Postępuje cyfryzacja polskich uczelni. Już 100 tys. studentów korzysta z elektronicznych legitymacji umożliwiających płatności

Postępuje cyfryzacja polskich uczelni. Już 100 tys. studentów korzysta z elektronicznych legitymacji umożliwiających płatności 1

W Polsce wydano już 100 tys. elektronicznych kart, które łączą funkcje akademickie i płatnicze. Legitymacje Smartcard to część programu Santander Universidades, przez który Bank Zachodni WBK chce promować ideę przedsiębiorczości wśród studentów i zwiększyć ich mobilność. W Polsce w tym zakresie z bankiem współpracuje już pięć uczelni.

– Banki bardzo dużo inwestują w nowe technologie, znacznie bardziej niż uniwersytety. Uczelnie mogą skorzystać z naszych osiągnięć, by zaoferować więcej usług swoim studentom i wykładowcom z wykorzystaniem naszej technologii. Cele są więc różne, a pole do współpracy bardzo szerokie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Vicente Prior, który odpowiada globalnie za programy uniwersyteckie w Globalnej Grupie Santander Universidades.

Globalny projekt Santander Universidades, poprzez który wprowadzane są innowacje technologiczne, wspomaga nauczanie i lepiej przygotowuje studentów do wymagań stawianych przez współczesny rynek. Bank zaś w ten sposób realizują ideę społecznej przedsiębiorczości.

– Efektem jest bliższa współpraca pomiędzy dwoma stronami. Nie ogranicza się ona tylko do samej karty czy aplikacji Campus ID, ale przy okazji propagujemy ideę przedsiębiorczości. Krzewienie jej wśród studentów zachęca ich do zakładania własnych firm, start-upów. Bierzemy udział w tym procesie. Dzięki stypendiom pomagamy uniwersytetom zwiększyć mobilność pomiędzy nimi. Pomagamy m.in. w wymianach naukowych z Ameryką – przekonuje przedstawiciel Grupy Santander.

Santander Universidades regularnie od 2013 roku organizuje serię cyklicznych spotkań International University Smart Card Congress. Mają one stanowić platformę do wymiany doświadczeń i przestrzeń do współpracy między uczelniami a biznesem. W tym roku, w dniach 30–31 marca, kongres odbył się po raz pierwszy w Polsce, w siedzibie Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

– Współpraca nauki, szkolnictwa wyższego, z biznesem i otoczeniem gospodarczym jest nieodzownym atrybutem funkcjonowania dobrych uczelni wyższych, które chcą, aby ich absolwenci znajdowali z sukcesami miejsca pracy i kreowali rozwój gospodarczy naszego kraju. Bez takiej współpracy uczelnia nie dowie się, czy są usterki w kształceniu ani jakie są bieżące problemy, które trzeba rozwiązywać, a pracodawcy nie będą mieli dobrych kandydatów do pracy – wskazuje prof. dr hab. Marek Rocki, rektor Szkoły Głównej Handlowej.

Nowoczesne nauczanie wymaga wprowadzenia innowacyjnych rozwiązań. Zwłaszcza że na rynku pracy rośnie zapotrzebowanie na kompetencje cyfrowe u pracowników.

– Bank Zachodni WBK należy do klubu partnerów naszej uczelni, jest też korporacyjnym członkiem CEMS-u, czyli konsorcjum europejskich szkół zarządzania, biznesu. Z każdego kraju wybierana jest przez klub tylko jedna uczelnia do członkostwa, stąd uczestnictwo Banku Zachodniego WBK w tym elitarnym klubie firm jest dla nas bardzo wartościowe, bo daje możliwość wejścia do firm europejskich i współpracy z europejskimi uczelniami – tłumaczy prof. dr hab. Marek Rocki.

Częścią globalnego projektu realizowanego przez Grupę Santander, głównego akcjonariusza Banku Zachodniego WBK, w ramach Santander Universidades jest Smartcard. Pierwszą elektroniczną legitymację studencką Grupa Santander wydała 20 lat temu. Obecnie działa ich już ponad 9 mln na 280 uczelniach w 12 krajach, w tym w Polsce.

Karta nie tylko potwierdza tożsamość w bezpieczny sposób, lecz także pozwala sprawdzić liczbę wolnych miejsc parkingowych, zarezerwować książkę w bibliotece czy sprawdzić terminy egzaminów. Jest też powiązana z programem rabatowym, m.in. w sklepach Apple czy Spotify. Z założenia ma uprościć życie studentom na uczelniach i poza nimi.

– Koncepcja Smartcard w odniesieniu do uniwersytetów pozwala na dostęp do lepszej technologii i udostępnia większej liczby usług środowiskom akademickim – studentom, wykładowcom i pracownikom. Uniwersytety same mogą wydawać legitymacje, ale technologia jest mniej zaawansowana i daje mniejsze możliwości świadczenia usług – podkreśla Vicente Prior.

Trwają prace nad nową ustawą refundacyjną. Może być szansą na dynamiczny rozwój krajowego przemysłu farmaceutycznego

Trwają prace nad nową ustawą refundacyjną. Może być szansą na dynamiczny rozwój krajowego przemysłu farmaceutycznego 2

Resort zdrowia uzasadni w czwartek na sejmowej komisji najważniejsze założenia nowelizacji ustawy refundacyjnej. Zmiana ma skorygować błędy dotychczasowych przepisów obowiązujących od 2011 roku. Branża farmaceutyczna pozytywnie ocenia część jej założeń, ale obawia się, że nowe przepisy mogą faworyzować zagraniczne koncerny. Tymczasem polska branża farmaceutyczna odpowiada za bezpieczeństwo lekowe kraju i jest jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów rodzimej gospodarki. 

Zmiany w ustawie refundacyjnej powinny być wprowadzane stopniowo i racjonalnie, żeby zabezpieczyć interes pacjentów i zapewnić im dostęp do leków, zarówno tych podstawowych, jak i nowej generacji. Po drugie, powinny uchronić Narodowy Fundusz Zdrowia przed nadmiernymi wydatkami, a po trzecie – zabezpieczyć krajowy rynek przed czynnikami zewnętrznymi. Wszystkie te elementy może zapewnić zwiększona produkcja leków tutaj, w Polsce – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Błaszczyk, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Sejmowa Komisja Zdrowia zajmie się w czwartek, 6 kwietnia, nową wersją projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej. Ministerstwo Zdrowia najpierw skierowało dokument do konsultacji z innymi resortami i organizacjami branżowymi. Kilka tygodni temu odbyło się jego pierwsze czytanie w Sejmie. Według zapowiedzi nowelizacja ustawy refundacyjnej ma wejść w życie jeszcze w tym roku.

– Będziemy obserwować rozwój zmian w przepisach w trakcie prac parlamentarnych oraz wnosić konstruktywne uwagi – zapowiada Piotr Błaszczyk – Z zadowoleniem przyjęliśmy autopoprawkę ministra zdrowia mającą na celu rozwiązanie dużego problemu, jakim jest nielegalny wywóz leków z Polski. Autopoprawka zahamowała mechanizm, który w sposób pośredni odbiłby się na krajowym przemyśle farmaceutycznym, uniemożliwiając wprowadzanie na rynek nowych odpowiedników, co powoduje zwiększoną dostępność leków dla pacjentów.

Projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej przewiduje też wprowadzenie tzw. refundacyjnego trybu rozwojowego. Firmy farmaceutyczne, które lokalizują swoje zakłady produkcyjne w Polsce, będą mogły dzięki temu liczyć na przywileje w trakcie negocjacji refundacyjnych. Budżet państwa będzie dopłacał nawet 10 proc. do refundacji produkowanych przez nie leków. W ten sposób rząd chce premiować podmioty, które pracują nad nowymi terapiami i prowadzą działalność inwestycyjną na tutejszym rynku.

Rozwojowy tryb refundacyjny postrzegamy jako bardzo istotny element wspierający inwestycje i rozwój krajowego przemysłu farmaceutycznego – uważa Piotr Błaszczyk.

Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego negatywnie ocenia za to regulacje związane z paybackiem, czyli zwrotem kosztów nadmiernych wydatków Narodowego Funduszu Zdrowia poprzez producentów leków. Obawia się on, że tymi wydatkami nadmiernie obciążony zostanie krajowy przemysł farmaceutyczny.

Powinno być odwrotnie, ponieważ polskie leki, produkowane w kraju, to produkty, które dzięki niskim cenom, zapewniają oszczędności systemowi refundacyjnemu. Niesprawiedliwy payback mógłby wpłynąć na stan polskiego przemysłu farmaceutycznego, dlatego będziemy zabiegać o zmiany w tym zakresie. Chcielibyśmy, żeby zwrot zwiększonych wydatków obciążał również tych, którzy te wydatki zwiększają. Są to na przykład nowe bardzo drogie terapie, które wchodzą do receptariusza Narodowego Funduszu Zdrowia. One wpływają na zwiększone wydatki systemu refundacyjnego, a więc powinny też partycypować w zwrocie kosztów do Narodowego Funduszu Zdrowia – mówi Piotr Błaszczyk.

Prezes związku reprezentującego pracodawców branży farmaceutycznej podkreśla, że jest to jeden ze strategicznych sektorów rodzimej gospodarki. Dzięki dobrej sytuacji krajowych firm Polska nie musi się obawiać takich problemów jak Grecja czy Ukraina, które borykały się ostatnio z ograniczonym dostępem do leków.

Jesteśmy jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów gospodarki. Zapewniamy 1 proc. produktu krajowego brutto i 100 tys. miejsc pracy, a krajowi producenci leków mogą się pochwalić dużą liczbą patentów. Część przychodów reinwestujemy w badania i rozwój, czego efektem są nowe wdrożenia i nowe rozwiązania – zaznacza Piotr Błaszczyk.

Kilka tygodni temu Ministerstwo Zdrowia przedstawiło oficjalne sprawozdanie z funkcjonowania ustawy refundacyjnej, która weszła w życie w 2011 roku. Resort negatywnie ocenił realizację zapisów ustawy, a błędy ma skorygować nowelizacja, która znajduje się obecnie na etapie prac parlamentarnych.

Przecena złotego, jego dalsze losy zależą od banków centralnych

Po południu złoty zdołał odrobić część przedpołudniowych strat, ale te i tak pozostają duże. W ostatnim czasie sentyment do polskiej waluty zdecydowanie się pogorszył, a jej dalsze losy będą uzależnione od sygnałów z banków centralnych i trochę od polityki.

Fala wyprzedaży złotego przetoczyła się w godzinach przedpołudniowych przez polski rynek walutowy. Jednym z jego efektów był wzrost kursu USD/PLN powyżej psychologicznej bariery 4 zł z poziomu 3,9690 zł wczoraj na koniec dnia i wobec zanotowanego w ubiegłym tygodniu 4,5-miesięcznego minimum na poziomie 3,8924 zł.

Po południu presja podażowa nieco ustąpiła, a złoty nawet odrobił część strat. Te jednakże pozostają znaczące. O godzinie 16:43 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2530 zł, co oznacza wzrost o 1,8 gr. Dolar podrożał o 2,4 gr do 3,9930 zł. Szwajcarski frank natomiast o wzrósł o 2,1 gr do 3,9840 zł. Tym samym sentyment do polskiej waluty pogorszył się i już niewiele zostało z dobrych nastrojów panujących w marcu, gdy zyskiwała ona wraz z napływem kapitałów do Polski i do innych dużych gospodarek emerging markets.

Gdyby aktualną sytuację oceniać tylko i wyłącznie przez pryzmat analizy wykresów polskich par, to należałoby postawić tezę mówiącą o tym, że w ubiegłym tygodniu zostały wyznaczone średnioterminowe dołki, a kwiecień upłynie pod znakiem drożejących walut.

Dzisiejsza przecena złotego, która korelowała m.in. z podobnych zachowaniem węgierskiego forinta, nieco zaskoczyła. Brakowało bowiem bezpośrednich mocnych impulsów do takiego zachowania. Relatywnie spokojnie zachowywała się para EUR/USD. Bardzo dobre nastroje panowały na warszawskiej giełdzie i wielu innych europejskich parkietach. Spokojnie też było na rodzimym rynku długu, gdzie wprawdzie miała miejsce niewielka realizacja zysków, ale zdecydowanie przeważało wyczekiwanie na wyniki rozpoczętego dziś dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP) i czwartkowe wyniki aukcji o wartości 3-5 mld zł.

Nie mniej jednak przecena miała miejsce, a jedną z jej konsekwencji jest gorsze nastawienie inwestorów do złotego. To czy będzie on w dalszej części tygodnia tracił na wartości przede wszystkim zależało będzie od sygnałów płynących z banków centralnych (bardziej od Fed i ECB, niż od RPP) i trochę od polityki.

W środę zostaną opublikowane tzw. minutki z ostatniego posiedzenia Fed, a w czwartek z ostatniego posiedzenia ECB. Inwestorzy będą tam szukali odpowiedzi na pytania o ilość podwyżek stóp procentowych w USA w tym roku oraz o to, czy w łonie ECB toczy się dyskusja nad przyszłym wyjściem z ultraluźnej polityki monetarnej. Im bardziej jastrzębie będą sygnały, tym gorzej dla złotego. I odwrotnie.

Większego wpływu na notowania złotego nie będzie za to miało posiedzenie RPP. Jego wyniki rynek pozna w środę. Jest pewne, że Rada nie zmieni stóp procentowych i nie zmieni swej retoryki. Owszem rynek walutowy mógłby reagować, ale tylko wówczas, gdy pojawi się ze strony Rady sugestia wydłużenia okresu rekordowo niskich stóp procentowych w Polsce.

Innym impulsem, który może potencjalnie wstrząsnąć złotym oraz innymi walutami emerging markets jest polityka. Wstrząs ten miałby wpływ pośredni, poprzez dolara. W najbliższy piątek dojdzie do spotkania prezydenta USA z prezydentem Chin, podczas dwudniowej wizyty tego ostatniego w USA. Niewątpliwie podczas rozmowy będą poruszane tematy gospodarcze, na co czuły właśnie może być dolar.

Drugim politycznym tematem są pojawiające się głosy, że jeszcze w tym tygodniu Kongres może głosować nad likwidacją Obamacare. Gdyby tak się stało i prezydent Trump obaliłby ten program zdrowotny, to rynek odebrałby to jako sygnał skuteczności działań prezydenta, oczekując w kolejnych krokach reformy podatków i pakietu fiskalnego. Dla rynku walutowego oznaczałoby to silny impuls do umocnienia dolara, co z pewnością w sposób bezpośredni uderzyłoby w waluty emerging markets (w tym złotego).

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Marcowa korekta bez konsekwencji

Marzec przyniósł niewielkie spadki głównych indeksów warszawskiego parkietu, które nie zachwiały jednak w najmniejszym stopniu perspektywami naszego rynku. Ciekawostką może być fakt, że korekta wystąpiła mimo dobrych nastrojów zarówno na największych giełdach światowych, jak i na emerging markets.

W marcu WIG20 i WIG poszły w dół o 0,7 proc. Biorąc pod uwagę wcześniejszy dynamiczny ruch w górę, korektę można określić mianem symbolicznej. Realizacja zysków zaczęła się dopiero w drugiej połowie miesiąca, po zaatakowaniu przez indeks największych spółek 2300 punktów i 60 tys. punktów przez wskaźnik szerokiego rynku, a więc poziomów mających raczej charakter psychologiczny, niż istotnych z technicznego punktu widzenia. Niewielka skala spadku nie zdołała doprowadzić do pojawienia się jakichkolwiek sygnałów skłaniających do niepokoju i zwiastujących pogłębienie przeceny, choć miejsca do bezpiecznego rozwinięcia korekty jest jeszcze sporo. Do  tezy, że mamy do czynienia z naturalnym zjawiskiem realizacji zysków, skłania fakt, że korekta rozpoczęła się bez żadnego istotnego negatywnego impulsu. Z pewnością ani powodem, ani pretekstem nie mogły się stać czynniki fundamentalne. Większość spółek, w tym także tych największych, raportowała poprawę wyników finansowych, a perspektywy polskiej gospodarki rysują się zdecydowanie optymistycznie. Tempo wzrostu PKB w tym roku z pewnością będzie wyższe niż w 2016 r., nic też nie wskazuje na napięcia w sferze finansów państwa. Pozytywne zjawiska dostrzegają coraz częściej zagraniczne ośrodki analityczne, podwyższając prognozy oraz zarządzający aktywami, wyrażając się pozytywnie o naszej gospodarce i rynku. Poprawę postrzegania Polski potwierdza także zachowanie się złotego i obligacji skarbowych. Złoty od początku roku należy do grupy najlepiej radzących sobie walut, korzystając z pozytywnego nastawienia inwestorów do rynków wschodzących. Pod koniec marca dolar był najtańszy od pięciu miesięcy i aż o 34 grosze tańszy niż w połowie grudnia ubiegłego roku. Kurs euro osiągnął poziom najniższy od listopada 2015 r. Rentowność polskich dziesięcioletnich papierów skarbowych w ciągu miesiąca spadła z prawie 3,9 do 3,47 proc. Na tym tle niewielka słabość indeksów warszawskiego parkietu wyglądała wręcz nienaturalnie.

Nienaturalnie także w porównaniu do sytuacji na głównych parkietach europejskich, gdzie indeksy we Frankfurcie i Paryżu zwyżkowały po 4-5 proc. Można przypuszczać, że hamująco na zwyżkę naszych wskaźników wpływało nieco gorsze zachowanie giełdy nowojorskiej, gdzie nastroje nie były najlepsze, szczególnie od momentu porażki Donalda Trumpa w kwestii zmian w systemie ubezpieczeń zdrowotnych, stawiającej pod znakiem zapytania szybką realizację pozostałych jego planów. To jednak nie Wall Street, lecz rynki wschodzące są benchmarkiem dla naszych indeksów. Tymczasem MSCI Emerging Markets od drugiej dekady marca radził sobie bardzo dobrze, rosnąc w skali miesiąca o prawie 4 proc. i kończąc go na poziomie najwyższym od połowy 2015 r. Warto jednak zwrócić uwagę, że słabości naszego WIG20 towarzyszył także sięgający 1,3-1,5 proc. spadek indeksów giełd w Budapeszcie i Bratysławie.

Spośród czynników wewnętrznych, warto zwrócić uwagę na słabszą postawę sektora energetycznego oraz banków. W przypadku tego pierwszego powodów należy szukać w kontynuacji zaangażowania w proces dokapitalizowania Polskiej Grupy Górniczej oraz znikającej perspektywy wypłaty dywidendy. Ten drugi czynnik ma także zastosowanie w odniesieniu do przedstawicieli sektora finansowego. Jeśli dodać do tego sięgające 10 proc. spadki notowań akcji KGHM i JSW, trudno się dziwić słabszej postawie indeksu naszych największych firm. Zjawisko realizacji zysków znacznie mocniej było widoczne w przypadku segmentu średnich spółek. mWIG40 stracił w marcu 2 proc. Tu zagrożenie pogłębieniem przeceny wydaje się nieco większe, ale także daleko jeszcze do pojawienia się obaw dotyczących zmiany głównego trendu. Charakterystycznym zjawiskiem w przypadku wielu spółek był brak pozytywnej reakcji kursu na informacje o dobrych wynikach finansowych, czy wręcz wykorzystywanie publikacji raportów do pozbywania się akcji. O ile można tego typu zjawisko racjonalnie wyjaśnić, to jednocześnie trudno obawiać się, że doprowadzi ono do negatywnych konsekwencji w dłuższym horyzoncie. Na poszukiwanie zysków w mniej wyeksploatowanych obszarach rynku wskazuje natomiast bardzo dobre zachowanie indeksu najmniejszych spółek. sWIG80, odmiennie niż pozostałe indeksy, zyskał w marcu ponad 3 proc., zaliczając jedynie krótką korektę w pierwszej połowie miesiąca i kończąc go na poziomie zbliżonym do niedawnego lokalnego szczytu.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2017 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 47,5% rdr do poziomu 24,6 mld zł
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń – 1,1 mld zł (+34,7% rdr)
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 36,0% rdr do poziomu 1,0 mln szt.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 98,6% rdr do poziomu 54,6 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku spot o 3,4% rdr do poziomu 2,3 TWh

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w marcu 2017 r. 25,1 mld zł, czyli o 43,9% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 47,5%, do poziomu 24,6 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w marcu 2017 r. poziom 1,1 mld zł, o 34,7% wyższy niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca 2017 r. wyniosła 57 911,31 pkt i była o 18,1% wyższa niż rok temu.

Również na rynku NewConnect odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 16,1% rok do roku. W ramach arkusza zleceń wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 149,7 mln zł (+37,5% rdr).

W marcu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 1,0 mln szt.,
o 36,0% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 674,6 tys. szt., co oznacza wzrost o 37,2% wobec marca 2016 r. Również kontrakty na akcje odnotowały wzrost o 84,2% do poziomu 209,0 tys. sztuk.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec marca 2017 r. 83,5 mld zł, co oznacza wzrost o 17,4% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 45,5%, do poziomu 207,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w marcu br. 54,6 mld zł i była o 98,6% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w marcu 2017 r. 7,3 TWh, o 39,9% mniej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 3,4% osiągając poziom 2,3 TWh. Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w marcu 2017 r. wyniósł 7,7 TWh, czyli o 27,8% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2] na rynkach spot i terminowym wyniósł 8,1 TWh co oznacza wzost o 21,2% w stosunku do marca 2016 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w marcu 2017 r. 14,6 ktoe[3].

Kapitalizacja 433 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec marca 2017 r. wyniosła 621,3 mld zł (147,2 mld EUR). Łączna kapitalizacja 486 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec marca br. 1,260 mld zł (298,6 mld EUR).

Na Rynku Głównym GPW w marcu 2017 r. zadebiutowała spółka UNIMOT S.A., gdzie wartość oferty wyniosła 99 mln PLN. Na Catalyst w marcu 2017 r. zadebiutowały obligacje spółki PGB (wartość emisji to 387,160 mln PLN). Na rynku Catalyst zadebiutowały obligacje Województwa Opolskiego o wartości 28 mln PLN.

W marcu 2017 r. na GPW odbyło się 23 sesji giełdowych, o 2 więcej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Poczta Polska: porozumienie w sprawie premii – ponad 950 zł brutto w kwartale

Zarząd Poczty Polskiej oraz reprezentatywne organizacje związkowe, działające w firmie – Związek Zawodowy Pracowników Poczty oraz Organizacja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Poczty Polskiej – uzgodniły nowy Regulamin premiowania. Zgodnie z nowymi zapisami, pracownicy okienek i listonosze będą mogli otrzymać nawet 950 zł brutto premii w kwartale. Pierwsze pieniądze trafią na konta już w drugim kwartale 2017 roku.

Dokument przewiduje wpływ indywidualnych wyników pracy na wysokość tej części wynagrodzenia. W przypadku doręczycieli i pracowników sortowni prawie 2/3 premii będzie stanowiła premia czasowo-jakościowa, na której wysokość wpłynie jakość wykonywanej pracy i zaangażowanie, a także liczba przepracowanych dni w danym miesiącu. Do tego dojdzie premia zadaniowa wypłacana, jeśli zarówno pracownik jak i jego jednostka organizacyjna zrealizują zaplanowane na dany okres zadania. Dodatkowo, gdy firma w danym kwartale osiągnie zakładany wynik na poziomie co najmniej 100%, wszystkie osoby, które otrzymały premię zadaniową dostaną dodatkową gratyfikację w postaci premii wynikowej.

– Premie to konieczny element wynagradzania i motywowania Pracowników Poczty Polskiej. Porozumienie jest niełatwym kompromisem pomiędzy uzasadnionymi oczekiwaniami pracowników naszej firmy i jej trudną sytuacją finansową – powiedział Przemysław Sypniewski, Prezes Zarządu Poczty Polskiej.

Poprawa warunków pracy i wynagrodzeń jest jednym z kluczowych elementów nowej strategii Poczty Polskiej przyjętej przez Radę Nadzorczą firmy. Pracownicy Poczty Polskiej są największym kapitałem. Dlatego stabilne zatrudnienie, płace adekwatne do kompetencji i wymagań rynku są priorytetem działań obecnego Zarządu. Zarząd Poczty Polskiej, podobnie jak pracownicy, widzi konieczność zmiany wynagrodzeń w Spółce i podejmuje konkretne działania by to zmienić. Trwają prace nad możliwością wprowadzenia rozwiązań systemowych, związanych z systematycznym wzrostem wynagrodzeń w firmie.

Średnie miesięczne wynagrodzenie listonoszy z nagrodami jubileuszowymi, odprawami emerytalno-rentowymi oraz premią roczną wynosi obecnie 2818, 07 zł. Listonosze miejscy średnio otrzymują miesięcznie 2825, 77 zł. brutto, natomiast wiejscy: 2807, 97 złotych brutto.

Okiem rekrutera: aktywny kandydat vs bierny kandydat

Rekruterzy co roku kontaktują się z tysiącami kandydatów, poszukując tych najodpowiedniejszych na dane stanowisko. Spotykają ludzi o różnych osobowościach, oczekiwaniach i pomysłach na swoją ścieżkę kariery. Rekruterzy często dzielą ich na dwie kategorie: kandydatów aktywnych i kandydatów biernych. Kim są, czym się charakteryzują i jaka jest specyfika rekrutacji kandydatów z poszczególnych grup? Na te pytania odpowiada doświadczony ekspert ds. rekrutacji firmy HRK.

Według raportu LinkedIn „Talent Trend” 25% badanych pracowników aktywnie poszukuje pracy, natomiast pozostałe 75% to osoby niepodejmujące znaczących aktywności w tym zakresie. Nie oznacza to jednak, że ta większość nie rozważa w bliższej czy dalszej perspektywie zmiany pracodawcy. Ich motywacja do zmian jest mniejsza, a blisko połowa tej grupy wyraża swoje zainteresowanie ewentualną rozmową z rekruterami.

Eksperci branży HR dzielą kandydatów na aktywnych i biernych. Na podstawie tych dwóch kategorii dobierają odpowiednie narzędzia i sposób rekrutacji, tak by trafić z odpowiednim przekazem do kandydata z danej grupy.

Aktywny kandydat – jak go przyciągnąć?

Aktywny kandydat to oczywiście ten, który samodzielnie i aktywnie szuka pracy. Przeszukuje portale z ofertami pracy, nie kończąc na jednym, systematycznie zagląda do mediów społecznościowych, jak LinkedIn czy GoldenLine, a także buduje i korzysta ze swojej sieci kontaktów zawodowych. Ten typ kandydatów poszukuje otwartej okazji do zmiany pracy, najczęściej z powodu braku perspektyw rozwoju w obecnej lub potrzeby zwiększenia wynagrodzenia.

Aktywni kandydaci są łatwi do odnalezienia, ponieważ systematycznie wysyłają swoje CV, a także budują pożądaną markę własną dzięki m.in. portalom społecznościowym popularnym wśród rekruterów.

Osoby aktywne często biorą udział w przynajmniej kilku procesach rekrutacyjnych, łatwo do nich dotrzeć, więc szansa na zatrudnienie takiego kandydata wynosi zaledwie kilka procent. Są to jednak osoby zdecydowanie bardziej elastyczne co do terminów spotkań rekrutacyjnych i rozmów telefonicznych – mówi Katarzyna Rzepka, Managing Consultant IT Tech z działu ICT w firmie HRK. – Osoby te są otwarte na rozmowy z rekruterami, są również bardziej nastawione na efektywną autoprezentację i chętniej polecają znajomych, podczas gdy ich bierni na rynku pracy koledzy niechętnie dzielą się informacjami.

Bierny kandydat – czym go skusić?

Bierny kandydat nie szuka aktywnie nowych możliwości. Dlaczego? Pracownik tego typu może mieć ugruntowaną pozycję u swojego pracodawcy i czerpać satysfakcję z tego, co robi. W grę może wchodzić również osobowość. Niektórzy ludzie przywiązują się do miejsca pracy, niezależnie od zapewnianych przez pracodawcę warunków.

Ten typ pracowników nie szuka aktywnie nowego miejsca zatrudnienia, lecz nie oznacza to, że jego decyzja się nie zmieni, zwłaszcza kiedy otrzyma lukratywną propozycję. Zaletą kontaktu z taką osobą jest brak konkurencji wśród rekrutrów. Należy go przekonać do profitów, jakie uzyska wraz z nową pracą.

Osoby bierne są bardziej roszczeniowe, ważna jest też dla nich informacja, jakie warunki finansowe pracodawca jest im w stanie zaoferować. I często jest to jedyna motywacja do rozważenia propozycji oferty pracy. Osoby nieposzukujące pracy są także zdecydowanie skłonniejsze do przyjęcia kontroferty od obecnego pracodawcy – wyjaśnia Katarzyna Rzepka.

Branża i stanowisko mają znaczenie

Nie bez wpływu na motywację do szukania pracy pozostaje branża. Istnieją obszary takie jak sprzedaż, handel, marketing czy szeroko pojęte media, w których rotacja pracowników jest duża. Mamy w nich do czynienia z osobami, które aktywnie poszukują nowych wyzwań, a pozostanie w jednej firmie przez wiele lat postrzegane jest jako stagnacja i zatrzymanie rozwoju osobistego. Oczywiście istnieją branże, w których u jednego pracodawcy pracuje się przez wiele lat. Stabilne zatrudnienie, zadawalające zarobki i poczucie bezpieczeństwa sprawiają, że pracownicy mogą spędzić w firmie sporą część swojego życia zawodowego.

Według eksperta HRK wpływ na bycie aktywnym czy biernym kandydatem ma również poziom zajmowanego stanowiska. Im wyższe stanowisko (project manager, manager, team lider, dyrektor itp.), związane z dużym doświadczeniem, tym trudniejsza decyzja o zmianie pracy. Tu najczęściej mamy do czynienia z osobami koło 40. roku życia i więcej. Duża część tych pracowników ma już rodziny, a także stałe zobowiązania finansowe, dlatego wszelkie zmiany w ich życiu muszą być przemyślane.

Jak wskazują powyższe analizy – kandydatów biernych jest na rynku więcej niż kandydatów aktywnych. Jest to wyzwanie zarówno dla rekruterów, którzy muszą znaleźć i skłonić takiego kandydata do spotkania, jak i dla pracodawców, którzy muszą zaoferować takim kandydatom naprawdę konkurencyjne warunki.

Zmiany na rynku pracy: pieniądze tracą na znaczeniu, a Internet zyskuje

3 na 10 Polaków chce zmienić pracę z powodu nudy i rutyny – wynika   najnowszych badań Work Service. Na znaczeniu zaczynają tracić pieniądze, ale zyskują potrzeba awansu i samorealizacji. Zmianę widać również w sposobach szukania pracy. Już nie tylko znajomości, ale w coraz większym stopniu Internet ma pomóc w znalezieniu najlepszych ofert. Blisko 60% pracowników szuka ich na portalach pracy, a 45% bezpośrednio na stronach firm. To wymusza na pracodawcach większą aktywność w sieci, bo właśnie tam są kandydaci.

Pieniądze to główny powód, dla którego ludzie codziennie idą do pracy. Dla 45,5% to też podstawowy czynnik motywujący do zmiany pracodawcy. Ludzie szukają firm, gdzie mogliby zarabiać więcej, ale jak pokazują najnowsze badania Work Service pieniądze tracą na znaczeniu. W ciągu ostatniego pół roku odsetek osób deklarujących zmianę miejsca zatrudnienia z powodów finansowych zmniejszył się o 13,6 p.p. Tak duży spadek oznacza, że dziś prawie równie ważny jest inny czynnik – brak perspektyw awansu. Nie bez znaczenia dla pracowników jest także możliwość samorealizacji i nuda oraz rutyna, która do zmiany pracy skłania 29,3% osób.

Obserwowana zmiana to efekt poprawy sytuacji na rynku pracy. Już w zeszłym roku uwidocznił się trend wzrostowy w poziomie wynagrodzeń, który w nadchodzących miesiącach powinien się jeszcze umocnić. Wyższe pensje spowodowały, że pracownicy zaczęli zwracać większą uwagę na inne aspekty niż finanse – na rozwój, atrakcyjność i ciekawość wykonywanej pracy. To wyraźny sygnał dla pracodawców. Tym bardziej, że 1/3 Polaków twierdzi, że nową pracę znajdzie w miesiąc. Część niezadowolonych pracowników może zatem odejść z dnia na dzień, bo uważa, że nie będzie mieć problemu ze znalezieniem innego pracodawcy – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz Work Service S.A.praca a internet

Pracy szukamy przez znajomych i Internet

Obserwowany w ostatnim czasie wzrost wynagrodzeń wpłynął na odsetek tych, którzy zastanawiają się nad zmianą pracy. Z „Barometru Rynku Pracy VII”, przygotowanego przez Work Service, wynika, że myśli o tym 17,9% pracowników i jest to najniższy wynik w historii. Ci, którzy jednak się na to decydują najczęściej korzystają z pomocy znajomych (58,3%) i portali pracy (57,2%), których popularność rośnie. Właśnie w Internecie kandydat ma szeroki dostęp do różnorodnych ofert i nie musi już chodzić po urzędach pracy i targach, żeby zdobyć kompleksowe informacje dotyczące pracodawcy i stanowiska, na które chce aplikować. To wszystko może zrobić nie wychodząc z domu.

Rynek pracy ulega ciągłym zmianom, ale jeden trend jest niezmiennie kontynuowany. To narastająca rola nowych technologii i opanowywanie procesów rekrutacyjnych przez narzędzia on-line. Sami pracodawcy zaczynają podążać ścieżkami, którymi poruszają się kandydaci, przez co stawiają na rozwijanie swojego wizerunku w sieci i budowanie nowych narzędzi promujących ich warunki zatrudnienia. Na tym trendzie zyskują portale pracy, których popularność na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy wzrosła o niemal 10 p.p. – twierdzi Piotr Adamczyk, Prezes Zarządu serwisu Kariera.pl.praca a internet 2

Strony firmowe z ofertami pracy

Szukanie pracy w Internecie to nie tylko odwiedzanie portali. 45,5% osób samodzielnie przegląda też oferty w zakładkach „Kariera” na stronach firm, dzięki czemu ma bezpośredni dostęp do stanowisk, na które prowadzona jest rekrutacja. W związku z tym pracodawcy powinni zwrócić uwagę na czytelność i atrakcyjność zamieszczonych tam treści. Pozwoli to przyciągnąć uwagę kandydatów, tak bardzo poszukiwanych w wielu branżach.

Wpisując się w panujące na rynku trendy postawiliśmy na nowy standard komunikacji z kandydatami. Przygotowaliśmy stronę internetową dedykowaną w całości kandydatom i poszukiwaniu pracy. Wystarczy, że kandydat wejdzie na naszą stronę i wpisze swoje podstawowe dane, a my skontaktujemy się z nim i zaproponujemy oferty dopasowane do jego potrzeb. Tym, którzy preferują samodzielnie przeglądać oferty pracy, służy prosta i intuicyjna wyszukiwarka. Kandydaci mogą również skorzystać z praktycznych poradników, np. jak efektywnie poszukiwać pracy, jak przygotowywać dokumenty aplikacyjne czy rozwijać swoje kompetencje. Zależy nam, aby kandydat czuł się odpowiednio otoczony opieką we wszystkich kanałach obsługi, czy to odwiedzając nasz oddział czy aplikując na ofertę online. – komentuje Katarzyna Kowol, Digital Marketing Manager Work Service S.A.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach „Barometru Rynku Pracy VII” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=522) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI okresie 16-20.01.2017 r.

Kurs EUR/USD na rozdrożu. Złoty traci

Niejednoznaczna sytuacja na EUR/USD. Polska waluta zaczyna tracić na bazie gorszego sentymentu ale też sytuacji technicznej. Najbliższe dni powinny być niekorzystne dla EUR/PLN i CHF/PLN. Bilans handlowy w USA w centrum uwagi.

Święto w Chinach

Dzisiejszy handel na rynkach rozpoczął się dość spokojnie. A to w głównej mierze dlatego, że w Chinach nie ma dziś sesji w związku z obchodzonym tam Świętem Zmarłych. Na EUR/USD jesteśmy dość nisko w okolicach 1,0660. Sytuacja jest dość newralgiczna bo tak naprawdę zdecydowanego kierunku nie widać. Wczorajsze wypowiedzi członków Fed nie dotyczyły polityki pieniężnej więc niewiele wniosły na rynki.

Dane z Europy

Z drugiej strony mieliśmy informacje o inflacji producenckiej w strefie euro, która w lutym wzrosła już 11 miesiąc z rzędu. W kolejnych miesiącach jednak powinniśmy obserwować spadek tego wskaźnika zważywszy choćby na to, że ceny surowców a przede wszystkim energii spadły. Również rekordowo niska stopa bezrobocia w strefie euro nie wpłynęła na wycenę euro.

W końcu złoty traci

Polska waluta od rana dość zauważalnie słabnie. Można powiedzieć, że to lekko opóźniona reakcja po wczorajszej gorszej publikacji wskaźnika PMI dla przemysłu. Ale trzeba też zauważyć, że złoty zanotował bardzo dobry kwartał gdzie dotarliśmy na większości głównych par do 1,5 rocznych minimów korekta więc jest zupełnie czymś naturalnym. Tym bardziej jak już wspominaliśmy atrakcyjność polskiej waluty po publikacji niższej inflacji nieco spadła.

Czynniki zewnętrzne niekorzystne dla złotówki

Wynika to z tego, że wskutek słabszego wzrostu cen RPP raczej do końca roku nie zdecyduje się na podwyżkę stóp w Polsce. Scenariusz na najbliższe dni to powolne osłabienie krajowej waluty tym bardziej, że dojdą czynniki ryzyka na szerokim rynku choćby wybory we Francji. Niby już przesądzone ale trzeba pamiętać, że brexitu też miało nie być według sondaży. Inwestorzy mając to w pamięci będą redukować pozycje w ryzykownych aktywach.

Kilka danych

Dzisiaj na rynkach kilka ciekawych danych makro się pojawi. O 10.30 mamy PMI sektora budownictwa z Wielkiej Brytanii. Temat brexitu cały czas jest na wokandzie więc może oczekiwać większej wrażliwości na publikacje.

Dolar pod presją bilansu handlowego

O 14.30 poznamy bilans handlowy USA za luty. W styczniu deficyt był najwyższy od dwóch lat. Tym razem spodziewany jest nieco niższy poziom. Negatywne zaskoczenie mogło by wyhamować impuls aprecjacyjny na dolarze.

Prezes EBC raczej bez niespodzianki

O 15.30 przemawiał będzie Mario Draghi. Rynki raczej spodziewają się obrony programu luzowania polityki monetarnej przez prezesa EBC. Nie spodziewamy się też żadnych głosów o tym, że trzeba podwyższyć stopy jeszcze przed wygaszeniem QE. Jeśli padną słowa o podążaniu drogą USA w kwestii odejścia od luźnej polityki monetarnej to euro może nieco stracić.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Brutalnie zakończony rynkowy spokój

Czasami niewiele potrzeba, by zmącić spokój rynków finansowych, a wczorajsze tragiczne wydarzenia w Rosji przechyliły szalę na rzecz awersji do ryzyka. Wciąż daleko jesteśmy od oznak rozkręcania się spirali głębszej wyprzedaży, ale rynek akcji jest niżej, spadają rentowności obligacji, zyskuje złoto i jen.

S&P500 stracił wczoraj 0,2 proc., a rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA spadły do 2,33 proc. Ten ostatni czynnik pomaga w sprzedaży USD/JPY, który wrócił pod 110,50. Za to EUR/USD stoi w miejscu, gdyż euro nie może znaleźć nabywców po tym, jak wyparowały oczekiwania na zwrot w polityce ECB wyparowały. Waluty surowcowe i rynków wschodzących straciły animusz, a GBP został zdołowany przez słabsze od oczekiwań dane z Wielkiej Brytanii. Ogólnie jednak tempo zmian jest dość spokojne i nie widać oznak głębszej ucieczki od ryzyka. Inwestorzy nie chcą się łatwo poddać powiewowi pesymizmu, szczególnie że tło makroekonomiczne pozostaje sprzyjające (co wczoraj potwierdziły wysokie odczyty indeksów PMI dla przemysłu). Nie będzie trudnym odwrócić dziś sentyment na pozytywną stronę, choć przydałaby się iskra.

RBA zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę kasową na 1,50 proc., ale komunikat zawierał lekko gołębie niespodzianki. Bank porzucił fragment o silnym wzroście konsumpcji oraz zauważa pogorszenie danych na rynku pracy. RBA stwierdził też, że polityka makroostrożnościowa powinna wystarczyć dla ostudzenia silnego rynku nieruchomości, więc studzi do oczekiwania na szybsze podwyżki. Ogólnie zmiany w komunikacie nie były przełomowe, choć utrzymywana siła AUD w ostatnich dniach mogła sugerować, że część rynku liczyła na zwrot RBA w jastrzębią stronę. Skromne rozczarowanie połączone z pogorszeniem ogólnego sentymentu rynkowego pomaga w osłabieniu AUD i możemy widzieć zalążki mocniejszego ruchu AUD/USD do 0,75.

W kalendarzu na dziś mamy PMI dla sektora budowlanego z Wlk. Brytanii i wczorajszy odczyt z przemysłu pokazał, że GBP pozostaje bardziej wrażliwy na gorsze do prognoz dane. Sprzedaż detaliczna z Eurolandu raczej przejdzie bez echa. Dane o handlu zagranicznym z USA i Kanady są drugorzędne, choć te drugie mogą mieć mocniejszy wpływ na USD/CAD. USD będzie czekał na zamówienia przemysłowe z USA. Wieczorem odbędzie się telewizyjna debata kandydatów na prezydenta Francji – poprzednia nie była wielkim impulsem dla EUR, ale polityka potrafi zaskakiwać.

Pozostajemy konstruktywnie nastawieni wobec USD, szczególnie przy wsparciu wczorajszego odczytu ISM i nie wykluczając jastrzębich niespodzianek w jutrzejszym protokole FOMC. EUR/USD może mieć łatwiejszą drogę do spadków przy wyparowaniu oczekiwań względem ECB, ale techniczne poziomy przy 1,0630/50 stanowią barierę. Awersja do ryzyka uderzyła wczoraj złotego i podsyciła realizację zysków z zeszłotygodniowego umocnienia. Nie mamy jeszcze oznak silniejszej spirali ucieczki od ryzyka, więc poziomy techniczne powinny hamować wyprzedaż złotego. Dla EUR/PLN oznacza to opór przed 4,27. Dalej widzimy też potencjał do spadków EUR/CAD w oparciu o ostatnią serię lepszych danych z Kanady i opóźnienie w reakcji dolara na zeszłotygodniowe odbicie cen ropy naftowej, choć wczorajsze pogorszenie ogólnego sentymentu nie działa na naszą korzyść.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

JR HOLDING S.A. razem z POLMAN S.A. będzie rozwijał spółkę Investoria

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., podpisała porozumienie inwestycyjne z notowaną na alternatywnym rynku spółką POLMAN S.A. oraz dwoma osobami fizycznymi w zakresie rozwoju spółki zależnej Dinero Sp. z o.o. Podmiot ten zmieni nazwę na Investoria Sp. z o.o. i będzie zajmował się rozwojem systemów i serwisów przeznaczonych dla uczestników rynku kapitałowego.

JR HOLDING S.A., Polman S.A., Dinero Sp. z o.o., Artur Górski oraz Tomasz Rogalski podpisali porozumienie inwestycyjne w zakresie dalszego rozwoju spółki Dinero Sp. z o.o., która zmieni nazwę na Investoria Sp. z o.o. Podmiot ten będzie zajmował się prowadzeniem i rozwijaniem systemów oraz serwisów internetowych przeznaczonych dla inwestorów i spółek publicznych, m.in. AlertSerwis.pl, RaportySpolek.pl oraz NewConnector.pl. System AlertSerwis.pl jest narzędziem dla spółek publicznych, które umożliwia automatyczne udostępnianie na ich stronach internetowych raportów ESPI/EBI, a także na budowanie własnych baz inwestorów i realizowanie mailingów do nich. Z kolei system RaportySpolek.pl pozwala na bieżące monitorowanie raportów spółek z rynku regulowanego GPW w Warszawie oraz z rynku NewConnect i otrzymywanie bezpłatnych powiadomień. Serwis NewConnector.pl istnieje na rynku od stycznia 2011 r. i jest pierwszym serwisem internetowym zajmującym się tematyką rynku NewConnect. Plany rozwoju spółki Investoria Sp. z o.o. nie wykluczają jej upublicznienia na rynku NewConnect.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni, że będziemy mogli realizować nowe przedsięwzięcie biznesowe ze spółką POLMAN S.A., która jest notowana na rynku NewConnect niemal od samego początku jego istnienia. Wejście w segment nowoczesnych technologii związanych z rynkiem kapitałowym będzie dla nas bardzo dużym wyzwaniem, jednak widzimy ogromny potencjał tego projektu. Chcemy, aby wszystkie systemy i serwisy przeznaczone dla spółek oraz inwestorów giełdowych funkcjonowały w ramach jednego, silnego podmiotu, jakim będzie Investoria Sp. z o.o., co pozwoli nam na skuteczne wykorzystanie efektów synergii. Spółka będzie oferowała bardzo innowacyjne i pożądane narzędzia dla uczestników rynku kapitałowego. Naszym celem jest osiągnięcie przez Investoria Sp. z o.o. takiego etapu rozwoju, który pozwoli realnie myśleć o upublicznieniu tego podmiotu na rynku NewConnect.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

„Współpraca z nowym partnerem – JR HOLDING S.A. – jest dla nas kolejnym, obiecującym etapem konsekwentnego rozwoju w obszarze nowej działalności, a mianowicie Nowoczesnych technologii IT. Połączenie doświadczeń, jakie obie Spółki zdobyły na rynku NewConnect, przyniesie korzyść nie tylko dla nas jako partnerów, ale również pozwoli na dynamiczny rozwój projektów skierowanych do interesariuszy rynku kapitałowego. Nasze istniejące już produkty jak RaportySpolek.pl czy AlertSerwis.pl oraz platforma jednego z partnerów NewConnector.pl Artura Górskiego są doskonałym fundamentem budowania przewagi konkurencyjnej na rynku narzędzi dla Inwestorów pod jedną silną marką Investoria Sp. z o.o. Interesuje nas współpraca z solidnymi partnerami, z którymi wspólnie będziemy realizować zamierzenia i cele dotyczące tworzonych produktów z portfolio działu Nowoczesnych Technologii IT w POLMAN. Porozumienie z JR HOLDING S.A. jest dla nas krokiem w tym właśnie kierunku.” – komentuje Mariusz Nowak, Prezes Zarządu POLMAN S.A.

To będzie dobry rok dla firm eksportowych

Są dobre prognozy dla firm eksportowych. W 2017 roku sprzedaż polskich towarów do krajów Unii Europejskiej może wzrosnąć nawet o 8 proc., a najlepiej ma być w drugiej połowie roku. Pozytywnie na handel zagraniczny wpłynie utrzymujące się ożywienie gospodarcze zarówno w Europie, jak i na całym świecie. Polscy eksporterzy mogą z nadzieją patrzeć w przyszłość, sięgać po dotacje unijne, ale z ostrożnością powinni podejmować decyzje o wchodzeniu na nowe rynki.

Kraje unijne kupują coraz więcej  

Zgodnie z danymi GUS w 2016 roku wartość naszego eksportu była wyższa o 2,3 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Ten wzrost udało się osiągnąć głównie dzięki sprzedaży do krajów Unii, bo aż około 79 proc. wszystkich towarów trafiło na unijne rynki. Cały czas najwięcej naszych produktów kupują Niemcy (27 proc. całego eksportu). Dobrze prezentowały się również wyniki sprzedaży do pozostałych krajów unijnych, osiągając wzrost o 1,9 proc. Coraz więcej produktów z Polski kupują m.in. Hiszpanie (wzrost o 6,4 proc.), Holendrzy (3,4 proc.) czy Włosi (1,8 proc.). W 2016 roku zwiększyła się też (o 6,7 proc. w stosunku do 2015 roku[1]) sprzedaż do krajów rozwiniętych spoza Unii Europejskiej.

Dalekie rynki zamiast Rosji

Od kilku lat polscy eksporterzy borykają się ze skutkami zachodnich sankcji gospodarczych wobec Rosji. W odpowiedzi na te sankcje rosyjskie władze ogłosiły embargo na import żywności z państw Unii Europejskiej, USA, Kanady, Australii i Norwegii. To postawiło wiele firm z Polski przed widmem bankructwa. Sytuację uratowała szybka reakcja rządu, który zdecydował o wsparciu dla najbardziej poszkodowanych. Skomplikowana sytuacja polityczna ze Wschodem wymusiła na polskich eksporterach poszukiwanie nowych, często dalekich rynków zbytu i potrzebę nawiązywania nowych kontaktów handlowych.

„Od dłuższego już czasu obserwujemy rosnącą liczbę zleceń z języków wcześniej mało popularnych, takich jak np.: turecki, arabski czy chiński. Zapotrzebowanie na specjalistów znających rzadkie języki powoduje, że cały czas rekrutujemy nowych tłumaczy i dostosowujemy naszą ofertę biznesową do zapotrzebowania rynku” – powiedział Vasilijs Ragacevics z agencji tłumaczeń i szkoły językowej Skrivanek. „Najczęściej tłumaczymy teksty na strony internetowe, materiały marketingowe (jak na przykład ulotki i katalogi), a także opisy i składy produktów. Zakładamy, że ten trend się utrzyma i w najbliższych latach polskie firmy nadal będą dynamicznie rozszerzać swoją działalność zagraniczną” – dodał Ragacevics.

Perspektywy i unijne wsparcie polskiego eksportu

Piotr Soroczyński, Główny Ekonomista KUKE, zapowiada w 2017 roku stabilizację nastrojów konsumentów, co w pierwszej kolejności ma przełożyć się na zwiększenie popytu na dobra szybko zbywalne, w tym żywność i kosmetyki. Zdaniem Soroczyńskiego w dalszej kolejności wzrosną zamówienia na dobra konsumpcyjne o trwałym charakterze, jak artykuły z grup AGD i RTV, a także zwiększy się popyt związany z wykańczaniem i wyposażaniem wnętrz. Wzrost sprzedaży powinna też odnotować branża motoryzacyjna, zarówno w zakresie aut, jak i części do ich produkcji.

Zdaniem ekspertów KUKE w 2017 roku uda się sprzedać polskie towary za 188,9 mld euro, co oznacza wzrost o 8 proc. Największe oczekiwania dotyczą rynków Europy Wschodniej (wzrost rzędu 9–10 proc.), co ma być wynikiem odreagowania kilku poprzednich słabych lat. Eksport do krajów Unii może sięgnąć 8 proc. (w tym do Niemiec szacowany jest na około 8,2 proc.), a do pozostałych krajów strefy euro ma być na poziomie 8,5 proc. Oczekiwany wzrost do krajów Unii spoza strefy euro to 7,9 proc. Sporą niewiadomą stanowi natomiast przyszłoroczny popyt krajów rozwijających się. Po słabym roku 2016 eksperci widzą szansę na silne odreagowanie, ale są ostrożni w swoich szacunkach i zapowiadają wzrost sprzedaży na około 5–6 proc.[2].

Siła polskiego eksportu systematycznie rośnie, między innymi dzięki wsparciu Unii Europejskiej zapewniającej finansowanie wszystkim tym firmom, które chcą rozwijać się na skalę międzynarodową. Aktualna perspektywa finansowa na lata 2014–2020 to dotacje eksportowe głównie w regionalnych programach operacyjnych w poszczególnych województwach. Oznacza to, że dofinansowanie na ekspansję przydzielane jest na szczeblach lokalnych na wybrane w danym regionie działania. Dotacje na aktywność eksportową mogą także zostać przyznane w ramach programów krajowych: Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (PO IR) oraz Programu Operacyjnego Polska Wschodnia (PO PW).

„Do dyspozycji przedsiębiorców jest wiele konkursów dających możliwość pozyskania dofinansowania, jednakże wybór odpowiedniego nie jest łatwy. Interesanci ubiegający się o wsparcie często muszą pokonać zawiłe procedury i dostarczyć całe stosy wymaganych dokumentów. Wówczas z pomocą zagubionym przedsiębiorcom przychodzą profesjonalne firmy doradcze, takie jak nasza. Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie, aby jak najlepiej poznać i scharakteryzować jego projekt. Następnie przygotowujemy dokumentację wymaganą w danym naborze, eksponując silne strony projektu”– powiedział Jerzy Orłowski, prezes pl grants. „Droga po dotacje nie jest łatwa, ale warto ją pokonać ze względu na możliwości rozwoju, które zapewnia dofinasowanie” – podsumował Orłowski.

Mimo dobrych prognoz działalność polskich eksporterów nie będzie wolna od niebezpieczeństw. Głównym zagrożeniem nadal pozostanie chwiejący się złoty, dlatego warto pamiętać o zabezpieczeniu ryzyka kursowego. Trudno również przewidzieć, co przyniosą polityka Donalda Trumpa i brexit.

[1] http://www.kuke.com.pl/serwis-ekonomiczny/handel-zagraniczny-polski/handel-zagraniczny-polski-wg-gus-w-2016-r-,1.html

[2] http://www.kuke.com.pl/serwis-ekonomiczny/prognoza-eksportu/prognoza-kuke-eksport-w-2017-roku-wzrosnie-o-8,13.html

SAF-T – nowy obowiązek m.in. dla polskich firm działających na Litwie i w Norwegii

Polskie firmy od niedawna muszą wdrażać w swoich systemach księgowych rozwiązania do przygotowywania Jednolitego Pliku Kontrolnego. Od stycznia przyszłego roku przed podobnym wyzwaniem staną przedsiębiorcy prowadzący działalność na Litwie i w Norwegii, gdzie zacznie obowiązywać SAF-T. Będzie to dotyczyło również firm z Polski, które mają tam swój oddział lub powiązaną spółkę. Litewski i norweski obowiązek raportowania do urzędów skarbowych jest oparty na standardzie OECD. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte nauczone doświadczeniami ekspresowego wprowadzenia JPK w Polsce, przedsiębiorstwa, które operują w tych krajach, powinny już teraz rozpocząć dostosowywanie swoich systemów księgowych.

Standard Audit File for Tax (SAF-T) to format wymiany danych księgowych, zalecany krajom należącym do OECD. Zmierza on do zwiększenia efektywności kontroli podatkowych przy zmniejszeniu kosztów. Dane w formacie SAF-T mogą być przekazywane przez podatników do organów podatkowych oraz zewnętrznych audytorów. Obowiązuje on już w Portugalii, Luksemburgu, Austrii, Francji i w Polsce (polskim odpowiednikiem jest Jednolity Plik Kontrolny). „Polski standard raportowania znacząco odbiega jednak od swojego pierwowzoru, rekomendowanego przez OECD. Dostawcy systemów księgowych, którzy przystosowali swoje programy do międzynarodowych rozwiązań, nie byli przygotowani na to, co ogłosił polski resort finansów. Rynek szybko wypełnił tę niszę, ale pozostało poczucie, że polskie rozwiązanie raportowe stawia przed podatnikami nadzwyczajne wyzwania” – mówi Paweł Hulewicz, Senior Technology Officer w Zespole Tax Management Consulting, Deloitte Doradztwo Podatkowe.

Zarówno w Norwegii, jak i na Litwie, podatnicy będą musieli składać plik SAF-T na żądanie organów podatkowych, np. w toku kontroli. Wdrożony w obu krajach standard SAF-T, bazujący w prostej linii na zaleceniach OECD, przewiduje tylko jeden plik, w odróżnieniu od JPK, który obejmuje ich aż siedem. „Aby odpowiednio przygotować się do nowego obowiązku, podatnicy powinni wdrożyć w swoich systemach komputerowych mechanizmy, które umożliwią automatyczne generowanie pewnych typów danych, w określonym zestawieniu. Po wdrożeniu odpowiednich rozwiązań informatycznych, zgodnie z zaleceniami OECD, firmy mogą, a nawet powinny prowadzić samodzielną kontrolę swoich rozliczeń w oparciu o zaimplementowany standard raportowy” – mówi Paweł Hulewicz.

Przystosowanie danych z systemów finansowo-księgowych do SAF-T wymaga czasu. SAF-T różni się od typowych deklaracji podatkowych, w których pokazuje się zagregowane dane, czyli sumy mające wpływ na wynik podatkowy. Wymaga on przekazania urzędowi skarbowemu danych wprost z ksiąg rachunkowych. W pliku należy wykazać każdą pojedynczą transakcję, produkt czy ruch magazynowy. Ogromna ilość danych w praktyce uniemożliwia przygotowanie SAF-T ręcznie.

Wygenerowanie danych podlegających raportowaniu w SAF-T wymaga przeprowadzenia tzw. mapowania, czyli dopasowania pól i sekcji w systemie księgowym do odpowiednich pól w pliku raportowym. Biorąc pod uwagę poziom skomplikowania plików, które obowiązują w Norwegii i na Litwie oraz ilości informacji, etap ten może wymagać asysty specjalistów. Źle przeprowadzone mapowanie spowoduje, że plik SAF-T będzie zawierał nieprawidłowe dane. Podatnicy muszą więc przystosować swoje systemy księgowo-finansowe (zainstalować tzw. nakładki do SAF-T). Mogą również skorzystać z oprogramowania, które pośredniczy pomiędzy księgami a resortem finansów: wyciąga odpowiednie dane z systemów podatnika, zestawia je, układa zgodnie ze strukturą SAF-T i konwertuje do wymaganego formatu XML. Przedsiębiorców w tym procesie wspiera stworzona przez Deloitte aplikacja taxCube, która automatyzuje rozliczenia podatkowe. Oprócz Polski, korzystają z niej już klienci w wielu krajach Europy, a międzynarodowy zasięg aplikacji ciągle się zwiększa. Dzięki temu program może obsłużyć różnorodne obowiązki raportowe oparte na standardzie SAF-T. „Na potrzeby klientów dostosowaliśmy aplikację taxCube również do litewskiego i norweskiego obowiązku składania pliku SAF-T. Dzięki temu firmy działające na Litwie i w Norwegii już wkrótce będą mogły wykorzystać sprawdzone rozwiązanie do elektronicznego raportowania. W tym zakresie wykorzystaliśmy doświadczenia, które zdobyliśmy podczas tworzenia i wdrażania oprogramowania do przygotowywania i wysyłki plików JPK w Polsce” – mówi Ernest Frankowski, Dyrektor w Zespole Tax Management Consulting, Deloitte Doradztwo Podatkowe.

USD/CAD szuka swej szansy

Niewielkie zmiany na rynku walutowym oraz spore na warszawskim parkiecie przywitały w poniedziałek inwestorów. Eurodolar niemal nie zmienił swej wartości na zamknięciu, taniała ropa.

Większość głównych par walutowych zakończyła wczorajszy dzień niewielkimi zmianami. Pod tym kontem dużo atrakcyjniej prezentował się rodzimy rynek akcyjny. Indeks WIG20 zyskał na koniec dnia 2,02%. Główne indeksy w Europie nie prezentowały się tak dobrze. Co ciekawe, duże wzrosty miały miejsce pod koniec sesji. Za oceanem sytuacja nie wyglądała jednak już tak dobrze. Po dobrym otwarciu indeks SP500 wyraźnie tracił na sile, aby wrócić w okolice otwarcia dopiero przed zamknięciem wczorajszego handlu.

Wczorajszy dzień obfitował w wiele wydarzeń makroekonomicznych. Słabsze od oczekiwań dane opublikowano zarówno w Japonii jak i Australii. Bez większych zmian zakończyło się w przypadku indeksów PMI dla przemysłu Niemieckiego oraz strefy euro. Inwestorów zaniepokoiły słabsze dane z amerykańskiego rynku motoryzacyjnego, po raz kolejny podnosząc obawy o realizację zapowiedzi prezydenta Trumpa w zakresie poprawy sytuacji gospodarczej. Dziś tymczasem RBA pozostawił główną stopę procentową w Australii na poziomie 1.5%.

usdcad04042017r

Tymczasem rynek USD/CAD próbuje wzrostów, zbliżając się do niepokonanego dotychczas poziomu 1.36. Tuż pod nim wszelkie wzrosty w ostatnim półroczu były zatrzymywane. Jeśli uda się tę barierę pokonać, wzrosty mogą sięgnąć 1.3850. Wskaźnik RSI odbił się od poziomu 50 i dopóki znajduje się ponad widoczną linią zwyżkującą, wzrosty mają szansę się rozwijać. Wsparcie byki znajdą między 1.31 oraz 1.32.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Przygotuj się na kwiecień – sezonowość na rynku

USD/PLN

Przyszedł kwiecień, a razem z nim możliwe umocnienie PLN-a. Od 2000 roku w kwietniu para walutowa USD/PLN traciła średnio 1 procent. Przez 17 ostatnich lat tylko w 7 przypadkach zanotowaliśmy wzrosty, zatem prawdopodobieństwo umocnienia się rodzimej waluty wynosi prawie 60 procent.

Sezonowość na USD/PLN

Sezonowość na USD/PLN

Źródło: Bloomberg

Maksymalna wyprzedaż pary walutowej USD/PLN przypadła na 2003 rok, gdzie zobaczyliśmy spadki rzędu 6.77 procenta. Gdyby doszło do podobnego zdarzenia, to para walutowa mogłaby znaleźć się w okolicy 3.70. Aczkolwiek taki scenariusz zdaje się być mało prawdopodobny, ale trend spadkowy powinien być kontynuowany i pod koniec miesiąca USD/PLN może spaść w okolicę poziomu 3.80.

Notowania USD/PLN, interwał dzienny

Notowania USD/PLN, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

GOLD

Złoto, podobnie jak PLN powinno umocnić się do dolara amerykańskiego. W kwietniu średnio zyskiwało na wartości 1 procent. Na 17 ostatnich okresów w 11 zakończyło miesiąc kwiecień na plusie, zatem prawdopodobieństwo dalszych wzrostów wynosi 65 procent.

Sezonowość na złocie

Sezonowość na złocie

Źródło: Bloomberg

Najwięcej na wartości zyskało w 2006 roku, stopa zwrotu wyniosła bowiem ponad 12 procent. Czy tym razem pobijemy ten wynik? Bardzo wątpliwe, ale gdyby do tego doszło, to notowania złota znalazłyby się w okolicy 1400 USD.

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na chwile obecną notowania złota starają się przełamać opór w okolicy 1246-1258 USD. Gdyby stronie kupującej się powiodło, to moglibyśmy zobaczyć dalsze wzrosty na złocie nawet w okolicę 1304 USD.

WTI

Dla notowań ropy naftowej kwiecień powinien być życzliwy. Przez 17 przebadanych okresów ropa naftowa umocniła się w 11, a średnia stopa zwrotu oscylowała w okolicy 3.42 procenta!

Sezonowość na ropie naftowej

Sezonowość na ropie naftowej

Źródło: Bloomberg

Maksymalna stopa zwrotu pojawiła się w 2015 roku, ale zawdzięczamy to głównie bardzo niskim cenom, które po raz kolejny mogą się nie powtórzyć. Z wykresu dziennego oraz sezonowości ropa naftowa mogłaby dotrzeć w okolicę 53 USD, po czym następnie kierować się w stronę górnej bandy krótkoterminowego kanału wzrostowego.

Notowania ropy WTI, interwał dzienny

Notowania ropy WTI, interwał dzienny

Źródło: WTI

S&P 500

Analiza sezonowości dla indeksu S&P 500 jest bardzo uproszczona, ponieważ przeważa kolor zielony. W 17 badanych latach aż 12 miesięcy kwiecień zakończyło się na plusie. W związku z tym prawdopodobieństwo korekty w tym miesiącu jest znikome i wynosi 30 procent. Czy do tego dojdzie? Za korektą przemawia zbyt duży optymizm, który z pewnością nie zostanie utrzymane na dłuższą metę.

Sezonowość na S&P 500

Sezonowość na S&P 500

Źródło: Bloomberg

Na wykresie dziennym notowania indeksu S&P 500 znalazły się w kanale spadkowym. Najbliższym wsparciem jest poziom 2290-2300. Niemniej jednak byki z pewnością będą chciały przetestować okrągły poziom 2400 punktów.

Wykres S&P 500, interwał dzienny

Wykres S&P 500, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Raport: Sytuacja mikro i małych firm w województwie wielkopolskim

W Wielkopolsce inwestuje co drugi  przedsiębiorca – takie wnioski płyną z siódmej edycji „Raportu o sytuacji mikro i małych firm w roku 2016” Banku Pekao SA. Przedsiębiorcy coraz więcej eksportują i stawiają na naukę języków obcych. Wysoko oceniają zatrudnienie i sytuację firmy.

W Wielkopolsce rośnie odsetek inwestujących firm. W 2016 r. inwestowała co druga firma (równe 50% firm), co oznacza 2 pp. wzrostu w ujęciu rocznym. Wynik jest też nieznacznie wyższy od średniej dla kraju, która wynosi 49%. Najwyższy odsetek przedsiębiorców inwestował w podregionie leszczyńskim – 59%. Na kolejnych miejscach znaleźli się przedsiębiorcy z Poznania (51%), podregionu poznańskiego (49%) oraz konińskiego (49%). Najrzadziej inwestowali przedsiębiorcy z podregionu kaliskiego (45%) i pilskiego (44%). W kolejnych miesiącach w wielkopolskim zamierza inwestować 37% przedsiębiorców, to o 2 pp. mniej niż średnio w kraju. Najwięcej inwestycji planują przedsiębiorcy z kaliskiego (51%), najmniej z leszczyńskiego (29%) i pilskiego (32%). W podregionach poznańskim i konińskim inwestycje będzie prowadzić 38% przedsiębiorców, a w Poznaniu 35%.

W Wielkopolsce przedsiębiorcy realizują inwestycje, żeby poprawić efektywność (59%), dokonać wymiany środków trwałych (40%) oraz w odpowiedzi na popyt na produkty i usługi firmy na rynku (22%).

W tegorocznym badaniu autorzy zapytali także o inwestycje w kapitał ludzki. Przedsiębiorcy z województwa wielkopolskiego podnoszą swoje kwalifikacje przede wszystkim poprzez samokształcenie oraz kursy i szkolenia. Właściciele firm chcą zwiększać swoje kwalifikacje – zwłaszcza w obszarze specjalistycznej wiedzy związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą (28%), języków obcych (27%) oraz marketingu i reklamy (21%).

Nakłady na kapitał ludzki w mikro i małych firmach są stosunkowo niewielkie. Tylko w co piątej firmie przekraczają one w skali roku kwotę 2 tysięcy złotych. Można jednak założyć, że w najbliższych latach będą one rosnąć. Zmniejszająca się liczba pracowników, jak również szybko zmieniające się uwarunkowania rynkowe będą w wielu branżach wymuszać znacznie większe środki na kształcenie pracowników – mówi Tomasz Kierzkowski, współautor Raportu.

Odsetek innowacyjnych firm oraz nakłady na innowacje w województwie wielkopolskim są nieznacznie poniżej średniej krajowej. W ubiegłym roku, 23% przedsiębiorców w Wielkopolsce wprowadziło innowacje produktowe (w kraju odsetek ten wynosi 24%). Najlepszy pod tym względem jest podregion kaliski (27%), najsłabszy Poznań (21%). Natomiast, innowacje procesowe w województwie wprowadziło 15% (średnia dla kraju to 17%). Najlepszy pod tym względem jest Poznań, na przeciwległym biegunie znalazły się podregiony: pilski i poznański.

W Wielkopolsce eksportuje coraz więcej firm. W 2016 r. odsetek eksporterów wyniósł 15% (13% w ubiegłym roku). Było to jednak o 3 pp. mniej niż średnio w kraju. Najwięcej eksporterów jest wśród przedsiębiorców z Poznania (21%) i podregionu konińskiego (17%). W kolejnym roku, odsetek eksporterów wzrośnie do 19% (tym samym zrówna się ze średnią dla kraju). W Poznaniu (24%) i podregionie kaliskim (22%) będzie eksportować najwięcej firm.

Jak co roku, w Raporcie Banku Pekao został wyliczony Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro i Małych Firm – miernik nastrojów przedsiębiorców. W Wielkopolsce oceny ubiegłego roku są zbliżone do średniej dla kraju i wynoszą 95,3 pkt[1] (średnia dla kraju to 95,4 pkt). Natomiast ocena przyszłych 12 miesięcy jest nieco gorsza w porównaniu ze średnią krajową – 97,4 pkt vs. 97,9 pkt. Najlepiej ubiegłe 12 miesięcy ocenili przedsiębiorcy z podregionu kaliskiego, najgorzej ci z konińskiego. Najlepiej perspektywy 2017 roku oceniają przedsiębiorcy z podregionu pilskiego, a najgorzej podregionu poznańskiego.

Średnia wartość Wskaźnika dla województwa (wypadkowa ocen ostatnich i kolejnych 12 miesięcy) wyniosła 96 pkt i była o prawie 3 pkt wyższa od średniej z lat 2010 -2015. Podobnie jak dwa lata temu wynik ten był niższy o 1 pp. w porównaniu ze średnią dla kraju, która wyniosła 97 pkt.

Ogólny Wskaźnik Koniunktury kalkulowany jest na podstawie ocen przedsiębiorców w ośmiu obszarach: ogólnej sytuacji gospodarczej, sytuacji branży, firmy, przychodów firmy, wyniku finansowego firmy, zatrudnienia, dostępności zewnętrznego finansowania i oczekiwania na zapłatę. Zatrudnienie oraz sytuacja firmy to obszary, które wielkopolscy przedsiębiorcy ocenili najlepiej.

Przedsiębiorcy byli również proszeni o skwantyfikowanie barier, gdzie 1 to brak bariery, a 5 to bardzo ważna bariera. Średnia wartość barier w Wielkopolsce wzrosła w porównaniu z 2015 r. i wyniosła 2,85 pkt. Najważniejszymi barierami w województwie są wysokość podatków, koszty pracy oraz przepisy prawne.

[1] Wskaźniki w ramach badania mogą przyjmować wartości od 50 do 150, przy czym  50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”

Komentarz walutowy: Kurs dolara, euro, funta 04.04.2017

Kurs dolara – USDPLN

Kurs dolara - USDPLN wykresDolar kontynuuje wzrosty. Popyt zdecydował, że poziom 3,90 to dobra okazja do zakupów i złoty w ciągu niespełna 4 dni stracił 10 groszy. Sygnalizowaliśmy od 2 tygodni, że strefa 3,90-3,93 to istotna strefa popytowa, jednakże rozmiar i szybkość wzrostów była silna głównie ze względu na spadek wartości eurodolara. Kurs USDPLN jest wrażliwy na zmiany kursu EURUSD, a na głównej parze walutowej w krótkim terminie mamy jeszcze potencjał do spadków. W scenariuszu bazowym dla złotego zakładamy dalsze osłabienie do poziomu 4,02, gdzie wypada równość korekt oraz mierzenie 61,8% FIBO ostatniego impulsu spadkowego. Po jego pokonaniu następnym oporem będzie głębokie mierzenie FIBO 78,6% przy 4,05. W przypadku spadków wsparciem będzie poziom 3,94 testowany 21 marca. Po jego zaksięgowaniu i powrotu do wzrostów jest szansa na wyrysowanie się formacji odwróconego RGR.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresPoziom 4,20 jakże istotny dla EURPLN został wybroniony przez byków. W poniedziałek cena przetestowała poziom 4,25, jednakże nietrwale, co może sugerować, iż możemy być świadkami kolejnego testu poziomu 4,20-4,21 przed znaczącą korektą w górę. Wsparciem powstrzymującym spadki powinna być zielona linia trendowa, którą cena może chcieć przetestować z drugiej strony. Potencjał do ewentualnych wzrostów jest duży. W krótkim terminie oporem są lokalne szczyty przy 4,2850, gdzie wypada 50% FIBO mierzenia wewnętrznego i zakończenie równości korekt w trendzie. Pokonanie tego oporu otworzy drogę do 4,30, a nawet 4,35.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresNiepewność polityczna spowodowana Brexitem nie powoduje kolejnej przeceny brytyjskiej waluty głównie ze względu, że większość mamy już w cenach. Funt podobnie jak dolar w 4 dni odrobił 10 groszy i ma dalszy potencjał do wzrostów. Plan minimum w krótkim terminie to poziom 5,02, gdzie wypada mierzenie 61,8 FIBO ostatniego impulsu spadkowego oraz równość korekt. Ponadto na tym poziomie cena już reagowała kilkukrotnie w tym roku, a pary z funtem dobrze reagują na to mierzenie. Wcześniej jednak cena musi pokonać linię trendową wyrysowaną po szczytach z 23 lutego i 5 grudnia 2016 roku. W przypadku większych wzrostów oporem będzie mierzenie 78,6 %FIBO przy 5,05. W przypadku spadków wsparciem pozostaje strefa popytowa przy 4,90.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Autor: Przemysław Bednarz – Analityk ergokantor.pl

Surowce znowu zaczynają zyskiwać na wartości

Po latach spadków cen surowce znowu zaczynają zyskiwać na wartości. W górę idą kursy metali przemysłowych. Przed kapryśną ropą również otwiera się perspektywa wzrostu. Niepewne są prognozy dla metali szlachetnych, choć i one potrafią nieźle zaskoczyć.

Bank Światowy ocenia, że bieżący rok będzie rokiem surowców. Po latach spadków i wieloletnich minimach osiągniętych w 2016 r. teraz są na ścieżce wzrostowej. W styczniu ekonomiści organizacji zweryfikowali swoje prognozy wzrostu cen metali w 2017 do 11 proc. wobec 4 proc. szacowanych w październiku 2016 r. Nieznacznie, ale mimo wszystko w górę, mają iść ceny produktów rolnych. Znacznie więcej, bo aż 26 proc. na koniec roku może podrożeć ropa. Tylko metale szlachetne czeka przecena o 7 proc.

Ostatnia rewizja prognoz Banku Światowego z marca potwierdza kontynuację wzrostu cen metali i umiarkowany surowców rolnych. W przypadku ropy oczekiwania rozmijają się z zachowaniem rynku. Podobnie jest ze złotem, srebrem i innymi metalami szlachetnymi.

Wielki powrót

Po pięciu latach spadków kurs miedzi zmienił kierunek na północ. Od 2011 r. metal taniał aż do końca 2015 r., kiedy cena sięgnęła siedmioletniego minimum – 4330 dolarów za tonę. Od tamtego momentu miedź zyskuje na wartości i według prognoz do końca roku może osiągnąć cenę 7000 USD.

Miedź jest o tyle interesującym aktywem, że ruchy cen na giełdach tego surowca mają bardzo duże przełożenie na wyceny akcji spółek ją wydobywających. Wynika to z bardzo dużej przeceny, jaka dotknęła te walory w ostatnich latach. Lewar jest na tyle duży, że 5-procentowy wzrost ceny surowca zwiększa cenę akcji o 14-28 proc.

Spadek podaży miedzi w ostatnich latach spowodował wzrost jej cen. Dopiero teraz rynek odbudowuje moce wydobywcze. Metal drożeje również dlatego, że znacząco rośnie na niego popyt.

Co z tą ropą

Bank Światowy swoją prognozę odnośnie czarnego złota oparł na założeniu, że cięcia wydobycia surowca uzgodnione przez państwa OPEC i producentów nienależących do kartelu, jak Rosja, zmniejszą presję na ceny, które wzrosną powyżej 50 dolarów za baryłkę. Ograniczenia w produkcji obowiązują od stycznia do czerwca tego roku.

Tymczasem okazało się, że w lutym rafinerie wyprodukowały o 10 proc. surowca więcej, niż zakładał uzgodniony plan. Rynek natychmiast zareagował przeceną ropy poniżej 50 dolarów. Oliwy do ognia dolały spekulacje, że za nadwyżkę częściowo odpowiada Arabia Saudyjska. Co ciekawe, to właśnie ten kraj będąc liderem negocjacji między producentami, usilnie dążył do osiągnięcia porozumienia. Czyżby po cichu sabotował z trudem zawarty sojusz przekraczając limity, by ratować budżet królestwa? Większość wpływów do kasy państwowej Saudów, bo aż 90 proc., pochodzi z handlu ropą.

Wraz z kurczeniem się ceny dochody królestwa zaczęły maleć. Żeby uciąć spekulacji następca tronu wydał bezprecedensowe oświadczenie w mediach, że Arabia Saudyjska absolutnie wspiera porozumienie i go dotrzymuje. Nadwyżka produkcji to kwestia techniczna związana z rozliczaniem magazynów.

Okazało się zresztą, że za większe wydobycie odpowiadają amerykańscy nafciarze, którzy uruchomili wydobycie z rafinerii szczelinowych. To właśnie oni byli odpowiedzialni za wstrzymanie wzrostów ropy w ostatnim czasie. Liczba czynnych szybów naftowych wynosi blisko 650 i jest największa od października 2015 r. Dla wielu firmy wydobywczych cena 50 USD stanowi próg rentowności. Wzrost ceny powyżej skłania ich więc do wznowienia produkcji. To z kolei powoduje wzrost podaży i tym samym presję na spadek cen.

W ostatnim czasie pojawiły się pogłoski o nowym porozumieniu krajów – producentów, zakładającym kolejne ograniczenia w wydobyciu ropy. To może doprowadzić do zwiększenia jej ceny, na czym bardzo zależy Arabii Saudyjskiej, która przygotowuje do giełdowego debiutu państwowy koncern naftowy. Wartość IPO ma wynieść 68 mld dolarów.

Złoto się nie poddaje

Niezgodnie z prognozami zachowują się też metale szlachetne. Złoto po ostrym rajdzie w górę w lutym, na początku marca mocno wyhamowało w związku z oczekiwanym wzrostem stóp procentowych w USA. Dość niespodziewanie, po tym jak bank rezerwy federalnej rzeczywiście podwyższył koszt pieniądza na marcowym posiedzeniu kurs żółtego metalu skoczył w górę. Odbicie było efektem rozliczeń kontraktów terminowych na złoto i dolara. Wielu inwestujących zajęło krótkie pozycje na kruszcu i długie na walucie. Kiedy metal zaczął tanieć część inwestorów ruszyła do kupna przecenionego aktywa. W konsekwencji uderzyło to w dolara, którego kurs obniżył się. Wtedy inwestorzy zaczęli zamykać długie pozycje walutowe i dla minimalizowania strat zaczęli kupować złoto.

Historycznie przy podwyżkach stóp w 2015 r. i w 2016 r. złoto zawsze zyskiwało tuż po ogłoszeniu decyzji FED.

Notowania w kolejnych dniach po podwyżce zepchnęły kurs złota w kierunku 1200 dolarów za uncję. Dalszy rozwój wypadków na tym rynku zależy przede od ruchów FED i wzrostu inflacji. Seria podwyżek może stanowić mocne uderzenie w ceny metalu. Z drugiej strony, jeśli inflacja będzie rosła szybciej od stóp kruszec może błysnąć jako aktywo chroniące kapitał przed wzrostem cen.

Warto przypomnieć, że w latach 2004-07 FED 17 razy podnosił stopy z 1 proc. do 5,25 proc., a w tym czasie złoto zyskało na wartości 49,8 proc. rosnąc z 393 dolarów do 589 USD za uncję.

Pallad odporny na ruchy stóp

Od początku roku śladem złota podąża srebro, które po wzrostach zapoczątkowanych jeszcze w grudniu wyhamowało marsz na północ w oczekiwaniu na decyzję FED.

Ten sam los podzieliła platyna. Jej cena spadła w okolice 1000 dolarów, podczas gdy jeszcze we wrześniu 2016 r. wynosiła 1100 USD. Platyna, podobnie jak złoto, szczytową formę osiągnęła w 2011 r., kiedy jej kurs doszedł do 1900 dolarów. Od tamtego czasu nie odzyskała wigoru, a w tym roku niewykluczone, że potanieje poniżej 1000 USD.

Generalnej przecenie na rynku metali szlachetnych nie oparł się pallad, taniejąc do 760 dolarów. Jest on jednak bardziej odporny na ruch stóp, niż inne metale z tej rodziny, ze względu na szerokie zastosowanie w przemyśle. Pallad od dłuższego czasu znajduje się w fazie wzrostowej a perspektywa inwestycji infrastrukturalnych zapowiedzianych przez Donalda Trumpa dodaje mu skrzydeł.

Rynek wnikliwie obserwuje oznaki ożywienia w światowej gospodarce. Szczególną uwagę poświęca danym z Chin, pod kątem sygnałów potwierdzających koniec spowolnienia w Państwie Środka – mówi Konrad Grzelec, ekspert BGŻOptima.

Oznaki ożywienia nie są jeszcze jednoznaczne i oczekiwania inwestorów rozmijają się czasem z fundamentami. Widać to na przykładzie rynku rudy żelaza, rosnącego od początku 2017 r. w związku ze spodziewanym wzrostem zapotrzebowania z Chin. Tymczasem popyt chińskich producentów wciąż jest umiarkowany, co doprowadziło do ostrej przeceny surowca w drugiej połowie marca.

Sytuacja jeszcze nie jest klarowna, niemniej na rynku surowców panuje ożywienie i choć ceny wahają się, sentyment inwestorów jest pozytywny – zaznacza Konrad Grzelec.

To dobra informacja dla posiadaczy funduszy inwestycyjnych zaangażowanych na rynku surowców, którzy weszli w inwestycje kilka lat temu na fali hossy. Wraz ze wzrostem cen poprawi się wycena ich inwestycji. Po latach spadków ceny surowców są niskie, co może stanowić okazję do zainteresowania się tym rynkiem, dla tych którzy dotąd omijali go szerokim łukiem.

Skarb państwa może wypłacić rekompensatę za opieszałość postępowania sądowego

W sytuacji, kiedy postępowanie zmierzające do wydania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie w sprawie trwa dłużej niż to konieczne – dla wyjaśnienia istotnych okoliczności faktycznych i prawnych sprawy – strona może wnieść do sądu skargę o naruszenie prawa do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. W przypadku uwzględnienia złożonej skargi i stwierdzenia faktycznej przewlekłości postępowania sąd – na żądanie skarżącego – może przyznać sumę pieniężną od Skarbu Państwa. Wysokość sumy wynosi od 2 tysięcy do 20 tysięcy złotych. Przyznana suma pieniężna stanowi pewien surogat zadośćuczynienia za krzywdę wywołaną przewlekłością.

– Jej celem jest rekompensata za naruszenie prawa do rozpoznania sprawy skarżącego w rozsądnym terminie – powiedział agencji eNewsroom.pl Paweł Żytkowski, radca prawny z kancelarii Gardocki i Partnerzy – W sytuacji, gdy strona nie jest usatysfakcjonowania wysokością przyznanej przez sąd sumy pieniężnej lub przyznana kwota nie rekompensuje stronie powstałej szkody, może ona w odrębnym postępowaniu dochodzić – od Skarbu Państwa – naprawienia szkody w wyniku stwierdzonej przewlekłości. Należy pamiętać, że warunkiem koniecznym dla przyjęcia odpowiedzialności Skarbu Państwa jest zaistnienie adekwatnego związku przyczynowo-skutkowego między opieszałością postępowania sądu, a powstałą szkodą po stronie skarżącego. Strony, które z różnych przyczyn nie wniosły w toku postępowania skargi na jego przewlekłość, także nie są pozbawione prawa do dochodzenia roszczenia odszkodowawczego. Mogą one dochodzić naprawienia szkody – powstałej w wyniku przewlekłości – po prawomocnym zakończeniu postępowania co do istoty sprawy. Możliwość wystąpienia z roszczeniem odszkodowawczym – po prawomocnym zakończeniu postępowania – nie służy zapobiegnięciu jego przewlekłości, lecz jedynie naprawieniu szkody – jeżeli taka wystąpiła. Przesłanką uwzględnienia takiego powództwa będzie konieczność wykazania zarówno okoliczności dotyczących przewlekłości postępowania, jak i szkody pozostającej w normalnym związku przyczynowym z tym zdarzeniem – powiedział Żytkowski.

Dbanie o zdrowy styl życia wg. internautów

Internauci najczęściej dbają o swoje zdrowie jedząc warzywa i owoce (55%), unikają papierosów (54%) i dbają o dobre relacje ze znajomymi i rodziną (52%). Jako ważne, lecz rzadziej stosowane wskazywane są – regularne uprawianie sportu (30%) i przebywanie w czystym środowisku (31%). W internecie szuka się informacji i o często podejmowanych działaniach (szukanie informacji o warzywach i owocach (45%) i o rzadko podejmowanych działaniach (38%).

Dbanie o zdrowy styl życia wg. internautów 3

IRCenter przeprowadziło ilościowe badanie CAWI na reprezentatywnej próbie n=2110 internautów (kobiet i mężczyzn w wieku 16-75 lat) na temat postaw wobec dobrego stanu zdrowia.

Trzy najczęściej podejmowane aktywności na rzecz dobrego stanu zdrowia to:

  • jedzenie warzyw i owoców (55%),
  • unikanie papierosów (54%),
  • dbanie o dobre relacje ze znajomymi i rodziną (52%).

W1

Za najważniejsze działania dla zdrowia najczęściej uznawane są (średnia wskazań w skali 1-10):

  • dbanie o odpowiednią ilość snu (8,14),
  • znajdowanie czasu na odpoczynek (8,14),
  • dbanie o codzienną dawkę ruchu (8,12).

Działania, które są uważane za ważne dla zdrowia, ale jednocześnie są wykonywane przez mniejszą liczbę osób to:

  • regularne uprawianie sportu (30%),
  • przebywanie w czystym środowisku (31%),
  • unikanie stresu (34%).

To są działania, które internauci chcieliby robić, ale jednocześnie nie są one zbyt powszechne.

w2

Internet służy i do pomocy w działaniach powszechnie wykonywanych (najczęściej wyszukiwanym tematem w kontekście zdrowia są warzywa i owoce – 45% internautów) i tych zdecydowanie rzadziej – drugim najczęściej wyszukiwanym tematem w internecie są suplementy diety – informacji na ich temat szuka 38% internautów, a korzysta – tylko 26% internautów.

Albert Hupa

Podsumowanie konferencji PROCON Indirect Forum 2017

Do Hotelu Airport Okęcie w Warszawie, w którym w dniach 21-22 marca 2017 odbywała się konferencja dedykowana zakupom nieprodukcyjnym, przybyło prawie 100 Gości. Wśród 13 prelegentów znaleźli się przedstawiciele firm takich jak TKMaxx, L’Oreal, Provident, Olivia Business Center czy NextBuy, a także eksperci: Jan Vašek (Cranfield University/VSB-TU Ostrava) oraz Gość Specjalny – światowej sławy specjalista branży zakupowej – prof. dr Arjan van Weele, jak zawsze pełen energii, humoru i wciągający słuchaczy w sedno swoich opowieści oraz przykładów, z łatwością i polotem przekładanych na realia branży zakupowej i codzienną pracę managerów oraz kupców.

Pierwszy, konferencyjny dzień wydarzenia skoncentrował się na zagadnieniach związanych z:

  • relacjami z dostawcami i korzyści płynącymi ze stosowania systemów zarządzania i ocen takich relacji (SRM) – blok tematyczny
  • zależnościami, problemami i możliwościami usprawnienia i budowania owocnej współpracy na linii Zarząd–Dział Zakupów – Panel Dyskusyjny; Paneliści – przedstawiciele Zarządu oraz Dyrektorzy Zakupów: Pracuj.pl, Eurozet, PKO BP oraz Play
  • czynnikami decydującymi o sukcesie zespołów zarządzających kategoriami zakupowymi oraz współpracy kupców z klientem wewnętrznym; istocie relacji z dostawcami i wzajemnego zaufania – Gość Specjalny konferencji – prof. dr Arjan van
  • zarządzaniem kosztami administracyjnymi: trendy na rynkach flotowych oraz umowy z tym powiązane, zakupy w organizacjach projektowych oraz kwestia: kupować czy najmować – blok tematyczny
  • efektywnością działów zakupów i sposobami jej mierzenia – Panel Dyskusyjny; Paneliści – dr. Jan Vašek oraz prof. dr. Arjan van Weele.

Drugi dzień konferencji skupił się na praktycznych umiejętnościach kupców oraz managerów i dyrektorów działów zakupów. Dwa bloki warsztatów zakupowych poprowadzili – prof. dr Arjan van Weele oraz Mateusz Borowiecki (OptiBuy). Warsztat Gościa Specjalnego, profesora van Weele kierowany był głównie do wyższej kadry zarządzającej zakupami. Traktował o przyszłościowej roli managerów zakupowych oraz rozwoju procesów zakupowych w organizacjach. Drugi blok warsztatowy poświęcony został budowaniu strategii zakupowych, wraz z praktycznymi narzędziami i koncepcjami służącymi ich tworzeniu.

Nad merytoryką całego wydarzenia czuwała Akademia Leona Koźmińskiego, a Organizatorów wspierali Partnerzy – firma NextBuy (oferująca kompleksowe rozwiązana e-procurement) oraz Wystawcy: Grupa Ayming (międzynarodowy lider konsultingu zakupowego w kategoriach HR, R&D oraz dotacji), a także  O3 (oferująca wyposażenie meblowe i komputerowe dla biur w formie outsourcingu usługowego).

Przy wynajmie mieszkania konieczna szczegółowa umowa. Dzięki temu zabezpieczone są interesy obu stron

Przy wynajmie mieszkania konieczna szczegółowa umowa. Dzięki temu zabezpieczone są interesy obu stron 4

Pisemna i szczegółowa umowa najmu, protokół zdawczo-odbiorczy, weryfikacja właściciela lokalu i najemcy, warunki zwrotu kaucji – lista formalności, których trzeba dopełnić przy wynajmie mieszkania, jest długa. Interesy właściciela w maksymalnym stopniu zabezpieczy najem okazjonalny, jeśli chce on w przyszłości uniknąć sporów. Z kolei najemca musi koniecznie sprawdzić prawo właściciela do dysponowania lokalem.

Decydując się na wynajem mieszkania zarówno właściciel, jak i najemca muszą dopełnić szeregu formalności. Wynajem wiąże się bowiem z pewnym ryzykiem po obu stronach. Właściciel musi mieć na uwadze, że lokator nie będzie płacił w terminie albo dokona zniszczeń w mieszkaniu. Najemca zaś powinien się zabezpieczyć przed nieuczciwymi lub nieetycznymi praktykami. Czarny scenariusz wcale nie musi się sprawdzić, ale warto zawczasu zabezpieczyć się na taką ewentualność. Im bardziej szczegółowo i precyzyjnie zostaną określone warunki umowy po obu stronach, tym większa szansa na uniknięcie później ewentualnych problemów.

Najważniejszą rzeczą jest umowa najmu, która koniecznie powinna zostać spisana na piśmie. W takiej umowie należy uwzględnić wszelkie szczegółowe ustalenia, w szczególności kwotę czynszu, dodatkowe koszty, które będzie ponosił najemca, czyli media, jak prąd czy woda i gaz, jeśli mają być płatne osobno – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agata Stradomska, manager do spraw szkoleń i marketingu w międzynarodowej sieci agencji nieruchomości RE/MAX Polska.

W pisemnej umowie najmu mieszkania musi zostać sprecyzowany okres, w którym będzie ona obowiązywać, a także okoliczności, w których taką umowę można skrócić lub wcześniej wypowiedzieć. Ponadto dokument musi zawierać porozumienia dotyczące kwoty i terminu płatności czynszu, odsetek za opóźnienia, sposobu rozliczania mediów, wysokości i warunków zwrotu kaucji oraz inne ustalenia, np. dotyczące tego, kto odpowiada za remonty i naprawy w lokalu. Im więcej szczegółów zawiera umowa najmu, tym lepiej. W przypadku sporu w pierwszej kolejności rozstrzygać będzie jej treść, następnie Ustawa o ochronie praw lokatorów i przepisy Kodeksu cywilnego.

Drugim istotnym dokumentem jest protokół zdawczo-odbiorczy. Powinien zawierać informacje o stanie liczników (energii elektrycznej, gazu, ciepłej i zimnej wody, etc.), które posłużą do rozliczeń z właścicielem lokalu, oraz listę sprzętów i szczegółowy opis standardu mieszkania.

Taki protokół można uzupełnić o dokumentację zdjęciową. Później będzie on pomocny przy przekazywaniu mieszkania z powrotem właścicielowi. Na jego podstawie będzie można jednoznacznie stwierdzić, czy coś zaginęło albo uległo zniszczeniu, co będzie podstawą do przyszłych rozliczeń. Przygotowanie umowy najmu i protokołu zdawczo-odbiorczego eliminuje późniejsze obiekcje, kłótnie czy nieporozumienia na tle formalnym – mówi Agata Stradomska.

W momencie zawierania umowy podstawą jest potwierdzenie wiarygodności i tożsamości obu stron. Właściciel lokalu ma prawo zażądać okazania dowodu tożsamości i zweryfikować zawarte w nim dane. Może też sprawdzić, czy dokument nie został zgłoszony w bazie dokumentów zastrzeżonych. Jeżeli właściciel mieszkania chce sprawdzić wiarygodność finansową lokatora, może też poprosić o przedstawienie zaświadczenia o dochodach.

Duże ryzyko spoczywa jednak również na najemcy, który musi sprawdzić, czy osoba, z którą zawiera umowę, jest uprawniona do dysponowania lokalem.

Na podstawie księgi wieczystej najemca powinien sprawdzić, czy osoba, z którą zawiera umowę najmu, jest właścicielem mieszkania albo czy przysługuje jej inny tytuł prawny, na podstawie którego może je wynająć, na przykład spółdzielcze prawo do lokalu mieszkalnego. Powinien zażądać okazania dokumentów tożsamości, a także dokumentów stanowiących prawną postawę do dysponowania lokalem na cele najmu. Jeżeli umowę zawiera pełnomocnik, to oczywiście musi on okazać pisemne upoważnienie – wyjaśnia Agata Stradomska.

Na stronie resortu sprawiedliwości działa elektroniczny rejestr ksiąg wieczystych, za pośrednictwem którego można sprawdzić, kto jest właścicielem nieruchomości oraz kto jeszcze ma prawo nią dysponować.

Zabezpieczeniem dla właściciela na wypadek zniszczeń w mieszkaniu albo zaległości czynszowych jest kaucja. Zwykle jest pobierana z góry wraz z czynszem za pierwszy miesiąc. Jej wysokość zależy od standardu mieszkania i jego wyposażenia. Zgodnie z przepisami maksymalna wysokość kaucji może stanowić równowartość 6-miesięcznego czynszu. Niewielu właścicieli decyduje się jednak na ustalenie kaucji w takiej wysokości.

Taki lokal byłby mało atrakcyjny i niewiele osób dysponowałoby wystarczającym zasobem gotówki, żeby móc sobie pozwolić na jego wynajęcie. Przeciętne kaucje rynkowe wahają się między równowartością czynszu za 1–3 miesiące. To kwota zdeponowana na koncie właściciela mieszkania, który może bezpośrednio dokonywać z niej potrąceń na okoliczność niezapłaconego czynszu lub zniszczeń, które powstały z winy najemców. Wysokość kaucji jest umowna, natomiast zwykle zależy od standardu i wartości wyposażenia, które właściciel pozostawia w lokalu – mówi Agata Stradomska.

Po zakończeniu umowy najmu – jeżeli lokator terminowo wywiązywał się z płatności, a w mieszkaniu nie doszło do zniszczeń – kaucja powinna zostać zwrócona najemcy.

Jeżeli właściciel mieszkania obawia się, że po zakończeniu okresu najmu lokator nie będzie chciał się wyprowadzić, może zabezpieczyć się przed taką ewentualnością, zawierając umowę tzw. najmu okazjonalnego. Ta forma w największym stopniu zabezpiecza jego interesy i stwarza możliwość szybkiej eksmisji nierzetelnych lokatorów, którzy nie płacą czynszu albo nie chcą opuścić mieszkania.

Umowa najmu okazjonalnego wymaga dodatkowych formalności, na przykład złożonego w formie aktu notarialnego oświadczenia o poddaniu się egzekucji najemcy. W przyszłości może jednak zabezpieczyć właściciela, gdyby najemcy dobrowolnie nie chcieli się wyprowadzić – mówi Agata Stradomska.

Oświadczenie najemcy do umowy najmu okazjonalnego musi być podpisane w formie aktu notarialnego. W tym wypadku wynajmujący musi zgłosić dochody z najmu do urzędu skarbowego, a lokator podpisuje deklarację o dobrowolnym opuszczeniu mieszkania po wygaśnięciu umowy. Jeżeli się uchyla od tego obowiązku, właściciel ma prawo zwrócić się na postawie tego oświadczenia do sądu z wnioskiem o nadanie mu klauzuli wykonalności. Po jej uzyskaniu sprawa jest kierowana do komornika, który przeprowadza eksmisję.

Jak podkreśla ekspertka, aby uniknąć problemów i niedomówień, dobrze jest skorzystać z pomocy doradcy albo pośrednika nieruchomości, który nie tylko pomoże w znalezieniu najemcy albo właściwego mieszkania, lecz także dopełni wszystkich formalności, sprawdzi wiarygodność stron umowy oraz przygotuje całą dokumentację. Taką opcję powinni rozważyć zwłaszcza ci, którzy wynajmują mieszkanie po raz pierwszy.

Wprowadzając wysoki podatek graniczny, Donald Trump może wywołać światowe spowolnienie

Jak twierdzi dr Przemysław Kwiecień, dla naszego kraju kluczowe znaczenie mają nie tyle decyzje zapadające w Białym Domu, co ich skutki dla międzynarodowego handlu. Jeśli na tej arenie wystąpią tendencje protekcjonistyczne i proces globalizacji zostanie zahamowany lub odwrócony, polska gospodarka odczuje to negatywnie.

Zdaniem Głównego Ekonomisty X-Trade Brokers, Stany Zjednoczone ogrywają tak dużą rolę w globalnej gospodarce, że trendy, narzucane przez administrację Donalda Trumpa, będą wyczuwalne również w Polsce. Jeżeli zostaną zwiększone cła importowe do USA, to bardzo prawdopodobne, że inne kraje, takie jak Chiny czy Japonia, odpowiedzą w podobny sposób. Tymczasem, ożywienie na Starym Kontynencie uzależnione jest od dobrej koniunktury dla europejskiego eksportu. Ograniczenie globalnego handlu byłoby zatem niekorzystne dla Unii Europejskiej.

– Potężna liberalizacja międzynarodowego handlu, jaka zachodziła przez ostatnich kilkadziesiąt lat, istotnie zwiększyła globalną produkcję dóbr i usług. Oczywiście można się spierać z tym, czy „owoce” tego procesu zostały równo podzielone między państwami. Jednak, analiza struktury wzrostu gospodarczego w Polsce dowodzi, że wymiana towarów i usług z innymi krajami ma dla nas coraz większe znaczenie – mówi dr Przemysław Kwiecień.

Ekspert z X-Trade Brokers wyjaśnia, że obroty handlowe rosną w naszym kraju szybciej, niż PKB. Gdyby więc doszło do zaburzeń w światowym handlu i proces globalizacji zostałby zatrzymany lub, co gorsza, odwrócony, to poważnie zachwiałoby systemem ekonomiczny. Obecnie eksport odpowiada za ponad 52% polskiej gospodarki, podczas gdy jeszcze 10 lat temu było to mniej, niż 40%. Biorąc pod uwagę, że to dynamiczna część rynku, wzrost udziału sprzedaży zagranicznej jest korzystny dla dynamiki PKB, ale też uzależnia naszą koniunkturę w większym stopniu od sytuacji w Europie i na świecie.

– Jeśli wszystkie towary, importowane do USA zostaną obciążone np. 20-procentowym podatkiem, to każdy artykuł, wyprodukowany poza Stanami Zjednoczonymi i sprzedawany na tamtejszym rynku, stałby się dużo mniej konkurencyjny. Dla przedsiębiorstw, które wytwarzają produkty w Polsce i eksportują je do USA, jednoznacznie oznaczałoby to, obniżenie cen albo spadek ich sprzedaży – przewiduje dr Kwiecień.

Trzeba również podkreślić, że wprowadzenie podatku granicznego przez rząd Donalda Trumpa, nie wpłynęłoby jedynie na wywóz polskich artykułów za ocean. Należy brać pod uwagę również to, że produkowane w naszym kraju komponenty są używane m.in. w niemieckich wyrobach, eksportowanych do Stanów Zjednoczonych. W tym obszarze udział Polaków jest dużo większy, niż w bezpośredniej wymianie z USA.

– Niemniej, podatek graniczny byłby najbardziej niekorzystny dla największych partnerów handlowych USA czy też państw, które są najmocniej uzależnione od wymiany towarów ze Stanami Zjednoczonymi. Należą do nich Meksyk i Kanada, co oczywiście wynika z ich fizycznej bliskości, a także z porozumienia NAFTA. Dla krajów Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu byłoby to niewątpliwie dużym szokiem. W Polsce oczywiście nastąpiłaby też niekorzystna zmiana – podsumowuje ekspert.

Osoby z zaburzeniami słuchu uzyskają dostęp do nowych metod leczenia. Pierwsze na świecie operacje przeprowadzono w Polsce

Osoby z zaburzeniami słuchu uzyskają dostęp do nowych metod leczenia. Pierwsze na świecie operacje przeprowadzono w Polsce 5

Nowy system implantów ucha środkowego pozwala odzyskać słuch osobom, których schorzenie wcześniej uniemożliwiało przeprowadzenie operacji. Do leczenia docelowo włączymy dużą grupę seniorów – zapowiada prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach, który w piątek przeprowadził pierwsze tego typu operacje na świecie. Nowoczesny implant to bezpieczne urządzenie, które pozwala w dowolny sposób modelować słuch pacjenta. 

– Mamy za sobą światową premierę w zastosowaniu klinicznym nowego systemu, który składa się z implantu ucha środkowego połączonego w odpowiedni sposób z układem własnym kosteczek słuchowych pacjenta. Dzięki temu możemy prawie dowolnie modelować słuch pacjenta, dostosowując go do tych możliwości, na jakie stać jego ucho wewnętrzne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach.

Implant słuchowy typu Vibrant Soundbridge ze sprzęgaczem LP-Coupler pomoże tym pacjentom, u których dotychczas stosowane metody nie były skuteczne. Jeśli ucho wewnętrzne nie jest w stanie odebrać fali dźwiękowej, nowy system wzmacnia ją do takiego poziomu, że chory jest w stanie słyszeć.

– Nowy system pozwala nie tylko wymodelować słuch u pacjenta, lecz także dostosować wzmocnienie do konkretnych ubytków, poszczególne obszary częstotliwości. Daje też możliwość późniejszego wykonywania dowolnych badań radiologicznych – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

U pacjentów z nową generacją implantu Vibrant będzie można wykonać badanie rezonansu magnetycznego do 1,5 Tesli. Dotychczas wykonanie badania było mocno ograniczone (przy dotychczasowych implantach do 0,2 Tesli) lub wymagało usunięcia implantu. Nowa technologia umożliwia rozszerzenie docelowej grupy pacjentów.

– Dołączamy te osoby, którym nie mogliśmy pomóc żadnym z innych rozwiązań dotychczas stosowanych. Były one za słabe, przynosiły wzmocnienie naturalnego dźwięku na układ kosteczek i do ucha wewnętrznego w niewystarczającym stopniu, co w praktyce oznaczało, że pacjent może nieco lepiej słyszał, ale nie rozumiał nawet do kilkudziesięciu procent docierających informacji – przekonuje dyrektor Światowego Centrum Słuchu.

Szacuje się, że problem ze słuchem ma w Polsce ok. 900 tys. osób, a 40–50 tys. nie słyszy niemal w ogóle. Niedosłuch najczęściej występuje u seniorów. Blisko trzy czwarte 70-latków ma częściową głuchotę, w przedziale wiekowym 80–100 lat odsetek ten wzrasta do ok. 80 proc. U części pacjentów z trwałym uszkodzeniem słuchu pomóc mogą aparaty słuchowe. W terapii często wykorzystuje się implanty ślimakowe ucha środkowego czy urządzenia na przewodnictwo kostne, które bezpośrednio stymuluje ucho wewnętrzne. U osób z dużym ubytkiem słuchu dotychczas stosowane metody były niewystarczające.

– Implant słuchowy typu Vibrant Soundbridge ze sprzęgaczem LP-Coupler wypełnia ogromną lukę, dzięki temu włączamy dużą grupę docelową seniorów, których będzie coraz więcej w każdym starzejącym się społeczeństwie. Urządzenie staje się dzięki nowej technologii bezpieczne. Pokonujemy zatem barierę co najmniej dwóch poważnych ograniczeń: wzmocnienia, bo właściwie możemy dowolnie modelować, i tego, że urządzenie musi być usunięte na czas określonego badania – wskazuje prof. Henryk Skarżyński.

Jak przekonuje dyrektor Światowego Centrum Słuchu, nowa technologia nie wymaga od operowanego pacjenta praktycznie żadnej rehabilitacji.

– Nie zmuszamy pacjenta do nauczenia się słuchu tak jak w przypadku implantów ślimakowych. Dajemy tę samą informację, tylko odpowiednio wzmocnioną tak, żeby pacjent, jeżeli ma nawet resztki słuchu, mógł w zakresie danego pasma częstotliwości usłyszeć i zrozumieć – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

Pionierska operacja wszczepienia nowego systemu implantu ucha środkowego odbyła się w Kajetanach podczas Sympozjum International Bonebridge & Soundbridge w Kajetanach.

Polskie rodziny wydadzą na święta wielkanocne średnio 400 zł. Tyle samo co przed rokiem

Polskie rodziny wydadzą na święta wielkanocne średnio 400 zł. Tyle samo co przed rokiem 6

Przeciętne polskie gospodarstwo domowe planuje przeznaczyć 400 zł na zorganizowanie tegorocznych świąt wielkanocnych, dokładnie tyle samo, ile rok temu. Bardziej kosztowne plany mają tylko rodziny wielodzietne, które w tym roku odczuły wyraźną poprawę sytuacji materialnej. Dlatego przygotowane są na wydatki świąteczne w wysokości przeszło 500 zł.

– Najwięcej na święta wielkanocne w tym roku wydadzą rodziny czteroosobowe, które deklarują, że będzie to kwota 511 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska. – Przeciętni ankietowani zadeklarowali kwotę 400 zł. Jest to dokładnie tyle samo, ile w ubiegłym roku.

Jak wynika z prowadzonego cyklicznie badania Barometr Providenta, w 2016 roku wysokość wydatków związanych ze świętem Wielkiej Nocy była wyższa o 10 proc. niż dwanaście miesięcy wcześniej. W tym roku zdecydowana większość respondentów (59 proc.) deklaruje utrzymanie wydatków na zeszłorocznym poziomie, 16 proc. spodziewa się wyższych, a 10 proc. chce wydać mniej niż w ubiegłym roku.

Wysokość świątecznego budżetu według Providenta determinują dwa zasadnicze czynniki. Z jednej strony jest to wysokość dochodów gospodarstwa domowego – im wyższa, tym większe planowane wydatki. W przypadku rodzin zarabiających około 2 tys. zł budżet tegorocznej Wielkanocy wyniesie około 300 zł. Gospodarstwa domowe z dochodami w wysokości 5 tys. zł zamierzają wydać prawie dwa razy więcej, bo około 500 zł.

Drugim czynnikiem jest wielkość rodziny. Najmniejsza, jednoosobowa na organizację świąt w bieżącym roku chce przeznaczyć około 250 zł, a więc znacząco poniżej średniej. Nakłady czteroosobowych gospodarstw domowych przekroczą natomiast 500 zł.

– Ogólnie wydatki związane z Wielkanocą są zdecydowanie niższe niż na Boże Narodzenie, które trwa zdecydowanie dłużej – zauważa Karolina Łuczak. – W grudniu spora część budżetu przeznaczana jest na kupno prezentów czy finansowanie wyjazdów. W ubiegłym roku organizacja gwiazdki kosztowała polską rodzinę średnio 722 zł, więc prawie dwa razy więcej niż w bieżącym roku wyniosą wydatki wielkanocne.

Podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia, jak wynika z Barometru Providenta, wydatki z nimi związane miały być o 100 zł niższe niż dwanaście miesięcy wcześniej. Około 24 proc. respondentów szacowało koszt zakupów na około 400 zł. Co czwarty Polak zamierzał się zmieścić w kwocie między 400 a 700 zł, 15 proc. chciało wydać od 700 do tysiąca zł, a jedynie 10 proc. – więcej niż tysiąc.

– W przypadku Wielkiej Nocy są to głównie koszty związane z organizacją przyjęcia, zakupami, bo zwyczaj dawania prezentów jest zdecydowanie mniej powszechny niż w przypadku Bożego Narodzenia, co nie znaczy, że w ogóle nie występuje – precyzuje Mariusz Pawłowski, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w firmie Provident Polska. – Kupowanie wielkanocnych podarunków deklaruje około 37 proc. badanych. Mamy tutaj dość spore zróżnicowanie między dużymi miastami a wsią. W większych ośrodkach ponad połowa Polaków przygotowuje podarunek, podczas gdy na wsi – tylko 26 proc. Średnia kwota, jaką przeznaczamy na ten cel, wynosi 123 zł.

Na zwiększenie wysokości wielkanocnego budżetu przez rodziny wielodzietne wpłynęła deklarowana przez nie tegoroczna poprawa sytuacji materialnej. Z Barometru Providenta wynika, że 40 proc. składających się z pięciu i więcej osób gospodarstw domowych odczuło w tym roku taki progres (w przypadku 55 proc. była bez zmian, a tylko 2 proc. zasygnalizowało pogorszenie). Na drugim biegunie usytuowali się single i osoby samotne, wśród których 84 proc. stwierdziło, że ich sytuacja materialna nie zmieniła się lub pogorszyła, a tylko 9 proc. odczuło poprawę.

GDDKiA szuka nowego operatora systemu poboru opłat na autostradach. Obecnie sprawdza zgłoszenia do przetargu

GDDKiA szuka nowego operatora systemu poboru opłat na autostradach. Obecnie sprawdza zgłoszenia do przetargu 7

Jak informuje resort infrastruktury, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad weryfikuje obecnie zgłoszenia do postępowania, w którym ma zostać wyłoniony nowy operator elektronicznego systemu poboru opłat od kierowców. viaTOLL w przyszłym roku zmieni zarządcę, który będzie odpowiedzialny za przychody do budżetu państwa i bazę wrażliwych danych milionów kierowców. Pod znakiem zapytania stoi udział w postępowaniu dwóch spółek celowych o minimalnym kapitale zakładowym i niejasnej strukturze właścicielskiej. 

Problem pojawiania się w przetargach spółek celowych, zawiązywanych tuż przed terminem składania ofert, nie jest wcale nowy. Zamawiający mają narzędzia, aby się przed tym zabezpieczyć i mogą postawić w ogłoszeniu lub specyfikacji istotnych warunków zamówienia wymagania, które zablokują możliwość startowania w przetargu takim właśnie spółkom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Ziembiński, radca prawny z Kancelarii Ziembiński & Partnerzy. – Doświadczony zamawiający, jak GDDKiA, powinien się liczyć z tym, że takie spółki celowe mogą wystartować w przetargu.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozpoczęła w grudniu postępowanie, w którym ma zostać wyłoniony nowy operator krajowego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL. Wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu złożyło dziewięć podmiotów. Są wśród nich renomowane firmy, z ugruntowaną na rynku pozycją – m.in. słowacki SkyToll, Comarch i Orange Polska, austriacki Kapsch (dotychczasowy operator) i konsorcjum ze spółką z grupy Budimeksu – jak i dwa podmioty, których udział w postępowaniu budzi wątpliwości ze względu na strukturę właścicielską i kapitał zakładowy, wynoszący zaledwie 5 tys. zł.

Obie spółki, Catterick Investments oraz Leadville Investments, zostały zgodnie z KRS zarejestrowane pod tym samym adresem. W pierwszej z nich – na dobę przed terminem składania dokumentów przetargowych – zaszły zmiany w zarządzie i akcjonariacie (udziały w spółce objęły włoski Autostrade Tech i Stalexport Autostrady). Druga stanęła do postępowania w konsorcjum ze spółką córką Strabagu, opierając się na jej możliwościach i doświadczeniu. Obie są powiązane osobowo, a udział spółek o niskim kapitale zakładowym w wielomiliardowym przetargu wzbudził szerokie wątpliwości, ponieważ wyłoniony w przetargu nowy operator viaTOLL będzie nie tylko odpowiadał za miliardowe przychody do budżetu państwa, lecz także będzie zarządzał bazą wrażliwych danych milionów kierowców i bazą kompletnych informacji o ruchu drogowym w całym kraju.

Z uwagi na przedmiot zamówienia, który jest strategiczny z punktu widzenia wpływów do budżetu, bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa antyterrorystycznego, taki przetarg powinien być objęty ochroną różnego rodzaju służb, które powinny przyglądać się temu, kto startuje w postępowaniu, a nawet jak to postępowanie zostało przygotowane – uważa Dariusz Ziembiński.

Radca prawny z Kancelarii Ziembiński & Partnerzy zauważa, że profesjonalizm jest wymagany nie tylko od podmiotów, które biorą w nim udział, lecz także od zamawiającego. Ten ma z kolei prawne narzędzia, aby wyeliminować z przetargu podmioty, które niekoniecznie są gwarantem należytego wykonania zamówienia.

Jeżeli zamawiający chciałby się ustrzec przed startem w przetargu spółki, która powstała na dzień przed upływem terminu składania ofert, to ma ku temu wiele możliwości. Przykładowo, może postawić warunek średniorocznego zatrudnienia w okresie ostatnich kilku lat i wykazać, że nie zachodzi „stosowna sytuacja”, która pozwala wykonawcom polegać na zasobach osób trzecich. Wtedy taka spółka, utworzona chwilę wcześniej, nie będzie mieć wymaganego poziomu zatrudnienia, bo najpewniej w ogóle nie ma zatrudnionych pracowników – mówi Dariusz Ziembiński.

Tym samym zamawiający mógłby uniemożliwić start spółek celowych w postępowaniu, nie dopuszczając do korzystania z zasobów podmiotu trzeciego. To oznacza, że wszystkie zasoby, które są potrzebne do spełnienia warunków udziału w postępowaniu, muszą być w spółce i nie można ich „pożyczyć” od innego podmiotu – mówi Dariusz Ziembiński.

Zamawiający może również zastrzec w ogłoszeniu lub SIWZ (specyfikacja istotnych warunkach zamówienia, podstawa dokumentacji przetargowej), że kluczowe części zamówienia nie mogą zostać powierzone podwykonawcom. To powoduje, że przetarg jest dedykowany tylko dużym i doświadczonym firmom. Zamawiający może w dowolnym stopniu ograniczyć zakres podwykonawstwa.

Przedział jest bardzo różny. To ograniczenie może sięgać nawet 80 proc. całego zamówienia. Wówczas tę część spółka będzie musiała wykonać sama. Do tego z kolei musi mieć zasoby i potencjał. Jednodniowa spółka takiego potencjału raczej mieć nie będzie – mówi Dariusz Ziembiński.

Jak podkreśla ekspert, zamawiający może też postawić w przetargu konkretne wymagania ekonomiczne, którymi musi się wykazać startujący w nim podmiot z zastrzeżeniem określonego pułapu środków dla każdego członka konsorcjum.

Jak poinformowało Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, obecnie komisja przetargowa weryfikuje wszystkie wnioski, które wpłynęły w postępowaniu na nowego operatora systemu viaTOLL.

– Na obecnym etapie celem zamawiającego jest wybór wykonawców, którzy będą rzetelnymi partnerami do dialogu (…).W celu oceny spełniania warunków udziału w postępowaniu i zweryfikowania zdolności wykonawcy do należytego wykonania zamówienia badana jest m.in. sytuacja ekonomiczna i finansowa oraz zdolność techniczna i doświadczenie wykonawców, a także kwalifikacje zawodowe osób, którymi te podmioty dysponują – poinformował Szymon Huptyś, rzecznik resortu, dodając, że na obecnym etapie dyskusja dotycząca podmiotów, które zgłosiły się do postępowania, jest bezzasadna.

W kolejnym kroku GDDKiA zaprosi do dialogu konkurencyjnego te firmy, które spełnią formalne warunki udziału w postępowaniu. Po jego zakończeniu zostanie im przekazane zaproszenie do składania ofert w przetargu, w którym wadium ma wynosić 30 mln zł.

– Warto jednak dostrzec, że w tym postępowaniu zamawiający bardzo celnie dobrał tryb przetargu do stopnia skomplikowania przedmiotu zamówienia i szczegółowo opisał kryteria selekcji. Dzięki tej staranności wynik przetargu jest jeszcze otwarty – konkluduje Dariusz Ziembiński.

GDDKiA chce zawrzeć umowę z nowym operatorem krajowego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL na sześć lat (od 3 listopada 2018 r. do 2 listopada 2024 r). Obecnie operatorem viaTOLL jest Kapsch Telematic Services, z którym umowa wygasa w listopadzie przyszłego roku.

Jak wynika z ubiegłorocznych wyliczeń Fundacji Republikańskiej, system viaTOLL w ciągu pięciu lat wniósł do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 7 mld zł. Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych został wprowadzony w lipcu 2011 roku i zastąpił karty opłaty drogowej (winiety). Z viaTOLL obowiązkowo muszą korzystać kierowcy autobusów i pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t.

Jeszcze w tym tygodniu ruszy ponowna rozbiórka Rotundy. PKO BP doszedł do porozumienia z konserwatorem zabytków

Jeszcze w tym tygodniu ruszy ponowna rozbiórka Rotundy. PKO BP doszedł do porozumienia z konserwatorem zabytków 8

Jest kompromis w sprawie warszawskiej Rotundy. Właściciel, PKO Bank Polski, doszedł do porozumienia z mazowieckim i stołecznym konserwatorem zabytków, którzy w połowie marca nakazali wstrzymanie rozbiórki gmachu. Na mocy wspólnych ustaleń Rotunda nie trafi do rejestru zabytków. Powołany zostanie zespół złożony z przedstawicieli obu stron, ekspertów oraz architektów, który będzie nadzorował demontaż. Część oryginalnej konstrukcji Rotundy ma zostać zachowana w nowym projekcie. Prace rozbiórkowe ruszą ponownie jeszcze w tym tygodniu.

Rozbiórka warszawskiej Rotundy, której właścicielem jest PKO Bank Polski, rozpoczęła się na początku marca. W połowie marca bank zmuszony był jednak wstrzymać prace. W trakcie rozbiórki okazało się, że – zdaniem Stołecznego Konserwatora Zabytków – zachowała się część oryginalnej konstrukcji budynku. Dlatego 16 marca nakazał on wstrzymanie dalszych prac i podjął starania o wpisanie gmachu Rotundy do rejestru zabytków. Równolegle strony przystąpiły do rozmów, których celem było wypracowanie kompromisowego rozwiązania.

– Po kilku spotkaniach z konserwatorami zabytków, doszliśmy do porozumienia i wypracowaliśmy plan korzystny dla obu stron. Demontaż budynku zostanie wznowiony, jeszcze w tym tygodniu, najprawdopodobniej w środę lub w czwartek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wyszoczarski, dyrektor pionu sieci i operacji w PKO Banku Polskim. – Na mocy wspólnych ustaleń Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków nie będzie wszczynał procedury wpisywania do ewidencji zabytków gmachu Rotundy.

Wpisanie Rotundy do rejestru zabytków zablokowałoby inwestorowi możliwość kontynuowania inwestycji. Wszystkie strony zadecydowały jednak, że rozbiórka starej konstrukcji będzie kontynuowana.

Rozbiórkę będzie nadzorować zespół ekspercki. W jego skład wejdą przedstawiciele inwestora, czyli PKO Banku Polskiego, oraz Stołecznego Konserwatora Zabytków, konstruktorzy i architekci.

– Jednym z najważniejszych ustaleń jest powołanie grupy roboczej, której zadaniem będzie wypracowanie możliwości użycia elementów istniejącej Rotundy w ramach projektu rewitalizacji. Grupa ma ocenić stan konstrukcji, której elementy moglibyśmy wykorzystać w nowym projekcie. Te elementy możemy wykorzystać jako artefakty, świadków historii – niekoniecznie w samym budynku, ale na przykład w jego pobliżu, w ramach dodatkowej instalacji – mówi Maciej Wyszoczarski.

Nowy budynek ma zachować dotychczasowy kształt, wielkość i elementy charakterystyczne dla architektury modernizmu. Dyrektor Pionu Sieci i Operacji w PKO Banku Polskim podkreśla, że gmach Rotundy pilnie wymagał rewitalizacji ze względu na zły stan techniczny. Gmach przestał spełniać aktualnie obowiązujące normy techniczne i przeciwpożarowe. Dlatego po szerokich konsultacjach społecznych właściciel zadecydował o zastąpieniu go nowym budynkiem, który pod względem architektonicznym będzie podobny do kultowej Rotundy.

– Zachowamy bryłę Rotundy i jej charakterystyczny otok. Takie były nasze główne założenia i dlatego w konkursie architektonicznym zwyciężył projekt, który dobrze odzwierciedla pierwotną bryłę. Nowy budynek chcemy tylko w części przeznaczyć na oddział bankowy. Górna część ma zostać przeznaczona na galerię sztuki, kawiarnię i ogólnodostępne miejsce spotkań. Otoczenie Rotundy również zostanie oddane do użytku publicznego, a w przyziemiu ma działać między innymi kino letnie oraz inne performance’y, które można będzie realizować w tej przestrzeni – zapowiada Maciej Wyszoczarski.

Właściciel Rotundy przystępując do rewitalizacji, przeprowadził szerokie konsultacje społeczne oraz dopełnił wszystkich formalności. W 2014 roku inwestor uzyskał od urzędu miasta pozwolenie na budowę i rozbiórkę istniejącego budynku. Przeprowadził też ekspertyzy dotyczące jego stanu technicznego i konstrukcyjnego.

– Wszystkie te elementy zrealizowaliśmy zgodnie z obowiązującym prawem, po czym na początku tego roku wybrany został generalny wykonawca, a w marcu przystąpiliśmy do prac rozbiórkowych – mówi Maciej Wyszoczarski.

Okrągły budynek jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków stolicy. Mieści się w ścisłym centrum miasta, przy skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. Jego miejsce ma zająć nowoczesny gmach, przeznaczony w części na funkcje społeczne, takie jak galeria sztuki i ogólnodostępne miejsce spotkań dla warszawiaków. Funkcje bankowe zostaną zlokalizowane na parterze. Projekt architektoniczny „nowej” Rotundy został wyłoniony w międzynarodowym konkursie, na który nadesłano zgłoszenia z 80 krajów świata. Wygrała krakowska pracownia Gowin & Siuta, a według założeń inwestycja miała się zakończyć za dwa lata. Koszt przebudowy Rotundy w całości pokryje właściciel.

Polacy coraz chętniej ubezpieczają urządzenia mobilne. Głównie z powodu wysokich kosztów napraw sprzętu

Polacy coraz chętniej ubezpieczają urządzenia mobilne. Głównie z powodu wysokich kosztów napraw sprzętu 9

Urządzenia mobilne są coraz droższe i bardziej zaawansowane, a inteligentny sprzęt stał się integralną częścią ludzkiego życia. Jak wynika z raportu „Mobile Behavior Report”, 85 proc. ludzi uważa je za najważniejsze narzędzia codziennego użytku. Nic dziwnego, skupiają w sobie szereg istotnych informacji – kontakty biznesowe, informacje z banku czy prywatne pliki. Urządzenia mobilne są bardzo podatne na uszkodzenia, a do tego często padają łupem złodziejów, stąd też rosnąca popularność produktów ubezpieczeniowych.

 Blisko 35 proc. uszkodzeń telefonów ma miejsce w środkach komunikacji publicznej oraz w czasie uprawiania sportu, a blisko 76 proc. to wszelkiego rodzaju stłuczenia, zarysowania czy uszkodzenia wyświetlacza. Koszt takich napraw jest dość wysoki, dlatego użytkownicy sprzętu mobilnego chcą się od tego ubezpieczyć i coraz chętniej korzystają z tego typu produktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Żelazny z firmy Digital Care.

W ocenie ekspertów sprzedaż produktów ubezpieczeniowych na rynku mobilnym ma sukcesywnie rosnąć, a wszystko ze względu na wciąż rosnące potrzeby konsumentów.

– Klienci kupują coraz droższe, a przy tym bardziej zaawansowane urządzenia mobilne i potrzebują ochrony w związku z nieprzewidzianymi wydatkami na naprawy – komentuje Aneta Żelazny.

Ubezpieczenie zwykle obejmuje ochronę w takich wypadkach, jak uszkodzenie wyświetlacza, zalanie urządzenia wodą, czy jego kradzież.

– Istnieje również możliwość przedłużenia gwarancji. Wszystko po to, by potencjalny klient mógł spać spokojnie – mówi Aneta Żelazny.

Polski rynek ubezpieczeń urządzeń mobilnych jest bardzo dynamiczny i kreatywny, stąd prognozy rozwoju są bardzo dobre. Tym bardziej że takie firmy jak np. Digital Care bazują na polskich technologiach, przez co ich produkty są dostosowane do krajowego rynku. Na początku tego roku serwis We Are Social opublikował swój coroczny raport na temat segmentu mobile na świecie. Pod względem penetracji użytkowników mobilnych Polska zajmuje 17 miejsce na świecie. 74 proc. Polaków korzysta z telefonu komórkowego. Średnio przez 1,4 godziny dziennie surfujemy w internecie właśnie przez smartfon lub tablet.

– Kupujemy coraz droższe urządzenia, a przy okazji obawiamy się tego, żeby sprzęt nie został uszkodzony. Tym  bardziej że mamy go cały czas przy sobie, wykorzystujemy go w każdej wolnej chwili zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Dlatego popularność produktów ubezpieczeniowych i programów serwisowych rzeczywiście będzie rosła, a w ich ramach będą pojawiały się nowe, innowacyjne usługi – podkreśla ekspertka Digital Care.

Co istotne, rozwój rynku sprawia, że ceny produktów ubezpieczeniowych są relatywnie niskie w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat.

Budując swoje programy bazujemy na tym, żeby koszty były jak najniższe dla klienta, oczywiście przy zachowaniu jak najwyższej jakości. Standardowe programy ubezpieczeniowe, które powstawały zanim Digital Care pojawił się na rynku były dość drogie i stąd też małe było zainteresowanie tego typu produktami. Od początku działalności przygotowujemy produkty skrojone pod oczekiwania i potrzeby polskiego konsumenta. Jesteśmy w 100 proc. polską firmą, która wypracowała własne know-how, zarząd firmy jest polski, technologia powstaje w Polsce i jest tworzona przez polskich inżynierów, wreszcie własność intelektualna jest także polska – podsumowuje Aneta Żelazny.

Bazując na doświadczeniach z polskiego rynku, Digital Care rozpoczęła ekspansję na inne rynki, m.in. Włochy i Litwę oraz Łotwę.

Postępowanie z odpadami a CSR

Odpowiedzialne gospodarowanie odpadami to ważna część społecznej odpowiedzialności biznesu. Przynosi korzyści dla rynku, społeczeństwa i środowiska.

Postępowanie z odpadami w sposób odpowiedzialny na fundamentalnym poziomie dotyczy gospodarowania nimi w sposób legalny, z zachowaniem wszystkich norm i przepisów ochrony środowiska. To jednak nie wszystko. Odpady są materiałem, który można ponownie wykorzystać. Im większy jest ich recykling, tym mniej trafia na składowisko – zyskuje na tym środowisko, a tym samym i my.

Dzięki przywiązaniu wagi do całego procesu gospodarowania odpadami, tj. od momentu projektowania produktu, po segregację i magazynowanie odpadów oraz ich ponowne zagospodarowanie, możliwy jest większy odzysk materiałów. Już teraz 1/3 średnich i dużych firm w Polsce ma określoną politykę „zero odpadów na składowisko” (badanie PBS na zlecenie Stena Recycling, 2016 r.). Pomocą zarówno w jej realizacji, jak i późniejszym efektywnym odzysku jest „projektowanie dla recyklingu”.

– Projektowanie dla recyklingu zakłada już na etapie planowania produktu dobranie materiałów w taki sposób, aby podczas produkcji powstawało jak najmniej odpadów oraz, aby uzyskać jak najwyższy poziom recyklingu. Transparentnie prowadzone gospodarowanie odpadami buduje pozytywne wzory dla innych firm i kształtuje bardziej dojrzały rynek – mówi Aleksandra Surdykowska, Kierownik ds. marketingu i PR w Stena Recycling.

Społeczna odpowiedzialność biznesu pod względem gospodarowania odpadami przejawia się również w działaniach prowadzonych w miejscu pracy. Najważniejszym są: bezpieczeństwo osób, które pracują z odpadami, a także zarządzanie ryzykiem, szczególnie jeśli generowane przez firmę odpady mogą stanowić zagrożenie dla ludzi i środowiska. Odpowiednie procedury, kontrole oraz działania edukacyjne pozwalają ograniczyć wypadki i budować świadomość ekologiczną. Firmy coraz częściej starają się wychodzić ponad to, co jest ich obowiązkiem prawnym. Organizują dodatkowe szkolenia, wprowadzają nowoczesne rozwiązania minimalizujące możliwość wystąpienia wypadków, prowadzą systemy motywacyjne promujące właściwe sortowanie u źródła oraz kampanie edukacyjne, które w ciekawy sposób pokazują możliwości jakie dają odpady.

Działania CSR w obszarze środowiska mają duży wpływ na społeczeństwo. Często o tym, czy przedsiębiorstwo będzie postrzegane jako dobry sąsiad, decyduje jego polityka wobec środowiska. Właściwe postępowanie z odpadami, ograniczenie ich ilości, odpowiednie usytuowanie w hierarchii sposobów ich zagospodarowania, a także akcje ekologiczne i zbiórki odpadów pomagają skutecznie realizować założenia społecznej odpowiedzialności biznesu.

Odpowiedzialne gospodarowanie odpadami przez firmę przyczynia się do ochrony środowiska naturalnego. We wrześniu 2015 r. ONZ przyjęła Cele Zrównoważonego Rozwoju, zakładające m.in. promocję zrównoważonego uprzemysłowienia, walkę ze zmianami klimatu, zapewnienie zrównoważonej konsumpcji i wzorców produkcyjnych. Z kolei paryskie porozumienie klimatyczne COP21, zawarte cztery miesiące później, dąży do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Na realizację tych celów, gospodarki cyrkularnej oraz zadań stawianych sobie przez samo przedsiębiorstwa wpływa recykling. Umożliwia on ponowne wykorzystanie materiałów, a tym samym ograniczenie zużycia surowców naturalnych oraz emisji dwutlenku węgla.

– Odpowiedzialne gospodarowanie odpadami pozwala na realizację globalnych celów środowiskowych, podnosi bezpieczeństwo pracy i procesów zachodzących w przedsiębiorstwie, a także pozwala na realizacje strategii dobrego sąsiedztwa – mówi ekspert Stena Recycling.

Nieprzewidywalne otoczenie polityczne i biznesowe powodują przyspieszenie dezinwestycji

  • 82% przedsiębiorstw uważa, że zmienność makroekonomiczna zwiększy prawdopodobieństwo dokonania deziwestycji w przyszłym roku.
  • 48% firm jest przekonanych, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyły się wyzwania podatkowe związane z dezinwestycjami.
  • 88% twierdzi, że zaawansowane narzędzia analityczne pozwoliłyby na szybsze podejmowanie lepszych decyzji dezinwestycyjnych.   

Nieprzewidywalne otoczenie polityczne i biznesowe, a także zmiany regulacyjne, to główne czynniki geopolityczne zwiększające zainteresowanie przedsiębiorstw dezinwestycjami. Przy czym powody dezinwestycji zależą od lokalizacji geograficznej poszczególnych firm – tak wynika ze „Światowego badania dezinwestycji” przeprowadzonego przez firmę doradczą EY. To już szósta edycja, w której respondentami było ponad 900 osób zarządzających firmami z całego świata.

Przedsiębiorstwa działające w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie (EMEA) wymieniają zewnętrzne czynniki, takie jak geopolityka, jako najważniejsze przyczyny dezinwestycji. 81% firm wskazuje niestabilność polityczną w regionie, a 73% także Brexit. Geopolityczna niepewność motywuje firmy tego regionu do dezinwestycji prawie dwa razy częściej niż w obu Amerykach (59% do 30%). To oznacza szybszą sprzedaż, ale kosztem niższej ceny i mniejszej satysfakcji z uzyskanej, długoterminowej wartości.

Wyniki „Światowego badania dezinwestycji” EY pokazują także istotne różnice w liczbie  dezinwestycji zakończonych powodzeniem w różnych regionach świata, które są związane z naciskiem kładzionym na szybkość dezyinwestycji, a nie na osiąganą wartość. Tylko 62% przedsiębiorstw z EMEA uważa, że wycofanie się z inwestycji przyniosło długoterminowe korzyści. Tymczasem w obu Amerykach sądzi tak 88%, a w regionie Azji i Pacyfiku 80% firm. Dla firm z EMEA ważniejsze jest szybkie zakończenie transakcji niż jej wartość (43% respondentów), podczas gdy w Amerykach podkreśla to jedynie 18%, a w Azji i Pacyfiku 29%.

W Amerykach 57% międzynarodowych firm twierdzi, że decyzje o wyjściu z inwestycji były spowodowane zmianami technologicznymi. Duża grupa, ponad 84%, wskazuje również na zmiany regulacyjne. Istotną rolę odgrywa także polityczna niestabilność – 56% respondentów jest skłonnych do dezinwestycji właśnie z tego powodu.

– W wielu przypadkach, szybkie decyzje przedsiębiorstw w zakresie dezinwestycji z jednej strony odzwierciedlają ich dużą elastyczność w obszarze zmieniającego się otoczenia ekonomicznego, prawnego czy politycznego, z drugiej natomiast niosą ryzyko, iż wartość osignięta z takiej transakcji może nie być optymalna – mówi Paweł Bukowiński, Dyrektor w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY, Lider Doradztwa ds. Dezinwestycji w Regionie CSE. – W tak dynamicznie zmieniającym się środowisku, kluczowy jest bieżący przegląd portfela biznesowego i rygorystyczne przygotowanie się do procesu sprzedaży, w momencie kiedy podejmiemy decyzję o dezinwestycji – dodaje.

Zmiany podatkowe

Coraz większy niepokój firm planujących dezinwestycje budzą podatki, ale ze „Światowego badania dezinwestycji” EY  wynika, że zmiany podatkowe tworzą także nowe możliwości. Prawie połowa (48%) respondentów uważa, że wyzwania związane z podatkami są większe niż rok wcześniej i powodują większą złożoność procesów dezinwestycji. Niemniej 80% przyznaje, że strategiczne przygotowanie przedsprzedażowe, którego celem było ograniczenie negatywnego wpływu ryzyk podatkowych na wartość transakcji, okazało się skuteczne.

– Otoczenie podatkowe pozostaje kluczowym aspektem każdej transakcji –  mówi Paweł Bukowiński. – Zrozumienie oraz odpowiednie wyartukułowanie implikacji ryzyk podatkowych i ich wpływu na wycenę, jak również analiza struktury transakcji z punktu widzenia zobowiązań podatkowych oraz ulg podatkowych dostępnych dla potencjalnego kupującego powinny stanowić integralny element przygotowania przedsprzedażowego – dodaje.

Wykorzystanie technologii w tworzeniu przyszłościowych firm

Obecnie zarządzający zdecydowanie bardziej niż kiedyś doceniają wartość narzędzi analitycznych w biznesie. Aż 88% respondentów twierdzi, że zaawansowane narzędzia analityczne pozwalają na szybsze podejmowanie lepszych decyzji dezinwestycyjnych oraz usprawniają proces przygotowania do transakcji.

Analityka opisowa oraz prognostyczna coraz powszechniej wykorzystywane są jako efektywne narzędzia w podejmowaniu decyzji w zakresie portfela biznesowego. Podczas gdy tylko 21% firm korzystało z efektywnej analityki opisowej w trakcie dezinwestycji, aż  49% firm osiągających najlepsze wyniki korzystało z tego narzędzia. Z drugiej strony 48% firm nadal nie korzysta z analityki opisowej lub uznaje ją za nieefektywną.

W grupie firm, które chcą poprawiać swój model operacyjny za pomocą technologii, 49% zamierza zainwestować w robotykę, sztuczną inteligencję (AI), oprogramowanie jako usługę (SaaS) oraz internet rzeczy (IoT). Celem jest poprawa efektywności przyszłych dezinwestycji – co podkreślają przede wszystkim przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego. Aż 73% z nich zamierza zainwestować w nowoczesne technologie własnie z tego powodu.

– Inwestycje w nowe technologie stanowią jeden z kluczowych filarów strategii budowania długoterminowej wartości przez przedsiębiorstwa – mówi Paweł Bukowiński. – Nowe narzędzia analityczyne pozwalają na bardziej kompleksową analizę złożonych danych z wielu źródeł. W rezultacie umożliwiają szybsze decyzje oparte na lepszej informacji, co jest kluczowe z punktu widzenia zarządzania w szybko zmieniającym się otoczeniu biznesowym – dodaje.

O badaniu

Badanie zostało przygotowane i przeprowadzone przez EY oraz FT Remark, wspólne przedsięwzięcie Financial Times oraz Mergermarket. W badaniu udział wzięło ponad 900 zarządzających z dużych firm i korporacji oraz 100 partnerów z funduszy private equity. Badanie prowadzono od października do grudnia 2016. Prawie 1/4 przebadanych firm ma przychody w wysokości 1-5 mld USD, a 42% ma przychody powyżej 5 mld USD. W badaniu reprezentowanych było 9 sektorów gospodarki, ale przede wszystkim koncentrowano się na sektorze produktów konsumenckich, bankowości i usług finansowych, biotechnologii oraz technologii.

Piotr Walter w radzie nadzorczej Wirtualnej Polski

Piotr Walter
Piotr Walter

W dniu 3 kwietnia Piotr Walter został zgłoszony jako kandydat do pełnienia funkcji członka Rady Nadzorczej Wirtualna Polska Holding SA. Uchwałę w tej sprawie podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki zwołane na dzień 26 kwietnia 2017 roku.

Piotr Walter ukończył Columbia College w Chicago oraz International Institute for Management Development (PED) w Lozannie.

Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim oraz reżyserię w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Karierę rozpoczynał jako producent reklam telewizyjnych w ITI Film Studio. W TVN jako dyrektor ds. promocji antenowych i członek zarządu TVN.

Następnie jako dyrektor generalny i prezes zarządu TVN S.A. rozwinął ogólnopolski kanał telewizyjny oraz portfel 13 kanałów tematycznych współtworząc najsilniejszą markę telewizyjną w Polsce.  Jako wiceprezes zarządu Grupy TVN wdrożył jej strategię internetową oraz Over-The-Top (TVN Player). W latach 2013-2015 pełnił funkcje wiceprezesa Grupy ITI, Członka Rady Nadzorczej oraz Przewodniczącego Komitetu ds. Strategii i Kontentu TVN SA. Ostatnio jako koproducent zaangażowany w produkcję filmu „Planeta Singli”, jednego z najbardziej popularnych polskich filmów fabularnych ostatnich lat.

Piotr Walter: „Patrząc na imponujący rozwój Grupy Wirtualna Polska, zwłaszcza  na przestrzeni ostatnich dwóch lat, doszedłem do wniosku że propozycja ze strony Jacka Świderskiego jest ciekawym wyzwaniem dla człowieka z multimedialnym doświadczeniem, jak moje.  To co było dla mnie równie ważne, myśląc o kandydaturze na członka RN, to decyzyjność i dynamika działania Zarządu Grupy.”

Jacek Świderski: „Cieszę się, że Piotr Walter, współtwórca sukcesu TVN, przyjmuje propozycję wsparcia swoim doświadczeniem Wirtualnej Polski. Bardzo cenię dorobek zawodowy Piotra i jestem przekonany, że będziemy mogli od Piotra wiele się nauczyć. Myśląc o składzie nowej rady nadzorczej po wyjściu Innova Capital i o nowych wyzwaniach przed jakimi stoi Wirtualna Polska, trudno byłoby moim zdaniem wyobrazić sobie lepszego kandydata niż przedsiębiorcę i menedżera z takim doświadczeniem w mediach jak Piotr Walter.”

Najniższe od 8 lat bezrobocie w strefie euro nie potrafi wesprzeć wspólnej waluty

Stopa bezrobocia w strefie euro spadła w lutym do poziomu 9,5% rok do roku, co jest najniższym poziomem od maja 2009 roku.

Bezrobocie spada systematycznie od 2013 roku kiedy to osiągnęło poziom 12% dzięki działaniom stymulacyjnym ze strony Europejskiego Banku Centralnego  które przyczyniły się również do pobudzenia wzrostu gospodarczego i presji inflacyjnej. Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi stwierdził wręcz, iż obecny widoczny wzrost zatrudnienia i spadek bezrobocia to sukces planu stymulacyjnego EBC wartego łącznie aż 2,28 bilionów euro. Najniższa stopa bezrobocia została zanotowana w Niemczech i wyniosła 3,9%, a najwyższa w Hiszpanii gdzie wyniosła 18%.

Dobre dane nie są w stanie umocnić euro które straciło w zeszłym tygodniu 1,8% do dolara.

Para EURUSD traci dziś 0,2% i handluje w pobliżu poziomu 1,0650. Para EURJPY traci 0,4% handlując w pobliżu poziomu 118,20 a para EURGBP rośnie 0,3% i handluje w pobliżu poziomu 0,8540. Euro umacnia się dziś 0,3% do polskiego złotego i obecnie płacimy za nie niecałe 4,25 zł. Inwestorzy będą oczekiwać w tym tygodniu na minutki które opublikuje zarówno Fed – w środę  jak i EBC – w czwartek. Wydarzeniom tym będą towarzyszyć przemówienia członków Fed-u i prezesa EBC Mario Draghiego.  W czwartek rozpoczną się strategiczne rozmowy chińskiego prezydenta Xi Jinpinga z Donaldem Trumpem na Florydzie, które będą na pewno dotyczyć kształtu wspólnej wymiany handlowej.  W piątek poznamy natomiast najświeższe dane z amerykańskiego rynku pracy.

Ropa naftowa koryguje silne wzrosty z zeszłego tygodnia kiedy to zyskała ponad 6%, najmocniej w tym roku.

Sekretarz generalny OPEC Mohammad Barkingo oświadczył że światowe zapasy ropy naftowej zaczynają maleć co jest sygnałem, iż cięcia produkcji w tym roku zaczynają doprowadzać do równowagi rynkowej.  Rosnące napięcia polityczne pomiędzy etnicznymi i politycznymi grupami w Iraku doprowadziły do zmniejszenia o połowę dostaw z olbrzymiego złoża Kirkuk z którego można wydobywać aż 1 milion baryłek ropy dziennie. Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić 50,30 dolarów a za baryłkę ropy Brent 53,20 dolarów co oznacza ponad 1% spadek cen.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Najlepszy kwartał w polskim przemyśle od dwóch lat

W marcu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 53,5 punktu, co wskazuje na znaczną poprawę koniunktury w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski był niższy niż w lutym br. (54,2 pkt), a marcowy odczyt zakończył najlepszy kwartał wzrostów od dwóch lat.

W minionym miesiącu polska produkcja przemysłowa po raz kolejny odnotowała wzrost, co było spowodowane rosnącą liczbą nowych zamówień, również tych z zagranicy. Proporcjonalnie do zamówień i wymagań produkcyjnych wzrosła aktywność zakupowa, która doprowadziła do braków u sprzedawców i wydłużenia czasu dostawy.

Pomimo lekkiego spowolnienia tempa inflacji polskie firmy odczuły wzrost kosztów zakupów, co przełożyło się na wyższe ceny wyrobów gotowych kolejny miesiąc z rzędu.

Marcowy poziom indeksu PMI podsumował bardzo dobre zakończenie pierwszego kwartału, w którym niezmiennie rosły produkcja, zamówienia oraz zatrudnienie. Pomimo nieznacznego spowolnienia wzrostu, szczególnie po silnej styczniowej ekspansji, optymizm przedsiębiorców jest największy od ponad roku.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael Ström

Zaufanie do Trumpa maleje. Bitcoin oficjalnym środkiem płatniczym w Japonii

Rynki, które w tym roku przejawiały optymistyczny kurs zakończyły pierwszy kwartał niemrawo, przy Wall Street odnotowano w piątek spadki. Inwestorzy na całym świecie zaczynają się uodparniać na retorykę i deklarację prezydenta Trumpa i czekają na konkretne działania ze strony amerykańskiej administracji. Nawet niekończona się saga dotycząca związków Trumpa z Putinem zdaje się wywierać coraz mniejszy wpływ na nerwy globalnych inwestorów. Jak na ten moment amerykańskie wydarzenia polityczne spotkają się reakcjami rynkowymi tylko za oceanem.

Kurs dolara wykresInwestorzy na pewno zwrócą uwagę na planowane na ten tydzień spotkanie amerykańskiego prezydenta z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Jeśli padną takie frazy jak „spekulacje na walutach”, „wojna handlowa” czy tym podobne, to światowe rynku mogą to mocno odczuć. W przypadku, kiedy spotkanie zakończy się sukcesem można będzie mówić o pozytywnym „efekcie Trumpa” na rynkach, co może nawet skutkować korektą kursu ostatnio zniżkującego dolara amerykańskiego.

Kurs Euro Dolar wykresW Europie natomiast uwagę rynków przykuwają zbliżające się wybory we Francji. Dużym ryzkiem dla jest strefy euro jest zwycięstwo Marine Le Pen, która jak wynika z sondaży ma zagwarantowane miejsce w drugiej turze. Nikt tak naprawdę nie wierzy w zwycięstwo Le Pen, co uspokoją rynki. Natomiast na horyzoncie pojawia się także scenariusz zakładający druga turę wyborów, w której naprzeciw Le Pen stanie nie liberalny kandydat Emmanuel Marcon, ani republikanin Francois Fillion, tylko zyskujący w sondażach radykalnie lewicowy Jean-Luc Melenchon. Taka perspektywa byłaby dla rynków ciężko strawną perspektywą. Analitycy będą się bacznie przyglądać najbliższym sondażom, które mają bezpośredni wpływ na parę walutową EUR/USD.

Krytpowaluty 03-04-2017 wykresW ciągu ostatnich dwóch tygodni bitcoin tracił na korzyść na nowej kryptowaluty ethereum, jednak ten trend odwrócił się dziś rano. Taki stan rzeczy może mieć kilka przyczyn. Dużym czynnikiem napędzającym wzrost wartości kryptowaluty jest Projekt MegaUpload 2.0. Deklaracja Kima Dotcoma, iż nowe przedsięwzięcie będzie budowane na bazie bitcoina nie pozostaje bez odzewu.

Kolejnym czynnikiem, który może mieć wpływ na kurs bitcoina są wieści z Japonii, gdzie wraz z początkiem kwietnia weszła w życie ustawa, która nadaje bitcoinowi status oficjalnie akceptowalnej formy płatność. Warto jednak zwrócić uwagę, iż kryptowaluty są zupełnie inne niż tradycyjne aktywna. Jest to nowy rynek, na którym korelację dopiero zaczynają nabierać kształtów. Jedno jest pewne, na rynku kryptowalut obserwujemy bój o dominację. Bitcoin – dłużej obecny na rynku nie na trudności z korektą kursu, o czym świadczą pierwsze dni kwietnia.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 3 kwietnia.

Raport: Kim jest Henryk, odważny i rozważny konsument 3.0?

Odważni i rozważni, kształtują rynek technologii i finansów. Pokolenie Henryków w najnowszym badaniu GfK Polonia i Clue PR.

Wygodne życie, niezależność, fascynacja technologiami, szukanie adrenaliny. Zarazem mieszkanie na kredyt i obawa o utratę statusu. Oto Henryk lub Henryka (z ang. Henry: High Earner Not Rich Yet), przedstawiciele grupy społecznej, rosnącej w siłę światopoglądowo i konsumencko. Na Zachodzie znanej od lat, w Polsce zbadanej przez GfK Polonia i Clue PR po raz pierwszy. Czym charakteryzuje się grupa, która za chwilę może stać się tak wyczekiwaną w Polsce wyższą klasą średnią?

Pomiędzy Generacją Z, Y i Millenialsami wyrosła w Polsce silna grupa konsumentów: Henryków, żyjących wygodnie, niekiedy z rozmachem, ale nie rozrzutnie, wynika z najnowszego badania[1] GfK Polonia i Clue PR. To pokolenie zbadane na Zachodzie, w Polsce dotąd nie brane pod lupę. Istotne pod względem przychodów i wydatków na technologie, produkty finansowe, odzież i motoryzację. Liderzy opinii w swoich środowiskach, ciekawi świata, ale mocno skupieni na sobie. Autorzy raportu „Pokolenie Henry” zbadali portfele i światopogląd Henryków, zajrzeli do ich szaf, zapytali, czym dla nich jest luksus i czego się obawiają. Jak ich obraz wypada na tle przeciętnych Polaków?

Bogactwo, nie tylko duchowe.

„Pieniądze szczęścia nie dają” – z tą maksymą typowy Henryk by się nie zgodził. 45% Henryków, czyli o 7% więcej niż przeciętnych Polaków, uważa, że bez odpowiednich pieniędzy nie można być szczęśliwym, jednak samo ich posiadanie nie jest gwarancją szczęścia dla 29% Henryków. W strefie powiększania zasobów to grupa wytrwała: 61% Henryków, jeśli pragnie jakiegoś przedmiotu, jest w stanie dłużej na niego odkładać, aby go zdobyć. Zarazem, nieco ponad połowa Henryków (51%) nie chce być definiowana przez pryzmat tego, co posiada, a to znacząco mniej niż w przypadku przeciętnego Polaka (61%). Henryk nie chce posiadać marek aspiracyjnych dla większości. Inaczej też dysponuje pieniędzmi niż przeciętny Polak. 44% Henryków uważa, że pieniądze warto oszczędzać, a przeciętny Polak jest do tego znacznie bardziej skłonny (68%). Henrykowie łączą sprzeczności: bezpieczeństwo materialne to dla nich podstawa spokoju, ale pieniądze są ich zdaniem do wydawania (29% Henryków vs. 18% przeciętnych Polaków).

Życie na kredyt, ale z rozmachem.

Sporo, bo 42% Henryków deklaruje, że lepiej unikać kredytów i pożyczek, a zarazem prawie tyle samo, bo 44% takowy kredyt posiada (o 10% więcej od przeciętnych Polaków). Jeśli chodzi o kontrolę finansów, Henrykowie nie mają do tego nabożnego stosunku: 57% Henryków deklaruje, że zarządza swoimi finansami, co znacząco odróżnia ich od 75% przeciętych Polaków. Podobnie jest z oszczędzaniem: 44% Henryków uważa, że pieniądze warto oszczędzać, a przeciętny Polak jest do tego znacznie bardziej skłonny (68%).

Henrykowie są skłonni zaufać markom ze świata finansów, które podzielają ich myślenie i podejście do świata. To grupa ludzi o otwartych umysłach, do której można docierać obietnicą doznań, realizowanych przez nowe doświadczenia niematerialne czy też namacalne dobra, raczej z półki bardziej prestiżowych. Jest to grupa z potencjałem, podatna na obietnice marketingowe, ale też o wyrobionej opinii i silnych przekonaniach, nie naiwna – komentuje Marta Bierca, Team Manager w GfK Polonia, współautorka badania.

Przyszłość pod kontrolą.

Henryk jest mocno zorientowany na sukces – dla 42% przedstawicieli tej grupy sukces jest ważny. Co ciekawe tylko 34% Henryków uważa, że sukcesy są wynikiem ciężkiej pracy.  Ponad 1/3 (36%) Henryków uważa, ze przyszłość jest do przewidzenia, prawie połowa (47%) jest przekonana, że jeśli coś sobie założy, to plan zrealizuje. Zarazem brak obaw o przyszłość to synonim luksusu dla 30% Henryków i 40% przeciętnych i ma to dla nich większe znaczenie niż czas dla siebie i najbliższych. Dla 59% Henryków ważne jest życie w zgodzie ze sobą, znacznie ważniejsze niż aprobata otoczenia – 31% Henryków vs. 42% przeciętnych Polaków uznaje aprobatę większości za wartość. – Henrykowie są ciekawi świata, chociaż krajową polityką zajmują się mniej niż przeciętni Polacy. Mocno skupieni na sobie, cenią sobie niezależność, mniej zależy im na spokoju (35% vs. 47% Polaków), a bardziej na emocjach, ciekawym życiu i kolekcjonowaniu przeżyć – komentuje Alicja Wysocka-Świtała, Partner Zarządzająca w Clue PR, współautorka badania.

Technologie to otwarty umysł.

54% Henryków lubi gadżety technologiczne, podczas gdy 30% przeciętnych Polaków uważa posiadanie gadżetów technologicznych za próbę „zabłyśnięcia”. 66% Henryków jest raczej przekonanych, że gadżety technologiczne ułatwiają życie. Zdaniem 39% Henryków gadżety technologiczne są raczej synonimem wiedzy otwartego umysłu. A to są wartości dla Henryków podstawowe, gdyż od nich zależy niezależność i pozostawanie w zgodzie ze sobą, a nie schlebianie gustom większości.

O autorkach badania:

Marta Bierca, Team Manager, GfK Polonia

Odpowiedzialna za badania jakościowe w GfK Polonia. Wcześniej konsultantka ds. badań jakościowych w CPC i badaczka w Ipsos ASI i Synovate. Kończy doktorat z przemian ról rodzicielskich na SWPS. Absolwentka etnologii UW, prowadzi zajęcia na Uniwersytecie SWPS.

Alicja Wysocka-Świtała, Partner Zarządzająca, Clue PR

Managing Partner w agencji Clue PR. Specjalizuje się w komunikacji korporacyjnej i produktowej. Prowadzone przez nią kampanie nagradzane m.in. Sabre Awards i Magellan Awards. Wcześniej zdobywała doświadczenie w sieciowych agencjach. Absolwentka dziennikarstwa na UW, prowadzi zajęcia  na Collegium Civitas.

[1] Pokolenie „Henry”, GfK Polonia i Clue PR, N=300; badanie ilościowe na grupie osób 26-45 lat, będących przedstawicielami pokolenia „Henry” i N=330; badanie ilościowe na grupie 26+, nie będących przedstawicielami pokolenia „Henry”, luty 2017

Toyota Research Institute wprowadza sztuczną inteligencję do badań nad nowymi materiałami

Toyota Research Institute (TRI) zainwestuje w ciągu nadchodzących czterech lat 35 mln USD w programy badawcze w dziedzinie nowych materiałów, które będą prowadzone we współpracy z ośrodkami naukowymi, uczelniami wyższymi i innymi firmami. Celem programów będzie rozwój systemów sztucznej inteligencji do wspomagania badań naukowych, a następnie wykorzystanie ich do projektowania i poszukiwania zaawansowanych materiałów, pozwalających tworzyć wydajniejsze akumulatory i katalizatory do ogniw paliwowych montowanych w pojazdach bezemisyjnych.

„Toyota uważa sztuczną inteligencję za narzędzie o kluczowym znaczeniu dla wielu różnych dziedzin i jesteśmy dumni, że wykorzystamy je w rozwoju technologii materiałowej” – powiedział dyrektor naukowy TRI, Eric Krotkov. – „Przyspieszenie tempa tworzenia nowych materiałów pomoże budować podwaliny przyszłości opartej na czystej energii i zbliży nas do realizowanego przez Toyotę celu, jakim jest zmniejszenie globalnej średniej emisji dwutlenku węgla dla nowych pojazdów o 90 procent do 2050 roku”.

Pierwsze projekty badawcze prowadzone będą wspólnie z Uniwersytetem Stanforda, Massachusetts Institute of Technology, uniwersytetami Michigan, Buffalo i Connecticut, a także brytyjską firmą Ilika, specjalizującą się w technologii materiałowej. TRI prowadzi również rozmowy z kolejnymi partnerami.

„Inicjatywa Toyota Research Institute tworzy znakomite warunki, by radykalnie rozszerzyć wykorzystanie baz danych i systemów uczących się w poszukiwaniu nowych materiałów” – ocenił Jens Norskov, profesor Uniwersytetu Stanforda i dyrektor centrum SUNCAT. – „Będziemy wspólnie prowadzić badania teoretyczne, obliczenia i doświadczenia na bezprecedensowym poziomie skoordynowania prac. Szczególnie fascynuje nas perspektywa awangardowego podejścia do tworzenia nowych katalizatorów dla ogniw paliwowych”.

W badaniach będą wykorzystywane nowe źródła danych doświadczalnych, zaawansowane modelowanie matematyczne materiałów, systemy uczące się i sztuczna inteligencja, które radykalnie przyspieszą tworzenie nowych materiałów – dawniej takie projekty zajmowały całe dekady. W ramach programów badawczych będą równolegle prowadzone prace nad nowymi materiałami dla systemów energetycznych przyszłości oraz narzędziami i procesami, mogącymi przyspieszyć tworzenie nowych materiałów również do innych zastosowań.

Projekty realizowane przez TRI we współpracy z partnerami będą się koncentrować na następujących obszarach:

  • tworzenie nowych konstrukcji i materiałów dla akumulatorów i ogniw paliwowych,
  • poszukiwanie nowych zastosowań systemów uczących się, sztucznej inteligencji i materiałów, zastosowanie narzędzi informatycznych w tworzeniu nowych materiałów,
  • zautomatyzowane systemy poszukiwania nowych materiałów z użyciem symulacji, systemów uczących się, sztucznej inteligencji i robotyki.

Przyspieszenie tworzenia nowych materiałów jest jednym z czterech najważniejszych obszarów badań Toyota Research Institute, który rozpoczął działanie w roku 2015. TRI ma również na celu zwiększenie bezpieczeństwa motoryzacji za pomocą zautomatyzowanych rozwiązań, poprawę dostępu do motoryzacji osób, które obecnie nie mogą prowadzić pojazdów, i przeniesienie technologii motoryzacyjnych do robotów zapewniających mobilność w mieszkaniach osobom z ograniczeniami ruchowymi.

Kurs złotego lekko zyskuje w relacji do głównych walut

W poniedziałek złoty lekko zyskuje w relacji do głównych walut, pozostając pod pozytywnym wpływem dobrych nastrojów na rynkach globalnych. To właśnie od tych ostatnich będzie zależało, czy pierwszy tydzień kwietnia upłynie pod znakiem mocnego złotego, czy jednak realizacji zysków.

Polska waluta ma za sobą bardzo dobry pierwszy kwartał roku. W relacji do szwajcarskiego franka umocnił się ona o 3,7%, do euro i funta po prawie 4%, a do dolara 5,2%. To wspólny efekt poprawy sentymentu do rynków wschodzących, co powodowało napływ kapitałów na te rynki, a także przyspieszenia wzrostu gospodarczego w Polsce.

To pozytywne nastawienie do złotego, pomimo obserwowanego w ubiegłym tygodniu jego osłabienia (reakcja na pogorszenie nastrojów na świecie i spadek EUR/USD), wciąż się utrzymują. Złoty dziś lekko się umacnia, co w oczekiwaniu na posiedzenie RPP i cały wysyp danych makroekonomicznych ze świata w tym tygodniu, należy uznać za przejaw siły. O godzinie 14:23 kurs EUR/PLN testuje poziom 4,2280 zł, USD/PLN 3,9650 zł, CHF/PLN 3,9580 zł, a GBP/PLN 4,9540 zł.

Pozytywny sentyment do złotego i wielu innych walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących należy uznać za duży plus. Minusem jest natomiast to, że paliwo do dalszego umocnienia złotego praktycznie już się wyczerpało. Dobre dane, tak z Polski, jak i ze świata, są już w cenach. Skok inflacji okazuje się być chwilowy, przez co RPP nawet w 2018 może nie zdecydować się na podwyżkę stóp procentowych. Fed natomiast będzie kontynuował zacieśnianie polityki monetarnej, co będzie drenować kapitał z rynków wschodzących. Stąd też obecne poziomy wydają się już atrakcyjne do kupna walut, a szanse na to, że istotnie przełamią one zeszłotygodniowe dołki nie są duże.

Kwiecień na rynkach finansowych tradycyjnie rozpoczął się od publikacji indeksów PMI dla sektora przemysłowego w największych światowych gospodarkach. Dane te nie wykazały jednorodnej tendencji. W części przypadków indeksy znalazły się poniżej odczytów z lutego (m.in. Japonia, Polska, Wielka Brytania), w pozostały przypadkach zanotowały one wzrost (m.in. Szwajcaria, Francja, Niemcy, Strefa Euro). Marcowe odczyty często też rozmijały się z prognozami (m.in. Polska, Japonia, Wielka Brytania). Ich wspólną cechą było jednak to, że pozostają one na wysokich poziomach, co wpisuje się w scenariusz przyspieszenia gospodarczego. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku raportu z Polski, gdzie PMI dla przemysłu wyhamował w marcu do 53,5 pkt. z poziomu 54,2 pkt. w lutym i był gorszy od prognoz (54,6 pkt.), ale wciąż wskazuje na szybkie tempo rozwoju. Stąd też opisywane raporty nie zrobiły większego wrażenia na inwestorach. Z podobną sytuacją prawdopodobnie będziemy mieć do czynienia w środę, gdy zostanie opublikowana seria indeksów PMI dla sektora usług.

We wtorek uwaga rynków przeniesie się najpierw do Australii, gdzie decyzję ws. stóp procentowych będzie podejmował tamtejszy bank centralny, a następnie do USA, skąd napłyną dane nt. handlu zagranicznego i zamówień w przemyśle.

W środę, oprócz wspomnianych usługowych indeksów PMI, zostanie tez opublikowany raport ADP nt. zatrudnienia w USA, dane o zapasach paliw, „minutki” Fed oraz zakończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Ta ostatnia nie zmieni stóp procentowych ani na obecnym, ani na żadnym innym posiedzeniu w 2017 roku. Prawdopodobnie jednak pochwali  się, że zakładany przez nią chwilowy skok inflacji, właśnie się materializuje. Pytanie tylko, czy rynek odbierze to jako zapowiedź wydłużenia okresu rekordowo niskich stóp procentowych, czy jako kontynuację dotychczasowej polityki? Od tego będzie zależała reakcja złotego.

O ile w środę rynki będą wczytywać się w „minutki” Fed, próbując wyrobić sobie zdanie nt. ilości podwyżek stóp procentowych w USA w tym roku, to już w czwartek pierwszoplanową rolę będą odgrywać „minutki” po posiedzeniu ECB. Kluczowe będzie to, czy pozwolą one odpowiedzieć na pytanie, czy bank centralny już przygotowuje się do przyszłej normalizacji polityki monetarnej.

Zakończenie tygodnie będzie nie mniej ciekawe niż cały tydzień. W centrum uwagi znajdą się comiesięczne dane z amerykańskiego rynku pracy. W pierwszej chwili inwestorzy będą reagować na dane o zatrudnieniu i stopę bezrobocia. Jednak ostatecznie wpływ na nastroje będzie miał przede wszystkim raport o płacy godzinowej.

Pierwszy tydzień kwietnia rozpoczął się też od przedłużonego weekendu w Chinach, gdzie celebrowane jest święto zmarłych. Zakończenie tygodnia również będzie posiadało chińskie akcenty. W dniach 6-7 kwietnia prezydent Chin uda się do USA, gdzie spotka się z prezydentem Donaldem Trumpem. Z punktu widzenia rynków istotne będą przede wszystkim wszelkie ustalenia dotyczące gospodarki i wzajemnych relacji handlowych obu mocarstw. Nie będzie to zresztą jedyny polityczny akcent w tym tygodniu. Wciąż należy uważnie śledzić doniesienia z amerykańskiego Kongresu i Białego Domu. Zwłaszcza te dotyczące wysiłków podejmowanych do spełnienia obietnic wyborczych dotyczących podatków i pakietu fiskalnego.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Bowim S.A. z pozytywnym wyrokiem WSA w Gliwicach

Bowim, notowany na GPW jeden z wiodących dystrybutorów stali w Polsce, poinformował o pozytywnym wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach w zakresie procesu sądowego dotyczącego stosowanych stawek VAT w wewnątrzwspólnotowych obrocie towarów w latach 2007-2008. Wyrok WSA uchyla decyzję organów skarbowych i w przypadku braku odwołania – oznacza zwrot wcześniej wpłaconych środków.

Dzisiejszy wyrok oznacza uchylenie decyzji Izby Skarbowej oraz Urzędu Kontroli Skarbowej
w Katowicach, nakładającą obowiązek zapłaty kwoty 2.070.754,00 zł (wcześniej w całości opłaconej przez Spółkę) z odsetkami podatkowymi. To różnica pomiędzy zadeklarowaną wysokością VAT we wskazanym okresie, a kwotą określoną przez decyzje organów podatkowych. Wynikała ona z podważanego przez Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach prawa Spółki Bowim do zastosowania stawki 0% w zakresie podatku VAT dla transakcji wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów.

– Cieszy nas przedstawiony wyrok Sądu. Od początku procesu z organami skarbowymi staliśmy na stanowisku, iż Spółka Bowim miała prawo stosować preferencyjne stawki VAT w latach 2007-08. Mamy nadzieję, że dzisiejsza decyzja WSA ostatecznie kończy proces, co będzie wiązać się ze zwrotem podatku VAT, czyli zdarzeniem, które pozytywnie wpłynie na nasz cash-flow – powiedział Jacek Rożek, Wiceprezes Zarządu Bowim S.A.

Sąd Administracyjny wskazał w pierwszej kolejności iż zobowiązania podatkowe objęte zaskarżoną decyzją uległy przedawnieniu oraz że organy skarbowe bezzasadnie uznały, iż wszystkie towary objęte kwestionowanymi transakcjami nie opuściły granic Polski. Podkreślono także, że bez wykazania wystarczających przesłanek błędnie przypisały Spółce brak należytej staranności, kwestionując w tym również dokumenty przewozowe CMR, co łącznie skutkowało brakiem prawa do zastosowania stawki VAT 0% z tytułu wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów oraz tym samym pozbawiając Bowim możliwości do zastosowania 0% stawki VAT,.

– Informacje, jakimi dysponowaliśmy w czasie zawierania i wykonywania transakcji, nie rodziły po naszej stronie obowiązku rezygnacji z preferencyjnych stawek VAT realizując dostawy dla wskazywanych przez organy skarbowe kontrahentów – dodał Jacek Rożek.

Grupa Kapitałowa Bowim 7 marca 2017 r. zaprezentowała szacunkowe wyniki finansowe ubiegłego roku. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł ok. 44 mln zł zysku EBIT (+37,2 mln zł r/r), z kolei wypracowany zysk netto to 21,7 mln zł (+20,5 mln zł r/r).

Analiza: Kurs dolara, euro, funta 03.04.2017

Zatrzymany marsz EURUSD na północ. Dolar zyskuje nie tylko wobec euro, ale także do złotego. Funt drożeje mimo Brexitu. Euro wciąż przy ważnym wsparciu.

Tabela. Maksima i minima EURUSD oraz głównych walut w PLN.

Zakres: 27.03.2017 – 03.04.2017

Para walutowa EUR/PLN GBP/PLN USD/PLN EUR/USD
Minimum 4,2035 4,8455 3,8900 1,066
Maksimum 4,2690 4,9760 3,9700 1,090

 

Kurs euro – dolar EUR/USD

Kurs euro - dolar EUR/USD wykresPoprzedni tydzień przyniósł na głównej parze walutowej zakończenie trendu. Od początku marca kurs EUR/USD poruszał się wewnątrz kanału wzrostowego. Wspólna waluta w ciągu miesiąca podrożała o 4 centy, dochodząc do poziomów ostatnio obserwowanych w połowie listopada zeszłego roku. Lokalne maksimum zostało osiągnięte w poniedziałek 27 marca i wyniosło 1,09. Okolice te najpierw były wsparciem we wrześniu, by potem zadziałać jako opór na początku grudnia. Opór okazał się ostatecznie zbyt silny do pokonania i od tego czas dolar systematycznie się umacnia. Bardzo prawdopodobne, że kurs zmierza do poziomu 1,062, który pod koniec lutego pełnił funkcję oporu podczas konsolidacji. Pokonanie tej bariery otworzy drogę do dolnego ograniczenia kanału na poziomie 1,05. W szerszej perspektywie możemy jednak zaobserwować, że kolejne dołki, jak i maksima znajdują się coraz wyżej, wynikiem czego może być kolejna fala wzrostowa.

Kurs euro – EUR/PLN

Kurs euro - EUR/PLN wykresW zeszłym tygodniu euro wobec złotego było najtańsze od października 2015 roku. Był to trzeci tydzień z rzędu silnej przeceny europejskiej waluty. W tym okresie potaniała ona o 15 groszy, ostatni tak silny spadek miał miejsce w lipcu zeszłego roku. W miniony poniedziałek kurs EUR/PLN wybił dołem formację klinu, co skutkowało przyśpieszeniem spadków. Ruch ten zarysował nowy dołek na poziomie 4,20 zł, przy czym poziom ten wydaje się niezwykle istotny. Silna reakcja popytu sugeruje, że byki po raz kolejny będą bronić tych okolic, tak jak to miało miejsce w grudniu 2015 roku, czy w kwietniu 2016 roku. Na chwilę obecną znajdujemy się poniżej linii trendu, przez co formuje się kolejna (tym razem ważniejsza) formacja klinu. Ewentualne wyjście dołem wydaje się mało prawdopodobne, jednak jeśli będzie miało miejsce, otworzy drogę do 4,10. Wybicie górą, będzie skutkowało ruchem co najmniej w okolice 4,25, choć nie wykluczony jest też atak na 4,30 zł.

Kurs dolara – USD/PLN.

Kiedy euro wciąż walczy o zakończenie trendu spadkowego, dolar prawdopodobnie już osiągnął ten cel. Wyraźny dolny cień na wykresie tygodniowy sugeruje siłę prodolarowych byków. Kurs co prawda pokonał barierę 3,90 zł, jednak okazało się to tylko przejściowe, gdyż od razu zawrócił i od wtorku każda kolejna sesja przynosi droższego dolara. Na koniec tygodnia amerykańska waluta kosztowała 3,97 zł. Poziom ten na razie okazuje się lokalnym oporem. Jest on o tyle istotny, że składają się na niego tak naprawdę trzy techniczne aspekty. Po pierwsze jest to wsparcie z początku lutego, które zostało potwierdzone w marcu. Po drugie w tych okolicach wypada zniesienie 0,382 fibo ostatniego ruchu spadkowego. Nie bez znaczenia pozostaje również bliskość psychologicznej bariery okrągłych 4 złotych. Ewentualne pokonanie tej bariery może skutkować ruchem o zasięgu około 10 groszy.

Kurs funta – GBP/PLN.

Kurs funta - GBP/PLN wykresW zeszłym tygodniu kurs GBP/PLN zakończył średniookresowy trend spadkowy, zapoczątkowany jeszcze w lutym. Odbicie nastąpiło pomimo oficjalnego rozpoczęcia procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Funt swoje minimum osiągnął w środę, gdy kosztował zaledwie 4,845 zł, co było najniższym poziomem od października 2016 roku. Do końca tygodnia jednak podrożał o blisko 13 groszy, wchodząc w strefę oporu między 4,95 zł, a 4,97 zł. Obszar ten okazywał się skutecznym wsparciem na początku i na końcu stycznia. Należy pamiętać, że w szerszej perspektywie wciąż znajdujemy się w trendzie spadkowym, który obowiązuje od początku roku.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

abela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017 10 – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017 11 -pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Najciekawsze instrumenty z punktu widzenia raportu COT

Z punktu widzenia raportów COT najciekawiej przedstawia się funt brytyjski oraz ropa naftowa.

Funt brytyjski

Od ponad czterech miesięcy para walutowa GBP/USD porusza się w szerokiej konsolidacji. Na chwile obecną nic nie wskazuje, aby trend boczny został przerwany. Niemniej jednak z ostatniego raportu Commitments of Traders wynika, że fundusze lewarowane zaczęły domykać krótkie pozycje w funcie brytyjskim.

Pozycje funduszy lewarowanych na GBP

Pozycje funduszy lewarowanych na GBP

Źródło: CmeGroup

Do wtorku zeszłego tygodnia fundusze lewarowane zamknęły ponad 12 tysięcy krótkich pozycji względem 4 tysięcy nowych pozycji kupna. Pozycje netto oscylują w okolicy swojego długoterminowego minimum, co świetnie przedstawia bardzo duży pesymizm żywiony do brytyjskiej waluty.

Niemniej jednak sytuacja nie wygląda wcale tak źle jakby się mogło wydawać, w trwającej od kilka miesięcy konsolidacji fundusze wychodzą z krótkich pozycji, a co najważniejsze powoli zaczynają zawierać pozycje na umocnienie GBP w stosunku do USD. Aczkolwiek przed dalszym umocnieniem funta brytyjskiego przeszkadza opór 1.268-1.2771. Jeżeli dojdzie do jego pokonania, to możemy spodziewać się większych i mocniejszych wzrostów niż z poprzedniego tygodnia.

Wykres GBP/USD, interwał dzienny

Wykres GBP/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Z drugiej strony, ostatnie minima z okolicy 1.20 mogą być ciekawym poziomem do obserwacji.

Ropa naftowa

W minionym tygodniu po raz kolejny odnotowaliśmy wzrost zapasów surowca w USA o niecałe 0.9 mln baryłek. Ponadto tempo produkcji ropy naftowej z łupków również zanotowało wzrost, a liczba aktywnych wież wiertniczych została powiększona o 10 sztuk. Rosnąca produkcja z USA oraz pozostałych państw niezrzeszonych w OPEC powinien dławić ewentualny wzrost cen „czarnego złota”.

Z drugiej strony państwa należące do OPEC oraz Rosja prawdopodobnie przedłużą deal o cięciu produkcji ropy naftowej, co może doprowadzić do jej umocnienia. Mamy zatem dwa czynniki, które mogą wykluczać ewentualny wzrost lub spadek ceny. Niemniej jednak do wtorku poprzedniego tygodnia zarządzający zredukowali swoje pozycje po długiej stronie rynku na korzyść krótkich.

Pozycje zarządzających na WTI

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017 12

Źródło: CmeGroup

Pozycje długie zostały pomniejszone o 16 tysięcy, krótkie powiększone niemal o 7 tysięcy. Jest to bardzo niedźwiedzi sygnał, ale jak to przekłada się na wykres?

Wykres WTI, interwał dzienny

Wykres WTI, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie dziennym notowania ropy WTI poruszają się w dwóch kanałach wzrostowych. W minionym tygodniu krótkoterminowy kanał został obroniony i kurs zdołał dotrzeć do poziomu oporu 50.40-51.50. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia i spadek notowań „czarnego złota” w okolicę 45 USD za baryłkę.

Mateusz Groszek