Budowa II linii warszawskiego metra – podsumowanie działań w 2020 roku

Budowa II linii warszawskiego metra nie zwalnia tempa. W 2020 roku uruchomiono stacje: Płocka, Młynów i Księcia Janusza. Tarcze TBM drążyły kolejne metry tuneli. Powstawały korpusy stacji oraz wyjścia. Co warto wiedzieć o postępach prac przy budowie II linii metra w mijającym roku? Wskazuje Marcin Przepiórka, Wicedyrektor, obszar infrastruktury transportowej ILF Consulting Engineers Polska.

Kontynuacja prac

W 2020 roku kontynuowane były prace budowlane oraz projektowe kolejnych odcinków II linii stołecznego metra. Powstawały główne korpusy stacji, wyjścia, szyby windowe oraz ściany peronów pasażerskich. Rozpoczęte zostały także pierwsze prace instalacyjne ze szczególnym naciskiem na instalacje prowadzone w elementach żelbetowych. Tworzone były również ostateczne projekty układów torowych, sieci trakcyjnej oraz sterowania ruchem pociągów – szczególnie istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu oraz późniejszej eksploatacji metra. Wszystkie systemy opracowane są zgodnie z ideą utrzymania jak najwyższej niezawodności jednego z najważniejszych elementów miejskiej infrastruktury transportowej, jakim jest metro.

Na początku kwietnia 2020 roku otworzono nowe przystanki II linii metra: Płocka, Młynów, Księcia Janusza. Wydłużyły one sieć warszawskiego metra o kolejne kilometry. Są to ważne punkty na komunikacyjnej mapie Warszawy. Dzięki nim M2 liczy już ponad 13 km długości i łączy dzielnice – Pragę oraz Wolę.

W grudniu 2020 roku złożony został wniosek o pozwolenie na budowę dla ostatniego zachodniego odcinka II linii metra, od stacji Powstańców Śląskich do stacji Połczyńska, który obejmuje również – bardzo ważną z uwagi na funkcjonowanie pociągów – Stację Techniczno-Postojową Mory (w skrócie STP Mory). Jest ona niezbędna do sprawnej obsługi rozbudowywanej linii. Wynika to głównie z tego, że wraz z rozbudową drugiej linii metra zwiększa się liczba składów koniecznych do jej prawidłowego funkcjonowania

Po pozyskaniu pozwolenia na budowę będziemy mieli komplet dokumentów formalnych otwierający ostatnią prostą do zakończenia działań związanych z II linią metra. Plan budowy był od samego początku przekorny względem samego pikietażu (kilometrażu) tej linii metra, ponieważ ostatni pod względem czasowym odcinek jest w zasadzie pierwszym biorąc pod uwagę ten techniczny szczegół – wskazuje Marcin Przepiórka, Wicedyrektor, obszar infrastruktury transportowej ILF Consulting Engineers Polska. Firma ILF Polska była odpowiedzialna za przygotowanie niezbędnych dokumentów oraz projektów­ – dodaje.

Ważnym wydarzeniem w 2020 roku była również 25. rocznica uruchomienia metra w Warszawie. To właśnie w 1995 roku linią M1 ruszyły pierwsze pociągi.

Ruszyły tarcze Anna, Maria, Krystyna i Elisabetta

Drążenie tarczami TBM na budowie odcinka wschodniego-północnego II linii rozpoczęło się na początku maja 2020 roku, a sam termin był podyktowany sytuacją związaną z pandemią koronawirusa. Wykonawca przed rozpoczęciem drążenia musiał mieć pewność, że zachowana będzie ciągłość pracy TBM. Kluczowe znaczenie miało nie tylko zapewnienie niezakłóconych dostaw materiałów, ale przede wszystkim nieprzerwanej (np. zakażeniem lub kwarantanną) dostępności zespołów drążących tarczami TBM, w których skład wchodzą specjaliści o niepowtarzalnych kompetencjach.

Rozpoczęcie prac TBM zaliczane jest zawsze do przełomowych momentów podczas budowy metra. Jest ono celebrowane przez wykonawców oraz najważniejsze osoby w mieście związane z budową. Niestety w tym roku te wydarzenia nie mogły się odbyć ze względów bezpieczeństwa i obostrzeń sanitarnych wprowadzonych w związku z ograniczeniem rozprzestrzeniania się wirusa SARS CoV 2 – wskazuje Marcin Przepiórka, Wicedyrektor, obszar infrastruktury transportowej ILF Consulting Engineers Polska.

W listopadzie 2020 roku na odcinku zachodnim tarcza Krystyna zakończyła jako pierwsza swoją pracę. Wydrążyła około kilometra tunelu. Dzięki niej Wola i Bemowo zostały połączone pierwszym tunelem. Tuż przed świętami swoją pracę zakończyła równolegle pracująca tarcza Elisabetta, przebijając się do szybu wydobywczego przy stacji Ks. Janusza. Tym samym oba tunele najkrótszego odcinka całej II linii metra (Powstańców Śląskich – Ulrychów – Ks. Janusza) zostały wydrążone.

Pomimo obostrzeń i przypadków koronawirusa w zespołach realizujących te dwa odcinki metra, rok 2020 udało się zakończyć z zadowalającym postępem prac.

2021 rok – czego możemy się spodziewać?

W pierwszym kwartale br. – zgodnie z aktualnymi planami – dwie tarcze TBM: Maria i Anna zakończą prace na odcinku Bródnowskim – nastąpi przebicie się do komory demontażowej za stacją Trocka. Dalsze prace będą skupiały się na wyposażeniu stacji, budowie torów i wszystkich instalacji towarzyszących.

W 2021 roku planowane jest również rozpoczęcie budowy kolejnego etapu zachodniego odcinka II linii metra. Przebiegać on będzie przez Bemowo w stronę STP Mory. Aktualnie zespoły zaangażowane w ten temat skoncentrowane są na pozyskaniu niezbędnych decyzji i pozwoleń oraz planowaniu przebiegu i etapowania całej inwestycji.

Po zakończeniu prac tego odcinka oddana do użytkowania zostanie już cała II linia metra i będzie z niej mogło korzystać nawet milion pasażerów. Co ciekawe, do tej pory z linii M2 codziennie korzystało około 215 tys. pasażerów, a z I linii metra ponad 550 tys. – wynika z informacji podanych przez Metro Warszawskie Sp. z o.o.

Warto również wspomnieć o kolejnym etapie rozwoju metra w Warszawie – planowana jest budowa III linii. W 2020 roku postępowały prace przy tworzeniu studium technicznego dla pierwszego etapu tej inwestycji, tj. fragmentu na Pradze-Południe, które pozwoli na podjęcie kolejnych działań związanych z budową III linii metra. Obecnie analizowane w studium warianty obejmują poprowadzenie III linii metra na odcinku od – istniejącej i przygotowanej na rozbudowę – stacji Stadion Narodowy (stacja wspólna dla II i III linii metra) w kierunku Gocławia.

Toyota liderem polskiego rynku motoryzacyjnego w 2020 roku

Rok 2020 Toyota zakończyła na pozycji zdecydowanego lidera polskiego rynku motoryzacyjnego. W ciągu całego roku marka zarejestrowała 64 364 samochody osobowe i dostawcze. To o ponad 7 600 aut więcej od marki zajmującej drugie miejsce. Do sukcesu przyczynił się awans na pierwsze miejsce w segmencie aut osobowych i 60-procentowy wzrost rejestracji samochodów dostawczych marki.

Toyota najpopularniejszą marką w Polsce

Toyota zajęła w 2020 roku pierwsze miejsce w zestawieniu najczęściej wybieranych marek na polskim rynku samochodów osobowych i dostawczych. Marka zwiększyła swój udział w rynku z 10,3% w 2019 roku do 13,2% w roku ubiegłym.

Pomimo bardzo trudnych 12 miesięcy, które upłynęły pod znakiem pandemii koronawirusa i poważnych zaburzeń w sprzedaży aut, Toyota utrzymała w 2020 roku poziom rejestracji samochodów z roku 2019. Wynik 64 364 aut jest tylko o 0,46% mniejszy od poziomu z poprzedzającego roku. W tym samym czasie sprzedaż wszystkich samochodów w kraju zmniejszyła się o niecałe 22%. Do końcowego rezultatu przyczynił się bardzo dobry grudzień, w którym Toyota dostarczyła klientom 7 495 samochodów, o 14% więcej niż rok wcześniej.

Świetne wyniki Toyoty w Polsce przyczyniły się do bardzo dobrego poziomu sprzedaży w całym regionie Europy Środkowej. Grupa Toyota Central Europe (Polska, Czechy, Węgry i Słowacja) dostarczyła klientom w 2020 roku 101 566 aut. Jest to drugi najlepszy wynik przedstawicielstwa Toyoty w Europie.

Toyota na pierwszym miejscu na rynku aut osobowych

Na rynku samochodów osobowych Toyota również zajęła pierwsze miejsce. Wynik 61 331 rejestracji odpowiada za 14,3% udziału w rynku. Do tego sukcesu w ogromnym stopniu przyczyniła się zarówno niesłabnąca popularność Corolli i Yarisa, jak i dominująca pozycja RAV4 i Toyoty C-HR w segmencie SUV.

Najczęściej rejestrowanym samochodem Toyoty jest Corolla (17 508 egz.), która zajmuje drugie miejsce na polskim rynku oraz drugie w segmencie C. Pozycję najpopularniejszego modelu marki Corolla utrzymuje od 2019 roku, kiedy zadebiutowała 12. generacja. Tuż za nią, na trzecim miejscu znalazł się Yaris (15 378 egz.) – lider segmentu B, który zanotował o 1309 egzemplarzy więcej niż rok wcześniej. Yaris jest także samochodem najchętniej wybieranym przez klientów prywatnych (7 967 egz.).

W pierwszej dziesiątce znalazły się również RAV4 (9 587 egz.) i Toyota C-HR (8 271 egz.), czyli dwa najpopularniejsze SUV-y w kraju. Pozycję lidera segmentu A wzmocniła Toyota AYGO (4 819 egz.) z 43-procentowym udziałem w swoim segmencie.

Toyota liderem wzrostów rejestracji aut dostawczych

Choć rynek samochodów dostawczych zmniejszył się w ubiegłym roku o 14,65%, Toyota zwiększyła poziom rejestracji aut użytkowych o rekordowe 60,8%. Marka awansowała tym samym na 8. miejsce z wynikiem 3 034 aut, a jej udział w rynku wzrósł do 5,09%. Systematycznie rozbudowywana gama modeli, coraz bogatsza oferta pod względem wyposażenia, akcesoriów i zabudowy oraz rozwój sieci salonów Toyota Professional sprawiają, że Toyota zyskuje coraz mocniejszą pozycję w klasie samochodów użytkowych.

Brexit a firmy inwestycyjne

Festina lente. Czyli spiesz się powoli, a teraz – w sumie – spiesz się natychmiast!

Koniec roku 2020 upłynął nie tylko pod znakiem pandemii, liczę, że zmierzającej powoli ku końcowi, ale również wchodzącego w swoją docelową fazę Brexitu. Koniec starego roku oznacza upływ okresu przejściowego przewidzianego w umowie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (Brexit). Okres ten nie zmienił się na skutek wynegocjowanej w zeszłym tygodniu, a jeszcze nieratyfikowanej, umowy o handlu i współpracy między UE a Wielką Brytanią (UK-EU Trade and Cooperation Agreement). Sami Rząd JKM nie chciał jego przedłużenia. Okres przejściowy skończył się dokładnie w sylwestra, 31 grudnia 2020 r.

Co to oznacza dla brytyjskich firm inwestycyjnych działających w Polsce?

Oznacza to, że do 31 grudnia 2020 r., czyli do końca starego roku, ważne były jeszcze dotychczasowe paszporty udzielone brytyjskim firmom inwestycyjnym w ramach mechanizmu paszportyzacji. W dużym uproszczeniu paszporty te umożliwiały podjęcie działalności transgranicznej, m. in. w Polsce, na jednolitych w całej Unii zasadach (w ramach uproszczonej ścieżki powiadomień paszportowych). Po 31 grudnia 2020 r., a więc począwszy od 1 stycznia 2021 r. dotychczas udzielone paszporty utraciły ważność. Wielka Brytania jest obecnie traktowana jako państwo trzecie. Oznacza to utratę przez brytyjskie firmy inwestycyjne statusu zagranicznej firmy inwestycyjnej, uprawnionej do prowadzenia działalności maklerskiej w Polsce bezoddziałowo, lub w formie oddziału. Pojęcie to było zarezerwowane dla firm inwestycyjnych z innych niż Wielka Brytania państwa członkowskich. Wielka Brytania po dniu 31 grudnia 2020 r. nie jest już traktowana jako państwo członkowskie.

Trzeba odnotować, że Komisja Nadzoru Finansowego konsekwentnie informowała branżę o ryzyku związanym z Brexitem, w tym zwłaszcza Brexitem bezumownym, w swoich komunikatach (m. in. z 18 sierpnia i 4 grudnia 2020 r.). Część podmiotów liczyła jednak, w sumie wcale niebezpodstawnie, na wydłużenie okresu przejściowego na poziomie UE-UK, względnie na przyjęcie przepisów „pomostowych” przez polskiego ustawodawcę. Takie przepisy się jednak nie pojawiły i raczej się nie pojawią, tymczasem, aby mogły cokolwiek zdziałać w sprawie, powinny już dawno zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw. Tak się nie stało.

Wiele podmiotów, jeszcze w trakcie okresu przejściowego, nie czekając na jego przedłużenie, dokonało tzw. „przepięcia”. Działalność na rynku polskim została niejako „przerzucona” z dotychczas uprawnionej spółki brytyjskiej do spółki z grupy z innego państwa członkowskiego posiadającej odpowiedni paszport (np. spółki niemieckiej, holenderskiej, czy irlandzkiej posiadającej status zagranicznej firmy inwestycyjnej uprawnionej). Jeśli taka spółka nie posiadała odpowiedniego paszportu, o taki paszport w tym czasie wystąpiła.

W obecnej sytuacji możliwy jest jeszcze inny scenariusz – podjęcie działalności w formie oddziału tyle że już nie zagranicznej firmy inwestycyjnej, ale zagranicznej osoby prawnej, czyli w trybie art. 115 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Tu już nie mamy jednak do czynienia z mechanizmem „paszportyzacji”, ale formalnym postępowaniem licencyjnym. By prowadzić w tej formie działalność maklerską w Polsce konieczne jest stosowne zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego, udzielone na podstawie odpowiedniego wniosku zagranicznej osoby prawnej, czyli w tym przypadku brytyjskiej firmy inwestycyjnej. Stosowny wniosek jest znacznie bardziej kompleksowy niż powiadomienie paszportowe, a procedura znacznie bardziej skomplikowana i co za tym idzie – bardziej czasochłonna.

Otwarte pozostaje pytanie, co powinni zrobić ci, którzy w sumie w dobrej wierze liczyli jednak na rozwiązanie na poziomie UE-UK, albo polskie przepisy „pomostowe”. Moim zdaniem powinni podjąć jak najszybciej, o ile to możliwe, odpowiednie działania na poziomie grupy tak, aby – ujmując rzecz kolokwialnie – przepiąć działalność w Polsce pod uprawnioną spółkę z innego państwa członkowskiego. A jeśli taka spółka paszportu nie posiada – niezwłocznie złożyć powiadomienie paszportowe w macierzystym organie nadzoru. Jeżeli takiej możliwości nie ma pozostaje nam wniosek do KNF o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności maklerskiej przez zagraniczną osobę prawną. Dla tych, którzy dysponują odpowiednimi zasobami i czasem możliwy jest jeszcze jeden wariant – utworzenie polskiej spółki zależnej i wniosek do KNF o zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej. Jest to jednak wariant potencjalnie najbardziej kosztowny i czasochłonny, który z przyczyn biznesowych wielu odrzuci a priori (np. z uwagi na niewspółmierność rozmiaru polskiego biznesu do potencjalnych jego kosztów).

W każdym razie w obecnej sytuacji, w mojej ocenie, nie ma co już dłużej czekać. Czekanie na rozwiązanie „pomostowe” na poziomie unijnym (przedłużenie okresu przejściowego) lub krajowym (przyjęcie przepisów „pomostowych”) może sprawdzić nas na manowce. Dalsze czekanie nie zmieni też faktu, że z dniem 1 stycznia 2021 r. nie jest już możliwe dalsze prowadzenie działalności przez brytyjskie firmy inwestycyjne w obecnej formie, czyli w oparciu o paszport. Co prawda więc stara sentencja powiada, aby spieszyć się powoli, ale tu nie ma na co czekać. Ci, którzy nie podjęli żadnych kroków powinni podjąć je bezzwłocznie tak, aby móc kontynuować swoją działalność w Polsce.

Piotr Żelek, Radca prawny, Kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Przedłużony lockdown w Niemczech to zwiastun kolejnych komplikacji gospodarczych

Niemcy przedłużają lockdown do 31 stycznia i wprowadzają kolejne restrykcje. Dla Pomorza Zachodniego i całej polskiej gospodarki to bardzo zła wiadomość zwiastująca, że spodziewane szybkie pożegnanie się z pandemią koronawirusa nie jest możliwe. Obecnie konsekwencje niemieckiego lockdownu są bardzo silnie odczuwane przez pracowników transgranicznych, ale i takie sektory jak transport i turystyka. – Wiadomość o dalszym lockdownie w Niemczech nie jest zaskoczeniem jeżeli spojrzymy na dobowe rekordy zakażeń oraz ogromne liczby zgonów. To niestety zwiastun, że w styczniu nie możemy spodziewać się w Europie poluzowania restrykcji. Przedsiębiorcy działający na polsko-niemieckim pograniczu bardzo źle reagują na wiadomości o dalszych utrudnieniach. Niemcy są naszym strategicznym partnerem gospodarczym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Hanna Mojsiuk: „Przedłużenie lockdownu to dla Pomorza Zachodniego bardzo zła wiadomość”

Niemieckie przedłużenie lockdownu zostało ogłoszone we wtorkowy wieczór, choć prasa już w poniedziałek informowała, że przedłużenie restrykcji, a nawet ich zaostrzenie jest bardziej niż prawdopodobne. Szkoły pozostają do końca stycznia, a osoby z jednego gospodarstwa domowego spotykać się mogą tylko z jedną osobą z innego gospodarstwa. Ograniczona jest także mobilność mieszkańców w powiatach w których występuje największa liczba zakażeń.

– Dla Pomorza Zachodniego to jest zła wiadomość. Niemcy są naszym silnym partnerem gospodarczym, od lat pielęgnowaliśmy dobre relacje gospodarcze w takich branżach jak przemysł, transport, handel czy turystyka. Widzimy, że wszystkie te sektory bardzo tracą. Jako Północna Izba Gospodarcza często odbieramy sygnały od firm transportowych, że znacząco zmieniła się np. ilość kursów pomiędzy Szczecinem, a Berlinem. Zachodniopomorski pas nadmorski bardzo cierpi z powodu braku turystów z Niemiec, byli oni bardzo obecni w naszych hotelach jesienią i zimą.  Pozytywną informacją jest fakt rozpoczęcia masowych szczepień. Szybkość tego procesu będzie determinowała zarówno stabilizację nastroju społecznego jak i odmrażanie gospodarki i odporność przedsiębiorców na negatywne skutki przedłużającego się  lockdownu – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

– Trzy tygodnie temu mówiłem, że niemiecki lockdown to poważne konsekwencje dla polskiej i regionalnej gospodarki, a teraz mogę powiedzieć, że to bardzo poważne konsekwencje. Zerwane łańcuchy dostaw, utrudnione relacje, coraz więcej niepewności wśród pracowników, którzy pracują na pograniczu. Dalszy lockdown to także bardzo silny cios dla zachodniopomorskiej turystyki. Argumenty rządu niemieckiego należy przyjąć ze zrozumieniem, bo sytuacja jest poważna. W tym momencie wszyscy zadają sobie pytanie czy miesiąc luty będzie czasem, kiedy gospodarka niemiecka wróci do normy? Przedsiębiorcy zdają się tracić cierpliwość i mam wrażenie, że nie wynika to z braku pomocy ze strony Rządu, a po prostu pewnej apatii i chęci powrotu do normalności – mówi Jarosław Tarczyński, Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Ekspert: „Przedłużenie lockdownu w Niemczech jest zwiastunem przedłużenia obostrzeń także w Polsce”

Eksperci Północnej Izby Gospodarczej wskazują, że informacja o przedłużeniu niemieckiego lockdownu do końca miesiąca już na początku roku jest zwiastunem, że w Europie nie należy spodziewać się odmrożenia restrykcji, wręcz przeciwnie. – Pragmatyzm nakazuje spodziewać się, że skoro jedna z najbardziej rozpędzonych maszyn gospodarczych świata, czyli Niemcy, będą wstrzymywać się na kolejne miesiące to podobnie może być z innymi krajami, także Polską. Spodziewam się, że restrykcje w naszym kraju zostaną przedłużone na kolejne tygodnie, a to fatalna wiadomość dla przedsiębiorców, którzy dotkliwie odczuwają każdy kolejny tydzień lockdownu. Ważne jest, by szybko uruchomione zostały środki pomocowe dla przedsiębiorców z Polski. W tym przypadku na pewno możemy brać przykład z Niemiec – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy z Centrum Kiżuk & Michalska.

W tym tygodniu dowiedzieliśmy się także o kolejnych obostrzeniach w Wielkiej Brytanii. Lockdown trwa właściwie w całej Europie.

Bartosz Sawicki przechodzi do Cinkciarz.pl

W styczniu 2021 r. Bartosz Sawicki zaczął pracę w fintechu Cinkciarz.pl. Objął stanowisko analityka rynków finansowych. Bartosz Sawicki to analityk rynków finansowych z kilkunastoletnim doświadczeniem, wielokrotnie nagradzany przez międzynarodowe agencje prasowe oraz największe polskie tytuły medialne. Jego misją jest tłumaczenie zawiłości świata walut i surowców w sposób przystępny i użyteczny dla odbiorców.

Poprzednio kierował departamentem analiz Domu Maklerskiego TMS Brokers, z którym był związany od 2011 roku. Studiował Finanse Międzynarodowe i Międzynarodowe Zarządzanie Finansowe w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Jak zmieni się „mieszkaniówka” w 2021 roku?

Rok 2021 przyniesie wiele zmian dotyczących rynku nieruchomości i branży mieszkaniowej. Postanowiliśmy wymienić najważniejsze takie zmiany.

Wszystko wskazuje na to, że 2021 rok będzie bardzo ciekawy dla branży mieszkaniowej. Mówiąc „ciekawy” nie mamy na myśli wyłącznie pozytywnych aspektów. Można się bowiem spodziewać, że epidemia koronawirusa w dalszym ciągu będzie wywierać negatywny wpływ na popyt. Chodzi przede wszystkim o pierwszą połowę roku. Znaczenie epidemicznego czynnika w kontekście obrotu nieruchomościami z całych 12 miesięcy (styczeń – grudzień 2021 roku), na razie jest niewiadomą. Bardzo wiele zależy bowiem od scenariuszy rozwoju pandemii. Pewność mamy natomiast w stosunku do niektórych zmian prawnych. Warto je przedstawić i krótko opisać. Taka pobieżna analiza najciekawszych zmian, które przyniesie 2021 rok w branży nieruchomości, może zainteresować nie tylko osoby zawodowo z nią związane. Planowane zmiany wpłyną bowiem na sytuację statystycznego Kowalskiego.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Wiemy już, że 2021 rok przyniesie zmiany wynikające m.in. z wprowadzenia dwóch pakietów mieszkaniowych (społecznego i komercyjnego)
  • Inne ważne zmiany będą dotyczyły bardziej restrykcyjnych kryteriów energochłonności w przypadku nowych inwestycji mieszkaniowych.
  • Rząd zaplanował również ważne zmiany podatkowe dotyczące opodatkowania najmu, spółek nieruchomościowych oraz opłaty deszczowej.

Poniżej opisujemy te zmiany prawne, które przyniesie „mieszkaniówce” 2021 rok.

Najważniejszy będzie społeczny pakiet mieszkaniowy …

Osoby śledzące zmiany w prawie dotyczącym branży nieruchomości mogą wiedzieć, że prace nad jednym z dwóch pakietów mieszkaniowych zostały już ukończone. Mowa o tak zwanym społecznym pakiecie mieszkaniowym. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o ustawę z dnia 10 grudnia 2020 r. o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa. Ten akt prawny w ramach pakietu zmian wprowadza następujące modyfikacje:

  1. rozszerzenie katalogu czynności, na które można otrzymać premię z książeczki mieszkaniowej włączenie towarzystw budownictwa społecznego (TBS) do szerszego systemu społecznych inicjatyw mieszkaniowych i zapewnienie państwowego wsparcia dla nowych SIM-ów
  2. zwiększenie pomocy dla samorządów dotyczącej budowy i remontów mieszkań komunalnych
  3. wprowadzenie specjalnych dodatków mieszkaniowych dla osób poszkodowanych na skutek epidemii i uproszczenie zasad wypłacania zwykłych dodatków mieszkaniowych
  4. uruchomienie systemu dojścia do własności mieszkań z SIM oraz systemu rozliczania partycypacji w TBS-ach
  5. powołanie Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa o wartości 1,5 mld zł jako pomocy dla gmin, którym epidemia utrudniła budowę lokali czynszowych

Można oczekiwać, że 2021 rok, a raczej jego pierwsza połowa przyniesie też uchwalenie komercyjnej (rynkowej) części pakietu mieszkaniowego. „Ten kolejny pakiet regulacji przewiduje między innymi możliwość przekazania deweloperom gminnego gruntu pod zabudowę w zamian za mieszkania, wprowadzenie przepisów ułatwiających budowę mieszkań lub domów w ramach kooperatywy (przez kilka albo kilkanaście osób) oraz uregulowanie działalności społecznych agencji najmu” – wymienia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Inwestorzy będą musieli budować bardziej ekologicznie

O innej zmianie, którą zaplanowano na 2021 rok, wiadomo już od dawna. W połowie 2013 r. rząd opracował bowiem rozporządzenie wdrażające unijne normy oszczędności energii w przypadku budynków mieszkalnych. Zgodnie z regulacjami znanymi już od dawna, początek 2021 roku przyniesie spadek granicznych limitów zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną potrzebną do ogrzewania, wentylacji i przygotowywania ciepłej wody użytkowej. Korekta tych limitów będzie następująca:

  • obniżka z 95 kWh/mkw. rocznie do 70 kWh/mkw. w przypadku domów jednorodzinnych
  • spadek z 85 kWh/mkw. rocznie do 65 kWh/mkw. dla budynków wielorodzinnych

Zaostrzenie norm dotyczących zapotrzebowania na energię nieodnawialną spowoduje wzrost kosztów budowy domów i lokali o kilka procent. „Rząd wprowadził jednak przepisy przejściowe, zgodnie z którymi niższe normy będą dotyczyły wszystkich postępowań budowlanych rozpoczętych jeszcze przed końcem 2020 r.” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Opłata deszczowa także będzie formą opodatkowania

W kontekście nieruchomościowych zmian prawnych zaplanowanych na 2021 rok, nie sposób pominąć aspektów podatkowych. Jeżeli chodzi o ten obszar, to na pierwszy plan wysuwają się trzy kwestie dotyczące „mieszkaniówki”:

  1. wprowadzenie możliwości rozliczania firmowych przychodów z najmu, dzierżawy i podobnych umów w ramach ryczałtu ewidencjonowanego (z takimi samymi stawkami jak przy najmie prywatnym)
  2. stworzenie definicji spółki nieruchomościowej i zmuszenie spółek nieruchomościowych do pełnienia roli płatnika podatku od udziałów zbywanych przez nierezydentów
  3. planowane rozszerzenie tzw. opłaty deszczowej, czyli opłaty od utraconej naturalnej retencji terenowej, która prawdopodobnie obejmie również mieszkańców bloków i domów

„Jeżeli opłata deszczowa pomimo kontrowersji zostanie faktycznie rozszerzona, to bilans zmian podatkowych zaplanowanych na 2021 rok niestety będzie ujemny dla krajowej mieszkaniówki” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Na słabym złotym zarobi NBP i budżet państwa, stracą oszczędzający

Czy prezes NBP chce obniżyć stopy procentowe, aby osłabić polską walutę? A może chodzi o inne konsekwencje, takie jak wyższe wpływy do budżetu państwa? Stracą na tym nie tylko posiadający oszczędności.

30 grudnia prezes NBP w wywiadzie dla portalu Obserwator Finansowy (związanego z bankiem centralnym) zapowiedział, że w I kw. 2021 r. „możliwe jest dalsze obniżenie stóp”. I ocenił także, że „narastająca ostatnio presja na wzrost wartości złotego jest bardzo niepokojąca i bardzo szkodliwa”.

Będziemy mieli zerowe bądź ujemne stopy procentowe? Wiemy więc, że takie pomysły są, pozostaje jednak pytanie co miałoby to dać polskiej gospodarce.

– To prowadziłoby do obniżenia kosztów finansowania deficytu budżetowego, pod warunkiem, że nie zostanie w ten sposób popełniony błąd, powodujący wzrost rentowności obligacji rządowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Już przed kilkoma tygodniami NBP interweniował na rynku walutowym. Krótkotrwale wywołał osłabienie polskiej waluty, rynek szybko doprowadziła do korekty, złoty wobec najważniejszej waluty osłabł tylko o 5 gr. Dwóch członków RPP komentowało, że celem tych działań było polepszenie sytuacji polskich eksporterów.

– To nie jest działanie, które pchnęłoby do przodu polską gospodarkę, a więc konsumpcję i inwestycje, bo dla konsumpcji ważne są dochody realne i inflacja, która jest wysoka, a ujemne stopy procentowe będą bardzo negatywnie oddziaływać na mechanizm alokacji kapitału, wywołując nieracjonalne decyzje – komentuje ekspert XTB. – Są przykłady krajów, które działając w taki sposób wpadły w pułapkę niskiego wzrostu gospodarczego.

Dla NBP najistotniejszym dążeniem powinno pozostać osiągniecie cele inflacyjnego. To wyklucza politykę kontrolowania kursu walutowego. Na dodatek doświadczenia banków centralnych potwierdzają, że długoterminowo próby oddziaływania na kurs waluty są kosztowne i nieskuteczne. Jaki mogą mieć więc wpływ na finanse NBP, który zwykle w bardzo istotny zasila budżet państwa?

Wpływ byłby pozytywny, ze względu na duże rezerwy walutowe NBP. Im zloty będzie słabszy, a obce waluty droższe, tym większy zysk wykaże bank centralny.

– Mam nadzieję, że celem NBP nie stało się zwiększenie wpływów do budżetu państwa, bo byłby to bardzo zły precedens – dodaje dr Przemysław Kwiecień. – Natomiast gdy przesadny optymizm giełdowych inwestorów osłabnie i pęknie bańka spekulacyjna na rynkach finansowych, to może dojść do dużo większego osłabienia złotego niż życzyłby sobie NBP.

Tylko połowa Polaków dobrze segreguje śmieci. Brakuje odpowiednich oznaczeń na kontenerach i opakowaniach

Zaledwie 52 proc. Polaków potrafi właściwie posegregować śmieci – wynika z badania przeprowadzonego przez Symetrię, agencję User Experience. Najwięcej problemów w przyporządkowaniu odpadu do właściwego pojemnika sprawiają im m.in. kocie odchody, pojemniki po dezodorancie, kartony po mleku czy żarówki. Powodem może być brak czytelnych oznaczeń na kontenerach do selektywnej zbiórki odpadów i na poszczególnych opakowaniach. Polacy widzą jednak potrzebę segregacji śmieci, bo aż 83 proc. uważa, że wprowadzenie ustawowego obowiązku segregacji było konieczne.

Problem segregacji śmieci wzbudza wiele emocji – zarówno negatywnych, jak i pozytywnych. Jak pokazało badanie Symetrii, w Polakach nie brakuje chęci do działań na rzecz środowiska. 2/3 badanych zadeklarowało, że segreguje śmieci nie ze względu na przepisy prawa, które od 1 września 2020 roku wprowadziły taki obowiązek, ale dlatego że ma to realny wpływ na środowisko naturalne, a wypełnianie obowiązku jest na drugim miejscu (wskazuje go połowa badanych). Jedynie 3 proc. respondentów nie segreguje śmieci, a wiele osób prowadziło segregację, jeszcze zanim stała się ona obowiązkowa, czyli przed 1 września 2020 roku.

– Jedynie 7 proc. osób zaczęło segregowanie śmieci po wejściu w życie ustawy, a pozostałe 93 proc. osób robiło to już wcześniej. To dobry wynik – mówi agencji Newseria Biznes Radosław Pawlak, UX Specialist z agencji Symetria. – Polacy podchodzą odpowiedzialnie do segregowania śmieci, ale nie zawsze wiedzą, jak poradzić sobie z niektórymi problemowymi odpadami i do których pojemników je wyrzucać.

Jednym z zadań, z którym musieli zmierzyć się badani, było odpowiednie przyporządkowanie określonych śmieci do pojemników. W grupie ponad 500 ankietowanych odsetek poprawnych odpowiedzi wyniósł 52 proc. Najwięcej kłopotów z przyporządkowaniem do odpowiedniego kosza nastręczył ankietowanym pojemnik po dezodorancie. Zaledwie 14 proc. wskazało właściwie, gdzie powinien on trafić. Bardzo kłopotliwe okazało się też lustro (zaledwie 19 proc. poprawnych odpowiedzi), a na trzecim miejscu ex aequo znalazły się odchody kota i odpadki z ryb (po 33 proc. poprawnych odpowiedzi).

Zapytaliśmy respondentów, na ile są pewni, że dobrze segregują te śmieci. Przyjęliśmy skalę od 1 do 10, a średnia ocen uzyskanych w badaniu wyniosła 6. To pokazuje, że nie zawsze wiemy, jak segregować śmieci – podkreśla Radosław Pawlak.

W wynikach badania można zauważyć, że jest to problem ogólnopolski i ogólnospołeczny. Mieszkańcy bardziej zurbanizowanych obszarów wykazują się tylko nieco wyższym poziomem wiedzy na temat poprawnej segregacji śmieci w porównaniu z obszarami mniej zurbanizowanymi. Do tego w największych miastach wyniki były bardzo przeciętne. Kobiety wykazują się lepszą wiedzą w zakresie segregacji odpadów niż mężczyźni. Z kolei wiek nie ma żadnego wpływu na jej poziom.

Eksperci Symetrii oceniają, że lata edukowania społeczeństwa nie przyniosły wystarczających rezultatów, skoro odpowiednie przyporządkowanie odpadów wciąż jest dla wielu osób wyzwaniem. Remedium na to nie jest ani kolejna ustawa, ani wprowadzanie kar, tylko nasilenie działań edukacyjnych. Te powinny – zdaniem ekspertów – skupiać się na dwóch obszarach. Pierwszym jest internet, bo z tego źródła przy szukaniu informacji o segregacji odpadów korzysta 51 proc. Polaków. Bardzo ważną rolę odgrywają również informacje dostępne dla wszystkich obywateli. m.in. na wiatach śmietnikowych, dotyczące przeznaczenia poszczególnych pojemników (wskazało na nie 41 proc. ankietowanych).

Oznaczenie śmietników jest bardzo ważne z punktu widzenia całego procesu segregowania śmieci, bo często kontenery selektywnej zbiórki odpadów są już zniszczone, etykiety zostały oderwane, więc też trudno wrzucić odpady do tych odpowiednich. O ile w internecie nie brakuje wartościowych treści odnośnie do  właściwej segregacji śmieci, o tyle już z informacjami umieszczonymi przy śmietnikach czy bezpośrednio na nich bywa różnie. Zdarza się, że są one za bardzo skomplikowane, nieczytelne, napisane językiem, który nie trafia do odbiorcy, przez co jest to dla niego niezrozumiałe. Być może wystarczy to zmienić i nie trzeba rewolucyjnych zmian, aby podnieść świadomość społeczną w obszarze segregacji śmieci – zauważa Radosław Pawlak.

Jego zdaniem zmiany w zakresie user experience powinny opierać się na prawidłowych oznaczeniach, przyjaznych ikonach, które będą zrozumiałe dla ludzi.

Stosowne informacje powinny się znaleźć także na opakowaniach, aby było wiadomo, do jakiego pojemnika na odpady powinno ono trafić. Respondenci naszego badania wskazywali także, że producenci opakowań powinni częściowo ponosić za nie odpowiedzialność, czyli finansować ich recykling – podsumowuje ekspert  z agencji Symetria.

Badanie pokazało, że ponad 80 proc. Polaków segreguje śmieci nie tylko w domu, ale także w miejscu pracy czy podczas wakacji. Połowa deklaruje, że to niejedyne proekologiczne rozwiązanie, jakie wdrażają. Wśród innych najczęściej wymieniają rezygnację z opakowań plastikowych (własne torby na zakupy, papierowe słomki, kupowanie warzyw luzem – 66 proc.), oszczędzanie wody (picie wody z kranu, zbieranie deszczówki, prysznic zamiast kąpieli – 56 proc.) oraz oszczędzanie energii (panele słoneczne, energooszczędne żarówki i sprzęty, pompy ciepła – 45 proc.).

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie zakończyła rok rekordowymi obrotami. Prognozy na kolejny też są optymistyczne

W grudniu 2020 roku łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 35,3 mld zł, czyli o 152,6 proc. więcej niż w analogicznym miesiącu rok wcześniej. Obroty akcjami na NewConnect wzrosły o pond 800 proc. r/r. – Od dekady nie mieliśmy tak intensywnego handlu jak w 2020 roku – mówi prezes giełdy dr Marek Dietl. To był także rok zdecydowanie większego zaangażowania inwestorów indywidualnych. Prognozy na kolejny rok są obarczone pewnym ryzykiem, ale prezes GPW pozostaje optymistą. II i III kwartał powinny przynieść stabilizację i odbicie gospodarek.

Rok 2020 będziemy na giełdzie wspominać bardzo dobrze. Było dużo stresujących momentów, ale zapamiętamy go jako rok rekordowych obrotów. Od dekady nie mieliśmy tak intensywnego handlu. Będziemy na pewno wspominać to, że przegoniliśmy Euronext, czyli hegemona grupującego europejskie giełdy z siedmiu krajów europejskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Średnia sesyjna w 2020 roku wyniosła blisko 1,2 mld zł wobec 763 mln zł przed rokiem. W sumie w całym 2020 roku przełożyło się to na 297 mld zł obrotów. Średnia sesyjna za samo drugie półrocze to 1,295 mld zł. Do tego wyniku przyczyniły się październikowy debiut Allegro, rekordowy w historii warszawskiej giełdy, a także zwrot inwestorów w stronę akcji w wyniku bardzo niskich oprocentowań lokat bankowych – w efekcie niskich stóp procentowych – oraz rentowności obligacji. Na rynku NewConnect z kolei w grudniu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 811,8 proc. r/r do poziomu 1,2 mld zł, a w całym roku obroty sięgnęły 14,8 mld zł. To 10 razy więcej niż w 2019 roku.

– Pandemia spowodowała prawdziwy rollercoaster na giełdzie. Na początku bardzo silna reakcja inwestorów granicząca z paniką, potem bardzo szybkie odbicie i zmiana podstawowych korelacji, czyli odczyty PKB ujemne, a indeksy rosły – mówi prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Przy tej dużej zmienności bardzo dużą popularnością cieszą się instrumenty pochodne. Kończymy rok z dwa razy większym wolumenem obrotu na nich. To pokazuje piękno giełdy, że jak tylko pojawia się zmienność, pojawiają się dobre okazje do tego, żeby zarobić.

Pozytywny jest również powrót na rynek inwestorów indywidualnych. Jak podkreśla prezes GPW, ich zaangażowanie na giełdzie było kilkukrotnie większe niż rok wcześniej.

Dla giełd był to bardzo dobry rok, ale niekoniecznie dla emitentów. Szczególnie sektor finansowy w Polsce został bardzo mocno dotknięty – z jednej strony niepewnością co do przyszłości kredytobiorców, z drugiej strony – niepewnością makroekonomiczną i niskimi stopami procentowymi – tłumaczy. – Prowadzenie biznesu finansowego w warunkach praktycznie zerowych stóp procentowych jest bardzo trudne, wymaga niezwykłej wirtuozerii. Polskie banki musiały przejść bardzo szybki kurs, jak zarabiać mimo ujemnych realnych stóp procentowych.

Notowania banków na giełdzie mocno spadały po dwukrotnej obniżce stóp procentowych. Indeks WIG-Banki spadł w ciągu roku z poziomu ok. 7 tys. punktów do ok. 5 tys. W sytuacji pandemii najmocniej ucierpiały firmy bezpośrednio związane z konsumentem i handlem tradycyjnym.

– Wydaje się jednak, że jak tylko zostaniemy zaszczepieni, wybierzemy się w daleką podróż i ruszymy gremialnie po zakupy, więc ta średniookresowa perspektywa pewnie jest trochę lepsza, niż na początku się spodziewali inwestorzy giełdowi – ocenia dr Marek Dietl. – Zwycięzcami, również poza giełdą, są podmioty związane z elektroniką, informatyką, rozrywką cyfrową, a także firmy chroniące nasze zdrowie.

Indeks WIG-Leki po początkowym spadku szybko zaczął notować wzrosty, a rekordowe poziomy osiągnął w sierpniu i wrześniu. Teraz jednak jest na nieco niższym poziomie niż przed rokiem.

2021 to będzie rok, w którym każdy kwartał będzie inny. W I kwartale będziemy czekać na szczepionki i otwarcie kolejnych sektorów, a kursy akcji będą się poruszać w rytm tego otwierania gospodarki – przekonuje szef warszawskiej giełdy. – W II kwartale rozpocznie się już coraz bardziej normalne funkcjonowanie gospodarki, ale wciąż jeszcze z pewnymi ograniczeniami i obawami. Pewnie będziemy bombardowani informacjami o kolejnych mutacjach koronawirusa, więc otoczenie będzie niepewne. A III kwartał to pewnie będzie już uspokojenie nastrojów i wejście wszystkich gospodarek w fazę odbicia.

Jak podkreśla, to powinno być widoczne także w odczytach PKB. Pytanie, jak na powracający na rynek optymizm zareaguje Rada Polityki Pieniężnej. Jej decyzja – podobnie jak w 2020 roku – będzie mieć wpływ na wyniki giełdy.

– W tym roku kontynuujemy naszą strategię do 2022 roku, w której kluczowym elementem było oferowanie nowych produktów inwestorom. Tak jak szybko zareagowaliśmy w tym roku, wprowadzając instrumenty pochodne na akcje najbardziej intensywnie handlowanych spółek, tak samo będziemy w przyszłym roku obserwować, na co inwestorzy mają apetyt, i odpowiednio dostosowywać naszą ofertę produktową – zapowiada dr Marek Dietl.

Z kolei w drugiej połowie roku GPW planuje wprowadzić możliwość obrotu wtórnego tokenami.

Już dzisiaj możliwa jest emisja tokenów, za które można mieć udział w przychodach np. z danej gry, obrazu, dzieła sztuki. Tokenizować można praktycznie wszystko. Natomiast prawdziwy rozwój tego rynku przewidujemy dopiero, gdy będzie rynek wtórny, i to nastąpi w drugiej połowie roku – mówi prezes GPW. – Rozwijamy też rynek rolny, wprowadzamy kolejne produkty i analizujemy możliwość wprowadzenia instrumentów pochodnych. Będziemy kończyć nasze przedsięwzięcie z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju w zakresie raportowania ESG. W 2021 roku jest niezwykle ważne, żeby spółki z warszawskiej giełdy dobrze prezentowały się pod kątem ich aktywności w zakresie ochrony środowiska, odpowiedzialności społecznej i ładu korporacyjnego.

Pandemia pogorszyła już i tak słabą kondycję psychiczną Polaków. Wciąż często wstydzą się pójść do psychologa czy psychiatry

Pogarsza się zdrowie psychiczne Polaków. Na depresję w naszym kraju cierpi ok. 1,5 mln osób. W ostatnich dwóch latach połowa z nas doświadczyła trwałego obniżenia nastroju – wynika z raportu Instytutu LB Medical. Pandemia koronawirusa jeszcze nasiliła ten problem. Tylko w I połowie 2020 roku liczba zwolnień lekarskich związanych z depresją wzrosła o 72 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.  Problemem jest też niska świadomość społeczna choroby – tylko 40 proc. osób byłoby skłonnych pójść do psychologa lub do psychiatry. Często powstrzymuje ich przed tym wstyd.

 Jak wskazuje WHO, już 350 mln osób na świecie cierpi na depresję, a ma być ich znacznie więcej. Najprawdopodobniej jest to związane z tym, że żyjemy cały czas w biegu, zmieniły nam się priorytety. Sytuacja związana z COVID-19 to pogłębiła, ale trzeba pamiętać, że pogorszenie naszych nastrojów miało miejsce już przed pandemią – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Domańska, ekspertka Instytutu LB Medical.

Jak pokazuje badanie „Kondycja psychiczna Polaków” Instytutu LB Medical i agencji badawczej SW Research, z kondycją psychiczną naszego społeczeństwa jest coraz gorzej. W ciągu ostatnich dwóch lat połowa badanych doświadczyła trwałego obniżenia nastrojów, a 65 proc. narzekało w tym czasie na zmęczenie i wyczerpanie.

– Aż 66 proc. Polaków wiąże swoje zdrowie psychiczne z sytuacją finansową, 64 proc. z sytuacją z domownikami, a 60 proc. ze zdrowiem. Dopiero na którymś z dalszych miejsc znalazła się pandemia. Co ważne, aż 43 proc. respondentów wiąże swoje zdrowie psychiczne z wyglądem fizycznym, więc spektrum kwestii, które mają wpływ na naszą kondycję psychiczną, jest bardzo szerokie – wymienia Marta Domańska.

W 2020 roku 70 proc. badanych odczuło negatywne skutki pandemii, znacznie częściej odczuwamy strach, niepokój czy smutek. Także przymusowa izolacja nie wpływa dobrze na nasze samopoczucie – szczególnie dotkliwie dotyka ona osoby starsze, samotne i nastolatków. Brak kontaktu z innymi ludźmi często pogarsza stan psychofizyczny.

– Sytuacja epidemiologiczna związana z COVID-19 budzi w nas wiele negatywnych emocji: bezsilność, lęk, przerażenie, strach nie tylko przed tym zachorowaniem, ale też przed utratą pracy. Również strach o najbliższych, bezsilność, niemożność wyjścia. To wszystko może prowadzić do bardzo poważnych zaburzeń – tłumaczy ekspertka.

Z danych ZUS wynika, że w I połowie 2020 roku liczba zwolnień lekarskich w Polsce z powodu epizodu depresyjnego i zaburzeń depresyjnych nawracających wzrosła o 72 proc. r/r. To przekłada się na 20 mln dni absencji w pracy. Świadomość społeczeństwa dotycząca zdrowia psychicznego wciąż jest jednak niska, a problemy psychiczne stanowią temat tabu. Z tego powodu tylko część chorych zwraca się o pomoc do lekarzy specjalistów. Tylko czterech na dziesięciu badanych byłoby skłonnych po nią sięgnąć.

 Jeśli boli nas kolano, to idziemy do ortopedy, natomiast jeżeli mamy problem ze zdrowiem psychicznym, to bardzo często nawet nie przyznajemy się do tego sami przed sobą, jest to dla nas wstydliwe, nie rozmawiamy o tym z bliskimi, a ze specjalistą kontaktujemy się w ostateczności – mówi Marta Domańska. – W naszym społeczeństwie pokutuje przeświadczenie, że do psychologa bądź psychiatry zwraca się ktoś, kto jest, mówiąc kolokwialnie, wariatem.

Kampania społeczno-edukacyjna #NASZAwtymGŁOWA ma właśnie przełamywać tabu i uświadamiać Polaków w kwestii zdrowia psychicznego, zachęcać ich do dbania o siebie poprzez poszerzenie wiedzy i wizyt u specjalisty w razie potrzeby. Taka potrzeba powinna pojawić się już w sytuacji, kiedy obniżony nastrój utrzymuje się przez dłuższy czas.

– Brak pomocy może doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia, może wpłynąć na relacje międzyludzkie, na sytuację w firmie, domu, a w skrajnych przypadkach może doprowadzić również do samobójstwa – przestrzega ekspertka Instytutu LB Medical. – Chcielibyśmy także uwrażliwić ludzi na drugiego człowieka, pokazać, jakie symptomy towarzyszą początkom depresji bądź innym schorzeniom.

Wsparcie ze strony bliskich może być istotnym impulsem do podjęcia leczenia. Kampania #NASZAwtymGŁOWA podpowiada także, gdzie się zwrócić po pomoc.

– Niestety nie pomaga też system opieki publicznej, ponieważ brakuje lekarzy specjalistów, psychiatrów. Prywatnie też dość ciężko się zapisać, ponieważ lekarzy jest mało – podkreśla Marta Domańska.

Obecnie na wizytę w poradni zdrowia psychicznego w ramach NFZ trzeba czekać 3,6 miesiąca. Zgodnie z danymi Naczelnej Izby Lekarskiej zawód psychiatry wykonuje niecałe 4,3 tys. osób, a problemami dzieci i młodzieży zajmuje się ok. 460 lekarzy.