Polska potrzebuje magazynów energii elektrycznej. Będą niezbędne do zwiększenia udziału OZE w miksie energetycznym

Polska infrastruktura OZE jest na wstępnym etapie rozwoju. Choć w ramach dotacji unijnych i państwowych powstają kolejne farmy wiatrowe i słoneczne, nie są w pełni zintegrowane z krajowym systemem infrastruktury energetycznej. Do pełnego wykorzystania potencjału zasobów odnawialnych konieczne będzie zbudowanie sieci magazynów, które zgromadzą nadmiar energii i pozwolą wykorzystać je w szczycie zużycia energetycznego. Pierwsze instalacje tego typu planuje wdrożyć grupa PGE, a firma Impact Clean Power Technology postuluje wykorzystanie baterii wykorzystywanych na rynku motoryzacyjnym, aby przyspieszyć integrację systemów energetycznych w naszym kraju.

– Instalacje OZE nie produkują energii wtedy, kiedy jest najwyższe zapotrzebowanie. W przypadku fotowoltaiki generacja energii elektrycznej odbywa się głównie w ciągu dnia, a największe piki są w okolicach południa. Tymczasem największe zapotrzebowanie dobowe gospodarki jest rano, po południu i wieczorem, gdy ta generacja jest minimalna. Magazyny energii są potrzebne, żeby przesunąć energię wyprodukowaną w ciągu dnia do użycia wtedy, kiedy jest wymagana. System elektroenergetyczny w Polsce nie jest gotowy na przyjęcie tak dużej energii z OZE, więc musimy zainwestować w bardzo dużą liczbę magazynów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, prezes zarządu Impact Clean Power Technology.

Magazyny energii wydają się być nieodzownym elementem sprawnie funkcjonującej infrastruktury OZE zintegrowanej z konwencjonalną siecią elektroenergetyczną. Już dziś w Polsce łączna moc instalacji farm fotowoltaicznych wynosi przeszło 3 GW, a wraz ze zwiększaniem udziału energii odnawialnej w miksie energetycznym będzie nieustannie rosnąć. Szybkie wybudowanie sieci magazynów energii pozwoli w pełni wykorzystać potencjał tych instalacji.

Impact Clean Power Technology postuluje wykorzystanie w tym celu ogniw stosowanych na rynku motoryzacyjnym. Baterie wykorzystywane dziś powszechnie w autobusach, tramwajach czy pojazdach przemysłowych, po zakończeniu procesu eksploatacji, mogą zostać wykorzystane do usprawnienia sektora elektroenergetycznego. Zamiast poddawać zużyte ogniwa utylizacji, można stworzyć z nich banki energii OZE. Mimo że nie będą miały tak wysokiej sprawności jak nowe baterie, pozwolą efektywnie wykorzystać nadmiar energii produkowanej w szczycie pracy instalacji wiatrowych oraz fotowoltaicznych. Pierwszy magazyn tego typu ma powstać w 2021 roku.

– Branża motoryzacyjna ma bardzo wyśrubowane standardy bezpieczeństwa, dlatego baterie zainstalowane w autobusach mają najwyższe systemy bezpieczeństwa, BMS-y są najbardziej zaawansowane. Przenosząc systemy bezpieczeństwa zaprojektowane dla bezpośredniej ochrony ludzi do magazynów stacjonarnych, zachowamy ten sam poziom bezpieczeństwa. Odpowiednio sterując tymi magazynami, wykorzystując część energii, która jeszcze w nich pozostała po użytku w pojazdach, będziemy w stanie bezpiecznie użytkować ten magazyn przez wiele lat – przekonuje ekspert.

Na znacznie szerszą skalę wykorzystanie magazynów energii w procesie modernizacji polskiego miksu energetycznego planuje grupa PGE. Firma uruchomiła instalację zdolną do zmagazynowania nadmiarowej energii z OZE o mocy ok. 2,1 MW. Magazyn powstał w Rzepedzi na Podkarpaciu i wykorzystuje baterie Tesla Powerpack. Z tej samej technologii skorzystano podczas projektowania największego na świecie magazynu energii Hornsdale Power Reserve w Australii o łącznej mocy 100 MW (obecnie rozszerzona do 150 MW). PGE przygotowuje się do wzniesienia w Żarnowcu magazynu o mocy 205 MW, a projekt tej inwestycji jeszcze w styczniu 2021 roku ma trafić do certyfikacji. Z kolei do 2030 roku mają powstać magazyny o łącznej mocy rzędu 800 MW.

Wdrożenie takich wielkoskalowych inwestycji ma usprawnić polską infrastrukturę elektroenergetyczną, jednak dopiero w połączeniu z mniejszymi, lokalnymi bankami energii możliwe będzie całkowite wykorzystanie nadmiarowej energii ze źródeł odnawialnych.

– Największym beneficjentem będą właściciele większych farm fotowoltaicznych i instalacji OZE, którzy do dalszego rozwoju muszą zastosować magazyny energii. W piku zapotrzebowania ceny są najwyższe, a w ciągu dnia mamy dolinę cenową, a to wtedy ta fotowoltaika jest najistotniejsza. Wiatraki również produkują energię w okresach zwykle niepokrywających się z dobowym rozkładem wymagań i cen. Dla takich farm będzie to dodatkowy zysk, będą mogły sprzedawać drożej i zyskają możliwość przyłączenia do systemu energetycznego, który dzisiaj jest kompletnie na to nieprzygotowany – tłumaczy Bartłomiej Kras.

Sytuacja na rynkach finansowych niezmącona wydarzeniami na Kapitolu

Amerykańskie indeksy akcji osiągnęły kolejne szczyty, rentowności rosły, podobnie jak ceny surowców, a dolar amerykański odzyskał równowagę po tygodniach strat. Inwestorzy przyjęli pogląd, że zamieszki na Kapitolu nigdy poważnie nie zagroziły Kongresowi Stanów Zjednoczonych i przygotowują się do nowego cyklu politycznego, w którym Demokraci kontrolują kluczowe ośrodki władzy.

Obecnie rynek skupia się na kwestii szczepień przeciwko COVID-19, przywiązując mniejszą wagę do podsumowujących przeszłość odczytów makro, takich jak słaby raport o amerykańskim zatrudnieniu opublikowany w zeszłym tygodniu. Istotniejsze są dane pozwalające spojrzeć w przyszłość, takie jak te o nastrojach konsumentów i firm oraz ogłoszenia dotyczące lockdownów. Amerykański Kongres jest zajęty drugim procesem impeachmentu Trumpa. Kluczowa publikacja makroekonomiczna, jaką poznamy w tym tygodniu, to środowe dane o inflacji. Czekamy na nie, chcąc lepiej ocenić, czy niedawny wzrost rynkowych oczekiwań inflacyjnych w USA ma uzasadnienie w danych z gospodarki.

PLN

Po okresie końcoworocznych interwencji walutowych Narodowego Banku Polskiego nastał spokój. Złoty zyskiwał, kierując się w górę, podobnie jak kluczowe globalne indeksy akcji.

Ostatnie, grudniowe dane dla Polski sugerują poprawę w przemyśle. Pomimo lockdownu indeks PMI dla sektora w grudniu osiągnął najwyższy poziom od lipca. Większe zaskoczenie stanowił jednak głęboki spadek inflacji, która na koniec roku wyniosła zaledwie 2,3%. Tego typu odczyt może wspierać szanse na obniżkę stóp procentowych, czego możliwość w ostatnich tygodniach sugerowali decydenci. Bazując m.in. na obecnej wycenie tej obniżki przez rynek (na podstawie kontraktów FRA), przy założeniu, że NBP nie będzie schodził ze stopą referencyjną poniżej zera, sądzimy, że złoty nie powinien doświadczyć istotnego osłabienia, jeśli dojdzie do takiego ruchu. Z drugiej strony uważamy, że brak obniżki może wspierać PLN.

Perspektywy dla złotego pozostają bardziej niepewne, niż były jeszcze kilka tygodni temu. Niemniej oczekujemy dalszego umocnienia waluty. Pomimo retoryki reprezentantów NBP sugerującej, że mogą czekać nas dalsze interwencje, sądzimy, że bank centralny po zaksięgowaniu zysku za 2020 rok (którego gros trafi do budżetu) będzie miał mniejszą motywację do podejmowania tego typu działań. Sugeruje to timing ostatnich interwencji (których większość nastąpiła tuż przed końcem roku) i ich brak na początku roku obecnego. Niemniej z uwagą będziemy obserwować zachowanie rynku i wszelkie sygnały wysyłane przez bank centralny. Pierwsze posiedzenie RPP w tym roku odbędzie się już w tę środę.

EUR

Silny wzrost euro z ostatnich kilku tygodni natrafił na problemy. W części winą za przerwanie rajdu można obarczyć to, że szczepienia w większości państw Europy postępują wolniej, niż zakładano. Liczby zaszczepionych odstają od tych w USA i Wielkiej Brytanii. Wydaje się, że Włochy poczyniły największe postępy w zakresie masowych szczepień spośród krajów strefy euro, chociaż jak dotąd tylko ok. 1% populacji otrzymało szczepionkę – mniej niż połowa tego, co w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

Wdrożenie szczepień jest kluczem do naszej prognozy zakładającej szybszy od oczekiwanego powrót gospodarki na właściwe tory po rozpoczęciu znoszenia lockdownów. To nadal początek, jednak będziemy z uwagą śledzić te dane i oczekujemy, że to samo zrobią rynki finansowe. Obecnie nasz pogląd na długoterminowe perspektywy waluty pozostaje pozytywny, jednak zakładamy kilka tygodni konsolidacji po silnej aprecjacji z ostatnich kilku tygodni.

USD

Rynki zdecydowały się skupić na przyszłości, spoglądając na proces szczepień i licząc na zniesienie restrykcji w połowie 2021 roku. Jednocześnie przymykają oko na polityczne zamieszanie w USA i rozczarowujące grudniowe dane z rynku pracy, opublikowane w zeszłym tygodniu. Bardzo słabe dane dla hotelarstwa i gastronomii obniżyły łączną liczbę nowych miejsc pracy, w konsekwencji czego Stany Zjednoczone odnotowały spadek zatrudnienia netto po raz pierwszy od osiągnięcia pandemicznego minimum. Skala pogorszenia była jednak dość niewielka, zwłaszcza w porównaniu z załamaniem obserwowanym w kwietniu minionego roku.

Zwycięstwo Demokratów w wyścigu o dwa miejsca senackie w Georgii oznacza, że dalsza znacząca stymulacja fiskalna jest prawdopodobna. W krótkim terminie sądzimy, że związany z tym wzrost rentowności amerykańskich obligacji będzie chronić tamtejszą walutę przed deprecjacją. Nie zmienia to jednak naszego negatywnego poglądu na perspektywy dolara amerykańskiego w długim terminie.

GBP

Teraz, gdy porozumienie między Wielką Brytanią a UE zostało osiągnięte, rynek walutowy przenosi uwagę z nagłówków dotyczących Brexitu na ogłoszenia dotyczące lockdownów w Wielkiej Brytanii. Obecnie gazety donoszą, że rząd Wielkiej Brytanii rozważa nawet bardziej rygorystyczne obostrzenia niż te, które są obecnie w mocy, co przekłada się na osłabienie brytyjskiej waluty w poniedziałek rano.

Z drugiej strony szczepienia w Wielkiej Brytanii postępują szybciej niż w Europie. Do tej pory, wykorzystując szczepionki zarówno Pfizer/BioNTech, jak i AstraZeneca, zaszczepiono tam ponad 1,5 mln osób, więcej niż w jakimkolwiek innym rozwiniętym kraju na świecie. Jeśli zgodnie z oczekiwaniami tempo szczepień nadal będzie rosło, ok. 20% Brytyjczyków powinno otrzymać szczepionkę do połowy lutego. Dobrze wróży to perspektywom ożywienia gospodarczego w Wielkiej Brytanii w połowie roku i naszym zdaniem powinno zapewnić wsparcie brytyjskiej walucie.

CHF

Frank szwajcarski w zeszłym tygodniu był jedną ze słabszych walut G10, pomimo że sytuacja pandemiczna w kraju zdaje się poprawiać. Liczba nowych przypadków COVID-19 utrzymuje się na względnie stałym poziomie, spada natomiast liczba zgonów: 7-dniowa średnia jest obecnie o 25% niższa niż na początku grudnia. Podobnie jak inne kraje w Europie pod koniec grudnia Szwajcaria zaczęła szczepić swoich mieszkańców, wykorzystując preparat od Pfizer/BioNTech, w kolejnych kilku dniach ma też zaakceptować szczepionkę Moderny.

Szwajcarska gospodarka jest dość odporna na drugą falę zakażeń. Dane z zeszłego tygodnia potwierdziły, że dynamika sprzedaży detalicznej w listopadzie pozostała dodatnia. Przemysł radzi sobie całkiem nieźle, przynajmniej bazując na grudniowych danych PMI, które pokazały silną ekspansję aktywności w sektorze. W przeciwieństwie do poprzedniego tygodnia, w tym nie otrzymamy żadnych szczególnie istotnych publikacji makro. Uwaga skupi się na pandemii i wieściach z zewnątrz, jednak o ile nie stanie się coś naprawdę nieoczekiwanego, prawdopodobnie nie zobaczymy gwałtownych wahań kursu EUR/CHF.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Badanie zdrowia psychicznego Polaków podczas pandemii COVID-19

Prezentujemy wybrane wyniki dotyczące obszarów dyskomfortu, których doświadcza polskie społeczeństwo w trakcie trwania pandemii koronawirusa.

Podstawowe dolegliwości w obszarze emocji

Badanie obejmowało cztery obszary: emocjonalny, somatyczny, behawioralny i relacji społecznych. Wyniki badania ukazały znaczną powszechność występowania w społeczeństwie trudności w wyżej wymienionych sferach.

W monitorowanym okresie respondenci najczęściej wskazywali, że bardzo często lub często dotykają ich dolegliwości związane obszarem emocjonalnym: bycie zmartwiony (28%), nieustające poczucie zatroskania (27%), przytłoczenie negatywnymi myślami (26%) oraz bezsilność (26%). Jedna czwarta badanych czuła przygnębienie i martwiła się, czy nie stanie się im coś złego. Taki sam odsetek wskazywał na poczucie spięcia i smutku. Niepokój i roztrzęsienie towarzyszyło 23% badanych.

Negatywne emocje zapewne wzmagało także poczucie osamotnienia, które doskwierało 24% respondentom. Osobom biorącym udział w badaniu również nie obca była złość – 22% respondentów przyznawało, że czuje „podminowanie”.Badanie zdrowia psychicznego Polaków podczas pandemii COVID-19

Patrząc na trend, możemy zauważyć, że poziom natężenia trudnych emocji był nieco wyższy w początkowym momencie pandemii, następnie obniżył się w okresie wakacyjnym. W VI pomiarze, który miał miejsce w pierwszej połowie lipca, możemy zaobserwować istotnie statystycznie niższy poziom niektórych wskaźników (Martwię się czy nie  stanie mi się coś złego, czuję się spięty(a)). Następnie ich natężenie znów rośnie od pomiaru VIII (II połowa listopada). Dotyczy do głównie zamartwiania się o własne bezpieczeństwo, smutku, spięcia, poczucia samotności.

Metodologia pomiarów badania zdrowia psychicznego

Badanie jest realizowane od dnia 27 kwietnia 2020 roku w dwutygodniowych pomiarach. W lipcu nastąpiła przerwa w gromadzeniu danych. Kolejne pomiary zaczęto realizować od dnia 3.11.2020 roku. Do połowy grudnia przeprowadzono w sumie 10 393 wywiadów.

Szczegółowe terminy  realizacji poszczególnych pomiarów
P I: 27-29.04, P II: 11-13.05, P III: 27-30.05, P IV: 9-15.05, P V: 26.06 – 1.07, P VI: 7-14.07, P VII: 3-7.11, P VIII: 16-20.11, P IX: 30.11 – 4.12, P X: 14-17.12. badanie zdrowia psychicznego koronawirus

Badanie obejmuje reprezentatywną (pod względem płci, wieku i miejsca zamieszkania) próbę Polaków w wieku 18 +. W projekcie biorą udział głównie osoby posiadające średnie i wyższe wykształcenie. Dlatego nie możemy tutaj mówić o reprezentatywności próby pod względem wykształcenia.

Badanie jest realizowane metodą CAWI, na panelu badawczym SWPanel.pl należącym do Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research – lidera badań online w Polsce.

Za warstwę merytoryczną projektu odpowiada zespół Szymon Kukanow (psycholog, psychotraumatolog) i Dominika Nawrocka (socjolożka, badaczka). Wsparcia analitycznego udzielił Piotr Ziewiec.


3xzdrowie Centrum Medyczne

Artur Jankowski nowym prezesem Nestlé Polska S.A.

Po 6 latach pełnienia funkcji prezesa zarządu Nestlé Polska S.A. i blisko 30 latach w Grupie Nestlé, w 2021 roku Simon Smith przejdzie na wcześniejszą emeryturę i rozpocznie kolejny etap swojego życia. Przed rozpoczęciem pracy w Nestlé, Simon Smith uzyskał kwalifikacje biegłego rewidenta i dyplom MBA na uniwersytecie w Newcastle, pracując jednocześnie dla firm w północnej Anglii. Po dołączeniu do Nestlé dynamicznie rozwijał swoją zagraniczną karierę, w jej ostatnich latach pełniąc takie funkcje jak CEO Nestlé Adriatic, CFO Nestlé Europe, czy w końcu szefa rynku w Polsce. Podczas swojego pobytu w kraju, zbudował wysoce utalentowany zespół menedżerski, który nadzorował transformację firmy pod względem jej efektywności i zaangażowania pracowników oraz stworzył przyszły fundament firmy, jako organizacji kierującej się ideą „Force for good”, budując biznes dobry zarówno dla pracowników, społeczności jak i środowiska.

Z dniem 1 stycznia 2021 stanowisko prezesa zarządu Nestlé Polska S.A. objął Artur Jankowski. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, Wydziału Zarządzania i Marketingu. Z Nestlé związał się w 2016 roku, gdy objął stanowisko dyrektora sprzedaży. Wcześniej pracował w Grupie Danone, w której pełnił kolejno funkcje dyrektora zakupów oraz dyrektora sprzedaży. W pierwszych latach pracy w Nestlé przekształcił swój dział w elastyczną, adaptującą się do zmian rynkowych strukturę, zorientowaną na zrównoważony rozwój, wdrażając w życie podstawową wartość Nestlé jaką jest szacunek dla innych. Po trzech latach Artur Jankowski objął funkcję dyrektora dywizji Nutrition, utrzymując pozytywną dynamikę tego kluczowego biznesu Nestlé. Umiejętności biznesowe Artura, zorientowany na współpracę styl przywództwa, a także strategiczne spojrzenie znacząco przyczyniły się do rozwoju Nestlé w Polsce. Cechy te stawiają go w doskonałej pozycji do kontynuowania ambitnej drogi polskiego oddziału Nestlé jako organizacji z misją.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro: za rok za Bitcoina zapłacimy 70-90 tys. dolarów

Po osiągnięciu w zeszłym tygodniu kapitalizacji rynkowej wynoszącej 1 bilion dolarów, Bitcoin wyhamował w weekend, co spodobało, że jego wartość spadła do 32 431,50 dolarów. Stało się tak, ponieważ niektórzy inwestorzy skapitalizowali swoje zyski, ale wszystko wskazuje na to, że dziś rano Bitcoin powrócił do trendu wzrostowego.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie inwestycyjnej eToro, powiedział: „Popyt na alternatywne aktywa rośnie, a instytucje na całym świecie postrzegają bitcoin zarówno jako aktywa wzrostu, jak i sposób na zabezpieczenie się przed inflacją, która na ten moment wydaje się być największym źródłem niepokoju na 2021 r. Niezwykła chęć inwestowania, jaką widzieliśmy ze strony banków centralnych i rządów, obniżyła wartość tradycyjnych aktywów, takich jak gotówka i obligacje. Nie ma przesłanek, żeby uważać, że to się zmieni, więc jest mało prawdopodobne, aby impet popychający wartość bitcoina spadł w najbliższym czasie.

Nastąpi zmienność, która jest naturalna po wzrostach, które ostatnio widzieliśmy, ale długoterminowy trend jest wyraźny. Kryptowaluty wkraczają do głównego nurtu, a coraz więcej inwestorów zwiększa ekspozycję. 4 stycznia 2021 r. eToro miał 61% więcej unikalnych posiadaczy bitcoinów niż w tym samym dniu w 2020 roku i 49% więcej unikalnych posiadaczy Ethereum w ogóle.

Wierzę, że dzięki tej pozytywnej dynamice bitcoin jest na dobrej drodze, aby do Bożego Narodzenia 2021 r. osiągnąć docelową cenę, która moim zdaniem będzie wynosić ok. 70 000 – 90 000 dolarów”.

Jakie trendy biurowe będą dominować w 2021 roku z perspektywy najemców?

Ostatni rok zrobił rewolucję w sposobie funkcjonowania biur i ich postrzegania przez najemców. Po wielu miesiącach obserwacji i badań jesteśmy pewni, że część ze zmian, która została zainicjowana lub znacznie przyspieszona przez pandemię zdefiniuje przyszłe środowisko pracy. Wybraliśmy 7 głównych trendów, którymi będą się kierować najemcy w kształtowaniu tego środowiska wpływając na zmiany w modelu pracy, funkcjonowanie biur oraz sposób aranżowania przestrzeni.

Dobre samopoczucie w biurze

Dla części pracowników wielomiesięczna praca zdalna była spełnieniem marzeń, ale dla wielu z nich wiązała się z poczuciem izolacji. W rezultacie, oczekujemy, że po lockdownie, interakcje społeczne i komfort miejsca pracy w większym stopniu będą decydowały o tym jak oceniamy samopoczucie w pracy, a przyszłością sektora biurowego staną się rozwiązania, które będą takie warunki zapewniać.

Liczne badania wykazują, że firmy, które koncentrują się na dobrym samopoczuciu i bezpieczeństwie pracowników, uzyskują większą efektywność niż pozostałe organizacje. Dbając o najbardziej wartościowych pracowników wiele organizacji będzie starało się stworzyć optymalne warunki pracy. Oznacza to aranżowanie biur w taki sposób, aby były korzystne dla zdrowia. Jednocześnie, oczekujemy, że coraz większe uznanie najemców będą zyskiwały biurowce oferujące szeroko rozumiane udogodnienia i usługi, które mają na celu promocję zdrowia i poprawę samopoczucia.

Bezpieczne miejsca pracy

Zarządcy budynków biurowych i office managerowie dokładają wszelkich starań, aby stworzyć miejsca pracy bezpieczne pod względem sanitarnym. Udoskonalają programy sprzątania, dbają o wymianę filtrów i zwiększenie przepływu powietrza, organizują systemy ruchu jednokierunkowego w biurach i przeprojektowują układ mebli, aby umożliwić pracownikom zachowanie dystansu społecznego.

Jakość powierzchni i współpraca w centrum uwagi

Chociaż architektonicznie nudne biura należą do przeszłości, prawdopodobnie w 2021 roku najemcy w jeszcze większym stopniu będą koncentrować się aranżacji przestrzeni biurowej. Z naszych badań wynika, że znacząca część najemców chce w swoich biurach przeznaczyć więcej powierzchni niż dotychczas na przestrzenie sprzyjające kooperacji, a kluczowym elementem dotyczącym miejsca pracy będzie jakość aranżowanej powierzchni. Dzięki temu biuro będzie stawało się miejscem, w którym stawia się na współpracę, ale jednocześnie, które zapewnia „doświadczenie”. W firmach, w których decyzja o wyborze miejsca pracy – biura lub własnego mieszkania – będzie pozostawiona pracownikowi, to pracodawcy będą dbać o to, aby biuro stawało się miejscem, które jest w stanie zaoferować poczucie wspólnoty i przynależności, ale też dobre samopoczucie.

Wzrost zapotrzebowania na elastyczne powierzchnie biurowe

Stawianie na „doświadczanie biura” może również zwiększyć popyt na elastyczną powierzchnię biurową. Operatorzy coworkingowi stawiają na „user experience” już od lat i dokładają starań, aby zapewnić atrakcyjną ofertę biur, w których użytkownicy mogą się rozwijać – od zajęć jogi po kawiarnie, od kalendarzy pełnych wydarzeń okołobiznesowych (zawieszonych w czasie lockdownu) po inspirujące wnętrza. Z naszych rozmów z najemcami wynika, że zarówno duże, jak i małe firmy stają się coraz bardziej otwarte na włączenie elastycznych biur do swojej strategii dotyczącej miejsca pracy.

Ekologiczne i zrównoważone biura wygrają walkę o najlepszych pracowników

Z roku na rok wśród pracowników zwłaszcza młodego pokolenia obserwujemy rosnące znaczenie myślenia ekologicznego i większą troskę o środowisko naturalne. Analizy wskazują, że ponad połowa z nich uważa za priorytet redukcję plastiku jednorazowego użytku i zmniejszenie śladu węglowego, a firmy zachowujące się w sposób bardziej zrównoważony są dla nich atrakcyjniejszym pracodawcą.

Firmy produkcyjne czy transportowe koncentrują się na ograniczeniu emisji CO2, ale dla najemców biur sposobem na pokazanie pracownikom i klientom swojego zaangażowania w kwestię zrównoważonego rozwoju jest m.in. wybór ekologicznego biurowca i zrównoważonej przestrzeni biurowej.

Aktywne dojazdy do biura w modzie

Od lat, rokrocznie rośnie liczba aktywnych dojazdów do pracy. Sprzyja temu m.in. rosnąca sieć ścieżek rowerowych, która stała się w ostatnich latach istotną inwestycją dla lokalnych samorządów w Warszawie i największych miastach regionalnych.

Oczekujemy, że w 2021 roku ten trend osiągnie prawdopodobnie nowy wymiar – oprócz sposobu na uniknięcie transportu publicznego, aktywne dojazdy do pracy staną się metodą na przerwanie siedzącego trybu życia.

Praca zdalna

Nie ma jednego uniwersalnego modelu dla wszystkich firm czy pracowników, ale minione miesiące udowodniły, że przyszłością pracy biurowej jest elastyczność. Zaczynamy dostrzegać, że różne osoby, role i zadania wymagają różnych parametrów dla optymalnej wydajności.

Uważamy, że praca z domu, a także inne rodzaje elastycznej pracy (np. elastyczne godziny czy praca bliżej domu) będą nadal stanowić część naszego życia zawodowego w 2021 roku, ponieważ autonomia i różnorodność w coraz większym stopniu mogą wpływać na wyniki biznesowe firm.

Część pracodawców od lat eksperymentowała z elastycznymi rozwiązaniami i oferowała pracę zdalną w różnych konfiguracjach. Jednak pandemia COVID-19 przyczyniła się do zmiany sposobu, w jaki pracujemy i czego pracownicy oczekują od pracodawcy, a to z pewnością przyspieszy rozpowszechnienie się elastycznego modelu pracy.

Aby zwiększyć produktywność, zaangażowanie i zadowolenie pracowników, model pracy w wielu firmach coraz częściej będzie opierał się na łączeniu różnych środowisk, miejsc, godzin pracy, czy też „zwinnych warunków pracy”. W rezultacie należy oczekiwać, że coraz więcej firm będzie systematycznie przechodzić w kierunku różnych strategii lokalizacji i modelu hybrydowego.

Elżbieta Czerpak, Dyrektor Działu Badań Rynku, Knight Frank

Indeks GIP60: Na ostatniej prostej GIP60 wypracował spory wzrost za 2020 r.

Potwierdziła się zeszłomiesięczna prognoza analityków DSR i Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) dołożył w grudniu kolejny solidny wzrost o 8,7% do 882,34 punktów. Co więcej, ostatnie dwa miesiące roku pozwoliły GIP60 przebić granicę z początku roku i ustalić dodatni zwrot w całym 2020 r. na poziomie 11,37%, zamykając tym samym kryzysowy rok na plusie.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc grudzień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Wynik na poziomie 11,37% jest znacznie lepszy niż w 2019 r. kiedy to GIP60 stracił 8,29%. Nie jest to może tak spektakularny wynik jak w przypadku NCINDEX, który w 2020 roku przeżył swój najlepszy rok w historii i zanotował roczny wzrost wartości o 108,85%. Daleko mu również do wyniku małych spółek, dla których indeks SWIG80 wzrósł w ub.r. o 33,64%. Ale już znacznie lepszy niż ogólnorynkowe minus 1,40% zanotowane przez indeks WIG. W ubiegłym roku GIP60 był lepszy również od MWIG40 (1,75% rdr), WIG30 (-6,45% rdr), WIG20 (-7,73% rdr). Można więc uznać, że 2020 rok zakończył się dla akcji polskich producentów dobrze, a nawet – patrząc na ubiegłe lata – bardzo dobrze. Podsumowanie roczne wkrótce, w tym artykule przeanalizujmy przebieg sytuacji w grudniu.

W ujęciu branżowym największą średnią stopę zwrotu w grudniu wypracowały spółki z grupy tzw. projektantów, czyli producenci i dystrybutorzy odzieży. Średnia miesięczna stopa zwrotu dla tych spółek wyniosła w grudniu 25,11%. Średnia miesięcznego zwrotu z inwestycji dla kilku następnych branż oscylowała wokół 10%: metalurgia (10,86%), drzewno-meblarska (10,65%) i materiałów budowlanych (9,29%).

Mimo sprzyjających warunków, panujących na WGPW pod koniec 2020 roku, nie wszystkie sektory doświadczyły skutków powszechnego optymizmu. W grudniu traciły głównie te branże, które podczas pandemicznej bessy okazały się najbardziej odporne: farmaceutyczna (-6,93%), przemysł lekki (-2,44%) i spożywcza (-1,59%). Symbolicznie dwie najaktywniejsze spółki 2020 roku znalazły się na dwóch ostatnich miejscach notując minus 17,8% mdm w przypadku Biomedu i minus 17,25% mdm u Mercatora. Potraktujmy to jako stempel zamykający ten zwariowany 2020 rok, oczekując przynajmniej częściowego powrotu do normalności. Należy jednak oddać, że te dwie spółki w dużej mierze uchroniły Giełdowy Indeks Produkcji przed jeszcze głębszymi spadkami i swego czasu były przymierzane do WIG20.

CCC is on fire!

W kolejnym miesiącu spółka CCC S.A. znalazła się na podium GIP60. W listopadzie za miesięczny wzrost o 61,03% przypadło jej drugie miejsce, ale w grudniu wystarczyło „zaledwie” 40,26% żeby awansować na najwyższy stopień podium. Akcje polkowickiego producenta i dystrybutora obuwia w dwóch ostatnich miesiącach roku odrobiły lwią część strat, ale ciągle znajduje się poniżej wartości rynkowej z początku ub.r. zachowując spory potencjał do dalszych wzrostów.

Drugie miejsce dla Stalprodukt S.A. za miesięczny zwrot równy 39,77%. Jednym z pozytywnych sygnałów płynących ze spółki w tym czasie było oddanie do użytku nowej hali elektrolizy cynku, która pozwoli spółce znacznie zwiększyć wydajność, przy mniejszych kosztach i dużo większych możliwościach wykorzystania surowców z recyklingu. Dodatkowo spółka przymierza się do znacznej akwizycji zagranicznej, co również działa odżywczo na wyobraźnię inwestorów.

Trzecie miejsce grudniowego rankingu GIP60 dla Famur S.A. za miesięczny wzrost wartości rynkowej o 36,20%. Katowicki producent maszyn górniczych zaliczył w grudniu serię pozytywnych porozumień, część z bankami, ale także z TDJ S.A. w sprawie wspólnego przedsięwzięcia w obszarze energetyki odnawialnej (OZE). Według komunikatów, spółka zdaje sobie sprawę z postępującej transformacji energetycznej i szuka sposobu dostosowania się do otaczających warunków, m.in. poprzez zaangażowanie w dynamicznie rozwijający się sektor OZE.

Renesans przemysłu

Coraz więcej czynników wskazuje na duże odbicie w globalnym przemyśle. Poza doskonałymi odczytami wskaźników koniunktury przemysłowej tj. PMI®, ISM, czy też z oficjalnych wyników produkcji sprzedanej szacowanej przez urzędy statystyczne warto zwrócić uwagę na kilka faktów, które doskonale uzupełniają ocenę koniunktury przemysłowej. Jednym z takich dodatkowych papierków lakmusowych jest eksport Korei Południowej, a ten wzrósł w grudniu o 12,6 proc. rdr. Warto w tym miejscu nadmienić o szczególnej roli Korei Południowej dla globalnego przemysłu, której eksport w dużej mierze zasila w półprodukty fabryki na całym świecie. Wzrost eksportu w takich krajach jak właśnie Korea czy Tajwan przeważnie łączy się z ożywieniem w przemyśle.

Również wśród polskich producentów eksport stanowi coraz większą część przychodów, co nie pozwala ignorować sytuacji na rynku walutowym. A tu NBP prowadzi bezprecedensową politykę celującą w znaczne osłabienie złotówki. Zwiększa to konkurencyjność polskich producentów na zagranicznych rynkach, co w czasie reorganizacji systemu łańcuchu dostaw na świecie może przynieść wiele dobrego. Jednak taka taktyka rodzi również wiele pytań i wątpliwości. Najczęściej komentatorzy obawiają się, czy przypadkiem polityka NBP wspierająca rządową strategię wyjścia z kryzysu, nie zagraża podstawowemu celowi NBP zapisanemu w Konstytucji RP. Innym powszechnym zarzutem jest wątpliwość czy przewagę konkurencyjną gospodarki można zbudować na niestabilnej walucie.

Również reorientacja popytu konsumpcyjnego z usług w kierunku towarów, widoczna podczas pandemicznej zamieci, sprzyja producentom. Nie powinno dziwić, że menedżerowie i inwestorzy oczekują solidnego ożywienia w przemyśle w 2021 r. Część z tych oczekiwań jest już widoczna w obecnych wycenach rynkowych spółek z GIP60, ale z pewnością nie wszystkie ponieważ obecnie, wartość Giełdowego Indeksu Produkcji znajduje się ciągle ponad 10% poniżej wartości z początku 2016 roku. Dlatego bardzo możliwe, że w kolejnych tygodniach polskie spółki produkcyjnie powinny kontynuować podróż w góry.”

Dolar rośnie pomimo słabszych danych z rynku pracy

Dane z amerykańskiego rynku pracy nie przeszkodziły dolarowi się umacniać. Dzisiaj na rynku ważniejsze okazały się sygnały z polityki niż realne dane makroekonomiczne.

Słabe dane z rynku pracy w USA

W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Liczba nowych miejsc pracy nie tylko nie wzrosła, ale wręcz istotnie spadła. Ubytek 140 tysięcy miejsc pracy w sektorze pozarolniczym to najsłabsze dane od pierwszych miesięcy pandemii. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że w listopadzie wzrost był wyjątkowo wysoki i średnia z dwóch miesięcy jest wyraźnie dodatnia. W rezultacie, pomimo słabszych danych rynki podeszły do odczytów spokojnie. W tym samym czasie opublikowano również wzrost płac, który wynosi 5,1%. Tutaj jednak należy pamiętać, że zwolnienia często dotyczą najsłabiej zarabiających, co wspomaga wzrost średniej płacy.

Dolar jednak w górę

W USA tematem numer jeden nie jest jednak gospodarka, ale zmiana warty na stanowisku prezydenta. Ostatnie wydarzenia bardzo mocno osłabiły pozycję Donalda Trumpa. To w rezultacie mocno pomaga dolarowi, który pomimo słabych danych wyraźnie się umacnia. Powodem jest spadek szans, że nie dojdzie do przekazania władzy w terminie lub pod koniec kadencji pojawią się nagłe bardzo ważne decyzje. Mieliśmy, co prawda, ważny gest względem Tajwanu (polegający na zniesieniu restrykcji, stawiający jego następcę w trudnej sytuacji w relacji z Chinami), ale biorąc pod uwagę to, czego oczekiwano, rynki przyjęły to bardzo spokojnie, a dolar zyskuje na wartości.

Już w środę posiedzenie RPP

Rynki oczekują, czy na środowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej naprawdę dojdzie do obniżek stóp procentowych. Na stole jest bardzo wiele scenariuszy, ale najpopularniejszy to taki kompromis polegający na obniżce głównej stopy procentowej o 0,1% do równego 0%. Dodatkowo bardzo ważne będzie wsłuchanie się w konferencję prasową po posiedzeniu. Na razie członkowie tego gremium komunikowali się w mediach i nie do końca znamy ich pogląd na dalsze działania w ramach polityki monetarnej, a to budzi pewien niepokój.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czekają nas zmiany demograficzne na rynku mieszkaniowym

Statystyki demograficzne są często pomijanym, ale istotnym czynnikiem, który wpływa na długofalową wycenę i analizę, jakie rodzaje nieruchomości będą atrakcyjne w przyszłości. Ewaluacje krótko i średnioterminowe wskazują na potencjał i rentowność inwestowania w nieruchomości. Badając jednak trendy długoterminowe inwestorzy muszą zwrócić uwagę na kilka istotnych parametrów, które mogą wpłynąć na opłacalność ich dzisiejszych zakupów, a deweloperom pozwolą na działania we właściwym, optymalizującym ich przyszłe zyski kierunku.

Choć w kolejnej dekadzie deweloperzy nadal mogą liczyć na hossę, przy jednoczesnym wzroście znaczenia atrakcyjnych demograficznie lokalizacji, wyższych standardów lokalowych, innowacyjnych technologii i budowania w nowych ekologicznych normach, to zmiany demograficzne populacji mogą mieć duży wpływ na trendy na rynku nieruchomości – nawet przez kilka dziesięcioleci. Na przykład pokolenie Baby Boomers z wyżu demograficznego (urodzone w latach 1945-1964) jest przykładem trendu demograficznego, który może znacząco wpłynąć na rynek nieruchomości. Przejście na emeryturę tego pokolenia rozpoczęło się w 2010 r. i jest jednym z ciekawszych trendów ostatniego stulecia które, będzie odczuwalne na rynku jeszcze przez dziesięciolecia.

Od 2010 roku populacja Japonii zmalała o 3 miliony do 125,7 miliona mieszkańców w 2020 r. Powolny spadek cen nieruchomości rozpoczął się w 1989 r., a bańka pękła, gdy kraj wszedł w proces starzenia się. 30 lat później ceny nadal nie powróciły do poprzedniego szczytu, choć w Tokio odbiły znacznie lepiej niż w innych miastach. Podobnie jak w Polsce można zaobserwować tam zmiany stylu życia, tj. wzrost wymagań metrażowych czy mieszkania dla singli. Przykład Japonii, która obecnie ma jeden z najniższych współczynników dzietności na świecie – 1,4 na kobietę, pokazuje pewien trend.

Zmniejszająca się populacja, rosnąca konkurencja

Zmieniająca się demografia naszego kraju ma wpływ na wszystkie dziedziny życia i sektory gospodarki. Wpływa również na ceny, popyt i podaż na rynku mieszkaniowym. Polska od lat notuje kolejne rekordy w liczbie oddanych nowych mieszkań. W 2019 r. było to 207 tys., w minionym roku, choć dane z IV kw. jeszcze spływają, pomimo kryzysu pandemii mówi się o kolejnym rekordzie na poziomie 210 – 220 tys. lokali. O udział w tym lukratywnym rynku konkuruje coraz więcej podmiotów: deweloperzy, inwestorzy indywidualni, gminy, TBS-y, spółdzielnie, itp. Od lat 90-tych minionego stulecia z poziomu ponad 38,5 miliona mieszkańców, notujemy proces starzenia się naszego społeczeństwa i jego wymierania. W 2040 r. zostanie nas już 35 milionów, a jeśli nie podniesiemy dzietności, to postępujący proces doprowadzi do tego, że za 80 lat będzie nas o 10 mln mniej – wynika z najnowszych prognoz Eurostatu.

Łatwo zaobserwować tu postępujący proces wzrostu liczby nieruchomości per capita na jednego sukcesora. Już za 20 lat majątek przeciętnej rodziny wzrośnie do ponad 860 tys. zł. Kurczenie się polskiego społeczeństwa spowoduje, że w ciągu najbliższej dekady rozpocznie się rewolucja majątkowa. Polacy zaczną się gwałtownie bogacić, a spadki dziedziczone po naszych bliskich będą nawet trzykrotnie większe niż dziś – wynika z raportu przygotowanego przez Politykę Insight i BZ WBK. Wzrost zamożności spowoduje z kolei zmianę preferencji dot. standardu, lokalizacji mieszkań i domów spadkobierców.

Obecnie, wg różnych prognoz na rynku brakuje od 2,3 do 3 milionów mieszkań. Wpływają na to różne czynniki i zaszłości z czasów powojennych i socjalistycznej historii Polski, jednak również zmiany modelu życia, wzrostu standardów metrażowych, imigracja, itd.

Jak ustaliłem z największymi portalami sprzedającymi nieruchomości, na naszym rynku działa ok. 2 tys. aktywnych firm deweloperskich. Z roku na rok postępuje też ich specjalizacja, która coraz silniej decyduje o sukcesie finansowym i rentowności realizowanych projektów (np. rejonizacja, profil oferty, standard lokali, wielkość inwestycji czy możliwości kreowania przestrzeni urbanistycznej, itd). Silna konkurencja w pozyskiwaniu kurczącej oferty gruntów w miastach czy nowe technologie budowlane wymuszają na branży kreatywność i ciągłe poszukiwania optymalizacji kosztów. Liderzy rynku dobrze sobie z tym radzą, a wielu mniejszych deweloperów znalazło lub poszukuje swoich rynkowych niszy. W przyszłości, kiedy dojdzie jeszcze kolejny element rywalizacji spowodowany demografią, trend ten stanie się niezwykle ważny lub wręcz kluczowy. Tak silna konkurencja może znacząco wpłynąć na wysokość marży, gdzie decydujący stanie się współczynnik cyklu operacyjnego.

Sytuacja jest bardziej złożona niż by się mogło wydawać, gdyż proces starzenia się społeczeństwa wiąże się też ze zmianami na rynku pracy, a w efekcie kryteriami przyznawania kredytów czy obciążeń fiskalnych na utrzymanie emerytów i wzrost obciążeń na służbę zdrowia. Istnieją dwa podstawowe trendy demograficzne, które kształtują dziś branżę inwestycji w nieruchomości: urbanizacja i starzenie się populacji. Ten pierwszy jest łatwiejszy do zbadania i wykorzystania do tworzenia strategii inwestycyjnych. Mniej jasne jest to, co drugi fundamentalny trend demograficzny – starzenie się społeczeństwa – oznacza dla nieruchomości. Choć niewątpliwie spowoduje wzrost popytu na specjalistyczną opiekę zdrowotną i mieszkania dla osób starszych.

Zmiany demograficzne związane ze starzeniem się społeczeństw, prowadzić będą w najbliższej przyszłości do jeszcze większego spadku liczby osób w wieku produkcyjnym, jeśli nie wzrośnie poziom zatrudnienia osób po pięćdziesiątym roku życia. Szacuje się, że odsetek osób w wieku produkcyjnym w populacji obniży się z 64 proc. w 2007 r. do 50,4 proc. w 2050 r., co przełoży się na znaczący wzrost współczynnika obciążenia demograficznego (z 56 osób w 2011 r. do 98 w 2050 r.).

Demograficzne wyzwania dla deweloperów

Należy również pamiętać, że w tym samym czasie rozwój technologii i zmiany klimatyczne będą miały duży wpływ na nieruchomości w ciągu najbliższych 30 lat, gdyż aż 40 procent globalnych emisji pochodzi z branży nieruchomości. Cele dotyczące neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla netto wpłyną na nowy sposób budowy, użytkowania i zarządzania budynkami.

Nieruchomości przeżywają boom nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Inwestorzy w takich miastach, jak Budapeszt, Ryga, Bukareszt, Praga, Sofia osiągają bardzo przyzwoite stopy zwrotu dla swoich inwestycji. Atrakcyjne nieruchomości w Budapeszcie można kupić za mniej niż 3500 euro za m2, przy zysku brutto na poziomie 5% rocznie, w porównaniu do najlepszych nieruchomości w Wiedniu kosztujących od 7000 euro i zysku 2,5%. Dochód z najmu brutto jest taki sam, za połowę ceny.

Również populacje takich krajów Europy Wschodniej, jak np. Bułgarii, Estonii czy Litwy mają spaść o 20% do 2050 r. z powodu niskich współczynników dzietności i wysokiej emigracji (Wielka Brytania, Skandynawia i Niemcy). Niski współczynnik dzietności: nawet przy ogromnych dotacjach i wsparciu rządu na Węgrzech i Polsce (500+) dla rodzin na posiadane dzieci, współczynnik ten ledwo wzrósł. Recesja spowodowana pandemią koronawirusa zwiastuje, że wskaźniki te będą dalej spadały, jak to zwykle ma miejsce w czasach zawirowań gospodarczych i niepewności ekonomicznej w krajach rozwiniętych.

Analizując długofalowe trendy widać, że nie warto inwestować w mniejsze miejscowości, które nie przyciągają istniejącą infrastrukturą, zapleczem uniwersyteckim czy łatwością zdobycia pracy. Inwestorzy długoterminowi wybierają stolice i inne duże aglomeracje, bo nawet jeśli liczba ludności w kraju ogólnie spadnie, wraz z urbanizacją, powinny one nadal dobrze sobie radzić. Przyszłościowe są też miejsca z potencjałem turystycznym oraz obrzeża największych miast, które jeszcze wzmocniła pandemia z perspektywą rozwoju infrastruktury, trendów społecznych i stylu życia, jak posiadanie własnego ogrodu i atrakcyjnego zielonego otoczenia przy rosnącej wartości gruntów. Średnia populacja 100 największych miast świata dramatycznie wzrosła do : 9,7 mln w 2020 r. w porównaniu z 2 mln mieszkańców w 1950 r. i 184 270 w 1800 r. Obecnie 23 procent ludności mieszka w miastach o liczbie ludności przekraczającej milion, a 7 procent w szczególności w megamiastach liczących ponad dziesięć milionów, już 512 miast liczy, co najmniej 1 milion mieszkańców.

Autor / fot.: Adam Białas – ekspert i analityk rynku, dziennikarz biznesowy, dyr. generalny agencji marketingu i komunikacji.

Skutki Brexit dla rozliczeń transakcji towarowych na gruncie cła, VAT oraz podatek u źródła

Wielka Brytania opuściła Unię Europejską z dniem 31 stycznia 2020 r. Tym samym stała się dla państw członkowskich tzw. państwem trzecim. Jednakże z uwagi na okres przejściowy, który trwał od 1 lutego do 31 grudnia 2020 r., zasadnicze zmiany w zakresie obrotu towarowego weszły w życie dopiero z początkiem 2021 r. W dalszym ciągu obowiązywać będą zapisy umów o unikaniu podwójnego opodatkowania oraz innych umów międzynarodowych. Na chwilę obecną brak jest jednak porozumień ułatwiających procedury celne.

Zmiany celne

Szczególnie dotkliwe dla przedsiębiorców są zmiany w zakresie cła. Do tej pory temat nieznany w obrocie towarowym z Wielką Brytanią, teraz może okazać się bardzo istotny i kosztowny. Przedsiębiorcy powinni liczyć się z kosztami zgłoszeń celnych, ich korekty, kosztami wystawienia dokumentów potwierdzających pochodzenie towarów, należnościami celnymi, kosztami współpracy z agencjami celnymi czy kosztami procesu uzyskania pozwoleń, uproszczeń oraz certyfikatów.

Poza koniecznością poniesienia dodatkowych kosztów, przedsiębiorcy będą musieli także spełnić szereg warunków formalnych, takich jak: dysponowanie numerem EORI, złożenie zgłoszenia celnego, przedstawienie towarów organom celnym czy dokonanie zapłaty zabezpieczenia lub należności celnych. Dodatkowo przedsiębiorcy będą zobowiązani do rejestracji na Platformie Usług Elektronicznych Skarbowo-Celnych (PUESC) oraz korzystania z systemu teleinformatycznego celem dokonywania zgłoszeń celnych.

Podatnicy będą ponadto zobowiązani do prawidłowego określenia wartości celnej oraz ustalenia właściwej klasyfikacji celnej towarów. Uwagę należy zwrócić także na możliwość skorzystania z różnego rodzaju procedur celnych, takich jak: składowanie celne, uszlachetnianie czynne; uszlachetnianie bierne, tranzyt, z których wcześniej przedsiębiorcy nie korzystali.

Podatek VAT

W zakresie VAT w pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę, że przez 4 lata po zakończeniu okresu przejściowego Irlandia Północna będzie traktowana jako państwo członkowskie UE. Oznacza to, że rozliczenia z tym państwem będą dokonywane na dotychczasowych zasadach. Powyższe dotyczy tylko transakcji towarowych (wewnątrzwspólnotowej dostawy/nabycia towarów), a nie usługowej. W przypadku przemieszczania towarów pomiędzy Irlandią, a innym państwem Zjednoczonego Królestwa dochodzić będzie z kolei do eksport/importu.

W przypadku pozostałych państw Zjednoczonego Królestwa transakcje wewnątrzwspólnotowe zostaną zamienione na odpowiednio: WNT – import towarów oraz WDT – eksport towarów, z wszelkimi konsekwencjami zmiany. Oznacza to, że w przypadku importu towarów powstanie obowiązek obliczenia i wykazania podatku VAT w zgłoszeniu celnym. Inaczej będzie też kalkulowana podstawa opodatkowania, ponieważ będzie to wartość celna powiększona o należne cło. Inny będzie też moment powstania obowiązku podatkowego – moment powstania długu celnego, a nie data wystawienia faktury nie później niż do 15 dnia miesiąca następującego po dostawie jak ma to miejsce w przypadku WNT. Ponadto podatnik będzie miał także możliwość zastosowania uproszczenia o którym mowa w art. 33a Ustawy o VAT, czyli będzie mógł po spełnieniu określonych warunków rozliczać VAT należny z tytułu importu towarów bezpośrednio w deklaracji VAT.

W zakresie transakcji eksportowych należy zwrócić uwagę na zmianę warunków do zastosowania stawki 0%, w szczególności w zakresie dokumentu potwierdzającego wywóz poza terytorium UE (komunikat IE-599). Zastosowania nie będzie więc miała dyrektywa quick fixes co oznacza, że teoretycznie dokumentowanie wywozu towarów będzie prostsze i będzie wymagało w większości przypadków przedstawienia jednego dokumentu. Dodatkowo, dzięki procedowanym jeszcze przepisom tzw. Slim VAT, wydłużony będzie czas na zgromadzenie odpowiedniej dokumentacji. Warto zwrócić jednak uwagę na przepisy przejściowe i tak w przypadku, gdy wysyłka rozpoczęła się przed 1 stycznia 2021 r., a zakończyła po tej dacie, podatnik będzie mógł wykazać transakcję wewnątrzwspólnotową.

Uproszczenia w zakresie rozliczania transakcji trójstronnych, czy procedury magazynu call-off stock nie będą miały już dłużej zastosowania. Skomplikuje się tematyka transakcji łańcuchowych gdzie podatnikami będą podmioty z różnych krajów UE oraz z Wielkiej Brytanii.

Zmiany dotkną także przepisów o sprzedaży wysyłkowej z terytorium kraju, która będzie oznaczana jako eksport towarów oraz sprzedaży wysyłkowej na terytorium kraju, czyli importu.

Powyższe zmiany w VAT są bardzo istotne i wymagają nakładów na zmiany systemowe u przedsiębiorców, z uwagi na całkowicie inny sposób raportowania tych transakcji w nowych plikach JPK. W pierwszej kolejności przedsiębiorcy powinni zidentyfikować transakcje z kontrahentami z Wielkiej Brytanii, ustalić czy obejmują one dostawę towarów czy świadczenie usługi, a następnie dokonać stosowanych zmian.

Podatek u źródła

Wielka Brytania w dalszym ciągu będzie obecna w EOG co pozwala na pozostawienie preferencyjnego podejścia w zakresie podatku u źródła wynikającego z dyrektyw Unii Europejskiej, oczywiście po spełnieniu warunków formalnych, należytej staranności oraz rzeczywistego właściciela należności (ang. beneficial owner). Oznacza to, że w zakresie podatku u źródła nie nastąpią istotne zmiany, a podatnicy powinni dochowywać należytej staranności przy wypłatach zagranicznych, tak jak do tej pory.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.