Rynek biurowy w Krakowie powoli odżywa po pandemii

W Krakowie firmy powoli wracają do rozmów o wynajmie biur, a inwestorzy przygotowują kolejne projekty.

– Na rynku krakowskim, podobnie jak na innych rynkach regionalnych, możemy obserwować przyspieszenie procesów renegocjacji umów najmu. Rośnie jednocześnie ilość ofert dotyczących podnajmów. Część firm określiło już tryb pracy, jaki najlepiej sprawdza im się w nowym środowisku biznesowym, zweryfikowało zapotrzebowanie dotyczące ilości stanowisk i zdecydowało o kształcie nowego biura. Pozostałe organizacje czeka jeszcze podjęcie strategicznych decyzji, poszukiwanie rozwiązania, które będzie najbardziej odpowiednie dla firmy, dostosowane do nowego stylu pracy, a jednocześnie optymalne pod względem kosztu. Niektórzy najemcy podjęli decyzję o zmniejszeniu powierzchni, natomiast firmy z branż, które przyspieszyły w pandemii przygotowują się do ekspansji. Należy przy tym wspomnieć, że Kraków nadal jest bardzo chętnie wybierany na miejsce prowadzenia działalności przez duże międzynarodowe przedsiębiorstwa i korporacje, które planują rozwój biznesu w Polsce – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz.

– Wszystko wskazuje na to, że pandemiczne spowolnienie jest już za nami. W Krakowie, który jest drugim, największym rynkiem biurowym w Polsce nadal możemy obserwować dużą aktywność inwestorów, stad podjęliśmy decyzję o dalszym rozwoju krakowskiego oddziału Walter Herz, by móc służyć klientom jeszcze silniejszym wparciem na miejscu. Do naszego zespołu w Krakowie dołączył Kamil Kowalewski, który zdobył doświadczone w firmach branżowych na rynku krakowskim, pracując m.in. w firmie Cavatina i komercjalizując z sukcesem, takie projekty jak Equal Business Park, Ocean Office Park i Tischnera Office – informuje Mateusz Strzelecki.

Prognozy dotyczące napływu do Polski nowych inwestycji zachęcają deweloperów do aktywności. Jak podaje Walter Herz, w 2020 roku w Krakowie powstało ponad 140 tys. mkw. nowoczesnej przestrzeni biurowej, najwięcej spośród ośrodków regionalnych. W budowie jest aktualnie około 150 tys. mkw. powierzchni i kolejne projekty przygotowywane są do realizacji. Prawie jedna trzecia powstających na terenie miasta biur ma zostać oddana do końca tego roku.

W pierwszych miesiącach br. Cavatina oddała w Krakowie do użytkowania budynek Equal Business Park D z 11,6 tys. mkw. powierzchni i biurowiec Ocean Office Park A1 z 7,8 tys. mkw. biur, a dodatkowo Lubicz I Business Centre zwiększył powierzchnię o 2 tys. mkw.

Nowe biurowce

W trakcie budowy w Krakowie jest m.in. inwestycja Tertium Business Park III (13 tys. mkw.), realizowana przez firmę BUMA oraz pierwszy budynek kompleksu The Park Cracow I (12,5 tys. mkw.) firmy White Star. W I kw. 2022 roku Skanska planuje oddać do użytkowania trzeci etap zlokalizowanego w centrum miasta kompleksu biurowego High5ive (10,6 tys. mkw.). Echo Investment kilka miesięcy temu rozpoczęło natomiast w Krakowie budowę kompleksu biurowego Brain Park, który w pierwszej fazie realizacji, w trzecim kwartale 2022 roku dostarczyć ma około 30 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Pozwolenie na budowę nowych biurowców w Krakowie niedawno otrzymała również firma Warimpex.

Z danych Walter Herz wynika, że nasz, największy ośrodek regionalny dysponuje zapleczem  sięgającym już niemal 1,6 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. A przy tym jakość oferty jest bardzo dobra, bo połowa krakowskich zasobów nie jest starsza niż 5 lat.

Nie licząc ostatniego roku, który należał do słabszych pod względem przyrostu podaży, krakowski rynek biurowy rośnie średnio prawie o 20 proc. rocznie. Stolica Małopolski, licząca 1,1 mln mieszkańców i 135 tys. studentów, która jest drugim po Warszawie, największym ośrodkiem biznesowym w kraju od wielu lat prowadzi w regionach. Przewagą miasta jest zdolność przyciągania firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Krakowskie centra usług wspólnych zatrudniają najwięcej osób w Polsce. Kraków należy też do grona światowych lokalizacji o strategicznym znaczeniu dla globalnych firm, które przyciąga aktualna sytuacja na rynku IT, bo dysponuje prawie 50 tys. świetnie wykwalifikowanych specjalistów w tym zakresie.

Popyt największy w regionach

Dlatego zapotrzebowanie na powierzchnię biurową w Krakowie utrzymuje się na dobrym poziomie. W 2020 roku w Krakowie zakontraktowane zostało prawie 160 tys. mkw. biur, co daje miastu pozycję regionalnego lidera pod względem popytu.  Wolumen transakcji najmu zawartych w pierwszym kwartale tego roku osiągnął, jak oblicza Walter Herz, wartość prawie 30 tys. mkw. powierzchni. Pomimo spadku chłonności, który widoczny jest we wszystkich ośrodkach biurowych w kraju, Kraków należy do rynków, które najlepiej radzą sobie w pandemii.

W ciągu ostatniego roku współczynnik powierzchni niewynajętej zwiększył się w Krakowie o około 5 proc. do poziomu 15 proc. Czynsze ofertowe pozostają na stabilnym poziomie, ale właściciele biurowców i deweloperzy zmuszeni są coraz intensywniej rywalizować o najemców.

– W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy praca zdalna znacznie zyskała na popularności, jednak z analiz rynku wynika, że przeważająca większość firm swoją, dalszą działalność budować będzie w oparciu o tradycyjne biura. Elastyczne biura i powierzchnie coworkingowe, które cieszą się sporym zainteresowaniem, również nie będą stanowiły dominującego rozwiązania dla firm w nowym środowisku biznesowym, ale tylko jeden z elementów planu wynajmu – przyznaje Emilia Kalińska, Leading Senior Negotiator/ Regional Coordinator. – Część firm skorzystała w ubiegłym roku z możliwości przedłużenia umów najmu na atrakcyjnych warunkach, zyskując w ten sposób na czasie. W tym roku widoczna jest już większa decyzyjność i gotowość do powrotu do rozmów na temat docelowej powierzchni biurowej – informuje Emilia Kalińska.

Rynek najemcy

Kamil Kowalewski, Senior Negotiator w Walter Herz, który właśnie dołączył do zespołu w krakowskim oddziale Walter Herz zauważa, że dzięki większej dostępności powierzchni biurowej wzrosły możliwości uzyskania przewagi w rozmowach z wynajmującymi. – Rynek najemcy stwarza szansę do wynegocjowania wielu bonusowych korzyści, w tym dłuższego okresu wolnego od opłacania czynszu, czy większej dopłaty do prac aranżacyjnych, co ostatecznie wpływa na wysokość czynszu efektywnego. Udogodnienia, na jakie mogą liczyć teraz firmy dotyczą także czasu trwania umowy oraz optymalizacji powierzchni w okresie najmu – dodaje. Pomimo rozpoczynających się wakacji, biorąc pod uwagę obecne warunki, na jakie mogą liczyć najemcy uważamy, że jest to bardzo dobry czas na podjęcie decyzji o rozpoczęciu renegocjacji umów najmu bądź relokacji firmy do nowego miejsca. Warto wykorzystać sprzyjający moment negocjacyjny, jaki akurat stwarza rynek i dogłębnie przeanalizować kwestię wynajmu. Dlatego zapraszamy zainteresowane firmy na bezpłatne konsultacje do naszego, nowego krakowskiego biura, mieszczącego się w Chillispaces w Fabryczna Office Park przy ulicy Fabrycznej w Krakowie – zachęca Kamil Kowalewski.

Największy popyt na biura w stolicy Małopolski generują firmy należące do sektora usług dla biznesu oraz przedsiębiorstwa związane z nowymi technologiami. W ponad 247 centrach obsługi biznesu w Krakowie zatrudnionych jest aktualnie 82,1 tys. osób. Stolica Małopolski jest pod tym względem czołową lokalizacją, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Średni przyrost zatrudnienia w tym sektorze w Krakowie w ostatnich latach wynosi prawie 10 proc. rocznie.

W ubiegłym roku w Krakowie zainwestowały m.in. takie firmy sektorowe jak ATFX, Backbase, BCD Travel, Bitpanda, Bystronic, Cytiva, Devire, EQ Tek, GFT, Harvey Nash Technology, Mohawk Group, OANDA, PepsiCo, Splunk, Tivron i Verisk. Z danych Walter Herz wynika, że ponad 60 proc. powierzchni biurowych na krakowskim rynku zajmowanych jest przez najemców z sektora nowoczesnych usług dla biznesu.

„Zielona” hipoteka odwrócona jest już w Europie. Kiedy w Polsce?

Hipoteka odwrócona w modelu kredytowym zaczyna ewoluować. W Wielkiej Brytanii, czyli na rynku, który jest jednym z najbardziej rozwiniętych na świecie, pojawił się „zielony” odwrócony kredyt hipoteczny. To specjalne rozwiązanie skierowane do właścicieli domów, którzy chcą zmodernizować swoje nieruchomości w taki sposób, by były bardziej eko. Brytyjczycy, którzy chcą zainwestować m.in. w rozwiązania energooszczędne i produkować tzw. zieloną energię (chociażby za pomocą paneli fotowoltaicznych) mogą dostać odwrócony kredyt hipoteczny na preferencyjnych warunkach. Na dodatek brytyjski rząd uruchomił specjalny program dopłat do tego typu kredytów. Czy takie rozwiązanie ma prawo bytu w Polsce?

Koszty utrzymania domu są coraz wyższe. W ubiegłym roku najbardziej podrożał wywóz śmieci (o 51,9 proc.) oraz energia elektryczna (o 11,7 proc.).[1]  Zdarza się, że rachunki za prąd w domu jednorodzinnym wynoszą kilka tysięcy złotych rocznie. Nic dziwnego, że coraz częściej buduje się domy energooszczędne lub modernizuje się budynki już istniejące.

Wśród zielonych rozwiązań, dzięki którym można obniżyć rachunki za prąd prym wiedzie fotowoltaika. Tylko w maju ubiegłego roku moc zainstalowanych instalacji fotowoltaicznych przekroczyła 1950 MW. Pandemia i spowolnienie gospodarcze nie zatrzymało rosnącego trendu. W samym pierwszym kwartale 2020 do sieci przybyło 300 MW. Poprzedni rok też był rekordowy. W całym 2019 roku zainstalowano 640 MW nowych mocy, czyli 3 razy więcej niż w 2018.[2] Rachunki za prąd chce obniżyć większość właścicieli domów – również seniorzy. Zwłaszcza, że ich wpływy do domowego budżetu (pod postacią rent i emerytur) nie należą do najwyższych.

– Seniorzy, którzy podpisują z nami umowę renty dożywotniej coraz częściej chcą przeznaczyć część środków pieniężnych z tego tytułu na modernizację domu i różne rozwiązania proekologiczne. Jednym z takich rozwiązań jest chociażby mikroinstalacja fotowoltaiczna, dzięki której można obniżyć rachunki za prąd. Coraz częściej trafiają do nas właściciele domów, którzy chcą zainwestować w rozwiązania energooszczędne, konstruują umowę renty dożywotniej w taki sposób, że po jej podpisaniu dostają jednorazowo dodatkową sumę pieniędzy, kilka, kilkanaście tysięcy złotych, przeznaczają te środki na modernizację domu, instalacje fotowoltaiczne co obniża koszt utrzymania nieruchomości. Później oczywiście wypłacamy jeszcze im co miesiąc świadczenia pieniężne – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Ten trend jest w Polsce coraz silniejszy, choć rodzimy rząd nie proponuje seniorom żadnych preferencyjnych warunków ani dopłat. Inaczej jest w Wielkiej Brytanii czy Włoszech – dodaje.

Wielka Brytania daje przykład. Włochy szykują się do zmian

Na Wyspach seniorzy mogą skorzystać z „zielonego” odwróconego kredytu hipotecznego. Jeżeli będą chcieli zainwestować w jedno z rozwiązań proekologicznych i zmodernizować swój dom pod kątem chociażby energooszczędności, to mogą liczyć na kredyt z preferencyjnym oprocentowaniem. To nie wszystko. Brytyjski rząd, w ramach specjalnego programu, przeznaczył 2 miliardy funtów na dofinansowanie takich instalacji. W ramach nowego programu właściciele domów (położonych na terenie Wielkiej Brytanii) mogą dostać do 5 tys. funtów na gospodarstwo domowe, by dokonać energooszczędnych ulepszeń lub 10 tys. funtów o ile mają niższe dochody.[3] Na Wyspach domy są oceniane według klasyfikacji EPC i mogą uzyskać wskaźnik od 100 (najwyższy) do 0 (najniższy). Wyniki na poziomie 81 lub więcej kwalifikują nieruchomość do oceny A lub B. To właśnie domy z oznaczeniem A lub B mogą ubiegać się o „zieloną” hipotekę odwróconą. Rozwiązanie jest na razie dostępne m.in. w firmie Just, która jest jednym z liderów hipoteki odwróconej w Wielkiej Brytanii. Podobną usługę chcą wprowadzić Włosi. Branża hipoteki odwróconej we Włoszech rozwija się dynamicznie od chwili wejścia w życie rządowych przepisów regulujących tamten rynek. W tej chwili na rynku włoskim testowane są rozwiązania, dzięki którym będzie można zmodernizować dom i obniżyć rachunki za prąd.

[1] „Zmiany kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania w 2020 roku”, dane za okres I-XII 2020 względem I-XII 2019. RynekPierwotny.pl na podstawie danych GUS.

[2] Raport „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2020”. Instytut Energetyki Odnawialnej

[3]  http://epparg.org/news/just-group-introduces-uks-first-green-lifetime-mortgage/

Cavatina Holding publikuje prospekt emisyjny i rozpoczyna publiczną ofertę akcji

Cavatina Holding, największy polski deweloper biurowy, rozpoczyna ofertę publiczną akcji. Zapisy wśród inwestorów indywidualnych rozpoczną się 5 lipca i potrwają do 8 lipca. Kluczowym celem strategicznym Grupy jest osiągnięcie do końca 2025 r. 1 mln m2 powierzchni najmu brutto (GLA) w portfelu.

– Jesteśmy największym polskim deweloperem biurowym z powodzeniem konkurującym z międzynarodowym gigantami na atrakcyjnym rynku deweloperskim. Wiodącą pozycję osiągnęliśmy w zaledwie kilka lat, cały czas konsekwentnie rozbudowując nasz zdywersyfikowany portfel projektów. Nasz model biznesowy, integrujący kluczowe procesy w ramach deweloperskich projektów inwestycyjnych, pozwala maksymalizować stopy zwrotu z poszczególnych projektów i zapewnia nam unikalność na tle innych spółek deweloperskich, również aktywnych w segmencie komercyjnym – mówi Rafał Malarz, Prezes zarządu Cavatina Holding. – Eksperci dostrzegają stopniowe ożywienie aktywności najemców i procesy układania strategii w nowej normalności, która jest konsekwencją zmian na rynku spowodowanych pandemią i przewartościowanie potrzeb wielu najemców w tym widoczny trend przenoszenia centrów usług wspólnych do państw CEE w tym Polski. Już w 2020 r. założyliśmy że chcemy być beneficjentem ewentualnych zmian na rynku i pozostaliśmy aktywni w odróżnieniu od wielu innych spółek na rynku. Dlatego prowadzone i planowane przez Cavatina Holding projekty mają dobre harmonogramy, a zakończenie procesów komercjalizacji przypada w nich w trakcie bardzo prawdopodobnej luki podażowej – dodaje Rafał Malarz.

Zapisy i struktura oferty

Cavatina Holding zamierza wyemitować łącznie nie więcej niż 7,5 miliona akcji i pozyskać z emisji 375 mln zł. Transakcja obejmuje wyłącznie emisję nowych akcji. Przewidywany free float po przeprowadzeniu oferty przy założeniu objęcia wszystkich akcji wyniesie 30,12%.

Cena maksymalna została ustalona na 50 zł. Ostateczna cena emisyjna zostanie ustalona przez Spółkę w uzgodnieniu z Globalnymi Współkoordynatorami, na podstawie procesu budowania Księgi Popytu wśród inwestorów instytucjonalnych.

Budowa księgi popytu potrwa od 1-8 lipca, a inwestorzy indywidualni będą mogli zapisać się na akcje spółki w dniach 5-8 lipca.

Globalnymi Współkoordynatorami oraz Współprowadzącymi Księgę Popytu są mBank i Pekao Investment Banking, Współprowadzącym Księgę Popytu jest Bank Polska Kasa Opieki – Biuro Maklerskie. Doradcą prawnym w procesie jest Gessel, Koziorowski Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów

W skład konsorcjum detalicznego wchodzą: Biuro Maklerskie mBanku, Biuro Maklerskie Pekao, Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego, Dom Maklerski BDM, Dom Maklerski BOŚ.

Cele emisyjne

Spółka planuje pozyskać z emisji nowych akcji 375 mln zł. Środki zostaną przeznaczone na rozwój działalności, zgodnie z priorytetami wydatkowania: 

  1. do 85 mln zł na zakup nieruchomości gruntowych we Wrocławiu na których zrealizowany zostanie projekt biurowo-usługowy Quorum A i B o łącznej powierzchni najmu 69 tys. mkw. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową zakup zostanie dokonany przez spółkę w 100% zależną od Cavatina Holding.
  2. do 291 mln zł na realizacje inwestycji biurowo-usługowych Global Office Park A1 i A2 w Katowicach, Palio Office Park B i C w Gdańsku, Ocean Office Park B w Krakowie oraz Quorum A, B i D we Wrocławiu. Alokacja pozyskanej kwoty do poszczególnych projektów będzie uzależniona od postępów komercjalizacji i dostępności alternatywnych źródeł finansowania. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową nakłady będą ponoszone przez spółki w 100% zależne od Cavatina Holding.

Pozostałe środki, w zależności od rezultatu oferty, mogą zostać przeznaczone na spłatę pożyczek udzielonych przez jedynego akcjonariusza spółki.

– Koncentrujemy się na dużych biurowych projektach wyróżniających się unikalną architekturą, ponadprzeciętną jakością i designem, zlokalizowanych w dużych aglomeracjach miejskich. Konsekwentna realizacja strategii przekłada się na solidne wyniki finansowe, z ponadprzeciętnymi marżami, zdrową strukturę finansowania i efektywną reinwestycję kapitału w realizację kolejnych projektów – mówi Rafał Malarz, Prezes zarządu Cavatina Holding.

Harmonogram oferty

  • 1 lipca – publikacja prospektu emisyjnego
  • Do 2 lipca – publikacja ceny maksymalnej
  • 1-8 lipca – bookbuilding wśród inwestorów instytucjonalnych
  • 5-8 lipca – przyjmowanie zapisów w transzy inwestorów detalicznych
  • 8 lipca – ustalenie ceny emisyjnej
  • 9-13 lipca – przyjmowanie zapisów w transzy inwestorów instytucjonalnych
  • 15 lipca – przydział akcji
  • Około dwa tygodnie od przydziału akcji – planowany debiut na GPW

Najem okazjonalny staje się coraz bardziej popularny. Przepisy dotyczące tej formy wynajmu wymagają jednak dopracowania

Właściciele mieszkań na wynajem dość często narzekają, że obowiązujące przepisy zbyt mocno chronią najemcę. Chodzi między innymi o konieczność długiego oczekiwania na możliwość wypowiedzenia umowy (np. z powodu zaległości czynszowych lub dewastacji lokum). Wątpliwości wzbudza także sytuacja związana z długim czekaniem na wyrok w sprawie eksmisji oraz przydział mieszkania socjalnego. Najem okazjonalny i najem instytucjonalny w pewnym stopniu stanowi odpowiedź na problemy dotyczące tradycyjnego wynajmu. Warto zatem dowiedzieć się, jakie korzyści dla właściciela mieszkania dokładnie oznacza najem okazjonalny oraz podobny do niego najem instytucjonalny. Niestety, te dwie konstrukcje prawne nie są pozbawione wad. Wątpliwości wzbudza m.in. konieczność długiego oczekiwania na wypowiedzenie umowy najemcy. Problematyczne są także przepisy dotyczące prawa eksmitowanej osoby do pomieszczenia tymczasowego.

Nie tylko prosta eksmisja jest dużym atutem

Zastrzeżenia właścicieli mieszkań względem najmu okazjonalnego dotyczą faktu, że w przypadku takiego wariantu obowiązują standardowe terminy wypowiedzenia umowy na czas nieoznaczony przewidziane przez ustawę o ochronie praw lokatorów. To oznacza między innymi konieczność oczekiwania aż zaległości czynszowe przekroczą wymiar trzymiesięczny. Dopiero wtedy można wyznaczyć dodatkowy termin na zapłatę (1 miesiąc). Jego bezskuteczny upływ daje możliwość wypowiedzenia umowy najmu (z co najmniej miesięcznym terminem). Przynajmniej miesięczny termin wypowiedzenia jest wymagany również wtedy, gdy najemca mimo upomnienia powoduje szkody w mieszkaniu lub utrudnia korzystanie z budynku przez innych lokatorów. „Najem okazjonalny nie rozwiązuje niestety problemu, jakim są długie okresy wypowiedzenia umowy najmu w opisywanych sytuacjach” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Właściciel mieszkania wybierający najem okazjonalny może natomiast liczyć na to, że brak konieczności ustalenia prawa najemcy do mieszkania socjalnego przyspieszy eksmisję. Innym pozytywnym aspektem jest fakt, że w przypadku najmu okazjonalnego nie występują ograniczenia dotyczące skali oraz liczby podwyżek czynszu. „To ważna kwestia w obecnej sytuacji, gdy rynek najmu dochodzi do siebie po trzech falach pandemii, a inflacja niestety jest wysoka” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najem instytucjonalny wygląda podobnie …

Warto zwrócić uwagę, że jeszcze stosunkowo niedawno najem okazjonalny był rozwiązaniem dostępnym zarówno dla przedsiębiorców, jak i osób prywatnych. Obecnie sytuacja wygląda inaczej, ponieważ przepisy wskazują, że osoby prowadzące działalność gospodarczą w zakresie najmu muszą wybrać inne rozwiązanie. „Mowa o najmie instytucjonalnym, który został wprowadzony m.in. z myślą o działaniach państwa na rynku wynajmu” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najważniejsza różnica pomiędzy najmem okazjonalnym oraz instytucjonalnym wiąże się z faktem, że w tym drugim wariancie najemca nie musi wskazywać awaryjnego lokum na wypadek eksmisji. Podobieństwa dotyczą natomiast konieczności notarialnego poddania się egzekucji przez lokatora. „Najem instytucjonalny podobnie jak najem okazjonalny chroni właściciela „M” przed kłopotami związanymi z mieszkaniem socjalnym dla najemcy i daje możliwość swobodnego podnoszenia czynszu, ale jednocześnie nie zapewnia opcji szybszego wypowiedzenia umowy zawartej na czas nieoznaczony” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wątpliwości wzbudza eksmisja najemców

Nie można też pominąć faktu, że aktualne przepisy regulujące najem okazjonalny posiadają pewien istotny mankament. Mowa o sytuacji, w której osoba posiadająca lokum zadeklarowane przez najemcę jako awaryjne (na wypadek eksmisji), jednak nie chce przyjąć „okazjonalnego” lokatora. Zwykle taka patowa sytuacja jest wynikiem zaniedbań najemcy. Zgodnie z przepisami, jeśli najemca utracił lokum na wypadek eksmisji, to powinien on w ciągu 21 dni znaleźć inne mieszkanie lub dom i przedstawić odpowiednie oświadczenie właściciela o możliwości przyjęcia po eksmisji. „Niedopełnienie opisywanych obowiązków może skutkować wypowiedzeniem umowy z terminem wynoszącym zaledwie siedem dni” – ostrzega Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Mimo wspomnianej sankcji, „okazjonalni” najemcy czasem nie informują właścicieli mieszkań o utracie lokum na wypadek eksmisji. Wtedy pojawia się spory problem, bo ustawa o ochronie praw lokatorów nie przyznaje prawa do pomieszczenia tymczasowego osobom, które podpisały umowę najmu okazjonalnego. Podobna zasada dotyczy też lokatorów eksmitowanych z mieszkania objętego najmem instytucjonalnym. Z drugiej strony, rodzą się wątpliwości, czy „okazjonalny” lub „instytucjonalny” najemca jednak nie powinien posiadać prawa do tymczasowego lokum. Argumentem mogą być względy konstytucyjne i humanitarne.

„Opisywane powyżej wątpliwości powinny zostać jak najszybciej rozstrzygnięte. Prawo do pomieszczenia tymczasowego oznacza bowiem, że w myśl przepisów obowiązujących od 21 kwietnia 2019 r. komornik będzie czekał z eksmisją aż do czasu znalezienia przez gminę odpowiedniego pomieszczenia” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ograniczenie przez Polaków wydatków na kulturę i rozrywkę utrudni branży wyjście z dołka

Nie będzie łatwo kulturze i rozrywce odrobić straty w jakie wpędziły je lockdowny. Mimo otwarcia kin i teatrów Polacy nie garną się na seanse i spektakle – wynika z badania zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Co najmniej co czwarty ankietowany mówi, że obecnie wydaje na rozrywkę i kulturę mniej niż przed pandemią. Większą niż wcześniej liczbą wyjść do kina czy teatru, czas zamknięcia w domach odreagowują jedynie nieliczni. Tymczasem zaległości branży kulturalno-rozrywkowej wzrosły przez okres pandemii o jedną piątą, do niemal 54 mln zł, a przychody w 2020 r., jak podaje GUS, spadły o prawie 6 proc.   

Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego na temat wyników finansowych instytucji kultury w 2020 roku, ich przychody ogółem były niższe o 5,6 proc., a koszty o 6,3 proc. od zeszłorocznych. Dla porównania, rok wcześniej w 2019 r. GUS podał wzrost przychodów branży o 5,5 proc., a kosztów o 4,9 proc. wobec 2018.

Dla kultury i rozrywki ostatnie kilkanaście miesięcy było wyjątkowo trudne. Częściowo odzwierciedlają to informacje GUS za 2020 r., obejmujące 10,5 miesiąca pandemii. Widać to również w naszych statystykach o zaległościach firm wobec dostawców oraz banków. Problemy firm związanych z branżą kulturalno-rozrywkową wzrosły od końca marca zeszłego roku do końca kwietnia tego roku o jedną piątą do 53,5 mln zł. W tym samym okresie zaległości wszystkich przedsiębiorstw podwyższyły się o niewiele ponad 3 proc. – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Pytanie, jak firmy związane z kulturą i rozrywką wydobędą się z dołka, w sytuacji gdy wielu widzów deklaruje, że okroiło swoje wydatki na ten cel. Tak przynajmniej wynika ze zrealizowanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor badania pokazującego, jak pandemia wpłynęła na nastawienie respondentów do budżetów przeznaczanych na różne cele w tym m.in. na kulturę. Według jego wyników obecnie jest więcej osób, które informują, że wydają na kulturę i rozrywkę mniej w porównaniu z okresem przed pandemią, niż respondentów, którzy przeznaczają na te cele tyle samo pieniędzy lub więcej. – O wyższych wydatkach wspomina wyjątkowo niewielu, bo jedynie 3-4 proc. ankietowanych. Nie widać w tym przypadku efektu odreagowania i fali zwiększonych wydatków, z czym mamy do czynienia w przypadku samochodów czy odzieży i obuwia – mówi Sławomir Grzelczak.

Choć jak podają reprezentanci kin frekwencja nie była zła. Widzowie zasypani premierami i stęsknieni za seansami na wielkim ekranie dopisali, a na koniec roku szkolnego chętnie na seanse przychodziły też szkoły. W efekcie, w jednym z największych multipleksów, mimo ograniczeń w liczbie widowni, udało się w maju wypracować 2/3 wyniku z maja 2019 r. Ale liczba sprzedanych biletów od zniesienia lockdownu 21 maja do połowy czerwca stanowiła jedynie jedną dziesiątą widowni z analogicznego kwartału 2019 roku.

Kina i producenci filmowi w tym roku nie odpuszczają też wakacji i nawet na letnie miesiące zapowiadają wprowadzanie premier. Od 26 czerwca pomaga w budowaniu frekwencji m.in. zwiększenie dostępności zajmowanych miejsc z 50 do 75 proc., również w teatrach. Nie bez znaczenia dla wpływów jest też zniesiony 13 czerwca zakaz sprzedaży przekąsek.

W wynikach badania na temat wpływu pandemii na różnego rodzaju wydatki uderzają odmienne wobec kin i teatrów deklaracje chęci utrzymania i wzrostu budżetów na płatne serwisy filmowe i muzyczne. 29 proc. osób informuje, że przeznacza na ten cel tyle samo pieniędzy co wcześniej, 8 proc. nawet więcej, a o zmniejszeniu nakładów mówi jedynie co dziesiąty badany.wydatki na kulturę i rozrywkę

Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Nie ma wątpliwości, że pandemia zmieniła podejście do konsumpcji kultury i mocniej zwróciła uwagę na płatny streaming, nie tylko samych widzów, ale też producentów filmowych czy teatralnych.

Miesiące użytkowania streamingu mogły z wielu zrobić stałych, lojalnych klientów tego typu rozwiązania. Pytanie, na ile okaże się to trwałe i na ile finanse pozwolą łączyć przyzwyczajenia z pandemii ze starymi upodobaniami. Nadzieję kulturze i rozrywce może dawać fakt, że na liście pozytywnych efektów pandemii badani całkiem wysoko wymienili, że teraz bardziej doceniają proste rozrywki, jak kino, koncerty czy imprezy taneczne. A skoro tak, to nie powinni ich sobie odmawiać – dodaje Sławomir Grzelczak.

Długi kultury rosną

Dane zebrane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wyraźnie pokazują, że w zasadzie wszystkie rodzaje działalności kulturalnej odnotowały wzrost nieuregulowanych na czas zobowiązań.

Długi kultury rosną
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Największy wzrost zadłużenia między marcem 2020 r. a kwietniem tego roku, dotyczył instytucji zajmujących się działaniami teatralnymi, których nieuregulowane na czas zaległości wobec kontrahentów i banków wzrosły w sumie o ponad 5 mln zł. Największa w tym wina firm wystawiających przedstawienia – wzrost o 3,8 mln zł, do 19,6 mln zł. To najwyższa kwota nieuregulowanych na czas zobowiązań wśród działalności kulturalnych.

Największy skok procentowy nastąpił jednak wśród firm kinowych, choć pod względem kwoty niewiele, to jednak zwyżka o niemal dwie trzecie jest największa w tej branży i jedna z wyższych w ogóle rejestrowanych przez BIG InfoMonitor.

Nieznaczną poprawę zanotowali jedynie przedsiębiorcy zajmujący się nagraniami dźwiękowymi i muzycznymi, których zaległości spadły o ok. 0,5 mln zł.

Podobnie jak wiele innych branż, kultura po długich miesiącach przygnębiającego i fatalnego w finansowych skutkach zamknięcia powoli wraca do bardziej normalnego funkcjonowania. Miejmy nadzieję, że widownia dopisze, a liczne deklaracje potencjalnych klientów o ograniczeniu wydatków na kulturę i rozrywkę, to bardziej życzeniowe myślenie niż rzeczywistość. Z pewnością najlepiej byłoby żyć w takim stylu jak przed pandemią z wydatkami ograniczonymi jak w czasie pandemii – podsumowuje Sławomir Grzelczak.

Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 18-21 czerwca metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1048.

A szczęśliwą liczbą dnia jest…

Cały tydzień minął na oczekiwaniu publikowanego dziś po południu raportu z rynku pracy USA. Ryzyka są dwustronne gdyż słabe i mocne wyniki będą niosły implikacje dla polityki Fed, a zatem i dla całych rynków finansowych. Czasu na decyzje inwestycyjne nie będzie dużo, gdyż przed USA długi weekend.

Konsensus rynkowy dla zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w czerwcu został ustalony na 720 tys. To więcej niż w maju (559 tys.) i kwietniu (278 tys.), jednak panuje przekonanie, że potrzeba dużo szybszego tempa odbudowy miejsc pracy, aby zapewnić trwałość ożywienia i dać przestrzeń do normalizacji polityki pieniężnej. Z pewnością chciałby tego Fed, który w przypadku słabych danych stanie w niewygodnym rozkroku – czekać na uzdrowienie rynku pracy, czy reagować na wysoką inflację? Mimo, że gospodarka pędzi po zniesieniu lockdownów, nie jest to odzwierciedlone w statystykach zatrudnienia w związku z hamulcami po stronie podaży pracy. Hojne programy wsparcia bezrobotnych zniechęcają do powrotu na rynek pracy. Choć nie wszystkie stany planują utrzymywać zapomogi do września (termin ustalony na szczeblu krajowym), większość w czerwcu wypłacała wsparcie. Stąd wokół dzisiejszego odczytu utrzymuje się podwyższony poziom niepewności.

Dla USD, a w rzeczywistości dla całego rynku finansowego, każdy wynik będzie miał silne implikacje. Jeśli w końcu przyrost zatrudnienia przyspieszy, będzie to oznaczało wypełnianie się warunku koniecznego Fed na rzecz rozpoczęcia procesu normalizacji. Wzmocni to oczekiwania, że na jednym z najbliższych posiedzeń FOMC zostanie zakomunikowany start redukcji tempa skupu aktywów. Na zmianę oczekiwań wrażliwe będą obligacje USA, a wzrost rentowności będzie wspierał umocnienie dolara.

Jeśli wzrost zatrudnienia rozczaruje niskim odczytem, kusząco brzmi interpretacja, że to hojne zasiłki zaburzają dane i dalej jesteśmy w tym samym pozłożeniu, co przed odczytem. Biorąc jednak ostatnie umocnienie USD należy założyć, że rynek po cichu ustawiał się na wysoki wynik, stąd rozczarowanie prawdopodobnie będzie skutkować ucinaniem długich pozycji w dolarze. Proces ten może być gwałtowny, biorąc pod uwagę, że inwestorzy w USA będą szykować się na długi weekend (poniedziałek jest dniem wolnym w związku z obchodami Dnia Niepodległości).

Raport NFP to nie tylko dane o zatrudnieniu, ale też stopa bezrobocia i płace. Jednak biorąc pod uwagę gorącą debatę o odbudowie miejsc pracy, to konkretne liczby w tej kwestii skupiają całą uwagę. Taka koncentracja może być też klątwą dla reakcji rynkowej, skutkując przesadzoną reakcją wstępną, która po kilkunastu minutach będzie odwracana. Bo niech np. rynkowe dyskusje pójdą w stronę, że „jeden miesiąc z wzrostem zatrudnienia o jeden milion jeszcze nie oznacza, że rynek zdrowieje” i kupowanie dolara szybko przygaśnie. Przy tak ważnych danych nikt nie chce się pomylić, ale z drugiej strony nikt też nie chce się spóźnić z reakcją.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Aleksandra Gawlas-Wilińska na czele działu Digital & ECommerce w Henkel Polska

Z dniem 1.04.2021 r. Aleksandra Gawlas-Wilińska objęła stanowisko dyrektora działu Digital & ECommerce. Jest to dział, który właśnie został utworzony w strukturach sektora biznesowego Laundry & Home Care (środki do prania i czystości) w polskim oddziale firmy Henkel. Dzięki synergii digitalowego marketingu i ecommerce nowy dział ma skutecznie wspierać henklowskie marki w budowaniu ich obecności online poprzez precyzyjnie celowane inwestycje w różnego rodzaju działania digitalowe.

Tworzenie działów Digital & ECommerce to nowa inicjatywa Henkla o zasięgu globalnym, realizowana na wybranych rynkach. Polska jest drugim po Niemczech krajem, w którym połączono w jednym dziale kompetencje specjalistów od digitalowego marketingu i ecommerce. Dzięki synergii działań w obu tych obszarach marki Henkla uzyskają lepsze wsparcie i lepszą widoczność online, a inwestycje digitalowe będą przekierowywane tam, gdzie jeszcze skuteczniej przełożą się na decyzje zakupowe Polaków. Nowa struktura odzwierciedla zmiany zachowań konsumenckich, które zachodzą na polskim rynku od początku pandemii, a które przekładają się na dynamiczny wzrost rynku ecommerce.

Szefową nowopowstałego działu Digital & ECommerce została Aleksandra Gawlas-Wilińska, która w sposób unikatowy łączy doświadczenie pracy w marketingu i w sprzedaży. W swojej obecnej funkcji odpowiada za działania zmierzające do zdefiniowania strategii rozwoju marek LHC w obszarze online, za planowanie i egzekucję inwestycji digitalowych, realizację planu sprzedażowego klientów z kategorii Pure Players i Brick & Clicks oraz za rozwój nowej platformy e-CRMowej www.askteamclean.com/pl. Na stronie internetowej Ask Team Clean można znaleźć szereg porad i wskazówek dotyczących prania i sprzątania, inspiracji w zakresie DIY oraz przykładów działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Dostęp do treści można zdobyć rejestrując się bezpłatnie na platformie.

W naszym zespole będziemy działać według schematu „Test & Learn”. W świecie online jesteśmy w stanie testować wiele rozwiązań, które następnie możemy w bardzo krótkim czasie optymalizować pod kątem ich efektywności. Możemy tworzyć różne kreacje, sprawdzać ich skuteczność i w krótkim czasie decydować się na emisję tych najlepszych, które będą najskuteczniej przekładać się na pożądane zachowania konsumenckie w danej grupie docelowej – powiedziała Aleksandra Gawlas-Wilińska, dyrektor Digital & E-Commerce w sektorze biznesowym Laundry & Home Care firmy Henkel Polska. W naszym dziale stawiamy na ciągły rozwój, otwartość na nowe rozwiązania i efektywność. Wszystko po to, aby móc jak najlepiej odpowiedzieć na potrzeby konsumentów, którzy coraz częściej decydują się na zakupy w kanałach onlinowych – dodała.

Aleksandra Gawlas-Wilińska z firmą Henkel Polska jest związana od 2012 roku, kiedy to dołączyła do zespołu marketingu w dziale Laundry & Home Care, obejmując stanowisko Brand Managera marki Silan, a następnie również marki E. Po awansie na stanowisko Senior Brand Managera była odpowiedzialna za całą kategorię Specjalistycznych środków do prania w Polsce. W latach 2014-2016 pracowała w globalnej centrali firmy Henkel w Düsseldorfie, w dziale Marketingu Międzynarodowego. Jako International Marketing Manager odpowiadała za globalny rozwój kategorii płynów do płukania oraz zarządzała planem innowacji produktowych na rynkach krajowych takich jak USA, Meksyk, Dubaj, Iran i Korea oraz wybranych rynkach europejskich. Następnie po powrocie do Polski w 2016 roku, zdobywała doświadczenie w dziale sprzedaży, współpracując z kluczowymi klientami handlu nowoczesnego. Na swojej poprzedniej pozycji jako dyrektor marketingu działu Laundry & Home Care była odpowiedzialna za tworzenie i realizację strategii marketingowej i trade marketingowej marek środków do prania i czystości firmy Henkel.

Szefowa nowego działu jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej, gdzie ukończyła studia magisterskie na kierunkach Zarządzanie i Marketing oraz Finanse i Bankowość, a także studia podyplomowe z Digital Marketingu. Jest również absolwentką międzynarodowego programu magisterskiego CEMS Master’s in International Management. Od 2012 r jest też wykładowczynią w Szkole Głównej Handlowej na studiach podyplomowych. W 2021 r. została członkiem Rady Programowej XXII Kongresu Badaczy Rynku i Opinii. Prywatnie jest mężatką i mamą Oliwii. Uprawia jogging oraz jogę, uwielbia dalekie podróże, a w wolnych chwilach chętnie czyta książki.

Kolejny dobry dzień dla Ameryki Północnej

Ostatnie dni znów wypadają bardzo korzystnie dla dolarów amerykańskiego i kanadyjskiego. Tym razem odpowiadają za to dobre dane z rynku pracy oraz korzystniejsza od oczekiwań zmiana PKB.

Dobre dane amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy raport Automatic Data Processing inc. na temat zmiany zatrudnienia w USA. Wzrost wynosi 692 tysiące, jest to zatem niemal 0,5% ogółu pracujących w USA. Oczekiwania były 15% niższe, co może tłumaczyć entuzjastyczne reakcje inwestorów. Wczoraj dolar był najsilniejszy względem euro od początku kwietnia. Ruch ten jednak w przeciwieństwie do poprzednich umocnień nie przełożył się jednak na spadki złotego względem głównych walut.

Ceny jednak nie rosną aż tak szybko

Wczorajszy wstępny odczyt poziomu inflacji pokazał wynik 4,4%. To oczywiście nadal wyraźnie powyżej górnej granicy celu inflacyjnego wynoszącej 3,5%. Z drugiej strony analitycy oczekiwali poziomu 4,6%, a pesymiści zastanawiali się, czy to już czas na odczyt 5%. W rezultacie oddala się perspektywa podwyżek stóp procentowych w Polsce. Co ciekawe, sama waluta przyjęła te dane dosyć spokojnie. Z drugiej strony, patrząc na upływający czas do zmiany kadencji większości członków RPP, szansa na zmianę stóp procentowych gwałtownie maleje.

Lepsze dane z Kanady

Wczoraj, trochę w cieniu danych z USA, Kanada opublikowała dwa ważnej odczyty. Mowa o miesięcznym PKB oraz inflacji producenckiej. Ważniejszy z dwóch odczytów wydawał się odczyt produkcji krajowej brutto. Wskaźnik ten pokazał co prawda spadek o 0,3%, ale oczekiwania mówiły o spadku o 0,8%. W wyniku tych danych byliśmy świadkami odbicia w górę notowań dolara kanadyjskiego o około 2 grosze.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cisco: szerokopasmowy dostęp do Internetu szansą na likwidację przepaści cyfrowej

Pracownicy na całym świecie uważają, że posiadanie dobrze rozwiniętej infrastruktury szerokopasmowej odgrywa istotną rolę w tworzeniu dobrze prosperujących gospodarek i ich szybszej odbudowy po pandemii.

Najważniejsze wnioski z badania dotyczące Polski:

  • 80% pracowników uważa, że szerokopasmowy i bezpieczny dostęp do Internetu jest obecnie koniecznością. Dla wielu z nich pandemia stworzyła precedens nowego, hybrydowego modelu życia łączącego pracę z życiem prywatnym.
  • Niewiele mniej, bo aż 78% ankietowanych przyznaje, że dostępność szybkiego i niezawodnego Internetu ma kluczowe znaczenie dla przyszłego wzrostu gospodarczego.
  • 74% respondentów dodatkowo twierdzi, że dostęp do szybkiego i niezawodnego Internetu ma kluczowe znaczenie dla rozwoju i utrzymania dobrze wykształconej i poinformowanej populacji.
  • W trakcie pandemii jeszcze bardziej pogłębiła się przepaść cyfrowa – 70% respondentów przyznało, że brak niezawodnego połączenia z siecią w tym czasie oznaczał dla nich utratę dostępu do krytycznych z ich perspektywy usług, takich jak opieka medyczna online lub edukacja.
  • 83% apeluje do przedstawicieli administracji publicznej o pilne przyspieszenie realizacji planów zapewnienia wszystkim dostępu do szybkiego i niezawodnego Internetu.

W związku z szybkim rozwojem transformacji przy udziale technologii i rosnącymi oczekiwaniami pracowników, którzy chcą, aby praca hybrydowa stała się rzeczywistością, Cisco prezentuje wyniki nowego badania Cisco Broadband Index. „Indeks Łączności Szerokopasmowej” pokazuje, jak istotną rolę w tworzeniu sprawnej i rozwijającej się gospodarki odgrywa posiadanie sprawnej infrastruktury szerokopasmowej. 80% pracowników z Polski uważa, że łączność szerokopasmowa jest obecnie koniecznością. Tego samego zdania jest 78% ich kolegów z innych krajów, którzy wzięli udział w badaniu. Co więcej, aż 83% reprezentantów polskich firm apeluje do przedstawicieli administracji publicznej o pilne przyspieszenie realizacji planów zapewnienia wszystkim dostępu do szybkiego i niezawodnego Internetu i niwelowanie cyfrowej przepaści.

W ramach badania Cisco Broadband Index, na zlecenie firmy przebadano ponad 13 500 respondentów z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Polski i Rosji, w tym 2000 przedstawicieli polskich firm, pytając pracowników o ich obecne wzorce korzystania z domowych łączy szerokopasmowych, zmiany, jakie przewidują w najbliższej przyszłości, oraz pojawiające się oczekiwania. Wyniki pokazują, że w miarę jak pracownicy wdrażają się w nowy rytm życia zawodowego i prywatnego, możliwość bezpiecznego połączenia z szybkim i niezawodnym łączem szerokopasmowym ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia ożywienia gospodarczego sprzyjającego włączeniu społecznemu.

76% respondentów zgodziło się co do tego, że ma to kluczowe znaczenie dla wzrostu gospodarczego. W przypadku Polaków, tego samego zdania jest aż 78% ankietowanych. Ponad połowa (54%) uważa natomiast inwestycje w infrastrukturę szerokopasmową za ważniejsze nawet niż inwestycje w inne elementy infrastruktury użyteczności publicznej. Tempo ożywienia gospodarczego będzie bowiem w dużym stopniu podyktowane szybkością infrastruktury szerokopasmowej. W tym wypadku wyniki z Polski nie odstają od średniej europejskiej, plasując się na poziomie 53,49%.

Łączność cyfrowa została opisana jako „warunek wstępny” realizacji agendy cyfrowej Unii Europejskiej (UE) [1], a w poszczególnych krajach podjęto już w tym zakresie znaczne działania[2]. Pomimo tego, przepaść cyfrowa nadal się powiększa. Prawie 70 % ankietowanych z naszego kraju twierdzi, że zawodne połączenie spowodowało, że nie mieli dostępu do usług o krytycznym znaczeniu podczas pandemii, takich jak opieka medyczna online lub edukacja. Co ciekawe, jest to wynik o ponad 20% gorszy niż średnia dla wszystkich krajów, w których zostało przeprowadzone badanie, wynosząca 46%.

„Decydenci zdają sobie sprawę, że zapotrzebowanie na bezpieczny, szybki i niezawodny dostęp szerokopasmowy gwałtownie wzrosło i podejmują odpowiednie działania na tym polu. Obejmuje to m.in. unijne i krajowe strategie mające na celu zapewnienie światłowodu do domu dla wszystkich gospodarstw oraz nieprzerwany zasięg sieci 5G na wszystkich obszarach miejskich. Cisco jest zaangażowane we współpracę z dostawcami usług na całym świecie w zakresie tworzenia Internetu przyszłości, tak aby ich sieci zapewniały bardziej dostępny Internet dla każdego, o jak najlepszym zasięgu niezależnie od ograniczeń geograficznych. Zmiana ekonomiki Internetu jest niezbędna, jeśli chcemy stworzyć przyszłość sprzyjającą włączeniu społecznemu. To, jak również jeszcze ściślejsza współpraca między decydentami politycznymi a dostawcami usług komunikacyjnych, są absolutnie niezbędne, abyśmy mogli wyjść silniejsi z pandemii – jednego z najbardziej bezprecedensowych okresów w naszej historii” – powiedział Adam MacHale, wiceprezes EMEAR Service Provider w Cisco.

Zmieniające się wzorce użytkowania wśród pracowników oraz preferowane metody łączenia się z Siecią

W wielu regionach na całym świecie ruch internetowy wzrósł w czasie pandemii średnio o 25%-45%[3] i nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Jest to jednak tylko namiastka tego, co przyniesie przyszłość. Ponieważ ludzie coraz częściej wybierają elastyczność i możliwość wyboru sposobu, czasu i miejsca pracy, 55% ankietowanych spodziewa się, że ich wzorce korzystania z Internetu w domu pozostaną takie same lub wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Tego samego zdania jest 57,39% reprezentantów naszego kraju. 21% średnio, i 25,5% w Polsce, spodziewa się spadku korzystania z sieci – ale nie do poziomu sprzed pandemii.

Na pytanie o preferowane metody podłączenia w przyszłości, na czoło wysunął się światłowód (w Polsce na tę opcję wskazało 47,06% ankietowanych). Na drugim miejscu (w Polsce z wynikiem 31,69%) znalazło się zapewnienie dostępu do Internetu jako usługi użyteczności publicznej we wszystkich obszarach i gospodarstwach domowych, przy czym osoby fizyczne chroniłyby się samodzielnie wybranym hasłem. Niewiele niższy wynik przypadł bezprzewodowemu połączeniu z Siecią 5G (29,94%). 47% respondentów twierdzi, że zapłaciłoby więcej za bezpieczniejsze połączenie. Tego zdania jest aż 55,64% uczestników badania z naszego kraju.

Co więcej, zdaniem niemal 80% ankietowanych Polek i Polaków, każdy powinien mieć możliwość bezpiecznego połączenia się z szybkim i niezawodnym Internetem w miejscach publicznych lub podczas podróży, niezależnie od lokalizacji w której się znajduje.

Dlatego też, choć szybka cyfryzacja stworzy niesamowite możliwości dla wielu osób, konieczna jest transformacja sieci, aby mogły naprawdę się skalować i spełniały stale rosnące wymagania gospodarek i społeczeństw je tworzących.

“Sieć jest systemem nerwowym, który umożliwia połączenie wszystkiego i wszystkich. Teraz nadszedł czas, aby wymyślić ją od nowa. Tak, aby mogła się efektywnie skalować, być bezpieczniejsza, szybsza i bardziej niezawodna. Internet przyszłości musi przyczynić się do zmniejszenia przepaści cyfrowej i umożliwić wszystkim przyszłość równych szans” – dodał Adam MacHale.

[1] https://www.euractiv.com/section/broadband/news/connectivity-is-the-starting-point-for-the-2030-digital-targets/

[2] https://ec.europa.eu/digital-single-market/en

[3] Dane pobierane z punktów połączeń (ang. peering traffic points) na całym świecie.

Granty płyną do centrów usług

Obniżone progi wejścia, uproszczona ocena jakościowa projektów inwestycyjnych oraz wyższy poziom wsparcia w wybranych lokalizacjach to główne zmiany w rządowym programie grantów, które mogą wzmocnić apetyt inwestycyjny firm z sektora usług.

Strategiczna lokalizacja, dojrzały rynek pracy, konkurencyjny i zróżnicowany sektor biurowy to niewątpliwe atuty, które sprawiają, że Polska jest wiodącą destynacją w regionie Europy Środkowo-Wschodniej dla inwestorów z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Rodzimy rynek ma obecnie jeden z najatrakcyjniejszych w Europie systemów zachęt inwestycyjnych, co dodatkowo wzmacnia atrakcyjność Polski. Potwierdza to najnowszy raport przygotowany przez JLL i HAYS – Onshore, Nearshore, Offshore: Unsure?, który analizuje przewagi konkurencyjne przemawiające na rzecz lokowania przez globalne firmy działalności w obszarze nowoczesnych usług dla biznesu właśnie w Polsce.

Możemy powiedzieć, że początkowy szok i zamrożenie planów biznesowych inwestorów z sektora usług jest już za nami. Od jakiegoś już czasu obserwujemy rosnącą aktywność firm z branży do relokowania najbardziej zaawansowanych procesów z krajów azjatyckich, ale też zza wschodniej granicy do Polski. Naszym krajem interesuje się też wiele firm z Europy Zachodniej, w tym Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii, które poszukują dostępu do wykwalifikowanych zasobów ludzkich przy atrakcyjnym poziomie kosztów. Zainteresowanie jest tym większe, że centra usług mogą u nas liczyć na wsparcie, jakiego próżno szukać w innych europejskich lokalizacjach. Co ważne, w ostatnim czasie instrumenty wsparcia zostały znowelizowane, aby lepiej odpowiadać na potrzeby i oczekiwania inwestorów, komentuje Iwona Chojnowska-Haponik, Dyrektor ds. Doradztwa Lokalizacyjnego i Programów Wsparcia Biznesu w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, JLL.

Polska oferuje inwestorom atrakcyjny pakiet zachęt, który może obejmować zróżnicowane narzędzia – z czego najpopularniejsze to zwolnienie z podatku dochodowego CIT w ramach Polskiej Strefy Inwestycji oraz dofinansowanie w ramach rządowego Programu wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki. Program ten został w bieżącym roku znowelizowany przez Radę Ministrów, w celu zwiększenia konkurencyjności instrumentu popularnego wśród potencjalnych inwestorów. Tym samym system zachęt Polsce stał się jednym z bardziej atrakcyjnych w regionie.

Na co zatem mogą liczyć inwestorzy z sektora usług?

Niższe progi wejścia

Nowelizacja programu znacząco obniża wymogi umożliwiające aplikowanie o wsparcie i uzależnia je od typu inwestycji, wielkości przedsiębiorcy oraz lokalizacji projektu.
Wcześniej, wymogiem otrzymania wsparcia finansowego przez centrum usług biznesowych było utworzenie 250 miejsc pracy i zainwestowanie 1,5 mln zł. Aktualnie, duży inwestor realizujący pierwszą inwestycję bądź ekspansję na polskim rynku, może zadeklarować zatrudnienie 100 pracowników i poniesienie nakładów inwestycyjnych w wysokości miliona złotych w ciągu pięciu lat. Od oceny jakościowej projektu zależy natomiast, jak wysokie będzie wsparcie, tłumaczy Rafał Szajewski, Dyrektor ds. Doradztwa Lokalizacyjnego i Programów Wsparcia dla Biznesu w regionie EMEA, JLL.

W przypadku działalności z obszaru badań i rozwoju (R&D) wymogi są znacząco niższe (utworzenie 10 nowych miejsc pracy oraz zainwestowanie miliona zł.)

Zmiany te wpisują się w obserwowane trendy kształtujące sektor nowoczesnych usług dla biznesu.

Od pewnego czasu widzimy, że skala nowych projektów inwestycyjnych jest mniejsza. Firmy nie deklarują dużych przyrostów zatrudnienia, co ma związek z rosnącą dojrzałością branży – centra usług nie stawiają na ilość, a jakość obsługiwanych procesów, częściej też automatyzują mniej zaawansowane usługi. Dobrą wiadomością jest, że w przypadku dalszego wzrostu beneficjenci pomocy mają szansę ponownie ubiegać się o zachęty. Z kolei zgodnie z projektem wytycznych w sprawie regionalnej pomocy publicznej Komisji Europejskiej, które zaczną obowiązywać od początku 2022 r., możliwość skorzystania ze wsparcia na nowe inwestycje zostanie w wielu krajach mocno ograniczona. Dotyczy to jednak w mniejszym stopniu Polski, gdzie w niektórych regionach jest nawet szansa na podwyższenie progów wsparcia, dodaje Rafał Szajewski.

Uproszczona ocena jakościowa inwestycji

Uproszczenie i skrócenie procedur dotyczących oceny projektów inwestycyjnych było wielokrotnie postulowane przez większość przedstawicieli sektora usług. W konsekwencji wprowadzonych zmian, projekty oceniane będą według kryteriów zbieżnych z tymi wprowadzonymi dla zwolnienia z CIT w ramach Polskiej Strefy Inwestycji. Przy ocenie istotne są takie kwestie jak poziom zaawansowania obsługiwanych procesów biznesowych, proeksportowy charakter centrum, stabilność zatrudnienia, czy chęć inwestowania w mniejszych lokalizacjach o wyższym poziomie bezrobocia, a także dbałość o dobrostan i podnoszenie kompetencji pracowników.

Wysokość wsparcia

Inwestor z sektora nowoczesnych usług dla biznesu wchodzący do jednej z największych aglomeracji może liczyć na dofinansowanie w maksymalnej wysokości od 3700 zł do 15 000 zł, z kolei w przypadku projektu R&D możliwe do uzyskania wsparcie waha się od 5 000 do 20 000 zł. Dodatkowo, firmy mogą otrzymać grant szkoleniowy pokrywający od 25 do 50% kosztu, w zależności od lokalizacji. Większa kwota wsparcia dotyczy mniej rozwiniętych miast czy lokalizacji dotkniętych bezrobociem oraz zlokalizowanych w Polsce Wschodniej.
Taka polityka przyznawania grantów to dobry krok w kierunku zmniejszania dysproporcji pomiędzy poszczególnymi regionami kraju. Wygranymi mogą być mniejsze miasta, takie jak Rzeszów czy Białystok, które nie są nasycone pod względem liczby inwestycji z sektora, a które oferują zasobne rynki pracy, dodaje Rafał Szajewski.

Jak wskazują eksperci JLL, zainteresowanie inwestorów z branży usług dla biznesu zachętami jest duże i cały czas rośnie między innymi ze względu na wprowadzane konsekwentnie zmiany zwiększające atrakcyjność systemu wsparcia.

Ważne jednak, aby firmy mogły w pełni ocenić szanse i ryzyka i skorzystać z dostępnych możliwości, np. poprzez połączenie różnych instrumentów wsparcia – zwolnień podatkowych i grantów. W tym celu niezwykle istotna jest dojrzałość środowiska biznesowego, które może zaoferować kompleksowe usługi doradcze w oparciu o know-how i dotychczasowe doświadczenie. Na rzecz zwiększania napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski działają ramię w ramię zarówno firmy doradcze, takie jak JLL, ale też biura obsługi inwestora oraz prężne organizacje branżowe i gospodarcze. W efekcie, po spowodowanym przez pandemię chaosie, branża usług ponownie może mówić o sporym ożywieniu, podsumowuje Iwona Chojnowska-Haponik.

Firmy marnują co piątą złotówkę wydawaną na chmurę

Nawet 20% – tyle zasobów chmury publicznej marnują firmy – wynika z danych IDC. To wpływa na popyt na rozwiązania automatyzujące zarządzanie technologią i na doradztwo w obszarze cloud computingu.

Firmy coraz chętniej podejmują decyzję o migracji do chmury, co najlepiej obrazują wyniki największych graczy. Przychody AWS wzrosły w 1 kwartale 2021 r. o ponad 30%, z kolei przychody z infrastruktury chmurowej Oracle, włączając w to autonomiczną bazę danych, wzrosły w 4 kwartale finansowego roku 2021 o rekordowe ponad 100%.

Choć inwestycje w cloud computing rosną m.in. dlatego, że firmy liczą na związane z tym oszczędności, to zdaniem menedżerów badanych przez firmę doradczą IDC wynika, że co najmniej 20% wydatków na chmurę publiczną jest w tej chwili marnowanych.

– Dziś w trudnym położeniu są szczególnie te organizacje, które zaczęły funkcjonować w środowisku multicloud i to z przypadku. Wraz ze swoim rozwojem po prostu uruchamiały one kolejne narzędzia licząc na korzyści. Tymczasem choć korzystanie z chmury na różnych platformach chmurowych w szczególności jest bardzo wygodne i niesie ze sobą wiele możliwości, to również bywa drogie i może powodować konflikty pomiędzy różnymi systemami. Chmura jest jak szwajcarski scyzoryk – może pomóc, ale i skaleczyć, jeśli nie wie się jak go używać – zwraca uwagę Rafał Ważny – Cloud Architect z Crayon.

Wielu dostawców, więcej wyzwań

Niestety, wiele wskazuje na to, że straty wynikające z migracji do chmury mogą być w najbliższej przyszłości jeszcze wyższe.  Z badań IDC przeprowadzonych na zlecenie Crayon wynika, że do 2022 r. firmy chcą zmodernizować ponad połowę aplikacji, wykorzystując do tego środowiska chmurowe. Jednocześnie rośnie złożoność środowisk chmurowych, a to stawia przed firmami jeszcze więcej wyzwań, z którymi muszą one sobie poradzić.

Na najbardziej rozwiniętym pod względem adopcji chmury rynku skandynawskim obserwujemy dzisiaj tendencję do korzystania z usług coraz większej liczby dostawców cloud computing. Już 68% firm korzysta tam z 2 do 5 platform chmurowych. Te trendy widać też w Polsce, choć jeszcze nie na taką skalę. Niesie to ze sobą ryzyko popełnienia błędów i wygenerowania dodatkowych strat. Praca w różnych środowiskach zapewnia ogrom możliwości i niezależność od dostawców usług, ale ma swoje wady. Chodzi między innymi o wysoką cenę i skomplikowane zarządzanie takim systemem – zwraca uwagę Rafał Ważny – Cloud Architect z Crayon.

Rośnie popyt na narzędzia

W tej sytuacji nie dziwi rosnąca popularność narzędzi do zarządzania wieloma chmurami. Już w 2019 roku eksperci Align Market Research spodziewali się, że ten rynek będzie rósł w tempie 28,4% rocznie. W 2023 jego wartość ma przekroczyć już kwotę 6,8 miliarda dolarów. Według badań IDC przeprowadzonych na zlecenie Crayon obecnie 18% firm posiada narzędzia do automatycznej orkiestracji chmury. W ciągu roku do dwóch chce je wdrożyć kolejne 5% firm. Co ciekawe, coraz więcej firm chce jednocześnie zarządzać chmurą we własnym zakresie. Odsetek takich organizacji ma wzrosnąć z 34 do 37%. Liczba firm korzystających z zarządzania chmurą za pośrednictwem partnerów zmniejszy się z 34 do 29%.

– Firmy gubią się w cyfrowym gąszczu rozwiązań, więc nawet zarządzając dziś chmurą we własnym zakresie, korzystają z zewnętrznego doradztwa. Każdy dostawca usług chmurowych posiada własne niepowtarzalne procesy, rozliczenia, systemy i rozwiązania. Dodatkowo, decydując się na usługi od wielu dostawców chmury, pojawia się więcej elementów, które zwyczajnie można zepsuć – zwraca uwagę Robert Małka Software & Cloud Analytics Consultant z Crayon.

IDC to nie jedyna firma, która zwraca uwagę na marnotrawstwo chmurowych budżetów. Z danych „Flexera 2021 State of the Cloud” wynika, że firmy mogą marnować nawet 35% lub więcej środków wydawanych na chmurę.

Zasady rozliczania importu towarów w sposób uproszczony

Podatnicy podatku od towarów i usług dokonujący importu towarów spoza Unii Europejskiej mogą pokusić się o skorzystanie z uproszczenia, jakim jest procedura importu w ramach art. 33a ustawy o VAT. Stosowanie tej preferencji, o ile korzystne z perspektywy płynności finansowej, to wiąże się jednak z koniecznością spełnienia szeregu warunków formalnych, które w niektórych przypadkach mogą okazać się znaczącą barierą dla przedsiębiorców.

Znaczenie uproszczenia

Istotą uproszczenia w rozliczeniu importu jest możliwość rozliczenia kwoty podatku VAT należnego (z tytułu importu towarów) bezpośrednio w deklaracji podatkowej, składanej za okres, w którym powstał obowiązek podatkowy z tytułu importu towarów. W tym samym okresie ujmuje się także podatek naliczony, przez co w efekcie transakcja ta na gruncie VAT jest neutralna nie tylko podatkowo, ale także finansowo. W przypadku standardowej procedury także mamy do czynienia z neutralnością podatkową importu towarów, niemniej podatek należny należy wpłacić na konto urzędu dużo wcześniej niż będzie można rozliczyć podatek naliczony w deklaracji. W efekcie, pomimo że na gruncie ustawy o VAT oba sposoby są uznawane za neutralne, to z perspektywy płynności finansowej stosowanie uproszczenia jest znacznie bardziej efektywne.

Warunki formalne konieczne do zastosowania procedury uproszczonej

Procedura uproszczona jest pewnym rodzajem preferencji w rozliczeniu podatku. W związku z tym ustawodawca wprowadził szereg formalnych warunków, jakie musi spełnić podatnik, aby móc z takiej preferencji skorzystać. W pierwszej kolejności musi być podatnikiem VAT czynnym, bez względu na to, czy stosowane są uproszczenia celne, czy nie.

Ponadto o woli skorzystania z procedury uproszczonego rozliczania importu podatnik musi zawiadomić urząd celno-skarbowy przed początkiem okresu rozliczeniowego, w którym planowane jest rozpoczęcie stosowania uproszczonych zasad. Dodatkowo w zawiadomieniu należy przedstawić zaświadczenie o braku zaległości podatkowych we wpłatach podatków stanowiących dochód budżetu państwa oraz składek ZUS, a także potwierdzenie zarejestrowania podatnika jako podatnika VAT czynnego. Co ważne, ustawodawca zezwala podatnikowi na posiadanie zaległości do wysokości odpowiednio 3% kwoty należnych składek i należnych zobowiązań podatkowych w poszczególnych podatkach za dany okres rozliczeniowy.

Dokumenty należy przedstawić naczelnikowi urzędu celno-skarbowego właściwemu ze względu na siedzibę lub miejsce zamieszkania podatnika, a w przypadku podatników nieposiadających siedziby lub miejsca zamieszkania – Naczelnikowi Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu.

Podatnik dokonujący stałych transakcji importu towarów, który chce korzystać z preferencji, powinien zapewnić, że właściwy urząd celno-skarbowy posiada wyżej wymienione dokumenty, nie starsze niż 6 miesięcy, ponieważ przedstawienie aktualnych dokumentów jest kolejnym warunkiem stosowania tej preferencji. Istotnym uproszczeniem formalnych warunków jest wprowadzenie możliwości złożenia przez podatnika oświadczenia potwierdzającego zarówno brak zaległości podatkowych oraz ZUS, jak i fakt rejestracji jako podatnika VAT czynnego. Oświadczenie to składane jest pod rygorem odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań, co wyraźnie wynika z treści klauzuli, która obligatoryjnie musi znaleźć się w takim oświadczeniu: „jestem świadomy odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia”.

Dokonywanie zgłoszenia przez przedstawiciela

Kolejny warunek wynikający z art. 33a ust. 2 pkt 3 ustawy o VAT wiąże się z obowiązkiem dokonania zgłoszeń celnych przez przedstawiciela bezpośredniego lub pośredniego. Jest to warunek dodany nowelizacją ustawy o VAT i obowiązujący od 1 lipca 2020 r. Przedstawicielstwo bezpośrednie zakłada działanie w imieniu i na rzecz innej osoby, przedstawicielstwo pośrednie – we własnym imieniu na rzecz innej osoby. Przedstawicielem celnym jest osoba ustanowiona przez inną osobę celem prowadzenia czynności i załatwiania formalności celnych. Istotnym ograniczeniem dla pełnienia roli przedstawiciela i dokonywania zgłoszeń celnych jest solidarna odpowiedzialność za zapłatę podatku oraz ewentualnych odsetek.

Dodatkowo ograniczenia

W ust. 7 art. 33a ustawy o VAT przewidziane zostały konsekwencje niewywiązania się podatnika z obowiązku rozliczenia podatku w procedurze uproszczonej. Zgodnie z tym przepisem: „Podatnik, który wybrał rozliczenie podatku należnego z tytułu importu towarów na zasadach określonych w ust. 1 i nie rozliczył tego podatku w całości lub w części na tych zasadach, traci prawo do rozliczania podatku w deklaracji podatkowej w odniesieniu do kwoty podatku należnej z tytułu importu towarów, której nie rozliczył w deklaracji podatkowej. Podatnik jest obowiązany do zapłaty kwoty podatku wraz z odsetkami naczelnikowi urzędu skarbowego właściwemu do poboru kwoty należności celnych przywozowych wynikających z długu celnego”. Przepis ten ewaluował w 2020 r. i ostateczna wersja obowiązuje od 1 października 2020 r. Innymi słowy, podatnik, który nie rozliczył podatku w terminie, traci prawo do rozliczenia tego podatku z koniecznością zapłaty na konto urzędu. Przepis ten nie wyklucza jednak możliwości złożenia korekty deklaracji i wykazania podatku. W takim przypadku podatnik w dalszym ciągu będzie miał prawo do rozliczenia importu, jednak musi dokonać korekty deklaracji i nie ma możliwości rozliczenia podatku w deklaracjach za inny okres.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Upadłość konsumencka członka zarządu spółki z o.o.

Ostatnie kilkanaście miesięcy wprowadziło spore zamieszanie w powszechnym obrocie gospodarczym. Rządowe obostrzenia, zamknięcie wybranych branż wywołały ogromną niepewność wśród przedsiębiorców. Brak stabilizacji i nieustanne wachlowanie kolejnymi lockdown’ami skutkowało zaburzeniem płynności finansowej nie tylko wśród firm w skali mikro, ale też większych podmiotów – spółek kapitałowych. Z natury rzeczy, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością ma na celu… ograniczenie odpowiedzialności za jej zobowiązania. Co do zasady, jej „właściciele” nie odpowiadają za długi spółki. Ich odpowiedzialność ogranicza się do wysokości wniesionego kapitału. Nie oznacza to jednak, że spółka z o.o. dają całkowitą swobodę w nadmiernym zadłużaniu. Organem, który może zostać pociągniętym do odpowiedzialności majątkiem prywatnym za długi spółki jest zarząd. Ten ma możliwość uniknięcia tejże odpowiedzialności m.in. poprzez terminowe złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Upadłość spółki z o.o. jest jednak tematem odrębnym, który zasługuje na kolejne opracowanie.

Przedmiotem niniejszego artykułu jest stan faktyczny, w którym zarząd spółki wykazał się biernością w obliczu katastrofy finansowej firmy. Warto zatem skupić się na tym jakie opcje mają członkowie zarządu, gdy zostaną pozwani z art. 299 kodeksu spółek handlowych.

Wspomniany przepis wprowadza zasadę, wedle której zarząd spółki z o.o. ponosi odpowiedzialność za jej zobowiązania, gdy egzekucja wobec niej okaże się bezskuteczna. Kierując się jednak „polityką drugiej szansy” ustawodawca wprowadził mechanizm, który pozwala na uniknięcie tejże odpowiedzialności. Ma ona związek z zaangażowaniem ze strony zarządu i poniekąd motywuje do tego, aby bacznie czuwać nad płynnością finansową przedsiębiorstwa. Członek zarządu może uwolnić się od odpowiedzialności majątkiem prywatnym, jeśli:

  1. we właściwym czasie zgłosi wniosek o upadłość spółki;
  2. w czasie właściwym dla zgłoszenia wniosku o upadłość zostanie otwarte postępowanie restrukturyzacyjne;
  3. wykaże, że na skutek braku wniosku o upadłość lub otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego wierzyciel nie poniósł szkody;
  4. lub niezgłoszenie wniosku o upadłość nie nastąpiło z winy członka zarządu.

W swojej codziennej praktyce bardzo często spotykam się z sytuacjami, w których członkowie zarządu spółki nie mają wiedzy w zakresie tego, jakie czynności podejmować, gdy ich spółka traci finansowy grunt pod fasadami. Często skutkuje to prawomocnym wyrokiem zobowiązującym członka zarządu do zapłaty. Gdy wierzytelność względem zarządu przekracza ich możliwości zaczynają się problemy.

Jedną z opcji, która umożliwia wyjście z finansowych tarapatów jest upadłość konsumencka członka zarządu. Liberalizacja przesłanek umożliwiających ogłoszenie upadłości konsumenckiej z marca 2020 r. w dużej mierze ułatwiła życie wielu zadłużonym członkom zarządu spółek. Przed zmianą przepisów dochodziło bowiem do weryfikacji, czy dłużnik (w tym także członek zarządu spółki) złożył wniosek o upadłość, jeśli był do tego zobowiązany poprzez zaistnienie stanu niewypłacalności jego firmy (np. spółki z o.o.). Bierność dłużnika w tym zakresie mogła skutkować oddaleniem wniosku o upadłość konsumencką. Wyjątkiem były sytuacje umożliwiające wykorzystanie tzw. klauzul rozsądku, czyli względów słuszności lub humanitarnych. Zmiana w prawie upadłościowym z marca 2020 r. znacznie ułatwiła byt osób będących w zarządzie spółki starających się o upadłość konsumencką. Na chwilę obecną do ogłoszenia upadłości należy wykazać kilka okoliczności. Warto również wspomnieć, iż w toku konsumenckiego postępowania upadłościowego może dojść do umorzenia zobowiązań prywatnych (np. kredyt hipoteczny), a także tych wynikających z wcześniejszej aktywności biznesowej.

Autor: doradca restrukturyzacyjny Filip Kozik z KL Law Polska Sp. z o.o.

Naruszono dane 700 milionów użytkowników LinkedIn

Ze specjalistycznego serwisu mediów społecznościowych LinkedIn wyciekły dane przeszło 700 milionów osób! Naruszenie dotyczy ponad 92 procent użytkowników serwisu, których dane osobowe trafiły na czarny rynek w darknecie, a wśród ofiar najprawdopodobniej znajduje się również większość z 4,2 mln polskich użytkowników. Zdaniem ekspertów wyciek jest konsekwencją ataku na interfejs programowania aplikacji.

Przypadek wycieku danych z LinkedIn jest podobny do tego, co wcześniej pisaliśmy o TikToku, gdzie udało nam się „przeszukać” API TikTok i zbudować bazę danych użytkowników. W przypadku Linkedina wygląda na to, że hakerzy uzyskali dane, hakując jego API – mówi Oded Vananu, szef działu podatności produktów w firmie Check Point Software Technologies.

To już drugi wyciek danych z LinkedIna w tym roku. W kwietniu br. na czarny rynek trafiły dane około 500 milionów użytkowników.

Przejęta przez hakera baza danych użytkowników LinkeIn została już wystawiona na sprzedaż w darknecie. Niestety, jej autentyczność została potwierdzona na podstawie próbki miliona rekordów, udostępnionej przez cyberprzestępcę odpowiedzialnego za kradzież danych.

– Tego typu incydenty pokazują, że bezpieczeństwo API jest bardzo ważną kwestią podczas budowania logiki i infrastruktury aplikacji. Aplikacje w chmurze są budowane głównie z podstawową logiką aplikacji, która jest „połączona” z wieloma interfejsami API, które dostarczają dane w całej aplikacji. Jeśli interfejsy API nie są zabezpieczone, pojawia się spore ryzyko, zwłaszcza w przypadku podatności kodu API lub nieograniczonej liczby wywołań API. Może to skutkować dużym wyciekiem baz danych, takim jaki widzieliśmy w zgłaszanych przez nas przypadkach oraz w tym po tym ataku na Linkedin. – dodaje ekspert Check Pointa.

Deli2 – spółka zależna Tower Investments – pozyskała 1 mln zł z prywatnej emisji akcji

30 czerwca Deli2 z sukcesem zakończył prywatną emisję akcji. W ramach emisji inwestorzy nabyli 130.000 akcji po cenie 7,70 zł za pojedynczą akcję. Łącznie spółka pozyskała 1 mln zł. Deli2 środki te przeznaczy na dalszy rozwój działalności. Emisja akcji poprzedza plany debiutu Deli2 na rynku NewConnect.   

  • Deli2 S.A. działająca na rynku e-grocery z sukcesem zakończyła prywatną emisję akcji
  • Spółka zależna Tower Investments pozyskała 1 mln zł
  • Pozyskane środki Deli2 S.A. przeznaczy na dalszy rozwój działalności platformy sprzedażowej
  • Aktualna wycena Deli2 S.A. wynosi ok. 8 mln zł.

W wyniku emisji akcji  z sukcesem pozyskaliśmy 1 mln zł. Środki przeznaczymy na kontynuację rozwoju naszej firmy i dokapitalizowanie bieżących procesów. Pozyskana z emisji kwota zabezpiecza sytuację finansową Deli2 na najbliższe miesiące oraz przyczynia się do wzrostu wartości całej grupy Tower Investments – mówi Bartosz Kazimierczuk, prezes zarządu Deli2 i Tower Investments. – Przed nami bardzo wymagający i intensywny czas. Jesteśmy skupieni zarówno na prowadzonych umowach z naszymi partnerami biznesowymi, jak i wspomnianym rozwoju Deli2. Emisja była jednym z kroków przybliżających nas do debiutu na giełdzie. W niedalekiej przyszłości planujemy dołączyć z Deli2 do rynku NewConnect. Wkrótce przedstawimy więcej szczegółów – dodaje Bartosz Kazimierczuk.

21 maja br. na ZWZ Deli2 S.A. podjęto uchwałę o warunkowym podwyższeniu kapitału zakładowego Deli2 poprzez emisję 130.000 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł. Akcjonariusze Deli2 ustalili cenę emisyjną na poziomie minimum 7,00 zł. Jednocześnie 30 czerwca nastąpiło objęcie akcji przez akcjonariuszy spółki po cenie 7,70 zł za pojedynczą akcję serii C.

Deli2 to innowacyjny projekt na polskim rynku spożywczym, który łączy najlepsze delikatesy, manufaktury, piekarnie, winiarnie i sklepy z żywnością ekologiczną. Oferta warszawskiego e-sklepu obejmuje zasoby od ponad 30 dostawców na jednej platformie on-line. Co więcej, Deli2 jako jedyna platforma sprzedażowa w Polsce oferuje tradycyjne dania kuchni polskiej od restauratora Adama Gesslera. Przyjęty model biznesowy spółki  łączy dostawców i odbiorców bez kosztownych magazynów za pomocą nowoczesnych i szybko skalowalnych technologii. Innowacyjne podejście otwiera perspektywę rentowności przy osiągnięciu stosunkowo niskiej liczby realizowanych zamówień. Deli2 jest jednocześnie spółką zależną dewelopera Tower Investments S.A.

Do końca 2023 r. Deli2 planuje dotrzeć do 10 mln polskich konsumentów. Spółka liczy na to, że będzie to możliwe dzięki ekspansji geograficznej. E-sklep ma w planach jeszcze w tym roku wejść na rynek wrocławski, a w kolejnych latach dołączyć do aglomeracji trójmiejskiej, poznańskiej i katowickiej. – Rozwój zasięgu Deli2 o kolejne aglomeracje będzie wiązać się z pozyskaniem lokalnych dostawców, zawarciu stosownych umów i uruchomieniem niewielkich obiektów magazynowo – dystrybucyjnych. Oczywiście zmianom towarzyszyć będzie także powiększenie zespołu Deli2 – komentuje Bartosz Kazimierczuk, prezes zarządu Deli2.

Szacuje się, że rynek e-commerce w najbliższych latach osiągnie dwucyfrowy wzrost.

Magdalena Kotlarczyk nową szefową Google Polska

“Naszym celem jest wspieranie szybszego rozwoju polskich firm – od tych najmniejszych, po największe przedsiębiorstwa – dzięki szansom, jakie daje cyfrowy rynek i nasze technologie, także na arenie międzynarodowej” – powiedziała Magdalena Kotlarczyk, dotychczasowa szefowa sprzedaży Google Polska, która od 1 lipca objęła stanowisko szefowej polskiego oddziału Google.

Google w Polsce działa od 2006 roku. Warszawskie biuro jest centrum biznesowym firmy na cały region Europy Środkowo-Wschodniej oraz największym centrum inżynieryjnym Google Cloud w Europie. Od 2015 roku w Warszawie działa Google for Startups Campus – jeden z sześciu światowych ośrodków wspierających rozwój rodzimych młodych firm technologicznych. W kwietniu tego roku uruchomiono najnowszą inwestycję firmy w Polsce – region Google Cloud.

“Ostatni rok znacząco przyspieszył cyfrową rewolucję. W sieci pojawiło się więcej konsumentów, wiele osób po raz pierwszy skorzystało z usług cyfrowych. Dlatego to ogromna szansa dla naszej gospodarki. Wiele polskich firm i marek już podbija nie tylko rynek krajowy, ale i zdobywa klientów na całym świecie, wykorzystując najnowsze rozwiązania, które daje internet. Naszym celem jest, aby takich polskich firm było jak najwięcej, by rosły one jeszcze szybciej i by miały w Google dobrego partnera do rozwoju” – powiedziała Magdalena Kotlarczyk, nowa dyrektor Google Polska.

Magdalena Kotlarczyk dołączyła do Google w 2011, od 2017 roku była szefową polskiego działu sprzedaży. Karierę zawodową zaczynała w Procter & Gamble, gdzie zajmowała szereg stanowisk w biurach firmy w Europie. Pracując w Londynie, Genewie i Warszawie odpowiadała m.in. za marketing produktów z segmentu zdrowia i higieny, a następnie kierowała działem digital marketingu w regionie Europy Środkowej. Jest absolwentką marketingu i zarządzania na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych studiów z zakresu psychologii zachowań konsumenckich na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła także Executive Program na Singularity University.

Wykorzystywanie szans, jakie daje światowy, cyfrowy rynek wymaga współdziałania i otwartości na nowe pomysły. Dlatego jeszcze silniej będziemy stawiać na współpracę z naszymi lokalnymi partnerami w Polsce, w tym agencjami i organizacjami branżowymi, jednocześnie kontynuując nasze programy skierowane także do małych i średnich przedsiębiorstw, takie jak Firmy Jutra” – dodała Magdalena Kotlarczyk.

Dotychczas funkcję szefa polskiego oddziału Google tymczasowo sprawował Artur Waliszewski, który łączył tę rolę ze stanowiskiem dyrektora biznesowego Google na cały region Europy Środkowo-Wschodniej. Wcześniej dyrektor Google Polska była Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, która od lipca 2019 roku jest globalną dyrektorką działu Google for Startups.

Monika Rajska-Wolińska nowym CEO Colliers w CEE

Warszawa, 1 lipca 2021 – Colliers, wiodąca firma oferująca szeroki wachlarz usług najwyższej jakości na rynku nieruchomości oraz zarządzanie inwestycyjne poinformowała, że Monika Rajska-Wolińska awansowała na stanowisko dyrektor generalnej (CEO) Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej, obejmującej Bułgarię, Czechy, Węgry, Polskę, Rumunię i Słowację, ze skutkiem od 1 sierpnia 2021 roku.

Rajska-Wolińska do tej pory pełniła funkcję partner zarządzającej Colliers w Polsce. Jest wielokrotnie nagradzaną liderką i ekspertką branżową z ponad 20-letnim doświadczeniem w Colliers, w tym 10 lat na stanowisku partner zarządzającej na Polskę. Zasiada również w zarządzie Coliers w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Obejmując nową funkcję, będzie kontynuować rozwój firmy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w którym firma zatrudnia obecnie 540 pracowników i zarządza ponad 2,3 mln m2 nieruchomości, zwiększając zakres usług Colliers dla inwestorów, właścicieli i najemców. Monika będzie raportować bezpośrednio do Chrisa McLernona, dyrektora generalnego Colliers na region EMEA.

Luke Dawson, dotychczasowy dyrektor zarządzający regionu CEE (z wyłączeniem Polski) i szef działu rynków kapitałowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, został awansowany na stanowisko dyrektora zarządzającego ds. rynków kapitałowych na region EMEA, w związku z inwestycjami firmy w rozwój regionalnego zespołu zajmującego się tym obszarem. Od 1 sierpnia 2021 r. Dawson będzie stacjonować w Londynie, gdzie poprowadzi tę strategiczną inicjatywę.

„Monika jest wyjątkową liderką, zarówno wśród pracowników Colliers, jak i w całej, dynamiczniej rozwijającej się branży w regionie CEE. Jesteśmy dumni, awansując ją na nowe stanowisko, ponieważ jest to wybór bezkonkurencyjny. Monika skupi się na dalszym rozwoju naszej firmy, zwiększając potencjał nieruchomości w regionie dla klientów krajowych i zagranicznych” — powiedział Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers na region EMEA. „Oprócz dalszego rozwoju naszej pozycji lidera rynku, bogate doświadczenie i umiejętności Moniki jako mentorki i orędowniczki różnorodności, inkluzywnej kultury organizacji oraz zrównoważonego rozwoju zintensyfikują nasze działania w obszarze ochrony środowiska, spraw społecznych i ładu korporacyjnego (ESG) z korzyścią dla Colliers i naszych klientów” – dodaje.

„To ważny krok i jednocześnie zaszczyt, móc objąć stanowisko dyrektor generalnej Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej oraz poprowadzić naszą firmę i tworzących ją ekspertów, jak również naszych  klientów w przyszłość i w kolejną fazę rozwoju. „Colliers oferuje innowacyjne rozwiązania, by przewyższać oczekiwania klientów. Cieszę się, że będziemy mogli zacieśnić współpracę z naszymi liderami i ekspertami w Europie Środkowo-Wschodniej, aby przyspieszyć sukces naszych klientów” — mówi Monika Rajska-Wolińska, dyrektor generalna Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej.

Pandemia zwiększyła szarą strefę w branży hazardowej

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że pandemia COVID wzmocniła szarą strefę w branży hazardowej – a obecnie funkcjonujące przepisy nie wystarczą, by ją ograniczyć w przyszłości. Przyczynami są m.in.: mało skuteczny system eliminowania nielegalnych firm, które nie przestrzegają prawa oraz brak świadomości Polaków, że uczestniczą w nielegalnych grach hazardowych. Niezbędne jest zatem skuteczniejsze blokowanie firm działających bez zezwoleń oraz mądra rewizja przepisów obowiązujących legalne podmioty. Państwo musi zadbać o zwiększenie świadomości Polaków korzystających z tego typu rozrywki w sieci i poza nią. Polacy powinni wiedzieć czy grają legalnie czy nie, a legalne firmy powinny mieć możliwość informowania o swojej działalności. Pomoże to skutecznie walczyć z szarą i czarną strefą w branży hazardowej.

Polska ma jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów w dziedzinie legalnych gier hazardowych w Europie. Kluczowym ograniczeniem jest całkowity zakaz reklamy i promocji oraz brak możliwości informowania o legalnych grach hazardowych w przypadku kasyn gier, kasyna internetowego i gier na automatach poza kasynami. Nielegalne firmy nie przejmują się zakazami reklamy i wykorzystują każdą możliwość, by się reklamować, szczególnie online. Z tego powodu blisko 50 proc. użytkowników tych gier i zakładów online nie wie, że gra nielegalnie w sieci i nie zdaje sobie sprawy z istnienia legalnych alternatyw. Odpowiedzią na brak świadomości klientów powinna być możliwość zgodnego z prawem informowania o swojej ofercie przez legalnych operatorów kasyn, kasyna internetowego i gier na automatach.

Krajowa Administracja Skarbowa zablokowała od kwietnia 2017 roku blisko 13 tysięcy domen internetowych z nielegalnych hazardem, z których mogli korzystać polscy gracze. Niestety, każdego miesiąca otwierane są setki kolejnych takich witryn.

Wg badań IBRiS[1] Polacy chcą być lepiej informowani – blisko 55 proc. badanych uważa, że więcej informacji na temat nielegalnej działalności pomogłoby ograniczyć szarą strefę, a ponad 57 proc., że legalne podmioty powinny prowadzić kampanie informacyjne w kwestii hazardu w Polsce. Co więcej, 35 proc. respondentów wyraża przekonanie, że pandemia przyczyniła się do zwiększenia skali szarej strefy w branży hazardowej.

„Pandemia COVID-19 mocno przyczyniła się do odradzania się szarej i czarnej strefy na rynku hazardu w Polsce. Dlatego państwo musi wzmocnić narzędzia wpływania na to, jak wygląda ten rynek . Nie może być powrotu do ‘wolnej amerykanki’, jaka obowiązywała przed wprowadzeniem Ustawy o Grach Hazardowych. Jednak żeby skutecznie walczyć z szarą i czarną strefą w obszarze hazardu potrzebne są mądre zmiany. Media regularnie informują o coraz to nowych pomysłach przestępców na prowadzenie nielegalnych salonów gier – do tego procederu wykorzystywane są często osoby zupełnie nieświadome – bezrobotni, emeryci i renciści. Prawdziwi sprawcy pozostają nieuchwytni. Nielegalne firmy żerują też na niewiedzy klientów. Blisko 50 proc. graczy nie wie, że gra nielegalnie w sieci. Nic zatem dziwnego, że na miejsce blokowanych przez KAS nielegalnych serwisów jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne strony z nielegalnym hazardem. Odpowiedzią na brak świadomości klientów powinna być możliwość informowania Polaków o legalnej działalności przez wszystkie podmioty, które posiadają stosowne umocowanie do oferowania takich gier. Wystarczy popatrzeć na segment bukmacherski branży hazardowej. Poluzowanie przepisów dotyczących jego reklamy i informowania w 2017 roku, oprócz blokowania stron nielegalnych operatorów, wpłynęło na rozkwit legalnej branży kosztem szarej strefy – co przełożyło się na wzrost tego rynku o ponad 300% w 2020 r. w porównaniu z 2016. Niezrozumiałe jest więc, dlaczego nie pozwolono innym podmiotom na podobne działania co te, które prowadzą firmy bukmacherskie. Państwo musi jeszcze skuteczniej walczyć z nielegalnym procederem. Warto podkreślić, że społeczeństwo odczuwa niedosyt informacji o tym, co w grach hazardowych jest legalne, a co nie. W badaniu IBRiS aż 48 proc. respondentów uznało za niewystarczający przekaz państwa na ten temat” – podkreśla Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Grając u nielegalnych bukmacherów i w nielegalnych kasynach online gracze narażają się przede wszystkim na wysokie kary skarbowe. Dodatkowo płacą prowizje od pieniędzy, które wpłacają na konta nielegalnych firm (wpłaty przez łańcuszki pośredników lub portfele elektroniczne wiążą się z dodatkowymi prowizjami), a w przypadku wygranej często nie ma możliwości jej wypłacenia lub są ograniczone możliwości w tym zakresie objęte kolejnymi prowizjami. Polacy grają w szarej strefie zakładów bukmacherskich, bo omijają podatek – ale w przypadku kasyna internetowego ryzykują zupełnie niepotrzebnie – bo żadne podatki graczy nie obowiązują w związku z grą w kasynie monopolisty. Niestety klienci nie są świadomi tych niuansów, co potwierdza badanie IBRiS.

Gra nielegalna oznacza wymierne straty dla skarbu państwa, ale przede wszystkim dla graczy.

[1] Badanie „Pandemiczna szara strefa“ zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS. Zrealizowane w czerwcu 2021 r. metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI, N=1100) na próbie pełnoletnich mieszkańców Polski.

Autonomiczny transport miejski dla osób niepełnosprawnych zdobywa nagrodę Forda „New Designers”

Podróżowanie samochodem lub środkami transportu publicznego może stanowić wyzwanie dla osób o ograniczonej mobilności. W Wielkiej Brytanii pełnoletni niepełnosprawni odbywają każdego roku o 26% mniej podróży, niż osoby pełnosprawne.

Calum Gambrill, student projektowania i wzornictwa przemysłowego z Uniwersytetu Ravensbourne w Londynie, opracował więc rozwiązanie, które mogłoby zapewnić osobom niepełnosprawnym i starszym niedrogą usługę miejskiego transportu, system pojazdów autonomicznych, funkcjonujących jako taksówki na wezwanie.

Koncepcja „Embark” zdobyła nagrodę „Ford Design Award”, która jest przyznawana podczas „New Designers Awards” – największej wystawy absolwentów wzornictwa w Wielkiej Brytanii. Nagroda Forda postawiła przed studentami wzornictwa wyzwanie, polegające na przyjęciu skoncentrowanego na człowieku podejścia do koncepcji pojazdów autonomicznych, z jednoczesnym uwzględnieniem potrzeb użytkowników w odniesieniu do wnętrza, oświetlenia, funkcjonalności poprawiających dostępność oraz rozrywki.

– Przyszłość to marzenie projektantów. Cieszę się, że widzę młodych ludzi projektujących dla różnych branż, którzy myślą nieszablonowo. Musimy sięgać po rzeczy nieznane, aby tworzyć nowe, inspirujące rozwiązania w samochodzie – powiedział Amko Leenarts, dyrektor ds. wzornictwa, Ford of Europe.

„Embark” jest pomyślany jako powszechna, kompleksowa usługa transportu osobowego, wykorzystująca specjalnie stworzoną aplikację i flotę elektrycznych pojazdów autonomicznych. Użytkownik wywołuje pojazd za pomocą aplikacji, a następnie zajmuje miejsce we wnętrzu, korzystając z rampy bocznych drzwi. Pokładowa sieć Wi-Fi umożliwia pasażerom dostęp do Internetu i słuchanie muzyki podczas podróży. Samochód byłby również skomunikowany z innymi autonomicznymi pojazdami, aby wyznaczyć najlepsze trasy i znaleźć odpowiedni parking. Do wyboru klient miałby dwie opcje płatności – za kilometr lub w ramach miesięcznego abonamentu.

– Życiowe spostrzeżenia Caluma dotyczące ludzkich potrzeb sprawiły, że wyróżniliśmy jego pracę, jako że „Embark” jest projektem stawiającym człowieka na pierwszym planie. Autor wskazał również obszar możliwości pojazdów autonomicznych, które wydają się świetnie pasować do zdefiniowanych przez niego potrzeb, ilustrując ogromny zakres zmian, jakie może zapewnić ta technologia – powiedziała Usha Raghavachari, dyrektor laboratorium D-Ford, grupy globalnych kreatywnych laboratoriów innowacyjnych firmy, które w projektach i w rozwiązywaniu problemów wybiegają w przyszłość od dwóch do piętnastu lat, stosując podejście skoncentrowane na człowieku.

Za zwycięską koncepcję Gambrill otrzyma 1000 funtów (1600 euro) na rozwój kariery stylisty oraz dwa miesiące opieki mentorskiej ze strony projektantów z D-Ford. W skład panelu sędziowskiego weszli Leenarts i Raghavachari, a także Betsy Fields-Smith, dyrektor IDEO, oraz James McLachlan, redaktor Car Design News.

– Koncepcje projektowe, które zainspirowała chęć poznania niezaspokojonych ludzkich potrzeb, mają zazwyczaj największą realną wartość. Skupienie się na grupie użytkowników, których transport publiczny często zawodzi, jest więc bardzo cenne i odzwierciedla proces projektowania skoncentrowanego na człowieku oraz wartości Forda – powiedział Fields-Smith.

Kolejne nagrody przyznano: za projekt wnętrza autorstwa Olivii Goldsmith, wykorzystujący interaktywną deskę rozdzielczą, nastrojowe oświetlenie i świecące w ciemności fotele; oraz „bąbelkowy” fotel autorstwa Lili Chen, który dostosowuje się do kształtu ludzkiego ciała, aby zmniejszyć zmęczenie i podnieść komfort. Inne zgłoszenia obejmowały wnętrza, które wykorzystują materiały ekologiczne i pochodzące z recyklingu, zwracają uwagę na komfort psychiczny i dobre samopoczucie oraz są interaktywne, przez co zapewniają możliwość zabawy i gier.

– Podczas gdy wiele zgłoszeń dotyczyło materiałów i oświetlenia, wyróżniało się jedno, biorące pod uwagę system mobilności, które oferuje rozwiązanie namacalnego problemu: poprawę sytuacji pragnących podróżować osób niepełnosprawnych, problemu istotnego dla Londynu i innych dużych miast, gdzie środki masowego transportu nie są odpowiednie dla tej często marginalizowanej części społeczeństwa – powiedział McLachlan.

Polacy odwykli od restauracji – ruch w gastronomii rośnie, jednak nadal nie wrócił do poziomu sprzed pandemii

Z końcem kwietnia, po pół roku zamknięcia, rząd podjął decyzję o częściowym zniesieniu obostrzeń dla gastronomii. Od 15 maja zaczęły działać ogródki a 28 maja nastąpiło pełne otwarcie. Jednak odwiedzających brakuje.

Analiza została przeprowadzona przez placeme w oparciu o dane lokalizacyjne z telefonów komórkowych, na próbie 3 mln urządzeń w okresie od stycznia 2020 do czerwca 2021 roku.

Otrzymane dane o ruchu w lokalach gastronomicznych nie są optymistyczne. Jeszcze na tydzień przed pierwszym lockdown’em lokale odnotowały spadek ruchu o niemal 30 proc. w porównaniu do okresu przed pandemią a częściowe otwarcie restauracji 18 maja przywróciło ruch do poziomu nadal o 5 proc. niższego niż przed zamknięciem.

Polacy odwykli od restauracji

Maj – czerwiec 2021: powolna regeneracja gastronomii

15 maja 2021 roku otwarte zostały ogródki gastronomiczne a dwa tygodnie później – także lokale, co wpłynęło na zwiększenie liczby odwiedzających te miejsca. Najwięcej zyskały w tym czasie kawiarnie, gdzie ruch wzrósł o niemal 30 proc.

· Wygląda na to, że konsumenci najbardziej tęsknili za kawą. Dodatkowo zmianom w obostrzeniach sprzyjała dobra pogoda, co zachęcało do spędzania czasu poza domem – mówi Weronika Czaplewska menadżerka strategiczna i operacyjna w placeme, firmie specjalizującej się w usługach typu location intelligence. Ponadto skok w ruchu wynika również z udostępnienia odwiedzającym także powierzchni wewnątrz lokali, co siłą rzeczy pozwoliło placówkom przyjąć więcej gości, a tym samym zwiększyć swój dochód – dodaje ekspertka placeme.

IV tydzień maja 2021 roku przyniósł wzrósł ruchu o ponad 7 proc., a w następnym lokale odnotowały kolejne ponad 25,2 proc. więcej odwiedzających. Z danych, które zebraliśmy wynika, że ruch w gastronomii rośnie, jednak nadal nie wrócił do poziomu sprzed pandemii – mówi Weronika Czaplewska z placeme.

Dane z KAS: Większość donosów jest bezużyteczna. Tylko 10-15% zawiera cenne informacje

Jak wynika z danych z izb administracji skarbowej, w pierwszym kwartale br. liczba złożonych donosów spadła o ok. 7% w porównaniu z początkiem 2020 roku. Ostatnio najwięcej informacji sygnalnych wpłynęło do jednostek KAS w województwie mazowieckim, gdzie takich przypadków odnotowano o ponad 15% więcej niż wcześniej. Na tym obszarze zaledwie do 10% donosów znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, a w woj. śląskim – średnio 15%. Jednak sprawdzane są wszystkie sygnały, również anonimowe, a nawet te z fikcyjnymi danymi.

Według danych zebranych we wszystkich izbach administracji skarbowej, w pierwszym kwartale br. złożono ok. 11,5 tys. donosów do podjęcia działań przez urzędy skarbowe oraz urzędy celno-skarbowe. Informacji sygnalnych wpłynęło więc mniej o ok. 7% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wówczas było ich 12,2 tys.

– Być może w czasie pandemii jest mniej powodów do tego, żeby składać donosy, bo gospodarka nie funkcjonuje tak jak wcześniej. Ponadto rzadziej dochodzi do interakcji międzyludzkich. Na pewno instytucji donosów nie należy nadużywać ani robić z niej narzędzia zemsty. Ona ma po prostu poprawiać funkcjonowanie państwa – komentuje dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert BCC.

Z przekazanych danych wynika, że w pierwszym kwartale br. najwięcej donosów wpłynęło do jednostek KAS w woj. mazowieckim – 2620, co oznacza wzrost o ponad 15% (w analogicznym okresie 2020 roku – 2272). Dalej w zestawieniu znajdują się urzędy z woj. śląskiego – ok. 1400 (wcześniej ok. 1500), dolnośląskiego – 994 (1135), małopolskiego – 945 (986) i wielkopolskiego – 885 (1111). Jak informuje Justyna Pasieczyńska z Izby Administracji Skarbowej w Warszawie, w województwie mazowieckim potwierdzonych zostaje nie więcej niż 10% informacji sygnalnych wpływających do urzędów.

– Większość spraw podnoszonych w donosach nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Przykładowo, z donosu wynika, że podatnik nie opodatkowuje dochodów z najmu. Tymczasem do urzędu skarbowego składane są zeznania podatkowe i odprowadzany z tego tytułu podatek. Można przyjąć, że średnio 15% zawiadomień ujawnia faktyczne nieprawidłowości – zaznacza Michał Kasprzak z Izby Administracji Skarbowej w Katowicach.

Zdaniem eksperta z Kancelarii Ożóg Tomczykowski, wskaźniki na poziomie 10-15% słabo świadczą o naszym społeczeństwie. Zgłoszenia motywowane są niskimi pobudkami, często wynikającymi z ludzkich słabości, a nie troską o lepsze funkcjonowanie państwa. Z kolei Kinga Błaszczyńska z Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy zaznacza, że treść i sposób formułowania donosów wskazuje często na emocjonalny stosunek zawiadamiającego. Można się zatem domyślać, że informacje najczęściej przekazują osoby skonfliktowane ze sobą, często spokrewnione. Są to też sąsiedzi, byli wspólnicy lub pracownicy.

– Wszystkie donosy są weryfikowane, jednak na różne sposoby. Mogą to być np. czynności analityczne lub sprawdzające. Stosowana jest też kontrola podatkowa. W całym 2020 roku w wyniku postępowań spowodowanych donosami wykryto w woj. małopolskim nieprawidłowości podatkowe na kwotę ponad 1,4 mln zł – podkreśla Konrad Zawada z IAS w Krakowie.

Z kolei Michał Kasprzak wskazuje najczęstsze przykłady spraw, które są ujawniane dzięki donosom. To nieopodatkowanie dochodów z najmu, nieewidencjonowanie przychodów z działalności gospodarczej czy niewydawanie paragonów. Ponadto wykrywana jest nieopodatkowana sprzedaż na platformach aukcyjnych. Ujawniane jest też prowadzenie działalności gospodarczej bez zarejestrowania, np. warsztatów samochodowych lub usług kosmetycznych. Ekspert dodaje, że jedna z ciekawszych spraw, które zostały pozytywnie zweryfikowane i znalazły potwierdzenie w rzeczywistości, dotyczyła wydatków związanych z prywatnymi wycieczkami zagranicznymi. Zostały one ujęte w kosztach uzyskania przychodów z działalności gospodarczej.

– Wśród kierowanych do jednostek KAS informacji sygnalnych są zarówno anonimowe, jak i podpisane, przy czym te zawierające faktyczne dane nadawcy stanowią zdecydowaną mniejszość. Systematycznie zwiększa się liczba tzw. donosów podpisanych fikcyjnymi danymi. Dla przykładu, ostatnio w jednej sprawie wpłynęły analogiczne informacje od trzech różnych informatorów. Jednak żaden z nich nie podał swoich prawdziwych danych – zaznacza Kinga Błaszczyńska.

KAS ma dostęp do różnego rodzaju danych m.in. od pracodawców, urzędów miast, gmin, organów rentowych, co podkreśla Michał Kasprzak. Pozwala to w większości przypadków na weryfikację składanych przez podatnika deklaracji bez konieczności jego bezpośredniego udziału. Ale zdarza się, że organy skarbowe nie są właściwe do rozpatrzenia złożonego doniesienia. Wtedy materiał przekazywany jest innym służbom, np. Państwowej Inspekcji Pracy, policji czy sanepidowi.

– Nie jestem zwolennikiem rezygnowania ze zgłoszeń czy ich bagatelizowania, bo czasami rzeczywiście one mogą nieść interesujące treści. Jednak społeczeństwo musiałoby dojrzalej podchodzić do tego, żeby to rzeczywiście była pomoc dla organów państwa. To są mechanizmy stosowane i akceptowane w demokratycznych krajach. U nas jeszcze nie jest to używane tak, jak należy – podsumowuje dr Matarewicz.

Tomasz Mrysz nowym członkiem zarządu ds. sprzedaży i marketingu w IPOPEMA TFI

Rada Nadzorcza IPOPEMA TFI S.A. powołała w skład zarządu dodatkową osobę odpowiedzialną za obszar sprzedaży i marketingu. Nowa funkcja sygnalizuje nacisk Towarzystwa na dalsze wzmocnienie kompetencji w zakresie budowy sieci sprzedaży i promocji usług inwestycyjnych wśród instytucji finansowych oraz niezależnych dystrybutorów.

– Nowe stanowisko jest odpowiedzią na dynamicznie zmieniające się otoczenie rynkowe, rosnącą konkurencję oraz potrzebę jeszcze mocniejszego wsparcia na poziomie dystrybucji i promocji usług naszego Towarzystwa nie tylko wśród partnerów biznesowych, lecz również inwestorów indywidualnych. Mówiąc wprost, naszym absolutnym priorytetem jest wzrost w obszarze funduszy rynku kapitałowego – podkreśla Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI.

Z dniem 1 lipca nowe stanowisko powierzono Tomaszowi Mrysz, ekspertowi z 20 letnim doświadczeniem na rynku finansowym w Polsce. Od 2020 roku Tomasz Mrysz jest związany z IPOPEMA TFI, gdzie zarządza Departamentem Sprzedaży i Marketingu, nadzorując współpracę z Klientami Towarzystwa oraz dystrybutorami. W ramach wykonywanych czynności, Tomasz Mrysz jest odpowiedzialny za realizację strategii marketingowej Towarzystwa.  Wcześniej związany był z BNP Paribas Bank Polska S.A. oraz Raiffeisen Bank Polska S.A. działając w segmencie najbardziej zamożnych Klientów.  W ramach tych organizacji, jednych z największych private bankingów w Polsce, zarządzał ogólnopolską siecią sprzedaży oraz współtworzył strategię dla tego segmentu Klientów. Instytucje finansowe, w których pracował, były doceniane przez rynek i klientów m.in. za najlepsze standardy jakości obsługi.

– Nowe stanowisko członka zarządu jest odzwierciedleniem coraz większej roli jaką pełni sieć dystrybucji i promocja funduszy rynku kapitałowego w miksie produktowym naszego TFI. To nie tylko awans w strukturach, lecz ogromne wyzwanie, jakie postawiono przede mną i całym zespołem. Uważam jednak, że cele, jakie sobie stawiamy, są w naszym zasięgu i z racji na potencjał przychodowości i marżowości, powinny w niedługiej perspektywie przełożyć się na istotny wzrost wartości naszej spółki dla naszego akcjonariusza – dodaje Tomasz Mrysz.

Tomasz Mrysz jest absolwentem wydziału Zarządzania i Marketingu Akademii Ekonomicznej w Krakowie, a także certyfikowanym Europejskim Doradcą Finansowym fundacji EFPA.

Więcej jakości w kalendarzu

Dolar zwycięsko zakończył kwartał, co jednak przy braku istotnych wydarzeń raczej jest skutkiem portfelowych przetasowań. Od dziś kalendarz makro wyraźnie nabiera jakości, podkręcając dyskusję o przyszłej ścieżce polityki monetarnej. Złoty stabilny w obliczu mieszanych danych.

Pozycjonowanie na koniec miesiąca pomogło dolarowi umocnić się do głównych walut. Brak istotnych wydarzeń w pierwszej części tygodnia skłoniło inwestorów do szukania byle informacji mogącej nadać chociaż odrobine kierunku. W tym kontekście przewagę mają raporty o rozprzestrzenianiu się wariantu Delta wirusa, nawet jeśli w kontrze podkreślana jest skuteczność szczepionek w ochronie przed wirusem, a także niskie współczynniki hospitalizacji wśród zakażonych. Ale kiedy inwestorzy gorąco debatują nad przyszłością USD, a dokładniej nad kierunkiem polityki Fed, każdy skrawek informacji mogący przechylić szalę między risk-on a risk-off zyskuje na znaczeniu. Stąd łatwiej było pchnąć USD na wyższe poziomy w ramach redukcji ryzykownych pozycji.

Czy ten mini-trend się utrzyma będzie zależeć od napływających danych z USA. Dziś w kalendarzu widnieje raport ISM dla przemysłu poprzedzony podobnym, a jednak traktowanym drugorzędnie indeksem PMI. Indeks ISM dla przemysłu jest na wysokich poziomach (powyżej 60), więc nawet jeśli czerwcowe dane pokażą kilkupunktowy spadek, dalej będzie to świadczyć o imponującym tempie ekspansji. Ewentualne spadki będą wynikać z problemów z podtrzymaniem produkcji w obliczu zakłóceń w dostawach, zatem same w sobie nie muszą mieć negatywnego wydźwięku. Inwestorzy będą też analizować subindeks kosztów jako barometr przyszłej presji inflacyjnej. Jednak na pierwszym planie jest rynek pracy. W maju subindeks zatrudnienia ledwo wskazywał wzrost (50,9), choć przyrost miejsc pracy nie wynika z braku chęci firm, ale z niedostatecznej odpowiedzi po stronie podaży. Amerykanie niechętnie chcą rezygnować z hojnych zasiłków, które w niektórych stanach będą wypłacane jeszcze do września. To także stanowi główne ryzyko dla jutrzejszego raportu NFP. Słabe dane wstrzymają plany Fed na rzecz wcześniejszego startu redukcji programu skupu aktywów, co zaszkodzi dolarowi. Wczoraj raport ADP nie dał jasnych wskazówek, czego możemy się jutro spodziewać. Według ADP w czerwcu zatrudnienie w sektorze prywatnym USA zwiększyło się o 692 tys., prawie o 100 tys. więcej niż zakładał konsensus. Jednak dane majowe zostały zrewidowane w dół do 886 tys. z 978 tys., co znosi pozytywny wydźwięk liczb czerwcowych.

EUR/PLN rozpoczyna lipiec od krążenia wokół 4,52, a dane makro w zdecydowanie mniejszym stopniu mają tutaj znaczenie. Czerwcowy PMI dla polskiego przemysłu na 59,4 ustanowił nowy rekord. Silny wzrost zamówień napędza produkcję i zatrudnienie, ale zakłócenia w łańcuchach dostaw generują rekordowe zaległości, a deficyt materiałów podbija inflację kosztów. W danych odbija się schemat trendów globalnych, co powoduje, że efekt zaskoczenia rekordowym odczytem jest osłabiony i dlatego reakcja złotego jest stłumiona. Mogłoby być inaczej, gdyby na rynku wzrastały oczekiwania odnośnie możliwych zmian w polityce pieniężnej. Jednak wczorajszy silniejszy od oczekiwań spadek CPI (w czerwcu 4,4 proc. r/r z 4,7 proc., prog. 4,6 proc.) odebrał paliwo spekulacjom na rzecz jastrzębiego zwrotu RPP na najbliższym posiedzeniu. Mimo że inflacja wciąż pozostaje powyżej celu (2,5 proc. +/- 1 pp.), gołębie w Radzie Polityki Pieniężnej zyskały argument przeciw szybszym podwyżkom stóp procentowych. Nie widzę w tym od razu impulsu, by sprzedawać złotego w stronę 4,55, gdyż nie przemawiają za tym silne fundamenty gospodarcze Polski oraz globalny apetyt na ryzyko. Z drugiej strony ponowienie czerwcowych minimów (~4,45) odsuwa się w czasie, gdyż w regionie lepiej wyglądają CZK i HUF, których banki centralne już rozpoczęły cykle podwyżek stóp procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Z diesla na LNG, czyli kluczowy ruch w transportowej wadze ciężkiej

Ciężarówki zasilane dieslem to standard zarówno w Polsce, jak i Europie, gdzie stanowią one ponad 97 proc. Tymczasem odważne deklaracje producentów oraz prawne regulacje zakładają zeroemisyjny transport w ciągu kilkunastu lat. Pierwszym ważnym krokiem w stronę ograniczenia emisji CO2 jest przejście z diesla na LNG. Jak to zrobić i jakie może to przynieść korzyści?

Europejski Zielony Ład – dokument, który zmieni branżę

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, podanych przez Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych, w marcu 2020 roku w Polsce było 2848 samochodów ciężarowych zasilanych na paliwo z gazu ziemnego, w tym również LNG. Obecnie standardem w branży TSL są pojazdy z silnikiem diesla, które w Europie stanowią aż 97 proc. samochodów ciężarowych. Polska branża transportu ciężkiego ma obowiązek uwzględniania zaleceń Unii Europejskiej dotyczących redukowania poziomu emisji CO2. Głównym założeniem działania Komisji Europejskiej jest ograniczenie gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 r. oraz osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Z dokumentu Europejski Zielony Ład wynika, że niezbędna jest 90-proc. redukcja emisji CO2 do 2050 r. z całego transportu, a co więcej niemal wszystkie samochody osobowe, samochody dostawcze, autobusy oraz nowe pojazdy ciężkie powinny wówczas być bezemisyjne.

Jedną z coraz popularniejszych metod na ograniczenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery a jednocześnie wykonanie pierwszego ważnego kroku dla neutralności emisyjnej, jest wdrażanie pojazdów zasilanych paliwem LNG. Firmy transportowe dopiero zyskują wiedzę odnośnie kosztów związanych z wykorzystaniem skroplonego gazu ziemnego jako napęd w ciężarówkach.

– Branża transportowa obecnie generuje ok. 20 proc. światowej emisji CO2. Spodziewamy się, że regulacje prawne oraz potrzeby dostosowania się przedsiębiorstw z branży TSL do norm emisji wpłyną na wzrost wykorzystania pojazdów napędzanych LNG. Już teraz można korzystać z ponad 400 stacji LNG na terenie całej Europy. Infrastruktura stacji LNG cały czas rozwija się zarówno w Polsce, jak i pozostałych krajach UE, a biorąc pod uwagę silną pozycję polskiego transportu, rodzime firmy mogą wyznaczać trendy. Po kilku miesiącach użytkowania floty napędzanej LNG widzimy istotne zalety zmiany – mówi Małgorzata Bilska, Dyrektor ds. sprzedaży i współpracy z zagranicą w Duon Logistyka sp. z o.o.

LNG a zwolnienie z części kosztów

Przedsiębiorcy korzystający z pojazdów zasilanych gazem już teraz mogą liczyć na benefity na zachodzie Europy. Przykładowo w Niemczech są oni zwolnieni z opłat drogowych do końca 2023 roku, a podobne plany ma m. in. rząd włoski. Eksperci z Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych wskazują, że również w Polsce wprowadzenie systemu subsydiów jest kwestią czasu. Przemawiają za tym dwa główne argumenty: wymogi stawiane Polsce przez UE w zakresie ograniczania emisji spalin oraz właśnie coraz bardziej powszechne dopłaty lub zwolnienia z opłat w pozostałych krajach Europy. Co więcej, polscy przedsiębiorcy z branży TSL odgrywają ważną rolę na tle reszty krajów Unii. Według danych z raportu „Vehicles in use – Europe 2019”, polska flota to aż 1,2 mln pojazdów do transportu ciężkiego, co stawia nasz kraj na pierwszym miejscu we wspólnocie pod względem liczebności.

Niskie koszty silnika zasilanego paliwem LNG

Wykorzystanie paliwa LNG w bieżącej pracy jest korzystne zarówno dla przedsiębiorstw o większej flocie, jak i w przypadku firm rodzinnych, które mogą zrzeszać się w grupy zakupowe. Jaka może być skala oszczędności?

Otóż średni stosunek spalania skroplonego gazu ziemnego do oleju napędowego (ON) – przy ładunku 15,3 t – wynosi 82 proc. Co więcej, testy przeprowadzone przez TRANS Info wykazały, że koszt zakupu pojazdu z silnikiem na LNG zwraca się już po 20 miesiącach użytkowania. To z kolei przekłada się na niższy całkowity koszt posiadania. Kolejne oszczędności wynikają z niższych kosztów towarzyszących i kosztów paliwa. Cena LNG może być bowiem nawet o 30 proc. niższa od oleju napędowego.

Zamiana silnika z diesla na LNG

Standardowy, powszechnie używany w branży TSL silnik diesla spala wyłącznie olej napędowy. Istnieje jednak możliwość przerobienia używanego silnika diesla na silnik spalający jednocześnie olej napędowy i paliwo LNG – po przebudowie uzyskamy silnik dwupaliwowy.

Porównanie silników diesla i silników LNG wypada korzystnie dla tych drugich także dzięki możliwości uzyskania ewentualnych oszczędności wynikających z braku potrzeby korzystania z AdBlue.

Otóż w większości silników napędzanych LNG nie stosuje się AdBlue, więc w zależności od wybranego producenta można zaoszczędzić także na braku potrzeby dolewania tej cieczy ograniczającej emisję szkodliwych związków chemicznych. Gaz ziemny bowiem ich nie posiada.

Przejście na silnik hybrydowy LNG jest szczególnie korzystne właśnie w przypadku samochodów przeznaczonych do transportu ciężkiego, dla których operacja zmiana mechanizmu silnika zwróci się z nawiązką już po 20-miesięcznym okresie eksploatacji pojazdu.

Branżowi eksperci uważają, że przyszłość należy do paliw nieemisyjnych, czyli np. biogazu czy wodoru. Jednak zanim to nastąpi, konieczne będzie wykorzystywanie innych alternatyw, jak gaz ziemny.

W ciągu najbliższych pięciu lat co najmniej 3 istotne obszary sektora medycznego zostaną zrewolucjonizowane przez nowe technologie

Wśród różnych konsekwencji pandemii koronawirusa, szczególnie często wymienia się gwałtowne przyspieszenie rozwoju innowacji technologicznych. Sytuacja epidemiczna spowodowała znaczące zmiany także w sektorze medycznym. W Polsce liczba osób, które skorzystały z przynajmniej jednej e-usługi z różnych obszarów gospodarki, czyli m.in. możliwości cyfrowej opieki zdrowotnej, wzrosła z przed-epidemicznego poziomu 66 proc. do prawie 80 proc., co przekłada się na 6,6 miliona nowych użytkowników[1]. Można przyjąć, że jest to dopiero początek nadchodzących zmian – Krajowy Plan Odbudowy przewiduje bowiem inwestycje o wartości blisko 20 mld PLN w unowocześnienie systemu opieki medycznej, w tym również jego dalszą cyfryzację[2]. Jak zatem będzie wyglądał sektor zdrowotny po pandemii?

Wartość globalnego rynku opieki zdrowotnej online ma rosnąć w tempie 14,5 proc. rok do roku. Taki wzrost utrzyma się przynajmniej do końca 2027 roku, kiedy to, według prognoz Valuates Reports, sektor osiągnie wartość 230,6 mld USD. Potencjał jest ogromny i widzą to także sami pacjenci, którzy dostrzegają, że nowe technologie medyczne są niezbędnym składnikiem poprawy skuteczności i bezpieczeństwa systemu ochrony zdrowia. Rosnące oczekiwania klientów w tym zakresie napędzają zmiany w sektorze, a liderem tych zmian są obecnie prywatne sieci medyczne – mówi Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych z Medicover Polska.

Które obszary opieki zdrowotnej w ciągu najbliższych lat zmienią się najbardziej dzięki nowym technologiom? Eksperci KIR, firmy aktywnie wspierającej procesy cyfryzacji w gospodarce i administracji, wskazują trzy dziedziny, w których już za kilka lat będą panowały inne standardy niż przed pandemią.

Zdalne porady i opieka na odległość

W trakcie pandemii wizyty online stanowiły ponad 8 na 10 kontaktów z poradniami Podstawowej Opieki Zdrowotnej [3]. Nowe formy kontaktu z lekarzami, niewymagające wizyty w placówce medycznej lub czekania w kolejce, spodobały się polskim pacjentom. 92 proc. z nich deklaruje, że teleporady pomogły im skutecznie rozwiązać zgłaszane problemy zdrowotne[4]. W rezultacie aż 87 proc. Polaków pozytywnie ocenia udogodnienia oferowane przez telemedycynę[5].

Równolegle zwiększa się wartość rynku produktów, umożliwiających monitorowanie stanu pacjenta na odległość – do końca 2027 roku na całym świecie ma być on wart 43 mld USD[6]. Już teraz ponad połowa amerykańskich szpitali dysponuje systemami, które umożliwiają zdalne sprawdzanie stanu zdrowia[7]. Dzięki temu można optymalizować działania służb medycznych: szybciej interweniować w nagłych sytuacjach, zmniejszyć przepełnienie szpitali, a nawet zaopiekować się na odległość pacjentem potrzebującym pomocy.

Obszar telemedycyny zgłębiamy od ponad 10 lat. Pandemia była więc katalizatorem dalszego dynamicznego rozwoju naszej oferty usług telemedycznych. Pozwoliła nam również wzmocnić model opieki nad pacjentem, opierający się na połączeniu wizyt stacjonarnych z teleporadami. Tylko w minionym roku wyposażyliśmy blisko 3 tysiące lekarzy w narzędzie telemedyczne, co pozwoliło w bardzo szybkim czasie na uruchomienie bezpiecznych porad telefonicznych, zarówno z lekarzami internistami, rodzinnymi, jak i specjalistami. Pacjenci bardzo docenili taką formą leczenia. Obecnie zauważamy, że liczba teleporad kształtuje się na podobnym poziomie do liczby wizyt stacjonarnych. Ponadto w Medicover aktywnie testujemy i wdrażamy nowe rozwiązania z zakresu zdalnej diagnostyki (m.in. Pregnabit, CarnaLife System, Higo, TytoCare), co wzbogaca naszą ofertę i podnosi poziom opieki medycznej w naszych centrach medycznych – komentuje dr n.med. Piotr Soszyński, Dyrektor ds. Strategicznego Doradztwa Medycznego w Medicover Polska.

Digitalizacja dokumentacji i procesów

Ze względu na pandemiczne obostrzenia, 56 proc. ankietowanych Polaków miało problemy z załatwieniem codziennych spraw, np. z powodu zamknięcia placówki usługowej – i najczęściej dotyczyło to placówek opieki zdrowotnej (44%)[8]. Jednak to szybko się zmienia. W ślad za rosnącą popularnością konsultacji lekarskich online oraz zdalnej opieki zdrowotnej, postępuje upowszechnianie cyfryzacji – również w placówkach publicznych.

Digitalizacja dokumentów, takich jak wyniki badań czy historii leczenia medycznego sprawi, że będziemy mieli łatwy wgląd do ważnych dla nas danych z każdego zakątka świata – potrzebne będzie tylko urządzenie z dostępem do Internetu. Przykładów otwartości na tego typu rozwiązania nie trzeba daleko szukać – już blisko 10 mln Polaków aktywowało Internetowe Konto Pacjenta[9], m.in. za pośrednictwem mojeID – usługi zdalnego potwierdzania tożsamości dostarczanej przez KIR. Z kolei wśród kadry medycznej, rośnie liczba użytkowników podpisu elektronicznego, który jest wykorzystywany m.in. do wystawiania e-recept, podpisywania dokumentacji medycznej czy wyników badań. Dzięki temu pacjenci mogą mieć do nich sprawny dostęp. Standardem w niedalekiej przyszłości będzie możliwość umawiania wizyt online i przeglądania w jednym miejscu swojej historii medycznej ze wszystkich placówek, niezależnie od tego, czy korzystamy z prywatnej czy publicznej opieki zdrowotnej.

Rozwój e-medycyny jest kwestią bezdyskusyjną. Po pandemii wiele dzisiejszych nowości w tej dziedzinie dla nas, jako pacjentów, stanie się standardem. Jednak wdrażając nowe rozwiązania, placówki i instytucje branżowe muszą pamiętać o odpowiedzialności jaka się z tym wiąże i konieczności zadbania o bezpieczeństwo i komfort osób korzystających z tych innowacji. Dzięki takim rozwiązaniom, jak elektroniczna weryfikacja tożsamości czy mobilny podpis elektroniczny, jest to łatwiejsze, a placówki, które je wdrażają, mogą liczyć na wzrost zaufania pacjentów – podkreśla Piotr Wichowski, dyrektor Linii biznesowej usługi identyfikacji w KIR.

Cyberbezpieczeństwo w ochronie zdrowia

Fundamentem rozwoju technologii w medycynie, obok wdrażania odpowiednio skonstruowanych cyfrowych innowacji, jest zaufanie. Bez zaufania – pacjentów do e-usług medycznych, systemu opieki zdrowotnej do dostawców usług cyfrowych, placówek medycznych do nowych rozwiązań – nie będzie możliwe upowszechnienie medycyny w zdalnej wersji. Zaufanie wiąże wszystkie zaangażowane strony, ale odpowiedzialność za zaprojektowanie systemu gwarantującego bezpieczeństwo danych w sieci, należy do partnera technologicznego, który musi mieć właściwe kompetencje i doświadczenie. W ciągu ostatnich 6 miesięcy o 58 proc. wzrosła liczba ataków typu ransomware[10], a tylko w pierwszej połowie 2020 roku w wyniku cyberataków z internetowych baz wyciekło 36 mln rekordów danych[11]. W przypadku silnie regulowanego sektora medycznego, w którym stawką jest zdrowie i życie ludzkie, cyberprzestępczość stanowi wyjątkowo istotny problem. Tymczasem w ostatnim roku w tej branży na całym świecie odnotowano wzrost przypadków złamania zabezpieczeń o 55,2 proc. w porównaniu do roku poprzedniego[12].

Obawy o bezpieczeństwo mogą okazać się istotną barierą dla rozwoju telemedycyny. Już dzisiaj, w sytuacji, gdy placówki udostępniają coraz więcej możliwości kontaktu online, ponad połowa badanych Polaków ma problem z jednoznaczną deklaracją czy postrzegają cyfrową identyfikację tożsamości w sieci jako bezpieczną[13].

Dlatego tak ważne jest korzystanie z rozwiązań zgodnych z przepisami, zarówno krajowymi jak i unijnymi – mówi Piotr Wichowski, dyrektor Linii biznesowej usługi identyfikacji w KIR.

Tylko wdrażanie bezpiecznych narzędzi, zgodnych z obowiązującymi regulacjami w zakresie identyfikacji elektronicznej, zapewnia wiarygodność uwierzytelniania. Dlatego wybierając partnera technologicznego warto zweryfikować rzeczywiste kompetencje, sprawdzić już zrealizowane projekty, zasięgnąć opinii klientów – dodaje.

Agencja Moody’s potwierdza rating PGE na poziomie Baa1 z perspektywą stabilną

Agencja ratingowa Moody’s Investors Service potwierdziła rating dla PGE Polskiej Grupy Energetycznej na poziomie Baa1 oraz jego stabilną perspektywę.

Zgodnie z opinią wydaną przez instytucję potwierdzenie nadanego ratingu uwzględnia aktualny silny profil finansowy PGE, dający spółce elastyczność w realizacji szerokiego programu inwestycyjnego oraz umożliwiający przeciwstawienie się potencjalnym zmianom na polskim rynku energii elektrycznej.

Zewnętrzna ocena Agencji Moody’s naszej pozycji finansowej konsekwentnie wzmacnia wiarygodność Grupy PGE i naszego planu neutralności klimatycznej, co ma szczególny wymiar w okresie dynamicznych przemian polskiej energetyki. Traktujemy transformację energetyczną w kategorii szans rozwoju, które jesteśmy zdeterminowani wykorzystać –  powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Według Moody’s dodatkowym wsparciem dla pozycji PGE ma być rządowy plan transformacji sektora elektroenergetycznego. Wydzielenie aktywów węglowych ze struktury Grupy wzmocni jej profil, a PGE będzie w stanie zrealizować strategię korporacyjną, koncentrującą się na zwiększeniu, i tak już wysokiego, udziału regulowanych przychodów z działalności dystrybucyjnej i ciepłownictwa oraz na wzrost produkcji ze źródeł odnawialnych do poziomu około 7650 MW .

PRCH zaapelowała do Prezydenta RP

Polska Rada Centrów Handlowych w imieniu branży skierowała do Kancelarii Prezydenta RP apel z wnioskiem o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności art. 15ze ustawy covidowej z dnia 2 marca 2020 r. oraz art. 1 pkt. 10 i 11 (art. 15ze1) i art. 7 nowelizowanej ustawy uchwalonej przez Sejm w dniu 24 czerwca 2021 roku z Konstytucją, w szczególności z artykułami 2, 21 ust. 1 i 2, 64, 20 w zw. z 22, 31 ust. 3 oraz 32. Przyjęte rozwiązania są sprzeczne z podstawowymi zasadami obowiązującymi w ustroju społeczno-gospodarczym funkcjonującym w Polsce tj. sprawiedliwości społecznej, ochrony własności, wywłaszczenia bez celu i odszkodowania, ochrony własności, zasady swobody działalności gospodarczej, równości wobec prawa. Niestety kolejny apel został zignorowany i Prezydent podpisał ustawę.

Apelowi towarzyszyła szczegółowa analiza prezentująca wątpliwości natury prawnej odnośnie uchwalonych przez Parlament przepisów oraz ich adekwatności do sytuacji całego sektora handlowego. Ponownie wskazano, że wprowadzony art. 15ze ustawy covidowej i jego nowelizacja (art. 15ze1 i art. 7) nie były konsultowane z sektorem nieruchomości handlowych, pomimo wcześniejszych licznych apeli do przedstawicieli rządu, Sejmu i Senatu oraz Prezydenta RP. Branża sektorze centrów handlowych jest  jedyną gałęzią gospodarki, w której działalność rząd tak głęboko zaingerował odgórnymi decyzjami ustawowymi. Decyzje zostały podjęte bez merytorycznego uzasadnienia, analizy sytuacji sektora oraz rozwiązań przyjętych w innych krajach. Nie przyznano także symetrycznej rekompensaty stronie poszkodowanej, czyli wynajmującym (właścicielom i zarządcom centrów handlowych).

Ochrona czynszowa najemców w uchwalonym kształcie narusza podstawowe prawa określone w Konstytucji RP, na co wskazywano także podczas posiedzeń komisji sejmowej i senackiej, które zajmowały się nowelizacją ustawy. Art. 15ze oraz art. 15ze1 i art. 7 wprowadzają regulacje, które w opinii wielu ekspertów prawa są niezgodne z obowiązującymi przepisami  i Konstytucją RP, gdyż stanowią bezprawną interwencję państwa w umowy gospodarcze między dwoma podmiotami, są selektywne, dyskryminujące i nierówno  traktują  przedsiębiorstwa, a także naruszają zasadę niedziałania prawa wstecz. Co więcej, wprowadzane rozwiązania mogą stanowić niedozwoloną pomoc publiczną, a to może skutkować koniecznością zwrotu przyznanego wsparcia. W procesie prac nad nowelizacją ustawy covidowej doszło też do licznych uchybień.

Branża centrów handlowych została wyjątkowo niesprawiedliwie potraktowana w okresie pandemii – wielokrotnie ograniczano działalność centrów handlowych bez konsultacji i analizy danych epidemicznych. Wprowadzano niekonsultowane z sektorem rozwiązania prawne, w konsekwencji których właściciele i zarządcy centrów zostali ustawowo (art. 15ze) pozbawieni wpływów z czynszów za prawie pół roku. Skutkowało to  utratą ponad 4 mld złotych. Warto zaznaczyć, że właściciele i zarządcy centrów dobrowolnie przeznaczyli kolejne 2 mld zł na czasowe rabaty  czynszowe dla najemców – tym samym łącznie stracili ponad połowę swoich rocznych przychodów. Jednocześnie wynajmujący  zostali wykluczeni  z tarczy pomocowej PFR oraz pozbawieni innych form wsparcia. W konsekwencji właściciele centrów handlowych są w bardzo trudnej sytuacji finansowej z miliardowymi zobowiązaniami wobec banków, należnościami publiczno-prawnymi i bieżącymi kosztami utrzymania nieruchomości,  które nie zostały objęte jakąkolwiek „abolicją”. A przecież centra handlowe są ważną częścią polskiej gospodarki oraz stanowią jeden z najważniejszych kanałów sprzedaży detalicznej w naszym kraju. Zatrudnienie w nich znajduje ponad 400 tys. osób, które wpłacają do budżetu państwa rocznie ok. 6,8 mld zł z tytułu PIT i składek na ubezpieczenie społeczne. Wpływy z tytułu VAT wynoszą ok. 21 mld zł, a  budżety państwa i samorządów są zasilane każdego roku kwotą 2,4 mld zł z tytułu CIT, podatku od nieruchomości i innych.

Jednocześnie w drodze uchwalonych regulacji (art. 15ze i obecnie przyjęty art. 15ze1) każdy z najemców otrzymał jednolitą pomoc niezależnie od faktycznej sytuacji finansowej. Jest to zaskakujące rozwiązanie, gdyż podczas przyznawania wsparcia z tarcz rządowych i PFR analizuje się spadek obrotów. Warto zwrócić uwagę na strukturę najemców centrów handlowych: ponad połowa z nich to wielkie międzynarodowe korporacje, kolejne 40% to polskie sieci, w tym duże firmy notowane na giełdzie, a jedynie 10% stanowią mali, lokalni przedsiębiorcy, którzy najbardziej ucierpieli.  Nie wszyscy z tej grupy potrzebują jednakowego wsparcia. Niektóre z tych firm nawet w okresie pandemii, gdy tylko mogły działać, notowały bardzo dobre wyniki w zakresie obrotów. Warto również zaznaczyć, że ponad połowa z około 570 centrów handlowych działających w Polsce należy do polskich właścicieli.

Według deklaracji najważniejszych osób w państwie Polska winna być krajem równych szans i równości wobec prawa”. Dlatego jesteśmy głęboko poruszeni i zaniepokojeni faktem, że regulacja nie została skierowana do zaopiniowania przez Trybunał Konstytucyjny, gdy deklaracje nie znajdują pokrycia w czynach.

Zabranie firmy prawowitemu właścicielowi, i to bez odszkodowania? Stanowisko zarządu ONICO Energia

– Faktyczne wywłaszczenie majątku firmy bez odszkodowania, nabytego przez GECX Group w pełni legalnie – tak może uznać pełnoprawny właściciel akcji i udziałów ONICO Energia – GECX Group, wobec decyzji, jakie zapadły w sprawie należącej do niego w Polsce firmy zajmującej się dostarczaniem paliw. To zgoda na odbieranie z dnia na dzień zagranicznemu inwestorowi firmy, którą półtora roku temu w dobrej wierze kupił i wykorzystując własne środki zaczął stawiać na nogi, do tego bez wiarygodnego uzasadnienia ekonomicznego. – To dotkliwe uderzenie w nas i naszych klientów, a nade wszystko – w konieczny dla zagranicznych inwestycji klimat w Polsce. Jesteśmy tym głęboko zaniepokojeni i oczekujemy od sądu natychmiastowego, ponownego, rozpatrzenia sprawy – utrzymuje zarząd należącej do GECX Group firmy ONICO Energia.

  • Domaga się tego od sądu GECX Group – jedyny prawowity właściciel akcji firmy ONICO Energia.
  • Na czas trwania postępowania w sprawie stwierdzenia ważności zawartej półtora roku temu umowy sprzedaży GECX Group akcji ONICO Energia, sąd zakazał właśnie GECX Group rozporządzania i obciążania udziałów oraz akcji w zakupionej od ONICO S.A. firmie ONICO Energia. Prawo wykonania praw korporacyjnych przyznał zaś zarządcy restrukturyzacyjnemu ONICO SA – na budzącej ogromne wątpliwości podstawie.
  • Zdaniem pełnomocnika GECX Group, sąd naruszył liczne przepisy prawa materialnego i procedury, a tym samym – klauzulę derogacyjną przewidującą właściwość sądu w Londynie.

Decyzja sądu oznacza, że GECX Group traci prawo do decydowania o losach zakupionej półtora roku temu firmy. To dla niego kolejny cios wymierzony w niego samego, a także w jego klientów. Zarówno dla zarządu ONICO Energia, jak i dla właściciela jej akcji oznacza to przyzwolenie na to, by odpowiedzialny, zagraniczny inwestor, który w dobrej wierze kupił za blisko 2 miliony złotych tę firmę, zainwestował w nią znaczne środki (blisko 1.500.000 EUR, a jego partnerzy – dodatkowe blisko 500.000 EUR) i pokrył w znacznej mierze jej zadłużenie, został z dnia na dzień jej pozbawiony, i to wtedy, gdy zaczęła ona realnie stawać na nogi.

– Całość zdarzeń będących konsekwencją tego postanowienia układa się w ciąg faktycznego wywłaszczenia GECX Group bez uzyskania odszkodowania i bez zwrotu poniesionych na funkcjonowanie należącej do tego właściciela nakładów. Prawa GECX Group jako inwestora w dobrej wierze są ograniczane, i to w taki sposób, aby trwale pozbawić go rekompensaty i słusznego odszkodowania – uważa zarząd ONICO Energia, powołując się na zastrzeżenia wymienione przez pełnomocnika GECX Group w skierowanym do sądu zażaleniu. Jego zdaniem postanowienie to wydane zostało przez niewłaściwy sąd, miał tu miejsce brak uprawdopodobnienia roszczenia i brak interesu prawnego wnioskodawcy.

Według pełnomocnika GECX Group wydane przez sąd zabezpieczenie zmierza ponadto do zaspokojenia roszczenia, a nawet je przekracza, co sprzeczne jest z samą istotą zabezpieczenia.

Głębokie zdziwienie właściciela akcji ONICO Energia, a także samego zarządu firmy, budzi też zupełne pominięcie przez sąd argumentów zawartych w przesłanych mu przez pełnomocnika GECX Group pismach. Chodzi m.in. o brak jurysdykcji sądu polskiego oraz przypadki wprowadzania przez zarządcę restrukturyzacyjnego spółki ONICO S.A. sądu w błąd, co skutkowało wydaniem wadliwego orzeczenia w tej sprawie. Według niego sąd orzekał tylko na podstawie wersji jednej strony czyli zarządcy restrukturyzacyjnego ONICO S.A.

– Jesteśmy zdziwieni takim potraktowaniem właściciela akcji naszej spółki, który zainwestował w nią swoje, i to znaczne, środki, co zaczęło przynosić już konkretne efekty dla sytuacji finansowej Onico Energia. Nasze oburzenie budzi także całkowite zignorowanie klientów firmy, wśród których są także podmioty publiczne. Decyzja sądu wpłynąć może bowiem na utrudnienie ich działalności. Zupełnie zagadkowe jest dla nas to, co zarządca chce zrobić z należącą do GECX Group firmą, bo do prowadzenia przez nią bieżącej działalności potrzebne jest doświadczenie i wiedza, a także znaczne środki finansowe – np. na konieczne depozyty zabezpieczające – wskazuje zarząd ONICO Energia. Wraz z GECX Group zwraca uwagę na negatywny wpływ działań zarządcy restrukturyzacyjnego na ogólny klimat towarzyszący inwestycjom zagranicznym w Polsce. Deklaruje przy tym stałą wolę całkowitej współpracy z sądem i wszystkimi organami zajmującymi się tą sprawą. Liczy, że, zgodnie z treścią złożonego zażalenia, sąd uwzględni je w całości, co pozwoli na odzyskanie przez Onico Energia możliwości normalnego prowadzenia bieżącej działalności i ponowne zaopatrywanie klientów w paliwa. Przypomina też, że wątpliwości co do działań zarządcy restrukturyzacyjnego ONICO S.A. ma też sama Onico S.A.

_________________________

Przypominamy, że w kwietniu 2020 roku sąd powołał zarządcę restrukturyzacyjnego do upadłościowej i restrukturyzacyjnej obsługi spółki ONICO S.A., do której do jesieni 2019 roku należała firma ONICO Energia.

Teraz żąda on zwrotu wszystkich zakupionych półtora roku temu akcji ONICO Energia od obecnego ich właściciela czyli GECX Group, uzasadniając to przedstawianą przez zarządcę wyceną akcji. Zlecił on ją prywatnemu podmiotowi. GECX Group wyraża wątpliwości co do jego rzetelności i prawidłowości sporządzonej przez niego wyceny.

Tymczasem przed dokonaniem w 2019 roku transakcji kupna – sprzedaży ONICO Energia, obie jej strony zleciły dokonanie wyceny ONICO Energia m.in. dwóm renomowanym firmom audytorskim. GECX Group zleciło też dodatkową wycenę biegłemu rewidentowi. Ich wyniki są znane zarządcy restrukturyzacyjnemu ONICO S.A., lecz mimo to nie wyraża on zainteresowania, aby jego ekspert spotkał się z ekspertami GECX Group – celem pilnego wyjaśnienia rozbieżności w wycenach.

Cała sprawa zaczęła się od tego, że list z żądaniem wydania udziałów i akcji Onico Energia, wyłącznie w języku polskim, zarządca restrukturyzacyjny ONICO S.A. przysłał do szwajcarskiej siedziby GECX Group pod koniec kwietnia. Stało się to półtora roku po kupieniu przez GECX Group firmy ONICO Energia od ONICO S.A.

Jak dotąd zarządca restrukturyzacyjny ONICO S.A. nie potwierdził nawet, czy zamierza i czy będzie w stanie zwrócić należności, jakie za akcje ONICO Energia zapłacił GECX Group, a także środki, i to znaczne, jakie GECX Group zainwestował w ciągu ostatniego półtora roku w ONICO Energia.

Mając pod uwadze ostatnie wydarzenia w tej sprawie, GECX Group może uznać to za faktyczne wywłaszczenie nabytego przez niego legalnie i w dobrej wierze majątku bez odszkodowania, co z kolei stać się może powodem do wniesienia przez tego inwestora sprawy przed sądem międzynarodowym.

Hulajnoga, pieniądze, samochód, a nawet milion złotych – rusza loteria szczepionkowa

Hulajnoga, pieniądze, samochód, a nawet milion złotych – to wszystko może trafić do osób zaszczepionych przeciwko Covid-19, którym poszczęści się w losowaniu – informuje Prawo.pl. Najpierw jednak trzeba zgłosić chęć wzięcia udziału w loterii – można to zrobić od 1 lipca 2021. Konieczne będzie zalogowanie się do Internetowego Konta Pacjenta lub telefon na infolinię.

„Jeżeli nie osiągniemy wystarczającego poziomu zaszczepienia, będziemy musieli liczyć się z czwartą falą COVID-19, a w konsekwencji nie można wykluczyć żadnych sytuacji, z lockdownem włącznie” – mówił cytowany przez portal Michał Dworczyk, członek Rady Ministrów.

Jak podaje Prawo.pl, rząd zauważa spadek liczby chętnych do zaszczepienia się, ale nie zdecydował się na razie na zmianę przepisów i wprowadzenie obowiązkowych szczepień. Stawia na zachęty – jedną z nich jest Loteria Narodowego Programu Szczepień.

Do loterii zgłosić się może w pełni zaszczepiona osoba – obecnie jest ich 13 mln 034 tys. 402.

Jak dowiaduje się w resorcie zdrowia serwis Prawo.pl, nie ma jeszcze szczegółowych wytycznych, bo te pojawią się prawdopodobnie 1 lipca (za organizację loterii odpowiada Kancelaria Prezesa Rady Ministrów). Według serwisu prawdopodobnie do uczestniczenia w losowaniu będzie wystarczało samo przyjęcie jednej dawki preparatu J&J lub drugiej dawki pozostałych szczepionek. W loterii mogą brać udział jedynie osoby pełnoletnie.

Chcąc wziąć udział w losowaniu należy skorzystać z tych samych kanałów, co przy rejestracji na szczepienie. Z rządowego komunikatu wynika, że można będzie to zrobić poprzez Internetowe Konto Pacjenta, stronę www.pacjent.gov.pl oraz dzwoniąc na infolinię 989.

Jak poinformowano Prawo.pl na infolinii 989, rejestracja do loterii różni się o tyle od rejestracji na szczepienie, że nie można zgłosić innej osoby. Każdy musi zadzwonić sam i zaakceptować regulamin. Ma powstać dodatkowa opcja, która pozwoli na wysłuchanie zasad i ich akceptację.

Jeżeli chodzi o IKP i stronę www.pacjent.gov.pl, maja się na nich pojawić formularze, które pozwolą na dokonanie zgłoszenia. Co istotne, należy zadbać o wpisanie aktualnego numeru telefonu, bo informacja o wygranej i kod, który będzie można wykorzystać w bankomacie, zwycięzca otrzyma SMS-em.

Każda osoba w pełni zaszczepiona ma cztery szanse na nagrody: 1 nagroda natychmiastowa, 1 nagroda tygodniowa, 1 nagroda miesięczna oraz 1 nagroda finałowa.
Do wygrania są m.in. nagrody pieniężne 200 zł, 500 zł oraz tygodniowe – 12 losowań w każdą środę – 60 nagród pieniężnych w wysokości 50 tys. złotych, czy 720 hulajnóg elektrycznych marki Segway-Ninebot.

Miesięczne odbędą się 3 losowania w okresie trwania loterii – 6 nagród po 100 tys. złotych, 6 samochodów osobowych Toyota Corolla.

I wreszcie – nagrody finałowe: 2 nagrody pieniężne w wysokości 1 mln zł, 2 samochody osobowe Toyota C-HR.

Losowanie będzie przeprowadzone przez Totalizator Sportowy w Warszawie.

Google prezentuje nowy potężny algorytm. Czym jest MUM?

Takiej technologii jeszcze nie było – MUM, czyli Multitask Unified Model może zrewolucjonizować wyszukiwanie w internecie. Rozpoznaje i generuje treści w aż 75 językach, wyłapując informacje zarówno z tekstu, jak i grafiki. Google zapewnia, że algorytm ma być 1000 razy bardziej skuteczny niż dotychczasowy BERT.

Co roku na konferencji Google I/O można spodziewać się zapowiedzi nowych, rewolucyjnych technologii. Teraz uwagę przykuł nowy algorytm MUM (Multitask Unified Model). Potrafi on udzielać odpowiedzi na złożone zapytania, na które nie ma bezpośredniej odpowiedzi. By przedstawić możliwości MUM, inżynierowie Google posłużyli się konkretnym przykładem. Wspinacz chce zdobyć Fudżi i przygotowując się do wyprawy, szuka informacji w internecie. Wpisuje w wyszukiwarkę, że wcześniej wspinał się na Mount Adams – świętą górę rdzennych Amerykanów, a na japoński szczyt chce wejść jesienią. Chce się dowiedzieć, czy nowa wyprawa będzie trudniejsza od poprzedniej, jakich warunków się spodziewać, co ze sobą zabrać. Obecnie odpowiedź na tak złożone zapytanie nie jest możliwa – trzeba wpisywać wiele różnych fraz, by uzyskać potrzebne dane. MUM, niczym ekspert, od razu udzieli kompleksowej odpowiedzi, zasugeruje odpowiedni strój czy ćwiczenia. Jak to możliwe?

Nowe supermoce

MUM korzysta ze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Rozumie i tłumaczy treści w 75 językach, zatem będzie w stanie dotrzeć do specjalistycznych źródeł po japońsku i od razu przedstawić użytkownikowi wyciągnięte z nich informacje. Ponadto nasz wspinacz może „spytać” Google o jakiś szczegół obrazkiem – np. wysyłając zdjęcie butów, by upewnić się, czy będą odpowiednie na wyprawę. W przyszłość MUM ma również rozpoznawać przekazy audio i wideo.

Wyzwanie dla SEO

Każdy nowy algorytm stanowi wyzwanie dla SEO i trudno przewidzieć jego wpływ na wyniki wyszukiwania. W przypadku MUM, który rejestruje i interpretuje różne źródła informacji, trzeba będzie skupić się także na optymalizacji obrazów, audio i wideo. Można też się spodziewać, że internauci zachęceni kompleksowymi odpowiedziami Google, będą wpisywać rozbudowane zapytania. Z pewnością utrudni to analizę słów kluczowych.

Termin wdrożenia MUM nie jest znany. Wprowadzenie technologii może potrwać miesiące, a nawet lata. – Najpierw inżynierowie Google muszą przeanalizować potrzeby użytkowników i nauczyć algorytm, jak odpowiadać na zapytania. Specjaliści SEO mają więc jeszcze czas na przygotowanie się do zmian – mówi Robert Stolarczyk, CEO PromoTraffic, agencji prowadzącej działania digitalowe dla e-commerce

Nowa rada nadzorcza Sfinks Polska

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Sfinks Polska SA powołało nową radę nadzorczą na wspólną pięcioletnią kadencję. W jej składzie znaleźli się pracujący dotychczas w ramach rady Artur Wasilewski, Adam Karolak (obaj spełniający kryteria niezależności) oraz Sławomir Pawłowski. Ponadto ZWZ powołało także Mariolę Krawiec-Rzeszotek, Michalinę Marzec oraz Dariusza Górnickiego. Jednocześnie ZWZ ustaliło, że rada nadzorcza gastronomicznej spółki może liczyć od pięciu do siedmiu osób.

Artur Wasilewski

Radca prawny z wieloletnim doświadczeniem. Od 2006 r. prowadzi własną kancelarię, specjalizując się w obsłudze spółek giełdowych z branży farmaceutycznej, restauracyjnej, tworzyw sztucznych oraz podmiotów prowadzących działalność budowlaną, produkcyjną, ochrony mienia, a także związaną z organizacją festiwali. Od 2017 r. pełni dodatkowo funkcję radcy prawnego w Centrum Obsługi Przedsiębiorczości w Łodzi, zajmując się sprawami pozyskiwania środków z Unii Europejskiej. W latach 2010-2013 był członkiem Komitetu Stałego Krajowej Rady Radców Prawnych do Spraw Współpracy z Zagranicą, a w latach 2007-2013 przewodniczącym Komisji Doskonalenia Zawodowego i Spraw Europejskich Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Łodzi. W 2009 r. otrzymał Srebrną Odznakę „Zasłużeni dla samorządu Radców Prawnych”, przyznaną przez Prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych. Jest autorem publikacji z zakresu prawa handlowego. Ukończył prawo i administrację na Uniwersytecie Łódzkim.

Adam Karolak

Jest absolwentem teorii ekonomii na Akademii Nauk Społecznych w Katowicach. Ukończył także studia podyplomowe z prawa obrotu towarowego na Uniwersytecie Wrocławskim, menadżerskie studium organizacji i zarządzania w warunkach gospodarki rynkowej na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz w zakresie aplikacji komputerowych na Politechnice Wrocławskiej. W latach 1965-1990 pracował na stanowiskach kierowniczych w przedsiębiorstwach państwowych. W latach 1991-1995 pełnił funkcję prezesa zarządu Prochowickiego Przedsiębiorstwa Wyrobów Skórzanych PROSKÓR S.A., a w latach 1995-1996 był dyrektorem Dolnośląskiej Szkoły Bankowej. W latach 1996-1999 pracował jako dyrektor Departamentu Ekonomiczno-Finansowego w Cuprum Bank S.A., zaś w latach 1999-2002 jako dyrektor zarządzający Pionem Technologii Informacyjnej i Telekomunikacji. W latach 2002-2009 pełnił funkcje wiceprezesa zarządu, a następnie doradcy zarządu ds. IT w Dominet Bank S.A. W latach 2009-2010 pracował na stanowisku doradcy zarządu ds. IT w Fortis Bank Polska S.A., w roku 2011 jako koordynator ds. zarządzania kryzysowego Banku BNP Paribas Bank Polska S.A. W okresie 2013-2014 r. pełnił funkcję kierownika Biura Projektu pod nazwą „Opracowanie prototypów wyrobów medycznych na bazie surowców otrzymanych z porożogennych komórek macierzystych” współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka realizowanego przez Stem Cells Spin SA. Od 2018 jest członkiem rady nadzorczej w tej spółce.

Sławomir Pawłowski

Posiada wieloletnie doświadczenie biznesowe w zarządzaniu różnymi obszarami oraz zespołami. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pracował w Centrali Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia i Transportu Miejskiej Gospodarki Mieszkaniowej m.in. na stanowisku Dyrektora ds. Technicznych i Dyrektora ds. Eksploatacji. W latach 1995 – 1997 pracował w Dominet SA – spółce zajmującej się pośrednictwem finansowym – na stanowisku Dyrektora ds. Rozwoju. Następnie, od roku 1997 do 2008, pełnił funkcję wiceprezesa zarządu Dominet SA, gdzie nadzorował obszar współpracy z partnerami i kontrahentami oraz rozwój produktów ubezpieczeniowych oferowanych w sieci sprzedaży. Ponadto posiada bogate doświadczenie w branży sportowej. Pełnił m.in. funkcję dyrektora ds. sportu w MAWI Sp. z o.o., zasiadał także w radzie nadzorczej RTS Widzew Łódź S.A., gdzie sprawował funkcję przewodniczącego. W latach 2012-2019 był wiceprezesem zarządu Sfinks Polska S.A.   Z wykształcenia jest nauczycielem. Ukończył także wiele kursów specjalistycznych, m.in. z zakresu sprzedaży i zarządzania przedsiębiorstwem.

Mariola Krawiec-Rzeszotek

Menedżer z wieloletnim praktycznym doświadczeniem w dziedzinie zarządzania. Przez ponad 20 lat działa w branży finansowej, a następnie głównie w obszarze nieruchomości. Od kwietnia 2010 do lutego 2014 roku zasiadała z zarządzie Sfinks Polska, pełniąc funkcje prezesa zarządu oraz wiceprezesa zarządu, gdzie pod szczególnym nadzorem miała cały proces rozwoju lokali gastronomicznych – od pozyskania lokalizacji poprzez inwestycję do uruchomienia restauracji. W kolejnych 5 latach, obok działalności w branży nieruchomości, aktywnie wspierała przedsięwzięcia z zakresu nowych technologii informatycznych, w tym rozwiązań dla przedsięwzięć biznesowych. Zanim związała się z Grupą Sfinks Polska  w latach 2002 – 2007 pełniła funkcję wiceprezesa Dominet Banku, gdzie odpowiadała m. in. za politykę kredytową i zarządzanie ryzykiem kredytowym banku, politykę tworzenia rezerw, windykację należności, budowanie i wdrażanie zarządzania procesowego oraz koordynację zarządzania informacją w tym wdrażania systemów informatycznych wspierających pracę operacyjną w banku. Wcześniej w latach 1993 – 2002 pracowała w zarządzie Dominet S.A., gdzie przez pierwsze 2 lata pełniła funkcję prezesa, a następnie wiceprezesa. Obecnie nadzoruje działalność spółek z branży nieruchomości Etob Warszawa Sp. z o. o. oraz Maran Development Sp. z o. o., jak też pośrednio uczestniczy w projekcie deweloperskim Apartamenty Zdrowie w Łodzi. Jest absolwentką Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu oraz studium podyplomowego z zakresu bankowości na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła również liczne szkolenia, m. in. z zakresu zarządzania finansowego, zarządzania personelem oraz ryzyka kredytowego w banku.

Michalina Marzec

Od 2014 r. związana ze Sfinks Polska SA, przez trzy lata jako specjalista ds. projektów w dziale rozwoju, a następne jako doradca zarządu. Wcześniej przez kilka lat działała jako indywidualny przedsiębiorca. Ukończyła prawo na Uczelni Łazarskiego.

Dariusz Górnicki – radca prawny

Radca prawny o ugruntowanym doświadczeniu, wyspecjalizowany w prawie handlowym, gospodarczym, bankowym, wekslowym oraz cywilnym. Od wielu lat zajmuje się umowami z zakresu franczyzy. Prowadzi wiele precedensowych procesów sądowych i postępowań arbitrażowych. Doradza spółkom kapitałowym w skomplikowanych przekształceniach i transakcjach inwestycyjnych. Jest też skutecznym negocjatorem. W latach 1984-1991 pracował w warszawskich sądach początkowo jako aplikant, potem jako asesor i Sędzia Sądu Rejonowego, a także jako oddelegowany do orzekania w Sądzie Wojewódzkim. Pełnił funkcję Przewodniczącego Wydziału. Od 1991 r. wykonuje zawód radcy prawnego z wpisem na listę radców prawnych prowadzoną przez Okręgową Izbę Radców Prawnych w Warszawie i prowadzi kancelarię prawną. Pełni też funkcję członka rad nadzorczych w spółkach kapitałowych. Ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Prospekt emisyjny Cavatina Holding zatwierdzony przez KNF

KNF zatwierdziła prospekt emisyjny Cavatina Holding, największego polskiego dewelopera biurowego. Prospekt został sporządzony w związku z ofertą publiczną akcji i planowanym debiutem na GPW Transakcja będzie obejmować wyłącznie emisję nowych akcji. Szczegółowe parametry oferty  zostaną przedstawione w dniu  publikacji prospektu emisyjnego, tj. 1 lipca.

Grupa Kapitałowa Cavatina Holding należy do największych deweloperów powierzchni biurowych działających w Polsce i jest aktualnie obecna w siedmiu miastach Polski: w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach i Bielsku-Białej. Kluczowym celem strategicznym Grupy jest osiągnięcie do końca 2025 r. portfela na poziomie 1 mln m2, rozumianego jako suma inwestycji zakończonych, w tym sprzedanych, trwających oraz planowanych zabezpieczonych (tj. z gruntem zakupionym lub zabezpieczonym, poprzez zawarcie umowy przedwstępnej zakupu, oraz z rozpoczętym procesem projektowania).

W 2020 r. skonsolidowany zysk operacyjny dewelopera wyniósł 246,5 mln zł, a wpływy ze sprzedanych w ubiegłym roku projektów przewyższyły kwotę 550 mln zł.

Globalnymi Współkoordynatorami oraz Współprowadzącymi Księgę Popytu są mBank i Pekao Investment Banking, Współprowadzącym Księgę Popytu jest Bank Polska Kasa Opieki – Biuro Maklerskie, a doradcą prawnym w procesie jest Gessel, Koziorowski Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów.

WZA ATAL zatwierdziło wypłatę dywidendy

W dniu 30 czerwca br. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy ATAL zatwierdziło wypłatę dywidendy w wysokości 80% zeszłorocznego zysku netto jednostki dominującej. Oznacza to, że do akcjonariuszy trafi 117,3 mln złotych, czyli 3,03 zł na akcję. Pozostałą część wypracowanego zysku – 28,4 mln zł – zasili kapitał zapasowy. Dzień dywidendy ustalono na 7 lipca, a termin wypłaty na 15 lipca br. Od początku obecności ATAL na GPW łączna kwota wypłaconej dywidendy to 524 mln zł.

ATAL jest spółką dywidendową. W 2016 roku została wypłacona dywidenda w wysokości 0,61 zł na akcję, co łącznie dało kwotę 23,7 mln zł. Dywidenda wyniosła wówczas ok. 50% zysku netto jednostki dominującej z 2015 roku. W 2017 roku ATAL wypłacił akcjonariuszom 1,68 zł na akcję, czyli ok. 65 mln zł – co stanowiło ok. 55% zysku netto jednostki dominującej z 2016 roku. W 2018 roku spółka wypłaciła akcjonariuszom 137 mln zł (3,54 zł na akcję), czyli ponad 80% zysku jednostki dominującej z 2017 roku. W 2019 roku spółka wypłaciła rekordową dywidendę w wysokości ok. 182 mln zł (4,70zł na akcję), co stanowiło 100% zysku jednostki dominującej z 2018 roku. W zeszłym roku jednorazowo zmieniono politykę dywidendy ze względu na sytuację związaną z pandemią koronawirusa.

Już w trakcie pierwszej oferty publicznej oraz debiutu na GPW zapowiadaliśmy, że ATAL to spółka dywidendowa, której celem jest dzielenie się wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami. Niebawem do naszych inwestorów trafi 117,3 mln złotych z zeszłorocznego wyniku netto. Wówczas łączna kwota wypłaconej dywidendy przez ATAL – od początku obecności na GPW – wyniesie ponad 0,5 mld zł – mówi Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.  

Grupa ATAL w pierwszym kwartale 2021 roku wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie aż 287,37 mln zł. To wynik o 55% wyższy niż przed rokiem. W tym okresie sprawozdawczym wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 48,50 mln zł – wzrost o 117% rdr. Marża brutto ze sprzedaży od stycznia do marca wyniosła 22,8%. Marża netto wyniosła zaś 16,9%. Potencjał przekazań na ten rok wynosi nawet do 4 tys. mieszkań. Tegoroczny poziom sprzedaży też może wynieść ok. 4 tys. lokali.

W I kw. 2021 roku ATAL pozyskał 2 nowe grunty inwestycyjne w Katowicach i Poznaniu. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to 648 złotych, co jest potwierdzeniem realizacji racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Zakupione tereny pozwolą na realizację 80 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki obejmuje ponad milion mkw. PUM, co w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Develia wypłaci 76,1 mln zł dywidendy

Zwyczajne walne zgromadzenie Develii, które odbyło się 30 czerwca br. zdecydowało o wypłacie 76,1 mln zł dywidendy z zysku za 2020 r. Na jedną akcję przypada 0,17 zł. Podczas walnego zgromadzenia akcjonariusze powołali też radę nadzorczą na kolejną kadencję oraz przyjęli program motywacyjny dla osób o kluczowym znaczeniu dla spółki.

Dzień dywidendy (dzień, w którym ustala się listę akcjonariuszy uprawnionych
do dywidendy) ustalono na 6 lipca 2021 r., a dzień jej wypłaty na 13 lipca br. Dywidenda w wysokości 76,1 mln zł stanowi ok. 76,9 proc. skonsolidowanego skorygowanego zysku netto wypracowanego przez grupę Develia w 2020 r., który wyniósł 99 mln zł. Stopa dywidendy wynosi 5%. Pozostała część zysku jednostkowego w wysokości 64,2 mln zł trafi na kapitał zapasowy.

– Decyzja akcjonariuszy o wypłacie dywidendy na poziomie 0,17 zł na akcję wspiera strategię rozwojową Develii – skomentował Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Jej realizacja pozwoli nam na zwiększenie wartości spółki i jednocześnie osiągnięcie potencjału dywidendowego na poziomie ponad 650 mln zł, które będziemy mogli wypłacić akcjonariuszom w latach 2021-2025. Wierzymy, że stabilna polityka dywidendowa pozwoli traktować akcje Develii jako długoterminową, trwałą inwestycję – podsumował Andrzej Oślizło.

Zwyczajne walne zgromadzenie spółki powołało do składu rady nadzorczej Develii na nową trzyletnią kadencję, wspólną dla całej rady nadzorczej: Jacka Osowskiego, Pawła Małyskę, Piotra Kaczmarka, Piotra Borowca, Artura Osuchowskiego, Roberta Pietryszyna i Piotra Piniora. Funkcję przewodniczącego rady nadzorczej powierzono Jackowi Osowskiemu, a wiceprzewodniczącego rady nadzorczej Pawłowi Małysce.

Akcjonariusze przyjęli również program motywacyjny dla osób o kluczowym znaczeniu dla spółki na lata 2021-2024, zmodyfikowany na wniosek jednego z akcjonariuszy. Będzie on realizowany poprzez przyznanie poszczególnym osobom uprawnionym warunkowego prawa do objęcia imiennych warrantów subskrypcyjnych uprawniających z kolei do objęcia akcji spółki. W celu realizacji programu, spółka wyemituje nowe akcje. Ich maksymalna liczba nie przekroczy łącznie 5% kapitału zakładowego spółki.

Łączna liczba przyznawanych w ramach programu warrantów nie może przekroczyć 22.377.912, przy czym w każdym z czterech lat obowiązywania programu osoby uprawnione mogą objąć do 5.594.478 warrantów.

Przyznanie warrantów w ramach programu w poszczególnych latach uzależnione jest w 75% od spełnienia kryterium finansowego w postaci osiągnięcia w poszczególnych okresach skorygowanego skonsolidowanego zysku netto w minimalnej wysokości, która wynosi: 140 mln zł w 2021 r., 290 mln zł w latach 2021-2022, 458 mln zł w latach 2021-2023 i 666 mln zł zysku w latach 2021-2024. Realizacja programu w 25% zależy od spełnienia kryterium rynkowego w postaci wyższego o minimum 10 pkt. proc. wzrostu kursu akcji Develii od indeksu WIG.

Cena emisyjna akcji spółki, do objęcia których będą uprawniać poszczególne warranty, będzie równa średniej cenie rynkowej akcji w okresie od 30 maja 2021 r. do 29 czerwca 2021 r., pomniejszonej o 5%. Cena ta będzie dodatkowo pomniejszana o sumę dywidend wypłaconych od przyjęcia uchwały o programie motywacyjnym do dnia nabycia lub objęcia akcji spółki przez osobę uprawnioną.

Szczegółowe warunki programu zostaną określone przez zarząd spółki, za zgodą rady nadzorczej, w regulaminie.

Stanowisko ZPP ws. założeń do projektu budżetu państwa na rok 2022

  • Zawarta w Założeniach do budżetu państwa na 2022 rok prognoza najważniejszych wskaźników makroekonomicznych zdecydowanie należy do bardziej zachowawczych w odniesieniu do wartości prognoz innych instytucji. Pozwala ona na bardziej konserwatywną prognozę dochodów i wydatków budżetowych na przyszły rok, jednocześnie zniekształcając nieco całkowity obraz prognozy sytuacji gospodarczej w Polsce.
  • Przy interpretacji wartości wskaźników makroekonomicznych zawartych w założeniach budżetowych na 2022 rok trzeba być świadomym występowania silnych efektów bazy związanych z około kryzysowymi anomaliami z 2021. Część wzrostu realnego PKB w 2022 roku stanowi jedynie efekt odbudowy pokryzysowych spadków popytu.
  • Powiązanie dużej części wydatków budżetowych z poziomem PKB, stanowi wyzwanie dla stabilności sektora finansów publicznych.
  • Pamiętając, że Stabilizująca Reguła Wydatkowa (SRW) nie obejmuje całości dochodów i wydatków sektora finansów publicznych należy pozytywnie ocenić fakt, że założenia budżetu pozwalają na powrót do stosowania SRW w pierwotnej formule już w 2022 roku. Istnieje jednakże wiele czynników ryzyka, które mogą negatywnie wpłynąć na poziom dochodów i wydatków budżetu.

budżet 2022

Przedstawione w Założeniach do budżetu państwa na 2022 rok prognozy najważniejszych wskaźników makroekonomicznych należą do bardziej zachowawczych w odniesieniu do wartości prognoz innych instytucji: KE, OECD, NBP. Pozwala to na bardziej konserwatywną prognozę dochodów i wydatków budżetowych na przyszły rok, jednocześnie nieco zniekształcając całkowity obraz prognozowanej sytuacji gospodarczej w Polsce. Jest to efektem zarówno utrzymania założeń dotyczących otoczenia zewnętrznego polskiej gospodarki zaczerpniętych z (nieaktualnej już) prognozy KE z lutego, jak i nieuwzględnienia w prognozie wpływu Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności (KPOiZO) oraz skutków oddziaływania Polskiego Ładu na gospodarkę.

Przy interpretacji wartości wskaźników makroekonomicznych zawartych w założeniach budżetowych na 2022 rok trzeba być świadomym występowania silnych efektów bazy związanych z około kryzysowymi anomaliami z 2021. Część wzrostu realnego PKB w 2022 roku będzie wyłącznym efektem odbudowy pokryzysowych spadków popytu konsumpcyjnego gospodarstw domowych oraz konsumpcji publicznej. W związku z tym, 4,3% wzrost PKB w 2022 jest założeniem w dużej mierze konserwatywnym. Jednakże biorąc pod uwagę występowanie wielu czynników ryzyka, takich jak niepewność co do dalszego rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19, uważamy że wartość ta – chociaż odbiega in minus od prognoz innych ośrodków – jest założeniem bezpiecznym.

Prognoza dotycząca wzrostu wskaźnika inflacji CPI w 2021 o 3,1% oraz w 2022 2,8% wydaje się być również mocno zaniżona w stosunku do danych o inflacji jakie napływają z pierwszej połowy tego roku oraz prognoz pozostałych instytucji. Zwracamy przy tym uwagę, że zaniżenie wskaźnika inflacji generuje niedoszacowanie nie tylko dochodów budżetowych z tytułu podatku VAT czy akcyzy, ale również wydatków budżetowych, jakie będą konieczne do pokrycia między innymi ustawowego minimum w zakresie przyszłorocznej waloryzacji rent i emerytur. W związku z powyższym, prognoza wskaźnika inflacji powinna zostać odpowiednio zrewidowana.

Założenia przewidują umiarkowaną poprawę sytuacja na rynku pracy i związany z nią dalszy spadek stopy bezrobocia do poziomu 5,8%. Jest to założenie bezpieczne, szczególnie biorąc pod uwagę niepewność jaka towarzyszy obawom o wystąpieniu jesiennej fali zachorowań, powiązanej z docierającymi do Europy kolejnymi mutacjami wirusa. Chociaż stopa bezrobocia w Polsce w maju 2021 wyniosła 6,1%, to sytuacja na rynku pracy nie jest tak jednoznacznie pozytywna – martwiące jest zestawienie liczby wakatów na rynku z liczbą bezrobotnych. Jako efekt niedopasowania struktury podaży do popytu na rynku pracy mamy obecnie do czynienia z silną presją płacową, szczególnie jeśli chodzi o wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Dodatkowo wysoka inflacja również wywiera wpływ na dynamikę wynagrodzeń.

W przypadku inwestycji w 2022 roku prognoza MF jest mocno zaniżona z powodu nieuwzględnienia w niej napływu środków z Krajowego Programu Odbudowy i Zwiększenia Odporności. W 2022 efektem bezpośrednim tego programu ma być wzrost nakładów inwestycyjnych o 22,9 mld zł, który spowoduje ok. 5.8% wzrostu inwestycji stanowiących nadwyżkowe 0.9% PKB. Z drugiej strony, wstępne szacunkowe dane GUS o składowych wzrostu za IQ2021 zaskoczyły pozytywnie jeśli chodzi o inwestycje. Pomimo, że w IQ2021 nastąpił spadek PKB (-0,9%) spowodowany spadkiem dynamiki salda handlowego to mieliśmy do czynienia ze wzrostem inwestycji o 1.3%. Pozostałymi czynnikami, które w 2022 roku będą pozytywnie wpływać na kształtowanie poziomu inwestycji, to wzrost dochodów gospodarstw domowych napędzany wysoką dynamika płac oraz wzrost importu naszych produktów przez strefę euro. Wszystkie powyższe czynniki mogą być jednak skutecznie zneutralizowane przez niepewność regulacyjną, stanowiącą jedną z kluczowych barier dla inwestycji w Polsce.

Ustawowy algorytm powiązania dużej części wydatków budżetowych z poziomem PKB będzie stanowić wyzwanie dla stabilności sektora finansów publicznych w 2022. Podstawą do wyliczenia wydatków na zdrowie w 2022 będzie poziom z 2020 roku w którym mieliśmy do czynienia z 2,8% spadkiem PKB. Realny spadek nakładów na służbę zdrowia, ze względu na wysoką prognozowaną inflację, może być o wiele wyższy. Połączenie tego spadku z wysoką inflacją będzie także generować dodatkową presją na wzrost płac w tym sektorze. W odniesieniu do wydatków na obronę narodową będziemy mieli natomiast do czynienia z odwrotną sytuacją. Ustawa o przebudowie i modernizacji technicznej Sił Zbrojnych oraz ich finansowaniu, ustala minimum wydatków na obronę narodową w latach 2021-2023 na poziomie 2,2% prognozowanego PKB na dany rok, zawartej w założeniach projektu budżetu. Gwałtowne odbicie gospodarki w stosunku do kryzysowej anomalii z roku poprzedniego, będzie w tym kontekście stanowiło wyzwanie dla budżetu państwa.

W 2020 i 2021 roku przy wyznaczaniu limitu wydatków korzystaliśmy z tzw. ogólnej klauzuli wyjścia od reguł fiskalnych wprowadzonej przez Komisję Europejską. Komisja utrzymała w mocy funkcjonowanie odstępstwa od tych reguł na lata 2021-22 argumentując, że w tym okresie wszystkie państwa członkowskie powinny w dalszym ciągu mieć możliwość prowadzenia polityk budżetowych bez ograniczeń co do tempa wzrostu wydatków. Pamiętając, że obowiązująca w Polsce Stabilizująca Reguła Wydatkowa (SRW) nie obejmuje całości dochodów i wydatków sektora finansów publicznych należy jednak pozytywnie należy ocenić fakt, że założenia budżetu pozwalają na powrót do stosowania SRW w pierwotnej formule z już w 2022 roku. Istnieje jednakże wiele czynników ryzyka, które mogą negatywnie wpłynąć na poziom dochodów i wydatków budżetu.

***

[1] Ministerstwo Finansów, Założenia projektu budżetu państwa na rok 2022, Warszawa, Czerwiec 2021, online: „Założenia projektu budżetu państwa na rok 2022” – Kancelaria Prezesa Rady Ministrów – Portal Gov.pl (www.gov.pl)

[2] Prognoza Ekonomiczna ZPP 2021/2022, Warszawa, 10 czerwca 2021: online: Prognoza Ekonomiczna ZPP 2021/2022 – ZPP

[3] European Commission, Spring 2021 Economic Forecasts for Poland, Luxembourg, May 2021, online: Economic forecast for Poland | European Commission (europa.eu)

[4] Organisation for Economic Co-operation and Development, Economic Forecast Summary, May 2021, online: Poland Economic Snapshot – OECD

[5] Narodowy Bank Polski, Projekcja inflacji i wzrostu gospodarczego Narodowego Banku Polskiego na podstawie modelu NECMOD, Warszawa, 8 marca 2021, online: Prezentacja programu PowerPoint (nbp.pl)

Ceny OC spadły prawie o 10% – raport za I półrocze 2021 roku

W I półroczu 2021 r. średnia cena OC była niższa o 9,7% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. To największy spadek cen od 2017 roku, który nastąpił pomimo ciężkiej dla gospodarki pandemii.

Od początku 2017 ceny OC regularnie spadały, jednak tak znaczny spadek o prawie 10% został odnotowany po raz pierwszy. Dzięki niemu średnia cena polisy wyniosła 615 zł. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC w minionym półroczu i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze cenowo oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w I półroczu br.?

Średnia cena OC w I półroczu 2021 roku wyniosła 615 zł. Była przez to niższa o 66 zł (9,7%) w stosunku do pierwszych sześciu miesięcy zeszłego roku. Tendencja zniżkowa jest widoczna również w analizie kwartalnej, choć między I, a II kwartałem tego roku obniżka wyniosła symboliczną złotówkę.Zmiany średnich cen OC

– W I półroczu 2021 roku właściciele pojazdów płacili średnio 10% mniej za OC niż
w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dzięki takim spadkom mogli oni zaoszczędzić na ubezpieczeniu średnio nawet 130 zł. Dotyczy to zwłaszcza tych kierowców, którzy przed zakupem polisy porównali aktualne oferty w różnych towarzystwach. Okazuje się, że zmiany cen polis odnowieniowych nie były aż tak korzystne. Sprawdzanie propozycji ubezpieczenia samochodu przed odnowieniem umowy pozwala zaoszczędzić na cenie OC lub zapewnić sobie szerszy zakres ochrony bez ponoszenia wyższych kosztów – komentuje Tomasz Masajło, prezes
rankomat.pl.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (698 zł), mazowieckiego (670 zł) i dolnośląskiego (663 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: opolskiego (507 zł), podkarpackiego (512 zł) i świętokrzyskiego (544 zł). Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach i po raz pierwszy od 2017 roku w żadnym z nich nie przekroczyły 700 zł. Największe obniżki dotyczą województwa dolnośląskiego i opolskiego, gdzie koszt obowiązkowego ubezpieczenia spadł średnio o 12%. Najmniejsze spadki odnotowano w świętokrzyskim o 7% i lubelskim o 7,7%. Odchylenia od średniej, gdzie ceny OC były najwyższe wyniosły odpowiednio 13,5% w pomorskim, 8,9% w mazowieckim i 7,8 w dolnośląskim – wynika z danych rankomat.pl.OC w województwach

Kto płacił najwięcej?

Najdroższym miastem wojewódzkim był Wrocław. Tutaj za polisę kierowcy płacili średnio 821 zł. Na drugim biegunie znalazło się Opole, gdzie płacono 558 zł. W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – 19-latkowie płacili średnio 2129 zł. Największe obniżki otrzymują zaś 64-latkowie (488 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Toyota (550 zł), najdroższe BMW (756 zł). Panny i kawalerowie płacili 877 zł, natomiast osoby będące w związkach małżeńskich 536 zł.OC w miastach wojewódzkichNajtańsze i najdroższe OC

Raport jest podsumowaniem trendów kształtujących średnie składki obowiązkowych polis
w minionym roku. RanKING opiera się na największej bazie kalkulacji cen OC w Polsce. Dzięki temu rankomat.pl analizuje zmiany z największą dokładnością ze wszystkich porównywarek ubezpieczeń.

Zatrudniasz obcokrajowców? Uważaj na koniec pandemii i zmianę przepisów

Tarcza antykryzysowa automatycznie przedłużyła ważność wiz i pozwoleń na pracę dla obcokrajowców. Od momentu odwołania stanu epidemii lub zagrożenia epidemicznego wrócą jednak poprzednie zasady. Dowiedz się, ile czasu zostanie na legalizację pracy i pobytu cudzoziemców w Polsce.

Zacznijmy od przykładu. Pracownik z zagranicy przyjechał do Polski 2 lutego 2020 r. korzystając z rocznej wizy i zezwolenia na pracę. Termin ważności tych dokumentów formalnie minął 1 lutego 2021 r., ale pracodawca może nadal legalnie korzystać z jego usług: na mocy przepisów tarczy antykryzysowej prawo pobytu i pracy w naszym kraju zostało dla tego cudzoziemca przedłużone automatycznie. W takiej sytuacji znajduje się bardzo wielu cudzoziemców, których terminy ważności tytułów pobytowych oraz pozwoleń na pracę wygasły po 14 marca 2020. Tak jednak nie będzie
w nieskończoność.

Zostanie tylko 30 dni

Odwołanie stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego – w zależności od tego, który z nich będzie obowiązywał jako ostatni – oznacza, że powrócą przepisy obowiązujące przed okresem pandemii. – Od tego momentu cudzoziemcy  i pracodawcy korzystający z przepisów tarczy antykryzysowej będą mieli tylko 30 dni, by zalegalizować pobyt i pracę w Polsce – podkreśla Małgorzata Orłowska, ekspertka Sanpro Synergy, spółki z Grupy Impel, zajmującej się m.in. legalizacją, doradztwem i audytami legalności pracy obcokrajowców w Polsce.

Jak wielu pracowników z zagranicy może dotyczyć opisana sytuacja? W kwietniu 2021 r. w rejestrach ZUS znajdowało się ponad 780 tys. cudzoziemców, czyli najwięcej w historii i aż o 29% więcej niż rok wcześniej. Z danych Urzędu ds. Cudzoziemców wynika, że na początku kwietnia ważne zezwolenie na pobyt w Polsce miało ponad 478 tys. obcokrajowców. – Skala zatrudnienia obcokrajowców w Polsce jest coraz większa. Trudno dokładnie oszacować, jak wielu z nich przebywa i pracuje na podstawie przepisów tarczy, ale można zaryzykować tezę, że są to dziesiątki tysięcy osób – mówi Małgorzata Orłowska.

W praktyce może być trudno dotrzymać terminów

Jeszcze do niedawna odwołanie stanów epidemii oraz zagrożenia epidemicznego było trudne do wyobrażenia i odsuwaliśmy ten moment w bliżej nieokreśloną przyszłość. Teraz wydaje się to już kwestią czasu, choć trudno powiedzieć, kiedy dokładnie nastąpi. Jednak lepiej nie czekać do ostatniej chwili i zacząć porządkować sprawy związane z legalizacją pobytu i pracy obcokrajowców już teraz. – To kwestia zabezpieczenia ciągłości zatrudnienia w firmie. Cały proces jest dość długi i, jeśli pracodawca chce być spokojny, powinien się zacząć od audytu dokumentów. Trzeba indywidualnie przeanalizować sytuację każdego pracownika. A poza tym oczekiwanie na dokumenty w urzędach zajmie sporo czasu – mówi ekspertka Sanpro Synergy.

Tym bardziej, że jesień prawdopodobnie przyniesie wyraźny wzrost zapotrzebowania na pracę cudzoziemców. Wynika to z faktu, że bezrobocie zaczęło się zmniejszać. – Wszystko wskazuje na to, że po wakacjach polskie firmy będą potrzebowały jeszcze więcej pracowników z zagranicy. Możemy się spodziewać, że urzędy zajmujące się legalizacją pobytów i pracy cudzoziemców zostaną bardzo obciążone. To znaczy, że czas oczekiwania na decyzje będzie prawdopodobnie dłuższy niż dotychczas – przewiduje ekspertka Sanpro Synergy.

Nie ma drogi na skróty

Legalizacja pobytu i pracy w Polsce wymaga przejścia określonych procedur urzędowych. I nie ma sposobu na to, by coś tu przyśpieszyć lub obejść. – Nawet, jeśli pracodawca zdecyduje się na uproszczoną procedurę, czyli oświadczenie o powierzeniu pracy cudzoziemcowi, to jego pracownik, chcąc przebywać w Polsce ponad 3 mies., i tak musi pojechać do swojego kraju, aby wyrobić wizę. Tam może się okazać, że w konsulacie kolejka jest trzykrotnie dłuższa niż zwykle, ponieważ w podobnej sytuacji znajdzie się więcej osób – mówi Małgorzata Orłowska.

Perspektywa powrotu do przepisów sprzed pandemii powoduje, że przedsiębiorcy powinni przyjrzeć się statusowi pracowników z zagranicy, nawet jeśli zatrudniani są przez firmy zewnętrzne i teoretycznie wszelkie kwestie formalne nie leżą po stronie przedsiębiorców korzystających z takich usług. W tej sytuacji kluczowe jest, by nie okazało się, że z dnia na dzień np. połowa kadry została wymieniona na nowe osoby, co utrudnia płynność funkcjonowania przedsiębiorstwa.

Z punktu widzenia przedsiębiorstw, które wchodzą w wysoki sezon, może to spowodować istotne problemy w realizacji usług czy planów produkcji. Nie mówiąc już o sytuacji niedoboru kadry – podkreśla ekspertka Sanpro Synergy.

Sadownicy potrzebują pracowników ze Wschodu

Polscy pracownicy nie są zainteresowani pracą sezonową pod gołym niebem. Interesuje ich praca stała w lepszych warunkach, praca całoroczna. Z tego powodu od kilku lat do pracy sezonowej w Polsce przyjeżdżają pracownicy z Europy Wschodniej, głównie z Ukrainy. Związek Sadowników jako pierwsza organizacja wywalczył dla branży ogrodniczej możliwość zatrudniania pracowników ze Wschodu. Sadownicy przecierali ten szlak dla innych branż, ze strony których odczuwają dzisiaj dużą konkurencję. Rynek pracy sezonowej jest chłonny na co najmniej kilkuset tysięcy pracowników rocznie. Duża część z nich podejmuje pracę w rolnictwie lub sadownictwie. Bez pracowników z Europy Wschodniej polskie sady nie mają szans na zebranie owoców ze swoich plantacji oraz na rozwój w przyszłości. Rok temu o tej porze – w czasie pandemicznych ograniczeń w ruchu międzynarodowym – sadownicy obawiali się, że granice nie zostaną otworzone i wskutek tego obywatele Ukrainy nie przyjadą na zbiory owoców. Związek Sadowników apelował wtedy, aby umożliwić Ukraińcom pracę. W konsekwencji tak się stało – chociaż z lekkim, kilku-, kilkunastotygodniowym opóźnieniem.

– W tym sezonie sytuacja wygląda trochę lepiej – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Granica nie jest zamknięta, a jedynym problemem jest nieterminowe wydawanie wiz przez polskie konsulaty. Jest to przeszkoda stworzona przez samą polską administrację: Ukraińscy pracownicy chcą przyjechać, aby podjąć prace i są umówieni z polskim pracodawcą na  podjęcie jej – co upoważnia o otrzymania wizy.  Jeżeli się to nie zmieni, to nastąpi duży deficyt siły roboczej. Sadownicy są zadowoleni ze współpracy polsko-ukraińskiej i cenią ją sobie. Wiedzą, że są to pracownicy solidni i już przyzwyczajeni do samych pracodawców, ich gospodarstw oraz warunków pracy. Często się zdarza, że Ukraińcy wykorzystują do podjęcia sezonowej pracy w Polsce urlop i w taki sposób zarabiają dodatkowe pieniądze. Nie tylko polskie rolnictwo opiera się na pracy sezonowej obywateli ze Wschodu – także inne branże, takie jak budownictwo oraz turystyka bazują na takiej formie zatrudnienia. Należy walczyć o umożliwianie pracownikom z Ukrainy przyjazdu do Polski oraz o stwarzanie im dobrych warunków do pracy. Być może w przyszłości, kiedy wszystkie ww. dziedziny gospodarki będą się dalej rozwijały, zajdzie potrzeba zatrudniana obywateli z innych krajów położonych za wschodnią granicą – prognozuje Maliszewski.

Thoma Bravo inwestuje w zakup QAD Inc. 2 miliardy dolarów

Rozpoczyna się nowy, ekscytujący okres rozwoju dla firmy QAD Inc. i wyłącznego dystrybutora oprogramowania QAD w Polsce – firmy DSR S.A. QAD zawarło ostateczną umowę zakupu swoich akcji przez Thoma Bravo, wiodącą firmę inwestycyjną typu private equity, skoncentrowaną na sektorze oprogramowania i usług opartych na nowoczesnych technologiach. Zgodnie z warunkami umowy, akcjonariusze QAD otrzymają w gotówce 87,50 USD za akcję zwykłą klasy A lub akcję zwykłą klasy B. Cena transakcyjna jest więc prawie o 20% wyższa niż cena rynkowa na giełdzie NASDAQ sprzed ogłoszenia informacji o transakcji (z piątku, 25 czerwca), która wynosiła 72,90 USD. Oznacza to docenienie przez inwestora pozycji rynkowej i możliwości dalszego rozwoju pakietu oprogramowania dla przedsiębiorstw produkcyjnych. Zespół Thoma Bravo posiada również głębokie zrozumienie branży oprogramowania i bardzo udaną historię współpracy z podobnymi do QAD, nastawionymi na wzrost, innowacyjnymi firmami (m.in. Qlik). Dzięki tej transakcji QAD  zyska większą elastyczność i zasoby do inwestowania w nowe możliwości rozwoju i nadal będzie pomagać swoim klientom odnosić sukcesy na bardzo konkurencyjnym rynku firm produkcyjnych.

Po zakończeniu transakcji , co jest planowane na  czwarty kwartał 2021 roku, QAD stanie się firmą prywatną. Zdecydowanie zwiększą się możliwości dalszego inwestowania w rozwój i wdrażanie oprogramowania do planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP) oraz powiązanego oprogramowania dla firm produkcyjnych na całym świecie. Anton Chilton będzie nadal kierował QAD jako CEO, a spółka zachowa swoją siedzibę w Santa Barbara w Kalifornii.

Dzisiejsze ogłoszenie, które jest kulminacją kompleksowego procesu, stanowi doskonałą okazję do budowania na imponującym dziedzictwie QAD, przy jednoczesnej maksymalizacji wartości dla akcjonariuszy, powiedział Anton Chilton.

„Thoma Bravo głęboko docenia światowej klasy zespół, reputację i portfolio, które zbudowaliśmy w QAD, a dzięki ich silnemu wsparciu możemy teraz przenieść naszą firmę na kolejny poziom. Jako prywatna firma należąca do Thoma Bravo, będziemy mieli większą elastyczność, skupienie i zasoby do inwestowania w – i kapitalizowania – naszych możliwości rozwoju i pomagania naszym klientom skutecznie działać w coraz bardziej dynamicznym środowisku produkcyjnym”. – dodał Chilton.

W ciągu ostatnich czterech dekad rozwinęliśmy QAD z lokalnego, jednoosobowego start-up’u do wiodącego, zaufanego, globalnego dostawcy rozwiązań ERP. Dziś rozpoczynamy kolejny rozdział naszego rozwoju – powiedziała założycielka i prezes QAD – Pamela Lopker.

„Od czasu założenia QAD w 1979 roku, nasi klienci, nasza technologia i przemysł produkcyjny znacznie się rozwinęły – i na każdym kroku firma QAD szybko się dostosowywała, aby utrzymać i zbudować pozycję lidera. Producenci stoją przed coraz większymi wyzwaniami i cieszymy się, że nasi klienci na całym świecie mogą polegać na rozwiązaniach QAD nowej generacji, aby dotrzymać kroku pojawiającym się wyzwaniom  biznesu produkcyjnego. Dzięki temu partnerstwu, będziemy mieli jeszcze większe możliwości do budowania nowych rozwiązań na naszych silnych fundamentach i uatrakcyjniania naszej oferty” – skomentowała Lopker.

Przez ponad dekadę podziwialiśmy unikalną wiedzę i doświadczenie QAD w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań zorientowanych na potrzeby producentów, powiedział Scott Crabill, Partner Zarządzający w Thoma Bravo. „Ponieważ tempo zmian nadal przyspiesza, a łańcuchy dostaw stają się coraz bardziej złożone, jesteśmy zobowiązani do wspierania QAD w realizacji jej wizji i zapewnienia, że spółka jest dobrze przygotowana do dalszego poszerzania swojego zasięgu oraz portfolio. Cieszymy się na współpracę z Antonem Chiltonem i jego zespołem w celu ugruntowania pozycji spółki, jako inteligentnego, sprawnego i innowacyjnego partnera dla wymagających szybkiej adaptacji do nowych wyzwań przedsiębiorstw produkcyjnych”.

Peter Stefanski, Dyrektor w Thoma Bravo, dodał: Thoma Bravo ma duże doświadczenie w pomaganiu firmom tworzącym oprogramowanie dla przedsiębiorstw w ewolucji ich platform, aby sprostać potrzebom klientów i jesteśmy podekscytowani przyszłością QAD, biorąc pod uwagę jej wyjątkowe fundamenty i historię. „Będziemy chcieli wykorzystać nasze głębokie doświadczenie w dziedzinie oprogramowania, aby wesprzeć utalentowany zespół firmy w dalszej podróży w kierunku SaaS i napędzać zrównoważony, długoterminowy wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez fuzje i przejęcia”.

Ocean Winds zabezpieczyła w Polsce 25-letni kontrakt różnicowy dla morskich farm wiatrowych

Ocean Winds, spółka joint-venture kontrolowana 50/50 przez EDPR i ENGIE, zabezpieczyła w Polsce 25-letni kontrakt różnicowy (CfD) dla morskich farm wiatrowych „B&C-Wind”.

Zawarcie kontraktu różnicowego stanowi kluczowy punkt etapu przygotowywania inwestycji i przybliża OW do ostatecznej decyzji inwestycyjnej (ODI), a także plasuje B&C-Wind wśród najbardziej zaawansowanych projektów w sektorze morskiej energetyki wiatrowej w Polsce.

Farmy wiatrowe zlokalizowane są w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej na Bałtyku w odległości ok. 23 km od brzegu.

Projekt B&C będzie miał znaczący wkład w transformację polskiego sektora energetycznego w kierunku neutralności klimatycznej.

Ocean Winds (OW), spółka joint-venture wyspecjalizowana w morskiej energetyce wiatrowej, należąca w równym stopniu do EDP Renewables i ENGIE, zabezpieczyła 25-letni kontrakt różnicowy przyznany przez polski Urząd Regulacji Energetyki dla 369,5 MW w projektach morskich farm wiatrowych B&C-Wind. Zawarcie tego kontraktu stanowi kluczowy punkt etapu przygotowywania inwestycji i przybliża OW do ostatecznej decyzji inwestycyjnej (ODI), a także plasuje B&C-Wind wśród najbardziej zaawansowanych projektów morskich farm wiatrowych w Polsce.

Obszar inwestycji znajduje się w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej na Bałtyku w odległości ok. 23 km od brzegu. Morskie farmy wiatrowe powstaną na obszarze 90 km2 na wodach o głębokości od 30 do 60 metrów.

Zgodnie z rozporządzeniem polskiego Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz ustawą o wspieraniu produkcji energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych, w kontrakcie różnicowym przyjęto cenę 319,60 zł za MWh, co odpowiada 71,00 euro/MWh (przy obecnym kursie wymiany EUR do PLN równym 4,50 zł).

Grzegorz Górski, COO Ocean Winds i CEO OW Polska, komentuje:

„Przyznanie kontraktu różnicowego pozwoliło nam osiągnąć kluczowy punkt etapu przygotowania projektu B&C Wind, co przyspieszy prace nad podjęciem Ostatecznej Decyzji Inwestycyjnej (ODI) i rozpoczęcie prac budowlanych. Mamy doświadczenie we współpracy z licznymi polskimi wykonawcami przy realizacji projektów w Wielkiej Brytanii, Belgii i w Portugalii. Z przyjemnością będziemy współpracować z nimi (i nie tylko!) w naszym kraju. To dopiero pierwszy krok OW w Polsce, program rozwoju morskiej energetyki wiatrowej przyspiesza, a my wspólnie z naszymi polskimi partnerami mamy ambicję opracowywać, budować i prowadzić eksploatację wielu nowych projektów.”

Po pomyślnym zawarciu kontraktu OW dysponuje obecnie 0,5 GW mocy zainstalowanej w obiektach w fazie eksploatacji oraz 3,7 GW zabezpieczonej mocy w projektach, których realizacja jest przewidziana na rok 2021 i lata kolejne, co oznacza łącznie 4,2 GW mocy w obiektach w fazie eksploatacji i zaplanowanych do realizacji.

Ocean Winds uczyniło rozwijanie projektów w Polsce jednym ze swych priorytetów, z uwagi na dynamiczny rozwój tego rynku i jego solidne podstawy. Decyzja ta odzwierciedla profil OW

jako spółki wcześnie dostrzegającej potencjał inwestycji i nastawionej na budowanie wartości już od początku cyklu życia projektu.

Morskie farmy wiatrowe B&C Wind w znacznym stopniu przyczynią się do transformacji polskiego sektora energetycznego w kierunku neutralności klimatycznej. Za ich sprawą zwiększy się również strategiczne bezpieczeństwo dostaw energii dzięki ograniczeniu zależności kraju od importu paliw kopalnych. Morska energetyka wiatrowa została wskazana jako jeden z kluczowych elementów polskiej polityki energetycznej do 2040 r. (PEP 40), a OW chce odgrywać istotną rolę w jej wdrażaniu.