Powell osłabia dolara, Bitcoin najtańszy od stycznia

Państwa, do których tak często się odwołujemy w ramach wspólnych mechanizmów działania, właśnie opuszczają klub rekordowo niskich stóp procentowych. Czy ich decyzja wpłynie na stanowisko RPP?

Powell osłabia dolara

Tematem przewodnim przesłuchania prezesa FED w Kongresie była inflacja. Jerome Powell zapewniał, że obecny wzrost ma charakter przejściowy i wynika z otwierania się gospodarki, wzrostu cen paliw oraz wzrostu kosztów z powodu zerwanych łańcuchów dostaw. W pytaniach pojawiały się sugestie, czy USA grozi powtórka z lat 70, gdzie to inflacja na wiele miesięcy przekraczała 10%. Sugestie te były jednak zdecydowanie odrzucane. Rynki przyjęły tę dyskusję dość spokojnie, jednak po ostatnich umocnieniach dolara przyszedł czas na drobną korektę.

Węgrzy podnoszą stopy

Wczoraj Węgrzy podnieśli stopy procentowe z 0,6% na 0,9%. Oczekiwania mówiły o 0,85%, aczkolwiek patrząc na praktykę tamtejszego decydenta, który zmieniał ostatnimi czasy stopy procentowe o wielokrotności 0,15%, takie odchylenie nie może być niespodzianką. Niespodzianką była jednak reakcja rynków. Głównym powodem wzrostu stóp było przekroczenie przez inflację poziomu 5%. Cel inflacyjny na Węgrzech jest co prawda 0,5% wyższy niż w Polsce, ale bank i tak postanowił działać. Początkowo po posiedzeniu forint był w odwrocie, tracąc względem euro ponad 0,5% na wartości. Po kilku godzinach jednak doszło do wyraźnego ruchu w drugą stronę, który nie tylko pozwolił odrobić straty, ale również pozwolił walucie umocnić się około 1% względem euro od poziomów sprzed decyzji. Reakcja ta była typowa dla podwyżek stóp procentowych, gdzie inwestorzy chętniej inwestują w takie waluty.

Bitcoin najtańszy od stycznia

Wczorajszy ruch spadkowy na bitcoinie doprowadził do najgłębszego od stycznia tego roku dołku notowań kryptowaluty. Jak to często bywa na tak niestabilnym aktywie, dzisiaj w wyniku odbicia znajdujemy się już ponad 15% wyżej niż we wczorajszym dołku. Odbicie, zdaniem ekspertów, wynika z faktu, że znaleźli się inwestorzy uważający obecne problemy za przejściowe i chcący wykorzystać niską cenę do zainwestowania. Spadki z kolei napędzane były przez doniesienia o zamykaniu kopalń zarówno w Chinach, jak i w Iranie. W tym drugim kraju powodem są problemy z dostawami prądu, przez co zdelegalizowano wydobycie do września.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wstępne odczyty indeksów PMI z poszczególnych państw oraz:
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych, spodziewany wzrost.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Organizacje polityczne i militarne na celowniku grupy UNC1151

Jak wynika z doniesień polskiej administracji, ostatnie ataki na polskich polityków przeprowadziła grupa UNC1151. Rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował, że „służby dysponują wiarygodnymi informacjami łączącymi działania grupy UNC1151 z działaniami rosyjskich służb specjalnych”. Ich celem ma być destabilizacja sytuacji politycznej w krajach Europy Środkowej.

Grupa UNC11515 znana jest z kampanii Ghostwriter, której celem są państwa regionu CEE oraz Paktu Północnoatlantyckiego (NATO). Zdaniem ekspertów Check Point Software, głównymi działaniami hakerów do tej pory była kradzież danych uwierzytelniających i dystrybucja złośliwego oprogramowania za pomocą spear phishingu. Prace te zostały wykorzystywane m.in. w kampaniach dezinformacyjnych, wykorzystujących przejęte serwisy informacyjne w Polsce i na Litwie do umieszczania fałszywych wiadomości, mających na celu zdyskredytowanie NATO.

W ostatnim czasie grupa rozszerzyła swoją działalność i niewykluczone, że stoi ona za przejęciem wiadomości e-mail oraz kont w mediach społecznościowych wybranych polskich polityków, które służyły do publikacji kontrowersyjnych wypowiedzi i kompromitujących materiałów.

Według Threat Intelligence Report firmy Check Point Software Technologies, globalne ataki hakerów na organizacje polityczne i administrację znacznie wzrosły na przełomie maja i czerwca 2021 r.

Kluczowym wektorem ataków z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania są wiadomości e-mail, które w Polsce odpowiadają aż za 80% infekcji. W przypadku sektora rządowego i wojskowego odsetek ten jest jeszcze wyższy i sięga 89% – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Jak wynika z raportu, przełom maja i czerwca 2021 był również momentem skokowego wzrostu wykorzystania malware’u atakującego urządzenia mobilne.

Działalność hakerska grupy UNC1151 znana jest od kilku lat dzięki trwającym kampaniom dezinformacyjnym na Litwie, Ukrainie, Białorusi, w Niemczech i Polsce.

W Polsce może brakować nawet 17,5 tysiąca ekspertów z obszaru cyberbezpieczeństwa

  • Na polskim rynku może brakować nawet 17,5 tysiąca specjalistów z obszaru cybersecurity, wynika z raportu HackerU „Cybersecurity. Raport o rynku pracy w Polsce” przygotowanego przez HRK.
  • Średnie wynagrodzenie w tej branży wynosi 15 tys. PLN miesięcznie, a mediana kształtuje się na poziomie 12,5 tys. PLN brutto.
  • Do niedawana zdobycie pracy na rynku cybersecurity było trudne dla osób dopiero rozpoczynających karierę zawodową. Dziś pracodawcy są coraz bardziej otwarci na zatrudnianie kandydatów bez doświadczenia w tej branży.

Cybersecurity jest niezwykle atrakcyjnym rynkiem dla pracowników, wynika z badania „Cybersecurity. Raport o rynku pracy w Polsce” zrealizowanego na zlecenie izraelskiego instytutu szkoleniowego HackerU przez HRK, firmę specjalizującą się w doradztwie personalnym i digitalizacji procesów HR. Eksperci mogą liczyć na konkurencyjne zarobki i mają duży wybór ofert pracy. Szacuje się że obecnie na polskim rynku na każdego kandydata przypada aż 7 nieobsadzonych miejsc pracy.

Obecna sytuacja kandydatów, którzy mają doświadczenie w obszarze bezpieczeństwa IT jest niezwykle komfortowa – mówi Mikołaj Zbudniewek, Business Unit Manager, HRK ICT, który specjalizuje się w rekrutacjach na stanowiska związane z IT i cybersecurity. – Z badania zrealizowanego na potrzeby HackerU wynika, że pracodawcy są bardzo aktywni i prowadzą intensywne poszukiwania ekspertów. Aż 60% specjalistów biorących udział w naszym badaniu przyznało, że w ciągu tygodnia otrzymują od 1 do 3 propozycji udziału w procesach rekrutacyjnych – dodaje.

Sytuacja na polskim rynku pracy nie jest wyjątkiem. Z badania przeprowadzonego w 2020 r. przez (ISC)2, międzynarodową organizację pozarządową, która zajmuje się edukacją i certyfikacją w zakresie cybersecurity, wynika, że na świecie może brakować nawet 3,12 miliona specjalistów w zakresie bezpieczeństwa IT.

Z raportu wynika, także że rynek ten dynamicznie się zmienia. Do niedawna karierę w cybersecurity rozpoczynali pracownicy z co najmniej kilkuletnim doświadczeniem zawodowym w innych dziedzinach związanych z IT. Bezpieczeństwo IT było ciekawą alternatywą dla testerów, programistów czy ekspertów od rozwiązań związanych z cloud computing. Dynamiczny rozwój pracy zdalnej, który jest wynikiem pandemii COVID-19, sprawił że zapotrzebowanie na ekspertów w dziedzinie cybersecurity gwałtownie wzrosło.

Obecnie pracodawcy otwarli się na możliwość zatrudniania osób o niższych kwalifikacjach, które nie mają wcześniejszych doświadczeń zawodowych związanych z tą branżą. Tego typu stanowiska oferują najczęściej korporacje, które zapewniają intensywne szkolenia i przygotowanie do pracy na stanowiskach juniorskich. Interesującą alternatywą dla osób rozważających rozpoczęcie pracy w działach związanych z bezpieczeństwa IT są specjalistyczne kursy prowadzone przez doświadczonych ekspertów – komentuje Maciej Cieśla, kierownik programu szkoleniowego z zakresu cyberbezpieczeństwa w HackerU.

Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości – bezpieczeństwo IT jest bardzo atrakcyjne jeśli chodzi o wysokość wynagrodzeń. Średnia miesięczna płaca to ok. 15 tys. zł, a mediana kształtuje się na poziomie 15,5 tys. zł brutto miesięcznie. Młodszy specjalista może liczyć na wynagrodzenie w przedziale 6 – 10 tys. brutto, specjalista zarobi nawet 16 tys. zł miesięcznie. Natomiast managerowie i dyrektorzy deklarują zarobki na poziomie powyżej 22 tys. zł brutto.

W badaniu wzięło udział ponad 500 ekspertów pracujących w działach bezpieczeństwa IT. Raport „Cybersecurity. Raport o rynku pracy w Polsce” dostępny jest pod linkiem: https://hackeru.pl/raport-o-pracy-w-cybersecurity/.

W Polsce średnio 5 razy częściej zakłada się fundacje, niż je likwiduje. Nawet pandemia tego nie zmieniła

Z danych przekazanych przez resort sprawiedliwości wynika, że nieco ponad tysiąc nowych fundacji zarejestrowano od stycznia do maja br. Rocznie takich sytuacji jest średnio ok. 2,3 tysiąca, uwzględniając statystyki od 2016 r. Z kolei w pierwszych pięciu miesiącach 2021 r. wykreślono z KRS-ów blisko 300 takich podmiotów. W ostatnich latach było to średnio po prawie 450 rocznie. Zestawiając te dane z liczbą nowo zakładanych organizacji, widać, że w Polsce średnio 5 razy częściej rejestruje się fundacje niż je likwiduje. Eksperci zwracają też uwagę na to, że rynek ten jest u nas dobrze wyważony i nawet pandemia nie zmieniła tego stanu rzeczy.

Według danych przekazanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w pierwszych pięciu miesiącach br. zostało zarejestrowanych 1027 fundacji. W całym ubiegłym roku takich przypadków było 2124, a w 2019 roku – 2344. Z kolei w statystykach sprzed trzech lat widzimy 2093 tego typu działań, w 2017 roku –  2294, a jeszcze rok wcześniej – 2515.

– Z tych danych wynika, że od ponad pięciu lat rokrocznie zakładanych jest w Polsce średnio około 2,3 tys. nowych fundacji. To jest dość optymistyczna wiadomość, bo pokazuje, że ludziom chce się działać i aktywizować społecznie. Widać również, że w tej kwestii były 2 wyraźne peaki, tj. w 2016 i 2019 roku. W moim odczuciu, to lata, w których na rynku była swego rodzaju większa potrzeba tego typu działań – komentuje Aleksandra Kamińska, ekspert rynku NGO-osów, wiceprezes serwisu zbiórkowego Szczytny-Cel.pl.

W całym kraju wygląda to różnie. Dla przykładu, od początku stycznia do końca maja br. w Wydziałach XII-XIV Gospodarczych KRS Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie zostało zarejestrowanych 208 nowych fundacji. W VI Wydziale Gospodarczym KRS SR Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku takich przypadków było 67, a w XX Wydziale Gospodarczym KRS SR dla Łodzi Śródmieścia w Łodzi – 64. Z kolei w SR Gdańsk-Północ w Gdańsku odnotowano 53 takie działania w VII Wydziale Gospodarczym KRS, a 30 w VIII Wydziale Gospodarczym KRS. Natomiast 179 wniosków o zarejestrowanie fundacji wpłynęło do dwóch (XI i XII) Wydziałów Gospodarczych KRS SR dla Krakowa Śródmieścia w Krakowie.

– Patrząc na dane z pierwszych 5 miesięcy tego roku, widzimy, że wyniki mogą być zbliżone do tego, co było rok temu. To z kolei pokazuje, że ten trend jest stały i mocno zakorzeniony w społeczności. Dobrze też wygląda sam okres pandemii, tj. cały 2020 rok, gdzie założono ponad 2,3 tys. nowych podmiotów. Zatem ten trudny czas nie zabrał Polakom możliwości i chęci zakładania fundacji. To tym bardziej jest dobry prognostyk na przyszłość – dodaje wiceprezes Kamińska.

Ponadto Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że od stycznia do maja br. zostało wykreślonych z  KRS-ów 285 fundacji. W całym 2020 roku takich przypadków było 569, a 2 lata temu – 609. W statystykach za 2018 rok widzimy 472 wykreślenia. Rok wcześniej ich liczba wyniosła 351, a w 2016 roku – 247.

– W analizowanym okresie najmniej fundacji z rynku zniknęło w latach 2016-2017, średnio niecałe 300 rocznie. Później ta liczba już dynamicznie rosła, w 2019 roku zostało wykreślonych z KRS-u ponad 600 podmiotów. Okres pandemii, tj. cały 2020 rok, też był dość słaby w tym zakresie, bo wtedy zlikwidowano blisko 570 fundacji – dodaje wiceprezes serwisu Szczytny-Cel.pl.

W pierwszych pięciu miesiącach br. w Wydziałach XII-XIV Gospodarczych KRS Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie zostało całkowicie zlikwidowanych 48 fundacji. W XX Wydziale Gospodarczym KRS SR dla Łodzi Śródmieścia w Łodzi takich przypadków odnotowano 34, a w VIII Wydziale Gospodarczym KRS SR Poznań – Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu – 27. Natomiast w SR Gdańsk-Północ w Gdańsku wykreślono 34 takie podmioty, po 17 w VII i VIII Wydziale Gospodarczym KRS. Z kolei 29 wniosków o wykreślenie fundacji wpłynęło do dwóch Wydziałów Gospodarczych KRS SR dla Krakowa Śródmieścia w Krakowie, tj. XI i XII.

– Analizując dane, można prognozować, że statystyki za cały bieżący rok mogą być zbliżone do tych z poprzednich lat i oscylować wokół ponad 500 likwidowanych fundacji. To też pokazuje, że sama pandemia, która spowodowała sporo spustoszenia w społeczeństwie, nie bardzo zmieniła sytuację na tym rynku. I to w zasadzie jest bardzo dobra informacja – mówi Aleksandra Kamińska.

Jednak na rynku nie jest tak dobrze, jakby na to wskazywały same dane. Jak zaznacza radca prawny Łukasz Goszczyński, jedną z najpoważniejszych przyczyn likwidacji tego typu podmiotów jest nasze prawodawstwo. Ono jest mocno skomplikowane i sformalizowane. To z kolei w sposób zasadniczy utrudnia bieżące życie fundatorów, np. w kwestiach korzystania z grantów czy też dotacji. I chodzi nie tylko o tych krajowych, ale również unijnych.

– Przyczyny likwidowania fundacji od lat są niezmiennie te same. Głównie to trudności związane z zapewnieniem materialnego funkcjonowania podmiotu i przede wszystkim pozyskiwania środków dla potrzeb bieżącej działalności, w mniejszym stopniu też rozliczania. Kolejnym problemem jest nadmiernie skomplikowane prawo, które nie dla wszystkich do końca jest jasne – dodaje ekspert serwisu Szczytny-Cel.pl.

Fundacje z reguły operują dość niskimi budżetami, co podkreśla radca Goszczyński. I do tego dodaje, że z racji tego mają ograniczony dostęp do specjalistów, np. prawników bądź innego rodzaju doradców. Wiele kwestii jest więc prowadzonych w sposób nieodpowiedni. W efekcie pojawiają się problemy, które w pewnym momencie urastają do rangi poważnych spraw.

– Mimo wszystko, podsumowując okres od 2016 roku, należy wyraźnie podkreślić, że w Polsce średnio 5 razy częściej fundacje są zakładane niż likwidowane. Uważam to za naprawdę dobry wynik, patrząc choćby przez pryzmat tego, na jakie problemy codziennie są narażone osoby prowadzące takie podmioty – podsumowuje wiceprezes Kamińska.

Analityka w handlu może zwiększyć zyski nawet o 30 proc.

Jak wynika z badania firmy doradczej Capgemni, producenci FMCG oraz firmy związane z handlem detalicznym powinni bardziej skupić się na gromadzeniu i analizie informacji.

Przebadanych zostało ponad 1200 organizacji związanych z handlem pod kątem ich dojrzałości w zakresie wykorzystania danych. Z raportu jasno wynika, że przedsiębiorstwa, które skutecznie analizują gromadzone przez siebie informacje, osiągają lepsze wskaźniki, w tym również wyniki finansowe.

Według badania, 62 proc. wiodących producentów oraz dystrybutorów już wykorzystuje analitykę danych i sztuczną inteligencję, a trzy czwarte z nich osiąga dzięki tym działaniom wymierne korzyści. Zgodnie z deklaracjami ankietowanych, ci, którzy potrafią gromadzić, przetwarzać i wykorzystywać swoje dane, łatwiej osiągają swoje cele biznesowe oraz napędzają innowacje. Co istotne, mogą się również cieszyć nawet o 30 proc. wyższymi zyskami.

Z głównymi wnioskami raportu zgadza się ekspert ze szczecińskiej firmy Sagra Technology, specjalizującej się w systemach IT wspierających sprzedaż oraz rozwiązaniach integrujących dane: – Organizacje działające w obszarze produkcji i dystrybucji dóbr konsumenckich, które weszły w pandemię z silnymi fundamentami w postaci już wdrożonej analityki danych, były w stanie zdecydowanie szybciej przyjąć podejście digital-first, w porównaniu do tych, które swoich danych nie wykorzystywały. Zdigitalizowane wcześniej firmy były w stanie szybko opracować oraz wdrożyć nowe produkty, usługi czy modele biznesowe oraz pozostać istotnymi dla swoich klientów, a w efekcie uzyskać przewagę nad konkurencją – tłumaczy Małgorzata Stoczkowska, Business Intelligence Manager i kontynuuje: – Takie firmy np. mogły szybko zareagować na gwałtowny wzrost popytu, kiedy zapotrzebowanie na niektóre produkty wzrosło nawet o 1000 proc. Mając odpowiednie dane z rynku, producent mógł szybko zwiększyć produkcję lub zatowarowanie hurtowni, dzięki czemu utrzymał się na rynku lub rozwinął działalność.

Liderzy w wykorzystywaniu danych

Tylko 16 proc. z przebadanych producentów oraz zaledwie 6 proc. detalistów można określić tytułem mistrzów danych. Co jednak istotne, mistrzowie wśród producentów mogą uzyskać nawet o 30 proc. wyższy zysk operacyjny w porównaniu ze średnią branżową. Udaje im się to osiągnąć dzięki wdrażaniu lepszych praktyk w zarządzaniu danymi, takich jak automatyzacja w gromadzeniu informacji, włączenie do analizy danych zewnętrznych oraz dbałość o ich jakość. Jednak nie wystarczy jedynie gromadzenie informacji, warto to robić w sposób uporządkowany, aby dane były maksymalnie użyteczne w analizie i podczas podejmowania decyzji. Wiele organizacji ma z tym problem.

Mistrzowie danych są również w stanie lepiej pokonywać przeszkody, które napotyka większość firm. Dostęp do danych, dotyczących zarówno konsumentów, jak i operacji, pozwala zidentyfikować luki i szybko wprowadzać niezbędne zmiany.

Jakie dane zewnętrzne?

Z jakiego rodzaju danych zewnętrznych mogą korzystać organizacje? – W praktyce informacjami z zewnątrz dla producenta lub dystrybutora może być ogólnokrajowa baza punktów sprzedażowych dostępna w pakiecie z systemem SFA (sales force automation). Jest ona na bieżąco weryfikowana i aktualizowana przez handlowców z wielu firm oraz dodatkowo przez zespół po stronie dostawcy oprogramowania. W przypadku naszej bazy punktów detalicznych, jest to ponad 220 tys., a w przypadku aptek, hurtowni farmaceutycznych i sklepów specjalistycznych – 14 tys. rekordów – tłumaczy Małgorzata Stoczkowska. Dane spoza organizacji, ale ściśle związane z przedmiotem czy polem działalności organizacji, mogą mieć dla niej ogromną wartość.

Jak wykorzystywać informacje?

– Producenci i detaliści dzięki danym mogą wychwytywać zmiany w zachowaniach konsumentów, zanim staną się one trendami. Znacznie lepiej jest zmiany współtworzyć, niż tylko biernie obserwować sytuację i reagować, kiedy już nie ma innego wyjścia. Prekursorami zmiany stają się ci, którzy mają dostęp do informacji na temat bieżącej sytuacji na rynku i potrafią odpowiednio szybko zmienić swoją strategię. Organizacje, które analizują swoje dane, są w stanie także podjąć różnego rodzaju wyzwania i dokonywać poważnych zmian w swoich procesach i modelach biznesowych. Może to dotyczyć np. sposobu pracy, produkcji, łańcuchów dostaw czy cyklu życia produktu – tłumaczy ekspert z Sagra Technology.

Jak podkreślają autorzy raportu, przedsiębiorstwa z sektora handlowego pozostają w tyle z innymi, jeśli chodzi o analitykę danych. Według opracowania Capgemini, prawdopodobieństwo wykorzystania danych w procesie podejmowania decyzji jest w handlu o 31 proc. niższe w porównaniu z sektorem bankowym i o ponad 10 proc. niższe w porównaniu z organizacjami z sektora nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej.

Google uruchomił akcelerator dla startupów związanych z medycyną i zdrowiem

Ruszyła rekrutacja do nowego akceleratora Google dla europejskich startupów. Tym razem zgłoszenia są otwarte dla firm, które działają w obszarze medycyny i zdrowia. Projekt będzie prowadzony przez zespół warszawskiego Campusu Google for Startups, a wszystkie zainteresowane startupy mogą aplikować do 23 sierpnia. 

Google for Startups Accelerator to ponad 3-miesięczny, intensywny program, który pomaga młodym, obiecującym startupom rozwinąć swoją działalność. Obejmuje on spotkania i warsztaty z ekspertami, opiekę mentorską ze strony inżynierów Google i zewnętrznych specjalistów oraz dostęp do produktów i wiedzy technicznej Google. Obecna edycja projektu będzie skupiać się na poszukiwaniu startupów z całej Europy i Izraela, które wykorzystują technologię, by stawiać czoła wyzwaniom związanym ze zdrowiem, przed którymi obecnie stoimy.

Kilkanaście ostatnich miesięcy pandemii stworzyło nie tylko wyzwania w zakresie ochrony zdrowia, ale też wiele z jej obszarów przeniosło do świata cyfrowego. W Niemczech odnotowano aż 1000% wzrost zainteresowania ofertą telemedycyny, a ponad 20 000 lekarzy i psychoterapeutów oferuje obecnie spotkania za pośrednictwem wideokonsultacji. Firma consultingowa Frost & Sullivan prognozuje, że do 2025 roku rynek cyfrowych usług medycznych wzrośnie aż siedmiokrotnie. Postęp cyfrowy jest więc nieunikniony, dlatego potrzebne są nowe rozwiązania w sektorze opieki zdrowotnej.

Polski startup wspiera walkę z pandemią

Jednym z absolwentów poprzedniej edycji akceleratora Google for Startups jest Infermedica – polska firma, która łączy możliwości algorytmów i doświadczenie lekarzy, by pomagać we wstępnej diagnozie, triażu (procedura stosowana w medycynie ratunkowej by dzielić chorych wymagających pomocy w zależności od stopnia schorzeń lub obrażeń) i kierowaniu pacjentów do odpowiednich usług medycznych. W 2020 roku Infermedica uruchomiła „COVID-19 Risk Assessment” – narzędzie, które pomaga szybko zidentyfikować objawy koronawirusa i uzyskać wiarygodne informacje dotyczące obaw związanych z COVID-19. Kilka miesięcy później narzędzie to było używane już przez ponad 450 organizacji, w tym przez dwa krajowe systemy opieki zdrowotnej (w tym w Polsce, gdzie był podstawą usługi “Sprawdź, czy masz objawy COVID-19”  przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia) i pomogło ponad 1,5 milionom osób w 25 językach. Piotr Orzechowski, Prezes Zarządu Infermedica, twierdzi, że Google for Startups Accelerator to jeden z najlepszych programów akceleracyjnych dla firm w fazie wzrostu w Europie. – Google for Startups połączyło nas ze świetnymi mentorami i coachami oraz było miejscem, w którym poznaliśmy niesamowitych założycieli aspirujących do zmiany świata dzięki swoim biznesom – dodaje Piotr.

W ciągu ostatnich dwóch lat, europejskie edycje akceleratora Google for Startups ukończyło 27 startupów. Absolwenci mogą pochwalić się wieloma sukcesami: średni miesięczny przychód startupów z jednej z poprzednich edycji wzrósł o 74%, a jedna firma zwiększyła liczbę miesięcznie aktywnych użytkowników o 200 razy w porównaniu z okresem poprzedzającym uczestnictwo w programie.

Szanse dla inwestorów wynikające ze starzejącego się społeczeństwa

Międzynarodowa firma doradcza Savills w swoim najnowszym raporcie Global Living przyjrzała się strukturze demograficznej Europy i oceniła jej wpływ na sektor nieruchomości alternatywnych. Polska znalazła się w pierwszej piątce krajów z największą liczbą miast, które za pięć lat będą miały najwyższy odsetek osób powyżej 65 roku życia. Trend ten rodzi szanse dla inwestorów.

Savills wytypował europejskie miasta, które za pięć lat będą uważane za „młodsze” ze względu na najwyższy odsetek mieszkańców w wieku 20-39 lat, oraz te, które zostaną zaliczone do „najstarszych” z powodu największej liczby osób w wieku 65 lat i więcej. Według Savills, w miastach „młodszych” demografia będzie powodowała wzrost popytu na prywatne akademiki, co-living i mieszkania na instytucjonalny wynajem (Build-to-Rent), a w miastach „starszych” będzie ona stymulowała rynek domów seniora i prywatnych domów opieki.

Za pięć lat w Europie najwięcej „młodych” demograficznie miast będzie znajdować się w Wielkiej Brytanii (22), Niemczech (18) i we Francji (14). Proces starzenia się społeczeństwa będzie z kolei odczuwalny w największej liczbie metropolii w Niemczech (25), Francji (15) i we Włoszech (14).

„W 2026 r. Niemcy będą mieć najwięcej miast z najstarszą populacją w Europie, ale jednocześnie zajmują drugie miejsce pod względem liczby miast „młodych”. Ważnym czynnikiem jest również skala. W Europie Zachodniej tylko Berlin dorównuje Londynowi i Paryżowi pod względem odsetka osób w wieku 20-39 lat ” – mówi Paul Tostevin, dyrektor działu badań globalnych w Savills.

„Nieruchomości alternatywne i mieszkaniowe okazały się wyjątkowo odporne na skutki gospodarcze pandemii. W ubiegłym roku odnotowano w nich większą dynamikę inwestycji niż w segmencie nieruchomości biurowych, handlowych czy hotelowych. 2021 rok pokazuje, że pozytywne nastroje w tym zakresie się utrzymują. Nasz raport pozwala inwestorom spojrzeć pięć lat w przód i przewidzieć miasta, w których może wzrosnąć popyt na te klasy aktywów” – mówi Marcus Roberts, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Europie, Savills.europa się starzeje

 

Według Savills, nieruchomości typu PRS (Private Rented Sector) mogą okazać się pomocne w poszukiwaniu odpowiedzi na problem samotności, który pogłębił się w społeczeństwie ze względu na pandemię. Domy seniora i prywatne domy opieki oferują poczucie przynależności do wspólnoty, natomiast co-living i akademiki mogą umożliwić osobom przeprowadzającym się do nowego miasta nawiązywanie kontaktów. Deweloperzy, inwestorzy i operatorzy, biorąc to pod uwagę, już teraz w swoich projektach chcą zapewnić nie tylko miejsce do mieszkania, lecz także starają się budować społeczność.

Trendy demograficzne w Polsce są często uważane za niepokojące, ale według Savills, mogą stworzyć nowe szanse dla inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości komercyjnych.

„Polska zajmuje czwarte miejsce wśród krajów z najwyższą przewidywaną liczbą miast najstarszych demograficznie w 2026 roku. Mając, zgodnie z prognozami, 11 takich miast, wyprzedzamy niektóre kraje Europy Zachodniej takie jak Hiszpania i Holandia, ale wyróżniamy się również na tle państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. To oznacza, że w najbliższych latach inwestorzy międzynarodowi mogą poszukiwać w naszym kraju atrakcyjnych możliwości lokowania kapitału ze względu na niewystarczającą podaż wysokiej jakości prywatnych domów seniora. Z drugiej strony, Polska nadal może się pochwalić miastami stosunkowo młodymi, jak Kraków czy Wrocław, które niewątpliwie będą przyciągały nowych inwestorów zainteresowanych nieruchomościami alternatywnymi, takimi jak prywatne akademiki czy mieszkania na instytucjonalny wynajem” – mówi Jacek Kałużny, dyrektor w dziale mieszkaniowych rynków kapitałowych, Savills Polska.

Segment obiektów mieszkalnych dla seniorów na europejskim rynku opieki zdrowotnej wciąż przyciąga nowy kapitał

Warszawa, 22 czerwca 2021 r. — W 2020 r. oraz w I kw. 2021 r. po raz pierwszy od pięciu lat udział segmentu domów spokojnej starości w europejskim wolumenie inwestycyjnym przewyższył wartość obrotu obiektami mieszkalnymi dla seniorów – wynika z raportu pt. „European Healthcare – A Growth Market” opublikowanego przez Colliers. Niemniej jednak wzrasta popyt na budynki mieszkalne dla osób starszych, co w dłuższej perspektywie przełoży się na większy udział tych aktywów w rynku inwestycyjnym.

Przewiduje się, że w ośmiu największych krajach europejskich[1] uwzględnionych w raporcie Colliers, populacja osób 65+ powiększy się o 21,7 mln osób w latach 2020-2035 i będzie stanowić 25% populacji krajowej. To więcej niż obecna łączna liczba mieszkańców Londynu czy regionu Ile de France (w skład którego wchodzi m.in. Paryż). Grupa ta tworzy znaczącą siłę rynkową, która napędza popyt na różnego rodzaju obiekty mieszkalne dostosowane do ich potrzeb.

Perspektywiczny sektor

– Od dłuższego czasu obserwujemy, że inwestorzy w poszukiwaniu nowych produktów oraz zysków wciąż sięgają po niszowe i alternatywne rodzaje aktywów. Udowodniony długoterminowy pozytywny stosunek ryzyka do zysku w sektorze opieki zdrowotnej i obiektów mieszkalnych dla seniorów na bardziej dojrzałych rynkach, takich jak Wielka Brytania, wraz ze znacznym wzrostem popytu na aktywa i usługi opieki ze strony starzejącej się populacji, przyciąga bardziej różnorodny kapitał do tego sektora. Wzrost liczby osób po 65. roku życia do 25% naszej populacji do 2035 roku idzie w parze z wysokim poziomem zamożności, co zwiększa popyt na obiekty mieszkalne dla tej grupy – wyjaśnia Damian Harrington, dyrektor działu badań rynku w regionie EMEA w Colliers.

– Jako że pokolenie wyżu demograficznego wchodzi w wiek senioralny, wzrosną oczekiwania dostępu do najnowocześniejszych obiektów, wyposażonych w nowe technologie i szybko rozwijającej się opieki zdrowotnej. Obiekty mieszkalne dla seniorów, które mają wyznaczoną przestrzeń na telewizyty z lekarzem i przeszkolonym personelem, mają większe szanse na przyciągnięcie potencjalnych mieszkańców niż przestarzałe obiekty, które tego nie oferują. Obserwujemy rosnący napływ kapitału z Ameryki Północnej, Azji i Europy do tego sektora, chociaż inwestorzy są wyczuleni na pewne zagrożenia z nim związane, takie jak starzenie się obiektów, niewydolność finansowa operatorów i wielkość popytu w perspektywie 5-7 lat – komentuje Richard Divall, szef działu Cross Border Capital Markets w regionie EMEA w Colliers.

Rosnący udział

Ostatnie globalne badanie przeprowadzone przez Colliers wśród inwestorów wykazało, że 21% respondentów jest zainteresowanych inwestycjami w obiekty mieszkalne dla seniorów w 2021 roku. Do tej pory tegoroczny wolumen inwestycji w tym sektorze wzrósł ze średniego poziomu w ciągu ostatnich pięciu lat wynoszącego 2,3% do 3,8%.

Wolumen generowany przez sektor nieruchomości dla seniorów, który dotychczas wynosił około 7 mld euro rocznie, wydaje się niewielki w porównaniu z udziałem innych sektorów. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że dopiero kształtujący się charakter nieruchomości z sektora opieki zdrowotnej jako klasy aktywów inwestycyjnych powoduje, że dane dotyczące wolumenu transakcji w tym zakresie niewątpliwie nie odzwierciedlają w pełni tego, co w rzeczywistości dzieje się na rynku.

Dywersyfikacja opieki zdrowotnej

Chociaż popyt inwestycyjny na obiekty podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej jest niższy niż w obiekty mieszkalne dla seniorów, w sektorze tym również obserwujemy silne czynniki wzrostu.

W większości krajów w ciągu ostatniej dekady nastąpił spadek dostępności  łóżek w szpitalach i opieki pielęgniarskiej. Częściowo niedobór ten został uzupełniony przez podmioty prywatne. Tylko w Wielkiej Brytanii, Polsce i Danii zdecydowana większość łóżek szpitalnych  dostępna jest w szpitalach publicznych. W Niemczech, Francji, Hiszpanii i Włoszech wskaźnik ten wynosi średnio  około 60%. Wykorzystują to lokalni inwestorzy i operatorzy, rozważając inwestycje nie tylko na swoich rynkach, ale także w innych krajach europejskich, w których występuje nierównowaga między popytem a podażą i/lub zmiany w finansowaniu lub polityce rządowej w kierunku rezerw.

Wzrost wydatków konsumentów na prywatną opiekę zdrowotną i prywatne ubezpieczenia zdrowotne będzie w dalszym ciągu napędzać popyt na rozwój działalności niepublicznych obiektów opieki zdrowotnej, zwłaszcza że rozwój oferty państwowej pozostanie ograniczony. Stworzy to dodatkowe opcje inwestycyjne dla inwestorów, aczkolwiek o bardziej złożonym i niszowym charakterze.

[1] Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Hiszpania i Wielka Brytania

Po co NBP forsuje płatności gotówką?

Sejm wkrótce rozpatrzy prezydencki projekt nowelizacji ustawy o usługach płatniczych. Projekt ten zakłada wprowadzenie dwóch ograniczeń – zawarcie umowy z klientem nie mogłoby być uzależnione od dokonania zapłaty w formie bezgotówkowej, a ponadto zakazana zostałaby możliwość odmowy przyjęcia zapłaty w gotówce. Celem tego rozwiązania miałaby być promocja i ochrona płatności gotówkowych jako sposobu realizacji transakcji. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że ustawa ta rozwiązywałaby problem, który nie istnieje, jednocześnie tworząc kilka nowych problemów. Płatności gotówkowe są już obecnie powszechnie dostępne dla konsumentów i akceptowane przez przedsiębiorców – wyjątki od tej reguły mają tylko charakter incydentalny. Dążenie do jeszcze dalej idącego upowszechnienia gotówki wiązałoby się natomiast z powiększeniem i tak znacznych kosztów związanych z obsługą tej formy zapłaty.

Poza wzrostem kosztów działalności gospodarczej, zwiększyłaby się również niepewność prawna dla przedsiębiorców. Projektowane przepisy są bardzo ogólne, a ich możliwa interpretacja bardzo niejednoznaczna.

Na przestrzeni ostatnich lat polskie władze publiczne wykonały znaczną pracę, by upowszechniać płatności bezgotówkowe oraz ograniczać szarą strefę w gospodarce. Przyjęcie ustawy, której celem miałoby być odwrócenie tego dotychczasowego trendu, prowadziłoby siłą rzeczy do zwiększenia kosztów transakcyjnych dla konsumentów, banków, przedsiębiorstw oraz państwa, a także do wzrostu luki podatkowej w VAT.

„W ostatnim czasie polskiemu państwu udało się osiągnąć duży postęp w obszarze cyfryzacji urzędów oraz zwiększenia dostępności e-usług dla obywateli. Istnieje znaczne ryzyko, że wprowadzenie generalnego obowiązku akceptacji gotówki zakłóci proces cyfrowej transformacji polskiej administracji publicznej, która w każdym przypadku musiałaby akceptować zapłatę w gotówce. Bezwzględne wymaganie akceptacji gotówki może również zablokować rozwój innowacyjnych usług w sektorze prywatnym. Trudno wyobrazić sobie np. możliwość funkcjonowania testowanego już obecnie modelu działalności sklepu, w którym nie ma kas, a płatności za nabywane produkty odbywają się w sposób całkowicie zautomatyzowany. Przewidziane w projektowanej ustawie wyjątki nie eliminują w pełni takiego ryzyka. Wprowadzenie w życie tych rozwiązań tworzyłoby też pewne absurdy – np. kierowcy komunikacji miejskiej musieliby wydawać resztę nawet w przypadku zapłaty za bilet banknotem 500-złotowym, podczas gdy obecnie przyjętą praktyką jest wymaganie zapłaty odliczonej kwoty. Wiązałoby się to nieuchronnie z dodatkowymi kosztami dla przedsiębiorców, którzy musieliby przechowywać więcej gotówki w swoich punktach i placówkach. Pośrednim efektem tej zmiany byłoby też większe narażenie firm i ich pracowników na napady rabunkowe” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez NBP[1], całkowite koszty wewnętrzne i zewnętrzne instrumentów płatniczych ponoszone łącznie przez konsumentów, przedsiębiorców, banki komercyjne oraz bank centralny w 2015 r. sięgały 31,2 mld zł, czyli 1,74% PKB. Ponad 72% z tych kosztów było ponoszonych w związku z obrotem gotówkowym – pomimo tego, że transakcje z udziałem gotówki stanowiły w tym czasie jedynie 7,7% ogółu wartości dokonanych płatności detalicznych.

[1] Narodowy Bank Polski, Koszty instrumentów płatniczych na rynku polskim. Raport końcowy z projektu badawczego NBP, Warszawa 2019.

Czy banki centralne ochronią nas przed inflacją?

Rosnące stopy procentowe i rentowności obligacji zwiększają dochody banków. Według NBP polskie banki w tym roku zarobią więcej niż przed pandemią. Podobnie może być w USA, a wyceny banków wciąż pozostają niższe niż innych sektorów. Inwestowanie w ten sektor może być dobrą ochroną przed inflacją.

Banki mają przed sobą bardzo dobre lata. A to za sprawą pojawiającej się na horyzoncie perspektywie wzrostu stóp procentowych. Będzie ona poprzedzona ograniczeniem poziomu wykupu obligacji (quantitative easing) przez FED, co może się zdarzyć jeszcze w tym roku. Im bliżej będzie takiego scenariusza, tym bardziej rosnąć powinny rentowności 10-letnich obligacji rządu USA. A to będzie napędzać zyski banków.

Banki należą do branż cyklicznych, czyli tych, których wyniki są pozytywnie skorelowane ze wzrostem gospodarczym. Mówiąc krótko, im bardziej gospodarka rośnie, tym bardziej zyskują. Od początku roku ceny akcji banków w USA wzrosły o 25 proc., podczas gdy cały rynek wzrósł o 14 proc. Po latach dominacji branży technologicznej, wspieranej przez niski wzrost gospodarczy i rentowność obligacji, a także restrykcyjne regulacje po kryzysie finansowym 2008 roku, banki wracają do gry. Tym bardziej, że branża pozostaje niedowartościowana, wskaźnik C/Z dla sektora jest o około 35 proc. niższy niż przeciętna na całym amerykańskim rynku.

Dobre wyniki banków będą wspierane przede wszystkim właśnie przez rosnące oprocentowanie 10-letnich obligacji rządowych USA, a w Polsce przez rosnące rynkowe stopy procentowe (WIBOR, EURIBOR). W takim środowisku banki zarabiają najwięcej, dzięki rosnącej marży odsetkowej. Banki w okresie niskich stóp podniosły wiele opłat, aby kompensować obniżone dochody, nie należy się spodziewać ich obniżki. Także rosnąca akcje kredytowa napędza wzrost branży. Zwiększone zainteresowanie kredytami obserwujemy w USA i w Polsce. W Polsce mamy do czynienia z boomem w zakresie kredytów mieszkaniowych, a gdy znikną kolejne pandemiczne strachy, to samo może powtórzyć się na kredytach konsumenckich. Warto podkreślić, że z okresu niskich stóp branża wychodzi zrestrukturyzowana i z kontrolowanym poziomem kosztów, co czyni jej wzrost zdrowym.

W Polsce NBP prognozuje, że zyski banków w 2021 roku wyniosą w sumie 13,4 mld zł, o 0,5 mld zł więcej niż w 2019 roku. A jeszcze pół roku temu ta sama prognoza wskazywała na pierwszy od 30 lat rok ze skumulowaną stratą. Inwestycje w polskie banki nadal obarczone są ryzykiem nierozwiązanego problemu portfela kredytów mieszkaniowych we franku szwajcarskim. Sąd Najwyższy w Warszawie odroczył ważne orzeczenie w tej sprawie, bez wyznaczenia terminu.

Inwestowanie w banki to dobra strategia w okresie rosnących rentowności obligacji i stóp procentowych, która może uchronić nas przed rosnącą inflacją. Tworząc portfel inwestycyjny, warto pamiętać zarówno o dywersyfikacji sektorowej, jak i geograficznej. Szczególnie że wzrost gospodarczy czyniący banki atrakcyjnym przedmiotem inwestycji, obserwujemy na większości rynków. Ekspozycję na banki w USA.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Dynamika sprzedaży detalicznej w maju 2021 roku

GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w maju 2021 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Maj przywrócił optymizm wśród konsumentów. Miejmy nadzieję, że to trend, który z nami pozostanie również w miesiącach letnich. Maj br. przyniósł wzrost konsumpcji w ujęciu rocznym i miesięcznym. Solidna dynamika roczna to podobnie jak w marcu i kwietniu wynik niskiej bazy z roku poprzedniego, kiedy został wprowadzony stan epidemii w Polsce, ale nie tylko. Niezależnie od efektu bazy, odczyt sprzedaży detalicznej, a szczególnie jej wzrost w stosunku do kwietnia br., budzi optymizm i nadzieję na poprawę w sektorze handlu detalicznego. Majówka, wzrost mobilności konsumentów oraz ożywienie aktywności ekonomicznej wynikające ze zniesienia restrykcji pomogły w osiągnięciu tak dobrego wyniku. Nie bez znaczenia jest też stale rosnąca liczba ozdrowieńców i osób zaszczepionych w populacji. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS poziom konsumpcji wskazuje na jej wzrost o 13,9 proc. w ujęciu rocznym oraz 9,2 proc. w stosunku do kwietnia 2021.

Największe wzrosty w ujęciu rocznym odnotowały podmioty handlujące pojazdami samochodowymi, motocyklami i częściami (51,2 proc.) oraz kategoria odzież, tekstylia i obuwie na poziomie 46,1 proc. Jest to głownie efekt zeszłorocznego załamania się sprzedaży w tych dwóch kategoriach, ale też potwierdzenie, że Polacy szykują się na wakacyjne urlopy wraz ze znoszeniem przez rząd restrykcji w działalności branży turystycznej, o czym świadczą również wzrosty w ujęciu miesięcznym w tych dwóch grupach na poziomie odpowiednio 1,8 proc. i 92,2 proc. Największym zaskoczeniem w ujęciu miesięcznym jest solidny 92,2 proc. wzrost sprzedaży w grupie tekstylia i odzież, co jest efektem odroczonych zakupów, jak również otwarciem się galerii handlowych. Zgodnie z oczekiwaniami, maj przyniósł spadek sprzedaży e-handlu na poziomie 7,8 proc w stosunku do kwietnia br. Klienci wrócili do tradycyjnych kanałów sprzedaży. Dotyczyło to szczególnie kategorii tekstylia i odzież. Udział sprzedaży internetowej w maju br. wyniósł 9,1 proc. wobec 10,8 proc. w kwietniu br.

Kolejne letnie miesiące powinny przynieść dalszą poprawę konsumpcji ze względu na rozluźnianie obostrzeń, ich mniejszy wpływ na mobilność społeczeństwa i wydatki gospodarstw domowych oraz rosnącą liczbę wykonywanych szczepień.

Przedsiębiorcy będą inwestować w miejską logistykę

Wyniki badania IPSOS na zlecenie Frontier Estates Polska, przy współpracy wydawcy Europaproperty.com, przeprowadzone wśród przedsiębiorców, inwestorów oraz profesjonalistów na rynku nieruchomości, wyraźnie potwierdzają obserwowany już od pewnego czasu trend w segmencie powierzchni magazynowych. Ponad połowa ankietowanych oczekuje dynamicznego wzrostu popytu w kategorii miejskiej logistyki oraz widzi największy potencjał w małych powierzchniach magazynowych typu Small Business Units, zlokalizowanych w miastach.

59% ankietowanych przedsiębiorców raportuje zwiększenie sprzedaży w pierwszym kwartale 2021 w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym, tylko 11% deklaruje, że obroty spadły lub wyraźnie spadły. 32% wskazuje na zakłócenie łańcucha dostaw w związku z pandemią, a 25% ankietowanych zamierza ograniczyć wydatki w związku z niepewnością związaną z sytuacją gospodarczą. 21% respondentów zwraca uwagę na problem opóźnień w płatnościach, który obserwowali w pierwszym kwartale tego roku – mówi Krzysztof Chmielewski, Dyrektor ds. Badań w Instytucie Badania Opinii IPSOS.

Jednocześnie prawie dwie trzecie respondentów, głównie z branży e-commerce, handlu hurtowego i lekkiej produkcji uważa, że brak dostępności odpowiedniej powierzchni magazynowej ogranicza możliwość wzrostu ich biznesu.

Wyniki badania pokazują absolutną koncentrację na projektach miejskich, związanych z obsługą logistyki ostatniej mili. Ogromna większość ankietowanych jest zdania, że w perspektywie najbliższych dwóch lat lokalizacja powierzchni magazynowych blisko klientów końcowych będzie miała kluczowe znaczenie przy wyborze miejsca prowadzenia biznesu. Podobny procent profesjonalistów na rynku nieruchomości i przedsiębiorców uważa, że w perspektywie najbliższych pięciu lat infrastruktura magazynowa zbliży się do miast.

Prawie połowa ankietowanych uważa za istotne możliwość zintegrowania swojego biura z magazynem lub strefą produkcyjną i salonem sprzedaży, co może pozwolić najemcy na efektywne wykorzystanie powierzchni, obniżając istotnie niektóre koszty operacyjne. Tyle samo respondentów wskazuje jako bardzo ważne dostępność szerokopasmowego Internetu, automatyki magazynowej i infrastruktury technicznej w procesie podejmowania decyzji o wyborze centrum magazynowo – dystrybucyjnego.

Wzrost w segmencie logistyki miejskiej będzie napędzany przez bardzo duży popyt na nowoczesne powierzchnie ze strony małych oraz średnich przedsiębiorstw. Z drugiej strony podaż tego typu obiektów będzie coraz trudniejsza ze względu na rosnące ograniczenia w dostępności gruntów inwestycyjnych i konkurencję ze strony deweloperów mieszkaniowych i handlowych, którzy poszukują lokalizacji o podobnych parametrach i tym samym mocno o nie rywalizują – mówi Daniel Oponowicz, Commercial Director w Frontier Estates Polska.

Bardzo istotna według ankietowanych (66% wskazań) jest dostępność pracowników blisko planowanej inwestycji magazynowo – logistycznej. 61% ankietowanych przedsiębiorców zamierza zmienić oraz dostosować swoje istniejące powierzchnie magazynowe do nowych wymagań klientów, 51% zamierza poprawić produktywność. 23% ankietowanych planuje powiększenie istniejącej powierzchni magazynowej lub jej zmiany, co pokazuje ostrożność w podejmowaniu dalekosiężnych decyzji finansowych w obecnej sytuacji gospodarczej, pomimo dobrych prognoz na przyszłość – mówi Krzysztof Chmielewski.

Inwestujemy w miejską logistykę już od wielu lat na rynku brytyjskim. Nasze inwestycje mogą pełnić funkcję wielokanałowych miejsc kontaktu z klientami, służąc jako punkty odbioru i zwrotu, showroom-y, magazyny, małe centra logistyczne i biura wysokiej klasy. Pierwsza inwestycja Frontier Estates Polska typu SBU, zlokalizowana w Bielanach Wrocławskich jest aktualnie w fazie komercjalizacji. Frontier Park Wrocław będzie obejmował 12 lokali na ok. 9 300 m2 elastycznej powierzchni magazynowej i biznesowej z przeszkloną elewacją frontową, umożliwiającą pełnienie funkcji wystawowej i biurowej– mówi Daniel Oponowicz.

Metryczka badania

Badanie zostało przeprowadzone w Polsce, przez Instytut Badania Opinii IPSOS, w dniach 4-14 Maja 2021 roku, metodą CAWI, na reprezentatywnej próbie 116 firm z branży nieruchomości, e-commerce, lekkiej produkcji, handlu i logistyki magazynowej.

Podatnik może skorygować „puste” faktury i nie płacić sankcyjnego VAT – wyrok TSUE

Hasło „puste faktury” kojarzy się bardzo negatywnie i najczęściej utożsamiane jest z oszustwami podatkowymi i nadużyciami prowadzącymi do uszczuplenia dochodów podatkowych państwa. Jednak wystawić „pustą fakturę” można także niecelowo, przypadkiem. Pusta faktura stanowi co do zasady fakturę, gdzie wykazany został podatek, ale za fakturą nie stała dostawa towarów ani świadczenie usługi. Z sytuacją wystawiania pustych faktur można mieć do czynienia w przypadku intencjonalnego wystawienia faktur pomimo braku dostawy towaru lub świadczenia usługi, ale także w przypadku zmiany praktyki organów podatkowych, które mogą zacząć pewne rodzaje transakcji traktować odmiennie niż dotychczas, a podatnik jest nieświadomy zmienionej praktyki. W takich sytuacjach zasady podatku od towarów i usług powinny chronić podatników działających w dobrej wierze, ale czy tak jest na pewno? Sprawą zajął się TSUE (wyrok z dnia 18 marca 2021 r. w sprawie C-48/20).

Tło sprawy

Sprawa zawisła przed TSUE C-48/20 dotyczyła litewskiej spółki, która za pośrednictwem kart paliwowych dokonywała dostaw paliwa. Stacje benzynowe wystawiały faktury na rzecz litewskiej spółki, która następnie refakturowała je na rzecz firm transportowych. Organy podatkowe po przeprowadzonej kontroli doszły do wniosku, że w sprawie nie występują dostawy łańcuchowe, ale świadczenie transakcji finansowej przez podmiot litewski. Ponadto organy podatkowe zwróciły uwagę, że transakcje nie odzwierciedlały rzeczywistego przebiegu transakcji. W konsekwencji odmówiły podatnikowi prawa do odliczenia podatku VAT naliczonego w Polsce od zakupu paliwa, jako że usługi finansowe są zwolnione z podatku VAT. Z kolei podatek VAT należny wykazany na fakturach sprzedaży powinien zostać zapłacony na zasadach określonych w art. 108 ustawy o VAT, czyli dotyczących „pustych faktur”.

Polski sąd administracyjny w pytaniu prejudycjalnym zaznaczył, że dotychczasowa praktyka krajowych organów podatkowych kwalifikowała transakcje sprzedaży paliwa przy użyciu kart paliwowych jako dostawy łańcuchowe i w ramach tej praktyki przyjmowano, że każdy z podmiotów dokonuje odpłatnej dostawy towarów, pomimo że faktycznie miało miejsce jedno wydanie towarów. Ponadto sąd zwrócił uwagę, że pomimo iż spółka, wystawiając faktury, działała w dobrej wierze, to formalnie wystąpiły przesłanki zastosowania art. 108 ust. 1 ustawy o VAT dotyczącego „pustych faktur”, czyli konieczności rozliczenia VAT należnego mimo braku dostawy towarów czy świadczenia usług w rozumieniu przepisów o VAT.

„Puste faktury”

Przepis art. 108 ustawy o VAT stanowi implementację art. 203 dyrektywy VAT. Zgodnie z tym przepisem w przypadku wystawienia faktury, na której wykazany zostanie podatek VAT należny, osoba prawna, fizyczna czy organizacja niemająca osobowości prawnej zobowiązana jest do zapłaty podatku.

W orzecznictwie wskazuje się, że gdy podatnik wystawił fakturę fikcyjną, niezwiązaną z żadną rzeczywistą transakcją, w której wykazał podatek VAT należny w związku z rzekomą transakcją, to uzasadnione jest zastosowanie przepisu o „pustych fakturach” przy jednoczesnym braku prawa do odliczenia podatku po drugiej stronie (przykładowo wyrok WSA w Poznaniu z dnia 17 grudnia 2020 r., sygn. I SA/Po 532/20).

Stanowisko TSUE

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w uzasadnieniu wyroku z dnia 18 marca 2021 r., C-48/20, UAB „P” przeciwko Dyrektorowi Izby Skarbowej w B., zwrócił uwagę na bardzo istotną kwestię w przypadku stosowania zasad dotyczących „pustych faktur”, a mianowicie zastosowanie zasady dobrej wiary podmiotu wystawiającego faktury także w przypadku wszczęcia kontroli podatkowej i możliwości skorygowania błędnego rozliczenia VAT bez ponoszenia jego negatywnych skutków. Jeżeli podatnik wystawił faktury VAT w dobrej wierze, to przepisy krajowe, które nie zezwalają na korektę faktury z nienależnie wykazanym podatkiem VAT, są niezgodne z zasadami neutralności i proporcjonalności VAT. Możliwość dokonania korekty błędnego rozliczenia dokonanego w dobrej wierze powinna mieć zastosowanie także w toku kontroli podatkowej.

Konsekwencje wyroku TSUE

Wyrok TSUE może być bardzo istotny w praktyce stosowania art. 108 ust. 1 ustawy o VAT i daje dodatkowe, nowe argumenty podatnikom w sporach z organami podatkowymi w przypadku, gdy podatnik zobowiązany będzie do zapłaty podatku, mimo działania w dobrej wierze.

Pogląd wyrażony w wyroku TSUE stoi także w sprzeczności z dotychczasową praktyką sądów administracyjnych, które wskazywały, że podatnik ma możliwość skorygowania pustej faktury i uniknięcia obowiązku zapłaty podatku na podstawie art. 108 ust. 1 ustawy o VAT, jeżeli wykazał, że zapobiegł w stosownym czasie skutkowi w postaci uszczuplenia dochodów podatkowych, tj. przed wszczęciem kontroli przez organy podatkowe (przykładowo wyrok NSA z dnia 26 stycznia 2018 r., sygn. I FSK 465/16). TSUE stwierdził, że skorygować „pustą fakturę” w dobrej wierze można także po wszczęciu kontroli.

Podsumowując, wyrok TSUE może mieć bardzo korzystne znaczenie dla podatników, którzy – postępując w dobrej wierze – wystawiali zgodnie z praktyką organów podatkowych faktury VAT. Wyrok będą mogły zastosować na przykład firmy sprzedające paliwo przy wykorzystaniu kart paliwowych, jeżeli organy będą kwestionowały zasadność wystawiania faktur (dostawy paliwa), traktując te transakcje jako finansowe zgodnie z wyrokiem TSUE z dnia 15 maja 2019 r. w sprawie C-235/18 Vega International.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kolejny ruch Narodowego Banku Polskiego w stronę zwiększenia rezerw złota

Narodowy Bank Polski ­– zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami – zwiększył rezerwy złota do 230,54 ton. W marcu br. wskazywał o możliwości wprowadzenia strategii, która zakłada dokupienie 100 ton złota do krajowych rezerw w ciągu najbliższych kilku lat. To pierwszy zakup „króla metali” przez NBP od blisko dwóch lat, a decyzja wpisuje się w trend coraz większego zainteresowania inwestycjami w metale szlachetne, w tym w złoty kruszec – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Powiększanie zasobów złota można traktować jako umacnianie bezpieczeństwa krajowych finansów i zgromadzenie bezpiecznego aktywa. Warto podkreślić, że obecny ruch NBP i zakupienie dodatkowych 60 tys. uncji może wydawać małą inwestycją jak na standardy banku centralnego. Dla porównania, Tavex Group sprzedaje średnio podobną ilość złotego kruszcu w ciągu kwartału. Jednak, jest to pierwszy istotny wzrost polskich rezerw złota od lipca 2019 roku (wówczas powiększyły się one o 100 t podnosząc łączne rezerwy kruszcu do 228,7 ton). Dla przypomnienia warto wspomnieć, że Polska zwiększyła swoje rezerwy złota również w 2018 roku o 25,7 ton – wynika z danych Światowej Rady Złota.

Podobne decyzje podejmował Narodowy Bank Węgier, który w marcu br. poinformował o strategicznej decyzji zwiększającej aż trzykrotnie rezerwy złota. Wzrosły one z 31,5 ton do 94,5 ton, a za główną przyczynę takiego ruchu bank podaje kryzys związany z pandemią. Efektem takiego działania był awans Budapesztu w międzynarodowych rankingach państw z rezerwami w złocie z 56. pozycji na 36. pozycję. Dla porównania Polska ze swoimi rezerwami zajmuje 22. miejsce wśród banków centralnych na świecie. Jednak jest kogo gonić, nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy w swoich rezerwach posiadają aż 3361,1 ton kruszcu.

Ponadto, wstępne szacunki za kwiecień br. Światowej Rady Złota sugerują, że banki centralne dodały 69,4 ton do światowych oficjalnych rezerw złota.

GUS o detalu i e-handlu w maju – eksperci komentują

GUS: sprzedaż detaliczna w cenach stałych w maju 2021 r. była wyższa niż przed rokiem o 13,9% (wobec spadku o 7,7% w maju 2020 r.). W porównaniu z kwietniem 2021 r. miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 8,2%. W okresie styczeń-maj 2021 r. sprzedaż wzrosła r/r o 7,9% (wobec spadku o 6,2% w 2020 r.).

Poniżej komentarze eksperckie do tych danych autorstwa PayPo oraz Unity Group:

PayPo, polski fintech, dostawca płatności odroczonych do finansowania zakupów w internecie

– Po wielu miesiącach obowiązywania ograniczeń w prowadzeniu działalności, handel tradycyjny, zwłaszcza prowadzony w galeriach handlowych, w maju trochę odżył. Sprzyjał temu też sezon komunii świętych czy planowania wyjazdów wypoczynkowych, czyli okazji, kiedy w produkty zaopatrujemy się głównie w sklepach stacjonarnych. Jest to jednak tylko delikatne odbicie, które nie zaburza pełnego obrazu sytuacji, a ten jest jednoznaczny – kilkanaście miesięcy od wybuchu pandemii e-commerce jest dziś w zupełnie innym miejscu niż w lutym czy styczniu 2020. Jego udział w całkowitych obrotach handlu detalicznego prawie się podwoił. W rok e-handel pokonał dystans, którego przebycie w normalnych warunkach zajęłoby mu od 3 do 5 lat, może dłużej. Kondycja e-commerce znajduje odzwierciedlenie w branży nowoczesnych płatności – są one jak system naczyń połączonych, wzajemnie stymulując swój wzrost. Widać to w zachowaniach konsumentów, którzy chętniej wybierają bezpieczne i innowacyjne metody płatności, w ślad ze dynamicznym rozwojem sklepów internetowych i marketplaceów. Co dalej? Eksperci prognozują, że e-handel ponownie urośnie w tym roku o ponad 20%, a w przypadku mocno skorelowanego z tym segmentem rynku płatności mobilnych mówi się o wzroście w ujęciu globalnym do rekordowych 6,7 biliona USD w 2023 r. Boom w e-commerce udziela się również rynkowi płatności odroczonych – tu analitycy wyliczają, że na świecie skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) na poziomie 21,2% do 2027 roku, ale już widać, że wybrane podmioty tego rynku rosną zdecydowanie szybciej. W przypadku PayPo liczba transakcji zrealizowana w maju przewyższyła tę z kwietnia, a wyniki I połowy czerwca pokazują, że nasi klienci korzystają z tej metody płatności coraz chętniej – powiedziała Marta Olejnik, Marketing Manager PayPo.

Unity Group, specjalizuje się w cyfrowej transformacji biznesu (commerce transformation)

Niezależnie od nowego odczytu danych GUS ostatnie odchylenia od stanu e-commerce, który obserwujemy od kilkunastu już miesięcy, są niewielkie i nie wpływają istotnie na ocenę tego, co wydarzyło się za sprawą pandemii. A doszło do trwałej zmiany nawyków zakupowych – jak podają ostatnie badania, w internecie kupuje już 84% internautów, gdy jeszcze w połowie 2019 ten odsetek wynosił 57%. Wobec tego bardzo silnego trendu firmy handlowe nie mogły pozostać obojętne i od 2020 r. obserwujemy pokaźne środki przeznaczane na przyspieszoną cyfryzację biznesu, w tym na cyfryzację kanałów sprzedaży. To bardzo dobry kierunek, bo w dzisiejszych czasach, nawet po pokonaniu pandemii, obecność w sieci jest obowiązkowa, a zakres usług świadczonych klientom w tym kanale musi podążać, a wręcz wyprzedzać oczekiwania konsumentów. Z tego wniosek dla firm, że projektując dziś rozwiązania z zakresu transformacji cyfrowej trzeba wziąć pod uwagę przede wszystkim nadchodzące tendencje i umiejętnie się pod nie ustawiać.

Po kilkunastu miesiącach pandemii w rozmowach z obecnymi i potencjalnymi klientami dostrzegamy jeszcze jeden obszar wymagający pilnego zaopiekowania się – to integracje systemów IT. Gdy pandemia uderzyła w polski biznes, u części firm wywołała stan podwyższonej gotowości i nieszablonowego podejmowania strategicznych decyzji. Wtedy, często pod presją czasu, wdrażano rozwiązania technologiczne, które nie doczekały się wymaganej w takiej sytuacji pilnej synchronizacji z obecnymi już systemami. Po długich miesiącach funkcjonowania w pandemicznych realiach nadszedł czas, by się zatrzymać, spojrzeć wstecz i podjąć się zadania zintegrowania różnych rozwiązań IT. To kluczowe, ponieważ pandemia wymusiła na wielu firmach szybkie wdrożenia cyfrowych rozwiązań, ale dziś w trakcie wyciszania Covid-19 część z tych przedsiębiorstw zauważyła, że konieczne jest szybkie przeprocesowanie integracji systemów, bo te mnożą się w zatrważającym tempie, a to powoduje chaos i niewydolność systemową z uszczerbkiem dla realnego biznesu firmy. Integracja jest potrzebna również dlatego, że zwiększa elastyczność działania i łączenia różnych systemów. To daje firmom, które dobrze ją zaprojektowały, możliwości szybszej niż konkurencja reakcji na zmiany, a w dzisiejszym świecie zwycięża często nie największy, ale właśnie najszybciej potrafiący się zmieniać i adaptować do zmian na rynku. Wtedy też zmienność rynku nie jest zagrożeniem, tylko szansą.

A potencjał tkwiący w integracjach jest olbrzymi. Wg badania na firmach w modelu B2B autorstwa Unity Group zintegrowane systemy IT wspierające procesy sprzedaży posiada dziś tylko 21 proc. z nich, a kolejne 41 proc. zmierza w tym kierunku – przy czym firmy duże w 53 proc., a małe tylko w 35 proc. Dlatego firmy, które m.in. skutecznie przeniosły czy uzupełniły sprzedaż o kanał online stoją przed kolejnym wyzwaniem i czeka je ogrom pracy mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group. 

Wpływ pandemii na zaufanie i dobre samopoczucie w kanałach cyfrowych

Jak pokazało przeprowadzone przez EY badanie Global Digital Home. Decoding the digital home, zmęczenie cyfrowe zmusza blisko połowę (47%) ankietowanych do przerw w korzystaniu z urządzeń z dostępem do Internetu, a co czwarty użytkownik chciałby zmniejszyć liczbę platform streamingowych, z których korzysta. 43% uważa nawet, że jest zbyt wiele kanałów pozwalających na kontakt w sieci i za dużo dostępnych w sieci treści, a jedna czwarta jest zainteresowana zmniejszeniem liczby platform streamingu muzyki i video, z których korzysta.

– Pandemia spowodowała, że z urządzeń z dostępem do Internetu zaczęli korzystać nawet ci, którzy wcześniej tego nie robili lub korzystali w ograniczonym zakresie. Lockdowny upowszechniły szereg technologii, które w innym wypadku prawdopodobnie nie cieszyłyby się popularnością przynajmniej w części gospodarstw domowych. Polska nie różni się tutaj od państw Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej. Z badania przeprowadzonego przez EY na początku roku w Polsce wynika, że w dobie pandemii prawie połowa Polaków korzystała ze zdalnych kanałów komunikacji częściej niż wcześniej. Ok. 40% ankietowanych wskazywało w tym badaniu, że po ustaniu obostrzeń chciałoby jednak korzystać z cyfrowych kanałów rzadziej. To sygnał, że wraz z luzowaniem restrykcji Polacy będą wracać do kanałów offline – mówi Marcin Bartoszewski, Experience Platform Leader w EY Polska.

Z badania EY wynika również, że obecnie ankietowani obawiają się szkodliwego wpływu Internetu na samopoczucie bardziej, niż przed pandemią. Najczęściej zaniepokojeni tą kwestią są najmłodsi użytkownicy Internetu. Tego typu obawy ma ponad połowa badanych w wieku 18-24 lata, a liczba osób obawiających się niekorzystnego wpływu bycia online na swoje samopoczucie maleje wraz ze wzrostem wieku ankietowanych. Biorąc pod uwagę zróżnicowanie geograficzne, ta kwestia najczęściej niepokoi Kanadyjczyków i Włochów (50%), zdecydowanie bardziej niż na przykład Niemców (25%).

Rys. 1. 41% ankietowanych niepokoi się wpływem Internetu na dobre samopoczucie bardziej niż przed pandemią – wynika z badania EY

Wpływ pandemii na zaufanie i dobre samopoczucie w kanałach cyfrowych

Rys. 2. Zaniepokojenie wpływem obecności w sieci na dobre samopoczucie i bezpieczeństwo danych osobowych w podziale na grupy wiekowe
Rys. 2. Zaniepokojenie wpływem obecności w sieci na dobre samopoczucie i bezpieczeństwo danych osobowych w podziale na grupy wiekowe
Widoczne są też obawy dotyczące bezpieczeństwa w sieci. 35% ankietowanych w badaniu Global Digital Home. Decoding the digital home bardzo obawia się, że trafi w sieci na szkodliwe treści, a 49% opowiada się za bardziej restrykcyjnymi regulacjami w Internecie. Obawy dotyczą również dzielenia się w sieci swoimi danymi osobowymi. 39% respondentów jest zaniepokojonych kwestiami ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych osobowych. Co ciekawe, przede wszystkim tego typu lęki odczuwają mieszkańcy Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz respondenci w najmłodszych grupach wiekowych (od 18 do 34 lat).

– Również i Polacy podchodzą ostrożnie do kwestii udostępniania w Internecie swoich danych. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na brak zaufania, niewystarczające informacje dotyczące tego, komu udostępniane są dane, obawy przed wyciekiem danych, hakerami i kradzieżą tożsamości. Oczywiście część z tych obaw jest nieuzasadniona, a równocześnie część pozostaje wciąż nieuświadomiona, niemniej cieszy postępująca świadomość potencjalnych zagrożeń wynikających z udostępniania danych i spodziewam się, że ten trend będzie się utrzymywał – dodaje Marcin Bartoszewski.

O badaniu Global Digital Home
Badanie Global Digital Home. Decoding the digital home przeprowadzone zostało w ramach ankiety online wśród ponad 18 000 gospodarstw domowych w Kanadzie, we Francji, w Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Badanie prowadzono w grudniu 2020 roku i styczniu 2021.

Zmiany klimatu negatywnie oddziałują na gospodarkę, ale równocześnie tworzą nowe możliwości biznesowe

Dynamicznie postępujące zmiany klimatu powodują nie tylko anomalie pogodowe, ale oddziałują również na światową sytuację gospodarczą. Jak wynika z raportu Atradius Economic Research, kryzys klimatyczny ma negatywny wpływ na gospodarki, finanse publiczne oraz handel międzynarodowy. Problemy te dotyczą zwłaszcza krajów w Afryce, na Karaibach oraz w regionie Azji i Pacyfiku, choć państwa europejskie, w tym Polska, nie są na nie odporne. Poza analizą zagrożeń, raport identyfikuje także możliwości, jakie niosą za sobą działania zapobiegające skutkom globalnych zmian.

W publikacji „Climate change: raising country risk, but offering business opportunities as well” eksperci Atradius zwracają uwagę na najbardziej widoczne konsekwencje zmian klimatycznych. Wśród najniebezpieczniejszych czynników wymieniają m.in. ekstremalne upały, susze, zmiany w strukturze opadów, podnoszenie się poziomu mórz i oceanów oraz coraz częstsze klęski żywiołowe. Wszystkie z nich wpływają na poszczególnych obywateli, ale również na przedsiębiorstwa i gospodarki państwowe. W rezultacie znacznie zwiększają ryzyko związane z transakcjami eksportowymi i kontraktami międzynarodowymi.

Raport przywołuje opracowany przez Uniwersytet Notre Dame wskaźnik ND-GAIN, który służy ocenie podatności oraz przygotowania poszczególnych krajów na postępujące zmiany klimatu. Kryzys klimatyczny jest szczególnie odczuwalny zwłaszcza tam, gdzie wysokiej podatności na zmiany towarzyszy niska gotowość do reagowania na ich skutki. Według ND-GAIN trzy najbardziej narażone państwa to w tej chwili Somalia, Niger oraz Mikronezja. Polska znajduje się na 26. miejscu w rankingu, a jej przygotowanie do adaptacji oceniane jest jako dobre, mimo nadal istniejących wyzwań[1].

Rekordowo wysokie temperatury i zmieniająca się struktura opadów powodują, że kraje stosunkowo suche wysychają coraz bardziej. Podatność na suszę zwiększa m.in. ubóstwo i niewłaściwe użytkowanie ziemi, czyli zjawiska, z którymi mierzy się Afryka. W pierwszej piątce państw, gdzie sektor rolniczy stanowi minimum 20 proc. PKB, znajdują się wyłącznie kraje afrykańskie. Jednak kryzys hydrologiczny nie dotyczy jedynie odległej Afryki – coraz częściej mówi się o nim także w Polsce. Z prognoz IMGW wynika, że w kolejnych latach należy spodziewać się stale rosnących temperatur i jednocześnie malejących opadów, co będzie intensyfikować problem.

Globalny wzrost średniej temperatury nie tylko zwiększa ryzyko wystąpienia suszy, ale przyczynia się również do podnoszenia się poziomu wód. W ostatnich latach w ekspresowym tempie topnieją polarne pokrywy lodowe na Grenlandii i Antarktydzie, lodowce oraz śnieg w wysoko położonych częściach świata. Według wyliczeń grupy badawczej Climate Central, do 2050 roku siedliska nie mniej niż 300 milionów ludzi będą zagrożone powodzią średnio raz w roku, a do końca stulecia domy 200 milionów mieszkańców wybrzeża zostaną całkowicie zalane. To problem szczególnie istotny w regionie Azji i Pacyfiku. Modele pokazują, że obszary nadmorskie Chin, Bangladeszu, Indii, Wietnamu, Indonezji i Tajlandii zamieszkuje łącznie około 75 proc. z wyżej wymienionych 300 milionów osób zagrożonych powodzią.

Z roku na rok rośnie liczba i siła klęsk żywiołowych, takich jak burze, ulewy czy huragany. Bank Światowy podaje, że 75 proc. zniszczeń spowodowanych przez klęski żywiołowe od 1980 roku można przypisać ekstremalnym zjawiskom pogodowym, które mają ścisły związek ze zmianami klimatu. W tym przypadku biedniejsze kraje są na ogół bardziej dotknięte niż kraje o wysokich dochodach, z uwagi na brak wystarczających środków na naprawę wyrządzonych szkód. Na liście obszarów najbardziej dotkniętych klęskami żywiołowymi ponownie dominują kraje Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Środkowej, a w szczególności Karaibów – pięć pierwszych miejsc zajmują odpowiednio Vanuatu, Tonga, Filipiny, Gwatemala i Bangladesz.

Nowe możliwości biznesowe

Jednak z raportu Atradius płynie także pozytywny wniosek – paradoksalnie, zmiany klimatyczne niosą za sobą pewne możliwości. Chociaż niektóre kraje nie dotrzymują tempa pozostałym i reagują na kryzys z opóźnieniem, wiele z nich podejmuje działania krótko- i długoterminowe, które tworzą równocześnie nowe możliwości biznesowe. W tych działaniach potrzebują wsparcia partnerów, czyli wyspecjalizowanych firm, które przyczyniając się do walki ze zmianami klimatu, rozwijają swój biznes i tworzą nowe miejsca pracy.

Dla przykładu, przedsiębiorstwa zajmujące się nowymi technologiami oraz budową systemów nawadniających i odsalających mają szansę na sukces w Afryce, która takich rozwiązań potrzebuje. Wiele możliwości daje również niewykorzystany potencjał energii odnawialnej. Rośnie zapotrzebowanie na firmy zajmujące się budową morskich farm wiatrowych czy posiadające fachową wiedzę w zakresie gospodarki wodnej. Wszystko to oznacza, że zmiany klimatyczne, w pierwszej kolejności stwarzając szereg zagrożeń środowiskowych i gospodarczych, mogą jednocześnie być także katalizatorem biznesowego rozwoju.

[1] https://gain-new.crc.nd.edu/country/poland

Cloud Technologies notuje rekordową dynamikę sprzedaży na poziomie 343% rok do roku w kwietniu 2021 r.

Cloud Technologies, warszawska spółka specjalizująca się w obszarze monetyzacji danych i Big Data, notuje rekordową dynamikę sprzedaży danych w strategicznym segmencie w kwietniu 2021 roku. Sprzedaż cyfrowych informacji do kluczowych klientów w segmencie Data enrichment wzrosła aż o 343% r/r. Spółka regularnie raportuje swoje dane sprzedażowe w cyklu miesięcznym.

Kolejny miesiąc z rzędu dynamicznie zwiększamy nasze wyniki sprzedażowe w kluczowym segmencie Data enrichment. Jest to biznes globalny i skalowalny, a podejmowane przez nas działania mające na celu wzrost tego segmentu przynoszą coraz lepsze korzyści. Dynamika na poziomie 343% jest imponująca, ale należy pamiętać o efekcie bazy wynikającym z pierwszej fali pandemii. Patrząc jednak na wartości bezwzględne wyraźnie widać, że rośniemy szybko nie tylko ze względu na efekt bazy, ale przede wszystkim poprzez obrany przez nas model biznesowy koncentrujący się na sprzedaży danych – komentuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies.

Data enrichment jest strategicznym segmentem działalności grupy Cloud Technologies, który obejmuje monetyzację danych oraz technologii do ich przetwarzania. Segment cechuje się najwyższą dynamiką wzrostu przychodów i najwyższym poziomem marży, która w I kwartale 2021 roku wyniosła blisko 70%. Na osiąganą marżowość wpływ ma wysoki udział kosztów stałych, które przy rosnących wynikach sprzedażowych pozwalają wykorzystać efekt dźwigni operacyjnej i dynamicznie przekładać się na zysk segmentu oraz całej grupy kapitałowej. W opublikowanych przez spółkę planach na 2021 rok znajdują się przede wszystkim działania zorientowane na wzrost sprzedaży segmentu Data enrichment w kolejnych miesiącach.

Segment Data enrichment i raportowana przez nas dynamika wzrostu dla jego kluczowych klientów pozwala inwestorom na bieżąco monitorować rozwój naszego modelu biznesowego, ponieważ segment ten w największym stopniu kontrybuuje do wyników całej grupy kapitałowej. W I kwartale 2021 r. w segmencie Data enrichment przychody zwiększyły się o ponad 3 mln PLN rok do roku, a EBITDA o ponad 2,5 mln PLN. Obecny, rekordowy poziom wskaźnika odnotowany w kwietniu jest kolejnym potwierdzeniem wysokiego poziomu skalowalności jakim charakteryzuje się nasz model biznesowy, choć trzeba mieć na uwadze, że kwiecień 2020 roku był okresem w którym znajdowaliśmy się w okresie dużej niepewności ze względu na pandemię. Miało to przejściowy wpływ na ograniczenie wydatków marketingowych w naszej branży, a tym samym należy mieć na uwadze efekt bazydodaje Piotr Soleniec, Członek Zarządu i CFO Cloud Technologies.

Cloud Technologies obchodzi w tym roku 10-lecie swojej działalności. Z firmy o początkowo lokalnym zasięgu, zmieniła się w globalny podmiot tworzący grupę kapitałową złożoną z czterech spółek: OnAudience.com, OnProspects.com, Audience Network i Online Advertising Network. W chwili obecnej Cloud Technologies pozyskuje dane z ponad 200 rynków na całym świecie i przetwarza ponad 100 mld anonimowych profili internautów.

Ze względu na specyfikę rynku reklamy internetowej oraz harmonogramy przekazywania raportów sprzedażowych od kontrahentów, raporty te przekazywane są z istotnym opóźnieniem. Spółka każdorazowo wylicza i prezentuje wskaźnik najpóźniej w ciągu 60 dni od końca miesiąca obejmowanego analizą. Wartość sprzedaży ma charakter szacunkowy i może różnić się od finalnych wyników przekazywanych w odpowiednich raportach okresowych.

Kraków południową stolicą biznesu

Kraków zachęca inwestorów i firmy nie tylko wyjątkową historią, pięknem, nietuzinkową architekturą oraz położeniem, a także coraz większą liczbą nowoczesnych centrów biznesowych. Z danych GUS wynika, że Kraków plasuje się w ścisłej czołówce polskich aglomeracji pod względem rozwoju i możliwości. Stolica małopolski nie zwalnia tempa – stawia na rozwój przy solidnym wsparciu władz miasta. Za co jeszcze inwestorzy cenią Kraków?

Inwestorzy nieustannie wskazują Kraków jako jedno z ciekawszych polskich miast z ogromnym potencjałem społeczno-gospodarczym. Atut lokalizacyjny, duże wsparcie ze strony akademickiej, potencjał zasobów ludzkich – to wszystko sprawia, że stolica małopolski postrzegana jest jako atrakcyjna lokalizacja na kolejną siedzibę lub centralę firmy.

– To miasto, które jest wyjątkowe z wielu powodów. Rozwija się bardzo szybko, a jako biznesowa stolica południowej Polski ma ogromny potencjał, co zauważa coraz więcej inwestorów i korporacji. – mówi Łukasz Kwietniak, Sales Manager w New Work.

Kraków otwarty na elastyczne rozwiązania

To pewne, że praca zdalna czy w modelu hybrydowym zostanie z nami na dłużej. Elastyczne podejście do pracy – zarówno w kontekście zadań jak i miejsca świadczonej pracy to wyzwania przed jakimi stoją pracodawcy, pracownicy zaś są zmęczeni pracą w odosobnieniu i zatarciem granic między strefą pracy i odpoczynku.

Pandemia wywróciła rynek biurowy do góry nogami. Przestrzeń biurowa, jaką znamy od lat, zupełnie straciła na znaczeniu. Teraz potrzebujemy nie tylko wygodnego i estetycznego miejsca do pracy, ale także oferty usług dodatkowych. Trendem, jaki będzie widoczny to tzw. „office to go”, czyli gotowe przestrzenie do pracy, dostępne w wielu miejscach. Firmy i klienci indywidualni oczekują szybkiego, łatwego dostępu do biur, w których mogą natychmiastowo rozpocząć swój dzień. Raport firmy JLL „FLEXcellent” pokazuje wzrost elastycznej powierzchni biurowej. Według niego, to 30 proc. rok do roku w ciągu ostatnich 10 lat. Co więcej, przewiduje się, że w nadchodzących latach osiągnie nawet 50 proc. – dodaje Hubert Abt – CEO i założyciel New Work.

Różnorodność powierzchni kluczem do sukcesu

Raport rynkowy New Work „Flex Solutions post Covid-19 ” jasno pokazuje, jak zmieniło się zapotrzebowanie na przestrzenie elastyczne w ciągu ostatnich lat. Przed pandemią aż 85 proc. przychodów operatora powierzchni elastycznych pochodziło z powierzchni biurowych, a 15 proc. z usług. Jak jest teraz? 60 proc. przychodów pochodzi z biur i ich powierzchni, a 40 proc. z usług dodatkowych. Według analiz i prognoz firmy New Work, przychody z samej powierzchni biurowej wkrótce spadną nawet do 40 proc. Potrzeby i zachowania najemców się zmieniają. Firmy, poza głównymi siedzibami, stawiają na większą liczbę rozproszonych lokalizacji, z których mogą korzystać pracownicy i partnerzy biznesowi, tak jak jeden z klientów New Work, firma A+V Sp. z o.o.

Kraków stanowi centrum biznesowe południowej Polski. Wielu z naszych klientów oraz partnerów wybrało to miasto jako swoją siedzibę. My również, pomimo pandemii, zdecydowaliśmy się na wzmocnienie naszej prezencji w Krakowie. Chcieliśmy, żeby nasze krakowskie biuro było miejscem spotkań pracowników i klientów oraz przestrzenią do pracy w skupieniu, dla osób które nie mają ku temu warunków w domu. Jest to jedna z naszych trzech lokalizacji. Jako eksperci workplace specjalizujący się w elastycznych systemach AV i wideokonferencyjnych wiemy, jak ważne są narzędzia do komunikacji między siedzibami. Możliwość łatwego przeprowadzania zdalnych spotkań z biura, została zapewniona dzięki nowoczesnym rozwiązaniom technologicznym – dodaje Jarosław Kołcun, CEO firmy A+V Sp. z o.o.

Wpływ pandemii i wsparcie władz

Czas pandemii wpłynął na wszystkie branże oraz firmy, niezależnie od lokalizacji. Jak pokazują dane badania „Wpływ pandemii na krakowskie firmy”, zrealizowanego przez Urząd Miasta Kraków, wiele lokalnych firm zawiesiło swoją działalność lub ją ograniczyło z uwagi na obostrzenia spowodowane pandemią.

W tym trudnym okresie krakowscy przedsiębiorcy mogą liczyć na wsparcie lokalnych władz. Inicjatywy takie jak „Jestem aktywny” mająca na celu pomoc przedsiębiorcom w dotarciu do klientów, czy nieodpłatna pomoc prawna to jedne z form wsparcia oferowanych przez władze.

Odmrażanie gospodarki, wzrost liczby zaszczepionych i spadek zachorowań sprawiają, że firmy coraz chętniej podejmują temat powrotu do biur. Jedno jest pewne, krakowski rynek nieruchomości komercyjnych jest gotowy na przyjęcie nowych najemców.

Eksperci programu Climate Leadership o ochronie bioróżnorodności i jej znaczeniu dla ratowania życia naszej Planety

Środowisko naturalne płaci cenę za dynamiczny rozwój gospodarczy i bogacące się społeczeństwo mające coraz większe aspiracje konsumpcyjne –  a także środki i narzędzia, by je zaspokajać. Właśnie dlatego biznes musi stanąć po stronie natury. Na tej idei zbudowany jest program Climate Leadership realizowany przez Centrum UNEP/GRID-Warszawa, który wspiera działania podejmowane przez firmy w drodze do osiągnięcia neutralności klimatycznej.

Różnorodność biologiczna jest podstawą utrzymania ekosystemów w dobrej kondycji. Poza pełnieniem swych naturalnych funkcji dostarczają nam wiele kluczowych dóbr i usług. To dzięki przyrodzie mamy tlen, którym oddychamy, żywność, którą spożywamy, substancje lecznicze i kosmetyczne, czystą wodę i powietrze. Lasy i torfowiska są naturalnymi magazynami dwutlenku węgla. Obcowanie z przyrodą relaksuje i zapewnia nam dobre samopoczucie. Pomimo  istotnych korelacji między zdrowiem ludzi, a zdrowiem planety i wszystkich jej mieszkańców, żyjemy w samym środku szóstego masowego wymierania na naszej planecie i stoimy w obliczu gwałtownej, globalnej utraty bioróżnorodności. Po raz pierwszy w historii naszej planety sytuacja ta spowodowana jest właśnie działalnością człowieka. Nasze czyny wywarły ogromny wpływ na ponad 75% powierzchni lądowej Ziemi, zmniejszając występowanie flory i fauny oraz zmieniając jej skład. Rozwijająca się urbanizacja, a także rosnąca działalność handlowa i infrastrukturalna, napędzana przez rosnącą populację i poziom dobrobytu, w znacznym stopniu przyczyniają się do tych zmian.

Epidemia betonozy i wpływ hodowli zwierząt na ekosystemy

Nie da się ukryć, iż symbolem obecnych czasów, ekspansji i rozwoju miast stał się beton. Walka z drzewami trwa od dłuższego czasu i pomimo wiedzy na temat ich pożyteczności i roli, jaką odgrywają w naszych życiu, traktujemy je jak wroga i obarczamy winą za wiele problemów: wypadki samochodowe, brak miejsc do parkowania, słabe drogi i zakłócenie przestrzennego porządku. Jednak wycinka drzew to nie największe wyzwanie, z jakim mierzą się ekosystemy. Niepokojąco mała jest świadomość, że jednym z głównych czynników niszczenia środowiska jest masowa hodowla zwierząt. W skali globalnej, każdego roku hodujemy i zabijamy ponad 75 miliardów zwierząt lądowych, a liczba ta nieustannie rośnie. Hodowla, karmienie, przetwarzanie i transport tej oszałamiającej liczby zwierząt pochłania olbrzymie ilości zasobów, w tym ziemię i wodę, a w konsekwencji prowadzi do ogromnego wpływu na globalne ekosystemy.

Przyszłość spoczywa w rękach nas wszystkich

Degradacja ekosystemów przyczynia się do zmian klimatu, poważnie utrudniając adaptację do nich, dlatego niezbędne staje się głębokie przewartościowanie oraz zmiana podejścia i sposobu traktowania biologicznej różnorodności otaczającego nas świata, za którą odpowiedzialni jesteśmy wszyscy. Przestrzeń miejska powinna być zagospodarowana w taki sposób, by była przyjazna ludziom, by chcieli spędzać w niej czas i by sprzyjała budowaniu więzi w lokalnych społecznościach. Jednak to nie wystarczy. Do najlepszych opcji, które pomagają zminimalizować poważne kryzysy, takie jak zmiany klimatyczne, głód na świecie oraz odporność na antybiotyki zalicza się przejście na lepszy, bardziej zróżnicowany system żywnościowy, który zastępuje produkty odzwierzęce alternatywnymi produktami roślinnymi i hodowanymi komórkowo. Musimy chronić i nauczyć się roztropnie czerpać z kapitału, jakim jest natura, ponieważ to od niej zależy nasz byt na Ziemi.

– Ochrona bioróżnorodności to coś więcej niż tylko sadzenie drzew. To opiekowanie się złożonymi, delikatnymi ekosystemami oraz odbudowa tych, które dziś znajdują się w kiepskiej kondycji. Mokradła, torfowiska, lasy deszczowe czy oceany to naturalne pochłaniacze dwutlenku węgla, dzięki którym nasza szansa na uniknięcie katastrofy klimatycznej znacząco rośnie – komentuje Bartłomiej Kozek, ekspert programu Climate Leadership.

Przestrzeń do dyskusji

Świat oczekuje transformacji w biznesie. Ochrona i zrównoważone użytkowanie zasobów przyrody powinno być stale obecne w myśleniu biznesowym, ponieważ sprzyja realizacji planów rozwojowych, obniża koszty gospodarcze, środowiskowe i społeczne, jak również wzmacnia konkurencyjność i innowacyjność całego przedsiębiorstwa. Na szczęście z każdym rokiem rośnie ekologiczna świadomość, odpowiedzialność i zaangażowanie biznesu. Dzięki takim inicjatywom, jak Climate Leadership, przedsiębiorcy mają możliwość współpracy z ekspertami z zakresu ochrony środowiska, z którymi wspólnie mogą działać na rzecz neutralności klimatycznej. Przestrzenią do dyskusji na temat wyznaczania celów ekologicznych firm są np. spotkania crowdsourcingowe organizowane w ramach projektu Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Ważne jest uświadamianie jak tworzyć od podstaw biznes czy cywilizację w sposób odpowiedzialny i nie doprowadzać już od początku do procederu niszczenia. To na etapie projektowania produktowego czy architektonicznego powinniśmy weryfikować możliwości ograniczenia negatywnego wpływu – wskazuje Ewa Trzcionka, ekspert programu Climate Leadership.

Czy to koniec kryzysu w centrach handlowych?

Obok gastronomii oraz branży eventowej to centra handlowe najczęściej pojawiały się w zapisach rozporządzeń o cyklicznym zamrażaniu (lub odmrażaniu) gospodarki. Tym samym, biznesy prowadzące swoją działalność w ramach galerii i innych, równie dużych kompleksów detalicznych musiały się mierzyć z wyjątkowo niekorzystną dla płynności finansowej sinusoidą obecności na rynku w ramach reżimu sanitarnego, albo terminowego zawieszenia sprzedaży. Czy obecnie ryzyko ponownego kryzysu powinniśmy włożyć między karty historii? W tej kategorii nie mamy jeszcze pewności, a więc najbardziej racjonalnym krokiem jest dogłębna analiza sytuacji naszego biznesu. Klucz do odbicia się od dna? Restrukturyzacja.

Co wiemy o centrach handlowych?

W Polsce dominującą formą powierzchni handlowych są właśnie kompleksy galeryjne. Według wyliczeń Cushman & Wakefield z roku 2019 tego typu podmioty odpowiadają za 73 proc. całego rynku. Na taki wynik składa się 456 obiektów o łącznej powierzchni ponad 11 mln m. Rozwój kompleksów wielopoziomowych to trend, który z roku na rok notuje coraz większe zainteresowanie zarówno ze strony potencjalnych najemców, jak i samych deweloperów, ponieważ z budowanej jeszcze 2 lata temu 500 tys. m kw. powierzchni handlowej, aż 85 proc. miało zostać oddane do użytku wraz z końcem 2020 roku.

Z perspektywy makroekonomicznej państwa centra handlowe to wyjątkowo istotne podmioty dla całego ekosystemu podatkowego oraz sprzedaży. Według wyliczeń zespołu MGW CCG galerie odpowiadają za blisko 30 proc. obrotu w całym segmencie handlu detalicznego i 13 proc. w rynku sprzedaży dóbr szybkozbywalnych (tzw. FMCG). Budżet z kolei rokrocznie zyskuje 508 mln zł z tytułu podatku CIT, a 400 tys. osób – etaty.

Jednakże z drugiej strony galerie handlowe notują zadłużenie w granicach od 50 mld do nawet 90 mld, przy czym wskaźnik LTV, a więc relacja wartości pozostającego do spłaty kredytu do wartości nieruchomości, na której ustanowiono hipotekę, sytuuje się w okolicach 60 proc. Czy jest to poziom stabilny? I tak, i nie. Szczególnie w świetle kryzysu pandemicznego nawet największe zabezpieczenia mogą okazać się bezskutecznym instrumentem w walce o płynność finansową. Optymalnym rozwiązaniem jest z kolei restrukturyzacja, a wcześniej – bardzo dokładna analiza sytuacji indywidualnej oraz rynku.

Wyzwania dla galerii

Aby w pełni zrozumieć wyzwania, które towarzyszą całemu rynkowi galerii handlowych, należy spojrzeć na okres chwilę przed pandemią. Jak zaznaczają eksperci z MGW CCG w roku 2019, zaobserwowano bardzo wyraźną zmianę w preferencjach zakupowych Polaków, co nie omieszkało wpłynąć na sytuację obiektów wielkopowierzchniowych. Dla przykładu badania GFK Polonia mówiły o 2,3-proc. spadku zainteresowania hipermarketami i rosnącą przewagę dyskontów. Równolegle centra zredefiniowały swoją rolę na rzecz połączenia funkcji rekreacyjnej z szeroką ofertą gastronomiczną, a aspekt handlowy zszedł nieco na drugi plan.

Jeszcze innym trendem, który może przeważyć na dotychczasowej pozycji centrów handlowych, są rosnące koszty utrzymania sklepów w ramach galerii, przy jednoczesnym wzroście trendu e-commerce. Co za tym idzie, obiekty wielkopowierzchniowe już wkrótce mogą postawić głównie na tzw. show-roomy, a więc punkty wystawiennicze, przy jednoczesnym ograniczaniu przestrzeni jednoznacznie komercyjnej galerii. Dlaczego? Wiąże się to przede wszystkim ze wzrostem czynszów.

Kolejnym ciosem wymierzonym w centra handlowe są rozwiązania prawne, takie jak funkcjonujący już zakaz handlu w niedziele oraz planowany podatek od marketów. Analizy m.in. Polskiej Izby Handlu mówią o z jednej strony pozytywnym wpływie zawieszenia sprzedaży w ostatnie dni tygodnia z perspektywy mniejszych sklepów, jednak z drugiej strony – przepis nie zahamował spadku liczby tego typu obiektów. Jeszcze bardziej pesymistycznie siły rozkładają się w przypadku właśnie większych sklepów i galerii handlowych – ta kategoria wyraźnie traci, a w świetle pandemii rośnie odsetek zwolenników ponownego otwarcia. Za taką opcją jest według SW Research 48,7 proc. ankietowanych.

Galerie handlowe a pandemia

Jakie jeszcze czynniki wpływają na kondycję galerii, ale już w dobie covidowej? Polska Rada Centrów Handlowych zwraca uwagę na wyraźny, bo wahający się od 10 do 50 proc. spadek ruchu klientów w okresach pomiędzy ograniczeniami i ich zniesieniu. W tym miejscu należy zaznaczyć, iż galerie były przedmiotem trzech rozporządzeń, które terminowo zawieszały ich działalność. Pierwsze zamrożenie przypadało na okres między 16 marca a 29 kwietnia ub. r., kolejne na 4-29 listopada, a trzecie – najdłuższe – weszło w życie 28 grudnia i zakończyło się po 4 maja br. Czy zniesienie restrykcji poskutkowało ponownym eksodusem z internetu w stronę galerii? Niekoniecznie.

Zgodnie z raportem EY w aż 34 proc. skrócił się czas pojedynczej wizyty w galerii handlowej. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji szacuje, że wszystkie te czynniki wyraźnie wpłynęły nie tylko na kondycję centrów, ale również obroty w przedsiębiorstwach prowadzących swoją działalność na terenie obiektów wielkopowierzchniowych. Te spadki z kolei oscylują w okolicach aż 3,5 mld zł. Co to oznacza dla firm w ramach galerii?

M.in. nieprecyzyjność zapisów tzw. ustawy covidowej, w dużym stopniu nieidealne fundusze pomocowe w ramach PFR, brak możliwości skorzystania ze zwolnień składkowych i postojowego przez podmioty działające w ramach galerii, a także podobne trudności w przypadku Tarczy 6.0. nie podniosły morali biznesów w centrach handlowych. Realną alternatywą jest wynegocjowanie z Wierzycielami (a przynajmniej ich częścią) wstępnych porozumień w zakresie czasowego obniżenia czynszów bieżących, otwarcie postępowania sanacyjnego oraz skierowanie wniosków o odstąpienie od wybranych umów najmu. To tylko niektóre przykłady skutecznego działania na rzecz własnego biznesu, jednak wymaga od przedsiębiorców naprawdę wnikliwego know-how lub… kontaktu do sprawdzonego doradcy.

Właśnie dzięki doświadczonym ekspertom hasła “propozycji układowych” lub “wniosku o zabezpieczenie” nie są instrumentami “dla wybranych”, ale szeroko dostępnym narzędziem zarówno dla małych, średnich, jak i dużych przedsiębiorstw. Covid przemija? Tego jeszcze nie wiemy, ale pewne jest, że biznes nie będzie czekał na lepsze czasy.

Autor: Mariusz Grajda – Partner Zarządzający i członek Zarządu MGW Corporate Consulting Group

Ceny OC – ile kosztowało obowiązkowe ubezpieczenie w maju 2021?

Kwietniowa stabilizacja cen OC po spadkach przez dwa miesiące była dość zaskakująca. Czy w maju składki ubezpieczeniowe spadły?

Wysoki poziom inflacji w Polsce rodzi obawy, że ubezpieczyciele zaczną go uwzględniać w ramach swojej polityki cenowej dotyczącej polis OC. W I kw. 2021 r. taka sytuacja nie miała jednak jeszcze miejsca.

Natomiast kwietniowa stabilizacja średniej składki OC mogła być zapowiedzią odwrócenia spadkowego trendu cenowego, który obserwowaliśmy już pod koniec 2020 r. W najnowszej analizie porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl sprawdza, jaki był poziom cen OC w maju.

Barometr cen OC w maju 2021 r. = 94↔ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 94↔)

Zasady barometru cen OC

Porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl przygotowuje barometr OC według niezmiennych zasad na podstawie ponad 100 000 rzeczywistych kalkulacji internautów w każdym miesiącu.

„Kierowcy porównujący koszt OC pomagają nam w anonimowy sposób badać zmiany cen ubezpieczenia na rynku. Wyniki ich kalkulacji są uśredniane i tworzą rezultat dotyczący wszystkich ubezpieczycieli” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Eksperci Ubea.pl odnoszą następnie wynik z danego miesiąca do rezultatu ze stycznia.

Czy składki OC w maju spadły?

Przeciętny koszt OC w maju 2021 r. wyniósł 1170 zł. To wynik bardzo zbliżony do tego odnotowanego w marcu oraz kwietniu bieżącego roku. Po zaokrągleniu okazało się, że majowy wynik barometru to 94% ceny ze stycznia, czyli tyle samo co w poprzednich miesiącach. Warto podkreślić, że również w przypadku poszczególnych ubezpieczycieli nie odnotowano znaczących zmian w cenie względem marca i kwietnia 2021 r.

Po podsumowaniu bieżącego kwartału będziemy mogli stwierdzić, czy mamy już do czynienia z ostatecznym końcem obniżek cen OC – zaznacza Paweł Kuczyński, prezes Ubea.pl.

składki OC w maju

Ponad dwie trzecie konsumentów w Polsce czuje się bezpiecznie w sklepach stacjonarnych

Na tle Europy polskich konsumentów charakteryzuje duże zaufanie do lokalnych producentów i firm, które odpowiedzialnie zareagowały na kryzys wywołany pandemią. Z najnowszego raportu Global State of the Consumer Tracker opracowanego przez ekspertów firmy doradczej Deloitte wynika też, że znacząco wzrosło poczucie bezpieczeństwa we wszystkich badanych aktywnościach konsumenckich. Największy wzrost dotyczy masowych wydarzeń. Aż o 16 p.p. przybyło Polaków, którzy bezpiecznie czują się na meczach i koncertach. Poprawił się także opracowany przez Deloitte indeks niepokoju, który pokazuje ogólny poziom obaw wywołanych przez COVID-19.

Wyniki ankiety Deloitte pokazują coraz większe, a w wielu przypadkach zaskakująco duże, uspokojenie nastrojów konsumentów nad Wisłą. Spory, bo aż o 12 p.p., wzrost poczucia bezpieczeństwa wśród rodzimych ankietowanych eksperci Deloitte odnotowali w przypadku wizyt w sklepach. Obecnie podczas robienia tradycyjnych zakupów bezpiecznie czuje się aż 68 proc. z nich. Również o 12 proc. przybyło Polaków, którzy nie mają obaw przed jedzeniem w restauracjach. Odpowiedziała tak ponad połowa zapytanych. 54 proc. z nas bez wahania zatrzymałoby się w hotelu, czyli więcej o 8 p.p., a 37 proc. nie obawia się podróży samolotem (+7 p.p.). O 6 p.p. wzrosła w ciągu miesiąca liczba konsumentów, którzy nie boją się odwiedzić dentysty czy fryzjera (58 proc.). Największy wzrost widać jednak w przypadku masowych wydarzeń. Liczba osób, które czują się bezpiecznie podczas meczów czy koncertów wzrosła w ciągu miesiąca aż o 16 p.p. i wynosi obecnie 42 proc.

Powrót do restauracji i na koncerty

Patrząc całościowo na najświeższe wyniki badania, można zobaczyć, że normalność wraca nie tylko w postaci luzowania kolejnych obostrzeń, ale też w naszych głowach. Niemniej, pandemia z pewnością wyrobiła w nas nowe nawyki, które zostaną z nami na długo. Jeśli nie na zawsze. – mówi Michał Tokarski, partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte

Eksperci Deloitte sprawdzili także, jak zmieni się aktywność konsumentów w Polsce po zakończeniu pandemii. Ponad połowa zapytanych odpowiedziała, że zamierza częściej niż obecnie wybierać się na masowe wydarzenia, jak wspomniane koncerty czy mecze.

Prawie połowa z nas będzie częściej jadać w restauracjach. Ponad jedna czwarta deklaruje przy tym, że więcej będzie gotować w domu. Szczególnie dwa ostatnie wyniki pokazują jak bardzo z jednej strony potrzebujemy powrotu do normalności, a z drugiej jak trwale koronawirus zmienił nasze zwyczaje. Wiele osób niejako zmuszonych do gotowania w domu po prostu poprawiło swoje umiejętności kulinarne oraz doceniło wartość świeżej, zdrowej żywności i niższe koszty domowego jedzenia. – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

46 proc. respondentów planuje częściej korzystać z hoteli, natomiast po 40 proc. ankietowanych zapewnia, że zwiększy częstotliwość ćwiczeń na siłowni i wizyt w gabinecie lekarskim czy u dentysty. Ponad jedna trzecia Polaków zamierza także robić więcej zakupów w tradycyjnych sklepach.

26 proc. badanych rzadziej będzie wybierało pracę z domu. Jedna czwarta przewiduje, że rzadziej niż obecnie będzie podróżować samolotem, a po 20 proc. planuje w mniejszym stopniu korzystać z publicznej komunikacji i zamawiać jedzenie z dostawą lub na wynos.

Liczy się odpowiedzialność

W ciągu miesiąca zauważalnie wzrosła liczba Polaków, którzy chętniej kupują od przedsiębiorstw odpowiedzialnych społecznie. 41 proc. ankietowanych wybiera produkty firm, które w ich opinii odpowiednio zareagowały na kryzys. W porównaniu z wynikami badania przeprowadzonego na początku maja to więcej aż o 7 p.p. W Europie tylko w Hiszpanii jest minimalnie więcej konsumentów (42 proc.), preferujących produkty firm odpowiedzialnych społecznie.

Docenienie przez nas marek zaangażowanych to znak, że potrzebujemy pozytywnych sygnałów z rynku. Polska jest również europejskim liderem w przypadku lokalnych producentów, których popularność spadała od lutego, ale obecnie trend ten ponownie zaczął wzrastać. 51 proc. z nas, a więc o 5 p.p. więcej niż na początku maja, chętniej kupuje produkty lokalnych producentów, nawet jeśli są one droższe. To piąty wynik wśród mieszkańców przebadanych krajów. – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte.

Choć na niemal niezmienionym poziomie utrzymała się liczba badanych, którzy deklarują, że kupują więcej niż są w stanie zużyć na bieżąco, 41 proc. kupujących na zapas to nadal najwyższy wynik w Europie. Tyle samo odpowiedzi padło jedynie w Wielkiej Brytanii. Jeden z najwyższych wyników w Europie dotyczy także polowania na okazje. Połowa z nas, a więc więcej o 3 p.p., deklaruje, że jest gotowa kupić rzecz, której w danej chwili nie potrzebuje, jeśli trafi na atrakcyjną okazję. Niemal tyle samo odpowiedzi padło w Irlandii, a po 47 proc. w Wielkiej Brytanii i w Niemczech.

Od marca, kiedy Polaków chętnych do płacenia za wygody podczas zakupów było najmniej w historii badania, rośnie popularność tzw. trendu convenience. Od początku maja przybyło ich nad Wisłą o 4 p.p. – odpowiedziała tak ponad jedna trzecia zapytanych. Jako przyczynę skłonności do płacenia, na przykład za dostawę zakupów do domu, najczęściej podajemy ochronę swojego zdrowia i oszczędność czasu (po 54 proc.).

Praca w biurze niestraszna

Spadek obaw związanych z robieniem zakupów stacjonarnie z pewnością pociągnął za sobą znaczny, bo o 5 p.p. spadek liczby Polaków, którzy niepokoją się o utrzymanie pracy. To powód do obaw dla 42 proc. z nas. Jeszcze nigdy w historii badania ten odsetek nie był na tak niskim poziomie. Nie jest to już także najwyższy wskaźnik w Europie. Sporo, bo aż o 8 p.p. wyprzedzili nas Hiszpanie. – mówi John Guziak, partner, lider ds. kapitału ludzkiego w Deloitte Polska.

Ekspert zwraca uwagę także na pytanie dotyczące powrotu do biura. Tylko 17 proc. z nas nie ma obaw związanych z zakończeniem zdalnego modelu pracy. Także w tym wypadku odpowiedziało tak najmniej Polaków w historii badania Deloitte. Tylko w ciągu miesiąca liczba wskazań spadła o 7 p.p. W Europie mniej obaw z tym związanych mają tylko Włosi (16 proc.) i Niemcy (15 proc.). O kolejne 3 p.p. zmniejszyła się także w ciągu miesiąca liczba Polaków, którzy deklarują, że w najbliższych tygodniach ograniczą korzystanie z komunikacji publicznej, będącej często głównym środkiem transportu do biura (40 proc.).

Spadek opracowanego przez Deloitte indeksu niepokoju, nie jest tak imponujący, jak to miało miejsce miesiąc temu, ale zmianę widać i to nie tylko w przypadku ogólnego poziomu obaw. Na przełomie maja i czerwca różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły wyniosła -6 proc.

Ciekawie przedstawiają się wyniki także u naszych sąsiadów. W Niemczech, gdzie indeks niepokoju był najniższy niemal od początku badania, wynosi -44 proc., czyli jest lepszy niż miesiąc temu aż o 14 p.p. W Hiszpanii, która miesiąc temu miała tylko nieco niższy poziom obaw niż Polska, pod koniec maja indeks niepokoju spadł aż dwukrotnie (-14 proc). Pogorszenie nastrojów odnotowali natomiast Brytyjczycy. Na Wyspach indeks niepokoju wzrósł w ciągu miesiąca z -11 proc. do -7 proc.

Polska nadal znajduje się w czołówce krajów na świecie z najwyższym poziomem obaw. Jesteśmy na piątym miejscu, za Indiami, RPA i Chile. Z krajów europejskich nieznacznie wyprzedają nas tylko Włochy, ale wyniki naszego badania pokazują duże uspokojenie nastrojów w przypadku wszystkich badanych przez nas aktywności konsumenckich. W każdym przypadku jest ono najwyższe w historii naszej analizy. Z pewnością wpłynęło na to coraz większe grono zaszczepionych, a także stopniowe luzowanie obostrzeń. – podsumowuje Michał Tokarski, partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

W Indiach, gdzie indeks niepokoju jest najwyższy na świecie, wzrósł on o 5 p.p. i obecnie wynosi 45 proc.

O badaniu
Najnowsza edycja badania była 18. globalnie i 15., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali 18 krajów, oprócz Polski byli to mieszkańcy Australii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile oraz RPA. Badanie zostało przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja.

Wprowadzenie globalnego podatku majątkowego i klimatycznego oraz minimalna stawka CIT przyniosłyby 695 mld USD rocznie

Światowe wpływy z CIT są każdego roku uszczuplane o nawet 240 mld USD na skutek transferowania zysków do rajów podatkowych. Najbogatsi ludzie świata przelewają 7,6 bln USD na zagraniczne konta, by uniknąć organów podatkowych. Tymczasem jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Global taxes in the post-COVID-19 era”, wprowadzenie globalnego podatku majątkowego zapewniłoby 289 mld USD rocznie, globalnego podatku klimatycznego – 279 mld USD rocznie, a globalnej minimalnej stawki CIT – 127 mld USD rocznie. Zebrane w ten sposób środki wystarczyłyby na zaszczepienie przeciw COVID-19 każdej dorosłej osoby na świecie 4 razy w ciągu roku.

Pandemia COVID-19 poważnie nadwyrężyła nie tylko  systemy ochrony zdrowia, lecz także publiczne budżety. Według danych MFW deficyty w największych rozwiniętych gospodarkach świata wzrosły o niemal 10 pp. w porównaniu do 2019 roku. Zarazem państwom coraz trudniej ściągać podatki. Największe światowe korporacje powszechnie stosują mechanizmy optymalizacyjne, a najzamożniejsi często ukrywają swoje dochody i majątek w rajach podatkowych. Odpowiedź na to wyzwanie stanowią globalne podatki. Ich wdrożenie pozwoli na uszczelnienie systemów podatkowych, zwiększenie wpływów budżetowych i eliminację podatkowych pasażerów na gapę – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z raportu PIE wynika, że przyjęcie trzech globalnych danin – ze stawkami na relatywnie niskim poziomie – przyniosłoby rocznie 695 mld USD. Środki te, zbierane i dystrybuowane na poziomie krajowym, polepszyłyby jakość usług publicznych. Byłyby m.in. wystarczające do zatrudnienia dodatkowych 55 milionów pielęgniarek na całym świecie.podatek od majątku

Od podatku cyfrowego do globalnego CIT-u

Pandemia uwydatniła znaczenie cyfryzacji. Mało która rodzina czy firma na świecie byłaby w stanie przeżyć ostatni rok bez takich firm jak Google, Apple, Facebook czy Amazon.  Zarazem powszechnie znany jest problem związany z unikaniem płacenia przez międzynarodowe korporacje podatków korporacyjnych. Nagminnie stosowaną praktyką jest transferowanie zysków do rajów podatkowych. Amazon, który zanotował w UE w 2020 roku rekordową sprzedaż na poziomie 44 mld EUR, wykazał stratę 1,2 mld EUR. Pozwoliło mu to na uniknięcie płacenia podatku dochodowego.podatek od majątku 2

Problem ten jest obecnie omawiany na forum OECD. Wydaje się, że jesteśmy już niedaleko globalnego kompromisu w tej sprawie. Po pierwsze, ma dojść do opodatkowania zysków międzynarodowych korporacji w miejscu prowadzenia sprzedaży. Po drugie, jesteśmy blisko konsensusu dot. minimalnej globalnej stawki CIT (15 procent) dla największych międzynarodowych korporacji – mówi Łukasz Błoński, analityk zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Opodatkowanie bogatych

Zjawisko wzrastających nierówności dochodowych i majątkowych obserwujemy od kilku dekad. W 2019 roku najbogatsze 10 proc. światowej populacji było w posiadaniu 85 proc. całego globalnego majątku. A tylko w 2020 roku majątki miliarderów zwiększyły się o ponad 5 bln USD, aż do 13 bln USD. Za rosnącym w takim tempie majątkiem nie nadążają systemy podatkowe, które w ostatnich latach znacząco obniżyły opodatkowanie dla najbogatszych i mają bardzo ograniczone możliwości radzenia sobie z całym wachlarzem działań mających na celu uniknięcie podatków. Najbogatsi przelali 7,6 bln USD na zagraniczne konta w celu ucieczki przed administracją podatkową.podatek od majątku 3

Podatek majątkowy dotykałby 0,01 proc. najzamożniejszych obywateli na świecie. Opodatkowanie tej grupy na poziomie zaledwie 0,5 proc. za majątek ponad 10 milionów USD i 1,5 proc. za majątek powyżej 1 biliona USD mogłoby przynieść rocznie 289 mld USD. Nie uszczupli to znacząco ich majątku, a może skutkować lepszą redystrybucją czy zwiększonymi wpływami budżetowymi – wyjaśnia Łukasz Błoński.

Dodatkowe podatki dla trucicieli

Ostatnia rekomendacja wiąże się z neutralnością klimatyczną. Podczas gdy jedne państwa dostrzegają wagę tego problemu i pracują nad zmniejszeniem emisji CO2, inne zdają się nią nie przejmować, a wręcz traktują swoje luźne normy środowiskowe jako przewagę konkurencyjną. Wyjściem z tej sytuacji byłoby wprowadzenie globalnego podatku klimatycznego, który zostałby przygotowany z uwzględnieniem zróżnicowanej sytuacji społeczno-gospodarczej poszczególnych regionów. Z jednej strony pozwoli to na zebranie środków niezbędnych do walki z kryzysem klimatycznym, a z drugiej dostosowanie podatkowego narzędzia do potrzeb i możliwości poszczególnych państw. Takie rozwiązanie mogłoby zapewnić 278 mld USD rocznie.

Znikają third party cookies – czyli o nowych wyzwaniach marketerów

Wyeliminowanie tzw. ciasteczek, czyli plików cookie, to bardzo duża zmiana na rynku reklamy. Działanie zmierza do zagwarantowania internautom większej anonimowości i prywatności. Czy sprawi, że marketing, który znamy, odejdzie w niepamięć?

Pliki cookies odpowiadają za śledzenie zachowań konsumentów i gromadzenie informacji na ich temat. Celem jest personalizowanie komunikacji reklamowej i dopasowanie jej do użytkowników pod względem zainteresowań, wieku czy płci. To internauci, wchodząc na strony www decydują o tym, jakie dane udostępniają skryptowi. W praktyce owa decyzja sprowadza się do szybkiego kliknięcia w button i wyrażenia zgody bez wnikania w szczegóły.

· Aktualna dyskusja dotyczy tzw. third party cookies, czyli plików wykorzystywanych nie przez stronę, którą internauta odwiedza, a jej partnerów. Każdy z nas zetknął się zapewne z sytuacją, w której po tym jak kupował sportowe buty, natrafiał na ich reklamy jeszcze długo później i w różnych witrynach, w tym też na własnej skrzynce mailowej. Odpowiada za to retargeting i informacje pochodzące ze wspomnianych ciasteczek. Dzięki nim reklamy są skrojone pod danego użytkownika, a także dobrze policzalne pod względem ich efektywności – mówi Robert Stolarczyk, CEO PromoTraffic, agencji prowadzącej działania digitalowe dla e-commerce.

Na ten moment takie przeglądarki jak Safari od Apple, z udziałem ponad 18 proc. (wg raportu Statcounter, maj 2021), Firefox (ponad 3 proc.) czy Edge nie przekazują już danych z przeglądarek do odwiedzanych stron. Jednak wszyscy czekają na ruch największego udziałowca – Chrome, czyli przeglądarki Google (niemal 65 proc. udziałów w rynku). Ten ostatni zadeklarował rozwiązać sprawę do 2022 roku. Zostało więc jeszcze kilka miesięcy.

· Spodziewam się, jak zapewne wielu marketerów, że troska o prywatność użytkowników to nie jest jedyny cel Google. Największy gracz na pewno nie przestanie monitorować internautów, ale będzie to robił w bardziej wysublimowany sposób i nie podzieli się efektami z innymi. Nowe narzędzie, Privacy Sandbox, które etapami jest wdrażane w Chrome ma właśnie zadbać o anonimizację danych, ochronę jednostkową, a jednocześnie dostarczać wachlarza możliwości do skutecznego działania w sieci podmiotom komercyjnym – wyjaśnia Stolarczyk.

Drugim argumentem pojawiającym się w eksperckich dyskusjach jest wzrost udziału aktywności w serwisach poprzez aplikacje mobilne. A te ciasteczek nie obsługują. W dłuższej perspektywie dane o użytkownikach i tak straciłyby na jakości.

Co się zmieni?

Przede wszystkim dotychczas znany marketerom sposób zbierania informacji o użytkowniku. Do systemów analitycznych dotrze znacznie mniej danych. A tym samym utrudnione będzie efektywne targetowanie reklam z wykorzystaniem dotąd używanych narzędzi. Najbardziej odczują to firmy, które mocno posegmentowały swoje bazy w oparciu o gromadzone dane analityczne i na tej podstawie automatyzowały działania reklamowe.

Retargeting, w oparciu o lookalike w Google czy na Facebooku nie powinien się znacząco zmienić z uwagi na fakt powiązania profilu użytkownika z kontem w każdym z tych serwisów. Co więcej Facebook, z którego w Polsce korzysta niemal 22 mln użytkowników, ma również przewagę w postaci aplikacji zainstalowanej przez większość z nich i nadal będzie w stanie dość szczegółowo profilować użytkownika po swojej stronie. Jednak w przypadku portali, które nie wiążą usera z kontem w swoim serwisie, ilość informacji o internaucie będzie dużo mniejsza. Dotąd wizytujący otrzymywał ten sam identyfikator na wszystkich stronach, które korzystają z Google Analytics – po zmianie oznaczenie będzie unikalne, właściwe dla danej strony. Tym samym utrudni to monitorowanie i optymalizację reklam.

· Najwięcej zmian będzie w reklamach typu display. Marketerzy utracą możliwość wykorzystania części danych, należących do third party cookies – tych, które profilują użytkownika na podstawie zarówno wyników wyszukiwania, jak i obserwacji zachowania na stronie. Zmiany zauważalne będą też w zautomatyzowanych systemach zakupu powierzchni reklamowej Programmatic i RTB, które z kolei stracą możliwość efektywnego kierowania reklam. Uważnie się do tego przygotowujemy, zwłaszcza że w najbliższym czasie zamierzamy wspólnie z klientami mocniej inwestować budżety reklamowe w display i wideo – łącząc działania wizerunkowe ze sprzedażowymi. Pomoże nam w tym Google Marketing Platform i dostępne w jej ramach narzędzia – wyjaśnia Robert Stolarczyk.

Kolejną zmianą będzie również ograniczenie modelu atrybucji z 28 do 7 dni. Po tym czasie wizytujący witrynę ponownie będzie traktowany jako nowy użytkownik, bez historii. Z uwagi na to zebrane o nim informacje będą niższej jakości. Wyzwaniem będzie także pomiar kosztów reklamy w stosunku do jej efektywności w tak krótkiej perspektywie czasowej.

Wyzwania w reklamie kierowanej

Działania związane z wykluczeniem ciasteczek powinny przede wszystkim zadowolić internautów. W założeniu zapewnią im większą swobodę decydowania o tym czy chcą być śledzeni celem lepszego dopasowania reklam. Marketerzy utracą część danych analitycznych a to może skutkować spadkiem poziomu personalizacji prowadzonych kampanii.

· Prawda jest jednak taka, że każda branża rządzi się swoimi prawami i do każdego z klientów trzeba podejść indywidualnie i przeanalizować rzeczywisty wpływ zmian w polityce prywatności na grupy remarketingowe i skuteczności kampanii reklamowych na konwersje – zapowiada Robert Stolarczyk. – W mojej ocenie zmiany powinny zachęcić serwisy czy sklepy internetowe do gromadzenia dobrej jakości własnych danych (first party cookies) pozyskiwanych w sposób zgodny z prawem – z poszanowaniem prywatności i zgód na dalsze przetwarzanie – dodaje Stolarczyk.

Wzrośnie rola działań marketingowych targetowanych na konkretnego użytkownika, po unikalnym User-ID, co oznacza niejako powrót do korzeni. Jest to model wykorzystywany przez Facebooka już od jakiegoś czasu i coraz sprawniej wprowadzany przez Google. Na nowo znaczenia nabierze reklama kontekstowa, tematyka witryny czy wykorzystanie słów kluczowych. Niemniej działania prowadzone będą z wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych.

Dla marketerów nadchodzi czas intensywnego wypracowywania rozwiązań, nowych strategii promocyjnych i działań nastawionych na budowanie relacji z klientami. Celem będzie dążenie do posiadania własnych danych – dlatego tak ważne stanie się pozytywne doświadczenie użytkownika z marką i stwarzanie mu jak najwięcej punktów styku a także zachęcanie do rejestracji w serwisie czy e-sklepie.

Zmiany w obszarze strategii marketingowych zachodzą na bieżąco – tak podyktowane zmieniającym się prawem czy pojawieniem się nowych rozwiązań. Niezależnie od tych zapowiadanych przez dostawcę największej wyszukiwarki – nienaruszone pozostanie to, co jest atutem marketerów: pomiar, obserwacja, analiza i wyciąganie wniosków.

Pierwszy dzień Kongresu Business Without Limits! Przedstawiciele administracji rządowej oraz goście z zagranicy!

Wiceminister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej Piotr Patkowski, Sekretarz Stan w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak, Costantino Panvini Rosati z Leonardo Aircraft Division, Vincent Grivet z Chairman at HbbTV w 23 i 24 czerwca br.  (tj. dziś i jutro) jako prelegenci wystąpią podczas 8 edycja Kongresu Busienees Without Limits.

8. edycja wydarzenia to bardzo ważny moment dla G2A Arena. W czerwcu 2021 roku świętujemy piątą rocznicę funkcjonowania obiektu. Jubileusz to moment, by zatrzymać się i podsumować dotychczasowe i działania. To też doskonała okazja, by porozmawiać o przyszłości nie tylko obiektu, ale też gospodarki i biznesu w szerszym kontekście.

Kongres Business Without Limits – zasady bezpieczeństwa

Dwudniowy Kongres Business Without Limits, którego Partnerem Strategicznym jest Województwo Podkarpackie, odbędzie się z zachowaniem najwyższych zasad bezpieczeństwa. Na miejscu Centrum Medyczne MEDYK – Partner wydarzenia przygotowało specjalne bramki, które dezynfekują i usuwają wirusy, co więcej na terenie Centrum Wystawienniczo-Kongresowego umieszczone są dezynfektory powietrza. W związku z panującymi obostrzeniami i limitem uczestników wydarzeń kongresowych, Kongres Business Without Limits ma formułę hybrydową. Oznacza to, że całość wydarzenia każdy zainteresowany może bezpłatnie i na żywo obejrzeć na stronie wydarzenia: http://businesswithoutlimits.pl/. Ponadto pierwszy dzień Kongresu BWL odbędzie się stacjonarnie w G2A Arena.

G2A Arena ma 5 lat – obchody w ramach Jubileuszowej Gali

23 czerwca będziemy świętować 5 rocznicę funkcjonowania G2A Arena. Podczas oficjalnej części uroczystości nastąpi także wręczenie statuetki „Teraz Polska” firmie Euro-Eko Sp. z o.o. z Mielca oraz  uhonorowanie statuetkami Promotor Polski 2021: Władysława Ortyla, Wiesława Banacha, prof. Tadeusza Markowskiego.

W ramach Jubileuszowej Gali G2A Arena dla uczestników Gali jedną z atrakcji jest konkurs matematyczny. Uczestnicy muszą rozwiązać zadanie  matematyczne – podać kwotę, jak znajduje się w słoiku, który będzie umiejscowiony na specjalnie przygotowanym stoisku. Nagrodami w konkursie są vouchery ufundowane przez parterów konkursu.

Galę uświetnią występy artystyczne. W programie m.in. pokaz akrobatyki powietrznej w wykonaniu Mistrzyni Świata Anny Węklar oraz występ Dziewczęcej Orkiestry Szałamaistek i Mażoretek INCANTO.  Wieczór uświetni koncert zespołu Queen Symfonicznie, aranżację wykona trzydziestu muzyków z orkiestry Alla Vienna.

Ważne informacje:

Termin: 23-24 czerwca 2021 r.

Godziny:

  • 11:45 rozpoczęcie – pierwszy dzień Kongresu BWL
  • 20:00 – Jubileuszowa Gala z okazji 5 lat G2A Arena
  • 12:40 rozpoczęcie – drugi dzień Kongresu BWL

Miejsce: G2A Arena, Jasionka k. Rzeszowa oraz Internet

Szczegóły na: http://businesswithoutlimits.pl/

Program: http://businesswithoutlimits.pl/program/

Transmisja na żywo: http://businesswithoutlimits.pl/program/

Zakupy a emocje

Zakupy są nieodłączną częścią naszej codzienności. Każdego dnia obcujemy z ogromną liczbą mniej lub bardziej znanych marek, jak i firm usługowych. Niektóre z nich wybieramy częściej i chętniej, niemal automatycznie. Dlaczego tak się dzieje, że pewne brandy uważamy za najlepsze dla nas i co o tym decyduje?

Okazuje się, że na nasze decyzje zakupowe największy wpływ mają emocje oraz więź z marką. Najnowsze badania przeprowadzone przez Deloitte pt. „From disparate signals to transformative action”[1] wykazują, że to właśnie emocjonalne przywiązanie do marki jest czynnikiem decydującym podczas zakupów aż u 80% konsumentów, a 62% badanych deklaruje, że jest „w relacji” z danym brandem.

– Relacja między marką a konsumentem jest szczególnie ważnym czynnikiem strategii sprzedaży, ponieważ ma bezpośredni związek z satysfakcją klienta. Przed nami jako producentami nieustannie stoi wyzwanie tworzenia coraz lepszych ofert, które będą spełniały oczekiwania konsumentów – stwierdza Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Konsumenci często robią zakupy dla poprawy nastroju. To również sprawia, że nabycie konkretnego towaru bądź usługi wcale nie musi być podyktowane najkorzystniejszą ceną czy innym benefitem. To właśnie wspominane emocje sprawiają, że nie wszystkie decyzje zakupowe są racjonalne, a często bywają podejmowane pod wypływem impulsu.

Przywiązanie do marki a siła brandu

Co może zrobić marka, aby stać się lubianą i rozpoznawalną? W czym tkwi siła największych brandów oraz ich komunikatów? Oprócz emocji, ważne jest budowanie pozytywnych skojarzeń. Warto pamiętać również o dopasowaniu strategii komunikacji do grupy docelowej. Inaczej powinna wyglądać kampania reklamowa skierowana do nastolatków, a inaczej adresowana do osób w wieku 40+. Ponadto bardzo dużą rolę w postrzeganiu marki przez konsumentów ma jej cała identyfikacja wizualna. Logo, kolorystyka, symbole oraz ogólna estetyka produktów – to również tworzy wizerunek firmy w oczach nabywców i ma przełożenie na budowanie więzi pomiędzy konsumentem a marką.

Lojalność i zaufanie

Dzisiejszy rynek obfituje w różnorodne brandy, a ciągle powstają nowe. Firmy cieszące się największą rozpoznawalnością oraz wyborem konsumentów nie spoczywają jednak na laurach, za to ciągle rozwijają swoją ofertę i pracują nad wizerunkiem, tak aby zachować pozycję lidera.

– Jeśli marka chce nie tylko utrzymać się na rynku, ale i cieszyć ciągłym zaufaniem, potrzeba nieustannej pracy oraz uważności na potrzeby konsumentów. Oznacza to bycie na bieżąco z wszechobecnymi zmianami i nowymi trendami, tak aby utrzymać najwyższe standardy oraz odpowiadać preferencjom jak największej liczby klientów – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Konsument, który nawiązał z marką więź jest wówczas nie tylko cyklicznym generatorem zysku, ale i zaangażowanym odbiorcą – dlatego też firmy tak bardzo zabiegają o stałych klientów. Budowanie długofalowych, partnerskich relacji z konsumentem to przede wszystkim odpowiedzialne i efektywne odpowiadanie na jego potrzeby. Coraz więcej firm kładzie nacisk na personalizację i uwzględnianie indywidualnych preferencji konsumentów, tak aby dostarczać im jak najbardziej dopasowane benefity.

Na wybór konkretnej marki składa się wiele czynników, ale przede wszystkim są to pozytywne emocje i skojarzenia. Do ich zbudowania potrzebny jest dialog z konsumentem, budząca zaufanie odpowiedź na jego potrzeby, a także zbudowanie opinii unikatowej marki, pozytywnie wyróżniającej się na tle konkurencji.

[1]https://www.deloittedigital.com/content/dam/deloittedigital/us/documents/alliances/alliance-20210119-medallia.pdf

Polski przemysł wobec transformacji energetycznej

Własne moce wytwórcze, rozwój OZE, zakup „zielonej” energii i udział w programach DSR – to odpowiedź przemysłu na opóźnienie krajowej energetyki w dążeniu do niskiej emisyjności, w świetle raportu Enel X: Przemysł w Polsce a transformacja energetyczna. Najważniejszym bodźcem do modernizacji są rosnące koszty energii elektrycznej. Mimo znacznego wzrostu cen energii i kosztów dystrybucji, ciągle niewielki odsetek przedsiębiorstw uczestniczy w rynku mocy i zarabia na usługach DSR. Jednocześnie znakomita większość uznaje takie rozwiązania za przyszłościowe i opłacalne.

Najnowszy raport Enel X, największego w Polsce agregatora usług DSR, oparty został na badaniu pracowni SW Research, przeprowadzonym na grupie reprezentantów 330 przedsiębiorstw działających w takich branżach jak przemysł spożywczy, chemiczny, materiały budowlane, recykling i opakowania. Badacze pytali respondentów o zagadnienia związane z konsumpcją energii w przedsiębiorstwach, podejmowane i planowane działania w obszarze optymalizacji kosztów energii, podnoszenia efektywności energetycznej i zmniejszania emisji CO2.

Przemysł wysokich emisji

Badanie przedsiębiorstwa pytane o wykorzystywane surowce lub źródła energii zdecydowanie najczęściej wskazywały zewnętrzne ciepło sieciowe (w którego produkcji węgiel ma w Polsce siedemdziesięcioprocentowy udział). Korzysta z niego obecnie aż 83 proc. badanych przedsiębiorstw. Dodatkowo na węgiel jako źródło używanej przez siebie energii wskazało 12 proc. ankietowanych. Prawie jedna trzecia firm (32 proc.) wskazała na gaz, a jedynie 4 proc. – na odnawialne źródła energii (OZE). OZE wykorzystywane przez przedsiębiorstwa to wyłącznie energia słoneczna.

Korzystanie z własnych źródeł produkcji energii lub magazynów energii deklaruje nieco ponad jedna trzecia (35 proc.) badanych przedsiębiorstw. Wśród nich tylko 12 proc. wytwarza energię ze źródeł odnawialnych, zaś 8 proc. wykorzystuje silniki gazowe i układy kogeneracyjne.

Własne moce generacyjne to dziś przede wszystkim agregaty prądotwórcze, z których korzysta 92 proc. przedsiębiorstw posiadających własną generację energii. Są to głownie silniki na olej napędowy (69 proc.) i benzynę (27 proc.), rzadziej na gaz (tylko 7 proc.).

W przededniu inwestycji

Badane przedsiębiorstwa gremialnie deklarują podejmowanie działań służących optymalizacji kosztów energii i/lub zwiększania efektywności energetycznej. Tylko co dziesiąte (10 proc.) przyznało, że takich działań nie podejmuje wcale. W znakomitej większości wskazywane są tu jednak audyty energetyczne (88 proc. wskazań) i wdrażanie systemów zarządzania energią (62 proc.) – czyli działania, do których firmy zobowiązuje prawo, potencjalnie lub faktycznie poprawiające gospodarowanie energią. Dużo rzadziej przedsiębiorstwa inwestują zaś we własne instalacje kogeneracyjne (11 proc. wskazań), sporadycznie w instalacje OZE (tylko 4 proc.).

Zielona energia się opłaca

Inwestowanie w zwiększenie efektywności energetycznej i własne źródła energii wytwarzania motywowane jest przede wszystkim względami finansowymi. Wskazują na nie niemal wszyscy (99 proc.) badani. Drugim najczęściej wymienianym powodem jest zapewnienie niezawodności dostaw (95 proc.). Na względy ekologiczne wskazało nieco ponad trzy czwarte firm (76%). Co ciekawe, celowe działania na rzecz redukcji emisji CO2 (głównie przez rozwijanie własnych źródeł odnawialnych i korzystanie z systemów zarządzania energią) prowadzi dziś mniej niż połowa (48 proc.) badanych. Jednocześnie aż 77% badanych deklaruje podjęcie wysiłków zmierzających do redukcji emisji CO2 w ciągu najbliższych dwóch lat. Zgodnie z deklaracjami znów będą to przede wszystkim wdrożenia systemów zarządzania energią (które zamierza zrealizować 70 proc. spośród badanych) Przeprowadzenie inwestycji we własne instalacje OZE deklaruje jedna trzecia firm (35% firm). Podobny odsetek (33 proc.) zapowiada zakup „czystej” energii z OZE w ramach kontraktów PPA.

– Dziś w Polsce głównym motywatorem do inwestycji we własną generację i lepsze gospodarowanie energią są jej koszty – ich obecny i spodziewany wzrost. Świadomość ekologiczna wśród przedsiębiorstw z pewnością jednak rośnie. Świadczyć może o tym szybko rosnąca popularność inicjatywy organizacji CDP. Prowadzi ona największy globalny system dobrowolnego ujawniania informacji przez inwestorów, firmy, miasta i regiony, pomagając im w podejmowaniu działań na rzecz budowy prawdziwie zrównoważonej gospodarki poprzez zrozumienie ich wpływu na środowisko – komentuje Jacek Misiejuk, dyrektor zarządzający Enel X w Polsce.

Własna generacja coraz bardziej zielona

Przedsiębiorcy widzą potrzebę rozwijania własnej generacji. Jako ważną lub bardzo ważną uznaje ją ponad połowa (53 proc.) badanych. W instalacje kogeneracyjne i OZE w ciągu najbliższych dwóch lat zamierza inwestować odpowiednio 25 i 26 proc. objętych badaniem firm. W ciągu najbliższych dwóch lat z własnego OZE zamierza korzystać już ponad jedna trzecia przedsiębiorstw (35 proc.)

– W swoim podejściu do zarzadzania energią przedsiębiorstwa są bardzo racjonalne – zauważa Jacek Misiejuk z Enel X. – Wobec rosnących opłat emisyjnych i powolnego „zazieleniania” polskiej energetyki stawiają na własne, bardziej ekologiczne, a zatem źródła tańsze w użytkowaniu.

Własna generacja dodatkowo przynosi korzyści innego rodzaju. Jest zabezpieczeniem przed ewentualnymi niedoborami mocy lub przerwami w dostawach spowodowanymi awariami sieci dystrybucyjnej. Dla 95% przedsiębiorców niezwykle ważne jest zapewnienie niezawodności dostaw energii. Szczególnie istotnym narzędziem to wspierającym są programy Demand Side Response (DSR), których popularyzacja w Polsce jest na wciąż stosunkowo niskim poziomie.

DSR – przyszłościowe, opłacalne, ciągle mało popularne

Chociaż 85 proc. badanych przedsiębiorstw zadeklarowało, że wie czym jest rynek mocy, stosunkowo mały ich odsetek zdaje sobie sprawę z możliwości zarabiania na nim. Do udziału w programach DSR (polegających na zobowiązaniu do redukcji poboru mocy w zamian za wynagrodzenie) przyznało się jedynie 2 proc. respondentów. Podobnie 2 proc. zamierza skorzystać z takiej możliwości w ciągu najbliższych dwóch lat.

Mimo to respondenci bardzo dobrze ocenili „rozwiązania tego typu”. Według 82 proc. firm jest to rozwiązanie przyszłościowe, 76 proc. pytanych jest zgodna, że DSR jest opłacalne oraz pozwala zmniejszyć koszty w firmie. Ten sam odsetek widzi szersze korzyści z DSR dla stabilności i efektywności systemu energetycznego.

– Jako agregator usług DSR oceniamy, że potencjał usług DSR jest wciąż niewykorzystany. Duży rozdźwięk między oceną atrakcyjności programów DSR a faktycznym w nich uczestnictwem wynika głównie z niewystarczającej znajomości programu. Tymczasem udział w rynku mocy dla odbiorców korzystających z usług agregatorów jest bardzo prosty– ocenia Jacek Misiejuk.

Wśród firm, które nie brały dotąd udziału w rynku mocy ani nie zadeklarowały takich planów, jedynie 17 proc. słyszało wcześniej o programach DSR. Jednocześnie co dziesiąta firma (10 proc.) już dziś deklaruje, że jest zdolna spełnić podstawowy warunek uczestnictwa w DSR – czyli dokonać czasowej redukcji mocy w razie krytycznego spadku jej rezerw. Kolejnych 21 proc. przedsiębiorstw nie ma takich danych.

– Z naszego doświadczenia wynika, że przedsiębiorstwa często nie są świadome swoich możliwości w zakresie czasowej redukcji poboru, podobnie nie są świadome korzyści, jakie mogłyby z tego tytułu odnosić – tłumaczy Jacek Misiejuk. – Tymczasem jest to prosta usługa i podstawowe działania mogą wystarczyć do przeprowadzenia redukcji.

Bitcoin poniżej 30 tys. dolarów

Bitcoin spadł poniżej 30 tys. dolarów po raz pierwszy od stycznia. Podstawowym powodem wyprzedaży były restrykcje dotyczące operacji wydobywczych i usług bankowych w Chinach.

Podczas gdy krótkoterminowa niepewność spowodowana najnowszymi informacjami napędza wyprzedaż, w perspektywie długofalowej ta zmiana rynkowa może okazać się bardzo korzystna dla bitcoina i kryptowalut. Zdecentralizowanie wydobycia kryptowalut i zakończenie dominacji Chin nad wydobyciem mogłyby pomóc innym krajom przyjaznym kryptowalutom stać się liderami na tym rynku.

Nowe operacje wydobywcze – lub istniejące operacje opuszczające Chiny – mogłyby teraz zmierzać w kierunku odnawialnych źródeł energii, by pozwolić na bardziej ekologiczne operacje. Wraz z biegiem czasu mogłoby to zmniejszyć ilość energii z paliw kopalnych wykorzystywanej w skali globalnej do wydobycia bitcoina.

Jak zobaczyliśmy niedawno, kryptowaluty to bardzo zmienny typ aktywów, zatem przypominamy inwestorom o przestrzeganiu podstawowych reguł inwestowania: dywersyfikacja, rozumienie tego, w co się inwestuje i nie inwestowanie więcej, niż można stracić.

Simon Peters, analityk eToro

5 najpopularniejszych trendów pracowniczych w 2021 r.

Większość pracodawców w walce o pozyskanie pracowników stara się zapewnić podwładnym dodatkowe korzyści. Pewne benefity są dziś wręcz społecznie oczekiwane – np. karnety do obiektów sportowych czy też dodatkowa, prywatna opieka medyczna. Z punktu widzenia np. absencji chorobowej nie mają one jednak większego znaczenia dla pracodawcy. Z badań prowadzonych przez Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji, wynika iż brakuje korelacji powiązanej z ilością i jakością benefitów, a wskaźnikiem zwolnień chorobowych. Mikołaj Zając, prezes Conperio, ekspert rynku pracy komentuje najpopularniejsze trendy pracownicze w 2021 roku oraz pokrótce charakteryzuje każdy z nich.

Opieka medyczna

Jednym z najpopularniejszych benefitów pozapłacowych jest prywatna opieka medyczna. Co ciekawe w przypadku mniejszych miejscowości ma dość odległe miejsca świadczenia usług i niski poziom zaufania. Częstym problemem prywatnej opieki zdrowotnej jest pewnego rodzaju bariera psychologiczna w korzystaniu z niej. Pracownicy wolą korzystać z pomocy lekarzy, których znają i do których mają blisko. Stopień wykorzystania tej usługi oscyluje na poziomie ok 20%. Czyli 20% osób posiadających możliwość skorzystania z tej usługi, faktycznie to robi. Odsetek korzystających rośnie wraz z wielkością miasta oraz stanowiskiem.

Karnety sportowe

Karnety do obiektów sportowych – są mile widziane i częściej wykorzystywane przez pracowników, zarówno mężczyzn jak i kobiety. Przy tego rodzaju benefitach, warto przeanalizować jednak strukturę firmy – stopień wykorzystania tej formy premiowania spada bowiem np. wraz ze średnią wieku pracowników.

”Owocowe czwartki”

Stosunkowo nowym trendem są bonusy w skrócie nazywane „owocowymi dniami tygodnia”. Ten rodzaj premiowania dorobił się jednak złej opinii – często podawany jako przykład niezrozumienia potrzeb pracowników. W naszej praktyce spotkaliśmy się z pewnego rodzaju alternatywą – w bardzo gorące letnie dni, pracodawca zapewniał swoim pracownikom lody – mrożone sorbety i podobne. Spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem.

Systemy kafeteryjne

Coraz popularniejszą alternatywą do premii „owocowych” są rozwijające się systemy kafeteryjne. W działaniu podobne do programów lojalnościowych prowadzonych przez supermarkety – pracownicy mogą wymienić zgromadzone przez siebie punkty na produkty i usługi, których faktycznie potrzebują – od bonów zakupowych, po m.in. lekcje angielskiego dla dzieci. Jeśli chodzi o benefity pozapłacowe, ta forma jest najlepsza. Przy okazji pracodawca nie naraża się na oskarżenia o niezrozumienie potrzeb swoich pracowników.

Dofinansowania

Wśród innego rodzaju udogodnień oferowanych przez pracodawców jest jeszcze wiele innych – np. darmowy transport do i z pracy, preferencyjne ceny na zakładowych stołówkach, zniżki na zakupy w sklepach firmowych itp. Jeden z pracodawców, z którym współpracujemy jako Conperio umożliwia uzyskanie do 40 000 zł dofinansowania na dowolny cel szkoleniowy – bez względu na jego ewentualną przydatność w pracy. Okazuje się jednak, że niewiele osób z niego korzysta.

W praktyce rodzaj benefitu powinien być dostosowany do potrzeb pracowników. Przełożeni powinni zadać sobie pytanie: jakiego rodzaju cel mają mieć podejmowana działania? Zbudowanie przewagi konkurencyjnej na rynku pracy? Obniżenie wskaźnika absencji? Poprawienie wizerunku i postrzegania pracodawcy? Chęć zrobienia „czegoś miłego” dla pracowników? Oferując dodatkowe bonusy pracodawca powinien się upewnić, że jego pracownicy faktycznie je docenią i będą z nich korzystać. Bez weryfikacji ich przydatności może się bowiem okazać, iż firma realizuje program, który nikomu nie przynosi żadnych korzyści. Warto pamiętać, że jeżeli pracownicy nie identyfikują się z firmą i nie wyznają filozofii jej marki, w takiej sytuacji nie pomogą nawet systemy premiowe. Nie mogą one przysłonić przedsiębiorcom „płacenia” pracownikom w kompetencjach, a także dawania im możliwości rozwoju w określonej perspektywie czasu.

Sąd zirytował się działaniem organów wobec podatnika. Przepisy należy interpretować tak, aby sprawiedliwości stało się zadość!

Niektóre świadczenia przyznawane żołnierzom odbywającym służbę w składzie jednostki wojskowej za granicą są wolne od podatku dochodowego. W sprawie jednego z polskich żołnierzy organy podatkowe uznały, że podatek jednak się fiskusowi należy, bo Naczelne Dowództwo Sił NATO w Europie, w której służbę pełnił, nie jest jednostką wojskową w rozumieniu przepisów podatkowych.

Zwolnienie z PIT niektórych świadczeń otrzymywanych przez żołnierza za służbę za granicą

Na mocy art. 21 ust. 1 pkt 83 lit. a) ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wolne od tego podatku są świadczenia przyznane na podstawie odrębnych ustaw lub przepisów wykonawczych wydanych na podstawie tych ustaw żołnierzom oraz pracownikom wojska wykonującym zadania poza granicami państwa w składzie jednostki wojskowej użytej w celu udziału w konflikcie zbrojnym lub dla wzmocnienia sił państwa albo państw sojuszniczych, misji pokojowej, akcji zapobieżenia aktom terroryzmu lub ich skutkom, z wyjątkiem wynagrodzenia za pracę oraz uposażeń i innych należności pieniężnych przysługujących z tytułu pełnienia służby.

Skarbówka uznała, że podatek jednak się należy

Jeden z polskich żołnierzy w latach 2018-2019 pełnił służbę w jednostce wojskowej Naczelnego Dowództwa Sił NATO. W oparciu o ww. przepis art. 21 ust. 1 pkt 83 lit. a) ustawy o PIT był przekonany, że pobierane przez niego świadczenie z tytułu pełnienia służby, o którym mowa w tym przepisie, podlega zwolnieniu z opodatkowania podatkiem dochodowym.

Najpierw naczelnik urzędu skarbowego, a następnie dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy, uznali, że żołnierz nie będzie mógł skorzystać z przedmiotowego zwolnienia, gdyż jego służba w Dowództwie NATO nie była wykonywana w „jednostce wojskowej” w rozumieniu ww. przepisu.

Nie każda jednostka wojskowa uprawnia do zwolnienia z opodatkowania

Żołnierz nie rozumiał, dlaczego organy obu instancji uważają, że jego służba w Dowództwie NATO nie wypełnia celu wzmocnienia sił państwa lub państw sojuszniczych, misji pokojowej, akcji zapobiegania aktom terroryzmu lub ich skutkom.

Organ odwoławczy odpowiedział, że zarówno przepisy ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, ustawy o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych RP, jak i rozporządzenia w sprawie pełnienia zawodowej służby wojskowej poza granicami państwa nie stanowią, aby wystarczającą przesłanką do nabycia prawa do zwolnienia z PIT było samo wykonywanie przez żołnierza zadań poza granicami Polski. Tą przesłanką jest wykonywanie tych zadań w składzie jednostki wojskowej użytej w celu udziału w konflikcie zbrojnym dla wzmocnienia sił państwa lub państw sojuszniczych, misji pokojowej, akcji zapobiegania aktom terroryzmu lub ich skutkom. Chodzi więc o to, by cele te realizowała ta jednostka, a nie delegowany do niej żołnierz. A Dowództwo NATO w Europie, w którym służbę odbył podatnik, nie jest jednostką wojskową realizującą te cele.

Nie każdy żołnierz to właściwy dla zwolnienia z PIT żołnierz

Dyrektor izby administracji skarbowej dodał również, że tylko obserwatorzy wojenni nie muszą działać w ramach jednostki wojskowej. A ponieważ w tej sprawie żołnierz został oddelegowany do służby na stanowisku starszego specjalisty jako oficer sztabowy, to nie był on obserwatorem wojennym oraz – co ustalono wyżej – nie pełnił swej służby w jednostce wojskowej.

Służba wojskowa w jednostce NATO to wciąż służba w jednostce wojskowej

Rozpoznający skargę polskiego żołnierza Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie, powołując linię orzeczniczą Naczelnego Sądu Administracyjnego (m.in. zaprezentowaną w wyrokach z 3 sierpnia 2016 r., sygn. akt II FSK 1548/14; z 18 listopada 2016 r., sygn. akt II FSK 2639/14; z 11 grudnia 2019 r., sygn. akt II FSK 2273/18), zaznaczył, że definicja jednostki wojskowej użyta w ustawach „wojskowych” została ustalona na potrzeby tych ustaw, a nie na potrzeby przepisów prawa podatkowego, które ani w art. 21 ust. 1 pkt 83 lit. a) ustawy o PIT, ani w żadnym innym miejscu nie odsyła do definicji zawartej w ustawach „wojskowych”.

Dlatego też przy interpretacji regulacji ww. przepisu ustawy podatkowej wystarczy odwołać się do reguł wykładni językowej. A jak wskazał WSA, w języku potocznym jednostka wojskowa to zorganizowana grupa żołnierzy, oddział, podstawowa całość organizacyjna, będąca cząstką większego zespołu, związana z wojskiem, należąca do wojska. Kryteria te wypełniają zarówno formacje wchodzące w skład polskiego wojska, jak i jednostek międzynarodowych NATO. W opinii sądu w zakresie przedmiotowego zwolnienia z opodatkowania nie ma podstaw do różnicowania sytuacji polskich żołnierzy wykonujących swoje obowiązki w jednostce wchodzącej w skład Sił Zbrojnych RP a realizujących te same obowiązki w jednostce NATO. Polska jest wszak członkiem Paktu Północnoatlantyckiego i sojusznikiem zrzeszonych w nim państw.

Nigdzie nie ma mowy, że jednostka musi być bojowa

Regulacja art. 21 ust. 1 pkt 83 lit. a) ustawy o PIT nie zawiera zastrzeżenia, jakoby dla spełnienia jej wymogów żołnierz zobowiązany był służyć w jednostce wojskowej biorącej udział w akcji bojowej na polu walki. Wymogi te zostaną spełnione także, jeśli jednostka ta realizować będzie cel w postaci wzmocnienia sił państwa albo państw sojuszniczych.

Sąd przywołał jeszcze Ustawę z dnia 25 listopada 2010 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. z 2010 r. nr 226, poz. 1478), która od 1 stycznia 2011 r. znowelizowała ww. przepis. W uzasadnieniu tej zmiany ustawodawca doprecyzował, że wyraz „żołnierzom” należy czytać łącznie ze zwrotem „jednostki wojskowej”. Ustawodawca nie wyraził więc chęci doprecyzowania, że w przedmiotowym zwolnieniu podatkowym chodzi o żołnierzy jednostek wojskowych: bojowych, bitewnych, polowych czy szturmowych. Gdyby tak było, to zapewne by to zrobił.

Sąd przytaczał kolejne argumenty, w tym m.in. taki, że pkt I poz. 52 załącznika do obwieszczenia Ministra Obrony Narodowej z dnia 31 maja 2011 r. (M.P. z 2011 r. nr 45, poz. 506) stanowi, że Polskie Narodowe Przedstawicielstwo Wojskowe przy Naczelnym Dowództwie Sojuszniczych Sił w E. z siedzibą w M. zostało wymienione jako jednostka organizacyjna podległa Ministrowi Obrony Narodowej.

Urzędnicze trudności ze zrozumieniem zasad sprawiedliwości

Szczeciński sąd uchylił zaskarżoną przez podatnika decyzję fiskusa. WSA w uzasadnieniu swojego rozstrzygnięcia podkreślił, że nie chodzi tylko o samo zwolnienie podatkowe, lecz szerzej – o poczucie sprawiedliwości społecznej, na której stać powinny same organy, a nie przeciw niej wykraczać. Owszem, potrzeba zabezpieczenia interesów Skarbu Państwa jest zrozumiała, ale urzędnicy skarbowi, „ściągając” podatki, nie mogą zapominać, że podatnicy to też ludzie i sprawiedliwość ta ich też powinna obejmować.

„Autonomia prawa podatkowego może uzasadniać definiowanie pojęć prawnopodatkowych w celu zabezpieczenia interesu Skarbu Państwa, jednakże w przypadku braku takiej definicji, czy to w samej ustawie podatkowej, czy poprzez odesłanie do przepisu innych ustaw, niedopuszczalne jest w drodze wykładni odwoływanie się do definicji z innych ustaw, które prowadzi do zawężającego i niekorzystnego dla podatników rozumienia przepisu (…) w rozpatrywanej sprawie powinna mieć zastosowanie dyspozycja art. 2a Ordynacji podatkowej (…) aby sprawiedliwości stało się zadość…” (wyrok WSA w Szczecinie z 24 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Sz 149/21).

Niniejszy wyrok to wyraz dezaprobaty i potępienia dla całego fiskusa, urzędniczych zwyczajów interpretujących prawo podatkowe według swojego uznania. Zawarta w art. 2a Ordynacji podatkowej zasada jasno i wyraźnie stanowi, że niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika, a nie na korzyść fiskusa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zryczałtowana składka zdrowotna przywilejem dla wybranych

Według doniesień „Dziennika Gazety Prawnej” podatnicy, którzy rozliczają się według zasad ryczałtu ewidencjonowanego, będą płacić zryczałtowaną składkę zdrowotną. Rodzi się pytanie, dlaczego miałoby to dotyczyć wyłącznie tej grupy podatników? W mojej ocenie jest to dyskryminujące. Ceną rozliczania podatku w innej formie niż ryczałt byłaby bowiem wyższa składka zdrowotna.

Gdy przedsiębiorca płaci podatek PIT w formie ryczałtu, nie może rozliczać kosztów. Opodatkowuje więc tylko swój przychód. Takie rozwiązanie to duże ułatwienie dla urzędów skarbowych podczas kontroli czy rozliczania podatników. Dla przedsiębiorców niska stawka ryczałtu może być natomiast bardziej opłacalna niż np. zasady ogólne czy podatek liniowy.

Składka zdrowotna od dochodu spowoduje dysproporcje wśród przedsiębiorców

W pierwotnych planach dotyczących Polskiego Ładu i wprowadzenia składki zdrowotnej od dochodu rząd przemilczał temat ryczałtu. Uważam, że zmiana polegająca na opłacaniu przez ryczałtowców składki według tego modelu byłaby dyskryminująca. Powodowałaby znaczne dysproporcje między przedsiębiorcami. Dla ryczałtu dochód równoznaczny jest bowiem z przychodem i przy tej formie opodatkowania nie można odliczać kosztów. Wyższa składka byłaby w tym modelu „karą” za rozliczanie się ryczałtowo.

Konsekwencje tych założeń można przedstawić na przykładzie dwóch programistów. Jeden z nich rozlicza się dla celów podatku PIT ryczałtem, drugi – według skali podatkowej. Planowana obniżona stawka ryczałtu dla programistów miałaby wynieść 12%. Natomiast dla podatnika rozliczającego się według skali podatkowej stawka w pierwszym progu wynosi 17%, różnica to aż 5 pp. Jednak gdyby w obu sytuacjach składka zdrowotna była obliczana od dochodu, to u podatnika wybierającego ryczałt to obciążenie będzie wyższe. Stanie się tak dlatego, że prowadzący działalność gospodarczą zawsze ponosi jakiś koszt, który w przypadku wyboru skali podatkowej powodowałby obniżenie składki zdrowotnej.

Powstaje pytanie, czy skala (pomimo wyższej stawki podatku, ale liczonej od dochodu) i składka zdrowotna liczona od dochodu, nie dadzą przedsiębiorcy lepszych rezultatów? Jeśli weźmiemy pod uwagę także kwotę wolną od podatku, w mojej ocenie ryczałt nawet przy obniżeniu stawki nie byłby po zmianach „opłacalny”.

Zryczałtowana składka zdrowotna przywilejem tylko dla niektórych?

Innym pomysłem, o którym pisała „Gazeta Prawna”, jest zryczałtowanie składki zdrowotnej. Oceniam to jako rozsądne rozwiązanie. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego miałoby ono dotyczyć tylko ryczałtowców i tym samym uprzywilejować ich? Czy ceną za rozliczanie podatku w innej formie niż ryczałt miałaby być wyższa składka zdrowotna? Czy chodzi o przeniesienie na pozostałą grupę przedsiębiorców obowiązku ratowania systemu ochrony zdrowia w Polsce? Oceniam, że byłoby to dyskryminujące wobec przedsiębiorców, którzy rozliczają się według innych zasad. Ryczałtowcy w zamian za brak możliwości odliczania kosztów od przychodów otrzymaliby niższą stawkę podatkową oraz komfort w postaci prowadzenia uproszczonej księgowości.

Czeka nas wzrost cen?

Warto też zwrócić uwagę na inny aspekt Polskiego Ładu. Gdyby podstawę opodatkowania stanowił przychód i nie można byłoby rozliczać kosztów, a składka zdrowotna nie byłaby odliczana od zaliczki na podatek, można spodziewać się znaczącego wzrostu obciążeń publiczno-prawnych w wielu branżach. Obecnie składka zdrowotna wynosi ok. 380 zł, a 320 zł odliczane jest od podatku. Po wprowadzeniu zmian, przy dochodzie 10 000 zł składka zdrowotna wyniesie aż 900 zł, a od podatku niczego nie będzie można odliczyć. W związku z tym koszty z jej tytułu znacznie się zwiększą – aż o 840 zł. Można spodziewać się, że przedsiębiorcy nie będą chcieli rezygnować z zysków i przerzucą część tych kosztów na klientów, co spowoduje wzrost cen.

Przykładowo, w branży handlowej ryczałt nie będzie opłacalny w przypadku przedsiębiorców z niskimi marżami, którzy muszą dokonywać dużych zakupów. Będą musieli opodatkować przychód bez uwzględniania kosztów, mimo nabywania produktów o znacznej wartości. Podobnie może być w branży gastronomicznej, gdy właściciel restauracji kupuje wiele składników do przygotowywania potraw. Już teraz ceny rosną bardzo szybko, a moim zdaniem wprowadzenie rozwiązań Polskiego Ładu może tę tendencję tylko wzmocnić.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowa w firmie inFakt

Rynek produktów rolnictwa zrównoważonego będzie wart 64,6 mld zł

Accenture i Polskie Stowarzyszenie Rolnictwa Zrównoważonego „ASAP” przeprowadziły badania polskiego rynku żywności i wspólnie przygotowały raport „Zrównoważona żywność w Polsce – narodziny masowego rynku jako szansa dla branży spożywczej”. Według wyników opracowania 76% Polaków uważa, że producenci żywności powinni korzystać z surowców pochodzących z upraw rolnictwa zrównoważonego, a rynek takich produktów w średnim terminie ma potencjał osiągnąć wartość 64,6 mld zł. Dla porównania na wszystkie zakupy spożywcze w 2020 r. Polacy wydali 142,3 mld zł[1]. Celem raportu było wskazanie warunków, w których zwiększy się udział produkcji rolniczej prowadzonej w sposób przyjazny dla środowiska i klimatu.

  • Zdaniem polskich konsumentów produkty z upraw rolnictwa zrównoważonego są o 20% tańsze od produktów z upraw ekologicznych i o 40% droższe od produktów z upraw rolnictwa konwencjonalnego.
  • Według raportu trzy czwarte Polaków jest zainteresowanych kupowaniem produktów rolnictwa zrównoważonego, a 73% ankietowanych gotowych jest za nie zapłacić nawet 20% więcej.
  • Wysoka jakość, produkcja przyjazna środowisku, a także przystępna cena są wyróżnikami rolnictwa zrównoważonego, a jednocześnie najbardziej poszukiwanymi przez polskiego konsumenta cechami żywności.
  • Rozwój rynku wspierają nie tylko popyt konsumentów, ale także rozwiązania prawne, instrumenty finansowe czy cele Europejskiego Zielonego Ładu, które promują zrównoważoną produkcję żywności.

Między rynkiem masowym a ekologicznym

Żywność z upraw rolnictwa zrównoważonego, to taka, która powstaje z poszanowaniem środowiska, jak i finansów rolników i cieszy się społeczną akceptacją[2]. Jak wskazują wyniki badania, już niebawem może zawłaszczyć zdecydowanie większą część rynku, niż do tej pory udało się to produktom rolnictwa ekologicznego. Tylko 3,5% powierzchni rolniczej w Polsce dedykowanej jest produkcji ekologicznej. Dla porównania średnia unijna wynosi 8,5%[3]. Udział żywności ekologicznej w całym rynku spożywczym wynosi w Polsce tylko 0,3%, podczas gdy średnia unijna to 4%[4]. Jak wyliczył NielsenIQ na wszystkie zakupy spożywcze Polacy wydali w 2020 r. 142,3 mld zł[5]. Rok wcześniej raporty branżowych organizacji ekologicznych szacowały wartość rynku żywności ekologicznej w Polsce na około 1,35 mld zł[6].

Pomiędzy najszerzej dziś dostępną żywnością produkowaną konwencjonalnie a cały czas niszową żywnością ekologiczną jest ogromna przestrzeń do wypełnienia. Produkty i surowce pochodzące z upraw rolnictwa zrównoważonego mają możliwość jej zagospodarowania. Według badań Accenture na produkty rolnictwa zrównoważonego – surowce i bazujące na nich przetwory spożywcze, Polacy będą wkrótce w stanie wydawać rocznie nawet 64,6 mld zł[7]. To w jaki sposób wytwarzana jest żywność oraz to jakie są jej właściwości ma coraz większe znaczenie dla konsumentów. Dodatkowo, popularyzacji tego podejścia sprzyja otoczenie regulacyjne oraz finansowe – wyjaśnia Krzysztof Ślęczka, Consumer Goods & Services Clients Cluster Lead, Accenture.

Preferencje konsumentów gwarancją rozwoju rynku żywności z upraw zrównoważonych

Wysoka jakość, produkcja przyjazna środowisku, a także przystępna cena są wyróżnikami produktów rolnictwa zrównoważonego, a jednocześnie najbardziej poszukiwanymi przez polskiego konsumenta cechami żywności. Co drugi Polak przyznaje, że podczas pandemii koronawirusa zmieniły się jego preferencje zakupowe dotyczące produktów spożywczych. Coraz więcej uwagi poświęcamy cechom prozdrowotnym, pochodzeniu i sposobom wytwarzania kupowanej żywności. 85% Polaków podczas podejmowania decyzji odnośnie zakupów spożywczych kieruje się wpływem poszczególnych produktów na zdrowie, a 79% chce kupować więcej produktów lepszej jakości. Prawie trzy czwarte (73%) polskich konsumentów zapewnia, że przy wyborze produktów spożywczych kieruje się polskim oraz lokalnym pochodzeniem produktu. Nieco więcej (76%) uważa, że producenci żywności powinni korzystać z surowców pochodzących z upraw rolnictwa zrównoważonego.

Według raportu trzy czwarte Polaków jest zainteresowanych kupowaniem produktów rolnictwa zrównoważonego, a 83% spośród nich deklaruje, że mogłyby one stanowić przynajmniej połowę ich koszyka zakupowego. Zdaniem polskich konsumentów produkty z upraw rolnictwa zrównoważonego są droższe o 40% od produktów z upraw rolnictwa konwencjonalnego i o 20% tańsze od produktów z upraw ekologicznych. Jednocześnie 73% ankietowanych jest gotowych zapłacić dodatkowe 20% więcej za produkt rolnictwa zrównoważonego. W skali branży spożywczej oznacza to, że jeśli sieci handlowe byłyby w stanie zaoferować konsumentowi na półkach produkt rolnictwa zrównoważonego, który byłby o 20% droższy niż ten z konwencjonalnej produkcji, to jego sprzedaż mogłaby osiągnąć skalę masową.

Dobre praktyki branży spożywczej i rekomendacje działań

Według danych GUS z 2020 r. blisko co czwarty rolnik (24%) ocenia produkcję rolniczą jako nieopłacalną; tylko 17% ma przeciwne zdanie. Z kolei jedna trzecia (32%) uznała, że popyt na produkty rolne w poprzednim roku był poniżej ich oczekiwań[8]. Nastroje w kwestii opłacalności są jednym z czynników wstrzymujących pełne przejście na rolnictwo zrównoważone. Konieczność odpowiedniego dostosowania infrastruktury gospodarstw kojarzy się z dodatkowymi kosztami, a więc firmy z branży spożywczej muszą stworzyć dla rolników atrakcyjne warunki i zmotywować ich, aby dostrzegli oni opłacalność takich inwestycji. Jeżeli konsumenci są skłonni zapłacić więcej za produkty rolnictwa zrównoważonego, to wyższe wynagrodzenie powinien otrzymać też rolnik.

Najważniejszym wyzwaniem będzie zapewnienie odpowiedniego wolumenu produktów rolnictwa zrównoważonego, tak by mogły one być oferowane w atrakcyjnej cenie. Tutaj niezbędne są impulsy ze strony firm wobec rolników, które – oprócz regulacji unijnych i polskich – najbardziej kształtują przyszłość rolnictwa. W rozmowach z nami firmy z branży spożywczej wskazywały kilka już sprawdzonych sposobów wspierania stabilności finansowej rolników. Są to m.in. wcześniejsze płatności, pomaganie rolnikom w pozyskiwaniu unijnego dofinansowania do rozwoju gospodarstw, zawieranie długoletnich umów kontraktacyjnych, uzgadnianie ceny gwarantowanej, umożliwianie im sprzedaży surowców rolniczych poza Polską czy organizowanie warsztatów z umiejętności biznesowych. Ważne pozostaje także doradztwo firm dla rolników w zakresie wdrażania zrównoważonych praktyk rolniczych – podkreśla Małgorzata Bojańczyk, Dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Rolnictwa Zrównoważonego „ASAP”.

Szereg rozwiązań prawnych, które tego typu produkcję będą w kolejnych latach wspierać, to efekt zapisów Europejskiego Zielonego Ładu[9] i Wspólnej Polityki Rolnej[10], a także wpisanych w nią zachęt finansowych dla rolników.

Obecnie na rynku są już dostępne certyfikacje, które umożliwiają firmom z branży spożywczej ocenę, poprawę i zatwierdzenie zrównoważonego rozwoju gospodarstw rolnych w ich łańcuchach dostaw. Wśród nich można wyróżnić np. standardy Farm Sustainability Assessment (FSA) i GLOBALG.A.P. z dodatkiem FSA, które są wiodącymi narzędziami na rynku certyfikacji zrównoważonej produkcji żywności.

[1] NielsenIQ: Zamieszanie w koszyku – spożywka: analiza

[2] Rolnictwo zrównoważone, ekologiczne i konwencjonalne – różnice.

[3] Eurostat. Organic farming statistics.

[4] NIK o wspieraniu rolnictwa ekologicznego, informacja o wynikach kontroli, NIK, Warszawa 2019

[5] NielsenIQ: Zamieszanie w koszyku – spożywka: analiza

[6] The world of organic agriculture

[7] Szacunki Accenture Research na podstawie badania ARC z lutego 2021 r.

[8] GUS Koniunktura w gospodarstwach rolnych w I półroczu 2020

[9] Więcej na: Od pola do stołu | Komisja Europejska (europa.eu)

[10] Wspólna polityka rolna w skrócie | Komisja Europejska (europa.eu)

Misja Andromeda – SatRevolution wypuszcza nowe satelity w kosmos

W najbliższych dniach polska firma SatRevolution umieści na orbicie dwie satelity optyczne, których zadaniem będzie zbierać dane dla branży rolniczej oraz energetycznej w Polsce i USA. W projekt, pod nazwą Misja Andromeda, zaangażowały się spółki JR Holding, Columbus Energy i Saule Technologies.

Już wkrótce w przestrzeni kosmicznej pojawią się dwie polskie satelity STORK-4 oraz   STORK-5 Marta, które dadzą początek 14-obiektowej konstelacji STORK. Satelity zostaną wyniesione na orbitę okołoziemską przy pomocy rakiety nośnej Virgin Orbit, LauncherOne. Po umieszczeniu na orbicie, satelity będą zbierać multispektralne obrazy i dane średniej rozdzielczości dla klientów z branży rolniczej i energetycznej w Polsce i USA. W przyszłości zdjęcia satelitarne będą mogły wspierać zieloną energetykę, m.in. dzięki precyzyjnemu wskazywaniu obszarów, na których warto stawiać farmy PV. Do końca 2026 r. SatRevolution planuje umieścić na orbicie 1500 satelitów obserwacyjnych i tym samym stać się największym na świecie operatorem satelitów EO (Earth Observation).

  • Misja Andromeda to ekscytujący projekt polskich firm, którego głównym zwieńczeniem będzie start satelitów SatRevolution na orbitę. Razem z nami w USA obecni są Saule i Columbus oraz fundusz inwestycyjny JR Holding, który zapoczątkował platformę współpracy między nami i wspiera nas finansowo. Naszym celem jest m.in. budowanie nowych rynków zbytu dla naszych produktów i pozyskiwanie nowych inwestorów. Myślimy o tym, jak przenieść kosmiczne rozwiązania na ziemię – tłumaczy Grzegorz Zwoliński, Prezes Zarządu SatRevolution S.A.
  • Misja Andromeda to pierwsze efekty synergii inwestycji JR Holding. Naszym pomysłem było połączenie w jeden wspólny projekt najciekawszych spółek, w które zaangażowaliśmy się kapitałowo. Chcemy pokazać, że Polska nie odbiega technologicznie i rozwojowo od tego, co dzieje się na świecie. Uważam, że działając w grupie możemy więcej. Jestem dumny, że jesteśmy częścią tej misji – tłumaczy January Ciszewski, Prezes Zarządu JR Holding.

Satelity będą wykorzystywane przede wszystkim w rolnictwie precyzyjnym i leśnictwie. Dane dostarczane z orbity na bieżąco pomogą ocenić stan upraw, poziom nawodnienia oraz kondycję gleby. Pozwolą także na zlokalizowanie nielegalnych wycinek, ocenę drzewostanu i ewentualnych chorób. Zdjęcia mogą być pomocne również w określeniu poziomu wydobycia złóż w kopalniach, oszacowaniu wielkości urobku, w ocenie jakości wykonania inwestycji drogowych czy zarządzaniu projektami budowy sieci światłowodowych. Satelity będą też wspierać zieloną energetykę, na czym w szczególności skorzysta uczestnicząca w misji spółka Columbus Energy.

  • Dane z satelitów SatRevolution mogą dostarczyć ważnych informacji, przydatnych w rozwoju naszego biznesu. Dzięki pozyskanym z orbity danym, możliwe będzie precyzyjne wskazanie, na jakich obszarach warto stawiać farmy fotowoltaiczne oraz jak je projektować – tłumaczy Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A. – Z kolei ciekawym elementem, jaki my możemy wnieść do projektu, jest produkt należącej do Grupy Columbus spółki technologicznej Saule – ogniwa perowskitowe. Są to ultracienkie i elastyczne ogniwa fotowoltaiczne, generujące energię zarówno ze słońca, jak i ze sztucznego światła. Mam nadzieję, że ogniwa perowskitowe trafią na polskie satelity w pierwszej kolejności i że będziemy mogli je niebawem powszechnie stosować w kosmosie, zamiast ciężkiego krzemu.

Kooperacja Columbus, Saule Technologies oraz SatRevolution otwiera przed spółkami interesujące możliwości wykorzystania polskich technologii zarówno w kosmosie, jak i na Ziemi.

Budownictwo mieszkaniowe wciąż na wysokiej fali, a oferta deweloperska wyprzedana

Czerwcowa informacja GUS, komunikująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w maju oraz w okresie pierwszych pięciu miesięcy bieżącego roku, to zwyczajna kontynuacja optymistycznych wieści z segmentu inwestycyjnego pierwotnego rynku mieszkaniowego. Pytanie jednak, skąd rozbieżność pomiędzy sygnałami pogłębiającej się nierównowagi popytowo-podażowej a rekordowymi statystykami nowych inwestycji deweloperskich.

Już od tegorocznego marca pojawiają się sygnały narastającej nierównowagi popytowo-podażowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym. O ile wyraźnie widać ją było już w statystykach z marca i kwietnia, to dane z maja pobiły pod tym względem wszelkie rekordy. Według statystyk portalu RynekPierwotny.pl, w minionym miesiącu wolumen mieszkań sprzedanych na sześciu głównych rynkach kraju był ponad dwukrotnie większy od wolumenu mieszkań wprowadzonych do oferty.

Przy wciąż rekordowym popycie ze strony rodzimych nabywców indywidualnych, do gry włączają się na coraz większą skalę inwestorzy instytucjonalni, w tym renomowane zagraniczne fundusze nieruchomościowe, a w efekcie deweloperzy nie nadążają z uzupełnianiem oferty, przynajmniej tej przypisanej do największych krajowych rynków nieruchomości. Teoretycznie stanowi to nie lada zagrożenie dla stanu koniunktury już w bezpośredniej perspektywie.Tabela – Wyniki budownictwa

Tymczasem publikowane dane sygnalne GUS nie do końca potwierdzają słabnący potencjał inwestycyjny deweloperów, skutkujący niedoborem mieszkań w kilku czołowych metropoliach kraju. W ostatnich miesiącach do najmocniejszych stron przedmiotowych statystyk budownictwa mieszkaniowego należały dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę bądź zgłoszeń z projektem budowlanym oraz mieszkań rozpoczętych. Wygląda na to, że tegoroczny maj nie przyniósł wbrew oczekiwaniom zmiany obowiązującej tendencji. Pewne osłabienie o prawdopodobnie przejściowym charakterze widać jedynie w przypadku mieszkań oddanych do użytkowania, których wolumen zniżkował do jednej z najniższych wartości od trzech lat.

W omawianym miesiącu co prawda nie padły kolejne rekordy w pozyskiwaniu nowych pozwoleń czy mieszkań rozpoczętych, ale wyniki dość mocno z nimi korespondujące, odpowiednio na poziomie blisko 30 tys. i 29 tys. Bardzo niska baza wywołana pandemią i ubiegłorocznym lockdown’em spowodowała liczony w dziesiątkach procent progres rok do roku, zarówno w przypadku danych miesięcznych jak i za pierwsze pięć miesięcy roku. Tym samym nie ma większego sensu głębsza analiza tego typu różnic, grunt że rynek uległ pełnej odbudowie zanim jeszcze temat COVID-19 został w pełni wyeliminowany z oddziaływania na gospodarkę.

Uwagę zwraca jednak liczba mieszkań rozpoczętych w poprzednim miesiącu przez deweloperów na poziomie ponad 17,5 tys. O ile niespecjalnie należy ekscytować się blisko 3-krotnym wzrostem rok do roku, to jednak sam wolumen jest drugim w historii rynku pierwotnego, po osiągniętym przez deweloperów w tegorocznym marcu na poziomie wyższym o zaledwie kilkaset jednostek. Tymczasem, pomimo tak wyśrubowanego rezultatu, mówi się coraz głośniej o rosnącym niedoborze nowych mieszkań i nienadążaniu przedsiębiorców z uzupełnianiem oferty. Skąd zatem tego typu dysonans?

Statystyki, na podstawie których można wnioskować o pogłębiającej się nierównowadze popytowo-podażowej dotyczą tylko sześciu głównych rynków kraju, natomiast dane sygnalne GUS obejmują cały pierwotny rynek mieszkaniowy. Prawdopodobnie więc w związku z coraz gorszą od kilku lat dostępnością gruntów inwestycyjnych w największych metropoliach i ich zaporowych cenach, środek ciężkości inwestycji deweloperskich przesuwa się w kierunku mniejszych miejscowości, w pierwszym rzędzie tych zlokalizowanych w czołowych aglomeracjach kraju. Najważniejsze jednak, że gusowskie dane wnoszą pewien powiew optymizmu do coraz wyraźniej akcentowanej ostatnio w mediach atmosfery zagrożenia dla perspektyw pierwotnego segmentu mieszkaniówki.

Tymczasem zbliża się koniec drugiego kwartału. Już niedługo poznamy więc wyniki sprzedażowe deweloperów za kolejne trzy miesiące tego roku i całe pierwsze półrocze. Na ich podstawie oraz dołączonych komentarzy zarządów spółek prawdopodobnie będzie można nieco więcej powiedzieć o bieżącym stanie koniunktury rynkowej oraz jej perspektywach w bliższej i dalszej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Skargi na zachowanie przedsiębiorców w czasie upałów. Niektórzy trzymają butelki z wodą pod kluczem lub wyłączają klimatyzację dla oszczędności

– Przedsiębiorcy zdecydowanie nie zdali testu z upałów. Jestem porażona ilością skarg od pracowników. Od czwartku odebraliśmy ponad 60 wiadomości. Oczywiście wiele z nich dotyczy pytań czy pracownik może oczekiwać od pracodawcy wypuszczenia go wcześniej do domu, kiedy temperatury przekraczają 30 stopni Celsjusza. Zdarzyły się także bardzo oburzające i zaskakujące sytuacje – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Skarg w tydzień przyszło tyle, ile przez całe wakacje w ubiegłym roku – dodaje.

Butelki z wodą pod kluczem, brak klimatyzacji, praca w pełnym słońcu

Jak mówi Prezes Marczulewska zachowanie przedsiębiorców jest trudne do zrozumienia, bo o ile można usprawiedliwić chęć utrzymania rytmu pracy nawet w wysokich temperaturach, tak niektóre zachowania zdecydowanie nie sprzyjają budowaniu dobrych relacji między pracownikami, a pracodawcami. – Dostaliśmy skargę o reglamentowaniu zimnej wody, pracownicy dostawali jedną buteleczkę na cały dzień. Dostawaliśmy wiadomości o tym, że woda jest trzymana pod kluczem, by pracownicy nie pili jej za dużo lub o tym, że szef stwierdził, że nie będzie dawać pracownikom wody, bo zobaczył na budowie butelki z niedopitą wodą z poprzedniego dnia. Irracjonalne i nawet dla mnie szokujące sytuacje, a wiele skarg już od pracowników przeczytałam – przyznaje prezes stowarzyszenia.

– Skargi dotyczyły również braku klimatyzacji w autobusach komunikacji miejskiej, wysokich temperatur panujących w kuchniach i stołówkach, w tym w restauracjach. Nie brakowało informacji o wysokiej temperaturze w halach produkcyjnych czy o tym, że szefowie wyłączali klimatyzacje z oszczędności – dodaje prezes Marczulewska. – W wielu przypadkach interweniowaliśmy i wysyłaliśmy pisma do pracodawców, w których tłumaczyliśmy im jakie są zasady pracy w trudnych warunkach wynikających z wysokiej temperatury. Przyznam, że jestem bardzo rozczarowana, bo rok temu tych skarg było mało, a teraz mamy zatrzęsienie – dodaje.

Szef nie musi odesłać pracownika szybciej do domu w upały

Przepisy prawa pracy nie określają maksymalnej temperatury przy której można pracować tylko minimalną. Taka sytuacja powoduje, że nie ma jasnych wytycznych kiedy pracodawcy powinni być zobowiązani do tego, by skierować swoich pracowników na pracę zdalną. Umownie przyjmuje się, że praca powinna być przerwana, gdy temperatura w biurze przekracza 30 stopni Celsjusza, w hali 28 stopni Celsjusza, a szczególnych przypadkach 25 stopni Celsjusza. Pracodawcy zobowiązani są do zapewnienia pracownikom nieograniczonego dostępu do zimnej wody, a w przypadku pracy plenerowej do zapewnienia im także miejsca na schronienie się.

– Wiele pytań do naszego stowarzyszenia to pytania właśnie o pracę zdalną lub o to, kiedy pracodawca powinien puścić pracownika do domu. Pojawiły się także skargi na pewną „niesprawiedliwość”, że np. w jednej firmie pracownicy, którzy mają klimatyzacje w biurze pracują do 16:00, a Ci bez klimatyzacji idą do domu. O tym na pewno napiszemy osobną informację, bo to wyjątkowo ciekawa sytuacja, która się powtarza. Apelujemy do pracodawców o rozsądek i przestrzeganie przepisów prawa pracy. Troska o pracowników w upał to wyraz szacunku do ich zdrowia – dodaje Prezes Marczulewska.

Dane KGP: Policja walczy z plagą podróbek. Oprócz ubrań coraz więcej jest leków i suplementów

Komenda Główna Policji podaje, że w I kwartale br. stwierdzono prawie 7 tys. przestępstw naruszających prawa własności przemysłowej i intelektualnej. W całym 2019 roku było ich 10 tysięcy, a w ub.r. – blisko 17 tys. Wzrosła też ich wykrywalność. Dwa lata temu przekraczała 87%, w 2020 roku – 97%, a ostatnio – 99%. Zmalały natomiast straty z tego typu przestępstw. W 2019 roku wynosiły one ponad 46 mln zł, zaś w 2020 roku – niespełna 28 mln zł. W pierwszych trzech miesiącach tego roku już teraz oszacowano je na ponad 7 mln zł. Jeżeli statystyki się utrzymają na podobnym poziomie, to ten rok będzie gorszy od poprzedniego.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że rośnie liczba stwierdzanych przestępstw, które naruszają prawa własności przemysłowej i intelektualnej. W całym 2019 roku odnotowano ich 10 tysięcy, a w ubiegłym roku – już ponad 16,9 tys. Natomiast tylko w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku zarejestrowano ich prawie 7 tys. Jak podaje KGP, tego typu czyny są dokonywane m.in. za pośrednictwem Internetu przez zorganizowane grupy przestępcze, zajmujące się np. podrabianiem markowych produktów.

– Głównym powodem wzrostu liczby przestępstw była pandemia. W tym czasie większość zakupów przeniosła się do Internetu, a tam łatwiej jest sprawcom ukrywać pewnego rodzaju działania i nabierać konsumentów na tzw. podróbki. Oczywiście odnotowany wzrost wcale nie musi wynikać z tego, że na rynku jest coraz więcej podrabianych rzeczy. Z roku na rok służby dysponują coraz lepszymi możliwościami i metodami, co finalnie przekłada się na większą wykrywalność – mówi Maciej Tygielski z Grupy Modern Commerce.

Jak stwierdza dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”, w czasie pandemii mógł powstać impulsowy wzrost popytu na tanie, lecz dobrze wyglądające produkty, głównie w Internecie. Dlatego podróbki uzyskały ww. peak. Jednak, zdaniem eksperta, polski rynek jest zbyt konkurencyjny i gęsty, żeby tego typu zjawisko mogło poważniej utrzymać się w realnym handlu. Jak wszystko wróci do normy, statystki zapewne spadną. W ogólnej jednak kalkulacji rynku konsumpcyjnego kilka czy nawet kilkanaście tysięcy podróbek jest zjawiskiem mniej niż marginalnym, choć szkodliwym.

– Patrząc na liczbę przestępstw w I kwartale br. można być jednak zaniepokojonym, bo gdyby to pomnożyć przez kolejne kwartały, to tegoroczny wynik byłby ponad 1,5 razy większy niż zeszłoroczny i 4-krotnie przewyższałby ten z 2019 roku. Można zatem przewidywać, że nastąpi kolejny wzrost w relacji rocznej, choć nie aż tak duży. Obecnie Polacy częściej robią zakupy stacjonarnie niż w ubiegłym roku, a to w pewien sposób ogranicza pole do dokonywania ww. przestępstw – komentuje Maciej Tygielski.

Warto odwołać się też do wyników badania opinii społecznej UCE RESEARCH i SYNO Poland z maja br. Wówczas 19,2% Polaków deklarowało, że kupuje produkty z podrabianymi znakami towarowymi znanych marek. 70% zapewniło, że tego nie robi. W ocenie Leszka Kobylińskiego z Grupy Modern Commerce, fakt, że tylko co piaty Polak świadomie kupuje podróbki, mimo wszystko jest dość optymistyczny. Jeszcze kilka lat temu dotyczył on blisko połowy społeczeństwa. Oczywiście teraz część osób może się do tego nie przyznawać. Ponadto wielu Polaków daje się nabierać na nieoryginalne rzeczy. Jednak panuje mniejsze przyzwolenie na takie praktyki, przynajmniej w oficjalnym przekazie.

– Wspomniane badanie wykazało też, że podróbki kupują głównie najwięcej zarabiający Polacy. Można zatem domniemywać, że najlepiej sprzedają się podrabiane marki premium. Służby mogą mieć ułatwione zadanie w wykrywaniu takich przypadków, bo łatwiej jest odróżnić oryginał od podróbki, który powinien być odpowiednio drogi, a ma niską cenę. To od razu jest mocno podejrzane. Z kolei bardziej pospolite rzeczy, jakich na rynku jest więcej, zazwyczaj wizualnie niewiele różnią się od oryginału, bo są lepiej podrabiane – dodaje Maciej Tygielski.

Ponadto ze statystyk policyjnych wynika, że rośnie wykrywalność tego typu przestępstw. W 2019 roku wyniosła ona 87,3%, a rok później – 97,5%. Natomiast w okresie od stycznia do marca 2021 r. ten wskaźnik sięgnął aż 99,1%. W opinii Leszka Kobylińskiego, będzie on dalej wzrastał, ponieważ służby dysponują coraz lepszymi metodami i narzędziami.

– Policja posiada na swoim stanie specjalistyczne oprogramowania oraz sprzęt umożliwiający szybsze wykrywanie przedmiotowych przestępstw, szczególnie tych internetowych. Ponadto funkcjonariusze przechodzą szkolenia mające na celu poszerzanie wiedzy w zakresie ich wykrywania – potwierdza komisarz Piotr Świstak z Komendy Głównej Policji.

Dane KGP pokazują też, że dwa lata temu straty z tego typu przestępstw wyniosły ponad 46,2 mln zł, a w 2020 roku – prawie 27,7 mln zł. Natomiast w pierwszych trzech miesiącach tego roku przekroczyły 7,4 mln zł. Według Macieja Tygielskiego, blisko 2-krotny spadek w 2020 roku świadczył o tym, że przestępcy obawiają się sprzedaży dużych ilości towaru o znacznej wartości. Wolą go rozbijać na mniejsze partie, bo wówczas grożą im kary o niższym wymiarze. Wtedy ryzyko wykrycia jest też mniejsze.

– Z naszego doświadczenia wynika, że osoby dystrybuujące towary w tym obszarze oferują coraz niższe ceny. Są to drobne produkty. Przestępcy, z uwagi na coraz większą wykrywalność, boją się oferowania dużej ilości towaru o znacznej wartości. Ponadto Polacy bardzo dokładnie sprawdzają sprzedających i ich asortyment – informuje kom. Świstak.

Według przywołanego badania, nabywcy podróbek głównie kupują ubrania (52,6%), obuwie (50,7%) i kosmetyki (40,5%). Następnie decydują się na elektronikę (26,5%), zabawki (23,7%), akcesoria (20,5%) i biżuterię (15,8%). Eksperci z Modern Commerce zgodnie zaznaczają, że trzy pierwsze kategorie generują największe straty na rynku. Ale do gry wchodzą też nowe kategorie podrabianego asortymentu.

– Do listy należy również dopisać leki i suplementy, które coraz częściej są podrabiane i to na masową skalę. I to jest szczególnie niebezpieczne dla zdrowia i życia kupujących. W czasie pandemii wielu Polaków zdecydowało się przecież na zakup leków bądź preparatów reklamowanych jako zwalczających objawy koronawirusa lub zabezpieczających przed nim. Mówiąc wprost, dali się nabrać – podsumowuje kom. Piotr Świstak z Komendy Głównej Policji.

Już ponad połowa Polaków woli zakupy online od tradycyjnych

  • 57% badanych woli zakupy online niż zakupy w sklepach tradycyjnych
  • 21% kupujących w Internecie robi zakupy częściej niż raz w tygodniu
  • 29% spośród ankietowanych, którzy mieli problemy z procesem zapłaty online, wskazało, że w trakcie zakupów w sieci brakowało im zaufanej metody płatności

PayPal_Bolączki Polaków podczas zakupów online_Infographic

Dzięki COVID-19 Polacy nie tylko przyzwyczaili się do kupowania w sieci, ale także jeszcze bardziej docenili możliwości, jakie daje e-handel. Badanie „Bolączki Polaków podczas zakupów online” przeprowadzone na zlecenie PayPal przez ARC Rynek i Opinia w maju 2021 roku na grupie 1044 respondentów w Polsce[1] wykazało, że 57% respondentów preferuje zakupy online. 21% ankietowanych dokonuje ich częściej niż raz w tygodniu. Badanie ujawnia także niepokojące dane – aż 19% respondentów padło ofiarą oszustwa w Internecie. Z kolei 13% spośród ankietowanych, którzy wolą zakupy w sklepach stacjonarnych, ma obawy związane z podawaniem danych w sieci ze względów bezpieczeństwa.

Polacy wybierają online, bo tak jest wygodniej

Ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) potwierdzają wzrost wartości sprzedaży detalicznej online. Według GUS-u, w kwietniu 2021 r. w porównaniu z poprzednim miesiącem, odnotowano wzrost wartości sprzedaży przez Internet w cenach bieżących o 6,2%[2].

Z badania PayPal wynika, że kluczowymi czynnikami przemawiającymi na korzyść sklepów internetowych w porównaniu z tradycyjnymi są: wygoda (wskazuje na nią 51% respondentów robiących zakupy online), oszczędność czasu (46%), możliwość porównania oferty w różnych sklepach (41%) oraz szersza oferta produktowa (39%). Wśród najczęściej wymienianych kategorii produktów kupowanych online są: odzież, obuwie i akcesoria (61%), elektronika (47%) oraz książki, filmy, płyty (34%).

Blaski i cienie e-zakupów

Niezależnie od wieku, zarówno młodzi, jak i starsi, deklarują, że najprzyjemniejszym momentem związanym z kupowaniem w sieci jest etap rozpakowywania przesyłki. Odpowiedź tę wskazało 62% respondentów. Satysfakcjonujące jest także samo przeglądanie ofert (61%) i korzystanie z kodu promocyjnego (42%). Z jakimi trudnościami mierzą się fani e-zakupów? Najczęstsze wyzwania wskazywane przez respondentów dotyczyły m.in. braku szczegółowych opisów produktów na stronie sklepu (51%), problemów ze znalezieniem artykułów odpowiadających ich oczekiwaniom (34%), opisami artykułów w niezrozumiałym języku (20%) oraz dostawy (18%).

Ankietowani zwracali także uwagę na najczęstsze bolączki związane z płaceniem za zakupy. Aż 29% spośród respondentów, którzy mieli problemy z procesem zapłaty online wskazało brak zaufanych metod płatności jako jedną z podstawowych barier powstrzymujących ich przed nabywanie produktów w internecie. Blisko połowę z nich (47%) do zakupów w sieci zniechęca z kolei możliwość skorzystania tylko z jednej dostępnej formy płatności, a nieco mniej, bo 41%, skarży się na skomplikowany proces zapłaty, który wymaga przejścia przez wiele okienek i podstron.

Zakupy transgraniczne – kusi cena i szeroki wybór, zniechęca długi czas dostawy i obawy związane z bezpieczeństwem

Większość Polaków wybiera oferty polskich e-sklepów – 52% badanych kupuje tylko lokalnie. Natomiast 13% decyduje się na zakupy jedynie w sklepach europejskich, a 36% korzysta z ofert z całego świata.[3] Wśród najczęściej wymienianych przez kupujących w sklepach zagranicznych powodów, dla których decydują się oni na zakupy poza Polską są: niższa cena (63%), bogatsza oferta produktowa (52%) oraz dostępność produktów, których nie ma w Polsce (41%). Z kolei wśród najczęściej wskazywanych powodów niekorzystania ze sklepów zagranicznych są: długi czas dostawy (48%) oraz strach przed oszustwem (32%).

„Ważnym czynnikiem powstrzymującym konsumentów przed korzystaniem z oferty zagranicznych e-sklepów jest lęk przed oszustami. Z tego względu warto pamiętać, że skorzystanie z wiarygodnej i bezpiecznej metody płatności, takiej jak np. PayPal, pozwala na spokojne zakupy. Każda płatność dokonywana za pośrednictwem naszego systemu jest chroniona przy użyciu zaawansowanych metod szyfrowania, a nasi specjaliści ds. bezpieczeństwa monitorują transakcje 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu” – mówi Efi Dahan, dyrektor zarządzający PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią, Rosję i Izrael.

Konsumenci a bezpieczeństwo zakupów online

Bezpieczne zakupy oraz wiarygodni sprzedawcy mają kluczowe znaczenie dla polskich konsumentów. Co piąty badany doświadczył oszustwa w Internecie. Wiązało się to z nieotrzymaniem zakupionego towaru lub usługi (68%) lub otrzymaniem innego przedmiotu o niższej wartości (15%). Zaledwie 4% badanych padło ofiarą wyłudzenia danych osobowych lub dostępowych do konta. Konsumenci, którzy spotkali się z nadużyciem podczas zakupów online, w pierwszej kolejności zgłaszali sprawę sprzedawcy (38%) lub na policję (31%).

Z badania wynika, że aż 90% ankietowanych zwraca uwagę na wiarygodność i bezpieczeństwo sklepu przed dokonaniem zakupu. Respondenci sprawdzali przede wszystkim opinie na temat e-sklepu w Internecie, dostępne metody płatności oraz poziom stosowanych zabezpieczeń. Nieco ponad połowa wszystkich badanych (57%) słyszała o programach ochrony kupujących. Zazwyczaj oferowały je sklepy internetowe (55%), bądź portale aukcyjne (40%). Nieco ponad 1/3 badanych, którzy słyszeli o tym rozwiązaniu, kiedykolwiek skorzystała z programu ochrony kupujących, w tym 14% z nich wskazało na Program Ochrony Kupujących PayPal[4].

„Z badania wyłania się pozytywny trend – większość Polaków zwraca uwagę na wiarygodność i bezpieczeństwo sklepu przed dokonaniem zakupu” – mówi Efi Dahan. I dodaje: „Kupujący[5] i sprzedający[6] za pośrednictwem PayPal, którzy spełniają określone warunki, objęci są specjalnym programem ochrony. W jego ramach zapewniamy im wsparcie i pomoc w rozwiązaniu różnego rodzaju problemów, w tym dotyczących odzyskiwania pieniędzy utraconych z powodu oszustwa”.

Od trendu po standard

W ciągu ostatnich 12 miesięcy wielu Polaków było zmuszonych do zaopatrywania się w potrzebne produkty online. Jak wynika z badania PayPal, coraz większa liczba respondentów zdaje sobie sprawę z korzyści, jakie niesie ze sobą robienie zakupów w internecie i nie zrezygnuje z nich niezależnie od okoliczności. Nie zniknie też chęć odkrywania ciekawych ofert, nowych marek i produktów, także w zagranicznych e-sklepach. To, z czego każdy kupujący powinien zdawać sobie sprawę przed rozpoczęciem transakcji, to jak uniknąć ryzyka dokonując zakupów online. Wybór sprzedawcy internetowego, który współpracuje z wiarygodnym, uznanym na świecie operatorem płatności, oferującym program ochrony kupujących, pozwala w pełni cieszyć się korzyściami płynącymi z e-zakupów.

Korzystanie ze smartfonów do zakupów

Interesujący jest też trend jeśli chodzi o rodzaj urządzeń z jakich użytkownicy robią zakupy. Według danych z rankingo.net za pierwszą połowę 2021 roku, 61% to smartfony, 36,5% to komputery a jedynie 2,5% tablety. Jeśli porównać te dane z latami poprzednimi, wyraźnie widać wzrost wykorzystywania smartfonów do zakupów i szukania informacji o produktach. Przy tym znacznie spada korzystanie z komputerów co powinni wziąć pod uwagę administratorzy sklepów online, ułatwiając korzystanie z nich za pomocą urządzeń mobilnych. Nierzadko, bowiem zdarza się, że strony sklepów nie są stworzone z myślą o smartfonach i utrudniają zakupy poprzez powolne ładowanie, trudną nawigację i brak optymalizacji na mniejszych rozdzielczościach ekranów.

[1] PayPal, „Bolączki Polaków podczas zakupów online, ARC Rynek i Opinia, Warszawa, maj 2021.
Badanie zostało przeprowadzone na grupie 1044 respondentów i obejmowało osoby w wieku 18-65 lat, które w ciągu ostatniego półrocza dokonały zakupu przez Internet.

[2] GUS, Dynamika sprzedaży detalicznej w kwietniu 2021 r.

[3] Szczegółowe dane: tylko w polskich sklepach kupuje 51,8%, w sklepach europejskich 12,6%, na całym świecie 35,6%.

[4] Ochrona kupujących obejmuje transakcje i towary spełniające określone warunki. Obowiązują ograniczenia. Więcej informacji dostępnych jest na stronie paypal.com.pl.

[5] Jw.

[6] Aby kwalifikować się do programu ochrony sprzedających w systemie PayPal, Użytkownik musi spełniać określone wymagania. Więcej informacji dostępnych jest na stronie paypal.com.pl.

Złoty jest silniejszy

Prezes Fed Powell nie powiedział wczoraj nic nowego, ale to wystarczyło, by załagodzić zeszłotygodniowe strachy związane z jastrzębim zwrotem FOMC. Odbicie apetytu na ryzyko utrzymuje się, a dziś uwagę od Fed mogą odciągnąć wstępne odczyty PMI z Europy o USA. Złoty jest silniejszy, a w tle podwyżki stóp procentowych w regionie.

Im więcej komentarzy przedstawicieli Fed, tym większa waga ich słów kosztem przejmowania się „kropkami” z projekcji stóp procentowych. Jak w ubiegłym tygodniu silna reakcja rynków na przekaz FOMC skupiona była na prognozie dwóch podwyżek stóp procentowych po 25 pb do końca 2023 r., tak w tym tygodniu większa uwaga sjest na komentarzu członków Fed do nastawienia banku. Nawet jeśli przekaz jest taki sam, jak był w komunikacie po czerwcowym posiedzeniu. Wczoraj prezes Powell przemawiając w Kongresie USA powtórzył, że przestrzelenie celu inflacyjnego będzie przejściowe, Fed nie zamierza przedwcześnie reagować wyłącznie w obawie przed wysoką inflacją, a ma także na uwadze dobro rynku pracy. Doda jednak, że nie które efekty cenowe są silniejsze niż wcześniej sądzono, co tłumaczy jastrzębi zwrot. Ale powtórzmy, dużo dla decyzji Fed będą znaczyć napływające dane, a termin pierwszej podwyżki jest odległy i może zostać ponownie odroczony. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ostatnie komentarze Powella i jego kolegów nie stoją w sprzeczności z wydźwiękiem ubiegłotygodniowego posiedzenia FOMC. To raczej uczestnicy rynku przesadzili z nerwową reakcją na projekcję „kropek”, nie zważając na łagodzący prognozy forward guidance.

Od strony FX oznacza to tylko tyle, że w najbliższych dniach komentarze z Fed nie dostarczą dolarowi świeżych impulsów do umocnienia. To może skonsolidować kursy z USD do czasu publikacji danych, które wspierałyby wcześniejszy proces normalizacji polityki (np. wysoki wzrost zatrudnienia, skok inflacji). W międzyczasie mamy moment na ocenę postępu ożywienia po obu stronach Atlantyku. W strefie euro czerwcowe wskaźniki PMI będą pokazywać dwa oblicza. Dalsze luzowanie restrykcji z końcem maja powinno się przełożyć na nasilenie aktywności w sektorze usługowym. Z kolei tempo rozwoju przemysłu może wyhamować w związku z zakłóceniami łańcuchów dostaw (choć PMI pozostanie wysoko powyżej 60 pkt.). Indeksy PMI z Wielkiej Brytanii powinny pozostać na podwyższonych poziomach, gdyż bieżąca aktywność gospodarcza pozostaje mocna, jeszcze korzystając z pędu po otwarciu gospodarki. PMI z USA mogą mieć drugorzędne znaczenie, gdyż rynek preferuje wyciągać wnioski z wskaźnik ISM, ale odczyt z sektora usługowego na 70 pkt. nie może być odebrane negatywnie.

Złoty kontynuuje odbicie i EUR/PLN wraca pod 4,51. Korekta siły dolara mocniej ściąga w dół USD/PLN, który wczoraj dotknął 3,77 i jest już prawie 2 proc. poniżej zeszłotygodniowych szczytów. Sądzę, że fundamentalnie złoty dotarł do krótkoterminowego punktu równowagi, ale może jeszcze dalej zyskiwać z pomocą (naiwnych) spekulacji. Po wczorajszym rozpoczęciu cyklu zacieśniania monetarnego przez Narodowy Bank Węgier (podwyżka głównej stopy proc. z 0,6 proc. do 0,9 proc. i zapowiedź comiesięcznego zacieśniania) oraz w obliczu oczekiwanej dziś podwyżko stopy procentowej w Czechach (z 0,25 proc. do 0,50 proc.), rosną oczekiwania, że w tym samym kierunku ruszy Narodowy Bank Polski. Szczerze wątpię, aby do tego doszło. Kilkukrotnie podkreślałem, jak niepewność prognoz gospodarczych (w tym dotyczących trwałości presji inflacyjnej) daje wygodną elastyczność prezesowi Glapińskiemu, by opierać się głosom za podwyżką stóp procentowych w tym roku. Nie zmienia to jednak faktu, że od teraz do następnego posiedzenia RPP (7 lipca) jest sporo czasu, by wzmacniać złotego oczekiwaniami jastrzębiego zwrotu RPP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

5 najczęstszych błędów podczas pracy zdalnej i hybrydowej

Blisko 8 mln Polaków pracowało zdalnie w czasie pandemii – wynika z badania „Finansowy Barometr ING”. Taki rodzaj pracy, zdalny lub hybrydowy, daje szerokie możliwości wykonywania swoich obowiązków z wielu miejsc – z domu, domku letniskowego, hotelu, a nawet zza granicy. Jest to korzystne i chętnie wykorzystywane szczególnie w czasie letnim. Jednak nawet podczas pracy w słoneczny dzień nad jeziorem musimy pamiętać o odpowiednim zabezpieczeniu firmowych danych. Szczególnie dlatego, że to od pracowników w dużej mierze zależy bezpieczeństwo danych – aż 89% przypadków naruszenia bezpieczeństwa informacji to właśnie wina człowieka – wynika z raportu Związku Firm Ochrony Danych Osobowych. Jakie są najczęstsze błędy w pracy zdalnej i hybrydowej pod względem ochrony danych?

Sprzęt służbowy nie jest sprzętem prywatnym

Częstym nawykiem pracowników jest traktowanie komputera służbowego tak, jakby był to własny sprzęt. Przechowywanie na nim zdjęć z wakacji, filmów, instalowanie dodatkowego oprogramowania czy nawet gier to powtarzające się praktyki zdalnych pracowników, które nie są bezpieczne, jeżeli mówimy o ochronie danych. Pobranie programów lub dokumentów z sieci – to narażanie firmy na zaimportowanie złośliwego oprogramowania, które może zainfekować firmową sieć i, w skrajnych przypadkach, doprowadzić do kradzieży wrażliwych danych i dokumentacji firmowej.

Warto wiedzieć, że jeżeli pobrane pliki pochodzą z nielegalnego źródła, naraża to pracodawcę na problemy prawne. Z tego powodu musimy pamiętać, żeby zachować szczególną ostrożność podczas pozyskiwania plików z Internetu oraz nie zapominajmy o ograniczeniu ilości przechowywanych prywatnych danych na komputerze służbowym – dla swojego dobra oraz pracodawcy – wskazuje, Arkadiusz Sadkowski, specjalista ds. bezpieczeństwa IT w ODO 24.

Brak aktualnych programów zabezpieczających

Dbałość o najbardziej aktualne wersje oprogramowania na sprzęcie służbowym powinno być w interesie pracodawcy, ale także pracownika. Pracując stacjonarnie z biura rzadko pracownik musiał martwić się o takie sprawy – dbał o to dział IT. Jednak po przejściu w pełni na pracę zdalną wielu zatrudnionych zlekceważyło regularne aktualizowanie oprogramowania na swoim komputerze (oprogramowanie antywirusowe, programy oraz system operacyjny). Wbrew pozorom to bardzo ważny temat w kwestii bezpieczeństwa danych przechowywanych na służbowym sprzęcie. Najnowszy software w odpowiedni sposób pomaga chronić przed zagrożeniami występującymi w sieci oraz zapewnia odpowiednią higienę gromadzenia danych.

Korzystanie z publicznych sieci Wi-Fi oraz zabezpieczenie własnej sieci

Weekendowy citybreak czy wypad nad Bałtyk przedłużony o zdalny poniedziałek w pracy? To bardzo kusząca wizja wykorzystania możliwości pracy np. z hotelu lub kawiarni. W tym wypadku także trzeba być uważnym i stosować dodatkowe środki ostrożności podczas korzystania z Internetu – odradza się korzystanie z publicznych sieci Wi-Fi. Takie połączenia internetowe często nie są szyfrowane, a jeżeli istnieje w nich owe zabezpieczenie, to prawie każdy użytkownik może uzyskać wymagane hasło. Dostęp do niego pozwoli potencjalnemu hakerowi na wgląd do naszych aktywności – wszystkich plików, które wysyłamy przez tę sieć, także z wpisywanymi przez nas hasłami dostępu do np. poczty firmowej.

Na okoliczność pracy spoza miejsca z bezpiecznym, zaszyfrowanym połączeniem, dobrym rozwiązaniem jest wykorzystanie własnej sieci np. w formie hotspotu GSM, czyli udostępnienia Internetu z telefonu komórkowego. Takie działanie sprawi, że nasze dane będą odpowiednio szyfrowane i nikt nie będzie w stanie ich odczytać, nawet w przypadku pracy z kawiarni czy hotelowego pokoju.

Nie zapominajmy również o odpowiednim zabezpieczeniu domowego Internetu. Zadbajmy o zmianę domyślnego hasła do domowego routera oraz potwierdzenie, że odpowiada ono zasadom bezpieczeństwa ustanowionym w organizacji – radzi ekspert Arkadiusz Sadkowski, specjalista ds. bezpieczeństwa IT, ODO 24.

Dostęp osób postronnych

Z punktu widzenia przepisów RODO nikt niezwiązany z firmą nie powinien móc „zajrzeć” w ekran służbowego komputera i przez przypadek zapoznać się z zawartymi tam służbowymi informacjami – nawet w domu, nie mówiąc już o miejscach publicznych. W tym przypadku, kiedy odchodzimy od urządzenia, niezbędna jest znajomość funkcji blokowania ekranu, którą możemy uruchomić za pomocą skrótu klawiszowego Win+L. Drugą możliwością jest wylogowanie się z naszego profilu na komputerze za każdym razem, kiedy odchodzimy od komputera. Pamiętajmy tylko, aby profil był także zabezpieczony silnym hasłem.

Niska świadomość pracowników

Aż za 89% przypadków naruszenia bezpieczeństwa danych odpowiedzialny jest czynnik ludzki – wynika z raportu Związku Firm Ochrony Danych Osobowych. Z tego powodu tak ważne jest budowanie świadomości i regularne przeprowadzanie szkoleń z zakresu odpowiedniej ochrony danych wśród pracowników.

Wyniki badania firmy ODO 24 potwierdzają, że według respondentów dowodem takiej dbałości jest konieczność odbycia przez każdego pracownika szkolenia z zakresu RODO (42,8%). Takie działania wydatnie zmniejszają możliwość popełnienia prostych błędów, poprzez które cenne i poufne dane firmowe mogą ujrzeć światło dzienne.

Poświęcenie kilku godzin na kompleksowe szkolenie z zakresu ochrony danych przed sezonem wakacyjnym zapewne dobrze przygotuje każdego pracownika do odpowiedniej ochrony danych oraz bezpiecznego korzystania z możliwości pracy zdalnej – także w hotelu nad morzem, jak i z zacisza swoich czterech ścian – podsumowuje Arkadiusz Sadkowski, specjalista ds. bezpieczeństwa IT w ODO 24.