Podatek cukrowy w małych sklepach. Ceny rosną wolniej niż w sieciówkach

Po wejściu podatku cukrowego, ceny w handlu tradycyjnym rosną, ale stopniowo i z mniejszą siłą niż w dużych sieciach. Najwyższe wzrosty odnotowały segmenty napojów gazowanych smakowych oraz napojów typu cola (średnie wzrosty cen o około 5-7%). Produkty, będące liderami w swoich segmentach, odnotowały wzrosty na poziomie 10-15%. W przypadku pozostałych grup, średnie ceny wzrosły maksymalnie o 3% – wynika z danych M/platform zrzeszającej 12 tysięcy małych sklepów detalicznych.

Zapowiadany od dawna podatek cukrowy wszedł w życie z dniem 1 stycznia 2021 roku, a konsumenci i analitycy natychmiast skierowali swój wzrok na półki z napojami z dodatkiem cukru i substancji słodzących. Zgodnie z przewidywaniami, ciężar podatku cukrowego w wielu punktach sprzedaży został w praktyce przeniesiony na konsumenta. Już w pierwszych dniach stycznia pojawiły się informacje o podwyżkach w dużych sieciach handlowych sięgających nawet ponad 40% dla napojów gazowanych, coli czy energetyków.

Mniejsze sklepy, mniejsza zmiana cen

Nie wszędzie jednak zmiany cen w związku z podatkiem cukrowym wprowadzono równie szybko i z tą samą siłą. Jak wynika z danych paragonowych z M/platform, w sklepach handlu tradycyjnego ceny napojów objętych nowym podatkiem rosną na razie w znacznie wolniejszym tempie.

W pierwszych kilku dniach 2021 roku średnia cena gazowanych napojów typu cola w małych sklepach była nieznacznie niższa w stosunku do średnich cen z ostatnich dwóch miesięcy ubiegłego roku, co mogło być efektem odsprzedaży produktów zakupionych przez detalistów jeszcze po starych cenach. Dopiero w kolejnych dniach można było zaobserwować w coraz większej liczbie sklepów stopniowy wzrost cen.

Podatek cukrowy jest już widoczny w małych sklepach. Ceny słodzonych napojów rosną, choć nie wszędzie tak szybko. Średnia podwyżka gazowanych napojów smakowych to obecnie 5-7% względem zeszłego roku. Czy wiemy, kiedy podwyżki dotkną większości sklepów? Zarówno napoje słodzone, alkohole w małych butelkach, jak i energetyki zdrożeją we wszystkich sklepach, ale dopiero wraz z nowymi dostawami. „Stare” ceny pozostaną do wyczerpania zapasów z 2020 roku, a to nastąpi nie później niż za tydzień lub dwa, bo są to produkty o bardzo wysokiej rotacji, a tradycyjne sklepy nie dysponują taką powierzchnią magazynową jak duże sieci – mówi Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platformy Usług S.A., operatora M/platform.

Dla całego segmentu napojów gazowanych typu cola obecne ceny w małych sklepach tradycyjnych są wyższe od ubiegłorocznych o 6% dla pojemności powyżej 0,5L oraz 5,1% dla pojemności do 0,5L włącznie. Najwyższe wzrosty odnotowały najpopularniejsze produkty z tej grupy, m.in. Coca-Cola o pojemnościach 0,85L, 1,5L czy 2L (wzrost cen o 10-15%), Pepsi o pojemnościach 0,85L, 1,5L czy 2,25L (9-12%) oraz Hoop Cola 2L (13%).

Szybciej zdrożały duże oranżady i małe cole

W tym samym czasie, segmentem, w którym zmiany cen wystąpiły najszybciej, były gazowane napoje smakowe. Ich średnia cena jest obecnie wyższa o 6,6% w stosunku do średnich cen z listopada i grudnia 2020 roku. Największe zmiany dotyczyły takich produktów jak rodzima Oranżada Hellena o pojemności 1,25L, która we wszystkich trzech wariantach smakowych (czerwona, biała i żółta) odnotowała średni wzrost cen o 11-13%, a także Mirinda (produkowana przez PepsiCo) i Sprite (firmy Coca-Cola), które w pojemnościach 2,25L odnotowały wzrost cen o 11-12%.

Zarówno w przypadku napojów gazowanych smakowych, jak i tych o smaku cola wzrosty cen dla pojemności większych niż 0,5L były wyraźnie wyższe od tych o pojemnościach mniejszych. Oscylowały one odpowiednio w granicach 6-8% oraz 3-6%.

Zmiany cen w sklepach handlu tradycyjnego w obrębie pozostałych grup produktowych, których dotyczy podatek cukrowy, są na razie mniej znaczące i wynoszą średnio 5% dla napojów energetycznych w wersji classic czy 4% dla smakowej wody gazowanej. W przypadku pozostałych grup, średnie ceny wzrosły maksymalnie o 3%.

Badaniami objęto próbkę n = 8629 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród ponad 12 tysięcy sklepów, które przystąpiły do M/platform.

Blirt z decyzją o wsparciu Polskiej Strefy Inwestycji

Biotechnologiczna firma Blirt S.A. zainwestuje ponad 10 mln zł w rozwój swoich laboratoriów w Gdyni i Gdańsku, w szczególności w Gdańskim Parku Naukowo – Technologicznym.  Decyzję o wsparciu w ramach Polskiej Strefy Inwestycji wydał Zarząd Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Notowany na NewConnect producent enzymów, zainwestuje w adaptację i przebudowę laboratoriów, zakup specjalistycznego wyposażenia oraz w zwiększenie wynajmowanej powierzchni w Gdańskim Parku Naukowo – Technologicznym. Spółka dynamicznie rozwija swoją działalność – w 2020 roku oszacowała przychody na poziomie ponad 67 mln zł, a także zwiększała przestrzeń laboratoryjno-produkcyjną i zatrudnienie, które wzrosło o blisko 35 procent.

– Cieszymy się, że w naszym regionie jesteśmy dostrzegani i doceniani jako firma z najnowocześniejszego obszaru biotechnologii. Dotyczy to zarówno współpracy z Gdańskim Parkiem Naukowo-Technologicznym jak i lokalnymi Uczelniami. Dzięki temu też w Gdańsku i Gdyni znajdujemy zaangażowanych i świetnie wykształconych pracowników, a teraz dodatkowe wsparcie ze strony Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Dziękujemy więc za dostrzeżenie naszych wysiłków i osiągnięć, a przede wszystkim za to, że Strefa w naszym przypadku wykazała się zarówno dużym zrozumieniem potrzeb, jakie niosą za sobą złożone procesy biotechnologiczne, jak i wyzwań związanych z konkurowaniem na globalnym rynku. Takie wsparcie na poziomie lokalnym jest bardzo ważne jako niezbędny element odnoszenia dalszych sukcesów. – komentuje Tomasz Wrzesiński, Wiceprezes Spółki BLIRT S. A.

Sukces Spółki Blirt jest dowodem na to, że pandemia nie wpłynęła na osłabienie branży biotechnologicznej. Warunkiem wzrostu niewątpliwie jest trafna ocena kierunków rozwoju, wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, a co za tym idzie prognozowanie w długim horyzoncie czasowym. Ważny jest także ekosystem, w którym firma ma szansę rozwinąć skrzydła. W związku z tym Strefa nadal będzie wspierać rozwój Spółki, nie tylko poprzez wydaną decyzję, ale także w ramach różnorodnej i innowacyjnej działalności Gdańskiego Parku Naukowo – Technologicznego – mówi Przemysław Sztandera, Prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Infoscan rezygnuje z finansowania od funduszu EHGOSF

Firma telemedyczna Infoscan S.A. poinformowała o zawieszeniu dalszych emisji obligacji zamiennych na akcje realizowanych w ramach umowy inwestycyjnej podpisanej w 2019 roku z funduszem European High Growth Opportunities Securitization Fund. Do tej pory Spółka wyemitowała sześć transz obligacji o wartości 750 tys. zł każda, do czego była zobowiązana w ramach umowy. Zdaniem Zarządu dalsza realizacja umowy byłaby niekorzystna dla akcjonariuszy. Zawieszenie kolejnych emisji jest również jednym z warunków realizacji trwającego procesu połączenia ze Spółką Movie Games Mobile, producentem gier mobilnych.

Umowa inwestycyjna zawarta 19 czerwca 2019 roku z funduszem European High Growth Opportunities Securitization Fund zakładała pozyskanie przez Spółkę finansowania w postaci emisji obligacji zamiennych na akcje. W ramach umowy Infoscan zobowiązał się do wyemitowania na rzecz inwestora sześciu transz obligacji o łącznej wartości 4,5 mln zł, które zostały już zrealizowane.  Fundusz EHGOSF po każdej emisji realizował prawo do konwersji obligacji na akcje, które następnie były dopuszczane do obrotu giełdowego. Od 19 czerwca 2019 r. do 11 stycznia br. notowania akcji Infoscan spadły z poziomu 3,59 zł do 1,09 zł, a więc o prawie 70 procent.

Z naszych obserwacji wynika, że fundusz EHGOSF zaraz po dopuszczeniu do obrotu akcji uzyskanych w wyniki konwersji obligacji dokonywał ich sprzedaży na rynku wtórnym. Spowodowało to bardzo istotny spadek wyceny Infoscanu. Jesteśmy po realizacji szóstej, ostatniej już obowiązkowej transzy obligacji zamiennych na rzecz funduszu. Zgodnie z umową kolejne transze byłyby już opcjonalne, dlatego zdecydowaliśmy się na zawieszenie finansowania w takiej formie. Naszym zamiarem jest zarówno ochrona interesu akcjonariuszy, jak i odbudowa wartości Spółki. W tym celu odpowiedzieliśmy na zaproszenie spółki Movie Games Mobile do rozmów w sprawie połączenia obu spółek.   – komentuje Piotr Sobiś, Prezes Zarządu Infoscan.

Obecnie Infoscan jest w trakcie procesu połączenia z Movie Games Mobile, producentem gier mobilnych. 11 stycznia br. obie Spółki uzgodniły podstawowe warunki i założenia procesu połączenia czyli tzw. Term Sheet. Transakcja zostanie zrealizowana poprzez nabycie akcji Infoscan przez akcjonariuszy Movie Games Mobile zgodnie z odpowiednim parytetem. Aby transakcja doszła do skutku Infoscan zadeklarował się zrealizować szereg działań restrukturyzacyjnych, m.in. sprzedać Zorganizowaną Część Przedsiębiorstwa, spłacić zobowiązania oraz uzyskać odpowiednie zgody korporacyjne. W następnym kroku obie spółki podpiszą umowę inwestycyjną.

Aleksandra Bluj: Indeksy giełdowe coraz bardziej „zielone”

„W tym roku zamierzamy podjąć kolejne kroki w stronę >>uzieleniania<< indeksów giełdowych, czyli uwzględniania w ich wyznaczaniu czynników ESG oraz celów dotyczących dekarbonizacji” – powiedziała w rozmowie z PAP wiceprezes GPW Benchmark Aleksandra Bluj.

„W obszarze rodziny indeksów giełdowych zadaniem, które przed nami stoi w tym roku, to ich tzw. >>uzielenienie<<. W tworzeniu indeksów administrator powinien, a w niektórych przypadkach nawet musi brać pod uwagę, to co dzieje się w przestrzeni regulacji, obowiązków, wymagań i oczekiwań rynku w kontekście czynników ESG (Environmental – środowisko; Social responsibility – społeczna odpowiedzialność; Corporate governance – ład korporacyjny), a także uwzględnić trajektorię dekarbonizacji” – mówi wiceprezes GPW Benchmark Aleksandra Bluj.

GPW Benchmark zajmuje się wyznaczaniem indeksów rynku akcji i obligacji oraz dostarcza wskaźniki referencyjne dla rynku pieniężnego WIBID i WIBOR. Wchodząca w skład Grupy Kapitałowej GPW spółka jest administratorem wskaźników referencyjnych w rozumieniu unijnego rozporządzenia BMR, wpisanym do rejestru ESMA (The European Securities and Markets Authority), instytucji nadzorującej unijny rynek kapitałowy.

W grudniu 2020 roku GPW Benchmark uzyskała zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie działalności administratora wskaźników referencyjnych stopy procentowej, w tym opracowywania Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR. Otrzymanie zezwolenia dla opracowywania wskaźnika WIBOR, oznacza, że GPW Benchmark stała się obecnie jednym z trzech licencjonowanych administratorów wskaźnika kluczowego. Stało się to po przeprowadzonym przez GPW Benchmark procesie dostosowania wskaźników WIBID i WIBOR, która doprowadziła te wyjątkowo ważne dla krajowego rynku finansowego wskaźniki do zgodności z wymaganiami nałożonymi na podstawie przepisów unijnego prawa, zawartych w rozporządzeniu BMR. „Indeksy może liczyć każdy. Jeśli jednak na indeksie chcemy oprzeć jakiś instrument, aktywo czy umowę finansową, to taki indeks powinien zostać opatrzony odpowiednią, zgodną z wymogami BMR metodologią, procedurami, czytelną dokumentacją, czyli zapewniać zgodność z wymaganiami obowiązującego w tym zakresie prawa.

Administrator dokładnie opisuje jakiego rodzaju dane stosuje, w jaki sposób zapewnia czy proces wyznaczania wskaźnika jest bezpieczny i przede wszystkim, że nie ma tutaj ryzyka manipulacji. Co jest jednak niezwykle istotne administrator musi gwarantować, że wskaźnik dobrze odwzorowuje ekonomiczną rzeczywistość, do mierzenia której został powołany. Śledzenie rynku, który trzeba opisywać jest najtrudniejszym zadaniem. Ale oparcie wskaźnika o rzeczywisty, trafnie zdefiniowany rynek najlepiej gwarantuje bezpieczeństwo tych, którzy korzystają ze wskaźnika” – wyjaśnia istotę rozporządzenia Bluj.

„BMR bardzo mocno akcentuje znaczenie rzeczywistych transakcji w wyliczaniu używanych na rynku finansowym wskaźników. Takimi czysto transakcyjnymi indeksami jest rodzina WIG-ów. W momencie przejęcia Indeksów Giełdowych decyzją GPW, indeksy te miały już swoją metodologię i były oparte o dane rynku regulowanego, czyli na informacjach płynących z systemu obrotu. Z naszej strony potrzebowały one doprecyzowania i doszlifowania odpowiednich procesów i określenia niezbędnych, wymaganych przez BMR procedur” – mówi Bluj.

Uwzględnienie w większym stopniu czynników ESG oraz celów zrównoważonego rozwoju w ich wyliczaniu, to kolejny krok w rozwoju tej grupy produktów GPW Benchmark. „W ramach rodziny Indeksów Giełdowych wyliczamy od ponad roku WIG-ESG. Obejmuje on spółki z indeksów WIG20 oraz mWIG40 i bierze pod uwagę wyniki oceny czynników ESG. Dane ESG wykorzystywane w metodologii wskaźnika dostarczane są przez uznaną firmę Sustainalytics, ale WIG-ESG uwzględnia dodatkowo wyniki oceny firm z punktu widzenia Kodeksu Dobrych Praktyk spółek giełdowych z 2016 roku. Na tej podstawie, z uwzględnieniem tradycyjnych zasad kwalifikacji do indeksu, spółki są uszeregowane w indeksie: od tych, które spełniają kryteria ESG w najwyższym stopniu, do tych, powiedzmy, najmniej środowiskowo, społecznie i zarządczo >>zrównoważonych<<” – wyjaśnia Aleksandra Bluj.

„WIG-ESG miał niejako zachęcać uczestników krajowego rynku, do otwarcia na działalność inwestycyjną uwzględniającą kryteria ESG. W nowym roku powstawać będą kolejne indeksy uwzględniające te czynniki. Będziemy prawdopodobnie szli takim trybem, jak rynki zagraniczne: będziemy wciąż wyliczać indeksy >>klasyczne<< i proponować równolegle ich >>uzielenione<< wersje. Cały proces będziemy przeprowadzać w ramach konsultacji z Komitetem Nadzorczym i z Komitetem Indeksów Giełdowych. Przykładowy proces konsultacji publicznych w zakresie zmian w metodzie klasyfikacji spółek do WIG-ów, jest właśnie przeprowadzany” – dodaje. Wiceprezes GPW Benchmark wyjaśnia, że z dużym prawdopodobieństwem będzie to wyglądać tak, że na przykład obok WIG20, będzie równolegle wyliczany WIG20 z uwzględnieniem czynników ESG. To jednak nie jedyny nowy trend w grupie indeksów giełdowych i obszarze „uzieleniania” oferty.

„Drugim jest budowanie indeksów >>zielonych<< porównywalnych na poziomie międzynarodowym, które wprowadza BMR, czyli Climate Transition Benchmark (CTB) lub Paris-aligned Benchmark (PAB). To są indeksy, których metodologia wprost wiąże się z oceną trajektorii dekarbonizacji wchodzących w ich składy spółek. To jest już bardziej jednoznaczne i bezkompromisowe rozwiązanie, bo tutaj nie chodzi o to, że coś oceniamy lub wartościujemy na wejściu – w tym wypadku bierzemy twarde dane dotyczące dekarbonizacji i planów dekarbonizacji notowanych spółek. Administrator ma obowiązek pilnować czy spółki w ramach danego portfela spełniają te dość ambitne cele. Z dwóch wymienionych indeksów PAB jest bardziej rygorystyczny, CTB nieco mniej” – mówi Aleksandra Bluj. Wyliczanie wymaganych przez BMR indeksów ściśle związane jest z rosnącymi wymaganiami wobec spółek publicznych, związanych z raportowaniem niefinansowym i stanowi naturalne uzupełnienie tendencji rozwoju regulacji europejskich akcentujących zasady zrównoważonego finansowania i rolę jaką rynki finansowe mają w zielonej transformacji. „Administrator, taki jak GPW Benchmark, aby zbudować i ustabilizować metodę indeksów, musi posiadać informacje do wyliczania wskaźników typu PAB czy CTB. W tym wypadku śpieszy z pomocą dyrektywa NFRD (Non-Financial Reporting Directive), która mówi o tym, że spółki publiczne muszą ujawniać informacje dotyczące danych niefinansowych. Z drugiej strony rynek finansowy czeka dostosowanie do rozporządzenia SFDR (Sustainable Finance Disclosure Regulation) i to jest regulacja dotycząca uczestników rynku finansowego, w tym na przykład TFI i pośredników finansowych, które już niedługo będą musiały publikować informacje dotyczące ekspozycji na ryzyka ESG zarządzanego przez siebie portfela. Mamy też w tle rozporządzenie >>klasyfikujące<<, czyli europejską taksonomię, na podstawie której podmioty będą oceniać i kwalifikować swoją działalność jako >>zieloną<< i >>niezieloną<<. Z tego zestawu regulacji wynika nowa masa obowiązków raportowych i informacji” – wyjaśnia Bluj.

„SFDR na przykład wymaga od spółek, które są w portfelach instytucji finansowych, raportowania serii wskaźników, opisujących jaki mają ślad węglowy, jak zarządzają swoją ekspozycją energetyczną, w tym ile zużywają energii odnawialnej w ogólnym zużyciu itd. Obok czynników dotyczących aspektów środowiskowych, wymagane będzie czytelne raportowanie wskaźników z obszarów społecznych i zarządczych. To będzie bardzo wymagające raportowanie, które w istocie dotyczy nie tylko spółek publicznych, ale ogólnie podmiotów aktywnie poszukujących finansowania na rynku finansowym, w tym w sektorze bankowym. A z punktu widzenia administratora wskaźników referencyjnych, nie ulega dyskusji, iż otoczenie regulacyjne istotnie wpływa na zasób udostępnianych przez spółki informacji, które będą dla nas dostępne i które będziemy wykorzystywać” – dodaje.

Według Bluj najbliższy rok może być przełomowy w przypadku udostępniania przez emitentów raportów niefinansowych. Dotychczas takie informacje udostępniała niewielka liczba spółek. W tej chwili pojawiają się nowe wymogi regulacyjne, zarówno po stronie emitentów jak i instytucji finansowych. Nad tą kwestią pracują grupy robocze Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, Związku Banków Polskich czy Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, a od dłuższego czasu swoje działania prowadzi też w tym zakresie Ministerstwo Finansów. Natomiast GPW we współpracy z EBOR prowadzi projekt mający na celu opracowanie przewodnika z zakresu tworzenia raportów niefinansowych, które mogą być użyteczne zarówno z punktu widzenia emitentów, jak i inwestorów. Ponadto współpraca z UN Global Compact ma na celu budowę aktywnej platformy komunikacyjnej wspierającej cele zrównoważonego rozwoju akcentowane przez ONZ.

„Indeksy CTB i PAB wymagają precyzyjnych informacji, ponieważ to one mogą być najbardziej porównywalne na poziomie międzynarodowym. W przypadku tego typu indeksów podstawowe założenie będzie jasne: jeśli jakaś spółka nie dostarczy danych, to nie zostanie w tym benchmarku uwzględniona” – mówi Bluj.

„Jeśli chodzi o absorbcję tendencji dotyczących czynników ESG, może być tak, że krajowi inwestorzy będą działać w rytmie narzuconym przez tempo, w jakim będziemy implementować przepisy. Ale inwestorzy zagraniczni już teraz działają w coraz bardziej rygorystycznym reżimie i jeśli nie chcemy ich stracić, to musimy się nauczyć działać w zupełnie innych warunkach. Jeśli ten temat był na naszym rynku niedoceniany, to teraz musimy przyspieszyć” – ostrzega wiceprezes GPW Benchmark.

Orlen rozpoczął budowę farmy fotowoltaicznej PV Gryf o mocy zainstalowanej 20 MW

W sąsiedztwie działającej od lipca 2020 roku Farmy Wiatrowej Przykona (woj. wielkopolskie) rozpoczęła się budowa kolejnego odnawialnego źródła Energi z Grupy ORLEN – farmy fotowoltaicznej PV Gryf o mocy zainstalowanej 20 MW.

Energa OZE, spółka zależna Energi z Grupy ORLEN, wydała NTP (Notice To Proceed – ang. polecenie rozpoczęcia prac) dla farmy fotowoltaicznej PV Gryf 30 grudnia 2020 roku. Było to możliwe, ponieważ 14 grudnia ub.r. farma znalazła się też w gronie zwycięzców organizowanej przez URE aukcji zwykłej na sprzedaż energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii, w kategorii farm fotowoltaicznych i wiatrowych o mocy powyżej 1 MW. Wszystkie zwycięskie źródła mogą liczyć na stałą cenę sprzedaży do 2038 roku. Łącznie na lata 2021-2038 URE zakontraktował w tej aukcji wolumen ok. 42 mln MWh energii elektrycznej o wartości blisko 9,5 mld zł.

Proces wyboru generalnego wykonawcy PV Gryf zakończono w listopadzie ub.r. W umowie zabezpieczone zostało zastosowanie wysokosprawnych paneli fotowoltaicznych. Zagwarantują one optymalne wykorzystanie poeksploatacyjnych terenów kopalni Adamów, na których powstanie instalacja.

PV Gryf będzie największą farmą fotowoltaiczną należącą Grupy ORLEN. Składa się z około 40 tysięcy nowoczesnych paneli a jej moc zainstalowana to niemal 20MW. Farma fotowoltaiczna PV Gryf  to kolejna inwestycja realizowana na terenach byłej kopalni węgla brunatnego Adamów w gminie Przykona. Ta lokalizacja jest ważna, wykorzystuje istniejącą infrastrukturę przesyłową. Należące do Energi tereny w gminie Przykona posiadają duży potencjał inwestycyjny. Szacuje się, że na 300 ha gruntów można wybudować aktywa o łącznej mocy ok. 160 MW.

Najnowsza generacja turbin

Pierwszym krokiem ku pełnemu wykorzystaniu tego potencjału była budowa FW Przykona. Zainstalowano na niej jedne z największych i najbardziej nowoczesnych turbin w Polsce Vestas V-126 o mocy jednostkowej 3,45 MW. Obecnie w Przykonie energię elektryczną produkuje 9 takich turbin wiatrowych o łącznej mocy 31,05 MW. Planowana roczna produkcja jest szacowana na ok. 80 GWh. Jest to pierwsza farma wiatrowa w Polsce, w której zastosowano ten model turbiny.

Farma wiatrowa Przykona to pierwsza inwestycja oddana do użytku po konsolidacji Grupy Kapitałowej Energa z PKN ORLEN. Dzięki tej inwestycji udział mocy zainstalowanej w odnawialnych źródłach energii do łącznej mocy zainstalowanej wszystkich źródeł wytwórczych Energi wzrósł do 39 proc. Wraz z uruchomieniem FW Przykona moc zainstalowana we wszystkich aktywach wiatrowych Energi wzrosła do 242 MW, a łączna szacowana roczna produkcja z tych źródeł – do ok. 500 GWh.

Rozbudowa nowych mocy OZE w Przykonie znacząco poprawi wskaźnik udziału odnawialnych źródeł w łącznej produkcji energii elektrycznej ze wszystkich aktywów Energi. Zgodnie z obecnymi trendami rynkowymi oraz postępującymi zmianami w otoczeniu makroekonomicznym, PKN ORLEN wspólnie z Energą dążą do powiększenia portfela wytwórczego z OZE, w szczególności wiatru i fotowoltaiki, co przysłuży się osiągnięciu przez Grupę ORLEN neutralności emisyjnej do 2050 roku.ORLEN Fotowoltaika

2021 będzie rokiem przejęć. Fundusze Private Equity planują wielkie zakupy

81 proc. przedstawicieli funduszy PE zapewnia, że pandemia nie zmieniła ich planów inwestycyjnych.

Mimo, że rynek private equity (PE) w Europie Środkowej odczuł wpływ pandemii i wywołanego nią spowolnienia, przedstawiciele funduszy wykazują dziś znacznie większy optymizm niż w pierwszej połowie 2020 r. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Central Europe Private Equity Confidence Survey”, ponad jedna trzecia z nich uważa, że w tym roku sytuacja gospodarcza się poprawi. Tym samym większość inwestorów przewiduje zwiększoną aktywność na rynku i planuje zintensyfikować swoje procesy akwizycyjne.  

Rynek private equity w Europie Środkowej odczuł skutki pandemii COVID-19, co pokazał w czerwcu 2020 r. drastyczny spadek tzw. indeksu optymizmu wśród przedstawicieli funduszy PE. Najnowsza edycja badania pokazuje, że inwestorzy bardziej optymistycznie patrzą w przyszłość – indeks zaliczył największy wzrost w 17-letniej historii badania i wynosi 123 punkty.

Lepsze nastroje inwestorów wyraźnie widać w ich nastawieniu do sytuacji ekonomicznej. Obecnie ponad jedna trzecia z nich (37 proc.) uważa, że się ona poprawi. W czerwcu 2020 r. takich wskazań było zaledwie 13 proc. Pogorszenia sytuacji spodziewa się 33 proc. zapytanych. To duży spadek względem poprzedniej edycji badania, kiedy obawiało się tego aż 68 proc. ankietowanych.

Nasze badanie przeprowadziliśmy pod koniec 2020 roku. Reprezentanci rynku PE mogli więc spojrzeć na kryzys już z pewnej perspektywy oraz wyciągnąć wnioski na kolejne miesiące. Dodatkowo grudzień to miesiąc, kiedy zaczęto rozpowszechniać szczepionkę przeciw COVID-19. To dało nadzieję na szybszy powrót do normalności i z pewnością miało wpływ na wzrost indeksu optymizmu wśród inwestorów – mówi Mark Jung, Partner w dziale Doradztwa Finansowego, lider Private Equity w Europie Środkowej, Deloitte.

Dynamiczne działania na rynku

Pozytywne nastroje przejawiają się również w oczekiwaniach dotyczących aktywności rynkowej.

Podczas gdy latem minionego roku tylko 17 proc. badanych spodziewało się jej zwiększenia, dziś jest to aż 63 proc. W poprzedniej edycji badania 70 proc. przedstawicieli PE mówiło o spadku aktywności, dziś natomiast ten odsetek spadł do 17 proc.

Dwie trzecie respondentów badania (65 proc.) w najbliższych miesiącach planuje skupić się na nowych inwestycjach. To o 20 p.p. więcej niż pół roku wcześniej, gdy taką deklarację złożyło 45 proc. ankietowanych. Na zarządzaniu swoim portfelem inwestycyjnym skupi się 22 proc. respondentów, a 13 proc. z nich ma zamiar zająć się zbieraniem nowych funduszy. W czasie pierwszej fali pandemii zarządzający funduszami deklarowali mocniejszy nacisk na zarządzanie swoim portfolio (45 proc.). Obecnie, kiedy wiele firm jest już dużo pewniejszych swojej sytuacji, przedstawiciele funduszy private equity ponownie intensywniej myślą o nowych transakcjach.

– Bardziej optymistyczne nastroje przedstawicieli funduszy PE to budujące oznaki w czasach, gdy nastroje na rynkach były wyraźnie słabsze. Jest to pozytywne, choć nie do końca zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że fundusze PE mają ugruntowaną pozycję w regionie oraz opierają swoje działania na ponad 20-letnim doświadczeniu w zawieraniu transakcji – dodaje Mark Jung.

Niemal trzy czwarte respondentów (72 proc.) zamierza w najbliższym czasie więcej kupować niż sprzedawać, jest to największy od 2011 roku odsetek takich odpowiedzi. Tylko 6 proc. oczekuje, że skupi się na rynku zbytu, a kolejne 22 proc. inwestorów chce po równo skupić się na kupnie i sprzedaży.

Liderzy rynkowi ponownie zostali uznani za najbardziej konkurencyjnych. Prawie dwie trzecie respondentów (65 proc.) wskazało, że to właśnie największe firmy cieszyć się będą największym zainteresowaniem funduszy PE w Europie Środkowej. Średniej wielkości firmy wzbudzą zainteresowanie u co czwartego inwestora (24 proc.), z kolei start-upy – u co dziesiątego (11 proc.).

Znaczna większość respondentów badania prognozuje, że w najbliższych miesiącach nie zmieni się dostępność finansowania dłużnego (63 proc.). Spadek przewiduje 24 proc. badanych, zaś wzrost 13 proc. To wyraźna zmiana w porównaniu do poprzedniej edycji badania z czerwca 2020 r.– wtedy aż 62 proc. respondentów oczekiwało spadku dostępności finansowania dłużnego.

COVID-19 nie wstrzymał wszystkich

Jak wynika z raportu Deloitte, zdaniem 81 proc. przedstawicieli PE pandemia nie pokrzyżowała ich planów inwestycyjnych na najbliższy rok. Ponad jedna czwarta z nich (28 proc.) rozważa również transakcje w sektorach, których w znaczącym stopniu nie brała pod uwagę nawet przed pandemią. Chodzi głównie o łańcuchy dostaw, obszary B2B i B2C oraz branżę e-commerce.

W czasie pierwszej fali pandemii firmy przystosowywały się do zmian głównie poprzez redukcję kosztów i przeniesienie działalności w tryb pracy zdalnej. Z kolei III i IV kw. 2020 roku dla wielu był czasem powrotu do wzrostów w wynikach finansowych. Przewidujemy, że ta tendencja utrzyma się w 2021 roku, a rynek private equity będzie się stale rozwijał – mówi Mark Jung. Ekspert zauważa, że przedstawiciele rynku PE przyglądali się działaniom firm w czasie pandemii, a gdy sytuacja przedsiębiorstw zaczęła się stabilizować, postanowili wykorzystać swój kapitał pieniężny.

Podczas gdy jedna piąta badanych przedstawicieli PE (19 proc.) przyznała, że wstrzymała wydatki przeznaczone na plany rozwoju dla swojego obecnego portfolio, to jednak większość z nich (54 proc.) odpowiedziała, że pandemia nie narzuca zmian w rozwoju spółek portfelowych. Nie oznacza to jednak, że na rynku private equity obyło się bez żadnych trudności wywołanych skutkami pandemii. Spółki portfelowe zmagały się z zachowaniem płynności w łańcuchach dostaw i zakłóceniami operacyjnymi (28 proc.) oraz musiały ponownie ocenić swoje możliwości w zakresie ekspansji międzynarodowej i akwizycyjnej (24 proc.).

– Rynek funduszy private equity ewoluował od czasu ostatniego kryzysu gospodarczego – rodzaje transakcji oraz strategie rozwoju są obecnie bardzo dobrze ugruntowane, tak więc fundusze PE mogą być doskonałym źródłem wsparcia zarówno dla spółek, które już się znajdują w ich portfelach, jak również dla tych, które dopiero będą poszukiwać sposobów wsparcia swojego rozwoju w najbliższych miesiącach – podsumowuje Mark Jung.

Informacja o raporcie

Wyniki 36. edycji regionalnego badania Deloitte z cyklu „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do inwestorów Private Equity działających w krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku począwszy od 2003 r. Przeprowadzona ankieta miała na celu zbadanie nastrojów i oczekiwań funduszy PE odnośnie m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności w ciągu kolejnych 6 miesięcy. Indeks optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Przedstawia on zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczby odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im indeks wyższy, tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.

Pandemia zmienia system wartosci Polakow

Najważniejsze są dla nas zdrowie i rodzina. Chcemy dbać o swoje samopoczucie i spędzamy czas z bliskimi. Jedną z najistotniejszych wartości w życiu jest dla nas także bezpieczeństwo finansowe – wynika z badania[1] systemu wartości i stylu życia Polaków przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia przy współpracy z ERGO Hestią.

Aż 80% osób wymienia zdrowie i rodzinę jako najważniejsze wartości. Nie zawsze było to aż tak oczywiste. Wielu z nas otwarcie przyznaje, że rok 2020 zmienił ich postrzeganie świata. Podczas pandemii dla co drugiej osoby zdrowie i rodzina zyskały na znaczeniu. Ponad połowa Polaków (55%) deklaruje także, że bardzo ważne jest dla nich bezpieczeństwo finansowe. Dla 43% wartość ta stała się istotniejsza w ostatnim półroczu. Ograniczenia w poruszaniu się przełożyły się z kolei na nasze nastawienie do wolności osobistej. Jest ona obecnie najważniejsza dla 44% osób, a dla 37% zyskała na znaczeniu w ostatnich miesiącach.

Pandemia uświadomiła nam, że posiadanie rodziny, pracy czy dobrego zdrowia nie jest tak oczywiste, jak nam się wydawało. Powoduje to, że bardziej te wartości doceniamy i staramy się chronić to, co mamy. Zwrot w kierunku odpowiedzialności i myślenia przyszłościowego jest wyraźny, co ma pozytywny wpływ na podejmowanie decyzji finansowych, w tym również tych dotyczących ubezpieczeń na życie” – komentuje Sylwester Poniewierski, ekspert ds. ubezpieczeń na życie w ERGO Hestii.

Z rodziną bezpieczniej

Rok 2020 zburzył poczucie bezpieczeństwa ludzi na całym świecie. Lock down odciął nas od bliskich, przyjaciół, a nawet znajomych z pracy. Nie chodzimy do kina, restauracji i teatrów. Świąteczne spotkania w wielu rodzinach organizowane były w ograniczonym gronie, nie mówiąc już o świętowaniu Nowego Roku. Właśnie w tak ekstremalnych warunkach zapytano Polaków, co daje nam poczucie bezpieczeństwa, a co najbardziej budzi nasze obawy. Okazało się, że boimy się poważnej choroby (70% osób wskazuje ją jako swoją obawę), utraty pracy i braku środków do życia (63%). W niepewnych, bezprecedensowych warunkach, poczucie bezpieczeństwa zapewnia Polakom posiadanie rodziny i bliskich (67%). Na drugim miejscu wymieniamy brak problemów zdrowotnych (63%) oraz oszczędności i zatrudnienie (51%).

Mamy czas na naukę i hobby

Pogoń za zakupami i egzotycznymi wakacjami z dnia na dzień straciły na znaczeniu. Po pierwszej fali pandemii jeszcze wierzyliśmy, że nasze życie szybko wróci do normalności. Ostatnie miesiące przekreśliły te plany. Wiele rzeczy przewartościowaliśmy. 69% ankietowanych przyznaje, że obecnie bardziej dba o zdrowie, 67% więcej czasu spędza z rodziną, 55% więcej oszczędza. Co drugi Polak znajduje więcej czasu na relaks i hobby. Równocześnie jednak aż 41% badanych poświęca więcej czasu na pracę, a 37% inwestuje w rozwój osobisty poświęcając więcej czasu na naukę i edukację.

W gorszej sytuacji finansowej

Niemal połowa Polaków (49%) uważa, że w związku z pandemią ich sytuacja finansowa zmieniła się. 41% ocenia, że się pogorszyła. 7% przyznaje, że skorzystało finansowo na pandemii. Podobne tendencje obserwujemy u swoich znajomych: 35% badanych deklaruje, że sytuacja ich znajomych pogorszyła się, 39% nie uległa zmianie, 22% deklaruje, że wśród znajomych dostrzega zróżnicowany wpływ pandemii na stan finansów, a 5% widzi w najbliższym otoczeniu polepszenie. „Pogorszenie sytuacji finansowej podczas pandemii odczuło wiele osób, podobną sytuację obserwujemy również wśród znajomych. Taka sytuacja w tych niepewnych czasach zmusza nas do dużo ostrożniejszego podejścia do finansów osobistych i rozważań, czy nie przeznaczyć części tych środków na dodatkowe zabezpieczenie siebie i swoich bliskich na wiele niespodziewanych sytuacji, z którymi bez dodatkowej pomocy finansowej możemy sobie nie poradzić” – dodaje Sylwester Poniewierski.

Myślimy o przyszłości

Badanie systemu wartości i stylu życia Polaków pokazuje, że w porównaniu do okresu przed pandemią 60% osób częściej myśli o przyszłości i stara się ją zabezpieczyć. Postawę tę częściej niż mieszkańcy innych rejonów Polski przyjmują mieszkańcy Śląska (68%). Tylko 18% ankietowanych stara się w większym stopniu chwytać życie i nie myśleć o przyszłości, a 22% badanych nie odnotowała zmiany w tym zakresie. Co robimy, by zabezpieczyć się finansowo? Oszczędzamy, pracujemy, inwestujemy np. na giełdzie albo w nieruchomości.  Niektórzy zaś kupują ubezpieczenie na życie. „Zakup polisy na życie nabrał podwójnego znaczenia. Po pierwsze w sposób realny zabezpiecza nas i naszą rodzinę w razie wypadku, poważnej choroby czy śmierci. Po drugie daje nam poczucie, że to my podejmujemy decyzje dotyczące przyszłości i że jesteśmy przygotowani na wszystkie scenariusze. W tak niestabilnych, nieprzewidywalnych czasach ubezpieczenie na życie wzmacnia więc nasze poczucie sprawstwa i ogranicza poczucie bezradności, które wdziera się naszą codzienność” – mówi ekspert ERGO Hestii.

Na zakup ubezpieczenia decydujemy się przede wszystkim, by zabezpieczyć finansowo siebie w przypadku poważnego zachorowania i naszą rodzinę na wypadek naszej śmierci. To kolejny dowód na to, że pandemia znacznie obniżyła nasze poczucie bezpieczeństwa, co automatycznie przekłada się na system wartości. Możemy więc spodziewać się, że w 2021 roku jeszcze bardziej docenimy czas spędzany z rodziną i bliskimi.

[1]  Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI we wrześniu 2020 r., na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w wieku 18-65 lat

Skutki pandemii nadszarpnęły naszą psychikę i portfele

Niestety, nie zawsze potrafiliśmy odnaleźć się w trudnych sytuacjach, których w minionym roku nie brakowało. W miarę dobrze ułożyły się relacje z rodziną, ale aż 17 proc. respondentów badania zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor negatywnie oceniło swoją umiejętność radzenia sobie ze stresem, a 14 proc. mówiło tak o zdolności zarządzania własnymi finansami. Wydaje się to tym ważniejsze, że wedle wielu przewidywań nadchodzące miesiące nadal będą wystawiać na próbę nas i nasze otoczenie. Są już pierwsze wnioski, więcej osób zamierza oszczędzać.

W minionym roku nie było lekko ani dla naszej psychiki, ani dla naszych portfeli. W ocenie Polaków, w badaniu zrealizowanym na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, te 12 miesięcy upłynęło im w przeważającej mierze w pesymistycznym nastroju. Najczęściej wymienianymi emocjami były: niepewność (43 proc.), obawa o przyszłość (38 proc.) i stres (34 proc.). Respondenci zdecydowanie rzadziej wspominali o pozytywach. Radość była dopiero dziewiątym wskazaniem (11 proc.), spokój był równie popularny co znudzenie (po 9 proc.), a pozytywnych zaskoczeń doświadczyło tylko 6 proc. ankietowanych.

Jak oceniamy siebie…

negatywnie oceniło swoją umiejętność radzenia sobie ze stresem

– Nasze badanie pokazuje wyraźnie, że czas pandemii, która niepodzielnie dominuje w podsumowaniach 2020 roku we wszystkich kategoriach zachwiał też podstawami naszego codziennego życia, naszym samopoczuciem, finansami, nie pozostał też bez wpływu na ocenę otaczającej nas rzeczywistości, relacji międzyludzkich a także samych siebie – mówi Halina Kochalska, ekspert Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Jaki więc obraz Polaków wyłania się z ich własnej oceny? Badanie pokazuje, że najgorzej poszło z podatnością na stres wiążący się z pandemią. Tu w relacji do oceniających się pozytywnie – 47 proc. jest najwięcej postrzegających się też negatywnie – 17 proc. Podobnie sytuacja wygląda z umiejętnością radzenia sobie z finansami w chwili, gdy pojawiły się trudności. 44 proc. mówi, że dało radę, ale 14 proc., że nie. W co czwartym domu, w którym trzeba było stawić czoła stresowi i problemom finansowym mimo starań się nie udało. – Na pewno warto wyciągnąć z tego wnioski i zrobić wszystko, co możliwe, by w trudnych momentach nie tracić kontroli nad sytuacją. Dobrym zabezpieczeniem na czarną godzinę są oszczędności. Poduszka finansowa zapewni spokojniejszy sen i mniej stresu. Najlepiej mieć odłożone pieniądze na 3-6 miesięcy życia. Optymalną drogą dojścia do celu jest odkładanie co miesiąc 10 proc. wpływów. Jak to zrobić, jeśli pieniędzy wciąż jest za mało? Eksperci radzą, by odwrócić kolejność i zaczynać właśnie od oszczędzania, następnie przechodzić do niezbędnych wydatków i dopiero jeśli wystarczy, fundować sobie przyjemności – mówi Halina Kochalska. Oczywiście łatwo mówić, trudniej zrobić, szczególnie, że poza licznymi przeszkodami, które wciąż skazują oszczędzanie na czekanie na swoją kolej, obecnie brakuje też dodatkowej motywacji w postaci odsetek za podejmowany trud.

postanowienia fiansowe polaków
Źródło: Badanie Maison&Partners dla BIG InfoMonitor

Można jednak zaryzykować, wobec pandemii, stwierdzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poczucie niepewności, w które wprowadził ludzi Covid-19 sprawiło, że przybyło chętnych do oszczędzania na czarną godzinę. 43 proc. Polaków składających sobie noworoczne postanowienia finansowe na 2021 r., zapowiedziało, że będzie odkładało na wszelki wypadek. Rok wcześniej taki plan miało 38 proc. ankietowanych. Nieznaczniej mniej niż w 2020 r. jest natomiast chętnych do oszczędzania na konkretny cel – 51 proc. wobec 54 proc. Ale ci, którzy mają co wydawać, częściej obecnie mówią o konieczności zainwestowania np. w mieszkanie czy grunt – 11 proc. wobec 8 proc. Na liście planów znalazło się także założenie, by lepiej zarządzać budżetem. Tak jak wcześniej, chce tego co trzeci badany, ale już myśl, by zmienić pracę ze względu na niskie zarobki towarzyszy obecnie 12 proc. ankietowanych, podczas gdy na 2020 r. rozważało to 10 proc. osób.

Z drugiej jednak strony, właśnie ze względu na niepewność sytuacji część osób nie podjęła się planować w sferze finansów. A część nie robi tego, bo ma za mało pieniędzy…

Zestawiając udział osób, które obwiniają się za to, że nie udało się im poradzić sobie z trudnościami finansowymi w czasie pandemii, ze zmianami liczby niesolidnych płatników widocznych Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie BIK, sytuacja nie wygląda tak źle, jakby można się było tego spodziewać. Część osób w okresie pandemii zmobilizowała się, by wyjść na prostą i spłaciła zaległe rachunki, terminowo zaczęła też regulować raty kredytów i pożyczek, bowiem od marca do końca listopada 2020 r. ubyło 16,7 tys. nierzetelnych dłużników wśród konsumentów. – Zaległości wzrosły jednak o blisko 2,9 mld zł, co pokazuje jednocześnie, że osoby, którym nie udało się wydostać z tarapatów finansowych, wpadły w nie jeszcze głębiej. Problemy z terminowymi rozliczeniami miało po listopadzie 2,817 mln osób, a wartość ich łącznych przeterminowanych zobowiązań, o co najmniej 30 dni na kwotę min. 200 zł wobec jednego wierzyciela, przekroczyła 82,6 mld zł – mówi Halina Kochalska.

O ile więc pod względem psychicznym i finansowym wychodzimy z minionego roku poobijani i nierzadko z poczuciem porażki, to ocena umiejętności łączenia wielu różnych obowiązków i ról oraz pomysłowość na spędzanie czasu wypadły lepiej. Przewaga zadowolonych nad tymi, którym się nie udało, jest tu większa. Pozytywnie obowiązki zawodowe w tym m.in. pracę zdalną z jednoczesnym zajmowaniem się domem, dziećmi i ich nauką, oceniło czterech z dziesięciu respondentów, negatywnie – co dziesiąty badany. Najlepiej przedstawia się też ocena kreatywności w spędzaniu wolnego czasu. Pomysły na wolny czas zyskały najwięcej, bo 47 proc. pozytywnych ocen, choć było też 13 proc. przeciwnych.

… a jak oceniamy innych?

Według badania, największym pozytywnym zaskoczeniem w minionym roku była dla nas nasza własna rodzina. To w postawach życiowych partnerów i partnerek oraz dzieci dostrzegaliśmy najwięcej dobrego w tym trudnym czasie.

zachowanie w czasie pandemii
Źródło: Badanie Maison&Partners dla BIG InfoMonitor

Wśród pozytywnie ocenionych obok małżonków (47 proc.) i dzieci (42 proc.) dobrze też prezentują się znajomi z 44 proc. pozytywnych wskazań. Tak dobrze już nie było z dalszą rodziną i sąsiadami, gdzie na jedną trzecią pozytywnych ocen przypadała co dziesiąta negatywna.

Z największym odsetkiem nieprzychylnych odpowiedzi – 43 proc. – spotkała się natomiast służba zdrowia, której stan był według badanych po części odpowiedzialny za kolejne lockdowny. Pandemia wystawiła też na próbę relacje z pracodawcami. I tak w grupie 72 proc. badanych, którzy pracowali, 32 proc. nie miało wyrazistej opinii na temat działań pracodawcy, w oczach 26 proc. respondentów pracodawca zapunktował pozytywnie, ale 16 proc. uznało, że zachował się źle.

– W czasie pandemii pozytywnie zaskoczyły nas relacje międzyludzkie – czy to z rodziną, czy znajomymi i sąsiadami. Ocena jakości tych stosunków powinna napawać optymizmem. Z kolei rozpoczęte właśnie szczepienia i ich długofalowy efekt powinny wpłynąć na poprawę oceny służby zdrowia. O tym, jak ułożą się relacje z pracodawcami zadecydują natomiast przedłużające się kłopoty wielu branż. Z pewnością wielu zatrudnionych niepokoi fakt, że według danych Ministerstwa Rozwoju do listopada 2020 r. firmy zgłosiły chęć zwolnienia ponad 70 tys. pracowników. Mniej więcej połowa z tych zapowiedzi została zrealizowana. To dobrze oddaje nastroje przedsiębiorców, którzy nie są pewni, co ich czeka w najbliższej przyszłości, ale też z pewnością ma wpływ na nastroje zatrudnionych – mówi Halina Kochalska.

Badanie zostało zrealizowane przez Maison&Partners, metodą CAWI na panelu badawczym Ariadna w dniach 11-15 grudnia 2020 r., na ogólnopolskiej, reprezentatywnej pod względem płci, wieku oraz wielkości miejsca zamieszkania próbie Polaków 18+. W badaniu wzięło udział N=1106 osób.

Badanie GfK: Polscy konsumenci częściej odrzucają plastik i mocniej stawiają na recykling

Aż 31% polskich nabywców przestało kupować produkty ze względu na ich szkodliwy wpływ na środowisko. Z roku na rok, jako konsumenci, podejmujemy także znacznie więcej działań mających na celu ograniczenie zużycia plastikowych odpadów. Takie dane płyną z najnowszego raportu GfK „Who Cares? Who Does?” przedstawiającego postawy i zachowania polskich shopperów wobec marek i producentów w kontekście ochrony środowiska.

Wydłużająca się pandemia niemal z dnia na dzień wywróciła hierarchię priorytetów wśród polskich konsumentów, a kluczowym trendem stały się bezpieczne, szybkie i komfortowe zakupy. Zgodnie z logiką, pozostałe postawy, takie jak choćby troska o środowisko, powinny zejść na dalszy plan. – Stało się jednak wręcz przeciwnie. Wyniki naszego badania jasno pokazują, że pomimo strachu przed zarażeniem i wszechobecnego kontaktu z plastikiem, choćby w postaci jednorazowych rękawiczek, jako konsumenci pozostaliśmy wierni przekonaniom i wyborom, które kształtowaliśmy przez minione lata. Okazuje się nawet, że ostatnie miesiące wzmocniły w polskich nabywcach postawy pro-środowiskowe – mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Eko-aktywnych przybywa. Liczba sceptyków spada

Z raportu „Who Cares? Who Does?” wynika, że odsetek polskich konsumentów, którzy podejmują konkretne działania związane z redukcją plastikowych odpadów, w ciągu roku wzrósł z 18% do 21%. Równocześnie, z 41% do 35% zmalała liczba nabywców, których można uznać za grupę lekceważącą problem. Według danych GfK to właśnie nadmiar plastikowych odpadów pozostaje dla nas głównym problemem środowiskowym, którego obawiamy się najbardziej. Na kolejnych miejscach znalazły się m.in. zmiana klimatu, zanieczyszczenie powietrza czy marnotrawstwo żywności. Z raportu GfK wynika również, że aż 48% kupujących w Polsce czuje się osobiście dotknięta problemami środowiskowymi, a 31% przestało kupować określone produkty lub kategorie produktów ze względu na ich szkodliwy wpływ na środowisko lub społeczeństwo.

Pojedyncze decyzje robią wielką różnicę

W porównaniu z ubiegłym rokiem więcej polskich shopperów deklaruje częste podejmowanie działań mających na celu ograniczenie zużycia plastikowych odpadów. Aż 55% używa opakowań uzupełniających, o ile te są dostępne, a 54% stara się unikać plastiku podczas kupowania owoców i warzyw. Ponadto 83% kupujących używa również własnej torby na zakupy, a 77% rezygnuje z zakupu plastikowych sztućców i talerzy na przyjęcie lub grilla. Największa zmiana w naszych postawach dotyczyła jednak biodegradowalnych patyczków higienicznych, których kupno zadeklarowało 34% kupujących, względem 23% przed rokiem.

Recykling na dobrej drodze

W swoim najnowszym raporcie GfK sprawdziło także jakie jest podejście polskich kupujących do recyklingu. 92% nabywców zadeklarowało, że zawsze lub często segreguje plastikowe opakowania, a 88% zaznaczyło, że regularnie poddaje recyklingowi szklane odpady. Ponad 80% wskazań odnotowały także papier i kartony. – Polscy konsumenci mocno wierzą w segregację odpadów, choć w tym aspekcie aż 46% badanych podkreśliło potrzebę otrzymywania dokładniejszych instrukcji i bardziej precyzyjnych wskazówek dotyczących tego, w jaki sposób z nimi postępować. Podstawa leży więc w edukacji i konsekwentnym uświadamianiu nabywców co należy zrobić z danym opakowaniem – tłumaczy Szymon Mordasiewicz.

Producenci głównymi sprawcami „plastikowego problemu”

Polscy konsumenci wskazali również na segment rynku, wobec którego kierują najwięcej postulatów związanych z redukcją i zarządzaniem plastikowymi odpadami. Są to producenci. Obecnie aż 47% nabywców uważa, że to właśnie producenci powinni w największym stopniu przyczynić się do rozwiązania „plastikowego problemu” i zapobiec jego rozprzestrzenianiu. W drugiej kolejności oczekiwania kierowane są do rządu (29% wskazań), który w ocenie kupujących, powinien przyspieszyć prace nad wprowadzaniem rozwiązań prawnych, wymuszających sprawniejsze gospodarowanie produkcją i odpadami. Co piąty konsument jako najważniejsze ogniwo w walce w plastikiem wskazał samego siebie, a tylko 4% oczekuje takich działań od detalistów.

Wydaje się oczywiste, że w tej sytuacji przedsiębiorstwa powinny zorientować swoje działania na konkretne rozwiązania, które będą dostrzeżone przez konsumentów. Tymczasem dziś tylko 15% wszystkich polskich nabywców było w stanie wskazać choć jedną markę producenta żywności, napoju lub kosmetyków, która w ich oczach robi dużo na rzecz środowiska. W tej kwestii tylko nieco lepiej poradzili sobie detaliści, gdzie odsetek pozytywnych wskazań wyniósł 18%. Warto przy tym zauważyć, że segment rynku wobec którego jedynie 4% konsumentów kieruje konkretne oczekiwania na rzecz środowiska przoduje dziś w uznaniu i rozpoznaniu podejmowanych działań – podsumowuje Szymon Mordasiewicz.

Wyczerpało się paliwo do umocnienia USD. Trend boczny na rynku złotego

Jak tylko wyhamował rajd rentowności obligacji skarbowych USA, zakończyła się passa umocnienia dolara. Nie obyło się bez pomocy przedstawicieli Fed, który ostudzili oczekiwania na przyspieszone ograniczanie QE. Spekulacje odnośnie kierunku polityki monetarnej krążą wokół Rady Polityki Pieniężnej, która dziś podejmuje decyzję.

Wracając do USA, Fed i dolara, wczoraj dobitnie zostało potwierdzone, co aktualnie steruje amerykańską walutą. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych podeszły do 1,1855 proc. – najwyżej od roku, ale jak tylko rajd został przerwany, wyczerpało się paliwo do umocnienia USD. Pretekstem do zwrotu stały się komentarze przedstawicieli FOMC, którzy zabrali się za tonowanie oczekiwań związanych z wcześniejszym startem procesu ograniczania skupu obligacji. Mester, Rosengren i Bullard wspólnie przyznali, że nie ma sensu rozmawiać o normalizacji polityki, kiedy szaleje pandemia. Nawet jeśli gospodarka odbije zgodnie z prognozami, to i tak będzie to za mało, by dyskutować o zmianie polityki. Potwierdza się to, o czym pisałem od kilku dni – Fed pozostanie w trybie akomodacyjnym niezależnie do tego, jak będzie wyglądać przyszła polityka fiskalna i na ile stanowi ona zagrożenie wyższej inflacji. USD powinien być dzięki temu słabszy, ale też nie można wykluczyć, że w kolejnych tygodniach spekulacje o zmianie nastawienia będą się przewijać przez rynek. Nawet być może i dziś pojawi się pretekst do świeżych rozważań wraz z odczytem grudniowej inflacji CPI z USA. Odczyt powyżej oczekiwań, szczególnie w inflacji bazowej (prog. 1,6 proc. r/r), będzie argumentem za tym, by wierzyć w szybszą zmianę zdania Fed. W mojej opinii niepotrzebnie.

Na dalszym planie inwestorzy monitorują rozwój wypadków w Waszyngtonie i starania Demokratów o impeachment prezydenta Trumpa w związku z oskarżeniami, że w przemówieniu skierowanym do swoich zwolenników podżegał do insurekcji. Izba Reprezentantów ma dziś głosować w tej sprawie i według źródeł oprócz Demokratów jest przynajmniej trzech członków Partii Republikańskiej gotowych głosować za wnioskiem. Podobno są szanse, że lider Republikanów w Senacie McConnell poprze procedurę impeachmentu, jednak tutaj tkwi haczyk. Rozpoczęcie procedury impeachmentu będzie oznaczać wciągnięcie Senatu w wielotygodniowy proces i szereg przesłuchań świadków, blokując jego prace w innych kwestiach, np. w sprawie wartego „biliony” pakietu fiskalnego, jaki szykuje prezydent-elekt Biden. W tym kontekście przychylność McConnella jawi się jako sprytny zabieg podkładający kłody pod nogi administracji. Jakkolwiek sam impeachment Trumpa nie znaczy dla rynków prawie nic, tak odroczenie ekspansji fiskalnej będzie wymagać rewaluacji założeń dla oczekiwanego rajdu ryzykownych aktywów. Na razie nic nie jest przesądzone, wszak Republikanom może zależeć, by ich partia nie przeszła do historii jako ta, która wprowadziła do Białego Domu prezydenta dwukrotnie oskarżanym w procedurze impeachmentu.

Na krajowym podwórku spokój. EUR/PLN dryfuje przy 4,52 po części przez niezdecydowane wahania na rynkach zewnętrznych, po części w związku z wyczekiwaniem na nowe sygnały z banku centralnego. Oczekujemy utrzymania stóp procentowych bez zmian (referencyjna: 0,1 proc.), ale na rynku pojawiły się głosy, że obniżka może być narzędziem na rzecz zatrzymania aprecjacji złotego. Wprawdzie w ujawnionym w ostatnich dniach wywiadzie prezes Glapiński warunkuje wniosek o obniżkę od marcowej projekcji makroekonomicznej, szybkość odreagowania grudniowego osłabienia złotego może podsycać niezadowolenie NBP. W efekcie uczestnicy rynku nie mogą całkowicie wykluczyć interwencji – walutowej, werbalnej lub monetarnej – i stąd bierze się przejście rynku złotego w trend boczny. Niepewność może się przeciągnąć do końca tygodnia w związku z zapowiedzianą na piątek konferencją online prezesa Glapińskiego. Z drugiej strony, ponieważ prezes Glapiński będzie tylko odpowiadał na wcześniej przesłane pytania, taka forma „konferencji” sugeruje omijanie trudnych pytań i ograniczenie odpowiedzi do z góry nadane go przekazu. Jeśli rynek od razu przyjmie taką interpretację, test 4,50 może nastąpić jeszcze w tym tygodniu. Uważam, że kontynuacja umocnienia złotego jest tylko kwestią czasu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.