Inflacja niższa tylko na chwilę, w styczniu możemy spodziewać się dużego wzrostu

Inflacja w grudniu 2020 r. wyniosła 2,3% r/r i 0,1% m/m – wynika ze wstępnych danych opublikowanych dzisiaj przez GUS. W listopadzie osiągnęła 3%.

W cieniu wprowadzenia opłaty cukrowej, GUS przedstawił wstępne dane o cenach koszyka konsumenckiego. Mamy do czynienia z przejściowym spadek dynamiki cen – styczniowy odczyt będzie z pewnością istotnie wyższy, za sprawą łącznego efektu podatku handlowego, wzrostu cen energii, paliw, płacy minimalnej, opodatkowania spółek komandytowych, a także wspomnianej opłaty cukrowej.

Grudniowe dane jednak tego jeszcze nie zwiastują. Ceny żywności pozostawały stabilne (0,7% r/r,-0,1% m/m), ceny nośników energii nie uległy zmianom w cyklu miesięcznym, przy wyraźnych wzrostach rocznych (4,6% r/r). Ceny paliw w grudniu wzrosły (3% m/m), natomiast pozostają istotnie poniżej przedpandemicznych poziomów (-8,4% r/r).
Szybki szacunek pokazuje, że skromniejsze święta oraz ograniczenia zakupowe z pewnością w tym roku nie pozwoliły wielu firmom zbudować poduszki finansowej. To niestety zwiększa ryzyka upadłości w przypadku trzeciej fali.

Niezależnie od tego, późne decyzje administracji o zamykaniu sklepów po świętach z pewnością nie pomogą utrzymać się na powierzchni. Takim przypadkiem jest branża odzieżowa i obuwnicza, którą cechuje trwały trend spadkowy. Tym niemniej, zaopatrzenie sklepów w odzież sezonową tuż przed ich zamknięciem, było ryzykiem do wyeliminowania.

Obok tego, warto zauważyć, że dzisiejszy odczyt najprawdopodobniej zwiastuje wysoką dynamikę cen usług. Powody nie uległy zmianie: ryzyko zarażenia, mniejsze obroty i wyższe koszty związane z reżimem sanitarnym, trwałe deficyty pracowników.

Na szczegółowe dane o grudniowej inflacji poczekamy do połowy miesiąca. W międzyczasie liczymy zmiany cen w naszych indywidualnych koszykach w związku ze styczniowymi podwyżkami, aby porównać je ze wskaźnikiem GUS publikowanym za trzy tygodnie.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Jak może zmienić się rynek mieszkaniowy? 10 prognoz, które mogą szokować

To nie Covid-19, a niekorzystne zmiany klimatyczne, malejące poczucie bezpieczeństwa oraz niedostępność mieszkań dla osób o niskich dochodach staną się motorem zmian na rynku mieszkaniowym. Postęp technologiczny jest tak szybki,  że używanie określenia „science fiction” w tej dziedzinie właściwie przestało mieć sens.

Rzecz jasna w GetHome.pl nie zajmujemy się futurologią. Natomiast przyglądamy się trendom i nowinkom technicznym, które znajdują lub mogą wkrótce znaleźć zastosowanie także w mieszkalnictwie. I właśnie na podstawie tych obserwacji przedstawiamy 10 prognoz dotyczących rynku mieszkaniowego. Wielu mogą one wydać się mało prawdopodobne, jednakże dzięki dużemu postępowi w dostępności materiałów i technologii, niebawem to może się zmienić.

  1. Drukowane domy w technologii 3D

Jednym z największych wyzwań jest budowa dostępnych mieszkań, zarówno na sprzedaż, jak i na wynajem. Na spadek cen działek i kosztów robocizny nie mamy co liczyć. Konieczne jest więc radykalne obniżenie kosztów budowy. Część firm wdraża więc technologię BIM (od ang. Building Information Modelling), dzięki której można zaprojektować dowolny obiekt, określić precyzyjnie termin i harmonogram jego realizacji, koszty oraz utrzymanie.

Jednak prawdziwą rewolucją będzie wykorzystanie na masową skalę technologii 3DCP (od ang. 3D Construction Printing), która ma zaledwie 10-letnią historię. Najbardziej zaawansowane w tej kwestii są firmy chińskie i amerykańskie. Dla przykładu New Story, to amerykańska organizacja non-profit zajmująca się problemem bezdomności, która w 2015 r. sfinansowała lub wybudowała przy użyciu tradycyjnych metod ok. 2,7 tys. prostych domów w Meksyku, na Haiti, w Salwadorze i Boliwii . Dzięki technologii 3DCP ma ich powstawać znacznie więcej, szybciej i taniej. W meksykańskim Tabasco New Story we współpracy z firmą ICON wydrukuje 50 domów z betonu o powierzchni ok. 46,5 m kw. każdy. Sam druk domu trwa tylko 24 godziny. Koszt to ok. 4 tys. dolarów. Na budowie nie pozostają żadne odpady.

Dodajmy, że największym budynkiem wydrukowanym w 3D jest ten zrealizowany przez firmę Apis Cor. Budynek o wysokości 9,5 metra i powierzchni 640 m kw. powstał w Dubaju. Z kolei w Moskwie Apis Cor wydrukował w ciągu doby dom o powierzchni 38 m kw. Koszt wyniósł nieco ponad 10 tys. dolarów.

W Polsce pierwszy domek 3D o powierzchni 7 m kw. powstał w podwarszawskich Otrębusach. Wydrukował go w ciągu 13 godzin przy użyciu ok. 6 ton betonu startup REbuild. Firma przekonuje, że dzięki technologii 3DCP będzie można obniżyć czas i koszty budowy nawet o 70-80%, zaś cały proces będzie dużo bardziej bezpieczny i ekologiczny.

  1. Noclegi tylko w hotelach

Ostatnio pojawiało się w mediach sporo doniesień o patologiach związanych z najmem krótkoterminowym. Przy czym mówiło się głównie o skargach mieszkańców na zakłócanie miru domowego przez najemców. Niektóre wspólnoty mieszkaniowe w Krakowie i Gdańsku próbowały – jak dotąd bezskutecznie – zakazać swoim członkom świadczenia usług wynajmu krótkoterminowego. Dlatego krakowscy radni zaapelowali do rządu i Sejmu o taką zmianę przepisów, która umożliwiałaby wspólnotom mieszkaniowym podejmowanie tego typu uchwał.

Rosnąca popularność najmu krótkoterminowego, którą na jakiś czas zahamowały ograniczenia związane z pandemią  Covid-19, to także malejąca podaż mieszkań na wynajem długoterminowy. W efekcie rosną czynsze, a spada dostępność tego typu lokali dla osób o niskich i przeciętnych dochodach. Jest więc już tylko kwestią czasu ustawa, która regulowałaby kwestię wynajmu krótkoterminowego.

Całkowity zakaz jest raczej mało prawdopodobny. Wprowadzenie ograniczeń może jednak skutecznie zniechęcić do inwestowania w tę formę wynajmu. Niektóre aglomeracje zachodnioeuropejskie już walczą w taki właśnie sposób z niską dostępnością mieszkań na wynajem długoterminowy. Np. w Amsterdamie mieszkanie można wynająć turystom jedynie przez 30 dni w roku. Wprowadzono dodatkowo podatek oraz obowiązek rejestracji w Urzędzie Miasta. Na specjalnej platformie internetowej sąsiedzi wynajmujących mieszkania mogą zgłaszać skargi na hałas lub złe zachowanie turystów.

  1. Wynajem z referencjami

Podaż mieszkań na wynajem i wysokość czynszu jest w jakiejś mierze pochodną ryzyka związanego z wynajmem. Chodzi więc o to, żeby to ryzyko maksymalnie ograniczyć, bo wtedy więcej osób i firm zainwestuje w mieszkania na wynajem zadawalając się przy tym niższą stopą zwrotu. W ustawie o ochronie praw lokatorów w częściach dotyczących najmu okazjonalnego i najmu instytucjonalnego dopisany zostanie przepis, który wprowadzi instytucję referencji od poprzedniego wynajmującego oraz pracodawcy. Tego typu referencje, jako jeden z kluczowych elementów procesu oceny wiarygodności i wyboru ewentualnego najemcy, są powszechnie stosowane na rynku najmu w Wielkiej Brytanii. W naszym kraju pisemne referencje dla najemców stosują na razie tylko nieliczne firmy zarządzające najmem. Prawny wymóg stosowania referencji nie tylko zwiększy bezpieczeństwo wynajmu. Skorzystają na tym także rzetelni najemcy. Dobre referencje wzmocnią bowiem ich pozycję w rozmowach z właścicielami.

  1. Kary za wprowadzanie w błąd w ogłoszeniach nieruchomości

Na rynku ogłoszeniowym w naszym kraju panuje wolnoamerykanka. Ogłoszenia o nieruchomościach różnią się nie tylko zakresem informacji na ich temat. Niestety, ogłaszane oferty, zwane fejkowymi, często wprowadzają w błąd, bo albo są nieaktualne, albo służą jako wabik mający przyciągnąć uwagę potencjalnych nabywców lub najemców. Powszechne jest też podkradanie ofert. Portale ogłoszeniowe, ale też agencje pośrednictwa w obrocie nieruchomościami i sami właściciele nie ponoszą odpowiedzialności za prezentowaną ofertę. Jest ona traktowana jako zaproszenie klienta do zawarcia umowy. Często spotkać można jednak zastrzeżenie w ogłoszeniu, że nie jest ono ofertą w rozumieniu Kodeksu cywilnego. Rząd wprowadzi przepis, który skończy z tego typu praktyką. Wysokie kary zmuszą ogłoszeniodawców i portale do zamieszczania wyłącznie prawdziwych ofert.

  1. Zielone dachy i elewacje budynków

Wskutek globalnego ocieplenia klimatu coraz częściej doświadczamy gwałtownych zjawisk pogodowych, takich jak silne wiatry, upały, susze i ulewy. W tym kontekście szczególnie pilną potrzebą jest przygotowanie miast na zmiany klimatu. Centra stały „wyspami ciepła”, które czynią życie nieznośnym nie tylko z powodu wysokiej temperatury, ale także zanieczyszczenia powietrza. Chłodzenie budynków generuje ogromne koszty, zaś wysokie zużycie energii może być przyczyną coraz częstszych przerw w jej dostawach. Tego typu zagrożeniom ma zapobiec m.in. zielona infrastruktura, czyli zielone tarasy i dachy, pokryte roślinnością fasady, wewnętrzne czy zewnętrzne ogrody. Innymi słowy zieleń stanie się narzędziem służącym adaptacji miast do zmian klimatu. W obszarach śródmiejskich wszystkie nowe i modernizowane budynki mieszkalne, biurowe i handlowe będą musiały mieć zielone dachy.

W planach zagospodarowania przestrzennego przewidujących zabudowę wielorodzinną powszechny stanie się też wymóg tworzenia nowych zieleńców i skwerów z określoną powierzchnią, np. minimum 10 m kw. na każdego mieszkańca

Przestaną wówczas mieć sens rodzinne ogrody działkowe w centralnych dzielnicach miast. W ich miejsce powstaną wprawdzie osiedla, ale z dostępnym dla wszystkich parkiem lub ogrodem społecznym. Takie ogrody jak grzyby po deszczu powstają już m.in. w Niemczech, Hiszpanii czy Holandii. Także w naszym kraju powstały już pierwsze ogrody społeczne, m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Szczecinie.

  1. Obowiązek zbierania deszczówki

Coraz większym problemem staje się też niedobór wody. Do 2070 r. spodziewany jest w Europie wzrost powierzchni obszarów ubogich w wodę do 35% (obecnie to 1%). Marnotrawstwu wody ma przeciwdziałać naturalna retencja wód opadowych i roztopowych. Żeby woda tak po prostu nie spływała  do kanalizacji, w miastach wymagany wiec będzie coraz większy udział powierzchni biologicznie czynnej. Powstawać też będą tzw. ogrody deszczowe, które pochłaniają nawet do 40% więcej wody niż trawniki oraz oczka wodne. Już teraz można skorzystać z dotacji na ten cel. Natomiast ci, którzy marnują wodę płacą podatek od deszczu.

  1. Samowystarczalne energetycznie osiedla

Nie tylko pojedyncze budynki, ale także osiedla staną się samowystarczalne energetycznie. Ba, będą mogły funkcjonować niezależnie od zewnętrznej infrastruktury. Do wytwarzania energii zaspokajającej potrzeby mieszkańców lub najemców służyć będą półprzezroczyste panele fotowoltaiczne z wykorzystaniem perowskitów. To zmodyfikowany minerał, który jest alternatywą dla krzemu, stosowanego do tej pory w produkcji ogniw fotowoltaicznych. Można nim pokrywać np. fasady budynków, łącznie z oknami.

Nadwyżki produkowanego prądu mogą być magazynowane w specjalnym akumulatorze. Taką możliwość oferuje już m.in. niemiecka firma Sonnen. Chwali się ona, że zainstalowała ponad 60 tys. sonnenBatterien (litowo-żelazowo-fosforanowych), których żywotność zaprojektowano na 20 lat.

Z kolei firma Facility Management Austria (FMA) i Austriacki Instytut Technologii (AIT) pracują nad technologią „PowerPack Immobilie”, dzięki której ​​energia elektryczna i ciepło są wytwarzane w budynku, a nadwyżki są w nim magazynowane lub wprowadzane do sieci.

  1. Osiedlowe lądowiska dla dronów

W 2020 r. 73% internautów robiło zakupy online – tak wynika z raportu przygotowanego przez firmę Gemius we współpracy z Izbą Gospodarki Elektronicznej. Przez ostatni rok liczba kupujących wzrosła aż o 11 pkt proc. Do dużego wzrostu popularności zakupów online przyczyniła się m.in. pandemia Covid-19. Problemem staje się jednak szybkość i koszt dostawy zamówionych produktów. Na dachach biurowców, ale także na terenie osiedli mieszkaniowych powstawać więc będą specjalne lądowiska dla dronów dostarczających zamówione przesyłki.

Firma Walker Sands Communications przeprowadziła w 2015 r. badanie wśród konsumentów amerykańskich, które wykazało, że aż dwie trzecie z nich spodziewało się otrzymać pierwszą paczkę dostarczoną za pomocą drona w perspektywie pięciu lat. W Stanach Zjednoczonych ta prognoza już się częściowo potwierdziła. W sierpniu 2020 r. Amazon otrzymał bowiem zgodę Federalnej Administracji Lotniczej na rozpoczęcie testów komercyjnych dostaw za pomocą dronów. System dostaw Amazon Prime Air ma zapewnić bezpieczne dostarczenie paczek w czasie nie przekraczającym 30 minut.

Taka forma dostaw jest już stosowana w Chinach. Usługę świadczą współpracujące ze sobą firmy DHL Express i Ehang (producent inteligentnych dronów, które mogą przewozić jednorazowo do 5 kg ładunku). W DHL Express przekonują, że ta technologia sprawdza się zwłaszcza w dużych miastach. Czas dostawy przesyłki może zostać skrócony z 40 do zaledwie 8 minut. Ponadto wykorzystanie dronów obniża koszt dostawy nawet do 80%, przy mniejszym zużyciu energii i emisji dwutlenku węgla w porównaniu z transportem drogowym.

  1. „Face recognition” zamiast grodzenia osiedli

Brak poczucia bezpieczeństwa jest jedną z przyczyn grodzenia osiedli. Władze niektórych miast, m.in. Krakowa i Warszawy, walczą z tym zjawiskiem za pomocą uchwał krajobrazowych. Chodzi o to, aby nie powstawały enklawy wyłączone z normalnej przestrzeni miejskiej. A co z już istniejącymi płotami? Dzięki upowszechnieniu systemowi rozpoznawania twarzy (od ang. Face recognition) dalsze odgradzanie się przestanie mieć sens.

Z „Face recognition” korzystają już np. banki oraz producenci urządzeń komputerowych i smartfonów. W niektórych krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niderlandach i Stanach Zjednoczonych, ta technologia jest wykorzystywana przez policję, służby celne czy straż graniczną. Można też wskazać przykłady zastosowania systemu rozpoznawania twarzy na imprezach sportowych i koncertach. Mimo potencjalnego zagrożenia dla naszej prywatności, w przyszłości „Face recognition” stanie się powszechnym sposobem na zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom miast czy osiedli. Ogrodzenie nie będzie potrzebne, skoro system w ciągu kilku sekund poinformuje ochronę o obecności intruza w budynku.

  1. Osiedla dla „samych swoich”

W ostatnich latach w polskim społeczeństwie ujawniły się głębokie podziały, które dotyczą zarówno materialnych warunków życia, jak też kwestii mentalnych (pokoleniowych) i światopoglądowych. Deweloperzy wykorzystają to zjawisko, proponując poszczególnym grupom „inwestycje tematyczne”.

Dla będącego generalnie w słabej sytuacji ekonomicznej pokolenia Y budowane będą mieszkania na wynajem w systemie „colivingu”, czyli współdzielenia powierzchni mieszkalnej. Millenialsi, czyli obecni 20- i 30-latkowie nie chcą żyć w zamkniętych osiedlach. Dla nich ważne jest nawiązywanie i utrzymywanie relacji z innymi ludźmi. Równocześnie pokolenie Y nie jest już tak przywiązane do własności jak pokolenie ich rodziców. Stąd pomysł na budowanie domów z małymi mieszkaniami stanowiącymi przestrzeń prywatną i dużą częścią wspólną, która daje mieszkańcom poczucie wspólnoty. Ten trend przejawia się na razie budową prywatnych akademików. Jednak pojawiają się już także pierwsze inwestycje typowo colivingowe. Np. fiński deweloper YIT planuje na warszawskim Mokotowie inwestycję o nazwie Smartti Mokotów. W budynku ma być 1000 jednostek mieszkalnych (nie mieszkań, bo musiałyby mieć co najmniej 25 m kw.) oraz lokale usługowe, punkty gastronomiczne i siłownia. Deweloper przewiduje też strefę relaksacyjną, czytelnię, a na dachu – plenerową siłownię oraz boisko do gry w piłkę.

Ponieważ Polacy są najszybciej starzejącym się społeczeństwem w Unii Europejskiej, to seniorom będzie dedykowanych coraz więcej inwestycji z tzw. mieszkaniami wspomaganymi (od ang. Assisted living). W takich rezydencjach seniorzy najmowaliby mieszkanie ciesząc się pełną niezależnością, ale równocześnie mieliby zapewnione bezpieczeństwo, różnego rodzaju usługi pomocnicze oraz dyskretną opiekę personelu medycznego.

Nowością na rynku deweloperskim w Polsce są również osiedla dla katolików. Jednym z pierwszych jest Osiedle Fatimskie w podkrakowskiej Krzywaczce. Na stronie internetowej inwestycji czytamy m.in., że „Osiedle Fatimskie powstaje dla tych, którzy marzą nie tylko o pięknym domu i jego otoczeniu. Jest dla tych, którzy chcą stworzyć dom, którego sercem są szczęśliwi ludzie polegający na Bogu, który jest ich inspiracją, wsparciem i bezpieczeństwem”.

Z kolei Osiedle Przystań, to domy dla katolików, które powstają w podwarszawskich Łomiankach.

Dodajmy, że tego typu osiedla nie są polskim pomysłem. Na Florydzie w Stanach Zjednoczonych powstało miasteczko Ave Maria, w którym tylko w 2020 r. sprzedano ponad 400 nowych domów.

W Stanach Zjednoczonych, ale też m.in. w Hiszpanii, Niemczech, Francji i Szwajcarii powstały już bądź powstają osiedla dla osób (seniorów) z grupy LGBT. Czy tego typu inwestycje pojawią się także i w naszym kraju?

Firmy około targowe z pomocą sektorową PFR

Pracujące dla branżowych targów firmy będą mogły skorzystać z przewidzianej w Tarczy PFR 2.0 pomocy. Chodzi głównie o takie, które zajmują się projektowaniem i budową stoisk targowych. Polski Fundusz Rozwoju rozszerzył listę PKD zakwalifikowanych do wsparcia sektorowego przedsiębiorstw m.in. o PKD wykonujących przestrzenie wystawiennicze dla imprez targowych.

Znaczna cześć branży targowej może dziś odetchnąć z ulgą. Projektujące i budujące stoiska przedsiębiorstwa będą mogły skorzystać z przewidzianej w Tarczy 2.0 przez Polski Fundusz Rozwoju pomocy sektorowej.

– Polski Fundusz Rozwoju potrafi słuchać i wyciągać właściwe wnioski, za co jesteśmy mu szczególnie wdzięczni. Dzięki tej decyzji zwiększa się szansa na przetrwanie takich firm jak nasza do lepszego czasu – mówi Krzysztof Szofer z wielkopolskiej firmy Abyss, która zajmuje się właśnie projektowaniem i budową stoisk dla branżowych targów. To właśnie przedsiębiorstwo, podobnie jak setki, a może nawet tysiące innych, które pracują dla organizatorów targów, podlega PKD o numerze 73.11 Z. Do tej samej kategorii należą też firmy reklamowe będące całkowicie poza branżą targową. W poprzedniej edycji programu pomocowego (tzw. Tarczy 6.0) firmy o takim PKD były pomocy sektorowej pozbawione. Podobnie miało być też z przygotowywaną właśnie Tarczą 2.0.

Na problem zwracała uwagę m.in. także Polska Izba Przemysłu Targowego, według której z sektorowego wsparcia skorzystać mogło jedynie 10% firm branży, bowiem tyle z nich działa pod numerem PKD 82.30.Z, a on znalazł się na liście branż kwalifikowanych do wsparcia. – Oznacza to, że nawet 90% firm branży targowej, które mają przychody głównie z działań na rzecz targów, nie otrzyma żadnej pomocy – ostrzegała w grudniu Izba. Przedsiębiorcy działający w tym sektorze podejmowali wielokrotnie działania, aby zwrócić na ten problem uwagę. Pod koniec października protestowali przed Kancelarią Premiera, zaś w grudniu przeprowadzili samochodową pikietę na podpoznańskim odcinku autostrady A2.

– Dzięki wielomiesięcznym działaniom lobbingowym Izby i zaangażowaniu jej Członków (Komitet Obrony Branży Targowej) oraz działaniom Izby wraz z Radą Przemysłu Spotkań i Wydarzeń TUgether, kod PKD 73.11 Z (budowa stoisk targowych), dzięki rozporządzeniu Rady Ministrów, został uwzględniony w Tarczy 2.0 przez Polski Fundusz Rozwoju – przeczytać można na profilu FB Komitetu Obrony Branży Targowej.

Polski Fundusz Rozwoju na podstawie decyzji Rady Ministrów zaktualizował listę kodów PKD. Została ona rozszerzona z 38 do 45 kodów PKD, obejmując również m.in.: 73.11.Z, o włączenie którego firmy około targowe razem z organizatorami targów wspólnie zabiegały. W ramach wsparcia do przedsiębiorstw popłyną m.in środki na płace dla pracowników i na inne koszty prowadzenia działalności.

Jak wynika z przeprowadzonej przez firmy około targowe analizy, podlegają one od kilkunastu lat pod PKD 73.11.Z na skutek błędu w tłumaczeniu słowa „stand” i przez to autorzy przepisów o wsparciu sektorowym wykluczali je w zeszłym roku z grona branż z takim właśnie wsparciem. Decyzja PFR zmienia ten stan rzeczy. Obecnie właściciele podmiotów, które mają PKD 73.11.Z kontynuują działania na rzecz zmiany ich kwalifikacji i przeniesienia do innej kategorii. Pozwoliłoby to w przyszłości uniknąć ich wykluczenia z kolejnych programów pomocowych dla będących w krytycznej sytuacji branż.

– Skorygowanie odpowiednich zapisów w klasyfikacji PKD dotyczącej tej kategorii przedsiębiorstw  pracujących dla targów spowoduje bardziej rzetelne prowadzenie statystyk dla tej branży, jednocześnie porządkując sprawę przynależności wszystkich firm związanych tylko i wyłącznie z branżą targową do jednolitej nomenklatury PKD – przewiduje Krzysztof Szofer z firmy Abyss.

Jako że duża część firm około targowych to podmioty jednoosobowe czyli prowadzące Jednoosobową Działalność Gospodarczą, także o wsparcie dla nich walczyć będą przedstawiciele branży targowej.

ATAL z rekordowym poziomem przekazań mieszkań: 3 002 wydane lokale w 2020 roku

Grupa ATAL S.A. – ogólnopolski deweloper – w minionym roku przekazała klientom 3 002 lokale mieszkaniowe i usługowe, czyli o blisko 70 proc. więcej r/r. To rekordowy wynik w historii spółki. Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (685), Łodzi (598), Krakowie (479) oraz we Wrocławiu (438). W samym tylko czwartym kwartale w wynikach finansowych firmy zostaną rozpoznane przekazania 1 219 lokali.

Czwarty kwartał był dla ATAL bardzo pracowity – od października do końca grudnia wydaliśmy klientom ponad 1 200 lokali. Bardzo dobry wynik ostatniego kwartału sprawił, że poziom przekazań w całym 2020 roku przekroczył pułap 3 tysięcy wydanych lokali, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy. Tym samym potwierdziliśmy skuteczność przyjętej strategii, której konsekwentna realizacja przyczyniła się – a w kolejnych kwartałach powinna nadal przyczyniać się – do konsekwentnego wzrostu ATAL oraz umacniania wiodącej pozycji na rynku deweloperskim – mówi Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.  

W minionym roku ATAL przekazał klucze do 3 002 lokali mieszkaniowych i usługowych, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy. To także wzrost przekazań o 69,7 proc. w stosunku do poziomu wydań wypracowanego w 2019 roku (1 769). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (685), Łodzi (598), Krakowie (479) i we Wrocławiu (438).

WYDANIA LOKALI ATAL W 2020 R. (wg. MIAST)
Miasto Liczba przekazanych lokali
Katowice 314
Kraków 479
Łódź 598
Warszawa 685
Wrocław 438
Trójmiasto 206
Poznań 282
Łącznie 3002

W 2020 roku ATAL zakontraktował 2 896 lokali. To wynik zgodny z założeniami dewelopera, które uwzględniły korektę związaną z nadzwyczajną pandemiczną sytuacją. W samym tylko czwartym kwartale minionego roku nabywców znalazły 824 lokale.

ATAL od stycznia do września 2020 roku wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie 671,1 mln zł, co oznacza wzrost o 60% rok do roku. W tym samym okresie sprawozdawczym spółka wypracowała 82,4 mln zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej. Marża brutto ze sprzedaży od stycznia do września 2020 r. wyniosła 19,7%, natomiast marża netto w tym okresie to 12,3%. W samym III kwartale b.r. marża ze sprzedaży wzrosła do 22,5%, a marża netto do 14,5%.

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 roku ATAL zainwestował 37,5 mln zł w bank ziemi w pięciu miastach – Katowicach, Warszawie, Krakowie, Łodzi i Trójmieście. Zsumowany PUM tych gruntów to ok. 76,3  tys. mkw. Oznacza to koszt zakupu mkw. PUM na poziomie 491 zł.

W 2020 roku ATAL wprowadził do sprzedaży w sumie 13 projektów z 2483 mieszkaniami i lokalami – Nowe Miasto Jagodno III i ATAL City Square we Wrocławiu, kolejna faza ATAL Aleja Pokoju, piąty etap ATAL Residence Zabłocie oraz czwarty etap Apartamentów Przybyszewskiego 64 w Krakowie, ATAL Bosmańska, Przystań Letnica II i III oraz Śląska 12 w Trójmieście, Apartamenty Drewnowska 43 IV i Nowe Miasto Polesie II w Łodzi, a także drugi etap gliwickiej inwestycji Apartamenty Karolinki oraz warszawski kompleks Bartycka 49 Apartamenty.

Jak zmienili się Polacy, a także pozycja Polski w świecie? Prof. Henryk Domański

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Panie profesorze, jak z socjologicznego punktu widzenia na przestrzeni ostatnich trzech dekad zmienili się Polacy, a także pozycja Polski w świecie?

Prof. Henryk Domański: Nie prowadzono badań, które pozwoliłyby ustalić, jak zmieniła się pozycja Polski na arenie międzynarodowej i czy jako naród i państwo jesteśmy oceniani lepiej lub gorzej. Łatwiej wskazać na procesy społeczne, które dokonały się od 1989 roku i przyniosły widoczne efekty.

Punktem wyjścia są zmiany w strukturze społecznej, czyli w układzie pozycji zawodowych, one to bowiem kształtują położenie materialne, styl życia, interesy i systemy wartości. Najważniejszymi konsekwencjami przejścia z systemu komunistycznego do struktur rynkowych było niezwykle szybkie, jak na strukturę społeczną, zmniejszenie się liczebności rolników i robotników, a równocześnie wzrost udziału prywatnych przedsiębiorców, pracowników umysłowych niższego szczebla i wyższej klasy średniej nazywanej w Polsce specjalistami lub „nową inteligencją”. W systemie post-industrialnym zwiększa się stale zapotrzebowanie na specjalistów od bankowości, zarządzania, doradców finansowych, maklerów giełdowych, konsultantów, wizażystów, badaczy rynku, stylistów, spindoktorów i ekspertów od public relations. Z tego punktu widzenia, Polska nie odstaje od normy. Biorąc pod uwagę, że równocześnie jedna piąta Polaków ma wyższe wykształcenie (w 1988 r. było ich tylko 7%), konsekwencją tego procesu powinny być zmiany mentalności i strategie życiowe typowe dla klasy średniej i społeczeństwa obywatelskiego. Z jednej strony, powinny one zmierzać w kierunku otwartości i tolerancji; z drugiej – orientacji na sukces, rozwoju przedsiębiorczości, indywidualizmu i komercjalizacji w spędzania czasu wolnego.

M.M.: Tego oczekiwano – jak było faktycznie?

H.D.: Najłatwiejsze do uchwycenia są zmiany stylu życia. Od 1987 roku systematycznie zwiększa się liczba osób chodzących do restauracji, teatru, do kina, muzeów i na koncerty muzyczne. W świetle badań CBOS-u częstość bywania „przynajmniej raz w roku” na koncertach zwiększyła się do 2017 r. z 24 do 44%, do teatru (w latach 2011-2017) z 13 do 22%, a do muzeów z 26 do 33%. Upodobnia to nas do społeczeństw zachodnich. Nie dlatego, że stajemy się tak samo „kulturalni” jak oni, ale, że zgodnie z logiką modernizacji potrzeby egzystencjalne ustępują orientacjom postmaterialistycznym i w coraz większym stopniu możemy sobie na to pozwolić. Odsetek bywalców restauracji zwiększył się od 1987 do 2018 roku z 22 do 67%. Więcej ludzi chodzi również do kina (wzrost z 41 do 56%), na imprezy sportowe (z 26 do 43%) i spędza wakacje za granicą – w latach 2010-2019 odsetek ten zwiększył się z 5 do 11. Do odnotowania jest to, że chociaż jeżdżenie na wakacje stało się normą – odsetek osób deklarujących tę formę aktywności zwiększył się w latach 2006-2018 z 31 do 58 – to nie przekłada się ona na wydłużanie urlopu. W latach 2012-2019 liczba dni przeznaczanych na wakacje przez przeciętnego Polaka kształtowała się na poziomie 14,8-15, tak jakby wypoczynek traktowany był jak opłacalna inwestycja, która nie powinna być jednak realizowana w nadmiarze, a w szczególności nie powinno się ona zastępować pracy zawodowej. Może się za tym kryć jakiś polski odpowiednik „ducha kapitalizmu” i dyscypliny rynkowej, przywrócone do stanu normalności po zmianie ustroju.

M.M.: Czy można powiedzieć, że funkcjonowanie w systemie demokratycznym sprzyja liberalizacji obyczajowej?

H.D.: Społeczeństwo polskie nie jest tu wyjątkiem i np. aborcja (gdy zagrożone jest życie matki) akceptowana jest od 1987 roku do chwili obecnej na prawie niezmieniającym się poziomie 86-88%. Równocześnie zwiększa się akceptacja lesbijek i gejów. O ile przekonanie, że „homoseksualizm nie jest rzeczą normalną i nie wolno go tolerować” podzielało w 2001 r. 41%, to w 2017 odsetek ten zmniejszył się do 24%. Towarzyszył temu wzrost akceptacji wyrażającej się w stwierdzeniu, że „homoseksualizm jest rzeczą normalną” – z 5 w 2001 do 16% w 2017. Najwyraźniej powiew liberalizacji dociera do Polski stopniowo, niezależnie od intensywności debaty publicznej i towarzyszących temu protestów organizowanych przez zwolenników aborcji. Natomiast słabo dociera do nas trend laicyzacji. Społeczeństwo polskie „nie dorównuje” krajom zachodnim pod względem zanikania religijności. Odsetek osób deklarujących przynależność do kościoła katolickiego w 2005 r. wynosił 96; wprawdzie do 2020 r. obniżył się on do 91, niemniej pozostajemy obok Grecji najbardziej religijnym społeczeństwem w Europie. Nie zmienia tego spadek aktywności mierzonej chodzeniem do kościoła, nie dramatyczny, ale jednak widoczny – z 57-58% w latach 1991-2007 do ok. 40-45% obecnie. To ostatnie wydaje się być naturalnym efektem atrakcyjności ofert konkurencyjnych i angażowania się w różne formy konsumpcji. Zresztą niewykluczone, że malejący odsetek wiernych chodzących do kościoła neutralizowany jest przez wzrost uczestnictwa w organizacjach religijnych, wspólnotach parafialnych i działalności charytatywnej różnego rodzaju.

M.M.: Czy to pod jakimś względem wyróżnia Polskę na tle innych społeczeństw europejskich?

H.D.: Przypadek Polski dowodzi, że wyłanianie się społeczeństwa obywatelskiego, klasy średniej i wzrost zamożności nie kolidują z tradycyjnym podejściem do życia, którego wskaźnikiem jest wysoka religijność i konserwatywny stosunek do spraw obyczajowych. Funkcjonowanie na różnych orbitach nie osłabia poczucia zadowolenia, a nawet je zwiększa: procentowy udział Polaków wskazujących na wysoki lub raczej wysoki poziom „satysfakcji z życia” w odpowiedzi na standardowe pytanie CBOS-u wyniósł w 1994 r. 11, a w 2019 r. 24%, a kategoria zadowolonych z własnej sytuacji finansowej zwiększyła się z 9 do 36%. Poniżej średniej lokuje nas poziom dochodu narodowego na głowę, będącego najbardziej wymiernym kryterium oceny, i niskie zaufanie do ludzi. Kwestią do rozstrzygnięcia jest to, jak interpretować ten wynik uzyskiwany we wszystkich badaniach, czyli co tak naprawdę mierzymy, zadając standardowe pytanie, „czy sądzi Pan(i), że ludziom należy ufać, czy też ostrożności nigdy nie za wiele”. Czy nie jest tak, że niska pozycja Polaków wynika z ich większej ostrożności, nastawionej na minimalizację ryzyka, a nie niskiego zaufania w ogóle. Oznaczałoby to, że lepiej rozpoznajemy wrogą i niebezpieczną sytuację niż społeczeństwa zachodnie, unikając dzięki temu niepotrzebnych inwestycji i kosztów w demonstrowaniu otwartości. Byłoby to zaufanie, które pozwala się lepiej dostosować do zmieniających warunków i do obcego a nierzadko wrogiego otoczenia, jakim jest system rynkowy, w porównaniu np. z Duńczykami (tradycyjnie najwyższa pozycja). Mieszkańcy krajów zachodnich czują się mocno osadzeni w strukturach kapitalistycznych, ponieważ je znają, ale nie byliby tacy otwarci, gdyby im tego bezpieczeństwa zabrakło. Jeżeli hipoteza ta jest trafna, to „polska odmiana” zaufania dostarczałaby silniejszych motywacji do angażowania się przedsięwzięcia obarczone dużym ryzykiem.

M.M.: Panie profesorze, czy to, jakim dziś jesteśmy społeczeństwem, ma wpływ na tworzenie relacji z innymi państwami?

H.D.: Realistycznie rzecz biorąc, jako społeczeństwo możemy być co najwyżej wzorem do naśladowania dla krajów o niższej stopie życiowej i mających poczucie bycia gorszymi, takim jak Ukraina, Białoruś, ewentualnie Bułgaria. A co do relacji, to tworzone są one przede wszystkim przez rządy czy samorządy lokalne. Na poprawę relacji międzynarodowych oddziałują również zachowania Polaków za granicą. Dotyczy to głównie migrantów – czy są dobrymi pracownikami, sąsiadami, czy można na nich polegać. Natomiast czynnikiem, który najsilniej wzmacnia pozycję państwa na forum międzynarodowym są sukcesy ekonomiczne, czyli tempo wzrostu PKB, niskie bezrobocie, niewielkie zadłużenie. Pozycja Polski uległa tu znacznemu wzmocnieniu, ale w odwrotnym kierunku może oddziaływać wizerunek kształtowany przez stereotypy, media, a czasami przez działania wynikające z gry politycznej, np. przedstawianie nas przez Izrael i Rosję jako społeczeństwa antysemitów, co motywowane jest zresztą różnymi względami. Fakt, że 22% Polaków ma wyższe wykształcenie, że pod względem poziomu dochodów wyprzedziliśmy Portugalię i Grecję, a także wyprzedzamy je (jak wynikałoby z danych ESS) pod względem pozytywnego stosunku do systemu demokratycznego może być skutecznie neutralizowany przez przekazywane za granicę relacje z Marszów Niepodległości i demonstracji organizowanych w obronie aborcji przez „Strajk Kobiet”.

M.M.: Jakimi cechami powinniśmy się odznaczać jako społeczeństwo, by stać się atrakcyjnym i znaczącym partnerem w oczach innych państw?

H.D.: Nie staniemy się nagle Chinami pod względem wielkości i tempa wzrostu PKB, Francuzami w kwestii laicyzacji, Niemcami pod względem dyscypliny i utożsamiania się z własnym państwem, ani Wielką Brytanią pod względem przeszłości kolonialnej, która mimo wszystko podtrzymuje rangę tego kraju na scenie międzynarodowej. Tak samo nie zbliżymy się również do Rosji pod względem rozległości terytorium. Jak próbowałem wykazać, wiele cech, które decydują o atrakcyjności, już mamy lub uzyskujemy. Jednak prawidłowością jest, że o kryteriach atrakcyjności decydują państwa dominujące pod względem siły politycznej. One bowiem narzucają  standardy oceny i są je w stanie wyegzekwować. Próba uzależnienia przez Komisje Europejską funduszy unijnych od praworządności wskazuje, że oprócz sukcesów ekonomicznych o atrakcyjności kraju, w tym również i Polski, decyduje spełnianie kryteriów poprawności politycznej, takich jak niezależność sądów od władzy państwowej, stosunek do małżeństw homoseksualnych, czy wolności obywatelskie utożsamiane z prawem do aborcji. Należy oddzielić to, jacy jesteśmy faktycznie, od siły przekonywania o tym mieszkańców innych krajów, a zwłaszcza ich ekipy rządzące. Zadaniem trudnym do realizacji będzie „udowodnienie”, że Polacy nie są ksenofobiczni, zaściankowi, nietolerancyjni, i że skoro udało się nam w szybkim tempie nadrobić zacofanie ekonomiczne, to jest to gwarancja, że stać nas na więcej.

M.M.: Czy widzi pan profesor szanse na zmianę podejścia, zmianę zachowań, a przede wszystkim zmianę naszej pozycji na arenie międzynarodowej w najbliższych latach? Od czego może to zależeć?

H.D.: Zmiany pozycji na arenie międzynarodowej dokonują się zawsze w długim przedziale czasowym. Interesującą prawidłowością jest to, że trudniej jest stracić pozycję, niż awansować. Np. Francja w dalszym ciągu zaliczania jest do najważniejszych państw świata, mimo klęski w II wojnie światowej i utraty kolonii. To samo można by powiedzieć o Włochach i Belgii, nie mówiąc o Niemczech. O prestiżu państwa decydują sukcesy militarne, wkład do rozwoju cywilizacji i kultury, a przede wszystkim sukcesy ekonomiczne. Liczy się również posiadanie rządu spełniającego kryteria poprawności politycznej i na ogół gorzej oceniane są państwa rządzone przez partie zaliczane do populistycznych. Hierarchia ta jest bardzo stabilna i wydaje się mało prawdopodobne, żeby udało się nam w najbliższych latach awansować. Natomiast co do zmiany zachowań, to nie jestem przekonany czy warto. Obecnie lepiej znamy nie tylko zalety, ale i mankamenty Brytyjczyków czy Amerykanów, którzy byli dotąd przedmiotem aspiracji Polaków, a które obniżają ich reputację na świecie. Wiadomo też, że żadnym społeczeństwie wad nie da się wyeliminować. Poza tym nasze cechy narodowe są świadectwem oryginalności i mogą być również atutem.

Barbara Kolm: jeśli rządy będą planować nasze życie, konsekwencje dla Europy mogą być tragiczne

Michał Perzyński/Instytut Jagielloński: Jaką rolę powinna odgrywać Inicjatywa Trójmorza w polityce europejskiej? Jakie wspólne interesy mają zaangażowane w nią kraje, w szczególności Austria i Polska?

Dr Barbara Kolm: Współpraca w ramach Inicjatywy Trójmorza jest w gruncie rzeczy dobra, zwłaszcza z tymi krajami, które są mniej skłonne do klasycznych zasad liberalnych i prorynkowych. Uważam, że tym ważniejsze jest, aby kraje jednoczyły się w obronie tych zasad. Na przykładzie Inicjatywy Trójmorza – prowadzenie rozmów oraz wzajemna pomoc w dziedzinach takich jak energetyka i infrastruktura jest godna pochwały. Jednak mając to na uwadze, powinniśmy uważać, aby nie budować zbyt wielu warstw strukturalnych i nowych narzędzi współpracy, tworząc w ten sposób potencjalnie złożoną sieć schematów współpracy, które być może mogłyby również zostać objęte wspólnymi ramami, takimi jak Unia Europejska. W końcu to właśnie podział pracy pomógł naszym krajom rozwijać się i bogacić, więc jestem zdania, że każdy powinien zostać mistrzem w dziedzinach, w których się specjalizuje.

M.P.: Jak będą ewoluować więzi polityczne i gospodarcze między Europą a Stanami Zjednoczonymi pod rządami Joe Bidena?

B.K.: Obecne założenie urzędników Unii Europejskiej i europejskich przywódców jest takie, że stosunki ze Stanami Zjednoczonymi poprawią się natychmiast po inauguracji Joe Bidena i powrócą do poziomów sprzed prezydentury Donalda Trumpa. Z pewnością możemy spodziewać się pewnej poprawy w relacjach z Białym Domem, który reprezentowany będzie przez polityka, dla którego ważne są stosunki transatlantyckie, wysoko ceni NATO i dobrą współpracę. Mając to na uwadze, nie powinniśmy mieć jednak złudnej nadziei, że relacje te będą łatwe. Po pierwsze, Joe Biden, podobnie jak jego poprzednik, demokrata Barack Obama, miał tendencję do skupiania się bardziej na kontynencie azjatyckim i kwestiach bezpieczeństwa na tym obszarze niż na wspólnej historii z Europą. Wydaje się, że odejście od bloku wschodniego i konfliktów na Bliskim Wschodzie do sporów na Pacyfiku prawdopodobnie będzie kontynuowane – a tym samym Europa straci na znaczeniu dla Stanów Zjednoczonych. Ponadto, Joe Biden może kontynuować „jastrzębią” postawę wobec Chin, którą rozwinął Donald Trump. W szczególności w tym przypadku Europa często była o wiele bardziej przyjazna chińskiej Partii Komunistycznej, niż chciałyby tego Stany Zjednoczone. Wreszcie, jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, zwłaszcza w odniesieniu do cyfryzacji, w Stanach Zjednoczonych panuje ponadpartyjny konsensus, że Unia Europejska nie traktuje Ameryki sprawiedliwie. Jest mało prawdopodobne, aby prezydent Joe Biden był zwolennikiem europejskich prób wprowadzenia podatków cyfrowych, które są skierowane przede wszystkim do korporacji amerykańskich. Niewiele również wskazuje na to, aby prezydent Joe Biden był zwolennikiem Unii Europejskiej, gdy ta będzie karać głównie korporacje amerykańskie w drodze procesów sądowych, tak jak to robi teraz. Tak więc, chociaż ton między obiema stronami Atlantyku z pewnością się poprawi, pozostaje kwestią otwartą, jak bardzo poprawi się on również pod względem merytorycznym.

M.P.: Jakie środki zastosować w praktyce, aby zachować odpowiednią równowagę między zdrowiem publicznym, a utrzymaniem gospodarki w dobrej kondycji podczas pandemii COVID-19?

B.K.: Niezwykle istotne jest spojrzenie na kryzys wywołany przez COVID-19 w sposób holistyczny. Przez cały okres jego trwania w większości słuchaliśmy opinii tylko jednej grupy ekspertów – epidemiologów – ignorując obawy ekonomistów, socjologów, psychologów, lekarzy (zajmujących się pozostałymi chorobami) i wszystkich innych specjalistów. Istnieje bardzo niewiele dowodów na to, że blokady, które są stosowane w większości krajów Zachodu, faktycznie działają w walce z COVID-19. Ale nawet jeśli tak się stanie, ich koszty we wszystkich innych dziedzinach życia są dramatyczne. Ogromnie trudny jest wybór pomiędzy zdrowiem a ekonomią – obie te kwestie są ważne dla dobrze funkcjonującego społeczeństwa. Szczególnie patrząc na nasze gospodarki, już teraz wyraźnie widzimy ogromne reperkusje, jakie będzie miała polityka związana z koronawirusem. Pod wieloma względami również wiele środków, które wyraźnie zaszkodziły gospodarce, okazało się całkowicie bezcelowych, jeśli chodzi o zmniejszenie liczby zakażeń koronawirusem. Badania pokazują na przykład, że zamykanie restauracji czy hoteli jest bezsensowne w walce z pandemią, ale mimo to rządy decydują się na takie kroki. Jest wiele sposobów, w jakie my – zwłaszcza jako my sami, odpowiedzialni obywatele, którzy troszczą się o innych ludzi – możemy pomóc w walce z pandemią COVID-19. A jednak ta brutalna reakcja jest całkowicie przesadzona i przez wiele dziesięcioleci całkowicie zmieni nasze życie polityczne, gospodarcze i społeczne.

M.P.: Jakie jest pani zdaniem największe wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenie dla Unii Europejskiej?

B.K.: Największym zagrożeniem, zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym, jest ogólna tendencja – na całym świecie – do utraty wiary w siłę rynków i wolność jednostki, które przyniosły nam tak wiele dobrobytu, innowacji i wolności w ostatnich dziesięcioleciach. Po raz pierwszy od dziesięcioleci mamy na arenie światowej poważnego rywala, który nie uznaje zasad wolnego rynku. W Unii Europejskiej istnieje podobnie powszechne pojęcie zamykania się, „strategicznej autonomii”, które jest niczym innym jak innym określeniem starej merkantylistycznej koncepcji, z którą Adam Smith walczył już jakieś dwa wieki temu. Istnieje ogólne przekonanie, że rząd musi planować gospodarkę i nasze życie, podczas gdy tak naprawdę rządy mogą tylko wyznaczać nam ramy do samodzielnego planowania naszego życia. Jeśli nie zdamy sobie z tego sprawy, konsekwencje dla Europy mogą być tragiczne.

Rozmawiał Michał Perzyński

21. Ogólnopolski Kongres Energetyczno-Ciepłowniczy POWERPOL 2021

W imieniu Europejskiego Centrum Biznesu pragniemy zaprosić Państwa do udziału w 21. edycji Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL, który odbędzie się w dniach 22-23 lutego 2021 r. w Warszawie w Hotelu Sofitel Warsaw Victoria. Nasz portal jest Patronem Medialnym Kongresu. Temat przewodni brzmi: „Rok 2021: Przełom w polskiej energetyce”

Rok 2021 będzie dla polskich wytwórców i dostawców energii czasem intensywnych zmian związanych zarówno z otoczeniem legislacyjnym, implementacją europejskiego zielonego ładu, zapewnieniem bezpieczeństwa operacyjnego spółek strategicznych, przygotowaniem sektora do dużych inwestycji w OZE, gaz i wodór. Program najbliższej edycji Kongresu tradycyjnie obejmie zagadnienia, które staną się okazją do wymiany opinii i doświadczeń pomiędzy przedstawicielami: Rządu, największych w kraju przedsiębiorstw energetycznych i ciepłowniczych, najważniejszych organizacji branżowych, środowisk akademickich i przedstawicieli biznesu. W gronie ekspertów pragniemy omówić kwestie kondycji i perspektyw dla sektora elektroenergetycznego i gazowego oraz szans na rozwój elektromobilności, offshore i kogeneracji, budowania potencjału OZE, a także coraz silniejszego wpływu legislacji i sytuacji międzynarodowej na bezpieczeństwo energetyczne. Szczegółowe informacje na temat kongresu będą sukcesywnie przedstawiane na stronie www.powerpol.pl.

Zamieszki w USA w centrum uwagi

Stany Zjednoczone w centrum uwagi są z wielu powodów. W mediach informacyjnych numerem jeden są zamieszki, w mediach finansowych są to dane makroekonomiczne i problemy gospodarcze.

Zamieszki w USA

Wydawało się, że zatwierdzenie wyboru nowego prezydenta Joe Bidena w USA przez Kongres będzie tylko formalnością. Okazuje się jednak, że nie będzie to łatwe przejęcie steru, ponieważ doszło do szturmu niezadowolonych wyborców obecnego prezydenta na Kapitol. Pomimo zamieszek i ofiar śmiertelnych (po wymuszonej przerwie) zatwierdzono nowego prezydenta. Co ważniejsze, po raz pierwszy padła publiczna deklaracja Donalda Trumpa o ustąpieniu ze stanowiska 20 stycznia. Jednak zanim do tego wystąpienia doszło, to na wiecu (którego uczestnicy szturmowali potem Kapitol) krytykował on wynik wyborów, jako nieprawidłowy. Rynki przyjęły te wiadomości ponownie wycofując się od dolara. Dzisiaj nad ranem, gdy doszło do pewnego uspokojenia sytuacji, dolar wraca do poprzednich wartości.

Indeksy PMI dla usług zawiodły?

Wczoraj opublikowano serię danych na temat indeksów PMI dla usług dla głównych państw europejskich. Wynik, zarówno dla strefy euro, jak i Wielkiej Brytanii, był znacznie lepszy niż miesiąc temu, ale wciąż nie tak dobry, jak sądzili analitycy. Niemniej poprawa po raz kolejny doprowadziła inwestorów do wniosku, że to znów dobry moment na przenoszenie kapitału z USA do Europy, co spowodowało kolejne maksima EUR względem USD.

Słabe dane z USA

Słabych doniesień zza oceanu nie brakowało, ale wczoraj dodatkowo jeszcze opublikowano raport ADP na temat zmiany liczby miejsc pracy. Okazuje się, że w grudniu ubyło ich w USA 123 tysiące. Jest to korekta po bardzo dobrym wyniku miesiąc wcześniej, ale pokazuje też, że poprawa na rynku pracy następuje znacznie wolniej, niż dotychczas sądzono.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – handel zagraniczny.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

79% przedsiębiorców negatywnie ocenia działania rządu w czasie pandemii

  • 79% przedsiębiorców źle ocenia współpracę rządu z biznesem podczas pandemii Covid-19.
  • 68% firm oczekuje wstrzymania wszelkich dodatkowych obciążeń dla biznesu na kolejny rok (m.in. dodatkowe podatki, opłaty) – wynika z badania, które na zlecenie Konfederacji Lewiatan przeprowadził Indicator.

Krytycznie ocenia współpracę rządu z biznesem w czasie pandemii Covid-19 84% małych przedsiębiorstw i 65% średnich. Trochę łagodniejsze dla rządu są firmy duże, spośród których 62% negatywnie podsumowuje relacje przedstawicieli władzy z biznesem.

Przedsiębiorców zapytaliśmy również „Jakich działań potrzebuje biznes?”. 68% firm oczekuje wstrzymania wszelkich dodatkowych obciążeń dla biznesu na kolejny rok, 51% chce prowadzenia szerokich konsultacji ze środowiskiem biznesu i rzeczywistego uwzględniania przesyłanych przez biznes uwag. 35% respondentów życzyłaby sobie, aby planowane zmiany w przepisach „covidowych” były zapowiadane minimum 7 dni przed ich wprowadzeniem, a dla 31% dobrym pomysłem byłoby stworzenie stałej platformy współpracy biznesu i rządu.

58% przedsiębiorców uważa, że to reprezentatywne organizacje pracodawców powinny być rzecznikiem biznesu w rozmowach z administracją (jest to wskazanie pierwszego wyboru, na kolejnych miejscach znalazły się dopiero organizacje regionalne, związki branżowe, RDS i WRDS, izby gospodarcze).

Badanie przeprowadził w grudniu 2020 r. Indicator na zlecenie Konfederacji Lewiatan na reprezentatywnej próbie przedsiębiorców zatrudniających powyżej 10 pracowników (n=300). Wywiady CATI z osobami zarządzającymi.

2021 rokiem ważnych regulacji dla branży cyfrowej

W 2021 r. polską branżę cyfrową i nowoczesnych technologii czekają istotne regulacje, od których kształtu będzie zależeć dalszy jej rozwój oraz to, czy będzie ona w stanie konkurować z zagranicznymi rynkami. Nowy rok może być też decydujący dla przyszłości sieci piątej generacji i krajowych  dystrybutorów elektroniki – ocenia Związek Cyfrowa Polska.

Organizacja, która reprezentuje przedsiębiorców z sektora cyfrowego w Polsce przewiduje, że w 2021 r. będziemy mieli do czynienia z kontynuacją trendu przyśpieszonej cyfryzacji, zapoczątkowego w ubiegłym roku w wyniki pandemii koronawirusa i przystosowania całego życia społecznego oraz biznesowego do trybu pracy zdalnej. ­– Dlatego szczególnie ważne będzie podejmowanie w tym czasie takich inicjatyw – w tym regulacyjnych – które będą wspierały budowanie cyfrowej gospodarki. Musimy pamiętać, że sektor cyfrowy będzie odgrywał kluczową rolę także po pandemii. To istotne więc, by jego działalność nie była w jakikolwiek sposób ograniczana czy blokowana – mówi prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik.

Cyberbezpieczeństwo i 5G kluczowymi tematami 2021 roku

W swoich prognozach Cyfrowa Polska zwraca uwagę na kilka czynników, które będą determinowały rozwój sektora cyfrowego w 2021 roku. Przede wszystkim istotną rolę odgrywać mają kwestie bezpieczeństwa cyfrowego, szczególnie w kontekście nowelizowanej ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa oraz wdrożenia sieci 5G w Polsce. – Żeby w pełni wykorzystać dobrodziejstwa, jakie przyniesie sieć piątej generacji, konieczne będzie zadbanie o jej cyberbezpieczeństwo, które przełoży się na konkurencyjność polskiej gospodarki – podkreśla Michał Kanownik. Przypomina, że technologia 5G ma potencjał, by zrewolucjonizować wszystkie gałęzie polskiego przemysłu.  Jej odpowiedzialna implementacja jest ważna również dla budowania pozycji gospodarczej Polski. – W 2021 roku wyzwaniem dla rządzących będzie stworzenie takich warunków prawnych, które dadzą możliwość funkcjonowania i rozwoju polskim dostawcom technologii sieci piątej generacji. Skorzystanie z rodzimych rozwiązań pozwoli wesprzeć lokalne przedsiębiorstwa, ale także zbudować niezależność i bezpieczeństwo, szczególnie w obszarach łączności krytycznej – dodaje  Michał Kanownik.

Zdaniem Cyfrowej Polski istotne dla rozwoju sektora cyfrowego w 2021 r. będzie  również wykorzystanie potencjału drzemiącego w usługach e-commerce. Wyzwaniem ma być ich dalsze upowszechnienie i podtrzymanie wzrostów w tym sektorze. Nie mniej ważną rolę odegrają kompetencje cyfrowe. Postępujący rozwój sztucznej inteligencji, Internetu Rzeczy czy robotyki wymusi dostosowywanie publicznego kształcenia do potrzeb współczesnego rynku pracy, np. poprzez poszerzenie oferty studiów z zakresu nauk ścisłych, technologii, inżynierii i matematyki czy też wsparcie osób chcących się przebranżowić.

Unijne przepisy zmienią branżę cyfrową

Organizacja reprezentująca sektor cyfrowy zwraca także uwagę na kilka istotnych regulacji, nad którymi w 2021 roku będą toczyć się żywe dyskusje i których przyjęcie będzie miało ogromny wpływ na działalność sektora cyfrowego w Polsce. Wyzwaniem dla legislatorów będzie m.in. implementacja Dyrektywy w sprawie praw autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym, która została zaskarżona przez polski rząd do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Polska branża cyfrowa liczy, że na poziomie krajowym dojdzie do konsensusu i kompromisu, który zaspokoi z jednej strony potrzeby twórców, a z drugiej nie zaszkodzi konsumentom i przedsiębiorcom. Unijna reforma prawa autorskiego budzi kontrowersje głównie ze względu na dwa artykuły: 15, który wprowadza tzw. podatek od linków oraz art. 17, który nakazuje obowiązek filtrowania treści pod względem praw autorskich. Przeciwko tym zapisom protestowały liczne środowiska pozarządowe, biznesowe, konsumenckie, start-upowe, naukowe, akademickie i studenckie.

Związek Cyfrowa Polska podkreśla również, że w  2021 r. Komisja Europejska sfinalizuje prace nad Kodeksem Usług Cyfrowych (DSA), który w praktyce ma dostosować unijne regulacje do nowych cyfrowych usług i innowacyjnych rozwiązań.  – To istotny projekt, który zdecyduje o przyszłym kierunku rozwoju europejskiej branży cyfrowej. Polska w tym zakresie powinna być aktywna w tym roku i zadbać o to, by te nowe regulacje nie ograniczyły dostępu Europejczyków do szerokiej oferty usług, którą mamy dzisiaj czy blokowały ekspansę naszych europejskich cyfrowych przedsiębiorstw – podkreśla Michał Kanownik. W jego opinii, w zakresie regulacji europejskich w 2021 roku Polska powinna zabiegać również o przyjazne przepisy w zakresie danych i sztucznej inteligencji tak, by były one przejrzyste i nie generowały ograniczeń. – Ważne jest tu racjonalne podejście do stworzenia takich przepisów o udostępnianiu danych, by nie hamowały one innowacyjności, a jednocześnie dbały o własność intelektualną oraz tajemnice handlowe – zaznacza prezes Związku.

2021 r. rozstrzygający dla polskiego sektora dystrybucji elektroniki

W ocenie Cyfrowej Polski, najbliższe miesiące mogą być tez rozstrzygające dla przyszłości polskiego sektora dystrybucji sprzętu elektronicznego. Pomimo, że pandemia spowodowała zwiększone zainteresowanie elektroniką, to rozwój krajowych dystrybutorów tych urządzeń może zablokować regulacja przygotowywana przez resort kultury dotycząca rozszerzenia opłaty reprograficznej. Zgodnie z proponowanymi rozwiązaniami miałaby być ona nałożona na kolejne urządzenia elektroniczne takie jak smartfony, tablety czy telewizory smart, nawet w wysokości do 6 proc. ich ceny. Pieniądze miałyby częściowo trafić do specjalnego Funduszu, z którego mają być finansowane emerytury artystów. Podobny projekt do Sejmu złożyła pod koniec 2020 r. Koalicja Obywatelska.

Cyfrowa Polska ocenia, że proponowane regulacje, które rząd planuje przyjąć w pierwszym kwartale 2021 roku nie tylko spowodują wzrost cen elektroniki w Polsce, co odczują w swoich portfelach konsumenci, ale również pogorszą konkurencyjność polskich dystrybutorów względem rynków zagranicznych, zwłaszcza azjatyckich. – Specyfiką obrotu sprzętu elektrycznego i elektronicznego jest jego niska marżowość. Konsumenci kupując sprzęt kierują się przede wszystkim ceną. Na poziomie dystrybucji marże netto są w okolicach 1 proc. Jeżeli ktoś jest zmuszony dopisać do tego nawet 0,5 proc. opłaty to już przegrywa konkurencję z tym, kto takiego dopisu nie zrobi, przez co najczęściej wypada z rynku – wyjaśnia Michał Kanownik. Oczekuje, że w 2021 r. rządzący podejmą decyzję, która z jednej strony wspomoże twórców, a z drugiej – nie zaszkodzi polskim przedsiębiorcom i nie utrudni konsumentom w dostępie do elektroniki.