Spółka CMR Surgical pozyskała 600 mln dolarów w ramach finansowania serii D

CMR Surgical firma działająca w branży robotyki chirurgicznej, ogłosiła dzisiaj, że pozyskała 600 milionów dolarów (425 milionów funtów szterlingów) w ramach finansowania serii D. Rundą inwestycji kierował SoftBank Vision Fund 2[i] we współpracy z Ally Bridge Group. Zdobyte środki pomogą w realizacji misji firmy, jaką jest udostępnienie chirurgii laparoskopowej jak największej liczbie pacjentów na całym świecie. Kapitał posłuży do poszerzenia na skalę globalną komercjalizacji robota chirurgicznego Versius® stworzonego przez CMR, a także do dalszego rozwoju jego cyfrowego ekosystemu.

We współpracy z chirurgami i szpitalami, CMR dąży do zapewnienia optymalnego narzędzia, dzięki któremu zrobotyzowana chirurgia laparoskopowa stanie się przystępna cenowo i powszechnie dostępna. Niewielkie rozmiary, poręczność i wszechstronność systemu Versius przysporzyły mu popularności wśród specjalistów i lekarzy z całego świata. W ramach międzynarodowej ekspansji firmy CMR, system Versius został z powodzeniem wprowadzony na rynki wielu krajów, w tym w Europie, Australii, Indiach i na Bliskim Wschodzie. Popyt na robota chirurgicznego CMR stale rośnie, a według prognoz  Spółki,  podobny trend będzie utrzymywał się również w przyszłości.

Versius
Versius

Finansowanie serii D zapewnia środki, które pozwolą w pełni zrealizować strategię CMR, zakładającą szybkie przyspieszenie ekspansji geograficznej Spółki i opiera się na przyjętym przez Spółkę długofalowym planie jej rozwoju jako niezależnego przedsięwzięcia biznesowego. Pozyskane fundusze zostaną również wykorzystane do dalszej rozbudowy cyfrowego ekosystemu, w tym nowych rozwiązań technologicznych, takich jak aplikacja Versius Connect, stworzona dla chirurgów korzystających ze zrobotyzowanego systemu chirurgicznego Versius.

Oprócz SoftBank Vision Fund 2 i Ally Bridge Group w rundę finansowania zaangażowali się również nowi inwestorzy międzynarodowi, w tym RPMI Railpen, Tencent i Chimera, poszerzając tym samym geograficzny zasięg bazy akcjonariuszy. Dotychczasowi inwestorzy, w tym spółka LGT i powiązana z nią platforma do społecznie zaangażowanego inwestowania (impact investing) Lightrock, Watrium, Cambridge Innovation Capital, PFM Health Sciences i GE Healthcare, również uczestniczyli w tej rundzie.

Jak mówi Per Vegard Nerseth, prezes CMR: „Najnowsza pula środków stanowi dla CMR istotne dofinansowanie, które przyspieszy wprowadzenie systemu Versius do szpitali na całym świecie, zapewniając jednocześnie pełną elastyczność w realizacji naszych pozostałych celów. Ten znaczący zastrzyk kapitału, dzięki któremu wartość naszej spółki szacowana jest obecnie na 3 miliardy dolarów, nie tylko odzwierciedla poziom zainteresowania naszym produktem, ale także ukazuje skalę działalności i pozwoli nam na znaczący rozwój technologii oraz globalną ekspansję. Nasz wiodący inwestor, spółka SoftBank, posiada bogate doświadczenie we wspieraniu przełomowych modeli biznesowych i innowacyjnych technologii. Nie możemy się doczekać możliwości skorzystania z jej wiedzy i rozbudowanego ekosystemu. Chciałbym również podziękować naszym obecnym inwestorom za ich długofalowe wsparcie”.

Tak skomentował finansowanie Yanni Pipilis, partner zarządzający w spółce SoftBank Investment Advisers: „Popyt na minimalnie inwazyjne roboty chirurgiczne wśród chirurgów i pacjentów gwałtownie rośnie. Dotychczas, istotną przeszkodą w ich upowszechnieniu były wysokie koszty. CMR Surgical dokonuje przełomu w robotyce chirurgicznej, udostępniając roboty wspierające zabiegi otwarte i laparoskopowe na nowych rynkach, również w miejscach, gdzie rzadziej wykonuje się operacje przy wykorzystaniu tego typu rozwiązań, takich jak Indie, Bliski Wschód czy Ameryka Łacińska. Cieszymy się, że możemy wesprzeć CMR w realizacji ich misji udostępniania korzyści związanych z minimalnie inwazyjną chirurgią  jak największej liczbie pacjentów”.

Charles Chon, partner i szef działu technologii medycznych, Ally Bridge Group, dodaje: „Będąc specjalistami w dziedzinie nauk biologicznych i aktywnymi inwestorami w obszarze robotyki chirurgicznej, jesteśmy przekonani, że łatwość obsługi i przystępność cenowa systemu Versius pozwoli istotnie zmienić oblicze robotyki chirurgicznej i zdemokratyzować ją, zarówno pod względem proceduralnym, jak i geograficznym. Jesteśmy dumni, że możemy wesprzeć dalszy rozwój CMR jako wizytówki brytyjskiej innowacyjności i dostawcę rozwiązania dla wszystkich chirurgów i ich pacjentów”.

J.P. Morgan działał jako wyłączny agent ds. plasowania emisji przy finansowaniu serii D spółki CMR Surgical.

[i]  Na dzień sporządzenia niniejszego komunikatu prasowego SoftBank Group Corp. przekazała wkłady kapitałowe, aby umożliwić funduszowi SoftBank Vision Fund 2 („SVF 2”) dokonanie inwestycji w niektóre spółki portfelowe. . Informacje zawarte w niniejszym dokumencie zostały sporządzone wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią oferty sprzedaży ani zaproszenia do złożenia oferty kupna udziałów jako spółka komandytowa w jakimkolwiek funduszu, w tym w SVF 2. SVF 2 nie dokonał jeszcze zamknięcia dla podmiotów zewnętrznych i przekaże wszystkim potencjalnym inwestorom zewnętrznym dodatkowe informacje o inwestycji SVF 2 przed zamknięciem.

Dolar traci paliwo, apetyt na ryzyko rośnie

Aktywa finansowe na całym świecie zyskiwały, amerykańskie akcje osiągnęły nowe maksima, a ceny surowców odbiły po wyprzedaży po ostatnim posiedzeniu Fedu. Apetyt na ryzyko powoli wzrasta.

W ostatnich dniach waluty zachowywały się w znacznej mierze tak, jak przed posiedzeniem Fedu. Dolar – podobnie jak inne waluty safe haven – charakteryzował się słabością, a waluty surowcowe, w szczególności z Ameryki Łacińskiej, radziły sobie wyjątkowo dobrze.

Rynki zdają się uważać, że komunikacja Rezerwy Federalnej od czasu czerwcowego spotkania utraciła część swojego jastrzębiego nacechowania. Generalnie się z tym zgadzamy. Słowa nic nie kosztują, a opór polityczny sprawi, że zmiana silnie inflacyjnej polityki będzie trudna w krótkim czy nawet średnim okresie.

W tym tygodniu uwaga inwestorów powraca do wskaźników makroekonomicznych. Szczególnie istotne będą wstępne odczyty czerwcowej inflacji w strefie euro w środę i raport non-farm payrolls z amerykańskiego rynku pracy w piątek.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł aprecjację polskiego złotego. Silniejszą walutę wspierały m.in. słabość dolara i lepszy sentyment względem aktywów ryzykownych.

Miniony tydzień był ciekawy pod kątem sytuacji w regionie: Węgry i Czechy rozpoczęły bowiem proces normalizacji polityki pieniężnej, podnosząc stopy procentowe i tym samym kończąc pandemiczny okres ultrataniego pieniądza. Na przestrzeni dwóch tygodni otoczenie zewnętrzne w zakresie polityki monetarnej stało się znacznie bardziej interesujące niż wcześniej.

Już w kolejnym tygodniu przekonamy się, czy jastrzębi zwrot w komunikacji Fedu, faktyczne działania podejmowane przez banki centralne regionu i nowe projekcje NBP wpłyną na zmianę retoryki Rady Polityki Pieniężnej. W tym zaś poznamy czerwcowe dane o inflacji CPI, które też zyskują na znaczeniu w kontekście nadchodzących posiedzeń RPP.

EUR

Odczyty PMI dla strefy euro, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, okazały się lepsze od oczekiwań. Indeks kompozytowy osiągnął 15-letnie maksimum po tym, jak stłumiony popyt został wreszcie uwolniony przez zniesienie pandemicznych restrykcji. Wydaje się coraz bardziej prawdopodobne, że nasz pogląd o silniejszym i szybszym niż przewidywane odbiciu, podobnie jak stało się w USA, wkrótce się urzeczywistni.

Raporty inflacyjne na całym świecie nabrały w ostatnim czasie większego znaczenia i wstępny odczyt czerwcowej inflacji w strefie euro nie będzie tu wyjątkiem. Widzimy przestrzeń dla kolejnego zaskoczenia w górę, co mogłoby wesprzeć odbicie euro po spadku związanym z posiedzeniem Fedu.

USD

Liczne przemówienia przedstawicieli Fedu w zeszłym tygodniu zniuansowały jastrzębi ton przebijający z komunikacji z czerwcowego posiedzenia. Wygląda na to, że instytucja jest podzielona względem stanowiska przewodniczącego Powella, jakoby zacieśnienie polityki nie było konieczne, by spadła inflacja. Na razie pozostanie to raczej kwestią retoryczną, ponieważ nawet najbardziej jastrzębi członkowie Fedu nie przewidują podwyżek stóp procentowych przed końcówką 2022 r. Kolejne podobne próby sygnalizacji (tzw. moralnej perswazji) raczej nie będą mieć istotnego wpływu na rynek. Spodziewamy się, że trend w stronę wyższych cen aktywów i silniejszej presji inflacyjnej, który jest szczególnie korzystny dla walut rynków wschodzących, pozostanie z nami na jakiś czas.

Piątkowy raport z rynku pracy dostarczy więcej informacji dotyczących napięcia między popytem a stroną podażową, po której widać trudności z ponownym zatrudnianiem i odbudowaniem zdolności w sektorze usług po pandemicznym szoku. Spodziewamy się istotnego wzrostu liczby miejsc pracy i kolejnego spadku bezrobocia, a także być może większego, niż oczekuje rynek, wzrostu płac.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Praca przed komputerem – jak odpowiednio dobrać soczewki i okulary?

W ostatnich latach coraz więcej ludzi decydowało się na wykonywanie pracy przed komputerem, a pandemia przypieczętowała to zjawisko. Przeciętnie w pracy spędza się 8 godzin, ale doliczając do tego inne zajęcia, które wykonujemy przed komputerem, wychodzi na to, że potrafimy siedzieć przed ekranem większą część dnia. Tak długie przebywanie online nie pozostaje bez znaczenia dla oczu. Dlatego należy o nie w szczególności zadbać, dobierając odpowiednie soczewki lub okulary przeznaczone do pracy przed komputerem. Na co zwrócić uwagę?

Cyfrowe zmęczenie wzroku

Czy kiedykolwiek spotkaliście się z pojęciem cyfrowego zmęczenia wzroku? To coraz częściej występujące schorzenie oka, które objawia się zaczerwienieniem oczu, ich podrażnieniem, zmęczeniem, swędzeniem, suchością, wrażliwością na światło lub trudnością w skupieniu się na jednym punkcie. Dzieje się to z powodu przeciążenia mięśni rzęskowych oka, które odpowiadają za zmianę kształtu rogówki – naszej naturalnej soczewki. To dzięki temu zespołowi mięśni potrafimy widzieć ostry obraz zarówno z daleka, jak z bliska. Cyfrowe zmęczenie wzroku osłabia i przeciąża mięśnie rzęskowe, znacznie pogarszając komfort codziennego życia i ograniczając naszą zdolność do produktywnej pracy. Jeśli zaobserwujecie u siebie wymienione wyżej objawy, należy zgłosić się na konsultację u lekarza okulisty i wdrożyć kilka zmian. Jak przeciwdziałać cyfrowemu zmęczeniu wzroku? Przede wszystkim warto poświęcić trochę czasu każdego dnia na prostą, ale skuteczną gimnastykę oka. O konkretne ćwiczenia zapytajcie specjalisty – najważniejsza jest regularność. Spędzając czas przed komputerem trzeba też odrywać wzrok od ekranu co 20-30 minut i popatrzyć przez chwilę przez okno lub na drugi koniec pokoju, co również jest formą ćwiczenia gałki ocznej. Należy też pamiętać o mruganiu, badania dowodzą, że patrząc w ekran mrugamy nawet kilka razy rzadziej, niż podczas innych wykonywanych czynności. Osoby noszące okulary korekcyjne mogą zainwestować w specjalną powłokę Blue Control na szkła, która niweluje część niebieskiego światła dostającego się do oka, a zwolennicy soczewek powinni poszukać produktów przystosowanych do pracy przed monitorem, np. EyeLove Digital.

Jakie soczewki wybrać do pracy przed komputerem?

Spędzając długie godziny przed komputerem nie tylko osłabiamy mięśnie gałki ocznej (bez wprowadzenia odpowiednich ćwiczeń), ale i wpływamy na obniżenie poziomu nawilżenia oka. Oczy, które się wysuszają są bardziej narażone na infekcje i podrażnienia, które mogą spowodować soczewki kontaktowe. Dlatego nosząc zwykłe soczewki, warto zainwestować w nawilżające krople do oczu i co jakiś czas zakrapiać oczy. Ważną kwestią jest też rodzaj soczewek, a konkretniej czas ich noszenia. Standardowe soczewki nosi się w trybie dziennym, czyli zakłada się je po wstaniu z łóżka, a zdejmuje do ok. 12 godzin później, zazwyczaj wieczorem. Jeśli pracujecie przed komputerem również w nocy i używacie soczewek, lepiej korzystać z tych całodobowych, utrzymujących lepszy poziom nawilżenia. Jednak najlepszą opcją jest wybranie soczewek przeznaczonych do pracy przed komputerem. Czym się one charakteryzują? Takie soczewki mają wyższy poziom uwodnienia i lepszą przepuszczalność tlenu, są wykonane z elastycznego i komfortowego silikonu hydrożelowego i utrzymują optymalny poziom nawilżenia. Niezależnie od tego, jakie soczewki wybierzecie, warto pomyśleć o zmianach trybu życia – codziennym spacerze w zielonej scenerii, wyznaczeniu czasu bez telefonu czy relaksu z książką na świeżym powietrzu.

Jakie okulary wybrać do pracy przed komputerem?

soczewki i okulary

Jak już wspomnieliśmy, obecnie na rynku dostępne są szkła kontaktowe z powłoką Blue Control, która filtruje niebieskie światło, a co za tym idzie – zwiększa komfort pracy przed komputerem. Źle dobrane okulary wpływają na zdrowie narządu wzroku. Najczęstszymi objawami, które obserwują okularnicy to ból głowy i migreny, łzawienie i bóle oczu, nieostry lub zamazany obraz, zaczerwienienie oczu i nadmierne mruganie. To zdecydowanie sygnał, że trzeba zrobić dłuższą przerwę, a w dalszej perspektywie skonsultować się z okulistą. Może się okazać, że dotychczasowe parametry waszych okularów nie są już odpowiednie dla wady refrakcji i konieczna będzie ich wymiana. Jeśli poszukujecie więcej wskazówek na temat dbania o oczy, polecamy czytanie bloga Ioptyk.pl.

Koniec pandemii to zmierzch konferencji zdalnych? Wyniki badania OPI PIB

  • Konferencje zdalne bez wątpienia swoją popularność zawdzięczają lockdownowi, który został wprowadzony po wybuchu pandemii koronawirusa. Ludzie nie mogli się spotykać poza sferą online, więc umożliwiły one bieżącą komunikację w większej grupie, bez narażania ich na ryzyko zarażenia wirusem COVID-19.
  • Pojawia się coraz więcej optymistycznych prognoz, że dzięki powszechnej akcji szczepienia bliski jest już koniec pandemii. W związku z tym, czy koniec lockdownu będzie oznaczał zmierzch konferencji zdalnych?
  • Badacze z Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB) przeprowadzili badanie na próbie prawie 1600 polskich naukowców. Analiza dotyczyła naukowych konferencji zdalnych. Sposobu ich organizacji, preferowanej formy prezentowania wyników oraz potencjału wykorzystania technologii VR w tego typu wydarzeniach.
  • Na podstawie otrzymanych wyników można zauważyć, że w czasie pandemii zdalne konferencje zdobyły zdecydowanie większe grono zwolenników niż przeciwników, nawet wśród osób, które wcześniej nie miały okazji uczestniczyć w wydarzeniu zorganizowanym w formule online. Natomiast, gdy pytania dotyczyły preferencji po zakończeniu pandemii, odsetek zdeklarowanych zwolenników znacznie spada. Wciąż jednak stanowi on niemal połowę badanych.
  • Z drugiej jednak strony, naukowcy obawiają się przede wszystkim, że uczestnicząc w wydarzeniach zdalnych, będą mieć ograniczony kontakt z innymi uczestnikami konferencji, co może przekładać się na trudność w nawiązywaniu współpracy badawczej.
  • Szczegółowe wyniki zawiera raport „Efekt pandemii – konferencje zdalne w świecie nauki”, który został opublikowany przez OPI PIB w portalu RAD-on.

Więcej entuzjastów niż sceptyków

Wydaje się, że nie ma już szans na powrót do sytuacji sprzed pandemii. Zmianie ulegnie na stałe także proces prezentacji i promocji dorobku naukowego. Z naszego badania wynika, że nowa forma konferencji naukowych w czasie pandemii zyskała większe grono zwolenników (79 proc.), niż przeciwników (21 proc.). Biorąc pod uwagę dodatkowo mniejsze koszty związane z ich organizacją, w porównaniu z wydarzeniami stacjonarnymi jest pewne, że zdalne konferencje już na stałe zostaną wpisane do repertuaru wydarzeń organizowanych przez jednostki naukowe. Warto więc słuchać ich uczestników i dołożyć wszelkich starań, aby spełniały one ich oczekiwania – mówi dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB).

Z jednej strony, potencjał konferencji organizowanych online jest ogromny. Z zebranych danych wynika, że zdalne konferencje mają dużą grupę entuzjastów, nawet wśród osób, które jeszcze nie miały okazji uczestniczyć w wydarzeniu zorganizowanym w formule online. Z drugiej jednak strony, badani naukowcy najbardziej obawiają się, że uczestnicząc w konferencjach zdalnych, będą mieć ograniczony kontakt z innymi uczestnikami konferencji, co może przekładać się na trudność w nawiązywaniu współpracy badawczej.

Warto zauważyć, że zmiana formuły z tradycyjnej na zdalną, wiąże się z koniecznością skrócenia samego wydarzenia. Naukowcy najczęściej preferują bowiem konferencje zdalne trwające od dwóch do czterech godzin dziennie, w ciągu maksymalnie dwóch dni. Wynika to z konieczności połączenia udziału w wydarzeniu z wykonywaniem zobowiązań zawodowych. W przypadku konferencji tradycyjnych dużo łatwiejsze jest oddzielenie bieżących obowiązków od czynnej obecności na konferencji – mówi dr Cezary Biele, kierownik Laboratorium Interaktywnych Technologii w OPI PIB.

Konferencje tradycyjne lepiej realizują cele naukowe

W trakcie pandemii aż prawie 70 proc. badanych brało udział w konferencji zdalnej. Jednak, jeżeli chodzi o realizację celów naukowych, to większość ankietowanych woli konferencje w formie tradycyjnej. W tym obszarze zdecydowanie preferowany jest kontakt bezpośredni, bez korzystania z narzędzi do komunikacji online. Uczestnictwo w konferencjach tradycyjnych przede wszystkim daje więcej możliwości zdobycia większej rozpoznawalności w środowisku naukowym oraz nawiązywania współpracy badawczej. Zdaniem osób biorących udział w badaniu, wydarzenia stacjonarne także lepiej wspierają publikowanie wyników badań, zwiększenie liczby cytowań oraz realizację projektów naukowych. Częściej również pomagają w komercjalizacji pracy badaczy.

I co po pandemii?

Konferencje zdalne prawdopodobnie dalej będą realizowane także po zakończeniu pandemii, ale nie zastąpią one naukowych wydarzeń organizowanych w sposób stacjonarny. Można spodziewać się, że w przyszłości obie formy organizacji konferencji będą współistnieć i wzajemnie się uzupełniać. Z wyników naszego badania wynika, że prawie połowa badanych (45 proc.) jest zainteresowana uczestnictwem w konferencjach zdalnych także po zakończeniu pandemii. Zainteresowanie to częściej niż przeciętnie wyraża grupa z tytułem magistra lub doktora (50 proc.), osoby pracujące w dziedzinie nauk humanistycznych (51 proc.), a także naukowcy, którzy wcześniej już brali udział w konferencji organizowanej zdalnie (50 proc.) – powiedział dr Grzegorz Banerski, adiunkt w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym.

Zespół badawczy OPI PIB przeanalizował również działania, które będą motywować naukowców do uczestnictwa w konferencjach zdalnych. Wyniki analizy pokazały, że organizatorzy danych wydarzeń powinni położyć nacisk przede wszystkim na atrakcyjną i aktualną tematykę konferencji, agendę umożliwiającą prezentację najnowszych trendów naukowych, uczestnictwo ciekawych prelegentów oraz bezpieczeństwo uczestników wydarzenia.

Więcej informacji zawiera raport „Efekt pandemii – konferencje zdalne w świecie nauki”, który został opublikowany w portalu RAD-on: https://opi.org.pl/koniec-pandemii-to-zmierzch-konferencji-zdalnych/.

Zespół badawczy: dr Grzegorz Banerski, Zbigniew Bohdanowicz, dr Anna Knapińska, dr Agata Kopacz, Adam Muller.

Umowa wynajmu długoterminowego. Na co trzeba w niej uważać?

Wynajem długoterminowy – obok leasingu – jest drugim co do popularności sposobem zewnętrznego finansowania składników trwałych przedsiębiorstwa. Pozwala on na optymalizację kosztów prowadzenia działalności i pozyskanie w krótkim czasie majątku, na który firma musiałaby zbierać środki latami. Umowa, jaką podpisujesz z wynajmującym, powinna być wolna od „kruczków prawnych”, ale w praktyce bywa z tym różnie. Sprawdź, na co powinieneś zwrócić szczególną uwagę!

Prawo odstąpienia od umowy

Kontrakty zawierane na czas oznaczony z założenia mają zagwarantować stałość stosunku prawnego. Dlatego zawierając umowę wynajmu samochodu np. na 4 lata, możesz być pewien, że przez ten okres będziesz korzystał z auta.

Niekiedy jednak w życiu pojawiają się sytuacje, które skłaniają Cię do rezygnacji z zobowiązania. Pamiętaj, aby dokładnie zapoznać się z paragrafem, który wymienia sytuacje uprawniające strony do wcześniejszego zakończenia współpracy. Zwróć także uwagę na zastrzeżoną w umowie karę umowną z tytułu odstąpienia – kiedy i w jakiej wysokości finansujący może dochodzić jej zapłaty?

Ukryte koszty, o których nikt Ci nie powie

Nie bój się pytać, za co tak naprawdę płacisz. Niestety firmy zajmujące się wynajmem pojazdów niekiedy zaniżają ceny (przez co oferta pozornie wydaje się bardziej atrakcyjna) kosztem zakresu usługi.

W parze z niską ratą może iść bardzo niski kilometraż roczny, ograniczony zakres napraw lub brak ubezpieczenia. Czasami może Ci się wydawać, że to niewielka różnica – do czasu, aż polisę lub naprawy w ASO opłacisz z własnej kieszeni. Będzie to dość dotkliwe doświadczenie.

Rezygnacja z wkładu własnego

W trakcie poszukiwań korzystnych ofert natkniesz się również na „zerowy wkład własny”. Musisz jednak pamiętać, że nie ma nic za darmo. Brak opłaty początkowej wynajmujący zrekompensuje sobie w wyższych ratach.

Przelicz, ile zaoszczędzisz w jednym i drugim przypadku. Może się okazać, że lepiej zapłacić na początku 10%, a nawet 15% ceny samochodu, ale i płacić niższe zobowiązanie okresowe, niż martwić się co miesiąc, czy wystarczy Ci pieniędzy na opłaty.

Co z karami umownymi?

Instytucja kary umownej jest bardzo skutecznym straszakiem, który prawnicy układający kontrakt wykorzystują do zdyscyplinowania kontrahenta. Zanim wybierzesz samochód, dowiedz się, czy wybrana przez Ciebie firma stosuje takie praktyki.

Nie zdziw się, jeżeli w treści umowy znajdziesz zapisy o karze umownej za palenie papierosów, przewóz zwierząt, otrzymanie mandatu lub przekazanie pojazdu osobie trzeciej. Oczywiście spełnienie niektórych przesłanek może być trudno udowodnić, ale jeżeli finansującemu się to uda, pozostaje Ci tylko zapłacić kwotę wymienioną w umowie.

Zewnętrzne finansowanie samochodu jest doskonałym rozwiązaniem w sytuacji, kiedy nie chcesz lub nie możesz wyłożyć od razu większej kwoty. Musisz jednak podejść do sprawy odpowiedzialnie i wybrać wynajem długoterminowy dopasowany do Twoich potrzeb.

WIG ustanawia nowy rekord

W zeszłym tygodniu Indeks WIG ustanowił najwyższy poziom ceny zamknięcia w historii. Na pobicie wcześniejszego szczytu czekaliśmy aż 14 lat. Z pewnością świadczy to o słabości naszego rynku w stosunku do zagranicznych giełd, ponieważ zagraniczne rynki pozwoliły uzyskać znacznie lepsze stopy zwrotu w ostatnich latach, natomiast na pewno polskie akcje są wciąż tanie w stosunku do spółek na zagranicznych giełdach. Być może po wyznaczeniu nowego rekordu inwestorzy przypomną sobie o polskiej giełdzie i kolejne lata będą bardziej udane.

Wciąż najważniejsza dla rynków pozostaje polityka banków centralnych i wszystko to, co wpływa na ich decyzje. W ostatnim tygodniu, pomimo delikatnej zmiany retoryki amerykańskiej Rezerwy Federalnej, to giełdy kontynuowały wzrosty i SP 500 oraz Nasdaq 100 ustanowiły nowe rekordy. Najprawdopodobniej rynek już pogodził się z faktem, że w niedalekiej przyszłości czekają nas podwyżki stóp procentowych. Historia pokazuje, że zacieśnianie polityki monetarnej nie jest dobre dla giełd akcji, natomiast nie musi oznaczać końca hossy.

Zmienność ceny złota mocno spadła w ostatnim czasie i konsoliduje się w wąskim przedziale 1.770-1.795 dolarów. Być może rynek czeka na skutki implementacji dyrektywy Bazylea III (Basel III), o której mówi się ostatnio sporo. Najprawdopodobniej skutki implementacji tej dyrektywy będą pozytywne dla kursów metali szlachetnych, ponieważ ograniczy ona handel derywatami bez pokrycia fizycznego kruszcu.
Wydarzeniem kolejnego tygodnia będą dane z amerykańskiego rynku pracy. Oczekuje się 700 tys. zmiany w zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym oraz spadek bezrobocia z 5,8% do 5,7%. Amerykański rynek pracy wciąż odbudowuje się, natomiast jeszcze sporo brakuje do powrotu do stanu sprzed pandemii, kiedy to bezrobocie było poniżej 4%.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

ORLEN rozpoczął testy prywatnej, przemysłowej sieci 5G

PKN ORLEN jako pierwszy w Polsce będzie testował prywatną, przemysłową sieć 5G w realnym środowisku zaawansowanej infrastruktury przemysłowej. Na realizację wewnętrznych testów, które zostaną przeprowadzone na terenie zakładu produkcyjnego w Płocku oraz pobliskiej stacji paliw, koncern otrzymał czasowy przydział częstotliwości radiowych oraz zgodę Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

– Jesteśmy nowoczesnym koncernem multienergetycznym, który odpowiada na światowe trendy i nieustannie wdraża innowacyjne technologie. Dostrzegamy korzyści wynikające ze stosowania prywatnej przemysłowej sieci 5G. Pozwoli ona nam jeszcze lepiej wykorzystać potencjał cyfryzacji naszych procesów produkcyjnych, dzięki czemu praca Zakładu w Płocku będzie bardziej wydajna, niezawodna i dopasowana do zmieniającego się otoczenia – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Technologia 5G pozwoli w czasie rzeczywistym korzystać z ogromnej liczby danych spływających z urządzeń pomiarowych, sensorów oraz maszyn produkcyjnych. Zapewnia także niezawodność transmisji informacji w aplikacjach o znaczeniu krytycznym w zakresie sterowania i monitoringu procesów produkcyjnych.

– W przyszłości technologia 5G może znaleźć zastosowanie we wszystkich segmentach działalności PKN ORLEN. Jej testy wpisują się w strategię ORLEN2030, w ramach której realizowany jest program digitalizacji koncernu. Liczymy, że pozytywne doświadczenia z testów w Płocku pozwolą na zastosowanie podobnych, zaawansowanych rozwiązań w całej Grupie Kapitałowej ORLEN – mówi Patrycja Klarecka, Członek Zarządu PKN ORLEN ds. Sprzedaży Detalicznej, odpowiedzialna m.in. za obszar informatyki.

Testy potrwają do lutego 2022 roku i zostaną przeprowadzone w realnym otoczeniu przemysłowym infrastruktury Zakładu Produkcyjnego w Płocku. Partnerami są renomowane firmy technologiczne, które dostarczą zaawansowaną technologicznie infrastrukturę sieci 5G oraz współpracujące z nią urządzenia. Wysoka przepustowość sieci w technologii 5G pozwoli przetestować rozwiązania z zakresu internetu rzeczy (IoT), analityki danych i łączności dyspozytorskiej. Testowane będą różne rozwiązania w zakresie sieci 5G, ich funkcjonalność, wydajność, jakość i bezpieczeństwo informatyczne.

GfK: Pandemia odmieniła zawartość koszyków polskich konsumentów

Okres izolacji i częściowego zamknięcia gospodarki diametralnie zmienił nasze przyzwyczajenia zakupowe. W czasie pandemii znacznie większą wagę przywiązywaliśmy do ceny, częściej szukaliśmy promocji i sięgaliśmy po marki własne, a w naszych koszykach miejsce kosmetyków zajęły m.in. roślinne zamienniki mięsa i nabiału. Takie wnioski płyną z najnowszych analiz opracowanych przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Kupujemy rzadziej, wydajemy więcej i robimy bardziej przemyślane zakupy

Tuż po wprowadzeniu pierwszych obostrzeń związanych z wybuchem pandemii koronawirusa miliony Polaków zdecydowały się zrobić duże zakupy, które pozwoliły im spokojnie wyczekiwać poprawy sytuacji. Trend zakupów na zapas nie dotyczył jednak wyłącznie pierwszych tygodni marca ubiegłego roku. W okresie od kwietnia 2020 roku do marca 2021 roku, w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego, liczba wizyt w sklepach spadła aż o 46, co oznacza 13% spadek rok do roku. Najdotkliwiej odczuły to drogerie (-15,5%), małoformatowe sklepy specjalistyczne (-12,9%) oraz supermarkety międzynarodowe (-12%). W najmniejszym stopniu zmiany widoczne były w dyskontach, które jako konsumenci odwiedzaliśmy 5% rzadziej niż przed rokiem.

Rzadsze zakupy stacjonarne polscy konsumenci częściowo rekompensowali częstszymi zamówieniami w sieci. Ze względu na liczne obostrzenia, a przede wszystkim w obawie o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, Polacy chętniej kupowali online, w wyniku czego kanał e-commerce odnotował dla kategorii FMCG 25% wzrost częstotliwości zakupów rdr. – wskazuje Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Triumf dyskontów

Rzadsze zakupy przełożyły się na większe jednorazowe wydatki. Konsumenci w czasie pojedynczych zakupów mocniej wypełniali koszyki, a ich średnia wartość wzrosła aż o 20% rdr. Wartościowo, największe wzrosty zakupów Panel GfK zaobserwował w przypadku dyskontów, lokalnych supermarketów, a także sieciowych sklepów osiedlowych.

Trudno jednoznacznie określić jak długo przetrwa na rynku model „pandemicznego” nabywcy. Z pewnością kluczowy będzie rozwój sytuacji związanej z pandemią i ewentualny powrót obostrzeń sanitarnych. Taki scenariusz na dobre mógłby przekonać konsumentów do rzadszych, ale większych zakupów i jeszcze mocniej związałby ich z kupowaniem przez internet. Pewne nawyki mogą jednak zostać z nami na długie lata, w tym np. mocniejszy fokus na poszukiwanie promocji, częstsze korzystanie z programów lojalnościowych oraz trend kupowania zdrowej żywności. W odniesieniu do ostatniego punktu warto odnotować, że w TOP3 najszybciej rosnących kategorii znajdują się mięso, jak i nabiał pochodzenia roślinnego – mówi Michał Maksymiec.

Kto kupuje najwięcej?

Wartość koszyka polskiego shoppera oraz dynamika zmian zachodzących w czasie pandemii różniła się w zależności od stylów zakupowych konsumentów. Jednorazowo najwięcej – 66 zł – wydawali tzw. „mistrzowie dyskontów”, czyli osoby których żywiołem są dyskonty i wszystkie ich benefity takie jak: programy lojalnościowe, oferta marek własnych, a także szeroki dostęp do nowości produktowych. Najniższą wartość koszyka (23 zł) można było zaobserwować u nabywców „wymagających”, którzy dokładnie lubią wiedzieć co kupują i dokładnie wybierają miejsce zakupu – odwiedzają więc relatywnie więcej sklepów w tym chętniej specjalistyczne (mięsne, piekarnie czy warzywniaki). W całym 2020 roku Panel GfK odnotował także wyraźne zmiany w zakresie struktury wydatków na produkty szybko zbywalne. Największe przyrosty dotyczyły kategorii słonych przekąsek (+17,6%) oraz deserów i dodatków (+16,4%) oraz artykuły sypkie (+14,8%) takie jak makaron, kasza czy ryż.

Marki własne wzmocniły pozycję na rynku

Beneficjentem okresu pandemii okazały się również marki własne. Nie był to jednak chwilowy trend, a jedynie jego wzmocnienie, bowiem udział sektora private label w całej wartości wydatków na FMCG w Polsce rośnie systematycznie od wielu lat. W 2011 roku stanowiły one 14,5% wartości kupowanych dóbr szybko zbywalnych, by w 2020 roku osiągnąć poziom 19,3%.

Pandemia sprawiła, że jeszcze mocniej niż dotychczas zaczęliśmy zwracać uwagę na produkty korzystne cenowo. Mocną stroną marek własnych nie jest dziś jednak wyłącznie cena, ale także wysoka jakość, często nie odbiegająca w niczym od produktów markowych. Spodziewamy się zatem dalszego wzrostu popularności tej kategorii i prognozujemy, że w najbliższych dwóch latach udział wartości marek własnych w rynku przekroczy 21%. Choć na poziomie procentów może nie robi to wielkiego wrażenia, w praktyce gra toczy się o niespełna 6 miliardów złotych, o które powiększy się wartość rynku marek własnych – podsumowuje Michał Maksymiec.

Jak pandemia przemeblowała rynek hotelowy

Pandemia zahamowała dotychczasową hossę na rynku hotelowym w Polsce. W 2020 r. wstrzymano niektóre nowe inwestycje, liczba gości hotelowych spadła o połowę, a do Polski przyjechało 71% mniej zagranicznych turystów. Najmocniej COVID-19 dotknął segment hoteli konferencyjnych pokazuje najnowszy raport „Rynek hoteli oraz condohoteli w Polsce”, przygotowany przez Emmerson Evaluation.

Pandemia zastała polski rynek hotelowy w czasie jego prosperity – jeszcze w styczniu i w lutym 2020 roku stopień wykorzystania miejsc noclegowych przewyższał analogiczne wskaźniki z roku 2019. W styczniu 2021 r. stopień wykorzystania miejsc w obiektach noclegowych wyniósł 8,4% i w porównaniu z poprzednim rokiem jest to spadek o 25,5 p. proc.

Według danych GUS, w 2020 roku[1] w Polsce funkcjonowało 2498 hoteli z ponad 276 tysiącami miejsc noclegowych, co oznacza spadek o 5,2% w skali rocznej. Liczba hoteli r/r wzrosła jedynie w na Dolnym Śląsku. Największe spadki liczby hoteli eksperci Emmerson Evaluation odnotowali w województwach wielkopolskim (-11,6%) i łódzkim (-10,4%). Sytuacja przedstawia się niewiele lepiej również w przypadku województw: mazowieckiego, śląskiego, opolskiego i małopolskiego.Pandemia zrobiła duże przemeblowanie na rynku hotelowym

Liczba gości spadła o połowę w skali roku

W 2020 roku na pobyt w krajowych hotelach zdecydowało się 11,1 mln osób. Dla porównania w roku 2019 obiekty ugościły ich 23,5 mln. Spadek rzędu 53% jest pokłosiem lockdownów, podczas których działanie hoteli było niemal całkowicie wstrzymywane, a także zamkniętych granic kraju, co przełożyło się głównie na zmniejszenie o 71% liczby zagranicznych turystów. Na pobyt w polskich ośrodkach zdecydowało się  9,4 mln Polaków, o 8,1 mln mniej niż rok wcześniej, co oznaczało spadek o 46% rok do roku. Zamknięte granice spowodowały również znaczne powiększenie dysproporcji pomiędzy turystami krajowymi oraz zagranicznymi – tych pierwszych było w 2020 roku ponad pięciokrotnie więcej.

Tak drastyczne spadki wyraźnie kolidują z utrzymującą się w poprzednich latach tendencją wzrostową. W 2019 roku liczba polskich gości hotelowych wzrosła w porównaniu z rokiem poprzednim  o ponad 5%, a zagranicznych o około 7%. Warty odnotowania jest fakt, iż liczba Polaków, którzy zdecydowali się na zakwaterowanie w krajowych hotelach w roku 2020 spadła do poziomu notowanego ostatni raz na rynku w 2012 roku – porównuje Robert Korczyński, Członek Zarządu Emmerson Evaluation.liczba gości hotelowych

W wakacje o jedną czwartą noclegów mniej

Jedynie okres wakacyjny ub. r. był momentem, w którym hotele położone w miejscowościach turystycznych osiągały zadowalające wyniki. Część obiektów mogła przetrwać także m.in. dzięki świadczeniom z pakietu antykryzysowego przygotowanego przez rząd. Według danych GUS, w okresie lipiec-sierpień 2020 r. w Polsce udzielono 19,8 mln noclegów, tj. o 6,9 mln (25,8%) mniej niż przed rokiem. O ile latem obłożenie dochodziło do kilkudziesięciu procent w najlepszych kurortach wypoczynkowych, o tyle w wielu miejskich hotelach było minimalne.

Pandemia wpłynęła też na otoczenie rynku hotelowego. Właściciele obiektów przy braku przychodów ograniczyli zatrudnienie. Część ze zwolnionych osób przebranżowiła się z obawy przed pracą w tak niepewnej branży. – W momencie, gdy rynek wróci do normalności, wyzwaniem może być zatem znalezienie odpowiednich osób do zespołu. Dodatkowo, kryzys rynku hotelowego dotknął też dostawców usług i rozwiązań dla hoteli. Niektóre z nich lwią część swoich przychodów czerpały z usług wykonywanych dla hoteli, więc sytuacja epidemiczna dotknęła je w niemal równym stopniu – zauważa Robert Korczyński.

Pandemia nie wstrzymała całkowicie otwarcia nowych obiektów

Emmerson Evaluation w swoim corocznym raporcie poddał szczegółowej analizie najważniejsze rynki hotelarskie, reprezentowane przez największe miasta wojewódzkie oraz regiony turystyczne. Eksperci firmy zaobserwowali na nich zarówno wzrosty, jak i spadki liczby obiektów hotelowych. Łącznie całkowity wzrost w wyszczególnionych lokalizacjach w 2020 r. był nieznaczny i wyniósł 1,3% względem roku 2019. Nowe hotele pojawiły się na rynkach: stołecznym, trójmiejskim, krakowskim, wrocławskim oraz lokalizacjach typowo wypoczynkowych – nad morzem i w górach.

W stosunku do roku 2019 tempo przybywania hoteli wyhamowało. Wiele nowych projektów zostało wstrzymanych. Jednak budowy będące już na mocno zaawansowanym etapie prac zostały ukończone, nawet w dobie zamknięcia całego sektora turystycznego. Spadek liczby hoteli w stosunku do 2019 roku odnotowaliśmy więc tylko w Łodzi i w Poznaniu, gdzie wyniosły one odpowiednio 8,6% oraz 3% – wskazuje ekspert Emmerson Evaluation.zmiana liczby hoteli

Liczba pokoi hotelowych na najważniejszych rynkach wzrosła o 2,6% w skali roku, co przełożyło się na 1663 nowopowstałych dostępnych pokoi. Spadki odnotowały Łódź i Poznań – odpowiednio o 10% oraz o 2,5%. Sytuacja najlepiej prezentuje się w Warszawie oraz Trójmieście, gdzie w skali 2020 roku przybyło odpowiednio 7,1% oraz 6,4% pokoi hotelowych. Przed końcem pierwszej połowy 2021 roku na najważniejszych rynkach dostarczono kolejne 488 pokoi hotelowych.zmiana liczby pokoi hotelowych

Niższe obłożenie pokoi hotelowych w 2020 r.

Stopień wykorzystania pokoi hotelowych w Polsce zmalał z 53,7% w roku 2019 do 28,3% w roku minionym. W 2020 r. poziom 40% przekroczyło tylko województwo zachodniopomorskie (40,5%). Najgorzej sytuacja wyglądała w województwach łódzkim (24,2%) oraz mazowieckim (24,7%), gdzie odnotowano największe spadki (o 60% r/r). Ma to głównie związek z ograniczoną liczbą podróży biznesowych, wskazują autorzy raportu. Niemal równie mocno obniżył się stopień wykorzystania pokoi w Małopolsce (o 56,6% r/r), w tym przypadku w związku ze spadkiem liczby turystów zagranicznych. Najmniejsze obniżenie stopnia wykorzystania pokoi odnotowano na Warmii i Mazurach (o 30,3%), gdzie w sierpniu 2020 roku było nawet więcej turystów, niż rok wcześniej.

Plany nowych inwestycji pod znakiem COVID-19

Niepewność związana z obecną sytuacją wpływa również na przyszłe otwarcia i decyzje o realizacji planowanych projektów. Jeżeli bowiem pojawią się kolejne fale zachorowań, odraczanie terminów inwestycji czy całkowite ich zaniechanie będzie wysoce prawdopodobne. Zdaniem analityków Emmerson Evaluation, realny wpływ pandemii na finalną realizację planowanych obiektów będzie można ocenić najwcześniej za 3 lata.

Brak możliwości przewidzenia rozwoju sytuacji epidemicznej idzie w parze z niemożnością oceny realnego popytu. Taki stan rzeczy powoduje niechęć banków do udzielania kredytów inwestorom. Jest to kolejny czynnik, który może przesunąć część projektów w czasie lub nawet sprawić, że te nie zostaną wprowadzone w życie – dodaje Robert Korczyński.

Prognozy dla rynku hotelowego

Eksperci Emmerson Evaluation przewidują, że w 2021 roku rynek będzie pod wpływem podobnych czynników, z którymi miał do czynienia w roku poprzednim. Mowa tutaj m.in. o przewadze turystów rodzimych nad zagranicznymi czy też większym popycie na hotele położone w destynacjach turystycznych niż biznesowych. Pod dużym znakiem zapytania pozostaje druga połowa bieżącego roku, czyli okres jesienno-zimowy, kiedy to ogólna liczba zachorowań w zeszłym roku statystycznie wzrastała. Nawet jeśli nadchodzący sezon będzie wolny od ograniczeń i obostrzeń, to wydaje się mało prawdopodobne, że branża hotelowa od razu powróci do wyników z przed pandemii. Można się spodziewać, że przez pewien okres hotele będą miały gorsze statystyki obłożenia i niższe ceny sprzedaży pokoi niż przed pandemią. W optymistycznym wariancie taka sytuacja może trwać przez najbliższe 2-3 lata.

W trudnym położeniu znalazły się także ośrodki obsługujące sektor biznesowy. Mimo że przez pewien okres mogły przyjmować gości będących na wyjazdach służbowych, to świeciły pustkami. Segment hoteli konferencyjnych może wychodzić z kryzysu nawet dłużej. Szybko nie wrócą konferencje i podróże biznesowe w skali, jaką widzieliśmy w poprzednich latach. Wskaźniki notowane w tym segmencie przez kolejne lata mogą nie zbliżyć się do tych z lat poprzednich, a to w konsekwencji może zahamować planowaną podaż. Podobnie będzie z obłożeniem hoteli oraz poziomem cen sprzedaży pokoi – te będą odbudowywały się powoli – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

[1] Stan na 31. lipca 2020 r.

Rybnik z rosnącym potencjałem inwestycyjnym

Przemiana aglomeracji miejskiej Rybnika, z obszaru kojarzonego w przeszłości głównie z górnictwem i przemysłem ciężkim, w miejsce sprzyjające nowoczesnym gałęziom biznesu i rynkowi nowych technologii sprawia, że ośrodek ten ma szansę stać się jednym z kierunków preferowanych przez inwestorów m.in. z branży IT czy R&D. Colliers we współpracy z The Adecco Group przygotował raport „Kierunek – Rybnik”, w którym przeanalizował potencjał inwestycyjny miasta i całej aglomeracji, uwzględniając dostęp do coraz lepiej wykwalifikowanej kadry, a także rozwój rynku nieruchomości biurowych. W publikacji, objętej patronatem przez ABSL – Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych, nie zabrakło również informacji, na jaką pomoc ze strony władz miejskich mogą liczyć potencjalni inwestorzy.

Potencjał Rybnika tkwi w ludziach

Rybnik to jedno z największych i najludniejszych miast w województwie śląskim, główny ośrodek aglomeracji zamieszkiwanej przez ponad 600 tys. osób, do której zaliczają się również takie miasta jak Jastrzębie-Zdrój, Żory, Racibórz czy Wodzisław Śląski. Tym samym, aglomeracja rybnicka jest drugim co do wielkości zespołem miejskim Śląska i znajduje się w pierwszej dziesiątce największych aglomeracji miejskich w Polsce.

– Lokalizacja Rybnika pomiędzy silnymi ośrodkami, jakimi są Katowice i Ostrawa w Republice Czeskiej, a także bardzo dobrze rozwinięta sieć drogowa i kolejowa, powodują, że miasto ma dostęp do ok. 3,5 mln potencjalnych pracowników i partnerów biznesowych, którzy są w stanie dojechać do miasta w czasie krótszym niż 1 godzina. Takie położenie miasta sprzyja również dynamice rozwoju, a bliskość granicy z Czechami oraz większych ośrodków miejskich, wymusza konkurencyjność – mówi Piotr Kuczera, Prezydent Miasta Rybnika.

Inwestorzy doceniają dostęp do fachowców oraz ekspertów łączących doświadczenie akademickie z działalnością gospodarczą i komercyjną. W aglomeracji rybnickiej działa łącznie 8 uczelni wyższych, kształcących wysoko wykwalifikowaną kadrę na różnorodnych kierunkach, m.in. tych o specjalizacji biznesowej jak Master of Business Administration (MBA), MS Excel i VBA w biznesie czy Academy of Business Management 3.0. Ponadto na terenie Rybnika planowane jest utworzenie Wyższej Szkoły Zawodowej o profilu medycznym, a także Centrum Projektowego Fraunhofera, które ma funkcjonować pod nazwą Zaawansowane Inteligentne Technologie dla Zielonej Przyszłości. Będzie działać w ścisłej współpracy z Towarzystwem Fraunhofera Wspierania Badań Stosowanych w Monachium oraz Instytutem Fraunhofera w Chemnitz – jedną z największych, najbardziej innowacyjnych i liczących się organizacji naukowych wspierających przemysł w Europie.

Rybnik motorem napędowym regionu  

Rybnik w Strategii Rozwoju Województwa Śląskiego „Śląskie 2030” zaliczony został do tzw. ośrodków wzrostu, czyli obszarów pełniących wiodące funkcje gospodarcze i społeczne. Ośrodki wzrostu w najwyższym stopniu przyczyniają się do rozwoju województwa oraz wpływają na jego pozycję w kraju i Europie.

– Niewątpliwy wpływ na rosnące znaczenie Rybnika dla rozwoju regionu ma jego lokalizacja. Bliskość jednego z największych w Europie węzłów autostradowych A1 i A4, rozwinięty układ drogowy, na który składa się blisko 460 km dróg publicznych i dobre połączenia komunikacyjne sprawiają, że miasto jest miejscem sprzyjającym rozwojowi przedsiębiorczości – mówi Paweł Panczyj, Dyrektor ds. rozwoju i współpracy z partnerami ABSL.

Również przemysł jest w fazie zmian. Konkurencyjne i nowoczesne przedsiębiorstwa mogą liczyć na wsparcie władz, czego najlepszym przykładem jest między innymi dystrybutor stali Tesko Steel, realizujący w ostatnich latach rekordowe inwestycje i znacząco powiększający swój zespół o kolejnych specjalistów.

– Jesteśmy świadkami przebudowy gospodarki, a co za tym idzie – rybnickiego rynku pracy. Na znaczeniu zyskuje branża nowych technologii m.in. IT. Dla specjalistów z tego obszaru jest tu coraz więcej ofert pracy, co znajduje potwierdzenie we wzroście liczby publikowanych ofert w 2020 r. – choć pandemia i ograniczone rekrutacje spowodowały ich ogólny spadek o 40% względem 2019 r., sektor IT jako jedyny odnotował wzrost w wysokości 17,6% – mówi Adam Gałeczka, dyrektor oddziału śląskiego w Grupie Adecco.

Potencjał rynku biurowego będzie rosnąć

Rybnik oferuje największe zasoby całkowiej powierzchni biurowej w aglomeracji, w wysokości 27 tys. mkw. zlokalizowanych w 8 biurowcach. Większość z budynków biurowych zlokalizowana jest w centralnej części miasta – dzielnicy Śródmieście oraz w okolicznych dzielnicach tj. Rybnik-Północ, Paruszowiec-Piaski, Smolna i Zamysłów.

Wśród największych projektów należy wymienić 12-kondygnacyjny biurowiec klasy A – K1 o powierzchni 11 tys. mkw. Projekt cieszy się dużym zainteresowaniem korporacyjnych najemców – swoje biura mają tu m.in. ING Bank Śląski, FireUp Software czy PKO BP. W bezpośrednim sąsiedztwie realizowane są dwa kolejne biurowce oferujące nowoczesną powierzchnię biurową. Jeden z tych obiektów – budowa znajduje się w końcowej fazie inwestycji, realizowany jest na potrzeby firmy z branży IT. Na uwagę zasługuje również Park Biznesu Ballyvesey przy elektrowni, oferujący na wynajem 3 100 mkw. powierzchni biurowo – magazynowej, z której korzysta już m.in. Coca-Cola HSBC, Beghelli i Nexum.

– W związku z rosnącą aktywnością firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, które rozszerzają swoją działalność i zatrudniają nowych pracowników, możemy spodziewać się w Rybniku większego popytu na powierzchnię biurową. Prognozujemy, że przełoży się to na systematyczny wzrost inwestycji biurowych w mieście – mówi Barbara Pryszcz, dyrektor regionalna Colliers w Katowicach.

Spokojny piątek

Pomimo odczytów z Wielkiej Brytanii oraz z USA na rynkach walutowych niewiele się w sumie działo. Inwestorzy czekają wyraźnie na silniejsze sygnały, niż były generowane z tych danych.

Dane za oceanem

W piątek poznaliśmy pakiet danych na temat dochodów i wydatków Amerykanów. Wydatki się nie zmieniły mimo spodziewanego wzrostu o 0,4%. Z kolei lepiej od oczekiwań wypadły dochody, które spadły zaledwie o 2% przy oczekiwaniu 2,7%. Dane te są szczególnie dobre dla osób zaniepokojonych stanem zadłużenia obywateli USA. Dysproporcja pomiędzy wydatkami a dochodami jest bowiem wyraźnie mniejsza, niż oczekiwano. Dolar przyjął te dane jednak dość spokojnie i oprócz krótkiego wybicia na niekorzyść amerykańskiej waluty nie było widać negatywnych ruchów.

Lepsze dane z Wysp

W piątek poznaliśmy również lepsze od oczekiwań dane na temat sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii. Opublikowano wskaźnik sprzedaży detalicznej według Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu. Wypadł on znacznie lepiej, niż sądzono. Został jednakże nakryty godzinę później komunikatem z biuletynu kwartalnego Banku Anglii. W rezultacie zmienność na parach funtowych nie była zauważalnie większa.

Ceny ropy boją się OPEC

Zdaniem wielu analityków najbliższe posiedzenie OPEC powinno doprowadzić do wyraźnego zwiększenia produkcji ropy, by przeciwdziałać nadmiernemu wzrostowi cen surowca. Kartel steruje ceną w taki sposób, by nadmiernie drożejąca ropa nie powodowała impulsów do szukania alternatyw. Obecne okolice 70 dolarów są uważane za minimalny poziom, by opłacalna stała się część alternatyw w rodzaju łupków. Z tego m. in. powodu po piątkowych rekordach mamy dzisiaj przecenę na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Pandemia COVID-19 umacnia dyskryminację płacową kobiet

Jedną z konsekwencji pandemii COVID-19 było nałożenie na pracowników dodatkowych obowiązków lub zmiana ich roli w firmie. Choć sytuacja dotknęła w tym samym stopniu pracowników obu płci, to jednak aż 10 proc. mniej kobiet otrzymało za to dodatkowe wynagrodzenie – wynika z badania firmy ADP, międzynarodowego dostawcy rozwiązań kadrowo-płacowych. Co więcej, blisko co trzecia kobieta uważa, że w czasie pandemii zmniejszyły się możliwości rozwoju ich umiejętności.

Wyniki badania „People at Work 2021: A Global Workforce View”, które objęło 32 tys. pracowników z 17 krajów, w tym Polski, jasno pokazują zwiększenie zakresu obowiązków pracowników w czasie trwania pandemii COVID-19. Aż 34 proc. ankietowanych w Polsce stwierdziło, że otrzymało dodatkowe zadania, a 15 proc. – nowe role w firmie. I choć w przypadku tych pierwszych, wskaźnik odpowiedzi mężczyzn i kobiet jest podobny (33 proc. vs 35 proc.) to zmianę lub objęcie nowego stanowiska deklaruje 19 proc. mężczyzn i 11 proc. kobiet.

Nierówności w płacach nadal istnieją

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku benefitów finansowych. Aż 66 proc. mężczyzn przyznaje, że w związku ze zmianami i nowymi obowiązkami otrzymali podwyżkę lub premię. W przypadku kobiet odsetek ten wynosi zaledwie 55 proc. Co ciekawe, pod tym Polska znacznie odbiega od Europy – średnia dla 17 krajów w przypadku mężczyzn wynosi 69 proc. a dla kobiet – 66 proc.

Czas kryzysu to dla wielu firm wyzwanie nie tylko pod kątem finansowym, ale także organizacyjnym. Luki kadrowe i nieobecności wywołane problemami zdrowotnymi sprawiają, że na pozostałych pracowników nakładane są nowe obowiązki. Pracodawcy, często walcząc o zachowanie pozycji rynkowej, wymagają też od zatrudnionych dodatkowego zaangażowania. Niestety, wyniki badania udowadniają, że nie wiąże się z odpowiednim wynagrodzeniem, a co gorsza mamy do czynienia nawet z dyskryminacją płacową – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Brak motywacji do działania

Raport ADP wskazuje też konsekwencje nierównego traktowania pracowników. 35 proc. kobiet w Polsce uważa, że pandemia COVID-19 negatywnie wpłynęła na ich możliwości rozwoju w obecnym miejscu pracy. Z kolei zwiększenia swoich umiejętności w czasie pandemii upatruje zaledwie 16 proc. ankietowanych kobiet. Co istotne również w tym przypadku, widoczne są różnice względem płci – wśród mężczyzn odpowiedzi te wynoszą odpowiednio 23 i 27 proc. Niestety, podobnie jak w przypadku otrzymywania dodatkowych benefitów finansowych, średnia dla 17 krajów jest dużo wyższa – procentowy udział odpowiedzi pozytywnych to 46 proc. zarówno wśród  mężczyzn, jak i kobiet.

Postrzeganie sprawiedliwości przez pracowników odgrywa kluczową rolę w ich poczuciu lojalności i oddania, które z kolei wpływają na produktywność i utrzymanie talentów, a szerzej na reputację firmy. Jeśli kobiety zaczną czuć, że ich wysiłki są pomijane – szczególnie w odniesieniu do ich kolegów – spadnie ich efektywność, co może przełożyć się na gorsze wyniki firmy –  dodaje Anna Barbachowska.

3 korzyści dla Twojej firmy z wdrożenia Microsoft Office 365

Większość z nas, niezależnie czy to prywatnie czy prowadząc działalność gospodarczą, czy też będąc na studiach, nie wyobraża sobie pracy bez podstawowych programów oferowanych przez pakiet Microsoft Office. Pierwsza wersja tego pakietu na platformę Windows powstała już w 1992 roku. Aktualnie Word, Powerpoint czy Excel to najpopularniejsze z nich, które dzięki swojej funkcjonalności zapewniają nam profesjonalne przygotowanie dokumentów tekstowych, prezentacji czy zestawień wykonywanych obliczeń. Microsoft Office jest zdecydowanie najczęściej spotykanym pakietem biurowym na świecie, który jest oferowany jako jednorazowy zakup lub jako usługa, za którą abonament płacony jest cyklicznie. Zakup pudełkowej wersji daje nam możliwość korzystania z pakietu bez ograniczeń, jednak programy możemy zainstalować tylko na jednym urządzeniu. Jakie więc korzyści niesie za sobą Microsoft Office 365, za który zobowiązani jesteśmy płacić cyklicznie?

Zacznijmy od początku

Usługa Office 365 powstała w 2011 roku w celu połączenia istniejących usług takich jak Business Productivity Online Suite w usługę dostępną w chmurze, m.in. dla poczty e-mail czy dla wewnętrznych sieci społecznościowych. Początkowo abonamenty Office 365 były kierowane tylko do małych oraz średnich przedsiębiorstw, później rozszerzone zostały również dla korporacji. Z każdym rokiem i wprowadzaniem nowych wersji pakietów pudełkowych aktualizowano wersję platformy. Pierwszą korzyścią jaką niesie za sobą posiadanie wersji z abonamentem jest fakt, że poza dobrze znanymi programami, takimi jak edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny czy aplikacja do przygotowywania prezentacji, Twoja firma otrzymuje dostęp do Outlooka, OneNote, Publishera, OneDrive czy Accessa. Aplikacje te umożliwiają pracę z wykorzystaniem najbardziej efektywnych funkcji.

Wirtualny dysk

Kolejna korzyścią zdecydowania się na Office 365 zamiast wersji pudełkowej to sposób przechowywania wszelkich dokumentów Twojej firmy. Z uwagi na to, że są one gromadzone w chmurze i aktualizowane są w momencie wprowadzania zmian, praca zespołowa jest zdecydowanie prostsza i bardziej efektywna. W tym samym czasie nad jednym plikiem z kilku urządzeń może pracować wiele osób. Ponadto wszystkie programy aktualizowane są automatycznie jeżeli pojawi się ich nowsza wersja. W celu wdrożenia usługi Office 365 warto skorzystać z obsługi informatycznej firm. Warszawa i znajdujące się tam duże korporacje, a także małe i średnie przedsiębiorstwa często decydują się na skorzystanie z kompleksowych usługi wdrożenia pakietu przez firmy it. 

Współpraca w najprostszej postaci

Trzecią z pierwszorzędnych korzyści oferowanych przez Office 365 jest usługa Microsoft Teams, która poprzez działanie w chmurze tworzy nieporównywalnie wygodną płaszczyznę do pracy zespołowej. Zestaw narzędzi i usług tej aplikacji jest kompatybilny z innymi produktami Microsoftu, m.in. w czasie rzeczywistym pozwala pracować w obrębie plików Word, Excel czy Powerpoint. Szczególnie teraz gdy praca zdalna stała się dla niektórych z nas codziennością taka usługa jest niezwykle komfortowa. Program jest zintegrowany z Outlookiem dzięki czemu jako pracodawca lub pracownik mamy dostęp do kalendarza, na skutek czego planowanie zadań czy spotkań jest łatwo dostępne i wygodne. Funkcjami, które również są bardzo przydatne są m.in. nagrywanie spotkań czy dostęp do spotkań przez przeglądarkę. Jest to o tyle ważne, że nasi kontrahenci mogą nie mieć zainstalowanego tego programu, a dzięki takiej możliwości możemy z nimi bez problemu współpracować. Narzędzie jakim jest Microsoft Teams daje Twojej firmie kontrolę nad wykonywanymi zadaniami i czyni pracę bardziej wydajną. 

Artykuł powstał przy współpracy z Ngsolutions.pl

Czerwcowa koniunktura według przedsiębiorców

Mikro przedsiębiorstwa mają wciąż największe trudności w rozwoju. W przeciwieństwie do firm dużych i średnich – które w poprzednich odczytach osiągały Miesięczne Indeksy Koniunktury powyżej 100 – przeważają wśród nich nastroje negatywne, a ich indeks nie przekracza granicy 100. Polski Instytut Ekonomiczny prognozuje, że w  przyszłości wskaźniki powinny się polepszyć także dla tych mniejszych firm. Stało się tak już w przypadku branży budowlanej. Z nadejściem wiosny indeks dla budownictwa zaczął się stopniowo podwyższać i w ostatnim odczycie osiągnął całkiem wysoki wynik na poziomie 103,9. Firmy budowlane otrzymują nowe zamówienia i mają dobre wartości sprzedaży – co świadczy z pewnością także o sezonowości branży.

– Dzięki otwarciu sklepów również czułe na restrykcje covidowe firmy sektora handlowego oceniają pozytywnie koniunkturę – ich czerwcowy indeks wyniósł 104,8. Naturalnie na zwiększenie handlowej koniunktury przełożyło się otwarcie galerii handlowych oraz sklepów wielkopowierzchniowych. Wskaźniki branży produkcyjnej również są dobre: osiągnęły poziom 106,5. Z kolei nieco gorzej dzieje się w usługach – pomimo tego, że indeks znacznie wzrósł w ostatnim odczycie: z 90,2 do 102,2 – powiedziała serwisowi eNewsroom  Katarzyna Dębkowska, kierowniczka zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Przedsiębiorstwom zawsze zadawane jest pytanie o to, czy w ciągu najbliższych trzech miesięcy zamierzają zatrudniać, zwalniać czy utrzymać liczbę zatrudnionych pracowników. Co ciekawe, w branży TSL 10% przedsiębiorców myśli o zwolnieniach pracowników. Otwarcie handlu tradycyjnego mogło się przełożyć na spadek popularności handlu online i być może stąd takie plany firm sektora TSL. Natomiast w usługach można zaobserwować duże niedobory pracowników. Ponad 20% firm usługowych chce zatrudniać pracowników – wskazuje Dębkowska.

Polski pracownik, to zestresowany pracownik. Trend na „L4” od lekarza psychiatry

Stres jest jednym z głównych czynników występujących w miejscu pracy, a mających negatywny wpływ na stan zdrowia pracowników. Potwierdzają to wyniki badania ankietowego Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowej, prowadzone w latach 2017-2020 wśród pracowników produkcyjnych. Średnio 57,4 % ankietowanych pracowników z różnych firm wskazało właśnie na stres (ocena subiektywna). W jednym z kontrolowanych zakładów pracy było to aż blisko 75% (tabela 1)! Te alarmujące dane odzwierciedlają także statystyki ZUS. W 2020 roku wystawiono 1,5 mln zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. Stanowi to wzrost o 25 % (rok do roku), a Polacy nie chodzili z tego powodu do pracy łącznie przez 27,7 mln dni (wzrost o 37 % w stosunku do 2019 roku). Co kryje się za tymi niepokojącymi liczbami?

Bez względu na branżę, region czy wielkość firmy, problem występowania stresu dotyczy zarówno kadry menedżerskiej, jak i pracowników najniższego szczebla. Stres niesie za sobą negatywne skutki na poziomie fizjologicznym, psychologicznym i behawioralnym. Występujący długotrwale może powodować rozstrój zdrowia i wzmożoną absencję chorobową. Jak wskazują eksperci Conperio, przyczyn stresu w miejscu pracy można się doszukać głownie na trzech płaszczyznach:

  1. Braku umiejętności do efektywnego wykonywania zleconych zadań.
  2. Nieodpowiednich relacji z przełożonym.
  3. Braku analizy norm produkcyjnych.

Zwiększony stres w pracy prowadzi również do niepokojącego społecznie trendu zwolnień psychiatrycznych, który niestety jest też wykorzystywany przez zdrowych pracowników.

Brak umiejętności do efektywnego wykonywania powierzonych zadań

W polskich firmach często pracodawcy nie przykładają odpowiedniej wagi do prawidłowego przeszkolenia nowozatrudnionych pracowników. W związku z tym, podwładni z mniejszym doświadczeniem oraz niewielkim stażem często się frustrują, łatwo rezygnują z postawionych przed nimi zadań lub zwyczajnie pobierają „L4”, uciekając niejako przed problemem. Tymczasem są pewne zadania, których świeżo upieczony pracownik nie potrafi zrealizować bez zaangażowania odpowiedniego czasu i pracy.

– Nieodpowiednio przygotowane wprowadzenie nowego pracownika może negatywnie skutkować na jego poczucie bycia w organizacji na odpowiednim miejscu, gdzie ma realizować powierzone mu zadania i brać odpowiedzialność za ich wykonanie. Odpowiednie wdrożenie pozwala poczuć się pracownikowi komfortowo. Aspekt ten wiąże się z poczuciem przynależności do organizacji, co w skali całego przedsiębiorstwa wpływa na jakże ważne budowanie kultury organizacji oraz pożądanych zachowań pracowników – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio, ekspert rynku pracy.      

Relacje z przełożonym

Jeżeli przełożony postrzegany jest przede wszystkim jako osoba nadzorująca wykonywanie norm produkcyjnych, stanowi to nie lada problem w przedsiębiorstwie. Przełożeni oddziałują presją na podległych pracowników, ze względu na brak dostępności odpowiednich narzędzi w zakresie zarządzania kadrą, a co za tym idzie nieumiejętność do motywowania, zamiast stresowania. Na przełożonych ciąży odpowiedzialność realizacji planów produkcyjnych i wobec tej presji, stosują ją również w stosunku do podwładnych.

– Przełożeni potrzebują szkoleń uświadamiających im ich rolę w przedsiębiorstwie oraz narzędzi do zarządzania pracownikami, takich jak np. rozmowy korygujące czy postabsencyjne. Przełożeni mają bezpośredni kontakt z pracownikami w ciągu całego dnia pracy, są przez nich obserwowani i oceniani, wobec czego ich postawy są niezwykle istotne. Dobry przełożony nie może kojarzyć się pracownikom jako źródło stresu, nawet w przypadku, gdy jego decyzje są wobec konkretnego pracownika nieprzychylne. Taka sytuacja powinna wzbudzać poczucie sprawiedliwości wśród pracowników, a dobrze przygotowany przełożony nie będzie powodem do stresu w miejscu pracy – wyjaśnia Mikołaj Zając.

Normy produkcyjne

Ważną rolę w kontekście stresu pracowników odgrywają również normy produkcyjne. Są one zazwyczaj ustalane dla całego przedsiębiorstwa bez uwzględnienia potencjałów poszczególnych grup pracowników. Jak przekonuje Mikołaj Zając, nowozatrudniony pracownik nie wykona takiej samej ilości pracy w tej samej jakości, co pracownik z kilkuletnim stażem:

Podnoszenie norm produkcyjnych bez przeprowadzenia odpowiednich analiz oraz bez wprowadzenia rozwiązań mających ułatwić pracownikom realizację większej ilości zadań bez negatywnego wpływu na jakość pracy jest błędem pracodawcy i stanowi jedną z podstawowych przyczyn powstawania chronicznego stresu w miejscu pracy – analizuje ekspert.

Wellbeing menedżer

Ostatnio, wzorem zachodu, powstają stanowiska pracy mające na celu pomóc pracownikom w osiągnięciu równowagi i dobrobytu. Jednak osoba na tym stanowisku nie będzie w stanie pomóc np. pracownikom fizycznym. Jej działania mogą być przydatne tylko w wąskiej grupie pracowników wyspecjalizowanych, a podobnie jak „owocowe czwartki” niewiele wniosą w zarządzanie stresem pracownika produkcyjnego. Pracownik na linii produkcyjnej potrzebuje przede wszystkim dobrej organizacji pracy, odpowiedniego przeszkolenia i wyposażenia stanowiska, a także realnej możliwości podnoszenia swoich kompetencji w określonym czasie – dodaje Katarzyna Lubowiecka, koordynator w Conperio.      

Trend na „L4” od lekarza psychiatry

Dane Conperio oraz dane ZUS za ubiegły rok to także wyraźny sygnał, iż epidemia koronawirusa jest dla wielu pracowników ogromnym obciążeniem psychicznym. Oprócz troski o zdrowie swoje i najbliższych, dochodzi nadmierna ilość obowiązków wynikających z nieobecności przebywających na zwolnieniach chorobowych współpracowników, a także izolacja społeczna spowodowana pracą zdalną i lockdownami. Jak zauważa Mikołaj Zając, którego Conperio przeprowadza ok. 30 000 kontroli pracowników na „L4” rocznie, ten niepokojący trend zwolnień psychiatrycznych wykorzystują także zdrowi pracownicy. Sprzyja temu fakt, iż symulowanie depresji wydaje się stosunkowo proste. W internecie nie brakuje konkretnych wskazówek dla pracowników jak mogą to zrobić. Tymczasem zweryfikowanie podczas kontroli, tego co w zachowaniu kontrolowanego pracownika jest normą, a co nie pozostaje dosyć trudne.

Tabela 1

Coraz więcej cudzoziemców pracuje w Polsce, kolejny rekord ubezpieczonych w ZUS

Liczba cudzoziemców legalnie pracujących w Polsce sięgnęła już prawie 800 tys. Pobity został kolejny rekord jeszcze sprzed pandemii. Ponad pół miliona z nich to obywatele Ukrainy. Na koniec maja liczba cudzoziemców pracujących w Polsce wynosiła 797 tys. osób, czyli o 127 tys. więcej, niż przed pandemią koronawirusa, podaje Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Wpływ na takie wyniki ma niewątpliwie trudna sytuacja gospodarczo-polityczna w krajach zza wschodniej granicy, w miarę stabilna sytuacja w Polsce, gwarancja zrozumiałych zasad pobytu cudzoziemców w porównaniu do innych krajów UE
i związanych z nią obostrzeń wywołanych przez pandemię.

Najnowsze dane z ZUS za maj 2021 r. mówią o tym, że spośród 796,8 tys. cudzoziemców największą grupę – 586 tys. osób – stanowili obywatele Ukrainy. Przed rokiem było to 433,6 tys., a miesiąc temu 574,4 tys. Jeśli obecne dane porównamy z sytuacją sprzed roku, czyli z końcem maja 2020 r., wzrost będzie jeszcze bardziej znaczący. Wówczas w polskim systemie ubezpieczeń społecznych znajdowało się ok. 605 tys. cudzoziemców. Tym samym wzrost w ciągu roku o niemal 192 tys. osób.

“Biorąc pod uwagę dane z badań socjologicznych przeprowadzonych w marcu br. przez  Centrum analitycznego Gremi Personal w tym roku, pomimo pandemii, Ukraińców przybyło do Polski więcej niż w roku ubiegłym. Wysokie poczucie zadowolenia z wykonywanej pracy przeważa u większości przebadanych respondentów, aż 68,3% jest usatysfakcjonowana. Trzy główne zalety pracy w Polsce dla Ukraińców są ekonomiczne: wysoki poziom wynagrodzenia w porównaniu z Ukrainą (80,6%), stabilna sytuacja gospodarcza w Polsce (27,9%) oraz możliwość łatwiejszego uzyskania wizy na pracę lub zezwolenie na pobyt czasowy niż w innych krajach UE (25,4%). Dodatkowo Ukraińcy planują lub już realizują otwarcie własnego biznesu (39,8%) w Polsce, sprowadzanie rodzin oraz zakup nieruchomości (55,5 %). Wszystko to wskazuje, że obecni ukraińscy imigranci zarobkowi coraz częściej postrzegają Polskę jako kraj stałego pobytu. Jest to niestety niedobry trend dla Ukrainy. Jednocześnie ich zainteresowanie migracją zarobkową do innych krajów UE, USA i Kanady utrzymuje się na wysokim poziomie. Jeżeli pozostałe kraje UE zagwarantują migrantom przyjazne warunki dostępu do swojego rynku pracy, to na polskim rynku może dojść do znacznej utraty ukraińskiej siły roboczej, która obecnie zasila jej gospodarkę, przy pogłębiającym się problemie niżu demograficznego.” – mówi Tomas Bogdevic dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal

Ukraińcy będą nadal przyjeżdżać do Polski ze względu na trudną sytuację gospodarczą w ich kraju. Wpływ na to ma wzrost cen oraz coraz mniej miejsc pracy. Małe i średnie przedsiębiorstwa nie radzą sobie ze skutkami pandemii. Dodatkowo oba kraje borykają się z niżem demograficznym. Liczba ludności Polski spadła w ciągu roku o ponad 155 tys., do 38,208 mln – podaje GUS, a w Ukrainie jest o 34% urodzeń w porównaniu do 2015 r. Głównym kryterium w wyborze kierunku migracji będzie przede wszystkim czynnik ekonomiczny: wysokość wynagrodzenia i warunki pobytowe. Od kilku lat w Polsce notuje się duży wkład cudzoziemców we wzrost PKB, a także niską stopę  bezrobocia. Warto rozważyć możliwość uproszczenia procedur związanych z zatrudnieniem cudzoziemców. W ten sposób Polska będzie mogła zatrzymać migrantów  na dłużej w swoim kraju i skutecznie walczyć z niżem demograficznym, na co Ukraina nie ma na razie planu.

Wzrost cen energii najbardziej odczują małe i średnie firmy?

  • Coraz wyższe koszty uprawnień do emisji CO2 wpłynęły na wzrost cen energii średnio o 15% od początku roku[1].
  • Jeśli symulacje analityków się sprawdzą, niebawem stawka za MWh w taryfie C11 wzrośnie dwukrotnie, osiągając poziom 690 zł.
  • Podobna sytuacja miała miejsce w 2018 r., także wtedy drastyczne podwyżki odczuli przede wszystkim odbiorcy energii w taryfie C, czyli mały biznes i rolnicy.
  • Zdaniem ekspertów nic nie wskazuje na to, że ceny zaczną spadać, rozwiązaniem jest jedynie długoterminowe zabezpieczenie kosztów energii.

Wielu przedsiębiorców doskonale pamięta 2018 r. oraz frustrację związaną z otrzymywaniem z miesiąca na miesiąc coraz wyższych rachunków za energię. Dotyczyło to wszystkich w tym małych biznesów, m.in. sklepów, punktów handlowo-usługowych, kwiaciarni, zakładów fryzjerskich i kosmetycznych czy gospodarstw rolnych. Obecnie możemy mieć do czynienia z podobną sytuacją. Od początku roku drastycznie rosną koszty uprawnień do emisji CO2, a co za tym idzie, także ceny energii. Jest to m.in. wynikiem polityki UE zmierzającej do zmniejszania opłacalności utrzymywania wysokoemisyjnych źródeł energii – czyli odejścia od węgla.

W ostatnim czasie obserwujemy skokowy wzrost kosztów uprawnień do emisji CO2, a istnieje wiele przesłanek przemawiających za tym, że ten trend będzie się jeszcze nasilał. Z tak drastycznymi podwyżkami cen energii mieliśmy do czynienia w 2018 r. Ówczesna sytuacja była trudna nie tylko dla odbiorców energii. Część spółek obrotu energią nie przetrwała na rynku, inne zmieniły swój cennik – niestety na niekorzyść przedsiębiorców korzystających z taryfy C. Wówczas Axpo zdecydowało, że nie podniesie opłat klientom i aktualnie także chcemy tego uniknąć. Dlatego już teraz zwracamy uwagę na ten niepokojący trend i proponujemy rozwiązania, które zapewnią bezpieczeństwo małym i średnim przedsiębiorstwom – mówi Katarzyna Bienias, Członek Zarządu i Dyrektor sprzedaży do małych i średnich przedsiębiorstw w Axpo Polska.Cena energii a cena uprawnień do emisji CO2

W jaki sposób uprawnienia do emisji CO2 wpływają wysokość rachunków za prąd?

Z przeprowadzonych przez Axpo Polska symulacji i analiz danych historycznych wynika, że wzrost kosztów uprawnień do emisji CO2 (EUA) ma bezpośredni wpływ na wysokość cen energii. W przypadku starych elektrowni węglowych to przełożenie prawie 1:1, a tych nowszych – ok. 0.8:1. Oznacza to, że każda złotówka więcej za EUA to wzrost cen energii za MWh. Obecnie koszt uprawnień do emisji CO2 wynosi ok. 243 zł/t, jednak zdaniem ekspertów może on wzrosnąć nawet do 100 euro, czyli ok. 450 zł. Gdy tak się stanie, odbiorcy energii w taryfie C11 będą musieli zapłacić ponad 690 zł za MWh prądu, czyli prawie dwa razy więcej niż obecnie!cena energii

Dalszy wzrost kosztów uprawnień do emisji CO2 jest pewny. Wynika to z założeń polityki klimatycznej UE zakładającej redukcję gazów cieplarnianych o co najmniej 55% do 2030 r. Dlatego ceny uprawnień do emisji będą utrzymywane na poziomie niwelującym opłacalność dalszego opierania się głównie na źródłach emisyjnych, czyli węglu. Poziomy cenowe rzędu 100 EUR/t CO2 pozwalają osiągnąć opłacalność ekonomiczną zero- i niskoemisyjnym technologiom, jak np. wodór. Nie należy więc spodziewać się natychmiastowej obniżki cen energii, a raczej szykować na kolejne podwyżki w przyszłym roku – dodaje Katarzyna Bienias.

Czas na przejrzenie dotychczasowych umów

Sytuacja z 2018 r. nauczyła wielu przedsiębiorców, by zawsze dokładnie sprawdzać zapisy w umowie zawieranej ze sprzedawcą energii. Sugerujemy zwracać baczną uwagę na  klauzule umożliwiające zmianę ceny energii w trakcie obowiązywania kontraktu lub nawet możliwość przeniesienia praw do umowy, czyli odsprzedanie klienta innej firmie. Inne doświadczenie sprzed trzech lat uczy, by decydować się na współpracę jedynie ze stabilnymi, obecnymi od dłuższego czasu w branży spółkami obrotu, które są odporne na zmiany rynkowe. Przed podpisaniem umowy warto więc sprawdzić, w jaki sposób dana firma poradziła sobie chociażby w roku 2018 i jaką politykę cenową zastosowała wobec klientów.

Zdaniem ekspertów obecnie korzystne mogą okazać się opcje długoterminowego zabezpieczenia cen energii. Dzięki nim przedsiębiorcy nie odczują zapowiadanych podwyżek w kolejnych rachunkach za prąd. Niektóre produkty zakładają także możliwość zweryfikowania cennika za kilka miesięcy, aby zyskać pewność, że wybrana opcja faktycznie będzie korzystna dla danej firmy. Może to być więc bardzo dobry moment na zmianę sprzedawcy energii. Jednak warto przed tym zrobić dokładne badanie rynku, przeanalizować kilka ofert i zapoznać się ze wszystkimi zapisami w umowie.

[1] Średnioważone ceny BASE na TGE – styczeń vs. maj 2021

Transport z rekordowym zadłużeniem

Zaległości branży transportowej w bazie Krajowego Rejestru Długów są najwyższe w historii i wynoszą prawie 1,2 mld złotych. Większość z nich stanowią nieuregulowane rachunki najmniejszych firm przewozowych. Na zapłatę od nich czekają głównie bank oraz firmy leasingowe i faktoringowe. Równocześnie prawie 15 proc. zadłużenia transportowcy mogliby spłacić odzyskując własne należności od swoich kontrahentów.

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA, od początku pandemii, czyli od marca 2020 r. dług przewoźników i firm magazynowych wzrósł z 978,8 mln zł do 1,18 mld zł na koniec maja, czyli o ponad 20 proc. Poziom zadłużenie rósł jednak sukcesywnie na także w poprzednich latach, również przed rozpoczęciem pandemii, dlatego nie powinniśmy w niej upatrywać głównego powodu aktualnej sytuacji. Wyjątkiem od tej reguły był grudzień 2020 r., w którym kwota wszystkich zaległości nieznacznie spadła do poziomu 1,11 mld zł. Od początku 2021 r. sukcesywnie jednak rośnie.

Na brak spektakularnych wzrostów poziomu zadłużenia w branży TSL w czasie pandemii miała wpływ przede wszystkim dobra kondycja sektora e-commerce, z którym przewoźnicy mocno kooperują i który przez ostatni rok zgłaszał zwiększone zapotrzebowanie na dostawy. Nie bez znaczenia była także niezła kondycja polskiego przemysłu i firm budowlanych, które starały się funkcjonować niemal bez przestojów. Rosnące od lat zadłużenie branży można z kolei tłumaczyć tym, że polscy przewoźnicy muszą się mierzyć z dużą konkurencją na zachodzie oraz zmieniającymi się regulacjami dotyczącymi transportu towarów w poszczególnych krajach, które wymuszą ciągłe inwestycje w nowoczesny sprzęt. To duży wydatek, które często wymaga zewnętrznego finansowania w postaci kredytu. W przypadku braku oszczędności i utraty 1-2 kluczowych klientów, firmy przewozowe zaczynają mieć kłopoty z regulowaniem tych zobowiązań, co przekłada się na rosnące zadłużenie. Zwłaszcza, że bardzo duża grupa przewoźników to niewielkie przedsiębiorstwa – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Mniej dłużników, więcej do oddania

Pomimo wzrostu kwoty zadłużenia, liczba dłużników jest obecnie nieznacznie niższa niż w maju 2020 r. W zeszłym roku ta statystyka dynamicznie się zmieniała. W pierwszej połowie 2020 r. obserwowaliśmy 7-procentowy wzrost liczby dłużników. Najwięcej przedsiębiorców z branży TSL zalegających z płatnościami odnotowano w bazie KRD na koniec czerwca 2020 r. – 23 460 firm. Potem znów ta wartość lekko spadła, by następnie pod koniec roku zacząć rosnąć. Aktualnie problem nieuregulowanych zobowiązań dotyczy 23 316 firm.

Wyższa kwota zaległości i spadająca liczba dłużników spowodowały, że bardzo widocznie w ciągu ubiegłego roku wzrosło średnie zadłużenie przypadające na jednego przedsiębiorcę. To aż prawie o 6 tys. zł więcej (z 44,7 tys. zł do 50,5 tys. zł obecnie).

Problemy JDG-ów

Patrząc przez pryzmat województw, liderami zadłużenia (i liczby dłużników) są firmy z Mazowsza, które mają do oddania ponad 231 mln zł. Następnie Śląsk (137 mln zł) i Wielkopolska (131 mln zł). Na drugim biegunie znajdują się województwa: opolskie (20,3 mln zł), podlaskie (21,7 mln zł) oraz warmińsko-mazurskie (27,8 mln zł). Jeśli wziąć jednak pod uwagę liczbę dłużników, ostatnie miejsce na tym podium zajęłoby województwo świętokrzyskie.

Wśród firm notowanych w bazie KRD przeważają jednoosobowe działalności gospodarcze, które stanowią ponad 77 proc. wszystkich dłużników. Każda z nich ma średnio do oddania blisko 50 tys. zł. Suma ich zaległości to również 76 proc. wartości łącznego zadłużenia branży TSL. Dla porównania spółki z o.o. stanowią prawie ¼ dłużników transportowych.

Banki czekają na spłatę należności

Na liście wierzycieli firm transportowych pierwsze miejsce zajmują banki (295,3 mln zł). Kolejni w kolejce po swoje pieniądze są firmy zarządzające wierzytelnościami (233,8 mln zł) i leasingowe (189 mln zł, branża paliwowa (91,7 mln zł), ubezpieczyciele (80 mln zł) oraz firmy faktoringowe (51,7 mln zł).

Branża TSL również  jest wierzycielem, który ma do odzyskania od swoich dłużników prawie 171 mln zł, co stanowi ok. 14,5 proc. sumy jej zaległości. Prawie 55 mln zł to wzajemne długi branży (czyli zobowiązania firm transportowych i magazynowych). 38,6 mln zł są jej winni z kolei przedsiębiorcy z sektora handlowego, a 22,5 mln zł – firmy przemysłowe.

3 miesiące oczekiwania na płatność

Duże znacznie dla sytuacji finansowej branży i powstających zaległości miał fakt, że w łańcuchu powiązań biznesowych usługi transportowe są opłacane na końcu i niestety w sytuacji pandemicznej, w której przedsiębiorcy oglądali dwa razy każdy grosz, często nie starczało już na nie pieniędzy.

­­– Jednymi z głównych wstrzymujących zapłatę  są  agencje spedycyjne, które pośredniczą w umowach przewozu. W związku z niepewną sytuacją, w czasie pandemii firmy musiały na nowo ułożyły sobie hierarchię płatności – w pierwszej kolejności płaciły za kupiony towar, składki ZUS za pracowników oraz raty kredytu, wychodząc z założenia, że transport może poczekać. Niestety przedsiębiorcy zapominają o tym, że w branży transportowej standardowy termin płatności to aż 60 dni. W sytuacji, w które dochodzi do tego jeszcze miesięczny poślizg w uregulowaniu faktury, robią się z tego aż 3 miesiące oczekiwania na zapłatę od momentu wykonania usługi – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

W branży transportowej normą jest to, że termin płatności jest liczony jest nie od daty wystawienia faktury, tylko terminu dostarczenia dokumentów. Oznacza to, że w praktyce okres płatności zostaje wydłużony o czas powrotu kierowcy do firmy oraz czas dostarczenia dokumentów przez pocztę. Przez to, w przypadku długich tras, zdarza się, że termin wydłuża się dodatkowo nawet o 2-3 tygodnie.

Tymczasem niezapłacone faktury i rachunki to nic innego jak zamrożone pieniądze – dla firm, i dla całej gospodarki. Nie można o nich zapomnieć, ani czekać, aż kontrahent sam zapłaci, gdyż po roku covidowej rzeczywistości zwiększyła się liczba firm zagrożonych upadłością i borykających się z zadłużeniem. Skierowanie faktur do windykacji pozwala zachować płynność finansową, dzięki której przedsiębiorstwa mogą nie tylko przetrwać, ale myśleć o rozwoju – dodaje Jakub Kostecki.

Na rynkach chłodniej niż na dworze

Stabilizacja zagościła na rynkach finansowych bez oznak gorączkowej rewizji oczekiwań dotyczących ożywienia gospodarczego (w obliczu zagrożenia szczepem Delta) i ścieżki polityki monetarnej Fed i innych. Nowe rekordy indeksów sugerują, że warunki rynkowe są pozytywne i inwestorzy preferują podtrzymywać ten stan do czasu pojawienia się nowego katalizatora. Przed nami możliwy tydzień sennego wyczekiwania na piątkowy raport NFP.

Krótko utrzymał się strach przed jastrzębim zwrotem Fed, który początkowo wstrząsnął rynkami finansowymi. Do inwestorów dotarła świadomość, że znaczące (dla trendów cen aktywów) decyzje są odroczone dość daleko w przyszłość i w międzyczasie większe znaczenie będzie miało postępujące tempo ożywienia (akcje) czy nierównowaga popytu i podaży (surowce). Na FX przywrócenie risk-on i strategii reflacyjnej odnawia aprecjację walut ryzykownych, jednak zwrot Fed wyznaczył nowy rozdział dla rynku walutowego, gdzie przyszłość polityki monetarnej jest dodatkowym czynnikiem. I tak wśród walut surowcowych z grupy G10 NZD i NOK mają przewagę nad AUD i CAD, gdyż to po Norges Banku i RBNZ oczekuje się wcześniejszej decyzji o podwyżce stóp procentowych. W przypadku norweskiego banku niemal pewny jest wrzesień z możliwą kolejną podwyżką w grudniu. NZD korzysta przede wszystkim na różnicowaniu względem sąsiadującego AUD, gdzie tematem wciąż jest przedłużanie programu skupu aktywów.

EUR/USD uspokoił się po wstępnym, silnym tąpnięciu, a ubiegły tydzień przyniósł częściowe odreagowanie spadków i odbicie powyżej 1,19. Odbicie EUR/USD jest skromniejsze niż w przypadku innych crossów z dolarem, co częściowo tłumaczy fakt, że euro nie jest walutą ryzykowną. Jednak jakkolwiek wcześniej w eurodolarze można było upatrywać barometru apetytu na ryzyko (silna korelacja z rynkiem akcji), tak teraz efekt ten osłabnie, gdyż na niekorzyść euro mocniej zacznie przemawiać gołębia postawa EBC. Jeśli inwestorzy dalej chcą taniego finansowania dla ryzykownych inwestycji, ale obawiają się zaostrzania stanowiska Fed, takie waluty jak EUR, CHF czy JPY będą lepszym źródłem kapitału. Jeśli chodzi o samego USD, jego losy będą teraz zależne od napływających danych, ale tylko tych, które mogą istotnie wpłynąć na postawę Fed. W tym tygodniu w centrum uwagi będzie oczywiście raport z rynku pracy w piątek. Od tempa przyrostu zatrudnienia będzie zależeć, czy dokonuje się wyczekiwany przez Fed „znaczący postęp” w poprawie wskaźników gospodarczych. Jest to warunek dla rozpoczęcia procesu redukcji skupu aktywów i przybliżający podwyżkę stóp procentowych. USD potrzebuje wysokiego odczytu, by wzmocnić oczekiwania szybszych zmian w polityce Fed.

Wyparowanie „strachu przed Fed” jest także widoczne w notowaniach złotego – EUR/PLN zbliżył się do 4,50. W naszej ocenie jest to poziom równowagi krótkoterminowej, wokół którego złoty zakotwiczy na następne kilka tygodni. Kotwica jest jednak zarzucona na luźnym łańcuchu, toteż odchylenia od 4,50 mogą być częste. W najbliższych dniach nie zdziwi nas kontynuacja aprecjacji złotego do 4,45-4,47. Utrzymywanie się wysokiej inflacji (szacunek CPI w środę) oraz dokonane w ubiegłym tygodniu podwyżki stóp procentowych na Węgrzech i w Czechach podsycają oczekiwania inwestorów w odniesieniu do lipcowej decyzji RPP (7 lipca). Dalej sceptycznie podchodzimy do skłonności Rady do rychłej zmiany nastawienia, a tym bardziej do ogłoszenia „sygnalnej” podwyżki o 15 pb. Jednak liczymy się z tym, że rynek będzie uparcie dyskontował taką politykę, jaką chce od RPP, zamiast takiej, jaką faktycznie może dostać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Estoński CIT – wszystko, co trzeba wiedzieć

Estoński CIT to bardzo popularne hasło w ostatnich czasach. Jak można przeczytać w uzasadnieniu do ustawy wprowadzającej przepisy, celem estońskiego CIT jest wsparcie przedsiębiorców, którzy z uwagi na słabszą pozycję konkurencyjną i związane z tym mniejsze możliwości pozyskania finansowania zewnętrznego na realizację inwestycji, nie mogą rozwijać się zgodnie ze swoim potencjałem. Skorzystanie z przepisów o estońskim CIT jest całkowicie dobrowolne, a przedsiębiorcy w pierwszej kolejności powinni rozważyć, czy rozwiązanie to będzie korzystne dla spółki. Polskie przepisy, choć wzorowane na rozwiązaniu estońskim, przewidują szereg ograniczeń i warunków, przez co wielu podatników w ogóle nie będzie mogło skorzystać z tej formy opodatkowania. Przepisy przyjęte w Estonii opierają się na prostocie i w konsekwencji może z nich skorzystać większa liczba przedsiębiorców.

Co to jest estoński CIT?

Estoński CIT jest to forma podatku dochodowego od osób prawnych, różniąca się od tradycyjnych form momentem powstania obowiązku podatkowego. Tradycyjny model zakłada odprowadzenie miesięcznych zaliczek na CIT, a na koniec roku podatnik jest zobowiązany do złożenia rozliczenia rocznego. Głównym założeniem estońskiego CIT jest brak płatności CIT tak długo, jak zysk pozostaje w przedsiębiorstwie i jest przeznaczony na inwestycje. W sytuacji, gdy przedsiębiorca zdecyduje się na wypłatę zysków akcjonariuszom lub udziałowcom, będzie musiał zapłacić CIT. Konieczność nieustannego inwestowania jest jedną z głównych wad tego rozwiązania.

Warunki do skorzystania z estońskiego CIT

Nie każdy podmiot może skorzystać z przepisów o estońskim CIT. Niezbędne jest wypełnianie określonych kryteriów podmiotowych wskazanych w art. 28j ust. 1 ustawy o CIT. Pierwszy warunek to limit przychodów z działalności osiągniętych w poprzednim roku, który wynosi 100 mln zł brutto, czyli z uwzględnieniem podatku od towarów i usług. Kolejny warunek to zakres prowadzonej działalności, w szczególności ustawodawca wymaga, aby podmioty, które chcą skorzystać z estońskiego CIT, osiągały mniej niż 50% przychodów tzw. pasywnych, czyli przychodów z wierzytelności, odsetek, części odsetkowych rat leasingowych, poręczeń i gwarancji, praw autorskich i własności przemysłowej, zbycia i realizacji praw z instrumentów finansowych oraz z transakcji z podmiotami powiązanymi, jeżeli w ich ramach nie powstaje wartość dodana względem ekonomicznym lub wartość ta jest znikoma. W art. 28k ust. 1 ustawy o CIT sprecyzowano, że nowe przepisy nie będą dotyczyły przedsiębiorstw finansowych, instytucji pożyczkowych, podatników postawionych w stan upadłości lub likwidacji. Ponadto, aby ograniczyć działania optymalizacyjne, ustawodawca nie pozwolił na skorzystanie z tej formy przez podatników utworzonych w wyniku działań restrukturyzacyjnych: połączeń podziału, wniesienia tytułem wkładu niepieniężnego składników majątku uzyskanych w wyniku likwidacji innych podatników, a także, jeżeli wniesiono do nich przedsiębiorstwo, zorganizowaną jego części albo składniki majątkowe o wartości przekraczającej 10 tys. euro. Okres zawieszenia prawa do estońskiego CIT w takim przypadku wynosi 24 miesiące od momentu utworzenia podmiotu. Powyższe ograniczenie dotyczy także podatników, którzy zostali podzieleni przez wydzielenie oraz wnieśli tytułem wkładu przedsiębiorstwo, zorganizowaną część przedsiębiorstwa lub składniki majątkowe o wartości powyżej 10 tys. euro.

Kolejny warunek dotyczy zatrudnienia. Ustawodawca wymaga, aby podatnik zatrudniał przez okres co najmniej 300 dni w roku podatkowym co najmniej trzy osoby w przeliczeniu na pełne etaty, które nie będą udziałowcami lub akcjonariuszami. Dodatkowym kryterium są miesięczne wydatki na wynagrodzenia w wysokości stanowiącej co najmniej trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w 2020 r. wyniosło zgodnie z danymi GUS 5411,45 zł.

Kolejne ograniczenie dotyczy możliwości skorzystania z estońskiego CIT jedynie w przypadku spółek z ograniczoną odpowiedzialnością i spółek akcyjnych. Ponadto podatnik nie powinien posiadać udziałów (akcji) w kapitale innej spółki ani być zaangażowany kapitałowo w inny podmiot.

Ustawodawca wymaga także, aby podatnicy korzystający z tej formy opodatkowania nie byli zobowiązani do przygotowania sprawozdań finansowych zgodnie z MSR. Ostatni warunek dotyczy konieczności złożenia zawiadomienia o wyborze opodatkowania w ramach estońskiego CIT.

Zatem, jak widać, skorzystanie z estońskiego CIT wymaga spełnienia szeregu warunków formalnych, poczynając od odpowiednich limitów przychodów, poprzez wielkość wynagrodzeń, na zawiadomieniu urzędu kończąc. Powyższe ograniczenia sprawiają, że estoński CIT będzie rozważany jedynie przez spółki w fazie dynamicznego rozwoju.

Obowiązek inwestowania

Bardzo istotnym założeniem, a zarazem ograniczeniem estońskiego CIT jest konieczność inwestowania. Wysokość nakładów inwestycyjnych musi wynosić co najmniej 15% (nie mniej niż 20 tys. zł) wartości początkowej środków trwałych zaliczanych do grupy 3-8 Klasyfikacji (różnego rodzaju maszyny, urządzenia) w dwóch następujących po sobie latach podatkowych. W przypadku realizowania inwestycji „znaczącej dla prowadzonej działalności” nakłady powinny wzrosnąć o 33% w ujęciu czteroletnim (o co najmniej 50 tys. zł). Brak spełnienia kryterium inwestycyjnego może być skompensowany wzrostem wynagrodzeń o co najmniej 20% (ale nie mniej niż 30 tys. zł) w stosunku do takich wydatków w roku poprzedzającym dwuletni okres opodatkowania estońskim CIT.

Utrata prawa do opodatkowania estońskim CIT

W czasie opodatkowania tą formą rozliczenia CIT (co do zasady 4 lata bezpośrednio po sobie następujące) u podatnika mogą wystąpić sytuacje, wskutek których straci prawo do opodatkowania w tej formie, ponieważ nie będzie spełniał powyższych kryteriów. Utrata prawa następuje z końcem roku podatkowego określonego w zależności od przyczyny utraty prawa. Po utracie prawa do opodatkowania estońskim CIT ponowna możliwość wyboru tej formy jest możliwa dopiero po upływie pewnego okresu (3 lat). Ponadto podatnik może sam złożyć rezygnację z rozliczenia tą formą opodatkowania.

Podsumowanie

Wprowadzenie w Polsce przepisów dumnie nazywanych „estońskim CIT” zostało kompletnie oderwane od założeń, które obowiązują w Estonii. Polskie przepisy są „opasane” szeregiem warunków formalnych determinujących możliwość skorzystania z tej formy rozliczenia podatku oraz wymagają od podatnika znacznego inwestowania zatrzymanych zysków. Przedsiębiorcy, którzy planują „wejść” w tę formę rozliczeń, powinni mieć na uwadze, że estoński CIT to nie zmniejszenie czy anulowanie zobowiązania podatkowego, ale jedynie rozłożenie go w czasie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Magazynowanie ciepła i chłodu – drugie przedsięwzięcie NCBR z akumulacją na pierwszym planie

I w upały, i w mrozy lubimy czuć się komfortowo w pomieszczeniach, w których przebywamy. Jednak utrzymanie odpowiedniej temperatury wewnątrz budynku z wykorzystaniem procesów spalania paliw stałych wiąże się z emisją dwutlenku węgla i dużymi poziomami pyłów zawieszonych (PM10, PM2.5), które powodują smog i bardzo niekorzystnie wpływają na nasze zdrowie. Tak nie musi być! Narodowe Centrum Badań i Rozwoju poszukuje wykonawców gotowych podjąć się opracowania innowacyjnych, bezemisyjnych technologii, które pozwolą na efektywne dostarczanie do naszych domów oraz biur ciepła i chłodu przy wykorzystaniu magazynowania ciepła i chłodu, tak żebyśmy mogli z nich korzystać niezależnie od zmienności produkcji energii z odnawialnych źródeł. Takie właśnie wyzwanie stawia Centrum w najnowszym przedsięwzięciu „Magazynowanie Ciepła i Chłodu”, finansowanym z Funduszy Europejskich w ramach Programu Inteligentny Rozwój. Nabór wniosków prowadzony będzie do 26 lipca br.

To już dziewiąte z serii przedsięwzięć NCBR zmierzających do opracowania technologii, które mają być polską odpowiedzią na cele wyznaczone w strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Mówiąc krótko, w 2050 roku Unia Europejska ma osiągnąć zerowy po­ziom emisji gazów cieplarnianych netto. NCBR zaprosiło już zainteresowane podmioty do realizacji takich projektów, jak: oczyszczalnia przyszłości, innowacyjna biogazownia, budownictwo efektywne energetycznie i procesowo, ciepłownia przyszłości, elektrociepłownia w lokalnym systemie energetycznym, magazynowanie energii elektrycznej, wentylacja dla szkół i domów oraz technologie domowej retencji. Wszystkie one zostały wybrane pod kątem zapotrzebowania, potencjału do masowego wdrożenia i możliwości stania się polską specjalnością.

Tym razem chodzi o pobudzenie rozwoju naszego sektora producentów bezemisyjnych urządzeń grzewczych, aby rozbudowali swoje systemy o magazynowanie ciepła lub chłodu, ponieważ aktualnie stosowane rozwiązania pozostawiają wiele do życzenia tak w zakresie bilansu energetycznego, jak i emisyjności.

Od diagnozy do działania

Ponad 65% gospodarstw domowych w Polsce jest ogrzewanych poprzez spalanie węgla lub drewna, a prawie cały chłód wytwarzają agregaty chłodnicze zasilane energią elektryczną, która w naszych warunkach pochodzi głównie z elektrowni spalających paliwa kopalne. Wiąże się to z powiększaniem emisji szkodliwych czynników do atmosfery oraz emisjami gazów cieplarnianych.

Jednocześnie obserwujemy ciągły wzrost zapotrzebowania na ciepło i chłód, czego dowodem jest np. coraz większa liczba urządzeń klimatyzacyjnych w naszych domach i miejscach pracy. Eksperci zwracają uwagę, że wzmaga to obciążenie sieci elektroenergetycznej w krytycznych dla jej działania porach dnia, prowadząc do niekorzystnej sytuacji zarówno pod względem ekonomicznym (podnoszenie mocy elektrowni jedynie ze względu na chwilowe potrzeby skutkujące stratami w produkcji), jak i środowiskowym. Rośnie ilość czynników chłodniczych, które często zawierają freony – gazy szczególnie groźne dla środowiska.

Dlatego trzeba zrobić to inaczej. Jaki pomysł na transformację metodologii pozyskiwania i wykorzystywania ciepła i chłodu ma NCBR? W przedsięwzięciu badawczo-rozwojowym „Magazynowanie Ciepła i Chłodu” zostaną opracowane systemy do dwóch zastosowań: dla domu jednorodzinnego (w dwóch wariantach, w zależności od wskaźników energetycznych) i dla biurowca. W zapewnieniu niezbędnej energii do magazynowania ma pomóc instalacja OZE. Budżet przedsięwzięcia, finansowanego ze środków Funduszy Europejskich (POIR), wynosi 8,2 mln zł.

Problem polega na tym, że tam gdzie stosowane są już technologie OZE, mamy do czynienia z cykliczną zmiennością efektywności układu, np. panele fotowoltaiczne czy kolektory słoneczne pracują tylko w dzień, generując wtedy dużo energii, która ulega rozproszeniu. W nocy zaś występuje jej niedobór. To dlatego możliwość czasowego magazynowania „zielonej” energii stanowi dziś jedno z kluczowych wyzwań światowej energetyki. Z gotowych rozwiązań, pozwalających na korzystanie ze zgromadzonych zasobów w czasie, kiedy wytwarzanie ciepła i/lub chłodu jest utrudnione lub generuje wyższe koszty, chętnie skorzysta zwłaszcza budownictwo.

– Uważamy, że w przyszłości budynki będą czerpać ciepło i chłód z prądu pochodzącego z odnawialnych źródeł energii, a do tego potrzebne są magazyny. Umożliwienie dzięki naszemu nowemu przedsięwzięciu okresowego przechowywania energii z OZE w postaci ciepła i chłodu pozwoli na rozwój takich technologii w sektorze budownictwa, a także w przemyśle zeroemisyjnym – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Kiedy pomysły, plany i obliczenia, na które czekamy, zostaną potwierdzone wdrożeniem demonstratorów, nie tylko wzrośnie świadomość, dlaczego wykorzystanie magazynów ciepła i chłodu jest tak ważne, ale także spowoduje to przyspieszenie rozwoju rodzimego rynku tego rodzaju instalacji. Korzystanie w tym procesie z energii pochodzącej z odnawialnych źródeł pozwoli na zapewnienie ogrzewania lub chłodzenia w sposób nieszkodliwy dla środowiska, na czym nam wszystkim zależy – dodaje.

Magazyny sezonowe i krótkoterminowe na celowniku NCBR

Potrzeba opracowania innowacyjnych, „zielonych” technologii w zakresie akumulacji ciepła i chłodu spędza sen z powiek naukowcom i przedsiębiorcom z wielu krajów. Struktura zużycia energii końcowej w Unii Europejskiej wskazuje na to, że aż 49% tej energii przeznaczane jest na potrzeby grzewcze. Nic więc dziwnego, że nowoczesne technologie akumulacji ciepła i chłodu rozwijają się w Europie. Na przykład we Francji w 2016 roku, jak donosi „The Journal of Physical Chemistry”, naukowcy połączyli alkohole cukrowe (łatwo dostępny produkt odpadowy przemysłu spożywczego) z nanorurkami węglowymi, aby stworzyć materiał umożliwiający magazynowanie energii odnawialnej w postaci ciepła. Alkohol cukrowy umożliwia regulację punktu topnienia, a tym samym znaczące zwiększenie gęstości energii. Jednym z założeń tego projektu było wykorzystanie niedrogich, przyjaznych środowisku, bezpiecznych i łatwych w użyciu materiałów. Opracowano nowe tworzywo ulegające przemianie fazowej (PCM), przeznaczone do sezonowego magazynowania energii (STES) w zakresie średnich temperatur.[1]

Eksperci NCBR zwracają uwagę, że rozwój energetyki opartej na źródłach odnawialnych w dużej mierze zależy od efektywności akumulacji energii. Nadwyżki energii pochodzące m.in. z OZE można przechowywać i użyć w okresie największego zapotrzebowania na ciepło lub chłód w okresie jej niedoboru, co wiąże się z drugą korzyścią – obniżeniem zapotrzebowania instalacji ogrzewania lub chłodzenia budynków na energię elektryczną. Magazyny sprawdzą się też do pozyskiwania energii wtedy, gdy jest ona tańsza (np. przetwarzanie energii na ciepło w taryfie nocnej), i wykorzystywania jej w czasie, gdy trzeba by było za nią więcej zapłacić. Wśród potencjalnych zastosowań wskazuje się m.in. domy jednorodzinne, budynki użyteczności publicznej, biurowce, hotele, chłodnie i magazyny czy hipermarkety.

W przedsięwzięciu NCBR zaplanowano opracowanie technologii magazynowania ciepła i chłodu dla domów oraz biur w cyklu sezonowym oraz krótkoterminowym, czyli dobowym lub tygodniowym. Wariant sezonowy ma pozwolić na akumulację ciepła w miesiącach letnich i jego dystrybucję w okresie zimowym lub magazynowanie chłodu, kiedy jest zimno, i korzystanie z niego latem. Takie rozwiązanie umożliwi znaczne ograniczenie energii zużywanej do całorocznej klimatyzacji lub ogrzewania pomieszczeń. Magazyn krótkoterminowy (dobowy, tygodniowy) ograniczy pobór prądu potrzebny do produkcji ciepła lub chłodu w okresie, kiedy zapotrzebowanie na prąd jest największe oraz zoptymalizuje jej dobowy popyt.

Rozpowszechnienie tej technologii w domach jednorodzinnych to szansa na eliminację kotłów na paliwa kopalne, drewno czy biomasę.

Wykonawcy poszukiwani

W przedsięwzięciu „Magazynowanie Ciepła i Chłodu” zostaną przeprowadzone prace badawczo-rozwojowe w formule zamówienia przedkomercyjnego (PCP), które umożliwią opracowanie innowacyjnej technologii magazynów energii cieplnej i/lub chłodniczej, zintegrowanych z instalacjami ogrzewania i chłodzenia budynków, wykorzystującej energię z instalacji OZE.

Zasobniki ciepła lub chłodu mają się cechować m.in. wysoką sprawnością ładowania i oddawania ciepła i chłodu, minimalnymi stratami ciepła i chłodu, a także optymalną kubaturą dla ostatecznego zastosowania. Powinny być nieszkodliwe dla środowiska i oczywiście bezpieczne dla użytkowników.

Zaletą opracowywanej technologii będzie inteligentny system, samodzielnie wybierający najkorzystniejsze taryfy, przez co użytkownicy będą płacić niższe rachunki za prąd. W ramach projektu planowane jest opracowanie magazynu ciepła lub chłodu o największym potencjale rynkowym i korzystnym wpływie na środowisko, z możliwością recyklingu urządzenia w 100% po 25 latach użytkowania. W sumie, na ponad 2-letnie prace, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczy 8,2 mln zł z Funduszy Europejskich: 7,2 mln w etapie pierwszym, w którym swoje konkurencyjne koncepcje przedstawi i doprowadzi do etapu prototypu maksymalnie 6 wykonawców, oraz 1 mln zł w etapie drugim, w którym powstaną i zostaną przetestowane na konkretnych obiektach demonstratory nowych technologii.

Szczegółowe informacje oraz dokumentacja przedsięwzięcia „Magazynowanie energii elektrycznej” znajdują się na stronie internetowej Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Projekt realizowany jest w ramach projektu pozakonkursowego pn. Podniesienie poziomu innowacyjności gospodarki poprzez realizację przedsięwzięć badawczych w trybie innowacyjnych zamówień publicznych w celu wsparcia realizacji strategii Europejskiego Zielonego Ładu (w ramach poddziałania 4.1.3 Innowacyjne metody zarządzania badaniami Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój).

Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

[1] https://cordis.europa.eu/article/id/120326-a-sweet-solution-to-the-thermal-energy-storage-problem/pl

Jak zorganizować domowe biuro?

Model pracy zdalnej zyskiwał na popularności jeszcze przed wybuchem pandemii, jednak to właśnie na przestrzeni ostatnich miesięcy na stałe wpisał się w politykę pracowniczą wielu przedsiębiorstw. Popularny home office może przynosić równie wiele korzyści jak praca w warunkach biurowych, ale tylko wtedy, gdy aranżacja domowego biura spełnia kilka kluczowych aspektów. Zatem jak funkcjonalnie zorganizować home office, aby praca z domu była maksymalnie efektywna? Podpowiadamy.

Domowe biuro – gdzie wydzielić strefę do pracy?

To podstawowy problem wielu pracowników wykonujących swoje obowiązki zawodowe z poziomu zacisza domowego. Najbardziej komfortowym rozwiązaniem jest zagospodarowanie odrębnego pokoju, jednak w mieszkaniach o mniejszych metrażu najczęściej jest to niemożliwe. Nie można się jednak zrażać – wydzielenie strefy biurowej w salonie, sypialni czy kuchni to skuteczny sposób na ominięcie tego problemu. Warto  natomiast pamiętać, aby miejsce do pracy było maksymalnie wyciszone i pozwalało utrzymywać koncentrację na wysokim poziomie. Co najważniejsze, do wydzielenia domowego biura wystarczy wysoki, dwustronny regał, który będzie pełnić funkcję mobilnej ścianki działowej.

Domowe biuro – na jakie meble postawić?

Jednym z najważniejszych elementów wyposażenia home office jest biurko, które można ustawić tak, aby oddzielało strefę biurową od wypoczynkowej – czy to w salonie, czy w sypialni. Wybrany model powinien jednak wyróżniać się ergonomią i wielofunkcyjnym charakterem, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z ograniczoną przestrzenią mieszkalną. Szeroki blat, możliwość regulowania jego wysokości, pojemne szuflady na zamek – to cechy, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze konkretnego modelu. Zgrany duet z biurkiem stworzy dobrze wyprofilowane krzesło biurowe, które zapewni komfort podczas długich godzin spędzonych przed ekranem komputera. Nie można też zapomnieć o funkcjonalnych regałach i półkach wiszących, dzięki którym można w całości wykorzystać wysokość niewielkiego pomieszczenia.

Domowe biuro – jakie sprzęty wybrać?

Punktem centralnym każdego home office jest biurko, na którym powinno znaleźć się kilka podstawowych urządzeń. Absolutnym „must have” jest wydajny laptop MSI, który doskonale radzi sobie z przetwarzaniem wielu procesów jednocześnie, a do tego zapewnia wysoką jakość obrazu. Oprócz komputera, warto też zainwestować w dobrej jakości mysz oraz klawiaturę bezprzewodową, które są ciekawą alternatywą dla tradycyjnych modeli z kablem. Dla osób, które borykają się z ograniczoną pojemnością dysku wewnętrznego w swoim komputerze, optymalnym rozwiązaniem okazuje się dysk zewnętrzny 1TB, który pozwala bezpiecznie przechowywać dużą ilość plików cyfrowych.

Jakie strategie cenowe wyróżniamy w e-commerce?

Cena jest jednym z narzędzi pozycjonowania marki i budowania jej tożsamości. Strategia cenowa wpływa też na formę dystrybucji i dostępności danych produktów. W e-commerce można wyróżnić cztery najczęściej występujące strategie cenowe, które omówimy w niniejszym artykule.

Pozycja cenowa a strategia cenowa

Zanim przejdziemy do omawiania najczęściej przyjmowanych strategii cenowych, konieczne jest przedstawienie kwestii pozycji cenowych, które bezpośrednio będą przekładać się na strategie cenowe. Przyjęcie konkretnej pozycji cenowej przez dane przedsiębiorstwo jest konieczne, ponieważ informuje ona o cenie produktów, jego jakości oraz sposobach dystrybucji i promocji. Wyróżnia się następujące pozycje cenowe: luksusową, premium, średnią, niską, ultraniską.

Pozycje cenowe są bardzo ważne również z perspektywy sklepów internetowych – nie sposób uświadczyć w nich dóbr luksusowych, które zwykle dostępne są w bardzo ograniczonej liczbie stacjonarnych punktów sprzedaży. Domeną sklepów internetowych są przede wszystkim produkty marek z pozycji cenowych średniej, niskiej i ultraniskiej. To właśnie tutaj toczy się rywalizacja e-commerce’ów o pozyskanie jak największej liczby klientów, a pomocne okazują się narzędzia do monitoringu cen.

Strategie cenowe w e-commerce

Omówione poniżej strategie cenowe są tymi, z którymi najczęściej można spotkać się w sprzedaży internetowej.

Strategia penetracji rynku

Mamy tu do czynienia ze strategią, która polega na podnoszeniu wolumenu sprzedaży poprzez oferowanie atrakcyjnych cen. Jej celem jest zdobycie możliwie jak największego udziału w rynku właśnie dzięki niskiemu progowi cenowemu przy wprowadzaniu produktów na rynek. Strategia penetracji rynku na dalszym etapie zakłada podniesienie cen po tym, jak klienci docenią jakość i przekonają się, że produkt jest wart większych pieniędzy.

Skimming marketing, czyli spijanie śmietanki

O spijaniu śmietanki mówimy w sytuacji, w której w momencie wejścia na rynek cena produktu jest wysoka, a wraz ze starzeniem się produktu lub pojawianiem się jego nowocześniejszych wersji ulega ona stopniowemu obniżaniu. Branżami, w których skimming marketing jest powszechnie stosowaną strategią, są elektronika i nowe technologii. Innowacyjne produkty po pojawieniu się na rynku są zwykle drogie i dostępne dla zamożniejszej części klientów. Jej zaletą jest szybki zwrot nakładów na produkcję, jednak osiągnięcie oczekiwanego wolumenu sprzedaży wymaga intensywnych działań marketingowych, które mają przekonać konsumentów, że warto wyłożyć pieniądze na nowe produkty.

Wraz z obniżaniem się ceny produkt staje się dostępny dla szerszej grupy klientów, choć przestaje być wówczas produktem premium.

Strategia niskich cen

Celem tej strategii jest osiągnięcia wysokiego wolumenu sprzedaży wskutek ustanowienia niskich marż. Najczęściej stosuje się ją na rynku dóbr szybkozbywalnych i wysoko konkurencyjnych.

Strategia cen wysokich i prestiżowych

Stosuje się w przypadku marek, których produkty mają przynosić właścicielowi prestiż i luksus. Wysoka cena jest tu gwarancją jakości i wyjątkowości produktu, a także stanowi wysoki prób wejścia dla konsumentów.

Wykorzystaj narzędzia do zarządzania strategią cenową w e-commerce

Ceny obowiązujące  w sklepach internetowych są bardzo ważne dla producentów. Wojny cenowe lub nakładanie zbyt wysokich marż mogłoby zakłócić wypracowywaną pozycję marki na danym segmencie rynku. Narzędzia Dealavo do monitoringu cen w e-commerce dla producentów pomagają namierzać działania niezgodne ze strategią cenową danej marki i na podstawie zebranych danych dobierać wiarygodnych partnerów handlowych.

Opieka nad osobami starszymi w Niemczech – wyzwanie, które warto podjąć

Pracę w charakterze opiekunki osób starszych podejmują osoby w bardzo zróżnicowanym wieku. I choć jest to bardzo obciążające wyzwanie pod kątem fizycznym i psychicznym, to jednak spełnianie się w tej pracy przynosi ogromną satysfakcję. Co więcej – opiekunki osób starszych w Niemczech mogą zarobić naprawdę satysfakcjonujące pieniądze. Dowiedz się, z jakimi wyzwaniami wiąże się praca opiekunki niemieckich seniorów oraz jak dużą niesie ze sobą satysfakcję.

Z jakimi obowiązkami musi mierzyć się opiekunka osób starszych w Niemczech?

Każdy, kto opiekowała się osobą starszą, niezależnie od tego czy był to członek rodziny, czy opieka odbywała się w ramach pracy zarobkowej, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak dużą odpowiedzialnością i wytrwałością należy się wykazać w tej pracy. Do obowiązków opiekunki należy prowadzenie domu osoby starszej, czyli wykonywanie codziennych obowiązków, takich jak przygotowywanie posiłków, pranie, sprzątanie czy robienie zakupów. Opieka osób starszych w Niemczech polega również na okazaniu szczególnej atencji swojemu podopiecznemu, który nierzadko będzie osobą schorowaną i niesamodzielną.

Do zakresu obowiązków opiekunki w kwestii spełnienia podstawowych potrzeb seniora mogą należeć:

  • pilnowanie zalecanej diety;
  • pomoc przy czynnościach toaletowych;
  • pomoc w ubieraniu się;
  • podawanie leków i suplementów przepisanych przez lekarza;
  • dotrzymywanie towarzystwa, wspólne rozmowy, spacery, oglądanie TV itp.;
  • realizowanie recept w aptece;
  • w razie potrzeby wezwanie pomocy, np. karetki pogotowia;
  • zawożenie podopiecznego we wskazane miejsce, np. do przychodni lekarskiej.

Wyzwania, jakie czekają na opiekunki

Wymienione wyżej obowiązki bardzo mocno obciążają fizycznie opiekunki osób starszych. Jednak generują również dużo stresu, który wynika wprost z olbrzymiej odpowiedzialności za zdrowie, a nawet życie drugiej osoby. Ponadto opiekunki w Niemczech muszą radzić sobie z rozłąką z domem i bliskimi, a także przezwyciężyć obawy, które wynikają z konieczności zaaklimatyzowania się w obcym kraju. Nie bez znaczenia pozostaje bariera językowa – j. niemiecki dla opiekunek to w większości przypadków obowiązek, którego na szczęście można nauczyć się na kursach, organizowanych przez agencje zatrudniające opiekunki. To wszystko sprowadza się do obciążenia psychicznego, które towarzyszy zmęczeniu fizycznemu.

Jak osiągnąć satysfakcję z pracy opiekunki osób starszych w Niemczech?

Opiekunka nad osobami starszymi w Niemczech niesie jednak sporą satysfakcję. Otoczenie opieką starszej, schorowanej, niesamodzielnej osoby może napawać opiekunkę dumą i radością z samego faktu pomocy drugiemu człowiekowi. Ważne jest, aby z odpowiednią częstotliwością udawać się na urlop do domu lub w wybrane miejsce – odreagowanie i naładowanie akumulatorów pozwoli uniknąć przemęczenia fizycznego i psychicznego. Warto organizować sobie także czas wolny, by nieco odciążyć głowę od obowiązku, jakim jest opieka nad starszą osobą. Dodajmy również, że opieka nad seniorami w Niemczech to praca, która pozwala zarobić satysfakcjonujące pieniądze, szczególnie jeśli jest legalna, co wiąże się z dodatkowymi premiami, np. na wakacje czy święta.

Wózek widłowy spalinowy – czy to dobra inwestycja? Oceń sam!

Zakup wózka widłowego spalinowego wiąże się z dużymi kosztami dla przedsiębiorcy, dlatego warto przemyśleć tę decyzję, po to by wybrać sprzęt, który będzie mógł służyć długo i przede wszystkim – bez zbędnych usterek. Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy inwestycja w wózek widłowy spalinowy jest opłacalna oraz na co musisz zwrócić szczególną uwagę, żeby nie kupić przysłowiowego „kota w worku” – koniecznie zapoznaj się z tym artykułem.

Podstawowa wiedza o wózkach widłowych spalinowych

Wózek widłowy spalinowy w magazynieWózki widłowe spalinowe idealnie sprawdzają się w branżach przemysłowych, lotniczych, czy logistycznych. Istnieją dwa rodzaje wózków widłowych spalinowych, które można podzielić ze względu na napęd. Są to:

  • Wózki widłowe spalinowe o napędzie Diesel. Przypominają napęd samochodowy. W ich przypadku należy obserwować poziom paliwa, a także oleju. Warto pamiętać o niepozostawianiu wózka spalinowego z pustym zbiornikiem, po wykonanej pracy ponieważ później mogą wystąpić problemy z odpaleniem sprzętu.
  • Wózki widłowe napędzane gazem wyposażone są w butlę, która znajduje się za miejscem siedzącym operatora. W przypadku zużycia gazu do wymiany takiej butli, wymagane są odpowiednie uprawnienia (o których mowa poniżej), ponieważ nieumiejętny montaż butlą może skutkować ulatnianiem się gazu. Ten rodzaj wózków widłowych spalinowych jest tańszy w utrzymaniu, natomiast trzeba pamiętać, że wymagane są do niego specjalnie dedykowane butle z gazem.

Uwaga! Butle z gazem należy przechowywać w odpowiednim dla nich miejscu. Przede wszystkim powinny być przetrzymywane w zamkniętym pomieszczeniu, które spełnia wymogi przeciwpożarowe. Bardzo ważne jest również wyznaczenie strefy zagrożonej wybuchem, która powinna wynosić 1 metr w przypadku miejsca magazynowego na przestrzeni otwartej oraz 2 metry w pomieszczeniach zamkniętych. Magazyn, w którym są przechowywane butle z gazem powinien być wyposażony w gaśnicę proszkową z minimalną wagą 9kg. Należy również przestrzegać kilku zasad dotyczących tego, gdzie nie należy przechowywać butli. Oto one:

  • w pobliżu źródeł ciepła,
  • w miejscach przechowywania żywności,
  • blisko miejsc parkingowych,
  • blisko pojazdów silnikowych,
  • w pobliżu materiałów wybuchowych,
  • w miejscach, które zlokalizowane są poniżej gruntu.

Trzy aspekty, które wyróżniają wózki spalinowe

  1. Wydajność – spalinowe wózki widłowe charakteryzują się dużą większą wydajnością niż wózki elektryczne. Dla wielu przedsiębiorstw, ważnym elementem pracy jest jej ciągłość – do takiej formy obowiązków przystosowane są wózki spalinowe w przeciwieństwie do elektrycznych, które trzeba ładować.
  2. Wyższe osiągi – ten rodzaj wózków dzięki stabilnej konstrukcji, a także dobrym parametrom technicznym, może przewozić oraz podnosić ciężar nawet do 16 ton.
  3. Trwałość – zważywszy na intensywność pracy oraz częstą eksploatację, są one wykonane z materiałów najwyższej jakości.

Ile pali wózek widłowy spalinowy?Wózek widłowy spalinowy obsługiwany przez pracownika w trakcie pracy na zewnątrz

Na ilość spalanego paliwa wpływa wiele czynników między innymi:

  • doświadczenie operatora wózków widłowych pod kątem ekonomicznej techniki jazdy,
  • rozmiar wózka,
  • udźwig,
  • przejechany dystans.

Spalinowe wózki widłowe, których udźwig wynosi od 1,5 tony spalają około 1,5 do 3 litrów na godzinę. Natomiast większe wózki, z udźwigiem 3,5 – 16 ton spalają około 3 do 9 litrów na godzinę.

Ile kosztują wózki widłowe spalinowe?Wózki widłowe spalinowe w magazynie

Na rynku jest szereg konkurencyjnych ofert. Koszt podstawowych wózków spalinowych zaczyna się już od około 65 tys. zł. Jako ciekawostkę należy przytoczyć fakt, iż wózki elektryczne o zbliżonych parametrach kosztują nawet 10 tys. zł więcej. Dokładna cena zakupu uzależniona jest od dodatkowych parametrów – o których mowa poniżej. Głównym czynnikiem wpływającym na różnice w cenie, jest to czy wózki będą używane czy nowe. Warto więc uwzględnić zakup używanych wózków widłowych, ponieważ różnica cen w porównaniu z nowymi może się wahać nawet do 50%.

Na co zwrócić uwagę podczas zakupu?Wózek widłowy spalinowy - praca na zewnątrz

Przed dokonaniem zakupu, warto wziąć pod uwagę kilka istotnych elementów, między innymi:

Marka – na rynku jest mnóstwo różnych marek wózków widłowych. Najlepszym wyborem będą, te które są znane i cenione wśród przedsiębiorców. Kupując nieznany produkt, nie masz gwarancji jakości, a także może wystąpić problem z zakupem części.

Wymiary pojazdy – przed zakupem, warto przeanalizować potrzeby firmy, zmierzyć najszersze i najwęższe miejsca, w których będzie poruszać się wózek.

Maksymalny udźwig – podobnie, jak w przypadku wymiarów, dobrze jest dostosować wózek do przedsiębiorstwa i wybrać adekwatnie do wykonywanej pracy i transportowanych ciężarów.

Motogodziny – dzięki informacji dotyczących przepracowanych godzin, można wywnioskować w jaki sposób wózek był eksploatowany.

Dodatkowe parametry wózka widłowego spalinowego

Pojazd można modyfikować w zależności od potrzeb wykonywanej pracy. Dodatkowy osprzęt do wózków widłowych jaki jest dostępny na rynku, to między innymi:

  • Wysięgniki – dzięki zaawansowanej konstrukcji, w szybki sposób można zmienić tradycyjny podnośnik w profesjonalnego żurawia. Doskonale sprawdzają się w momencie potrzeby przeniesienia bel czy ładunków, które można zawiesić.
  • Łyżki – służą do przenoszenia sypkich materiałów, sprawdzają się również do kopania.
  • Chwytaki – wykorzystuje się je do przenoszenia rzeczy, które wymagają precyzyjnego „uchwycenia”.
  • Platformy robocze – głównym ich celem jest unoszenie pracownika lub ładunku na duże wysokości.
  • Zamiatarki – jak sama nazwa wskazuje, przeznaczone są do zamiatania nawierzchni. Do tego typu prac porządkowych istnieją również myjki ciśnieniowe.

Dzięki tym dodatkowym elementom można udoskonalić widlaka i dostosować go do indywidualnych potrzeb firmy.

Uprawnienia na wózki widłowe spalinowe

Jeśli zdecydujesz się na zakup wózka widłowego spalinowego, musisz pamiętać, że osoba wykonująca pracę na tym urządzeniu, potrzebuje stosownych dokumentów, które dostanie po odbyciu egzaminu na wózki widłowe. Takie szkolenie można zaliczyć w Urzędzie Dozoru Technicznego.

Aby zapisać się na taki kurs należy spełnić trzy poniższe warunki:

  • ukończone 18 lat,
  • podstawowe wykształcenie
  • brak przeciwwskazań zdrowotnych do wykonywanej pracy.

Ważne! Nie ma potrzeby posiadania prawa jazdy w celu obsługiwania wózków.

Podsumowanie – wózek widłowy spalinowy

Cena wózków widłowych spalinowych jest nawet do 10% niższa od elektrycznych wózków widłowych, zatem to dobra inwestycja w przypadku prowadzenia działalności, która wymaga transportowania ciężkich materiałów, ponieważ z pewnością ułatwią i usprawnią pracę. Dzięki nowej technologii, która pozwala na ograniczanie emisji spalin coraz częściej wózki widłowe spalinowe są wybierane do pomieszczeń zamkniętych i półzamkniętych. Chcąc zakupić wózek spalinowy, trzeba przede wszystkim zadbać o prawidłowe przygotowanie personelu do jego obsługi. Operator wózków spalinowych, musi być przeszkolony w danej dziedzinie, aby móc swobodnie i bezpiecznie obsługiwać sprzęt.

Przegląd wydarzeń tygodnia 28.06 – 2.07.2021

Aktywa ryzykowne ustabilizowały się w umiarkowanie pozytywnym trendzie po tym, jak przedstawiciele Fed uspokoili inwestorów, że zwrot w polityce monetarnej nie będzie ostry, ale warunkowy. Rynek akcji powinien korzystać na perspektywie solidnego ożywienia, jednak USD dalej stoi przed szansą rajdów, jeśli dane będą wspierać zacieśnianie monetarne. W kolejnych dniach uwaga skupi się na indeksach ISM i raporcie z rynku pracy USA.

Wydarzenia tygodnia: NFP, ISM, Chicago PMI, nastroje konsumentów z USA, CPI z Eurolandu, PKB z Wielkiej Brytanii, PMI/CPI z Polski

USA

W USA podwyższona uwaga będzie dotyczyć danych z rynku pracy (pt). Od tempa przyrostu zatrudnienia będzie zależeć, czy dokonuje się wyczekiwany przez Fed „znaczący postęp” w poprawie wskaźników gospodarczych. Jest to warunek dla rozpoczęcia procesu redukcji skupu aktywów i przybliżający podwyżkę stóp procentowych. USD potrzebuje wysokiego odczytu, by wznowić umocnienie. Indeks ISM dla przemysłu (czw) już jest wysoko (>60), a ewentualne spadki będą wynikać z problemów z podtrzymaniem produkcji w obliczu zakłóceń w dostawach. Nastroje konsumentów (wt) będą analizowane z punktu widzenia napędzania konsumpcji i presji inflacyjnej. Poza tym nie będzie brakować wystąpień przedstawicieli Fed z największą uwagą na szefie oddziału w Nowym Jorku Williamsie (pon).

Strefa euro

W strefie euro najważniejsze dane to czerwcowa inflacja (śr) i rewizje PMI dla przemysłu (czw). Ponieważ przekaz z EBC jest jasny, zakładający brak zmian w nastawieniu przynajmniej do jesieni, silniejsze dane nie będą miały wpływu na zmianę oczekiwań, utrzymując neutralność EUR.

Wielka Brytania

Kalendarz z Wielkiej Brytanii to głównie finalne odczyty danych, na które rynek już zdążył zareagować. Spadek PKB w I kw. (śr) jest już zamierzchłą przeszłością i teraz pod oceną jest siła trwającego odbicia, co potwierdzają indeksy PMI (czw). W mijającym tygodniu pozycję GBP podkopał Bank Anglii, który nie zamierza przedwcześnie reagować na ryzyka inflacyjne i chce wspierać ożywienie łagodną polityka. Echa tej decyzji mogą dalej odpychać inwestorów od funta.

Polska

W Polsce największe zainteresowanie będzie towarzyszyć wstępnemu szacunkowi inflacji CPI (śr). Oczekujemy utrzymania silnych wzrostów w ujęciu miesięcznym (0,4 proc. m/m), ale efekty bazy pozwolą na lekki spadek dynamiki rocznej (do 4,6 proc. z 4,7 proc.). Wyższe odczyty będą podsycać spekulacje przed kolejnym posiedzeniem RPP, dając złotemu pretekst do umocnienia. Nie wierzymy słuszność takiej reakcji i dalej zakładamy bierność Rady. W odczycie PMI (czw) dla przemysłu widzimy ryzyko korekty (do 56,1) z powodu opóźnień w dostawach hamujących realizację produkcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Spedycja w czasach pandemii

Branża TSL, czyli sek­tor trans­portu, spe­dy­cji oraz logi­styki, jest zwią­zana z licz­nymi wyzwa­niami. Mię­dzy­na­ro­dowy cha­rak­ter świad­czo­nych usług, poten­cjalne zagro­że­nia na dro­dze, nie­po­ro­zu­mie­nia z zamó­wie­niami, a także regu­lar­nie aktu­ali­zo­wane reguły i warunki dostaw spra­wiają, że umie­jęt­ność adap­ta­cji do nie­ustan­nych zmian jest klu­czo­wym czyn­ni­kiem do osią­gnię­cia suk­cesu w tym obsza­rze gospo­darki. Wraz z wiru­sem poja­wiło się realne zagro­że­nie, ale rów­nież szansa na roz­wój. Czy firmy spe­dy­cyjne z niej sko­rzy­stają?

Trudne początki

Pierw­sze tygo­dnie po ogło­sze­niu stanu epi­de­mio­lo­gicz­nego były ist­nym spraw­dzia­nem dla wielu przed­się­biorstw logi­styki łań­cu­cha dostaw. Restryk­cje i ogra­ni­cze­nia róż­nią się w zależ­no­ści od kon­kret­nego regionu pro­wa­dze­nia dzia­łań, co znacz­nie utrud­nia opty­malne zapla­no­wa­nie pracy- tak istotne dla branży trans­por­to­wej.

Pan­de­mia koja­rzona jest z takimi poję­ciami jak rece­sja i zała­ma­nia gospo­darki. Cho­ciaż popyt na okre­ślone dobra spada, ist­nieją takie kate­go­rie towa­rów, które sprze­dają się świet­nie i wyma­gają trans­portu. Dzięki zwięk­szo­nemu zapo­trze­bo­wa­niu na asor­ty­ment higieny oso­bi­stej oraz far­ma­ceu­tykę, a także pro­dukty spo­żyw­cze, branża trans­por­towa wciąż jest aktywna i wal­czy o sta­bilne miej­sce na rynku.

Powie­trze, zie­mia, woda

Trans­port lot­ni­czy jest spe­cy­ficzną formą trans­portu, która naj­bar­dziej ucier­piała w obli­czu wirusa. Towar prze­miesz­czany w powie­trzu pod­lega bar­dzo szcze­gó­ło­wym restryk­cjom i wymo­gom bez­pie­czeń­stwa, a każda poten­cjalna zmiana w tym zakre­sie powo­duje ogromny chaos i utrud­nia zop­ty­ma­li­zo­wa­nie pro­cesu. Ostat­nie wyda­rze­nia spo­wo­do­wały poważne opóź­nie­nia w dosta­wach pro­duk­tów o mniej­szym zna­cze­niu stra­te­gicz­nym dla tej branży. Porów­nu­jąc lata 2020 i 2019, notuje się spa­dek podaży miej­sca (samo­loty cargo) aż o 25%. Sytu­acja branży powoli się nor­muje, ale konieczna jest adap­ta­cja do nowych warun­ków pracy oraz inno­wa­cyjne roz­wią­za­nia. Przy­kła­dem może być wyko­rzy­sta­nie linii pasa­żer­skich do trans­por­towania cargo, jak ma to miejsce w holenderskich liniach lotniczych.

Usługi trans­portowe reali­zo­wane przy udziale kolei, rów­nież nie unik­nęły nega­tyw­nych skut­ków panu­ją­cej epi­de­mii. Wynika to z raportu „Wpływ pan­de­mii COVID-19 na rynek kole­jowy w 2020 r.”, przy­go­to­wa­nego przez Urząd Trans­portu Kole­jo­wego. Sytu­acja kra­jowa w roku 2020 pogor­szyła się o 5,6% prze­wie­zio­nej masy w sto­sunku do roku poprzed­niego. Warto jed­nak zwró­cić uwagę na fakt roz­wi­ja­ją­cego się prze­wozu inter­mo­dal­nego, który wyko­rzy­stuje wię­cej niż jeden śro­dek trans­portu w ramach jed­nej jed­nostki ładun­ko­wej. Wynik tego seg­mentu w odnie­sie­niu rok do roku to pra­wie 30% wzro­stu, a masa prze­wie­zio­nych towa­rów zmie­niła się z poziomu 4,3 milio­nów ton do war­to­ści się­ga­ją­cej 23,8 milio­nów ton!

Pro­gnozy UNCTAD (Kon­fe­ren­cja Naro­dów Zjed­no­czo­nych ds. Han­dlu i Rozwoju) wska­zy­wały, że w pię­cio­let­nim okre­sie, roz­po­czy­na­jąc od roku 2019, mię­dzy­na­ro­dowy trans­port pro­duk­tów za pośred­nic­twem drogi mor­skiej utrzyma śred­nie roczne tempo wzro­stu na wyso­ko­ści 3,5%. Praw­do­po­do­bień­stwo utrzy­ma­nia tych sza­cun­ków było bar­dzo duże, aż do momentu roz­woju pan­de­mii COVID-19. Trans­port mor­ski jest odpo­wie­dzialny za dorę­cze­nie aż 80% globalnego wolu­menu i 70% jeśli mowa jest o war­to­ści han­dlu międzynarodowego. Z uwagi na fakt, że prze­wozy mor­skie są nie­zbędne dla zapew­nie­nia pra­wi­dło­wego funk­cjo­no­wa­nia gospo­dar­czego, nie zasto­so­wano wobec nich spe­cjal­nych ogra­ni­czeń, co pozwo­liło na unik­nię­cie peł­nego para­liżu oraz zała­go­dze­nie nega­tyw­nych skut­ków wirusa.

Trans­port dro­gowy mocno ucier­piał w począt­ko­wej fazie pan­de­mii. Utrudnienia w prze­kra­cza­niu punk­tów gra­nicz­nych i duże kolejki, brak kie­row­ców oraz chaos infor­ma­cyjny to tylko kilka ele­men­tów, które miały wpływ na nie­za­do­wa­la­jące wyniki. Zmiany nastą­pił rów­nież w popy­cie na poszcze­gólny asor­ty­ment. Wzrost zain­te­re­so­wa­nia doty­czy mate­ria­łów budow­la­nych, a także środ­ków higie­nicz­nych i asor­ty­mentu medycz­nego. Naj­więk­szym prze­gra­nym jest tutaj branża auto­mo­tive. Choć rok 2020 wyge­ne­ro­wał znaczne obni­że­nie war­to­ści na rynku mię­dzy­na­ro­dowych prze­wo­zów dro­gowych (pra­wie 8%), to aktu­alny rok ma już przy­nieść korzystne rezul­taty.

Adap­ta­cja i roz­wój

Ist­nieje kilka czyn­ni­ków, które miały ogromny wpływ na prze­trwa­nie przed­się­biorstw, a także ich znaczny roz­wój. Nasta­nie pan­de­mii wymu­siło na firmach auto­ma­ty­za­cję pro­ce­sów. Dzięki takiemu roz­wią­za­niu nastę­puje eli­mi­na­cja doku­men­tów papie­ro­wych i prze­nie­sie­nie ich do strefy cyfro­wej. Obsługa danych, komu­ni­ka­cja, a także nad­zo­ro­wa­nie poszcze­gólnych eta­pów logi­stycz­nych staje się szyb­sze i sku­tecz­niej­sze. Klienci z pew­no­ścią doce­nią moż­li­wość zdal­nego prze­glądu inte­re­su­ją­cych ich infor­ma­cji w cza­sie rze­czy­wi­stym, bez konieczności kontaktu bezpośredniego.

Kolej­nym bodź­cem dla branży TSL okazał się sam lock­down. Zamknię­cie w domach, restryk­cje sani­tarne i ogra­ni­cze­nia prze­miesz­cza­nia spra­wiły, że branża e-com­merce nabrała roz­pędu, a zamó­wiony przez inter­net towar wymaga przetrans­por­towania. Obszar han­dlu wir­tu­al­nego jest ogromną szansą dla wszyst­kich ope­ra­to­rów logi­stycz­nych, w szcze­gól­no­ści samej branży kurier­skiej. Jak wynika z bada­nia PwC „Per­spek­tywy roz­woju rynku e-com­merce w Pol­sce” do roku 2026, przy­chody ze sprze­daży wir­tu­al­nej mają ulec wzro­stowi aż o 26 miliar­dów zło­tych!

Obecna sytu­acja nie­sie ze sobą wiele zagro­żeń i nie­pew­no­ści we wszyst­kich obsza­rach gospo­darki. Branża logi­styczna jest wyjąt­ko­wym rodza­jem dzia­łal­no­ści, ponie­waż roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów i dopa­so­wy­wa­nie się do nie­za­po­wie­dzia­nych zmian, jest czę­ścią codzien­nej pracy. Pomimo licz­nych strat, pro­gnozy napa­wają opty­mi­zmem. Wła­ściwa kom­bi­na­cja digi­ta­li­za­cji oraz cią­głego poszukiwania nowych moż­li­wo­ści może doprowadzić do sprawnego odrobienia zaległości, a nawet do osiągnięcia wyższego poziomu i ugruntowania pozycji.

Artykuł powstał przy wsparciu Pekaes.pl

Relacja z XII edycji konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo

22 czerwca w hotelu Sheraton Grand Warsaw miała miejsce XII edycja konferencji „Infrastruktura Polska i Budownictwo”. Podczas czterech paneli dyskusyjnych oraz pięciu wystąpień, zaproszeni eksperci omówili najważniejsze kwestie dla sektora. Zwieńczeniem wydarzenia była wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, dla najbardziej wyróżniających się podmiotów w branżach.

Wydarzenie zainaugurowało wystąpienie Jana Stylińskiego, Prezesa Zarządu, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, który omówił kwestie związane z budownictwem w skali światowej. Prezes w swoim wystąpieniu wskazał, że mimo dynamiki zmian polskiego sektora, pozostaje jeszcze dużo do osiągnięcia, a przed branżą stoi wiele wyzwań. Podejście do budownictwa wymaga skierowania na rezultaty, a w drugiej kolejności należy zadbać o sam produkt. Mówca nawoływał do podjęcia nowatorskich inicjatyw, które nastawione są na cel.

Po wystąpieniu rozpoczął się pierwszy panel dyskusyjny pt. „Prawo Zamówień Publicznych”, który moderowała Agnieszka Chwiałkowska, Partner współzarządzający praktyką zamówień publicznych w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr. W dyskusji udział wzięli: Cezary Łysenko, Dyrektor Budownictwa Infrastrukturalnego, Budimex SA, Hubert Nowak, Prezes, Urząd Zamówień Publicznych, Jan Styliński, Prezes Zarządu, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Bartosz Tokarski, Lider Praktyki Technicznej, EIB SA, Wojciech Trojanowski, Członek Zarządu, STRABAG oraz Tomasz Żuchowski, p.o. Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad. Eksperci poddali po dyskusję nowelizację prawa zamówień publicznych, komentując jednocześnie kondycję polskiego budownictwa. Wskazano potrzebę usystematyzowania procesu zamawiania oraz położenia większego nacisku na procedury negocjacyjne. Mówcy zgodnie stwierdzili, że kluczowa w całym procesie jest współpraca oraz wypracowanie porozumienia pomiędzy interesami zamawiających a wykonawców.

Po krótkiej przerwie networkingowej swoją prezentację pt. „Zrównoważona infrastruktura – świat może być lepszy” przestawił Ireneusz Borowski, Country Manager, Dassault Systèmes. W wystąpieniu zaprezentowana została platforma 3DExperience, która pozwala na analizę wpływu – dzięki niej jesteśmy w stanie stwierdzić, co możemy osiągnąć wprowadzanym projektem i jaki będzie miał on wpływ na otoczenie. Technologia sprawia, że możemy badać projekty i poszukiwać najlepszego rozwiązania.

Następnie przyszedł czas na case study pt. „Dochodzenie zmiany umowy PPP przed sądem”, które przygotował Prof. UAM dr hab. Marcin Lemkowski, Wspólnik, Kancelaria Wardyński i Wspólnicy. Występujący, zgodnie z przedmówcami, uznał, że kluczowe jest podjęcie negocjacji, nawołując jednocześnie do efektywności w rozmowach.

Po krótkiej przerwie rozpoczął się drugi panel pt. „Partnerstwo Publiczno-Prywatne”. Moderatorem dyskusji był Maciej Ziomek, Associate Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego, EY, a panelistami byli: Grzegorz Kaczorowski, Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego, Urząd M. St. Warszawy, Maciej Kopański, Dyrektor Inwestycyjny, BaltCap, Tomasz Korczyński, Adwokat i Managing Counsel, kieruje praktyką PPP/Infrastruktury, Dentons, Anna Łopaciuk, Menedżer ds. Sektora Paliwowego i Infrastruktury w Departamencie Analiz i Wsparcia Sektorowego, Bank Gospodarstwa Krajowego, Adam Poliński, Członek Zarządu, Dyrektor Infrastruktury, Unibep SA oraz Łukasz Wypych, Menedżer ds. Inwestycji, GULERMAK Agir Sanayi Insaat ve Taahhut A.S. Oddział w Polsce. Pierwszym tematem podjętym przez ekspertów była rola i efektywność sektora prywatnego w procesie przygotowania realizacji. Wskazano, że należy wprowadzić mechanizmy równoważące, a za główny wskaźnik motywacji do zawierania umów uznano efektywność. Eksperci zauważyli również, że nadchodzące środki wsparcia sprawią, że cała Europa stanie się placem budowy. Ochroną przed zamętem na rynku wykonawczym pozostaje spojrzenie na umowę w duchu partnerstwa. Do ostatnich rozważań mówców należały możliwości i rozwiązania, które mogłyby wesprzeć polski rynek PPP.

Po przerwie swoją prezentację pt. „M3 – Etap I – Praga” przedstawił dr inż. Jerzy Lejk – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny, Metro Warszawskie. Mówca przedłożył plan rozbudowy metra w Warszawie, biorąc pod uwagę takie czynniki jak gęstość zaludnienia czy wydane pozwolenia na budowę. Koordynator zaprezentował terminarz planowanych etapów przedłużenia metra na lata 2021-2030 i wymienił wyzwania względem wymagań prawnych.

Wystąpienie poprzedziło trzeci panel dyskusyjny „Inwestycje kolejowe”, który poprowadził Jakub Majewski – Prezes Zarządu, Fundacja ProKolej. W debacie udział wzięli: Krzysztof Celiński – Prezes Zarządu, Siemens Mobility, Leszek Hołda – Członek Zarządu, PKP Energetyka, Adam Laskowski – Członek zarządu PKP Intercity S.A., Jerzy Lejk – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny, Metro Warszawskie, Artur Martyniuk – Prezes Zarządu, Polregio i Cezary Saganowski – Prezes Zarządu, Egis Poland. Wiodącym tematem dyskusji była wizja zrównoważonej Europy w kontekście transportu. Eksperci uznali, że nadszedł renesans transportu kolejowego, a wraz z nim dynamiczne zmiany. Zauważono, że kolej się znacznie zmieniła i dzisiaj korzystając z jej usług, możemy realizować potrzeby w odpowiednich warunkach, co skutkuje większym zainteresowaniem podróżujących. Paneliści poddali pod dyskusję również IV pakiet kolejowy, zgodnie twierdząc, że konkurencja zawsze oznacza większą motywację. Wskazano, że aby zwiększyć zainteresowanie transportem publicznym, należy podejść do niego holistycznie. Mówcy zakończyli dyskusję zapowiedzią szeroko rozumianej cyfryzacji infrastruktury kolejowej.

Po przerwie lunchowej swoje case study pt. „Cyfrowe zarządzanie budynkami i energetyką” przedstawił Radosław Łoś, Koordynator Projektów, APA Group. Podczas wystąpienia zaprezentowana została platforma Nazca, dzięki której możliwe są analiza danych i zarządzanie obiektami. Za pomocą systemu jesteśmy w stanie poznać zagrożenia i mamy cyfrową kontrolę nad budynkami – system pozwala na integrację całej infrastruktury w mieście.

Czwartą dyskusję panelową moderował Prof. ALK dr hab. Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie, Akademia Leona Koźmińskiego. Ekspertami ostatniego panelu byli: Dr inż. Andrzej Maciej Czapczuk, V-ce Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Grupy Kapitałowej F.B.I. TASBUD oraz Prezes Zarządu spółki prawa szwedzkiego TASBUD SVERIGE AB, Nicolas Dépret, Prezes Zarządu, Eurovia Polska, Łukasz Marcinkiewicz, Dyrektor Generalny LHE i Rozwiązań dla Infrastruktury, Michał Sapota, Prezes, HRE Investments, Jacek Siwiński, Prezes Zarządu, Velux Polska oraz Juliusz Tetzlaff, Dyrektor Departamentu Mieszkalnictwa, Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii. Mówcy rozważyli dostosowanie sektora do wyzwań związanych z klimatem i próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak należy ukierunkować działania, aby mieszkania efektywne energetycznie były szerzej dostępne. Przedstawiciele sektora wskazali również podejście poszczególnych firm do kryzysu klimatycznego i omówili proponowane strategie i rozwiązania, które stosowane są w odpowiedzi na oczekiwania społeczne. Panel podsumowano stwierdzeniem, że potrzebujemy zmian w mentalności i musimy docenić rozwiązania technologiczne, stopniowo zapoznając je z użytkownikami.

Po panelach dyskusyjnych i wystąpieniach odbyła się wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, czyli statuetek, którymi uhonorowane zostały firmy oraz ich przedstawiciele, którzy wyróżniają się w branży swoimi działaniami i osiągnięciami.

Część konkursową wydarzenia zainaugurował Jarosław Gowin, Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii. Zanim nagrody trafiły do zwycięzców, wystąpili również Anna Kornecka – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, Karolina Zdrodowską – p.o. Dyrektor Koordynator ds. przedsiębiorczości i dialogu społecznego, reprezentującą Miasto St. Warszawa oraz ksiądz Andrzej Augustyński – Założyciel i Przewodniczący Zarządu, Stowarzyszenie SIEMACHA. Wśród laureatów konkursu znaleźli się:

Realizacja Roku:

a)Budownictwo Kubaturowe:

Laureat: BUDIMEX

  1. b) Infrastruktura Drogowa:

Laureat: GULERMAK AGIR SANAYI INSAAT VE TAAHHUT A.S. ODDZIAŁ W POLSCE I PRZEDSIĘBIORSTWO BUDOWY DRÓG I MOSTÓW

  1. c) Infrastruktura Kolejowa:

Laureat: TRAKCJA

Spółka Budowlana Roku: UNIBEP

Lider Technologii: STRABAG Z TPA

Lider Zielonego Budownictwa: UNIHOUSE

Projektant Roku: EGIS Poland

Doradca Roku: JDP DRAPAŁA & PARTNERS

Podmiot Finansujący Roku:

BANK PEKAO S.A

KUKE

Osobowość Roku:

DARIUSZ BLOCHER

PREZES ZARZĄDU BUDIMEX S.A. W LATACH 2009-2021, CCZŁONEK RADY NADZORCZEJ, BUDIMEX SA, DYREKTOR FERROVIAL CONSTRUCTION NA EUROPĘ

Czechy i Węgry jako pierwsze w UE podniosły stopy procentowe

W tym tygodniu dwa banki centralne krajów regionu środkowoeuropejskiego – czeski CNB i węgierski MNB podniosły na swoich posiedzeniach stopy procentowe. W ten sposób są pierwszymi krajami w UE, które od początku pandemii zdecydowały się na taki krok. Podwyżka wynikła głównie z powodu rosnącej inflacji, która w obu przypadkach znacznie przekracza poziom docelowy. W przypadku Czech inflacja kształtuje się na poziomie 2,9%, a w przypadku Węgier ceny rosną nawet o 5,1% r/r. CNB podniósł stopę bazową z 0,25% na 0,5%, natomiast MNB podniósł główną stopę procentową z 0,6% na 0,9%. Co więcej, w obu przypadkach można oczekiwać, że ta podwyżka nie będzie ostatnią w tym roku.

Z kolei NBP wciąż czeka na odpowiedni moment do podwyżek. Większość jego przedstawicieli przejawia ostrożność, a zacieśnienie polityki pieniężnej jest już częściowo zapewniane przez umacniającego się złotego. W europejskim kalendarzu makroekonomicznym warto również zwrócić uwagę na index IFO, którego wartość wzrosła mocniej niż oczekiwano. W czerwcu wskaźnik ten osiągnął poziom 101,8 pkt., co jest najlepszą wartością od listopada 2018 r. Poprawa ta wynikała głównie z bardziej optymistycznego postrzegania przyszłości.

W tym tygodniu złoty nieznacznie się umocnił i w piątek rano jego kurs wyniósł 4,51 PLN/EUR. Kurs eurodolara wzrósł i pod koniec tygodnia wynosił 1,194 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Relacja z IX edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2021

W dniach 21-22 czerwca br. w Gdańsku w Muzeum II Wojny Światowej odbyła się IX edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2021, poświęconego wyzwaniom stojącym przed polską energetyką. Szczyt objęty został Patronatem Honorowym przez Ministra Aktywów Państwowych Jacka Sasina, Ministra Klimatu i Środowiska Michała Kurtykę, Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Rafała Gawina, Wojewodę Pomorskiego Dariusza Drelicha, Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka, Ministerstwo Rozwoju Pracy i Technologii, Ambasadę Królestwa Norwegii w Warszawie, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Agencję Rynku Energii, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajową Izbę Biopaliw, Krajowy Instytut Energii Rozproszonej, Polską Izbę Rozwoju Elektromobilności, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej, Politechnikę Gdańską, Polski Komitet Energii Elektrycznej, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Słonecznej, Polskie Stowarzyszenie Magazynowania Energii, Polsko Skandynawską Izbę Gospodarczą, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, Związek Miast i Gmin Morskich, Związek Miast Bałtyckich.

 

Przed rozpoczęciem debat odbyła się uroczysta Gala Wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Energetyki 2021”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Energetyki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki i energetyki w kraju i zagranicą. Laureaci w/w statuetki dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy. W tym roku statuetka została wręczona Ministerstwu Klimatu i Środowiska – za skuteczne i konsekwentne dążenie do stworzenia w Polsce zrównoważonej, nowoczesnej energetyki opartej o odnawialne źródła energii oraz energię jądrową, którego celem jest zmniejszenie emisyjności tego sektora, co znalazło swoje odzwierciedlenie w PEP2040, TAURON Polska Energia S.A. – za realizację Zielonego Zwrotu TAURONA oraz nadanie w ostatnich miesiącach tej strategii nowej dynamiki. Przyspieszenie realizacji Zielonego Zwrotu będzie wyznaczało kierunek transformacji dla całego polskiego sektora energetycznego, Grupie Ekoenergetyka S.A. – za skuteczne i konsekwentne realizowanie założeń zrównoważonego i zeroemisyjnego rozwoju poprzez dynamiczną rozbudowę infrastruktury stacji szybkiego ładowania dla transportu publicznego i osobowego w Polsce i Europie, Gminie Rumia – za konsekwentne i skuteczne działania zwiększające obszar niezależności energetycznej w Rumi, oparte na idei zrównoważonego rozwoju, dbałości o interesy i zdrowie mieszkańców z efektywnym wykorzystaniem środków zewnętrznych. Podczas gali wręczone zostały także statuetki „Bursztynowe Serce”. Statuetka „Bursztynowe Serce” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie filantropii. Laureaci w/w wyróżnienia dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych działań takich jak: długofalowe programy na rzecz pomocy potrzebującym, wyrównywania szans edukacyjnych utalentowanej młodzieży, pomocy lokalnym społecznościom, promowaniu postaw proekologicznych, wspieranie polskiej kultury i sportu. W tym roku statuetka została wręczona Enea S.A. – w uznaniu wsparcia Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej w przygotowaniach do XXXII Igrzysk Olimpijskich w Tokio oraz promowanie polskiego ruchu olimpijskiego pod hasłem #RazemPoEmocje.

Debatą otwierającą OSE GDAŃSK 2021 była Sesja Plenarna pt. „Polska polityka energetyczna – priorytety unijne vs polskie cele strategiczne”. Moderatorem debaty był Zbigniew Kozłowski – Partner, DWF Poland Jamka sp.k., zaś udział w niej wzięli: Małgorzata Jarosińska-Jedynak – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej; Piotr Naimski – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, KPRM; Zbigniew Gryglas – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Aktywów Państwowych; Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu i Środowiska; Krzysztof Tchórzewski – Przewodniczący Rady Doradców Politycznych Prezesa Rady Ministrów, Przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju; Anders H. Eide – Ambasador Królestwa Norwegii w Polsce; Stefan Gullgren – Ambasador Królestwa Szwecji w Polsce; dr Arndt Freytag von Loringhoven – Ambasador Republiki Federalnej Niemiec; Juha Ottman – Ambasador Republiki Finlandii w Polsce; Ole Toft – Ambasador Królestwa Danii w Polsce; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Jan Szewczak – Członek Zarządu ds. Finansowych, PKN ORLEN S.A.  Zaproszeni gości w pierwszej kolejności nakreślili podstawowe kierunki zmian, jeżeli chodzi o Politykę Energetyczną Polski 2040 roku  w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu  – jej podstawowe kierunki zmian, jak i również skutki, jakie PEP 2040 przyniesie dla branży energetycznej oraz gospodarki. Następnie odniesiono się do miejsca energetyki jądrowej w nowej polityce energetycznej: stopień zaawansowania polskiego projektu oraz modele finansowania. Nie bez znaczenia była także dywersyfikacja dostaw paliw (czy „bezpieczniej” będzie znaczyło również „taniej”). W kolejnej części zapytano gości o priorytety współpracy w basenie Morza Bałtyckiego: gaz, off-shore, elektroenergetyka, kogeneracja, wzrost efektywności energetycznej, nawiązano również do programów NFOŚiGW w kontekście rozwoju energetyki prosumenckiej. Uczestnicy Sesji podzielili się również swoimi opiniami, jeżeli chodzi o doświadczenia krajów UE w zakresie przeciwdziałania negatywnym skutkom wzrostu cen nośników energii, omówiono także Europejski Zielony Ład, jego energetyczne priorytety i reformy finansowane strumieniem unijnych funduszy.

Panel „Strategie dostosowawcze grup energetycznych do nowych realiów rynkowych i zmian polityki energetycznej Państwa” moderowany był przez dr Jerzego Baehra – Partnera Zarządzającego, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr oraz dr hab. Jakuba Pokrzywniaka – Partnera, Radcę Prawnego, Kancelaria Wierciński Kwieciński Baehr. Debata rozpoczęła się od wprowadzenia Andrzeja Kaźmierskiego – Zastępcy Dyrektora w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, zaś w samej dyskusji wzięli udział: Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu i Środowiska; Jan Frania – Wiceprezes Zarządu ds. Infrastruktury Sieciowej, PGE Dystrybucja S.A.; Wojciech Hann – Prezes Zarządu, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Jan Tabor – p.o. Zastępca Dyrektora Generalnego ds. Gospodarki Leśnej, Lasy Państwowe; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW; Jacek Szymczak – Prezes  Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; Andrzej Modzelewski – Prezes Zarządu, innogy Polska S.A.; Paweł Strączyński – Prezes Zarządu, TAURON Polska Energia S.A.; Józef Węgrecki – Członek Zarządu, PKN ORLEN S.A.; Jarosław Wróbel – Wiceprezes Zarządu ds. Inwestycji i Innowacji, Grupa LOTOS S.A. W ramach debaty zastanawiano się nad koniecznymi zmianami strategii grup energetycznych i ich głównymi przyczynami. W tym kontekście odniesiono się do tematu wodoru jako paliwa przyszłości oraz obecnej sytuacji na rynku e-mobility. Nakreślono też skalę projektów planowanych na 2021 r. w obszarze OZE oraz off-shore, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa energetycznego Polski. W dalszej części panelu omówiono zagadnienie gazu jako coraz powszechniejszego surowca dla dużej energetyki, uzależnienia polskiej energetyki od systemów wsparcia i przyszłych programów inwestycyjnych i sposobów ich finansowania. W ramach debaty zaproszeni goście zastanawiali się także jak rozwiązać problem „balastu” węglowego. Dużo uwagi poświęcono kwestii magazynów energii jako niezbędnego elementu stabilizującego system.

Następny panel nosił tytuł „Rynek energii elektrycznej, paliw płynnych oraz gazu” i  poprowadzony został przez Marka Kulesę – Dyrektora w Towarzystwie Obrotu Energią. Początek panelu stanowiło wprowadzenie do debaty pt. „Inteligentne systemy magazynowania i zarządzania energią elektryczną”, którego dokonali Marek Borkowski – Dział Badań i Rozwoju (R&D), ZPAS S.A. oraz Arkadiusz Musielewicz – Partner, Ecological Projects Poland Sp. z o.o. Po wprowadzeniu odbyła się debata, w której wzięli udział: Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Jan Chlebowicz – Prezes Zarządu, Enea Trading Sp. z o.o.; Henryk Kaliś – Przewodniczący, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu; Jakub Kowalski – Członek Zarządu ds. Operacyjnych, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Mateusz Radecki – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.; Andrzej Sikora – Prezes Zarządu, Instytut Studiów Energetycznych; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopaliw; Marek Wesoły – Poseł na Sejm RP, Parlamentarny Zespół ds. Energetyki. Na wstępie uczestnicy panelu podzielili się swoimi wrażeniami, jeżeli chodzi o pierwsze doświadczenia płynące z wdrożenia rynku mocy. Następnie poproszono ich o nakreślenie przyszłości polskiego węgla z uwzględnieniem czynników społecznych, ekonomicznych oraz neutralności klimatycznej. Kolejna kwestia, jaka została omówiona, było rosnące znaczenie gazu jako podstawowego paliwa dla energetyki oraz stopnia liberalizacji polskiego rynku gazu, w tym rozwoju rynku giełdowego gazu ziemnego. Pod koniec debaty zastanawiano się nad problematyką dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu, ropy naftowej oraz paliw płynnych a także rozwoju nowych segmentów rynku paliw (elektromobilność, paliwa alternatywne – wodór). Odniesiono się także do tematu magazynów energii i gazu po 2020 roku a także wodoru jako prawdopodobnego paliwa przyszłości.

Ostatnią debatę pierwszego dnia pt. „Nowe uwarunkowania dla rozwoju ciepłownictwa i kogeneracji, program Czyste powietrzepoprowadził Wojciech Jakóbik – Redaktor Naczelny, BiznesAlert.pl, zaś do debaty zostali zaproszeni: Monika Gawlik – Dyrektor Południowo-Zachodniego Oddziału Terenowego URE we Wrocławiu; Jarosław Głowacki – Członek Zarządu, Wiceprezes Zarządu ds. Technicznych, PGNiG Termika S.A.; Przemysław Kołodziejak – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Andrzej Kuliński – Prezes Zarządu, Elbląskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Sp. z o.o.; Radosław Kwiecień – Członek Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego; Robert Mania – Prezes Zarządu, Miejska Energetyka Cieplna Spółka z o.o. w Koszalinie; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW; Jacek Szymczak – Prezes  Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; dr inż. Krzysztof Zborowski – Wiceprezes Zarządu , Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A. Gospodarzem panelu był PGNiG Termika S.A. W pierwszej części debaty odniesiono się do nowego systemu wsparcia kogeneracji w kontekście oczekiwań i szans rozwoju. Zastanawiano się także nad preferencjami dla rozwoju efektywnych energetycznie systemów ciepłowniczych i czy w związku z tym zbliża się schyłek kogeneracji węglowej. Przeanalizowano także Program antysmogowy z perspektywy jego stanu zaawansowania, pierwszych efektów, niezbędnych korekt i naturalnie stymulowania proekologicznych zachowań. W dalszej części dyskusji podjęto temat inwestycji w ciepłownictwie, zwłaszcza jeżeli chodzi o podstawowe trendy rozwojowe, finansowanie projektów, czy bariery inwestycyjne. Następnie zastanawiano się nad miejscem samorządów w rozwoju polskiego ciepłownictwa (w szczególności pod kątem gospodarki odpadami) a także wykorzystania OZE w ciepłownictwie systemowym. Na koniec poproszono zaproszonych gości o odniesienie się do ostatnich zmian w otoczeniu regulacyjnym ciepłownictwa, oraz opinii na temat wzrostu cen uprawnień i konsekwencji dla rynku i odbiorców.

Początek drugiego dnia otworzyła debata pt. „Współczesny biznes a odpowiedzialność społeczna”, której Gospodarzem było Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i która została objęta Patronatem Honorowym Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu prof. Piotra Glińskiego. Moderatorem debaty była Małgorzata Rakowiec – Dziennikarka, Prezenter Panoramy TVP Gdańsk, zaś w roli panelistów wystąpili: dr Karol Nawrocki – Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku; Bogusław Wieczorek – Pełnomocnik zarządu ds. Public Relations, Radca prawny, Olivia Business Centre; Jarosław Wittstock – Wiceprezes Zarządu ds. Korporacyjnych, Grupa LOTOS S.A. Na początku debaty dr Karol Nawrocki odczytał list od prof. Piotra Glińskiego, skierowany do uczestników Szczytu. Następnie odbyła się główna część debaty, w ramach której zapytano paneli stów jak współczesny biznes postrzega kwestie odpowiedzialności społecznej. Następnie zapytano uczestników dyskusji, czy biznes przyszłości to biznes zaangażowany kulturalnie, sportowo i społecznie, a także czy jest to biznes integrujący dystans i obecność, łączący otwartość i stanowienie granic. Stanowiło to wstęp do zarysowania możliwości współpracy instytucji kultury z przedsiębiorstwami i ich rozwiązania wspierające rozwój przemysłu energetycznego w życiu kulturalno – społecznym.

Kolejny panel, zatytułowany „Rozbudowa sieciowej infrastruktury energetycznej – kluczowe projekty, nowe wyzwania w kontekście OZE” poprowadzony został przez Wojciecha Jakóbika – Redaktora Naczelnego, BiznesAlert.pl. W roli prelegentów wystąpili: Barbara Adamska – Prezes Zarządu, Polskie Stowarzyszenie Magazynowania Energii; Robert Chryc-Gawrychowski – Prezes Zarządu, Northvolt Polska; Mariusz Konieczny – Dyrektor Departamentu Inwestycji, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A; Adam Dobrowolski – Dyrektor Departamentu Rynków Energii Elektrycznej i Ciepła, Urząd Regulacji Energetyki; Grzegorz Dolecki – Członek Zarządu, PGE Dystrybucja S.A.; prof. US dr hab. Wojciech Drożdż – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji i Logistyki, ENEA Operator Sp. z o.o.; Jerzy Fijas – Manager Projektu Rozwojowego Lasów Państwowych Las Energii; Agnieszka Pląska – Prezes Zarządu, wpd Polska Sp. z o.o.; Maciej Tomaszewski – Dyrektor ds. Rozwoju, Ekoenergetyka-Polska S.A.; Artur Warzocha – Prezes Zarządu, Tauron Nowe Technologie S.A.

Panel „Off shore – perspektywy rozwoju, skala projektów, Polscy wytwórcy komponentów i instalacji” poprowadzony został przez Marcina Roszkowskiego – Prezesa Zarządu, Instytut Jagielloński zaś w dyskusji wzięli udział: Leszek Bonna – Wicemarszałek Województwa Pomorskiego; Tomasz Jakubowski – Dyrektor ds. Operacyjnych, Centralna Jednostka Inwestycyjna PSE; Leszek Jurczyk – Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju Portu, Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A.; Michał Kołodziejczyk – Prezes Zarządu, Equinor Polska; Hubert Krukowski – Wiceprezes Zarządu, Hitachi ABB Power Grids; Anna Moskwa – Prezes Zarządu, Baltic Power; Paweł Przybylski – Prezes Zarządu, Siemens Gamesa Renewable Energy; Katarzyna Szwed-Lipińska  – Dyrektor Departamentu Odnawialnych Źródeł Energii, Urząd Regulacji Energetyki. W pierwszej kolejności zapytano uczestników o ustawę o promocji morskiej energetyki wiatrowej oraz czy nadal istnieją bariery w rozwoju offshore. Następnie odniesiono się do kwestii systemu finansowania morskich farm wiatrowych (kto, kiedy i na jakich zasadach może uzyskać wsparcie) oraz możliwości przyłączeń MFW do sieci. W drugiej części debaty odniesiono się do problematyki projektu morskiej farmy wiatrowej, w szczególności jeżeli chodzi o obowiązki inwestora i operatora MFW oraz udział materiałów i usług lokalnych.

W debacie „Horyzont 2050: Rozwój, inwestycje, innowacje – firmy, samorządy, prosumenci (OZE, e-mobility, fotowoltaika)” wzięli udział: Andrzej Bojanowski – Prezes Zarządu, Związek Miast i Gmin Morskich; Krzysztof Burda – Prezes Zarządu, Polska Izba Rozwoju Elektromobilności; Marcin Dawidowski – Dyrektor Departamentu Sprzedaży RM, Energa Grupa Orlen; Jakub Faryś – Prezes Zarządu, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego; Magdalena Jackowska-Rejman – Prezes Zarządu, TechBrainers Sp. z o. o.; Ewa Malicka – Prezes Zarządu, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, Belse Sp. z o.o.; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej; Grzegorz Słomkowski – Członek Zarządu, Polska Agencja Inwestycji i Handlu; Bogdan Szymański – Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, zaś moderatorem była Izabella Żyglicka – Rzecznik Praw Przedsiębiorców przy Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach, Radca Prawny, Wspólnik Zarządzający, Kancelaria Żyglicka i Wspólnicy. Zaproszeni goście na początku zastanawiali się nad rolą i skalą sektora prywatnego w branży energetycznej, a także rolą samorządów w realizacji projektów infrastrukturalnych. Pozwoliło to odnieść się do kwestii związanych z podłączeniem OZE do sieci, w kontekście bezpieczeństwa i wydolności systemu, jak i również przyszłości projektów dotyczących spalarni odpadów oraz biogazowi. Odniesiono się także do zagadnień związanych z energetyką rozproszoną i skutkami nowej polityki energetycznej. Dużo miejsca poświęcono na tematy dotyczące rozwoju e-mobility (pojazdy elektryczne, stacje ładowania, technologie magazynowania energii) oraz tego czy Polacy przekonali się do EV, starano się również odpowiedzieć na pytanie, jaka jest skala rozwoju fotowoltaiki (małe przydomowe instalacje czy duże farmy). Na koniec podjęto temat programów Start-up jako źródła innowacji.

Ostatni panel OSE GDAŃSK 2021 nosił tytuł „Transformacja tradycyjnych obszarów energetyki do 2050 r.” i  moderowany był przez prof. Waldemara Kamrata – Politechnika Gdańska, w roli prelegentów zaś wystąpili: Daniel Betke – Wiceprezes Zarządu, BSiPE „ENERGOPROJEKT POZNAŃ” S.A.; Jarosław Bogacz – Prezes Zarządu, POLENERGIA OBRÓT S.A.; Artur Cieślik – Wiceprezes Zarządu ds. Strategii i Regulacji, PGNiG S.A.; dr Zbigniew Fałek – Wiceprezes Zarządu ds. Inwestycji i ICT, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A.; prof. dr hab. inż. Dariusz Mikielewicz – Prorektor ds. Organizacji i Rozwoju, Politechnika Gdańska; Michał Obiegała – Dyrektor ds. Korporacyjnych, BP Polska. Debata podzielona została na trzy części. W ramach części pierwszej omówiono regulacyjny kontekst transformacji oraz projekcję kosztów procesu restrukturyzacji branży. Prelegenci podkreślali, ze proces odejścia od węgla i koszty z tym związane są ponoszone od wielu lat. Dodatkowo dużo uwagi poświęcono kwestii wolumenu gazy niezbędnego w procesie odejścia od węgla. Na koniec, w trzeciej części zajęto się problematyka finansowania transformacji energetycznej.

Interesująca dyskusja, zarówno pomiędzy uczestnikami paneli, jak i dzięki licznym pytaniom z sali świadczy o dużym zainteresowaniu poruszonymi tematami i stanowi punkt wyjścia do debaty w kolejnej edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, który odbędzie się już na wiosnę przyszłego roku. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie internetowej www.osegdansk.pl.

Ogólnopolski Szczyt Energetyczny był wspierany przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia.

Europejskie Centrum Biznesu główny organizator OSE GDAŃSK 2021 pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Strategicznemu: TAURON Polska Energia S.A. Partnerom Głównym: ENEA S.A. oraz Zakładowi Produkcji Automatyki Sieciowej S.A., Partnerowi Merytorycznemu: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., Partnerom: Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., Bankowi Gospodarstwa Krajowego, Bankowi Ochrony Środowiska S.A., BELSE Sp. z o.o., Kancelarii DWF Poland, Ecological Partners zPoland, Energa Grupie Orlen, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., innogy Polska S.A., Operatorowi Gazociągów Przesyłowych Gaz-System S.A., Grupie LOTOS S.A., Lasom Państwowym, Northvolt Poland Sp z o.o., Muzeum II Wojny Światowej, PERN S.A., Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu S.A., PGNiG Termika S.A., Polskiej Spółce Gazownictwa S.A., Polskim Sieciom Elektroenergetycznym S.A., Kancelarii Wierciński Kwieciński Baehr, Partnerowi Motoryzacyjnemu: Grupie Zdunek. Pragniemy także podziękować za współpracę Samorządowi Województwa Pomorskiego oraz Sponsorom: BSiPE „ENERGOPROJEKT POZNAŃ” S.A., Eko-Energetyka PV, SOLAR ENERGY DEVELOPMENT Sp. z o.o.

Podziękowania należą się także Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Portalowi Capital24.pl, Portalowi CEO.com.pl, Portalowi eGospodarka.pl, Portalowi Energetyka24, Portalom z Grupy Xtech: energetykacieplna.pl. elektroinzynieria.pl, srodowisko.pl, Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa, Czasopismu Energetyka Wodna, Portalowi Energetykon.pl, Portalowi fotowoltaikaonline.pl, Portalowi GlobEnergia, ISB News, Portalowi kierunekenergetyka.pl, Magazynowi Kapitał Polski, Czasopismu Nowa Energia, Portalowi Nuclear.pl, Portalowi OptimalEnergy.pl, Magazynowi OZEON, Radiu Gdańsk, Portalowi Smart-Grids.pl, Magazynowi Świat Elit, Portalowi Teraz Środowisko, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym, Portalowi WysokieNapiecie.pl.

Bez niespodzianek za oceanem

Wczoraj mieliśmy pakiet danych z USA. Pomimo opublikowania zarówno wzrostu PKB, jak i liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych dane nie spowodowały istotnych zmian w notowaniach dolara.

Wzrost PKB za oceanem

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB. Pokazywany wskaźnik to 6,4%. Wydaje się to bardzo dużo i słusznie. W USA pokazywane jako dane nie są roczne wskaźniki, tylko tzw. annualizowany wynik kwartalny. Oznacza to, że o tyle rosłoby PKB, gdyby cały rok był taki jak pierwszy kwartał. Realny wynik roczny jest oczywiście niższy i wynosi 0,4%. Biorąc pod uwagę pandemię, wcale nie jest złym wynikiem, skoro obejmuje pełne 4 kwartały pandemii. Dane te są dokładnie zgodne z oczekiwaniami analityków, nie może zatem dziwić, że inwestorzy nie reagowali na nie zbytnio.

Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych

Rynek pracy za oceanem jednak nie jest aż tak silny, jak niedawno sądzono. W dalszym ciągu rotacja pracowników jest znacznie większa niż przed pandemią. Świadczy o tym liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Ustabilizowała się ona obecnie delikatnie powyżej 400 tysięcy wniosków tygodniowo. To około połowa więcej niż standardowe poziomy sprzed pandemii. Dane te pojawiły się w tym samym czasie co dane o PKB i jak już wcześniej wspominaliśmy, nie spowodowały zbyt silnej reakcji.

Brytyjczycy nie zmieniają stóp procentowych

Po serii podwyżek stóp procentowych na Węgrzech i w Czechach można było mieć wrażenie, że wchodzimy w serię globalną. Wczoraj jednak Bank Anglii postanowił pozostawić stopy na niezmienionym poziomie. Decyzja była jednogłośna, wszystkich 9 członków gremium decyzyjnego głosowało za pozostawieniem stóp na niezmienionym poziomie. Funt zareagował spadkami, gdyż inwestorzy liczyli na reakcję ze strony BOE. Dodatkowo opublikowano prognozy zwiększonej do 3% inflacji w kolejnych miesiącach, które również nie mają wedle zapowiedzi spowodować reakcji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg CBI,

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Praca zdalna? Pracodawco: zacznij ufać pracownikom, bądź elastyczny, nie wymagaj zawsze kamery!

Miniony rok zmienił w naszym życiu bardzo wiele. Sprawił też, że zaczęliśmy pracować w zupełnie inny sposób Pociągnęło to za sobą zmiany w środowisku pracy. Niezależnie od tego, w jakim trybie działają firmy po pandemii (tradycyjnym, wirtualnym lub hybrydowym), warunki pracy i zadowolenie pracowników są w dużym stopniu uzależnione od technologii.

Praca hybrydowa oferuje nowe możliwości, takie jak zwiększenie elastyczności i produktywności pracowników. Z drugiej jednak strony wiąże się ona z nowymi wyzwaniami, w szczególności dotyczącymi ryzyka wypalenia zawodowego pracowników. Aby zapewnić pracownikom optymalne warunki, pracodawcy muszą wziąć pod uwagę trzy ważne kwestie.

Jakość życia pracowników w świecie cyfrowym

Technologia od dawna pomaga w zapewnieniu klientom obsługi na najwyższym poziomie. Przyszedł czas, aby wykorzystać ją w celu stworzenia optymalnych warunków pracownikom pracującym w różnych miejscach. Trzeba nie tylko zapewnić im odpowiedni dostęp do zasobów, lecz również przypominać np. o zrobieniu przerwy (za pomocą chatbotów).

Można również zachęcać menedżerów, aby w większym stopniu uzgadniali terminy telekonferencji z pracownikami oraz umożliwiali im wyłączenie funkcji wideo. Część pracowników z pewnością poczuje się lepiej nie musząc włączać kamery w sytuacji, kiedy w tle akurat bawią się dzieci, czy po prostu nie chcą się pokazywać z jakichś względów – komentuje Krzysztof Augustynowicz, Regional Sales Director CEE Commercial Business Unit w Salesforce.

Dane od dawna pomagają dyrektorom przedsiębiorstw w szybkim podejmowaniu decyzji dotyczących usprawniania obsługi klientów. W podobny sposób informacje zgromadzone podczas badań i innych interakcji mogą ułatwić podejmowanie działań, których celem jest zwiększenie zadowolenia pracowników.

Kultura ustawicznego kształcenia

W świecie działającym w oparciu o technologie cyfrowe pracodawcy mogą przekraczać tradycyjne granice świata fizycznego i docierać do nowych, utalentowanych pracowników. Z drugiej jednak strony postęp technologiczny wymaga ciągłego inwestowania w rozwój umiejętności zarówno twardych, jak i miękkich. Liderzy przedsiębiorstw muszą więc zapewnić swoim kadrom łatwy dostęp do możliwości rozwoju zawodowego. Gdy pracownik ma świadomość, że sam kieruje swoją ścieżką kariery, bardziej angażuje się w pracę.

Możliwości zmiany kwalifikacji i rozwoju zawodowego powinny być dostępne na wyciągnięcie ręki. Jeśli pracownik musi długo szukać informacji o tym, czego i jak powinien się uczyć, prawdopodobnie nigdy tej nauki nie podejmie. Do rozwoju motywują również łatwo dostępne informacje o otwartych stanowiskach pracy. Aby maksymalnie wykorzystać potencjał swoich podwładnych, liderzy muszą wdrażać kulturę ustawicznego kształcenia i rozwoju zawodowego zgodnie z potrzebami firmy.

Elastyczność i bezpieczeństwo

Stworzenie pracownikom optymalnych warunków w erze cyfrowej wymaga współpracy działu kadr i działu informatycznego. Pracodawca musi ufać pracownikom i wierzyć, że wykonają oni swoje zadania zgodnie z własnymi harmonogramami. Dlatego powinien im zaoferować elastyczne opcje czasu pracy. W przypadku rozproszonych zespołów zarządzanie oparte na empatii i zrozumieniu ma jeszcze więcej zalet. Warto także skorzystać z gotowych porad, wskazówek i rozwiązań dostępnych na portalu Work.com, gdzie pracodawcy znajdą kompleksowe narzędzia wspomagające zarządzanie pracą zdalną czy hybrydową – dodaje Krzysztof Augustynowicz z Salesforce.

Efektywność i zadowolenie pracowników zależy również od zapewnienia im niezbędnych połączeń, kontaktów i komunikacji. Dział kadr powinien udostępniać pracownikom nowe możliwości i kontakty z odpowiednimi osobami. Dzięki temu będą oni bardziej zadowoleni i zmotywowani do rozwoju, a z drugiej strony bezpieczni, co zwiększy ich efektywność i zaangażowanie. Z kolei dział informatyczny musi zadbać o to, aby pracownicy mieli łączność z odpowiednimi urządzeniami i zasobami, co pozwoli im osiągać najlepsze wyniki. Oba działy muszą wspólnie podejmować wysiłki na rzecz zapewnienia pracownikom niezawodności i bezpieczeństwa systemów, ochrony prywatności i łatwego dostępu do zasobów.

Nowy model środowiska pracy, który pojawił się po pandemii, wymaga efektywnego zarządzania pracownikami. Wtedy może on przynieść firmom duże korzyści.

Raport GfK: W czasie pandemii Polaków najbardziej irytowały maseczki

Wybuch pandemii koronawirusa poskutkował wprowadzeniem wielu obostrzeń i zmian w naszym codziennym życiu. Firma badawcza GfK w najnowszej fali raportu „Corona Mood” postanowiła sprawdzić, które z nich irytowały nas najbardziej. Największa grupa badanych wskazała na noszenie maseczek. Wyraźnie mniejszy odsetek wśród największych uciążliwości wymienił m.in. zamkniętą gastronomię, ograniczenia w handlu i konieczność zdalnej edukacji.

Wraz z wybuchem pandemii w życiu Polaków pojawił się szereg ograniczeń – część z nich towarzyszy nam nieustannie, a niektóre wprowadzane są terminowo, w zależności od liczby zakażeń i sytuacji w szpitalach. GfK sprawdziła, które z obostrzeń irytują nas najbardziej i poprosiła Polaków o wytypowanie trzech największych ich zdaniem uciążliwości związanych z „nową rzeczywistością”.

Zdecydowanie najwięcej badanych (48%) wskazało na konieczność noszenia maseczek. Konieczność zakrywania nosa i twarzy obowiązuje od marca ubiegłego roku i wprowadzana jest w różnym zakresie, w zależności od nasilenia pandemii. Dziś wiele wskazuje na to, że obowiązek ten pozostanie z nami jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy. Według najnowszych prognoz Ministerstwa Zdrowia maski w przestrzeniach zamkniętych będziemy nosić do końca wakacji, a być może znacznie dłużej. Termin w którym przestaną być one konieczne w dużej mierze zależeć będzie bowiem od stopnia zaszczepienia populacji.

– To, że maseczki nas irytują, nie oznacza wcale, że uznajemy je za niepotrzebne. Większość Polaków solidarnie dostosowuje się do obowiązujących norm sanitarnych, ale każdy tęskni już za „starą normalnością”, bez masek, limitów i ograniczeń. Pełną akceptację pandemicznych obostrzeń z pewnością hamują także nieustannie zmieniające się zasady, za którymi często ciężko nadążyć. Dlatego tak ważna pozostaje edukacja i uświadamianie, dlaczego warto nosić maski ochronne i jakie korzyści przynosi to nie tylko nam samym, ale także całej populacji – podkreśla Dominika Grusznic-Drobińska, dyrektor ds. Marketing & Consumer Intelligence w GfK.

W drugiej kolejności za największą uciążliwość Polacy uznali ciągłą obecność w mediach tematów związanych z pandemią. Jak wynika z danych GfK, jest to irytujące aż dla 36% badanych. Dopiero na kolejnych pozycjach uplasowały się ograniczenia w gastronomii (29%), zamknięta turystyka i możliwość spotkań towarzyskich (27%), a także ograniczenia w handlu (24%). – Bardzo wyrównane wyniki pokazują, że w czasie pandemii nie było jednego, głównego czynnika, który irytował nas w sposób szczególny. Niektórzy najbardziej tęsknili za rozrywką, inni za możliwością odwiedzenia restauracji, a jeszcze innych denerwowały limity ilościowe i zamknięcie wielu gałęzi handlu. Co ciekawe znacznie mniej wskazań uzyskała np. edukacja zdalna, którą wybrało zaledwie 19% badanych. Biorąc pod uwagę skalę publicznej dyskusji na ten temat, można było oczekiwać wyższego miejsca w zestawieniu – mówi Dominika Grusznic-Drobińska.

Według badania GfK w czasie pandemii dla Polaków najmniej irytująca okazała się konieczność spędzania większej ilości czasu z bliskimi i współlokatorami (5%) oraz przebieg procesu szczepień i ograniczenie praktyk religijnych – obie kwestie wytypowało po 7% badanych.

Protokół nie decyduje o tym, kiedy jest VAT

Kwestia momentu powstania obowiązku podatkowego w przypadku świadczenia usług często bywa bardzo problematyczna. Zgodnie z przepisami obowiązek podatkowy powstaje co do zasady w dacie wykonania świadczenia. W praktyce gospodarczej powszechną praktyką odbioru prac wykonywanych w ramach świadczenia usług jest podpisywanie protokołów odbioru. Protokoły te mają różne znaczenia, ale głównym ich celem jest z jednej strony informacja o wykonanych usługach, a z drugiej ich akceptacja. Podatkowe znaczenie protokołów odbioru jest jednak różne i zależy od indywidualnych okoliczności sprawy. Na uwagę zasługuje także wyraźne, różne podejście do tematu organów podatkowych oraz sądów administracyjnych.

Wyrok TSUE C-224/18

W pierwszej kolejności warto odnieść się do wyroku TSUE z dnia 2 maja 2019 r., C-224/18 (Budimex SA), w którym Trybunał uznał, że usługa budowlana może zostać uznana za wykonaną w dacie podpisania protokołu odbioru, jeżeli łącznie spełnione zostały trzy podstawowe warunki. Po pierwsze formalności związane z odbiorem prac powinny zostać uzgodnione w porozumieniu / umowie wiążącej strony, która byłaby zgodna z rzeczywistością gospodarczą i handlową w danej dziedzinie. Oznacza to, że zapisy umów, które byłyby rażąco sprzeczne ze specyfiką prowadzonych prac czy gospodarczym przeznaczeniem, nie mogłyby stanowić o spełnieniu tego warunku.

Po drugie TSUE wskazał, że formalności te powinny stanowić o zakończeniu usługi, tj. powinny być co do zasady ostatnim materialnym elementem wykonywanych prac.

Po trzecie formalności te powinny wpływać na wysokość należnego świadczenia wzajemnego, tzn. poprzez podpisanie protokołu odbioru prac strony powinny też potwierdzić ostateczną wartość świadczenia, podlegającą w niektórych przypadkach korekcie z uwagi na opóźnienie w realizacji prac, niewłaściwe wykonanie prac, mniejszą wartość wykonanych prac etc.

Warto wskazać, że wyrok TSUE spotkał się z aprobatą sądów administracyjnych. Przykładowo NSA w wyroku z 18 lipca 2019 r., sygn. I FSK 65/16, wskazał, że praktyką gospodarczą na rynku budowlanym jest zazwyczaj zapis o prawie do skontrolowania prawidłowości wykonania usługi przed jej zaakceptowaniem, co może być przyczyną pojawienia się konieczności wykonania świadczeń dodatkowych. NSA wskazał, że w takiej sytuacji protokół stanowiący ostateczną aprobatę wykonanych usług stanowi ich materialne zakończenie i w tej dacie powstaje obowiązek podatkowy. Z kolei WSA w Poznaniu w wyroku z 23 lutego 2021 r., sygn. akt I SA/Po 847/20, dużą uwagę poświęcił zbyt płytkiej analizie organów podatkowych poświęconej postanowieniom umowy oraz warunkom realizacji usług.

Interpretacja ogólna

Ministerstwo Finansów w komunikacie wydanym po wyroku TSUE odniosło się do interpretacji ogólnej Ministra Finansów z dnia 1 kwietnia 2016 r. nr PT3.8101.41.2015.AEW.2016.AMT.141, w której to w sposób szczegółowy opisane zostało stanowisko Ministerstwa w tym zakresie. Zgodnie z tą interpretacją za datę wykonania usługi należy przyjąć datę faktycznego wykonania usługi niezależnie od daty podpisania protokołu odbioru prac. Jest to więc data, w której dochodzi do faktycznego zakończenia prac zgodnie z umową i zgłoszenia prac lub ich części przez wykonawcę do odbioru – w opinii wykonawcy usługi prace te lub ich część są gotowe do przyjęcia przez nabywcę usługi. Ministerstwo dodatkowo wskazało, że w przypadku kontraktów budowlanych w większości znana jest kwota kontraktu, która z punktu widzenia ustawy powinna zostać potraktowana jako podstawa opodatkowania VAT z tytułu wykonanych usług. Późniejsze skorygowanie tej kwoty w oparciu o ustalenia protokołu odbioru jest podstawą do wystawienia faktury korygującej.

Stanowisko organów podatkowych

Po wyroku TSUE w kwestii uzależnienia daty powstania obowiązku podatkowego od podpisania protokołu wypowiadały się już organy podatkowe. Wyrażone przez nie stanowisko jest zbieżne z interpretacją ogólną Ministerstwa Finansów, jednak zgoła odmienne od podejścia sądów administracyjnych. Na uwagę zasługuje fakt ograniczonej analizy postanowień umowy oraz warunków realizacji usług przez organy podatkowe. Przykładowo Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 12 marca 2021 r., sygn. 0111-KDIB3-1.4012.24.2021.1.IK, zajął stanowisko, że wykonanie usługi następuje z chwilą faktycznego zakończenia wszystkich czynności, do których wykonania zobowiązany był wykonawca. W tym stanie faktycznym oznaczało to, że usługę należało uznać za wykonaną w momencie przekazania dokumentacji projektowej. Organ co prawda wskazał, że podpisanie protokołu odbiorczego potwierdza fakt wykonania usługi, ale jej nie determinuje. Dlatego umowne postanowienia uzależniające obowiązek podatkowy od daty protokołu mają jedynie charakter pomocniczy, gdy nie jest możliwe ustalenie daty powstania obowiązku podatkowego.

Z kolei w interpretacji z dnia 30 kwietnia 2020 r., sygn. 0112-KDIL3.4012.33.2020.2.MŁ, Dyrektor KIS wskazał, że podejmowanie dodatkowych negocjacji mających na celu uregulowanie wzajemnych rozliczeń oraz zasad współpracy pozostaje bez wpływu na datę powstania obowiązku podatkowego. Sprawa dotyczyła rozszerzenia zakresu pierwotnych usług, które zgodnie z umową zostały wykonane i za które należało się wynagrodzenie. Strony próbowały porozumieniem, poprzez zlecenie dodatkowych czynności, rozciągnąć w czasie datę powstania obowiązku podatkowego, na co nie zgodził się organ podatkowy.

Podsumowanie

Mimo iż praktyka organów podatkowych jest taka, że z perspektywy VAT liczy się jedynie data faktycznego wykonania usługi, to jednak wielu przedsiębiorców w dalszym ciągu za podstawę przyjmuje datę podpisania protokołu odbioru prac. Jest to praktyka biznesowa, dlatego należy zadbać w umowie oraz we współpracy z kontrahentem, aby taki protokół nie miał tylko formalnego charakteru, ale żeby był istotną częścią świadczonych usług, wskazującą, czy usługa została wykonana i zaakceptowana przez odbiorcę.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zbigniew Wysocki Prezesem Polskiej Grupy Supermarketów

Nowym Prezesem Polskiej Grupy Supermarketów, właściciela sieci Top Market, został Zbigniew Wysocki, który zastąpił na stanowisku Michała Sadeckiego. O wyborze kandydata zadecydowała Rada Nadzorcza Spółki.

Wybór Zbigniewa Wysockiego na stanowisko Prezesa związany jest z nowymi wyzwaniami stojącymi przed Polską Grupą Supermarketów w zmieniających się realiach rynkowych. Doświadczenie nowego Szefa Grupy ma pomóc m.in. w przyspieszeniu konsolidacji sieci partnerskiej czy poprawie warunków zakupowych dla członków Grupy.

Jednym z pierwszych wyzwań, które sobie stawiam będzie zacieśnienie współpracy między uczestnikami sieci, a centralą firmy oraz optymalizacja łańcucha dostaw i budowa oferty asortymentowej dostosowanej do potrzeb naszych placówek handlowych i oczekiwań konsumentów – mówi Zbigniew Wysocki, nowo wybrany Prezes Polskiej Grupy Supermarketów.

Wysocki od przeszło 24 lat związany jest z polskim rynkiem FMCG. W latach 1996-2007 był Dyrektorem Grupy POLOmarket Detal, a następnie przez 6 lat pełnił funkcję Prezesa Zarządu w Market Detal, będąc jednocześnie dwukrotnie powołanym do Zarządu Polomarket Sp. z o. o. w Giebni.  Był współtwórcą oraz Wiceprezesem sieci sklepów Mila, a w ostatnim czasie objął stanowisko Dyrektora Handlowego u jednego z Udziałowców Grupy co okazało się świetnym przygotowaniem do przejęcia sterów w PGS.

Koszt dla gospodarstw domowych włączenia transportu i budynków mieszkalnych do EU ETS

Potencjalne roczne koszty wynikające z konieczności płacenia za możliwość emisji dwutlenku węgla w przeliczeniu na gospodarstwo domowe w UE27 szacuje się na 373 EUR w przypadku transportu i 429 EUR w przypadku budynków mieszkalnych. Co istotne, średni wzrost wydatków na energię z tytułu kosztów emisji z transportu dla gospodarstw domowych UE27 w I kwintylu dochodowym może wynieść 44%, podczas gdy wzrost z tytułu kosztów emisji pochodzących z budynków mieszkalnych może osiągnąć 50%. W przypadku Polski przez koszty emisji z budynków mieszkalnych wydatki na energię wśród najbiedniejszych gospodarstw domowych zwiększą o 108% – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego “Koszt dla gospodarstw domowych włączenia transportu i budynków mieszkalnych do EU ETS”.

W raporcie przedstawiono wpływ rozszerzenia systemu EU ETS, czyli wprowadzenia opłat za emisję dwutlenku węgla w sektorach transportu i budynków mieszkalnych na budżety gospodarstw domowych w UE. Ewaluacja kosztów zostałaprzeprowadzonaw oparciu
o kilka scenariuszy. Zastosowano dwa podejścia. W pierwszym do oceny potencjalnych kosztów rozszerzenia wykorzystano egzogeniczną cenę EUA pochodzącą
z trzech różnych scenariuszy. W drugim podejściu cena jest obliczana w sposób endogeniczny, czyli w ramach modelu jako cena uprawnień potrzebna do osiągnięcia pożądanej redukcji emisji (-40%) w sektorach transportu i budownictwa, zgodnie
z ogólnym celem 62% dla całego ETS. Porównujemy uzyskaną redukcję emisji
i odpowiadające im ceny CO2.

Jak pokazała nasza analiza, przeniesienie transportu i ogrzewania z ESR (rozporządzenia
w sprawie wspólnego wysiłku redukcyjnego) do systemu EU ETS utrudniłoby
w szczególności dekarbonizację transportu, ponieważ taka konfiguracja nie tworzyłaby zachęt dla państw członkowskich do utrzymywania obecnie istniejących podatków emisyjnych i paliwowych.
Z kolei włączenie transportu i budownictwa zarówno do ESR, jak i ETS sprawiłoby, że odpowiedzialność za redukcję emisji w tych sektorach byłaby rozłożona w sposób mało transparentny. Jednocześnie, taki system wymagałby bardzo wysokich cen uprawnień, aby móc szybko dekarbonizować oba sektory do 2030 r. Oznaczałoby to bowiem, że cena uprawnień powinna osiągnąć blisko 180 euro za tonę (w cenach z 2015 r.) do 2030 r. – mówi Magdalena Maj, starszy analityk zespołu energii
i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Potencjalne skutki rozwiązań

Ze względu na to, że zarówno sektor budowlany, jak i transportowy są stosunkowo mało wrażliwe na fluktuacje cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla, rozszerzenie systemu ETS zmusiłoby firmy z sektorów nim objętych do zwiększenia wysiłków redukcyjnych.
W konsekwencji doprowadziłoby to do spadku konkurencyjności sektorów objętych obecnie systemem ETS oraz niewielkiego spadku produkcji i zatrudnienia.

Bez wprowadzenia mechanizmów redystrybucji środków, negatywne skutki dla produkcji i zatrudnienia miałoby także wprowadzenie równoległego systemu, dedykowanego tylko tym dwóm sektorom. Przy założeniu 100% redystrybucji,  scenariusz równoległego ETS dla transportu i budownictwa może przyczynić się do zwiększenia aktywności gospodarczej
w Europie, przy jednoczesnym zapewnieniu takiej samej redukcji emisji. Z kolei jeżeli część przychodów z tak skonstruowanego system byłaby wykorzystywana na inwestycje
w technologie niskoemisyjne oraz na poprawę efektywności energetycznej, to koszty technologii niskoemisyjnych dla wszystkich konsumentów uległyby obniżeniu i spadłyby również ceny uprawnień do emisji.

Najbiedniejsze gospodarstwa domowe i mniej zamożne kraje najbardziej narażone na negatywne skutki rozszerzenia ETS

Rozszerzenie ETS na budynki i transport znacznie przyspieszyłoby proces redukcji emisji. Jak jednak pokazały analizy modeli, aby osiągnąć wymaganą 40% redukcję, ceny EUA powinny kształtować się na poziomie prawie 180 EUR/t CO2 (w cenach z 2015 roku). Patrząc z perspektywy UE27, tak wysokie ceny doprowadziłyby do ogromnych kosztów dla gospodarstw domowych, szacowanych na 1 112 miliardów euro w latach 2025–2040, a także miałyby potencjalnie niszczący wpływ na europejski przemysł funkcjonujący
w ramach obecnego EU ETS.

Wyższe ceny uprawnień do emisji byłyby szczególnie dotkliwe dla biedniejszych gospodarstw domowych. Szacujemy, że średnioroczny wzrost kosztów zużycia energii wyniósłby 44% w transporcie i 50% w sektorze budynków dla gospodarstw domowych
z pierwszego (najbiedniejszego) kwintylu dochodowego.

Skutki wzrostu cen uprawnień silniej odczują również najbiedniejsze państwa członkowskie UE. W przypadku Polski, niezależnie od scenariusza, wzrost kosztów dla gospodarstw domowych w porównaniu do scenariusza BASELINE jest wyższy niż w UE27. W scenariuszu pośrednim (MODERATE) całkowity koszt jest o 84% wyższy niż w scenariuszu BASELINE, natomiast w scenariuszu HIGH jest aż o 163% wyższy. Poza tym koszty emisji z budynków mieszkalnych stanowią 57% całkowitych kosztów i jest to o ok. 15 punktów procentowych więcej niż dla całej UE27.Włączenie transportu drogowego i budynków mieszkalnych do EU ETS

Co należy zrobić, aby rozszerzenie ETS było ekonomicznie efektywne i społecznie akcptowalne?

Aby złagodzić negatywne skutki społeczne rozszerzenia ETS na sektor budynków
i transport drogowego, należałoby przede wszystkim wprowadzić mechanizm redystrybucji wspierający gospodarstwa domowe znajdujące się w najtrudniejszym położeniu. W przypadku budynków mieszkalnych może to obejmować transfery, dopłaty do rachunków za energię lub programy wspierające poprawę efektywności energetycznej. Z kolei w sektorze transportu kluczowe byłoby zapewnienie rabatów dla konsumentów na pojazdy niskoemisyjne i elektryczne oraz ulg podatkowych rekompensujących wzrost cen paliw spowodowany cenami emisji dwutlenku węgla.

Ponadto, rekomendujemy wdrożenie nowych polityk w zakresie efektywności energetycznej i energii odnawialnej oraz ulepszenie istniejących, ze szczególnym uwzględnieniem przepisów ukierunkowanych na sektor budownictwa mieszkaniowego i transportu, gdyż w tych obszarach możliwe jest przyspieszenie wykorzystania technologii niskoemisyjnych i obniżenie zapotrzebowania na energię. Aby to osiągnąć, niezbędne jest utrzymanie i wzmocnienie unijnych narzędzi, takich jak mechanizm solidarności umożliwiający redystrybucję środków na rzecz biedniejszych państw członkowskich.

W związku z tym należy wprowadzić zasadę obligatoryjnego przeznaczania 100% dochodów generowanych przez dodatki solidarnościowe na cele energetyczne i klimatyczne. Ponadto dostrzegamy potrzebę zwiększenia środków i zakresu działań w ramach Funduszu Modernizacji i Innowacji, celem łagodzenia skutków rozszerzenia ETS, w krajach, w których transofrmacja energetyczna jest największym wyzwaniem.

Na co oszczędzają Polacy? Na pewno nie na emeryturę

Dla nieco ponad 90 proc. Polaków oszczędzanie na emeryturę nie jest priorytetem – tak wynika z badań nad sytuacją rynku consumer finance, które Związek Przedsiębiorstw Finansowych i Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH prowadzą cyklicznie od lat. Na koniec 2020 roku tylko 9,5 proc. gospodarstw domowych zadeklarowało, że oszczędza na emeryturę. Ważniejszym celem do oszczędzania są chociażby remonty mieszkania lub domu (35,2 proc.), wakacyjne wyjazdy i wypoczynek (33,4 proc.) czy zakup drobnych dóbr trwałych (28,4 proc.).[1] Z czego będą żyć przyszli emeryci?

Wśród celów, na które oszczędzają rodacy – poza remontem, wakacjami oraz zakupami – jest też odkładanie na własne mieszkanie (20,3 proc.) oraz samochód (24,8 proc.). Co ważne, wysoko w hierarchii celów oszczędzania są też bieżące wydatki konsumpcyjne. Na ten cel oszczędza 25,9 proc. Polaków.

– Bardzo dużo mówi się o tym, że polskie emerytury są jednymi z najniższych w Unii Europejskiej. Sporo uwagi poświęca się również stopie zastąpienia, która z biegiem lat będzie kształtowała się coraz mniej korzystnie dla seniorów. Mimo to, w zarządzaniu domowym budżetem, wciąż brakuje długofalowego i perspektywicznego podejścia do kwestii, które powinny wydawać się najważniejsze. Każdy z nas powinien dbać o zapewnienie sobie dobrostanu w przyszłości, a nie tylko tu i teraz – mówi Marcin Czugan, Prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Wśród osób, które chcą oszczędzać na emeryturę, stanowiących 9,5 proc. wszystkich ankietowanych, prym wiodą mężczyźni (78,8 proc.), osoby w wieku 30-49 lat (59,8 proc.). Blisko 47 proc. gospodarstw domowych oszczędzających na emeryturę mieszka w dużym mieście, a nieco mniej w mieście średniej wielkości (29,9 proc.). Część tych osób pracuje na stanowiskach nierobotniczych (39,3 proc.), a część robotniczych (31,5 proc.). Dochód przypadający na osobę w większości tych gospodarstw jest wyższy niż 1400 zł (52,6 proc.)

– Wciąż mam wrażenie, że potrzebna jest duża, ogólnopolska kampania edukacyjna dotycząca oszczędzania na emeryturę. Weźmy chociażby stopę zastąpienia, czyli relację przeciętnej wypłacanej emerytury względem średniej krajowej. W 2018 roku wyniosła ona 56,4 proc., czyli o ponad 5 pkt proc. mniej niż pięć lat wcześniej. Jeszcze dwa lata temu mówiło się, że za 20 lat stopa zastąpienia będzie wynosiła ok. 38 proc., co oznaczałoby, że dzisiejsi 40-45 latkowie, którzy zarabiają średnią krajową w wysokości 3550 zł netto, po przejściu na emeryturę, dostaną ok. 1300 zł świadczeń emerytalnych na rękę. Dziś prognozy są coraz bardziej bezlitosne. O tym trzeba mówić głośno. Trzeba uświadamiać Polakom, że świadczenia pieniężne otrzymywane od państwa nie wystarczą – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Dodaje, że już dziś, w Polsce, Europie i na całym świecie hipoteka odwrócona zyskuje na popularności, ponieważ jest odpowiedzią na potrzeby seniorów, którzy na emeryturze borykają się z problemami finansowymi. Z najnowszego raportu Ernst & Young (EY) oraz European Pensions and Property Asset Release Group (EPPARG) dotyczącego hipoteki odwróconej na świecie (w którym znalazły się dane z 13 krajów, w tym Polski) wynika, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat globalny rynek urośnie trzykrotnie. Już dziś wartość środków uwalnianych, dzięki hipotece odwróconej, przekracza rocznie
15 mld dolarów w skali świata. Do 2031 roku liczba ta zwiększy się do 50 mld dolarów rocznie.[2]

[1] Sytuacja na rynku Consumer Finance, badanie ZPF i IRG SGH

[2] Raport „Global Equity Release Roundtable 2020”, przygotowany przez EY i EPPARG, opublikowany 28.01.2021.
Link: http://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-more-than-treble-by-2031/

Tomasz Mrozowski nowym Prezesem Grupy 3S

1-go lipca 2021 roku Tomasz Mrozowski zostanie nowym prezesem zarządu spółek wchodzących w skład Grupy 3S. Zastąpi w tej roli, związanego z 3S od ponad 10 lat, Piotra Pawłowskiego, który podjął decyzję o rezygnacji ze stanowiska CEO. Tomasz Mrozowski dołączył do Grupy 3S w 2019 roku jako reprezentant nowego właściciela Grupy 3S – spółki P4, w randze członka zarządu odpowiedzialnego za sprawy organizacyjne (COO).

Tomasz Mrozowski to menedżer specjalizujący się we wdrożeniach strategii, transformacjach organizacji i projektach rozwoju biznesu. W przeszłości, pracował z zarządami spółek z indeksu WIG20, gdzie realizował innowacje od etapu inkubacji do transformacji. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej, Copenhagen Business School oraz KAIST MBA w Korei Południowej. Od 2015 roku, jako Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu PLAY, prowadzi projekty strategiczne dla całej grupy PLAY. Był m.in. odpowiedzialny operacyjnie za projekt współpracy pomiędzy PLAY i 3S, rozpoczęty wraz z zakupem udziałów przez P4 w spółkach Grupy 3S w 2019 roku.

– To duże, fascynujące wyzwanie i ciekawy moment. Jesteśmy w trakcie ekspansji geograficznej – dynamicznie rozwijamy infrastrukturę i biznes w nowych aglomeracjach, poszerzamy też ofertę – mówi Tomasz Mrozowski, nowo powołany na prezesa Grupy 3S – Jestem jednak przekonany, że z Zespołem 3S, z którym udało nam się zrealizować z sukcesem już wiele projektów, szybko osiągniemy pozycję najchętniej rekomendowanego ogólnopolskiego dostawcy rozwiązań ICT dla biznesu, dodaje.

Piotr Pawłowski rozpoczął współpracę z 3S (wówczas TKP S.A.) w 2011 roku. Najpierw jako trener biznesu i doradca zarządu, potem jako członek zarządu i dyrektor handlowy. Od października 2018 roku pełni funkcję prezesa i dyrektora zarządzającego. W okresie współpracy Piotra Pawłowskiego z 3S przychody i zatrudnienie wzrosły ponad 4-krotnie, a wartość Grupy ponad 10-krotnie.

Duże farmy zdominują fotowoltaikę? Nadchodzi zmiana na rynku OZE

Według prognoz Instytutu Energii Odnawialnej, moc zainstalowana w fotowoltaiki w Polsce podwoi się w ciągu najbliższych dwóch lat. W 2025 roku może osiągnąć nawet 15 GW. Rynek OZE swój dynamiczny wzrost zawdzięczał dotąd przede wszystkim prosumentom, którzy korzystali z programu „Mój Prąd”. Jednak proporcje zaczynają się zmieniać – miejsce mikroinstalacji zajmują farmy, a energia słoneczna „goni” wiatrową.

Słońce odporne na kryzys

Polska jest już na dziewiątym miejscu w Europie pod względem łącznej mocy zainstalowanej w fotowoltaice. Kryzys wywołany pandemią nie zmniejszył aktywności inwestorów, a liczba wydawanych pozwoleń budowlanych i warunków przyłączenia do sieci stale rośnie. Branża przygotowuje się na kolejny dobry rok: 8 na 10 firm deklaruje, że chce zwiększać zatrudnienie, a 73% planuje podniesienie zdolności produkcyjnych.

Dotychczasowe gwałtowne tempo rozwoju fotowoltaiki prosumenckiej byłoby trudne do utrzymania m.in. z powodów technicznych. Duża liczba małych, rozproszonych i niestabilnych źródeł energii to wyzwanie dla sieci elektroenergetycznej. Boom na mikroinstalacje będzie słabł, jednak nie oznacza to dużego spowolnienia na rynku. Fotowoltaika rozwinie się w większych projektach farm słonecznych, co dodatkowo pomoże stabilizować system energetyczny i obniżać ceny energii – podkreśla Mariusz Łoboda, Product Manager w firmie Eaton.

Farmy w miejsce prosumentów?

Mikroinstalacje zakładane w ramach programu „Mój prąd” generują ok. 80% wszystkich obrotów w branży fotowoltaicznej. Jednak do końca tego roku odsetek ten ma spaść do 65%. Rynek będzie się równoważył: w ciągu dwóch lat całkowita zainstalowana moc farm słonecznych zrówna się z fotowoltaiką prosumencką. Potencjał inwestycyjny jest duży − ceny na rynku spadają, a koszt instalacji maleje wraz ze wzrostem mocy. Dla farm fotowoltaicznych jest on znacznie niższy niż dla pozostałych typów instalacji. Program „Mój Prąd” przyczynił się do rozwinięcia firm i dostawców rozwiązań, z czego w kolejnych latach korzystać będą także duże farmy.

Rozwój napędza też system aukcyjny. Moc instalacji, które w jego ramach zbudowano, podwoiła się przez dwa lata. Jednocześnie energia słoneczna zaczyna w pełni konkurować z wiatrową. W 2020 roku w systemie liczba ofert oraz moc instalacji fotowoltaicznych i wiatrowych była już taka sama. Ruch inwestycyjny będzie trwał co najmniej do 2027 roku, ponieważ okres obowiązywania systemu wydłużono niedawno o pięć lat.

Konieczna modernizacja sieci

Nowe inwestycje i rozwój sektora fotowoltaiki może zahamować ograniczona dostępność mocy przyłączeniowych do sieci. Według raportu IEO, problemem dla inwestorów jest przede wszystkim niewystarczający stan infrastruktury sieciowej i długi czas oczekiwania na warunki przyłączenia.

Sieci energetyczne były projektowane z myślą o jednokierunkowym przepływie mocy z dużych elektrowni do odbiorców. Rozwój OZE sprawia, że system staje się dwukierunkowy. Aby nie zabrakło mocy przyłączeniowej, a sieć działała stabilnie, potrzebne są inwestycje w infrastrukturę i inteligentne zarządzanie energią. Wzrosnąć musi skala korzystania z inteligentnych czujników IoT gromadzących dane, urządzeń monitorujących oraz rozwiązań automatyzujących system. Modernizacja sieci nie musi oznaczać budowania jej od nowa, wystarczy uzupełnienie istniejącej infrastruktury o nowe technologie – podsumowuje Mariusz Łoboda.

Źródła:

  1. Raport Instytutu Energii Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki 2021”, którego partnerem jest m.in. firma Eaton.
  2. https://ember-climate.org/wp-content/uploads/2021/01/Report-European-Power-Sector-in-2020.pdf

Zaskakujące dane z polskich sklepów. Tylko w maju ceny poszły w górę o ponad 5%. A ma być jeszcze drożej

Najnowszy raport zawierający porównanie ponad 67 tys. cen detalicznych pokazuje, że w maju br. w sklepach było drożej niż w kwietniu średnio o 5,4%. Patrząc na dane ze wszystkich miesięcy od początku roku, widać, że największy wzrost był między styczniem i lutym – o 9,2%. Następny miesięczny skok wyniósł tylko 1,6%. Z kolei od marca do kwietnia nastąpił spadek o 4,3%. Eksperci komentujący wyniki nie pozostawiają złudzeń, że konsumenci powinni przygotować się na kolejne podwyżki. I dodają, że w całym 2021 roku średnie tempo wzrostu może wynieść nawet 5-8%.

Z „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH – Styczeń-Maj 2021”, autorstwa Hiper-Com Poland i UCE RESEARCH, wynika, że w maju średnie ceny w sklepach były wyższe o 5,4% niż w kwietniu. Dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX zauważa, że taka różnica na przestrzeni miesiąca jest bardzo niepokojącym zjawiskiem.

– W ostatnich miesiącach obserwujemy wzrost cen w sklepach z wielu różnych powodów. Najistotniejsze znaczenie mają kwestie związane z rosnącymi kosztami działalności i brakiem siły roboczej. W związku z tym tendencja wzrostowa jest naturalnym zjawiskiem, co potwierdzają powyższe badania – mówi Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland.

W raporcie również odnotowano, że od początku roku do końca maja br. ceny najbardziej poszły w górę od stycznia do lutego, bo aż o 9,2%. W marcu w porównaniu do poprzedniego miesiąca wzrosły o 1,6%. Natomiast w kwietniu spadły o 4,3% w zestawieniu z marcem.

– Początek roku był dość dynamiczny, ale jednocześnie słaby dla handlu. Zaczęły obowiązywać nowe podatki, w tym cukrowy i handlowy. Do tego była ostrzejsza zima w Polsce i Europie Zachodniej. Wiele sieci handlowych postanowiło odbić sobie gorsze wyniki, przynajmniej do czasu mocniejszego ożywienia w gospodarce. Na przełomie kwietnia i maja podwyżki nadal były znaczące, ale już nie aż tak widoczne jak zimą – opisuje dr Krzysztof Łuczak, ekspert rynku detalicznego z Grupy BLIX.

Od kwietnia do maja ceny 7 z 12 analizowanych kategorii poszły w górę (chemia gospodarcza, mięso, napoje, owoce, produkty tłuszczowe, używki i inne art.). Natomiast 5 odnotowało spadki (dodatki spożywcze, nabiał, pieczywo, produkty sypkie i warzywa). Spośród 45 sprawdzonych produktów aż 25 podrożało. Największy wzrost wyniósł 120,1% i dotyczył kapusty. Z kolei spadki nie były tak mocne. Najbardziej potaniały takie produkty, jak cebula i cukier – odpowiednio o 31% i 26,4%.

– W ostatnich miesiącach obserwujemy wzrost cen żywności. Jedną z przyczyn są wyższe ceny surowców rolnych na świecie, co powoduje presję na polskim rynku. Do tego wiosna w tym roku przyszła nieco później, co przesunęło w czasie siew warzyw oraz dojrzewanie owoców. Kolejnym elementem są rosnące pozasurowcowe koszty przedsiębiorstw spożywczych. Dotyczy to m.in. paliwa czy opakowań. Natomiast od strony popytowej ważne było odmrażanie gospodarki, co sprzyjało zamówieniom branży produkcji żywności – wyjaśnia Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank.

Patrząc na całe kategorie, widać, że w maju w porównaniu do kwietnia najbardziej poszły w górę używki – o 15,6%, a następnie napoje – o 8,6%. Potem w zestawieniu było mięso ze wzrostem na poziomie 8,2%. Jak informuje dr Łuczak, używki od początku roku szły ciągle w górę, poza kwietniem, gdy nagle spadły o 12,9%, ale już w maju powróciły do dwucyfrowego wzrostu. Z kolei napoje w lutym lekko zdrożały. Podobnie było w marcu. Ale w kwietniu już potaniały o 4,2%, żeby w maju znowu zdrożeć. Do tego mięso na początku roku lekko poszło w dół – o 4,1%, ale później już tylko sukcesywnie drożało.

– W przypadku mięsa zadziałały dwa czynniki, tj. wysoki popyt na świecie i ograniczona podaż. Niska opłacalność produkcji zwierzęcej nie zachęca do rozwoju produkcji trzody chlewnej. Z kolei w przypadku drobiu tzw. ptasia grypa spowodowała straty w bazie produkcyjnej. Dotyczy to nie tylko Polski, ale też innych ważnych producentów w UE. W dodatku należy przewidywać, że niska baza drugiej połowy roku ubiegłego będzie działała w kierunku zwiększenia dynamiki wzrostu cen mięsa w kolejnych miesiącach tego roku – komentuje Grzegorz Rykaczewski.

Natomiast spadek cen był najbardziej widoczny wśród warzyw – o 7,3%, pieczywa – o 6,6%, a także produktów sypkich – o 5,2%. Pierwsza i trzecia kategoria na zmianę drożała i taniała. Z kolei pieczywo w lutym i marcu szło w górę, a w kwietniu i maju – w dół.

– W mojej ocenie, podwyżki podstawowych produktów żywnościowych nadal będą postępowały. Uważam też, że z miesiąca na miesiąc może być coraz drożej, ale ta drożyzna będzie w miarę kontrolowana przez branżę retailową. Niemiej jednak trzeba też pamiętać o tym, że wkrótce społeczeństwo może dojść do akceptowalnej granicy tego zjawiska, które jak zawsze odbija się głównie na najgorzej zarabiających i emerytach. Przyszły rok będzie równie trudny. Przewiduję, że średnie tempo wzrostu cen w całym 2021 roku będzie wahało w okolicach 5-8% – podsumowuje ekspert z Grupy BLIX.

Dane pochodzą z raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH – Styczeń-Maj 2021”, autorstwa międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Przedstawia on średnią wartość cenową 45 produktów od stycznia do początku czerwca 2021 roku włącznie. I obejmuje 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i inne art.). W zestawieniu porównano łącznie ponad 1,7 tys. marek, w tym 66,8 tys. cen detalicznych. Badaniem objęto dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash & carry, działające we wszystkich 16 województwach.