Polskie obligacje hamowane przez wzrost gospodarczy i ryzyko polityczne

O sentymencie do polskich obligacji oraz perspektywach na najbliższe miesiące rozmawiamy z Krzysztofem Izdebskim, Zarządzającym Funduszami Obligacji Union Investment TFI.

0
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI

Jak Pan ocenia ostatnie tygodnie na rynkach obligacji?

Uspokojenie sytuacji w Grecji sprawiło, że inwestorzy lokujący kapitał na rynku długu przestali masowo uciekać do bardzo bezpiecznych obligacji (np. niemieckich) i powrócili na inne rynki. Radość z tymczasowego wygaszenia greckiego konfliktu wsparła także polski rynek. Niestety, brak powodów do obniżek stóp procentowych przez RPP, a do tego nieustająco wysokie ryzyko polityczne stanowią przeszkodę dla wzrostu cen obligacji. W efekcie w ostatnich dniach widzieliśmy powrót rentowności 10-letnich papierów skarbowych do poziomu ok. 3%. Wiele wskazuje na to, że neutralny lub lekko negatywny sentyment do polskich obligacji utrzyma się aż do październikowych wyborów parlamentarnych. Nie oznacza to, że jest wyłącznie źle. Popyt na nie wciąż istnieje.

Inwestorzy zagraniczni nie omijają Polski?

Część pewnie tak, ale inni wciąż generują popyt na polskie obligacje. Świadczy o tym choćby niedawna, całkiem udana aukcja papierów 5- i 10-letnich. To oznacza, że są inwestorzy, którzy nie boją się zmiany partii rządzącej. Pamiętajmy też, że duża część polskich obligacji już znajduje się w rękach zagranicznych graczy.

Czytaj również:  GPW wpisuje się w globalny trend niskiej aktywności w zakresie IPO