Umowa między UE a UK zatwierdzona. Bez ceł i ograniczeń ilościowych, ale będą kontrole

1 stycznia 2021 została zatwierdzona Umowa o Handlu i Współpracy między Unią Europejską a Wielką Brytanią. Zjednoczone Królestwo opuściło jednolity rynek i unię celną UE, a w konsekwencji przestało obowiązywać w nim unijne prawo celne i podatkowe. Wynegocjowane warunki w zawartym porozumieniu między UE i UK pozwalają na zniesienie obowiązywania ceł i ograniczeń ilościowych w obrocie gospodarczym dla towarów, które są zgodne z odpowiednimi regułami pochodzenia. Powróciły jednak kontrole graniczne.

Od 1 stycznia 2021 przedsiębiorcy muszą być przygotowani na konieczność dopełnienia formalności celnych w przypadku eksportu lub importu towarów pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. Konieczne jest przygotowanie do stosowania operacji celnych, adekwatnych do kierunku handlu, a to wszystko za sprawą zawartej Umowy o Handlu i Współpracy Unii Europejskiej z Wielką Brytanią. Dokument ten stanowi porozumienie między UE a UK o wzajemnych stosunkach po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii – pozwoli ona na obniżenie kosztów gospodarczych Brexitu. Należy jednak zaznaczyć, że umowa obowiązuje tymczasowo do 28 lutego 2021 roku, do momentu ratyfikacji.

Umowa o Handlu i Współpracy Unii Europejskiej z Wielką Brytanią ustanawia zerowe cła, jeżeli towary spełniają odpowiednie reguły pochodzenia. Oznacza to, że aby skorzystać z braku cła, należy spełnić i odpowiednio udokumentować pochodzenie celne towarów. Reguły pochodzenia określają „narodowość ekonomiczną” produktów, w sytuacji, w której zostały one wyprodukowane przy użyciu części lub materiałów wyprodukowanych w więcej niż jednym kraju. Ich celem jest potwierdzenie, że produkty objęte warunkami umowy o wolnym handlu pochodzą w całości lub zostały poddane znacznej obróbce w danej strefie – w Unii Europejskiej lub w Wielkiej Brytanii. Eksporterzy będą mieli także możliwość samodzielnego potwierdzania pochodzenia ich towarów.

Oprócz zgłoszeń celnych może być także konieczna ewidencja danych dotyczących bezpieczeństwa i ochrony lub uzyskanie pozwolenia na import/eksport niektórych towarów. Przedsiębiorcy będą także zobowiązani do płacenia należności podatkowych VAT z wyjątkiem wymiany handlowej z Irlandią Północną, w której dalej będą stosowane unijne regulacje w zakresie VAT, a także te celne i akcyzowe.

Przedstawiciele sektora z Polski i Europy, w grudniu 2020 roku wezwali UE i Wielką Brytanię do zakończenia negocjacji handlowych w celu zminimalizowania zatorów w portach od stycznia 2021 r. Apel ten był napędzany faktem, że owoce i warzywa to towary nietrwałe, o krótkiej przydatności do spożycia. Ważne jest zatem, aby uniknąć wąskich gardeł w eksporcie świeżych owoców i warzyw przez wdrożenie zielonych pasów, aby łatwo psujące się świeże produkty docierały do ​​konsumentów w jak najlepszej jakości. Postulat ten nie został jednak uwzględniony w dokumencie.

W celu ułatwienia handlu produktami ekologicznymi, uzgodniono, że certyfikaty przyznawane przez instytucje zarówno UE, jak i UK, będą uwzględniane i akceptowane na rynku brytyjskim oraz unijnym. Dzięki ustaleniu wspólnej definicji norm międzynarodowych, krajowe normy produktów i przepisy techniczne obu stron będą oparte na tych samych transgranicznych odniesieniach, a zatem będą spójne w możliwie największym stopniu. Nie będzie żadnych zmian w fitosanitarnych normach bezpieczeństwa żywności. Jeżeli pojawią się obawy którejś ze stron dotyczące bezpieczeństwa żywności, roślin lub zwierząt, wówczas można domagać się konsultacji technicznych, audytów, weryfikacji czy inspekcji drugiej strony.

Pomimo pozytywnych dla przedsiębiorców wyników negocjacji handlowych zostaną wprowadzone kontrole na granicy pomiędzy UE i UK. Przedsiębiorcy będą zobowiązani m. in. do dopełnienia standardowych formalności celnych, w tym m. in. obowiązku: zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient””, w celu uzyskania numeru EORI. Importerzy zgłaszają się po numer EORI GB, a eksporterzy np. z polski o EORI UE wydawany przez Urząd Celny w państwie członkowskim.

Porozumienie wyrażone w Umowie o Handlu i Współpracy między Wielką Brytanią a Unią Europejską ma za zadanie wspierać producentów importujących bądź eksportujących towary. Ustanowione zerowe stawki celne to dobra decyzja – wprowadzenie ceł mogło prowadzić do zakłóceń na jednolitym rynku, a to z kolei w konsekwencji mogło spowodować mniejszą dostępność i wyższe ceny dla konsumentów owoców i warzyw w Wielkiej Brytanii.podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Przypominamy porady dla przedsiębiorców przygotowujące do eksportu towarów do Wielkiej Brytanii po zakończeniu okresu przejściowego:

  • Zapoznaj się z nowymi procedurami obowiązującymi po 1 stycznia 2021 r.,
  • Zarejestruj się, aby uzyskać numer EORI,
  • Zapoznaj się z koniecznymi deklaracjami i naucz się je wypełniać,
  • Sprawdź, jakie dokumenty celne oraz związane z bezpieczeństwem i certyfikatami powinien posiadać twój przewoźnik oraz twój partner w UK (m.in. MRN, elektroniczne wersje certyfikatów sanitarnych) w momencie wjazdu do Wielkiej Brytanii,
  • Monitoruj kwestie związane z oznakowanymi wymaganymi w Wielkiej Brytanii,
  • Uzgodnij wcześniej obowiązki z agentem celnym, dostawcą usług logistycznych oraz importerem np. złożenie elektronicznego wstępnego powiadomienia o imporcie (EHC), złożenie dokumentów do systemu CHIEF oraz wystąpienie np. o ERN (Entry Reference Number) może być po jego stronie. Importer może również wystąpić o odroczenie płatności VAT. Nie powinieneś wysyłać ładunków bez prenotyfikacji eksportu, gdyż taki ładunek nie opuści portu,
  • Według informacji z Krajowej Agencji Skarbowej, jeżeli przedsiębiorca unijny będzie dokonywał importu do Zjednoczonego Królestwa lub eksportu ze Zjednoczonego Królestwa lub będzie realizował operacje tranzytowe WPT (Wspólna Procedura Tranzytowa) ze Zjednoczonego Królestwa, to będzie musiał posiadać również brytyjski numer EORI, żeby móc złożyć zgłoszenie celne w Zjednoczonym Królestwie.

Z wytycznymi można zapoznać się na stronie www.gov.uk i www.podatki.gov.pl. Istotne informacje dla polskich eksporterów znajdują się również na stronie Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa www.piorin.gov.pl

Estoński CIT na polskim rynku. Czy krajowe start-upy powinny postawić na nową formę odprowadzania podatków?

Styczeń 2021 roku to nie tylko kolejna odsłona zmagań z koronawirusem. Dla krajowych start-upów najbliższe miesiące będą również szansą na zmianę sposobu rozliczenia podatkowego. Czy tzw. estoński CIT to gra warta świeczki?

CIT z północy w krajowym wydaniu

W dużym uproszczeniu model estońskiego podatku od osób prawnych przewiduje możliwość zapłaty podatku dopiero w chwili wypłaty zysku z konta firmowego. Adresaci rozwiązania? Przede wszystkim małe i średnie spółki kapitałowe, które w rozliczeniu rocznym osiągają przychód na poziomie do 100 mln zł (pierwotny projekt polskiej ustawy przewidywał limit do 50 mln zł). Na pierwszy rzut oka, jest to całkiem wygodna alternatywa wobec tradycyjnego CIT-u. Czy prawodawca przewiduje dodatkowe wymogi? Tak, nie obędzie się również bez przysłowiowego “ale” oraz kilku pokaźnych “schodów”.

 

Oprócz zarejestrowanej spółki kapitałowej (z o.o. lub akcyjnej), start-upy muszą zatrudniać co najmniej 3 pracowników (oprócz udziałowców będących osobami fizycznymi, których “przychody pasywne nie przewyższają przychodów z działalności operacyjnej”). Ponadto, sama spółka nie może posiadać udziałów w innych podmiotach, a także —powinna wykazywać realne nakłady inwestycyjne. I na tym etapie sprawa wydaje się nieskomplikowana. Niestety, problemy z księgowością mogą zacząć się nie na płaszczyźnie spełniania warunków formalnych, a przy samym wyborze formy estońskiego CIT-u.

Podatek w dwóch odsłonach

CIT na wzór estoński w polskich realiach będzie występował w dwóch wariantach: jako model opodatkowania wyłącznie dystrybuowanych przez spółkę dochodów oraz jako odpis na dedykowany fundusz (innymi słowy — rachunek inwestycyjny do kosztów uzyskania przychodów). Niezależnie od wyboru jednej z dwóch propozycji, czy potencjalny start-up może cieszyć się “nowym” CIT-em bez potrzeby odnawiania deklaracji? Też nie. Wybór takiej formy odprowadzania podatków obowiązuje przez 4 lata, z możliwością przedłużenia na kolejne 4, ale…

…w ostatnim roku startupowcy muszą wykazać, czy wciąż są w stanie spełniać podstawowe warunki estońsko-polskiej wariacji na temat podatku od osób prawnych (limit przychodów, zatrudnienie, pensje, brak udziałów, realne nakłady etc.). Czy na tym kończą się wymagania o przedłużenie takiej formy? Niekoniecznie. Ponadto, trzeba przygotować sprawozdanie z ostatnich 2 lat działalności, które powinno wykazać wzrost inwestycji firmy na poziomie co najmniej 15%. O ile w tym miejscu kończą się wymogi formalne i możliwe warianty wyboru, to na młodych przedsiębiorców czyha pewien “haczyk”.

Ile Estonii w Polsce?

Nadwiślańska wersja CIT-u na wzór estoński nie będzie wiernym odpowiednikiem projektu rządu w Tallinie. Fundamentalną różnicą, a jednocześnie pewną przeszkodą dla start-upów jest warunek o odprowadzeniu “podwójnego” podatku od dywidend samych udziałowców. O ile na północy przedsiębiorcy wypłacając część przychodów z firmowego konta, muszą zapłacić wyłącznie CIT, to w Polsce wspólnik powinien odprowadzić zarówno podatek od osób prywatnych, jak i… PIT. Ile więc wynosi realna stawka opodatkowania?

Projekt ustawy nie będzie literalnie sumował już teraz obowiązujących stawek PIT i CIT. Koniec końców, duzi podatnicy będą objęci stawką 30 proc., a mali – 25 proc. Jak sytuacja wyglądałaby w przypadku, gdyby Ministerstwo Finansów przystało na oryginalny wariant Estończyków? Wtedy duże firmy musiałyby odprowadzać 19 proc., a mniejsze – 9 proc.

Szansa, czy zagrożenie?

Ministerstwo Finansów promuje projekt polsko-estońskiego CIT-u hasłami “wzrost kapitałów własnych przedsiębiorstw”, czy “poprawa płynności finansowej”. Według rządowych deklaracji taka forma to również “prostota” oraz “minimum obowiązków administracyjnych”. Rzeczywistość? Całkiem nowe, często zawiłe niuanse mogą być przynajmniej na początku, niemałym wyzwaniem dla samych księgowych. Co jednak z początkującymi startupowcami? Obowiązujący od 1 stycznia 2021 roku CIT to dla debiutantów przede wszystkim synonim długich wieczorów przy literaturze przedmiotu.

Szacunki Ministerstwa Finansów mówią o około 200 tys. firm, które mogłyby skorzystać z nowej formy opodatkowania. Czy początkujący bez wahania mogą stawić się w urzędzie i mieć nadzieję na gwarant uzyskania zgody? Niekoniecznie. Całkowicie nowe spółki kapitałowe z wkładem o wartości przekraczającej 10 tys. euro muszą liczyć się z zamrożeniem możliwości skorzystania z estońskiego CIT-u na 24 miesiące. Rozwiązaniem jest wkład pieniężny — wtedy problemów nie ma (a przynajmniej — nie powinno być).

Prawnicy już teraz apelują o krótką chwilę na zastanowienie. Jeszcze nieprecyzyjne zapisy o nowej formie mogą wyprowadzić na manowce szczególnie niewprawionych przedsiębiorców (choć i starsi koledzy i koleżanki po fachu mają się na baczności). Optymalnym rozwiązaniem wydaje się odczekanie do roku 2022, “wskoczenie” w nowy ryczałt i uważne obserwowanie interpretacji przepisów przez Urząd Skarbowy. Czy zatem estoński CIT to rozwiązanie dla start-upów? Tak, ale tylko dla tych cierpliwych.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Czy pracownik przyszłości będzie chciał siedzieć w biurze?

Pandemia mocno wpłynęła na kulturę pracy i rozwój umiejętności pracowników. Wszyscy obserwujemy szybki i globalny skok popularności narzędzi cyfrowych, które umożliwiły nam pracę podczas izolacji. Komunikacja online i zarządzanie pracą przez platformy internetowe to nowa codzienność. Eksperci widzą wiele możliwych konsekwencji tej zmiany – zarówno dobrych, jak i złych. Praca online i korzystanie z nowej technologii może sprawić, że starsze pokolenie nadgoni młodych, którzy świetnie obracają się w świecie cyfrowym. To może oznaczać, że poprawi się nasz kontakt z dziećmi – lepiej zrozumiemy ich świat i będziemy w stanie zminimalizować niepożądane konsekwencje życia w przestrzeni online. Jednak najpewniej nie przeniesiemy się na zawsze na pracę zdalną. Jak tylko ustanie epidemia, będziemy obserwować bunt pracowników – chcących wrócić do swoich biur.

– Pracownicy będą zmuszani do życia na pewnej kroplówce nowych umiejętności technicznych. Uważam jednak, że nastąpi bunt pracowników postcovidowych przeciwko pracy w domu. Zmuszanie do pracy online jest uberyzacją pracy w najgorszym wydaniu – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Krzysztof Obłój, ekonomista. – Spójrzmy na przykład na uczenie studentów. Wykładam z własnego laptopa, z własnego oprzyrządowania, które kosztuje dosyć dużo. Siedzę we własnym pokoju, przy własnym biurku, na własnym krześle. Nikt za to nie zapłacił, moja uczelnia nie poniosła żadnych kosztów. Zużywam swój prąd i swoją wodę, żeby obsługiwać studentów mojej uczelni. A jak ja pójdę do kuchni i się przewrócę po drodze – to czy ja jestem ubezpieczony, czy nie? To nie potrwa długo. Jak skończy się pandemia, wszyscy pracownicy wrócą do pracy i powiedzą, że się nie zgadzają na to, żeby pracować non stop online. Praca zdalna stanie się standardem – ale tylko na żądanie pracownika. W innym przypadku wymagałoby to niewiarygodnej zmiany regulacji w zakresie prawa pracy. Nie jesteśmy na to przygotowani. Dlatego po pandemii wrócimy z największą przyjemnością do biur – traktując online jako coś, co jest naszym przywilejem, a nie obowiązkiem narzuconym przez firmę – przewiduje Obłój.

Belgijsko-polski fintech banqUP przejęty przez giganta

Belgijsko-polski fintech banqUP został przejęty przez Unifiedpost Group notowaną na belgijskiej giełdzie Euronext. Ta wiodąca europejska spółka z branży fintech przejmuje też skandynawski 21 Grams i belgijski AKTI. Dzięki tym transakcjom Unifiedpost rozszerza swój zasięg z piętnastu na dwadzieścia krajów europejskich, w tym Polskę.

Unifiedpost Group, po spektakularnym debiucie na belgijskiej giełdzie papierów wartościowych (Euronext Brussels) i pozyskaniu 252 milionów euro w IPO, ogłasza pierwszy etap akwizycji – w tym polsko-belgijskiej spółki banqUP. Stworzyła ona platformę APIHub, której rozwiązania rozwijane w Polsce, oferowane są w całej Europie. Dzięki ogłoszonym właśnie trzem akwizycjom stawiamy właściwe kroki w kierunku paneuropejskiej platformy usług związanych z dokumentami, tożsamością i płatnościami. Działania te w pełni wpisują się w strategię Unifiedpost Group. Przy jednoczesnym wzroście organicznym, realizujemy naszą przemyślaną strategię fuzji i przejęć – tłumaczy Hans Leybaert, CEO i założyciel Unifiedpost Group.

Zwiększenie możliwości Unifiedpost Group w zakresie otwartej bankowości i ekspansja w Polsce Przejęcie banqUP pozwoli poszerzyć Grupie Unifiedpost możliwości świadczenia usług w zakresie otwartej bankowości i analizy danych na rzecz ponad 440 tys. klientów z sektora MŚP, które Grupa już obsługuje. Docelowo Grupa Unifiedpost, dzięki integracji z banqUP, będzie miała szybki dostęp do otwartych ekosystemów bankowych, co umożliwi analizę danych bankowych oraz danych pochodzących innych API finansowych. Dane te będą mogły być wykorzystywane łącznie m.in. do prognozowania przepływów pieniężnych. Umożliwi to też Grupie cross-sell oraz up-sell rozwiązań finansowych i płatniczych. Grupa Unifiedpost połączy swoje usługi z usługami banqUP w celu wprowadzenia wspólnych produktów i rozwiązań dla sektora MŚP, rozwoju usług w zakresie e-faktur i płatności w Polsce. Szczególnie interesującym sektorem jest dla Unifiedpost ponad 1,7 mln małych i średnich polskich przedsiębiorstw.Oferowana przez banqUP platforma otwartej bankowości pozwala w łatwy sposób zintegrować się z systemami banków i w ten sposób pozyskiwać dane z rachunków bankowych. To z kolei umożliwia banqUP i jego partnerom świadczenie nowych usług, takich jak integracja kont bankowych, ocena zdolności kredytowej, potwierdzanie tożsamości czy też wsparcie MŚP w zarządzaniu płynnością finansową.BanqUP umożliwia obecnie dostęp do banków z czternastu europejskich rynków – w tym z Belgii, UK, Irlandii, Węgier, Czech, Słowacji, Bułgarii, Polski, Francji. Dzięki temu platforma oferuje dostęp do wszystkich najważniejszych europejskich standardów bankowych API.BanqUP oferuje również usługę TPP-as-a-service dla firm, dla których ubieganie się o licencję TPP jest zbyt skomplikowane lub po prostu biznesowo zbędne, a które chcą skorzystać z możliwości, jakie daje otwarta bankowość. TPP-as-a-service pozwala na dostęp do zagregowanych danych bankowych, co pozwala innowatorom pracować nad rozwiązaniami wykorzystującymi open banking bez potrzeby uzyskiwania licencji czy konieczności samodzielnych integracji.- Cieszę się z tej współpracy i nowych możliwości, jakie nam daje przyłączenie do Grupy Unifiedpost. Dotąd, dzięki obecności w siedmiu krajach, byliśmy międzynarodową firmą z branży fintech. Przy poszerzonym do 20 krajów zasięgu możemy zrobić jeszcze więcej – zaoferować nowe, innowacyjne usługi dla przedsiębiorców MŚP w Polsce i za granicą – mówi Krzysztof Pulkiewicz, współzałożyciel banqUP.- Unifiedpost Group, założona w 2001 roku przez obecnego CEO, to innowacyjna i globalna firma technologiczna z szerokim portfolio usług cyfrowych. Wierzę, że nasza bliska współpraca i wymiana doświadczeń pozwoli na liczne synergie zarówno na polu infrastruktury oraz bezpieczeństwa, jak i produktowym – dodaje Łukasz Chmielewski, CTO i współzałożyciel banqUP.

Grupa Unifiedpost chce stać się wiodącą platformą usług biznesowych dla MŚP opartą na chmurze, zbudowaną w oparciu o „Dokumenty”, „Tożsamość” i „Płatności”. Unifiedpost obsługuje i rozwija platformę w 100% opartą na chmurze dla usług administracyjnych i finansowych, która pozwala w czasie rzeczywistym i płynnie łączyć użytkowników Unifiedpost, ich dostawców, klientów i inne podmioty.Dzięki rozwiązaniu typu one-stop-shop (wszystkie potrzebne usługi w jednym miejscu) misją Grupy Unifiedpost jest zapewnienie klientom prostych i inteligentnych procesów administracyjnych i finansowych.Od momentu powstania w 2001 r. Grupa Unifiedpost znacznie się rozrosła, rozszerzając swoją działalność do biur w 15 krajach w całej Europie. W 2019 r. za pośrednictwem jej platformy przetworzono ponad 350 mln dokumentów, docierając do ponad 400 tys. małych i średnich przedsiębiorstw oraz ponad 250 korporacji.

Za kilka tygodni poznamy wyniki badań nad zastosowaniem amantadyny w zapobieganiu progresji i leczeniu objawów COVID-19

Agencja Badań Medycznych w odpowiedzi na zlecenie Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego sfinansowała badanie dotyczące zastosowanie amantadyny w zapobieganiu progresji i leczeniu objawów COVID-19. Badanie ma na celu potwierdzić, czy napływające doniesienia o skuteczności wykorzystania substancji stosowanej dotychczas w leczeniu Parkinsona zapobiega również rozwojowi COVID-19.

Sam pomysł badania nad amantadyną wywodzi się z lubelskiego ośrodka, który w pierwszej fazie pandemii zgłosił się do Agencji Badań Medycznych. Wówczas nie było jeszcze przesłanek, aby go podjąć. Amantadyna, która była w latach 1996-2009 szeroko używana w profilaktyce i leczeniu wirusowej grypy typu A, obecnie jest stosowana jedynie jako lek neurologiczny i podawana pacjentom z chorobą Parkinsona lub stwardnieniem rozsianym.

Przeprowadzone wiosną 2020 badanie wykazało, że żaden z pacjentów przyjmujących amantadynę z powyższych wskazań, u których stwierdzono zarażenie wirusem SARS-CoV-2, nie rozwinął ciężkich objawów choroby. Podobnych obserwacji u pacjentów z chorobą Parkinsona dokonała także grupa z Cambridge University, która  postuluje konieczność przeprowadzenia szerszych badań klinicznych w tym zakresie.

– Jako Agencja Badań Medycznych powinniśmy dostarczyć Polakom obiektywnej wiedzy, w celu zakończenia dyskusji na temat słuszności stosowania amantadyny w przebiegu COVID-19 w oparciu o twarde dowody naukowe. O to właśnie poprosił nas minister Niedzielski. Badanie, które uruchamiamy w ciągu kilku tygodni da nam odpowiedź, czy amantadyna rzeczywiście działa. – podsumowuje Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

Jak podkreśla lider projektu – prof. Konrad Rejdak (Kierownik Katedry I Kliniki Neurologii; Uniwersytet Medyczny w Lublinie) – analizując mechanizm działania leku sądzimy, że amantadyna może być skuteczna w zapobieganiu rozwojowi COVID-19 w kierunku ostrej niewydolności oddechowej także poprzez działanie na ośrodkowy układ nerwowy. Warunkiem skuteczności amantadyny w COVID-19 jest jednak stosowanie tego leku we wczesnej fazie procesu chorobowego, t.j. przed rozwinięciem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS).

Projekt realizuje siedem ogólnopolskich ośrodków: Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie; Uniwersytet Medyczny w Lublinie, Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie, Uniwersyteckie Centrum Kliniczne; Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, Kliniczny Szpital Wojewódzki Nr 2 im. Św. Jadwigi Królowej w Rzeszowie, Pracownia Medycyny Rodzinnej; Kolegium Nauk Medycznych. Uniwersytet Rzeszowski, Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr. Władysława Biegańskiego, Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Grudziądzu oraz Samodzielny Publiczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej w Wyszkowie.

Wykazanie skuteczności i bezpieczeństwa leczenia amantadyną w poprawie stanu klinicznego u pacjentów z rozpoznanym COVID-19 ma potencjalnie wielkie znaczenie w walce ze skutkami pandemii. W przypadku gdy okaże się, że lek nie wpływa istotnie na przebieg i ciężkość ostrej fazy infekcji to nadal ważny będzie wpływ na nasilenie i przebieg powikłań neurologicznych, które są bardzo częste i utrzymują się długo po przebyciu infekcji.

Pozytywne nastroje na rynku magazynowym na rok 2021

Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, we współpracy z czołowymi deweloperami magazynowymi działającymi w Polsce, podsumowali miniony rok na rynku magazynowym i przedstawiają plany na rok 2021.

  • Blisko 45% deweloperów oceniło, że aktywność i potrzeby najemców magazynowych w 2020 roku wzrosły – największe zapotrzebowanie zgłaszały firmy z sektora e-commerce, logistyka i transport a także firmy z branży spożywczej, FMCG, kurierskiej, elektronicznej i AGD.
  • Niektórzy najemcy chętnie korzystali w 2020 roku ze wsparcia oferowanego przez deweloperów – były to głównie zwolnienia czynszowe w zamian za wydłużenie okresu najmu, ale również obniżki czynszów w przypadku najemców najbardziej dotkniętych kryzysem.
  • Ponad 90% deweloperów oczekuje, że sytuacja rynkowa w 2021 r. będzie pozytywna lub zdecydowanie pozytywna. Deweloperzy nie przewidują spowolnienia w tym sektorze rynku nieruchomości i planują nowe inwestycje
  • Zdecydowana większość planuje nowe inwestycje w ramach 5 głównych rynków. Wśród mniejszych rynków, największym powodzeniem ankietowanych deweloperów cieszy się region Polski Zachodniej – w 2021 r. spodziewamy się tutaj wielu nowych, ciekawych inwestycji.
  • Rok 2021 będzie należał do branży e-commerce, co wpłynie na dalszy rozwój rynku magazynowego w Polsce.
  • Wśród najważniejszych trendów na 2021 rok oprócz dalszego rozwoju koncepcji zielonych magazynów i popularyzacji rozwiązań proekologicznych wymienia się również dalszy rozwój inwestycji wspomagających logistykę „ostatniej mili” i projektów typu SBU (Small Business Units).
  • Plany inwestycyjne i rozwój rynku magazynowego może zostać zahamowany jedynie przez niepewną sytuacje gospodarczą, spowodowaną ograniczeniami związanymi z utrzymującym się długo stanem pandemii oraz przez ograniczoną dostępność odpowiednio przygotowanych gruntów inwestycyjnych. Wśród zagrożeń, deweloperzy wskazywali również brak kadr.

Podsumowanie

Większość uczestników rynku oceniła miniony rok pozytywnie – zarówno z punktu widzenia podaży, jak i popytu. Zdecydowana większość respondentów uważa, że aktywność deweloperska w 2020 r. pozostała na stabilnym poziomie lub nawet nieznacznie wzrosła (tak odpowiedziało blisko 80% ankietowanych). To znakomity wynik, pamiętajmy bowiem, że porównujemy bieżący rok do rekordowego pod względem podaży 2019 r. Podobne proporcje odpowiedzi dotyczyły aktywności samych najemców – zdaniem 33% deweloperów w 2020 roku, mimo pandemii najemcy magazynowi byli równie aktywni, co w ciągu ostatnich, rekordowych dwóch lat. Jednocześnie blisko 45% ankietowanych oceniło, że potrzeby najemców w 2020 r. wzrosły. Największą aktywnością w ocenie deweloperów, zgodnie z przewidywaniami, wykazali się najemcy związani ze sprzedażą internetową. Oprócz e-commerce, deweloperzy wymieniali wśród najbardziej aktywnych logistykę i transport, branżę spożywczą i FMCG, branżę kurierską oraz elektronikę i AGD.

Ciekawe były również odpowiedzi deweloperów w odniesieniu do ich działań doraźnych podejmowanych podczas pandemii. Wynika z nich, że właściciele obiektów magazynowych aktywnie wspierali najemców: 75% firm wskazało na krótkoterminowe przesunięcie zobowiązań najemców w zamian za odpowiednie wydłużenie okresu najmu. Powszechne było również wsparcie polegające na poprawie bezpieczeństwa zdrowotnego pracowników magazynów. Ankieta wskazuje również, że kilku deweloperów obniżyło poziom czynszu klientom znajdującym się w trudnej sytuacji z powodu pandemii.

Poziomy czynszów, zdaniem większości firm uczestniczących w ankiecie, pozostały na tym samym poziomie. Nieliczni zaobserwowali spadki w odniesieniu do stawek efektywnych. To ostanie zjawisko mogło być związane z przejściową nadpodażą w ramach konkretnych rynków.

Prognoza na 2021 rok

Ogólne nastroje, w odniesieniu do przyszłości rynku magazynowego, są bardzo dobre. Ponad 90% respondentów uważa, że sytuacja rynkowa w 2021 r. będzie pozytywna lub zdecydowanie pozytywna. Deweloperzy nie przewidują spowolnienia i planują nowe inwestycje. Zdecydowana większość z nich, bo aż 88%, zamierza skoncentrować się na 5 głównych rynkach magazynowych. Jest to podejście zrozumiałe, są to bowiem najstabilniejsze i najbardziej przewidywalne rynki pod względem popytu. Cieszą się one również niesłabnącym zainteresowaniem funduszy inwestycyjnych. Na radarze połowy deweloperów, uczestniczących w badaniu, jest Polska Zachodnia, gdzie planowane są uruchomienia nowych inwestycji. Inne miejsca, wymieniane przez deweloperów, to Trójmiasto, Kraków, Szczecin oraz inwestycje o charakterze BTS – lokalizacyjnie dostosowane do potrzeb najemcy. W dalszym ciągu znaczna część deweloperów chce inwestować na rynkach wschodzących (blisko 25% respondentów).

W ocenie deweloperów rok 2021 będzie należał do branży e-commerce, co pozytywnie wpłynie na dalszy rozwój rynku magazynowego. Polska może być również beneficjentem reorganizacji globalnej siatki transportowej i logistycznej wielu firm. Chęć ograniczenia kosztów będzie sprzyjać procesowi relokacji zakładów produkcyjnych i otwieraniu centrów dystrybucji dla Europy Zachodniej w naszym kraju.

Spodziewamy się dalszego rozwoju rozwiązań proekologicznych na rynku magazynowym. Trend ten był wyraźnie zauważalny już w 2020 roku, a kolejny rok może przynieść nowe, ciekawe rozwiązania w tym zakresie.

Ponad połowa respondentów, bo aż 63%, wśród najważniejszych trendów na 2021 rok wymienia również dalszy rozwój inwestycji wspomagających logistykę „ostatniej mili” i projektów typu SBU (Small Business Units).

Jednocześnie deweloperzy obserwują bieżącą sytuację z pewnym niepokojem – 75% firm widzi realne zagrożenie dla rozwoju rynku w postaci utrzymującej się niepewności dotyczącej rozwoju pandemii COVID-19. Inne czynniki ryzyka wskazywane przez deweloperów to ograniczona dostępność odpowiednio przygotowanych gruntów inwestycyjnych oraz niskie bezrobocie.

Autorzy:

Joanna Sinkiewicz
Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych
Cushman & Wakefield

Adrian Semaan
Starszy Konsultant ds. Badań
Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych
Cushman & Wakefield

Biliony monet

Zapowiedzi kolejnych bilonów dolarów na fiskalne wsparcie gospodarki USA pobudza wyobraźnię inwestorów, ale też podbija rentowności długu. To w połączeniu z politycznymi zawirowaniami po szturmie Kapitolu (wezwania do impeachmentu Trumpa) przystopowały rajd ryzyka i wyprzedaż USD. Ale kluczem pozostaje stanowisko Fed.

Więcej pieniędzy budżetowych wpompowanych w gospodarkę to wyższa inflacja, a to znów oznacza konieczność zaostrzenia polityki monetarnej. Przynajmniej w teorii, gdyż żadnego podręcznika do ekonomii nie da się idealnie przyłożyć do obecnych warunków w dobie pandemii COVID-19. Nie zmienia to faktu, że rentowności 10-latek USA są najwyżej od marca i wywierają presję na krótkie pozycje w USD. Apetyt na ryzyko ograniczają też nowe przypadki zachorowań na COVID-19 (Chiny) i ostrzejsze restrykcje w Europie i USA. Niepomijalnym czynnikiem, choć osobiście wolę trzymać go na drugim planie, są reperkusje po zeszłotygodniowym szturmie Kapitolu i oskarżeniach wobec Trumpa o podżeganie do buntu. Tak czy inaczej wstępny pęd rynkowy ulotnił się, co daje miejsce na realizację zysków i pytania o zasadność wysokich wycen (nowe rekordy indeksów giełdowych). Mimo to traktowałbym obecne ruchy jako przejściowe korekty. Motyw przewodni relacyjnej polityki utrzyma się na dłużej, a to oznacza wyższe zyski firm i droższe surowce. Deklaracje „bilionowej” pomocy fiskalnej ze strony J. Bidena będą szkodzi dolarowi, pod warunkiem, że Fed pozostanie gołębi, utrzyma stopy procentowe nisko i będzie kontynuował luzowanie ilościowe. Choć rynek ma co do tego wątpliwości (stąd wyższe rentowności długu), sygnały z samego Fed są uspokajające. Wiceprezes Clarida powiedział w piątek, że nie spodziewa się, aby bank centralny zaczął ograniczać zakupy aktywów w tym roku i dodał, że „nie martwi się, że 10-letnie rentowności trochę przekroczyły 1 proc.” Więcej opinii z Fed w podobnym tonie powinno przywrócić trend sprzedaży dolara. Dziś usłyszymy komentarze od Bostica i Kaplana. Dalej na przestrzeni tygodnia przemawia jeszcze sześciu innych członków FOMC na czele z prezesem Powellem (czwartek).

Poza tym wyrażany na starcie nowego roku optymizm inwestorów będzie jednak musiał zmierzyć się z ponurą rzeczywistością danych. Publikowane w najbliższych dniach grudniowe odczyty będą obciążone skutkami wzrostu liczby zachorowań na COVID-19 i restrykcjami. W USA ryzyko dotyczy przede wszystkim sprzedaży detalicznej (pt). Dobry wynik powinna za to pokazać produkcja przemysłowa (pt), gdyż aktywność tego sektora nie słabnie w odpowiedzi na ożywienie globalne oraz poprawę sytuacji w sektorze paliwowym wraz ze wzrostem cen ropy naftowej. Indeks Sentix (pon) ze strefy euro może pokazać, czy start powszechnych szczepień przeciw COVID-19 zneutralizuje obawy wynikające z zaostrzanych restrykcji. Z twardych danych otrzymamy produkcje przemysłową (śr), jednak dane za listopad należy uznać za przestarzałe, więc reakcja na nie będzie ograniczona. W Wielkiej Brytanii listopadowe dane o PKB (pt) będą obciążone skutkami przywrócenia lockdownu. Uważam, że GBP nie znajdzie wsparcia w danych.

W Polsce po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (wt-śr) spodziewam się utrzymania stóp procentowych bez zmian. Wprawdzie w ujawnionym w ostatnich dniach wywiadzie prezes Glapiński warunkuje wniosek o obniżkę od marcowej projekcji makroekonomicznej, szybkość odreagowania grudniowego osłabienia przez złotego może podsycać niezadowolenie NBP. W efekcie uczestnicy rynku nie mogą całkowicie wykluczyć interwencji: walutowej, werbalnej lub monetarnej. Nie sądzimy, aby NBP miał się porywać na otwartą wojnę z rynkiem i ograniczy się do werbalnych ostrzeżeń. Złoty przy 4,50 za euro dalej jest relatywnie tani i przyciąga kupujących, ale rynek pozostaje wrażliwy na spekulacje, że każde zatrzymanie i korekta może być sygnałem interwencji. Ta niepewność będzie podnosić dwustronną zmienność notowań i hamować skalę potencjalnego umocnienia, jakie mogłoby wynikać z globalnego apetytu na ryzykowne aktywa.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prawnicy: Przez przejęcie Idea Banku poszkodowani w aferze GetBack staną w miejscu na kolejne 2-3 lata

7 stycznia br. minął czas na wniesienie skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzję przymusowej restrukturyzacji Idea Banku. Według niektórych prawników, te działania są sprzeczne z Konstytucją RP, ale wyrok tutaj może zapaść dość szybko. Jednak prawomocne rozstrzygnięcie nastąpi najwcześniej za 2-3 lata. Równocześnie pojawiają się sugestie, żeby nie czekać, tylko składać pozwy wobec Skarbu Państwa. Teoretycznie jest też możliwe przejęcie przez Pekao odpowiedzialności za wszelkie roszczenia wobec Idea Banku. Natomiast do tego potrzebna będzie zgoda wszystkich uczestników postępowania.

Czas na skargę

Po decyzji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, który wszczął przymusową restrukturyzację wobec Idea Banku, rodzi się coraz więcej pytań. Najwięcej wątpliwości wzbudza fakt, że Pekao nie przejmuje zobowiązań wynikających z roszczeń, związanych np. ze sprzedażą obligacji GetBack, czy też certyfikatów inwestycyjnych funduszu Trigon (później Lartiq). Jak zaznacza Filip Dutkowski, rzecznik prasowy BFG, nieprzejęta część przedsiębiorstwa wciąż stanowi majątek Idea Banku. Należą do niego akcje i udziały w spółkach zależnych oraz stowarzyszonych. Posłużą one m.in. zaspokojeniu pozostałych zobowiązań.

– 7 stycznia br. upłynął czas na wniesienie skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzję BFG. Mógł ją złożyć każdy, kto miał w tym interes prawny. Przesłanki mogły być różne. Zapewne inne były zastrzeżenia akcjonariuszy Idea Banku, a inne – obligatariuszy czy osób pokrzywdzonych działaniem banku, np. przy sprzedaży produktów inwestycyjnych – mówi adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Z kolei jak zaznacza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, jeżeli przejmuje się aktywa Idea Banku, to powinno się również ponosić odpowiedzialność za jego zobowiązania. Zdaniem eksperta, opisywana sytuacja jest sprzeczna z Konstytucją RP, czyli aktem hierarchicznie nadrzędnym. Państwo nie może jednostronnie pozbawiać roszczeń odszkodowawczych obywateli.

– Dla dobra sprawy i jasności sytuacji prawnej wyrok WSA, podobnie jak późniejszy NSA, powinien zapaść jak najszybciej. To może być kwestia najwyżej 2 miesięcy, żeby uniknąć niepewności. Jednak w naszych realiach obawiam się, że prawomocnego rozstrzygnięcia spodziewać się możemy najwcześniej w 2023 roku lub nawet później – analizuje Jakub Bartosiak.

Jeśli okaże się, że decyzja dotycząca przymusowej restrukturyzacji została wydana z naruszeniem prawa, otworzy się droga do odszkodowań od Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, Banku Pekao – tj. beneficjenta decyzji lub bezpośrednio od Skarbu Państwa. Wśród prawników mówi się, że w najlepszym przypadku oznacza to kolejny długotrwały proces i lata oczekiwania na odzyskanie środków.

– Dotyczy to także osób, które już są w sporze sądowym z bankiem, a nawet uzyskały zabezpieczenie. Są sprawy, w których komornik – po uiszczeniu tzw. zaliczek na czynności egzekucyjne – zajął środki na rachunku banku. W następstwie decyzji środki te wrócą do Idea Banku lub Banku Pekao. Dla osób poszkodowanych działalnością Idea Banku oznacza to rzucenie poważnych kłód pod nogi i znaczące skomplikowanie ich sytuacji – dodaje ekspert z MBM Legal.

Odzyskiwanie środków

Obecnie nie wiadomo, czy przejęty majątek odpowiada wartości zobowiązań, czy go przewyższa. Nie brakuje też opinii, że szanse na odzyskanie środków mocno spadły. Ale pojawiają się też komentarze, w których zwraca się uwagę na wycenę Idea Banku. A z tego wynika, że nadal można dochodzić zaspokojenia swoich roszczeń. Jak stwierdza mec. Bartosiak, informacje opublikowane przez BFG są fragmentaryczne, a dodatkowo część danych utajniono. To utrudnia rzetelną ocenę sytuacji. Z kolei Filip Dutkowski zaznacza, że Ustawa o BFG nie nakazuje Funduszowi publikacji oszacowania. Niemniej uczyniono to w imię transparentności. Dbanie o przejrzystość nie może jednak odbywać się z naruszeniem prawa.

– Jak wynika z doniesień medialnych, Bankowy Fundusz Gwarancyjny przekonuje, że aktywa banku są mniejsze niż pasywa. Jednak generalnie te pierwsze są bardzo płynne i z upływem czasu się ściągają, są też odpowiednio zabezpieczone. Zatem stopień zaspokojenia może być wyższy, niż twierdzą decydenci – podkreśla radca prawny Adrian Parol.

Do dnia wydania decyzji przez BFG, osoby poszkodowane kierowały roszczenia wobec Idea Banku. To był najprostszy, a zarazem najszybszy sposób. Dziś w przestrzeni publicznej nie brakuje sugestii, żeby nie czekać na sądowe rozstrzygnięcia, tylko składać pozwy wobec KNF-u lub Skarbu Państwa. Według mec. Parola, Bank Pekao jest następcą prawnym Idea Banku, natomiast kwestie pozwów wymagają głębszej analizy cywilno-prawnej. Zdaniem eksperta, regulator rynku stara się wywłaszczyć osoby z ich roszczeń. A to niedopuszczalne na gruncie obecnie istniejącej Konstytucji RP.

– Jeśli podjęte działania pozbawią możliwości dochodzenia roszczeń wierzycieli Idea Banku, z pewnością pojawi się kwestia odszkodowania od BFG lub KNF-u, czyli od Skarbu Państwa, bądź od byłych osób zarządzających Idea Bankiem. Jednak z uwagi na skalę roszczeń, odzyskanie środków przez wszystkich jest raczej mało prawdopodobne – zaznacza Jakub Bartosiak.

Należy też zwrócić uwagę na to, że BFG rozwiązał zarząd Idea Banku, wygasły także wszystkie pełnomocnictwa procesowe. Postępowania sądowe ulegają zawieszeniu, a czas ich trwania z pewnością ulegnie wydłużeniu. Nie wiadomo też, kiedy ponownie ruszą trwające procesy sądowe, ani jak będą traktowane nowe pozwy wpływające do sądów.

– Skutkiem decyzji w takim kształcie będzie dalsze wydłużenie postępowań, co jest bardzo złą wiadomością. Nie mając prawomocnego wyroku, nie możemy go egzekwować, a w tym czasie resztki majątku znikają. Zdecydowanie zwiększa się ryzyko, że po wygraniu sprawy nie będzie można odzyskać pieniędzy, bo w Idea Banku zabraknie majątku. Do tego BFG i KNF wskazują, że już teraz jest ryzyko niewypłacalności banku – wyjaśnia mec. Bartosiak.

Sprawę skomplikuje też upływ czasu. Do tego dojdą faktyczne działania różnych podmiotów – Banku Pekao, osób dotkniętych decyzją i organów państwa. Z jednej strony wskazany jest pośpiech, żeby jak najszybciej uzyskać zabezpieczenie. Z drugiej – nie wiadomo, czy uda się odzyskać choćby wydatki poniesione na sprawę sądową i zabezpieczenie. Adrian Parol dodaje, że osoby wytaczające powództwo mają możliwość uzyskania zwolnienia od kosztów sądowych. Mogą też wystąpić o ustanowienie pełnomocnika z urzędu, zwłaszcza że w aferze GetBack część osób straciła dorobek życia.

– Pierwszym krokiem powinno być wspomniane już zaskarżenie decyzji BFG do WSA oraz rozważenie działań sądowych przeciwko bankowi. Natomiast optymalnym rozwiązaniem byłaby zmiana decyzji przez BFG i przejęcie przez Bank Pekao odpowiedzialności za roszczenia wobec Idea Banku, zarówno już wytoczone, jak i przyszłe. Skoro Pekao i tak otrzymuje dotację z BFG, to niech służy ona każdemu poszkodowanemu, a nie tylko wybranym. Konieczna jest jednak zgoda wszystkich uczestników postępowania – w tym przypadku zapewne Pekao oraz samego Idea Banku – podsumowuje Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Polacy przejdą na stałe oprocentowanie kredytów?

Nowa Rekomendacja S zapewnia dłużnikom możliwość zamiany aktualnej stawki procentowej na stałe oprocentowanie. Piszemy więcej na ten temat.

Wprowadzenie nowej Rekomendacji S może być najważniejszym tegorocznym wydarzeniem dotyczącym rynku kredytów mieszkaniowych. Jest to prawdopodobne, mimo że wspomniana rekomendacja przewiduje mniej zmian odczuwalnych bezpośrednio przez klientów banków niż poprzednie takie pakiety zaleceń. Jedną z nowości będzie obowiązek oferowania przez banki kredytów mieszkaniowych ze stałą stawką oprocentowania (co najmniej przez kilka lat). Dla osób, które nie zamierzają w najbliższym czasie zaciągać kolejnego kredytu na mieszkanie, ważniejszą kwestią może być inne rozwiązanie. Mowa o wprowadzeniu zaleceń KNF-u, które gwarantują, że klient banku będzie mógł wybrać stałe oprocentowanie zamiast aktualnej, zmiennej stawki. Odpowiadamy na pytanie, czy taka opcja może być korzystna. To ważna sprawa, ponieważ wszystko wskazuje na to, że stopy procentowe NBP nie wzrosną w bieżącym roku.

Nasz artykuł w bardzo dużym skrócie:

  1. Rekomendacja S w swojej nowej odsłonie gwarantuje kredytobiorcom mieszkaniowym, że w trakcie spłaty będą mogli wybrać stałe oprocentowanie.
  2. Opłacalność takiej decyzji będzie zależała od wielu kwestii (m.in. prowizji i marży naliczanej przez bank).
  3. Wiele wskazuje na to, że bankowa oferta jednak zniechęci część kredytobiorców.

Poniżej prezentujemy więcej informacji na temat możliwości zmiany oprocentowania, którą zapewniła Komisja Nadzoru Finansowego.

Zmiana na całkiem stałe oprocentowanie jest nierealna

W pierwszej kolejności, na pewno trzeba odwołać się do tekstu nowej Rekomendacji S, która dokładnie reguluje kwestię zmiany oprocentowania w spłacanych kredytach mieszkaniowych. „Warto również wspomnieć, że krajowe banki komercyjne powinny wprowadzić nowy pakiet zaleceń KNF-u do połowy 2021 roku. Banki spółdzielcze mają czas na wdrożenie nowych regulacji do końca 2022 roku” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W ramach komentarza do swojej nowej rekomendacji, Komisja Nadzoru Finansowego wyjaśnia, że bank powinien umożliwić klientowi detalicznemu zmianę wariantu oprocentowania ze stopy zmiennej na stałą. Chodzi o całkowicie stałe oprocentowanie lub czasowo stałe oprocentowanie (np. przez kolejne 3 lata lub 5 lat). Ten pierwszy wariant (zupełnie stałe oprocentowanie) na razie jest niemożliwy w polskich warunkach. Na przeszkodzie stoi bowiem brak odpowiednio ukształtowanego rynku listów zastawnych. Można zatem spodziewać się, że ewentualne propozycje krajowych banków będą dotyczyć tylko „zamrożenia” poziomu płatności ratalnych kredytu mieszkaniowego na kilka następnych lat. „Co ważne, nowa Rekomendacja S precyzuje, że możliwość zmiany rodzaju oprocentowania ma dotyczyć również kredytów, których umowy zostały podpisane przed dniem wprowadzenia zaktualizowanych zaleceń KNF-u” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Banki na pewno naliczą koszty za modyfikację umowy

Warto podkreślić, że nowe wytyczne Komisji Nadzoru Finansowego nie precyzują, jak powinna wyglądać oferta banku związana z całkowicie stałym lub okresowo stałym oprocentowaniem starszych kredytów mieszkaniowych. Nadzór finansowy zwraca tylko uwagę bankom, że powinny przygotować się na obsługę wniosków od klientów wybierających stałe oprocentowanie po pewnym czasie spłaty. Liczba takich osób zainteresowanych „zamrożeniem” rat na pewien czas, oczywiście będzie zależała od kilku kwestii. Czas pokaże, w jaki sposób rodzime banki ustalą następujące aspekty nowej oferty:

  • ewentualną prowizję za zmianę rodzaju oprocentowania
  • możliwą prowizję lub opłatę za wprowadzenie zmian w umowie kredytu mieszkaniowego (aneksowanie umowy)
  • poziom stałego oprocentowania oraz czas jego trwania

Analiza tabel opłat i prowizji kilku największych krajowych banków sugeruje, że tacy kredytodawcy raczej nie zrezygnują z naliczania kosztów osobom wybierającym stałe oprocentowanie swojej „hipoteki”. Jeżeli rzeczywiście tak się stanie, to zainteresowanie nowym rozwiązaniem będzie mniejsze. „W tym kontekście warto pamiętać, że koszty na poziomie np. 2,0% – 4,0% pozostałego zadłużenia klient poniesie niezależnie od kształtowania się stóp procentowych NBP oraz WIBOR-u w przyszłości” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ewentualne korzyści dotyczące zmiany rodzaju oprocentowania na stałe będą natomiast uzależnione od przyszłych decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Warto pamiętać, że bank może też „ukryć” dodatkowe koszty zmiany rodzaju oprocentowania w wyższej stałej stawce obowiązującej przez kilka lat. Takie rozwiązanie wydaje się bardzo prawdopodobne, bo krajowe banki stosują je już teraz. Rzut oka na bankowe tabele oprocentowania potwierdza, że osoba wybierająca stałą stawkę musi liczyć się z wyższymi odsetkami (względem oprocentowania obliczonego według formuły WIBOR + stała marża). „W ten sposób banki zabezpieczają się przed perspektywą wzrostu stóp procentowych NBP w ciągu kolejnych 4 lat – 5 lat. Mimo obecnej sytuacji makroekonomicznej, taka zmiana wydaje się bardzo prawdopodobna” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Columbus finalizuje zobowiązania wobec akcjonariuszy i przedłuża umowy lock-up przed przeniesieniem notowań na główny parkiet GPW

Columbus Energy S.A. zmniejsza zadłużenie Spółki oraz zabezpiecza akcjonariuszy wydłużając umowę lock-up. To ostatnie znaczące zmiany przed wznowieniem procesu przeniesienia notowań Spółki na główny rynek GPW.

Dnia 11 stycznia br. wszystkie istniejące akcje Columbus Energy S.A. zostały dopuszczone do obrotu przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Dzięki temu akcjonariusze, którzy inwestowali w Columbus od 2014 r., będą mogli handlować akcjami Spółki na rynku NewConnect.

Z kolei dnia 8 stycznia br. Zarząd Columbus Energy S.A. otrzymał wnioski od akcjonariuszy (w tym od Piotra Kurczewskiego – aktywnego inwestora, który w październiku 2019 r.  zapewnił Spółce finansowanie na poziomie min. 110 mln zł oraz wniósł kapitał dłużny), dotyczące przeprowadzenia wszystkich zobowiązań Spółki wobec akcjonariuszy, którzy historycznie obejmowali obligacje serii E bądź udzielali pożyczek. Wnioski dotyczą także realizacji Programu Managerskiego, który został zatwierdzony uchwałą Zwyczajnego Walnego Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki z dnia 30 czerwca 2016 r.

Tak szybki rozwój, jaki w Columbus przeżywamy od kilku lat, wymaga wielu kluczowych i bardzo ważnych w danym momencie decyzji oraz działań – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A. – Zdaję sobie sprawę, że niektóre z tych decyzji mogą nie być w pełni zrozumiałe dla części obserwatorów Spółki, zwłaszcza tych, którzy dopiero od niedawna się nią interesują i nie są zaznajomieni w szczegółach z jej historią. Jednak z perspektywy czasu wszystkie one okazały się niezbędne dla osiągnięcia naszego tempa wzrostu wartości, a także zmaksymalizowania korzyści dla klientów, dzięki którym możemy się rozwijać. Podjęcie uchwały o Programie Managerskim w okresie, gdy potrzebowaliśmy silnej motywacji do ciężkiej pracy w całym zespole Columbus, pozwoliło nam osiągnąć obecną pozycję wiodącego dostawcy usług na rynku nowoczesnej energetyki. Realizacja tego Programu, który będzie ogromnym bonusem dla wielu osób w organizacji, nie tylko nagrodzi nasz wkład w obecny sukces, ale jeszcze bardziej umocni ducha firmy i da nam motywację do nowych działań. Z kolei bez pożyczek pomostowych, głównie od naszych akcjonariuszy, nie byłoby możliwe wykonywanie zrealizowanych do tej pory inwestycji i finansowanie rozwoju – co do tego nie mam wątpliwości.

Akcjonariat Columbus Energy S.A. stanowi 40 479 877 akcji. Akcjonariusze posiadający ponad 90% akcji podpisali umowę lock-up, do których należą: Gemstone S.A. (100% akcji posiada Dawid Zieliński – Prezes Zarządu Columbus Energy S.A.), Grupa JR Holding ASI S.A. (January Ciszewski – pierwszy inwestor Columbus), Janusz Sterna – Wiceprezes Zarządu Columbus Energy S.A. oraz członkowie Rady Nadzorczej: Piotr Kurczewski, Marek Sobieski, Paweł Urbański i Leszek Leńko. Umowa ta została wydłużona do końca marca 2022 r. i będzie również obejmowała wszystkie akcje nowych emisji, jakie będą do tych inwestorów kierowane.

Przeważająca część akcji nowych emisji z Programu Managerskiego, konwersji obligacji serii E i umów pożyczek (łącznie będzie to ok. 28 mln akcji), jest kierowana do inwestorów, którzy są objęci umową lock-up, a wszystkie nowe akcje również automatycznie podlegają tej umowie – wyjaśnia Dawid Zieliński. – Columbus ma silny i odpowiedzialny akcjonariat, który jest skupiony na długoterminowych korzyściach oraz chroni mniejszych akcjonariuszy. Taką filozofię przyjęliśmy od początku i to się nie zmieni, a przedłużenie umowy lock-up jest tego najlepszym potwierdzeniem.

W przypadku objęcia wszystkich akcji nowej emisji i rejestracji podwyższeń kapitału zakładowego, łączna liczba akcji Columbus Energy S.A. będzie wynosiła 68 773 650 sztuk, a kapitał zakładowy wyniesie 129 982 198,50 zł. Ostateczna liczba wyemitowanych akcji Spółki będzie zależna od uchwał najbliższego Walnego Zgromadzenia Columbus Energy S.A. oraz od tego, w jakim zakresie inwestorzy ostatecznie zrealizują przysługujące im uprawnienia.

Rozwój naszej organizacji wymaga działań zmierzających do tego, aby zapewnić jej maksymalny dostęp do gotówki na poziomie setek milionów złotych i więcej poprzez pozyskiwanie kapitału od banków oraz innych inwestorów kwalifikowanych – mówi Dawid Zieliński. – W normalnym trybie taki proces trwa wiele lat, a w dużej części przypadków nigdy nie następuje. My wybraliśmy szybszą drogę po to, aby móc lewarować nasze działania operacyjne i inwestycje. Działania, które do tego prowadziły, i które teraz wykonujemy poprzez realizację naszych zobowiązań, nie tylko obniżą zobowiązania Spółki o 44 mln zł, ale też zamkną wszystkie zobowiązania do konwersji instrumentów dłużnych w stosunku do inwestorów. Ukonstytuuje się też dzięki temu finalny akcjonariat, tak by nasi potencjalni inwestorzy mogli wyeliminować ryzyko rozwodnienia w przyszłości. Jest to ostatni krok w kierunku wznowienia procesu przeniesienia notowań akcji Columbus na rynek główny GPW, który otwiera drzwi do większej płynności i wiarygodności Spółki. Wszystko po to, aby Columbus stał się największą prywatną firmą w Polsce w sektorze nowoczesnej energetyki.