Złoty złapał oddech

Polska waluta poniedziałek zakończyła na plusie i odrobiła wczoraj istotną część strat z ostatniego tygodnia.

Złotego wspierała m.in. zmiana sytuacji na światowych rynkach finansowych. Indeksy akcji ponownie świeciły się na zielono, rentowności amerykańskich obligacji spadły, podobnie jak tzw. “indeks strachu”, czyli VIX, natomiast kurs EUR/USD ponownie skierował się w górę.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,16 – 4,19.  Wspólna waluta zyskiwała w relacji do głównych walut, zyskując na poprawie nastrojów na rynkach finansowych i związanej z tym słabości USD.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,68 – 4,73. Brytyjska waluta rozpoczęła tydzień lekkim osłabieniem w relacji do euro i złotego. Było to jednak spowodowane raczej siłą wspomnianych walut, a nie słabością GBP – indeks GBP w ciągu dnia nie był poddany większym wahaniom, dzień zakończył z kolei na niemal niezmienionym poziomie.

We wczorajszym przemówieniu Ian McCafferty z Banku Anglii stwierdził, że gospodarka Wielkiej Brytanii nie znajduje się w stanie “czarnej rozpaczy”, odpowiadając na informacje o tym, że gospodarka rozwija się gorzej niż gospodarki pozostałych krajów rozwiniętych. Odniósł się również do ostatnich zawirowań na rynku akcji, informując, iż (w jego opinii) mamy do czynienia z korektą.

Dzisiejsze dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii zaskoczyły na plus. Dynamika CPI wbrew oczekiwaniom nie spadła i nadal utrzymuje się na poziomie 3% rocznie. Głębszy z kolei był wzrost inflacji bazowej, która skoczyła z poziomu 2,5% do 2,7% rocznie. Wzrost bazowego indeksu był oczekiwany, jednak skok był wyższy od założeń. Dane potwierdzają, że presja inflacyjna nadal się utrzymuje, co powinno wywoływać nacisk na Bank Anglii w kwestii przyszłych podwyżek stóp procentowych. Dzisiejsze odczyty, następujące po zmianie retoryki ze strony BoE utwierdzają nas w przekonaniu, że kolejna podwyżka powinna nastąpić już podczas posiedzenia w maju.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,8%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,41. Amerykańska waluta rozpoczęła tydzień odwrotem, kontynuując spadki również w dniu dzisiejszym. Wczorajszy dzień nie przyniósł zbyt wielu nowych, istotnych informacji z USA. Opublikowany wczoraj projekt budżetu Trumpa na rok 2019 był mniej więcej zbieżny z jego zapowiedziami. Zakłada on m.in. silny wzrost wydatków na bezpieczeństwo, wojsko oraz pomoc weteranom, z drugiej strony, aby to sfinansować zakłada ograniczenie finansowania EPA, wsparcia pożyczkowego dla małych firm, wydatków na rolnictwo i programu dożywiania z pomocą kartek na żywność.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:00 – przemawia Loretta Mester z amerykańskiego FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Czy stresem można zarządzać?

Czy <a title=stresem można zarządzać?" title="Czy stresem można zarządzać?" />

Niektórzy starają się walczyć ze stresem, eliminując wszelkie jego przejawy. Inni działają pomimo stresu – usiłując ignorować jego oznaki. Każdy jednak narażony jest, przynajmniej od czasu do czasu, na sytuacje stresowe, ale też każdy może nauczyć się lepiej zarządzać swoim stresem.

Jedna z pierwszych wątpliwości, jaka pojawia się często w kontekście stresu, dotyczy tego czy stresem można w ogóle „zarządzać”.

– Faktycznie, to często pierwsze z pytań uczestników prowadzonych przeze mnie szkoleń – mówi Agata Rajchel, trenerka Effect Group. – Zarządzanie w tym kontekście oznacza, że na świadomym poziomie możemy poznać mechanizmy i charakterystykę stresu. Potrafimy też ocenić, które sytuacje są dla nas bardziej, a które mniej stresogenne i na tej podstawie zadbać o lepszy balans pomiędzy życiem osobistym i zawodowym – podkreśla.

Aby lepiej zarządzać własnym stresem, najlepiej zacząć od przyjrzenia się sobie samemu. Warto przeanalizować, na jaki stres jesteśmy narażeni w codziennych sytuacjach i z czego wynikają ewentualne problemy.

Może się okazać, że przestajemy radzić sobie ze stresem z powodu zbyt mocnej koncentracji na sprawach zawodowych i zbyt małej przestrzeni na sprawy osobiste. Stosujemy wobec samych siebie presję, by pracować więcej, szybciej, skuteczniej, a z drugiej strony, brakuje nam czasu na regenerację organizmu. W efekcie – presja i brak wypoczynku powodują, że coraz gorzej reagujemy na stres, z powodu stresu coraz gorzej pracujemy, na co znów reagujemy próbując jeszcze mocniej skoncentrować się na pracy. I koło się zamyka.

Stres bywa sprzymierzeńcem

Stres nie zawsze jest zły. W niewielkich dawkach motywuje i mobilizuje. Gdybyśmy unikali go całkowicie, nigdy nie opuścilibyśmy naszej strefy komfortu, a co za tym idzie, nie spróbowalibyśmy nowych rzeczy i nigdy w życiu nie podjęlibyśmy nawet najmniejszego ryzyka. Brak stresu, to często także brak rozwoju.

Z drugiej strony, silny stres jest wyniszczający – tak dla psychiki, jak i dla całego organizmu. Stres może być zabójczy i lepiej nie traktować tego jako przenośni. Musimy więc stale poszukiwać balansu pomiędzy całkowitym rozluźnieniem, w obliczu którego nic nam się nie chce, a takim jego poziomem, który będzie prowadził do wyczerpania, zniechęcenia czy nawet problemów ze zdrowiem. Optymalny poziom stresu to taki, który nas motywuje, a nawet wyzwala w nas energię do podejmowania nowych wyzwań.

– Każdy z nas ma inną „miarkę” stresu. Na szkoleniach omawiamy jak to się dzieje, że ta sama sytuacja jednych mobilizuje a innych przytłacza – mówi Agata Rajchel. – Warto o tym porozmawiać i zastanowić się czy to, co do tej pozy braliśmy za akceptowany poziom stresu, rzeczywiście jest dla nas odpowiednie. Permanentne sytuacje stresowe zdecydowanie należy minimalizować lub eliminować – podpowiada trenerka.

Nie każdy sposób jest dobry

Niestety, zdarza się, że zamiast pomóc sobie w walce ze stresem, jeszcze ten stres pogłębiamy. Dzieje się tak, gdy zamiast szukać uspokojenia, nakręcamy się w negatywnych emocjach lub podejmujemy nagłe decyzje w momencie największego napięcia.

Błędem może być też działanie przeciwne – np. popadanie w apatię, zamykanie się w sobie, odcinanie od innych ludzi właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy czyjegoś wsparcia.

Nawet prokrastynacja, czyli nieustanne odkładanie zadań „na później” może być sposobem (choć niezbyt dobrym) na radzenie sobie ze stresem. Odwlekanie nie spowoduje, niestety, cudownego rozmycia się problemów, a przeciwnie, ich nakładanie i kumulację, co będzie prowadziło do jeszcze większego stresu.

Jak radzić sobie ze stresem?

Co możemy zrobić w sytuacji przeciążenia stresem, nadmiarem bodźców, ilością spraw „do ogarnięcia”?

Najlepszym rozwiązaniem jest prewencja! Czyli po pierwsze – zapobieganie sytuacjom, które nas wyniszczają. Możemy np. spróbować brać na siebie mniej projektów w pracy, co z kolei może wymagać wyćwiczenia w sobie lepszej asertywności. Możemy także zacząć planować swój wypoczynek, tak aby wolnego czasu nie spędzać bezmyślnie przed telewizorem (choć to też może nas odstresować), ale przynajmniej częściowo wykorzystać na przyjemną oraz – najlepiej – rozwijającą aktywność. Warto znaleźć sobie „odskocznię” od życia zawodowego (np. sport lub inne hobby). Czasem jednak konieczne może być przedsięwzięcie bardziej radykalnych środków, takich jak np. zmiana pracy.

Dużych zmian nie wprowadzimy zazwyczaj z dnia na dzień. Dlatego przydają się również recepty na „tu i teraz”, które pomogą radzić sobie z bieżącymi sytuacjami. Na szczęście istnieją techniki pomocne w tym, by nie dać po sobie poznać, jak silny stres przeżywamy, czy – lepsze – pozwalające szybko zmienić stan emocjonalny na bardziej pozytywny. Już samo uśmiechnięcie się do siebie w myślach, głębszy oddech, czy rozluźnianie mięśni może wpłynąć na chwilowe zmniejszenie poziomu stresu.

Istnieje wiele dobrych praktyk, które pomagają opanować silny stres lub tremę. Jedno z najprostszych ćwiczeń polega na tym, aby siedząc na krześle przy biurku, oprzeć dłonie na blacie. Następnie należy przez kilkanaście sekund napierać dłońmi na biurko, a potem rozluźniać je. Wystarczy powtórzyć to ćwiczenie kilka razy, by poczuć ulgę.

Pamiętajmy jednak, że tego typu ćwiczenia to rozwiązania doraźne i w dłuższej perspektywie nie wystarczające, jeśli faktycznie pragniemy „zarządzać stresem”, a nie jedynie „radzić sobie” z jego objawami.

Na stres można się zaszczepić

O dobrym zarządzaniu stresem możemy mówić wówczas, gdy zostaniemy do pewnego stopnia uodpornieni na trudne sytuacje – trochę tak, jak szczepionka uodparnia na wirusy. Nie chodzi o to, aby nigdy nie odczuwać napięcia i nawet na silne zdarzenia reagować bez emocji. Celem jest, aby nauczyć się reagować adekwatnie do sytuacji i w taki sposób, abyśmy to my panowali nad stresem, a nie on nad nami.

Jeśli chcemy „zaszczepić” się na stresujące sytuacje w przyszłości, paradoksalnie, nie pomoże nam, jeśli przestaniemy o nich całkowicie myśleć. Musimy „wstrzyknąć” sobie małą dawkę stresu, choć tylko w wyobraźni.

– Nawet wojskowi ze specjalnych jednostek mogą zostać zaskoczeni rozwojem wydarzeń, jeśli odpowiednio nie nastawią się na stres! Prowadząc w miarę stabilne życie, powinniśmy przygotowywać się na możliwe scenariusze, co do których mamy podejrzenie, że mogą na nas wpłynąć stresogennie. Nasz mózg jest niesamowity, potrafi nam bardzo pomóc, jeśli świadomie będziemy pracować w tym kierunku – mówi trenerka Effect Group.

Jednym ze skutecznych rozwiązań okazuje się więc przewidywanie sytuacji, których się boimy i przygotowywanie w myślach możliwego przebiegu zdarzeń oraz tego, jak chcielibyśmy postąpić, gdy trudna sytuacja już na spotka. Dzięki temu, w autentycznej sytuacji zareagujemy spokojniej niż gdyby dane zdarzenie całkowicie nas zaskoczyło.

Pamiętajmy jednak, że to także element większej całości. Na to, w jakim stopniu nasze życie jest dla nas stresujące, wpływ mają zarówno nasze umiejętności (możemy je nabyć np. na szkoleniu), sytuacje, które nas spotykają, jak również tryb życia, jaki sami sobie zafundujemy. W gruncie rzeczy więcej zależy od nas samych niż od okoliczności zewnętrznych.

ABS Investment S.A. kończy 2017 r. z ponad 4 mln zł zysku netto

 

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, zakończyła 2017 r. zyskiem netto w wysokości ponad 4,06 mln zł i znacząco przekroczyła swoją prognozę finansową w tym zakresie. Spółka koncentruje się na efektywnym zarządzaniu portfelem inwestycyjnym oraz analizuje możliwość połączenia z Beskidzkim Biurem Consultingowym S.A.

W samym tylko 4 kw. 2017 r. Emitent wypracował 2.755 tys. zł zysku netto i jak co roku to ostatni kwartał zadecydował o realizacji rocznej prognozy finansowej. Roczny wynik finansowy ABS Investment S.A. w 2017 r. był najlepszy w całej historii i wyższy o ponad 26% od zysku netto osiągniętego w 2016 r., kiedy to wyniósł on 3.215 tys. zł. Na koniec 2017 r. suma bilansowa Spółki przekroczyła 36 mln zł, co jest dla niej rekordowym poziomem. Z kolei wartość przychodów finansowych w minionym roku sięgnęła ponad 6.340 tys. zł, co nie pozostało bez wpływu na wysokość rocznego zysku netto. W ten sposób ABS Investment S.A. zrealizowała założone prognozy finansowe. Zysk brutto Emitenta na 1 akcję za 2017 r. wyniósł ok. 0,64 zł, czyli 128,06% dolnej granicy prognozy, a wartość aktywów na jedną akcję wyniosła ok. 4,46 zł, czyli 99,11% dolnej granicy. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia osiągnięte wyniki finansowe i zamierza podtrzymać ich wyraźny wzrost w kolejnym roku.

„Bardzo dobre wyniki w uzyskane w 2017 roku to efekt konsekwentnie realizowanej od lat strategii polegającej na budowaniu mocno zdywersyfikowanego portfela, w którym znajdują się głownie podmioty o dobrej sytuacji finansowej, ze znacznym udziałem firm wypłacających dywidendę. Strategia ta pozwoliła wypracować w ciągu ostatnich 3 lat 13 mln zł zysku brutto, co wydaje się być ewenementem wśród firm działających w tym samy segmencie rynku co ABS. Staram się bardzo mocno współpracować z większością spółek portfelowych w zakresie budowania strategii rozwoju, zarządzania finansami, oceny sytuacji rynkowej czy planowaniu fuzji lub przejęć. W mojej ocenie projektów inwestycyjnych bardzo dużą wagę mają kwalifikacje kadry zarządzającej oraz jej relacje z akcjonariuszami. Zawsze wyznaczam sobie najwyższe cele i wierzę w utrzymanie pozytywnego trendu w zakresie wyników również w tym roku.” – podkreśla Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

ABS Investment S.A. zakończyła 3-letni okres inwestycyjny, polegający na budowie portfela inwestycyjnego w oparciu o ściśle określone kryteria ilościowe oraz jakościowe. W jego skład na koniec 2017 r. wchodziły 23 spółki notowane na rynku regulowanym lub alternatywnym oraz udziały i akcje nienotowane 13 podmiotów. Całkowita wartość portfela inwestycyjnego wyniosła ponad 31,18 mln zł, w tym akcje spółek publicznych stanowiły ok. 28,1 mln zł. Obecnie aktywność biznesowa Emitenta jest skoncentrowana tylko i wyłącznie na działalności inwestycyjnej, co wynika z regulacji o alternatywnych spółkach inwestycyjnych. Natomiast działalność usługowa i handlowa została wygaszona, ale jej wznowienie jest możliwe w nowym i powołanym do tego celu podmiocie. Ważnym strumieniem przychodowym dla ABS Investment S.A. były w 2017 r. uzyskane dywidendy oraz odsetki. Spółka utrzymuje również bardzo stabilny model biznesowy i finansowy, a poziom finansowania jej działalności kapitałem obcym jest nadal bardzo niski. Uwzględniając wyniki finansowe za 4 kw. 2017 r. wskaźnik C/Z Emitenta spadł poniżej 3,0, a wskaźnik C/WK kształtuje się na poziomie ok. 0,4.

„Portfel inwestycyjny ABS nie będzie się tak dynamicznie rozrastał jak w poprzednich latach. Osiągnęliśmy wysoki poziom nasycenia szczególnie jeżeli chodzi o ilość spółek w portfelu. Współpraca i nadzór nad tak dużą liczbą podmiotów to ogromne wyzwanie organizacyjne. Oczywiście analizujemy również nowe projekty inwestycyjne i tylko w tym roku pojawiły się w portfelu dwie nowe pozycje, ale raczej będę dążył do przetasowań w portfelu niż do zwiększania liczby pozycji inwestycyjnych. Bardzo istotny jest fakt, że od 5 lat rozwój odbywa się w oparciu o wypracowane zyski z niewielkim udziałem długu i bez konieczności podwyższania kapitału w drodze nowych emisji akcji. Uważam, że akcje ABS są skrajnie niedoszacowane na rynku, co moim zdaniem wynika z trzech powodów: słabości rynku NewConnect, braku sentymentu do spółek o profilu ABS i historycznych uwarunkowań w akcjonariacie ABS. Mam nadzieję, że ta sytuacja się wkrótce zmieni.” – zakończył Prezes Jarosz.  

W styczniu br. Zarząd ABS Investment S.A. poinformował, że po przeprowadzonych rozmowach z Zarządem notowanej na rynku NewConnect spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. (BBC) podjął decyzję o przeanalizowaniu opcji strategii rozwoju Spółki polegającej na możliwości stworzenia Grupy Kapitałowej z BBC jako podmiotem zależnym lub połączenia się z BBC w drodze przejęcia tej spółki, przy uprzednim wydzieleniu działalności doradczej do podmiotu zależnego. Decyzja o możliwości przeanalizowania opcji strategicznych podyktowana jest perspektywą usystematyzowania działalności Spółki jako funduszu oraz pozyskania podmiotu świadczącego usługi doradcze dla przedsiębiorstw. Ostateczna decyzja podjęta zostanie po dokładnym przeanalizowaniu skutków finansowo-operacyjnych oraz podatkowych obu koncepcji.

Przyczyny i skutki niekontrolowanej suburbanizacji

Współczesne miasta i ich obszary funkcjonalne borykają się z wieloma problemami społeczno-gospodarczymi, które często w wyniku rywalizacji licznych podmiotów nawarstwiają się i prowadzą do konfliktów przestrzennych. Jedną z najważniejszych bolączek współczesnych aglomeracji, szczególnie polskich w XXI wieku, jest proces suburbanizacji, który przejawia się niekontrolowanym rozproszeniem się osiedli podmiejskich i rozrostem gmin ościennych, niosąc za sobą liczne negatywne skutki finansowe i społeczne. W wyniku tego zjawiska zanika obraz tradycyjnego miasta o wyraźnej strukturze urbanistycznej i określonej tożsamości na rzecz powstawania bezosobowych, amorficznych struktur o niskiej jakości przestrzeni, a tym samym prowadzących do obniżenia jakości przestrzeni.

Suburbanizację definiujemy jako jedną z form przestrzennego rozwoju miast, która zachodzi na płaszczyźnie społecznej, ekonomicznej i przestrzennej. Jest to proces oparty na dynamicznym przekształcaniu struktur osadniczych na terenach wiejskich, pozostających w zasięgu silnego oddziaływania ekonomicznego miast, w formy bardziej złożone. Związany jest z rozwojem obszarów podmiejskich, które przejmują część funkcji głównego miasta aglomeracji. Szczególnym zjawiskiem, które zauważalne jest przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych (oraz coraz częściej w Polsce) jest tzw. urban sprawl, czyli rozlewanie miasta.

Pierwsze przykłady urbanizacji obszarów podmiejskich zaczęły się pojawiać na początku XX wieku wraz z rozpowszechnieniem się teorii miasta-ogrodu E. Howarda, które łączyło w sobie zalety życia w mieście (bogate życie towarzyskie połączone z możliwością rozrywki, wysokie zarobki) i na wsi (bliskość natury oraz wiążące się z tym świeże powietrze, możliwość wypoczynku i ucieczka od miejskiego gwaru). Pierwsze miasta-ogrody projektowane na 32 tys. mieszkańców w celu odciążenia głównego ośrodka miejskiego jako miasta satelitarne, wyposażone były w pełną infrastrukturę techniczną i społeczną. Miasta były samowystarczalne, zapewniały wypoczynek i miejsca pracy, ale równocześnie infrastrukturę (linię kolejową, sieć autostrad) umożliwiającą sprawną komunikację z metropolią. Koncepcja ta szczególnie popularna była w Anglii, ale również w Polsce były realizowane ciekawe projekty, np. Podkowa Leśna[1].

Procesy suburbanizacji są stałe i ciągle postępują w związku z szybkim rozwojem gospodarczym aglomeracji miejskich. Obecnie w Polsce procesy te różnią się jednak od tych z początku i połowy XX wieku tym, że są całkowicie bezplanowe i rozproszone. Obrzeża dużych miast rozrastają się w sposób spontaniczny, a gminy nie są w stanie zapewnić odpowiedniej obsługi tych terenów. Zjawisko suburbanizacji w Polsce nasiliło się wraz z transformacją ustrojową w 1989 roku, gdy zmieniło się podejście do planowania przestrzennego. Odrzucono wszelkie formy zarządzania przestrzenią, które traktowano jako odgórne sterowanie rozwojem, co stało w sprzeczności do liberalnego, wolnorynkowego podejścia do gospodarki. Planowanie przestrzenne stało się niewydajne, a prowadzona polityka gmin była (i jest) nastawiona na rywalizację z samorządami sąsiadującymi.

Wzrost zamożności i mobilności społeczeństwa zachęcał rodziny do przenoszenia się na tereny podmiejskie, które oferują więcej zieleni, ciszę i relatywnie niższe koszty życia (tańsze działki czy koszty budowy domów). Naturalnym stało się przenoszenie pod miasto przy równoczesnym zachowywaniu pracy w mieście i codziennym dojeżdżaniu. Najbardziej wyraźnym przykładem tego trendu są Stany Zjednoczone, gdzie mieszkańcy dojeżdżają do pracy od kilkudziesięciu minut do nawet kilku godzin, a tamtejsze północno-wschodnie wybrzeże stało się jednym ciągłym, rozlanym miastem o cechach tzw. nie-miasta.

W polskim przypadku, gdy po przemianach politycznych wiodącą gałęzią stały się handel i usługi, zaczęto masowo przeznaczać grunty rolne pod zabudowę. Wadliwy system planowania przestrzennego stał się jeszcze bardziej niewydajny po uchwaleniu ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym w 2003 roku, która uchylała wszystkie dotychczas obowiązujące plany miejscowe. W obawie przed wypłatą wysokich odszkodowań za wykup gruntów pod infrastrukturę, gminy przystąpiły ponownie do uchwalania dokumentów planistycznych tylko dla wybranych obszarów, czego skutkiem jest obecny niski poziom pokrycia planami (ok. 30% kraju). Swoją politykę przestrzenną oparły na decyzjach WZ, którymi łatwo przeznaczano tereny rolne pod zabudowę. Ponadto lokalne samorządy chcąc zwiększyć dochody budżetowe zaczęły konkurować ze sobą o nowych mieszkańców i deweloperów stawiających osiedla domów jednorodzinnych. Pociągnęło to za sobą nieracjonalne przeznaczanie w studiach uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin,  planach miejscowych i na podstawie decyzji WZ znacznych gruntów rolnych pod budownictwo mieszkaniowe (głównie jednorodzinne). Jak szacuje Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania w „Raporcie o ekonomicznych stratach i społecznych kosztach niekontrolowanej urbanizacji w Polsce”, miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego przeznaczają pod zasiedlenie grunty dla ok. 62 mln osób. W przypadku studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, chłonność demograficzna waha się od 167 do 229 mln osób, czyli cztero-sześciokrotnie więcej, niż wynosi aktualna liczba mieszkańców Polski[2].

Obszary przeznaczane pod zabudowę charakteryzują się silnym rozdrobnieniem działek, których struktura nie była dostosowywana pod nowopowstającą zabudowę. Zaniechanie stosowania procesu scalania i podziału gruntów oraz brak kontroli samorządu nad rozwojem przestrzennym spowodował spontaniczne powstawanie budynków „gdziekolwiek”. Powszechną praktyką była zabudowa pól uprawnych na wąskich długich działkach, co pogłębiało chaos urbanistyczny.

Obecnie możemy rozróżnić trzy wiodące formy rozproszenia zabudowy: koncentryczne, liniowe i rozproszenie na tzw. „żabi skok”. Pierwszy rodzaj rozproszenia polega na przyroście zabudowy wokół dzielnic peryferyjnych miasta, który wiąże się ze stopniowym rozwojem infrastruktury technicznej. Jest to najbardziej korzystny rodzaj urbanizowania, gdyż miasto ma kontrolę nad wyznaczaniem terenów przestrzeni publicznej i organizowania usług komunalnych. Rozproszenie liniowe bazuje na rozwoju zabudowy wzdłuż istniejących dróg. Model tzw. „żabiego skoku” jest najbardziej popularny w Polsce, szczególnie pod Warszawą. Odznacza się on brakiem ciągłości zabudowy, przez co rozmywają się granice terenów zurbanizowanych. Pomiędzy terenami rolnymi powstają osiedla intensywnej zabudowy jedno- i wielorodzinnej, często w formie zabudowy „narolnej” na długich, wąskich działkach wymagających wyznaczania dróg wewnętrznych z wykorzystaniem służebności. Takie osiedla zwykle są grodzone, co powoduje fragmentaryzację przestrzeni i trudności w zapewnieniu odpowiedniej obsługi komunikacyjnej.

 amsterdam
Rysunek 1. Przedmieścia Amsterdamu – przykład zaplanowanych przedmieści o czytelnym układzie urbanistycznym [źródło: Google Maps]
białołękaRysunek 2. Warszawska Białołęka – przykład spontanicznej zabudowy narolnej
[źródło: Google Maps]

Postępujące procesy niekontrolowanej suburbanizacji niosą ze sobą rosnące koszty zarówno dla gmin, jak i dla mieszkańców osiedli podmiejskich. Skala zjawisk zachodzących w Polsce nosi cechy dezurbanizacyjne – rozwój terenów podmiejskich obniża rangę głównego miasta. Skutki suburbanizacji możemy podzielić na przestrzenne, ekonomiczne, społeczne i ekologiczne. Poniżej zestawiono najważniejsze skutki suburbanizacji w podziale na zakres oddziaływania:

OBSZAR ODDZIAŁYWANIA SKUTKI
ASPEKT PRZESTRZENNY –      pogłębiający się chaos przestrzenny oraz zaburzenie układu kompozycyjno-funkcjonalnego pierwotnych struktur osadniczych;

–      powstająca zabudowa narolna nie tworzy nowego, czytelnego, spójnego założenia urbanistycznego;

–      utrudnione tworzenie nowych przyjaznych przestrzeni publicznych, które są kluczowe to kreowania przyjaznego środowiska zamieszkania
– obecnie samorządy gminne nie mogą planować nowych terenów inwestycyjnych na rzecz nadrabiania zaległości w uzbrojeniu i obsłudze usług społecznych;

ASPEKT EKONOMICZNY
–  czyli najpoważniejsze konsekwencje na płaszczyźnie finansowej, które dotykaj zarówno gminy, jak i zwykłych mieszkańców
–      wzrost kosztów zobowiązań finansowych gminy z tytułu uchwalania planów miejscowych – wraz z uchwaleniem planu lokalny samorząd powinien wykupić grunty pod nowe drogi i przygotować i utrzymać uzbrojenie. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa szacuje, że koszt odszkodowań za przejmowane działki sięga ok. 90,686 mld zł[3]. Koszt uzbrojenia terenu w pełni zabudowanego w Bobrowcu jest 16-krotnie wyższy niż w Londynie;

–      obniżenie wpływów do budżetu gminy ze środków pochodzących z renty planistycznej;

–      zawyżanie cen gruntów w wyniku prowadzonych działań spekulacyjnych;

–      ponoszenie kosztów związanych ze zniszczeniem zabudowy powstałej na terenach nienadających się do tego (tereny zalewowe, osuwiska);

–      wzrost indywidualnych kosztów związanych z dojazdami – tereny podmiejskie są niewystarczająco wyposażone w szkoły, podstawowe usługi (np. sklepy czy zajęcia dodatkowe dla dzieci) i są oddalone od miejsc pracy, co ciągnie za sobą koszty paliwa oraz utrzymania samochodu;

–      niższe koszty gruntów i budowy ”rekompensowane” są  pozostałymi kosztami podpięcia do sieci, ogrodzenia oraz eksploatacji domu;

ASPEKT SPOŁCZENY
– czyli koszty ukryte i niepoliczalne
–      plany miejscowe powinny powstawać przy silnym wsparciu wszystkich interesariuszy (w tym lokalnych społeczności), których opinie powinny być uwzględnione i wyważone. Przyzwolenie na budowę czegokolwiek gdziekolwiek powoduje wykluczenie grup społecznych z partycypacji w zarządzaniu rozwojem;

–      chaotycznie powstające osiedla w sąsiedztwie zabudowy zagrodowej są w większości przypadków grodzone i niedostępne
– efektem jest podział „my – oni”;

–      brak zaplanowanych przestrzeni publicznych stanowiących miejsca spotkań/ integracji skutkuje osłabieniem więzi społecznych;

–      tereny rozlanej zabudowy nie są wystarczająco wyposażone w dobra kultury, a konieczność ciągłych dojazdów powoduje ograniczoną dostępność przestrzenną do usług, terenów rekreacyjnych i obiektów kultury, co w dalszym etapie może skutkować zanikiem życia rodzinnego;

ASPEKT EKOLOGICZNY
–  czyli szeroko pojęta degradacja środowiska i wzrost antropopresji
–      wzrost emitowanych do atmosfery zanieczyszczeń w wyniku wzmożonych podróży samochodem i ogrzewania domów;

–      przerywanie naturalnych korytarzy ekologicznych i krajobrazu;

–      redukcja naturalnych ekosystemów;

–      redukcja i zanieczyszczenie gleb wyższej klasy bonitacyjnej;

–      zanikanie terenów zieleni (jako skutek postępującej zabudowy), które wcześniej były argumentem przenoszenia się na tereny podmiejskie;

–      w indywidualne zbiorniki do odprowadzania odpadów, w które wyposażone są liczne domy jednorodzinny, niosą ryzyko degradacji gleb i wód podziemnych;

–      pogorszenie uwarunkowań aerosanitarnych prowadzące do obniżenia warunków życia.

Rozwój gospodarczy ciągnie ze sobą postępujący rozwój miast – zarówno ekonomiczny, jak i przestrzenny. Procesy urbanizacji (w tym suburbanizacji) są zatem nieuchronne i będą postępować w dalszym ciągu. Konieczne jest jednak planowanie rozwoju urbanistycznego, które poprzedzone będzie odpowiednim przygotowaniem terenu i zapewnienie odpowiedniej infrastruktury. Należy również egzekwować zasady zrównoważonego rozwoju, dbając o środowisko naturalne i minimalizowanie wzrostu antropopresji. Racjonalne przeznaczanie gruntów, oparte na realnym zapotrzebowaniu demograficznym, pozwoli uniknąć ogromnych kosztów późniejszego nadrabiania ubytków w uzbrojeniu. Istotą działania samorządów gminnych powinno być działanie nastawione na stworzenie swoim mieszkańcom jak najwyższej jakości zamieszkania, a więc zapewnienie otwartych terenów zieleni, dostępu do wysokiej jakości przestrzeni publicznej oraz odpowiedniej obsługi usługami społecznymi.

Mateusz Gliwiński
Specjalista ds. Eksploatacji i Rozwoju Systemu AMRON
Centrum AMRON

[1] źródło: http://urbnews.pl/sylwetki-osob-zwiazanych-z-gp-urbanistyka-ebenezer-howard/
[2] źródło: Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej, IGiPZ PAN Raport o ekonomicznych stratach i społecznych kosztach niekontrolowanej urbanizacji w Polsce 
[3] Instytut Rozwoju Miast w Krakowie Negatywne skutki chaotycznego rozpraszania zabudowy 

Analiza techniczna polskiego rynku kapitałowego -WIG 20

WIG 20 – od euforii do rozpaczy

Rajd na notowaniach WIG 20 rozpoczął się pod koniec 2016 roku i trwał do maja 2017 roku, po czym przeszliśmy do konsolidacji. Konsolidację udało się zakończyć z powodzeniem w sierpniu 2017 roku, ale od tamtego czasu strona kupująca ma bardzo duży problem z kontynuacją trendu wzrostowego. Ostatni atak kupujących na nowe szczyty został zainicjowany w styczniu bieżącego roku, niestety został zakończony spektakularną wyprzedażą spowodowaną przez panikę na globalnym rynku akcji.

Ostatnie dwie świece tygodniowe nie zwiastują mocniejszego odbicia, aczkolwiek kilka wskaźników technicznych wskazuje na obecność trendu wzrostowego.

Notowania indeksu WIG 20, interwał tygodniowy

Analiza techniczna polskiego rynku kapitałowego -WIG 20 1

Źródło: Admiral Markets

Po pierwsze warto spojrzeć na oscylator stochastyczny, który niebawem wskaże na wyprzedany rynek. Oprócz tego stronie sprzedającej nie udało się pokonać strefy wsparcia utworzonej przez szczyt na poziomie 2425 punktów.

Z kolei negatywnym wydźwiękiem dla trendu wzrostowego jest interwał dzienny, gdzie pięć wskaźników technicznych wskazuje trend spadkowy. Z kolei tylko trzy z nich wskazują na trend wzrostowy, należą do nich MACD, Alligator oraz długoterminowa średnia krocząca SMA 55.

Zatem co dalej z indeksem WIG20? Wyprzedaż indeksu WIG 20 została spowodowana przez wyprzedaż na rynku globalnym, zatem czynniki wewnętrzne nie spowodowały wyprzedaży. W związku z tym losy indeksu WIG 20 zależą od globalnego rynku kapitałowego. Dalsza przecena takich indeksów jak DAX oraz S&P 500 zepchnie polski indeks poniżej wsparcia. Z kolei uspokojenie na rynku globalny powinno przełożyć się na kontynuację trendu wzrostowego.

USDPLN – odwrotna korelacja z WIG 20

Mocny odpływ kapitału z rynków rozwijających się przełożył się także na deprecjację polskiej waluty, co widać po notowaniach pary walutowej USDPLN. Kilkuprocentowa na indeksie WIG 20 wskazuje na większe prawdopodobieństwo dalszej deprecjacji polskiej waluty. Z drugiej strony analiza techniczna nie wskazuje na zmianę długoterminowego trendu spadkowego.

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Po pierwsze notowania USDPLN w dalszym ciągu znajdują się poniżej trendu linii spadkowego. Po drugie ostatnia korekta nie pokonała istotnego poziomu oporu 3.50. Dopiero pokonanie wspomnianej strefy będzie oznaczało zmianę długoterminowego trendu spadkowego.

Oprócz tego na interwale tygodniowym wszystkie pięć wskaźników analizy technicznej podążających za trendem wskazuje na trend spadkowy. Z kolei na interwale dziennym tylko dwa najszybsze wskaźniku wskazują na trend wzrostowy – EMA 14 oraz PSAR.

Na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatniej korekty. Dopiero przebicie wsparcia na indeksie WIG 20 oraz poziomu oporu na parze walutowej USDPLN będzie wskazywało zmianę trendu na polskiej walucie.

Dział Analiz Admiral Markets

Polskie banki coraz bliżej wprowadzenia polskiej technologii blockchain

Polskie banki zakończyły testowanie rozwiązania blockchain polskiej firmy Billon w celu wykorzystania tej technologii do przechowywania i przesyłania ważnych dokumentów do klientów. Testy wydajnościowe potwierdziły możliwość przetwarzania 5 milionów dokumentów dziennie, co spełnia potrzeby nawet największych instytucji finansowych w Polsce.

Od sierpnia 2016 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE prowadzi postępowania wobec niemal wszystkich banków w kraju. Trybunał zdecydował, że informacje przekazywane klientom za pośrednictwem skrzynki mailowej i bankowości elektronicznej nie spełniają wymogów trwałego nośnika, obejmujących brak technicznej możliwości modyfikacji lub usunięcia danych zapisanych wcześniej przez jedną ze stron. Ponieważ nadawca może ingerować w treść korespondencji, tym samym wszystkie dokumenty przekazywane klientom tą drogą nie mogą być traktowane jako dostarczone i niezmienne przez wymagany okres. Dlatego Związek Banków Polskich wspólnie z bankami od wiosny 2017 r. prowadzi prace nad sektorowym rozwiązaniem tego problemu.

W ramach tych prac w grudniu 2017 r. testowane było rozwiązanie firmy Billon. Testy były koordynowane przez Biuro Informacji Kredytowej. Billon i Biuro Informacji Kredytowej podpisały umowę na wdrożenie pilotażowe polskiego rozwiązania blockchain, w całości stworzonego przez zespół firmy Billon (tzw. proof of concept). Rozwiązanie Billon wyróżnia zdecentralizowana technologia, której wydajność i szybkość rośnie wraz ze wzrostem liczby użytkowników.

Do aktywnych testów rozwiązania przyłączyło się kilka polskich banków, oraz kilka następnych w roli obserwatorów, rozpoczynając publikowanie niespersonalizowanych dokumentów. Celem tych działań było sprawdzenie kluczowej w tym przypadku możliwości technologii, a więc zapisu i odczytu dokumentów, które od momentu zapisu pozostają przechowywane w strukturze rozproszonej poza kontrolą instytucji publikującej oraz operatora, czy twórcy systemu (czyli BIK i Billon). Zweryfikowana została wydajność rozwiązania, czyli liczba dokumentów i czas w jakim rozwiązanie Billon jest w stanie zapisać i udostępnić do odczytu dokumenty. Podczas testów z sukcesem przeprowadzono wiele kampanii zapisu i udostępnienia do odczytu dużej liczby dokumentów. Jeden z nich pozwolił na zapisanie i przetwarzanie ponad 5 milionów dokumentów w ciągu doby, co spełnia potrzeby nawet największych instytucji finansowych w Polsce.

Rozwiązanie problemu „trwałego nośnika” w oparciu o systemy blockchain, zaproponowanego przez BIK i Billon, jest dla nas bardzo interesujące – mówi Jarosław Łojewski, Główny Architekt IT Nest Banku. – Dzięki niemu będziemy mogli w szybszy i prostszy sposób udostępniać naszym klientom aktualizowane dokumenty, np. nowe tabele opłat i prowizji. Z technicznego punktu widzenia rozwiązanie to jest stosunkowo proste we wdrożeniu, tym bardziej, że wykorzystuje posiadane już kanały komunikacji z BIK – dodaje ekspert.

– Nasz blockchain w odróżnieniu od konkurencyjnych rozwiązań jako jedyny zapisuje w formie rozproszonej całe dokumenty, a nie tylko ich adresy (funkcje skrótów). Przechowywanie dokumentów w sieci blockchain gwarantuje integralność, niezaprzeczalność i niemożliwość jednostronnego usunięcia zapisanych danych. Zwiększa to bezpieczeństwo i jest w pełni zgodne z wymogami regulacyjnymi UE. Oznacza to, że nasz trwały nośnik może być wdrożony nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach. – mówi Andrzej Horoszczak, prezes i założyciel Billon.

Niespotykana dotąd gwarancja przechowywania danych w niezmienionej formie leży w rozproszonej architekturze blockchain Billon, a nie w procedurach. Przechowywanie całych dokumentów w sieci blockchain gwarantuje integralność i niezaprzeczalność zapisanych danych . Wszelka ich modyfikacja nie jest możliwa bez zgody klienta, a niepowołane próby zmiany zostaną automatycznie wykryte i będą widoczne. Żeby odnaleźć dany dokument, niezbędny jest unikalny adres blockchain znajdujący się wyłącznie w posiadaniu instytucji publikującej dokument oraz klienta, którego on dotyczy. Klient ma dostęp do dokumentów w dowolnym momencie, nawet po wygaśnięciu umowy, której one dotyczą.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. z rekordowym kwartałem

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zajmująca się świadczeniem usług ekonomiczno-finansowych, osiągnęła w 4 kw. 2017 r. zysk netto w wysokości 927 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 289 tys. zł. Emitent osiągnął dodatni wynik finansowy na wszystkich poziomach Rachunku Zysku i Strat oraz zakończył rok najwyższą sumą bilansową w historii przekraczającą 8,8 mln zł.

Wypracowane przez Spółkę wyniki finansowe w ostatnim kwartale 2017 r. były znacząco lepsze niż w analogicznym okresie 2016 r., kiedy to zysk netto wynosił 636 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży blisko 101 tys. zł. Istotny wzrost zysku oraz przychodów był efektem rozwoju skali działalności konsultingowej Emitenta oraz prowadzenia skutecznej działalności inwestycyjnej. W całym 2017 r. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. zanotowało zysk netto w kwocie blisko 690 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 1.051 tys. zł. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia ubiegłoroczne wyniki finansowe i dzięki rozwojowi linii biznesowych w obszarze świadczenia specjalistycznych usług doradczych będzie dążył do ich dalszego wzrostu.

„Maksymalna dywersyfikacja źródeł przychodów i zysków, wysokie kwalifikacje całego zespołu ludzkiego zaangażowanego w działalność BBC oraz dostęp do zleceń dla spółek z portfela ABS Investment to trzy podstawowe przyczyny dla tak dobrych wyników finansowych w 2017 r. Słuszna okazała się również strategia selektywnego podejścia do zleceń i położenia nacisku na specjalistyczne usługi doradcze, przede wszystkim wyceny ekonomiczne, Autoryzowane Doradztwo oraz zaawansowane innowacyjnie projekty dotacyjne. W najbliższym czasie ta strategia nie ulegnie zmianie. Stawiamy na to, co niechętnie robi konkurencja, w czym czujemy się lepsi i mocniejsi oraz na to, co nas wyróżnia.” – ocenia Michał Damek, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

BBC rozwija segment świadczenia usług jako Autoryzowany Doradca oraz dokonywania wycen ekonomicznych. Nowym i perspektywicznym obszarem biznesowym Emitenta jest działalność handlowa pełniąca funkcję uzupełniającą oraz pozwalająca dywersyfikować źródła przychodów. Działalność Spółki na rynku kapitałowym jest również realizowana w postaci prowadzenia inwestycji kapitałowych. Całkowita wartość portfela inwestycyjnego BBC na koniec 2017 r. wyniosła 7.565 tys. zł, a w jego skład wchodziło łącznie 18 spółek, w tym 14 publicznych. W 4 kwartale ub. roku saldo na działalności inwestycyjnej Emitenta było dodatnie i sięgnęło ponad 917 tys. zł.

W styczniu 2018 r. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. poinformowało o przeanalizowaniu opcji strategicznych, polegających na możliwości stworzenia Grupy Kapitałowej z notowaną na rynku NewConnect Spółką ABS Investment S.A. jako podmiotem dominującym lub możliwości połączenia się z ABS Investment S.A. w drodze przejęcia Emitenta przez ABS Investment S.A., przy uprzednim wydzieleniu działalności doradczej z BBC do podmiotu zależnego. Ostateczna decyzja w tym zakresie podjęta zostanie po dokładnym przeanalizowaniu skutków finansowo-operacyjnych oraz podatkowych obu koncepcji.

„Uruchomienie działalności handlowej dało możliwość zwiększenia skali biznesu przy zaangażowaniu środków finansowych, ale bez konieczności zwiększania zatrudnienia. Analizujemy obecnie możliwość połączenia z ABS Investment przy jednoczesnym wydzieleniu działalności doradczej w formie Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa. Jeżeli Akcjonariusze wyrażą zgodę na taką operację to portfel inwestycyjny będzie skoncentrowany w ABS, który będzie 100% właścicielem spółki doradczej BBC. Redukcja kosztów funkcjonowania połączonych firm to w skali roku ok. 120-150 tys. zł.” – podsumowuje Prezes Damek.

Grupa Pracuj inwestuje w Coders Lab

Grupa Pracuj zainwestowała w Coders Lab. Dzięki nawiązanej współpracy Coders Lab poszerzy swoją ofertę zamieniając się ze szkoły programowania w szkołę IT i umożliwi swoim absolwentom jeszcze szybszy start kariery w branży IT.

  • Grupa Pracuj to wiodący dostawca rozwiązań wspomagających firmy w rekrutacji, utrzymaniu i rozwoju pracowników w Europie Centralnej.
  • Coders Lab to największa polska szkoła programowania, która przekształca się w szkołę IT.
  • Ośmiu na dziesięciu absolwentów Coders Lab w ciągu trzech miesięcy od zakończenia kursu znajduje pierwszą pracę w nowym zawodzie. Współpraca Coders Lab z Grupą Pracuj pozwoli na jeszcze szybsze połączenie absolwentów z pracodawcami.
  • Grupa Pracuj będzie szukać kolejnych inwestycji w obszarze nowoczesnej edukacji.

W ramach umowy inwestycyjnej Grupa Pracuj, właściciel m.in. serwisu Pracuj.pl, objęła mniejszościowy pakiet udziałów w spółce Coders Lab. Inwestycja jest odpowiedzią nie tylko na rozwijający się rynek IT, ale też na rosnącą rolę prywatnych szkół zawodowych w kształceniu kadr na potrzeby nowoczesnej gospodarki.

Wśród miliona specjalistów IT mieszkających w Europie Środkowo-Wschodniej, aż 250 tysięcy pracuje w Polsce, wynika z badania „Central & Eastern Europe Developer Landscape 2017”. Jednocześnie w naszym kraju brakuje ok. 50 tysięcy takich fachowców. – Oferta Coders Lab to odpowiedź na powiększający się niedobór specjalistów, na który cierpi obszar IT. Ale na tę inwestycję patrzymy także szerzej. Rozwój technologii niesie za sobą zmiany na rynku pracy, wiele poszukiwanych obecnie specjalizacji powstało w ostatnich 10-15 latach. System edukacji reaguje na te zmiany z opóźnieniem, a programy szkoleniowe czy kursy prowadzone przez takie firmy jak Coders Lab to ciekawa i przyszłościowa alternatywa dla oferty dużych uczelni. Będziemy szukać możliwości kolejnych inwestycji w obszarze nowoczesnej edukacji, i kolejnych synergii np. z serwisem Pracuj.pl – mówi Maciej Noga, członek zarządu Grupy Pracuj, odpowiedzialny m.in. za akwizycje w spółce.

Szkoła programowania Coders Lab została uruchomiona w 2013 r. przez braci: Marcina Tchórzewskiego, absolwenta i doktoranta SGH oraz Jacka Tchórzewskiego, absolwenta informatyki na Politechnice Warszawskiej. Obydwaj szybko dostrzegli spory rozdźwięk pomiędzy potrzebami rynku pracy, a możliwościami krajowego systemu edukacji IT. Polskie uczelnie kształcą dobrych fachowców informatycznych, ale liczba absolwentów tych kierunków jest za niska w stosunku do zapotrzebowania pracodawców. Szkoła programowania w formie bootcampu była zatem jednym ze sposobów uzupełniania braków kadrowych w branży IT. Szkoła, działająca obecnie w ośmiu miastach, wykształciła dotąd ponad 1500 programistów webowych.

– Nasi absolwenci to ludzie ambitni, którzy potrafią poświęcić kilkanaście tygodni tylko na naukę programowania. Większość z nich nie miała wcześniej żadnej styczności ze światem IT, ale we wstępnych testach i w fazie przygotowania sprawdzamy ich predyspozycje – opowiada Marcin Tchórzewski.

Obecnie ośmiu na dziesięciu absolwentów Coders Lab w ciągu trzech miesięcy od zakończenia kursu znajduje pierwszą pracę w nowym zawodzie. Współpraca Coders Lab z Grupą Pracuj pozwoli na jeszcze szybsze połączenie absolwentów z pracodawcami.

Dzięki danym z serwisu Pracuj.pl szkoła będzie też mogła lepiej dopasować ofertę swoich kursów do zmieniających się potrzeb rynku IT, przewidując trendy zapotrzebowanie na specjalistów w konkretnych technologiach, w poszczególnych miastach.

Ponadto Coders Lab dzięki kontaktom Grupy Pracuj zwiększy liczbę kursów organizowanych we współpracy z firmami IT, którym zależy na skutecznej rekrutacji dużej liczby specjalistów. Takie dedykowane kursy są zwykle dofinansowywane przez potencjalnego pracodawcę albo zawierają gwarancję zatrudnienia. Inwestycja zakłada też współpracę działów sprzedaży Grupy Pracuj i Coders Lab.

Większościowym udziałowcem pozostają założyciele szkoły, Marcin i Jacek Tchórzewscy. Strony nie ujawniają kwoty transakcji.

Cryptominery na topie w drugiej połowie 2017 roku, twierdzi zespół Check Point Software Technologies

Firma Check Point® Software Technologies opublikowała dziś raport o światowych trendach zagrożeń w H2 2017, ujawniając, że cyberprzestępcy coraz częściej sięgają po tzw. cryptominers, aby rozwijać nielegalne źródła dochodów, podczas gdy oprogramowanie typu ransomware i malvertising nadal wywiera duży wpływ na organizacje na całym świecie.

W okresie od lipca do grudnia 2017 roku jedna na pięć organizacji została zaatakowana przez złośliwe oprogramowanie typu cryptominer, narzędzie, które umożliwia cyberprzestępcom przejęcie mocy obliczeniowej CPU lub GPU ofiary oraz istniejących zasobów w celu wydobycia kryptowaluty, wykorzystując nawet 65% mocy procesora użytkownika.

Raport, opublikowany przez Check Point, zawiera szczegółowy obraz zagrożeń cybernetycznych; uwzględnia najpopularniejsze kategorie złośliwego oprogramowania – dotyczące bankowości, urządzeń mobilnych oraz typu ransomware – i jest oparty na danych pochodzących z systemu CheckPoint ThreatCloud, zebranych w okresie od lipca do grudnia 2017 roku. Firma Check Point w swoim raporcie zwraca uwagę na kluczowe taktyki, jakie stosują cyberprzestępcy atakując firmy.

Kluczowe trendy w zakresie złośliwego oprogramowania w drugiej połowie 2017 roku

Badacze Check Point wykryli szereg istotnych tendencji, między innymi:

  • Boom na programy kopiące kryptowaluty – podczas gdy programy typu cryptominers są powszechnie wykorzystywane do wydobywania własnych kryptowalut, rosnące publiczne zainteresowanie wirtualnymi walutami spowolniło proces ich wydobycia, ponieważ jego szybkość zależy bezpośrednio od ilości posiadaczy walut. To spowolnienie zwiększyło moc obliczeniową potrzebną do wydobycia kryptowalut, co skłoniło cyberprzestępców do wymyślenia nowych sposobów wykorzystania zasobów obliczeniowych niczego niepodejrzewającej społeczności.
  • Zmniejszenie liczby Exploit Kitów – aż do ubiegłego roku, Exploit Kity były głównymi wektorami ataku. Jednak w 2017 roku wykorzystanie z zestawów exploitów uległo znacznemu zmniejszeniu, gdy poszczególne platformy stały się bardziej bezpieczne. Szybka reakcja na nowe luki ujawnione w tych produktach przez dostawców zabezpieczeń i wiodących deweloperów przeglądarek oraz automatyczne aktualizacje znacznie skróciły okres przydatności nowych exploitów.
  • Zwiększenie liczby operacji typu Scam i Malspam – w całym 2017 roku stosunek między infekcjami opartymi na HTTP i STMP przesunął się na rzecz SMTP, z 55% w pierwszej połowie 2017 roku do 62% w drugiej. Wzrost popularności tych metod dystrybucji przyciągnął doświadczonych hakerów, którzy stosują zaawansowaną praktykę, obejmującą różne sposoby wykorzystania luk w zabezpieczeniach dokumentów, szczególnie w pakiecie Microsoft Office.
  • Mobilne złośliwe oprogramowanie dociera do przedsiębiorstw – w ubiegłym roku byliśmy świadkami kilku ataków pochodzących z urządzeń mobilnych skierowanych na przedsiębiorstwa. Obejmuje to urządzenia mobilne, które działają jako proxy, uruchamiane przez złośliwe oprogramowanie MilkyDoor i wykorzystywane do zbierania prywatnych danych z sieci przedsiębiorstwa. Innym rodzajem jest mobilne złośliwe oprogramowanie takie jak Switcher, które próbuje zaatakować elementy sieci (np. routery), aby przekierować ruch sieciowy do złośliwego serwera, znajdującego się pod kontrolą atakującego.

Maya Horowitz, kierownik ds. Analizy zagrożeń w firmie Check Point, skomentowała to następująco: „Druga połowa 2017 roku to czas, w którym programy typu cryptominer podbiły świat, stając się ulubionym sposobem zarobku przestępców. Chociaż nie jest to całkowicie nowy rodzaj zagrożenia, rosnąca popularność i wartość kryptowalut doprowadziła do znacznego wzrostu dystrybucji złośliwego oprogramowania, służącego do ich wydobywania. Co więcej, w 2017 kontynuowano trendy, które zaczęły się jeszcze w roku 2016, takie jak oprogramowanie typu ransomware, które nadal jest wiodącym wektorem ataków, wykorzystywanym zarówno do ataków globalnych, jak i ukierunkowanych na określone organizacje. 25% ataków, które zaobserwowaliśmy w tym okresie wykorzystuje luki wykryte ponad dekadę temu, a mniej niż 20% korzysta z luk znalezionych w ciągu ostatnich kilku lat. Jest więc jasne, że jeszcze wiele organizacji musi zadbać o pełne bezpieczeństwo przed atakami”.

Najczęściej wykrywane złośliwe oprogramowanie w H2 2017

  1. Roughted (15,3%) – dostawca złośliwego oprogramowania reklamowego omijającego ad-blockery, odpowiedzialny za szereg oszustw, exploitów i wirusów. Może być używany do atakowania każdego rodzaju platform i systemów operacyjnych. Omija ad-blockery, a dzięki identyfikacji celu wybiera optymalny rodzaj ataku.
  2. Coinhive (8,3%) – oprogramowanie typu cryptominer, przeznaczone do wykopywania kryptowaluty Monero bez zgody użytkownika, w czasie gdy użytkownik odwiedza stronę internetową. Coinhive pojawił się dopiero we wrześniu 2017 roku, ale został wykryty w 12% organizacji na całym świecie.
  3. Locky (7,9%) – złośliwe oprogramowanie typu ransomware, które rozprzestrzenia się głównie za pośrednictwem wiadomości e-mail zawierających spam, ukryte jako załączniki Word lub Zip, które szyfruje pliki użytkownika.

Najczęściej wykrywany ransomware w H2 2017

  1. Locky (30%) – oprogramowanie, które rozprzestrzenia się głównie za pośrednictwem wiadomości e-mail zawierających spam, ukrytych jako załączniki Word lub Zip, które szyfruje pliki użytkownika.
  2. Globeimposter (26%) – rozprowadzane przez kampanie spamowe złośliwe programy i zestawy exploitów. Po zaszyfrowaniu, oprogramowanie ransomware dołącza rozszerzenie .crypt do każdego zaszyfrowanego pliku.
  3. WannaCry (15%) – ransomware, który rozprzestrzenił się w ataku na dużą skalę w maju 2017 roku, wykorzystując exploit Windows SMB o nazwie EternalBlue, aby przenosić się po sieciach i pomiędzy nimi.

Najczęściej wykrywane złośliwe oprogramowanie mobilne w H2 2017

  1. Hidad (55%) – złośliwe oprogramowanie na systemy Android, które przepakowuje legalne aplikacje, a następnie publikuje je w sklepie innej firmy. Jest w stanie uzyskać dostęp do kluczowych ustawień bezpieczeństwa wbudowanych w system operacyjny, umożliwiając atakującemu uzyskanie poufnych danych użytkownika.
  2. Triada (8%) – modułowy backdoor na systemy Android, który przyznaje uprawnienia administratora pobranemu szkodliwemu oprogramowaniu, pomagając wbudować go w procesy systemowe. Zaobserwowano również, że Triada fałszuje adresy URL otwarte w przeglądarce.
  3. Lotoor (8%) – narzędzie hakerskie, które wykorzystuje luki w systemie operacyjnym Android, aby uzyskać uprawnienia root’a.

Najczęściej wykrywane złośliwe oprogramowanie bankowe w H2 2017

  1. Ramnit (34%) – Trojan bankowy, który kradnie bankowe poświadczenia, hasła do FTP, pliki cookie i dane osobowe.
  2. Zeus (22%) – Trojan atakujący platformy Windows, często używający ich do kradzieży informacji bankowych za pomocą logowania wciśniętych klawiszy i przechwytywania formularzy.
  3. Tinba (16%) – Trojan bankowy, który kradnie dane uwierzytelniające ofiary za pomocą wstrzykiwanego kodu, aktywowanego gdy użytkownik próbuje zalogować się do witryny internetowej swojego banku.

Statystyki w tym raporcie opierają się na danych pochodzących z systemu ThreatCloud Check Point w okresie od lipca do grudnia 2017 roku. ThreatCloud firmy Check Point to największa zorganizowana sieć do walki z cyberprzestępczością, która dostarcza dane o zagrożeniach i trendy ataków na podstawie globalnej sieci czujników zagrożeń. Baza danych ThreatCloud zawiera ponad 250 milionów adresów analizowanych pod kątem wykrywania botów, ponad 11 milionów sygnatur złośliwego oprogramowania i ponad 5,5 miliona zainfekowanych stron internetowych. Codziennie identyfikuje miliony złośliwych programów.

Jedna drobna zmiana

Rynek akcji w dalszym ciągu dyktuje warunki dla pozostałych klas aktywów, jednocześnie podtrzymując zmienność na podwyższonym poziomie. Dziś waluty ryzykowne są pod presją, a lepiej radzą sobie „bezpieczne przystanie”. Jedyna różnica na początku tego tygodnia to powrót do sprzedaży USD.

Choć jeszcze w poniedziałek więcej znaków mówiło, że najgorsze już minęło i wracamy do stabilności, dziś po sesji azjatyckiej nie widać kontynuacji spokoju. Nikkei dołuje, a giełdy w Chinach redukują wzrosty po solidnym starcie napędzonym dobrą sesją na Wall Street. Na FX tradycyjnie w takie sytuacji zniżkuje USD/JPY, który dziś rano przełamuje 108. Optymizm ulatuje z walut surowcowych, a waluty rynków wschodzących ratuje tylko to, że rynek stracił zapał do powrotu w stronę USD. To potwierdza nasze przemyślenia z poprzedniego tygodnia – dolar nie będzie zyskiwał w oparciu o wzmocnienie własnych fundamentów, ale w efekcie domykania krótkich pozycji gromadzonych w poprzednich tygodniach. To nie jest trwałe paliwo. Jeśli bezpośrednie nastawienie inwestorów do USD ma się zmienić, prędzej weźmie się to ze wzrostu oczekiwań inflacyjnych i implikacji dla polityki monetarnej Fed. Z tego punktu widzenia kluczem pozostaje jutrzejszy odczyt CPI z USA. Jednak nie ma pewności, czy dane będą korzystne, biorąc pod uwagę wysoki konsensus (0,4 proc. m/m). Wyższa zmienność może ratować USD względem walut ryzykownych, ale nie pomoże w konfrontacji z JPY, CHF, czy EUR.

EUR/USD wraca ponad 1,23, ale nie widzę w dynamice ruchu oznak przekonania inwestorów o słuszności swojej decyzji, więc ostrożnie z gonieniem wzrostów. USD/JPY pod 108 otwiera się na głębsze spadki, ale kątem oka trzeba śledzić rynek akcji (Wall Street zawsze może powalczyć o wzrosty). Z walut surowcowych dalej najmniej atrakcyjny jest AUD ze względu na zawyżoną wycenę, dużą wrażliwość na zmienność rynkową i spadki cen surowców i niespieszący się do podwyżek RBA. Do złotego wciąż podchodzę ostrożnie, gdyż EUR/PLN jest dodatnio skorelowany z ryzykiem rynkowym i nie można dać się zwieść temu, jak względnie dobrze złoty znosi ostatnie perturbacje rynkowe. Większa panika rynkowa z łatwością wyrwie EUR/PLN ponad 4,20.

W dzisiejszym kalendarzu nie ma zbyt wielu punktów zaczepienia. CPI ma się cofnąć od nakręconego słabym funtem szczytu 3,1 proc. do 2,9 proc. r/r, ale inflacja bazowa ma wzrosnąć do 2,6 proc. (z 2,5 proc.). Ogólnie dane powinny wspierać jastrzębi przekaz BoE o możliwym szybszym tempie podwyżek stopy procentowej. Jednak rynek już wycenia trzy podwyżki w horyzoncie dwóch lat (ciężko o więcej), a dla BoE istotny jest też pomyślny przebieg Brexitu, a sygnały znad stołu negocjacyjnego nie są dobre i pod koniec ubiegłego tygodnia ciągnęły funta w dół. Sądzimy, że optymizm względem GBP będzie dalej temperowany.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.