4 trendy i technologie, które zmienią przemysł i gospodarkę

Jacek Łukaszewski, Prezes Clastra Polska, Słowacja, Czechy w Schneider Electric
Jacek Łukaszewski, Prezes Clastra Polska, Słowacja, Czechy w Schneider Electric

Technologie i trendy to główne tematy, które przyświecały targom Hannover Messe, których partnerem w tym roku była Polska. Tylko kilka z nich będzie mieć szczególny wpływ na zrewolucjonizowanie produkcji, a w konsekwencji całej gospodarki – komentuje Jacek Łukaszewski, Prezes Clastra Polska, Słowacja, Czechy w Schneider Electric.

Współczesna gospodarka mierzy się z wieloma wyzwaniami. Kiedyś odpowiedzią na te problemy były działania rządów. Dziś większy wpływ na ich rozwiązanie mają technologie, bo to one realnie rozwiązują wiele naszych problemów, mimo, że jako obywatele często nie jesteśmy tego świadomi. Technologie, które zmienią naszą gospodarkę w najbliższym ćwierćwieczu to:

Automatyzacja

Mimo, że jest obecna w naszym świecie od kilkunastu lat, to poziom jej wdrożenia nie jest jeszcze tak wysoki. W Polsce w pełni zautomatyzowanych jest zaledwie 15%[1] fabryk, mimo iż automatyzacja to podstawa we wdrożeniu nowoczesnych zmian w przemyśle. Automatyzacja poszła jednak dalej i w połączeniu z Internetem rzeczy umożliwi jeszcze szybsze wytwarzanie produktów i dostarczanie ich do klientów.

Internet rzeczy, jako narzędzie łączące wiele obszarów

Technologia ta stała się podstawą całej rewolucji przemysłowej i gospodarczej, którą nazywamy Przemysłem 4.0. Dziś wszystkie projektowane technologie przemysłowe, i nie tylko, oparte są o Internet rzeczy. Dzięki niej możliwe jest połączenie takich obszarów jak rozwiązania mobilne, przetwarzanie w chmurze, czujniki, analityka i cyberbezpieczeństwo. W ten sposób dane jak i inne procesy są wymieniane pomiędzy tymi obszarami, dzięki czemu powstają kompatybilne platformy technologiczne. Jest to szczególnie przydatne w przemyśle, gdzie często funkcjonuje kilka odrębnych systemów.

Połączenie aplikacje, oprogramowanie, Big Data i przetwarzania w chmurze

Przemysł 4.0 to nie tylko urządzenia. To cały ecosystem, który musi ze sobą współgrać. Samo wprowadzenie sensorów, które będą zbierały dane, albo zakup maszyny gromadzącej informacje o przebiegu produkcji to jeszcze za mało, jeżeli nie będziemy wykorzystywać tych zbieranych danych do faktycznego usprawnienia procesów. Dlatego potrzebne jest wprowadzenie komunikacji pomiędzy urządzeniami, a następnie przy użyciu aplikacji i analizy przetworzenie danych w odpowiedni sposób i dostarczenie konkretnych informacji, co zrobić, aby usprawnić produkcję danego produktu czy działanie fabryki. Takie działanie wymaga jednak odpowiednich mocy obliczeniowych, dlatego włączenie do tego systemu przetwarzania w chmurze pozwala zapewnić sprawność całego procesu. Nie jest to jednak przyszłość, a teraźniejszość. Taki system – EcoStruxure – stworzył już Schneider Electric. Dzięki niemu zarządca fabryki czy innego przedsiębiorstwa może otrzymywać czytelne informacje o koniecznych zmianach np. na urządzeniu mobilnym. Trzeba mieć świadomość, że jest to finalny wynik procesu, który dzieje się poza naszym wzrokiem, a który wykonują właśnie urządzenia, aplikacje i chmura.

Take rozwiązanie technologiczne będzie potrzebne nie tylko w przemyśle, ale również w budownictwie, centrach przetwarzania danych, sieciach energetycznych czy chociażby w naszych domach.

Sztuczna inteligencja

Maszyny, które dotychczas sterowane i programowane były przez inżynierów, dzięki SI będą mogły teraz rozumieć, wykrywać ruchy, uczyć się, wspomagając pracę ludzi. Największą rewolucją będzie fakt, że maszyny wyposażone w SI będą mogły same rozpoznawać wiele wzorów, czyli danych, których dziś człowiek nie jest w stanie przetworzyć. Na tej podstawie będą się też uczyć i udoskonalać, aby móc proponować operatorom nowe rozwiązania. Podobnie SI będzie działać w innych branżach, gdzie zacznie „myśleć”, aby rozwiązać najtrudniejsze dla człowieka procesy i przyśpieszyć dostarczenie zupełnie nowych produktów na rynek.

[1] Astor, raport “Przemysł 4.0 w polskich fabrykach, oraz Badanie stopnia automatyzacji firm w Polsce, ASTOR, 2016

Startupy, ostatnia szansa na współpracę z rynkowymi gigantami w ramach programu MITEF Poland!

25 maja o północy kończy się nabór startupów technologicznych do 3. edycji programu akceleracyjnego MIT Enterprise Forum Poland. Celem projektu jest połączenie potencjału początkujących, kreatywnych przedsiębiorców z infrastrukturą, doświadczeniem oraz zasobami dużych korporacji, w tym spółek Skarbu Państwa. W ramach programu wsparcia startupom udzielą m.in. PKO Bank Polski, Grupa PGNiG, KGHM CUPRUM, Grupa Adamed, Intel, Visa oraz Hewlett Packard Enterprise Polska. Pięć najlepszych zespołów wyjedzie do Bostonu, gdzie zaprezentują swoje technologie przed inwestorami z USA.

Startupy, które zakwalifikują się do programu, nie tylko otrzymają możliwość współpracy z rynkowymi gigantami i przejście akceleracji zgodnie z modelem Massachusetts Institute of Technology. Najlepsze z akcelerowanych firm, dzięki grantowi uzyskanemu przez MITEF Poland w pilotażowym programie ScaleUp, zdobędą również szansę na dofinansowanie działalności w kwocie nawet do 200 tysięcy złotych. Innowacyjne mikro i małe przedsiębiorstwa mogą składać dokumenty aplikacyjne za pośrednictwem strony mitefpoland.org do północy 25 maja.

Na rynku pojawia się coraz więcej inwestorów, którzy gotowi są na finansowanie innowacyjnych technologii. Często zdarza się  jednak tak, że startupy, które są jeszcze na zbyt wczesnym etapie rozwoju, nie mogą ich przyjąć. Celem programu MIT Enterprise Forum Poland jest wspieranie krajowych startupów naukowo-technologicznych w komercjalizacji  proponowanych przez nie rozwiązań – mówi Magdalena Jabłońska, dyrektor operacyjna MIT Enterprise Forum Poland. – W ramach akceleratora przewidzieliśmy dla startupów cztery ścieżki branżowe, a także ścieżkę ogólną, dedykowaną startupom rozwijającym technologie w ramach Krajowych Inteligentnych Specjalizacji – dodaje.

Startupy z branży finansowej, które dołączą do ścieżki Let’s Fintech with PKO Bank Polski!, będą miały szansę przetestować swoje rozwiązania w środowisku klienckim w Oddziałach Laboratoryjnych PKO Banku Polskiego. Bank będzie pomagał również poprzez dostosowanie swojej infrastruktury IT na potrzeby startupów. Z kolei PGNiG, będący partnerem strategicznym ścieżki Energia, zaoferuje początkującym przedsiębiorcom m.in. swoje laboratoria, dostęp do baz danych, a także infrastrukturę produkcyjną. Na pomoc będą mogły też liczyć startupy rozwijające technologie związane z ochroną zdrowia. Grupa Adamed, będąca partnerem strategicznym ścieżki Zdrowie, zapewni m.in. wsparcie merytoryczne specjalistów dziedzinowych Grupy Adamed oraz Silvermedia (rozwiązania dla telemedycyny), profesjonalne oceny możliwości wdrożenia rynkowego czy wsparcie komercjalizacji. Czwartej ścieżce, surowcowej (która nie ogranicza się jednak tyko do surowców, ale obejmuje przemysłowy potencjał Grupy KGHM), patronuje KGHM CUPRUM Centrum Badawczo-Rozwojowe. Wybranym startupom Spółka proponuje m.in. potencjał swoich 13 zespołów badawczych i 3 akredytowanych laboratoriów, szybką ścieżkę współpracy, a także możliwość wdrożenia innowacyjnych technologii w spółkach Grupy KGHM.

Startupy, które wezmą udział w programie, dowiedzą się, jak przygotować podstawy dobrze zorganizowanej firmy, która wygeneruje produkt gotowy do wejścia na rynek – tłumaczy Magdalena Jabłońska. – Projekt realizowany jest z udziałem mentorów z całego świata, skupionych wokół ekosystemu MIT. To ludzie z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w biznesie, którzy dają wskazówki, w jakim kierunku można daną technologię rozwinąć i na jakich rynkach może ona odnieść sukces. Ponadto, przedsiębiorcy biorący udział w programie mogą liczyć na merytoryczne wsparcie ekspertów z kancelarii JWP Rzecznicy Patentowi oraz Wardyński i Wspólnicy. To ogromna wartość dla startupów, które chcą rozwijać swój  biznes – dodaje Jabłońska.

Partnerami programu MIT Enterprise Forum Poland są również Campus Warsaw, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP) oraz Fundacja Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Analiza pozycji dużych graczy 22.05.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymTabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 22.05.2017 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 22.05.2017 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Najciekawsze instrumenty z punktu widzenia raportu COT

Z punktu widzenia raportu COT powinniśmy zainteresować się dolarem kanadyjskim oraz euro.

Dolar kanadyjski

Fundusze lewarowane w dalszym ciągu są nastawieni sceptycznie do dolara kanadyjskiego. Przez ostatnie dwa tygodnie w gronie fundusze lewarowanych nie ma byków, wśród tej grupy znajduje się najwięcej krótkich pozycji w historii. Z doświadczenia wiemy, że takie jednostronne nastawienie nigdy nie kończy się dobrze.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, żółte – pozycje krótkie , linia zielona – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, żółte - pozycje krótkie , linia zielona - netto

Źródło: Cme Group

Pozycje krótkie obrazują żółte bary. Z kolei pozycje netto (długie – krótkie) zostały zaznaczone zieloną linią. Pozycje netto zbliżyły się do poziomów z 2013.04 oraz 2014.01 roku. Przy tak jednostronnym pozycjonowaniu się największych graczy dochodziło przeważnie do korekty głównego ruchu o 300 pipsów. Czy tym razem będzie tak samo?

Notowania USD/CAD, interwał dzienny

Notowania USD/CAD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

W minionym tygodniu notowania pary walutowej USD/CAD zawróciły pod ostatni opór 1.35920. Dzięki temu niedźwiedzie mają otwartą drogę do spadku notowań w okolicę strefy popytu 1.3320. Podczas większej wyprzedaży fundusze lewarowane będą musiały pozbyć się swoich krótkich pozycji, co może skończyć się bardzo mocnym ruchem w kierunku południowym.

Euro

Euro, każdy widzi krótkoterminowy trend wzrostowy, ale czy przemieni się w długoterminowy? Wszystko zależy od polityki banków centralnych. Z drugiej strony patrząc na pozycje netto funduszy lewarowanych powinniśmy czekać na mocniejszą korektę. W poprzednim tygodniu podmioty te otworzyły 5 tysięcy długich pozycji względem 12 tysięcy zamkniętych.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, żółte – pozycje krótkie , linia zielona – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, żółte - pozycje krótkie , linia zielona - netto

Źródło: Cme Group

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda w porządku, trend wzrostowy powinien być kontynuowany. Niemniej jednak pozycje netto znalazły się w okolicy szczytów z 2015.06 oraz 2016.05 roku. Sezonowość jest dość dobrze widoczna, czy po raz kolejny osiągniemy szczyt na przełomie czerwca lub lipca? Pamiętajmy także, że w trakcie wakacji zmienność na rynku maleje, a tym samym fundusze będą mogły zacząć zamykać część swoich pozycji.

Notowania EUR/USD, interwał tygodniowy

Notowania EUR/USD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Spoglądając na wykres tygodniowy mocniejszy opór, z którym niedźwiedzie mogą mieć problem z pokonaniem znajduje się dopiero w okolicy 1.1320, następny dopiero w okolicy 1.14-1.15. Czy zdążymy tam przed wakacjami? Ostatni ruch wzrostowy był dosyć wymagający, ale na chwile obecną kontynuacja północnego kierunku jest jak najbardziej prawdopodobna.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

„12345” albo „qwerty” – to hasła do stron internetowych Polaków, którzy zmienią je bardzo rzadko lub w ogóle

W przeciwieństwie do internautów z innych krajów Europy, aż 75% Polaków nie obawia się korzystania z internetu. Jednocześnie 1/3 Polaków nie zmienia swoich haseł i danych uwierzytelniających lub robi to rzadko, a 1/4 osób w ogóle nie ma antywirusa na swoich urządzeniach – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Grupy Europ Assistance.

W marcu 2017 r. na zlecenie Grupy Europ Assistance przeprowadzone zostało badanie „Internauci w cyberprzestrzeni”, dotyczące działań podejmowanych online, obaw związanych z korzystaniem z internetu i bezpieczeństwa w sieci. W badaniu udział wzięli internauci z sześciu europejskich krajów: Francji, Hiszpanii, Włoch, Belgii, Niemiec i Polski. Jak wypadli Polacy na tle Europy?

Obawy i lęki w sieci

Europejczycy są bardzo interaktywni, chętnie korzystają z sieci, przeglądają strony internetowe, wysyłają maile, korzystają z portali społeczności i komunikatorów. Okazuje się jednak, że tylko 42% z nich obawia się zagrożeń, jakie mogą czyhać w sieci. Największą świadomość zagrożeń mają Hiszpanie, aż 65% z nich przyznaje, że odczuwa takie obawy. W dalszej kolejności znajdują się Włosi (47%) i Francuzi (45%). Niepokój związany z bezpieczeństwem w sieci rzadziej odczuwają Niemcy (39%) i Belgowie (31%). Ciekawie na tym tle wypadają Polacy. Tylko 1/4 respondentów przyznaje, że obawia się korzystać z interentu. Polscy internauci w porównaniu z osobami z innych europejskich krajów czują się w sieci bezpiecznie (75%).

Jakich zagrożeń najbardziej obawiają się internauci? W pierwszej kolejności są to zagrożenia związane z bezpieczeństwem dzieci i młodzieży w sieci m.in. zagrożenia ze strony środowisk pedofilskich, rozpowszechnianie zdjęć na stronach pornograficznych, zniesławienia, czy cyberprzemoc. Europejczycy obawiają się również zagrożeń związanych z kradzieżą tożsamości, takich jak: kradzież danych finansowych, haseł i danych uwierzytelniających, czy wykorzystania danych osobowych do działań nielegalnych. W dalszej kolejności obawy te odnoszą się do pozostawienia w sieci danych osobowych lub danych konta bankowego/ karty, a także braku możliwości kontrolowania informacji umieszczanych w internecie oraz ataku wirusa. Wyniki dla poszczególnych krajów nie odbiegają od średniej europejskiej.

Zdecydowanie więcej osób obawia się jednak fizycznej utraty danych w związku z kradzieżą dokumentów. Dotyczy to 64% Europejczyków, z czego najwięcej Hiszpanów (83%), Włochów (74%) i Polaków (61%).

Wyniki te pokazują, że pomimo rozwoju internetu i coraz większej digitalizacji usług, świadomość zagrożeń, jakie mogą pojawić się w wirtualnym świecie jest ciągle niewystarczająca. Większość osób ma mylne przekonanie, że w sieci jest bezpieczna, a problem cyberzagrożeń jej nie dotyczy – mówi Marcin Zieliński, Dyrektor Departamentu Sprzedaży w Europ Assistance Polska.

Jak internauci zabezpieczają swoje dane?

Podstawą bezpiecznego korzystania z sieci jest używanie oprogramowania antywirusowego i stosowanie silnych i skutecznych haseł zabezpieczających. Tymczasem, jak pokazują wyniki badania, aż 22% internautów nie ma na swoich urządzeniach oprogramowania antywirusowego. Jego brak deklaruje 28% internautów z Belgii, 25% Włochów, 24% Niemców, 18% Hiszpanów i 17% Francuzów. Jeżeli chodzi o Polaków, to antywirusa nie posiada aż 1/4 polskich internautów. Okazuje się, że jeżeli już instalujemy oprogramowanie antywirusowe, najczęściej mamy je na komputerze (92%), rzadziej  na tablecie (62%) i smartfonie (58%).

Tylko połowa Europejczyków (51%) używa innego hasła dla każdej strony internetowej, reszta osób (49%) używa kilku, tych samych haseł dla różnych stron. Wyjątkowo dobrze na tym tle wypadają polscy internauci, aż 63% z nich deklaruje, że ma inne hasło dla każdej strony. Nieco gorzej sytuacja wygląda jeżeli chodzi o skłonność do zmiany hasła. 31% Europejczyków rzadko lub nigdy nie zmienia swoich haseł. Najgorzej w zestawieniu wypadają Włosi (42% z nich nie zmienia haseł) i Polacy (33%). Najlepszy wynik mają Belgowie – haseł nie zmienia tylko 21% internautów.

Ochrona przed cyberzagrożeniami

Ponad połowa Europejczyków (54%) jest zainteresowana takimi usługami, a chęć ich zakupu deklaruje 30% osób. Najbardziej zainteresowani zakupem są Włosi (43%), Hiszpanie (40%) i Polacy – ponad 1/3 respondentów byłaby zainteresowana nabyciem produktu, który zapewniałby ochronę przed cyberzagrożeniami. Jak pokazują wyniki badania, najbardziej wiarygodnymi instytucjami oferującymi takie usługi są banki (69%), towarzystwa ubezpieczeniowe (66%) i firmy oferujące oprogramowanie (66%), przy czym w banku taki produkt najchętniej nabyliby Polacy (78%) i Francuzi (77%).

Konsekwencje wynikające z zagrożeń cybernetycznych, w tym nieuczciwego lub szkodliwego wykorzystania danych osobowych, czy finansowych mogą mieć nieoczekiwany skutek, zarówno materialny, jak i niematerialny. Dlatego większość osób deklaruje potrzebę ochrony na taką okoliczność – dodaje Zieliński.

Badanie zostało zrealizowane w marcu 2017 roku przez firmę badawczą Lexis Research na zlecenie Grupy Europ Assistance. Reprezentatywna próba badawcza wyniosła 4822 osób (800 ankiet w każdym kraju), które udzieliły swoich odpowiedzi w ramach ankiety internetowej.

Polska w ogonie Europy pod względem bezpieczeństwa sieciowego

Polska ulokowała się na 35 miejscu w Europie w rankingu bezpieczeństwa sieciowego, podaje firma Check Point. To najgorszy wynik naszego kraju w historii! Tymczasem eksperci od bezpieczeństwa informują, że rośnie popularność tzw. exploit kits, narzędzi hakerskich do wykrywania i wykorzystywania luk w zabezpieczeniach. Niestety, nic nie wskazuje by trendy miały ulec zmianie.

Check Point Software Technologies poinformowała podczas konferencji CPX Milan, że wykryła rosnącą liczbę ataków z wykorzystaniem tzw. exploit kits, narzędzi stworzonych w celu wykrywania i wykorzystywania luk w zabezpieczeniach sieciowych, a następnie pobierania i uruchamiania kolejnych złośliwych wirusów. Najpowszechniejszym tego typu narzędziem jest obecnie Rig EK, który po raz pierwszy został zidentyfikowany w 2014 roku.

Według Check Point codziennie doświadczamy ponad 26 tys. ataków na świecie. Jak wynika z badań PwC w Polsce 96% firm doświadczyło co najmniej 50 ataków w ciągu roku, jednocześnie wzrosły koszty wynikające z cyberataków. Średni koszt jednorazowego ataku na polską firmę sięga 1,5 mln złotych!

Check Point przedstawił analizy, które są niepokojące dla polskich przedsiębiorstw oraz użytkowników Internetu – nasz kraj uplasował się dopiero na 35 miejscu w Europie pod względem bezpieczeństwa (spadek o 12 pozycji w stosunku do poprzedniego zestawienia)!

Jedynymi krajami, które są bardziej zagrożone są Albania, Rosja, Włochy i Rumunia. Do najbezpieczniejszych należą sieci w Lichtensteinie (który odnotował ponad 3,5-krotnie mniej incydentów niż w Polsce) w Mołdawii i Czarnogórze. Jak wskazują dane z  ThreatCloud Live Threat Map, w ostatnim miesiącu najwięcej ataków na Polskę pochodziło z holenderskich IP.

W zeszłym miesiącu zauważyliśmy nagłe wzrosty ataków z wykorzystaniem exploit kits, co potwierdza fakt, że stare, ale skuteczne cyberataki nie znikają. Często pojawiają się ponownie, z poprawkami i aktualizacjami czyniącymi je znów niebezpiecznymi. Fakt, że robak Slammer dołączył do czołówki malware, podkreśla to jeszcze dosadniej – mówi Nathan Shuchami, wiceprezydent ds. wdrożenia produktów w Check Point. – Cyberkryminaliści, o ile to możliwe, wybierają adaptację dostępnych narzędzi, a niżeli tworzenie nowych, z powodu natychmiastowej gotowości do działania oraz większej opłacalności. Organizacje w wielu sektorach muszą zachować szczególną czujność oraz wdrażać zaawansowane systemy zabezpieczeń, które chronią przed różnego rodzaju atakami.

Check Point ujawnił również nagły wzrost wykorzystywania robaka Slammer, który po długiej przerwie wskoczył na trzecie miejsce najczęściej wykorzystywanych programów typu malware. Pierwszy robak Slammer został wykryty w 2003 roku i rozrósł się w nadzwyczajnym tempie. Został on opracowany w celu namierzania oprogramowania Microsoft SQL 2000 i rozpowszechniony tak szybko, że powodował „blokadę usług” (DoS) w przypadku części serwerów. To już drugi przypadek w którym robak wkroczył na listę 10 najpopularniejszych malware w rankingu (Global Threat Impact Index) firmy Check Point, pokazując, że nawet „starszy” malware może być wykorzystywany z powodzeniem.

Lista 3 najbardziej złośliwych oprogramowani ujawnia szeroki zakres kierunków i celów ataków, które mają wpływ na każdy etap łańcucha infekcji. Najczęściej spotykanymi wirusami były Rig EK oraz HackerDefender, które atakowały, odpowiednio, 5% i 4,5% organizacji na świecie. Zaraz za ich plecami ulokował się Slammer, wykrywany w 4% organizacji.

Top 3 najpopularniejszego malware – kwiecień 2017:

*strzałki wskazują wzrost lub spadek względem poprzednich miesięcy.

  1. ↑ Rig EK – Exploit Kit, który ukazał się w 2014 roku. Rig eksploity do Flasha, Javy, Silverlighta oraz Internet Explorera. Łańcuch infekcyjny rozpoczyna się od przekierowania na stronę docelową zawierającą JavaScript, który sprawdza luki w plug-inach oraz udostępnia eksploit.
  2. ↓ HackerDefender – Rootkit dla Windowsa, który może być używany do ukrywania plików, procesów i kluczy rejestru. Pozwala również na implementację backdoora oraz przekierowania portu, który działa przez porty TCP otwierane przez istniejące usługi. Oznacza to, że nie można odnaleźć backdoora za pośrednictwem tradycyjnych środków.
  3. ↑ Slammer – robak, który atakował Microsoft SQL 2000. Dzięki szybkiemu rozmnażaniu robak może powodować odmowę usługi na zagrożonych obiektach.

Top 3 najpopularniejszego mobilnego malware:

  1. Hiddad – malware na system Android, którego główną funkcją jest wyświetlanie reklam, ale również jest w stanie uzyskać dostęp do kluczowych elementów zabezpieczeń wbudowanych w system operacyjny, umożliwiając osobie atakującej uzyskanie poufnych danych użytkownika.
  2. Hummingbad – malware ustanawiający trwały rootkit w urządzeniu; instaluje fałszywe aplikacje i ma niewielkie modyfikacje umożliwiające dodatkowe złośliwe działanie, takie jak instalowanie key-loggera, kradzież poświadczeń i omijanie zaszyfrowanych kont e-maili używanych przez przedsiębiorstwa.
  3. Lotoor – Narzędzie hakerskie, które wykorzystuje luki w zabezpieczeniach systemu operacyjnego Android w celu uzyskania uprawnień administratora na zagrożonych urządzeniach przenośnych.

 

Aktualna sytuacja oraz prognozy ekspertów dotyczące kluczowych sektorów nieruchomości komercyjnych

Polska, licząca 38 milionów mieszkańców, jest największym pod względem ludności krajem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jak wynika z raportu przygotowanego przez ekspertów CBRE, nasz kraj jest jedną z najbardziej stabilnych i dynamicznych gospodarek w regionie CEE. Raport „Poland Outlook 2017” przedstawia obecną sytuację oraz prognozy ekspertów CBRE dotyczące kluczowych sektorów nieruchomości komercyjnych: biurowego w Warszawie i miastach regionalnych, handlowego, przemysłowo-logistycznego oraz inwestycyjnego.

Dobre perspektywy dla polskiego rynku nieruchomości wynikają ze stabilnej sytuacji gospodarczej kraju, wysokiego poziomu konsumpcji wspieranego przez dobre warunki na rynku pracy i niskie ceny ropy. Spadek dotacji z UE i niższa przewidywalność sytuacji politycznej w ramach obecnego rządu  wpływają niestety niekorzystnie na zaufanie inwestorów i wydłużają proces decyzyjny, co przełożyło się na spadek ​​wzrostu PKB z 3,9% w 2015 r. do 2,9% w 2016 r. Wskaźnik CPI natomiast powrócił na poziom dodatni i będzie prawdopodobnie rósł w najbliższych miesiącach, aby osiągnąć średnią 1,8% na przestrzeni roku. Rynek pracy nadal się rozwija, bezrobocie spadło do rekordowego poziomu 7,7%, podczas gdy dochód realny wzrósł o około 3% w ostatnim roku.

Polska pozostaje solidnym celem inwestycyjnym i praktycznie nie odczuła zmian politycznych zachodzących w Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych (Brexit czy kwestie imigracyjne). Sytuacja w kraju w znacznej mierze jest napędzana przez wewnętrzną ekonomię, która przyciąga wielu zagranicznych inwestorów. Dobrą kondycję polskiej gospodarki doceniła agencja ratingowa Moody’s, która podniosła dotychczasową ocenę ratingową wskazując, iż perspektywy dla wzrostu PKB są solidne i wciąż mamy wszystkie atuty do przyciągania inwestycji.

Warszawski rynek biurowy

Warszawa jest w stanie ciągłego rozwoju zarówno pod względem liczby ludności, jak i infrastruktury. Ma dużo do zaoferowania dla nowych inwestorów, jak również dla obecnych na rynku graczy. W tym momencie rynek biurowy w Warszawie jest bardzo aktywny, duża konkurencyjność pomiędzy deweloperami generuje układ sił korzystny dla najemców.

Całkowity zasób nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie przekroczył 5 mln mkw., a apetyt deweloperów nie słabnie – w budowie znajduje się kolejne 840 tys. mkw. Od początku 2017r. oddano do użytkowania ponad 84 tys. mkw. w 9 budynkach, a do końca 2017 r. planowane jest ukończenie kolejnych 283 tys. mkw. Szacujemy, iż do końca tego roku zasób powierzchni biurowej w Warszawie wzrośnie o około 7,3%.

„Zmiany polityczne w Polsce, krajach Unii Europejskiej oraz Stanach Zjednoczonych nie wpłynęły i nie oczekuje się, że wpłyną na rynek nowoczesnej powierzchni biurowej w stolicy w takim stopniu jak to było w przypadku kryzysu finansowego w 2008 roku. Wysokiej aktywności deweloperów towarzyszy stabilny popyt napędzany m.in. przez rosnącą liczbę firm decydujących się na otwarcie w Warszawie własnego centrum usług wspólnych. Skala zawartych umów najmu w Warszawie pokazuje, że aktywność najemców utrzymuje się na wysokim poziomie. Mimo tak wysokiej aktywności najemców poziom pustostanów, wobec znacznej realizacji projektów spekulacyjnych, osiągnął dość wysoką wartość – 14%. Szacujemy, że ta tendencja wzrostowa powinna się utrzymać do połowy 2018 r., aczkolwiek nie przekroczy ok. 15,5%” komentuje Łukasz Kałędkiewicz Starszy Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE.

Poszerzający się wachlarz dostępnych opcji najmu powierzchni oraz wzmacniająca się pozycja najemców w procesie negocjacyjnym przełożyły się na spadek czynszów w ostatnich latach. Poziom czynszów za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe jest stabilny od końca Q2 2016 i wynosi aktualnie 23,00 EUR/mkw./m-c. Pomimo wysokiego poziomu pustostanów i przewagi rynkowej po stronie najemców nie prognozujemy dalszych spadków czynszu.

Regionalne rynki biurowe

Łącznie w miastach regionalnych znajduje się obecnie prawie 4 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 45% stanowią biurowce klasy A. Poza Warszawą liderami pozostają Kraków ( 942 tys. mkw.), Wrocław (867 tys. mkw.) oraz Trójmiasto (646 tys. mkw.). Inne miasta takie jak Łódź, Poznań i Katowice cieszą się coraz większym zainteresowaniem ze strony zarówno najemców jak i deweloperów, a w kolejce ustawiają się kolejne rynki z dużym potencjałem takie jak Lublin i Szczecin. Rok 2016 był jednym z najbardziej pomyślnych okresów w historii rozwoju rynków regionalnych, a wyniki z I kwartału potwierdzają dobre perspektywy na przyszłość.

W I kwartale 2017r. prawie 70 600 mkw. oddano do użytku w 12 obiektach, a w budowie znajduje się kolejne 827 tys. mkw. w 66 projektach zaplanowanych do ukończenia w przeciągu najbliższych dwóch lat. Obecnie największe projekty w budowie to Alchemia III oraz Olivia Star w Trójmieście (łącznie 39 tys. mkw.), Tischnera Office w Krakowie (32 tys. mkw.), Ogrodowa Office w Łodzi (28 tys. mkw.) oraz Sagittarius Business House we Wrocławiu (28 tys. mkw.). Aktywność deweloperów jest odpowiedzią na rosnące potrzeby najemców, w I kw. 2017 wynajęto prawie 175 tys. mkw. co stanowi 60% wzrost w stosunku do analogicznego okresu w 2016r.

 „Aktywność deweloperów w regionach jest kreowana przez silny popyt na nowoczesną powierzchnię biurową w tych miastach. W najbliższych dwóch latach zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej będą dalej rosły, a największej aktywności spodziewamy się w Krakowie (ponad 300 tys. mkw. w budowie). Ze względu na coraz wyższy poziom powierzchni niewynajętej, deweloperzy mogą się spodziewać wzrostu oczekiwań najemców oraz konieczności zwiększenia pakietu zachęt. W wielu miastach podaż prześcignie popyt niemniej jednak niesłabnące zainteresowanie ze strony najemców zwłaszcza z sektora BPO/SCC/IT pozwala prognozować, iż nowo wybudowana powierzchnia będzie stopniowo wchłaniana przez rynek. Ważnym podkreślenia wymaga jednak fakt, iż w pierwszej kolejności, bez znaczenia o jakim rynku regionalnym mówimy, wynajmą się projekty już realizowane, najlepiej zlokalizowane w ramach miasta, oferujące najlepszą możliwą przestrzeń pracy dla Najemcy oraz wspomniane wyżej pakiety zachęt”  komentuje Kamil Tyszkiewicz Dyrektor, Advisory and Transaction Services, Dział Powierzchni Biurowych, CBRE.

Silna aktywność deweloperów nieznacznie wpłynęła na średnią stopę pustostanów, która spadła do 10,4%, z wartościami wahającymi się w poszczególnych rynkach od 6,8% w Krakowie do 15,9% w Szczecinie. Różnica we wskaźnikach powierzchni niewynajętej jest zależna od dynamiki rozwoju poszczególnych rynków. Stawki czynszów w największych miastach regionalnych pozostały stabilne i wynosiły 10,5 -15 EUR/mkw./m-c w zależności od lokalizacji. Najwyższe czynsze wywoławcze są rejestrowane w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście.

Rynek przemysłowy i logistyczny

Całkowite zasoby nowoczesnych powierzchni przemysłowych i logistycznych w Polsce wyniosły prawie 11,6 mln mkw. pod koniec I kwartału 2017r. Rynek przeżywa prawdziwy boom budowniczy z kolejnym (po strefie Warszawa II) regionem – Górnym Śląskiem, którego podaż przekroczyła 2 mln mkw. powierzchni magazynowej klasy A. Następne w kolejce do bicia rekordów ustawiają się Poznań, Centralna Polska oraz Wrocław. Pięć największych polskich regionów przemysłowo-logistycznych w sumie skupia ponad 80% całkowitej podaży w Polsce.

Rok 2016 był historycznie najlepszym okresem na rynku powierzchni magazynowych, nie tylko pod względem popytu, ale również i podaży – łączna podaż powierzchni magazynowej klasy A dostarczonej na rynek w całym 2016 osiągnęła rekordowy poziom 1,12 miliona mkw. Rok 2017 nie zwalnia tempa. Doskonałą kondycję rynku potwierdzają wyniki I kwartału kiedy to do użytku oddano prawie 570 tys. mkw., a w budowie znajduje się kolejne 1,3 mln mkw. Dobra sytuacja na rynku sprzyja rozwojowi w dobrze znanych lokalizacjach w głównych polskich regionach, ale również powstawaniu obiektów w zupełnie nowych miejscach tj.: Zielona Góra, Opole, Kielce, Kalisz i wiele innych.

 „Na rynek powierzchni logistycznych coraz silniej oddziałuje handel internetowy. Dynamiczny wzrost branży e-commerce przekłada się na silny popyt na powierzchnie magazynowe, zarówno dla wielkopowierzchniowych regionalnych centrów dystrybucji – często zajmowanych przez czołowych międzynarodowych graczy rynku e-commerce, jak i miejskie centra logistyczne realizujące ostatni etap dystrybucji w ramach łańcucha dostaw (tzw. last mile)” komentuje Aleksander Kuźniewski, Zastępca Dyrektora, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Przemysłowo – Logistycznych, CBRE.

Pomimo dużej aktywności deweloperów, wskaźniki pustostanów utrzymują niski poziom. Nowopowstała powierzchnia jest szybko wchłaniana przez firmy, które dynamicznie się rozwijają i poszukują dodatkowych lokalizacji. Najniższe wskaźniki powierzchni niewynajętej występują w regionie Polski Centralnej (2%) i Górnego Śląska (4%). Umowne stawki czynszowe są stabilne i utrzymują się na poziomie 2,40 – 3,90 EUR/mkw./m-c. w głównych polskich regionach przemysłowo-logistycznych. Zauważalna jest znaczna różnica między stawkami czynszów umownych i efektywnych.

Rynek handlowy

Polska dysponuje obecnie ponad 11 mln mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Początek roku nie przyniósł żadnych nowych obiektów handlowych. Do użytku oddano jedynie rozbudowaną część Auchan Hetmańska w Białymstoku (5800 m. kw. nowej powierzchni handlowej). Mimo, iż I kwartał 2017r. był dość spokojny, można spodziewać się, że w tym roku do użytku trafi jeszcze ponad pół miliona mkw. nowej powierzchni handlowej. Swoje podwoje otworzą takie projekty jak Wroclavia we Wrocławiu, Galeria Północna w Warszawie, Ikea w Lublinie czy Serenada w Krakowie.

„W wyniku coraz większej konkurencji ze strony nowoczesnych, proponujących innowacyjne rozwiązania projektów, wiele starszych obiektów znalazło się w obliczu przeprowadzenia koniecznych zmian. W Polsce aż 50% istniejących centrów handlowych jest obecnych na rynku od 10 lat lub dłużej. Deweloperzy powinni obecnie planować nie tylko nowe realizacje,  ale również  modernizacje i przebudowy już istniejących centrów. Odświeżanie obiektów, przearanżowanie przestrzeni, weryfikacja oferty handlowej oraz wprowadzanie nowych rozwiązań technologicznych to trend, który będzie się utrzymywał w najbliższych latach” komentuje Magdalena Frątczak, Starszy Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych CBRE.

Mimo, iż z rynku wycofał się Marks&Spencer oraz TopShop, wiele znanych marek zagranicznych takich jak np. Hamleys, Victoria’s Secret oraz marki z grupy Iconix Brand przyglądają się Polsce i zapowiadają tutaj swój rozwój. Ponadto, firmy już obecne na polskim rynku rozwijają swoje sieci wprowadzając nowe koncepty i formaty, co pozytywnie wpływa na różnorodność oferty handlowej.

Średni wskaźnik powierzchni niewynajętej w 8 największych polskich aglomeracjach wyniósł
3,3 % na koniec 2016 roku i był nieznacznie wyższy niż na koniec pierwszej połowy 2016. Stawki czynszów i długość negocjacji w najlepszych centrach handlowych nie zmieniły się znacząco w przeciągu ostatnich kilku lat. Najbardziej prestiżowe projekty takie jak Arkadia, Galeria Mokotów, Złote Tarasy w Warszawie, Galeria Krakowska w Krakowie, Silesia City Centre w Katowicach czy Stary Browar w Poznaniu pozostają wciąż na szczycie listy marzeń wielu najemców i są obiektami, w których osiąga się najwyższe czynsze w kraju. W nowych obiektach w słabszych lokalizacjach wydłużył się proces negocjacji. Najemcy oczekują wzrostu zachęt kapitałowych, tj.: pokrycie kosztów wykończenia lokalu, okresy zwolnień z płatności czynszu, stawek czynszowych płaconych od obrotu zamiast stałego czynszu.

Polscy konsumenci przestali obawiać się zakupów internetowych, a  sprzedawcy w sklepach tradycyjnych są coraz bardziej świadomi potrzeby integracji rynku internetowego z tradycyjnym handlem. Rosnący udział sprzedaży internetowej w całkowitym poziomie sprzedaży detalicznej wymusza poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań, które przyciągną klientów do sklepów stacjonarnych. Konieczność skonsolidowania handlu tradycyjnego z sektorami m-commerce
i e-commerce stała się jednym z najistotniejszych wyzwań dla wszystkich podmiotów na rynku.
W celu wypracowania przewagi konkurencyjnej zarządcy i właściciele wykorzystują nowoczesne technologie, które skutecznie implementują do centrów handlowych. Przykładami innowacyjnych rozwiązań są aplikacje mobilne wskazujące drogę do szukanego sklepu wewnątrz centrum handlowego, lub pozwalające na otrzymywanie spersonalizowanej oferty na podstawie poprzednich decyzji zakupowych klienta.

Rynek inwestycyjny

Początek roku był okresem jak zwykle dość spokojnym na rynku inwestycyjnym, w I kwartale 2017 r. całkowity wolumen inwestycyjny w Polsce wyniósł 485 mln euro, co oznaczało 5% spadek w stosunku do tego samego okresu w roku 2016. Polska jednakże jest wciąż w centrum zainteresowania – solidny wolumen transakcji w przygotowaniu oraz wzrastająca liczba inwestorów interesujących się polskim rynkiem nieruchomości wskazują, że całkowity wolumen transakcji w 2017 roku powinien osiągnąć podobny poziom do tego z lat 2015-2016.

„Rynek inwestycyjny w Polsce w I kwartale 2017 roku został zdominowany przez sektor hotelowy, który dzięki transakcji nabycia trzech 5-gwiazdkowych hoteli stanowił 45% udziału w rynku. W ramach transakcji nowego właściciela zyskał Hotel Sheraton w Krakowie, oraz dwa hotele w Warszawie: Hotel Radisson Blu Centrum oraz Hotel Westin. Ponadto zainteresowaniem inwestorów cieszą się niezmiennie sektory handlowy oraz biurowy, które zdobyły odpowiednio 33% oraz 20% udziałów w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych. Rok 2017 zapowiada się bardzo optymistycznie z uwagi na fakt, iż toczy się obecnie wiele transakcji na naszym rynku” komentuje Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE.

Aktywność inwestorów od kilku lat nie skupia się już wyłącznie na największych projektach w Warszawie, ale przeniosła się także na mniejsze projekty i inne miasta Polski. Przewidujemy, iż trend ten utrzyma się w nadchodzących 3 kwartałach 2017, a inwestorzy o różnym profilu inwestycyjnym będą poszukiwać atrakcyjnych okazji rynkowych, nie tylko na terenie Warszawy, ale również w innych miastach regionalnych.

Wartości stóp kapitalizacji nie uległy większym zmianom od końca 2016 roku. Wciąż widoczna jest kompresja stóp kapitalizacji aczkolwiek ulega stopniowemu spowolnieniu.

Ronson planuje wypłatę końcowej dywidendy w wysokości 0,10 zł na akcję

Rada Nadzorcza Ronson Development pozytywnie zaopiniowała wniosek zarządu Spółki dotyczący zarekomendowania Walnemu Zgromadzeniu wypłaty końcowej dywidendy za 2016 r. w wysokości 0,10 na akcję. Biorąc pod uwagę zaliczkową dywidendę w wysokości 0,09 zł na akcję, wypłaconą przez Spółkę w marcu, łączna wypłata dla akcjonariuszy z ubiegłorocznego zysku sięgnie 0,19 zł na akcję. Uchwałę w tej sprawie Walne Zgromadzenie podejmie 30 czerwca.

Zgodnie z rekomendacją zarządu i rady nadzorczej dotyczącą podziału zysku netto wypracowanego w 2016 r., który sięgnął 64,5 mln zł, na dywidendę dla akcjonariuszy ma trafić łącznie 31,2 mln zł, czyli 0,19 zł na akcję. Ronson wypłacił już w marcu br. zaliczkową dywidendę w łącznej wysokości blisko 14,8 mln zł (0,09 zł na akcję). Dodatkowa wypłata sięgnie zatem 16,4 mln zł, czyli 0,10 zł na akcję.

– Na wypłatę dywidendy na takim poziomie pozwala nam bardzo dobra sytuacja płynnościowa Spółki i rekordowo wysokie zyski wypracowane w ubiegłym roku. Przypomnę, że jest to m.in. efekt bardzo zyskownej transakcji sprzedaży projektu Nova Królikarnia na rzecz Global City Holdings, którą zrealizowaliśmy pod koniec ubiegłego roku. Projekt został sprzedany za ponad 175 mln zł. z czego kwota prawie 141 mln zł została rozliczona w ramach transakcji odkupu przez Spółkę akcji własnych od GCH, a ponad 34 mln zł to łączna płatność, jaką Ronson otrzymał w gotówce. Zysk brutto ze sprzedaży tego projektu przekroczył 57 mln zł, co daje marżę brutto na poziomie niemal 33% – powiedział Tomasz Łapiński, p.o. prezesa zarządu Ronson Europe.

Walne Zgromadzenie, które zdecyduje o podziale zysku za 2016 rok, zostało zwołane na 30 czerwca br. Zarząd Ronson Europe proponuje ustalenie dnia dywidendy na 3 sierpnia, a dzień wypłaty dywidendy na 10 sierpnia br.

Czerwcowe Walne Zgromadzenie ma także oficjalnie zatwierdzić zmiany w zarządzie Spółki, będące następstwem rezygnacji złożonej pod koniec kwietnia przez dotychczasowego prezesa Shragę Weismana. Rada Nadzorcza zaproponowała Walnemu Zgromadzeniu mianowanie na prezesa zarządu Tomasza Łapińskiego, który od 2008 r. sprawował funkcję członka zarządu i dyrektora finansowego Spółki. Zaproponowała ponadto powołanie do Zarządu i powierzenie funkcji dyrektora finansowego Rami Gerisowi, dotychczasowemu kontrolerowi finansowemu, związanemu ze Spółką od 2007 r. Zgodnie z decyzją Zarządu, Tomasz Łapiński i Rami Geris pełnią nowe obowiązki już od 28 kwietnia br.

Koszty związane z delegowaniem pracowników, opłaty drogowe, rosnąca cena ropy wywindują ceny polskich firm transportowych

Transport na drogach Europy staje się coraz droższy dla polskich firm przewozowych. Oprócz konieczności respektowania przez przewoźników stawek płac minimalnych krajów do których kierowcy są delegowani, zazwyczaj dochodzą dodatkowe koszty z tytułu podróży służbowych. W dalszej perspektywie może to oznacza nawet podwyższenie cen importowanych produktów.

Największe kwoty miesięcznej dopłaty dla kierowców zawodowych wypłacane są za podróże do Francji. Średnio, suma ta wynosi około 406 zł. W dalszej kolejności jest Austria z dopłatą na poziomie 241 zł oraz Niemcy z dodatkiem 129 zł.

Brak kierowców zawodowych, rosnące ceny paliw i kosztów opłat drogowych to tylko część problemów polskich firm transportowych. Według raportu, koszty generują nie tylko przepisy o płacy minimalnej, ale także dodatkowe obciążenia wprowadzane przez poszczególne kraje UE. Francuska ustawa z lipca 2016 roku, wprowadziła na przykład szereg innych przepisów dotyczących pracowników podróżujących do pracy na terenie Francji. Poza stawką minimalną, wynoszącą od 9,68 do 10,00 € za godzinę pracy, narzuca się dodatkowe warunki wynagrodzenia w postaci różnego rodzaju dodatków: stażowego, z tytułu pracy w porze nocnej, a także za pracę w niedziele i święta oraz z tytułu godzin nadliczbowych. Szereg dodatkowych regulacji prawnych przyczynił się do tego, że Francja stała się najdroższym kierunkiem delegowania kierowców zawodowych, a jednocześnie jej geograficzne położenie sprawia, że przewoźnicy nie mogą wykluczyć tego państwa z planowanych tras.

Badanie „Transport na drogach Europy” dotyczyło pierwszego kwartału 2017 roku i uwzględniało wyniki z ponad 800 firm transportowych i ponad 7000 kierowców.

Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców

Laser-Med S.A. ma list intencyjny ws. połączenia z One More Level S.A.

Laser-Med S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., podpisała list intencyjny w sprawie połączenia z podmiotem z branży gier komputerowych – One More Level S.A. Spółki będą obecnie realizowały proces due diligence i przygotowywały Term Sheet, którego podpisanie ma nastąpić do końca maja br.

Laser-Med S.A. oraz One More Level S.A. dostrzegają korzyści płynące z zacieśnienia współpracy i zamierzają wykorzystać efekty synergii, płynące z posiadanego doświadczenia oraz potencjału obu podmiotów. W związku z tym Spółki podjęły decyzję o rozpoczęciu negocjacji w sprawie połączenia obu Spółek i podpisały list intencyjny w tym zakresie. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku spółki One More Level S.A. (spółka przejmowana) na spółkę Laser-Med S.A. (spółka przejmująca) w zamian za wydanie dotychczasowym akcjonariuszom spółki One More Level S.A. akcji Laser-Med S.A. Obecnie Spółki będą prowadziły proces due diligence oraz pracowały nad przygotowaniem Term Sheet, którego podpisanie zostało przewidziane do dnia 31.05.2017 r. Połączenie Spółek nastąpi po ustaleniu parytetu wymiany akcji oraz pod warunkiem wyrażenia zgody przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy obu Spółek.

„Podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu procesu połączenia obu spółek, bowiem jesteśmy przekonani, że może ono przynieść istotne korzyści. Naszym celem jest to, aby po połączeniu powstał podmiot o mocnej pozycji konkurencyjnej w branży gier komputerowych, który skutecznie wykorzysta efekty synergii wynikające z uzupełnienia wzajemnego potencjału rozwoju, zwiększenia skali działalności oraz redukcji kosztów funkcjonowania. Rozpoczynamy teraz proces badania obu spółek i przygotowujemy porozumienie w sprawie podstawowych warunków transakcji.” – wyjaśnia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Laser-Med S.A.

Emitent w ramach realizacji nowych kierunków rozwoju w oparciu o zmieniony profil działalności – działalność inwestycyjną w obszarze produkcji gier komputerowych oraz mobilnych, nawiązał w maju 2017 r. współpracę z One More Level S.A. w zakresie wymiany doświadczeń w obszarze planowania sprzedaży i budżetowania projektów, prowadzenia projektów i zarządzania ryzykiem projektowym, pozyskiwania finansowania, projektowania gier i aktualnych technologii (silniki gier) oraz procedur certyfikacji gier na poszczególnych platformach: PC, Microsoft, Sony.

One More Level S.A. to studio game developerskie, które powstało w 2014 roku i wydało takie gry jak: Warlocks vs Shadows, Deadlings, Race to Mars. Producent ten jest także certyfikowanym wydawcą na platformy Xbox One, PS4, PSVITA, Nintendo oraz Steam. One More Level S.A. pracuje obecnie nad swoją najnowszą produkcją, będącą największym tytułem w historii Spółki, która trafi do dystrybucji na przełomie 2017/2018 roku nakładem jednego z największych światowych wydawców na platformy PC i konsole (PS4, Xbox One). W 2017 roku One More Level S.A. chce także wystąpić o dofinansowanie z NCBiR (Program GameINN) na rozwój innowacyjnych technologii związanych z nową produkcją.

„Nasza dotychczasowa współpraca z One More Level S.A. przebiega bardzo dobrze. Widzimy spore perspektywy rozwoju tej Spółki związane przede wszystkim z jej najnowszą grą, która ukaże się na przełomie 2017/2018 roku nakładem jednego z największych światowych wydawców. Rynek ten rośnie w Polsce co roku w bardzo dynamicznym tempie, co utwierdza nas w przekonaniu, że przyjęty kierunek rozwoju Spółki jest właściwy.” – zakończył Prezes Ciszewski.

Laser-Med S.A. osiągnęła w 1 kwartale 2017 roku zysk netto w kwocie 262 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 252 tys. zł. Wypracowanie bardzo dobrych wyników finansowych było możliwe dzięki skutecznej realizacji działań restrukturyzacyjnych, m.in. redukcji zobowiązań w łącznej wysokości ponad 161 tys. zł oraz zbyciu aktywów (środków trwałych) związanych z dotychczasowym przedmiotem działalności za kwotę ponad 159 tys. zł.

Konrad Białas: Czas na ocenę sytuacji

Po pozytywnym starcie tygodnia w Azji widać, że „Trumpulencje” słabną, choć przy ryzyku politycznym nigdy nie wiadomo, kiedy ponownie uderzy. Rynek walutowy jest spokojny, a na rynku ropy widać wysokie oczekiwania przed czwartkowym spotkaniem OPEC. Dziś jednak może być sennie.

W kalendarzu na poniedziałek danych jest jak na lekarstwo, więc tutaj niema co szukać impulsów do handlu. Skandal w Waszyngtonie dotyczące Trumpa oraz jego ludzi i ich kontaktów z Rosjanami pozostaje głównym tematem, ale weekend nie przyniósł nowych rewelacji. Już powołana specjalna komisja do zbadania sprawy może ochłodzić nastroje, a do dalszego szumu medialnego inwestorzy wkrótce się przyzwyczają. Zbyt wcześnie, by zobaczyć wysokie szanse na impeachment Trumpa, ale mleko się rozlało, więc krótkoterminowa słabość USD jest uzasadniona. Nie pomaga, że wycena czerwcowej podwyżki Fed wróciła do niemal pewnej (99 proc.), gdyż dla dolara ważniejsze, czy Fed znajdzie odwagę i argumenty, by dokonać kolejnej w drugiej połowie roku? Na razie rynek widzi raptem 40 proc. szans na to. Dzisiejsze wystąpienia Harkera i Kashkariego raczej wiele tutaj nie zmienią. Pierwszy otwarcie mówi o dwóch podwyżkach do końca roku (i trzeciej nie dołoży), z kolei Kashkari ma gołębie poglądy. Dalej w tygodniu otrzymamy minutki z majowego posiedzenia FOMC, które przy obecnym biegu wypadków wydają się już przestarzałe i nie powinny mieć większego wpływu.

EUR/USD przystanął przy 1,12, ale wciąż ma pole do dalszych wzrostów. Poza problemami dolara, pozycja euro jest dobra, o ile jutrzejsze odczyty PMI nie wskażą na hamowanie ożywienia. Osobiście sądzę, że rynek zapędził się w oczekiwaniach tempa normalizacji polityki ECB i na posiedzeniu za trzy tygodnie dostanie mniej niż teraz liczy, ale na razie lepiej nie stać na drodze rajdu EUR. Dziś na spotkaniu Eurogrupy będzie omawiany temat Grecji, ale po osiągniętym w ubiegłym tygodniu porozumieniu odnośnie reform, latem raczej nie grozi nam świeża odsłona greckiej tragedii. Ministrowie finansów UE mogą też pochylić się and tematem Brexitu, choć oficjalne rozmowy mają wystartować dopiero 19 czerwca. W weekend prasa brytyjska cytowała minister ds. wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE D. Davis, który zagroził odejściem Londynu od negocjacji, jeśli Bruksela nie porzuci żądań zapłaty przez Wielką Brytanię 100 mld EUR. GBP/USD nie jest w stanie utrzymać popytu ponad 1,30 i takie doniesienia na pewno w tym nie pomagają.

Na czwartek zaplanowane jest spotkanie OPEC, gdzie stawką będzie przedłużenie wygasających w czerwcu cięć wydobycia. Po zeszłotygodniowych deklaracjach wiemy, że głowni gracze, Arabia Saudyjska i Rosja, są za wydłużeniem porozumienia do końca marca 2018 r. Jeśli cięcia zostaną podtrzymane (na co rynek bardzo liczy), ropa naftowa WTI wróci do handlu w range’u z początku roku, ale każde zgrzyty lub sprzeciwy niektórych członków będą negatywnie odebrane przez rynek. CAD, NOK i RUB w szczególności będą wrażliwe na informacje ze spotkania.

Silny start tygodnia w wykonaniu azjatyckich giełd i dobra postawa walut tamtejszych rynków wschodzących sugeruje, że Trumpulencje na razie przynoszą więcej szkody dla USD niż dla aktywów ryzykownych. Z drugiej strony obraz techniczny zaczyna podkreślać wyprzedanie par złotowych. Widzimy rosnące ryzyko, że każde zejście pod 4,20 będzie wykorzystywane na sprzedaż złotego. Strefa 4,2250-4,23 jest na razie sufitem, ale może nie przetrwać kolejnego testu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zasiedzenie to pierwotny sposób nabycia prawa własności nieruchomości

Sąd Najwyższy w uchwale składu 7 sędziów Sądu Najwyższego Izby Cywilnej z dnia 9 grudnia 2016 roku jednoznacznie przesądził, że dopuszczalne jest nabycie prawa własności nieruchomości przez posiadacza samoistnego w drodze zasiedzenia, nawet jeżeli nieruchomość ta pozostaje w użytkowaniu wieczystym ustanowionym na rzecz innego podmiotu. Dzieje się tak najczęściej wówczas, gdy z nieruchomości – tej która jest użytkowana wieczyście – korzysta inna niż użytkownik wieczysty – osoba posiadająca tytuł prawny do działki sąsiedniej. Jej korzystanie ma charakter posiadania samoistnego, czyli zachowanie tego posiadacza samoistnego jest takie, jakby był jej właścicielem – chociaż z prawnego punktu widzenia jeszcze nim nie jest. Do sytuacji takiej dochodzi zazwyczaj z powodu braku wiedzy o miejscu przebiegu granicy pomiędzy działkami, niedopilnowania przez właściciela – czyli gminę – przestrzegania granic nieruchomości w momencie przekazania jej użytkownikowi wieczystemu, jak również z powodu braku kontroli granic przez gminę w czasie trwania użytkowania wieczystego.

– Nabycie prawa własności nieruchomości przez zasiedzenie wymaga samoistnego posiadania przez 20 lal w dobrej wierze lub 30 lat w złej wierze – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl mec. Anna Maksymiuk z Kancelarii Gardocki i Partnerzy – Zasiedzenie to pierwotny sposób nabycia prawa własności nieruchomości, które następuje z upływem oznaczonego terminu wykonywania posiadania w sposób przewidziany w kodeksie cywilnym. Posiadanie prowadzące do zasiedzenia musi mieć charakter samoistny – posiadacz musi zachowywać się jakby był właścicielem nieruchomości, choć w rzeczywistości jeszcze nim nie jest. W takiej sytuacji bierna postawa właściciela nieruchomości oraz brak kontroli przez gminę granic nieruchomości będących w użytkowaniu wieczystym – de facto nie reagowanie przez gminę na samoistne posiadanie nieruchomości przez podmiot nieuprawniony – musi skutkować rozstrzygnięciem o zasiedzeniu. Gmina ma wystarczająco dużo czasu, aby dostrzec potencjalne zagrożenie zasiedzenia swojej nieruchomości i podjąć odpowiednie kroki prawne – nawet jeżeli nieruchomość jest już w użytkowaniu wieczystym. Takie są obowiązki właściciela nieruchomości. Sąd Najwyższy w cytowanej uchwale stwierdził, że nie istnieje podstawa prawna wyłączająca posiadanie prowadzące do zasiedzenia w stosunku do posiadania nieruchomości będącej w użytkowaniu wieczystym. Skutkiem podjętej uchwały będzie rozstrzygane podobnych spraw na korzyść posiadaczy samoistnych i tym samym utrata własności przez Skarb Państwa lub jednostkę samorządu terytorialnego. Uchwałę należy przyjąć z zadowoleniem, albowiem ujednolici ono orzecznictwo, które w tym zakresie było różne – przyznać należy, że przeważający był nurt dopuszczający zasiedzenie w takiej sytuacji – dodała Maksymiuk.

Mailingi – potencjał do analityki big data

Mail to kluczowe narzędzie łączące CRMy klientów z ekosystem reklamy digitalowej. Analityka danych w oparciu o mail przynosi największe korzyści dla biznesu. Jednocześnie masowe mailingi umierają gwałtowną śmiercią – młodzież z pokolenia Z i Y prawie w ogóle z nich nie korzysta.

W dyskusjach marketerów można usłyszeć zdania, że „maile nie sprzedają”. I słusznie – tradycyjne newslettery niedługo wymrą. Tylko co dziesiąty nastolatek korzysta z newsletterów do szukania informacji o produktach i usługach.

w1

Jednocześnie marketerzy rzadko zdają sobie sprawę z możliwości analitycznych, jakie daje email. Na polskim rynku rzadko wykorzystuje się pełen potencjał danych z emaili do analityki sprzedażowej, optymalizacji kampanii czy strategii tworzenia nowych produktów. Obecnie najczęściej – jeśli w ogóle – dane z komunikacji email są integrowane albo z odsłonowymi kampaniami remarketingowymi, albo z CRM – aby dostarczyć informację o scoringu dla sprzedawców pracujących na pojedynczych leadach.

W Polsce jednocześnie rozwija się już trend na tworzenie własnych cyfrowych CRMów przez klientów końcowych. I tam klienci są identyfikowani najczęściej poprzez adresy email. I tam jest największa przestrzeń do analityki big-data; przed rynkiem jednak jeszcze długa droga. Docelowo dane powinny uwzględniać:

kolko

Modelowanie danych może się odbyć na różne sposoby. Różne rodzaje danych umożliwiają różne modele i różne korzyści biznesowe. Kilka przykładowych modeli danych:

  • Współpraca strony WWW i komunikacji mailowej w służbie sprzedaży – Czy warto inwestować w rozwój bazy mailowej i strony WWW, aby zwiększyć sprzedaż? W co lepiej zainwestować?
  • Predykcja sprzedaży w oparciu o plan marketingowy – Jaka będzie sprzedaż w zależności od różnych planów marketingowych?
  • Identyfikacja ścieżek zachowań klientów na WWW i w mailach dla różnych kategorii klientów – Zaprojektowanie różnych scenariuszy ścieżek klientów – i w ogólnym Customer Journey i w ramach własnych touchpointów.
  • Opracowanie optymalnego contentu do zwiększania sprzedaży wśród różnych rodzajów klientów – Wiedza o tym, co promować – jakie produkty i jaki content

Jak to zrobić? Oczywiście najlepiej jest stworzyć własną bazę integrującą dane z różnych źródeł – to najlepsze podejście, jeżeli chce się obejść problem tzw. walled gardens i jeżeli nie chce się powierzać danych z własnego CRM do zewnętrznych firm. Pozwala również tworzenie własnych procesów analitycznych i reklamowych. Ta baza musi zawierać zarówno informacje o poszczególnych osobach, ale i zintegrowane dane o ich zachowaniu wśród wszystkich touch pointów. Ale można też skorzystać z różnych usługodawców – Google, CRMy zintegrowane z chmurą (Salesforce) i ekosystemy danych, takie jak Microsoft Azure, IBM Watson czy Amazon.

Jeżeli zainteresowała Cię ta tematyka, pobierz pogłębiony materiał o potencjale analityki opartej o email i możliwych integracjach, zawierający charakterystykę świadomych użytkowników komercyjnych mailingów.

Albert Hupa, IRCenter.com.

LS Tech-Homes S.A. po 1 kw. 2017 r. z zyskiem netto w wysokości blisko 3,3 mln zł

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, chce osiągnąć w najbliższych latach wysokie tempo rozwoju dzięki stałemu wzrostowi portfela zamówień. Spółka postawiła na innowacyjność i stała się polskim liderem budownictwa w technologii modułowej.

LS Tech-Homes S.A. zakończyła 1 kw. 2017 r. zyskiem netto w wysokości blisko 3,3 mln zł, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły poziom 10,1 mln zł, co było najlepszym kwartalnym wynikiem finansowym w historii Emitenta. Osiągnięcie wysokiej progresji wyników finansowych było rezultatem efektywnego wykorzystania potencjału produkcyjnego własnych zakładów oraz prowadzenia intensywnych działań marketingowo-sprzedażowych. Spółka realizowała również przyjęty plan rozbudowy zasobów kadrowych w pionie produkcyjnym, technicznym oraz sprzedażowym.

Swój sukces LS Tech-Homes S.A. zawdzięcza podążaniu za najnowszymi światowymi trendami rozwoju budownictwa, które stawiają trudne dotychczas do spełnienia wymagania: krótkiego czasu realizacji oraz wysokiej jakości wykonania inwestycji.  Spółka chcąc sprawować pełną kontrolę nad jakością swojej produkcji już w pierwszej fazie działalności skupiła się na wypracowaniu technologicznego know-how, dzięki bliskiej współpracy swoich specjalistów z działu R&D (Research and Development) z Instytutem Techniki Budowlanej z Warszawy oraz Akademią Techniczno-Humanistyczną w Bielsku-Białej. Zdobyte dzięki tej kooperacji doświadczenie oraz będąca jej efektem nowatorska technologia wytwarzania płyt kompozytowych do produkcji prefabrykatów zaowocowały  przyznaniem LS Tech-Homes S.A. w marcu br. prestiżowego tytułu Rynkowego Lidera Innowacji – „Lider 5-lecia 2012-2017”. Z kolei Prezes Zarządu Spółki – Mirosław Pasieka, został dodatkowo wyróżniony Złotym Laurem Umiejętności i Kompetencji, przyznanym przez Regionalną Izbę Gospodarczą.

Głównym celem LS Tech-Homes S.A. jest dostarczanie modułowych rozwiązań pod klucz obejmujących również instalacje sanitarne i elektryczne, a także zdefiniowane przez inwestora umeblowanie. Tego typu technologia wzbudza niezwykle wysokie zainteresowanie sieci franczyzowych, co wynika z wysokiej powtarzalności standardu wykonania, niedostępnej dla technik konwencjonalnych szybkości montażu, a także symbolu nowoczesności oraz postępu. Równie duże zainteresowanie oferowaną przez Spółkę technologią zgłaszają wyższe uczelnie (miasteczka akademickie) oraz branża hotelarska (rozwój sieci oraz zagospodarowanie trudnodostępnych terenów).

Nowatorskie rozwiązania dla budownictwa bardzo szybko znalazły zainteresowanie na rynku niemieckim, gdzie od drugiego kwartału br. realizowana jest przez Spółkę inwestycja o wartości blisko 80 mln zł, która obejmuje budowę obiektów w Berlinie i zostanie zakończona w 4 kw. 2017 r. Niedostępna  dotychczas szybkość i jakość realizacji w innowacyjnej technologii doprowadziła do podpisania listu intencyjnego z kolejnym niemieckim partnerem na budowę blisko 100 tys. m2 powierzchni mieszkalnych z opcjami lokali komercyjnych. Wartość tego kontraktu szacowana jest na blisko 650 mln zł, a jego realizacja zaplanowana została na lata 2019-2021. Dynamiczny rozwój LS Tech-Homes S.A. jest wspierany przez zaplecze produkcyjne w czterech zakładach należących do Spółki w: Czechowicach-Dziedzicach, Studzienicach oraz dwóch fabrykach w Koniecwałdzie. Prowadzone obecnie rozmowy z kolejnymi inwestorami nie tylko z rynku niemieckiego, ale również holenderskiego, są sygnałem do uwzględnienia dalszych planów rozwojowych w postaci budowy kolejnych zakładów produkcyjnych w Polsce, jak i poza jej granicami.

„Jesteśmy przygotowani od strony techniczno-technologicznej do zapełnienia naszych hal produkcyjnych podpisanymi kontraktami. Proces inwestycyjny naszej Spółki był bardzo złożony, co wynikało z faktu, że w pierwszej kolejności musieliśmy pracować nad technologią i przeprowadzać kosztowne oraz czasochłonne badania rozwojowe produktów, budując jednocześnie nasze fabryki, które umożliwią nam realizację nowych kontraktów. W międzyczasie rozszerzyliśmy nasze portfolio produktowe o dodatkową paletę produktów, nad którymi intensywnie pracowaliśmy przez ostatni rok. Podpisane przez Spółkę kontrakty z pewnością potwierdzają naszą wiarygodność jako partnera biznesowego, a ich realizacja wpłynie bardzo pozytywnie na nasz dalszy rozwój.” – komentuje Mirosław Pasieka, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

„Cały czas pracujemy nad pozyskaniem kolejnych kontraktów i myślę, że wkrótce uda nam się zdobyć co najmniej jedno duże zamówienie o równie wysokiej wartości co poprzednie. Chciałbym tutaj podkreślić, że nowe kontrakty będą realizowane na bazie technologii Modułowej. Spółka pracowała w ostatnim czasie nad prefabrykacją gotowych ścian, stropów, stropodachów oraz gotowych Domów Modułowych i właśnie do tego zostały dostosowane nasze dwa zakłady produkcyjne na północy Polski w Koniecwałdzie. To właśnie tam będą powstawać gotowe Moduły.” – zakończył Prezes Pasieka.

Spółka zakończyła w kwietniu br. z sukcesem emisję obligacji serii A i pozyskała z niej środki w wysokości 7 mln zł. W ramach emisji obligacji serii A Emitent dokonał przydziału 7.000 szt. obligacji o wartości nominalnej 1.000 zł każda, a więc o łącznej wartości 7 mln zł. Środki pozyskane z emisji zostaną przeznaczone na realizację zagranicznych kontraktów LS Tech-Homes S.A.

Trans Polonia wypracowała w kwietniu 16,9 mln zł przychodów ze sprzedaży

Spółka Trans Polonia wypracowała w kwietniu 16,9 mln zł przychodów ze sprzedaży (+7 proc.), co oznacza wzrost zarówno w segmencie paliwowym (+8 proc.)., jak i segmencie produktów chemicznych, spożywczych i mas bitumicznych (+5 proc.). Pozytywna dynamika konsumpcji krajowej paliw płynnych i LPG, ożywienie w inwestycjach drogowych i dalsze sukcesywne umacnianie pozycji rynkowej w przewozach płynnej chemii w relacjach międzynarodowych to czynniki decydujące o dobrych odczytach minionego miesiąca.

Narastająco w okresie styczeń-kwiecień 2017 r., orientacyjne przychody ze sprzedaży wyniosły 65,7 mln zł (wobec 38,8 mln zł w analogicznym okresie sprzed roku). Na uwagę zasługuje głównie silny wzrost (+24%) sprzedaży segmentu transportu chemii, asfaltów i produktów spożywczych, który wygenerował 22,3 mln zł sprzedaży.

–Wstępne kwietniowe dane sprzedaży pokazują, że nie bazujemy tylko na dotychczasowej skali działalności OTP, ale potrafimy wygenerować organiczny wzrost w tym segmencie.  Ważną składową wyższych przychodów jest utrzymująca się od kilku kwartałów, korzystna dynamika w segmencie przewozów płynnych ładunków chemicznych na trasach międzynarodowych. Z kolei na rynku logistyki mas bitumicznych, widzimy ewidentne oznaki ożywienia i to także obszar, który w kolejnych miesiącach może odznaczać się pozytywnie – powiedział Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

Trans Polonia 16 marca 2017 r. zaprezentowała założenia Planu Inwestycyjnego na lata 2018-2020. Wzrost floty własnych ciągników i naczep-cystern o ponad 140 jednostek umożliwi Spółce odpowiedzieć na coraz wyższy popyt na oferowane usługi. Realizacja Programu rozpocznie się w II połowie 2017 r., a jego efekty będą widoczne w wynikach finansowych począwszy od kolejnego roku obrotowego. Grupa zakłada nabycie 56 cystern chemicznych, 40 cystern paliwowych i LPG oraz 10 cystern bitumicznych, a także 40 ciągników siodłowych o łącznej wartości ok. 55,8 mln zł. Program obejmuje także przeznaczenie części środków (ok. 6,2 mln zł) na wzrost kapitału obrotowego.

Polscy przedsiębiorcy: Pieniądze nie są wyznacznikiem sukcesu

Tylko dla niespełna 30 proc. polskich przedsiębiorców  z sektora MMŚP wyznacznikiem sukcesu są uzyskiwane przez nich dochody. Co jest dużo ważniejsze? Niezależność. Właściciele firm są zadowoleni ze swoich dokonań. Aż 67 proc. z nich uważa, że osiągnęło sukces lub dokona tego w ciągu dwóch lat – wynika z badania „Polski przedsiębiorca. Portret własny”, przeprowadzonego przez firmę home.pl.

W powszechnej opinii wielu Polaków osiągnięcie sukcesu utożsamiane jest z uzyskiwaniem dużych dochodów. W przypadku polskich przedsiębiorców, których firmy zaliczają się do sektora MMŚP (-mikro, -małe i średnie firmy) – niekoniecznie.  Dowodem na to jest badanie przeprowadzone w maju 2017 roku przez home.pl, na grupie 1 tys. klientów.

Przedsiębiorcy optymistycznie patrzą w przyszłość

Okazuje się bowiem, że aż dla 65 proc. z nich sukces utożsamia z niezależnością. Z kolei 48 proc. przedsiębiorców wskazało na rozpoznawalność marki na rynku, 34 proc. – stworzenie jej od początku, 23 proc. – na tworzenie miejsc pracy. Tylko 28 proc. właścicieli firm utożsamia sukces z uzyskiwaniem miesięcznie konkretnych dochodów (od 10 do 100 tys. zł netto).

Polscy przedsiębiorcy są zadowoleni ze swoich dokonań. Aż 36 proc. badanych uważa, że osiągnęło sukces. Kolejne 31 proc. jest pewne, że dokona tego w ciągu najbliższych dwóch lat. Tylko 6 proc. właścicieli przedsiębiorstw z sektora MMŚP nie czuje, że osiągnęło sukces, 28 proc. nigdy o tym nie myślało. Przeważająca większość z nich jest optymistami, jeśli chodzi o rozwój swoich firm. Odpowiedziało tak 93 proc. ankietowanych. Za pesymistów uważa się tylko 7 proc. badanych.

Wykorzystuj internet, inaczej nie osiągniesz sukcesu

A co, zdaniem przedsiębiorców, pomaga w osiągnięciu sukcesu? Nowe technologie wykorzystujące Internet. Uważa tak 69 proc. badanych, odmiennego zdania jest 17 proc. z nich, 14 proc. nie ma na ten temat opinii. A jakie? Reklama internetowa (71 proc. tych, którzy odpowiedzieli na poprzednie pytanie twierdząco), media społecznościowe (62 proc.), sklep internetowy (35 proc.), portale aukcyjne (17 proc.), porównywarki cenowe (16 proc.).

– Żeby osiągnąć sukces, współczesny przedsiębiorca powinien być gotowy na zmiany – komentuje   Marta Puczyńska, dyrektor działu sprzedaży i marketingu w home.pl . – A nowe technologie wpływają na sposób, w jaki się komunikujemy, spędzamy czas, jak i co kupujemy. Trzeba umieć je wykorzystywać. Bo nawet dysponując niewielkim budżetem reklamowym można dotrzeć do ściśle określonej grupy klientów. Internet daje możliwość prowadzenia skutecznych akcji promocyjnych. Zarówno w Warszawie, jak i Sydney.

Co się liczy? Pracowitość i kreatywność

Zdecydowana większość badanych przedsiębiorców, którzy prowadzą firmy z sektora MMŚP, twierdzi, że cechą pomagającą osiągnąć sukces jest pracowitość. Uważa tak 77 proc. ankietowanych. Z kolei 73 proc. wskazało na kreatywność, 59 proc. – zdolność adaptacji do zmian, 56 – determinację , 55 proc. – zdolność do podejmowania ryzyka, 45 proc. – zdolność zarządzania czasem, 43 proc. – szybkość podejmowania decyzji.

Ankietowani zostali także zapytani o przyszłe działania, które muszą podjąć, żeby rozwinąć  swój biznes. Okazuje się, że 43 proc. z nich zamierza zatrudnić pracowników, 34 proc. – zwiększyć nakłady na reklamę internetową, 33 proc. – zbudować stronę www. Dużo mniejsza liczba badanych planuje założyć swój sklep internetowy, wystawiać się na imprezach targowych (po 14 proc.).

Badanie „Polski przedsiębiorca. Portret własny” zostało przeprowadzone w maju 2017 roku z okazji 20. urodzin home.pl. Wzięło w nim udział tysiąc klientów firmy home.pl, zaliczających się do sektora MMŚP (-mikro, -małe i średnie firmy).

W kwietniu opublikowano informacje o 67 niewypłacalnych przedsiębiorstwach

W kwietniu opublikowano informacje o niewypłacalności 67 polskich przedsiębiorstw, wobec 66 w kwietniu 2016 roku (niewypłacalność – czyli niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkująca upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego). Od początku roku opublikowano informacje o niewypłacalności 291 polskich przedsiębiorstw (wobec 239 takich przypadków w okresie I-IV ubiegłego roku, czyli mamy do czynienia z 22% wzrostem).

 

  • Firmy są niewypłacalne ze względu na niską rentowność (sprzedaży – pierwsza marża), wysokie zadłużenie i małe zasoby finansowe. Z tego względu nie są w stanie przetrwać do kolejnego okresu, w którym będą mogły coś więcej zarobić
  • Budownictwo – początek nowych zleceń, ale firmy nie chcą/nie są w stanie inwestować w nowy sprzęt, co tłumaczy popularność jego wypożyczania/leasingowania
  • Budownictwo szerzej – nie tylko jako firmy wykonawcze, ale razem z producentami materiałów budowlanych i firmami usługowymi (np. inżynierskimi) to nadal 40% niewypłacalności
  • Pozostałe (poza materiałami budowlanymi) firmy produkcyjne: lepsza kondycja producentów maszyn, części i wyrobów metalowych, z drugiej strony – widoczne niewypłacalności firm spożywczych i zajmujących się recyclingiem
  • Wzrost liczby niewypłacalności w województwach Polski północno-zachodniej
niewypłacalne firmy kwiecień 2017
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Ponieważ w kolejnych miesiącach ubiegłego roku tak jak w kwietniu liczba niewypłacalności była już wyższa niż w pierwszym kwartale 2016, dlatego baza odniesienia jest też większa i w związku z tym nie będziemy już obserwować tak dużego jak w I kwartale procentowego wzrostu liczby niewypłacalności polskich przedsiębiorstw. Z drugiej strony trwały i szeroki problem z rentownością wielu polskich firm nie pozwala oczekiwać jej spadku – będzie to raczej kontynuacja trendu liczby niewypłacalności, spłaszczenie różnicy rok do roku ale jeszcze nie jej spadek. Wynika to także z wiodącej przyczyny niewypłacalności polskich firm, a jest nią ich niska rentowność.

Oprócz kryzysów charakterystycznych dla poszczególnych branż wspólny dla wielu firm jest problem finansowy – niska rentowność

Nawet bieżące obroty i płynność na niezłym poziomie nie gwarantują obecnie wielu przedsiębiorcom odporności na jakiekolwiek incydentalne zdarzenia. Wynika to z bardzo niskiej rentowności wielu przedsiębiorstw, niezależnie od sektora działalności jest ona często w okolicach 1-1,5% od obrotu!

Przy niskiej rentowności, a co za tym idzie – ograniczonych możliwościach generowania gotówki z podstawowej działalności, nawet tym na bieżąco radzącym sobie firmom nie udaje się zgromadzić kapitału, tej swoistej „poduszki finansowej” pomagającej przetrwać jakiś trudniejszy okres w biznesiemówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Tak długo, jak takie firmy otrzymują zapłatę w terminie, towar/usługi rotują, firmy te same regulują zobowiązania w terminie.

W tej sytuacji mamy do czynienia raczej z trwaniem, a nie rozwijaniem biznesu. Firmy, które „przesuwają z lewa na prawo” i niewiele na tym zarabiają, czyli mają bardzo niską marżę, nie generują wartości dodanej a jednocześnie mają stosunkowo wysokie zadłużenie, też mieć mogą problem w przyszłości, gdy np. załamie się rynek ich odbiorców. Warto to uwzględnić w swojej strategii biznesowej – zarówno jak podnieść swoją rentowność – gromadzenie kapitału, jak i w jaki sposób zabezpieczyć się w chwili obecnej przed niespodziankami, jakie niesie rynek, potencjalnie niewypłacalni odbiorcy.

Obecnie obracamy się w środowisku historycznie najniższych stóp procentowych, należy spodziewać się, że koszty pieniądza prędzej czy później wzrosną. Jeśli teraz, przy tak niskich stopach procentowych jest tak wiele firm – co miesiąc kilkadziesiąt, które tak kiepsko zarabiają że nie radzą sobie z obsługą swojego długu, kosztu pieniądza, to co będzie, gdy stopy procentowe wzrosną o punkt czy dwa – dodaje Tomasz Starus.

niewypłacalne firmy kwiecień 2017 r
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Budownictwo – mniej niewypłacalności, ale fundamenty nadal chwiejne

Większość firm budowlanych musi podchodzić do każdego przetargu i starać się o nie nawet bez względu na zysk – liczą się tylko przepływy bieżące. To w budownictwie mieliśmy do czynienia z największa niewypłacalnością opublikowaną w kwietniu. Firma ta miała wcześniej nawet 80 milionów obrotu, ostatnio 60 a nawet 50 mln… Obrót spadł a koszty pozostały – zadłużenie pozostało na podobnym poziomie albo nawet wzrosło. Takich firm w budownictwie i jego otoczeniu było więcej – nie były to zazwyczaj przypadki firm bez perspektyw, bez pomysłu na biznes czy jakoś źle zarządzanych. Przestawały płacić po sezonie – na początku IV kwartału. W zeszłym roku rzeczywiście mniej było inwestycji, co można wskazać jako przyczynę, a ponadto… Wiele z tych firm budowlanych nie przeżyło jeszcze takiej sytuacji – od początku lat 90-ych z reguły radziły sobie dobrze na lokalnych rynkach, które miały dobrze spenetrowane i mogły być pewne zleceń samorządowych, ze spółdzielni mieszkaniowych etc.

Jak na razie mówi się o boomie na sprzęt budowlany, ale głównie leasingowany a nawet wypożyczany. Sądzić można, iż gdyby firmy przewidywały, iż koniunktura w budownictwie potrwa odpowiednio długo i będzie na tym wystarczająco duża marża, to by zainwestowały w kupno sprzętu. Dużych przetargów na same prace budowlane (bez poprzedzającej je – i odwlekającej dopływ środków fazy projektowej) jest wciąż mało – więc wszyscy o nie walczą cały czas ceną.

niewypłacalne firmy kwiecień 2017 rok
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Producenci i firmy usługowe – cały czas ich problemem jest budownictwo, ciągnie ono w dół wyniki dostawców

Na mniejszy jeszcze do niedawna popyt na wiele wyrobów inwestycyjnych, w tym m.in. betonowych, stalowych, tarcicę budowlaną nakłada się zdecydowana nadprodukcja wyrobów budowlanych. Zbyt wiele mamy zbrojowni i innych tego typu zakładów – przedsiębiorcy przeinwestowali, i to jeszcze przed poprzednią perspektywa budżetową. Każda betoniarnia poszerzała asortyment i podejmowała się produkcji wyrobów gotowych itd. Ta produkcja, detaliczna w swojej skali nie może być wysokomarżowa – brak jest w niej oszczędności wynikających z dużej skali produkcji i w efekcie przy wahaniach koniunktury lub kondycji finansowej odbiorców (co sprowadza się do jednego – braku bieżących wpływów) ich producenci nie są w stanie zamortyzować tego faktu zgromadzonymi środkami – gdyż ich nie mają.

Gdybyśmy potraktowali budownictwo nie jako czysto usługi i prace budowlane, ale szerzej – włączając do niego wszystkie firmy kooperujące, czyli tez dostarczające materiały budowlane i świadczące na jego rzecz usługi (projektowe, nadzór inżynierski, przygotowanie inwestycji etc.), to można powiedzieć, że tak rozumiane budownictwo wygenerowało w kwietniu aż 40% przypadków niewypłacalności polskich firm (26 spośród 67 przypadków niewypłacalności w tym miesiącu). Zobaczymy po drugim kwartale, czy lepsza obecnie koniunktura w budownictwie poprawi także wyniki branż kooperujących – najpewniej ten efekt da się zauważyć mnie więcej za pół roku (spaść wtedy może liczba ich niewypłacalności). Okazać się tez może, iż ta poprawa nie będzie miała podobnej jak w budownictwie skali – ponieważ część niewypłacalności producentów mat. budowlanych to efekt postępującej konsolidacji, wspomnianej już nadprodukcji niektórych obszarach. Budownictwo wciąż więc wywiera negatywny efekt – co prawda bezpośrednio w ograniczonym zakresie, ale wciąż na dużą skalę pośrednio – poprzez branże współpracujące…

Problemy producentów art. spożywczych, firm zajmujących się recyklingiem – a z drugiej strony poprawa kondycji producentów maszyn, części i wyrobów metalowych

W grupie firm produkcyjnych, których niewypłacalność ogłaszają sądy a następnie publikują oficjalne źródła w kwietniu znalazły się też firmy produkcji spożywczej. Tak jest już od kilku miesięcy – nie jest to efekt popytu, ale niskiej rentowności, zwłaszcza lokalnych producentów, zmuszonych z jednej strony konkurować cenowo o dostęp do półek w sklepach sieciowych, a z drugiej strony tracących swoich lokalnych, dotychczasowych odbiorców – regionalne hurtownie i małe tradycyjne sklepy.

Jeszcze do niedawna w grupie niewypłacalnych firm produkcyjnych co miesiąc obecne były firmy zajmujące się produkowaniem, instalowaniem i serwisowaniem różnego rodzaju maszyn, ciągów technologicznych etc. Było to widoczne potwierdzenie spadku inwestycji samych przedsiębiorstw w roku ubiegłym. Obecnie w ich miejsce od pewnego czasu, także w kwietniu widać grupę firm (w kwietniu 3 przypadki) zajmujących się segregacją i obróbką odpadów. Wiązać się to może ze zmianami, pozwalającym m.in. samorządom na zlecanie obsługi w tym zakresie swoim spółkom celowym, z pominięciem przetargów, zamykając tym samym dostęp do rynku wielu prywatnym podmiotom. Recykling metali jest tez w pewnym stopniu „wrażliwy” od strony podatkowej – urzędy skarbowe dosyć często kwestionują kwestię rozliczeń VAT w tym segmencie.

Inną grupa firm, która miała problemy z niewypłacalnością i pojawiała się w tym zestawieniu przez ostatni rok były firmy produkujące wyroby metalowo-maszynowe, różnego rodzaju konstrukcje i części, zarówno na rynek krajowy (głównie budowlany) jak i eksportowy (głównie niemiecki). Jakiś czas temu wykazaliśmy związek pomiędzy koniunkturą w niemieckim eksporcie, a liczbą niewypłacalności w kooperującym z niemieckim przemysłem polskim sektorze metalowo-maszynowym. Także obecnie znajduje to potwierdzenie – niemiecki eksport ma się dobrze, więc niewypłacalności w polskim sektorze metalowo-maszynowym są dużo rzadsze, można rzec – sporadyczne.

Duża skala postępowań restrukturyzacyjnych – niekiedy planowanych, nieraz to efekt domina

W kwietniu opublikowano informacje o 25 postępowaniach naprawczych, stanowiących 37% ogółu niewypłacalności. Wiele firm bez względu na stan rynku prowadziło działalność bez zmian – inwestowała m.in. w sprzęt czy grunty, przez co ich koszty nie były dostosowane do bieżących, znacznie niższych wpływów. Nie zawsze był to efekt nieświadomie popełnianych błędów w zarządzaniu, zbyt późne reagowanie, ale czasami efekt świadomego działania – inwestowania w podmioty powiązane, wyprowadzania w ten sposób pieniędzy ze spółki matki w celu świadomego skorzystania z restrukturyzacji odbywającej się na koszt wierzycieli. Nie ma przed tym ochrony – tzn. wykazanie złej woli, świadomego działania na szkodę wierzycieli, zaskarżenie decyzji o postępowaniu naprawczym jest trudne. Praktyczną formą obrony i sankcjonowania takich zachowań jest śledzenie powiązań osobowych, właścicielskich i na tej podstawie wyciąganie wniosków – komu jako dostawcy towarów czy usług powierzamy pieniądze swojej firmy.

niewypłacalne firmy kwiecień 2017 roku
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Województwa – wzrost liczby niewypłacalności w Polsce północno-zachodniej

Nie są to bezwzględnie liczby duże, ale zauważalne na tle innych województw, gdzie liczba niewypłacalności nie zmieniła się lub zmniejszyła w kwietniu w porównaniu do sytuacji sprzed roku. Wiele z tych przypadków (blisko połowa) związane było z budownictwem. Liczbowo nadal najwięcej niewypłacalności było na Mazowszu – ale tutaj wzrost ich liczby miał miejsce w I kwartale, w kwietniu ich liczba była nawet o jedną niższa niż przed rokiem. Podobna sytuacja – koniec wzrostu liczby upadłości widocznego w I kwartale miał miejsce na Śląsku i w Małopolsce.

niewypłacalne firmy kwiecień 2017 roku I
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalne firmy kwiecień 2017 roku II
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalne firmy kwiecień 2017 roku III
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalne firmy kwiecień 2017 roku IIII
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalne firmy kwiecień 2017 roku IIIII
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalne firmy kwiecień 2017 roku IIIIII
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Wyniki finansowe Grupy Work Service za I kwartał 2017 roku

Grupa Kapitałowa Work Service w pierwszych miesiącach 2017 roku odnotowała wyraźną poprawę wyników. Przychody wzrosły o 11% wobec ubiegłego roku i wyniosły ponad 655 milionów złotych. Zysk operacyjny przekroczył 25 mln złotych, co oznacza wykonanie po pierwszych trzech miesiącach ponad 29% prognozowanego wyniku na koniec roku. Grupa w ostatnim czasie skupiła się na poprawie efektywności i wprowadzaniu zmian, umożliwiających pełne wykorzystanie bardzo dobrej koniunktury na rynku usług personalnych.

W pierwszym kwartale 2017 roku przychody Grupy Work Service wzrosły o niemal 11% do poziomu ponad 655 mln zł.  Zgodnie z realizowaną strategią firmy głównym motorem rozwoju jest wzrost organiczny i postawienie na wzmocnienie istniejących już linii biznesowych i terytorialnych. Już 44,7% przychodów pochodziło z działalności międzynarodowej, a pod względem wartościowym był to wynik lepszy od ubiegłorocznego o ponad 25 mln złotych.

Mamy za sobą bardzo dobry kwartał, którego wyniki pokazują zarówno rozwój naszego biznesu, jak i wyraźną poprawę rentowności. Umiejętnie wykorzystujemy dobrą koniunkturę na rynku pracy w Europie Środkowo-Wschodniej, dzięki czemu odnotowaliśmy solidny wzrost organiczny na poziomie 9% r/r. Jednocześnie cały czas wprowadzamy zmiany w grupie, które mają poprawiać naszą efektywność. Pierwsze efekty tych działań zaczynają być widoczne, czego dowodem jest osiągnięcie najwyższego w naszej historii poziomu EBTIDA, który został odnotowany w pierwszym kwartale roku – mówi Maciej Witucki Prezes Work Service S.A.

Po pierwszych trzech miesiącach wynik operacyjny Grupy Work Service powiększony o amortyzację wyniósł 29,3 mln złotych, co stanowiło wzrost o 43% w porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku. W tym samym czasie Grupa odnotowała poprawę zysku ze sprzedaży, który wzrósł z poziomu 15 mln zł do ponad 26 mln zł.  Poprawa efektywności jest widoczna również na poziomie zysku netto, który wyniósł 12,4 mln złotych, co stanowiło niemal trzykrotnie lepszy wynik niż przed rokiem.

Stawiamy na zrównoważony rozwój, który budowany jest na solidnych fundamentach. Z jednej strony wdrażamy nowe narzędzia rekrutacyjne, aby w obecnych warunkach rynkowych, mieć dostęp do jak największej bazy kandydatów. Z drugiej zaś skupiamy się zarówno na poprawie efektywności struktury finansowania i jak i prowadzonego biznesu. W rezultacie podejmowanych przez nas działań, po 3 miesiącach przekroczyliśmy poziom 25 mln złotych zysku operacyjnego. W ten sposób osiągnęliśmy już 29% prognozowanego przez nas poziomu na koniec roku – dodaje Maciej Witucki.

Podstawowe dane finansowe Grupy Kapitałowej Work Service za okres od 1 stycznia 2017 roku do 31 marca 2017 r. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego:

 Dane skonsolidowane (w tys. zł) 2017  2016  Zmiana r./r.
Przychody 655 062 591 248 +10,79%
EBTIDA 29 337 20 387 +43,90%
Zysk ze sprzedaży 26 226 15 087 +73,83%
Zysk EBIT 25 218 16 677 +51,21%
Zysk netto 12 395 4 240 +192,4%

 

W 2020 r. na świecie będzie brakowało 1 mln programistów. Bootcampy to innowacyjny i ultraszybki sposób na rozpoczęcie pracy w branży

W 2020 r. na świecie będzie brakowało 1 mln programistów. Bootcampy to innowacyjny i ultraszybki sposób na rozpoczęcie pracy w branży 3

Z badania przeprowadzonego przez specjalistów z infoShare Academy wynika, że w 2020 roku na całym świecie będzie brakowało ok. 1 mln programistów. Zapotrzebowanie na pracowników z branży IT jest tak duże, że od paru lat można zaobserwować dynamiczny rozwój bootcampów, czyli szkół, w których prowadzi się szybkie, skondensowane kursy programowania.

– W nauce programowania jest kilka różnych dróg zdobycia potrzebnej wiedzy. Z jednej strony to jest taka tradycyjna edukacja na politechnikach, ale to zajmuje zwykle kilka lat. Dlatego od paru lat obserwujemy bardzo dynamiczny rozwój bootcampów, czyli bardzo intensywnych kursów programowania, które pozwalają poznać podstawy i dają od razu możliwość wejścia do zawodu i rozwijania swoich umiejętności już w miejscu pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Leszek Wolany, Marketing Manager szkoły programowania Coders Lab.

Szkoły w modelu Boot Camp to innowacyjna forma dokształcania nastawiona na maksymalizację praktycznej wiedzy, odpowiadającej rynkowemu zapotrzebowaniu, w stosunkowo krótkim czasie.

– Na bootcampach, które organizujemy, uczymy przede wszystkich uczymy praktycznych umiejętności. 80 proc. to są zajęcia ćwiczenia i rozwiązywanie zadań z programowania, a nie tylko sucha teoria – przekonuje Leszek Wolany. Po czym dodaje – Zajęcia trwają cały dzień od 9 do 17. W bardzo krótkim czasie mieścimy dużo materiału, ale to pozwala szybko zacząć pierwsza pracę w zawodzie i dosyć szybko wejść w to nowe środowisko.

W 2016 roku w Polsce zanotowano deficyt niemal 50 tys. programistów, co oznacza, że fachowcy z branży IT mogą przebierać w ofertach. Według ekspertów aktualnie programiści otrzymują ok. 36 ofert rocznie, a więc średnio 3 oferty pracy miesięcznie.

Braki specjalistów w środowisku IT to przede wszystkim konsekwencja tego, jak rozwija się technologia. Smartfony mamy w kieszeni od 8-10 lat, tak naprawdę każdy ma średnio więcej niż jeden telefon, coraz więcej urządzeń ma różne interaktywne funkcje, czasem łącznie z lodówkami. Natomiast ilość ludzi kształcących się na politechnikach w tym czasie praktycznie się nie zwiększyła – wyjaśnia Leszek Wolany.

Komisja Europejska donosi, że ponad 90 proc. zawodów wymaga wiedzy z zakresu technologii informacyjnych i komunikacyjnych, a to oznacza, że liczba absolwentów informatyki nie nadąża za rosnącym zapotrzebowaniem na specjalistów. Dlatego właśnie powstają Bootcampy, które w krótkim czasie szkolą kandydatów na programistów, umożliwiając im szybkie  rozpoczęcie pracy w zawodzie.

– Bootcamp to zwykle bardzo intensywny kilkutygodniowy kurs. Najczęściej stacjonarny, więc od rana do wieczora uczymy się podstaw programowania z mentorem. Dajemy szanse na zmianę zawodu, ale też umożliwiamy zdobycie kompetencji w bardzo krótkim czasie, dużo krótszym niż w tradycyjnych formach edukacji – twierdzi Leszek Wolany i dodaje – W przypadku tradycyjnej edukacji, studia na politechnice to zwykle 5 lat, pewnie możemy szukać 3 letnich studiów licencjackich. Natomiast bootcamp to 2-3 miesiące.

Jak twierdzi Marketing Manager szkoły programowania Coders Lab, absolwenci kończący bootcamp są przygotowani do podjęcia pierwszej pracy, w której mogą zebrać cenne doświadczenie, pomagające na dalszym etapie kariery.

Absolwent po bootcampie zwykle zaczyna od stażu albo od stanowiska młodszego programisty w technologiach webowych. Większość osób jest w stanie zacząć pracę w ciągu 2-3 miesięcy po ukończeniu bootcampu – mówi Leszek Wolany. Ponadto dodaje, że osoba kończąca przyspieszony kurs już na samym starcie może nieźle zarobić – W tej chwili mamy ponad 100 osób uczących się równolegle na kursach w 8 miastach w Polsce, w ciągu roku będzie to ponad tysiąc absolwentów bootcampów programistycznych. Jeśli chodzi o zarobki, młodszy programista webowy w Warszawie to jest pensja rzędu 2-4 tysięcy złotych netto.

Unijny program rozwoju szkolnictwa zawodowego zakłada, że w całej Polsce w ciągu najbliższych lat ma zostać zainwestowanych kilkaset milionów złotych na kształcenie zawodowe młodzieży i dorosłych, co znacząco podniesienie innowacyjność i jakość kształcenia zawodowego.

Rynek szkolnictwa, jeśli chodzi o rynek programowania, rozwija się bardzo szybko. W Coders Lab zaczynaliśmy 3,5 roku temu, byliśmy jedną z pierwszych takich szkół, w tej chwili jest ich już kilkadziesiąt. Jest kilka dużych wiodących i cały czas jest miejsce na rynku dla absolwentów tych szkół uczących w dobry sposób, wypuszczających absolwentów o ugruntowanej wiedzy – podsumowuje Leszek Wolany.

Powstała polska platforma sprzedażowa dla producentów mleczarskich. Dzięki niej ze swoimi produktami mają szansę dotrzeć do klientów na całym świecie

Powstała polska platforma sprzedażowa dla producentów mleczarskich. Dzięki niej ze swoimi produktami mają szansę dotrzeć do klientów na całym świecie 4

Na rynku działa nowa, innowacyjna platforma dystrybucji dostępna dla polskich producentów z branży mleczarskiej. Polish Dairy umożliwia zawieranie transakcji na Global Dairy Trade i zapewnia efektywny pod względem kosztów dostęp do szerokiej gamy produktów masowych dla ponad 600 klientów z całego świata. Obecnie platforma współpracuje z ok. 200 mleczarniami. Formuła internetowej giełda jest przejrzysta, zapewnia możliwość zapoznania się z cenami referencyjnymi danego produktu, jest znacznie łatwiejsza w użyciu i obniża koszty transakcyjne.

– Nasza innowacyjność polega na tym, że współpracujemy z mleczarniami, które produkują produkty o charakterze masowym. Są to proszki mleczne, proszki serwatkowe, tłuszcze mleczne, sery. Dzięki współpracy z tymi mleczarniami jesteśmy w stanie pozyskiwać duże wolumeny produktów o ujednoliconej strukturze, składzie i wprowadzać je na światowe rynki – podkreśla w rozmowie z agencja Newseria Innowacje Mirosław Szczepański, prezes zarządu Polish Dairy.

Polish Dairy to pierwsza platforma obrotu produktami mleczarskimi w Polsce. Umożliwia rodzimym producentom zawierania globalnych transakcji dzięki dostępowi do Global Dairy Trade, platformy działającej na całym świecie.

– Obecnie na tej giełdzie działa ponad 600 kupujących zainteresowanych m.in. produktami z Polski. To kupujący z całego świata – wskazuje Mirosław Szczepański.

Polish Dairy współpracuje z ok. 200 mleczarniami w Polsce, z których każda nie tylko powiększa asortyment produktów, lecz także uatrakcyjnia ofertę. Jak jednak wskazuje prezes platformy, mleczarnie stawiają przede wszystkim na produkty masowe.

– To produkty, które można w łatwy sposób ustandaryzować. Przy produktach masowych możemy określić standard specyfikacji, jaki musi spełniać dany produkt. Produktów markowych nie da się już tak łatwo ustandaryzować, bo każdy producent ma swój własny, unikalny produkt – mówi ekspert.

Produkty masowe na różnych rynkach wyglądają podobnie, to np. proszki mleczne, odtłuszczone mleko w proszku, pełnotłuste mleko w proszku, słodka serwatka, maślanka w proszku.

– Korzyści są ogromne, szczególnie dla mleczarni. W chwili obecnej mamy do czynienia z rynkiem bardzo nieprzejrzystym, gdzie nie wiadomo, w jaki sposób kształtuje się cena. Charakteryzuje się on dość dużymi kosztami transakcyjnymi związanymi są z koniecznością poszukiwania odbiorcy, ustalania ceny, która będzie atrakcyjna, porównywania oferty. Jeżeli zostaje to skoncentrowane na giełdzie, która jest przejrzysta, która zapewnia możliwość zapoznania się z cenami referencyjnymi danego produktu, to jest to znacznie łatwiejsze i obniża koszty transakcyjne – tłumaczy Mirosław Szczepański.

W ten sposób Polish Dairy może być nowym kanałem dystrybucji dla polskich producentów, tym bardziej że Polska to jeden z największych eksporterów produktów mleczarskich. Tylko w 2016 roku wartość wyeksportowanych produktów mleczarskich z Polski wyniosła 1,47 mld euro (spadek o 5 proc., a w porównaniu do rekordowego 2014 roku o ponad 29 proc.). Niestety, zmniejszyła się wartość eksportu do krajów trzecich (o 16 proc. do 375 mln euro), lecz dzięki platformie polscy producenci mogą odwrócić ten niekorzystny trend.

– Otwiera się nowy kanał dystrybucji produktów dla polskich producentów, nowy kanał eksportowy. Biorąc pod uwagę to, że Polska jest jednym z największych producentów produktów mleczarskich na świecie, a w centralnej Europie jest największym producentem, kolejny kanał eksportowy jest zawsze mile widziany – przekonuje Mirosław Szczepański.

Rośnie liczba Polaków chorych na nowotwory krwi. Część z nich można uratować za pomocą nowoczesnych leków, ale w Polsce nie wszystkie są refundowane

Rośnie liczba Polaków chorych na nowotwory krwi. Część z nich można uratować za pomocą nowoczesnych leków, ale w Polsce nie wszystkie są refundowane 5

W ciągu kilkunastu lat liczba Polaków chorych na nowotwory krwi wzrosła dwukrotnie. Problemem w ich leczeniu jest utrudniony dostęp do nowoczesnych terapii. Pacjenci z przewlekłą białaczką szpikową i ostrą białaczką limfoblastyczną, którzy nie odpowiadają na dostępne leczenie (np. z powodu mutacji T315I) za pomocą inhibitorów kinazy tyrozynowej (TKI) lub u których terapia przestała być skuteczna na skutek lekooporności, mogliby skorzystać z terapii ratującej życie za pomocą ponatynibu, niestety na skutek nieporozumienia niedostępnej w Polsce. Lek mógłby zahamować postęp choroby, dzięki czemu pacjenci mogliby wrócić do aktywności życiowej i zawodowej lub doczekać do zabiegu przeszczepienia szpiku.

– Nowoczesne terapie celowane, które działają w określonych mutacjach, tam, gdzie inne terapie już nie mają zastosowania, w zaostrzonej chorobie nowotworowej pozwalają pomóc pacjentom onkologicznym za pomocą leków. Pacjent zamiast leżeć w szpitalu i przyjmować chemioterapię, może normalnie funkcjonować – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Gugulski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową, przedstawiciel Konsylium Pacjentów z Nowotworami Krwi.

Z raportu Instytutu Ochrony Zdrowia wynika, że w ciągu ostatnich 25 lat liczba Polaków chorych na nowotwory krwi wzrosła dwukrotnie. W 1990 roku na choroby te cierpiało 9 osób na 100 tys. mieszkańców, dziś liczba ta zwiększyła się do blisko 17. Rocznie diagnozę słyszy ok. 2 tys. osób. Wśród nich są osoby cierpiące na choroby rzadkie, dużą grupę stanowią też chorzy na przewlekłą białaczką szpikową i ostrą białaczką limfoblastyczną.

– Od pewnego czasu walczymy o dostęp do leczenia dla bardzo wyselekcjonowanej grupy pacjentów, dla których zastosowanie ponatynibu jest jedyną opcją wydłużającą życie. Pacjenci otrzymujący w tej chwili chemioterapię albo hydroksymocznik, który jedynie łagodzi objawy, mogliby przyjmować 2 tabletki dziennie, a ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej. To tak, jakby jechać furmanką, mając do dyspozycji mercedesa. Mówimy tu o chorych z przewlekłą białaczką szpikową i ostrą białaczką limfoblastyczną, którzy posiadają mutację T315I. Nie chodzi nam o wszystkich chorych z PBSz czy OBL, a jedynie o niewielką grupę, nie więcej niż 100 osób, które są precyzyjnie molekularnie zdefiniowane – powiedział prof. dr hab. n. med. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii.

W przewlekłej białaczce szpikowej wadliwe białka BCR-ABL odpowiedzialne za wytwarzanie nieprawidłowych białych krwinek w szpiku kostnym hamuje wprowadzenie inhibitorów kinazy tyrozynowej (TKI). U części pacjentów pojawia się jednak lekoodporność, podobnie jak u pacjentów z ostrą białaczką limfoblastyczną (OBL). U 20 proc. chorych na OBL występuje genetyczna mutacja chromosomu Philadelphia. Część pacjentów posiada mutację T315I, która sprawia, że są oporni na leczenie standardowymi lekami.

– Dla tych osób potrzebujemy leczenia, które zredukuje chorobę do poziomu, który ostatecznie możemy wyleczyć przeszczepieniem komórek krwiotwórczych – tłumaczy Jędrzejczak.

Dostępne obecnie leki pozwalają poprawić jakość życia, jednak zazwyczaj wystarczają na stosunkowo krótki czas. Fazy ostre choroby sprawiają, że bez odpowiedniego leczenia część chorych w ciągu kilku tygodni umiera. Niedawno został opracowany lek, który zmniejsza zdolność zmutowanych komórek do namnażania i zatrzymuje postęp choroby. Pan-inhibitor kinazy tyrozynowej – ponatynib blokuje aktywne połączenia w komórkach nowotworowych, a w przypadku osób z mutacją T315I – ratuje życie.

 Lek działa w ten sposób, że choroba cofa się z fazy ostrej do przewlekłej, a wtedy można zrobić przeszczep i jest on skuteczny, ale trzeba to zrobić szybko. W Polsce pacjenci zbierają środki na lek, a to sprawia, że umierają, ponieważ zbyt późno dostają ten lek – wskazuje Jacek Gugulski.

Lek został zarejestrowany w całej Unii Europejskiej, także w Polsce. W naszym kraju ponatynib wciąż nie jest jednak refundowany.

Jak wskazuje konsultant krajowy w dziedzinie hematologii dotychczas stosowany u chorych hydroksykarbamid spełniał raczej funkcje paliatywne. Ponatynib może zaś nie tylko przedłużyć życie, lecz także umożliwić przygotowanie pacjenta do przeszczepu.

– Dostęp do tej terapii mógłby pomóc ok. 100 pacjentom w skali roku w Polsce. To jest dla nich najważniejsze, bo dzisiaj nie ma dla nich kolejnych terapii – podkreśla Jacek Gugulski.

Sony rozszerza listę akcesoriów do PlayStation. Nowy karabin VR Aim ma zrewolucjonizować świat gier zręcznościowych

Sony rozszerza listę akcesoriów do PlayStation. Nowy karabin VR Aim ma zrewolucjonizować świat gier zręcznościowych 6

Nowy karabin, czyli kontroler celowniczy PlayStation VR Aim, pozwala coraz dalej przesunąć granicę rozrywki. Doświadczenia są znacznie bardziej intensywne – podkreśla Monika Paplińska z Sony Interactive Entertainment Polska. Nowy kontroler wirtualnej rzeczywistości jest przydatny przede wszystkim w typowych strzelankach, przy czym obecnie nie jest dostępny jako osobny produkt, ale w zestawie z grą „Farpoint”. W najbliższej przyszłości ma być jednak wykorzystywany znacznie szerzej, m.in. w grach „ROM: Extraction” i „The Brookhaven Experiment”.

– Niecałe pół roku temu, gdy wprowadzaliśmy PlayStation VR, czyli nasze gogle wirtualnej rzeczywistości, mówiliśmy o tym, że to urządzenie przekracza granice rozrywki, pozwala wejść do innego świata. PlayStation VR Aim, nowy kontroler celowniczy, pozwala te granice jeszcze dalej przesunąć, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się niemożliwe. Mamy dużo bardziej intensywne doświadczenia z rozgrywki – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Monika Paplińska, communication manager w Sony Interactive Entertainment Polska.

Nowy karabin, precyzyjniej określony jako kontroler celowniczy, ma zrewolucjonizować świat gier zręcznościowych, zaś prace nad nim trwały przez kilka ostatnich lat. Aim Controller jest kompatybilny z PlayStation 4 oraz PlayStation VR i przeznaczony do gier FPS (first-person shooter), czyli tzw. strzelanek.

– PlayStation VR Aim jest idealnym rozwiązaniem do wszelkiego rodzaju strzelanek. Farpoint jest pierwszą grą, która jest kompatybilna z PlayStation VR Aim, ale oczywiście nie zamierzamy na tym poprzestać. Została ona stworzona przez tych samych twórców, ale w drodze są także kolejne produkcja – zapowiada Paplińska.

Kontroler swoim kształtem przypomina karabin i trzyma się go w obu dłoniach. Jedna ręka kontroluje joystick, dzięki któremu gracz porusza się w wirtualnym świecie, druga ręka trzymana jest na spuście. Twórcy przekonują, że urządzenie zapewnia wysoką precyzję celowania. Karabin do VR emituje też wibracje, naśladujące zachowanie prawdziwej broni podczas oddawania strzałów.

– Jest bardzo podobny, jeśli chodzi o ułożenie klawiszy, do Dualshock 4, natomiast ma bardzo dobrze odwzorowujące rozrywkę i emocje sensory ruchu. Także spust, który umożliwia nam strzelanie do wroga – ocenia ekspertka Sony Interactive Entertainment Polska.

Aim Controller w rzeczywistości nie wygląda co prawda jak typowa broń, jednak w grze jego wygląd można zmieniać, odpowiednio do typu używanej w danym momencie broni. Sam kontroler to tylko narzędzie, które pozwala sczytać wykonywany ruch.

– Kontroler jest zaprojektowany w ten sposób, aby odwzorowywać wszystkie niezbędne bodźce, które napotkamy w grze. Jego kształt może budzić różnego rodzaju emocje. Uważamy, że jest on najbardziej ergonomiczny i najbardziej pasujący do tego, aby było nam wygodnie grać. W samej rozgrywce widzimy naszą broń inaczej – tłumaczy ekspertka.

PlayStation VR Aim trafił do sprzedaży 17 maja, wraz z grą „Farpoint”. W zestawie kosztują 335 zł, na razie nie można kupić kontrolera osobno. W najbliższej przyszłości urządzenie będzie mogło być również wykorzystane w grach „The Brookhaven Experiment", „Arizona Sunhine” (w połowie 2017 roku) oraz „ROM: Extraction”.

Mateusz Grzesiak: Większość fałszywych newsów służy reklamie albo polityce. Walczyć z dezinformacją powinny media społecznościowe i sami internauci

Od czasu wyborów prezydenckich w USA postprawda i fake newsy stały się medialnie głośnym tematem, ale i narastającym problemem. Spreparowane informacje, rozpowszechniane głównie w mediach społecznościowych, służą zwykle zwiększeniu wpływów z reklam albo celom politycznym. Za walkę z dezinformacją odpowiedzialne są w równym stopniu media, jak i sami internauci. 

– Fake news i postprawda to formy określonego przekazu komunikacyjnego, który jest w odpowiedni sposób zmanipulowany, tak aby odbiorca miał określonego rodzaju przekonanie i w odpowiedni sposób rozumiał daną informację – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mateusz Grzesiak, doradca biznesowy i psycholog.

Fake newsy, czyli fałszywe informacje, rozprzestrzeniają się głównie dzięki mediom społecznościowym i są narastającym w internecie problemem. Ich autorzy rozpowszechniają je zwykle w celach zarobkowych (na przykład chcąc zwiększyć zyski z reklam) albo propagandowych, nastawionych na konkretny cel. Nieprawdziwe informacje często tworzą i podają dalej także internetowi hejterzy i trolle.

– Fake newsy umieszczane są w internecie przez dwa rodzaje źródeł. Z jednej strony mamy do czynienia z osobami, które celowo manipulują przekazem, bo chcą dzięki temu coś zyskać, na przykład namówić wyborców do głosowania na określoną partię. Tak samo hejter może budować zasięgi na swoim serwisie dzięki fałszywej informacji, budując je niejako na popularności znanej osoby. Drugim źródłem są osoby nieświadome, które po prostu przekazują dalej informację, bo dobrze się klika – mówi Mateusz Grzesiak.

Według badań amerykańskiego serwisu BuzzFeed dezinformacja ma większy zasięg i grono odbiorców niż prawdziwe newsy, a w większości przypadków jej celem jest osiągnięcie zysków finansowych albo korzyści politycznych.

– Fake newsy umieszczone w mediach społecznościowych, dotyczące zarówno osób, jak i całych organizacji, mają kolosalne znaczenie. Dzisiaj za pomocą postprawdy czy fake newsa można zniszczyć komuś reputację albo wręcz przeciwnie zbudować ją. Jak podaje serwis PolitiFact, Donald Trump w oparciu o postprawdę prawdopodobnie wygrał wybory, bo w 70 proc. jego przekazy w trakcie kampanii mijały się z prawdą – zaznacza Mateusz Grzesiak.

Problem rozprzestrzeniania fałszywych i spreparowanych informacji okazał się na tyle poważny, że największy z serwisów społecznościowych Facebook zdecydował się walczyć z tym zjawiskiem. Od marca tego roku przy niewiarygodnych wiadomościach pojawia się ostrzegający, czerwony trójkąt z wykrzyknieniem, który sygnalizuje, że news nie jest zgodny z prawdą. Ponieważ nieprawdziwe informacje rozprzestrzeniają się głównie przez media społecznościowe, to na nich leży gros odpowiedzialności za walkę z tym problemem.

– Media społecznościowe i internet mają do odegrania ogromną rolę w walce z fake newsami oraz postprawdą, dlatego że to głównie one generują zniekształcone przekazy. Wcześniej służyły one przekazywaniu rzeczywistości. Jeżeli określona wiadomość jest przekazywana przez kolejne źródła, to za każdym razem, niczym w dziecięcej zabawie w głuchy telefon, przekaz się zmienia i na samym końcu jest już zupełnie inny niż oryginał. To jest relatywizacja prawdy – zauważa Mateusz Grzesiak.

Walkę z internetową propagandą i zalewem fake newsów zapowiedział już Donald Trump. Po wybuchu konfliktu na Ukrainie działania wymierzone w rosyjską propagandę i postprawdę podjęło wiele europejskich rządów. Jak podkreśla Mateusz Grzesiak, podstawą walki z tym zjawiskiem jest jednak obiektywizm i zdrowy rozsądek internautów.

– Polacy muszą się jeszcze dużo nauczyć, jak odróżniać fake newsy od informacji prawdziwych. Potwierdzają to badania. Holendrzy uważają, że 80 proc. informacji umieszczanych w social media nie do końca należy ufać. W przypadku Polaków 53 proc. badanych, głównie z pokolenia millenialsów, uważa, że takie informacje są warte zaufania w przeciwieństwie do mediów tradycyjnych, którym nie wierzy 60 proc. Z całą pewnością powinniśmy mieć większy dystans do tego, co czytamy w internecie, racjonalnie podchodzić do informacji i weryfikować ją, zamiast od razu oceniać – mówi Mateusz Grzesiak.

Studenci z Polski wezmą udział w finale konkursu organizowanego przez NASA. AGH Space Systems rozpoczęło zbiórkę pięniędzy na wyjazd do USA

Studenci z Polski wezmą udział w finale konkursu organizowanego przez NASA. AGH Space Systems rozpoczęło zbiórkę pięniędzy na wyjazd do USA 7

Studenci Akademii Górniczo-Hutniczej należący do koła naukowego AGH Space Systems przeszli do finału konkursu organizowanego przez NASA – CanSat Competition 2017. By wziąć w nim udział, muszą zebrać co najmniej 22 tys. zł. CanSat Competition to prestiżowy konkurs organizowany przez NASA poświęcony zagadnieniom związanym z eksploracją kosmosu.

W tym roku zadaniem zespołów, które zjawią się w Teksasie, będzie zbudowanie odpowiednich urządzeń, a następnie przeprowadzenie pełnej misji lądownika planetarnego, mającej symulować misję badania atmosfery Wenus. W eliminacjach do CanSat 2017 studenci z AGH zdobyli 96 proc. punktów od jury, co pozwoli im na wzięcie udziału w finale konkursu.

Zadaniem lądownika zaprojektowanego przez członków AGH Space Systems będzie opuszczenie rakiety, a następnie uwolnienie się od ochronnego kontenera (na odpowiednim pułapie). Nastąpi wtedy rozłożenie skrzydeł urządzenia i etap poruszania się lotem ślizgowym z zadaną prędkością po okręgu. W tym czasie zrealizowane zostanie próbkowanie atmosfery, sprawdzanie parametrów lotu oraz orientacji, a także zbieranie i przesyłanie danych do stacji naziemnej w czasie rzeczywistym oraz robienie zdjęć planety z możliwie najwyższą częstotliwością. Całość zasilana będzie z wykorzystaniem paneli słonecznych, zaś cała próba powinna się zakończyć bezpiecznym lądowaniem, po którym dzięki trybowi odzyskiwania będzie możliwe zlokalizowanie i ponowne użycie urządzenia.

Impreza potrwa od 9 do 11 czerwca 2017 r. ale pojawił się problem z środkami potrzebnymi na realizację wyprawy do Stanów Zjednoczonych. Dlatego koło naukowe AGH Space Systems stara się sfinansować swój wyjazd za pośrednictwem platformy crowdfundingowej.

– Aby wyjechać na konkurs CanSat Competition, potrzebujemy wysłać tam co najmniej 4 osoby. Dlatego rozpoczęliśmy kampanię crowdfouningową na PolakPotrafi.pl. Potrzebujemy zebrać co najmniej 22 tys. zł właśnie w celu wysłania tych 4 osób. Każde kolejne 5 tys. złotych to kolejna osoba, która zwiększa szanse na powodzenie misji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Przemysław Drożdż z Koła Naukowego AGH Space Systems.

Jak podkreśla Weronika Mrozińska z Koła Naukowego AGH Space Systems, to nie pierwszy projekt i zawody, w których z powodzeniem startują studenci z Krakowa. Przypomina, że mają już za sobą zwycięstwo w zawodach CanSat Competition 2015, a także 5. miejsce zajęte w edycji 2016. Ponadto zdobyli 1. miejsce w Global Space Balloon Challenge, a także wygrali w trzech z dziewięciu kategorii wchodzących w skład European Rover Challenge. Co istotne, krakowscy studenci nie osiadają na laurach i pracują nad kolejnymi projektami.

– Aktualnie realizujemy trzy główne projekty w naszym kole, jest to projekt rakietowy, projekt łazika marsjańskiego i projekt lądownika planetarnego. Jeżeli chodzi o sekcję rakietową, to pracuje w niej ponad 30 młodych inżynierów podzielonych na podzespoły elektroniki, struktury, napędu oraz paliwa i oprogramowania – wyjaśnia Weronika Mrozińska.

Ekipa AGH Space Systems zrzesza już niemal 70 członków. Jako interdyscyplinarny zespół konstrukcyjny, specjalizuje się w rozwijaniu technologii przemysłu kosmicznego. Warto zaznaczyć, że rok temu koło zorganizowało konferencję lądownika CanSat 2016. Ponadto sukcesywnie może liczyć na wsparcie nie tylko rodzimej uczelni, lecz także ministerstwa.

– Mamy bardzo duże wsparcie ze strony uczelni, która nas finansuje, daje nam pomieszczenia, w których możemy pracować. Uzyskujemy również wiele grantów z ministerstwa, dzięki którym nasze koło może egzystować. Dzięki tym grantom wyjeżdżamy na różne wyjazdy, do różnych ośrodków naukowych tak jak np. CERN czy chociażby inne jednostki naukowe w Europie – podsumowuje Przemysław Drożdż.

Po spadkach na giełdzie sytuacja na jakiś czas się poprawi. W dłuższym okresie czeka nas pogorszenie sytuacji na rynkach finansowych

Po spadkach na giełdzie sytuacja na jakiś czas się poprawi. W dłuższym okresie czeka nas pogorszenie sytuacji na rynkach finansowych 8

Zarówno w krótkim, jak i w długim terminie perspektywy dla rynków finansowych są niekorzystne, choć prawdopodobnie szczyty obecnej hossy są jeszcze przed nami. Lata 2018–2019 mogą się okazać okresem bessy – ocenia ocenia Adam Łaganowski, dyrektor sprzedaży w Opoka TFI. Najmniej ryzykowne może się okazać inwestowanie w złoto i gotówka. Ekspert podkreśla, że długoterminowe kupowanie akcji na niektórych międzynarodowych rynkach, zwłaszcza w USA, jest obecnie nieracjonalne i ryzykowne.

– O ile uważamy, że jesteśmy w jakimś przedłużonym okresie hossy na globalnych rynkach, tradycyjnie okres od połowy maja do połowy czerwca jest słabszy dla rynków finansowych i prawdopodobnie w tym roku może być podobnie. Przede wszystkim kandydatami do takiego słabszego zachowania są Stany Zjednoczone, ale też niewykluczone, że Polska – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Łaganowski, dyrektor sprzedaży Opoka TFI.

Analizy Opoka TFI wskazują, że w tym roku słabszy okres dla rynków finansowych przypada od połowy maja do połowy czerwca. Wiosna to jednak tradycyjnie gorszy czas na inwestycje. Co roku przypominana jest sentencja „sell in may and go away”, wedle której należy sprzedać akcje w maju i odkupić je z powrotem w listopadzie, bo w tym okresie rynki przeżywają zazwyczaj spadki.

– Często jest tak, że są na rynkach pewne zależności, które statystycznie występują i nie wiemy dlaczego. Hasło „sell in may and go away”, oznacza klasycznie, by sprzedać akcje w maju i odkupić dopiero w listopadzie. Statystycznie to się jednak zupełnie nie sprawdza. Co więcej, jeśli popatrzymy na wieloletnie statystyki, to w tym roku okres od maja do końca października powinien być dobry dla rynków – przekonuje dyrektor sprzedaży Opoka TFI.

Statystyki Dana Lyons’a wskazują, że jeśli stopa zwrotu amerykańskiego indeksu Dow Jones Industrial za 6 miesięcy poprzedzających maj mieści się w przedziale 15–20 proc. – tak jak obecnie, to średnia stopa za okres od maja do listopada w większości przypadków była dodatnia i wyniosła przeciętnie 9,64 proc., czyli najwięcej ze wszystkich możliwych wyników na nowojorskiej giełdzie w ostatnich 116 latach. W tym roku może być podobnie, analitycy Opoki sceptycznie oceniają jednak najbliższe tygodnie.

– Z punktu widzenia inwestora na pewno trzeba wziąć pod uwagę to, że akcje są obecnie bardzo drogie, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyceny należą do jednych z najdroższych w historii. Kupowanie tam akcji długoterminowo jest ryzykowne – tłumaczy Łaganowski.

Z analiz Opoka TFI wynika, że długoterminowe perspektywy rynków akcji na świecie, w szczególności w Stanach Zjednoczonych, nie są najlepsze. W latach 2018–2019 może się pojawić cykliczna bessa w Stanach Zjednoczonych, przekraczająca 30–40 proc. od szczytu. Dużo wskazuje jednak na to, że poprawia się sytuacja w Europie, gdzie nastąpiło przełamanie 17-letniego trendu spadkowego na indeksie największych europejskich spółek.

– Europa wyraźnie się w ostatnim czasie wybija, przede wszystkim relatywnie na tle innych rynków. Jako zarządzający w formule absolutnej stopy zwrotu możemy zarabiać na tym, że jedne rynki są silniejsze od innych. Nawet przy globalnej bessie są rynki silniejsze, a my mamy możliwość to wykorzystać –przekonuje ekspert.

Pogarszają się natomiast krótkoterminowe warunki do inwestowania w Polsce, gdzie utrzymuje się słabość małych spółek.

– Ich słabość jest niepokojąca, bo powinny najmocniej zyskiwać na dynamice rosnącego PKB. Rosną najbardziej duże spółki, które nie są największymi beneficjentami wzrostu gospodarczego. W WIG20 mamy wielu monopolistów, spółki, które niezależnie od tego, czy PKB rośnie o 1 czy 4 proc., to sprzedają rzeczy, które i tak ludzie kupują, czyli prąd, paliwa. Małe spółki, jeśli chodzi o zyski, powinny przede wszystkim być beneficjentami obecnego cyklu gospodarczego w Polsce – wskazuje Łaganowski.

Słabsze perspektywy dla rynków finansowych oznaczają, że inwestorzy muszą poszukać alternatywnych aktywów.

– Kupowanie czegokolwiek drogo jest ryzykowne, a drogie są obecnie akcje, obligacje i nieruchomości. Zapewne przy następnym kryzysie prawdziwym dywersyfikatorem ryzyka będzie złoto, dlatego warto mieć pewien udział złota w portfelu. Klasycznie w momentach stresu na rynkach królową jest gotówka –podkreśla Adam Łaganowski.

Wraca kultowa Nokia 3310. Odświeżona wersja telefonu od dziś w sklepach

Wraca kultowa Nokia 3310. Odświeżona wersja telefonu od dziś w sklepach 9

Po prawie dwóch dekadach wraca na rynek kultowa Nokia 3310, która zasłynęła wytrzymałością, trwałością baterii i legendarną grą w węże. Nowa, odświeżona wersja telefonu jest bardziej smukła, lżejsza i w przeciwieństwie do poprzedniczki wyposażona w aparat fotograficzny. Ma trafić zwłaszcza do tych, którzy zmęczeni wszechobecną technologią i social mediami, szukają użytecznego i prostego sprzętu. Od dziś nową-starą Nokię 3310 można przetestować w sieci Saturn i Media Markt, które przez dwa kolejne tygodnie mają ją na wyłączność.

– To bardzo dobry jakościowo i wytrzymały produkt. Bateria w stanie spoczynku może wytrzymać nawet 30 dni. Nowa wersja została wyposażona w aparat fotograficzny, którego nie miał poprzednik. Jest też kultowa gra, która dla wielu była takim pierwszym, multimedialnym przeżyciem. Nowa Nokia 3310 na pewno jest bardzo podobna, chociaż trochę odświeżona, mniejsza i smuklejsza. Tak jak poprzednik ma również kalendarz, radio i odtwarzacz MP3. Występuje w czterech kolorach, więc każdy może znaleźć dla siebie odpowiedni – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Chróścik, kierownik działu zakupów Foto Telefon w sklepach Media Markt i Saturn.

Dziś w sklepach tej sieci debiutuje kultowa Nokia 3310, która zyskała już status ikony i cieszyła się wielką popularnością blisko 20 lat temu, we wczesnej fazie rozwoju telefonii komórkowej. Pierwsza wersja, doceniana za niezawodność i legendarną wytrwałość, nie miała aparatu fotograficznego ani żadnych udogodnień, w które są wyposażone współczesne smartfony. Jej funkcjonalność ograniczała się do kalendarza i kalkulatora, za to można było w niej skomponować własny dzwonek i zagrać w węże, czyli kultową grę Snake.

Równo po 17 latach od premiery Nokia 3310 wraca na rynek w nowej, odświeżonej wersji, wywołując zarówno zachwyt fanów technologii, jak i sentyment posiadaczy jej poprzedniczki. Nowy model jest smuklejszy i lżejszy, wyposażony w nieco bardziej zaokrąglony ekran o przekątnej 2,4 cala i kolorowy wyświetlacz (w pierwszej wersji był jednokolorowy). Od poniedziałku przez kolejne dwa tygodnie nową-starą Nokię 3310 można obejrzeć na żywo w sklepach sieci Saturn i Media Markt, które dystrybuują ją na wyłączność.

Ekspert marki Dariusz Chruścik ocenia, że telefon będzie się cieszył popularnością wśród osób, które chcą odpocząć od zaawansowanych technologicznie sprzętów, odciąć się od social mediów albo po prostu mieć przy sobie awaryjny sprzęt telefoniczny o dużej wytrzymałości i trwałej baterii, która nie wymaga codziennego ładowania.

Ponadto, rośnie grupa klientów, którzy chcą w prosty sposób korzystać z użytecznych produktów. Nie satysfakcjonuje ich zaawansowany technologicznie smartfon, ponieważ wolą łatwy w obsłudze, prostszy sprzęt.

– Nokia 3310 to oferta uzupełniająca. Oprócz smartfona, z którego na co dzień korzystamy, można używać jej, wyjeżdżając na urlop, kiedy chcemy mieć kontakt ze znajomymi, rodziną, z pracą, ale bez dostępu do poczty, Facebooka czy social mediów. Naładowany telefon można też nosić w torebce albo trzymać w samochodzie, co umożliwi kontakt nawet wtedy, kiedy padnie inne źródło zasilania – mówi Dariusz Chróścik.

Ograniczona liczba funkcji w odświeżonej Nokii 3310 paradoksalnie ma się okazać jej zaletą, zwłaszcza dla osób nieco zmęczonych technologią. W telefonie nie zabrakło jednak kultowego Snake, podstawowych narzędzi znanych z poprzedniego modelu oraz radia i odtwarzacza plików mp3.

– Naszym celem jest dostarczenie produktów dla wszystkich klientów. Obok zaawansowanych technologicznie produktów staramy się też uzupełniać naszą ofertę dla tych, którzy niekoniecznie chcą najnowszy smartfon – mówi Dariusz Chróścik, kierownik działu zakupów Foto Telefon w sklepach Media Markt i Saturn.

Należące do holdingu Media Saturn Holding Polska marki są jednym z liderów krajowego rynku w segmencie RTV/AGD. Nie tylko pod względem sprzedaży, lecz także premier, które odbywają się w salonach obu sieci. Nową Nokię 3310, która przez dwa tygodnie będzie dostępna w Saturnie i Media Markt na wyłączność, będzie można obejrzeć i przetestować w salonach.

– Jesteśmy liderem pod względem premier. W naszych sklepach zawsze są nowe produkty i dbamy o dostęp do nich w pierwszej kolejności. W najbliższym czasie pojawią się między innymi również smartfony firmy Nokia. W naszych sklepach można je zabezpieczyć folią lub szybą ochronną albo wykupić dodatkowe ubezpieczenie – mówi Dariusz Chróścik.

Unia kończy z roamingiem, ale Polacy wciąż będą za niego płacić. Regulatorzy rynku grożą operatorom karami finansowymi

Unia kończy z roamingiem, ale Polacy wciąż będą za niego płacić. Regulatorzy rynku grożą operatorom karami finansowymi 10

Zgodnie z unijnymi przepisami od połowy czerwca we wszystkich krajach Wspólnoty zostaną zniesione opłaty roamingowe za SMS-y i połączenia wykonywane z zagranicy. Na razie nie dotyczy to jednak Polski, ponieważ większość telekomów nie zgadza się na zlikwidowanie dodatkowych opłat. Jedyną siecią, która zastosowała się do unijnych wytycznych, jest Orange. Pozostali najwięksi operatorzy – Play, Plus i T-Mobile – zdaniem regulatorów nie zaproponowali cenników zgodnych z zasadą „roaming jak w kraju”. Sprawie uważnie przygląda się Komisja Europejska, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej, które grożą operatorom karami finansowymi.

– Operatorzy komórkowi w całej Unii Europejskiej dostosowali się do nowych zasad dotyczących zniesienia opłat za roaming. Wiele osób dostało powiadomienia SMS-em, że od teraz podróżując, będą płacili za granicą takie same stawki. Niestety, w Polsce część operatorów jeszcze nie dostosowała się do nowych przepisów i dają takie sygnały, jakby wcale nie zamierzali tego robić. Przedstawiają cenniki wyjęte nie wiadomo skąd. Według mojej wiedzy Polska jest jedynym krajem w UE, w którym nie wszyscy operatorzy dostosowali się do nowego prawa europejskiego – mówi agencji informacyjnej Róża Thun, eurodeputowana do Parlamentu Europejskiego.

Decyzją Unii Europejskiej od 15 czerwca we wszystkich państwach członkowskich zostaną zniesione dodatkowe opłaty za rozmowy i SMS-y naliczane podczas pobytu za granicą. Koszty połączeń będą naliczane według krajowego cennika operatora. Użytkownicy ofert no-limit zyskają możliwość korzystania z nich także za granicą. Dzięki unijnej zasadzie „Roam Like at Home” obniżone zostaną też koszy połączeń z internetem i komórkowego transferu danych.

Przyjęta w lutym regulacja była efektem długich negocjacji przedstawicieli państw członkowskich, unijnych negocjatorów i operatorów telefonii komórkowej, którzy dotychczas czerpali z roamingu sporą część swoich przychodów.

– Mieszkańcy całej Unii zyskają dużo na zniesieniu dodatkowych opłat i nie będą „karani” za przemieszczanie się. Promujemy mobilność, możliwość podróżowania, studiowania i pracowania za granicą, ale do tej pory każdy wyjazd za granicę był odczuwalny w kieszeni. Od teraz mieszkańcy UE będą ponosić takie same opłaty, jak u siebie w kraju – mówi Róża Thun.

Chociaż nowe prawo obowiązuje już niemal we wszystkich krajach Wspólnoty, wciąż nie dostosowali się do niego polscy operatorzy telefonii komórkowej. Jedyną siecią, która zniosła w praktyce opłaty za roaming, jest Orange Polska, która zapewnia je w cenie zwykłego abonamentu.

Pozostali operatorzy, czyli Play, T-Mobile i Plus, przedstawili cenniki, z których wynika, że SMS-y i połączenia zagraniczne nadal będą płatne. Operatorzy argumentują, że usługi telefonii komórkowej w Polsce są już teraz dużo tańsze niż w pozostałych krajach UE, a zlikwidowanie opłat za roaming spowoduje, że będą ponosić straty i dopłacać do klientów. Innego zdania jest jednak Komisja Europejska.

– Operatorzy muszą się dostosować do nowego prawa europejskiego, które obowiązuje we wszystkich krajach. Wszędzie zostało już wdrożone, tylko nie w Polsce. Operatorzy muszą je przyjąć i traktować klientów, którzy przebywają za granicą, tak, jakby cały czas byli w kraju – podkreśla europosłanka Róża Thun – Jak na razie tylko Orange dostosował się do nowych zasad bez żadnych dyskusji. Widzę, że Polkomtel wykonuje pozytywne ruchy i z tego, co rozumiem, też zamierza się dostosować. Liczę, że pozostali pod naciskiem opinii publicznej, ministerstw i UKE również zrobią to, co do nich należy. Nie można łamać europejskiego prawa – dodaje.

Zarówno UOKiK , jak i UKE zapowiadają, że jeżeli operatorzy do 15 czerwca bieżącego roku nie zniosą opłat za roaming zgodnie z unijnymi wytycznymi, grożą im duże kary finansowe.

Zdaniem eurodeputowanej Róży Thun klienci telekomów, którzy uchylają się od nowych przepisów, mają pełne prawo czuć się oszukani. Jeżeli stawki proponowane im przez operatorów od połowy czerwca będą wyższe niż obowiązujące w kraju, mogą zgłaszać reklamacje do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który powinien rozpatrzyć każdą taką skargę.

– Myślę, że UOKiK może się zdecydować na pozew zbiorowy i zażąda od operatorów, żeby dostosowali się do tych stawek, które zostały przyjęte na poziomie unijnym. Wiem, że w Sejmie także posłowie podejmują kroki, które mają dopilnować przestrzegania prawa. Nie ma powodu, dla którego operatorzy mieliby traktować polskich obywateli gorzej niż pozostałych mieszkańców UE – ocenia Róża Thun.

Sklepy przyszłości bez kas. Za 2–3 lata konsumenci będą samodzielnie skanować produkty telefonami w sklepowych alejkach

Sklepy przyszłości bez kas. Za 2–3 lata konsumenci będą samodzielnie skanować produkty telefonami w sklepowych alejkach 11

Kolejki do sklepowych kas są zmorą większości konsumentów. 61 proc. z nich uważa, że można je skrócić dzięki szybkim płatnościom zbliżeniowym i tyle samo respondentów oczekuje, aby można było płacić kartą w każdym sklepie, bez wyjątku. Dzięki otwartości konsumentów na nowe rozwiązania w handlu i płatnościach, już niedługo Polacy będą też sami skanować produkty w sklepowych alejkach, żeby uniknąć tej czynności przy kasie.

Firma MasterCard sprawdziła, jak Polacy podchodzą do nowych technologii, które mają ułatwić i przyspieszyć zakupy w sklepach stacjonarnych. Badanie pt. „Czy Polacy są gotowi na sklepy bez kas?” przeprowadziła agencja badawcza Maison & Partners. Wyniki pokazują, że zdecydowana większość konsumentów jest niezadowolona z kolejek do sklepowych kas. Dla blisko połowy (47 proc.) to najbardziej frustrujący element codziennych zakupów, zwłaszcza że średnio zabiera im to aż 18 minut.

Zdaniem Polaków z największymi kolejkami do kas trzeba się liczyć w dyskontach (64 proc.) i hipermarketach (50 proc.). Co piąty wskazuje na delikatesy i supermarkety, a tylko 12 proc. na niewielkie sklepy osiedlowe. Niezależnie od miejsca zakupów kolejka do kasy wywołuje negatywne emocje. Blisko połowie badanych (46 proc.) zdarzyło się w ogóle zrezygnować z zakupów, ponieważ kolejka była zbyt długa.

– Frustracja z powodu sklepowych kolejek jest bardzo duża. Minęły już czasy, kiedy kolejki były traktowane jako element życia towarzyskiego. Są uciążliwe i zabierają sporo czasu, szczególnie przy codziennych zakupach. Sklepy, w których będziemy mogli sami skanować produkty, zmienią zakupy diametralnie. Jeżeli pojawi się technologia, która skróci sklepowe kolejki, pozwoli zaoszczędzić czas i będzie sprawnie działać, to Polacy przyjmą ją entuzjastycznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Eksperci podkreślają, że dobre perspektywy może mieć pomysł samodzielnego skanowania produktów przez konsumentów już przy zdejmowaniu ich ze sklepowej półki. Takie rozwiązanie oferują już w wybranych sklepach w Polsce sieci Piotr i Paweł, a także Tesco. Jego wprowadzenie zapowiedział też Carrefour. Do skanowania produktów może służyć skaner, który konsument otrzymuje w chwili wejścia do sklepu. Produkty można też skanować własnym smartfonem z aplikacją mobilną sklepu. Zaletą jest możliwość uniknięcia kolejki, ponieważ kasjer w takim przypadku nie skanuje już produktów, a kupujący nie musi przy kasie pakować zakupów (zrobił to już wcześniej).

– Konsumenci są już gotowi na zakupową rewolucję. Deklarują, że chcą samodzielnie skanować towary, żeby móc szybciej opuścić sklep. 38 proc. z nich chciałoby robić to za pomocą sklepowego skanera, a jedna piąta woli korzystać z własnego smartfona – mówi Kamila Kaliszyk, dyrektor ds. rozwoju rynku w polskim oddziale MasterCard Europe.

Jak zauważa ekspertka, Polacy są otwarci na technologie, które mogą usprawnić zakupy. Dlatego coraz częściej wolą sami zająć się skanowaniem produktów. W efekcie już w ciągu kilku lat ich skanowanie za pomocą własnego smartfona może być na porządku dziennym.

Już dziś Polacy chętnie korzystają z telefonów w czasie zakupów. Deklaruje to już jedna trzecia badanych.

– Najczęściej przez telefon weryfikujemy informacje o produkcie, jego skład albo charakterystykę techniczną, jeśli to jest sprzęt elektroniczny. Często też porównujemy ceny w różnych sklepach. Konsumenci, którzy wchodzą do sklepu obejrzeć produkt, a kupują go w innym miejscu przez telefon, są wręcz zmorą niektórych sieci – mówi  Aleksander Naganowski, dyrektor ds. rozwoju nowego biznesu w MasterCard.

Coraz częściej płacimy też telefonem, co jest możliwe dzięki bezpiecznemu zapisaniu w nim cyfrowego odpowiednika karty płatniczej. Telefonem, podobnie jak kartą, można zapłacić, zbliżając go do terminala, jeśli mamy zainstalowaną odpowiednią aplikację mobilną banku lub portfel cyfrowy typu Android Pay. Połączenie w telefonie funkcji skanowania produktów i płacenia sprawi, że będzie to bardzo wygodne, a wręcz jedyne potrzebne narzędzie w czasie zakupów.

Już dziś Polacy chętnie korzystają z rozwiązań, które pozwalają skracać kolejki. Jednym z nich są płatności zbliżeniowe. Większości konsumentów (69 proc.) zdarzyło się nie raz, że sprzedawca nie miał drobnych albo odmówił wydania reszty (51 proc.). Dwie trzecie ankietowanych w badaniu MasterCard uważa, że płatności bezgotówkowe pozwalają uniknąć takich sytuacji i przyspieszyć zakupy. Niemal tyle samo chce mieć możliwość płacenia kartą w każdym sklepie, a także na targach i bazarkach.

– Polacy kochają płatności zbliżeniowe, bo aż dwie trzecie wszystkich transakcji kartami MasterCard jest realizowanych właśnie w taki sposób. Pod względem liczby płatności zbliżeniowych od kilku lat jesteśmy w Europie liderem. Kolejnym krokiem będzie skanowanie produktów i płacenie za zakupy w aplikacji mobilnej na smartfonie – prognozuje Kamila Kaliszyk.

Innowacyjnym rozwiązaniem mogą się okazać również całkowicie automatyczne sklepy bez kas. Za granicą trwają już testy prototypowych czujników, które automatycznie wykrywają, jakie towary zostały włożone do koszyka. Połowa polskich konsumentów uważa koncepcję automatycznych sklepów bez kas i kolejek za dobry pomysł i byłaby skłonna korzystać z takiego rozwiązania. Jest ono postrzegane również jako nowatorskie i wygodne, ale jego najbardziej docenianą zaletą jest oszczędność czasu.

– Sklepy przyszłości mogą wyglądać tak, że konsument będzie brał towar z półki i wychodził, a system będzie wiedział, co wziął, ile powinien zapłacić i w dodatku sam przeprowadzi tę transakcję płatniczą. Być może tak jak na Piątej Alei w Nowym Jorku sklepy przerodzą się w wystawy, na których będzie można obejrzeć i zapoznać się z produktem, a dostarczenie zakupów do domu będzie odbywało się osobno, tak jak dziś przy zakupach online – prognozuje Aleksander Naganowski.

Płatność również może się odbywać w pełni automatycznie, jeśli jest realizowana bezgotówkowo. Wymaga to upoważnienia zaufanego sprzedawcy do pobierania odpowiedniej kwoty za zakupy, bez każdorazowego potwierdzenia. Jest to już możliwe, m.in. dzięki wykorzystaniu technologii tokenizacji, czyli cyfrowych odpowiedników kart płatniczych powiązanych z aplikacją w telefonie. Taki sposób płaceni pozwoli jeszcze szybciej, bezpieczniej i wygodniej robić zakupy. Jednocześnie da konsumentowi poczucie kontroli nad wydatkami, dzięki możliwości definiowania różnych parametrów, takich jak np. lista zaufanych sprzedawców, limity wartości zakupów czy wybór tych transakcji, które będą wymagały dodatkowego potwierdzenia.

MLP Group zwiększy w tym roku powierzchnie magazynów o blisko 40%

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za I kwartał 2017 rok. W tym okresie Grupa osiągnęła 23,2 mln zł przychodów, czyli o 1% więcej niż rok wcześniej. Pomijając wpływ różnic kursowych wynik operacyjny (EBIT) wyniósł 11,6 mln zł i był na zbliżonym poziomie w ujęciu rok do roku. Grupa realizuje obecnie budowę obiektów o powierzchni około 115 tys. mkw. To duży potencjał poprawy wyników w kolejnych okresach.

MLP Group, deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w I kwartale 2017 roku uzyskał 23,2 mln zł przychodów. Oznacza to wzrost o 1% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku, pomimo znacznego umocnienia złotówki (wszystkie czynsze są wyrażone w euro). Grupa zanotowała 15,9 mln zł straty netto w porównaniu do 3,9 mln zł zysku netto w tym samym okresie poprzedniego roku. Odnotowana strata wynikała przede wszystkim z aprecjacji złotówki do euro.. MLP Group na koniec marca 2017 r. posiadało aktywa o wartości 1,16 mld zł, a suma aktywów netto (kapitałów własnych) wyniosła 661,2 mln zł. To wartości zbliżone do wykazanych na koniec minionego roku.

Radosław T. Krochta, Dyrektor Generalny, Wiceprezes MLP Group S.A.
Radosław T. Krochta, Dyrektor Generalny, Wiceprezes MLP Group S.A.

„Nasza działalność rozwija się bardzo dobrze. Na wynik netto decydujący wpływ miało natomiast osłabienie o blisko 5% kursu euro do polskiej złotówki z 4,42 na 4,22, co przy wartości naszego portfela na poziomie 960 mln zł  spowodowało ujemny wpływ aktualizacji wyceny nieruchomości inwestycyjnych w wysokości 38,6 mln zł, z czego 44,5 mln zł to ujemne różnice kursowe wynikające ze zmiany kursu. Związane jest to z tym, że wyceny wartości nieruchomości sporządzane są w Euro, natomiast na potrzeby sprawozdawczości finansowej są przeliczane na złotówki. Nie ma to jednak żadnego wpływu na kondycję naszego biznesu. Wartość nieruchomości inwestycyjnych liczona w euro wzrosła natomiast w pierwszym kwartale br. o 3% do 225,1 mln euro. W celu uniknięcia wpływu wahań kursowych Grupa rozważy przejście na raportowanie w EUR, gdyż całość operacji dokonywana jest w tej walucie” – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Grupa do końca 2017 roku zakończy budowę obiektów o powierzchni około 115 tys. mkw. „Ukończenie tych obiektów przełoży się na wzrost wybudowanej przez nas powierzchni o blisko 40%. To bardzo duży potencjał poprawy wyników w kolejnych okresach. W przygotowaniu mamy również inne inwestycje, które zapewnią nam dalszy systematyczny wzrost wartości Grupy” – stwierdził Radosław T. Krochta

Grupa prowadzi obecnie osiem operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin, MLP Teresin, MLP Wrocław, MLP Czeladź oraz MLP Gliwice. Na podstawie umowy deweloperskiej Grupa jest odpowiedzialna także za komercjalizację parku logistycznego MLP Bieruń, który został sprzedany w 2015 roku. Ponadto, Grupa posiada umowy rezerwacyjne na zakup nowych gruntów pod planowane parki logistyczne. Powoduje to, że w skład aktualnego i potencjalnego portfela zarządzanych nieruchomości przez MLP Group wchodzi łącznie jedenaście operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce.

MLP planuje również realizację pierwszego parku logistycznego na rynku niemieckim, w pobliżu Dortmundu w miejscowości Unna. W przygotowaniu jest również budowa parku logistycznego w Rumunii w pobliżu Bukaresztu.

Ogromna wyprzedaż akcji w Brazylii

Sentyment do bezpiecznego schronienia na rynkach jest obecnie wyraźny. Inwestorzy z całego świata wytężają wzrok na swoje portfele indywidualne, ponieważ obawiają się politycznego chaosu. Fajerwerki pojawiły się wczorajszego ranka w Brazylii. Państwo, którym wstrząsają polityczne skandale, uderzyło wczoraj w rynki w wielkim stylu. Notowania indeksu Ibovespa spadły o 10% na otwarciu a brazylijski real spadł o 8,5% w stosunku do dolara amerykańskiego.

Centrum zainteresowań rynkowych skupi się dzisiaj na Bliskim Wschodzie. W Iranie odbywają się wybory. Piastujący do tej pory urząd prezydent Rouhani posiada niewielką przewagę nad swoim rywalem. Ponieważ Irańczycy idą dzisiaj do urn, tematem rozważań będzie wybór pomiędzy Wschodem a Zachodem. Rouhani chce zbliżyć się do Europy i Ameryki. Jego przeciwnik jest bardziej islamistycznym idealistą. Jako były sędzia, osobiście skazał setki osób na karę śmierci i bardzo prawdopodobnym jest, że nie byłby dobrym sprzymierzeńcem Zachodu. Walka wyborcza może doprowadzić do drugiej tury, która rozstrzygnie się pomiędzy tymi dwoma faworytami.

W międzyczasie na Bliskim Wchodzie. Donald Trump rozpoczyna swoją podróż do Arabii Saudyjskiej, przez Izrael, Rzym aż do Belgii. Prawdopodobnie będzie pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych w historii, który wyrusza odwiedzić Bliski Wschód, aby uniknąć politycznego zamieszania. Amerykańskiemu rynkowi udało się zamknąć wczorajszą sesję na plusie po Trumpowych zawirowaniach ze środy. Wielkim sprawdzianem będzie, co się stanie dzisiaj. Czy inwestorzy stchórzą czy nie ustąpią? Dowiemy się wkrótce. Przez ostatnie dwa tygodnie, bezpieczna przystań handlu znajdowała się pewnie na swoim miejscu. Złoto poszło w górę razem z japońskim jenem, a amerykańskie obligacje skarbowe wzrosły gwałtownie.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

UI TFI: polskie obligacje dały zarobić. Czy dobra koniunktura się utrzyma?

  • Polskie obligacje skarbowe cieszą się dużym popytem ze strony inwestorów zagranicznych, dzięki czemu ich ceny rosną.
  • Obligacjom sprzyja wzrost gospodarczy, stabilna inflacja oraz dobra sytuacja budżetowa Polski.
  • Pomimo globalnych ryzyk, w nadchodzących miesiącach aktywnie zarządzane fundusze obligacyjne będą w stanie wypracowywać zyski, wykorzystując do tego okresy lepszej koniunktury.
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI

W cieniu dynamicznych wzrostów na warszawskiej giełdzie, od przełomu lutego i marca trwa ożywienie na rynku polskich obligacji skarbowych. W krótkim czasie rentowność papierów 10-letnich spadła z 3,9 do ok. 3,4%. Pozwoliło to funduszom obligacji wypracować całkiem niezłe zyski.

Tak znaczny spadek rentowności polskich obligacji był spowodowany dużym popytem
z zagranicy. W pierwszym kwartale tego roku inwestorzy zagraniczni kupili obligacje Skarbu Państwa o wartości 12 mld zł, przy czym aż 9 mld zł w samym w marcu.

Stabilizacja inflacji i dobre wieści z gospodarki

Duże zainteresowanie inwestorów Polską to efekt kilku czynników. Obligacjom sprzyja stabilizacja inflacji. Po dynamicznym wzroście cen w lutym – w marcu i kwietniu inflacja w Polsce zatrzymała się na poziomie 2%. Rada Polityki Pieniężnej nie ma więc powodu, by myśleć o podwyżce stóp procentowych.

Dla zagranicznych inwestorów istotne jest również bardzo dobre wykonanie budżetu
w pierwszym kwartale 2017 roku. Pozwala ono prognozować, że na koniec tego roku deficyt budżetowy w Polsce będzie niższy, niż pierwotnie oczekiwał rząd. W realizacji takiego scenariusza niewątpliwie pomoże dynamiczny wzrost PKB. Z danych GUS wynika, że w okresie od stycznia do marca polska gospodarka urosła o 4% w porównaniu do tego samego okresu 2016 roku. To znacznie szybciej niż prognozowali ekonomiści.

Wyższe PKB i wpływy z podatków wesprą budżet

Wyższy wzrost PKB zwiększy wpływy do budżetu z podatków od osób fizycznych i prawnych. Finansom państwa pomoże także dalsza redukcja luki podatkowej, czyli zmniejszenie różnicy pomiędzy tym, co podatnik powinien wpłacić do budżetu państwa, a tym, co faktycznie wpłaca. Dzięki lepszej ściągalności podatku VAT, rząd będzie mógł sfinansować więcej wydatków budżetowych bez konieczności zadłużania się.

Jeśli w dalszej części roku sytuacja budżetu państwa pozostanie dobra, to Ministerstwo Finansów będzie stopniowo ograniczało skalę emisji obligacji. Może sobie na to pozwolić, ponieważ do końca kwietnia zrealizowało już 60% potrzeb pożyczkowych budżetu na ten rok. To komfortowa sytuacja nie tylko dla polskiego rządu, ale także dla uczestników funduszy obligacyjnych. Mniejsza liczba emisji oznacza bowiem stabilizację cen już wyemitowanych papierów.

Globalny znak zapytania

Lokalne otoczenie jest dla rynku obligacji wyjątkowo sprzyjające. Patrząc globalnie, na horyzoncie wciąż jest jednak kilka czynników ryzyka. Do najistotniejszych należy kolejna podwyżka stóp procentowych w USA, która nastąpi zapewne już w czerwcu. Negatywne dla obligacji jest także zapowiedziane na koniec grudnia zakończenie programu stymulacyjnego, poprzez który Europejski Bank Centralny wspierał gospodarkę strefy euro. Jednak nawet w takim otoczeniu aktywnie zarządzane fundusze obligacyjne będą w stanie wypracowywać zyski, wykorzystując do tego okresy lepszej koniunktury.

Zarząd WDX rekomenduje dywidendę za 2016 rok w wys. ponad 4 mln zł

WDX S.A., notowana na GPW Spółka oferująca kompleksowe rozwiązania z zakresu wyposażenia magazynów, planuje wysoki podział zysku z Akcjonariuszami. Zarząd Spółki rekomenduje wypłatę 0,44 zł na akcję co tym samym oznacza stopę dywidendy rzędu 5,2 proc. wg kursu zamknięcia z 18 maja. To 51 proc. osiągniętego zysku netto, zgodnie
z przyjętą polityką dywidendową WDX.

Zarząd WDX S.A. podjął decyzję, iż podczas WZA będzie rekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 4 063 276,36  zł, co w przeliczeniu na  9 234 719 akcji, oznacza kwotę 0,44 zł na akcję (przy kursie zamknięcia z 18 maja stopa dywidendy wynosi 5,17 proc.). Zarząd Spółki proponuje ustalić dzień dywidendy na 27 czerwca 2017 r., a termin jej wypłaty – na dzień 18 lipca 2017 r.

Naszym zamiarem jest bycie spółką trwale dywidendową. Wypełniając założenia przyjętej polityki, to już kolejny rok, w którym rekomendujemy dzielenie się zyskiem z naszymi Akcjonariuszami, w wysokości przekraczającej 50 proc. zysku netto. Pozwalają nam na to dobre wyniki finansowe i stabilna sytuacja Spółki. Chcemy, aby nasi Akcjonariusze osiągali korzyści nie tylko wynikające ze wzrostu wartości WDX, ale także korzystali z prawa do dywidend – powiedział Marek Skrzeczyński, Prezes Zarządu WDX S.A.

Grupa Kapitałowa WDX w 2016 roku wypracowała 136,3 mln zł przychodów ze sprzedaży (podobny poziom wobec 2015 r.). Zysk EBITDA za ubiegły rok wyniósł 21,6 mln zł (+35,7%), a zysk netto 8 mln zł (w zaokrągleniu do 7,998 mln zł). Zgodnie z intencją Zarządu, pozostała część zysku  zostanie przeznaczona na wzrost kapitału zapasowego. Na koniec 2016 r. kapitały własne WDX wynosiły 51,5 mln zł.

Proponowana wysokość wypłaty zysku spełnia założenia polityki dywidendowej Spółki. 25 czerwca 2015 r. Zarząd WDX S.A. przyjmując Plan Rozwoju na lata 2016-2018, założył rekomendowanie wypłaty dywidendy w wysokości ok. 50 proc. zysku netto osiągniętego w danych roku obrotowym. Spółka z zysku za 2015 rok wypłaciła 0,30 zł na akcję (2,8 mln zł), a z zysku dotyczącego 2014 r. – 0,40 zł (3,6 mln zł). Łącznie od debiutu na GPW w 2000 r. Spółka (łącznie z dywidendą za 2016 r.) ustanowiła dywidendy przekraczające 20 mln zł.

Kolejna afera korupcyjna w Brazylii. Wybory w Iranie

W Brazylii kolejna afera korupcyjna ma szansę w ciągu niecałego roku zmienić już drugi raz prezydenta. W weekend wybory prezydenckie w Iraku. Ropa naftowa w górę w nadziei na redukcję wydobycia.

Problemy w Brazylii 

Brazylijska polityka w ostatnich latach nie jest wolna od oskarżeń korupcyjnych. Najlepszym dowodem tego jest fakt, że ponad połowa deputowanych podejrzanych jest o branie łapówek w aferze Petrobrasu. Niecały rok temu poprzedni prezydent pożegnał się z urzędem w wyniku skandalu korupcyjnego. Jego następca Michel Temer jest podejrzewany o przekupienie świadka zeznającego w procesie korupcyjnym. Sąd Najwyższy zaaprobował otwarcie śledztwa. Prezydent nie chce sam ustąpić, ale samo ryzyko odwołania spowodowało, że był to bardzo nerwowy dzień dla tamtejszych rynków finansowych. Główny indeks giełdowy zanurkował w szczytowym momencie o 10% kończąc dzień niemal 9% spadkiem. Rano za dolara płacono około 3,1 brazylijskiego reala. Wieczorem za amerykańską walutę trzeba było dać już prawie 3,4. Skandale to nie jedyny problem Brazylii. Gdyby gospodarka nie miała od 2014 roku zaledwie jednego kwartału wzrostowego panika na rynku byłaby prawdopodobnie mniejsza.

Wybory prezydenckie w Iranie

W wyborach zdaniem analityków najbardziej liczy się ubiegający się o reelekcję Hasan Rowhani i uchodzący za ultrakonserwatywnego duchowego Ebrahim Raisi. Obecny prezydent uchodzi za skutecznego pragmatyka. Dowodem sukcesów w polityce międzynarodowej jest chociażby powrót Iranu na rynek ropy naftowej. Z drugiej strony jest krytykowany za brak reform gospodarczych oraz uznawany za winnego wysokiego bezrobocia wśród młodych (sięga w tej grupie 27%). Raisi z kolei jest religijnym populistom. Odwołuje się w retoryce do potrzeb najbiedniejszych i obiecuje utworzenie milionów miejsc pracy. Gdyby w pierwszej turze nie doszło do rozstrzygnięcia druga tura odbędzie się już za tydzień.

Co z ropą naftową?

Czarne złoto powoli znów zmierza do bariery 50 USD za baryłkę. Powodem wzrostów są zapowiedzi, że OPEC przedłuży w czerwcu redukcję wydobycia o przynajmniej pół roku. Zdaniem ministra energii Algierii większość państw popiera to rozwiązanie. Odbicie na ropie pomogło rublowi zyskać na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – wskaźnika zamówień wg. CBI,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa,
  • 14:30 – Kanada sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Raport: Rynek magazynowy w I kwartale 2017 r.

Drugi rok z rzędu rekordowe otwarcie na rynku powierzchni magazynowych. W okresie od stycznia do końca marca br. wynajętych zostało łącznie 970 000 mkw., o 42% więcej niż w I kw. 2016 r. Deweloperzy oddali do użytku 475 000 mkw., a ponad 1,4 mln mkw. pozostaje w budowie. Rezultaty za pierwszy kwartał 2017 pozwalają stawiać optymistyczne prognozy na kolejne miesiące, jak wynika z raportu AXI IMMO podsumowującego pierwszy kwartał 2017 r.

Popyt pod znakiem dużych transakcji

W okresie od stycznia do końca marca 2017 popyt brutto wyniósł 970 000 mkw., z czego nowe umowy i ekspansje stanowiły 70%. Ubiegłoroczny rekord otwarcia roku został pobity o 42%. Jest to najwyższy kwartalny wynik w historii nowoczesnego rynku magazynowego w Polsce.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO
Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO

Tak wysoki wolumen wynajętej powierzchni w pierwszych miesiącach roku jest efektem finalizacji kilku dużych transakcji, które znacząco wpłynęły na ostateczny rezultat po stronie popytu. Wskaźniki produkcji i eksportu są dobre, co pozytywnie nastraja najemców do inwestycji w nowe fabryki i centra logistyczne – komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Najwięcej powierzchni magazynowo-produkcyjnych zostało wynajętych w regionie Górnego Śląska, gdzie o wyniku zadecydowała transakcja na 135 000 mkw. firmy Amazon w Sosnowcu. Łącznie w regionie popyt brutto wyniósł 330 000 mkw. Wysoka aktywność najemców miała miejsce również w regionie Warszawy (198 000 mkw.) i Wrocławia (140 000 mkw.). Po wyłączeniu dużych transakcji powyżej 40 000 mkw., średnia wielkość wynajmowanego modułu w Polsce w I kw. 2017 roku wyniosła ok. 4500 mkw.

W strukturze popytu niezmiennie dominują operatorzy logistyczni i sieci handlowe, których udział w całości popytu wyniósł 63%.

Wysoki przyrost nowej podaży nie tylko na głównych rynkach

Intensywna druga połowa ubiegłego roku zaowocowała wysokim wynikiem po stronie podaży w 2017.Całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Polsce na koniec marca br. wyniosły 11,7 mln. Blisko 500 000 mkw. zostało oddanych do użytku, o 65 000 mkw. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

W pierwszym kwartale br. największy przyrost nowej podaży miał miejsce w regionie Poznania, Górnego Śląska i Bydgoszczy. W każdej z wymienionych lokalizacji oddanych zostało po ok. 100 000 mkw. Wśród deweloperów najwięcej nowej powierzchni dostarczyła firma Panattoni w ramach 14 projektów o łącznej powierzchni ponad 300 000 mkw. Wysoki, przekraczający 50% udział w nowej podaży, miały inwestycje typu BTS.

Konsekwencją dobrej koniunktury i wysokiej aktywności najemców jest 1,4 mln mkw. w budowie na koniec marca br. Najwięcej nowej powierzchni powstaje w okolicach Warszawy (350 000 mkw.) i Szczecinie (291 000 mkw.).

Na pięciu głównych rynkach w budowie jest prawie 1 mln mkw. powierzchni magazynowo-produkcyjnej. Poza Szczecinem, aktywność deweloperska w mniejszych regionach została ograniczona. Udział projektów spekulacyjnych utrzymuje się na stabilnym poziome 30%. Pod względem liczby realizacji inwestycji bez zabezpieczonych umów najmu wyróżniają się deweloperzy Panattoni i Hillwood – dodaje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Minimalny wzrost pustostanów dzięki wysokiej absorpcji nowych powierzchni

W porównaniu do ostatniego kwartału współczynnik powierzchni niewynajętej wzrósł minimalnie z 6% do 6,1%. Poziom pustostanów jest stabilny, pomimo intensywnych działań deweloperskich, gdyż towarzyszy im wysoki wolumen transakcji. Najniższy poziom pustostanów występuje w Polsce Centralnej i wynosi 1,5%, przy czym w samej Łodzi brak wolnych modułów do wynajęcia. Najwyższy wzrost współczynnika powierzchni niewynajętej odnotowany został w Szczecinie – z 2,9% do 8,8% i Wrocławiu – z 6,5% d 8,5%.

Stawki czynszów – wzrosty we Wrocławiu i na Górnym Śląsku

Czynsze bazowe w większości regionów w pierwszych miesiącach roku pozostały na stabilnym poziomie, z tendencją wzrostową w regionie Wrocławia i wybranych lokalizacjach Górnego Śląska. Najniższe czynsze efektywne oferują deweloperzy w okolicach Warszawy, w Poznaniu oraz na Śląsku. Przy dużych powierzchniach możliwe są do uzyskania stawki poniżej 2,0 euro za mkw. W odróżnieniu  do poprzedniego roku, przy transakcjach średniej wielkości deweloperzy nie są skłonni do dużych ustępstw.

Pozytywne prognozy dla rynków z dostępem do pracowników 

Pierwsze miesiące roku pozwalają stawiać optymistyczne prognozy na kolejne miesiące na rynku magazynowym. Wielkość nowego popytu budują przede wszystkim duże transakcje firm, które rozpatrują oferty w skali całego kraju biorąc pod uwagę nie tylko lokalizację, ale też dostępność pracowników, odległość od głównych producentów czy otoczenie biznesowe.

Ponadto, pomimo dużej aktywności deweloperów, projekty w rozwijających się lokalizacjach magazynowych  to przede wszystkich inwestycje typu BTS lub pre-let. Relatywnie niski potencjał lokalnych firm sprawia, że deweloperzy nie uruchamiają projektów typowo spekulacyjnych.

Zaangażowanie deweloperów w budowę nowych obiektów na głównych rynkach utrzyma się na stabilnym, wysokim poziomie. Jednak w wybranych lokalizacjach jak okolice Warszawy, Poznań czy Wrocław liczba nowych inwestycji będzie wykazywała tendencję spadkową, ze względu na perspektywę uwolnienia dużych modułów związaną z relokacją klientów.

Kobieta w Biznesie – projekt dla przedsiębiorczych Pań – po raz pierwszy nad morzem!

Kobieta w Biznesie to cykl spotkań edukacyjno-networkingowych skierowany do kobiet, które chcą lub prowadzą własny biznes. Pierwsze spotkanie w północnej części Polski odbędzie się w Gdyni. Goście oraz uczestniczki porozmawiają o sposobach na skuteczną sprzedaż.

Przedsiębiorcze kobiety z wielu miast w Polsce na stałe wpisały w swoje kalendarz wydarzenie „Kobieta w Biznesie”, organizowane przez Anetę Wątor. W spotkaniach każdorazowo uczestniczy średnio ponad 100 kobiet, które prowadzą swój biznes i chcą go rozwijać lub szukają swojej ścieżki kariery. – Nasze spotkania są przeznaczone dla właścicielek firm, menadżerek, które szukają nowych kontaktów, kobiet, które poszukują pomysłu na siebie oraz dla tych, którzy chcą poznać nowe, ambitne osoby i zainspirować się nimi – mówi Aneta Wątor, pomysłodawczyni projektu Kobieta w Biznesie.

Podejmowane tematy to przede wszystkim motywacja, budowanie marki osobistej, asertywność czy marketing. Tematem przewodnik spotkania w Trójmieście będzie sprzedaż, negocjacje i Kaizen. – O tym, co znaczy sprzedaż nieagresywna, czyli jak podejść do sprzedaży i negocjacji w biznesie możliwie najskuteczniej opowie nam gość specjalny – Marcin Sebastian Rogowski – mówi organizatorka. Rogowski jest jednym z czołowych ekspertów zarządzania, sprzedaży i negocjacji w Polsce, coachem prowokatywny, trenerem i konsultantem. To również praktyk biznesu, na co dzień mieszkający w Gdańsku.

Jako wartość dodaną uczestniczki spotkania będą mogły wysłuchać wykładu na temat metody Kaizen oraz poznać historie kobiet, które dzięki niej budują swój sukces – w życiu i biznesie. Organizatorzy „Kobieta w Biznesie” kładą zdecydowany nacisk na networking, dlatego oprócz klasycznej przerwy, w czasie której można wymienić się wizytówkami, wprowadzono również możliwość zaprezentowania własnego biznesu na forum. Dzięki temu wszyscy uczestnicy mogą poznać się nawzajem.

Najbliższe spotkanie odbędzie się 24 maja w Quadrille Conference & Spa w Gdyni o godz. 17.30. Obowiązuje rejestracja. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej projektu: www.kobietawbiznesie.pl.

Partnerem strategicznym spotkania jest agencja ContentHouse.

Gospodarka USA ma się dobrze. USD ma wszelkie powody, by być silniejszy

Rynki w piątek są spokojniejsze, ale powody do niepokoju nie zniknęły na dobre. Inwestorzy siedzą jak na szpilkach obawiając się kolejnych taśm, zapisków, tweetów i stenogramów z Waszyngtonu. W międzyczasie gospodarka USA przypomina, że ma się dobrze. Złoty wraca na stare śmieci.

Jeden dzień bez przełomowych informacji dotyczących Białego Domu, Rosji, wyborów itd. i inwestorzy zdołali złapać oddech. Prezydent Trump zaprzecza, jakoby miał nakłaniać byłego szefa FBI Comeya do odpuszczenia śledztwa, albo jego sztab utrzymywał kontakty z Rosjanami w trakcie kampanii wyborczej. Nic nie jest do końca jasne i rynki będą wrażliwe na nowe doniesienia. Ale straty zostały już poniesione i zmąciły sielankę z poprzednich tygodni. Wall Street tąpnęło najmocniej od ośmiu miesięcy, rentowności 10-letnich obligacji USA znalazły się znowu pod 2,20 proc., a aktywa rynków wschodzących zaczęły przeszkadzać w portfelach zarządzających. Jeśli sprawa wokół Trumpa przycichnie, apetyt na ryzyko może się szybko odbudować. Mam jednak obawy, że od teraz odporność na nowe szoki (niekoniecznie polityczne) jest mocno osłabiona i będzie łatwiej złamać zaufanie inwestorów.

Spokój jest ratunkiem dla USD, gdyż pozwala przypomnieć, że są jeszcze inne czynniki niż polityczne, które determinują siłę waluty. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych znalazła się najniżej od trzech miesięcy i jest to drugi najniższy wynik od trzech dekad. Indeks wskaźników wyprzedzających przyspieszył w kwietniu, wskazując na odbicie tempa PKB po słabszym pierwszym kwartale. Wreszcie indeks Fed z Filadelfii pokazał, że aktywność biznesu w tamtym regionie pozostaje silna. Wczoraj Loretta Mester z Fed zwróciła uwagę na dobre dane z gospodarki i dodała, że „krótkotrwałe zawirowania polityczne nie mają wpływu na Fed”. To razem pokazuje, że wykluczając ryzyko polityczne, USD ma wszelkie powody, by być silniejszy. Tylko że nie da się ot tak wykluczyć ryzyka politycznego i dopóki sprawa Trump/Rosja/Comey nie przycichnie, możemy obserwować „przetrącony” rynek.

Przebieg handlu w nocy był bardzo spokojny, jakby inwestorzy byli już zmęczeni wydarzeniami tego tygodnia. EUR/USD utknął przy 1,11, a USD/JPY trzyma się 111. Patrząc w kalendarz nie ma zbyt wiele punktów zaczepienia. W Europie śledzone będą komentarze Praeta i Constancio z ECB. Po południu uwaga skupi się na danych o CPI i sprzedaży detalicznej z Kanady, gdzie kolejny rozczarowujący odczyt ożywi spekulacje, że kolejnym krokiem BoC będzie luzowanie zamiast podwyżki. Nie ma dziś danych z USA, ale przemawiać będą Bullard i Williams z Fed.

Dane z polskiego przemysłu i handlu prawdopodobnie będą obciążone wahaniami sezonowymi (przesunięcia Wielkanocy), więc ich słabość nie powinna niepokoić. EUR/PLN wraca na stare śmieci, tj. 4,1850-4,2250. Brak mocniejszego wyjścia dołem, zamieszanie na rynkach zewnętrznych – to może skłaniać do zamykania pozycji długich w PLN. Widzę rosnące ryzyko, że każde zanurzenie się pod 4,20 będzie wykorzystywane na kupowanie. Strefa 4,2250-4,23 jest na razie sufitem, ale może nie przetrwać kolejnego testu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przygotuj się na przyszły tydzień 19.05.2017

W przyszłym tygodniu czeka nas sporo informacji, pierwsza przyjdzie zza oceanu, informacja o sprzedaży nowych domów. W środę poznamy stopy procentowe w Kanadzie oraz protokół z posiedzenia FOMC, który trochę się już zdezaktualizował. Poznamy również wstępny odczyt wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – Sprzedaż nowych domów oraz protokół z posiedzenia FOMC

Po wzroście stóp procentowych sprzedaż domów w Stanach Zjednoczonych powinna wyhamować. Rynek nieruchomości uzależniony jest od dostępu do taniego kredytu. Widać to chociażby po spadku wniosków o kredyt hipoteczny.

Wnioski o kredyt hipoteczny

Wnioski o kredyt hipoteczny

 

Źródło: Admiral Markets

Spowolnienie na rynku nieruchomości powinno zatrzymać w czasie kolejne podwyżki stóp procentowych. Sprzedaż nowych domów w USA zostanie opublikowana we wtorek o godzinie 16:00. Pamiętajmy również, że podwyżki stóp procentowych negatywnie oddziałują na cenę nieruchomości, ponieważ zawęża grono potencjalnych klientów. Niemniej jednak Rezerwa Federalna zaplanowała kolejną podwyżkę kosztu pieniądza.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA

Niemniej jednak Rezerwa Federalna zaplanowała kolejną podwyżkę stóp procentowych.

Źródło: Bloomberg

Kolejna podwyżka kosztu pieniądza o 25 punktów bazowych została zaplanowana na 14 czerwca, rynek wycenia takie posunięcie z 90 procentowym prawdopodobieństwem. Z kolei protokół z ostatniego posiedzenia FOMC zostanie opublikowany 24 maja o godzinie 20:00. Czy jest się czego obawiać? Rynek już zdyskontował przyszłą podwyżkę stóp procentowych, jedynie bardziej gołębi protokół mógłby doprowadzić do dużego ruchu na dolarze amerykańskim.

Dolar Kanadyjski – decyzja w sprawie stóp procentowych

W środę 24 maja o godzinie 16:00 poznamy koszt pieniądza w Kanadzie. Na dzień dzisiejszy rynek nie widzi miejsca na ich obniżenie czy też podwyższenie.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Kanadzie

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Kanadzie

Źródło: Admiral Markets

Dolar kanadyjski będzie uzależniony od działania banku centralnego w sprawie ograniczenia wzrostu cen nieruchomości, o czym pisaliśmy tydzień temu.

Instrumenty do obserwacji

W nadchodzących miesiącach warto obserwować cenę 10-letnich obligacji amerykańskich. Wzrost ceny obligacji powoduje spadek jej rentowności. Teoretycznie, podwyżki krótkoterminowych stóp procentowych przez FED powinno oddziaływać na długoterminowe, czyli także powinny rosnąć. Jeżeli nie zachodzi takie zjawisko, to dolar amerykański nie powinien się dalej umacniać. Jest to poniekąd wytłumaczenie ostatniej wyprzedaży dolara amerykańskiego. Reasumując, przyszłe podwyżki stóp procentowych nie muszą być zapowiedzią silniejszego dolara amerykańskiego.

Notowania 10-letnich obligacji amerykańskich, interwał dzienny

Notowania 10-letnich obligacji amerykańskich, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie dziennym cena obligacji 10-letniej odbiła się od strefy wsparcia 124.80-125.20. Ruch wzrostowy został zatrzymany w okolicy ostatniego szczytu. Jego przebicie byłoby jednoznaczne z dalszą wyprzedażą dolara amerykańskiego na szerokim rynku.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Arendarski: Niedobór na rynku pracy dużym problemem gospodarki

Główny Urząd Statystyczny podał ostatnio dane dotyczące poziomu zatrudnienia. Bezrobocie wynosi 8,1%, jednak w całej Polsce jest nierównomierne. W województwach północno-wschodnich, czyli głównie w warmińsko-mazurskim to ponad 14%, a w Wielkopolsce poniżej 5%.

– Jeżeli przyjmiemy, że nadal mamy tendencję zniżkową bezrobocia – czyli ludzie będą zarówno rezygnować z zatrudnienia, jak i będą powstawały nowe miejsca pracy, zdecydowanie umocni się rynek pracownika – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Ma to swoje konsekwencje w postaci presji na płace, czyli wyższych wynagrodzeń. W większych firmach pracownik może starać się o otrzymywanie bonusów pozapłacowych, np. szkoleń. Zapotrzebowanie na rynku pracy nie będzie zaspokajane w ciągu najbliższych lat. Będzie ubywało ludzi. Dużo zrobił tu program 500+, który spowodował, że wiele kobiet porzuciło pracę i zajęło się wyłącznie wychowywaniem dzieci. Kolejnym czynnikiem jest obniżenie wieku emerytalnego, co pozbawi rynek nawet kilkuset tysięcy osób zatrudnionych. Nie ma też motywacji, aby aktywizować zawodowo nasze społeczeństwo. W porównaniu z Europą Zachodnią, gdzie pracuje się do późnego wieku, do czego istnieją też zachęty, braki na rynku pracy są u nas mocniej odczuwalne. W wielu dziedzinach, gdyby nie imigracja – głównie z Ukrainy – zaistniałyby fundamentalne problemy zagrażające ich funkcjonowaniu. Dotyczy to głównie handlu, czy przemysłu przetwórczego. Sprawę imigracji należy uregulować, biorąc pod uwagę, że w Polsce nie będzie przybywało rąk do pracy, a w miarę rozwoju zapotrzebowanie siłę roboczą będzie rosło. Jeżeli Unia Europejska zniesie wizy dla Ukraińców, część osób, także pracujących obecnie w Polsce, pojedzie dalej na Zachód, gdzie będzie mogło zarobić więcej. Chociaż ruch bezwizowy nie jest jednoznaczny z pozwoleniem na pracę, to na pewno nie zahamuje tego procederu. Sporo osób będzie wyjeżdżać, nawet jeśli nie będą mogli pracować legalnie. Problemy z pracownikami w Polsce będą rosły. Nie należy czekać, aż przyjdzie kryzys, tylko pomyśleć już teraz o odpowiednich rozwiązaniach. Mają one zachęcać Polaków do bardziej intensywnej i dłuższej pracy, a pracowników z zagranicy do uzupełniania niedoborów na rynku – podsumował Arendarski.

A. Sadowski: Gdyby składki emerytalne nie były czystym podatkiem, to podlegałyby kapitalizacji i dziedziczeniu

Według prezydenta Centrum im. Adama Smitha, ZUS przestał być instytucją ubezpieczeniową na początku PRL-u. Politycy zaś wprowadzają obywateli w błąd, co do wysokości emerytur, które od 2 dekad są obniżane. Najwyższa Izba Kontroli już kilka lat temu uprzedzała, że w przyszłości może zabraknąć środków na świadczenia.

Jak zauważa Andrzej Sadowski, pieniądze, które pracodawca musi oddawać co miesiąc do ZUS-u, nie trafiają na konto pracownika, tylko są natychmiast wydawane na bieżące zobowiązania emerytalne. W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych jest jedynie wirtualny zapis tego, co ewentualnie należałoby się danej osobie, gdyby jej środki były gromadzone tak jak np. w banku. Przyszłe świadczenia nie będą więc wynikały z wysokości pobieranego aktualnie podatku pod nazwą składki. Ich wartość będzie zależeć od wielkości środków, dostarczonych rządowi przez następne pokolenia pracujących Polaków i tego co będzie wówczas do podziału.

– Emerytury za 20 czy 30 lat nie będą miały żadnego związku z ilością pieniędzy, które zabiera nam dziś ZUS. Gdyby te pieniądze szły na opłacanie prawdziwej, a nie fikcyjnej składki emerytalnej, to odsetki od niej byłyby kapitalizowane tak, jak na przykład dzieje się to na kontach w prywatnych towarzystwach ubezpieczeniowych. Jeżeli ZUS jest taką samą ubezpieczalnią jak inne, to zgromadzone przez nas środki powinny podlegać dziedziczeniu po naszej śmierci. Jednak, jak wiadomo, rządowa instytucja nam tego nie oferuje, bo jest tylko poborcą podatku – podkreśla stanowczo Andrzej Sadowski.

Członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, przypomina również, że w II RP (1918-1939) Zakład Ubezpieczeń Społecznych inwestował składki ubezpieczeniowe m.in. w nieruchomości, które wynajmował. Celem tego było pomnażanie dochodów na pokrycie przyszłych zobowiązań wobec obywateli. Natomiast, gdy zaczął istnieć PRL, czyli w pierwszej połowie lat 50. XX wieku, według eksperta, ZUS przestał być instytucją ubezpieczeniową. Stał się wówczas elementem finansów publicznych państwa oraz poborcą podatku. Postanowień władz Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej żaden kolejny rząd już nie zmienił.

– Głównym celem kapitałowej reformy emerytalnej rządu Jerzego Buzka było zmniejszenie wypłacanych emerytur, a nie ich zwiększenie. Już wtedy było wiadomo, że nie ma wystarczających pieniędzy na świadczenia, na dotychczasowym poziomie. Politycy nie mówią Polakom prawdy o ich prawdziwych przyszłych emeryturach, ponieważ obietnice tzw. godnych emerytur mają przyciągać w kampaniach wyborczych głosy, wprowadzanych w błąd w tej sprawie, wyborców – twierdzi ekspert.

Tymczasem, w ocenie prezydenta Centrum im. Adama Smitha, przeciętny obywatel nie wie, że w naszym kraju prawie od dwóch dekad świadczenia emerytalne są sukcesywnie pomniejszane. Jak twierdzi Andrzej Sadowski, taki właśnie był główny i jawny cel wielkiej kapitałowej reformy emerytalnej, która została wprowadzona w styczniu 1999 roku. Wtedy zaczął obowiązywać system oparty na tzw. trzech filarach.

– Najwyższa Izba Kontroli już kilka lat temu wykazała zbliżający się brak wystarczających środków w ZUS-u, spowodowany dotychczasową masową emigracją obywateli. Odpowiedzialne myślenie rządu o systemie emerytalnym zacznie się dopiero wtedy, gdy uczciwie przyzna przed obywatelami, że nie ma wystarczających pieniędzy na przyszłe świadczenia na dotychczasowym poziomie. Gdyby to ogłosił, przestałby skazywać miliony Polaków na życie złudzeniami o godnych emeryturach, które będą skromne. Nie byłoby już wątpliwości, że każdy musi sam zadbać o siebie – przekonuje ekspert.

W opinii Andrzeja Sadowskiego, nie ma możliwości wypłat wyższych emerytur w Polsce przy bilionowym, w dodatku cały czas rosnącym, długu. Tymczasem, Polacy mieliby czas na zmianę myślenia i działania w zadbaniu o swój przyszły byt. Jak zaznacza ekspert, nie można wmawiać młodym ludziom, że za np. 40 lat dostaną godziwą emeryturę, z tytułu oskładkowanej, czyli opodatkowanej dziś umowy. Jednocześnie Członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP przyznaje, że obecnie przeciętnie zarabiającym Polakom, przy tym obciążeniu fiskalnym pracy i konsumpcji, w naszym kraju bardzo trudno jest spłacić kredyt na mieszkanie, utrzymać dzieci i jeszcze odłożyć pieniądze na własną starość.

– Łączne opodatkowanie pracy na etacie ZUS-em, składkami oraz innymi podatkami jest podobne do akcyzy od wódki i papierosów. Bez obniżenia wysokości daniny od pracy w Polsce, oszczędzanie jest możliwe tylko dla osób, które osiągają wysoką pozycję zawodową i finansową. Mogą one myśleć np. o zakupie kolejnej nieruchomości, jako o lokacie kapitału. Natomiast trudno wymagać od młodych ludzi, którzy powinni inwestować w swój rozwój, aby odkładali teraz każdą złotówkę na przyszłą emeryturę. Jednak jak będą świadomi, że powinni liczyć przede wszystkim na siebie, a nie na rząd, to z pewnością sobie poradzą – podsumowuje ekspert.

Z powodu rekordowo niskiego bezrobocia firmy w Polsce walczą o pracowników. W grze o największe talenty coraz ważniejsza staje się atrakcyjna lokalizacja biura

Z powodu rekordowo niskiego bezrobocia firmy w Polsce walczą o pracowników. W grze o największe talenty coraz ważniejsza staje się atrakcyjna lokalizacja biura 12

Najniższe od 26 lat bezrobocie, które w największych miastach jest na poziomie błędu statystycznego, powoduje, że pracodawcy coraz bardziej muszą zabiegać o wykształconych i wysoko wykwalifikowanych pracowników. Rywalizują o nich nie tylko wysokością pensji, lecz także innymi udogodnieniami. Komfortowe biuro z łatwym dojazdem to jeden z coraz istotniejszych czynników przy wyborze pracodawcy.

– Obecnie na polskim rynku mamy ponad 9 mln mkw. powierzchni biurowej. Na rynkach lokalnych jest ok. 44 proc. powierzchni, reszta znajduje się w Warszawie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Pilch, dyrektor Działu Reprezentacji Najemców Biurowych w firmie doradczej Savills. – Do końca 2017 roku na rynku warszawskim przybędzie prawie 240 tys. mkw. powierzchni biurowej, a na rynkach lokalnych – 480 tys. mkw.

Stosunkowo duża ilość nowoczesnej powierzchni w budynkach biurowych pozostaje niewynajęta – średni poziom wolnej przestrzeni w stolicy to 14,0 proc., a w tzw. CBD, czyli centralnym obszarze biznesu w mieście, nawet 14,8 proc., który jest najwyższym wskaźnikiem w Europie. Zarówno to, jak i relatywnie niskie czynsze i koszty utrzymania pracowników sprawiają, że Warszawa jest atrakcyjnym miejscem dla międzynarodowych korporacji, które szukają nowych lokalizacji. Według danych firmy, po brexicie do samej tylko Warszawy przeniesionych może zostać nawet 4 tys. miejsc pracy

– W kontekście brexitu rynek warszawski jest bardzo perspektywiczny. W tej chwili ma bardzo dużą dostępność powierzchni biurowej. Wakat jest na poziomie 14 proc., a w niektórych dzielnicach wynosi nawet ok. 26 proc. Bardzo prężnie rozwijają się także Wrocław i Kraków – mówi Pilch.

Wrocław jest według analiz firmy Savills drugim największym rynkiem regionalnym pod względem powierzchni biurowej. Łącznie dysponuje niemal 866 tys. mkw., z czego większość to nowoczesna przestrzeń klasy A. Tylko w tym roku stolica Dolnego Śląska ma się wzbogacić o blisko 78 tys. mkw. nowej powierzchni, w przyszłym roku zaś o kolejne 87 tys. mkw. Na wynajęcie czeka obecnie 9,5 proc. powierzchni. Z kolei Kraków ma jeden z najniższych wskaźników niewynajętej powierzchni biurowej na poziomie 6,8 proc. Ogółem dysponuje niemal 941 mkw. biur, a do końca 2019 roku ma tu przybyć nawet 450 tys. mkw. nowej przestrzeni.

– Cały czas najważniejszą cechą obiektu biurowego jest lokalizacja, a najwyżej cenione są dobrze skomunikowane budynki w miejscach dobrze dostępnych dla wszystkich pracowników – informuje dyrektor Działu Reprezentacji Najemców Biurowych Savills. – Aktualny trend pokazuje, że w procesach decyzyjnych coraz większy udział ma dział HR. Pracodawcy przeprowadzają badania, żeby lepiej zrozumieć to, czego pracownikom brakuje w powierzchni biurowej i żeby móc przełożyć potem te potrzeby na nową lokalizację.

Rynek pracy w Polsce znów staje się rynkiem pracownika. Zwłaszcza w przypadku osób o wysokich kwalifikacjach i poszukiwanych umiejętnościach. Bezrobocie w skali kraju w kwietniu spadło do 7,7 proc., co jest wynikiem najniższym od kwietnia 1991 roku. W dużych miastach jest jednak na znacznie niższym poziomie: w Warszawie i Wrocławiu kształtuje się poniżej 3 proc., w Poznaniu – poniżej 2 proc. Prognozy przewidują dalszy spadek stopy bezrobocia. To sprawia, że pracodawcy szukają pozapłacowych zachęt, by przyciągnąć kadrę. Komfortowe biuro z łatwym dojazdem staje się coraz istotniejszym czynnikiem.

– Na pewno będziemy obserwować jeszcze większy wzrost znaczenia odpowiadania na potrzeby pracowników. Pracodawcy obecnie muszą konkurować o talenty również przestrzenią biurową. Nie tylko aranżacją, lecz także samą lokalizacją. Obserwujemy, że firmy niekiedy przechodzą na lokalizacje centralne, lepiej skomunikowane, by się wyróżnić i zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie i zatrzymanie najlepszych pracowników – podsumowuje Jarosław Pilch.

Rośnie konkurencja na rynku hoteli. Przetrwają obiekty oryginalne i oferujące gościom dodatkowe atrakcje

Rośnie konkurencja na rynku hoteli. Przetrwają obiekty oryginalne i oferujące gościom dodatkowe atrakcje 13

Rynek hotelowy w Polsce rośnie w siłę. W kraju działa ponad 2,6 tys. hoteli, co roku powstaje przynajmniej kilkadziesiąt nowych. Duża konkurencja sprawia, że przetrwają te hotele, które będą potrafiły zaskoczyć klientów, zaproponować coś unikalnego. Grupa Arche stawia na hotele w obiektach zabytkowych. Obecnie działa osiem hoteli, w tym roku mają być gotowe inwestycje w Łochowie i Lublinie. Nowe życie otrzymają także Cukrownia w Żninie, Dwór Uphagena w Gdańsku i wrocławski klasztor.

– Rynek hotelowy od kilku lat mocno się rozwija. Co roku pojawia się ponad 100 porządnych hoteli. Wyniki rosną, pojedyncze hotele, które sobie nie poradzą, zostają z tyłu. Codziennie dostaje propozycje zakupu istniejących obiektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Władysław Grochowski, prezes zarządu firmy Arche.

Raport Colliers International wskazuje, że na koniec 2016 roku na rynku w Polsce działało ponad 2,6 tys. hoteli dysponujących 128 tys. pokoi i 255 tys. miejsc noclegowych. Dane firmy STR Global wskazują, że wskaźnik RevPAR, czyli przychód na każdy dostępny pokój, wzrósł o 11 proc. i był to jeden z najlepszych wyników w Europie. Na wysokim poziomie, ponad 71 proc., utrzymuje się też średnioroczne obłożenie pokoi hotelowych.

– Sukces mogą odnieść ciekawe obiekty, w których gość dostaje coś, co go zaskoczy: wnętrze czy obsługę. Obecnie klienci wymagają i szukają dodatkowych wrażeń, przeżyć, wyjątkowych doświadczeń. Hotele, które proponują dodatkowe emocje, atrakcje, mają szanse wygrać – ocenia Grochowski.

Aby wyróżnić się na tle konkurencji, hotele stawiają na indywidualne rozwiązania. Prezes firmy Arche wskazuje, że hotele należące do sieci wyróżniają się oryginalnością, a inwestycje obejmują rewitalizację obiektów zabytkowych i historycznych.

– Firma Arche mocno wchodzi w hotele, szczególnie zabytkowe. W tej chwili mamy osiem działających hoteli, pięć w budowie, kilka w przygotowaniu. Każdy hotel jest inny, autorski. To zawsze wyzwanie. Chcemy być największą siecią polską, a przynajmniej najciekawszą i najbardziej oryginalną – zapowiada Władysław Grochowski.

Obecnie hotele grupy Arche działają w Pałacu Łochów, Pałacu Sieniawa (koło Rzeszowa), w Łodzi (Hotel Tobaco), Zamku Biskupim w Janowie Podlaskim, Warszawie (Hotel Puławska Residence), Siedlcach i Częstochowie (Arche Hotele) oraz apartamenty hotelowe w Konstancinie-Jeziornie.

– Blisko połowa naszych hoteli jest położona w obiektach zabytkowych – przyznaje prezes Arche.

Plany inwestycyjne grupy obejmują największe miasta, nowe obiekty powstaną także w Żninie, Pile, Drohiczynie czy Górze Kalwarii. W II półroczu 2017 roku powinna się zakończyć budowa hotelu w Lublinie. Nowe życie otrzyma także cukrownia w Żninie, gdzie powstanie centrum konferencyjno-wypoczynkowe, a koszt inwestycji sięgnie 200 mln zł.

– Byliśmy chyba jedyną firmą gotową podjąć się tej realizacji, bo to projekt na kilkaset pokoi wbudowanych w budynku po cukrowni z XIX wieku. Wprowadzamy tam nowoczesność, ale tak, żeby tego nie popsuć. Lubimy łączenie starego, oryginalnego z zupełnie nowoczesnym – przyznaje Grochowski.

Także Dwór Uphagena w Gdańsku zostanie przekształcony w obiekt hotelowy. Za grunt wraz z dawnym szpitalem i dworem firma zapłaciła 4,5 mln zł, w obiekcie znajdzie się ok. 200 pokoi w standardzie trzy- i czterogwiazdkowym.

– To rewir, który ma swój klimat. Kiedy kupowaliśmy ten obiekt, nawet nie wiedzieliśmy, że to tak przyszłościowe miejsce. Teraz widzimy jego potencjał – nastąpiła tam rewitalizacja, są nowe ulice, zieleń, ławeczki. Ma swój klimat, podobnie jak warszawska Praga, a ludzie tego właśnie szukają – ocenia ekspert.

Ponad 100 pokoi i apartamentów będzie oferował wrocławski klasztor z końca XIX wieku. Inwestycja powinna zostać oddana do użytku w 2019 roku.

– W jednym skrzydle mieszka 9 sióstr. Teren obejmuje 4 ha parku ze starodrzewem. To zupełnie inny rodzaj hotelu, gdzie można dłużej pobyć w przestrzeni, blisko natury, a to prawie centrum miasta – przekonuje Grochowski.

W Warszawie, niedaleko Lotniska Chopina, mają powstać dwa obiekty w systemie condo.

Grupa Arche inwestuje jednak nie tylko w hotele, lecz także gastronomię. Zaścianek – Kuchnia za Ścianą stawia na domową, polską kuchnię, bez chemicznych ulepszaczy smaku i z produktami od lokalnych dostawców.

– To jedzenie na wagę, ze świeżego produktu, co dziennie gotowane, świeże, bez półproduktów. Cieszy się dużym powodzeniem, codziennie jest wydawanych kilkaset posiłków. Obecnie mamy 12 punktów, ale potencjał jest znacznie większy, na kilkaset takich restauracji – przekonuje Władysław Grochowski.