Witold Orłowski krytycznie o wprowadzaniu nowych podatków i danin w 2021 r.

Lista nowych i podwyższonych podatków, którą rząd zamierza wprowadzić w życie 2021 roku, zbiera zasłużoną krytykę od opinii publicznej i ekonomistów. Przede wszystkim dlatego, że znajdujemy się w najgorszym od wielu lat momencie gospodarczym. Pandemia koronawirusa i związana z nią recesja mocno uszczupliły budżet państwa – ale przede wszystkim wpłynęły negatywnie na zarobki, oszczędności i bezpieczeństwo finansowe milionów Polaków. Podwyższanie podatków w momencie, w którym należałoby motywować popyt, zamiast go ograniczać, nie może skończyć się dobrze.

– Państwo powinno zastanowić się nad tym, żeby ograniczyć podwyżki podatków do absolutnego minimum. Takie partyzanckie szukanie wpływów do budżetu naprawdę nie ma sensu. Pewne podatki są z punktu widzenia gospodarczego bardzo szkodliwe. Na przykład podatek handlowy – który w oczywisty sposób przerzuci się na ceny, spowoduje wyższą inflację i obniży wartość realną dochodów – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Są takie podatki, dla których można zrobić wyjątek. Jeżeli specjaliści uważają, że problem zdrowotny związany z konsumpcją małych buteleczek alkoholu jest poważny, to trudno. Może i trzeba wprowadzić podatek od małpek. Ale generalnie podniesienie danin nie będzie dobre dla gospodarki. Państwo jedną ręką będzie zbierać te pieniądze, a drugą ręką będzie musiało jeszcze więcej wydawać, żeby wydobyć gospodarkę z recesji. Jeśli podatek ma służyć celowi fiskalnemu – a nie jakiejś sprytnej polityce przyłożenia biznesowi, żeby się miał źle – to jest to najgorszy moment, w którym należy go wprowadzać. Dlaczego rząd jest tak zdeterminowany, żeby robić w tym momencie niekończącą się listę podwyżek podatków? Jest mi bardzo trudno to wyjaśnić – rozkłada ręce Orłowski.

Trendy, które będą dominowały w świecie handlu i płatności w 2021 roku

Nowe zwyczaje zakupowe i te związane z rynkiem płatności, które zaczęły kształtować się wiosną 2020 roku, nie tylko nadal obowiązują, ale widocznie wpisują się w krajobraz polskiego handlu detalicznego. Co więcej, niemal pewne jest, że popularność wykorzystania kanałów cyfrowych będzie dynamicznie rosła w najbliższych miesiącach. Eksperci Adyen prognozują, które trendy związane z rynkiem e-commerce i cyfrowych płatności zyskają na znaczeniu i zdominują 2021 rok.

Elastyczność najlepszą odpowiedzią na wyzwania wywołane COVID-19

Firmy, które konsekwentnie osiągają najlepsze wyniki, to te, łączące świat fizyczny i cyfrowy. Umożliwiają klientom płynne poruszanie się pomiędzy wieloma kanałami bez żadnych zakłóceń. Dane Adyen z różnych rynków, w tym polskiego, pokazują, że holistyczna integracja kanałów jest głównym czynnikiem prowadzącym firmy do sukcesu. Proces ten pomógł im ustabilizować sprzedaż w czasie pandemii, rekompensując utratę transakcji w sklepach poprzez wzrost handlu elektronicznego. Im więcej kanałów wykorzystują klienci, tym większa szansa uzyskania ich lojalności i wygenerowania większych przychodów dla firmy. Z danych Adyen wynika, że klienci kupujący w fizycznych placówkach, wydali 40% więcej kiedy te otworzyły się także online.

Doświadczenie klienta nigdy nie było bardziej kluczowe

…i pozostanie na pierwszym miejscu jeszcze przez długi czas. Według tegorocznego Adyen Retail Report, 71% polskich odwiedzających nie wróci, jeśli nie było zadowolone z obsługi w sklepie lub online.

Obok możliwie najwyższego poziomu bezpieczeństwa, firmy powinny wykorzystać wszystkie szanse uniknięcia „tarć” w procesie obsługi klientów i maksymalnie wspierać autoryzacje ich transakcji. Od 1 styczna 2021 r. obowiązkowe w przypadku płatności online stanie się Silne Uwierzytelnianie Klienta (SCA). Oznacza to, że firmy będą musiały wdrożyć protokół 3D Secure dla kart, aby zachować zgodność z dyrektywą PSD2 – jeśli jeszcze tego nie zrobiły. W tym celu wprowadzono nowy protokół 3DS2, który wykorzystuje bogaty zbiór danych, pomagających przedsiębiorstwom w szybszej, bezproblemowej i spójnej autoryzacji transakcji. Bez względu na to, o jaki profil działalności chodzi, klienci zawsze muszą stać na pierwszym miejscu.

Zwinność operacyjna na podium priorytetów

Kolejnym krokiem na tej drodze powinno być łączenie wszystkich kanałów dotarcia do odbiorców i uzyskanie tym samym spójnego dostępu do informacji o ich preferencjach, oczekiwaniach oraz wymaganiach w jednym miejscu. Podejście Unified Commerce umożliwia 360 stopniowy wgląd w zachowanie klientów w ramach całego systemu działalności. To pozwala przedsiębiorstwom na możliwość dogłębnej analizy prowadzonego biznesu, a także szybkiej reakcji na potrzeby klientów. Potwierdzają to dane z globalnej platformy Adyen – przedsiębiorstwa korzystające z Unified Commerce stwierdziły, że w pierwszym kwartale pandemii wolumen ich transakcji pozostał stabilny. Zapotrzebowanie na jednolite doświadczenie na linii konsument – marka będzie widocznie wzrastało w nadchodzącym roku.

Metody płatności klientów jako nowy program lojalnościowy

Osią podejścia Unified Commerce jest to, że wszystkie kanały sprzedaży połączone są w ramach jednego systemu. Umożliwia to m.in. tworzenie programów lojalnościowych w charakterze omni-channel, który również zyskał na popularności w 2020 roku. Dla przykładu, karta płatnicza klienta może stać się jednocześnie jego kartą lojalnościową, bez konieczności zapisywania się na dodatkowy program lojalnościowy lub pobierania aplikacji. Powiązanie lojalności z kartą płatniczą kupującego pozwala przedsiębiorcom na automatyczne oferowanie zniżek, spersonalizowanych rekomendacji lub innych nagród. Oznacza to, że firmy nie muszą dłużej polegać jedynie na swoich pracownikach, którzy znają stałych klientów, ale mogą ich rozpoznawać również na większą skalę – online i w sklepie. Dzięki temu odwiedzający poczują się docenieni nawet bez możliwości fizycznej wizyty w sklepie. Według prowadzonych przez Adyen analiz, aż 66% polskich klientów wybiera marki, które oferują programy lojalnościowe połączone z systemami płatności.

Płatności bezdotykowe rosną w siłę

Już od jakiegoś czasu płatności bezdotykowe wykraczają poza funkcję przyłożenia fizycznej karty do terminala płatniczego. Technologia NFC (komunikacji bliskiego zasięgu) wkracza do cyfrowych portmonetek pokroju Apple Pay i Google Pay. Co więcej, dzięki bezpiecznym metodom uwierzytelniania – kodom dostępu czy biometrii (odciskom palców czy rozpoznawaniu twarzy) – nie są one ograniczone do standardowych limitów nakładanych na transakcje zbliżeniowe. Udogodnienia te są o tyle ważne, że zgodnie z Adyen Retail Report, aż 62% klientów w Polsce przyznaje, że obawia się o higienę terminali płatniczych i woli korzystać z metod bezdotykowych.

Zgodność z regulacjami kluczowym krokiem budowania strategii e-handlu

Żadna strategia e-commerce nie będzie kompletna bez jasnego planu dotyczącego silnego uwierzytelniania klientów (SCA). Tym bardziej, że zgodnie z oczekiwaniami konsumentów, proces ten ma być szybki i nie wymagać od nich żadnych działań. SCA to europejski standard stworzony w celu zwiększenia bezpieczeństwa płatności online. Tak więc, kiedy klient dokonuje płatności, w momencie transakcji mogą być wymagane od niego dodatkowe poziomy uwierzytelnienia.

W przeszłości klienci mogli po prostu wprowadzać numer swojej karty i kod weryfikacyjny CVC. Jednak zgodnie z przepisami dyrektywy PSD2, wkrótce wymagane będzie uwierzytelnienie dwuskładnikowe. Aby mieć pewność, że realizowane transakcje są zgodne z PSD2 SCA, przedsiębiorcy powinni wdrożyć 3D Secure. Innym sposobem zadbania o spełnienie warunków SCA, jest użycie lokalnych metod płatności i międzynarodowych portfeli elektronicznych. Firmy powinny upewnić się, że ich transakcje są zgodne z wymogami, aby uniknąć ryzyka odmowy płatności przez banki, jednocześnie zapewniając płynne doświadczenie klienta – wkrótce to stanie się głównym tematem dyskusji w tym sektorze.

Indeks PMI w górę

Indeks PMI wskazuje, że przemysł odnotował wzrost w końcówce roku. Polscy przedsiębiorcy są wciąż bardziej pesymistyczni na tle państw zachodniej UE.

Indeks PMI dla sektora przemysłowego wzrósł w grudniu z 50,8 do 51,7pkt, nieco powyżej mediany rynkowych prognoz (51,6pkt). Komentarz Markit wskazuje, że najbardziej pozytywny wpływ na najnowszy odczyt miał wskaźnik nowych zamówień, następnie wskaźnik zapasów pozycji zakupionych i wskaźnik czasu dostaw.

Szczególnie mocno wzrosło zapotrzebowanie na rynkach zagranicznych. Przedsiębiorcy raportowali wzmożony napływ nowych zamówień z Europy i z Azji, ale również niedobory surowców – głównie z Chin – oraz wąskie gardła w transporcie.

Wyniki polskiego przemysłu PMI dalej pozostają niskie na tle Niemiec (58,6pkt) oraz pozostałych państw strefy euro (łącznie 55,5pkt). Warto podkreślić, że niemieccy przedsiębiorcy raportują lepsze oceny bieżącej sytuacji i oczekiwań dotyczących przyszłości wśród wszystkich badań – podobne tendencje widać też w raporcie Ifo.

Na tle Niemiec Polscy przedsiębiorcy są pesymistyczni – taki obraz potwierdzają też badania Głównego Urzędu Statystycznego. Według tego sondażu zarówno wielkość produkcji, jak i liczba zamówień są najgorsze od lipca. Niemniej ostatnie miesiące pokazały, że wyniki słabo korelują z produkcją przemysłową. Prawdopodobnie tak będzie również w grudniu – prognozujemy, że produkcja wzrosła o 9,5%r/r.

Przemysł radzi sobie wyraźniej lepiej niż na wiosnę – bieżące restrykcje hamują aktywność w znacznie mniejszym stopniu niż w branżach usługowych. Dlatego spodziewamy się też, że w ciągu kwartału nastroje przedsiębiorców zaczną się poprawiać podobnie jak ma to miejsce w zachodnich gospodarkach. Prognozujemy, że produkcja przemysłowa będzie notowała stabilny wzrost w całym 1kw 2021 roku.

Rynkowe zasady przy pożyczce z centrali

W praktyce gospodarczej zdarzają się sytuacje, gdy spółka córka pożycza środki spółce matce. Często oba podmioty mają siedziby w różnych krajach. Wysokość oprocentowania jest w takich przypadkach kwestią umowną, ponieważ jest to jedna grupa kapitałowa. Należy jednak pamiętać, że z podatkowego punktu widzenia nie jest to już kwestia umowna, lecz ściśle regulowana przez przepisy i rynek. Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej takie transakcje podlegają przepisom o cenach transferowych (wyrok TSUE z 10 października w sprawie C-558/19 Impresa Pizzarotti).

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła pożyczki udzielonej przez spółkę córkę tj. rumuński oddział spółki matki Impresa Pizzarotti. Pożyczki opiewały na kwotę 2,3 mln euro oraz 11,4 mln euro, a umowy nie zawierały postanowień o oprocentowaniu.

Zdaniem rumuńskich organów podatkowych takie transakcje powinny być traktowane jako transakcje podlegające przepisom o cenach transferowych, a w konsekwencji pożyczki powinny być udzielane na zasadach rynkowych. Należny podatek do zapłaty wynosił ponad 72 tys. euro.

Z takim postanowieniem nie zgodził się oddział, którego argumentacja opierała się o zasadę analogii, poprzez wskazanie, że skoro w przypadku, gdyby podmioty były z jednego kraju, taka transakcja byłaby poza regulacjami dotyczącymi cen transferowych, to w sytuacji, gdy oddział jest z innego kraju, zastosowanie powinny znaleźć te same zasady.

Orzeczenie Trybunału

W konsekwencji powstałego sporu sprawa zawisła przed TSUE. Trybunał, opierając się na art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu UE, a także na art. 54 tego traktatu, wskazał, że przepisy o cenach transferowych powinny być stosowane w przypadku, gdy oddział i matka mają siedziby w innych państwach UE. W przeciwnym wypadku mogłoby dochodzić do niekontrolowanego, nieodpłatnego przenoszenia zysków z oddziału do spółki matki, co naruszałoby władztwo podatkowe krajów Wspólnoty, ponieważ państwo oddziału musiałoby zrezygnować z jego opodatkowania.

Konsekwencje wyroku TSUE

Wyrok TSUE potwierdza konieczność stosowania cen rynkowych w przypadku transakcji udzielenia pożyczek pomiędzy spółkami z grupy, w tym w szczególności między córką a matką. Polskie przepisy w zakresie cen transferowych wskazują, że zagraniczny zakład jest podmiotem powiązanym. Wyrok TSUE ucina więc wszelkie dyskusje w tym temacie.

Safe harbor

Powyższe orzeczenie TSUE jest w pełni aprobowane przez polskie organy podatkowe. Podatnicy powinni więc w przypadku takich transakcji ustalić warunki na zasadach rynkowych. Często jest to jednak trudne z uwagi na występujące powiązania pomiędzy podmiotami i inne niż rynkowe rozłożenie ryzyk oraz funkcji w tych transakcjach. Z pomocą przyszedł ustawodawca, wprowadzając od początku 2019 r. przepisy o tzw. bezpiecznej przystani (ang. Safe harbor). Mogą z nich skorzystać m.in. podmioty powiązane zawierające umowę pożyczki.

Istotą tego uproszczenia jest odstąpienie organów podatkowych od określania dochodu/straty w związku z ustalonym oprocentowaniem transakcji pożyczki, przez uznanie tego oprocentowania za nierynkowe. Zastosowanie safe harbor nie zwalnia z obowiązku przygotowania dokumentacji cen transferowych. Zwalnia natomiast z obowiązku dokonywania analizy cen transferowych.

Warunkiem skorzystania z tego uproszczenia jest ustalenie oprocentowania na dzień zawarcia umowy pożyczki, zgodnego z obwieszczeniem Ministra Finansów w zakresie stopy bazowej i marży. Obwieszczenie takie powinno być aktualizowane co roku. Obecnie stopa bazowa uzależniona jest od waluty pożyczki. Ustaloną stopę bazową należy zwiększyć o marżę. Wyjątkiem jest ujemna bazowa stopa procentowa. W takiej sytuacji wartość oprocentowania oblicza się na podstawie wartości bezwzględnych.

Uproszczenie to dotyczy pożyczek zawartych na okres nie dłuższy niż 5 lat. Ponadto, aby skorzystać z uproszczenia, wysokość wszystkich pożyczek zawartych z podmiotami powiązanymi nie może przekroczyć 20 mln zł odrębnie dla zobowiązań i należności. Dodatkowo należy pamiętać, że uproszczeniem objęta jest tylko kwota odsetek, a wszelkie inne koszty związane z pożyczką powinny być wyceniane niezależnie w wartościach rynkowych.

Decydując się na skorzystanie z bezpiecznej przystani, najbezpieczniej jest to zrobić, stosując oprocentowanie w wysokości określonej w obwieszczeniu, ponieważ organy podatkowe w tym zakresie mają niejednolitą praktykę. W szczególności można zaobserwować, że nie kwestionują one sytuacji, gdy wyższe są przychody pożyczkodawcy na skutek wyższego oprocentowania niż w obwieszczeniu, przy jednoczesnym dopuszczeniu rozpoznania kosztów do wartości oprocentowania wynikającej z obwieszczenia.

Na zakończenie warto dodać, że skorzystanie z safe harbor w zakresie odsetek od pożyczek może rodzić obowiązek raportowania schematów podatkowych. Pomimo iż temat budził wiele wątpliwości, został on ostatecznie wyjaśniony w objaśnieniach Ministerstwa Finansów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co wpłynie na rynki w 2021 roku?

Po 2020 roku wielu analityków zastanowi się zanim przedstawi swoje długookresowe prognozy walutowe. Okazuje się bowiem, że na rynku bardzo często pojawiają się sygnały, które mogą wywrócić warunki gry do góry nogami. Warto jednak przyjrzeć się wydarzeniom, o których w tej chwili wiemy, a które będą mieć największy wpływ na złotego i kursy walut w nadchodzącym roku: rozwój pandemii, stopy procentowe, sytuacja w USA i Brexit.

Szczepienia a możliwe reakcje rynków

Tworząc prognozę w pierwszych tygodniach szczepień przeciwko pandemii wirusa Covid-19 nie wiemy jaki wpływ na rynki będzie miała szczepionka i jak będą wyglądały kolejne fale zachorowań, o ile takie wystąpią. Jest to jednak bardzo ważny element równowagi na rynkach. Im lepiej będzie wyglądała sytuacja, czyli im więcej osób uda się skutecznie zaszczepić oraz im mniej osób będzie chorować, tym mniej rynki będą się obawiać kolejnego lockdownu. To z kolei powinno zwiększać optymizm inwestorów, co z kolei przełoży się na to, że będą oni bardziej skłonni inwestować w rynki bardziej ryzykowne, czyli np. polskiego złotego. Z drugiej strony, jeżeli szczepienia nie okażą się sukcesem, możemy się spodziewać kolejnych problemów, a te zwyczajowo pomagają głównym walutom światowym.

Obniżki stóp procentowych wpłyną na złotego?

Z jakiegoś niejasnego powodu dla sporej części analityków, RPP rozważa obniżkę stóp procentowych. Nie można wykluczyć, że wiedzą oni coś, czego nie wiedzą zewnętrzni analitycy. Nie mniej ruch ten budzi duże zdziwienie na rynkach. Im bliżej będzie obniżki, tym bardziej złoty będzie tracił na wartości. Nie można oczywiście wykluczyć, że Rada Polityki Pieniężnej zmieni zdanie, skoro rok już jest zamknięty, a słaby złoty pozwolił wygenerować zysk w NBP, wynikający ze wzrostu wartości walut. W takim scenariuszu, gdyby perspektywa obniżek stóp procentowych miała się oddalać, powinniśmy się spodziewać umacniania się rodzimej waluty.

Umowa Brexitowa

Wygląda na to, że rozstanie pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią otrzymało kolejny okres przejściowy i nie należy spodziewać się zbytnich emocji. Nie można jednak wykluczyć negatywnego wpływu oddzielania się Wysp od Unii. W takim scenariuszu należałoby się spodziewać osłabiania się funta względem pozostałych walut, w tym złotego. Część analityków zwraca uwagę, że okres przejściowy owszem, amortyzuje chaos, ale część instytucji będzie przenosić się z Londynu do innych centrów finansowych znajdujących się w Unii.

Konflikt dwóch partii w USA

Polityka w USA po raz kolejny budzi emocje. Powodem jest bardzo duża polaryzacja pomiędzy głównymi partiami, które po raz kolejny wydają się być coraz bardziej odległe od siebie. W rezultacie dochodzi do wielu prób sił, które powodują, że inwestorzy nie patrzą przychylnie na dolara. Niewykluczone, że odejście Donalda Trumpa załagodzi sytuację, ale można się spodziewać, że nie był on jedynym politykiem formacji republikańskiej, dążącym do konfrontacji. Co nie zmienia faktu, że liczba niespodzianek i skandali, pojawiających się z udziałem urzędującego prezydenta w ostatnich tygodniach jest zadziwiająca i niekorzystnie wpływa na amerykańską walutę.

Wychodzenie z kryzysu

W kryzysie z 2008 roku USA radziło sobie zdecydowanie lepiej niż Unia Europejska. Stany znacznie szybciej przywróciły gospodarkę na ścieżkę wzrostu, ograniczono bezrobocie i ustabilizowano politykę monetarną. Obecnie mamy odwrotną sytuację. Głównym problemem jest rynek pracy, który odczuł ten kryzys znacznie dotkliwiej niż ten z 2008 roku. W rezultacie dolar jest wyraźnie w odwrocie, pomimo bardzo dobrych rezultatów amerykańskiej giełdy.

Bańki spekulacyjne

Ostatnim elementem, który moim zdaniem warto wziąć pod uwagę, są potencjalne bańki spekulacyjne. Obecnie przy relatywnie słabych wynikach gospodarki giełdy są na bardzo wysokich poziomach. Powodem są rekordowo niskie stopy procentowe i brak alternatywnych miejsc do zainwestowania kapitału z zyskiem. W rezultacie płynie on coraz częściej na parkiety, podnosząc kolejne wyceny. Co się może wydarzyć w momencie spadków? Najprawdopodobniej kapitał będzie szukał bezpiecznych przystani, a wtedy opuści Polskę co z kolei przełoży się po raz kolejny na słabość polskiego złotego.

Słaby złoty się opłaci?

Czy w obliczu tych informacji należy założyć, że rok 2021 będzie kolejnym słabym rokiem dla polskiej waluty? Wcale nie musi tak być, należy jednak brać pod uwagę, że pod kątem pobudzania wzrostu gospodarczego słaby złoty nam się bardziej opłaca. Spadnie co prawda nasza zamożność w walutach obcych, ale słaba waluta mocno wesprze eksporterów i producentów krajowych co powinno się korzystnie odbić na rynku pracy. Z drugiej strony, polska gospodarka radzi sobie bardzo przyzwoicie w kryzysie. Przeważnie waluty państw, które radzą sobie dobrze, w końcu przyciągają uwagę inwestorów.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Walutomatu i InternetowyKantor.pl

Prawo do odliczenia podatku VAT od zaniechanych inwestycji

Tematyka odliczenia VAT w przypadku zaniechanych inwestycji jest często poruszana przez krajowe organy podatkowe i krajowe sądy administracyjne. Jest to bardzo dyskusyjne zagadnienie także w innych krajach Unii Europejskiej. Tematem tym już kilkakrotnie zajmował się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w tym między innymi w jednym z ostatnich wyroków z dnia 12 listopada 2020 r., sprawa C-734/19, ITH Comercial Timişoara SRL.

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła rumuńskiej spółki, prowadzącej inwestycje polegające na budowie biurowca oraz centrum handlowego, które miały zostać wynajęte. W związku z kryzysem gospodarczym podjęta została decyzja biznesowa o zawieszeniu projektu/inwestycji. Ponadto na jaw wyszło, że inwestycja może być niezgodna z planem zagospodarowania przestrzennego, o czym podatnik wiedział. Organ podatkowy stwierdził, że w takiej sytuacji brak jest prawa do odliczenia podatku VAT.

Rozstrzygnięcie TSUE

TSUE w omawianym wyroku (C-734/19) uznał, że w sytuacji zaniechania inwestycji w związku z kryzysem gospodarczym podatnik ma prawo do odliczenia VAT naliczonego, ponieważ liczył się zamiar wykorzystania planowanej inwestycji do opodatkowanej działalności gospodarczej, a następnie z przyczyn niezależnych od podatnika ostatecznie nie doszło do wykorzystania inwestycji. Prawo do odliczenia VAT pozostaje także, jeżeli inwestycja nie będzie wykorzystywana do czynności opodatkowanych, lecz należy skorygować VAT w sytuacji, gdy podatnik utraci zamiar wykorzystania inwestycji w takim zakresie. TSUE w wyroku położył szczególny nacisk na kwestię zamiaru wykorzystywania nieruchomości przez podatnika. Jest to szersze podejście niż obserwowane dotychczas, sprowadzające się do ustalenia, czy podatnik ponosi winę w zaniechaniu inwestycji.

Konsekwencje orzeczenia TSUE

Wyrok TSUE jest kolejnym wyrokiem w podobnej sprawie – zaniechania inwestycji. Utrzymuje on dotychczasowe podejście potwierdzające, że ryzyko jest wpisane w charakter prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto wyrok potwierdza, jak ważne jest prawidłowe udokumentowanie rzeczywistego zamiaru podatnika w zakresie wykorzystania inwestycji.

Co prawda wyroki TSUE nie mają mocy powszechnie obowiązującego prawa, a co więcej, są wydawane w konkretnych sprawach. Niemniej często wskazują kierunki orzecznicze dla sądów krajowych. W ustawie o podatku od towarów i usług brak jest definicji zaniechanej inwestycji, przez co podatnicy mogą polegać na definicjach wypracowanych przez unijne i krajowe orzecznictwo administracyjne. Jeżeli tezy wygłoszone w wyroku zostaną uwzględnione przez krajowe sądy administracyjne, to z pewnością można stwierdzić, że jest to bardzo korzystny wyrok dla podatników.

Inne wyroki TSUE

TSUE już wcześniej podejmował tematykę zaniechanych inwestycji. W wyroku z 17 października 2018 r., C-249/17, Trybunał potwierdził, że podmiotowi przysługuje prawo do odliczenia VAT naliczonego w przypadku wydatków poniesionych na usługi doradcze w sytuacji, gdy planował on przejęcie udziałów innego podmiotu. Co istotne, TSUE wskazał, że podstawowym warunkiem odliczenia VAT jest związek z działalnością gospodarczą, a w przypadku zaniechania planowanej inwestycji podatnik powinien posiadać uzasadnienie potwierdzające sens podejmowania działań w ramach planowanej inwestycji oraz przyczyn jej zaniechania.

Zaniechanie „kontrolowane”

W przypadku zaniechania inwestycji w sposób „kontrolowany”, tzn. podatnik ponosił wydatki, pomimo iż wiedział albo nawet sam przyczynił się do zaniechania, powstaje ryzyko oraz możliwość zakwestionowania przez organy podatkowe. Przykładowo w interpretacji indywidualnej z 8 marca 2016 r., sygn. IPPP2/4512-1272/15-4/MJ, organ podatkowy odmówił podatnikowi prawa do odliczenia VAT od inwestycji podejmowanych jedynie na podstawie deklaracji kontrahenta. Innymi słowy, polskie organy podatkowe rozszerzają zakres orzecznictwa TSUE i uzależniają możliwość odliczenia VAT od wystąpienia niezależnej przyczyny zaniechania inwestycji. W przeciwnym wypadku odliczenie nie jest możliwe. Bardzo surowe podejście jest niezrozumiałe, ponieważ przedsiębiorca, wycofując majątek z firmy, powstały na skutek nieudanego przedsięwzięcia, i tak musiałby rozliczyć podatek VAT należny. Ponadto różnicowanie sytuacji w zależności od subiektywnego kryterium przyczynienia się do zaniechania inwestycji może doprowadzić do naruszenia zasady praworządności i opierania rozstrzygnięć podatkowych o przepisy prawa.

Dlatego właśnie omówiony wyrok TSUE jest korzystny i może zmienić tę praktykę organów podatkowych. Jest on także zgodny z podstawową zasadą podatku VAT, jaką jest neutralność podatkowa, czyli w uproszczeniu opodatkowanie konsumentów, a nie przedsiębiorców, nawet tych, którym nie wszystko wychodzi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Licznik elektromobilności: branża prognozuje dalszy wzrost samochodów z napędem elektrycznym w 2021 r.

Według danych z końca listopada 2020 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 17 121  samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Przez pierwsze jedenaście miesięcy 2020 r. przybyło ich  8 125 sztuk – o 120% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PSPA oraz PZPM.licznik_elektromobilnosci_2020-11_grafika_800x450px

Pod koniec listopada 2020 r. po polskich drogach jeździło 17 121 elektrycznych samochodów osobowych, z których 54% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) – 9 214 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 7 907 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych w analizowanym okresie zwiększył się do 757 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec listopada osiągnęła liczbę 8 734 szt.

Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce liczył 418 szt. Przez pierwsze jedenaście miesięcy bieżącego roku flota elektrobusów powiększyła się o 189 zeroemisyjnych pojazdów. W porówananiu z analogicznym okresem w 2019 r. oznacza to zmianę o 286% r/r

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec listopada w Polsce funkcjonowały 1 324 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (2 532 punkty). 32% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 68% wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W listopadzie uruchomiono 30 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (58 punktów).licznik_elektromobilnosci_2020-11_A4

„Mimo pandemii COVID-19, liczba rejestracji osobowych samochodów elektrycznych od stycznia do listopada 2020 r. wzrosła o 120%, a sieć ogólnodostępnych stacji  ładowania uległa powiększeniu aż o 36% r/r. Wynik mógłby być jeszcze lepszy, gdyby programy wsparcia uruchomione przez NFOŚiGW były lepiej dostosowane do standardów rynkowych. W rok 2021 wchodzimy z optymizmem, ale i nadzieją, że legislacyjno-finansowy system wsparcia zeroemisyjnego transportu zostanie zoptymalizowany. Niezleżnie od tego, sprzedaż samochodów elektrycznych w Polsce ulegnie dalszej dynamizacji ze względu na coraz atrakcyjniejszą ofertę modelową oraz stopniowe wyrównywanie się cen EV i pojazdów konwencjonalnych, które w przypadku niektórych modeli klasy premium już stało się faktem” – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Jakub Faryś, Prezes PZPM podkreśla, że chociaż samochody z napędami alternatywnymi zdobywają europejski rynek, jednak nie jest to szybka i równomierna transformacja. Według najnowszego Raportu ACEA*, zainteresowanie konsumentów samochodami elektrycznymi ma bezpośredni związek z PKB kraju. Ponad 80% wszystkich samochodów elektrycznych jest sprzedawanych zaledwie w 6 krajach członkowskich UE o najwyższym PKB. Państwa, w których udział rynkowy samochodów elektrycznych wynosi mniej niż 1% –  w tym Polska – mają PKB poniżej 30 tys. euro w przeliczeniu na 1 mieszkańca. Dysproporcja dotyczy również infrastruktury ładowania. Obecnie liczba punktów dostępnych w całej UE wynosi niecałe 200 tys. i jest za niska w porównaniu z faktycznym zapotrzebowaniem. Ponad 75% ładowarek znajduje się na terenie zaledwie czterech krajów, których terytorium stanowi 27% całkowitej powierzchni UE** tj. Holandii, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Według szacunków Komisji Europejskiej do 2030 r. potrzebne będą  co najmniej 3 miliony dodatkowych punktów ładowania samochodów elektrycznych, co oznacza, że ich liczba musi wzrosnąć 14-krotnie w ciągu kolejnych 11 lat.

Co podrożeje w tym roku? Surowce, waluty – prognozy 2021

Nowy rok zazwyczaj wiąże się z podwyżkami cen – inflacyjnymi, podatkowymi i rynkowymi. W 2021 roku zdrożeją niektóre waluty, skorelowane z nimi surowce, a co za tym idzie – m.in. żywność i paliwo.

Zdążyliśmy przyzwyczaić się do tego, że nowy rok wiąże się też z nowymi podatkami oraz podwyżkami inflacyjnymi za produkty i usługi. Jak nowy rok będzie prezentował się na rynkach finansowych? Podrożeją niektóre surowce i waluty. Które i dlaczego?

Surowce

Najszerzej komentowana podwyżka dotyczy cukru. Odsuwając na bok dywagacje na temat tzw. podatku cukrowego, warto przyjrzeć się notowaniom samego surowca. Odbiły od momentu załamania podczas pierwszej fali COVID-19, w efekcie czego cukier podrożał o 69 proc. od marca do listopada.

W połowie listopada notowania znalazły się najwyżej od 3 lat, przebijając maksima z lutego bieżącego roku. Na rynku pojawiają się różne opinie na temat prognoz cen w najbliższym czasie. Międzynarodowa Organizacja Cukru (ISO) jeszcze wczesnym latem wykluczyła pandemię koronawirusa z czynników wpływających na rynek i przewidywała silny deficyt. Obecnie ISO estymuje, że w okresie 2020/2021 będziemy mieli niedobór na rynku w wysokości 3,5 mln ton.

– Wysokość deficytu może wywindować ceny. Dodatkowo – z technicznego punktu widzenia – notowania od połowy grudnia rozpoczęły budowanie kolejnego impulsu wzrostowego. Będzie to oznaczało podwyżki cen żywności, zwłaszcza tej przetworzonej – ocenia Łukasz Zembik, kierownik departamentu TMS Brokers.

Nowa mutacja koronawirusa spowodowała panikę na rynku, przez którą inwestorzy poszukują schronienia w bezpiecznych przystaniach. Wybór części inwestorów padł na metale szlachetne, m.in. na złoto i srebro. Grudzień kończy się dla cennego metalu około 5 proc. zwyżką. Złoto kontynuuje wzrosty, a cena wynosi około 1957 dolarów za uncję. To – według danych Bloomberga – zasługa funduszy ETF, do których napłynęło 17,4 ton kruszcu – najwięcej od września. W przypadku ceny srebra, grudniowy wzrost kursu to ponad 16 proc.

– Na wzrosty ceny metali największy wpływ mają oczekiwania inflacyjne w związku z przyjęciem przez Kongres pakietu ustaw antycovidowych, w tym ustawy dającej bezpośrednie wsparcie fiskalne dla gospodarstw domowych o wartości bagatela 900 mld USD – wyjaśnia Maciej Madej, analityk TMS Brokers.

Negatywne realne stopy procentowe utrzymają się

Po obydwu stronach Atlantyku realne stopy procentowe nadal pozostaną na ujemnym poziomie, co sprzyja inwestycjom w złoto. Trendy inflacyjne oscylują poniżej oczekiwań Europejskiego Banku Centralnego, dlatego skup aktywów będzie trwać na Starym Kontynencie jeszcze długo. Jeśli inflacja podniesie się z obecnego poziomu -0,3 proc., a stopy procentowe pozostaną bez zmian, wówczas realne stopy pogłębią swoje ujemne wartości. O rosnącym potencjale wzrostu cen złota świadczy też prognozowana poprawa na rynku jubilerskim w tym roku.

– Najsłabszy od 2009 roku popyt jubilerski na złoto powinien ulec poprawie w 2021 roku. Głównie oczekujemy odrodzenia się rynku indyjskiego oraz chińskiego, które uległy załamaniu podczas pandemii koronawirusa – mówi Łukasz Zembik, kierownik departamentu analiz w TMS Brokers.

Ponadto należy pamiętać, że aprecjacja kursu USD wytworzyła presję na cenę kruszców. Osłabienie się indeksu dolarowego daje więc lekki oddech surowcom notowanym w USD. Ze wsparcia korzysta m.in. miedź.

Cena miedzi blisko szczytów

Cena kontraktów na miedź zbliża się do psychologicznej granicy 8000 USD za tonę. Po przerwie świąteczno-noworocznej miedź wykazuje apetyt na dalsze wzrosty.

Kluczowy dla notowań czerwonego metalu będzie w najbliższych dniach kurs dolara, a ten zależeć będzie bezpośrednio od rozstrzygnięcia wyborów do amerykańskiego Senatu.

– W przypadku zwycięstwa dwóch kandydatów republikańskich w Kongresie zachowany zostanie status quo, a dolar pozostanie w trendzie spadkowym z zachowaniem dotychczasowej dynamiki. Jeśli jednak Senat zostanie de facto przejęty przez Demokratów, będziemy mieli do czynienia ze swobodną realizacją ekspansywnej polityki fiskalnej Bidena, co z pewnością nie pomoże USD. W takiej sytuacji amerykańska waluta znajdzie się pod silną presją, co przełoży się na wzrost notowań aktywów wycenianych w USD. Z takiej okazji najprawdopodobniej skorzystają inwestorzy na rynku miedzi, która znalazła się w dobrej sytuacji z perspektywy otoczenia – ocenia Maciej Madej, analityk TMS Brokers.

Metal, który jest wykorzystywany przy produkcji kabli oraz podzespołów do urządzeń elektrycznych, z pewnością spotka się z dużym zainteresowaniem w momencie transformacji energetycznej, której świadkami będziemy w najbliższych latach.

Ropa zyskuje po plotkach z OPEC+

Ropa naftowa zakończyła rok 2020 na sporym minusie. Pomimo kwietniowego dołka, kurs wspiął się w górę blisko 650 proc. Mimo tego – rok zamknął się na tym rynku około 22 proc. pod kreską. Na początku 2021 r. kurs ropy naftowej rośnie o 3,6 proc. – agencje prasowe doniosły o tym, że kraje OPEC+  zdecydowały, żeby Kazachstan i Rosja podniosły w lutym dzienną produkcję w sumie o 75 tys. baryłek dziennie. Aby zredukować światową podaż, Arabia Saudyjska postanowiła produkować o 1 mln mniej baryłek dziennie w lutym oraz marcu. Oznacza to dość dużą redukcję globalnej wydobycia czarnego złota. Rynek zareagował pozytywnie, a kurs ropy Brent rośnie o  ponad 6,5 proc.

Tło dla poniedziałkowo-wtorkowych ustaleń  OPEC+ stanowi burzliwe, grudniowe posiedzenie, podczas którego zdecydowano się dać możliwość zwiększania wydobycia, przy jednoczesnym uzgodnieniu warunków monitorowania rynku, aby nie doprowadzić do dużej nadpodaży surowca.

Rozpoczęcie procesu szczepień dało duży oddech inwestującym na rynku ropy naftowej, gdyż wraz z postępującym procesem, rośnie szansa na luzowanie obostrzeń i większą mobilność społeczeństwa. Dużym ciosem dla producentów ropy naftowej są ograniczenia w ruchu lotniczym, które przekładają się na mniejsze zapotrzebowanie na paliwa. Niestety szczepienia w większości krajów przebiegają wolniej od początkowych założeń, jednak rynek wyraźnie stara się ignorować tę informację.

– Zbyt szybkie rozluźnienie restrykcji wydobycia spowoduje spadki cen. Zbyt ostrożne podejście może skutkować dalszymi wzrostami notowań surowca, a w konsekwencji może dojść do rozłamu i wzrostu produkcji na rynku amerykańskim. Zakładamy, że cena ropy w pierwszych 6 miesiącach roku powinna znajdować się pod presją, zaś druga połowa roku może przynieść stabilizację na wyższych poziomach, nawet ok. 60 USD/oz, co przełoży się na ceny paliwa – mówi Łukasz Zembik, kierownik departamentu analiz w TMS Brokers.

Waluty

Szczepionkowa euforia przemawia za bardzo korzystnymi warunkami dla rynków wschodzących na starcie nowego roku. Złoty jest tani na tle historycznej wyceny, a poprawa perspektyw gospodarczych w oparciu o spadek ryzyk związanych z pandemią i prowzrostową politykę fiskalną i monetarną oraz większa skłonność inwestorów do ryzyka powinny pozwolić na umocnienie złotego na przestrzeni roku.

– Solidna nadwyżka na rachunku obrotów bieżących będzie pozytywnym wyróżnikiem wysoce cenionym na rynkach globalnych w 2021 r. Oczekujemy, że czynniki globalne będą w większym stopniu determinowały kierunek dla złotego. Pomagać będzie kontynuacja trendu osłabienia dolara na rynkach światowych, który posiadając status bezpiecznej przystani, będzie mniej atrakcyjny w dobie rosnącego apetytu na ryzyko. Na koniec 2021 r. oczekujemy spadku EUR/PLN do 4,32, USD/PLN do 3,40 i CHF/PLN do 3,86. – mówi Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

Zdaniem eksperta przyszły rok zapowiada się bez premii za ryzyko rozpadu strefy euro. Uzgodniony w lipcu Fundusz Naprawczy z jednej strony oddala obawy o finansowanie odbudowy po pandemii, ale przede wszystkim dowodzi współpracy państw członkowskich, kiedy tego najbardziej potrzeba.

– Wszelkie zagrożenia dla wypłacalności są niwelowane przez potężny program PEPP, ograniczając negatywną presję na walutę. EUR powinno się umacniać i EBC nie bardzo może temu przeciwdziałać. Dalsze cięcia stóp procentowych są poza dyskusją, samo QE jest za słabym narzędziem, by zahamować aprecjację – ocenia Białas.

Dolar traci na atrakcyjności

Analitycy są zgodni, że bardziej optymistyczne zapatrywanie się na 2021 rok powinno skutkować dalszym wychodzeniem z defensywnych pozycji w USD i kierowaniem pieniędzy na rynki z potencjałem szybszego wzrostu.

– Opracowanie i dystrybucja szczepionek to silny sygnał pobudzający apetyt na ryzyko, gdyż opanowanie pandemii COVID-19 implikuje trwałość ożywienia, odbicie oczekiwań inflacyjnych i spadek realnych stóp procentowych głębiej poniżej zera. To zjawisko będzie szczególnie szkodliwe dla dolara, gdyż USA oferuje największy rynek papierów dłużnych, a zatem tam powinna się pojawić największa potrzeba realokacji na bardziej perspektywiczne rynki. Przy deklaracji Fed, że podwyżka stóp procentowych nie nastąpi co najmniej do końca 2023 r., rynek dolara długo nie odzyska atrakcyjności odsetkowej – ocenia główny ekonomista TMS Brokers.

Odbicie gospodarcze w strefie euro oraz wyciszenie ryzyk brexitu tworzą argumenty za malejącym apetytem na bezpieczne przystanie i osłabieniem CHF. Dla przeciwwagi, kontynuowana ekspansja monetarna EBC w postaci skupu aktywów w ramach PEPP (co najmniej 750 mld EUR w latach 2021-2022) będzie podtrzymywać negatywną presję na EUR/CHF (główny kanał oceny perspektyw franka). Ponadto nadwyżka handlowa na poziomie ok. 9 proc. PKB pozostanie siłą wspierającą pozytywny trend CHF w długim terminie.

– Nasze prognozy zakładają powolne tempo wzrostu EUR/CHF i dopiero w drugiej połowie 2021 r. zakładamy, że przyspieszenie globalnego wzrostu będzie stopniowo zdejmować presję aprecjacyjną z franka. Na koniec 2021 r. oczekujemy spadku EUR/PLN do 4,32, USD/PLN do 3,40 i CHF/PLN do 3,86 – mówi Białas.

Wynik w Georgii ważniejszy niż szturm Kapitolu

Smutny dzień dla demokracji w związku z protestami w Waszyngtonie i próbami przerwania procesu zatwierdzenia wyniku wyborów prezydenckich. Po rynkach nie widać jednak oznak paniki, co najprawdopodobniej podkreśla poziom odrętwienia inwestorów na to, co przyniosła ze sobą prezydentura Trumpa. Bez straty czasu na rozpamiętywanie przeszłości rynki skupiają się na zapowiedzi błękitnej fali w USA.

Wybory uzupełniające do Senatu wyłoniły dwóch zwycięzców z ramienia Partii Demokratycznej. Prezydent Joe Biden już miał za sobą Izbę Reprezentantów, a teraz podział miejsc między Demokratami I Republikanami w Senacie 50:50 oznacza, że w przypadku remisu decydujący głos będzie należeć do przyszłej wiceprezydent Kamali Harris. Implikacje polityczne takiego rozwoju wypadku są szerokie. Z perspektywy rynków kluczowe są plany stymulacji fiskalnej. Nie powinno być już przeszkód dla podwyższenia wartości czeków dla Amerykanów do 2 tys. dolarów, ale może to być dopiero wstęp dla nowego pakietu pomocowego, który był już w planach Demokratów, ale był blokowany przez republikańską większość w Senacie. W grę wchodzi też nowy plan inwestycji infrastrukturalnych. Bardziej ekspansywna polityka oznacza wzmocnienie ożywienia gospodarczego, ale też napędzanie inflacji. Netto jest to negatywny mix dla dolara. Biorąc pod uwagę, że Fed nie spieszy się do normalizacji polityki monetarnej i jeszcze przez kilka lat zamierza utrzymywać akomodacyjne warunki (w tym dopuszczać na okresowe przestrzelenie celu inflacyjnego), tempo inflacji będzie przewyższać wzrost rentowności obligacji skarbowych (reakcja na powiększanie zadłużenia). Będące motywem przewodnim dla rynku walutowego w 2021 r. realne stopy procentowe pozostaną ujemne, podczas gdy globalny wzrost gospodarczy będzie się wzmacniał. Powstaną warunki idealne dla wzrostu apetytu na ryzyko, napływu kapitału na rynki wschodzące, wzrost cen surowców. Wszystko finansowane tanim dolarem pompowanym w system finansowy.

We wtorek wspominałem o ryzyku dla rynku akcji z tytułu wygranej Demokratów w wyborach do Senatu. Błękitna fala otwiera furtkę dla wyższych podatków dla przedsiębiorstw i zaostrzenie regulacji wobec największych koncernów uzyskujących dominację na swoich polach. Wczorajszy spadek technologicznego Nasdaq potwierdził te obawy, ale jak zaznaczałem, korekta powinna być przejściowa. W końcowym rozrachunku wygra świadomość ekspansji fiskalnej z pomocą ultra-luźnej polityki Fed. Fakt, że inwestorzy nie pociągnęli korekty głębiej, sugeruje, że chęć do powiększania pozycji ryzykownych jest silna i nie stwarza dużych okazji do cofnięcia. Wygląda na to, że rynek tylko czeka na wyciszenie czynników ryzyka, aby śmielej wskoczyć na nową falę rajdu ryzykownych aktywów. Wybory w Georgii już za nami, wydarzenia w Kapitolu przeszły łagodnie, ale zostaje jeszcze jutrzejszy raport z rynku pracy USA. Silne rozczarowanie w raporcie ADP wczoraj (-123 tys., prog. 75 tys.) tworzy potencjał dla wstrząsu, nawet jeśli obawy o tempo ożywienia będą do przykrycia nadziejami na fiskalne wsparcie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Można już składać wnioski o dodatek mieszkaniowy z dopłatą

Dodatek mieszkaniowy z dopłatą z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 to nawet 1500 zł miesięcznie. Mogą na nią liczyć wyłącznie najemcy, także wolnorynkowi, których dochód spadł drastycznie z powodu pandemii koronawirusa.

Najpewniej każdy słyszał o dodatku mieszkaniowym, o który mogą ubiegać się zarówno właściciele mieszkań i domów, jak i najemcy. Natomiast dopłata jest nowością, którą rząd zaadresował wyłącznie do najemców i podnajemców – zarówno zamieszkujących w budynkach komunalnych, jak i tych, którzy najmują mieszkania lub pokoje na zasadach rynkowych.

Wnioski do gminy o dodatek mieszkaniowy z dopłatą można składać od 5 stycznia do końca marca 2021 r. na podstawie opublikowanej dzień wcześniej w Dzienniku Ustaw ustawy „o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa”.

Żeby uzyskać dodatek mieszkaniowy trzeba spełnić dość surowe kryteria dotyczące dochodu oraz powierzchni mieszkania. Np. średni dochód z ostatnich trzech miesięcy nie może zbytnio przekraczać 1500 zł na osobę, a w przypadku jednoosobowych gospodarstw domowych – 2100 zł. W kwestii dopłaty z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 dochodzą dodatkowe wymagania. M.in. należy wykazać, że było się najemcą lub podnajemcą przed 14 marca 2020 r. (ewentualnie po tej dacie zamieniło na inny lokal), a dochód nie tylko uprawnia do dodatku mieszkaniowego, ale jest też co najmniej o 25% niższy od osiągniętego w 2019 r.

Dodatek mieszkaniowego z dopłatą pokryje maksymalnie 75% miesięcznego czynszu, jednak wysokość tego typu wsparcia nie przekroczy 1500 zł. Żeby tyle dostać, miesięczny czynsz musiałby wynieść 2000 zł.gus-dodatki-mieszkaniowe-przecietny-dodatek

Ministerstwo Rozwoju deklaruje, że zarówno dodatek mieszkaniowy, jak i dopłata będą mogły być przyznane „nie tylko na pokrycie opłat przyszłych, ale i za okres ubiegły, nie wcześniejszy jednak niż od 1 marca 2020 r.” Ponadto dodatek z dopłatą „mógłby zostać przeznaczony na uregulowanie zaległości czynszowych z poprzednich miesięcy”.
Resort szacuje, że mieszkania na rynku prywatnym i w towarzystwach budownictwa społecznego najmuje od 600 tys. do 900 tys. osób.gus-dodatki-mieszkaniowe-liczba-wyplaconych

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl