Rewolucja w leczeniu arytmii serca. Nowa elektroda ablacyjna ma skrócić czas trwania zabiegów i poprawić ich bezpieczeństwo

Rewolucja w leczeniu arytmii serca. Nowa elektroda ablacyjna ma skrócić czas trwania zabiegów i poprawić ich bezpieczeństwo 1

Jedna elektroda wprowadzana do serca pacjenta zamiast co najmniej dwóch wykorzystywanych dotychczas. Tak ma się zmienić zabieg ablacji dzięki nowej elektrodzie MiniMax opracowanej przez specjalistów z polskiej spółki Medinice. Nowa technologia może poprawić bezpieczeństwo zabiegu i skrócić czas jego trwania. Pierwsi pacjenci skorzystają z tej metody już pod koniec roku w ramach badania klinicznego.

Choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce – wynika z monografii „Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski” sporządzonej przez Rządową Radę Ludnościową. Jednym z najbardziej niebezpiecznych schorzeń są arytmie serca, których powikłaniem może być udar niedokrwienny mózgu. Jak podaje Główny Urząd statystyczny, na migotanie przedsionków, najczęstszą postać arytmii, cierpi od 1,5 do 2,5 procent osób dorosłych.

Ablacja, czyli metoda leczenia zaburzeń rytmu serca polegająca na wprowadzeniu przez tętnicę lub żyłę udową do serca pacjenta elektrody, została po raz pierwszy w Polsce przeprowadzona w kwietniu 1992 roku przez prof. Franciszka Walczaka. Od tego czasu technologia narzędzi wykorzystywanych w zabiegu jest stale udoskonalana. Polska firma Medinice opatentowała elektrodę MiniMax służącą do leczenia zaburzeń rytmu serca z wykorzystaniem nowej technologii mapowania trójwymiarowego i unikania przy zabiegach narażania pacjenta na promieniowanie rentgenowskie.

– Elektroda służy do zdiagnozowania bardzo mało inwazyjnym sposobem arytmii serca oraz wyleczenia jej za pomocą prądu o częstotliwości radiowej, który jest używany z końca tej samej elektrody. Ablacja elektrodą MiniMax będzie polegała na wprowadzeniu jednej elektrody przez układ żylny do serca i wykonaniu mapowania 3D, zlokalizowaniu źródła arytmii, czyli problemu elektrycznego u pacjenta, i wykonaniu leczniczego zabiegu w czasie tej samej sesji, z wykorzystaniem tylko jednej elektrody – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje wynalazca i współautor patentu kardiolog prof. Sebastian Stec.

Dla porównania obecnie do serca pacjenta wprowadza się kolejno po sobie najczęściej dwie lub nawet kilka elektrod, z których każda spełnia inną funkcję. Mamy więc osobne elektrody diagnostyczne i osobną ablacyjną. Połączenie po raz pierwszy w historii funkcjonalności diagnostycznej i leczniczej w jednej elektrodzie ma przede wszystkim wpłynąć na zmniejszenie ryzyka związanego z zabiegiem i skrócenie czasu jego trwania, który obecnie sięga nawet kilku godzin. To także mniejszy koszt leczenia i całkowite wyeliminowanie promieniowania rentgenowskiego, jakiemu obecnie standardowo poddawany jest pacjent przy zabiegu ablacji. Dzięki temu zabieg będzie można stosować nawet u kobiet w ciąży.

Na wprowadzenie nowej elektrody do standardu leczenia zaburzeń rytmu serca trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać.

– Będzie ona wprowadzana do użytku w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. W tym czasie zakończymy budowę jej prototypu, a także zakończymy przygotowywanie protokołu badania przedklinicznego, technologicznego i przemysłowego. Pod koniec roku rozpoczniemy testy kliniczne u 50 chorych Polaków, którzy zgłoszą się jako ochotnicy. Następnie elektrodę MiniMax przekażemy do badań i użytkowania w innych krajach ­– zapowiada prof. Sebastian Stec.

Z danych opublikowanych przez brytyjski koncern medyczno-farmaceutyczny Espicom wynika, że wartość polskiego rynku wyrobów medycznych wyniesie w 2018 roku 3 mld dolarów, czyli ponad 10 mld złotych. W porównaniu z wynikiem zanotowanym w 2013 roku byłby to wzrost o ponad 50 proc. Według brytyjskiej firmy badawczej Evaluate, światowy rynek technologii medycznych rozwija się w tempie 6 proc. średniorocznie, a w 2022 roku jego wartość przekroczy 62 mld dolarów.

Pasażerowie polskich lotnisk mogą się starać o odszkodowania na łączną kwotę 185 mln zł. Robi to jedynie 2 proc. z nich

Pasażerowie polskich lotnisk mogą się starać o odszkodowania na łączną kwotę 185 mln zł. Robi to jedynie 2 proc. z nich 2

Problemy linii lotniczych w 2017 roku dają ponad 155 tys. pasażerów podstawę do ubiegania się o rekompensatę finansową. Gdyby wszyscy się na to zdecydowali, odszkodowania mogłyby sięgnąć blisko 44 mln euro, czyli ok. 185 mln zł – szacuje firma AirHelp specjalizująca się w pozyskiwaniu odszkodowań. W jej ocenie wciąż niewielka jest świadomość podróżujących w kwestii ubiegania się o zadośćuczynienie. Zaledwie 2 proc. pasażerów walczy o swoje prawa.

 Rok 2017 był czasem zdecydowanie rekordowym. Ponad 155 tys. pasażerów podróżujących z polskich lotnisk może się ubiegać o odszkodowanie. W sumie wyniosłoby ono 44 miliony euro – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Gębska, country manager w AirHelp, firmy wspierającej pasażerów w uzyskiwaniu odszkodowań.

W 2017 roku zakłóconych było w sumie 1871 lotów, podczas gdy rok wcześniej było ich 1706. W 2016 roku liczba uprawnionych pasażerów była o ponad 20 tys. mniejsza, a łączna kwota odszkodowań o blisko 35 mln zł (w 2015 roku kwota byłą dwukrotnie niższa niż w 2017 roku).

Na tak rekordowe ubiegłoroczne liczby wpłynęły trzy zdarzenia z europejskiego rynku lotniczego, które dotknęły również pasażerów korzystających z polskich lotnisk. Pierwszym było zawieszenie działalności linii lotniczej Air Berlin, drugim – dwukrotna awaria systemu British Airways,

 Okazuje się, że taka awaria również jest w stanie skutecznie uziemić pasażerów. Za to zdarzenie przysługuje im ponad 100 mln funtów odszkodowań ­– ocenia Natalia Gębska. – Trzecia sytuacja to problem z załogą i masowe odwoływanie lotów Ryanair. Przez to ponad dwa miliony pasażerów nie poleciało np. na wakacje.

Wśród najbardziej nietypowych powodów opóźnień lotów były m.in. mysz i skorpion na pokładzie, a także brak papieru toaletowego.

Najbardziej problematyczne w ubiegłym roku były połączenia międzynarodowe między Gdańskiem a Berlinem, gdzie 64 proc. lotów było opóźnionych o ponad trzy godziny lub odwołanych, oraz między Krakowem a Düsseldorfem. Na trasie Warszawa – Londyn problematyczny był co trzeci lot.

AirHelp szacuje, że rynek odszkodowań lotniczych będzie rósł proporcjonalnie wraz z rozwijającym się rynkiem usług lotniczych w ogóle.

– Na świecie i w Europie ten rynek przyrasta średnio co roku o 4 proc. Polska jest krajem bardziej dynamicznym – tu wzrost szacujemy na około 10 proc. W kolejnych 5 latach na rynek europejski będą wkraczać linie azjatyckie, które bardzo dbają o komfort podróżowania i dostosowują ofertę swoich usług do potrzeb klienta. One mogą dosyć mocno namieszać na rynku przewoźników europejskich – wskazuje Natalia Gębska.

Z danych AirHelp wynika, że pasażerowie w Polsce nie są w pełni świadomi swoich praw w przeciwieństwie do Skandynawów. Linie lotnicze mimo obowiązku informowania klientów o przysługujących im prawach rzadko to robią. Sam proces uzyskiwania odszkodowania może się wydawać pasażerom problematyczny, bo wymaga od nich m.in. bardzo szczegółowych informacji.

– Według szacunków AirHelp tylko 2 proc. pasażerów ubiega się o odszkodowania i ma świadomość, że może ubiegać się o rekompensatę. Daleko nam do Skandynawów, którzy chętniej składają tego typu wnioski – podkreśla Natalia Gębska.

Odszkodowanie od linii lotniczej przysługuje w trzech sytuacjach: opóźnienie lotu powyżej trzech godzin na lotnisku docelowym, odwołany lot na mniej niż 14 dni przed planowaną podróżą oraz tzw. overbooking, czyli kiedy linia sprzedaje więcej biletów niż jest dostępnych miejsc na pokładzie samolotu (bardziej popularny w USA niż w Europie).

Gdy pasażer doświadczy jednej z powyższych sytuacji, może dochodzić odszkodowania od przewoźnika, ale procedury procesowania wniosków różnią się tu w zależności od linii lotniczej. AirHelp zaleca zachowanie kart pokładowych oraz wszelkich niezbędnych informacji, które mogą być pomocne. W przypadku opóźnienia bądź odwołania lotu pasażerom przysługuje nawet do 600 euro odszkodowania.

Pracownicy coraz bardziej wyczuleni na nielegalne i nieetyczne praktyki firm. Co dziesiąty zgłosił takie zachowanie

Pracownicy coraz bardziej wyczuleni na nielegalne i nieetyczne praktyki firm. Co dziesiąty zgłosił takie zachowanie 3

Jedna piąta pracowników małych i średnich firm zdaje sobie sprawę z nielegalnych i nieetycznych praktyk swojego pracodawcy – wynika z badania BSA przeprowadzonego w kilku europejskich krajach. Prawie trzy czwarte z nich nie miałoby oporów, żeby o takich zachowaniach donieść. Najczęściej na taki krok decydują się pracownicy firm brytyjskich. Do zgłoszenia lub rozważania takiego kroku przyznało się 82 procent ankietowanych, podczas gdy w Polsce – tylko 9. Oznacza to, że sama wiedza pracowników o nieprawidłowościach nie zawsze przekłada się na konkretne działania.

Z ostatniego badania przeprowadzonego na zlecenie BSA w kluczowych państwach europejskich (m.in. w Polsce, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii, Francji i we Włoszech) wynika, że pracownicy są skłonni zgłaszać pewne naruszenia prawa. Ciekawe jest to, jakimi motywami się kierują – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA The Software Alliance w Polsce, światowej organizacji reprezentującej branżę oprogramowania komputerowego

Najczęściej  w przypadku zgłoszenia nielegalnych lub nieetycznych praktyk pracownicy kierują się względami moralnymi. Taki powód wymieniła ponad połowa (54 proc.) osób, które wzięły udział w badaniu BSA. 40 proc. pytanych jako motyw wymieniła obowiązki profesjonalne, a tylko co czwarty – ewentualne nagrody finansowe.

Wiele osób w ogóle nie interesując się korzyścią finansową, nagrodą, a raczej interesuje się, czy to zgłoszenie spowodowało jakieś kroki prawne. To świadczy o tym, że zgłaszający chce, żeby jego zgłoszenie przyniosło jakiś skutek i żeby firma, która dopuszcza się nagannej praktyki, poniosła tego konsekwencje – podkreśla Bartłomiej Witucki. – Zupełnie inną sprawą jest to, kiedy faktycznie następuje przełom w świadomości: czy to jest w czasie trwania stosunku pracy czy po jego ustaniu.

Pracownicy zapytani o praktyki, które skłoniłyby ich do dokonania zgłoszenia, wymienili m.in. prześladowanie i dyskryminację (66 proc.), oszustwo (60 proc.), kradzież własności firmy (56 proc.), defraudację (54 proc.), unikanie płacenia podatków (47 proc.) i nieprzestrzeganie regulacji branżowych (40 proc.). Jedna trzecia pracowników wskazała na nielegalne praktyki IT, czyli m.in. korzystanie z nielegalnego oprogramowania czy korzystanie z oprogramowania bez licencji.

W Polsce ten odsetek wynosi blisko 38 proc. To pokazuje, że rośnie świadomość pracowników w małych i średnich firmach, że korzystanie z nielegalnego oprogramowania jest niezgodne z prawem i że są to praktyki, które winny być sygnalizowane odpowiednim organom – podkreśla Bartłomiej Witucki.

BSA na swojej stronie udostępnia anonimowy formularz, przez który pracownicy mogą zgłosić przypadki piractwa w firmie. Liczba  takich zgłoszeń w Europie rośnie. W 2015 roku było ich niecałe 4 tys., w 2017 roku – już 4,5 tys.

Polska jest krajem, gdzie tych zgłoszeń jest najwięcej, z kolei w Niemczech jest ich znacznie mniej, ale są one lepszej jakości. To oznacza, że jeżeli zgłoszenie w Niemczech jest wysyłane do BSA, to znacznie częściej niż w Polsce na jego skutek podejmowane są działania prawne – wyjaśnia Bartłomiej Witucki.

Do przypadków piractwa coraz surowiej podchodzą także sądy. W 2017 roku europejskie firmy, które używały nielegalnego oprogramowania, zapłaciły ich twórcom odszkodowania o łącznej wysokości 7 mln euro. Ubiegłorocznym rekordzistą w Polsce jest firma, która w ramach ugody sądowej musi zapłacić producentowi oprogramowania 1 mln dolarów. Sądy biorą pod uwagę między innymi dochody, jakie firma, która korzystała z nielegalnego oprogramowania, osiągnęła dzięki niemu.

Jeszcze parę lat temu zasądzane przez sądy kwoty były zupełnie nieadekwatne, na poziomie kilku tysięcy złotych. W tym wypadku sąd zasądził na podstawie ugody obowiązek naprawienia szkody w wysokości równowartości 1 mln dolarów, co było według ówczesnego kursu 3,7 mln zł. To pokazuje, że zmienia się percepcja sądów co do szacowania wartości szkody wynikającej z korzystania z nielegalnego oprogramowania – podkreśla Bartłomiej Witucki.

Członkowie BSA to jedne z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, przyczyniają się do rozwoju oprogramowania, które pobudza rozwój gospodarczy i poprawia jakość współczesnego życia. Działając w ponad 60 krajach na całym świecie, BSA jest pionierem programów zgodności licencyjnej, które promują wykorzystanie legalnego oprogramowania.

Polacy chcą płacić bezgotówkowo, ale wciąż brakuje terminali do akceptacji kart. Od stycznia przedsiębiorcy mogą przez rok testować je za darmo

Polacy chcą płacić bezgotówkowo, ale wciąż brakuje terminali do akceptacji kart. Od stycznia przedsiębiorcy mogą przez rok testować je za darmo 4

Ponad połowa Polaków zdecydowanie woli płacić za zakupy bezgotówkowo. Konsumenci doceniają szybkość i wygodę takiej transakcji oraz fakt, że nie muszą mieć przy sobie gotówki i wyliczać odpowiedniej kwoty przy sklepowej kasie. Wciąż jednak nie wszędzie można zapłacić kartą, ponieważ terminali brakuje zwłaszcza w małych i lokalnych punktach usługowo-handlowych. W styczniu wystartował program „Polska bezgotówkowa” skierowany do mikro-, małych i średnich firm, który ma zachęcić je do akceptowania płatności bezgotówkowych – przez pierwszy rok na preferencyjnych warunkach.

Polski rynek płatności kartowych to w większości płatności zbliżeniowe – 80 proc. transakcji odbywa się właśnie w ten sposób. Rośnie również popularność  płatności mobilnych. Klienci niemal wszystkich banków w Polsce mogą już korzystać z tej technologii. Zresztą w tym obszarze widzimy bardzo duże przyrosty, które wyróżniają Polskę na tle innych rynków. Myślę, że bezpieczne i szybkie rozwiązania będą determinowały dalszy rozwój polskiego rynku płatniczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Jak wynika ze statystyk Związku Banków Polskich, obecnie w obrocie znajduje się około 38 mln kart płatniczych, a 8 na 10 transakcji dokonywanych za ich pośrednictwem to transakcje zbliżeniowe. Badania Narodowego Banku Polskiego pokazują natomiast, że już 54 proc. Polaków zdecydowanie preferuje płatności kartą. W transakcjach bezgotówkowych konsumenci doceniają głównie szybkość i wygodę, ponieważ nie muszą nosić przy sobie gotówki ani odliczać odpowiedniej kwoty przy sklepowej kasie.

– Płatności bezgotówkowe są opłacalne dla przedsiębiorców z uwagi na wiele czynników. Przede wszystkim jest to wygoda dla konsumentów, bo coraz mniej osób nosi ze sobą gotówkę. Istotne jest bezpieczeństwo, ponieważ przedsiębiorca nie trzyma gotówki w sklepie, a poza tym obsługa gotówki jest dla sklepów dosyć drogą operacją. Co najważniejsze, wzrasta skłonność zakupowa klientów, ponieważ nie mają limitu dla zakupów, których chcą dokonać – gotówka, która mamy w portfelu, często nie wystarcza – wyjaśnia Rafał Gołębiewski, dyrektor generalny Elavon Polska.

Eksperci oceniają, że pod względem akceptacji płatności bezgotówkowych w małych i średnich przedsiębiorstwach mamy w Polsce wciąż wiele do zrobienia. Na milion osób przypada 14 tys. terminali płatniczych, podczas gdy średnia europejska to 21 tys. urządzeń. Polacy mają problem z zapłaceniem kartą zwłaszcza w niedużych, lokalnych punktach handlowo-usługowych.

– 47 proc. Polaków deklaruje, że zdarza się im mieć w swoim otoczeniu trudności z płatnością elektroniczną. Wymieniają tutaj głównie targi, małe sklepy osiedlowe, ale też maszyny samoobsługowe oraz sektor usług: dentystów, fryzjerów czy salony piękności. Jest to zatem obszar, nad którym powinniśmy popracować w najbliższej przyszłości – mówi Bartosz Ciołkowski.

Na początku stycznia wystartował program skierowany do mikro-, małych i średnich firm, który ma zachęcić je do akceptowania płatności bezgotówkowych. „Polska bezgotówkowa” to wspólna inicjatywa wydawców kart płatniczych, agentów rozliczeniowych oraz organizacji płatniczych Visa i Mastercard przy udziale Związku Banków Polskich i resortu rozwoju.

 Program jest inicjatywą wszystkich interesariuszy polskiego rynku płatności bezgotówkowych. Ma na celu zbudowanie w Polsce pełnej akceptacji dla tego typu płatności wśród małych i średnich przedsiębiorców. W tej grupie jest najmniej zainstalowanych urządzeń płatniczych, w związku z tym widzimy tutaj ogromne rezerwy. Szacujemy, że dzięki temu programowi w ciągu najbliższych 3–4 lat uda się zainstalować 500–600 tys. urządzeń. To pozwoli osiągnąć w zasadzie masową, powszechną akceptację bezgotówkowych instrumentów płatniczych – mówi Zbigniew Wiśniewski, wiceprezes zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa.

Fundacja została założona w lipcu ubiegłego roku właśnie w celu promowania płatności bezgotówkowych, rozbudowy sieci akceptacji instrumentów płatniczych oraz technologii, które wspierają obrót bezgotówkowy. W ramach realizowanego przez nią programu „Polska bezgotówkowa” przedsiębiorcy mogą liczyć na dofinansowanie kosztów terminalu płatniczego do akceptacji kart i pokrycie kosztów obsługi przez kolejne 12 miesięcy.

W ramach programu firma Elavon proponuje klientom 12 miesięcy akceptacji kart na terminalu bez opłat – zarówno dzierżawy, jak i opłat transakcyjnych. Myślimy też o kolejnych 12 miesiącach – na ten okres również szykujemy dla naszych klientów promocyjną ofertę, aby zachęcić ich do kontynuacji akceptacji kart – mówi Rafał Gołębiewski.

Dyrektor generalny Elavon Polska podkreśla, że zgłoszenie się do programu nic nie kosztuje. Po rozpoczęciu akceptacji płatności bezgotówkowych przedsiębiorstwo ma okrągły rok, żeby przetestować rozwiązanie i sprawdzić, jak reagują klienci i jak rosną obroty.

– „Polska bezgotówkowa” będzie mieć również duże znaczenie dla realizacji rządowego programu „Od Polski papierowej do Polski cyfrowej”, ponieważ ułatwi migrację płatności z gotówkowych na bezgotówkowe. Gotówka zaczyna odgrywać coraz mniejszą rolę w gospodarce. Jesteśmy przekonani, że pozwoli to lepiej rozwijać się gospodarce, a po drugie pozwoli przedsiębiorcom pokazać swoją nowoczesność i przy okazji zwiększyć ich biznes – podsumowuje wiceprezes zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa.

Prezydent RP: Rozwój nowych technologii przyczynia się do ratowania zdrowia i życia ludzi. W Łodzi lekarze i pacjenci zyskają dostęp do światowych innowacji

Prezydent RP: Rozwój nowych technologii przyczynia się do ratowania zdrowia i życia ludzi. W Łodzi lekarze i pacjenci zyskają dostęp do światowych innowacji 5

W Łodzi otwarto właśnie Globalne Centrum Kompetencyjne Philips oraz Centrum Referencyjne Philips  w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. Dzięki pierwszej inwestycji pacjenci w całej Europie będą mogli korzystać ze sprzętu medycznego, którego przygotowaniem i dostarczeniem zajmą się zespoły wysoko wykwalifikowanych specjalistów z Łodzi. W efekcie współpracy z ICZMP lekarze zyskają możliwość pracy wspólnie z naukowcami na najnowocześniejszym sprzęcie do diagnostyki i terapii. Jej wynikiem mają być przełomowe innowacje. Dla Philips współpraca z ICZMP jest jednym z kilku projektów strategicznych, realizowanych z podmiotami sektora ochrony zdrowia. Znaczenie firmy dla polskiego rynku medycznego podkreślił Prezydent Andrzej Duda, obecny na obchodach Światowego Dnia Pacjenta, podczas których dokonano otwarcia dwóch inwestycji.

– Mieliśmy możliwość zobaczyć supernowoczesne urządzenia firmy Philips funkcjonujące w tym szpitalu, bardzo mocno chcę podkreślić, że firma ta jest na naszym rynku podmiotem szczególnym, bo  jest tutaj od ponad 80 lat –– powiedział Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystego otwarcia Centrum Referencyjnego Philips tworzonego we współpracy z  łódzkim Instytutem Centrum Zdrowia Matki Polki. – Rozwój nowych technologii przyczynia się  do ratowania życia, do przywracania ludziom zdrowia, bo przez postęp w tym zakresie, przez jeszcze doskonalsze technologie, bardziej wyspecjalizowane urządzenia jesteście w stanie lepiej diagnozować i lepiej leczyć –  dodał Prezydent Duda zwracając się do obecnych na uroczystości przedstawicieli świata medycyny.

Współpraca w ramach nowo otwartego Centrum Referencyjnego z ICZMP ma polegać na wymianie doświadczeń w zakresie wiedzy i nowych technologii medycznych, które przyczynią się do poprawy jakości diagnostyki i leczenia pacjentów. To też szansa na wspólne projekty naukowe w ramach zainicjowanych badań. Dodatkowo Centrum Referencyjne umożliwi edukowanie personelu medycznego w zakresie wykorzystywania najnowocześniejszych rozwiązań medycznych oraz kontakt z innymi ośrodkami tego typu w Polsce, jak i za granicą.

Otwarcie Centrum Referencyjnego jest efektem współpracy w ramach think-thanku „Innowacje dla Zdrowia”. Jego pomysłodawcą jest prof. Maciej Banach, dyrektor ICZMP w Łodzi, a Philips jednym ze współzałożycieli.

– Współpraca z Instytutem pozwoli nam lepiej odpowiedzieć na potrzeby lokalnych pacjentów. Ten szpital koncentruje się na potrzebach matek i dzieci, a one są grupą szczególnie wrażliwą. Wspólnie przygotowaliśmy propozycje, które pozwolą w najlepszy możliwy sposób zadbać o najmłodszych pacjentów – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Reinier Schlatmann, prezes Philips na Europę Środkowo-Wschodnią.

Łódzkie Centrum Zdrowia Matki Polki jest jednym z najlepszych w Europie ośrodków ginekologiczno-położniczych i pediatrycznych. Współpraca z Philips stworzy placówce możliwość korzystania z najnowocześniejszego sprzętu do diagnostyki i leczenia pacjentów.

– Współpraca z Philips to wspólna nauka, wymiana doświadczeń, tworzenie wspólnych rozwiązań innowacyjnych, które będą służyły zarówno poprawie diagnostyki, jak i leczenia naszych pacjentów – podkreśla prof. Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Łódzkie ICMZP ma obecnie na wyposażeniu ponad 300 sztuk sprzętu medycznego marki Philips, w tym m.in. Ultrasonografy, tomografy, echokardiografy, angiografy oraz inne nowoczesne urządzenia. ICZMP jest dziewiątą jednostką referencyjną firmy Philips w Polsce.

– Innowacje, które są efektem współpracy z Philips, to przede wszystkim innowacyjny sprzęt diagnostyczny, najnowszej generacji tomografy, rezonanse, echokardiografy, kardiomonitory czy mammografy – coś, co jest kluczowe w takiej jednostce jak ICZMP. Co więcej, współpraca w ramach Centrum Referencyjnego pozwoli na testowanie urządzeń, które są już dopuszczone do obiegu, ale wciąż w fazie testów i nie są jeszcze w ciągłej produkcji. Będą mieli do nich dostęp nasi lekarze, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach. Z drugiej strony, Philips uzyska od naszych ekspertów informacje, co jeszcze w nich poprawić czy ulepszyć, żeby w optymalnej wersji trafiły na rynek medyczny i służyły pacjentom – mówi prof. Maciej Banach.

Dyrektor Instytutu CZMP oceniła, że innowacje są kluczem do rozwiązania problemów, z którymi borykają się publiczne jednostki ochrony zdrowia w Polsce.

– Chcemy uczyć się od siebie nawzajem i promować współpracę, zachęcać do niej inne podmioty działające na rynku medycznym czy farmaceutycznym. Myślę, że będzie to szło we właściwym kierunku i niedługo dogonimy pod tym względem najlepsze kraje europejskie i USA – mówi prof. Maciej Banach.

W Globalnym Centrum Kompetencyjnym zaś zespoły specjalistów będą zajmować się przygotowaniem i dostarczeniem sprzętu medycznego. Ich zadaniem będzie całościowa koordynacja tego procesu – od momentu zamówienia aż do instalacji sprzętu medycznego w miejscu docelowym i upewnienia się, że jest przygotowany, aby służyć lekarzom i pacjentom. Łódzkie centrum będzie obsługiwać zamówienia z krajów nie tylko w Europie, ale również w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

To jeden z trzech takich oddziałów Philips na całym świecie – dwa pozostałe znajdują się w USA i Indiach. Wspólnie tworzą sieć centrów kompetencyjnych obsługujących ponad setkę państw. Zapewniają wsparcie procesów finansowych, zarządzanie zakupami i zaopatrzeniem w sprzęt medyczny oraz rozwiązania, które usprawniają funkcjonowanie podmiotów z sektora ochrony zdrowia.

– Polska zawsze była dla Philips jednym z najważniejszych rynków w Europie, z racji klimatu biznesowego, wysokich kwalifikacji pracowników i – co najważniejsze – otwartości na partnerstwo i współpracę. Dlatego zdecydowaliśmy się otworzyć jedno z trzech Globalnych Centrów Kompetencyjnych w Łodzi. To także powód, dla którego budujemy strategiczne partnerstwa ze szpitalami i instytutami badawczymi. Wierzymy, że wynikiem tej współpracy będą nie tylko przełomowe innowacje, ale również znacząca poprawa jakości życia ludzi – podkreśla Reinier Schlatmann, prezes Philips na Europę Środkowo-Wschodnią.

Dla globalnego koncernu długofalowa współpraca z instytucjami działającymi w obszarze ochrony zdrowia   jest jednym z  celów strategicznych, ,a nowo otwarte centra dają początek aktywnym działaniom w rozpoczętym roku.

– W 2018 roku planujemy wdrożyć wiele innowacyjnych propozycji przeznaczonych dla polskiego rynku. Chcemy wdrażać je z naszymi partnerami, w oparciu o lokalną wiedzę – i dzięki temu poprawić ogólny poziom opieki zdrowotnej – mówi Reinier Schlatmann.

Rynek pracy w UK: w sektorze opieki nie zabraknie stanowisk

Zmiany demograficzne w Europie istotnie wpływają na zatrudnienie. Proces starzenia się społeczeństw oznacza rosnące zapotrzebowanie na nowe kompetencje w m.in. w obszarze profesjonalnej opieki nad seniorami. Wielka Brytania jest jednym z tych krajów, w których wykwalifikowani w opiece specjaliści z Polski mogą liczyć zatrudnienie, legalną pracę i wysokie zarobki. Nawet 9 tysięcy złotych mogą zarobić opiekunowie z Polski w trakcie 6 tygodniowego wyjazdu.

Wielka Brytania podobnie jak inne kraje Europy odchodzi od opieki instytucjonalnej na rzecz otoczenia potrzebujących opieką w ich własnym środowisku. Pracuje tam kilka milionów opiekunów domowych, a zapotrzebowanie na nich cały czas rośnie. Obecnie w UK jest 11,8 miliona osób w wieku 65 lat lub starszych. Szacuje się, że liczba osób w wieku powyżej 60 lat przekroczy 20 milionów do roku 2030. Do roku 2040 prawie jedna czwarta osób w Wielkiej Brytanii będzie miała 65 lub więcej lat.

Jak wynika z raportu przeprowadzonego przez ageUK, liczba osób powyżej 85 lat w Wielkiej Brytanii zwiększy się ponad dwukrotnie w ciągu najbliższych 23 lat do ponad 3,4 miliona. Starzejące się społeczeństwo to zjawisko, którego nie można zatrzymać. Nie każdym seniorem opiekują się członkowie rodziny m.in. ze względu na pracę czy niewystarczające kwalifikacje. Optymalnym wyjściem jest korzystanie z usług profesjonalnego opiekuna, który zamieszka w domu seniora i będzie go wspierał w wykonywaniu codziennych czynności. Brytyjczycy bardzo doceniają takie rozwiązania, a jednocześnie przywiązują dużą wagę do jakości usług opiekuńczych, kwalifikacji opiekunów i odpowiednich regulacji w tym obszarze.

Opiekun osób starszych w UK

Opiekun osoby starszej to na Wyspach jeden z najbardziej poszukiwanych zawodów. Zapotrzebowanie na opiekunów jest bardzo duże, Każdy z nich, podobnie jak firmy świadczące domowe usługi opiekuńcze na terenie Wielkiej Brytanii muszą sprostać odpowiednim regulacjom. Zadaniem publicznych regulatorów jest monitorowanie jakości usług opiekuńczych oraz dbanie o zachowanie standardów. Praca opiekuna osób starszych wiąże się z dużą odpowiedzialnością, dlatego rodziny w UK bardzo ostrożnie wybierają firmy, które świadczą usługi opiekuńcze. Pomaga im w tym instytucja publiczna Care Quallity Commision, która bardzo wnikliwe weryfikuje jakość świadczonych usług oraz kwalifikacje opiekunów. Praca w zawodzie opiekuna seniorów w Anglii to konieczność zdobycia szeregu kwalifikacji i certyfikatów, przejścia kilkudniowego szkolenia oraz wdrożenia w zasady opieki.

„Praca w opiece w Anglii znacznie różni się od tej wykonywanej w Niemczech, ponieważ Anglicy narzucają szereg procedur, które mają w najwyższym stopniu zapewnić bezpieczeństwo starszej osobie. Stąd funkcja Care Managera, który jako pracownik firmy takiej jak Promedica24, ma za zadanie nie tylko wprowadzić opiekuna na miejsce sprawowania opieki, przeprowadzić wywiad, ale również wesprzeć w sytuacjach kryzysowych. Nagłe sytuacje się zdarzają np. gdy opiekun rozchoruje się, Care Manager ma odpowiednie kwalifikacje, aby przejąć obowiązki opiekuńcze do czasu, gdy ten będzie mógł wrócić do pracy” – mówi Iga Piątkowska, Manager ds. Rekrutacji UK, Promedica24.

Kwalifikacje opiekunów w UK

Aby zostać opiekunem w UK konieczne są umiejętności uwzględniające różne obszary opieki nad seniorem, specyfikę opieki w chorobach otępiennych czy z seniorami niepełnosprawnymi. Opiekunowie przygotowywani do pracy przez profesjonalne agencje zatrudnienia przechodzą specjalistyczne kursy przygotowujące ich do pracy w zawodzie oraz specyfiki pracy w Wielkiej Brytanii. Konieczna jest, również znajomość języka angielskiego i przejście testu językowego który przeprowadza brytyjska szkoła. Obowiązkiem opiekuna jest też cały czas pogłębianie i odświeżanie zdobytej wiedzy poprzez np. cykliczne zdawanie testów internetowych z zakresu opieki.

Opiekun osób starszych z doświadczeniem w Anglii jest w pełni wykwalifikowanym przedstawicielem tego zawodu. Posiada nie tylko doświadczenie i wysokie umiejętności językowe, ale zawodowe kwalifikacje, pakiet certyfikatów oraz ważnych referencji od podopiecznych.

Związek w pracy – jak kochając nie stracić pracy

W pracy spędzamy większą część dnia, co sprawia, że siłą rzeczy z naszymi współpracownikami widzimy się dużo częściej niż z przyjaciółmi i znajomymi. Często koleżanki czy koledzy z biurka obok stają się powiernikami naszych, także prywatnych problemów. Taka bliskość sprzyja budowaniu relacji – także tych intymnych. Czy związek w pracy to dobry pomysł? Co zrobić, by spotykając miłość w pracy nie stracić … i pracy, i uczucia?

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS w 2011 roku 34% związków miało swój początek w miejscu zatrudnienia. Oznacza to, że co trzeci pracujący Polak wszedł w dłuższą bądź krótszą relację z osobą poznaną w pracy. Związek zawarty w pracy obarczony jest kilkoma ryzykami, w tym tymi związanymi z efektywnością pracy i przelewaniem prywatnych emocji na grunt zawodowy. Przedstawiamy sześć porad, które pozwolą na łączenie związku i pracy.

1. Firmowe reguły na pierwszym planie

Każda organizacja jest inna, dlatego warto zapoznać się z wewnętrznymi zasadami regulującymi związki między współpracownikami, w tym także te bardziej intymne.

Kodeks pracy nie reguluje zasad związanych z emocjami w pracy. Co oznacza, że nie ma prawnych zasad dotyczących związków w pracy, do których mogą się odnosić pracodawcy. Pracodawcy nie mogą także zabronić nam, mówiąc wprost, zakochania się we współpracowniku. Mogą jednak regulować zasady współżycia firmowego, co oznacza, że pracodawca może oczekiwać od nas np. tego, że nie będziemy się afiszować z naszym związkiem. –Alina Rokita, adwokat w Grupie Pracuj

Nie bez znaczenia pozostaje także miejsce, w którym jesteśmy zatrudnieni. Na pewno inne zasady będą nas obowiązywać w przypadku pracy w administracji publicznej, a inne w pracy w kreatywnym zespole agencji reklamowej, gdzie emocje są jednym ze składników procesu tworzenia.

2. Dyskrecja dobra na wszystko

Nie ma potrzeby wysyłać do współpracowników maila o treści „Jesteśmy razem!”. Prawda jest taka, że albo nie będzie ich to interesować, albo dostarczymy im tematu do plotek na nasz temat. Taką samą radę dla czytelników swojej książki o pracy i związkach ma Lynn Taylor, amerykańska psycholog biznesu. Zwraca ona uwagę, że szczególnie w początkowej fazie związku warto postawić na dyskrecję. Dopiero jeśli związek przetrwa próbę czasu wspólnie z partnerem możemy zastanowić się nad tym komu, kiedy i w jakich okolicznościach należy powiedzieć o związku.

3. Wspólne zasady

Psychologowie radzą, aby na samym początku wspólnie z partnerem ustalić zasady i odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań. Jak zachowujemy się wobec siebie w pracy? Czego od siebie wzajemnie oczekujemy? Co zrobimy jeśli związek nie przetrwa próby czasu? Pozwoli to uniknąć późniejszych niezręcznych sytuacji i zapobiegnie potencjalnym kłótniom. Lynn Taylor podkreśla, że ustalenie zasad pozwoli przygotować się na trudne, nagłe sytuacje, a o takie w pracy nie trudno.

Związek dwojga ludzi w pracy, to zawsze coś atrakcyjnego dla pozostałych współpracowników. Wypracowanie wspólnego frontu – ustalenie o czym i jak mówimy pozwoli nam uniknąć niepotrzebnych plotek i nadmiaru emocji w pracy. –Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj

4. Czułość? Tak. Ale nie w godzinach pracy!

Praca nie jest najlepszym miejscem na okazywanie czułości. Niezależnie od tego czy spotykamy się w firmowej kuchni, czy na lunchu w godzinach pracy czy też razem bierzemy udział w spotkaniu służbowym – czułość najlepiej odłożyć na później.

Okazywanie sobie czułości w miejscu pracy stawia naszych współpracowników w niezręcznej sytuacji. Oszczędźmy im tego, bo mogą wkrótce zacząć nas unikać, co może przełożyć się nie tylko na relacje koleżeńskie, ale i zawodowe. Nasz szef też niekoniecznie chce patrzeć na to, jak trzymamy się za ręce w trakcie służbowego spotkania. –Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj

5. Profesjonalizm przede wszystkim

Profesjonalne zachowanie wymaga, aby bez względu na prywatny układ przestrzegać biznesowej etykiety – nie możemy pozwolić, by np. nieporozumienia z partnerem wpłynęły na relację zawodową. Podobnie jak czułości, kłótnie, złośliwości czy uszczypliwości trzeba pozostawić za biurowymi drzwiami. Zasada ta działa również w drugą stronę – uczucie nie powinno sprawiać, że w biznesowej sytuacji w jakiś sposób faworyzujemy partnera.

6. I na koniec… czy warto pracować razem?

Eksperci przestrzegają, że połączenie związku i spraw zawodowych to nie zawsze dobry pomysł – a już szczególnie w przypadku relacji przełożony-pracownik. Może to źle wpłynąć zarówno na zawodowe, jak i prywatne życie. Aby unikać plotek i pomówień w biurze, a awantur w domu, warto zastanowić się, czy wspólna praca nam służy. Może lepiej postarać się o zmianę pracy albo przynajmniej działu? Wtedy oddzielanie życia prywatnego od zawodowego z pewnością stanie się prostsze.

Diamenty Infrastruktury i Budownictwa rozdane po raz czwarty!

Cztery panele dyskusyjne, dwudziestu ośmiu prelegentów, prawie siedem godzin dyskusji oraz jedenastu nagrodzonych laureatów prestiżowych statuetek – to w skrócie opisuje co się działo podczas IX edycji konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo” oraz uroczystej gali rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, która odbyła się 8 lutego w warszawskim hotelu The Westin.

Gościem Honorowym konferencji był Marek Chodkiewicz, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, który w swoim wystąpieniu mówił o realizacji Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014-2023. „Obecnie mamy gotowych ponad 3,5 tysiąca km dróg ekspresowych i autostrad, jednakże przed nami jeszcze mnóstwo pracy. Niestety nie uda nam się zrealizować wszystkich zadań jakie zakłada program, więc priorytetem dla nas jest połączenie najważniejszych inwestycji w spójną sieć drogową” – mówił Wiceminister.

Głównym tematem pierwszego panelu były kwestie związane z przyszłością inwestycji drogowych oraz skuteczności partnerstwa publiczno-prywatnego, a moderowała go Anna Flaga-Martynek (kancelaria WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr). Iwona Stępień-Kotlarek, Zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad rozpoczęła panel mocnym stwierdzeniem, iż nie ma na polskim rynku firm, które by umiały podołać wyzwaniom związanym z realizacją bardzo dużych kontraktów i zorganizowaniem całego procesu inwestycyjnego, stąd też dążenie do łączenia się w konsorcja. Na temat współpracy zamawiającego z wykonawcą wypowiedział się Jerzy Wacławczyk (Strabag), który zwrócił uwagę na to, że niezależnie od prawa zamówień publicznych relacje te są dobre i pozytywną zmianą ułatwiającą współpracę jest wprowadzenie jednolitego europejskiego dokumentu zamówień oraz zapowiedziana elektronizacja zamówień publicznych. Panu Wacławczykowi wtórował Wiceminister Chodkiewicz, którego zdaniem informatyzacja jest warunkiem koniecznym do poprawy komunikacji wykonawcy z zamawiającym i usprawnienia składania ofert w przetargach. O dobrych praktykach na skuteczną modernizację infrastruktury z pomocą PPP mówił Paweł Lider (Eurovia Polska), który przywołał przykład realizacji inwestycji na Słowacji oraz w Niemczech. „PPP jest ogromną szansą na rozwój projektów infrastrukturalnych i niezbędne wydaje się być zwiększenie zaangażowania kapitału prywatnego” – mówił z kolei Andrzej Gienieczko (Egis Projects Polska). Krzysztof Mleczak (Exito Broker) wspomniał o gwarancjach bankowych oraz ubezpieczeniach jako formie zabezpieczenia przed ryzykiem związanym z realizacją inwestycji infrastrukturalnych. Jego zdaniem rynek ubezpieczeniowy stanowi dobrą alternatywę dla ścieżki bankowej. Temat zabezpieczenia finansowego kontynuował Robert Dębecki (KUKE), który zauważył, że rośnie liczba gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych oraz wzrasta świadomość korzystania z nich przez beneficjentów, co wiąże się z rosnącą liczba roszczeń.

Drugi panel dyskusyjny poświęcony był m.in. zagadnieniu stabilności wykonawców w procesie inwestycyjnym. Moderatorem debaty był Wiktor Piwkowski (Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa) na wstępie porównujący proces inwestycyjny do piramidy, która ma również cechy chwiejnego domku z kart, gdzie na czele stoi inwestor, a poniżej są wykonawcy, podwykonawcy oraz dostawcy. Wśród tematów dyskusji była również realizacja inwestycji w formule PPP, jako alternatywy dla zmniejszonych środków z funduszy europejskich, o której mówił Stanisław Żmijan, Zastępca Przewodniczącego Sejmowej Komisji Infrastruktury. Zwrócił on uwagę na to, że w zakresie inwestycji liniowych nie ma klimatu dla wdrażania rozwiązań w formule PPP. Mirosław Józefczuk (Warbud SA), stwierdził, że PPP to bardzo dobra formuła, aby administracja państwowa mogła sięgać po środki, a także know how prywatnych firm. „Efektywność zarządzania inwestycją przez partnera prywatnego będzie wyższa niż w przypadku zarządzania przez instytucje publiczne” – mówił Mirosław Józefczuk.  Andrzej Czapczuk (F.B.I. TASBUD) zauważył problem związany z brakiem siły roboczej, co w przypadku dużych wykonawców hamuje rozwój inwestycji, natomiast Piotr Staniszewski (Dentons) mówił o polityce prawnej państwa i potrzebie stworzenia wzorcowych regulacji, by ustandaryzować proces inwestycyjno-budowlany. Tematykę ciągłości realizacji inwestycji poruszył Andrzej Puta (Euler Hermes), który stwierdził, że powinno się głównie zwrócić uwagę na płynność finansową i stworzenie mechanizmu pozwalającego na szybsze otrzymywanie przez podwykonawców swojego wynagrodzenia. „Największym problemem polskiego rynku budowlanego jest płynność finansowa, a w istocie jej brak” – mówił Andrzej Puta.

Rozbudowa drugiej linii metra oraz rozwój i modernizacja sieci kolejowej były głównym tematem trzeciego panelu dyskusyjnego prowadzonego przez dr inż. Andrzeja Żurkowskiego (Instytutu Kolejnictwa). Renata Kaznowska, Wiceprezydent m.st. Warszawy przekonywała, że projekt warszawskiej polityki mobilności kładzie duży nacisk na transport publiczny, z którego korzysta obecnie ok. 57% mieszkańców. Działania Ratusza związane z modernizacją sieci transportowej dążą do tego, by ten udział wzrósł do 65%.
Dr Libor Lochman (Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej) przekonywał, że sieci kolejowe są kluczowe dla transportu publicznego Europy. Jako osoba często bywająca w Polsce, widzi zdecydowany postęp w standardzie i jakości polskiego transportu szynowego. O ryzykach związanych z realizacją krajowego programu kolejowego mówił Arnold Bresch (PKP Polskie Linie Kolejowe). Zapewniał, że PKP odpowiednio wcześnie szuka optymalnych rozwiązań dla problemów, które są sygnalizowane przez wykonawców. Tematykę rozbudowy drugiej linii metra podjął Dariusz Kostaniak (Metro Warszawskie), który wyraźnie zaznaczył, że metro jest złożoną inwestycją potrzebującą ogromnej liczby certyfikatów, pozwoleń i regulacji, dlatego też jego budowa trwa tak długo. Jerzy Obrębski (Szybka Kolej Miejska) zauważył, że rozwój SKM jest zależny od modernizacji krajowej infrastruktury kolejowej, natomiast Dariusz Grajda  (Koleje Mazowieckie) mówił o planie zwiększania pojemności pociągów poprzez inwestycję w pojazdy piętrowe.

Ostatni panel poświęcony był innowacjom w budownictwie, a moderował go Prof. Leszek Rafalski (Instytut Badawczy Dróg i Mostów), który we wprowadzeniu do dyskusji przedstawił porównanie wydatków wybranych państw na badania i rozwój, udowadniając, iż w Polsce na B+R wydawanych jest poniżej 1% PKB. Jean-Andre Barbosa (Future Pipe Industries) przekonywał o ważności innowacji, zrównoważonego rozwoju oraz postępu technologicznego i jakościowego, które pozwolą na wdrażanie ekologicznych produktów. Zdaniem Łukasza Marcinkiewicza (Lafarge, LH Engineering) podstawą do tego by myśleć o innowacjach jest stabilność rynku oraz współpraca, która umożliwia długofalowe planowanie inwestycji. Tylko to może zagwarantować przejście całego procesu realizacji – od pomysłu laboratoryjnego do wdrożenia. Jan Styliński (Polski Związek Pracodawców Budownictwa) mówił, iż na rynku budowlanym wciąż decydujący jest koszt, co znacznie ogranicza możliwość wprowadzenia jakichkolwiek innowacji. „Potrzeba nam ponownego zdefiniowania kryterium ceny i spojrzenia na inwestycję długofalowo, z punktu widzenia cyklu życia inwestycji” – stwierdził Prezes PZPB. O wyzwaniach dla producentów chemii budowlanej mówił Leszek Sławiński (BOLIX). Zaznaczył, że wyzwaniem są zmieniające się przepisy oraz konieczność dostosowywania produktów do tempa rozwoju inwestycji, czasu pracy oraz liczby firm wykonawczych. Natomiast Waldemar Wójcik (Strabag) zauważył, że przedsiębiorcy na rynku budowalnym muszą uwzględniać długą perspektywę życia produktu. Moderator w ramach podsumowania przekonywał, iż warto więcej środków przeznaczać na badania związane z innowacjami w budownictwie, ponieważ ta branża w dużej mierze nakręca gospodarkę.

Wydarzenie wzbogaciły wystąpienia indywidualne, w tym prezentacja Gościa Specjalnego
Dr Libora Lochmana
na temat wpływu infrastruktury na rozwój gospodarki. O praktycznych aspektach prawno-organizacyjnych uwarunkowań realizacji projektów PPP w Polsce mówił podczas swojego wystąpienia Tomasz Korczyński, Counsel w kancelarii Dentons. Natomiast zagadnienie kolei samorządowych jako elementu zrównoważonego transportu publicznego było głównym tematem wystąpienia Dariusza Grajdy, Członka Zarządu Kolei Mazowieckich.

Punktem kulminacyjnym była wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, uroczyście zainaugurowana wystąpieniami Prof. Michała Kleibera, Przewodniczącego Rady Klubu oraz Jana Stylińskiego, Przewodniczącego Kapituły Konkursowej i Prezesa Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Już po raz czwarty Kapituła przyznała statuetki, by uhonorować najlepsze realizacje, projekty oraz przedsiębiorstwa, które w sposób szczególny przyczyniły się do rozwoju polskiej infrastruktury i branży budownictwa. W tym roku rozdano aż 11 diamentów w 9 kategoriach.

LAUREACI PRESTIŻOWYCH DIAMENTÓW INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA TO:

REALIZACJA ROKU: BUDOWNICTWO KUBATUROWE – Mirbud – Hala Gliwice
REALIZACJA ROKU: INFRASTRUKTURA DROGOWA – Strabag – Most w ciągu drogi ekspresowej S7 w Krakowie
REALIZACJA ROKU: INFRASTRUKTURA KOLEJOWA – Konsorcjum Budimex i Ferrovial Agroman – Łącznica kolejowa Kraków Zabłocie – Kraków Krzemionki
PROJEKT ROKU – Studio Architektoniczne Kwadrat – Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk
SPÓŁKA BUDOWLANA ROKU – Erbud
LIDER TECHNOLOGII – Strabag
LIDER BEZPIECZEŃSTWA – Skanska

LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO BUDOWNICTWA – Ghelamco Poland
DORADCA ROKU – Kancelaria Dentons
BANK FINANSUJACY ROKU – Bank Gospodarstwa Krajowego
OSOBOWOŚĆ ROKU – Jerzy Werle, Prezes Zarządu Warbud  SA

Organizator: Executive Club

Patronat honorowy: Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (Community of European Railway and Infrastructure Companies – CER), Polska Izba Inżynierów Budownictwa, Polski Kongres Drogowy, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa, Urząd Transportu Kolejowego, Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa, Instytut Kolejnictwa

Partner Główny: Dentons, Lafarge Holcim

Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, Strabag

Partnerzy: Bolix Polska, Egis Polska, ERBUD, Eurovia Poland, Euler Hermes, Exito Broker, IDS-Bud, Koleje Mazowieckie, KUKE, Metro Warszawskie, Szybka Kolej Miejska, Warbud, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr

Partnerzy Gali: BASF Polska, Kajima Poland, Oknoplast, Palisander

Patroni medialni:  Biznes Alert, Budnet.pl, Budnews.pl, Budowa.org, Budownictwo.org, BudownictwoInżynieryjne.pl, Builder, Business&Prestige, CEO.com.pl, CoNaDrogach.pl, e-biurowce.pl, Edroga.pl, Express Przemysłowy, Forum Budowlane, Forum PPP – magazyn inwestycji publicznych, GeneralniWykonawcy.pl, Infrastruktura-Inframedia, Info Rail, Inteligentny Budynek, Kompas Inwestycji, Magazyn Kruszywa, Magazyn Autostrady, Materiały Budowlane, Magazyn Mosty, Nieruchomości.biz, Nowoczesne Budownictwo Inżynieryjne, PMR, Polish Market, Rynek Infrastruktury, Rynek Inwestycji, Via Expert, Warsaw Business Journal

Kurs funta wreszcie w górę?

Ceny w Wielkiej Brytanii rosną szybciej niż płace. Ale obcokrajowcy pracujący na Wyspach mogą szukać pocieszenia w widokach na wzrost funta – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wyniki głosowania ws. Brexitu zepchnęły funta aż o 1 zł poniżej notowań sprzed referendum. Jednak teraz brytyjska waluta może odrobić część strat. Bank centralny na Wyspach, w odróżnieniu od polskiego, spodziewa się wzrostu stóp procentowych, co powinno wspierać funta. Z oczekiwaniami bankowców idą w parze podwyżki cen. Już piąty miesiąc z rzędu ich wzrost nie spada poniżej 3 proc.

Z opublikowanego w ub. tygodniu przez Bank Anglii raportu można założyć, że stopy procentowe wzrosną dość szybko i znacznie. Bank wskazywał na inflację, która w najbliższych miesiącach utrzyma się znacznie powyżej określonego na poziomie 2 proc. celu.

Realnie płace maleją

Idealnie w wydźwięk tego raportu wpisały się poniedziałkowe dane o inflacji konsumenckiej w styczniu. Piąty miesiąc z rzędu wyniosła ona 3 proc. Jeżeli przyjrzymy się jej składowym, to w stosunku do poprzednich lat (2015-2016) w Wielkiej Brytanii znacznie wzrosły ceny energii i paliw, a wyraźnie wolniej wzrastały koszty związane z wynajmem i utrzymaniem mieszkań. Wspomniany wzrost cen energii i paliw wywołały przede wszystkim wyższe ceny ropy.

Jeżeli nawet odejmiemy wpływ poddających się największym wahaniom cen energii (w tym paliw) i żywności, inflacja w porównaniu do stycznia ubiegłego roku wyniosła 2,7 proc. To i tak więcej niż wzrastało w poprzednich miesiącach przeciętne wynagrodzenie. Oznacza to, że w ujęciu realnym, pracujący na Wyspach zarabiali coraz mniej.

Opuszczą UE z najgorszym wzrostem?

Szanse na przyspieszenie wzrostu stóp procentowych rosną bo rośnie także ryzyko wymknięcia się inflacji spoza kontroli. Z drugiej jednak strony istnieją pewne zagrożenia zbyt szybkiego wzrostu stóp w gospodarce – ich wyższy poziom mógłby zaszkodzić wzrostowi gospodarczemu Wielkiej Brytanii. Ten z kolei jest stosunkowo słaby, jeśli porównamy np. z innymi krajami.

W tym i przyszłym roku gospodarka brytyjska będzie prawdopodobnie najwolniej rozwijającą się gospodarką w całej UE – tak mówią prognozy Komisji Europejskiej. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy możemy upatrywać w procesie Brexitu. Choć i tak sytuacja mogłaby być znacznie gorsza. Jednak ożywienie gospodarcze w Unii Europejskiej, od której Wielka Brytania chce się odłączyć, w istotnej mierze wspiera także jej rozwój. Bez tych sprzyjających warunków moglibyśmy mieć do czynienia nawet z ryzykiem stagflacji, czyli brakiem wzrostu gospodarczego i równocześnie wysoką inflacją, co w jeszcze większej mierze zjadałoby realne wynagrodzenie na Wyspach.

Polak się uśmiechnie, gdy przeliczy to na złote…

Dopóki jednak zarówno w UE, jak i globalnie obserwujemy ożywienie gospodarcze, dopóty prawdopodobieństwo szybszych podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii pozostaje stosunkowo wysokie. To dobra wiadomość dla funta, który w otoczeniu wyższej inflacji i spekulacji o zaostrzaniu polityki monetarnej może rozpocząć trend wzrostowy, odrabiając przy tym straty poniesione pod referendum. Oznacza to również, że wynagrodzenia Polaków na Wyspach w przeliczeniu na złote wreszcie mają szansę się zwiększyć.

Zmiany w zakresie upubliczniania danych podatników

Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych wprowadza przepisy umożliwiające ministrowi finansów publikację danych podatkowych podatników. Dotyczy to tych podatników, których przychody w ubiegłym roku przekroczyły kwotę określoną w złotych, której wartość przekracza równowartość 50 mln euro oraz płatników działających w formie podatkowej grupy kapitałowej.

Z dniem 1 stycznia 2018 r. nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z 24 listopada 2017 r. nałożyła na ministra finansów obowiązek podawania do publicznej wiadomości danych niektórych podatników. Mają one być upubliczniane w Biuletynie Informacji Publicznej co roku, do 30 września. Chodzi o dane zawarte w zeznaniach podatkowych złożonych za rok podatkowy, który zakończył się w roku kalendarzowym poprzedzającym rok podania danych podatników do publicznej wiadomości według stanu na pierwszy dzień miesiąca poprzedzającego miesiąc, w którym dane mają być podane publicznie.

Nowelizacja nałożyła na ministra finansów obowiązek podawania danych dotyczących podatkowych grup kapitałowych, bez względu na wysokość osiąganych przez nie przychodów, oraz innych podatników, którzy osiągnęli przychody o wartości przekraczającej 50 mln euro.

Upublicznione mogą być też dane podatników innych niż podatkowe grupy kapitałowe, które dotyczą procentowego udziału kwoty podatku dochodowego w zysku brutto wykazanym w sprawozdaniu finansowym.

Nowelizacja precyzuje zakres danych podatnika podlegających upublicznieniu.

Podatnik, którego dane zostały upublicznione, może złożyć do ministra finansów wniosek o usunięcie lub sprostowanie danych. Wniosek ten musi zawierać – poza danymi podatnika – również uzasadnienie. Minister finansów może odmówić sprostowania, jeżeli skutkowałoby ono niezgodnością ujawnionych danych ze stanem faktycznym.

Dane podatnika podlegające upublicznieniu podlegają aktualizacji i są publikowane przez 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym zostały opublikowane.

Omawiane przepisy mają zastosowanie od roku podatkowego, który rozpoczął się przed 1 stycznia 2018 r. i zakończy się po 31 grudnia 2017 r. Stosuje się je do danych podatników zawartych w zeznaniach złożonych za lata podatkowe, które rozpoczęły się przed 1 stycznia 2018 r. Podanie tych danych nastąpi do 30 września 2018 r.

Jak tłumaczy Ministerstwo Finansów, upublicznienie danych ma się przyczynić do skuteczniejszego wypełniania przez podatników ich zobowiązań podatkowych. Ponadto nowelizacja ta to efekt prowadzonych w Unii Europejskiej prac nad zmianą dyrektywy 2013/34/UE w sprawie rocznych sprawozdań finansowych, skonsolidowanych sprawozdań finansowych i powiązanych sprawozdań niektórych rodzajów jednostek, zmieniającej dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2006/43/WE oraz uchylającej dyrektywy Rady 78/660/EWG i 83/349/EWG, w odniesieniu do ujawniania informacji o podatku dochodowym przez niektóre jednostki i oddziały. Zmiany we wskazanej dyrektywie mają na celu wprowadzenie kontroli nad tym, czy najwięksi podatnicy płacą podatki tam, gdzie osiągają zyski.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.