Prezes UOKiK: Weryfikujemy, czy CD Projekt był świadom braków gry Cyberpunk 2077 w momencie startu sprzedaży

UOKiK zwrócił się do CD Projektu o wyjaśnienia dotyczące problemów z grą Cyberpunk 2077. Chce sprawdzić, czy spółka nie wprowadziła graczy w błąd i w jakim stopniu realizuje reklamacje i zwroty środków dla niezadowolonych klientów. – Mamy świadomość trudności, z jakimi boryka się CD Projekt, i nie chcemy utrudniać mu prowadzenia działalności, ale są pewne wątpliwości, które wymagają zweryfikowania – mówi prezes urzędu Tomasz Chróstny.

– Nasze wystąpienie do CD Projekt ma ustalić, w jaki sposób przedsiębiorca realizuje rekompensaty i zwroty dla konsumentów. Drugą sprawą jest to, na ile ten przedsiębiorca, windując pewne oczekiwania, był świadom tego, że funkcjonalność gry odbiega od tych oczekiwań i od prezentowanych przez niego wcześniej informacji. Chcemy zweryfikować, czy nie wprowadził konsumentów w błąd co do funkcjonalności tego produktu, który zaoferował na rynku, a także w jakim stopniu uwzględnia reklamacje konsumentów, którzy są z niego niezadowoleni i na starszym sprzęcie często nie mogą korzystać z tej gry w takim stopniu, jak było to przewidziane – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Cyberpunk 2077 to najnowszy, długo wyczekiwany przez graczy tytuł CD Projektu, największego polskiego producenta gier. Jego premiera miała miejsce 10 grudnia. Rozczarowani gracze zgłaszają jednak trudności z rozgrywką na starszych konsolach Xbox One i PlayStation 4. Były one na tyle duże, że już kilka dni po premierze Sony zadecydowało o wycofaniu gry z PlayStation Store, a Microsoft wprowadził możliwość zwrotów tej produkcji w wersji na Xboxa One. CD Projekt przeprosił za liczne błędy w grze i zadeklarował zwrot pieniędzy wszystkim niezadowolonym klientom.

W tym tygodniu skargi od graczy niezadowolonych z Cyberpunka 2077 wpłynęły też do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W efekcie UOKiK zwrócił się do CD Projektu o wyjaśnienia dotyczące problemów z grą i podjętych przez niego działań.

– Działamy w toku wystąpienia miękkiego. Mamy świadomość trudności, z jakimi boryka się przedsiębiorca, i nie chcemy utrudniać mu prowadzenia działalności. Natomiast są pewne wątpliwości, które wymagają zweryfikowania – mówi prezes UOKiK.

Co istotne, UOKiK nie prowadzi na razie oficjalnego postępowania wobec CD Projektu, a jedynie wystąpił z wnioskiem o wyjaśnienia. O dalszych krokach zadecyduje dopiero po ich otrzymaniu. Jeśli okaże się, że istnieją podstawy do postawienia spółce zarzutu naruszenia zbiorowych interesów konsumentów, wówczas postępowanie nabierze oficjalnego charakteru. W czarnym scenariuszu UOKiK może wymierzyć polskiemu producentowi gier karę pieniężną w wysokości maksymalnie 10 proc. przychodu firmy.

Mimo błędów Cyberpunk 2077 sprzedaje się bardzo dobrze. Po 10 dniach od premiery spółka poinformowała, że szacowana sprzedaż wyniosła ok. 13 mln egzemplarzy. Producent planuje wypuścić serię aktualizacji do gry, jak również łatki, które powinny wyeliminować problem z grywalnością na starszych konsolach.

 Jeżeli chodzi o producentów gry, to jest pierwsza sprawa, której tak mocno się przyglądamy. Niemniej jej zakres jest bardzo szeroki. Mówimy o grze, która nie tylko nie spełniła oczekiwań konsumentów, ale pod względem funkcjonalności daleko odbiega od tego, o czym konsumenci słyszeli od miesięcy, a nawet lat. Dlatego zweryfikowania wymaga to, w jakim stopniu przedsiębiorca był świadom braków tego produktu, który wypuścił na rynek, czy nie było pewnej celowości w jego zachowaniu – mówi Tomasz Chróstny.

Niewydolność serca najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce także w dobie COVID-19. Co roku na tę chorobę umiera 140 tys. osób

W Polsce na niewydolność serca cierpi 1,2 mln osób. Choroba rokuje gorzej niż zawał serca, rak prostaty czy jelita grubego. Ponad 40 proc. pacjentów nie przeżywa pięciu lat po diagnozie. Pandemia koronawirusa dodatkowo pogorszyła sytuację chorych. – Osoby z niewydolnością serca są bardziej narażone na powikłania i zgon – mówi Marta Domańska z Instytutu LB Medical. Dlatego środowiska lekarzy i pacjentów apelują do rządu o natychmiastowe działania, m.in. o refundację nowoczesnych terapii, które mogą wydłużyć życie chorym.

Niewydolność może pojawiać się po nadmiernym obciążeniu serca przez choroby układu krwionośnego, do których zalicza się m.in.: nadciśnienie tętnicze. Pierwsze symptomy niewydolności serca pozostają często niezauważone i wielu pacjentów dowiaduje się o chorobie, kiedy jest ona w zaawansowanym stadium. Niewydolność serca objawia się dusznością, na początku związaną z wysiłkiem, a później odczuwaną także w spoczynku, łatwym męczeniem się czy obrzękami. Według danych Ministerstwa Zdrowia problem ten dotyczy ok. 1,2 mln Polaków, którzy borykają się z tym schorzeniem w różnych stadiach zaawansowania.

– Niewydolność serca postępuje wolno i często trudno zwrócić uwagę na pierwsze symptomy. Objawia się ona zmęczeniem podczas biegania czy nawet chodzenia, a ludziom wydaje się, że jest to efekt braku treningów albo wynika z wieku i starości – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Marta Domańska. – Często więc trafiamy do lekarza już w bardzo zaawansowanym stadium tej choroby.

W ostatnich fazach niewydolności serca osoby, które cierpią na to schorzenie, mają problem z takimi prozaicznymi czynnościami jak przejście z pokoju do kuchni czy zrobienie sobie herbaty.

– Dlatego ciężko im walczyć o swoje prawa i dostęp do leczenia, bo po prostu nie mają na to siły – zauważa ekspertka Instytutu LB Medical.

Z raportu dotyczącego zachorowalności i leczenia niewydolności serca w Polsce, przygotowanego z inicjatywy organizacji pacjentów, wynika, że ta choroba jest epidemią współczesnych czasów. Według danych z 2018 roku co 10. zgon ma związek z niewydolnością serca, co daje jej pierwsze miejsce wśród bezpośrednich przyczyn wszystkich zgonów w Polsce. Co roku umiera na nią 140 tys. osób.

– Pandemia COVID-19 pogorszyła sytuację osób z niewydolnością serca, bo są one bardziej narażone na powikłania i zgon w wyniku zarażenia koronawirusem – mówi Marta Domańska.

Jak podkreśla, pokazują to także dane dotyczące wzrostu śmiertelności. W okresie od połowy września do listopada 2020 roku odnotowano o 16 tys. więcej zgonów niż w poprzednich latach ostatniej dekady. Z tego niecałe 3,6 tys. to ofiary COVID-19. Eksperci oceniają, że w pozostałej grupie – około 12,5 tys. zgonów – znaczną część stanowi właśnie niewydolność serca.

– Dlatego zmiany postulowane w liście otwartym do ministra zdrowia powinny zostać wprowadzone natychmiast. Główne rekomendacje to opieka koordynowana i dostęp do nowoczesnych terapii. Dzięki zastosowaniu tych dwóch filarów sytuacja osób z niewydolnością serca może się istotnie zmienić. Wszyscy mamy nadzieję, że COVID-19 minie, ale zostaniemy z problemem epidemii niewydolności serca – mówi ekspertka Instytutu LB Medical.

Wprowadzenie opieki koordynowanej to przede wszystkim przekierowanie strumienia pacjentów ze szpitali do lecznictwa ambulatoryjnego, dostęp do rehabilitacji kardiologicznej, dostęp do rozwiązań telemedycyny, opieka lekarska na każdym etapie leczenia. Dziś Polska jest liderem pod względem liczby hospitalizacji – w 2019 roku było ich ponad 300 tys. i kosztowały ok. 1,6 mld zł (z 1,7 mld zł ogólnych kosztów świadczeń zdrowotnych i 6,2 mld zł całkowitych kosztów związanych z niewydolnością serca).

– Rokowania pacjentów z niewydolnością serca są porównywalne do rokowania osób z nowotworami. Ponad 40 proc. osób nie przeżywa pięciu lat od diagnozy, więc jest to choroba, która zbiera największe żniwo zgonów wśród Polaków – podsumowuje Marta Domańska.

Opracowana przez Polaków sonda z grafenu wykryje zawał podczas operacji serca. Jest dokładniejsza niż EKG i minimalizuje ryzyko powikłań pooperacyjnych

Grafen już od lat rewolucjonizuje medycynę. Pomaga zwalczać komórki nowotworowe, jest wykorzystywany w sekwencjonowaniu DNA, w protezach i implantach. Na bazie grafenu powstały mikrocienkie tatuaże, które mierzą stan serca, wykonując jednocześnie odczyty elektrokardiografu i sejsmokardiografu. Polscy naukowcy opracowali grafenową sondę Heart Sense, która rozwiązuje kluczowy problem operacji wszczepiania by-passów, czyli utratę sygnału EKG. Elektrody przyczepione do ciała często nie rejestrowały sygnału. Cienka i lekka sonda na bazie grafenu odczytuje sygnał bezpośrednio z serca i wykrywa nawet mikrozawały w trakcie operacji.

– Grafen jest niesamowitą strukturą geometryczną węgla. Ma wiele cech, m.in. doskonale przewodzi prąd. Wykorzystaliśmy tę funkcję do wykrywania zaburzeń sygnału elektrycznego generowanego przez serce. Ponieważ jest to węgiel, jest on substancją zgodną biologicznie, nie jest traktowany jak ciało obce. W czasie zawału serca dochodzi do zaburzenia czynności elektrycznej i tę czynność elektryczną grafen potrafi wykryć i ją przewieźć do monitora – mówi agencji Newseria Innowacje dr n. med. Grzegorz Suwalski, kardiochirurg, prezes zarządu Quantum Innovations.

Grafen jest dobrym przewodnikiem elektrycznym, lepszym niż miedź. Tę funkcję wykorzystali naukowcy, którzy pracują nad środkami przeciwnowotworowymi. Grafen odróżnia komórki nowotworowe od zdrowych poprzez nadpobudliwość elektryczną tych pierwszych. W kontakcie z jednym z ogniw materiał grafenowy zbiera dużą liczbę elektronów, co znacząco zmienia energię drgań jego atomów węgla. Naukowcy opracowali też minitatuaże, które przyczepione do skóry mierzą pomiary EKG i SCG serca.

Polscy naukowcy poszli krok dalej. Stworzyli cienką i lekką sondę Heart Sense, która przyczepiona bezpośrednio do serca jest w stanie rozpoznać nawet mikrozawały podczas operacji na otwartym sercu. Jest przy tym znacznie dokładniejsza niż zwykłe elektrody przyczepione do ciała.

– Heart Sense jest nowym typem biosensora do stosowania w kardiochirurgii, drukowanym metodą elektroniki drukowanej. To cienka folia, na której nadrukowanych jest kilka warstw mających różne funkcje. Pierwsza z nich to warstwa adhezyjna, która zwiększa siłę przylegania zawartych w niej cząsteczek skrobi do powierzchni organu. Ta warstwa przytrzymuje elektrodę całkowicie bezinwazyjnie na powierzchni serca na każdej jego części, nie przesuwa się w trakcie pracy serca. Druga warstwa to warstwa grafenowa, czyli ta, która jest odpowiedzialna za zbieranie sygnału elektrycznego – tłumaczy dr Grzegorz Suwalski.

Nowa sonda to odpowiedź na pandemię obecnych czasów, czyli choroby wieńcowe. Miażdżyca oraz choroba wieńcowa to najczęstsze przyczyny niewydolności serca. Tylko w Polsce cierpi na nią niemal 700 tys. pacjentów, jest zaś przyczyną nawet 60 tys. zgonów rocznie. Operacja wszczepiania by-passów, czyli pomostowania tętnic wieńcowych, to jedna z częstszych operacji na otwartym sercu. Jest przy tym stosunkowo bezpieczna, z różnych badań wynika, że śmiertelność nie przekracza 2–3 proc. Jednak problemem podczas zabiegu jest nieoptymalne monitorowanie ukrwienia serca.

– W operacjach wykonywanych tą techniką dochodzi do konieczności ratunkowego zastosowania krążenia pozaustrojowego wynikającego często z niedokrwienia serca. Nie widzimy tego w czasie operacji, ponieważ elektrody skórne przyczepione do powierzchni pacjenta są całkowicie dysfunkcjonalne. Z powodu otwartej klatki piersiowej, zmian pozycji serca w niej sygnał elektryczny serca nie jest przewodzony do tych elektrod. Postawiliśmy sobie za cel przywrócić optymalne monitorowanie ukrwienia serca poprzez stworzenie elektrody, która działa bezpośrednio na jego powierzchni – podkreśla prezes Quantum Innovations.

Testowe operacje potwierdziły skuteczność Heart Sense. Udowodniły też, że sonda wykrywa zawał serca lepiej niż dotychczas stosowane skórne elektrody EKG. Dodatkowo samo oprogramowanie monitora nie wymaga żadnego zaangażowania ze strony zespołu operacyjnego, urządzenie działa samoczynnie i dostarcza sygnał EKG przez cały czas trwania operacji. W ten sposób minimalizuje ryzyko zawału i pooperacyjnych powikłań wynikających z niedokrwienia mięśnia sercowego.

– Urządzenie Heart Sense jest zaprojektowane do stosowania w operacjach pomostowania tętnic wieńcowych wykonywanych techniką bez zastosowania krążenia pozaustrojowego. To jest 40 proc. wszystkich operacji wszczepiania by-passów na świecie. Ten rynek wynosi obecnie kilkaset tysięcy operacji rocznie. Wprowadzimy urządzenie w ciągu dwóch–trzech lat już na sale operacyjne – zapowiada dr Grzegorz Suwalski.

Pandemia rewolucjonizuje pracę laboratoriów. Dzięki rozszerzonej rzeczywistości laboranci mogą pracować zdalnie

Opracowane przez polską firmę rozwiązanie pozwoli wykorzystać rozszerzoną rzeczywistość w pracy laboratoriów. Dzięki temu laboranci będą mogli wyświetlać informacje w formie hologramów, nie zajmując przy tym rąk. Rozwiązanie nie tylko usprawni pracę na miejscu, lecz dzięki integracji z systemem zarządzania informacjami laboratoryjnymi umożliwi pracę zdalną. Technologią rozszerzonej rzeczywistości są zainteresowane laboratoria z całego świata, również z Polski.

– Polskie laboratoria nie odstają od tych z Wielkiej Brytanii, Francji, Japonii czy Arabii Saudyjskiej pod względem zaawansowania technologicznego. Wszystko zależy od tego, jak są dofinansowane. Co ciekawe, polskie laboratoria również sięgają po innowacje, jak np. wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w codziennej pracy analityków – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartosz Michałowski z Solution4Labs.

Przyszłością pracy w laboratorium może być wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości. Opracowane przez Polaków rozwiązanie Holo4Labs wykorzystuje okulary Microsoft HoloLens ze zintegrowanym systemem zarządzania informacjami laboratoryjnymi (LIMS). Dzięki temu pracownicy laboratorium mogą wykonywać swoje badania, mając wolne obie ręce. Wszystkie informacje potrzebne do pracy są wyświetlane w postaci hologramów. Rozwiązanie obsługuje sterowanie gestami dłoni i za pomocą poleceń głosowych. Skanowanie opisów próbek odbywa się poprzez identyfikację tagów QR. Interfejs rozszerzonej rzeczywistości wyświetla informacje z bazy danych, a także pozwala na pracę z trójwymiarowymi modelami cząsteczek substancji.

– Wszystkie te dane są pomocne, zarówno w pracy codziennej, jak i w sytuacjach nieprzewidzianych, kiedy np. trzeba serwisować urządzenie i system podpowiada, co dokładnie należy zrobić krok po kroku – wskazuje Bartosz Michałowski. – Podstawą cyfrowej rewolucji jest integracja urządzeń z systemem informatycznym, który potrafi automatycznie pobrać dane z tych urządzeń. Pracownicy nie muszą przepisywać danych, co powoduje, że nie ma ryzyka popełnienia błędu. Cyfrowa rewolucja sprawia, że jesteśmy w stanie tworzyć nowe, bezpieczniejsze materiały, nowe leki. Wszystko to ma znaczenie również w codziennym życiu.

Podstawą działania nowoczesnego laboratorium jest jednak nie tyle technologia pozwalająca na wizualizację części danych w formie hologramów, lecz możliwość dostępu do cyfrowych danych laboratoryjnych z każdego miejsca na świecie. To szczególnie istotne zwłaszcza w dobie pandemii koronawirusa.

– W nowoczesnym laboratorium funkcjonuje szereg rozwiązań usprawniających pracę, jednak podstawą zawsze jest system klasy LIMS służący do kompleksowego zarządzania pracą w laboratorium, od pracy nad próbkami, poprzez analizę badań, wykonywanie kalkulacji, ale także zarządzanie pracą, zasobami, alokacje tych zasobów, a finalnie przygotowywanie raportów czy też wizualizacje w czasie rzeczywistym istotnych wskaźników pracy w laboratorium – wymienia ekspert.

Według analityków MarketsandMarkets światowy rynek systemów zarządzania informacjami laboratoryjnymi w 2020 roku był wyceniany na miliard dolarów. Do 2025 roku ma wzrosnąć do 1,7 mld dol. Jednym z czynników napędzających ten rynek ma być pandemia koronawirusa, w wyniku której wzrosło zainteresowanie pracą zdalną również w laboratoriach.

– Cyfrowa rewolucja pomogła w czasie pandemii, przede wszystkim jeśli chodzi o organizację pracy. Część pracowników zwróciła uwagę na potrzebę pracy zdalnej. Do tej pory nie było to możliwe, ponieważ większość czynności laboratoryjnych trzeba wykonać w samej placówce. Część zadań, takich jak opracowanie analiz z badania czy przygotowanie raportu, mogłaby być wykonana z domu. Osoba pracująca zdalnie może za pomocą pobranych danych przygotować swoją pracę – tłumaczy Bartosz Michałowski.

Część laboratoriów wciąż jednak pracuje na dokumentacji papierowej, choć najnowsze technologie są na wyciągnięcie ręki.

– Wykorzystanie oprogramowania w laboratorium jest niezwykle istotne do utrzymania wysokiej jakości wyników. Część laboratoriów nadal trzyma się dokumentacji papierowej, tak jak to robiły 10 czy 20 lat temu, jednak coraz więcej menadżerów laboratoriów zwraca uwagę na ten aspekt, że zaawansowanie technologiczne obejmuje zarówno sprzęt, jak również oprogramowanie – przekonuje ekspert z Solution4Labs.

Stopy procentowe bez zmian. W co gra Rada Polityki Pieniężnej?

RPP nie obniżyła stóp procentowych. Jednak temat będzie powracał. Dlatego, że taka obniżka prowadzi do zwiększenia transferu pieniędzy z NBP do budżetu państwa, który będzie rozdysponowywany przez rząd.

Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe bez zmian, główna stopa referencyjna nadal wynosi 0,1 proc. Oznacza to, że raty kredytów złotowych pozostaną bez zmian. Takiej decyzji RPP spodziewała się większość analityków.

– Zaskoczenia nie ma, ale nie było to przesądzone, ponieważ Rada pod koniec 2020 r. straszyła obniżką stóp procentowych – mówi w rozmowie z MarkeNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Po lawinie negatywnych komentarzy RPP wycofała się z tej narracji, jednak nie wykluczałbym tego, że wkrótce taka decyzja zostanie jednak podjęta.

Istotne jest, aby te rozważania łączyć też z grudniowymi decyzjami NBP o interwencji na rynku walutowym, żeby doprowadzić do osłabienia polskiej waluty. To wówczas pojawiło się uzasadnienie, że NBP skupował waluty „w celu wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę”.

– To dość delikatny temat, ponieważ wiadomo, że niższa stopa procentowa jest negatywna dla kursu polskiej waluty – wyjaśnia ekspert XTB. – Wyższy kurs dolara czy euro wobec złotego oznacza większy papierowy zysk NBP z tytułu rezerw, a tym samym wyższą wpłatę do budżetu państwa. I to wydaje się głównym celem tych interwencji, choć dalsze luzowanie polityki pieniężnej nie przyniesie korzyści polskiej gospodarce.

Interwencja NBP okazała się mało skuteczna, złoty szybko odrobił straty, a to już było skutkiem tego, co działo się na światowych rynkach.

Istotne jest kiedy odejdziemy od rozluźniania polityki pieniężnej. Zwłaszcza, że bank centralny prowadzący politykę celu inflacyjnego nie może jednocześnie skutecznie realizować polityki regulowania kursu walutowego. To są dwa sprzeczne cele. Pozostaje też kwestia od kiedy NBP chciałby już podwyższać stopy procentowe.

– Jeżeli miałoby dojść do obniżki stóp procentowych, to spodziewałbym się jej w najbliższych miesiącach, ze względu na trudne dla gospodarki restrykcje związane z epidemią – dodaje P.Kwiecień. – Gdy jednak uda się już powrócić do względnej normalności w funkcjonowaniu życia gospodarczego, może okazać się, że polityka pieniężna jest zbyt luźna i wówczas konieczne będzie jej lekkie zacieśnienie.

Alienacja rodzicielska – uzależnienie od alkoholu jako wynik deficytu drugiego rodzica

W Polsce panuje na niespotykaną w Europie skalę epidemia alienacji rodzicielskiej. Problem dotyka nawet kilkuset tysięcy dzieci. Zdaniem specjalistów będą one borykały się z jej konsekwencjami przez długie lata dorosłego życia, być może nawet do samej śmierci. Według niektórych naukowców za ogromną częścią uzależnień od alkoholu stoi właśnie deficyt relacji przywiązania, będący skutkiem alienacji rodzicielskiej. Czy w świetle nowych teorii zmieni się w Polsce postrzeganie roli obojga rodziców w kształtowaniu psychiki dziecka?

Rocznie w Polsce rozwodzi się około 70 tysięcy małżeństw. Ile rozstaje się związków nieformalnych, choć posiadających wspólne dziecko, tego nie wie nikt, bo nikt takich statystyk nie prowadzi. Większość par po rozstaniu potrafi porozumieć się co do schematu opieki nad dzieckiem, które zwykle mieszka przy mamie, a z tatą ma tak zwane kontakty – orzeczone przez sąd lub zapisane w ugodzie między rodzicami regularne spotkania, czasem z noclegami poza stałym miejscem zamieszkania dziecka. Wielu rodzicom ta formuła odpowiada, a i dzieci mają w ten sposób kontakt z obojgiem rodziców. Niewielki odsetek par po rozstaniu decyduje się na popularną w Europie od dziesięcioleci tak zwaną opiekę naprzemienną, według której dziecko mieszka u obojga rodziców w porównywalnych okresach – na przykład tydzień u mamy, tydzień u taty. Według psychologów jest to najmniej szkodliwa dla dziecięcej psychiki forma opieki po rozstaniu rodziców, ale w polskich realiach to wciąż najrzadziej spotykana. Niestety, w ogromnej części polskie dzieci z rozbitych rodzin doświadczają alienacji rodzicielskiej: mieszkają z mamą, która nastawia je negatywnie do taty, a w efekcie – prędzej czy później – tracą z nim kontakt. Trudno powiedzieć jaki jest motyw postępowania sprawców alienacji: czasem jest to chęć zemsty na byłym partnerze, a czasem chęć „wyczyszczenia” pola dla „nowego taty”. Niezależnie od tego jakie byłyby powody, efekt jest zawsze ten sam: krzywda tak dziecka, jak i alienowanego rodzica. 

Zbrodnia na dziecięcej duszy

Psychologowie i psychiatrzy mówią jednym głosem: alienacja rodzicielska jest przemocą wobec dziecka i powinna być tak właśnie traktowana przez prawo i organy państwa. Tymczasem niewiele jest w Polsce badań na ten temat. Powstają co prawda prace naukowe lub paranaukowe, ale wciąż ich liczba jest nieadekwatna do skali zjawiska. 

Jeden z pionierów popularyzacji terminu alienacji rodzicielskiej i autor książki „Dziecko, rodzic i rozwód oraz alienacja rodzicielska”, Maciej Wojewódka tak definiuje to zjawisko: „zespół świadomych lub nieświadomych zachowań prowadzących do powstawania zaburzeń w relacji pomiędzy dzieckiem, a drugim rodzicem”.

Takimi zachowaniami są przede wszystkim manipulowanie przekonaniami, postawami i emocjami dziecka, szantaż emocjonalny, utrudnianie kontaktów dziecka z drugim rodzicem i inne działania mające na celu niszczenie, a co najmniej deprecjonowanie relacji rodzicielskiej z „drugim” rodzicem. Efektem alienacji rodzicielskiej jest tak zwany zespół alienacji rodzicielskiej, nazywany także syndromem Gardnera, od amerykańskiego psychiatry sądowego doktora Richarda Gardnera, który zdefiniował jako pierwszy to zjawisko.

Alienacja rodzicielska oczywiście niszczy komfort psychiczny nie tylko dziecka, ale także separowanego, alienowanego rodzica. O ile w latach 60., a wtedy powstawał obowiązujący do dzisiaj w Polsce Kodeks rodzinny i opiekuńczy, mężczyźni rzadko domagali się praw do wychowywania dzieci, to dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Choć w ostatnich kilkudziesięciu latach kobiety wywalczyły sobie równy dostęp do edukacji i praktycznie wszystkich zawodów, tak mężczyźni wciąż nie potrafią wywalczyć sobie rzeczywistych praw rodzicielskich. – Cały czas pokutuje mit, że lepsza najgorsza matka, niż najlepszy ojciec – tłumaczy Mikołaj, jeden z ojców walczących o prawo do widywania się z własnym dzieckiem. Tę obserwację potwierdzają twarde dane statystyczne. W 2019 roku ogółem rozwody dotknęły 37 tysięcy dzieci. Z tej liczby wykonywanie władzy rodzicielskiej sądy powierzyły wyłącznie ojcu w 1189 przypadkach. 

Coraz częściej pojawiają się prace naukowe pokazujące kolejne dowody na długotrwałe, negatywne skutki alienacji rodzicielskiej. Być może to właśnie jest przyczyną zaburzeń i chorób, których genezy dotychczas nikt nie odkrył? 

Alkoholizm jako efekt alienacji?

Naukowcy od lat próbują znaleźć przyczynę alkoholizmu, odpowiedź na pytanie dlaczego jedni mogą pić alkohol w sposób kontrolowany, a inni wpadają w nałóg. Na ciekawy tor skierowała tę dyskusję Ewa Wyrzykowska z Katedry Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Zaproponowała ona tezę mówiącą tyle, że uzależnienie od alkoholu może być wynikiem deficytu w zakresie relacji przywiązania. Warto zatrzymać się na parę chwil przy tej koncepcji, według której uzależnienie od substancji psychoaktywnej jest traktowane jako substytut zależności od drugiego człowieka.

Teoria przywiązania jest relatywnie świeżą koncepcją psychologiczną. Jej autor – John Bowlby – zasłynął tym, że jako pierwszy rozpoznał i opisał biologicznie i ewolucyjnie uwarunkowaną potrzebę przywiązania dziecka do rodziców. Kontynuatorzy myśli Johna Bowlby’ego zdefiniowali jeden bezpieczny styl relacji dziecka z opiekunami i trzy niebezpieczne: lękowo-ambiwalentny, unikowy i zdezorganizowany. Według książki „Przywiązanie w psychoterapii” DJ Wallin z 2011 roku od 68 do ponad 80 procent osób powiela styl przywiązania w dzieciństwie na swoje dorosłe relacje. A co wspólnego ma z tą teorią kwestia uzależnień?

Urazy dzieciństwa rekompensowane kieliszkiem

Według teorii więzi uzależnienia są bezpośrednim wynikiem zaburzenia przywiązania i reakcją na zranienie lub uszkodzenie osoby cierpiącej. „Substancje psychoaktywne stanowią sposób wypełnienia próżni tworzonej przez brak stabilizującej relacji. Jednocześnie jednak podtrzymują cierpienie uzależnionej jednostki, gdyż są zaprzeczeniem potrzeby więzi z drugim człowiekiem i prowadzą do szukania zaspokojenia w nich samych” – przekonuje Ewa Wyrzykowska.

Osoby z niekorzystnym wzorcem przywiązania charakteryzują się różnymi deficytami w obrębie struktur psychicznych i osobowościowych, takich jak słabość ego, brak zdolności do samoopieki, trudności w utrzymywaniu poczucia własnej wartości. U osób uzależnionych za to identyfikuje się cztery grupy zaburzonych zdolności: regulowania emocji, szacunku do siebie, czerpania satysfakcji z relacji z innym człowiekiem oraz troski o siebie. Z pozornym ratunkiem przychodzi… alkohol. Jak tłumaczy Ewa Wyrzykowska: „Funkcją substancji psychoaktywnej staje się zastąpienie brakujących umiejętności oraz struktur psychicznych i w ten sposób przywrócenie, przynajmniej częściowo, poczucia własnej wartości i wewnętrznej harmonii”. Problem w tym, że alkohol daje efekty krótkoterminowe, co prowadzi do spirali uzależnienia. Wyrzykowska twierdzi, że alkohol „może dostarczać funkcje, które w ego uzależnionego pacjenta są deficytowe z powodu braku uwewnętrznionych, wystarczających doświadczeń podlegania opiece innych w dzieciństwie”.

Badania kwestionariuszowe prowadzone także w Polsce dowodzą, że istnieje ścisły związek między uzależnieniem od alkoholu i narkotyków a dominującymi – niebezpiecznymi – wzorcami przywiązania w dzieciństwie. Mało tego: według badań osoby uzależnione z doświadczeniem alienacji rodzicielskiej mają wyższe wyniki w zakresie natężenia objawów zaburzeń psychicznych takich jak represyjność, schizoidalność i aleksytymia.

Zamiast walczyć ze skutkami, zajmijmy się przyczynami?

Wydaje się, że kwestia wpływu skutków alienacji rodzicielskiej na uzależnienia, także od alkoholu, jest przesądzona. Mamy tym samym kolejny dowód na to, jak ogromna krzywda spotyka rocznie tysiące polskich dzieci. Naukowcy, pedagodzy, psychiatrzy, psychologowie i przedstawiciele organizacji pozarządowych zajmujących się tą tematyką biją na alarm. Rok temu powstał w Sejmie Zespół do spraw Przeciwdziałania Alienacji Rodzicielskiej. Ze względu na obostrzenia związane z pandemią koronawirusa spotkał się tylko raz. Znów nadzieje całego środowiska zostały wystawione na ciężką próbę… 

Alienacja rodzicielska jest w Polsce praktycznie poza zainteresowaniem systemu wymiaru sprawiedliwości. Podejmowane były i są próby zmiany Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w ten sposób, by wprost opisać i penalizować alienację jako przemoc wobec dziecka, ale jak dotychczas spełzły one na niczym. Tymczasem mamy do czynienia z coraz większą falą zaburzeń psychicznych u dzieci i nastolatków. Obostrzenia związane z pandemią z pewnością nie poprawiły sytuacji. Coraz młodsi ludzie targają się na własne życie, dotyka ich epidemia uzależnień od nowoczesnych technologii, a system ochrony zdrowia odpowiada na te problemy olbrzymim deficytem psychologów i psychiatrów dziecięcych. Jedno jest pewne: nie jesteśmy w stanie skutecznie walczyć ze skutkami. Może więc nie mamy innego wyjścia i powinniśmy wreszcie zająć się przyczynami?

3xzdrowie Centrum MedyczneArtykuł powstał we współpracy z Centrum Medycznym 3xZdrowie oferującym terapię wykorzystującą unikalne połączenie wiedzy medycznej i wieloletniej praktyki z zakresu osteopatii, psychologii i dietetyki. Celem terapii 3xZdrowie jest jest poprawa i wzmocnienie fizyczne, mentalne i emocjonalne.

RPP postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie

NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku. Terminy oraz skala prowadzonych działań będą uzależnione od warunków rynkowych. NBP będzie także nadal oferował kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki.

Dane z gospodarki światowej wskazują, że wraz ze wzrostem liczby zakażeń COVID19 oraz ponownym zaostrzeniem restrykcji epidemicznych w IV kw. 2020 r. wyhamowało ożywienie globalnej koniunktury. Pogorszeniu uległa przede wszystkim sytuacja w sektorze usług, przy dalszym wzroście aktywności w przemyśle. Jednocześnie inflacja w gospodarce światowej utrzymuje się na niskim poziomie. W strefie euro prognozy wskazują na spadek PKB w IV kw. 2020 r. Banki centralne głównych gospodarek utrzymują niskie stopy procentowe oraz prowadzą skup aktywów.

W ostatnich miesiącach – pod wpływem oczekiwań dotyczących pozytywnego wpływu szczepień na dalszy przebieg pandemii – nastąpiła pewna poprawa nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych, przyczyniając się do wzrostu cen części aktywów finansowych. Jednocześnie wzrosły ceny części surowców na rynkach światowych, w tym ropy naftowej.

W Polsce wzrost liczby zakażeń COVID-19 oraz zaostrzenie restrykcji epidemicznych w IV kw. oddziaływały negatywnie na aktywność gospodarczą, w szczególności w części sektora usług. W październiku i listopadzie nastąpił spadek sprzedaży detalicznej. Utrzymujący się wzrost produkcji przemysłowej sugeruje, że sytuacja w tym sektorze jest relatywnie korzystna. Aktualne prognozy wskazują, że roczna dynamika PKB w IV kwartale była nadal ujemna i prawdopodobnie niższa niż w poprzednim kwartale.

Dane z rynku pracy za listopad wskazują na stabilizację przeciętnego zatrudnienia oraz rocznej dynamiki przeciętnych wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Jednocześnie inflacja w grudniu ub. r. – według szybkiego szacunku GUS – obniżyła się do 2,3% r/r (z 3,0% r/r w listopadzie). Można oczekiwać, że po spadku PKB w 2020 r., w bieżącym roku nastąpi ożywienie aktywności gospodarczej, przy czym skala ożywienia będzie zależała przede wszystkim od sytuacji epidemicznej i związanych z nią restrykcji. Dalszy przebieg pandemii oraz jej wpływ na sytuację gospodarczą w kraju i za granicą pozostaje głównym źródłem niepewności dotyczącej kształtowania się krajowej koniunktury.

Pozytywnie na koniunkturę będą oddziaływać działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP. Wzrost aktywności może być natomiast ograniczany przez podwyższoną niepewność oraz słabsze niż przed pandemią nastroje podmiotów gospodarczych, które będą skutkować istotnym obniżeniem dynamiki inwestycji. Tempo ożywienia gospodarczego może być także ograniczane przez
brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP.

NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych i dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku. Celem tych operacji jest zmiana długoterminowej struktury płynności w sektorze bankowym, zapewnienie płynności rynku wtórnego skupowanych papierów wartościowych oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, tj. wzmocnienie mechanizmu transmisji monetarnej. W celu wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym. Terminy oraz skala prowadzonych działań będą uzależnione od warunków rynkowych. NBP będzie także nadal oferował kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki.

Polityka pieniężna NBP łagodzi negatywne skutki pandemii, wspiera aktywność gospodarczą oraz stabilizuje inflację na poziomie zgodnym ze średniookresowym celem inflacyjnym NBP. Poprzez pozytywny wpływ na sytuację finansową kredytobiorców oddziałuje także w kierunku wzmocnienia stabilności systemu finansowego.

Lokal za Grunt – Senat przyjął pierwszą ustawę z rynkowej części pakietu mieszkaniowego

Inwestorzy będą mogli nabywać grunty od gmin w zamian za mieszkania lub inne lokale służące wspólnotom samorządowym – takie będą efekty ustawy przygotowanej przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, którą przyjął dziś bez poprawek Senat. Rozwiązanie to będzie się opierać na współpracy między gminami a inwestorami.

– Przyjęta przez Senat ustawa to pierwsza z propozycji rozwiązań tworzących część rynkową pakietu mieszkaniowego. Zawiera ona narzędzia sprzyjające inwestowaniu i zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych z wykorzystaniem modelu współpracy między samorządami i inwestorami. Dziś częstym wyzwaniem dla inwestorów jest uzyskanie dostępu do gruntów odpowiednich pod budowę osiedli mieszkaniowych. Chcemy uwolnić w tym celu tereny, które są w posiadaniu gmin. Oczywiście z korzyścią dla nich i ich mieszkańców. W zamian za zbycie gruntu inwestorowi gmina otrzyma określoną liczbę lokali. Będzie je mogła przeznaczyć na zaspokojenie lokalnych potrzeb mieszkaniowych lub np. pod działalność zdrowotną, edukacyjną czy kulturalną. Dodatkowo gmina będzie mogła liczyć na bezzwrotną pomoc państwa przy realizacji infrastruktury technicznej i społecznej. Jest to szczególnie istotne, bo pomaga zapewnić zarówno rozwiązania niezbędne do prawidłowego funkcjonowania budynków, jak i te pozytywnie wpływające na jakość zamieszkiwania – mówi wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin.

– Dzięki proponowanym przez nas rozwiązaniom dajemy samorządom narzędzia do zwiększania oferty mieszkań w przystępnej cenie dla swoich mieszkańców. Jednym z nich jest program Lokal za Grunt. Dzięki temu instrumentowi będzie można wykorzystać potencjał inwestycyjny gruntów należących nie tylko do gmin, ale także do Krajowego Zasobu Nieruchomości. To z kolei przyczyni się do poprawy jakości życia społeczności lokalnych – dodaje wiceminister rozwoju, pracy i technologii Anna Kornecka.

Lokal za Grunt

Gminy dysponują znacznym potencjałem gruntów przeznaczonych pod budownictwo mieszkaniowe. Według danych GUS w 2019 r. w zasobie gmin znajdowało się ok. 28 tys. ha gruntów pod takie budownictwo, z czego ok. 45,3% powierzchni była uzbrojona. W przypadku budownictwa rynkowego jednym z najważniejszych czynników ograniczających dalszy wzrost podaży mieszkań jest dostępność gruntów odpowiednich pod zabudowę. MRPiT proponuje tu model wymiany korzyści między gminą a inwestorem – z zachowaniem zasady konkurencyjności i transparentności.

Gminy mogą przeznaczać swoje nieruchomości na cele inwestycyjne już obecnie, na podstawie ogólnych zasad gospodarowania gruntami gminnymi. W praktyce jednak możliwości te nie są w pełni wykorzystywane. Ustawa ma to zmienić i zachęcić samorządy lokalne do szerszego angażowania się w działania służące rozwojowi budownictwa z wykorzystaniem zasobu nieruchomości gminnych. Na konieczność opracowania takiej regulacji zwracały uwagę zarówno samorządy, jak i potencjalni inwestorzy.

Podstawowy model współpracy między gminą a inwestorem:

  • Inwestor (nabywca nieruchomości od gminy) budowałby budynek (ewentualnie remontował lub przebudowywał budynek istniejący) i przekazywałby część mieszkań samorządowi gminnemu.
  • Gmina mogłaby te mieszkania zachować w swoim zasobie (jako mieszkania komunalne) lub wnieść je do spółek gminnych (np. towarzystw budownictwa społecznego/społecznych inicjatyw mieszkaniowych) lub państwowych.
  • W ten sposób, bez potrzeby samodzielnego prowadzenia skomplikowanego i czasochłonnego procesu inwestycyjnego, gmina uzyskiwałaby zasób mieszkaniowy, który mogłaby przeznaczyć na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych wspólnoty lokalnej.

Elastyczny model

Ustawa dopuszcza również inne formy inwestowania, np. uzyskiwanie przez gminy mieszkań położonych w innych lokalizacjach lub powierzchni niemieszkalnych (np. pod działalność edukacyjną, zdrowotną, kulturalną itp.).

Nieruchomości oferowane przez gminę będą musiały być objęte miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego lub decyzją o warunkach zabudowy. Istotnie przyspieszy to proces inwestycyjny i zmniejszy niepewność potencjalnych inwestorów co do możliwości zagospodarowania danego gruntu.

Przepisy ustawy wprowadzą dodatkowo zachęty do inwestowania na terenach poddawanych rewitalizacji oraz prowadzenia prac remontowych w budynkach zabytkowych.

Obustronne korzyści

Korzyści dla inwestorów:

  • rozszerzenie dostępu do nieruchomości o potencjale inwestycyjnym, często atrakcyjnie zlokalizowanych i dobrze skomunikowanych;
  • większe możliwości dostosowania sposobu pozyskania nieruchomości do posiadanych aktywów i potrzeb inwestora;
  • możliwość odroczenia ostatecznego rozliczenia ceny nieruchomości do czasu zakończenia inwestycji;
  • przyspieszenie procedur związanych z rozpoczęciem procesu inwestycyjno-budowlanego, np. dzięki możliwości nabycia nieruchomości objętej już decyzją o warunkach zabudowy;
  • możliwość przeznaczenia do przekazania w zamian za nieruchomość lokali lub budynków pochodzących z innych inwestycji oraz swoboda w gospodarowaniu lokalami i budynkami objętymi inwestycją, a nieprzekazywanymi gminie.

Korzyści dla samorządów:

  • zwiększenie zasobu służącego realizacji zadań gminy, bez konieczności bezpośredniego zaangażowania się w realizację procesu inwestycyjno-budowlanego, w tym niekiedy od razu po zbyciu gruntu;
  • szerokie możliwości wykorzystania instrumentu do realizacji zadań gminy (np. w celu zwiększenia oferty lokalowej, realizacji działań rewitalizacyjnych, poprawy dostępu osiedli mieszkalnych do infrastruktury technicznej i społecznej, zwiększenia zakresu lub poprawy jakości usług świadczonych na rzecz mieszkańców);
  • możliwość zagospodarowania działek niewykorzystywanych do realizacji zadań (a generujących koszty związane z utrzymaniem nieruchomości) przy jednoczesnym zwiększeniu zasobu lokalowego gminy i uzyskaniu istotnych społecznie efektów niematerialnych (np. poprawy jakości życia mieszkańców gminy);
  • zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnej regionu.

Więcej beneficjentów w „Mieszkaniu na Start”

Najemcy mieszkań uzyskanych przez gminę w ramach rozliczenia „lokal za grunt” i wniesionych do spółek gminnych lub spółek Skarbu Państwa będą mogli ubiegać się o dopłaty do czynszu w ramach programu Mieszkanie na Start, których wysokość zależy od lokalizacji mieszkania oraz liczby członków gospodarstwa domowego.

Dopłaty mają na celu polepszenie warunków mieszkaniowych osób średniozamożnych (uzyskujących średnie dochody) i są dużym wsparciem dla wielu rodzin. Program Mieszkanie na Start jest realizowany od 1 stycznia 2019 r.

Grant na Infrastrukturę

Proponujemy też dodatkowe zachęty dla gmin do angażowania się w działania dla realizacji polityki mieszkaniowej państwa.

Gmina, która zaangażuje się w prowadzenie polityki mieszkaniowej poprzez:

  • tworzenie mieszkań komunalnych,
  • tworzenie mieszkań w formule SIM,
  • współpracę z inwestorami na zasadach „lokal za grunt”,
  • inwestycję mieszkaniową, z którą związane są dopłaty do czynszu MnS,

będzie mogła uzyskać grant na infrastrukturę (droga, żłobek, przedszkole itd.) w wysokości 10% tego przedsięwzięcia infrastrukturalnego, przy czym nie wyższy niż wkład tej gminy w inwestycję promieszkaniową.

Przykład

Gmina decyduje się skorzystać z rozwiązania Lokal za Grunt. Wystawia w tym trybie na sprzedaż działkę o wartości 1 mln zł. Jeśli dojdzie do podpisania umowy, będzie mogła dodatkowo uzyskać grant na pokrycie do 10% kosztów przedsięwzięcia infrastrukturalnego towarzyszącego inwestycji realizowanej przez nabywcę nieruchomości.

Ustawa przewiduje też preferencje w ubieganiu się o wsparcie ze środków z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg i Funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej przy łączeniu działalności promieszkaniowej z innymi formami działania na rzecz lokalnej wspólnoty. Takie zachęty będą pozytywnie wpływać nie tylko na działalność inwestycyjną w przestrzeni mieszkaniowej, ale również w przestrzeni towarzyszącej rozwojowi mieszkalnictwa. Intencją tych rozwiązań jest to, żeby z jednej strony gmina, która zaangażuje się w prowadzenie polityki mieszkaniowej, była wyżej punktowana przy ubieganiu się o już dostępne środki z programów rządowych i unijnych, a z drugiej dostawała dodatkowy grant z Funduszu Dopłat na realizację infrastruktury towarzyszącej mieszkalnictwu.

Blisko 60% Polaków nie chce przedłużania lockdownu. Ekonomiści: Dla gospodarki to był kosztowny błąd

Prawie sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że po 18 stycznia br. rząd ze względu na sytuację epidemiologiczną nie powinien przedłużać lockdownu. Natomiast w gronie osób wyrażających przeciwne zdanie, zdecydowanie najczęściej pojawia się odpowiedź o utrzymaniu tych obostrzeń do czasu mocnego spadku liczby zakażeń. Z kolei ponad dwa razy mniej rodaków wskazuje na okres do końca lutego br. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland.Polacy są zmęczeni obostrzeniami. Większość chce zakończenia tzw. lockdownu

55,8% Polaków twierdzi, że po 18 stycznia ze względu na sytuację epidemiologiczną rząd nie powinien przedłużać lockdownu. Przeciwnego zdania jest 30,9% rodaków. Z kolei 13,3% nie ma opinii w tej kwestii. Według Piotra Kuczyńskiego, analityka rynków finansowych, te wyniki pokazują, że sporo osób odczuwa problemy wynikające z zamknięcia gospodarki. Jednym spadły zarobki, drugim zbankrutowały firmy, a inni obawiają się bezrobocia. To do ludzi bardziej przemawia niż możliwość zachorowania.

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

– Gdyby odpowiadali tylko przedsiębiorcy, to przewaga poglądów za nieprzedłużaniem ograniczeń byłaby większa. Widzimy zatem efekt zupełnej niewiarygodności polityki zakazów prowadzonej w tej dziedzinie. Najpierw resort zdrowia podał, ile osób musi być zakażonych, żeby ogłosić tzw. narodową kwarantannę, a potem odszedł od tych wytycznych. Nikt nie udowodnił, że branże, gdzie wprowadzono zakazy działalności, są największym zagrożeniem epidemicznym – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Zdaniem Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE RESEARCH, widać zmęczenie społeczne pandemią, co po prawie roku izolacji jest zupełnie zrozumiałe. Ponadto Polacy dostrzegają, że nie tylko tracą swobodę i w pewnym stopniu wolność, ale przede wszystkim stają się biedniejsi. A perspektywy są coraz bardziej mętne. Według prof. Modzelewskiego, obecny lockdown jest błędem, niczego nie wnosi. Natomiast koszt ekonomiczny tego jest olbrzymi.

Marek Zuber, ekonomista
Marek Zuber, ekonomista

– Ludzie boją się, że dojdzie do totalnej zapaści w gospodarce, co prędzej czy później odczują. Nawet jeżeli w tej chwili ich to bezpośrednio nie dotyka. Wiele osób nie rozumie postępowania rządu, który np.  zamyka siłownie, a sale do tańca pozostawia otwarte. Do tego rozpoczęto szczepienia, więc część Polaków sądzi, że problem z wirusem jest rozwiązany – stwierdza ekonomista Marek Zuber.

Spośród osób, które są za przedłużeniem lockdownu, aż 42,3% uważa, że rząd powinien to robić do czasu mocnego spadku zakażeń. Według eksperta z UCE RESEARCH, te odpowiedzi zapewne pochodzą od Polaków, których w tym czasie pandemia zbytnio nie dotknęła. W grę może też wchodzić czynnik strachu, ale raczej w mniejszej skali. Z kolei 18,9% respondentów mówi o okresie do końca lutego tego roku, a 18,6%, – do połowy lutego. Natomiast 11,9% opowiada się za obostrzeniami do 31 stycznia.

– Sens lockdownu jest taki, żebyśmy się nie zarażali. W związku z tym mija się z celem podawanie dat dziennych, do kiedy restrykcje będą konieczne. Teraz nie wiemy, czy np. w połowie lutego liczba zakażeń bardzo mocno spadnie. Dlatego logiczna jest odpowiedź wybrana przez ponad 42% badanych – przekonuje Marek Zuber.

Jak podkreśla prof. Modzelewski, lockdown wprowadza nieprawdopodobne spustoszenie, nie tylko ekonomiczne. Ludzie przyzwyczajają się, że można nie pracować i otrzymywać pieniądze. Z kolei Krzysztof Zych zaznacza, że zamykanie ludzi w domach doprowadza do wielu tragedii, w tym nierówności i przemocy. Ponadto Polacy przestali się leczyć na inne choroby niż COVID-19. To może w przyszłości okazać się dla nas i służby zdrowia znacznie groźniejsze niż koronawirus.

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński, ekonomista

– Mówi się o zasadzie litery K w gospodarce. Część branż idzie do góry w górnym ramieniu litery K, a niektóre podążają do dołu, w tym drugim ramieniu. I niestety ten rozjazd społeczny będzie się utrzymywał. W najgorszej sytuacji pozostają eventy, gastronomia, turystyka, a także branże, które im służą – analizuje Piotr Kuczyński.

Ograniczenia widzimy w sektorze najbardziej spolonizowanym, co podkreśla prof. Modzelewski. I dodaje, że już teraz są wykupowane aktywa tych branż, bo mamy do czynienia z masową likwidacją działalności gospodarczych. Upadają firmy, które drugi lockdown po prostu dobił. Ekspert apeluje do władzy o znoszenie tych zakazów, bo ich przedłużanie może mieć dla kraju nieobliczalne skutki.

– Budżet państwa nie jest w stanie wytrzymać kolejnego zamknięcia gospodarki, a już na pewno nie do momentu, kiedy mocno spadnie liczba zakażeń. Firmy, które obecnie nie zarabiają, z dnia na dzień nie wyjdą na prostą. Oczywiście można dodrukowywać pieniądze czy uprawiać kreatywną księgowość, ale matematyki nie da się oszukać – dodaje Krzysztof Zych.

Z kolei Piotr Kuczyński podkreśla, że wiele państw masowo dodrukowuje pieniądze. Nawet Joe Biden zapowiedział ogłoszenie planu na kolejne biliony dolarów. Zdaniem eksperta, kiedyś tego typu działania skończą się tym, że ludzie przestaną wierzyć w tradycyjną gotówkę. I wtedy będzie kolejny problem.

– Jeżeli ratowanie gospodarki ma polegać na pompowaniu dziesiątek miliardów złotych w firmy, które są zagrożone upadłością, to wszyscy zapłacimy za ten ruch. To będzie oznaczało np. wyższe podatki. A jeśli zabraknie takiego wsparcia, wówczas dojdzie do jeszcze większego zubożenia społeczeństwa. Upadnie więcej firm, wzrośnie bezrobocie, spadnie konsumpcja i będzie mniej inwestycji. A to już odczuje cała szeroko pojęta gospodarka – podsumowuje Marek Zuber.

Badanie przeprowadzono w dniach 08-11.01.2021 r. metodą CAWI przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Co ze stopami procentowymi? Decyzja RPP już dzisiaj

Już dzisiaj dowiemy się, czy Rada Polityki Pieniężnej faktycznie zmieni politykę monetarną, a przynajmniej czy na konferencji po posiedzeniu potwierdzi zmianę nastawienia.

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej już dzisiaj

Przed godziną 16:00 powinniśmy poznać decyzję w sprawie stóp procentowych. Zwyczajowo zapadała ona około godziny 13:30, ale patrząc na ostatnie późniejsze publikacje plus zamieszanie w związku z możliwą obniżką stóp można zakładać, że dzisiaj również nie pojawi się ona zbyt szybko. Analitycy spodziewają się, że zmian stóp na dzisiejszym posiedzeniu nie będzie, jednakże nie brakuje głosów, że już teraz możliwa jest obniżka o 0,1% do 0%. Gdyby doszło do obniżki można się spodziewać utraty wartości przez złotego. Scenariusz, w którym złoty by się umacniał (z tych realnych oczywiście) to brak zmian i uspokajający komunikat na konferencji prasowej o 16:00.

Dane z Czech

Nasi południowi sąsiedzi opublikowali dzisiaj serię danych makroekonomicznych. Inflacja podobnie jak w Polsce w grudniu szła wyraźnie w dół spadając do 2,3% z 2,7%. Rynek oczekiwał symbolicznego spadku do 2,6%. Z drugiej strony sprzedaż detaliczna (bez uwzględnienia samochodów) w skali roku spada o 7% przy oczekiwanym spadku o zaledwie 3,6%. Rynek walutowy przyjął te dane bardzo spokojnie. Czeska korona od rana jest na zbliżonych poziomach do tych sprzed publikacji.

Spowolnienie w Indiach

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z Indii. Inflacja w dalszym ciągu wyraźnie spowalnia. 4,59% to wynik nie tylko niższy od oczekiwań, ale też najniższy rezultat od drugiej połowy 2019 roku. Do tego produkcja przemysłowa za listopad spada w ciągu roku o 1,9%. To wynik o 1,5% słabszy od oczekiwań analityków. Pomimo tego inwestorzy przychylniej patrzą na indyjską rupię, która zyskiwała na wartości po tych danych. Była to jednak korekta spadków z początku tygodnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja,
16:00 – Polska – komunikat po posiedzeniu RPP,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl