Grupa Morele przejmuje internetowy sklep sportowy Sklep-Presto.pl

Grupa Morele, należąca do portfolio spółek funduszy MCI Capital, zakończyła przejęcie drugiego pod względem wielkości internetowego sklepu sportowego w Polsce Sklep-Presto.pl. Inwestycja jest kontynuacją przyjętej przez Morele.net strategii rozszerzenia oferty Grupy o nowe kategorie sprzedaży, wykraczające poza elektronikę. Aktualnie w jej ofercie jest ponad 800 tysięcy produktów z 8 branż.

Sklep-Presto.pl, to jeden z liderów na rynku sprzedaży internetowej artykułów sportowych
i turystycznych w Polsce.

Polski rynek artykułów sportowych w 2005 roku był wart 1 mld zł[1]. W 2016 roku jego wartość wzrosła do 8,7 mld zł[2]. Odzież sportowa znajduje się w pierwszej dziesiątce kupowanych produktów w Internecie[3]. Jest to także jeden z 10 głównych produktów zakupowych, w których działa odwrotny efekt ROPO, gdzie produkty sprawdza się offline, a kupuje online[4]. Ze względu na duży potencjał tego sektora, Morele.net zdecydowało się na zintensyfikowanie na nim działań.

„Przejęcie Sklep-Presto.pl to dla nas kolejny krok rozbudowy naszej oferty. W ostatnim czasie robiliśmy to zarówno poprzez tworzenie własnych sklepów, organicznie, oraz poprzez procesy przejęć. Od stycznia br. Sklep-Presto.pl jest już w pełni zintegrowany z platformą Morele. To idealny przykład na to, że możemy szybko połączyć się z każdym sklepem internetowym online. Jednocześnie, dzięki naszemu doświadczeniu i elastycznemu systemowi, osiągamy wysokie poziomy efektywności” – powiedział Michał Pawlik, Prezes Zarządu Morele.net. „Wzrost segmentu sportowego to jeden z naszych celów na 2018 rok, w którym planujemy ponad 1 mld złotych przychodów na poziomie Grupy, przy istotnym zwiększeniu średniej marży” – uzupełnił Pawlik.

Grupa Morele, w obecnym kształcie, działa na rynku od 2004 roku. Miesięcznie serwisy grupy są odwiedzane przez około 2,5 mln unikalnych użytkowników, którzy realizują ponad 5 tysięcy zamówień dziennie. W ramach Grupy Morele działa obecnie kilka sklepów internetowych z różnych branż; obok głównego sklepu z elektroniką, morele.net, są to: Amfora.pl, Budujesz.pl, Digitalo.pl, Hulahop.pl, Motoria.pl, Meblujesz.pl, Pupilo.pl, Sklep-Presto.pl/trenujesz.pl oraz Ubieramy.pl. Łącznie wszystkie platformy oferują 800 tysięcy jednostek magazynowych, z których większość jest dostępna w ciągu 24 godzin. W 2017 roku przychody Grupy wyniosły 750 milionów złotych.

[1] „Rynek artykułów i odzieży sportowej w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy na lata 2015-2020” PMR
[2] „Rynek artykułów i odzieży sportowej w Polsce 2017. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2017-2022” PMR
[3] Raport „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”.
[4] Raport „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”.

Małe i średnie firmy weszły w nowy rok z apetytem na wysoką sprzedaż

Pierwszy tegoroczny odczyt „Barometru EFL”[1]wyniósł 56,8 pkt. i jest porównywalny ze wskaźnikiem sprzed kwartału (58,2 pkt.) oraz sprzed roku (57,1 pkt.). Można więc wciąż mówić o kontynuacji pozytywnych nastrojów w sektorze MŚP. Eksperci EFL zwracają jednak uwagę na bardzo optymistyczne prognozy przedsiębiorców dotyczące sprzedaży usług i produktów. Aż 38% mikro, małych i średnich firm – dwa razy więcej niż rok temu i najwięcej od prawie 2 lat – planuje więcej sprzedawać.

Skąd taki sprzedażowy optymizm?

 – Musimy pamiętać, że wyniki „Barometru EFL” opierają się na subiektywnych opiniach przedsiębiorców na temat ich planów i rozwoju firm w danym kwartale. A na ich odpowiedzi wpływają zarówno wewnętrzne dane dotyczące zamówień jak i informacje makroekonomiczne oraz prognozy analityków, które ostatnio są bardzo optymistyczne. Na przykład GUS podał wstępny szacunek wzrostu gospodarczego w IV kwartale ubiegłego roku na poziomie aż 5,1 proc. r/r, co jest bardzo wysokim wynikiem. Do tego branża leasingowa, która w 2017 roku przekroczyła kolejną granicę finansowania, zapowiedziała, że ten rok będzie dziewiątym z rzędu, w którym będzie rosnąć. Jeśli dodamy rosnący eksport oraz zwiększające się wydatki konsumentów, nie powinny dziwić bardzo optymistyczne prognozy firm dotyczące sprzedaży – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Początek 2018 rok ze stabilnymi nastrojami

Odczyt „Barometru EFL” za I kwartał tego roku wyniósł 56,8 pkt. i wciąż znajduje się ponad progiem OR[2]. Choć mamy do czynienia ze spadkiem wskaźnika trzeci kwartał z rzędu, to jednak w porównaniu do ostatniego kwartału 2017 roku jest on niewielki (-1,4 pkt.). Ponadto, pierwszy tegoroczny pomiar jest niemal identyczny jak rok temu (IQ2017 – 57,1 pkt.). To oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, pomimo odrobinę gorszych prognoz, cały czas widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Sprzedaż napędza MŚP

Wśród czterech obszarów, które składają się na wartość głównego indeksu „Barometru EFL”, warto zwrócić uwagę na istotną poprawę nastrojów pod względem planowanej sprzedaży produktów i usług. A 37,6 proc. przedsiębiorców liczy na większe zamówienia na początku roku. To wynik o 9,3 pp. wyższy niż kwartał wcześniej oraz dwa razy wyższy niż rok temu (IQ2017 – 18,3 proc.). Co więcej, tak wielu sprzedażowych optymistów nie mieliśmy od niemal 2 lat (IIQ2016 – 41,8 proc.)

Szacowany wzrost sprzedaży pociągnął za sobą bardziej optymistyczne oceny dotyczące płynności finansowej w porównaniu rok do roku (IQ 2018 – 25,5 proc.; IQ 2017 – 13,5 proc.).

Biorąc pod uwagę planowany poziom inwestycji w środki trwałe, w I kwartale tego roku mamy do czynienia z niższym odsetkiem optymistów niż pod koniec ubiegłego roku (34,9 proc.; -6,5 pp. kw/kw.). Jednak rok do roku widać niewielki wzrost (+3 pp.).

– Przedsiębiorcy przewidują poprawę bieżącej sytuacji, o czym świadczy apetyt na wyższą sprzedaży i lepszą płynność finansowa. Jednak utrzymywanie się niskiej skłonności do inwestowania może oznaczać wstrzymanie rozwoju w kolejnych kwartałach. Liczymy jednak, że potwierdzi się nasza dotychczasowa obserwacja, że po pogorszeniu nastrojów MŚP na początku roku następuje ich poprawa w kolejnym okresie. W związku z tym należy się spodziewać, że w II kwartale b.r. – analogicznie do 2016 i 2017 roku – nastąpi wzrost wskaźnika „Barometru EFL” – mówi Radosław Kuczyński z EFL.

[1] Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 1-9 lutego 2018 r.

[2] Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli  poziom ograniczonego rozwoju.

Lekka korekta bitcoina

We wtorek wieczorem bitcoin wspiął się na poziom najwyższy od 28 stycznia i kosztował niemal 11,8 tys. USD. To kontynuacja trendu wzrostowego, który rozpoczął się po osiągnięciu dołka 6 lutego. W środę rano mamy jednak do czynienia z lekką korektą i wartość najpopularniejszej kryptowaluty spadła do 10,9 tys. USD. Później cena bitcoina minimalnie wzrosła do 11,1 tys. USD. Ostatecznie oznacza to, że wirtualna waluta wróciła do ceny z poniedziałkowego popołudnia i w porównaniu z sytuacją sprzed doby jej wartość jest niższa o nieco ponad 4%. Sporo jeszcze bitcoinowi brakuje do poziomu z 1 stycznia br.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,15%), a zyskuje do euro (+0,39%), dolara kanadyjskiego (+0,57%), dolara australijskiego (+0,88%) oraz japońskiego jena (+0,81%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,233, GBP/USD – 1,399, USD/CAD – 1,265, AUD/USD – 0,785 i USD/JPY – 107,7. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,38%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Poza frankiem szwajcarskim, wobec którego polska waluta nie zmienia kursu, złotówka traci do innych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje ponad 3,36 zł, euro – 4,15 zł, funt – 4,71 zł, a frank – 3,59 zł.

Giełdy

Na światowe giełdy wróciła przewaga koloru zielonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,01%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,83%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,64%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,58%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,5%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 1,19%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 0,21%, a hongkoński indeks Hang Seng – 1,83%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej idą w górę. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztuje 65,25 USD (+0,63%), a ropy WTI – 61,9 USD (+0,36%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wynosi 71 USD. Z kolei złoto kolejny dzień kontynuuje spadki. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1327 USD. To 11 USD mniej (-0,82%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Japonia – Indeks PMI dla przemysłu, luty – 54 pkt. (prognoza 55,2 pkt.)
  • 2:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla usług, luty (prognoza 57 pkt.)
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla przemysłu, luty (prognoza 60,8 pkt.)
  • 10:00 – Polska – Wskaźniki koniunktury konsumenckiej, luty
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, luty (prognoza 59,3 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, luty (prognoza 57,6 pkt.)
  • 10:00 – Niemcy – Indeks instytutu Ifo, luty (poprzednio 117,6 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Stopa bezrobocia, grudzień (prognoza 4,3%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, styczeń (prognoza 2,3 tys.)
  • 15:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Filadelfii
  • 15:15 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla usług, luty (prognoza 54 pkt.)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu, luty (prognoza 55,4 pkt.)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, styczeń (prognoza 5,6 mln)
  • 20:00 – USA – Protokół z posiedzenia FOMC, styczeń

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Ostrożnie z entuzjazmem

Przy braku danych i wydarzeń odbicie dolara jest drogą po linii najmniejszego oporu. Dziś uwagę przyciąga protokół FOMC, co do którego rynek może mieć jednak zbyt wygórowane oczekiwania. Funt został wciągnięty w szum informacyjny wokół Brexitu, który dziś mogą jednak przyćmić dane z rynku pracy.

Dolar kontynuuje odbicie w tym tygodniu, choć trudno przypisywać temu większe znaczenie, jak przejściowe odreagowanie ostatniej fali słabości. Brak kluczowych wydarzeń i publikacji zachęca do redukcji pozycji. Podkreślam – redukcji – gdyż nie sądzę, abyśmy mieli do czynienia z masowym otwieraniem długich pozycji w USD. Jakkolwiek nie zgadzam się ze skalą przeceny dolar z ostatnich dni/tygodni, tak rzekome argumenty wyprzedaży (podwójny deficyt USA, siła globalnego ożywienia, łagodne oczekiwania wobec Fed na tle innych banków centralnych) nie osłabły. Nie zmienia to faktu, że EUR/USD i USD/JPY z łatwością przełamują kolejne poziomy wsparcia/oporu. Dziś kalendarz nieco się rozkręca z główną uwagą na protokół z posiedzenia FOMC. Wydaje się, jakby rynek miał oczekiwania na jastrzębie nuty w dokumencie, które wzmocniłyby argumentację za trzema lub więcej podwyżkami stóp procentowych w tym roku. Osobiście podchodzę z mniejszymi emocjami do publikacji. Ocena perspektyw inflacji i nastawienia do tempa podwyżek będą ważnym punktem wyjścia dla nowego prezesa J. Powella, choć nie można zapominać, że dokument nie przedstawi poglądów FOMC na ostatnie zawirowania na rynkach oraz silny odczyt CPI za styczeń (posiedzenie FOMC przed tymi wydarzeniami). W obecnym klimacie minutki mogą nawet być rozczarowaniem, ale na razie taktycznie wolę obserwować rynek dolara z boku, czy korekta nie rozwinie się w coś większego.

Funt zaczyna skupiać większą uwagę pod naporem szumu informacyjnego związanego z Brexitem. Wczoraj brytyjska waluta zyskiwała za sprawą artykułu w Business Insider, że Parlament Europejski rozważa pozostawienie Wielkiej Brytanii dostępu do jednolitego rynku europejskiego. Parlament ma przygotowywać rezolucję pozwalającą na większą elastyczność w prowadzonych negocjacjach. Osobiście byłbym ostrożny z entuzjazmem. Po pierwsze każdy projekt PE musi zyskać aprobatę Rady Europejskiej i wszystkich 27 członków UE, więc nic nie jest jeszcze pewne. Po drugie, nawet najlepsze rozwiązanie pośrednie nie może być lepsze od członkostwa w UE, więc należy spodziewać się dodatkowych (czyt. ostrzejszych) warunków takiego porozumienia. A to z pewnością nie spodobałoby się największym zwolennikom Brexitu w brytyjskich parlamencie. O ich determinacji świadczy wręczone premier Theresie May „żądanie okupu” od 62 członków partii konserwatywnej z listą postulatów w sprawie Brexitu (m.in. odzyskanie kontroli nad legislacją i handlem). Liczba sygnatariuszy ma tutaj dodatkowe znaczenie, gdyż tyle samo głosów potrzeba do zgłoszenia wotum nieufności dla rządu). Jeśli premier May wystraszy się i dostosuje do żądań dla utrzymania władzy w kraju, będzie to jednocześnie oznaczać podsycanie konfliktu w negocjacjach z Brukselą. Jutro spotyka się tzw. „Rada Wojenna” brytyjskiego rządu, więc możemy liczyć na przecieki odnośnie potencjalnych kompromisów (lub ich braku). W międzyczasie GBP skupi się na raporcie z rynku pracy Wielkiej Brytanii. Oznaki przyspieszenia dynamiki płac wzmocnią oczekiwania na wcześniejszą podwyżkę stóp procentowych BoE, pomagając walucie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Szwajcaria jest drugim największym inwestorem zagranicznym spoza Unii Europejskiej w Polsce

Szwajcaria jest jednym z najzamożniejszych, najlepiej rozwiniętych, a w ostatnich latach najbardziej innowacyjnych krajów świata. Tymczasem Polska przez niemal trzy dekady intensywnie nadrabiała zaległości cywilizacyjne oraz ekonomiczne w stosunku do rozwiniętych gospodarek Europy Zachodniej. Jak wynika z raportu „Współpraca, wzrost, innowacje. 20 lat inwestycji szwajcarskich w Polsce” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z Polsko-Szwajcarską Izbą Gospodarczą w ciągu ostatnich 20 lat eksport Polski do Szwajcarii zwiększył się ponad dziewięciokrotnie, a szwajcarskie firmy ulokowały w Polsce w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych już około 17,5 mld zł. Pracuje w nich ponad 35 tys. osób. Coraz częściej polskie oddziały odpowiadają też za rozwój innowacyjnych technologii oraz rozwiązań.

Szwajcaria od blisko 150 lat znajduje się w światowej czołówce pod względem zamożności oraz poziomu rozwoju ekonomicznego. Duży zakres wolności gospodarczej, otwartość na wymianę międzynarodową i imigrację, stabilne i przewidywalne prawo, niskie podatki oraz odpowiedzialna polityka budżetowa, a także rozwinięty system kształcenia, w tym zawodowego – to najczęściej wymieniane źródła sukcesu gospodarczego tego kraju. Z kolei Polakom ten alpejski kraj kojarzy się przede wszystkim z zegarkami, biżuterią, turystyką i dobrobytem. Niewiele osób jednak wie, że Szwajcaria jest jednym z najbardziej innowacyjnych państw na świecie. – Szwajcaria od wielu lat znajduje się na szczycie światowej czołówki pod względem innowacyjności. Także w tym roku jest liderem europejskich oraz globalnych rankingów, wyprzedzając takie kraje jak Szwecja, Dania, Finlandia, Holandia, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Niemcy – mówi Marek Szymański, Prezes Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej.

Szwajcaria zbudowała wysoce efektywny ekosystem rozwoju innowacji. O jego sile świadczy szereg wskaźników, pokazujących udział inwestycji w środki trwałe powiązane z własnością intelektualną, odsetek firm produkcyjnych w branży zaawansowanych technologii czy liczbę zgłaszanych patentów.

Duże rezerwy polskiej innowacyjności

Polska gospodarka od ponad 25 lat rozwija się bardzo dynamicznie, rosnąc szybciej niż gospodarki krajów Europy Zachodniej. Przeciętna dynamika PKB na osobę według parytetu siły nabywczej w Polsce wynosi 6 proc. i jest wyższa niż w Szwajcarii (2,9 proc.), a także od średniej dynamiki wzrostu krajów Unii Europejskiej (4,2 proc.). Istotnym atutem Polski jest duży rynek wewnętrzny, a także wykwalifikowani pracownicy.

To sprawia, że również współpraca gospodarcza między Polską i Szwajcarią rozwija się dynamicznie, zwłaszcza w sferze handlu i inwestycji. W ciągu ostatnich dwudziestu lat eksport Polski do Szwajcarii zwiększył się ponad dziewięciokrotnie. Szwajcaria w tym samym okresie zwiększyła eksport do Polski niemal trzykrotnie. Sprzyjają temu nie tylko czynniki związane z korzystną koniunkturą, ale także szereg strukturalnych uwarunkowań. To przede wszystkim duży zasób kapitału w Szwajcarii i konieczność poszukiwania atrakcyjnych stóp zwrotu, a z drugiej zapotrzebowanie na kapitał w Polsce wynikające z jego niskiej dostępności i potrzeb rozwojowych. Dwustronnej wymianie gospodarczej sprzyja także dobrze rozwinięta baza przemysłowa w obu krajach, wysoki poziom kapitału ludzkiego oraz położenie geograficzne.

 

Polska ma znaczny potencjał innowacyjny, choć poziom nakładów na badania i rozwój w relacji do PKB nadal jest niższy od wartości charakteryzujących najbardziej innowacyjne gospodarki świata.

– To oznacza, że polska gospodarka ma duże rezerwy do podnoszenia innowacyjności i produktywności, między innymi poprzez zwiększanie natężenia konkurencji czy poprawę jakości szkolnictwa, w tym szczególnie zawodowego i edukacji wyższej. Skutecznym sposobem na wzrost innowacyjności może być także przyciąganie zagranicznych inwestycji i wdrażanie gotowych rozwiązań technologicznych czy biznesowych, które będą wspierać organiczny rozwój lokalnych firm – mówi Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte. Na tej płaszczyźnie inwestycje szwajcarskich firm mają istotny wkład w rozwój potencjału inwestycyjnego Polski ze względu na zaawansowanie stosowanych rozwiązań technologicznych i biznesowych oraz transfer know-how.

 

Szwajcarska innowacyjność w polskich warunkach

Jak dotąd szwajcarskie firmy ulokowały w Polsce – w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych – około 17,5 mld zł. Szwajcaria jest drugim po USA, największym inwestorem zagranicznym w Polsce, który nie jest członkiem Unii Europejskiej. Inwestycje te są w znacznej części nośnikiem innowacyjnych rozwiązań. – Szwajcarskie firmy pozytywnie oddziałują na polską gospodarkę poprzez rozwój sieci firm kooperujących, zatrudnianie oraz szkolenie specjalistów i menedżerów, a także dostarczanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych i biznesowych – mówi Marek Szymański.

 

W Polsce prowadzą działalność firmy z branż, w których szwajcarska gospodarka ma wyjątkowe przewagi konkurencyjne, co pokazują dane dotyczące produktywności. Należy tu wymienić zwłaszcza produkcję farmaceutyków, telekomunikację, energetykę czy produkcję zaawansowaną technologicznie.

– Jednym z wiodących sektorów, który rozwija innowacje w Polsce jest biomedycyna. W Roche doskonale wiemy, że nie ma innowacji bez konsekwentnych nakładów na badania i rozwój. Dlatego tylko w ciągu ostatnich dwóch lat nasze inwestycje w Polsce w obszar R&D wyniosły ponad miliard złotych – mówi Wiktor Janicki, Dyrektor Generalny Roche Polska. – Realny wkład w polską gospodarkę, to także współpraca z polskimi ośrodkami medycznymi i naukowymi, m.in. w ramach coraz powszechniejszych partnerstw publiczno-prywatnych. Działania prowadzone przez Roche udowadniają, że efektywna współpraca na styku nauki i biznesu jest w Polsce możliwa i stanowi doskonały impuls do pobudzania innowacyjności w naszym kraju – dodaje.

W szwajcarskich przedsiębiorstwach w Polsce zatrudnionych jest około 35 tys. osób. Dodatkowo obecność szwajcarskich firm pozwala rozwijać się polskim dostawcom i kooperantom, którzy również uzyskują dodatkowe przychody, dzięki którym mogą zwiększać zatrudnienie lub wynagrodzenia. Taki efekt synergii jest szczególnie widoczny w przemyśle przetwórczym, w którym poszczególni producenci tworzą złożone międzynarodowe sieci współpracy.

Coraz lepsza infrastruktura, coraz trudniej o pracowników

Jako główne zalety Polski szwajcarscy inwestorzy wymieniają: duży, chłonny rynek wewnętrzny, ale też położenie geograficzne i dobrą infrastrukturę, co pozwala na znalezienie rynku zbytu nie tylko w kraju, ale również na innych rynkach. Przynależność Polski do Unii Europejskiej i członkostwo w NATO również są wymieniane jako zaleta. Minusem są najczęściej trudności z rekrutacją pracowników, zwłaszcza produkcyjnych, dlatego przebadane firmy coraz częściej inwestują w środki trwałe i automatyzują procesy. Obszarami wskazywanymi do poprawy są plany zagospodarowania przestrzennego, które różnią się w zależności od lokalizacji, a także szybkość procesu administracyjnego.

Szwajcarskie firmy obecne w Polsce zaczynają poszukiwać bardziej zaawansowanych procesów tworzących wartość dodaną, opartych na wiedzy, które mogłyby zostać przenoszone do Polski.

– Powodem są bardzo dobrze wykształceni pracownicy, często z doświadczeniem zagranicznym. Z naszego badania wynika, że szwajcarscy inwestorzy cenią w Polakach etos pracy, pracowitość, zaangażowanie i umiejętność identyfikacji z celami firmy. Choć koszty pracy w Polsce rosną, inwestorzy nadal znajdują tu połączenie dobrej ceny z jakością i z terminowością. Podkreślają również otwartość polskich konsumentów na innowacje produktowe – mówi Julia Patorska.

Powstający system obejścia zakazu handlu w niedziele pokazuje ułomność nowego prawa

Marzec 2018 będzie pierwszym miesiącem, który zapisze się jako najczarniejszy dla polskich handlowców i firm usługowych. Wejdzie wtedy w życie ustawa, która ograniczy handel w niedziele – co z pewnością odbije się na zarobkach, szczególnie małych i średnich przedsiębiorców w Polsce. Duże, także zagraniczne koncerny, radzą sobie z tym problemem. Już teraz próbują znaleźć system, aby obejść nowe, źle skonstruowane prawo. 

Będzie to stanowiło problem także dla firm usługowych, które w tym czasie utrzymywały czystość czy zapewniały ochronę. One także będą musiały redukować liczbę stanowisk pracy. O ile handel przeniesie się na inne dni w tygodniu, powyższe branże nie będą mogły zreorganizować działalności tak, by uniknąć strat.

– Zakaz handlu w niedziele, zamiast zakazu pracy – który na pewno by się bronił – jest niezrozumiały. Drugie rozwiązanie byłoby bardziej precyzyjnym określeniem i łatwiejszym do zaakceptowania – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Przyjąłby je także Trybunał Europejski – jako, że jest ono już wprowadzone w wielu krajach UE. Nie oceniając samego pomysłu należy zwrócić uwagę, że nieodpowiednie jest samo określenie „zakaz handlu w niedziele”. Rozwiązania niekorzystnie odbiją się zwłaszcza na sektorze MŚP. Przedsiębiorcy nadal będą płacić czynsze za miejsca w galeriach handlowych, a w najbardziej opłacalnym momencie, czyli w niedziele – kiedy przychodzi dużo klientów – nie będą mogli pracować i zarabiać. System obejścia tworzy się już teraz, co świadczy o ułomności wchodzącego prawa. Pojawiają się absurdalne sytuacje, gdzie zamiast sklepów będą otwarte showroomy, sprzedawców zastąpią doradcy handlowi, a transakcja będzie odbywać się przez Internet. Kolejnym problemem są dworce kolejowe. W Katowicach czy w Krakowie  galerie handlowe przenikają się z peronami i pomieszczeniami dworcowymi. Podobnie jest w Warszawie. Ustawa ta jest więc zła i po roku powinna zostać poddana walidacji oraz ocenie, czy taki system się sprawdza. Może okazać się porażką, której wprowadzenie narobi więcej szkód niż zysków – dodał Kowalski.

Komornicy wciąż mają poważny problem z CEPiK-em. Na dane o pojazdach czekają nawet kilka tygodni

Od stycznia br. komornicy nie mogą sprawdzać danych w elektronicznym systemie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. W tym celu trzeba składać wnioski listownie, co niepotrzebnie przedłuża proces windykacji. Dla branży to prawdziwy paraliż. Wierzyciele są wściekli, bo uważają, że taka sytuacja działa na ich szkodę. Natomiast dłużnicy zyskali czas, by szybko pozbywać się swoich ruchomych majątków. Z kolei Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada, że sytuacja wróci do normy najpóźniej 8 marca. Wcześniejsze terminy były już kilka razy przekładane. Czas pokaże, jak będzie tym razem.

Stan zapaści

Dokładnie 16 stycznia br. Ministerstwo Cyfryzacji powiadomiło samorząd komorniczy o czasowym wyłączeniu elektronicznego dostępu do systemu CEPiK 2.0. Początkowo obiecywano przywrócenie usług w ciągu dwóch tygodni, później termin przełożono na 16 lutego. Aktualnie mówi się o ponownym uruchomieniu bazy danych dopiero w marcu. To jednak nie pierwszy kłopot z działaniem platformy, która miała świadczyć cyfrowe usługi na miarę XXI wieku.

Resort cyfryzacji jako powód zawieszenia usług online podał problemy techniczne, tzw. błąd krytyczny aplikacji. Naprawa się przeciąga, a odpowiedzialny za projekt Centralny Ośrodek Informatyki kolejny raz przesuwa datę zakończenia prac. Roman Romanowski, wiceprezes Krajowej Rady Komorniczej, powołując się na informację uzyskaną od Ministerstwa Cyfryzacji, jako najnowszy termin podaje datę 8 marca. Alternatywą jest składanie zapytań pisemnych, wysyłanych tradycyjną pocztą. Jak jednak wskazuje praktyka, taka obsługa trwa wiele tygodni.

– Ministerstwo zaproponowało komornikom powrót do papierowej formy, co w zasadzie cofa nas o dobre 10 lat. Generowanie pisemnych zapytań to strata czasu i pieniędzy dla wszystkich stron postępowania. Obniża się też skuteczność ich działania. Taka sytuacja opóźnia egzekucje i uderza bezpośrednio w wierzycieli, a nieuczciwym dłużnikom daje czas na skuteczną ucieczkę z majątkiem – komentuje Robert Damski, komornik sądowy i były rzecznik Krajowej Rady Komorniczej.

Internetowy rejestr pojazdów to jedno z najważniejszych narzędzi w ustalaniu majątku dłużników. Komornicy otrzymują wnioski wierzycieli o dokonanie zajęć pojazdów, ale przed podjęciem działań muszą ustalić, czy dłużnik faktycznie jest ich właścicielem. Po kilku nagłośnionych pomyłkach w postępowaniach windykacyjnych czynność ta jest szczególnie istotna. Dodatkowo liczy się czas. W poprzedniej wersji CEPiK pozwalał uzyskać wiarygodne informacje w ciągu 24 godzin i ułatwiał sprawną egzekucję.

– Z powodu zawieszenia dostępu do CEPiK-u nie da się szybko i skutecznie podjąć czynności, o które wnosi wierzyciel. Na dane o pojazdach kierowane do Ministerstwa Cyfryzacji w formie papierowej trzeba czekać tygodnie, jeśli nie miesiące. Sytuacja ta stwarza dłużnikom możliwość upłynnienia posiadanego mienia, zanim zajmie je komornik – dodaje wiceprezes KRK.

Dłużnik śpi spokojnie

Komornicy uzyskują dostęp do rejestru pojazdów dwutorowo – papierowo lub elektronicznie. Pewna ich grupa wciąż korzysta z pierwszej formy. Według Romana Romanowskiego, niektórym taka forma wystarcza, inni nie byli jednak w stanie wypełnić restrykcyjnych warunków technicznych, aby uzyskać internetowy dostęp do tej bazy danych. Oczekując na uruchomienie nowej wersji ewidencji pojazdów, komornicy pozyskali stosowne certyfikaty dostępu. System ruszył z potknięciami, ale stopniowo zaczynał działać coraz lepiej i zapewniał szybkie pozyskiwanie informacji. Niestety w styczniu komornicy zostali całkowicie pozbawieni tej możliwości. Teraz liczą, że termin ponownego uruchomienia rejestru zostanie dochowany.

– Po okresie w miarę sprawnego działania, już pod koniec ubiegłego roku zaczęły się pierwsze problemy i przerwy w dostępie. Dlatego część sądowych windykatorów zdecydowała się na wnioski pisemne. Prawdopodobnie teraz realizowane są te złożone jeszcze w grudniu. Styczniowe zawieszenie systemu zmusiło także pozostałych do przejścia na korespondencję tradycyjną. Mamy możliwości prowadzenia windykacji innymi sposobami. Jednak elektroniczny dostęp pomaga w sprawnej egzekucji. Liczę na to, że kilka tygodni bez CEPiK-u nie wpłynie negatywnie na sytuację wierzycieli – twierdzi Sławomir Szynalik, rzecznik Izby Komorniczej w Krakowie.

Jednak wierzyciele są wściekli i rozgoryczeni taką sytuacją. Z dużą dozą niepewności patrzą na problem i boją się o swoje pieniądze. Narzekają na przewlekłość postępowań oddalających wizję szybkiej windykacji. Oskarżają też komorników, prowadzących ich sprawy, o bezczynność. Ale oni w tym przypadku również są bezradni.

– Osoby zlecające windykację nie dowierzają, że komornik nie jest w stanie szybko sprawdzić majątku ruchomego. Jeden z nich wskazał kilka pojazdów dłużnika, który już działa w kierunku sprzedaży majątku. Oczekiwał szybkiego działania. A ja na odpowiedź czekam już 4. tydzień. I bezradnie rozkładam ręce przed klientem. W tym zamieszaniu ciężko jest wypełniać obowiązki, trudno także budować zaufanie do naszego zawodu – mówi zastrzegający anonimowość komornik z podwarszawskiej miejscowości.

Oczywiście wierzyciele nie muszą rozumieć problemów komorników. Zwyczajnie oczekują skuteczności i profesjonalizmu. Sami też mają związane ręce. Nie mają wpływu na działania windykacyjne, jak również nie  posiadają żadnych innych dodatkowych możliwości oddziaływania na postępowanie.

– Wierzyciele znaleźli się w trudnej sytuacji, gdyż mogą jedynie wskazać składniki majątku dłużnika, z których ma być przeprowadzona przyszła egzekucja. Dalsze postępowanie oczywiście prowadzi komornik. W przypadku samochodów, z reguły dłużnik jest jedynym właścicielem, a to zdecydowanie ułatwia windykację, podobnie jak możliwość szybkiego zbycia takiego składnika majątku. Oczywiście przedłużające się czynności dają zadłużonemu czas na uniknięcie spłaty długu. Ogranicza to prawa wierzycieli i utrudnia dochodzenie roszczeń – wyjaśnia adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Stały problem

CEPiK 2.0 sprawiał problemy już od fazy projektu i to nie jest nowość. Jego uruchomienie poprzedni rząd planował na styczeń 2016 roku. Zaniedbania, choć pewnie nie tylko one, spowodowały, że następcy zmuszeni byli przesunąć termin o rok. Ostatecznie, po kolejnych opóźnieniach ruszył 10 listopada ubiegłego roku. Nowy system miał wyeliminować błędy i zaktualizować dane.

– Debiut wypadł blado, a konsekwencje dotknęły zarówno interesantów i urzędników wydziałów komunikacji, jak i samych komorników sądowych. Zupełnie nietrafioną decyzją było wyłączenie starego systemu CEPiK przed sprawdzeniem nowego. W ten sposób problemy zaczęły się jeszcze przez jego startem – podsumowuje Robert Damski.

Na razie jedynym pocieszeniem dla komorników i wierzycieli jest zwiększenie liczebności zespołu odpowiadającego na zapytania pisemne. Z informacji Ministerstwa Cyfryzacji, przesłanej do Krajowej Rady Komorniczej, wynika, że zwiększył się on o dodatkowe 77 osób. Według Romana Romanowskiego, dotychczas zatrudniano do tego typu obsługi około 10 pracowników.

Rezygnacja wiceprezesa i przygotowanie do zmiany strategii w RAFAKO

Na dzisiejszym posiedzeniu Rada Nadzorcza RAFAKO S.A. przyjęła rezygnację Krzysztofa Burka, dotychczasowego wiceprezesa Spółki oraz omówiła z zarządem możliwe kierunki zmian strategii Spółki.

Rada Nadzorcza RAFAKO S.A. 20 lutego 2018 roku przyjęła rezygnację dotychczasowego wiceprezesa Krzysztofa Burka. Jest on związany z RAFAKO od 1986, a na stanowisku wiceprezesa był od 2009 roku. Krzysztof Burek obecnie będzie współpracował z RAFAKO w charakterze doradcy.

Zarząd spółki wyraża zadowolenie, że Krzysztof Burek będzie kontynuował współprace w formule doradczej.  Z pewnością jego ogromne doświadczenie i znajomość RAFAKO przyczynią się do dalszego rozwoju firmy.

Jednocześnie Rada Nadzorcza powołała do Zarządu na stanowisko wiceprezesa Karola Sawickiego, którego głównym obszarem działalności będzie nadzór nad jednostkami biznesowymi.

Zmiana strategii

Rada Nadzorcza ustaliła także, że Zarząd Spółki dokona zmiany strategii Grupy RAFAKO i przedstawi jej nową wersję w ciągu miesiąca. Nowa strategia ma w szczególności uwzględniać poszerzenie i dywersyfikację oferty produktowej RAFAKO w oparciu o synergie, kompetencje i referencje posiadane w Grupie Kapitałowej.

Dokument ma uwzględniać nowe możliwości w pozyskiwania kontraktów w oparciu o większe  wykorzystanie instrumentów finansowych oferowanych przez podmioty z Grupy PFR, która poprzez Fundusz Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw objęła w 2017 roku pakiet akcji RAFAKO S.A.

Zmiana strategii ma objąć także weryfikację perspektyw rynkowych poszczególnych linii biznesowych oraz wsparcie dalszego rozwoju najbardziej dynamicznych obszarów działalności firmy. Między innymi analizę możliwości wyodrębnienia biznesowego Zakładu Produkcji Kotłów oraz dalsze skupianie know how w centrach kompetencyjnych w ramach Grupy RAFAKO, w tym przygotowanie analizy propozycji scalenia jednostek projektowych.

Kolejnym krokiem będzie dopasowanie struktury organizacyjnej do nowej strategii RAFAKO S.A., w szczególności w zakresie skupienia odpowiedzialności za pozyskiwanie kontraktów oraz rozwoju oferty produktowej w celu wzmocnienia pozycji na rynkach energetyki oraz oil&gas.

Centralny Rejestr Faktur, czyli JPK drugiej generacji

W minionym roku fiskus upatrywał źródeł swoich sukcesów w uszczelnianiu systemu podatku VAT we wprowadzeniu obowiązku elektronicznego raportowania do Ministerstwa Finansów informacji o transakcjach gospodarczych w firmie za pomocą Jednolitego Pliku Kontrolnego (JPK_VAT). Obecnie trwają intensywne prace nad zwiększeniem funkcjonalności tej aplikacji i utworzeniem kolejnego modułu – Centralnego Rejestru Faktur, który będzie zbierał informacje o fakturach wystawionych przez wszystkie podmioty obrotu gospodarczego, przesyłane do MF za pomocą plików elektronicznych.

W taki oto sposób urzędnicy otrzymają pełny i szczegółowy obraz transakcji dokonywanych przez wszystkich czynnych podatników VAT w Polsce.

Nowy rok, nowe obowiązki dla firm

Wraz z początkiem 2018 r. wszyscy podatnicy VAT oprócz tych, którzy dokonują wyłącznie sprzedaży zwolnionej bądź korzystają ze zwolnienia z podatku z uwagi na nieprzekroczenie limitu sprzedaży określonego w art. 113 ustawy VAT, będą podlegali obowiązkowi przesyłania plików JPK_VAT obejmujących dane zawarte w rejestrach VAT za każdy miesiąc. Dotyczy to także tych przedsiębiorstw, które rozliczają się z tytułu podatku VAT kwartalnie, a to oznacza, że dla tej kategorii podatników terminy rozliczeniowe związane ze złożeniem deklaracji VAT i przesyłaniem JPK nie będą zbieżne. Wiąże się to z koniecznością przystosowania firmowego programu księgowego do nowych wymogów i merytorycznego przeszkolenia personelu księgowego do nowych zadań związanych z raportowaniem VAT. Zaniechanie tego obowiązku przez przedsiębiorcę może skutkować dotkliwymi sankcjami finansowymi, a nawet karnoskarbowymi.

Kontrole krzyżowe

Do tej pory raporty JPK wysyłały jedynie największe firmy. Z ich doświadczeń wynika, że urzędy skarbowe szczególnie upodobały sobie taki sposób uzyskiwania wiedzy o aktywności gospodarczej podatników. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości organy wzywały firmy do wyjaśnienia przyczyny określonego stanu rzeczy i ponownej weryfikacji przesłanego raportu. Niejednokrotnie wezwania dotyczyły kwestii technicznych, takich jak nieprawidłowy NIP kontrahenta czy wykazanie informacji w niewłaściwych polach pliku.

Równie często powiadamiano podatników o błędach, które mogły mieć wpływ na zaniżenie zobowiązania z tytułu podatku VAT. W początkowym okresie funkcjonowania JPK sprawdzano, czy kwota sprzedaży i kwota podatku należnego wykazane przez sprzedawcę odpowiadają kwocie zakupów i kwocie podatku naliczonego wykazanym przez nabywcę w tym samym okresie rozliczeniowym. Wywołało to lawinę nieuzasadnionych wezwań organów skarbowych – dlatego że zgodnie z ustawą VAT podatnikowi, który nabywa towar lub usługę, przysługuje prawo do odliczenia podatku naliczonego w okresie rozliczeniowym, w którym otrzymał fakturę dokumentującą dostawę towarów lub wykonanie usługi albo w jednym z dwóch następujących po tym okresie okresów rozliczeniowych. Jest zatem mało prawdopodobne, aby w sytuacji gdy ustawa VAT przewiduje możliwość odliczenia VAT w różnych okresach, wartości wykazywane przez dostawców i odbiorców w JPK za ten sam miesiąc zawsze były tożsame. Niemniej jednak pisma z urzędów skarbowych w podobnych sprawach nie należały do rzadkości. Tym samym już na etapie wdrożenia JPK przedsiębiorcy oraz pracownicy działów księgowych i podatkowych po raz kolejny zostali obdarowani obciążeniami sprawozdawczymi, co bez wątpienia przełożyło się na dodatkowe koszty w firmie.

Faktura oczkiem w głowie fiskusa

Fiskus wciąż nie określił, jaką formę przyjmie projektowany Centralny Rejestr Faktur. Już dziś jednak wiadomo, że będzie to rozbudowana baza informatyczna przeznaczona do zaawansowanej analityki danych opartych na statystyce matematycznej. Urzędnicy zapewniają, że stworzenie bazy faktur będzie działać przede wszystkim na korzyść podatników i zwiększy ich bezpieczeństwo prawne w zakresie odliczania podatku VAT. Nadal jednak nie zostały przedstawione konkretne rozwiązania. Wiadomo natomiast, że CRF ma być wprowadzany stopniowo, tak aby podatnicy najpierw przyzwyczaili się do korzystania z platformy JPK w podstawowym zakresie.

Zapewnienia bez pokrycia

Od dłuższego czasu fiskus przywiązuje wielką wagę do promocji i poprawy wizerunku nowych narzędzi analitycznych w oczach podatników. Pomimo to trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jedynymi beneficjentami nowych aplikacji (w tym JPK i CRF) są i nadal będą funkcjonariusze aparatu skarbowego. Najlepszym argumentem na poparcie tej tezy jest fakt, że przesłane pliki JPK są wykorzystywane do wszczynania czynności sprawdzających i kontroli podatkowych. Fiskus otrzymuje wszak co miesiąc pełny wykaz transakcji z oznaczeniem faktury, daty transakcji, kwoty podatku i innych danych wpływających na wysokość zobowiązania podatkowego. W przypadku stwierdzenia błędu urzędnik wzywa podatnika do wyjaśnienia niezgodności i informuje o skutkach prawnych i finansowych niezastosowania się do tego polecenia. Dotychczasowe doświadczenia przedsiębiorców nie dowodzą, że nowa funkcjonalność systemu w postaci CRF okaże się pożądanym wsparciem dla biznesu.

Niepokojący trend

Niepokój wśród firm może budzić zapowiedź raportowania w ramach JPK, a zapewne także w CRF, transakcji gospodarczych częściej niż raz w miesiącu. Pojawiły się nawet głosy, że docelowo firmy będą raportowały sprzedaż i zakupy w VAT w czasie rzeczywistym, jakkolwiek miałoby to wyglądać. Pewne jest tylko jedno – wraz z rozwojem elektronicznych narzędzi i baz analitycznych fiskus będzie wymagał od przedsiębiorców coraz więcej i nic nie wskazuje na to, że fiskalny apetyt skarbówki zostanie w najbliższym czasie zaspokojony.

Autor: radca prawny Robert Nogacki  – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Unia (chyba) spuszcza z tonu

Sprawcą wtorkowego zamieszania na rynku walutowym okazał się być funt szterling (0,1 proc.), który na koniec dnia jako jedyna z walut G10 opiera się dominacji dolara za sprawą przychylnych doniesień związanych ze zmianą pozycji negocjacyjnej przez unijnych włodarzy. Zgodnie z pogłoskami brytyjskie spółki mogą zachować dostęp do jednolitego rynku europejskiego, a przebieg prowadzonych rozmów ma finalnie skutkować bardziej elastycznym konsensusem. Publikację świetnych danych makroekonomicznych ma za sobą polska gospodarka, co przy zachowaniu obserwowanych tendencji utrzyma optymizm przed publikacją rachunków narodowych za I kwartał. W opublikowanej paczce danych szczególną uwagę zwróciła sprzedaż detaliczna plasująca się tuż przy prognozowanym przez nas poziomie (8,2 proc. r/r; TMS Brokers: 8,1 proc.; konsensus: 6,9 proc.).

W koszyku walut G10 najsilniejszy ruch w stronę południa notuje szwedzka korona, która na przestrzeni dnia osłabiła się 1,2 proc. za sprawą niezbyt przychylnych szacunków inflacji za styczeń. Zgodnie ze wskazaniami roczna dynamika cen konsumenta wyniosła zaledwie 1,6 proc. (konsensus: 1,8 proc.) przy jednoczesnym spadku rocznej zmiany wskaźnika bazowego do 1,7 proc. (konsensus: 1,9 proc.). Ponownie w odwrocie znalazły się waluty defensywne. Na koniec dnia japoński jen oraz szwajcarski frank tracą po 0,6 proc. Odczuwalny zwrot w stronę południa notuje również euro, które ustępując dolarowi 0,4 proc. spycha kurs EUR/USD w okolicę poziomu 1,2350. W gronie walut Emerging Markets sile dolara oparły się jedynie filipińskie (0,3 proc.) i argentyńskie peso (0,1 proc.). Dużo ciekawsze przetasowania obserwuje się w dole tabeli, gdzie niepodzielnie rządzi turecka lira. Jej 0,9 proc. zniżkę goni polski złoty (-0,8 proc.), który wypycha kurs USD/PLN do poziomu 3,3600, EUR/PLN do 4,1490, GBP/PLN do 4,7070 oraz CHF/PLN do 3,5900.

Na europejskich parkietach obserwowano usilną próbę wymazania serii ostatnich spadków. Wśród głównych indeksów niepodzielnie rządził sztokholmski OMX S30 (1,2 proc.), który skutecznie uciekł madryckiemu IBEX-owi 35 (0,9 proc.) niesionemu świetną postawą detalistów. Skalę potencjalnych wzrostów we Frankfurcie skutecznie ograniczyli motoryzacyjni potentaci. Na koniec dnia przecena BMW, Daimlera oraz Volkswagena sięgnęła blisko 0,7 proc., co częściowo należy wiązać z reperkusjami afery dieslowej. Na szczycie indeksu DAX (0,8 proc.) znalazł się Infineon (2,3 proc.) za sprawą sprzyjających nastrojów wśród producentów mikroprocesorów oraz pozyskania duńskiego startupu Merus Audio. W Londynie ponownie liderem został Evraz (5,3 proc.), na którego wycenę istotnie wpłynęły doniesienia o podpisaniu umowy z rosyjskimi liniami kolejowymi na kwotę 111,7 mld RUB. Niestety FTSE 100 (0,0 proc.) pozostał tuż przy poziomie z wczorajszego zamknięcia. Najsilniej tracącym komponentem okazał się być BHP Billiton (-4,6 proc.), który był nie tylko zakładnikiem mniej korzystnego sentymentu w sektorze, ale również doniesień związanych z planami szybszej sprzedaży amerykańskiej jednostki eksploatującej łupki.

Na szczycie indeksu WIG 20 (0,2 proc.) znalazło się Asseco Poland. Za jego 2,8 proc. zwyżką stoją doniesienia płynące z Asseco South Eastern Europe (2,3 proc.) związane z potencjalnym wzrostem biznesu i aktywizacji w 2018 roku. Zgodnie z deklaracjami prezesa Asseco SEE Piotra Jeleńskiego aktualny portfel zamówień bez segmentu płatności wynosi 55,1 mln EUR na poziomie przychodów wobec 45,7 mln EUR raportowanych rok wcześniej. Uwagę inwestorów próbowały również skraść PKN Orlen (1,6 proc.) oraz KGHM Polska Miedź (1,3 proc.), które odpowiednio poinformowały o umocnieniu pozycji na lotnisku w Pradze oraz o osiągnięciu konsensusu ze związkami zawodowymi w zakresie podwyżek wynagrodzeń. Dość wysoko znalazł się również mBank (1,1 proc.) lekceważący najnowszą notę analityczną Banku Zachodniego WBK (-0,1 proc.), gdzie obniżono cenę docelową do poziomu 402 PLN (obecnie: 479,80 PLN) z podtrzymaniem rekomendacji „sprzedaj”. Listę spółek zamknęły Alior Bank (-1,0 proc.) oraz Bank Pekao (-0,9 proc.). Niezbyt optymistyczną sesję może mieć przed sobą Orange Polska (-0,9 proc.), które po końcu europejskich notowań opublikowało wyniki. Zgodnie z nimi EBITDA za IV kwartał wyniosła zaledwie 471 mln PLN (konsensus: 660,6 mln PLN) przy stracie rzędu 198 mln PLN (konsensus: 208,1 mln PLN).

Optymistyczne nastroje obserwuje się na rynku surowców energetycznych. W centrum uwagi znajdują się marcowe kontrakty na gaz ziemny, które na przestrzeni dnia zdołały podrożeć aż o 3,0 proc. Zdecydowanie skromniejszy ruch w stronę północy ma za sobą West Texas Intermediate (0,7 proc.) wyceniane po 62,10 USD za baryłkę. O solidnym odwrocie mogą mówić metale szlachetne. Obecnie złoto atakuje poziom 1 330 USD za uncję, notując tym samym rajd na południe rzędu 1,2 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers