienie biznesowe

Transakcja ta blisko podwoi bazę klientów NN w Polsce i Grecji. Stworzy tym samym silną platformę do dalszego wzrostu, z wykorzystaniem potencjalnych synergii kosztowych.
Polska

W Polsce, na największym rynku w Europie Środkowo-Wschodniej udział NN w rynku ubezpieczeń na życie wzrośnie z 8% do 12%, z łącznym przypisem składki brutto (GWP) na poziomie około 500 milionów EUR rocznie. Co więcej, skala dystrybucji NN na tym rynku zostanie znacznie poszerzona dzięki dołączeniu 1200 doradców, jak również dzięki zewnętrznym partnerstwom.

Grecja

W Grecji transakcja ta przełoży się na uzyskanie przez NN pozycji lidera ubezpieczeń na życie, z udziałem rynkowym na poziomie 31% w kategorii życia i zdrowia oraz 18% całkowitym udziałem w rynku. NN zostanie liderem w zakresie oferty benefitowej dla pracowników, jak również na rynku grupowych ubezpieczeń emerytalnych oraz będzie rozwijała swoją ofertę w zakresie ubezpieczeń wypadkowych oraz zdrowotnych. Inwestycja obejmie 50% wzrost zespołu sił sprzedaży po dołączeniu 400 doradców oraz brokerów, dzięki czemu NN zdywersyfikuje swoją platformę dystrybucji.

Wpływ finansowy

Oczekuje się, że transakcja wygeneruje dodatkowe synergie, a inwestycja ta pozwoli zwiększyć generowanie kapitału o dodatkowe 50 milionów EUR w 2024 roku, z wyłączeniem części synergii, zapewniając dwucyfrowy zwrot z inwestycji.

Transakcja zostanie sfinansowana własnymi środkami pieniężnymi oraz około 100 milionami EUR lokalnych nadwyżek kapitałowych. Polityka dywidendowa jak i program umorzenia akcji własnych pozostają bez zmian.

Warunki i proces

Zrealizowanie transakcji wymaga uzyskania niezbędnych zgód regulacyjnych organów nadzoru. Zamknięcie transakcji jest planowane na pierwszą połowę roku 2022.

Przypis

Przepływy pieniężne, w tym dywidendy, które mają zostać wypłacone obecnym akcjonariuszom przed zakończeniem transakcją, szacowane na poziomie około 36 mln EUR, zostaną odjęte od łącznej kwoty w wysokości 620 mln EUR (przy obecnym kursie walutowym PLN-EUR).

Tomasz Kukulski nowym prezesem Bibby Financial Services

Tomasz Kukulski 1 sierpnia dołączy jako prezes do niezależnej firmy faktoringowej Bibby Financial Services z misją digitalizacji procesów i usprawnienia obsługi klientów.

Tomasz Kukulski przez ostatnie 10 lat pełnił funkcje CEO w strukturach firmy Siemens Finance: w latach 2011 – 2016 r. w Polsce, następnie przez ponad 3 lata w Rosji, a od 2019 r. znów w Polsce.

Dzięki jego zainteresowaniu nowoczesnymi technologiami Siemens Finance wprowadził do oferty przełomowy leasing 100% online, umożliwiający przedsiębiorcom sfinansowanie zakupów już w 15 minut, bez dodatkowych dokumentów. Dzięki współpracy z iSpot w ten sposób można sfinansować m.in. urządzenia marki Apple.

Tomasz Kukulski doświadczenie zawodowe zdobywał od najniższych szczebli stanowisk sprzedażowych w różnych branżach, zarówno finansowej, jak i medycznej.

Z Siemens Finance związany był od 2003 roku – m.in. zarządzał siecią sprzedaży jako Deputy Sales Director.

W obszarze jego zainteresowań zawodowych znajduje się nie tylko leasing i inne formy finansowania przedsiębiorstw, ale również inspirujące przywództwo.

– Z przyjemnością witamy Tomasza Kukulskiego w Bibby Financial Services. Cieszymy się, że dołącza do zespołu, aby rozwijać naszą działalność w Polsce, gdzie widzimy znaczną szansę na rozwój zgodnie z naszą nową strategią. Bogate doświadczenie Tomasza w zakresie usług finansowych i przywództwa bez wątpienia umożliwi nam zwiększenie wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce oraz budowanie silnych, strategicznych partnerstw. Przyciąganie talentów wysokiego kalibru, takich jak Tomasz, jest potwierdzeniem naszych ambicji jako wiodącego międzynarodowego dostawcy kapitału obrotowego – powiedział Jonathan Andrew, Global CEO Bibby Financial Services.

Bibby Financial Services we wszystkich krajach, w których prowadzi działalność stawia na nowe technologie, aby jeszcze bardziej ułatwić przedsiębiorcom korzystanie z przyjaznych form finansowania i wspierać ich w rozwoju biznesu. Również w Polsce firma stawia na rozwój technologiczny, co wynika w głównej mierze ze zmieniających się potrzeb polskich przedsiębiorców i całego rynku.

– Jestem zwolennikiem cyfryzacji procesów, w taki sposób, aby ułatwiać życie klientom. Bibby Financial Services wprowadziło w ostatnim czasie znaczące zmiany, m.in. uruchamiając nową odsłonę systemu obsługi faktoringu. Pandemia przyspieszyła decyzje w obszarze digitalizacji i nawet wśród klientów prowadzących biznes w tradycyjnych branżach widać wzrost zainteresowania nowymi formami kontaktu z faktorem – powiedział Tomasz Kukulski.

Tomasz Kukulski ukończył wydział Biologii molekularnej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Prywatnie jest szczęśliwym mężem i ojcem dwóch synów. A ponadto – entuzjastą roweru szosowego i filozofii.

Jaka jest przyszłość OZE w Polsce?

Polski rząd ma niestabilną strategię wobec odnawialnych źródeł energii, które powinny być rozwijane. Przykładowo, odszedł od dosyć jasnych planów odnośnie rozbudowy mocy związanych z energetyką wiatrową na lądzie oraz odnośnie zasady 10H – co spowodowało zahamowanie rozwoju inwestycji wiatrowych na lądzie. Rząd zaczął się powoli wycofywać z tej zasady, ku uldze branży wiatrowej. Propozycje założeń do ustawy dotyczącej energetyki wiatrowej na lądzie razem z Ministerstwem Rozwoju, Ministerstwem Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwem Aktywów Państwowych przygotowało United Nations Global Compact. Ministerstwo Rozwoju jest organem wiodącym, które prowadzi tę reformę. Pozwoli to na zwiększenie ilości energii produkowanej dzięki sile wiatru.

– Planowane jest zwiększenie mocy produkowanej z wiatru o 12,5 GW – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce. – Zakładając pozytywny scenariusz, co roku będą to przyrosty na poziomie prawie 3,7 GW. Jest to dobra wiadomość dla entuzjastów energetyki wiatrowej na lądzie. Jeśli chodzi o fotowoltaikę, sytuacja jest podobna: każdego roku udział produkcji energii ze słońca będzie rósł. Szacunki są bardzo podobne do prognoz dla energetyki wiatrowej na lądzie – ok. 3-3,7 GW mocy więcej. Pozostaje niewiadomą, czy planowane obłożenie podatkiem inwestycji związanych z fotowoltaiką zatrzyma lub ograniczy ten proces. W ocenie UN Global Compact być może nastąpi ograniczenie, ale nie zatrzymanie rozwoju energetyki słonecznej. UNGC nie pochwala decyzji o wprowadzeniu tego podatku – w sytuacji, w której polski miks energetyczny jest tak silnie oparty na paliwach kopalnych należałoby maksymalnie ułatwiać rozwój OZE, tak aby można było jak najszybciej odejść od pozyskiwania energii z paliw kopalnych oraz doprowadzić do zapowiadanej przez rząd neutralności klimatycznej wcześniej niż w 2049 r. – analizuje Wyszkowski.

Badanie: Ponad 60% Polaków sprawdza w sklepach kraj pochodzenia towarów spożywczo-przemysłowych

Z deklaracji prawie 2/3 konsumentów wynika, że w czasie codziennych zakupów spożywczo-przemysłowych sprawdzają, czy dany produkt na pewno pochodzi od polskich producentów. Nieco mniej niż 1/3 klientów nie interesuje się tą kwestią. Największą aktywność wykazują seniorzy i osoby będące między 30. a 39. rokiem życia. Tego typu praktykę stosują głównie mieszkańcy wsi i małych miejscowości, a także rodacy ze średnim lub z wyższym wykształceniem, zarabiający na rękę od 7 tys. zł wzwyż.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH dla Grupy BLIX, podczas codziennych zakupów spożywczo-przemysłowych spora rzesza klientów sprawdza, czy kupowane artykuły pochodzą od polskich producentów. Deklaruje to aż 62,9% ankietowanych. 31,8% badanych, czyli niemal o połowę mniej, nie praktykuje tego. Tylko 5,2% respondentów nie pamięta, czy zwraca uwagę na powyższą kwestię.

– Obecnie jednym z mocniejszych impulsów do zakupu danego produktu jest informacja, czy pochodzi on z Polski. Większość klientów utożsamia towar naszego pochodzenia z wyższą jakością. Co więcej, Polacy, mając do wyboru rodzimy artykuł i wyprodukowany w innym kraju, z reguły uważają ten pierwszy za bardziej naturalny i zdrowy, czyli zawierający mniej sztucznych dodatków – mówi Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Natomiast dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX podaje przykład mrożonych warzyw. Jeżeli są dostarczane z Hiszpanii, to trzeba dodać do nich dużo więcej różnego rodzaju środków, żeby przetrwały transport. Jeżeli natomiast są produkowane u nas, to „utrwalacze” mogą być rzadziej stosowane, a przynajmniej – nie na taką skalę, jak w przypadku sprowadzanych towarów. Zdaniem eksperta, konsumenci mają tę wiedzą i praktycznie ją wykorzystują.

– Można spodziewać się stopniowego wzrostu odsetka osób zwracających uwagę na rodzime pochodzenie kupowanych produktów. Pandemia ujawniła, jak ważne dla bezpieczeństwa zachowania harmonijnych dostaw towarów na rynek jest ich wytwarzanie w Polsce. Produkcja krajowa tworzy też miejsca pracy, tym samym pozytywnie wpływając na bezpieczeństwo ekonomiczne – komentuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Dr Łuczak również przewiduje, że odsetek konsumentów zainteresowanych polskimi towarami będzie rósł, bo mamy coraz bardziej dojrzałe społeczeństwo. Ponadto częścią Polskiego Ładu ma być program dla rolnictwa i sektora przetwórstwa rolnego. I jeżeli dojdzie do skrócenia ilości pośredników, co niedawno zapowiadał premier Morawiecki, to zwiększą się zyski naszych producentów, co bezpośrednio przełoży się na spadek cen. Dlatego ekspert prognozuje, że Polacy jeszcze bardziej będą mogli się rozglądać za rodzimymi produktami.

– Warto dodać, że nikły odsetek Polaków w ogóle nie pamięta, czy sprawdza pochodzenie produktów. Prawdopodobnie są to osoby, które rzadko osobiście wybierają towary w sklepach. Dla nich ważne może być przede wszystkim samo wejście w posiadanie artykułów, które zaspokajają ich potrzeby. To z kolei oznacza, że obecnie zdecydowana większość społeczeństwa podchodzi do zakupów w sposób bardzo świadomy i rozważny – zaznacza ekspert z PIE.

Badanie wykazało też, że przede wszystkim osoby starsze, które ukończyły 60. roku życia, sprawdzają kraj pochodzenia produktu. Drugą aktywną pod tym względem grupą są osoby mające 30-39 lat. Jak wyjaśnia dr Łuczak, seniorzy mają zdecydowanie więcej czasu na zakupy od młodszych osób, żyjących często w pośpiechu. Ponadto patriotyzm konsumencki jest najbardziej widoczny właśnie wśród najstarszych konsumentów. Z kolei klienci w wieku 30-39 lat są najbardziej wyedukowani na rynku.

– Starsi konsumenci mają większe zaufanie do polskich produktów. Podejmują świadome decyzje zakupowe i częściej czytają etykiety. Młodsi ludzie, zwłaszcza poniżej 30. roku życia, nie są liderami tego rankingu, bo wychowali się w czasach, gdy zagraniczne produkty były na równi dostępne z polskimi. I wydaje im się, że nie ma między nimi większej różnicy – komentuje Arkadiusz Paprzycki.

Dane pokazują również, że kraj pochodzenia produktu najczęściej interesuje Polaków z woj. podkarpackiego, podlaskiego i kujawsko-pomorskiego. Głównie zwracają na niego uwagę osoby żyjące na wsiach i w miejscowościach liczących do 5 tys. ludności. Ale z tego typu praktyką można też dość często się spotkać w miastach mających od 50 do 99 tys. mieszkańców. Ekspert z Grupy BLIX zauważa, że trend patriotyzmu konsumenckiego zaczyna lekko zmieniać front. Jeszcze kilka lat temu mniej zamożne tereny sporo dzieliło w tym zakresie. A teraz widać, że zaczyna się to wyrównywać, co jest pożądanym zjawiskiem.

– Mieszkańcy wsi i małych miast oraz terenów rolniczych tradycyjnie wykazują największe przywiązanie do łatwo dostępnych produktów z lokalnego rynku. Niemniej moda na nie sprawia, że są coraz aktywniej promowane. Pandemia spowodowała zintensyfikowanie tych działań, a także zwiększyła zainteresowanie konsumentów rodzimymi produktami. Coraz więcej osób z dużych miast jest zainteresowanych krajową żywnością, wytwarzaną według tradycyjnych receptur – dodaje dr Kłosiewicz-Górecka.

Sprawdzanie pochodzenia produktów w kontekście kraju najczęściej deklarują osoby, których zarobki są wysokie, tj. od 7 tys. zł wzwyż na rękę. Zdaniem eksperta z aplikacji Zdrowe Zakupy, jest to grupa, która bardzo świadomie podejmuje decyzje zakupowe. Często zwraca też uwagę np. na takie kwestie, jak ilość konserwantów w art. spożywczych czy oznaczenia typu BIO i EKO. Osoby z takimi zarobkami mogą sobie pozwolić na zakup droższych produktów, bo ich ceny nie mają tak dużego znaczenia, jak jakość.

– Ceny polskich produktów nie są zaporowe dla konsumentów zarabiających mniej niż 7 tys. zł na rękę. Natomiast osoby z mniejszymi zasobami przy wyborze produktów mogą kierować się głównie ich kosztem. Wyniki badania pokazują, że potrzebne są bodźce edukacyjne, np. w postaci kampanii promujących sprawdzanie dodatkowych informacji o kupowanych towarach – przekonuje dr Łuczak.

Do tego należy dodać, że nabywaniem polskich produktów są zainteresowane głównie osoby z wyższym i ze średnim wykształceniem. Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, z reguły są one najbardziej świadome swoich wyborów konsumenckich i znaczenia aktywnego wspierania rodzimych producentów. Mogą pamiętać np. o tym, że kupowanie tutejszych towarów pozytywnie wpływa na kondycję polskich firm i ich konkurencyjność, rynek pracy, budowę wizerunku kraju na arenie międzynarodowej oraz środowisko naturalne.

Dane pochodzą z badania zrealizowanego metodą CAWI (wywiad internetowy) przez UCE RESEARCH dla Grupy BLIX. W dniach 18-20 czerwca br. wzięło w nim udział 1145 dorosłych Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.

Spektakularny sukces Black Pearls VC w programie BRIdge Alfa

Od kompetentnego zespołu z dobrym pomysłem, do dużego biznesu i kilkunastokrotnego zwrotu dla inwestorów. Tak w skrócie można określić drogę skyrise.tech, spółki technologicznej z Katowic, w którą zainwestował fundusz venture capital, a która teraz została częścią globalnej firmy Etteplan.

Osiem lat temu Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) uruchomiło pilotaż programu BRIdge Alfa, którego celem była realizacja inwestycji w projekty badawczo-rozwojowe. Założenie programu wymagało od funduszy VC zaangażowania kapitału prywatnego, który wspierany był przez środki NCBR. Inwestor instytucjonalny wybrał 9 funduszy kapitałowych. W ramach pilotażu dokonały one łącznie 46 inwestycji. Obecnie w ramach całego programu funkcjonuje 56 funduszy, które wsparły rozwój już blisko 600 spółek.

Logika programu BRIdge Alfa zakłada, że środki, jakie przekazujemy funduszom wracają następnie do gospodarki różnymi strumieniami. Tych wspólnych korzyści jest cały szereg. Dzięki programowi tworzymy cały ekosystem przyjazny zespołom inwestycyjnym, które potrafią rozwijać spółki, komercjalizować je i zwracać tę inwestycję publiczną w formie podatku i zatrudniania. To jest dokładnie to, co zdarzyło się w przypadku funduszu Black Pearls i ich inwestycji w skyrise.tech. Firma będzie rozwijała się w Polsce, tu będzie tworzyła nowe miejsca pracy, to będzie przekładało się na wzrost polskiego PKB. Dodatkowo spółka ma dalsze plany eksportu swojej technologii na globalne rynki. To jest ilustracja tego, po co program BRIdge Alfa został stworzony. Cieszymy się, że mogliśmy w tym uczestniczyć – mówi Przemysław Kurczewski, wicedyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Poławiacze pereł w akcji

Jednym z funduszy objętych programem był, założony przez Marcina Kowalika, Black Pearls VC. Projekty działające w obszarze technologii poprawiających jakość życia mogły liczyć na inwestycje na poziomie od 500 000 do 2 000 000 zł. W 2015 roku Black Pearls VC przeprowadził aż 9 wejść kapitałowych, realizując plan zgodnie z polityką inwestycyjną. Portfel funduszu stanowił niemal 20% wszystkich inwestycji zrealizowanych w ramach pilotażu BRIdge Alfa. Jedna z tych inwestycji trafiła do Katowic do spółki skyrise.tech.

Spółka dobrze wykorzystała pozyskany kapitał, a sam inwestor aktywnie wspierał projekt, co przełożyło się na rozwój firmy oraz działań na arenie międzynarodowej. Sukces biznesowy zaowocował nowymi projektami z obszarów transportu i logistyki, rozwiązań mobilnych i klasy enterprise. Wraz z rozwojem biznesu rozwijał się też zespół, który rozrósł się do 80 osób. Spółka z powodzeniem radziła sobie także na rynkach zagranicznych. W 2020 roku 90% jej przychodów pochodziło spoza Polski. Skyrise.tech przyciągnęło zainteresowanie Etteplan – podmiotu notowanego na giełdzie NASDAQ w Helsinkach. Skyrise.tech stał się częścią fińskiej firmy, która dzięki przejęciu spółki z Katowic zwiększyła swój polski zespół do ponad 200 osób.

– Cieszymy się, że możemy być częścią Etteplan. Etteplan ze swoimi 3400 pracownikami i operacjami w ośmiu krajach oferuje pracownikom Skyrise.tech ciekawe możliwości uczestniczenia w większych projektach i pozyskania klientów w wielu branżach. Doceniamy także zaangażowanie Black Pearls VC, które pozwoliło nam się nie tylko rozwinąć, ale także było kluczowe w ramach całej transakcji sprzedaży naszej spółki – mówi Jarosław Pilarczyk, prezes zarządu skyrise.tech.

Jak uzyskać spektakularny zwrot z inwestycji?

Statystyki pokazują, że projekty startupowe obarczone są dużym ryzykiem. Rozkład osiąganych stóp zwrotu z inwestycji funduszy VC pokazuje, że 64,8% inwestycji pozwala w najlepszym wypadku odzyskać zainwestowany kapitał. Ryzyko sprawia, że fundusze nie lokują wszystkich środków w jeden projekt, tylko budują ich portfel. Kluczem jest znalezienie projektu, który w cyklu życia danego instrumentu pozwoli zwrócić cały fundusz, czyli wszystkie środki powierzone do VC przez inwestorów. Każdy kolejny exit (czyli wyjście funduszu z inwestycji) sprawia, że fundusz zaczyna generować zyski.

– Jako inwestorowi zależało nam nie tylko na osiągnięciu dobrego zwrotu z inwestycji, ale przede wszystkim oddaniu firmy w dobre ręce, które pozwolą wykorzystać kompetencje i talenty jakie tworzą tę organizację. Jednak fundusze, takie jak nasz, są oceniane przez pryzmat zwrotów wygenerowanych dla inwestorów, którzy powierzyli nam kapitał. Nasz zwrot na inwestycji wyniósł 18,6x CoC co oznacza, że tylko ta jedna spółka zarobiła dla nas więcej niż wynosiła cała wartość środków inwestorów prywatnych w funduszu, a należy mieć na względzie, że posiadamy w tym funduszu jeszcze kilka spółek, z których będziemy wychodzić mówi Marcin P. Kowalik, partner zarządzający Black Pearls VC.

Fundusz rośnie w siłę

Współpraca NCBR i Black Pearls VC nie skończyła się tylko na pilotażu BRIdge Alfa. Fundusz został wybrany w ramach kontynuacji programu. Do zespołu zarządzającego dołączyli doświadczeni partnerzy Maciej Skórkiewicz, Hubert Szczołek oraz Aleksander Dobrzyniecki. Budżet Black Pearls VC wzrósł do 30 mln zł, który został zainwestowany w 14 spółek. Powiększyło się także grono inwestorów powierzających Black Pearls VC kapitał prywatny. W gronie wspartych spółek znalazły się m.in. Autenti, Telemedi.co czy też Insly. Inwestycje rozwijają się w znakomitym tempie, rosnąc kilkukrotnie rok do roku. Wzrost skali działań przyciągnął do nich jeszcze więcej kapitału. W 2020 roku Autenti pozyskało w ramach Rundy A kolejnych 17 mln zł. Rok później wynik ten przebiło Telemedi.co z inwestycją w Rundzie A w wysokości 25 mln zł, a grono inwestorów spółki powiększyło się o inwestorów zagranicznych.

Black Pearls VC uczestniczyło w każdej z wspomnianych rund finansowania przeprowadzając tzw. follow-on (inwestycje kontynuacyjne). Działanie takie jest elementem strategii funduszu, który ma na celu wspieranie spółek portfelowych w ramach kilku kolejnych rund finansowania.

Równocześnie partner zarządzający funduszu Marcin Kowalik wziął udział w elitarnym programie dla zarządzających funduszami kapitałowymi z całego świata Kauffman Fellows. Udział w dwuletnim programie w Dolinie Krzemowej poskutkował rozwojem sieci kontaktów oraz zaowocował zwiększeniem możliwości finansowania spółek portfelowych w gronie zaprzyjaźnionych funduszy działających na arenie międzynarodowej. Black Pearls VC pozyskało też kolejnego inwestora instytucjonalnego, Bank Gospodarstwa Krajowego, który zasilił budżet inwestycyjny kolejnymi kilkudziesięcioma milionami zł. Od tego momentu fundusz przeprowadził kolejnych 13 inwestycji, dokonując aż siedmiu transakcji follow-on. Black Pearls VC aktywnie działa także na rynkach zagranicznych. W 2020 roku ponad 40% inwestycji stanowiły wejścia w projekty spoza Polski. Łączna wartość inwestycji zespołu Black Pearls VC od 2017 roku wyniosła ponad 45 mln zł. Spółki będące w portfelu funduszu od zeszłego roku zebrały ponad 100 mln zł finansowania.

Fundusz z każdym rokiem zwiększa skalę swoich inwestycji. Niedawno uruchomił instrument dla inwestorów prywatnych, do którego dołączyło już 50 osób zainteresowanych alternatywnymi formami inwestycji kapitałowych. Black Pearls VC stawia także na prowadzenie transakcji jako inwestor wiodący. Pozwala to sprawnie zarządzać rundami finansowania, w których uczestniczą duże syndykaty inwestorów, w tym także zagranicznych. Ostatnią tego typu transakcją była inwestycja w łotewski fintech Nordigen, w której Black Pearls VC przewodziło wraz z fińskim Inventure, rundzie na 2,1 mln €.

– Jako gdański fundusz, jesteśmy twarzą zwróceni do Bałtyku. Właśnie w regionie Europy Północnej i Centralnej upatrujemy dobrych okazji inwestycyjnych. Kilka lat temu, jako pierwszy polski fundusz inwestowaliśmy w Estonii. Ostatnio staliśmy się pierwszym polskim VC, który zainwestował na Łotwie. W swoim portfelu mamy także spółkę szwedzką, a niebawem ogłosimy naszą pierwszą inwestycję na Litwie. Równocześnie aktywnie szukamy projektów na arenie krajowej. Takiej podejście oraz uczestnictwo w sieci Kauffman Fellows daje nam dostęp do najlepszych projektów inwestycyjnych. To co jest naszą mocną stroną to fakt, że jesteśmy w stanie wspierać startupy w ramach kilku kolejnych rund finansowania. Bez takich możliwości nie bylibyśmy w stanie generować zwrotów dla naszych inwestorów – komentuje Marcin P. Kowalik, partner zarządzający Black Pearls VC.

Eobuwie.pl pozyska 500 mln PLN od SoftBank Vision Fund 2

Grupa CCC popisała umowę z SoftBank Vision Fund 2[i], w ramach której zainwestuje on kwotę 500 mln PLN w eobuwie.pl S.A. – jedną z wiodących internetowych platform obuwniczych i odzieżowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na przyspieszenie rozwoju eobuwie.pl, w tym ekspansję międzynarodową.

Długoterminowym celem eobuwie.pl jest wzmacnianie pozycji europejskiego lidera
e-commerce w segmencie obuwia i odzieży. Partnerstwo z SoftBankiem wesprze plany Spółki dotyczące dalszej ekspansji na nowych rynkach, uruchomienia nowoczesnych centrów logistycznych poza granicami Polski czy rozwoju nowych usług, takich jak marketplace. Inwestycja w eobuwie.pl potwierdza jego silną pozycję na rynku e-commerce i potencjał do przyszłych wzrostów.

SoftBank, zgodnie z warunkami podpisanej umowy z Grupą CCC, zainwestuje w eobuwie.pl poprzez objęcie obligacji zamiennych. Zostaną one skonwertowane na akcje eobuwie.pl w momencie lub przed debiutem giełdowym Spółki, co jest planowane w perspektywie 12-24 miesięcy.

W ramach nawiązanej współpracy do Rady Nadzorczej eobuwie.pl dołączy Karol Niewiadomski, Dyrektor Inwestycyjny w SoftBank Investment Advisers.

Transakcja zapewni właściwy poziom finansowania biznesplanu eobuwie.pl, pozwalającego na przyśpieszenie ekspansji i wzmocnienie fundamentów spółki. Jednocześnie konkluduje to komunikowany wcześniej proces przebudowy oraz wzmocnienia struktury własnościowej eobuwie.pl, poprzedzający przeprowadzenie IPO spółki.

[i] Na dzień publikacji niniejszego komunikatu prasowego, SoftBank Group Corp. wniosła kapitał, aby umożliwić SoftBank Vision Fund 2 („SVF 2″) dokonanie inwestycji w określone spółki portfelowe. Informacje zawarte w niniejszym komunikacie są podawane wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią oferty sprzedaży ani zaproszenia do złożenia oferty nabycia udziałów komandytariusza w jakimkolwiek funduszu,
w tym SVF 2. SVF 2 nie miał jeszcze zamknięcia z zewnętrznymi inwestorami, a wszyscy potencjalni zewnętrzni inwestorzy otrzymają dodatkowe informacje dotyczące inwestycji SVF 2 przed zamknięciem.

Sprzedaż online Answear.com wzrosła o 37 proc. rdr. w II kwartale 2021 r.

Answear.com, wiodący e-commerce sprzedający modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według wstępnych danych wypracował w II kwartale 2021 r. 153 mln zł sprzedaży online, co przekłada się na wzrost o 37 proc. rdr. Skutkowało to również wzrostem przychodów ze sprzedaży, które w II kwartale zwiększyły się o 39 proc. rdr. i wyniosły 145 mln zł. W całym pierwszym półroczu sprzedaż online wzrosła o 53%, a przychody o 55%.

Na uwagę zasługuje wzrost sprzedaży online w drugim kwartale, w stosunku do sprzedaży z pierwszego kwartału obecnego roku, o 27 mln zł, tj. o 21%, pomimo otwarcia galerii handlowych na początku maja. Osiągnięte wyniki potwierdzają, że Answear.com, jako sklep multibrandowy działający wyłącznie on-line, zwiększa swoją sprzedaż bez względu na sytuację pandemiczną, a jako główne czynniki wzrostu Zarząd wskazuje:

  • Powiększenie oferty produktowej, wprowadzenie do sprzedaży wielu nowych marek, zwiększenie zapasu towarów oferowanych klientom do natychmiastowego zakupu;
  • Skuteczne działania marketingowe ukierunkowane na umocnienie marki na wszystkich rynkach na których działa obecnie Spółka, zgodnie z założeniami strategii przedstawianej podczas IPO;
  • Zmiany technologiczne, przepięcie wszystkich rynków na nową platformę e-commerce, włączenie aplikacji mobilnych na wszystkich rynkach, ulepszenia technologiczne wdrożone wraz z nowymi systemami, skutkujące wzrostem konwersji i wartości średniego koszyka;
  • Dalszy rozwój marki własnej, w tym dwie nowe kolekcje specjalne Answear.LAB przygotowane przy współpracy z Pauliną Krupińską, zaoferowane do sprzedaży w drugim kwartale tego roku, wyróżniające Answear na tle konkurencji i przyciągające wielu nowych klientów.

– Po otwarciu galerii handlowych powrót wielu ludzi do zakupów w kanale offline był czymś  naturalnym. Ludzie stęsknili się za tradycyjnym robieniem zakupów, dla dużej części z nich wyjście w weekend do galerii handlowej było pewnego rodzaju rytuałem. Jednak my, jako firma pure e-commerce, nie odczuliśmy tego zbyt mocno, co potwierdzają wyniki za II kwartał. Klienci docenili pracę jaką wykonaliśmy w ciągu ostatniego roku, przede wszystkim zwiększenie oferty produktowej, wprowadzenie do sprzedaży wielu nowych marek, jak np.; Hugo, Boss, Superdry, United Colors of Benetton , Sisley, Tiger of Sweden, Strellson, Nautica, Lyle & Scott, Colmar, Kurt Geiger London i wiele innych. Udane działania marketingowe przeprowadzone na wszystkich rynkach na których prowadzimy sprzedaż, przyczyniły się do znaczącego umocnienia świadomości i pozycji marki na rynku. Wprowadzone zmiany technologiczne poskutkowały wzrostem konwersji i  wartości średniego koszyka. Ponadto większość naszych klientów to świadomi klienci internetowi, którzy wiedzą jakie zalety niesie ze sobą sprzedaż online i nie wracają do sklepów stacjonarnych, nawet po ich otwarciu. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Dodatkowo warto podkreślić kwestie luzowania obostrzeń, które skutkowały powrotem do biur, otwarciem restauracji, możliwością podróżowania czy zezwoleniem na imprezy plenerowe, co naturalnie wywołało potrzebę zakupową i także przyczyniło się do wzrostu sprzedaży, tym bardziej że Answear.com był do tego świetnie przygotowany, dysponował szeroką ofertą produktową popularnych marek, przygotowaną specjalnie na ciepły przedwakacyjny okres. Był to ważny czynnik wpływający na sprzedaż w II kwartale.

– Staramy się rozwijać naszą platformę. Ciągle dodajemy nowe kolekcje do naszych katalogów, nie zapominając przy tym o rozwoju własnej marki Answear.Lab, oraz o rozwoju technologii która jest niesłychanie ważnym elementem, istotnie wpływającym na skuteczność naszego biznesu. Czujemy, że klienci to doceniają, dzięki czemu nasze wyniki stale się poprawiają. W najbliższej przyszłości planujemy wejście na nowe rynki, co jeszcze bardziej zwiększy zakres naszej działalności i umocni naszą pozycję w regionie CEE. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Obserwuj, daj lajka, dodaj do koszyka – jak działa social selling po polsku?

Serwisy społecznościowe w ciągu ostatniej dekady wyrosły na potężne narzędzie wspierające sprzedaż. Jego skuteczność opiera się na bezpośredniej interakcji. Kto powinien tego spróbować? Jak zrobić to dobrze? – podpowiadają eksperci z Shoper.

Przy uruchamianiu nowego e-sklepu lub wprowadzaniu produktu do oferty, trzeba pamiętać, że potencjalni klienci muszą się o tym dowiedzieć. Warto wykorzystać do tego media społecznościowe. 70 proc. użytkowników szukało na Instagramie inspiracji zakupowych.

Z ostatniego raportu dostawcy oprogramowania do prowadzenia sklepów internetowych Shoper wynika, że spośród działań mających na celu przyciągnięcie klientów, właściciele e-sklepów najchętniej inwestowali w social media. Nie bez powodu. Raport Izby Gospodarki Elektronicznej „Omni-commerce” podaje, że konsumenci wykorzystują social media najczęściej do porównania ofert (22 proc.), poszukiwania inspiracji (22 proc.) oraz poszukiwania informacji i opinii (21%).

Spontaniczny handel live

Proces zakupowy – odkrywanie produktów, szukanie ich, kupowanie – odbywa się dziś w serwisach społecznościowych. Zdecydowany klient klika w odnośnik (np. na Faceboku, Instagramie lub Pintereście) prowadzący do strony produktowej w danym e-sklepie, z możliwością natychmiastowego zakupu lub dokonuje transakcji bezpośrednio w aplikacji mobilnej, bez konieczności opuszczania jej.

Ważnym elementem social commerce stały się transmisje live na Facebooku lub w ramach relacji stories na Instagramie.

– W ten sposób można nawiązać i zbudować jeszcze intensywniejszą relację z klientem, lepiej wyeksponować towar oraz umożliwić zakupy na żywo prawie jak w realnym sklepie. W Polsce to relatywnie nowy trend, ale np. w Chinach serwisy streamingowe stanowią potężny kanał dotarcia do konsumentów – z tego typu platform korzysta ponad 62 proc. internautów. To ponad 600 mln ludzi! Siła transmisji live polega też na tym, że zachęcają one do spontanicznych zakupów. Na przykład właściciele sklepu ogrodniczego Zielone Pogotowie, działającego na platformie sklepów internetowych Shoper, podczas spotkań live dzielą się przydatną wiedzą, odpowiadają na pytania widzów i przy okazji ze szczegółami przedstawiają produkty. Na Facebooku zgromadzili społeczność aż 290 tysięcy osób – komentuje Jacek Zientkiewicz, Dyrektor Rozwoju na platformie sklepów internetowych Shoper.

Facebook selling

Wśród platform social media, na których warto sprzedawać, bardzo ważną rolę odgrywa Facebook. Według badania Bizrate Insights dla firmy eMarketer w 2020 roku, 18,3 proc. dorosłych Amerykanów dokonało zakupów na Facebooku – to zdecydowanie najwyższy wynik spośród social mediów. Drugą pozycję zajął Instagram (11,1 proc.), a trzecią Pinterest (2,9 proc.).

Kluczem do sukcesu na Facebooku jest tworzenie angażujących treści i zbudowanie lojalnej społeczności. To z pewnością udało się Agnieszce Niedziałek, prowadzącej e-sklep Na Piękne Włosy, która zaczęła od stworzenia fanpage’a z poradami na temat pielęgnacji włosów (obecnie ponad 93 tysięcy fanów). Obecnie uchodzi za autorytet w tej dziedzinie, a jej grupa “Włosing” na Facebooku liczy niemal 430 tysięcy osób.

Instagram selling

Za przyszłość social commerce uchodzi Instagram. Na początku służył jako platforma do publikacji zdjęć, obecnie to również skuteczny kanał komunikacji dzięki opcji Stories (codziennie korzysta z nich ponad pół miliona użytkowników).

Połowa właścicieli sklepów internetowych Shoper ma profil na Instagramie. 9 proc. z nich uważa aktywność na Facebooku czy Instagramie za najskuteczniejsze aktywności wpływające na sprzedaż.

Na Instagram postawiła Magda Kucia-Ochal, twórczyni marki Nancy Accessories. W jej sklepie Nancyakcesoria.pl można kupić rozmaite spersonalizowane akcesoria, m.in. etui, plannery czy biżuterię. Na instagramowym profilu (ponad 40 tysięcy followersów) nie tylko pojawiają się przykuwające uwagę zdjęcia, dużą rolę odgrywa komunikacja ze społecznością – przede wszystkim za pośrednictwem Stories. Magda nawiązała też współpracę z influencerami, którzy polecają jej produkty.

TikTok selling

W których mediach społecznościowych jest najwięcej reklam? Dla 17 proc. badanych takim miejscem jest dzisiaj serwis TikTok przez wielu niesłusznie nazywany serwisem tylko dla młodzieży. Pomysł na nagrywanie i dzielenie się rozrywkowym contentem wideo przyjął się szybko na całym świecie i w różnych kategoriach wiekowych, co kolejne firmy chcą teraz wykorzystać na własną korzyść.

Sam TikTok także rozwija swoje narzędzia reklamowe, dzięki którym sprzedawcy mogą lepiej dopasować reklamy do swoich odbiorców według płci, wieku, zachowań użytkowników i kategorii wideo, a następnie śledzić skuteczność kampanii. Już teraz można skorzystać z takich narzędzi, jak Brand Takeover czy In-feed video, które pozwalają na skuteczną reklamę.

Social-kupujący

Choć koncepcja sprzedaży przez social media nie jest nowa, pandemia przyczyniła się do gwałtownego rozwoju w tym obszarze. Izolacja sprawiła, że klienci zatęsknili za bezpośrednim kontaktem, a social selling mniej lub bardziej udanie imituje go w świecie wirtualnym.

Zanurzeni w nowych technologiach millenialsi oraz Pokolenie Z chętniej angażują się w social selling niż w klasyczny e-commerce. Według najnowszego badania Influencer Marketing Factory niemal połowa młodych osób w USA robi zakupy za pośrednictwem mediów społecznościowych przynajmniej raz w miesiącu. Najchętniej kupują ubrania (41 proc.) i kosmetyki (23 proc.).

– Dlatego tak ważne jest dzisiaj prowadzenie sprzedaży wielokanałowej: przede wszystkim pod marką własnego sklepu, ale też w kanałach social media. Bardzo ważnym elementem sprzedaży są kampanie reklamowe prowadzone w mediach społecznościowych, które pozwalają zdobyć nowe zamówienia i klientów. Z myślą o tym uruchomiliśmy na platformie Shoper autorską usługę Shoper Kampanie, dzięki której pomagamy naszym sklepom zwiększać liczbę zamówień dzięki skutecznym działaniom Facebooku, Instagramie czy w wyszukiwarce Google. Bez tego trudno dzisiaj o sukces w e-handlu – dodaje Jacek Zientkiewicz z Shoper.

Przegląd wydarzeń tygodnia 5.07 – 9.07.2021

Mimo że rynek akcji w USA poprawia rekordy, inne rynki nie podejmują rajdu ryzykownych aktywów. Deficyt pozytywnych katalizatorów i silnych danych makro może stworzyć próżnię, którą łatwo zapełnią obawy o nowy wariant wirusa. Jakkolwiek powinien być to jedyne pretekst do korekty niż poważny czynnik ryzyka, pewna doza ostrożności jest wskazana.

Wydarzenia tygodnia: ISM dla usług z USA, minutki FOMC, Sentix z Eurolandu, Zew z Niemiec, PKB Wielkiej Brytanii, RPP, RBA, rynek pracy z Kanady

USA

Tydzień w USA startuje z opóźnieniem, gdyż poniedziałek jest dniem wolnym po obchodach Dnia Niepodległości 4 lipca. Dalej kalendarz nie oferuje wiele istotnych odczytów. ISM dla usług (wt) powinien utrzymać poziomy sygnalizujące silną ekspansję w sektorze. W minutkach po czerwcowym posiedzeniu FOMC analizowane będzie, jak silne są jastrzębie głosy w komitecie. Biorąc pod uwagę, jak czerwcowy raport NFP nie zmienił zbytnio oczekiwań co do terminu startu redukcji skupu aktywów, możemy obserwować mniej zmienność na dolarze w oczekiwaniu na istotniejsze raporty w następnych tygodniach (CPI, sprzedaż detaliczna).

Strefa euro

Indeks Sentix ze strefy euro (pon) oraz ZEW z Niemiec (wt) są najważniejszymi publikacjami w bloku. Wskaźniki sentymentu pozwolą określić, jak szybko odbudowuje się aktywność gospodarcza. Znoszenie restrykcji wpływa na poprawę oceny bieżącej, ale przypadki zachorowań na wariant Delta w UE, w tym w Niemczech, prawdopodobnie podniosą niepewność wśród respondentów i negatywnie odłożą się na miarach przyszłych oczekiwań. Stąd nie liczylibyśmy na pozytywne impulsy dla euro. W piątek prezes EBC Lagarde weźmie udział w panelu w trakcie szczytu ministrów finansów i bankierów centralnych G20. Spodziewalibyśmy się podtrzymania gołębiego tonu.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii finalne odczyty PMI dla sektorów usługowego (pon) i budowalnego (wt) to już czerstwe informacje, które przejdą bez echa. Dopiero odczyt PKB za maj (pt) będzie istotny, gdyż pozwoli określić, jak szybko gospodarka wychodzi z pandemicznego dołka. Ryzyka przeważają po stronie pozytywnej niespodzianki, choć funtowi może być trudno skorzystać z entuzjazmu. Ostatnie komentarze prezesa BoE Baileya sugerują, że bank nie spieszy się do zaostrzania polityki pieniężnej. Dane o sytuacji w gospodarce dwa miesiące temu raczej nie są czymś, co nagle odmieni opinię prezesa BoE.

Polska

W Polsce posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej wyjątkowo odbędzie się w czwartek. Interesującym będzie, jak długo według nowe projekcji inflacja będzie pozostawać powyżej celu i czy będzie to silny argument w rękach jastrzębi. Mimo to zakładamy utrzymanie dotychczasowego nastawienia i brak sygnałów prędkich podwyżek czy wygaszania skupu aktywów. Po tym, jak czerwcowa inflacja zaskoczyła niższym odczytem (4,4 proc. vs 4,6 proc.), gołębi obóz na czele z prezes Glapińskim otrzymał solidne narzędzie, by łagodzić obawy o utratę kontroli and inflacją. Dodatkowo wzrost liczby przypadków zachorowań na wariant delta w Europie będzie wzmacniać argument o niepewności ścieżki ożywienia. Po złotym nie widać budowania jastrzębich oczekiwań przed posiedzeniem RPP (co jest zasługą „rozczarowania” odczytem CPI), więc o ile Rada nie zaskoczy nagłym zwrotem w polityce, EUR/PLN powinien stabilizować się blisko, ale powyżej 4,50.

Australia

W Australii w centrum uwagi będzie decyzja RBA (wt). Sporo mówiło się o powolnym starcie zacieśniania monetarnego, przede wszystkim o nierolowaniu programu skup aktywów na kolejne emisje obligacji. Jednak w obliczu lokalnych lockdownów, ryzyka dla gospodarki mogą skłonić bank do odroczenia decyzji, co byłoby gołębią niespodzianką. AUD już ma problemy w obliczu przebudzenia siły USD i gołębia niespodzianka od RBA może nasilić wyprzedaż.

Kanada

W Kanadzie czerwcowy raport z rynku pracy (pt) powinien przynieść odreagowanie za maj, kiedy wskutek przywróconych restrykcji mocno zredukowano tymczasowe miejsca pracy. Dobre dane potwierdzą, że ożywienie ponownie nabiera tempa. Razem z utrzymaniem wzrostów cen ropy naftowej, CAD ma przestrzeń do powrotu do umocnienia.

Chiny

Poza tym dane o inflacji z Chin (pt) mogą przyciągnąć uwagę. Wyższa presja inflacyjna zrodzi obawy o zaostrzenie polityki kredytowej i przyduszenie ożywienia gospodarczego. Takie dane zwykle psują nastroje podczas azjatyckiej części sesji i mogą nadać ponury ton dla rynków na koniec tygodnia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chińscy hakerzy szpiegują świat. Dropbox wykorzystany w dystrybucji malware’u

W cyberprzestrzeni nieustannie prowadzone są działania hybrydowe mające na celu zdestabilizowanie sytuacji politycznej. W ostatnim czasie przekonali się o tym m.in. polscy politycy, których korespondencja elektroniczna wyciekła m.in. do komunikatora Telegram. Z podobnymi problemami zmagają się również inne kraje. Firma Check Point Research poinformowała, że zidentyfikowała operację cyberszpiegowską wymierzoną w rząd Afganistanu. Eksperci zakładają, że działania, za którymi stoją chińskojęzyczni hakerzy, trwają co najmniej od 2014 roku, a dowody wskazują, że wśród ofiar są również Kirgistan i Uzbekistan.

IndigoZebra, chińskojęzyczna grupa hakerska, infiltrowała Afgańską Radę Bezpieczeństwa Narodowego – to wnioski z najnowszych badań ekspertów cyberbezpieczeństwa z Check Point Research. Firma rozpoczęła swoje dochodzenie w kwietniu br., po tym jak urzędnik Rady Bezpieczeństwa Narodowego Afganistanu otrzymał e-mail rzekomo z Biura Administracyjnego Prezydenta Afganistanu. Wiadomość zachęcała odbiorcę do przejrzenia zmian w dokumencie związanym ze zbliżającą się konferencją prasową NSC.

Jak wskazują analitycy, w swoich działaniach hakerzy wykorzystywali usługę Dropbox do maskowania swoich działań. Precyzując, cyberprzestępcy tworzyli unikalny dla ofiary folder na kontrolowanym przez atakującego koncie Dropbox. Gdy zachodziła potrzeba ataku, hakerzy wysyłali maila ze złośliwym plikiem, tzw. dropperem, który pobierał polecenia zezpośrednio z folderu. Oznacza to, że interfejs Dropboxa został wykorzystany jako centrum C&C (dowodzenia i kontroli) do przechwytywania dokumentów z afgańskich komputerów.

– Wykrywanie cyberszpiegostwa nadal jest dla nas najwyższym priorytetem. Tym razem natknęliśmy się na trwającą kampanię spear-phishingową wymierzoną w rząd afgański. – mówi Lotem Finkelsteen, szef działu wywiadu zagrożeń w Check Point Software. Jak dodaje, istnieją podstawy, by sądzić, że podobne działania zostały skierowane również przeciwko instytucjom rządowym i administracji w Kirgistanie i Uzbekistanie.
Dropbox wykorzystany w dystrybucji malware

– Nasze odkrycia przypisaliśmy chińskojęzycznemu podmiotowi. Godna uwagi jest tutaj taktyka oszustwa, wykorzystująca kontakt między ministerstwami. Warto również zauważyć, w jaki sposób cyberprzestępcy wykorzystali Dropbox aby uniknąć wykrycia. Była to technika, o której wszyscy powinniśmy wiedzieć i na którą wszyscy powinniśmy uważać. Niewykluczone, że ta grupa hakerów starała się atakować również inne kraje, dlatego zdecydowaliśmy się udostępnić listę domen wykorzystywanych w ataku, mając nadzieję, że ich nazwy mogą zostać wykorzystane przez innych badaczy cybernetycznych. – wyjaśnia ekspert Check Point Software.

Wykryta przez ekspertów Check Pointa kampania jest kolejnym głośnym przykładem ujawnionych w tym roku ataków cybernetycznych skierowanych przeciwko instytucjom państwowym. W ostatnich tygodniach polskie i zagraniczne media informowały o atakach hakerskich na polskich polityków, które miała przeprowadzić łączona z Rosją grupa UNC1151. Jak wynika z najnowszego Threat Intelligence Report firmy Check Point Software Technologies, globalne ataki hakerów na organizacje polityczne i administrację znacznie wzrosły na przełomie maja i czerwca 2021 r., a kluczowym wektorem są wiadomości e-mail, które odpowiadają w sektorze rządowym i wojskowym za 89% infekcji.

Nowe ulgi podatkowe na innowację dla firm zaproponowane w ramach Polskiego Ładu

Od przyszłego roku w ramach Polskiego Ładu ma zacząć funkcjonować kompleksowy system ulg podatkowych obejmujących niemal każdy etap procesu produkcyjnego.

Oprócz znanych już rozwiązań zaproponowano także: ulgę na prototyp, ulgę na robotyzację przemysłową oraz ulgę na wsparcie innowacyjnych pracowników. Natomiast w istniejących już ulgach podatkowych, tj. uldze B+R oraz uldze IP Box, zaproponowano zmiany.

Pierwsza zmiana, która planowana jest w ramach Polskiego Ładu, ma dopuszczać symultaniczne korzystanie z ulgi IP Box oraz ulgi B+R.

– Wprowadzenie tej zmiany będzie głównie korzystne dla podmiotów, które w 100% generują dochody z IP Box’a, gdyż dotychczas obowiązujące rozwiązanie nie umożliwiało w praktyce skorzystania przez nie z ulgi B+R – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Czajkowski, Associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert ds. podatków BCC.

Ponadto zgodnie z założeniami od 2022 r. podatnicy korzystający z ulgi B+R będą uprawnieni do odliczenia w ramach ww. ulgi 200% kosztów pracowniczych. Natomiast tzw. centra badawczo-rozwojowe będą mogły zaliczać do kosztów nie 150%, a 200% wydatków kwalifikowanych.

Ulga na prototyp ma być rozwiązaniem, które podatkowo wspomoże twórców poprzez możliwość tańszego wytworzenia prototypu. Jest to rozwiązanie wzorowane na pomyśle francuskim, gdzie taka ulga działa od lat.

Zgodnie z założeniami będzie mogła skorzystać z tej ulgi każda firma, która opracuje nowy prototyp wyróżniający się wydajnością techniczną, użytecznością oraz funkcjonalnością. Przy tym innowacyjność prototypu będzie rozumiana jako innowacja w skali firmy, wytworzony prototyp ma rozwijać ofertę firmy i pozwalać na pozyskanie nowych rynków zbytu. Ulga ta ma dotyczyć więc produkcji próbnej, która ma skutkować wprowadzeniem na rynek nowego produktu.

Firma, która zdecyduje się na podjęcie prac nad wytworzeniem prototypu, będzie mogła podwójnie zaliczyć wydatki na jego wytworzenie w koszty uzyskania przychodów. Możliwość podwójnego odliczenia zostanie jednak ograniczona do 30% wydatków (nie więcej niż 10% dochodów). W uproszczeniu, za każdą złotówkę wydaną na jego opracowanie dochód firmy będzie mógł zostać pomniejszony o 1,30 zł. Ulga ta ma działać podobnie do ulgi B+R – tj. ma ona dawać możliwość odliczenia niektórych kosztów prototypu, na zasadach zbliżonych do ulgi B+R.

– Żeby nie było zbyt pięknie, projektowane przepisy zawierają katalog zamknięty wydatków, które będą mogły zostać uznane za tzw. wydatki kwalifikowane w ramach tego rozwiązania – wyjaśnia M. Czajkowski. – Obecnie wiadomo, że będą to m.in. wydatki poniesione na nabycie lub wytworzenie fabrycznie nowego środka trwałego, który jest niezbędny do uruchomienia produkcji próbnej, koszty jego ulepszenia, koszty nabycia materiałów i surowców. Natomiast przy wprowadzaniu na rynek nowego produktu podatnik będzie mógł rozliczyć m.in. koszty przygotowania dokumentacji do uzyskania certyfikatu, homologacji, znaku CE, znaku bezpieczeństwa czy też oznakowań związanych z dopuszczeniem do obrotu.

Ulga na robotyzację przemysłową ma być skierowana do firm, które będą chciały zautomatyzować swoją produkcję. Z ulgi na robotyzację skorzysta firma, która zakupi oraz zaimplementuje robota przemysłowego. Za wydatki kwalifikowane w ramach ulgi na robotyzację będą uważane m.in.:

*koszty nabycia fabrycznie nowych robotów przemysłowych, maszyn i urządzeń peryferyjnych do robotów przemysłowych funkcjonalnie z nimi związanych, maszyn, urządzeń i innych rzeczy funkcjonalnie związanych z robotami przemysłowymi, które będą służyć ergonomii i bezpieczeństwu pracy w odniesieniu do tych stanowisk, gdzie będzie zachodzić interakcja człowieka z robotem przemysłowym.

*koszty nabycia wartości niematerialnych i prawnych niezbędnych do poprawnego uruchomienia i przyjęcia do używania robotów przemysłowych oraz innych środków trwałych,

*koszty nabycia usług szkoleniowych dotyczących robotów przemysłowych i innych środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych, oraz

*opłaty ustalone w formie leasingu finansowego robotów przemysłowych oraz innych środków trwałych związanych z nimi.

W zakładanym modelu ulgi podatnik korzystający z niej odliczy od dochodu dodatkowo 50% wysokości wspomnianych kosztów. Także ta ulga ma być rozliczana na zasadach podobnych do podatkowej ulgi B+R, tj. w zeznaniu rocznym.

Pilotażowo odliczenie w ramach ulgi na robotyzację będzie miało zastosowanie do wydatków poniesionych na robotyzację w latach 2022-2026.

Z ulgi na innowacyjnych pracowników będą korzystały firmy, które prowadzą działalność B+R i zatrudniają pracowników do jej wykonywania. Założeniem tej ulgi ma być możliwość zaoferowania lepszych warunków płacowych wysoko wykwalifikowanym pracownikom.

Projekt zakłada dodatkowy katalog kosztów kwalifikowanych, który będzie obejmował koszty poniesione przez płatnika dotyczące wypłacanych należności z tytułu umowy o pracę lub na podstawie umów cywilnoprawnych zawartych z pracownikiem, który co najmniej 50% pracy przeznacza na realizację działalności B+R.

– Firmy, które skorzystają z ulgi na wsparcie innowacyjnych pracowników, będą mogły zmniejszyć zaliczki na podatek dochodowy, które są potrącane od dochodów ze stosunku pracy lub umów cywilnoprawnych, uzyskiwanych przez innowacyjnych pracowników – wyjaśnia M. Czajkowski z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Aby skorzystać z ww. ulgi, wymagane będzie zaangażowanie pracownika w działania badawczo-rozwojowe, posiadanie przez niego tytułu naukowego bądź wybranego tytułu zawodowego.

Jako przykłady innowacyjnych pracowników rząd wskazuje m.in. badaczy, programistów, wynalazców, konstruktorów, inżynierów czy specjalistów farmacji, wirusologii i innych. Wyliczenie to jednak nie stanowi katalogu zamkniętego.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – czerwiec 2021 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 6,5% rdr do 24,6 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 15,2% rdr do poziomu 1,3 mln szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 1770,5% rdr do 37,0 mld zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 3,9% do poziomu
    18,1 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 64,2% rdr do 13,6 TWh
  • Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 71,8% rdr do 2,7 TWh

W czerwcu 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 25,5 mld zł, czyli o 4,4% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 6,5% rdr do poziomu 24,6 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 172,8 mln zł, o 6,5% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec czerwca wyniosła 66 067,21 pkt i była o 33,3% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w czerwcu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 58,6% rdr do poziomu 349,4 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 60,2% rdr i wyniosła 326,8 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w czerwcu wyniósł 1,3 mln szt., czyli o 15,2% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 5,9% rdr do poziomu 521,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 31,1% rdr do 197,8 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 107,5% rdr do 587,8 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 25,3% rdr do 22,0 tys. szt.

W czerwcu zanotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 4,5% rdr do poziomu 245,5 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 46,5% rdr do 40,1 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec czerwca 102,3 mld zł, wobec 93,3 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 3,0% rdr do poziomu 222,9 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 37,0 mld zł wobec 2,0 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 1770,5% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 18,1 TWh, co oznacza spadek o 3,9% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 2,5% rdr do poziomu 2,9 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 5,0% rdr do poziomu 15,2 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 64,2% rdr do 13,6 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 12,0% do poziomu 1,0 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 70,5% rdr do poziomu 12,6 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,5 TWh, co oznacza wzrost o 1,7% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 26,4% rdr do poziomu 11,0 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 71,8% rdr, do wolumenu 2,7 TWh.

Kapitalizacja 379 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w czerwcu wyniosła 637,3 mld zł (141 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 426 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 228,2 mld zł (272 mld EUR).

Na rynku NewConnect w czerwcu br. zadebiutowały akcje spółki LIVE MOTION GAMES S.A. (wartość oferty: 4,7 mln zł).

Na rynku Catalyst w czerwcu br. zadebiutowały obligacje komunalne Gminy Miasta Kołobrzeg (wartość oferty: 30 mln zł).

W czerwcu 2021 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Ponad jedna czwarta firm z branży spożywczej zwiększyła nakłady na odnowienia parków maszyn

W trakcie pandemii 28 proc. polskich MŚP z branży spożywczej zwiększyło budżety na odnowienia parków maszyn i urządzeń – wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce. Jednocześnie 16 proc. przedsiębiorstw zainwestowało w automatyzację procesów produkcji. Inwestycje w maszyny są ściśle powiązane ze zdolnością firm do konkurowania. Pomimo pandemii, branża utrzymała wysoki wynik konkurencyjności, jednak firmy z tej branży muszą wciąż inwestować, aby utrzymać udziały w rynku.

Część branży spożywczej stawia na nowoczesne rozwiązania

Według badania Siemens Financial Services w Polsce, 28 proc. firm z branży spożywczej deklaruje, że zwiększyło nakłady na odnowienia parku maszyn i urządzeń (MiU) w czasie pandemii koronawirusa, podczas gdy zaledwie 5 proc. ankietowanych zmniejszyło budżety na ten cel. Sama częstotliwość odnowień wzrosła wśród 17 proc. podmiotów. W perspektywie najbliższych miesięcy, prawie jedna trzecia przedsiębiorstw planuje zwiększyć nakłady na odnowienia. Warto dodać, że ponad połowa badanych chce inwestować wyłącznie w nowe urządzenia.

W przypadku automatyzacji procesów produkcji, 16 proc. badanych zainwestowało w rozwój tego obszaru w czasie pandemii. Z kolei 27 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że również w najbliższych miesiącach zwiększy nakłady na automatyzację.

– Wyniki naszego badania pokazują, że mimo wymagającej sytuacji na rynku część polskich firm spożywczych inwestowała w okresie pandemii. W porównaniu do pomiaru przeprowadzonego tuż przed wybuchem Covid-19, skala inwestycji w automatyzację procesów produkcji jest mniejsza. Warto jednak podkreślić, że stopień odnowień parku maszyn i urządzeń, jak i wyniki ze sprzedaży krajowej utrzymały się na stabilnym poziomie, dzięki czemu firmy z tej branży zachowały swoją zdolność do konkurowania – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce.

Ponad jedna czwarta firm z branży spożywczej zwiększyła nakłady na odnowienia parków maszyn
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r.
N = 100 firm produkcyjnych z branży spożywczej (MŚP).

Polskie firmy wciąż konkurencyjne

Konkurencyjność polskiej branży spożywczej w stosunku do firm zagranicznych pozostała na stabilnym poziomie. Według 28 proc. badanych, polskie podmioty są tak samo konkurencyjne biorąc pod uwagę wyposażenie parków MiU. Jednocześnie 27 proc. uważa, że branża jest gorzej przygotowana (wobec 41 proc. przed pandemią), a 5 proc. deklaruje, że rodzime firmy są bardziej konkurencyjne od podmiotów z innych krajów.

Aktualny odczyt branżowego wskaźnika konkurencyjności Siemens Financial Services w Polsce (Indexu MiU) potwierdza, że firmy wciąż są konkurencyjne. Sub-indeks MiU dla przedsiębiorstw spożywczych wynosi obecnie 48,76 pkt wobec 50,29 pkt w marcu 2020 roku. Większość przedsiębiorstw utrzymała wcześniej wypracowaną zdolność do ekspansji, dzięki czemu odnotowano minimalny spadek zdolności do konkurowania w porównaniu do poprzedniego pomiaru. Wpływ na taki wynik miało spowolnienie inwestycji w automatyzację, ale większość firm utrzymała tempo odnowień parku MiU.

Sub-indeks MiU
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r.
N = 100 firm produkcyjnych z branży spożywczej (MŚP).

Firmy spożywcze już teraz inwestują w rozwój i wręcz powinny utrzymać ten kierunek. Potwierdzają to globalne szacunki Siemens Financial Services, według których przedsiębiorstwa z tej branży w ciągu najbliższych 5 lat powinny przeznaczyć ponad 14 miliardów złotych na inwestycje w cyfrową modernizację, aby utrzymać wysoką konkurencyjność.

Sprzedaż krajowa i zagraniczna na stabilnym poziomie

Wzrost przychodów ze sprzedaży krajowej w okresie pandemii odnotowało 26 proc. firm. Jednocześnie 29 proc. badanych przewiduje, że w najbliższych miesiącach zwiększy przychody na lokalnym rynku.

Przedsiębiorcy pozytywnie postrzegają sprzedaż eksportową w najbliższych miesiącach, gdyż ponad 38 proc. z nich uważa, że zwiększy przychody z rynków zagranicznych. Ponadto, 21 proc. firm zwiększyło dywersyfikację rynków zbytu, co również powinno potencjalnie wzmocnić wyniki sprzedaży w kolejnych okresach.

Firmy spożywcze już teraz inwestują w rozwój
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2020 r.
N = 100 firm produkcyjnych z branży spożywczej (MŚP).

Finansowanie zewnętrzne ważne przy inwestycjach w MiU

Większość polskich przedsiębiorców (80 proc.) z branży spożywczej utrzymała na niezmienionym poziomie udział finansowania zewnętrznego w inwestycjach w parki MiU wobec okresu przed pandemią. Dodatkowo 15 proc. firm zamierza ten udział jeszcze zwiększyć w kolejnych miesiącach.

W branży spożywczej ponad 40 proc. ankietowanych firm wskazuje, że dywersyfikuje źródła finansowania MiU (środki własne, leasing, kredyt, dotacja). Pandemia wyraźnie wpłynęła na sposób pozyskiwania kapitału i podejmowane decyzje w tym zakresie przez producentów. Obecnie 48 proc. przedsiębiorstw wymienia środki własne jako główne źródło finansowania MiU i jest to znaczący wzrost w porównaniu do czasu przed pandemią (26 proc.). W marcu ub. roku jedna czwarta badanych wymieniała taki wariant jako dominujący, gdy aktualnie niecałe 12 proc. podaje, że korzysta głównie z zewnętrznego finansowania.

– Wśród badanych firm zauważamy pozytywne trendy dotyczące częstotliwości odnowień i planowanej automatyzacji produkcji. Przedsiębiorcy są zdecydowani unowocześniać swoje zakłady i korzystać z technologii, aby utrzymywać najwyższą jakość oferowanych produktów oraz spełniać oczekiwania klientów. Ważne jest, aby stopniowo zastępować stare maszyny tymi nowoczesnymi i tworzyć komplementarne parki MiU ze zautomatyzowanym procesem produkcji. Wykorzystanie rozwiązań przemysłu 4.0, m.in. Internetu Rzeczy (IoT) czy Predivtive Maintenance (PdM), powinno być podstawowym narzędziem do utrzymania konkurencyjności przez polskie firmy spożywcze – mówi Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services w Polsce.

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 100 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2020 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży spożywczej z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

ORLEN Południe wspólnie z PGNiG chce rozwijać program biogazowy

ORLEN Południe, spółka z Grupy ORLEN, wspólnie z PGNiG złożyła wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o utworzenie spółki celowej, która zainwestuje w rozwój sieci nowoczesnych biometanowni. ORLEN Południe nabył już trzy instalacje, w tym ostatnio w gminie Jeżewo w województwie kujawsko-pomorskim. Z substratów rolniczych, odpadowych i pozostałości z przemysłu przetwórczego będzie w nich produkowany przyjazny środowisku biometan, wykorzystywany w przemyśle lub energetyce. Realizacja programu biogazowego wpisuje się w strategię ORLEN2030 zakładającą rozwój nisko- i zeroemisyjnej energetyki.

Biometan to biogaz produkowany z odnawialnych źródeł energii, o parametrach gazu ziemnego. Powstaje poprzez oczyszczanie biogazu ze związków siarki i dwutlenku węgla. Może być wykorzystywany w transporcie lub służyć jako paliwo do produkcji biowodoru.

– Prowadzimy nowoczesny biznes, który umożliwia zrównoważony rozwój całej Grupy ORLEN. W te działania wpisuje się m.in. program biogazowy ORLEN Południe, który spółka dynamicznie rozwija pozyskując kolejne biogazownie. Projekt ten ma duże znaczenie dla Grupy ORLEN, wzmacniając jej kompetencje w obszarze energetyki odnawialnej, a także dla polskiej gospodarki oraz krajowego bezpieczeństwa energetycznego. Jest też przykładem synergii biznesowych, które możemy zyskać po przejęciu Grupy PGNiG – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Współpraca ORLEN Południe i PGNiG, w ramach programu biogazowego, ma opierać się przede wszystkim na pozyskiwaniu i budowie instalacji biogazowych, rozwoju technologii wykorzystywanych do produkcji biometanu, a także przy produkcji i wykorzystaniu biometanu w różnych obszarach działalności spółek. Inwestycje miałaby realizować powołana przez ORLEN Południe i PGNiG spółka celowa, w której ORLEN Południe miałby 51 proc., a PGNiG – 49 proc. udziałów.

Wniosek o powołanie spółki wpłynął już do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Oznacza to formalne zainicjowanie współpracy ORLEN Południe i PGNiG. Pozytywne rozpatrzenie wniosku przez UOKiK umożliwi dalszą realizację programu biogazowego, zgodnie z przyjętymi założeniami.

Zakupiona przez ORLEN Południe instalacja w Jeżewie, o mocy 1,8 MWe, została oddana do użytku w 2014 roku i obecnie produkuje energię elektryczną z przeznaczeniem na lokalny rynek. Źródłem produkowanego w niej biogazu, który charakteryzuje się dużą zawartością biometanu, są substraty odpadowe płynne i półpłynne, pochodzące z przemysłu spożywczego oraz hodowli zwierząt.

ORLEN Południe planuje do 2024 roku rozbudowę zakładu o dodatkowe zbiorniki fermentacyjne, co pozwoli zwiększyć moc instalacji do 3,2 MWe. Z kolei doposażenie jej w urządzenia i instalacje do przekształcenia biogazu w biometan oraz podłączenie do sieci umożliwi produkcję ok. 8 mln m3 biometanu rocznie.

Razem z biogazownią spółka przejęła zakład utylizacji odpadów, którego zdolności przerobu wynoszą 150 tys. ton odpadów rocznie, w tym ok. 15,5 tys. ton odpadów poubojowych. Posiadanie własnego zakładu utylizacji odpadów wyróżnia obiekt w gminie Jeżewo na polskim rynku biogazowniczym.

W grudniu ubiegłego roku ORLEN Południe nabył działającą biogazownię w Konopnicy, w gminie Rawa Mazowiecka. W styczniu zakupił dwie działki w gminie Ryn, w których rozpoczął już prace związane z budową własnej instalacji. Z kolei w marcu sfinalizował zakup biogazowni rolniczej w miejscowości Wojny-Wawrzyńce, w gminie Szepietowo. Spółka planuje rozbudowę tych instalacji i przekształcenie ich w biometanownie wytwarzające biometan, który byłby wtłaczany do sieci dystrybucyjnej i potencjalnie wykorzystany do produkcji zielonego wodoru.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy regulującej kontrolę trzeźwości w pracy

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii przygotowało projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, którego przepisy mają umożliwić pracodawcom – pod pewnymi warunkami – wprowadzenie prewencyjnego badania pracowników na obecność alkoholu lub podobnie działających środków, regulując przy tym także zasady ich przeprowadzania.

Zdaniem ZPP, projektowane przepisy w zakresie kontroli trzeźwości w pracy należy uznać za niezwykle ważne i potrzebne wszystkim interesariuszom rynku pracy. W obecnie obowiązującym porządku prawnym brakuje podstaw prawnych do samodzielnego dokonywania przez pracodawcę prewencyjnego i wyrywkowego badania pracowników na obecność alkoholu lub środków działających podobnie do alkoholu. Co równie warte podkreślenia – w świetle obecnie obowiązujących przepisów, badanie pracownika, co do którego zachodzi uzasadnione podejrzenie, że spożywał alkohol w czasie pracy lub stawił się do niej w stanie po użyciu alkoholu jest obarczone zbyt rygorystycznymi zasadami, wymagającymi m.in. zaangażowania w kontrolę takiego pracownika organów powołanych do ochrony porządku publicznego (np. policji).

Należy jednoznacznie stwierdzić, że brak uprawnień pracodawców do weryfikacji stanu psychofizycznego pracowników może powodować niebagatelne, ujemne skutki dla przedsiębiorstw. Brak kontroli wśród określonych branż lub grup pracowników może powodować zagrożenie zdrowia lub życia nie tylko pracownika będącego pod wpływem alkoholu lub innych środków, ale także jego współpracowników oraz osób trzecich. Ponadto, szkody wynikające z działań pracownika pozostającego pod wpływem alkoholu bądź innych substancji mogą generować istotne ryzyko prawne i finansowe po stronie pracodawcy.

Dlatego naszym zdaniem, wprowadzenie regulacji w przedmiocie dokonywania kontroli trzeźwości, które będą jasne i przejrzyste zarówno dla pracowników, jak i pracodawców pozwoli na uniknięcie wielu sporów pomiędzy obiema grupami. Dlatego mając na uwadze powyższe, ZPP pragnie przedstawić szereg uwag, które w naszym przekonaniu pozwolą na podniesienie jakości i efektywności wprowadzanych norm prawnych, które w istotny sposób oddziaływać będą na sytuację rodzimych przedsiębiorców i ich pracowników.

I. Obecność alkoholu w organizmie pracownika, a dopuszczenie do wykonywania pracy

Zgodnie z treścią wprowadzanego art. 221c. § 4, „kontrola trzeźwości obejmuje badanie przy użyciu metod niewymagających badania laboratoryjnego polegające na stwierdzeniu obecności albo braku alkoholu w organizmie pracownika”. Oznacza to, że pracodawca będzie miał możliwość dokonywania kontroli jedynie za pomocą urządzeń wskazujących w sposób zerojedynkowy obecność alkoholu, albo jego brak w organizmie pracownika.

Powyższy zapis okazuje się być problematyczny i niespójny w obliczu treści projektowanego art. 221d. § 1, który stanowi, iż „pracodawca nie dopuszcza do wykonywania pracy pracownika, jeżeli kontrola trzeźwości, o której mowa w art. 221c § 1, wykaże obecność alkoholu w organizmie pracownika, wskazującą na stan po użyciu alkoholu – w rozumieniu art. 46 ust. 2 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz. U. z 2019 r. poz. 2277, z 2020 r. poz. 1492 oraz z 2021 r. poz. 41 i 694) – albo zachodzi uzasadnione podejrzenie, że stawił się on do pracy w stanie po użyciu alkoholu lub spożywał alkohol w czasie pracy”.

Naszym zdaniem, powyższy przepis w obecnym brzmieniu, zawierającym odesłanie do przepisu art. 46 ust. 2 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi umożliwia dopuszczenie do pracy pracownika, gdy zawartość alkoholu w jego organizmie wyniesie poniżej 0,2 ‰ stężenia alkoholu we krwi albo poniżej 0,1 mg stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu.

Jednakże, pracodawca nie będzie posiadać narzędzi do ustalenia, czy zawartość alkoholu w organizmie pracownika mieści się w normie określonej w art. 46 ust. 2 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, gdyż przedstawiony projekt ustawy, w swoim obecnym brzmieniu nie dopuszcza do użytku urządzeń do pomiaru zawartości alkoholu, wskazujących dokładny poziom stężenia substancji w organizmie (np. alkomatów wskaźnikowych, czy dragerów).

Dlatego w ocenie ZPP, pracodawca powinien mieć możliwość przeprowadzania badań trzeźwości z użyciem urządzenia wskazującego konkretny wynik zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu, już w ramach pierwszego dokonywanego pomiaru. W przypadku pozytywnego wyniku pierwszego badania, po upływnie 15 minut pracodawca dokonywałby drugiego, weryfikacyjnego pomiaru, który pozwalałby ocenić, czy wskazania mają tendencję spadkową czy wzrostową.

Powyżej zaproponowana zmiana legislacyjna sprawiłaby, iż cała procedura wyjaśniająca byłaby sprawniejsza i efektywniejsza dla obu stron. Ponadto, powzięcie wiedzy na temat konkretnego poziomu zawartości alkoholu w organizmie pracownika, pozwoliłoby na zróżnicowanie ciężaru wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i higienie pracy, w zależności od wartości wynikających z przeprowadzonych badań.

Co równie istotne, w inicjatywie legislacyjnej należy także zadbać o ustalenie wysokich norm technicznych dla urządzeń pomiarowych (alkomatów itp.), które będą używane do dokonywania kontroli trzeźwości. Badania na zawartość alkoholu powinny być przeprowadzane wyłącznie za pomocą certyfikowanych, atestowanych urządzeń pomiarowych po to, aby odczyty z urządzeń dawały jak największą pewność co do odzwierciedlania rzeczywistego stanu psychofizycznego pracownika. Ponadto, dopuszczenie do używania urządzeń jedynie najwyższej jakości, wyeliminuje potencjalne kwestionowanie wyników badań, w drodze np. sporów sądowych.

II. Kontrola trzeźwości osób wykonujących pracę na innej podstawie niż stosunek pracy

Zdaniem ZPP, art. 221h w słuszny sposób reguluje możliwość dokonywania kontroli przez pracodawcę także innych osób fizycznych, wykonujących pracę na podstawie innych umów niż umowa o pracę. Zaprojektowany przepis tym samym daje uprawnienie do badania m.in. osób wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych (np. umowy zlecenia), czy też osób prowadzących na własny rachunek działalność gospodarczą (i wykonujących zadania na rzecz przedsiębiorcy np. na podstawie umowy o współpracę).

Jednakże, co istotne, ustawodawca nie przewidział możliwości dokonywania badania wśród pracowników podmiotów zewnętrznych, realizujących zadania na rzecz danego przedsiębiorcy. Mowa tu m.in. o pracownikach podwykonawców, dlatego rozszerzenie niniejszego przepisu nowelizacji o taką grupę pracowników, pozwoliłoby naszym zdaniem na zapewnienie wysokich standardów bezpieczeństwa w szczególności w branży budowlanej, gdzie zjawisko zlecania części lub większości zadań podwykonawcom jest powszechne.

III. Rozszerzenie kompetencji kontrolnych o osoby wyznaczone przez przedsiębiorcę

Projektowany przepis art. 221c § 3, który w obecnym świetle stanowi, iż „kontrola trzeźwości jest przeprowadzana przez pracodawcę w sposób ustalony zgodnie z § 10”, de facto nie reguluje, kto w imieniu przedsiębiorcy może wykonać badanie trzeźwości wśród pracowników.

W celu eliminacji wątpliwości interpretacyjnych, jakie mogą się pojawić przy stosowaniu tego przepisu, ZPP rekomenduje, aby w niniejszym przepisie rozszerzyć kompetencje kontrolne o osoby wyznaczone przez pracodawcę, w tym także pracowników ochrony osób i mienia, którzy najczęściej w dużych zakładach pracy kontrolują ruch osobowy.

Mając na uwadze powyższe, proponujemy zmianę brzmienia przepisu na następującą treść: „kontrola trzeźwości jest przeprowadzana przez pracodawcę lub osobę przez niego upoważnioną, w tym kwalifikowanego pracownika ochrony fizycznej na obszarze, w obiektach i urządzeniach, o których mowa w ustawie z dnia 22 sierpnia 1997 r. o ochronie osób i mienia (Dz.U. z 2020 r. poz. 838), w sposób ustalony zgodnie z § 10”.

Dzięki wprowadzonej modyfikacji, wyeliminowane zostaną spory między pracodawcami, a pracownikami w przedmiocie tego, kto – w imieniu przedsiębiorcy – może dokonywać kontroli trzeźwości w zakładzie pracy.

IV. Wprowadzenie podstawy prawnej do przetwarzania przez pracodawcę danych zdrowotnych powiązanych ze spożyciem alkoholu przez pracowników

Projekt ustawy w obecnym kształcie przewiduje podstawę do przetwarzania wyłącznie samej informacji, wskazującej na obecność alkoholu w organizmie badanego pracownika, lub jego brak. Postulujemy jednak o wprowadzenie wyraźnej, a zarazem szerszej podstawy prawnej do przetwarzania przez pracodawcę danych zdrowotnych powiązanych ze spożyciem alkoholu.

Taka forma regulacji stanowiłaby ogólną podstawę do przetwarzania przez pracodawcę danych dotyczących zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu, schorzeń zgłaszanych przez pracownika, które to mogą wymagać przyjmowania substancji medycznych zawierających alkohol albo inne środki, które w następstwie spożycia wykazywałyby dodatni wynik badania trzeźwości. Powyższe rozwiązanie pozwoliłoby na uniknięcie wielu niesłusznych (lecz sytuacyjnie uzasadnionych) podejrzeń w stosunku do pracowników, przyjmujących określone wyroby medyczne.

Podsumowanie

Reasumując, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców popiera kierunek podejmowanych zmian legislacyjnych, jednocześnie dostrzegając potencjał do modyfikacji projektowanej ustawy w taki sposób, aby zapewniła ona jeszcze efektywniejsze rozwiązania w zakresie kontroli trzeźwości w zakładach pracy, co istotnie przełoży się na poprawę bezpieczeństwa i higieny pracy. W naszej opinii, zaproponowane przepisy w zrównoważony sposób godzą jednocześnie obowiązki pracodawców w zakresie zapewnienia ochrony życia i zdrowia pracowników, jak i potrzeby przedsiębiorców w przedmiocie ochrony mienia należącego do przedsiębiorstwa.

Tempo wzrostu inflacji w Polsce spowolniło

W tym tygodniu najistotniejszymi danymi z Polski były czerwcowe wyniki wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych CPI. Roczna stopa inflacji w czerwcu wyniosła 4,4%, co nadal utrzymuje tempo wzrostu cen znacznie powyżej celu 2,5%. Z drugiej strony, w ujęciu miesiąc do miesiąca w czerwcu nastąpiło spowolnienie inflacji (z 4,7% w maju).

Złoty zareagował na te wyniki lekkim osłabieniem, ale w praktyce sytuacja polskiej waluty nie uległa zmianie. W tym tygodniu opublikowano również wyniki zharmonizowanej inflacji w strefie euro, które pokazały, że tempo wzrostu cen jest stabilne. Zharmonizowana inflacja HICP wykazała wzrost o 1,9% r/r.

W nadchodzących miesiącach inflacja może nadal rosnąć. Luzowanie ograniczeń, które zachęci do korzystania z sektora usług i zwiększonych wydatków konsumentów, powrót do wyższego poziomu niemieckiego podatku VAT czy wskaźnik cen PPI nie sugerują, że inflacja zacznie spadać.

Kurs złotego względem euro w tym tygodniu niewiele się zmienił, w piątek rano notowany był na poziomie 4,52 PLN/EUR.

Wyniki Krajowego Raportu Zatrudnienia ADP pomagają wzmocnić amerykańską walutę. Według ADP w czerwcu w sektorze prywatnym utworzono 692 000 nowych miejsc pracy, czyli o prawie 100 000 więcej niż szacował rynek. Kurs USD/EUR na koniec tygodnia spadł i wobec powyższego wynosił 1,183.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Rynek pracy za oceanem wciąż silny

Wczorajsze dane potwierdzają poprawiającą się kondycję amerykańskiego rynku pracy. Powoduje to, że pomimo dobrych wyników indeksów koniunktury w Europie kapitał wciąż ucieka za ocean.

Kolejne dobre dane zza oceanu

Drugi dzień z rzędu otrzymujemy dobry sygnał z amerykańskiego rynku pracy. W środę była to większa liczba miejsc pracy w raporcie ADP. Natomiast wczoraj był to kolejny spadek liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 364 tysiące to kolejne minimum od początku pandemii koronawirusa. Nie może zatem dziwić, że wczoraj pomimo tego, że od rana dolar był w odwrocie, to spokojnie odrobił straty. Dzisiaj od rana na otwarciu rynków w Europie amerykańska waluta dalej zyskuje. Niewykluczone, że inwestorzy już teraz przygotowują się na potencjalnie lepsze dane z rynku pracy. O godzinie 14:30  poznamy stopę bezrobocia, a skoro liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spada, a liczba miejsc pracy rośnie, to oczekiwanie spadku jest bardzo racjonalne.

Indeksy koniunktury znów rosną

Wczoraj poznaliśmy wyniki indeksów PMI dla przemysłu gospodarek europejskich. Polska wypadła bardzo dobrze. Wynik 59,4 pkt to znacznie powyżej oczekiwanych 57,5 pkt. Wynik powyżej 50 pkt potwierdza oczekiwania wzrostu gospodarczego. Pomimo tych dobrych danych optymizm ankietowanych w Polsce jest i tak znacznie niższy niż w strefie euro. Tam wynik osiągnął 63,4 pkt. To właśnie między innymi po tych danych od rana dolar trochę tracił na wartości. Jak jednak wiemy, odbicie było krótkotrwałe i kurs wrócił szybko na poziom z początku dnia, kontynuując słabą passę euro względem dolara. Lepsze dane z Polski pozwoliły przez chwilę umacniać się złotemu nawet o 1,5 grosza względem euro.

Szwecja nie zmienia stóp procentowych

Szwedzi pozostawili stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,0%. Szwecja jest jednym z nielicznych krajów, które w trakcie pandemii nie obniżyły stóp procentowych, pomimo tego, że owe 0,0% nie jest najniższym poziomem w historii. Do października 2019 roku obowiązywała tam ujemna stawka -0,25%. Rynki spodziewały się pozostawienia stawki na niezmienionym poziomie, w związku z czym nie było widać silnej reakcji kursu korony szwedzkiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

1 lipca ruszył Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego 3.0 na lata 2021–2023, który obejmie 65 spółek z Głównego Rynku i NewConnect

Giełdowy Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego 3.0 polega na sporządzaniu przez firmy inwestycyjne raportów analitycznych finansowanych przez GPW. Celem Programu jest zwiększenie dostępności analiz dla mniej płynnych spółek, a co za tym idzie umożliwienie inwestorom podejmowanie bardziej świadomych decyzji inwestycyjnych w oparciu o wiarygodne, niezależne źródło informacji o emitencie. Do Programu zakwalifikowanych zostało 65 spółek notowanych na Głównym Rynku (59 emitentów) oraz na rynku NewConnect (6 emitentów).

Przez dwa lata funkcjonowania Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego spełnił cele, które przyświecały nam w momencie jego uruchomienia. Wprowadzone zmiany w oparciu o dialog z przedstawicielami rynku pozwoliły wypracować takie rozwiązania, dzięki którym w kolejnej edycji Programem objętych będzie 65 spółek z Głównego Rynku oraz NewConnect o zróżnicowanej kapitalizacji reprezentujących różne branże. Zdecydowana większość z nich (47) do tej pory nie była objęta profesjonalnym pokryciem analitycznym lub analizy tworzone były wyłącznie w ramach poprzednich edycji Programu – zaznacza Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

W Programie PWPA 3.0. udział wezmą spółki, które reprezentują 24 sektory gospodarki, czyli ponad połowę wszystkich sektorów reprezentowanych na warszawskiej giełdzie. Do najliczniej reprezentowanych możemy zaliczyć: budownictwo (12), gry (7) lub informatyka (7). Kapitalizacja spółek w Programie waha się od około 51 mln zł do około 2,03 mld zł, a średnia kapitalizacja to około 411 mln zł (na dzień 31 maja 2021).

Poniżej lista spółek zakwalifikowanych do PWPA oraz lista firm inwestycyjnych, których analitycy będą przygotowywać analizy na ich temat:

Lp. Spółka Firma Inwestycyjna
1. ACTION S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
2. AGORA S.A. Millennium Dom Maklerski
3. AILLERON S.A. Noble Securities
4. AMBRA S.A. Millennium Dom Maklerski
5. APLISENS S.A. Noble Securities
6. ARTIFEX MUNDI S.A. Trigon Dom Maklerski
7. ATM GRUPA S.A. IPOPEMA Securities
8. BIOMAXIMA S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
9. BIOTON S.A. Noble Securities
10. BRAND 24 S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
11. CAPTOR THERAPEUTICS S.A. Trigon Dom Maklerski
12. COGNOR HOLDING S.A. mBank
13. CREATIVEFORGE GAMES S.A. Dom Maklerski BDM
14. DADELO S.A. Trigon Dom Maklerski
15. DATAWALK S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
16. ELEKTROTIM S.A. Dom Maklerski BDM
17. ENTER AIR S.A. Dom Maklerski BDM
18. ESOTIQ & HENDERSON S.A. Dom Maklerski BDM
19. FABRYKA FARB I LAKIERÓW ŚNIEŻKA S.A. IPOPEMA Securities
20. FERRO S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
21. FOREVER ENTERTAINMENT S.A. Dom Maklerski BDM
22. GAMIVO S.A. Trigon Dom Maklerski
23. GRODNO S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
24. IMC S.A. Biuro Maklerskie Pekao
25. K2 HOLDING S.A. Trigon Dom Maklerski
26. KORPORACJA KGL S.A. Millennium Dom Maklerski
27. KRYNICKI RECYKLING S.A. Noble Securities
28. LSI SOFTWARE S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
29. MCI CAPITAL ALTERNATYWNA SPÓŁKA INWESTYCYJNA S.A. Noble Securities
30. MEDICALGORITHMICS S.A. Biuro Maklerskie Pekao
31. MFO S.A. Trigon Dom Maklerski
32. MIRBUD S.A. IPOPEMA Securities
33. ML SYSTEM S.A. IPOPEMA Securities
34. MLP GROUP S.A. Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego
35. MONNARI TRADE S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
36. MOSTOSTAL ZABRZE S.A. Millennium Dom Maklerski
37. NTT SYSTEM S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
38. ONCOARENDI THERAPEUTICS S.A. IPOPEMA Securities
39. OPONEO.PL S.A. Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego
40. POINTPACK S.A. IPOPEMA Securities
41. POZBUD S.A. mBank
42. POZNAŃSKA KORPORACJA BUDOWLANA PEKABEX S.A. Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego
43. PROCHEM S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
44. PROTEKTOR S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
45. QUERCUS TOWARZYSTWO FUNDUSZY INWESTYCYJNYCH S.A. Dom Maklerski BDM
46. R22 S.A. Trigon Dom Maklerski
47. RAINBOW TOURS S.A. Biuro Maklerskie Pekao
48. RELPOL S.A. Dom Maklerski BDM
49. RYVU THERAPEUTICS S.A. Biuro Maklerskie Pekao
50. Selena FM S.A. Dom Maklerski BDM
51. SFD S.A. IPOPEMA Securities
52. SIMFABRIC S.A. Dom Maklerski BDM
53. SONEL S.A. Noble Securities
54. SYGNITY S.A. mBank
55. SYNEKTIK S.A. IPOPEMA Securities
56. TIM S.A. Noble Securities
57. ULTIMATE GAMES S.A. IPOPEMA Securities
58. UNIBEP S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
59. UNIMOT S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
60. VIGO SYSTEM S.A. IPOPEMA Securities
61. VIVID GAMES S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
62. VOTUM S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
63. VOXEL S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
64. WIELTON S.A. Trigon Dom Maklerski
65. X-TRADE BROKERS DOM MAKLERSKI S.A. Trigon Dom Maklerski

 

W edycji na lata 2021-2023 do Programu mogły być zgłoszone spółki notowane na Głównym Rynku oraz NewConnect na dzień 31 maja 2021 roku (z wyłączeniem spółek z indeksu WIG20), które w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie były przedmiotem analiz lub były przedmiotem analiz sporządzanych przez maksymalnie jednego analityka (analiz zawierających wycenę oraz rekomendację kierunkową). Dodatkowymi wymogami były kryterium kapitalizacji spółki co najmniej 50 mln złotych (na dzień 31 maja 2021 roku), oraz wskaźnik free float przekraczający wartość 20% (na dzień 31 maja 2021 roku). Szczegółowe zasady doboru spółek zostały określone w Regulaminie Programu dostępnym na www.gpw.pl/gpwpa.

Raporty analityczne przygotowane w ramach Programu 1.0 i Programu 2.0 dostępne są na stronie GPW, na stronach Członków Giełdy, a także dystrybuowane są przez największe agencje krajowe oraz zagraniczne i media branżowe. W latach 2019-2021 opublikowano ponad 750 raportów analitycznych w ramach Programu.

Restrukturyzacja firmy – czym jest i dlaczego warto o niej wiedzieć?

Kłopoty, które mogą dotknąć przedsiębiorstwo, niekoniecznie muszą być wynikiem zaniedbań zarządu. Ostatnie miesiące pokazały, jak łatwo jest utracić np. płynność finansową na skutek słabej kondycji kooperantów, dostawców i rynków zbytu. Abstrahując od przyczyn zaistnienia takiej sytuacji, często jedynym ratunkiem dla firmy jest przeprowadzenie jej restrukturyzacji. Jest to skuteczne narzędzie chroniące przedsiębiorstwo przed ogłoszeniem upadłości. O tym, jak ją przeprowadzić będzie mowa w poniższym artykule.

Restrukturyzacja firmy, na czym polega?

Są to działania mające poprawić efektywność funkcjonowania przedsiębiorstwa. Obejmują one wszystkie struktury kapitałowe i organizacyjne z uwzględnieniem obszarów, w których zmiany mogą doprowadzić do generowania zysków. Ponadto w procesie restrukturyzacji można doprowadzić do podziału, fuzji przedsiębiorstwa z podmiotem trzecim, a nawet renegocjacji umów zawartych z kontrahentami. Restrukturyzację można przeprowadzić w toku formalnego postępowania lub na drodze pozasądowej.

Pandemia spowodowała, że problem niewydolności podmiotów gospodarczych stał się nader widoczny. Gospodarka to system naczyń połączonych, trudno zatem w sposób jednoznaczny określić branżę, która nie ucierpiała w tym trudnym dla wszystkich czasie. Sytuacja stała się na tyle poważna, że doszło do wydarzenia bez precedensu w historii wolnej Polski. Otóż po raz pierwszy od czasu odzyskania pełnej suwerenności rząd Rzeczypospolitej Polskiej pochylił się nad losem przedsiębiorców, wprowadzając specjalne rozwiązania restrukturyzacyjne w programie Tarcza 4.0.

Program ma za zadanie znacząco uprościć postępowania zmieniające strukturę firm poprzez umożliwienie dłużnikowi renegocjacji umów kontrahenckich bez konieczności otwierania postępowania sądowego. Dodajmy, że przedsiębiorca znajdujący się w trudnym położeniu ma roztoczony nad sobą parasol ochronny przed egzekucją prowadzoną przez wierzycieli. Pamiętajmy jednak o tym, iż jest to rozwiązanie tymczasowe.

Bez względu na to, czy jest to restrukturyzacja firmy z wykorzystaniem narzędzi upraszczających, czy też nie, jest to proces na tyle złożony, iż warto zadbać o wsparcie prawne i ekonomiczne. W żadnym wypadku nie należy podejmować wymienionych czynności na własną rękę.

Zalety płynące z prawidłowo przeprowadzonej restrukturyzacji

Pierwszą i najważniejszą przesłanką wskazującą na dobrodziejstwo restrukturyzacji, jest fakt, że firma może nadal wypełniać swoje zadania. Pamiętajmy, że ogłoszenie upadłości jest ostatecznością, po której następuje likwidacja przedsiębiorstwa. Wdrażając plan restrukturyzacyjny, w dalszym ciągu można być aktywnym graczem na rynku.

Zmiana struktury firmy umożliwia:

  • Częściowe umorzenie zobowiązań;

  • Wdrożenie korzystne mechanizmów dla wierzycieli;

  • Możliwość odsunięcia odpowiedzialności zarządu za zobowiązania spółki.

Wspomniany wcześniej plan restrukturyzacyjny powinien być zaakceptowany przez wierzycieli, co nie powinno stanowić bariery zaporowej. Wyrażając zgodę na takie rozwiązanie, działają oni we własnym interesie, ponieważ w przypadku upadłości wierzyciele tracą szansę na pełne odzyskanie swoich wierzytelności.

Masz problemy gospodarcze, chcesz uratować swoją firmę? Już dziś skonsultuj się z profesjonalistą od restrukturyzacji. Proces odbudowy Twojej firmy może być wdrożony już dziś.

Rzucił korporację, założył start-up, wrócił do niej z płaczem

Popularnością cieszą się wciąż kolejne historie przedstawiające osoby, które rzuciły pracę w korporacji, założyły własny start-up i osiągnęły sukces. Statystycznie jest to jednak dość niewielki odsetek – reszta kończy na skraju depresji i wraca z podwiniętym ogonem do pracodawcy, by zacząć spłacać długi.

Świat pracy korporacyjnej jest zupełnie inny od realiów start-upowych. Truizm? W pewnym zakresie tak, jednak często start-upy są gloryfikowane jako wymarzone środowisko pracy. W praktyce to wyobrażenie jest złudne, ponieważ skupia się wyłącznie na zaletach, jednocześnie pomijając szereg negatywnych aspektów, które okazują się krytyczne. Często podkreślana swoboda działania ma swoje granice, ponieważ finalnie i tak należy zaadaptować produkt czy usługę do potrzeb interesariuszy. Finanse? Gdy atrakcyjna regularna pensja zamienia się w obietnicę odroczonych w przyszłości zysków i trzeba obniżyć standard życia, optyka szybko się zmienia. Luz? Ciśnienie, związane ze zdobyciem inwestora lub finalizacją dużego kontraktu w obliczu braku środków na wypłaty dla ludzi – nie wspominając o własnej – jest niezwykle stresujące. Koniec sztywnych godzin pracy? Jasne, teraz pracuje się właściwie bez przerwy i życie prywatne zlewa się z zawodowym. A to wszystko tylko początek.

Korposzczur vs. start-upowiec

Myśląc o zmianie dotychczasowego paradygmatu, warto zastanowić się nad tym, jakie są realne konsekwencje tej decyzji. Często osoby przyzwyczajone do pewnego statusu quo – zapominają, że po przejściu na drugą stronę barykady pewne rzeczy staną się nieosiągalne. Wielkie budżety czy brand działający na ludzi jak magnes to dominanta korporacji. Tworząc własną firmę od podstaw, zaczynamy od zera. Ci którzy, kiedyś byli naszymi najlepszymi przyjaciółmi w biznesie, nagle nie odbierają telefonu, bo nie mamy już czego u nich wydawać. Co więcej, kiedyś dysponowaliśmy sporymi środkami, teraz to my musimy sprzedawać i je zarabiać. Nie inaczej jest z benefitami – owocowe piątki, trzynastki, dobre auto służbowe, bilety lotnicze, hotele, nagle zmieniają się na banana w pracy, nieregularną pensję, autobus i hostel. Fakt, jest to skrajność, bo możemy dołączyć do bogatego start-upu, na określonym poziomie rozwoju, szybko znaleźć bardzo korzystne finansowanie z VC lub mieć na tyle dużo zgromadzonych środków, że tego nie odczujemy – jednak znów – tych sytuacji jest statystycznie mniej.

W tym wszystkim często zapomina się o sobie – o własnych preferencjach, przyzwyczajeniach, możliwościach. Jeśli całe życie wiedliśmy na relatywnie wysokim poziomie, co miesiąc wpadała pięciocyfrowa pensja na konto, był czas na wakacje bez telefonu, a do tego były benefity pracownicze, dla wielu osób jest to naprawdę trudne. Dopiero po czasie zdają sobie sprawę, jak wielki był to dla nich komfort i jak upierdliwy przełożony czy nudne wielogodzinne telekonferencje schodzą na trzeci plan. Życie wywraca się do góry nogami, pojawia się presja, strach o jutro, wszystko przestaje cieszyć. Być może to się zmieni i za to wszystko będzie w przyszłości czekać wielka nagroda – lukratywny exit i nowy rozdział. Jednak kluczowe jest tu słowo „może”, bo większość start-upów jednak pada przed upływem 2 lat. W korporacji nieudany projekt to brak premii, będąc członkiem zarządu, nieudany start-up może w skrajnej sytuacji skończyć się stratą dorobku całego życia. Te wszystkie wyobrażenia biorą się z pewnej określonej narracji medialnej – nawet bankruci opowiadają w nich jak jest cudownie, podbudowując własną samoocenę i licząc na deal, który w końcu postawi wszystko na nogi. W przeciwnym razie znikną po cichu. W rozmowach kuluarowych można jednak dostrzec zupełnie inną tendencję – szczerej wymiany refleksji, która powinna stanowić fundament podjęcia takiej decyzji.

Skillset to podstawa

Zmiana środowiska determinuje też potrzebę wykonywania zupełnie nowych czynności, które wcześniej były transparentne. Będąc specjalistą w danej dziedzinie, trzeba się skupić na wąskim zakresie własnej ekspertyzy. Po prostu trzeba być w tym dobrym, a resztą zajmą się inni. Jeśli jednak decydujemy się przyjąć pozycję CEO – wszystko jest nagle na naszej głowie. Tony papierów, księgowość, roszczeniowi pracownicy, zatrudnianie, zwalnianie, nierówna walką z urzędami, konkurencja, pomysły na dalszy rozwój, strategia – literalnie całość pojawia się w tym samym momencie. Nie ma czasu na to, by przyswajać poszczególne rzeczy krok po kroku. Jasne, będą od tego ludzie, z czasem coraz więcej, jednak początkowo trzeba to opanować we własnym zakresie.

Wydaje się dużo? Brakuje w tym wszystkim podstawowego elementu – sprzedaży. Tej, okropnej, nielubianej sprzedaży. Można zaniedbywać wiele aspektów działania spółki, natomiast, jeśli jest trakcja wszystko z czasem się poukłada. Osoba zarządzająca staje się przede wszystkim sprzedawcą – musi sprawić, że grupy docelowe będą kupować produkt bądź usługę. Niezależnie od tego czym się zajmujesz. Zmienia się tylko metodyka sprzedaży. Czasem na początku trzeba wisieć na telefonie, by znaleźć pierwszych klientów, bo jeśli tego się nie zrobi, nie będzie na koszty stałe, o wynagrodzeniu już nie wspominając. Teraz ma się na głowie innych ludzi, ich rodziny, problemy itd. Najłatwiej byłoby być jedną nogą w korporacji na etacie, a przy okazji budować swój start-up po godzinach i zdecydować się na transfer dopiero, gdy spółka będzie rentowna, jednak bez pełnego zaangażowania jest to po prostu trudne.

Drastyczne zmiany w życiu mogą być korzystne, jednak korporacyjne złote kajdanki skutecznie przed nimi chronią. Zanim ktoś emocjonalnie nie wytrzyma, rzuci korporację z dnia na dzień, dobrze, żeby zweryfikował wcześniej, czy po drugiej stronie faktycznie jest tak różowo jak mówią. Jeśli jest się na to gotowym i zakłada się również negatywny scenariusz w postaci porażki, warto to dobrze zaplanować i spróbować. Jeśli nie – lepiej wziąć dodatkowe zajęcia z jogi lub jechać na kolejne wakacje, docenić korporacyjny komfort i skupić się na innych aspektach życia, bo czasem powrót jest niezwykle trudny i bolesny.

Szymon Janiak, dyrektor zarządzający funduszu Czysta3.VC

Nowy podatek od internetowych zakupów. Ceny pójdą w górę?

Unia Europejska wydała wojnę sprzedawcom, którzy sprowadzają na masową skalę towar z rynków azjatyckich nie płacąc przy tym Vat-u. Straty wynoszą co najmniej miliard euro rocznie, ale też europejskie firmy mogą nieco odetchnąć. Będą bardziej konkurencyjne cenowo. Zapewne ze szkodą dla portfela konsumenta. Infografika_Oniszczuk

Likwidacja – od 1 lipca – zwolnień z ceł i podatku VAT od przesyłek pochodzących spoza Unii Europejskiej o wartości do 22 euro, ma na celu wyrównanie szans i zwiększenie konkurencyjności towarów kupowanych przez europejskie platformy sprzedażowe, względem tych pochodzących z krajów spoza Wspólnoty. Takie są przynajmniej założenia rządów krajów Unii Europejskiej.

Traciły do tej pory nie tylko budżety państw unijnych, ale też przedsiębiorcy, którzy nie są w stanie aż tak obniżać cen swoich produktów. Europejski rynek zalewany jest więc tanimi zamiennikami, często gorszej jakości, a dodatkowo ich transport z Azji nie jest na pewno neutralny klimatycznie i zgodny z zapisami europejskiego “Zielonego Ładu”.

Według szacunków unijnych urzędników tylko w 2015 roku zwolnionych z podatku było 150 milionów przesyłek i miały one wygenerować straty na poziomie miliarda euro. Z każdym rokiem kwota ta rosła.

Nie da się ukryć, że implementacja unijnego pakietu e-commerce, szczególnie uderzy w marketplace’y azjatyckie jak Aliexpress, bo to ich użytkownicy są w stanie bardzo mocno zejść z ceny wykorzystując m.in. efekt skali, tanią siłę roboczą i dodatkowo zwolnienia z VAT-u. W niektórych przypadkach oszczędność na podatku VAT może stanowić czwartą część ceny – powiedział Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, która zajmuje się m.in. obsługą spółek handlowych czy doradztwem podatkowym. W trakcie konferencji Blitzcommerce, która rozpoczęła działalność nowego branżowego serwisu społecznościowego ecommerce.pl ekspert z kancelarii Oniszczuk & Associates i dodał: – Podatek VAT i problemy z niego wynikające to niekończący się tasiemiec, którego sami się nabawiliśmy. Poza Unią, w USA, czy Azji nie ma takiego problemu, bo po prostu nie ma takiego podatku, którego stosowanie na tak ograniczonym terenie sprzyja powstawaniu mafii vatowskich lub po prostu wyszukiwaniu legalnych sposobów ucieczki od jego opłacania. Klient przychodzący z prośbą o założenie spółki w Hongkongu, żeby tylko uniknąć podatku VAT od sprowadzania rzeczy z Chin, to codzienność wielu kancelarii.

Przedsiębiorcom ma być łatwiej. Tym unijnym

Nowe prawo ma zadanie uszczelnić powstałą lukę VAT poprzez zmianę podejścia do transakcji zawieranych za pośrednictwem platform elektronicznych. Kluczem jest uznanie samej platformy za stronę sprzedaży. Do tej pory była ona jedynie pośrednikiem między kupującym a sprzedającym i to marketplace od 1 lipca ma sporo nowych obowiązków.

Platformy sprzedażowe muszą teraz opodatkować towary sprzedawane za ich pośrednictwem, gdy mają wartość mniejszą niż 150 euro i importowane są z krajów trzecich przez podatników z terenu Unii Europejskiej. Taki sam obowiązek występuje wtedy, gdy towary już znajdują się na terenie Wspólnoty, ale sprzedawane są przez przedsiębiorcę nie mającego siedziby ani stałego miejsca prowadzenia działalności na terytorium UE – tłumaczył podczas konferencji z okazji startu serwisu ecommerce.pl Maciej Oniszczuk.

Nałożone zostały też obowiązki wobec operatorów pocztowych. Jeśli bowiem importowane towary nie zostały opodatkowane VAT-em, to dostarczający przesyłkę naliczy podatek.

Pakiet e-commerce dodatkowo ułatwi też działanie firm, które wysyłają towar z Polski. Nie będa one musiały już oddzielnie rejestrować i rozliczać VAT-u w każdym kraju, do którego wysyłają towary. Od 1 lipca mogą rozliczać się “w jednym okienku” w swoim państwie, a to na urzędnikach będzie ciążył obowiązek dalszego rozliczenia podatku. Zdecydowanie oszczędzi to firmom czas i pieniądze potrzebne na zadośćuczynienie dotychczasowym formalnościom. Przed zmianami przedsiębiorca z Polski chcąc sprzedawać swoje towary na rzecz konsumentów innych krajów unijnych musiał zaznajomić się z określonym przez dane państwo limitem, który decydował o miejscu opodatkowania transakcji. Poniżej tego limitu miejsce opodatkowania było w kraju siedziby, jednak przekroczenie go powodowało konieczność rejestracji do celów VAT oraz składanie deklaracji zgodnych z wymogami kraju.

W celu uproszczenia sprzedaży wysyłkowej zastąpiono poszczególne limity państwowe jednym ogólnym limitem w wysokości dziesięciu tysięcy euro na sprzedaż (B2C) usługową oraz towarową. Limit ten jest liczony na cały rynek unijny, bez rozróżnienia na kraje. Jednak co najważniejsze podatnik będzie mieć możliwość zadeklarowania zagranicznego (zagranicznych) podatku VAT w swoim macierzystym kraju bez konieczności dodatkowych rejestracji w kraju konsumpcji – uściślił Oniszczuk.

Klient finansowo straci, ale zyska na jakości?

Zdaniem prelegenta konferencji Blitzcommerce zmiany wprowadzone od 1 lipca będą odczuwalne zarówno dla przedsiębiorców jak i konsumentów. Sprzedawcy unijni będą mieli niższy tzw. próg wejścia na pozostałe rynki unijne, bez konieczności rejestracji się w każdym z nich. – Z pewnością, poszerzy to ich rynek sprzedaży internetowej w krajach o skomplikowanych regulacjach prawnych takich jak Polska, Węgry czy Włochy. Jednocześnie towary pochodzące z krajów trzecich poprzez wzrost ceny przestaną być tak konkurencyjne, co dodatkowo może przyczynić się do wzrostu sprzedaży europejskich produktów – komentował Maciej Oniszczuk.

Ustawa o fundacji rodzinnej na finiszu

Wiele ryzyk związanych z dziedziczeniem firm zostało wyeliminowanych. Po zakończeniu konsultacji społecznych pozostało jednak kilka kwestii spornych dotyczących ustawy o fundacjach rodzinnych. Teraz decyzje należą już do rządu.

Zakończyła się seria konferencji uzgodnieniowych zorganizowanych przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii (MPRiT), w trakcie których zostało przedstawione stanowisko projektodawcy dotyczące uwag zgłoszonych przez firmy rodzinne, a także odbyła się dyskusja nad treścią poszczególnych projektowanych przepisów.

Kwestią, która nadal nie pozostaje rozstrzygnięta jest sama nazwa tej nowej instytucji, mimo że w toku prac roboczych korzystano z nazwy „fundacja rodzinna”. Przedstawiciele sektora NGO obawiają się, że fundacje rodzinne tworzone dla celów kumulacji i pomnażania majątków osobistych spowodują, że zaufanie społeczne jakim darzone są fundacje charytatywne ulegnie znacznemu pomniejszeniu. Natomiast firmy rodzinne już obecnie czują się związane z tą nazwą i już teraz korzystają także z zagranicznych fundacji rodzinnych (funkcjonujących właśnie pod taką nazwą). Obie strony nadal czekają na propozycję rozstrzygnięcia w tej sprawie, która zapewne zapadnie na wyższym szczeblu.

– Ta kwestia pozostaje nadal zawieszona, a decyzję prawdopodobnie podejmie już projektodawca czyli MRPiT- mówi w rozmowie z MarketNews24 Katarzyna Karpiuk, ekspert ds. sukcesji w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Mam nadzieję, że wysłuchany zostanie głos przedsiębiorców.

Kolejnym zagadnieniem, które nadal wzbudza dyskusje, jest zakaz prowadzenia działalności gospodarczej przez fundację rodzinną. W większości europejskich jurysdykcji, w których z powodzeniem funkcjonują fundacje rodzinne, obowiązuje analogiczny zakaz. Z punktu widzenia celu jaki ma spełniać fundacja, czyli ochrony majątku rodzinnego i zabezpieczenia przyszłości osób najbliższych, jest on w pełni uzasadniony. Mimo to, pojawiło się wiele głosów zarówno ze strony przedsiębiorców, jak i doradców, że takie ograniczanie swobody fundacji nie jest potrzebne, wyklucza czerpanie korzyści z najmu nieruchomości, czy chociażby prywatnych kolekcji sztuki.

– W celu rozwiązania tego problemu zaproponowaliśmy, żeby dopuścić możliwość uzyskiwania przez fundację pasywnego przychodu – szczegółowe rozwiązanie legislacyjne, w tym definicja pojęcia „przychód pasywny” zostaną doprecyzowane przez projektodawcę– wyjaśnia K.Karpiuk. – Do katalogu dopuszczonej działalności mogłoby zaliczać się zbywanie/nabywanie udziałów/akcji, umożliwianie odpłatnego korzystania z nieruchomości czy też zarządzanie dobrami niematerialnymi.

Kluczowym aspektem, z punktu widzenia atrakcyjności projektowanych przepisów jest także sposób uregulowania zagadnień związanych z organami fundacji. Chodzi o to, aby także osoby prawne mogły zasiadać w organach fundacji – pozwoli to na ograniczenie ryzyka związanego z wakatami spowodowanymi czynnikami losowymi. Tu, mimo pewnych wcześniejszych oporów, projektodawca zadeklarował otwartość do dalszej dyskusji.

Kolejna kwestia związana ze składem organów to udział beneficjentów w ich składzie. Zgodnie z pierwotnym projektem, beneficjenci nie mogli mieć więcej niż 50% głosów w danym organie. I tu znowu, z punktu widzenia samej fundacji i bezpieczeństwa jej zarządzania, zwłaszcza po śmierci fundatora lub fundatorów, takie rozwiązanie jest uzasadnione i optymalne. Analogiczne obostrzenia funkcjonują też za granicą, a to znaczy, że pozytywnie zdają egzamin. Firmy rodzinne prawie jednomyślnie uważają, że decyzja o udziale beneficjentów powinna być całkowicie zależna od ich decyzji. MRPiT zapowiada, że przepisy w tym zakresie zostaną uelastycznione. Co więcej, zostanie zrobiony jeszcze jeden krok do przodu: pod rozwagę została poddana możliwość nadawania uprawnień osobistych poszczególnym beneficjentom, pełniącym funkcję w organach fundacji (rozwiązanie na kształt znanego z regulacji KSH).

Kolejna grupa istotnych przepisów to propozycja nowelizacji KC w kontekście dziedziczenia. Są to kwestie, które obok podatków mogą przesądzić o realnym zainteresowaniu przedsiębiorców polską fundacją rodzinną. Niestety, nie ma zielonego światła na całkowite wyłączenie majątku wnoszonego przez fundatora do fundacji z masy spadkowej po zmarłym fundatorze. Pojawiły się jednak zapewnienia, które niewątpliwie cieszą. W pierwotnej wersji projektu, przyjęto, że darowizny dokonane na rzecz fundacji (czyli przeniesienie na jej rzecz jakiegokolwiek majątku przez fundatora), na potrzeby wyliczenia ewentualnego zachowku, będą traktowane jak te dokonane na rzecz spadkobierców, czyli nie będą podlegały żadnym ograniczeniom czasowym. Zgłoszone postulaty odniosły przynajmniej częściowy skutek – projektodawca wycofał się z tej koncepcji. Oznacza to, że darowizna na rzecz fundacji będzie traktowana jak ta dokonana na rzecz osoby trzeciej, a zatem będzie zaliczana na poczet spadku, tylko w okresie 10 lat od jej dokonania.

– Nie jest to może taki poziom ochrony, jakiego oczekiwaliśmy, ale już w takim kształcie przepisów, odpowiednio wcześnie rozpoczęty proces sukcesji może w znacznej mierze zabezpieczyć biznes na następne pokolenia – komentuje K.Karpiuk z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Razem z możliwością zrzeczenia się prawa do zachowku w drodze umowy pomiędzy uprawnionym a fundatorem-spadkodawcą (w projekcie znalazła się propozycja wprowadzająca taką możliwość do KC) oraz z możliwością miarkowania zachowku (na kształt już funkcjonujących przepisów dotyczących dziedziczenia gospodarstw rolnych), pozwoli to na bardziej efektywne i bezpieczniejsze planowanie sukcesyjne. Zminimalizuje także ryzyko niekontrolowanego podziału biznesu – niestety jeszcze całkowicie go nie wykluczając.

Zgodnie z zapowiedziami, nadal istnieją szanse, że od 1 stycznia 2022 r. polscy przedsiębiorcy będą mogli korzystać z polskiej fundacji rodzinnej.

Szczyt inflacji dopiero przed nami

Według wstępnego szacunku GUS inflacja w czerwcu wyniosła 4,4 proc. Była niższa niż w maju. Czy weszliśmy na ścieżkę malejącej inflacji? Nie, nie ma powodów do radości.

W maju inflacja wynosiła 4,8 proc. rok do roku. Ceny rosły więc wolniej, także w comiesięcznym porównaniu. W porównaniu kwiecień/maj był to wzrost o 0,3 proc, gdy czerwiec/maj o 0,1 proc.

– Pierwszy odbiór w komentarzach, które przeczytałem jest taki, jakbyśmy mieli powody do wielkiej ulgi, niesłusznie bo przecież jesteśmy nadal znacznie powyżej celu inflacyjnego NBP – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak jesteśmy w okresie, gdy comiesięczne zmiany inflacji mogą być bardzo różne, ze względu na efekt bazy czyli porównania do cen ubiegłorocznych, a zwłaszcza dotyczących paliw.

Jeżeli z pomiarów inflacji wyłączymy ceny paliw i ceny regulowane – to widać rosnącą inflację konsumencką.

Patrząc na ceny, na które reaguje konsument i może podjąć decyzję kupować czy nie kupować widać rosnącą presję cenową.

– Są wakacje i ludzie chcą wydawać pieniądze, bo wcześniej mogli to robić w ograniczonym zakresie, ze względu na pandemię, a rosnąc będą zwłaszcza ceny żywności – komentuje ekspert XTB. – Na zachowania konsumenckie ma też wpływ mocny rynek pracy. Nie zdziwi mnie inflacja na poziomie 5 proc. w miesiącach jesiennych.

Jeżeli wysoka inflacja utrzyma się na obecnym poziomie, zaczniemy traktować, że to jest standard, a to byłoby niebezpieczne. Ze względu na oczekiwania płacowe, które mogą prowadzić do tzw. spirali inflacyjnej.

– Podwyższona inflacja jest zła także z tego względu, że staje się dodatkową przyczyną niepewności przy prowadzeniu biznesu – dodaje P.Kwiecień.

Przy wysokiej inflacji i praktycznie zerowych stopach procentowych mamy narastający problem z alokacją zasobów w gospodarce, tego przykładem jest rynek nieruchomości, gdzie ceny rosną bardzo szybko ze względów spekulacyjnych.

PSPA o nowym programie dopłat NFOŚiGW „Mój elektryk”

Rozszerzenie grona beneficjentów mogących ubiegać się o dofinansowanie zakupu samochodu elektrycznego o przedsiębiorców i samorządy, podniesienie wysokości dopłaty do 27 tys. zł dla samochodów osobowych i utrzymanie dofinansowania w kwocie 70 tys. dla modeli dostawczych. Ponadto, zwiększenie limitu maksymalnej ceny dotowanego pojazdu elektrycznego do 225 tys. zł, znaczne uproszczenie procedur oraz uwzględnienie leasingu, jako dopuszczalnej formy finansowania – to, zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA), najistotniejsze punkty nowego programu wsparcia nabywców samochodów elektrycznych „Mój elektryk” NFOŚiGW. Program stanowi odpowiedź na znaczną część postulatów wysuwanych przez branżę. Po wejściu w życie wszystkich zapowiedzi Narodowego Funduszu, „Mój elektryk” będzie miał potencjał by istotnie wpłynąć na tempo rozwoju elektromobilności w Polsce.

Jak podkreśla PSPA końcowy sukces programu będzie zależał jednak od tego, jak szybko uruchomione zostaną nabory dla przedsiębiorców i samorządów oraz od terminu uruchomienia wsparcia dla infrastruktury ładowania. PSPA niekorzystnie ocenia wycofanie się z koncepcji dotacji do prywatnych punktów ładowania w ramach innego programu dofinansowania – „Mój prąd”.

pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_01 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_02 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_03 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_04 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_05

Pierwszy nabór wniosków w ramach programu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej „Mój elektryk” zostanie uruchomiony 12 lipca br. Początkowo o dofinansowanie będą mogli się ubiegać tylko klienci indywidualni nieprowadzący działalności gospodarczej. Według zapowiedzi Funduszu, za kilka tygodni wsparcie obejmie również przedsiębiorców, samorządy oraz inne podmioty instytucjonalne. Następnie, w trzecim etapie – banki, które za pośrednictwem firm leasingowych będą dystrybuowały dopłaty do leasingu, w tym najmu długookresowego.

– W odróżnieniu od programów pilotażowych z ubiegłego roku, „Mój elektryk” ma być programem dla wszystkich. To dobra informacja, ale kluczowe jest tempo uruchamiania poszczególnych rodzajów instrumentów wsparcia. Uwzględnienie w gronie beneficjentów przedsiębiorców jest kluczowe dla rozwoju rynku i powinno być wdrożone jak najszybciej. 85% pojazdów elektrycznych w Polsce nabywają firmy, tymczasem na chwilę obecną, nie mogą oni uzyskać dopłaty, na którą czekają od lat – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Ile wyniesie dopłata?

„Mój elektryk” w przypadku osób fizycznych został adresowany do nabywców całkowicie elektrycznych (BEV) samochodów osobowych (kategorii M1). Podstawowa, maksymalna kwota dotacji dla osób fizycznych wyniesie 18,75 tys. zł. Z wyższego dofinansowania – w maksymalnej wysokości 27 tys. zł – będą mogli skorzystać posiadacze tzw. Karty Dużej Rodziny. Nowy program przynosi istotną zmianę względem ubiegłorocznego instrumentu dopłat „Zielony Samochód”. Maksymalna cena pojazdu, który może zostać objęty wsparciem, została podwyższona ze 125 tys. zł do 225 tys. zł. W przypadku osób posiadających kartę dużej rodziny limit został zniesiony całkowicie. Korzystający ze wsparcia nie będą już zobowiązani do osiągnięcia wyznaczonego limitu minimalnego przebiegu rocznego („Zielony Samochód” wymagał przejechania w ciągu roku 10 tys. km), zniesiono także intensywność dofinansowania w postaci 15% kosztów kwalifikowanych. Dofinansowanie obejmie zarówno zakup, jak i najem pojazdów.

Pozostali adresaci programu, w tym przedsiębiorcy, dla których ma obowiązywać taka sama cena maksymalna samochodu, po uruchomieniu dopłat będą mogli liczyć na dofinansowanie, którego poziom zostanie uzależniony od kategorii pojazdu oraz średniorocznego przebiegu. Ponadto, ma im przysługiwać możliwość ubiegania się o dofinansowanie więcej niż jednego pojazdu. Wnioskodawcy nie będący osobami fizycznymi, na pojazdy kategorii M1 będą mogli uzyskać do 27 tys. zł w przypadku deklarowanego średniorocznego przebiegu powyżej 15 tys. km (mniejszy przebieg umożliwia otrzymanie dofinansowania w wysokości 18,75 tys. zł) , a na pojazdy kategorii L1e-L7e wsparcie w wysokości 4 tys. zł (do 30% kosztów kwalifikowanych). Natomiast dofinansowanie zakupu pojazdów kategorii N1 (dostawcze), M2 oraz M3 wyniesie maksymalnie 70 tys. zł (do 30% kosztów kwalifikowanych). Warunkiem będzie zadeklarowanie średniorocznego przebiegu powyżej 20 tys. km.  Mniejszy uprawnia do otrzymania dotacji na poziomie do 50 tys. zł (20% kosztów kwalifikowanych). Dofinansowanie obejmie zarówno zakup, jak i leasing pojazdów.

Co zmieniło się na plus?

Według PSPA, zapowiedź dopuszczenia leasingu jako możliwej formy finansowania przez przedsiębiorców dotowanego pojazdu zeroemisyjnego przyspieszy elektryfikację transportu w Polsce. O dotacje do leasingu, w imieniu leasingobiorców, występować mają firmy leasingowe, które będą współpracowały z bankami. To im NFOŚiGW udostępni środki na dopłaty. Po stronie przedsiębiorcy ma być podpisanie umowy leasingu z dotacją. W tym zakresie, jak wskazuje polska branża elektromobilności, również najważniejsze jest jak najszybsze uruchomienie wsparcia.

–  Jest to kolejny warunek rozwoju zeroemisyjnego transportu, a zatem możliwość leasingu EV polscy przedsiębiorcy powinni uzyskać jak najszybciej. Niemal 50% nowych pojazdów osobowych na polskim rynku jest nabywana w tej formie finansowania. Program może zmotywować też samorządy do wypełniania obowiązków wynikających z Ustawy o elektromobilności w zakresie wymiany floty – uważa Maciej Mazur.

PSPA od początku postulowało także o podniesienie maksymalnej ceny dotowanego pojazdu, co z pewnością zwiększy zainteresowanie programem wśród beneficjentów i jego efektywność.

– W momencie rozpoczęcia naboru do programu „Zielony Samochód” dofinansowaniem mogło zostać objętych zaledwie 8 modeli samochodów elektrycznych, przede wszystkim były to auta miejskie. Dzięki podwyższeniu limitu ceny maksymalnej dotacje w ramach programu „Mój Elektryk” dla osób fizycznych obejmują już 40 modeli, w tym pojazdy kompaktowe, rodzinne oraz SUVy. Z kartą dużej rodziny można otrzymać dopłatę przy nabyciu aż 60 różnych modeli zeroemisyjnych – mówi Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

W celu ułatwienia wyboru odpowiedniego modelu samochodu, w ramach kampanii społecznej elektromobilni.pl, PSPA uruchomiło Kalkulator dopłat NFOŚiGW dla osób fizycznych. Dzięki niemu, każdy zainteresowany zakupem EV może w łatwy sposób obliczyć, ile zapłaci za pojazd po uwzględnieniu dotacji. Kalkulator jest dostępny na stronie https://elektromobilni.pl/kalkulator-doplat.

Ma być łatwiej i więcej

PSPA wskazuje, że w porównaniu do ubiegłorocznych programów pilotażowych, „Mój elektryk” ułatwi otrzymanie dofinansowania, m.in. dzięki uproszczonej procedurze, która ma się obywać w całości online. Dofinansowanie dla osób fizycznych będzie przyznawane na zasadzie refundacji części poniesionych kosztów zakupu samochodu. Aby ją uzyskać, należy wypełnić wniosek elektroniczny przekazując dowód zakupu, rejestracji i ubezpieczenia auta. Następnie należy podpisać wniosek, który stanie się umową wraz z wnioskiem o wypłatę dotacji. Bez względu na formę finansowania pojazdu (zakup, leasing, najem), warunki wsparcia mają być takie same.

Budżet na dofinansowanie, względem ubiegłorocznego programu dla osób fizycznych, podwyższono z 37,5 do 100 mln zł (nabór ma być prowadzony do 30 września 2025 r. lub wcześniejszego wyczerpania środków), a dla rozszerzonego grona beneficjentów, w tym przedsiębiorców i samorządów, ma wynieść w kolejne 400 mln zł. Co ważne, o dotacje będą mogli ubiegać się również obecni posiadacze samochodów elektrycznych, o ile nabyli swoje pojazdy w okresie od 01 maja 2020 r.

Czy to rozpędzi rynek?

Ubiegłoroczny program „Zielony Samochód” cieszył się niską popularnością. Pierwotne plany NFOŚiGW zakładały objęcie wsparciem 2 000 samochodów elektrycznych, jednak ostatecznie z dofinansowania skorzystało zaledwie 241 beneficjentów. PSPA od momentu ogłoszenia programów pilotażowych zwracało uwagę na ich niewystarczające dostosowanie do realiów rynkowych. Wśród najważniejszych postulatów wymieniano m.in. zbyt niską kwotę dopłat oraz niską cenę maksymalną dotowanych pojazdów, skomplikowaną procedurę ubiegania się o dofinansowanie, jak również zbyt rygorystyczne wymogi, które musieli spełniać beneficjenci wsparcia.

– Dzięki uwzględnieniu części postulatów branży, „Mój elektryk” stanowi większą zachętę do nabywania pojazdów elektrycznych niż „Zielony Samochód” i dysponuje wyższym potencjałem w zakresie dynamizacji polskiego rynku elektromobilności. Kluczowe znacznie ma jednak terminowe uruchomienie zoptymalizowanego systemu dopłat dla wszystkich uczestników rynku, w tym przedsiębiorców, ponieważ polska gospodarka czeka na ten moment za długo. Konieczne jest również zapewnienie wydatkowania środków w możliwie efektywny sposób – mówi Maciej Mazur.

Według PSPA, proponowany przez NFOŚiGW system wsparcia rynku pojazdów elektrycznych powinien objąć cały obszar elektromobilności i zapewnić dotacje także do infrastruktury ładowania, jako kluczowego czynnika przyczyniającego się do przyspieszania dekarbonizacji sektora transportu w Polsce. W tym zakresie branża elektromobilności niekorzystnie oceniła np. wycofanie się z koncepcji dotacji do prywatnych punktów ładowania w ramach innego programu – „Mój prąd”.

Program NFOŚiGW ma na celu zwiększenie liczby użytkowanych pojazdów elektrycznych, które pozwalają na ograniczenie szkodliwej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. W tym zakresie ważna jest także edukacja, podnoszenie świadomości społecznej i promowanie postaw ekologicznych w transporcie. Tego typu działania będą realizowane w ramach dwóch ogólnopolskich kampanii edukacyjno-informacyjnych, które 2 lipca br. zapowiedział NFOŚiGW. Pierwsza z nich zostanie zrealizowana przez PSPA pn. „Każda podróż ma znaczenie”, a druga to cykl działań w ogólnopolskich mediach pod nazwą „Elektromobilność – Zielone Światło dla Klimatu”, którą przeprowadzi Fundacja Czyste Powietrze. Oba podmioty zostały wyłonione przez NFOŚiGW w konkursie wniosków o dofinansowanie w ramach programu „Edukacja ekologiczna”.

Zortrax Dental SA planuje debiut na NewConnect w I połowie 2022 roku

Spółka opublikowała prognozy finansowe oraz politykę dywidendową, która na etapie realizacji ma być jedną z najbardziej atrakcyjnych w całym sektorze technologicznym.

Zarząd Zortrax Dental SA – spółki należącej do międzynarodowego lidera druku 3D, Zortrax SA – zamierza rekomendować wypłaty dywidendy do wysokości 90% wypracowanego zysku netto, począwszy od 2023 roku. Przy osiągnięciu prognozowanych wyników, w 2025 r. dywidenda ma wynieść 24,32 zł per akcja w wariancie bazowym. Spółka prowadzi obecnie kampanię crowdinvestingową promowaną przez platformę Crowdway. Pozyskała już blisko 300 000 złotych od ponad 70 inwestorów. Planuje debiut na NewConnect w I połowie 2022 roku.

Zarząd Zortrax Dental SA planuje przedkładać na WZA propozycję wypłaty dywidendy w wysokości od 60% do 90% zysku netto, co ma stanowić jedną z najlepszych propozycji dywidendowych na rynku w sektorze technologicznym. Wypłata dywidendy będzie możliwa, jeśli relacja długu netto do EBITDA na koniec roku obrotowego, którego dotyczyć będzie podział zysku, wynosiła będzie poniżej 3,0. Polityka dywidendowa znajduje zastosowanie począwszy od skonsolidowanego zysku netto grupy za rok obrotowy zakończony dnia 31 grudnia 2022 r.

Według opublikowanych prognoz finansowych Zortrax Dental SA szacuje, że w 2025 roku osiągnie przychody ze sprzedaży na poziomie 65,9 mln zł i zysk netto w wysokości 29,7 mln zł (wariant bazowy), co przekładałoby się na dywidendę w wysokości 24,32 zł na akcję. Szacunki w wariancie optymistycznym zakładają przychody na poziomie 95,9 mln zł, zysk netto 43,9 mln zł i 35,96 zł dywidendy per akcja w 2025.

Osiągnięcie europejskiego zasięgu sprzedaży spółka planuje na Q2 2022, niecały rok później chce już działać globalnie. Prognozy spółka opiera na danych o rozmiarze rynku i tempie jego rozwoju oraz na wolumenie sprzedaży urządzeń działających w technologii UV LCD, oferowanych przez spółkę matkę: Zortrax SA.

Tabela 1: prognozy Zortrax Dental SA, wariant bazowyzortrax dental_prognozy bazowe

Tabela 2: prognozy Zortrax Dental SA, wariant optymistycznyprognozy Zortrax Dental SA, wariant optymistyczny

Od czasu pierwszych rozmów o powołaniu do życia spółki Zortrax Dental przyświecała nam myśl, że chcemy zaprosić do jej współtworzenia społeczność zaangażowanych inwestorów. Z tego też względu podjęliśmy decyzję o finansowaniu przez crowdfunding. Uważamy, że zaufanie powinno być docenione, dlatego będziemy rekomendować WZA wypłatę dywidendy w wysokości do 90% zysku. Uważamy, że nie tylko biorąc pod uwagę naszą politykę, ale także potencjał rynku oraz dotychczasowe osiągnięcia Grupy Zortrax, warto dołączyć do grona akcjonariuszy. Po zamknięciu emisji będziemy kontynuować prace związane z debiutem akcji na NewConnect. Spółka matka Zortrax SA jest już na ostatniej prostej w drodze na giełdę. Nasz proces IPO chcemy maksymalnie przyspieszyć, mając jej doświadczenie i angażując najlepsze dostępne środki – mówi Małgorzata Misiewicz, prezes Zortrax Dental SA.

Przy rekomendacji podziału zysku wypracowanego przez Zortrax Dental, zarząd będzie brał pod uwagę sytuację i płynność finansową grupy Zortrax, istniejące i przyszłe zobowiązania (w tym potencjalne ograniczenia związane z umowami kredytowymi i emisją instrumentów dłużnych) oraz oceny perspektyw spółki w określonych uwarunkowaniach rynkowych i makroekonomicznych.

Trwa emisja crowdinvestingowa

17.06.2021 rozpoczęła się emisja akcji Zortrax Dental SA dla inwestorów społecznościowych. Jest promowana przez Crowdway. Spółka pozyskała już blisko 300 000 złotych od ponad 70 inwestorów.

Cele emisji

  • produkcja pierwszej partii drukarek stomatologicznych: 3 100 000 zł

Środki z emisji zostaną wykorzystane do sfinansowania kosztów produkcji już opracowanego urządzenia, opartego na innowacyjnej technologii utwardzania fotopolimerów warstwa po warstwie za pomocą światła emitowanego przez ekran LCD o wysokiej rozdzielczości z podświetleniem UV LED.

  • kampanie wizerunkowe w USA, Europie i Azji: 900 000 zł

Zortrax Dental SA zamierza sprzedawać swoje rozwiązania globalnie, dlatego część środków pozyskanych z emisji spółka chce przeznaczyć na cele promocji marki na kluczowych rynkach: w USA i Europie (700 000 zł) oraz Azji (200 000 zł).

Zortrax Dental SA korzysta z wieloletnich doświadczeń grupy Zortrax (ponad 30 000 sprzedanych urządzeń) oraz jej zaplecza badawczego, produkcyjnego i logistycznego (80 resellerów w 90 krajach). W Q4 2021 spółka planuje wprowadzić na rynek zupełnie nową drukarkę przeznaczoną dla branży stomatologicznej. Produkt jest w ostatniej fazie testów.

Nowa drukarka Zortrax Inkspire 2 Dent będzie częścią dedykowanego lekarzom, kompletnego ekosystemu, który zawiera także przystosowane do pracy w stomatologii oprogramowanie Zortrax DentLab, urządzenia peryferyjne umożliwiające płukanie i utwardzanie drukowanych modeli, a także zestaw profesjonalnych, przetestowanych żywic do druku. Urządzenia peryferyjne mają pojawić się w Q2 2022. W czwartym kwartale 2022 roku Zortrax Dental planuje zaprezentować kolejny model drukarki 3D dla branży stomatologicznej.

Druk 3D w stomatologii

W ciągu ostatniej dekady przemysł dentystyczny został zrewolucjonizowany przez druk 3D. Drukowanie odbywa się zarówno w gabinetach dentystycznych, jak i w pracowniach protetycznych, co zapewnia nowy poziom szybkości i łatwości w porównaniu do starych procedur. Fotopolimerowe drukarki 3D mogą drukować korony, mosty lub szablony chirurgiczne z żywic biokompatybilnych. Żywice odlewnicze mogą posłużyć do druku wzorców wykorzystywanych w odlewaniu stosowanych w stomatologii metali. Przewiduje się, że upowszechnienie się druku 3D w stomatologii, a z czasem jej zdominowanie, zrewolucjonizuje tę branżę, umożliwiając wprowadzenie nowych produktów i rozwój dotychczasowych.

Z badań spółki Zortrax wynika, że światowy rynek stomatologii będzie wart szacunkowo ponad 225 mld zł do końca 2024 roku. Sam rynek nowoczesnych aparatów ortodontycznych, które można tworzyć na drukarkach 3D, ma szansę osiągnąć wartość prawie 25 mld zł do końca 2023 roku.

Hossa na rynku nieruchomości mieszkaniowych. W nowym cyklu może objąć 30% inwestycji w Europie

  • Pomimo pewnych problemów regulacyjnych i rynkowych czynniki, takie jak niedostateczna podaż, rosnące czynsze i silne fundamenty demograficzne, sprzyjają rozwojowi sektora mieszkaniowego.
  • Inwestorzy zwracają się w kierunku budownictwa mieszkaniowego jako bezpiecznego aktywa, głównie z uwagi na różnorodność dostępnych opcji inwestycyjnych i istotne czynniki wspierające ich dalszą ekspansję na rynku.
  • Ceny mieszkań w wielu głównych stolicach europejskich gwałtownie rosną z powodu dysproporcji między podażą a popytem.
  • Popyt utrzyma się na wysokim poziomie dzięki stałemu zwiększaniu się liczby gospodarstw domowych w głównych miastach europejskich
  • Rosnąca „niedostępność cenowa” skłoniła niektóre rządy do interwencji na rynku, co wywołało niepewność wśród inwestorów.
  • Miasta regionalne pozostają bardziej przystępne cenowo, a wiele z nich przyciąga uwagę inwestorów.

Firma Colliers opublikowała nowy raport European Residential: On the Rise, badający czynniki wpływające na rosnące zainteresowanie inwestorów nieruchomościami mieszkaniowymi w głównych miastach Europy. Raport klasyfikuje główne lokalizacje pod względem ich atrakcyjności dla inwestorów oraz podkreśla szanse i zagrożenia pojawiające się wokół tej coraz bardziej znaczącej klasy aktywów.

Coraz więcej Europejczyków jest zainteresowanych zamieszkaniem w renomowanych centrach biznesowych, kulturalnych i edukacyjnych, takich jak Londyn, Paryż i Amsterdam, a rosnące dochody powodują, że coraz więcej rodzin przekracza próg kwalifikujący do otrzymania mieszkania socjalnego. Jednakże brak równowagi między podażą a popytem w większości miast powoduje, że ceny mieszkań rosną szybciej niż średnie dochody.

Ta „niedostępność cenowa” oznacza, że wielu młodych mieszkańców miast jest zmuszonych wynajmować mieszkania dłużej niż poprzednie pokolenia, zanim będą w stanie nabyć lokal na własność. Ponadto coraz więcej osób nieposiadających stałego miejsca zamieszkania wchodzi w wiek emerytalny, co stwarza inwestorom dodatkowe możliwości zapewnienia bardziej rozszerzonej oferty mieszkań na wynajem. W 2020 r. do sektora inwestycji mieszkaniowych w Europie napłynęło łącznie 60,7 mld euro, co oznacza wzrost aktywności o 18% w porównaniu ze średnią z ostatnich pięciu lat. Szeroki zakres możliwości oferowanych przez rynek nieruchomości mieszkaniowych sprawi, że udział rynkowy tego sektora w stosunku do innych rodzajów nieruchomości komercyjnych, w nowym cyklu osiągnie 30% wolumenu inwestycji.

— Biorąc pod uwagę dynamikę demograficzną i rynkową, inwestorzy coraz częściej postrzegają nieruchomości mieszkaniowe jako stosunkowo stabilną, defensywną klasę aktywów w obliczu znacznych zawirowań w gospodarce oraz zmian we wzorcach zachowań spowodowanych pandemią. Coraz więcej funduszy emerytalnych, ubezpieczeniowych i private equity zwiększa swoje zaangażowanie na tym rynku, który pozostanie atrakcyjny przez dłuższy czas, szczególnie biorąc pod uwagę zawirowania minionego roku i niepewne perspektywy dla wielu innych klas aktywów — powiedział Richard Divall, dyrektor Colliers ds. rynków kapitałowych w regionie EMEA.

Według badań przeprowadzonych przez Colliers, Paryż, Londyn, Amsterdam, Monachium i Manchester znajdują się w czołówce miast pod względem przystępności cenowej mieszkań pod zakup, biorąc pod uwagę koszt powierzchni użytkowej w stosunku do średniego poziomu dochodów. W porównaniu z tymi miastami w Dusseldorfie, Kolonii czy Marsylii nabywcy mogą sobie pozwolić na nabycie prawie dwukrotnie większej powierzchni. W Warszawie, uwzględniając średnie dochody gospodarstw domowych, typowy nabywca może kupić trzy razy więcej powierzchni mieszkalnej niż w Paryżu.

Biorąc pod uwagę fakt, że europejska średnia wieku osób kupujących swoje pierwsze mieszkanie wynosi ok. 34 lata, zwiększa to atrakcyjność tych miast w oczach inwestorów instytucjonalnych działających w sektorze mieszkań pod wynajem.

Ponadto stosunkowo wysokie koszty mieszkań w tych miastach skłaniają inwestorów do poszukiwania alternatywnych lokalizacji na drugorzędnych i wschodzących rynkach mieszkaniowych, gdzie istnieje potencjał wzrostu wartości kapitału.

Pomimo ogólnie pozytywnych prognoz w raporcie wyraźnie zaznaczono, że inwestowanie w nieruchomości mieszkaniowe nie jest pozbawione ryzyka, ponieważ rządy wielu państw podejmują działania mające na celu zniwelowanie niedostępności cenowej poprzez obniżenie cen lub wdrożenie nowych regulacji sprzyjających najemcom.

— Miasta takie, jak Berlin i Amsterdam przyjęły nowe przepisy, czasami w sposób niezgodny z zasadami zrównoważonego rozwoju, co poskutkowało wprowadzeniem niepewności na rynku inwestycji mieszkaniowych. Inwestorzy zdają sobie sprawę z tego, jak wrażliwe pod względem politycznym są kwestie związane z budownictwem mieszkaniowym i jak mogą się one przekładać na politykę. Optymalnym rozwiązaniem jest tworzenie większej podaży poprzez wspieranie inwestowania w budowanie tej klasy aktywów, a nie narzucanie regulacji, które zmniejszają chęć do inwestowania i zarządzania mieszkalniami na wynajem — powiedział Damian Harrington, szef działu badań rynku Colliers w regionie EMEA.

Londyn utrzymuje swoją pozycję

Fakt, że Londyn zapewnia dostęp do największej liczby lukratywnych miejsc pracy, wysokiej rangi uniwersytetów i dóbr kultury, a produkcja gospodarcza jest największa na kilometr kwadratowy w Europie, powoduje, że stolica odnotowuje najwyższe ceny mieszkań spośród analizowanych przez Colliers miast. Od 2017 r. utrzymują się one na stosunkowo stabilnym średnim poziomie 11 600 euro za mkw. Brexit sprawił, że miasto zyskało na atrakcyjności w oczach inwestorów na rynku nieruchomości mieszkaniowych, ponieważ do tego roku ceny pozostawały na niezmienionym poziomie. Zainteresowanie tym sektorem rynku nie maleje, a wolumen inwestycji w ciągu ostatnich pięciu lat był o ponad 130% wyższy niż w drugim pod tym względem mieście – Berlinie. Oczekuje się, że zainteresowanie inwestorów utrzyma się na wysokim poziomie, ponieważ pod kątem inicjatyw dotyczących szczepień i wychodzenia z pandemii Wielka Brytania przoduje wśród europejskich krajów.

Regulacje wpływają na złożoność sytuacji w Berlinie

Berlin pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w nieruchomości mieszkaniowe w Europie, jednak w ostatnim czasie klimat inwestycyjny stał się tu niespokojny ze względu na działania rządu mające na celu zniwelowanie niedostępności cenowej mieszkań. W styczniu 2020 roku Berlin wprowadził ustawę o kontroli czynszów Mietendeckel, nakazującą obniżki czynszów, które weszły w życie w listopadzie 2020 roku. Jednak w kwietniu 2021 r. sądy uznały Mietendeckel za niezgodny z konstytucją, dzięki czemu inwestorzy odzyskali poczucie komfortu i zaufanie do berlińskiego rynku.

Madryt: masa krytyczna i obiecujące perspektywy zwrotu

Hiszpania najbardziej odczuła skutki pandemii COVID-19 spośród wszystkich krajów europejskich, co może skutkować silnym odbiciem gospodarki w latach 2021 i 2022. Ten szybki powrót na ścieżkę wzrostu, w połączeniu z ograniczonymi zmianami wysokości czynszów i stóp zwrotu w ostatnich kilku latach, wskazuje na silne ożywienie, którego efekt stanowić będzie wzrost wartości kapitału i zwrotów dla inwestorów. Równie istotna jest potencjalna wartość popytu, biorąc pod uwagę, że średni wiek osób kupujących swoje pierwsze mieszkanie w Hiszpanii wynosi 41 lat, czyli znacznie więcej niż średnia dla Europy (34 lata).

Amsterdam magnesem dla korporacji

Rosnąca liczba ludności i ożywienie gospodarcze przyczynią się do rozwoju rynku mieszkaniowego w Amsterdamie. Przewiduje się, że liczba mieszkańców miasta wzrośnie o kolejne 123 tys. w ciągu następnej dekady. Będzie to stanowiło odzwierciedlenie kosmopolitycznej atmosfery Amsterdamu i jego atrakcyjności dla korporacji, wybierających go na lokalizację swojej głównej siedziby. W 2020 r. popyt na mieszkania jednak gwałtownie spadł, ponieważ COVID-19 zniechęcił ekspatów do zmiany miejsca zamieszkania. Niedostępność cenowa już teraz stanowi problem – w kontekście mieszkań własnościowych Amsterdam zajmuje trzecie miejsce od końca pod względem przystępności cen spośród wszystkich miast analizowanych przez Colliers. Stolica Holandii stara się rozwiązać tę kwestię poprzez wprowadzenie bardziej rygorystycznych przepisów, co skłania wielu inwestorów do rozważenia alternatywnych miast w tym kraju pod lokalizację inwestycji.

Atrakcyjne perspektywy inwestycyjne w Kopenhadze

Chociaż w ostatnich latach z powodu niewystarczającej liczby mieszkań ceny w Kopenhadze gwałtownie wzrosły, przystępność cenowa wciąż jest większa niż w innych analizowanych miastach. Stolicę Danii wyróżnia znacząca liczba młodych gospodarstw domowych oraz solidne perspektywy wzrostu gospodarczego. Jeśli dołączy się do tego kwestię znajomości i otwartości na zagranicznych inwestorów, Kopenhaga staje się jednym z najciekawszych miejsc do inwestowania w nieruchomości mieszkaniowe w Europie.

Warszawa dynamicznie rozwijającym się rynkiem

W Warszawie od dawna można zaobserwować wyraźny podział na mieszkania własnościowe i mieszkania socjalne/komunalne, jednak nowe pokolenie młodszych, zamożniejszych warszawiaków zaczyna doceniać elastyczność najmu i coraz rzadziej traktuje zakup mieszkania własnościowego jako symbol statusu.

— Jeśli chodzi o inwestycje mieszkaniowe, Warszawa może być postrzegana jako jedno z najważniejszych rozwijających się miast w Europie. Choć obecnie prawie całe warszawskie zasoby mieszkaniowe nadal składają się z mieszkań własnościowych oraz komunalnych, ze względu na  silny wzrost gospodarczy Warszawy i zachodzące w niej zmiany społeczne, rynek PRS wyraźnie się powiększa, a liczba zagranicznych inwestorów zainteresowanym tych segmentem wzrasta —  mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra, senior partner i dyrektor działu Corporate Finance w Colliers.

Warszawa charakteryzuje się stosunkowo dużą przystępnością cenową w porównaniu do innych analizowanych miast. Rosnące dochody mieszkańców sprzyjają rosnącym cenom mieszkań, co może zachęcić inwestorów dotychczas nieobecnych w Warszawie do wejścia na ten szybko zyskujący na znaczeniu rynek.

— Choć raport European Residential: On the Rise analizuje głównie stolice europejskich państw, warto zaznaczyć, że segment PRS w Polsce koncentruje się nie tylko w Warszawie. Równie dynamiczny rozwój tego sektora obserwujemy we Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i Łodzi — dodaje Dorota Wysokińska-Kuzdra.

5 pomysłów na druk wielkoformatowy w reklamie Twojego biznesu!

Każdy przedsiębiorca powinien zdawać sobie sprawę, ze znaczenia reklamy. Reklama często stanowi filar działalności, a jej zadaniem jest nie tylko promowanie ofert i produktów, ale także tworzenie marki. Odpowiednia reklama doskonale wspiera i kreuje markę firmy. Pomaga też budować zaufanie, dzięki czemu działania firmy na rynku będą swobodniejsze dzięki istniejącej już bazie klientów, dla których marka jest rozpoznawalna. Rozróżniamy wiele rodzajów reklam, jednak oprócz internetowej formy, największą popularnością cieszy się reklama outdoorowa. Nie ulega wątpliwościom, że jej skuteczność w dużej mierze zależy od jakości wydruków. Nowoczesny druk wielkoformatowy pozwala na pełną dowolność w kreowaniu reklamy. Poniżej przedstawiamy 5 pomysłów na wykorzystanie druku wielkoformatowego w skutecznej reklamie!

Wydruk wielkoformatowy na papierze – billboardy i plakaty

Chyba najbardziej podstawową usługą, jaką oferują drukarnie wielkoformatowe, jest wydruk na papierze. Z jego pomocą stworzymy wymarzony billboard dla naszej firmy, plakat do umieszczenia na przystanku autobusowym lub w miejscu do tego przeznaczonym. Doskonała jakość wydruku i format sprawiają, że druk wielkoformatowy w celu stworzenia tego typu reklam wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. Czasem niestety brakuje miejsca do umieszczenia plakatu w dużym formacie, dlatego jest to forma charakterystyczna dla przestrzeni poza miastem. Na szczęście reklama wielkoformatowa wcale nie musi sprowadzać się tylko i wyłącznie do formy prostych plakatów i billboardów.

Druk wielkoformatowy na siatce mesh – banery oczkowane

Jeśli chodzi o druk wielkoformatowy na siatce mesh, to z jego pomocą możemy stworzyć banery oczkowane odporne na różne warunki atmosferyczne. Taki baner umieścimy bez problemu na płocie lub w specjalnej ramie mocowanej do ściany. Dzięki dziurkowanej strukturze drukarnie wielkoformatowe są w stanie tworzyć reklamy o ogromnej powierzchni, które z powodzeniem mogą być umieszczane na całym budynku. Choć jest to dość kontrowersyjna forma reklamy, to na pewno druk wielkoformatowy na siatce mesh sprawdzi się choćby w nieco mniejszym, banerowym, formacie.

Druk wielkoformatowy na szkle – widoczna siedziba firmy

Druk wielkoformatowy to nie tylko miękkie materiały. Tego typu reklamę umieścimy także bez problemu na płaskich powierzchniach, takich jak choćby szkło. Dzięki temu będziemy mogli bez problemu ozdobić siedzibę naszej firmy i sprawić, że będzie ona rozpoznawalna z daleka. Tego typu reklamę bardzo często zauważymy na oknach lokali bankowych czy też sklepowych. Druk wielkoformatowy na szkle to także możliwość umieszczenia reklamy na samochodzie, ale tej formie warto poświęcić osobny akapit.

Druk wielkoformatowy na samochodzie – mobilna reklama zewnętrzna

Jeśli prowadzisz działalność, w której to Ty dojeżdżasz do klientów, a siedziba firmy jest tylko formalnością, to nie warto rezygnować z reklamy. Druk wielkoformatowy na samochodzie to coś, co pozwoli promować Twój biznes zawsze i wszędzie. Dla dużych przedsiębiorstw polecamy tę formę reklamy w celu zachowania spójnej identyfikacji wizualnej. Flota samochodowa wykorzystujące wydruki wielkoformatowe to gwarancja profesjonalnego wyglądu. Wiele firm decyduje się na reklamę na środkach komunikacji miejskiej, co też jest ciekawą formą reklamy zewnętrznej.

Wydruk wielkoformatowy na banerach LED

Oprócz druku wielkoformatowego na szkle warto zainwestować w taką formę reklamy, która pozwoli na identyfikację firmy także po zmroku. Najlepiej w tej roli sprawdzą się banery LED, które umieszczone nad wejściem do firmy zapewnią odpowiednią widoczność w nawet najbardziej deszczowy lub śnieżny dzień. Reklama tego typu zapewni więc niezbędną funkcję informacyjną o położeniu naszego lokalu.

Artykuł powstał przy współpracy z drukarnią Euroart.

Single-Use Plastics – plastik w nowej odsłonie, czyli przyszłość dzieje się teraz

Zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej, 3 lipca powinna zacząć obowiązywać dyrektywa Single-Use Plastics, a z rynku miały zniknąć plastikowe słomki, patyczki higieniczne do uszu czy uchwyty do balonów, zrobione z tworzywa sztucznego. Jak wynika z informacji podanych przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, w Polsce jeszcze trwają prace nad przeniesieniem do polskiego prawa przepisów dyrektywy Single-Use Plastics, a do Sejmu projekt trafi najpewniej jesienią. Poza eliminacją z rynku jednorazowych plastikowych produktów, najciekawsza zmiana będzie dotyczyć rynku PET-a – polimeru używanego do produkcji opakowań do napojów, którego poziom recyklingu wciąż w wielu krajach europejskich jest bardzo niski, a w Polsce stanowi mniej niż 50 proc.

5 czerwca 2019 r. została opublikowana tzw. dyrektywa Single-Use Plastics, której podstawowym celem jest zapobieganie wpływowi niektórych produktów jednorazowego użytku na środowisko. Regulacja ta wprowadza szereg zakazów i nakazów, co ma zachęcać do przechodzenia na gospodarkę o obiegu zamkniętym (w Polsce nazywaną już powszechnie GOZ). To idea, która zakłada, że materiały utrzymują swoją wartość pomimo upływu czasu (w tym funkcjonalność produktu). Jednym słowem, nawet jeśli produkt staje się w końcu odpadem, to materiał, z którego został wytworzony ma zostać ponownie przywrócony do obiegu.

Czysty zysk

Czytając dyrektywę SUP, w oczy rzuca się szereg zakazów w zakresie produktów, które mają zniknąć z europejskiego rynku. Poza wspomnianymi plastikowymi słomkami, patyczkami higienicznymi czy uchwytami do balonów, 3 lipca z rynku europejskiego powinny zostać wycofane jednorazowe talerze, sztućce, mieszadełka do napojów wykonane z tworzyw sztucznych i ze styropianu, pojemniki na żywność i napoje. Wszystkie te produkty mają bowiem łatwo dostępne alternatywy i rzeczywiście trudno szukać uzasadnienia, dlaczego mamy dalej z nich korzystać, podczas gdy ich pozbywanie się w sposób niezgodny z zasadami gospodarki odpadami powoduje przedostawanie się i zaleganie w środowisku naturalnym. Badania Komisji Europejskiej wykonane przed opublikowaniem wspomnianej dyrektywy wskazały, że 80-85 proc. odpadów zalegających na plażach to tworzywa sztuczne, z czego około 50 proc. to właśnie produkty jednorazowego użytku głównie związane z kulturą jedzenia poza domem. Pozostałe 27 proc. to wykonane z tworzyw sztucznych odpady związane z połowami ryb, których także ta dyrektywa istotnie dotyczy. Tym samym, tak prosty ruch może sprawić, że o niemal 80 proc. zmniejszy się zaśmiecenie plaż odpadami plastikowymi. Tylko z tego powodu warto tę dyrektywę jak najszybciej wdrożyć.

Mądre zarządzanie

Ciekawszym z punktu widzenia całego rynku, bo nie działającym na niego bezpośrednio, jest pakiet narzędzi dotyczący tzw. PET-a. PET to rodzaj termoplastycznego polimeru z grupy poliestrów, który jest stosowany na dużą skalę w produkcji włókien syntetycznych, a także jako transparentny materiał, z którego wytwarza się butelki do napojów bezalkoholowych. Kilkadziesiąt milionów ton tego polimeru jest co roku wprowadzanych globalnie na rynek i choć jego zebranie z rynku i dalsze przetworzenie jest dość łatwe, wciąż w wielu krajach europejskich, w tym w Polsce, rzeczywisty poziom recyklingu tego surowca wynosi poniżej 50 proc. Można się więc domyślać, że w innych regionach świata jest jeszcze gorzej.

Co zrobić, aby sytuację poprawić? Wydaje się, że KE wskazała dwa narzędzia w dyrektywie SUP. Pierwsze to ustalenie wysokich wymogów w zakresie wielkości zbiórki materiału z rynku. Aby móc poddać recyklingowi dany strumień odpadu, musi on być przede wszystkim zebrany w odpowiedniej ilości. Regulacja narzuca do 2025 r. zebranie 77 proc. wolumenu opakowań do napojów wykonanych z PET wprowadzonego do sprzedaży. W 2029 r. poziom ten wzrasta już do 90 proc.

Drugie narzędzie to budowa rynku w zakresie ponownego wykorzystania recyklingowego materiału. W uzyskaniu tego mają pomóc jasno określone wymogi – 25 proc. w 2025 r. oraz 30 proc. w 2030 r. pochodzącego z recyklingu materiału (tzw. rPET-a) w opakowaniach wprowadzanych na rynek.

Rosnące potrzeby

Jakie są efekty tych zmian? Choć w Polsce dyrektywa jeszcze nie została wdrożona (a pamiętajmy, że dyrektywy nie działają wprost – muszą zostać transponowane do krajowego porządku prawnego, aby mogły obowiązywać), to już zwiększyły się moce przerobowe odpadów z PET. Jeszcze dwa lata temu szacunkowa, roczna wielkość przerobu oscylowała wokół 75 k Mg w Polsce, z czego mniej niż 5 k Mg było w standardzie umożliwiającym dalsze wykorzystanie w kontakcie z żywnością. Dzisiaj szacuje się, że moce przerobowe w kraju są bliskie 100 k Mg, co oznacza, że rynek dostrzegł rosnące potrzeby w zakresie przerobu tego typu odpadu.

Choć zainteresowanie w zakresie inwestycji w nowoczesne metody recyklingu butelek PET jest duże, wciąż ogromną barierą do stosowania rPET-u są jego wysokie ceny w porównaniu do surowca pierwotnego. Podczas gdy tona surowca pozyskanego z odpadów w standardzie nadającym się do kontaktu z żywnością na rynku w Polsce, w zależności od struktury (regranulat, czy płatek), oscyluje wokół 4-6 tys. złotych, to nadal surowiec pierwotny jest o około 30 proc. tańszy. Jednak i na to można znaleźć remedium. Rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP) poprzez system zachęt i kar (tzw. ekomodulację) może wpływać odpowiednio na producentów w zakresie tego, co wprowadzają na rynek. I tak, zasady ekomodulacji mogą dodatkowo premiować tych, którzy wprowadzają do sprzedaży produkty i opakowania wytwarzane przy użyciu surowców pozyskanych z recyklingu. To premiowanie to nic innego jak np. obniżenie opłaty, którą producent będzie musiał wnieść z tytułu wprowadzenia danego produktu czy opakowania na rynek. Warto zaznaczyć, że także dyrektywa SUP wprowadza szereg wymogów w zakresie ROP do nowych grup produktów, podczas gdy szczegółowe standardy funkcjonowania tych systemów już w 2018 r. KE wprowadziła szeregiem dyrektyw w ramach pakietu dotyczącego gospodarki o obiegu zamkniętym.

Ambitni chcą więcej

Zmiany zapoczątkowane przez regulację Single-Use Plastics wpłynęły też na szereg dobrowolnych deklaracji ogłaszanych przez poszczególne firmy. Duzi gracze, dla których rynek sprzedaży napojów w butelkach PET to główny interes, nie czekając na implementację dyrektywy w poszczególnych krajach, zapoczątkowali falę indywidualnych, i co warto podkreślić – dobrowolnych – deklaracji w zakresie stosowania surowca z recyklingu w opakowaniach swoich produktów. Wielu producentów napojów już ogłosiło, że będą w swych produktach uwzględniać więcej rPET-a niż jest to wymagane. Najbardziej ambitni zobowiązali się, że nawet w 100 proc. będą wykorzystywać surowiec z recyklingu do produkcji butelek wprowadzanych na rynek.

Brakuje szczegółowych danych o tym, jak zmienił się poziom zbieranego i poddawanego recyklingowi PET-a w Polsce, ale należy się spodziewać dalszych wzrostów w tym zakresie. Niewątpliwe jest to spora zasługa wprowadzonej na poziomie unijnym regulacji. Eksperyment, choć jeszcze niezakończony, przynosi oczekiwane rezultaty, dlatego warto rozszerzyć go na inne typy polimerów i produktów. Niezbędne są do tego: wymogi w zakresie zbiórki i przetwarzania (w tym określone normy i standardy dot. surowca), a także rynek zbytu na przetworzony surowiec. Z resztą rynek poradzi sobie już sam.

Komentarz ekonomiczny Julii Patorskiej, Liderki zespołu ds. analiz ekonomicznych, Sustainability & Economics, Deloitte