Polska stawia na elektromobilność. W najbliższych latach należy się spodziewać boomu na rynku pojazdów elektrycznych

Polska stawia na elektromobilność. W najbliższych latach należy się spodziewać boomu na rynku pojazdów elektrycznych 1

Rozwój elektromobilności zwiększa polskie bezpieczeństwo energetyczne i wpływa na wzrost PKB, a przy tym jest korzystny dla środowiska i pozwoli ograniczyć problem smogu w miastach. Do 2030 roku sama elektryfikacja transportu przyczyni się do stworzenia około 50,8 tys. nowych miejsc pracy i wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc. – to główne wnioski z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych. Potencjał elektromobilności dostrzegają też duże koncerny motoryzacyjne, które dużo inwestują w ten rynek. 

 Rozwój elektromobilności oznacza powstanie nowego sektora przemysłu. Mamy tradycyjny sektor motoryzacyjny, który już dziś intensywnie przestawia się na elektromobilność, ale to również szansa rozwoju dla nowych branż i nowych technologii. Każdy pojazd elektryczny to nowa konstrukcja, więc konieczne będzie też poszukiwanie nowych, lżejszych materiałów. To z całą pewnością szansa na stworzenie nowego łańcucha wartości w polskim przemyśle –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, minister technologii i przedsiębiorczości.

Elektromobilność to jeden z priorytetów polskiego rządu, jej rozwój ma być pozytywnym impulsem dla nauki i całej gospodarki. Jak wynika z opublikowanego raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, sama elektryfikacja transportu drogowego przyczyni się do stworzenia około 50,8 tys. nowych miejsc pracy do 2030 roku oraz wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc. W dłuższej perspektywie, do 2050 roku, ten wzrost może sięgnąć nawet 1,1 proc.

W ubiegłym roku zostały przyjęte strategiczne dokumenty dotyczące rozwoju elektromobilności w Polsce. Z kolei na początku lutego prezydent podpisał ustawę, która kompleksowo reguluje ten sektor i wprowadza zachęty dla nabywców zeroemisyjnych aut.

 Pierwsza z nich to obniżona akcyza na pojazdy elektryczne, druga – to możliwość poruszania się buspasami dla posiadaczy pojazdów elektrycznych. Ustawie towarzyszy uruchomienie Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który ma służyć nie tylko budowie niezbędnej infrastruktury ładowania, lecz także w przyszłości ma stanowić instrument wsparcia zakupowego dla tych, którzy będą chcieli nabywać pojazdy elektryczne, albo dla miast, które będą chciały wykorzystywać floty samochodów w modelu współdzielenia do udostępniania mieszkańcom miast – mówi Jadwiga Emilewicz.

Nowa ustawa zakłada, że kierowcy, którzy zdecydują się na zakup auta o napędzie elektrycznym lub wodorowym, nie będą musieli płacić akcyzy ani uiszczać opłat za parkowanie w płatnych strefach. Będą za to mogli korzystać z uprzywilejowanych buspasów. Z kolei przedsiębiorcy zyskają możliwość większego odpisu amortyzacyjnego.

 Przyjęcie ustawy to pierwszy, bardzo ważny krok. Drugim jest budowa świadomości i promocja, pokazanie, że ten samochód przynosi Polsce wzrost gospodarczy i korzyści środowiskowe. Czekamy teraz na decyzje dotyczące Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który ma powstać bardzo niedługo. Zgromadzone w nim pieniądze będą pracowały na budowę infrastruktury i pomoc w nabywaniu samochodów elektrycznych – mówi Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych.

Z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych „Napędzamy polską przyszłość” wynika, że rozwój elektromobilności będzie również kluczowy dla poprawy jakości powietrza w polskich miastach, które borykają się z problemem smogu. Najbardziej ambitne scenariusze rozwoju tego rynku pozwalają oszacować, że do 2050 roku emisja pyłów związana z użytkowaniem silnikowych samochodów osobowych mogłaby spaść o 90 proc., a emisja dwutlenku węgla zostałaby w znacznym stopniu zredukowana.

– Samochody elektryczne mają bardzo wiele zalet. Przede wszystkim pojazdy elektryczne nie produkują zanieczyszczeń lokalnych. Jest to szczególnie ważne dla miast – mówi Andreas Klugescheid, ekspert BMW Group.

Motoryzacyjny koncern widzi duży potencjał w rozwoju elektrycznego transportu. Już w tej chwili BMW jest największym producentem samochodów elektrycznych i zelektryfikowanych w Europie.

 Nikt nie sprzedaje więcej samochodów na baterię i hybryd plug-in niż my. Obecnie jesteśmy największym producentem i sprzedawcą takich aut i chcemy utrzymać ten status również w przyszłości. Do 2025 roku zaoferujemy łącznie dwadzieścia pięć nowych modeli: trzynaście hybryd plug-in i dwanaście całkowicie elektrycznych – zapowiada Andreas Klugescheid.

Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energii, przywołanych w raporcie Cambridge Econometrics i FPPE, pomiędzy 2020 a 2030 rokiem nastąpi wyrównanie całkowitego kosztu posiadania samochodów z silnikiem spalinowym i aut elektrycznych, biorąc pod uwagę koszt zakupu, serwisu i ich utylizacji. Kluczowe znaczenie dla popularyzacji pojazdów elektrycznych ma infrastruktura do ich ładowania. Do końca 2020 roku w całej Polsce ma powstać również sieć 6,4 tys. punktów ładowania energią elektryczną (400 szybkich ładowarek i 6 tys. o normalnej mocy) oraz ponad sto punktów tankowania gazu CNG/LNG.

Udział elektryków i hybryd typu plug-in w polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc., ale rośnie skokowo. Dane KPMG i PZPM pokazują, że w 2016 roku zarejestrowano w Polsce 556 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in, co oznacza 65-proc. wzrost rok do roku. Z kolei ubiegłoroczne badanie SW Research na zlecenie PSPA pokazało, że 12 proc. Polaków planuje w najbliższym czasie zakup samochodu elektrycznego, a 31,5 proc. wciąż się nad tym zastanawia. Kierowcy coraz chętniej przesiadają się na elektryki, ponieważ nowe modele takich aut oferują coraz lepsze osiągi.

– Poprawa zasięgu elektryków to nie rola państwa, lecz przedsiębiorców, technologów i naukowców, i to się dzieje. Zaczynaliśmy od niespełna 100 km, dzisiaj najnowsze modele przejeżdżają 400 km. Dla tych, którzy dzisiaj wybierają samochody elektryczne, są to ich drugie samochody, do ruchu miejskiego, zakupowego czy dowożenia dzieci do szkół i przedszkoli. Dystans będzie się zwiększał wraz z rosnącymi wydatkami na badania i rozwój w elektromobilności – podkreśla minister Jadwiga Emilewicz.

Prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych podkreśla, że elektromobilność to trend, który obejmuje nie tylko Polskę, lecz także całą Europę, Stany Zjednoczone czy Azję. W ubiegłym roku w Chinach sprzedano już ok. 100 tys. autobusów elektrycznych i około miliona samochodów z napędem zeroemisyjnym, co pokazuje skalę rozwoju całego rynku.

 Na rynku będzie coraz więcej samochodów z większymi zasięgami. Za tym pójdzie rozwój technologii ładowania, czyli zwiększenie mocy, jaką ładuje się samochód elektryczny. Nastąpi spadek cen tych technologii, samochody elektryczne będą coraz tańsze w przeliczeniu np. na pojemność baterii, które są w nich instalowane. Te trendy w bardzo znaczący wpłyną na rozwój branży w ciągu najbliższych 5–10 lat i de facto doprowadzą do pewnego boomu. Koszt pozyskania i eksploatacji takiego samochodu stanie się niższy niż w przypadku samochodu tradycyjnego – prognozuje Rafał Czyżewski, prezes zarządu Greenway Infrastructure Poland.

Wyższe rachunki za ciepło systemowe są nieuniknione. To efekt rosnących cen węgla i nowych unijnych regulacji

Wyższe rachunki za ciepło systemowe są nieuniknione. To efekt rosnących cen węgla i nowych unijnych regulacji 2

Konsumenci muszą się przygotować na wyższe rachunki za ciepło systemowe. To efekt rosnących cen węgla i uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz nowych regulacji i konieczności dostosowania się do coraz bardziej rygorystycznych wymogów środowiskowych Unii Europejskiej. Ponieważ ciepło systemowe jest najbardziej efektywne ekologicznie i odgrywa dużą rolę w walce ze smogiem, konsumenci mogą się pogodzić z podwyżkami, jeżeli w zamian otrzymają czystsze powietrze.

– Cena ciepła systemowego będzie rosła, głównie z uwagi na podwyżkę cen węgla. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy ta cena rosła od 40 do 80 proc. Ponieważ udział węgla w wytwarzaniu ciepła wynosi 75 proc., zatem ten element kosztotwórczy będzie przekładał się na cenę. Oczywiście jesteśmy sektorem bardzo silnie regulowanym, ale ten kilkuprocentowy wzrost cen ciepła w nowych taryfach, które będą zatwierdzane z uwzględnieniem nowych cen węgla, musi nastąpić i jest to element niezależny od przedsiębiorstwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szymczak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Ceny węgla energetycznego w ubiegłym roku wyraźnie rosły. Indeks cenowy katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu pokazuje, że w grudniu cena węgla dla ciepłownictwa wzrosła o 6,7 proc. (w ujęciu miesięcznym). W całym 2017 roku indeks PSMCI2 odnotował 22-proc. średnioroczny wzrost do wartości 240,72 zł za tonę (wobec 196,94 zł za tonę w roku 2016).

– Drugim elementem kosztotwórczym ceny ciepła systemowego są uprawnienia do emitowania dwutlenku węgla, które przedsiębiorstwa muszą kupować. Jeszcze niedawno uprawnienie kosztowało poniżej 5 euro, dzisiaj mamy ceny na poziomie około 9 euro. Szacunki wskazują, że z punktu widzenia polityki unijnej satysfakcjonujący poziom to około 20 euro. To z kolei będzie musiało się przełożyć na wzrost cen ciepła – wskazuje Jacek Szymczak.

Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) to jeden z głównych elementów polityki klimatycznej UE. W ramach określonego pułapu przedsiębiorstwa otrzymują bądź odkupują uprawnienia do emisji gazów cieplarnianych, którymi mogą handlować wedle własnych potrzeb (całkowita liczba dostępnych uprawnień do emisji jest ograniczona, przez co mają one określoną wartość). Co roku każde przedsiębiorstwo musi umorzyć określoną liczbę przydziałów, w przeciwnym razie grożą mu wysokie, finansowe grzywny. Jeżeli w tym czasie zmniejszy emisję gazów cieplarnianych, swoje zezwolenia może odsprzedać innemu przedsiębiorstwu, któremu ich zabrakło. Według szacunków Komisji Europejskiej do 2030 r. poziom emisji z instalacji objętych systemem ETS ma być o 43 proc. niższy niż w 2005 roku, kiedy powstał system.

W obecnym systemie w latach 2020–2030 ciepłownictwo ma zapewnione darmowe uprawnienia do emisji w wysokości 30 proc., ale po 2030 roku przedsiębiorstwa ciepłownicze będą już musiały nabywać wszystkie uprawnienia, co z automatu przełoży się na ceny.

Prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie wyraźnie podkreśla, że wzrosty ceny ciepła, których powinni się spodziewać konsumenci, nie wynikają z decyzji lub niegospodarności przedsiębiorstw, ale właśnie z czynników zewnętrznych, takich jak wzrost cen surowców, presja regulacyjna oraz konieczność modernizowania jednostek wytwórczych i dostosowywania ich do wymogów środowiskowych (co z kolei oznacza kosztowne inwestycje).

– Oprócz URE mamy również naturalnego regulatora, którym jest klient. Dzisiaj nie ma uregulowań prawnych, które zakazywałyby odbiorcy indywidualnemu – takich mamy zdecydowaną mniejszość, czy zbiorowemu, np. spółdzielni mieszkaniowej, wybudować własne lokalne źródło ciepła, nawet jeżeli dotychczas korzystał on z ciepła systemowego. Inwestorzy się znajdą, dzisiaj pieniądze nie są problemem – podkreśla Jacek Szymczak.

Ciepło systemowe jest najbardziej efektywne ekologicznie, dlatego odgrywa dużą rolę w walce ze smogiem i emisją dwutlenku węgla.

– Od dwóch lat zaczęliśmy na poziomie krajowym mówić w sposób bardziej racjonalny i stanowczy o problemie związanym ze złą jakością powietrza, powodowaną głównie przez domowe paleniska i transport. Ciepłownictwo systemowe w niewielkim procencie odpowiada za niską emisję. To wartość, którą trzeba uświadomić społeczeństwu i mieszkańcom. Dzięki temu ludzie będą gotowi zapłacić więcej za ciepło, bo zrozumieją, że przekłada się to bezpośrednio na jakość życia i ich zdrowie – ocenia Jacek Szymczak.

Z szacunków Instytutu Certyfikacji Emisji Budynków wynika, że w porównaniu do indywidualnego kotła na węgiel ciepło z elektrociepłowni emituje o 35 razy mniej szkodliwych pyłów, o 175 proc. mniej tlenków azotu i o 240 proc. dwutlenku siarki.

Coraz mniej miejsca na nowe galerie handlowe. Rynek powierzchni handlowych będzie napędzać modernizacja już istniejących obiektów

Coraz mniej miejsca na nowe galerie handlowe. Rynek powierzchni handlowych będzie napędzać modernizacja już istniejących obiektów 3

Wysokie nasycenie galeriami handlowymi sprawia, że inwestorzy coraz częściej decydują się na modernizację i rozbudowę już istniejących obiektów. Tylko do końca III kwartału 2017 roku stanowiły one 12 proc. realizowanych inwestycji. Zdaniem ekspertów taki trend będzie się utrzymywać, zwłaszcza że ponad połowa zasobów handlowych w Polsce ma powyżej 10 lat. Centra oddane do użytku kilka czy kilkanaście lat temu muszą dostosować swoją ofertę do klientów, dla których spędzanie czasu wolnego w galeriach handlowych stało się stylem życia. 

 Rynek komercyjnych powierzchni handlowych w Polsce jest w dobrej kondycji, choć widać wyraźnie jego nasycenie, w szczególności w dużych miastach. Oczywiście powstają nowe projekty, ale one są już bardziej uzupełniające. Można powiedzieć, że większość dużych miast w Polsce ma właściwe nasycenie nowoczesną powierzchnią handlową. Nie będzie znaczącego rozwoju w zakresie budowy nowych obiektów, ale będą zmiany istniejących obiektów: rozbudowy, przebudowy i modernizacje – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes spółki Dekada.

Savills szacuje, że w 2017 roku oddano do użytku 391 tys. mkw. powierzchni handlowej. Z raportu Knight Frank „Rynek komercyjny w Polsce” wynika, że na koniec III kwartału 2017 roku nasycenie powierzchnią handlową sięgało 253 mkw. na tysiąc mieszkańców. To więcej niż wynosi średnia europejska, ale poniżej poziomu krajów Europy Zachodniej. Największy wskaźnik nasycenia mają największe miasta, przede wszystkim Poznań (718 mkw. na 1 tys. mieszkańców) i Wrocław (603 mkw.). Z pozostających na koniec III kwartału powierzchni w budowie 75 proc. powstawało właśnie w największych aglomeracjach: warszawskiej, śląskiej i wrocławskiej.

– W małych miastach również mamy do czynienia ze zbliżającym się nasyceniem. W wielu miastach poniżej 100 tys. mieszkańców rynki też są nasycone, ale mamy jeszcze miasta 50-, 30- czy 20-tysięczne, gdzie jest jeszcze obszar do działania. Oceniam, że jest to praca i inwestycje na najbliższe 2–3 lata. Poza obiektami, które w tej chwili budujemy, nie uda się zbudować już zbyt wiele i trzeba się będzie skupić na kupowaniu obiektów starszych, które istnieją już na rynku parę lat i które można w odpowiedni sposób zmodernizować – prognozuje Walczak.

Na koniec III kwartału 2017 roku z zakończonych inwestycji (o łącznej powierzchni 164 tys. mkw.) 12 proc. stanowiły rozbudowy i modernizacje już istniejących obiektów. Eksperci Kinght Frank oceniają, że taki trend będzie się utrzymywać, zwłaszcza że ponad połowa z istniejących obecnie centrów ma co najmniej 10 lat.

 Będziemy mieli w Polsce do czynienia z inwestycjami o trochę innym charakterze, modernizacyjnym, polegającym na ulepszaniu. Klienci oczekują z każdym rokiem coraz lepszej, nowej jakości i nie ma możliwości, żeby centrum handlowe wybudowane 10 lat temu mogło istnieć bez modernizacji – przekonuje prezes Dekady.

Na koniec III kwartału 2017 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła 13,5 mln mkw., przy czym blisko 10 mln mkw. przypadało na 404 centra handlowe (dane JLL). Część z nich powstała kilkanaście lat temu, kiedy standardem był sklep spożywczy, zajmujący zdecydowaną większość powierzchni, i powstające wokół dodatkowe sklepy i punkty usługowe. Dziś centra handlowe to małe miasteczka, integrujące funkcje handlowe, usługowe i rekreacyjne. Te obiekty, które nie spełniają tych standardów, będą musiały przejść rozbudowę, w przeciwnym wypadku – upadną.

– Rynek jest zależny od popytu, o którym decydują możliwości finansowe Polaków. Te rosną, co będzie wpływało na rozwój powierzchni handlowych i centrów handlowych. Zakładam, że Polacy przez najbliższe lata będą się bogacili i dochodzili stopniowo do poziomu europejskiego. To jest główny wyznacznik rozwoju handlu w Polsce – ocenia Aleksander Walczak.

Jak podkreśla, w zależności od miasta i nasycenia rynku rozwijać się będą wszystkie formaty centrów handlowych – zarówno duże, jak i małe galerie.

– Duże obiekty mają coraz więcej powierzchni pod dachem, uzupełnianych często o gastronomię i funkcje związane ze spędzaniem czasu wolnego. To nie przeszkadza w rozwoju mniejszych formatów. Jest naturalna segregacja związana z zakupami, czyli te podstawowe robimy jak najbliżej domu i jak najszybciej, a te większe w największych obiektach. Tam też spędzamy czas wolny – wyjaśnia Aleksander Walczak.

Negatywny wpływ na rynek może mieć za to ustawa ograniczająca handel w niedzielę. Prezes Dekady ocenia, że już pierwsze skutki obowiązywania nowych przepisów (wchodzących w życie w marcu) powinny skłonić rządzących do zmiany decyzji. Jego zdaniem będą one odczuwalne przez całe społeczeństwo – również przez grupy, które mają na tym rozwiązaniu zyskać, czyli pracownicy i rodziny.

 Galerie handlowe są dziś namiastką centrum miasta pod jednym dachem. W Polsce tylko przez kilka miesięcy w roku można spędzać czas na powietrzu, przez większość miesięcy mamy opady deszczu czy śniegu i wówczas centra handlowe są dobrym miejscem spędzania wolnego czasu, nie tylko zakupów – podkreśla ekspert.

Sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość kluczowe w strategiach firm. Te technologie najmocniej mogą wpływać na życie klientów

Sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość kluczowe w strategiach firm. Te technologie najmocniej mogą wpływać na życie klientów 4

Dzięki nowym technologiom firmy w coraz większym stopniu mają wpływ na codzienne życie ludzi. Sztuczna inteligencja oraz wirtualna i rozszerzona rzeczywistość będą mieć największy wpływ na klientów – prognozuje Accenture w Polsce. Nowe technologie pozwalają firmom oferować produkty i usługi skrojone na miarę konkretnego klienta, ale korzystają przy tym z poufnych danych na jego temat. Dlatego dużym wyzwaniem dla biznesu jest etyczne wykorzystanie cyfrowej rzeczywistości.

 W tegorocznym raporcie „Technology vision” wymieniamy pięć trendów, które będą się pojawiać w strategiach rozwoju firm. To trendy, które obejmują przede wszystkim interakcje z klientem, jakość danych i infrastrukturę oraz aplikacje, które muszą być otwarte na budowanie partnerstwa. To, co kluczowe i jest klamrą spinającą te trendy, to potrzeba budowania wiarygodności firm jako podstawy do rozwoju kolejnych usług i samych firm – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Jako najważniejsze elementy dla strategii rozwoju firm „Accenture Technology Vision 2018” wskazuje m.in. wykorzystanie sztucznej inteligencji, rozszerzonej rzeczywistości oraz internetu rzeczy. Dla inteligentnego przedsiębiorstwa bardzo istotne będzie także budowanie technologicznego partnerstwa z innymi podmiotami.

Nowe technologie przede wszystkim budują przewagę konkurencyjną firm. Jak wynika z raportu „Accenture Technology Vision 2018”, 84 proc. przedstawicieli kadry zarządzającej ocenia, że dzięki technologiom firmy zyskują większy wpływ na codzienne życie ludzi.

 Sztuczna inteligencja i rozszerzona czy wirtualna rzeczywistość będą mieć największy wpływ na życie klientów. Te dwa trendy są znane nam od wielu lat, ale coraz częściej znajdują swoje zastosowanie w codziennych narzędziach, z których korzystamy. Skala ich wykorzystania w kolejnych latach będzie znacząco rosła. Myślę, że to wykorzystanie będzie dużo bardziej powszechne – przekonuje Jacek Borek.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy. Szacunki IDC z 2016 roku wskazują zaś, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) może wzrosnąć z 5,2 mld dolarów w 2016 roku do 162 mld dolarów w 2020 roku.

– Technologia, zbierając dane na nasz temat w sposób bardzo nieinwazyjny, pozwala oferować usługi i produkty, które są do nas dużo lepiej dostosowane i spełniają nasze codzienne potrzeby. Wszelkiego rodzaju efektywność oferowania swoich produktów i usług dużo lepiej trafia w nasze potrzeby, w związku z tym dużo chętniej z nich korzystamy – podkreśla dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Technologie budują też lojalność klientów. Pozwalają nie tylko na oferowanie spersonalizowanych usług, lecz także wpływają na całościowe doświadczenia klienta. Dzięki temu wzajemne relacje między firmą a klientami stają się bardziej partnerskie.

 Firmy starają się zbudować wokół swoich produktów grupę ludzi, którzy podzielają pewien system wartości, np. w kwestii ochrony środowiska. Budujemy grupę pasjonatów oddanych produktom i nowinkom oferowanym przez daną firmę. Ta relacja zdecydowanie się pogłębia dzięki technologii – wskazuje Borek. – Technologie mają nie tylko wpływ na codzienne decyzje zakupowe, lecz także na te dotyczące spędzania wolnego czasu, jakiego rodzaju informacje do nas docierają, a nawet jakie decyzje społeczne czy polityczne podejmujemy.

Właściwe wykorzystanie trendów technologicznych pozwala na zbudowanie przewagi konkurencyjnej. Firmy zdają sobie z tego sprawę, dlatego inwestycje w tym obszarze toczą się już niemal we wszystkich branżach. Rozwój technologii w jednym sektorze wpływa na przyzwyczajenia klientów, którzy podobnej obsługi oczekują już w każdej sytuacji.

– Każdy z nas, kto skorzystał z serwisu oferowanego przez sklepy internetowe i doświadczył łatwości zakupu na platformach zakupowych, chciałby w podobny sposób być obsłużonym np. przez administrację publiczną. Te mechanizmy są przenoszone i stanowią ogromne wyzwanie dla wielu branż, które są technologicznie dużo mniej zaawansowane i dużo mniej rozumieją współczesny świat – ocenia Jacek Borek.

Intensywny rozwój nowych technologii sprawia, że kluczowe będzie wykorzystanie w odpowiedni sposób wrażliwych danych. Jak podkreśla dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce, oznacza to wyzwanie dla firm przede wszystkim pod względem etyki.

– Jeżeli mówimy o ponad dwóch miliardach użytkowników Facebooka na świecie, dla których serwis ten jest podstawowym źródłem informacji, etyka staje się coraz ważniejsza. Próba użycia danych dla osiągnięcia krótkoterminowego zysku, rujnuje przyszłą wartość firmy. Chęć wpłynięcia na zachowanie ludzi za pomocą przekazu jest tak ogromna, że utrzymanie etycznych norm w wykorzystaniu danych i odpowiedzialność za obrót nimi będą decydowały o tym, kto zdobędzie pozycję lidera, a kto z tego rynku wypadnie – mówi Jacek Borek.

Gry komputerowe są coraz bardziej realistyczne. Odpowiada za to coraz lepsza grafika 3D, ale też zaawansowane silniki fizyki

Gry komputerowe są coraz bardziej realistyczne. Odpowiada za to coraz lepsza grafika 3D, ale też zaawansowane silniki fizyki 5

Gry komputerowe coraz częściej do złudzenia przypominają rzeczywistość. Najwyższy poziom realizmu zapewnia wysokiej jakości trójwymiarowa grafika. Zupełnie nowy poziom w doznaniach z gier dostarcza technologia wirtualnej rzeczywistości, która pozwala zanurzyć się w świecie zaprojektowanym przez twórców gier. Za postrzeganie realizmu w grach najbardziej odpowiedzialny jest jednak silnik fizyki. To on decyduje o tym, że wgniecenia samochodu są realistyczne, cyfrowy piłkarz w sposób naturalny wykonał wślizg, a krople deszczu w prawidłowy sposób odbiły się od kałuży.

– Fizyka w grach i filmach to symulowanie realnych zjawisk, które zachodzą w świecie, za pomocą algorytmów i symulacji, które komputerowo obliczane są w czasie rzeczywistym po to, by uzyskać złudzenie, że jesteśmy blisko realizmu. Że zawieszenie samochodu lub upadek przedmiotu i jego odbicie od powierzchni odbyły się w sposób do złudzenia przypominający to, co zachodziłoby w świecie rzeczywistym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Litworowski, prezes Nano Games.

W zależności od gatunku gry fizyka może odgrywać w niej mniejsze lub większe znaczenie. Niezwykle istotna jest np. w wyścigach samochodowych, w których sposób zachowania pojazdu na drodze, podskoki na wybojach czy poślizgi na mokrej nawierzchni muszą być jak najbardziej realistyczne. Odpowiedzialny za to jest silnik fizyki, a dopiero na niego nakładana jest grafika komputerowa.

– Silnik Bullet to narzędzie umożliwiające realistyczne obliczenia, które są potrzebne do tego, żeby przedstawić, jak ciało lub symulowany obiekt zachowywałby się w świecie rzeczywistym. Staramy się go przełożyć na świat trójwymiarowy, który renderujemy 30 klatek na sekundę po to, żeby w płynny sposób oddać to doświadczenie na ekranie. Wgniecenia pojazdu, zderzenia czy zawieszenie, wszystko dąży do tego, żeby było to jak najbardziej realistycznie odzwierciedlone – tłumaczy ekspert.

Wykorzystywany przez krakowskie studio Nano Games silnik Bullet był fundamentem wielu światowych hitów w grach i filmach. Oparte na nim są takie tytuły jak „Grand Theft Auto” IV i V, „Midnight Club: Los Angeles”, „DIRT” czy „Red Dead Redemption”. Silnik wykorzystywany był także przy projektowaniu fizyki przedmiotów i osób w filmach, takich jak „Hancock”, „2012”, „Drużyna A”, „Sherlock Holmes”, czy w animacji „Jak wytresować smoka”.

Na końcowy efekt realistycznej gry komputerowej czy filmu składa się jednak wiele elementów.

– Sama technologia to jeszcze nie jest ostateczny efekt. Technologia wymaga jeszcze doszlifowania, pracy zespołu grafików, specjalistów od tekstur, od modeli, od efektów specjalnych, również dźwięków, bo także dźwięk tworzy imersję, tworzy zjawisko wystąpienia zdarzenia. Warstwa audio jest również bardzo istotnym aspektem w realistycznym symulowaniu zdarzeń fizycznych – przekonuje Michał Litworowski.

Według raportu „Kondycja Polskiej Branży Gier ‘17” Polska zajmuje 23. miejsce pod względem wartości rynku gier. W 2016 roku był on wyceniany na 1,85 miliarda złotych. Do 2019 roku ma wzrosnąć do 2,23 miliarda złotych. Najwięcej, bo 1/3 rodzimego rynku, stanowią produkcje na PC i konsole dostarczane w dystrybucji fizycznej.

Projekt BRILLIANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja

Projekt BRILLIANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja 6

Unia Europejska wezwała kraje bałtyckie, w tym Polskę, do opracowania do czerwca 2018 roku projektu połączenia sieci energetycznych z infrastrukturą europejską. Litwa, Łotwa i Estonia miałyby się połączyć z Zachodem za pośrednictwem polskich linii energetycznych. To rozwiązanie ma zapewnić większe bezpieczeństwo energetyczne tych krajów i uniezależnienie się od Rosji. Prowadzony projekt BRILLIANT to także okazja do edukacji polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej. Według przedstawiciela Narodowego Centrum Badań Jądrowych jest to jedyna racjonalna technologicznie opcja dostarczania energii.

Według zaleceń UE do czerwca 2018 roku ma powstać projekt przyłączenia sieci energetycznych krajów nadbałtyckich do infrastruktury europejskiej. Projekt Baltic Region Initiative for Long Lasting Innovative Nuclear Technologies (BRILLIANT) ma na celu nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego krajów bałtyckich, lecz także dywersyfikację źródeł energii, redukcję emisji gazów cieplarnianych i walkę ze zmianami klimatycznymi.

– Projekt BRILLIANT wziął się z tego, że kraje bałtyckie chcą się połączyć energetycznie z Europą. Jak dotąd są zsynchronizowane z Rosją, więc muszą na nowo przeorganizować swoją sieć energetyczną. Projekt polega na przeanalizowaniu struktury sieci i opracowaniu rozwiązań, które ułatwią podłączenie krajów bałtyckich do wspólnej sieci europejskiej​.– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. Jacek Jagielski, dyrektor Departamentu Fizyki Materiałów Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Aktualnie przygotowywane są analizy, które pozwolą zorganizować sieć w taki sposób, aby zapewnić w przyszłości niezawodność systemu oraz bezpieczeństwo energetyczne. Według szacunków łączne koszty przyłączenia Litwy, Łotwy i Estonii do europejskich sieci energetycznych wyniosą około 1 mld euro. 75 proc. tej kwoty będzie mogło zostać sfinansowane ze środków funduszu „Connecting Europe Facilities”.

W projekcie resynchronizacji sieci energetycznych krajów bałtyckich bierze udział Narodowe Centrum Badań Jądrowych. To szansa na naukę i edukację polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej.

– Możemy kształcić ludzi, którzy będą pracowali przy budowie i eksploatacji polskiej elektrowni atomowej. To jest krytyczny problem, który musimy jak najszybciej zacząć rozwiązywać, bo na to potrzeba więcej czasu niż się wydaje. Każde szkolenie, każde doświadczenie jest dla nas bardzo cenne, a nasi młodzi pracownicy mogą jeździć dzięki temu projektowi do Szwecji, obejrzeć, jak wygląda reaktor, jak wygląda przetwarzanie wypalonego paliwa i jego składowanie, jakie są rozwiązania ​– tłumaczy prof. Jacek Jagielski.

Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, na świecie pracuje obecnie 448 bloków jądrowych w 30 krajach. W budowie jest kolejnych 57 bloków, a ponad 160 jest planowanych. Produkcja energii elektrycznej w elektrowniach atomowych stanowi ok. 11,5 proc. całkowitej produkcji elektryczności na świecie. Według deklaracji rządu polska elektrownia jądrowa ma powstać do 2031 roku.

– Generalnie energetyka jądrowa jest w tej chwili jedyną wiarygodną technologią, która umożliwia w skali świata produkowanie energii bez emisji dwutlenku węgla. Pod tym względem im więcej energii atomowej, tym lepiej. Nie ma w tej chwili innej, racjonalnej technologicznie opcji niż energia jądrowa, musimy w to pójść ​– twierdzi przedstawiciel NCBJ.

Innowacje wkraczają do turystyki. Pozwolą na wirtualnie odwiedziny miejsc przed podróżą, a nawet pomogą uzyskać odszkodowanie za opóźniony lot

Innowacje wkraczają do turystyki. Pozwolą na wirtualnie odwiedziny miejsc przed podróżą, a nawet pomogą uzyskać odszkodowanie za opóźniony lot 7

Innowacje coraz częściej ułatwiają i urozmaicają podróże. Walizka z portem USB naładuje telefon w podróży, inteligentne słuchawki przetłumaczą niemal wszystkie języki świata, a aplikacja z rozszerzoną rzeczywistością pokaże, jak wyglądała dana lokalizacja nawet 750 lat temu. Przed podróżą przy pomocy technologii wirtualnej rzeczywistości można wirtualnie zwiedzić niemal każdy zakątek świata. Po podróży natomiast interaktywna mapa zwizualizuje informacje o wszystkich wyjazdach w jednym miejscu. Pomoże też uzyskać odszkodowanie za opóźnione loty lub kłopoty w podróży.

Ogromne możliwości dla podróżujących stwarza technologia wirtualnej rzeczywistości, dzięki której można zwiedzić niemal każdy zakątek świata bez wychodzenia z domu. Po założeniu gogli VR i uruchomieniu takich aplikacji jak Google Earth VR, Boulevard czy Gala360 VR można na nowo odkryć przyjemność z planowania podróży, wirtualnie odwiedzając interesujące nas destynacje.

W trakcie podróży nieoceniona może się okazać inteligentna walizka Delsey Pluggage z wbudowanym portem USB, dzięki czemu można np. naładować telefon. Specjalna aplikacja pozwala natomiast zważyć bagaż czy zablokować lub odblokować zamek walizki. Przy wyjazdach zagranicznych pomocne będą słuchawki Pilot, które potrafią tłumaczyć w czasie rzeczywistym. Inteligentne słuchawki mają być także dostępne w języku polskim. Podobną funkcjonalność oferuje Translator Google, jednak tłumaczy tylko tekst napisany.

Po odbytej podróży można natomiast skorzystać z interaktywnej mapy, która zwizualizuje wszystkie informacje o podróżach w jednym miejscu. Ponadto zaprezentuje ciekawe dane z wyjazdów, takie jak liczba godzin spędzonych w samolocie, liczba przemierzonych kilometrów czy liczba godzin spędzonych w kolejkach do odprawy.

– Taka mapa może być trofeum każdego podróżnika, który lata bardzo dużo i często. Można się nią chwalić w mediach społecznościowych i porównywać swoje wyniki. Planujemy rozbudowywanie tego narzędzia o nowe funkcjonalności, ciekawe z punktu widzenia użytkownika. Na tym etapie jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie ze strony osób, które już z niego skorzystały – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Natalia Gębska, country manager AirHelp.

Interaktywna mapa spełnia jednak jeszcze jedną, ważną dla każdego podróżnika funkcję – informuje o możliwości uzyskania odszkodowania za odbyte loty. O rekompensatę można się ubiegać z tytułu opóźnionych czy odwołanych lotów bądź odmowy wejścia na pokład.

– Mapa działa w sposób w pełni zautomatyzowany. Agreguje dane z ostatnich trzech lat dotyczące naszych lotów. Co więcej, jest w stanie wskazać, czy dany lot, nawet sprzed trzech lat, kwalifikuje się do wypłaty odszkodowania. Możemy więc odkryć, że któraś z podróży samolotem może np. przynieść nam nawet dodatkowo 600 euro odszkodowania – tłumaczy Natalia Gębska.

Jak czytamy w raporcie „Zagraniczne wakacje Polaków 2017” opracowanym przez Polską Izbę Turystyki, najbardziej popularnymi kierunkami wakacyjnych wyjazdów Polaków za granicę są Grecja, Bułgaria i Hiszpania. Te trzy kraje gromadzą około 2/3 ruchu turystycznego organizowanego przez biura podróży. Ze środków transportu zdecydowanie dominują wycieczki lotnicze.

Z sondażu CBOS wynika, że ponad połowa Polaków przynajmniej raz w roku wypoczywa poza miejscem zamieszkania. Najczęściej wybierają urlop w kraju, ale za granicą wypoczywa już blisko 1/5 dorosłych Polaków.

Senny początek tygodnia

Senna aura towarzysząca poniedziałkowym notowaniom została skutecznie wzmocniona przez wyłączenie z obiegu amerykańskich inwestorów, którzy wraz z nadejściem nowego tygodnia obchodzą Dzień Prezydenta. Początek sesji na europejskich parkietach dawał nadzieję na jej zakończenie w dość optymistycznych nastrojach. Wśród głównych indeksów nad kreską uplasował się jedynie WIG 20 (0,1 proc.), którego zwyżka to między innymi pokłosie odbicia spółek z sektora bankowego.

Na czele walut koszyka G10 znalazł się dolar australijski (0,1 proc.) czekający na nocną publikację minutek z lutowego posiedzenia RBA. Blisko poziomów z piątkowego zamknięcia znajdują się euro (0,0 proc.) oraz norweska korona (0,0 proc.), która nie jest w stanie wykorzystać przetasowania sentymentu na światowym rynku ropy. Obecnie stawkę zamykają waluty defensywne. Pod koniec dnia obserwuje się 0,4 proc. osłabienie japońskiego jena, co jest równoznaczne z wypchnięciem pary USD/JPY w okolicę poziomu 106,60.

Wśród walut Emerging Markets największą popularnością cieszy się południowokoreański won. W cieniu jego 0,9 proc. umocnienia znajduje się polski złoty (0,6 proc.), który stabilizuje kurs USD/PLN przy 3,3300 oraz EUR/PLN przy 4,1330. Grono dość mocnych walut w regionie uzupełnia czeska korona (0,3 proc.). Obecnie powyższe zestawienie zamyka południowoafrykański rand, który na przestrzeni dnia traci względem swojego amerykańskiego odpowiednika 0,7 proc.

Liderem frankfurckich notowań okazało się być RWE (2,3 proc.) planujące zwiększenie nakładów inwestycyjnych w brytyjskim sektorze energetycznym. Nieco niżej uplasował się Deutsche Bank (2,0 proc.) informujący o zamiarze redukcji 250 pracowników. Po drugiej stronie zestawienia starało się rządzić Linde (-2,6 proc.) informujące o zamiarze wypłaty zaledwie 7 EUR dywidendy na akcję. Wśród spółek ciążących na wzrostach indeksu DAX (-0,5 proc.) znalazł się również Daimler, którego 2,1 proc. przecenę należy wiązać z zawirowaniami związanymi z potencjalnym naruszeniem norm emisji spalin.
Niezbyt udany finisz ma za sobą również londyński FTSE 100 (-0,6 proc.). Na dnie indeksu znalazł się Reckitt, którego zniżkę usilnie goniły spółki z sektora wydobywczego z Randgold Resources (-2,7 proc.) na czele. Skalę ruchu w stronę południa najsilniej próbowały ograniczać walory Evrazu (4,7 proc.) mogącego pochwalić się podpisaniem kontraktu z rosyjskimi liniami kolejowymi na kwotę 111,7 mld RUB.

Na rynku surowców energetycznych niepodzielnie rządzi ropa naftowa. Obecnie za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 62,30 USD, tj. 1,1 proc. wyżej niż na koniec piątkowych notowań. Blisko poprzednio obserwowanych poziomów znajduje się złoto (0,0 proc.) wyceniane po 1 347 USD za uncję. Wśród metali szlachetnych uwagę definitywnie skrada pallad (-1,4 proc.), który nurkuje do poziomu 1 033 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowoczesne rozwiązania związane z tłumaczeniami tekstów

Współczesny świat cechuje ogromna otwartość nie tylko pod względem kulturowym, ale także jeżeli chodzi o przepływ towarów i usług, o międzynarodowe biznesy, możliwość podróżowania po całym świecie czy też kształcenia się w dowolnym miejscu na globie.

Mamy nieporównywalnie większe możliwości z tymi, którymi dysponowali nie tylko nasi dziadkowie, ale także i rodzice. Okazuje się, że nie na darmo były powtarzane przez nich jak mantra słowa o tym, żeby uczyć się języków obcych, bo to się na pewno przyda i ułatwi nasze życie. Dziś z całą odpowiedzialnością można przyznać im rację: umiejętność porozumiewania się w różnych językach z pewnością jest atutem, ale i sporym uproszczeniem w codziennym życiu, w którym mamy do czynienia nie tylko z obcokrajowcami, ale także z różnymi zagranicznymi produktami. Warto znać choć podstawy języków obcych, albo chociaż wiedzieć, jakie usługi czy narzędzia mogą nam pomóc w tłumaczeniu.

Nie każdy jednakże posiada umiejętności niezbędne w skutecznej nauce języka: niektórzy z nas mimo prawdziwych chęci i sporego zaangażowania nigdy nie wyjdą poza dukanie poszczególnych słówek, nie są po prostu w stanie opanować chociaż w miarę płynnej mowy. Nic straconego – istnieje mnóstwo biur tłumaczeń oferujących nie tylko szeroki asortyment różnorodnych usług, ale i innowacyjne rozwiązania, które doskonale przydadzą się tym, którzy nie znają języka czy nie opanowali go w stopniu dostatecznym. Czasem też po prostu bezpieczniej jest skorzystać z usług profesjonalistów, aby na przykład przetłumaczyć nawet na własny użytek akta procesowe czy też wielostronicowy aneks do jakiejś umowy.

Automatyzacja tłumaczeń

Dziś niewielu tłumaczy działa w pojedynkę – większość z nich pracuje ramię w ramię w wielkich biurach, co w znaczący sposób wpływa na sprawne zarządzanie tłumaczeniami. Dzięki wielu tłumaczom danego języka specjalizującym się w konkretnych zagadnieniach, jak na przykład prawo, język urzędowy czy też medycyna, przedsiębiorstwa tłumaczeniowe mogą zaproponować wyjątkowo precyzyjną usługę, która zadowoli nawet najbardziej wymagających klientów, a na dodatek wykonana będzie w stosunkowo krótkim czasie. Korzystanie z usług firm, które zatrudniają wielu tłumaczy, to również często o wiele bardziej atrakcyjna cena, szybszy czas realizacji i większe bezpieczeństwo niż w przypadku korzystania z usług jednoosobowych firm.

Aplikacja dla biura tłumaczeń

Z uwagi na bardzo dużą konkurencję w branży tłumaczeniowej, wszystkie firmy muszą stawiać na nowatorstwo lub też tworzyć rozwiązania, które po prostu będą dla klienta wygodne i dlatego go zainteresują. Do tej drugiej grupy z pewnością zalicza się aplikacja dla biura tłumaczeń pozwalająca na błyskawiczne wycenienie tekstu do przetłumaczenia. Wystarczy, że klient prześle lub też wklei w specjalne okno na stronie internetowej tekst, na którego przetłumaczeniu mu zależy zaznaczając oczywiście język oryginału oraz języka, w którym ma powstać tłumaczenie, a już w ciągu kilku sekund otrzyma on precyzyjną wycenę na podany przez siebie adres mailowy. Jedną z takich aplikacji jest XTRF, której dużym atutem jest możliwość integracji z inni narzędziami typu CAT, np. Trados. Integrację opisano w artykule SDL Trados Studio Integration.

Zarządzanie tłumaczeniami

Postępująca automatyzacja tłumaczeń sprawia, że dziś nie trzeba już wysyłać zapytań ofertowych do wielu różnych biur i potem oczekiwać na odpowiedzi, by następnie wybrać najkorzystniejszą dla nas opcję. Wystarczy odwiedzić kilka stron internetowych firm tłumaczeniowych, przesłać tekst do tłumaczenia i już w kilka sekund można uzyskać wyceny. Na podstawie przesłanej oferty błyskawicznie można wybrać najlepsze dla nas i najtańsze rozwiązanie.

Artykuł powstał we współpracy z translationxperts.com

Fiskus nie respektuje wyroków TSUE w sprawie rozliczania VAT z faktur wystawionych przez niezarejestrowanych podatników

Bezspornym jest, że neutralność podatku VAT dla przedsiębiorców stanowi fundament, który leży u podstaw konstrukcji tej daniny. Zgodnie z tą nadrzędną regułą ciężar podatku od wartości dodanej wytwarzanej na poszczególnych etapach obrotu gospodarczego ponosi ostateczny konsument, który co do zasady nie jest podatnikiem VAT.

Jak wskazuje literalne brzmienie ustawy VAT, prawo do odliczenia podatku naliczonego z otrzymanej faktury zostało uzależnione od rzeczywistego wykorzystywania towarów lub usług do wykonywania czynności opodatkowanych. Niestety, organy podatkowe niejednokrotnie kwestionują podstawowe prawa podatników i odmawiają możliwości odliczenia podatku od faktury wystawionej przez podmiot nieposiadający statusu czynnego podatnika VAT. Jednakże w sukurs polskim podatnikom przychodzi orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, które przesądza, że brak takiego statusu nie powinien pozbawiać nabywcy prawa do odliczenia VAT.

Niepożądane praktyki organów podatkowych

Wzrost obowiązków sprawozdawczych i administracyjnych firm na rzecz urzędów skarbowych oraz wprowadzenie rygorystycznych przepisów prawa umożliwiających wykreślanie przedsiębiorców z rejestru czynnych podatników – to dało fiskusowi obszerne pole do działania, jeśli idzie o kwestionowanie rozliczeń podatku VAT. Miesięczna wysyłka struktury JPK_VAT dostarcza bowiem organom wszelkich niezbędnych danych, na podstawie których urzędnicy analizują kwoty podatku wykazywane w deklaracjach podatkowych, a w przypadku powzięcia wątpliwości organ wzywa podatnika do złożenia wyjaśnień.

Do najczęstszych przypadków weryfikacji należy krzyżowe sprawdzanie wartości sprzedaży i podatku należnego wykazywanych przez dostawców i usługodawców po stronie sprzedaży z wartościami zakupów i podatku naliczonego po stronie nabywców. Równie często organy monitorują, czy podatek naliczony wykazany przez nabywcę w deklaracji wynika z faktur wystawionych przez podmioty zarejestrowane. Jeśli jest inaczej, wówczas informują podatnika, że jego kontrahent nie posiada statusu czynnego podatnika VAT, w związku z czym przysługuje mu prawo skorygowania kwoty podatku naliczonego w drodze korekty deklaracji. Zignorowanie pisma z urzędu skarbowego z całą pewnością będzie się wiązać co najmniej ze wszczęciem czynności sprawdzających, które mogą przerodzić się w żmudną kontrolę lub postępowanie podatkowe. W efekcie ustaleń organu podatnik może zostać pozbawiony prawa do odliczenia, jak również obciążony dodatkowymi sankcjami VAT w związku z nieuprawnionym – zdaniem fiskusa – obniżeniem podatku należnego wykazanego w deklaracji.

Takie praktyki organów należy oceniać za nadzwyczaj nieuzasadnione i niemające oparcia w przepisach prawa, o czym świadczy utrwalona linia orzecznicza TSUE.

TSUE: brak rejestracji nie pozbawia prawa do odliczenia VAT

W wyroku C-101/16 z dnia 17 października 2017 r. ws. Paper Consult SRL Trybunał wyraźnie wskazał, że zmiany ustawodawcze państw członkowskich UE mające na celu sprawny pobór podatku VAT oraz zapobieganie przestępczości podatkowej nie mogą wykraczać poza to, co konieczne do osiągnięcia takich celów. To z kolei oznacza, że środki podejmowane przez państwa członkowskie „nie mogą być wykorzystywane w sposób regularnie uniemożliwiający skorzystanie z prawa do odliczenia VAT i naruszający tym samym neutralność tego podatku”. Z treści wyroku wynika także, że stwierdzenie odmowy prawa do odliczenia nie może mieć miejsca, jeśli zostaną przedstawione dowody na brak popełnienia przestępstwa podatkowego. Wobec tego podatnik zachowuje prawo do odliczenia, jeżeli okoliczności faktyczne transakcji wskazują, że dostawa towarów lub świadczenie usług rzeczywiście miały miejsce. Nasuwa się konkluzja, że brak rejestracji sprzedawcy jest drugorzędny względem warunków materialnych transakcji, jakie muszą zaistnieć, aby możliwe było odliczenie podatku VAT.

Fiskus nie potwierdza, nie zaprzecza

Pomimo że cytowany wyrok odnosił się do ustawodawstwa VAT Rumunii, to niewątpliwie – z uwagi na podobieństwa w obszarze rejestracji podatników VAT – może on mieć zastosowanie także na gruncie polskich przepisów. Niestety, Ministerstwo Finansów jest bardzo zachowawcze w tym względzie i nie udzieliło jednoznacznej odpowiedzi, czy zaistnienie przesłanek materialnych transakcji jest wystarczające dla odliczenia podatku. Owszem, z odpowiedzi MF na interpelację poselską nr 15666 wynika, że brak zarejestrowania dostawcy towaru w związku z realizacją procesu rejestracji jako taki nie pozbawia nabywcy towaru prawa do odliczenia podatku naliczonego. Jednakże może on budzić wątpliwości dotyczące kontrahenta i to nabywca powinien zachować szczególną ostrożność, upewniając się, że nie uczestniczy w przestępstwie podatkowym. Minister uzasadnił, że jeżeli w toku weryfikacji podatnik ustali, że dostawca nie jest wiarygodnym kontrahentem, nie powinien dokonywać transakcji.

Należyta staranność receptą na wszystko

Wydaje się, że fiskus celowo odmawia zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, powołując się przy tym na niezdefiniowaną – w dalszym ciągu – należytą staranność oraz podjęcie przez nabywców wszelkich działań, które wyeliminowałyby ryzyko współpracy z nierzetelnymi kontrahentami. Nawiasem mówiąc, nie wiadomo jeszcze, na jakim etapie są prace ministerstwa nad opublikowaniem białej księgi – listy tzw. należytej staranności (opracowywany kodeks dobrych praktyk VAT miałby wskazywać działania, których przestrzeganie chroniłoby firmy nabywające towary i usługi przed zakwestionowaniem prawa do odliczenia). Pewne jest jednak to, że wzmożona weryfikacja kontrahentów pod kątem VAT będzie kolejnym finansowym i czasochłonnym obciążeniem dla polskich firm.

Mimo to trzeba mieć na uwadze, że w walce z fiskusem o nienaruszalność prawa do odliczenia podatku naliczonego podatnik nie jest bezbronny i powinien dochodzić swoich uprawnień, korzystając przy tym z bogatego orzecznictwa sądów krajowych i TSUE.

Autor: radca prawny Robert Nogacki Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.