BioMaxima S.A. zakończyła 2017 r. wysokim wzrostem przychodów

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, a także szerokiej gamy odczynników i aparatury do diagnostyki in vitro, osiągnęła w 2017 r. skonsolidowany zysk netto w wysokości 948 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 33 mln zł, notując przy tym 15% wzrost w stosunku do 2016 roku. Spółka realizuje przyjęty program inwestycyjny i liczy na znaczną poprawę wskaźników finansowych począwszy od 4 kw. 2018 r.

Spółka zakończyła 2017 r. dobrymi wynikami finansowymi, pomimo ponoszenia wysokich kosztów związanych z realizacją ambitnego planu inwestycyjnego. BioMaxima S.A. zwiększyła w minionym roku sprzedaż w działalności eksportowej do 7.564 tys. zł, co było wynikiem prawie 21% wyższym w porównaniu do 2016 r. Bardzo dobrze wyglądał także poziom wygranych przez Emitenta postępowań przetargowych, których łączna wartość sięgnęła 10.573 tys. zł i była większa o 8% w odniesieniu do poprzedniego roku. Na uwagę zasługuje również fakt, że rumuńska spółka BioMaxima Clinical (poprzednio Qias) zanotowała w 4 kw. 2017 r. dodatni wynik finansowy i zniwelowała w ten sposób straty z pierwszych trzech kwartałów 2017 r. Zarząd BioMaxima S.A. dobrze ocenia wypracowane wyniki finansowe i liczy na istotny wzrost rentowności Spółki w 2018 roku dzięki realizacji nowej inwestycji w Lublinie.

„Rok 2017 był okresem intensywnej pracy potrzebnej do integracji struktur Biocorp ze strukturami BioMaxima w taki sposób, aby zachować przychody oraz wszystkich klientów. Udało się nawet zwiększyć sprzedaż połączonych organizacji, co przełożyło się na stabilizację wyniku finansowego Spółki, mimo wysokich kosztów. Ten rok upłynął też pod znakiem przygotowania olbrzymiego, jak na tej wielkości firmę, planu inwestycyjnego, który umożliwi pełną realizację synergii wynikającą z podwojenia wielkości sprzedaży w segmencie mikrobiologii, dzięki koncentracji produkcji w Lublinie. Prowadzone inwestycje otworzą nas też na nowe produkty i nowe rynki.” – ocenia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Spółka realizuje obecnie program inwestycyjny, którego całkowita wartość sięga 19 mln zł. Z tej kwoty 9,7 mln zł zostanie przeznaczone na budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego oraz Zakładu Produkcyjnego, a 7,5 mln zł stanowią maszyny, urządzenia, wartości niematerialne i prawne. Na opracowanie testów do oznaczania lekooporności wykorzystane zostanie 0,8 mln zł, a środki przeznaczone na rozwój działalności eksportowej wyniosą 1 mln zł. BioMaxima S.A. uzyskała dotacje w łącznej wysokości 9,5 mln zł na realizację tych celów inwestycyjnych.

Uruchomienie Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie oraz nowego zakładu produkcyjnego pozwoli Emitentowi wprowadzić do swojej oferty nowe produkty. Celem prowadzonych działań jest przekształcenie Spółki w wyspecjalizowany podmiot oferujący pełną gamę rozwiązań w obszarze mikrobiologii, począwszy od klasycznej bakteriologii, a skończywszy na najnowszych technologiach molekularnych. BioMaxima S.A. również poza mikrobiologią inwestuje w inne technologie dające potencjał wzrostu w przyszłości. Na ukończeniu są prace związane z pierwszym z opracowywanych przez BioMaxima S.A. nowych analizatorów biochemicznych, którego 3 egzemplarze są już od września 2017 r. w testowaniu u klientów.

„Na listopadowych targach Medica w Dusseldorfie zaprezentowaliśmy nową linię produktów Real–Time PCR do szybkiej molekularnej diagnostyki zakażeń mikrobiologicznych żywności. Zgodnie z harmonogramem przebiegają realizowane wspólnie z UMCS w Lublinie prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem paskowych testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (MIC) antybiotyku. Będziemy mieli tę technologię opracowaną już w trzecim kwartale bieżącego roku. Budowa nowych obiektów w Lublinie przebiega też zgodnie z planem – obecnie trwają już przetargi na ich wyposażenie. Nowy zakład produkcyjny da nam nie tylko bardzo znaczące synergie kosztowe dzięki przeniesieniu produkcji z Warszawy i Gdańska. Uruchomienie nowych linii produkcyjnych umożliwi wytwarzanie asortymentu dotychczas importowanego, dzięki czemu będziemy mogli zintegrować dodatkową marżę, a także zwiększyć atrakcyjność naszej oferty.” – podsumowuje Prezes Urban.

Spółka bardzo dobrze rozpoczęła 2018 r. od wzrostu sprzedaży w styczniu br. o ponad 13% w odniesieniu do analogicznego miesiąca 2017 r. Przychody ze sprzedaży w działalności eksportowej uległy ponad 11% zwiększeniu w ujęciu rdr.

Bitcoin w trendzie wzrostowym

Od niecałych dwóch tygodni bitcoin znajduje się w trendzie wzrostowym. W porównaniu do piątku rano, kiedy to najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała 9,9 tys. USD, w poniedziałek rano jej wartość wzrosła do 10,6 tys. USD, czyli o 7%. To jednak ciągle znacznie mniej niż 1 stycznia, kiedy bitcoin kosztował 13,6 tys. USD. Oznacza to, że od początku tego roku wirtualna waluta straciła 22%, choć biorąc pod uwagę dołek z 6 lutego wartość bitcoina wzrosła o 74%. Tymczasem w piątek Szwajcarski Urząd Nadzoru Rynku Finansowego wsparł kryptowaluty poprzez wydanie wytycznych dotyczących handlu nimi, co ma jednocześnie chronić uczestników tego rynku

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara kanadyjskiego (-0,02%) i dolara australijskiego (-0,01%), a zyskuje do euro (+0,03%), brytyjskiego funta (+0,02%) oraz japońskiego jena (+0,3%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,241, GBP/USD – 1,402, USD/CAD – 1,254, AUD/USD – 0,792 i USD/JPY – 106,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,25%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Złotówka pozostaje na podobnym poziomie do euro, a traci do innych głównych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,35 zł, euro – ponad 4,15 zł, funt – ponad 4,69 zł, a frank szwajcarski – prawie 3,61 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach kolejny dzień z rzędu zdecydowana przewaga koloru zielonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,83%, frankfurcki indeks DAX – 0,86%, a paryski indeks CAC 40 – 1,13%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,04%, meksykański indeks Bolsa – o 0,15%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,28%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,97%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej rosną. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,84 USD (+0,79%), a ropy WTI – 61,68 USD (+0,55%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 70 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych wzrostach idzie w dół. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1347 USD. To 10 USD mniej (-0,74%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Bilans handlu zagranicznego, styczeń -943,4 mld JPY (prognoza -1000 mld JPY)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Dobrobytu wg BIEC, luty – 104,9 pkt. (poprzednio 107,2 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Saldo rachunku bieżącego, grudzień (prognoza 30,5 mld EUR)
  • 19:45 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Trybunał Konstytucyjny po stronie podatników. Część z nich może odzyskać nadpłaty z tytułu podatku od nieruchomości

Jak opodatkować obiekt budowlany, który pomimo posiadania wszelkich cech budynku pełni funkcje budowli? W wyroku SK 48/15 z 13.12.2017 r. Trybunał Konstytucyjny stanął po stronie podatników, oceniając za niezgodne z Konstytucją stanowisko, iż obiekt budowlany spełniający definicję budynku może być uznany za budowlę. W konsekwencji przedsiębiorstwa mają szansę na odzyskanie niesłusznie pobranego podatku od nieruchomości.

 

Wątpliwości w prawie daninowym rozstrzygane na korzyść podatnika

 

W grudniu 2017 r. Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął na korzyść podatników kwestię opodatkowania nieruchomości, wydając wyrok SK 48/15, zgodnie z którym kwalifikowanie jako budowli obiektu budowlanego spełniającego ustawowe kryteria definicji budynku, jest niezgodne z Konstytucją. Przedmiotem skargi, którą rozpatrzył Trybunał Konstytucyjny, był fragment z art. 1a ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (dalej: Upol). Rozumienie tego zapisu zostało wyrażone w jednolitym orzecznictwie sądów administracyjnych, które dotychczas uznawały, że obiekt budowlany posiadający wszystkie cechy budynku wskazane we wspomnianym artykule, można zakwalifikować jako budowlę. Dotyczyło to między innymi stacji transformatorowych, gazowych i telekomunikacyjnych oraz silosów. W orzecznictwie przyjęto, że aby uznać obiekt budowlany za budynek, konieczne jest wystąpienie dodatkowych przesłanek, takich jak na przykład możliwość wejścia do środka obiektu. Ograniczając się wyłącznie do wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego, Trybunał Konstytucyjny wskazał w omawianym wyroku SK 48/15 ponad 50 orzeczeń reprezentujących ten pogląd. Taką interpretację przyjęły także organy samorządu terytorialnego, co w konsekwencji spowodowało, że właściciele wspomnianych obiektów budowlanych byli zmuszeni do rozliczania podatku stawką 2 proc. liczoną od wysokiej wartości początkowej nieruchomości.

 

Trybunał uznał sprawę za godną rozpatrzenia ze względu na uzasadniony zarzut niekonstytucyjności. Uznanie za budowlę obiektu budowlanego, który spełnia kryteria definicji budynku, narusza bowiem zasady szczególnej określoności regulacji prawa daninowego, wywodzone z art. 217 Konstytucji, który wskazuje, że: „nakładanie podatków, innych danin publicznych, określanie podmiotów, przedmiotów opodatkowania i stawek podatkowych, a także zasad przyznawania ulg i umorzeń oraz kategorii podmiotów zwolnionych od podatków następuje w drodze ustawy”. W tej sytuacji rozumienie artykułu 1a ust. 1 pkt 1 upol jednolicie reprezentowane w orzecznictwie, jest naruszeniem zasady poprawnej legislacji i stoi w sprzeczności z treścią przepisów Konstytucji. Zgodnie z wyrokiem Trybunału, jeśli obiekt budowlany spełnia kryteria zawarte w ustawie, które pozwalają uznać go za budynek, kwalifikowanie go jako budowli jest niedopuszczalne. Oznacza to, że budynku nie można uznać za budowlę, odwołując się do innych przesłanek niż te wyrażone wprost w ustawie. Trybunał wskazał, że nie można stosować wykładni rozszerzającej w przypadku jasno określonego przepisu.

 

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego daje podatnikom tarczę ochronną do obrony swoich praw przed nieprecyzyjną interpretacją prawa podatkowego, które dotyka wielu obszarów codziennego funkcjonowania zarówno osób fizycznych, jak i prawnych. Trybunał potwierdził, że wątpliwości interpretacyjne związane z wykładnią prawa daninowego należy rozstrzygać zgodnie z zasadą in dubio pro tributario, czyli na korzyść podatnika. To ważna informacja i jednocześnie wskazówka do działania dla organów podatkowych i sądów administracyjnych – komentuje Bartłomiej Pitera, aplikant radcowski, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.  

Czas zweryfikować sposób opodatkowania obiektów

Wyrok Trybunału ma istotne znaczenie dla właścicieli obiektów, które dotychczas niesłusznie zostały uznane za budowle, co spowodowało naliczenie im zbyt wysokiej kwoty podatku od nieruchomości. Teraz mogą oni odzyskać nadpłacony podatek. Od momentu ogłoszenia uzasadnienia, czyli 27 grudnia 2017 r. przedsiębiorstwa miały 30 dni na złożenie wniosku o wznowienie postępowania podatkowego i trzy miesiące na ponowne uruchomienie postępowania sądowego. Te terminy dotyczą przedsiębiorstw, które otrzymały decyzję organu lub wyrok sądowy wydane w oparciu o niekorzystną dla podatnika interpretację przepisu, określoną przez Trybunał Konstytucyjny jako niezgodna z Konstytucją. W pozostałych przypadkach, jeśli w danym roku nie zapadła decyzja wymiarowa i nie toczy się postępowanie podatkowe, przedsiębiorstwo może złożyć wniosek o stwierdzenie nadpłaty nawet do 5 lat wstecz i w ten sposób uzyskać oszczędności.  

Obserwujemy pierwsze reakcje ze strony organów podatkowych, które wystosowują wezwania do podatników, aby zweryfikowali sposób opodatkowania swoich obiektów i zwrócili się o zwrot nadpłaconego podatku w trybie uproszczonym. Dotyczy to głównie przedsiębiorstw, które w deklaracjach podatkowych jako budowle wykazywały obiekty zbliżone do kontenerów telekomunikacyjnych i posiadające ustawowe cechy budynku – komentuje Magdalena Pietkiewicz, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

O zwrot nadpłat z tytułu podatku od nieruchomości mogą ubiegać się także przedsiębiorstwa będące w posiadaniu takich obiektów, jak trafostacje czy stacje gazowe. Wyrok Trybunału będzie można odnieść również do oczyszczalni ścieków, przepompowni czy elewatorów.

Przedsiębiorstwa mogą odzyskać spore nadpłaty

Na skutek wyroku Trybunału, przedsiębiorstwo rozliczające do tej pory podatek od nieruchomości stawką 2 proc., liczoną od wysokiej wartości początkowej, na którą wpływa przede wszystkim wartość wewnętrznych urządzeń, zacznie płacić podatek liczony stawką za m2 powierzchni użytkowej budynku.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego może przynieść przedsiębiorstwom wymierne oszczędności. Przykładowo, jeśli firma posiadająca stacje gazowe do tej pory uiszczała za nie podatek od nieruchomości od wartości początkowej w wysokości 3,5 mln zł, to przy stawce 2 proc. odprowadzała do budżetu gminy 70 tys. zł rocznie. Zakwalifikowanie tych stacji gazowych jako budynków spowoduje, że podatek będzie liczony od powierzchni użytkowej. Przy 200 m2 i stawce 23,10 zł za m2, podatek od nieruchomości wyniesie 4 620 zł. To zaledwie 7 proc. pierwotnej kwoty podatku, czyli ponad 65 tys. rocznych oszczędności dla przedsiębiorstwa – wyjaśnia Magdalena Pietkiewicz, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Warto jak najszybciej zweryfikować sposób opodatkowania obiektów należących do przedsiębiorstwa. Może okazać się, że zidentyfikowane nadpłaty będą stanowiły dla firmy znaczące oszczędności.

Brak rekordów nie oznacza nudy – rynek handlowy w Polsce w 2017 roku

Pomimo spadku nowej podaży w stosunku do roku poprzedniego, w 2017 byliśmy świadkami kilku spektakularnych otwarć centrów handlowych – Galerii Północnej, Wroclavii, Skende Shopping w Lublinie i Serenady w Krakowie. W 2018 roku podaż może wzrosnąć, gdyż kolejne duże galerie mają zostać oddane do użytku.

Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

Trendem numerem 1 ubiegłego roku i tematem szeroko omawianym w mediach było zwiększanie powierzchni w centrach handlowych zajmowanej przez koncepty gastronomiczne i rozrywkowe. Na samych teoriach się nie skończyło. Zgodnie z nowymi standardami, nowo otwarte obiekty w Polsce przyniosły innowacyjne rozwiązania w zakresie organizacji przestrzeni, oferty handlowo-rozrywkowej i technologii, poprawiające jakość robienia zakupów i spędzania wolnego czasu. Właściciele starszych obiektów, chcąc konkurować z nowoczesnymi galeriami, musieli zmodyfikować swoją ofertę pod kątem zmieniających się oczekiwań klientów i ich stylu życia, w którym coraz ważniejsze miejsce zajmuje aktywność poza domem. Najczęściej robili to poprzez rozbudowę lub modernizację nieruchomości. Przykładem takiego działania jest bardzo udana rozbudowa centrum handlowego Galaxy w Szczecinie, które po dobudowaniu 17 tys. mkw. jest  największym obiektem handlowym funkcjonującym w aglomeracji.

Ale nie tylko dużymi galeriami człowiek żyje. Klienci, zwłaszcza w małych i średnich miastach, w dalszym ciągu preferują zakupy w mniejszych centrach i parkach handlowych o profilu zakupów codziennych, czego dowodem jest systematyczny wzrost podaży obiektów tego typu.

Nie tylko właściciel

Sieci handlowe, podobnie jak właściciele obiektów handlowych, coraz częściej zdają sobie sprawę, że aby sprostać wyzwaniom, jakie niesie dynamiczny rozwój e-commerce i nowych technologii, muszą wprowadzać różnego rodzaju innowacje i rozwiązania. Pierwsze działania już widać. Carrefour otworzył nowatorski koncept supermarketu w warszawskiej Promenadzie, IKEA powiększyła pulę miast z dostawą zakupów przez internet, a CCC szykowało się do wielkiego debiutu nowego konceptu e-obuwie we wrocławskiej Magnolii.

Pustostany bez zmian

Co ciekawe, mimo oddania kilku dużych galerii handlowych w 2017 roku, wskaźnik pustostanów pozostaje stabilny na większości rynków i wynosi około 4% dla 18 największych polskich miast. Uwagę zwraca silna pozycja rynku wrocławskiego, gdzie średni poziom niewynajętej powierzchni jest porównywalny z rynkiem warszawskim.

Jednak na każdym z analizowanych rynków znajdziemy obiekty, gdzie pustostany plasują się znacznie powyżej średniej. Poziom pustostanów w Krakowie zawyża na przykład Galeria Plaza, która jest w przededniu repozycjonowania na centrum wyprzedażowe z modułem rozrywkowo-rekreacyjnym. Na wielu rynkach podwyższony poziom pustostanów to z kolei jedynie kwestia pustych lokali po sieci marketów budowlanych Praktiker.

W oczekiwaniu

Można szacować, że w tym roku popyt i pustostany pozostaną na podobnym poziomie, mimo że planowane są kolejne otwarcia dużych obiektów handlowych, takich jak: Forum Gdańsk, Galeria Libero w Katowicach czy Gemini Park Tychy. Ciekawe będzie obserwowanie tempa komercjalizacji obiektów nowego typu, które wchodzą na rynek stolicy – centrów lifestyle o funkcjach mieszanych, takich jak ArtN, EC Powiśle czy Bohema – tym bardziej, że w warszawskiej propozycji dla najemców znajdują się także Galeria Młociny i lokale handlowo-usługowe w kilkunastu biurowcach powstających w centrum miasta.

Niemało emocji wciąż będzie wywoływać uchwalone w końcu ubiegłego roku stopniowe wprowadzanie zakazu handlu w niedzielę. Podpisanie ustawy  było asumptem do rozpoczęcia dyskusji o renegocjacjach stawek i innych warunków najmu (w tym kosztów eksploatacyjnych), w związku z koniecznością nowej organizacji działania centrów i sieci handlowych na polskim rynku. Efekty tej dyskusji będą widoczne w roku bieżącym. Już teraz anonsowane są pierwsze decyzje dotyczące przedłużania godzin funkcjonowania sklepów, otwierania jedynie części handlowo-rozrywkowo-gastronomicznych czy zmiany formatu sklepów na showroom z częścią magazynową. Kolejne z pewnością pojawią się w najbliższych miesiącach.

Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracowników

Na przestrzeni ostatniego roku o niemal 18 p.p. wzrósł odsetek przedsiębiorców, którzy mają trudności rekrutacyjne. Obecnie przeszło co druga firma w Polsce deklaruje, że doświadczyła niedoborów kadrowych – wynika z najnowszego raportu Work Service „Barometr Rynku Pracy IX”, który w całości zostanie zaprezentowany 28 lutego. Pracodawcy, chcąc radzić sobie z tą niespotykaną w ostatnich dekadach sytuacją, stawiają w pierwszej kolejności na podwyżki dla pracowników, a także proponują nadgodziny. Jednocześnie więcej niż 1/4 firm deklaruje, że sięga po pracowników z Ukrainy.

Plany przedsiębiorców związane z tworzeniem nowych miejsc pracy w 2018 roku są jasne – będą zatrudniać. To wniosek z szybkiego monitoringu przygotowanego przez Narodowy Bank Polski. Analitycy banku centralnego mówią o kontynuacji pozytywnych trendów zatrudnieniowych z ubiegłego roku. A te są na rekordowych poziomach i już przekroczyły wyniki z przełomu lat 2007 i 2008, gdy notowany był największy do tej popyt na pracowników.

Plany związane z rozwojem wielu firm, a nawet całych sektorów gospodarki, mogą być w tym roku wstrzymywane, ze względu na nasilające się braki kadrowe. Z naszych najnowszych badań wynika, że już 50,5% firm w kraju doświadczyła problemów rekrutacyjnych, a wśród przedsiębiorców, którzy planują zwiększanie poziomów zatrudnienia w najbliższych miesiącach, ten odsetek sięgnął niemal 70%. To oznacza, że pomimo ambitnych planów rekrutacyjnych wielu pracodawców pozostanie z nieobsadzonymi miejscami pracy, a to dodatkowo będzie wzmagać rywalizację o kandydatów – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracownikówDo największych trudności rekrutacyjnych przyznają się obecnie duże firmy (62%), zatrudniające ponad 250 pracowników. Dla porównania, niedoborów kadrowych, doświadczyło „tylko” 48,5% małych przedsiębiorstw. Na największe deficyty kadrowe narzekają przedstawiciele branży produkcyjnej (77,8%), handlu (60%) i usług (50,6%).

Porównując Polskę z krajami Europy Środkowej, możemy powiedzieć, że nie doświadczamy jeszcze tak niskich poziomów bezrobocia, jak choćby w Czechach, Niemczech czy na Węgrzech. Naszym znacznie większym problemem pozostaje wyraźnie niższa aktywność zawodowa osób w wieku produkcyjnym. Na tym tle odbiegamy zarówno od średnich unijnych, jak i od krajów naszego regionu. To właśnie ten czynnik odpowiada za dzisiejsze deficyty na rynku pracy. Należy pamiętać, że w Polsce mamy wielomilionową grupę osób biernych zawodowo, które wraz z długotrwale bezrobotnymi stanowią niewykorzystane rezerwy kadrowe. Dlatego dzisiejszą dobrą koniunkturę warto wykorzystać do intensywnych działań aktywizacyjnych. Szczególnie, że niemal 1/4 firm ma dziś trudności ze znalezieniem pracowników niewykwalifikowanych, a więc tych osób, które potencjalnie można by przywrócić spoza dzisiejszego rynku – dodaje Maciej Witucki. 

Sposoby na trudności rekrutacyjne

Z najnowszego raportu Work Service wynika, że firmy doświadczające deficytów kadrowych, chcąc radzić sobie z tą sytuacją, najczęściej sięgają po podnoszenie stawek płac. Na wyższe wynagrodzenia w procesach rekrutacyjnych decyduje się 37,1% przedsiębiorców, a najczęściej dotyczy to dużych firm z sektora handlowego i produkcyjnego. W drugiej kolejności pracodawcy proponują swoim załogom wydłużanie czasu pracy (28,1%), aby wypełnić brakujące wakaty własnymi zasobami. Z tej strategii najchętniej korzystają firmy usługowe. Na trzecim miejscu przedsiębiorcy wskazali imigrację. Obecnie 26,6% firm planuje przyciągać pracowników z Ukrainy. Z tego rozwiązania w największym stopniu czerpie sektor produkcyjny oraz duże przedsiębiorstwa, które muszą wypełnić setki wakatów.Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracowników 2

Czynnikiem, który w ostatnich latach ratował podaż pracy w Polsce była głównie imigracja. W ubiegłym roku pracodawcy wystąpili o 1,82 mln oświadczeń o powierzeniu zatrudnienia dla cudzoziemców. Był to wynik o ponad 1/3 wyższy niż w 2016 roku. Jednak, pomimo tak masowego napływu pracowników zza granicy nadal odnotowujemy lawinowy wzrost wakatów. Szczególnie był on widoczny w branży produkcyjnej, budowlanej i logistycznej, gdzie liczba nieobsadzonych miejsc pracy wzrosła o ponad połowę w ciągu roku – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz w Work Service S.A. Co ciekawe, wśród firm planujących zwiększenie zatrudnienia i mających trudności rekrutacyjne, ponad 40% planuje przyciągać kadry zza wschodniej granicy. Poza oferowaniem wyższych płac, w tej grupie jest to najpopularniejsza metoda na walkę z deficytami kadrowymi – dodaje Andrzej Kubisiak.

Na liście metod radzenia sobie z wyzwaniami rekrutacyjnymi znalazły się jeszcze rekrutacje skierowane do pracowników 50+, które wskazało 9,1% firm, a także aktywności employer brandingowe deklarowane przez 8,7% badanych.

***

Metodologia:

Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy IX zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI Ad hoc w okresie 15-22.01.2018 r.

Przełomowe zmiany w ochronie zdrowia – kolejny sektor staje się „smart”

W latach 2018-2021 wydatki na ochronę zdrowia na świecie będą rosły średnio o 4,1 proc. rocznie. Za trzy lata będą one stanowić 10,5 proc. globalnego PKB, czyli 8,7 bln dolarów. Do roku 2021 średnia długość życia na świecie wzrośnie o ponad jeden rok, z 73 do 74,1. Jak przekonuje raport firmy doradczej Deloitte „2018 Global Health Care Outlook. The Evolution of Smart Health Care”, w najbliższej dekadzie szpitale będą sukcesywnie odnawiać i odbudowywać swoją przestarzałą infrastrukturę. Wśród czynników wpływających na wydatki w sektorze opieki zdrowotnej znajduje się problem starzejącego się społeczeństwa, rosnąca liczba ludności, dynamiczny rozwój rynków wschodzących, kosztowne innowacje kliniczne, a także rosnące koszty pracy.

Tegoroczna edycja raportu pokazuje obecny stan globalnego sektora ochrony zdrowia, przedstawia trendy i czynniki, które mają lub będą miały wpływ na pracowników medycznych, rządy oraz pacjentów. Autorzy raportu wskazują na kluczowe wyzwania, które prawdopodobnie w 2018 roku napotkają firmy medyczne w walce o bycie coraz bardziej „smart”:

  • Generowanie zysków w niepewnej i zmieniającej się gospodarce zdrowotnej
  • Zwiększenie koncentracji na jakości świadczonych usług, a nie ich ilości
  • Inwestycje w dynamicznie rozwijające się technologie w celu zmniejszenia kosztów i zwiększenia dostępu do opieki zdrowotnej
  • Większa współpraca z pacjentami i dbanie o większą satysfakcję
  • Zgodność z regulacjami i polityką zdrowotną

Większe wydatki na ochronę zdrowia nie gwarantują lepszej jakości

Analizując tempo wzrostu wydatków na opiekę zdrowotną do 2020 roku, widać różnice pomiędzy poszczególnymi regionami. W Europie Zachodniej będzie to jedynie 4 proc., w Ameryce Łacińskiej 2,4 proc., Ameryce Północnej 4,3 proc., podczas gdy w Azji i Australii będzie to 5 proc., a w gospodarkach będących w fazie transformacji aż 7,5 proc. – Istnieją także duże różnice, jeśli chodzi o wydatki na sektor ochrony zdrowia per capita w poszczególnych krajach. Raport pokazuje, że w USA w 2021 roku będzie to średnio 11,4 tys. dolarów przypadających na jednego pacjenta, a w Pakistanie jedynie 53 dolarów. Wyższe wydatki jednak nie zawsze dają lepsze wyniki i jakość – mówi Oliver Murphy, Partner, Lider ds. Life Sciences & Health Care w Deloitte. – Na przykład Stany Zjednoczone, gdzie wydatki na służbę zdrowia w 2016 roku wynosiły 16,9 proc. PKB, przeznaczają coraz większe kwoty na opiekę zdrowotną, ale pozostają w dolnej części zestawienia wśród krajów OECD pod względem długości życia. Z kolei Polska, gdzie wydatki na służbę zdrowia w tym samym roku wynosiły 6,3 proc. PKB, plasuje się w zestawieniu jedynie o cztery pozycje niżej od USA – dodaje.

Coraz poważniejszy problem starzejącego się społeczeństwa

Raport Deloitte pokazuje, że do roku 2021 średnia długość życia na świecie wzrośnie o ponad jeden rok, z 73 do 74,1 lat. W wyniku tego liczba osób powyżej 65-go roku życia zwiększy się do 656 mln osób, czyli 11,5 proc. całej populacji. Co się z tym wiąże, rośnie zapadalność na choroby przewlekłe – w dużym stopniu na nowotwory, choroby serca i cukrzycę, którym sprzyjają: szybkie tempo urbanizacji, siedzący tryb życia, niezdrowa dieta i otyłość. Chiny i Indie to kraje o największej liczbie cukrzyków na świecie (odpowiednio 114 i 69 mln osób). Prognozy mówią, że na poziomie globalnym liczby te wzrosną z obecnych 415 mln do 642 mln w roku 2040.

Co trzy sekundy jedna osoba na świecie zapada na demencję. Szacuje się, że w roku 2015 z tą chorobą borykało się 50 mln ludzi w skali globalnej. Według przewidywań liczba ta będzie się podwajać co 20 lat, a w 2018 roku demencja będzie generować koszty w wysokości niemal biliona dolarów.

Czas na przełomowe zmiany w sektorze ochrony zdrowia

Wraz z coraz starszą infrastrukturą szpitalną w niektórych krajach rozwiniętych oraz jej brakiem w krajach rozwijających się, rządy i pracownicy sektora ochrony zdrowia szukają sposobów na optymalizację systemu leczenia szpitalnego i ambulatoryjnego. Rozważają również możliwości na wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań do tradycyjnych usług szpitalnych w celu zmniejszenia kosztów i zwiększenia dostępu do opieki zdrowotnej. W najbliższej dekadzie wiele szpitali zarówno w USA, jak i Europie, planuje odnowić lub odbudować swoją przestarzałą infrastrukturę. Podobnie, rosnący popyt na usługi zdrowotne w krajach wschodzących powinien napędzać projektowanie i budowę szpitali. Szacuje się, że do roku 2024 wydatki na nową infrastrukturę szpitalną w Indiach wyniosą 200 mld dolarów, a w Chinach do 2020 roku pojawi się 89 tys. nowych łóżek szpitalnych.

Sektor ochrony zdrowia niewątpliwie czekają zmiany. W najbliższych latach technologia ma duży potencjał zrewolucjonizować systemy i procesy, które definiują wartość tego rynku. Raport Deloitte wymienia 12 innowacyjnych rozwiązań, których wpływ na opiekę zdrowotną przez najbliższą dekadę może być największy. Wśród nich znalazła telemedycyna, która zapewnia pacjentom łatwiejszy dostęp do opieki medycznej, pozwala zaoszczędzić czas na drogę do przychodni oraz może zmniejszyć liczbę wizyt u lekarza. Z kolei robotyzacja i sztuczna inteligencja pozwalają opiekunom osób starszych lub niepełnosprawnych spędzać więcej czasu z pacjentem zamiast dokumentować parametry ich stanu zdrowia.

Kluczowe: zaangażowanie pacjentów

Według badania Deloitte, głównym priorytetem pacjentów jest spersonalizowana opieka medyczna, w tym jasna komunikacja i wzajemne zrozumienie. – Szpitale mogą zapewniać bardziej spersonalizowaną opiekę, angażować w proces leczenia samych pacjentów i zapewnić wyższej jakości leczenie lub rehabilitację korzystając z rozwiązań technologicznych – mówi Piotr Arak, Menedżer w Deloitte. – Mogą one gwarantować wielokanałowy dostęp do opieki, m.in. poprzez aplikacje mobilne, portale dla pacjentów, spersonalizowane cyfrowe pakiety informacji oraz samoobsługowe kioski. Poza tym, wzmożenie interakcji na linii personel medyczny-pacjent poprzez kanały cyfrowe możliwe jest dzięki mediom społecznościowym, telemedycynie, rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej – dodaje. Badanie pokazuje również, że wyższej jakości świadczenia, które sprawiają, że satysfakcja pacjenta na końcu procesu leczenia jest większa może pozytywnie wpływać na wyniki finansowe szpitali.

Osobnym zagadnieniem pozostaje zgodność z regulacjami. Na całym świecie opieka zdrowotna jest jednym z najbardziej uregulowanych i kontrolowanych środowisk, w którym kontroli podlegają jakość i bezpieczeństwo usług, obrót podrabianymi lekami czy bezpieczeństwo cyfrowe. – Nieefektywnie zarządzanie danymi, kwestie dotyczące compliance oraz cyberataki najczęściej związane są z brakiem systematycznego podejścia instytucji medycznych do inwestycji w pracowników, procesy i technologie. Póki rządy zmierzają do zwiększenia bezpieczeństwa opieki medycznej na poziomie makroekonomicznym poprzez zasady i regulacje, firmy powinny zwrócić szczególną uwagę na swoją politykę compliance, etyki i ryzyka – podsumowuje Oliver Murphy.

Co to badanie mówi o przyszłości medycyny w Polsce

Wydatki na ochronę zdrowia w Europie, w tym w Polsce, nie będą tymi najdynamiczniej rosnącymi na świecie i to pomimo tego, że jest to najszybciej starzejący się region świata. Powodem są różne działania związane z profilaktyką zdrowotną, wykorzystaniem technologii i odpowiednimi regulacjami zwiększającymi efektywność systemu ochrony zdrowia przy mniejszych nakładach. Polska na tle innych regionów świata stoi przed wyzwaniem zwiększenia nakładów, ale też zaadaptowania większości technologii, które dzisiaj coraz częściej dostępne są na rynkach innych krajów. To co jest wspólnym wyzwaniem dla krajów takich jak Polska jest konieczność zaadaptowania nowych rozwiązań, które z jednej strony dają większą satysfakcję pacjentom, a także poprawiają wyniki finansowe szpitali i innych placówek zdrowotnych. – W ochronie zdrowia w Polsce jeszcze nie nauczyliśmy się jak wykorzystać szansę jaką daje organic data poprzez połączenie różnych rejestrów administracyjnych i epidemiologicznych, a w innych krajach trendem staje się korzystanie z designed data, czyli z danych, które zbierane są w trybie rzeczywistym z naszych telefonów i aplikacji zdrowotnych, które dostarczają określonej wiedzy – mówi Piotr Arak, menedżer w Deloitte. Szansą dla Polski jest wykorzystanie najnowszych technologii, dokonując „żabiego skoku”, zamiast powtarzać proces rozwoju medycyny i usług zdrowotnych z Europy Zachodniej.

Leniwy start

Kombinacja świąt dookoła świata może położyć się cieniem na zmienności rynków finansowych. Wizja długiego weekendu stała się zbawienna dla dolara w piątek, ale nie zmienia to ogólnego obrazu wokół waluty.

W piątek USD był wyraźnym zwycięzcą na tle pozostałych walut G10, choć zasługi przypisywałbym pokrywaniem pozycji/realizacją zysków przed długim weekendem niż wnioskowałbym zwrot sentymentu. Zeszłotygodniowa wyprzedaż była znaczna i perspektywa trzech dni wolnych (dziś święto w USA) to najwyraźniej za dużo, by godzić się na zamrożenie pozycji na tak dzikim rynku. Niektóre wahnięcia były bardziej brutalne niż inne. Zjazd EUR/USD pod 1,24 daje do myślenia, ale w mojej ocenie to tylko pokazuje, gdzie handel jest najbardziej zatłoczony – sporo inwestorów aktywnych przy wzrostach, ale też w redukcji pozycji. Jednak jeśli założenia handlu (nienawiść do dolara, miłość do euro) nie uległy zmianie, jest bardziej realne, że traderzy wkrótce wrócą do tego, co lubią najbardziej. Nie wszyscy dziś będą przed swoimi komputerami, więc odbicie może się przeciągać do jutra.

W odróżnieniu do poprzednich dwóch dni, dziś USD/JPY podążał w tym samym kierunku, co Nikkei 225 (+2 proc.), ale nie jest to dowodem powrotu do zgodnej z logiką korelacji, ale bardziej potwierdzeniem, że motyw sprzedaży dolara jest wyciszony. Rynek akcji może dalej sobie rosnąć i w niczym nie będzie to przeszkadzać w aprecjacji JPY, jeśli niechęć do USD będzie dominować. W piątek rynek trochę wystraszył się komentarzami z japońskiego rządu, który wyraził obawy o zmienność na rynku walutowym, ale z tego położenia jeszcze daleko do faktycznej interwencji, która pozostawiłaby tamę dla zjazdu USD/JPY. Rynek odłożył fundamenty na bok i pozostaje głuchy nawet na deklarację BoJ, że żadna normalizacja polityki nie wchodzi w grę w najbliższym czasie. USD/JPY jest teraz najczystszym barometrem sentymentu wobec dolara.

Nastroje będą w tym tygodniu głównym rozgrywającym, gdyż kalendarz makro oferuje głównie drugorzędne pozycje. Dziś jedyne ciekawe wydarzenie to przemówienie prezesa Banku Anglii Marka Carney, choć także i tutaj szanse na niespodzianki są niewielkie. Dalej w tygodniu najbardziej interesujące mogą być wstępne odczyty indeksów PMI (śr), większe ryzyko jest w pojawieniu się spadków, gdyż może to podkopać zaufanie inwestorów do słuszności założeń rajdu na rynku akcji i wśród aktywów ryzykownych. Protokoły po posiedzeniach Fed (śr) i EBC (czw) wydadzą się przestarzałe. Oba są sprzed zawirowań rynkowych, a obawy europejskich decydentów o zmienność waluty są już zdyskontowane.

W Polsce odczyt produkcji przemysłowej (wt) powinien wypaść dobrze z uwagi na łagodny przebieg zimy (8,5 proc. r/r). Sprzedaż detaliczna w ujęciu miesięcznym odczuje odreagowanie świątecznego szału zakupów (-21,2 proc.), ale dynamika roczna (6,9 proc.) powinna potwierdzić silną postawę konsumpcji na starcie nowego roku. Uspokojenie nastrojów rynkowych pozwala złotemu obronić poziomy, jednakże po rynku nie widać zapału do pchnięcia EUR/PLN wyraźnie niżej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Raport COT nie potwierdza ostatniego osłabienia dolara amerykańskiego, czy ostatnią wyprzedaż można uznać za manipulacje rynkiem w celu lepszej ceny wejścia w dolara amerykańskiego? O tym przekonamy się już w przyszłym tygodniu, ale wszystko na to wskazuje.

EURUSD – nowe szczyty bez funduszy lewarowanych?

16 lutego notowania EURUSD osiągnęły nowy szczyt, po czym runęły. Analiza ostatniego raportu COT wskazuje, że fundusze lewarowane nie wykorzystały potencjału ostatnich wzrostów. Jednak należy pamiętać, że dopiero w przyszłym tygodniu (w piątek wieczorem razem z publikacją nowego raportu COT dowiemy się co zaszło w poprzednim tygodniu, opublikowane dane zawierają stan pozycji funduszy lewarowanych na wtorek wieczór).

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 32 000 długich pozycji oraz ponad 500 krótkich. Dalsze upłynnianie długich kontraktów terminowych powinno przełożyć się na deprecjację pary walutowej EURUSD. Pozycja netto funduszy lewarowanych w dalszym ciągu znajduje się na bardzo wysokim poziomie, co przekłada się na większe prawdopodobieństwo dobierania krótkich pozycji niż długich.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W zeszłym tygodniu po opublikowaniu amerykańskiej inflacji notowania EURUSD zanotowały potężną aprecjację, która przebiła poprzedni szczyt. Z jednej strony wyższa inflacja potwierdza politykę FED-u, dolar amerykański powinien się w takim scenariuszu umocnić, ale doszło do zupełnie innego scenariusza. Gdzie leży przyczyna? Być może duzi gracze chcieli wywindować kurs po to, aby po lepszej cenie wyprzedać notowania EURUSD, a także doprowadzić do masowego zamykania krótkich pozycji.

Jednak tak jak już wcześniej wspominałem, odpowiedź na to pytanie zostaną opublikowana dopiero za tydzień (należy szukać spadku długich pozycji na kontraktach terminowych w portfelu funduszy lewarowanych oraz wzrost pozycji krótkich).

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na interwale dziennym notowania EURUSD znajdują się ponad linią trendu wzrostowego. Z drugiej strony mamy duże prawdopodobieństwo uformowania podwójnego szczytu, co potwierdzone jest przez negatywną dywergencje na MACD. Pierwszym celem wyprzedaży jest linia trendu wzrostowego, następnie poziom 1.20375.

USDJPY – fundusze zarobiły na deprecjacji USDJPY

W poprzednim tygodniu na notowaniach USDJPY padł bastion kupujących. Czy powinniśmy być zaskoczeni? Nie, ponieważ tak jak wcześniej zwracałem uwagę, fundusze lewarowane od kilku tygodni dobierały długie pozycje na JPY.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane dobrały ponad 6000 długich pozycji oraz 1300 krótkich. Warto zwrócić uwagę, iż linia netto rośnie już od pięciu tygodni, co dawało większe prawdopodobieństwo, że wsparcie zostanie pokonane.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

W poprzednim tygodniu na notowaniach USDJPY padł bastion kupujących w postaci strefy wsparcia 109.20-108.20. Czy trend będzie kontynuowany? Tak, ale notowania zatrzymały się na kolejnym wsparciu oraz dolnej bandzie kanału spadkowego, co wskazuje na duże prawdopodobieństwo korekty.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rekordowy rok dla rynku powierzchni magazynowej w Polsce. Popyt napędza rosnący w siłę handel w internecie

Rekordowy rok dla rynku powierzchni magazynowej w Polsce. Popyt napędza rosnący w siłę handel w internecie 3

Rynek wynajmu nowoczesnej powierzchni magazynowej notuje rekordowe wyniki. Popyt brutto w 2017 roku sięgnął blisko 4 mln mkw. powierzchni, netto – 3,1 mln mkw. – szacuje firma JLL. 65 proc. popytu netto generują sieci handlowe i operatorzy logistyczni. Na zwiększone zapotrzebowanie na magazyny wpływa przede wszystkim rosnący segment e-commerce. Choć w 2017 roku do użytku oddano 2,3 mln mkw. powierzchni, a w budowie znajduje się kolejne 1,2 mln mkw., na rynku jest zapotrzebowanie na kolejne projekty. Sprzyjają temu jedne z niższych w Europie ceny najmu. Eksperci zaznaczają, że w perspektywie kilku lat ceny będą jednak rosnąć.

– Rynek wynajmu nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce od kilku lat notuje absolutne rekordy. W 2017 roku łączny popyt sięgnął niemal 4 mln mkw., co uplasowało nasz kraj na trzeciej pozycji pod względem wynajętej powierzchni magazynowej w Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Olszewski, dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Europie Środkowo-Wschodniej w JLL.

Blisko 30 proc. popytu netto generuje Polska Centralna, po ok. 20 proc. – Warszawa i Górny Śląsk.

– Zdecydowanie najbardziej popularnym wśród najemców regionem w Polsce jest rejon szeroko pojętej Polski Centralnej, czyli Łodzi, Strykowa i Piotrkowa Trybunalskiego. Tam firmy wynajęły łącznie prawie 1 mln mkw. – to niemal 1/4 całego popytu. Tradycyjnie dużym zainteresowaniem cieszy się Warszawa, Górny Śląsk, następnie Wrocław, Poznań – wymienia ekspert JLL.

Na duży popyt wpływają też ceny należące do jednych z najniższych w Europie. Najwyższe stawki oferowano w Warszawie i Krakowie, gdzie czynsze wynoszą odpowiednio 4,1–5,1 oraz 3,8–4,5 euro za mkw. miesięcznie.

– Supernowoczesny magazyn klasy A w zależności od wielkości i długości okresu najmu można wynająć już nawet za około 2 euro za 1 mkw. miesięcznie. To stawki jedne z najniższych w Europie. W perspektywie najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu miesięcy przewidujemy lekki wzrost czynszów, spowodowany przede wszystkim wzrostem cen ziemi, kosztów budowy oraz wzrastającymi prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości stopami procentowymi – analizuje Tomasz Olszewski.

Jak ocenia firma JLL, w ciągu ostatnich pięciu lat zasoby magazynowe niemal podwoiły swoją wielkość. Na koniec 2017 roku powierzchnia sięgnęła 13,5 mln mkw. W ubiegłym roku oddano do użytku 2,3 mln mkw. powierzchni, a w budowie znajduje się kolejne 1,2 mln mkw.

Jak podaje JLL, od IV kwartału 2016 roku poziom realizowanej powierzchni magazynowej nie spada poniżej 1 mln mkw. Mimo wysokiej podaży współczynnik pustostanów utrzymuje się na niskim, ok. 6-proc. poziomie.

– Perspektywy na najbliższe lata i miesiące wydają się bardzo dobre. Popyt na powierzchnie magazynowe w Polsce nieustająco rośnie, zgłaszają się przede wszystkim duże sieci handlowe, zarówno handlujące w tradycyjnych sklepach, jak i online, a także operatorzy logistyczni i firmy produkcyjne – mówi Olszewski.

Sieci handlowe wynajęły 1,1 mln mkw. powierzchni w 2017 roku i wspólnie z operatorami logistycznymi generują ponad 65 proc. popytu netto. Jak ocenia ekspert JLL, to w dużej mierze rezultat szybkiego rozwoju sektora handlu w internecie (którego wartość w 2017 roku sięgnęła 40 mld zł) i wielkich umów z firmami Amazon i Zalando. Z badania „E-commerce w Polsce 2017” wynika, że już 54 proc. internautów robi zakupy w sieci, a ich liczba dynamicznie rośnie.

– Na naszych oczach dzieje się rewolucja w handlu. Ludzie coraz więcej kupują przez internet, co de facto oznacza, że kupują towary bezpośrednio z magazynu. Niewątpliwie rozwój sektora e-commerce oraz optymalizacje całego łańcucha dostaw w tradycyjnych sieciach handlowych są głównym czynnikiem zwiększającym zapotrzebowanie na magazyny – ocenia Tomasz Olszewski.

Coraz więcej firm traci z powodu cyberataków. Największe powody do obaw w tym roku ma branża medyczna

Coraz więcej firm traci z powodu cyberataków. Największe powody do obaw w tym roku ma branża medyczna 4

W 2017 roku blisko co czwarta firma zarejestrowała dziesięć lub więcej incydentów naruszenia bezpieczeństwa. Większość firm obawia się przede wszystkim złośliwego oprogramowania, które może być wykorzystywane do zaawansowanych ataków ukierunkowanych oraz kradzieży danych. Na celowniku hakerów w 2018 roku może znaleźć się przede wszystkim branża medyczna – prognozują eksperci firmy Atende. Cyberbezpieczeństwo coraz bardziej przypomina wyścig zbrojeń. Firmy inwestują coraz większe środki w zabezpieczenia IT, ale hakerzy stale są krok przed nimi.

 Rynek cyberbezpieczeństwa rośnie w sposób ciągły i będzie rósł jeszcze przez wiele lat. To przypomina trochę wyścig zbrojeń: my wymyślamy nowe rozwiązania, hakerzy je łamią i znów musimy wymyślać nowe rozwiązania. Wzrost rynku spowodowany jest też wzrostem świadomości menadżerów, którzy przekładają ataki hakerskie na wymierne straty finansowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Jagielak, menadżer ds. bezpieczeństwa w Atende.

Polskie firmy mają coraz większą świadomość zagrożeń, jakie płyną z sieci internetowej. Jak wynika z raportu „Cyberbezpieczeństwo firm”, w 2016 roku 23 proc. badanych firm zwiększyło nakłady finansowe przeznaczone na cyberbezpieczeństwo, zaś w przypadku 46 proc. pozostały one na niezmienionym poziomie. W dużej mierze dlatego, że ataki hakerskie wiążą się z wymiernymi stratami finansowymi. Eksperci z Kaspersky Lab i B2B International obliczyli, że całkowity koszt ataku na firmę z wykorzystaniem oprogramowania ransomware może wynosić średnio ponad 713 tys. dol.

Z raportu KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwa. Cyberatak zjawiskiem powszechnym” wynika, że w 2017 roku 82 proc. przedsiębiorstw zanotowało przynajmniej jeden tego typu incydent, ale co czwarta firma zaobserwowała ich co najmniej 10. Niepokojące jest to, że jedna trzecia badanych firm zanotowała wzrost liczby ataków.

Mamy do czynienia z wieloma atakami: typu DDoS, phishing, APT. Każdy charakteryzuje się zupełnie innym kierunkiem. DDoS to ataki polegające na tym, żeby wyeliminować z działania naszą infrastrukturę. O atakach phishingowych mówimy, gdy ktoś chce wykraść dane od konkretnej osoby bądź zmusić konkretną osobę do konkretnego działania. Najbardziej złożone ataki APT to kilka złożonych ze sobą działaniach, mających na celu wykradzenie danych z organizacji – wymienia Jakub Jagielak.

Z badania KPMG wynika, że większość pracowników, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo IT, najbardziej obawia się złośliwego oprogramowania (malware), które może zostać wykorzystane do zaawansowanych ataków ukierunkowanych APT (Advanced Persistent Threat).

Nie ma najgroźniejszego ataku. Wszystkie są bardzo istotne i groźne z punktu widzenia organizacji. Każdy z nich ma na celu doprowadzenie do strat materialnych w organizacji, do kradzieży danych czy uszkodzenia infrastruktury. Nie można też wskazać, który z tych ataków jest najłatwiejszy do odparcia. W przypadku ataków DDoS mówimy o ataku na infrastrukturę i zupełnie inaczej się bronimy niż w przypadku ataków phishing, gdzie mamy do czynienia z atakiem na człowieka – podkreśla Jagielak.

Według „Internet Security Threat Report”, przygotowanego przez firmę Symantec, w 2016 roku na każde 131 e-maili, które odebraliśmy, przypadał jeden stanowiący próbę ataku typu malware, czyli zawierający złośliwe oprogramowanie. To dużo więcej niż w 2015 roku, gdy taki atak występował raz na 220 e-maili.

Rośnie liczba ataków DDoS (Distributed Denial of Service), czyli ataków na serwery lub strony internetowe, które generują sztuczny ruch tak, aby doprowadzić do niedostępności usług. Deloitte oceniał, że w 2017 roku takich ataków mogło być nawet 10 mln. Coraz więcej firm pada też ofiarą phishingu. Z danych Symantec wynika, że takie ataki wymierzone są najczęściej w te sektory, w których dane przechowywane na komputerach mają największą wartość, m.in. finansach i górnictwie.

W przypadku ataków na infrastrukturę informatyczną mamy do czynienia z tzw. security, czyli cyberbezpieczeństwem. W przypadku ataków na automatykę przemysłową mówimy o safety, czyli bezpieczeństwie ludzi. Ataki na infrastrukturę informatyczną mają za zadanie wykraść dane i je ewentualnie spieniężyć, przy atakach na infrastrukturę krytyczną czy automatykę przemysłową może dojść również do zagrożenia życia ludzi, bo atak np. na sterowniki czy czujniki w zbiornikach paliwa może doprowadzić do wybuchu – tłumaczy ekspert Atende.

Według raportu firmy doradczej Deloitte pt. „Security Awareness: People and Technology” 70 proc. przebadanych firm uważa brak świadomości swoich pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa za zwykłe lub wysokie zagrożenie dla firmy. To właśnie pracownicy stanowią najsłabszy czynnik bezpieczeństwa. Hakerzy wykorzystują też jednak dziury w systemach informatycznych i brak odpowiednich zabezpieczeń.

Żeby skutecznie obronić się przed cyberatakami, należy pamiętać o czterech podstawowych elementach. Pierwszym elementem są ludzie, należy ich edukować i podnosić świadomość związaną z cyberbezpieczeństwem. Drugim elementem jest dobór odpowiedniego rozwiązania, które może dostarczyć taka firma jak Atende – mówi Jakub Jagielak.

Trzecim elementem jest przyjęcie odpowiedniej polityka bezpieczeństwa, a czwartym – regularne sprawdzanie jej poprawności i aktualności.

Należy pamiętać, że to, co dzisiaj przygotowaliśmy i uważamy za bezpieczne, w jutro może się stać podatne i zostać zaatakowane przez hakerów – przestrzega ekspert Atende.

Z raportu „Cyber Risks 2017” opracowanego przez FireEye i Marsh & McLennan Companies wynika, że cyberzagrożenia mogą dotknąć niemal każdy sektor gospodarki

W 2017 roku najczęściej atakowaną branżą była branża przemysłowa, rok wcześniej finansowa. W tym roku mówi się, że najczęściej atakowana będzie branża medyczna. Ataki na ten sektor nie pojawiły się nagle i znikąd, one były, ale był on najsłabiej zabezpieczonym sektorem na rynku. Kiedy zaczęły pojawiać się tam rozwiązania cyberbezpieczeństwa, nagle zauważono, że skala tych ataków jest bardzo wysoka – zauważa Jagielak.