Polacy nie odpoczywają. Dłuższe urlopy – sporadyczne i ze służbowym telefonem

Satysfakcja i efektywność pracowników w dużej mierze uzależnione są od możliwości osiągnięcia równowagi pomiędzy życiem zawodowym oraz prywatnym. Do tego niezbędny jest jakościowy odpoczynek, czas na regenerację oraz całkowite odcięcie się od pracy. Tymczasem jak wynika z badania Hays, aż 39 proc. specjalistów i menedżerów nie pamięta kiedy ostatnio przebywało na co najmniej dwutygodniowym urlopie, a 31 proc. nie wyłącza służbowych urządzeń będąc na wakacjach.

Pandemia sprawiła, że tysiące ludzi z dnia na dzień zostało zamkniętych w domach, przez wiele miesięcy realizując swoje zawodowe obowiązki w formie zdalnej. Pracując z domu po raz pierwszy, niejednokrotnie na zobowiązania zawodowe musieli poświęcać więcej czasu. Do tego niejednokrotnie dochodziła konieczność sprawowania opieki nad dziećmi, nowy zakres obowiązków oraz stres związany z sytuacją w firmie. Nagła zmiana nawyków pracy zwróciła uwagę na problem, który wcześniej często bywał pomijany w strategiach HR. Pracownicy nierzadko odczuwają bowiem nadmierny stres i przemęczenie, a łączenie różnych ról bywa dla nich trudnym wyzwaniem. W konsekwencji rośnie ryzyko wypalenia zawodowego. 

ODPOCZYNEK, KTÓREGO BRAKUJE

Jednym ze sposobów walki z utratą motywacji pracowników, obniżeniem efektywności pracy i wypaleniem zawodowym jest regularny i jakościowy wypoczynek. Jak wynika z sondażu internetowego Hays Poland, zaledwie 39 proc. specjalistów i menedżerów w ciągu minionych 12 miesięcy wzięło przynajmniej dwutygodniowy urlop, a kolejnych 39 proc. nie pamięta, kiedy ostatnio miało taką sposobność. Badanie zostało przeprowadzone na grupie ponad 3,7 tysiąca respondentów w okresie od maja do czerwca 2021.

Kiedy ostatnio przebywałeś/ przebywałaś na co najmniej dwutygodniowym urlopie?

12% W ciągu ostatnich 6 miesięcy
27% W ciągu ostatnich 7-12 miesięcy
22% 1-2 lata temu
39% Nie pamiętam

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2021.

Źródeł tej sytuacji można upatrywać w wielu czynnikach. W czasie pandemii możliwości wyjazdów wakacyjnych były mocno ograniczone, a część pracowników zdecydowała się przełożyć swoje plany na późniejsze i mniej zagrożone przez obostrzenia terminy. W tym przypadku należy się spodziewać, że najbliższe miesiące będą czasem zintensyfikowanych urlopów, kiedy wraz ze znoszeniem restrykcji, więcej osób wybierze się na dłuższe wakacje.

Należy również podkreślić, iż czas pandemii dla niektórych firm był czasem zaawansowanych zmian, co nie zawsze sprzyjało planom urlopowym. Część specjalistów i menedżerów mogła mieć poczucie, że ich dłuższa nieobecność odbije się na całym, już przeciążonym nadmiarem obowiązków, zespole. Zdecydowanie częściej decydowali się zatem na krótsze urlopy, które jednak nie zawsze pozwalały realnie odpocząć.

Ostatni dłuższy urlop respondenci badania najczęściej spędzili w Polsce (38 proc.). Na wyjazd zagraniczny zdecydował się co trzeci specjalista i menedżer (34 proc.), a 28 proc. czas wolny od pracy spędziło w domu.

Gdzie spędziłeś/ spędziłaś ostatni dwutygodniowy urlop?

38% Wyjazd krajowy
34% Wyjazd zagraniczny
28% W domu

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2021.

URLOP NIE DLA WSZYSTKICH

Niepokojącą jest informacja, że aż 39 proc. respondentów badania Hays Poland nie potrafiło określić, kiedy ostatnio przebywało na dwutygodniowym urlopie. Tymczasem brak nawyku odpoczywania od pracy jest ryzykowny zarówno dla pracownika, jak i dla firmy. Każdy potrzebuje odrobiny wyciszenia i odseparowania od spraw zawodowych, aby nabrać do nich dystansu i zebrać siły na nadchodzące wyzwania. Urlop to doskonała okazja do zadbania o siebie i swoje potrzeby.

Rolą menedżerów jest promowanie w zespole dobrych nawyków dbania o zdrowie psychiczne i fizyczne, np. higienę snu oraz jakościowy, regularny wypoczynek. Pracownicy powinni być zachęcani do korzystania z przysługujących im dni urlopowych, a także planowania w każdym roku dwóch tygodni nieprzerwanego urlopu. Aby przerwa od pracy pozwalała realnie odpocząć, niezbędne jest jednak całkowite odcięcie od zawodowych obowiązków. Zatrudnieni powinni mieć świadomość, że podczas urlopu mogą wyłączyć służbowe urządzenia i postawić jasną granicę pomiędzy czasem pracy i czasem wolnym – wyjaśnia Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor wykonawcza w Hays Poland.

Odseparowanie się od pracy, wyłączenie telefonu i niesprawdzanie służbowych wiadomości bywa jednak trudne. Niektórzy postrzegają urlop jako zagrożenie utraty kontroli i ominięcia ważnych wydarzeń. To z kolei może prowadzić do poczucia braku bezpieczeństwa. Długa lista rzeczy do zrobienia i szybkie tempo pracy utrudniają odpoczynek – szczególnie w czasie pandemii, gdy w firmach zachodzą liczne zmiany.

WAKACJE ONLINE

Wyłączanie służbowego telefonu czy skrzynki mailowej w czasie urlopu nie jest powszechną praktyką. Badanie Hays wykazało, że 31 proc. respondentów podczas ostatniego, dłuższego urlopu pozostało online, a 29 proc. tylko częściowo wyłączyło służbowe urządzenia. Mimo że nie odpisywali na wiadomości, to trzymali rękę na pulsie, monitorując przebieg wydarzeń.

Czy w czasie urlopu wyłączyłeś/ wyłączyłaś służbowe urządzenia?

40% Tak
29% Częściowo
31% Nie

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2021.

Trudności z przejściem w tryb offline w czasie wakacji bardzo często dotyczą kadry menedżerskiej. Wynika to zarówno z chęci dopilnowania, że wszystko przebiega zgodnie z planem, jak i udzielenia wsparcia podwładnym podczas swojej nieobecności. Warto jednak podkreślić, że metody pracy menedżera przekładają się na cały zespół. Niestety, niektórym z nich wyjazd na dłuższe wakacje bez służbowego telefonu wydaje się niemożliwym rozwiązaniem. Tymczasem takie podejście wpływa na pracowników, którzy mogą czuć się w obowiązku zachowywać w podobny sposób.

To właśnie menedżerowie poprzez swoje postawy i zachowanie powinni wypracować w zespole odpowiednie standardy wypoczywania. Szef, który podczas swojego urlopu nieustannie odpowiada na maile i dzwoni do pracowników, wcale nie daje dobrego przykładu. Oczywiście mogą pojawić się wyjątki od tej reguły, kiedy zaangażowanie menedżera jest absolutnie niezbędne. Natomiast powinny to być jednostkowe, tzw. kryzysowe sytuacje – podkreśla Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

DBAJĄC O DOBRO WSZYSTKICH

Jeśli cały czas pracujemy na pełnych obrotach i pozostajemy w stanie gotowości nawet podczas urlopu, to narażamy się na narastający poziom stresu, trudności ze snem oraz problemy zdrowotne.

Niska produktywność nie jest wtedy jedynie wynikiem zmęczenia, ale wołaniem organizmu o odpoczynek niezbędny do utrzymania koncentracji i podejmowania dobrych decyzji. Przemęczony pracownik, który nie ma możliwości nabrania dystansu do pewnych spraw, nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz.

Solidny wypoczynek jest podstawą w świadomym budowaniu kariery – bez względu na poziom zajmowanego stanowiska. Po urlopie pojawiają się ciekawsze pomysły i nowe rozwiązania dla starych problemów. Na wiele spraw można spojrzeć inaczej, na czym zyskują zarówno pracodawcy, jak i pracownicy. Wszystko dzięki relaksowi, uwolnieniu umysłu od spraw codziennych i poświęceniu uwagi rzeczom przyjemnym. Jest to szczególnie ważne w kontekście ostatnich kilkunastu, niezwykle stresujących miesięcy.

Firmy nie mierzą skuteczności IT dla biznesu

Prawdziwa wiedza pochodzi z analizy danych. Jednak nie oczekujemy, że aplikacja wytworzy i przeanalizuje wszystkie dane potrzebne do optymalizacji i zabezpieczenia cyfrowego doświadczenia klienta – miary skuteczności IT dla biznesu – lecz że skorzysta z pomocy rozwiązań wspierających, które analizują i instruują systemy do wykonywania dla niej konkretnych czynności.  Należy tu wspomnieć o telemetrii, gdzie widzimy nieustanne żądania od systemów pomocniczych: od diagnostyki, analizy przez wydajność i… zapytania o więcej danych. Informacje płynące z rynku wskazują, że firmy są zgodne – najlepszym wsparciem w tym obszarze są technologie bezpieczeństwa i dostarczania aplikacji.

Telemetria vs brak wiedzy – jak są wykorzystywane dane

Analityka, w dobie gospodarki opartej na danych, to wschodząca gwiazda technologii. Ma kluczowe znaczenie dla wszystkich aspektów działania aplikacji, od sztucznej inteligencji, przez cyberochronę, po zarządzanie portfelem rozwiązań wykorzystywanych w sferze cyfrowej. Zdając sobie sprawę z jej znaczenia, zapytaliśmy organizacje o dane, w tym jak są wykorzystywane i czego na rynku brakuje. Respondenci Raportu SOAS 2021 wskazali, że brakuje im informacji, które pomogą zidentyfikować: główne przyczyny obniżania wydajności (49%), incydenty powodujące przestoje (51%) i możliwe ataki (45%). Przy czym aż 59% twierdzi, że ma narzędzia, które są potrzebne do monitorowania kondycji i stanu aplikacji.Ta rozbieżność nie jest spowodowana brakiem narzędzi lub danych, ale brakiem przetwarzania analitycznego, które wykracza poza wizualizację i oferuje informacje, a ostatecznie wiedzę. Chociaż prawie każde z narzędzi zapewnia wizualizację punktów danych informujących o stanie aplikacji (up, down, slow fast itp.), na ogół nie dysponujemy narzędziami niezbędnymi do uzyskania sięgającej ponad to głębszej wiedzy. Mowa o informacjach takich, jak przyczyny lub anomalie wskazujące na potencjalny atak. Znaczenie przypisywane telemetrii jest powszechne, ale zauważamy, że jej istotność jest wskazywana najczęściej dla celów operacyjnych na poziomie usług (SLO), a nie tych używanych do osiągania wyników biznesowych. Nacisk na tradycyjne wskaźniki jest właśnie mierzeniem efektywności IT i operacji w oparciu o indywidualne i binarne metryki/wskaźniki.

Trzeba mierzyć to, co jest istotne dla biznesu

To, co mierzymy, musi się zmienić. Dla przykładu – dostępność danej aplikacji może mieć wpływ na doświadczenie klienta, ale nie musi. Popularność nowoczesnych metodologii, takich jak Agile i DevOps oraz praktyk SRE, rośnie częściowo m.in. przez przeświadczenie, że komponenty mogą ulec awarii. Tymczasem zdolność do automatycznej kompensacji jest wbudowana w nowoczesne aplikacje oraz technologie, które je dostarczają i zabezpieczają. Takie podejście nie zostało jednak w pełni przyjęte przez działy IT i operacji oraz — twierdzimy na podstawie naszej analizy — kadrę zarządzającą. Ludzie pracują głównie nad tymi zadaniami, które są mierzone. Jeśli liderzy mierzą swoją efektywność organizacyjną w oparciu o tradycyjne wskaźniki, to one będą określać priorytety.

Miara IT dla biznesu

Jest to niepokojące w świetle trendu modernizacji. W miarę postępu prac modernizacyjnych nacisk siłą rzeczy przenosi się z aplikacji na przepływy pracy, zaś z interfejsów użytkownika na jego doświadczenia. Najlepszą miarą tego doświadczenia nie są zaś binarne metryki dostępności lub wydajności, ale wyniki biznesowe. Tradycyjne metryki operacyjne — gdy są agregowane i analizowane — mogą dostarczyć informacje niezbędne do spełnienia oczekiwań dotyczących wyników biznesowych. Niemniej, tradycyjne wskaźniki same w sobie to niewiele więcej niż alerty ostrzegawcze, które mogą, ale nie muszą, wskazywać na rzeczywisty problem.Co gorsza, wiele organizacji nawet nie monitoruje kondycji i stanu komponentów, których używają do modernizacji podstawowych aplikacji biznesowych. Prawie jedna czwarta (24%) twierdzi, że nie śledzi SLA dla nowoczesnych komponentów, które tworzą dzisiejsze doświadczenia użytkowników. Te komponenty — zazwyczaj aplikacje mobilne i aplikacje natywne dla kontenerów — tworzą pierwsze wrażenie konsumenta na temat marki. A jednak znaczny procent organizacji nie próbuje zrozumieć tego doświadczenia. Całkiem znaczący dla tego zagadnienia procent organizacji (6%) w ogóle nie śledzi umów SLA dla żadnych procesów. Pozostałe firmy śledzą wskaźniki, których można się spodziewać: 62% czas odpowiedzi, 60% niezawodność, a 59% czas nieprzerwanego działania.

Podsumowując: po pierwsze, telemetria od rozwiązań wspierających — technologii zabezpieczeń aplikacji i ich dostarczania — jest kluczowym elementem pomiaru sukcesu przez dział IT i biznes. Po drugie, organizacje zdają sobie sprawę, że narzędzia, które posiadają, nie dają im krytycznych informacji potrzebnych biznesowi i IT do dostarczania wyjątkowych doświadczeń cyfrowych, czyli zadowolenia klientów.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający, F5 Polska

Roślinne alternatywy w Polsce: rynek, konsumenci, trendy. Nowy raport Fundacji ProVeg

Trend roślinny szturmem zdobywa branżę spożywczą i na stałe wpisuje się w zachowania zakupowe i nawyki żywieniowe konsumentów. Szacuje się, że do 2029 roku światowy rynek roślinnych alternatyw mięsa może osiągnąć wartości 140 mld USD, zdobywając 10% światowego przemysłu mięsnego[1]. Chociaż polski rynek nie jest jeszcze tak rozwinięty jak w krajach zachodniej Europy, u nas również obserwuje się dynamiczny wzrost segmentu produktów roślinnych. Jak dalej będzie rozwijał się rynek roślinnych alternatyw w Polsce? Czego oczekują konsumenci od produktów roślinnych? W jaki sposób do nich dotrzeć? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w najnowszym raporcie Fundacji ProVeg Polska, przygotowanym we współpracy z Advalue i CIVITTA Polska.

Tymczasowa moda czy trend, który zostanie z nami na stałe?

Eksperci przewidują, że w ciągu najbliższych 5 lat rynek roślinnych alternatyw będzie rósł w dwucyfrowym tempie (w zależności od źródła prognozowany CAGR[2] to 14% do 18%[3] ). Nie może być tutaj mowy o chwilowej modzie – wszelkie dostępne dane i opracowania wskazują, że trend roślinny zostanie z nami na dobre.

Roślinne alternatywy dla produktów odzwierzęcych już teraz podbijają serca konsumentów z całego świata. W ciągu ostatnich dwóch lat wartość sprzedaży w sektorze roślinnych alternatyw w Europie wzrosła o połowę! Takiego rekordowego wyniku w historii jeszcze nie było. Konsumenci stają się coraz bardziej świadomi swoich wyborów żywieniowych i zachowań konsumpcyjnych. Będą wybierać firmy, które podzielają ich wartości w ważnych społecznie kwestiach oraz w coraz większym stopniu traktować rośliny jako podstawowy składnik w swojej diecie, mając na uwadze swoje zdrowie i dobro planety. – mówi Patricia Homa, Dyrektorka Fundacji ProVeg Polska.

Zdaniem uczestników rynku (producentów, sieci handlowych, ekspertów branżowych) segment roślinnych alternatyw jest w Polsce wciąż we wczesnej fazie rozwoju. Podczas gdy w krajach, w których sprzedaż produktów jest bardziej rozwinięta, główny nacisk kładzie się na wzrost częstotliwości użycia produktów i zwiększenie jednorazowego koszyka zakupowego, u nas wciąż jeszcze najbardziej istotne jest budowanie świadomości konsumentów na temat produktów roślinnych. Oprócz poszerzania portfolio swoich produktów i edukacji, producenci planują także działania związane ze społeczną i środowiskową odpowiedzialnością biznesu. Już sam rozwój kategorii produktów roślinnych wpisuje się w ten charakter działań, natomiast plany producentów są znacznie szersze i dotyczą zmniejszania wpływu marek na środowisko poprzez redukcję ich śladu węglowego, udoskonalanie opakowań, łańcucha dostaw oraz procesu wytwarzania.

Producenci mięsa i nabiału – konkurencja czy sprzymierzeńcy?

Wśród obecnych na polskim rynku producentów zauważalna jest świadomość, że zmiana nawyków żywieniowych konsumentów w kierunku produktów roślinnych jest procesem, w którym powinni aktywnie uczestniczyć. Wynika to z konkretnych zobowiązań wobec klientów, takich jak dostarczanie produktów korzystnych dla zdrowia czy uwzględnienie wpływu produkcji na środowisko naturalne.

Paradoksalnie, największymi sprzymierzeńcami rynku produktów roślinnych mogą okazać się koncerny, które od dziesiątek lat opierały swój biznes na produktach pochodzenia zwierzęcego. To one wiedzą jak zaspokoić kubki smakowe swoich konsumentów, mają już zbudowane wśród nich zaufanie i rozpoznawalność, a także wiedzą, jak skutecznie dotrzeć do sieci handlowych. Zmieniając swoją linię produkcyjną na bardziej roślinną, dywersyfikują portfolio produktów i w perspektywie paru lat mogą zbudować nowy, solidny filar swojej działalności. Już teraz polscy producenci nabiału i mięsa tacy jak OSM Łowicz, Olewnik, Sokołów czy Tarczyński wykorzystują potencjał rynku, wprowadzając do swojego portfolio produkty roślinne – dodaje Patricia Homa.

Konsumenci roślinnych alternatyw to nie tylko weganie i wegetarianie

Według danych Euromonitora wegetarianie i weganie stanowią zaledwie 10% światowej populacji, natomiast aż 42% światowej populacji to fleksitarianie, czyli osoby świadomie ograniczające konsumpcję mięsa, które mimo, że od czasu do czasu spożywają mięso, na co dzień starają się jeść roślinnie. Agencje badań rynku szacują, że ponad połowa populacji w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Polsce to właśnie fleksitarianie. Dane te jasno pokazują, że weganie i wegetarianie stanowią jedynie część grupy docelowej w segmencie żywności roślinnej.
Zrozumienie struktury grupy docelowej ma kluczowe znaczenie z perspektywy targetowania i pozycjonowania roślinnych alternatyw dla produktów odzwierzęcych, zarówno przez producentów, jak i sieci handlowe. Eksperci analizujący tę grupę wskazują, że kluczowym dla niej atrybutem żywności roślinnej są jej właściwości zdrowotne. Rezygnacja lub ograniczenie spożycia produktów odzwierzęcych to dziś wśród polskich konsumentów w dużej mierze decyzja wynikająca z aspektów zdrowotnych lub chęci prowadzenia zdrowego trybu życia, dlatego kluczowe znaczenie ma skład produktu. Kolejnym ważnym aspektem jest smak. To właśnie tęsknota za smakiem produktów odzwierzęcych jest jedną z największych trudności w ich ograniczaniu. Produkty roślinne o smaku, zapachu i teksturze podobnej lub lepszej od produktu mięsnego/ mlecznego mają szansę zyskać szerokie grono odbiorców.

Inkluzywność podstawą sukcesu w komunikacji

Konsumenci roślinnych zamienników to osoby o różnych potrzebach, za którymi stoją różne historie dotyczące tego, dlaczego zrezygnowali lub ograniczyli spożycie mięsa/ nabiału. Najczęściej po roślinne alternatywy sięgają ludzie młodzi (do 34 roku życia[4]), zamieszkujący duże ośrodki miejskie, ale wprowadzając roślinne produkty na rynek nie należy zapominać także o innych odbiorcach. Przekaz adresowany do odbiorców powinien być inkluzywny, czyli niewykluczający. Taką możliwość daje producentom m.in. nazywanie ich produktów roślinnymi zamiast wegetariańskimi czy wegańskimi.

Komunikaty podkreślające to co jest w produktach (roślinny), sprawdzają się o wiele lepiej niż te mówiące o tym czego w nich nie ma (bezmięsny). Zgodnie z wynikami badań, prosty ton i styl języka lepiej trafia do odbiorcy. W końcu rośliny nie są gorsze od mięsa, są po prostu inne, nie muszą mięsa imitować. – mówi Karolina Kleta, strateżka z Advalue Engaged.

Aby dodatkowo zachęcić konsumentów oraz ułatwić im korzystanie z często zupełnie nowych dla nich produktów, producenci i sieci handlowe przedstawiają inspiracje i praktyczne porady użycia produktów przeprowadzając konsumentów nie tylko przez proces zakupowy, ale także proces przygotowania posiłku i konsumpcji. Takie całościowe podejście do produktu i komunikacji buduje pozytywne doświadczenie klienta z segmentem roślinnym.

O Raporcie:      
“Roślinne alternatywy w Polsce: rynek, konsumenci i trendy” jest publikacją Fundacji ProVeg, przygotowaną we współpracy z Advalue oraz CIVITTA Polska. Raport został zbudowany w oparciu o analizę odpowiedzi w kwestionariuszach wysłanych do wybranych producentów żywności oraz sieci handlowych (m.in.: Żabka, Danone, Upfield, Nestle, Unilever, Aldi, Polsoja, Olewnik), wypowiedzi ekspertów z branży spożywczej (m.in: dr hab. inż. Marek Roszko, prof. IBPRS, Katja Häkkä, Menedżer Programu Innowacji, EIT Food CLC NE, Iwona Kieda, Senior Project Manager, Instytut Rozrodu Zwierząt, Przemysław Chojnicki, Dyrektor ds. certyfikacji V-Label, i Badań Żywności PAN, Elena Walden, Policy Manager, Good Food Institute Europe) oraz komentarzy ekspertów Fundacji ProVeg.

Fundacja Globalworth przeznaczy 123 tys. euro na pierwszą w Polsce pediatryczną pracownię symulacji sercowo-naczyniowej

Fundacja Globalworth łączy siły z Fundacją Virtuosa, aby stworzyć pierwszą w Polsce dziecięcą Pracownię Symulacji Kardiologicznej, która powstanie przy Instytucie „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” (IPCZD) w Warszawie. Za kwotę 123 tys. euro Fundacja Globalworth zakupi wysokiej klasy symulator służący do szkoleń w zakresie badań ultrasonograficznych i interwencji kardiologicznych, moduł do echokardiografii przezprzełykowej oraz system ultradźwiękowy dla oddziałów ratunkowych, oddziałów intensywnej terapii i sal operacyjnych

Około 1 tys. specjalistów kardiologii dziecięcej (w tym kardiologów, studentów, lekarzy innych specjalizacji i pracowników służby zdrowia) pogłębi swoją wiedzę i umiejętności praktyczne w zakresie diagnostyki sercowo-naczyniowej u dzieci oraz przećwiczy na symulatorze różne procedury interwencyjne.

Sponsorowanie budowy pracowni kardiologii pediatrycznej stanowi odpowiedź na obecną sytuację, gdy wrodzone wady serca są jedną z najczęstszych przyczyn śmierci dzieci w pierwszym roku życia. Około 4 tys. dzieci w Polsce przychodzi na świat z wrodzonymi wadami serca, co oznacza od 0,8% do 1,2% przypadków wśród żywych urodzeń.

Georgiana Iliescu, dyrektor zarządzająca Fundacji Globalworth
Georgiana Iliescu, dyrektor zarządzająca Fundacji Globalworth

Dofinansowywanie takich projektów to jedno z naszych działań, mających na celu poprawienie jakości życia dzieci z chorobami układu krążenia, zarówno w Polsce, jak i w Rumunii. Chcemy, by do opieki nad dziećmi z tego typu zaburzeniami nie brakowało personelu medycznego – lekarzy i wyspecjalizowanych pielęgniarek – ponieważ nie ma odpowiednich ośrodków w Polsce, które stosowałyby nowoczesne techniki szkoleniowe – Georgiana Iliescu, dyrektor zarządzająca Fundacji Globalworth

Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”, największy i najnowocześniejszy szpital pediatryczny w Polsce, dysponuje jednym z najlepszych zespołów medycznych. Najwyższej klasy sprzęt pomaga nieść pomoc dzieciom w całym kraju, gdyż ponad 70% pacjentów pochodzi spoza Warszawy.

Zrealizowanie pierwszego projektu Fundacji Virtuosa było moim wielkim marzeniem, nie tylko jako jej prezesa, ale też jako mamy, która znalazła się w szpitalu ze swoim synkiem i doskonale wiedziała, jak ważne są symulacje treningów, których jeszcze 10 lat temu nie było. Pracownia Symulacji Kardiologicznej nie jest już marzeniem! To marzenie się spełniło. Oprócz remontu i przystosowania wnętrz najważniejsze są dwa wysokiej klasy symulatory echokardiograficzne i ultrasonograficzne. Ich pozyskanie nie byłoby możliwe bez niesamowitej współpracy, która została zbudowana na prawdziwych uczuciach, zaufaniu i wierze. Dumą i zaszczytem jest dla mnie nasz wspólny projekt, do realizacji którego Fundacja Virtuosa otrzymała środki od Fundacji Globalworth – dr hab. Patrycja Piekutowska, prezes Fundacji Virtuosa i ambasador Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka

Błędy bezpieczeństwa w platformie Atlassian. Hakerzy mogli przejąć konto jednym kliknięciem

Atlassian, czyli czołowa platforma dla zespołów tworzących rozwiązania IT posiadała luki bezpieczeństwa! Zagrożonych mogło być 180 tys. klientów na całym świecie – informuje Check Point Research. Zdaniem ekspertów wystarczyło jedno kliknięcie, by wykorzystać luki i uzyskać dostęp wrażliwych danych.

Platforma współpracy zespołowej Atlassian, z której korzysta 180 000 klientów na całym świecie narażała swoich użytkowników na wycieki poufnych danych. Za odkryciem błędów bezpieczeństwa stoi zespół Check Point Research, który poinformował, że za pomocą „jednego kliknięcia” atakujący mógł wykorzystać luki do przejęcia kont i kontrolowania niektórych aplikacji Atlassian, w tym Jira i Confluence.

Luki w zabezpieczeniach umożliwiłyby atakującemu wykonanie szeregu możliwych złośliwych działań, takich jak:

  • Ataki Cross-Site Scripting (XSS): złośliwe skrypty są wstrzykiwane do witryn i aplikacji internetowych w celu uruchomienia na urządzeniu użytkownika końcowego.
  • Ataki typu cross-site request forgery (CSRF): osoba atakująca nakłania użytkowników do wykonywania działań, których nie zamierzają wykonywać.
  • Ataki polegające na utrwalaniu sesji: osoba atakująca kradnie ustanowioną sesję między klientem a serwerem sieci Web po zalogowaniu się użytkownika.

Oznacza to, że atakujący mogli wykorzystać luki bezpieczeństwa do przejęcia kontroli nad kontem ofiary, wykonywania działań w jej imieniu i uzyskania dostępu do tzw. ticketów Jira. Ponadto hakerzy mogli edytować firmową wiki Confluence lub przeglądać zgłoszenia w GetSupport. Atakujący mógł zdobyć dane osobowe, a wszystko to można było wykonać zaledwie jednym kliknięciem!

Ataki na łańcuch dostaw wzbudzały duże zainteresowanie od czasu incydentu z SolarWinds. Platformy, których twórcą jest Atlassian są z kolei kluczowe dla przepływu pracy organizacji. Przez aplikacje oraz inżynierię i zarządzanie projektami przepływa niesamowita ilość informacji o łańcuchu dostaw. Dlatego zaczęliśmy zadawać nieco prowokacyjne pytanie: jakie informacje może uzyskać „złośliwy” użytkownik, jeśli uzyska dostęp do konta Jira lub Confluence? – mówi Oded Vanunu, Szef działu badań nad podatnościami produktów w Check Point Software.

Aby wykorzystać luki w zabezpieczeniach, atakujący musiał wykonać następujące kroki:

  1. Atakujący zachęca ofiarę do kliknięcia spreparowanego linku (pochodzącego z domeny „Atlassian”) z mediów społecznościowych, fałszywego e-maila lub aplikacji do przesyłania wiadomości itp.
  2. Klikając w link, payload wyśle żądanie w imieniu ofiary do platformy Atlassian, która dokona ataku i wykradnie sesję użytkownika.
  3. Atakujący loguje się do aplikacji Atlassian ofiary powiązanych z kontem, uzyskując wszystkie przechowywane tam poufne informacje.

Nasza ciekawość skłoniła nas do sprawdzenia platformy Atlassian, w której ostatecznie znaleźliśmy luki w zabezpieczeniach. Mamy nadzieję, że nasze najnowsze badania pomogą organizacjom w podnoszeniu świadomości na temat ataków w łańcuchu dostaw – dodaje Oded Vananu.

Check Point ujawnił wyniki swoich badań firmie Atlassian 8 stycznia 2021 r. Ta z kolei poinformowała, że poprawka bezpieczeństwa została ostatecznie wdrożona 18 maja 2021 r. Luka dotyczyła kilku serwisów internetowych Atlassian, które wspierają klientów i partnerów. Co ważne, nie dotyczy produktów Atlassian w chmurze ani produktów lokalnych. Eksperci udowodnili, że przejęcie było możliwe na kontach Atlassian dostępnych przez subdomeny atlassian.com.

Jira to wiodące narzędzie do tworzenia oprogramowania, z którego korzysta ponad 65 000 klientów, w tym Visa, Cisco i Pfizer. Z kolei Confluence to zdalna przestrzeń do pracy zespołowej, z której korzysta ponad 60 tys. klientów, takich jak LinkedIn, NASA i New York Times. Trzecia z aplikacji – Bitbucket to usługa hostingu repozytorium kodu źródłowego oparta na Git. Wszystkie te produkty można wykorzystać w ataku na łańcuch dostaw, którego celem są partnerzy i klienci Atlassian.

OZE-Biomar rozpoczyna IPO

OZE-Biomar, spółka z ponad 10 letnim doświadczeniem w branży fotowoltaicznej, opublikował memorandum. Zapisy na 40 000 akcji serii B zostaną przeprowadzone w dniach 28 czerwca – 12 lipca, a oferującym jest Dom Maklerski Navigator. Cena maksymalna za 1 akcję wynosi 275 zł. 

– Naszym celem na bieżący rok jest utrzymanie obecnego tempa wzrostu, wynoszącego w przypadku OZE-Biomar aż 37% rok do roku. Naszą przewagą na rynku jest ogromne doświadczenie oraz renomowani partnerzy tacy jak PGNiG, Santander, BNP Paribas, czy Alior Bank. Kontynuujemy również współpracę z wiodącymi producentami komponentów PV z całego świata – komentuje Ewa Szawłowska, prezes OZE Biomar S.A.

Zgodnie z obowiązującym harmonogramem oferty zapisy na akcje będą trwały w dniach 28 czerwca – 7 lipca, book building odbędzie się w okresie 2 – 8 lipca, a ustalenie ostatecznej ceny sprzedaży nastąpi w piątek, 9 lipca. Łącznie w ramach oferty publicznej zaoferowanych zostanie 40 000 akcji serii B, o wartości nominalnej 1 zł za sztukę. Rolę Firmy Inwestycyjnej pełni Dom Maklerski Navigator, a głównym celem emisji jest zdobycie finansowania na utrzymanie dynamicznego wzrostu skali działalności.

Założenia analityków przewidują, że rynek będzie rósł średnio o ok. 30% rocznie w najbliższych latach. Nasze plany są ambitniejsze – już teraz jesteśmy jednym z największych dostawców fotowoltaiki w Polsce, ale żeby je zrealizować potrzebujemy funduszy na rozwój i dalsze skalowanie naszego biznesu. Dzięki temu jesteśmy w stanie wyprzedzić krajową konkurencję i zająć miejsce w TOP3 – komentuje Piotr Stański, członek zarządu OZE Biomar

Wycena spółki należącej do grupy kapitałowej Sunrise Energy po ofercie akcji serii B ma wynieść 66 mln złotych. OZE-Biomar istnieje od 2010 roku i odpowiada za realizację instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy wynoszącej ponad 170 MWp (Mega Watt peak), a w zarządzie zasiadają osoby posiadające kilkunastoletnie doświadczenie w koncernach takich jak m.in Orange, Energa, Husqvarna czy Volvo Truck. Spółka jeszcze w tym roku chciałby zadebiutować na rynku NewConnect.

W 2020 roku OZE-Biomar odnotował ponad 1,8 mln złotych zysku netto (wzrost o 29% r/r), osiągając jednocześnie rekordowe 28,8 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów (wzrost o 37% r/r). Dzięki rozbudowanemu programowi sieci partnerskiej, OZE-Biomar współpracuje m.in z PGNiG czy Carsmile, a zakup instalacji finansują banki takie jak Santander Consumer Bank i BNP Paribas.

Daty
(2021 rok)
Zdarzenie
24 czerwca Publikacja Memorandum
28 czerwca Rozpoczęcie przyjmowania zapisów i wpłat na akcje po Cenie Maksymalnej (w przypadku późniejszego podziału Oferty na Transze – w ramach Transzy Małych Inwestorów)
12 lipca

(do godz. 20:00)

Zakończenie przyjmowania zapisów i wpłat na akcje po Cenie Maksymalnej (w przypadku późniejszego podziału Oferty na Transze – w ramach Transzy Małych Inwestorów)
8 lipca – 14 lipca
(do godz. 12:00)
Budowa księgi popytu (book-building) wśród wybranych przez Firmę Inwestycyjną inwestorów
Nie później niż 15 lipca
(do godz. 12:00)
Ustalenie Ceny Emisyjnej i ewentualny podział Oferty na transze (ustalenie liczby Akcji Serii B oferowanych w poszczególnych transzach)
16 – 20 lipca Przyjmowanie zapisów i wpłat uzupełniających w przypadku braku podziału Oferty na Transze (lub zapisów i wpłat w Transzy Dużych Inwestorów w przypadku podziału Oferty na Transze)
21 lipca Ewentualne składanie zapisów przez inwestorów zastępczych
Nie później niż 22lipca Przydział Akcji Oferowanych
Nie później niż 22 lipca Podanie wyników Oferty do publicznej wiadomości
Nie później niż 27 lipca Ewentualny zwrot nadpłaconych kwot (w przypadku nadsubskrypcji lub wystąpienia różnicy pomiędzy Ceną Maksymalną a Ceną Emisyjną)

Centra handlowe włączają się w akcję promocji szczepień

Zarząd Polskiej Rady Centrów Handlowych podjął decyzję, aby zarekomendować centrom handlowym włączenie się w akcję promocji szczepień. PRCH zachęca także swoich członków do organizacji punktów szczepień w samych obiektach. Podczas rozmów z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów oraz Narodowym Funduszem Zdrowia PRCH zadeklarowało, że polskie centra handlowe nie tylko mają świadomość tego, jak ważna społecznie jest kampania informacyjna kierowana do Polaków, ale również dzięki swojej pozycji, dynamicznie rosnącej liczbie klientów oraz znaczeniu dla lokalnych społeczności, mogą zapewnić wielomilionowe dotarcie z informacjami o szczepieniach. PRCH zadeklarowało również otwartość na możliwość organizacji, dodatkowych punktów szczepień, na terenie obiektów handlowych, dostępnych dla wszystkich zainteresowanych.

– Centra handlowe mogą zapewnić dotarcie do milinów ludzi. Są usytuowane w dogodnych miejscach, doskonale skomunikowane oraz rozpoznawalne wśród lokalnych społeczności. To miejsca zintegrowane z tkanką miast i lokalnym środowiskiem. Od początku pandemii jako branża nie tylko prowadzimy szeroko zakrojoną akcję edukacyjną wśród klientów promującą odpowiedzialne zachowania podczas zakupów, ale również skrupulatnie dostosowaliśmy się do obowiązujących obostrzeń oraz pomagaliśmy lokalnym społecznościom i służbom medycznym. Galerie – małe i duże, położone w centrach miast wojewódzkich czy na obrzeżach miejscowości powiatowych – są chętnie odwiedzane przez bardzo różnych klientów reprezentujących wszystkie pokolenia. Obecnie w Polsce to jeden z najlepszych obszarów integracji dla wielu środowisk. Właśnie dlatego podjęliśmy decyzję, żeby rekomendować solidarne wsparcie działań chroniących zdrowie Polaków – wyjaśnia Jan Dębski, prezes Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Priorytetem dla PRCH oraz wspólnym celem dla firm zrzeszonych w PRCH jest to, aby edukując i promując postawy odpowiedzialne społecznie, nie dopuścić do kolejnej fali pandemii.

– Dlatego apelujemy do właścicieli i zarządców obiektów handlowych o włączenie się w akcję promocji szczepień – dodaje Jan Dębski. – Obserwujemy sytuację w innych krajach, analizujemy opinie ekspertów i nie mamy wątpliwości, że nadszedł moment, aby wykorzystać olbrzymi potencjał centrów handlowych. Podzielamy opinie uznanych autorytetów, że jedynym znanym bezpiecznym i skutecznym sposobem na zatrzymanie pandemii jest uzyskanie zbiorowej odporności społeczeństwa poprzez masowe szczepienia. Dlatego zachęcamy nie tylko do włączenia się w akcję promocji szczepień pro bono, ale także do podejmowania rozmów z organizatorami szczepień, w efekcie których takie punkty będą mogły powstawać w samych galeriach. Dzięki efektywnym rozmowom prowadzonym z NFZ, Ministerstwem Zdrowia oraz GIS udało nam się wypracować ramowe wytyczne dla takiej współpracy – mówi Jan Dębski.

Mimo półtora roku ponoszenia dotkliwych finansowych konsekwencji pandemii, uznaliśmy, że naszym obowiązkiem jest odpowiedzialne wsparcie akcji szczepień i włączenie wszelkich możliwych środków w tę akcję. Zachęcam tym samym gorąco osoby, które zwlekają z decyzją o zaszczepieniu siebie czy bliskich, aby jej nie odkładały. Galerie handlowe były i są bezpieczne. Są dobrze znane, dostępne. Przychodzicie Państwo do nich na zakupy czy spotkania – przy okazji warto podjąć decyzję o szczepieniu – dodał.

PRCH podkreśla także, że rosnąca odwiedzalność centrów handlowych czyni je najlepszym miejscem do promocji ważnych dla społeczeństwa kwestii. Rada zwróciła się już do właścicieli i zarządców centrów handlowych z zaproszeniem do włączenia się do akcji. Udział w akcji promocyjnej pro bono zadeklarowało dotychczas ponad 90 obiektów, które w sumie miesięcznie odwiedza znacząco ponad 24 miliony osób.

Obecnie działa 8 pilotażowych punktów szczepień na terenie centrów handlowych: w Atrium Mosty w Płocku, Atrium Plejada w Bytomiu, Blue City w Warszawie, CH Karolinka w Opolu, M1 w Markach, Manufaktura w Łodzi, CH Platan w Zabrzu oraz Plaza Toruń. Planowana jest organizacja co najmniej kilkunastu kolejnych punktów w całej Polsce, część zacznie działać jeszcze w czerwcu.

Włączenie się właścicieli i zarządców centrów handlowych w promocję szczepień to kontynuacja dotychczasowych działań branży, która w najtrudniejszym, początkowym okresie pandemii wspierała medyków i szpitale, udzielała rabatów najemcom, a dziś włącza się w aktywności zmierzające do jak najszybszego powrotu do normalnego, bezpiecznego funkcjonowania społeczeństwa. Promocja szczepień oraz postaw społecznie odpowiedzialnych, a także tworzenie punktów szczepień na terenie galerii wpisują się w politykę otwartości i odpowiedzialności branży handlowej wobec wymagań sanitarnych i działań zmierzających do poprawy sytuacji epidemicznej.

Maroš Šefčovič: elektryfikacja europejskiego transportu wymaga większego zaangażowania krajów CEE

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą odegrać wiodącą rolę w procesie transformacji energetycznej i rozwoju elektromobilności – uznał Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej podczas ogłoszenia przez PSPA i SEVA powołania inicjatywy na rzecz Zielonego Transportu w regionie – „CEE Green Transport Initiative”.

Przyspieszenie rozwoju zeroemisyjnego transportu drogowego w Europie Środkowo-Wschodniej to główny cel inicjatywy na rzecz Zielonego Transportu w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE Green Transport Initiative), powołanej przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) oraz Słowackie Stowarzyszenie Pojazdów Elektrycznych (SEVA). Szczegóły przedstawiono na specjalnie zorganizowanej konferencji, z udziałem Maroša Šefčoviča, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej ds. Stosunków Międzyinstytucjonalnych i Prognozowania oraz Michała Kurtyki, Ministra Klimatu i Środowiska.CEE_GTI_Kurtyka_Michal_grafika_1200x675px

Głos UE

– Elektryfikacja i dekarbonizacja transportu drogowego jest kluczowym elementem naszego planu na zieloną Europę. Przed nami jednak wiele różnych wyzwań, dlatego projekty takie jak Green Transport Initiative są tak ważne. Przedstawiciele branży w Europie Środkowo-Wschodniej znają lokalne uwarunkowania i dostrzegają olbrzymi potencjał w tym regionie. Ważne jest, aby wasz głos został usłyszany w Brukseli – powiedział gość specjalny wydarzenia Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Stosunków Międzyinstytucjonalnych i Prognozowania.CEE_GTI_Sefcovic_Maros_grafika_1200x675px

W ubiegłym roku Europa objęła pozycję światowego lidera pod względem sprzedaży samochodów elektrycznych, wyprzedzając Chiny. Jak znaczył Wiceprzewodniczący, do końca dekady będziemy potrzebować 3 milionów punktów ładowania i bardzo ważnym jest, żeby zostały one rozmieszczone równomiernie. Obecnie 75 proc. europejskich ładowarek funkcjonuje zaledwie w trzech państwach: Niemczech, Francji i Niderlandach. – Duża część Europy szybko zmierza w kierunku powszechnej elektryfikacji transportu drogowego, zaś kraje Europy Środkowej i Wschodniej (CEE) pozostają w tyle. To kwestia, którą musi się zająć cała Europa, w tym administracja publiczna czy organizacje pozarządowe – dodał Maroš Šefčovič

Wiceprzewodniczący dodał, że Europa Środkowa i Wschodnia mogą odegrać wiodącą rolę w procesie transformacji energetycznej i rozwoju elektromobilności, uwzględniając np. takie obszary jak przemysł bateryjny, a Green Transport Initiative jest doskonałą okazją, żeby z tych szans skorzystać. Wskazał również, iż obecnie jest właściwy moment na pracę nad rozwojem i przyspieszeniem wzrostu sieci transportu drogowego o zerowej emisji. Poinformował także o uruchomieniu nowej, publicznej inicjatywy „Horizon Europe” na którą przeznaczone zostanie 100 miliardów euro, z czego 1 miliard na rozwój technologii baterii do samochodów elektrycznych.

Głos CEE

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej (ang. CEE – Central and Eastern Europe) mają w tym względzie wiele do nadrobienia. Niższe PKB, import samochodów z drugiej ręki i opóźnione reformy sektora transportowego stanowią niektóre z wyzwań w dążeniu do bezemisyjnego transportu. Michał Kurtyka, Minister Klimatu i Środowiska, również gość specjalny konferencji, wskazał, jak ważna jest współpraca całego regionu CEE oraz po pandemiczny, zielony rozwój m.in. w transporcie.

Musimy ustanowić wspólne cele dla całego naszego regionu, ponieważ mamy zbieżne oczekiwania – czyste powietrze i czysty transport. My, jako CEE powinniśmy być akceleratorem rozwoju elektromobilności. Wspieramy w tym zakresie także europejski Green Deal – powiedział Michał Kurtyka. – Jako nacje Centralnej i Wschodniej Europy mamy mniejsze PKB per persona i mocno rozwinięty rynek pojazdów z drugiej ręki. Dlatego konieczne jest znaczące przyspieszenie rozwoju zeroemisyjnego transportu, uwzględniając przy tym wszystkie podmioty należące do łańcucha powiązań, w tym producentów, administrację czy uczelnie techniczne ­– dodał minister Kurtyka.

Minister dodał, że Green Transport Initiative to istotny krok na drodze do świata, w którym oddychamy czystym powietrzem w naszych miastach i podróżujemy bez negatywnego wpływu na środowisko. Jest to cel, który jest w pełni popierany, zwłaszcza, że ​​wpisuje się on w ideę naszego partnerstwa Driving Change Together.

Konferencja, prowadzona przez Claudię Patricolo, CEEE Energy News, została wzbogacona ważnymi informacjami. Podkreślono coraz większy udział aut elektrycznych w Europie, czego dowodem jest liczba rejestracji samochodów czysto elektrycznych (BEV), która wzrosła w Unii Europejskiej o 59,1 proc., do 146 185 sztuk (dane ACEA). W sukurs napędom nisko- i zeroemisyjnym przychodzą kolejne deklaracje producentów, z których wielu ogłosiło ograniczenie lub zaprzestanie produkcji aut z silnikami spalinowymi do 2025 roku.  Coraz wyraźniejszy trend elektromobilności widać też w Europie Środkowo-Wschodniej. Patricolo wskazała jako przykład 3000 zarejestrowanych pojazdów BEV w Czechach czy założenia budowy infrastruktury ładowania pozwalającej podróżować bezemisyjnie po całym terytorium Węgier do 2025 roku.

Głos CEE GTI

Cele porozumienia Green Transport Initiative wyjaśnił Aleksander Rajch z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA). Podkreślił, jak ważna jest świadoma transformacja napędów oraz jakie są wyzwania m.in. na rynku krajowym. Inicjatywa kreuje jasne i czytelne cele – ekologiczny i zielony transport. Polska jako największy region tej części Europy posiada duży potencjał, np. w produkcji baterii, ich komponentów i recyklingu. Jesteśmy także kluczowym graczem, jeśli chodzi o produkcję i rejestrację elektrycznych autobusów miejskich. Jednak przed nami wciąż wiele do zrobienia.

– Nasze problemy i wyzwania są tożsame dla całego regionu. Tylko jedno, wspólne przedsięwzięcie dla tej części Europy jest w stanie coś zmienić na lepsze, łącząc wszystkich naszych partnerów, ich wyzwania i oczekiwania, które wybrzmią w europejskim dyskursie. Cieszymy się także, że nasze przedsięwzięcie ma duży potencjał i już teraz duże wsparcie, m.in. ze Słowacji czy Węgier – powiedział Aleksander Rajch.

Patric Krizansky z SEVA skupił się natomiast na już wprowadzonej elektromobilności w tej części Starego Kontynentu. Wskazał np. Polskę jako największego dostawcę baterii do pojazdów PHEV i BEV oraz podkreślając jak istotny jest udział w dążeniu do elektromobilności, gdzie bez zrównoważonego rozwoju nie da się osiągnąć sukcesu.

– Jesteśmy daleko w tyle za Holandią, Norwegią czy Francją. Mamy świadomość wieku naszego parku samochodowego, braków w infrastrukturze ładowania i problemów z jakością powietrza w naszym kraju. Jesteśmy za to ambitni i te ambicje chcemy przerodzić w konkretne działania – powiedział Krizansky.

W ramach porozumienia, PSPA oraz SEVA, będą wspólnie pracować nad kształtowaniem podstaw prawnych dla pomyślnego ustanowienia ekologicznego transportu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. CEE GTI skupi się na realizacji wyznaczonych celów poprzez wypracowywanie dokumentów, raportów, analiz, stanowisk oraz orzeczeń. Narzędzia te pomogą wpłynąć na proces legislacyjny i ogólną perspektywę planowania na poziomie UE. W następstwie tych prac zostanie także wypracowany potencjał i wiedza CEE GTI w tym regionie, w tym w kluczowym obszarze, jakim jest infrastruktura ładowania.

Potwierdził to Peter Badik, reprezentujący podczas konferencji GreenWay, który stwierdził, że istotna jest perspektywa oraz odpowiedni rozwój całej branży, bo to pomoże przezwyciężyć aktualne i potencjalnie nowe przeszkody. Dodał również, że nie możemy działać oddzielnie, a najbliższa dekada jest kluczowa na wyrównanie tempa rozwoju w Europie. Wspólne, scentralizowane działania ułatwią sprostanie wyzwaniu jakim są dogonienie Zachodu. W ostatnim wystąpieniu wydarzenia, dr Maria Tsavachidis z EIT Urban Mobility spuentowała istotę powołania GTI. Według niej region Europy Środkowo-Wschodniej ma szanse na zwiększenie potencjału rozwoju elektromobilności. Zaproponowała też współpracę z EIT Urban Mobility nie tylko pod względem wspólnych projektów, ale też ich realizacji. – Tylko w ten sposób możemy osiągnąć cel, jakom jest umasowienie transportu elektrycznego we wszystkich regionach Europy – podsumowała.

Lepsze perspektywy gospodarki

Zarówno indeksy koniunktury, jak i zapotrzebowanie na ropę potwierdzają, że gospodarka wraca na ścieżkę wzrostów. Pytanie, jak bardzo ten wzrost napędzać będzie inflację.

Lepsze dane z indeksów koniunktury

Środa przyniosła lepsze od oczekiwań wyniki indeksów koniunktury ze strefy euro. Zarówno indeks PMI dla przemysłu, jak i ten dla usług idą wyraźnie w górę. Wyniosły odpowiednio 58 i 63,1 pkt. Są to zatem wyniki wyraźnie powyżej rubryki 50 pkt wyraźnie oddzielającej rozwój od recesji. Z kolei dane z USA i Wielkiej Brytanii nie wypadły aż tak dobrze. Ważniejszy z dwóch indeksów dla przemysłu wciąż rośnie, aczkolwiek optymizm w usługach nie sprostał oczekiwaniom. Z drugiej strony to wciąż bardzo dobre poziomy, które nie powinny powodować obaw o kontynuowanie wzrostów.

Kolejne rekordy cen ropy

Wczoraj ropa po raz kolejny osiągnęła najwyższe poziomy od wielu kwartałów, tym razem jest najdroższa już od października 2018 roku. Jednym z powodów wzrostów są wczorajsze dane z USA, gdzie spadek zapasów jest znacznie większy od oczekiwań. Oznacza to, że na rynku są znacznie większe, niż sądzono braki surowca. To wraz z dobrymi danymi z gospodarki powoduje, że prognozy zapotrzebowania na surowiec wciąż rosną. Patrząc jednak na szybkość wzrostu, bardzo możliwe jest, że OPEC przyspieszy wydobycie. Zbyt wysokie ceny ropy mogą zintensyfikować bowiem pracę nad technologiami alternatywnymi wobec tego surowca.

Czesi zgodnie z oczekiwaniami

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami za Węgrami poszli Czesi. W Czechach stopy procentowe wzrosły o 0,25%, a nie 0,3% jak na Węgrzech, ale Czesi przeważnie ustalają je właśnie z dokładnością do wielokrotności 0,25%. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Czeska korona zyskiwała wczoraj na wartości względem euro, jednakże jak to często bywa z walutą naszych południowych sąsiadów, zmiany te nie są zbyt silne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Praca na etacie coraz mniej atrakcyjna dla młodych Polaków

Pomimo pandemii i wielu trudności, z którymi musieli mierzyć się w ostatnim roku przedsiębiorcy, trend pracy na własny rachunek staje się coraz bardziej widoczny. Ponad połowa Polaków (50,8%) postrzega pracę na własnym, w firmie rodzinnej lub jako freelancer jako atrakcyjniejszą formę pracy niż zatrudnienie na etacie – wynika z badania Przedsiębiorczość Polaków przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy. Szczególnie widoczne jest to wśród najmłodszych. W pokoleniu Z, które dopiero wchodzi na rynek pracy, tylko co czwarta osoba – 26,2% deklaruje chęć zatrudnienia się u kogoś w firmie. Czy to oznacza koniec problemów z sukcesją w firmach?

Każdego dnia w Polsce powstaje około 1000 nowych firm. Jedynie w maju br. działalność rozpoczęło 31 997 nowych podmiotów (wg Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej) – to najwięcej w skali miesiąca od początku tego roku. Polacy zdecydowanie są narodem przedsiębiorczym, mimo że warunki do prowadzenia i rozwijania biznesu w Polsce aż 40% z nas ocenia jako niekorzystne. Chęć pracy na własny rachunek charakteryzuje szczególnie najmłodsze pokolenie Z – 61 % młodych urodzonych po 1994 r. za najatrakcyjniejszą formę pracy uważa własną firmę (39,7%), pracę w jako freelancer (11,1%) lub w firmie rodzinnej (10,2%).

Własny biznes synonimem niezależności i wolności dla młodych

Dla pokolenia Z własny biznes to szansa na niezależność finansową – tak wskazało 34% badanych. Własną firmę utożsamiają z życiowym sukcesem (29%), a przy tym widzą ją jako szansę na realizację swoich pasji i marzeń (27%). Mimo, że mają świadomość, że praca na swoim wymagać będzie od nich większego nakładu pracy niż na etacie (22% wskazań), to liczą na osiąganie przy tym wysokich zarobków (26%). Co ciekawe, wiązanie własnego biznesu z wysokimi zyskami nie jest tak oczywiste dla starszych pokoleń – jedynie 15% przedstawicieli Baby Boomers, czyli urodzonych w latach 1946-1964 dostrzega ten aspekt. Oczywiście są też kwestie niezmienne dla wszystkich pokoleń – dla 36,2% Polaków własny biznes to przede wszystkim duża odpowiedzialność, nie tylko za firmę, ale i pracowników. To również konieczność samodyscypliny, wytrwałości oraz ciągłego podnoszenia swoich kompetencji (25,5%).

„Niezależnie od pandemii, ciągle dołączają do nas nowi franczyzobiorcy, którzy są zainteresowani otwieraniem sklepów pod naszym szyldem. Zgłaszają się do nas przede wszystkim ludzie przedsiębiorczy i jednocześnie świadomi wyzwań z jakimi wiąże się prowadzenie własnego biznesu. Wyniki badania dotyczące najmłodszego pokolenia wyglądają bardzo optymistycznie, jednak w kontekście danych rynkowych dotyczących sukcesji i doświadczeń wielu naszych Przedsiębiorców ze starszych pokoleń, młodzi nie myślą o przejmowaniu rodzinnych biznesów. Z problemem sukcesji mierzy się wielu właścicieli polskich firm” – mówi Robert Rękas, prezes zarządu Lewiatan Holding.

Sukcesja – synergia czy konflikt?

Firmy rodzinne w Polsce stanowią najliczniejszą grupę sfery biznesowej. Według raportu IBR Polska Barometr Sukcesyjny, badającego ogólnoświatowe trendy sukcesyjne firmy, aż 75% z nich planuje dokonać sukcesji, z czego 57% chce przekazać firmę swoim dzieciom. Niestety tylko 8% sukcesorów chce przejmować rodzinne biznesy. Swobodnie można przyjąć, że Baby Boomers to obecni właściciele dużej części firm rodzinnych, zaś pokolenie Y, czyli tzw. Millenialsi (urodzeni w latach 1980 – 1994) i pokolenie Z, to spadkobiercy tych biznesów. Według badania inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy mimo, iż młodzi z entuzjazmem podchodzą do prowadzenia własnego biznesu, to jedynie 14,2% respondentów z pokolenia Y i 10,2% z pokolenia Z deklaruje chęć pracy w firmie rodzinnej. Skąd ten brak entuzjazmu? Czy firma rodzinna to nie własny biznes podany dzieciom na talerzu?

„Na co dzień rozmawiam z obiema stronami procesu sukcesji wielu polskich firm rodzinnych – z sukcesorami i nestorami. To co stanowi największe wyzwanie w zmianie pokoleniowej trzeba analizować z perspektywy stricte emocjonalnej.  Młodzi i ambitni potencjalni sukcesorzy mają własne pomysły na zmiany, widzą potrzebę digitalizacji, cyfryzacji, wprowadzania zmian a także dużo determinacji, aby je realizować. Nestorzy, mający wieloletnie doświadczenie często z rezerwą podchodzą do tych zmian, mając poczucie odpowiedzialności za wartość firmy. Dlatego jednym z ważniejszych obszarów w ramach prac nad zmianą pokoleniową okazuje się być opracowanie międzygeneracyjnej wizji rozwoju. Wtedy zaczynamy mówić tym samym językiem i obie strony zaczynają mieć mniej emocji a więcej skonkretyzowanych planów na rozwój firmy mówi dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego, członka Rady Programowej inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Zmieniające się oczekiwania względem biznesu i sposobu jego prowadzenia istotnie wpływają na firmy rodzinne i ich dalszy los. Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat wiele zmieniło się w podejściu do pracy oraz własnej firmy. Niezmiennie dla wszystkich pokoleń kluczową wartością jest dbanie o wysoką jakość usług lub produktów – tak wskazało łącznie 40,3% badanych. Jednak dalej priorytety już nie są tak spójne. Najstarsze pokolenie – Baby Boomers charakteryzuje silnie wykształcony etos pracy, więc na drugim miejscu najważniejszych wartości w prowadzeniu własnej firmy stawiają zarówno docenianie współpracowników, jak i działanie w zgodzie z etyką (obydwie wartości wskazało aż 37% respondentów). Dla najmłodszego pokolenia ważne są natomiast inne wartości – wśród priorytetów wyżej stawiają inwestowanie w rozwój firmy (41%) oraz dbanie o jej wizerunek i reputację (34%). To również dla nich w porównaniu do innych pokoleń zdecydowanie ważniejszą rolę w myśleniu o własnej firmie odgrywa maksymalizacja zysku (25%), na którą wskazało jedynie 10% przedstawicieli najstarszego pokolenia.

„Firmy rodzinne mają głęboko zakorzenione wartości, które pielęgnowane przez pokolenia mogą zmieniać nasz świat na ciut lepszy – o tym powinni pamiętać sukcesorzy przejmujący dorobek rodziców. Z drugiej strony ciekawy jest świat zewnętrzny w którym można się samodzielnie sprawdzić i poszukać własnej drogi – wydeptując własną ścieżkę. Sukcesja jakiej doświadczamy obecnie w Polsce nie miała miejsca od wielu pokoleń, dlatego nie mamy się na kim wzorować, dobrze jest mieć kogoś, kto już jest w następnym etapie, aby zapytać – czego nie robić, aby nie popełniać znanych już błędów. Często rodzice czy dziadkowie, będący właścicielami, nie do końca chcą przekazać stery młodym, jednocześnie mają marzenie o kontynuacji swojego biznesu. Dobra, szczera wspólna rozmowa o obawach, nadziejach i przyszłości może wszystkim ułatwić skuteczną decyzję „co dalej?” – mówi Katarzyna Gierczak-Grupińska, Prezes Fundacji Firmy Rodzinne, członka Rady Programowej inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Ministerstwo Finansów ułatwi wejście młodych spółek na giełdę? Resort chce zmian w “Polskim Ładzie”

Wraz z pojawieniem się w przestrzeni publicznej hasła “Polski Ład”, małe, dopiero rozpoczynające swoją przygodę z biznesem firmy zaczęły obawiać się potencjalnego wzrostu obciążeń, a także proporcjonalnego skoku podatków. Mało optymistyczne nastroje panujące zarówno wśród startupowców, jak i wysoko wykwalifikowanych specjalistów na umowach B2B początkowo łagodziło Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, a na początku czerwca głos zabrał – stojący na czele resortu finansów Tadeusz Kościński. Jego deklaracje mogą się okazać wyjątkowo ciekawą propozycją dla młodych spółek – oczywiście pod warunkiem, że w ogóle wejdą w życie.

Ministerialne wsparcie zachęci… Elona Muska?

W środę 2 czerwca podczas konferencji minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński poinformował, że oprócz przedstawionych już w “Polskim Ładzie” reform klina podatkowego oraz składkowego, plan rządu przewiduje również podatkowe wsparcie ekspansji i rozwoju krajowych przedsiębiorstw. Jak zaznaczał sam Kościński, ambicją ustawodawcy jest wzmożona aktywność m.in. rodzimych startupów na rynkach międzynarodowych, co gabinet Mateusza Morawieckiego chciałby osiągnąć poprzez budowę “nowoczesnego systemu podatkowego”.

Taki układ opierałby się na minimalnej biurokratyzacji rozliczeń oraz instrumentach motywujących przedsiębiorców do inwestowania w skali globalnej, ale również obecności administracyjnej w Polsce. Wśród zapowiedzi ministra Kościńskiego pojawił się także wątek ulg dla funduszy venture capital oraz ukłon w stronę inwestorów zagranicznych – jak zaznaczał szef resortu – takich jak… założyciel SpaceX.

– Proponujemy pakiet nowych ulg. Będą ulgi wspierające wejście polskich firm na giełdę, będą też ulgi na inwestowanie przez fundusze venture capital i zwolnienie podatkowe dla alternatywnych spółek inwestycyjnych. Dzięki temu przestaniemy tracić kapitał na rzecz innych krajów, gdzie takie preferencje akurat już funkcjonują […] W planach mamy też rozwiązania, których celem jest stworzenie jeszcze bardziej przyjaznego klimatu podatkowego dla strategicznych inwestorów, m.in. takiego pokroju jak Elona Muska. Damy takim inwestorom dodatkowe argumenty, które przesądzą o tym, że na miejsce swoich inwestycji wybiorą właśnie Polskę – podkreślał na konferencji minister Kościński.

– Po przedstawieniu większych obciążeń podatkowo-składkowych w trakcie prezentacji „Polskiego Ładu” rząd raz po raz przedstawia pomysły na nowe ulgi i wyłączenia. Część z nich dotyczy podmiotów, które w wyniku realizacji „Polskiego Ładu” miałyby stracić. Druga część obejmuje podmioty, do których rząd kieruje specjalną ofertę. W ten sposób coraz bardziej oddalamy się od uporządkowanego i przejrzystego systemu, w ramach którego o prowadzonej działalności biznesowej decydowałaby rynkowa weryfikacja, w kierunku antysystemu, w którym przedsiębiorcy planują swoje działania pod kątem opłacalności podatkowej. Co więcej, ulgi i zwolnienia podatkowe nie rozwiązują najbardziej palących problemów, z jakimi w Polsce mierzyć się muszą nie tylko start-upy, lecz także przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji: przeregulowania, niejasności przepisów (w tym podatkowych), nadmiernej biurokracji i upolitycznienia sądów. Rozwiązania tych problemów nie można zastąpić „ulgą podatkową dla każdego” – komentuje Marcin Zieliński, ekonomista i ekspert z Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Ulga na upadłość, ekspansję i VC

Kolejnymi propozycjami ministerstwa jest uproszczenie procedur konsolidacyjnych przy okazji widma upadłości, a także ulga na ekspansję zagraniczną. Oba projekty bazowałyby na podobnym schemacie – oprócz zaliczenia w koszty wszystkich wydatków ściśle związanych np. z konsolidacją podmiotów, przedsiębiorcy mieliby możliwość odliczenia ich kolejny raz już w ramach ulgi. Tym samym za każdą złotówkę wydaną na poczet konsolidacji (w teorii) będzie można odliczyć 2 zł. Bardzo podobnie w przypadku działań ekspansyjnych – przykładowo startupowcy mogliby odliczyć koszty raz w ramach kosztów uzyskania przychodów, a drugi raz – w ramach ulgi.

– Takie zapowiedzi to bardzo istotny sygnał dla startupów, ponieważ obszary, które mogłyby podlegać odliczeniu, nawiązują do bardzo konkretnych wątków w ekosystemie młodych spółek, tj.: badanie rynku, nawiązywanie nowych kontaktów z potencjalnymi klientami, budżet na analizy szans polskich produktów w innych realiach niż krajowe, a także tak istotna dla innowacyjnego biznesu obecność na konferencjach oraz targach zagranicznych – wyjaśnia Łukasz Blichewicz, prezes Grupy Assay oraz ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Co ważne, w przypadku wychodzenia na rynki zagraniczne warunkiem jest zwiększenie przychodów o 30 proc. w okresie 2 lat, a limit ulgi na ekspansję wyniósłby 1 mln zł w roku podatkowym. Z drugiej zaś strony krajowe ustawodawstwo wydaje się otwierać również na rozwiązania dedykowane wyspecjalizowanym funduszom inwestycyjnym. Do tej pory w Polsce nie funkcjonowały dedykowane zapisy o ulgach dla venture capital, jednak na konferencji ministerstwa padły konkretne deklaracje o odliczaniu do 50 proc. wartości inwestycji od podstawy opodatkowania dla inwestorów, którzy lokowaliby kapitał za pośrednictwem właśnie funduszy VC. Maksymalny limit ulgi wynosiłby 250 tys. zł w roku podatkowym.

Startupy na giełdę

– Wśród zapowiedzi resortu pojawił się również wątek wchodzenia młodych spółek na giełdę. Dla ambitnych startupowców moment, gdy ich projekt wchodzi na parkiet, jest zwieńczeniem pewnego etapu, do którego przygotowywali się często latami. Dlatego też ze szczególną uwagą należy analizować dalsze deklaracje “pomocy” państwa w kwestii części kosztów przygotowawczych. Jak na razie mowa o odliczeniu do 50 proc. kosztów poniesionych na usługi doradcze, prawne czy finansowe, które dotyczą bezpośrednio właśnie wejścia na giełdę. Co będzie dalej? Miejmy nadzieję, że będzie można odliczyć również wydatki na konkretne działania promocyjne obejmujące krajowe startupy – podkreśla Łukasz Blichewicz z Grupy Assay.

Zapowiadana reguła podlegałaby 50-tys. limitowi w skali roku, jednak nie jest to jedyna deklaracja nawiązująca do warunków giełdowych. Również inwestorzy indywidualni mogliby liczyć na pewne benefity z racji wsparcia finansowego młodych spółek, które w najbliższym czasie wchodziłyby na parkiet. Resort zapowiada, że 3-letni okres posiadania akcji zwalniałby sprzedającego z podatku od zysków kapitałowych, co ma zdynamizować zainteresowanie polskimi startupami.

– Taki krok może być realną odpowiedzią na obecne uwarunkowania rynkowe, ponieważ mamy do czynienia nie tylko z ujemnymi już stopami zwrotu w przypadku tradycyjnych lokat bankowych, ale również topniejącym zainteresowaniem tego typu instrumentami w ogóle. Problemem jest jednak to, że zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych będzie możliwe dopiero po 3 latach inwestycji w akcje. Nie spowoduje to rozwoju giełdy bo atrakcyjność akcji polega m.in. na możliwości szybkiego nimi obrotu. Na szczęście Polacy zaczynają szukać inwestycyjnych alternatyw, a racjonalną alternatywą dla ryzykownych akcji czy też względnie stabilnych, ale już archaizujących się obligacji są właśnie udziały w młodych i innowacyjnych spółkach – puentuje prezes Grupy Assay.

– Nie widzę większego sensu zwolnienia z podatku od zysków kapitałowych, gdy inwestor kupi akcje w IPO i będzie je trzymał przez trzy lata. Po pierwsze, nie sądzę, by zwiększyło to istotnie zainteresowanie polską giełdą, której nie służy trwające od lat zamieszanie wokół otwartych funduszy emerytalnych. Po drugie, trzyletnia karencja będzie hamowała potrzebne procesy wymiany i konsolidacji akcjonariatu w kierunku większego aktywizmu inwestorów – zaznacza Marcin Zieliński z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Ulgi na ekspansję lub ewentualną konsolidację, sprzyjające warunki zarówno dla krajowych, jak i zagranicznych inwestorów oraz obniżenie progu wejścia na giełdę to punkty, które faktycznie mogłyby zmienić krajobraz polskiej sceny startupowej. Jednakże do wstępnych deklaracji resortu należy podejść z nieco mniejszym optymizmem niż przed rokiem do zapowiadanego estońskiego CIT-u, ponieważ propozycje m.in. ministra Kościńskiego to projekty pisane z pewnością nie palcem i nie na wodzie, ale w ramach bardzo wątpliwej wiarygodności projektu “Polskiego Ładu”. Ciągle mamy więcej pytań, aniżeli odpowiedzi, tak więc póki co lepiej trzymać wodze startupowej wyobraźni.

Ale boją się uczciwi przedsiębiorcy, a nie przestępcy

W lipcu 2020 r., portal Interia.pl opublikował artykuł mojego autorstwa, pt. „Zgromadziłeś ponadprzeciętny majątek? To masz się o co bać! Przyjdzie konfiskata prewencyjna i ci go odbierze”. W treści artykułu krytycznie odnoszę się do ministerialnego pomysłu odbierania obywatelom majątków bez wcześniejszego uzyskania wyroku skazującego. Stawiam jednocześnie tezę, że dla własnego bezpieczeństwa przed takimi działaniami władzy, polscy przedsiębiorcy powinni rozważyć zabezpieczenie swoich majątków za granicą.

Poruszona przeze mnie tematyka, obawy i potępienie dla idei ustanowienia konfiskaty prewencyjnej w Polsce, nie były przejawem mojej fanaberii. Publikacja wzbudziła falę dyskusji, zgromadziła 2 500 ocen na portalu Money.pl i 3 608 komentarzy (52 200 wyświetleń wyróżnionych komentarzy) na Interia.pl, który to portal, kilka miesięcy później, wypowiedział umowę na publikację moich artykułów.

W sierpniu do komentujących artykuł dołączył sam Wiceminister Sprawiedliwości Marcin Warchoł. Podejmując polemikę odpowiedział w replice, że konfiskata in rem to wyłącznie bat na przestępców i tu cyt. „Uczciwi ludzie nie mają się czego bać. Nie muszą ukrywać majątków ani na Cyprze, ani nawet u teściowych”. Ja twierdzę inaczej. W tekście zwróciłem uwagę na ogromne zagrożenia i negatywne skutki takich „prewencyjnych” zajęć, zwłaszcza dla przedsiębiorców, którzy z dnia na dzień mogą stanąć przed widmem utraty płynności finansowej i zdolności do prowadzenia swojej działalności. Do dziś nie zmieniłem swojego zdania i po 10 miesiącach jakie upłynęły od komentarza Pana Marcina Warchoła, mogę powiedzieć: Panie Wiceministrze, to ja miałem (i mam) rację.

Uczciwi obywatele będą mogli udowodnić, że zabrany im majątek zgromadzili legalnie

Pan Marcin Warchoł – Wiceminister Sprawiedliwości, w artykule z 3 sierpnia 2020 r. „To przestępcy mają się bać, a nie uczciwi ludzie” (opublikowanym na tym samym portalu), zgodnie z tytułem swojego tekstu, broni idei wprowadzenia w Polsce instytucji konfiskaty prewencyjnej. Zasugerował, że tylko przestępcy podejmują kroki związane z zabezpieczeniem swojego majątku przed odebraniem im go przez państwo. Uczciwi ludzie nie muszą tego robić, bo jeśli odebrany im majątek nie pochodzi z przestępstwa, to jako jego właściciele będą mieli możliwość wykazania tego przed sądem (ale już po tym, jak zostanie im odebrany, zajęty). Ja, wbrew temu co twierdzi pan Wiceminister, stoję na stanowisku, że to właśnie ci uczciwi powinni bać się najbardziej.

„Wszyscy urzędnicy są rozdrażnieni, nawet gdy wydają się spokojni” – Franz Kafka, Proces

W sprawie jednego z moich obecnych klientów prokurator obchodził prawo i rażąco je naruszał, by zająć majątek przedsiębiorcy. Wydał postanowienie o blokadzie zgromadzonych przez niego środków na rachunku bankowym na okres do 6 miesięcy, w oparciu o ustawę z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Powodem wystarczającym dla zastosowania blokady okazało się obowiązkowe zgłoszenie ze strony banku o dokonanych na koncie przewalutowaniach, transakcjach zagranicznych, czy też szybkich przelewach pomiędzy rachunkami w Polsce.

Blokada jednak upada, chyba że prokurator wyda kolejne postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym lub w przedmiocie dowodów rzeczowych. Tyle, że instytucję zabezpieczenia majątkowego w prawie karnym można zastosować wówczas, gdy postawione zostaną zarzuty, a do tego trzeba już dowodów. Prokurator zaś nie dysponując dowodami, wydaje postanowienie w przedmiocie dowodów rzeczowych – uznając środki zgromadzone na koncie (czyli wirtualne impulsy) za dowód rzeczowy (w sumie nie wiadomo czego). Często poleca nawet przelać zablokowane środki na rachunek prokuratury.

Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił zaskarżone przeze mnie postanowienie prokuratora, potwierdzając to, co potwierdzają sądy zgodnie z utartą linią orzeczniczą: środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym nie posiadają przymiotów, które pozwalałyby na ich uznanie za dowód rzeczowy. Dodatkowo sąd orzekł o rażącym naruszeniu przez prokuratora prawa, poprzez zobowiązanie banku do przelania należących do przedsiębiorcy środków z zajętego konta na rachunek bankowy prokuratury. Jak wskazał sąd – żaden przepis nie upoważnia prokuratora do żądania wykonania takiej operacji. W uzasadnieniu swojego wyroku sąd okręgowy napisał: „…zabezpieczenie tychże środków pieniężnych w sprawie poprzez uznanie ich za dowody rzeczowe stanowi jedynie obejście przepisów, gdyż prokurator nie zdołał ustalić, czy istotnie zachodzi duże prawdopodobieństwo, iż właściciele rachunku bankowego (…) dopuścili się popełnienia przestępstwa. Nie zmienia to faktu, że polecenia prokuratora muszą być zgodne z prawem. Prokurator winien (tak jak wszystkie organy państwa) działać na podstawie przepisu prawa”.

Uczciwi nie mają się czego bać – naprawdę?

Panie Wiceministrze, czy więc naprawdę ci uczciwi ludzie nie muszą się niczego obawiać? W praktyce niejednokrotnie zderzam się z sytuacją, gdzie w trakcie oczekiwania na uchylenie postanowienia prokuratora przez sąd lub już po uchyleniu postanowienia, prokurator informuje administrację skarbową o sprawie, i nieformalnie wnosi o wszczęcie kontroli oraz wydanie decyzji o zabezpieczeniu majątkowym, która w zasadzie nie wymaga przeprowadzenia postępowania dowodowego. Prokurator nie zwraca pieniędzy właścicielowi, tylko od razu przelewa je do urzędu skarbowego w wykonaniu decyzji o zabezpieczeniu. Finalnie mamy niewinnego człowieka, który nie ma postawionych jakichkolwiek zarzutów, nie jest stroną toczącego się postępowania karnego, nie ma nawet wydanego i doręczonego protokołu z kontroli podatkowej, za to ma zajęte przez Skarb Państwa środki, i to zajęcie potrafi trwać latami.

KAS zajmuje coraz więcej firmowych kont bez konieczności przeprowadzania postępowań

W połowie marca 2021 r. Szefowa Krajowej Administracji Skarbowej ujawniła, że w ubiegłym, 2020 roku, KAS zablokowała z użyciem STIR 96,15 mln zł, czyli o 38% więcej pieniędzy na kontach bankowych firm niż w całym 2019 roku (69,7 mln zł), i aż o 842% więcej niż w pierwszym roku funkcjonowania systemu (10,2 mln zł). Jak widać, tendencja do zajmowania rachunków firm jest mocno rosnąca. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 20 września 2018 r. (sygn. akt III SA/WA 2057/18) potwierdził, że skarbówka zajmując firmowe konto nie musi przeprowadzać żadnego postępowania dowodowego. A w planach skarbówki jest przecież jeszcze blokowanie nie tylko rachunków firmowych, ale i prywatnych.

Blokada konta blokadą funkcjonowania firmy

W grudniu 2019 r., jeden z przedsiębiorców, powołując się na szczególnie uzasadnione okoliczności związane z prowadzeniem swojej działalności, zwrócił się do Szefa KAS o zwolnienie dokonanych na jego rachunku blokad. Organ najpierw zablokował spółce konto na 72 godziny, a następnie przedłużył do 3 miesięcy blokadę ponad 2,8 mln zł. Spółka wskazała na potrzebę wywiązywania się z ciążących na niej zobowiązaniach, w tym również publicznoprawnych, czy wobec pracowników. Blokada rachunku uniemożliwiała firmie prowadzenie działalności gospodarczej, co w praktyce groziło jej upadłością.

Dziś przedsiębiorcy też mają prawo składać wnioski o zwrot majątku

Oczywiście wniosek okazał się bezskuteczny, bowiem zanim Szef KAS go rozpoznał, kilka dni wcześniej naczelnik urzędu skarbowego zarządził zabezpieczenia zobowiązań podatkowych spółki na jej majątku i 12 lutego 2020 r. dokonał zajęcia jej firmowych kont. Nieuznający swej winy przedsiębiorca walczył dalej. W maju 2020 r. przegrał w sądzie wojewódzkim, który bezradnie rozłożył ręce, informując, że nie ma czego już zaskarżać, skoro blokada konta padła w lutym 2020 r., po tym jak pieniądze firmy zabezpieczył urząd skarbowy.

Co istotne, sąd w tamtej sprawie przyznał, że choć spółce przysługiwało prawo by domagać się zwolnienia blokady konta (tak jak i przysługiwać ma uczciwym właścicielom prawo domagania się zwrotu zajmowanych im w ramach konfiskaty prewencyjnej majątków), to organ tak przeciągał postępowanie, że prawo przedsiębiorcy okazało się fikcyjne: „Szef KAS rozpoznając wniosek Skarżącej przekroczył miesięczny termin na załatwienie sprawy (…) W tym miejscu zgodzić się należy ze Skarżącą, że szczególnie w tego rodzaju sprawach Szef KAS winien działać szybko, bez zbędnej zwłoki, aby nie doprowadzać do sytuacji, w której możliwość skorzystania przez stronę z art. 119zz § 1 i § 2 O.p. stanie się w istocie iluzoryczna” (wyrok WSA w Warszawie z 29 maja 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 961/20).

Spółka szukała jeszcze obrony swoich praw przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, ale i ten w marcu 2021 r. musiał przyznać, że choć „Zgodzić się należy z Sądem pierwszej instancji który uznał, iż rozpoznając wniosek skarżącej spółki Szef KAS przekroczył miesięczny termin na załatwienie sprawy (…) nie może zmienić oceny, że po 12 lutego 2020 r. Szef KAS nie mógł wydać w niniejszej sprawie innego rozstrzygnięcia niż umorzenie postępowania” (wyrok NSA z 5 marca 2021 r., sygn. I FSK 1589/20).

Tylko z jakim skutkiem?

Od grudnia 2019 r. do marca 2021 r. przedsiębiorca próbował walczyć o uwolnienie zajętych jego firmie środków. Bezskutecznie. Co więcej, jak przyznał sąd, szanse na obronę swoich praw, bez względu na to, czy dokonał oszustwa czy nie, były iluzoryczne. Tak więc wygląda w praktyce zajmowanie ludziom majątków, a potem dawanie im szans na uwolnienie się od tych zajęć.

Panie Wiceministrze, co Pan powie temu przedsiębiorcy, gdy za kolejnych kilka lat się okaże, że zabezpieczenie majątku było niesłuszne, a więc także dokonana z dnia na dzień blokada konta? Oczywiście tryumf idei konfiskaty prewencyjnej nastąpi, jeśli przedsiębiorca okaże się przestępcą. Lecz co jeśli okaże się, że jest uczciwy?

I tu jest miejsce na zadane mi przez Pana pytanie: „Panie mecenasie, komu i na co mają służyć te rady? Uczciwi ludzie nie mają się czego bać”. No właśnie Panie Wiceministrze, w świetle powyższego, kto tak naprawdę planowanej konfiskaty prewencyjnej powinien się bać? Bo chyba nie przestępcy, skoro jak sam Pan przyznał, oni „pozostają bezkarni pod względem finansowym (…) mogą ukrywać majątki (…) przenoszą swoją działalność do krajów, w których prawo im na to pozwala”. Zwracam w tym miejscu uwagę, że przywołany wyżej przykład przedsiębiorcy nie jest odosobniony.

Konfiskata prewencyjna już działa od dawna i wygląda tak

„…organ podatkowy (…) zapomniał o tym, że wstrzymał zwroty VAT Skarżącej opiewające na wysokie kwoty, co mogłoby być kluczowym czynnikiem finansowym uniemożliwiającym prowadzenie dalszej działalności gospodarczej” – tłumaczył organowi wrocławski sąd w wyroku z 9 listopada 2017 r., wyjaśniając prawdopodobną przyczynę zaprzestania działalności przez spółkę (WSA we Wrocławiu, sygn. akt I SA/Wr 203/17). Naczelnik Urzędu Skarbowego w Ostrowie Wlkp. wstrzymywał zwrot VAT przedsiębiorcy przez blisko 9 lat (tak wynika z udzielonej 17 lipca 2017 r. przez Ministerstwo Finansów odpowiedzi na interpelację poselską nr 13405 z 13 czerwca 2017 r.).

Z kolei 19 września 2019 r., w wyroku uchylającym postanowienia organów podatkowych wstrzymujących od 7 lat przedsiębiorcy należny mu VAT, WSA w Warszawie zwrócił uwagę, że: „Skarżąca (…) w toku swojej działalności wygenerowała dla budżetu znaczne wpływy z tytułu podatków, uczciwie odprowadzanych od siedmiu już prawie lat. Obecne działania organów podatkowych mogą w niedługim czasie doprowadzić do likwidacji firmy…” (sygn. akt III SA/Wa 676/19).

W lipcu 2020 r. WSA w Białymstoku stanął po stronie firmy, którą organy podatkowe, nie chcąc jej zwrócić VAT, postanowiły oskarżyć i wmanewrować w oszustwo: „…organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu transakcji pozornych” (wyrok z 22.07.2020 r., sygn. akt I SA/Bk 203/20).

Wstrzymywanie przedsiębiorcom zwrotów VAT, to taka forma funkcjonującej już od lat konfiskaty prewencyjnej. Tu też bowiem odpowiednie organy, bez dowodów, w oparciu jedynie o własne podejrzenia, zatrzymują należne firmom środki, bez uzyskania wyroku wskazującego winę przedsiębiorcy. Ponawiam pytanie: co więc, jeśli po latach walki z organami i urzędnikami okaże się, że to nie byli przestępcy, a uczciwi ludzie? Czy sprawiedliwość zatriumfuje, gdy po siedmiu lub dziewięciu latach wstrzymywania środków zostaną im one zwrócone, jeśli po upadłych firmach nie będzie już śladu? Czy im też Pan Wiceminister powie, że nie mieli się czego bać?

To, że przedsiębiorca ma być uczciwy nie znaczy, że nie może się zabezpieczać

To właśnie z takich, jak wskazane wyżej dla przykładu, powodów „zachęcam” (jak napisał pan Wiceminister cyt.: „krytykując ideę konfiskaty in rem, zachęca do „zabezpieczania” przed nią majątku i lokowania go w państwach, którym obojętne jest jego pochodzenie”) przedsiębiorców, by zabezpieczali się na ewentualność zabezpieczenia się na ich majątkach. Bo dlaczego ci uczciwi nie mogą tego robić, lokując część operacyjnych środków w bezpiecznych miejscach? Tu chodzi tylko o to, by w sytuacji kryzysowej, także takiej, gdy organy państwa z dnia na dzień zajmą im majątek i latami będą toczyć swoje postępowania, byli w stanie utrzymać, uratować i prowadzić dalej działalność firmy, ocalić wiele miejsc pracy. Mowa tu przecież o dostępnych, dopuszczalnych w prawie krajowym i międzynarodowym środkach zabezpieczenia, akceptowanych także przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

I na jeszcze jedno warto zwrócić uwagę w kontekście repliki Pana Wiceministra. Wskazane przeze mnie państwa, takie jak Cypr i Malta, stosują bardzo rygorystyczne procedury mające przeciwdziałać praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Malta została wpisana na białą listę państw w tym zakresie przez The Committee of Experts on the Evaluation of Anti-Money Laundering Measures and the Financing of Terrorism – MONEYVAL. Nie znajduję więc potwierdzenia w twierdzeniu, że są to państwa, którym obojętne jest pochodzenie majątków przedsiębiorców, którzy chcą go tam lokować.

Kto się powinien bać, a kto się już boi?

Rada Przedsiębiorczości, jedna z największych przedstawicielek polskich przedsiębiorców, zrzeszająca: Polską Radę Biznesu, Business Centre Club, Federację Przedsiębiorców Polskich, Konfederację Lewiatan, Krajową Izbę Gospodarczą, Pracodawców RP, Związek Banków Polskich, Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL i Związek Rzemiosła Polskiego, 4 maja 2020 r. wystosowała do Ministerstwa Sprawiedliwości apel, w którym stanowczo protestuje przeciwko planom wprowadzenia konfiskaty prewencyjnej. Jak uzasadnia:

„Ustawodawca na obywatela chce przerzucić ciężar udowodnienia, że jego majątek pochodzi z legalnych źródeł. Oznacza to de facto wprowadzenie domniemania winy! (…) wystarczy, że osoba majętna będzie np. utrzymywać kontakt z – jak się później może okazać – sprawcą przestępstwa i wówczas, może być narażona na ryzyko związane z obowiązkiem wykazania pochodzenia całego swojego majątku, pod rygorem jego przejęcia przez państwo, również w wyniku pomyłki organów. Państwo zajmie lub ostatecznie przejmie dobra, pochodzące z legalnych źródeł. (…) Konfiskata prewencyjna obejmuje także własność osób, wobec których nie toczy się żadne postępowanie karne, ale które nie są w stanie wykazać legalnego pochodzenia majątku. Może to być ostrze skierowane przeciwko uczciwym przedsiębiorcom”.

Podsumowanie

Od publikacji mojego stanowiska minął prawie rok, a od apelu związku przedsiębiorców już ponad rok. Na obecną chwilę przedstawiciele firm apel swój podtrzymują: „Zdaniem Rady Przedsiębiorczości konieczne jest odstąpienie od dalszego procedowania ww. zmian. Konfiskata majątku i zmierzające do niej działania prokuratury stoją w sprzeczności z art. 46 Konstytucji RP. Nie może być prewencyjnego represjonowania obywateli, niedopuszczalnego w demokratycznym państwie prawnym”.

Idea konfiskaty prewencyjnej stoi w sprzeczności nie tylko z konstytucyjną zasadą z art. 46, stanowiącą, że przepadek rzeczy może nastąpić tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu. Jest niezgodna przede wszystkim z fundamentalną regułą procesu karnego, wyrażoną w art. 5 § 1 K.p.k., czyli zasadą domniemania niewinności, gwarantowaną dodatkowo w art. 42 ust. 3 Konstytucji RP.

A warto przytoczyć w tym miejscu aktualny komunikat zamieszczony na stronie Ministerstwa Finansów, zatytułowany: „Wyłudzenia VAT”, w którym ministerstwo przyznaje: „Za oszustwami najczęściej stoją dobrze zorganizowane grupy przestępcze (…) Najczęściej w karuzelę wplątywani są uczciwie działający przedsiębiorcy (…) Kiedy przestępstwo podatkowe jest wykrywane (…) okazuje się, że zyski z działalności zabrali przestępcy, natomiast osoba wciągnięta w nielegalną działalność zostaje z długiem wobec Skarbu Państwa”.

Tak więc, nawiązując do wypowiedzi Pana Wiceministra zawartej w jego artykule, można zadać jeszcze raz pytanie: przeciw komu ta konfiskata prewencyjna, i kto tak naprawdę powinien się jej bać? A w świetle wystosowanego przez Radę Przedsiębiorczości apelu należałoby spytać: a kto już się boi?

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ZPP: Proponujemy szereg działań, który ukróci nadużywanie tymczasowego aresztowania w Polsce

Nadużywanie tymczasowego aresztowania jest poważnym problemem w wielu krajach, włączając Polskę. W każdym momencie na świecie w areszcie śledczym przebywa ponad 3 miliony osób. Pod względem liczby tymczasowo aresztowanych Polska jest w niechlubnej czołówce. W przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców, w Polsce mamy 195 tymczasowo aresztowanych, podczas gdy unijna średnia to ok. 100. Jednocześnie Polska zamyka w tymczasowych aresztach trzy razy częściej niż Szwecja, Finlandia czy Holandia.

Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, Prezesa ZPP: Tymczasowe aresztowanie powinno zostać ograniczone tylko i wyłącznie do przypadków przestępstw wysokiego ryzyka z użyciem przemocy. Takie rozwiązanie przyniesie ogromne korzyści dla społeczeństwa, a w miarę zaostrzania się walki politycznej powinno leżeć również w interesie wszystkich polityków.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przygotował raport, w którym analizuje porządki prawne sześciu europejskich krajów i proponuje szereg rekomendacji, które ukrócą nadużywanie tymczasowego aresztowania w Polsce. Do najważniejszych można zaliczyć ograniczenie tymczasowego aresztowania do przestępstw wysokiego ryzyka z użyciem przemocy oraz wprowadzenie ustawowego ograniczenia maksymalnego czasu tymczasowego aresztowania z uwzględnieniem różnych maksymalnych okresów dla czynów zabronionych mniejszej i większej wagi.

Na wzór Finlandii, proponujemy wprowadzenie również uciążliwego systemu kar finansowych naliczanych od dochodu danej osoby oraz tzw. summary penal fee, który pozwala na zamianę wyroku do 6 miesięcy pozbawienia wolności za czyny zabronione mniejszej wagi na karę finansową – dodaje Kamila Sotomska, Z-ca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Nadużywanie tymczasowego aresztowania godzi w prawa podstawowe i przynosi ogromne szkody dla niesłusznie zatrzymanego jak i całego społeczeństwa. Proponowane rozwiązania pomogą ukrócić ten problem.

Branża cyfrowa przestrzega przed propozycjami Komisji Rynku Wewnętrznego ws. DSA

Europejska branża cyfrowa zaapelowała do Parlamentu Europejskiego, by ponownie przemyślał propozycje złożone przez Komisję Rynku Wewnętrznego ws. Kodeksu Usług Cyfrowych (DSA). Zdaniem dziewięciu organizacji, w tym z Polski – Związku Cyfrowa Polska – które podpisały się pod apelem, nowe propozycje stoją w sprzeczności z propozycjami Komisji Europejskiej w tej sprawie oraz mogą zagrozić innowacjom i zagrozić handlu elektronicznemu w Unii Europejskiej.

Wspólne stanowisko europejskiej branży cyfrowej odnosi się do ostatnich propozycji zgłoszonych przez sprawozdawcę Komisji Rynku Wewnętrznego (IMCO) – posłankę do PE Christel Schaldemose. Zdaniem sygnatariuszy listu zaproponowane zmiany daleko wykraczają poza wniosek Komisji Europejskiej i mogą potencjalnie zdusić innowacje i zburzyć internet w Europie, jaki znamy. „Przyjęcie niektórych propozycji zaproponowanych przez sprawozdawcę komisji IMCO osłabiłoby zdolność europejskiego sektora technologicznego do dalszego rozwoju i innowacji oraz tworzenia nowych miejsc pracy” – napisano w apelu do Parlamentu Europejskiego.

Jak tłumaczy prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, który podpisał się pod apelem istnieje zagrożenie, że nowe regulacje utrudnią rozwój innowacji oraz że będą one zbyt dużym obciążeniem finansowym dla sektora MŚP i start-upów. – Należy dołożyć wszelkich starań, by przepisy nie zaszkodziły w handlu elektronicznym i nie ograniczyły możliwości rozwoju innowacji – mówi Michał Kanownik.

Co budzi zastrzeżenia branży?

Wśród zastrzeżeń europejska branża cyfrowa wskazuje m.in. na to, że internetowe platformy handlowe będą miały obowiązek monitorowania internetu. A to będzie zagrożeniem dla praw podstawowych. Zaproponowane zmiany miałyby uderzyć zwłaszcza w tysiące małych firm i ich docieraniu do klientów w całej Europie.

Branża cyfrowa obawia się, że w konsekwencji przedsiębiorstwa będą niechętne do wprowadzania innowacji z obawy, że nie spełnią wszystkich założeń zawartych w nowych regulacjach. „UE powinna robić wszystko, co w jej mocy, aby wspierać innowacje, zachęcać do przedsiębiorczości i stymulować wzrost gospodarczy. Wzywamy Parlament Europejski do ponownego rozważenia proponowanych środków, które naszym zdaniem zmienią całkowicie internet w Europie, zdławią powstawanie nowych innowacyjnych firm, a także wprowadzą szereg nowych przepisów ograniczających platformy w sposób, który tylko zmniejszy ich atrakcyjność dla użytkowników” – podkreślono we wspólnym stanowisku.

Konferencja Biznes w Genach III już 29 czerwca – technologie w biotechnologii i sektorze medtech

Biotech_III_Baner1_700x150 [SW]29 czerwca rusza trzecia edycja Konferencji Biznes w Genach. Tak, jak w poprzednich latach, nie zabraknie ciekawych tematów, merytorycznej dyskusji oraz przedstawicieli najgorętszych spółek z sektora life science. Wydarzenie odbędzie się online, a współorganizowane jest przez agencję Strict Minds, Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie oraz portale StockWatch.pl i Biotechnologia.pl.

W najnowszej odsłonie konferencji rozmowy będą się toczyć wokół technologii i ich wpływowi na sektor life science, w tym polską ochronę zdrowia. Przedstawiciele branży, świata nauki i biznesu dyskutować będą o wyzwaniach, przed jakimi stanie społeczeństwo w dobie postpandemii i cyfryzacji usług medycznych.

– Koronawirus wymusił ogromne przyśpieszenie cyfryzacji w wielu dziedzinach życia, również w ochronie zdrowia. To, co normalnie zadziałoby się w Polsce w przeciągu 5-7 lat, dzieje się na naszych oczach. I nie mam tu na myśli wyłącznie postępu technologicznego, ale również zmiany społeczne, które przez technologię zostały wymuszone. Nie każdy za nimi nadąża, dlatego uważam, że firmy powinny rozwiązać problem wykluczenia cyfrowego, by z ich usług korzystała jak najszersza grupa odbiorców – komentuje Sylwia Borowska, manager Strict Minds, organizator konferencji.

Jeden z paneli dedykowany będzie stricte zagadnieniom giełdowym. Analitycy i eksperci od rynków finansowych ocenią czy biotechnologiczne spółki zyskały na pandemii, czy obok gamingu staną się branżą napędzającą warszawską giełdę już na stałe.

– Pandemia skierowała zainteresowanie inwestorów w stronę spółek biotechnologicznych i co ciekawe, nie tylko tych bezpośrednio związanych z przeciwdziałaniem COVID-19, ale również tych związanych z szeroko pojętą ochroną zdrowia. Jednak to przede wszystkim te pierwsze zanotowały spektakularne wzrosty w poprzednim roku – powiedział dyrektor Działu Rynku Pierwotnego GPW Maciej Bombol. – Pandemia uświadomiła również jak ważny w skali globalnej jest sektor ochrony zdrowia co spowodowało wzrost finansowania B+R w tym obszarze. Jestem przekonany, że wiodące polskie spółki biotechnologiczne mogą wnieść istotny wkład w rozwój globalnego sektora life science w najbliższych latach. Dlatego konferencja będzie dobrą okazją dla analityków i inwestorów, by mogli przekonać się, jak innowacyjne są polskie spółki biotechnologiczne – dodaje.

Dotychczas w ramach Konferencji odbyły się już czaty inwestorskie spółek Medicofarma Biotech oraz Bioceltix. Zapraszamy na kolejne. Przed nami spotkania z przedstawicielami Ryvu Therapeutics, Selvity, Urteste i Prodromusa.

– Tym razem poza konferencją online z panelami dyskusyjnymi organizujemy również indywidualne prezentacje spółek i czaty inwestorskie z ich przedstawicielami. Dzięki temu inwestorzy będą mogli poznać różne modele biznesowe, a także wysłuchać dyskusji na temat największych wyzwań, przed którymi stoją firmy z branży. Nie zabraknie różnych punktów widzenia, ponieważ w projekcie biorą udział zarówno duże spółki giełdowe z kapitalizacją liczoną w setkach milionów złotych, jak i mniejsze, które z pomocą inwestorów chcą zrealizować swoje ambitne plany biznesowe i zadebiutować na giełdzie w niedalekiej przyszłości – komentuje Łukasz Konopko, prezes portalu StockWatch.pl

Do udziału w konferencji zostały zaproszone znane polskie spółki biotechnologiczne oraz z sektora med-tech, takie jak Mofema, Prodromus, Medicofarma Biotech czy Imagene.me. Wydarzenie uzyskało patronat Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, GovTech, PARP, Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Po prawie półtora roku od wybuchu pandemii, widzimy jak poradzi sobie z nią rynek biotechnologiczny i life science w ogóle. Mimo kłopotów, które przeżywała każda branża, jak. np. opóźnienie dostaw czy konieczność reorganizacji pracy, B+R zyskało bardzo wiele. Okazało się, że wdrożenie nowych preparatów dzięki korzystaniu z technologii może odbywać się dużo szybciej. Ponadto, samo ustawodawstwo dopuściło taką możliwość. To oczywiście przekłada się na jeszcze szybsze wdrażanie innowacji w zakresie zdrowia, a to na szybszy zwrot dla inwestorów. Biotechnologia staje się wobec tego jeszcze bardziej ekscytującą, a jej możliwości wręcz nieograniczone – mówi Adam Zalewski, redaktor naczelny portalu Biotechnologia.pl.

Wydarzenie jest bezpłatne i nie wymaga wcześniejszej rejestracji. Transmisja online odbędzie się na facebooku organizatorów oraz na dedykowanych podstronach StockWatch.pl i GPW.pl.

Tłok i wakacyjna atmosfera sprzyjają oszustom

Mimo pandemii Polacy tłumnie ruszą na wakacje. W tym roku szczególnym zainteresowaniem cieszą się podróże po kraju. Niezależnie jednak od tego, gdzie spędzimy letni wypoczynek – warto pamiętać o ochronie naszych dokumentów i danych. Tłok w popularnych kurortach i wakacyjna atmosfera sprzyjają oszustom, którzy wykorzystując chwilę nieuwagi, mogą wykraść nasze dane, by następnie zaciągnąć przy ich wykorzystaniu kredyt lub pożyczkę. Każdego dnia oszuści próbują wyłudzić z banków na cudze nazwiska ponad 900 tysięcy złotych, a wakacje to czas, kiedy zjawisko mocno przybiera na sile.

Pozwolenie na ksero dowodu osobistego, korzystanie z publicznych sieci wi-fi, wrzucanie zdjęć do mediów społecznościowych prosto z wakacji czy przekazywanie telefonu osobie trzeciej z prośbą o zrobienie zdjęcia – lista wakacyjnych grzechów Polaków jest długa. A to właśnie w czasie letnich miesięcy i ogólnego rozprężenia najłatwiej o niechciany kredyt lub pożyczkę. Z raportu infoDOK wynika, że w zeszłoroczne wakacje dochodziło średnio do 20 prób wyłudzeń kredytu dziennie, a przeciętna kwota udaremnionego wyłudzenia wynosiła prawie 28 tysięcy złotych. Na co należy zwrócić uwagę podczas urlopu, aby ten nie zakończył się niechcianym długiem? Radzi Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego.

Dowód okazujemy tylko do wglądu

Dowód osobisty przydaje nam się w wakacje szczególnie – niezależnie czy spędzamy je w kraju czy za granicą. Jest nam potrzebny przy odprawie na lotnisku, rejestracji w hotelu czy przy wypożyczaniu sprzętu do sportów wodnych bądź rowerów. Powinniśmy jednak pamiętać, że dowód zawsze okazujemy tylko do wglądu. Nie pozwalajmy na kserowanie naszych dokumentów – czy to dowodu, paszportu czy prawa jazdy. A tym bardziej nigdy nie pozostawiajmy go „pod zastaw”. Nawet, jeśli osoba, która wymaga od nas wylegitymowania się dokumentem tożsamości, ma uczciwe intencje, to zawsze istnieje zagrożenie, że nie zabezpieczy odpowiednio dokumentu lub nie zniszczy jego kopii, a wtedy ryzyko, że nasze dane dostaną się w niepowołane ręce istotnie rośnie.

Unikajmy publicznych sieci wi-fi

Publiczna sieć wi-fi, dostępna w hotelu, na lotnisku bądź w kawiarni, jest co prawda darmowa, ale często też w żaden sposób niezabezpieczona, dlatego powinna być dla nas ostatecznością. Unikajmy korzystania z otwartych sieci, szczególnie gdy mamy zamiar zalogować się do bankowości elektronicznej. Zdecydowanie bardziej bezpieczne będzie korzystanie z własnego pakietu danych w telefonie. Jeśli jednak nie mamy innego wyjścia i jesteśmy zmuszeni skorzystać z otwartej sieci, pamiętajmy, aby wcześniej wylogować się ze wszystkich aplikacji, np. z e-bankowości, mediów społecznościowych czy poczty elektronicznej. „Korzystając z niezaufanej sieci, unikajmy dokonywania przelewów czy innych transakcji bankowych. Nasze dane lub dostęp do konta mogą zostać szybko przechwycone przez cyberprzestępców” – radzi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Jak tłumaczy ekspertka „Nigdy nie mamy pewności, czy sieć, z jakiej aktualnie korzystamy faktycznie przynależy do miejsca, w którym obecnie przebywamy, czy może zbieżna nazwa ma nas celowo wprowadzić w błąd i uśpić naszą czujność”.

Nie chwalmy się urlopem

Skromność, a w zasadzie zwykłe niechwalenie się w internecie zdjęciami z urlopu, w kontekście bezpieczeństwa nas samych i naszych danych osobowych popłaca. Choć pokusa wrzucenia do mediów społecznościowych zdjęć z wakacyjnego wypoczynku, pokonanych tras rowerowych czy codziennych przebieżek w trakcie urlopu jest duża, lepiej zróbmy to po powrocie z wyjazdu niż w jego trakcie. Inaczej ktoś może chętnie wykorzystać naszą nieobecność w domu i dokonać włamania. Nie udostępniajmy też informacji, w jakim pensjonacie czy hotelu się zatrzymaliśmy, bo z jednej strony jest to trop dla złodziei samochodów, którzy łatwo w ten sposób zlokalizują nasze auto, często pozostawione w niestrzeżonym miejscu, a z drugiej strony ryzyko, że ktoś może zakraść się do miejsca naszego aktualnego pobytu, gdy my będziemy na obiedzie lub gdy będziemy korzystać z innych atrakcji. Za każdym razem, gdy opuszczamy nasz wakacyjny apartament, zabierajmy ze sobą wszystkie dokumenty.

Selfie będzie bezpieczniejsze, niż proszenie kogoś o zrobienie zdjęcia

Na co jeszcze należy zwrócić uwagę podczas urlopu, aby ten nie okazał się słono kosztowny? Na bezpieczeństwo swoich telefonów i innych urządzeń elektronicznych. Na komórkach, laptopach i tabletach przechowujemy mnóstwo cennych informacji. Dość często nie wylogujemy się z różnego rodzaju aplikacji, mamy zapamiętane hasło do profilu zaufanego bądź zapisane w jednym pliku hasła do wszystkich kont, w tym bankowych. I choć ta praktyka zasługuje na naganę, to mimo wszystko jest wciąż powszechna. A zatem troszczmy się o bezpieczeństwo naszych urządzeń i nie przekazujmy ich w ręce osób trzecich. Zastanówmy się kilka razy zanim poprosimy kogoś obcego o zrobienie nam zdjęcia i przekażemy mu nasze urządzenie, a tym bardziej powinniśmy być ostrożni, gdy to ktoś sam z własnej inicjatywy oferuje nam wykonanie zdjęcia naszym telefonem. Wystarczy chwila, by przypadkowo napotkany turysta „zagubił się” w tłumie wraz z naszym telefonem i wszystkimi danymi.

Kradzież lub zgubienie dokumentów? Powiadom bank

I pamiętajmy o najważniejszej zasadzie – w sytuacji, gdy zgubiliśmy dokumenty bądź obawiamy się, że ktoś nam je ukradł, w pierwszej kolejności powinniśmy ten fakt zgłosić do banku. Liczy się każda minuta, by wyprzedzić oszusta. Dopiero w drugiej kolejności kierujemy się na komisariat policji. Niezwłocznie zmieńmy też hasła do bankowości elektronicznej oraz w innych serwisach, które mają dostęp do naszego rachunku płatniczego lub karty kredytowej. Pamiętajmy także by zablokować dostęp do mediów społecznościowych, aby nikt nie przejął naszego konta.

Quo vadis sektorze biurowy. Raport i wyniki badania przeprowadzonego wśród 373 firm zatrudniających 10 milionów pracowników.

Perspektywa podejścia najemców do powierzchni biurowej zmieniła się na przestrzeni ostatnich miesięcy. Dzisiaj organizacje stoją przed strategicznymi decyzjami względem swoich miejsc pracy. Czy czeka nas biurowa rewolucja? Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Knight Frank wśród 373 firm zatrudniających łącznie 10 mln osób na świecie, aż 90% ankietowanych uważa biuro za strategiczne narzędzie dla swojej firmy. W jakim kierunku będą szły zmiany?

„Po miesiącach zawieszenia i późniejszych rozważaniach na temat przyszłości biur, przyszedł czas na wyciągnięcie wniosków z tego wielomiesięcznego eksperymentu. Nie ulega wątpliwości, że podejście najemców do zajmowanych przez nich powierzchni ulegnie zmianie, poczynając od formy i funkcji, a na jakości i wielkości kończąc. Mamy nadzieję, że nasze wnioski płynące z wyników badania będą punktem wyjścia do szerszej dyskusji oraz inspiracją dla najemców, którzy stoją obecnie przed strategicznymi decyzjami,” – komentuje Elżbieta Czerpak, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank.

Globalny eksperyment modelu pracy jakim okazała się praca zdalna na masową skalę sprawiła, że wiele organizacji inaczej dzisiaj podchodzi do tego rozwiązania. Jeszcze przed pandemią taka forma pracy była traktowana jako benefit, a nie reguła. Po 15 miesiącach pracy zdalnej trudniej jest przekonać pracowników do powrotu do biur, tym bardziej, że 59% z ponad 370 ankietowanych najemców oceniło swoje doświadczenia związane z pracą w domu jako pozytywne. Mimo to, przejście na w pełni zdalny model pracy, który dopuszcza rezygnację z biura, zakładają na razie tylko nieliczni. Respondenci zaznaczyli, że są dopiero na początku drogi kształtowania i wyboru nowych stylów pracy, a sam proces jest złożony i długotrwały, co jednocześnie wskazuje, że konsekwencje dla przyszłości sektora biurowego są na tym etapie trudne do określenia.

„Wyzwania stojące przed najemcami widoczne są w mnogości nowych modeli, które pojawiają się, w miarę jak firmy zaczynają planować swoje nowe strategie powrotów. Z naszych rozmów z najemcami wynika, że najczęściej brane pod uwagę są trzy scenariusze. Dzisiaj  największą popularnością cieszy się praca hybrydowa, która łączy pracę w biurze i pracę zdalną w różnych proporcjach dostosowanych do specyfiki stanowiska, branży i rodzaju pracy. Z dodatkowego badania przeprowadzonego wśród pracowników Knight Frank w Polsce wynika, że 79% wybrałoby rozwiązanie hybrydowe jako to, które odpowiada ich obecnym potrzebom, a jednocześnie sprawdzi się w naszej organizacji najlepiej. Kolejnym scenariuszem branym pod uwagę, zwłaszcza wśród firm z sektora nowych technologii, jest możliwość „pracy z dowolnego miejsca”, która daje pracownikom swobodę wyboru miejsca i sposobu pracy. Pojawiają się również organizacje, które oferują pracownikom możliwość wyboru w ramach proponowanych modeli pracy typu „hub and spoke”, czyli posiadania siedziby firmy spełniającej podstawowe funkcje, do której zaprasza się klientów oraz rozproszonej geograficznie sieci biur satelitarnych, które dają możliwość pracownikom pracy bliżej domu. Co ważne, żadna z tych opcji nie zakłada całkowitej rezygnacji z biura, a jedynie zmianę jego funkcji,” – dodaje Elżbieta Czerpak.

Najemcy niezmiennie widzą korzyści biznesowe płynące z posiadania biura, a 90% z nich nadal uważa biuro za strategiczne narzędzie dla firmy. Co ważne, 30% ankietowanych firm przewiduje powiększenie ilości wynajmowanej powierzchni ze względu na ekspansję firmy, kolejne 35% nie ma w planie zmian, a jedynie 35% planuje zmniejszenie wynajmowanej powierzchni ze względu na zmiany rynkowe, które przyniosła pandemia.

Niezależnie od tego, czy poszczególne firmy planują powiększenie czy ograniczenie ilości wynajmowanej powierzchni biurowej, skala oczekiwanych zmian jest bardzo duża. Badania Knight Frank wskazują, że jednym z kluczowych czynników jest tutaj poszukiwanie oszczędności, ponieważ ponad jedna trzecia respondentów dąży do redukcji kosztów utrzymania biura o ponad 10%.

Opracowanie strategii dotyczącej biur i miejsca pracy może być istotnym krokiem do wsparcia programu redukcji kosztów, m.in. opracowanie siatki biur w mniejszych i tańszych lokalizacjach satelitarnych lub wprowadzenie pracy hybrydowej, która pozwala na bardziej efektywne wykorzystywanie powierzchni biurowej.

Z przeprowadzonego badania wynika, że w miarę jak firmy będą rewidowały swoje portfele wynajmowanych biur, rozważane przez nie będzie również przenoszenie głównej siedziby firmy. 59% zapytanych najemców uważa, że zmiana kluczowej lokalizacji może pozwolić zaoszczędzić koszty, a 54% postrzega relokację jako potencjalny rezultat nowego stylu pracy i związanej z nim zmiany ilości i jakości przestrzeni, która będzie potrzebna firmie.

Stojąc przed dylematem wyboru strategii odpowiadającej potrzebom organizacji, dostosowaniu się do zmieniających się stylów pracy, przy jednoczesnym poszukiwaniu oszczędności, pojawia się pytanie o funkcję biura w nowej rzeczywistości.

„Słowem charakteryzującym obecnie nasze środowiska pracy jest rozproszenie, w którym trudniej jest budować interakcje z klientami i pracownikami. Z naszych badań i obserwacji wynika, że biuro nadal będzie odgrywać istotną rolę w promowaniu tożsamości firmy. Jest ono niezbędne, jeśli firma stawia na innowacje i kreatywność, ponieważ biuro jest miejscem, w którym pracownicy uczą się od siebie, rozwijają i wzajemnie inspirują, a powstające tam relacje społeczne często decydują o ich przyszłej współpracy. W nowej rzeczywistości na szczególną uwagę w kontekście funkcji jaką ma pełnić biuro zasługuje oczywiście również dobre samopoczucie pracowników. Respondenci badania przeprowadzonego przez Knight Frank wskazują na wzrost zainteresowania miejscami pracy o wyższej jakości, które oferują szeroki pakiet udogodnień. Takie podejście ma przyciągnąć obecnych pracowników, którzy mają wybór co do miejsca pracy, oraz przyszłych pracowników, którzy postrzegają środowisko pracy jako czynnik wyróżniający firmę wśród potencjalnych pracodawców,” – wyjaśnia Elżbieta Czerpak.

Dostosowywanie się do nowych stylów pracy i poszukiwanie oszczędności wpłynie na to jak zmieni się przestrzeń biurowa. Wyniki ostatnich badań wskazują dwa obszary, w których jakość miejsca pracy może ulec zmianie. Po pierwsze potrzeba zwiększenia w swoim portfolio wynajmowanych biur udziału powierzchni przeznaczonych do współpracy deklaruje 55% respondentów. Biuro będzie nadal odgrywać rolę miejsca skupiającego ludzi w celu interakcji i współpracy, a to z kolei tworzy i podtrzymuje kulturę korporacyjną firmy. Przy tym nieco ponad połowa (54%) respondentów przewiduje rozszerzenie systemów hot-desking i desk-sharing, ponieważ nasze relacje z biurem stają się coraz bardziej płynne, a biuro ma stawać się przestrzenią ukierunkowaną przede wszystkim na współpracę. Drugim obszarem, w którym należy spodziewać się znaczących zmian w biurach nowej rzeczywistości jest bezpieczeństwo. Ewolucja biur w kierunku bardziej tymczasowych i współdzielonych przestrzeni będzie wymagała tego, aby zdrowie i bezpieczeństwo stały się kluczowym elementem przyszłego miejsca pracy. W konsekwencji, należy oczekiwać szerszego zastosowania rozwiązań technologicznych i zmodyfikowanych systemów sprzątania, aby wspierać firmy w ograniczaniu ryzyka zdrowotnego i zapewnieniu bezpiecznego środowiska pracy na co dzień. Większość użytkowników biur jest zdania, że troska o bezpieczeństwo pracowników w budynku to odpowiedzialność pracodawcy i właściciela obiektu, a jako oczekiwania wymieniane są regularne sprzątanie budynków, mniej fizycznych punktów dotyku i częstsza konserwacja systemów klimatyzacji.

Dynamiczne zmiany, których doświadcza sektor biurowy nie zmieniają podejścia najemców do potrzeby posiadania biura. Zmienia się podejście do środowiska pracy, powierzchni i jej funkcji, ale w dalszym ciągu firmy postrzegają biuro jako cenny czynnik wspierający kulturę organizacyjną, miejsce interakcji z klientami, rozwoju pracowników, współpracy zespołów czy rekrutacji i szkolenia nowych pracowników.

O badaniu Knight Frank:

W badaniu przeprowadzonym wśród globalnych klientów Knight Frank wzięły udział 373 organizacje, które łącznie zatrudniają 10 mln ludzi na świecie. Badanie podzielono na 4 części: strategia, bezpieczeństwo, zrównoważony rozwój, technologie.

Jak z zyskiem przełknąć porażkę polskich piłkarzy?

Polska odpadła z Euro 2020, ale inni grają dalej. Leje się też piwo, które jedni piją z radości, a inni, by osłodzić sobie porażkę. Inwestorzy tylko na to czekają, bo w czasie wielkich turniejów piłkarskich akcje browarów i producentów napojów rosną bardziej niż cały rynek.

Zakończyła się faza grupowa Euro 2020 i z 24 drużyn rozpoczynających turniej pozostało 16. Odpadli także Polacy, choć w dwóch ostatnich meczach pokazali charakter i waleczność. Odpadli także Szkoci, Rosjanie, Węgrzy, Finowie i cztery inne drużyny. Przedstawicielom tych narodów pozostało kibicować innym i topić swoje smutki w kuflu zimnego piwa. A bez względu na to, czy wspierałeś zwycięzców, czy pokonanych, branża piwna może być dobrym biznesem dla inwestorów. Podczas najważniejszych turniejów piłkarskich w ciągu ostatniej dekady – od Euro 2012 do Mistrzostw Świata 2018 notowane na giełdzie światowe browary i producenci napojów bezalkoholowych konsekwentnie osiągały lepsze wyniki niż światowe akcje – według naszej analizy, wzrost średnio o 2,9 proc. w porównaniu z globalnymi akcjami, które wzrastały o 0,9 proc.

Warto zauważyć, że nasz przemysł piwowarski radzi sobie znacznie lepiej niż nasza drużyna piłkarska. Podczas gdy w rankingu FIFA zajmujemy 21. miejsce, to jesteśmy 10. największym producentem piwa na świecie. A jeśli chodzi o jego konsumpcję na głowę mieszkańca, wskakujemy nawet na 5. pozycję. W roku 2019, czyli jeszcze przed pandemią, która wpłynęła na zwiększoną konsumpcję piwa, przeciętny Polak wypijał go rocznie 97,9 litra. Najwięcej na głowę piją Czesi (188,6 litrów), a później Austriacy (107,8), Rumuni (100,3) i Niemcy (99). Poza Rumunami, którzy się nie zakwalifikowali, wszystkie te kraje nadal pozostają w turnieju. Tak samo, jak konsumujący dużo piwa Hiszpanie, Chorwaci, Anglicy czy Holendrzy.

Choć to Europejczycy biją rekordy w konsumpcji piwa na głowę mieszkańca, to najwięcej produkuje się go i pije w Azji. Największymi producentami piwa w 2020 roku były Chiny (376,5 mln hektolitrów), USA (210,9) i Brazylia (144,8). Dopiero na 5. miejscu jest największy producent w Europie — Niemcy produkujący 91,6 mln hektolitrów. Polska jest 10. z produkcją 39,3 mln hektolitrów rocznie. Europa pozostaje drugim regionem na świecie pod względem produkcji, trzecią pozycję zajmują kraje Ameryki Południowej i Centralnej, a czwartą Ameryka Północna.

Z uwagi na pozycję Europy w tym zestawieniu i popularność piłki nożnej, można powiedzieć, że EURO to prawdziwe święto piwa. Jednym z głównych sponsorów turnieju pozostaje koncern Heineken, który stale przypomina fanom futbolu o swoich produktach. Jednocześnie producenci starają się rozszerzać swoją ofertę produktową. Na wielu rynkach podczas mistrzostw masowo reklamowane jest piwo bezalkoholowe, a także różnego rodzaju napoje piwne, co ma umożliwić im dotarcie do konsumentów, który nie gustują w tradycyjnych rodzajach piwa. Na wielu rynkach piwo jest bowiem pod presją ze strony konkurencji: wina, alkoholi wysokoprocentowych, a nawet marihuany, tam, gdzie jej użycie zostało zalegalizowane.

Światowy rynek piwa jest bardzo skoncentrowany ze znaczącym udziałem kilku dużych globalnych graczy. Największym jest notowany na Euronext belgijski gigant Anheuser-Busch InBev. AB InBev jest właścicielem ponad 400 marek piwa, w tym globalnych marek Budweiser, Corona i Stella Artois. W roku 2016 koncern przejął innego dużego producenta – firmę SABMiller, jednocześnie jednak sprzedał jej europejskie aktywa, w tym polską Kompanię Piwowarską. Dlatego obecnie nie posiada żadnych browarów w Polsce, jego produkty są dostępne na naszym rynku, jednak ich udział jest niewielki. Firma odnotowała bardzo dobre wyniki za pierwszy kwartał 2021 r. – globalna sprzedaż piwa była o 14,9 proc. wyższa w stosunku do pierwszego kwartału 2020 r. W tym samym okresie dział napojów innych niż piwo zanotował wzrost o 4 proc.

Drugim co do wielkości producentem piwa na świecie i największym w Europie jest wspomniany już Heineken. Koncern jest większościowym udziałowcem działającej na polskim rynku Grupy Żywiec. Produkuje ona w Polsce m.in. marki Żywiec, Heineken, Warka, Tatra i Królewskie. Jest ona drugim co do wielkości sprzedawcą piwa w Polsce po Kompanii Piwowarskiej (należącej do Asahi Breweries z Japonii). Heineken Holding NV, notowany na Euronext, odnotował w pierwszym kwartale spadek ogólnej sprzedaży piwa o 2,5 proc. w stosunku do analogicznego okresu w 2020 r. Duży wzrost odnotowała natomiast sama marka Heineken, której sprzedaż poszła w górę o 12,1 proc. Koncern bardzo agresywnie promuje obecnie globalną markę piwa bezalkoholowego Heineken 0.0.

Największym producentem piwa w Polsce jest Kompania Piwowarska, właściciel m.in. marek Tyskie, Żubr i Lech. Należy ona do japońskiej Asahi Group, która jest notowana na giełdzie w Tokio. Pozostała część polskiego rynku piwa należy do Carlsberg Polska, spółki córki duńskiego koncernu oraz średnich i małych browarów regionalnych.

Mistrzostwa będą trwać jeszcze do 11 lipca, a to oznacza, że do tego czasu kibice wypiją jeszcze dużo piwa. Powinno to wpłynąć na wysoką sprzedaż ich producentów. Jeśli chcemy zainwestować w branże, możemy to zrobić, kupując akcje spółek takich jak właśnie Heineken czy AB InBev. Jednak dywersyfikując nasz portfel, warto zastanowić się nad szerszą ekspozycją nie tylko na rynek piwa, ale też inne napoje alkoholowe, na przykład inwestując w spółkę Constellation Brands. Dywersyfikację geograficzną mogą zapewnić nam spółki takie jak np. brazylijska Ambrew. Jeśli interesują nas innowacje na rynku napojów, możemy zainteresować się akcjami Boston Beer, spółki, która w Kanadzie opracowuje napoje oparte o konopie indyjskie. Ekspozycję na rynek mogą dać nam też fundusze ETF np. Consumer Staples Select Sector SPDR, który inwestuje szeroko w spółki produkujące podstawowe dobra konsumpcyjne. Możemy także inwestować w ETF na indeksy np. Xtrackers Nikkei 225 UCITS, który odwzorowuje Nikkei 225, w którego skład wchodzi Asahi Group. Może nas wreszcie zainteresować portfel tematyczny eToro FoodDrink, w którego skład wchodzą globalne spółki produkujące żywność i napoje.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Turyści zagraniczni w Polsce – odbicie czy kontynuacja pandemicznego trendu?

Chociaż Polska jest krajem z niskim udziałem turystów zagranicznych w całym ruchu turystycznym, to ich liczba systematycznie rosła w ostatnich latach aż do ubiegłego roku na- znaczonego ograniczeniami pandemicznymi (wykres 5).

Według danych opublikowanych przez Europejską Komisję Turystyki [12], licz- ba przyjazdów nierezydentów do Polski zmniejszyła się w 2020 r. o 69,7 proc., a licz- ba noclegów sprzedanych nierezydentom spadła o 64,5 proc. Dane dla stycznia 2021 r. były jeszcze gorsze: w porównaniu ze styczniem 2020 r. liczba przyjazdów nierezydentów spadła aż o 94,3 proc., a liczba noclegów wykupionych przez gości zagranicznych o 89,4 proc.

Niedobór wydatków turystów zagranicznych częściowo zrekompensowały branży turystycznej wydatki turystów krajowych. Wraz ze wzrostem liczby zagranicznych turystów rosły też ich wydatki w Polsce. Te również znacząco spadły w ubiegłym roku. Spadek dochodów sektora turystycznego na skutek braku zagranicznych turystów jest szczególnie dotkliwy, ponieważ goście zagraniczni – chociaż stanowią mniejszość w polskim ruchu turystycznym – wydawali w Polsce zwykle więcej niż goście krajowi. Ubiegły rok był wyjątkowy również pod tym względem, kiedy to wobec mniejszej liczby zagranicznych turystów ich wydatki po raz pierwszy od wielu lat były mniejsze niż wydatki rodzimych turystów (wykres 6).

Liczba turystów zagranicznych w Polsce w latach 2015-2020Wydatki polskich i zagranicznych turystów w Polsce w latach 2016-2020

Według danych GUS, w ogólnej liczbie tury- stów zagranicznych korzystających z bazy noclegowej w Polsce w 2020 r. przeważali turyści z Niemiec (797 tys.), Ukrainy (206 tys.) i Wielkiej Brytanii (186 tys.). Spośród pozo- stałych krajów najwięcej turystów przyjechało z Rosji (75 tys.), Czech (73 tys.), Stanów Zjednoczonych (69 tys.) oraz Francji i Włoch (po 64 tys.).

Zdecydowany spadek liczby zachorowań na Covid-19 i postępujące szybciej niż w niektórych krajach znoszenie obostrzeń oraz związana z tym stabilizacja mogą stanowić zachętę do spędzenia urlopu w Polsce dla większej niż w ubiegłym roku liczby obcokrajowców. Powinna temu sprzyjać rosnąca liczba osób zaszczepionych w Unii Europejskiej i poza nią, których przy wjeździe do Polski nie obowiązuje kwarantanna. Problemem może być jednak nadal ograniczona dostępność bazy noclegowej, która z trudem zaspokaja zapotrzebowanie gości z Polski.

Trudno też ocenić jednoznacznie, na ile Polska będzie atrakcyjnym celem podróży dla osób, które nie mogły odbyć wakacji od po- nad roku. 19. miejsce w rankingu konkurencyjności podróży i turystyki wśród krajów Unii Europejskiej i 42. w skali 140 krajów ze wskaźnikiem 4,2 w 7-stopniowej skali [13] nie dają nam dobrej pozycji konkurencyjnej w starciu z czołówką europejską: Hiszpanią, Francją i Niemcami, a także takimi krajami turystycznymi, jak Grecja czy Chorwacja, które w ran- kingu wypadają tylko nieco lepiej niż Polska ze wskaźnikiem na poziomie 4,5. Atutem Polski w stosunku do tych krajów pozostaje jednak – mimo inflacji – konkurencyjność cenowa, zwłaszcza wobec umacniającego się EUR. Chociaż w ubiegłorocznych analizach zakładano pesymistycznie, że odrobienie dochodów utraconych wskutek mniejszego napływu turystów zagranicznych może potrwać nawet kilka lat, dzisiejszy kontekst pozwala na umiarkowanie większy optymizm w tym zakresie.

[12] European Travel Commission (2021), EuropeAN Tourism
– TrENDS AND Prospects, “Quarterly Report Q1/2021”, https://etc-corporate.org/uploads/2021/05/ETC-Quarterly
-Report-Q1-2021_Public-1.pdf [dostęp: 21.06.2021].
[13] Dane za 2019 r. Travel&Tourism Competetivenes Index (2019), https://tcdata360.worldbank.org/indicators/ tour.comp.comp?country=BRA&indicator=3524&viz= line_chart&years=2015,2017 [dostęp: 23.06.2021].

Plany wakacyjne Polaków bardziej ekologiczne niż w 2019 r.

Według tegorocznych badań, jedynie od 6 proc. [5] do ok. 18 proc. [6] ankietowanych planuje wyjazd za granicę, co jest znacząco niższym wynikiem niż w 2019 r., gdy chęć spędzenia wakacji poza Polską deklarowało ponad 30 proc. badanych [7]. Jak odnotowują tegoroczne raporty na temat planów wakacyjnych Polaków, znacz- nie więcej osób planuje wyjazd niż w po- przednim roku, kiedy to aż 54 proc. ankietowanych w ogóle nie wyrażało chęci wyjazdu na urlop. Równocześnie jednak znacząca większość deklaruje zamiar spędzenia urlopu w kraju.

Poziom emisji CO2 dla podróży z Warszawy

Wśród najpopularniejszych kierunków turystycznych wskazywanych przez Polaków w 2019 r. dominowały Grecja (26 proc.), Turcja (21 proc.), Bułgaria (13,5 proc.), Egipt i Hiszpania (blisko po 9 proc.). Z kolei w Polsce większość ruchu turystycznego koncentruje się nad morzem (województwa zachodniopomorskie i pomorskie) oraz w powiatach górskich. Chętnie odwiedzane są także miejscowości uzdrowiskowe oraz największe miasta w Pol- sce [8].

Niższa liczba wyjazdów zagranicznych może oznaczać duże korzyści dla środowiska naturalnego. W przypadku 3-osobowej rodziny z Warszawy podróż na Pomorze lub w pol- skie góry przekładać się będzie na emisję 60-80 kg CO2, jeśli wybierze podróż pociągiem i ok. 140 kg CO2 przy użyciu transportu samochodowego. Podróż zagraniczna samo- lotem dla 3 osób to w przypadku najpopularniejszych destynacji turystycznych z 2019 r. od blisko 850 kg do ok. 1850 wyemitowanych kg CO2. Oznacza to, że wybór polskiej zamiast egipskiej plaży może w tym przypadku zaoszczędzić środowisku ponad 1,5 tony CO2.

[5] https://forsal.pl/lifestyle/turystyka/artykuly/ 8170331,wakacje-2021-38-proc-polakow-nie-planuje
-letniego-wyjazdu-na-urlop-sondaz.html [dostęp: 23.06.2021].
[6] https://arc.com.pl/wakacje-w-polsce-mimo-ze-drogo/ [dostęp: 23.06.2021].
[7] https://mondial-assistance.pl/centrum-prasowe/ aktualnosci/65-proc-polakow-wybiera-sie-w-tym-roku
-na-wakacje [dostęp: 23.06.2021].
[8] http://pie.net.pl/wp-content/uploads/2020/05/ PIE-Raport_Turystyka.pdf [dostęp: 23.06.2021].

Płace w budżetówce zamrożone na kolejny rok. Co z samorządami?

Projekt ustawy budżetowej na rok 2022 przewiduje podniesienie płacy minimalnej do 3000 zł brutto. Mimo to, wynagrodzenia w sferze budżetowej mają być zamrożone i wyniosą tyle samo co w roku 2021. Jak sytuacja wpłynie na samorządy, wyjaśnia Mariusz Gołaszewski, prezes Aesco Group.

Według założeń projektu ustawy budżetowej na przyszły rok, podobnie jak w 2021 roku, płace pracowników budżetówki pozostaną na tym samym poziomie. Przy wysokiej inflacji, siła nabywcza ich uposażenia dodatkowo spada.

– Najczęściej w samorządzie doświadczeni specjaliści zarabiają niewiele więcej niż osoba na stanowisku podstawowym. Według analizy Aesco Group często są to różnice rzędu 200-300 zł. To sprawia, że pracownicy samorządowi w wielu przypadkach nie chcą zajmować wyższych stanowisk, bo wiąże się to z niewielką podwyżką i większą odpowiedzialnością. W przyszłym roku samorządy najprawdopodobniej nie będą miały wyjścia i będą musiały podnieść pensję wszystkim pracownikom nieobjętym przepisami kominowymi. Mówiąc o tych ostatnich, trzeba zwrócić uwagę na to, że wynagrodzenie zasadnicze skarbnika utrzymuje się na tym samym poziomie od ponad dekady. W mniejszych gminach jest to 4,8 tys zł brutto. To pensja zdecydowanie mniej atrakcyjna niż 10 lat temu – mówi wskazuje Mariusz Gołaszewski, prezes Aesco Group, instytucji analitycznej i doradczej, świadczącej usługi dla samorządów i instytucji publicznych.

Brak wzrostu płac wiąże się z istotnym zagrożeniem. – Kadry samorządów, szczególnie tych mniejszych, kurczą się. Utrata specjalistów średniego szczebla nie dokona się bezpośrednio z powodu braku podwyżek, ale raczej z uwagi na brak zastępowalności urzędników odchodzących na emeryturę. Ten proces trwa, a podniesienie płacy minimalnej, przy jednoczesnych ograniczonych możliwościach wyższych zarobków dla specjalistów, tylko go pogłębi. W dłuższej perspektywie oznacza to osłabienie samorządności w Polsce – dodaje Mariusz Gołaszewski.

Automatyzacja rozwiązaniem?

Czy istnieje szansa na utrzymanie sprawności działania samorządów, mimo kurczącej się kadry specjalistów? Automatyzacja pracy urzędników wydaje się jedynym możliwym rozwiązaniem, ale samorządy mają w tym względzie związane ręce:

– W trakcie pandemii koronawirusa wiele urzędów umożliwiło mieszkańcom kontakt online w różnych sprawach. Jednocześnie automatyzacja nie miała miejsca – ważną przeszkodą są przepisy prawa. Dobrym przykładem jest księgowość budżetowa. W przypadku wdrożenia elektronicznego obiegu dokumentu, idealną sytuacją byłoby po prostu przypisanie faktury kosztowej przez pracownika do już zatwierdzonego zaangażowania środków w budżecie i akceptacja elektroniczna przez przełożonego. Niestety, uniemożliwia to ustawa o rachunkowości. Faktury elektroniczne zwykle są drukowane, a potem krążą po urzędzie w celu uzyskania akceptacji przez kilku urzędników i ręcznego opisania. Co więcej, jeśli gmina wdrożyła system elektronicznego zarządzania dokumentami, konieczne jest wykonanie dodatkowej pracy w postaci wprowadzania wszystkich danych do komputera. Zamiast zmniejszenia obciążenia dzięki elektronizacji, praca jest wykonywana podwójnie – komentuje ekspert Aesco Group.

Letnie ożywienie gospodarcze

Dla europejskich gospodarek okres wakacyjny to czas luzowania obostrzeń. Prognozy gospodarcze sugerują wy- sokie stopy wzrostu aktywności gospodarczej – duże na- dzieje pokładane są w tzw. odroczonym popycie związanym ze wzrostem oszczędności gospodarstw domowych i możliwością ich wydatkowania w zamrożonych do tej pory usługach. Jednak trudno jednoznacznie ocenić, czy będzie to silny impuls.

Popyt krajowy czy wydatki konsumpcyjne w Polsce prawdopodobnie wzrosną umiarkowanie na tle innych państw UE. Polskie gospodarstwa domowe przed pandemią przeznaczały na wydatki rekreacyjne, hotele i gastronomię mniejszą część budżetu niż gospodarstwa w krajach zachodnich. Dodatkowo załamanie w tych działach gospodarki w trakcie pandemii było w Polsce mniejsze niż w krajach zachodniej Europy. Udział tego rodzaju wydatków w Polsce w 2020 r. zmalał z 12 proc. do 10 proc. Europejskie urzędy statystyczne kompilują obecnie ostateczne wskaźniki – dostępne dane wskazują, że we Włoszech analogiczny wskaźnik spadł z 17 proc. do 13 proc., na Malcie z 30 proc. do 18 proc. Porównanie skali wydatków między krajami oraz jej ewolucji w czasie jest tematem jednego z tekstów. Mniejszy udział usług w koszyku konsumenckim to jedna z przyczyn, dla których polska gospodarka mniej ucierpiała w trakcie pandemii. Dlatego czynnik ten będzie wspierał odbicie w dużo mniejszym stopniu niż na zachodzie Europy.

Ponadto, nadal niepewna jest perspektywa wzrostu wydatków turystycznych. Badania koniunktury konsumenckiej sugerują, że polskie gospodarstwa powiększą wydatki wakacyjne – odsetek gospodarstw domowych obawiających się utraty pracy spadł o około 20 pkt. proc. od początku roku i jest zbliżony do danych z 2016 r. Również plany zakupowe są zbliżone do poziomów charakterystycznych dla przeciętnego tempa wzrostu gospodarczego. Równocześnie turyści zagraniczni zostawią w Polsce mniej pieniędzy. Dane GUS wskazują, że od początku pandemii do Polski przybywa ponad 2/3 mniej turystów niż w analogicznych miesiącach 2019 r. Taka tendencja prawdopodobnie utrzyma się również podczas nadchodzących wakacji.

Odmrożenie aktywności poza granicami Polski może być dodatkowym impulsem dla krajowego przemysłu. Warto obserwować wyniki branż działających sezonowo – w tym wydaniu „Tygodnika Gospodarczego PIE” pokażemy, na przykładzie eksportu lodów, sezonowy wzrost popytu w branży spożywczej, na którym skorzystają krajowe firmy. Będzie to jeden z przykładów pokazujących wyraźnie silniejszą aktywność niż rok temu.

Dla rosnącej aktywności w przemyśle zagrożeniem będzie problem niedoboru pracowników. Ba- dania ankietowe Komisji Europejskiej wskazują, że krajowi przedsiębiorcy raportują większe problemy z rekrutacją pracowników niż przedsiębiorcy z innych państw UE. Dotychczas problem ten rekompen- sował napływ migrantów z Ukrainy, jednak dane z 2020 r. wskazują, że liczba oświadczeń, na podstawie których przyjmowani są cudzoziemcy zmalała nieznacznie – z 1,7 mln do 1,5 mln. O perspektywach na 2021 r. przeczytacie Państwo w tekście.

I wreszcie – okres wakacyjny to przede wszystkim czas urlopów. W Europie dyskutowane jest tzw. prawo do wyłączenia się od technologii pozwalających na pracę zdalną (ang. right do discONNEct) na czas korzystania z urlopu. Chcemy wykorzystać tę okazję, aby życzyć Czytelnikom wyciszenia, zwolnienia tempa i spokojnego wypoczynku.

Jakub Rybacki, Starszy analityk PIE

Akcjonariusze INC zdecydowali o wypłacie pierwszej w historii dywidendy

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy INC S.A. zdecydowało o wypłacie dywidendy z zysku za 2020 r. Wartość dywidendy na jedną akcje wyniesie 12 groszy. Dzień dywidendy ustalono na 2 lipca br., a dzień wypłaty dywidendy na 12 lipca br. To pierwsza w historii spółki wypłata dywidendy.

Uchwalona przez akcjonariuszy dywidenda jest zgodna z rekomendacją Zarządu i Rady Nadzorczej spółki. Razem z rekomendacją podziału zysku za 2020 r. Zarząd INC przyjął politykę dywidendową, która zakłada wypłatę co najmniej 20 proc. jednostkowego zysku netto spółki począwszy od zysku za 2021 r.

Zdaniem zarządu możliwość wypłaty pierwszej w historii dywidendy oraz przyjęcia długofalowej polityki dywidendowej to efekt przebudowy Grupy i osiągnięcia powtarzalności wyników finansowych.

– Dzięki dynamicznemu, ale opartemu o solidne fundamenty rozwojowi działalności, dołączyliśmy do grona spółek dywidendowych. Był to jeden z naszych celów, dlatego cieszymy się, że go zrealizowaliśmy. Nasza działalność opiera się o przygotowany kompleksowy ekosystem dla finansowania innowacyjnych firm, który ma dwa główne motory – działalność usługowa, czyli doradztwo, wsparcie firm w rozwoju, pozyskaniu finansowania, usługi maklerskie czy crowdfunding oraz działalność inwestycyjna, przede wszystkim na etapie preIPO, która pozwala z jednej strony na wsparcie różnorodnych i ciekawych projektów, a z drugiej strony na systematyczne zwiększanie wartości dla akcjonariuszy INC. – mówi Paweł Śliwiński, prezes Zarządu INC S.A.

Grupa Kapitałowa INC specjalizuje się w doradztwie i pozyskiwaniu finansowania dla innowacyjnych podmiotów. W 2020 r. Grupa osiągnęła 19,9 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży ogółem, co oznacza prawie 3-krotny wzrost r/r. Skonsolidowany zysk na działalności operacyjnej wyniósł 18,3 mln zł, a zysk netto 14,6 mln zł, w tym wynik przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej to 11,9 mln zł. Wyniki jednostkowe INC S.A. były równie wysokie: przychody ze sprzedaży ogółem wyniosły 14,7 mln zł, zysk na działalności operacyjnej 11,4 mln zł, a zysk netto 8,9 mln zł.

Osiągnięcia z 2020 r. nie byłyby możliwe, gdyby nie fundamenty, które wypracowaliśmy w poprzednich latach. Dzięki nim również bardzo dobrze radzimy sobie w bieżącym roku, co pozwala nam optymistycznie spoglądać w przyszłość. – dodaje Paweł Śliwiński.

Grupa INC ma ambitne plany na cały 2021 r. W ciągu bieżącego roku chce wprowadzić na giełdę około 20 spółek. Dotychczas w 2021 r. INC S.A. jako autoryzowany doradca w debiutach na NewConnect wspierała 5 spółek, podczas gdy w całym ubiegłym roku było to 6 spółek. Celem należącego do  Grupy INC Domu Maklerskiego INC jest realizacja czynności oferowania w ofertach publicznych papierów wartościowych o łącznej wartości ponad 100 mln zł w całym 2021 r.

Sztuczna inteligencja pomoże wybierać organ do przeszczepu

Jak wynika z Ogólnopolskiego Badania Pacjentów Nefrologicznych, w Polsce na przewlekłą chorobę nerek cierpi nawet 4,2 mln osób. Co więcej jest ona rozpoznana jedynie w 5 proc. przypadków. Niekiedy jedyną szansą na uratowanie lub poprawę jakości życia pacjentów jest przeszczep nerki, który stanowi alternatywę dla cyklicznych dializ. Systemy analityczne wspierają lekarzy w procesie wyboru organów do transplantacji.

Uniwersytet Cambridge współpracuje z firmą SAS w zakresie wykorzystania zaawansowanej analityki do usprawnienia procesu oceny przydatności organów do przeszczepu. Technologie rozpoznawania obrazów i algorytmy sztucznej inteligencji pozwalają zautomatyzować proces oceny wyników biopsji nerek, aby szybko wybrać odpowiednie organy do transplantacji. Celem projektu jest zwiększenie ilości tych zabiegów w Wielkiej Brytanii. Może to potencjalnie uratować lub zmienić jakość życia ponad 100 osób rocznie, które w przeciwnym razie wymagałyby uciążliwych i kosztownych dializ. Zwiększenie ilości przeszczepów u tak dużej liczby osób pozwoliłoby zaoszczędzić National Health Service (NHS) około 3,5 miliona funtów.

Analityka wspiera transplantologów

Transplantacja stanowi najlepszą metodę leczenia pacjentów w końcowym stadium choroby nerek. Zapotrzebowanie na tego typu operacje wciąż rośnie, dlatego lekarze częściej rozważają przeszczep organów pochodzących od coraz starszych dawców. Niestety nerki wraz z wiekiem działają gorzej i rośnie obawa, że organ się nie przyjmie. Jego złe funkcjonowanie w krótkim czasie po przeszczepie sprawia, że niezwykle inwazyjna operacja nie przynosi efektu i znacznie wzrasta ryzyko śmierci pacjenta. Dlatego lekarze często rezygnują z przeszczepu organów pochodzących od osób starszych. Ryzyko niepowodzenia można zmniejszyć, dokonując biopsji nerki, która pozwala ocenić stan narządu i podjąć decyzję o jego wykorzystaniu. Nie jest to jednak powszechna praktyka ze względu na potrzebny czas i konieczność posiadania specjalistycznych umiejętności w zakresie histopatologii. Automatyczna ocena cyfrowego obrazu biopsji nerki przy użyciu technologii rozpoznawania obrazu może być istotnym wsparciem w tym zakresie. Technologia SAS identyfikuje na zdjęciu cechy nerki, pozwalające na jej ewaluację pod kątem zdatności do transplantacji.

Spadek liczby transplantacji w Polsce

Według Gavina Pettigrewa, wykładowcy Uniwersytetu Cambridge, każdy przeszczep nerki pozwala zaoszczędzić rocznie ok. 30 tys. funtów. Są to koszty cyklicznych dializ jednej osoby. Ponadto zabieg ten znacznie przyczynia się do zmniejszenia liczby zgonów i poprawy jakości życia pacjentów. Eksperci z Wielkiej Brytanii liczą na to, że zautomatyzowane, cyfrowe usługi w dziedzinie histopatologii zostaną wdrożone również w innych krajach.

Według danych Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji „Poltransplant”, w zeszłym roku dokonano w Polsce w sumie 748 przeszczepów nerek. Oznacza to spadek liczby transplantacji względem 2019 roku, kiedy było ich łącznie 959. Z pewnością wpłynęła na to pandemia COVID-19, która spowolniła wiele procesów w sektorze medycznym. Problemem jest również brak odpowiedniej liczby organów nadających się do przeszczepu. Dlatego niezwykle ważna jest jak najszybsza adopcja najnowszych technologii w dziedzinie transplantologii, aby ratować i poprawiać jakość życia jak największej liczby pacjentów.

Partnerstwo dla Polskiej Doliny Cyfrowej

Po ponad roku od podpisania strategicznej umowy między Chmurą Krajową a Microsoft, której celem jest wsparcie lokalnych organizacji w procesie ich transformacji cyfrowej i kreowania innowacji, kluczowym wyzwaniem pozostaje budowanie na rynku zaawansowanych kompetencji chmurowych. Pozwolą one zarówno przedsiębiorstwom, jak i instytucjom publicznym w pełni wykorzystać potencjał rozwiązań cloudowych.

Współpraca pomiędzy obiema firmami koncentruje się na wykorzystaniu możliwości nowo tworzonego centrum przetwarzania danych, które wraz z towarzyszącym mu wieloletnim, kompleksowym programem kompetencyjnym, jest fundament inwestycji Microsoft w Polsce o wartości 1 mld dolarów dla rozwoju Polskiej Doliny Cyfrowej.

Partnerstwo między obiema firmami zbiegło się z wydarzeniami, które w nieodwracalny sposób wpłynęły na ekosystem społeczno-gospodarczy w Polsce i na całym świecie. W efekcie pandemii, nastąpiło masowe przyspieszenie procesów transformacji biznesowej z wykorzystaniem technologii. Badania Instytutu Humanites w partnerstwie z GfK, Polskim Funduszem Rozwoju, Operatorem Chmury Krajowej, Blue Media, Platformą Przemysłu Przyszłości i Microsoft „Bariery i Trendy”. Transformacja technologiczna firm w Polsce” z marca br. wskazują, że aż 78 proc. firm jest w trakcie transformacji cyfrowej, w tym 36 proc. jest na zaawansowanym jej etapie – przede wszystkim spółki Skarbu Państwa i firmy powyżej 250 pracowników. Chmura obliczeniowa, która stanowi kluczowy element cyfryzacji stała się dla tysięcy organizacji szansą na zapewnienie ciągłości działania oraz szybsze i skuteczniejsze dostosowanie do wymagań współczesnego rynku.

Tysiące chmurowych ekspertów

Wraz z masowym trendem cyfryzacji, przedsiębiorstwa zwracają uwagę na potrzebę podniesienia kompetencji związanych z wykorzystaniem technologii. Badania Instytutu Humanites wskazują, że 73% menedżerów uważa, że transformacja cyfrowa umożliwia rozwój i podnoszenie kompetencji. Jednocześnie ich wciąż niezadowalająco wysoki poziom w organizacjach stanowi jedną z największych barier rozwoju technologicznego spółek w Polsce. Problem podkreśla konieczność szkolenia pracowników, zwłaszcza w początkowej fazie cyfrowej transformacji.

„Tylko w ciągu 1 roku od ogłoszenia inwestycji Microsoft w rozwój Polskiej Doliny Cyfrowej podnieśliśmy kwalifikacje ponad 105 000 specjalistów w ramach szkoleń dla profesjonalistów IT na różnych poziomach zaawansowania. To 1 ekspert chmurowy co 5 minut, 12 nowych specjalistów co godzinę i 9000 specjalistów co miesiąc. Wysoki poziom kompetencji, utalentowani profesjonaliści i doświadczenie polskich firm IT – to właśnie wyzwala ducha innowacyjności. Nasze strategiczne partnerstwo z Chmurą Krajową oznacza budowanie zestawu specjalistycznych kompetencji, aby umożliwić dostęp do potencjału chmury wszystkim biznesom, organizacjom i obywatelom w Polsce, a także pomóc firmom wszystkich sektorów wzmocnić ich odporność.” – Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce.

Aby efektywnie wspierać klientów w procesach transformacji zarówno na etapie prototypowania rozwiązań, jak i ich wdrażania oraz rozwoju, eksperci Chmury Krajowej stale poszerzają swoje kompetencje w zakresie rozwiązań chmurowych Microsoft. Łącznie posiadają ponad 100 certyfikatów, zarówno biznesowych, jak i zdobywanych przez inżynierów i architektów Chmury Krajowej wysoko cenionych na rynku certyfikatów potwierdzających najwyższe kompetencje technologiczne w zakresie wykorzystania rozwiązań Microsoft Azure i M365.

“Nasza dotychczasowa współpraca oraz doświadczenia, które razem zbieramy na rynku pokazują, że skuteczne wejście w chmurę i pełne wykorzystanie jej potencjału wymaga budowania w organizacjach twardych kompetencji chmurowych. Sami intensywnie rozwijamy się w tym zakresie i do tego samego przekonujemy managerów w polskich przedsiębiorstwach i instytucjach. Chmura publiczna, taka jak Microsoft Azure to żywy organizm, który stale ewoluuje i niemal codziennie dostarcza swoim użytkownikom nowe rozwiązania. Dlatego trzeba się stale z niej doskonalić. Cyfrowa rzeczywistość mocno przyspiesza i polskie firmy muszą dotrzymać jej kroku.” – powiedział Michał Potoczek, prezes Chmury Krajowej.

Konieczność ograniczenia kontaktów społecznych wywołana pandemią COVID-19 wymusiła przyspieszenie procesów cyfryzacji w PKO Banku Polskim. To widocznie wpłynęło na zmianę modelu podstawowych mechanizmów w organizacji i wprowadzenie na ogromną skalę m.in. pracy zdalnej czy komunikacji na odległość. Tylko w ciągu 2 miesięcy, w banku zainstalowano Microsoft Teams na ponad 10 000 komputerów oraz 3000 telefonów. Otwarcie na tak kompleksowe rozwiązania czy usługi chmurowe mocno wpływ na na budowę istotnych przewag konkurencyjnych PKO Banku Polskiego.

„Partnerstwa strategiczne jakie zawarł Operator Chmury Krajowej, tj. m.in. partnerstwo z Google i z Microsoftem, pomagają nam w PKO Banku Polskim w przejściu z tradycyjnego modelu IT, na model oparty na usługach chmurowych. Z miesiąca na miesiąc w coraz większym zakresie korzystamy z wybranych usług OChK. W 2020 roku przenieśliśmy do chmury 12 tys. terminali, na których pracują bankowi doradcy w 1 tys. oddziałów. Udostępniliśmy też ponad 13 tysiącom pracowników chmurowe narzędzie MS Teams, które wspiera zdalną pracę zespołową. Chcemy, aby w najbliższej przyszłości usługi chmurowe silniej wspierały szybki rozwój bankowych platform, które pomagają nam tworzyć rozbudowany ekosystem usług wykraczających poza tradycyjną bankowość” – powiedział Adam Marciniak, wiceprezes zarządu PKO Banku Polskiego.

Wymierne efekty wspólnych działań

Pierwszy rok współpracy Chmury Krajowej i Microsoft przebiegał pod znakiem intensywnej edukacji rynku oraz wdrażania nowoczesnych rozwiązań do komunikacji i współpracy. Usługi chmurowe dostępne w pakietach Microsoft 365 nie tylko zapewniły ciągłość działania w wielu organizacjach, które w okresie pandemii musiały szybko przestawić sposób swojego funkcjonowania i zapewnić obsługę klientów, partnerów biznesowych i innych interesariuszy, ale także zwiększyły produktywność pracy w rozproszonych zespołach oraz bezpieczeństwo wykorzystywanych aplikacji. Z różnych wariantów pakietu narzędzi M365 wdrażanego we współpracy z Chmurą Krajową korzystały zarówno wielkie korporacje, instytucje publiczne jak i znane marki z rynku komercyjnego, Beneficjentami tego procesu jest kilkadziesiąt tysięcy końcowych użytkowników.

Chmura Krajowa wdrożyła Microsoft 365 m.in. dla kilku tysięcy pracowników biurowych firmy Rossmann w Polsce.

Firma obecna na międzynarodowych rynkach i współpracująca z wieloma dostawcami zdecydowała się na zakup licencji od Chmury Krajowej. To jeden z pierwszych przykładów, gdy polska część paneuropejskiego koncernu zawiera taką umowę z lokalnym, zaufanym partnerem.

“Rossmann jest firmą mocno skoncentrowaną na kliencie i jego doświadczeniu zakupowym. A ponieważ dzisiaj oznacza to wykorzystanie cyfrowych narzędzi, nasz dział IT jest naturalnym partnerem biznesu w kreowaniu i dostarczaniu rozwiązań, które będą wygodne dla naszych użytkowników, jak np. aplikacja Rossmann GO, która umożliwia w drogeriach samodzielne zakupy i płatność za nie z poziomu smartfona. Dlatego z dużą uwagą przyglądamy się rozwiązaniom w zakresie marketingu czy sztucznej inteligencji i wartości jaką mogą dać naszym klientom” – dodaje Piotr Kiszkiel, CIO Rossmann.

Hybrydowe łączenie światów

W ostatnim czasie Chmura Krajowa uzyskała także status partnera Microsoft LSP (Microsoft Licensing Solution Provider), co było efektem rozwoju wewnętrznych umiejętności pracowników firmy. Oznacza to, że Chmura Krajowa obok oferty chmurowej ma możliwość sprzedaży na polskim rynku także rozwiązań on premise (lokalizowanych na serwerach klienta), co tworzy podstawę do budowy platform hybrydowych. Z badań Instytutu Humanites wynika, że w ciągu 2-3 lat aż ponad 60 proc. menedżerów planuje przetwarzanie danych właśnie w środowisku hybrydowym.

Mamy do czynienia z dynamicznym trendem przejścia do chmury, jednakże wiele firm i instytucji publicznych chce przechowywać dane niejawne, czy elementy infrastruktury obłożone regulacjami we własnej infrastrukturze. Umiejętność połączenia tych dwóch światów daje szanse wykorzystania atutów hybrydowego środowiska informatycznego.

Raport Mastercard: Otwarta bankowość przyspiesza w Polsce i w Europie

  • Nowy raport Mastercard opisuje postępy w zakresie wdrażania otwartej bankowości w dziesięciu krajach europejskich.
  • Badanie pokazało, że w Polsce jest dostępnych obecnie 46 interfejsów API otwartej bankowości, zaś w Europie prym pod tym względem wiodą kraje skandynawskie i Wielka Brytania.

Warszawa, 24 czerwca 2021 r. — Mastercard opublikował oparty na badaniach raport, który przedstawia gotowość europejskich państw do korzystania z ekosystemu otwartej bankowości. Z raportu wynika, że Polska znalazła się w gronie rynków, w których otwarta bankowość jest postrzegana jako narzędzie pozwalające bankowi rozszerzyć jego relację z klientem, także za pośrednictwem nowych kanałów. Jednocześnie autorzy raportu wskazują, że dobrze rozwinięta infrastruktura bankowości internetowej i mobilnej w Polsce, przy jednoczesnym, rosnącym poziomie ucyfrowienia społeczeństwa, tworzą obiecujące perspektywy do rozwoju ekosystemu otwartej bankowości w naszym kraju.

W raporcie pt. „Open Banking Readiness: The Future of Open Banking in Europe” przeanalizowano sytuację w obszarze otwartej bankowości na dziesięciu wybranych rynkach europejskich, jak również przyjęcie drugiej dyrektywy w sprawie usług płatniczych (PSD2) przez systemy regulacyjne poszczególnych państw, stabilność i gotowość ich interfejsów API czy innowacje w zakresie płatności typu „account-to-account” (A2A).

Raport uwzględnia również gotowość mieszkańców poszczególnych krajów do korzystania z rozwiązań otwartej bankowości. Ma na to wpływ m.in. powszechny dostęp do internetu, z którego korzysta 87% ankietowanych z Polski. Biorąc pod uwagę cyfrową infrastrukturę, to Polska ma najwyższy spośród państw biorących udział w badaniu wskaźnik liczby abonamentów telefonii komórkowej na mieszkańca (137%), a z sieci 4G LTE korzysta niemal 83% Polaków.

W raporcie podkreślono również kluczowe różnice w podejściu poszczególnych krajów do otwartej bankowości:

  • Wielka Brytania — strategia po brexicie mająca na celu zbudowanie wiodącego ekosystemu cyfrowej, otwartej bankowości.
  • Francja, Włochy, Hiszpania — otwarta bankowość jako narzędzie transformacji cyfrowej w krajowych systemach płatniczych.
  • Niemcy — specyficzne dla tego rynku podejście oparte na współpracy. Niemieckie banki są na etapie definiowania wspólnej strategii cyfrowej zdolnej do świadczenia usług płatniczych w ramach otwartej bankowości.
  • Dania, Norwegia, Szwecja — skandynawskie modele współpracy i inicjatywa P27 obejmujące otwartą bankowość.
  • Polska, Węgry — otwarta bankowość jako narzędzie rozszerzania relacji banku z klientem oraz nawiązywania z nim kontaktu za pośrednictwem nowych kanałów.

Otwarta bankowość szybko staje się zjawiskiem globalnym. Umożliwia ona konsumentom i przedsiębiorstwom większą kontrolę nad swoimi danymi finansowymi, a jednocześnie stymuluje konkurencję i innowacyjność wśród dostawców usług finansowych. Autorzy raportu zaznaczają, że do tej pory banki działające w Polsce opracowały konkurencyjną strategię bankowości cyfrowej i stworzyły platformę bezkartowych płatności cyfrowych dostosowaną do potrzeb gospodarki cyfrowej. Dodają jednak, że wśród krajowych banków istnieją różne sposoby rozumienia i zastosowania standardu Polish API.

Według raportu Mastercard, Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) przydzieliła dotąd licencję na usługę inicjowania płatności (PIS) sześciu podmiotom w naszym kraju, na usługę dostępu do informacji o rachunku (AIS) dziesięciu podmiotom, zaś 108 instytucji działa jako dostawcy usług zewnętrznych (eng. TPP – Third Party Providers).

„Wykorzystując ogólnoeuropejskie zmiany, takie jak dyrektywa PSD2, wszystkie europejskie banki czynią postępy w kierunku w pełni otwartego środowiska bankowego i podobnie jest w Polsce. Stosowane podejścia są różne, dlatego, aby wszystkie rynki europejskie mogły skorzystać z możliwości, jakie niesie ze sobą otwarta bankowość, potrzebujemy większej standaryzacji. Mastercard Open Banking Connect udostępnia uniwersalne połączenie z systemami otwartej bankowości instytucji finansowych, zapewniające dostawcom zewnętrznym skalowalność, elastyczność i szybkość” – powiedział Jim Wadsworth, wiceprezes Mastercard ds. otwartej bankowości.

Autorzy raportu wskazują, że to kraje skandynawskie i Wielka Brytania najlepiej wykorzystują ekosystem otwartej bankowości. Norwegia ma 194 interfejsy API otwartej bankowości, zaś Wielka Brytania — 166. Norwegia może również poszczycić się najwyższą penetracją internetu — 98% gospodarstw domowych jest podłączonych do sieci.

Sytuacja w Europie jest obiecująca, a wszystkie dziesięć krajów uwzględnionych w raporcie poczyniło postępy w kluczowych obszarach. Dostęp do pełnego raportu można uzyskać na stronie openbanking.mastercard.com/readinessindex. Znajdują się tam również szczegóły rejestracji na webinarium Mastercard Open Banking Readiness, które zaplanowano na 12 lipca.

Marnowanie żywności to nasz wspólny problem. Coraz bliżej rozwiązań

22 czerwca odbyła się konferencja online, mająca na celu podsumowanie realizowanego w Polsce od blisko dwóch lat projektu PROM oraz omówienie proponowanych w jego ramach rozwiązań, ograniczających marnowanie żywności, na wszystkich etapach łańcucha żywnościowego.
W konferencji wzięli udział przedstawiciele jednostek realizujących projekt, a także eksperci działający na rzecz niemarnowania żywności. W spotkaniu wybrzmiało, że choć problem marnowania jest wielopłaszczyznowy to rozwiązania są możliwe i
po raz pierwszy mamy szansę realnie ograniczyć skalę problemu – pod warunkiem wspólnych działań w całym łańcuchu żywnościowym. Co właśnie się dzieje. Ważne są zarówno nieustające wysiłki legislacyjne, by stworzyć kompleksowe regulacje, konkretne propozycje i rekomendacje ekspertów, które wzmocnią instytucje publiczne w zakresie ograniczania tych strat na każdym etapie, ale również działania na poziomie obywatelskim, a tych nie brakuje.

Konferencja pod tytułem „Marnowanie żywności to nasz wspólny problem. Coraz bliżej rozwiązań” stanowiła kontynuację spotkania z grudnia 2020 roku, na którym wówczas zaprezentowano wyniki badania skali dot. strat i marnotrawstwa żywności w Polsce. Dla przypomnienia, z badań i analiz przeprowadzonych przez ekspertów IOŚ-PIB i SGGW wynika, że na etapach produkcji pierwotnej, przetwórstwa, dystrybucji i konsumpcji w Polsce rocznie marnuje się prawie 5 milionów (4 840 946) ton żywności. Najwięcej marnują jej konsumenci – aż 60%, czyli blisko 3 mln (2 917 775) ton wyrzucanej żywności pochodzi z gospodarstw domowych. Produkcja i przetwórstwo odpowiadają łącznie za 30% (1 503 110 ton) strat. Podczas transportu i magazynowania marnuje się mniej niż 1%. Handel odpowiada za straty na poziomie ok. 7% a gastronomia niewiele powyżej 1%.

Dzięki projektowi PROM po raz pierwszy możemy mówić, zarówno o rzeczywistej skali marnowanej żywności w Polsce, konkretnych przyczynach, ale też o kierunkach działań, które już są podejmowane, by zacząć realnie ograniczać te straty w Polsce. Tego też dowodzili zaproszeni na czerwcową konferencję eksperci, będący gośćmi dwóch paneli dyskusyjnych, które poprowadził dziennikarz Paweł Oksanowicz.

W części otwierającej spotkanie dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska-Państwowego Instytutu Badawczego, będący jednocześnie gospodarzem spotkania, zdefiniował pojęcie marnowanej żywności, zaznaczając, że nie mówimy o żywności niepełnowartościowej czy niejadalnych odpadkach tylko o dobrej, bezpiecznej żywności powstałej na cele konsumpcyjne, ale jednocześnie marnowanej na wielką skalę. Przestrzegał, że zbliżamy się do limitów, których przekroczenia nasza planeta nie zniesie, ponieważ każdego dnia wycinamy lasy by wytwarzać coraz więcej żywności, czerpiemy wodę z kończących się rezerw wodnych i przyczyniamy się do emisji spalin z paliw kopalnianych. Wyrzucanie żywności pociąga za sobą skutki ekonomiczne, ekologiczne i etyczne. Z jednej strony obserwuje się nadprodukcję żywności i jej marnowanie, z drugiej narasta problem głodu, który jeszcze bardziej pogłębiła pandemia Covid-19. Jak zaznaczył, w skali świata marnowanych jest około 1 miliarda ton żywności, podczas gdy 868 milionów ludzi cierpi z powodu głodu. Dlatego obniżenie o połowę skali marnotrawstwa żywności do roku 2030 znalazło się wśród 17-tu najważniejszych celów zrównoważonego rozwoju ONZ. Taka rozrzutność, która przyczynia się do wyrzucania żywności, jest też  nie do pomyślenia na planecie, która nie tylko dysponuje ograniczonymi zasobami, ale też na której do 2050 roku ma być jeszcze o 2 miliardy ludzi więcej niż dotychczas, których też będzie trzeba wyżywić. Dyrektor IOŚ-PIB zaznaczył, że błyskawicznie nie rozwiążemy problemu, ale każde działanie, nawet najmniejsze, realnie przybliża nas do tego celu. Wskazał także na istotne znaczenie projektu PROM w tym aspekcie.

O idei projektu PROM opowiedziała prof. dr hab. Danuta Kołożyn-Krajewska, kierownik tego projektu, która reprezentowała zarówno Szkołę Główną Gospodarstw Wiejskiego, jak i Polskie Towarzystwo Technologów Żywności. Jak zaznaczyła, choć projekt PROM jest realizowany od ok. 3 lat to jego początki sięgają znacznie dalej i wiele lat wcześniej, kiedy to została powołana Rada do spraw Racjonalnego Wykorzystania Żywności przy Federacji Polskich Banków Żywności i to wówczas zrodził się pomysł powstania takiego projektu. Prof. Kołożyn-Krajewska: „Wystąpiliśmy wtedy do NCBiR (Narodowe Centrum Badań i Rozwoju) z pierwszym projektem tzw. MOST, który został zrealizowany i powstała wówczas taka myśl, że to jest za mało” Jak zaznaczała, zrodziła się potrzeba czegoś znacznie większego, czegoś co obejmie swym zasięgiem każdy etap łańcucha żywnościowego w kontekście zbadania skali i przyczyn marnowania żywności, w wyniku czego powstaną rozwiązania i strategia ograniczania strat. Przedstawiono wówczas zamysł projektu PROM i uzyskano finansowanie NCBiR w ramach programu Gospostrateg. Głównym celem było wzmocnienie instytucji publicznych w zakresie racjonalizacji działań dotyczących ograniczenia strat i marnotrawstwa żywności na każdym etapie, począwszy od produkcji, poprzez przetwórstwo, transport, dystrybucję, handel, gastronomię, aż po konsumentów.

Szczegóły tego projektu mogliśmy poznać w trakcie dwóch paneli dyskusyjnych. Podczas pierwszego z nich Jak ograniczyć marnowanie żywności na początkowych etapach łańcucha żywnościowego? eksperci omówili zadania i wyniki instytucji zaangażowanych w projekt.

Mateusz Balcerowicz, Dyrektor Departamentu Innowacji w Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa opowiedział o strategii, która ma być końcowym etapem projektu. Jak zaznaczał, dokument, którego finalna wersja ma powstać do listopada br. ma dotykać każdego zagadnienia, które zostało poruszone w trakcie prac nad projektem i ma być swego rodzaju „diagnozą stanu, pokazaniem rozwiązań funkcjonujących w innych państwach UE i nie tylko, ma zawierać szereg rekomendacji wynikających z badań, i następnie rekomendacji samego projektu podzielonych na różne kierunki interwencji.” Dokument jest jeszcze w trakcie realizacji, choć odbyły się już pierwsze wewnętrzne konsultacje opracowania. W następnej fazie zostanie on udostępniony do konsultacji społecznych m.in na stronie projektu projektprom.pl, najprawdopodobniej w połowie lipca.

Opracowanie strategii ograniczania strat i marnowania żywności było możliwe dzięki części badawczej, którą w projekcie PROM zrealizował IOŚ-PIB wraz z SGGW. Dr Sylwia Łaba z IOŚ-PIB podkreśliła, że badania, które dostarczyły wiedzy o skali strat i marnotrawstwa żywności, przyczynach ich powstawania i którego wyniki zostały upublicznione w grudniu 2020 roku, były badaniami bardzo trudnymi. Polska nie dysponowała wcześniej żadnymi danymi badawczymi dotyczących marnowania żywności, a jedyne dane, którymi sią posługiwano mówiąc o problemie były szacunkowe i pochodziły sprzed 15 lat z Eurostatu. Dlatego też badania w ramach projektu PROM stanowiły swego rodzaju pionierską inicjatywę. Jak zaznaczała „Nie mieliśmy bazy, musieliśmy ją stworzyć, począwszy od opracowania definicji, poprzez przygotowanie metodyk badawczych dla poszczególnych ogniw i poszczególnych sektorów, dobrać próby badawcze i przeprowadzić badania posługując się metodyką, którą opracowaliśmy zgodnie z wytycznymi KE. Trudno było te dane zbierać bo spotkaliśmy się z dużym oporem badanych jednostek i z niechęcią do dzielenia się takimi informacjami.” IOŚ-PIB odpowiadał głównie za badania na etapie produkcji i przetwórstwa i to dla tych etapów Instytut opracował już trzy specjalistyczne poradniki z rekomendacjami i zaleceniami, które są dostępne zarówno na stronie projektu projektprom.pl, jak i na stronie IOŚ-PIB ios.edu.pl

Dr hab. Beata Bilska i prof. dr hab. Danuta Kołożyn – Krajewska ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego  opowiedziały o badaniach w zakresie jakości wybranych produktów po upływie daty minimalnej trwałości z oznaczeniem „najlepiej spożyć przed”. Prowadzone badania (mikrobiologiczne, fizykochemiczne, sensoryczne) dowiodły, że produkty takie jak na przykład konserwy, makaron, majonez, dżem czy mleko UHT i śmietana UHT, są nadal bezpieczne nawet pół roku po upływie tej daty. Oczywiście data minimalnej trwałości jest nieprzekraczalna w handlu, jednak taki produkt jest wciąż bezpieczny i może zostać spożytkowany czy to na cele społeczne, czy po prostu skonsumowany w naszych domach. Dr Bilska wskazała również na rozporządzenie UE z marca tego roku (Rozp. Komisji (UE) 2021/382), które otworzyło tym samym  możliwość redystrybucji produktów po dacie minimalnej trwałości na cele społeczne. Jak zaznaczyła  „Oczywiście tutaj potrzebujemy poczekać jeszcze na zmiany w prawie polskim, na wytyczne w tym zakresie, ale kierunek zmian jest jak najbardziej właściwy i pozwala nam to sądzić, że zmiana ta może się w znacznym stopniu przyczynić do wzrostu ilości przekazywanej żywności na cele społeczne”.

Prof. Danuta Kołożyn-Krajewska, która reprezentowała w panelu również Polskie Towarzystwo Technologów Żywności wskazała na ważne zadanie, którym w projekcie PROM jest również adaptacja tzw. procedury MOST opartej na obligatoryjnym systemie HACCP zapewniającym bezpieczeństwo zdrowotne żywności. Procedura ta ułatwia przedsiębiorcom podejmowanie decyzji na temat tego, czy dane produkty mogą być przekazane na cele społeczne. „Opracowaliśmy procedurę i zrobiliśmy pilotaż w kilku przedsiębiorstwach z sektorów: przetwórstwo ryb, mięsa, zakłady olejarskie, przetwórstwo koncentratów spożywczych, a także firma cateringowa. Odbyły się szkolenia i jest wdrażana ta procedura”. Procedura ma zachęcić producentów żeby przekazywali na cele społeczne żywność, która z jakiegoś powodu nie może znaleźć się na rynku, np. ze względu na nieprawidłowe etykiety. W ramach projektu PROM zostaną przygotowane specjalne przewodniki dotyczące tej procedury dla poszczególnych branż, które ułatwią jej wdrażanie. Kołożyn-Krajewska dodała jeszcze, że przedsiębiorstwa wykazują duże zainteresowanie powyższym rozwiązaniem.

Marek Borowski z Federacji Polskich Banków Żywności nawiązał do przekazywania żywności na cele społeczne i podkreślił znaczenie ustawy o niemarnowaniu żywności, o którą zabiegały banki żywności, a która weszła w 2019 roku, nakładając na sklepy obowiązek współpracy z organizacjami pozarządowymi. W jej wyniku w 2020 roku banki żywności zagospodarowały 14 tysięcy ton żywności. Dla porównania w 2017 roku, przed wprowadzeniem ustawy było to 1,5 tys. ton żywności. Jak zaznaczył te elementy legislacji przyniosły skutek, a same sieci handlowe podeszły do tego tematu odpowiedzialnie, wdrażając różnego rodzaju procedury wewnętrzne, dzięki którym lepiej gospodarują żywnością. Borowski wspomniał również o Food Cloud czyli tzw. mini giełdzie żywności, realizowanej w ramach projektu PROM, która jest wewnętrznym rozwiązaniem dla organizacji pozarządowych i ma za zadanie ułatwić odbieranie darowizn żywności od różnych podmiotów, zarówno od sieci handlowych, od producentów, jak i od rolników. „W pierwszej fazie wypracowaliśmy elementy, nad którymi należy popracować, by dostosować je do potrzeb organizacji pozarządowych, które będą w tym obszarze funkcjonowały.

Dyskutowano również nad tym, czy jesteśmy w stanie do 2030 roku ograniczyć o połowę skalę marnowanej żywności, zgodnie z wymogami KE. Do tego odniósł się Marek Borowski zaznaczając, że w ramach badań metodą delficką przeanalizowano wraz z ekspertami szansę realizacji tego wymogu i oceniono go dość sceptycznie. Więcej optymizmu rodziły plany ograniczenia o 30% marnowanej żywności do 2025 roku, co też, jak zaznaczył, związane jest z działaniami, które już zostały podjęte. „Projekt PROM da pewne rekomendacje i dla legislacji i dla rozwiązań technologicznych i innych obszarów gdzie można ograniczyć skalę problemu”. Potwierdziła to też prof. Danuta Kołożyn-Krajewska zaznaczając, że konsorcjum bardzo dużo zrobiło w tym względzie i że obecnie ważny by był odzew ze strony rządzących. Podkreśliła też znaczenie edukacji społecznej „Musimy dotrzeć do konsumenta z przekazem. Wszędzie, niezależnie czy patrzymy przez pryzmat produkcji, handlu czy konsumpcji wszędzie są ludzie i jeżeli oni wewnętrznie będą czuli, że niemarnowanie żywności jest czymś, co warto robić, to także znajdzie to odzwierciedlenie w działaniach domowych, biznesowych czy w miejscu pracy.”

Szerzej na temat konsumentów dyskutowano już w drugim panelu „Jak konsumować, by nie marnować?” Jak zaznaczała dr inż. Marzena Tomaszewska, ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego powinniśmy szczególną uwagę zwracać na gospodarstwa domowe, bo właśnie tam najwięcej marnuje się żywności . Konsumenci wyrzucają ją głównie z dwóch przyczyn. 7 na 10 konsumentów deklarowało, że wyrzuca żywność z powodu zepsucia. Drugi powód to przeoczenie terminu przydatności do spożycia, czy daty minimalnej trwałości. Najczęściej marnowanymi produktami są pieczywo, kolejno owoce i warzywa zwłaszcza te nietrwałe oraz wędliny i nabiał, czyli produkty wymagającej chłodniczej temperatury. Tomaszewska podkreśliła wagę odpowiedniego przygotowywania się do zakupów, ponieważ to z tym mamy największy problem „Sprawdźmy co mamy w lodówce i co możemy ewentualnie dokupić żeby przygotować wartościowy posiłek. Ważne są listy zakupów oraz to, by do sklepu nie chodzić z pustym żołądkiem bo wtedy jesteśmy bardziej podatni na to, by w kupować więcej. Warto też odpowiednio postępować z tymi zakupionymi produktami w domach, z zachowaniem łańcucha chłodniczego czyli utrzymania odpowiedniej temperatury chłodniczej dla produktów nietrwałych, takich jak na przykład mięso, czy ser.”

Zgodzili się z nią ambasadorzy kampanii Jedz Bez Wyrzutów, którą w ramach projektu zrealizował IOŚ-PIB. Agnieszka Cegielska podkreślała, że warto nie być wobec siebie zbyt surowym i uczyć się każdego dnia, nawet metodą małych kroków, z myślą o przyszłości, planecie i oszczędnościach: „Jestem ambasadorem tej akcji, ale nie jestem perfekcjonistką. Często podkreślam, że nie musi być perfekcyjnie, żeby było idealnie. Ważne są małe zmiany, nawet te małe kroki, niekoniecznie podejście w stylu filozofii zero waste.”

O to, by zapobiegać powstawaniu strat apelował też ambasador kampanii Andrzej Polan zwracając uwagę na planowanie, listę zakupów i wykorzystywanie składników, które mamy w domach. „Warto zaglądać i sprawdzać co mamy w tej naszej szafce. Przecież możemy stać się kreatorem we własnej kuchni, przygotować dania w oparciu o produkty, które mamy. Zawsze coś można do tego minimalnie dokupić.”

Do rozmowy zaproszono również ekspertów, niezwiązanych bezpośrednio z projektem PROM, ale będących przedstawicielami ważnych inicjatyw w Polsce, wpisujących się w ograniczanie marnowania żywności. Katarzyna Matej, ekspertka z Foodsharing Warszawa opowiedziała o oddolnej inicjatywie, którą reprezentuje i która narodziła się kilka lat temu na Wydziale Psychologii UW. Jest to niszowe rozwiązanie dla wielu konsumentów, które szybko rozrosło się na całą Polskę. Obecnie jest ponad 100 Jadłodzielni w Polsce i cały czas jest to oddolny ruch obywatelski, który wciąż się rozrasta. „To jest idea dla wszystkich, nie tylko dla potrzebujących, czy konkretnej grupy. Możemy spakować nadwyżkę żywności i oddać do Jadłodzielni, w której często stoi publiczna lodówka czy szafka , ale też możemy zabrać z niej ze sobą jakąś potrawę, zamiast kupować.”

Leszek Dąbrowski, Public Affairs Project Manager z Too Good To Go opowiadał z kolei o tym jak rozwiązania technologiczne pomagają uratować przed zmarnowaniem każdą nadającą się do zjedzenia żywność. Firmy działające w sektorze spożywczym np. lokale gastronomiczne, sklepy spożywcze, przetwórcy mogą przekazać nadwyżki żywności zainteresowanym osobom. „System jest bardzo prosty. Użytkownicy w aplikacji znajdują lokal, sklep, który ich interesuje i rezerwują sobie paczkę niespodziankę. W paczce są produkty, płaci się ułamek ceny i się ją odbiera. Każda uratowana paczka to są niezmarnowane zasoby ziemi i mniejsza emisja gazów cieplarnianych.”

Dr inż. Marzena Tomaszewska z SGGW wspomniała jeszcze o badanym, w ramach projektu PROM, poziomie strat w gastronomii, który szacowany jest na nieco ponad 1%. Przy czym zaznaczyła, że duży udział w tych stratach mają konsumenci, ponieważ duża część marnowanej żywności pochodzi z sali konsumenckiej. „Często goście nakładają sobie tych porcji do oporu, nie przejedzą tego, a to następnie jest wyrzucane. Dlatego ważny jest nacisk na edukację konsumentów, nie tylko w gospodarstwach domowych, ale też w kontekście gastronomii, jedzenia poza domem, w restauracjach, hotelach”

Na zakończenie panelu, jak i konferencji dr inż. Krystian Szczepański z IOŚ-PIB podziękował wszystkim zaangażowanym w realizację projektu PROM konsorcjantom, jak również ambasadorom za udział w kampanii społecznej Jedz Bez Wyrzutów, którą zrealizował IOŚ-PIB.Państwa zaangażowanie i prowadzone działania przyczyniły się do tego, że jak ostatnio oszacowaliśmy, już dotarliśmy z przekazem do przeszło 15 mln osób. Niezwykle ważne jest to, co robimy. Cały projekt PROM, jego wyniki i rekomendacje, stanowią niezwykle cenne źródło wsparcia dla wdrażania polityki zapobiegania strat. Jednak równie niezwykle ważny jest wniosek, który płynie z dzisiejszej konferencji, że bardzo dużo możemy zrobić sami i tak wiele jest w naszych rękach.” Jak zaznaczył Szczepański im większa będzie świadomość każdego z nas, tym większa szansa na ograniczenie marnotrawstwa żywności w naszym kraju.

Ceny noclegów na wakacje 2021. Zestawienie z 3 ostatnich lat

Ostatnio jednym z bardziej gorących tematów jest kwestia cen noclegów podczas wakacji. Media co chwilę donoszą o radykalnych wzrostach kosztów wypoczynku. Odpowiadamy na pytanie, czy rzeczywiście jest tak drogo?

Osoby, które dopiero szukają noclegów na nadchodzące wakacje, mogą mieć z tym problem, ponieważ większość miejsc jest już zajęta. Uczniowie kończą rok szkolny 25 czerwca, więc później wiele rodzin od razu rusza na wypoczynek. W tym roku celem letnich wojaży jest przede wszystkim polskie wybrzeże.

Wakacje 2021. Ile będą kosztować?

Najchętniej rezerwowane lokalizacje nad morzem: Sarbinowo, Władysławowo, Łeba oraz Krynica Morska. Trzeba się więc przygotować nie tylko na trudności ze znalezieniem noclegów na ostatnią chwilę, ale także sporymi tłumami na plażach.

Czy właściciele obiektów noclegowych skorzystają z tak dużego popytu i podniosą ceny na lato? Jedna z właścicielek ośrodka nad morzem mówi jasno, że w tym roku wypoczynek u niej będzie droższy o około 10 procent. Wpływu na to nie miało jednak zainteresowanie turystów, a wzrost kosztów utrzymania oraz pracy. W podobnej sytuacji jest wielu innych przedsiębiorców, działających w branży noclegowej.

W tym roku rozpiętość średnich cen noclegów nad morzem jest duża, wynosi od 45 do nawet 90 zł! Wszystko zależy od wybranej miejscowości, kategorii obiektu noclegowego, jego lokalizacji a także oczekiwanych udogodnień. Podobnie jest w górach – można znaleźć kwaterę za 45 zł, jak też o wiele droższą.

Średnia cena w granicach 45-50 zł za nocleg od osoby nie wydaje się wygórowana. Jednak porównując koszty noclegów na przestrzeni ostatnich trzech lat, widać kilkuzłotowe różnice. Nie można udawać, że wpływu na to nie miała pandemia, która pozbawiła przedsiębiorców poczucia bezpieczeństwa.

Jak zmieniały się ceny noclegów za wakacje pomiędzy rokiem 2019 a 2021?Ceny noclegów na wakacje 2021. Zestawienie z 3 ostatnich lat

Agroturystyka, domek czy pokój gościnny? Kategoria ma znaczenie

Kiedy pojawiły się artykuły o horrendalnych cenach wakacji nad morzem, mało osób zwróciło uwagę na to, że dziennikarze podawali koszty pobytu w hotelach, które zwykle mają wyższe stawki.

– Zarezerwowany na ten rok na lipiec domek w Jarosławcu na 4-5 osób – 270 zł doba, 150m do plaży. Wystarczy poszukać – brzmiały niektóre komentarze internautów.

Czy rzeczywiście kategoria wybranego obiektu noclegowego może obniżyć koszt wypoczynku? Przyjrzeliśmy się, jak wygląda ta kwestia w naszym portalu.

  • Hotele, oferują turystom większy pakiet usług. Mogą to być noclegi ze śniadaniem czy możliwość korzystania ze strefy odnowy biologicznej. Średnia cena noclegu w hotelu nad morzem to koszt 148 zł, natomiast w górach – 152 zł. Na ostateczną stawkę wpływa także standard hotelu, czyli liczba gwiazdek, jaką posiada.
  • Pensjonaty stanowią bardziej kameralną alternatywę dla noclegu w hotelu. Również można tam liczyć na dodatkowe usługi, jak na przykład wyżywienie. Średni koszt noclegu w pensjonacie, zarówno nad morzem, jak też w górach, oscyluje w granicach 65 zł od osoby.
  • Domki drugi rok z rzędu biją rekordy popularności i są najchętniej rezerwowaną kategorią obiektów noclegowych. W przeliczeniu na osobę, średnia cena noclegu wynosi 46 zł nad morzem i 64 zł w górach. Trzeba przy tym zaznaczyć, że na ostateczny koszt wpływa między innymi liczba osób, jaka może nocować w domku.
  • Apartamenty traktowane są jako bardziej komfortowa wersja noclegów w domkach. To prawdziwe urlopowe mieszkania, które zapewniają gościom wszelkie potrzebne wygody. Średni koszt noclegu w apartamencie jest też wyższy niż w domku. Nad morzem wynosi 85 zł, natomiast w górach około 76 zł.
  • Kwatery i pokoje wybierają osoby, którym zależy na budżetowym wypoczynku. Średnia cena noclegu w pokoju gościnnym w górach i nad morzem wynosi około 50 zł.
  • Agroturystyka to kolejna kategoria obiektów noclegowych, która w ostatnich miesiącach zyskała na popularności. Turyści cenią gospodarstwa agroturystyczne za niekrępującą atmosferę i możliwość wypoczynku blisko natury. Średnia cena noclegu w agroturystyce to ok. 30 zł!

Dane: średnia cena noclegów w lipcu 2019, 2020 i 2021

Autor: Katarzyna Stępień, Nocowanie.pl

Długi branży turystycznej wzrosły o 30 proc., ale 2/3 Polaków chce wyjechać na wakacje

Podczas kolejnych wakacji pod znakiem koronawirusa Polacy nie chcą już rezygnować z wyjazdów. Ponad 62 proc. planuje letni urlop, a trzy czwarte spędzi go w kraju, wykazało badanie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Turystyczne plany Polaków w pandemii”. Na większe zainteresowanie wyjazdami w tym sezonie liczą agenci turystyczni i touroperatorzy. Dla wielu firm z tego sektora może być to szansa na ratunek, bo od wybuchu pandemii zadłużenie w polskiej branży turystycznej wzrosło o prawie 30 proc.

Według badania, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG SA przez IMAS International, większość Polaków skorzysta w tym roku z sezonu wakacyjnego i wyjedzie na urlop. Najczęściej wybierze krajowy kierunek (75 proc.). Niemal co szósty (17 proc.) planuje wypoczywać zarówno w Polsce, jak i za granicą, a 8 proc. zdecyduje się na wyjazd wyłącznie do innego państwa.

Kierunek: Polska

Dla ponad jednej trzeciej urlopowiczów argumentem za spędzeniem wakacji w Polsce jest łatwość zorganizowania takiego wyjazdu. Nieco ponad co czwarty badany deklaruje za to, że zawsze wybiera krajowy kierunek. Podobny odsetek wskazał, że w Polsce jest bezpieczniej niż w innym państwie. Z kolei 23 proc. z planujących wakacje spędzi je w kraju, żeby wspomóc rodzimy sektor turystyczny.

Pandemia nasiliła wśród Polaków swoisty patriotyzm gospodarczy. Zwracamy większą uwagę na to, gdzie wędrują nasze pieniądze i jak możemy wspomóc dotknięte kryzysem biznesy. To wyraz solidarności, ale także myślenia o tym, co stanie się po pandemii. Bez wsparcia klientów wiele miejsc i firm, w tym naszych ulubionych, może zniknąć. W przypadku branży turystycznej przez długi czas jej funkcjonowanie uniemożliwiały lub utrudniały obostrzenia, co skutkowało znaczącym przyrostem zadłużenia. Tegoroczny wakacyjny sezon będzie więc dla nich niezwykle ważny, bo długi w tym biznesie sięgają 23 mln zł – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Od pojawienia się w marcu 2020 r. koronawirusa w Polsce do początku czerwca br. zadłużenie sektora turystycznego urosło o prawie 30 proc. (29 proc). Dane KRD pokazują, że poziom zadłużenia zarówno agentów i pośredników, jak i organizatorów wyjazdów jest zbliżony. Pierwsi mają do oddania prawie 10,5 mln zł, a drudzy 12,5 mln zł. Na pieniądze te czekają przede wszystkim instytucje finansowe, głównie banki oraz wtórni wierzyciele. Na największe kwoty zalegają z płatnościami przedsiębiorstwa turystyczne z województw małopolskiego (5,7 mln zł), mazowieckiego (4 mln zł) oraz śląskiego (2,1 mln zł) i pomorskiego (2 mln zł).

Bon na ratunek turystyce

Do spędzania urlopu w kraju Polaków zachęca także Bon Turystyczny. Na te świadczenie wskazała blisko co szósta osoba wybierająca się na wakacje (17 proc.).

Jak podaje biuro prasowe oddziału zamiejscowego ds. obsługi i promocji Polskiego Bonu Turystycznego, do czerwca bieżącego roku Polacy aktywowali prawie 1,8 mln bonów, a w ramach programu wykorzystali na razie 440 mln zł. Bony aktywowane, ale jeszcze niezrealizowane opiewają na sumę 900 mln zł. W całym programie do polskich firm może trafić łącznie 3,5 mld zł.

W badaniu „Turystyczne plany Polaków w pandemii” 4 proc. ankietowanych przyznało, że wykorzystało już swój bon turystyczny. Nieco ponad co piąty zamierza to zrobić w tym roku, a 15 proc. nie ma jeszcze co do tego konkretnych planów. Jest też niewielkie grono osób, które w ogóle nie planują wykorzystania bonu. Natomiast nieco ponad połowa (55 proc.) badanych nie ma do niego uprawnień. Ci, którzy jednak mają bon do dyspozycji, być może wydadzą go właśnie tego lata, póki są złagodzone restrykcje. Nikt nie wie, jaka sytuacja będzie jesienią, a ważność tego świadczenia kończy się w marcu 2022 roku. Na tym, aby Polacy jak najszybciej wykorzystali swoje bony, zależy oczywiście branży turystycznej, która bardzo liczy na wakacyjny zastrzyk finansowy. To pomoże zadłużonym przedsiębiorcom turystycznym spłacić długi, a przynajmniej ich część  – tłumaczy prezes KRD i dodaje, że średni dług przypadający na jedną zadłużoną firmę wynosi obecnie ponad 44 tys. zł.

Adam Łącki zwraca również uwagę, że oprócz Bonu Turystycznego niezwykle ważnym aspektem w odrabianiu strat w turystyce, ale i powiązanych z nią branżach, jak np. gastronomia, transport, hotelarstwo, jest przebieg szczepień. Według wyników badania KRD, brak możliwości swobodnego podróżowania przez covidowe restrykcje jest uciążliwy dla 60 proc. Polaków. Dla połowy respondentów przywrócenie takiej możliwości dla zaszczepionych stanowi argument do przyjęcia szczepionki przeciw koronawirusowi. Dla co piątej osoby to wręcz jeden z głównych powodów podjęcia takiej decyzji.

Co czwarty wyjazd już zarezerwowany

Na większy ruch turystyczny liczą oczywiście także obiekty noclegowe. W te wakacje wśród dostępnej oferty Polacy najchętniej będą rezerwować pobyt w kwaterach prywatnych (42 proc. wskazań). Co trzeci urlopowicz zanocuje w pensjonacie, nieco mniejsza grupa (30 proc.) w hotelu. Co piąty turysta jako bazę noclegową wybierze agroturystykę.

W połowie maja rezerwację na wakacyjny wyjazd lub nocleg posiadał już niemal co czwarty badany (24 proc.). Blisko co dziesiąta osoba wskazała też, że w jej przypadku nie jest ona konieczna, gdyż spędzi urlop np. we własnym domku letniskowym lub u znajomych czy rodziny. Większość, bo 65 proc. planujących letni odpoczynek nie zrobiło jeszcze żadnych rezerwacji.

Na wypoczynku nie będziemy oszczędzać

Polacy na upragnionym wakacyjnym urlopie nie zamierzają zaciskać pasa. Najwięcej, bo 38 proc., wyda na tegoroczne wyjazdy wakacyjne od ponad 1 do 3 tys. zł na jedną osobę. A jak pokazało badanie „Turystyczne plany Polaków w pandemii”, aż 81 proc. urlopowiczów zamierza wyjechać z rodziną – małżonkiem/partnerem i dziećmi, co oznacza, że finalne wakacyjne wydatki większości rodaków będą opiewały na co najmniej kilka tysięcy złotych. Podobny odsetek badanych (37 proc.) wyda nieco mniejsze kwoty – rzędu ponad 500 zł, do maksymalnie 1 tys. zł na głowę. 12 proc. wyda na wakacje więcej niż 3 tys. zł na osobę.

Na wakacje w tym roku nie wszyscy będą mogli sobie pozwolić. Wśród osób, które raczej nie zdecydują się na letni urlop, najczęstszym tego powodem jest brak pieniędzy (36 proc.). Niemal jedna piąta woli odłożyć tę kwotę. Nadal silny jest też strach przed zakażeniem koronawirusem, który wymienia co czwarta osoba z tej grupy. Równie często niechęć do wyjazdów w te wakacje wynika z obawy przed tłokiem i tłumami po zniesieniu obostrzeń w turystyce – wymienia Adam Łącki, prezes KRD. Wśród pozostałych powodów braku wyjazdu często padały także wskazania na wyższe ceny w sezonie wakacyjnym (18 proc.) oraz obostrzenia utrudniające korzystanie z atrakcji turystycznych i podróżowania (16 proc.).

Wpływ pandemii na turystykę

Krajowy Rejestr Długów zapytał również Polaków o ich plany dotyczące podróżowania po ustabilizowaniu się sytuacji epidemiologicznej, zniesieniu ograniczeń w podróżowaniu i korzystaniu z usług turystycznych. Większość, bo niemal 69 proc. ankietowanych stwierdziła, że powróci do podróży i będzie wyjeżdżać w takim samym stopniu jak przed pandemią. Niemal 13 proc. po doświadczeniu lockdownów bardziej doceniła taką możliwość i chce podróżować więcej niż przed pojawieniem się Covid-19. Jednak w opozycji do tej postawy jest bardzo podobny odsetek badanych (11 proc.), który pandemia zniechęciła do wyjazdów. W ogóle podróżować nie zamierza niemal 8 proc.

Ogólnopolskie badanie „Turystyczne plany Polaków w pandemii” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej w maju 2021 r. na grupie 1005 Polaków w wieku 18-74 lat, metodą CAWI.

Dane znaczą tyle, ile mają wpływu na decyzje banków centralnych

Wczorajsza reakcja na dane z Eurolandu i USA pokazuje, gdzie aktualnie koncentruje się uwaga inwestorów. Ostrożne stanowisko EBC skazuje lepsze dane z Europy na bycie ignorowanymi, podczas gdy wahania wskaźników z USA podsycają debatę o przyszłych ruchach Fed. Słabość USD po gorszym PMI została jednak zblokowana jastrzębimi wzmianki przedstawicieli Fed.

Wstępna runda odczytów PMI w strefie euro pokazała mocne wyniki (Composite 59,2) podkreślające najszybsze od 15 lat tempo ożywienia w regionie. Przewodzi ekspansja przemysłu (szczególnie silne wyniki w Niemczech), ale odbicie sektora usługowego nie pozostaje daleko w tyle wraz ze znoszeniem restrykcji. Mimo to reakcja EUR była łagodna, żeby nie powiedzieć prawie nieobecna. A to za sprawą utrzymywanego przez Europejski Bank Centralny gołębiego nastawienia. Przekaz po czerwcowym posiedzeniu nie sugerował szykowanych zmian w tempie skupu aktywów, a główny ekonomista banku Lane w późniejszym wywiadzie dał do zrozumienia, że co najmniej do września bank nie będzie miał wystarczająco danych, aby podjąć decyzje w sprawie przyszłości programu skupu aktywów. W efekcie lepsze dane z Eurolandu nie mają jak wzmocnić EUR.

Dla kontrastu nieoczekiwany spadek PMI dla usług w USA (64,8, prog. 70; poprz. 70,4) skutkował nerwowym tąpnięciem wartości USD. Nerwowym i chwilowym, bo dane w żadnym razie nie były niepokojące. Tempo ekspansji sektora wciąż jest bardzo silne, a i dane z przemysłu (62,6) sugerują podtrzymanie wysokiego tempa ożywienia. Jednak uczestnicy rynku zamknęli się w niepotrzebnej grze oczekiwań: co i jak wpłynie na decyzje Fed lub (co ważniejsze) jak inni inwestorzy będą interpretować odczyty. Słabsze dane oznaczają odroczenie zacieśniania monetarnego? Niekoniecznie. Niższy odczyt indeksu wynika z napięć po stronie podażowej oraz niedoboru pracowników. Jedno generuje inflację kosztową, drugie – presję płacową. Razem podtrzymuje to narrację ryzyka podwyższonej inflacji. I dlatego USD na koniec dnia wrócił do równowagi, a pośrednio pomogło przypomnienie, że niektórzy przedstawiciele Fed chcą normalizacji wcześniej. Prezes Fed z Dallas Robert Kaplan, który przewiduje podwyżkę stóp procentowych w przyszłym roku, powiedział, że gospodarka prawdopodobnie osiągnie warunki dla ograniczenia zakupów aktywów szybciej niż ludzie myślą. Niemniej jednak epizodów szarpanego handlu będzie widzieć coraz więcej, gdyż każda porcja informacji będzie skrupulatnie analizowana jako za i przeciw w temacie redukcji QE i podwyżek stóp procentowych.

W czwartek dyskusje o globalnej polityce pieniężnej wzbogaci Bank Anglii, choć nie oczekujemy żądnych zmian w nastawieniu. Ważny będzie komunikat w kontekście postępującego ożywienia, ale też nasilającej się presji inflacyjnej. Inwestorzy będą doszukiwać się wskazówek, czy BoE przymierza się do odchodzenia od luźnej polityki na najbliższych posiedzeniach. Sądzimy, że potencjał jastrzębiej niespodzianki dla GBP w komunikacie jest niewielki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rolnicy też mogą korzystać z restrukturyzacji. Eksperci radzą, jak bezpiecznie to zrobić krok po kroku

Czas pandemii nie był łatwy dla rolników. Szacuje się, że tylko części zadłużonych osób udało się spłacić długi. Reszta wpadła w jeszcze głębsze tarapaty. Do tego widać, że dłużnicy zazwyczaj zgłaszają się po pomoc niemal w ostatniej chwili, czyli tuż przed licytacją majątku. Ale nawet wtedy nie jest jeszcze za późno. Rozwiązań jest kilka. Jeżeli rolnik wybierze upadłość, straci dobytek. Korzystniejsza jest więc restrukturyzacja, która pozwala zatrzymać gospodarstwo. Daje też ochronę przed wierzycielami oraz komornikiem. Z kolei najtańszym rozwiązaniem jest uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne.

Jak zapewnia radca prawny Łukasz Goszczyński, każdy rolnik ma prawo ogłosić upadłość. Ten, kto nie prowadzi działalności gospodarczej lub zawodowej, może to zrobić jako osoba fizyczna. Korzysta wtedy ze szczególnej zdolności upadłościowej przysługującej konsumentom. Uzyskuje oddłużenie i uwalnia się do ciężarów zobowiązań. Ma też szansę skorzystać z instytucji likwidacji. W ramach tej procedury niewypłacalny rolnik znajduje kupca gospodarstwa, który nabywa je bez obciążeń. Może nim być nawet osoba z rodziny.

– Z gospodarstwem, które nie jest przedsiębiorstwem, mamy do czynienia, gdy nie figuruje w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. W pewnych przypadkach, mimo braku wpisu do CEDIG, który ma znaczenie deklaracyjne, osoba fizyczna prowadząca gospodarstwo rolne może być jednak uznana za przedsiębiorcę. Wówczas będzie posiadała ogólną zdolność upadłościową, czyli inną niż zarezerwowana dla konsumentów – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Zdaniem prawników, w przypadku prowadzenia działalności na większą skalę rolnik powinien być uznany za przedsiębiorcę. Jednak nie jest to korzystne dla niego, albowiem otwiera to możliwość złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości przez wierzyciela. Natomiast bez względu na charakter gospodarstwa dłużnik ma prawo do skorzystania z innej procedury oddłużeniowej, jaką jest restrukturyzacja. W tym przypadku zarówno osobę fizyczną, jak i przedsiębiorcę obejmują te same instrumenty prawne.

– W sytuacji zadłużenia rolnik nieprowadzący działalności gospodarczej może skorzystać z procedury restrukturyzacyjnej. Ma taką zdolność, choć nie jest przedsiębiorcą. To z kolei przede wszystkim pozwala na uniknięcie upadłości, czyli utraty gospodarstwa. Jednak do skutecznego oddłużenia konieczna jest pomoc doradcy restrukturyzacyjnego, do którego należy podjęcie właściwych działań prawnych i zabezpieczenie interesu takiego rolnika – zaznacza mec. Parol.

I tutaj pada zasadnicze pytanie, czy to jest kosztowne. Eksperci przekonują, że niekoniecznie. Obecnie rolnik ma możliwość skorzystania z uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które jest dużo tańsze niż pozostałe procedury. Najpoważniejszym wydatkiem pozostaje wynagrodzenie doradcy. Ale według specjalistów, nie są to jednak koszty, których dłużnik nie mógłby unieść.

– Z chwilą otwarcia uproszczonego postępowania rolnik uzyskuje ochronę przed wierzycielami i nie spłaca wierzytelności objętych układem, a więc praktycznie wszystkich. Zaoszczędzone w ten sposób środki jest w stanie przeznaczyć na przeprowadzenie restrukturyzacji i uratowanie swojego gospodarstwa. Każde postępowanie jest inne, tym samym nie da się precyzyjnie przedstawić jego kosztów. Moje doświadczenia pokazują, iż oscyluje to w przedziale od 15 do kilkudziesięciu tys. złotych. Uzależnione jest to od liczby wierzycieli i struktury wierzytelności – informuje Adrian Parol.

Najczęściej do prawników zgłaszają się rolnicy, którzy mają już rozwiązane umowy kredytowe lub leasingowe. Ciążą na nich pozwy w sądach o zapłatę i prawomocne nakazy płatności. Zazwyczaj przychodzą po pomoc już niemal w ostatniej chwili, tj. z wyznaczonym terminem licytacji w sądzie. Jak przekonuje mec. Goszczyński, nawet wypowiedziane umowy istotne dla funkcjonowania gospodarstwa rolnego, prowadzone postępowania sądowe czy też egzekucyjne nie są przeszkodą do skorzystania z możliwości, które daje prawo restrukturyzacyjne.

– Otwarcie postępowania restukturyzacyjnego skutkuje uzyskaniem ochrony przed wierzycielami i ich agresywnymi działaniami. W takiej sytuacji komornik nie może prowadzić egzekucji w stosunku do rolnika, w szczególności – licytacji gospodarstwa rolnego i maszyn. Prowadzone postępowania ulegają zawieszeniu. Nie można też wszcząć nowych – wyjaśnia doradca restukturyzacyjny Parol.

Doradca rozmawia z wierzycielami i przekonuje ich do przyjęcia układu. Ponadto rolnik uzyskuje przy jego wsparciu możliwość przeprowadzenia restrukturyzacji nie tylko zadłużenia, ale również aktywów, np. nieruchomości. Może je zbyć na korzystniejszych warunkach niż przy sprzedaży wymuszonej, wprowadzonej w trybie egzekucji komorniczej lub upadłości.

– Po wprowadzeniu uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego rolnicy uzyskali nowy instrument prawny umożliwiający oddłużenie bez konieczności poddawania się na początkowym etapie procedurom wymagającym udziału sądu restrukturyzacyjnego. Obecnie rolnik może szybko uchronić gospodarstwo rolne i posiadane maszyny przed licytacją komorniczą. To ma znaczenie nie tylko w sensie materialnym. Zazwyczaj chodzi przecież o uratowanie tzw. ojcowizny – podkreśla Łukasz Goszczyński.

Jednak nie wszystko jest takie proste. W ocenie Adriana Parola, obowiązujące procedury wymagają zorganizowania wyspecjalizowanych ośrodków, w których rolnik uzyskałby kompleksowe wsparcie specjalistów z zakresu restrukturyzacji. Samodzielnie nie jest on w stanie przejść przez gąszcz przepisów. Czasami nawet nie wie, że może skorzystać z pomocy eksperta dysponującego wiedzą o instrumentach prawnych, których zastosowanie daje szansę na oddłużenie.

– Restrukturyzacja gospodarstwa rolnego może mieć też inne oblicze, które polega na otrzymaniu pomocy publicznej. Jedną z jej form są dopłaty udzielane przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa do oprocentowania kredytu otrzymanego od banku na sfinansowanie spłaty zadłużenia powstałego w związku z prowadzeniem działalności rolniczej. Kolejna możliwość to pożyczka na sfinansowanie spłaty zadłużenia powstałego w związku z prowadzeniem działalności rolniczej. Udziela jej Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa jako gwarancję zabezpieczającą spłatę kredytu restrukturyzacyjnego – wskazuje mec. Goszczyński.

W celu uzyskania pomocy publicznej od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa konieczne jest opracowanie planu restrukturyzacyjnego, który musi zaakceptować właściwy ze względu na miejsce zamieszkania dłużnika dyrektor wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego. Przepisy ustawy o restrukturyzacji zadłużenia podmiotów prowadzących gospodarstwo rolne określają jego zakres. Wymaga on rozległej wiedzy ekonomicznej. Rolnik nie jest w stanie samodzielnie go przygotować.

– W sporządzeniu planu restrukturyzacyjnego może pomóc doradca restrukturyzacyjny, którego z kolei powinien wspierać ekonomista. Należy wskazać źródła finansowania działań restrukturyzacyjnych oraz prognozę efektów ekonomiczno-finansowych ich wdrożenia. Gotowy plan akceptuje dyrektor wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego w terminie 30 dni od dnia złożenia wniosku o restrukturyzację – podsumowuje radca prawny Łukasz Goszczyński.

Rzecznik MŚP postuluje do Premiera o korzystne zmiany dla przedsiębiorców w rządowym planie „Polskiego Ładu”

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz wystąpił do Premiera Mateusza Morawieckiego o wprowadzenie podatkowych zmian do rządowego programu „Polskiego Ładu”. Dotyczą one m.in. umożliwienia skorzystania z kwoty wolnej do 30 000 zł przedsiębiorcom rozliczającym się podatkiem liniowym, wprowadzenia maksymalnej kwoty składki zdrowotnej, zastąpienia podatku dochodowego CIT podatkiem przychodowym oraz wprowadzenia podatku od przychodu spółek niemających rezydencji w Polsce, a osiągających przychód w Polsce. – Przedstawiamy podatkowe zmiany w Polskim Ładzie, które wypracowaliśmy ze środowiskiem przedsiębiorców i ekonomistów tak, aby nie zaburzyć części dobrych propozycji rządowych. Ale kosztów tych propozycji nie mogą ponosić przedsiębiorcy – podkreśla Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

30 TYS. ZŁ KWOTY WOLNEJ OD PODATKU DLA PŁACĄCYCH PODATEK LINIOWY 19%

Rzecznik MŚP proponuje by umożliwić skorzystanie z kwoty wolnej do 30 000 zł przez przedsiębiorców, rozliczających się podatkiem liniowym – podobnie jak na zasadach ogólnych.

W obecnym kształcie „Polskiego Ładu” wszyscy przedsiębiorcy, rozliczający się w taki sposób, stracą. Także ci, którzy osiągają stosunkowo niewielkie dochody. Choć formalnie ten sposób opodatkowania w PIT nie zniknie, to stanie się  nieatrakcyjny. Środowisko przedsiębiorców uznaje jednolite opodatkowanie wszystkich dochodów za jedno z najcenniejszych zdobyczy legislacyjnych 30-lecia gospodarki rynkowej, dlatego bardzo mi zależy na jego utrzymaniu – wyjaśnia Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

WPROWADZENIE MAKSYMALNEJ KWOTY SKŁADKI ZDROWOTNEJ

Propozycja Rzecznika MŚP zawiera również rozwiązania, które mają częściowo zniwelować niekorzystne zmiany dla przedsiębiorców, wynikające z „Polskiego Ładu”. Rządowy plan wprowadza składkę zdrowotną stanowiącą 9% dochodu przedsiębiorcy. Adam Abramowicz postuluje, aby uzupełnić ją o barierę od której składka ta nie będzie już podwyższana. Rozwiązanie to nawiązuje do stosowanego dziś limitu 30-krotności przy ubezpieczeniach społecznych.

Przy uwzględnieniu mojego rozwiązania osoby prowadzące działalność gospodarczą nie zapłaciłby składki zdrowotnej wyższej niż średniomiesięcznie 1 176,08 zł. Zwrócę się do Ministra Finansów o wyliczenie kosztów tych propozycji – zaznacza Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

Popieram propozycję Rzecznika MŚP dotyczącą zmiany w sposobie naliczania składki zdrowotnej z 9%, na ustanowienie górnego limitu poboru, określającego maksymalną kwotę podstawy wymiaru składki zdrowotnej, jako 30-ktotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. Byłoby to rozwiązanie analogiczne z funkcjonującym limitem wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, jakie funkcjonuje obecnie w ZUS. Takie rozwiązanie byłoby jednocześnie poparciem reformy składki zdrowotnej zaproponowanej w Polskim Ładzie i nie dyskryminującym zwłaszcza dla 700 tysięcy przedsiębiorców na podatku liniowym PIT, którzy w dużej mierze tworzą polskie PKB, kreując miejsca pracy, wydajność i innowacyjność  – mówi prof. dr hab. Konrad Raczkowski, Społeczna Akademia Nauk.

Chcę rozpocząć także dyskusję nad rozwiązaniami, które miałby zrekompensować ubytki budżetowe z nimi związane. Przypominam o postulacie zastąpienia podatku dochodowego CIT podatkiem przychodowym oraz pragnę przedstawić nową propozycję podatku od przychodu spółek niemających rezydencji w Polsce, a osiągających przychód w Polsce – na wzór podatku cyfrowego  – dodaje Adam Abramowicz.

ZASTĄPIENIE PODATKU DOCHODOWEGO CIT PODATKIEM PRZYCHODOWYM

Adam Abramowicz proponuje zmianę podstawy opodatkowania z dochodu na przychód z równoczesnym obniżeniem stawki opodatkowania do wartości od 0,5% do 1,5%. Podatek dotyczyłby przedsiębiorstw posiadających status osób prawnych. W przypadku zastosowania 1,5 % stawki nastąpiłby wzrost przychodów z CIT o około 40 mld zł.

Z wielką radością odnajduję propozycję Rzecznika MŚP zamiany podatku dochodowego CIT na podatek przychodowy. Jest to podatek, który w moim środowisku został opracowany już kilkanaście lat temu. Wprowadzenie tych zmian miałoby doniosłe znaczenie, dlatego że jest to podatek bardzo prosty, bardzo przyjazny, tani w poborze i wyrównuje szanse między polskimi przedsiębiorcami, a wielkimi korporacjami międzynarodowymi, które w większości nie płacą tego podatku w Polsce. Dodatkowo podatek ten uwalnia przedsiębiorców od niekwantyfikowalnego ryzyka politycznego, prawnego i finansowego, z tego względu że eliminuje pojęcie kosztów uzyskania przychodu. Zatem przedsiębiorcy, po wprowadzeniu tego podatku, mogliby się skoncentrować wyłącznie na generowaniu wartości dodanej, czyli pomnażaniu swoich zysków oraz majątku, i nie musieliby prowadzić gry operacyjnej z urzędami skarbowymi. Dlatego w tym zakresie popieramy jednoznacznie stanowisko Rzecznika MŚP – zaznaczył Ireneusz Jabłoński, Centrum im. Adama Smitha.

PODATEK OD PRZYCHODU SPÓŁEK NIEMAJĄCYCH REZYDENCJI W POLSCE, A OSIĄGAJĄCYCH PRZYCHÓD W POLSCE

Rzecznik MŚP przedstawia również propozycję podatku przychodowego dla korporacji zagranicznych uzyskujących dochody na terenie Polski (nie tylko z działalności cyfrowej, ale także np. działalności wysyłkowej). Takowe spółki musiałyby powołać specjalnego przedstawiciela podatkowego oraz dokonywać wszystkich transakcji na rachunku bankowym w Polsce. Stawka podatku zostałaby utrzymana w granicach 0,5 – 1,5 % przychodu, co (w zależności od szacunków) zagwarantowałoby wpływy na poziomie min. 3-5  mld zł rocznie.

Sprawiedliwość podatkowa to także sprawiedliwość w aspekcie międzynarodowym. Podmioty, które sprzedają na rynku polskim różnego rodzaju usługi i towary powinny również płacić podatki dochodowe lub podatki przychodowe w Polsce. To dotyczy przede wszystkim transakcji cyfrowych, dokonywanych w obrocie elektronicznym przez takie podmioty jak np. Google czy Amazon, i te transakcje powinny być opodatkowane u źródła, czyli tam gdzie powstaje przychód – czyli w Polsce. Debata na ten temat toczyła się już wiele lat, ale w tej chwili (także w kontekście ustaleń szczytu G7) widać, że istnieje wola polityczna opodatkowania koncernów międzynarodowych, które nie płacą lub płacą bardzo niskie podatki dochodowe. Z tym tylko, że nie podatkiem dochodowym, a podatkiem przychodowym, wtedy bowiem łatwiej jest ustalić podstawę opodatkowania i nałożyć obowiązek zapłacenia tego podatku w Polsce. Wpływy z tak określonego podatku przychodowego od transakcji dokonywanych na terenie Rzeczypospolitej Polskiej były różnie szacowane, ale zwykle mówiono tutaj o co najmniej kilku miliardach złotych – powiedział prof. Adam Mariański, przewodniczący Krajowej Rady Doradców Podatkowych, przewodniczący Komisji Podatkowej Business Centre Club.Rzecznik MŚP postuluje do Premiera o korzystne zmiany dla przedsiębiorców w rządowym planie Polskiego Ładu Rzecznik MŚP postuluje do Premiera o korzystne zmiany dla przedsiębiorców w rządowym planie Polskiego Ładu 2

Deloitte: Sektor ubezpieczeniowy podwaja wydatki na cyberbezpieczeństwo

Technologia odgrywa kluczową rolę w usprawnianiu pracy ubezpieczycielom. Badanie 2021 Insurance outlook, Accelerating recovery from the pandemic while pivoting to thrive, przeprowadzone przez firmę doradczą Deloitte, pokazuje, że pomimo przyspieszenia procesu digitalizacji branża ubezpieczeniowa musi poradzić sobie z brakami cyfrowymi, które uwypukliła pandemia. Problem ten dostrzega prawie 80 proc. respondentów. Przyśpieszona transformacja cyfrowa sektora zmieniła priorytety branży w zakresie inwestycji technologicznych. Najważniejsze z nich to cyberbezpieczeństwo i migracja do chmury.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wśród największych firm ubezpieczeniowych na świecie wynika, że aż 95 proc. respondentów chce przyspieszyć bądź już przyspiesza proces cyfryzacji. Prawie wszyscy ubezpieczyciele planują przynajmniej zwiększyć możliwości cyfrowe w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy, aby zapewnić firmie dalszy rozwój.

– Nasz raport pokazuje, że branża ubezpieczeniowa ma świadomość, że transformacja cyfrowa sektora jest priorytetem. Firmy europejskie są w tym procesie najbardziej zaawansowane – 60 proc. ankietowanych z tego regionu już wdraża procesy dające przewagę technologiczną. Tempo zmian i upowszechnienie zdalnego dostępu do usług i procesów oprócz korzyści generują także wiele nowych zagrożeń, szczególnie w zakresie bezpieczeństwa. Ubezpieczyciele zdają sobie sprawę, że należy się na nie odpowiednio przygotować – mówi Marcin Piskorski, partner, lider sektora ubezpieczeniowego, Deloitte.

Cyberbezpieczeństwo to podstawa

Prawie dwie trzecie respondentów deklaruje, że zwiększy wydatki na cyberbezpieczeństwo. Wynika to z tego, że upowszechnienie się pracy zdalnej i związane z nim przesyłanie danych poza tradycyjnym obiegiem wzmaga ryzyko potencjalnego cyberataku. W związku z tym firmy powinny rozważyć wprowadzenie modelu bezpieczeństwa typu zero zaufania, a to wiąże się z weryfikacją każdego, kto poszukuje dostępu do danych lub systemów – bez względu na to czy jest to pracownik, czy osoba z zewnątrz. Ponadto nieodzowne będzie wdrożenie ulepszonych mechanizmów kontroli, co przekłada się na weryfikację użytkowników końcowych. Istotnym aspektem wzmocnienia cyberbezpieczeństwa jest także szkolenie pracowników w zakresie bezpiecznego środowiska pracy zdalnej.

 – Przyspieszona cyfryzacja sektora ubezpieczeniowego zrewidowała wysokość budżetów, jakie firmy przeznaczą na inwestycje technologiczne. Ubezpieczyciele chcą więc podwoić wydatki na cyberbezpieczeństwo. Respondenci są zgodni, bez względu na to skąd pochodzą: odpowiednie zabezpieczenie systemów przed potencjalnymi atakami stało się priorytetem. Uważa tak prawie 20 proc. ankietowanych. Solidna strategia odporności cybernetycznej jest niezbędna w obecnych realiach powszechnej pracy zdalnej, czy w przyszłości w modelu pracy hybrydowej – mówi Adam Rafajeński, dyrektor ds. cybernetycznych, Deloitte.

Kwestia cyberbezpieczeństwa związana jest także z ochroną danych osobowych. Ponad połowa ankietowanych (w tym dziewięciu na dziesięciu dyrektorów generalnych i prezesów) spodziewa się zwiększenia wydatków w tym obszarze. Co ciekawe, aż 27 proc. uważa, że żadnych zmian nie będzie, a 22 proc. może obniżyć wydatki na ochronę danych, co ze względu na pojawiające się luki w zabezpieczeniach, może okazać się dla nich problematyczne.

Usystematyzowanie zabezpieczeń i ochrona prywatności są istotne nie tylko ze względu na presję regulacyjną, lecz także ze względu na szybki wzrost ilości danych pozyskiwanych za pośrednictwem otwartych źródeł informacji i zewnętrznych agregatorów. Zaawansowana analityka pozwala ubezpieczycielom synchronizować informacje z wielu źródeł jednocześnie, co nie było wcześniej możliwe ze względu na technologię i koszty. W związku z tym prawie połowa z nich chce zwiększyć inwestycje w analitykę danych.

Migracja danych do chmury przyspiesza

Przetwarzanie danych w chmurze zostało przez respondentów wskazane jako drugi priorytet w zakresie zwiększania inwestycji technologicznych. Ponad 40 proc. badanych przewiduje, że zwiększy pulę wydatków w tym obszarze. Pandemia sprawiła, że stało się to jeszcze istotniejsze ze względu na to, że ubezpieczyciele starają się ograniczyć stałe koszty. Przechowywanie danych w chmurze może im w tym pomóc – wesprze organizacje we wdrażaniu automatyzacji i efektywnych kosztowo narzędzi, które napędzą wzrost.

Warto zaznaczyć, że przejście na chmurę to część szerszej transformacji biznesowej, która obejmuje nie tylko procesy, lecz także ludzi. Aby jak najlepiej wykorzystać płynące z niej korzyści i przyspieszyć realizację procesu, ubezpieczyciele powinni najpierw skupić się na migracji danych i modernizacji systemów. Umożliwią to różne sposoby interakcji z klientami i dystrybutorami.

Korzyści płynących z przetwarzania danych w chmurze jest wiele. Można podzielić je na biznesowe oraz technologiczne. Do biznesowych należy m.in. mniejsze obciążenie kosztowe związane z uruchomieniem nowych produktów lub wejściem na nowe rynki, bezpośredni dostęp do rozwiązań analitycznych lub automatycznych, wdrożenie ubezpieczeń na żądanie w modelu prepaidowym lub pay-as-you-grow (rozszerzanie warunków polisy w miarę wzrostu potrzeb użytkownika). Zalety technologiczne takich koncepcji obejmują zwiększenie elastyczności i ekspansywności przedsiębiorstwa, rozszerzenie dostępu do sieci – bez względu na czas i miejsce, rozwój sprawności IT – oraz skrócenie czasu dostarczania nowych rozwiązań.

– To, jak ubezpieczyciele zareagują i poradzą sobie nie tylko ze skutkami pandemii, ale także długoterminowymi zmianami w technologii, gospodarce i preferencjach konsumentów, będzie miało decydujące znaczenie dla tego sektora. Ciągłe generowanie innowacji w konstruowaniu polis ubezpieczeniowych, strategiach sprzedaży, operacjach i projektowaniu doświadczeń klientów może okazać się największym wyróżnikiem nie tylko tego roku, ale czynnikiem determinującym przyszłość tej branży – podsumowuje Marcin Piskorski.

O badaniu

Badanie Deloitte US Center for Financial Services zostało przeprowadzone w lipcu i sierpniu 2020 r. wśród 200 menadżerów z sektora ubezpieczeniowego zarządzających finansami, operacjami, szkoleniem pracowników i technologiami. Respondenci pochodzą z trzech regionów –  Ameryki Północnej (Stany Zjednoczone i Kanada), Europy (Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Szwajcaria) oraz Azji i Pacyfiku (Australia, Chiny, Specjalny Region Administracyjny Hongkong i Japonia).

Western Digital to marka dysków, która zapewnia niezawodność ich funkcjonowania

Dyski – a szczególnie dyski sieciowe i przeznaczone do serwerów – muszą być niezawodne. Mogą być drogie, mogą być ciężkie, mogą (choć nie powinny) mieć duże zużycie energii, ale nie mają prawa zawieść. Western Digital to jedna z tych marek, które w pełni to rozumieją.

Niezawodny dysk: poziom podstawowy i więcej

Dyski na podstawowym poziomie swojej konstrukcji nie są przerażająco skomplikowane. Co prawda wyjaśnienie konstrukcji nawet zwykłego HDD wymagałoby pewnego zachodu, ale ogólnie rzecz biorąc, nie jest to szczyt myśli technologicznej. Potrzeba jednak niebywałej precyzji na każdym etapie produkcji, żeby stworzyć dyski do NAS lub serwerów sieciowych, które będą odporne na wibracje i wstrząsy, będą zawsze odczytywały właściwe sektory i będą mogły robić to dosłownie przez wiele milionów godzin.

Idąc dalej, trzeba jednak pomyśleć o dodatkowych zabezpieczeniach. Specjalne mechanizmy kontrolujące precyzję odczytu, napięcia i temperaturę pozwalają lepiej działać dyskom w trudnych warunkach i wykrywać niepokojące oznaki, zanim dojdzie do awarii. Dyski Western Digital, które można kupić na https://www.senetic.pl/western_digital/, korzystają z całego mnóstwa zaawansowanych technologii zabezpieczających, dzięki czemu mogą całymi latami pracować bez widocznych oznak zużycia.

Innowacje w skończonym obszarze

Western Digital jest firmą o tyle nietypową, że to właśnie jej przedstawiciele poinformowali o tym, że chcą dalej rozwijać technologię HDD. W czasach, w których SSD zdobywają sobie coraz większą popularność, WD planuje produkcję jeszcze większych klasycznych dysków. Technologia ePMR (zresztą tylko pośrednia, zanim dopracowane zostaną jeszcze lepsze) pozwala na uzyskanie bardzo stabilnej pracy w dyskach o pojemności 60 TB, w których koszt jednostkowy przechowywania danych będzie jeszcze niższy.

Firma opracowuje technologię, która zapewni nieosiągalną dziś precyzję pracy głowicy dysku – jeśli to się uda (a wszystko jest na dobrej drodze), Western Digital jeszcze długo nie opuści racków i serwerów NAS. I to wszystko dzieje się wtedy, kiedy niektórzy już odtrąbili koniec rozwoju HDD. Nie dziwi więc fakt, że firmy, które wybrały właśnie dyski Western Digital, pozostają przy nich nadal i w zdecydowanej większości deklarują, że był to dobry zakup.

Tylko czy to się opłaca?

Odpowiedź na pytanie o to, czy opłaca się zapewnić swojej firmie większą stabilność i bezpieczeństwo danych, jest oczywista. Będzie jeszcze bardziej twierdząca, jeśli spojrzeć na ceny dysków Western Digital. Czy są niskie? Dla kogoś spoza branży – pewnie nie, jednak dla ekspertów, którzy lepiej orientują się w cennikach producentów sprzętu profesjonalnego, będą więcej niż dobre. Western Digital zresztą zapewnia tak wiele różnych rozwiązań, że wiele małych i średnich firm nawet nie musi inwestować w te wycenione wyżej – na dolnej półce cenowej też znajduje się całkiem sporo doskonałych dysków, serwerów sieciowych i innych rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo i integralność kluczowych danych.

Regeneracja, reinkarnacja, rewolucja? Jaka przyszłość czeka centra handlowe?

Centra handlowe stale zmieniają się goniąc za potrzebami konsumentów – już 28% z nich w Polsce przeszło rozbudowę, w tym część z nich również modernizację. Jednak miniony rok był dla tej części branży retail niezwykle trudny. Długie okresy zamknięcia, duże zmiany wśród najemców, dostosowywanie się do nowych wytycznych sanitarnych to tylko kilka bolączek, z jakimi musiały sobie poradzić. W post pandemicznej rzeczywistości czekają je kolejne wyzwania, które będą wymagały z pewnością niestandardowego podejścia i otwartości na dalsze zmiany.

Na potrzebę transformacji centrów handlowych eksperci wskazują już od dawna. Te zaś stale ewoluują i poszukują nowych dróg dotarcia do klientów, bo czasy, gdy przyciągały nabywców wyłącznie ofertą sklepową już minęły.

Do tej pory już więcej niż co czwarte centrum handlowe w Polsce przeszło rozbudowę. W wielu przypadkach wiązało się to także z modernizacją i odświeżeniem części istniejącej przestrzeni handlowej. Rynek jest już dojrzały, a konkurencja silna, co sprzyja właśnie przebudowom i unowocześnianiu obiektów. W Polsce mamy blisko 1 mln mkw. powierzchni w ponad 20-letnich centrach handlowych, które nie zostały jeszcze zmodernizowane lub rozbudowane. Potencjał do zmian jest spory.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Dotychczas obserwowaliśmy ich rozwój w kierunku modelu miasteczka rozrywkowego. Przed pandemią mocno stawiały na powiększanie części rekreacyjnej i konsumpcyjnej (F&B). Przyjęło się, że są to miejsca spędzania wolnego czasu czy to samemu, czy też z rodziną i przyjaciółmi. W niektórych obiektach skorzystać mogliśmy już nie tylko z kina, ale również z lodowiska, ścianki wspinaczkowej, klubu fitness czy szkoły tańca. Coraz większą rolę spełniały rozbudowane strefy gastronomiczne.

Działamy na 18 rynkach świata i od lat widzimy duże. Obiekty, których przebudowa była nam powierzona zmieniały się w miejsca spełniające wiele funkcji, angażujące i zachęcające do pozostania w nich dłużej. Tak było w przypadku remodelingu galerii Madison w Gdańsku. Stworzyliśmy tam m.in. komfortowe i funkcjonalne strefy rekreacyjne, ujednoliciliśmy witryny sklepów, wymieniliśmy okładziny podłogowe i sufity oraz zamontowaliśmy nowe oświetlenie. W efekcie przestrzeń zyskała nowe, jasne i przyjazne oblicze. W pracy przy takich projektach szczególnie ważne jest doświadczenie w prowadzeniu działań w obiekcie otwartym codziennie dla klientów, bez utrudniania funkcjonowania sklepom i punktom usługowym.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Czas pandemii Covid-19 i długie okresy zamknięcia, gdy gastronomia i rekreacja zostały zamrożone, skłoniły wielu zarządców nieruchomości do kolejnych zmian i nowego podejścia do planowania przestrzeni. Obecna sytuacja przyśpieszyła ewolucję galerii handlowych, wpłynęła na strategiczne decyzje oraz zwiększyła zapotrzebowanie na usługi projektowe i wykonawcze w tym sektorze.

W minionym roku podaż powierzchni w centrach handlowych zmniejszyła się – więcej obiektów zostało zamkniętych lub zmieniło funkcję, niż zostało wprowadzonych na rynek. Warto też przypomnieć, że zamknięcia w dużej mierze były powiązane z decyzją Tesco o wyjściu z polskiego rynku. Przekształcenie części powierzchni handlowej na funkcję biurową ma miejsce m.in. w centrum handlowym Plac Unii City Shopping w Warszawie.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Nowy tenant-mix, digitalizacja obiektów czy też ostateczna zmiana ich funkcji – to niektóre perspektywy stojące przed rynkiem centrów handlowych.

Patrząc dziś na branżę i międzynarodowe trendy, można rozróżnić kilka wiodących kierunków transformacji – wprowadzanie nowych czy łączenie kilku funkcji, stawianie na konkretną specjalizację i poszukiwanie wyróżnienia na tle konkurencji. Do tej pory pracowaliśmy m.in. przy wspomnianej gdańskiej galerii handlowej Madison czy modernizacji Centrum Handlowego Ogrody w Elblągu, które zyskało komfortową i przytulną część gastronomiczną. Jako globalna grupa mamy na swoim koncie jeszcze więcej ciekawych i gruntownych przemian. Dobrym przykładem aktualnie prowadzonego, niezwykle interesującego projektu, którego właściciele mają przemyślaną strategię zmiany, jest realizowana przez nas metamorfoza wrocławskiego, kultowego DH Renoma.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Perła architektury zyska nowy blask

Renoma mieści się w budynku zaliczanym do architektonicznych pereł Wrocławia, liczącym już 91 lat. Przez lata przechodziła wiele metamorfoz, ale ta obecna, wykonywana przez firmę Tétris, ma odświeżyć wnętrza budynku. Nowy wystrój będzie nawiązywać do historycznego stylu Domu Towarowego Wertheim. Jednocześnie Globalworth – właściciel i zarządca Renomy – chce zadbać o współczesne oczekiwania klientów np. rezygnuje z mało klimatycznego food courtu na rzecz autorskich konceptów gastronomicznych z ogródkami poprzez nowe zagospodarowanie placu Czystego. Renoma wzbogacona zostanie też o najwyższej klasy powierzchnie biurowe, dedykowane najemcom ceniącym sobie prestiżową lokalizację w ścisłym centrum miasta, historyczny charakter budynku i otoczenia, a jednocześnie nowoczesne rozwiązania techniczne i funkcjonalne.

Bardzo ważną cechą, na którą kładziemy szczególny nacisk jest lokalność, niepowtarzalność oraz poszanowanie tradycji i architektury Renomy. Nie próbujemy kopiować rozwiązań z innych projektów, natomiast wykorzystujemy potencjał lokalizacji i dostosowujemy ofertę pod oczekiwania lokalnej społeczności oraz klientów wewnętrznych, czyli pracowników biurowych.

Anna Merta, Leasing Director Retail w Globalworth Poland

Tétris odpowiada za przebudowę obiektu od strony wykonawczej. Zakres prac jest ogromny i wymaga precyzyjnego planowania. Ze względu na historyczną wartość budynku, jest on objęty nadzorem konserwatora. Co więcej, Renoma nie będzie całkowicie zamknięta – w trakcie prac będą działać wybrane sklepy i placówka medyczna, czynne też będą biura. Dlatego Tétris prowadzi działania przeważnie w nocy, w konkretnie wydzielonych strefach.
Pomysł na przyciągnięcie klientów klimatycznym wnętrzem sprawdzi się tylko w niektórych przypadkach. Jednak co z pozostałymi obiektami, o mniej ciekawej bryle lub lokalizacji?

„Customer experience” ciągle w grze

Kierunek jaki mogą obrać właściciele dużych obiektów handlowych to klasyczne modernizacje, skoncentrowane na zapewnieniu klientom jak najciekawszych doznań i rozwiązań, także technologicznych. Kluczowym punktem będzie zróżnicowany dobór najemców, rozwój showroomów i punktów pick and collect. Rozbudowywane i odświeżane zgodnie z najnowszymi trendami będą części rozrywkowe i food courty.
Do tej pory przebudowy z jakimi mieliśmy jako Tétris do czynienia, czy to w Polsce, czy na zagranicznych rynkach w ramach naszych globalnych struktur, dotyczyły głównie zmian pod kątem „customer experience” i w nadchodzących miesiącach takie modernizacje również będziemy obserwować. Podam tu jako przykład realizację dla Odysseum w Montpellier we Francji. Łącząc siły JLL i Tétrisa, wraz z Montpellier Zuo, zaprojektowaliśmy restrukturyzację istniejącego budynku usługowo-rozrywkowego, z rozbudową całego centrum handlowego. Naszym celem było sprawienie, aby „podróż” konsumentów przez galerię była bardziej dynamiczna i wzbogacona o nowe doświadczenia. Wprowadziliśmy więcej światła w niektórych strefach lub korytarzach i zaprojektowaliśmy fasady z przeszkleniami, aby ukazywały wnętrza sklepów przechodzącym na zewnątrz klientom.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Funkcjonalna rewolucja

Warto przyjrzeć się przykładom z zagranicy, gdzie trend przebudowywania i nadawania centrom handlowym nowych funkcji obecny jest już od dekady. Nie chodzi tu tylko o nowy wystrój, a o całkowitą zmianę przeznaczenia budynku. Jednym z inspirujących kierunków jest przekształcanie nieruchomości handlowych w mieszkania dla seniorów czy domy opieki. Rozwiązanie to sprawdza się m.in. ze względu na lokalizację – przyjęło się, że tego typu obiekty znajdują się poza miastem, podczas gdy seniorzy deklarują, że nie chcą z miejskiego życia rezygnować. Taką zmianę przeszło Northgate Mall w Seattle*, w którym dodatkowo powstał hotel, centrum tranzytowe i ośrodek ligi hokejowej.
W Skyview on the Ridge w Irondequoit w stanie Nowy Jork realizowana jest inwestycja warta 43 miliony dolarów, w ramach której powstanie 157 apartamentów dla seniorów, a także centrum opieki dziennej dla dorosłych. Z kolei najstarsze centrum handlowe w Ameryce zostało zamienione w piękne mikro apartamenty Arcade Providence**. Zbudowany niemal 200 lat temu budynek przekształcono w 48 malutkich mieszkań oraz przestrzeń biznesową, w której znalazły się restauracje, kawiarnia i salon fryzjerski.
Myślę, że i w Polsce doczekamy się tak imponujących projektów. Pandemia przyśpieszyła tego rodzaju procesy i według mnie w post-covidowej rzeczywistości minimum 25% obiektów handlowych czekają zmiany zarówno sanitarne, jak i te związane z kierunkiem działalności. Trend „mixed-use” w rodzimych centrach handlowych jest już coraz bardziej widoczny. Zwiększają one, kosztem części handlowej, powierzchnię biurową i usługową. Zmieniają się w miejsca, w których możemy pracować, bawić się, zadbać o zdrowie, korzystać z oferty gastronomicznej i rozrywkowej. Wkrótce być może będą to również obiekty z bazą noclegową, a nawet mieszkalną.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Rosnąca popularność projektów mixed-use została dodatkowo wzmocniona przez pandemię. Według prognoz JLL, w ciągu najbliższych 5 lat podaż powierzchni w projektach wielofunkcyjnych w Polsce może ulec podwojeniu.

Podaż powierzchni komercyjnej w nowoczesnych obiektach wielofunkcyjnych w Polsce przekroczyła 1 mln mkw., z czego ponad połowa została oddana do użytkowania w ciągu ostatnich 5 lat. Dodatkowo, w centrach handlowych powstają przestrzenie coworkingowe (np. w Galerii Młociny), a w biurowcach otwierane są kawiarnie. Z kolei nowo oddany kompleks Warsaw Hub oferuje przestrzenie biurowe, hotelowe i handlowe.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Projekty wielofunkcyjne są odpowiedzią na wysokie nasycenie powierzchnią centrów handlowych w miastach, kreują także nowy typ powierzchni handlowej i są w stanie przyciągnąć marki, takie jak American Eagle czy Urban Outfitters, które w Polsce nie otwierają się w tradycyjnych centrach handlowych. Co więcej, synergia generuje dodatkowych klientów i pozwala na dywersyfikację ryzyka na wypadek gorszej koniunktury w jednej z funkcji.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Bez względu na wybrany model przemian – każde centrum handlowe w pewnym momencie potrzebować będzie gruntownej modernizacji. Dziś motorem zmian jest kształtująca się rzeczywistość post-covid, jutro będą to kolejne rewolucje technologiczne czy też zmiany przyzwyczajeń i oczekiwań konsumentów. Tego typu przebudowy to bardzo duże, wielopłaszczyznowe projekty fit-out. Zarówno od strony projektowej, jak i wykonawczej. Właściciele obiektów wybierając wykonawcę zwracają uwagę na doświadczenie, zasoby ludzkie, względy logistyczne. Ważny jest też dobór podwykonawców – zarówno pod kątem ceny, jakości materiałów, jak i terminowości. Wszelkie opóźnienia generują dodatkowe koszty, co przy już i tak dużym budżecie nie jest mile widziane. Niemniej, do osiągnięcia komercyjnego sukcesu, najważniejszy jest pomysł na projekt i design.
Do tak złożonych projektów jesteśmy w stanie powołać zespół z odpowiednimi kompetencjami i z różnych obszarów – z doświadczeniem projektowym dla branży biurowej, hotelowej, mieszkaniowej. Już w fazie projektowania trzeba myśleć o kolejnych etapach prac, gdyż zapewnia to optymalizację budżetu. Ponadto, widzimy, że dla klientów istotne jest międzynarodowe zaplecze i przetestowane, sprawdzone na innych rynkach rozwiązania.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Najbliższe miesiące będą decydującymi dla tego sektora handlu. Po trudnych miesiącach, które odcisnęły się na ich funkcjonowaniu, widać, że wciąż chcą walczyć o klienta, a pomysłów na nowe podejście i strategię nie brakuje.

* Smartcitiesdive.com, 4.12.2020: www.smartcitiesdive.com/news/shopping-to-shelter-abandoned-mall-sites-welcome-senior-housing/589573/; ** Businessinsider.com, 10.10.2016: www.businessinsider.com/americas-first-shopping-mall-is-now-micro-apartments-2016-10?IR=T;

6 trendów nowej rzeczywistości

Nexera sprawdziła, jak zmieniło się nasze życie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Z badania przeprowadzonego przez GfK wynika, że firmy stały się bardziej online, ale początkowy entuzjazm związany z pracą zdalną nieco opadł. W niemal wszystkich urzędach można już załatwić większość spraw przez Internet, jednak część mieszkańców nadal woli odwiedzać urzędy osobiście. Mimo iż przekonaliśmy się, że szkoły stacjonarnej nie da się zastąpić zdalnymi lekcjami, to jak przyznają nauczyciele – większe wykorzystanie Internetu otworzyło przed szkołami nowe możliwości edukacyjne. Dzięki przeniesieniu wielu czynności do sfery online, staliśmy się bardziej eko i częściej niż do tej pory pragniemy przebywać blisko natury. Sprawdź 6 trendów nowej rzeczywistości widocznych w Raporcie #RegionyNEXERY2021.

Coraz dłużej przebywamy w sieci i mamy coraz większe kompetencje cyfrowe

Pandemia w ogromnym stopniu wpłynęła na zmianę podejścia użytkowników do korzystania z sieci. Z badania #RegionyNEXERY2021 przeprowadzonego przez GfK w kwietniu 2021 r. wśród mieszkańców czterech Regionów w Polsce (Łódzkiego, Świętokrzyskiego, Kujaw z Pomorzem i Mazowszem oraz Warmii i Mazur) wynika, że 48% respondentów spędza w Internecie ponad 6 godzin dziennie. To wzrost o 20 p.p. względem 2020 r. i aż o 36 p.p. w porównaniu z rokiem 2019. Jednocześnie znacznie poprawiły się szeroko pojęte kompetencje cyfrowe społeczeństwa. 57% respondentów, którzy wzięli udział w badaniu GfK, deklaruje, że w ciągu ostatniego roku ich umiejętności wykorzystywania Internetu w różnych dziedzinach życia wzrosły. Przyczyną wydłużenia czasu spędzanego online jest w dużej mierze powszechna praca zdalna, która, mimo wielu korzyści, zaczyna powoli doskwierać coraz większej liczbie ankietowanych osób. Choć nadal ponad połowa mieszkańców (52%) chciałaby pracować zdalnie, to w stosunku do ubiegłego roku odsetek zwolenników „home office” zmniejszył się o 15 p.p. Do sieci przeniosła się także duża część naszego życia prywatnego oraz rozrywkowego. Ponad 90% z nas robi zakupy w Internecie, korzysta z e-bankowości, a niewiele mniej, bo 79% ogląda filmy online. E-aktywności, które początkowo zastępowały rzeczywistość, stopniowo stają się nawykami, z których trudno będzie zrezygnować.

Firmy stały się bardziej online i potrzebują lepszych łączy

Porównując wyniki najnowszego badania Nexery do poprzednich edycji Raportu, obserwujemy wzrost znaczenia szybkiego łącza w biznesie. Coraz więcej ankietowanych firm inwestuje w szybszy Internet i coraz więcej przedsiębiorców jest zadowolonych z parametrów łącza – obecnie jest to 84%, o 10 p.p. więcej niż w 2020 r. Wraz ze wzrostem wykorzystania innowacyjnych rozwiązań informatycznych, rośnie konkurencyjność tych firm w coraz bardziej cyfrowym otoczeniu biznesowym. Jednocześnie zwiększyła się liczba firm, które całkowicie zrezygnowały z dostępu do Internetu (17%). To wzrost o 11 p.p. w stosunku do poprzedniego roku.

– Podczas gdy duże i średnie firmy zwiększały prędkość Internetu, prawie co piąte najmniejsze przedsiębiorstwo całkowicie rezygnowało z dostępu do łącza. Jest to oczywista konsekwencja lockdownu, kiedy to małe organizacje tymczasowo zawieszały swoją działalność w biurach, jednocześnie dbając o to, aby pracownicy mieli dostęp do szybkiego Internetu podczas wykonywania swoich obowiązków z domu. Doświadczenia pandemii pokazały, że musimy być przygotowani do pracy w nieprzewidywalnych warunkach, dlatego budowa powszechnie dostępnej infrastruktury szerokopasmowej, pozwalającej na korzystanie z szybkiego i stabilnego łącza w dowolnym miejscu, jest kluczowym aspektem dla rozwoju polskiego biznesu – mówi Jacek Wiśniewski, prezes firmy Nexera.

Niemal wszystkie urzędy gotowe na zdalną obsługę interesariuszy

Wyniki badania GfK na zlecenie Nexery potwierdzają, że administracja publiczna jest gotowa do pracy w trybie online – niemal wszystkie urzędy (99%) umożliwiają mieszkańcom zgłaszanie spraw przez Internet. W praktyce możliwości e-urzędów nie są jednak w pełni wykorzystywane, gdyż niektóre sprawy petenci nadal wolą załatwić osobiście. Barierą jest również czasem brak dostępu do Internetu lub słabej jakości łącze, które utrudnia korzystanie z urzędów online.

– Największą przeszkodą utrudniającą rozwój e-administracji nie jest niski poziom cyfryzacji urzędów, czy brak narzędzi do zdalnego procesowania spraw administracyjnych. Problem stanowi fakt, że ze względu na nierówny dostęp do infrastruktury internetowej, nie wszyscy mogą korzystać z obsługi zdalnej. Rozwiązaniem jest budowa sieci szerokopasmowych oraz wprowadzenie cyfrowego obiegu dokumentów w urzędach, co zachęci mieszkańców do przejścia na system online, a przy tym usprawni procedury administracyjne, zwiększając tym samym atrakcyjność inwestycyjną gmin – mówi Jacek Wiśniewski.

Doświadczenia edukacji zdalnej nauką na przyszłość

Z badania #RegionyNEXERY wynika, że edukacja zdalna ma swoje plusy, a Internet może być wykorzystywany w szkolnictwie w większym stopniu. Według pedagogów nauka online pomaga w zdobywaniu nowych doświadczeń (42%) i rozwijaniu kompetencji cyfrowych. Dostęp do infrastruktury telekomunikacyjnej może być wykorzystywany również w celu podnoszenia kompetencji nauczycieli – 40% ankietowanych pedagogów korzystało z kursów online. 2 na 3 nauczycieli z Regionów Nexery zgadza się także z tezą, że podłączenie światłowodu umożliwia szkole korzystanie z narzędzi edukacyjnych, które wcześniej nie były osiągalne.

Rośnie atrakcyjność terenów wiejskich i małych miast

73% mieszkańców zgadza się ze stwierdzeniem, że w trakcie pandemii ludzie przenoszą się z dużych miast do mniejszych miejscowości. Czas lockdownu był okresem gwałtownego rozwoju technologicznego i cyfryzacji, a co za tym idzie, impulsem, budzącym potencjał drzemiący w małych miastach i wsiach. Powszechny dostęp do szybkiego Internetu podnosi atrakcyjność miejsca zamieszkania i jakość życia społeczeństwa, co potwierdzają badania Nexery – aż 92% urzędników uważa, że budowa sieci światłowodowej będzie miała pozytywny wpływ na rozwój Regionu.

– Pandemia koronawirusa spowodowała istotny wzrost popytu na szybki i wydajny Internet. Powszechna praca zdalna, nauka online, czy sprawne korzystanie z e-urzędów nie byłoby możliwe bez dostępu do wysokoprzepustowej sieci. Technologia światłowodowa cieszy się coraz większą popularnością, gdyż jest obecnie najlepszym możliwym rozwiązaniem, które jako jedyne spełnia oczekiwania najwyższej prędkości transferu danych. 6 na 10 mieszkańców uważa za istotne, aby w ich nowym miejscu zamieszkania była możliwość podłączenia do światłowodu. Nie ulega wątpliwości, że rola szybkiego Internetu w najbliższych latach będzie jedynie rosła – mówi Paweł Biarda, członek zarządu w Nexerze.

Jesteśmy coraz bardziej eko

Przeniesienie dużej części naszych codziennych spraw do sieci pozwoliło nam wdrożyć bardziej ekologiczne rozwiązania. Z raportu Nexery wynika, że ponad połowa badanych ocenia swoje zaangażowanie w sprawy ekologiczne na co najmniej 7 punktów w dziesięciopunktowej skali. Co robimy dla naszej planety? 83% badanych przyznaje, że segreguje śmieci, 68% oszczędza wodę i energię, 56% rezygnuje z plastikowych opakowań i siatek, jeśli tylko jest to możliwe. 4 na 10 mieszkańców wie, że światłowód jest ekologicznym rozwiązaniem, pozwalającym m.in. na ograniczenie korzystania z auta i oszczędność papieru. Głównym źródłem wiedzy o sprawach związanych z ochroną środowiska dla wszystkich ankietowanych jest Internet.

Nota metodologiczna
Raport #RegionyNEXERY2021 to trzecia edycja autorskiego badania Nexery, które zostało zrealizowane przez firmę GfK w marcu 2021 r. Jest jednym z najbardziej przekrojowych źródeł wiedzy o polskich internautach na obszarach, na których brakuje dostępu do szerokopasmowego Internetu lub dostęp do niego jest ograniczony. Badanie przeprowadzono w czterech grupach docelowych – wśród mieszkańców, nauczycieli, przedsiębiorców i urzędników.

Co dalej z kursem funta? Czy Bank Anglii wyprzedzi Fed?

Bank Anglii (BoE) ogłosi w czwartek nowe decyzje w sprawie polityki monetarnej i mimo że posiedzenie nie będzie wiązać się z publikacją nowych projekcji czy raportu o inflacji, inwestorzy będą mu się uważnie przyglądać.

Zebranie FOMC w zeszłym tygodniu zaowocowało jastrzębią niespodzianką. Fed wskazał na zmianę nastawienia wobec rosnącej inflacji w USA, co widać w dot plocie sugerującym, że bank może przed końcem 2023 r. dwukrotnie podnieść stopy procentowe. Byłoby to bardziej agresywne tempo zacieśniania polityki pieniężnej niż to sugerowane jeszcze w marcu.

Można odnieść wrażenie, że komunikacja Banku Anglii była w ostatnich tygodniach nawet bardziej jastrzębia niż Fedu – szczególnie jeśli przeanalizujemy wypowiedzi ustępującego głównego ekonomisty Andy’ego Haldane’a. Nawet jeden z najbardziej gołębio nastawionych członków komitetu, Gertjan Vlieghe, stwierdził, że jeśli utrzyma się obecne tempo ożywienia, to stopy procentowe w Wielkiej Brytanii mogą wzrosnąć już w przyszłym roku. Ciekawe, jak nastawienie BoE ewoluowało w obliczu zbliżającego się cyklu podwyżek stóp na całym świecie.

Jednym z kluczowych tematów dla banku będzie oczywiście niedawny wzrost inflacji w Wielkiej Brytanii. Ceny na Wyspach rosną w dość szybkim tempie, w czasie gdy rząd stopniowo łagodzi restrykcje. Główna miara wzrostu cen konsumenckich wzrosła w maju do 2,1% w ujęciu rocznym, co jest powyżej celu BoE. Z kolei zazwyczaj mniej zmienna inflacja bazowa wzrosła do 2% w ujęciu rocznym – znacznie powyżej konsensusu 1,5% i do najwyższego poziomu od sierpnia 2018 r.

Inflacja w Wielkiej Brytanii (2017 – 2021)

Inflacja w Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 23.06.2021

W maju BoE poinformował, że spodziewa się wzrostu inflacji do 2,5% w tym roku, przed jej łagodnym obniżeniem się w 2022 r. Interesujące jest, czy komitet decyzyjny wciąż uznaje ten pogląd za aktualny, czy też dostrzegł wystarczająco wiele dowodów sugerujących, że wzrost cen może być trwalszy niż początkowo przewidywano. Wątpimy, że jego nastawienie się zmieni. Będziemy jednak uważnie wypatrywać jakichkolwiek sugestii BoE, że gwałtowne rozprzestrzenienie się wariantu Delta (indyjskiego) może wywołać opóźnienie w ponownym otwarciu brytyjskiej gospodarki i znacząco wpłynąć na jej ożywienie – również w tym kontekście spodziewamy się, że tak się nie stanie.

Uważamy, że w związku z tym, iż kolejny zestaw projekcji makroekonomicznych ma zostać opublikowany dopiero w sierpniu, komitet decyzyjny BoE prawdopodobnie nie będzie chciał wywoływać w czwartek zbyt dużego zamieszania. Nie spodziewamy się żadnych dodatkowych poprawek w programie luzowania ilościowego, szczególnie że komitet jeszcze w maju ogłosił zmniejszenie tempa skupu obligacji skarbowych z 4,4 mld funtów tygodniowo do 3,4 mld funtów.

Kluczowym punktem w kontekście posiedzenia będzie terminarz przyszłych podwyżek stóp procentowych. Decydenci dotąd wzbraniali się przed dawaniem konkretnych sygnałów dotyczących tego, kiedy może to nastąpić, i spodziewamy się, że tym razem również tak będzie. Jednak wzmianka, że stopy mogą wzrosnąć już w 2022 r., byłaby zaskakująca i prawdopodobnie wstrząsnęłaby rynkiem, zapewniając wsparcie funtowi. Biorąc jednak pod uwagę, że rynek już wycenia pierwszą podwyżkę nawet w sierpniu 2022 r., uważamy, że taki ruch miałby prawdopodobnie ograniczony wpływ.

Decyzje Banku Anglii, minutki oraz raport dot. polityki pieniężnej poznamy w czwartek 24 czerwca o 13:00.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Lagarde: Korzystne warunki finansowania na rzecz ożywienia gospodarczego zostaną utrzymane

Korzystne warunki finansowania na rzecz ożywienia gospodarczego zostaną utrzymane – oświadczyła prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC) Christine Lagarde podczas spotkania z posłami PE, zasiadającymi w Komisji do Spraw Gospodarczych i Monetarnych.
Deputowani dopytywali szefową EBC o bodźce gospodarcze wynikające z ujemnych stóp procentowych i plany dotyczące programu zakupów awaryjnych na wypadek pandemii.

Lagarde zapewniła, że choć perspektywy gospodarcze UE poprawiają się, EBC będzie kontynuował program zakupów awaryjnych na wypadek pandemii, aby zachować korzystne warunki finansowania w celu wsparcia ożywienia gospodarczego. Powiedziała, że ​​gospodarka będzie nadal finansowana w czasie kryzysu.

Oprócz zainteresowania sprawą utrzymania korzystnych warunków udzielania kredytów na rzecz wsparcia gospodarki UE w momencie jej wyjścia z pandemii, posłowie wyrażali obawy co do potencjalnych skutków ubocznych utrzymujących się ujemnych stóp procentowych, takich jak, na przykład bańki, na rynku mieszkaniowym.

Christine Lagarde stwierdziła w odpowiedzi, że ​​niskie stopy procentowe powodują wzrost kredytów dla przedsiębiorstw i pomagają ożywić gospodarkę UE. Dodała, że ​​mają potencjalne skutki uboczne, które należy uważnie obserwować, ale obecnie korzyści przewyższają koszty.

Posłowie pytali też o inflację i skutki uboczne jej wzrostu w Stanach Zjednoczonych. Ryzyko związane z inflacją w USA, impuls fiskalny i bodźce dla gospodarki USA będą miały wpływ na PKB i inflację w UE – mówiła pani prezes, podkreślając, że ​​sytuacja w UE i USA jest inna ze względu na cykle gospodarcze, inflację i związane z nią oczekiwania.

Chociaż rosnące stopy inflacji są tymczasowe i przejściowe, oraz wynikają z takich czynników, jak rosnące ceny energii, będziemy je uważnie monitorować, podobnie jak oczekiwania inflacyjne – zapewniła Lagarde.

Posłowie pytali również o trwający przegląd strategii, którego wyniki zostaną podane do wiadomości publicznej po podjęciu formalnych decyzji i stan zaawansowania cyfrowego euro.

Projekt cyfrowego euro zostanie omówiony przez Radę Zarządzającą EBC 14 lipca; celem jest rozwiązanie problemu kurczącego się wykorzystania gotówki i ułatwienia dostępu do niej osobom nieposiadającym rachunków bankowych. Z drugiej strony, cyfrowe euro powinno stać się atrakcyjnym środkiem płatniczym, a nie sposobem inwestowania. Powinno chronić stabilność finansową, prywatność i pozostawać pod kontrolą EBC, ponieważ bank nie jest zainteresowany wykorzystywaniem danych osobowych.

Podczas kolejnej dyskusji z przewodniczącym Eurogrupy Paschalem Donohoe’m posłowie skupili się na krótko- i średnioterminowych działaniach mających na celu przekształcenie ożywienia gospodarczego w ożywienie długotrwałe. Eurogrupa będzie teraz pracować nad zbudowaniem konsensusu w sprawie reformy reguł fiskalnych – zapewnił posłów Donohoe.

jjk

Źródło informacji: EuroPAP News

Columbus wyemituje obligacje za 60 mln zł

Zarząd Columbus Energy S.A. podjął wczoraj decyzję o emisji obligacji. Łączna wartość nominalna obligacji serii F wyniesie 60 mln zł

Decyzja o emisji papierów wartościowych serii F jest pierwszym etapem realizacji programu emisji obligacji, ogłoszonego wcześniej przez Columbus, o wartości do 200 mln zł. Program ma na celu budowanie zdywersyfikowanego finansowania działalności całej Grupy Kapitałowej Columbus Energy.

– Celem obecnej emisji obligacji serii F jest pozyskanie finansowania na zakup kolejnych projektów farm fotowoltaicznych, które są na różnym etapie realizacji. Dodatkowo, co zapowiadaliśmy już w ubiegłym roku, interesujemy się także akwizycją projektów farm wiatrowych. Wszystko po to, aby jeszcze bardziej rozbudować nasze portfolio i zwiększyć pozycję Columbus na rynku nowoczesnej energetyki – komentuje Janusz Sterna, wiceprezes zarządu Columbus Energy S.A.

Warto dodać, że obligacje serii F będą emitowane przez spółkę dominującą – Columbus Energy S.A., natomiast realizacja inwestycji w projekty farm fotowoltaicznych lub wiatrowych będzie się odbywała za pośrednictwem spółek zależnych z Grupy Kapitałowej Columbus Energy.

Zgodnie z decyzją Zarządu Spółki, propozycje nabycia obligacji serii F zostaną skierowane do wybranych inwestorów kwalifikowanych.

77% firm na stałe planuje wdrożenie hybrydowego modelu pracy

Przez blisko 1,5 roku, od czasu nastania pandemii, hybrydowy model pracy na stałe rozgościł się na rynku pracy. Jak wynika z raportu pt. „Powrót do biura – szansa i wyzwanie. Rynek biurowy a koronawirus”, opracowanego przez firmę doradczą Colliers, zdecydowana większość firm chciałaby pozostać przy tym modelu również w popandemicznej rzeczywistości.

Raport powstał na bazie wyników drugiej edycji badania ankietowego przeprowadzonego wśród niemal 200 najemców powierzchni biurowych w największych miastach w Polsce. Ankieta miała na celu poznanie ich opinii na temat bieżącej sytuacji, jak również przewidywań w sprawie przyszłego modelu pracy. Najwięcej ankietowanych firm związanych jest z branżą IT, usług dla biznesu oraz bankowości, ubezpieczeń i inwestycji.

Hybryda normą teraz i w przyszłości

Wyniki ankiety wskazują, że obecnie 60% firm pracuje w trybie zdalnym, 34% w trybie hybrydowym, zaś jedynie 6% wyłącznie z biura. Organizacje najczęściej wskazywały jako zakres pracy zdalnej w modelu hybrydowym 3 lub 4 dni w tygodniu (odpowiednio 67% i 49%).

– Zdecydowana większość ankietowanych, bo aż 77%, będzie chciała również po ustaniu pandemii pozostać przy modelu hybrydowym, który w większości przypadków dobrze się sprawdził. Pracodawcy najczęściej deklarowali chęć utrzymania pracy zdalnej w zakresie 2 lub 3 dni w tygodniu – za tymi opcjami zagłosowało odpowiednio 35% i 33% uczestników badania – mówi Kamila Barabasz, senior associate w Dziale Powierzchni Biurowych w Colliers.

– Choć firmy zauważyły niewątpliwe zalety umożliwienia pracownikom pracy spoza biura w pewnym wymiarze czasowym, model zdalny wiąże się również z wieloma wyzwaniami. Główym z nich jest utrzymanie wśród pracowników poczucia przynależności do firmy, na co wskazało 65% ankietowanych, a także wysokiej efektywności pracy zespołów, co zauważyło 42% firm. Do istotnych kwestii należy również dbanie o równowagę między pracą a życiem prywatnym – 61% badanych uważa je za spore wyzwanie w modelu zdalnym. 53% respondentów zwróciło uwagę na bardziej problematyczny proces wdrażania nowych pracowników, którzy mają ograniczoną możliwość zapoznania się z zespołem i kulturą organizacji – dodaje Katarzyna Włodek-Makos, senior associate w Dziale Powierzchni Biurowych w Colliers.

Pomimo tych wyzwań większość firm, czyli aż 70%, jeszcze wstrzymuje się z podjęciem decyzji dotyczącej terminu powrotu do biura. Wśród 13% ankietowanych, którzy się na powrót zdecydowali, najczęściej wskazywaną datą tej operacji jest czerwiec i wrzesień 2021 r. Część organizacji zastanawia się, w jakim zakresie biuro powinno być ponownie dostępne dla pracowników – czy dla wszystkich, czy też ograniczonej ich liczby lub tylko dla chętnych.

Czas wyzwań jeszcze przed nami

Pandemia, choć wpłynęła na rynek pracy, to nie we wszystkich jego obszarach. Większość badanych (67%) zadeklarowała, że pandemia COVID-19 dotychczas nie spowodowała zmian w zatrudnieniu ani znacznych zmian w ich przestrzeni biurowej (według 60% respondentów). Firmy zdają sobie jednak sprawę, że nadchodzący schyłek pandemii wiąże się dla nich z czasem ważnych decyzji. Jako główne wyzwania w bliskiej przyszłości ankietowani wskazali m.in. zastanowienie się nad najbardziej optymalnym modelem pracy w przyszłości, ewentualne opracowanie i wdrożenie hybrydowego modelu pracy czy zachęcenie pracowników do powrotu do biur.

– Część obaw wiąże się również z samą przestrzenią biurową, która może wymagać przemodelowania i dostosowania do nowej rzeczywistości np. wprowadzenia hot desków, systemów rezerwacji, aplikacji do zarządzania biurem czy organizacji większej liczby pomieszczeń do pracy wspólnej. Firmy będą zmuszone zastanowić się ile, jakiej i w jakim miejscu przestrzeni potrzebują – może to dobry czas na przeprowadzkę albo wprowadzenie powierzchni elastycznych. Dodatkowe wyzwanie stanowi niepewność sytuacji pandemicznej w przyszłości – istotna stanie się gotowość na różne nieprzewidywalne scenariusze – mówi Kamila Barabasz.