W 500 plus tkwi pułapka 500 plus

Konstrukcja programu 500 plus nie promuje zatrudnienia, a ostatnie dane GUS sugerują nawet, że może ona sprzyjać wzrostowi bierności zawodowej. Prawdopodobnie ok. 2,5 miliona rodziców zastanawia się obecnie, czy warto podjąć zatrudnienie, dłużej pracować, albo poprawiać swoje kwalifikacje, ryzykując przy tym utratę świadczenia rodzinnego – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Ponad 30 proc. dorosłych Polaków w rodzinach, gdzie pobierane jest świadczenie 500 plus na pierwsze i jedyne dziecko, nie ma zatrudnienia, ani go nie szuka – pokazały opublikowane trzy tygodnie temu dane Głównego Urzędu Statystycznego.

Z tego samego opracowania wynika, że aktywność zawodowa młodych kobiet (25-34 lata) jest najniższa od przynajmniej 19 lat. Powiązanie obu informacji daje sygnał, że 500 plus może wspierać bierność zawodową. Z jednej strony to są zaskakujące doniesienia, ale z drugiej, patrząc na bilans korzyści i strat, dla wielu osób nadgodziny, awans, dokształcanie się czy nawet znalezienie pracy stają się nieopłacalne.

2,5 miliona osób ma problem

Kombinacja świadczeń społecznych i obciążeń podatkowych powinna być skonstruowana w taki sposób, by praca się opłacała. Prawdopodobnie nie uda się zbudować idealnego rozwiązania, ale gdy mamy do czynienia z systemowym wypchaniem znacznej części społeczeństwa do obszaru bierności, wtedy pojawia się problem dezaktywizacji zawodowej.

Według danych Ministerstwa Rodzin, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) liczba rodzin uprawnionych do świadczenia 500 plus na pierwsze dziecko to 1,56 mln. Zdecydowana większość z nich to gospodarstwa domowe z jednym dzieckiem (726 tys.) oraz z dwójką dzieci (611 tys.) Oznacza to, że w tych rodzinach dochód na osobę nie przekracza 800 zł netto.

Odebranie świadczeń najgorzej sytuowanym rodzinom nie ma sensu, ponieważ to właśnie one tak naprawdę najbardziej potrzebują tych środków. Z drugiej jednak strony ponad 1,5 mln gospodarstw domowych (czyli ok 2,5 mln dorosłych) zastanawia się obecnie, czy warto, by współmałżonek poszedł do pracy, czy opłaca starać się o awans, podwyżkę lub poprawę swoich kwalifikacji. W wielu przypadkach odpowiedź może być negatywna, a co gorsze będzie to miało logiczne, finansowe uzasadnienie.

Idziesz do pracy, a pieniędzy nie przybywa

Bazy danych Komisji Europejskiej (Tax and benefits indicators) dają możliwość dość łatwego analizowania zmian dochodów netto rodziny w zależności od liczby jej członków, wynagrodzenia oraz otrzymywanych świadczeń społecznych.

Z symulacji dla polskich rodzin wynika (dane za 2016 r.), że dodatkowy dochód uzyskany z pójścia do pracy przez drugiego rodzica jest procentowo najniższy we Wspólnocie. Dla czteroosobowego gospodarstwa domowego, gdzie zarobki osoby zatrudnionej wynoszą dwie trzecie średniej krajowej, podjęcie pracy przez współmałżonka również za dwie trzecie przeciętnej pensji oznacza marginalny wzrost dochodów netto.

Osobie podejmującej pracę w omawianym gospodarstwie domowym z otrzymanej pensji brutto zostanie ok. 22 proc. netto (mniej więcej 600 zł) ze względu na fakt utraty 500 plus na pierwsze dziecko i innych świadczeń pomocy społecznej, konieczności zapłacenia podatku oraz składek na ZUS (średnio w Unii zostaje ok. – 60 proc., a np na Węgrzech – 70 proc.). Wyliczenia te nie obejmują oczywiście kosztów dojazdu do pracy, wydatków związanych z zatrudnieniem (np. odzieży, posiłków poza domem) czy też opłat ponoszonych w związku z dłuższym przebywaniem dzieci w przedszkolu. Pójście do pracy staje się więc finansowym nonsensem.

Koszty ze wszystkich stron

Rozwiązanie bieżącego problemu nie będzie łatwe. Rezygnacja z kryterium dochodowego na pierwsze dziecko lub jego drastyczne podniesienie oznacza wzrost kosztów programu nawet o kilkanaście miliardów złotych rocznie.

Z kolei utrzymanie bieżących zasad zniechęcających do podjęcia zatrudnienia przez znaczną część społeczeństwa spowoduje prawdopodobnie nasilenie zjawiska bierności zawodowej, i to wtedy, gdy popyt na pracę w Polsce jest największy od przynajmniej 25 lat. Finalnie wpłynie to także negatywnie na całą gospodarkę łącznie z najmniej zamożnymi beneficjentami tego programu, którzy ze względu na długą przerwę w karierze zawodowej będą mieli trudności w znalezieniu pracy, gdy ich dzieci dorosną.

Również świadczenia emerytalne biernych zawodowo będą wyjątkowo niskie oraz w coraz większej części dotowane z budżetu państwa, czyli ze składek pracujących podatników.

Wyspy na pierwszym planie

Środowe wystąpienie reprezentantów Banku Anglii w brytyjskim parlamencie należało do dość optymistycznych, aczkolwiek niezbyt porywających. W centrum uwagi inwestorów znalazł się przede wszystkim Mark Carney, gubernator BOE, który pomimo nacisków nie podzielił się swoimi przewidywaniami odnośnie ścieżki stóp procentowych w nadchodzących kwartałach. W dość enigmatycznej wypowiedzi Carney’a można było doszukiwać się jastrzębich wzmianek częściowo wskazujących na szybsze tempo zacieśniania z racji na perspektywę dość szybkiego wygenerowania przez gospodarkę dodatniej luki popytowej.

Inwestorzy wyraźnie lekceważyli potencjalne wzmianki Silvany Tenreyro oraz Bena Broadbenta, którzy w trakcie dzisiejszego wystąpienia pełnili drugoplanowe role. Inwestorzy zdecydowali się na lekką reakcję po słowach Andy’ego Haldane’a, głównego ekonomisty BOE, obserwującego powolne narastanie presji kosztowej na Wyspach oraz zdecydowanie wyższych szans na silniejsze odbicie globalnej gospodarki. Na koniec dnia funt szterling (-0,4 proc.) uznaje dominację amerykańskiej waluty w koszyku G10, osuwając tym samym kurs GBP/USD w okolicę 1,3950. Należy mieć na szczególnej uwadze, że najświeższe dane z brytyjskiego rynku pracy nie należały do zbyt optymistycznych – roczna dynamika wynagrodzeń pozostała „płasko” na poziomie 2,5 proc., a stopa bezrobocia wzrosła pierwszy raz od sierpnia 2016 roku do poziomu 4,4 proc.

Zestawienie głównych walut zamyka jednak dolar australijski, który na przestrzeni dnia traci 0,7 proc. częściowo za sprawą niezbyt optymistycznych danych z sektora budowlanego. Zgodnie z nimi kwartalna dynamika ukończonych budów uplasowała się na poziomie -19,4 proc. wobec 10,0 proc. spodziewanych przez rynek. Strefa euro ma również za sobą napływ dość mieszanych wskazań, aczkolwiek opublikowane indeksy PMI (przemysł: 58,5 pkt; usługi: 56,7 pkt) w dalszej mierze pozostają na satysfakcjonujących poziomach. Po publikacji nie widzimy dodatkowych przesłanek ku temu, aby zrewidować nasze wstępne szacunki rocznego tempa wzrostu dla strefy poniżej 2,7 proc. Na koniec dnia EUR/USD stabilizuje się w paśmie 1,2310/20. Obecnie jedyną walutą stającą w konkury z siłą dolara pozostaje szwedzka korona, która dzielnie utrzymuje poziomy z wczorajszego zamknięcia.

Niekwestionowaną gwiazdą w koszyku walut Emerging Markets jest południowoafrykański rand (0,8 proc.) za sprawą podwyżki przez lokalne władze stawki podatku VAT do poziomu 15,0 proc. Powyższy zabieg jest pierwszym tego typu od końca polityki apartheidu w RPA. Najnowsze szacunki wpływów do budżetu po podwyższeniu podatków od towarów i usług pozwoliły na rewizję prognoz deficytu budżetowego na lata 2018-2019, który zgodnie z deklaracjami powinien uplasować się na poziomie 3,6 proc. Skalę swojej wczorajszej deprecjacji usilnie próbowała wymazać turecka lira (0,3 proc.). Niezbyt udaną sesję mają za sobą waluty regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Najsilniejszy ruch w stronę południa odnotował jednak polski złoty (-0,8 proc.), który wypchnął kurs USD/PLN w okolicę 3,3880, EUR/PLN do 4,1730, CHF/PLN do 3,6130, a GBP/PLN do 4,7280.

Za oceanem uwagę próbowały zwrócić indeksy PMI dla amerykańskiego sektora przemysłowego i usługowego. Zgodnie ze wstępnymi wskazaniami uplasowały się one na poziomie 55,9 pkt, co po części można traktować jako dobry prognostyk przed zbliżającymi się publikacjami indeksów ISM. Swoje przedłużone pięć minut mieli lokalni bankierzy centralni. Cykl wystąpień zapoczątkował Patrick Harker, przedstawiciel z filadelfijskiego oddziału Fed, który optuje za dwiema podwyżkami stóp procentowych w 2018 roku. Na dawkę optymizmu pokusił się Neel Kashkari z Minneapolis Fed oczekujący osiągnięcia celu inflacyjnego dzięki reformie podatkowej administracji Donalda Trumpa. Łyżką dziegciu okazały się być obawy o presję płacową, która może być „nie tak silna, jak się wydaje”. Co więcej, Kashkari stwierdza, że Fed nie prowadzi polityki mającej na celu stabilizowanie dolara względem jego pozostałych odpowiedników. Wystąpienia poprzedników wystąpił Robert Kaplan, przedstawiciel Fed z Dallas, który w swoim eseju zaznaczył, że pierwsze implikacje związane z obniżeniem obciążeń podatkowych będą odczuwalne jeszcze w 2018 roku. Zgodnie z jego prognozami tegoroczny wzrost gospodarczy powinien wynieść 2,5-2,75 proc., stopa bezrobocia powinna zejść do 3,6 proc., a inflacja sukcesywnie zmierzać w okolicę założonego celu.

Koniec sesji na europejskich parkietach stał pod znakiem wyraźnego podziału sentymentu. Względnie pokaźną zwyżką może pochwalić się indeks FTSE 100 (0,5 proc.), na czele którego znalazły się spółki z sektora wydobywczego. Do potężnych wzrostów Glencore (5,2 proc.) dodatkowo przyczyniło się „zielone światło” w sprawie zamiaru wrogiego przejęcia amerykańskiej spółki handlującej zbożami Bunge Ltd. Skalę obserwowanych wzrostów skutecznie ograniczały walory Shire (-2,6 proc.) za sprawą ograniczenia ekspozycji przez Rydex Biotechnology. W przypadku frankfurckiego indeksu DAX (-0,1 proc.) należy mówić o zakończeniu notowań dość blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia. Na zamieszaniu związanym z BREXIT-em usilnie próbuje zarobić Deutsche Börse (2,8 proc.), które skutecznie odskoczyło takim spółkom jak Linde (1,8 proc.) czy Lufthansa (1,5 proc.). Na fali realizacji zysków znalazło się RWE (-2,2 proc.). Skalę odnotowanej przeceny częściowo ograniczała nota analityczna Commerzbanku (1,3 proc.), gdzie zdecydowano się na wystawienie rekomendacji kupna z ceną docelową na poziomie 19,40 EUR (obecnie: 16,10 EUR).

Nieco silniejszy ruch w stronę południa obserwowano w Warszawie, gdzie WIG 20 zakończył środową sesję z 0,3 proc. stratą. Na dnie znalazły się walory Orange Polska (-6,4 proc.) po wczorajszej publikacji niezbyt korzystnych wyników. Przypominamy, że EBITDA za IV kwartał wyniosła zaledwie 471 mln PLN (konsensus: 660,6 mln PLN) przy stracie rzędu 198 mln PLN (konsensus: 208,1 mln PLN). W trakcie dzisiejszych notowań dość silnie ciążyły również Lotos (-4,5 proc.) oraz PGE (-4,3 proc.), co należy wiązać z wczorajszą wypowiedzią ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego. Co ważne, Tchórzewski nie uważa, aby połączenie Lotosu z Orlenem (0,2 proc.) należałoby traktować jako zły pomysł. Na szczycie ponownie znalazły się walory Asseco Poland (2,5 proc.), które we wtorek było niesione optymistycznymi wynikami opublikowanymi przez Asseco South Easter Europe (0,8 proc.).

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się podział nastrojów. Ponownie w centrum uwagi znajdują się marcowe kontrakty na gaz ziemny, które na przestrzeni dnia zdołały zyskać aż 1,7 proc. W lekkim odwrocie znajduje się ropa naftowa – obecnie za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 61,60 USD, tj. 0,3 proc. mniej względem wczorajszego zamknięcia. Podobną tendencję obserwuje się na rynku metali szlachetnych. Odczuwalnej zniżce platyny (-0,5 proc.) oraz palladu (-0,8 proc.) przeciwstawia się srebro (1,3 proc.) dobijające do 16,66 USD za uncję. W przypadku złota (0,0 proc.) należy mówić o próbie zachowania status quo przy 1 330 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Innovation Day – Bank Zachodni WBK zaprasza startupy do współpracy

Bank Zachodni WBK, we współpracy z funduszem Santander InnoVentures, spotka się z młodymi firmami z sektora fintech. Startupy, specjalizujące się w rozwiązaniach z obszaru usług finansowych, mogą zaprezentować swoje pomysły podczas Innovation Day 21 lutego br. w Warszawie.

Startupy, które ostatecznie zaprezentują swoje usługi podczas Innovation Day, zostały wytypowane przez Biuro Innowacji Cyfrowej BZ WBK. Eksperci banku oceniali pomysły, m.in. pod kątem innowacyjności, potencjału do wdrożenia oraz stopnia dopasowania proponowanych rozwiązań do potrzeb klientów.

‒ Jesteśmy naturalnie zainteresowani możliwością współpracy z podmiotami, które mogą dostarczyć realną wartość dla klientów oraz naszej organizacji. Dlatego aktywnie monitorujemy rynek startupów. Dla firm wkraczających w obszar fintech, bardzo ważna jest możliwość skonfrontowania oferowanych rozwiązań z oczekiwaniami sektora bankowego oraz ocena wyspecjalizowanego międzynarodowego inwestora. Dzięki temu mogą rzetelnie ocenić potencjał swoich pomysłów, zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Jesteśmy przekonani, że wspierając swym doświadczeniem najbardziej obiecujące projekty, promujemy nie tylko polskie innowacje, ale także tworzymy wartość dodaną dla naszych klientów, realizując hasło „Bank Jaki Chcesz” ­‒ powiedział Dariusz Paczewski, Dyrektor Biura Innowacji Cyfrowej Banku Zachodniego WBK.

Pomysły prezentowane podczas Innovation Day będą oceniane przez ekspertów, należącego do Grupy Santander, funduszu CVC Santander InnoVentures, dysponującego budżetem 200 mln USD na inwestycje w sektor fintech.

‒ Jako strategiczny fundusz inwestycyjny poszukujemy technologii, które odpowiadają priorytetom innowacyjnym Grupy Santander. Obecnie koncentrujemy się na rozwiązaniach z zakresu sztucznej inteligencji, technologii blockchain oraz robotic process automation (RPA). Pomimo globalnego charakteru, uważnie analizujemy rozwiązania dostępne na lokalnych rynkach. Każdego roku spotykamy się z przedstawicielami ok. 500 startupów z całego świata, ale inwestujemy tylko w około 5 do 7 firm rocznie. Polska ma w tym zakresie duży potencjał, bo tutaj sektor fintech szybko się rozwija, a wraz z nim zdolność do tworzenia rozwiązań technologicznych o międzynarodowym zasięgu ­­‒ powiedział Manuel Silva, Partner i Head of Investments w Santander InnoVentures.

Innovation Day odbywa się w Warszawie 21 lutego br. w Centrum Relacyjnym Banku Zachodniego WBK. Projekt jest elementem działań realizowanych w kontekście współpracy banku z sektorem fintech.

Polacy coraz szybciej wpadają w kłopoty finansowe. Już ponad 2,5 miliona ma problemy ze spłatą zobowiązań

Ponad 2,5 mln osób nie radziło sobie z terminową spłatą kredytów i opłacaniem bieżących rachunków. Wartość ich przeterminowanych zobowiązań sięgnęła 64,5 mld zł na koniec 2017 r. Przez rok długi wzrosły o 10,8 mld zł, a przybyło 193 tys. niesolidnych dłużników.

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK znajduje się 2 515 045 osób z problemami w terminowym opłacaniu rachunków i kredytów. Łączna wartość ich zaległości osiągnęła na koniec 2017 r. 64,49 mld zł. Średnia zaległość to już 25 643 zł o 2 524 zł więcej niż rok temu.

– W minionym roku utrzymał się trend szybszego tempa wzrostu kwoty zaległości niż liczby dłużników. Tym razem wartość długów powiększyła się aż o 20 proc., a liczba osób z problemami o ponad 8 proc. – mówi Halina Kochalska, ekspertka BIG InfoMonitor.

Prawdopodobnie mamy coraz większe problemy z racjonalnym wydawaniem pieniędzy, czyli z zarządzaniem budżetem: – Polska gospodarka jest w bardzo dobrym stanie, płace rosną, bezrobocie spada, a jednak dynamicznie zwiększa się nasza baza niesolidnych płatników – komentuje Kochalska. – Czyli mamy problem z jakością zarządzania budżetem, popełniamy pomyłki, ale na coraz wyższe kwoty.

W Raporcie InfoDług przybyło głównie osób z długami wynoszącymi co najmniej 10 tys. zł, stanowią one już 40 proc. ogólnej liczby niesolidnych dłużników widocznych w BIG InfoMonitor i BIK. W efekcie, średnia wartość zaległości jednej osoby wzrosła z 23 119 zł do 25 643 zł (11 proc.). Dalej natomiast spada udział osób z mniejszymi zaległościami. Z niespłacanym długiem do 5 tys. zł na koncie, pozostaje obecnie niecałe 46 proc. dłużników wobec 48 proc. przed rokiem i 52 proc. przed dwoma laty.

Styczeń 2018r. – bardzo dobry początek roku w polskiej gospodarce

Najbardziej zaskoczyła sytuacja w budownictwie, ale dla całej gospodarki był to dobry początek roku. GUS opublikował dane za styczeń o przemyśle, sprzedaży detalicznej i produkcji budowlano-montażowej. W budownictwie wróciliśmy do poziomu z 2015 r.

Dynamika sprzedaży detalicznej w cenach stałych w styczniu br. wyniosła 107,7 w skali roku. Tempo wzrostu sprzedaży detalicznej było wyższe niż przed miesiącem, kiedy odnotowano wzrost o 5,2%, lecz niższe niż w styczniu 2017 r. (wzrost o 9,5%). W porównaniu z grudniem miał miejsce spadek sprzedaży detalicznej o 20,5%. Produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 8,6% w porównaniu ze styczniem 2017 r., kiedy notowano wzrost o 9,3%, natomiast produkcja budowlano-montażowa była o 34,7% wyższa niż przed rokiem, kiedy notowano wzrost o 2,0%.

– W minionym roku też było silne odbicie produkcji budowlano-montażowej, ale to było odrabianie strat z 2016 r., gdy bardzo spadły inwestycje publiczne – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wróciliśmy do poziomu z 2015 r., a teraz czas na prawdziwe wzrosty.

A ty komu nie ufasz? Jesteśmy jednym z najbardziej nieufnych narodów na świecie

W ciągu ostatniego roku wzrósł poziom zaufania Polaków wobec rządu (+5 p.p.), mediów (+3 p.p.), biznesu (+3 p.p.) oraz organizacji pozarządowych (+6p.p.). Mimo to Polska pozostaje jednym z najbardziej nieufnych narodów na świecie – pokazała tegoroczna edycja globalnego raportu Edelman Trust Barometer.

Opracowany przez analityków Edelmana wskaźnik zaufania Trust Index w 20 na 28 badanych krajów nie przekracza 50 punktów, a jest to poziom, od którego możemy mówić o obecności zaufania w społeczeństwie.

W 2018 roku wartość Trust Index dla Polski wyniosła 39 punktów – co plasuje nas na piątym miejscu wśród najbardziej nieufnych narodów. Niższe wyniki notowano w Rosji, Japonii i Irlandii. Warto jednak pamiętać, że w 2017 roku byliśmy na drugim miejscu od końca – bardziej nieufni byli tylko Rosjanie. Najwyższe wartości Trust Index odnotowano w Chinach (74 pkt), Indonezji (71 pkt) i Indiach (68 pkt).

Amerykanie nieufni jak nigdy dotąd

Najbardziej zaskakujące wyniki Trust Barometer 2018 dotyczą Stanów Zjednoczonych, gdzie odnotowano największy na świecie spadek zaufania wobec rządu, mediów i biznesu. W skali rok do roku wskaźnik Trust Index spadł z 52 do 43 punktów.

Firmy oraz organizacje pozarządowe cieszą się największym zaufaniem

W skali globalnej największym zaufaniem darzone są firmy z sektora technologicznego, a za najmniej wiarygodny postrzegany jest sektor usług finansowych. Znaczące spadki odnotowała również branża motoryzacyjna. Pozytywne wyniki odnotowują natomiast pracodawcy, do których zaufanie rośnie w większości badanych państw. W Polsce pracodawcom ufa 68 proc. badanych (o 12 p.p. więcej niż w poprzedniej edycji badania).

Według autorów badania jest to szansa dla firm z sektora prywatnego. Dzięki dobrze opracowanej strategii komunikacji, przedsiębiorstwa mogą stać się w ciągu najbliższych lat wiarygodnymi źródłami informacji, szczególnie w obliczu postępującego spadku zaufania do mediów (w tym także społecznościowych).

Eksperci technologiczni i naukowcy w cenie

W ostatnich latach badania Trust Barometer wykazywały, że najbardziej ufamy osobom „takim jak my”. Trend ten przekładał się na wzrost popularności twórców internetowych – youtuberów czy blogerów. W tegorocznych, globalnych wynikach Trust Barometer dostrzegamy zwrot ku profesjonalnym źródłom informacji. Największym zaufaniem darzymy ekspertów z obszarów technologii i nauki. Według respondentów najmniej wiarygodnymi grupami byli zaś przedstawiciele rządu oraz dziennikarze.

Media w kryzysie, zagrożeniem fake newsy

Według danych z tegorocznego raportu Trust Barometer mediom nie ufa aż 22 z 28 badanych narodowości. Co więcej, 65 proc. respondentów uważa, że obecnie dziennikarzom bardziej zależy na wyprzedzeniu innych redakcji w publikacji wiadomości, niż na rzetelnym przekazywaniu faktów. W pogoni za newsem cierpi zaś jakość materiału i jego wiarygodność.

Niewiele mniej, bo 63 proc. badanych uważa, że przeciętny odbiorca nie jest w stanie odróżnić rzetelnego materiału dziennikarskiego od fake newsa, a 59 proc. przyznaje, że coraz trudniej określić, czy konkretna wiadomość pochodzi ze sprawdzonego źródła.

Polska zajmuje siódme miejsce od końca w kategorii zaufania do mediów (34 proc. w 2018 roku wobec 31 proc. w 2017 roku) i jest klasyfikowana jako kraj, w którym społeczeństwo nie ufa mediom.

Z globalnych wyników wyłania się obraz odbiorcy mediów jako osoby rozczarowanej poziomem otaczających go informacji. Ludzie zaczęli unikać kontaktu z mediami – ponad połowa ankietowanych sięga po newsy rzadziej niż raz w tygodniu. Podchodzą też z coraz większym dystansem do informacji znalezionych w sieci. 7 na 10 osób niepokoi się tym, że fake newsy używane są jako „broń” w różnego rodzaju starciach politycznych czy światopoglądowych. W takich krajach jak Niemcy, Irlandia czy Szwecja dziennikarze są postrzegani jako o wiele bardziej wiarygodne źródło informacji niż media społecznościowe czy wyszukiwarki. Co ciekawe – ten trend nie dotyczy (jeszcze) Polski – należymy do grupy krajów, gdzie poziom zaufania do dziennikarzy i wyszukiwarek jest zbliżony. Podobne tendencje zaobserwowano w Turcji, Meksyku czy Kolumbii – mówi Magda Zwolińska, partner w Lighthouse, firmie reprezentującej sieć Edelman w Polsce. Nie ma wątpliwości, że ten trend z Europy Zachodniej niebawem dotrze także do nas. Póki co jednak Kowalski na równi wierzy redakcji dziennika jak i temu, co znajdzie na profilu FB znajomego. To pokazuje, jak duża odpowiedzialność spoczywa na osobach zawodowo zajmujących się komunikacją i jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w obszarze walki z fake newsami i edukacji w tym zakresie – dodaje M. Zwolińska.

Edelman Trust Barometer to międzynarodowe badanie zaufania i wiarygodności realizowane od 18 lat przez firmę Edelman – największą na świecie sieciową firmę specjalizującą się w komunikacji marketingowej i public relations. Tegoroczny sondaż został przeprowadzony na grupie 33 000 respondentów w 28 krajach w okresie od 28 października do 20 listopada 2017 roku i polegał na 25-minutowej ankiecie online.

W 2017 roku wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej pobiła rekord, osiągając po raz pierwszy w historii 13 mld euro

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowuje rekordowy 2017 rok na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

  • W 2017 roku wszystkie kraje Europy Środkowo-Wschodniej odnotowywały podobny wzrost r/r, co wpływa na równy przyrost w całym regionie
  • Polska wykazała się odpornością ryzyko polityczne odnotowując prawie 9% wzrost, od około 4,6 mld euro do ponad 5 mld euro
  • 2018 rok już pokazuje zysk z transakcji przesuniętych z końca 2017 r., co pozwoli osiągnąć w I kwartale 2018 r. całkowity wolumen inwestycyjny na poziomie 3 mld euro.

Z najnowszej analizy przeprowadzonej przez Dział Rynków Kapitałowych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że w 2017 roku całkowity wolumen inwestycyjny w segmencie nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wyniósł blisko 13 mld euro. Wszystkie kraje Europy Środkowo-Wschodniej odnotowały podobny wzrost i utrzymały poziom udziałów w całym regionie. Niemniej jednak pomimo ryzyka politycznego Polska odnotowała największy wzrost – o 9% r/r, czyli z poziomu 4.6 mld euro do 5 mld euro, co stanowi najlepszy wynik w ciągu ostatnich 10 lat.

Największy udział pod względem aktywności na rynku mieli inwestorzy z Ameryki Północnej, Azji i Republiki Południowej Afryki, nieco mniejszy – firmy niemieckie i austriackie. Wzmocniło się również znaczenie krajowego i regionalnego kapitału.

Zarówno globalni, jak i lokalni inwestorzy dowiedli, że doceniają fundamenty rynku w Polsce i byli aktywni we wszystkich sektorach i typach inwestycji, włączając w to również powstające segmenty nieruchomości mieszkalnych pod wynajem (zwane również jako PRS – Private Rented Sector). Na rynku dominują obecnie dwa trendy. Pierwszy jest związany z ograniczoną podażą i wysokim popytem w segmencie kluczowych inwestycji, a drugi z zmniejszonym popycie na drugo- i trzeciorzędne nieruchomości.

Całkowity wolumen inwestycyjny na rynkach EŚW wyniósł 5 mld euro w Polsce, w Czechach 3,3 mld euro, na Węgrzech 1,8 mld euro, w Rumunii 1 mld euro, Bułgarii 876 mln euro, a na Słowacji 470 mln euro. Najniższa stopa kapitalizacji została zarejestrowana w Czechach – 4,25% dla rynku handlowego, 4,6% dla rynku biurowego oraz 5,75% dla rynku magazynowego, przy jednoczesnym wysokim wolumenie transakcji.

Rynek polski wykazał odporność na wszelkie percepcje ryzyka politycznego zwiększając stopę kapitalizacji o ok. 9% – z ok. 4,6 mld euro do ponad 5 mld euro. Najwyższy wolumen inwestycyjny został odnotowany na rynku handlowym – blisko 1,9 mld euro. Niewiele mniej, ok. 1,4 mld euro, zainwestowano w ubiegłym roku w segmencie biurowym. Na rynku magazynowym wydano blisko 900 mln euro, natomiast na inwestycje hotelowe i tzw. mixed use – po ok. 850 mln euro. Stopa kapitalizacji na rynkach magazynowym i hotelowym osiągnęła kolejno 6,75% i 6,5%, a na rynkach handlowym i biurowym odpowiednio 5% i 5,25%.

Łączna wartość inwestycji na rynku Europy Środkowo-Wschodniej w 2017 (w tys. euro)

Sektor Bułgaria Rumunia Polska Czechy Słowacja Węgry
Biurowy 141,995 195,000 1,368,000 1,011,000 114,000 766,000
Detaliczny 687,360 420,000 1,877,000 1,737,000 67,000 622,000
Magazynowy 8,165 185,000 1,069,000 409,000 289,000 243,000
Hotelarski 9,500 191,000 367,000 230,000 0 64,500
Mix Use 345,000 117,000
Łącznie 847,020 991,000 5,026,000 3,504,000 470,000 1,695,500

 

W 2017 roku hotele stały się atrakcyjnym produktem inwestycyjnym z kwotą inwestycji sięgającą 862 mln euro i ten sektor może stać się jeszcze popularniejszy wśród inwestorów.

Stopa kapitalizacji na koniec 2017 r.
Bułgaria Rumunia Polska Czechy Słowacja Węgry
Biurowy 7.75% 7.25% 5.25% 4.60% 6.25% 6%
Detaliczny 7.50% 6.75% 5% 4.25% 5.25% 5.25%
Magazynowy 9.00% 8.75% 6.75% 5.75% 6.50% 7.75%
Hotelarski 7.25% 7.50% 6.50% 6.25% n/a 7%

 

„Ostatnie 12 miesięcy doprowadziło do podpisania w regionie Europy Środkowo-Wschodniej umów typu „power play”, włączając w to kluczowych graczy i inwestycje portfelowe, które zaowocowały rekordowym wolumenem w 2017 roku. Rosnący popyt w całym regionie prawdopodobnie doprowadzi do wzrostu inwestycji w pierwszym kwartale 2018 r. spowodowany spowolnieniem z 2017 r. – powiedział James Chapman, Partner w Dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield.

PERSPEKTYWY NA 2018 r.

2018 rok zapowiada się pozytywnie dla rynku nieruchomości komercyjnych. Spodziewany jest wzrost popytu inwestycyjnego w związku z dobrą perspektywą gospodarczą, napływem nowego kapitału spoza Europy, aktywizację mniej aktywnych ostatnio klientów oraz zwiększoną koncentrację na inwestycjach alternatywnych (np. PRS, mieszkania studenckie) i hotele.

W 2018 będziemy świadkiem powrotu głównych europejskich marek zainteresowanych powierzchniami biurowymi w związku z niskimi poziomami pustostanów ograniczoną podażą w regionie. Spodziewamy się napływu większego kapitału z USA, Kanady, RPA i Europy.

Na rynku środkowo-europejskim będzie kontynuowana dalsza konsolidacja w związku z kolejnymi inwestycjami funduszy i zakupami portfelowymi. Stopy kapitalizacji będą pod presją przez silny popyt inwestycyjny i ograniczonej dostępności powierzchni, szczególnie tych najbardziej atrakcyjnych. W związku z tym, spodziewany jest dalszy wzrost czynszów netto jak również stopy kapitalizacji w segmentach biurowym i magazynowym.

W świetle wzrostu wydatków konsumenckich można dostrzec możliwość zróżnicowania stóp kapitalizacji w sektorze handlu detalicznego.

“Na początku 2018 roku, dzięki umowom podpisanym pod koniec zeszłego roku, wolumen inwestycji prawdopodobnie przekroczy poziom 3 mld euro”, powiedział James Chapman, Partner w Dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield.

„Wzrost aktywności lokalnych inwestorów odnotowano w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Dotyczy to zwłaszcza Czech, gdzie w 2017 roku udział krajowego kapitału w łącznym wolumenie inwestycyjnym przekroczył 37%, przy dużym zaangażowaniu podmiotów takich jak CPI, Reico i Mint, a także rynku słowackiego dzięki inwestycjom realizowanym przez IAD. Wśród graczy aktywnie działających na Węgrzech należy wymienić firmy OTP Fund Management i Diófa Fund Management. W Polsce udział krajowego kapitału w wolumenie transakcji inwestycyjnych w stosunku do wielkości rynku jest mniejszy, ale także tutaj firmy takie jak PZN i PHU zintensyfikowały działania, koncentrując się na najbardziej atrakcyjnych nieruchomościach biurowych. Świadczy to o wzroście zaangażowania i dojrzałości lokalnego kapitału, który zaczyna teraz interesować się również rynkami zagranicznymi”, mówi Jeff Alson, Partner Międzynarodowy, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield.

Największe transakcje 2017 roku w regionie:

  • Nabycie portfela magazynowego Logicor przez CIC (Cushman & Wakefield doradzał kupującemu) – największa transakcja w sektorze nieruchomości magazynowych w Polsce w 2017 roku
  • Zakup centrum handlowego Magnolia we Wrocławiu przez Union Investment za ok. EUR 380 M (Cushman & Wakefield doradzał kupującemu) – największa transakcja w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce w 2017 roku
  • Sprzedaż portfela retail parków Ikea (Cushman & Wakefield doradzał sprzedającemu)
  • Zakup portfela centrum outletowych Fashion House przez RREEF (Cushman & Wakefield doradzał sprzedającemu)
  • Zakup Galerii Słonecznej w Radomiu przez Reico, wartość ok. EUR 160 M (Cushman & Wakefield doradzał kupującemu) – druga największa nieportfelowa transakcja w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce w 2017 roku
  • Przejęcie większościowego udziału w Griffin Premium Real Estate przez Globalworth
  • Sprzedaż portfolio 11 nieruchomości handlowych w Czechach, Polsce, Rumunii i na Węgrzech przez CBRE Global Investors za około EUR 650 M (Cushman & Wakefield doradzał sprzedającemu)

Raport EY: Era freelancera, czyli przyszłość rynku pracy w dobie uberyzacji i ekonomii współdzielenia

Według badania EY jeden na dwóch pracodawców zwiększył skalę wykorzystania zewnętrznych profesjonalistów (freelancerów) w ciągu ostatnich pięciu lat. Z kolei na przestrzeni dziesięciu lat w USA aż o 66% wzrosło zastosowanie alternatywnych do etatowych form zatrudnienia (contingent workforce), a 40% firm oczekuje dalszego wzrostu takiej formy zatrudniania personelu w najbliższych pięciu latach. Trend ten widoczny jest także w Unii Europejskiej i w Polsce. Wiedza, niższe koszty i zmiana kulturowa – to główne korzyści, jakie we freelancerach widzą pracodawcy. Z kolei ponad połowa pracowników tymczasowych upatruje w takiej formie zatrudnienia szans na własny rozwój zawodowy i budowanie ścieżki kariery oraz woli pracę od zlecenia do zlecenia zamiast pracy na cały etat. To najważniejsze wnioski z raportu firmy doradczej EY „Nowy trend w formule zatrudnienia. Era freelancera”. Celem przyświecającym autorom badania, przeprowadzonego zarówno wśród pracodawców, jak i pracowników, było pozyskanie informacji na temat fenomenu zjawiska alternatywnych form angażowania personelu – pracy „na żądanie”.

Trendy związane z uelastycznianiem się rynku pracy i alternatywnymi formami zatrudniania, wpisujące się w szersze zjawisko „uberyzacji” rynku pracy i ekonomii współdzielenia (GIG economy), zaczynają być coraz powszechniej zauważalne na całym świecie, a w szczególności w Unii Europejskiej i w Polsce. Jak wskazują statystyki Eurostatu, w 2016 r. w UE aż 30,6 mln ludzi w wieku 15-64 lat prowadziło indywidualną działalność gospodarczą. Populacja ta stanowi 14% zatrudnionych ogółem. Z kolei wśród państw członkowskich, Polska plasuje się na trzecim miejscu pod względem samozatrudnienia, ze wskaźnikiem 18% samozatrudnionych wśród osób pracujących zarobkowo. Co ciekawe, z badań dotyczących freelancerów w Polsce wynika, że prawie 34% ankietowanych świadczy usługi zewnętrznego konsultingu dopiero od roku. EY szacuje, że wyzwania, które stoją przed polskimi firmami dotyczące trudności w pozyskaniu pracowników będą przyczyniać się do jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju tego zjawiska i umacniania się jego przejawów na rynku w kolejnych latach.

– Przed zarządami i działami HR w polskich firmach ważne, ale i wymagające zadanie – jak rozpoznać nieuchronny trend „uberyzacji” rynku pracy i ekonomii współdzielenia i przełożyć go na strategię operacyjną, w sposób efektywny, ale również bezpieczny dla firmy. Niewątpliwe wymaga to refleksji nad rolą nowoczesnego działu HR, którego klientem wewnętrznym nie będą już tylko pracownicy w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – uważa Michał Grzybowski, Partner EY i Lider praktyki People Advisory Services w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Nowoczesny HR to taki, który inspiruje biznes i jest propagatorem zmiany kulturowej wspierającej innowację. Odpowiada na potrzeby i oczekiwania biznesu proponując również alternatywne do tradycyjnych procesów rekrutacyjnych możliwości, będąc jednocześnie partnerem merytorycznym do rozmowy o sposobach zaadresowania potencjalnych ryzyk prawnych i podatkowych. Z pewnością pomocne mogą być nowoczesne metody na pobudzanie innowacyjności w firmach, takie jak odwołanie się do zbiorowej inteligencji pracowników w rozwiązywaniu codziennych problemów biznesowych czyli tzw. crowdsourcing. To może dać realną szansę na uzyskanie przewagi konkurencyjnej – dodaje.

– Problemy z pozyskaniem jakościowych kandydatów do pracy dotyczą już niemal każdej polskiej firmy. Liczba zgłoszeń kandydatów w procesach rekrutacyjnych maleje z roku na rok – uzupełnia Eliza Skotnicka, Doświadczony Menedżer w Zespole People Advisory Services w Dziale Doradztwa Podatkowego EY. – Na rynek pracy wchodzą nowe pokolenia: millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z. Te młode osoby oczekują od pracodawcy zrozumienia, wysłuchania i zaangażowania w ciekawe projekty, wsparcia w rozwoju ich talentów. Ale chcą także realizować swoje pasje, marzenia, spełniać się w roli rodziców oraz w innych rolach związanych z zaangażowaniem społecznym, chcą mieć wpływ. Pojęcia typu „strategia digitalizacji” są dla nich sztuczne, oni po prostu wychowali się i żyją w cyfrowym świecie – uważa.

Globalny fenomen, który będzie rósł w siłę

W badaniu EY „Contingent Workforce Study” pracodawcy deklarują, że średnio 17% kapitału ludzkiego w ich organizacji to tymczasowa siła robocza. Jednocześnie 20% organizacji zaraportowało, że w 2016 r. indywidualni profesjonaliści stanowili 30% zasobów ludzkich. Z badania wynika, że angażowanie personelu w alternatywny sposób umożliwia organizacjom bardziej elastyczne, szybkie działanie i zręczne zarządzanie przy jednoczesnej kontroli kosztów. 55% firm postrzega niższy koszt jako główny powód korzystania z pracowników tymczasowych. Jednak większa grupa ankietowanych jako najważniejszą korzyść wskazuje wiedzę. 56% pracodawców przyznaje, że czerpie z wiedzy i doświadczenia pracowników tymczasowych, realizując projekty wychodzące poza zakres możliwości aktualnej kadry. Z kolei 42% ankietowanych menedżerów wskazuje na rolę sezonowości – pracownicy tymczasowi pozwalają im odpowiadać na wahania w poziomie zapotrzebowania na pracowników wynikające z fluktuacji popytu.

– Wszystko wskazuje na to, że czasy ekonomii GIG szybko się nie skończą, a organizacje coraz powszechniej będą korzystać z alternatywnych form pozyskiwania i współpracy z talentami. Korzystanie z pracowników kontraktowych pozwala bowiem pracodawcom reagować na wzrosty i spadki popytu, które są związane z sezonowymi trendami. Nowoczesna technologia pozwala niezależnym profesjonalistom angażować się w dowolne, nawet zagraniczne, projekty, co nigdy wcześniej w sytuacji standardowego zatrudnienia nie było możliwe na taką skalę – mówi Marek Jarocki, Partner w Zespole People Advisory Services w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Nie sposób pominąć korzyści o wymiarze bardziej strategicznym, związanym z zarządzaniem zmianą: organizacje wykorzystują elastyczne formy zatrudniania do przezwyciężania oporu przed zmianami u personelu złożonego z pracowników zatrudnionych w tradycyjnym modelu. Tymczasowi konsultanci i sposób ich rekrutacji mogą pomóc w napędzaniu i przyspieszaniu zmian. Stanowiąc pomost do integracji nowych produktów, usług, technologii i innych działań operacyjnych, przyczyniają się do ekspansji modelu biznesowego w sektorach, gdzie rzeczywistość jest tak dynamiczna, że zmienia się z dnia na dzień, bez potrzeby poświęcania przez firmy dłuższego czasu na budowanie pełnych zespołów złożonych z pracowników zatrudnionych w tradycyjnym modelu. Jeden na dwóch ankietowanych pracodawców uważa bowiem, że pracownicy tymczasowi mogą przyczynić się do zmiany kulturowej w organizacji.

Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem… korzyści dla pracownika kontraktowego

Przyjęło się uważać, że zjawisko pracy na kontrakcie jest popularne głównie wśród tych osób, które nie są w stanie znaleźć zatrudnienia na stałe. Wyniki z przeprowadzonego badania wskazują na coś innego. Ponad połowa (56%) ankietowanych upatruje bowiem w tej formie współpracy z biznesem szansę na swój rozwój zawodowy i budowanie ścieżki kariery. Otwarty system pracy w ekonomii GIG to z jednej strony możliwość dowolnego wyboru rodzaju i liczby przyjmowanych zleceń, a z drugiej – zwiększenie jakości rezultatów pracy zlecanej przez organizacje. Zdecydowana większość (52%) freelancerów nie preferowałaby zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin, a dwie trzecie z nich (66%) uważa, że korzyści z tej formy pracy zawsze lub w większości przypadków przeważają nad negatywami.

Z badania EY wynika, że pracownicy kontraktowi jako główne zalety swojej pracy postrzegają elastyczność (80% wskazań), możliwość decydowania o swoim czasie i zleceniach (49%), możliwość pracy z domu (33%). Dla większości ten rodzaj pracy jest wynikiem podjęcia przez nich świadomej decyzji. Jedynie jeden na pięciu ankietowanych (20%) przyznaje, że został zmuszony do podjęcia pracy tymczasowej z uwagi na brak adekwatnych ofert pracy na etat.

Są także i wyzwania – brak pozapłacowych świadczeń pracowniczych jest najbardziej znaczącą wadą pracy w formule ekonomii GIG. Niektórzy z freelancerów uważają, że brak tych benefitów może być wyrównany przez wyższą stawkę wynagrodzenia za zlecenie. Brak płatnego urlopu i kwestia pewności zatrudnienia stanowią bolączkę pracowników tymczasowych. Obawa o brak benefitów jest znacznie mocniej zarysowana, niż inne wskazywane w ankietach, wśród których wyróżniły się: negatywny wpływ pracy jako zleceniobiorca na możliwość przewidywania swoich wpływów finansowych, ograniczenia w zakresie rozwoju osobistego czy trudności z budowaniem sieci kontaktów w miejscu pracy. Mimo tych wyzwań ponad połowa GIGerów przyznaje, że taki schemat pracy im odpowiada.

– Praca nieetatowa ma dwojakie oblicze. Z jednej strony kojarzy się z brakiem stałego zatrudnienia i uboższym pakietem socjalnym, a z drugiej strony z zatrudnieniem ekspertów lub pracowników tymczasowych na określone projekty, czy prace sezonowe. Niezależnie od powodów podjęcia tej formy współpracy pomiędzy zleceniodawcą i zleceniobiorcą, pociąga ona za sobą istotne zmiany zarówno w kulturze organizacyjnej, jak i systemach wynagrodzeniowych, czy kanałach rekrutacyjnych – zauważa dr Karol Raźniewski, Associate Partner w Zespole People Advisory Services w Dziale Doradztwa Podatkowego EY. – Aby w pełni wykorzystać potencjał takich pracowników-zleceniobiorców firmy muszą dokonać adaptacji do nowych oczekiwań rynku pracy, zarówno pod kątem wartości wynagrodzenia, jak i jego części składowych. Aby zastosować konkurencyjne środki motywacji i retencji dla takich osób, firmy powinny przygotować się zarówno pod kątem prawnym, jak i efektywnościowym – dodaje.

Freelancer – wyzwanie dla organizacji

Ekonomia współdzielenia otwiera przed firmami nowe możliwości, ale także skłania do refleksji nad nowymi sposobami pozyskiwania i zatrzymywania talentów. Badanie przeprowadzone przez EY sugeruje, że organizacje wciąż jeszcze nie poradziły sobie z wypracowaniem optymalnego modelu operacyjnego wspierającego procesy rekrutacji i zarządzania tymczasową siłą roboczą. Procesy wielu firm dotyczące pracowników kontraktowych są rozproszone w ramach organizacji, podatne na „ręczne” sterowanie – przyznaje się do tego 37% menedżerów. Ocena efektywności niejednokrotnie opiera się na bardzo podstawowych systemach niepopartych przemyślaną analityką danych, a procesy on- i offboardingowe praktycznie nie istnieją – 55% pracowników kontraktowych przyznaje że nie przeszło procesu onboardingu przy rozpoczęciu współpracy ze zleceniodawcą. Powoduje to duże nieefektywności procesowe, ale może również wywoływać poważne ryzyka i przeoczenia.

– W niektórych sektorach gospodarki, szczególnie tych podatnych na dużą sezonowość, model zatrudniania pracowników tymczasowych ma od wielu lat ugruntowaną pozycję. Jednakże w większości branż gospodarki przeważał do tej pory model związania przez dłuższy czas z jednym, stałym pracodawcą. Od pewnego czasu zaczyna się to zmieniać. Tzw. czwarta rewolucja przemysłowa czyli czasy automatyzacji, Internetu ludzi (sieci społecznościowe i biznesowe), internetu rzeczy, usług i danych przyniosły ze sobą diametralną zmianę nie tylko modeli biznesowych, dotychczas z powodzeniem funkcjonujących przez dziesiątki lat, ale również modeli zatrudnienia personelu. Model tzw. pracowników na żądanie cały czas zyskuje na popularności i wydaje się, że nie pozostanie tylko przejściową modą – podsumowuje Michał Grzybowski, Partner EY i Lider praktyki People Advisory Services w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Na pewno organizacjom rozważającym alternatywne formy angażowania personelu potrzebna jest refleksja nad zmianą procesów dotyczących rekrutacji, zarządzania, ryzyka. W tej refleksji trzeba wziąć pod uwagę zarówno aspekty społeczne, dotyczące równości traktowania personelu, ale również, a może – przede wszystkim, ryzyka prawne i podatkowe – dodaje.

O badaniu:

Badanie „EY Contingent Workforce Study” zostało opracowane przez ekspertów zespołu People Advisory Services firmy doradczej EY, we współpracy z wewnętrznym działem badawczym EY Sweeney. Jego celem było pozyskanie nowych i ciekawych informacji na temat fenomenu zjawiska pracy „na żądanie”. W badaniu wzięło udział 214 amerykańskich menedżerów – osób pełniących kierownicze role w firmach o obrotach większych niż 100 mln USD i zatrudniających ponad 1000 pracowników oraz 1008 pracowników kontraktowych.

Indeksy koniunktury. Dane z Wielkiej Brytanii

Koniec rekordowych odczytów indeksów PMI w Europie. Mieszane dane z brytyjskiego rynku pracy osłabiają funta. Przerwanie serii wzrostów na amerykańskiej giełdzie.

Indeksy koniunktury

Od rana poznawaliśmy odczyty indeksów PMI dla głównych europejskich gospodarek. Dla całej strefy euro wynik wyniósł 58,5 punktu. Jest to obiektywnie bardzo dobry rezultat, ale po ostatnich bardzo dobrych danych analitycy oczekiwali 0,8 punktu wyższego rezultatu. Słabiej od oczekiwań wypadły zarówno Niemcy jak i Francja – główne gospodarki strefy euro. Po tych danych doszło do osłabiania się euro na rynku względem głównych walut. Są to co prawda wstępne dane, ale pokazują one, że optymizm wśród kadry zarządzającej spada, co powinno przełożyć się na finalne odczyty.

Dane z Wielkiej Brytanii

O 10:30 poznaliśmy dane z brytyjskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia wbrew oczekiwaniom wzrosła z 4,3% do 4,4%. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z kolei spadła. Jak to jest możliwe? Dane o bezrobociu spływają około 1,5 miesiąca po ich opublikowaniu, gdyż są liczone metodą BAEL. Jest to metoda ankietowa trwa ona zatem dłużej niż badanie bezrobocia rejestrowanego na podstawie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Liczba wniosków o zasiłek jest z kolei znana już pół miesiąca po ich złożeniu. W rezultacie dzisiejsze dane dotyczyły różnych miesięcy. Jak zareagowały rynki? Po opublikowaniu danych funt zaczął się osłabiać. Nie był to jednak szczególnie mocny ruch, a brytyjska waluta straciła na wartości około grosza.

Koniec serii wzrostów w USA

Amerykańskie giełdy znów znalazły się wczoraj pod kreską. Po osiągnięciu swoich minimów od listopada w pierwszej połowie lutego rozpoczął się ruch w górę. Trwał on 6 sesji z rzędu po czym wczoraj nadeszła korekta. Spadek nie był jednak na tyle silny by budzić panikę. Wciąż otwartym jest pytanie czy giełda powróci do wzrostów z których została tak brutalnie wybita czy też będzie kontynuowała ruch boczny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
  • 20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

ORLEN dostarczy paliwa na potrzeby armii amerykańskiej

PKN ORLEN podpisał kontrakt na zaopatrzenie w paliwa dla armii amerykańskiej, stacjonującej na terenie Polski. Kontrakt obejmuje sprzedaż zarówno paliwa lotniczego (F34), jak i oleju napędowego (ON i ONA2).

Obecna współpraca będzie realizowana do 31 grudnia 2018 r. z możliwością jej przedłużenia na kolejne lata. Już od kwietnia 2017 r. PKN ORLEN sprzedaje paliwa na potrzeby amerykańskich jednostek w formule spot.

PKN ORLEN jest kluczowym producentem i dostawcą paliw na krajowym rynku, który kontrahentom może zaoferować nie tylko paliwa wysokiej jakości, ale także rozwiniętą infrastrukturę logistyczną, gwarantującą terminowość i pewność dostaw. Sprzedaż paliw do jednostek wojskowych, jak armia amerykańska wymaga ponadto specjalistycznej wiedzy m.in. w zakresie produkcji czy transportu i dzięki temu, że mamy wymagane know-how możemy ubiegać się o tego rodzaju kontrakty – powiedział Zbigniew Leszczyński, Członek Zarządu PKN ORLEN ds. Sprzedaży.

Paliwa będą wykorzystywane do zasilania zarówno sprzętu lądowego, jak też powietrznego. Dostawy będą realizowane poprzez zewnętrznego wykonawcę kontraktowego bezpośrednio do baz stacjonowania jednostek amerykańskich na terenie Polski, m.in. w Żaganiu, Toruniu, Bemowie Piskim czy Świętoszowie.

Tego rodzaju kontraktacja podlega też rygorystycznym standardom w zakresie poziomu obsługi, tak aby sprostać oczekiwaniom finalnych odbiorców. Koncern posiada niezbędne certyfikaty AQAP pozwalające realizować sprzedaż wg najwyższych standardów dla wojsk NATO. Firma jest też dostawcą paliwa lotniczego i oleju napędowego dla Wojska Polskiego.