Blockchain pozwala zbudować w pełni wirtualne i bezpieczne państwo. Polska pracuje nad wdrożeniem tej technologii do administracji

Blockchain pozwala zbudować w pełni wirtualne i bezpieczne państwo. Polska pracuje nad wdrożeniem tej technologii do administracji 1

Technologia blockchain, wykorzystywana przede wszystkim jako zasadniczy element kryptowalut, takich jak bitcoin czy ethereum, znajduje zastosowanie także w sektorze publicznym. Jako zaufana struktura danych gwarantuje bezpieczeństwo transakcji i przechowywania danych. Technologię blockchain stosuje już administracja kilku krajów. Polska również pracuje nad wdrożeniem takich rozwiązań w administracji państwowej. Rejestry rozproszone jako zaufana struktura danych mają bardzo duży potencjał, który w przyszłości może zostać wykorzystany do budowy bezpieczeństwa informatycznego i ekonomicznego kraju – przekonują eksperci Ministerstwa Cyfryzacji.

– Blockchain to rozproszona platforma obliczeniowa, która w sposób zdecentralizowany wylicza autentyczność prowadzonych na niej transakcji. Jest to zaufana struktura danych, która umożliwia bezpieczne prowadzenie transakcji. Stanowi również rozproszoną księgę główną, która przechowuje chronologiczny zapis prowadzonych na niej transakcji w sposób niezaprzeczalny i bezpieczny, niezależnie od tego, jaki charakter mają prowadzone transakcje, finansowy lub niefinansowy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Magdalena Borowik, doradca ds. technologii transakcyjnych w Ministerstwie Cyfryzacji.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To system rozproszonej bazy danych oparty na algorytmach matematycznych i kryptografii. Służy do rejestrowania informacji o zdarzeniach gospodarczych albo transakcjach finansowych dokonywanych pomiędzy jego użytkownikami. Podstawowym elementem blockchain jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa blockchain – łańcuch bloków).

System nie tworzy jednej centralnej jednostki, w której zapisane są wszystkie poufne informacje, jest zdecentralizowany i rozproszony. Dlatego system jest odporny na cyberataki – hakerom trudniej jest uzyskać dostęp do wielu kont użytkowników, niż złamać zabezpieczenia pojedynczej bazy danych.

Technologia blockchain wykorzystywana jest przede wszystkim jako zasadniczy element kryptowalut, jednak po jej możliwości coraz częściej sięgają także inne branże, nie tylko finansowe.

– Oprócz zastosowań transakcyjnych finansowych, związanych z walutami cyfrowymi, ta technologia umożliwia szereg różnych innych zastosowań. Te, które interesują sektor publiczny, to zastosowania, gdzie mamy do czynienia z zarządzaniem dostępami i uprawnieniami, jak np. warstwy transakcyjne w rejestrach, którymi opiekuje się państwo – mówi Magdalena Borowik.

Technologie blockchain wykorzystywane są już przed administracje państwowe kilku krajów. W Gruzji blockchain jest wykorzystywany do rejestracji tytułów własności gruntów oraz przy sprzedaży i zakupie tytułów własności. W Estonii, uważanej za pioniera w zakresie wykorzystywania technologii blockchain w infrastrukturze publicznej, udostępniana jest obywatelom KSI blockchain – Keyless Signature Infrastructure. Serwis umożliwia obywatelom dostęp do usług publicznych, mogą też kontrolować, kto i w jakim zakresie ma dostęp do ich danych. Niemal całkowita digitalizacja sprawia, że Estonia mogłaby wciąż funkcjonować, nawet w przypadku zajęcia jej terytorium przez wrogie państwo.

Dlatego także Polska pracuje nad wdrożeniem technologii blockchain w administracji państwowej. W 2016 roku powołana została grupa ekspercka „Blockchain i kryptowaluty”, której głównym celem jest stworzenie warunków dla rozwoju polskich projektów związanych z kryptowalutami i umożliwienie wykorzystania technologii blockchain na potrzeby administracji i biznesu.

– Ponieważ technologia rejestrów rozproszonych ma bardzo duży potencjał do zastosowań w sektorze usług publicznych i nie tylko, ministerstwo przygląda się inicjatywom, które są obecne na rynku, w celu skorzystania z najlepszych doświadczeń i z tej technologii na potrzeby infrastruktury państwa. Rejestry rozproszone jako zaufana struktura danych mają bardzo duży potencjał, który może w przyszłości zostać wykorzystany do budowy bezpieczeństwa informatycznego i ekonomicznego kraju – ocenia ekspertka Ministerstwa Cyfryzacji.

Według raportu firmy badawczej Research and Markets globalny rynek technologii blockchain ma wzrosnąć do 6 mld dol. do 2023 roku. W najbliższych latach prognozuje się średniorocznie ok. 50-proc. wzrost.

Poczta Polska chce rozszerzyć działalność w internecie. Nowa platforma zakupowa ma zwiększyć zyski i promować nowe produkty

Poczta Polska chce rozszerzyć działalność w internecie. Nowa platforma zakupowa ma zwiększyć zyski i promować nowe produkty 2

Firmy, które wdrożyły systemy zakupowe, mogą liczyć nawet na 15 proc. oszczędności. W Polsce jednak zaledwie co trzecie przedsiębiorstwo korzysta z platform zakupowych. Największe generują dziesiątki miliardów zysku. Taką platformą może się stać rozwiązanie stworzone przez Ulan Systems na potrzeby Poczty Polskiej, dla której to okazja do rozszerzenia sprzedaży swoich usług i produktów w internecie w zakresie B2B. Rozwiązanie obecnie jest w fazie testów.

– W ramach programu Gamma Rebels dla Poczty Polskiej stworzyliśmy platformę handlową, która służy do sprzedaży produktów przez wielu dostawców. Platformy handlowe są miejscem, w którym kupujący spotykają się z ofertą wielu firm, ofertą produktów bądź usług. Przykładami mogą być Airbnb, Uber, Amazon, a w Polsce Allegro. Właśnie takie rozwiązanie stworzyliśmy dla Poczty Polskiej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Karol Andruszków z Ulan Systems.

Jak ocenia portal Bigcommerce w The 19 Ecommerce Trends, ponad połowa osób na świecie woli kupować online, a 54 proc. korzysta przy tym z platform handlowych. Największe platformy handlowe na świecie są warte miliardy dolarów, np. Uber już 69 mld dol., eBay – 35 mld dol., a Airbnb – 30 mld dol. Platforma Ulan Systems daje szansę na zwiększenie zysków Poczty Polskiej, a także sprzedaż ubezpieczeń i innych dodatkowych produktów.

– Gotową platformę dostosowaliśmy wizualnie do brandingu Poczty Polskiej. Stworzyliśmy przejrzyste, bardzo intuicyjne miejsce, w którym każdy może kupować produkty z wielu kategorii. W ramach platformy produkty mają być dostarczane do klientów za pomocą przesyłek Poczty Polskiej. Poczta będzie miała też możliwość zarabiania na tej platformie poprzez pobieranie prowizji, ponadto będzie też mogła edukować na temat swoich produktów, np. ostatnio wypuściła usługę odbiór w punkcie – po pierwsze będzie mogła przedstawić tę usługę klientom platformy, po drugie będzie mogła pokazać, gdzie są takie punkty – wskazuje Karol Andruszków.

Z raportu „Digitalizacja rynku B2B. Cyfrowe platformy zakupowe” przygotowanego przez Deloitte oraz Aleo wynika, że w Polsce choć silną pozycję zajmuje sektor B2C, to klienci B2B stanowią znacznie istotniejszą grupę. Korzystanie z platform handlowych, dzięki agregacji zapotrzebowania i dotarciu do nowych dostawców, pozwala firmom uzyskać oszczędności w przedziale 10–15 proc. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Aleo wskazują jednak, że tylko 35 proc. przedsiębiorstw korzysta z internetowych platform zakupowych. Z rozwiązania Ulan korzysta już ok. 200 klientów, przede wszystkim z sektora małych i średnich firm.

– Nasz marketplace jest rozwiązaniem dla małych przedsiębiorców, głównie firm z sektora MŚP, który wspomaga sprzedaż ich produktów. Rozwiązanie jest rozproszone – oprócz tego, że klienci mogą sprzedawać poprzez platformę, mogą również sprzedawać na własnych stronach internetowych, czyli dodając produkt na platformie, produkt ten automatycznie pojawia się na jego dedykowanej stronie internetowej. Dzięki temu klient ma większą możliwość dostosowania oferty i swojej strony do potrzeb klientów końcowych, zmiany designu i stworzenia własnego brandu. Rozwiązanie to jest dostosowane również dla osób, które nie mają żadnej wiedzy informatycznej, mogą same stworzyć taką stronę internetową, zintegrowaną z naszym marketplace – przekonuje Wojciech Andruszków, prezes zarządu Ulan Systems.

Obecnie w Poczcie Polskiej trwają testy funkcjonalne oraz analizy, czy wdrożenie takiego rozwiązania będzie uzasadnione ekonomicznie i biznesowo. Platforma miałaby służyć do sprzedaży produktów Grupy Poczty Polskiej oraz produktów komplementarnych z usługami PP.

Wartość rynku e-commerce B2B na świecie ma wzrosnąć do 2020 roku do 6,7 bln dolarów, wynika z szacunków firmy Frost & Sullivan.

Odpowiednia polityka cenowa firmy może zwiększyć marżę i napędzić sprzedaż. 80 proc. przedsiębiorstw nie wykorzystuje potencjału w tym obszarze

Odpowiednia polityka cenowa firmy może zwiększyć marżę i napędzić sprzedaż. 80 proc. przedsiębiorstw nie wykorzystuje potencjału w tym obszarze 3

Nie więcej niż 1/5 firm doskonale radzi sobie z kształtowaniem strategii cenowej. Pozostałe 80 proc. ma w tym zakresie niewykorzystany potencjał – wynika z globalnego badania niemieckiej firmy doradczej Simon Kucher. Właściwie skonstruowana polityka cenowa nie polega na zwiększaniu cen – powoduję maksymalizację marży i napędza sprzedaż. Jej nieodłącznym elementem są promocje, do których przyzwyczajeni są polscy konsumenci. 

– Strategia cenowa jest dla firmy bardzo ważnym elementem. Nad tym tematem pracuje zazwyczaj cała firma: prezes coś ustali, marketing coś wymyśli, sprzedawcy ostatecznie dają rabat i sprzedają. Ważne, żeby całość była spójna, a ktoś doglądał tego, co się w firmie dzieje pod tym względem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Richard Zinoecker, partner zarządzający warszawskiego biura Simon Kucher.

Firma konsultingowa co roku przeprowadza globalne badanie „Global Pricing Survey”, którego celem jest zebranie informacji o głównych wskaźnikach cen i zysku, poziomie zarządzania cenami oraz branżowych i regionalnych trendach cenowych. Taka wiedza umożliwia wytypowanie obszarów zarządzania cenami, które pozwolą firmom generować większe zyski.

– To ogólnoświatowe badanie, w którym na pytania odpowiada ok. 4 tys. menadżerów. Okazuje się, że firmy, które doskonale radzą sobie z tematem polityki cenowej, mają zyski większe o blisko 25 proc. Poza tym odpowiednia strategia przydaje się przy wprowadzaniu na rynek innowacji i nowych produktów. Nie jest tak, że każdy produkt z sukcesem trafia na rynek, ale ten czynnik podnosi szansę do 50 proc., czyli co drugi projekt się udaje. Pozostała grupa firm ma mniej więcej 20 proc. udanych produktów – mówi Richard Zinoecker.

Eksperci Simon Kucher ocenili, że około 15–20 proc. firm to tzw. pricing champions, którzy doskonale sobie radzą z tematem polityki cenowej. Pozostałe 80 proc. ma w tej dziedzinie niedociągnięcia, ale i duży potencjał. Partner zarządzający warszawskiego biura firmy dodaje, że na przestrzeni ostatniej dekady podejście do kształtowania strategii cenowej w polskich firmach znacznie się zmieniło.

– Pracuję jako doradca w polityce cenowej od około 10 lat, wtedy ten temat był dosyć egzotyczny. Dwie główne reakcje brzmiały: „proszę pana, cenę już mamy” i druga: „nie wiedziałem, że można tak kombinować z cenami”. W trakcie tych 10 lat to podejście mocno się zmieniło. W tej chwili jest wiele konferencji i artykułów, dużo się rozmawia i publikuje na ten temat. Polska jest pod tym względem na poziomie zachodnich krajów takich jak Niemcy czy Francja. To jednak nie oznacza, że każda firma doskonale radzi sobie z zarządzaniem cenami – mówi Richard Zinoecker.

W polityce cenowej nie chodzi bezpośrednio o podnoszenie cen. Właściwie skonstruowana powoduje maksymalizację marży, pozwala jednocześnie zwiększyć zyskowność i poziom sprzedaży.

– Są trzy sposoby ustalania ceny przez firmę. Pierwszy, klasyczny i bardzo często stosowany to koszt +, czyli połączenie kosztu i narzutu, które daje ostateczną cenę. Drugi sposób – być może stosowany jeszcze częściej niż pierwszy – to dostosowanie się do konkurencji i do ceny rynkowej. Trzeci sposób – i zarazem element, który warto uwzględniać – jest to tzw. value-based pricing, czyli ustalanie cen na podstawie wartości, czyli skłonność klientów do naszych produktów wobec oferty konkurencji – mówi Richard Zinoecker.

Integralnym elementem polityki cenowej firmy są promocje i okazjonalne obniżki cen. Ich poziom powinien być zależny od branży i rodzaju biznesu, a także celu, jaki firma chce osiągnąć. Polskie firmy nagminnie stosują w tym zakresie dwa skrajne podejścia: w ogóle nie organizując promocji cenowych, wychodząc z założenia że wystarczy dobry produkt i silna marka, żeby przyciągnąć konsumentów, albo nieustanie obniżają ceny swoich produktów.

– Idealnie jest wtedy, kiedy firma ma dobre, konkurencyjne ceny, po których jest w stanie na co dzień sprzedawać swoje produkty, i dodatkowo organizuje selektywne promocje, która się opłacają i są skierowane do  konkretnej grupy docelowej. Niestety, firmy robią promocje, ale nie wiedzą, po co ani czy w ogóle się ona opłaci. Klienci przestają w ogóle kupować bez promocji i to też jest duży problem. Warto być ostrożnym, przeprowadzając takie akcje – podkreśla partner zarządzający warszawskiego biura Simon Kucher.

Temat roli kobiet nie cichnie w debacie publicznej. Artyści przełamują stereotypy związane z postrzeganiem kobiet

Temat roli kobiet nie cichnie w debacie publicznej. Artyści przełamują stereotypy związane z postrzeganiem kobiet 4

W polskiej debacie publicznej wciąż aktualny jest temat roli, praw i potrzeb kobiet. Głos w tej dyskusji zabrali też polscy artyści, którzy przedstawili swoje spojrzenie na różne aspekty kobiecości i macierzyństwa. Prace wybitnych grafików i rysowników zostały zebrane w siódmej edycji Kalendarza Artystycznego Gedeon Richter, tym razem zatytułowanego „Kobiece sprawy”. Nad stroną artystyczną całego projektu czuwał Andrzej Pągowski, jeden z najbardziej i uznanych polskich grafików i plakacistów.

Kobieta wchodzi w tak wiele ról, ma tak wiele twarzy i reprezentuje sobą tak wiele emocji, wyzwań też ma mnóstwo. Jak wiemy, polityka o nas nie zapomniała. Jesteśmy bardzo aktywne, ponadto jesteśmy matkami, ciągle chcemy być kochane i piękne, ale również chcemy być ważne w życiu społecznym, politycznym, nie uciekamy na bok. Myślę, że nadchodzi era kobiet – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Gedeon Richter Polska.

W obecnych czasach bycie kobietą jest dużym wyzwaniem – poddane sprzecznym oczekiwaniom współczesne kobiety próbują pogodzić wiele różnych ról społecznych. W polskiej debacie publicznej również nie cichnie temat kobiet – ich praw, potrzeb oraz ról.

To, co dzieje się na świecie, nie napawa optymizmem. Natomiast panie wzięły sprawy w swoje ręce, coraz głośniej mówią o ważnych sprawach, domagają się godności i na pewno potrzebują wsparcia. Daliśmy artystom tematy ważne – wrażliwość, mądrość, dojrzałość, bycie liderką – i myślę, że dobrze na nie odpowiedzieli – mówi Andrzej Pągowski odpowiadający za koncepcję artystyczną Kalendarza.

W tym tygodniu miała miejsce premiera 7. edycji Kalendarza Artystycznego „Kobiece sprawy” – projektu, w ramach którego 12 polskich plakacistów przedstawiło swoje spojrzenie na różne aspekty kobiecości. Andrzej Pągowski wraz z firmą farmaceutyczną Gedeon Richter zaprosił w tym roku do współpracy wybitnych plakacistów z różnych pokoleń, sam również jest autorem jednej z kart kalendarza. Uznany polski grafik i plakacista zwraca uwagę na fakt, że jednym z najważniejszych motywów tegorocznego kalendarza jest macierzyństwo, sportretowane na wiele sposobów.

– Kobieta jest matką, ale też chce być elegancka, jest bardzo wrażliwa, potrafi przekazywać swoją dojrzałość – mówi Andrzej Pągowski.

– Macierzyństwo to temat bardzo dwuznaczny. Z jednej strony to gigantyczna zmiana w życiu kobiety, z drugiej – wielka frajda. Bardzo łatwo przy portretowaniu kobiet otrzeć się o jakiś stereotyp – kobiety pięknej, seksownej, ideału kobiety – dlatego jako ilustrator staram się szukać jakiegoś intymnego momentu, nie ocierać się o stereotypy i przedstawić kobietę w uniwersalny sposób. Wydaje mi się, że tegoroczny temat – „Kobiece sprawy” – jest też bardzo aktualny i bieżący wobec zmian, parytetów, różnych działań równościowych – dodaje ilustratorka Aleksandra Niepsuj.

W pracach przygotowanych dla kalendarza „Kobiece sprawy” artyści zwięźle zilustrowali kobiece priorytety i problemy, a także zobrazowali współczesny model kobiecości. Różnorodność form, kolorów i kresek czyni cały projekt bardzo oryginalnym pod względem artystycznym.

Kobiety są zdecydowanie wdzięcznym tematem dla artysty, co widać po historii sztuki. Natomiast w dzisiejszych czasach wychodzimy trochę z idealistycznego, zawsze pięknego lub czysto erotycznego ich przedstawienia. Wiąże się to też z ryzykiem popadania w jakieś stereotypy. Ten projekt i ilustracje w nim zawarte mają przełamać te stereotypy, pokazać kobiety w innym świetle, nadać nową perspektywę. W pewnym sensie cały czas borykamy się z tymi samymi problemami. Akcja HASHmetoo czy temat równouprawnienia kobiet powraca co jakiś czas, zwłaszcza w Polsce – to świadczy, że niewiele się zmienia – mówi Jan Bajtlik, artysta grafik.

Wszystkie plakaty stworzone dla kalendarza Gedeon Richter „Kobiece sprawy” zostały zaprezentowane 6 lutego podczas zamkniętego pokazu w Arkadach Kubickiego. Rzeczniczka firmy Aneta Grzegorzewska zwraca uwagę na fakt, że projekt wpisuje się w aktualną debatę społeczno-polityczną dotyczącą kobiet i przedstawia płeć piękną z nowej perspektywy – co nie znaczy, że w kalendarzu nie ma portretu kobiety zapracowanej, przytłoczonej czy pełnej emocji.

Jesteśmy bardzo związani z kobietami, produkujemy i rozwijamy leki na różne kobiece schorzenia, leki antykoncepcyjne, więc firma w pewnym sensie istnieje dla kobiet. Istotne jest, że prawie 70 proc. zatrudnionych w całej firmie osób to kobiety – w związku z tym na co dzień widzimy ich pracę, zaangażowanie, tysiąc twarzy, które muszą przybrać, żeby pełnić role liderek, managerów, matek czy mentorów. To inicjatywa dla kobiet, dla naszych pracowników, żeby przedstawić kobiecość w nieco innej formie – podsumowuje Tomasz Németh, dyrektor generalny i prezes Gedeon Richter Polska.

20- i 30-latkowie chętnie zakładają własne firmy. Motywuje ich potrzeba bycia niezależnym oraz chęć zysku

20- i 30-latkowie chętnie zakładają własne firmy. Motywuje ich potrzeba bycia niezależnym oraz chęć zysku 5

Do połowy przyszłej dekady millenialsi mają stanowić już ponad trzy czwarte wszystkich zatrudnionych na rynku pracy. Generacja Y to pokolenie z „żyłką do biznesu”, dlatego część z nich zatrudnia się sama, zakładając własną działalność gospodarczą. Ponad połowa Igreków wykorzystuje do tego własny kapitał, co czwarty korzysta z kredytu bankowego, a co trzeci – zapożycza się u znajomych lub rodziny. Miarą sukcesu jest dla nich finansowa niezależność i równowaga między pracą i życiem prywatnym. 

 Podstawową rzeczą, która motywuje millenialsów do zakładania własnych firm, jest osiąganie zysku i zarabianie pieniędzy. Na drugim miejscu jest uzyskanie niezależności – nie tylko finansowej, ale również na zasadzie „sam jestem sobie sterem i okrętem”, nie pracuję w korporacji, nie mam nad sobą szefa. Kolejny jest brak dostępnych miejsc pracy, brak etatu i konieczność szukania własnej drogi. Co ciekawe, jest też mały, 4-proc. udział tych millenialsów, którzy twierdzą, że zakładają własny biznes po to, żeby zmienić świat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Woźniak, wiceprezes zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.

Millenialsi, czyli pokolenie urodzone w latach 1980–1994, bywają też nazywani pokoleniem Y, e-generacją czy pokoleniem Piotrusia Pana. To obecni 20- i 30-latkowie. Do 2025 roku będą stanowić już 75–80 proc. wszystkich pracowników na globalnym rynku pracy. Przyjęło się, że millenialsi są grupą, która ma wysokie poczucie własnej wartości i kompetencji zawodowych oraz równie wysokie oczekiwania wobec pracodawców. Nie uznają barier, nie przywiązują się do miejsca pracy i autorytetów, oczekują przede wszystkim możliwości rozwoju i elastyczności.

– Bardzo ważna jest dla nich stabilność finansowa własna i całego ich otoczenia i rodziny. Bardzo wysoki odsetek millenialsów deklaruje też, że istotny jest dla nich work-life balance, czyli równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. To cecha, która bardzo mocno odróżnia ich od wcześniejszego pokolenia X – mówi Radosław Woźniak.

Igreki są też bardzo przedsiębiorcze – nie mają też problemu z przechodzeniem „na swoje”, czyli zakładaniem własnego biznesu. Badanie przeprowadzone w 2016 roku przez ARC Rynek i Opinia pokazało, że 75 proc. osób reprezentujących to pokolenie planuje otworzenie własnej firmy.

– Pomysł na własny biznes u millenialsów bierze się przede wszystkim z marzeń i idei. Chcą realizować marzenia, swoje cele i przy okazji prowadzić biznes. Tak deklaruje prawie połowa badanych. Część millenialsów twierdzi też, że zakładała swój biznes, kierując się głównie badaniami rynkowymi i wynikami analiz dotyczących nisz rynkowych – mówi Radosław Woźniak.

Z raportu „Millenialsi w MŚP. Pod lupą”, opracowanego przez EFL, wynika, że większość Igreków sfinansowała założenie firmy z własnych środków – tak wskazało 52 proc. badanych. Wśród najmłodszych przedstawicieli tego pokolenia (do 24 roku życia) ten odsetek był jeszcze wyższy i sięgnął 94 proc. Relatywnie często jako źródło finansowania wskazywano również pożyczkę z banku (41 proc.). Prawie co trzeci Igrek (29 proc.) zaciągnął w tym celu pożyczkę u rodziny lub znajomych, a tylko co dziesiąty skorzystał z dotacji z urzędu pracy lub rządowego dofinansowania na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Millenialsi zdecydowanie najrzadziej decydowali się na skorzystanie z finansowania społecznościowego oraz funduszy typu seed capital czy venture capital (mniej niż 1 proc. badanych).

Badanie EFL pokazało też, że Igreki chętniej sięgają po zewnętrzne źródła finansowania niż przedsiębiorcy z sektora MŚP ogółem, z których 80 proc. inwestuje w firmę z własnych środków. W pokoleniu Y przynajmniej o 10 pkt. proc. więcej przedsiębiorców sięgnęło po kredyt bankowy. Natomiast znajomość i korzystanie z leasingu są w obu grupach zbliżone.

Na korzyść millenialsów wypada za to stopień rozpoznania możliwości, jakie dają środki z programów UE. Otrzymało je ponad 16 proc. z nich, podczas gdy w MŚP ten odsetek jest dziesięciokrotnie niższy (1,6 proc.).

– Tym, co zaskoczyło mnie w tym badaniu, jest wynik pokazujący, że najmłodsi przedstawiciele millenialsów wykazują zdecydowanie mniejsze zaufanie do reklam. Wyraźnie nie chcą kierować się reklamą jako taką, bardziej biorą pod uwagę rekomendacje bądź prowadzą własne poszukiwania – mówi wiceprezes zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.

Nieruchomości i obligacje korporacyjne mogą być czarnym koniem inwestycji w 2018 roku

Nieruchomości i obligacje korporacyjne mogą być czarnym koniem inwestycji w 2018 roku 6

Fundusze akcji rynków wschodzących dały zarobić najwięcej w 2017 roku. Polacy jednak wciąż najchętniej lokują pieniądze w bezpiecznych funduszach gotówkowych i pieniężnych. W tym roku – według firmy doradczej Great Private Equity – korzystne stopy zwrotu mają szanse przynieść inwestycje w obligacje korporacyjne oraz nieruchomości.

 Trudno przewidzieć, który segment rynku będzie działał najlepiej. My jako firma postawiliśmy na dwa typy inwestycji dla naszych klientów. Pierwszy to ciągle niedoceniane obligacje korporacyjne. W Polsce ten rynek dopiero się rozwija się, ponieważ osiąga niecałe 2 proc. polskiego PKB. Dla przykładu rynek Holandii to 140 proc. PKB – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Włodarczyk, prezes zarządu Great Private Equity. – W Wielkiej Brytanii, która króluje wartościowo w pozyskaniu kapitału, inwestycje w zakresie obligacji to 80 proc. PKB. To jest ogromna wartość tego rynku.

W 2017 roku fundusze obligacji korporacyjnych dały średnio zarobić w przypadku polskich firm 2,7 proc., a w przypadku globalnych – 3,3 proc. To niewiele w porównaniu np. z funduszami akcji rynków wschodzących: Azja bez Japonii przyniosła średnio 23,3 proc. zysku, globalne rynki wschodzące 14,7 proc., a akcje polskie – 13,8 proc. Jednocześnie jednak są to inwestycje o znacznie wyższym stopniu ryzyka, choć także przy wyborze funduszy czy konkretnych firm, których obligacje zamierza się kupić, wymagana jest ostrożność.

– Jest masa firm, które wypuszczają tego typu papiery dłużne, czyli pożyczają pieniądze od swoich obligatariuszy, natomiast dość często nie mają ku temu podstaw biznesowych. To łatwo pożyczony pieniądz, który później klient może niestety stracić – mówi Paweł Włodarczyk. – Jest dość duże zróżnicowanie rynku, jeżeli chodzi o tego typu papiery. Trzeba z niego wyłuskać te najlepsze.

Tylko w 2017 r. na giełdowym rynku Catalyst, na którym sprzedawane i kupowane są obligacje firm, spółdzielni i samorządów wartość emisji papierów korporacyjnych wyniosła ponad 76 mld zł (rok wcześniej było to 68,8 mld zł), a liczba serii wzrosła do 416 z 385 w 2016 roku. Spadła co prawda liczba emitentów: z 133 do 121. Paweł Włodarczyk zaznacza, że Great Private Equity nie sprzedaje inwestorom pakietów obligacji, a typuje konkretne spółki po przeprowadzeniu analizy rynku, na którym spółka działa, oraz jej możliwości i pomysłu biznesowego, na który chce pozyskać pieniądze od obligatariuszy.

– Przede wszystkim mówimy tutaj o obligacjach zabezpieczonych. Należy pamiętać, żeby wyszukiwać te, które są zabezpieczone, ale nie wekslem prezesa, a nieruchomościami lub ruchomościami spółki. To pokazuje, czy szefowie firmy wierzą w ten biznes, czyli czy są w stanie zastawić swój własny, prywatny majątek, gdyby to przedsięwzięcie nie wyszło – mówi Paweł Włodarczyk.

Właśnie nieruchomości to drugi segment rynku, w którym Great Private Equity upatruje szans na zyski w 2018 roku. Chodzi tu zarówno o inwestowanie w fundusze nieruchomości, jak i bezpośrednio w fizyczny zakup mieszkania np. na wynajem. Przy niskim poziomie stóp procentowych i oprocentowaniu lokat niewystarczającym nawet na wyrównanie inflacji Polacy coraz chętniej inwestują nadwyżki pieniędzy w zakup lokalu. W ubiegłym roku za gotówkę tylko w siedmiu największych miastach Polski kupiono ok. 50 tys. mieszkań.

Nieruchomości to inwestycja długoterminowa, natomiast w przypadku obligacji mówimy o roku czy dwóch latach – tłumaczy prezes Great Private Equity. – Dzisiaj na rynku obligacji oprocentowanie, jakie jest płacone klientowi, jest od 3-4 proc. do nawet kilkunastu procent. Te kilkunastoprocentowe omijałbym z jednego powodu – jeżeli ktoś jest mi w stanie dzisiaj zapłacić odsetki 18-20 proc., to ja nie chcę mieć do czynienia z aż tak wysokimi odsetkami, bo dzisiaj pozyskanie pieniądza aż tyle nie kosztuje. Rzeczywista, realna wartość odsetek wypłaconych klientowi od obligacji to między 5 a 8 proc.

Polskie auto elektryczne coraz bliżej. Do małoseryjnej produkcji trafi w 2019 roku

Polskie auto elektryczne coraz bliżej. Do małoseryjnej produkcji trafi w 2019 roku 7

W ciągu najbliższych miesięcy eksperci motoryzacyjni wybiorą partnera do budowy pierwszego polskiego e-samochodu. Za realizację projektu odpowiada ElectroMobility Poland. Auto trafi do małoseryjnej produkcji w 2019 r.

Pod koniec ubiegłego roku spółka rozstrzygnęła konkurs na wizualizację nadwozia, w którym wyłoniła projekty o najciekawszym designie. W listopadzie rozpoczęło się postępowanie skierowane do producentów pojazdów i komponentów samochodowych.

– Komisja ma za zadanie wytypować samochód, który byłby polską wizytówką. W tej chwili waży się, czy powinien on być duży czy mały, tani czy drogi. Dylematy wiążą się nie tylko z trudnościami technicznymi, lecz także ze sprawami finansowymi. Podoba mi się młoda generacja konstruktorów, ludzi chętnych do stworzenia polskiego samochodu, oni podchodzą do tego z wielkim zapałem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbysław Szwaj, konstruktor i członek komisji oceniającej w postępowaniu „Polski Samochód Elektryczny”.

Całe postępowanie będzie się składać z kilku etapów, w trakcie których eksperci dokładnie zweryfikują nie tylko wszystkie projekty, lecz także kompetencje zespołów, które je zgłosiły. Spółka chce, aby za kilkanaście miesięcy były już gotowe pierwsze prototypy funkcjonalne – czyli takie, które nie są jeszcze gotowe do wdrożenia do produkcji, ale pokażą już, jak będzie wyglądało e-auto, jakie będzie miało funkcje i czym będzie mogło przekonać do siebie polskich konsumentów.

– Oczekujemy od projektów przede wszystkim innowacyjności, ponieważ wchodzenie w bezpośrednią konkurencję z firmami samochodowymi, które od wielu lat zajmują się elektromobilnością, nie będzie proste. Musimy znaleźć sobie niszę, która odpowiada naszym użytkownikom i realnie ją zagospodarować – mówi zasiadający w komisji Wojciech Sierpowski, który od 1992 roku jest także członkiem jury Car of the Year.

Zainteresowanie współpracą z EMP jest bardzo duże. Zgłosiło się siedemnaście konsorcjów, na które składa się blisko dwieście podmiotów. Jak zapewnia Piotr Zaremba, dyrektor zarządzający ElectroMobility Poland, firmy te mają bardzo różne kompetencje, które wzajemnie się uzupełniają. Oceniamy koncepcję biznesową i techniczną złożonych projektów. Szukamy też ludzi, którzy mogliby te projekty dalej realizować.

Bartosz Mielecki z Polskiej Grupy Motoryzacyjnej ocenia, że projekt polskiego elektryka jest inicjatywą, która przyciągnie młodych, ambitnych konstruktorów czy inżynierów, którzy mają już doświadczenie w pracy dla dużych, zagranicznych koncernów. Teraz będą mogli je wykorzystać na polskim rynku.

– Wokół PGM zbudowaliśmy sojusz, grupę polskich firm, które zdecydowały się wesprzeć ten projekt. Chcemy, żeby powstała wspólna wartościowa marka, która będzie integrowała zakłady produkcyjne, użytkowników samochodów i państwo. Traktowanie tego jako wspólny projekt i wspólne przedsięwzięcie może być z korzyścią zarówno dla polskiej gospodarki, jak i dla konsumentów – mówi Bartosz Mielecki.

Wśród projektów, które trafiły do EMP, znalazła się między innymi nowa wersja legendarnej Syreny i elektryczny crossover z napędem na cztery koła. Jego twórca, Andrzej Lechowicz ze spółki Sancad, podkreśla, że to obecnie szybko rosnący segment rynku motoryzacyjnego.

– Crossover to najszybciej rozwijający się segment samochodów. Widzę, że na rynku jeszcze tego nie ma, ale wszyscy – Chińczycy, Europejczycy, Amerykanie – rozpoczęli już prace nad elektrycznymi crossoverami. Myślę, że to najlepsza droga, żeby dzisiaj zacząć ten projekt, a za kilka lat być na równi z dużymi koncernami.

Piotr Kiljańczyk z AK Motor, uczestnik postępowania „Polski Samochód Elektryczny” dodaje – uznaliśmy, że w inicjatywie ElectroMobility Poland warto zaistnieć i zdobyć w ten sposób udział w rodzącym się rynku elektromobilności. Nasz pojazd ma cechy – zarówno techniczne, jak i użytkowe – dzięki którym może zaistnieć na rynku i być ciekawą alternatywą do dostępnych obecnie samochodów masowych. Nasze konsorcjum odpowiada za stworzenie prototypu oraz wdrożenie na rynek nowego wcielenia samochodu Syrena. Mamy nadzieję, że – tak jak pierwsza Syrena obudziła w Polakach mobilność – tak syrena elektryczna będzie w stanie pobudzić w Polakach elektromobilność.

Przełomowy wyrok w obronie przedsiębiorcy – lawinowe wnioski o wznowienie postępowania stwierdzenia nieważności decyzji

Odmowa możliwości dokonania odliczenia kosztów przy jednoczesnym nakazie zapłaty VAT od faktur sprzedażowych – to kolejna decyzja fiskusa, która narażając firmę na milionowe straty, mogła doprowadzić do jej upadłości. Naczelny Sąd Administracyjny powiedział jednak „dość” takiemu postępowaniu organów podatkowych. Jego wyrok to wyraźny sprzeciw wobec urzędniczego bezprawia.

Wszystko zaczęło się w 2009 r., gdy dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej w W. wszczął postępowanie kontrolne wobec jednej z największych firm w kraju, zajmującej się dystrybucją sprzętu elektronicznego. Postępowanie miało zbadać rzetelność deklarowanych podstaw opodatkowania oraz obliczania i wpłacania podatku VAT za 2008 r. Urzędnicy przeprowadzili kontrolę dopiero w kwietniu 2013 r., stwierdzając nieprawidłowości w rozliczeniu VAT. Na podstawie art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a ustawy o podatku od towarów i usług organ podatkowy odmówił firmie możliwości odliczenia podatku naliczonego od faktur zakupowych, podnosząc, że transakcje, które dokumentują, nigdy nie zostały dokonane.

Odsprzedaż licencji

Fiskus podważył prawdziwość czynności dokonanych przez firmę, która była jednym z pośredników w procesie realizacji zamówienia publicznego na dostawę oprogramowania edukacyjnego dla szkół. Chodziło o przetarg na kursy językowe ogłoszony przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wspomniana firma najpierw dokonała zakupu praw licencyjnych do oprogramowania, a następnie je odsprzedała. Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej podniósł, że zarówno faktury zakupowe, jak i sprzedażowe nie dokumentują rzeczywistych czynności. Wydał więc decyzję stwierdzającą nieprawidłowość polegającą na zawyżeniu podatku naliczonego obniżającego podatek należny o kwotę 6 351 685,57 zł oraz zawyżeniu podatku należnego o 7 858 547,00 zł. Tym samym, odmawiając prawa do odliczenia kosztu zakupu, nakazał firmie zapłatę podatku od faktur sprzedażowych.

Czynności nie było, ale płacić trzeba

Posądzona o próbę wyłudzenia firma w listopadzie 2014 r. złożyła na decyzję organu skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który blisko rok później podtrzymał decyzję skarbówki (III SA/Wa 3663/14). Choć sąd potwierdził wątpliwości organu co do prawdziwości i zasadności dokonania czynności zakupu licencji, to jednak na podstawie art. 108 ustawy o podatku od towarów i usług poparł żądanie izby skarbowej o zapłatę należnego VAT z tytułu jej odsprzedaży.

Fiskus wszechwiedzący

Mimo przegranej w kolejnej instancji firma nie złożyła broni. Zwłaszcza że jednym z argumentów zawartych w uzasadnieniu wyroku WSA było, że „zdaniem organu odwoławczego, ograniczona wiedza organu kontroli skarbowej w zakresie prawa autorskiego, prawa zamówień publicznych, prawa bankowego i realiów funkcjonowania podmiotów gospodarczych w branży IT, wbrew stanowisku Skarżącej nie może stanowić przeszkody w prawidłowo dokonanej ocenie wykonania warunków wynikających z umów łączących strony oraz podatkowych skutków wynikających z takiej oceny”.

W lutym 2016 r. firma złożyła do Naczelnego Sądu Administracyjnego skargę kasacyjną. 18 grudnia ub.r. NSA uchylił zaskarżony wyrok, jednocześnie zwracając sprawę Wojewódzkiemu Sądowi Administracyjnemu w Warszawie do ponownego rozpatrzenia. Zasądził też od organu podatkowego na rzecz skarżącej firmy zwrot 46 276 złotych z tytułu kosztów postępowania kasacyjnego (I FSK 352/16).

W uzasadnieniu uchylenia wyroku znalazł się zarzut, że organy podatkowe nie dokonały właściwej oceny spornych czynności. Zabrakło im bowiem spojrzenia na nie z ekonomicznego punktu widzenia. Sam sąd kasacyjny dostrzegł w nich uzasadnione celem gospodarczym działanie.

Koniec z orzekaniem na podstawie podejrzenia

Zanim skarbówka uznała działania firmy za nierzeczywiste i stanowiące nadużycie w zakresie VAT, powinna była określić, jaki jest charakter nadużycia i jakie dokładnie negatywne skutki miało ono dla Skarbu Państwa. Dopiero potem mogła przedsiębiorców karać czy też odbierać przysługujące im z mocy prawa uprawnienie do odliczenia VAT.

Wyrok NSA wydaje się przełomowy. Dotąd w sporach z fiskusem przedsiębiorca był karany tylko na podstawie samego już uznania przez organy skarbowe, że dopuścił się nadużycia lub brał udział w zdarzeniu stanowiącym nadużycie VAT. Wyrok sądu kasacyjnego z 18 grudnia 2017 r. rzuca całkiem nowe światło na szanse przedsiębiorców w walce z urzędniczym bezprawiem.

Sądy widzą patologię

Przywołany wyrok nie jest pierwszym przejawem sprzeciwu wobec abstrakcyjnego karania przedsiębiorców przez organy podatkowe. Rok wcześniej, w grudniu 2016 r., WSA w Białymstoku orzekł, że zgodnie z art. 122 i art. 187 § 1 Ordynacji podatkowej to na organach spoczywa obowiązek zebrania materiału dowodowego i podjęcia wszelkich działań w celu wyjaśnienia i załatwienia sprawy (I SA/Bk 600/16). W tym samym orzeczeniu WSA wyraził swoją irytację podejściem organów skarbowych do przedsiębiorców: „Poszerzenie prowadzonej działalności o nową ofertę jest prawem podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą i wynika z biznesowych decyzji i kalkulacji, zmierzających do osiągania zysków. Nie zawsze musi to oznaczać, że podmiot gospodarczy poszerzający swoją działalność o nowy przedmiot, czyni to w celu wyłudzeń podatkowych”.

Fundamentalne prawo podatnika

Niemal identyczne sprawy, których przedmiot dotyczył zakupu i sprzedaży praw licencyjnych w procesie realizacji przetargu na dostawę oprogramowania edukacyjnego dla Ministerstwa Edukacji Narodowej, były już rozpatrywane przez WSA w Poznaniu (I SA/Po 1107/15) oraz NSA (I FSK 1658/15). Również w tych przypadkach organy podatkowe niejako z urzędu orzekały na niekorzyść podatnika. Dopiero skargi wniesione przez przedsiębiorców do sądów powodowały uchylanie zaskarżonych decyzji.

Jak widać, nadużycia urzędnicze to dla fiskusa standard. Wszelkie niezrozumiałe czy niejasne dla organów skarbowych działania przedsiębiorców są traktowane jako nadużycie podatkowe. Przywołane orzeczenia sądów pokazują jednak, że przed taką samowolą można, a nawet trzeba się bronić. Skuteczna okazuje się wówczas pomoc kancelarii prawnopodatkowych specjalizujących się w zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi, takimi właśnie jak przypadki bezprawia urzędniczego – szczególnie ze strony organów podatkowych.

Na koniec warto jeszcze raz przywołać wspomniany wyżej wyrok WSA w Białymstoku, który przypomina to, o czym najczęściej zapominają organy skarbowe: „prawo do odliczenia podatku naliczonego jest fundamentalnym prawem podatnika”.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Jak rynek SEO/pozycjonowania zmienia się w rynek PR

Ostatnie lata przyniosły znaczne zmiany na rynku pozycjonowania stron w wyszukiwarkach internetowych. Zmieniające się algorytmy Google wymusiły opracowanie zupełnie nowego podejścia do tego tematu. Nie wystarczy już upakowanie jak największej ilości słów i fraz kluczowych w tekście, zaczął liczyć się content i pozytywne doświadczenia internautów. Czy to oznacza koniec SEO?

Algorytm RankBrain – liczy się doświadczenie użytkownika

Proste algorytmy, które określały pozycję strony w wynikach wyszukiwania jedynie na podstawie ilości fraz kluczowych, już dawno przeszły do historii. Obecnie Google stawia na wartościową treść i jej dobry odbiór przez użytkowników. Samouczący się algorytm RankBrain, wedle wszelkich przewidywań, w roku 2018 stanie się najważniejszym czynnikiem w pozycjonowaniu.

RankBrain uczy się, które strony najczęściej odwiedzają internauci, jak długo na nich pozostają i jakie linki klikają. Na tej podstawie szereguje strony w wynikach wyszukiwania. W praktyce oznacza to więc, że strony, na których użytkownicy pozostają dłużej są lepiej indeksowane.

Tym, co skłania internautów do pozostania na stronie, jest oczywiście treść – wartościowa, interesująca i pomocna, ale także przedstawiona w czytelny sposób. Sprawia to, że najistotniejszą kwestią dla dobrego wypozycjonowania strony stał się odpowiedni content.

Content marketing kluczem do sukcesu

Ponieważ wyszukiwarki lepiej pozycjonują strony, na których użytkownicy zatrzymują się dłużej, kluczowe stało się tworzenie treści merytorycznych, wartościowych dla użytkowników, czyli tzw. content marketing. Zadaniem content marketingowych tekstów jest przyciągnięcie uwagi czytelnika, zainteresowanie go tematem i nienachalne przedstawienie oferty. Liczy się więc przede wszystkim jakość i budowanie pozytywnej opinii o firmie, co tradycyjnie było rolą PR.

Aby czytelnik zatrzymał się na naszej stronie dłużej, musi najpierw na nią trafić. Istotne jest więc tworzenie takich tekstów, które odpowiadaj na wpisywane przez internautów zapytania – frazy kluczowe. Wzrost znaczenia content marketingu nie oznacza zatem, że frazy kluczowe przestały mieć znaczenie, a jedynie, że lepsze wyniki daje logiczna, uporządkowana treść, a nie chaotycznie sklejone zdania ze słowami kluczowymi upakowanymi na siłę. Metodą na osiągnięcie sukcesu wcale nie jest więc porzucenie SEO, a połączenie go z content marketingiem – jest to zadanie SEO PR.

SEO PR – marketing przyszłości

SEO PR łączy optymalizację strony pod wyszukiwarki z działaniami Public Relation, dotyczy więc działań wizerunkowych w wyszukiwarkach. W uproszczeniu oznacza to tworzenie takich materiałów PR, które nasycone są frazami kluczowymi. Działania SEO PR skupiają się również na pozycjonowaniu pozytywnych opinii na temat firmy, recenzji produktów i usług czy innych treści dobrze wpływających na wizerunek marki. Skuteczne działania w tym zakresie polegają między innymi na tworzeniu artykułów eksperckich, komentarzy w pismach branżowych, prowadzeniu bloga firmowego i biura prasowego czy aktywności w mediach społecznościowych.

Wszystkie teksty, poza swoją wartością merytoryczną, budującą zainteresowanie konsumentów, powinny zawierać frazy kluczowe, na które się pozycjonujemy. Zazwyczaj jest to nazwa firmy z dodatkowymi słowami, jak opinie, klienci, praca czy nazwa produktu. Teksty te pozwalają internautom na dotarcie do informacji na temat firmy i jej oferty oraz tego, co myślą o niej inni klienci. Dzięki temu buduje się zaufanie do marki, a także zwiększa linkowanie do naszej strony, które bardzo pozytywnie wpływa na pozycję w wyszukiwarce.

Rynek SEO uległ znacznym zmianom na przestrzeni ostatnich lat. Nie oznacza to jednak, że całkowicie zmienił się w rynek PR. Dobry content stał się niezbędnym elementem marketingu internetowego i faktem jest, że obecnie liczy się przede wszystkim wartościowa treść. Jednak nie wystarcza ona do osiągnięcia sukcesu.

Algorytmy wyszukiwarek nadal potrzebują słów kluczowych do pozycjonowania, zmienił się jedynie sposób ich użycia w tekście. Obecnie treść musi być nie tylko merytoryczna i interesująca dla czytelnika, musi również zawierać naturalnie wplecione frazy kluczowe i linki, dzięki którym internauta znajdzie nas w sieci. Zamiast zmiany SEO w PR, nastąpiło więc ich trwałe połączenie, które, wedle wszelkich przewidywań, będzie się w najbliższych latach nasilać.

Autor: Krzysztof Kłosiński, Redaktor portalu HRownia.pl, PR Specialist w Conture

Korekta czy jednak początek końca hossy

Stabilizacja sytuacji po ubiegłotygodniowej fali spadków na giełdach. Ta sytuacja jednak pozostanie w głowach inwestorów i w efekcie bardziej selektywnie będą wybierać swoje aktywa do inwestycji. Zyskują bezpieczne przystanie a więc i frank szwajcarski. Złotówka traci niejako z przymusu ale skala wyprzedaży nie jest duża. Dolar przed ważnym tygodniem, odczyty inflacyjne w centrum uwagi. Funt liderem zmienności po komunikacie z Banku Anglii a na tym nie koniec bo w tym tygodniu inflacja. Warto obserwować sytuację na obligacjach, nadmierny wzrost rentowności może popsuć klimat na rynkach akcji.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 13.12.2017-12.02.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1317 3,5210 3,3136 4,6523
Maksimum 4,1970 3,6550 3,5161 4,7700

EUR/PLN

euro 12.02W ostatnich dniach katalizatorem zmian na rynkach pozostaje rynek akcyjny. Spora przecena, która zawitała na Wall Street popsuła nieco klimat na rynkach. Początkowo nawet krajowa waluta trzymała się dość silnie jednak z czasem uległa presji rynku. Chodzi o apetyt na ryzyko, który nagle załamał co w efekcie powoduje odwrót od rynków wschodzących. Na EUR/PLN doszło do przełamania oporu w postaci linii trendu spadkowego. Kurs dotarł nawet w okolice 4,20 jednak test tego kolejnego oporu się nie powiódł. W połączeniu tego faktu z nieco ustabilizowaniem się rynków akcyjnych doszło do powrotu poniżej granicy 4,18. Większemu odreagowaniu niesłuży też rosnący w siłę dolar na szerokim rynku. Amerykańska waluta często w sytuacji napięć rynkowych służy oprócz jena japońskiego czy franka szwajcarskiego jako bezpieczna przystań. Co może się wydarzyć w dalszej części tygodnia trudno wyrokować. Nadal nie znamy odpowiedzi na pytanie czy tak spore spadki na giełdach to początek końca hossy czy tylko krótkoterminowa korekta. Jedno jest pewne po takiej panice, która miała miejsce w ubiegłym tygodniu nerwowość na rynkach pozostanie. I na pewno bardziej selektywnie inwestorzy będą dobierać swoje aktywa. Trzeba jednak wspomnieć też o tym, że wcale aż takiej silnej wyprzedaży na aktywach rynków wschodzących nie było widać. Co może sugerować, że inwestorzy widzą wyniki gospodarek tych krajów, które są znacznie lepsze od krajów rozwiniętych. Fundamentalnie więc waluty tych krajów mogą się bronić skutecznie. Na obecną chwilę wsparciem będzie pokonana linia trendu spadkowego czyli mniej więcej poziom 4,17. Oporem będzie psychologiczna wartość 4,20.

CHF/PLN

frank 12.02Jeśli na rynkach króluje niepewność to zyskują waluty uznawane za bezpieczne. Idealnie aktualną sytuację obrazuje wykres CHF/PLN. Frank podrożał w relacji do złotego o ponad 12 groszy. Dzisiaj mamy do czynienia z lekkim odreagowaniem ale sytuacja nadal nie wróciła do normy. Strach inwestorów nadal pozostaje dość duży i wystarczy teraz mały punkt zapalny by wywołać lawinę. Warto w tym kontekście wspomnieć o zachowaniu rynków obligacji. Ich rentowność szybuje do góry. A trzeba przyznać, że wycofywanie się Fed-u z QE wcale w tym kontekście nie pomaga. Finansowanie transakcji staje się tym samym trudniejsze a widmo straty większe. Do tego rosnąca rentowność obligacji działa niekorzystnie na giełdy, stąd możemy oczekiwać jeszcze co najmniej jednego tąpnięcia na rynku akcyjnym. Co za tym idzie o powrót na ostatnie minima na CHF/PLN będzie ciężki.

USD/PLN

dolar 12.02Jak już pisaliśmy powyżej, beneficjentem nerwowej sytuacji na rynkach światowych bez wątpienia jest dolar amerykański. Gwałtowny spadek na giełdzie amerykańskim szybko przerzucił się na inne parkiety. Tym bardziej, że stało się to w sytuacji gdy kreślono to coraz nowsze szczyty a nikt nie brał pod uwagę pojęcia spadków. EUR/USD po wybuchu paniki szybko podążył na południe i jest blisko 1,22. USD/PLN tym samym szybko zyskał ponad 10 groszy i jest powyżej 3,40. Ten tydzień na pewno wiele powie o kondycji dolara. Kluczowe będą wskazania inflacji. Mimo, że wzrost cen znajduje się poniżej celu Fed to amerykańskie władze monetarne w obliczu świetnej kondycji gospodarki utrzymują proces kontynuowania podwyżek stóp procentowych. Jeśli dane pozytywnie zaskoczą to USD/PLN może się znaleźć powyżej 3,50. Do tego trzeba dodać, że mogą być spore trudności z odreagowaniem na głównej parze w obliczu potencjalnych ryzyk politycznych. Do 2 marca trwa głosowanie w SPD czy przystąpić do koalicji z partią Merkel. 4 marca odbędą się wybory we Włoszech. W efekcie odreagowanie na USD/PLN i powrót w okolice minimum może się okazać zbyt trudne.

GBP/PLN

funt 12.02Funt przyzwyczaił nas do tego, że jest jednym z liderów zmienności. I poprzedni tydzień zdecydowanie to potwierdził. Najpierw doszło do sporego zaskoczenia ze strony Banku Anglii. Owszem główne parametry zostały utrzymane w polityce monetarnej ale komunikat po posiedzeniu zdecydowanie miał wydźwięk jastrzębi. Wcześniej nikt z inwestorów nie zakładał, że BoE zdecyduje się zakomunikować podwyżki stóp w tym roku. Efekt był taki, że brytyjska waluta była liderem wzrostów walut G-10. Załamanie na giełdach i pogorszenie sentymentu wywołało jednak ucieczkę od funta. A to dlatego, że brytyjska w efekcie trwających reperkusji brexitowych nie jest uznawana za waluta bezpieczna. GBP/PLN zyskał więc szybko 10 groszy po czym jeszcze szybciej stracił ponad połowę wcześniejszych wzrostów. A ten tydzień nie powinien być gorszy jeśli chodzi o zmienność. Poznamy dane o inflacji z Wielkiej Brytanii jeśli odczyty pokażą wynik co najmniej 3% możemy oczekiwać kolejnych wzrostów na funcie. Oporem i wsparciem będą ograniczenia wyrysowanego kanału.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl