12 stycznia 2021 roku na stanowisko dyrektora zarządzającego Polskiej Rady Centrów Handlowych powołano Krzysztofa Poznańskiego, menadżera z blisko trzydziestoletnim doświadczeniem w zarządzaniu firmami, operacjami i sprzedażą. Nowy dyrektor zarządzający od lat jest związany z branżą centrów handlowych. Odpowiadał między innymi za finalizację inwestycji, zarządzanie i przekazanie nowemu właścicielowi centrum handlowego Złote Tarasy.
Krzysztof Poznański z sukcesami zarządzał operacjami spółki Multikino oraz firmami G4S Security Systems, ISS Facility Services, czy Aamal Services. Ma wieloletnie doświadczenia w sektorze facility services powiązanym z branżą nieruchomości na rynkach międzynarodowych, gdzie m.in. odpowiadał za zarządzanie P&L, rozwój biznesu i pozyskiwanie klientów. Do jego osiągnięć należy także przygotowanie do uruchomienia i płynne otwarcie centrum handlowego i biurowego Złote Tarasy w Warszawie. Jako dyrektor centrum odpowiadał za wyniki i budżet projektu, zarządzanie operacjami i relacjami z najemcami, a także z właścicielami.
Doświadczenie nowo powołanego dyrektora zarządzającego w branży centrów handlowych będzie kluczowe dla wypracowania rozwiązań wspierających interesy przedsiębiorców działających w sektorze miejsc handlu i usług.
„Branża centrów handlowych mierzy się z dotkliwymi skutkami pandemii i konsekwencjami decyzji o kolejnych lockdownach. Nasza organizacja i branża potrzebują nowej strategii, która odpowie na wyzwania stojące przed sektorem handlu, przyczyni się do jego szybkiej odbudowy po pandemii oraz sprawi, że głos branży zostanie usłyszany. Jesteśmy przekonani, że bogate doświadczenia Krzysztofa w realizacji licznych interdyscyplinarnych projektów oraz znajomość branży centrów handlowych wzmocnią działania Polskiej Rady Centrów Handlowych” – powiedział Jan Dębski, Prezes Zarządu PRCH.
Krzysztof Poznański będzie współodpowiedzialny za stworzenie i realizację strategii działania oraz dalszego rozwoju Polskiej Rady Centrów Handlowych. Do jego obowiązków będzie należała współpraca z członkami oraz partnerami stowarzyszenia, reprezentowanie interesów branży na arenie krajowej i międzynarodowej oraz zarządzanie operacyjne organizacją.
„Objęcie stanowiska dyrektora zarządzającego Polskiej Rady Centrów Handlowych w tak newralgicznym dla branży momencie jest niezwykle ambitnym zadaniem i wiąże się z olbrzymią odpowiedzialnością. Jako organizacja będziemy musieli w kolejnych miesiącach sprostać wielu wyzwaniom. Jestem jednak głęboko przekonany, że jako sektor oraz organizacja wyjdziemy z obecnej sytuacji znacznie silniejsi. Do naszych głównych zadań będzie należało wypracowanie rozwiązań, które pomogą w ograniczeniu konsekwencji restrykcji wprowadzanych w związku z pandemią, szybkim powrocie branży na ścieżkę wzrostu i silne wsparcie właścicieli, zarządzających oraz najemców centrów handlowych. Będziemy też promować branżę centrów handlowych jako ważny element polskiej gospodarki” – dodał Krzysztof Poznański, nowy dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.
Wielu polskich konsumentów zwraca się mocniej w kierunku mniejszych sklepów, zlokalizowanych poza tradycyjnymi centrami handlowymi, które wzmacniają ich poczucie bezpieczeństwa. To szansa, którą właściciele lokali przy ulicach handlowych mogą teraz wykorzystać.
Ożywienie handlu przy reprezentacyjnych ulicach polskich aglomeracji to niekończący się temat, który powrócił i tym razem, przy okazji pandemii. Paradoksalnie, niepewność, z którą mierzą się teraz najemcy, może kierować ich uwagę w stronę lokalizacji alternatywnych, w tym ulic, które nie były objęte zakazem handlu, zapewniając w ten sposób ciągłość działania. Aby jednak zwiększyć ich atrakcyjność należałoby uprościć procedury przetargowe, stworzyć spójną strategię i nawiązać bliską współpracę na linii miasta-właściciele prywatni.
Czynsz to nie wszystko
COVID-19 zweryfikował kondycję finansową wielu marek czy lokali usługowych i niektóre z nich niestety tego testu nie przetrwały. Dotyczy to również najemców działających przy ulicach handlowych. Jest jednak jedno „ale”.
Na rynku nadal działa wiele firm, które przed pojawieniem się COVID-19 były w więcej niż dobrej sytuacji finansowej, miały spore rezerwy gotówki i teraz upatrują szansy w przejęciu lokali, które ze względu na trudny czas oferują bardziej atrakcyjne stawki czynszów niż przed marcem tego roku. Możemy więc spodziewać się, że z czasem niektóre ze zwalnianych lokali, będą zapełniać się nowymi najemcami. Jest to jednak proces wydłużony, na co wpływ ma również fakt, że sam proces wynajmu lokali przy ulicach handlowych jest dużo większym wyzwaniem niż w obiektach komercyjnych, takich jak centra czy biurowce, tłumaczy Anna Wdowiak, Starszy Konsultant w Dziale Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL
Skomplikowane procedury przetargowe i konkursy ofert, czy rozdrobniona struktura właścicielska są podstawowymi elementami, które do tej pory zniechęcały wielu najemców, aby przynajmniej rozważyć któryś z lokali znajdujących się na przykład przy reprezentacyjnych ulicach Warszawy.
Najemcy, a zwłaszcza duże, sieciowe firmy, oczekują, że proces jego pozyskania będzie prostszy, a sami właściciele będą gotowi do pewnej elastyczności w negocjacjach. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, aby po wyeliminowaniu największych barier rozwoju, sieci handlowe, dla których na wielu rynkach zagranicznych ulice handlowe to kluczowy element strategii biznesowej, zaczęły stosować podobną politykę także w stolicy Polski. Pamiętajmy, że za dużymi, znanymi markami przyjdą klienci, a to przyciągnie do danej lokalizacji kolejne firmy, dodaje Anna Wdowiak
Potrzebna strategia
Dwa lata temu na zlecenie urzędu m. st. Warszawy zespół JLL przeprowadził badanie, na podstawie którego przygotował rekomendacje mające na celu rozwój handlu śródmiejskiego w Warszawie, a konkretnie na odcinku ulicy Marszałkowskiej od Placu Zbawiciela do Al. Jerozolimskich.
Zwróciliśmy wtedy uwagę, że wśród czynników, które mogą go wesprzeć konieczny jest m.in. wzrost ruchu pieszych, budowa pominiętej stacji metra A12 – Plac Konstytucji, czy stworzenie reprezentacyjnej, wysokiej jakości i zielonej przestrzeni publicznej. Z kolei selekcja najemców miałaby się opierać nie tylko na kwestiach czynszowych, ale także na dążeniu do podniesienia jakości i unikalności oferty. Kluczowy jest też wpływ tych najemców na życie uliczne, wydłużenie godzin otwarcia sklepów, a także atrakcyjność samych witryn sklepowych, mówi Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL
Do tego dochodzi również kwestia estetyki, która jest niezwykle ważna, jeśli chodzi o zwiększenie potencjału ulic handlowych. Aby przyciągnąć atrakcyjnych, wpisujących się w potrzeby warszawiaków najemców miasto, tam gdzie to konieczne, powinno zadbać o remonty zdewastowanych elewacji budynków. Oczywiście ważne jest, aby ulice były przyjazne dla samych klientów i tu pojawia się konieczność np. przeanalizowania możliwości budowy dodatkowych przejść dla pieszych, co pozytywnie wpłynie na cyrkulację klientów. Dzięki temu ulice handlowe będą mieć szansę, aby stać się realną alternatywą dla centrów handlowych.
Pandemia może przyspieszyć zmiany, które ratusz zaczął wprowadzać już przed COVID-19. Przykładem są Aleje Jerozolimskie, gdzie wachlarz najemców zajmujących lokale handlowe jest bardziej starannie dobierany, tak aby pasował do przyjętej strategii ofertowej, a powinna być ona spójna i trafiać w faktyczne potrzeby zakupowe. Współpraca na linii miasto – prywatni właściciele jest tu jednak kluczowa. Obie strony powinny być zainteresowane, aby takie rozmowy prowadzić i wspólnie wypracować kompromis dotyczący polityki lokalowej, np. poprzez tworzenie lokalizacji o konkretnym profilu najemców. Pandemia dotyka wszystkich bez wyjątku, rosnący wakat dotyczy zarówno miasta, jak i prywatnych właścicieli i obie strony powinny być teraz bardziej zdeterminowane do stworzenia wspólnej strategii działania, dodaje Anna Wysocka.
Dobry sposób na dywersyfikację
Zamknięte centra handlowe i strach przed zarażeniem sprzyjały rozwojowi e-commerce. Liczba osób robiących zakupy online zwiększała się w miesiącach, kiedy centra handlowe były w większości przypadków zamknięte – w szczytowym momencie udział e-commerce wzrósł do blisko 12% w handlu detalicznym, a po złagodzeniu obostrzeń spadał.
To pokazuje, że Polacy nadal preferują zakupy tradycyjne, choć jednocześnie ich nawyki zmieniają się. Tym bardziej, że marki dywersyfikują swoje strategie i mocniej stawiają na handel tzw. hybrydowy, a co za tym idzie, liczą się coraz bardziej lokalizacje niezależne, łatwo dostępne, znajdujące się bezpośrednio przy ulicy. Warto też podkreślić, że duzi, znani najemcy działają już przy ulicach handlowych, czego przykładem jest ulica Marszałkowska i obiekt Wars, Sawa, Junior. Aby jednak przyciągnąć na ulice handlowe kolejnych operatorów należy stworzyć atrakcyjne warunki najmu i udostępnić markom poszukiwane metraże, np. poprzez łączenie lokali, podsumowuje Anna Wdowiak.
O ponad 130 proc. do 28,99 mln zł wzrosły przychody ze sprzedaży Vivid Games w 2020 r. wynika ze wstępnych wyników finansowych opublikowanych przez spółkę. Zysk netto bydgoskiej firmy sięgnął 2,12 mln zł, o ponad 400 proc. więcej niż rok temu. To najlepsze wyniki w historii developera.
– Mimo światowychzawirowań związanych z COVID 19, ubiegły rok był dla Vivid Games bardzo udany. Znacząco zwiększyliśmy nakłady marketingowe związane z tzw. user acquisition, co przyniosło skokowy wzrost przychodów, zwłaszcza w przypadku Real Boxing 2, który był motorem sprzedażowym w minionym roku. – wskazuje Remigiusz Kościelny, prezes Vivid Games.
W 2020 r. spółka wypracowała 28,99 mln zł przychodów ze sprzedaży, o 130 proc. więcej niż w 2019 r. i o prawie 50 proc. więcej niż zakładała prognoza na ubiegły rok.
Miniony rok i początek bieżącego to również czas zawarcia porozumienia z obligatariuszami i wypłaty pierwszej z dwunastu kwartalnych rat wraz z odsetkami, która miała miejsce 4 stycznia br. Obsługa jedynego długu spółki, nie wpłynie znacząco na kondycje finansową spółki. Na koniec grudnia ubiegłego roku Vivid Games posiadał 8 mln zł gotówki w kasie w porównaniu do 2,5 mln w styczniu 2019 r.
Portfolio już zapowiedzianych na 2021 rok premier w połączeniu z wykorzystaniem posiadanego know-how, daje solidne podstawy pod wyniki bieżącego roku. – W tym roku chcemy przetestować 10 nowych gier mobilnych – zarówno tych pochodzących z programu wydawniczego jak i naszych oryginalnych produkcji. Zakładamy, że 4-6 z nich może trafić później do globalnej dystrybucji. W planie wydawniczym mamy już „Right Swipes”, „Amusing Heroes” oraz “The Cash” – zapowiada prezes. – Dążymy do sytuacji, w której w portfolio będą trzy duże gry mobilne z miesięcznymi przychodami w wysokości co najmniej 1 mln zł, jak również kontynuujemy poszukiwania hitu, który będzie przynosił przynajmniej 4 mln zł przychodów miesięcznie – kontynuuje.
Remigiusz Kościelny zapowiada również, że spółka zamierza kontynuować praktykę podawania wstępnych miesięcznych wyników finansowych. – Spotkało się to z bardzo dobrym odbiorem przez akcjonariuszy. Natomiast nie planujemy podawać prognoz wyników na 2021 rok. Historycznie podawanie prognoz w naszej branży jest obarczone zbyt dużym marginesem błędu, co widać choćby po ubiegłorocznych wynikach. Pomimo skokowego wzrostu przychodów i „przestrzelenia” in plus o 50 procent prognozy sprzedaży, nie udało nam się zrealizować prognozowanego na 2020 roku 3 mln zł zysku netto, mimo że zysk ze sprzedaży wyniósł prawie 4 miliony złotych – podsumowuje prezes.
542 593 – tyle ofert zatrudnienia zamieścili pracodawcy na Pracuj.pl w 2020 roku. Minione 12 miesięcy upłynęło na rynku pracy pod kątem wyzwań i trudności powodowanych przez pandemię koronawirusa, co szczególnie odbijało się na liczbie ofert w II kwartale ub.r. Jednocześnie jednak już II półrocze 2020 przyniosło znaczący wzrost aktywności pracodawców. Miniony rok odznaczał się także wyjątkowym wzrostem zaangażowania kandydatów pod ofertami na Pracuj.pl. Zapraszamy do zapoznania się z raportem Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów 2020”.
Najważniejsze informacje:
542 593 – taką liczbę ofert zamieścili pracodawcy na Pracuj.pl w 2020 roku.
Pracodawcy byli najbardziej aktywni w III kwartale, najmniej – w II kw.
Najczęściej poszukiwane specjalizacje: sprzedaż, obsługa klienta, IT.
Kandydaci najczęściej reagowali aktywnie na oferty w II i III kwartale.
W 2020 znacząco rosła liczba ofert związanych z rekrutacją i pracą zdalną.
2020 na tle ostatnich lat
Jak podają analitycy Pracuj.pl, na portalu między styczniem i grudniem 2020 zamieszczone zostały 542 593 oferty pracy. W perspektywie ostatnich pięciu lat aktywność pracodawców była niższa niż w 2019 i 2018 roku. Dane wskazują jednak na łagodniejszy spadek liczby ogłoszeń na portalu, niż prognozowany na początku pandemii koronawirusa przez część specjalistów ds. rynku pracy i HR.
Mimo to nie ma najmniejszych wątpliwości, że 2020 rok stanowił największe wyzwanie dla kandydatów i pracodawców od wielu lat – o czym pisze w swoim komentarzu do raportu Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl. Dobre wyniki związane były ponadto ze specyfiką rekrutacji prowadzonych na portalu, a także działaniami podjętymi przez Grupę Pracuj w obliczu pandemii – o czym piszemy w rozdziale „Niejednorodny obraz rynku pracy”.
Aktywność pracodawców w kwartałach
Specyfikę minionych 12 miesięcy i skalę trudności, jakie przyniosła pandemia, dobrze oddają dane dotyczące aktywności pracodawców w poszczególnych kwartałach. Wzrost liczby zachorowań i pierwszy lockdown wprowadzony mniej więcej w połowie marca sprawił, że firmy zamrażały wiele procesów rekrutacyjnych jeszcze w I kwartale. Najmocniejszy wpływ COVID-19 na rynek ofert odczuć można było jednak w II kwartale, kiedy zamieszczono zaledwie 105 198 ogłoszeń, o 22% mniej niż w pierwszych trzech miesiącach roku. W najtrudniejszym momencie zamrożenia gospodarki spadki liczby ofert na Pracuj.pl miesiąc do miesiąca sięgały nawet blisko 50% (różnica między lutym i kwietniem 2020). Jednocześnie jednak już koniec II kwartału przyniósł bardziej optymistyczne perspektywy dla rynku pracy. Wiązało się to oczywiście z odmrożeniem działalności większości branż i luźniejszymi restrykcjami. Sytuacja ta przełożyła się na odrodzenie rekrutacji w III kwartale, gdy opublikowano aż 152 851 ofert. Rekruterzy i kandydaci nadrabiali „zaległości” z minionych miesięcy, w których uczyli się rekrutacji w nowych warunkach. W efekcie np. lipiec i sierpień, w minionych latach stanowiące okres lekkiego wakacyjnego spowolnienia aktywności pracodawców, należały w 2020 do miesięcy z największą liczbą ofert na Pracuj.pl.
IV kwartał upłynął na rynku pracy pod kątem drugiej fali pandemii i związanych z nią dodatkowych obostrzeń, budzących obawy z perspektywy rynku rekrutacji. Jednocześnie jednak liczba ofert na Pracuj.pl – choć nieznacznie niższa niż w III kwartale – utrzymywała się w tym czasie na wysokim poziomie, dalekim od spadków z pierwszego półrocza. Pracodawcy wkroczyli w ten okres wyposażeni już w nowe narzędzia i procedury, wypracowane w poprzednich miesiącach. W efekcie w pierwszym półroczu 2020 ukazało się 44% wszystkich ofert na portalu w minionym roku, a w drugim półroczu – 56%. Dla porównania, w 2019 roku proporcja była odwrotna – 53% ofert pochodziło z I półrocza, a 47% – z drugiego.
Kogo szukali pracodawcy w 2020 roku?
Podobnie, jak w ubiegłych latach, w 2020 roku na czele zestawienia najczęściej publikowanych ofert znalazły się te kierowane do specjalistów ds. handlu i sprzedaży. Stanowiły one co trzecie ogłoszenie na portalu (33%). To wynik, który może zaskakiwać, choćby w kontekście obostrzeń związanych z prowadzeniem sklepów w okresie pandemii. Mimo nowych wyzwań m.in. marketów wielkopowierzchniowych czy mniejszych podmiotów handlowych, popyt w sprzedaży utrzymał się na wysokim poziomie. Na drugim miejscu zestawienia znalazła się obsługa klienta (18% ofert). W obliczu COVID-19 zaledwie 3-procentowy spadek udziału tej kategorii w ofertach rok do roku można uznać za przyzwoity wynik. Stacjonarne punkty obsługi klienta i centra kontaktu mierzyły się w pierwszych miesiącach pandemii z dużymi trudnościami. Jednak po początkowych turbulencjach znaczącej części firm zatrudniających specjalistów z tej kategorii udało się z sukcesem przenieść swoją działalność do modelu hybrydowego lub zdalnego – np. poprzez większy nacisk na obsługę online i telefoniczną. W zdalnej lub hybrydowej formie prowadzone były także procesy rekrutacyjne i onboardingowe.
Trzecia pozycja należy do ekspertów IT (14% ofert). Ta grupa specjalistów już na początku pandemii była w dużej części oswojona z rekrutacjami zdalnymi, ze względu na ich szczególnie dużą popularność w branży nowych technologii w minionych latach. Ułatwiało to działania rekruterom. Jednocześnie jednak zarówno specjaliści IT, jak i kandydaci mierzyli się z rosnącym zapotrzebowaniem na ekspertów z paroletnim doświadczeniem, przy jednoczesnym spadku zainteresowania kandydatami na poziomie juniorskim. Próg wejścia do branży IT był więc trudniejszy niż wcześniej, co stanowiło wzmocnienie trendów, których stopniowy wzrost obserwowano jeszcze przed pandemią.
Największy wzrost liczby ofert w 2020 roku odnotowano w przypadku ogłoszeń kierowanych do specjalistów ds. nieruchomości, produkcji oraz handlu i sprzedaży. Największe spadki dotyczyły natomiast ekspertów z zakresu turystyki, HR, prawa i obsługi klienta – czyli specjalizacji wymienianych często wśród wyjątkowo mocno dotkniętych przez konsekwencje pandemii.
Które branże rekrutowały najczęściej?
Eksperci Pracuj.pl sprawdzili także, które branże najczęściej rekrutowały w 2020 roku. Najwięcej ofert, podobnie jak w 2019 roku, pochodziło od firm z sektora bankowości i finansów (11%). Na kolejnych miejscach znaleźli się pracodawcy z branż handlu B2C i sprzedaży detalicznej (9%), produkcji FMCG (9%), IT oraz handlu B2B i sprzedaży hurtowej (po 7%).Warto zwrócić uwagę, że choć co trzecie ogłoszenie na portalu dotyczyło specjalistów ds. handlu i sprzedaży, z firm o tym profilu (B2B i B2C) pochodziło tylko 16% ofert – o 3% mniej, niż w minionym roku. Oznacza to, że choć sami sprzedawcy nie mogli w 2020 narzekać na spadki ofert, to pandemia miała przełożenie na zauważalnie mniejszą aktywność rekrutacyjną firm z branży handlowej.
Gdzie poszukiwano pracowników?
Co piąte ogłoszenie na Pracuj.pl w 2020 roku pochodziło od firm z województwa mazowieckiego (21% ofert na portalu). Choć utrzymało ono pozycję zdecydowanego lidera, jego udział w całej puli ogłoszeń zmalał w minionych 12 miesiącach o aż 4% i był najniższy od 2013 roku.
Obok stołecznego województwa najsilniejszą pozycję utrzymały te znajdujące się w południowej Polsce: dolnośląskie, śląskie i małopolskie (9%), a obok nich wielkopolskie (9%). Na kolejnych pozycjach znalazły się pomorskie (7%) i łódzkie (6%). Ogółem dane Pracuj.pl wskazują na wciąż utrzymującą się dominującą pozycję Mazowieckiego, sporą aktywność firm z południowej Polski oraz nieco mniejszą – przedsiębiorstw z województw w centrum i na północy kraju.
Jak aktywni byli kandydaci w 2020 roku?
Nowością w tegorocznym „Rynku Pracy Specjalistów” jest zestawienie kategorii ofert, pod którymi kandydaci wykazywali się największym wzrostem zaangażowania rok do roku. Przedstawione zostały w nim wybrane kategorie, pod którymi wyraźnie wzrosła średnia liczba użytkowników klikających w pole „aplikuj” zamieszczone w ofertach na Pracuj.pl.
W ogólnym ujęciu kandydaci wykazywali się wyraźnie większym zaangażowaniem pod ofertami, niż w minionych latach. Wyniki w dużym stopniu potwierdzają wyzwania zawodowe grup szczególnie dotkniętych przez kolejne fale pandemii i zamrożenie części branż. Widoczne było także zainteresowanie kategoriami zawodów, które uchodzą za bezpieczne i stabilne – przede wszystkim wszelkimi ofertami pracy w branży nowych technologii.
Regularny wzrost zaangażowania rekrutacyjnego kandydatów rok do roku zaobserwować można było przez całe ostatnie 12 miesięcy w takich kategoriach, jak m.in. obsługa klienta, call center, administracja biurowa, administracja IT, programowanie, internet/ecommerce, HR, łańcuch dostaw czy praca fizyczna, a także marketing, reklama i PR.
Szczególne wzrosty przyniosła pierwsza fala pandemii – dwukrotnie lub nawet trzykrotnie bardziej aktywni pod ofertami między kwietniem i czerwcem 2020 byli kandydaci z kategorii administracji biurowej, call center, energetyki, hotelarstwa, internet/ecommerce, programowania, obsługi klienta, prawa, reklamy, transportu, pracy fizycznej czy zdrowia/urody.
Potrzeby i postawy kandydatów
Aktywność kandydatów i ich otwartość na nowe możliwości zawodowe, dostrzegalną we wcześniej przytaczanych statystykach, potwierdzają także badania Pracuj.pl prowadzone w trakcie pandemii wśród jego użytkowników. Według raportu „Pół roku nowej normalności” we wrześniu 2020 aż 83% respondentów portalu było otwartych na zmianę pracy, jeśli dostaną ciekawą ofertę. To o 6% więcej, niż w kwietniu ub.r., czyli na początku pandemii koronawirusa. Co więcej, aż 64% respondentów było gotowych się przekwalifikować i zmienić branżę, w której pracują, dla otrzymania odpowiedniej oferty.
Kandydaci wciąż jednak potrzebują dużego wsparcia ze strony pracodawców: aż 2/3 z badanych twierdziło pod koniec III kwartału, że znalezienie pracy jest trudniejsze, niż przed pandemią. Co więcej, co trzeci kandydat posiadający zatrudnienie obawiał się utraty pracy. To wyraźnie mniejszy udział, niż w kwietniu ub.r. (44%), ale wciąż znacząca grupa pracowników. Dane wskazywały więc na dużą potrzebę stabilizacji i bezpieczeństwa wśród badanych – jako ważny element ofert wymieniało je we wrześniu 57% respondentów.
Rekrutacje zdalne i praca zdalna w 2020 roku
Co oczywiste, miniony rok upłynął pod kątem wyraźnego wzrostu znaczenia zdalnej pracy i rekrutacji – czego dowodzą także dane Pracuj.pl. Oznaczenia ofert związanych z rekrutacją zdalną zostały wprowadzone na portalu już w połowie marca 2020. Najwyższy odsetek ogłoszeń z takim tagiem odnotowany został na początku maja ub.r. w okresie pierwszego lockdownu. Możliwość pełnej rekrutacji bez bezpośredniego kontaktu dawało wówczas 50% wszystkich ofert na Pracuj.pl. Natomiast pod koniec grudnia udział tego typu ogłoszeń oscylował na granicy 30%, zachowując wciąż wysoki poziom.
Wzrosty dotyczyły także ofert w pełni zdalnej pracy – w listopadzie otagowane w ten sposób było 7% wszystkich aktywnych ogłoszeń na Pracuj.pl. To wynik trzykrotnie wyższy, niż na początku pandemii czy w listopadzie 2019. Jednak mimo wyraźnego wzrostu udziału tego typu ogłoszenia wciąż stanowiły niszę, nie obejmując znacznie bardziej popularnych stanowisk, w których praca zdalna ma obecnie charakter tymczasowy, a także stanowisk realizowanych obecnie w modelu hybrydowym (częściowo w siedzibie, częściowo zdalnie). Doświadczenia pracy zdalnej w badaniu Pracuj.pl z września 2020 deklarowało aż 4 na 10 respondentów.
Niejednorodny obraz rynku pracy
Jak zaznaczają analitycy, stosunkowo niskie spadki ogólnej liczby ofert pracy na Pracuj.pl nie muszą być reprezentatywne dla całego rynku pracy w Polsce. Na stabilność liczby ogłoszeń na Pracuj.pl wpłynęło kilka czynników, m.in. profil ogłoszeniodawców dominujący na portalu, rozbudowane działania Grupy Pracuj wspierające pracodawców i użytkowników w obliczu pandemii, a także nowe narzędzia rekrutacji.
Pandemia miała szczególnie znaczący wpływ w skali całego roku m.in. na branże, kandydatów i stanowiska, które nie stanowiły w ostatnich latach głównej grupy ofert na Pracuj.pl – np. turystykę, gastronomię, niewykwalifikowanych pracowników fizycznych, prace sezonowe. Spadki w tych obszarach nie miały więc znacznego wpływu na ogólną pulę ogłoszeń w serwisie. Jednocześnie jednak portal realizował od marca br. projekty wspierające te grupy m.in. poprzez promocyjne ogłoszenia za złotówkę dla pracodawców z branż hotelarskiej, gastronomicznej oraz Hair&Beauty.
Z drugiej strony Grupa Pracuj podjęła szereg działań mających na celu wsparcie pracodawców i kandydatów w nowych okolicznościach. Pracuj.pl błyskawicznie dostosowano do potrzeb rekrutacji zdalnej poprzez wprowadzenie m.in. nowych tagów ofert pracy, a w Strefie Pracuj.pl – narzędzi do rozmów wideo z kandydatami, a także komunikatora tekstowego łączącego specjalistów HR z aplikującymi.
Pozytywny wpływ na liczbę ogłoszeń miały m.in. specjalne oferty cenowe dla pracodawców i nowych ogłoszeniodawców w okresie lockdownu, a także późniejszego odmrażania gospodarki. Na początku pandemii bezpłatnie przedłużony został okres aktywności ogłoszeń, by ułatwić firmom organizację nowych form rekrutacji bez konieczności zdejmowania ofert z portalu. Ponadto ogłoszenia dotyczące kilku lokalizacji, dotychczas prezentowane na portalu zbiorczo, obecnie są wyświetlane oddzielnie dla poszczególnych miast, co ułatwia dotarcie do nich odpowiednim kandydatom.
Komentarz: Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl
Nie ulega wątpliwości, że wybuch pandemii koronawirusa przyniósł ogromne zmiany dla całego rynku pracy w Polsce, o czym świadczą dane Pracuj.pl. Ogromny wzrost znaczenia pracy i rekrutacji zdalnej, bezprecedensowe tempo zmian wymaganych od działów HR, menedżerów, rekruterów, pracowników i kandydatów, praktyczne zamrożenie działalności części branż – te i inne czynniki czyniły 2020 trudnym i wyjątkowym. Jednocześnie jednak 12 minionych miesięcy uwolniło wiele nieodkrytych wcześniej pokładów silnej woli, kreatywności i innowacyjności ze strony wszystkich uczestników rynku pracy.
Nie jesteś zadowolony ze swoich obowiązków zawodowych? Twoja satysfakcja z pracy i poziom zaangażowania spadają? Z pomocą przychodzi job crafting. Czym jest, kto i jak może go wprowadzić? Naukowcy z Uniwersytetu SWPS wykazali, jak ważne dla naszego samopoczucia w pracy jest to czy wierzymy, że możemy dopasować pracę do siebie.
Kreatywny nauczyciel, aby zaspokoić swoją potrzebę tworzenia wprowadza podczas lekcji atrakcyjne i nietypowe gry. Pracownik korporacji, który czując osamotnienie podczas pracy zdalnej, wpada na pomysł zorganizowania „wirtualnych przerw kawowych”. Podczas takiej przerwy zespół łączy się poprzez wideokonferencję, rozmawiając ze sobą swobodnie i żartując tak jak niegdyś w pokoju socjalnym. Pracownik działu sprzedaży, który przygotowując oferty, wykorzystuje swój talent do myślenia wizualnego – w ofercie rysuje diagramy, które pokazują klientowi jakie korzyści uzyska po zakupie produktu/usługi.
Te wspomniane drobne zmiany w codziennej pracy to nic innego jak przekształcenia pracy (ang. job crafting). To niewielkie inicjatywy związane są z predyspozycjami i potrzebami pracownika. Dzięki nim pracownik czerpie ze swojego potencjału, czuje się dobrze i pracuje efektywnie.
Job crafting jest coraz lepiej odbierany, a wręcz doceniany i pożądany w organizacjach. Dzięki niemu mamy poczucie satysfakcji i sensu pracy i wzrasta nasza efektywność. Aż 77% osób przekształcających swoją pracę, wykazywało się w niej wysoką produktywnością, a 92% deklarowało wysoki poziom satysfakcji z pracy, wynika z badania przeprowadzonego pod kierunkiem prof. Bena Lakera z Uniwersytetu Reading w sierpniu 2020 roku wśród pracowników i managerów. Wyniki te są o tyle ważne, że w świecie postpandemicznym, który charakteryzuje się dużą niepewnością i zmiennością, dbanie o zaangażowanie i efektywność pracowników stało się niemal „Świętym Graalem” dla managerów i pracowników HR.
Czy boimy się zmian?
Co sprawia, że niektórzy pracownicy chętnie i często dokonują takich przekształceń, podczas gdy dla innych nie jest to typowym zachowaniem? Na tego typu proaktywność w znacznym stopniu wpływają przekonania pracowników. Ci, którzy wierzą, że mimo różnych przeszkód będą w stanie zmieniać i dopasowywać pracę do siebie, rzeczywiście będą się tego podejmować. W swoich badaniach potwierdził to zespół psychologów z Uniwersytetu SWPS: to dr Marta Roczniewska, dr Anna Rogala, Malwina Puchalska-Kamińska, prof. Roman Cieślak i prof. Sylwiusz Retowski. Ważnym odkryciem zespołu było także rozpoznawanie barier, które hamują pracowników przed drobnymi zmianami w pracy. Wśród najczęstszych przeszkód pojawiały się: nadmierna kontrola ze strony organizacji, brak zaufania przełożonych oraz niedocenianie takich inicjatyw ze strony managerów i współpracowników w przeszłości. Wyniki ujawniły, że osoby o wysokim przekonaniu o własnej skuteczności potrafią dopasować pracę do siebie pomimo tych przeszkód.
Badanie pozwoliło nie tylko na dostarczenie nowej wiedzy na temat wpływu przekonań na zachowania pracowników, lecz także na opracowanie kwestionariusza mierzącego owe przekonania. Naukowcy opracowali kwestionariusz dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej, co sprawiło, że mogą z niego korzystać badacze na całym świecie. Opracowane narzędzie ma zastosowanie, m.in.: w sprawdzaniu skuteczności interwencji uczących pracowników, jak przekształcać pracę poprzez zwiększanie świadomości pracowników odnośnie swoich potrzeb i predyspozycji oraz możliwości dokonywania drobnych, sprzyjających pracownikowi zmian w pracy.
Projekt składał się z badania jakościowego oraz czterech ilościowych. Pierwsze badanie obejmowało wywiady z 20 osobami, które zajmują różne stanowiska, np.: dziennikarkę, managera IT, cieślę. Kolejne cztery badania opierały się o kwestionariusze mierzące, m.in.: poziom zaangażowania w pracę, wypalenia zawodowe oraz częstotliwość przekształcania pracy. Łącznie w badaniach ilościowych wzięło udział ponad 1200 osób pracujących. Co więcej, jedno z badań zostało zrealizowane w Stanach Zjednoczonych i potwierdziło rzetelność utworzonej skali w wersji anglojęzycznej.
Czy dziś Rada Polityki Pieniężnej znów zetnie stopy procentowe? Istnieje taka możliwość, ale o wiele bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że do ewentualnej zmiany dojdzie na posiedzeniu w marcu, gdy RPP będzie dysponować nową projekcją makroekonomiczną – pisze Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.
Przez większość IV kwartału ub.r. polska waluta należała do największych beneficjentów fali pozytywnych informacji z frontu prac nad szczepionką na COVID-19, które podsycały apetyt na ryzyko na globalnych rynkach. Dopiero w drugiej połowie grudnia rajd złotego został brutalnie zahamowany przez zaskakujące działania Narodowego Banku Polskiego.
Najpierw, 18 grudnia, dokonano faktycznych interwencji osłabiających złotego. W ich rezultacie EUR/PLN, który w połowie grudnia zaczynał osuwać się w kierunku 4,40, wystrzelił ponad 4,50. Potem w środowisku niskiej, okołoświątecznej płynności, tuż przed Nowym Rokiem, związany z NBP Obserwator Finansowy opublikował fragmenty rozmowy z Prezesem Adamem Glapińskim, z których można było bezpośrednio wnioskować, że poważnie rozważana jest obniżka stóp procentowych. Kurs euro poszybował do 4,62, czyli zbliżył się do kilkunastoletnich maksimów z jesieni, ustanawianych, gdy panicznie obawiano się wpływu gwałtownego pogorszenia sytuacji epidemicznej na kondycję gospodarki.
Oficjalnie w oczach władz monetarnych postępujące spadki złotowych par walutowych zaburzały mechanizm transmisji polityki monetarnej – neutralizowały wpływ agresywnego poluzowania, na które zdecydowano się wiosną, by ograniczyć skalę pandemicznego załamania wzrostu gospodarczego. Nieoficjalnie spekuluje się, że dodatkowym motywem mogła być chęć podreperowania zysku NBP w celu hojniejszego podzielenia się nim z budżetem.
Pełny wywiad z Prezesem Glapińskim ujrzał światło dzienne w pierwszych dniach 2021 roku. Wnioski dla postrzegania perspektyw polityki pieniężnej (i zarazem złotego) są zgoła odmienne niż konkluzje płynące z jego fragmentów. Zdaniem prezesa Glapińskiego obniżka jest możliwa, zwłaszcza w przypadku powrotu złotego do umocnienia lub gwałtownego pogorszenia się sytuacji epidemicznej poważnie rzutującego na perspektywy wzrostu.
Prawdziwe intencje wyjdą na jaw
Od początku roku euro potaniało około dziesięć groszy. Kurs EUR/PLN cofnął się nawet przejściowo w okolice 4,50. Bariera ta powinna być postrzegana jak rubikon, którego przekroczenie podnosić będzie ryzyko kolejnych interwencji osłabiających polską walutę. Warto też dodać, że w poprzednim tygodniu złoty śmiało odrabiał straty poniesione w grudniowym chaosie. Był praktycznie najmocniejszą walutą w całym koszyku emerging markets, czyli rynków wschodzących. Euro, dolar, frank i funt potaniały od 1 do 2 proc.
Wstępny szacunek Głównego Urzędu Statystycznego wskazuje, że w grudniu inflacja runęła pod cel Narodowego Banku Polskiego. Ceny konsumenckie były zaledwie 2,3 proc. wyższe niż przed rokiem. Walnie przyczyniły się do tego ceny żywności, ale także kluczowe z perspektywy bankierów centralnych ceny w kategoriach bazowych. Śmiało można przyjąć, że w pierwszym kwartale dynamika wskaźnika CPI będzie plasować się poniżej 2,5 proc. rok do roku i będzie przyjmować najniższe wartości w całym roku.
Tendencje, które uwypukliły się w pierwszej połowie stycznia, czyli niepożądane przez NBP umocnienie złotego i dowody przejściowej dezinflacji, niewątpliwie zwiększają prawdopodobieństwo redukcji stóp procentowych. To jednak za mało, by zagwarantować taki krok. Dlatego władze poprzestaną na wyraźnym złagodzeniu wydźwięku komunikatu. Stabilizacja stóp na obecnym poziomie jest scenariuszem bazowym dla zdecydowanej większości członków RPP. Kontrowersje budzą zarówno koszty potencjalnego cięcia dla sektora finansowego, jak również skala i sposób samego dostosowania, tj. skłonność do obniżenia także stopy depozytowej wynoszącej obecnie 0 proc.
Jeśli do redukcji miałoby dojść, to najprawdopodobniej dopiero pod koniec kwartału, gdy RPP będzie dysponować nową Projekcją Inflacyjną NBP. Retoryka władz monetarnych i reakcja na ostatnie wydarzenia już teraz udzieli odpowiedzi na pytanie o prawdziwe motywy interwencji.
NBP neutralizuje wzrost i bilans płatniczy
Wydarzenia ostatnich kilkunastu dni rzucają także nowe światło na perspektywy złotego. Polski bank centralny potwierdził swoją renomę najbardziej łagodnie usposobionych władz monetarnych w regionie. Wraz ze skrajnie niskim poziomem realnych stóp procentowych stanowi to balast dla złotego i czynnik neutralizujący pozytywne fundamenty: relatywnie silną gospodarkę oraz potężną i nadzwyczaj korzystną dla waluty sytuację w bilansie płatniczym – rekordową nadwyżkę na rachunku bieżącym. W 2020 roku dynamika PKB wyniosła około -3 proc. r/r, a po właśnie rozpoczynającym się roku możemy oczekiwać ponad 4 proc. Odbicia.
Kurs EUR/PLN powinien krążyć wokół 4,50, na razie zapewne lekko powyżej tego poziomu. Zamieszanie, które wywołały grudniowe zabiegi osłabiające złotego, skutkują podbiciem zmienności. Zapewne nie zostanie ona nie w pełni wygaszona ze względu na wzrost niepewności i postrzeganie NBP w oczach zagranicznych inwestorów jako mniej przewidywalnego banku centralnego.
Nie widzimy jednak podstaw do rewizji prognoz Cinkciarz.pl na pierwszy kwartał. Podtrzymujemy, że na koniec marca euro będzie wyceniane na 4,50 zł. Zakładamy, że tolerancja NBP dla silniejszego złotego będzie rosnąć wraz z wychodzeniem rodzimej i globalnej gospodarki z pandemicznego krachu pod wpływem masowych szczepień. Skala i tempo zniżek NBP będzie jednak ograniczona nastawieniem władz monetarnych. Złoty powinien być jednocześnie słabszy i bardziej chimeryczny od innych walut regionu, zwłaszcza korony czeskiej.
W 2020 roku zarówno przedsiębiorcy, jak i pracownicy, musieli zmierzyć się ze skutkami pandemii koronawirusa. Według raportu OTTO Work Force Central Europe w minionym roku, aż 82% pracowników z Ukrainy doświadczyło zmian w miejscu pracy. Niemal 70% respondentów musiało dostosować się do większej ilości procedur i obostrzeń, a dla 39% zwiększył się zakres obowiązków.
W 2020 roku w zakładach pracy dynamicznie zmieniało się zapotrzebowanie na pracowników. Uwarunkowane ono było wieloma czynnikami jak m.in. wiosenny lockdown, zamknięcie granic i paraliż logistyczny, spadek popytu na dobra. Zmieniały się także realia pracy w większości firm, które w błyskawicznym tempie musiały wprowadzić procedury bezpieczeństwa i przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Według najnowszego raportu OTTO Work Force Central Europe, przeprowadzonego na grupie 520 pracowników tymczasowych z Ukrainy, aż 82% badanych deklaruje, że w minionym roku ich warunki pracy uległy zmianie w związku z pandemią.
Niemal 70% pracowników z Ukrainy wskazało, że z powodu pandemii w ich miejscach pracy wprowadzono więcej procedur i obostrzeń. Z kolei prawie 40% respondentów zwróciło uwagę na więcej obowiązków, a 21% na konieczność zmiany branży, w której pracowali.
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe
“Pandemia wpłynęła na organizację pracy niemal we wszystkich przedsiębiorstwach. Firmy uruchomiły szereg procedur i obostrzeń, których pracownicy muszą na co dzień przestrzegać. Niektóre przedsiębiorstwa przeorganizowały także pracę i wprowadziły system zmianowy, ograniczając w ten sposób ryzyko zarażenia i rozprzestrzeniania koronawirusa w zakładzie pracy. Pamiętajmy, że najwyższe środki ostrożności pomagają firmom bezpośrednio zadbać o zdrowie pracowników, a pośrednio o ciągłość biznesu” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.
Wpływ pandemii na poziom wynagrodzenia
Z raportu OTTO Work Force Central Europe wynika, że w 2020 roku tylko 29% pracowników z Ukrainy doświadczyło zmiany wynagrodzenia w stosunku do zakresu obowiązków. Spośród badanych 43% zadeklarowało, że ich wynagrodzenie nie uległo zmianie w związku z pandemią, a 28% respondentów nie wskazało jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.
“Aktualnie, mimo trudnej sytuacji gospodarczej, nie obserwujemy zmian w systemie wynagrodzeń, poza tymi wynikającymi ze wzrostu płacy minimalnej od nowego roku. Stawki dla pracowników tymczasowych pozostały na poziomie sprzed pandemii. Trzeba jednak zaznaczyć, że mimo większej dostępności pracowników z Polski, wśród naszych Klientów cały czas utrzymuje się popyt na pracowników zza wschodniej granicy. Niektóre branże jak np. e-commerce intensywnie się rozwiają, co wiąże się z dynamicznym wzrostem zapotrzebowania na nowych pracowników tymczasowych w centrach logistycznych, magazynach, sortowniach czy do pracy w terenie. Nie dziwi zatem, że stawki płacowe dla pracowników tymczasowych nie obniżyły się. Natomiast w IV kwartale 2020 roku, kiedy dynamicznie rósł popyt na pracowników sezonowych, można było zaobserwować wzrost innych form wynagrodzeń dla pracowników z Ukrainy, jak benefity w postaci darmowego zakwaterowania czy transportu do pracy” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.
Spośród respondentów, którzy zadeklarowali, że poziom ich wynagrodzenia uległ zmianie 45% wskazało, że ma więcej obowiązków za podobne wynagrodzenie. 28% badanych wskazało, że ich wynagrodzenie wzrosło, a 26%, że zostało obniżone.
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zadowolenia z pracy w Polsce w 2020 roku, 2020, OTTO Work Force Central Europe
Po wejściu podatku cukrowego, ceny w handlu tradycyjnym rosną, ale stopniowo i z mniejszą siłą niż w dużych sieciach. Najwyższe wzrosty odnotowały segmenty napojów gazowanych smakowych oraz napojów typu cola (średnie wzrosty cen o około 5-7%). Produkty, będące liderami w swoich segmentach, odnotowały wzrosty na poziomie 10-15%. W przypadku pozostałych grup, średnie ceny wzrosły maksymalnie o 3% – wynika z danych M/platform zrzeszającej 12 tysięcy małych sklepów detalicznych.
Zapowiadany od dawna podatek cukrowy wszedł w życie z dniem 1 stycznia 2021 roku, a konsumenci i analitycy natychmiast skierowali swój wzrok na półki z napojami z dodatkiem cukru i substancji słodzących. Zgodnie z przewidywaniami, ciężar podatku cukrowego w wielu punktach sprzedaży został w praktyce przeniesiony na konsumenta. Już w pierwszych dniach stycznia pojawiły się informacje o podwyżkach w dużych sieciach handlowych sięgających nawet ponad 40% dla napojów gazowanych, coli czy energetyków.
Mniejsze sklepy, mniejsza zmiana cen
Nie wszędzie jednak zmiany cen w związku z podatkiem cukrowym wprowadzono równie szybko i z tą samą siłą. Jak wynika z danych paragonowych z M/platform, w sklepach handlu tradycyjnego ceny napojów objętych nowym podatkiem rosną na razie w znacznie wolniejszym tempie.
W pierwszych kilku dniach 2021 roku średnia cena gazowanych napojów typu cola w małych sklepach była nieznacznie niższa w stosunku do średnich cen z ostatnich dwóch miesięcy ubiegłego roku, co mogło być efektem odsprzedaży produktów zakupionych przez detalistów jeszcze po starych cenach. Dopiero w kolejnych dniach można było zaobserwować w coraz większej liczbie sklepów stopniowy wzrost cen.
Podatek cukrowy jest już widoczny w małych sklepach. Ceny słodzonych napojów rosną, choć nie wszędzie tak szybko. Średnia podwyżka gazowanych napojów smakowych to obecnie 5-7% względem zeszłego roku. Czy wiemy, kiedy podwyżki dotkną większości sklepów? Zarówno napoje słodzone, alkohole w małych butelkach, jak i energetyki zdrożeją we wszystkich sklepach, ale dopiero wraz z nowymi dostawami. „Stare” ceny pozostaną do wyczerpania zapasów z 2020 roku, a to nastąpi nie później niż za tydzień lub dwa, bo są to produkty o bardzo wysokiej rotacji, a tradycyjne sklepy nie dysponują taką powierzchnią magazynową jak duże sieci – mówi Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platformy Usług S.A., operatora M/platform.
Dla całego segmentu napojów gazowanych typu cola obecne ceny w małych sklepach tradycyjnych są wyższe od ubiegłorocznych o 6% dla pojemności powyżej 0,5L oraz 5,1% dla pojemności do 0,5L włącznie. Najwyższe wzrosty odnotowały najpopularniejsze produkty z tej grupy, m.in. Coca-Cola o pojemnościach 0,85L, 1,5L czy 2L (wzrost cen o 10-15%), Pepsi o pojemnościach 0,85L, 1,5L czy 2,25L (9-12%) oraz Hoop Cola 2L (13%).
Szybciej zdrożały duże oranżady i małe cole
W tym samym czasie, segmentem, w którym zmiany cen wystąpiły najszybciej, były gazowane napoje smakowe. Ich średnia cena jest obecnie wyższa o 6,6% w stosunku do średnich cen z listopada i grudnia 2020 roku. Największe zmiany dotyczyły takich produktów jak rodzima Oranżada Hellena o pojemności 1,25L, która we wszystkich trzech wariantach smakowych (czerwona, biała i żółta) odnotowała średni wzrost cen o 11-13%, a także Mirinda (produkowana przez PepsiCo) i Sprite (firmy Coca-Cola), które w pojemnościach 2,25L odnotowały wzrost cen o 11-12%.
Zarówno w przypadku napojów gazowanych smakowych, jak i tych o smaku cola wzrosty cen dla pojemności większych niż 0,5L były wyraźnie wyższe od tych o pojemnościach mniejszych. Oscylowały one odpowiednio w granicach 6-8% oraz 3-6%.
Zmiany cen w sklepach handlu tradycyjnego w obrębie pozostałych grup produktowych, których dotyczy podatek cukrowy, są na razie mniej znaczące i wynoszą średnio 5% dla napojów energetycznych w wersji classic czy 4% dla smakowej wody gazowanej. W przypadku pozostałych grup, średnie ceny wzrosły maksymalnie o 3%.
—
Badaniami objęto próbkę n = 8629 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród ponad 12 tysięcy sklepów, które przystąpiły do M/platform.
Biotechnologiczna firma Blirt S.A. zainwestuje ponad 10 mln zł w rozwój swoich laboratoriów w Gdyni i Gdańsku, w szczególności w Gdańskim Parku Naukowo – Technologicznym. Decyzję o wsparciu w ramach Polskiej Strefy Inwestycji wydał Zarząd Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
Notowany na NewConnect producent enzymów, zainwestuje w adaptację i przebudowę laboratoriów, zakup specjalistycznego wyposażenia oraz w zwiększenie wynajmowanej powierzchni w Gdańskim Parku Naukowo – Technologicznym. Spółka dynamicznie rozwija swoją działalność – w 2020 roku oszacowała przychody na poziomie ponad 67 mln zł, a także zwiększała przestrzeń laboratoryjno-produkcyjną i zatrudnienie, które wzrosło o blisko 35 procent.
– Cieszymy się, że w naszym regionie jesteśmy dostrzegani i doceniani jako firma z najnowocześniejszego obszaru biotechnologii. Dotyczy to zarówno współpracy z Gdańskim Parkiem Naukowo-Technologicznym jak i lokalnymi Uczelniami. Dzięki temu też w Gdańsku i Gdyni znajdujemy zaangażowanych i świetnie wykształconych pracowników, a teraz dodatkowe wsparcie ze strony Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Dziękujemy więc za dostrzeżenie naszych wysiłków i osiągnięć, a przede wszystkim za to, że Strefa w naszym przypadku wykazała się zarówno dużym zrozumieniem potrzeb, jakie niosą za sobą złożone procesy biotechnologiczne, jak i wyzwań związanych z konkurowaniem na globalnym rynku. Takie wsparcie na poziomie lokalnym jest bardzo ważne jako niezbędny element odnoszenia dalszych sukcesów. – komentuje Tomasz Wrzesiński, Wiceprezes Spółki BLIRT S. A.
– Sukces Spółki Blirt jest dowodem na to, że pandemia nie wpłynęła na osłabienie branży biotechnologicznej. Warunkiem wzrostu niewątpliwie jest trafna ocena kierunków rozwoju, wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, a co za tym idzie prognozowanie w długim horyzoncie czasowym. Ważny jest także ekosystem, w którym firma ma szansę rozwinąć skrzydła. W związku z tym Strefa nadal będzie wspierać rozwój Spółki, nie tylko poprzez wydaną decyzję, ale także w ramach różnorodnej i innowacyjnej działalności Gdańskiego Parku Naukowo – Technologicznego – mówi Przemysław Sztandera, Prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
Firma telemedyczna Infoscan S.A. poinformowała o zawieszeniu dalszych emisji obligacji zamiennych na akcje realizowanych w ramach umowy inwestycyjnej podpisanej w 2019 roku z funduszem European High Growth Opportunities Securitization Fund. Do tej pory Spółka wyemitowała sześć transz obligacji o wartości 750 tys. zł każda, do czego była zobowiązana w ramach umowy. Zdaniem Zarządu dalsza realizacja umowy byłaby niekorzystna dla akcjonariuszy. Zawieszenie kolejnych emisji jest również jednym z warunków realizacji trwającego procesu połączenia ze Spółką Movie Games Mobile, producentem gier mobilnych.
Umowa inwestycyjna zawarta 19 czerwca 2019 roku z funduszem European High Growth Opportunities Securitization Fund zakładała pozyskanie przez Spółkę finansowania w postaci emisji obligacji zamiennych na akcje. W ramach umowy Infoscan zobowiązał się do wyemitowania na rzecz inwestora sześciu transz obligacji o łącznej wartości 4,5 mln zł, które zostały już zrealizowane. Fundusz EHGOSF po każdej emisji realizował prawo do konwersji obligacji na akcje, które następnie były dopuszczane do obrotu giełdowego. Od 19 czerwca 2019 r. do 11 stycznia br. notowania akcji Infoscan spadły z poziomu 3,59 zł do 1,09 zł, a więc o prawie 70 procent.
– Z naszych obserwacji wynika, że fundusz EHGOSF zaraz po dopuszczeniu do obrotu akcji uzyskanych w wyniki konwersji obligacji dokonywał ich sprzedaży na rynku wtórnym. Spowodowało to bardzo istotny spadek wyceny Infoscanu. Jesteśmy po realizacji szóstej, ostatniej już obowiązkowej transzy obligacji zamiennych na rzecz funduszu. Zgodnie z umową kolejne transze byłyby już opcjonalne, dlatego zdecydowaliśmy się na zawieszenie finansowania w takiej formie. Naszym zamiarem jest zarówno ochrona interesu akcjonariuszy, jak i odbudowa wartości Spółki. W tym celu odpowiedzieliśmy na zaproszenie spółki Movie Games Mobile do rozmów w sprawie połączenia obu spółek. – komentuje Piotr Sobiś, Prezes Zarządu Infoscan.
Obecnie Infoscan jest w trakcie procesu połączenia z Movie Games Mobile, producentem gier mobilnych. 11 stycznia br. obie Spółki uzgodniły podstawowe warunki i założenia procesu połączenia czyli tzw. Term Sheet. Transakcja zostanie zrealizowana poprzez nabycie akcji Infoscan przez akcjonariuszy Movie Games Mobile zgodnie z odpowiednim parytetem. Aby transakcja doszła do skutku Infoscan zadeklarował się zrealizować szereg działań restrukturyzacyjnych, m.in. sprzedać Zorganizowaną Część Przedsiębiorstwa, spłacić zobowiązania oraz uzyskać odpowiednie zgody korporacyjne. W następnym kroku obie spółki podpiszą umowę inwestycyjną.