Na środowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Stopa referencyjna pozostała zatem na poziomie 0,1%, a stopa depozytowa na poziomie 0%. Pod koniec ubiegłego roku niektórzy członkowie Rady nie wykluczyli obniżki stóp na styczniowym posiedzeniu. Możliwe, że NBP czeka z tym na opublikowanie nowej prognozy makroekonomicznej.
W oświadczeniu na styczniowym posiedzeniu NBP ponownie stwierdzono, że silniejszy kurs złotego może spowolnić ożywienie gospodarcze. Wspomniano też, że NBP zastrzega sobie prawo do interwencji na rynku walutowym w razie potrzeby. Takiej decyzji można się spodziewać jeśli kurs złotego nie spadnie poniżej poziomu 4,50 względem euro. Pytanie brzmi, jak rynek finansowy zareaguje na potencjalną interwencję banku centralnego. Można oczekiwać, że będzie chciał przetestować kurs na poziomie 4,50 w I kwartale i sprawdzić reakcję NBP. Warto pamiętać, że polski bank centralny ma de facto nieograniczone możliwości interwencji w celu osłabienia złotego. Jednak, w kontekście przejrzystości polityki pieniężnej, lepiej byłoby oficjalnie wprowadzić poziom kursu, poniżej którego NBP nie chce, aby złoty się umocnił. NBP może jednak się przed tym bronić w kontekście doświadczeń Szwajcarii i Czech. W świetle polityki banku centralnego na najbliższe sześć miesięcy, prognoza rozwoju złotego jest dostosowana do słabszych wartości.
W mijającym tygodniu złoty osiągnął poziom 4,50 PLN/EUR, a następnie zbliżył się do poziomu 4,55. Kurs eurodolara spadł, a pod koniec tygodnia utrzymywał się w okolicach 1,213 USD/EUR.
Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA
Jak wynika z najnowszego sondażu, ok. 41% Polaków uważa, że w drugiej kolejności po medykach powinni być szczepieni przeciw COVID-19 seniorzy. Potem wskazano nauczycieli, osoby poniżej 60. roku życia z chorobami współistniejącymi i służby mundurowe. Dalej wymieniani są pracownicy żłobków i przedszkoli oraz kasjerzy. Dość wysoko plasują się politycy i urzędnicy. Natomiast na końcu zestawiania badani podali trenerów siłowni i klubów fitness, a wraz z nimi – wybitnych aktorów, inne zasłużone osoby, przedsiębiorców, prawników, a także sportowców.
Zdaniem aż 40,9% Polaków, w drugiej kolejności po medykach powinni być zaszczepieni przeciw COVID-19 seniorzy. 30,7% badanych wymienia nauczycieli. 23,5% respondentów podaje osoby poniżej 60. roku życia z chorobami współistniejącymi. Natomiast 21,5% ankietowanych wskazuje przedstawicieli służb mundurowych.
– Według ankietowanych, powinny obowiązywać dwa podstawowe kryteria ustalania kolejności szczepień, tj. ryzyko zakażenia i zadanie w walce z epidemią. Dlatego na pierwszych miejscach mamy grupy ryzyka – seniorów, nauczycieli i chorych. Ale wysoko są także mundurowi, którzy bezpośrednio czuwają nad bezpieczeństwem Polaków – komentuje dr Łukasz Moll z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego.
Z badania również wynika, że 19,9% ankietowanych wskazało pracowników żłobków i przedszkoli. Natomiast 15,4% wymieniło kasjerów i sprzedawców. Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH, dostrzega w deklaracjach badanych dużą racjonalność, empatię i solidarność społeczną w trudnych czasach. Przede wszystkim zostały wskazane osoby, które są potencjalnie najbardziej narażone na zakażenie. Wysoko w zestawieniu są też ci, którzy na co dzień pozostają blisko innych ludzi, w tym najmłodszych dzieci.
– Polacy przyswoili reguły hierarchizacji zawodów, które odzwierciedlają wprowadzane obostrzenia. Świadczy o tym to, że np. przedszkolanki znalazły się na dalszym miejscu niż nauczyciele. To jest odzwierciedleniem faktu, że przedszkola i żłobki pozostawały w ostatnich tygodniach otwarte, a szkoły przeszły na tryb edukacji zdalnej – zauważa dr Moll.
Politycy zostali wskazani przez 9,6% badanych, a urzędnicy – przez 6,7% osób. Warto podkreślić, że te grupy znalazły się wyżej w zestawieniu niż bardziej zagrożeni od nich przedstawiciele innych zawodów, np. fryzjerzy, kosmetyczki czy trenerzy. W ocenie Krzysztofa Zycha, politycy, którzy zwykle cieszą się niskim zaufaniem społecznym, tutaj zdobyli wysoką pozycję. Może to wynikać z faktu, że tworzą oni prawo, które pomaga walczyć ze skutkami pandemii, oczywiście abstrahując od tego, jak są oceniane ich decyzje.
– Politycy oraz urzędnicy przygotowują i wdrażają strategie walki z koronawirusem, odbywają wiele spotkań i wyjazdów. Przez to też są w pewnym sensie na pierwszym froncie zmagań z epidemią. Są wyżej w zestawieniu od innych grup zawodowych niekoniecznie z powodu uprzywilejowania. Być może wynika to z opinii badanych o istotnej roli tych osób w batalii z wirusem – zaznacza ekspert z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Na samym końcu zestawiania badani umieścili trenerów siłowni i klubów fitness – 0,6%, wybitnych aktorów – 0,7%, inne zasłużone osoby dla kraju – 0,8%, przedsiębiorców – 1%, prawników – 1,1%, a także znanych sportowców – 1,3%. Tuż przed nimi ankietowani wskazali kosmetyczki – 1,6%, kelnerów – 1,7%, fryzjerów i studentów – po 2,1%, taksówkarzy i pracowników przewozu osób – 2,6%, jak również kierowców komunikacji miejskiej (4,4%).
– Polacy pokazali, że nie jest dla nich ważna pozycja zawodowa czy rozpoznawalność. Chcą społecznie uczciwego mechanizmu i równości wobec pandemii. I za to należy rodaków pochwalić. Być może było też tak, że ostatnio wzmożona debata publiczna, momentami nawet nacechowana agresją, w tym zakresie jeszcze bardziej zaostrzyła ich przekonania. Ale i bez tego celebryci nie znaleźliby się wysoko w rankingu. Pandemia dotyka w równym stopniu wszystkich i Polacy to właśnie wyrazili – stwierdza ekspert z UCE RESEARCH.
Jak podsumowuje dr Moll, badanie ujawniło siłę działania pandemicznej etyki społecznej. To nie suma zgromadzonych kapitałów, tj. pieniędzy, znajomości, wiedzy i prestiżu, powinna decydować o kolejności szczepienia. Niezwykle ciekawe będzie to, czy wychodzenie z pandemii wzmocni zaufanie do instytucji państwa i przekonanie o priorytetowym charakterze usług publicznych. W tym przypadku sprawiedliwy i uporządkowany rozkład w dostępie do szczepionki może mieć kluczowe znaczenie.
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 08-11.01.2021 r. metodą CAWI przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat. Ankietowanym zadano pytanie wielokrotnego wyboru. Mogli zaznaczyć maksymalnie 5 odpowiedzi.
Od dziś firmy, które znalazły się w trudnej sytuacji związanej z pandemią koronawirusa, mogą złożyć wniosek o wsparcie w ramach Tarczy Finansowej 2.0 w bankowości elektronicznej Banku Millennium. Złożenie wniosku jest maksymalnie proste i intuicyjne. Decyzja PFR w sprawie udzielenia wsparcia również zostanie przekazana w serwisie internetowym banku.
Proces odbywa się w pełni online w bankowości elektronicznej. Aby każdy uprawniony przedsiębiorca mógł wygodnie ubiegać się o subwencję, Bank Millennium udostępnił wniosek zarówno w Millenecie dla Przedsiębiorstw, jak i bankowości internetowej dla klientów indywidualnych, z której korzystają też osoby prowadzące jednoosobową działalność. Wniosek o subwencję oparty jest na oświadczeniach przedsiębiorcy i składany jest przez osobę uprawnioną do reprezentowania firmy lub osobę posiadającą pełnomocnictwo do złożenia wniosku. Podczas składania wniosku konieczne jest dołączenie dokumentu potwierdzającego umocowanie osoby składającej wniosek (wypis z KRS lub CEIDG) w formacie pdf lub pełnomocnictwa podpisanego zgodnie z reprezentacją firmy elektronicznym podpisem kwalifikowanym. Status wniosku oraz potwierdzenie udzielenia lub odmowy subwencji, przygotowane na podstawie decyzji otrzymanej przez bank z PFR, również będą dostępne online.
Subwencje Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach Tarczy 2.0 skierowane są do mikro, małych i średnich firm z 45 branż identyfikowanych na podstawie PKD, które musiały ograniczyć lub zawiesić działalność w związku z pandemią koronawirusa. Firmy te mogą skorzystać z Tarczy 2.0 także w sytuacji, gdy otrzymały już subwencję w ramach pierwszej tarczy, a dodatkowo mogą skorzystać z możliwości pełnego umorzenia.
Dla mikrofirm zatrudniających od 1 do 9 pracowników, które osiągnęły obroty lub sumę bilansową za 2019 r. poniżej 2 mln euro, a które odnotowały spadek obrotów min. 30% w okresie kwiecień-grudzień 2020 lub w IV kwartale 2020, w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku, subwencje finansowe będą wynosić 18 tys. zł na zatrudnionego (przy spadku przychodów o 30-60%) lub 36 tys. zł na zatrudnionego (przy spadku przychodów powyżej 60%). Maksymalna kwota subwencji dla mikrofirmy to 324 tys. zł.
Dla małych i średnich firm, zatrudniających od 10 do 249 pracowników, o obrotach poniżej 50 mln euro lub sumie bilansowej poniżej 43 mln euro, które odnotowały spadek obrotów o co najmniej 30% w okresie kwiecień-grudzień 2020 lub w IV kwartale 2020, w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku, subwencja wypłacana będzie w wysokości 70% straty brutto za miesiące listopad 2020 – marzec 2021 (w okresie styczeń – marzec 2021 spadek prognozowany). Maksymalna kwota subwencji to 3,5 mln zł i nie więcej niż 72 tys. zł na pracownika.
Podstawą weryfikacji wniosków i oświadczeń, które wpływają na przyznanie subwencji (i jej wysokość) w ramach Tarczy Finansowej PFR są rejestry publiczne. Wymagane będzie złożenie pliku JPK_V7M lub JPK_V7K do organu
podatkowego, z wyprzedzeniem umożliwiającym przeprocesowanie danych przez organ podatkowy i przekazanie danych do PFR (do 7 dni).
Dziś o północy Polski Fundusz Rozwoju S.A. uruchomił możliwość składania wniosków o subwencje w ramach Tarczy Finansowej PFR 2.0 dla Mikrofirm i MŚP z 45 branż najbardziej poszkodowanych w wyniku drugiej fali pandemii. Program prowadzony jest przez PFR we współpracy z bankami, które w swoich systemach bankowości elektronicznej przyjmują wnioski składane przez przedsiębiorców oraz z KIR jako partnerem technologicznym, umożliwiającym przekazywanie informacji pomiędzy bankami i PFR. Łączna wartość wsparcia finansowego dostępnego w ramach Tarczy 2.0 wynosi ok. 35 mld zł.
W ramach pierwszej edycji Programu „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm”, uruchomionego w kwietniu 2020 r., KIR otrzymał zadanie wdrożenia systemu teleinformatycznego umożliwiającego automatyzację przepływu danych między bankami a PFR. W drugiej edycji utrzymana jest rola i odpowiedzialność KIR, polegająca na pośredniczeniu w pełnym przepływie informacji na linii banki i PFR w związku z realizacją Tarczy.
Podobnie jak w pierwszej edycji Tarczy Finansowej PFR, wsparcie będzie udzielane szybko, w prosty i bezpieczny sposób, za pośrednictwem systemów bankowości elektronicznej 17 banków komercyjnych i większości banków spółdzielczych. Dzięki ścisłej współpracy wszystkich uczestników projektu, przyznawane przez PFR wsparcie finansowe trafia wprost na rachunki bankowe przedsiębiorców, realnie przeciwdziałając negatywnym konsekwencjom dla polskiej gospodarki.
– KIR konsekwentnie wspiera obsługę kolejnej edycji rządowego programu pomocowego Tarcza Finansowa PFR. Jako podmiot współtworzący infrastrukturę polskiego systemu finansowego, odpowiadamy za prawidłowy i szybki przepływ informacji między bankami a PFR. Tworząc narzędzie umożliwiające automatyzację tego procesu wykorzystaliśmy własne unikalne kompetencje, zaplecze IT i wcześniej zgromadzone doświadczenia – mówi Piotr Alicki, Prezes Zarządu KIR.
– Działamy ze świadomością wielkiej odpowiedzialności jaka wiąże się z realizacją tak wymagającego zadania, ale również z satysfakcją, że możemy czynnie wspierać inicjatywę służącą ograniczaniu strat społecznych i gospodarczych związanych z pandemią – dodaje Piotr Alicki.
Pula subwencji przewidziana dla Mikrofirm i dla sektora MŚP wynosi 13 mld zł (łączna kwota podzielona jest po 6,5 mld zł). Najbardziej poszkodowane branże także mają możliwość skorzystania z umorzenia pełnej kwoty subwencji uzyskanej z Tarczy Finansowej PFR dla MŚP 1.0, bez konieczności spełnienia warunku o utrzymaniu stanu zatrudnienia. Szacowana kwota umorzenia wyniesie ok. 7 mld zł. Mikrofirmy oraz MŚP, zakwalifikowane do Tarczy Finansowej PFR dla MŚP 2.0, mogą zatem otrzymać łącznie 20 mld zł.
Jesienią 2020 roku opublikowany został projekt nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Proponowane zmiany mają na celu przede wszystkim implementację rozporządzenia nr 2017/2394 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2017 r. w sprawie współpracy między organami krajowymi odpowiedzialnymi za egzekwowanie przepisów prawa w zakresie ochrony konsumentów (rozporządzenie CPC) do miejscowego porządku prawnego. Założenia aktu, koncentrujące się na nowych, szerokich uprawnieniach Prezesa Urzędu Konkurencji i Konsumentów, z miejsca wzbudziły liczne kontrowersje oraz obawy przedsiębiorców działających za pośrednictwem internetu. Czy ich niepokój jest zasadny?
„Ochrona konsumentów stanowi w dzisiejszym świecie coraz większe wyzwanie, z uwagi na zmiany zachodzące w obrocie gospodarczym. Rozwój nowoczesnych technologii i związana z nim postępująca cyfryzacja gospodarki (…), oprócz korzyści, przynosi również zagrożenia dla sytuacji konsumentów” – trudno nie zgodzić się z tezą postawioną przez Radę Ministrów w uzasadnieniu nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (dalej „Ustawa”). Patrząc przez pryzmat postępującej inflacji prawa, z którą mamy do czynienia już od dłuższego czasu, nie dziwi fakt, że również obszar ochrony konkurencji i konsumentów sukcesywnie staje się przedmiotem coraz to nowszych regulacji i obostrzeń – również na płaszczyźnie europejskiej. Najnowszym aktem w tym zakresie jest rozporządzenie CPC i mimo że rozporządzenia unijne zasadniczo obowiązują bezpośrednio w porządkach prawnych państw członkowskich UE, to w tej sytuacji kraje zobowiązane są do wskazania organu uprawnionego oraz przyznania mu stosownych kompetencji przewidzianych tym rozporządzeniem, o ile dotychczas uprawnienia takie mu nie przysługiwały. W Polsce organem właściwym będzie Prezes UOKiK, a tym samym katalog jego prerogatyw ulegnie rozbudowie.
Co będzie wolno Prezesowi UOKiK?
Na gruncie Ustawy obowiązującej w dotychczasowym kształcie do zadań Prezesa UOKiK należy przede wszystkim prowadzenie postępowań oraz w wyniku tego wydawanie decyzji w sprawach: praktyk ograniczających konkurencję, koncentracji przedsiębiorców, o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone oraz praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów, jak również prowadzenie badań stanu koncentracji gospodarki oraz zachowań rynkowych przedsiębiorców. Nadane natomiast nowelizacją uprawnienia można z kolei podzielić na cztery, zasadnicze kompetencje.
Szerszy dostęp do informacji posiadanych przez organy publiczne
Twórcy projektu nowelizacji utrzymują, że aktualne, ustawowe zobowiązanie organów administracji publicznej do udostępniania Prezesowi UOKiK posiadanych przez nich istotnych informacji, na potrzeby toczących się postępowań, nie jest wystarczające. Wobec tego dopuszczalny powinien być również wgląd Prezesa we wszelkie informacje dotyczące przepływów środków finansowych oraz osób w nie zaangażowanych. Stosownie do uzasadnienia projektu, powyższe, nowe możliwości w zakresie gromadzenia dowodów miałyby zwiększyć wykrywalność naruszeń, a co za tym idzie, generalnie zwiększyć poziom bezpieczeństwa zbiorowych interesów konsumentów. Ciekawy jest przykład, zaprezentowany w treści uzasadnienia na poparcie omawianej zmiany, a mianowicie afera Getback. Zdaniem twórców planowanej nowelizacji, rozwikłanie analogicznych przypadków (zwłaszcza w odniesieniu do ustalenia osób odpowiedzialnych za naruszenie oraz jego zakresu) będzie znacznie łatwiejsze, kiedy Prezes UOKiK będzie dysponował instrumentami, pozwalającymi na uzyskanie informacji dotyczących przepływów finansowych między rachunkami.
Zakup kontrolowany
Jakkolwiek pracownicy UOKiK już od jakiegoś czasu kontrolują przedsiębiorców, wykorzystując instytucję „tajemniczego klienta”, to jej minusem była konieczność poprzestania na okazaniu zainteresowania i brak możliwości faktycznego dokonania zakupu czy realizacji określonej transakcji. Po wprowadzeniu ustawy zmieniającej, kontrolerzy nie tylko będą mogli sfinalizować zakup towaru bądź skorzystanie z oferowanych usług, ale ponadto będą mogli dokonywać tego z zastosowaniem ukrytej lub przybranej tożsamości. Ale to jeszcze nie koniec – będą to robić posługując się fałszywymi dokumentami tożsamości, których wykonanie ma leżeć w gestii ABW. Na marginesie warto nadmienić, że do tej pory w podobny sposób mogła działać Policja, Straż Graniczna, jak również służby specjalne, zaś teraz do tego zacnego grona dołączy także UOKiK.
Ingerencja w strony internetowe
Kolejnym uprawnieniem Prezesa UOKiK, które może dotknąć chyba największą liczbę przedsiębiorców, jest możliwość nakazania określonych czynności względem danej strony internetowej. Co istotne, katalog czynności, które mogą pojawić się w takiej decyzji jest tak naprawdę nieograniczony, gdyż ustawodawca wymieniając trzy z potencjalnych działań posługuje się sformułowaniem „w szczególności”, a zatem należy traktować je jako (wyjątkowo jaskrawe) przykłady, które warto przytoczyć. Pierwszym z nich i mimo wszystko najmniej inwazyjnym jest nakazanie zamieszczenia ostrzeżenia dla konsumentów wchodzących na stronę internetową. Niestety przy kolejnym zaczynają się schody – dopuszczalne będzie polecenie usunięcia treści, ograniczenia dostępu lub wyłączenia oznaczonego serwisu. Nie ulega wątpliwości, że może być to cios dla większości podmiotów, które w jakikolwiek sposób funkcjonują w świecie wirtualnym – nie wspominając o tych, które prowadzą działalność tylko za pośrednictwem internetu, co dotyczy, m.in. całej, prężnie rozwijającej się branży e-commerce. Ale to jeszcze nie koniec tych atrakcji wątpliwej natury. Trzecia z potencjalnych decyzji, które będzie mógł wydać Prezes UOKiK to nakaz usunięcia domeny internetowej. Podobnie jak w przypadku blokady strony, wykonanie tego polecenia może mieć tragiczne i nieodwracalne skutki dla naprawdę licznych przedsiębiorców, więc nic dziwnego, że przedmiotowa nowelizacja przysparza im wielu bezsennych nocy. Z kolei jako uzasadnienie powyższych poprawek wskazano, że obecnie działalność online jest na tyle rozpowszechniona, że w przypadku związanych z nią naruszeń, bez możliwości sprawnej interwencji ze strony organu, prawdopodobne jest spowodowanie poważnych, trwałych i trudnych do następczego usunięcia negatywnych rezultatów dla zbiorowych interesów konsumentów.
Przeszukania z prawdziwego zdarzenia
Ostatnia z nowości zaprezentowanych w treści projektu ustawy o zmianie UOKiK to wprowadzenie dodatkowych uprawnień Prezesa UOKiK w zakresie przeszukań w siedzibach sprawdzanych przedsiębiorców. Na gruncie bieżącego stanu prawnego, co do zasady jedyną opcją kontrolerów było zwrócenie się do podmiotu o udostępnienie oznaczonych dokumentów, co nie zawsze przynosiło zamierzone efekty. Wyjątek, w którym dopuszczalne było przeszukanie to postępowanie antymonopolowe. Natomiast teraz Prezes Urzędu będzie mógł w pełnym zakresie dokonywać przeszukania pomieszczeń oraz rzeczy, oczywiście o ile będzie miał uzasadnione podstawy do przypuszczenia, że interesujące go informacje bądź przedmioty (m.in. księgi, akta, pisma, informatyczne nośniki danych czy inne urządzenia) w tym miejscu się znajdują, która to przesłanka niewątpliwie nie będzie stanowiła dużej przeszkody do realizacji tej kompetencji.
Prezes UOKiK jak agent
Zapoznając się z nowelizacją ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów trudno oprzeć się wrażeniu, że dzięki nowym uprawnieniom, Prezes UOKiK aspiruje do roli swego rodzaju agenta, dorównując w pewnym zakresie Policji, CBA czy służbom celnym. Jednak czy taka metamorfoza się sprawdzi? Czy urzędnicy UOKiK będą w stanie nagle przeistoczyć się w quasi-policjantów? Można mieć co do tego wątpliwości. A może mimo wszystko Urząd mile nas zaskoczy? Na te pytania może odpowiedzieć tylko praktyka, której najprawdopodobniej przyjrzymy się już niebawem.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Dane na temat nowo zarejestrowanych bezrobotnych w USA ponownie w ostatnim czasie negatywnie zaskoczyły rynki. To najgorszy wynik od sierpnia 2020 roku.
Problemy za oceanem
W USA najważniejsze dane to te z rynku pracy, a ten wcale nie wygląda za dobrze. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wcale nie dąży do normy, która tygodniowo przed pandemią wynosiła około ćwierć miliona sztuk. Obecnie ponownie gwałtownie rośnie i wynosi już niemal milion sztuk. Nie może zatem dziwić, że pomimo dobrej passy dla dolara w ostatnich dniach wczoraj mieliśmy po tych danych wyraźną korektę. Inwestorzy boją się, że większe bezrobocie przełoży się na gorsze wyniki gospodarki w kolejnych okresach.
Dane z Wysp
Dzisiaj poznaliśmy odczyt PKB z Wielkiej Brytanii. Jest on znacznie lepszy od oczekiwań analityków. W ujęciu rocznym PKB spada o 8,9%, podczas gdy oczekiwano 12,1%. Nie można tego oczywiście łączyć z korzystnym wpływem brexitu, gdyż to dane za lipiec. Tak niskie oczekiwania były zresztą sumą wpływu pandemii oraz strachu inwestorów przed potencjalnymi negatywnymi wpływami brexitu na gospodarkę kraju. Funt jednak od początku tygodnia idzie wyraźnie w górę, drożejąc od poniedziałku ponad 11 groszy.
Korekta inflacji
Ostateczne dane inflacji za grudzień wyniosły jednak 2,4%, a nie 2,3%. Oznacza to, że jednak spadek nie był aż tak silny, ale w dalszym ciągu był znacznie większy niż oczekiwania. Poziom zmian cen jest szczególnie istotny, tym bardziej w kontekście ostatnich wypowiedzi prezesa NBP, który powiązał możliwość obniżki stóp procentowych właśnie z poziomem inflacji. Spadek w rezultacie może osłabiać złotego zbliżając nas do kolejnych obniżek.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Tradycyjnie z początkiem nowego roku notowane na GPW spółki deweloperskie publikują raporty ze sprzedaży mieszkań za ostatni kwartał oraz cały miniony rok.Pomimo znacznie pogorszonego przez COVID-19 środowiska gospodarczego zaprezentowane statystykipozytywnie zaskakują wynikami sprzedaży giełdowych tuzów. Pytanie, na ile realne jest utrzymanie pozytywnych trendów w bieżącym roku.
Udany finisz wyjątkowo nietypowego roku
Zaprezentowana piętnastka czołowych firm krajowej branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym, spółek notowanych na rynku podstawowym oraz Catalyst warszawskiej GPW, w ostatnim kwartale ub. roku zakontraktowała w sumie 6522 lokale, co jest wynikiem niemal identycznym w relacji rok do roku. Warto jednak podkreślić wysoką bazę takiego zestawienia, gdyż IV kwartał 2019 roku należał do jednych z najlepszych sprzedażowo w historii pierwotnego rynku mieszkaniowego.
Niemal połowa stawki prezentowanych spółek zakomunikowała wyniki kwartalne znacznie lepsze licząc rok do roku. Z drugiej strony tylko w jednym przypadku – J.W. Construction zanotowano ponadprzeciętny spadek sprzedaży rzędu blisko 50 proc. Trzeba przyznać, że jak na końcówkę najbardziej od dekad nietypowego i trudnego pod względem gospodarczym roku, to jest to ogólny rezultat budzący respekt.
„Trzej tenorzy” bez zmian
Faktem, który stanowi sporą niespodziankę o zdecydowanie pozytywnym wydźwięku, jest niewielki, niespełna sześcioprocentowy regres kontraktacji ogółem prezentowanych spółek w całym roku 2020 w stosunku do roku 2019. Wszelkie możliwe znaki i prognozy wskazywały raczej na kilkunastoprocentowy spadek rocznej sprzedaży nowych mieszkań zarówno na całym mieszkaniowym rynku pierwotnym, jak i na jego elitarnym wycinku grupującym deweloperów giełdowych.
Tymczasem wynik niespełna 22 tys. sprzedanych w ubiegłym roku lokali okazał się wprawdzie ujemny, jednak w symbolicznym wymiarze. Na ten niewątpliwy sukces złożyły się w pierwszym rzędzie roczne wyniki sprzedażowe wybranych spółek, które jak na panujące okoliczności gospodarcze okazały się bardzo dobre, czy wręcz rewelacyjne. Do tego elitarnego grona w 2020 roku zaliczają się Ronson Development, Budimex Nieruchomości, Lokum Deweloper, Echo Investment, Dom Development, a dalej pomimo symbolicznego regresu także Atal, Murapol i Victoria Dom.
Z kolei na rynkowym podium identycznie jak przed rokiem miejsca zajęły Dom Development, Atal i Murapol. A to oznacza, że trzej rynkowi „tenorzy” niezależnie od warunków gospodarki wciąż trzymają się mocno i nie mają zamiaru ustępować miejsca konkurencji.
Jakie perspektywy na rok bieżący?
Przy okazji warto podkreślić, że rok 2020 był na pierwotnym rynku mieszkaniowym co najmniej zadowalający pod względem inwestycyjnym w kategorii statystyk mieszkań rozpoczętych i uzyskanych pozwoleń, a rekordowy w kwestii lokali oddanych do użytkowania. W sumie mamy wiec obraz wciąż działającego „bezawaryjnie” w dobie COVID-19 pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, która tym samym może pretendować do miana „zielonej wyspy” rodzimej gospodarki. Pytanie, czy aż tak optymistyczną wymowę stanu koniunktury uda się utrzymać również w roku bieżącym.
W tej kwestii zdania są mocno podzielone nawet wśród samych deweloperów, gdzie obok zdecydowanie świetlanych wizji pojawiają się i takie, które zakładają możliwy spadek sprzedaży nowych mieszkań w 2021 roku nawet o jedną piątą. Niestety, w obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej kraju, wynikającej z wysokiego prawdopodobieństwa okresowego pogorszenia sytuacji ekonomicznej Polaków, dużo łatwiej o argumentację dla tych mniej optymistycznych prognoz.
Paweł Pach, prezes zarządu PKO Leasing, został wybrany na stanowisko Przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu (KW ZPL) podczas ostatniego posiedzenia komitetu.
Paweł Pach do organu kierującego działalnością Związku Polskiego Leasingu dołączył w połowie 2019r. Wcześniej, w latach 2012-2014, był związany z polską organizacją leasingową, zajmując stanowisko Wiceprzewodniczącego KW ZPL.
Stojąc na czele Związku Polskiego Leasingu Paweł Pach będzie reprezentował polską branżę leasingową wobec instytucji i partnerów zewnętrznych na rynku krajowym, będzie zajmował się digitalizacją, transformacją statutową ZPL, a także nadzorował statystyki i komunikację organizacji.
2020 rok przyniósł wiele wyzwań dla całego rynku finansowego. Oczywiście minął on pod znakiem pandemii Covid-19, jednak dla branży leasingowej był to intensywny czas wdrażania nowych rozwiązań produktowych, cyfryzacji usług oraz digitalizacji procesów. Przed Komitetem Wykonawczym ZPL etap intensywnej pracy na rzecz wdrażania wspólnych działań, które przyczynią się do rozwoju naszych usług. Zadaniem Komitetu jest realizowanie nadrzędnych dla organizacji celów wspierających wszystkie firmy leasingowe w Polsce – powiedział Paweł Pach, nowo wybrany Przewodniczący KW ZPL.
Poprzednio Związkiem Polskiego Leasingu kierowała Ewa Łuniewska, która awansowała w strukturach Grupy ING Banku Śląskiego. Obok Pawła Pacha swoją pracę w Komitecie Wykonawczym ZPL będą̨ kontynuować Marcin Balicki (prezes Millennium Leasing), Szymon Kamiński (prezes PEKAO Leasing), Rafał Merk (członek zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów), Artur Nowicki (Grupa DBK), Cezary Raczynski (prezes mLeasing) oraz Radosław Woźniak (prezes Europejskiego Funduszu Leasingowego).
Biogram Pawła Pacha
Obok społecznej działalności w ZPL, Paweł Pach sprawuje funkcję prezesa zarządu PKO Leasing (od marca 2019r.) i przewodniczącego Rady Nadzorczej Prime Car Management – spółki z Grupy PKO Banku Polskiego (od września 2019r.).
Nowy Przewodniczący KW ZPL jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz studiów MBA. Był uczestnikiem programu IESE Business School Advanced Management Program – University of Navarra. Z branżą finansową związany jest od ponad 20 lat, z czego od 17 pracuje w Grupie Kapitałowej PKO Banku Polskiego. Posiada wieloletnie doświadczenie managerskie w obszarze bankowości przedsiębiorstw i leasingu. W latach 2007-2010 był w PKO Banku Polskim Dyrektorem Departamentu Produktów MSP, w 2010 – 2014 pełnił funkcję prezesa zarządu PKO Leasing. W tym czasie uruchomił także działalność spółki zależnej – PKO Leasing Sverige AB w Szwecji. W latach 2014 – 2019, Paweł Pach był Dyrektorem Pionu Relacji z Klientami Korporacyjnymi w PKO Banku Polskim.
Pandemia koronowirusa zakwestionowała wiele paradygmatów biznesowych w 2020 r., więc śmiało można wysnuć wniosek, że rynek startupów, podobnie zresztą jak cała gospodarka, miał w mijającym roku mocno pod górkę. Biznes to jednak zdecydowanie dłuższy horyzont czasowy niż roczny, pandemia koronawirusa nie będzie trwała wiecznie, a niektóre z pomysłów zwyczajnie potrzebują czasu na inkubację i osiągniecie właściwych parametrów biznesowych. Czas pokaże, ale jeśli szukać przyszłych jednorożców to najprędzej w branży medtech/telemedycznej, która według Deloitte* może być do 2025 r. warta nawet 612,7 mld USD.
Nie zmienia to faktu, że sama pandemia mocno rozbudziła zainteresowanie medycyną i o ile w pierwszej fazie zainteresowanie kapitału często bezpośrednio było związane z rozwiązaniami ukierunkowanymi na walkę z koronawirusem to w dłuższym horyzoncie czasowym nie będzie to jedyny warunek zaistnienia na szeroko pojętym rynku medycznym. Jak się bowiem okazuje problem nie dotyczy tylko Covid-19 i koronawirusa, ale również wielu chorób, które zwyczajnie (tymczasowo) zeszły na drugi plan z powodu walki z pandemią, ale wciąż pozostają problemem z gatunku zdrowia publicznego – nieustająco są przyczyną wielu zgonów i dolegliwości. Dodatkowym wyzwaniem jest np. telemedycyna – pozwalająca na zdalne zajmowanie się pacjentem. Obecne warunki pod wieloma względami pokazały jej ukryty potencjał. I tak jak powrót po pandemii może być już w realiach świata dla którego praca zdalna to nie tyle awaryjne wyjście, co jedna z metod wartych udoskonalania, a e-commerce to pełnokrwisty kanał sprzedaży, tak w niedługim czasie telemedycyna może okazać się remedium na wiele problemów medycznych od przeciążenia oddziałów po np. problem zakażeń szpitalnych.
Według Deloitte* światowy rynek urządzeń medycznych do 2025 r. ma osiągnąć wartość 612,7 mld USD (podczas gdy w 2018 r. był wyceniany na 425,5 mld USD). Widać więc w tym obszarze realny potencjał. Deloitte dodatkowo zauważa* jeden niezwykle ważny trend z perspektywy medtechów z Polski: firmy medtech z krajów rozwijających się w coraz większym stopniu zdobywają część rynków zagranicznych, umacniając również swoją obecność na rynku krajowym. W całym zaangażowaniu w medtech, można było się obawiać, że rozwiązania powstałe poza ścisłym światowym centrum gospodarczym mogą mieć wielkie trudności w zdobywaniu rynku – okazuje się jednak, że były to zbyt pesymistyczne i przedwczesne opinie, gdyż przede wszystkim liczy się innowacyjność. Dobry produkt z reguły zawsze się obroni.
Gdzie realnie szukać rozwiązań, które odmienią rynek? Jest na pewno wiele sektorów, które mogą ich dostarczyć, czasami są to ścieżki nieoczywiste. W tym kontekście jednymi z ciekawszych podmiotów są np. producenci urządzeń typu wearables, takich jak np. smartwatche, które użytkownik może nosić w jakimś celu, ale potencjalnie mogą one spełniać wiele dodatkowych funkcji jak np. diagnostyczna. O rosnącej randze wearables przekonuje chociażby nabycie Fitbit, (produkującego smartwatche i działającego w branży konsumenckiego medtechu) przez Google za ponad 2,1 mld dolarów.
Autorem komentarza jest Aleksander Gruszczyński, Prezes Zarządu w Carlson Investments S.A.
Unia Europejska przeznacza duże środki na odbicie koniunktury po pandemii koronawirusa. Polska może otrzymać w ciągu najbliższych paru lat aż 30 miliardów euro z funduszu odbudowy UE w samych bezzwrotnych grantach. Drugie tyle dostaniemy w ramach pożyczek. Same granty stanowić będą około 6% polskiego PKB, a ich wydanie powinno podnieść nasze PKB o 3-4 punkty procentowe. Mimo opóźnienia, trwają już prace nad Krajowym Planem Odbudowy – który ma trafić do Brukseli w pierwszym kwartale tego roku. Dzięki temu otrzymamy granty i będziemy mogli zacząć wydawać unijne pieniądze. Oczywiście należy to robić to zgodnie z zasadami. Na co zostaną przeznaczone otrzymane fundusze? Prawdopodobnie największe środki zostaną przeznaczone na energię wiatrową na morzu – a w dalszej kolejności na inne segmenty, takie jak fotowoltaika. To bardzo ważny element planu odbudowy, gdyż aż 20-30% międzynarodowych korporacji chce współpracować z partnerami, którzy opierają się na czystym miksie energetycznym. Musimy więc pokazać ścieżkę dojścia do czystszej energii, żeby przyciągnąć jak najwięcej takich inwestycji.
– Jedna trzecia środków ma zostać wydana na transformację cyfrową, jedna trzecia na transformację w kierunku odnawialnych źródeł energii i zmniejszenia emisji CO2. Reszta może zostać wydana na inne cele strukturalne. Z pierwszych wypowiedzi polityków można wywnioskować, że bardzo istotnym elementem polskiego planu odbudowy będzie wciąż infrastruktura twarda: drogi, obwodnice i koleje – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki,główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Oprócz tego pojawią się spore środki na cyfryzację służby zdrowia i innych elementów administracji publicznej. Spora kwota zostanie przeznaczona na zmianę modelu energetycznego Polski. W tej chwili Polska nie spełnia praktycznie żadnego celu klimatycznego. Efektem tego jest drożejąca energia i spadająca konkurencyjność polskiej gospodarki. Obawiam się jednak, że sporo środków unijnych będzie wydane krótkoterminowo – by osiągnąć szybkie odbicie koniunktury. A przygotowanie projektów, które dadzą efekty podażowe dla gospodarki i wzrost konkurencyjności, wymaga o wiele więcej czasu. Myślę, że zbyt dużo uwagi zostanie poświęcone szybkości wydawania, a niekoniecznie jakości tych projektów. Na tym może ucierpieć długoterminowa korzyść, jaką niosą te środki – przewiduje Benecki.