Millenialsi uciekają z korporacji i przechodzą do małych spółek

0

Coraz więcej młodych z pokolenia Y ucieka z piekła korporacji i wybiera przeciwny biegun kariery, jakim są małe firmy lub startupy. Na wyścig korpo-szczurów patrzą z ulgą, ponieważ dla nich to już przeszłość. Przestali używać korpomowy: zrzucili z siebie „badże”, w niepamięć puścili „czelendże”, „konfkole”, „asapy”, „kipojnty”, „prodżekt majlstołny” i „kilowanie pomysłów”. Skończyli z życiem korpoludka. Wybrali inną ścieżkę kariery: postawili na równowagę między pracą a życiem, czyli pracę w małych firmach. To właśnie sektor małych firm i startupów jest dziś największym beneficjentem wielkiej ucieczki białych kołnierzyków od życia, w którym człowiek jest wyłącznie trybikiem w maszynie. To małe firmy rekrutują dziś na potęgę.

Czy życie poza korporacją istnieje?

Za polskie zagłębie korporacyjne powszechnie uznaje się ulicę Domaniewską w Warszawie, zwaną pieszczotliwie polskim „Mordorem”. Stoi tu około stu biurowców, których łączna powierzchnia użytkowa sięga blisko miliona km2. Dziennie pielgrzymuje w te tereny nawet 100 tysięcy ludzi, którzy regularnie przed godziną dziewiątą oraz po godzinie siedemnastej formują się w kwadraty, piki i szeregi szturmujące komunikację miejską. W porównaniu z drogą do- i z- korporacji pracowników warszawskiego Mordoru droga tolkienowskiego Frodo to kaszka z mleczkiem. Komunikacyjny paraliż wywoływany przez workersów wracających z korporacyjnych molochów stał się już obiektem drwin i absurdalnych fanpage’y, jak np. https://pl-pl.facebook.com/MordorNaDomaniewskiej, czy strona www.czydomaniewskastoi.pl, która „bada” bieżące natężenie ruchu na Domaniewskiej. Oczywiście Domaniewska stoi zawsze.

Według badania „Lemingi, Korposzczury i Orkowie”, przeprowadzonego przez TNS Polska na zlecenie Tiger, warszawski Mordor zasilają dziś głównie osoby z pokolenia Y, czyli „millenialsów”. Blisko 9 na 10 osób pracujących w korporacjach na Domaniewskiej i okolicach to młodzi ludzie, z reguły do 30 lat. Jak zapewnia niemal co drugi z pracowników tamtejszych korporacji praca w tym miejscu jest dla niego „spełnieniem marzeń”. Jednocześnie aż 40 proc. ankietowanych przyznaje się do wypalenia zawodowego, a 15 proc. mówi o stresie przed pracą, jeszcze zanim podbije badża i postawi swojego ferststepa w korpo.

Czytaj również:  Smartfony mogą się stać alternatywą dla laptopów i komputerów stacjonarnych. Niewielka przystawka umożliwia połączenie z monitorem, klawiaturą i myszką

Burnout, czyli wypalone pokolenie

Syndrom wypalenia zawodowego dotyka pracowników w coraz młodszym wieku. Przede wszystkim poważnie przetrzebia szeregi pokolenia Y. Millenialsi w starciu z bezosobową machiną korporacji często nie są w stanie sprostać psychicznie wyzwaniom, jakie stawia przed nimi „polityka firmy”. To wówczas pojawia się „burnout”, jak powiedziałby korpoludek.