Wyniki Grupy Impel po I kwartale 2017 r.

Grupa Impel – osiągnęła w pierwszym kwartale 2017 r. przychody ze sprzedaży na poziomie 545,9 mln zł, co oznacza wzrost w stosunku do ubiegłego roku o 74,5 mln zł tj. 15,8%. Grupa wypracowała zysk operacyjny w wysokości 9 mln zł, zysk netto osiągnął natomiast poziom 2,5 mln zł. 

Wzrost przychodów ze sprzedaży odnotowano we wszystkich głównych obszarach działalności Grupy Impel. W I kwartale 2017r. wzrosły one w segmencie Facility Management o  51 mln zł w stosunku do I kwartału 2016 r. i wyniosły 409,9 mln zł. Industrial Services osiągnął poziom 47,6 mln zł, zwiększając przychody o 13 mln, natomiast Digital Services & BPO osiągnęły 88,5 mln zł, zwiększając sprzedaż o 10 mln zł.

Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.
Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.

Szczególnie pozytywnie oceniamy wyniki segmentu FM w linii Bezpieczeństwo, który osiągnął najwyższy udział nowej sprzedaży we wzroście przychodów. Rozpoczęliśmy  współpracę z Grupą Volkswagen w zakresie obsługi fabryk VW Motor Poland, Sitech Polska oraz VW Poznań, fabryk zlokalizowanych w Poznaniu oraz we Wrześni. Zawarliśmy kontrakty również z Grupą Ciech oraz Leonardo – PZL Świdnik. Wszystkie kontrakty łącznie zwiększają przychody Grupy Impel o ponad 22 mln złotych rocznie i mają charakter długoterminowy. Potwierdza się strategia koncentracji na wybranych segmentach, która  umocniła naszą pozycję w przemyśle. Równie priorytetowo traktujemy wzmocnienie obecności w branżach: finansowej, spożywczej, budowlanej, a także w sektorach: wojskowym, rynku nieruchomości oraz handlu. Skupiamy się na selektywnej sprzedaży, która w kalkulacji musi osiągać zakładane parametry rentowności w oparciu o prawidłową wycenę kosztów pracy uwzględniających podwyżki wynikające ze zmiany przepisów prawa. Zwracamy również uwagę, iż z dniem 1 stycznia br. wydzielony został jako samodzielny segment Industrial Services, co oznacza realizację naszych planów w zakresie rozwoju usług na rzecz klienta przemysłowego. Ten segment bazuje na wysokospecjalistycznych technologiach i pracy w specyficznym reżimie na bardzo wymagającym rynku. Fakt wydzielenia i usamodzielnienia tej działalności w ramach segmentu, przyniosło poprawę wyniku już w pierwszym kwartale i budzi nasze nadzieje na dalszy wzrost znaczenia tych usług w portfolio Grupy. ” – mówi Grzegorz Dzik, prezes zarządu Impel SA.

W dniu 28 marca br. Rada Nadzorcza powołała z dniem 1 kwietnia w skład zarządu Impel SA Pana Mirosława Grebera, powierzając mu nadzór nad całością działań handlowych oraz marketingowych.

Głównym celem w pionie handlowym, wynikającym z nowej strategii jest zintegrowanie wszystkich procesów, zarówno w dotarciu do strategicznych klientów jak i zarządzaniu opieką posprzedażową we wszystkich segmentach rynku, w których działa Grupa Impel. Docieramy tam z wysokospecjalistyczną ofertą, uwzględniającą charakterystykę klienta z dogłębną analizą posprzedażową w zakresie logiki produktowo–cenowej. Zwiększamy wykorzystanie nowoczesnych narzędzi, takich jak: efektywne bazy klientów, contact center, efektywne przekazywanie i monitorowanie szans sprzedażowych, zamykając proces jednolitym systemem pomiaru. Pan Mirosław Greber odpowiedzialny jest również za rozwój sprzedaży zintegrowanej. Obserwujemy skłonność rynku do kupowania pakietów usług, ponieważ zwiększa się zaangażowanie i wzmacnia relacja klient-usługodawca. Dzięki takiemu podejściu budujemy przewagi konkurencyjne w naszym biznesie, ale równocześnie dajmy wymierne korzyści usługobiorcom. Konsekwentna koncentracja naszej uwagi na produkcie i obszarze handlowym prowadzi do celu, jakim jest efektywność ekonomiczna całej Grupy i ograniczone konkurowania niską ceną”  – dodaje Grzegorz Dzik.

Istotne znaczenie dla wyników pierwszego kwartału mają wprowadzone od 1 stycznia 2017 roku nowe przepisy wprowadzające minimalną stawę godzinową na umowę zlecenie.

Wojciech Rembikowski, wiceprezes zarządu Impel SA
Wojciech Rembikowski, wiceprezes zarządu Impel SA

 „Przez cały okres trwających już trzeci rok zmian przepisów, czyli „ozusowania” do wysokości minimalnego wynagrodzenia umów-zleceń, wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej na umowach zleceniach,  wprowadzenia do przetargów wymogu umów o pracę oraz likwidację jedynego kryterium – najniższej ceny, prowadzimy aktywną kampanię informacyjną wobec rynku i klientów. Uświadamiamy, że zawieranie umów na nasze usługi musi uwzględniać uchwalone przez ustawodawcę zmiany, a przetargi oparte wyłącznie na kryterium „najniższa cena” są negatywne dla obydwu stron. Kalkulacje, które opierają się na zaniżonej cenie i braku godziwego wynagrodzenia dla pracowników świadczących usługi są zmorą współczesnej rzeczywistości gospodarczej w Polsce. Jednakże, w pierwszym kwartale obserwujemy już pozytywne rezultaty naszych działań, ponieważ plany waloryzacji wszystkich kontraktów na dzień 31 marca 2017 r. zostały zrealizowane w 99 procentach. W sytuacji rosnących kosztów pracy, nasz zysk operacyjny wyniósł 9 mln zł, a mimo to rentowność realizowanych usług obniżyła się. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nasza branża najtrudniejszy okres ma już za sobą i na przestrzeni następnych okresów będziemy obserwować sukcesywną stabilizację rentowności – wyjaśnia Wojciech Rembikowski, wiceprezes zarządu Impel SA.

Grupa Impel wciąż poszukuje możliwości rozwoju swojej działalności, dlatego wzmacnia rolę procesów biznesowych i IT w strukturze oferowanych usług. Powołany w roku 2016 obszar działalności Digital Services & Business Process Outsourcing skupia w sobie wszystkie usługi specjalistyczne, bazujące na wysokiej rentowności i uniezależnione od zmiany przepisów związanych z kosztem pracy.

Wyniki obszaru Digital Services & Business Process Outsourcing budzą satysfakcję w linii Informatyka. Promujemy sprzedaż rozwiązań e-commerce, które usprawniają komunikację z klientem, rozpoznają jego potrzeby. Dzięki zastosowaniu systemu Hybris, klient w jednym miejscu odnajdzie wszystkie potrzebne dane. Dzięki temu osiąga zwielokrotnianą sprzedaż swoich produktów. Opieka nad klientem, śledzenie jego potrzeb, egzekucja realizacji usługi którą zakupił, szukanie potencjału do dalszej sprzedaży, odbywają się za pośrednictwem narzędzi informatycznych. Analiza gromadzonych danych o klientach i jego potrzebach to przyszłość każdego biznesu. Dzięki posiadaniu własnych zasobów informatycznych, w tym możliwości rozwoju aplikacji czy centrum kompetencyjnego SAP, chcemy być prekursorem rozwiązań wdrażanych dla klientów w obszarze Facility Management czy Industrial Services” – przekonuje Wojciech Rembikowski, wiceprezes zarządu Impel SA.

Branża zmienia się, ale w dalszym ciągu sytuacja walki cenowej pomiędzy konkurentami przy rosnących z jednej strony oczekiwaniach płacowych pracowników, z drugiej zmiany przepisów jest widoczna. Odstąpiliśmy od realizacji wielu umów, które przestały być opłacalne. Nowa sprzedaż w linii, która najbardziej doświadczyła zmian przepisów, czyli usług porządkowo-czystościowych, jest również obiecująca (pozyskane kontrakty Bank PKO BP, Getin Noble Bank, Open Finance), co stanowi dobry prognostyk. Grupa zdecydowała o uprządkowaniu procesów wewnętrznych, które wzmocnią działania zewnętrze i przyczynią się do trwałego wzrostu biznesu.

Wzmocnienie obszaru handlowego musi być poparte wewnętrznymi zmianami. Jedną z nich jest efektywne zarządzanie kapitałem. Nasze działania koncentrują się wokół zwiększania efektywności poprzez podpisywanie kontraktów z krótszym terminem płatności oraz bardzo dobrze działającej windykacji należności. Przyglądamy się każdej wydanej złotówce, a dotychczasowe oraz nowe kontrakty podlegają szczególnej ocenie efektywności ekonomicznej i ocenie płynności finansowej. Tylko spójne działania zewnętrzne i wewnętrzne pozwolą Grupie Impel rozwijać się i kreować nowe oblicze usług w Polsce” – podkreśla Grzegorz Dzik, prezes zarządu Impel SA.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 17.05.2017

Ostatni miesiąc nie był zbyt łaskawy dla notowań srebra, które znalazło się pod presją sprzedających. Od początku tygodnia na rynek przyszła korekta, która zatrzymała się w okolicy oporu 16.850-16.980. Co więcej, oscylator stochastyczny wskazuje na wykupienie rynku i zaczyna powoli zawracać. Analiza techniczna wskazuje jeden kierunek, czyli kontynuację trendu spadkowego, ale czy tak się stanie?

Notowania srebra, interwał dzienny

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 17.05.2017 1

Źródło: Admiral Markets

Tego dowiemy się dopiero po kilku dniach, ale spoglądając na wyższy interwał czasowy możemy wysnuć inną analizę, czyli kierunek południowy. Na interwale tygodniowym po raz kolejny odbiliśmy się od mocnego wsparcia 15.80-16.20. Analizując oscylator stochastyczny możemy dojść do innego wniosku, rynek jest wyprzedany, czas na większe odbicie.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na chwile obecną notowania srebra mogą powrócić w okolicę linii trendu spadkowego, ale na samym początku muszą przerwać wcześniej wspomniany opór na interwale dziennym. Analiza fundamentalna w dalszym ciągu wspiera północny kierunek, który widzimy na wykresie tygodniowym.

Od paru miesięcy globalna produkcja srebra spada, co możemy zawdzięczać bardzo niskim cenom. Od stycznia do marca, czwarty producent srebra na świecie – Chile zmniejszyło swoją produkcję o 26 procent rok do roku.

Produkcja srebra w Chile

Produkcja srebra w Chile

Źródło: SRSrocco Report

Wydobycie srebra spadło z 383.8 ton do 283.4 ton w 2017 roku. Chile nie jest wyjątkiem, bowiem jest to trend światowy.

Co dalej z PLN?

Ostatnie umocnienie złotego zawdzięczamy zarówno czynnikom lokalnym, jak i globalnym. Polski złoty podąża śladami walut z naszego regionu, napędzany jest także poprzez dobre dane makroekonomiczne z polskiej gospodarki. Wczorajsza publikacja danych PKB za I kw. 2017 roku (4 proc. R/R) potwierdza dobrą kondycje naszej gospodarki. Niemniej jednak na horyzoncie czają się problemy, które na chwile obecną są ignorowane przez inwestorów. Niepokojące sygnały z chińskiej gospodarki oraz kolejna podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych (pomimo gorszych danych z gospodarki) może na giełdy sprowadzić korektę. W ostateczności przełoży się to na wzrost awersji do ryzyka, czyli odpływ kapitału z bardziej ryzykownych aktywów, do których należy PLN. Reasumując, dalsze długoterminowe umocnienie złotego stoi pod znakiem zapytania.

Notowania USD/PLN, interwał tygodniowy

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 17.05.2017 2

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym notowania USD/PLN dotarły w okolicę strefy popytu 3.70-3.77. Po tak mocnym i długim rajdzie umacniającym polskiego złotego w stosunku do dolara amerykańskiego przydałoby się odreagowanie. Warto również zauważyć, że została pokonana linia trendu wzrostowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

W 2016 roku obroty Grupy Muszkieterów w Polsce przekroczyły 6,5 mld zł

W 2016 roku Grupa Muszkieterów w Polsce osiągnęła 6 miliardów 523 miliony  zł  obrotów, odnotowując tym samym wzrost w tym zakresie o 11,3 proc. rok do roku. W tym czasie Muszkieterowie otworzyli 11 supermarketów Intermarché i 13 Bricomarché. Obecnie Grupa Muszkieterów tworzona jest przez 298 polskich przedsiębiorców,  zarządzających łącznie  374 sklepami.

Najlepszy rok w historii Bricomarché w Polsce

Wchodząca w skład Grupy Muszkieterów sieć supermarketów typu „dom i ogród” Bricomarché, wypracowała w 2016 roku obroty w wysokości 1,83 mld zł, osiągając tym samym ponad 25 proc. wzrost rok do roku. Jednocześnie Bricomarché zanotowało blisko 22 proc. wzrost liczby klientów, co oznacza, że był to najlepszy rok w historii sieci w Polsce.

Poprzez otwarcie  sklepu Bricomarché w poznańskiej Galerii Pestka na koniec kwietnia br., sieć rozpoczęła realizowanie strategii wchodzenia do dużych miast. Poznański Bricomarché powstał w miejsce dawnego Praktikera. Nie jest to jednak pierwsza lokalizacja należąca wcześniej do konkurencji, w której pojawiły się supermarkety Bricomarché. W 2016 roku sieć przejęła 4 lokalizacje po sieci NOMI. Dzięki tej strategii Bricomarché oferuje klientom asortyment na powierzchniach sprzedaży wynoszących kilka tysięcy m2.

Bricomarché zakłada przekroczenie do końca 2017 roku 2 mld zł obrotów. Ponadto zaplanowano w tym czasie co najmniej 15 otwarć nowych sklepów, tak aby na zakończenie  IV kwartału 2017 roku działało łącznie minimum 149 marketów sieci w Polsce.

Swój udział w rynku DIY na koniec 2016 roku, Bricomarché szacuje na ok. 11 proc. Wzmacniając swoją pozycję czwartego gracza w Polsce.

Grupa Muszkieterów działa w Polsce już od 20 lat. Wypracowała sobie w tym czasie pozycję solidnego partnera biznesowego i pracodawcy. Tutejszy rynek, mimo, że jest ukształtowany, charakteryzuje się dużą dynamiką  i  potencjałem wzrostu, dlatego mamy bardzo ambitne plany, nie tylko na najbliższy rok, ale również w perspektywie długoterminowej komentuje David de Bosschère Prezes Grupy Muszkieterów w PolsceW przypadku Bricomarché nasze plany zakładają rozwój organiczny oraz poprzez przejęcia, tak by docelowo zająć pozycję w pierwszej trójce sieci DIY w Polsce – dodaje David de Bosschère.

Dobry rok dla Intermarché

Sieć supermarketów Intermarché wraz z przymarketowymi stacjami paliw wygenerowała blisko 4,7 mld zł obrotów, odnotowując tym samym wzrost w tym zakresie o 6,7 proc. rok do roku. W 2016 roku Intermarché otworzyło 11 nowych sklepów, co oznacza, że na koniec roku działało ich łącznie 232.

Intermarché w trosce o wygodę klientów stale rozszerza również sieć przysklepowych stacji paliw. Intermarché jest liderem w tym segmencie, bowiem obecnie obok marketów operują aż 62 stacje. Sieć stawia sobie za cel, by w przyszłości, tam gdzie będzie to możliwe, działały one  przy każdym istniejącym supermarkecie Intermarché.

Od 2015 roku klienci wybranych supermarketów Intermarché mają możliwość zamawiania towarów przez Internet i odbierania zapakowanych produktów w sklepie w specjalnie przygotowanej do tego strefie odbioru – to usługa o nazwie Drive Light.

W październiku 2016 roku Intermarché rozpoczęło natomiast testy Drive Accueil. W tym przypadku po odbiór produktów zamówionych online, klient zgłasza się do punktu obsługi klienta w sklepie. Usługa Drive w tej wersji jest oferowana przez Intermarché w Katowicach, przy ul. Armii Krajowej 188.

Głównymi atutami Drive są dla klienta przede wszystkim wygoda i oszczędność czasu – może on bowiem zrobić zakupy przez Internet i szybko je odebrać np. w drodze z pracy do domu.

Mamy świadomość tego, że konsumenci podejmują decyzje zakupowe z coraz większą rozwagą, dlatego Intermarché na bieżąco udoskonala ofertę oraz koncepty swoich sklepów. Oczekiwania w stosunku do tradycyjnych sklepów nieustannie rosną, ale staramy się im sprostać, dostrzegając potencjał również branży spożywczej mówi David de Bosschère, Prezes Grupy Muszkieterów w Polsce.

Huawei coraz bliżej strategicznej współpracy z HAWE Telekom. Umowa ma pomóc w restrukturyzacji polskiej spółki

Huawei coraz bliżej strategicznej współpracy z HAWE Telekom. Umowa ma pomóc w restrukturyzacji polskiej spółki 3

Dobra sytuacja na rynku telekomunikacyjnym i współpraca technologiczna z Huawei pozwolą HAWE Telekom zwiększyć przychody i zaspokoić wierzycieli. Operatorzy komórkowi przechodzą na mobilne sieci nowej generacji 5G, rozwijają się też usługi machine to machine oraz internet rzeczy. Będzie to sprzyjać HAWE Telekom, podobnie jak współpraca technologiczna i finansowa z Huawei. Umowa powinna zostać podpisana do końca maja.

Liczymy bardzo na współpracę z Huawei, które jest liderem w rozwiązaniach technologicznych. Obecnie to na technologii budowany jest świat. Przed nami zmiana systemu z 4G na 5G, współpraca machine to machine, wszędzie otacza nas internet, technologie liczą się coraz bardziej. Jako spółka, korzystając z zaplecza badawczo-rozwojowego i rozwiązań technologicznych, możemy zaoferować naszym kontrahentom wysoko specjalistyczne usługi, które tym samym zwiększą nasze przychody – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Paweł Paluchowski, prezes zarządu HAWE Telekom w restrukturyzacji oraz prezes zarządu HAWE SA w restrukturyzacji.

Szacuje się, że wartość rynku telekomunikacji w Polsce łącznie z segmentami telefonii komórkowej, stacjonarnej, dostępu do internetu i usług płatnej telewizji przekroczyła 42 mld zł (dane PMR). Od 2020 roku ma się rozpocząć era zastosowań technologii 5G, zamiast dotychczas stosowanej 4G. Ma to umożliwić nie tylko wyższą prędkość transmisji danych, lecz także obsługę większej liczby urządzeń o różnych wymaganiach pod względem przepustowości sieci. Rozwijają się też usługi M2M (machine to machine). Na koniec I połowy 2016 roku w modelu M2M aktywnych było 2,23 mln kart SIM. Rozwijający się rynek sprzyja HAWE Telekom, które świadczy tego typu usługi telekomunikacyjne. Korzystna jest także współpraca z Huawei.

Potencjał HAWE Telekom jest bardzo duży. Taki partner jak Huawei, lider na rynku światowym, szuka firm z bardzo dużym potencjałem. Cieszymy się, że właśnie taki partner dołączył do nas i będziemy mogli z nim ten biznes rozwijać. Liczymy, że potencjał zauważą również nasi wierzyciele i dzięki temu będziemy mogli wypracować odpowiednie propozycje układowe, które pozwolą ostatecznie spłacić wierzycieli i dalej rozwijać nasz biznes – mówi Paluchowski.

W marcu został podpisany list intencyjny, zgodnie z którym Huawei Polska ma pomóc w znalezieniu partnerów, którzy byliby zainteresowani finansowaniem projektów i samej Grupy HAWE. Współpraca technologiczna zakłada m.in. certyfikację i szkolenie personelu HAWE Telekom w zakresie serwisowania i wdrażania technologii Huawei i wspólną realizację projektów w ramach ogłaszanych przetargów w branży. Umowa dotycząca współpracy technologicznej, handlowej oraz finansowej ma zostać podpisana z końcem maja tego roku.

Zaczęliśmy od współpracy technologicznej. Nasza sieć otrzymała nowy system DWDM – przypomina prezes HAWE Telekom.

HAWE Telekom za pomocą techniki DWDM (Dense Wavelength Division Multiplexing) modernizuje sieć światłowodową, aby uzyskać połączenia o przepływności nawet 8 Tb/s. Inwestycja łącznie ma obejmować 4 tys. km sieci, na której będzie instalowany system Huawei OSN 8800.

Teraz wchodzimy w nowy etap współpracy handlowej, gdzie liczymy, że będziemy partnerem sprzedażowym dla Huawei. Wchodzimy w obszar współpracy technologicznej, gdzie będziemy się wymieniali doświadczeniami. Liczymy na doświadczenie Huawei w najbardziej zaawansowanych i nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych i współpracy w zakresie finansowania działalności operacyjnej – przyznaje Paluchowski.

Jak mówi prezes HAWE Telekom, firma znajduje się obecnie w procesie restrukturyzacji, zgodnie z decyzją sądu z początku kwietnia tego roku. Zakup od Huawei systemu DWDM daje możliwość świadczenia niemal wszystkich oferowanych przez telekomy usług dla operatorów telekomunikacyjnych. Pozwala także na pozyskanie nowych klientów i tym samym stanowi pierwszy krok do poprawy sytuacji firmy i zaspokojenia wierzycieli.

Liczymy na to, że podpisany list intencyjny będzie przyczynkiem tego, aby szybciej zrealizować propozycje układowe, które złożyliśmy na ręce rady wierzycieli i sądu. To wstępne propozycje układowe, które mają rozpocząć dyskusję i negocjacje między spółką a wierzycielami i pomóc wypracować ostateczne propozycje, które będą złożone do sądu, aby przeprowadzić zgromadzenie wierzycieli i żeby układ został pozytywnie zakończony – podkreśla Paweł Paluchowski.

Polacy zbudują kapsułę Hyperloop. Środek transportu będzie mógł przewozić ludzi w tempie 1000 km/h

Polacy zbudują kapsułę Hyperloop. Środek transportu będzie mógł przewozić ludzi w tempie 1000 km/h 4

Polski zespół Hyper Poland University Team jako jeden z 24 ekip z całego świata zakwalifikował się do finału drugiej edycji konkursu SpaceX, polegającego na stworzeniu projektu kapsuły Hyperloop. Finał odbędzie się latem, natomiast już wcześniej pojawił się inny sukces – dzięki zakończonej w piątek zbiórce udało się zebrać odpowiednią ilość funduszy do budowy pełnowymiarowego prototypu.

Hyperloop to projekt nowego, niezwykle szybkiego środka transportu, który ma duże szanse na to, by okazać się przełomem komunikacyjnym. Kapsuła z pasażerami będzie się poruszać w specjalnym tunelu, w którym zostanie obniżone ciśnienie. W warunkach podobnych do tych, które panują około 10 km nad poziomem morza, zmniejszy się opór powietrza, co pozwoli na jazdę z prędkością nawet 1000 km/h przy zachowaniu relatywnie niskich kosztów transportu.

Hyperloop jest koncepcją nowego środka transportu, który ma w przyszłości zrewolucjonizować sposób, w jaki będziemy się poruszać. Można powiedzieć, że jest to połączenie trochę samolotu, trochę pociągu. Z tego względu samolotu, że chcemy poruszać się bardzo szybko. Mamy tu na myśli prędkość do 1000 kilometrów na godzinę, czyli znacząco szybciej niż przeciętny samolot. A kolej pociągu dlatego, że chcemy się poruszać pomiędzy centrami miast, czyli na przykład z Warszawy do Wrocławia, unikając problemów, jakie mamy na lotniskach, takich jak dojazd czy trwające długo odprawy – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Radziszewski, członek zespołu Hyper Poland University Team, student Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa na Politechnice Warszawskiej.

Docelowa kapsuła ma mieć kilkanaście metrów długości i pomieści do 30 osób. Będzie poruszała się w tunelu o średnicy ponad 3 metrów, osiągając prędkość zbliżoną do 1000 km/h

Obecnie w zespole uniwersyteckim zajmujemy się mniejszą kapsułą testową, o długości 4 metrów i wysokości około 1 metra, która jest platformą testową docelowych rozwiązań. Ona ma wziąć udział w konkursie, w którym zadaniem będzie osiągnięcie jak największej prędkości – wyjaśnia Paweł Radziszewski.

Członek zespołu Hyper Poland twierdzi, że infrastruktura powiązana z tą technologią ma przypominać tradycyjną sieć kolejową.

Co więcej można powiedzieć, że Hyperloop byłby czymś w rodzaju metra międzymiejskiego. Mam tu na myśli rurę, w której będą puszczane wagoniki, kapsuły co kilka minut. Dzięki temu każdy pasażer będzie mógł wyruszyć w trasę wtedy, kiedy będzie sobie życzył – podkreśla Paweł Radziszewski.

Koszt wyprodukowania prototypu kapsuły to kwota rzędu kilkuset tysięcy złotych. Gra jest jednak warta świeczki, bowiem technologia znacząco skróci czas podróży.

Hyperloop jest też czymś w rodzaju kolejki magnetycznej, przy czym różnica jest taka, że po pierwsze nie mamy torów, tylko będziemy lewitować nad powierzchnią toru, a drugą istotną różnicą jest to, że poruszamy się w rurze. Czyli mamy bardzo niskie ciśnienie, prawie próżnię – dodaje Paweł Radziszewski.

Najważniejsze jest jednak to, że polski zespół młodych inżynierów ma spore szanse na zwycięstwo w wielkim finale.

Stawialiśmy na najprostsze rozwiązania skomplikowanych problemów. Cały dobór materiału przebiegał w bardzo skomplikowany sposób, ponieważ dobrać optymalne współczynniki właściwości materiałów było bardzo trudno przy założeniu, że będzie się to łączyło także z niską ceną – opowiada Paweł Sobczak, członek zespołu Hyper Poland.

W ostatnich dniach zespół Hyper Poland osiągnął za to inny sukces – zbiórka funduszy na budowę pełnowymiarowego prototypu w skali 1:1 okazała się bardziej niż udana.

– Zorganizowaliśmy kampanię crowdfundingową, na której udało się zebrać ponad 180 tysięcy złotych na przygotowanie tego pojazdu i wysłanie go do Stanów. Ta kwota będzie wykorzystana przez studentów na zakup części, materiałów do wybudowania tego pojazdu, wysłania go do Stanów i przetestowania na zawodach –  podsumowuje Krzysztof Tabiszewski, koordynator zespołu Hyper Poland.

Producenci oprogramowania dla grafików komputerowych postawili na sztuczną inteligencję. W czasie rzeczywistym analizuje ruch ręki artysty i przewiduje kształty, które mają powstać

Producenci oprogramowania dla grafików komputerowych postawili na sztuczną inteligencję. W czasie rzeczywistym analizuje ruch ręki artysty i przewiduje kształty, które mają powstać 5

Twórcy programów graficznych takich jak CorelDRAW Graphics Suite 2017 czy platforma Adobe Sensei coraz częściej wykorzystują sztuczną inteligencję oraz elementy uczenia maszynowego. Najnowocześniejsze programy wykorzystywane do przerabiania zdjęć oraz tworzenia grafiki potrafią gromadzić wiedzę o naszych nawykach, rozpoznawać zamierzenia oraz lepiej zinterpretować ruchy cyfrowego pióra czy pędzla.

Niedawno na rynku pojawił się nowy pakiet programów graficznych CorelDRAW Graphics Suite w wersji 2017. Jedną z najciekawszych innowacji w nowej wersji aplikacji jest narzędzie LiveSketch, które na bieżąco analizuje ruchy grafika i wspiera go w pracy, na bieżąco poprawiając jego ruchy i domyślając się, jaki kształt rysunku będzie oczekiwany. Na dodatek inteligenty asystent jest wyjątkowo przyjazny, naturalny w użyciu, a swoim charakterem przypomina tradycyjne szkicowanie.

Poza zmianą nazewnictwa najważniejszą rzeczą jest zastosowanie nowych technologii: zarówno sieci neuronowych, jak i sztucznej inteligencji w świeżym narzędziu LiveSketch, które nawiązuje do takiego prawdziwego szkicowania. Program ma za zadanie skrócić odległość pomiędzy kartką, ołówkiem a naszym mózgiem, w którym rodzi się cały pomysł – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksy Pawluczuk z Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie.

Pakiet CorelDRAW Graphics Suite 2017 został stworzony specjalnie na potrzeby systemu Windows, co oznacza, że zawiera szereg innowacji, które mają poprawić komfort pracy w tym systemie. Program pozwala korzystać z zaawansowanych urządzeń obsługiwanych rysikiem i dotykiem, w tym z produktów z serii Microsoft Surface oraz monitorów Ultra HD 5K.

Cześć z tych rzeczy to po prostu nowe technologie, które zostały ukryte wewnątrz aplikacji. Znajdziemy tam również takie rzeczy, jak możliwość pracy na wielu ekranach, obsługa bardzo wysokiej rozdzielczości, rzędu 5K i wyżej, możliwość przebudowy całego interfejsu pod kątem rozdzielczości, a także nowe rzeczy w postaci np. zmian ikonek, zarówno wielkości, jak i kolorów, zmian węzłów kontrolnych itd. Plus oczywiście dodatkowy kontent, który możemy sobie bezpośrednio z aplikacji wrzucić, czyli to będą rozszerzenia, dodatkowe programy i tak dalej, dostępne od razu po włączeniu programu – tłumaczy Aleksy Pawluczuk.

Narzędzie LiveSketch w czasie rzeczywistym analizuje ruchy osoby używającej pióra lub myszki i pomaga opracowywać grafiki wektorowe w sposób odzwierciedlający rysowanie na papierze, co  znacząco ułatwia pracę użytkownikowi.

Jest to analiza ruchów za pomocą narzędzi takich jak pióro Wacoma czy paru innych producentów, które następnie są scalane zależnie od parametrów, które sobie ustawimy. Program uczy się, rozpoznaje nasze zamierzenia i następnie tworzy z kilku kresek jedną czy jakieś inne jeszcze, które sobie stworzymy, zależnie od ustawionych parametrów przetwarzania takich kresek – mówi Aleksy Pawluczuk.

Jak twierdzi ekspert, pakiet CorelDRAW jest na tyle wszechstronny, że może być używany niemal w każdej dziedzinie związanej z tworzeniem i obróbką grafiki. Najnowsza wersja programu przyczynia się do zwiększenia wydajności, dzięki usprawnieniom toku pracy wprowadzonym na życzenie klientów.

Jeżeli popatrzymy sobie, gdzie stosuje się CorelDRAW, to tak naprawdę nie ma żadnej dziedziny życia zawodowego, w której nie byłby stosowany. Natomiast zastosowanie sztucznej inteligencji na pewno ułatwi niesamowicie pracę w wielu przypadkach, szczególnie początek procesu projektowania, tam gdzie szkicujemy, poprawiamy pewne rzeczy  – twierdzi Aleksy Pawluczuk.

CorelDRAW to nie jedyny program na rynku, który wykorzystuje sztuczną inteligencję i elementy uczenia maszynowego. Warto zwrócić również uwagę choćby na Adobe Sensei ­– platformę, która naśladuje inne istniejące zdjęcia, tworząc unikalną perspektywę i modyfikacje na przykład dla naszego zdjęcia typu selfie. Program ten przenosi mobilną fotografię na zupełnie inny poziom. Specjalista prognozuje, że w przyszłości coraz więcej programów graficznych będzie dążyło do ułatwienia nam pracy.

Podobne narzędzie znajdziemy jeszcze w Ilustratorze, nie dokładnie takie samo, bo nie działa z użyciem sztucznej inteligencji i sieci neuronowych, ale znajdziemy coś takiego. Oprócz tego pojawiło się kilka mniej znanych narzędzi, programów, które w podobny sposób funkcjonują, np. rysujemy sobie trójkącik, dwa kółeczka, on z tego robi sobie wycinek pizzy. To jest właśnie też zastosowanie tego typu technologii. Myślę, że większość programów będzie dążyła w tę stronę, chodzi o ułatwianie pracy z programem graficznym – przekonuje Aleksy Pawluczuk.

Zaawansowane programy graficzne typu CorelDRAW to rozwiązania nie tylko dla zawodowych grafików, lecz także dla wszystkich osób, które chcą zmaksymalizować wykorzystywanie potencjału twórczego.

Myślę, że CorelDRAW idealnie nadaje się zarówno dla zawodowych grafików, osób, które pracują konceptualnie, jak i tych, którzy wykorzystują program do produkcji reklamy czy druku. Ponadto program znajdzie uznanie wśród projektantów, wszelkiego rodzaju designerów od samochodów, do wszelkich produktów, które na początku szkicuje się na papierze, zanim to przeobrazi się w postać np. projektów 3D – wylicza Aleksy Pawluczuk.

Pakiet CorelDRAW Graphics Suite 2017 jest dostępny w m.in. w polskiej wersji językowej. Cena pełnej wersji programu wynosi 2699 zł. Co istotne, Corel zdecydował się przejść na roczny cykl życia produktu, co oznacza, że każdego roku doczekamy się obszernej aktualizacji.

Zmiana nazwy produktu związana jest z tym, że wprowadzamy nowy, roczny cykl życia produktu, czyli przechodzimy po prostu na roczny, a nie dwuletni cykl, jak to było w poprzednich przypadkach – podsumowuje Sylwia Tomalska, sales manager na Europę Wschodnią w Corel Corporation.

Polski start-up wspiera proces badań klinicznych i redukuje miliardowe koszty wprowadzania nowych leków na rynek

Polski start-up wspiera proces badań klinicznych i redukuje miliardowe koszty wprowadzania nowych leków na rynek 6

Głównym celem projektu Monitor jest obniżenie wysokich kosztów wprowadzania nowych leków na rynek. Będzie to możliwe dzięki zdalnemu dostępowi do danych pacjentów, którzy są zaangażowani w badania kliniczne. Przy okazji jednak to także wymowny dowód na to, że inwestowanie w start-upy coraz bardziej się opłaca.

Wprowadzenie nowego leku na rynek może kosztować blisko 500–600 mln dol., a więc w przeliczeniu na złotówki daje to miliardowe kwoty. Jest to między innymi związane z koniecznością zaangażowania wielu specjalistów prowadzących badania kliniczne, a także dodatkowe osoby, które im w tym pomagają i nadzorują cały proces. Dużo środków i czasu pochłania również prowadzenie szczegółowej dokumentacji badań, więc w sumie już etap badań klinicznych stanowić może do 40 proc. wszystkich kosztów wdrożenia leku. Dodatkowo jest on też często odpowiedzialny za opóźnienie, wydłużenie całego procesu.

Polski start-up Monitor CR chce szukać oszczędności właśnie na etapie badań klinicznych leku. Ma to być możliwe dzięki zastosowaniu specjalnie opracowanego oprogramowania, które w znacznym stopniu zautomatyzuje kwestię nadzoru nad ośrodkami badawczymi zajmującymi się nowym lekiem.

Projekt Monitor wchodzi w proces przygotowywania nowych leków do wprowadzenia na rynek jeszcze na etapie badań klinicznych. To one stanowią nawet 40 proc. całkowitych kosztów wdrożenia leku, a na dodatek często opóźniają cały proces. Powód jest prosty – zajmujący się nimi eksperci to lekarze, obarczeni na co dzień wieloma innymi obowiązkami i zadaniami, którzy z trudem znajdują czas na dodatkowe działania.

Dzięki uproszczeniu procedur i zdalnemu dostępowi do danych pacjentów redukuje miliardowe koszty wprowadzania nowych leków na rynek. Innowacyjny system ma się sprawdzić zarówno w Polsce, jak i całej Europie.

— Chodzi o bardzo istotny i kosztowny element w działaniach, na który przeznaczane są setki milionów dolarów. Mam na myśli proces wprowadzania nowego leku na rynek. Koszt takiego przedsięwzięcia to ponad miliard dolarów. Około 70 proc. tej wartości zajmują badania kliniczne nad lekiem, które są prowadzone w szeregu ośrodków, często rozlokowanych w różnych krajach. Z kolei koszty monitorowania badań klinicznych stanowią ok. 40 proc.

Wcześniej tego typu projekt pomimo potencjału nie miał szans powodzenia, bowiem problem stanowiły zarówno przepisy prawne, jak i kiepska organizacja służby zdrowia.

– Zmiany legislacyjne, postępująca cyfryzacja czy digitalizacja szpitali, także w Polsce, umożliwiły wprowadzanie na rynek produktu, którego biznesowa sensowność była potencjalnie identyfikowana znacznie wcześniej. Niestety, z różnych powodów prawnych oraz trwającego do dzisiaj tradycyjnego analogowego prowadzenia dokumentacji przez szpitale tego typu projekt po prostu nie mógł się udać – twierdzi Piotr Koral.

Wciąż obowiązujący stary model polega na delegowaniu osób fizycznych, tzw. monitorów, którzy kursują z różnego rodzaju dokumentacją pomiędzy szpitalem, w którym są prowadzone badania kliniczne, a zleceniodawcą badania lub sponsorem, u którego składają raport. Aby to zmienić, na zlecenie spółki Monitor CR zostało opracowane oprogramowanie, które w połączeniu z aplikacjami wykorzystywanymi w szpitalu umożliwi zdalny dostęp do danych pacjentów zaangażowanych w badania kliniczne.

– Wszystko jest oczywiście anonimowe, stąd wszelkie kwestie prawne zostały zachowane. Krótko mówiąc, całkowita eliminacja monitorów nie jest możliwa, natomiast znaczące ograniczenie jak najbardziej. Co równie istotne, oprogramowanie znacząco przyspieszy te wszystkie mozolne procesy, a tym samym pozwoli oszczędzić bardzo dużo pieniędzy — mówi Piotr Koral.

Projekt Monitor już na starcie został dostrzeżony i doceniony. Finalny produkt ma szansę trafić do największych potentatów na rynku.

– Stopniowo zaczynamy wchodzić na rynek z gotowym produktem, zyskując zainteresowanie wielu poważnych graczy. Nie jest kwestią przypadku, że spółka Monitor CR w ubiegłym roku otrzymała dofinansowanie z programu Horyzont 2020, została zidentyfikowana jako jeden z najbardziej interesujących startupowych projektów w Europie – podsumowuje Piotr Koral.

Aby projekt dobrnął do końcowego etapu, musiał przejść długą i krętą drogę. Dopiero teraz, po niespełna trzech latach, produkt jest w pełni gotowy do tego, by zaprezentować go potencjalnym nabywcom.

– Projekt Monitor z formalnego punktu widzenia obejmuje dwie spółki: Monitor CR i Monitor SM. Projekt, którego inwestor zgłosił się do Investin pięć lat temu, startował na poziomie surowego pomysłu. Obecnie jesteśmy na dobrej drodze do gotowego produktu i prowadzimy już rozmowy z pierwszymi poważnymi klientami zainteresowanymi jego odbiorem – podsumowuje Piotr Koral.

79% kandydatów do pracy ma wrażenie, że nikt nie zapoznał się z ich aplikacją

Kandydaci do pracy czują się ignorowani przez rekruterów. Aż 8 na 10 ma poczucie, że nikt nie przejrzał ich aplikacji, a tylko co piąty otrzymał informację o przyczynach niezatrudnienia. Tak wynika z badania „Candidate Experience 2017” zrealizowanego przez eRecruiter i Koalicję na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Eksperci zwracają uwagę, że pracodawcy nie budują relacji z niezatrudnionymi kandydatami. Najczęściej zachowują ich CV w bazie (78%) oraz zapraszają do śledzenia zakładki „Kariera” (54%).

– Kandydaci, którzy w odpowiedzi na ofertę pracy wysyłają swoją aplikację, najczęściej nie otrzymują żadnej informacji zwrotnej ze strony pracodawcy. To jeden z najsmutniejszych wniosków tegorocznej edycji badania „Candidate Experience”. Z doświadczeń uczestników rekrutacji wynika również, że spora część pracodawców nie stosuje dobrych praktyk w zakresie informowania o zakończeniu procesu naboru lub przyczynach niezatrudnienia. Aby zminimalizować te negatywne doświadczenia i oszczędzić czas, rekrutujący mają do dyspozycji technologię i specjalne platformy do zarządzania rekrutacjami. Usprawniają one komunikację z kandydatami, umożliwiając wysyłkę wiadomości ze statusem procesu do wielu uczestników jednocześnie. Nie zajmuje to dużo czasu, a kandydat nie czuje się lekceważony – zwraca uwagę Julia Urbańska, marketing manager w eRecruiter oraz koordynatorka Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.

Kandydaci oczekują odpowiedzi

Większość przedstawicieli działów HR zgadza się, że warto dbać o kandydatów w procesie rekrutacji. Niestety, praktyka wygląda inaczej. Po pierwsze, aż 8 na 10 ubiegających się o pracę ma wrażenie, że nikt nie przejrzał wysłanej przez nich aplikacji. Po drugie, widać rozbieżności między elementami, które zdaniem kandydatów powinny być standardem podczas rekrutacji, oraz tymi faktycznie stosowanymi przez pracodawców. Dla 86% aplikujących standardem powinno być informowanie o zakończeniu procesu rekrutacyjnego. Z takim działaniem spotkało się zaledwie 39% kandydatów. Ponadto, 8 na 10 specjalistów oczekuje od pracodawców informacji o przyczynach niezatrudnienia. Taki zwyczaj ma zaledwie co piąta firma.

Pracodawcy zapominają o niezatrudnionych kandydatach

Podtrzymywanie relacji z wartościowymi kandydatami, którzy z określonych przyczyn nie zostali zatrudnieni, to ważny element candidate experience. Jednak wyniki badania eRecruiter wskazują, że firmy ograniczają się w tym obszarze do biernych działań. Najczęściej pracodawcy zachowują CV kandydatów w bazie (78%), ale tylko 42% zagląda do zgromadzonych CV przy okazji każdej rekrutacji. Najczęściej wtedy, gdy otrzyma zbyt mało zgłoszeń na opublikowane ogłoszenie o pracę.

Paweł Bechciński, Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju Zasobów Ludzkich, SUEZ Polska, podkreśla, że firmy wciąż nie wykorzystują w odpowiednim zakresie baz danych i zasobów, które już posiadają. – Obecnie nie możemy pozwolić sobie na stratę żadnego wartościowego kandydata, nie tylko przyszłego, ale też tego, który już do nas zaaplikował i wykazał się inicjatywą oraz chęcią pracy w organizacji. W naszej firmie zbieramy większość życiorysów w ramach tzw. rekrutacji ogólnej, w której kandydaci sami spontanicznie przesyłają nam aplikacje. Dziennie otrzymujemy ok. 20 życiorysów, co w skali roku daje kilka tysięcy potencjalnych kandydatów do pracy. Warto zwrócić uwagę, jaki to jest kapitał dla firmy. Przy wybranych procesach rekrutacyjnych, nie musimy publikować nowego ogłoszenia o pracę i czekać na spływające CV. Dzięki eRecruiter, możemy skorzystać z zasobów, które już mamy, co zdecydowanie ogranicza koszty i czas rekrutacji – mówi Paweł Bechciński z SUEZ Polska.

Wśród innych sposobów podtrzymywania relacji z niezatrudnionymi kandydatami, rekruterzy wskazali zachęcanie do śledzenia zakładki „Kariera” (54%) oraz informowanie o bieżących rekrutacjach (26%). Niestety, niewielki odsetek firm – zaledwie 19% – decyduje się pytać kandydatów o ich wrażenia i opinie na temat procesu rekrutacyjnego, w którym wzięli udział.

– Troska o dobre relacje z kandydatami to bardzo istotny element rekrutacyjny, który przekłada się na wizerunek firmy. Jednak często zapomina się, że dotyczy to również dbania o kandydatów, którzy nie zostali zatrudnieni. Takie osoby mogą zostać ponownie zaproszone do kolejnych rekrutacji, co w konsekwencji skróci czas prowadzonych procesów i znacząco ułatwi pracę działu HR. Pracodawcy, jeśli nie chcą, aby odrzucony kandydat był ich piętą Achillesa, powinni optymalizować projekty rekrutacyjne poprzez odpowiednie narzędzia HR i praktyki, na które wskazują sami kandydaci – mówi Julia Urbańska z eRecruiter.

***

Metodologia badania

  1. edycja badania „Candidate Experience” składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane na zlecenie eRecruiter i przeprowadzone na użytkownikach portalu Pracuj.pl  zajmujących stanowiska specjalistyczne, menedżerskie i wyższe, posiadających co najmniej 2-letnie doświadczenie zawodowe. Badanie zostało zrealizowane w dniach 11-26.01.2017. Ankietę wypełniło łącznie 1961 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesie rekrutacyjnym. Opinie pracodawców zostały zebrane w ramach badania „Candidate Experience”, przeprowadzonego przez eRecruiter, wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 19.01-7.02.2017. Ankietę wypełniło łącznie 536 osób.

Badanie „Candidate Experience” zostało przeprowadzone z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Partnerem badania jest Great Digital. Koalicja istnieje od kwietnia 2013 r. i liczy ponad 300 firm, które chcą promować dobre praktyki w rekrutacji.

Polska firma stworzyła testy medyczne oparte o biosensory. Pozwolą one zdiagnozować bez kontaktu z lekarzem obecność wirusów i bakterii i nowotworów

Polska firma stworzyła testy medyczne oparte o biosensory. Pozwolą one zdiagnozować bez kontaktu z lekarzem obecność wirusów i bakterii i nowotworów 7

SensDX opracowuje i wdraża testy oparte o biosensory, które w kilka minut pomogą zdiagnozować choroby górnych dróg oddechowych albo dróg rodnych. To innowacyjne rozwiązanie nie tylko usprawni działanie służby zdrowia, lecz także pozwoli zaoszczędzić czas pacjenta i oszczędzi chorej osobie konieczności wychodzenia z domu. Pierwsze testy pojawią się na rynku już w 2018 roku. 

Postawienie odpowiedniej diagnozy w możliwie najkrótszym czasie to klucz do skutecznej terapii i szybkiego wyleczenia pacjenta. Właśnie dlatego start-up SensDX pracuje nad rozwiązaniami diagnostycznymi, które będą czułe, szybkie, proste w użyciu, w przystępnej cenie i przed wszystkim szeroko dostępne tak, aby każdy miał możliwość przebadania się w zaciszu własnego domu.

Firma SensDX zajmuje się opracowywaniem i wdrażaniem nowych testów w  oparciu o biosensory, czyli urządzenia, które wykorzystują zarówno biologiczne elementy, jak i części elektroniczne, służące do odczytywania wyników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Dawid Nidzworski, pomysłodawca i współzałożyciel firmy, po czym dodaje – Tego typu rozwiązanie produkujemy w tym momencie już w naszej firmie – jest to płytka, która jest obudowywana elementami biologicznymi, przeciwciałami, które wykrywają konkretne antygeny w celu wykrycia np. wirusa grypy lub bakterii.

Firma SensDX pracuje nad rozwiązaniami, które wykryją nie tylko choroby dróg oddechowych, lecz także dróg rodnych. Ta sama platforma ma wykryć również m.in. markery nowotworowe.

Testy górnych dróg oddechowych, dróg rodnych czy testy onkologiczne, różnią się w zależności od tego, co chcemy wykryć. Wszystkie testy charakteryzuje ta sama podstawa, to znaczy urządzenie, które będzie takie samo dla wszystkich opracowywanych testów. Dzięki temu mamy uniwersalną platformę do różnych testów – komentuje Dawid Nidzworski.

Twórcy zaznaczają, że testy będą przygotowywane w dwóch wariantach: dla indywidualnego pacjenta oraz do stosowania w gabinetach lekarskich, szpitalach, przychodniach, laboratoriach, a nawet aptekach. Wszystkie informacje o stanie zdrowia pacjenta będzie można odczytać za pomocą aplikacji mobilnej.

Zastosowanie nowoczesnych miniaturowych technologii pozwala na opracowanie testów, które każdy przeciętny polski domownik będzie mógł zrobić u siebie. Chcemy nie tyle ograniczyć dostęp do lekarza, co usprawnić proces leczenia, proces diagnostyki tak, aby przeciętny Kowalski mógł bez problemu zdiagnozować się w domu, wysłać wynik do lekarza i w przypadku lekkich infekcji czy małych problemów otrzymać poradę natychmiast przez internet – wyjaśnia Dawid Nidzworski.

Współzałożyciel firmy SensDX podkreśla, że rozwiązanie zostało docenione przez Komisję Europejską, Narodowe Centrum Badań, Mazowiecką Jednostkę Wdrażania Programów Unijnych, jak i dużego zewnętrznego inwestora. To wsparcie finansowe pozwoliło na sfinansowanie badań i rozwoju firmy.

Finansujemy badania z kilku źródeł, jesteśmy laureatami czterech różnych projektów, grantów badawczych, rozmawiamy i kończymy rozmowy z inwestorem branżowym oraz finansujemy badania ze środków własnych – wylicza Dawid Nidzworski.

Pierwszym testem, który firma zamierza wprowadzić na rynek jest, Flu SensDX. Sensor potwierdzi obecność wirusa grypy w wymazach z gardła pacjenta.

Pierwsze testy pojawią się w połowie przyszłego roku. Na początku wprowadzimy Flu SensDX, który pozwoli wykryć wirusa grupy w wymazie górnych dróg oddechowych. To rozwiązanie będzie naszym pierwszym flagowym produktem, ale już w tym momencie pracujemy nad kolejnym rozwiązaniami, które mamy nadzieję, w kolejnych latach będą sukcesywnie przez nas wprowadzane – prognozuje Dawid Nidzworski.

Inna wersja tzw. „Trump trade”

Rynki przeszły od trybu kupowania ryzyka w stronę porzucania USD, gdyż przybywa skandali wokół prezydenta Trumpa. USD jest niżej, korzystają JPY, EUR i złoto. Awersja do ryzyka zaczyna przedzierać się przez rynek akcji, ale też waluty ryzykowne. Rajd złotego zaczyna hamować.

Ciąg przyczyno-skutkowy popularyzowany od początku roku zakładał, że prezydent Donald Trump przeforsowuje ambitny program gospodarczy, który przyspieszy ożywienie w USA, co przełoży się na wzrost presji inflacyjnej i zachęci Fed do większej liczby podwyżek stóp procentowych. Jednak jeśli wyrzucimy pierwszy element łańcucha, cały projekt się rozpada. I to jest teraz główny problem dla dolara. Po tym, jak wczoraj świat obiegły informacje, że Trump zdradził rosyjskiemu ministrowi spraw wewnętrznych tajne informacje dotyczące Państwa Islamskiego, dziś media donoszą, że w lutym prezydent USA prosił ówczesnego szefa FBI Comeya, aby zakończyć śledztwo w sprawie kontaktów byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Flynna z Rosjanami (kontakty okazały się prawdą, a Flynn skłamał w tej sprawie wiceprezydentowi Pence’owi). Choć Biały Dom dementuje prasowe rewelacje, niepewność na rynku pozostaje. I nie chodzi już o zwykłe porzucanie tzw. „Trump trade”, który od listopada stał za dolarem. Jeśli prasowe doniesienia okażą się szukaniem sensacji, reformy administracji Trumpa zostaną tylko trochę opóźnione. Jednak na ten moment realnym staje się ryzyko impeachmentu, co straszy rynki i czyni dolara wyjątkowo nielubianym. Według firmy bukmacherskiej PredictWise szanse na to, że Trumpa nie utrzyma prezydentury do końca 2017 r., wzrosły do 28 proc.

Doniesienia uderzają mocno w USD. Rentowności 10-letnich obligacji spadają, co daje jasny sygnał dla zniżek USD/JPY w poszukiwaniu „bezpiecznej przystani”. Ale dolar traci też mocno względem euro. Zagrożenia impeachmentem potrzebują ostatnie nadzieje tych, którzy trzymali krótkie pozycje w EUR/USD od listopada i zwycięstwa Trumpa w wyborach. Jeśli dorzucimy do tego wygraną Macrona w wyborach we Francji i umacnianie siły partii kanclerz Merkel w lokalnych wyborach w ostatni weekend oraz dobre dane z Eurolandu, otrzymujemy wszystkie argumenty, by nie pozostawać na krótkiej pozycji. Przekroczenie 1,11 może być dopiero początkiem ruchu, jeśli prasowe rewelacje mają umocowanie w dowodach. W dniu wyborów w USA szczyt EUR/USD był na 1,13. Nic poza tym się teraz nie liczy.

Dla złotego i walut rynków wschodzących sytuacja się komplikuje. Jeśli program gospodarczy Trumpa zostanie wstrzymany, rynkom wschodzących przestaje grozić wizja zacieśniania monetarnego Fed. Ale jeśli obawy o impeachment wystraszą inwestorów na Wall Street, a za tym ruszy globalna wyprzedaż aktywów ryzykownych, wówczas złoty ma więcej do stracenia niż zyskania. Nocny pobyt EUR/PLN poniżej 4,18 okazał się krótkotrwały, ale jeśli rynki światowe pozostaną spokojne, apetyt na złotego nie zniknie. Dziś poznamy decyzję RPP, gdzie stopy powinny pozostać bez zmian. Inflacja pozostaje poniżej celu NBP, a wzrost gospodarczy odbija po ubiegłorocznym spowolnieniu. Taki obraz gospodarczy jest spójny z dotychczas wyrażanymi przez członków RPP poglądami. Pozwala to teraz na kontynuację polityki „wait-and-see”, zezwalając na dalsze przyspieszanie ożywienia. W drugiej połowie roku widzimy nasilenie pozytywnych ryzyk dla ścieżki inflacji, które wpłyną na zaostrzenie retoryki RPP, a finalnie przyniosą pierwszą podwyżkę w listopadzie, ale na razie przekaz z Rady pozostanie neutralny.

Z innych danych uwagę przykuwa raport z rynku pracy Wielkiej Brytanii. Spowolnienie dynamiki wynagrodzeń przy rosnącej inflacji implikuje drenaż realnych dochodów gospodarstw domowych, co będzie ciążyć na sile ożywienia gospodarczego w kolejnych kwartałach. Dynamika zatrudnienia już jest o połowę niższa niż przed referendum w sprawie Brexitu. Naszym zdaniem nie ma tu miejsca na podwyżki stóp procentowych BoE, a dla GBP oznacza więcej powodów do obaw i przeceny. Słabe dane posłużą jako potwierdzenie tej tezy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Frank najtańszy od dwóch lat. Czy kurs spadnie poniżej 3,5 zł?

Stabilniejsza sytuacja polityczna i gospodarcza w strefie euro wpływa na spadek kursu franka do najniższego poziomu od dwóch lat. Czy można liczyć na prawdziwy przełom, trwałe osłabienie szwajcarskiej waluty i wycenę poniżej granicy 3,5 zł? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Gdy na rynkach panują burzliwe nastroje, inwestorzy od lat lgną do franka (CHF) niczym do bezpiecznej przystani. Szwajcarska waluta wyraźnie zyskiwała np. podczas światowego kryzysu na przełomie lat 2008 i 2009 oraz w 2011 r., kiedy w posadach chwiała się strefa euro.

Ważnym momentem dla franka było również uwolnienie kursu przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) na początku 2015 r. Od tego czasu średnia wycena CHF była blisko granicy 4 zł. Warto także zauważyć, że po każdym z wymienionych wydarzeń notowania franka korygowały się, ale nie wracały do poprzednich poziomów. Czy w związku z lepszą sytuacją gospodarczą na świecie oraz stabilizacją w strefie euro można liczyć na długoterminowe osłabienie się szwajcarskiej waluty?

Jest silnie przewartościowany

Praktycznie podczas każdego oficjalnego wystąpienia przedstawiciele SNB podkreślają, że szwajcarska waluta jest zbyt mocna. – Frank pozostaje silnie przewartościowany – mówił Thomas Jordan, prezes SNB, 11 maja br. w Zurychu. W podobnym tonie wypowiadała się również pod koniec marca Andrea Maechler, członkini Rady Gubernatorów.

Każdy komunikat po posiedzeniu władz monetarnych także podkreśla fakt silnego przewartościowania franka, konieczność kontynuacji polityki ujemnych stóp procentowych oraz interwencji rynkowych, które mają na celu przeciwdziałanie umocnieniu szwajcarskiej waluty.

Jaka jest skala przewartościowania franka? Według opublikowanego w grudniu 2016 r. raportu Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) na temat Szwajcarii, średni kurs w 2015 r. był przewartościowany o 16-23 proc. (model EBA REER). Ponieważ dziś frank jest o ok. 5 proc. słabszy w relacji do koszyka walut krajów wchodzących w skład wymiany handlowej ze Szwajcarią, to aktualne przewartościowanie można szacować na ok. 15 proc.

Coraz więcej argumentów za osłabieniem CHF

Informacja o fundamentalnym przewartościowaniu wcale nie musi oznaczać, że wartość franka szybko wróci do równowagi. Istnieje jednak coraz więcej powodów, by siła szwajcarskiej waluty zaczęła powoli ustępować.

Przede wszystkim mamy do czynienia ze stabilizacją sytuacji politycznej oraz gospodarczej w strefie euro. Biorąc pod uwagę wynik wyborów we Francji oraz w Holandii, a także sondaże w Niemczech, ryzyko rozpadu obszaru wspólnej waluty zauważalnie się zmniejszyło. Kupowanie franka w celu zabezpieczenia się przed negatywnym rozwojem sytuacji w Europie wydaje się coraz mniej uzasadnione.

Warto także zwrócić uwagę, że przetrzymywanie kapitału w bezpiecznych szwajcarskich aktywach może narażać na straty, jeżeli frank nie będzie zyskiwał na wartości. Stopy procentowe są na ujemnym poziomie, a obligacje skarbowe aż do 10-letniego terminu zapadalności mają negatywne rentowności.

Najprawdopodobniej również SNB nadal będzie stosował bardzo łagodną politykę pieniężną połączoną z interwencjami walutowymi. Wycofanie się z niej w najbliższych latach jest bardzo mało prawdopodobne. To powinien być kolejny argument, by napływ kapitału do Szwajcarii zakładający wzmocnienie się franka został ograniczony.

Idealny moment na przełom?

Zmniejszenie się ryzyk w globalnej gospodarce i stabilizacja w strefie euro, połączone z ujemnymi stopami procentowymi w Szwajcarii oraz interwencjami SNB w celu osłabienia franka, to idealny scenariusz na osłabienie się franka.

W najbliższych miesiącach, jeżeli sytuacja nie ulegnie znacznemu pogorszeniu w strefie euro, powinniśmy obserwować powolny spadek wartości szwajcarskiej waluty. Realnym scenariuszem jest obniżenie się CHF o ok. 5 proc. do końca roku, czyli spadek do przedziału 3,65-3,7 zł.

W bardzo optymistycznym rozwoju sytuacji, czyli zredukowaniu większości przewartościowania franka, można nawet oczekiwać obniżenia się kursu poniżej granicy 3,5 zł. Ten scenariusz wymagałby jednak przynajmniej kilku kwartałów stabilnej sytuacji globalnej i praktycznie całkowitego zanegowania ryzyka rozpadu strefy euro. Na razie jest jeszcze zbyt wcześnie, by liczyć na tak fundamentalny przełom.

Złoty ciągle umacnia się

Słabość dolara była dominującym wczoraj motywem na rynkach. Niewiele pozostało też ze wzrostów na rynku ropy, obserwowanych w poniedziałek. Słabo wypadł też warszawski parkiet giełdowy.

Indeks WIG20 tracił na wczorajszym zamknięciu 1.55%. Spadki nabrały tempa dokładnie o godzinie 10:00, kiedy to opublikowano zaskakująco dobre dane z polskiej gospodarki. W pierwszym kwartale rozwijała się w tempie 4%. Optymistyczne prognozy zakładały wynik na poziomie 3.9%. Lepsze dane posłużyły zatem za pretekst do realizacji zysków, ze wzrostów jakie obserwowaliśmy ostatnio. Natomiast polski złoty wyraźnie wczoraj umacniał się – zarówno względem dolara jak i euro.

Tymczasem oddział Fed z Atlanty podwyższył we wtorek swoje prognozy dotyczące tempa wzrostu PKB w USA. W drugim kwartale gospodarka amerykańska ma rozwijać się w tempie 4.1%. Dziś natomiast kończy się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Rynek nie oczekuje żadnych zmian w wysokości stóp procentowych. Nieco wcześniej z Wielkiej Brytanii napłyną natomiast dane z tamtejszego rynku pracy. Prognozowana stopa bezrobocia to 4.7%.

eurpln17052017r

Polski złoty od początku roku znajduje się w trendzie wzrostowym. Rynek EUR/PLN pokonał niedawno wsparcie na 4.25. Jeśli szybko nie nastąpi powrót ponad tę barierę, droga do kolejnych spadków będzie otwarta. Logicznym celem wydaje się poziom 4.10. Tam też krzyżują się kolejne linie wsparcia. Wskaźnik RSI wspiera niedźwiedzi i dopóki nie pokona poziomu 50 punktów nie ma szans na zmianę nastrojów.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna dobrze rozpoczęła drugi kwartał 2017r.

Dobrze rozpoczęty drugi kwartał – pięć pozwoleń związanych z nakładami inwestycyjnymi o wartości ponad 650 mln złotych, wydanych w minionych tygodniach – pozwala liczyć Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej S.A. (KSSE S.A.) na zamknięcie roku z jednym z najlepszych wyników w jej historii.

Plany KSSE S.A. na 2017 rok zakładają pozyskanie 25 nowych projektów inwestycyjnych o wartości przekraczającej miliard złotych, związanych z utworzeniem ponad tysiąca nowych miejsc pracy. Parametry dwunastu zezwoleń, dotychczas udzielonych przez KSSE S.A. w 2017 roku, w tym czterech wydanych przedstawicielom sektora MŚP, pozwoliły największej polskiej specjalnej strefie ekonomicznej w znacznym stopniu zrealizować roczny plan dotyczący wartości inwestycji (łącznie od początku roku zadeklarowano nie mniej niż 930 mln złotych nakładów inwestycyjnych) oraz ponad 50 proc. założeń co do liczby nowych miejsc pracy (łącznie zadeklarowano blisko 550 nowych miejsc pracy).

– Komentując plany KSSE na rozpoczynający się rok podkreślałem, że mimo nieprzewidywalności biznesu jesteśmy optymistami jeśli chodzi o efekty naszej pracy. Muszę przyznać, że nie spodziewaliśmy się osiągnięcia tak pozytywnych rezultatów już w połowie maja. Oczywiście nie wpływa to na intensywność naszych starań w pozyskiwaniu kolejnych inwestorów, a przed nami stoją nowe wyzwania. Nasz bardzo dobry wynik w pierwszych miesiącach 2017 roku potwierdza również, że SSE rzetelnie wypełniają postawione przed nimi zadania, o czym wspominał niedawno prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu,  pan Tomasz Pisula – mówi Piotr Wojaczek, prezes zarządu KSSE S.A.

Pięć udzielonych w minionych tygodniach zezwoleń dotyczy projektów, które w KSSE będą realizować amerykański Guradian w Częstochowie, włoski Sest-Luve i niemiecki Hirschvogel Components w Gliwicach, polski przedstawiciel sektora MŚP firma Extral w Żorach – które rozwijają działalność w Strefie oraz nowy inwestor, polska firma Ekoprobud która rozpocznie działalność w Krapkowicach.

Swoje zakłady w Częstochowie będzie rozbudowywał Guardian, amerykański producent szkła. W związku z projektem, którego celem jest zwiększenie produkcji szkła płaskiego wysokiej jakości, spółka zadeklarowała nie mniej. Pod względem wartości inwestycji to dotychczas największy z tegorocznych projektów w KSSE.

Na zwiększenie inwestycji w Gliwicach zdecydowała się Sest-Luve, włoska firma z branży maszynowej. Celem projektu, o wartości 132 mln złotych związanego z zatrudnieniem 50 nowych pracowników, jest budowa nowej hali produkcyjnej i zwiększenie mocy produkcyjnych wymienników ciepła w urządzeniach chłodniczych.

O rozbudowie zakładu w Gliwicach zdecydował również Hirschvogel Components. Nakłady deklarowane przez niemiecką firmę, w związku z realizacją projektu, obejmują ponad 85 mln złotych wydatków inwestycyjnych oraz stworzenie 50 nowych miejsc pracy. Inwestycja reprezentanta branży motoryzacyjnej obejmie wyposażenie fabryki w nowe maszyny i linie technologiczne, niezbędne do zwiększenia zakresu produkcji podzespołów silników samochodowych, skrzyń biegów oraz układów przeniesienia napędu.

W Żorach zakres swojej działalności poszerzy polska firma Extral. Reprezentujący sektor MŚP oraz branżę metalową wytwórca profili aluminiowych, zrealizuje projekt o wartości 50 mln złotych, związany z utworzeniem 25 nowych miejsc pracy.

Nowym inwestorem w KSSE będzie reprezentująca branżę chemiczną, polska firma Ekoprobud. Celem jej projektu o wartości 3,7 mln złotych, będzie budowa innowacyjnej wytwórni mas bitumicznych, wykorzystywanych do budowy dróg. Reprezentujący sektor MŚP Ekoprobud, zatrudni ośmiu nowych pracowników.

Od początku 2017 roku Katowicka SSE S.A., obok przyznanych w ostatnich tygodniach, udzieliła jeszcze siedmiu zezwoleń. Nowymi inwestorami zostały Bito Technika Magazynowa w Ujeździe, Pomarez w Bytomiu, dwaj przedstawiciele sektora MŚP z Częstochowy: PMS4i i Promatek Media Julia Pogorzelska, a także niemiecki Hengst w Gogolinie, który rozpoczął już budowę swojego zakładu oraz realizujący w Dąbrowie Górniczej kolejny swój projekt w KSSE, włoski przedstawiciel sektora motoryzacyjnego, firma Brembo. Ustalono również warunki projektu inwestycyjnego Rockwell Automation, który realizowany będzie w Katowicach, na gruntach włączonych w ramach przeprowadzonego z końcem grudnia 2016 roku poszerzenia KSSE o nowe tereny.

W kolejnych tygodniach spodziewane jest rozstrzygnięcie kolejnych ośmiu postępowań dotyczących udzielenia zezwolenia na działalność w KSSE.

Wzrost PKB w krajach UE, w tym w Polsce, przyspieszył

PKB w krajach UE28 wzrósł r/r w 1.kwartale 2017 r. o 2 proc. (wyrównany sezonowo) – podał Eurostat. W Polsce PKB wzrósł o 4,1 proc. r/r (wyrównany sezonowo)- poinformował GUS we wstępnym szacunku.

W krajach UE w 1. kwartale 2017 r. część gospodarek wyraźnie zaczęła rosnąć. Wśród 21 krajów UE28 (7 jeszcze nie podało danych dotyczących PKB), 11 wykazało znacznie silniejsze wzrosty PKB niż w ostatnich 4 kwartałach. W grupie tej jest, i to na 2. miejscu, polska gospodarka ze wzrostem na poziomie 4,1 proc. (r/r wyrównany sezonowo, a niewyrównany sezonowy – na poziomie 4,0 proc.).

Do gospodarek, które wyraźnie przyspieszyły należą przede wszystkich kraje nowej UE – Rumunia (5,6 proc.), Polska, Litwa (tak jak Polska 4,1 proc.), Łotwa (3,9 proc.), Węgry (3,7 proc.) oraz Czechy (2,9 proc.). Ale szybciej rosną także niektóre gospodarki „starej” UE, m.in. Portugalia, Cypr, Finlandia, W. Brytania. Ciągle bardzo dobrą dynamikę PKB wykazuje Hiszpania, Holandia, Bułgaria. W efekcie gospodarka unijna wzrosła w 1. kwartale o 2 proc.

Może powoli zaczynamy rozwiązywać nasze europejskie problemy, tak polityczne, jak i gospodarcze. Oby.

Polska na tym tle wygląda bardzo dobrze. Wskazywały na znacznie silniejszy wzrost gospodarczy niż w 2016 r. spływające co miesiąc dane z przemysłu, budownictwa, a przede wszystkim te dotyczące skłonności Polaków do konsumpcji.

Produkcja sprzedana przemysłu rosła w 1. kwartale br. prawie dwa razy szybciej niż w 2016 r., a produkcja budowlano-montażowa wyraźnie odbiła od dna i urosła o prawie 4 proc.

Miejmy nadzieję, że silniej rósł nie tylko przemysł i budownictwo, ale i pozostałe sektory polskiej gospodarki.

Gospodarstwa domowe w dalszym ciągu zwiększały swoją skłonność do konsumpcji – sprzedaż detaliczna wzrosła w 1. kwartale br. o ponad 7 proc. (w cenach stałych), o prawie ¼ szybciej niż w 2016 r.

Eksporterzy także znakomicie sobie radzili, bo ich sprzedaż na rynki zagraniczne wzrosła w ciągu 3. pierwszych miesięcy 2017 r. o prawie 9 proc. (w PLN). Jednak nie mogli dać oni wkładu we wzrost polskiego PKB ze względu na silny wzrost importu (o 12 proc.). To efekt „szału” konsumentów.

Niewiadomą pozostają jedynie inwestycje. Trudno zakładać, że wzrosły one tak silnie jak pozostałe składniki PKB. A tak naprawdę to od nich zależy wzrost polskiej gospodarki w średnim i długim okresie. Miejmy nadzieję, że jeśli nie w 1. kwartale, to w kolejnych uporamy się z zamówieniami publicznymi i zdecydowanie ruszą inwestycje finansowane z funduszy unijnych, inwestycje publiczne. Przedsiębiorcy natomiast uznają, że nie mogą marnować coraz większej liczby szans, które pojawiają się na rynku polskim i rynkach zagranicznych, i zaczną inwestować na znacznie większą skalę mimo ryzyk politycznych i regulacyjnych. A politycy jednak dojrzeją do minimalizowania, a nie zwiększania tych ryzyk.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wyniki finansowe FAST FINANCE w I kwartale 2017 roku

FAST FINANCE spółka notowana na GPW, specjalizująca się w obsłudze wierzytelności detalicznych – wypracowała w I kwartale 2017 roku skonsolidowany zysk netto na poziomie zbliżonym do analogicznego okresu roku poprzedniego w wysokości 2,0 mln zł (-3,7%). Spółka podwyższyła swój kapitał własny o 12,1% r/r do wysokości 72,1 mln zł oraz obniżyła wskaźnik zadłużenia finansowego, do poziomu 0,43.

W I kwartale 2017 roku FAST FINANCE wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 6,5 mln zł (-51,8% r/r). Spółka w tym okresie znacząco zmniejszyła sprzedaż pakietów wierzytelności (-97,8% r/r), natomiast przychody z kluczowej działalności Spółki, czyli spłat wierzytelności, ukształtowały się na poziomie 5,9 mln zł – spadek o 8,9% r/r.

Zysk operacyjny był na poziomie zbliżonym do I kwartału roku poprzedniego: 3,0 mln zł (-5,8%), a zysk netto wyniósł 2,0 mln zł (-3,7%). To tylko nieznaczne obniżenie poziomu zysku netto, przy zmniejszeniu w I kwartale 2017 roku przychodów ze sprzedaży, to zasługa obniżenia kosztów ogólnego zarządu (z 3,4 mln zł do 2,7 mln zł). Z racji ograniczenia sprzedaży wierzytelności oraz zmniejszenia kosztów poprawie uległy wskaźniki rentowności: marża EBIT wyniosła 46,4% (+22,6 p.p. r/r), a marża zysku netto ukształtowała się na poziomie 31,2% (poprawa o 15,6 p.p. r/r).

Spółka podwyższyła swój kapitał własny o 12,1% r/r do wysokości 72,1 mln zł, obniżyła zobowiązania krótkoterminowe o 55,5% przy minimalnym wzroście zobowiązań długoterminowych o 8,4%.

FAST FINANCE konsekwentnie obniża zadłużenie finansowe – na koniec marca 2017 roku wartość wskaźnika długu netto do kapitału własnego FAST FINANCE spadła o 38,6% r/r i wyniosła 0,43.

W bieżącym roku kontynuujemy nasze założenia z roku poprzedniego – obniżanie zadłużenia finansowego oraz kosztów działalności. Na początku 2017 roku uporządkowaliśmy kwestie dotyczące zobowiązań z obligacji i rozpoczęliśmy kolejne negocjacje z zagranicznym inwestorem. Nasza współpraca ma doprowadzić do zapewnienia FAST FINANCE dodatkowych źródeł finansowania oraz zwiększenia bezpieczeństwa działalności – komentuje Jacek Daroszewski, Prezes Zarządu FAST FINANCE S.A.

W I kwartale 2017 r. Spółka dokonała wykupu 466 szt. obligacji serii M oraz wszystkich obligacji serii F i G. Źródłem finansowania transakcji była emisja prywatna obligacji serii P w wysokości 9,5 mln zł oraz umowa zbycia certyfikatów funduszu „FAST FINANCE NSFIZ” za łączną kwotę ponad 15 mln zł (FAST FINANCE nadal pozostaje w roli zarządzającego funduszem). Umowa została podpisana z partnerem zagranicznym, specjalizującym się w venture financing.

W skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym za I kwartał 2017 roku dokonano zmian zasad rachunkowości, które mają istotny wpływ na wielkość danych finansowych prezentowanych za porównywalne okresy (przekształcone zostały także dane finansowe za okres porównywalny, tj. na dzień 31 marca 2016 r).

Columbus Energy S.A. notuje ponad 1 mln zł zysku netto w 1 kw. 2017 r.

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, wypracowała w 1 kw. 2017 r. ponad 1 mln zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 6,37 mln zł. Spółka rozwija sprzedaż instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego i dynamicznie rozbudowuje portfel klientów.

Osiągnięte przez Emitenta wyniki finansowe wykazują wyraźną poprawę, bowiem w 1 kw. 2016 r. wartość jego przychodów netto ze sprzedaży wynosiła 374 tys. zł, a strata netto sięgnęła 66 tys. zł. Taka progresja wynikowa jest rezultatem rozwijania innowacyjnego produktu Columbus Energy S.A. – „Abonamentu na Słońce”, który pozwala Spółce budować przewagę konkurencyjną i umacniać pozycję lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. W 1 kw. br., czyli zimowym okresie sprzedażowym, Emitent zamontował ponad 270 instalacji fotowoltaicznych, co jest zgodne z przyjętym planem sprzedażowym, a zakontraktował 500 nowych umów. Columbus Energy S.A. prowadzi obecnie działania rozwojowe w obszarze działu handlowego oraz kontynuuje negocjacje ze swoimi kontrahentami w zakresie realizacji finansowania planowanych projektów, co powinno pozwolić na utrzymanie wysokiego tempa rozwoju Spółki.

„Na świecie są tylko dwie wygrywające technologie w branży energetycznej. To fotowoltaika i magazyny energii. Columbus Energy idealnie wpisuje się w tą logikę i kontynuuje swój rozwój właśnie na tym rynku. Stajemy się powoli dojrzałą organizacją, co będziemy sukcesywnie pokazywać w kolejnych raportach. Rynek fotowoltaiki w Polsce rośnie szybciej niż firmy, które na nim powstają. Zauważyliśmy ostatnio, że nawet tacy giganci jak Innogy czy IKEA zaczynają podążać naszymi śladami, co pokazuje, że wybraliśmy odpowiednią branżę i dobrą drogę rozwoju. Innowacja produktowa zawarta w abonamentowej formule finansowania instalacji fotowoltaicznych dla właścicieli domów staje się coraz bardziej popularna i zrozumiała dla klientów. Jeśli instalacja ma się sama spłacić z oszczędności, to kto by nie chciał jej mieć?” – wyjaśnia Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

W 1 kw. 2017 r. Spółka przeprowadziła z sukcesem dwie emisje obligacji, z których pozyskała środki finansowe w łącznej wysokości 5,45 mln zł. Zostaną one przeznaczone na montaż instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego. W marcu tego roku Columbus Energy S.A. podpisała również umowę współpracy z Nest Bank S.A., dzięki czemu zapewnione zostało finansowanie dla jej klientów. Nest Bank S.A. zobowiązał się do przekazywania na rachunek Spółki środków finansowych wynikających z umów zawartych z jej klientami. Zawarta umowa umożliwi Emitentowi realizowanie jeszcze większej liczby instalacji.

Głównym celem Columbus Energy S.A. na 2017 r. jest zamontowanie min. 2.500 instalacji fotowoltaicznych oraz zakontraktowanie 4.000 klientów na zakup instalacji, z czego 80% w przypadku obu celów sprzedażowych ma stanowić program abonamentowy. Spółka chce również rozpocząć realizację zakontraktowanych zleceń w sektorze sakralnym i Jednostek Samorządu Terytorialnego oraz wdrożyć do sprzedaży nowy produkt – „termomodernizacja domów” w abonamencie.

„Emisje obligacji niewątpliwie poprawiły nasz cash flow i dały nam swobodę w rozbudowie sieci sprzedaży. Dzisiaj kontraktujemy już ponad 200 klientów miesięcznie, a ten trend powinien się jeszcze mocno poprawić. Liczymy na to, że 3 kw.2017 r. będzie przełomowy i uda nam się w tym roku przeprowadzić realizację jeszcze 2.500 instalacji. W dalszym ciągu pracujemy nad uruchomieniem programu termomodernizacji domów jednorodzinnych, co szerzej postaramy się opisać i przedstawić w raporcie za 2 kw. 2017 r. Fakt jest natomiast jeden – rozwijamy się w bardzo wysokim tempie, rynek odpowiada fantastycznie, a grono naszych klientów szybko się powiększa. To oznacza, że przyszłość naszej firmy będzie bardzo ciekawa i pozytywna.” – podsumowuje Prezes Zieliński.

 

W 2016 r. Spółka zanotowała zysk netto na poziomie jednostkowym w kwocie ponad 160 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 8.419 tys. zł.

Czy Polska tak samo skorzysta na Nowym Jedwabnym Szlaku, jak inne kraje UE?

Niemieccy przedsiębiorcy entuzjastycznie reagują na koncepcję nowej sieci transportowej, łączącej Europę z Chinami. Rosjanie już tworzą z Azjatami wspólne węzły szybkich kolei. U nas brakuje jednoznacznego stanowiska rządu i publicznej debaty na temat współpracy z Państwem Środka w celu rozwoju polskiej gospodarki.

Od kilku lat Chiny wyraźnie stawiają na kolej w obsłudze ruchu handlowego z Europą, choć ten środek lokomocji jest droższy, niż transport morski. Jednak przewóz pociągiem zajmuje obecnie zaledwie dwa tygodnie, a statkiem – około miesiąca. Systematycznie rośnie liczba kursów torami, łączącymi Państwo Środka ze Starym Kontynentem. Kolejne kraje europejskie przyjmują składy towarowe z Chin, osiągając najdłuższe w historii, regularne trasy do 13 tys. kilometrów. To o 40% więcej, w porównaniu z legendarną Koleją Transsyberyjską.

Towary wyruszają z okolic Szanghaju. Jadą przez Kazachstan, Rosję, Białoruś, Polskę, Niemcy, Francję i docierają do Hiszpanii. W 2016 roku tą drogą miało przybyć do Europy w sumie 400 składów. Na 2017 rok przewiduje się ich aż 1000. Najszybsza i najczęściej używana do przewozu towarów trasa kolejowa z Chin do Europy łączy Chengdu z Łodzią. Według Chen Zhongwei, dyrektora Biura Portu i Logistyki w Chengdu, podróż w jedną stronę na tym odcinku trwa ok. 10 dni. Do pokonania jest blisko dziesięć tysięcy kilometrów. Tę drogę wykorzystują przede wszystkim przedsiębiorcy z Europy Zachodniej, ponieważ pociągi z Polski jadą do kolejnych krajów europejskich. Natomiast, Chińczycy od 2016 roku intensyfikują w promocję Nowego Jedwabnego Szlaku. Stawiają sobie za cel transport kolejowy, trwający w przyszłości, według ich planów, zaledwie 2 dni.

(Nie)jednoznaczne stanowisko

Nasz rząd oficjalnie wyraża entuzjazm wobec rozwoju szlaków transportowych, łączących Polskę z Państwem Środka. Podczas ostatniego spotkania z prezydentem Chin, Xi Jinpingiem, Beata Szydło wyraziła, że liczy, iż partnerstwo strategiczne z Chinami przyniesie „korzystne dla obu stron i wymierne efekty w relacjach gospodarczych”. Jednak, jak dotąd w praktyce rząd podchodził z dużą rezerwą do tej koncepcji. Może świadczyć o tym fakt, że nie wsparł on chińskiej oferty budowy w Łodzi wielkiego terminalu. Miał tam bowiem powstać kolejowy dworzec przeładunkowy w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Obecnie ruch ten wykorzystuje istniejącą, przestarzałą infrastrukturę kolejową w naszym kraju. Natomiast, Agencja Mienia Wojskowego odwołała przetarg na sprzedaż, spełniającej wszelkie wymogi, gotowej architektonicznie od kilku lat, działki w Łodzi dla polsko-chińskiej spółki. Prawdopodobnie wskutek tej decyzji Chińczycy odwołali całkowicie swoje plany, dotyczące inwestycji w Łodzi.

Wymiana towarów i usług, stymulowana i kontrolowana przez nową światową potęgę, wkracza ryzykownie w obszar autonomiczności interesów państw, których dotyczy. Warto zadać sobie pytanie, czy zamiast bać się tego rozwiązania, warto jednak współpracować w tym zakresie z Chińczykami. Oczywiście oferta Pekinu może przynieść Polsce zarówno korzyści w rozwoju infrastruktury handlu międzynarodowego, jak i potencjalne uzależnienie od stanu gospodarki Państwa Środka. W sensie strategicznym, pojawia się więc ryzyko, które wymaga uważnej analizy naszego Ministerstwa Rozwoju.

Rząd powinien przedstawić jednoznaczne stanowisko wobec Nowego Jedwabnego Szlaku i w przypadku akceptacji, rozpocząć jego promocję w Polsce. Obecnie tego nie doświadczamy. Dlatego, polski biznes nie potrafi jeszcze dokładnie określić inwestycji, które stanowiłyby realną odpowiedź na propozycję Państwa Środka. Ale, nawet bez decyzji władz, sektory infrastruktury krytycznej w naszym kraju mogą zostać szybko włączone do tego projektu. Nastąpi to w wyniku spodziewanych przejęć przedsiębiorstw przez kapitał płynący z Pekinu. Dla polskich firm to atrakcyjna i niepowtarzalna szansa na szybki rozwój. Stałyby się one globalnymi graczami rynkowymi oraz bramą ekspansji chińskiego biznesu w UE.

Miliardowe korzyści

Podobnie, jak w przypadku historycznej drogi, Nowy Jedwabny Szlak ma być wielkim, rozgałęzionym labiryntem dróg, linii kolejowych i rurociągów. Kluczowy odcinek będzie prowadził przez Azję Środkową, pozostałe przez Iran i Turcję. Stambuł ma być miejscem skrzyżowania kilku tras, w tym lądowych z morskimi. Kolejny ważny węzeł komunikacyjny połączy chińską sieć kolei dużych prędkości z Moskwą. Po jego zakończeniu, czas podróży między Pekinem i stolicą Rosji spadnie z obecnych 6,5 dnia do zaledwie 33 godzin. W przyszłości podobne zespoły stacji i posterunków, jako nowe węzły ruchu kolejowego, mają być zlokalizowane w Rotterdamie, Duisburgu oraz Berlinie. Warto dodać, że po wizytach chińskiego premiera Li Keqiang w Duisburgu, pozytywne stanowisko lokalnego rządu wywołuje duży entuzjazm niemieckich firm.

Od listopada ubiegłego roku, co tydzień wyjeżdża pociąg z Chengdu, stolicy prowincji Sichuan, do Rotterdamu, na bazie obecnej, przestarzałej infrastruktury kolejowej. Według Chen Jie, zastępcy dyrektora generalnego firmy Chengdu International Railway Service Ltd, która zarządza eksploatacją kolei ekspresowej, ładunek obejmuje głównie maszyny i elektronikę, artykuły produkowane w Syczuanie. W drodze powrotnej transportowane są m.in. komponenty elektroniczne, mleko w proszku dla niemowląt, wino i piwo. Polska jak na razie wydaje się jedynie ważnym elementem tej trasy transportowej.

Europa jeszcze nie uruchomiła konstrukcji swoich nowych węzłów kolejowych w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Ostatnio Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, Jyrki Katainen, powiedział, że kraje członkowskie UE nie podpiszą deklaracji szczytu Pasa i Szlaku. Dodał też, że KE nie dostała możliwości negocjowania tekstu. Ale w Azji Środkowej trwa wielka budowa. Chińscy przedsiębiorcy zaplanowali zawarcie kontraktów w licznych krajach, wzdłuż planowanych dróg. Można zatem przewidywać, że nie zrezygnują z tego projektu. Po trzech dekadach wewnętrznego rozwoju, Państwo Środka ulokowało ogromny kapitał w projekty zagraniczne. Dla przykładu, już teraz Chiny zainwestowały wiele miliardów dolarów w umowach w Kazachstanie, a 15 miliardów w Uzbekistanie. Kolejne 8 miliardów dolarów pożyczek udzielono Turkmenistanowi, a miliard więcej otrzymał Tadżykistan. Zaangażowanie Chin w tych państwach, według tamtejszych dokumentów rządowych, osiągnęło „poziom strategiczny”.

Chiny są już największym partnerem handlowym dla wszystkich byłych, azjatyckich republik socjalistycznych Związku Radzieckiego, z wyjątkiem Uzbekistanu. Państwo Środka inwestuje w modernizacje infrastruktury krytycznej tych krajów. Zaczynając od rurociągów gazowych, tworzy własny zespół państw, nazywanych w świecie wspólnie jako Pipelineistan. Chiny dążą do uniezależnienia postsowieckich krajów azjatyckich od rosyjskiej infrastruktury energetycznej. Ponadto, modernizują siatkę transportową, zgodnie z celami Nowego Jedwabnego Szlaku.

Autorem publikacji jest Mariusz Sperczyński, Szef zespołu Inicjatywa 51GoShanghai

Digital Single Market – prawdziwe urzeczywistnienie idei Wspólnot Europejskich?

Od początku procesu integracji europejskiej głównym jej filarem było znoszenie barier w wymianie ekonomicznej i wiązanie ze sobą gospodarek państw członkowskich. Zaczęło się od węgla i stali, lecz Wspólnoty szybko poszerzyły zakres współpracy. Współcześnie rynek wewnętrzny UE opiera o się cztery zasady swobodnego przepływu: towarów, osób, usług i kapitału. Wraz ze znacznym postępem i wzrostem znaczenia digitalizacji, Komisja Europejska planuje stworzenie ram integracji również w tym obszarze, z gwarancją poszanowania dla czterech swobód. Tym samym Digital Single Market (DSM) w swoim założeniu ma być realizacją podstawowej idei UE.

Digital Single Market – początek

O strategii DSM zaczęło się mówić pod koniec 2014 roku. Według pomysłodawców, jest to krok konieczny i poniekąd przenoszący integrację europejską do sieci. W maju 2015 r. opublikowany został plan strategii opartej o trzy główne założenia i cele: zwiększenie dostępności do cyfrowych dóbr i usług na obszarze UE, polepszanie warunków do rozwoju i innowacji w usługach oferowanych przez sieć, wzrost europejskiej e-gospodarki. Przy czym również kilka głównych przyczyn mówiących o potrzebie wdrożenia DSM.

Przy tym Komisja Europejska wskazuje na kilka interesujących faktów mówiących o konieczności pogłębiania integracji w cyfrowym świecie. Aktualnie, z różnych przyczyn, aż ponad połowa transakcji transgranicznych jest blokowana (tzw. geobloking) i nie może dojść do skutku, co jest jawną i istotną barierą w cyfrowej integracji gospodarek państw UE. Ponadto, dzięki ujednoliceniu porządku prawnego, firmy mogłyby zaoszczędzić na usługach kancelarii prawnych i tłumaczeniach, dzięki harmonizacji prawa i regulacji na poszczególnych rynkach. Zakupy przez Internet to również oszczędność. Szacunki także pokazują, że dzięki e-commerce konsumenci w UE na zakupy wydają mniej aż o 11 mld Euro niż by wydawali robiąc te same zakupy wyłącznie w sklepach tradycyjnych. Dlatego też inwestowanie w rozwój handlu internetowego stał się jednym ze strategicznych celów gospodarczych Unii.

Dodatkowo, co bardzo istotne, aktualnie tylko 59% Europejczyków ma dostęp do sieci G4, a w najbliższej przyszłości przewiduje się, że aż 90% miejsc pracy będzie wymagało posiadania umiejętności poruszania się po cyfrowym świecie. Stąd tworzenie DSM ma przysłużyć się również przyśpieszeniu edukacji i cyfryzacji społeczeństwa, oraz eliminacji zjawiska wykluczenia cyfrowego.

Oczywiście DSM nie polega wyłącznie na znoszeniu istniejących barier – zakłada również szereg inwestycji w rozwój technologii i infrastruktury. Sama Komisja Europejska ogłosiła, że realizację DSM będzie chciała wesprzeć potężną kwotą 50 mld Euro.

Pierwsze szacunki mówią, że dzięki wdrożeniu DSM europejska gospodarka całościowo może zyskać nawet 415 miliardów Euro. Do tego oczywiście większe możliwości rozwoju będą miały firmy operujące dotychczas wyłącznie na rynkach poszczególnych państw członkowskich. Finalnie zyskać mają konsumenci – poprzez zwiększenie konkurencyjności w Internecie, dostępności dóbr, poprawę infrastruktury technologicznej, ujednolicenie prawa, nowe miejsca pracy.

Główne zmiany

Digital Single Market to potężny, wielowarstwowy projekt dotyczący różnych powiązanych ze sobą elementów. Jednym z kroków na drodze do jego realizacji ma być zakończenie nieuprawnionego geoblokowania, które zdaniem Komisji Europejskiej jest formą dyskryminacji ze względu na kraj zamieszkiwania. W praktyce oznaczałoby to zniesienie ograniczeń w dostępie do cyfrowych treści oraz ofert dostępnych dla mieszkańców innego kraju członkowskiego (np. swobodny dostęp mieszkańca Polski do oferty platformy filmowej działającej na terenie Szwecji). W efekcie zostałaby skasowana możliwość segmentacji i ograniczania oferty danego dostawcy cyfrowych produktów i usług, zależnie od kraju.

Ponadto w planach znajduje się położenie większego nacisku na respektowanie praw konsumenckich. Chodzi tu szczególnie o doprecyzowanie czym są nieuczciwe praktyki w przypadku handlu przez Internet (w tym zapisy w regulaminie, prawo zwrotu, informacje o przedsiębiorcy, promocje, prawo reklamowe etc.). W tym celu powstaje również specjalny dokument mający za zadanie ułatwić krajom współpracę i doprowadzić do ujednolicenia panujących zasad. Jest to także jeden z elementów ułatwiania transgranicznego e-handlu w ogóle.

Poza ochroną prawną konsumenta, wdrożenie DSM wpłynie korzystnie również na ceny towarów i usług sprzedawanych online. Będzie to spowodowane zwiększeniem liczby podmiotów konkurujących na rynku, ale również poszerzeniem zasięgu działania takich firm, jak SOFORT, która dostarcza sklepom internetowym tanie i bezpieczne rozwiązanie dla płatności online. Ma ona w wielu wypadkach bezpośrednie przełożenie na obniżenie cen oferowanych klientom e-sklepów. Dzięki idei DSM, SOFORT współpracuje obecnie z 36 000 sklepami, dając tym samym dostęp do swoich płatności 180 mln potencjalnym klientom.

Oprócz kwestii praw konsumenckich, istotnym elementem tworzącym DSM są nowe ramy dla praw autorskich (np. odnoście muzyki czy filmów). To konieczne, jeśli projekt DSM zakłada uwolnienie dostępu do różnych treści cyfrowych z poszczególnych rynków dla obywateli innych państw UE. Kolejna sprawa to planowane partnerstwo z branżą technologiczną i inwestycje w celu zapewnienia większego poziomu bezpieczeństwa przepływu i przechowywania danych.

W przypadku integracji gospodarczej istotne jest stworzenie przepisów antymonopolowych, chroniących rynek i gwarantujących wolną konkurencję. Stąd naturalnie podobne regulacje mają być wprowadzone dla europejskiego e-commerce i prace nad nimi są już w toku. Z tym także powiązane są plany zmian w obszarze VAT dla transgranicznego e-handlu. W związku z różnymi stawkami tego podatku na poszczególnych rynkach, planowane jest upowszechnienie jednego wspólnego mechanizmu rejestracji transakcji i płatności, upraszczających procedury, a także ulepszenia procesu kontroli podatkowej w przypadku transakcji transgranicznych, czy nawet zwolnienie z VAT w przypadku zakupów za niewielkie kwoty.

W ramach tworzenia jednolitego rynku cyfrowego w Unii Europejskiej planowane także inwestycje w infrastrukturę. Przede wszystkim chodzi tu o wspieranie wdrażania sieci 5G oraz darmowego dostępu do Wi-Fi w miejscach publicznych. Istotnym elementem jest także dążenie do standaryzacji, aby wszystkie urządzenia były w stanie połączyć się i udostępniać dane między sobą – niezależnie od producenta czy systemu operacyjnego.

Dynamiczne tempo zmian

Przedstawione pokrótce projekty zmian, które zresztą w dużej mierze są już wdrażane, pokazują jak wiele nas czeka w najbliższym czasie. Szczególnie, że wszystkie główne założenia Digital Single Market zgodnie z planem mają być wprowadzone do 2020 roku. To bardzo wyraźny znak, który pokazuje jak dla Unii Europejskiej istotny jest rozwój gospodarki elektronicznej oraz stworzenie ram prawnych ją wspierającą. Nie ma się co dziwić – jeśli w 2015 r. udział e-commerce w PKB Unii Europejskiej szacowany był na 2,59%, to w 2020 roku wartość ta ma być nawet dwa razy większa[1]. Wydaje się również, że podobna dynamika przyrostu znaczenia e-commerce będzie się utrzymywać także w latach następnych. Chyba żadna gałąź gospodarki nie rozwija się tak dynamicznie. Co dodatkowo ważne, przez to że jest to relatywnie nowy obszar działalności gospodarczej, który ciągle się zmienia, stwarza to konieczność wypracowania odpowiedniego ładu prawnego dla tego wycinka naszej rzeczywistości. Oczywiście patrząc jak cyfrowy świat się zmienia, niebawem może się okazać, że będą konieczne kolejne zmiany, a założenia przyjęte w ramach strategii Digital Single Market będą wymagały rewizji i dalszego rozszerzenia.

Hans Hoffmann, Director International Sales, SOFORT GmbH

[1] Ecommerce Europe “European B2C E-commerce Report 2016”

Wystartowały zapisy do największej w Europie imprezy kolarskiej dla dzieci i młodzieży. Młodzi zawodnicy pojadą na kilkukilometrowym odcinku trasy Tour de Pologne

Wystartowały zapisy do największej w Europie imprezy kolarskiej dla dzieci i młodzieży. Młodzi zawodnicy pojadą na kilkukilometrowym odcinku trasy Tour de Pologne 8

Nutella Mini Tour de Pologne to największa w Europie impreza kolarska dla dzieci i młodzieży, podczas której swoje kariery zaczynali Katarzyna Niewiadoma i Michał Kwiatkowski, którzy dziś wliczają się do światowej czołówki. Jubileuszowa, dziesiąta edycja wyścigu będzie gościć w sześciu głównych miastach Polski, a młodzi zawodnicy wystartują na kilkukilometrowym odcinku trasy Tour de Pologne, który pokonują najlepsi kolarze na świecie. Zapisy potrwają do 24 lipca. 

– Dzisiaj nie jest ważne to, ilu z tych młodych ludzi zostanie sportowcami wyczynowymi. Ważne, żeby zarazić ich pasją, miłością do sportu, a na pewno w przyszłości pojawi się kilku zawodników na najwyższym, światowym poziomie. Poprzez takie imprezy i kontakt ze sportowcami dzieci mają okazję poznać tą dyscyplinę. Warto ją upowszechniać, łącząc to z promocją i zachęcaniem młodych ludzi do trenowania – mówi agencji informacyjnej Newseria minister sportu Witold Bańka.

We wtorek 16 maja wystartowały zapisy do Nutella Mini Tour de Pologne, największej imprezy kolarskiej dla dzieci i młodzieży w Europie organizowanej po raz dziesiąty. Tegoroczna edycja będzie gościć łącznie w sześciu miastach Polski (w Krakowie, Katowicach, Szczyrku, Zabrzu, Rzeszowie, Zakopanem). Dotychczas w Nutella Mini Tour de Pologne wzięło już udział ponad 12 tys. młodych miłośników dwóch kółek, a część z nich została profesjonalnymi sportowcami.

– Na tej imprezie pierwsze kroki stawiali między innymi Michał Kwiatkowski, aktualny mistrz świata zawodowców, Rafał Majka i Kasia Niewiadoma. Mini Tour de Pologne odkrywa nowe talenty. W każdej edycji przewija się około 3,5–4 tys. dzieciaków. Startują w tej samej atmosferze i w tej samej oprawie, w której jadą później zawodowcy. Jest takie samo zainteresowanie mediów, takie samo podium do dekoracji zwycięzców. Dla tych dzieci to naprawdę wielka frajda –mówi Czesław Lang,

Wicemistrz olimpijski oraz dwukrotny medalista mistrzostw świata zaznacza, że celem imprezy jest nie tylko promocja kolarstwa, lecz także wychowanie poprzez sport. Podczas Nutella Mini Tour de Pologne młodzi zawodnicy mogą przez chwilę poczuć się jak wyczynowi sportowcy, ponieważ wyścigi odbywają się na kilkukilometrowym odcinku trasy Tour de Pologne UCI WorldTour, który pokonują najlepsi kolarze na świecie. Natomiast zwycięzcy są dekorowani na tym samym podium, na którym stają triumfatorzy Tour de Pologne.

Największej w Europie imprezie kolarskiej dla młodzieży od wielu lat patronuje Michał Kwiatkowski – obecnie zawodnik profesjonalnej drużyny kolarskiej Team SKY i mistrz świata w wyścigu ze startu wspólnego z 2014 roku, który pierwsze kroki w tej dyscyplinie stawiał właśnie podczas Nutella Mini Tour de Pologne.

– W zawodach mogą brać udział dzieci od 8 do 14 roku życia, w trzech kategoriach wiekowych, z podziałem na chłopców i na dziewczęta. Aby się zgłosić, wystarczy wejść na stronę Mini Tour de Pologne. Tam, w specjalnej zakładce, można zgłosić każdego uczestnika, który spełnia wymagania wyścigu. Każdy z uczestników, który weźmie w nim udział, otrzyma bezpłatny pakiet startowy, kask, bidon i profesjonalną koszulkę kolarską – mówi Sebastian Tołwiński z  Ferrero Polska, sponsora zawodów Nutella Mini Tour de Pologne.

Udział w kolarskim wyścigu jest bezpłatny, a zapisy na stronie www.minitourdepologne.pl potrwają do 24 lipca lub do wyczerpania miejsc (decyduje kolejność zapisów, a liczba miejsc jest ograniczona ze względów bezpieczeństwa). Rodzice lub opiekunowie mogą zgłaszać dzieci poprzez stronę internetową wydarzenia. Tam zostaną również podane wyniki wszystkich sześciu etapów, które w lipcu i sierpniu odbędą się w głównych miastach Polski.

Młodzi zawodnicy wystartują w nich z podziałem na płeć i trzy kategorie wiekowe: 8–10 lat, 11–12 lat oraz 13–14 lat. Trzecia grupa jest zamknięta i przeznaczona wyłącznie dla młodzieży z licencją kolarską. Natomiast w dwóch młodszych grupach wiekowych każde dziecko może spróbować swoich sił na wyznaczonej trasie. Jak podkreśla Czesław Lang, pierwszy polski zawodowy kolarz i wieloletni dyrektor generalny Tour de Pologne UCI World Tour, dla wielu z nich może to być początek nowej pasji.

– Kolarstwo jest takim sportem, który trzeba pokochać i złapać bakcyla. Jeżeli ktoś przyjedzie, zobaczy tą atmosferę, kolory i tysiące kibiców na trasie, to zakocha się w tej dyscyplinie – mówi Czesław Lang, srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Moskwie – W Polsce kolarstwo cieszy się dużą popularnością, bo ma przepiękną historię. Mamy mistrzów świata, mistrzów i wicemistrzów olimpijskich. Był moment załamania, ale teraz rower przeżywa renesans, dzięki takim zawodnikom jak Majka, Kwiatkowski, Kaśka Niewiadoma, Wiśniowski czy Bodnar. Tour de Pologne, które się obywa w ciągu tygodnia, w ciągu tygodnia gromadzi na żywo 3,5 mln ludzi, którzy przychodzą oglądać kolarzy. To mówi samo za siebie – dodaje.

– Objęliśmy patronat nad imprezą, ponieważ takie projekty, których zadaniem jest rozpowszechnianie sportu wśród dzieci i młodzieży, są nam niezwykle przyjazne. Cieszę się też, że kolarstwo, jedna z najpopularniejszych w Polsce dyscyplin sportu, domyka piramidę szkoleniową. Powstały szkółki kolarskie: w 2016 roku było 148 szkółek, w których regularnie trenowało ponad 2 tys. dzieci. Teraz będzie ich zdecydowanie więcej. Polski Związek Kolarski uruchamia wojewódzkie ośrodki szkoleniowe, do tego dochodzi szkolenie kadr narodowych. To pełna piramida szkoleniowa, której zadaniem jest przygotowanie młodych ludzi do sportu wyczynowego na najwyższym poziomie. Jestem przekonany, że przed tą dyscypliną sportu naprawdę świetna przyszłość – mówi minister sportu Witold Bańka.

Dobre perspektywy przed producentami betonu. Materiał ten wraca do łask w budownictwie mieszkaniowym i architekturze wnętrz

Dobre perspektywy przed producentami betonu. Materiał ten wraca do łask w budownictwie mieszkaniowym i architekturze wnętrz 9

Dobra sytuacja branży betonowej w Polsce. Na koniec 2016 roku wielkość produkcji betonu towarowego przekroczyła 20 mln metrów sześciennych. W dużej mierze to efekt natężenia prac w segmencie budownictwa mieszkaniowego, gdzie produkcja urosła o 6 proc., a w 2016 roku oddano o 10 proc. więcej mieszkań niż rok wcześniej. Ze względu na dużą dostępność i niewysoką cenę beton jako budulec jest trudny do zastąpienia. Coraz częściej materiał ten znajduje zastosowanie w architekturze wnętrz.

– Branża betonu towarowego znajduje się w dobrej sytuacji, a przemysł betonowy jest doinwestowany. Standard wytwórni jest bardzo wysoki, po części wymuszony procesem inwestycyjnym. Duży jest także potencjał branży. Mamy ok. 955 wytwórni betonu towarowego w Polsce. Jeżeli przyjąć, że nowoczesna wytwórnia jest w stanie wyprodukować w ciągu roku kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych betonu, to potencjał sięga 50 mln metrów –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Marciniak, prezes Stowarzyszenia Producentów Betonu Towarowego w Polsce.

Dane SPBT wskazują, że w 2016 roku wielkość produkcji betonu towarowego wyniosła 20,3 mln metrów sześciennych, nieco więcej niż w 2015 roku. Brak znaczącego wzrostu zapotrzebowania to skutek przesunięć przetargowych inwestycji infrastrukturalnych finansowanych ze środków Unii Europejskiej na lata 2014–2020 i spadek wartości produkcji budowlano-montażowej (ponad 14 proc. rdr.). Duże natężenie prac wystąpiło natomiast w segmencie budownictwa mieszkaniowego (wzrost produkcji o 6 proc.). W tym roku na rynku budowlanym można się spodziewać ożywienia, co w połączeniu z coraz większą liczbą wytwórni sprawia, że sytuacja branży betonu będzie się poprawiać.

 Rynek jest konkurencyjny. Dla wykonawców to argument za tym, żeby beton był materiałem pierwszego wyboru. Można go uzyskać bez problemu, betoniarnie są usytuowane w całej Polsce. Do tego dochodzi wielki postęp technologiczny. Norma polska mówi, że beton należy zabudować w określonym czasie kilkudziesięciu minut od pierwszego kontaktu cementu z wodą. Obecnie poprzez chemię budowlaną ten czas znacząco się wydłuża – tłumaczy Marciniak.

Jak przekonuje Marciniak, beton jest niezbędny w budownictwie, zwłaszcza na etapie konstrukcji. Lepszy sprzęt, jakim dysponują producenci, pozwala na podanie betonu na wyższą wysokość, a obecnie pompy do betonu na podwoziach samochodowych mają zdolność do pompowania betonu na wysokość ponad 70 metrów.

– Ponadto pomieszczenia czy budynki jedno- i wielorodzinne wykonane w technologii betonowej mają bardzo dużą rozpiętość, a więc aranżacja tego wnętrza nawet przy kondygnacjach powtarzalnych może być zupełnie różna. Wyzwaniem jest, żebyśmy potrafili materiał konstrukcyjny, jakim jest beton, stosować jako materiał wykończeniowy. Do niedawana płyty z betonu architektonicznego do wnętrz były bardzo drogie, importowane. Obecnie produkuje się je w Polsce i są firmy, które potrafią beton architektoniczny czy widokowy zastosować jako element wnętrza lub elewacji – podkreśla Maciej Marciniak.

Jak przekonuje Marciniak, produkcja betonu powinna rosnąć. Dobry poziom usprzętowienia polskich producentów betonu towarowego w połączeniu z coraz lepszą sytuacją w budownictwie sprawiają, że najbliższe lata mogą być dla producentów bardzo udane. Konieczna jest jednak zmiana nastawienia do betonu wynikająca czasem z niewiedzy, a czasem ze złych doświadczeń z przeszłości.

– Mamy bardzo dużo do zrobienia, żeby przez architektów, a potem przez praktykę zmienić przekonanie, że beton jest zimny. Bo on naprawdę potrafi być piękny – wskazuje prezes SPBT.

W Polsce działa 530 producentów betonu towarowego, którzy dysponują ponad 900 instalacjami produkcyjnymi, 2,9 tys. betonowozami i 650 pompami do betonu. Jak wskazuje prezes SPBT, struktura branży jest zrównoważona.

– Ponad 40 proc. stanowią firmy wywodzące się z koncernów cementowych. Podobną liczbę stanowią polskie firmy rodzime, niezależne od przemysłu cementowego, ten segment się bardzo prężnie rozwija. Kilka procent to firmy zagraniczne, niepowiązane z cementem, które inwestują na terenie Polski. Myślę, że jest to bardzo zdrowa struktura i konkurencyjna dla klienta – ocenia ekspert.

Tylko co czwarty Polak ma indywidualną polisę na życie. Podejście do planowania przyszłości zmienia się po narodzinach dzieci

Tylko co czwarty Polak ma indywidualną polisę na życie. Podejście do planowania przyszłości zmienia się po narodzinach dzieci 10

Prawie połowa Polaków regularnie i długoterminowo odkłada pieniądze. Jednak tylko 25 proc. jest objętych indywidualnym ubezpieczeniem na życie, a większość korzysta z produktów finansowych, które są obowiązkowe albo dodawane przy okazji. Podejście Polaków do oszczędzania i planowania przyszłości znacząco się zmienia, kiedy pojawiają się dzieci. Zmienia się również postawa pokolenia obecnych 20 i 30-latków, którzy wykazują coraz większą dojrzałość finansową.

– Już prawie połowa Polaków deklaruje, że oszczędza długoterminowo na cele emerytalne. W grupie wiekowej 45–50 lat ten odsetek jest jeszcze wyższy i sięga dwóch trzecich, co zrozumiałe. Jednak optymistycznym prognostykiem na przyszłość jest to, że w grupie młodych ludzi, w wieku 25–30 lat, długoterminowe oszczędzanie na emeryturę deklaruje jedna trzecia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Nestorowicz, dyrektor ds. badań i analiz rynkowych w Nationale-Nederlanden.

Jak wynika z raportu „Dojrzałość finansowa Polaków”, który Nationale-Nederlanden przygotowało wspólnie z firmą badawczą Gfk, pieniądze na emeryturę odkłada 43 proc. Polaków, a ten odsetek rośnie wraz z wiekiem. Dla blisko połowy osób (42 proc.), które długoterminowo i regularnie odkładają pieniądze, najważniejszą cechą produktu oszczędnościowego jest ochrona zgromadzonego kapitału.

– Najważniejszą cechą produktu oszczędnościowego jest ochrona kapitału, co oznacza, że taki produkt musi gwarantować, że tyle pieniędzy, ile włożyliśmy, tyle wyjmiemy i na pewno na nim nie stracimy. Taką ochronę kapitału powinna gwarantować instytucja finansowa lub firma ubezpieczeniowa. Polacy nie chcą sami ponosić takiego ryzyka. Drugą najistotniejszą cechą produktu oszczędnościowego powinna być możliwość regularnego odkładania nawet niewielkich kwot, na co wskazuje 37 proc. badanych – mówi Michał Nestorowicz.

Tylko co czwarty (25 proc.) Polak jest objęty indywidualną polisą na życie, którą wykupił samodzielnie. Zdecydowana większość korzysta z produktów, które dostaje niejako przy okazji – przykładem jest ubezpieczenie grupowe w miejscu pracy. Większość ma również obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne OC i polisę mieszkania lub domu.

Jak wynika z badania „Dojrzałość finansowa Polaków”, podejście do oszczędzania i planowania na przyszłość zmienia się, kiedy pojawiają się dzieci. W grupie rodziców odsetek osób objętych indywidualną polisą na życie sięga 30 proc., podczas gdy wśród osób, które nie mają dzieci, takie ubezpieczenie ma zaledwie co piąty Polak (18 proc.).

– Dzieci to najważniejszy impuls, żeby myśleć o przyszłości. Kiedy jesteśmy sami, a nawet w związku, ta przyszłość finansowa nie jest tak ważna. Natomiast kiedy pojawia się dziecko, widać bardzo wyraźny wzrost zainteresowania finansami i zabezpieczeniem przyszłości dziecka. Psychologowie i socjologowie uważają, że dojrzałość osiągamy dopiero wtedy, kiedy jesteśmy w stanie brać odpowiedzialność za innych i zawierać długoterminowe zobowiązania. Ta granica wyznacza też dojrzałość finansową, ponieważ kiedy zakładamy rodzinę, pojawiają się dzieci, to bardzo zmienia się podejście do finansów – mówi dr Tomasz Sobierajski.

Socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że podejście do oszczędzania i przyszłości w dużej mierze zależy również od związku. Osoby w związkach partnerskich bardziej odpowiedzialnie podchodzą do planowania finansów i indywidualnego zabezpieczenia swojej przyszłości, w przeciwieństwie do małżeństw, w których odpowiedzialność niejako rozkłada się na dwoje.

– Bardzo interesującym wnioskiem z badań jest to, że osoby pozostające w związkach partnerskich i nieformalnych bardziej przykładają uwagę do zabezpieczenia swojej przyszłości. Natomiast współmałżonkom wydaje się, że jeżeli została złożona przysięga i pozostają w małżeństwie, to w razie problemów druga osoba o nich zadba, choć wcale niekoniecznie musi tak być  – mówi dr Tomasz Sobierajski.

Optymistycznym wnioskiem płynącym z badań jest to, że prawie połowa nieubezpieczonych Polaków planuje wykupić indywidualną polisę w ciągu najbliższych 2 lat. Najczęściej taki zamiar deklarują 20 i 30-latkowie oraz osoby, które mają dzieci.

– Najwięcej osób, które chcą wykupić indywidualne ubezpieczenie, jest oczywiście w grupie tych, którzy mają dzieci. Bardzo ciekawym jest, że największa intencjonalność zakupu takiego produktu jest wśród dwudziestolatków i trzydziestolatków, co oznacza, że powoli zmieniamy się w społeczeństwo dojrzałe i odpowiedzialne finansowo. To dobry znak na przyszłość – mówi Michał Nestorowicz.

Socjolog dr Tomasz Sobierajski z Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że mimo to znajomość instrumentów finansowych i ubezpieczeniowych wciąż jest wśród Polaków relatywnie niska.

– Mam wrażenie, że Polacy chcą myśleć, że ta przyszłość finansowa jest dla nich ważna, nie są jednak jeszcze do końca świadomi narzędzi i instrumentów, które mają. Nie wykorzystują w pełni narzędzi, na przykład internetu, do tego, żeby tę przyszłość zaplanować. Bardziej ma to miejsce w ich głowach niż w realnych działaniach – mówi dr Tomasz Sobierajski.

Delegowanie pracowników może przestać być opłacalne dla polskich pracodawców. W EU trwają prace nad zmianami w prawie

Delegowanie pracowników może przestać być opłacalne dla polskich pracodawców. W EU trwają prace nad zmianami w prawie 11

Zmiany w przepisach o delegowaniu pracowników proponowane przez Komisję Europejską, choć z założenia mają poprawić warunki pracy takich osób, w praktyce mogą sprawić, że ich miejsca pracy będą zagrożone. Wysyłanie pracowników za granicę stanie się bowiem nieopłacalne dla ich pracodawców – uważa prezes Inicjatywy Mobilności Pracy. W ten sposób firmy z zamożnych krajów unijnych po cichu pozbędą się konkurencji z Europy Środkowo-Wschodniej.

Komisja Europejska chce zmienić dokładnie trzy zasady. Pierwszą Komisja promuje pod hasłem równej konkurencji, walki z nieuczciwą konkurencją – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stefan Schwarz, prezes Inicjatywy Mobilności Pracy. – Tymczasem ta zasada będzie się opierała na tym, że polski pracodawca, który wyśle pracownika za granicę, będzie musiał ponieść wszystkie koszty z tym związane, dokładnie na tych samych zasadach, jakie obowiązują firmy lokalnie, a dodatkowo zapewnić zakwaterowanie, wyżywienie, transport oraz ponieść dodatkowe opłaty administracyjne. Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie wycenił te dodatkowe obciążenia na prawie 30 proc. całkowitych kosztów pracy.

Obecnie obowiązująca od 1996 roku dyrektywa 96/71/WE nakłada na pracodawcę obowiązek zapewnienia pracownikowi wysyłanemu do pracy za granicę wynagrodzenia co najmniej równego płacy minimalnej obowiązującej w kraju przyjmującym. Jeśli forsowane przez bogate kraje Unii nowe zasady wejdą w życie, delegowany pracownik będzie musiał otrzymywać wszystkie składowe wynagrodzenia oraz dodatki i premie wynikające z lokalnych regulacji, w tym układów zbiorowych. Będzie to wymagało dużego zaangażowania czasu na dokładne poznanie miejscowych przepisów. Zwiększy to znacznie ryzyko i koszty działalności. Państwom przyjmującym i lokalnym związkom da natomiast możliwość manipulowania tymi zasadami tak, żeby praca zagranicznych pracowników przestała być opłacalna.

 Drugi obszar, zupełnie niezależny, to wysuwane przez Komisję Europejską hasło równej płacy. Ale jeżeli spojrzymy na propozycję tego przepisu, to zauważymy, że nie chodzi o to samo wynagrodzenie, tylko o te same zasady wynagradzania. Oznacza to w praktyce, że pracownicy, którzy zarabiają więcej niż płacę minimalną, będą zarabiać dokładnie tyle samo, co dziś – ocenia Stefan Schwarz. – Natomiast uciążliwości dla ich pracodawców, związane z wyliczeniem tych wynagrodzeń w krajach, gdzie składa się na nie kilkadziesiąt różnych elementów, będą ogromne. Powstaje więc pytanie, czy to jest z myślą o pracowniku, czy przeciwko jego pracodawcy.

Wątpliwości Inicjatywy Mobilności Pracy budzi także kwestia ograniczenia maksymalnego czasu delegowania. Komisja Europejska chce, by mogło ono trwać najwyżej dwa lata, a w niektórych przypadkach zaledwie do 6 miesięcy. Po tym czasie pracownik zostałby w całości objęty miejscowym kodeksem pracy, a w konsekwencji stracił ochronę z tytułu polskich przepisów.

 Abstrahując od tego, czy w ogóle jest to zgodne z traktatem unijnym, to znowu nie jest dokładnie tak jak Komisja mówi. W przepisie nie chodzi o skrócenie czasu delegowania jednego pracownika, ale o ograniczenie tego czasu w odniesieniu również do danego miejsca pracy – tłumaczy ekspert.

Możliwa byłaby więc jego zdaniem sytuacja, w której polska firma nie mogłaby się podjąć wykonania prac na przykład na placu budowy, na którym wcześniej podobne prace były wykonywane już przez pracowników delegowanych, nawet jeśli byli zatrudnieni u innego pracodawcy i pochodzili z innego kraju.

– W niektórych przypadkach polski pracownik, który przyjechał do danego kraju na kilka dni, byłby traktowany jak ktoś, kto tam wykonuje pracę na stałe. Jeżeli np. popadnie w konflikt ze swoim pracodawcą, będzie musiał go pozwać w tym kraju według lokalnych zasad i w obcym języku. I znowu pytanie, czy to jest dla pracownika, czy to jest przeciwko pracodawcy – mówi Stefan Schwarz.

Przeciwko wprowadzeniu nowych zasad najgłośniej protestuje Polska, która w ubiegłym roku wysłała do innych krajów UE ponad 500 tys. pracowników. Z efektów świadczonych przez nich fachowych usług korzysta nie tylko polska gospodarka, lecz także zagraniczni kontrahenci polskich firm i ich klienci. Polski sprzeciw popierają także inne państwa: Bułgaria, Czechy, Dania, Estonia, Chorwacja, Węgry, Łotwa, Litwa, Rumunia i Słowacja. Został on formalnie wyrażony w formie skierowanej do Komisji tzw. żółtej kartki, która została jednak przez Komisję w całości odrzucona. Był to pierwszy przypadek w historii wspólnoty odrzucenia przez Komisję Europejską w całości postulatów państw korzystających z tej procedury.

Europa w tym momencie jest podzielona na pół. Jedna połowa twierdzi, że te przepisy są dla pracowników, żeby było bardziej równo i sprawiedliwie. Natomiast druga połowa mówi, że zmiany są wymierzone przeciwko pracodawcom  właśnie po to, żeby nie było równo – mówi Stefan Schwarz. – Sytuacja polityczna w Europie jest coraz bardziej napięta, a duża aktywność i sukcesy polskich firm za granicą zaczynają być widoczne, coraz częściej denerwują opinię publiczną w bogatych państwach UE. Przynajmniej tak sądzi połowa posłów w Parlamencie Europejskim. Zdaniem ekspertów natomiast nowe zasady mają nie tyle polepszyć warunki pracy pracowników delegowanych, ile ograniczyć ich liczbę, czyli po prostu odesłać ich do domu.

Uchwalenie ustawy o funduszach nieruchomościowych będzie sprzyjać rozwojowi rynku budowlanego i polskiej giełdy. Zachęci Polaków do inwestowania

Uchwalenie ustawy o funduszach nieruchomościowych będzie sprzyjać rozwojowi rynku budowlanego i polskiej giełdy. Zachęci Polaków do inwestowania 12

Zgodnie z deklaracją rządu już w maju ma się pojawić nowy projekt ustawy o REIT-ach, czyli funduszach nieruchomościowych, w które inwestować można nawet niewielkie kwoty, partycypując w ogromnych inwestycjach. Zdaniem szefowej Griffin Premium RE, spółki, która już działa w tej formule, uregulowanie prawne działalności REIT-ów zwiększy zainteresowanie obywateli inwestowaniem na rynku nieruchomości. Zwłaszcza że będzie ich na nie stać.

– Dzisiaj toczy się debata społeczna na temat wprowadzenia REIT-u w Polsce, trwają też prace związane z legislacją REIT-ową. My już dzisiaj działamy w formule REIT-owej, więc mocno kibicujemy tej ustawie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes zarządu spółki Griffin Premium RE. – Jeśli ona będzie wprowadzona w kształcie odpowiednim dla naszego biznesu i korzystnym dla naszych akcjonariuszy, to na pewno zechcemy się przekształcić w spółkę prawa polskiego REIT-owego. Niemniej już dzisiaj działamy jak REIT, czyli zarządzamy nieruchomościami tak, żeby przynosiły długoletni dochód i wszystkie środki wypracowane będziemy wypłacać w formie dywidendy.

REIT to skrót od angielskiego „real estate investment trust”. To rodzaj funduszu nieruchomości inwestującego w duże projekty takie jak centra handlowe czy biurowce, a także w nieruchomości mieszkaniowe. Przeważnie są notowane na giełdach. Raz w roku wypłacają swoim udziałowcom dywidendę i przeznaczają na nią zdecydowaną większość wypracowanych środków. Dopiero w momencie wypłaty podlega ona opodatkowaniu. Żeby kupić swoją „cegiełkę” w takim funduszu, wystarczą niewielkie środki, a nie jak zazwyczaj na rynku nieruchomości kwoty idące w setki tysięcy czy miliony złotych.

– Kibicujemy rozwojowi legislacji REIT-owej, bo uważamy, że to będzie bardzo duży bodziec do dalszego rozwoju rynku nieruchomości w Polsce, a także rynku kapitałowego w Polsce i myślę, że zwiększy też świadomość społeczną związaną z oszczędzaniem i długoletnim inwestowaniem nastawionym na stabilne, ale przewidywalne zyski – prognozuje Wysokińska-Kuzdra.

Pierwszy projekt ustawy Ministerstwo Finansów przedstawiło jesienią. Zgodnie z jego założeniami kapitał zakładowy funduszu musiałby wynosić co najmniej 60 mln zł, a 90 proc. zysków miałoby być wypłacane tytułem dywidendy. Po krytycznych uwagach środowiska postanowiło jednak go zrewidować, a nowy projekt zapowiadany jest jeszcze na maj. Wiadomo np., że ma dopuszczać inwestowanie w mieszkania na wynajem.

– Rynek nieruchomości komercyjnych to jest rynek dużych liczb, wartość przeciętnej nieruchomości to są dziesiątki, setki nawet milionów euro, co jest z definicji wyzwaniem dla inwestora indywidualnego, ale niekiedy nawet dla inwestora instytucjonalnego – mówi prezes Griffin Premium RE, kwietniowego debiutanta na warszawskim parkiecie. – Żeby zainwestować w akcje Griffin Premium RE w ramach ofert publicznych, wystarczyło 130 zł, więc mając 130 zł, można było się stać w jakimś kawałku właścicielem którejś z naszych nieruchomości – Hali Koszyki, Centrum Biurowego Lubicz, Green Horizon w Łodzi czy dowolnej innej. Oczywiście teraz po debiucie to pewnie wystarczy nawet jedną akcję kupić, więc ta bariera wejścia w ogóle jest zniwelowana.

Griffin Premium RE ma 9 nieruchomości biurowych w pięciu miastach Polski, których wartość przekracza 2,2 mld zł. Wśród nich są cztery biurowce w Warszawie oraz niedawno oddana do użytku Hala Koszyki o funkcji handlowej i biurowej, biurowce w Łodzi i Krakowie oraz obiekty biurowo-handlowe we Wrocławiu i Katowicach.

Z emisji nowych spółka akcji pozyskała 28 mln euro netto na powiększenie portfela nieruchomości. W planach na najbliższe 1,5 roku – 2 lata jest zakup budynku biurowego West Link we Wrocławiu za 18 mln euro oraz 25 proc. trzech inwestycji w Warszawie (dwa etapy Beethovena Business Park na Mokotowie oraz mieszkaniowa inwestycja na bliskiej Woli – Browary Warszawskie) z opcją pierwokupu pozostałych udziałów po wybudowaniu obiektów. Na ten cel przeznaczone zostanie pozostałe 10 mln euro pozyskane z emisji.

– West Link będziemy finalizować na początku przyszłego roku, wtedy będzie wybudowany, te trzy projekty warszawskie są teraz na początku budowy, więc będą gotowe na koniec 2018 roku lub w połowie 2019 roku. Tymi środkami z emisji zapewniamy rozwój portfela o dodatkowe 171 mln euro – tłumaczy Wysokińska-Kuzdra. – Pierwsza dywidenda za trzy kwartały 2017 roku będzie wypłacona w 2018 roku, natomiast kolejne dywidendy będą już wypłacane w 2019 roku za 2018 rok itd.

Jak zapewnia, roczna stopa zwrotu dla inwestorów powinna wynieść około 6,5 proc., co jest wynikiem znacząco lepszym od np. lokaty bankowej.

Dziś Krajowa Izba Odwoławcza rozpatruje odwołania w przetargu na viaTOLL. Termin wyłonienia nowego operatora może stanąć pod znakiem zapytania

Dziś Krajowa Izba Odwoławcza rozpatruje odwołania w przetargu na viaTOLL. Termin wyłonienia nowego operatora może stanąć pod znakiem zapytania 13

Kapsch Telematic Services, dotychczasowy operator elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL, oraz konsorcjum Skyways odwołały się od decyzji Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która zaprosiła wszystkie 9 zainteresowanych konsorcjów do udziału w kolejnym etapie postępowania. Do końca roku GDDKiA chce wyłonić w nim nowego zarządcę sytemu poboru opłat od kierowców. Zarówno Kapsch, jak i Skyways dowodzą, że pozostałe firmy nie spełniają wszystkich wymaganych warunków. Krajowa Izba Odwoławcza na dziś wyznaczyła termin rozpatrzenia zażaleń. 

– W maju zostały złożone dwa odwołania w postępowaniu dotyczącym viaTOLL, które obecnie czekają na rozstrzygnięcie w Krajowej Izbie Odwoławczej. Spodziewamy się ich w najbliższym czasie, w ciągu 2–3 tygodni. Jeśli będą dla nas korzystne, to będziemy kontynuowali postępowanie, żeby we wrześniu móc opracować nową specyfikację warunków zamówienia i aby wykonawcy mogli złożyć oferty. Chcemy na przełomie 2017–2018 roku rozstrzygnąć przetarg i podpisać umowę z nowym operatorem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kondraciuk, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad.

Odwołania od decyzji GDDKiA, która dopuściła do udziału w postępowaniu na nowego operatora systemu poboru opłat viaTOLL wszystkie zainteresowane podmioty złożyły 2 maja br. Kapsch Telematic Services oraz konsorcjum Skyways. Podmioty wskazują, że pozostałe firmy nie spełniają ich zdaniem warunków wymaganych do udziału w kolejnym etapie.

Zarówno GDDKiA, jak i pozostali uczestnicy nie zgadzają się z treścią odwołań Kapsch i Skyways. Krajowa Izba Odwoławcza nie wyznaczyła jeszcze terminu rozprawy, jednak GDDKiA wspólnie z grupą doradców prawnych i technicznych jest w trakcie opracowywania odpowiedzi na poszczególne zarzuty.

Po konsultacji z resortem infrastruktury GDDKiA zdecydowała się pomimo odwołań finalizować prace nad materiałami oraz obszarami do dialogu, które zostaną przekazane uczestnikom w II etapie postępowania na nowego operatora viaTOLL.

Jak poinformował rzecznik GDDKiA Jan Krynicki, z uwagi na możliwość wykorzystania środków ochrony prawnej przez poszczególnych uczestników postępowania, trudno jest przewidzieć termin zakończenia konkursu i podpisania umowy z nowym operatorem viaTOLL.

Obecny harmonogram zakłada, że w lipcu zakończy się dialog konkurencyjny z zainteresowanymi firmami, a we wrześniu GDDKiA przekaże finalną specyfikację zamówienia. Nowy kontrakt miałby zostać zawarty na przełomie obecnego i 2018 roku. Te terminy są jednak uzależnione od wyniku rozpatrzenia odwołań i decyzji Krajowej Izby Odwoławczej.

Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad Krzysztof Kondraciuk zauważa, że celem będzie w przyszłości zwiększenie wpływów, które elektroniczny system poboru opłat od kierowców przynosi do budżetu.

– Od początku funkcjonowania viaTOLL  zebrał kwotę prawie 7,7 mld zł. Daje to mniej więcej około  5 mln dziennie, aczkolwiek zawsze jest jakiś niedosyt. Ta kwota mogłaby być wyższa, ale wszystko przed nami. Oczywiście będziemy się starali objąć systemem viaTOLL jeszcze kilkaset kilometrów dróg i zwiększyć te dochody. Ostateczną decyzję podejmie jednak resort infrastruktury – mówi Krzysztof Kondraciuk.

System viaTOLL od początku swojego istnienia zwiększył przychody o 80 proc. (do 7,8 mld zł), podczas gdy koszty obsługi systemu wzrosły jedynie o 20 proc. (z 228 mln zł w 2012 roku do 255 mln zł w 2016 roku). Rentowność systemu dla Skarbu Państwa mogłaby być jeszcze wyższa, jeśli obejmie on zakładaną pierwotnie sieć dróg. Każde kolejne rozszerzenie istotnie zwiększa przychody, nie mając przy tym znaczącego wpływu na koszty obsługi systemu. Pozyskanie dodatkowych 100 mln zł przychodu to 1,7 mln kosztów. Koszty całej inwestycji budowy systemu viaTOLL zwróciły się już po 17 miesiącach jego funkcjonowania. System jest prawie całkowicie szczelny, co oznacza, że niemal każdy, kto ma płacić za przejazd, robi to.

GDDKiA, wyłaniając operatora w przetargu, zadecyduje o tym, jak będzie wyglądał nowy viaTOLL. Kapsch, dotychczasowy zarządca systemu chce rozwijać obecny system radiowy wsparty siecią bramownic. Część podmiotów z kolei oparła swoje pomysły na technologii satelitarnej. Wyłoniony w przetargu nowy operator viaTOLL będzie nie tylko odpowiadał za miliardowe przychody do budżetu państwa, lecz także będzie zarządzał bazą wrażliwych danych milionów kierowców i bazą kompletnych informacji o ruchu drogowym w całym kraju.

– Szukamy innowacji, nowych rozwiązań. Nic nie zostało rozstrzygnięte, ponieważ jest to dialog konkurencyjny, wykonawcy proponują na razie pewne rozwiązania. Postaramy się wybrać te najbardziej optymalne i nowoczesne – zapowiada Krzysztof Kondraciuk.

Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych viaTOLL został wprowadzony w lipcu 2011 roku i zastąpił karty opłaty drogowej (winiety). Z viaTOLL obowiązkowo muszą korzystać kierowcy autobusów i pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t. Utrzymaniem systemu na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zajmuje się spółka Kapsch Telematic Services, której kontrakt wygasa w 2018 roku.

W grudniu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła postępowanie, w którym ma zostać wyłoniony nowy operator viaTOLL. Wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu złożyło dziewięć podmiotów. Na liście oferentów są: słowacki SkyToll, konsorcjum, w skład którego wchodzą Comarch i Orange Polska, austriacki Kapsch (dotychczasowy zarządca), konsorcjum powołane przez T-Systems i Strabag, i-CELL (narodowy operator podobnego systemu na Węgrzech), niemiecki Vitronic, francuska Grupa Egis w konsorcjum z TK Telekom, włoski AutostradeTech oraz Neurosoft i ID Block Systems – oba pochodzące z Polski.

W kwietniu odbyły się trzy rundy pytań oraz wyjaśnień i uzupełnień wniosków. Po rozpatrzeniu zgłoszeń GDDKiA orzekła, że wszystkie podmioty spełniają wymagane warunki i zostaną zaproszone do dalszego udziału w postępowaniu. GDDKiA chce zawrzeć umowę z nowym operatorem krajowego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL na sześć lat (od 3 listopada 2018 r. do 2 listopada 2024 r). Obecnie operatorem viaTOLL jest Kapsch Telematic Services, z którym umowa wygasa w listopadzie przyszłego roku.

Filip Grzegorczyk nowym prezesem Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska

Promowanie polskich firm i technologii, inicjowanie projektów i regulacji na rynku energetycznym, aktywne wspieranie innowacji to tylko niektóre z priorytetów działalności Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska, której nowym prezesem został 16 maja Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– Izba Gospodarcza Energetyki i Ochrony Środowiskaspełnia kluczową rolę w tworzeniu pozytywnego obrazu polskiej energetyki i efektywnie moderuje dyskusję o przyszłości i promocji osiągnięć branży energetycznej. Przewodnicząc Izbie będę się starał, aby była ona inicjatorem i wsparciem dla projektów ministerialnych, ponieważ IGEiOŚ posiada wszelkie kompetencje do generowania trendów w polskiej energetyce, zarówno pod kątem projektów jak i regulacji – mówi  Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

Zadania Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska realizowane są poprzez różnego rodzaju działania, z których ważniejsze to: współpraca z organami administracji państwowej, organizacjami społecznymi i gospodarczymi, organizowanie szkoleń, doradztwa ekonomicznego technicznego i organizacyjnego, współpraca i wymiana doświadczeń z krajowymi i zagranicznymi izbami przemysłowo-handlowymi, a także organizacjami samorządowymi, tworzenie banku informacji gospodarczych, finansowych i innych, niezbędnych w działalności gospodarczej członków Izby.

Wyniki Polnord S.A. po I kwartale 2017r.

W I kwartale 2017 r., według danych ważonych udziałami Polnord S.A., Spółka odnotowała 21 proc. wzrost sprzedaży mieszkań, osiągając tym samym rekordowy wynik w historii firmy. Grupa Polnord wypracowała 12,9 mln skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży w porównaniu do 69,4 mln zł rok wcześniej. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł w tym okresie 3,2 mln zł. Grupa odnotowała 5,5 mln zł straty w porównaniu do 183 tys. zł zysku w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Wyniki finansowe są zgodne z naszymi przewidywaniami. Wpływ na poziom osiągniętych przychodów miało przekazanie klientom 47 lokali, co wynika z dwuletniego cyklu realizacji inwestycji. W kolejnych okresach spodziewamy się znacznego wzrostu liczby podpisanych aktów własnościowych, co pozytywnie może wpłynąć na nasze wyniki już w II kwartale – mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord SA. –  Konsekwentnie realizujemy strategię przyjętą na lata 2016-2019, reorganizując pracę Spółki i przystosowując ją do nowych wyzwań. Działania te znalazły już swe odzwierciedlenie w rekordowej liczbie 336 sprzedanych lokali w I kwartale. Warto też zauważyć, że w analizowanym okresie osiągnęliśmy marże brutto ze sprzedaży na poziomie 25 %, co daje wzrost o 7 punktów procentowych w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego a poziom rentowności był wyższy niż zakładał konsensus rynkowy.

Dzięki uruchamianiu średnio jednej nowej inwestycji w miesiącu, Polnord zmierza do zabudowy całego posiadanego banku ziemi, który pozwala zrealizować ok. 1 mln mkw. powierzchni mieszkalnej i użytkowej. Zgodnie z przyjętą strategią, Spółka koncentruje się na najbardziej perspektywicznych rynkach, jakimi są Warszawa i Trójmiasto. W I kwartale br. Spółka uruchomiła realizację dwóch projektów: Chabrowe Wzgórze w Kowalach koło Gdańska (44 lokale) z terminem realizacji na koniec 2017 r. oraz Fotoplastykon w Gdańsku (153 lokale), który zostanie oddany do użytkowania w II połowie 2018 r. Spółka w  2017 r. planuje wprowadzić do oferty około 1450 mieszkań i osiągnąć sprzedaż na poziomie ok. 1250 lokali. Według przyjętej strategii najpóźniej w 2019 roku Spółka zamierza osiągnąć roczną sprzedaż na poziomie 1500 lokali przy przychodach wynoszących 500 mln zł.

Co może dać firmie informacja zwrotna od… kandydata?

Nowy trend HR i Employer Brandingu to analiza tzw. candidate experience, czyli doświadczeń wyniesionych przez kandydatów z procesu rekrutacyjnego. Dotyczy to wszystkich, łącznie z tymi, którzy odpadli z procesu na dowolnym etapie. Idea zdobyła branżę szturmem, jednak realia pokazują, że od słów do czynów droga daleka.

Zjawisko rynku pracownika odcisnęło piętno na wielu procesach rekrutacji, przyczyniając się do drastycznego zmniejszenia liczby pozyskanych aplikacji, rezygnacji kandydatów na różnych etapach procesu rekrutacji, odrzucania przez nich ofert pracy lub rezygnacji z zatrudnienia krótko przez ustalonym terminem rozpoczęcia pracy. Remedium na takie sytuacje może być analiza doświadczenia kandydatów, czyli candidate experience. Przeprowadzone przez Antal, Profit House oraz ROC Polska wśród dyrektorów HR badanie sprawdza, jak organizacje podeszły do kwestii wdrożenia tej koncepcji we własnych strategiach.

Prawie 40% firm nie pyta kandydata o wrażenia

Jakie działania z zakresu candidate experience są stosowane w Państwa firmie
HR Business Class Trendy 2017. Badanie Antal, ROC Polska i Profit House

36% respondentów deklaruje projektowanie procesu rekrutacji na podstawie maksymalizacji satysfakcji kandydatów, 17% pracodawców prowadzi regularny monitoring satysfakcji kandydatów, a 19% korzysta z rozwiązań technologicznych w tym zakresie. Co należy to takich rozwiązań? „Przykładem mogą być coraz bardziej popularne systemy ATS, czyli Aplicant Tracking Systems, ułatwiające udzielanie informacji zwrotnej kandydatom uczestniczącym w procesie. Ważne są także przyjazne i projektowane z dbałością o potencjalnych kandydatów firmowe zakładki kariera i formularze aplikacyjne” – wyjaśnia Anna Piotrowska – Banasiak, dyrektor rozwoju w Antal.

Jednak aż 39% respondentów nie analizuje doświadczeń kandydatów w ogóle. „To niepokojący wynik dla całej branży, a dla poszczególnych firm – utrata unikalnej wiedzy, umożliwiającej spożytkowanie rekrutacji do budowy silnej marki pracodawcy” – dodaje Anna Piotrowska – Banasiak i podkreśla, że w długofalowym ujęciu taka analiza pozwoliłaby także na zdefiniowanie i wyeliminowanie tych elementów procesów, które przekładają się na stratę kandydatów.

Pracowników o doświadczenia pytamy chętniej

Nieco lepiej wypadają w polskich organizacjach analizy doświadczenia pracowników, które regularnie realizowane są w połowie badanych firm.

Jakie działania z zakresu employee experience są stosowane w Państwa firmie
HR Business Class Trendy 2017. Badanie Antal, ROC Polska i Profit House

Dobrze przeprowadzone badanie satysfakcji i zaangażowania wskazuje strony, które warto wzmocnić w komunikacji, i najważniejsze obszary wymagające pilnej interwencji. Tak zidentyfikowane przewagi konkurencyjne i ryzyka powinny być przyczynkiem do działań z obszaru budowania wizerunku pracodawcy” – wyjaśnia Małgorzata Pukropek, HR Consulting Manager w Antal.

Co trzecia badana firma stara się kształtować doświadczenia pracowników, mając na celu maksymalizację ich satysfakcji, a 20% organizacji inwestuje w tym celu w nowoczesne rozwiązania technologiczne. Jednak aż 26% respondentów deklaruje, że ich firma nie analizuje employee experience.

Wyniki badania budują zatem niepokojący obraz polskich firm, które w sposób mniej lub bardziej świadomy pozwalają uciec sporym zasobom informacji, mogących polepszyć ich wizerunek jako pracodawców, ograniczyć rotację i przyciągnąć dobrze dopasowanych kandydatów. Wiele sposobów badania doświadczeń i kandydatów, i pracowników, jest relatywnie niskonakładowych w wymiarze budżetowym, można więc stwierdzić, że to najwyższa pora, aby przestać ten temat poruszać w rozmowach, a zacząć – w działaniach.

Dominacja Bitcoina słabnie

Rynki się dzisiaj ruszyły i wygląda na to, że pozory zbywalnej zmienności w końcu powróciły.Indeks FTSE 100 jest obecnie notowany w Wielkiej Brytanii na wysokim poziomie, po kilku cierpkich inflacyjnych informacjach. Większa niż oczekiwano inflacja na wyspach jest powodem spadku funta, dzięki czemu akcje osiągają niebotyczny poziom. Wczoraj na CAC i DAX pojawiły się nowe rekordy. Bardzo prawdopodobne, iż pod wpływem nowej tętniącej życiem Europy Merkel i Macrona.

Dominacja_kapitalizacji_rynkowejCeny ropy się telepią, idąc dalej w kierunku poziomu 50 dolarów. Raport IEA, który właśnie został wydany, wydaje się być bardzo pozytywny. Wielu analityków zaczyna odczuwać, że rynkowi można przywrócić równowagę. Ilość zapasów ropy naftowej z USA, które zostaną ujawnione jutro, da nam na to potwierdzenie lub nie.

Wydaje się, że nowe waluty cyfrowe pojawiają się na prawo i lewo, ale dwie z nich naprawdę dokonały przełomu. Ripple i Ethereum rosną tak szybko, że obecnie zagrażają dominacji Bitcoina. Tego ranka, po raz pierwszy w historii, miernik dominacji Bitcoina spadł poniżej 50%. Oznacza to, iż w całkowitej wartości obecnie rozprowadzanej ilości wszystkich blockchainów, Bitcoin posiada mniej niż połowę.

GBPUSD_UK100_16_05_2017Problem skalowalności Bitcoina wydaje się niezmienny. Chociaż „górnikom” udało się wczoraj wyczyścić kolejkę, liczba niepotwierdzonych transakcji ponownie przekroczyła 120 000 dziś rano. Na platformie inwestycyjnej eToro, giełdowi spekulanci przeszli z długoterminowego inwestowania w Bitcoina do krótkoterminowej pozycji. Trend wciąż wydaje się iść w górę, ale przedział jest na tyle szeroki, że można spróbować wyłapać niewielkie ruchy w dół na krótkiej pozycji.  Z drugiej strony Ethereum wciąż kupuje 99% sentymentalistów na platformie i wielu użytkowników wierzy, że kolejne ogromne popchnięcie jest już tuż za rogiem.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

***

Zastrzeżenie: Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany. Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 12 maja 2017.

Polska będzie konkurować z Europą Zachodnią o pracowników z Ukrainy?

Głównym problemem na rynku pracy jest podaż, czyli dostępność pracowników, która systematycznie spada. To efekt czynników demograficznych, ale są one też wspierane przez emigrację Polaków do pracy za granicą. To powoduje, że dostępność kandydatów na rynku jest bardzo mocno ograniczona.

– Jednym z rozwiązań tej sytuacji jest poprawa bilansu migracyjnego przez przyciąganie pracowników z zagranicy, m.in. z Ukrainy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service – Ważne jest też, aby przeciwdziałać temu, co może wydarzyć się w najbliższej przyszłości wśród tych wschodnich sąsiadów, którzy są już w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że od czerwca Ukraińcy będą mieli możliwość podróżowania bez konieczności posiadania wiz po całej Europie. To otwiera nowy rozdział konkurencji o pracowników z Ukrainy między polskim legalnym rynkiem zatrudnienia, a szarą strefą w krajach Europy Zachodniej. Istnieje duże niebezpieczeństwo, że bez wprowadzenia regulacji na kształt Zielonej Karty, które będą zapewniały legalną pracę i elastyczne możliwości przyjazdu do Polski nie tylko na okres sześciu miesięcy, ale na rok lub dwa lata, wielu Ukraińców będzie decydowało się na wyjazd do krajów zachodnioeuropejskich. Tam są w stanie zarobić trzy- czy czterokrotnie więcej niż w Polsce, a to przede wszystkim kwestie płacowe przyciągają tych pracowników do krajów naszego regionu – dodał Kubisiak.

Wyniki finansowe GK RAFAMET w I kwartale 2017 r.

Przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej RAFAMET w I kwartale 2017 roku wynosiły 24,1 mln zł i były wyższe o 15,4%  od przychodów uzyskanych za I kwartał 2016 roku.

Grupa Kapitałowa RAFAMET w I kwartale 2017 roku osiągnęła jednak stratę netto w wysokości 943 tys. zł. W porównywalnym okresie minionego roku osiągnięty zysk netto wynosił 507 tys. zł.

Czynnikiem, który miał istotny wpływ na osiągnięte wyniki finansowe było umocnienie się w pierwszym kwartale 2017 r. waluty krajowej w stosunku do walut rozliczeniowych kontraktów długoterminowych – wyjaśnia E. Longin Wons, Prezes Zarządu Fabryki Obrabiarek RAFAMET S.A. – Pierwszy kwartał każdego roku rozliczeniowego jest zawsze dla nas trudny; wynika to z kolei z faktu, że ostatni kwartał zawsze jest najlepszy. Już obecnie wiemy, że i w tym roku największy wysiłek produkcyjno-sprzedażowy nastąpi w ostatnim kwartale br. Znacząca poprawa wyników firmy nastąpi więc w tym okresie – dodaje Prezes.

Większą część swoich przychodów, bo ponad 82%, GK RAFAMET zrealizowała na rynku zagranicznym. Główne kierunki sprzedaży w pierwszym kwartale br. to: Australia, Iran, Chiny, Tajlandia, Niemcy, Belgia, Włochy, Katar, Turcja, Węgry i Arabia Saudyjska.

Wynajem długoterminowy aut w Polsce urósł w I kw. 2017 r. o 13,2% r/r – tempo wzrostu 1,5-krotnie większe niż rok temu

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), w pierwszym kwartale 2017 r. rynek wynajmu długoterminowego aut w Polsce urósł o 13,2% r/r. Tempo wzrostu rynku było tym samym aż 1,5-krotnie wyższe niż rok wcześniej. Dynamika wzrostu branży wynajmu długoterminowego samochodów zwiększa się już czwarty kwartał z rzędu. Bardzo dobre wyniki, wskazujące jednoznacznie na wciąż rosnącą w Polsce popularność wynajmu długoterminowego aut wśród przedsiębiorców, potwierdza także liczba nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę w pierwszym kwartale 2017 r. Była ona aż o 52% większa niż rok temu, co oznacza, że wynajem długoterminowym rozwijał się w pierwszym kwartale ponad 2,5 razy szybciej od pozostałych form finansowania aut służbowych tzn. zakupu ze środków własnych, kredytu i klasycznego leasingu finansowego. Wysoką dynamikę rozwoju w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku odnotowała również branża Rent a Car, w przypadku której wzrost osiągnął poziom 19,5% r/r.

W pierwszych trzech miesiącach roku 2017, zgodnie z danymi IBRM Samar, łączna liczba nowych aut osobowych sprzedanych do firm w Polsce była większa o 24,6% niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Pierwszy kwartał bieżącego roku był więc bardzo udany dla całego rynku flotowego w naszym kraju.

Jednakże, wynajem długoterminowy samochodów był w tym okresie tą formą finansowania floty, której popularność rosła wśród firm i przedsiębiorców w Polsce zdecydowanie najbardziej dynamicznie – aż ponad 2,5 – krotnie szybciej od pozostałych form finansowania samochodów osobowych, tj. zakupu ze środków własnych, kredytu oraz klasycznego leasingu finansowego łącznie. Liczba nowych aut osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w pierwszym kwartale 2017 r. wyniosła bowiem 14,8 tys. pojazdów, co oznacza, że była większa niż w tym samym okresie rok temu aż o 52%. Dla porównania, w pozostałych formach finansowania floty (zakup ze środków własnych, kredyt i klasyczny leasing finansowy łącznie) w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku zakupionych zostało o 19,7% samochodów osobowych więcej, niż rok wcześniej.
W pierwszym kwartale 2017 roku blisko co piąte nowe auto osobowe (18,3%) nabywane przez firmy w Polsce znalazło się w wynajmie długoterminowym.   Wynajem długoterminowy samochodów ciągle przyśpiesza

Wynajem długoterminowy samochodów ciągle przyśpiesza – dynamika wzrostu rynku rośnie już czwarty kwartał z rzędu

Tempo wzrostu branży wynajmu długoterminowego samochodów w pierwszym kwartale osiągnęło poziom aż 13,2% r/r, co oznacza, że w kluczowej z usług CFM, czyli Full Serwis Leasingu (FSL), znajdowało się na koniec marca 2017 r. ponad 14,1 tys. aut więcej, niż rok wcześniej. Co więcej, dynamika wzrostu branży zwiększa się już czwarty kwartał z kolei – rok temu, na koniec pierwszego kwartału wynosiła 8,9% r/r.Dane dotyczące rozwoju branży wynajmu długoterminowego

Dane dotyczące rozwoju branży wynajmu długoterminowego po I kwartale 2017 r. po raz kolejny potwierdzają, że rynek ten w Polsce ma wciąż ogromny potencjał, a wysoka do tej pory popularność tej formy finansowania floty, nadal rośnie – mówi Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Tempo wzrostu rynku rośnie bowiem już czwarty kwartał z rzędu i obecnie jest 1,5-krotnie wyższe niż rok temu. Na dodatek,
w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku imponujący wręcz był 52-procentowy wzrost liczby zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego nowych samochodów osobowych, w stosunku do pierwszego kwartału ubiegłego roku. Porównując go do wzrostu liczby aut nabywanych przez firmy w pozostałych formach finansowania, który był ponad
2,5 – krotnie niższy, widać doskonale, że wynajem długoterminowy w pierwszym kwartale bieżącego roku rozwijał się zdecydowanie szybciej od zakupu samochodów służbowych ze środków własnych, na kredyt czy też w klasycznym leasingu finansowym. Duża popularność wynajmu długoterminowego aut wynika przede wszystkim z coraz bardziej chętnego wykorzystywania tej formy finansowania floty już nie tylko przez duże korporacje, ale również przez mniejsze firmy z sektora MŚP.   

Na koniec pierwszego kwartału 2017 r. firmy wynajmu długoterminowego należące do PZWLP dysponowały łączną flotą nieco ponad 137 tys. samochodów (137.024 aut). Zdecydowana większość z nich, bo ponad 88% (88,4%), znajdowała się w Full Serwis Leasingu (FSL), czyli w najbardziej rozbudowanej i kompleksowej formie wynajmu długoterminowego, zapewniającej klientowi zewnętrzne finansowanie aut wraz z ich pełną obsługą administracyjną i serwisową. Pozostała część (11,6%) aut w łącznej flocie firm PZWLP w wynajmie długoterminowym była objęta usługą Leasingu
z Serwisem (LS).

Udział Diesla w wynajmie długoterminowym aut zauważalnie spada, rośnie liczba samochodów ekologicznych

W liczącej 137 tys. flocie samochodów firm PZWLP w wynajmie długoterminowym, na koniec pierwszego kwartału bieżącego roku auta z silnikami Diesla stanowiły 70,1% wszystkich pojazdów. Oznacza to, że udział samochodów z napędami wysokoprężnymi zmniejszył się w ciągu ostatniego roku (w porównaniu do stanu z końca marca 2016 r.) o 2,4%, kosztem wzrostu udziału aut z silnikami benzynowymi, które na koniec pierwszego kwartału 2017 r. stanowiły 29,6% ogółu floty. Samochody z napędami ekologicznymi, a więc hybrydowymi i elektrycznymi, to nadal znikoma część parku pojazdów w wynajmie długoterminowym firm PZWLP – auta tego typu mają udział na poziomie 0,3% łącznej floty (dokładnie 442 samochody: 416 hybrydowych oraz 26 elektrycznych). Pomimo, że auta napędzane silnikami ekologicznymi stanowią wciąż marginalną część w łącznej flocie w wynajmie długoterminowym, to na uwagę zasługuje fakt bardzo dużego wzrostu ich liczby w ciągu ostatniego roku – o 51%.

We flotach samochodów w wynajmie długoterminowym zaczyna być widoczny trend, obserwowany już od pewnego czasu w Polsce oraz niemalże całej Europie na rynku sprzedaży nowych samochodów do klientów indywidualnych– mówi Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management. – Mowa o zmniejszającej się liczbie aut z silnikami dieslowskimi i jednoczesnym wzroście samochodów wyposażonych w benzynowe jednostki napędowe. Tendencja ta jest wynikiem dużego postępu technologicznego w ostatnich latach w zakresie silników benzynowych, który pozwolił na znaczące obniżenie wielkości spalania aut z napędami benzynowymi, a przez to obniżenie kosztów ich eksploatacji.  

Branża Rent a Car w Polsce urosła o 19,5% r/r

Pierwszy kwartał 2017 roku okazał się być bardzo udany również dla branży Rent a Car w Polsce, czyli wynajmu krótkoterminowego (do 30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) samochodów. Branża ta, na podstawie danych dotyczących wielkości floty aut 6 na 7 firm Rent a Car skupionych aktualnie w PZWLP (bez Avis Budget / Jupol – Car Sp. z o.o.) dysponowała na koniec marca 2017 r. łączną flotą prawie 12 tys. aut (11.865), co oznacza, że odnotowała wzrost na poziomie 19,5% r/r.

Członkowie PZWLP generują w Polsce sprzedaż ponad 1/3 nowych aut osobowych do firm

Biorąc pod uwagę całokształt działalności 21 firm należących do Polskiego Związku Wynajmu
i Leasingu Pojazdów (PZWLP) na koniec pierwszego kwartału 2017 r., a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również klasyczny leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w okresie styczeń – marzec bieżącego roku łącznie ponad 27,5 tys. nowych samochodów osobowych (a więc więcej o 38,4% niż w porównywalnym okresie rok temu). Oznacza to, że ponad 1/3 (34,1%) nowych aut osobowych kupowanych w pierwszym kwartale 2017 roku przez przedsiębiorców w polskich salonach zostało nabyte przez firmy należące do PZWLP*

*– Firmy PKO Leasing, Volkswagen Leasing, mLeasing i Raiffeisen Leasing Polska  były w pierwszym kwartale 2017 r. również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).

Nowe badania Capgemini ujawniają przełomowy wpływ płatnych przejazdów wspólnych i indywidualnych na sprzedaż samochodów i modele ich posiadania.

Zgodnie z nowym badaniem przeprowadzonym przez Capgemini, światowego lidera w dziedzinie konsultingu, technologii i outsourcingu, w którym udział wzięło ponad 8 tys. klientów z ośmiu kluczowych rynków[1], ponad jedna trzecia osób kupujących samochód (34%) uważa płatne wspólne podróżowanie i  usługi przejazdów na zamówienie za dobrą alternatywę dla posiadania pojazdu. Podczas gdy sprzedaż nowych samochodów wciąż rośnie w szybkim tempie[2], dane zebrane przez Capgemini pokazują zmianę strategii wiodących producentów samochodowych, którzy zaczęli już inwestować w usługi związane ze wspólnymi przejazdami samochodowymi poprzez opracowanie i nabywanie rozwiązań w tym zakresie lub rozpoczynanie współpracy partnerskiej, by dopasować się do zmieniających się postaw konsumenckich. 17 raport „Cars Online” opracowany przez Capgemini, „Beyond the car”, zawiera ponadto dobre wiadomości dotyczące tradycyjnych modeli sprzedaży samochodów osobowych wobec intensywnego rozwoju branży usług płatnych przejazdów wspólnych i indywidualnych. Ponad połowa respondentów (56%) uważa, że usługi, takie jak Uber, Didi czy BlaBlaCar uzupełniają model oparty na posiadaniu samochodu na własność.

Co więcej, odsetek ten jest jeszcze wyższy w grupie młodych nabywców samochodów w wieku od 18 do 34 lat (64%) oraz klientów obecnych na rynkach wschodzących — chińskim (77%) i indyjskim (63%). Znaczenie inwestycji największych producentów samochodów w programy związane z tego typu usługami transportowymi podkreśla fakt, że dwie trzecie klientów (66%) uważa, że marki samochodowe są istotnym czynnikiem wpływającym na ich decyzję dotyczącą wyboru programu płatnych przejazdów wspólnych lub indywidualnych. Tego oferta tego typu może stać się ważną częścią nowego cyklu sprzedaży samochodów.

Kai Grambow, Global Head of Automotive w Capgemini komentuje: „Na rynku sprzedaży samochodów mamy obecnie do czynienia ze złotym wiekiem, ale wiadomo już, że ta sytuacja nie będzie trwać bez końca w obecnej formie. Producenci samochodowi zdają sobie sprawę, że muszą zareagować na zmianę zwyczajów konsumenckich, jeśli chcą zachować obecne tempo wzrostu. Przejmowanie pozycji lidera branży płatnych przejazdów wspólnych i indywidualnych stanie się nie tylko nowym źródłem przychodów dla producentów aut, ale także pozwoli im wzbudzić świadomość opinii publicznej oraz wypracować nowy rodzaj relacji z klientami”.

Raport pokazał ponadto wpływ szybkiego wzrostu kompetencji technologicznych klientów i świadomości zwyczajów konsumenckich na zwyczaje zakupowe:

  • Rozwiązania wspierające automatyczne prowadzenie pojazdu mają dla klientów duże znaczenie. Funkcje służące automatyzacji procesu prowadzenia pojazdu stają się standardem w przypadku wielu popularnych modeli samochodów osobowych, prowadzone są nowe testy samochodów autonomicznych, a 81% badanych utrzymuje, że jest w stanie dopłacić za tę funkcjonalność.
  • Cyberbezpieczeństwo staje się kluczowym czynnikiem branym pod uwagę przy kupnie samochodu. W 2015 roku jedna trzecia badanych zwracała uwagę na kwestie dotyczące cyberbezpieczeństwa. Po kolejnych szeroko komentowanych skutecznych próbach włamania na platformy motoryzacyjne, klienci chcą od producentów zapewnienia, że obecne rozwiązania są bezpieczne, a ponad dwie trzecie badanych (68%) twierdzi, że odporność na cyberataki może wpłynąć na ich decyzję o kupnie samochodu.
  • Wzrasta zainteresowanie klientów samochodami produkowanymi przez marki technologiczne, choć wciąż są one w fazie koncepcyjnej. Doniesienia o tym, że takie marki, jak Google czy Apple zamierzają wypuścić na rynek samochody pojawiające się od kilkunastu miesięcy, powodują wzrost zainteresowania konsumentów tym tematem — w 2015 roku 49% klientów deklarowało gotowość na zakup samochodu wyprodukowanego przez taką firmę technologiczną, jak Apple czy Google. W najnowszym badaniu odsetek ten wynosi 57%.
  • Zaufanie konsumentów do samochodów autonomicznych jest podzielone pomiędzy marki o ustabilizowanej pozycji oraz nowych graczy na rynku. Firmy technologiczne odpowiadały za przeprowadzenie wielu publicznych testów samochodów autonomicznych. W tej sytuacji na znaczeniu zyskuje informacja, że ponad połowa konsumentów (51%) obdarzyłaby większym zaufaniem pojazd autonomiczny wyprodukowany przez producenta samochodowego niż przez firmę technologiczną.
  • Maleją obawy o ochronę danych osobowych w związku z coraz częstszym wykorzystywaniem przez klientów funkcji łączenia samochodu z siecią. Obycie z urządzeniami działającymi w sieci, zamiana udostępniania danych na wyższy stopień personalizacji oraz poprawa jakości usług zmieniają nastawienie konsumentów do samochodów, które można połączyć z internetem. Większość klientów byłaby skłonna udostępnić dane samochodu (89%) oraz kierowcy (79%), kiedy samochód jest podłączony. Dla porównania, w badaniu z 2015 roku 80% respondentów udzieliło odpowiedzi, że byłoby gotowe udostępnić swoje dane bez ograniczeń (lub z niewielkimi ograniczeniami). Podkreśla to rosnącą skłonność klientów do dzielenia się danymi.
  • Zainteresowanie cyfrowymi showroomami staje się wyzwaniem dla tradycyjnego systemu sprzedaży. Klienci poszukują alternatywnych metod uzyskiwania informacji za pośrednictwem dealerów i OEM (producentów oryginalnego wyposażenia), wśród których wymieniane są prezentacje modeli samochodów z użyciem technologii wirtualnej rzeczywistości (62%), czaty internetowe live (43%) oraz videoblogi prowadzone przez innych klientów (36%). Bez wątpienia ma na to wpływ rosnące zainteresowanie nowatorskimi rozwiązaniami technologicznymi i wirtualnymi showroomami, z których korzysta już kilku z głównych producentów samochodów.

Pełny raport dostępny jest w tym miejscu.

Metodologia badań Capgemini Cars Online

Cars Online 2017 jest corocznym badaniem prowadzonym przez Capgemini, które analizuje zachowania i oczekiwania konsumentów, uwzględniając cały proces nabywania samochodu przez klienta (włączając w to poszukiwanie informacji na temat ofert, samą transakcję, okres posiadania samochodu na własność oraz jego sprzedaż). Badania obejmują także poglądy klientów na innowacje: systemy umożliwiające podłączanie samochodów do internetu, systemy automatycznego prowadzenia pojazdów i alternatywne do podróży własnym samochodem sposoby przemieszczania się. W tegorocznej edycji badania wzięło udział 8 tys. respondentów. Wszyscy badani aktywnie rozważają nabycie samochodu na własność lub w ramach leasingu w ciągu roku. Wśród państw, z których pochodzą respondenci, znajdują się Brazylia, Chiny, Francja, Niemcy, Włochy, Indie, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. W celu przeprowadzenia badania Capgemini podjęło współpracę z FreshMinds, firmą zajmującą się consultingiem w zakresie innowacji. Analiza i interpretacja danych została przeprowadzona przez Capgemini. Badanie odbyło się w styczniu 2017r.

[1] Brazylia, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone

[2] Sprzedaż wzrosła o 4,8% od 2015 roku do poziomu 88,1 mln samochodów sprzedanych na całym świecie w 2016r.
https://www.macquarieresearch.com/ideas/api/static/file/publications/7311246/CommoditiesComment160117xe263029.pdf

Wyniki finansowe URSUS S.A. za I kwartał 2017 r.

Grupa URSUS, największy polski producent ciągników z marką o ponad 120-letniej tradycji mechanizacji polskiego rolnictwa, odnotowała w I kwartale 2017 roku przychody ze sprzedaży na poziomie 72,28 mln zł. Zysk brutto wyniósł 4,98 mln zł, a zysk netto 3,84 mln zł. Grupa, poprzez spółkę dominującą URSUS S.A., skupia się na konsekwentnej rozbudowie swojej oferty ciągników, aktywnie działa w zakresie handlu zagranicznego oraz efektywnie pozyskuje nowych odbiorców.

W I kwartale tego roku cała Grupa osiągnęła 72,28 mln zł przychodów ze sprzedaży, z czego aż 33,21 mln zł stanowiła sprzedaż krajowa (wzrost r/r o 6,1%). Natomiast sprzedaż eksportowa wyniosła 39 mln zł. Zysk brutto na sprzedaży został wypracowany do wartości 17,72 mln zł, wzrastając w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego aż o 20,5%. Marża na poziomie zysku brutto ze sprzedaży wyniosła w raportowanym okresie 25%. Dla porównania, w I kwartale 2016 r. była niższa o 5%.

Pozytywny wpływ na osiągnięty zysk na działalności operacyjnej Grupy miało obniżenie kosztów sprzedaży (o 26% r/r), natomiast negatywne oddziaływanie miało zwiększenie kosztów ogólnego zarządu Grupy (o 37% r/r) spowodowane wzrostem tej pozycji w spółkach zależnych Grupy URSUS.

W raportowanym okresie zysk brutto Grupy wyniósł 4,98 mln zł, osiągając wzrost r/r o 8,5%. Z kolei zysk netto osiągnął wartość 3,84 mln zł, wobec 4,65 mln zł osiągniętych w I kwartale zeszłego roku.

Wzrost przychodów spółki dominującej

Po raz kolejny wzrost przychodów ze sprzedaży osiągnęła spółka URSUS S.A. W I kwartale tego roku wyniosły one 77,1 mln zł i były  wyższe od uzyskanych w analogicznym okresie roku ubiegłego o 3,0%. Sprzedaż krajowa wyniosła 38,1 mln zł, co stanowiło wzrost r/r o 19,7%. Duża w tym zasługa Dywizji w Lublinie, która w raportowanym okresie zwiększyła przychody ze sprzedaży ciągników marki URSUS, w konsekwencji czego Spółka odnotowała również wzrost udziału rejestracji ciągników URSUS w ogólnej liczbie rejestracji z 6% w I kwartale 2016 roku do 7,8% w I kwartale 2017 roku  (dane według CEPiK – Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców). Na wzrost przychodów ze sprzedaży krajowej miało wpływ również zwiększenie przychodów ze sprzedaży maszyn rolniczych produkowanych w Dywizji Dobre Miasto – o 58% w stosunku do I kwartału 2016 roku.

Sprzedaż eksportowa Spółki osiągnęła poziom 39 mln zł zł i tym samym obniżyła się o 9,4% w stosunku do I kwartału 2016 roku. Na uzyskany wynik wpłynęło uwzględnienie w I kwartale zeszłego roku przychodów z realizacji umowy z etiopską spółką The Federal Democratic Republic of Ethiopia (FDRE) SUGAR CORPORATION (ESC- Ethiopian Sugar Corporation) o łącznej wartości 37,18 mln zł, podczas gdy w I kwartale tego roku w sprzedaży eksportowej uwzględniono wartość realizacji umowy z tanzańską spółką National Development Corporation (NDC) w kwocie 23, 63 mln zł (efekt wysokiej bazy). Warto przy tym zaznaczyć, że pomimo trudnej sytuacji w branży rolniczej na rynku krajowym i rynkach zagranicznych.

– Aktywnie działamy w zakresie handlu zagranicznego i efektywnie pozyskujemy nowych odbiorców. Strategia URSUS S.A. zakłada m.in. odbudowę kontaktów i relacji z partnerami handlowymi URSUS, a także pozyskanie nowych odbiorców. Istotnym partnerem są firmy działające na rynkach Europy Zachodniej i Środkowej oraz rynkach wschodnich. Spółka podejmuje także działania zmierzające do odbudowy pozycji marki URSUS na rynkach pozaeuropejskich – mówi Karol Zarajczyk, prezes zarządu URSUS S.A.

Spółka URSUS S.A. w I kwartale 2017 roku wykazała zysk brutto w wysokości 5,76 mln zł, wobec 5,02 mln zł osiągniętych rok wcześniej (wzrost o 14,8% r/r). Jego poprawa to efekt obniżenia kosztów sprzedaży oraz kosztów ogólnego zarządu, w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Natomiast zysk netto w raportowanym okresie wyniósł 4, 58 mln. zł., Dla  porównania w I kwartale 2016 r. osiągnął on wartość 5 019 tys. zł, co stanowi spadek o 8,8% r/r.

Inne spółki również zyskowne

Spośród innych podmiotów zależnych największy udział w uzyskanych wynikach finansowych miała Spółka URSUS Wschód, której przychody w I kwartale 2017 roku wyniosły 10 mln zł. Zysk na działalności operacyjnej osiągnął wartość 1,07 mln zł,   a zysk netto 316 tys. zł. Niewiele gorszymi wynikami może pochwalić się spółka URSUS Zachód, która wypracowała 8,64 mln zł przychodów ze sprzedaży. Zysk na działalności operacyjnej został wypracowany do wartości  902 tys. zł, a zysk netto osiągnął 254 tys. zł.

Podpisane umowy

W raportowanym okresie spółka Ursus zawarła kilka umów. W dniu 21 lutego br. Spółka podpisała porozumienie o współpracy z irańską spółką Iran Tractor Manufacturing Company. W ramach współpracy spółki będą dążyć do wprowadzenia wspólnie wyprodukowanych ciągników o małej, średniej i dużej mocy na rynki, na których obie obecnie funkcjonują. Ponadto, obie spółki przeprowadzą badania możliwości wprowadzenia na rynek irański maszyn rolniczych i autobusów miejskich znajdujących się w ofercie Emitenta.

W dniu 17 marca br. została zawarta z algierską spółką KARMAG INDUSTRIE umowa o współpracy przemysłowo-handlowej prowadzącej do ustanowienia polsko-algierskiej spółki joint-venture z siedzibą w Algierii, której przedmiotem działalności będzie montaż, sprzedaż, dystrybucja i serwis ciągników i maszyn rolniczych na rynku algierskim. W tym samym dniu zostało podpisane porozumienie ze spółką DOBRE HOLDINGS (Republika Namibii) o współpracy handlowo-przemysłowej, zakładające podjęcie długoterminowej współpracy w zakresie produkcji i montażu ciągników, maszyn rolniczych i ich oprzyrządowania oraz autobusów i pojazdów specjalnych pod marką URSUS.

Z kolei w dniu 23 marca br. URSUS S.A. podpisał umowę ze spółką Industrial Development Corporation Limited (IDC) z siedzibą w Lusace (Zambia) na dostawę ciągników, maszyn rolniczych, oprzyrządowania i części zamiennych, a także usług powiązanych. Łączna wartość tej umowy w momencie jej zawarcia wynosi 100 mln USD. W ramach kontraktu Emitent dostarczy 2694 ciągniki rolnicze w przedziale mocy 47-180 KM wraz z oprzyrządowaniem i częściami zamiennymi, oraz 2506 maszyny rolnicze, m.in. przyczepy, rozrzutniki obornika, prasy zwijające do słomy i siana. Ponadto Spółka we współpracy        z IDC utworzy w Lusace fabrykę montażu ciągników i maszyn rolniczych URSUS oraz 10 autoryzowanych centrów serwisowych na terenie Zambii.

Plany produkcyjne

W roku 2017 URSUS S.A. ma zamiar wprowadzić do swojej swojej oferty ciągniki wyposażone w nowoczesny układ przeniesienia napędu z funkcjami Power Shift i Power Shuttle oraz w silnik spełniający wymagania normy emisji spalin Euro IIIB. Spółka ma również zamiar wprowadzić do produkcji seryjnej kolejny model ciągnika URSUS o mocy 150 KM oraz serię nowych ciągników spełniających normy emisji spalin Euro IV, a także ciągniki wyposażone w nowoczesną skrzynię biegów z funkcją Hi-Lo.

Działalność produkcyjna URSUS nie ogranicza się jedynie do ciągników. W II półroczu 2017 r. Spółka ma zamiar uruchomić produkcję kolejnej serii przyczep – serię wywrotek tandemowych „D7” oraz serię wywrotek skorupowych „D8”. Nowe modele wywrotek zastąpią modele znajdujące się w aktualnej ofercie Spółki. Dzięki temu URSUS S.A. unowocześni oraz zwiększy konkurencyjności swojej oferty produktowej. Wprowadzenie nowych serii przyczep zwiększy gamę oferowanych produktów o przyczepy o zróżnicowanej ładowności oraz przyczyni się do zmniejszenia kosztów i poprawy wydajności procesów produkcyjnych.

– W tym roku Spółka wprowadziła już do oferty zmodernizowaną gamę rozrzutników obornika wyposażonych w system deflektorów oraz zmodyfikowany układ elementów roboczych, rozszerzając jednocześnie możliwość ich zastosowań, a także wzbogacając ofertę Spółki o kolejne wyroby – dodaje Karol Zarajczyk.

Niezależnie trwają prace badawczo-rozwojowe nad konstrukcjami nowych ciągników o mocach od 50 do 110 KM, wyposażonych w układy przeniesienia napędu produkowanych w URSUS S.A., przeznaczonych na rynki pozaeuropejskie. Wraz z początkiem roku 2018 Spółka ma zamiar wprowadzić do produkcji seryjnej kolejne modele ciągnika URSUS w przedziale mocy 110-160 KM. Ciągniki będą wyposażone w nowoczesny układ przeniesienia napędu – VIGUS. Spółka planuje, iż innowacyjna transmisja wykorzystywana będzie zarówno przy budowie własnych ciągników rolniczych, jak i będzie dystrybuowana do innych światowych producentów.

Apteki tylko dla farmaceutów – Prezydent podpisał kontrowersyjną ustawę

Prezydent Andrzej Duda właśnie podpisał dzisiaj nowelizację ustawy o prawie farmaceutycznym, zgodnie z którą apteki będą mogli prowadzić tylko farmaceuci, a ekspansja sieci aptekarskich zostanie znacznie ograniczona. Prawnicy podkreślają, że ustawa może być niekonstytucyjna, a najwięcej stracą na niej pacjenci.

Ustawa zacznie obowiązywać w ciągu 30 dni od jej ogłoszenia. Prezydent miał czas na jej podpisanie do wtorku 16 maja. W piątek w Kancelarii Prezydenta RP odbyło się spotkanie z przedstawicielami samorządu aptekarskiego, popierającego rozwiązania przewidziane w nowych przepisach. Jednak jeszcze kilka dni temu opozycja apelowała do Andrzeja Dudy o zawetowanie tej nowelizacji. Posłowie Nowoczesnej podkreślali, że ustawa nosi znamiona lobbingowej, może ograniczyć dostępność leków, bo aptek będzie mniej, a także sprawi, że medykamenty będą droższe. Sieci farmaceutyczne, których rozwój zostanie zahamowany, są w stanie wynegocjować z hurtowniami niższe marże, dzięki czemu leki OTC można w nich kupić taniej nawet o kilkanaście czy kilkadziesiąt procent.

– Zmiany, które wprowadza nowelizacja prawa farmaceutycznego, uderzą w apteki, które nie są prowadzone przez farmaceutów, bo spowodują ich stopniową likwidację. Stracą na tym również firmy aptekarskie, które mają więcej niż cztery placówki, bo nie będą się mogły rozwijać. Większość z nich podjęła duże zobowiązania finansowe na stworzenie swoich sieci. To może spowodować ich niewypłacalność i bankructwo – uważa Małgorzata Anismowicz, prezes kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

Dolar wciąż w odwrocie, kurs spadł poniżej 3,80 zł!

Dobre dane z pierwszego kwartału pokazała zarówno Polska jak i Rumunia. Dolar wciąż w odwrocie, spadł poniżej 3,80 zł! Badania eurobarometru pokazują, że wiele państw nie chce do strefy euro.

Wzrost gospodarczy w Polsce

Wynik za pierwszym kwartał 2017 pozytywnie zaskoczył rynki. Odczyt na poziomie 4% przekroczył oczekiwania zaledwie o 0,1% co świadczy o pozytywnym nastawieniu wobec polskiej gospodarki. Są to wstępne dane a pełny raport wraz ze składowymi odpowiedzialnymi za wzrost poznamy pod koniec maja. Inwestorzy już wcześniej zakładali dobre dane stąd złoty umacniał się już przed danymi.

Rumuńska gospodarka rośnie jak na drożdżach

Odczyty z Rumunii coraz bardziej przypominają chińskie dane niż kraje europejskie. Tamtejsza gospodarka w pierwszym kwartale urosła o 5,7%. To 1,3% powyżej oczekiwań analityków. Nie może zatem dziwić że rumuński lej się umacnia. Podobnie jak polskiemu złotemu pomaga mu stabilizacja sytuacji w Europie po wyborach we Francji.

Dolar wciąż słabnie

Dzisiaj rano byliśmy świadkami przebicia ważnego poziomu na rynkach walutowych. Za jedno euro trzeba zapłacić więcej niż 1,1 dolara. Co więcej wydarzyło się to pomimo znów rosnących szans na podwyżkę stóp procentowych w USA w czerwcu. Jak na to zareagowała złotówka? Od rana oglądaliśmy dolara, który spadł poniżej granicy 3,80 zł. To znacząca różnica biorąc pod uwagę, że jeszcze w grudniu kosztował 4,25 zł.

Kto nie chce euro

Najnowszy sondaż pokazuje, że 62% obywateli Szwecji nie są zainteresowani zmianą swojej waluty na europejską. W Unii jest tylko jeden bardziej sceptyczny naród. To nasi południowi sąsiedzi – Czesi. Tam wskaźnik ten sięga imponujących 70%. Dla porównania w Polsce przeciwników jest “zaledwie 55%”. Co ciekawe w przypadku Polski 37% respondentów wierzy, że i tak w ciągu 10 lat nasz kraj wejdzie do strefy euro.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs złotego do euro, dolara, funta 16.05.2017

W piątek agencja Moody’s podniosła perspektywę naszego ratingu z negatywnej na stabilną, co było już częściowo wyceniane przez rynek. Komunikat agencji z pewnością przekonał inwestorów, że polska gospodarka ma się lepiej i zagrożenia polityczne nie mają takiego znaczenia na kurs waluty, jak było to zakładane. Należy zwrócić uwagę, że złotówka jest zależna od kursu eurodolara i to od tego, w którą stronę rynek się skieruje, zależy w dużej mierze siła naszej waluty.

W tym tygodniu poznamy ważne dane z polskiej gospodarki:

  • wstępny odczyt PKB – wtorek,
  • dane o wynagrodzeniach – czwartek,
  • sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa – piątek.

Kurs złotego do dolara USDPLN

Kurs złotego do dolara USDPLNKurs dolara obecnie cechuje duża korelacja do EURUSD. Na kurs dolara poprawa ratingu praktycznie nie miała znaczenia. Im wyżej wyceniany będzie eurodolar (niebieska linia), tym mocniejsza będzie złotówka (czerwona linia). Na obu parach jesteśmy w bardzo ważnych miejscach. EURUSD próbuje sforsować poziom 1,10, a złotówka po raz kolejny jest blisko 3,80. Pokonanie tego wsparcia na trwałe jest możliwe, ale w przypadku wybicia się eurodolara ponad 1,10, a nawet 1,1020.

Kurs USDPLN będzie zależny od sytuacji dolara na szerokim rynku. Po słabych piątkowych danych ze Stanów Zjednoczonych inwestorzy wyraźnie osłabili dolara na szerokim rynku, jednakże rosnące prawdopodobieństwo czerwcowej podwyżki stóp procentowych w USA w krótkim terminie powinno umocnić dolara. Cena kolejny raz testując poziom dolnego ograniczenia kanału na 3,82, podkreśla jego wagę i o ile na szerokim rynku nie dojdzie do załamania się cen dolara, kanał ten nie powinien być wybity dołem. Naszym zdaniem w dłuższym terminie dolar będzie mocniejszy i obecne poziomy to dobra okazja do zakupów amerykańskiej waluty.

Kurs złotego do dolara USDPLN

Kurs złotego do euro EURPLN

Kurs złotego do euro EURPLNDobre dane z polskiej gospodarki i poprawa polskiego ratingu przez agencję Moody’s doprowadziły do umocnienia się złotówki w stosunku do EUR pomimo umocnienia się EUR do USD. Niemniej jednak wiele tych pozytywnych danych i perspektyw dla polskiej gospodarki już jest w cenach, co pozwala sądzić, iż złotówka w najbliższym czasie będzie się osłabiać, by skorygować ostatnie spadki.

Cena po raz kolejny może przetestować poziom 4,1850, po czym powinno dojść do sporej korekty. W przypadku wzrostów pierwszym oporem będzie poziom 4,21.

Kurs złotego do funta GBPPLN

Kurs złotego do funta GBPPLNGołębi wydźwięk komunikatu Banku Anglii, który jeszcze przez dłuższy czas może prowadzić łagodną politykę monetarną, zdecydowanie osłabił funta. Po wybiciu poziomu 5 złotych doszło do sporej korekty i obecnie jest szansa na test dolnego ograniczenia trójkąta zwyżkowego w okolicach 4,90. W przypadku wzrostów oporem pozostaje okrągły poziom 5 złotych.

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Raport „Dojrzałość finansowa Polaków 2017”

Ponad 80 proc. Polaków uważa się za dojrzałych i odpowiedzialnych. Takie poczucie rośnie wśród osób, które zakładają rodzinę. Jednak jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Dojrzałość finansowa Polaków 2017” przygotowanego na podstawie badania GfK, dojrzałość Polaków jest raczej deklaratywna i opiera się bardziej na emocjach niż racjonalności. Co piąta osoba, która uważa się za dojrzałą, nie pomyślała jeszcze o oszczędnościach na przyszłość. Dwie trzecie ankietowanych Polaków deklaruje, że pod wpływem impulsu wydało pieniądze na coś, czego nie potrzebuje. Oszczędzać z myślą o przyszłości i ubezpieczać się zaczynamy dopiero, gdy w rodzinie pojawiają się dzieci.

Chcemy być dojrzali i nie rezygnować z marzeń

Dojrzałość dla Polaków ma przede wszystkim charakter emocjonalny. Dla 84 proc. oznacza troskę o swoich bliskich, a dla 71 proc. planowanie najbliższej przyszłości. Z kolei ponad dwie trzecie Polaków uważa, że ich odpowiedzialność łączy się nie tylko z troską o najbliższych, ale i kontrolą wydatków. Mniej niż jedna trzecia badanych jest zdania, że zabezpieczenie finansowe na wypadek ciężkiej choroby czy z myślą o emeryturze to przejaw odpowiedzialności. Dla 65 proc. respondentów planowanie wydatków świadczy o tym, że jest się odpowiedzialnym finansowo. Ponad połowa (55 proc.) twierdzi, że jest odpowiedzialna finansowo, ponieważ ich bieżące wydatki nie przekraczają pensji. Co ciekawe, Polacy nie łączą dojrzałości z posiadaniem wiedzy o finansach osobistych (50 proc. wskazań).

Dojrzałość idzie w parze z rodzicielstwem. Odpowiedzialność za drugiego człowieka wzmacnia to poczucie. Częściej swoją dojrzałość deklarowali rodzice, wśród których ten odsetek wyniósł aż 86 proc. – mówi Michał Nestorowicz, dyrektor ds. Badań i Analiz w Nationale-Nederlanden. – Co pozytywne, odpowiedzialność za bliskich według badanych nie wymaga wyrzeczeń. Aż 88 proc. z nich zgadza się ze stwierdzeniem, że można ją połączyć z realizacją swoich pasji oraz marzeń – dodaje.

Wiek ma znaczenie w postrzeganiu siebie jako osoby dojrzałej. Wyraźnie widać różnicę wśród najmłodszej i najstarszej grupy badanych. Za dojrzałych uważa się trzy czwarte dwudziestolatków i dziewięciu na dziesięciu czterdziestolatków (75 proc. vs. 89 proc.). – Nie ma jednego identycznego dla wszystkich ludzi momentu, w którym możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy dojrzali. Dla każdego z nas ten okres jest inny. Mogą mu towarzyszyć przykre zdarzenia, na przykład śmierć lub choroba bliskiej osoby, albo radosne takie jak urodzenie dziecka – mówi dr Tomasz Sobierajski z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Młodzi często bardziej dalekowzroczni

Badanie Nationale-Nederlanden pokazuje, że Polacy powoli uczą się oszczędzać na emeryturę. Na ten cel pieniądze odkłada 43 proc. respondentów. Wraz ze zbliżaniem się do wieku emerytalnego ich liczba rośnie. Aż dwie trzecie osób w wieku 45-50 lat deklaruje, że oszczędza na emeryturę. Co ciekawe także jedna trzecia osób w grupie wiekowej 25-29 lat również odkłada na ten cel. – To naturalne, że w miarę zbliżania się do emerytury, coraz bardziej zaczynamy troszczyć się o jej wysokość. Jednocześnie to mniej efektywne niż rozpoczęcie odkładania nawet małych kwot już za młodu. Dlatego to, że aż jedna trzecia młodych oszczędza na ten cel trzeba uznać za bardzo pozytywny objaw. To przeczy powszechnym narzekaniom na życie chwilą i beztroskość millenialsów – podkreśla Michał Nestorowicz.

Polacy nie lubią rozmawiać o swoich finansach z najbliższymi. Tylko połowa badanych wskazała, że konsultuje z rodziną planowanie wydatków. Jeszcze mniej popularne jest rozmawianie z rodziną o ubezpieczaniu się na życie (27 proc.) i oszczędzaniu na emeryturę (20 proc.). Młodzi chętniej konsultują z najbliższymi swoje decyzje finansowe (w grupie 20-29 lat odsetek ten wynosi aż 58 proc.). Im jesteśmy starsi, tym stajemy się bardziej skryci w zakresie dzielenia się informacjami na temat zarobków, oszczędności czy ubezpieczania się.

Wiara w mity barierą przed dbaniem o bezpieczeństwo

Jednym z przejawów dojrzałości finansowej jest dbanie o przyszłość, w tym zabezpieczenie siebie i swoich najbliższych. Najczęstszą formą ubezpieczenia, z którego korzystają Polacy, jest ubezpieczenie grupowe, które posiada 48 proc. badanych. Indywidualną polisę na życie ma 26 proc. osób w wieku między 20 a 50 rokiem życia. – Posiadanie rodziny wiąże się często z podjęciem decyzji o wykupieniu ubezpieczenia. Wśród osób, które nie mają dzieci, jedynie 18 proc. zakupiło indywidualne ubezpieczenie na życie, podczas gdy wśród rodziców jest to już ponad jedna trzecia badanych – wyjaśnia Michał Nestorowicz.

Trzy najbardziej popularne ubezpieczenia wśród osób, które uważają się za dojrzałe to ubezpieczenie grupowe, składki wpłacane do OFE oraz OC auta. Indywidualne ubezpieczenie na życie znalazło się na piątym miejscu, posiada je 28 proc. osób w tej grupie. – Należy zaznaczyć, że posiadanie trzech najpopularniejszych typów ubezpieczeń nie wynika z inicjatywy samego ubezpieczonego. Jest proponowane przez pracodawcę bądź narzucone przez obowiązujący system prawny. Polacy wciąż nie wykazują inicjatywy i potrzeby ubezpieczania się – wyjaśnia Michał Nestorowicz.

Myśląc o ubezpieczeniach Polacy niestety kierują się mitami. Jako główne powody braku indywidualnego ubezpieczenia na życie wymieniane są: zbyt duże koszty (24 proc.), posiadanie ubezpieczenia grupowego (23 proc.) oraz brak takiej potrzeby (21 proc.). Może to wynikać z braku dostatecznej wiedzy oraz zainteresowania produktami ubezpieczeniowymi. Jednak blisko połowa osób, które nie mają indywidualnego ubezpieczenia na życie, rozważa zakup takiej polisy w ciągu dwóch lat. Jej zakup częściej planują osoby młodsze: 51 proc. 20-latków oraz 50 proc. 30-latków. Wśród grupy wiekowej 40-50 lat taki zakup planuje, bądź rozważa 38 proc. ankietowanych.

Aż 54 proc. osób, które posiadają ubezpieczenie na życie, uważa, że największą korzyścią takiej polisy jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa. Dla 46 proc. jest to zabezpieczenie rodziny na wypadek śmierci.

Wolimy mniej zarobić, ale nie stracić

Polacy chcą mieć kontrolę nad swoimi oszczędnościami. Dlatego jako najważniejszą cechę produktu, który umożliwia oszczędzanie pieniędzy, wskazują gwarancję zwrotu 100 proc. wpłaconego kapitału (42 proc. odpowiedzi). Regularne wpłacanie niewielkich sum (37 proc.) i stały dostęp do środków (28 proc.) to kolejne istotne elementy produktu finansowego.

Blisko dwie trzecie Polaków deklaruje, że posiada jakiekolwiek oszczędności. Ale już tylko 48 proc. rodziców potwierdza, że odkłada pieniądze na przyszłość swoich dzieci. Wśród barier w oszczędzaniu na przyszłość 40 proc. badanych wskazuje niskie zarobki – codzienne wydatki pochłaniają ich całe dochody. Blisko 20 proc. badanych przyznaje, że nie myśli jeszcze o oszczędzaniu, a kolejne 15 proc. woli wydać pieniądze na przyjemności niż odkładać.

Ci, którzy odkładają z myślą o przyszłości dzieci zazwyczaj rozpoczynają to robić już od momentu ich urodzenia (57 proc. wskazań). Prawie 40 proc. rodziców, którzy dotąd nie oszczędzali na ten cel, deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zaczną to robić.

Co cieszy, blisko 80 proc. osób uważa, że o finansach warto rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat. Mamy nadzieję, że dzięki temu za kilkanaście lat będziemy mogli powiedzieć, że Polacy osiągnęli pełną dojrzałość, nie tylko jako społeczeństwo, ale również w sferze finansów osobistych. Nasze badanie pokazuje jednak, że jesteśmy dopiero na początku tej drogi – podsumowuje Michał Nestorowicz.

Check Point ostrzega przez nowym zagrożeniem – DiamondFox malware

Analitycy Check Point oraz TerbiumLabs (firmy działającej w sektorze Dark Web Data Intelligence) odkryli nowe zagrożenie, pojawiające się o ostatnim czasie w cyberprzestrzeni – usługę malware (malware-as-a-service) zwaną DiamondFox. Oferta hakerów skierowana jest zarówno do firm, jak i użytkowników indywidualnych i pozwala na przygotowanie ataku hakerskiego na dowolny obiekt czy sieć. diamondfox4-1024×265 diamondfox3

Według danych Check Point dziennie doświadczamy 26.000 ataków na świecie, w Polsce 96% firm doświadczyło co najmniej 50 ataków w ciągu roku ( PwC 2017). Jednocześnie wzrosły koszty wynikające z cyberataków. Koszt jednorazowego ataku to ponad 1,5 mln zł.

Istotnym problemem nowego zjawiska jest powszechna dostępność takich narzędzi i brak wymaganej wiedzy technicznej przez potencjalnych użytkowników usługi, nazwanej przez Check Point – DiamondFox Malware. DiamondFox to rodzaj bonetu oferowanego na forach internetowych, gdzie użytkownik otrzymuje dostęp do palety kodów dostępu, pozwalających na zaplanowanie np. działań szpiegowskich, kradzieży danych,  ataku na instytucje finansowe drogą kradzieży kodów bankowych  lub skutecznego ataku typu DDoS.

Śledztwo Check Point i TerbiumLabs dowiodło, że procedura sprzedaży, wykorzystania nowej usługi jest coraz bardziej powszechna w świecie cyberprzestrzeni. DiamondFox to bardzo łatwy w obsłudze malware, który pozwala na kierunkowy atak na wybraną instytucję w dowolnym czasie. Co więcej, oferta cyberprzestępców handlujących usługa na ”czarnym rynku” zawiera opcję stałego monitorowania atakowanych jednostek wraz ze skalą skuteczności ataku i danymi statystycznymi! Największym zagrożeniem usługi – zdaniem analityków Check Point – jest szereg dostępnych plug-inów, umożliwiających dostosowanie ataku do ofiary oraz możliwość samorozprzestrzeniania się złośliwego oprogramowania za pośrednictwem urządzeń mobilnych oraz social mediów.

Analitycy Check Point i TerbiumLabs uważają, że dystrybucją usługi w sieci jest Edbitss ([email protected].) – dostawca, który regularnie aktualizuje dane oferowane klientom w ramach produktu DiamondFox. Według odstępnych informacji Edbitss może znajdować się w Rosji. Z pewnością biegle posługuje się językiem rosyjskim, choć dane rejestracyjne świadczą o prowadzeniu działalności również na terenie Meksyku.

Autorzy raportu uważają, że użytkownicy systemów firmowych oraz prywatnych mogą zabezpieczyć się przed atakami DiamondFox Malware stosując następujące oprogramowanie: Antivirus Software Blade oraz Anti-Bot Software Blade – wykrywające i blokujące komunikację z wirusem DiamondFox.

Świat zaatakowany przez WannaCry. Jak można się bronić przed atakami ransomware?

Ransomware to najszybciej rozwijający się rodzaj szkodliwego oprogramowania. Analizy pokazują, że od 1 stycznia 2016 roku codziennie dochodzi do ponad 4 tysięcy ataków przeprowadzanych tą metodą. Ostatni globalny atak za pomocą ransomware WannaCry jest największym w historii.

Jest to wysoce złośliwy szczep autoreplikującego ransomware określanego na wiele sposobów, m.in. jako WCry, WannaCry, WannaCrypt0r, WannaCrypt lub WannaDecrypt04, który rozprzestrzeniał się za pomocą exploitu nazwanego ETERNALBLUE. Co interesujące: exploit został wykradziony w zeszłym miesiącu z amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) przez grupę cyberprzestępczą znaną jako The Shadow Brokers.

Ofiarami ataku padły m.in. rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, uniwersytety w Chinach, węgierscy i hiszpańscy operatorzy telekomunikacyjni, a także szpitale prowadzone przez British National Health Services. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że informacje o wymaganym okupie pojawiły się w przynajmniej dwunastu wersjach językowych.

Użyty do ataku exploit ETERNALBLUE wykorzystuje lukę w protokole Microsoft Server Message Block 1.0 (SMBv1). Problem dotyczy następujących produktów firmy Microsoft: Windows Vista, Windows Server 2008, Windows 7, Windows Server 2008 R2, Windows 8.1, Windows Server 2012 i Windows Server 2012 R2, Windows RT 8.1, Windows 10, Windows Server 2016, Windows Server Core installation option.

Microsoft wydał w marcu krytyczne poprawki tej luki w biuletynie Microsoft Security Bulletin MS17-010. W tym samym miesiącu firma Fortinet wydała sygnaturę IPS w celu wykrycia i zablokowania tej luki w zabezpieczeniach, a 12 maja – nowe sygnatury AV, aby wykryć i zatrzymać ten atak. Testy przeprowadzone przez osoby trzecie potwierdzają również, że oprogramowanie Fortinet Anti-Virus i FortiSandbox skutecznie blokują to złośliwe oprogramowanie.

W związku z atakiem eksperci Fortinet zalecają działania zapobiegawcze, które powinny podjąć zarówno organizacje, jak i użytkownicy prywatni:

  • regularne aktualizowanie oprogramowania oraz patchów na wszystkich urządzeniach podłączonych do sieci;
  • w przypadku organizacji z dużą liczbą urządzeń należy rozważyć wprowadzenie scentralizowanego systemu zarządzania aktualizacjami i patchami;
  • korzystanie z technologii AV, IPS oraz filtrowania sieci i ich bieżące aktualizowanie;
  • tworzenie kopii zapasowych danych, sprawdzanie ich integralności, szyfrowanie i testowanie procesu przywracania, aby upewnić się, że działa poprawnie;
  • skanowanie wszystkich przychodzących i wychodzących wiadomości e-mail w celu wykrywania zagrożeń i filtrowania plików wykonywalnych przed dotarciem do użytkowników końcowych;
  • regularne skanowanie antywirusowe i anty-malware na wszystkich urządzeniach;
  • wyłączanie makr w plikach przesyłanych pocztą elektroniczną; do otwierania załączonych plików pakietu MS Office zalecane jest używanie narzędzia Office Viewer, a nie pakietu biurowego Office;
  • ustanowienie strategii działania i reagowania na incydenty oraz przeprowadzanie regularnych ocen narażenia na atak.

Jeśli natomiast organizacja padła już ofiarą ransomware, należy niezwłocznie wyizolować zainfekowane urządzenia, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się ransomware do sieci lub na dyski. Jeśli zainfekowana została sieć, należy natychmiast odłączyć od niej wszystkie urządzenia. Wyłączenie zasilania zaatakowanych urządzeń może zapewnić czas na czyszczenie i odzyskanie danych.

Kopia zapasowa danych powinna być przechowywana w trybie offline. Po wykryciu infekcji należy przeskanować także kopie zapasowe, aby upewnić się, że są wolne od złośliwego oprogramowania.

IV Dyrektywa AML zwiększy znaczenie analityki w zwalczaniu prania pieniędzy i terroryzmu

Pranie pieniędzy nie jest domeną tylko i wyłącznie organizacji przestępczych. Przestępstw finansowych dokonują również terroryści, którzy w ten sposób finansują swoją działalność. UNODC (United Nations Office of Drugs and Crime) szacuje, że roczna wartość nielegalnych transakcji jest równa od 2 do aż 5% światowego PKB, czyli nawet 2 bilionom USD. Zaawansowana analityka oraz takie technologie jak machine learning i text mining pozwalają na optymalizację wykrywania przypadków prania pieniędzy oraz umożliwiają identyfikację komórek terrorystycznych.

Narodowy Bank Polski definiuje pranie brudnych pieniędzy jako działanie zmierzające do wprowadzenia do legalnego obrotu pieniędzy lub innych wartości majątkowych uzyskanych z nielegalnych źródeł, bądź służących do finansowania nielegalnej działalności. Według danych GIIF (Głównego Inspektoratu Informacji Finansowej) z roku na rok zjawisko prania pieniędzy w Polsce narasta. Każdego roku odnotowywany jest wzrost liczby raportowanych transakcji oraz zawiadomień do prokuratury.[1] Od pewnego czasu Unia Europejska wprowadza nowe regulacje mające na celu zwiększenie skuteczności przeciwdziałania tego typu przestępstwom, a także nakładające na instytucje finansowe określone obowiązki dotyczące monitoringu klientów i transakcji. Celem nowych regulacji jest podniesienie poziomu bezpieczeństwa europejskiego systemu finansowego w obszarze prania pieniędzy i przeciwdziałania terroryzmowi oraz dostosowanie metod działania do zmieniającego się otoczenia. IV Dyrektywa AML (Anti-Money Laundering), która po przełożeniu na lokalne regulacje prawne, niedługo zacznie obowiązywać również w Polsce, zwiększa znaczenie analizy danych w ocenie ryzyka związanego z praniem pieniędzy.

Niedopełnienie zobowiązań, zarówno wewnętrznych jak i międzynarodowych, może skutkować dotkliwymi karami. Przekonały się o tym m.in. banki HSBC, BNP Paribas czy JP Morgan, płacąc rządowi amerykańskiemu w ciągu ostatnich pięciu lat niemal 13 miliardów dolarów grzywny.

Jak systemy AML wspierają walkę z praniem pieniędzy

Instytucje finansowe, kontrolne oraz organy ścigania dysponują systemami AML, które wspierają walkę z praniem pieniędzy. Identyfikacja podejrzanych transakcji odbywa się w oparciu o szereg różnych przesłanek, takich jak częstotliwość transakcji, wielkość konkretnych kwot czy kraj z lub do którego przekazywane są środki finansowe. Dodatkowo analizowane są także listy sankcyjne, na których znajdują się osoby, które w przeszłości dokonywały przestępstw finansowych.

Scenariusze, według których postępują przestępcy są bardzo zróżnicowane, a ich wykryciu służą określone reguły zachowań. Większość obecnie wykorzystywanych systemów to rozwiązania statyczne, które generują znaczne ilości fałszywych powiadomień. Dodatkowo tego typu rozwiązania są mało skuteczne w wykrywaniu operacji wykonywanych przez zorganizowane grupy przestępcze oraz organizacje terrorystyczne. Ich przedstawiciele doskonale znają schematy działania systemów AML i sposoby, aby je obejść.

Analityka pozwala podjąć optymalną decyzję w ciągu milisekund

Największe wyzwanie wiąże się z potrzebą ciągłego dostosowywania systemów AML do zmieniających się schematów działania przestępców. Z pomocą przychodzą zaawansowane metody analityczne.

Większość systemów, które funkcjonują obecnie w bankach i instytucjach finansowych wykorzystuje jedynie statyczne profile działające w oparciu o historię transakcji, co w obecnych czasach nie jest wystarczającą metodą przeciwdziałania praniu pieniędzy i generuje znaczny odsetek fałszywych alarmów. Najnowsze rozwiązania wykorzystują metody hybrydowe, w których scenariusze budowane są przy wsparciu zaawansowanej analityki. Co więcej dzięki technologii in-memory analizy i symulacje na dużych wolumenach danych mogą być wykonywane w ciągu minut a nie, jak to miało miejsce wcześniej, godzin czy dni – tłumaczy Marcin Nadolny, Lider Zespołu Fraud Intelligence w SAS Polska.

Dzięki wykorzystaniu systemów analitycznych i technologii machine learning instytucje finansowe są w stanie precyzyjnie określać, które transakcje mają znamiona prania pieniędzy i kwalifikują się do zaraportowania do GIIF. Pozwala to ograniczać tzw. fałszywe alarmy (false positives), co z kolei przekłada się na redukcję kosztów związanych z nakładem pracy potrzebnym do ich zweryfikowania. W przypadku monitoringu transakcji pod kątem sankcji, kluczowe są dokładność i czas oceny. Musi ona nastąpić zanim dojdzie do transferu środków pieniężnych, dlatego niezbędne jest zastosowanie technologii, która z wykorzystaniem fuzzy-matchingu i analityki pozwoli jak najprecyzyjniej (znacznie ograniczając ryzyko false positives) ocenić daną transakcję w czasie rzeczywistym, czyli w ciągu milisekund od jej zlecenia.

Identyfikacja działań terrorystów w oparciu o analizę danych finansowych

SAS stawia na innowacje i poza rozwiązaniami do przeciwdziałania praniu pieniędzy, w ramach współpracy z byłymi oficerami Scotland Yardu, stworzył rozwiązanie do wykrywania komórek terrorystycznych w oparciu o analizę danych finansowych.

Poprzez analizę danych gromadzonych przez instytucje finansowe są one w stanie wykryć niepokojące zdarzenia, powiązać je ze sobą i wygenerować odpowiednie powiadomienia. Dzięki umiejętnemu zastosowaniu technik analitycznych możliwe jest odpowiednio wczesne przerwanie działań nieuchronnie prowadzących do organizacji ataku terrorystycznego dodaje Marcin Nadolny.

Najnowsze trendy i rozwiązania oraz praktyczne wskazówki w zakresie wdrożenia IV Dyrektywy AML będą prezentowane podczas konferencji Przeciwdziałanie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML/CTF)”, która odbędzie się 7 czerwca 2017 roku w SAS Innovation Hub w Warszawie.

[1] Sprawozdanie Generalnego Inspektora Informacji Finansowej z realizacji ustawy z dnia 16 listopada 2000 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu w 2016 roku