Dolar wciąż mocny

Drobna zadyszka amerykańskiego rynku pracy nie przeszkodziła dolarowi dalej pokazywać siły. Amerykańska waluta wciąż dobrze sobie radzi po ostatnim posiedzeniu FED i wygląda na to, że na razie nie zamierza wracać na stare miejsce.

Słabsze dane nie przeszkadzają dolarowi

Wczoraj wbrew oczekiwaniom nie byliśmy świadkami kolejnych minimów od początku pandemii w ramach wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Wzrost był jednak relatywnie nieduży i wynik osiągnął 412 tysięcy wobec oczekiwanych 360 tysięcy. Są to zatem dane wyraźnie niższe niż miesiąc temu. Rynki zareagowały jednak bardzo spokojnie. Ruch umacniający dolara stracił co prawda trochę impetu, ale od rana dolar odrobił pełnego centa względem euro. Wielu analityków zastanawia się obecnie czy należy spodziewać się korekty, która po tak silnym ruchu nie byłaby niczym nadzwyczajnym.

Co dalej z ropą?

Czarne złoto uległo istotnej przecenie po umocnieniu dolara. Jest to często prawidłowość, gdzie ropa, utrzymując ceny w innych walutach ulega przecenie dolarowej kiedy USD idzie w górę. Analogiczna sytuacja ma często miejsce również w drugą stronę. Taniejący dolar ma w zwyczaju pchać w górę ceny ropy. Nie wiadomo również, jak rozwinie się sytuacja z powrotem na rynek irańskiej ropy. Biorąc pod uwagę te czynniki, zapowiedzi analityków o osiągnięciu 80 dolarów za baryłkę w tym roku są mocno wątpliwe.

Rynek pracy w Polsce

O godzinie 10:00 z GUS-u nadeszły dane na temat przeciętnych wynagrodzeń i zatrudnienia. W skali roku pensje rosną o imponujące 10,1%, z kolei zatrudnienie wzrasta o 2,7%. Są to dane z grubsza zgodne z oczekiwaniami, stąd nie ma zbyt silnych reakcji na rynkach walutowych. Potwierdzają one jednak dobrą ogólną kondycję polskiej gospodarki, a w szczególności rynku pracy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

KNF zatwierdziła Prospekt Shoper

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła Prospekt Shoper S.A. w związku z planowaną Ofertą Publiczną. Spółka ubiega się o wprowadzenie akcji do obrotu na głównym rynku GPW. Publikacja Prospektu zaplanowana jest na poniedziałek 21 czerwca. Globalnymi koordynatorami oferty, współprowadzącymi księgę popytu są mBank S.A. oraz Biuro Maklerskie PKO BP. Współprowadzącym księgę popytu jest również WOOD & Company Financial Services, a.s.

Shoper to lider na polskim rynku dostawców oprogramowania dla e-commerce w modelu SaaS, który umożliwia przedsiębiorcom wygodne, szybkie i łatwe założenie własnego sklepu internetowego oraz prowadzenie sprzedaży w kanale online. Kompleksowa oferta Spółki obejmuje udostępnianą w formie abonamentu platformę Shoper oraz szereg usług sprzedawanych w modelu pay-as-you-grow (PAYG), skorelowanych bezpośrednio z liczbą zamówień lub wielkością obrotów (GMV) generowanych przez sklepy na platformie. Z rozwiązań firmy korzysta ponad 20 tys. sklepów, reprezentujących zróżnicowane branże.

– Zatwierdzenie Prospektu to bardzo pozytywna wiadomość, oznacza to, że w ciągu najbliższych dni rozpocznie się Oferta Publiczna Shoper. Budowana przez nas od 15 lat kompleksowa oferta dla e-sklepów pozwoliła nam objąć pozycję lidera na polskim rynku dostawców oprogramowania w modelu SaaS i stać się platformą pierwszego wyboru dla przedsiębiorców decydujących się na wejście do kanału online. Znajdujemy się w okresie dynamicznego wzrostu, mamy bogatą ofertę i świetnych ludzi na pokładzie, a polski rynek e-commerce ma przed sobą bardzo dobre perspektywy. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, uważam, że to dobry moment aby dołączyć do grona spółek na warszawskiej GPW. Pierwszego  notowania akcji spodziewamy się jeszcze w I połowie lipca – komentuje Marcin Kuśmierz, prezes zarządu Shoper.

Spółka w swojej strategii zakłada utrzymanie pozycji rynkowego lidera oferującego oprogramowanie dla e-commerce w modelu SaaS, m.in. poprzez zwiększenie bazy użytkowników platformy Shoper, w tym przez potencjalne akwizycje i ekspansję na nowe kraje, a także wzrost udziału przychodów w modelu PAYG oraz rozwój obecnych i nowych usług, w tym koncentrujących się na wspieraniu sprzedaży wielokanałowej.

– Chcemy w dalszym ciągu wykorzystywać wysoką skalowalność naszego modelu biznesowego i zwiększać bazę użytkowników korzystających z naszej platformy oraz oferowanych przez nas w modelu pay-as-you-grow usług dodatkowych. Rozważamy akwizycje mniejszych platform e-commerce, a także wyjście z naszą ofertą na inne kraje. Pierwszym krokiem był zakup aplikacji ErpBox, która umożliwia klientom Shoper m.in. integrację z platformami handlowymi, pozwalającymi na sprzedaż za granicą. W tym momencie przestaliśmy być Spółką, która działa wyłącznie na terytorium Polski  – dodaje Marcin Kuśmierz.

Shoper w 2020 roku odnotował przychody na poziomie 47 mln zł oraz 22 mln zł zysku EBITDA menedżerskiej, po wyłączeniu zdarzeń o charakterze jednorazowym. Oznacza to wzrost o odpowiednio 69 proc. r/r oraz 104 proc. r/r. W tym samym okresie GMV* wygenerowana przez sklepy na platformie Shoper wyniosła niemal 4,0 mld zł, co oznacza wzrost o 87 proc. r/r.

Na poniedziałek 21 czerwca planowane jest opublikowanie Prospektu na stronie internetowej Spółki: https://www.shoper.pl/relacje-inwestorskie/

Przedmiotem oferty będzie około 27,1% akcji istniejących Shoper w tym około 2,5% w ramach opcji stabilizacyjnej. Oferującymi akcje są aktualni akcjonariusze Spółki, tj. fundusz private equity V4C POLAND PLUS FUND S.C.A. SICAV FIAR, Modhaus sp. z o.o., KFF Sarl, Krzysztof Krawczyk oraz Rafał Krawczyk. Spółka nie planuje podwyższenia kapitału zakładowego. Akcjonariusze sprzedający oraz Spółka zobowiązali się do nie sprzedawania lub nie emitowania akcji Spółki przez okres 360 dni po Ofercie.

Menadżerami Oferty są mBank S.A., Biuro Maklerskie PKO BP oraz WOOD & Company Financial Services, a.s. Doradcą prawnym Spółki w związku z Ofertą jest kancelaria prawna MJH Moskwa, Jarmul, Haładyj i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni sp.p. Doradcą prawnym Menedżerów Oferty w związku z Ofertą jest kancelaria prawna DLA Piper Giziński Kycia sp.j. Audytorem Spółki jest Grant Thornton.

*GMV (ang. gross merchandise value) – suma przychodów sklepów prowadzących działalność na platformie Shoper, nie uwzględnia przychodów sklepów sprzedawanych przez partnerów Spółki na zasadzie private label oraz nie uwzględnia przychodów generowanych przez integrację z zewnętrznymi marketplace.

Saule S.A. o krok bliżej warszawskiej Giełdy

Saule S.A., pierwsza na świecie firma dysponująca funkcjonującą fabryką innowacyjnych perowskitowych ogniw fotowoltaicznych, zakończyła pozytywnie due diligence spółki Blumerang Investors S.A., co otwiera jej drogę do debiutu na NewConnect, małym parkiecie warszawskiej Giełdy.

JR HOLDING ASI S.A. oraz Saule zawarły we wrześniu 2020 roku umowę wsparcia inwestycyjnego w celu wprowadzenia Saule do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, w drodze tzw. „odwrotnego przejęcia”. Odwrotne przejęcie polegać będzie na połączeniu się Saule S.A. ze spółką giełdową w drodze nabycia przez spółkę giełdową akcji Saule S.A. w zamian za nowo wyemitowane akcje tej spółki giełdowej, które zostaną objęte przez dotychczasowych akcjonariuszy Saule.

W marcu 2021 r. Saule i JR HOLDING poinformowały, że spółką giełdową z którą połączy się Saule będzie – notowana na NewConnect, alternatywnym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie – Blumerang Investors S.A. Spółki zawarły porozumienie (Term Sheet), w którym uzgodniły założenia transakcji związanej z nabyciem akcji Saule przez Blumerang. Ustalono również, że warunkiem transakcji jest przeprowadzenie badania spółki Blumerang pod kątem prawnym i finansowym przez Saule (due diligence).

W piątek Blumerang Investors S.A. poinformowała w raporcie ESPI o przekazaniu przez Saule informacji o zakończeniu badania z wynikiem pozytywnym. „W przekazanym dokumencie Saule wskazało, że wyniki badania due diligence dają podstawę do zawarcia tej transakcji, po uprzednim wypełnieniu zaleceń pokontrolnych zawartych w raportach końcowych z badania due diligence, których realizacja będzie przedmiotem dalszych uzgodnień pomiędzy Stronami” – podała Spółka w komunikacie.

Oznacza to, że zakończono, zgodnie z planem, kolejny etap w drodze Saule S.A. do notowań na rynku kapitałowym. W wyniku planowanej transakcji JR HOLDING wraz ze spółką Columbus Energy dołączą do grona inwestorów Saule, która jednocześnie zadebiutuje na rynku NewConnect. Saule 21 maja 2021 roku uruchomiła pierwszą na świecie fabrykę drukowanych, ultracienkich i elastycznych perowskitowych ogniw fotowoltaicznych. Dzięki powiązaniu kapitałowemu, z liderem rynku fotowoltaicznego – Columbus Energy – Saule ma szansę wykorzystać efekt synergii oraz zwiększyć tempo rozwoju i komercjalizacji posiadanej przełomowej technologii.

Saule było w ostatnich dniach gościem konferencji inwestorskiej WallStreet 25, podczas której, współzałożycielka Saule i wynalazczyni technologii posiadanej przez spółkę prezentowała potencjalne zastosowania ogniw produkowanych w nowootwartej fabryce. Zdaniem Olgi Malinkiewicz, fabryka ta osiągnie zdolności produkcyjne na poziomie 40 tys. m2 rocznie. Produkowane ogniwa znajdą już teraz zastosowania praktyczne w branży IoT (Internet of Things), elektromobilności oraz innowacyjnych i lekkich rozwiązaniach architektonicznych (takich jak całe fasady fotowoltaiczne, czy żaluzje zewnętrzne pokryte ogniwami fotowoltaicznymi). Będzie to jednak wciąż produkcja eksperymentalna, choć na dużą skalę. Spółka zamierza uruchomić linie produkcyjne o znacznie większych mocach produkcyjnych. Zdaniem wynalazczyni w niedalekiej przyszłości ogniwa oparte o technologię perowskitową (ze względu na mniejszą wagę, elastyczność, możliwość ich umieszczenia na wielu powierzchniach takich jak szkło, tworzywa sztuczne czy tkaniny oraz potencjalnie większą sprawność energetyczną) zastąpią tradycyjne krzemowe ogniwa, podobnie jak telefony komórkowe wyparły telefony stacjonarne. Dzięki inwestycji dokonanej na tak wczesnym etapie JR HOLDING ma szansę stać się beneficjentem rozwoju i szerokiego wdrożenia tej przełomowej technologii. Zaangażowanie w Saule wpisuje się w strategię JR HOLDING na lata 2020-2022 w obszarze inwestycji w odnawialne źródła energii.

ZPP: Wysoka inflacja to ukryta forma podatku

Polska od wielu miesięcy boryka się z jednym z najwyższych wskaźników inflacji w UE. Realizacja odłożonego popytu gospodarstw domowych związana z ponownym otwieraniem gospodarki jak również konieczność zagospodarowania ogromnych środków z Funduszy Odbudowy bez wątpienia przyczynią się do dalszego napędzania wzrostu presji cenowej w niedalekiej przyszłości. Zwracamy uwagę na fakt, że pewne czynniki inflacjogenne są czynnikami, na które państwo jest w stanie zareagować regulacyjnie.

Obecnie jednym z kluczowych czynników proinflacyjnych jest wzrost cen paliw, który odpowiadał za ponad jedną trzecią inflacji w maju br.

W celu zahamowania dalszego wzrostu inflacji można byłoby zatem zwrócić uwagę na te obszary, w których wzrost cen jest de facto stymulowany przez regulacje, a zatem może być również przez regulacje skutecznie powstrzymany. Dla przykładu, można rozważyć zrezygnowanie z podatków, które mają wpływ na wzrost cen, generując mało bezpośrednich przychodów do budżetu, modyfikacje w zakresie akcyzy na paliwo oraz rozsądną, niemającą parapodatkowego charakteru, reformę gospodarstwa odpadami.

Wprowadzenie

Temat szybko rosnącej inflacji przykuwa coraz więcej uwagi w debacie publicznej. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego inflacja CPI w maju wyniosła 4,7 proc. oraz 4,3 proc. w kwietniu 2021. Dane Eurostatu są gorsze i pokazują, że inflacja HIPC w Polsce w kwietniu osiągnęła poziom 5,1 proc, czyli najwyższy pułap od 20 lat. Ostatni raz inflacja HIPC przekraczała 5 proc. w czerwcu 2001 r., kiedy Polska wychodziła z okresu wysokiej inflacji.[1]

Choć inflacja wyraźnie wzrasta w całej Unii, Polska pozostaje pod tym względem jednym z liderów wśród państw członkowskich UE. W kwietniu 2021 roczna stopa inflacji w UE wyniosła 2 proc., czyli o 3 punkty procentowe więcej niż w marcu.[2] Polska osiągnęła drugi najwyższy wynik, tuż za Węgrami, gdzie inflacja była wyższa zaledwie o jeden punkt procentowy. To jednak marne pocieszenie jeśli weźmiemy pod uwagę, że w kwestii inflacji Polska pozostaje na pierwszym lub drugim miejscu w UE od września 2020, a rodzima stopa inflacji jest ponad dwukrotnie wyższa niż unijna średnia.[3]

Wykres 1. Inflacja w kwietniu w UE

Inflacja w kwietniu w UE
Źródło: Eurostat

Wzrost inflacji zmniejsza dochód rozporządzalny Polaków i wpływa na uszczuplenie naszych oszczędności. Wychodzenie z kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa generuje nowe, dodatkowe czynniki proinflacyjne, takie jak realizacja odłożonego popytu gospodarstw domowych na usługi gastronomiczne i hotelarskie, ale również na produkty – takie jak choćby odzież. Możemy więc spodziewać się, że wraz z dalszym otwieraniem gospodarki i sezonem wakacyjnym, inflacja przyśpieszy jeszcze bardziej.

Co istotne, w dłuższej perspektywie będziemy mieć do czynienia z nowym, wyjątkowo istotnym czynnikiem proinflacyjnym, tj. znaczącym impulsem fiskalnym w postaci unijnego Funduszu Odbudowy. W nowej perspektywie budżetowej Polska otrzyma 160 mld EUR z unijnych funduszy, z czego 57 mld EUR będzie pochodzić z Funduszu Odbudowy.[4] Dla porównania, przez 16 lat członkostwa w UE Polska otrzymała ok. 181 mld EUR. Fundusz Odbudowy jest istotnym elementem wsparcia gospodarki w wychodzeniu z kryzysu, ale polityka tzw. helicopter money pociąga za sobą również długofalowe konsekwencje. Konieczność zagospodarowania środków o tak dużej skali w relatywnie krótkim czasie może prowokować wzrost cen i na pewno nie spowolni inflacji.

Prawdopodobnie jedynym aktorem, który nie cierpi z powodu wzrostu inflacji, jest rząd. Przy tworzeniu budżetu na 2021 rok, rząd przyjął inflację na poziomie 1,8 proc.[5] Tym samym, budżetowe przychody i wydatki zostały skalibrowane zgodnie z tym parametrem. Wzrost cen oznacza wzrost wpływów budżetowych z tytułu podatku VAT, czyli jednego z głównych źródeł przychodu państwa. Przykładowo, w 2019 r. wpływu z tytułu podatku VAT wyniosły ponad 180 mld zł, czyli prawie połowę wszystkich dochodów podatkowych uzyskanych w tamtym roku.[6] Ponad dwukrotnie wyższa niż przewidywana inflacja to znaczny wzrost wpływów do kasy państwa i lepszy bilans na koniec roku.

Wykres 2. Dochody budżetu państwa w 2019 r.

Dochody budżetu państwa w 2019
Źródło: Portal Podatkowy Ministerstwa Finansów, Dochody i wydatki

Znacząca podwyżka stóp procentowych wydaje się być w niedalekiej przyszłości mało prawdopodobna, a nawet jeśli wydarzyłaby się, to pociągnie za sobą również pewne negatywne konsekwencje dla przedsiębiorstw i konsumentów.

Inflacja w Polsce i UE

W maju 2021 inflacja w Polsce zrosła o 4,7 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego z czego za 1,65 proc. wzrostu odpowiadają ceny transportu w tym cen paliw, 1,32 proc. ceny użytkowania mieszkań w tym nośników energii, 0,32 proc. wzrost cen łączności, 0,32 proc. wzrost cen rekreacji i kultury, 0,22 proc. wzrost cen usług restauracji i hoteli.

Inflacja w maju 2021 w odniesieniu do poprzedniego miesiąca wzrosła o 0,30 proc. Do wzrostu tego w największym stopniu przyczyniły się kolejno: wzrost cen żywności (0,16 proc.), użytkowania mieszkań w tym nośników energii (0,10 proc.). Ujemną kontrybucję do wskaźnika miały spadek cen transportu (0,04 proc), łączność (0,05 proc.).

Wykres 3. Dynamika CPI i wkład głównych kategorii dóbr i usług r/r

Dynamika CPI i wkład głównych kategorii dóbr i usług
Źródło: Obliczenia własne na podstawie GUS, Bank Danych Makroekonomicznych, Wskaźniki cen

Wykres 4. Dynamika CPI i wkład głównych kategorii dóbr i usług m/m

Dynamika CPI i wkład głównych kategorii dóbr i usług 2
Źródło: Obliczenia własne na podstawie GUS, Bank Danych Makroekonomicznych, Wskaźniki cen

Dla porównania, w gronie państw strefy euro również najbardziej zmiennym komponentem wchodzącym w skład zharmonizowanego wskaźnika inflacji konsumenckiej HICP stanowią ceny paliw. Spadek cen transportu w listopadzie 2020 przyczynił się do zmiany HICP strefy euro mierzonego rok do roku poprzedniego o -0,55 proc., by w kwietniu 2021 odpowiadać za 0,70 proc. w 1,60 proc. wzroście wskaźnika. Kolejnym czynnikiem po rosnących cenach transportu, który w największym stopniu wpływał na poziom inflacji w strefie euro w kwietniu tego roku był wzrost cen utrzymania mieszkań 0,52 proc., wzrost cen alkoholu i wyrobów tytoniowych 0,12 proc., wzrost cen rekreacji i kultury 0,06 proc.

Natomiast wysoki kwietniowy wzrost inflacji HICP dla Polski, pokazał że cechy strukturalne naszej gospodarki i model wychodzenia z kryzysu pandemicznego opierający się w większym stopniu na generowaniu popytu konsumpcyjnego niż na stymulowaniu inwestycji prowadzi Polskę na ścieżkę silniejszych wzrostów cen niż ma to miejsce wśród państw strefy euro. W obecnych warunkach rynkowych sektory usługowe w Polsce narzucają swobodniej wyższe ceny na swoje produkty, w celu zrekompensowania sobie kosztów wzrostu cen paliw.

Główne stymulanty inflacji – czynniki niewrażliwe na wysokość stóp procentowych

Rada Polityki Pieniężnej w swoich komunikatach podkreśla, że za marcowym i kwietniowym wzrostem inflacji stoją czynniki niewrażliwe na wysokość stóp procentowych. Są to przede wszystkim, ceny surowców paliwowych ustalane na światowych rynnach, ceny energii determinowane przez wysoki kurs uprawnień do emisji CO2 oraz ceny administracyjnie regulowane przez samorządy takie jak cena usług wywozu śmieci.

Doświadczenia międzynarodowe pokazują, że próby administracyjnego ograniczenia wzrostu cen są nieskuteczne. Tak też i okazało się to w przypadku Polski, gdzie rząd w 2020 roku zdecydował o czasowym zamrożeniu cen energii, aby w roku wychodzenia z kryzysu mogły one wzrosnąć z podwójną siłą. Stąd też wzrost ceny utrzymania mieszkań i lokali przyczynił się w kwietniu do wzrostu wskaźnika CPI o 1,24 proc. w doniesieniu do poziomu z kwietnia 2020.

Narzędziem wpływającym na kształtowanie się poziomu cen mogą być podatki pośrednie. Na podstawie Wykresu 2 możemy stwierdzić, że najbardziej zmiennym czynnikiem wpływającym na miesięczne wahania poziomu inflacji są ceny paliw. Warto więc rozważyć modyfikację akcyzy na paliwo, która, respektując minimalne wartości wyznaczone przez dyrektywę 2003/96 ws. restrukturyzacji wspólnotowych przepisów ramowych dotyczących opodatkowania produktów energetycznych i energii elektrycznej, pozwoliłaby na obniżenie cen paliw. Kolejnym istotnym czynnikiem jest cena usług takich jak wywóz śmieci. Obecnie toczą się prace nad wdrożeniem ważnych unijnych projektów dotyczących gospodarki odpadami w tym rozszerzonej odpowiedzialności producenta oraz tzw. dyrektywy SUP. W tym zakresie konieczna jest rozsądna, niemająca parapodatkowego charakteru, reforma. Ostatecznie należy zmniejszyć, zawiesić pobór lub nawet zrezygnować z niedawno wprowadzonych podatków, które doprowadziły do wzrostu cen, generując niewiele bezpośrednich przychodów do budżetu. Przykładem takiej opłaty jest podatek cukrowy. Należy również uniknąć poszerzania tego rodzaju opłat na nowe kategorie produktów.

Kolejnym istotnie wpływającym na ceny kanałem jest polityka odpowiedzialnego kształtowania wysokości płacy minimalnej. Ponieważ dostosowania płacowo-cenowe zachodzą w dłuższym okresie opinia publiczna zwykle nie dostrzega bezpośredniego powiązania między płacami a cenami. Wzrost płacy minimalnej o 15% w niewielkim stopniu wpływa na wzrost konsumpcji gospodarstw domowych 0,1%. Natomiast w większym stopniu mogliśmy zaobserwować go we wzroście cen usług, począwszy od stycznia 2020.

Konkluzje

Wysoka inflacja stanowi ukrytą formę podatku, który rozłoży się po części na przedsiębiorstwa, a po części na konsumentów, generując wyższe wpływy budżetowe. Wysoki poziom cen w Polsce uderza szczególnie w sektory przemysłowe, powodując spadek konkurencyjności polskiego eksportu. Sektory te nie są w stanie narzucić ceny na swoje produkty w odróżnienia do sektorów usługowych, a popyt zagranicy na produkty Polski zależy od konkurencyjności cen naszych towarów za granicą. Tymczasem to właśnie eksport stanowi jeden z najważniejszych czynników wzrostu Polskiej gospodarki.

Aby uniknąć dalszego wzrostu inflacji i osłabienia polskiej gospodarki, proponujemy dyskusję nad tym, w jaki sposób możemy zahamować wzrost cen poprzez ograniczenie kosztów wynikających z regulacji. W obliczu rosnących cen surowca, godnym rozważenia pomysłem wydaje się modyfikacja w zakresie akcyzy paliwowej. Jednocześnie, należy zrezygnować z podatków, które mają wpływ na wzrost cen, takie jak podatek cukrowy, oraz uniknąć wprowadzania opłat na nowe kategorie produktów. Konieczna jest również rozsądna, niemająca parapodatkowego charakteru, reforma w zakresie gospodarstwa odpadami.

***

[1] Bankier.pl, Eurostat: inflacja w Polsce powyżej 5 proc. Wyższa tylko na Węgrzech, dostępne pod adresem: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Eurostat-infla….

[2] Eurostat, Annual inflation up to 1.6% in the euro area, dostępne pod adresem: https://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521….

[3] Rekin Finansów, Eurostat: inflacja w Polsce 5,1%, najwyższa od 20 lat, dostępne pod adresem: https://rekinfinansow.pl/najwyzsza-inflacja-od-….

[4] Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Skutki wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej od 1 stycznia 2021 r., dostępne pod adresem: https://zpp.net.pl/wp-content/uploads/2021/01/1….

[5] Forsal, 4-proc. wzrost PKB i 1,8 proc. inflacji. Rząd przyjął założenia do projektu budżetu na 2021 rok, dostępne pod adresem: https://forsal.pl/gospodarka/pkb/artykuly/77844….

[6] Portal Podatkowy Ministerstwa Finansów, Dochody i wydatki, dostępne pod adresem: https://www.podatki.gov.pl/z-twoich-podatkow/do….

Kongres Business Without Limits – 23-24 czerwca 2021 r.

 Jubileusz 5. lat funkcjonowania G2A Arena oraz Kongres Business Without Limits – 23 i 24 czerwca w podrzeszowskiej Jasionce stacjonarnie i online!

Już niebawem tj. 23 i 24 czerwca br. w G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowym Województwa Podkarpackiego odbędzie się 8 edycja Kongresu Busienees Without Limits oraz Jubileuszowa Gala z okazji 5 rocznicy funkcjonowania najnowocześniejszego obiektu targowo-kongresowego w województwie podkarpackim, z uwagi na pandemię COVID-19, wydarzenie będzie mieć formułę hybrydową.

Business Without Limits to sztandarowy projekt G2A Arena. Jest to jedno z najważniejszych wydarzeń kongresowych o tematyce społeczno-biznesowej, które organizowane są w obiekcie. Raz w roku, w podrzeszowskim Centrum Wystawienniczo-Kongresowym Województwa Podkarpackiego biznes, nauka, samorząd, administracja państwowa, organizacje pozarządowe oraz startupy spotykają się, by stawić czoła wyzwaniom stawianym przez dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość. Redefiniowane są stare pojęcia, a w trakcie paneli dyskusyjnych ustalana jest droga, która zapewni aktywny i ciągły rozwój biznesu. Poprzednie edycje kongresu były bogate w ciekawe debaty na temat rozwoju polskiej gospodarki i były niejednokrotnie początkiem kolejnych rozmów i współprac pomiędzy uczestnikami wydarzenia.

8. edycja wydarzenia to bardzo ważny moment dla G2A Arena. W czerwcu 2021 roku świętujemy piątą rocznicę funkcjonowania obiektu. Jubileusz to moment, by zatrzymać się i podsumować dotychczasowe i działania. To też doskonała okazja, by porozmawiać o przyszłości nie tylko obiektu, ale też gospodarki i biznesu w szerszym kontekście.

W związku z sytuacją pandemiczną oraz obowiązującymi obostrzeniami dwudniowy Kongres Business Without Limits odbędzie się z zachowaniem najwyższych zasad bezpieczeństwa. Pierwszy dzień będzie mieć formułę hybrydową. Goście będą mogli uczestniczyć w wydarzeniu zarówno stacjonarnie, jak i online. Z kolei drugi dzień wydarzenia będzie transmitowany wyłącznie w Internecie, na stronie wydarzenia, pod adresem: http://businesswithoutlimits.pl/

W ramach następujących bloków tematycznych: Lotnictwo i Kosmonautyka, Media, Transport, Transformacja Gospodarcza, Smart City, Klimat goście wydarzenia będą mogli poznać perspektywy rozwoju branży lotniczej czy transportu kolejowego oraz, dowiedzieć się, jak będzie wyglądała żywność w przyszłości i jakie są jej perspektywy. Ponadto poznają opinie ekspertów na tematy transformacji gospodarczej, transformacji klimatycznej i zmianach w branży eventowej. Zaproszeni prelegenci będą też dyskutować na temat lotnictwa bezzałogowego, roli lidera w czasie kryzysu, przyszłości kosmonautyki, mediów internetowych, czy o zmianach zachodzących w społeczeństwie.

Wśród prelegentów pojawią się znakomici goście: Piotr Patkowski − Wiceminister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej, Małgorzata Jarosińska-Jedynak − Sekretarz Stan Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Adam Guibourgé-Czetwertyński – Podsekretarz Stanu Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Simeon Mirzayantz – Szef Sprzedaży Międzynarodowej Glance-Mediametrie, Vincent Grivet – Prezes HBB TV, Yaroslav Gorodetsky – Prezes Zarządu rosyjskiej firmy CDNvideo oferującej dostęp treści video na świecie oraz Simeon Mirzayantz – Szef sprzedaży międzynarodowej Glance-Mediametrie, dr Wojciech Szymalski – Prezes Instytutu Na Rzecz Ekorozwoju, David Bartok – Dyrektor Zarządzający Parku Przemysłowego Nyíregyháza,  Paul Manwaring  − Założyciel Internet of Things (IoT) Living Lab Amsterdam czy Piotr Psyllos – uznany przez amerykańską edycję Forbesa za jednego z 30 najlepszych europejskich innowatorów. Splendoru wydarzeniu doda Jubileuszowa Gala z okazji pięciolecia G2A Arena.

Podczas Kongresu Business Without Limits, 23 czerwca będziemy świętować 5 rocznicę funkcjonowania G2A Arena. Jubileuszową Galę otworzy Prezes G2A Arena Kamil Szymański, a przemowy otwierające wygłoszą: Marszałek Województwa Władysław Ortyl oraz  Prezes G2A.com Bartosz Skwarczek – firmy, która jest Partnerem Tytularnym Centrum Wystawienniczo-Kongresowego. Podczas oficjalnej części uroczystości nastąpi także wręczenie nagród „Promotor Polski” oraz nagrody „Teraz Polska”. Galę uświetnią występy artystyczne. W programie m.in. pokaz akrobatyki powietrznej w wykonaniu Mistrzyni Świata Anny Węklar oraz występ Dziewczęcej Orkiestry Szałamaistek i Mażoretek INCANTO.  Wieczór uświetni koncert zespołu Queen Symfonicznie, aranżację wykona trzydziestu muzyków z orkiestry Alla Vienna.baner bwl

Ważne informacje:

Termin: 23-24 czerwca 2021 r.

Miejsce: G2A Arena, Jasionka k. Rzeszowa oraz Internet

Szczegóły na: http://businesswithoutlimits.pl/

Bezpłatna rejestracja na Kongres BWL:  https://app.evenea.pl/event/bwl8online/

Bilety na Jubileuszową Galę: https://app.evenea.pl/event/bwl-5lat-gala/

Z uwagi na pandemię obowiązuje limit osób – 1 osoba na 15 m2

Europejskie firmy nie są konkurencyjne pod kątem wykorzystywania danych

Europejskie firmy muszą nauczyć się lepiej wykorzystywać potencjał danych. Są w tyle za globalnym peletonem. Główne powody to restrykcyjne przepisy oraz ograniczenia inwestycyjne – pokazuje badanie Snowflake.

Droga do transformacji cyfrowej opartej na danych jest skomplikowana. Jak wynika z globalnego badania zrealizowanego przez The Economist Intelligence Unit na zlecenie Snowflake, aż 56% firm uważa, że największym wyzwaniem w procesie gromadzenia danych są obowiązujące przepisy. Wpływ ten szczególnie widoczny jest w przypadku przedsiębiorstw z Europy i Bliskiego Wschodu (EME). Firmy te w efekcie pozostają w tyle za organizacjami z Azji czy obu Ameryk w niektórych kluczowych obszarach wydajności i inwestycji.

Kluczowe wnioski:

  • 85% uczestników badania zrealizowanego na zlecenie Snowflake twierdzi, że w ich firmach w ciągu najbliższych trzech lat wzrosną wydatki na analizę danych.
  • Europejskie firmy gorzej niż inne oceniają swoją przewagę konkurencyjną dotyczącą technicznych możliwości zarządzania danymi. O ile globalnie swoje możliwości w tym zakresie jako lepsze od innych ocenia 71% przedsiębiorstw, w Europie odsetek ten wynosi zaledwie 59%.
  • 32% szefów firm z Europy i Bliskiego Wschodu wskazuje, że regulacje prawne są największym wyzwaniem, jeśli chodzi o pozyskiwanie danych od podmiotów zewnętrznych i dzielenie się z nimi informacjami. W firmach spoza regionu odsetek ten sięga jedynie 21%.

Wyniki ankiety przeprowadzonej wśród przedstawicieli kadry kierowniczej z regionu EME nie pozostawiają złudzeń. Mimo że postrzegają oni zarządzane przez siebie przedsiębiorstwa jako konkurencyjne pod względem technicznych możliwości zarządzania danymi czy umiejętności wykorzystania wiedzy opartej na danych do podejmowania strategicznych decyzji, ich poczucie przewagi nad konkurencją jest niższe niż w przypadku podobnych firm z Ameryki Północnej, Azji-Pacyfiku i Ameryki Łacińskiej.

O ile techniczne możliwości dotyczące zarządzania danymi jako lepsze bądź zdecydowanie lepsze w porównaniu z innymi firmami z branży oceniło globalnie 71% badanych, w przypadku przedstawicieli firm europejskich wskaźnik ten był aż o 12 punktów procentowych niższy i sięgnął 59%. Podobnie sprawa ma się w przypadku kwestii wykorzystania danych do celów strategicznych. Na posiadanie tej umiejętności w stopniu wyższym bądź zdecydowanie wyższym niż konkurencja wskazało globalnie 75% respondentów. Podobne przekonanie miało 64% szefów z firm z regionu EME.

Bezproblemowy i bezpieczny dostęp do danych, a także możliwość ich analizy w oparciu o rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji, to elementy, które bezsprzecznie świadczą o przewadze konkurencyjnej w cyfrowym świecie. Te organizacje, które nie będą potrafiły wykorzystać potencjału danych i, tworząc strategię, będą opierały się głównie na instynkcie liderów, wypadną z gry – przewiduje Grzegorz Kapusta, dyrektor ds. inżynierii i szef warszawskiego biura Snowflake.

Wpływ RODO

Obowiązujące od maja 2018 roku unijne Rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), którego celem jest umożliwienie mieszkańcom UE lepszej kontroli ich danych osobowych, ma wpływ na tempo wdrażania nowoczesnych rozwiązań z zakresu przetwarzania i udostępniania informacji. Stosowanie przepisów RODO okazuje się kłopotliwe przede wszystkim dla małych i średnich przedsiębiorstw, na co zwraca uwagę sama Komisja Europejska[1]. Badanie przeprowadzone na zlecenie Snowflake ukazuje zaś, że szefowie firm z Europy, częściej niż ci z pozostałych regionów świata, twierdzą, iż regulacje prawne są największym wyzwaniem, jeśli chodzi o pozyskiwanie danych od podmiotów zewnętrznych i dzielenie się z nimi informacjami (32% vs 21% dla globalnej średniej poza regionem EME).

W efekcie europejskie firmy rzadziej niż te z innych części świata dzielą się swoimi danymi z podmiotami zewnętrznymi. O ile mniej więcej 90% zapytanych przedsiębiorstw z Azji i obu Ameryk sporadycznie bądź regularnie dzieli się swoimi danymi, w przypadku firm z Europy i Bliskiego Wschodu odsetek ten jest średnio o kilka punktów procentowych niższy. Największa różnica – aż o 9 punktów procentowych na niekorzyść Europy – widoczna jest w przypadku dzielenia się danymi w celu tworzenia najlepszych praktyk biznesowych.

Warto zaznaczyć, że kwestia przestrzegania obowiązujących regulacji, jeśli chodzi o gromadzenie i pozyskiwanie danych w ogóle, to wyzwanie numer jeden w skali globalnej, na co wskazuje 56% zapytanych przedstawicieli firm. Drugim najczęściej wskazywanym przez respondentów badania Snowflake elementem jest brak odpowiednich inwestycji w systemy do zarządzania danymi. Choć dało się zaobserwować przejściowe cięcia związane z pandemią, przedsiębiorcy znów coraz śmielej inwestują w cyfrowy rozwój, zdając sobie sprawę, że to jedyna właściwa droga dla ich biznesów – podkreśla Grzegorz Kapusta.

Nadzieje pokładane w danych

Zdecydowana większość firm zwiększyła w ostatnich latach nakłady na inwestycje związane z analizą, przechowywaniem czy integracją danych. 69% przedstawicieli globalnych organizacji przyznaje również, że ich firmy uczestniczyły w kupowaniu danych od zewnętrznych dostawców. Ponownie, m.in. ze względu na ograniczenia prawne, najgorzej wypada w tym zestawieniu region Europy i Bliskiego Wschodu, gdzie na taki zakup zdecydowało się sześć na dziesięć zapytanych firm.

W skali globalnej managerowie zdają sobie jednak sprawę z tego, że przyszłość ich biznesów oparta jest na kompleksowej analizie danych. Zaledwie 13% uczestników badania zrealizowanego na zlecenie Snowflake twierdzi, że w ciągu najbliższych trzech lat wydatki na ten cel się nie zmienią, a tylko 1% uważa, że spadną. Przedstawiciele poszczególnych branż upatrują w inwestycjach w dane różnego rodzaju korzyści. Sektor medyczny wskazuje przede wszystkim na wykorzystanie danych i analitykę jako kluczowe czynniki, które wpłyną na poprawę jakości leczenia w ciągu najbliższych trzech lat. Branża retail zwraca uwagę na wzrost jakości świadczonych usług, zaś finansowa na możliwości w zakresie inteligentnego poszerzania bazy klientów.

Jutro ma kształt chmury

Przed trzema miesiącami Komisja Europejska opublikowała cele cyfrowe na rok 2030. Jeden z nich zakłada daleko idącą digitalizację przedsiębiorstw i osiągnięcie poziomu co najmniej 75% firm w UE, które korzystają z rozwiązań chmurowych, sztucznej inteligencji i dużych zbiorów danych[2]. Aby osiągnąć ten cel, jest jeszcze wiele do zrobienia, co doskonale obrazują dane Eurostatu za rok 2020. Wynika z nich, że z przetwarzania danych w chmurze w zeszłym roku korzystała zaledwie co trzecia (36%) firma w Unii Europejskiej. We wdrażaniu rozwiązań chmurowych prym wiodą kraje nordyckie – Finlandia, Szwecja i Dania. Polska, z wynikiem 24%, znalazła się w tym zestawieniu na piątym miejscu od końca.

– Europejscy managerowie są świadomi potencjału zarządzanych przez siebie firm. Bywa jednak, że za sprawą splotu czynników potencjał ten nie jest w pełni uwalniany. Kadry zarządzające przedsiębiorstw, zdając sobie sprawę z unijnych celów oraz potrzeby zwiększania konkurencyjności na globalnych rynkach, nie mają wątpliwości, że transformacja cyfrowa w chmurze będzie jednym z ich najważniejszych priorytetów w najbliższych latach – podsumowuje Grzegorz Kapusta ze Snowflake. 

W 2018 roku wartość europejskiego rynku usług chmurowych wynosiła około 25 mld dolarów. W 2026 roku ma wynieść 75 mld dolarów[3].

W badaniu ilościowym The Economist Intelligence Unit, zleconym przez Snowflake, wzięło udział 914 członków kadry kierowniczej z 13 państw świata, przedstawicieli firm o rocznym przychodzie w wysokości co najmniej 100 milionów dolarów.

[1] „Data protection rules as a pillar of citizens’ empowerment and the EU’s approach to the digital transition – two years of application of the General Data Protection Regulation”, Komisja Europejska, 24 czerwca 2020

[2] „Cyfrowa dekada Europy: cele cyfrowe na 2030 r.”, Komisja Europejska, 9 marca 2021

[3] gminsights.com/industry-analysis/europe-cloud-computing-market, Global Market Insights, listopad 2019

Rynki walutowe pod dyktando banków centralnych

W dobie wysokiej inflacji musimy się przyzwyczaić, że banki centralne będą bardzo ważnym graczem na rynku walutowym. Doskonale udowadnia to obecna sytuacja na rynku.

Dolar wyraźnie się umacnia

5% inflacja za oceanem powoduje, że temat dyskusji o stopach procentowych wraca jak bumerang. Na wczorajszym posiedzeniu oczywiście stóp procentowych nie zmieniono. Pojawiło się natomiast oczekiwanie podwyżki w 2023 roku i informacja o przejściowym charakterze inflacji. Nie znając kontekstu to bardzo zła wiadomość dla dolara. Kluczem jest jednak informacja, że dotychczas oczekiwania wzrostu stóp procentowych mówiły o 2024 roku. W rezultacie komunikat, że wzrost stóp nastąpi za dwa lata, jest w istocie przyspieszeniem wzrostów. Rynki nie czekały i od razu rozpoczął się zakup dolarów, do dzisiaj rana euro jest tańsze o 1,5 centa. W przypadku ceny w złotówkach dolar podrożał o imponujące 6 groszy.

Szwajcaria nie zmienia stóp procentowych

Jeżeli mamy szukać najmniej zaskakującej wiadomości na rynkach, to z pewnością w czołówce będzie posiedzenie Szwajcarskiego Banku Narodowego. Stopy kolejny już miesiąc pozostają na niezmienionym poziomie i nie ma wciąż horyzontu powrotu stóp procentowych do wyższych poziomów. Problemem jest wciąż bardzo wysoki poziom kursu franka, który utrzymywany jest i tak sztucznie nisko przez główną stopę procentową na poziomie -0,75%. Po posiedzeniu euro lekko zyskuje względem franka, gdyż część z inwestorów inwestowała przed posiedzeniem, licząc, że w dobie rosnącej inflacji komunikat SNB się zmieni. Teraz uciekają z nietrafionych pozycji, sprzedając franki, co osłabia szwajcarską walutę.

Czy Norwegia podniesie stopy procentowe?

Co prawda, decyzja Banku Norwegii nie zaskoczyła nikogo, za to podobnie jak w przypadku USA zaskoczył komunikat. Norwedzy rozważają podwyżki znacznie szybciej, bo już we wrześniu. Wiadomość ta doprowadziła do umocnienia się korony norweskiej względem głównych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kłopoty przedsiębiorców z BDO

Co roku rośnie liczba obowiązków sprawozdawczych przedsiębiorstw. Jednym z nowszych i bardziej pracochłonnych jest bardzo restrykcyjny i wzbudzający wiele obaw i kontrowersji obowiązek zarządzania i raportowania posiadanych i utylizowanych opakowań i odpadów produkcyjnych do BDO – czyli bazy danych o produktach i opakowaniach oraz gospodarce odpadami. To narzędzie administracji państwowej służy do automatyzacji kontroli nad drogą opakowań i odpadów z firm do miejsc ich utylizacji. Szczytne założenie zmieniło się jednak w drogę przez mękę dla wszystkich objętych tym obowiązkiem firm.

Blisko 3 lata temu, bo w styczniu 2018 r. wszedł w życie przepis (Ustawa o odpadach), zobowiązujący zarówno firmy wprowadzające nowe produkty na rynek, jak i te zajmujące się recyklingiem oraz utylizacją wszelkiego rodzaju odpadów. Obowiązek rejestracji objął zatem wszystkie (nawet małe) firmy, które importują towary do Polski, ich pośredników, firmy zajmujące się np. recyklingiem samochodów, ale też i gigantów, jak np. elektrownie, traktowanych jako wytwórców odpadów.

3 lata trudnych pytań

Pomimo, że od wprowadzenia obowiązku rejestracji w BDO minęły ponad 3 lata, narzucone na przedsiębiorców obowiązki nadal budzą kontrowersje z powodu zawiłości przepisów, stopnia skomplikowania procedury rozliczeń oraz ogromu obowiązków raportowych. Nadal do najczęściej pojawiających się pytań należą:

  1. Kto podlega pod obowiązek rejestracji?
  2. Co należy aktualizować w Rejestrze BDO?
  3. Jak wypełnić wniosek rejestrowy?
  4. W jaki sposób należy prowadzić ewidencję odpadów?
  5. Z jaką częstotliwością należy dokonywać wpisów na danych kartach ewidencji?

Jak widać, są to pytania zupełnie podstawowe, świadczące o tym, że mimo zakorzenienia się systemu BDO w polskim obrocie gospodarczym nadal sprawia on kłopoty przedsiębiorcom. Lista problemów na tym się nie kończy – to dopiero wierzchołek góry lodowej. Standardowo firmy mają problem z określeniem, czy w ogóle muszą wprowadzać dane do BDO (np. małe sklepy internetowe), co, kiedy i jak raportować. Kłopoty nastręcza konieczność dokładnej ewidencji, zwłaszcza wpisania odpowiedniego kodu odpadów i wagi wprowadzanych do obrotu opakowań czy wpisanie odpowiedniego numeru rejestracyjnego samochodu, który odbiera odpady. Wielu sytuacji system i ustawodawca nie przewidział, a muszą je rozwiązywać i tak już obłożeni sprawozdawczością przedsiębiorcy.

– Prowadzenie rzetelnej dokumentacji i prawidłowego raportowania do BDO nastręcza przedsiębiorcom mnóstwa kłopotów – mówi Małgorzata Kmieć, Dyrektor Operacyjna w Seris Konsalnet Cleaning. – Poczynając od tego, czy dana firma kwalifikuje się do bycia objętą obowiązkiem sprawozdawczym przez trudności związane z rejestracją w Bazie po problemy czysto techniczne, takie jak obsługa systemu czy chociażby prawidłowe generowanie kart odpadów. Firmy napotykają na komplikacje dosłownie na każdym kroku, a błędy mogą być bardzo kosztowne, zwłaszcza dla dużych podmiotów. Postanowiliśmy im pomóc.

Tak powstało Q BDO

Seris Konsalnet Cleaning stworzył zupełnie nową usługę dla firm, które mają obowiązek rejestracji w BDO. W jej ramach kompleksowo zajmuje się kwestią obsługi BDO tak, że firma może w ogóle zapomnieć o tym obowiązku. Do składowych usługi należy m.in. weryfikacja konieczności rejestracji przez firmę w BDO, rejestracja, bieżąca aktualizacja danych klienta, prowadzenie bieżącej ewidencji i okresowej sprawozdawczości oraz doradztwo.

Usługa Q BDO jest skierowana do firm, które wprowadzają bądź importują nowe produkty do Polski, wytwarzają odpady, a także do przedsiębiorstw, które je transportują, przetwarzają i magazynują. Dla tych firm to duża korzyść – ułatwienie prowadzenia biznesu, brak konieczności dodatkowych szkoleń dla pracowników z zakresu gospodarki odpadami; zwiększenie kontroli nad odpadami oraz optymalizacja procesów sprawozdawczości i zlikwidowanie potencjalnych nieprawidłowości w tym obszarze, a więc uniknięcie kar.

Ustawodawca przewidział możliwość nałożenia na przedsiębiorców nie wywiązujących się z obowiązku rejestrowego BDO administracyjnych kar pieniężnych od 5 000 do 1 000 000 zł lub kar aresztu. Ponadto ustawa przewiduje kary w zakresie ewidencji i sprawozdawczości za niezłożenie rocznego sprawozdania o wytwarzanych odpadach i o gospodarowaniu odpadami.

– Usługi QBDO prowadzimy według najwyższych standardów, uwalniając naszych Klientów od uciążliwości związanych z obowiązkami w zakresie BDO – wyjaśnia Małgorzata Kmieć. – Nowa usługa QBDO uzupełnia portfel naszych usług z zakresu Cleaning 4.0, tj. Q BOT, Q EYE i Q EKO. W ramach Cleaning 4.0 stawiamy na informatyzację, automatyzację i robotyzację – czyli innowacje po to, by zwiększyć efektywność, przejrzystość i przewidywalność kosztową usług cleaningowych.

Brexit – Brytyjczycy wymieniają dokumenty i rejestrują pobyt

Od początku roku ponad 2 tys. obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin złożyło wnioski o wydanie nowych dokumentów pobytowych. Potwierdzają one korzystanie z uprawnień beneficjenta Umowy Wystąpienia przy przekraczaniu granic i podczas pobytu w Polsce. Z możliwości wymiany dokumentów pobytowych wydanych przed końcem 2020 r. będzie można skorzystać tylko do 31 grudnia 2021 r. W związku z tym, Urząd do Spraw Cudzoziemców zaleca jak najszybsze składanie wniosków.

Wielka Brytania opuściła Unię Europejską na podstawie Umowy Wystąpienia. Dokument ten zawiera m.in. przepisy regulujące zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin w Polsce. Od 1 stycznia 2021 r. posiadają oni prawo pobytu co do zasady na dotychczasowych warunkach jeśli korzystali z prawa pobytu zgodnie z prawem UE przed końcem 2020 r. i w dalszym ciągu mieszkają w kraju.

Dokumenty pobytowe wydane obywatelom Zjednoczonego Królestwa i członkom ich rodzin przed końcem 2020 r. zachowają ważność przez okres na jaki zostały wydane, nie dłużej jednak niż do 31 grudnia 2021 r. Do końca tego roku beneficjenci Umowy Wystąpienia mogą składać w urzędach wojewódzkich wnioski o wymianę tych dokumentów. Osoby, które do tej pory nie posiadały dokumentów pobytowych mogą natomiast zarejestrować swój pobyt (obywatele Wielkiej Brytanii) lub ubiegać się o wydanie karty pobytowej (członkowie rodzin obywateli Wielkiej Brytanii nie posiadający obywatelstwa brytyjskiego). Dotychczas z tych możliwości skorzystało 2,1 tys. osób.

Wniosek dotyczący wydania nowego dokumentu pobytowego, zarejestrowania pobytu lub wydania karty pobytowej należy złożyć osobiście, w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce zamieszkania. Obowiązują dedykowane dla beneficjentów Umowy Wystąpienia formularze. Postępowanie w tych sprawach jest uproszczone i bezpłatne.

W zakresie wydawania wspomnianych dokumentów stosowany jest system deklaratoryjny. Nie ma obowiązku ich uzyskania jako warunku legalnego pobytu w Polsce. Biorąc jednak pod uwagę praktyczne względy, Urząd do Spraw Cudzoziemców zaleca aby wszyscy beneficjenci Umowy Wystąpienia uzyskali nowe dokumenty pobytowe. Ich posiadanie ułatwi korzystanie z uprawnień beneficjenta przy przekraczaniu granic i podczas pobytu na terytorium Polski.

Szczegółowe informacje dotyczące zasad pobytu obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin po Brexicie dostępne są na dedykowanej stronie internetowej Urzędu do Spraw Cudzoziemców – udsc.gov.pl/cudzoziemcy/brexit/.

Komentarz Market One Capital do planów wprowadzenia ulg dla inwestorów

Zachęty podatkowe dla inwestorów prywatnych wybierających spółki na wczesnym etapie rozwoju działają – komentarz Market One Capital do rządowych planów wprowadzenia ulg dla inwestorów.

Ministerstwo Finansów, we współpracy z PFR Ventures, opracowało projekt wprowadzenia nowej ulgi dla osób wspierających innowacyjne polskie spółki. Inwestorzy w funduszach venture capital i aniołowie biznesu będą mogli odliczyć nawet 50 proc. kwoty inwestycji od podstawy opodatkowania.

Zaprezentowane rozwiązanie bazuje na sprawdzonych wzorcach zachęt podatkowych funkcjonujących we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii.
W Wielkiej Brytanii najczęściej stosowanymi metodami zapewniającymi startupom potrzebny kapitał są EIS (Enterprise Investment Scheme) oraz SEIS (Seed Enterprise Investment Scheme). W Niemczech najpopularniejszy jest INVEST, który zakłada możliwość otrzymania przez inwestorów prywatnych kupujących udziały w innowacyjnych firmach dotacji akwizycyjnej. W każdej z tych opcji istnieją wymagania, które muszą być spełnione przez przedsiębiorstwo i inwestora. W szczególności, w przypadku SEIS i EIS, obejmują one zakaz stosowania z góry ustalonych mechanizmów wyjścia, które zmniejszałyby ryzyko inwestycji, minimalny trzyletni okres posiadania udziałów (każde zbycie w tym czasie skutkowałoby wycofaniem ulgi) oraz maksymalną wartość inwestycji.

– Nowa ulga podatkowa dla osób inwestujących w spółki na wczesnym etapie rozwoju jako Business Angels (BA) lub poprzez inwestycje w fundusze VC (jako Limited Partners) jest kolejnym ważnym krokiem, który wspomoże rozwój rodzimego ekosystemu VC/startupowego. Podobne rozwiązania wprowadzone uprzednio we Francji, Niemczech czy Anglii przyniosły bardzo dobre wyniki – zauważa Jacek Łubiński, Dyrektor w Market One Capital.

– W początkowej fazie tworzenia się polskiego ekosystemu startupowego ważną rolę odgrywały środki publiczne oferowane przez PFR Ventures (wcześniej KFK), PARP i NCBiR. Jednakże, wraz z postępującym wzrostem i profesjonalizacją ekosystemu, coraz większą rolę odgrywają inwestorzy prywatni. Takie właśnie zachęty podatkowe są silnym katalizatorem zwiększenia zainteresowania tego typu aktywami przez osoby prywatne. Co więcej – będą zwiększać dostępność środków dla młodych spółek technologicznych.

– Inwestowanie w spółki na bardzo wczesnym etapie rozwoju wymaga świadomości ryzyka w zakresie statystyk rynkowych dotyczących prawdopodobieństwa osiągnięcia sukcesu biznesowego przez startupy. Większość inwestycji w startupy na bardzo wczesnym etapie rozwoju nie przynosi dodatniego zwrotu z inwestycji, a zdecydowana większość zwrotów jest skoncentrowana w topowych 10% spółek. Dlatego przy projektowaniu konstrukcji portfolio inwestycyjnego warto zadbać o odpowiednie rozproszenie i zainwestować w minimum 25-30 startupów na przestrzeni kilku lat. Jednocześnie zbudowanie, a później zarządzanie i monitorowanie tak dużego portfolio zajmuje sporo czasu. Pod tym względem inwestycja w fundusze VC – a nie bezpośrednio w spółki – okazuje się atrakcyjna – komentuje Jacek Łubiński z Market One Capital.

Dolar mocno rośnie po publikacji dot plotu Fedu

Rentowności obligacji skarbowych w USA wystrzeliły w górę, a dolar amerykański umocnił się o 1% względem euro. Wszystko po tym, jak członkowie Rezerwy Federalnej zasygnalizowali, że przewidują dwie podwyżki stóp procentowych przed końcem 2023 r. Wygląda to na jastrzębi zwrot dla amerykańskiego banku centralnego.

W naszym raporcie przed posiedzeniem FOMC wspomnieliśmy, że kluczowe dla reakcji dolara będą komentarze odnośnie do ograniczania programu luzowania ilościowego (QE) Fedu oraz projekcje banku dotyczące inflacji i stóp procentowych. Wczorajszy wieczór potwierdził nasze oczekiwania, ale projekcje zdecydowanie przyćmiły retorykę dotyczącą programu QE.

Dot plot to wykres wskazujący, jakiej wysokości stóp procentowych oczekują poszczególni członkowie FOMC na koniec każdego roku. Na czerwcowym posiedzeniu dot plot został zrewidowany w górę w stosunku do marcowego. Dla rynku najważniejsza była mediana na koniec 2023 r. – spodziewaliśmy się, że pokaże ona oczekiwania decydentów względem podwyższenia stóp. Jeszcze w marcu prognozowano, że pozostaną one na tym samym poziomie, teraz jednak mediana głosów członków FOMC zmieniła się i wskazuje na dwie podwyżki w 2023 r. Zmiana ta zaskoczyła rynek i spowodowała gwałtowny wzrost kursu dolara tuż po jej publikacji. Projekcje dotyczące 2021 r. i długookresowe pozostały bez zmian, zaś te dla 2022 r. pokazały drobne różnice w oczekiwaniach poszczególnych członków, ale nie wpłynęły one na medianę (Wykres 1).

Wykres 1: Mediana projekcji dot plot FOMC dot. stóp procentowych [%]

Mediana projekcji dot plot FOMC
Źródło: Rezerwa Federalna Data: 16.06.2021

Dodatkowo Rada Gubernatorów podwyższyła o 5 pb. odsetki płacone od obowiązkowego i dodatkowego, nadwyżkowego salda rezerw w banku centralnym i stopę ofertową dla transakcji overnight reverse repo – zmiany obowiązują od 17 czerwca. Prezes Fed Jerome Powell określił to mianem „dostosowania technicznego”, które może mieć pewien wpływ na rynek pieniężny. W ostatnich tygodniach na rynku krótkoterminowych stóp obserwowana była presja, co wymagało zwiększenia operacji Fedu, by utrzymać stopy powyżej pożądanego poziomu.

W projekcjach ekonomicznych banku doszło do istotnych zmian. Najważniejsza jest rewizja projekcji inflacji PCE na 2021 r. – członkowie Fedu przewidują obecnie wzrost cen o 3,4% w porównaniu do 2,4% w marcu. Przyczyną większości tej zwyżki mają być przeważnie mniej zmienne komponenty bazowe, co wynika ze zmiany w prognozach bazowej inflacji PCE (3,0% w stosunku do 2,2% w marcu). W dalszej perspektywie przewidywany jest spadek inflacji PCE do 2,1% w 2022 r. i 2,2% w 2023 r., stanowiących wartości jedynie nieznacznie wyższe niż oczekiwano wcześniej (Wykres 2). Decydenci spodziewają się dalszej poprawy na amerykańskim rynku pracy, ale projekcje stopy bezrobocia pozostały w większości bez zmian. Prognozy wzrostu PKB również były podobne do marcowych – członkowie FOMC przewidują nieco wyższy niż wcześniej wzrost w 2021 r. i 2023 r.

Wykres 2: Mediana projekcji FOMC dot. inflacji PCE [%]

Mediana projekcji FOMC
Źródło: Rezerwa Federalna Data: 16.06.2021

Jerome Powell wypowiadał się podczas swojej konferencji prasowej optymistycznie, choć ostrożnie, powołując się na oczekiwania dużego wzrostu miejsc pracy tego lata i „bardzo silnego rynku pracy” w ciągu 1–2 lat. Poruszył także temat inflacji, wskazując, że po wzroście w 2021 r. powinna ona spadać, ale dodał: „może się ona okazać wyższa i trwalsza, niż się spodziewamy”. Skomentował również dot plot. By złagodzić oczekiwania, stwierdził: „kropki nie są świetnym prognostykiem przyszłych zmian stóp procentowych” i powinny być „traktowane z dużą dozą ostrożności”. Podkreślił to dodatkowo później, dodając: „start podwyżek jest daleko w przyszłości”.

 

Jego wypowiedzi dotyczące docelowego wygaszania QE były ogólnikowe i niezobowiązujące, ale przyznał, że dyskusja na ten temat już się rozpoczęła. Nadal oczekujemy, że Fed będzie komunikował się w tym zakresie bardziej precyzyjnie w kolejnych miesiącach, a w dalszej części roku, być może we wrześniu, poznamy oficjalne oświadczenie. Ogólnie na konferencji prasowej było jasne, że Fed uważa obecnie ograniczenia podaży za główną przeszkodę dla wzrostu w USA, co uznajemy za jastrzębi rozwój sytuacji.

Dolar amerykański zareagował na jastrzębi ton Fedu w niezaskakujący sposób, zwyżkując względem wszystkich innych głównych walut i wzrastając do najsilniejszej pozycji względem euro od 8 tygodni (Wykres 3). Zaobserwowaliśmy również dość istotną wyprzedaż na rynku amerykańskich obligacji skarbowych – rentowności tych dziesięcioletnich wzrosły po ogłoszeniu do 1,59%, a przed posiedzeniem były na poziomie poniżej 1,50%.

Wykres 3: Kurs EUR/USD (14.06.21 – 17.06.21)

Wykres 3 Kurs EUR USD
Źródło: Bloomberg Data: 17.06.2021

Środowe spotkanie okazało się całkiem interesujące. Wyraźna zmiana oczekiwań członków FOMC odnośnie do stóp procentowych w 2023 r. i duży wzrost projekcji inflacji na 2021 r. były istotniejsze, niż spodziewał się rynek. Niemniej głównym przesłaniem Fedu wydaje się to, że wyższa inflacja jest zjawiskiem zaskakującym, ale najpewniej przejściowym. W świetle powyższego niezmiennie spodziewamy się stabilnych stóp procentowych w USA i słabszego dolara amerykańskiego w latach 2021 i 2022, chociaż blisko nadchodzących posiedzeń Fedu – szczególnie tego we wrześniu – możliwe, że będziemy mieli do czynienia z podwyższoną zmiennością na rynku.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Wyniki rynku ubezpieczeniowego po I kw. 2020 r.

W I kwartale 2021 r. Polacy otrzymali 10,2 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). W największym stopniu wzrosły wypłaty z tytułu ochronnych ubezpieczeń na życie. To skutek zwiększonej śmiertelności spowodowanej pandemią.

Kluczowe liczby:

  • 10,2 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 4,8 mld zł z ubezpieczeń na życie (w tym o 28 proc. wyższe wypłaty z ubezpieczeń ochronnych).
    • 3,8 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC).
    • Około 1,6 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 17,6 mld zł, o 5,3 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Prawie 88 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • Prawie 17,8 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.

Ubezpieczenia na życie

Na rynku życiowym widoczny jest przede wszystkim wzrost świadczeń z ubezpieczeń ochronnych.
– Dane pokazują tragiczne skutki pandemii. Wyższą śmiertelność obserwowaliśmy już od listopada 2020 r. natomiast w I kwartale 2021 r. dotyczyła ona także młodszych grup wiekowych – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Oprócz wzrostu świadczeń, w ubezpieczeniach na życie rośnie też składka, co wskazuje na zwiększone zainteresowanie tymi produktami. Składka z ubezpieczeń ochronnych wyniosła 2,2 mld zł, o 8,6 proc. więcej niż przed rokiem. Wzrost sprzedaży widać także w ubezpieczeniach wypadkowych i chorobowych. Większym zainteresowaniem cieszyły się także polisy o charakterze oszczędnościowym i inwestycyjnym. Polacy przeznaczyli na nie 1,6 mld zł, o 6 proc. więcej niż przed rokiem.

Ubezpieczenia majątkowe

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne. Ich wartość utrzymuje się na poziomie podobnym do zeszłorocznego:

  • Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów wyniosły 2,4 mld zł i były o 5,4 proc. mniejsze niż przed rokiem.
  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 1,4 mld zł, o 2,4 proc. mniej niż przed rokiem.

Średnia składka za obowiązkowe ubezpieczenie OC ppm wyniosła w I kwartale 2021 r. 496 zł, o 11,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła średnia szkoda. Jej koszt wyniósł 8 035 zł, o 11,3 proc. więcej niż przed rokiem.

Ubezpieczyciele powinni konkurować przede wszystkim jakością obsługi, np. poprzez uczestnictwo w systemie bezpośredniej likwidacji szkód. Zbyt duży spadek stawek prowadzi do tego, z czym mieliśmy do czynienia kilka lat temu – wojna cenowa na rynku OC skończyła się znacznymi podwyżkami cen, co wzbudziło zrozumiały sprzeciw społeczny. Obniżanie składek przy wzroście kosztów tylko pozornie jest korzystne dla kierowców. W długim okresie nie ma pozytywnego efektu ani dla branży ani dla klientów – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Pierwsze trzy miesiące tego roku nie przyniosły poważniejszych strat, jeśli chodzi o szkody związane z pogodą. Odszkodowania związane z żywiołami oraz pozostałymi szkodami rzeczowymi wyniosły 651 mln zł, o 1,5 proc. mniej niż rok temu.

Przed nami najcieplejsze miesiące w roku, podczas których często występuje nasilenie niekorzystnych zjawisk pogodowych. Nie jesteśmy w stanie ich uniknąć, ale możemy się przed nimi zabezpieczyć finansowo dzięki ubezpieczeniu – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z I kw. 2021 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Agro-casco 3100 zł (rocznie) Pożar maszyny rolniczej podczas postoju. Zgodnie z opinią straży pożarnej, przyczyną było niebezpieczne zjawisko fizyczne, które doprowadziło do zwarcia instalacji elektrycznej. Następnie doszło do przepalenia zbiornika z olejem napędowym i zapłonu paliwa. Kwota odszkodowania z tytułu zniszczonego mienia: 201 tys. zł.
Grupowe ubezpieczenie na życie 1900 zł (rocznie) Śmierć mężczyzny w wieku 46 lat, spowodowana marskością wątroby. Zmarły był ubezpieczony od 2019 r. Do śmierci doszło w lutym 2021 r. Świadczenie dla osoby uposażonej: 575 tys. zł.
Ubezpieczenie grupowe – chorobowe 1200 zł (rocznie) U 43-letniej kobiety zdiagnozowano raka tarczycy. Była ubezpieczona od 2015 r. Po diagnozie, ubezpieczyciel wypłacił świadczenie, przewidziane w umowie w przypadku nowotworu. Świadczenie dla chorej: 129 tys. zł.
OC konsultanta komputerowe-go 18,5 tys. zł (rocznie) Na serwerach poszkodowanego, doszło do incydentu typu ransomware. Hostingiem serwerów zajmowała się ubezpieczona firma. Poszkodowany stracił dostęp do danych, a dodatkowo nie została poprawnie utworzona ich kopia zapasowa. Utrata danych była wynikiem błędu pracownika ubezpieczonej firmy. Poszkodowany otrzymał 200 tys. zł z polisy OC firmy, zajmującej się hostingiem. W przypadku braku polisy, firma poniosłaby te koszty z własnej kieszeni.
Autocasco 823 zł (rocznie) Samochód podczas jazdy zderzył się z sarną, która wbiegła na drogę. Koszt naprawy auta, pokryty przez ubezpieczyciela: 8670 zł.
NNW kupione wraz z pakietem komunikacy-jnym 79 zł (rocznie) Ubezpieczony wysiadając z auta, zahaczył nogą o próg pojazdu. Badanie lekarskie wykazało złamanie kostki. Świadczenie za nieszczęśliwy wypadek plus zwrot kosztów leczenia: 1090 zł.

 

Silna pozycja kapitałowa ubezpieczycieli

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I kw. 2021 r. 1,1 mld zł zysku netto, czyli o 7,6 proc. więcej niż przed rokiem. Do budżetu państwa ubezpieczyciele odprowadzili 333 mln zł podatku dochodowego.

Lekarze ze Wschodu – reanimacja polskich procedur na CITO

Polski rynek pracy otworzył się na personel medyczny ze Wschodu pod koniec ubiegłego roku. Ustawa ułatwiająca transfer kadry medycznej spoza UE i jej zatrudnianie na uproszczonych zasadach miała być dla Polski ratunkiem. Zainteresowanie kandydatów z Ukrainy czy Białorusi było widoczne. Niestety, połowa z nich – mimo że posiada pełne i zweryfikowane kompetencje do wykonywania zawodu – rezygnuje, bo zderza się z biurokratycznym murem oraz brakiem responsywności nie do pokonania.

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w naszym kraju brakuje ok. 68 tys. medyków różnych profesji. Gdy w ostatnich dniach grudnia 2020 r. prezydent podpisał ustawę – z dnia 27 listopada 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych – wielu kandydatów ze Wschodu zaczęło zgłaszać chęć udziału w procesie rekrutacji na stanowiska medyczne. Zainteresowanie pracą w Polsce ze strony personelu medycznego z Białorusi i Ukrainy jest spore. Sprzyja temu niewielka odległość między naszymi krajami, bliskość kulturowa, a także aspekt finansowy.

Niewidoczna popularność

Popularność Polski wśród medyków ze Wschodu nie odzwierciedla się jednak w liczbie zatrudnionych w naszym kraju lekarzy czy pielęgniarek z Ukrainy czy Białorusi.  Z danych MZ wynika, że od stycznia 2021 r. wpłynęły 473 wnioski dot. zatrudnienia zagranicznych lekarzy w uproszczonej procedurze. Pozytywnie rozpatrzono połowę (236). Ta liczba dziwi, biorąc pod uwagę, że placówki medyczne – mimo początkowych obaw – coraz chętniej chcą zatrudniać personel medyczny zza wschodniej granicy. Jak wynika z danych Grupy Progres, już w styczniu zgłoszone tylko tej firmie zapotrzebowanie na lekarzy i pielęgniarki dotyczyło ponad 80-ciu wykwalifikowanych osób.

Od początku roku otrzymywaliśmy zapytania od placówek medycznych dotyczące możliwości sprowadzenia personelu medycznego z Ukrainy i Białorusi. Sygnały płynące z rynku były tak silne, że zdecydowaliśmy się wspierać ten sektor w szukaniu pracowników – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Wcześniej zweryfikowaliśmy, czy takie zainteresowanie etatem w Polsce wśród służb medycznych w ogóle występuje, jak duże ono jest oraz na jaki czas specjaliści z zagranicy byliby gotowi rozpocząć pracę w polskich placówkach medycznych. Podjęte działania unaoczniły nam, że zarówno na Ukrainie, jak i na Białorusi jest bardzo dużo osób chętnych, by przyjechać do Polski i wesprzeć w pracy naszych medyków – zaznacza Cezary Maciołek.

Ostra weryfikacja

Ustawa wzbudziła szereg wątpliwości wśród polskiej służby zdrowia m.in. tych związanych z weryfikacją kwalifikacji, czy znajomość języka. Dlatego, już od pierwszych etapów rekrutacji konieczne było przeprowadzenie rygorystycznego procesu uznawania kwalifikacji oraz wsparcie w ewentualnym doszlifowaniu lub nauce języka polskiego. Jak podkreśla Cezary Maciołek, weryfikacja kompetencji zawodowych pracowników z zagranicy rozpoczyna się już na etapie wideokonferencji. Udział w takim spotkaniu bierze przedstawiciel danego szpitala lub placówki medycznej, w którym ma być zatrudniony obcokrajowiec oraz sam zainteresowany. Taka bezpośrednia rozmowa pozwala ocenić kompetencje zawodowe i merytoryczną wiedzę rekrutowanej osoby przez specjalistę jeszcze przed rozpoczęciem całej procedury administracyjnej. Dodatkowo pomagamy medykom z zagranicy w weryfikacji ich dyplomów i co ważne, organizujemy dla nich kursy doszkalające umiejętności płynnego posługiwania się językiem polskim.

Biurokracja wypełniona ciszą

Zgodnie z ustawą – ułatwiającą transfer kadry medycznej i zatrudnianie na uproszczonych zasadach personelu medycznego spoza UE – zgoda na praktykowanie w Polsce jest warunkowa. Lekarz ze Wschodu otrzyma ją na 5 lat (jeśli – w ciągu ostatnich 5 lat – przepracował min. 3 lata jako specjalista). Co więcej, tacy kandydaci trafiają do wyznaczonej przez resort placówki. W sytuacji, gdy medyk sam znajdzie placówkę, w której ma szansę na etat, musi złożyć do ministerstwa wszystkie wymagane dokumenty. Decyzję o dopuszczeniu do pracy w Polsce powinien otrzymać w ciągu 7 dni. Jeśli wniosek nie zawiera wymaganych dokumentów MZ deklaruje kontakt z kandydatem lub osobą składającą go w jego imieniu i wezwanie do ich uzupełnienia. Równie krótko powinno czekać się – w kolejnym etapie – na decyzję Okręgowej Izby Lekarskiej, która na jej podjęcie ma tydzień.

Niestety, jak się okazuje ustawa nie sprawdza się w praktyce. Po ponad 6 miesiącach nadal występują bariery uniemożliwiające zatrudnienie medyków ze Wschodu, mimo że jest na nich spore zapotrzebowanie. Przeszkody dotyczą zarówno wydłużających się procedur i zauważalnej niewydolności oraz nieprzygotowania resortu do obsługi wpływających wniosków.

– Ustawa, która na początku roku wydawał się światełkiem i receptą na walkę z brakami kadrowymi w sektorze medycznym nie spełnia właściwie swojej roli. Wykonaliśmy swoje zadanie zgodnie z wymogami niestety trafiliśmy na mur milczenia mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Z naszego doświadczenia wynika, że – mimo dobrych intencji – urzędnicy nie są odpowiednio przygotowani do wypełniania swojej roli, jest ich niewielu i nie są w stanie na czas wywiązać się ze swoich ustawowych obowiązków. Co więcej, bardzo odczuwalny jest brak kontaktu ze strony MSZ już na etapie składania wniosków. Problem stanowi również brak informacji odpowiadających na wątpliwości związane z uproszczoną procedurą zatrudniania medyków oraz wielotygodniowe utrzymywanie kandydatów w niepewności, bez żadnej informacji zwrotnej z urzędu – zaznacza Cezary Maciołek.

Proces rekrutacji pracownika medycznego ze Wschodu zgodnie z uproszczoną procedurą trwa 4 miesiące, co w wielu przypadkach oznacza rezygnację kandydatów. Jak podaje Grupa Progres, wśród medyków ze Wschodu zgłaszających się do pracy w swoim zawodzie na terenie Polski, 50 proc. kandydatów po etapie weryfikacji rezygnuje z uwagi na wydłużające się procedury oraz brak jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony resortu.

– Mamy wieloletnie doświadczenie w rekrutowaniu pracowników z Ukrainy dedykowanych dla wielu branż. Byliśmy przygotowani na szereg przeszkód, jeśli chodzi o sektor medyczny, ale nie spodziewaliśmy się, że wystąpią one w takiej skali – mówi Cezary Maciołek. – Ostatnia grupa rekrutowanych przez nas kandydatów – 81 lekarzy i pielęgniarek – z pełnymi kompetencjami do wykonywania zawodu w Polsce, obecnie liczy 40 kandydatów, z czego zatrudniliśmy 2 lekarzy. Wielu z nich rezygnuje, bo zniechęca ich zachowanie urzędników, brak wsparcia ze strony ministerstwa i życie w zawieszaniu. Nie dziwi zatem, że – mimo planów i nadziei pokładanych w osobach ze Wschodu – ich aktywność w sektorze zdrowia jest znikoma, a od stycznia udało się rozpatrzyć pozytywnie jedynie 236 wniosków – podkreśla Cezary Maciołek.

Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie to już niebawem, zamiast przyjeżdżać do Polski, nasi wschodni sąsiedzi ruszą w stronę innych krajów. Zniechęceni nieprzygotowaniem naszego systemu do ich rekrutacji.  Jak podsumowuje prezes Grupy Progres, receptą na ten stan – i ratunkiem przed utratą wiarygodności Polski w oczach kandydatów – jest zaangażowanie odpowiedniej liczby osób odpowiedzialnych za przeprowadzanie procedur wynikających z ustawy. Konieczne jest też wyznaczenie realnych do zrealizowania ścieżek postępowań i określenie terminów niezbędnych na wykonanie poszczególnych działań oraz ich przestrzeganie. Podstawę stanowi także komunikacja i responsywność ze strony urzędu, który po drugiej stronie ma partnera – w postaci m.in. Agencji Zatrudnienia – chętnego do rozmów oraz działań ratujących polską służbę zdrowia przed zapaścią.

Jastrzębi zwrot Fed wskrzesza dolara

Fed dokonuje jastrzębiego zwrotu: sygnalizuje wzrost szans na szybsze podwyżki stóp procentowych oraz zaczyna rozmawiać o ograniczaniu tempa skupu aktywów. Wśród decydentów zdaje się słabnąć przekonanie o przejściowym charakterze inflacji i bank centralny chce przygotować rynki na zmiany w polityce monetarnej. Dolar jest mocniejszy, ale rewaluacja nie dokonała się jeszcze w całości.

Zaktualizowane prognozy były główną, jastrzębia niespodzianką. Mediana prognoz punktowych poziomu stóp procentowych na koniec 2023 r. sugeruje dwie podwyżki po 25 pb, tj. o dwie więcej niż w marcowej projekcji i o jedną więcej niż zakładał rynkowy konsensus przed czerwcowym posiedzeniem. Do 13 z 7 urosła liczba członków FOMC, którzy przewidują, że do końca 2023 r. Fed dokona jednej lub kilku podwyżek stóp procentowych. Dodatkowo siedmiu członków spodziewa się podwyżki w przyszłym roku, o trzech więcej niż w marcu. Nowe prognozy makroekonomiczne wyjaśniają, skąd się bierze zmian w nastawieniu. Inflacja PCE core została zrewidowana do 3 proc. z 2,2 proc. w 2021 r., choć Fed podtrzymuje stanowisko przejściowego charakteru presji inflacyjnej z prognozą dla 2022 r. na 2,1 proc. (poprz. 2,0 proc.). Mimo to na konferencji prasowej prezes Powell przyznał, że warunki dla podwyżki mogą zostać spełnione wcześniej niż dotychczas oczekiwano. Z tego też powodu Fed zaczyna oficjalnie rozmawiać o przyszłości programu skupu aktywów, a dokładnie jego wygaszaniu.

Przyjmując, że inflacja w USA (i nie tylko tam) pozostanie wysoka, kluczem dla przyszłej reakcji Fed pozostaje rynek pracy i dokonanie się tam podkreślanego w komunikacie „znaczącego, dalszego postępu”. O ile jednak kolejne raport NFP nie będą rozczarowywać, należy nastawiać się na ogłoszenie wygaszania QE we wrześniu i start procesu od grudnia. Taki harmonogram może pozwolić na pierwszą podwyżkę jeszcze przed końcem 2022 r. Oczywiście do tego czasu wiele może się wydarzyć w gospodarce, a kolejne warianty wirusa COVID-19 mogą wywrócić wszystko do góry nogami, ale na ten moment rynek będzie zakładał wcześniejsze zacieśnianie monetarne. USD zyskuje, gdyż rewizja oczekiwań dotyczących terminu podwyżki stóp procentowych będzie ciągnąć w górę rentowności obligacji i przynajmniej w pierwszym zrywie korelacja dolara z rynkiem długu zostanie odbudowana. Realizacja strategii reflacyjnej na forexie będzie teraz utrudniona i choć redukcja krótkich pozycji w USD częściowo dokonywała się jeszcze przed posiedzeniem FOMC, ruch ten ma jeszcze paliwo do kontynuacji, a dodatkowo będą teraz dokładane długie pozycje. Optymistyczne perspektywy dla globalnego ożywienia mogą uchronić waluty surowcowe przed głębszą przeceną (ceny ropy naftowej pozostają wysoko), ale rajd rentowności będzie podsycał np. wzrosty USD/JPY. Na jastrzębi zwrot Fed będzie wrażliwy EUR/USD, szczególnie przy utrzymywanym gołębim nastawieniu EBC. Dalsze ucinanie długich pozycji na eurodolarze ma sens.

Silny dolar i niższe poziomy EUR/USD to niebezpieczny mix dla walut Europy Środkowo-Wschodniej, ale dziś rano złoty pozostaje stabilny. Od strony tradingowej złotego ratuje dokonane już osłabienie z ostatnich dni – nie ma nawisu długich pozycji, które mogłyby teraz stanowić powód presji do większego osłabienia. Z drugiej strony za złotym dalej stoją silne fundamenty, co powinno przynajmniej częściowo neutralizować negatywny wpływ silnego dolara. Paradoksalnie w jastrzębim zwrocie Fed rynek może szukać pozytywnego wpływu na złotego, jeśli zacznie liczyć na powielanie strategii przez NBP. W efekcie, o ile silniejsze perturbacje na rynkach wschodzących są potencjalnym ryzykiem (choć większym dla walut Ameryki Południowej i Azji), tak sam złoty może zobaczyć mniejsze wahania. Innymi słowy, nie nastawiam się na ucieczkę EUR/PLN ponad 4,55.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Deloitte: Polska w czołówce preferowanych lokalizacji dla Centrów Usług Wspólnych

Pandemia COVID-19 uwypukliła znaczenie innowacyjności w generowaniu wartości biznesowej i sprawiła, że oczekiwania firm w obszarze takich rozwiązań znacznie wzrosły. Aby zwiększyć zyski i zmniejszyć koszty, organizacje w coraz większym stopniu polegają na globalnych modelach świadczenia usług i inwestują w strategiczne możliwości Centrów Usług Wspólnych (SSC). Priorytetowo traktują pozyskiwanie talentów, wprowadzają nowe modele pracy oraz wykorzystują transformację cyfrową, by zapewnić sobie przewagę konkurencyjną. Z badania firmy doradczej Deloitte „2021 Global Shared Services and Outsourcing Survey” wynika, że 72 proc. z nich wdrożyło już zrobotyzowaną automatyzację procesów (RPA), a 55 proc. korzysta z jednoinstancyjnego planowania zasobów przedsiębiorstwa.

Z badania Deloitte wynika, że większość organizacji jako główny cel strategiczny dla Centrów Usług Wspólnych w 2021 r. wskazuje standaryzację i wydajność procesów. Obniżenie kosztów znalazło się na drugim miejscu wśród najważniejszych celów, a zwiększenie wartości biznesowej na trzecim. Większość organizacji skutecznie realizuje te dążenia. Na przykład spośród firm, które jako cel stawiają sobie standaryzację i wydajność procesów, 78 proc. twierdzi, że z powodzeniem osiąga te założenia. Podobnie, 88 proc. ankietowanych, którzy jako jeden z głównych celów wskazali redukcję kosztów, było w stanie go zrealizować dzięki wykorzystaniu Centrów Usług Wspólnych.

– Centra Usług Wspólnych stają się coraz bardziej złożone i globalne, w rezultacie mogą świadczyć usługi wyższej jakości. Nadając priorytet nowym, innowacyjnym modelom zarządzania talentami i inwestując w inne zdolności strategiczne, pomagają dużym firmom generować znaczące oszczędności procesowe i kosztowe – mówi Paweł Spławski, partner, lider Global Business Services w Europie Środkowej, Deloitte.

Chociaż coraz więcej organizacji wskazuje rozwój agendy cyfrowej, jako jeden ze swoich celów, wciąż istnieje pole do rozwoju w tym obszarze. Tylko nieco ponad połowa zadeklarowała pomyślną realizację celów związanych z digitalizacją.

Polska wśród najlepszych lokalizacji

Doświadczenia, jakie przyniosła pandemia sprawiły, że kluczową kwestią dla badanych firm okazało się przyjęcie nowej strategii dotyczącej sposobu organizacji pracy. To zagadnienie jest szczególnie ważne dla Centrów Usług Wspólnych ze względu na wysoki poziom zatrudnienia w tego typu podmiotach. 73 proc. respondentów chce, by w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat dominującym modelem pracy w ich organizacji był model hybrydowy rozumiany jako obecność pracownika w biurze dwa do trzech dni w tygodniu. 14 proc. zakłada, że większość zadań będzie wykonywana w trybie zdalnym, a pracownik będzie w firmie przez kilka dni w miesiącu. Tylko 9 proc. planuje powrócić do tradycyjnego modelu.

To nowe podejście oferuje organizacjom możliwość generowania dodatkowych oszczędności, a także zwiększenia produktywności. Przyszłość pokaże, w jaki sposób strategie dotyczące miejsca pracy wpłyną na kulturę organizacji, dobre samopoczucie pracowników i przyszłą strategię doboru lokalizacji.

– Poza uniwersalnymi wyzwaniami, jakie stoją przed organizacjami posiadającymi w swoich strukturach Centra Usług Wspólnych, są też typowe dla przedstawicieli poszczególnych branż. To stawia nie lada wyzwanie w wyborze odpowiedniej lokalizacji dla prowadzenia biznesu – szczególnie w kontekście pracy zdalnej lub opartej o model hybrydowy. Respondenci badania pochodzący z sektora dóbr konsumenckich, a także instytucji finansowych wskazali Polskę w czołówce preferowanych lokalizacji dla Centrów Usług Wspólnych, zaraz za Indiami i Stanami Zjednoczonymi – mówi Paweł Spławski.

Cyfryzacja priorytetem

Eksperci Deloitte wskazują, że technologie cyfrowe, które poprawiają i optymalizują świadczone usługi, mają kluczowe znaczenie dla tego, jak SSC wprowadzają innowacje w różnych funkcjach, aby ograniczyć koszty. Wśród wydajnych organizacji GBS (Global Business Services), które z powodzeniem osiągnęły trzy lub więcej z założonych celów i przyjęły transformację cyfrową jako strategiczny program, 72 proc. z powodzeniem wdrożyło już RPA (zrobotyzowana automatyzacja procesów), 55 proc. ma jednoinstancyjny system ERP (planowanie zasobów przedsiębiorstwa), a nieco mniej wdrożyło rozwiązania chmurowe. 43 proc. respondentów wskazało złożoność procesów i złożoność techniczną, jako największe wyzwanie dla automatyzacji, podczas gdy wspólny system ERP i globalna standaryzacja procesów zostały zidentyfikowane w pierwszej trójce kluczowych czynników umożliwiających tym organizacjom osiąganie celów.

Z naszej ankiety wynika, że nawet w wymagającym i pełnym zakłóceń środowisku biznesowym agenda cyfrowa jest dla organizacji priorytetem. Aby osiągnąć sukces, wykorzystują zaś takie czynniki jak standaryzacja procesów, uproszczenie technologii za pomocą jednoinstancyjnego systemu ERP, a także rozwój kultury innowacji dzięki technologii cyfrowej – mówi Paweł Filipowicz, lider praktyki SAP w Deloitte dla Europy Środkowej.

70 proc. respondentów, którym udało się osiągnąć ponad 40 proc. oszczędności dzięki RPA, również korzystało z jednoinstancyjnego systemu ERP. Wyizolowane procesy automatyczne, definiowanie  odpowiedzialności za RPA i skalowanie – to inne główne wyzwania zidentyfikowane przy wdrażaniu automatyzacji.

Przechodząc na model Centrów Usług Wspólnych, organizacje przyjęły też szereg tradycyjnych i alternatywnych modeli zarządzania talentami skierowanych na ich utrzymanie w organizacji. Jako najważniejsze czynniki zatrzymujące pracowników Centrów Usług Wspólnych w organizacji respondenci zgłaszali rozwój silnej kultury organizacji (77 proc.), dbanie o dobre samopoczucie i przyjęcie elastycznego modelu pracy (62 proc.) oraz ciągłych możliwości doskonalenia i rozwój innowacji (62 proc.). Ponieważ w wyniku pandemii modele pracy uległy dużej zmianie, około 60 proc. respondentów wskazało dzielenie pracy i elastyczność, rozumianą jako pracę z domu lub z innych lokalizacji, jako kluczową strategię zatrzymania talentów.

Spółki znowu stawiają na NewConnect. Od początku roku na mały parkiet weszło 13 nowych firm

Od stycznia do maja br. na rynku NewConnect zadebiutowało 13 spółek. To aż o 9 więcej niż w analogicznym okresie ub.r. W całym 2020 roku takich przypadków odnotowano 14. Niemal połowa tegorocznych debiutów przypadła na kwiecień. Do tego GPW informuje, że ostatnio 3 spółki przeszły z tzw. małego parkietu na Główny Rynek. Ponadto większość podmiotów, które pojawiły się na NewConnect, reprezentuje sektor nowych technologii, zwłaszcza gaming. Komentujący wyniki eksperci z optymizmem patrzą w przyszłość, ale też prognozują stagnację. 

W pierwszych pięciu miesiącach br. na rynku NewConnect zadebiutowało 13 spółek, tj. 6 – w kwietniu, 3 – w lutym, 2 – w styczniu, a po 1 – w marcu i maju. W całym ubiegłym roku tzw. mały parkiet był świadkiem 14 debiutów, w tym czterech w pierwszych pięciu miesiącach. Natomiast w analogicznym okresie 2019 roku takich przypadków odnotowano 7.

– Od ub.r. obserwujemy zwiększone zainteresowanie inwestorów indywidualnych alternatywnymi formami lokowania wolnych środków, w tym inwestowaniem w akcje na rynkach prowadzonych przez GPW. Jest to dogodna sytuacja dla przedsiębiorstw poszukujących funduszy na rozwój. Wiele z nich decyduje się na pozyskanie kapitału w drodze emisji akcji, a następnie – na notowanie tych akcji na Głównym Rynku GPW lub na rynku NewConnect. Z tego wynika rosnąca liczba debiutów spółek – komentuje Piotr Borowski, członek zarządu GPW.

Jak zaznacza Andrzej Głowacki, prezes zarządu DGA SA, inwestowanie na rynku NewConnect wiąże się z ryzykiem. Świadczy o tym liczba spółek, które wykluczono z obrotu, w 2019 roku – 32, a w 2020 roku – 12. Ekspert zwraca też uwagę na sankcje w związku z nieprzestrzeganiem przepisów Regulaminu ASO (Alternatywny System Obrotu). W ub.r. notowane podmioty ukarano aż 261 razy, najczęściej za nieprzekazywanie raportów za poszczególne kwartały. Dla porównania, na tzw. małym parkiecie są aktualnie 364 spółki akcyjne.

– Od lat nasza giełda jest w kryzysie. Porównuję to z tym, co się działo w latach 2003-2008 oraz z sytuacją na najbardziej rozwiniętych rynkach typu USA. Tam mamy eldorado pod względem kapitału, który wchodzi w spółki, czy do indeksów. U nas coś drgnęło, ale przez ostatnie 3 lata z giełdy schodziło więcej spółek niż na nią wchodziło – stwierdza ekonomista Marek Zuber.

Według Piotra Borowskiego, warto zauważyć, że już 3 spółki z NewConnect przeszły w bieżącym roku na Główny Rynek akcji. Zdaniem eksperta, jest to bardzo pozytywną tendencją i dowodzi temu, że system 2 rynków, o różnym poziomie obowiązków informacyjnych i ryzyka inwestycyjnego, na GPW zdaje egzamin. Na dużym rynku akcji zadebiutowało w 2021 roku już 8 spółek, natomiast w całym 2020 roku – 7.  Z kolei prezes Głowacki podkreśla, że przejście z tzw. małego parkietu na wyższy pułap jest naturalną drogą dla podmiotów, które odniosły sukces. Obniżony poziom kapitalizacji spółek notowanych na NewConnect sprzyja takim decyzjom.

– To jest absolutnie naturalna droga. Główny parkiet jest droższy, ale daje większy prestiż. Stwarza też więcej możliwości, bo co do zasady jest bardziej płynny. Natomiast obiekcje dotyczące takiego przechodzenia wynikają z różnych powodów. Jeśli spółka weszła na NewConnect nie emisją publiczną, to musi napisać prospekt i przejść przez tryby KNF-u. To oznacza dodatkowe koszty. Ponadto obowiązuje limit wielkości, tzn. trzeba być nie mniejszym niż jest to wskazane, żeby móc przejść na główny parkiet – mówi Marek Zuber.

Spośród tegorocznych debiutantów na rynku NewConnect, 8 spółek jest związanych z sektorem gier, a po jednej – z biotechnologią, oprogramowaniem, nowymi technologiami, energią odnawialną oraz telekomunikacją. Według prezesa Głowackiego, wielu młodych ludzi wierzy, że przy wsparciu finansowym inwestorów, mogą opracować grę, która stanie się światowym hitem. Stąd decyzje o wprowadzeniu spółki właśnie na mały parkiet.

– Na pewno w zainteresowaniu inwestorów pozostaną szeroko rozumiane nowe technologie. NewConnect mógłby być taką platformą dla tego obszaru, więc ten kierunek bardzo mi się podoba. Ale kilkanaście spółek to jest naprawdę żałośnie mało. Trudno mówić o tym, że to jest jakiś boom itd. Jednak cieszymy się, że jest coś lepiej – dodaje Marek Zuber.

Zdaniem członka zarządu GPW, z optymizmem można patrzeć w przyszłość. Następuje wychodzenie polskiej i europejskiej gospodarki z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa. Ponadto na jej odbudowę są przeznaczone przez UE duże środki. Temu towarzyszy prognoza dynamicznego wzrostu PKB Polski w następnych latach. Można więc oczekiwać kolejnych interesujących ofert akcji i obligacji krajowych przedsiębiorstw, które zadebiutują w nadchodzących miesiącach i latach na rynkach GPW.

– Wszystko będzie zależało od sytuacji na świecie. Moim zdaniem, jeszcze nie mieliśmy końca hossy, który w USA zaczął się w 2009 roku. I nie zaryzykuje stwierdzenia, że najbliższe 2-3 lata to będą wzrosty na światowych giełdach. Ewentualny krach na nich przeniesie się również na rynek NewConnect. Jeżeli do tego nie dojdzie, to prawdopodobnie zwiększenie liczby spółek będzie się dokonywało – przekonuje Marek Zuber.

W ocenie prezesa Głowackiego, ten rok może być rzeczywiście lepszy od ubiegłego pod względem liczby debiutów na małym parkiecie. Jednak ekspert spodziewa się w kolejnych latach stagnacji. Nie dojdzie do niej, jeśli zmienią się zasady sprawozdawczości finansowej i badań przez audytorów sprawozdań finansowych. I jak dodaje ekspert, niestety liczba upadłości i otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych w gronie spółek akcyjnych notowanych na GPW i rynku NewConnect jest ponad dwukrotnie wyższa w porównaniu z pozostałymi spółkami akcyjnymi.

Hipotetyczne odsetki w rozliczeniu CIT

Ustawodawca celem zachęcenia podatników do zatrzymywania zysków zamiast wypłacania dywidend oraz finansowania działalności z dopłat w miejsce finansowania zewnętrznego stworzył instytucję tzw. hipotetycznych odsetek. Jest to preferencja podatkowa obowiązująca od 1 stycznia 2019 r., która obwarowana jest pewnymi warunkami. Przedsiębiorcy powinni zatem rozważyć zalety i wady instytucji hipotetycznych odsetek przed podjęciem decyzji o skorzystaniu z tej preferencji.

Czym są hipotetyczne odsetki?

Nowelizacja ustawy o CIT umożliwiła na podstawie art. 15cb ustawy o CIT zaliczenie do kosztów podatkowych hipotetycznych odsetek od zatrzymanych zysków, dopłat lub podwyższenia kapitału rezerwowego lub zapasowego. Zastosowanie przepisu będzie możliwe od roku podatkowego rozpoczętego po dniu 31 grudnia 2019 r.

Przepis o hipotetycznych odsetkach umożliwia zaliczenie do kosztów podatkowych odsetek w wartości równej wartości odsetek za finansowanie zewnętrzne w sytuacji, gdy podmiot finansuje działalność własnymi środkami. Innymi słowy, podatnicy mogą rozpoznać koszty uzyskania przychodu bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek wydatków.

Koszty finansowania zewnętrznego

Kolejną zachętą dla zatrzymania zysków w firmie jest brak możliwości zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów całości kosztów finansowania w przypadku przekroczenia pewnych limitów. Zgodnie z art. 15c ust. 1 ustawy o CIT podatnicy muszą wyłączać z kosztów uzyskania przychodów koszty finansowania dłużnego w części, w jakiej nadwyżka kosztów finansowania przekracza 30% podatkowej EBITDA. Poprzez nadwyżkę kosztów finansowania dłużnego należy rozumieć kwotę, o jaką koszty podatkowe finansowania przewyższają uzyskane przez podatnika przychody o charakterze odsetkowym. Limity ustala się dla wszystkich transakcji finansowania dłużnego łącznie, przy przekroczeniu nadwyżki kosztów finansowania kwoty 3 mln zł.

Kalkulacja hipotetycznych odsetek

Kosztem uzyskania przychodu jest kwota odpowiadająca iloczynowi stopy referencyjnej NBP obowiązującej w ostatnim dniu roboczym poprzedzającym rok podatkowy (w 2020 r. było to 1,5%, w 2021 r. będzie to 0,5%, jeśli nie nastąpią dalsze zmiany przez RPP), powiększona o 1 punkt procentowy oraz kwoty zysku przekazanego na kapitał rezerwowy lub zapasowy spółki poza zyskiem przeznaczonym na pokrycie straty bilansowej lub dopłaty wniesionej do spółki (poza dopłatami na pokrycie straty bilansowej).

Koszt uzyskania przychodu można rozpoznać w kalkulacji podatku za rok, w którym dokonano podwyższenia kapitału rezerwowego lub zapasowego albo wniesiono dopłatę. Ponadto odliczenia można dokonać w dwóch bezpośrednio następujących po sobie latach podatkowych. Łączna kwota hipotetycznych odsetek stanowiących koszty podatkowe nie może przekroczyć sumy 250 tys. zł w danym roku podatkowym. Oznacza to, że maksymalna kwota, jaką podatnik może zaliczyć w koszty uzyskania przychodu w trzech kolejnych latach podatkowych, korzystając z tej preferencji, wynosi 750 tys. zł.

Tytułem przykładu można wskazać sytuację, kiedy w 2019 r. wspólnicy spółki z o.o. wnieśli dopłaty w kwocie 3 mln zł oraz postanowili o zatrzymaniu zysku z 2018 r. i przekazaniu go na kapitał rezerwowy w wysokości 1 mln zł. Roczne hipotetyczne odsetki zaliczone do KUP będą stanowiły za 2020 r. – 2,5%*4 mln zł, czyli 100 tys. zł, oraz za 2021 r. – 1,5% *4 mln zł, czyli 60 tys. zł.

Ograniczenia

Każda preferencja podatkowa, w tym także hipotetyczne odsetki, ma pewne ograniczenia i warunki konieczne do spełnienia, aby można było skorzystać z tych przepisów. Pierwszym bardzo ważnym warunkiem jest przyczyna ekonomiczna podejmowanych działań. Oznacza to, że podatnicy podejmujący czynności bez uzasadnionej przyczyny ekonomicznej, których jedynym celem jest wykazanie wyższych kosztów uzyskania przychodów, nie będą mogli skorzystać z tej preferencji. Kolejny warunek wynikający pośrednio z przepisów podatkowych to wskazanie celu, na jaki zostaną wykorzystane kwoty dopłat lub zysku zatrzymane w firmie, przekazanego na kapitał rezerwowy/zapasowy. Przykładowe cele to zachowanie płynności finansowej, uzyskanie środków bez konieczności zaciągania finansowania zewnętrznego czy inwestycje.

Kolejny warunek wiąże się z brakiem możliwości dokonywania wypłaty zatrzymanego zysku lub zwrotu dopłaty wcześniej niż po upływie trzech lat, począwszy od końca roku podatkowego, kiedy nastąpiło podjęcie uchwały o zatrzymaniu zysku lub dopłata została wniesiona. Jeżeli powyższy termin zostanie naruszony, to w przypadku zwrotu dopłaty przychód stanowić będzie wartość odpowiadającą odliczonym kosztom uzyskania przychodów. W zakresie wypłaty zysku przed upływem 3-letniego okresu przepisy milczą, tj. nie zostało to w żaden sposób uregulowane.

Ostatni warunek do skorzystania z hipotetycznych odsetek dotyczy braku możliwości podjęcia czynności restrukturyzacyjnych, polegającej na przejęciu spółki, do której wniesiono dopłaty / zatrzymano zysk i skorzystano z hipotetycznych odsetek, w tym także poprzez połączenie czy podział oraz przekształcenie spółki, która skorzystała z hipotetycznych odsetek w spółkę niemającą osobowości prawnej. Powyższych czynności restrukturyzacyjnych nie można wykonać przed upływem trzech lat od końca roku podatkowego, w którym została wniesiona dopłata lub podjęta uchwała o zatrzymaniu zysku.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polisy z długami, czyli zapłacę jak nie zapomnę

Chętnie kupujemy polisy, ale zapominamy je opłacać. Konsumenci i przedsiębiorcy są winni firmom ubezpieczeniowym 387 mln zł – wynika z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Dłużnicy, do których dzwoni firma windykacyjna, najczęściej tłumaczą, że mają inne ważniejsze wydatki, lub skoro polisa trwa cały rok, mają dużo czasu na wpłatę. Finalnie wypada im to z głowy.

W bazie danych KRD widnieje obecnie 177 tys. dłużników, którzy nie uregulowali składek za polisy. Z tego 141,6 tys. to klienci indywidualni, a 35,4 tys. firmy. Konsumenci mają do oddania 156 mln zł, zaś przedsiębiorstwa ponad 231 mln zł.

Średni dług osoby fizycznej to 1 101 zł, natomiast średni dług przedsiębiorcy wynosi 6 530 zł.

Konsument-rekordzista, mieszkający w województwie podkarpackim, ma do oddania 725 tys. zł. Wśród firm prym wiedzie przedsiębiorstwo z Mazowsza, którego konto obciąża prawie 11 mln zł zaległości za nieopłacone polisy.

Rekordowe 430 milionów złotych

– Na początku pandemii, czyli w marcu 2020 roku, łączne zadłużenie wobec ubezpieczycieli wynosiło blisko 410 milionów złotych. W czerwcu ubiegłego roku urosło do historycznego rekordu 430 milionów złotych i od tego czasu zmniejsza się. Wpływ na to ma między innymi spadek cen ubezpieczeń. Widać to na przykładzie polis OC pojazdów, które dominują na rynku – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń średnia wartość składki za OC w 2020 r. spadła z 523 zł do 500 zł, a polisy te są sprzedawane na skalę masową. Obecnie ubezpieczenia OC znajdują się pod silną presją rosnącej konkurencyjności rynku i z tego powodu maleje wartość składek. Z kolei rynek kurczących się cen ubezpieczeń, inflacja oraz rosnący kurs euro przekładają się na wyższe koszty odszkodowań. W efekcie ubezpieczenia OC prawdopodobnie znów podrożeją, co może przełożyć się na ponowny wzrost zadłużenia.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz

Z praktyki firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso wynika, że zawirowania, jakie w portfelach Polaków i przedsiębiorstw wprowadziła pandemia, spowodowały, iż opłacanie umów ubezpieczenia to jeden z ostatnich punktów na liście wydatków. Konsumenci tłumaczą, że stracili pracę albo obniżono im wynagrodzenie, więc trudno gospodarować budżetem. Z kolei osoby prowadzące działalność gospodarczą mówią, że nie otrzymują zapłaty od kontrahentów, więc i one nie mogą regulować zobowiązań. Negocjatorzy słyszą też od dłużników, jak ci przekierowują odpowiedzialność na innych. Przykładowo mówią, że skradziono im samochód i czekają, aż starostwo powiatowe wyrejestruje pojazd. Generalnie jednak znaczna część dłużników ubezpieczeniowych chce płacić swoje zobowiązania.

– Katalog wyjaśnień jest obszerny. Klienci twierdzą, że koszt polisy wystawionej dla nich miał pokryć ktoś inny lub z pojazdu zarejestrowanego na nich korzysta inna osoba i to ona powinna zapłacić składkę. A nawet mówią, że uregulują rachunek w ostatni dzień obowiązywania polisy, bo ubezpieczyciel i tak musi świadczyć im ochronę. Należy pamiętać, że konsekwencją zawarcia każdej umowy jest konieczność zapłaty. W przeciwnym razie wierzyciel, czyli w tym przypadku towarzystwo ubezpieczeniowe, upomni się o swoje pieniądze, korzystając z usług wyspecjalizowanej firmy windykacyjnej bądź wpisując dłużnika do KRD – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Sprawy, jakie najczęściej trafiają do windykacji, to składki OC i AC pojazdów, dodatkowe ubezpieczenia np. NNW, ubezpieczenia flot firmowych, polisy na życie oraz w mniejszym stopniu ubezpieczenia nieruchomości i ruchomości domowych (telewizory, laptopy itp.).

Wśród konsumentów najwięcej zaległości mają mieszkańcy Mazowsza – 26 mln zł. Drugie miejsce zajmują osoby z Wielkopolski z kwotą 17 mln zł, a trzecie – ze Śląska, gdzie uzbierało się 16 mln zł z nieopłaconych polis.

W przypadku firm również dominuje województwo mazowieckie – zadłużenie wynosi tam 66 mln zł. Kolejne na liście są przedsiębiorstwa ze Śląska z sumą 26 mln zł, a podium zamyka województwo wielkopolskie – firmy nie zapłaciły tam ubezpieczycielom 25 mln zł składek.

Wśród dłużników ubezpieczeniowych notowanych w KRD ¾ stanowią mężczyźni. Zazwyczaj auto w rodzinie jest zarejestrowane na mężczyznę i to on w przypadku nieopłacenia składki z polisy komunikacyjnej trafia do KRD.

Kurnik czy samochód

Zaległości powstają także dlatego, że wielu klientów nie wie, co powinni zrobić po sprzedaży auta. Należy wówczas wysłać do ubezpieczyciela wypowiedzenie polisy OC wraz z umową zawartą z kupującym. Ale i to nie zawsze wystarczy.

– Bywa, że brakuje podpisu na umowie sprzedaży pojazdu i problem gotowy. Dlatego warto zadzwonić do firmy ubezpieczeniowej i upewnić się, czy wypowiedzenie dotarło i czy jest skuteczne. W przeciwnym wypadku koszt polisy nadal obciąża konto dotychczasowego właściciela pojazdu i sprzedający nieświadomie staje się dłużnikiem – zauważa Jakub Kostecki.
Nierzadko zdarza się też, że klienci, którzy mają samochód, ale nim nie jeżdżą, uważają, iż nie muszą opłacać ubezpieczenia OC, mimo że zawarli umowę. Tymczasem OC jest polisą obowiązkową. Jeden z klientów, do których zadzwonił negocjator Kaczmarski Inkasso, twierdził, że postawił pojazd w ogródku, traktuje go jako kurnik, więc nie musi płacić składki za ubezpieczenie.
Zdarzają się też nietypowe zlecenia, jak windykacja ubezpieczenia konia. Dłużnik sprzedał go, więc nie poczuwał się do zapłaty. Nie posiadał jednak umowy sprzedaży zwierzęcia.

Polacy w średnim wieku najbardziej zadłużeni

Spośród 142 tys. konsumentów-dłużników, jacy figurują w bazie danych KRD, najwięcej, bo 99 tys. pochodzi z miasta, a 43 tys. ze wsi i miejscowości poniżej 50 tys. mieszkańców.
Najwięcej niesolidnych płatników jest wśród osób w wieku 36-45 lat, które mają do oddania ponad 49 mln zł. W tym przedziale wiekowym większość z nich posiada samochód, za który powinna zapłacić ubezpieczenie – stąd tak duże długi w tej grupie. Za nimi są Polacy pomiędzy 26. a 35. rokiem życia, którzy zalegają na kwotę prawie 40 mln zł. Najmniej obciążeni zobowiązaniami są młodzi ludzie w wieku 18-25 lat – 7 mln zł oraz seniorzy powyżej 65 lat – 9 mln zł.

Eksperci: w przetargach publicznych urzędnicy powinni zwracać większą uwagę na kryteria środowiskowe

Konieczne jest zwiększanie edukacji konsumentów, by świadomie wybierali produkty o wysokiej klasie energetycznej i długiej żywotności. To zasada, która powinna być również stosowana przez państwo w zamówieniach publicznych – przekonywali eksperci podczas debat o zrównoważonym rozwoju zorganizowanych przez Związek Cyfrowa Polska w ramach serii konferencji pod hasłem #CyfryzujemyPolskę.

Dyskusję, która odbyła się pod auspicjami Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii zorganizowano w odniesieniu do zmian, jakie wynikają z rezolucji PE w sprawie dążenia do bardziej zrównoważonego jednolitego rynku dla przedsiębiorców i konsumentów. Do rozmowy zaproszono przedstawicieli branży nowych technologii, organizacji pozarządowych, konsumenckich, a także przedstawicieli rządu oraz parlamentu. Jakie wynikają z nich wnioski?

Producent nie postarza sprzętu celowo

Przede wszystkim uczestnicy konferencji zgodzili się, że nie można mówić o celowym postarzaniu sprzętu elektronicznego przez producentów.  – To mit, z którym musimy walczyć. Gdyby producenci dokonywali takich praktyk, to uderzałoby ich w markę i zaufanie do nich. Nikt z nich na pewno nie może sobie na to pozwolić – przekonywał podczas dyskusji prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik.

Nikt nie pokazał żadnego dowodu na postarzanie sprzętu – wtórował Andrzej Saja, członek zarządu ElektroEko Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego S.A. Podkreślił, że klienci często chcąc skorzystać z promocji, wybierają urządzenia tańsze, a przez to i gorsze. – Nie łudźmy się, że wybierając taki tańszy produkt, to będzie on długo funkcjonował. Dlatego przy zakupie z promocji trzeba zachować zdrowy rozsądek – zauważył Andrzej Saja. I dodał: – Nie mamy do czynienia z celowym postarzaniem sprzętów, ale tylko z różną jakością sprzętów, co też odzwierciedla ich cena.

Andrzej Saja odniósł się też do problemu związanego z naprawą sprzętu i zarzutom, że producenci specjalnie tak produkują urządzenia, by w razie usterki nie opłacało się ich naprawiać.  – Klient chętnie naprawi telewizor czy komputer, jeśli będzie to dla niego wygodne, a urządzenie będzie dalej spełniał w 100 proc. swoje zadania – podkreślił. Zaznaczył jednak, że konsumenci często sami wolą wymienić sprzęt na nowy, z nowszymi funkcjonalnościami czy o lepszym wyglądzie. – Tak się dzieje np. w przypadku szybko rozwijających się smartfonów, laptopów czy telewizorów. Próba sztucznego namawiania klientów do napraw jest bardzo trudna – wyjaśniał Andrzej Saja. – Klient powinien mieć możliwość naprawy, ale robienia tego na siłę nie skończy się pozytywnie. Raczej ważne, by taki sprzęt został przetworzony i ponownie trafił na rynek czyli zrealizowany został obieg zamknięty – dodał.

Promować długą żywotność produktów

Uczestnicy debat Cyfrowej Polski postulowali także, by promować te produkty, które potencjalnie zachowują długą żywotność. Według Bogusławy Brzdąkiewicz, zastępczyni dyrektora Departamentu Gospodarki Odpadami w Ministerstwie Klimatu i Środowiska konsument powinien być informowany o tym, jaka jest przewidywana długość funkcjonowania danego urządzenia. Świadomość konsumentów oparta o szeroką wiedzę, jaki produkt kupują, wydaje się słusznym podejściem. Tak jest np. z etykietami energetycznymi, które pomagają klientowi wybór produktu – podkreśliła. Dodała, że dla konsumenta ważne są nie tylko aspekty ekologiczne, ale też finansowe. – W kontekście etykiet energetycznych te dwa aspekty się łączą. Sądzę, że kwestia długości życia produktu jest pożądana – wskazała. W podobnym tonie wypowiedział się prezes Federacji Konsumentów Kamil Pluskwa–Dąbrowski. – Konsument może wpływać na rynek, może dokonywać wyborów tylko wtedy, kiedy ma wiedzę. Jeśli jest tego pozbawiony, wybory są często nietrafione. Dlatego ważne jest wyrównywanie sytuacji informacyjnej pomiędzy producentem, usługodawcą a konsumentem. Popieramy postulat, by kupowane przedmioty miały informację o jego żywotności – stwierdził.

Żywotność testuje się w laboratoriach, co nie jest tożsame z realnym życiem i tym, co dany konsument będzie z tym sprzętem robił w domu. Zatem żywotność tego samego sprzętu u różnych konsumentów może być różna – zwracał jednak uwagę prezes Michał Kanownik.

Istotne są kryteria dot. zrównoważonego rozwoju przy zamówieniach publicznych

Innowacyjność i długości żywotności produktów, ich wpływu na środowisko to również, zdaniem uczestników debaty, kwestie, które powinny być uwzględniane w zamówieniach publicznych. Według ekspertów administracja publiczna powinna być w tym przypadku stawiana za wzór. Jak podkreślił prezes Urzędu Zamówień Publicznych Hubert Nowak w tym zakresie udało się już wiele zrobić. – Wspólnie z Ministerstwem Rozwoju udało nam się zapewnić mechanizmy z otwartym podejściem do zamówień publicznych. Dziś zamawiający nie musi zamawiać produktów najtańszy, jak często odbywało się to w przeszłości, bo był później z tego rozliczany. Dziś dużą wagę przykładamy też do pozacenowych kryteriów, takich jak jakość produktu, jego innowacyjność czy koszty cyklu życia – zapewnił prezes UZP.

Z kolei Bartłomiej Kozek, kierownik działu zielonej transformacji w UNEP/GRID-Warszawa stwierdził, że nadal trzeba pracować nad świadomością urzędników, by rzeczywiście odchodzili od ceny jako jednego z najważniejszych kryteriów przy zamówieniach publicznych. Przy zamówieniach publicznych trzeba patrzeć na korzyści kryteriów pozacenowych. Tak, by zamówienia były traktowane jako nie tylko narzędzie zakupowe, ale do szerszej idei, służyły szerszym środowiskowym celom – podkreślił Bartłomiej Kozek.

Natomiast Jacek Łęgiewicz, Public Affairs Director w Samsung Electronics Polska postulował stworzenie katalogu dobrych praktyk w zamówieniach publicznych: Brakuje przykładów, że przy danym zamówieniu ktoś skorzystał z innych kryteriów pozacenowych i zrobił to dobrze – wyjaśniał Jacek Łęgiewicz. Jeśli wszyscy będziemy potrafili liczyć ślad węglowy, wówczas punktowanie w zamówieniach publicznych tego kryterium będzie bardzo wskazane – zaznaczył.

Czy potrzebny jest Cyfrowy Paszport Produktu?

Eksperci zastanawiali się również nad zasadnością pomysłu opracowania cyfrowego „paszportu produktu”. Takie rozwiązanie miałoby służyć poprawie  identyfikowalności i pomóc w dostępie do informacji na temat warunków produkcji produktu, jego trwałości, składu, ponownego wykorzystania, naprawy, możliwości demontażu i postępowania z produktem po zakończeniu jego użytkowania.

Zdaniem wiceministra rozwoju, pracy i technologii Marka Niedużaka ze względu na cyfrową agendę unijną, jak i Zielony Ład zmiany te są nieuniknione. – Cyfrowy Paszport Produktu da konsumentom możliwość podjęcia świadomego wyboru. To budowa rynku produktów neutralnych dla środowiska – zauważył wiceminister. Ale zaznaczył też, że ramy prawne to nie wszystko. – Potrzebne są też wzorce zachowań konsumentów – dodał.

Podobnego zdania jest prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. – Sam pomysł jest dobry. Czy cyfrowy Paszport Produktu będzie jednak używany przez konsumentów, zweryfikuje życie.  Musimy mieć bowiem na uwadze to, że klienci kierują się dziś innymi pobudkami przy zakupie sprzętu: wygodą, funkcjonalnościami, wyglądem, a niekoniecznie dbałością o środowisko – stwierdził prezes Cyfrowej Polski. Dlatego warto zacząć od edukacji konsumenta, a nie od regulacji. Nic tak nie podziała na przedsiębiorcę, jak oczekiwania konsumenta, który musi mieć świadomość, jak jego decyzje zakupowe będą wpływały na przyszłe pokolenia – powiedział Michał Kanownik.

Debaty Związku Cyfrowa Polska o zrównoważonym rozwoju pod hasłem „#CyfryzujemyPolskę: Środowisko, Biznes, Konsument” odbyły się w partnerstwie z firmą Canon oraz ElektroEko Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego S.A.

FPP: urząd będzie albo tani albo sprawny i efektywny. Nie można zamrażać płac budżetówki

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że przyjęte przez rząd założenia projektu budżetu państwa na 2022 rok przewidują zerowy wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. W ocenie FPP nie jest to właściwy czas na zamrożenie płac w sektorze publicznym. Wskaźnik wzrostu płac w budżetówce pozostawał zamrożony przez całą dekadę – od 2009 do 2019 r. W takiej sytuacji utrzymanie wykwalifikowanych i zmotywowanych kadr w administracji oraz pozostałych jednostkach staje się niemożliwym wyzwaniem.

W czasie prac nad propozycjami wskaźników wzrostu wynagrodzeń i świadczeń prowadzonych na forum Rady Dialogu Społecznego Federacja Przedsiębiorców Polskich zaproponowała, aby wskaźnik waloryzacji płac w państwowej sferze budżetowej został określony na poziomie 5,1%. Gwarancja wzrostu wynagrodzeń na tym poziomie zabezpieczałaby pracowników sfery budżetowej przed skutkami podwyższonej inflacji oraz zapewniała co najmniej umiarkowany wzrost płacy realnej.

„Pandemia koronawirusa doprowadziła do gwałtowanego wzrostu długu publicznego, co rodzi konieczność poszukiwania oszczędności przy projektowaniu przyszłorocznego budżetu państwa. Ze względu na wieloletnie zaległości, płace w sferze budżetowej nie powinny być jednak przedmiotem tak daleko idących cięć planowanych wydatków. Przedsiębiorcom zależy na wysokiej jakości usług publicznych oraz sprawnej obsłudze zapewnianej przez jednostki administracji publicznej. Efektywne funkcjonowanie sektora publicznego nie jest jednak możliwe bez odpowiedniego wynagradzania pracowników. Kiedy płace są zbyt niskie i nie przystają do aktualnych realiów rynku pracy, nieuchronnie następuje odpływ najbardziej utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników. Pandemia koronawirusa sprawiła, że pracownikom sfery budżetowej przybyło wiele dodatkowych obowiązków związanych z realizacją przepisów tarcz antykryzysowych oraz obsługą przedsiębiorców korzystających z przewidzianych w ich ramach instrumentów. Ta dodatkowa praca również powinna zostać właściwie doceniona i wynagrodzona. Szczególnie dotyczy to pracowników ZUS i administracji skarbowej, którzy w okresie pocovidowym i w perspektywie KPO będą odgrywali ważną rolę w sprawnym obsługiwaniu przedsiębiorców” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Ustalenie wskaźnika waloryzacji na poziomie 5,1% nie wykluczałaby również możliwości wyższego wzrostu wynagrodzeń części pracowników sektora publicznego. W ramach oddzielnej puli środków byłoby możliwe przyznanie wyższych podwyżek – np. wysoko wykwalifikowanym specjalistom, których pozyskanie i utrzymanie przysparza obecnie administracji publicznej bardzo dużych trudności ze względu na niekonkurencyjne warunki płacowe. Podobnie też mogłyby zostać podniesione wynagrodzenia tych pracowników, których obecne płace w największym stopniu odbiegają od wynagrodzeń oferowanych w sektorze prywatnym przy zbliżonym poziomie wymaganych kompetencji i zakresie odpowiedzialności.

Bardzo dobre nastroje w branży spożywczej: majowy Indeks FRI na poziomie 61,5 punktów, aż o 5,3 punktów więcej niż w lutym

Indeks FRI , który odzwierciedla nastroje menedżerów z branży spożywczej, w maju b.r. był na poziomie 61,5 pkt. Jeszcze w lutym wynosił 56,2 pkt. – Ostatnie fale badania pokazują równomierny wzrost wskaźnika. Jeśli tendencja się utrzyma, to jest szansa, że na koniec wakacji wrócimy do poziomów sprzed pandemii. To byłaby doskonała wiadomość – mówi Dariusz Chołost, General Manager ośrodka Food Research Institute, opracowującego Index FRI już od sześciu kwartałów.

Dane z Indeksu FRI jasno pokazują, że wśród menedżerów branży spożywczej utrwala się pozytywna ocena kondycji firm i otoczenia rynkowego. – To, że branża otrząsnęła się z pandemii bardzo szybko, było widać już w minionych edycjach Indeksu. Teraz jednak wydaje się, że sytuacja stabilizuje się naprawdę na dobre – podkreśla Dariusz Chołost. Zgodnie z informacjami od menedżerów, w maju w aż 49% firm produkcja była większa niż trzy miesiące temu. Spadła jedynie w 15%. W reszcie firm pozostała bez zmian.

Index FRI – nastroje menedżerów z branży przetwórstwa rolno-spożywczego

nastroje menedżerów z branży przetwórstwa rolno-spożywczego

6. edycja Indeksu FRI: optymistów dużo więcej, pesymistów dużo mniej

Badanie Indeks FRI za maj 2021 pokazało też, że znacząco zwiększyła się liczba menedżerów, którzy oceniają, że kolejny kwartał będzie lepszy od poprzedniego. W lutym br. Taką opinię miało tylko 29% zapytanych, w maju – aż 37%. Odsetek menedżerów nie przewidujących żadnych zmian pozostał podobny. Natomiast znacząco zmniejszył się odsetek pesymistów: poprzednio było ich 20%, dziś tylko 10%. – Wracają plany sprzed pandemii. Co więcej, menedżerowie trochę zmienili perspektywę, więc mają też nowe ambicje i pomysły. Widać determinację ekspansji. Jednym słowem: wraca wigor, który dla polskiej branży spożywczej jest naturalny – podkreśla Dariusz Chołost. Wzrósł też odsetek menedżerów, którzy mają pozytywne przewidywania w dużo dłuższej perspektywie: na kolejne pół roku. 48% z nich widzi szanse na poprawę sytuacji, z czego aż 1/5 szanse te określa jako „zdecydowanie duże”. W lutym było to odpowiednio to tylko 37% i 15%.

Jaki będzie kolejny kwartał?

Gdyby sprawdziły się przewidywania menedżerów co do sytuacji w sierpniu, to na koniec wakacji Indeks FRI powinien pokazać wynik zbliżony do majowego. Sytuacja może być jednak lepsza, bo skala poprawy koniunktury gospodarczej w całej gospodarce już teraz zaskakuje bardzo in plus.

Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska zwraca uwagę szczególnie na ożywienie w europejskiej turystyce. Z punktu widzenia branży spożywczej w Polsce liczy się pop pierwsze poprawiająca się sytuacja sytuacja w kraju, ale też w całej Europie, która jest dużym importerem żywności z Polski. Wyższe obroty w branży gastronomiczno-hotelarskiej przekładają się na wzrost zamówień w sektorze produkcji żywności.

Coraz więcej wskazuje też, że w dłuższym horyzoncie, nawet do końca 2021 r., złoty pozostanie dosyć słaby, co będzie sprzyjało eksportowi żywności. – Łyżką dziegciu w beczce miodu jest wzrost presji kosztowej. Przedsiębiorstwa muszą radzić sobie nie tylko ze wzrostem kosztów pracy, ale w ostatnich miesiącach również ze wzrostem cen surowców rolnych oraz cen opakowań. Nie da się też wykluczyć kolejnych fal COVID-19 i co za tym idzie kolejnych lock-down’ów, które psują otoczenie biznesowe branży spożywczej – zwraca przy tym uwagę Grzegorz Rykaczewski. Jednak zarówno Grzegorz Rykaczewski, jak i Dariusz Chołost z Food Research Institute, przewidują, że poprawa wskaźników makroekonomicznych dla gospodarki będzie wystarczająca, aby dać jeszcze silniejszy impuls rozowjowy dla branży spożywczej.

Rozwój firm spożywczych w ciągu kolejnych 6 miesięcy – ocena menedżerów

Rozwój firm spożywczych w ciągu kolejnych 6 miesięcy

Indeks FRI (Indeks Food Research Institute, wcześniej Indeks IBŻ) to liczony co kwartał wskaźnik, pokazujący nastroje w sektorze przetwórstwa rolno-spożywczego. Badanie z maja 2021 r. zostało przeprowadzone metodą wywiadu telefonicznego i on-line, wspomaganego komputerowo (CATI/CAWI) na grupie 202 menedżerów firm z branży. Indeks FRI jest liczony jako średnia arytmetyczna ze wskaźników składowych, gdzie udział każdego składnika jest równy udziałowi danej podgrupy, dla której został policzony. Indeks FRI powyżej 50 pkt. oznacza poprawę nastrojów w porównaniu z poprzednim miesiącem, poniżej 50 pkt. – pogorszenie nastrojów. 50 pkt. oznacza brak zmiany.

Miesięczny Indeks Koniunktury wzrasta

Od stycznia Polski Instytut Ekonomiczny wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego prowadzi wśród przedsiębiorstw badanie o nazwie „Comiesięczny monitoring przedsiębiorstw”, którego efektem jest określenie Miesięcznego Indeksu Koniunktury. Jest to nowa miara, która określa poziom nastrojów przedsiębiorstw. MIK składa się z kilku komponentów – takich, jak wartość sprzedaży, liczba nowych zamówień, ocena płynności finansowej, moce produkcyjne, inwestycje czy kwestie związane z rynkiem pracy. Za pomocą odpowiednich algorytmów jest tworzona miara syntetyczna – co miesiąc obrazująca poziom koniunktury według przedsiębiorców.

– Przyjęto odczyt neutralny na poziomie 100. Oznacza to, że niższe wartości wskazują na przewagę nastrojów negatywnych, natomiast wyższe wskazują analogicznie na przewagę nastrojów pozytywnych. Indeks jest mierzony z podziałem na wielkości przedsiębiorstw – czyli na mikro, małe, średnie i duże przedsiębiorstwa oraz z podziałem na przekrój branżowy: budownictwo, handel, usługi, produkcja i TSL – Transport, Spedycja, Logistyka. Od rozpoczęcia pomiarów indeks cały czas przyjmował wartości poniżej odczytu neutralnego – przekazuje serwisowi eNewsroom Katarzyna Dębkowska, kierowniczka zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Dopiero w najnowszym badaniu, realizowanym na przełomie maja i czerwca, nastroje polepszyły się i Miesięczny Indeks Koniunktury w końcu osiągnął poziom powyżej 100. Na wyższe nastroje przedsiębiorstw przełożyła się bezpośrednio zmieniająca się na ich korzyść sytuacja pandemiczna w kraju. Wpływ wywarło odmrażanie gospodarki, znoszenie obostrzeń i restrykcji covidowych oraz spadek liczby zachorowań – tłumaczy Dębkowska.

Hakerzy wykradli cenne informacje od producenta gier FIFA

Hakerzy wykradli cenne informacje jednemu z największych wydawców gier na świecie – firmie Electronic Arts (EA). Twierdzą, że pobrali kod źródłowy takich gier jak FIFA 21 oraz zastrzeżonego silnika gry Frostbite, używanego jako baza dla wielu innych gier. Tymczasem Polacy coraz częściej korzystają z gier na swoich smartfonach.

Skala zagrożenia jest o tyle duża, że najpopularniejsza gra FIFA sprzedała się od początku produkcji w ilości 325 milionów egzemplarzy na świecie (dane za EA). Producent poinformował jednak, że żadne dane graczy nie zostały skradzione podczas ataku. Do tytułów, które opracowuje EA zalicza główne serie, takie jak Battlefield, Star Wars: Jedi Fallen Order, The Sims i Titanfall, a także szeroką gamę corocznych gier sportowych.

– Badamy niedawny incydent włamania do naszej sieci, w którym skradziono ograniczoną ilość kodu źródłowego gry i powiązanych narzędzi – podała EA w oficjalnym komunikacie. – Nie uzyskano dostępu do danych graczy i nie mamy powodu sądzić, że istnieje jakiekolwiek ryzyko dla ich prywatności – dodała firma.

EA dodało, że wtargnięcie do sieci nie było atakiem ransomware i miało miejsce niedawno. Tymczasem eksperci ds. bezpieczeństwa Check Point Software twierdzą, że „za każdym razem, gdy wycieka kod źródłowy, istnieje zagrożenie, że hakerzy mogą łatwo zobaczyć wewnętrzne działanie gry, wykorzystać luki w zabezpieczeniach, a nawet skorzystać z inżynierii wstecznej gier w złych celach.

– Te złośliwe działania mogą się skalować, jeśli hakerzy sprzedają swoją kradzież w Dark Net. Pojawiają się doniesienia, że ​​kod źródłowy z wycieku danych EA Games jest już reklamowany w darknecie. Nic dziwnego, ponieważ hakerzy zwykle szybko zarabiają na tym, co kradną. Poufne informacje, takie jak kod źródłowy z EA Games, mogą pozwolić na zarobienie dużych pieniędzy – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor Check Point Software w Polsce.

Jaki wpływ na polskiego gracza?

Fakt, że dane graczy nie zostały przejęte przez cyberprzestępców może uspokoić polskich sympatyków FIFA 21. Muszą oni jednak pamiętać o przestrzeganiu zasad bezpieczeństwa. Okazuje się bowiem, że w Polsce FIFA 21 i inne gry cieszą się dużym zainteresowaniem wśród posiadaczy smartfonów (EA Games od marca br. udostępnił grę dla graczy mobilnych, korzystających z telefonów z systemem iOS i Android).

W zeszłym roku połowa polskich graczy wybierała smartfon jako główne narzędzie do gry. Co ciekawe, w grupie tej przeważały kobiety (52%). Ze smartfonów jako narzędzia gry korzystają w większości młodsi gracze (ponad 70% w grupie wiekowej 15-34). W gry gramy na smartfonach codziennie lub prawie codziennie. Tymczasem, większość Polaków (71 proc.) nie zabezpiecza swoich smartfonów.

Popularność gier i aplikacji może przysporzyć wiele kłopotów i realne straty. –  Coraz częściej dochodzi do ataków nie tylko na producentów gier, lecz samych graczy. Upowszechnienie smartfonów jako narzędzia do pobierania i korzystania z gier, stwarza szerokie możliwości dla hakerów. Gracze muszą mieć tego świadomość, zabezpieczać telefon i uchronić się przed realnymi stratami – ostrzega mówi Marian Pijarski, członek zarządu Usecrypt Polska, twórcy aplikacji zabezpieczającej telefon Usecrypt.

Prognozy Fed mogą przyczynić się do zwiększenia popularność akcji finansowych i towarowych

Fed (System Rezerwy Federalnej w USA) przedstawił swoje perspektywy dla stóp procentowych, podwyższył prognozy PKB i inflacji oraz rozpoczął wstępne rozmowy o ograniczeniu zakupów obligacji. Takie bardziej zdecydowane stanowisko Fed spowodowało osłabienie akcji, podczas gdy rentowności dolara i obligacji wzrosły. W nadchodzących dniach wywrze to pewną presję na europejskich akcjach i walutach.

Urzędnicy Fed spodziewają się w 2023 r. pierwszych podwyżek stóp procentowych – choć te szacunki są nadal zaniżone przez obecne prognozy rynkowe – ponieważ po raz kolejny podkreślono potrzebę „dalszego i znacznego postępu” w ożywieniu rynku pracy. Przewodniczący Fed, Jerome Powell powiedział, że rozpoczęły się bardzo wstępne rozmowy na temat „spowolnienia” skupowania obligacji o wartości 120 mld dolarów miesięcznie. Oficjalnego ogłoszenia można spodziewać się podczas Jackson Hole Symposium 26 sierpnia, a samo „spowolnienie” skupowania obligacji, miałby się rozpocząć bliżej końca roku.

Obserwujemy, że akcje pozostają popularne wśród inwestorów, a ich ceny utrzymują się na zadowalającym poziomie, a Fed zmierza w kierunku ograniczenia programu skupu obligacji i podniesienia stóp procentowych. Inflacja rynkowa i oczekiwania dotyczące stóp procentowych już są widoczne, rynki wzrosły w wyniku gwałtownego wzrostu rentowności obligacji w pierwszym kwartale, a „furia spowolnienia” z 2013 roku zamaskowała najlepszy rok dla akcji w tej dekadzie.

Perspektywy dalszego silnego wzrostu zysków i wyższej rentowności obligacji prawdopodobnie spowodują, że tak zwane cykliczne akcje, takie jak akcje finanse, towary i spółki o małej kapitalizacji, a także tańsze i bardziej cykliczne rynki międzynarodowe, takie jak Wielka Brytania i Europa, staną się popularne wśród inwestorów.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Brak regulacji wyzwaniem przy wdrażaniu chmury w sektorze energetyczno-paliwowym

W sektorze energetycznym w Polsce tylko co trzecia organizacja wykorzystuje rozwiązania chmurowe. Pandemia i stworzenie ram regulacyjnych przyspieszyły wdrażanie chmury w sektorze finansowym, teraz czas na energetykę – wynika z raportu EY Law Compass II „Chmura obliczeniowa w sektorach regulowanych: Finanse i Energetyka. Wyzwania 2021” , który EY przygotował przy współpracy z Microsoft.

Wdrożenie chmury w sektorach regulowanych to proces, który wymaga dokładnego zaplanowania, zwłaszcza w kontekście konieczności spełnienia specyficznych wymagań regulacyjnych. Pomioty reprezentujące sektor energetyczny w dalszym ciągu bardziej niż rozwiązania chmurowe skłonne są stosować model hybrydowy, gdzie dane krytyczne z punktu widzenia bezpieczeństwa przechowywane i przetwarzane są w chmurze prywatnej lub klasycznie on-premises.

– Jednym z głównych wyzwań dla wdrożenia chmury w sektorze energetyczno-paliwowym jest brak wytycznych skierowanych do podmiotów reprezentujących ten sektor, które na wzór Komunikatu Chmurowego skierowanego do instytucji finansowych, rozwiałyby wątpliwości. Podstawę dla stworzenia ram regulacyjnych mogłyby stanowić przepisy stworzone dla innych sektorów regulowanych. Muszę jednak podkreślić, że brak wytycznych skierowanych do sektora energetycznego absolutnie nie uniemożliwia wdrożenia chmury. Istniejące regulacje i wytyczne stosowane w innych sektorach regulowanych (sektor finansowy, administracja publiczna, sektor zdrowia) mogą być traktowane przez sektor energetyczny pomocniczo jako mapa wdrożenia – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Associate Partner w Kancelarii EY Law, Lider Zespołu Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych.

Wdrażanie chmury odbywa się w trzech wymiarach – prawnym, organizacyjnym i technicznym. Każdy etap procesu nakłada na organizację konkretne wymagania i wiąże się z innymi wyzwaniami.

– Projekty chmurowe, zwłaszcza w sektorach regulowanych, wymagają zaangażowania działu prawnego. Już na etapie budowania strategii powinien on ocenić czy dana usługa może zostać wdrożona w organizacji, a jeżeli tak to z jakimi regulacjami powinna być zgodna. Świadomość wyzwań prawnych pozwoli organizacji na prawidłowe oszacowanie czasu i kosztów wdrożenia projektu – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak.

Wyzwania, z którymi mierzy się sektor energetyczny przy wdrażaniu chmury obliczeniowej to – oprócz braku jasnych regulacji i wytycznych – również brak powszechnej adaptacji chmury. Podobnie jak w sektorze finansowym kilka lat temu, uczestnicy rynku energetycznego czekają na upowszechnienie się stosowania technologii chmurowej w sektorze. Kolejną przeszkodą, którą wymieniano podczas rozmów z ekspertami EY jest brak kompetencji w organizacji w zakresie wdrożenia, jak i późniejszego korzystania z rozwiązań chmurowych. Sektor energetyczny wskazuje także, że jednym z najważniejszych wyzwań jest zachowanie bezpieczeństwa danych i infrastruktury krytycznej. Firmy energetyczne nie dostrzegają w efekcie korzyści wynikających z adaptacji chmury, a co więcej – obawiają się o wysokie koszty inwestycji.

– Korzyści finansowe w chmurze dla sektora energetycznego wynikają nie tylko z braku konieczności utrzymywania fizycznej infrastruktury IT, która zostaje zastąpiona elastycznymi nakładami operacyjnymi dostosowanymi do rzeczywistego zapotrzebowania przedsiębiorstwa według zużycia zasobów (model usługi „na żądanie”) prowadząc do oszczędności, w zależności od modelu wdrożenia, nawet do 60% na zastąpionych kosztach IT, przy średniej rzędu 48% (według badań przeprowadzonych przez International Data Corporation) – mówi Konrad Napieralski, Dyrektor Rozwoju Biznesu, Rynek Energetyczny Europy Środkowo-Wschodniej, Microsoft.

Chmura oprócz efektów finansowych – podobnie jak w innych branżach – może przynieść firmom energetycznym wiele korzyści, związanych m.in. z możliwością szybkiego i zwinnego działania, rozwojem innowacyjności biznesu, poprawą bezpieczeństwa systemów, zaawansowaną analityką dużych wolumenów danych opartą na Data lakes, predykcją w wykrywaniu awarii, zastosowaniem IoT, dostępem do zaawansowanych raportów analitycznych w czasie rzeczywistym, czy wreszcie kwestiami związanymi z ograniczeniem śladu węglowego, User Experience i Customer Journey. Organizacje przenoszą się do chmury, aby napędzać innowacje poprzez zwiększenie wydajności, a to daje gwarancję przewagi nad konkurencją w przekształcaniu swojego biznesu oraz jego prowadzeniu.

O badaniu EY Law Compass II
EY Law Compass II jest badaniem jakościowym powstałym w oparciu o rozmowy z przedstawicielami sektora finansowego i energetycznego. Identyfikuje problemy we wdrażaniu chmury w sektorze finansowym i na tej podstawie wydaje rekomendacje odnośnie przechodzenia do chmury w sektorze energetycznym.

Aleksandra Gawrońska na czele działu badań rynku mieszkaniowego w JLL

Z początkiem lipca Aleksandra Gawrońska obejmie stanowisko Dyrektora i pokieruje pracami Działu Badań Rynku Mieszkaniowego w międzynarodowej firmie doradczej JLL.

Aleksandra będzie odpowiedzialna za rozwój usług, narzędzi i rozwiązań z obszaru analizy rynku szeroko pojętych nieruchomości mieszkaniowych – tradycyjnego segmentu mieszkaniowego, ale też prywatnych akademików, projektów coliving, wielorodzinnych budynków na wynajem, a także budownictwa senioralnego.

Aleksandra pokieruje pracami ośmiu analityków nadzorując realizowany od kilkunastu lat monitoring sektora deweloperskiego w całym kraju oraz przygotowywanie raportów i analiz dla polskich i międzynarodowych deweloperów, właścicieli i funduszy inwestycyjnych, sektora publicznego oraz innych podmiotów związanych z rynkiem mieszkaniowym. Będzie blisko współpracować z Kazimierzem Kirejczykiem, wiceprezesem JLL, stojącym również na czele strategicznego panelu doradczego – think-tanku firmy w Polsce.

Nasz zespół jest aktywną częścią transformacji zarówno naszych klientów, jak i całego rynku mieszkaniowego w Polsce. JLL stawia na talenty i długofalowe relacje w zespole tworząc tym samym organizację oferującą ambitne możliwości rozwoju. Wierzymy, że to właśnie w ten sposób dostarczamy największą wartość i najwyższej jakości ekspertyzę dla naszych klientów. Od kilku lat mam przyjemność współpracować z Aleksandrą przy szeregu projektów badawczych i strategicznych. Jestem przekonany, że jej doświadczenie oraz nastawienie na innowacyjność przyczyni się do dalszego rozwoju naszych kompetencji zarówno badawczych, jak i z obszaru konsultingu. Serdecznie gratuluję Aleksandrze w pełni zasłużonego awansu i objęcia nowego stanowiska oraz życzę jej wielu sukcesów w przyszłości, komentuje Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes JLL.

Aleksandra Gawrońska ma dziesięć lat doświadczenia w konsultingu i kompleksowej analizie rynku nieruchomości. Przed dołączeniem w 2018 r. do REAS (teraz część JLL) pracowała w firmie Colliers International, gdzie była odpowiedzialna za publikacje, raporty i analizy na temat rynku nieruchomości biurowych w Polsce. W JLL realizowała raporty dla wiodących deweloperów i inwestorów, takich jak m.in. Dom Development, Skanska, Bouygues Immobilier, Nexity, Marvipol, Cordia, Metexi, Yareal, Budimex Nieruchomości, OKRE, Acciona, MPWiK, Heimstaden, NREP czy Acteum. Jest absolwentką Podyplomowych Studiów z Zarządzania Nieruchomościami oraz Wydziału Zarządzania i Inżynierii Produkcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Dorota Cacek odchodzi z zarządu Sfinks Polska

Rada Nadzorcza Sfinks Polska dokonała zmian w zarządzie spółki. Na jego czele pozostał dotychczasowy prezes, Sylwester Cacek, który będzie współpracował w zarządzie z Jackiem Kusiem, Amirem El Malla oraz Mateuszem Cackiem. Z zarządu odeszła Dorota Cacek, sprawująca funkcję wiceprezesa od 2011 roku. Pozostanie ona  w strukturach grupy jako członek zarządu spółek zależnych.

– Mamy za sobą niezwykle trudny okres w gastronomii związany z pandemią. Mimo iż nasze restauracje przez wiele miesięcy były zamknięte dla gości, pracy w centrali i wyzwań mieliśmy więcej niż zazwyczaj, gdyż stoczyliśmy prawdziwy bój o przetrwanie spółki i sieci. Dziękuję Dorocie, która dzieliła ze mną odpowiedzialność i obowiązki w zarządzie w tym kluczowym dla spółki okresie. Działania, które zrealizowaliśmy, sprawiły, że teraz  możemy z optymizmem spoglądać w przyszłość i planować  rozwój  między innymi dzięki szansom, jakie stworzyła pandemia. Chcemy jak najszybciej ruszyć do przodu, dlatego dziękuję Radzie Nadzorczej za wzmocnienie zarządu o osoby, które są związane ze spółką od wielu lat i będą mogły z nową motywacją podjąć czekające na nas wyzwania – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

– Chciałabym podziękować wszystkim pracownikom i partnerom biznesowym za wieloletnią współpracę, a zwłaszcza za zrozumienie dla szczególnych potrzeb, ale i ograniczeń Sfinksa, które wynikały z pandemii. Jestem przekonana, że ten wspólny wysiłek zaprocentuje w przyszłości dla wszystkich stron. Po niezwykle wyczerpującym okresie chętnie ustępuję miejsca w zarządzie osobom, które już wielokrotnie potwierdziły swoje zaangażowanie i kompetencje w pracy operacyjnej. Życzę nowemu zarządowi wielu sukcesów w odradzającej się po pandemii działalności, skutecznego pomnożenia kapitału organizacyjnego grupy oraz wykorzystania szans, jakie niesie nowa rzeczywistość. –  komentuje Dorota Cacek, dotychczasowa wiceprezes zarządu Sfinks Polska SA.

Sylwester Cacek – wieloletni prezes zarządu Sfinks Polska. Zanim zaangażował się zarządczo i kapitałowo w Sfinksie, przez wiele lat współtworzył i zarządzał w randze prezesa grupą kapitałową Dominet, w ramach której poprzez franczyzę rozwijany był ogólnopolski Dominet Bank. W 2007 r. Dominet SA, a wraz z nim Dominet Bank, zostały z sukcesem sprzedane międzynarodowej grupie Fortis. W swojej karierze Sylwester Cacek zasiadał także w radach nadzorczych spółek, oprócz Sfinks Polska także: Dominet Bank SA i Impel SA. Był udziałowcem klubu piłkarskiego RTS Widzew Łódź SA. Działa także jako inwestor kapitałowy – poza Sfinksem posiada znaczący pakiet akcji w kanadyjskiej firmie biotechnologicznej Helix BioPharma. Sylwester Cacek jest absolwentem Polskiej Międzynarodowej Szkoły Zarządzania. Studiował także na Wydziale Mechaniczno-Technologicznym Politechniki Warszawskiej oraz w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.

Jacek Kuś – wiceprezes zarządu Sfinks Polska – ze spółką związany od 2009 roku, początkowo jako kierownik finansowy, a następnie dyrektor działu finansowego. W latach 2015-2019 sprawował funkcję wiceprezesa zarządu Sfinks Polska SA. W kolejnych latach zajmował się rozwojem projektów biznesowych w ramach grupy związanymi z rozwojem sprzedaży w dodatkowych kanałach (m.in. delivery oraz  dania gotowe). Posiada bogate doświadczenie w zarzadzaniu finansami. W latach 2008-2009 zatrudniony był w spółce Dominet na stanowisku kierownika finansowego. Wcześniej od 2007 do 2008 roku pełnił funkcję kierownika działu finansów w grupie Eiffage – Teodoro Gomes Alho SA oddział w Polsce. W latach 1998-2007 związany był z Thomson Multimedia Polska jako kontroler, a następnie kierownik finansowy. Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej. Ukończył również Podyplomowe Studium Administracji na Uniwersytecie Warszawskim oraz posiada międzynarodowy certyfikat rachunkowości biznesowej CIMA.

Amir El Malla – wiceprezes zarządu – ze Sfinks Polska związany od 2009 roku. Początkowo pełnił obowiązku dyrektora regionalnego, a następnie od 2012 sprawował funkcje dyrektorskie związane z zarządzaniem i rozwojem sieci. Zanim dołączył do Sfinks Polska przez kilka lat działał jako przedsiębiorca, prowadząc własny lokal gastronomiczny oraz sklep internetowy. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Warszawie.

Mateusz Cacek – wiceprezes zarządu – ze spółką jest związany od 2013. W tym okresie przez wiele lat zajmował się rozwojem sieci, w tym franczyzy, piastując stanowiska kierownicze Od 2020 pełni w spółce funkcję dyrektora marketingu. W latach 2008-2012 był wiceprezesem klubu piłkarskiego RTS Widzew Łódź, zaś w latach 2007-2008 zasiadał w radzie nadzorczej spółki Sportlive24, działającej w branży wydawniczo-mediowej. Ukończył stosunki międzynarodowe w Collegium Civitas w Warszawie.

Ericsson Mobility Report: Liczba abonentów 5G przekroczy pół miliarda do końca roku 2021

  • 5G jest na dobrej drodze, by stać się najszybciej przyjętą generacją technologii mobilnej w historii – liczba abonentów rośnie w tempie około miliona dziennie
  • Rynki Chin, Ameryki Północnej i krajów należących do Rady Współpracy Zatoki Perskiej zajmują czołowe miejsca pod względem liczby abonentów, natomiast w Europie początki były wolniejsze
  • Liczba abonentów korzystających z urządzenia kompatybilnego z 5G wzrosła o 70 mln w pierwszym kwartale 2021 roku i prognozuje się, że do końca 2021 roku osiągnie 580 milionów.

Firma Ericsson (NASDAQ: ERIC) przewiduje, że liczba mobilnych abonentów 5G przekroczy 580 milionów do końca 2021 roku, a codziennie będzie ich przybywać około 1 mln.

Według prognozy zamieszczonej w 20. wydaniu Ericsson Mobility Report możemy spodziewać się, że 5G stanie się najszybciej przyjętą technologii w historii – zgodnie z prognozami do końca roku 2026 osiągnie liczbę 3,5 mld abonentów i zasięg obejmujący 60% populacji.

Jednakże tempo przyjmowania technologii znacznie się różni w poszczególnych regionach. W Europie sytuacja w zakresie wdrożenia 5G rozwija się wolniej. Europa pozostaje z tyłu za Chinami, USA, Koreą, Japonią i rynkami krajów należących do Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC).

Zgodnie z przewidywaniami, liczba abonentów 5G przekroczy próg jednego miliarda dwa lata szybciej niż miało to miejsce w przypadku 4G – LTE. Kluczowe czynniki obejmują wczesne zaangażowanie Chin we wdrożenie 5G oraz wcześniejszą dostępność i coraz większą przystępność komercyjnych urządzeń 5G. Ponad 300 modeli smartfonów z 5G zostało już zapowiedzianych lub wprowadzonych na rynek.

Ta tendencja komercyjna powinna utrzymywać się w nadchodzących latach, wspierana przez zwiększoną rolę łączności jako kluczowego elementu odbudowy gospodarki po pandemii COVID-19.

Zgodnie z oczekiwaniami, Azja Północno-Wschodnia będzie odpowiadać za największy udział abonamentów 5G do roku 2026 – około 1,4 miliarda. Natomiast rynki Ameryki Północnej i GCC będą posiadać największą penetrację 5G – w obszarach tych abonenci korzystający z mobilnych technologii 5G będą stanowić odpowiednio 84% i 73% wszystkich abonentów usług mobilnych w danym regionie.

Fredrik Jejdling, Executive Vice President and Head of Networks, zauważa: „Informacje zawarte w 20. wydaniu Ericsson Mobility Report wskazują, że znajdujemy się w kolejnej fazie wprowadzania 5G, w której dochodzi do przyspieszania wdrożenia i rozszerzania zasięgu na pionierskich rynkach takich jak Chiny, USA i Korea Południowa. Teraz nadszedł czas na zaawansowaną realizację i spełnienie obietnic związanych z 5G.  Biznes i społeczeństwo przygotowują się do funkcjonowania w świecie po pandemii, w którym cyfryzacja oparta na 5G będzie odgrywać kluczową rolę”.

Smartfony i usługi wideo wpływają na mobilny transfer danych

Transfer danych rośnie z roku na rok. Globalny mobilny transfer danych – z wyłączeniem tego generowanego przez stały dostęp bezprzewodowy (FWA) – na koniec 2020 roku przekroczył 49 EB miesięcznie i zgodnie z przewidywaniami do 2026 roku wzrośnie około 5-krotnie i osiągnie 237 EB miesięcznie. Smartfony, które obsługują około 95% tego ruchu, zużywają również więcej danych niż kiedykolwiek. Z globalnego punktu widzenia, średni poziom wykorzystania na smartfon przekracza obecnie 10 GB/miesiąc i zgodnie z prognozami do końca 2026 roku osiągnie poziom 35 GB/miesiąc.

Podmioty świadczące usługi komunikacyjne 5G w czołówce wdrażania stałego dostępu bezprzewodowego

Pandemia COVID-19 przyspiesza proces cyfryzacji, a także zwiększa znaczenie i zapotrzebowanie na niezawodną, mobilną łączność szerokopasmową o dużej prędkości. Zgodnie z najnowszym raportem, niemal dziewięciu z dziesięciu dostawców usług komunikacyjnych, którzy wdrożyli 5G, oferuje również stały dostęp bezprzewodowy (FWA) (4G i/lub 5G), nawet na rynkach o dużej penetracji sieci światłowodowej. Jest to konieczne, aby obsłużyć rosnący transfer FWA, który zgodnie z raportem do 2026 roku wzrośnie siedmiokrotnie i osiągnie 64 EB.

Rozwój massive IoT

Technologie massive IoT, takie jak NB-IoT i Cat-M zgodnie z prognozami wzrosną w 2021 r. o prawie 80%, osiągając poziom prawie 330 mln łączy. W 2026 roku technologie te powinny zgodnie z prognozami stanowić 46% wszystkich komórkowych połączeń IoT.

Więcej informacji: Rada Współpracy Zatoki Perskiej

Raport zawiera dane statystyczne dotyczące rynków Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), gdzie sponsorowane przez rząd inicjatywy cyfrowe przyspieszają zarówno innowacje technologiczne, jak i oczekiwany proces przyjęcia 5G. W 2019 roku rynki GCC należały do pierwszych na świecie, na których uruchomiono komercyjne usługi 5G. Prognozy przewidują, że do 2026 roku będą na nich 62 miliony abonentów 5G, co oznacza drugą co do wielkości penetrację rynku 5G na świecie.

Polski Ład impulsem do rozwoju inwestycji publicznych i mieszkaniowych w kraju

Wielomiliardowe inwestycje publiczne i przewidziane w Polskim Ładzie wsparcie państwa przy zakupie mieszkań to zapowiedź przyspieszonego rozwoju budownictwa.

Zgodnie z założeniami programu Polski Ład, który niedawno zaprezentował rząd, po pandemii będą wdrażane projekty, które przyniosą znaczące zmiany społeczno-gospodarcze. Szeroko zakrojone plany obejmują między innymi różnego rodzaju inwestycje publiczne oraz rządową pomoc przy zakupie mieszkań, co przyczyni się do zwiększenia aktywności w sektorze budownictwa w całej Polsce. Szczególnie, że fundusze przeznaczone na realizację założeń programowych nie są małe.

Z finansowania szacowanego na kwotę około 650 mld zł pochodzącego z funduszu Banku Gospodarstwa Krajowego oraz kapitału w wysokości 770 mld zł otrzymanego w ramach unijnej Polityki Spójności i Funduszu Odbudowy mają korzystać między innymi jednostki samorządów terytorialnych, których zadaniem będzie realizacja inwestycji publicznych. Samorządy mają prowadzić projekty lokalne na przestrzeni najbliższych 5-7 lat.

Środki posłużyć mają do prowadzenia modernizacji placówek medycznych, budowy żłobków, przedszkoli, remontów szkół oraz rozwoju lokalnej infrastruktury społecznej, w tym  świetlic, domów seniora, centrów integracji i domów pomocy. Fundusze mają zostać również przeznaczone na modernizację boisk, centrów sportowych, budowę sal gimnastycznych, basenów oraz rewitalizację obiektów infrastruktury kulturalnej i turystycznej.

Ponadto, subwencje rozwojowe dla samorządów mają pójść na rozbudowę oraz remont sieci dróg i autostrad, inwestycje w drogi kolejowe, budowę mostów i obwodnic, rozbudowę kolei aglomeracyjnej, a także inwestycje w porty i centra logistyczne. Program przewiduje też rozbudowę sieci wodno-kanalizacyjnej, budowę lokalnych oczyszczalni, wymianę źródeł ciepła, rozbudowę sieci energetycznej oraz inwestycje w farmy wiatrowe i nowe ciepłownie.

Zmiany prawne dla rozwoju infrastruktury i budownictwa

Zarówno inwestycje publiczne, jak i projekty mieszkaniowe, z których część ma być realizowana we współpracy z samorządami będą obowiązywały nowe przepisy, które także wprowadzi Polski Ład, by zapobiec rozprzestrzenianiu się zabudowy. Rząd zapowiedział nowy, dwustopniowy system planowania przestrzennego, którego podstawą ma być plan ogólny, wyznaczający ramowe założenia zagospodarowania przestrzeni. Konkretne przeznaczenie terenów ma być natomiast wskazywane na podstawie planu zabudowy, zintegrowanego projektu inwestycyjnego lub decyzji lokalizacyjnej.

Dzięki zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym każda gmina w Polsce od 2025 roku – zgodnie z założeniami – ma dysponować planem ogólnym, powiązanym ze strategią rozwoju. Plan ma określać ramy lokalizacyjne dla nowej zabudowy, uwzględniając istniejące potrzeby rozwojowe gminy. Szczegółowe rozstrzygnięcia zapadać będą na poziomie planu zabudowy, a także zintegrowanych projektów inwestycyjnych, w ramach których możliwe będzie zawarcie partnerstwa publiczno-prywatnego w zakresie podziału obowiązków inwestycyjnych między gminą i inwestorem.

Opracowane zostaną standardy urbanistyczne jako mechanizm ograniczający wydawanie decyzji lokalizacyjnych dla terenów niedostosowanych do potrzeb przyszłych mieszkańców. Nowe inwestycje na podstawie indywidualnych decyzji administracyjnych mają być realizowane wyłącznie w ramach uzupełniania istniejącej zabudowy, z dostępem do drogi na terenach w pełni wyposażonych w niezbędne media i spełniających ustawowe wymagania dostępności do obiektów infrastruktury społecznej.

Gwarancje wkładu własnego

Rozwiązania zawarte w Polskim Ładzie skierowane są również do osób planujących zakup mieszkań. Rząd oferuje gwarancję wkładu własnego do kredytu do wysokości 40 proc. wartości nieruchomości, maksymalnie do 100 tys. zł. Beneficjentami programu Mieszkanie bez wkładu własnego mają być osoby posiadające zdolność kredytową, które jednak nie dysponują oszczędnościami na pokrycie wymaganego przez banki wkładu. Gwarancja, której udzielać ma Bank Gospodarstwa Krajowego dotyczyła będzie transakcji zakupu zawieranych, zarówno na rynku deweloperskim, jak i wtórnym oraz kredytów na budowę domu jednorodzinnego. Jednocześnie mają zostać wyznaczone maksymalne stawki za metr kwadratowy dla nieruchomości, które będą kwalifikować się do programu. Program Mieszkanie bez wkładu ma ułatwić nabycie pierwszej nieruchomości osobom pomiędzy 20. a 40. rokiem życia.

Propozycje rządu kryją też obietnicę szerszej pomocy niż tylko udzielania gwarancji. Skorzystać będą mogli z niej kredytobiorcy, którzy zdecydują się na potomstwo. Wtedy państwo spłaci część ich zobowiązań. Jeżeli w czasie spłaty gwarancji wkładu własnego urodzi się im drugie dziecko umorzone zostanie 20 tys. zł. Prezentem z okazji urodzin trzeciego dziecka ma być spłata 60 tys. zł, a każde kolejne, do piątego będzie oznaczało zmniejszenie zobowiązań wobec banku o 20 tys. zł ze 100 tys. zł gwarancji.

Propozycje Ministerstwa Rozwoju będą stanowiły z pewnością skuteczny czynnik skłaniający do zakupu mieszkań sporą grupę młodych osób, które musiałyby przez dłuższy czas gromadzić środki na pokrycie co najmniej 10 proc. wkładu własnego do kredytu. To zaś przyczyni się do wzrostu i tak wysokiego popytu na rynku mieszkaniowym, który notowany jest obecnie pomimo pandemii, co z kolei może zaowocować przyspieszonym wzrostem cen.

Bon mieszkaniowy: społeczny i rodzinny

Poza gwarancją wkładu własnego rząd zaproponował także bony mieszkaniowe, które mają działać od 2023 roku i premiować przede wszystkim duże rodziny. Polski Ład daje możliwość udzielenia w tej formie dofinansowania do kwoty 160 tys. zł w przypadku osób korzystających z mieszkalnictwa społecznego oraz rodzinom wielodzietnym. Bony mieszkaniowe udzielane mają być niezależnie od dochodów i wieku beneficjentów.

Będą mogły być przeznaczane na wpłatę tzw. partycypacji w Towarzystwie Budownictwa Społecznego, Społecznej Inicjatywie Mieszkaniowej bądź wpłatę wkładu mieszkaniowego w spółdzielni mieszkaniowej, od których nabywane/wynajmowane będzie mieszkanie. Ze społecznego bonu mieszkaniowego będą mogły skorzystać osoby, które nie posiadają własnego mieszkania o dochodach, które uniemożliwiają im uzyskanie kredytu. W ten sposób rząd oferuje pomóc osobom gorzej sytuowanym. Wsparcie w tej formie otrzymać mogą single w wysokości 5 tys. zł, małżeństwa bezdzietne – 10 tys. zł, małżeństwa z jednym dzieckiem – 25 tys. zł, a z dwojgiem – 40 tys. zł.

W tym przypadku zachodzi obawa, że program nie będzie miał dużego zasięgu ze względu na niską produkcję mieszkań społecznych, która w 2020 roku przyniosła w całej Polsce tylko nieco pod 4 tys. lokali.

Rodzinny bon mieszkaniowy przeznaczony jest natomiast dla gospodarstw domowych z co najmniej trójką dzieci lub osób z niepełnosprawnością. Rodzina, która nie posiada własnej nieruchomości lub jej powierzchnia nie przekracza 65 mkw. dostać ma bon o wartości 100 tys. zł. W przypadku, jeśli jej członkowie posiadali lokal o większym metrażu dofinansowanie wyniesie 55 tys. zł. Dopłaty mają być podwyższane o 15 tys. zł za każde nowonarodzone dziecko. Program ma przynieść największe korzyści rodzinom wielodzietnym, które nie mają dobrych warunków mieszkaniowych, a dzięki niemu będą sobie mogły pozwolić na ich poprawę. Wysokość dopłat ma być uzależniana wyłącznie od liczby dzieci i posiadanych nieruchomości. Na ich wysokość nie będzie mała wpływu lokalizacja kupowanego mieszkania.

Wyższy popyt, wyższe ceny mieszkań

– Program pomocowy, zapowiedziany przez rząd stanowi impuls dla rozwoju budownictwa w naszym kraju. Nabywcy mieszkań dostaną potężny zastrzyk środków, co najprawdopodobniej spowoduje także intensyfikację aktywności deweloperów w sektorze mieszkaniowym. W sytuacji, kiedy wsparcie dotyczy, zarówno rynku deweloperskiego, jak i wtórnego ryzyko wzrostu cen jest nieuniknione. Skokowo rosnący popyt przełożyć się może na jeszcze szybsze niż obecnie podwyżki cen na rynku – uważa Katarzyna Tencza, Associate Director Investment & Hospitality w Walter Herz. – Presję cenową mogłoby ograniczyć zwiększenie podaży nowych mieszkań, tym bardziej że oferta rynkowa stale maleje. Kluczowe w kwestii zmniejszenia deficytu mieszkań byłoby zapowiadane odblokowanie gminnych gruntów inwestycyjnych na terenie największych miast. Myślę że, poza wsparciem nabywców mieszkań, niezbędne dla zachowania równowagi rynkowej jest też wprowadzenie mechanizmów wspierających ich produkcję – dodaje Katarzyna Tencza.

Duże zapotrzebowanie na mieszkania potęgują niskie stopy procentowe, które z jednej strony wpływają na obniżenie kosztu kredytów hipotecznych, a z drugiej sprawiają, że lokaty bankowe stały się całkowicie nieopłacalne i wycofywany z nich kapitał inwestorzy lokują m.in. w nieruchomości. Deweloperzy starają się wykorzystać obecny boom rynkowy wprowadzając do sprzedaży nowe projekty. O intensyfikacji działalności firm w ostatnim czasie świadczyć może choćby liczba wniosków o pozwolenia na budowę nieruchomości mieszkaniowych wpływających w Warszawie. Po spadku w drugim kwartale 2020 roku ilość składanych wniosków wróciła do poziomu sprzed pandemii. W statystykach wyróżnia się grudzień 2020 roku, kiedy liczba wniosków wzrosła niemal czterokrotnie, co było prawdopodobnie związane ze zmianą przepisów dotyczących zużycia energii w nowych budynkach.

Dla zwiększenia podaży mieszkań pomocne byłoby, zdaniem deweloperów, przede wszystkim uproszczenie i skrócenie procedur administracyjnych, z jakimi muszą się borykać, a także uwolnienie gruntów inwestycyjnych poprzez odrolnienie ziemi pod budownictwo mieszkaniowe w granicach administracyjnych miast.  

Dlatego firmy deweloperskie z uwagą przyglądają się możliwościom, jakie niesie program Lokal za grunt, który daje możliwość nawiązania współpracy samorządów z inwestorami. Zakłada, że firma może pozyskać od samorządu grunt pod inwestycję w zamian za prawa do części lokali, które gmina może przeznaczyć na potrzeby rodzin, których nie stać na zakup lub wynajem mieszkania po cenach rynkowych, a w przypadku lokali użytkowych uruchomić potrzebne usługi.

W Polskim Ładzie przewidziana została też możliwość budowy niewielkich budynków jednorodzinnych o powierzchni do 70 mkw., a z poddaszem do 90 mkw. jedynie na podstawie dokonania zgłoszenia, bez pozwolenia na budowę i prowadzenia książki budowy. Uproszczenie formalności mają skrócić proces budowy i ograniczyć jej koszty, które według szacunków rządu mogą się zamknąć w kwocie 100 tys. zł.

Nowy Polski Ład pomoże oszczędzać na mieszkanie?

Wielu rodaków dzięki programowi Nowy Polski Ład ma otrzymywać nieco więcej pieniędzy „do ręki”. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak to może zmienić perspektywy oszczędzania na mieszkanie.

W kontekście mieszkaniowych aspektów programu Nowy Polski Ład, mówi się najczęściej o dwóch rodzajach bonów mieszkaniowych (rodzinnych i społecznych), a także o państwowych gwarancjach wkładu własnego dla kredytobiorców. Warto wiedzieć, że zapowiadane zmiany podatkowe również mogą mieć pewien wpływ na rodzimą „mieszkaniówkę”. Chodzi o to, że gorzej zarabiający pracownicy otrzymają „na rękę” nieco więcej pieniędzy, co może im pomóc w gromadzeniu oszczędności. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy taki efekt w praktyce będzie znaczący.

Warto uwzględnić sytuację osoby z niewysoką pensją …

W Internecie dość łatwo można znaleźć informacje o tym, jak zapowiadane zmiany podatkowe wpłyną na finanse Polaków otrzymujących różne wynagrodzenie. Warto wziąć pod uwagę osobę posiadającą pensję nieco mniejszą od szacunkowej mediany, bo korzyści podatkowe dla takiego pracownika będą relatywnie duże. Weźmy za przykład osobę otrzymującą wynagrodzenie na poziomie 4000 zł brutto. Dane GUS z października 2018 roku wskazują, że wówczas medianowe wynagrodzenie w przedsiębiorstwach posiadających min. 10 pracowników wynosiło 4095 zł brutto. Podany wynik prawdopodobnie wzrósł w 2019 roku, ale trzeba też brać pod uwagę fakt, że nie uwzględnia on pracowników mikrofirm.

Informacje zaprezentowane przez rząd wskazują, że pracownik etatowy z wynagrodzeniem 4000 zł brutto na zmianach podatkowych zyska 114 zł miesięcznie (wzrost wynagrodzenia netto z 2908 zł do 3022 zł). Warto sprawdzić, ile w każdym z dwóch wariantów może zaoszczędzić taki pracownik odkładający co miesiąc równą kwotę na konto oszczędnościowe z oprocentowaniem wyższym średnio o 0,50 punktu procentowego od inflacji. Warianty analizy wyglądają następująco:

  • Wariant 1: przykładowy pracownik co miesiąc oszczędza 200 zł
  • Wariant 2: przykładowy pracownik co miesiąc oszczędza 314 zł (200 zł + 114 zł jako całą korzyść ze zmiany podatkowej)

Warto dodać, że w ujęciu nominalnym kwota oszczędzana przez pracownika będzie wzrastała o wartość procentową równą inflacji (podobnie jak cała pensja). Realna wartość takiej comiesięcznej sumy oszczędności pozostanie jednak stała.

Zmiany podatkowe mogą przyspieszyć zebranie wkładu

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak przy uwzględnieniu przyjętych założeń wyższy poziom miesięcznych oszczędności wpłynie na możliwość zakupu mieszkania. Analiza wskazuje, że dodatkowa kwota oszczędności na poziomie 114 zł miesięcznie będzie miała większe znaczenie dopiero po 5 latach. Przykładowy pracownik zaoszczędzi w tym okresie 19 035 zł zamiast 12 124 zł (wyniki wedle obecnego poziomu cen w gospodarce). Takie kwoty nie wydają się imponujące. Jeśli założymy, że cena przeciętnej polskiej kawalerki (30 mkw.) na poziomie 5500 zł/mkw. będzie wzrastać co roku o jeden punkt procentowy ponad inflację, to okaże się, że po 5 latach przykładowy pracownik zbierze 7% (wariant 1) lub 11% (wariant 2) wartości wspomnianego mieszkania.

W ramach porównania, warto uwzględnić sytuację małżonków zarabiających obecnie po 4000 zł brutto, którzy oszczędzają miesięcznie 300 zł (wariant 3) lub 300 zł + 2 x 114 zł (wariant 4). Analiza zachowująca wszystkie pozostałe założenia wskazuje, że taka para po 5 latach zbierze wkład wystarczający na 6% lub 11% ceny typowego mieszkania o powierzchni 50 mkw. Podobnie jak w poprzednim przypadku, poprawa jest widoczna, ale obydwa wyniki nie wydają się zbyt dobre.Tabela – Wpływ spodziewanych zmian podatkowych na oszczędzanie

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Uber wybierany przez 4,5 mln pasażerów w Polsce

Gdy mówimy przejazd, myślimy Uber. Potwierdzają to wyniki najnowszego raportu firmy IPSOS* przeprowadzonego na zlecenie firmy – ponad 60 proc. mieszkańców miast, w których działa Uber przynajmniej raz korzystało z aplikacji. Cenimy też jakość usług, wystawiając kierowcom wysokie noty. Co jeszcze sprawia, że Uber jest tak popularny nad Wisłą?

Od czasu debiutu Ubera w Polsce w 2014 roku, firma przeszła prawdziwą rewolucję. Uber stał się synonimem przejazdu, a do portfolio aplikacji dołączyły także takie usługi jak Uber Green, Black, Comfort, czy hulajnogi – a to wszystko w zaledwie kilka kliknięć. W ciągu ostatnich dwóch lat Uber stawił również czoła ogromnemu wyzwaniu w postaci dostosowania biznesu do zmian w prawie. W związku z nowymi wymogami Uber stał się licencjonowanym pośrednikiem, a wszyscy partnerzy, z którymi współpracuje firma muszą posiadać licencje taxi.

Uber dosłownie i w przenośni

Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie firmy są jednoznaczne – przy planowaniu przejazdu taksówką w pierwszej kolejności myślimy o Uberze. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 69 proc. respondentów. Oznacza to, że Uber na dobre wpisał się w miejski krajobraz, a użytkownicy kojarzą aplikację z szybkim i sprawnym dotarciem do celu. Nie dziwi więc, że 60 proc. mieszkańców miast, w których działa Uber przynajmniej raz korzystało z aplikacji. W ciągu ostatnich 5 lat z usług platformy skorzystało prawie 4,5 mln pasażerów.

Kto siedzi za kółkiem

Według danych firmy, statystyczny kierowca korzystający z aplikacji ma za sobą średnio ponad 2500 przejazdów. W 80 proc. przypadków kierowca przyjeżdża w miejsce odbioru w ciągu niecałych 5 minut. Każdy kierowca, który chce współpracować z aplikacją musi przedstawić komplet dokumentów takich jak prawo jazdy, ubezpieczenie pojazdu czy zaświadczenie o niekaralności. Od października 2020 roku wszyscy partnerzy Ubera w Polsce muszą mieć także licencje taxi.

5 gwiazdek i komplementy

Użytkownicy doceniają jakość usług oferowanych przez kierowców  – aż 96 proc. podróży uzyskuje ocenę 5.0. Co ciekawe, pasażerowie, którzy najbardziej cenią kierowców, podróżują po Warszawie. “Doskonała obsługa” to najczęstszy komplement, którym dzielili się po zakończonym przejeździe.

Pasażerowie korzystający z platform do zamawiania przejazdów szczególnie cenią dwie rzeczy: bezpieczeństwo oraz komfort. Już dawno przywykliśmy do cen znanych z góry, płatności za pomocą aplikacji, udostępniania trasy przejazdu bliskim, czy wsparcia w nieprzewidzianych sytuacjach. Niemniej jednak firma stale rozwija usługi mające na celu zwiększenie komfortu przejazdów. Przykładowo, zamawiając przejazd Uber Comfort pasażerowie mogą oczekiwać kierowców z największym doświadczeniem, aut o wyższym standardzie oraz dodatkowych opcji pozwalających m.in. na ustawienie preferencji dotyczących temperatury w aucie (szczególnie istotnej latem), oraz chęci rozmowy z kierowcą.

Nie bez powodu Uber kojarzy się z rewolucją na rynku przewozu osób. Od momentu wejścia firmy na rynek, zamówienie taksówki stało się nie tylko łatwiejsze, ale także bardziej przystępne cenowo. Do tego stopnia, że dziś ponad 60 proc. pasażerów taxi wybiera przejazd z wykorzystaniem dowolnej aplikacji.

*Ipsos jest trzecią co do wielkości firmą badawczą na świecie. Dane pochodzą z badania IPSOS przeprowadzonego na zlecenie firmy Uber, w dniach 8-25 stycznia 2021 roku, za pośrednictwem panelu online na grupie respondentów w wieku 18-65 lat w Polsce (miasta objęte badaniem Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław, Łódź, Trójmiasto, Lublin, Szczecin, Aglomeracja Śląska).

Post-pandemiczny obraz biznesu: Ciągłość funkcjonowania numerem 1

Zdolność przedsiębiorstw i instytucji do szybkiego odtworzenia środowiska pracy w wyniku awarii lub cyberataku jest dziś wystawiana na bardzo trudną próbę. Bardzo wiele biznes „zawdzięcza” tutaj pandemii i powszechnemu przejściu na pracę zdalną. Jak informuje ostatnia analiza Neustar International Security Council (NISC) ponad połowa (54%) firm zarówno w regionie EMEA, jak i za oceanem, wciąż doświadcza problemów z przestojami spowodowanymi niedostępnością systemów IT.

Nic zatem dziwnego, że na pierwszym miejscu obszarów inwestycyjnych przedsiębiorstw znalazły się zarówno rozwiązania technologiczne jak i strategie planowania oraz know-how z zakresu utrzymania ciągłości działania i zapewnienia środowiskom IT odporności na nieoczekiwane zajścia i awarie. O tym dowodzi analiza ESG – 2021 Technology Trends To Watch, z której wynika, że najwięcej – 53% respondentów – planuje przeznaczyć największą część swojego budżetu IT na „nienaruszalną” infrastrukturę.

Długotrwałe zmagania

Analitykom firmy Neustar udało się dowieść, że ponad 60% firm doświadczało znaczących lub umiarkowanie kłopotliwych przestojów w funkcjonowaniu w ciągu pierwszych sześciu miesięcy pandemii. Główna przyczyna? Organizacyjny chaos i potrzeba szybkiego dostosowania firmowych zasobów do pracy zdalnej. A następnie – m.in. niewłaściwe przyznawanie uprawnień, niedostatecznie zabezpieczone połączenia w ramach VPN czy wreszcie brak rozwiązań odtwarzających ostatnią, stabilną wersję cyfrowego środowiska firmy. Można by zatem przypuszczać, iż po opanowaniu tej wymagającej sytuacji i próbach zapewnienia sobie odpowiednich narzędzi problem znacznie zmalał lub niemal zniknął w ciągu kolejnego półrocza. Nic bardziej mylnego.

Po weryfikacji zdarzeń z następnych 6 miesięcy od wybuchu pandemii okazuje się, że liczba firm zmagających się z przestojami zmalała w tym czasie o zaledwie 7%. – Choć skutki globalnej pandemii stają się coraz mniej odczuwalne dla firm i organizacji i mija już niemal 1,5 roku od jej początków, spotęgowane przez nią problemy z utrzymaniem ciągłości działania systemów IT nie słabną. Dzieje się tak w głównej mierze dlatego, że o ile większość organizacji zapewnia, że posiada plany odzyskiwania zasobów po awarii oraz rzekomo odpowiednie narzędzia temu służące, praktyka często weryfikuje ich realną przydatność. Odpowiedzialna strategia Disaster Recovery wymaga zwykle większego zaangażowania na poziomie technologicznym jak i organizacyjnym – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

„Kopie bardzo zapasowe”

Niezależnie od stosowanych zabezpieczeń z zakresu cyberbezpieczeństwa czy rozwiązań uodparniających infrastrukturę IT na problemy natury losowej (jak choćby przestoje w dostawie energii elektrycznej czy łączności internetowej) poprzez zwielokrotnienie zasobów, skuteczną metodą utrzymania ciągłości wydaje się posiadanie tzw. kopii zapasowej cyfrowego środowiska firmy. Popularny backup ma za zadanie odtworzyć ostatnie działające wersje systemów i aplikacji oraz wszystkie zgromadzone dane. Problem w tym, że bardzo często „kopie kopiom nierówne” i utrzymywane są one jedynie jako nieodzowny fragment planu Disaster Recovery, który wcale nie musi zadziałać w przypadku zajścia takiej potrzeby.

Najnowsza odsłona badania Veeam – Data Protection Report 2021 dowiodła, że niemal 60% firmowych kopii zapasowych zwyczajnie nie działa i nie jest w stanie nie tylko w krótkim czasie, ale w ogóle przywrócić działania systemów sprzed awarii czy cyberataku.
W przypadku rozwiązań backupowych posiadanych wewnątrz organizacji, a więc on-premise, problematyczna jest zwykle konieczność jego ręcznego konfigurowania, aktualizowania i wykonywania kopii zapasowych przez administratorów. – W praktyce, gdy środowisko IT działa jak należy, z bieżącą obsługą backupu bywa różnie. Dopiero w momencie wystąpienia nagłej awarii okazuje się zwykle, że ostatnia kopia zasobów wykonana została np. kilka miesięcy temu lub jest aktualna, ale zawiera jedynie jedną czwartą wszystkich danych. Stąd, obserwowany już dzisiaj zwrot coraz większej liczby firm w stronę usług backupu w chmurze, gdzie w pełni automatycznie jest on w stanie wykonywać kopie zasobów przedsiębiorstwa nawet co godzinę. Co więcej, znaczna część odpowiedzialności za ciągłość funkcjonowania biznesu przechodzi tutaj na dostawcę usługi, który poza narzędziem może także dostarczać wsparcie w zakresie planowania i zarządzania kryzysowego – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Jak informuje raport Veeam, w minionym roku 29% firmowych kopii zapasowych było ulokowanych w chmurze obliczeniowej, zaś już w 2023 roku backup w tym modelu będzie odpowiadał za ponad połowę ogółu

Za każdą chmurą „stoi” centrum danych

Warto pamiętać, iż sam fakt posiadania kopii zapasowej w chmurze jest bardzo istotny, ale nie gwarantuje jeszcze jej niezawodności. W tym przypadku, odtworzenie nominalnego środowiska pracy po awarii czy incydencie cyberbezpieczeństwa następuje w centrum danych dostawcy rozwiązania, które jest przecież fizycznym obiektem, także narażonym na wpływ warunków atmosferycznych czy działalność internetowych przestępców. – W wyborze partnera technologicznego ciągłości funkcjonowania biznesu trzeba zatem wziąć pod uwagę, jak zabezpieczone są jego centra danych. Mowa tutaj zwłaszcza o poziomie posiadanej certyfikacji ANSI/TIA lub Uptime Institute, ale także geograficznej lokalizacji kampusów. Dla wielu klientów znaczenie ma nie tylko pełna odporność na wspomniane czynniki, ale także gwarancja, że ich dane będą gromadzone i przetwarzane wyłącznie na terenie Unii Europejskiej. Ze względu na bardzo restrykcyjne prawo ochrony cyfrowych informacji – uzupełnia Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Uproszczone Postępowanie Restrukturyzacyjne (UPR) to już 84% wszystkich spraw

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne (UPR) to szybka i maksymalnie odformalizowana ścieżka restrukturyzacji, która cieszy się wśród przedsiębiorców stale rosnącym powodzeniem. Ponadto przynosi ono satysfakcjonujący odsetek zawieranych w jego toku układów. UPR okazało się niewątpliwie czarnym koniem restrukturyzacji ostatnich kilkunastu miesięcy. Na koniec czwartego kwartału ubiegłego roku UPR stanowiło 52% wszystkich postępowań restrukturyzacyjnych (266 podmiotów otworzyło UPR), a na koniec pierwszego kwartału bieżącego roku było to już blisko 84% wszystkich otwartych restrukturyzacji (354 otwarte UPR przy ogólnej liczbie restrukturyzacji wynoszącej 422).

W dniu 9 czerwca Prezydent podpisał nowelizację przedłużającą termin inicjowania uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego dla przedsiębiorców do 30 listopada tego roku. Ustawodawca podjął też decyzję o przeniesieniu tych czasowo obowiązujących rozwiązań do ustawy Prawo restrukturyzacyjne i po modyfikacji niektórych rozwiązań UPR przedstawiono nowy model postępowania o zatwierdzenie układu (PZU), który ma wejść w życie od 1 grudnia 2021 r. (wzmiankowana nowelizacja podpisana właśnie przez Prezydenta).

Postępowanie uproszczone zrewolucjonizowało model restrukturyzacji naprawczej w Polsce. Przedsiębiorcy zorientowali się, że do zawarcia układu nie trzeba wcale angażować sądu – co z reguły, nawet przy optymalnej pracy sądów, powodowało przewlekłość i większe koszty projektu. Przewiduję, że tego zjawiska nie da się już odwrócić. Oczywiście nie wszystkie sprawy da się załatwić poza sądem w ramach UPR. Wciąż skomplikowane problemy mogą być rozwiązane tylko w sądowym postępowaniu sanacyjnym. W gospodarce upadłość przedsiębiorców jest naturalnym zjawiskiem. Celem restrukturyzacji, również uproszczonej, jest oczywiście zapobieganie upadłości – ale wyłącznie tam, gdzie ma to realne szanse powodzenia, a zatem zachowany jest sens ekonomiczny i społeczny wysiłek, jakim jest restrukturyzacja. Przede wszystkim jednak podmiotem stojącym na straży prawidłowości przebiegu UPR / PZU powinien być doradca restrukturyzacyjny pełniący funkcję nadzorcy układu. Nie odpowiada on rzecz jasna za prawdziwość czy prawidłowość danych dostarczanych przez dłużnika, gdyż to dłużnik ponosi w tym zakresie odpowiedzialność karną. Doradca ma natomiast za zadanie rzetelną i wnikliwą weryfikację tych danych – zwłaszcza jeśli budzą wątpliwości co do swojej prawdziwości” komentuje dr Patryk Filipiak, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny, współtwórca prawa restrukturyzacyjnego.

 „Jaka jest odpowiedzialność nadzorcy układu za brak współpracy z wierzycielami i nietransparentny tok pracy? Nadzorca układu ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną na skutek nienależytego wykonywania obowiązków. Nierzetelnie, nietransparentnie pracującego doradcę restrukturyzacyjnego zweryfikuje jednak przede wszystkim rynek. Dłużnik, który będzie chciał przekonać swoich wierzycieli do zawarcia układu, będzie znacznie bliższy sukcesu korzystając ze wsparcia doradcy cieszącego się zaufaniem wierzycieli i sądu. Wierzyciele natomiast powinni stanowczo manifestować swoje oczekiwania w tym zakresie, co będzie stanowiło dla doradców restrukturyzacyjnych również ważny czynnik motywujący”wyjaśnia Anna Michalska, prawnik, licencjonowany doradca restrukturyzacyjny.

Te dwa czynniki zabezpieczające – poza wysoką samoświadomością dłużników co do realnej oceny własnej sytuacji ekonomicznej, co jednak wydaje się wyzwaniem najtrudniejszym i wymagającym istotnej zmiany podejścia – aktywność wierzycieli i rzetelność doradców – powinny stanowić mocne ramy dla prowadzonych UPR.

Inwestorzy czekają na FED

Dzisiejsze posiedzenie Rezerwy Federalnej powoduje, że na rynku zmienność jest lekko uśpiona. Nie można oczywiście wykluczyć niespodzianek, ale większość inwestorów będzie czekać, co opublikuje FED o 20:00.

Sprzeczne dane z USA

Wczoraj za oceanem opublikowano dwa ważne odczyty dla gospodarki. Najpierw o 14:30 słabsze od oczekiwań wyniki sprzedaży detalicznej, następnie 3 kwadranse później lepsze od oczekiwań wyniki produkcji przemysłowej. Wcześniej tego dnia rynek był rozchwiany przez niższy od oczekiwań bilans handlu zagranicznego z Europy. Dane amerykańskie uśpiły jednak zmienność i na głównej parze walutowej świata, którą jest EURUSD, nie działo się niemal nic. Z drugiej strony może to być już oczekiwanie na dzisiejsze posiedzenie FED i poznanie długoterminowych prognoz makroekonomicznych.

Inflacja na Wyspach rośnie

Z negatywnych prognoz ekonomistów w sprawie brexitu sprawdza się np. wzrost inflacji. Można mieć jednak duże wątpliwości, jak bardzo jest to zasługa samej Wielkiej Brytanii, a jak bardzo czynników globalnych (np. rosnących cen surowców przemysłowych). Rynki przyjęły jednak te dane jako korzystne dla funta, prawdopodobnie dokładając go do zakładki “możliwy wzrost stóp procentowych”. W rezultacie dzisiaj od rana brytyjska waluta zyskuje na wartości.

Spadek zapasów winduje ceny ropy

Ostatnie dni to niemal codziennie nowe maksima wielomiesięczne cen ropy naftowej. Rynki od jakiegoś czasu czekają zatem na korektę. Wczoraj była ku temu teoretycznie dobra okazja, ale jak się okazało, dane o zapasach w USA były znacząco niższe od oczekiwań. Spodziewano się deficytu niemal 3 mln baryłek w tym tygodniu, a okazało się, że brakuje 8,5 mln. Oznacza to, że popyt istotnie przewyższał podaż przy tym przedziale cen, co rynek szybko zaczął wyrównywać. Amerykańska ropa przekroczyła 2 dolary za baryłkę, londyńska ma już ponad 74 dolary.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – rozpoczęte budowy domów,
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Badanie: Cudzoziemcy są zadowoleni z pracy w Polsce, ale coraz częściej poszukują zatrudnienia w innych krajach

Przeważająca większość pracowników zagranicznych, którzy zdecydowali się na zatrudnienie w Polsce podczas pandemii COVID-19, nie żałuje swojej decyzji oraz poleciłaby pracę w naszym kraju swoim znajomym. Jednak stabilizacja sytuacji epidemiologicznej i powolny powrót gospodarek europejskich do poziomów sprzed pandemii wpływa na wzrost zainteresowania migracją do krajów innych niż Polska. Świadczą o tym wyniki badania socjologicznego „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” przeprowadzonego w kwietniu i maju 2021 przez agencję EWL Group oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. 

Tegoroczne badanie pokazało, że zarówno wśród pracowników przebywających w Polsce w momencie wybuchu pandemii, jak i tych, którzy zdecydowali się przyjechać do naszego kraju podczas jej trwania, ponad 90% nie żałuje podjętej decyzji. Wskaźnik ten utrzymuje się od początku pandemii na zbliżonym poziomie. Ponadto 79% respondentów poleciłoby pracę w Polsce swoim bliskim.Badanie_EWL_polecenia

„Nasze badanie pokazuje, że Polska jest bardzo dobrym miejscem do pracy dla cudzoziemców” – podkreśla Marcin Kołodziejczyk, dyrektor rekrutacji międzynarodowej EWL Group. Dodaje, że to bardzo pozytywna informacja, szczególnie że stoimy przed prawdziwą „europejską batalią” o pracownika.

Według sondażu już ponad 30% zatrudnionych w Polsce cudzoziemców poszukiwało ofert pracy w innych krajach. Warto podkreślić, że we wrześniu 2020 roku wskaźnik ten był o 1/3 niższy (19%). Oznacza to, że liczba obcokrajowców, którzy chcieliby podjąć pracę poza granicami naszego kraju, zbliża się do poziomu sprzed wybuchu pandemii (31%).Badanie_EWL_kraje_docelowe

Nadal najwięcej cudzoziemców zainteresowanych jest możliwością wyjazdu do Niemiec (51%), Polska plasuje się na drugim miejscu – chce u nas pracować 48% badanych. Wysoko w rankingu oceniane są także Czechy (26%), USA (25%), Kanada (23%) oraz Norwegia (21%). Porównując obecne wyniki badań do tych uzyskanych we wrześniu 2020 roku popularność zarówno Niemiec, jak i naszego kraju, spadła o około 1/10. Do czołowej 10-ki weszła natomiast Finlandia (17%), której rząd w ciągu ostatniego roku prowadził aktywne starania, by zachęcić do przyjazdu pracowników sezonowych z krajów Europy Wschodniej.

„Kolejne państwa otwierają się na migrantów z Europy Wschodniej. Kraje bałtyckie i Finlandia zapraszają ukraińskich pracowników sezonowych, Czesi i Słowacy także szukają nowych rozwiązań” – zauważa Marcin Kołodziejczyk, podkreślając jednocześnie, że pandemia COVID-19 uniemożliwiła szersze otwarcie niemieckiego rynku pracy na migrantów spoza UE.

„Nie wiadomo, jaki będzie długofalowy skutek tych zmian dla polskich przedsiębiorców, ponieważ gospodarka niemiecka w czasie pandemii mocno zwolniła, a wjazd do tego kraju dla obcokrajowców był znacznie utrudniony” – podkreśla ekspert. Dodaje, że Polska musi dołożyć wszystkich starań, aby pozostać krajem pierwszego wyboru dla migrantów z Europy Wschodniej. Krokiem ku temu, zdaniem ekspertów EWL, może być dalsza liberalizacja polityki migracyjnej.

Trzecia edycja badania socjologicznego „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” została przeprowadzona w kwietniu i maju 2021 roku przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 620 pracujących w Polsce cudzoziemców, głównie z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Rosji i Gruzji.

Miasta, które najszybciej przejdą na hybrydowy model pracy

Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Savills wskazali miasta, w których po zakończeniu pandemii Covid-19 hybrydowy model pracy zostanie wdrożony najszybciej. Analiza opublikowana została w najnowszym raporcie Impacts, corocznie analizującym makrotrendy na świecie i ich wpływ na rynek nieruchomości.

Według Savills, biorąc pod uwagę czynniki szczególnie istotne dla pracodawców, łączenie pracy zdalnej i stacjonarnej najszybciej zaadoptowane zostanie w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie, Berlinie i Frankfurcie. Sprzyjać temu będą stosunkowo wysokie koszty najmu powierzchni biurowej oraz doświadczenia z długich okresów lockdownów, kiedy to część firm przeszła już na elastyczne systemy pracy. Proces przechodzenia na model hybrydowy może natomiast przebiegać wolniej w lokalizacjach charakteryzujących się mniej elastyczną kulturą pracy, takich jak Mumbaj, Szanghaj i Ho Chi Minh City.

W ramach tegorocznego globalnego badania Impacts, eksperci firmy Savills poddali analizie czynniki kluczowe dla pracowników, takie jak metraż mieszkań i domów, prędkość internetu szerokopasmowego czy czasy dojazdu do pracy, a także kwestie istotne dla pracodawców, takie jak lokalna kultura pracy czy koszt i warunki najmu powierzchni biurowej. Na podstawie przeprowadzonej analizy Savills sporządził rankingi miast według przewidywanego tempa przechodzenia na hybrydowy model pracy.

Zgodnie z raportem Savills, duże domy i długie czasy dojazdu sprawiają, że z perspektywy pracowników idealnym kandydatem do wdrożenia modelu hybrydowego wśród światowych ośrodków biznesu jest m.in. Los Angeles, aczkolwiek pracodawcy mogą być tam mniej skłonni do zmniejszania zajmowanej powierzchni niż w innych miastach ze względu na stosunkowo niskie koszty najmu biur, długie okresy obowiązywania umów i zdywersyfikowaną bazę ekonomiczną. Z kolei krótsze czasy dojazdu do pracy i niższe koszty najmu oznaczają, że przejście na pracę w systemie hybrydowym może przebiegać wolniej w nieco mniejszych ośrodkach biznesowych takich jak chociażby Lyon czy Amsterdam.

Hybrydowy model pracy – ranking miast według czynników istotnych dla pracowników

hybrydowy model pracy
Źródło: Savills

Jeremy Bates, dyrektor działu obsługi najemców w regionie EMEA, Savills, powiedział: „W perspektywie najbliższych pięciu lat przejście na hybrydowy model pracy będzie jednym z największych wyzwań dla większości firm na świecie. Nawet przy mniejszej liczbie pracowników przebywających jednocześnie w biurze można zakładać, że firmy będą jednak potrzebowały podobnej wielkości powierzchni ze względu na przewidywaną konieczność zapewnienia większej przestrzeni w przeliczeniu na jednego pracownika  oraz przestrzeni do pracy wspólnej. Niemniej jednak powierzchnia ta powinna umożliwiać efektywną pracę w modelu hybrydowym, a to wiąże się z koniecznością zaprojektowania zrównoważonego ekosystemu, zarówno na poziomie samego biura jak i wykorzystania nowych technologii w organizacji, w celu dążenia do zmniejszenia różnic w komforcie pracy pomiędzy pracownikami pracującymi zdalnie i w biurze”.

Paul Tostevin, dyrektor działu badań globalnych Savills, dodaje: „W miastach takich jak Paryż, Londyn, Berlin, Frankfurt i Nowy Jork, które charakteryzują się wyższymi czynszami za wynajem powierzchni biurowej i od dłuższego już czasu stosunkowo elastycznymi zasadami pracy, firmy zapewne rozpoczną analizowanie możliwości wdrożenia hybrydowego modelu pracy wcześniej niż w innych lokalizacjach. Jednak do czynników spowalniających można zaliczyć dłuższe okresy najmu, wolniejszy internet domowy, a w niektórych przypadkach także mniejszy metraż domów czy mieszkań. A to oznacza, że sami pracownicy mogą zacząć nalegać na powrót do biura. Lockdowny w miastach azjatyckich trwały znacznie krócej, a w niektórych – zwłaszcza w Chinach – pracownicy od razu wrócili do biur w pełnym wymiarze godzinowym. Z tego względu w większości tych lokalizacji migracja do pracy w systemie hybrydowym będzie przebiegała najwolniej. Również tam niewielki metraż mieszkań może oznaczać, że pracownicy także będą optowali za pracą w biurze”.

Hybrydowy model pracy – ranking miast według czynników istotnych dla pracodawców

Hybrydowy model pracy – ranking miast według czynników istotnych dla pracodawców
Źródło: Savills

Według raportu Savills, Warszawa, czyli największy rynek biurowy w Polsce, plasuje się w mniej więcej po środku rankingu. Czynniki, które sprzyjają szybszemu przejściu na system hybrydowy w firmach mających swoje biuro w stolicy Polski, to między innymi długość stosowanych standardowo na polskim rynku umów najmu oraz pewien zakres elastyczności, który zaczął być powoli wdrażany w niektórych firmach jeszcze przed pandemią. Czynnikami spowalniającymi jest natomiast szybkość internetu w niektórych lokalizacjach oraz wysokość czynszu, który nadal jest konkurencyjny wobec krajów Europy Zachodniej i stwarza warunki do tego, by wszystkim pracownikom zapewnić fizyczne stanowiska pracy.

„Praca zdalna, szczególnie w wydaniu domowym, wiąże się z licznymi wyzwaniami, o czym większość z nas mogła się przekonać w ostatnim czasie. Wiele osób aranżując swoje mieszkania nie przewidziało w nich miejsca do pracy, szczególnie takiego, które nadaje się do prowadzenia jej w pełnym wymiarze przez dłuższy czas. Wprowadzanie hybrydowego modelu pracy to proces, którego tempo będzie rożne w zależności od danego kraju i specyfiki branży w której działa dana firma. W Polsce wielu pracodawców nie podjęło jeszcze decyzji jak będą chcieli by docelowo wyglądał ich model pracy. Podyktowane jest to m.in. trwającymi analizami postulatów i doświadczeń pracowników, oczekiwaniem na zapowiadane zmiany w kodeksie pracy, czy obserwowaniem sytuacji na rynku nieruchomości i badaniem nowych możliwości, które stwarza on obecnie najemcom” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

W Polsce funkcjonuje już ok. 1,5 tys. publicznych stacji ładowania pojazdów elektrycznych

Według danych z końca maja 2021 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 25 407 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Przez pierwsze pięć miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 6 671 sztuk, tj. o 149% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.licznik_elektromobilnosci_2021-05_A4_PL (1)

Pod koniec maja 2021 r. po polskich drogach jeździło 25 407 elektrycznych samochodów osobowych. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 49%  (12 432 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (51%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 12 975 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 966 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec maja składała się z 10 105 szt.

Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 526 szt. Od stycznia do maja 2021 r. flota elektrobusów powiększyła się o 94 zeroemisyjne pojazdy. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 31 takich autobusów, oznacza to wzrost o 203% r/r.

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec maja w Polsce funkcjonowało 1 495 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 897 punktów). 33% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W maju uruchomiono 39 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (59 punktów).

W okresie od czerwca 2019 do maja 2020 w Polsce zainstalowano 479 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych, w ciągu kolejnych 12 miesięcy – już tylko 322. Tempo rozbudowy sieci ładowarek wyraźnie spadło. Jednocześnie wzrasta liczba samochodów osobowych z napędem elektrycznym przypadających na jeden ogólnodostępny punkt ładowania. W maju 2019 r. ten współczynnik wynosił 4,4, rok później 5,3, zaś obecnie – już 8,8. W I kwartale 2021 r. liczba ogólnodostępnych punktów w Polsce względem końca 2020 r. wzrosła o zaledwie 5%, podczas gdy w Niemczech – aż o 10%. To przepaść, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że sieć ładowarek ładowania za naszą zachodnią granicą jest nieporównalnie bardziej rozbudowana – przekroczyła 40 tys. punktów”   mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.  

„Z radością pragnę zwrócić uwagę, że począwszy od tego wydania w Liczniku elektromobilności będą również raportowane rejestracje pojazdów wodorowych. Powodem jest widoczny wzrost ich rejestracji – w maju tego roku zarejestrowano 46 sztuk i obecnie w Polsce ich park składa się z 53 sztuk. Wciąż mamy nadzieję, że liczba samochodów z napędem elektrycznym będzie sukcesywnie rosnąć, jednak trzeba podkreślić, że popyt na te pojazdy zależy od dwóch czynników – objęcia ich systemem dopłat oraz zapewnienia infrastruktury ładowania. Branża z niecierpliwością czeka na kolejny program dopłat do zakupu samochodów niskoemisyjnych, a także dopłat do systemu wsparcia budowy infrastruktury ładowania i tankowania – z programu rządowego, jak też ze środków pochodzących z Krajowego Planu Odbudowy.  Brak deklaracji dotyczących planów wsparcia hamuje nastroje zakupowe zarówno klientów indywidualnych jak też firmowych, dlatego jak najszybsze ogłoszenie szczegółu obu programów ma tak duże znaczenie” mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Rimini Street kontynuuje ścieżkę wzrostu w Polsce

– Rimini Street, Inc. (Nasdaq: RMNI), międzynarodowy dostawca oprogramowania i usług dla przedsiębiorstw, największy dostawca wsparcia technicznego dla produktów Oracle i SAP oraz partner Salesforce, przedstawił aktualne informacje na temat działalności spółki i jej obecności w Polsce.

Polska jest kluczowym rynkiem w rejonie CEE i jednym z rosnących rynków dla naszej spółki. Z danych GUS wynika, że niemal 90% dużych firm i ponad 50% średnich korzysta tu z systemów ERP[1], w tym spora część z rozwiązań Oracle i SAP w których się specjalizujemy. Widzimy duży potencjał do rozwoju naszej działalności, szczególnie w sektorze przemysłowym, dystrybucji i handlu oraz finansowym, w których możemy zaoferować profesjonalne wsparcie naszym klientom” – mówi Jack Oster, general manager Israel & Eastern Europe w Rimini Street. – „Zwiększamy naszą obecność w Europie Środkowej i Wschodniej, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na nowe opcje obsługi oprogramowania. Nasz unikatowy model usługowy, duże doświadczenie i specjalistyczny know-how sprawiają, że Rimini Street jest dobrym wyborem dla firm poszukujących możliwości dynamicznego rozwoju w oparciu o już posiadane zasoby systemowe”.

Unikalne wsparcie, realne korzyści

Usługi świadczone przez Rimini Street są nowością na polskim rynku. Dają firmom możliwość rezygnacji ze wsparcia oferowanego przez dostawców systemów ERP. Rezygnując z dyktowanego przez dostawcę planu niepotrzebnych, kosztownych i uciążliwych aktualizacji, organizacje mogą natychmiast zaoszczędzić 50% na rocznych opłatach za wsparcie i uwolnić cenne zasoby – czas, pieniądze i pracę – aby skupić się na inicjatywach transformacji cyfrowej, wspierających cele firmy.

Rimini Street aktywnie buduje świadomość swoich usług wśród poszczególnych grup potencjalnych klientów. Jednym z podejmowanych w tym celu działań jest trwająca właśnie kampania telewizyjna. Przygotowane przez Rimini Street spoty można obejrzeć również na polskim profilu firmy w serwisie YouTube. Jednocześnie firma przyspiesza też działania sprzedażowe w naszym kraju oraz zwiększa swoją sieć partnerską. Dzięki unikatowej ofercie i sprawdzonemu modelowi wsparcia, Rimini Street dostarcza usługi wsparcia już kilkudziesięciu klientom z naszego kraju.

– „Wiele firm chce wprowadzać innowacje zgodnie z własną strategią i określonymi celami biznesowymi. Rimini Street daje im taką możliwość. Obsługujemy ich oprogramowanie korporacyjne i dostarczamy wysokiej jakości, ultraresponsywne wsparcie. Dzięki temu uwalniamy naszych klientów od konieczności dostosowania się do kalendarza dostawców oprogramowania, z którego korzystają i przywracamy im kontrolę nad planami rozwoju IT” – powiedział Michał Ziembicki, country sales leader Poland w Rimini Street. – „Korzystając z naszych usług klienci oszczędzają znaczące kwoty. Dużą część ich budżetów pochłaniają aktualizacje i zmiany wprowadzane przez dostawców oprogramowania, które nie zawsze realizują cele biznesowe firm. Te środki mogą zostać przeznaczone na innowacje, wprowadzanie rozwiązań o wysokim ROI i budujących przewagę konkurencyjną” – dodaje Michał Ziembicki.

Efektywna ścieżka wzrostu

Rimini Street rozpoczęło sprzedaż swoich usług w Polsce w 2019 roku, koncentrując się na wszystkich sektorach przemysłu i organizacjach, które korzystają z wdrażanych lokalnie systemów ERP, EPM, czy SCM marek, w których specjalizuje się Rimini Street. Do grona klientów Rimini Street należą między innymi banki, instytucje ubezpieczeniowe, przedsiębiorstwa telekomunikacyjne, przedstawiciele sektora przemysłowego (produkcja i energetyka), retailu oraz branży FMCG. Firma rozbudowuje także sieć swoich zaufanych partnerów biznesowych, wspierających jej działalność w Polsce. Obecnie są to między innymi:

  • nFlo – doświadczony integrator IT, dostarczający rozwiązania infrastruktury teleinformatycznej i oprogramowania,
  • RITS – jedno z najdynamiczniej rozwijających się przedsiębiorstw informatycznych w Polsce, świadczące usługi m.in. w zakresie tworzenia i utrzymania oprogramowania oraz automatyzacji procesów,
  • SupportNow Polska – wyspecjalizowana firma świadcząca usługi wsparcia i asysty technicznej dla systemów IT klasy premium.

Za funkcjonowanie i rozwój działalności Rimini Street w Polsce odpowiedzialny jest Michał Ziembicki, country sales leader.

Inwestycje IT w zgodzie z biznesowymi celami

Jak wynika z najnowszego badania Dimensional Research, przeprowadzonego na zlecenie Rimini Street, 91% dyrektorów finansowych w Polsce uważa, że inwestycje technologiczne będą mieć kluczowe znaczenie przy przywracaniu rentowności po tym, jak pandemia Covid-19 wpłynęła na działalność firm. Z drugiej strony, jak wskazują analitycy, w dużej części firm nawet 90% środków z budżetu IT przeznacza się na bieżące operacje i ulepszenia. W efekcie jedynie 10% funduszy pozostaje dostępnych na inwestycje w strategiczne inicjatywy, wspierające rozwój i pomagające budować przewagę konkurencyjną.

Jednym z efektów pandemii było masowe przejście klientów końcowych do świata online, w którym na dobre się zadomowili. Aby odpowiedzieć na ich potrzeby, firmy muszą zwiększać i przyspieszać swoje inwestycje cyfrowe oraz szukać nowych możliwości wprowadzania strategicznych inicjatyw transformujących biznes. Problem w tym, że niezbędne do tego czas i środki pochłania często realizacja kalendarza dostawców oprogramowania i systemów ERP, w tym obowiązkowe aktualizacje w celu utrzymania pełnego wsparcia, nie do końca potrzebne migracje oraz powtarzalne, wysokie koszty związane z utrzymaniem. Zmiana ze wsparcia oferowanego przez producenta na usługi dostarczane przez Rimini Street może w znaczący sposób zmienić proporcje wykorzystania budżetu. Pomoże to firmom uwolnić środki na innowacje, rozwój i budowanie przewagi konkurencyjnej na rynku lokalnym i globalnym.

[1] Główny Urząd Statystyczny/Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej, przedsiębiorstwach i gospodarstwach domowych w 2019 roku

Nad Bałtykiem drożej niż rok temu. Paragony grozy to nic w porównaniu z kosztem noclegów

Za tygodniowy pobyt dwóch osób w trzygwiazdkowym hotelu nad morzem zapłacimy w szczycie sezonu 3 018 zł, czyli aż o 283 zł więcej niż przed rokiem.  Za taką kwotę możemy zorganizować zagraniczny pobyt w Grecji.

Raport rankomat.pl – podobnie jak w latach ubiegłych – eksperci porównywarki przygotowali w oparciu o dane z portali booking.com, airnbnb.com oraz nocowanie.pl. Wzięli pod uwagę ceny w okresie od 12 do 19 lipca w najpopularniejszych polskich nadmorskich miejscowościach (za raportem KAYAK oraz Onet.pl są to Kołobrzeg, Sopot, Międzyzdroje Łeba, Ustka oraz Świnoujście) oraz w najczęściej wybieranych kierunkach zagranicznych (wg danych Polskiej Izby Turystycznej oraz kalkulatora ubezpieczeń turystycznych rankomat.pl – w Chorwacji, Bułgarii, Grecji, Turcji oraz Albanii).

Wakacje 2021 a pandemia Covid-19 – co się zmieniło?

Coraz więcej osób na całym świecie szczepi się przeciwko Covid-19. Wiele krajów otwiera swoje granice dla zaszczepionych, ozdrowieńców lub osób posiadających negatywny wynik testu na obecność SARS-CoV-2. Niektóre państwa nie nakładają żadnych ograniczeń na podróżujących. Mimo to tylko 18% Polaków planuje wyjazd za granicę. Reszta pozostanie w kraju – tak wynika z raportu Santander Consumer Banku.

Niemniej jednak podczas wakacji – czy to w kraju, czy za granicą trzeba liczyć się z obostrzeniami, takimi jak zasłanianie ust i nosa, zachowywanie dystansu społecznego czy korzystanie z usług gastronomicznych i atrakcji turystycznych w reżimie sanitarnym.

Nocleg nad Bałtykiem droższy o ponad 9% niż w 2020

Za siedem noclegów w hotelu trzygwiazdkowym dla dwóch dorosłych osób nad polskim morzem trzeba zapłacić średnio 3 018 zł. To o 283 zł więcej niż rok temu. Najdrożej jest w Sopocie (najtańsza oferta 7 nocy w hotelu *** wyniosła aż 3 606 zł!). Powyżej trzech tysięcy złotych za tydzień wakacji trzeba zapłacić także w:

  • Ustce (3 206 zł),
  • Międzyzdrojach (3 184 zł)
  • Świnoujściu (3 107 zł).

Nieco taniej jest w Łebie (za 7 nocy trzeba zapłacić 2 541 zł) oraz w Kołobrzegu (2 467 zł).Ceny w hotelu_Bałtyk

Wybrane zostały najtańsze oferty trzygwiazdkowych hoteli zawierających opcję śniadania w cenie. Za nocleg z pełnym wyżywieniem trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych więcej. Pandemia i ograniczenia nałożone na branżę turystyczną przyniosły skutki w postaci podwyżek cen i doskonale widać to nad Bałtykiem. Rok temu tydzień wakacji powyżej 3 tysięcy złotych kosztował tylko w Sopocie i w Świnoujściu.

W cenie noclegu nad Bałtykiem pełne wakacje za granicą

Jeśli do tych absurdalnie wysokich cen noclegów dołożymy krążące po sieci paragony grozy, czyli przykładowe rachunki za wyżywienie i liczne atrakcje nad polskim morzem – to koszt urlopu w kraju jest wręcz astronomiczny. Dlatego rankomat.pl sprawdził, co za kwotę około 3 000 zł można zorganizować w najpopularniejszych kurortach Albanii, Bułgarii, Chorwacji, Grecji oraz Turcji.

Ceny noclegów podano w oparciu o informacje z booking.com. Loty porównano w serwisie skyscanner.pl, a ceny wyżywienia i dodatkowych atrakcji na TripAdvisor oraz hikersbay.com.

Grecja, Rodos:

  • 7 noclegów: 1348 zł
  • lot (Warszawa-Rodos w obie strony dla dwóch osób): 476 zł
  • 7 obiadów w restauracji (dla dwóch osób): około 756 zł
  • zwiedzanie zabytków Starego Miasta Rodos (dwa bilety wstępu): 54 zł
  • butelka wina: 27 zł
  • 7 piw: 126 zł
  • dzienny bilet komunikacji miejskiej (dla dwóch osób): 20 zł
  • wynajęcie łódki (1 godzina): 200 zł

Bułgaria, Burgas:

  • 7 noclegów: 564 zł
  • lot (Warszawa-Burgas, w obie strony dla dwóch osób): 642 zł
  • 7 obiadów w restauracji (dla dwóch osób): 364 zł
  • 7 posiłków w restauracji typu fast-food (dla dwóch osób): 308 zł
  • zwiedzanie Cerkwi Chrystusa Pantokratora w Nesebyrze (bilet dla dwóch osób dorosłych): 14 zł
  • całodzienny pobyt w aquaparku Action (bilet dla dwóch osób dorosłych): 174 zł
  • butelka wina: 23 zł
  • 7 piw: 48 zł
  • 14 kaw: 62 zł
  • tygodniowy bilet komunikacji miejskiej (dla dwóch osób): 63 zł
  • rejs statkiem dla dwóch osób: 70 zł
  • spływ kajakami przez rezerwat Ropotamo (dla dwóch osób): 324 zł
  • wynajem kortu do tenisa (2 godziny w weekend): 68 zł
  • bułgarski wieczór z przewodnikiem (całodniowa wycieczka dla dwóch osób): 400 zł

Chorwacja, Riwiera Makarska:

  • 7 noclegów: 1551 zł
  • lot (Kraków-Split, w obie strony dla dwóch osób): 720 zł
  • 7 obiadów w restauracji (dla dwóch osób): 504 zł
  • 7 piw: 67 zł
  • butelka wina: 24 zł
  • 14 kaw: 64 zł
  • zwiedzanie Ogrodu Botanicznego na górze Biokovo (dla dwóch osób):  48 zł
  • tygodniowy bilet na komunikację miejską dla dwóch osób: 84 zł

Turcja, Antalya:

  • 7 noclegów: 628 zł
  • bilet w dwie strony (dla dwóch osób): 958 zł
  • 7 obiadów w restauracji (dla dwóch osób): 742 zł
  • 7 piw: 62 zł
  • butelka wina: 20 zł
  • 14 kaw: 56 zł
  • całodniowa wycieczka do aquaparku i delfinarium (dla dwóch dorosłych osób):  480 zł

Albania, Saranda:

  • 7 noclegów: 785 zł
  • bilet w dwie strony (dla dwóch osób): 748 zł
  • 7 obiadów w restauracji (dla dwóch osób): 308 zł
  • 7 posiłków w restauracji typu fast-food (dla dwóch osób): 252 zł
  • 7 piw: 39 zł
  • butelka wina: 26 zł
  • 14 kaw: 50 zł
  • kurs nurkowania dla początkujących (dla dwóch osób dorosłych): 400 zł
  • wyprawa po okolicy na jeepach (dla dwóch osób dorosłych): 416 złceny w hotelu_porównanie

    Taniej w kwaterach prywatnych, ale Bałtyk nadal droższy niż zagranica

    Mniej za nocleg zapłacimy w kwaterach prywatnych. W Kołobrzegu i Międzyzdrojach siedem nocy w dwuosobowym pokoju kosztuje 560 zł. W Ustce i Łebie można znaleźć nocleg od 630 zł. Drożej jest w Świnoujściu (700 zł) oraz w Sopocie (770 zł). Są to kwatery oddalone od morza nie więcej niż 500 centrum i zlokalizowane blisko centrum kurortu. Ceny w kwaterach_Bałtyk

    Są to ceny o wiele niższe niż te proponowane przez hotele. Jednak w porównaniu z kurortami zagranicznymi nadbałtyckie miejscowości nadal wypadają bardzo drogo. Najdrożej jest w Chorwacji, gdzie najtańszy nocleg w kwaterze prywatnej to koszt 573 zł za 7 dni w dwuosobowym pokoju. Nieco mniej zapłacimy w Grecji (457 zł) i Albanii (387 zł). Najtaniej jest w Turcji (328 zł) oraz Bułgarii (333 zł). ceny kwater_porównanie

    Do kosztów wakacji zagranicznych trzeba doliczyć test PCR

    Większość popularnych kierunków wakacyjnych wymaga testu przed przyjazdem do kraju. Nawet jeśli, któryś kraj (jak Albania) nie stosuje tego rozwiązania, to i tak powracający do Polski, jeśli nie są ozdrowieńcami lub zaszczepionymi, muszą okazać negatywny wynik testu. W przeciwnym razie trafią na 10-dniową kwarantannę. Sprawdziliśmy, ile za wykonanie testu trzeba zapłacić poza granicami Polski.ceny testów

    Ubezpieczenie turystyczne do Polski tańsze niż zagraniczne

    To jedyna kategoria, w której wakacje w Polsce opłacają się bardziej. Polisę, która zapewni ochronę na czas urlopu w kraju, można znaleźć od 1,2 zł dziennie. Takie ubezpieczenie gwarantuje wypłatę odszkodowania w razie następstw nieszczęśliwych wypadków, pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji po wypadku czy OC w życiu prywatnym.

    Ubezpieczenie na wyjazd zagraniczny jest o połowę droższe. Najtańsza polisa na wakacje w Europie to koszt 3,4 zł dziennie. Warto jednak w przypadku wyjazdu zagranicznego nie kierować się wyłącznie ceną.

    Ubezpieczenie należy dopasować do kierunku i charakteru wakacji – mówi Robert Pelczar, ekspert ds. ubezpieczeń turystycznych w rankomat.pl. – Przede wszystkim suma gwarantowana kosztów leczenia nie powinna być niższa niż 30 000 euro. Polisa powinna zapewniać ochronę w razie zachorowania na Covid-19. Jeśli planujemy aktywność podczas wakacji np. windsurfing, koniecznie trzeba sprawdzić, czy polisa zapewnia taką ochronę. – dodaje.

Liczba sklepów internetowych w Polsce od trzech lat rośnie o 25 proc. rocznie. Jednak niemal 60 proc. z nich ma problemy finansowe

Polska należy do najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków e-commerce w Europie. Pod koniec maja w rejestrze KRS zarejestrowanych było 49,3 tys. sklepów internetowych – niemal o 3 tys. więcej niż na koniec 1. kwartału tego roku. Jednak blisko 60 proc. z nich boryka się z problemami finansowymi. W branży odzieżowej wiosna to tradycyjnie czas intensywnych kampanii promocyjnych, ale w tym i w zeszłym roku na ten okres przypadło zamknięcie galerii handlowych. Jak wynika z raportu ExpertSender, marki modowe, zdając sobie sprawę ze zwiększonej konkurencji w Internecie, bardziej zadbały o jakość dostarczanych klientom treści.

Liczba sklepów internetowych w Polsce od trzech lat rośnie o 25 proc. rocznie, co stawia nas w czołówce najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków e-commerce w Europie, jak wynika z danych wywiadowni gospodarczej Dun&Brandstreet. Pod koniec maja w rejestrze KRS zarejestrowanych było 49,3 tys. sklepów internetowych – niemal o 3 tys. więcej niż na koniec 1. kwartału tego roku i o 127 proc. więcej niż na koniec 2013 r. Według danych ExpertSender, polskiej firmy wspierającej marki w automatyzacji marketingu opartego na danych, zakupy online robi już niemal 80 proc. Polaków – blisko ⅕ nawet kilka razy w tygodniu. Trudno się więc dziwić, że wiele firm przenosi ciężar swoich działań do Internetu.

Większość stacjonarnych sklepów z odzieżą znajduje się w złej sytuacji finansowej

Jednocześnie systematycznie spada liczba sklepów tradycyjnych. Najwięcej ubyło małych sklepów z odzieżą i obuwiem prowadzonych na targowiskach – blisko 10 tys., co stanowi spadek o 19,6 proc. od 2013 r. Niewiele lepiej wygląda sytuacja w branży sprzedaży detalicznej obuwia i wyrobów skórzanych, których liczba od 2013 r. spadła o ponad 17 proc. W tym samym okresie o 4 proc. spadła również liczba sklepów z zegarkami i biżuterią. Połowa sklepów detalicznych odczuwa poważne kłopoty finansowe, w ocenie Dun&Brandstreet w dobrej lub bardzo dobrej kondycji jest zaledwie 48 proc. Najsłabiej wypadają tradycyjne sklepy z odzieżą, z których aż 57 proc. znajduje się w złej lub bardzo złej sytuacji finansowej.

Od początku 2021 r. Polacy zawiesili prawie 10 proc. wszystkich działalności sklepów internetowych

Jednak, jak wynika z danych, samo założenie sklepu internetowego nie jest wystarczające do odniesienia sukcesu. W pierwszych pięciu miesiącach 2021 r. Polacy zawiesili działalność 2,1 tys. sklepów internetowych, a w całym 2020 r. – 3,9 tys. sklepów internetowych, co stanowi 8,6 proc. wszystkich zarejestrowanych podmiotów e-commerce w Polsce. Wśród sklepów tradycyjnych z branży handlu detalicznego liczba zawieszonych działalności waha się od 2 do 3,5 proc. względem całkowitej liczby działających podmiotów. Ponad 58 proc. sklepów internetowych ma kłopoty finansowe. Ocena sytuacji finansowej została dokonana przez Dun&Brandstreet na podstawie nie starszych niż 2 lata danych finansowych blisko 5 tys. sklepów.

Marki modowe stawiają na nowoczesne rozwiązania i dobrej jakości treści

Szczególnie trudna sytuacja sklepów z branży odzieżowej może wynikać z faktu, że wiosna to tradycyjnie czas intensywnych kampanii promocyjnych, szczególnie internetowych, związanych z wprowadzaniem do sprzedaży kolekcji na nowy sezon. Jednak w połowie marca 2020 r. liczba wysyłek maili reklamowych uległa zmniejszeniu, ponieważ kampanie zostały wstrzymane w oczekiwaniu na rozwój sytuacji, jak wynika z raportu ExpertSender. W tym roku sytuacja również nie była łatwa – na luty, marzec i kwiecień przypadła trzecia fala pandemii i zamknięcie galerii handlowych. Liczba wysłanych e-maili pozostała na podobnym poziomie jak w 2020 r., natomiast współczynnik otwarć wzrósł o 3,2-5,1 proc., a kliknięć zawartych w wiadomościach linków o 0,8-0,9 proc.

Zamknięcie galerii handlowych – a wraz z nimi wielu stacjonarnych sklepów odzieżowych spowodowało zwiększone zainteresowanie sklepami internetowymi oraz ofertami przesyłanymi e-mailem – wyjaśnia Karol Olszewski, eCommerce Account Manager w ExpertSender – W ostatnich miesiącach marki modowe, zdając sobie sprawę z większej konkurencji w kanale e-mail, zadbały o jakość swoich baz kontaktowych oraz wysyłanych subskrybentom treści. Zaczęły przy tym częściej sięgać po bardziej zaawansowane funkcje naszej platformy do automatyzacji marketingu, w tym po dynamiczne treści, które pozwalają automatycznie dobrać najlepszą dla danego klienta treść, uzależnioną od jego cech, preferencji i historii zakupów. Lepiej dobrana treść i usunięcie z baz „martwych dusz” sprawiło, że procentowo więcej odbiorców otwiera e-maile i klika zamieszczone w nich linki.

Dane cytowane w tekście pochodzą z badania Dun & Bradstreet. Analizie poddano dane z rejestru KRS. W przypadku spółek prawa handlowego sytuacja finansowa firmy była oceniana na podstawie bilansu i rachunków wyników, natomiast w przypadku podmiotów nieprowadzących pełnej księgowości, co wśród sprzedawców detalicznych zdarza się dość często, oparto się na przychodach, kosztach i wyniku finansowym firmy. Główne czynniki wpływające na ocenę to wskaźnik płynności, zadłużenia, rentowności, zdolność finansowa, poziom zarejestrowanych przeterminowanych płatności oraz zarejestrowane wnioski o upadłość, lub postępowanie naprawcze, ogłoszenie upadłości, rozpoczęcie procesu likwidacji oraz negatywne sygnały prasowe.