Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W obliczu napięć na rynkach finansowych w przyszłym tygodniu dane makro mogą zejść na drugi plan. Jednak mamy kilka ważnych publikacji z USA, które, jeśli wypadną lepiej, będą podsycać odwrót inwestorów w stronę dolara. Inflacja CPI i sprzedaż detaliczna będą najważniejsze. Poza tym wyróżniają się CPI z Wielkiej Brytanii, rynek pracy z Australii i decyzja szwedzkiego Riksbanku. W Polsce mamy pierwszy szacunek PKB za IV kw.

Przyszły tydzień: CPI/sprzedaż detaliczna/indeksy nastrojów z USA, CPI z Wlk. Brytanii, Riksbank, PKB z Polski, PKB z Japonii, rynek pracy z Australii

Następny tydzień przynosi spory zestaw odczytów z USA, jednak w centrum uwagi będą CPI i sprzedaż detaliczna (śr). Katalizatorem ostatnich zawirowań rynkowych stały się obawy o przyspieszenie inflacji, które stanie na przeszkodzie globalnemu ożywieniu, więc pozytywne zaskoczenie w CPI tylko podsyci panikę. Z drugiej strony wysokie oczekiwania (0,4 proc. m/m) dają większe pole dla rozczarowania, co dałoby powód do uspokojenia nastrojów, choć uderzyłoby w USD. Sprzedaż detaliczna powinna wypaść dobrze i wzrosnąć piąty miesiąc z rzędu (prog. 0,3 proc.), jeśli wierzyć solidnym odczytom indeksów ISM. Interesujące też będzie, jak głębokie spadki na Wall Street przełożyły się na nastroje wśród przedsiębiorców i konsumentów? Pod tym kątem śledzić będzie trzeba odczyty indeksów Fed z Filadelfii i NY Empire State (czw), a także raport Uniwersytetu Michigan (pt). W tym ostatnim oprócz nastrojów konsumentów ważne też będą oczekiwania inflacyjne – jeśli odpowiedzą wzrostem na wyższą dynamikę płac, będzie to czynnik wspierający zmienność rynkową.

W strefie euro grudniowa produkcja przemysłowa i rewizja PKB za IV kw. (śr) raczej nie będą mieć istotnego wpływu na EUR. W kalendarzu jest szereg wypowiedzi członków EBC (Weidmann, Mersch, Praet, Lauteschlaeger, Coeure), ale jak dotychczas nie komentują oni przyszłości polityki pieniężnej, położenia EUR i ostatnich zmian na rynkach finansowych. To skazuje EUR na podleganie pod zmianę nastawienia inwestorów wobec USD. Długa pozycja spekulacyjna na EUR/USD wciąż pozostaje duża i stanowi podwyższone ryzyko kapitulacji, co pchnęłoby kurs w dół.

W Wielkiej Brytanii przyszłotygodniowe publikacje makro mogą potwierdzać, że gospodarka ma się dobrze. CPI (wt) wprawdzie cofa się od nakręconego słabym funtem szczytu, ale inflacja bazowa ma wzrosnąć do 2,6 proc. (z 2,5 proc.). Sprzedaż detaliczną (pt) w styczniu powinno czekać odbicie po słabym grudniu. Ogólnie dane powinny wspierać jastrzębi przekaz BoE o możliwym szybszym tempie podwyżek stopy procentowej. Jednak dla BoE istotny jest też pomyślny przebieg Brexitu, a sygnały z nad stołu negocjacyjnego nie są dobre i na koniec tygodnia ciągną funta w dół. Sądzimy, że optymizm względem GBP będzie dalej temperowany.

Szwedzki Riksbank podejmuje decyzję w sprawie stopy procentowej (śr), gdzie nie oczekujemy zmian. Silny wzrost pozwala na odchodzenie od łagodnego nastawienia, ale bank centralny cierpliwe czeka na ruch ze strony EBC, aby normalizować politykę w tandemie bez wywoływania zbędnej presji aprecjacyjnej na koronie.

W Polsce GUS zaprezentuje szacunek flash dla PKB za IV kw. (śr). Zakładamy zgodnie z konsensusem przyspieszenie wzrostu do 5,1 proc. Dane flash nie zawierają szczegółowych danych, ale spodziewamy się odbicia inwestycji prywatnych przy dalszej solidnej postawie pozostałych czynników wzrostów. Zatem jest mało realne, aby dane miały negatywnie zadziałać na złotego. Większe ryzyko leży w kontynuowanej ucieczce inwestorów od ryzykownych aktywów, co może wyraźnie podnieść zmienność na parach złotowych.

Z Japonii otrzymamy pierwszy szacunek PKB za IV kw. (śr) i rynek spodziewa się spowolnienia 1 proc. po solidnych 2,5 proc. w trzecim kwartale. Powodem wyhamowania ma być wyparowanie pozytywnego wpływu popytu zewnętrznego (przez skok importu), ale konsumpcja i inwestycje mają się dobrze. Dane nie powinny wzbudzać większych emocji. Awersja na ryzyka i perturbacje rynkowe ściągają kapitał w stronę bezpiecznego JPY. USD/JPY może być stabilizowany wzrostem rentowności obligacji skarbowych USA, ale na crossach z walutami ryzykownymi jen może być wyjątkowo mocny.

W Australii dane z rynku pracy (czw) będą w centrum uwagi. Większa szansa jest na pozytywne niespodzianki z uwagi na niski konsensus (15 tys.), ale też generalnie dobre wskazania indeksów zaufania konsumentów i biznesu. Mocny akcentem byłby niespodziewany spadek stopy bezrobocia o 0,1 pkt proc. do 5,4 proc. Mimo to w danych widzielibyśmy tylko szanse na przejściowe umocnienie AUD z mocniejszym wpływem awersji do ryzyka, przeceny surowców oraz skutków gołębiego przekazu RBA. Z Nowej Zelandii otrzymamy oczekiwania inflacyjne (śr), wokół których ryzyka są zrównoważone. Krótkoterminowo NZD nie obroni się wobec nieprzychylnych warunków rynkowych, ale oceniamy go lepiej w porównaniu z AUD.

W Kanadzie zapowiada się cichy tydzień z jedynym odczytem produkcji sprzedanej przemysłu (pt), który ma drugorzędne znaczenie. Kierunek dla CAD będzie wyznaczać globalny sentyment i przetasowania w pozycjonowaniu na USD, ale widzimy względnie mniejszą wrażliwość na skoki awersji do ryzyka w porównaniu z innymi walutami ryzykownymi, przez co CAD może brylować na crossach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Mity employer branding – jak nie ulec złudzeniu?

Atmosfera w pracy jest równie ważna jak wynagrodzenie, a 73 proc. profesjonalistów przystąpi do rekrutacji tylko jeśli odpowiada im wizerunek potencjalnego pracodawcy – takie wnioski płyną z raportu „Wymarzone miejsce pracy dla profesjonalisty” przygotowanego przez HRM Institute. Niestety wielu przedsiębiorców ma błędne przekonania związane z employer branding. Ekspert zarządzania doświadczeniem pracowników z firmy CzteryP pomaga obalić te mity.

Employer branding, czyli budowanie marki pracodawcy, to określenie, które zyskuje coraz większą popularność wśród polskich przedsiębiorców. „Cel tych działań jest jasny: menedżerowanie chcą przyciągnąć do firmy wartościowych pracowników i budować lojalność osób, które zostały już zatrudnione” – opisuje Jarosław Pudełek z CzteryP. Problem pojawia się jednak, gdy teoretyczny koncept próbujemy przekuć w praktyczne działania.

Mit 1. Wydaję pieniądze na marketing, więc nie potrzebuję employer branding

Wydatki na marketing i PR to znacząca pozycja w budżecie wielu firm. Trzeba przyznać, że pozytywny odbiór ze strony klientów często zawdzięczamy właśnie promocji. Nie należy mylić jej jednak z employer branding, który powinien oddziaływać przede wszystkim na pracowników. Dotyczy to zarówno już zatrudnionych osób, jak i tych, których dopiero chcielibyśmy zrekrutować.

„Pracodawcy często nie doceniają inteligencji pracowników. Menedżerom wydaje się, że jeśli o firmie będzie się dobrze mówić w mediach, to podwładni nie zorientują się, że to płatne działania i będą bardziej pozytywnie postrzegać swoje miejsce pracy” – mówi Jarosław Pudełek. Ekspert podkreśla jednak, że to fałszywe przekonanie: „W rzeczywistości efekt może być odwrotny od zamierzonego. Jeśli pracodawca inwestuje w reklamę, a jednocześnie zaniedbuje relacje wewnętrzne, wysyła jasny sygnał: bardziej od ludzi liczą się dla niego wyniki sprzedażowe” – zaznacza.

Mit 2. Mam dobry dział personalny, poradzę sobie bez specjalisty

Udało nam się zatem usunąć znak równości między marketingiem a budowaniem wizerunku pożądanego pracodawcy. Czas zadać sobie pytanie, w jaki sposób prawidłowo budować employer branding swojej firmy. Z raportu HRM Institute wynika, że niemal w co drugiej organizacji odpowiada za to dział personalny. Teoretycznie nie ma w tym nic złego. Jednak według wspomnianych badań aż 38 proc. pracodawców dostrzega, że osobom odpowiedzialnym za employer branding brakuje do tego odpowiednich kompetencji.

Skoro zauważamy problem, należy mu przeciwdziałać. Kompleksową obsługę może zapewnić zewnętrzna agencja, która zadba o wizerunek firmy jako pracodawcy zarówno poprzez wsparcie procesu rekrutacji, jak i bieżącej komunikacji wewnętrznej. „Z moich obserwacji wynika, że pozytywne zmiany mogą być zainicjowane także podczas szkoleń prowadzonych przez doświadczonych konsultantów z zakresu employer branding. Takie spotkanie pozwala wytyczyć kierunek, w którym powinna zmierzać firma, żeby być postrzegana jako atrakcyjna przez potencjalnych pracowników” – dodaje Jarosław Pudełek z CzteryP.

Mit 3. Nie muszę nic robić – wystarczy, że zatrudniam agencję PR

Nawet jeśli zdecydujesz się skorzystać z pomocy specjalistów, pamiętaj, że za employer branding odpowiada przede wszystkim sam pracodawca. Nawet najlepiej przemyślane kampanie wizerunkowe nie przyniosą efektu, gdy nie stoi za tym dobra atmosfera w miejscu pracy – a ta jest według wielu osób równie ważna jak poziom wynagrodzenia i możliwość zdobywania nowych kompetencji.

Jeśli zależy Ci na pozytywnym odbiorze jako pracodawcy, nie możesz budować tego przekonania tylko za pomocą słów. Kluczowe jest przyjazne środowisko pracy, otwarta komunikacja w zespole i dbałość o rozwój pracowników. Jak podkreśla bowiem ekspert z CzteryP, najskuteczniejszy employer branding jest ten kreowany ustami samych pracowników.

Okiem naukowca: doświadczenia szwedzkiego biznesu ze zrównoważonym rozwojem

Czego na temat zrównoważonego rozwoju szwedzkie firmy mogą nauczyć świat? Takie pytanie postawiła sobie w tekście opublikowanym w magazynie „The Conversation” Susanne Arvidsson, profesor nadzwyczajna rachunkowości i finansów Uniwersytetu w Lund. Poniżej prezentujemy treść tego artykułu.

Firmy na całym świecie coraz częściej informują w raportach o swoim podejściu do kwestii zrównoważonego rozwoju. Raporty zawierają więc nie tylko dane dotyczące wyników ekonomicznych, lecz także informacje na temat sposobu traktowania kwestii społecznych, etycznych i środowiskowych. Trend ten jest wyrazem przekonania, że sprawy te są ważnym aspektem każdego biznesu – przekonania podzielanego przez klientów, dostawców, pracowników oraz banki.

Zdarza się często, że firmy są krytykowane za niedostatecznie wyczerpujące informacje na ten temat. Jednak z moich najnowszych badań wynika, że jakość informacji w kwestiach dotyczących zrównoważonego rozwoju przekazywanych przez szwedzkie firmy jest coraz lepsza. Ich wyniki wskazują również obszary, które – jeśli praktyka ta ma być warta związanego z nią zachodu – wymagają dalszego doskonalenia.

Od lat styl komunikacji korporacyjnej szwedzkich firm jest uważany za jeden z najlepszych na świecie. Dotyczy to zarówno raportowania kwestii ekonomicznych, jak i relacjonowania wysiłków podejmowanych dla zapewnienia zrównoważonego charakteru ich działalności. Ich umiejętności informacyjne, zwłaszcza w tym drugim obszarze, zostały wysoko ocenione w badaniach akademickich i opiniach firm doradczych, na przykład w raporcie KPMG na temat globalnych trendów w podejściu do społecznej odpowiedzialności biznesu.

Do niedawna jeszcze w większości krajów raportowanie kwestii zrównoważonego rozwoju nie było obowiązkowe. Ale w roku finansowym 2017 w nowej dyrektywie Unii Europejskiej pojawił się wymóg, by każda organizacja będąca przedmiotem „publicznego zainteresowania” raportowała kwestie związane ze społecznym i środowiskowym oddziaływaniem jej modelu biznesowego.

Po przestudiowaniu raportów środowiskowych publikowanych w latach 2008-2015 przez trzydzieści największych szwedzkich przedsiębiorstw stwierdzam, że są one bardzo inspirujące. Wśród firm tych znalazły się między sieć sprzedaży detalicznej H&M, koncern telekomunikacyjny Ericsson oraz producent samochodów Volvo. Jest przy tym oczywiste, że na dużych, przynoszących zyski firmach spoczywa większa odpowiedzialność za raportowanie kwestii środowiskowych.

Okazało się, że żadna z tych firm nie jest doskonała. Z moich obserwacji wynika, że wszystkie wciąż uczą się, jak to robić. W ciągu siedmiu lat, które były przedmiotem mojego zainteresowania, forma tych informacji zmieniała się – zwięzłe i ogólnikowe komunikaty były stopniowo zastępowane szczegółowymi, dobrze opracowanymi omówieniami tematu.

Kwestia zrównoważonego rozwoju staje się coraz ważniejszym elementem etyki biznesu. W raportach środowiskowych firmy wyjaśniają, jak traktują własną odpowiedzialność za wpływ ich działalności na społeczeństwo i informują o swoich staraniach mających na celu uwzględnienie w praktyce biznesowej względów społecznych, ekologicznych i etycznych.

Co jednak ważniejsze, stwierdziłam, że największe szwedzkie przedsiębiorstwa zaczęły uwzględniać imperatyw zrównoważonego rozwoju w swoich modelach biznesowych. Model biznesowy Volvo jest zbudowany na trzech filarach: ekonomicznym, społecznym i środowiskowym. Podobnie jest w przypadku innych dużych firm, o których mogliście nie słyszeć. Przykładem jest Assa Abloy, największy na świecie producent zamków i zabezpieczeń drzwiowych, o kapitalizacji rynkowej 22,6 miliarda USD. W jego modelu biznesowym troska o zrównoważony rozwój jest obecna we wszystkich procesach, od innowacji i opracowania produktu po logistykę i sprzedaż.

Najnowsze raporty świadczą o tym, że niektóre firmy zaczynają uwzględniać cele związane ze zrównoważonym rozwojem w zarządzaniu ryzykiem. Dostrzegają też coraz wyraźniej, że sprawy takie jak zmiany klimatyczne oraz stan środowiska naturalnego będą wpływać na ich rachunek wyników. Sandvik, SEB oraz Volvo bardzo dobrze rozumieją zależności między celami zrównoważonego rozwoju a zarządzaniem ryzykiem i identyfikują te ryzyka oraz zarządzają nimi na wszystkich ogniwach łańcucha wartości.

Miejsce na dalszą poprawę

W przypadku wszystkich zbadanych firm wciąż jest oczywiście miejsce na dalszy postęp w tej kwestii. Można odnieść wrażenie, że niektóre z nich uwzględniają cele zrównoważonego rozwoju w swoich modelach biznesowych bez większego przekonania. To jasne, że jest to dla nich nowy proces, którego efektywna realizacja wymaga wciąż wiele pracy.

Stwierdziłam w szczególności, że wiele z nich nie zdaje sobie jeszcze w pełni sprawy z tego, w jak dużym stopniu zaangażowanie w cele zrównoważonego rozwoju może poprawić ich wyniki finansowe. Traktują więc to zagadnienie jako coś w rodzaju ćwiczenia z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Jednak powiązanie zaangażowania w zrównoważony rozwój z wynikami finansowymi ma wielkie znaczenie, również z tego ważnego powodu, że akcjonariusze często zarzucają zarządom firm, że to zaangażowanie jest nadmierne.

Innym obszarem możliwej poprawy jest sama treść raportów środowiskowych. Można zrozumieć, że opracowanie wartościowych i wiarygodnych miar pozwalających ocenić realizację zasad zrównoważonego rozwoju jest trudne. Często unika się więc formułowania konkretnych celów i deklarowania dokładnych terminów, ograniczając się do ogólnikowych zapewnień o zamiarach ograniczenia emisji CO₂ oraz odpadów.

Sytuacja ta utrudnia porównywanie firm pod względem efektywności działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Nawet wtedy, gdy firmy publikują obszerne, szczegółowe raporty, brak uniwersalnego systemu mierników sprawia, że inwestorom trudno ocenić, która z nich jest pod tym względem lepsza.

Mimo tych wszystkich niedociągnięć, trzeba przyznać, że w ciągu ostatnich lat dokonał się znaczący postęp w raportowaniu kwestii związanych ze zrównoważonym rozwojem. Świadczy to o tym, że firmy myślą o tym problemie i zmuszają same siebie, a także innych, do takiego postępowania , by ich działania przynosiły zarówno zyski, jak i korzyści społeczne. Szwedzkie przedsiębiorstwa dają przykład tego, że biznes może odnosić korzyści ze stawiania na jednej płaszczyźnie kwestii etycznych i ekonomicznych.

Autorka: Susanne Arvidsson, profesor nadzwyczajna rachunkowości i finansów, Uniwersytet w Lund

Źródło: SPCC/ thelocal.se

Lokata jak strata

Trzymasz pieniądze na lokacie bankowej? Prawdopodobnie jej oprocentowanie nie jest wyższe niż poziom inflacji. Trudno w takiej sytuacji mówić o zysku. A wszystko przez stopy procentowe, które w Polsce są i pozostaną niskie. Tymczasem w USA stopy procentowe z podobnego poziomu wzrosną w tym roku trzy lub nawet cztery razy i Amerykanie realnie zyskają, trzymając oszczędności w banku – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła główną stopę procentową bez zmian, czyli poniżej aktualnego poziomu inflacji.

1,5 proc. – było, jest i będzie

Ekonomiści oraz sami członkowie Rady Polityki Pieniężnej (RPP) nie spodziewali się zmian. I rzeczywiście, w środę usłyszeliśmy, że główna (referencyjna) stopa procentowa nadal wynosi 1,5 proc., na tym poziomie utrzymuje się już od marca 2015 r.

Natomiast wzrost średniego poziomu cen dla konsumentów (inflacja) w Polsce znajduje się obecnie powyżej tego poziomu i wynosi ok. 2 proc. Dodatkowo, średni wzrost cen może mocno się różnić dla każdej osoby w zależności od np. wieku, miejsca zamieszkania czy koszyka spożywanych produktów. Dla przykładu, ceny żywności w 2017 r. wzrosły o 4,6 proc.

Chociaż globalne trendy oraz czynniki, które wywołują inflację, sugerują, że w tym roku w Polsce inflacja może rosnąć, to RPP najprawdopodobniej nie podniesie stóp procentowych. Zdaniem Adama Glapińskiego, przewodniczącego Rady, który wśród ekonomistów uchodzi za “gołębia” – czyli zwolennika stosunkowo niskich stóp procentowych, stopy mogą pozostać na niezmienionym poziomie jeszcze co najmniej przez najbliższy rok. To oznacza, że Polacy nadal będą tracić na lokatach (średnie ich oprocentowanie to 1,5 proc. w grudniu według danych NBP), za wyjątkiem ofert specjalnych, które jednak najczęściej są obwarowane dużymi ograniczeniami.

Przełom po latach – amerykańskie stopy większe

W przeciwieństwie do polskiej RPP, Rezerwa Federalna (Fed) w USA w tym roku może jeszcze kilkukrotnie podnieść główną stopę procentową. Sami członkowie Fedu oczekują obecnie trzech podwyżek w 2018 r. Ale niższy poziom podatków w tym roku, wyższa presja płacowa oraz niskie bezrobocie mogą sprawić, że dojdzie do nawet czterech podwyżek.

Co ciekawe, stopy procentowe są obecnie praktycznie na takim samym poziomie w Polsce i w USA. Zatem już w najbliższych miesiącach pierwszy raz od nieco ponad 10 lat będą one wyższe za oceanem niż w naszym kraju. A planowana skala podwyżek w USA może sprawić, że pod koniec roku ich poziom będzie o prawie 1 pkt proc. wyższy niż w Polsce. Z kolei oczekiwana przez Fed inflacja będzie niższa od tej, której spodziewa się NBP.

Oznacza to ni mniej, ni więcej, że wyższe stopy procentowe przy jednocześnie niższej inflacji umożliwią Amerykanom nie tylko ochronę kapitału ale także zarobek na lokatach, w przeciwieństwie do mieszkańców Polski, którzy będą na nich tracić.

Budżet w USA. Spadki na giełdach

W nocy amerykański senat uchwalił porozumienie budżetowe. Spadki na giełdach ciążą złotemu i pchają w górę franka. Konferencja Banku Anglii wspomogła funta.

Jest zgoda budżetowa w USA

Nad ranem senat zatwierdził porozumienie budżetowe. Nie obyło się oczywiście bez emocji. Przez celowo przedłużane wystąpienia przeciwników udało się nawet przekroczyć północ czasu lokalnego co skutkowało krótkotrwałym zawieszeniem rządu. Szanse jednak na zablokowanie budżetu były bardzo małe ponieważ był to wynik kompromisu liderów obydwóch ugrupowań. W rezultacie przeciwko głosowali tylko przedstawiciele skrajnych skrzydeł. Porozumienie znosi bowiem limit zadłużenia, co bardzo nie podoba się skrajnej części republikanów. Wskazują oni na bardzo szybko rosnący dług oraz brak planów jego ograniczenia. Porozumienie było już zapowiadane w związku z czym nie było widać specjalnej reakcji na rynkach.

Jaki jest wpływ spadków na giełdach na waluty?

Ostatnie gwałtowne korekty na giełdach nie pozostały neutralne dla rynków walutowych. Po tym jak większość głównych indeksów obsunęła się o około 10% od styczniowych szczytów wielu inwestorów zaczęło podejrzliwie patrzeć na rynki. Czym objawia się takie podejście? Po pierwsze gwałtownie zaczęły tracić waluty krajów uznawanych za bardziej ryzykowne. Gdzie w tym układzie jest Polska? Zdecydowanie po stronie ryzykownych. Na początku tygodnia za euro płaciliśmy mniej niż 4,15 zł. Wczoraj przez moment oglądaliśmy 4,20 zł. Z drugiej strony są waluty uważane za bezpieczne. Dobrym przykładem tutaj jest frank szwajcarski. Zyskał on 1,5% na wartości w ciągu tygodnia. Jak można się domyślić jest to spory problem dla kredytobiorców frankowych. Skoro frank zyskał a złoty stracił kurs franka do złotego musiał wyraźnie wzrosnąć. W efekcie zamiast rozważań kiedy przekroczymy barierę 3,50 zł z końca stycznia mamy dzisiaj poziomy 3,65 zł.

Wiadomości z Banku Anglii

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami prezes Banku Anglii ogłosił jednomyślne pozostawienie stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Funt jednak gwałtownie poszedł w górę. Powodem było wystąpienie po decyzji w którym między innymi przedstawiono lepsze od dotychczasowego konsensusu prognozy danych makroekonomicznych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ryzyko powróciło na rynki – złoty traci

Wygląda na to, że to jeszcze nie koniec zmian na światowych rynkach. Złoty dotychczas nie był poddany z tego powodu istotnym wahaniom – wczoraj jednak w końcu zareagował.

Czwartek przyniósł kolejne spadki na światowych giełdach. Obawy o szybsze podwyżki stóp procentowych w USA przeważyły, a amerykańskie indeksy traciły około 3-4%. Na czerwono świeciła (i świeci) się również Europa. Duże spadki notowano podczas ostatniej sesji w Azji: indeks Shangai Composite tracił ponad 5%, spadając do najniższego poziomu od września. Hang Seng i Nikkei zaliczyły spadki rzędu ok. 2-3%.

Wydłużające się zamieszanie na rynkach akcji nie pomagało złotemu, który notował spadki w relacji do wszystkich głównych walut, najmocniej tracąc w parze z tzw. walutami bezpiecznych przystani, czyli jenem japońskim i frankiem szwajcarskim. Kurs CHF/PLN w konsekwencji wczorajszych ruchów powrócił do poziomów notowanych w listopadzie ubiegłego roku.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek umocnił się o 0,5%, wahając się w widełkach 4,17 – 4,19. Wspólna waluta wczoraj traciła w relacji do funta brytyjskiego, w parze z dolarem amerykańskim zakończyła dzień na niemal niezmienionym poziomie. Indeks EUR dzień zakończył na minusie. Opublikowany wczoraj biuletyn EBC był dość gołębi. Autorzy cały czas potwierdzają, że “znaczny poziom stymulacji monetarnej [w strefie euro]” nadal jest niezbędny.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek umocnił się o 0,9%, wahając się w widełkach 4,72 – 4,78. Funt mocno zyskiwał również w relacji do głównych walut. Wczorajszy ruch był wywołany zmianą tonu Banku Anglii w kwestii stóp procentowych. BoE jednogłośnie utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,5%. Bank podniósł jednak szacunki wzrostu gospodarczego i zasugerował, że stopy procentowe mogą wzrosnąć “nieco wcześniej i nieco bardziej” niż oczekiwano w listopadzie. W kontekście nowych informacji, podwyżka stóp procentowych podczas spotkania w maju wydaje się realistyczna.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42. Dolar tracił wczoraj w relacji do silniejszego funta brytyjskiego, w parze z euro zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie.

We wczorajszej wypowiedzi Bill Dudley z FOMC stwierdził, że zmiana na stanowisku szefa FED będzie płynna, potwierdził, że Powell jest podobny do Yellen. Poinformował, iż trzy podwyżki w 2018 r. byłyby w pełni naturalne, cztery, jego zdaniem są prawdopodobne, jeśli poprawi się sytuacja gospodarcza. Jego kolega, Patrick Harker był bardziej gołębi –  obecnie spodziewa się dwóch podwyżek stóp procentowych w tym roku, uznaje jednak, że możliwe są również trzy.

Z uwagi na niespodziewany brak porozumienia, po raz kolejny mieliśmy do czynienia z tzw. “zamknięciem rządu” w USA. Ostatecznie jednak dziś, po kilku godzinach trwania impasu udało się przegłosować zmiany i wydłużyć finansowanie instytucji do 23 marca br.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – prognozy brytyjskiego PKB wg. NIESR
  • 17:45 – przemawia Jon Cunliffe z brytyjskiego MPC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Jon Eastick w zespole zarządzającym Allegro

Jon Eastick - Allegro
Jon Eastick – Allegro

W lutym do zespołu zarządzającego Allegro dołączył Jon Eastick, który został nowym członkiem zarządu oraz dyrektorem finansowym.

W Allegro będzie odpowiadał za tworzenie oraz realizację strategii finansowej oraz będzie zarządzał obszarami treasury, raportowania, podatków, kontrolingu finansowego, księgowości, zakupów, analityki finansowej, corporate services oraz zarządzania projektami.

Jon ma bardzo szerokie kompetencje w zakresie finansów korporacyjnych oraz budowania wartości spółek dla ich inwestorów. Przez kilkanaście lat pełnił rolę CFO w dużych firmach, dlatego cieszę się bardzo, że będziemy mogli wykorzystać jego wiedzę i umiejętności – mówi Przemysław Budkowski, prezes Allegro.

Jon jest Brytyjczykiem, ale od 25 lat mieszka i pracuje w Polsce. Przez 16 lat pełnił funkcje zarządcze oraz był dyrektorem finansowym w Netii, PTC oraz Lucent Technologies Poland. Wcześniej pracował też dla PTK Centertel oraz w firmie doradczej Arthur Andersen a ostatnio dla EY jako regionalny dyrektor operacyjny odpowiedzialny za obszar Europy Środkowej i Południowej. Ukończył studia w London School of Economics. Jest biegłym rewidentem certyfikowanym w Wielkiej Brytanii.

Obligacje korporacyjne inwestycją klasy średniej

Wielkość średnich zapisów składanych w emisjach publicznych przekonuje, że w obligacje inwestują właściciele pokaźnego kapitału, przynajmniej z pięcioma zerami.

Zamożność – gdyby trzeba było opisać nabywców obligacji wśród inwestorów indywidualnych jednym słowem, to właśnie to pasowałoby pewnie najlepiej. Oczywiście nie do wszystkich w takim samym stopniu. Być może nawet do mniejszości z nich, ale zgodnie z zasadą Pareta, to 15-20 proc. najbardziej aktywnych z nich decyduje o sukcesie lub porażce poszczególnych ofert. Częściej jednak o sukcesie – z ostatnich pięćdziesięciu dwóch emisji publicznych obligacji skierowanych do inwestorów indywidualnych na podstawie prospektów emisyjnych tylko jedna nie zakończyła się redukcją zapisów. A i w tym jednym przypadku można mówić raczej o pechu emitenta (emisja zbiegła się w czasie z zamieszaniem na rynkach finansowych po wyborze prezydenta w USA jesienią 2016 r.), niż o zamkniętych portfelach inwestorów.

Jednak do rzeczy. Wyniki publicznych emisji obligacji przeprowadzanych na podstawie prospektów to – jak dotąd – jedyne pewne źródło wiedzy o inwestorach biorących w nich udział. Źródło zresztą skąpe – poza wartością złożonych zapisów i ich liczbie nie można się z nich dowiedzieć wiele więcej. Ale już te informacje wystarczą, by stwierdzić, że w latach 2016-17 przeciętny średni zapis inwestorów biorących udział w tego typu emisjach wahał się w przedziale 36,2-343 tys. zł (dane serwisu Obligacje.pl). Wyniósł on dokładnie 136,5 tys. zł w 2016 r. (dane z 25 emisji) oraz 153 tys. zł w 2017 r. (dane z 11 ofert). Reszty możemy się domyślać. Z przywołanej wyżej zasady Pareta wynikałoby, że 4,5 tys. największych inwestorów indywidualnych złożyło w latach 2016-17 zapisy o średniej wartości 570 tys. zł i sumie 3,2 mld zł, choć – rzecz jasna – to tylko zgrubne szacunki, a nie aptekarska dokładność.

Pół miliona złotych w jedną emisję obligacji – tak inwestują najbogatsi Polacy. Ci z mniejszymi portfelami nieco skromniej. Na pozostałych 80 proc. nabywców przypada średni zapis wart 35 tys. zł. Zakładając, że każdy z nich brał udział w przynajmniej kilku emisjach aby zdywersyfikować portfel i obniżyć ryzyko inwestycji, także i w przypadku „drobnych inwestorów” trafiamy na posiadaczy przynajmniej 100 tys. zł wolnej gotówki.

I taki portret inwestującego w obligacje korporacyjne Polaka może być bliski prawdy. W obligacje firm inwestują bowiem przede wszystkim ci, którzy pieniądze już zarobili na innych – bardziej ryzykownych – przedsięwzięciach. Inwestycja w obligacje ma w założeniu ograniczać ryzyko, a także zapewniać ochronę zainwestowanego kapitału, choć oczywiście w przypadku obligacji firm można obierać różne strategie, również spekulacyjną i nastawioną na wysoki zysk kosztem podniesionego ryzyka. Na rynku obligacji nie sposób jednak zarobić setek tysięcy złotych nie inwestując weń milionów. Odwrotne proporcje możliwe są przy bardziej ryzykownych klasach aktywów.

Statystyki dotyczące kwot inwestycji możemy uzupełnić statystykami ministerialnego serwisu finanse.mf.gov.pl. Dowiemy się z niego, że 95 proc. nabywców detalicznych obligacji skarbowych (a więc w opinii większości mniej ryzykownych niż obligacje korporacyjne) ma więcej niż 35 lat, a 75 proc. więcej niż 50 lat. Zarówno pieniądze, jak i ostrożność inwestycyjna to atrybuty, które przychodzą z wiekiem i doświadczeniem.

Obligacje (firm i skarbowe) są więc produktem, który kusi głównie rentierów poszukujących możliwości korzystnego, acz obarczonego możliwie niskim ryzykiem lokowania kapitału. Liczba inwestorów biorących udział w publicznych emisjach nie zrobi na nikim wrażenia – w ostatnich dwóch latach było to ok. 25-30 tys. osób (dane nie są dokładne, ponieważ nie wszyscy emitenci je podali) – mniej niż 0,1 proc. Polaków. Jeśli zaś przyjąć, że większość inwestujących wzięło udział w więcej niż jednej emisji, okaże się, że obligacje firm to elitarny instrument inwestycyjny. Paradoksalnie, bo dostępny już od 100 zł.

Emil Szweda, Obligacje.pl dla Domu Maklerskiego Michael Ström

Andrew Pinnington rezygnuje z funkcji CEO mytaxi

Andrew Pinnington
Andrew Pinnington

mytaxi, największa firma taxi w Europie, będąca spółką zależną od Daimler Mobility Services GmbH, ogłasza zmianę CEO. 16 kwietnia 2018 roku obecny prezes mytaxi, Andrew Pinnington, przekaże swoje obowiązki Marcowi Bergowi. Przez ostatnich 18 miesięcy pod kierownictwem Pinningtona mytaxi dokonało licznych strategicznych przejęć i rozwijało się bardzo dynamicznie. W samym 2017 roku mytaxi zrealizowało 75 milionów kursów (+337%) i zwiększyło liczbę aktywnych użytkowników do ponad 11 milionów (+194%).  

Andrew Pinnington postanowił ustąpić ze stanowiska CEO mytaxi po udanych przejęciach strategicznych firm Hailo, Clever Taxi i Beat, dzięki którym mytaxi rozszerzyło swój obszar działania m.in. w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Rumunii i Grecji. Do lipca 2016 roku obejmował funkcję prezesa firmy Hailo, która w wyniku akwizycji stała się częścią mytaxi.

Marc Berg od 2016 roku pełni funkcję Dyrektora Generalnego w regionie DACH firmy Klarna Group, wiodącego dostawcy bezpiecznych usług płatniczych w Europie. Był odpowiedzialny za realizację strategicznych przejęć, jednocześnie budując mocną pozycję firmy w regionie DACH. Oprócz wiedzy eksperckiej w dziedzinie bankowości i e-commerce Berg ma doświadczenie w pracy na stanowiskach kierowniczych w kilku szybko rozwijających się firmach technologicznych.

– Cieszę się, że w osobie Marca Berga znaleźliśmy doświadczonego stratega, mającego kompetencje kierownicze w firmach z branży technologicznej – mówi , Przewodniczący Rady Nadzorczej i Członek Zarządu Daimler Financial Services – Jestem przekonany, że obejmując stanowisko CEO mytaxi, utrzyma dynamikę wzrostu, jaką firma odnotowała w ciągu ostatniego roku, a także zadba o to, by mytaxi pozostało globalnym liderem mobilności. Jednocześnie dziękuję Andrew Pinningtonowi za dokonanie licznych przejęć, dzięki którym mytaxi wyrosło na nowoczesną usługę taxi o największym zasięgu w Europie. Szanujemy jego decyzję i jesteśmy wdzięczni za jego wsparcie w płynnym przekazaniu obowiązków Marcowi Bergowi.

Doświadczyłem niesamowitych trzech lat w branży,  początkowo w Hailo, a następnie w mytaxi – mówi Andrew Pinnington – W ciągu ostatnich 18 miesięcy udało nam się zintegrować cztery międzynarodowe firmy, o różnych kulturach i podejściach, a także wejść na nowe rynki i dynamicznie powiększać działalność mytaxi. Przekształciliśmy się w prawdziwego europejskiego lidera i mamy szansę stać się graczem globalnym.

Marc Berg
Marc Berg

mytaxi udało się osiągnąć status niekwestionowanego lidera w ciągu ostatnich 18 miesięcy – mówi Marc Berg – Naszym planem jest jego utrzymanie i dalszy rozwój. To wyzwanie ze względu na niezwykle dynamiczne otoczenie rynkowe, które bardzo szybko się zmienia, ale mamy mocnych partnerów i silny zespół, by temu sprostać. Cieszę się, że wspólnie z nimi będę mógł realizować kolejne wyzwania w mytaxi.

mytaxi działa obecnie w 11-stu krajach Europy i dwóch Ameryki Południowej (Peru i Chile), łącznie w 70-ciu miastach. Współpracuje z nią ponad 120 000 zarejestrowanych kierowców.

W 2018 r. mytaxi planuje kontynuować swoją strategię rozwoju nowych miast oraz wzrostu liczby użytkowników i kierowców. mytaxi jest częścią Daimler Mobility Services, której zadaniem jest tworzenie skoncentrowanego na kliencie ekosystemu mobilności wykorzystującego różne formy transportu.

Zmienność na giełdach spowoduje niepokój inwestorów i niewielkie wyprzedaże

Spadki na giełdzie w Stanach Zjednoczonych były wyraźniejsze niż w Europie. Cykl gospodarczy w USA jest bardziej zaawansowany niż na starym kontynencie. System Rezerwy Federalnej już od kilku lat podnosi stopy procentowe i będzie to kontynuować, podczas gdy Europejski Bank Centralny dopiero przymierza się do zacieśnienia polityki pieniężnej.

–  Warunki monetarne w Stanach Zjednoczonych są trudniejsze niż w Europie i powoduje to spadek zainteresowania akcjami amerykańskimi w ostatnim okresie – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Bogusz, prezes zarządu Baltic Capital TFI – Rok 2017 rozpieścił inwestorów bardzo niską zmiennością zarówno w Europie, jak i USA. Zarówno na akcjach i obligacjach była ona najniższa od kilkudziesięciu lat. Należy spodziewać się, że w kolejnych okresach zmienność ta pozostanie na podwyższonym poziomie. Taka sytuacja na rynku amerykańskim może spowodować zawirowania na rynkach wschodzących. Inwestujący w nie od półtora roku byli beneficjentami dobrego otoczenia gospodarczego. Pod tym względem wzrost w Stanach Zjednoczonych i w Europie jest zsynchronizowany. Większa zmienność będzie powodować jednak niepokój inwestorów i może doprowadzić do niewielkich wyprzedaży. Należy spodziewać się, że trend wzrostowy na giełdach będzie utrzymany. Będziemy mieli do czynienia z powolnym zwiększaniem się rentowności obligacji. Rosnące ryzyko może przynieść duży popyt na amerykańskie obligacje. Inwestorzy będą starali się uchronić przed potencjalnymi ryzykami na akcjach – dodał Bogusz.