Laser-Med S.A. chce inwestować w branżę gier komputerowych

Laser-Med S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., przedstawiła zarys przyjętych założeń do kierunków rozwoju Spółki. Emitent zamierza zmienić profil działalności i rozpocząć działalność inwestycyjną w obszarze produkcji gier komputerowych oraz mobilnych. 

W dniu 26.04.2017 r. Zarząd Spółki Laser-Med S.A. zatwierdził nowe kierunki jej rozwoju i podjął decyzję o zmianie przedmiotu działalności na inwestowanie w podmioty z branży gier komputerowych oraz mobilnych. Sektor ten należy obecnie do jednego z najszybciej rosnących i w związku z tym Emitent zamierza efektywnie wykorzystać jego bardzo wysoki potencjał dalszego wzrostu. Przyjęte przez Zarząd Spółki założenia do kierunków rozwoju przewidują zmianę profilu realizowanego biznesu oraz rozpoczęcie działalności inwestycyjnej w obszarze produkcji gier komputerowych oraz mobilnych. Laser-Med S.A. będzie poszukiwał podmiotów działających w branży gier, które posiadają w swoim portfolio rozpoznawalne produkcje i planują realizować kolejne, perspektywiczne gry. Emitent będzie oferował swoim Partnerom współpracę w wielu obszarach, m.in. budowania modelu biznesowego i finansowego, wsparcia spółek w zakresie pozyskiwania przez nie finansowania na dalszy rozwój oraz prowadzenia komunikacji z rynkiem kapitałowym.

„Przyjęcie przez Zarząd Laser-Med S.A. nowych założeń do kierunków rozwoju otwiera nowy rozdział w historii Spółki. Dostrzegliśmy bardzo wysoki potencjał wzrostu sektora gier komputerowych i mobilnych, stąd też decyzja o rozpoczęciu realizowania inwestycji w tym segmencie rynkowym. Laser-Med S.A. chce wspierać podmioty zajmujące się produkcją gier w wielu obszarach ich funkcjonowania, począwszy od opracowywania modelu biznesowego i finansowego, pozyskiwania przez nie finansowania oraz komunikacji z rynkiem. Jesteśmy przekonani, że nowy kierunek rozwoju pozwoli nam na budowanie wartości Spółki w oparciu o silne fundamenty.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Laser-Med S.A.

Dotychczasowa działalność Laser-Med S.A. była skoncentrowana głównie na świadczeniu usług w zakresie medycyny estetycznej. Nie przynosiła ona jednak oczekiwanych rezultatów, dlatego też podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Laser-Med S.A. w dniu 21.03.2017 r. podjęte zostały Uchwały o zmianie przedmiotu działalności, zmianie siedziby oraz zmianie składu Rady Nadzorczej.

W marcu 2017 r. Spółka zrealizowała ważne działania restrukturyzacyjne, obejmujące redukcję jej zobowiązań w łącznej kwocie ponad 161 tys. zł. Emitent dokonał również zbycia aktywów (środków trwałych) związanych z dotychczasowym przedmiotem działalności za kwotę ponad 159 tys. zł.

„Etap prowadzenia działań restrukturyzacyjnych Spółki przebiegł bardzo sprawnie. Było to niezwykle istotne w kontekście przyjęcia nowych kierunków rozwoju Laser-Med S.A. i zmiany profilu działalności. Obecne działania Zarządu będą ukierunkowane na skutecznym realizowaniu przyjętych założeń do kierunków rozwoju Spółki.” – dodaje Prezes Ciszewski.

Laser-Med S.A. zadebiutowała na rynku NewConnect w sierpniu 2012 r. i działała w branży medycyny estetycznej. Spółka świadczyła usługi, m.in. zabiegów z zakresu odmładzania skóry, zaawansowanych technologicznie metod odchudzania i modelowania sylwetki oraz zabiegów pielęgnacyjnych.

Dolar umacnia się przed podatkowym wystąpieniem Trumpa

Dolar umacnia się do koszyka głównych walut w oczekiwaniu na dzisiejsze wystąpienie Donalda Trumpa, na którym ma ogłosić szczegóły reformy podatkowej. Inwestorzy spodziewają się, iż amerykański prezydent zapowie drastyczne cięcie podatku dochodowego dla przedsiębiorstw z 39,6% do 15% oraz  podatku od zysków uzyskiwanych przez amerykańskie koncerny za granicą z 35% do 10%. To drugie ciecie ma na celu zachęcić korporacje, które dotychczas ukrywały zyski przed amerykańskim fiskusem, do sprowadzenia kapitału do kraju. Wystąpienie to będzie miało miejsce 100 dni po rozpoczęciu kadencji prezydenta oraz na kilka dni przed datą, kiedy to Kongres musi przegłosować zwiększenie deficytu budżetowego, pod groźbą utraty finansowania na bieżącą działalność rządu. Wydaje się jednak, iż po burzliwej debacie kongresmanów takie zwiększenie wydatków rządowych do września zostanie przegłosowane, tak jak to miało miejsce praktycznie co roku.

Para EURUSD traci dziś 0,4% handlując w pobliżu poziomu 1,0890, w oczekiwaniu na zapowiedź mocnego cięcia podatków dochodowych dla amerykańskich spółek.  Para USDJPY rośnie 0,3% handlując w pobliżu poziomu 11,40 a para USDPLN rośnie 0,5% i handluje w okolicy poziomu 3,88. Indeksy natomiast handlują stabilnie w oczekiwaniu na wystąpienie amerykańskiego prezydenta. Zarówno niemiecki DAX jak i francuski CAC40 pozostają w pobliżu osiągniętych przedwczoraj, a nieznacznie poprawionych wczoraj rekordowych poziomów odpowiednio 12482 punktów i 5295 punktów. Amerykański NASDAQ na dzisiejszym otwarciu rynku osiągnął rekordowy poziom 6037 punktów, poprawiając wczorajszy rekord o kilka punktów,  a indeksy S&P500 i Dow Jones zbliżają się do osiągniętych na koniec lutego maksimów. Również WIG20 zalicza kolejną mocną sesję, rosnąc ponad 1% i handlując w pobliżu poziomu 2380 punktów. W indeksie brylują Lotos i PZU które rosną odpowiednio 8,2% i 4,9%.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer

KOI Capital

Budowlany boom na łódzkim rynku mieszkaniowym

Łódzki rynek mieszkaniowy przeżywa obecnie rozkwit. Rośnie sprzedaż mieszkań, ale przede wszystkim mocno rozkręca się podaż. Budowlany boom w łódzkiej mieszkaniówce sprawia, że mimo dużego popytu, ceny mieszkań rosną powoli i wciąż należą do najniższych pośród miast wojewódzkich. Takie wnioski płyną z raportu E-VALUER INDEX 2017, przygotowanego przez Emmerson Evaluation.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz szczegółowe dane dla struktury ich sprzedaży.

Ceny mieszkań w Łodzi utrzymują się na poziomie wyraźnie niższym niż w innych wielkich miastach wojewódzkich. Mediana cen dla łódzkiego rynku pierwotnego, obliczona przez ekspertów Emmerson Evaluation, wyniosła w 2016 roku 4664 zł/mkw. To oznacza, że pod względem cen nowych mieszkań, Łódź zajmuje dopiero 9. miejsce wśród miast wojewódzkich. Drożej jest nie tylko we Wrocławiu czy Poznaniu, ale także w Lublinie i Toruniu. Jeszcze większy dystans dzieli Łódź i pozostałe miasta wojewódzkie w przypadku rynku wtórnego. Mediana cen 3255 zł/mkw. plasuje miasto na jednym z ostatnich miejsc rankingu.

– W ubiegłym roku mieszkania w Łodzi, zarówno nowe, jak i używane, kosztowały przeciętnie o 2% więcej niż rok wcześniej. To wzrost zauważalny, ale wciąż niższy niż w wielu innych miastach wojewódzkich – mówi Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson Evaluation.

Rynek mieszkaniowy się odradza

Łodzi nie omija widoczna w całym kraju hossa na rynku mieszkaniowym. – Koniunktura w mieszkaniówce jest bardzo dobra, sprzedaż bije rekordy i Łódź nie jest tu wyjątkiem. Miasto jednak nie tylko korzysta z ogólnokrajowego trendu, ale samo zyskuje na atrakcyjności jako miejsce zamieszkania. Poprawia się łódzka infrastruktura, powstają nowe inwestycje mieszkaniowe o wysokim standardzie. Poprawę obserwujemy także na rynku wtórnym. Coraz więcej starych kamienic jest odnawiana i przybywa atrakcyjnych starych mieszkań – przekonuje Dariusz Książak z Emmerson Evaluation. Ekspert dodaje, że Łódź konkuruje więc nie tylko niskimi cenami mieszkań, ale także wyjątkową i zróżnicowaną ofertą mieszkaniową.

Najlepiej o hossie w łódzkiej mieszkaniówce świadczy rekordowy wzrost wydanych pozwoleń na budowę. O ile w 2013 roku wydano w Łodzi ok. 2 tys. pozwoleń na budowę, a w kolejnych dwóch latach ta liczba oscylowała na poziomie ok. 2,5 tys., to już rok 2016 przyniósł skokowy wzrost do niemal 4,4 tys. wydanych pozwoleń, z czego niecałe 1,5 tys. otrzymali inwestorzy indywidualni. – W Łodzi zwraca uwagę nie tylko tak gwałtowny przyrost liczby wydanych pozwoleń, ale także znaczący, większy niż w innych miastach, udział inwestorów indywidualnych. Dla porównania, w Krakowie tacy inwestorzy otrzymali zaledwie 615 z ogólnej liczby ponad 9,6 tys. wydanych pozwoleń – komentuje ekspert Emmerson Evaluation. – Widać zatem, że podaż w najbliższych latach będzie się w Łodzi utrzymywać na wysokim poziomie. A to oznacza, że choć ze względu na wysoki popyt łódzkie mieszkania mogą drożeć, to wciąż będą to wzrosty niewielkie – ocenia ekspert.

Jak wyglądają ceny w poszczególnych dzielnicach?

Najtańsze nowe mieszkania w Łodzi można było w 2016 roku znaleźć na terenie dzielnicy Górna, gdzie odnotowana przez Emmerson Evaluation mediana cen wyniosła 4145 zł/mkw. Najdrożej za nowe mieszkanie płacono w dzielnicy Śródmieście (4753 zł/mkw.), ale już mieszkania używane były tutaj najtańsze (2998 zł/mkw.). Poza Śródmieściem, ceny na rynku wtórnym były w ubiegłym roku bardzo zbliżone. Najwyższą medianę odnotowano dla Widzewa (3284 zł/mkw.).

Łódź

Jakie mieszkania kupuje się w Łodzi?

Z danych raportu E-VALUER INDEX 2017 wynika, że najpopularniejsze mieszkania kupowane na łódzkim rynku pierwotnym to lokale średnie, o pow. 50-70 mkw. (41% sprzedanych mieszkań w 2016 r.). Blisko 1/3 kupujących wybierała mieszkania małe o wielkości od 35 do 50 mkw. Właśnie ten metraż cieszył się z kolei największym powodzeniem na rynku wtórnym, gdzie odpowiadał za prawię połowę zakupów (48%). Bardzo rzadko kupowano natomiast na obu rynkach mieszkania największe, o powierzchni przekraczającej 100 mkw.Łódź 2

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Zmiany na linii inwestor – wykonawca – podwykonawca

Po rozpatrzeniu poprawek Senatu, Sejm ostatecznie przyjął ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności, która ma ułatwić dochodzenie należnych roszczeń. Będzie to miało bezpośrednie przełożenie na poziom wypłacalności przedsiębiorców oraz pewność obrotu gospodarczego. Ustawa nowelizująca art. 6471 Kodeksu cywilnego wejdzie w życie 1 czerwca 2017 r.

Przejrzyste umowy i bezpieczeństwo wynagrodzenia dla podwykonawców

Jednym ze znowelizowanych przepisów jest art. 6471 Kodeksu cywilnego, który reguluje zasady zawierania umów z podwykonawcami w procesie budowlanym i odpowiedzialności inwestora za wynagrodzenie podwykonawcy. Zasadą jest, że inwestor, który zgodził się na zatrudnianie podwykonawców odpowiada za wynagrodzenie zarówno dla generalnego wykonawcy, jak i podwykonawców, którym generalny wykonawca nie zapłacił. Na przestrzeni lat artykuł ten przysparzał wielu problemów interpretacyjnych i często był przedmiotem rozważań sądów, w tym Sądu Najwyższego. Przedmiotem interpretacji sądów były kwestie związane ze sposobem wyrażenia zgody inwestora na zawarcie przez generalnego wykonawcę umowy z podwykonawcą, z momentem wyrażenia tej zgody, czy zakresem odpowiedzialności inwestora za wynagrodzenie. Celem nowelizacji jest przyjęcie jednolitych i jasnych zasad dotyczących zawierania umów z podwykonawcami oraz zabezpieczenie wypłaty wynagrodzenia podwykonawcy. Zmiana ma ochronić podwykonawców przed problemami z płynnością finansową spowodowanymi nieterminowym uiszczaniem należności przez wykonawców.

W nowym brzmieniu art. 6471 Kodeksu cywilnego, inwestor odpowiada solidarnie z wykonawcą za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy, jeżeli wykonawca lub podwykonawca zgłosił inwestorowi szczegółowy przedmiot robót budowlanych, który ma zostać zrealizowany przez podwykonawcę przed przystąpieniem do wykonywania tych robót. Solidarna odpowiedzialność nie powstanie, jeżeli inwestor w ciągu 30 dni od dnia doręczenia mu zgłoszenia złoży podwykonawcy i wykonawcy sprzeciw wobec wykonywania robót budowlanych przez podwykonawcę. Zgłoszenie nie będzie wymagane, jeżeli inwestor i wykonawca w umowie zawartej na piśmie określą szczegółowy przedmiot robót budowlanych wykonywanych przez oznaczonego podwykonawcę. Ustalenia te mogą zostać poczynione już w umowie o roboty budowlane lub później w osobnym porozumieniu.

Umowa przed rozpoczęciem robót, ale niekoniecznie na piśmie

Ustawodawca znacząco zmienił zasady uzyskiwania zgody inwestora przez wykonawcę. Dotychczas wykonawca zobowiązany był do przedstawienia inwestorowi umowy z podwykonawcą lub jej projektu, a inwestor w ciągu 14 dni mógł pisemnie zgłosić sprzeciw lub zastrzeżenia do umowy z podwykonawcą. Przedmiotem wątpliwości sądów był moment, w którym wykonawca powinien zgłosić inwestorowi zawarcie umowy z podwykonawcą. Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem, takie zgłoszenie mogło zostać dokonane w każdym momencie, a zgoda na zawarcie umowy z podwykonawcą nie musi być wyrażona uprzednio. Ponadto uznano, że brak sprzeciwu może wynikać również zachowania inwestora, nawet poprzez samo akceptowanie faktu, że dany podwykonawca przebywa na terenie budowy.

Po wejściu w życie nowelizacji, wykonawca zobowiązany będzie do zgłoszenia inwestorowi zawarcia umowy przed przystąpieniem do wykonywania robót nią objętych. Wydłużony został również termin na złożenie sprzeciwu przez inwestora z 14 dni do 30 dni. Ponadto, sprzeciw będzie musiał być złożony obu podmiotom: wykonawcy i podwykonawcy. Należy jednak zwrócić uwagę, że tak długi okres oczekiwania na wyrażenie ewentualnego sprzeciwu przez inwestora będzie powodował niepewność podwykonawcy co od odpowiedzialności za zapłatę jego wynagrodzenia. Warto zauważyć, że ustawodawca zrezygnował z obowiązku przedstawienia inwestorowi umowy z podwykonawcą lub jej projektu. Związane jest to ze zaniesieniem obowiązku zawarcia umowy z podwykonawcą w formie pisemnej pod rygorem nieważności. W uzasadnieniu do projektu ustawy wskazano, że nie jest racjonalnym wymaganie formy pisemnej umowy z podwykonawcą, jeżeli taka sama forma nie jest wymagana pod rygorem nieważności dla umowy pomiędzy inwestorem a wykonawcą. Brak obowiązku zawarcia umowy z podwykonawcą w formie pisemnej może sprawić, że dopiero na etapie ewentualnego sporu, co do wynagrodzenia inwestor dowie się, jakie obowiązki i prawa zostały ustalone pomiędzy wykonawcą a podwykonawcą, co zdecydowanie osłabi jego pozycję w sporze.

W nowelizacji zastrzeżono formę pisemną dla zgłoszenia oraz sprzeciwu. W przypadku niezachowania formy pisemnej zgłoszenie oraz sprzeciw będą nieważne. Takie rozwiązanie ma zwiększyć pewność obrotu i ułatwić przeprowadzenie dowodu w przypadku sporu sądowego. Pomimo braku obowiązku zawarcia umowy z podwykonawcą w formie pisemnej, ustawodawca w uzasadnieniu do nowelizacji wskazał, że zastrzeżenie formy pisemnej dla zgłoszenia oraz sprzeciwu ma zachęcić podwykonawców do zawierania umów w formie pisemnej, co zwiększa pewność, co do treści zobowiązań łączących wykonawcę z podwykonawcą.

Zakres odpowiedzialności inwestora

Częstym problemem związanym z interpretacją art. 6471 Kodeksu cywilnego był zakres finansowej odpowiedzialności inwestora. Aktualnie Kodeks cywilny milczy na ten temat, a zasady postępowania wynikają jedynie z orzecznictwa. Po wejściu w życie nowelizacji, odpowiedzialność inwestora za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy będzie ograniczona do wysokości ustalonej w umowie między podwykonawcą a wykonawcą, chyba, że przekracza ona wysokość wynagrodzenia należnego wykonawcy za roboty budowlane, których szczegółowy przedmiot wynika ze zgłoszenia lub umowy pomiędzy inwestorem a wykonawcą.

Od dłuższego czasu dostrzegano potrzebę nowelizacji przepisów dotyczących odpowiedzialności inwestora i wykonawcy wobec podwykonawcy. Niejednolita praktyka i rozbieżności interpretacyjne sprawiały, że zaburzona była pewność obrotu. Nowelizacja miała na celu usunięcie z obrotu niejasnych przepisów, które powodowały problemy w relacji inwestor – wykonawca – podwykonawca. Wydaje się jednak, że pomimo próby wprowadzenia przejrzystych zasad dotyczących solidarnej odpowiedzialności inwestora i wykonawcy, art. 6471 Kodeksu cywilnego będzie dalej przysparzał trudności interpretacyjnych.

Ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności nowelizująca art. 6471 Kodeksu cywilnego wejdzie w życie 1 czerwca 2017 r.

Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland       

Optymizm na rynkach, bezrobocie w Polsce spada

Ruch umacniający waluty krajów rozwijających się w tym złotego trwa nadal. Bezrobocie w Polsce wynosi już zaledwie 8,1% i jest najniższe od początku lat 90-tych. Dzisiaj poznamy plany reform podatkowych w USA.

Kolejny dzień optymizmu na rynkach

Po wyborach we Francji inwestorzy wyraźnie zwiększyli swój optymizm. Powodem jest brak większych zagrożeń w kolejnych tygodniach. Druga tura w ogóle nie budzi lęku analityków. Aż strach pomyśleć gdzie trafią notowania walut gdyby w drugiej rundzie wygrała jednak Marine Le Pen. Scenariusz ten jest owszem bardzo mało prawdopodobny, ale jednak ostatnie lata pokazały nam, że nie ma już rzeczy niemożliwych. Tymczasem na fali optymizmu zarówno frank jak i dolar przekroczyły barierę 3,90 zł. Euro staniało do 4,23 zł, a funt do 4,95 zł.

Bezrobocie w Polsce

Stopa bezrobocia w marcu spadła do poziomu 8,1%, to o 0,1% lepszy wynik niż przewidywali analitycy oraz Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Jest to najniższa stopa bezrobocia od pierwszych lat transformacji ustrojowej a co najważniejsze wciąż spada. Biorąc pod uwagę czynniki sezonowe możemy się spodziewać jeszcze kilku lepszych odczytów. Ciężko powiedzieć jaki jest wpływ tych danych na złotego, gdyż na rynkach wciąż trwa normalizacja po strachu o wybory we Francji. Z pewnością jednak dobre dane z rynku pracy nie zaszkodzą złotówce. Interesujące są prognozy rządu. W przyszłym roku bezrobocie ma spaść do 5% a rok później do 4%. Ich osiągnięcie wydaje się mało realne, ale należy pamiętać, że bezrobocie w ciągu roku spadło o 1,9% w związku z czym utrzymując do tempo jest to realny wynik. Problemem jest to, że łatwiej obniżać bezrobocie gdy ma ono dwucyfrowe wartości niż gdy wynosi 8% czy 6%.

Plan reformy systemu podatkowego USA

Dzisiaj mamy poznać główne założenia zmian krajowego systemu podatkowego. Donald Trump przedstawi oczywiście tylko główne założenia, gdyż obecna ustawa liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy stron. Powodem tego terminu jest zbliżające się pierwsze 100 dni prezydentury i chęć zamknięcia ich zapowiedzią dużej zmiany. W tym projekcie będzie potrzebował również wsparcia kongresu, które to jak pokazały ostatnie działania wcale nie jest oczywiste. W projekcie najprawdopodobniej znajdą się ulgi dla biznesu mające rozpędzić amerykańską gospodarkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Cornerstone & Oaktree przejmują od grupy Work Service spółkę IT Kontrakt

Fundusze zarządzane przez Cornerstone Partners oraz Oaktree Capital Management, L.P. (“Oaktree”) zawarły umowę nabycia spółki IT Kontrakt Sp. z o.o. (“ITKontrakt”) od Work Service S.A. (“Grupa WS”).

Przedwstępna umowa sprzedaży została zawarta w dniu 31 marca 2017 roku. Sprzedającym jest Work Service S.A., a kupującym Cornerstone Partners działający wspólnie z Oaktree’s European Principal Group. Wykonanie umowy jest zależne od uzyskania niezbędnych zgód, w tym przede wszystkim, zgody Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

ITKontrakt zajmuje się budowaniem specjalistycznych zespołów IT do obsługi dużych projektów informatycznych. Spółka jest liderem na rynku usług outsourcingu IT
w Polsce, oferując zarówno usługi outsourcingu specjalistów IT jak również zarządzanie projektami, ich rozwój oraz testowanie oprogramowania. ITKontrakt jest partnerem wiodących przedsiębiorstw z sektora farmaceutycznego, bankowości i instytucji finansowych, telekomunikacji oraz motoryzacji.

Od ponad 13 lat, ITKontrakt dynamicznie rozwija się na polskim rynku, a ostatnio rozpoczął również działalność w krajach EU oraz w Malezji. W chwili obecnej firma zatrudnia ponad 1,300 specjalistów IT.

Największą siłą naszej firmy jest kompetentny zespół doświadczonych specjalistów, dostarczających usługi najwyższej jakości dla naszych partnerów. W ciągu ostatnich lat ITKontrakt rozwijał się bardzo dynamicznie i mamy nadzieję, że obecna transakcja Cornerstone Parnerts i Oaktree otwiera dla nas nowe możliwości dalszego wzrostu zarówno w Polsce jak i na rynkach zagranicznych” – mówią Leszek Kowalczykiewicz, Prezes Zarządu ITKontrakt i Tomasz Pyrak, Vice Prezes ITKontrakt.

Polski rynek outsourcingu procesów IT jest dzisiaj na etapie znaczących zmian strukturalnych, w wyniku dynamicznego wzrostu sektora usług wsparcia dla biznesu w naszym kraju. Dzięki inwestycji w ITKontrakt będziemy mogli aktywnie uczestniczyć w tym wzroście.” – podkreśla Maciej Dyjas, Partner Zarządzający Cornerstone Partners.

“Obecna transakcja, łącznie z zakupem ProService – lidera rynku nowoczesnych usług dla firm finansowych – dokonanym w marcu zeszłego roku, jest kolejnym wspólnym z Oaktree krokiem w celu zbudowania platformy outsourcingowej dedykowanej obsłudze szybko rosnących sektorów gospodarki.” – dodaje Przemysław Krych, założyciel i Partner Zarządzający Cornerstone Partners.

“Głęboko wierzymy, że dzięki naszemu międzynarodowemu doświadczeniu, jako nowi udziałowcy ITKontrakt, będziemy w stanie bardziej pomagać firmie w zrozumieniu zmieniających się potrzeb jej partnerów i wspierać jej dalszy rozwój, zarówno na międzynarodowych jak i polskim rynku”, mówi Karim Khairallah, Dyrektor Zarządzający Oaktree’s European Principal Group.

Po nabyciu ProService, jest to druga wspólna transakcja Cornerstone Partners
i Oaktree’s European Principal Group w Polsce. Cornerstone Partners jest wyłącznym przedstawicielem Oaktree’s European Principal Group w poszukiwaniu
i zarządzaniu inwestycjami w Polsce I innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Cornerstone Partners i Oaktree’s European Principal Group wspólnie inwestują
w przedsięwzięcia typu private equity w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej
z nastawieniem na wspieranie doświadczonych zespołów managerów w dalszym rozwoju przedsiębiorstw.

Wyniki Grupy Banku Zachodniego WBK w I kw. 2017 roku

W I kw. 2017 roku Grupa Banku Zachodniego WBK zanotowała wynik netto należny akcjonariuszom podmiotu dominującego w wysokości 453 mln zł. Po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych tj. w I kw. 2016 dywidend otrzymanych z Grupy AVIVA w wysokości 80 mln zł oraz w I kw. 2017 wyższych o 39 mln zł kosztów związanych z BFG porównywalny zysk netto wzrósłby o 3% r/r.

Michał Gajewski BZ WBK
Michał Gajewski, BZ WBK
  • W pierwszym kwartale tego roku zarówno nasze dochody, jak i koszty pozostały na stabilnym poziomie. Zysk wyniósł
    453 mln zł, wynik odsetkowy 1,254 mld zł. Baza kapitałowa Banku odzwierciedla ostrożne podejście i akceptowalny poziom ryzyka, związanego z naszą bieżącą oraz przyszłą działalnością, współczynnik adekwatności kapitałowej wyniósł 15.67%. Systematycznie rozwijamy biznes, zwiększając liczbę naszych aktywnych klientów. Przyjęta strategia rozwoju skoncentrowana na podejściu multikanałowym przynosi oczekiwane efekty w postaci systematycznego wzrostu biznesu i rosnącej liczby klientów.
  • Jednym ze strategicznych obszarów jest transformacja cyfrowa, gdzie koncentrujemy się wokół osiągnięcia pozycji banku pierwszego wyboru dla klienta, zwiększenia efektywności sprzedażowej i kosztowej oraz wdrażania innowacji. Naszym kluczowym celem jakościowym jest wzrost satysfakcji, a co za tym idzie lojalności klientów. Jednocześnie systematycznie rozwijamy zakres dostępnych usług zarówno w internecie, jak i w aplikacji mobilnej. Widzimy, że nasi klienci stają się coraz bardziej cyfrowi i jako bank podążamy za ich preferencjami, zmieniając np. model obsługi. Intensywnie pracujemy też nad innowacjami, już niedługo, jako pierwszy bank w Polsce chcemy wprowadzić weryfikację opartą o biometrię twarzy. Dążymy do tego, aby wspierając klientów w codziennych sukcesach stać się dla nich najlepszym bankiem

Michał Gajewski, Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK

Klienci Kredyty brutto wzrosły o 6% r/r do 109 mld zł. Depozyty i fundusze inwestycyjne osiągnęły poziom 123 mld zł
i zwiększyły się o 7% r/r.

Wyniki

  • Bardzo dobry wynik z tytułu odsetek + 11% r/r,
  • Wynik z tytułu prowizji +1% r/r,
  • Porównywalne dochody ogółem +6% r/r (wyłączając zdarzenia jednorazowe w I kw. 2016 oraz 2017 roku),
  • Zannualizowany koszt ryzyka kredytowego spadł do 73 pb. (z 74 pb) –146 mln zł,
  • Koszty pod ścisłą kontrolą – wskaźnik koszty/ dochody na poziomie 46,8%,
  • W I kw. 2016 r. Grupa otrzymała 80 mln zł dywidendy z Grupy AVIVA, w 2017 jest ona spodziewana w II kw.
  • Podatek bankowy za 3 miesiące 2017 r. wyniósł 106 mln zł (w I kw. 2016 r. wyniósł 68 mln zł za 2 m-ce).

Kapitały Silna pozycja kapitałowa Grupy BZ WBK: TCR na poziomie:15,67% oraz CET: 14,7%. 

Transformacja cyfrowa Rośnie liczba klientów cyfrowych, zwiększa się także transakcyjność w kanałach zdalnych. O 26% r/r wzrosła liczba klientów korzystających z aplikacji mobilnej Banku. Systematycznie także zwiększa się liczba usług i produktów dostępnych w kanałach zdalnych – w I kw. w BZWBK24 mobile wprowadzono m.in. karty kredytowe; natomiast w iBiznes24: moduły kartowe, kredytowe czy Trade Finance. Bank prowadzi również zmiany w procesach obsługi w ten sposób, aby w przyszłości dostosować je do kanałów zdalnych.

Linie biznesowe. Bank upraszcza procesy obsługi tak, aby stale zwiększać satysfakcję i lojalność klientów. W I kw. do wybranych oddziałów banku wprowadzono pętle indukcyjne, wspomagające obsługę osób korzystających z aparatów słuchowych. Bank rozwija też strefy samoobsługowe, montując w placówkach urządzenia z funkcją wpłaty i wypłaty gotówki. Stabilnie zwiększa się liczba klientów biznesowych i indywidualnych.

Wyniki w I kw. 2017:

  • Dochody ogółem – wyniosły 1.849 mln zł, co stanowi 1% wzrost r/r. W warunkach porównywalnych dochody Grupy wzrosłyby o 6% r/r.
  • Wynik z tytułu odsetek wyniósł 1,254 mln zł i wzrósł o 11% r/r.
  • Wynik z tytułu prowizji wyniósł 475 mln zł i wzrósł o 1% r/r.
  • Koszty Operacyjne Ogółem wyniosły 866 mln zł i były stabilne r/r. Wynik ten został osiągnięty w trakcie inwestycji w nowe systemy IT, a także dzięki obniżeniu kosztów związanych z transmisją danych, niższymi wydatkami na marketing oraz niższymi kosztami usług zewnętrznych. Wyłączając nadwyżkę r/r kosztów na BFG Koszty Operacyjne Ogółem byłyby niższe o 4,4%.
  • Wskaźnik C/I ukształtował się na poziomie 46,8%.
  • Podatek bankowy zapłacony przez Grupę BZ WBK wyniósł 106 mln zł za 3 pełne miesiące (2 miesiące
    w I kw. 2016 r.)
  • Odpisy netto z tytułu rezerw kredytowych wyniosły 146 mln zł, a zanualizowany koszt ryzyka kredytowego ukształtował się na poziomie 73 pb., głównie dzięki poprawiającej się jakości portfela kredytowego (wskaźnik NPL: 6,39% wobec 6,98% na koniec I kw. 2016 r.) i proaktywnej polityce zarządzania ryzykiem w korzystnym otoczeniu makroekonomicznym.

wbk3

Bankowość detaliczna BZ WBK w I kw. 2017 r.:

  • Wzrost portfela kredytów gotówkowych w I kw. 2017 o 7% r/r
  • Wzrost wartość depozytów klientów detalicznych o 6% r/r
  • Nowy program lojalnościowy na kartach MasterCard Priceless Special;
  • Wzrost liczby aktywnych klientów cyfrowych – 2,01 mln (+4% r/r);
  • Kanały zdalne (mobile, internet, MCK) z rekordowymi wynikami sprzedażowymi produktów kredytowych – wzrost wartości portfela o +46% r/r, liczby udzielonych kredytów o 41% r/r;
  • W kanałach zdalnych (mobile, internet, MCK) bank realizuje już 28,5% wartości sprzedaży produktów kredytowych;
  • Wzrost liczby transakcji mobilnych o prawie 600 tys. kw./kw. – łącznie to 4,72 mln transakcji (+84% r/r);
  • Rekordowy wzrost sprzedaży kart kredytowych w internecie i aplikacji mobilnej o 385% r/r;
  • Portfel kart Visa Silver Akcja Pajacyk, dzięki któremu wspieramy PAH, wzrósł w ciągu roku o 29% do 108 tys. szt.
  • Portfel kart HCE wzrósł o 17,9% w ujęciu kw./kw.

MŚP w I kw.2017 r.: 

  • Wzrost wolumenu depozytów o 12% r/r (o 1,3 mld zł)
  • Wzrost wartości portfela kredytowego MŚP w stosunku do poprzedniego kwartału o 363 mln zł
    o 3,9% oraz 1,2% r/r tj. o 113 mln zł
  • Stabilny wzrost liczby klientów MŚP
  • Kontynuacja strategii pozafinansowego wspierania firm – cykl warsztatów w całej Polsce w ramach „Firmowych Ewolucji”
  • „Kupuj u sąsiada” – pilotażowy program mający jednoczyć przedsiębiorców i konsumentów w danym regionie oraz wspierać budowanie społeczności lokalnej

Bankowość Biznesowa i Korporacyjna w I kw.2017 r.:

  • Wzrost dochodów Bankowości Korporacyjnej w I kw. o 14% r/r.
  • Bardzo dobre wyniki Leasingu w segmencie korporacyjnym – wzrost 26% r/r.
  • Wzrost wolumenów rachunków bieżących 20% r/r.
  • Wzrost dochodów z tytułu prowizji i odsetek 12% r/r.
  • Rozwój finansowania eksportu – wzrost o 7 r/r, w tym akredytywy o 32 % r/r
  • Strategia akwizycji klientów oparta o sektorowy model łańcucha wartości

Globalna Bankowość Korporacyjna w I kw. 2017 r.:

  • Udział w największej transakcji finansowania w 2017 roku dla klienta z sektora telekomunikacyjnego oraz pełnienie roli agenta kredytu w tym finansowaniu;
  • Znaczące umowy kredytowe zawarte między innymi z klientem z sektora rolnego oraz sfinansowanie przejęcia producenta kosmetyków;
  • Największa pierwotna oferta publiczna w Polsce od 2013 roku dla spółki z sektora nieruchomości;
  • Emisja obligacji na rynku polskim dla klienta z sektora usług;
  • dalszy rozwój narzędzi e-commerce – nowe produkty i funkcjonalności na platformie e-FX
  • utworzenie Linii Inwestycyjnej dla Klientów Korporacyjnych, nowe instrumenty skarbowe

Leasing w I kw. 2017 r.:

  • Po I kw. 2017 wartość portfela leasingowego wyniosła ponad 6,8 mld zł, czyli 18% r/r, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej jakości
  • W I kw. 2017 BZ WBK Leasing sfinansował maszyny i urządzenia o wartości ponad 383 mln zł netto utrzymując pozycję lidera w tym segmencie rynku z ponad 11% udziałem
  • Wprowadzenie innowacyjnego produktu ubezpieczeniowego ”BZ WBK Leasing Truck Assistance Max”

Faktoring w I kw. 2017 r.:

  • Obroty spółki faktoringowej wyniosły 5,3 mld zł i były wyższe o 31% r/r
  • Portfel kredytów wzrósł o 16% r/r i osiągnął poziom 3,1 mld zł
  • Spółka utrzymała drugą pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 13%
  • Sprzedaż w I kw. 2017 roku wyniosła  603 mln zł

Santander Consumer Bank w I kw. 2017 r.:

  • Zysk netto wyniósł 137 mln
  • Portfel kredytowy wzrósł o 8% r/r i wyniósł netto 13,7 mld zł, a wartość depozytów była stabilna na poziomie 7,8 mld zł
  • Współpraca z jedną z największych sieci marketów budowlanych – finansowanie dla klientów towarów i usług kontrahenta kredytami ratalnymi oraz kartami kredytowymi.
  • kredyt ratalny dla osób prowadzących gospodarstwo rolne lub działalność gospodarczą

Raport Veeam: przedsiębiorstwa tracą średnio 21,8 mln dolarów rocznie z powodu przestojów IT

  • 82 proc. przedsiębiorstw zmaga się z tak zwanym „deficytem dostępności”, czyli różnicą między potrzebami użytkowników a możliwościami ich zaspokojenia przez dział IT
  • Nieplanowane przestoje w obszarze IT kosztują przedsiębiorstwo średnio 21,8 mln dol. rocznie, co oznacza wzrost o 36 proc. w porównaniu z wynikami ubiegłorocznego raportu
  • 66 proc. przedsiębiorstw przyznaje, że nieplanowane przestoje opóźniają inicjatywy cyfrowej transformacji

Nowe badanie firmy Veeam Software, innowacyjnego dostawcy rozwiązań, które zapewniają stałą dostępność na potrzeby przedsiębiorstw działających non stop (Availability for the Always-On Enterprise™), pokazuje, że 96 proc. organizacji ma w planach inicjatywy cyfrowej transformacji, a ponad połowa już je realizuje[i]. Chcąc uzyskać przewagę konkurencyjną przedsiębiorstwa zgłaszają duże zapotrzebowanie na innowacyjne technologie. To przekłada się na zwiększone obciążenie firmowych infrastruktur, które muszą zagwarantować dostęp do danych, aplikacji i usług z dowolnego miejsca i o każdej porze. Raport Veeam ujawnia jednak, że aż 82 proc. przedsiębiorstw zmaga się z tak zwanym deficytem dostępności (różnica między potrzebami użytkowników a możliwościami ich zaspokojenia przez dział IT), który kosztuje je średnio 21,8 mln dol. rocznie. Blisko dwie trzecie respondentów twierdzi jednocześnie, że nieplanowane przestoje opóźniają inicjatywy cyfrowej transformacji.

Tegoroczna, szósta edycja Veeam Availability Report, na potrzeby którego przebadano ponad 1000 decydentów IT z 24 krajów, pokazuje, że według 69 proc. globalnych przedsiębiorstw dostępność informatyczna (tj. stały dostęp do usług) jest niezbędnym warunkiem cyfrowej transformacji. Równocześnie większość ankietowanych (66 proc.) przyznaje, że proces ten jest hamowany przez nieplanowane przestoje w dostępie do usług. Są one skutkiem cyberataków, awarii infrastruktury, niesprawności sieci lub katastrof naturalnych, a średni czas nieplanowanej przerwy w pracy każdego serwera wynosi 85 minut rocznie. Choć wiele organizacji dopiero planuje lub rozpoczyna proces cyfrowej transformacji, ponad dwie trzecie badanych zgadza się, że inicjatywy te są bardzo ważne lub wręcz kluczowe zarówno dla zarządów firm, jak i poszczególnych działów biznesowych.

Biznesowe koszty przestojów: więcej niż utracone przychody

Opracowanie Veeam Availability Report 2017 ukazuje rzeczywisty wpływ przestojów na działalność przedsiębiorstw. Choć analitycy rynkowi w różny sposób szacują koszty przerw w pracy, z aktualnego badania Veeam wynika, że średni koszt przestojów IT w każdej organizacji objętej badaniem wynosi 21,8 mln dolarów w skali roku. Oznacza to duży wzrost, biorąc pod uwagę, że w zeszłorocznym raporcie koszt ignorowania kwestii dostępności oszacowano na 16 mln dolarów.

Przestoje i utrata danych narażają też przedsiębiorstwa na publiczną krytykę, której kosztów nie sposób wyrazić w kategoriach czysto pieniężnych. Z tegorocznego raportu Veeam wynika, że niemal połowa badanych przedsiębiorstw traci zaufanie klientów, zaś 40 proc. firm doznaje uszczerbku na wizerunku marki, co negatywnie wpływa zarówno na reputację, jak i zdolność do utrzymania klientów. Biorąc pod uwagę konsekwencje wewnątrz organizacji, jedna trzecia respondentów zauważa utratę zaufania pracowników, a 28 proc. badanych musiało zaangażować osoby pracujące na co dzień przy innych projektach do „posprzątania bałaganu”.

Przyszłość należy do środowisk wielochmurowych

Zgodnie z przewidywaniami analityków, chmura i różne sposoby jej użytkowania zmieniają podejście firm do ochrony danych. Raport Veeam pokazuje, że coraz więcej przedsiębiorstw traktuje chmurę jako punkt wyjścia do swoich inicjatyw cyfrowych, a inwestycje w oprogramowanie jako usługę (SaaS) mają wzrosnąć o 50 proc. w ciągu następnych 12 miesięcy. Niemal połowa ankietowanych menedżerów i dyrektorów (43 proc.) uważa, że dostawcy usług chmurowych mogą zapewnić lepszy poziom ochrony krytycznych danych niż wewnętrzne zasoby IT. Eksperci prognozują, że inwestycje w rozwiązania typu backup jako usługa (BaaS) oraz odzyskiwanie awaryjne w oparciu o chmurę (DRaaS) wzrosną w podobnym stopniu, ponieważ organizacje będą łączyć je z pamięcią masową w chmurze.

Wyzwania spowodowane przez deficyt ochrony

Ponadto 77 proc. przedsiębiorstw dostrzega zjawisko określone przez Veeam jako „deficyt ochrony”. Oznacza on przekroczenie tolerancji organizacji na utratę danych, co wynika z niezdolności działu IT do chronienia ich w trybie ciągłym. Oczekiwania badanych podmiotów w zakresie nieprzerwanego działania systemów nie są spełniane ze względu na niewystarczające mechanizmy i strategie ochrony. Choć w przypadku priorytetowych aplikacji deklarowana tolerancja na utratę danych wynosi maksymalnie 72 minuty rocznie, z analizy Veeam wynika, że badane przedsiębiorstwa doświadczają faktycznie 172 minut utraty danych, co oznacza rozbieżność sięgającą niemal godziny. Stwarza to duże zagrożenie dla wszystkich firm i utrudnia osiągnięcie sukcesu biznesowego.

Komentarze ekspertów

„Dziś w cenie jest natychmiastowość, a klienci nie tolerują przestojów, czy to w aplikacjach biznesowych, czy w życiu osobistym. Firmy dokładają wszelkich starań, by dostarczyć klientom jak najlepsze doświadczenia, a czy są tego świadome, czy nie, kluczem do tego jest stała dostępność. Dostęp do danych i aplikacji przez 24 godziny na dobę, 7 dniu w tygodniu i 365 dni w roku to konieczność. Nasz raport pokazuje jednak, że dla wielu organizacji nieprzerwana dostępność wciąż jest marzeniem ściętej głowy. To sugeruje, że trzeba przemyśleć plany transformacji i rozpocząć nową dyskusję o stanie istniejącej infrastruktury. Wielu przedsiębiorstwom grozi poważny kryzys ze względu na konkurentów, którzy już potrafią połączyć gwarantowanie stałej dostępności usług z oferowaniem użytkownikom pozytywnych doświadczeń”.

Peter McKay, prezes i dyrektor ds. operacyjnych w firmie Veeam Software

„Wyniki sondażu pokazują, że większość firm, nawet dużych, międzynarodowych korporacji, wciąż zmaga się z trudnościami w zabezpieczeniu podstawowych funkcji tworzenia kopii zapasowych danych oraz ich skutecznego odzyskiwania. Komplikacje tego typu wpływają na produktywność i rentowność organizacji, a ponadto hamują ich strategiczne inicjatywy, w tym proces cyfrowej transformacji. Występujące powszechnie deficyty ochrony i dostępności, a także niezdolność działów IT do zaspokojenia potrzeb poszczególnych departamentów organizacji, powinny mocno niepokoić osoby podejmujące decyzje IT i każdego, kto odpowiada przed zarządem firmy”.

Jason Buffington, główny analityk ds. ochrony danych w Enterprise Strategy Group

Informacje o raporcie

Sondaż na potrzeby raportu został przeprowadzony na zlecenie Veeam przez Enterprise Strategy Group (ESG), czołową firmę specjalizującą się w analizach, badaniach i strategiach rynku IT. Pod koniec 2016 roku firma ESG przeprowadziła kompleksowy sondaż online wśród 1060 osób podejmujących decyzje IT w organizacjach prywatnych i publicznych zatrudniających przynajmniej 1000 pracowników. Badanie objęło organizacje z następujących 24 krajów świata:

Australia, Belgia, Brazylia, Kanada, Chiny, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Hongkong, Indie, Izrael, Włochy, Japonia, Meksyk, Holandia, Rosja, Arabia Saudyjska, Singapur, Szwecja, Tajlandia, ZEA, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Pełny raport „Veeam Availability Report 2017” można pobrać ze strony https://go.veeam.com/2017-availability-report-pl

[i][i] Źródło: ESG Research Report, 2017 IT Spending Intentions Survey, marzec 2017 r.

To będzie rewolucja – zapowiadają eksperci. Nowelizacja ustawy o pracy tymczasowej

Planowane od 1 czerwca zmiany będą miały charakter rewolucyjny i kompleksowy. Pojawią się nowe obowiązki dla pracodawców użytkowników i agencji pracy tymczasowej, pracownicy tymczasowi zostaną objęci uprawnieniami, które wcześniej ich nie dotyczyły. Co dokładnie ulegnie zmianie? Wyjaśniamy punkt po punkcie.

Specyfika pracy tymczasowej polega na współwystępowaniu w stosunku prawnym trzech podmiotów: pracownika, pracodawcy użytkownika, który powierza pracownikowi zadania do wykonania i agencji pracy tymczasowej, która jest pracodawcą tylko w rozumieniu administracyjnym. Złożona sytuacja prawna wymaga kompleksowych rozwiązań. Taka jest ustawa z dnia 9 lipca 2003 r. o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Od 1 czerwca część jej przepisów ulegnie zmianie. „To będzie rewolucja” – zapowiadają eksperci.

Relacja pracownik – pracodawca nie może trwać w nieskończoność

Cechą charakterystyczną stosunku pracy zawartego na podstawie przepisów ustawy o pracownikach tymczasowych, jest limit ograniczający czas jego trwania do 18 miesięcy (w okresie kolejnych 36 miesięcy). Obecnie przepisy dot. tego limitu wskazują, że pracownik może za pośrednictwem jednej agencji pracy tymczasowej, pracować na rzecz jednego pracodawcy.

– W praktyce oznacza to, że jeśli pracownik zmieni agencję zatrudnienia po upłynięciu 18 miesięcy, nadal będzie mógł pracować dla tego samego pracodawcy użytkownika. To sprawia, że tymczasowość stosunku pracy staje się fikcją – wyjaśnia Artur Kornatowski z wrocławskiej agencji pracy tymczasowej Sanpro, należącej do Grupy Impel. – Czerwcowa nowelizacja spowoduje, że relacja pracownik – pracodawca użytkownik będzie wreszcie kluczowa i to dla niej będzie liczony limit 18 miesięcy w przeciągu kolejnych 36, bez względu na to, przez ile agencji był zatrudniony pracownik tymczasowy – podkreśla ekspert.

Dodatkowo, limit ten zacznie obowiązywać nie tylko pracowników zatrudnionych na etacie (jak dotychczas), lecz także personel wykonujący swoje obowiązki w ramach umowy zlecenia.

Nowe obowiązki dla każdej ze stron

Konsekwencją powyższych zmian będą nowe obowiązki dla agencji pracy tymczasowej, pracowników i pracodawców użytkowników. – Agencja, zanim zawrze umowę z przyszłym pracownikiem tymczasowym, będzie musiała ustalić łączny okres wykonywania pracy lub zlecenia dla danego pracodawcy użytkownika. Pracownik będzie więc musiał przedłożyć w agencji stosowne dokumenty: świadectwo pracy, zaświadczenia, oświadczenia, które pomogą ustalić okres trwania zatrudnienia – wymienia Artur Kornatowski z Sanpro i dodaje: – Pracodawca użytkownik natomiast ma być od czerwca zobowiązany do prowadzenia i przechowywania ewidencji osób wykonujących dla niego pracę tymczasową.

Dodatkowo, agencja pracy tymczasowej, ma mieć od czerwca obowiązek podawania w wydawanych świadectwach pracy informacji o pracodawcach użytkownikach, korzystających z pracy danego pracownika tymczasowego. Osobom zatrudnionym na podstawie umowy zlecenia, będzie musiała też wydać zaświadczenie potwierdzające okres wykonywania pracy na rzecz danego pracodawcy użytkownika.

Większa troska o prawa pracowników tymczasowych

Ustawodawca zaplanował dodanie do ustawy o pracownikach tymczasowych przepisu, umożliwiającego wykorzystanie urlopu wypoczynkowego w okresie obowiązywania kolejnej umowy o pracę zawieranej przez agencję i pracownika. – Dotychczas zakończenie jednej umowy o pracę i zawarcie kolejnej powodowało konieczność wypłaty ekwiwalentu, pomimo, że pracownikom często zależało na zachowaniu urlopu w naturze – zauważa ekspert Sanpro. – Według zapowiedzi ministerstwa, w czerwcu zostanie dodany również przepis ustalający dokładne zasady naliczania wynagrodzenia urlopowego oraz ekwiwalentu z tytułu niewykorzystanego urlopu.

Nowelizacja przepisów wprowadza także rozszerzony katalog odpowiedzialności agencji i pracodawcy użytkownika za wykroczenia przeciwko prawom pracowników tymczasowych.

Kolejnym elementem mającym zabezpieczać pracownika tymczasowego, ma być obowiązek pracodawcy użytkownika do przedłożenia na wniosek agencji pracy, dokumentów dotyczących polityki płacowej, np. regulaminu wynagradzania czy zakładowego układu zbiorowego pracy oraz każdej wprowadzonej zmiany w tym zakresie.

– Dodatkowo, na agencji pracy ma ciążyć obowiązek wskazania pracownikowi danych kontaktowych do osoby sprawującej opiekę nad jego zatrudnieniem – mówi Kornatowski.

Kontrowersje wokół zapisów o kobietach w ciąży

Pracownic tymczasowych, które będą posiadać co najmniej 2 miesięczny staż pracy w danej agencji, ma od 1 czerwca przestać obowiązywać wyłączenie art. 177 § 3 Kodeksu Pracy. Kobiety zatrudnione na okres próbny lub czas określony, których umowa miała ulec rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, będą mogły korzystać z przedłużenia umowy aż do dnia porodu.

– To rozwiązanie, choć w założeniu słuszne, może w praktyce uderzyć w kobiety. Należy pamiętać, że agencja zatrudnia pracownika, ale to pracodawca użytkownik powierza mu wykonywania pracy. Przedłużenie umowy, bez jednoczesnego obowiązku pracodawcy użytkownika do zapewnienia miejsca pracy, może oznaczać  dodatkowe koszty związane z wypłatą i w obawie przed nimi, agencje pracy tymczasowej, mogą unikać zatrudniania kobiet. To z kolei spowoduje wypchnięcie kobiet z rynku pracy tymczasowej i zwiększenie wśród nich bezrobocia – mówi Artur Kornatowski.

Polska firma stworzyła platformę do budowy mikrosatelitów. Pierwsze maja trafić na orbitę już w 2020 roku

Polska firma stworzyła platformę do budowy mikrosatelitów. Pierwsze maja trafić na orbitę już w 2020 roku 1

HyperSat to nowa, uniwersalna platforma do budowy satelitów o wadze od 10 do 150 kilogramów. Koncepcję całego projektu oraz model innowacyjnego satelity przygotowała firma Creotech. Seryjna produkcja satelitów opartych na nowej platformie, które będą nośnikiem dla przyszłych misji satelitarnych, ma się rozpocząć do 2020 roku.   

HyperSat to modułowa, uniwersalna platforma, która jest zaopatrzona w specjalistyczne instrumenty o różnym przeznaczeniu – od radiowych, przez telekomunikacyjne, aż po obserwacyjne: optoelektroniczne i radarowe.

– 26 kwietnia zaprezentowaliśmy projekt o nazwie HyperSat. Jest to autorski projekt Creotechu, który będzie realizowany przez następne kilka lat. W skrócie polega na budowie platformy satelitarnej, która będzie nośnikiem dla przyszłych misji satelitarnych – mówi agencji informacyjnej Newseria  Innowacje Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments.

Projekt ma przede wszystkim charakter komercyjny, więc potencjalnymi odbiorcami będą zarówno klienci krajowi, jak i zagraniczni. Zainteresowane udziałem w projekcie są m.in. Politechnika Warszawska oraz Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Chętne do współpracy są także krajowe firmy, które specjalizują się w różnych komponentach dla przemysłu kosmicznego. Creotech zachęca do włączenia się w projekt platformy HyperSat kolejne podmioty, zaś prace rozplanowano na 3 lata. Oznacza to, że pierwsze satelity HyperSat mają szansę trafić na orbitę już w 2020 roku.

– Naszym celem jest realizacja platformy i jej dostawa zarówno do programów krajowych, które są w tej chwili konstruowane przez różne ministerstwa, jak i sprzedaż komercyjna. To ma być projekt i produkt komercyjny. Do 2020 planujemy dostarczyć go na rynek europejski i światowy – prognozuje Grzegorz Brona.

Prezes zarządu Creotech równocześnie zaznacza, że firma skupiła się na segmencie mikrosatelitów, a więc satelitach ważących między 10 a 150 kg. To decyzja biznesowa, bowiem w tym obszarze najłatwiej trafić w rynkową niszę.

– Z jednej strony dostrzegliśmy, że obszar nanosatelitów, a więc najmniejszych obiektów, jest już w tej chwili wysycony, zaś z drugiej takie obiekty nie nadają się do świadczenia szerokich usług komercyjnych. Z kolei duże satelity są opracowywane przez duże firmy zagraniczne takie jak Airbus czy Boeing. W związku z tym dostrzegliśmy niszę rynkową w obszarze mikrosatelitów, które z jednej strony są coraz bardziej popularne, a przy tym dostarczają wielu użytkowych funkcji, a z drugiej strony rynek ten nie jest w tej chwili opanowany przez bardzo dużych i potężnych graczy międzynarodowych – podsumowuje Grzegorz Brona.

Platforma HyperSat składać się będzie z wymiennych modułów funkcjonalnych. W najmniejszej konfiguracji satelita będzie miał wymiary 30x30x10 cm i wagę 10 kg. System może być jednak rozbudowywany do maksymalnego rozmiaru 30x30x60 cm i wagi 60 kg poprzez dołożenie kolejnych modułów i instrumentów. W ramach planowanego przez Creotech projektu zostanie opracowany i przygotowany do integracji szereg podsystemów, w tym konstrukcja nośna zdolna wytrzymać przeciążenia podczas lotu rakietą oraz umożliwiająca montaż standaryzowanych modułów, a także system oddzielenia satelity od rakiety, komputer pokładowy, system zasilania i bateria pokładowa, system paneli fotowoltaicznych, moduły łączności radiowej i anteny.

Dodatkowo w ramach projektu Creotech stworzy także laboratoryjną wersję stacji naziemnej na potrzeby testów systemów radiowych oraz uruchomi system o nazwie HyperSat BUS, czyli magistralę satelity pozwalającą na zasilanie poszczególnych komponentów platformy i przesyłanie danych pomiędzy nimi.

Rekordowa podaż mieszkań w Trójmieście napędzi sprzedaż

Trójmiejski rynek nieruchomości zanotował w ubiegłym roku rekordy sprzedaży oraz wzrosty cen na rynkach pierwotnym i wtórnym. Dzięki rosnącej podaży, ceny w 2017 roku powinny już być bardziej stabilne, a podwyżek można spodziewać się tylko w Sopocie. Takie wnioski płyną z raportu E-VALUER INDEX 2017, przygotowanego przez Emmerson Evaluation.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz szczegółowe dane dla struktury ich sprzedaży.

W roku ubiegłym eksperci z Emmerson Evaluation na wszystkich trójmiejskich rynkach zanotowali wzrosty. Ceny nowych mieszkań poszły w górę o 4% w Gdańsku, 3% w Gdyni i 4% w Sopocie. Cena mkw. mieszkania używanego podniosła się w tych częściach aglomeracji odpowiednio o 5%, 2% i 3%. Jaki trend czeka nas w obecnym roku? Roksana Pachałko-Ciołkowska, ekspert z gdańskiego oddziału Emmerson Evaluation, wskazuje, że w Gdańsku i Gdyni ceny powinny być stabilne i do końca roku nie powinny notować większych wahań, i to zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Niezbyt dużych podwyżek można za to spodziewać się w Sopocie.

– Duże zainteresowanie klientów nowymi mieszkaniami mogłoby oczywiście wpływać na wzrost cen. Na szczęście dla kupujących, razem z popytem dynamicznie rośnie także podaż, zarówno w Gdańsku, jak i w Gdyni można oczekiwać wielu nowych inwestycji mieszkaniowych – przekonuje ekspertka Emmerson Evaluation. Trend rosnącej podaży doskonale widać w dynamice przyznawanych pozwoleń na budowę. W 2016 r., w samej stolicy województwa pomorskiego wydano aż 6844 takich pozwoleń, w tym 6405 dla deweloperów. To ponad dwa razy więcej niż jeszcze 3 lata temu. Rekord padł także w Gdyni, gdzie wydano 2391 pozwoleń na budowę, z czego 1604 deweloperom. Niewiele pozwoleń zanotowano w Sopocie. Jest to jednak specyficzny rynek, głównie nieruchomości luksusowych.

Ile za nowe a ile za używane mieszkanie w Trójmieście?

Według wyliczeń ekspertów Emmerson Evaluation, mediana ceny za 1 mkw. nowego mieszkania w Gdańsku wyniosła w ubiegłym roku 5792 zł, a w Gdyni 5966 zł. Mediana cen transakcyjnych na sopockim rynku pierwotnym sięgnęła 10147 zł/mkw. Nowe mieszkania na tym rynku były zatem wyraźnie droższe niż we wszystkich pozostałych lokalizacjach badanych przez Emmerson Evaluation, na czele ze stolicą. Aż o ponad 3 tys. zł taniej można było za to kupić w Sopocie mkw. mieszkania z drugiej ręki (7008 zł/mkw.). Mediana cen na rynku wtórnym dla Gdańska wyniosła 5186 zł/mkw. W Gdyni było nieco taniej, mediana cen mkw. mieszkania z drugiej ręki sięgnęła tam 4869 zł/mkw.

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).

Umocnienia się złotówki ciąg dalszy

Złotówka początkiem tygodnia, na wskutek zmniejszenia się ryzyka związanego z wyborami we Francji, w dalszym ciągu się umacnia. Dodatkowo wsparcie przyszło od agencji ratingowych, które utrzymały rating i perspektywy, jak Standard & Poor’s, bądź też jak Moody’s, który podniósł perspektywę wzrostu PKB w 2018 roku.

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara USDPLN wykresOsłabienie się dolara na szerokim rynku spowodowało wybicie nowych dołków. Cena zatrzymała się na mierzeniu 127,2% Fibo ostatniego impulsu wzrostowego mierzonego od 28 marca. W tym miejscu powinno dojść do lekkiej korekty z oporem na ostatnich wsparciach, zgodnie z zasadą ZZB, w okolicach 3,89. Po ewentualnym wybiciu tego poziomu górą droga do 3,94 będzie otwarta. Pamiętać należy, że możliwe jest przetestowanie głębszego mierzenia Fibo na poziomie 3,82, a następnie rozpoczęcie impulsu wzrostowego w dłuższym terminie.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresW stosunku do euro, jak w przypadku dolara, złotówka ma jeszcze pole do umocnienia się. Cena ma szanse przetestować po raz kolejny strefę popytu przy 4,21, a następnie powinno dojść do realizacji impulsu wzrostowego. W przypadku wzrostów istotnym oporem jest poziom 4,26.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresFunt jest na bardzo ważnym wsparciu, o który wspominaliśmy początkiem tygodnia. Strefa 4,95 – 4,96 była już broniona kilkukrotnie i obecnie jest duża szansa na ponowną reakcję popytu. Widzimy tutaj szansę na wyrysowanie się dużej formacji odwróconego RGR. Gdyby ten wzrostowy scenariusz miał się ziścić, to lokalnym oporem będzie poziom 4,99, a następnie 5 złotych. Po ich pokonaniu droga do 5,10 będzie stała otworem. W przypadku scenariusza spadkowego wsparciem będzie równość z lokalnym dołkiem przy 4,92, a następnie 4,86.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Konrad Białas: kurs euro i dolara 26.04.2017

Pozytywny sentyment przewija się przez globalne rynki, przynosząc nowe rekordy indeksów giełdowych, ale szkodząc jenowi. Euro jest mocne na plotkach Reutersa, a waluty surowcowe czują presję ze strony ożywienia protekcjonizmu USA. Dziś prezydent Trump ma przedstawić ramy reformy podatkowej i im więcej szczegółów, tym lepiej dla USD. Na krajowym podwórku EUR/PLN uklepuje kwietniowe dołki.

EUR/USD zawitał pod 1,0950 po doniesieniach agencji Reuters, której trzy źródła w ECB powiedziały, że w banku panuje ulga po przejściu Emmanuela Macrona do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji i uniknięcie scenariusza awansu dwóch eurosceptycznych kandydatów może przynieś zmianę retoryki ECB na posiedzeniu w czerwcu w kierunku ograniczenia ekspansji monetarnej. Jednak co do jutrzejszej decyzji nie należy spodziewać się zmian. Na ile nadzieje na zmiany w czerwcu są w stanie zagłuszyć efekt jutrzejsze pasywności ECB i w konsekwencji ograniczą skalę rozczarowania EUR? To okaże się jutro. Na razie EUR/USD cofa się spod oporu i póki nie mamy wybicia, ostrożnie podchodzę do perspektyw dalszej aprecjacji EUR.

Ciągnąc temat EUR/USD, uważam, że teraz piłeczka jest po stronie dolara i impuls z USA będzie miał silniejsze przełożenie na potencjalne zawracanie kursu walutowego. Dziś prezydent USA Trump ma ogłosić ramy reformy systemu podatkowego (konkretna godzina nie jest znana). W ostatnich dniach pojawiło się kilka doniesień, m.in. o obniżce podatku od przedsiębiorstw z 35 proc. do 15 proc., choć szanse na to, abyśmy otrzymali sporo konkretów, są raczej małe. Trzeba jednak pamiętać, że rynek wyzerował całe nadzieje w stosunku do polityki Trumpa i teraz każde pozytywne zaskoczenie odbije się na dolarze. Same ogólniki nie przekonają inwestorów, ale wzmianki na temat podatku transgranicznego (tzw. BAT) byłyby ważnym czynnikiem na korzyść USD, szczególnie wobec walut ryzykownych.

O tym, na ile administracja Trumpa ożywia temat protekcjonizmu, przekonuje się już CAD. W ciągu ostatniej doby sekretarz skarbu USA Wilbur Ross zdążył zapowiedzieć 20 proc. cło importowe na drewno iglaste z Kanady, a prezydent Trump zatweetował, że podobna ograniczenia mogą czekać import nabiału. USD/CAD atakuje 1,36, a fala wtórna obaw o protekcjonizm uderza też w NZD i AUD. Szczególnie rynek panicznie ucieka z długich pozycji w NZD, gdyż nabiał jest główną siłą eksportu Nowej Zelandii. Wracając do CAD, dziś po południu otrzymamy dane o marcowej sprzedaży detalicznej z Kanady i ryzyka przeważają po stronie rozczarowującego odczytu, co tylko doleje oliwy do ognia.

Reszta kalendarza nie jest powalająca. W nocy CPI z Australii nie spełnił wygórowanych oczekiwań rynku, a niskie odczyty inflacji bazowej sugerują, że RBA jeszcze długo nie ruszy stóp procentowych. AUD/USD łamie dziś rano testuje ważny poziom 0,7490, co może początkiem silniejszego ruchu. Stopa bezrobocia z Polski nie jest odczytem, który może wpłynąć na rynek złotego, a ten radzi sobie bardzo dobrze w klimacie wzrostu apetytu na ryzyko. EUR/PLN na 4,22 ociera się o kwietniowe minima i choć fundamentalnie nie widzę podstaw, by 4,20 było zagrożone, to przy obecnie panującym sentymencie nie wykluczam kolejnego dnia siły złotego. Po południu raport DoE stanowi zagrożenie dla cen ropy naftowej. Wczoraj raport API wskazał, że w ubiegłym tygodniu zapasy ropy w USA wzrosły o 0,9 mln baryłek przy prognozie dla dzisiejszego odczytu DoE na -1,6 mln baryłek. Silnie wzrosły też zapasy benzyny (o 4,5 mln baryłek, prog. DoE: 0,1 mln). W nocy mamy też decyzję Banku Japonii, ale nie oczekujemy zmian polityki z minimalnym odzewem USD/JPY.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W 2018 roku reklamy kierowane do dzieci i młodzieży poniżej 12 roku życia zostaną ograniczone

Plaga otyłości i choroby cywilizacyjne, m.in. cukrzyca i nowotwory sprawiają, że zdrowy styl życia to już nie tylko moda, ale i konieczność. Zdają sobie z tego sprawę producenci żywności i kosmetyków, a także sieci handlowe, które kolejny rok z rzędu przystąpiły do inicjatywy The Consumer Goods Forum, promującej działania prozdrowotne. Jak wynika z najnowszej edycji raportu „Health & Wellness Progress Report”, przygotowanego przez tę organizację przy współpracy z firmą doradczą Deloitte, w ubiegłym roku na świecie zmieniono skład prawie 180 tys. produktów. W porównaniu rok do roku to wzrost o ponad 100 tys. produktów. Zrzeszone w The Consumer Goods Forum firmy szacują, że ich projekty prozdrowotne objęły swym zasięgiem na świecie ponad 2,3 mld ludzi.  

Liczba organizacji uczestniczących w The Consumer Goods Forum wzrosła rok do roku o 30 proc.

– „Inicjatywa grupuje firmy z całego świata: producentów żywności, kosmetyków oraz sprzedawców, którzy zdają sobie sprawę, że oferowane przez nich towary mają duży wpływ na samopoczucie i zdrowie ich klientów. Z badania Deloitte w USA wynika, że około połowa z 5 tys. badanych konsumentów twierdzi, że swoje decyzje zakupowe podejmuje, m.in. pod wpływem takich czynników jak zdrowie, transparentność czy bezpieczeństwo. Firmy na całym świecie coraz częściej dostrzegają konieczność spełnienia tych wymogów” – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte. Forum tworzą 102 firmy, najwięksi producenci żywności i kosmetyków a także sieci handlowe, których łączne przychody wyniosły w 2015 roku ponad 1,8 biliona dolarów.

Działalność The Consumer Goods Forum ma duży oddźwięk społeczny. Z danych wynika, że w ubiegłym roku w programach prozdrowotnych, zainicjowanych przez członków Forum na całym świecie uczestniczyło ponad 386 tys. szkół, a w podejmowanych przez nich działaniach wzięło udział ponad 30 tys. społeczności. 72 proc. firm działających w CGF przyznało, że w aktywnościach tych wspierają je społeczni partnerzy.

Jak wynika z raportu w ubiegłym roku producenci żywności i kosmetyków zmienili skład prawie 180 tys. produktów, tak, aby były one zdrowsze i bardziej wartościowe. Jeszcze dwa lata temu było to jedynie ponad 22 tys. produktów. Mimo, że przyrost ten jest imponujący, to zdrowe produkty w przypadku 70 proc. producentów i sprzedawców stanowią mniej niż jedną piątą ogółu oferowanych przez nich towarów. Jedynie w przypadku 3 proc. firm stanowiły one co najmniej dwie trzecie portfolio produktów. W przypadku żywności, zmiany składu dotyczyły przede wszystkim redukcji soli i cukru. Z kosmetyków eliminowano szkodliwe parabeny.

Uczestnicy The Consumer Goods Forum co roku podpisują zobowiązania oraz rezolucje, które są związane z ideami przyświecającymi jego powstaniu. Pierwsza z rezolucji dotyczy oferowania klientom szerokiej gamy produktów wspierających zdrowy styl życia. Aż 97 proc. firm zadeklarowało, że wdrożyło programy, które wspierają takie działania, a 87 proc. ujawnia opinii publicznej informacje na ten temat. Kolejna rezolucja dotyczy udzielania klientom przejrzystych i transparentnych, a także opartych na faktach informacji handlowych, które pomogą im dokonywać „zdrowych” wyborów. Aż 96 proc. firm aktywizowało programy, mające na celu wprowadzenie w życie tej rezolucji.

Zrzeszone w The Consumer Goods Forum firmy zobowiązały się również, że do 2018 roku w całej branży zostaną ujednolicone zasady etykietowania produktów i informacji dla klientów. Już 35 proc. firm wdrożyło w tym celu odpowiednie procedury i procesy, a 46 proc. chce tego dokonać w ciągu najbliższego roku.

Jedno z zobowiązań dotyczyło zaprzestania reklamowania produktów uznawanych za niezdrowe wśród dzieci i młodzieży poniżej 12. roku życia. Aż 67 proc. firm przyjęło to zobowiązanie i zakończy taką komunikację do 2018 roku, z czego ponad połowa (51 proc.) już obecnie z niej zrezygnowała. Z kolei 89 proc. firm zobowiązało się prowadzić działania edukacyjne, które będą wpływać na wzrost świadomości zdrowotnej wśród konsumentów.

The Consumer Goods Forum działa nie tylko na rzecz konsumentów, ale również pracowników firm przystępujących do inicjatywy. Jedno ze zobowiązań dotyczy bowiem uruchomiania programów prozdrowotnych dla zatrudnionych w nich osób. W 2016 takie projekty miało lub było w trakcie uruchamiania 65 proc. firm, a to oznacza, że w ubiegłym roku uczestniczyło w nich 1,3 mln pracowników.

– Oprócz wyraźnych korzyści, jakie wnosi do ogółu społeczeństwa idea taka jak The Consumer Goods Forum, ma ona równie wyraźne skutki biznesowe. Konsumenci chcą nabywać produkty, których proces produkcyjny jest przejrzysty i etyczny, jak również odpowiedzialny społecznie i które pomogą im prowadzić zdrowsze i pełne zadowolenia życie. Organizacje, które najszybciej zrozumieją te potrzeby, zyskają przewagę konkurencyjną. Widzimy również na rynku M&A zwiększone zainteresowanie firmami, które działają w sektorze zdrowej żywności ze względu na prognozowane wzrosty tego segmentu rynku – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor M&A w Zespole ds. Sektora Dóbr Konsumenckich Deloitte.

Handel hurtowy z ponad 2 mld zł niespłaconych długów

Handel hurtowy to nie jest łatwy biznes. Niemal dwie trzecie firm znajduje się w słabej lub bardzo złej kondycji finansowej. Problemy ze spłatą swoich zobowiązań ma co 13 firma, a łączne zaległości hurtowni wobec kontrahentów i banków przekraczają 2,2 mld zł. Kwota jest wysoka, bo tam gdzie w grę wchodzą np. niespłacane kredyty zaległe ponad 60 dni zobowiązanie dotyczy średnio 400 tys. zł – wynika z danych BIG InfoMonitor, BIK oraz Bisnode Polska.

Niemal 16,3 tys. hurtowni nie płaci na czas swoim kontrahentom lub bankom. Biorąc pod uwagę, że na rynku działa blisko 207 tys. tego typu firm, problemy z wypłacalnością widoczne w BIG InfoMonitor i BIK ma 7,9 proc. To gorszy wynik niż w przypadku branży budowalnej, w której odnotowane kłopoty w BIK i BIG InfoMonitor ma ok. 5 proc. firm.

Zdecydowana większość z ponad 16 tys. niesolidnych hurtowni widnieje w Rejestrze BIG InfoMonitor z zaległością pozakredytową. Średnio jednemu kontrahentowi firma winna jest 20,8 tys. zł, ale przeważnie wierzycieli jest więcej. Cześć przedstawicieli branży nie radzi sobie również z kredytami. Tu w grę wchodzą dużo wyższe zaległości. Przeciętnie prawie dwa opóźniane kredyty warte są 400 tys. zł. Średnio zaległości kredytowe i pozakredytowe jednej firmy zajmującej się handlem hurtowym wynoszą 135 599 zł, razem to ponad 2,205 mld zł.

handel
Źródło: Bisnode Polska

Handel hurtowy to jedna z najbardziej rozdrobnionych branż, co powoduje, że panuje w niej silna konkurencja, ze wszystkimi negatywnymi tego konsekwencjami, głównie w postaci kurczących się marż i niskiej rentowności. O utrzymanie się na powierzchni nie jest łatwo, co pokazuje fakt, że tylko w ostatnich sześciu latach z polskiego rynku zniknęło ponad 10 tys. hurtowni – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Wszystko za sprawą dynamicznie zmieniającej się struktury rynku. Słabe hurtownie upadają bądź są wchłaniane przez większe podmioty, pełniąc rolę ich oddziałów. Swoje robi też działanie dyskontów, które pomijają w łańcuchu dostaw hurtownie i bezpośrednio współpracują z producentami. Do tego dochodzi zmniejszająca się liczba małych sklepów detalicznych, którym trudno przetrwać ekspansję sieci wielkopowierzchniowych.

Efekt? Większość firm zajmujących się handlem hurtowym – 54 proc. jest w słabej sytuacji finansowej, a kolejnych 10 proc. w bardzo złej sytuacji finansowej. Oznacza to, że tylko 36 proc. jest w sytuacji finansowej dobrej i bardzo dobrej, z czego 15 proc. w bardzo dobrej – wynika z analizy wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wykonanej na próbie 75 tys. hurtowni.

W całej branży najlepiej przedstawia się sytuacja finansowa hurtowni z wyrobami hydraulicznymi i grzewczymi. Wśród tych blisko 55 proc. jest w dobrym i bardzo dobrym położeniu. Podobnie jest w segmencie hurtowej sprzedaży wyrobów chemicznych, jak również hurtowej sprzedaży leków i wyrobów farmaceutycznych. W obydwu przypadkach odsetek firm będących w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej sięga 50 proc.

Na przeciwległym końcu znajdują się podmioty hurtowej sprzedaży zegarków, roślin i kwiatów, a także złomu oraz odzieży i obuwia. W tych sektorach odsetek podmiotów będących w słabej i bardzo złej sytuacji finansowej oscyluje w granicach 80 proc.

handel 2
Źródło: Bisnode Polska

Sytuacja sprawia, że na rynku jest coraz mniej typowych hurtowni. Część z nich szukając swojej drugiej szansy przebranżawia się, rozszerza asortyment lub wprowadza dodatkowe usługi np. doradcze. Innym interesującym zjawiskiem jest zanikanie średniej półki cenowej. Podstawowi klienci hurtowni dzielą się powoli na dwie grupy – kupujących najtańsze produkty oraz zamożniejszych, sięgających po znane marki. To również wpływa na spadającą liczbę punktów oferujących produkty ze średniej półki.

Nie da się ukryć, że ogromnym zagrożeniem na najbliższą przyszłość jest dla branży możliwość wprowadzenia podatku od handlu oraz ograniczenie handlu w niedziele, a także wzrost kosztów wynikający z rosnącej presji płacowej.

Są też jednak pewne przesłanki, które dają podstawę, aby liczyć na poprawę sytuacji. Na rekordowo wysokich poziomach trzymają się wskaźniki optymizmu konsumentów. Bardzo dobrze dla handlu zapowiada się też obecny rok. Według danych GUS, obejmujących firmy zatrudniające powyżej 9 osób, sprzedaż hurtowa w lutym była wyższa niż przed rokiem o 11,5 proc., z czego zrealizowana przez przedsiębiorstwa zajmujące się handlem hurtowym o 9,3 proc., a w okresie styczeń-luty o 16 proc. W 2016 r. wynik finansowy hurtowników wzrósł aż o 26,7 proc. sięgając 18,1 mld zł. Zanotowano poprawę wskaźników rentowności firm handlowych oraz wskaźników płynności finansowej, choć jednocześnie obniżył się nieco udział podmiotów osiągających zysk netto (z 82,1 do 81,9 proc.).

*Na ocenę kondycji finansowej hurtowni bezpośredni wpływ miały takie wskaźniki jak płynność, wysokość zadłużenia i rentowność. – Dodatkowo wzięta została pod uwagę zdolność finansowa podmiotu, poziom zarejestrowanych, przeterminowanych płatności, zarejestrowane wnioski z sądów gospodarczych o upadłość lub postępowanie naprawcze, ogłoszenie upadłości, rozpoczęcie procesu likwidacji oraz negatywne sygnały prasowe.

Ocena kondycji finansowej branży odbywała się na podstawie danych finansowych nie starszych niż dwa lata. W przypadku spółek prawa handlowego za podstawę do oceny brano bilans i rachunek wyników. W przypadku podmiotów nieprowadzących pełnej księgowości oparto się na danych o przychodach, kosztach i wyniku finansowym podmiotu zadeklarowanych przez właścicieli firm.

Badanie Antal: Polacy wytypowali najbardziej pożądanych pracodawców

71 firm – tylu laureatów znalazło się w rankingu „Najbardziej pożądani pracodawcy”. Eksperci firmy Antal, która organizowała badanie już po raz siódmy, zauważają, że w porównaniu do poprzednich lat, Polacy wskazują firmy marzeń coraz konkretniej, ale wraz ze wzrostem tej świadomości rosną ich oczekiwania. Nawet od najlepszych wymagamy więcej.

 

W corocznym badaniu Antal nie ma propozycji odpowiedzi – w pytaniu o najbardziej pożądanego pracodawcę respondenci mogą wskazać dowolną organizację działającą na polskim rynku. 71 laureatów wybranych głosami ponad 3300 specjalistów i menedżerów ma zatem powody do zadowolenia. Ich marki należą do tzw. top of minds, czyli firm, które przychodzą Polakom na myśl spontanicznie, bez dodatkowych sugestii.

„Z roku na rok odpowiedź na pytanie o najbardziej pożądanego pracodawcę otrzymujemy szybciej, pewniej, konkretniej. Polacy wiedzą, która organizacja może spełnić ich potrzeby, ale też potrafią swój wybór umotywować. Co więcej, coraz częściej podejmują takie działania, by ich pożądany pracodawca nie był tym potencjalnym, a po prostu – obecnym” – komentuje Artur Skiba, prezes Antal.

Dla pracodawców oznacza to konieczność ciągłej i jakościowej ewaluacji oferowanych standardów. Nie jest to możliwe bez uważnego wsłuchania się w głosy pracowników, tak obecnych, jak i potencjalnych.

Pożądany – czyli jaki?

Trzy najistotniejsze silne strony pożądanych pracodawców, to – tak jak w poprzedniej edycji badania – wielkość i prestiż firmy, styl zarządzania i kultura organizacyjna oraz innowacyjność. Ponownie tuż za podium, lecz w odwrotnej kolejności, znalazły się wysokość wynagrodzenia i stabilność zatrudnienia (ta ostatnia ex aequo z możliwością szkolenia).

W porównaniu do poprzednich edycji badania widoczny jest trend bardziej kompleksowego analizowania tak atmosfery, jak i warunków pracy przez specjalistów i menedżerów. Respondenci nie wskazują już pojedynczych wyróżników i chcą pracować w firmach, które o ich dobrostan dbają holistycznie.

„Pracownicy są coraz bardziej świadomi zróżnicowania czynników, które są predyktorami wyższych standardów i jakości samej pracy. Chociaż na szczycie listy nadal są cechy związane z niepowtarzalnością firmy, widoczny jest wzrost istotności wszystkich kryteriów, w tym także podstawowych warunków pracy, jak wysokość wynagrodzenia czy benefity” – zauważa Małgorzata Pukropek, menedżer Antal HR Consulting.

 „W praktyce oznacza to, że pracodawcy, którzy próbują budować swoją przewagę np. oferując niestandardowo wysokie zarobki, kosztem złej atmosfery w pracy lub braku równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, nie będą w oczach pracowników atrakcyjni. I odwrotnie – doskonała opinia o firmie nie skusi pracowników, jeżeli renoma nie idzie w parze z godnymi warunkami pracy” – wyjaśnia Małgorzata Pukropek.

Jakie są główne cechy pożądanego pracodawcy

Najbardziej pożądani w swoich branżach

Specjaliści i menedżerowie wytypowali najbardziej pożądanych pracodawców w 16 branżach. Na 71 wyróżnionych marek, jedynie 38 to również ubiegłoroczni laureaci. 33 pracodawców debiutuje w zestawieniu lub do niego powraca.

Ciekawą sytuację obserwujemy w branżach doradczej i produkcyjnej, gdzie wszyscy tegoroczni laureaci odbierali statuetki również w poprzedniej edycji badania Antal. Odwrotnie jest w sektorze handlu detalicznego oraz wśród kancelarii prawnych. Tam aż 75% wyróżnionych teraz firm debiutuje w zestawieniu lub trafia do niego po okresie nieobecności.

Najbardziej pożądani pracodawcy

Badanie Najbardziej pożądani pracodawcy w opinii specjalistów i menedżerów zostało przeprowadzone metodą CAWI oraz CATI w terminie 14 listopada 2016 – 26 stycznia 2017. W badaniu wzięło udział 3303 specjalistów i menedżerów z całego kraju. Badanie było anonimowe.

Big Data nie tylko dla dużych

Big Data przestaje obecnie być specjalistyczną technologią wykorzystywaną wyłącznie przez duże firmy i tym samym trafia do głównego nurtu technologicznego. IDC przewiduje, że rynek BDA (Big Data & Analytics) osiągnie wartość 150 miliardów dolarów do końca 2017 roku, odnotowując roczny wzrost powyżej 12%.

Rodzime firmy coraz częściej deklarują zamiar inwestycji w rozwiązania z zakresu zaawansowanej analizy wielkich zbiorów danych. Kierunek rozwoju wskazują przedsiębiorstwa z najbardziej rozwiniętych rynków technologicznych. Jak wynika z badania SAS, 83% firm ze Stanów Zjednoczonych przeznaczyło w ostatnim czasie środki na projekty Big Data, a pozostałe planują taką inwestycję w perspektywie najbliższych lat. Idzie to w parze z rozwojem kluczowych technologii, takich jak: rozwiązania mobilne, chmura i zaawansowana analityka. Według prognoz IDC inwestycje w tych obszarach będą wkrótce stanowić prawie 75% wydatków na wszystkie technologie informatyczne w biznesie.

Zrozumieć Big Data

Mimo coraz większych nakładów poniesionych na rozwiązania BDA (Big Data & Analytics), jedynie co trzecia firma z listy Global Fortune 500 wie, jak wykorzystać potencjał posiadanych danych. To zaskakujący wynik, gdyż sprzedaż towarów i usług, prowadzona w oparciu o analizę dostępnych informacji, to najbardziej efektywny model biznesowy. Analityka umożliwia dokładną segmentację portfela klientów, a tym samym stworzenie produktów „szytych na miarę”, odpowiadających potrzebom danej grupy docelowej. Analityka Big Data nie tylko usprawnia proces decyzyjny, ale także w znacznym stopniu wpływa na rozwój nowych produktów i usług. Oznacza to, że firmy, które efektywnie wykorzystują dostępne dane, zyskają znaczącą przewagę w stosunku do swojej konkurencji. Z tego względu posiadane informacje stanowią dziś strategiczny zasób każdego przedsiębiorstwa.

Największym wyzwaniem stojącym przed organizacjami, które chcą budować swoją ofertę i pozycję rynkową z wykorzystaniem nowoczesnych technologii i dostępnych zbiorów danych, jest konieczność wprowadzenia zmian organizacyjnych i procedur wewnętrznych, które umożliwią bezpieczny i efektywny sposób zarządzania informacją w ramach całej organizacji. W cyfrowych czasach interpretacja gromadzonych danych nie może być już wyłącznie domeną wyspecjalizowanych zespołów analitycznych. Preferowanym kierunkiem rozwoju jest tzw. demokratyzacja analityki, czyli uproszczenie dostępu do metod analitycznych i bardziej powszechne wykorzystanie narzędzi przez różne grupy użytkowników mówi Łukasz Leszewski, Lider zespołu Business Intelligence & Data Management w SAS Polska.

Big Data w banku, placówce medycznej i organizacji trzeciego sektora

W projekty związane z Big Data inwestują przede wszystkim firmy z sektorów operujących dużymi zbiorami danych, m.in. banki, firmy ubezpieczeniowe, telekomunikacja, produkcja, handel, administracja czy segment usług profesjonalnych. IDC przewiduje, że tylko w tym roku przeznaczą one łącznie ponad 72 miliardy dolarów na rozwiązania z zakresu Big Data & Analytics, a do 2020 roku budżet na te technologie sięgnie 101,5 miliarda dolarów[1]. Ogromne kwoty nie wiążą się jedynie z potrzebą przetworzenia informacji, ale również bezpieczeństwem czy wymaganiami narzucanymi przez rozporządzenie GDPR (pol. Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych – RODO), według którego specjalną ochroną zostaną objęte dane osobowe. Z technologii analitycznych wykorzystujących duże zbiory danych chętnie korzystają też koncerny mediowe. Ocena preferencji czytelników, widzów oraz słuchaczy jest obecnie kluczem doboru treści, reklam i podstawą planów wydawniczych.

Również branża medyczna coraz śmielej sięga po rozwiązania analityczne wykorzystujące duże zbiory danych. W celu lepszego dopasowania terapii i ograniczenia uciążliwości leczenia, lekarze mogą porównać informacje dotyczące choroby oraz indywidualnych cech pacjenta z wynikami analiz podobnych przypadków medycznych oraz danymi dotyczącymi skuteczności zastosowanego leczenia. Przykładem wykorzystania analityki Big Data jest platforma informatyczna ONKO.SYS wdrożona w Centrum Onkologii – Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

 

Centrum Onkologii od początku postawiło przed projektem ONKO.SYS bardzo ambitne cele. Krótkofalowo zakładał on utworzenie platformy do gromadzenia, przetwarzania oraz udostępniania danych klinicznych, histopatologicznych, epidemiologicznych i molekularnych. W dłuższej perspektywie miał służyć lepszemu zrozumieniu procesów, wcześniejszemu wykrywaniu chorób nowotworowych i poprawie wyników leczenia chorych na raka. Istotnym wyróżnikiem tego systemu jest wykorzystanie narzędzi text mining do analizy tekstu cyfrowych notatek lekarskich, które są jednym z cenniejszych źródeł informacji – tłumaczy Łukasz Leszewski, Lider zespołu Business Intelligence & Data Management w SAS Polska 

Przykłady wykorzystania technologii Big Data można znaleźć również w organizacjach z tzw. trzeciego sektora. Organizacje pozarządowe niosące pomoc humanitarną wykorzystują narzędzia analityczne do przetwarzania informacji, m.in. na temat swoich podopiecznych czy osób wspierających ich inicjatywy, a także tworzenia prognoz prezentujących rezultaty ich działań w dłuższej perspektywie czasu.

Analiza danych w MŚP

Analiza zbiorów Big Data  staje się koniecznością również w przypadku firm z sektora MŚP. Analiza zachowań oraz preferencji klientów, która pozwala dostosować ofertę do ich potrzeb, czy też opinia o firmie czy produkcie, którą można poznać, m.in. analizując wpisy w mediach społecznościowych, jest istotna dla każdego przedsiębiorstwa bez względu na jej wielkość.

Aby sprostać oczekiwaniom mniejszych podmiotów, dostępne na rynku narzędzia analityczne stają się coraz bardziej intuicyjne i łatwe w obsłudze. Producenci dążą do tego, aby proponowane przez nich rozwiązania nie były wykorzystywane jedynie przez wąskie grono specjalistów, ale przez różne grupy użytkowników w organizacji. Demokratyzacja dostępu do danych to szansa dla MŚP na wykorzystanie analityki w bieżącej działalności.

[1] IDC, Worldwide Semiannual Big Data and Analytics Spending Guide, 2017

Polnord wygrywa w sądzie

Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał korzystny dla Polnord wyrok zasądzający na rzecz Spółki kwotę 10 mln powiększoną o odsetki ustawowe, od dnia wniesienia pozwu, które wynoszą obecnie ok. 5 mln zł.

 Polnord dochodził roszczenia z tytułu zapłaty kary umownej za niewywiązanie  się z przedwstępnej umowy sprzedaży akcji, jaka została zawarta przez Polnord z Aroga Holdings Sp. z.o.o.

Sąd podzielił naszą argumentację w tej sprawie i uznał, że dochodzone przez Spółkę roszczenie jest w całości zasadne – informuje Dariusz Krawczyk, Prezes Polnord SA. – Przyjmujemy ten fakt z satysfakcją. Konsekwentnie dążymy do finalizacji wszelkich sporów sądowych, w których stroną jest Polnord. Dzięki temu Spółka może w pełni koncentrować się na podstawowej działalności  i realizacji przyjętej strategii na lata 2016-2019, która zakłada m.in. osiągnięcie poziomu sprzedaży na poziomie co najmniej 1500 lokali rocznie.

Polnord, na podstawie przedmiotowej umowy, zobowiązał się do sprzedaży akcji spółki Dolnośląskie Surowce Skalne SA w terminie do 31 marca 2012 r. Jednym z postanowień umowy był zapis o karze umownej w wysokości 10 mln zł w przypadku nie nieprzystąpienia przez Aroga do zawarcia przyrzeczonej umowy sprzedaży. Ponadto została zawarta umowa poręczenia z Panem Janem Łuczakiem ( który był wówczas Prezesem Aroga oraz DSS), który poręczył w całości za zobowiązania Aroga z tytułu wykonania umowy. Aroga nie zakupiła akcji DSS, wobec czego Polnord naliczył karę umowną i wystąpił przeciwko spadkobiercom Pana Łuczaka z pozwem o zapłatę.

Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu nie jest prawomocny, pozwanym przysługuje apelacja do Sądu Apelacyjnego.

Problem z brakiem wody w sanitariatach podczas m.in. katastrof humanitarnych rozwiązny przez polskiego wynalazcę

Problem z brakiem wody w sanitariatach podczas m.in. katastrof humanitarnych rozwiązny przez polskiego wynalazcę 2

Handy Shower to wszechstronny i innowacyjny gadżet, który zastąpi większość urządzeń sanitarnych, w tym także bidet. Sprzęt waży zaledwie 0,5 kg, dlatego zmieści się nawet w małej saszetce. Do urządzenia dołączony jest elastyczny zbiornik o pojemności od 2 do nawet 40 litrów, dzięki czemu sprawdzi się w różnych sytuacjach: na kempingu, w samolocie, a nawet podczas katastrofy humanitarnej.

– Innowacyjność tego sprzętu polega na tym, że zapewnia wszystkie funkcje łazienki, czyli automatycznie rozwiązuje kłopot z urządzeniami sanitarnymi, w tym także z bidetem. Mieści się w małej saszetce. Jest w pełni mobilne, waży ok. 0,5 kg, co sprawia, że można go wziąć ze sobą na kemping, do samolotu czy de facto wszędzie. Natomiast w sytuacji, kiedy jest kłopot z urządzeniami sanitarnymi, np. na pustyni czy podczas katastrofy humanitarnej, możemy umyć ręce bezdotykowo, czyli bez dotykania zaworu, co może chociażby zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii. To unikalne rozwiązanie na skalę światową – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Zdzisław Iwanejko z firmy Handy Shower.

Handy Shower jest urządzeniem niezwykle oszczędnym, działa bowiem tylko wtedy, gdy naciskamy na przycisk. Z urządzenia leci wtedy woda, a gdy puścimy przycisk – natychmiast przestaje. Do urządzenia dołączony jest elastyczny zbiornik o pojemności od 2 do nawet 40 litrów.

– Prysznic tradycyjny jest podłączony do sieci, czyli ma rurę. W przypadku Handy Shower woda zgromadzona jest w specjalnym elastycznym zbiorniku, przypominającym solar shower. Są różne pojemności od 2 do nawet 40 litrów. Na razie używamy najmniejszej, żeby mieściła się w saszetce. Natomiast, jeżeli ktoś np. na kempingu chciałby korzystać z większych pojemności, to rzecz jasna proponujemy mu je – dodaje Zdzisław Iwanejko.

Co roku duże organizacje takie jak Czerwony Krzyż czy Oxfam ogłaszają konkursy na zaprojektowanie i wykonanie urządzenia do mycia rąk. Niedawno fundacja Billa i Melindy Gates’ów dofinansowała jeden z projektów urządzeń do mycia rąk w kwocie 70 tys. dol. dla Wietnamu, Laosu i Kambodży. Twórcy Handy Shower uważają, że ich koncepcja jest dużo lepszym pomysłem aniżeli wspomniana.

– Nasze rozwiązanie jest dużo lepsze, bowiem opracowaliśmy zawór, który według nas jest najlżej działającym zaworem na świecie. Właśnie dlatego zgłosiliśmy je do opatentowania. Jesteśmy już po badaniach patentowych i mamy bardzo dobre wyniki – mówi Zdzisław Iwanejko.

Obecnie projekt znajduje się na etapie finalizacji. Oznacza to, że firma ma już formy próbne, lecz musi pozyskać jeszcze niezbędne środki finansowe na formy produkcyjne.

– Na razie cały projekt finansowaliśmy całkowicie z własnych środków, natomiast w tej chwili doszliśmy do etapu, gdzie potrzebujemy ok. 150 tys. euro na formy produkcyjne. Co prawda formy są droższe, ale za to produkcja jest tania – podsumowuje Zdzisław Iwanejko.

Rośnie konkurencja dla GoPro czy Google’a. Polski przedsiębiorca stworzył zaawansowany algorytm do rejestrowania materiału wideo 360 stopni

Rośnie konkurencja dla GoPro czy Google'a. Polski przedsiębiorca stworzył zaawansowany algorytm do rejestrowania materiału wideo 360 stopni 3

Zaledwie kilka firm na świecie opracowało algorytm, który w połączeniu z zaawansowanymi systemami kamerowymi pozwala na rejestrowanie wideo 360 stopni. Należą do nich giganci tacy jak Google czy GoPro, a także polska firma Bivrost.

W ciągu ostatnich paru lat technologie związane z wirtualną rzeczywistością bardzo zyskują na popularności. To właśnie VR (Virtual Reality) napędza rozwój współczesnego rynku komputerowego – wystarczy wspomnieć, że wydatki takich gigantów jak Intel na przejęcie mniejszych firm i start-upów zajmujących się wirtualną lub rozszerzoną rzeczywistością przekroczyły w zeszłym roku 4 miliardy dolarów. Przy czym nie chodzi tylko o gry i komputery, według prognoz już w ciągu najbliższych lat VR stanie się niezwykle ważnym aspektem takich branż, jak medycyna, edukacja czy nawet turystyka.

Problem polega na tym, że tworzenie wysokiej jakości materiału wideo w formie sferycznej (a więc obejmującego pełną sferę 360 stopni) jest skomplikowane technicznie i drogie.

– Żeby stworzyć wysokiej jakości materiał wideo sferycznego, powiedzmy ok. 3 minut, potrzeba budżetu na poziomie miliona dolarów. Proces technologiczny powstawania takiego filmu jest bardzo złożony. Z racji tego, że wiele kamer pracuje jednocześnie, ryzyko, że coś się nie powiedzie, jest bardzo wysokie. My zredukowaliśmy je do minimum, a przy tym znacząco obniżyliśmy koszt powstawania takiego wideo – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Surgiel, prezes zarządu firmy Bivrost.

Technologia rejestrowania materiału wideo 360 stopni została opracowana przez Bivrost oraz zaledwie kilka innych firm na świecie. Są wśród nich tacy giganci jak Google czy GoPro, bo stosowanie własnego algorytmu niesie ze sobą wymierne korzyści.

– Mamy autorski algorytm, który w połączeniu z naszymi systemami kamerowymi pozwala uzyskać wysokiej jakości wideo w formacie sferycznym, a więc wideo dla wirtualnej rzeczywistości, które uzyskujemy w czasie rzeczywistym. Tym samym nasz system znacząco redukuje koszty i sprawia, że wideo jest przystępne dla twórców jako format  – wyjaśnia Paweł Surgiel.

Jak twierdzi prezes zarządu Bivrost, zastosowanie technologii wideo 360 umożliwi studentom zdobycie bezcennego doświadczenia. Dzięki tej technologii kandydaci na lekarzy będą mogli dokładnie prześledzić, co dzieje się w sali operacyjnej.

– Wystarczy, że na sali operacyjnej stanie zestaw wielokamerowy, który zarejestruje w wysokiej rozdzielczości i najwyższej jakości to, co dzieje się podczas operacji. Student zakładając w domu gogle do wirtualnej rzeczywistości, jest w stanie wirtualnie przenieść się na salę operacyjną. Tym samym poczuje się jakby tam był. Z jednej strony może widzieć lekarza prowadzącego, z drugiej anestezjologa, gdzieś za sobą panią instrumentariuszkę. On jest częścią tej operacji, przez to jej doświadcza. To jest też klucz tej technologii. Możemy jej doświadczać, a nie tylko oglądać – twierdzi Paweł Surgiel.

Ponadto najnowsza technologia ma znaleźć zastosowanie także podczas transmisji telewizyjnych, dając widzowi jeszcze większą porcję sportowych emocji.

– Każdy z nas w ciągu dwóch lat będzie oglądał piłkarską Ligę Mistrzów w tej technologii. Swoją ofertę kierujemy do profesjonalistów, firm z najwyższej półki, stacji telewizyjnych, studiów produkcyjnych oraz firm, które mają bardzo wysokie wymagania. Natomiast dla rynku eventowego, rynku wydarzeń czy rynku telewizji opartego między innymi o dziennikarstwo oferujemy między innymi rozwiązania do transmisji na żywo, także w formacie 360. Tutaj już medium odbioru nie jest wirtualna rzeczywistość, nie są headsety, które się na siebie zakłada i człowiek czuje się, jakby przenosił się w inne miejsce, tylko są smartfony, tablety, urządzenia, które każdy z nas ma w kieszeni  – wylicza prezes Bivrost.

Polska firma weszła w skład globalnego konsorcjum OSVR (Open Source Virtual Reality), w skład którego wchodzą także takie firmy jak Intel czy Razer. Trwają obecnie prace nad nowym formatem wideo do wirtualnej rzeczywistości.

– Pracujemy nad czymś takim, np. czym np. format JPG jest dla obrazu. Niedługo nasz format będzie dla wideo 360 tym, czym mp3 jest dla muzyki, JPG jest dla obrazu – zdradza Paweł Surgiel

Wchodzi w życie nowelizacja ustawy o obrocie instrumentami finansowymi

Już za dwa dni wejdą w życie bardzo ważne dla inwestorów zmiany. Zawężona zostanie grupa podmiotów, które mogą zachęcać do skorzystania z usług maklerskich, takich jak oferowanie obligacji, akcji czy też handel na walutowych platformach transakcyjnych. W efekcie po wejściu w życie nowych przepisów jedynymi podmiotami, które będą mogły proponować usługi maklerskie inwestorom indywidualnym będą:

  • domy i biura maklerskie posiadające odpowiednie zezwolenie i wymienione w rejestrze KNF (w tym polskie domy maklerskie zrzeszone w Izbie Domów Maklerskich),
  • nadzorowani pośrednicy (tzw. agenci firm inwestycyjnych) działający w imieniu i na rzecz ww. firm inwestycyjnych.

W najbliższy piątek 29 kwietnia br. wejdzie w życie nowelizacja ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, będąca wynikiem uzgodnień, w których uczestniczyły polskie domy maklerskie zrzeszone wokół Izby Domów Maklerskich. Izba Domów Maklerskich ma nadzieję, że nowe prawo pomoże eliminować z rynku podmioty działające w sposób nieetyczny i niezgodny z przepisami prawa, np. nękające Polaków telefonami i emitujące nierzetelne reklamy. Zgodnie z już obowiązującymi przepisami prowadzenie działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia podlega bardzo wysokiej grzywnie, w wysokości nawet do 5 milionów złotych.

Wprowadzenie nowych przepisów ma na celu ograniczenie działalności nierzetelnych podmiotów, które działając jako pośrednicy i stosując zabiegi socjotechniczne – nakłaniały polskich inwestorów do otwierania rachunków w zagranicznych podmiotach i wpłacania do nich swoich oszczędności . Zdarzało się również, że przekazywały one inwestorom nierzetelne albo wręcz nieprawdziwe informacje mające ich zachęcić do inwestowania, często powołując się na zagraniczne debiuty giełdowe dużych, znanych spółek.

Mamy nadzieję, że nowe przepisy nie tylko nie zaszkodzą polskim podmiotom prowadzącym legalną działalność maklerską, ale wręcz umożliwią im rozwój w kraju i za granicą. Jesteśmy za tym, aby przepisy skuteczniej umożliwiały nadzorcy eliminowanie z rynku podmiotów prowadzących działalność niezgodnie z prawem. Przed skorzystaniem z usług maklerskich każdy inwestor powinien sprawdzić, czy dany podmiot znajduje się w odpowiednim rejestrze, dostępnym na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego – wskazuje Marek Wołos z Izby Domów Maklerskich.

W ostatnich latach na terytorium Polski znacząco wzrosła aktywność nielegalnych firm, które oferują usługi maklerskie bez wymaganego zezwolenia, działają w sposób niezgodny z prawem i podszywają się pod firmy inwestycyjne działające zgodnie z prawem. Ich działalność negatywnie wpływa na wizerunek całego polskiego rynku usług finansowych. Dlatego Izba Domów Maklerskich wspiera wszelkie działania mające na celu eliminację z rynku firm działających niezgodnie z prawem oraz skuteczniejsze egzekwowanie przepisów tak, aby uniemożliwić agresywne i wprowadzające w błąd reklamowanie usług. Jednocześnie Izba podejmuje własne działania, których celem jest zwiększenie bezpieczeństwa inwestorów i całego rynku.

Przykładem może być tu przygotowany przez IDM informator pt. „Jak bezpiecznie inwestować na rynkach finansowych”. W materiale przedstawiono i szczegółowo opisano sześć kluczowych, podstawowych zasad bezpiecznego inwestowania.

Polscy inwestorzy muszą być świadomi, komu można zaufać na rynku finansowym, i na jakich warunkach powinni podpisywać umowy dotyczące inwestowania. Po zmianie przepisów łatwiej będzie odróżnić podmiot licencjonowany od firmy działającej w szarej strefie. Mamy także nadzieję, że również działania edukacyjne podejmowane przez Izbę, KNF i inne instytucje przyniosą pozytywne skutki. Stoimy na stanowisku, że wzrost bezpieczeństwa na rynku finansowym można osiągnąć tylko dzięki połączeniu skuteczniejszych działań prawnych i nadzorczych wobec oszustów z systematyczną edukacją ekonomiczną polskich inwestorów – dodaje Marek Wołos.

60 miliardów zł na wsparcie polskiego eksportu

Plan rządu mający na celu wsparcie polskiego eksportu wydaje się bardzo dobrą inicjatywą. Mówi się o 60 miliardach złotych, które agencje związane z rządem mają przeznaczyć na wsparcie przedsiębiorstw w tym zakresie oraz w rozwoju biznesu zagranicą.

– Wymaga to zmian legislacyjnych związanych z ubezpieczeniem w kwestii ryzyka politycznego, nie komercyjnego – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Jarosław Jaworski, prezes Coface – Wiąże się to również z możliwością realizowania projektów inwestycyjnych przez polskie przedsiębiorstwa w krajach, gdzie występuje poważne ryzyko polityczne. Banki komercyjne nie będą zainteresowane tego typu inwestycjami. Dlatego rola państwa we wspieraniu polskich eksporterów jest bardzo ważna. Problemem może pozostawać wykonanie takich przedsięwzięć. Czekamy na realizację bardzo dobrych zapowiedzi. Ważne jest wspieranie takich inicjatyw poprzez dostarczanie informacji o potencjalnych eksporterach, jak również wskazywanie miejsc, gdzie takie inwestycje i eksport powinno się realizować. Tutaj jest pole do współpracy pomiędzy agencjami rządowymi a firmami komercyjnymi, które zajmują się profesjonalnie tego typu działalnością – dodał Jaworski.

W 2016 roku Work Service poprawił przychody i rozpoczął procesy transformacji

Ubiegły rok Grupa Kapitałowa Work Service zakończyła z wynikiem 2,48 mld złotych skonsolidowanych przychodów, co stanowiło wzrost o 16% r/r. Była to szybsza dynamika rozwoju niż dla całego rynku, którego poprawa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej prognozowana jest na poziomie 13%. Firma dokonała szeregu zmian i zapowiada dalszą transformację w nadchodzących miesiącach. Co więcej, Grupa po raz pierwszy w historii przedstawiła prognozy na 2017 rok, przewidujące osiągnięcie zysku operacyjnego na poziomie 85,3 mln zł. 

Mijające dwanaście miesięcy były dla nas bardzo aktywnym czasem. Rozpoczęliśmy szereg procesów transformacji Grupy Kapitałowej Work Service, począwszy od zmian personalnych i składu zarządu, przez reorganizację strukturalną, po wyznaczenie nowych celów rozwoju na kolejne lata. Zgodnie z przyjętymi strategicznymi kierunkami postawiliśmy na rozwój organiczny wspierany koniunkturą rynkową, poprawę efektywności, a także zoptymalizowanie struktury całej Grupy – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. Wiele podjętych przez nas działań jest w trakcie realizacji. Jednak już dziś możemy powiedzieć o dalszym dwucyfrowym wzroście naszego biznesu, optymalizacji struktury poprzez konsolidację spółek czy realizacji transakcji mających na celu ujednolicenie modelu biznesowego – dodaje Maciej Witucki.

Rozwój na rynku kandydata

Z danych Interconnection Consulting z ubiegłego roku wynika, że Grupa Work Service umocniła pozycję lidera rynku usług personalnych w Europie Środkowo-Wschodniej, z udziałem wartościowym sięgającym niemal 15%. W tej części kontynentu pracodawcy w największym stopniu odczuli rekordowo niskie poziomy bezrobocia i powiększające się deficyty kadrowe. Stąd pojawiło się wzmożone zapotrzebowanie na usługi Work Service, które w ubiegłym roku poprawiało wynik przychodowy o 16% r/r., osiągając poziom 2,48 mld złotych.

W 2016 roku niemal 45% przychodów Grupy pochodziło z działalności międzynarodowej, a zatrudnienie, w przeliczeniu na pełne etaty, za pośrednictwem Work Service wzrosło o 5% r/r. Jednocześnie Grupa poprawiła zysk brutto ze sprzedaży, który wzrósł o ponad 10% do poziomu 262 mln złotych.

Odnotowaliśmy solidne wyniki, bazujące na 9% wzroście organicznym, choć poziom zysku operacyjnego sięgający 63 mln złotych, był niższy od naszych założeń. Był to głównie efekt jednorazowych zobowiązań związanych z restrukturyzacją prowadzoną w Niemczech, zmianami personalnymi oraz zakończeniem wcześniej rozpoczętych procesów inwestycyjnych. Jednak należy podkreślić, że organiczny wzrost kosztów wyniósł 6% i był wolniejszy od naszego tempa naszego rozwoju – mówi Maciej Witucki

Rozbudowa zaplecza rekrutacyjnego i prognoza na 2017 rok

W 2017 roku wiodącym wyzwaniem dla pracodawców będzie pozyskiwanie nowych pracowników. Dlatego Work Service, w celu budowania przewagi konkurencyjnej w sektorze agencji zatrudnienia, wprowadza szereg nowych rozwiązań mających na celu rozbudowę zaplecza rekrutacyjnego. Od kwietnia wystartowała kampania wizerunkowa, która ma zachęcać Polaków do podejmowania pracy za pośrednictwem spółki. Powstały innowacyjne narzędzia rekrutacyjne oparte o nowe technologie i rozwiązania mobilne. Rozwijane są projekty transgraniczne w regionie i budowana jest nowa struktura na Ukrainie, która dodatkowo wspomoże procesy rekrutacyjne dla polskich firm.

Przed nami czas dalszej transformacji, ale jesteśmy przekonani, że dotychczasowe i planowane działania przełożą się na wymierne wyniki. Zmierzamy w kierunku większej transparentności i efektywności. Dlatego po raz pierwszy w historii Grupy Work Service, przedstawiamy prognozę wyniku na 2017 rok, przewidującą osiągnięcie zysku operacyjnego na poziomie 85,3 mln złotych – podsumowuje Maciej Witucki.

Atrakcyjne zarobki nie są wystarczające. Dla 35 proc. Polaków najważniejsze przy wyborze pracy są pozapłacowe benefity

Atrakcyjne zarobki nie są wystarczające. Dla 35 proc. Polaków najważniejsze przy wyborze pracy są pozapłacowe benefity 4

Dla co trzeciego pracownika to nie pensja, a pozapłacowe bonusy mają zasadnicze znaczenie przy podejmowaniu decyzji o zmianie pracy. Wśród atrakcyjnych dodatków Polacy wymieniają m.in. ubezpieczenia zdrowotne i grupowe na życie. Blisko połowa pracowników przyznaje jednak, że w ich firmach nie ma możliwości przystąpienia do takiego ubezpieczenia – wynika z badania przeprowadzonego dla Nationale-Nederlanden. Problem dotyczy zwłaszcza osób zatrudnionych w małych i średnich firmach oraz pracujących na umowach cywilnoprawnych.

– Dla pracowników z segmentu małych i średnich przedsiębiorstw to nie pensja zasadnicza jest najważniejsza przy wyborze pracodawcy lub też przy decyzji o jego zmianie. Istotne są bliskość miejsca zamieszkania, miła atmosfera w pracy oraz to, że pracodawcy oferują różnego rodzaju dodatkowe benefity pozapłacowe. Wśród nich jako najważniejsze wymieniane są ubezpieczenia zdrowotne oraz ubezpieczenia grupowe na życie zarówno dla pracowników, jak i dla członków ich rodzin – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Jakubowski, dyrektor Departamentu Klienta Korporacyjnego i Partnerów Zewnętrznych w Nationale-Nederlanden Towarzystwie Ubezpieczeń na Życie.

Co trzecia osoba wskazuje, że przy wyborze pracodawcy liczą się dla niej pozapłacowe bonusy. To wyjątkowo istotne w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, które rzadko oferują benefity tego typu.

Pozapłacowe elementy wynagrodzenia – takie jak ubezpieczenie na życie – największym powodzeniem cieszą się wśród studentów (90 proc.) i osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych (50 proc.). Jako atrakcyjne bonusy pozapłacowe wymieniane są ubezpieczenie grupowe na wypadek utraty zdrowia (dla połowy badanych pracowników), ubezpieczenie zdrowotne i grupowe ubezpieczenie na życie (po 40 proc.). Ponad 60 proc. wskazuje, że możliwość przystąpienia do ubezpieczenia grupowego byłaby dla nich atrakcyjna. Wskazują na to prawie wszyscy zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych i trzy czwarte pracujących na etacie.

Na rynku MŚP jest bardzo dużo firm, które w ogóle nie oferują ubezpieczenia. Pracownicy coraz częściej naciskają na swojego pracodawcę, żeby wyszedł z inicjatywą zawarcia tego typu polisy i objęcia pracowników ochroną. Największe obawy pracowników to wypadki oraz poważne zachorowania, na skutek których nie będą w stanie pracować i utrzymać rodziny. Takie ubezpieczenie zabezpiecza również na wypadek śmierci pracownika, zapewniając rodzinie środki na życie. Te dwa elementy, czyli ochrona życia i zdrowia, są w tej chwili najbardziej pożądane, szczególnie wśród pracowników małych i średnich przedsiębiorstw – tłumaczy dyrektor w Nationale-Nederlanden.

Ubezpieczenia grupowe gwarantują wsparcie finansowe przy różnych wydarzeniach losowych – w przypadku niezdolności do pracy ze względu na chorobę czy wypadek wypłacana jest comiesięczna renta. Możliwości przystąpienia do takiego ubezpieczenia nie ma jednak blisko połowa badanych (44 proc.).

– Obecnie w Polsce ubezpieczonych jest łącznie ok. 10 mln pracowników i członków ich rodzin. W segmencie MŚP szacujemy, że jest to 3–4 mln osób, ale 2–2,5 mln wciąż nie ma tego typu ubezpieczenia. Dlatego coraz więcej pracowników wychodzi z inicjatywą do swoich pracodawców, żeby zawarli umowy ubezpieczenia grupowego – mówi Michał Jakubowski.

W Polsce działa ok. 1,7 mln małych i średnich przedsiębiorstw zatrudniających ok. 5–6 mln pracowników. Jeśli doliczymy do tego kilka milionów członków rodzin pracowników, okazuje się, że to bardzo duża grupa, spośród której nie wszyscy mają szansę korzystania z pakietu benefitów.

– Wydawałoby się, że małe przedsiębiorstwo ma mniejszą siłę przebicia czy mniejsze możliwości wynegocjowania dobrych warunków. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – bardzo wiele firm zdecydowało się postawić na segment małego i średniego przedsiębiorcy jako rynek strategiczny do dalszego rozwoju i stworzyło specjalne oferty i produkty dla tych podmiotów – wyjaśnia dyrektor Nationale-Nederlanden.

Możliwość przystąpienia do ubezpieczenia mają firmy zatrudniające nawet kilku pracowników. Polisą mogą zostać objęci wszyscy pracownicy, niezależnie od rodzaju umowy, przy górnym limicie wieku 75 lat.

– Przy ubezpieczeniu grupowym pracownik zyskuje bardzo dobrą relację składki do sumy ubezpieczenia. Pracodawca może zafundować pracownikom składkę, współfinansować ją razem z pracownikami lub zdecydować się jedynie podpisać polisę ubezpieczeniową, a wszystkie składki będą wtedy płacone przez samych pracowników z ich pensji – tłumaczy Michał Jakubowski.

Rośnie liczba chorych na chłoniaka. Nowe terapie są jednak wciąż poza zasięgiem polskich pacjentów

Rośnie liczba chorych na chłoniaka. Nowe terapie są jednak wciąż poza zasięgiem polskich pacjentów 5

Dzięki nowoczesnym metodom leczenia nawet agresywne postaci chłoniaków nie muszą już być chorobami śmiertelnymi, a mogą stać się przewlekłymi. Nowa terapia opornej lub nawrotowej postaci rozlanego chłoniaka z dużych komórek B z powodzeniem stosowana jest w wielu krajach UE nawet u starszych pacjentów wymagających szczególnej troski o układ sercowo-naczyniowy. Polscy pacjenci nie mają jednak jeszcze do niej dostępu.

Chłoniaki to złośliwe nowotwory układu chłonnego charakteryzujące się niekontrolowanym rozrostem białych krwinek. Medycyna wciąż nie zna przyczyny ich powstawania. Istnieją jednak czynniki sprzyjające rozwojowi choroby, m.in. kontakt z niektórymi środkami chemicznymi, ekspozycja na promieniowanie jonizujące, wcześniejsze leczenie za pomocą radioterapii lub chemioterapii, przebyta mononukleoza zakaźna bądź infekcje wirusowe i bakteryjne. Większość chłoniaków długo rozwija się bezobjawowo, co utrudnia rozpoznanie choroby i sprawia, że pacjenci zgłaszają się do lekarza z zaawansowaną postacią nowotworu.

– Objaw, który powinien nas zaniepokoić, to powiększenie węzłów chłonnych. Ale jeżeli węzły chłonne powiększają się w klatce piersiowej albo w jamie brzusznej, to tego nie widać, przez co choroba długo nie jest rozpoznawana, ponieważ nie jest sygnalizowana organizmowi chorego – mówi agencji informacyjnej Newseria Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

Inne nieswoiste symptomy chłoniaka to utrata masy ciała, świąd, nocne poty, gorączka, narastające osłabienie i bóle brzucha. W Polsce stale o ok. 5 proc. rocznie rośnie liczba zachorowań na chłoniaki – co roku nowotwór ten diagnozuje się u blisko 7,5 tys. osób.

Wykrycie nowotworu układu chłonnego nie musi być równoznaczne z wyrokiem śmierci, współczesna medycyna potrafi bowiem coraz skuteczniej z nim walczyć. W przypadku ziarnicy złośliwej, zwanej także chłoniakiem Hodgkina, całkowite wyleczenie można uzyskać u 95 proc. chorych. W pozostałych odmianach wyleczenie następuje u 40–70 proc. pacjentów.

– Chłoniaki agresywne postępują dynamicznie, ale można je „wyrwać z korzeniami” u większości pacjentów. Mamy też chłoniaki indolentne, łagodne, gdzie kolejne wznowy są wpisane w naturalny rozwój choroby, i gdzie rokowanie co do przeżycia kolejnych 20–30 lat jest dobre. Natomiast są to procesy nieuleczalne – mówi prof. Wojciech Jurczak, hematolog z Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie.

Do grupy chłoniaków źle rokujących należą: szpiczak, chłoniak z komórek płaszcza oraz chłoniak rozlany z dużych komórek B (DLBCL), diagnozowany głównie u osób po 65. roku życia. Pacjenci ci często cierpią także z powodu innych schorzeń, np. kardiologicznych, co znacznie utrudnia skuteczne leczenie. W dodatku DLBCL bardzo szybko uodparnia się na tradycyjną chemioterapię.

Wielka nadzieja dla chorych to nowoczesna immunoterapia, której celem jest stymulowanie naturalnych mechanizmów obronnych organizmu do walki z komórkami nowotworowymi. Obecnie standardem leczenia jest schemat R-CHOP, w ramach którego pacjentom podaje się kombinację leków cytostatycznych oraz przeciwciał monoklonalnych, głównie leku o nazwie rytuksymab. Terapia ta jest dostępna w Polsce w ramach programu lekowego.

W chłoniaku rozlanym z dużych komórek B immunoterapia R-CHOP, czyli podstawa leczenia pierwszego rzutu, jest refundowana. Brak możliwości stosowania przeciwciał u pacjentów, u których nie można stosować antracyklin, czyli u znacznej części starszych osób z chorobami serca, to pierwsza rzecz, którą należałoby zmienić. Kolejną jest brak możliwości stosowania rytuksymabu w leczeniu drugiego rzutu – mówi prof. Wojciech Jurczak.

Wielu pacjentów nie odpowiada jednak na tego rodzaju leczenie, nie mogą być poddawani immunochemioterapii ze względu na choroby towarzyszące lub mają drugi bądź trzeci rzut choroby.

– Leczenie pierwszego rzutu jest na tyle skuteczne, że wznawia 20–30 proc. chorych, podczas gdy 10–20 lat temu wznawiała połowa pacjentów, a połowę z nich byliśmy w stanie uratować przy pomocy wysokodawkowanej chemioterapii i przeszczepu – mówi prof. Wojciech Jurczak.

Szansą dla chorych są leki od kilku lat zarejestrowane w Unii Europejskiej, ale w Polsce jeszcze niedostępne. Jednym z nich jest piksantron – refundowany w 13 krajach Europy, w tym w Słowacji i Słowenii, które mają porównywalny z naszym poziom PKB. Terapia piksantronem wskazana jest w leczeniu dorosłych pacjentów z wielokrotnie nawracającym lub opornym na leczenie agresywnym chłoniakiem rozlanym z dużych komórek B. Lek ten może być stosowany u seniorów, u których obok nowotworu występują także choroby układu sercowo-naczyniowego. Terapia piksantronem nie jest dożywotnia, zazwyczaj lek podawany jest przez kilka miesięcy (od 4 do maksymalnie 6 cykli).

Jeżeli jeszcze parę lat temu mogliśmy mówić, że większość naszych chorych jest leczona według najlepszych europejskich standardów, to dziś jest to niemożliwe. Nie dlatego że coś strasznego stało się z NFZ czy, że drastycznie zmniejszono liczbę pieniędzy, po prostu świat uciekł nam do przodu. Ostatnie parę lat to rejestracja kolejnych nowych cząstek aktywnych w leczeniu chłoniaków, które stały się standardem w leczeniu większości niepowodzeń – mówi prof. Jurczak. – Niestety żaden lek nie jest na razie refundowany dla pacjentów polskich, chociaż wszystkie są zarejestrowane w UE, więc jako lekarze mamy prawo stosować te leki u każdego chorego, ale NFZ ich nie refunduje.

Latem 2017 roku w Unii Europejskiej zostaną zarejestrowane biosymilary rytuksymabu, co zdaniem ekspertów doprowadzi do spadku cen leków. Według prof. Wojciecha Jurczaka może to dać nawet 50 proc. oszczędności, co pozwoli na rozszerzenie wskazań do terapii rytuksymabem oraz wprowadzenie nowych leków dotąd nierefundowanych.

W 2016 roku pojawiły się generyki imatinibu i bortezomibu, co spowodowało spadek nakładów na te refundowane dotąd leki o blisko 25 proc. w skali budżetu całej hematologii, bo to były bardzo drogie leki. Liczymy na to, że w zamian za te oszczędności dostaniemy któreś z cząsteczek, które są już zarejestrowane w Unii Europejskiej i czekają na refundację – podkreśla prof. Wojciech Jurczak.

Ostatnie dni na rozliczenie się z fiskusem. Termin 2 maja obowiązuje nie tylko zatrudnionych na etacie i umowach cywilnoprawnych

Ostatnie dni na rozliczenie się z fiskusem. Termin 2 maja obowiązuje nie tylko zatrudnionych na etacie i umowach cywilnoprawnych 6

Do 2 maja można składać zeznania podatkowe za 2016 rok. Termin obowiązuje osoby rozliczające się na formularzu PIT-37, które m.in. pracują na umowie o pracę czy cywilnoprawnej, oraz PIT-36, dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Ale to nie jedyne grupy podatników, które muszą rozliczyć się w ciągu najbliższego tygodnia. Obowiązek dotyczy też podatników, którzy zarobili na giełdzie i sprzedaży nieruchomości (odpowiednio formularze PIT-38 i PIT-39). Do ostatniej chwili zeznania można składać przez internet. 

 Zgodnie z ustawą terminem rozliczenia jest ostatni dzień kwietnia. W tym roku przypada on na dzień wolny od pracy, więc termin przesuwa się na pierwszy dzień roboczy po 30 kwietnia. W tym roku jest to 2 maja, stąd do tego dnia istnieje obowiązek złożenia zeznania podatkowego. Obowiązuje on osoby, które uzyskują dochody z tytułu działalności gospodarczej, z tytułu etatu, umowy o dzieło, umowy zlecenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Leszek Zięba, ekspert Związku Firm Doradztwa Finansowego z mFinanse.

Obowiązek złożenia rocznej deklaracji PIT spoczywa na osobach, które uzyskały w roku podatkowym jakikolwiek przychód, nawet jeśli nie przekracza on kwoty wolnej od podatku. Podatnicy są zobowiązani do złożenia zeznania o wysokości osiągniętego dochodu lub poniesionej straty w roku podatkowym.

 Najbardziej popularne PIT-y, które składamy, to oczywiście PIT-37, który dotyczy m.in. dochodów z tytułu umowy o pracę, ale również PIT-36, jeśli chodzi o działalność gospodarczą, PIT-36L to zaś działalność gospodarcza rozliczana na zasadach liniowych. Dodatkowo także PIT-38 oraz PIT-39 – wymienia ekspert.

Najpopularniejszym formularzem podatkowym jest PIT-37, który w ubiegłym roku, jak wynika z informacji resortu finansów, złożyło 16,4 mln osób (81 proc. wszystkich rozliczeń z urzędem skarbowym). Na tym druku rozliczają się podatnicy, którzy deklarują wynagrodzenia i zarobki rozliczane za pośrednictwem płatników, czyli osoby zatrudnione na umowę o pracę czy umowy cywilnoprawne. Podatnicy, którzy nie rozliczają się za pośrednictwem płatnika lub uzyskują przychody z wielu źródeł składają przede wszystkim PIT-36.

PIT-38 składają osoby, które uzyskują przychody z giełdy i zbycia udziałów w spółkach, a PIT-39 dotyczy osób, które np. sprzedały nieruchomość.

– Składając PIT, musimy pamiętać, aby w przypadku, kiedy składamy go bezpośrednio do urzędu skarbowego nie przekroczyć terminu 2 maja. Trzeba więc wziąć pod uwagę godziny pracy urzędu. Możemy również wysłać zeznanie pocztą, w tym przypadku decyduje data na stemplu nadania, bo musimy mieć potwierdzenie przekazania formularza. Jeśli skorzystamy z kuriera, nie działa to tak jak w przypadku poczty. Musimy mieć pewność, że kurier dostarczy to w odpowiedniej dacie do urzędu skarbowego – przypomina Leszek Zięba.

Zeznanie podatkowe można złożyć także za pośrednictwem internetu. Z roku na rok rośnie liczba zeznań podatkowych składanych drogą elektroniczną. W 2016 roku Polacy złożyli ponad 8 milionów zeznań podatkowych przez internet (przy 7 mln w 2015 roku i 5,2 mln w 2014 roku). Do 18 kwietnia można było skorzystać z rozwiązania PFR, czyli deklaracji wstępnie wypełnionej (Pre-Filled Tax Return). Dzięki niemu to urząd skarbowy wypełniał formularz za podatnika, który następnie – w przypadku braku zastrzeżeń – miał tylko zatwierdzić przesłany dokument.

Firmy nieprzygotowane na cyberzagrożenia z powodu braku specjalistów i niskich budżetów. Połowa nie jest w stanie wykryć i odeprzeć ataku

Firmy nieprzygotowane na cyberzagrożenia z powodu braku specjalistów i niskich budżetów. Połowa nie jest w stanie wykryć i odeprzeć ataku 7

Zbyt mały budżet i brak specjalistów o określonych kompetencjach w obszarze cyberbezpieczeństwa – to główne bariery, które utrudniają firmom ochronę przed atakami w sieci. Ponad połowa przyznaje, że nie jest w stanie wykryć i odeprzeć zaawansowanego cyberataku. Mimo rosnącej świadomości firmy wciąż nie dysponują odpowiednim poziomem zabezpieczeń. 

 Liczba ataków i przestępstw w świecie internetowym rośnie dramatycznie. W Polsce wzrasta o około 40 proc. rok do roku. W ślad za tym idzie rosnąca świadomość firm w zakresie cyberbezpieczeństwa. Ciągle jest ona jednak niewystarczająca i nie nadąża za tym, co hakerzy robią w internecie – mówi Grzegorz Leopold, ekspert ds. bezpieczeństwa IT w Info Sources.

Z opublikowanego w ubiegłym miesiącu „Światowego badania bezpieczeństwa informacji” firmy doradczej EY wynika, że 57 proc. firm doświadczyło w ostatnim czasie znaczącego incydentu naruszenia bezpieczeństwa. Jednocześnie połowa spośród 1735 zbadanych firm przyznaje, że nie jest w stanie wykryć i odeprzeć zaawansowanego cyberataku. 64 proc. nie wdrożyło lub ma tylko nieformalny program wymiany informacji o zagrożeniach. 48 proc. wskazuje jako swój słaby punkt nieaktualne zabezpieczenia, które nie chronią przed nowymi rodzajami ataków, a ponad połowa (55 proc.) jako najsłabsze ogniwo bezpieczeństwa wymienia czynnik ludzki, czyli beztroskę lub nieświadomość swoich pracowników.

Z ubiegłorocznego badania Ipsos na zlecenie Intela wynika natomiast, że 40 proc. firm nie ma przygotowanego żadnego scenariusza awaryjnego na wypadek cyberataku, a 62 proc. stosuje do uwierzytelniania systemu bezpieczeństwa wyłącznie hasło.

Ekspert do spraw cyberbezpieczeństwa zwraca uwagę na to, że w firmach popularne i powszechnie stosowane są zabezpieczenia klasy firewall i programy antywirusowe. Są jednak niewystarczające, bo coraz częściej przedsiębiorstwa dotykają ataki ukierunkowane, specjalnie przygotowane i sprofilowane pod kątem konkretnej firmy. Tymczasem, jak pokazało globalne badanie EY, 44 proc. przedsiębiorstw wciąż nie ma zespołu SOC, składającego się ze specjalistów monitorujących cyberataki i stan firmowej infrastruktury bezpieczeństwa.

– Żaden popularny program, który zabezpiecza przed typowymi wirusami i dobrze znanymi zagrożeniami, nie jest w stanie uchronić firmy przed takim atakiem. Tutaj potrzebne są zdecydowanie inne metody i wyspecjalizowane narzędzia. Potrzebni są również specjaliści, którzy będą potrafili rozpoznać, co się dzieje i zidentyfikować przepływ informacji ze świata zewnętrznego do środka organizacji – mówi Grzegorz Leopold.

W czołówce największych cyberzagrożeń firmy wymieniają natomiast złośliwe oprogramowanie (52 proc.), phishing (51 proc.), cyberataki prowadzone w celu kradzieży danych finansowych (45 proc.) albo osobowych (42 proc.) i ataki wewnętrzne. Podatność firmy na cyberataki można sprawdzać, przeprowadzając co pewien czas testy penetracyjne, które pozwolą wykryć i załatać luki w systemie zabezpieczeń.

 Pierwszy krok to rozpoznanie i ocena sytuacji. Trzeba zacząć od określenia podatności firmy na zagrożenia i wykrycia możliwych luk. Następnie konieczne jest wdrożenie narzędzi, procesów, pewnych metod pracy i zaangażowanie specjalistów. Narzędzia, procesy i ludzie to trójkąt, który jest niezbędny do tego, żeby obniżyć poziom ryzyka – podkreśla Grzegorz Leopold.

Monitorowanie zagrożeń w sieci i firmowych systemów zabezpieczeń jest podstawą do tego, by wykryć i odeprzeć cyberatak. Przydatne są w tym celu narzędzia klasy CM, które zbierają informacje ze wszystkich urządzeń sieciowych, z serwerów, a także z tzw. N Pointów i urządzeń mobilnych, pełniąc rolę centralnej bazy informacji.

Z kolei zaawansowane narzędzia threat intelligence umożliwiają nie tylko monitorowanie staniu firmowych zabezpieczeń, lecz także bieżącą kontrolę tego, jak firma jest obecna w cyberprzestrzeni, czy jej nazwa jest wymieniana na specjalistycznych forach albo portalach dla cyberprzestępców.

– Takie rozwiązania umożliwiają zbadanie nie tylko tego, co przepływa z internetu przez firmowy firewall, lecz także otoczenia, czyli tego, jak firma jest rozpoznawana w cyberprzestrzeni, gdzie używane są jej określone identyfikatory albo nazwy własne, czy hakerzy wzmiankują coś na jej temat na swoich forach albo portalach. Dzięki temu można uzyskać informacje, które pozwolą zapobiec dalszym zagrożeniom albo zareagować odpowiednio wcześniej – mówi Grzegorz Leopold.

Z ubiegłorocznych badań Intela wynika, że ponad połowa dużych firm zamierza w ciągu najbliższych dwóch lat zwiększać wydatki na cyberbezpieczeństwo. Ich menadżerowie IT wskazują, że jest to konieczne, aby nie pozostawać w tyle za cyberprzestępcami, którzy stosują coraz nowsze i coraz bardziej zaawansowane metody ataków.

EY podaje natomiast, że 53 proc. firm ankietowanych w „Światowym badaniu bezpieczeństwa informacji” deklaruje, że ma ten krok już za sobą i w ostatnim czasie zwiększyło swój budżet na cyberbezpieczeństwo. Dla ponad połowy (57 proc.) priorytetem jest ciągłość prowadzenia biznesu i szybki powrót do normalności po cyberataku. Tyle samo przedsiębiorstw wskazuje na konieczność ochrony przed wyciekami danych.

Dla przeciwwagi dwie trzecie przedsiębiorstw wskazuje zbyt mały budżet jako główną barierę, która uniemożliwia inwestycje w bezpieczeństwo. Ponad połowa (56 proc.) stwierdziła również, że nie ma pracowników o określonych kompetencjach w obszarze cyberbezpieczeństwa.

Potwierdzają to wyniki tegorocznego badania Cisco, w którym menadżerowie IT wskazali złożoność organizacji, niewystarczające budżety (34 proc.), brak odpowiednich narzędzi (24 proc.) oraz brak ekspertów (20 proc.) jako główne czynniki utrudniające wprowadzenie odpowiednich zabezpieczeń przed cyberzagrożeniami. Z drugiej strony tylko 6 proc. uważa, że ich firma jest całkowicie bezpieczna i odporna na ataki.

– Nie można się zabezpieczyć na sto procent. Można jednak to ryzyko zminimalizować, ale do tego potrzebne są narzędzia, procesy i ludzie – mówi Grzegorz Leopold.

PKO BP filarem polskiego budżetu. Bank zasilił kasę państwa kwotą ponad 2,5 mld zł z tytułu podatków

PKO BP filarem polskiego budżetu. Bank zasilił kasę państwa kwotą ponad 2,5 mld zł z tytułu podatków 8

2,5 mld zł – taką kwotę z tytułu podatków największy bank w Polsce odprowadził w ubiegłym roku do budżetu państwa. To dwukrotnie więcej niż przed rokiem. PKO Bank Polski jest pod tym względem numerem jeden wśród instytucji finansowych i numerem dwa wśród wszystkich firm w Polsce. Działalność banku ma nie tylko przełożenie na państwową kasę, lecz także na całą gospodarkę i rozwój polskich przedsiębiorstw.

Z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych odprowadziliśmy do budżetu państwa 1 mld 120 mln podatku. To stanowi 4,6 proc. ogólnych wpływów budżetowych z tego tytułu. Są to wpływy nie tylko od instytucji finansowych, ale też z ogółu działalności polskiej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Danuta Szymańska, dyrektor pionu rachunkowości i rozliczeń w PKO Banku Polskim.

Największy w Polsce bank jest jednym z głównych płatników podatku do Skarbu Państwa. Rok temu odprowadził do budżetu ponad 2,5 mld zł, co stanowiło 1,3 proc. ogółu dochodów budżetowych. Ta kwota obejmowała wpływy z tytułu podatku bankowego, CIT-u, podatku od wynagrodzeń wypłaconych swoim pracownikom oraz podatku od zysków kapitałowych swoich klientów. W skali całej grupy kapitałowej środki odprowadzone do budżetu były wyższe o dodatkowe kilkaset milionów złotych.

Kwota podatku dochodowego od osób prawnych odprowadzonego za 2016 rok była dwukrotnie wyższa niż jeszcze rok wcześniej. Jest to efektem skali działalności i rosnących wyników banku. Jesteśmy niekwestionowanym liderem w sektorze bankowym, nie tylko pod względem sumy depozytów, aktywów i kredytów, ale również pod względem wyniku finansowego – zaznacza Danuta Szymańska.

Ubiegłoroczne wpływy podatkowe, które bank odprowadził do Skarbu Państwa, kolejny raz z rzędu były rekordowo wysokie. Dlatego strategiczna spółka została po raz trzeci uhonorowana przez dziennik „Rzeczpospolita” tytułem Filar Budżetu, przyznawanym instytucjom, które w największym stopniu wspierają publiczne finanse.

Od początku ukazywania się rankingu znajdujemy się zawsze w pierwszej piątce największych podatników wśród instytucji finansowych – potwierdza Danuta Szymańska.

W zestawieniu największych płatników podatków wśród wszystkich firm w Polsce PKO Bank Polski zajął drugie miejsce, za PKN Orlen.

 Postrzegamy płacenie podatków nie tylko jako naturalny obowiązek i powinność wynikającą z przepisów prawa, ale traktujemy to również  jako obowiązek patriotyczny  podkreśla Szymańska.

Dyrektor pionu rachunkowości PKO Banku Polskiego zauważa, że odprowadzanie podatków do polskiego budżetu wpisuje się w nurt patriotyzmu gospodarczego. Środki, którymi spółki z czołówki Listy 500 zasilają Skarb Państwa, wspierają inwestycje i projekty społeczne oraz stymulują pozytywnie całą gospodarkę.

Z aktywami na poziomie 285,6 mld zł i zyskiem netto w wysokości 2,87 mld zł (dane za 2016 rok) PKO Bank Polski jest nie tylko liderem sektora bankowego, ale i największą w Polsce instytucją finansową o strategicznym znaczeniu dla gospodarki. Ma najwyższe, sięgające prawie 18 proc. udziały w rynku kredytowym, a statystycznie co trzeci kredyt hipoteczny na zakup mieszkania  udzielany jest przez PKO Bank Polski.

W tym roku na rynki zagraniczne trafi ponad 1 mln ton polskich jabłek. Sadownicy poradzili sobie z rosyjskim embargiem

W tym roku na rynki zagraniczne trafi ponad 1 mln ton polskich jabłek. Sadownicy poradzili sobie z rosyjskim embargiem 9

Przed nałożeniem przez Rosję embarga na jabłka z Polski tamtejszy rynek odpowiadał za ponad 50 proc. całego eksportu tych owoców. Trafiała tam jedna piąta polskiej produkcji. Ponieważ ubiegłoroczne zbiory były rekordowe, a krajowy rynek jest nasycony, sadownicy zmuszeni byli szukać nowych kierunków eksportu. Duży potencjał ma Azja i rynek chiński, który otworzył się przed nami pod koniec ubiegłego roku.

– Struktura eksportu polskich jabłek zmienia się bardzo dynamicznie. Sprzedajemy jabłka do krajów, o których jeszcze kilka lat wcześniej nawet byśmy nie pomyśleli. Wynika to z faktu, że jesteśmy coraz lepiej przygotowani do obsługi nowych, bardziej wymagających rynków i dzięki temu możemy odpowiadać na zapotrzebowanie zagranicznych klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Żółcik, prezes Stowarzyszenia Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw „Unia Owocowa”.

Produkcja jabłek w Polsce szybko rośnie. Zgodnie z szacunkami GUS ubiegłoroczne zbiory były rekordowe i sięgnęły 3,6 mln ton (wzrost o 14 proc.), natomiast sadownicy szacują, że ten wynik był jeszcze lepszy i przekroczył 4 mln ton. To plasuje Polskę na pierwszym miejscu w UE oraz w ścisłej czołówce największych na świecie wytwórców. Eksperci rynków rolnych zgodnie prognozują, że produkcja jabłek w kolejnych latach będzie coraz wyższa. Przy nasyconym rynku wewnętrznym (w Polsce spożycie jabłek wynosi około 14 kg na osobę rocznie i utrzymuje się na stabilnym poziomie), sadownicy muszą szukać nowych kierunków eksportowych.

Z danych FAMMU/FAPA wynika, że w sezonie 2015/2016 zapotrzebowanie na jabłka deserowe wyniosło 1,8 mln ton, z czego blisko 1 mln ton przypadł na eksport. Ponad połowę, czyli 2,2 mln ton, przerobił przemysł przetwórczy. Wyniki za sezon 2016/2017 mają być zbliżone do tych poziomów, z zaznaczeniem, że eksport może wzrosnąć do 1,1 mln ton.

– Jeśli chodzi o polskie jabłka, widzimy potencjał wzrostowy. Mieliśmy spory problem z rosyjskim embargiem, które mocno nas dotknęło, ponieważ  większość eksportu kierowaliśmy właśnie na ten rynek. Niestety, upychaliśmy wszystkie jabłka do jednego koszyka. Natomiast teraz walczymy skutecznie o nowe rynki – mówi Waldemar Żółcik.

Przed nałożeniem embarga w 2014 roku polscy producenci rokrocznie eksportowali do Rosji ponad 500 tys. ton jabłek. Tamtejszy rynek odpowiadał za około 55 proc. całego eksportu jabłek z Polski i nieco ponad jedną piątą krajowej produkcji.

Eksport skurczył się, kiedy polscy sadownicy stracili możliwość bezpośredniej sprzedaży jabłek do Rosji. Owoce z Polski są jednak nadal sprzedawane na tamtejszym rynku, tyle że oznaczone jako pochodzące z Białorusi. Natomiast rodzimi producenci skupili się na większej aktywności w handlu zagranicznym i szukaniu nowych kierunków. Duży potencjał importowy stwarzają rynki azjatyckie i Chiny.

– Walczymy o rynek chiński, który niedawno się otworzył, oraz o rynek wietnamski. Polska jest producentem bardzo dobrych owoców i pierwszym na świecie producentem jabłek deserowych, więc myślę, że trzeba o ten eksport walczyć. Jesteśmy bardzo aktywni, wystawiamy się na targach, spotykamy się z klientami, spotykamy się z biznesem i walczymy. Przekonujemy ludzi, że warto kupować polskie jabłka i warto nimi handlować – mówi Waldemar Żółcik.

W listopadzie ubiegłego roku na mocy umowy handlowej dla polskich eksporterów otworzył się rynek chiński, a do Państwa Środka pojechał pierwszy kontyngent owoców. Szacunki mówią, że do 2022 roku polscy producenci mogą sprzedawać w Chinach nawet 100 tys. ton jabłek rocznie.

Tamtejszy rynek ma jednak bardzo rygorystyczne wymogi, a krajowi eksporterzy oceniają, że dostosowanie się do nich w pełni może potrwać nawet dwa lata. Potrzebne są również inwestycje w nowoczesne obiekty do przechowywania i sortowania owoców. Ponieważ transport owoców z Polski do Chin zajmuje średnio około dwóch miesięcy, na tamtejszy rynek eksportowane są tylko wytrzymałe odmiany owoców. Podobnie jak na pozostałe odległe geograficznie rynki.

– Liczba państw, do których eksportujemy nasze owoce, jest naprawdę bardzo duża i wciąż rośnie. Klienci doceniają polskie jabłka, a przede wszystkim ich walory zdrowotne. Po drugie, okazuje się też, że jabłka są produkowane bardziej naturalnie i dzięki temu mają smak, prawdziwy aromat i tego się po prostu nie da zafałszować – mówi Waldemar Żółcik.

W lutym w sieciach supermarketów w Dubaju i Abu Zabi rozpoczęła się kampania promocyjna i sampling polskich dwukolorowych jabłek. To kolejny potencjalny rynek dla rodzimych producentów i część większej kampanii informacyjnej (koordynowanej przez Agencję Rynku Rolnego), która jest prowadzona w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Chinach.

– Celem naszej kampanii promocyjnej jest przekonanie klientów, że europejskie i polskie jabłka dwukolorowe są najwyższej jakości i warto tych owoców spróbować. Dotąd stereotypem było, że tylko w całości czerwone owoce są słodkie. My natomiast ten stereotyp przełamujemy – wyjaśnia Waldemar Żółcik.

Eksperci rynków rolnych zauważają, że polscy producenci poradzili sobie z rosyjskim embargiem. Chociaż nadal nie udało się osiągnąć poprzedniego wolumenu eksportu, to w I połowie sezonu 2016/2017 eksport jabłek z Polski wzrósł prawie o połowę, osiągając najwyższy wynik od momentu jego wprowadzenia. Eurostat podaje, że w okresie lipiec–grudzień na rynki zagraniczne trafiło 331 tys. ton jabłek (wobec 220 ton w analogicznym okresie 2015 roku).

W strukturze eksportu polskich jabłek kierunki pozaeuropejskie stanowią na razie zaledwie kilka procent. Zdecydowanie największym rynkiem eksportowym dla krajowych producentów pozostaje Białoruś. Sprzedaż jabłek na tamtejszy rynek od momentu wprowadzenia rosyjskiego embarga zwiększyła się kilkukrotnie.

PGNiG zwiększa wydobycie norweskiego gazu

Realizacja strategii PGNiG dotyczącej norweskich złóż gazu ma zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski. PGNiG ma 20 koncesji i będzie zwiększać wydobycie.

O planach koncernu w rozmowie z MarketNews24 mówi wiceprezes zarządu PGNiG, Łukasz Kroplewski.

Grupa Work Service sprzedaje IT Kontrakt

31 marca 2017 roku Work Service S.A. podpisał z funduszem private equity Oaktree Capital Management reprezentowanym w Polsce przez Cornerstone Partners wstępna umowę sprzedaży udziałów w spółce IT Kontrakt sp. z o.o.. Wartość transakcji wyniesie 147 mln złotych, a pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozwój w głównym segmencie działalności Grupy Work Service jakim jest praca tymczasowa oraz spłacenie zobowiązań.

Grupa Work Service nabyła 75% udziałów w IT Kontrakt w maju 2012 roku za 52 mln złotych i zwiększyła swoje zaangażowanie w spółce w kolejnych latach do 95%.

W wyniku ostatniego przeglądu strategicznego, który miał miejsce w 2016 roku, Grupa Work Service zdecydowała postawić na ekspansję w obszarze głównej linii biznesowej. Dlatego też podjęta została decyzja o sprzedaży IT Kontrakt oraz wykorzystaniu środków z tej transakcji na przyspieszenie wzrostu w segmencie pracy tymczasowej. W tym segmencie właśnie otrzymaliśmy zgodę regulatora na przejęcie pozostałych 25% udziałów w Prohuman, naszej najszybciej rosnącej spółce-córce będącej liderem rynku węgierskiego. W wyniku tych dwóch transakcji, struktura i operacje Grupy Work Service staną się bardziej transparentne i skoncentrowane na perspektywicznej usłudze pracy tymczasowej – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Obecnie jesteśmy największą firmą z sektora usług personalnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i naszą strategią jest dalsze wzmacnianie pozycji na najbardziej perspektywicznych rynkach. Zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech zajmujemy pozycję lidera z udziałami w rynku odpowiednio na poziomach 26% i 22%. Prognozy rozwoju dla rynku pracy tymczasowej w naszym regionie Europy są bardzo korzystne i do 2019 roku zakładają zwiększenie tego rynku o ponad połowę. Dlatego też chcemy w jak największym stopniu skorzystać z tej nadarzającej się koniunktury i stąd decyzje o większym zaangażowaniu w działalność Prohuman oraz sprzedaży IT Kontrakt. Dodatkowo w drugiej połowie 2017 roku planujemy zmianę marki na Węgrzech z Prohuman na Work Service celem wzmocnienia pozycji naszej kluczowej marki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz uproszczenia struktury Grupy Work Service pod względem wykorzystywanych marek – podsumowuje Tomasz Misiak, Prezydent Rady Nadzorczej Work Service S.A.

Umowa ma charakter warunkowy, a jej wykonanie jest uzależnione od uzyskania zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zamknięcie transakcji planowane jest na czerwiec 2017 roku.

Przy transakcji Grupie Work Service doradzał Azimutus (doradca transakcyjny i finansowy) oraz CMS Cameron McKenna (doradca prawny). Doradcami funduszu Cornerstone Partners/Oaktree Capital Management byli: PwC (due diligence biznesowe), EY (due diligence finansowe i podatkowe) oraz Weil (doradca prawny).

Przedsiębiorcy stawiają na e-commerce i personalizację

E-commerce jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów. Dziś z możliwości handlu elektronicznego i personalizacji korzystają nie tylko duże przedsiębiorstwa, ale także mniejsze organizacje. Za pomocą nowoczesnych rozwiązań technologicznych optymalizują obszary sprzedaży i wdrażają dystrybucję wielokanałową. W jaki dokładnie sposób rozwiązania te wspierają biznes?

W dzisiejszych czasach przeniesienie tradycyjnych procesów biznesowych do przestrzeni wirtualnej to nie innowacyjny dodatek, ale niemal obowiązek firm, które chcą sprostać wzrastającym oczekiwaniom swoich obecnych i potencjalnych klientów. O rozwiązaniach e-commerce oraz personalizacji sprzedaży opowiada Tomasz Gibas, założyciel Coders Center, wrocławskiej firmy IT.

E-commerce a wzrost sprzedaży

Zaletą handlu elektronicznego jest oszczędność czasu i pieniędzy – sprzedaż dokonywana jest nawet po godzinach otwarcia placówki. Znikają także ograniczenia terytorialne, ponieważ zakupu może dokonać osoba mieszkająca w innym mieście lub nawet poza granicami kraju. Te czynniki w połączeniu z personalizacją mogą sprawić, że klient zostanie poprowadzony przez zakupy w intuicyjny, prosty i szybki sposób. W praktyce oznacza to, że konsumenci są zadowoleni, a firma zyskuje nowych klientów i zwiększa swoją sprzedaż.

Rosnąca rola sektora e-commerce może doprowadzić do zmiany funkcjonalności regularnych sklepów (np. w centrach handlowych), które w przyszłości będą pełniły rolę salonów wystawowych i punków odbioru, a nie miejsca faktycznego zakupu towarów.

Personalizacja w sprzedaży

Ciężko jest wyobrazić sobie, jak często mamy styczność z dedykowanymi działaniami mającymi zachęcić konsumentów do transakcji. Obejmują one nie tylko indywidualne zwroty w wiadomościach e-mail, ale także dynamiczne zmienne, dzięki czemu firmy dostosowują do potrzeb klientów całe oferty, rekomendacje produktów czy przyciski call to action (CTA). Personalizacja jest wykorzystywana także w supermarketach (karty lojalnościowe lub programy kuponowe), sklepach typu Amazon (podpowiedzi zakupów), a także przez inne sklepy detaliczne (wysyłanie przypomnień o opuszczonych koszykach na podany adres e-mail).

Techniki personalizacji stale się rozwijają – tak aby klient mógł zrealizować to czego chce lub potrzebuje, jeszcze zanim będzie o tym wiedział. Aby wdrożyć te metody w życie i utrzymać się w szybko zmieniającym się świecie cyfrowym, firma potrzebuje odpowiedniej platformy pomagającej podtrzymywać dobre relacje ze swoimi klientami.

Klucz do sukcesu?

Według ostatnich danych opublikowanych przez Econsultancy, aż dla 94 proc. firm personalizacja ma kluczowe znaczenie przy odnoszeniu sukcesu. Jednak zanim przedsiębiorstwo zdecyduje się na wprowadzanie rozwiązań tego typu, powinno wziąć pod uwagę inne kwestie.

Trzeba pamiętać, że sam zakup licencji na korzystanie z konkretnych narzędzi to dopiero początek. Należy przygotować harmonogram działań, który zapewni firmie płynne przejście w personalizację. Oprócz tego warto zadbać o przygotowanie całego zespołu do zmiany. Platforma, która ma angażować klientów, powinna w ten sam sposób oddziaływać na pracowników. Tylko takie połączenie zapewni pozytywny odbiór ze strony konsumentów.

Spełnienie trzech warunków: zapewnienie właściwej treści, odpowiedniemu użytkownikowi, we właściwym czasie, ma kluczowe znaczenie w zwiększaniu współczynników konwersji. Personalizacja ma prowadzić do większej skuteczności, a więc mniejszej liczby porzuconych koszy, zwiększonego zaangażowania i lojalności wobec firmy. Pomoże także w uzyskaniu przewagi konkurencyjnej nad firmami, które wysyłają ogólne informacje na temat sprzedaży i ofert, które nie są interesujące dla konsumentów.

Kto może mieć wgląd do dokumentów wspólnoty mieszkaniowej?

Często zdarza się, że mieszkańcy chcą zobaczyć dokumenty, jakie w imieniu wspólnoty mieszkaniowej przechowuje zarządca (np. umowy z dostawcami usług, faktury). Czy zarządca ma obowiązek udostępnić te materiały? Czy właściciel mieszkania może ich żądać?

Odpowiedź na oba pytania brzmi: TAK! Właściciel może w każdej chwili poprosić o wgląd w dokumenty, zaś zarządca ma obowiązek je udostępnić. Wynika to z artykułu 29 ustęp 3 Ustawy o własności lokali, który stanowi, że właścicielom lokali służy prawo kontroli działalności zarządu wspólnoty mieszkaniowej. Dlatego też, właściciele lokali mogą zwrócić się do zarządcy o udostepnienie konkretnych dokumentów, a także możliwość zrobienia ich kopii. – Właściciele lokali coraz częściej chcą angażować się w działania wspólnoty, a także orientować się, z jakimi podwykonawcami zostały zawarte umowy – zaznacza Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus zarządzającej i administrującej nieruchomościami. – W tym celu właśnie korzystają z możliwości wglądu w dokumentację – dodaje Łubiński.

Zdarza się, że zarządca odmawia wydania dokumentów lub nie zezwala na wykonanie ich kserokopii zasłaniając się ochroną danych osobowych. Jednakże w większości przypadków takie działanie nie ma podstaw prawnych. – Warto pamiętać, że zarząd wspólnoty ma dostęp i uprawnienia do przetwarzania danych osobowych w granicach niezbędnych do zarządu nieruchomością wspólną, a więc są to dane, które w praktyce mogą być udostępnione – podkreśla Mariusz Łubiński.

Właściciel lokalu ma możliwość przejrzenia dokumentów na miejscu, ale może też poprosić o wykonanie ich kserokopii. Trzeba mieć jednak na uwadze, że wspólnota nie pokrywa kosztów wydruku, dlatego należy się przygotować na koszty związane z wykonaniem kserokopii.

Właściciel, który zwraca się z wnioskiem o wgląd do dokumentów musi się również liczyć z tym, że w przypadku chęci zapoznania się z nimi na miejscu nie może paraliżować pracy zarządu tj. nie może przeglądać dokumentów całymi dniami, utrudniając tym samym dostęp do nich np. zarządcy.

– Najkorzystniejszym rozwiązaniem jest, aby właściciel lokalu złożył wniosek, czy zwrócił się do zarządu z prośbą i informacją, w jakie dokumenty chciałby mieć wgląd, a następnie ustalenie w jakim terminie chciałby się z nimi zapoznać lub ustalenie na kiedy zostaną przygotowane ich kserokopie – podsumowuje Mariusz Łubiński.

Coraz lepsze nastroje wśród przedsiębiorców

Po mocnym zakończeniu I kwartału, kolejny ma jeszcze mocniejsze otwarcie. Wskaźnik oceny bieżącej koniunktury biznesowej wydobył się z dołka i jest najwyższy od 15 miesięcy. Gorzej jednak prezentuje się zmiana dynamicznie rosnącego w kilku poprzednich okresach wskaźnika oczekiwań co do przyszłej sytuacji – tak pokazuje Indeks Optymizmu Przedsiębiorców, który powstaje na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród członków Pracodawców RP.

Ocena ogólna bieżącej sytuacji biznesowejW kwietniu 2017 r. Indeks Optymizmu Przedsiębiorców przyjął wartość 102,4 pkt w zakresie oceny bieżącej sytuacji biznesowej, wobec 95,9 pkt w marcu. Nieznacznemu pogorszeniu uległa natomiast prognoza sytuacji przyszłej w perspektywie najbliższych 6 miesięcy – spadła ona z 111,1 pkt w poprzednim miesiącu do 110,5 pkt w kwietniu.

Główne wskazania Indeksu Optymizmu PrzedsiębiorcówW ślad za następującą od końca ubiegłego roku poprawą wskaźnika oczekiwań przedsiębiorców na przyszłość, coraz wyraźniej poprawia się również ich ocena zmiany bieżącego klimatu biznesowego panującego w Polsce. W efekcie po raz pierwszy od lipca 2016 r. subindeks oceny sytuacji bieżącej znalazł się na poziomie powyżej 100 pkt, co sygnalizuje przewagę pozytywnych tendencji. Jego zanotowany w kwietniu wzrost o 6,5 pkt w stosunku do poprzedniego miesiąca był drugim najwyższym w historii badania – po rekordowym wzroście o 7,8 pkt w marcu br. Wyraźnie zahamował natomiast – bardzo dynamiczny w ostatnich miesiącach – wzrost wskaźnika oceny przyszłej sytuacji w perspektywie najbliższych 6 miesięcy. Wartości obu głównych składowych wskazują jednak na przewagę pozytywnych wskazań wśród uczestniczących w daniu podmiotów – po raz ostatni taka sytuacja miała dotąd miejsce w grudniu 2015 r.

Siłą napędową wzrostu ogólnych wskaźników nastrojów przedsiębiorców jest istotna poprawa aktualnej oraz oczekiwanej koniunktury przez firmy z branży finansowej oraz profesjonalnych usług dla biznesu, a także sektor przemysłowy. Mniej optymistycznie koniunkturę zaczęły zaś oceniać podmioty zajmujące się handlem oraz świadczeniem usług na rzecz klientów detalicznych. Ambiwalentne nastroje wciąż utrzymują się ponadto w budownictwie.

Uczestniczące w badaniu firmy nadal często podkreślają w komentarzach dołączonych do swoich odpowiedzi, iż istotnym problemem oraz czynnikiem ryzyka dla ich działalności pozostaje niestabilność rozwiązań prawnych oraz niepewność co do kierunku polityki gospodarczej oraz możliwych przyszłych zamian legislacyjnych. Wskazuje się ponadto na nadmierną liczbę wprowadzanych zmian, co potęguje panujące zamieszanie oraz poczucie niepewności. Stosunkowo mało optymistycznym wnioskiem płynącym z wyników najnowszej edycji Indeksu Optymizmu Przedsiębiorców jest także to, że odsetek przedsiębiorstw planujących zwiększanie nakładów inwestycyjnych, jak i podnoszenie poziomu zatrudnienia spadł do najniższego poziomu od listopada 2016 r. Rewizja w dół planów związanych z przyszłymi inwestycjami oraz tworzeniem nowych miejsc pracy mogła również być czynnikiem wpływającym na spowolnienie poprawy finalnego wskaźnika oczekiwań na kolejne półrocze.

Indeks Optymizmu Przedsiębiorców

Indeks Optymizmu Przedsiębiorców to cykliczne badanie, w którym członkowie Pracodawców RP (ok. 12 tys. firm zatrudniających ok. 5 mln osób) oceniają co miesiąc obecny klimat do prowadzenia interesów oraz prognozują koniunkturę dla biznesu. Organizacja wzorowała się przy tym na niemieckim wskaźniku IFO. Gdy wynik Indeksu przyjmuje wartości poniżej 100 pkt, oznacza to pogarszanie się sytuacji biznesowej, a kiedy przekracza 100 pkt – sygnalizuje poprawę (równe 100 pkt świadczy o braku zmian).

Polacy bardziej doceniają technologię niż inni Europejczycy

Z najnowszej edycji badania „Nowoczesne IT w MŚP 2017[1]” zrealizowanego przez Ipsos MORI na zlecenie Microsoft wynika, że 86 proc. polskich pracowników firm z sektora MŚP potwierdza, że technologie informatyczne pozwalają zaoszczędzić czas w pracy. Badanie jednoznacznie wykazało, że rodzimi przedsiębiorcy i pracownicy zdecydowanie bardziej doceniają technologie, niż ich koledzy z innych krajów Europy. Elastyczność pracy z wykorzystaniem technologii mobilnych i chmurowych podkreśla aż 81 proc. Polaków, podczas gdy średnia europejska sięga w tym przypadku 72 proc.

58 proc. uczestników badania przeprowadzonego przez Ipsos MORI wśród polskich małych i średnich firm, rozumie, że cyfryzacja w ich przedsiębiorstwach polega na automatyzacji głównych procesów biznesowych, takich jak lepsza komunikacja i współpraca z klientami z wykorzystaniem narzędzi online (28 proc.), możliwość prowadzenia księgowości i sprawdzania stanu zapasów (26 proc.) czy analiza stanu firmy dzięki zastosowaniu aplikacji wspomagających zarządzanie firmą (25 proc.). Analogicznie o 8 p.p. mniej, czyli 50 proc. przedstawicieli firm europejskich utożsamia cyfryzację z automatyzacją procesów finansowych, sprzedaży czy obsługi klientów. Jednocześnie 39 proc. respondentów europejskich traktuje ją jako przejście od pracy papierowej do tej z użyciem komputera. ¼ Europejczyków łączy cyfryzację z pracą zdalną. Taką samą opinię potwierdziło 18 proc. Polaków co wskazuje, że nadal praca zdalna i korzyści z niej płynące nie są w Polsce powszechne.

Technologia pozwala oszczędzić czas

„Rozwiązania w chmurze to podstawa każdego innowacyjnego biznesu” – podkreśla Tomasz Dorf odpowiedzialny za segment MŚP w polskim oddziale Microsoft. „Dzięki nim, dzisiaj każda firma może wykorzystywać najnowsze technologie do budowy przewagi konkurencyjnej na rynku. Chmura wspiera też jakość pracy w firmach poprzez bardziej mobilne i wydajne narzędzia pracy, co podkreślają sami pracownicy. To już pewien standard, do którego wielu przywykło i nie wyobraża sobie powrotu do poprzednich rozwiązań”.

86 proc. przedstawicieli polskich małych i średnich firm potwierdza, że technologie informatyczne pozwalają zaoszczędzić czas w pracy. Odsetek ten rośnie do 94 proc. w przypadku przedstawicieli sektora usług biznesowych, 90 proc. w przypadku usług finansowych i telekomunikacyjnych oraz 89 proc. w przypadku handlu detalicznego. W innych krajach europejskich, optymizm pracowników MŚP jest nieco mniejszy. Na oszczędność czasu, dzięki technologiom wskazuje 71 proc. Niemców i Finów, oraz 82 proc. Czechów i Norwegów.

81 proc. polskich respondentów wskazało, że technologie – w samodzielnie wybranym czasie dnia – dają większą elastyczność pracy z dowolnego miejsca i urządzenia. W przypadku Czech jest to 72 proc., Rosji – 71 proc., Niemiec jedynie 70 proc., a Finlandii raptem 62 proc. Co ciekawe, niemal ¾ respondentów w Polsce przyznaje, że dzięki technologii można zyskać więcej wolnego czasu na sprawy prywatne. Wśród pracowników europejskich – z wspomnianą wcześniej tezą – zgodziło się 2/3 pytanych. Biorąc pod uwagę wyniki z poszczególnych krajów, o korzystnym wpływie technologii na zwiększenie czasu wolnego mówi 59 proc. Finów, 61 proc. Niemców oraz 70 proc. Rosjan i 74 proc. Włochów.

Technologia zapewnia elastyczność

Na oszczędność czasu i elastyczność pracy zwraca uwagę firma Abak S.A., działająca na rynku usług księgowych, która wprowadziła w swojej firmie technologie chmurowe w celu usprawnienia pracy swoich specjalistów. Dzisiaj generowanie tego samego raportu z wykorzystaniem chmury trwa od 3 do 4 minut, co daje 10-11 minut oszczędności na jednym raporcie. Dodatkowo, elastyczny dostęp do mocy obliczeniowej w chmurze zwiększył efektywność pracy w newralgicznym dla firmy księgowej, okresie rozliczania podatków.

Technologia daje więcej czasu wolnego

„Jeżeli weźmiemy pod uwagę tzw. gorący okres, czyli dni między 20 a 25 każdego miesiąca, kiedy wyliczane są kwoty podatków, to każdy pracownik oszczędza dużo czasu, a jego wydajność znacząco wzrasta” – przekonuje Wojciech Kaliciak, Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej w firmie Abak S.A. „Innym istotnym elementem wdrożenia usług w modelu cloud jest pełna skalowalność rozwiązania. Oznacza to, że jeżeli firma potrzebuje zwiększenia mocy obliczeniowych, nie ma konieczności kupowania dodatkowych serwerów, a niezbędne „posiłki” uzyskuje się jednym kliknięciem myszki”.

[1] Badanie „Nowoczesne IT w MŚP 2017” przeprowadzone przez Ipsos MORI na zlecenie Microsoft objęło 1001 pracowników reprezentujących polski sektor małych i średnich firm, zatrudniających do 250 pracowników. W globalnym badaniu wzięło udział 13 tys. pracowników MŚP z 19 rynków europejskich. Badanie zostało przeprowadzone w lutym i marcu 2017 r.

Jak zabezpieczyć się przed ryzykiem w sprzedaży?

dr Agnieszka Grostal, ekspert w zarządzaniu sprzedażą, założycielka firmy doradczej Salents
dr Agnieszka Grostal, ekspert w zarządzaniu sprzedażą, założycielka firmy doradczej Salents

Choć istnieją branże szczególnie narażone na sytuacje kryzysowe, to tak naprawdę każda firma ponosi ryzyko. Na szczęście dzięki odpowiednim zabiegom można je znacznie zminimalizować. Jak tego dokonać? Wyjaśnia
dr n. ekon. Agnieszka Grostal.

Zazwyczaj przedsiębiorców największą grozą napawają sytuacje niezależne od nich – warunki atmosferyczne, opóźnienia w transporcie, wadliwość dostarczanych surowców… Jednak wbrew pozorom, ryzyko operacyjne jest możliwe do oszacowania. Znając specyfikę klimatu lub obliczając odległość zakładu produkcyjnego od magazynu, przedsiębiorca może świadomie zarządzać ryzykiem, jakie podejmuje. Czy możliwe jest jednak zarządzanie nim w sprzedaży, która przecież tak bardzo zależy od samego konsumenta? Tak, to wykonalne, ale pod warunkiem dobrego przygotowania działu sprzedaży i sprawnej pracy handlowców.

Zdefiniuj, wprowadź, realizuj

„Najlepszym rozwiązaniem chroniącym przedsiębiorców przed niepotrzebnym ryzkiem jest rzetelne zdefiniowanie procesu sprzedaży” – radzi dr Agnieszka Grostal, założycielka firmy doradczej Salents. „Proces sprzedaży określa między innymi aktywności sprzedawców i sposób podejścia do klienta, a co więcej – rekomenduje najlepsze rozwiązania. Po wdrożeniu należy go konsekwentnie realizować, ale też monitorować, a to z kolei zadanie dla dyrektora działu sprzedaży”.

Należy bacznie obserwować przepływy okazji sprzedażowych, czas cyklu sprzedaży, a także współczynnik konwersji i wydajności handlowców. Posługując się zbiorem kompletnych informacji o procesie sprzedaży, można kontrolować procesy i szybko wykrywać wszelkie nieprawidłowości. Wprowadzenie korekty na wczesnym etapie oddali widmo ryzyka utraty zaufania klientów i partnerów. Niestety wielu liderów nie dostrzega konieczności szacowania ryzyka. Niesłusznie, ponieważ pozwala to przedsiębiorstwu unikać ponoszenia niespodziewanych kosztów.

Wspomagaj się użytecznymi narzędziami

Sukcesem sprzedawcy nie jest nawiązanie kontaktu z klientem, lecz ostateczne dokonanie transakcji. „Postęp zabiegów sprzedażowych można kontrolować za pomocą tzw. sales pipeline’u, czyli lejka sprzedażowego. Obrazuje on pełen przebieg procesu sprzedaży – od znalezienia potencjalnego konsumenta, poprzez przedstawienie mu oferty, aż po negocjacje i zrealizowanie kontraktu” – tłumaczy dr Agnieszka Grostal z Salents.

Status poszczególnych transakcji oznaczamy odmiennym kolorem i odpowiednim komentarzem, np. „złożenie pierwszej oferty” lub „przesłanie danych do podpisania umowy”. Po każdej zmianie statusu, dane muszą być aktualizowane. Pipeline stanowi wówczas miarodajne narzędzie do budowania prognoz handlowych, które uwzględniają np. prawdopodobieństwo niewyrobienia założonych celów finansowych, czyli omawiane ryzyko.

Warto poinformować swoich handlowców, jakie miesięczne lub kwartalne wartości powinien przyjmować lejek sprzedażowy, np.: ile transakcji może pozostać niezamkniętych, aby nie zagroziło to płynności operacyjnej i finansowej firmy. Do wyznaczenia celów sprzedawcom można wykorzystać miedzy innymi Balanced Score Card, czyli Zrównoważoną Kartę Wyników.

Przekładaj teorię na praktykę

„Informacje płynące z raportów same w sobie nie pomogą zminimalizować ryzyka w sprzedaży. Należy je mądrze wykorzystać, tzn. systematycznie wprowadzać korekty tam, gdzie wyniki nie są zadowalające” – przestrzega dr Agnieszka Grostal.

Wyniki sprzedaży poszczególnych handlowców dają kadrze zarządzającej obraz, który pracownik dysponuje dużym potencjałem i w czyj rozwój warto inwestować. W przypadku sprzedawców z niezadowalającymi rezultatami, należy zastanowić się nad szkoleniami – zadbać o ich specjalistyczną wiedzę, znajomość technik sprzedażowych, ale i wewnętrzną motywację. Sprawna praca zdolnych handlowców to podstawa do prawidłowego przewidywania wyników, a tym samym zmniejszania ryzyka.

UI TFI: Czy apetyt inwestorów na europejskie i polskie akcje się utrzyma?

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
  • Po pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji jest 1:0 dla Emmanuela Macrona. Inwestorzy się cieszą, bo szanse eurosceptycznej Marine Le Pen na wygraną istotnie zmalały.
  • Ostateczny wynik głosowania będzie istotny dla rynków akcji w Europie – także dla warszawskiej giełdy.
  • W oczekiwaniu na wiadomości z Francji warto zwrócić uwagę na dobre dane napływające z polskiej gospodarki.

Po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, na rynkach finansowych można było niemal usłyszeć westchnienie ulgi. Francuski indeks giełdowy CAC40 zyskał w poniedziałek aż 4%, a zieleń zdominowała również inne, europejskie parkiety. Obrazuje to 4-procentowy wzrost indeksu Euro Stoxx 50 grupującego pięćdziesiąt największych przedsiębiorstw strefy euro.

Sondaże wskazują na to, że w drugiej turze prorynkowy kandydat Emmanuel Macron powinien zwyciężyć w starciu z eurosceptyczną Marine Le Pen. Jeśli tak się stanie, apetyt inwestorów na europejskie akcje się utrzyma.

Rok wyborczy w Europie a sprawa polska

Na wygaszeniu ryzyka politycznego we Francji skorzystaliby wszyscy inwestorzy, którzy lokują kapitał w Europie. Beneficjentem byłaby też warszawska giełda. Polska jako „specyficzny” rynek wschodzący jest bowiem silnie powiązana z Europą Zachodnią i zachowanie rodzimych indeksów jest w dużym stopniu uzależnione od sentymentu panującego na europejskich parkietach. O tym, czy apetyt inwestorów na europejskie akcje się utrzyma, już niebawem zadecydują francuscy wyborcy.

Co jednak ważniejsze, za polskimi akcjami niezmiennie przemawiają twarde argumenty. W marcu produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w porównaniu do ubiegłego roku o 11,1%, a sprzedaż detaliczna o 9,7%. To jedne z lepszych wyników, jakie polska gospodarka osiągnęła w ciągu ostatnich kilku lat. W Polsce obserwujemy także silną poprawę na rynku pracy – w marcu bezrobocie spadło do 8,2%.

Ożywienie gospodarcze pomoże spółkom notowanym na GPW zrealizować tegoroczne prognozy zysków na poziomie kilkunastu procent. A jeśli utrzyma się napływ kapitału na europejskie giełdy, WIG powinien zamknąć ten rok na poziomach wyższych niż obecnie.

Macron vs. Le Pen – co dalej?

Już 8 maja Francuzi wybiorą nowego prezydenta. Jeśli zostanie nim Emmanuel Macron, rynki czeka chwila spokoju. W niepamięć odejdzie dyskusja na temat wyjścia Francji z Unii Europejskiej. Jeśli jednak po raz trzeci w przeciągu roku sondaże zawiodą i zwycięży Marine Le Pen, trzeba liczyć się ze spadkami.

Niezależnie od wyniku wyborów we Francji, to nie koniec politycznych emocji na rynkach. Już po wakacjach odbędzie się kolejny akt tegorocznego roku wyborczego w Europie – wybory parlamentarne w Niemczech.

Arrinera Hussarya – pierwszy polski supersamochód

Arrinera Hussarya GT

Pierwszy polski supersamochód, Arrinera Hussarya, dumnie nosi nazwę nawiązującą do bohaterskich momentów naszej historii. Jednocześnie budzi wiele kontrowersji i wzbudza rozpalone dyskusje na internetowych forach. Ile jest polskości w tym polskim projekcie? Czy ktoś zapłaci ponad 1,2 mln złotych za taki samochód? Co oznacza specyfikacja GT dla Arrinery? Czy w końcu zobaczymy ją zarejestrowaną na polskich drogach? Wyjaśniamy fakty i obalamy mity.

Made in Poland?

Projekt mechaniczny Arrinery Hussarya został wykonany przez polskiego inżyniera, Krzysztofa Stelmaszczuka. Za kształt nadwozia oraz wygląd wnętrza odpowiada polski designer – Pavlo Burkatskyy. Pakiet aerodynamiczny powstał pod nadzorem profesora Janusza Piechny i jego zespołu z Politechniki Warszawskiej. Poszycie z włókna węglowego oraz spawanie konstrukcji zostały wykonane w Polsce. Natomiast pozostałe części mechaniczne są kupowane u renomowanych producentów światowych, u których zaopatrują się wszyscy czołowi gracze motorsportu. Siedziba firmy Arrinera mieści się w Anglii, w kolebce europejskiego sportu motorowego z długą i piękną tradycją.Arrinera Hussarya

GT dla dżentelmena

Arrinera Hussarya GT kierowana jest do specyficznej grupy odbiorców, którzy chcą zacząć swoją przygodę w jednej z najciekawszych dyscyplin motorowych, czyli wyścigów klasy GT.

„Nasz samochód chcemy dostarczać tzw. gentlemen drivers, czyli dojrzałym kierowcom, którzy osiągnęli odpowiedni status i sukces zawodowy, i teraz są gotowi do podjęcia rywalizacji sportowej na torze w klasie GT” – wyjaśnia Piotr R. Frankowski, członek zarządu Arrinera S.A. – „Tacy odbiorcy szukają auta, które jest szybkie, bezpieczne, ekonomiczne w eksploatacji i świetnie wygląda. Hussarya oferuje to w swoim pakiecie”.

Cena samochodu wyścigowego wraz z pakietem części do sportu wynosi 299 tysięcy dolarów. Dla porównania, w tym przedziale cenowym dostępne są… kilkuletnie, używane Ferrari, Porsche czy Mercedesy, również w wersjach wyścigowych. Niekoniecznie jednak gentlemen drivers chcą nabywać takie okazy – często wolą wybrać nowe pojazdy. A Hussarya jest nowa i składana ręcznie, co nadaje dodatkowego charakteru i jest doceniane przez tę grupę odbiorców.

National GT – diabeł tkwi w szczegółach

Arrinera Hussarya GT wyścigiW nazwie Hussaryi w wersji torowej znalazł się skrót GT. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej, tylko że auto spełnia techniczne wymogi homologacji GT3 FIA. Nie spełnia jednak wymogu produkcji seryjnej, czyli minimum 500 sztuk, w przeciwieństwie do Ferrari GT3 czy Porsche GT3.

Nie oznacza to, że Arrinera nie może startować w wyścigach. Hussarya ma tzw. homologację national GT, która uprawnia do startów w zawodach na tej samej zasadzie jak inne pojazdy GT z niewielkich manufaktur, których nie brakuje zarówno w Anglii, jak i na świecie. Dobrym przykładem jest debiut Arrinery w wyścigu DMV Gran Turismo / Touring Car Cup na słynnym torze Hockenheim w Niemczech. Warto dodać, że ten start miał na celu sprawdzenie samochodu w realnych warunkach wyścigowych, głównie pod względem bezawaryjności i wytrzymałości. Nie ma lepszego poligonu niż kilkugodzinna jazda na najwyższych obrotach, w towarzystwie mocnej konkurencji nastawionej na wyniki. Dla wyścigowej Hussaryi czas na wyniki jeszcze nadjedzie.

Koniec mitów

Arrinera Hussarya GT wyścig 2017Wokół Arrinery obrosło sporo mitów, wiele z nich bierze się z niewiedzy lub tzw. fake news. Jest to zdecydowanie polski projekt, na ile może być polski w globalnym świecie. Warto zaznaczyć, iż kapitał spółki, notowanej na giełdzie, jest całkowicie prywatny, bez żadnych dotacji państwowych. Młodej firmie daleko również do pełnych budżetów rozwojowych takich marek jak Porsche czy Audi. Arrinera nawiązuje duchem do klasycznych samochodowych manufaktur, które ręcznie składają samochody dla niemasowego odbiorcy.

Arrinera Hussarya GT – 2017Do pełnego sukcesu brakuje już tylko większej sprzedaży – na razie nabywców znalazły 2 samochody. Ale i to się może wkrótce zmienić, zwłaszcza że tą polską manufakturą zainteresowali się przedstawiciele branży moto z Zatoki Perskiej. A ci znają się na szybkich i ekskluzywnych autach jak nikt na świecie.

Nowy fundusz V4C będzie oparty na finansowaniu z EFI i EBOiR

Value4Capital, firma private equity działająca w Polsce i Europie Środkowej, przygotowuje się do uruchomienia kolejnego funduszu, V4C Polska Plus (Poland Plus), o docelowej wielkości 150 mln euro. Fundusz V4C Poland Plus będzie koncentrował się na inwestycjach typu private equity w małe i średnie przedsiębiorstwa, szczególnie w sektorze usług gdzie istniejące możliwości wzrostu organicznego i konsolidacji stwarzają potencjał dla tych firm do starania się o miano liderów w swoich branżach.

Nowy fundusz powstaje po zawarciu przez V4C umowy dotyczącej sprzedaży polskiej spółki Konsalnet Holding S.A., ostatniej spółki portfelowej obecnego funduszu V4C Eastern Europe, na rzecz China Security and Fire Company, inwestora branżowego z sektora usług ochrony i transportu gotówki.

Nowy fundusz V4C Poland Plus pozyskał 35 milionów euro z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (EFI) i 25 milionów euro z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). EBOiR jest inwestorem V4C od 2006 r., kiedy to zaangażował się w fundusz V4C Eastern Europe. Inwestycja EFI jest finansowana z Unijnego programu EFSI (European Funds for Strategic Investments) utworzonego w ramach Planu Inwestycyjnego dla Europy. Program EFI w ramach programu angażuje się w fundusze private equity aktywne w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw. Celem programu EFSI jest wspieranie finansowania i wdrażania inwestycji w Unii Europejskiej oraz zapewnienie lepszego dostępu do kapitału. Inwestycja EFI w fundusz V4C Poland Plus jest pierwszą, którą EFI realizuje w ramach programu EFSI. Pośrednio obejmuje ona również zaangażowanie Polskiego Funduszu Funduszy Wzrostu (PFFW) – utworzonego w ramach współpracy Banku Gospodarstwa Krajowego i EFI.

„Nowy fundusz będzie pierwszym niezależnym funduszem, którym nasza firma będzie zarządzać po wyjściu z grupy bankowej w 2011 r.- mówi Bill Watson, Partner Zarządzający V4C. Z moimi partnerami, Jackiem Pogonowskim i Piotrem Misztalem, będziemy kontynuować współpracę z firmami średniej wielkości i pomagać im realizować ich ambicje, aby stały się liderami rynku. Mimo tego, że segment MŚP charakteryzuje się silnym wzrostem i potencjałem ekspansji, jest on często pomijany przez międzynarodowych inwestorów, a kapitał private equity koncentruje się w większych funduszach. Wsparcie ze strony EFI i EBOiR pomoże zapewnić kontynuowanie działalności inwestycyjnej w tej kluczowej części gospodarki”

Dyrektor Naczelny EFI Pier Luigi Gilibert skomentował: „Sektor private equity w Europie Środkowo-Wschodniej jest wciąż słabo rozwinięty w porównaniu z innymi regionami Europy, szczególnie dotyczy to segmentu małych i średnich przedsiębiorstw. Inwestycje EFI w fundusz V4C Poland Plus korzystnie przyczynią się do rozwoju private equity w regionie, szczególnie w Polsce w sektorze małych i średnich firm. Jako EFI bardzo cieszymy się, że przyczyniamy się do ich rozwoju w Europie Środkowej i Wschodniej, oraz że zapewniamy firmom dostęp do alternatywnych źródeł finansowania.”

Anne Fossemalle, dyrektor EBOiR ds. funduszy inwestycyjnych powiedziała: „Jesteśmy bardzo zadowoleni, że wspieramy pierwszy niezależny fundusz V4C, który jest długoletnim partnerem EBOiR. Nasza inwestycja w nowy fundusz potwierdza nasze pragnienie dalszego wspierania sektora private equity w Europie Środkowo-Wschodniej „.

Duża podaż nowych mieszkań w Katowicach i Aglomeracji Śląskiej przyciągnie kupujących do rynku pierwotnego

Podaż nowych mieszkań w Katowicach i innych miastach Aglomeracji Śląskiej utrzyma się w najbliższym czasie na wysokim poziomie. Ceny lokali z rynku pierwotnego mogą w tym roku jeszcze lekko wzrosnąć, za to ceny mieszkań na rynku wtórnym w tym rejonie powinny pozostać na dotychczas notowanych poziomach. Takie wnioski płyną z raportu E-VALUER INDEX 2017, przygotowanego przez Emmerson Evaluation.

E-VALUER INDEX 2017 to już czwarta edycja kompleksowego raportu na temat rynku mieszkaniowego w Polsce, przygotowywanego przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Raport obejmuje mediany[1] cen transakcyjnych mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym oraz szczegółowe dane dla struktury ich sprzedaży.

Ostatnie lata były okresem boomu na rynku mieszkaniowym w całej Polsce. Dzięki dużemu zainteresowaniu klientów deweloperzy bili rekordy sprzedaży. Podobnie było w Katowicach i miastach aglomeracji. Na rosnący popyt branża mieszkaniowa odpowiedziała zwiększeniem podaży. Deweloperzy byli zatem ostatnio bardzo aktywni nie tylko w stolicy województwa śląskiego, ale i w pozostałych omawianych w raporcie miastach Aglomeracji Śląskiej  (Chorzów, Jaworzno, Dąbrowa Górnicza, Gliwice, Sosnowiec i Mysłowice). Liczba pozwoleń na budowę wydanych w ubiegłym roku w Katowicach wyniosła 1615, w tym 1395 dla deweloperów. To tylko niewielki spadek w porównaniu do ubiegłego roku (1695 pozwoleń w 2015 roku). Wysoki poziom nowych inwestycji odnotowano także w przypadku wymienionych w raporcie miast Aglomeracji Śląskiej. Łącznie wydano 2360 pozwoleń, 1431 trafiło w ręce deweloperów.

Duże zainteresowanie Katowicami oraz okolicznymi miastami aglomeracji obserwujemy już od dwóch lat. Rekord w otrzymanych pozwoleniach na budowę padł w 2015 roku, ale w 2016 ich poziom był bardzo zbliżony. W najbliższej perspektywie można oczekiwać sporej podaży mieszkań na rynkach pierwotnych w tym regionie. To z kolei powinno wpłynąć na znaczące ograniczenie ewentualnych wzrostów cen – komentuje Radosław Ostrowski, dyrektor katowickiego oddziału Emmerson Evaluation.

Jak kształtują się ceny mieszkań?

Jak podaje raport E-VALUER INDEX 2017, w stolicy województwa śląskiego mediana cen nowych mieszkań wyniosła w 2016 roku 4957 zł/mkw. Mieszkania z drugiej ręki były już znacznie tańsze (3395 zł/mkw.). Wspólna mediana cen na rynku pierwotnym Chorzowa, Jaworzna, Dąbrowy Górniczej, Gliwic, Sosnowca i Mysłowic sięgnęła 3938 zł/mkw. Tu także obserwowano duże różnice między cenami nowych i używanych lokali. Ceny na rynku wtórnym kształtowały się bowiem na poziomie 2691 zł/mkw.

katowice

Co ciekawe, w ubiegłym roku to mieszkania z drugiej ręki drożały najmocniej. W Katowicach wzrosły o 5%, a w miastach Aglomeracji Śląskiej o 4%. Tymczasem na rynku pierwotnym, zaobserwowaliśmy znacznie mniejsze wzrosty w Katowicach (2%) oraz stabilizację cen w miastach aglomeracji. W tym roku oczekujemy odwrócenia trendu. Bogata oferta nowych mieszkań przyciągnie kupujących i wpłynie na lekkie podwyżki cen na rynkach pierwotnych, które ze względu na wystarczającą podaż nie powinny jednak być zbyt dotkliwe – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

Jakie mieszkania kupowano najczęściej?

W przypadku struktury sprzedaży w Katowicach widać wyraźnie, że kupujący w tym mieście preferują małe i średnie metraże mieszkań. Lokale o pow. 35-50 mkw. stanowiły 40% sprzedanych mieszkań, niewiele mniej (38%) miało powierzchnię 50-70 mkw. Bardzo podobnie prezentują się dane dla katowickiego rynku wtórnego. W analizowanych miastach Aglomeracji Śląskiej zdecydowanie najpopularniejsze na rynku pierwotnym były mieszkania średnie, o powierzchni od 50 do 70 mkw. (52%). W przypadku mieszkań z drugiej ręki, podobnie jak w stolicy województwa, sprzedawano najczęściej lokale o metrażu od 35 do 50 mkw.sprzedaż mieszkań w katowicach

[1] Mediana (tzw. wartość środkowa, dzieląca zbiór na dwie równe części) lepiej odzwierciedla informację na temat cen nieruchomości niż średnia, ponieważ na jej wynik, nie wpływają pojedyncze wartości znacznie odchylające się od większości transakcji typowych w całym zbiorze (takie jak np. zakup jednej nieruchomości luksusowej).