Im starsza firma, tym osiąga większe obroty i zatrudnia więcej pracowników

Wśród firm o rocznych obrotach do 1 mln zł, 24,5 proc. to przedsiębiorstwa najmłodsze, działające na rynku do 5 lat, podczas gdy w grupie firm osiągających roczne obroty powyżej 50 mln zł nie ma żadnej firmy, która działa krócej niż 6 lat – wynika z raportu EFL „Inwestycje w MŚP. Pod lupą”. Równocześnie największy odsetek firm średnich stanowią firmy najstarsze – 42 proc. z nich zostało założonych ponad 20 lat temu. Biorąc pod uwagę branże i wiek firm w nich działających, najstarszą jest rolnictwo, najmłodszą zaś transport i telekomunikacja.

– Niejednokrotnie podkreślaliśmy zróżnicowanie, z jakim mamy do czynienia w polskim sektorze MŚP. Bo z jednej strony tworzą go firmy jednoosobowe, które w dużej części zakładane są w celu optymalizacji podatkowej, a nie zwiększania skali biznesu. Na drugim krańcu są zaś podmioty zatrudniające ponad dwustu pracowników, działające na wielu rynkach lub prowadzące działalność eksportową i rosnące dynamicznie z roku na rok. Sektor MŚP jest też zróżnicowany biorąc pod uwagę staż działania firmy na rynku. Co więcej, z naszego badania wynika, że są zależności między wiekiem, a rocznym obrotem oraz liczbą zatrudnionych pracowników. Im starszy podmiot tym częściej ma większy roczny obrót i liczniejszą załogę. Z pewnością to efekt ostrożności oraz mniejszej skłonności do ryzyka wśród najmłodszych firm, które w początkowej fazie istnienia są nastawione w większej mierze na stabilność funkcjonowania – podkreśla Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Wiek a roczny obrót

Z analizy zależności między rocznym obrotem badanych podmiotów z sektora MŚP a ich stażem na rynku, wyraźnie widać, że wśród firm o najmniejszych rocznych obrotach, do 1 mln zł, dominują te najmłodsze. 24,5 proc. działa na rynku krócej niż pięć lat, a 18 proc. – od sześciu do dziesięciu lat. Wśród firm o wyższych obrotach, 10-20 mln zł, utrzymuje się stosunkowo wysoki odsetek firm najstarszych – aż dwie trzecie stanowią podmioty działające na rynku powyżej 20 lat. Biorąc zaś pod uwagę firmy osiągające roczne obroty powyżej 50 mln zł, nie ma wśród nich żadnej firmy, która działa krócej niż 6 lat, a trzy czwarte działa na rynku od ponad 20 lat.

Wiek a wielkość firmy

Z raportu EFL „Inwestycje w MŚP. Pod lupą” widać również zależność pomiędzy wiekiem firmy, a liczbą pracowników, jaką ta zatrudnia. Największy odsetek najmłodszych firm znajduje się wśród firm mikro zatrudniających do 9 osób – 38,5 proc. z nich otwarto w ciągu ostatnich 10 lat. Jest też symetria: najwięcej najstarszych podmiotów odnotowuje się wśród firm średnich, zatrudniających od 50 do 249 osób. 42 proc. z nich zostało założonych ponad 20 lat temu.

Wiek a branża

Warto również przyjrzeć się, która branża jest „najstarsza”, a w której jest najwięcej młodych firm. Największy odsetek najmłodszych firm obserwujemy w branży transportowej i telekomunikacyjnej, gdzie aż połowa działa na polskim rynku krócej niż 10 lat. Drugą „najmłodszą” branżą jest HoReCa, w której 40% firm posiada staż krótszy niż 10 lat. Trzecią zaś są usługi, w których co trzeci podmiot „nie ukończył” jeszcze 10 lat. Dla kontrastu warto zwrócić uwagę na branżę rolno-przetwórczą, w której co piąte przedsiębiorstwo powstało przed 1989 rokiem, a jedynie co czwarte powstało w ciągu ostatniej dekady. Drugą „najstarszą” branżą jest produkcja, w której 33 proc. firm działa już ponad 20 lat.

– Firmy z większym stażem oraz bagażem doświadczeń wchodzą na coraz wyższy poziom obrotów i w związku z tym coraz chętniej ryzykują, m.in. w zakresie inwestycji. Po okresie stabilizacji i stopniowego wzrostu, zdobyte doświadczenie wykorzystują bardziej śmiało, bo mają apetyt na przejście do innej ligi. Już nie tylko działają, żeby dorównać konkurencji, ale szukają sposobu na zaoferowanie lepszego produktu i wygranie walki konkurencyjnej – mówi Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL.

Sfinks planuje wejście na rynek dostaw do klienta

Grupa Sfinks Polska, która właśnie ogłosiła strategię na lata 2017-2022, zamierza rozwijać się organicznie i przez przejęcia w nowych segmentach rynku gastronomicznego, w tym pizza i pasta, fast casual dining, quick service restaurants, bary bistro i gastro puby. Działania te będą realizowane w ramach budowy komplementarnego portfolio marek, wśród których aktualnie największy udział mają restauracje casual dining. Sfinks zamierza także podnieść poziom sprzedaży przez wdrożenie oferty delivery w zarządzanych sieciach na bazie marki własnej. Docelowo Sfinks chce zarządzać co najmniej 400 lokalami gastronomicznymi.

Najbardziej popularnymi daniami dowozu do klienta są dania kuchni włoskiej, a w szczególności pizza. Dużą popularnością w dowozie cieszą się też dania kuchni azjatyckiej, amerykańskiej i polskiej. Strategia na lata 2017-2022 grupy Sfinks obejmuje rozwój sieci i sprzedaży we wszystkich tych segmentach. Przewiduje ona także utworzenie własnej marki delivery. Dzięki sprzedaży oferty restauracji grupy Sfinks w tym kanale, zarząd zakłada wypracowanie istotnego wzrostu przychodów. Największy potencjał dla sprzedaży w dostawie dotyczy konceptu Fabryka Pizzy – od 30% do 50% udziału w obrotach sieci. Marki takie jak Chłopskie Jadło, WOOK i Funky Jim mogą również w znaczący sposób podnieść swoją sprzedaż dzięki delivery. Zarząd szacuje udział dostawy w sprzedaży tych marek na poziomie: 15-30% dla Chłopskiego Jadła i Funky Jim oraz 20-30% dla WOOK. W przypadku marki Sphinx udział ten jest estymowany na poziomie 5-15%, a Meta – 5-10%.

– Segment delivery jest obecnie w fazie bardzo dynamicznego rozwoju i walki o zajęcie pozycji rynkowej. Dynamicznie działają i rozwijają się firmy specjalizujące się w usługach delivery, ale także szybko rosną usługi delivery oferowane przez konkretne sieci firm. Mamy szansę zbudować tu przewagę konkurencyjną dzięki rozpoznawalnym markom, bogatej ofercie produktowej i planowanemu zasięgowi naszych sieci. W tym przypadku również rozważamy akwizycje lub alianse, które pozwolą nam na szybkie zbudowanie skali działania, dużego grona odbiorców i zapewnienie szerokiej oferty. Już od prawie roku planujemy i przygotowujemy się do wdrożenia tej usługi, w tym przez ponad pół roku prowadziliśmy testy w zakresie doboru dań, procesu dowozu czy wielkości sprzedaży. Jesteśmy przekonani, że mamy szanse osiągnąć zakładane w tym obszarze cele strategiczne – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Nowa strategia Sfinks Polska zakłada także rozwój w segmencie fast casual dining. Wiąże się to ze zmianami organizacyjnymi w sieci Sphinx, która ma zostać ujednolicona poprzez wydzielenie z niej lokali o powierzchni poniżej 200 mkw. Spółka zakłada, że jednorodna sieć będzie bardziej efektywna pod względem wyników operacyjnych.

– Już w tym roku planujemy wydzielić część lokali ze Sphinx Restauracje, które będą działały pod zupełnie nową marką w segmencie fast casual dining. Będą miały skróconą kartę z daniami kuchni bliskowschodniej, a ze względu na nowy format, sposób obsługi i mniejsze koszty – także atrakcyjne ceny. Dodatkowo relatywnie niskie nakłady na uruchomienie takiego lokalu oznaczają spory potencjał dla modelu franczyzowego –  wyjaśnia prezes Sfinksa.

W ramach wchodzenia w nowe segmenty rynku Sfinks planuje również rozwijać się w kategorii barów bistro oraz gastro pubów. Bazą dla rozwoju tych pierwszych będą marki Meta, Meta Disco i Funky Jim. Koncept gastro pubów w grupie Sfinks reprezentuje obecnie warszawski pub Bolek. Spółka planuje jednak rozbudować sieć gastro pubów poprzez działania organiczne i akwizycje.

Sfinks planuje też rozwój międzynarodowy sieci Sphinx w modelu masterfranczyzy. Do 2022 r. marka ta ma być obecna w co najmniej trzech krajach przy zapewnieniu masterfranczyzobiorcom narzędzi pozwalających na łatwe korzystanie z know-how i budowanie odpowiedniej skali działania. Będzie to możliwe dzięki planowanemu wdrożeniu nowego kompleksowego oprogramowania do zarządzania siecią.

Środki na realizację strategii rozwoju w latach 2017-2022 mają pochodzić z wypracowanej przez grupę wolnej gotówki oraz dźwigni finansowej przy jednoczesnym dążeniu do utrzymania celów finansowych, a także ze środków franczyzobiorców. Spółka założyła w strategii osiągnięcie średniego ROI na poziomie 25%. Sfinks będzie także dążyć do uzyskania wskaźnika Dług finansowy/EBITDA na poziomie 3,5. Z kolei stosunek EBITDA do przychodów ma wynieść nie mniej niż 15%.

– Nadrzędnym strategicznym celem wszystkich zaplanowanych działań jest zwiększenie wartości spółki Sfinks Polska oraz dążenie do wypłaty dywidendy. Żeby planować długoterminowo wzrost wartości musimy znacznie zwiększyć skalę działania i poszukiwać rynków umożliwiających taki wzrost, stąd plany obejmujące rozwój portfela marek, delivery i masterfranczyzę. Zwiększenie skali działania i związane z tym synergie pozwolą na wypracowanie odpowiednich środków na rozwój organiczny. Posiadamy też w grupie cenne, a niedoceniane przez rynek aktywo, jakim obecnie są restauracje Sphinx. Jako jeden z elementów pozyskania finansowania przewidujemy przekształcenie części istniejącej sieci na model franczyzowy i pozyskanie dodatkowej wolnej gotówki bez uszczerbku dla budowania wartości tej sieci – zapowiada Sylwester Cacek.

Wyniki sprzedaży mieszkań Lokum Deweloper w I kw. 2017 r.

Grupa Lokum Deweloper, lider w segmencie mieszkań o podwyższonym standardzie we Wrocławiu, w I kwartale 2017 r. odnotowała sprzedaż na poziomie 117 lokali (172 lokale w 2016 r.). Jednocześnie na koniec kwartału rezerwacjami objętych było łącznie 261 mieszkań we Wrocławiu i Krakowie (wobec 100 rezerwacji rok wcześniej).

– W minionym kwartale skupiliśmy się na znaczącym poszerzeniu naszej oferty, która osiągnęła rekordowe rozmiary, oraz na realizacji projektów w budowie. Z punktu widzenia sprzedaży lokali, czy rozpoznań w wyniku, nie był to kwartał kluczowy dla realizacji całorocznych planów. Jest  to konsekwencja  harmonogramu realizowanych projektów. Tu, zgodnie z naszymi planami, istotną rolę odegra II półrocze, a w szczególności ostatni kwartał. Zakładamy, że pod względem rozpoznań w wyniku rok 2017 będzie podobny do roku 2016. Przełomowy natomiast będzie rok 2018, który, dzięki wejściu na rynek krakowski, odzwierciedli znaczący wzrost skali naszej działalności mówi Bartosz Kuźniar, Prezes Zarządu Lokum Deweloper.

– Duża liczba umów rezerwacyjnych w I kw. 2017 r. związana jest m.in.
z toczącym się procesem otwarcia rachunku powierniczego dla projektu Lokum Victoria Va. Zakładamy, że rachunek będzie założony już w II kw. i większość ze 122 umów rezerwacyjnych w tym  projekcie przekształci się w umowy  deweloperskie –
dodaje Prezes.

W I kw. 2017 r. Spółka rozpoznała w wyniku 15 lokali, wobec 96 w roku ubiegłym. Na koniec marca 2017 r. suma lokali rozpoznanych oraz objętymi umowami deweloperskimi, przedwstępnymi i rezerwacyjnymi to 461 mieszkania, co stanowi 68% potencjału rozpoznań lokali w 2017 (679 lokali).

Na koniec marca 2017 r. liczba lokali w ofercie i realizacji była najwyższa w historii Lokum Deweloper i wyniosła odpowiednio: 1164 lokale i 1470 lokali.

lokum wynikilokum wyniki I kwartał 2017

Jak Polacy wydają pieniądze i jak planują budżet?

Czy Polacy planują swoje wydatki? Na jak długi okres ustalamy nasz budżet? Kobiety w większym stopniu analizują wydawane sumy, a większość Polaków nie ma wyuczonej praktyki planowania budżetu z wyprzedzeniem – między innymi takie wnioski płyną z najnowszego raportu „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowanego na zlecenie Lindorff SA.

Polki rozsądniejsze

Respondenci zostali zapytani w badaniu, czy przed dokonaniem swoich wydatków analizują je, czy może wręcz przeciwnie – nie poświęcają rozmyślaniom na ten temat zbyt wiele czasu. Badani mieli określić na 100-stopniowej skali swoją postawę, gdzie „0” oznaczało skrupulatne, analizujące każdy zakup podejście, natomiast „100” wskazywało na szybkie zakupy bez zastanawiania się nad wydawaniem pieniędzy. Średnia uzyskana przez wszystkich respondentów wyniosła 42,6 punktów, co wskazuje na umiarkowane podejście z lekką przewagą świadomych wyborów. Jeśli podzielimy odpowiedzi ze względu na płeć uzyskamy nieco bardziej zróżnicowane wyniki. Okazało się bowiem, iż to kobiety dokonują dokładniej zaplanowanych zakupów (wynik: 40,2), w porównaniu do mężczyzn, których wynik wskazał poziom 45 punktów.

Na podobnych zasadach zadano ankietowanym pytanie dotyczące wydawania pieniędzy według wcześniej sporządzonej listy („0” na osi oznaczało odpowiedź „nigdy”, skrajnie przeciwny punkt to odpowiedź „zawsze”). Uśredniony wynik wszystkich ankietowanych to 61,1 punktów; wynik kobiet: 66 punktów; natomiast wynik bardziej spontanicznych mężczyzn: 56,2 punktów.

Ostatnią odpowiedzią, którą ankietowani mieli usytuować na skali, była ta na pytanie, czy respondenci wydają pieniądze według zaplanowanego budżetu na cały miesiąc. Uśredniony wynik wszystkich ankietowanych to 59,4 punktów (najniższy próg wskazujący „0” oznaczał nigdy, gdy skrajnie przeciwna część osi wskazywała na odpowiedź „zawsze”). Po raz kolejny możemy zaobserwować występującą tendencję, gdy podzielimy wyniki na damskie i męskie – ankietowane uzyskały uśredniony wynik plasujący się na poziomie 64,2 punktów, natomiast mężczyźni udzielili odpowiedzi na poziomie 54,7 punktów.

Wyżej wspomniana tendencja może wydawać się nieco zaskakująca, zwłaszcza na tle nadal powszechnych stereotypów dotyczących płci. Choć większość odpowiedzi jest umiarkowana i oscyluje wokół „środka”, to jednak kobiety zadeklarowały większą rozwagę w wydawaniu pieniędzy: częściej myślą nad swoimi zakupami oraz dokonują ich według wcześniejszych założeń.Sytuacja materialna Polaków

Czy planujemy budżet domowy?

Badani zostali również zapytani, z jak dużym wyprzedzeniem planują swój budżet. Zdecydowana większość (45%) opowiedziała się za bieżącą weryfikacją wydatków. Popularne okazało się też kalkulowanie wydatków z miesięcznym wyprzedzeniem, w ten sposób rozpisuje swoje wydatki aż ¼ badanych. Tylko dla 10% ankietowanych najwygodniejszym sposobem jest tygodniowe planowanie budżetu. 15% respondentów stwierdziło, iż w ogóle nie zastanawia się nad wydatkami wcześniej.

Podzielenie odpowiedzi na damskie i męskie nie przynosi znaczących różnic. Najbardziej widoczne wskazują, iż planowanie budżetu na bieżąco jest o 4 p. p. bardziej popularne wśród mężczyzn. Kobiety natomiast w 6 p. p. są bardziej skore do tygodniowego planowania budżetu w stosunku do mężczyzn.

Powyższe wyniki pozwalają sugerować, iż Polacy nie mają zbyt dobrze wyuczonej praktyki planowania swojego budżetu domowego, większości wydatków dokonując na bieżąco. Najbardziej popularną formą ustalania budżetu jest rozdzielanie wydatków w ciągu całego miesiąca – może to wskazywać na fakt, iż w dużej mierze jesteśmy uzależnieni od wysokości swoich wynagrodzeń. Wskazania na planowanie roczne budżetu są bliskie zeru. To również pozwala sugerować, iż nasze zarobki nie są wystarczające, aby przekroczyć barierę bieżącego planowania wydatków do tak długiego okresu czasu lub z drugiej strony – mimo odpowiednich zarobków nie potrafimy myśleć perspektywicznie o naszych wydatkach.planujemy budżet domowy

Z jak długim wyprzedzeniem należy planować budżet?

Na co zwracać uwagę przy planowaniu swojego budżetu i z jak dużym wyprzedzeniem warto to robić?

  1. Na bieżąco – to sposób, który daje nam najmniej kontroli nad wydatkami i nie pozwala efektywnie oszczędzać. Jeśli jednak ze względu na niskie fundusze oraz brak informacji o tym, jakimi środkami będziemy dysponowali w kolejnych miesiącach jesteśmy zmuszeni do tej formy, zwracajmy uwagę na nasz każdy – nawet mały – zakup. Jeśli płatności dokonujemy za pomocą karty płatniczej, mamy ułatwione zadanie, gdyż historię wydatków możemy sprawdzić online w serwisie naszego banku. Przy tej metodzie ważne jest to, abyśmy pamiętali, ile funduszy mamy w zanadrzu (są potrzebne na np. nieprzewidziane wydatki), starali się nie zbliżać zbyt skrajnie do zerowej granicy wyczerpania naszych środków oraz analizowali, jak szybko i na co wydajemy swoje obecne fundusze.
  2. Tygodniowo – tygodniowe rozdysponowanie funduszy jest dużo bardziej efektywne niż zarządzanie funduszami na bieżąco. Jeśli założymy, iż w danym tygodniu możemy wydać określoną sumę pieniędzy, a pod koniec tygodnia stwierdzimy, iż całej tej sumy nie zdołaliśmy wydać, możemy bez ryzyka pozwolić sobie na nadprogramowy wydatek lub przeznaczyć pozostałą kwotę na konto oszczędnościowe. Jeśli konkluzja pod koniec tygodnia jest zgoła przeciwna i dochodzimy do wniosku, że pieniędzy nam nie starczyło – możemy wtedy łatwo przeanalizować na co wydaliśmy zbyt duże sumy i w kolejnych okresach ograniczać te wydatki.
  3. Miesięcznie – drugi z najpopularniejszych okresów planowania budżetu. Jest bardzo wygodny dlatego, iż większość z nas dostaje swoje wynagrodzenie w miesięcznym rozrachunku. Trzymanie się tego schematu, podobnie jak planowanie tygodniowe, pozwala efektywnie zarządzać swoimi wydatkami. Jednak ta forma jest dużo wygodniejsza, jeśli co miesiąc płacimy zbliżone kwoty zobowiązań, takie jak czynsz za mieszkanie czy raty kredytów. Wtedy na początku miesiąca możemy wydać większą sumę, która pokrywa wszystkie te zobowiązania, a resztę miesiąca finansować z kwoty, która pozostanie, rozpisując w systemie miesięcznym wszystkie nasze dodatkowe wydatki. Ważne, abyśmy wszystkie priorytetowe zobowiązania opłacali na samym początku, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której braknie nam funduszy na obowiązkowe wpłaty.
  4. Rocznie – jest przydatne, jeśli planujemy dużo większe niż standardowo wydatki w danym roku. Jeśli np. budujemy dom lub oczekujemy ważnych wydarzeń w naszej rodzinie (ślub, komunia) i wiemy, iż opłaty będą rozciągnięte w czasie, a ich finalna suma wyklaruje się dopiero w trakcie całego procesu, warto pilnować swojego budżetu rocznie. Dzięki temu będziemy wiedzieli z dużym wyprzedzeniem, jakimi sumami możemy dysponować za kilka miesięcy, np. kiedy budowa naszego domu „ruszy” do przodu i będzie wymagała większych nakładów finansowych, a tym samym możemy planować działania (np. ekipy budowlanej) z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Kurs dolara – Komentarz walutowy 03.04.2017

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Początek kwartału znów dla dolara. Słabszy odczyt inflacji wyhamował wzrosty krajowej waluty. RPP trafnie przewidział zachowanie inflacji. PMI dla przemysłu z Polski nieco słabszy od prognoz. Czekamy na całą serię PMI z gospodarek europejskich.

EUR/USD poniżej 1,07

Początek nowego tygodnia przynosi dalsze umocnienie waluty amerykańskiej. EUR/USD znajduje się już w okolicach 1,0660. Tempo spadków nabrało siły po odczycie inflacji PCE za miesiąc luty z gospodarki amerykańskiej. Publikacja ta jest o tyle ważna, że władze monetarne USA wykorzystują ją do tworzenia projekcji przyszłej inflacji. A to z kolei wpływa na decyzje odnośnie polityki pieniężnej. Za miesiąc luty wskazanie wyniosło 2,1% r/r i było wyższe od celu zakładanego przez Fed. Dane były pozytywne dla dolara gdyż zwiększają prawdopodobieństwo co najmniej jeszcze dwóch podwyżek stóp w tym roku.

Niższa inflacja konsumencka

Z kolei na krajowym rynku poznaliśmy odczyt inflacji konsumenckiej. Wzrost był słabszy niż oczekiwali analitycy i wyniósł 2% r/r. Złotówka nieco straciła po tej publikacji. Kurs EUR/PLN na moment przekroczył nawet 4,24. Samo wskazanie nie może dziwić tak naprawdę wszystkie kraje strefy euro odnotowały spadek wzrostu cen w marcu.

Podwyżka stóp nie w 2017 roku

Wydaje się więc, że RPP miała rację i tempo wzrostu inflacji było chwilowe, a w kolejnych miesiącach raczej oczekiwane jest ustabilizowanie się w okolicach 2%. Stąd też pierwszym możliwym terminem podwyżki stóp w Polsce będzie dopiero I kwartał 2018 roku. To nie zmienia faktu, że polska waluta pozostaje jedną z najmocniejszych. Dobre fundamenty gospodarki, wyższe prognozy wzrostu gospodarczego spowodowały, że w relacji do euro obserwujemy dawno nie widziane poziomy. A poza tym słabszy dolar spowodował, że inwestorzy szukali zarobku gdzie indziej choćby właśnie w takich krajach jak Polska. Bez wątpienia jednak w ostatnich tygodniach sytuacja na świecie jest bardzo spokojna i to nam sprzyja. Dzisiejszy PMI dla przemysłu nieco rozczarował ale reakcji na złotym nie widać.

Seria PMI

Początek tygodnia to przede wszystkim odczyty PMI dla przemysłu większości krajów europejskich. O 9.50 dla Niemiec, o 10.00 dla całej strefy euro, o 10.30 dla Wielkiej Brytanii. Prognozy zakładają wstępne szacunki na poziomach bliskich 6-letnim rekordom. Takie odczyty mogłyby wspomóc europejską walutę sporo przecenioną w ostatnich dniach.

Ważne dane z USA

O 15.45 poznamy odczyt PMI dla przemysłu z USA. Ale większą uwagę może przykuć publikacja wskaźnika ISM. Choćby dlatego, że od 6 miesięcy notujemy wzrosty. Stąd rozczarowanie wynikiem może wywołać odwrót od amerykańskiej waluty, która naprawdę sporo zyskała w ostatnich dniach.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Tegoroczna Wielkanoc dla handlu będzie lepsza, niż rok temu. Eksperci przewidują wzrost sprzedaży

Dzięki programowi Rodzina 500 plus, podniesionej pensji minimalnej i spadkowi bezrobocia, zwiększyła się siła nabywcza Polaków. To również sprzyja podwyższaniu cen towarów. Przedświąteczna sprzedaż może być wyższa o kilka procent w porównaniu z ub. rokiem. Ale zdania na temat tego, który format zyska najwięcej, są dość podzielone.

Według analiz, sporządzanych corocznie przez instytut badawczy ABR SESTA, dwa lata temu najtańsze zakupy wielkanocne można było zrobić w Auchan. Co ciekawe, w tamtym rankingu Biedronka zajęła dopiero 11. pozycję. Natomiast rok później oferowała już produkty w najniższych cenach. Auchan znalazł się wówczas na 2. miejscu, a Kaufland – na 3. Wyniki, osiągnięte w 2016 roku przez lidera polskiego rynku dyskontowego, mogą jednoznacznie wskazywać na to, że wyciągnął on wnioski i odpowiednio zadbał o swój wizerunek cenowy.

– Sieciom zależy na tym, aby zwyciężać w rankingach cenowych, dzięki najtańszym ofertom na rynku. Są tylko dwa okresy w roku, przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, gdy tych zestawień powstaje najwięcej. Dlatego, promocje, które wtedy się pojawiają, dosyć trwale kształtują opinie konsumentów na temat konkretnych sklepów. Wizerunek cenowy jest niezwykle ważny dla marketów. Często budują go przez lata, m.in. poszerzając asortyment marek własnych. Stosują też komunikację marketingową, która przedstawia sieć jako tanią – wyjaśnia Marcin Dobek, wiceprezes instytutu badawczego ABR SESTA.

Liczy się cena i jakość

Jednak dr Maria Andrzej Faliński, niezależny ekspert rynku detalicznego, uważa, że opracowanie najtańszej oferty na rynku nie jest już najważniejsze dla sieci handlowych. Od kilku lat coraz bardziej liczy się bowiem atrakcyjna cena towaru, który jest wysokiej jakości, zgodnie z zasadą „price pro value”. Dlatego, specjalista przewiduje, że w tym roku aż do samej Wielkanocy markety będą podkreślały przede wszystkim wyjątkowość swoich produktów.

– Z analizy danych, jakie przez ostatnie lata zebrał instytut badawczy ABR SESTA, wyraźnie widać, że dyskonty bardzo szybko dostosowały się do realiów rynkowych. W 2015 roku żaden z nich nie był nawet w pierwszej 10-ce sklepów z najtańszym koszykiem, a rok później, za Biedronką, na 5. miejscu, znalazł się Lidl i na 7. – Netto. Analizując tę tendencję, można prognozować, że tym razem w ścisłej czołówce będą dwa dyskonty – przewiduje Michał Rosiak, Sales Director w Grupie AdRetail.

Tymczasem, dr Faliński przyznaje, że sieć handlowa zazwyczaj chce uchodzić za najtańszą. Jednak jeszcze bardziej zależy jej na tym, aby kojarzyć się konsumentom z oferowaniem produktów dobrej jakości. Jeśli zaś chodzi o artykuły najdroższe, to zwyciężają zasady szerzej znane w psychologii sprzedaży. Jak wyjaśnia ekspert, kupując coś droższego, ale zarazem tańszego, niż w innym sklepie, klient nabiera przekonania, że skorzystał z tzw. „dobrej okazji”. Oczywiście nie wszyscy sięgają po kosztowne czy luksusowe towary, więc są wyjątki od tej reguły.

– Trzeba zauważyć, że Polacy stają się coraz bardziej świadomymi konsumentami. Dosyć często porównują ze sobą składy podobnych do siebie produktów. Jeśli artykuły i ich zamienniki okazują się niemal identyczne, to zazwyczaj klienci nie zamierzają przepłacać ani złotówki. Natomiast, jeżeli dostrzegają różnice w jakości towarów, to z reguły są gotowi zapłacić więcej – zwraca uwagę Marcin Dobek.

Będą „żniwa”?

Jak podkreśla Michał Rosiak, program Rodzina 500 plus niewątpliwe przynosi większą zdolność nabywczą polskich rodzin. Dzięki temu, wielu rodaków będzie obchodzić Wielkanoc przy bogato zastawionym stole lub pozwoli sobie na zakup produktów premium, na które wcześniej nie było ich stać. Ekspert przewiduje, że sprzedaż przedświąteczna będzie wyższa o ok. 4-5%, niż rok temu, kiedy jeszcze nie było rządowego wsparcia. Uzasadnieniem dla takiej prognozy jest zapowiadany przez ekonomistów na ten kwartał wzrost konsumpcji i wydatków na poziomie 3,6%, właśnie dzięki programowi Rodzina 500 plus. W opinii specjalisty z Grupy AdRetail, zyski z handlu przed Wielkanocą powinny rozłożyć się pomiędzy dyskonty oraz hipermarkety, które oferują najszerszy asortyment.

Z kolei, dr Faliński informuje, że w lutym br. sprzedaż w handlu detalicznym podniosła się o 7,3%, w zestawieniu z ub. rokiem. Jego zdaniem, sytuacja, w której Polacy mają więcej pieniędzy, będzie sprzyjała podwyższaniu cen w sklepach przed Wielkanocą. Ekspert oczekuje wzrostu sprzedaży przedświątecznej, w porównaniu do zeszłego roku, o ok. 5%, po uwzględnieniu 2,5% inflacji. Sieci handlowe powinny wykorzystać tę okazję, zwłaszcza że nadpodaż stanowi dla nich stałe zagrożenie. Jeśli bowiem załamie się eksport w danej kategorii, wówczas może nastąpić gwałtowny spadek cen jej produktów w naszym kraju.

– Z uwagi na to, że te święta wypadają w tym roku w kwietniu, a poprzednio były w marcu, sieciom handlowym trudno będzie porównać wyniki sprzedażowe. Natomiast, warto pamiętać o tym, że w przypadku hipermarketów nie ma tak dużych wzrostów obrotów przed Wielkanocą, jak przed Bożym Narodzeniem, choćby dlatego, że klienci nie kupują prezentów i tego typu asortymentu. Pik zakupowy dotyczy więc mniejszej liczby kategorii, głównie spożywczych oraz chemicznych, związanych z domowymi porządkami – stwierdza Marcin Dobek.

Natomiast, ekspert z Grupy AdRetail dodaje, że kwietniowa Wielkanoc jest zdecydowanie korzystniejsza dla sieci handlowych, niż święta wypadające w marcu. Po pierwsze, konsumenci zdążyli już „napełnić” swoje portfele, po wydatkach poczynionych przy okazji Bożego Narodzenia. Po drugie, wyższa temperatura powietrza, niż w miesiącu poprzedzającym, dużo bardziej sprzyja wypoczynkowi na łonie natury. W ciepłe dni, a tak ma być w tym roku, część Polaków zapewne będzie celebrować święta na zewnątrz z grillem i w tym celu zacznie nabywać odpowiednie produkty. Ponadto, widoczna za oknami wiosna zdecydowanie sprzyja zakupom większej ilości owoców, warzyw, ciętych kwiatów i sadzonek. To z pewnością nie pozostanie bez wpływu na obroty sieci handlowych.

Raport Coface: upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w I kwartale 2017 roku

  • W I kwartale 2017 r. sądy wydały 189 postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych polskich przedsiębiorstw (wg danych na dzień 30 marca br.)
  • 189 postanowień to o 39 proc. więcej niż w I kw. 2016 (wynik także z końca marca).
  • Świadomość przedsiębiorców w wykorzystaniu prawa restrukturyzacyjnego rośnie.
  • W I kw. 2017 r. ogłoszono łącznie 77 postanowień restrukturyzacyjnych, podczas gdy w analogicznym okresie rok temu było ich jedynie 6. Wynik pierwszego kwartału 2016 r. stanowi bardzo niską bazę do porównania, bo były to pierwsze miesiące funkcjonowania nowego prawa restukturyzacyjnego.
  • W okresie od stycznia do marca 2017 r. ogłoszono 112 upadłości w celu likwidacji majątku – to o 5 mniej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Upadłości z możliwością zawarcia układu nie są możliwe od momentu wprowadzenia nowego prawa restrukturyzacyjnego.
  • Największy wzrost liczby postępowań upadłościowych i restrukturyzacji zanotowaliśmy w budownictwie (+ 65 proc.) oraz w handlu (+39 proc.), z czego w handlu detalicznym wzrost wynosi aż 100 proc.
  • Spadek wydanych przez sądy postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych obserwujemy w produkcji wyrobów z drewna, produkcji artykułów spożywczych i napojów, produkcji odzieży i wyrobów tekstylnych oraz produkcji wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych.
  • Coface prognozuje, że w kolejnych miesiącach 2017 r. dostępne formy restrukturyzacji nadal będą zyskiwać na popularności wśród firm borykających się z trudnościami płynnościowymi, a liczba upadłości będzie się obniżać.

Postanowienia upadłościowe i restrukturyzacyjne w Polsce w I kwartałach lat 2008-2017

upadłości

Komentuje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce

W pierwszym kwartale 2017 roku nastąpił znaczny wzrost postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych przedsiębiorstw – o 39 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku. Od stycznia 2016 r. zaczęły obowiązywać nowe regulacje prawne rozdzielające postępowania restrukturyzacyjne od upadłościowych. Jednym z nadrzędnych celów wprowadzonej legislacji było ułatwianie przedsiębiorstwom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej odzyskania możliwości sprawnego prowadzenia biznesu. Jednak w ciągu trzech pierwszych miesięcy ubiegłego roku postępowania restrukturyzacyjne były wykorzystywane bardzo rzadko. Przedsiębiorstwa przechodzące trudności płynnościowe poznawały dopiero nowe regulacje prawne, a ich wykorzystanie stało się bardziej powszechne w kolejnych kwartałach 2016 r. oraz pierwszym kwartale tego roku. Podczas gdy w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku ogłoszono zaledwie 6 postanowień restrukturyzacyjnych, w pierwszym kwartale tego roku było ich już 77.

Jednocześnie w tym roku ma miejsce dalszy spadek liczby upadłości w celu likwidacji majątku. Postępowania tego typu zmniejszyły się o ponad 4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Wpisuje się to w prognozowany przez nas uprzednio trend zmniejszającej się liczby upadłości przedsiębiorstw oraz rosnącej liczby restrukturyzacji. Te ostatnie stanowią już ponad 40 proc. łącznej liczby postępowań, a rok wcześniej udział ten stanowił niewiele ponad 4 proc. W strukturze ogłaszanych postępowań podobne zmiany relacji będą kontynuowane. Pod koniec tego roku restrukturyzacje będą stanowić już blisko połowę wszystkich postępowań, a następnie ich liczba ustabilizuje się na poziomie około 90-100 postępowań każdego kwartału wraz z rosnącym upowszechnieniem tego środka naprawczego przedsiębiorstw borykających się z trudnościami płynnościowymi.

Powyższy scenariusz stabilizacji łącznej liczby upadłości i restrukturyzacji zakłada sprzyjające otoczenie makroekonomiczne, w którym działa polski biznes. Zgodnie z prognozami Coface wzrost realny PKB sięgnie w tym roku 3,2 proc. Główną siłą napędową naszej gospodarki pozostaje konsumpcja gospodarstw domowych w obliczu trwającej poprawy na rynku pracy. W tym roku stopniowo będzie zauważalne odbicie inwestycji, których spadek nie tylko ograniczył wzrost gospodarczy Polski w zeszłym roku, ale także z pewnym opóźnieniem został odzwierciedlony po stronie mikroekonomicznej wraz ze wzrostem upadłości i restrukturyzacji firm budowlanych odnotowanych w tym roku. Polski eksport będzie korzystał na słabym, ale jednak ożywieniu gospodarczym na naszym głównym kierunku eksportowym – strefie euro, której wzrost PKB prognozujemy na 1,6 proc. w 2017 r.

Prawdopodobieństwo wystąpienia czynników ryzyka dla powyższego scenariusza jest niskie, ale jednak możliwe. Niepewność i ryzyko polityczne wraz z nadchodzącymi wyborami w tak ważnych gospodarkach Europy Zachodniej jak Francja i Niemcy oraz nadal trudne do określenia relacje handlowe Wielkiej Brytanii z Unią Europejską po formalnym Brexicie należą do elementów mogących ograniczyć nastroje na rynkach oraz dynamikę naszego eksportu. Z kolei ewentualny dalszy wzrost niepewności wśród przedsiębiorstw w Polsce może stanąć na drodze wzrostu inwestycji w aktywa trwałe. Dobra sytuacja na rynku pracy jest korzystna dla gospodarstw domowych, ale firmom coraz trudniej jest zapełnić wakaty, nawet jeśli podnoszą wynagrodzenia. Dla przedsiębiorstw jest to kolejna, rosnąca na znaczeniu bariera w rozwoju biznesu. Niemniej jednak wraz z innymi powyższymi czynnikami ryzyka nie doprowadzi do gwałtownego zachwiania sytuacji płynnościowej polskich przedsiębiorstw. Dopiero trwałe utrzymywanie się negatywnego otoczenia gospodarczego, w którym firmy prowadzą działalność znalazłoby odzwierciedlenie w rosnącej liczbie upadłości przedsiębiorstw oraz istotnym pogorszeniu sytuacji płynnościowej polskiego biznesu.

Upadłości i restrukturyzacje według branż

branża liczba**
upadłości i restrukturyzacji
I-III 2016
liczba**
upadłości
i restrukturyzacji

I-III 2017

zmiana
PRODUKCJA, w tym: 43 50 + 16%
Przetwórstwo przemysłowe, w tym m.in.: 38 43 + 13%
Produkcja maszyn, urządzeń i urządzeń elektrycznych 5 5 bez zmian
Produkcja artykułów spożywczych i napojów 7 3 spadek
Produkcja metali i metalowych wyrobów gotowych 8 12 wzrost
Produkcja chemikaliów i wyrobów chemicznych 0 2 wzrost
Produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych 4 4 bez zmian
Poligrafia i reprodukcja 1 1 bez zmian
Produkcja mebli 0 3 wzrost
Produkcja wyrobów z drewna, z wyłączeniem mebli 2 6 wzrost
Produkcja papieru i wyrobów z papieru 1 1 bez zmian
Produkcja odzieży i wyrobów tekstylnych 2 0 spadek
Produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych
surowców niemetalicznych (w tym materiały budowlane)
3 1 spadek
Produkcja pozostała 5 5 bez zmian
Handel, w tym m.in.: 33 46 + 39%
Handel hurtowy 22 27 + 23%
Handel detaliczny 9 18 + 100%
Transport i gospodarka magazynowa 7 8 wzrost
Budownictwo 20 33 + 65%
Pozostałe branże 33 52 + 57%
ogółem 136 189 +39 %

** Stan wg wiedzy na koniec pierwszego kwartału.

Charakterystyka upadłości i restrukturyzacji w wybranych sektorach

Komentuje Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface 

W pierwszym kwartale bieżącego roku mamy do czynienia z dwoma istotnymi zdarzeniami: po pierwsze nowe prawo upadłościowe i restrukturyzacyjne pozwala łatwiej i szybciej chronić się dłużnikom w trudnej sytuacji finansowej przed wierzycielami, po drugie jest to częściej wykorzystywane w branżach, które zawsze cechowały się wyższym ryzykiem niewypłacalności np. w budownictwie.

Budownictwo

Branża ta do tej pory przeżywała zastój, głównie związany z zahamowaniem inwestycji infrastrukturalnych, czy to na poziomie krajowym czy też samorządowym. Zahamowanie to spowodowało spadek przychodów wielu firm budowlanych, presję na podpisywanie nowych kontraktów po niższych cenach, często na granicy rentowności oraz konieczność redukcji kosztów. W efekcie wiele firm budowlanych zaczęło odczuwać problemy płynnościowe, które dodatkowo, w sektorze usług budowlanych, potęgowane były wprowadzeniem odwróconego VATu. Zauważalna jest presja na wydłużanie terminów płatności. Firmy budowlane robią wiele żeby wynegocjować lepsze warunki płatności za zakupy, tak by ułatwić sobie przetrwanie w tym przejściowym okresie. Przejściowym, gdyż efekt negatywny wprowadzenia odwróconego VATu powinien zniknąć za parę miesięcy, a dodatkowo wszystko wskazuje na to, że jednak ruch w inwestycjach w roku 2017 będzie nieco większy (pomoże tutaj także efekt bazy). Faktem jednak jest, iż branża budowlana ma kłopoty płynnościowe i jest to szczególnie widoczne w statystykach upadłościowych. Po okresie spadków, po pierwszym kwartale mamy wzrost aż o 65% r/r.

Handel

Duża dynamika wzrostu upadłości jest też widoczna w handlu, szczególnie detalicznym. Wynika to z kontynuacji oddziaływania takich czynników jak konsolidacja rynku i spadek marż, będący efektem bardzo silnej konkurencji na rynku. Problemy dotykają przede wszystkim małych i średnich graczy, którzy nie są w stanie uzyskać tak korzystnych warunków zakupu, by konkurować cenowo z największymi sieciami detalicznymi czy też dystrybucyjnymi. Co istotne, wzrost wydatków konsumpcyjnych, z jakim mamy do czynienia, nie jest wystarczającym hamulcem dla wzrostu ilości upadłości w tym sektorze.

Upadłości i restrukturyzacje według regionów

Tylko w trzech województwach liczba postępowań upadłościowych i restrukturyzacji spadła (woj. pomorskie, kujawsko-pomorskie oraz lubuskie). W pozostałych sytuacja pogorszyła się. Jedynie w województwie świętokrzyskim liczba upadłości pozostała niezmienna. W tym roku listę otwiera woj. mazowieckie, gdzie liczba upadłości i restrukturyzacji wzrosła o 19. Odzwierciedla to dużą liczbę zarejestrowanych tu podmiotów gospodarczych. Najmniej postępowań upadłościowych i restrukturyzacji zanotowano natomiast w woj. opolskim i łódzkim – analogicznie do roku 2016.

Upadłości i restrukturyzacje według form prawnych przedsiębiorstw

W I kwartale 2017 r. obserwujemy wzrost liczby postępowań upadłościowych i restrukturyzacji we wszystkich grupach form prawnych. Najwięcej postępowań odnotowaliśmy w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością – aż o 30 więcej niż roku 2016.

województwo liczba**
upadłości i restrukturyzacjiI-III 2016
liczba**
upadłości i restrukturyzacjiI-III 2017
zmiana
mazowieckie 22 41 wzrost
śląskie 23 24 wzrost
dolnośląskie 18 21 wzrost
małopolskie 14 18 wzrost
wielkopolskie 12 17 wzrost
zachodniopomorskie 7 16 wzrost
podkarpackie 1 8 wzrost
pomorskie 8 7 porównyw.
lubelskie 4 7 wzrost
podlaskie 2 7 wzrost
kujawsko-pomorskie 9 6 spadek
warmińsko-mazurskie 3 4 porównyw.
lubuskie 7 4 spadek
świętokrzyskie 4 4 bez zmian
opolskie 1 3 wzrost
łódzkie 1 2 porównyw.
ogółem 136 189 +39%
** Stan wg wiedzy na koniec pierwszego kwartału.
forma prawna liczba upadłości

i restrukturyzacji**

I-III 2016

liczba upadłości

i restrukturyzacji **

I-III 2017

zmiana
Spółka z o.o. 74 104 + 41%
Przedsiębiorca 46 50 + 7%
Spółka akcyjna 7 18 + 157%
Spółka jawna 3 5 wzrost
Spółdzielnia 1 4 wzrost
Pozostałe formy 5 8 wzrost
ogółem 136 189 + 39%

Wyniki Grupy Murapol w 2016 roku

Grupa Murapol w 2016 roku wypracowała zysk netto na poziomie 125,85 mln zł oraz zysk z działalności operacyjnej w wysokości 134,03 mln zł przy 236,85 mln zł przychodów. W 2015 roku wielkości te kształtowały się odpowiednio na poziomach: 67,44 mln zł, 88,78 mln zł oraz 372,06 mln zł. W minionym roku holding dokonał reorganizacji struktury organizacyjnej skupiając segment wykonawczy w Grupie Abadon Real Estate, a także rozpoczął realizację strategii budowania pozycji firmy inwestycyjnej o zasięgu międzynarodowym.  

W 2016 roku Grupa Murapol wypracowała najlepszy wynik finansowy netto w swojej 16-letniej historii. Wpływ na to miał konsekwentny rozwój wszystkich trzech segmentów działalności.

W minionym roku Murapol rozpoczął realizację 17 nowych inwestycji oraz kontynuował budowę 26 zainicjowanych w poprzednich okresach. Ubiegłoroczne portfolio aktywnych projektów Grupy stanowiło 108 budynków, w których powstawały 7.143 lokale, o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 317 tys. mkw. W portfelu inwestycji planowanych do realizacji w latach 2017-2019 znajdują się obiekty o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 855 tys. mkw. obejmujące blisko 20 tys. lokali mieszkalnych i handlowo – usługowych. Wielkość ta stanowi 278 proc. liczby lokali znajdujących się na koniec 2016 roku w aktywnych projektach realizowanych przez holding Murapol i, przy założeniu zachowania dotychczasowej średniorocznej dynamiki wzrostu liczby sprzedawanych lokali przez Grupę w ciągu ostatnich 5 lat, zabezpiecza dopływ projektów dla holdingu Murapol na najbliższe ponad 3 lata.

W 2016 roku Grupa Murapol kontynuowała dywersyfikację geograficzną swojej działalności. Oferta mieszkaniowa Murapolu dostępna była w 11 polskich miastach, a w dwóch kolejnych (Bydgoszcz, Gdynia) Grupa nabyła grunty i procedowała formalności administracyjne poprzedzające rozpoczęcie budów. W minionym roku Murapol również zakupił pierwszą nieruchomość za granicą, w Berlinie, gdzie przygotowuje realizację projektu mieszkaniowego.

Ubiegły rok był przełomowy dla holdingu Murapol także ze względu na zmiany organizacyjne związane z wydzieleniem segmentu wykonawczego do Grupy Abadon Real Estate, powstałej na bazie nabytego w kwietniu ub. r. giełdowego Variantu. Po zmianie nazwy na Abadon Real Estate S.A. spółka ta pełni funkcję podmiotu holdingowego konsolidującego podmioty Grupy Murapol oferujące kompleksową obsługę projektów nieruchomościowych. Strategia Grupy zakłada uzyskiwanie w perspektywie najbliższych lat ok. 66 proc. przychodów ze świadczenia usług na rzecz podmiotów spoza holdingu Murapol.

W 2016 r. Grupa Murapol kontynuowała zarządzanie aktywami własnymi oraz inwestorów zewnętrznych, w szczególności zgromadzonymi w ramach struktur utworzonych funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Portfel aktywów zgromadzonych w FIZ-ach organizowanych we współpracy z jednym z głównych partnerów Murapolu, zwiększył się w ub. r. o blisko 163 mln zł.

– Rok 2016 był przełomowy dla Grupy Murapol, nie tylko ze względu na wypracowane wyniki finansowe, rekordową kontraktację mieszkań, ale także zmiany wewnętrzne służące otwarciu naszego segmentu wykonawczego na realizację zleceń od klientów zewnętrznych. W bieżącym roku zamierzamy utrzymać dynamikę wzrostu zarówno w zakresie skali działalności, poziomu rentowności kapitału własnego, jak i stopnia dywersyfikacji lokat, czego wyrazem są transakcje zrealizowane już w pierwszym kwartale 2017 roku, w tym zwiększona liczba projektów w przygotowaniu, zarówno na krajowej mapie inwestycji jak również zagranicą. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Widzimy, że zwrot w kierunku rozwoju segmentu inwestycyjnego, uwzględniający budowę rentowności w oparciu o premię wypracowywaną na kapitałach obcych, znajduje uznanie ze strony tych, których okresowo zapraszamy do partycypowania w naszym biznesie, oferując im czy to certyfikaty inwestycyjne FIZ-ów czy obligacje korporacyjne. – dodaje Michał Sapota.

Nowe rozdanie

Zaczyna się nowy kwartał i mamy nadzieję, że będzie równie ekscytujący, co poprzedni. USD jest niżej licząc do początku roku, ale dziś dane makro mogą przemawiać na jego korzyść; EUR wytraca euforię wywołaną rzekomą zmianą nastawienia ECB; GBP musi zmierzyć się z początkiem procesu Brexitu. Początek roku był pomyślny dla złotego, ale jesteśmy bliżej zdania, że będzie trudno podtrzymać takie tempo.

Marzec był huśtawką nastrojów wokół USD. Najpierw Fed zbudował oczekiwania na agresywniejsze działanie, by potem samemu je zgasić. Działania administracji Trumpa w Kongresie w ramach realizacji ambitnego planu gospodarczego także miały swoje wzloty i upadki. Nie rozwodząc się niepotrzebnie nad przeszłością, obecnie podstawy dla dolara wygląda tak: podwyżka stóp procentowych w czerwcu jest wyceniona na 60 proc., a reforma podatkowa nie jest jeszcze pogrzebana. W obu przypadkach oczekiwania wydają się niewygórowane, co oferuje większe pole do pozytywnych reakcji. Dziś uwaga skupi się na danych makro, a w szczególności na wskaźnikach aktywności przemysłu. Wyższe odczyty indeksów regionalnych (NY Empire State, Philly Fed) wskazują w stronę równie solidnego odczytu dla ogólnokrajowego przemysłu. Negatywnym czynnikiem dla sentymentu będzie jednak ostatnie zamieszanie w Kongresie, stąd prognozy na marzec są poniżej wyników za luty, choć prognozowany 57,2 wciąż będzie drugim najwyższym odczytem od ponad dwóch lat. To powinno wystarczyć, by podtrzymać dobre notowania dolara. Pikanterii mogą dodać wypowiedzi członków Fed: Harkera i Dudleya. Obaj mają prawo głosu na posiedzeniach FOMC w tym roku, choć ten drugi w piątek uderzył w neutralne tony stwierdzeniem, że Fed nie widzi pośpiechu w zacieśnianiu polityki pieniężnej.

EUR utraciło swoją lekkość z połowy marca, kiedy wydźwięk przekazu z ECB zaczął być piaskiem w trybach jastrzębich oczekiwań. Przestrzegaliśmy, że rynek zapędza się w przybliżaniu wyceny terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych (w marcu wycena na pierwszy kwartał 2018 r. skoczyła z 20 proc. do 70 proc.), co w końcu skłoniło sam ECB, by wysłać sygnał temperujący rynek. Dziś rano Peter Praet przypomniał, że choć począwszy od kwietnia tempo skupu aktywów maleje (z 80 mld EUR do 60 mld EUR), to wcale nie oznacza to startu stopniowego redukowania programu. Na rynku może być jeszcze sporo rozczarowanego kapitału, który uwierzył w szanse na silniejsze wzrosty euro i jego wycofywanie może ciążyć na wartości unijnej waluty. Dziś rewizje indeksów PMI nie powinny dużo odbiegać od wstępnych szacunków i powinny być neutralne.

Dla funta dane o aktywności biznesu mogą być kluczowe, gdyż dostarczą informacji, czy generalna poprawa klimatu gospodarczego na świecie pozwoli zneutralizować rosnące obawy o przyszłość po Brexicie? Cofnięcie wskaźników w styczniu i lutym stoi w sprzeczności z odczytami w Eurolandzie i kolejny słaby odczyt podniesie alarm o kondycję gospodarki w kolejnych miesiącach. Zainicjowany w ubiegłym tygodniu proces negocjacji Brexitu nie będzie łatwy, a już teraz widać, że w wielu kwestiach zdania stron są sporne. Oznaki ostrego stanowiska strony europejskiej mogą odbijać się na zaufaniu biznesu i konsumentów na Wyspach. Pozostajemy negatywnie nastawieni do funta w średnim terminie.

Solidne wskazania PMI z Niemiec argumentują za równie dobrym wyniku w Polsce (prog. 54,6 vs 54,2 w lutym), co dobrze rokuje kontynuacji odbicia ożywienia gospodarczego w kolejnych miesiącach. Jakkolwiek RPP przyjmie te dane z zadowoleniem, tak schłodzenie CPI do 2 proc. w marcu z 2,2 proc. w lutym ugruntuje neutralne nastawienie w polityce monetarnej. Stopy procentowe powinny zostać utrzymane bez zmian, a prezes NBP Glapiński powinien powtórzyć, że taki stan rzeczy utrzyma się co najmniej do końca roku. Pod koniec tego tygodnia słabszy odczyt inflacji przypomniał, że budowanie jastrzębich oczekiwań w Polsce nie ma na razie sensu, co powinno odebrać nieco pary z rajdu złotego, cofając EUR/PLN do 4,25. Powrót spadków na EUR/USD zatrzyma domykanie krótkich pozycji w USD/PLN, gdzie dodatkowo obrona 3,90 dała silny techniczny sygnał do odbicia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kampanie reklamowe z czołowymi polskimi sportowcami kosztują ponad 1 mln zł. Najcenniejsi dla reklamodawców są piłkarze

Kampanie reklamowe z czołowymi polskimi sportowcami kosztują ponad 1 mln zł. Najcenniejsi dla reklamodawców są piłkarze 1

Co trzeci Polak postrzega produkty lub usługi reklamowane przez piłkarzy jako bardziej atrakcyjne i pożądane. Reprezentanci kadry są najcenniejsi dla reklamodawców, a zatrudnienie w kampanii czołowego sportowca to koszt przekraczający milion złotych. Pozytywny i cenny wizerunek mają też nasi skoczkowie, tenisiści oraz lekkoatleci. Eksperci podkreślają, że z marketingowego punktu widzenia zatrudnienie w reklamie czołowego sportowca to opłacalny wybór.

– Spośród wszystkich polskich sportowców najcenniejszy wizerunek mają piłkarze, zwłaszcza po ostatnich sukcesach w mistrzostwach Europy. Tam pokazali, że nie tylko na boisku, lecz także poza nim są ciekawymi postaciami, przez co stali się bardziej wartościowi z punktu widzenia reklamodawców –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Szaniawski, prezes zarządu największej w Polsce agencji marketingu sportowego Arskom Group, specjalizującej się w personal brandingu.

Badania przeprowadzone przez grupę Arskom po Euro 2016 pokazały, że 35 proc. Polaków postrzega produkty lub usługi reklamowane przez polskich piłkarzy jako bardziej atrakcyjne. W pierwszej trójce najbardziej lubianych przez Polaków piłkarzy znaleźli się Grzegorz Krychowiak, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Fabiański. Z kolej największym zaufaniem cieszy się Robert Lewandowski. Wśród produktów, które są najmocniej kojarzone z piłkarzami, Polacy wymienili sprzęt sportowy, telefony komórkowe, napoje energetyczne, buty i ubrania oraz samochody.

– Cenni dla reklamodawców są również polscy olimpijczycy z Anitą Włodarczyk na czele. Mamy też bardzo dobrych skoczków narciarskich i tenisistów. Piłka nożna, skoki narciarskie, tenis i lekkoatletyka to właśnie te dyscypliny, które wyróżniłbym jako rozwojowe. Przedstawiciele tych dyscyplin, czyli Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, Wojciech Szczęsny w piłce nożnej, tenisistka Agnieszka Radwańska i cała nasza złota drużyna skoczków to bardzo ciekawe twarze do promowania. Na nich trzeba dzisiaj stawiać, jeżeli chce się odnieść sukces w reklamie – mówi Wojciech Szaniawski.

Zaangażowanie do kampanii reklamowej jednego z czołowych polskich sportowców wiąże się z kosztem powyżej 1 mln zł. Taka kampania może trwać od 3 do 12 miesięcy, ale najczęściej kontrakty są podpisywane w systemie rocznym.

– Jeżeli reklamodawca ma pieniądze i chce zatrudnić do reklamy sportowca, to bardziej opłaca mu się podpisać kontrakt na rok niż na trzy miesiące, bo cena jest porównywalna. Zatrudniając Anitę Włodarczyk czy Roberta Lewandowskiego musi się liczyć z wydatkiem powyżej miliona złotych. Bardzo silnymi markami na rynku są też nasi skoczkowie czy Grzegorz Krychowiak. W przypadku innych czołowych sportowców koszt wynosi od 0,5 mln zł wzwyż – mówi Wojciech Szaniawski.

Koszt zatrudnienia w reklamie popularnego i lubianego sportowca jest zależny nie tylko od długości kampanii, lecz także jej zasięgu. Akcja prowadzona równocześnie w telewizji, internecie, mediach społecznościowych, w prasie i na nośnikach outdoorowych będzie znacząco droższa.

Mimo to z marketingowego punktu widzenia zatrudnienie w reklamie sportowca jest najlepszym wyborem, ponieważ w coraz silnej podzielonym społeczeństwie sport jest jednym z niewielu czynników, które wciąż potrafią Polaków jednoczyć. Dzięki temu przekaz reklamowy marki jest silniejszy i ma pozytywny wydźwięk.

– Sport nadal łączy Polaków. Kiedy jednoczymy się we wspólnych emocjach na hali czy stadionie piłkarskim, sportowi bohaterowie łączą nas, kibiców. Każdej firmie, która angażuje celebrytę do kampanii, zależy na tym, żeby przekaz reklamowy niósł dobre, pozytywne emocje. Najlepszym wyborem są więc sportowcy, którzy budzą te pozytywne emocje i reprezentują tą solidarność – mówi Wojciech Szaniawski.

Wycena wizerunku sportowca nie jest prostą sztuką. W Polsce zajmuje się tym zaledwie kilka agencji PR-owych i marketingowych. Sukces wizerunkowy i marka osobista zależą nie tylko od sukcesów sportowych, lecz także od zdolności interpersonalnych, od tego, jak sportowiec buduje relacje z otoczeniem czy potrafi zjednywać sobie kibiców i publiczność.

– Sukces wizerunkowy to ciężka praca polegająca na tym, żeby budować pozytywne relacje z otoczeniem. Pracując ze sportowcami, powtarzam im, że muszą umieć budować dobre relacje jeden na jeden z kibicami, z reklamodawcami, z ludźmi dookoła. Poza tym, co robią na boisku czy na arenie, muszą umieć budować relacje interpersonalne zarówno z jednym człowiekiem, jak i z całym tłumem. Media to zauważają, chętnie zapraszają sportowców do wywiadów, a reklamodawcy chcą ten pozytywny wizerunek spieniężyć – mówi Szaniawski.

Prezes agencji Arskom Group zauważa, że podstawą kreowania image’u sportowca jest uwypuklenie pewnych jego konkretnych cech i silnych stron. Dopiero na tej bazie wybiera się narzędzia marketingowe i najlepsze kanały dotarcia do odbiorców. Aktualnie najważniejsze są media i serwisy społecznościowe, takie jak Facebook, Instagram i Twitter.

– Narzędzia marketingowe to dopiero ostatni element kreowania wizerunku. Najpierw sportowiec musi wiedzieć, co jest dla niego ważne, wykazać swoje osiągnięcia i wiedzieć, co ma do przekazania. Kreowanie wizerunku to nie jest wymyślanie sztucznych cech, tylko eksponowanie tych najlepszych. Dopiero potem można się zastanawiać, jakimi kanałami najlepiej dotrzeć do dużej liczby osób. Dzisiaj oczywiście najważniejsze są media społecznościowe. Efektem kreowania wizerunku powinny być lepsze relacje z otoczeniem, większa otwartość na kibiców, bardziej precyzyjna komunikacja i oczywiście więcej zapytań reklamowych – mówi Wojciech Szaniawski.

Zainteresowanie budową domu jednorodzinnego rośnie. Coraz bardziej popularne są domy z gotowych elementów

Zainteresowanie budową domu jednorodzinnego rośnie. Coraz bardziej popularne są domy z gotowych elementów 2

Niski koszt pieniądza w połączeniu ze stabilną ofertą gruntów budowlanych sprawiają, że obecnie jest dobry moment na budowę domu jednorodzinnego – przekonuje Jarosław Jurak, prezes firmy Danwood. Zdaniem ekspertów na polskim rynku zdecydowana większość domów wznoszona jest w tradycyjny sposób. Te budowane z gotowych elementów odpowiadają za zaledwie 3–4 proc. całości.

– Mam nadzieję, że w tym roku na rynku polskim sprzedamy około 100 domów, a zapewne około 70 zbudujemy. W stosunku do krajów Zachodu nasz rynek jest bardzo konserwatywny i takie domy, jakie oferujemy, sprzedają się tu znacznie trudniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Jurak, prezes zarządu Danwood SA

Choć polski rynek gotowych domów systematycznie rośnie, to jednak – jak podkreśla ekspert – wzrost jest stosunkowo wolny. Po koniec 2015 roku prezes Danwood oceniał, że co roku w naszym kraju stawiane jest ok. 2,5–3 tys. tego typu konstrukcji, a tempo wzrostu nie przekracza 10 proc. W związku z tym firma Danwood zamierza szukać źródeł dodatkowych przychodów, wychodząc z ofertą gotowych domów murowanych.

– Chcemy klientom na polskim rynku świadczyć takie same usługi, jakie świadczymy klientom na Zachodzie, czyli budowę domu jednorodzinnego na działce klienta. Uważamy, że w Polsce jest już grupa klientów, która docenia ten produkt – stwierdza Jurak.

Dominującym typem klienta wciąż pozostają osoby planujące budowę domu w tradycyjny sposób. Wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom, należąca do grupy kapitałowej Danwood firma TQM chce zaoferować im usługę kompleksowego wykonawstwa tego typu inwestycji.

– W Polsce, głównie na indywidualnych działkach, rocznie budowanych jest ok. 70 tys. domów jednorodzinnych. W naszym kraju charakterystyczne jest to, że większość klientów buduje domy z systemem gospodarczym – tłumaczy prezes firmy Danwood.

Jak wyjaśnia Jarosław Junak, za granicą zainteresowanie domami wznoszonymi z gotowych prefabrykatów jest zdecydowanie większe. Przykładowo, w Niemczech w ten sposób budowana jest już mniej więcej co piąta konstrukcja. W Polsce odsetek ten wynosi zaledwie 3–4 proc.

– Z kolei w Wielkiej Brytanii, gdzie rocznie budowane jest około 200 tys. domów jednorodzinnych, rynek jest już zupełnie inny. Tamtejsi klienci mają przede wszystkim problemy z dostępem do działek. Dla prywatnego klienta pozyskanie atrakcyjnej parceli jest bardzo trudne – wyjaśnia Jurak.

Prezes firmy Danwood liczy na to, że Wielka Brytania będzie jednym z najistotniejszych źródeł przychodów dla jego firmy. Jak tłumaczy, brytyjski rząd przy pomocy preferencyjnych kredytów już od kilku lat prowadzi program wsparcia budownictwa jednorodzinnego. Według szacunków tamtejszych władz najnowsza pula wsparcia wynosząca 1,4 mld funtów przyczyni się do powstania ok. 40 tys. nowych domów.

– Jeżeli mówimy o barierach w rozwoju budownictwa jednorodzinnego, to przede wszystkim trendy wyznaczają tu dwie rzeczy: dostępność gruntów i koszt kredytu. Stopy procentowe są obecnie niskie, więc warto podejmować decyzje o inwestycji w nieruchomość. Z dostępem terenów jest w różnych krajach różnie, ale sytuacja jest stabilna albo się poprawia w tym zakresie – podsumowuje Jarosław Junak.

Spada liczba kobiet aktywnych zawodowo. To może stanowić problem w przypadku prac sezonowych

Spada liczba kobiet aktywnych zawodowo. To może stanowić problem w przypadku prac sezonowych 3

Wzrasta bierność zawodowa kobiet. Świadczenia związane z opieką nad dzieckiem w połączeniu z planowaną podwyżką zasiłku dla bezrobotnych mogą nasilić odpływ kobiet z rynku pracy. Problem mogą odczuć pracodawcy, którzy będą poszukiwali pracowników sezonowych. Bierność zawodowa kobiet to jednak wyzwanie dla całej gospodarki. Osoby, które nie pracują ponad dwa lata, trudno z powrotem zaktywizować.

– Z dużym prawdopodobieństwem mamy do czynienia ze sporym odejściem kobiet z rynku pracy ze względu na program Rodzina 500 plus oraz kumulowanie się innych dodatkowych świadczeń związanych z dziećmi, rodziną i pozostawaniem poza stosunkiem pracy. Jest to duże zmartwienie dla pracodawców, bo kobiety są ważnym elementem całej układanki organizacyjnej. Ich dalszy odpływ z rynku pracy może być bardzo niepokojący i trudny – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Lorenc, ekspert Business Centre Club ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy.

W Polsce aktywnych zawodowo jest 48 proc. kobiet powyżej 15 roku życia. Rośnie liczba osób, które jako powód bierności zawodowej podają obowiązki domowe i związane z prowadzeniem domu (tylko od marca do września 2016 roku wzrosła o 143 tys.). Monitoring Rynku Pracy za IV kw. 2016 roku opracowany przez GUS wskazuje, że w ciągu roku liczba pracujących kobiet spadła o 6 tys. Zdaniem ekspertki Business Centre Club problem będzie się nasilać.

– Czekamy, co Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ustali w obszarze zasiłków dla bezrobotnych. Ich wzrost w połączeniu z zasiłkiem dla bezrobotnych, programem Rodzina 500 plus i innymi dodatkami faktycznie będą stawiały alternatywę: praca – brak pracy w bardzo niekorzystnym świetle. Czyli coraz mniej nam się będzie opłacało pracować – tłumaczy Lorenc.

Rząd planuje podnieść zasiłek dla bezrobotnych do wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia. Zmiany mogłyby wejść w życie z początkiem 2018 roku. W połączeniu z programem Rodzina 500 plus i świadczeniami wypłacanymi w związku z urodzeniem dziecka dla części kobiet praca nie będzie opłacalna, zwłaszcza dla tych słabiej zarabiających.

– Kobiety pracują w bardzo wielu sektorach, np. w handlu, z którego bardzo widać odpływ kobiet, a także w usługach. Będzie to też widoczne za chwilę w pracach sezonowych, przy obróbce produkcji warzyw i roślin będzie to bolesne – przekonuje ekspertka.

Obecnie bezrobocie wynosi 8,6 proc. i systematycznie spada. Jak wskazuje Lorenc, w Polsce bezrobocie ma charakter strukturalny, a poziom wykształcenia osób bez pracy, ich wiedza i umiejętności nie odpowiadają potrzebom rynku.

– Istotne jednak, że dezaktywują się grupy zawodowe i po prostu nie mamy ich dostępnych na rynku pracy. Aktywować osoby, które nie pracują więcej niż dwa lata, to największy koszt dla urzędów pracy i dla gospodarki. Takie osoby nabierają przyzwyczajeń niezwiązanych z pracą i jest bardzo trudno, żeby wróciły do pełnej efektywności w pracy – ocenia Katarzyna Lorenc.

Problem smogu wciąż aktualny. W walce z nim pomogłyby odpowiednie regulacje prawne i zachęty podatkowe

Problem smogu wciąż aktualny. W walce z nim pomogłyby odpowiednie regulacje prawne i zachęty podatkowe 4

Wprowadzenie odpowiednich zapisów prawnych, edukacja obywateli oraz stosowanie zachęt do korzystania z komunikacji publicznej lub rowerów – to zdaniem przedstawicieli Ośrodka Ewaluacji najważniejsze działania w walce ze smogiem w polskich miastach. Oprócz oddolnych inicjatyw, jak m.in. Krakowskiego Alarmu Smogowego, konieczne są także działania ze strony rządu, takie jak dofinansowania do termomodernizacji budynków.

– Bardzo ważne, żeby mieszkańcy wiedzieli, co przyczynia się do powstawania smogu. Smog to w dużej mierze pył zawieszony, czyli zanieczyszczenia, które powstają z kominów sięgających do 40 metrów nad ziemią. Do jego powstania przyczynia się palenie niewłaściwymi paliwami, węglem, ale też drewnem czy zadrukowanymi papierami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Leszczyńska, prezes zarządu Ośrodka Ewaluacji.

Specjaliści z Ośrodka Ewaluacji w raporcie „Smog! I co dalej?” zauważają, że chociaż Polacy wiedzą coraz więcej o smogu i przyczynach jego powstawania, to jednak poziom ten jest wciąż zbyt niski.

Problemem jest również brak odpowiednich regulacji prawnych mających na celu likwidację tego zjawiska. Jednym z nielicznych w skali kraju wyjątków jest obowiązująca od stycznia 2017 roku uchwała antysmogowa dla Małopolski. Dokument reguluje m.in. to, jakie parametry techniczne powinien spełniać instalowany kominek lub kocioł na drewno. Projekty podobnych uchwał obejmujące tereny województw śląskiego, opolskiego i wielkopolskiego są aktualnie na etapie konsultacji społecznych.

– Przydałoby się także dofinansowanie do wymiany pieców oraz do termoizolacji domów, żeby jak już ktoś wymieni piec, to żeby to ogrzewanie było świadome, rozsądne, żeby nie tracić energii, którą się produkuje – zauważa Leszczyńska.

Innym pomysłem jest stosowanie preferencyjnych stawek VAT na bardziej przyjazny dla środowiska opał jak np. pellet.

Badanie pokazuje, że jednym z działań podejmowanych przez miasta jest reagowanie samorządów w przypadku przekroczenia poziomów alarmowania. Różne rozwiązania wprowadzają między innymi Kraków czy Warszawa, które stosują zachęty, aby mieszkańcy w większym stopniu korzystali z komunikacji miejskiej (darmowe przejazdy) lub poruszali się na rowerach.

– Świadomość przedstawicieli samorządów ma tu niebagatelne znaczenie. Samorządy, które się tym problemem przejmują, są chętne do współpracy z organizacjami pozarządowymi, które bardzo dużo mogą w tym zakresie pomóc – dodaje Leszczyńska.

Jednym z przykładów tego typu współpracy jest kooperacja władz Krakowa z ruchem społecznym o nazwie Krakowski Alarm Smogowy. Celem tej inicjatywy jest informowanie mieszkańców o stanie powietrza w stolicy Małopolski oraz doprowadzenia stanu powietrza w mieście do bezpiecznego poziomu.

– Taka współpraca jest kluczowa, natomiast są rozwiązania, które mogą być wprowadzone wyłącznie na szczeblu rządowym. To jest kwestia podjęcia stosownych rozporządzeń – wprowadzenia dla całej Polski norm dotyczących pieców czy paliwa, którym się pali – podsumowuje ekspertka.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia, 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajduje się w Polsce. W czołówce niechlubnego rankingu oprócz dużych ośrodków miejskich takich jak Katowice czy Kraków znalazły się także mniejsze miejscowości jak m.in. Żywiec, Pszczyno oraz Wodzisław Śląski. We wszystkich tych miastach maksymalne stężenie pyłów uznawane przez WHO za dopuszczalne, przekroczone zostało przynajmniej trzykrotnie.

Tylko 50 proc. małych i średnich firm udaje sę samodzielnie odzyskać długi. Największe problemy z przeterminowanymi płatnościami ma przemysł, budownictwo i handel

Tylko 50 proc. małych i średnich firm udaje sę samodzielnie odzyskać długi. Największe problemy z przeterminowanymi płatnościami ma przemysł, budownictwo i handel 5

Tylko połowie małych i średnich firm udaje się z sukcesem samodzielnie odzyskać dług. Ponad 70 proc. firm nie korzysta z zewnętrznej windykacji, choć jak pokazują doświadczenia firm windykacyjnych, im szybciej zadłużenie zostanie zlecone takiej firmie, tym większe szanse na skuteczne odzyskanie długu. Największe zapotrzebowanie na usługi windykacyjne mają branże handlowa, transportowa, budowlana i przemysłowa, gdzie nawet 90 proc. firm ma problemy z nieterminowo płacącymi klientami.

Rynek zarządzania należnościami podzielił się na dwa segmenty. Pierwszy to firmy, które skupują portfele wierzytelności, współpracują z instytucjami z sektora finansowego, bankami, firmami ubezpieczeniowymi, firmami pożyczkowymi i telekomunikacyjnymi. Drugi segment to firmy, które działają na zlecenie wierzyciela. Wierzytelności są wówczas krócej przeterminowane, rolą firmy jest jak najszybsze odzyskanie należności i przywrócenie współpracy między wierzycielem a dłużnikiem – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Kostecki, prezes zarządu Kaczmarski Inkasso.

Raport Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych „Wielkość polskiego rynku wierzytelności” wskazuje, że od 2010 roku branża notuje stabilny, wysoki wzrost. Liczba wierzytelności zarządzanych przez firmy w ciągu pięciu lat wzrosła kilkukrotnie. Na koniec III kwartału 2016 roku ich wartość sięgnęła 85,4 mld zł. Rynek windykacyjny powinien dalej stabilnie się rozwijać. W części krajów Europy Zachodniej poziom outsourcingu usług windykacyjnych sięga 80 proc. W Polsce to ok. 30 proc.

 Wśród branż, które mają największe potrzeby dochodzenia swoich należności, na czele znajdują się branża przemysłowa, budowlana, handel i transport. Obserwujemy, że 85–90 proc. przedstawicieli tych branż sygnalizuje, że ma problemy z klientami, którzy nieterminowo płacą swoje zobowiązania – podkreśla Jakub Kostecki.

Tylko w branży handlowej zadłużenie w ciągu dwóch lat wzrosło ponaddwukrotnie. Raport KRD „Sytuacja finansowa branży handlowej w obliczu zmieniającego się rynku” wskazuje, że na początku tego roku łączne zadłużenie przedsiębiorstw handlowych przekroczyło 2,2 mld zł (przy 0,9 mld zł w styczniu 2015 roku). Średni dług to blisko 30 tys. zł.

– Liczymy, że zmieni się postawa firm, które mają problemy z klientami nierzetelnie płacącymi swoje zobowiązania i będą one szybciej reagować na opóźnienie płatności. Moim zdaniem to, że zwlekają z przekazaniem sprawy do profesjonalnej firmy windykacyjnej, powoduje, że skala tego zadłużenia cały czas rośnie – przekonuje Kostecki.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Kaczmarski Inkasso przez Keralla Research wynika, że 73 proc. firm nie korzysta z zewnętrznej windykacji. Co dziesiąta firma korzysta z usług windykatora doraźnie, a 16 proc. współpracuje z nim na stałe. Panuje przekonanie, że wynajęcie windykatora to dodatkowe koszty (40 proc. przedsiębiorstw), choć firmy pobierają wynagrodzenie, gdy ich działanie kończy się sukcesem.

– Im szybciej zaczniemy działać, tym większe są szanse na odzyskanie tych należności. Z naszych doświadczeń wynika, że jeżeli zobowiązanie jest przeterminowane nie dłużej niż 3 miesiące, to skuteczność wynosi 72–75 proc. Dla zobowiązań, które są przeterminowane powyżej 12 miesięcy, skuteczność spada do 26 proc. – mówi prezes zarządu Kaczmarski Inkasso.

Co czwarty przedsiębiorca obawia się, że korzystając z zewnętrznej windykacji, straci klienta lub pogorszą się jego relacje z partnerem biznesowym. Dlatego część firm decyduje się na samodzielne odzyskanie długu. Jak jednak pokazują wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Kaczmarski Inkasso, tylko połowie firm udaje się odzyskać cały dług.

Jakub Kostecki podkreśla, że świadomość dłużników jest coraz większa. Rzadziej unikają kontaktu z wierzycielem. Problemem jest jednak przekonanie wierzycieli do skorzystania z usług zewnętrznej firmy.

– Dopóki wierzyciele nie przełamią u siebie bariery, że zlecenie windykacji do profesjonalnej firmy nie oznacza zerwania kontaktu z klientem, tylko jest próbą naprawienia relacji i doprowadzenia do jak najszybszej spłaty zaległej płatności, dopóty opóźnienia w płatnościach będą cały czas miały miejsce. Tolerancja dla zachowań dłużników, niestety, będzie wpędzała wiele firm w problemy finansowe – ostrzega Jakub Kostecki.

Ministerstwo Cyfryzacji chce zmian w ustawie o ochronie danych osobowych. Kilka propozycji budzi wątpliwości ekspertów

Ministerstwo Cyfryzacji chce zmian w ustawie o ochronie danych osobowych. Kilka propozycji budzi wątpliwości ekspertów 6

Opublikowany przez resort cyfryzacji wstępny projekt ustawy o ochronie danych osobowych ma pewne braki – ocenia Maciej Kaczmarski, prezes ODO24. Nie uwzględnia np. sposobu powołania nowego organu ochrony danych osobowych. Projekt różnicuje wysokość kar za naruszenie danych – są one znacznie niższe w przypadku instytucji publicznych niż firm. To budzi kontrowersje wśród ekspertów. Resort chce obniżyć do 13 lat wiek dzieci, które będą mogły samodzielnie wyrażać zgodę na przetwarzanie danych osobowych, np. w serwisach społecznościowych.

28 marca Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało projekt ustawy o ochronie danych osobowych, który ma dostosować polskie regulacje do unijnego rozporządzenia o ochronie danych RODO. Nowa regulacja ma ujednolicić przepisy we wszystkich 28 państwach członkowskich Unii Europejskiej i wejdzie w życie 25 maja 2018 roku.

– Ministerstwo Cyfryzacji odpowiedzialne za wdrożenie rozporządzenia o ochronie danych osobowych w polskim systemie prawnym przedstawiło roboczy, tzn. niekompletny projekt polskiej ustawy o ochronie danych osobowych. Wyrazy uznania dla resortu, że dotrzymało terminu i na rok przed początkiem obowiązywania przepisów mamy projekt. Niestety, ma on jednak dużo braków – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Kaczmarski, prezes ODO24, firmy specjalizującej się w ochronie danych osobowych i bezpieczeństwie informacji.

Jak wskazuje, projekt zawiera też kilka kontrowersyjnych przepisów. Wątpliwości może budzić zastąpienie Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych przez prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO). Wiąże się to z zapisem w unijnej dyrektywie, że inspektor ochrony danych ma być osobą fizyczną wyznaczaną przez administratora lub podmiot przetwarzający i zobowiązaną do szeroko rozumianego monitorowania przestrzegania przepisów RODO.

– Niestety, nie jest wskazane, kto tego prezesa będzie wybierał. To niepokojący element, czy urząd wciąż będzie niezależny – zaznacza prezes ODO24.–Urząd zawsze w pewnym sensie był upolityczniony, do tej pory GIODO wybierał parlament. Teraz zmienia się nazwa, ale nie wiemy, kto będzie wybierał prezesa UODO. Trudno jednoznacznie wskazać, czy będzie to urząd bardziej upolityczniony niż dotychczas – mówi.

Nowością w przepisach unijnych jest możliwość uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia. Polska chce skorzystać jednak z uprawnienia, jakie przysługiwało ustawodawcy krajowemu, i obniżyć tę barierę do 13 lat. Zgodnie z Kodeksem cywilnym osoba, która ukończyła 13 lat, ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych, może więc wyrazić zgodę na przetwarzanie danych, zwłaszcza że zawsze będzie można ją cofnąć.

Parlament Europejski do decyzji państw członkowskich zostawił też kwestię kar administracyjnych nakładanych na instytucje publiczne. Zgodnie z rozporządzeniem może sięgnąć 20 mln euro lub 4 proc. ubiegłorocznego globalnego przychodu.

– W projekcie polskiej ustawy o ochronie danych osobowych pojawiła się informacja, że instytucje publiczne będą mogły zostać ukarane karą pieniężną do wysokości 100 tys. zł, znacznie niższą niż przedsiębiorstwa państwowe. Zgodnie z przytaczaną argumentacją niższa kara ma służyć temu, żeby urząd przypadkiem nie został doprowadzony do sytuacji, kiedy nie może wypełniać swoich statutowych obowiązków, co byłoby ze szkodą dla społeczeństwa – mówi Maciej Kaczmarski.

Jego zdaniem projekt ustawy jest fragmentaryczny. Część istotnych kwestii pomija, np. kwestii nowelizacji innych ustaw, a jak przypomina ekspert, rozporządzenie wymusza zmianę nawet 200 przepisów w ustawach.

– Rozporządzenie wprowadza naprawdę dużo zmian. Skoro zmienia od kilkudziesięciu do setek polskich ustaw, to uzgodnienie takich szczegółowych kwestii, wypracowanie wspólnego stanowiska, później zapisania go w takiej formie, żeby prawo było jednoznaczne, na pewno nie będzie proste – zaznacza prezes ODO24.

Jak podkreśla, istotne jednak, że taki projekt w ogóle się pojawił.

– Pracodawcy odbierają nową regulację jako groźną dla siebie nie tylko z uwagi na wysokie kary, lecz także z uwagi na pojawiający się obowiązek autodonosu, czyli konieczności poinformowania UODO o wycieku danych osobowych, który u nas wystąpił. Jeśli pracodawca poinformuje organ, to będzie miał u siebie kontrolę i wcale go to nie zwolni z odpowiedzialności. Jeśli zaś tego nie zrobi, jest zagrożony karą do 10 mln euro. Jak na polskie warunki są to sumy astronomiczne, więc to ogniskuje bardzo uwagę przedsiębiorców na szczegółowych regulacjach dotyczących rozporządzenia – tłumaczy Maciej Kaczmarski.

Jak informuje resort, projekt ustawy o ochronie danych osobowych może trafić do Sejmu na jesieni tego roku, aby proces legislacyjny zakończył się na początku 2018 roku. Zostanie wówczas kilka miesięcy na przygotowanie się do wejścia w życie nowych przepisów.

Arendarski: Niepewna przyszłość Polski w UE i unijnych funduszy?

Polska nie otrzymuje nic z Unii Europejskiej. Wnosimy do niej takie składki, że to, co dostajemy w zamian jest ich pokryciem. Ta śmiała teza jest oczywiście kłamstwem. Wystarczy sprawdzić liczby – w latach 2014-2020 Polska otrzyma 105, 8 mld euro, przy czym nasza składka wynosi ponad 23 mld euro. Otrzymamy więc 82,2 mld euro.

– Te pieniądze tworzą mniej więcej jedną czwartą polskiego budżetu i przeznaczane są na ważne cele rozwojowe – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej

– Jest to budowa infrastruktury, np. koleje, szosy oraz działania proinnowacyjne. Dużo pieniędzy przeznaczanych jest dla przedsiębiorstw, placówek naukowych czy na rozwój miast. Biznes jest beneficjentem znacznych kwot, jednak te pieniądze nie są absorbowane. Badania wśród przedsiębiorców pokazują, że istnieje szereg barier. Najważniejszą jest uciążliwość w pozyskaniu środków i rozliczeniu się z nich. Przedsiębiorcy boją się korzystania z unijnych pieniędzy. Kredyt bankowy bardziej im się opłaca. Jest trochę droższy, ale za to można oszczędzić nerwy i ryzyko wpadki.

Druga sprawa – co będzie w przyszłości? Trudno sobie wyobrazić, że środki te nagle się skończą, bo pewnie tak się nie stanie. Jednak już od 2020 roku nie będzie aż takich pieniędzy, z różnych względów. Pierwszym z nich jest Brexit. Unia Europejska zostanie pozbawiona sporej części wpływów. Po drugie wiele krajów, jak Austria i Włochy mówią, że budżet unijny musi być skrojony bardziej oszczędnie. Według nich tylko przemyślane kierunki powinny być finansowane. Trzecia okoliczność to pozycja Polski. Pytanie, czy będziemy nadal lubianym, młodym, odnoszącym sukcesy członkiem Unii, którego warto finansować, czy nielubianym, któremu przykroi się te sumy. Szkoda, że w niedostatecznym stopniu w minionych latach wypracowaliśmy instrumenty zwrotne, niebędące dotacjami, ale pieniędzmi pożyczanymi firmom na korzystnych warunkach. Służyłyby one finansowaniu kolejnych potrzeb w gospodarce w tych okresach, kiedy już nie będziemy mieli dofinansowania – dodał Andrzej Arendarski.

Pszczoły warte miliardy

Ponad 150 mld euro rocznie – tyle warta jest praca wszystkich pszczół na świecie. Z tego na pszczoły europejskie przypada 15 mld euro, a na nasze rodzime ok. 1,8 mld euro (7,5 mld zł). Kwoty te nie uwzględniają wartości produktów pszczelich, takich jak: miód, pyłek kwiatowy, propolis, mleczko, wosk i jad pszczeli. Niewliczony tu został także wpływ tych owadów na zachowanie bioróżnorodności środowiska naturalnego. To wartość niezwykle trudna do oszacowania. . Zagadnieniami związanymi z wpływem pszczół na gospodarkę zajmuje się dr inż. Janusz Majewski z Wydziału Nauk Ekonomicznych Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Skąd te miliardy?

Najważniejszym zadaniem, jakie wykonują dla nas pszczoły, jest zapylanie roślin uprawnych. Wśród 300 głównych gatunków roślin uprawnych świata około 84% stanowią rośliny entomofilne, czyli zapylane przez owady. Z kolei pszczoła miodna odpowiada za 80-90% zapyleń dokonywanych przez owady – mówi dr inż. Janusz Majewski. W Polsce najważniejszymi roślinami zapylanymi przez pszczoły są: rzepak, rośliny sadownicze oraz krzewy owocowe. Owady te odgrywają także ważną rolę w uprawie niektórych warzyw, a także w produkcji nasion kwiatów, ziół i roślin warzywniczych. Jeśli pszczoły nie przylecą, wówczas plon jest wielokrotnie niższy i znacznie gorszej jakości. W 2014 r. w Polsce rośliny uprawne entomofilne zajmowały ponad 1,7 mln hektarów.

Tabela 1. Oszacowana wartość plonów uzyskanych dzięki zapylaniu przez owady głównych uprawnych roślin entomofilnych w Polsce w latach 2005-2014

Oszacowana wartość plonów uzyskanych dzięki zapylaniu przez owady głównych uprawnych roślin entomofilnych w Polsce w latach 2005-2014

Tabela 2. Wpływ owadów zapylających na plony wybranych roślin uprawnych

Wpływ owadów zapylających na plony wybranych roślin uprawnychZapylanie to bez wątpienia najcenniejsza praca wykonywana dla człowieka przez te małe, pracowite owady. I to właśnie ona jest wyceniana na 150 mld euro rocznie. Produkty takie jak miód czy wosk są warte kilkakrotnie mniej, choć niejednemu człowiekowi trudno byłoby się bez nich obyć i na nich właśnie oparta jest dochodowość polskiego pszczelarstwa.

Praca nie zawsze popłaca

Mimo ogromnego wpływu na gospodarkę praca pszczół i pszczelarzy nie jest należycie doceniana. Pszczelarstwo częściej jest dochodowym hobby niż pozwalającym na godne życie zawodem. Potwierdzają to dane statystyczne. Według szacunków Polskiego Związku Pszczelarskiego tym sektorem rolnictwa w Polsce zajmuje się 43 tys. osób. Większość z nich to właściciele małych pasiek, traktujący swoją pracę jako dodatkowe źródło dochodu. Pszczelarzy zawodowych, czyli takich którzy posiadają co najmniej 150 pni pszczelich, jest niewielu ponad 300.

Niewielka liczba pszczelarzy zawodowych może być wynikiem niewielkiej dochodowości tej działalności. Głównym źródłem przychodów z działalności pszczelarskiej w Polsce jest sprzedaż produktów wytworzonych przez owady, w tym przede wszystkim miodu – mówi Janusz Majewski.

Sytuacja, w której większość pszczelarzy, to hobbyści, nie jest w pełni korzystna dla rolnictwa i gospodarki. W Unii Europejskiej liczba pszczelarzy stopniowo maleje. W Polsce na razie takiego trendu nie zauważamy, można jednak sobie wyobrazić, co może się stać, gdy prowadzenie pasieki stanie się zajęciem generującym wyłącznie koszty.

Co niszczy pszczoły?

Samym owadom najbardziej przeszkadzają dręczące je choroby, takie jak warroza czy nosemoza, a także niewłaściwie stosowane przez rolników nawozy i środki ochrony roślin. Tym problemom można zaradzić, ustanawiając odpowiednie prawo i zapewniając pszczelarzom środki oraz profesjonalne doradztwo. Śmiertelność owadów jest jednak zawsze związana z kosztami, które musi ponieść właściciel pasieki. Są to zarówno utracone dochody, jak i konieczność zakupów leków. Do tego dochodzi jeszcze ryzyko produkcyjne wynikające z warunków pogodowych i duża konkurencja na światowym rynku miodu.

Pomóc pszczelarzom, ratować pszczoły

Opłacalność pasieki zależy od wielu czynników, takich jak wielkość produkcji, jej charakter (wędrowna jest znacznie bardziej wydajna), szeroki asortyment wytwarzanych produktów, a także prowadzenie działalności specjalistycznej (np. hodowla pszczelich matek). Mimo to dochody, które osiągają pszczelarze, są nieporównywalnie mniejsze niż wartość pracy wykonywanej przez pszczoły przy zapylaniu roślin. Ze względu na narodowy interes gospodarczy, a także społeczny nie można dopuścić do osłabienia tego sektora rolnictwa.

Od lat podejmowane są działania mające na celu wsparcie pszczelarzy. Bezpośrednie wsparcie pszczelarstwa w UE w latach 2014-2015 wyniosło 66,2 mln euro rocznie i pochodziło w 50% z budżetu UE oraz w 50% z budżetów krajowych państw członkowskich. Wydaje się, ze w kolejnych latach wsparcie to powinno być wyższe, na co wskazuje m.in. wysoki i rosnący współczynnik wykorzystania środków przekraczający 90% – mówi J. Majewski.

Istotnym wsparciem dla polskich pszczelarzy jest Ustawa z dnia 16 listopada 2016 r., która umożliwiła pszczelarzom bezpośrednią sprzedaż swoich produktów. Z uwagi na to, że ceny skupu miodu często są zbliżone do poziomu kosztów produkcji, pszczelarze, by uzyskać dochód, powinni sprzedawać swoje produkty bezpośrednio konsumentom. Jest to tym bardziej istotne, że na rynku miodu istnieje bardzo duża konkurencja międzynarodowa  – mówi J. Majewski. Cena litra miodu chińskiego jest niższa niż koszt wyprodukowania go w Polsce. W tej sytuacji trzeba nieustannie pamiętać, że praca pszczół to nie tylko produkcja miodu, ale przede wszystkim zapylanie roślin uprawnych.

Miód a racja stanu

Kolejnym pomysłem na wsparcie krajowych pszczelarzy jest utworzenie marki „Miód Polski”, będącej potwierdzeniem jakości produktu i znacznie ograniczającej pokusę nadużyć – na przykład dolewania do słoików tańszych miodów importowanych.

Można mieć nadzieję, że kondycja polskiego pszczelarstwa nie będzie się pogarszać. W przeciwnym razie będzie to oznaczało – poza brakiem rodzimych miodów na sklepowych półkach – problemy dla rolnictwa i wyższe ceny żywności. O tym należy pamiętać, kupując miód i inne produkty pszczele. Patriotyzm jest tu szczególnie wskazany.

Anna Ziółkowska

Jak program 500+ będzie wpływał na płace?

W odpowiedzi na to pytanie można postawić następujące hipotezy:

  • program 500+ będzie zwiększał presję na wzrost płac, ponieważ pozycja przetargowa pracowników (szczególnie tych o stosunkowo niskich wynagrodzeniach) będzie wyższa;
  • program 500+ będzie osłabiał presję na wzrost płac, ponieważ część dochodów pracowników będzie pochodziła z alternatywnego źródła (innego niż płaca), więc wysokość płacy potrzebna do zaspokojenia potrzeb gospodarstw domowych się obniży.

Najnowszy raport NBP na temat rynku pracy w IV kwartale 2016 r. skłania raczej do hipotezy drugiej. Wzrost wynagrodzeń – mimo bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy przyspieszał. Nie ma także dowodów na znaczącą dezaktywizację spowodowaną pobieraniem świadczenia, która zmniejszałaby podaż pracy, a tym samym skutkowała większą presją wzrost płac. Badania wskazują natomiast, że spadły oczekiwania co do minimalnego wynagrodzenia wśród osób spodziewających się świadczenia z programu 500+ (tzw. progowa). Oczekiwania te pokazują, za jaką minimalną płacę osoby niepracujące byłyby stanie podjąć pracę. Według NBP antycypacja programu „Rodzina 500 plus” obniżyła progową o ok. 6%.

Warto podkreślić, że badania te dotyczą tylko pewnego wycinka osób otrzymujących świadczenie 500+ i nie są reprezentatywne dla całej populacji. Pokazują one jednak, wpływ programu 500+ na wzrost wynagrodzeń nie będzie jednoznaczny. Z jednej mamy bowiem informacje o tym, że część supermarketów podnosi płace, gdyż wprowadzeniu programu 500+ mają one trudności z utrzymaniem i pozyskaniem pracowników (jak wskazano powyżej – według NBP do tej pory nie ma jednoznacznych dowodów na to zjawisko), a z drugiej strony program 500+ może obniżać oczekiwania pracowników co do wysokości wynagrodzenia potrzebnego do zaspokojenia ich potrzeb życiowych.

Autor: Jakub Sawulski z Katedry Finansów Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

Raport NBP: http://www.nbp.pl/publikacje/rynek_pracy/rynek_pracy_2016_4kw.pdf

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 31.03.2017

W pierwszym tygodniu kwietnia uwaga przenosi się na dane makro z USA i wskazówki z nich płynące dla polityki monetarnej. Raport z rynku pracy jest głównym wydarzeniem, ale minutki FOMC też rzucą więcej światła na przyszłą ścieżkę stóp procentowych. Mamy też decyzje banków centralnych w Australii i Polsce oraz serię odczytów PMI/ISM.

Przyszły tydzień: NFP, minutki FOMC/ECB, ISM/PMI, RPP, RBA, rynek pracy z Kanady

Początek nowego miesiąca przynosi standardowy zestaw w postaci odczytów ISM i danych z rynku pracy. Wyższe odczyty indeksów regionalnych (NY Empire State, Philly Fed) wskazują w stronę równie solidnego odczytu dla ogólnokrajowego przemysłu (pon). Negatywnym czynnikiem dla sentymentu będzie jednak ostatnie zamieszanie w Kongresie, stąd prognozy na marzec są poniżej wyników za luty. Podobna analiza dotyczy wskazań dla sektora usługowego (śr). Dane z rynku pracy z ostatnich tygodni sugerują podtrzymanie pozytywnego trendu – niska liczba wniosków o zasiłek, solidne subindeksy zatrudnienia we wskaźnikach regionalnych. Jednak po wyjątkowo silnych wzrostach miejsc pracy w styczniu i lutym z powodu sprzyjających warunków pogodowych, w marcu ryzykiem jest efekt odreagowania. Takie oczekiwania obniżają potencjał do rozczarowania słabszym odczytem.

Marcowe minutki FOMC (śr) mogą zyskać na znaczeniu, gdyż inwestorzy będą szukać przesłanek odnośnie kolejnej podwyżki w czerwcu i w dalszej części roku. Pod tym samym kątem rynek będzie śledził wypowiedzi Harkera (pon), Tarullo (wt), Lackera (pon) i Williamsa (czw) z większym zainteresowaniem wokół dwóch pierwszych, którzy mają prawo głosu w tym roku.

W strefie euro rewizje indeksów PMI (pon i śr) nie powinny dużo odbiegać od wstępnych szacunków, potwierdzając zdrowe tempo przyspieszenia. Lutowa sprzedaż detaliczna (wt) skorzysta na niskiej bazie ze stycznia, kiedy konsumpcja „odchorowywała” świąteczny grudzień. Minutki z posiedzenia ECB także przyciągną uwagę pod kątem, na ile Rada Prezesów ocenia poprawę perspektyw. Mimo to ostatnie zgaszenie oczekiwań na wcześniejszy termin podwyżek stóp procentowych zahamuje zapędy na wzrostu EUR.

Dla funta dane o aktywności biznesu (PMI, pon i śr) mogą być kluczowe, gdyż dostarczą informacji, czy generalna poprawa klimatu gospodarczego na świecie pozwoli zneutralizować rosnące obawy o przyszłość po Brexicie? Cofnięcie wskaźników w styczniu i lutym stoi w sprzeczności z odczytami w Eurolandzie i kolejny słaby odczyt podniesie alarm o kondycje gospodarki w kolejnych miesiącach. Produkcja przemysłowa (pt) powinna wskazać na odbicie po silnym spadku w styczniu. Oczekujemy większej wrażliwości GBP na rozczarowania w danych.

Kalendarz z Polski zawiera odczyt PMI dla przemysłu (pon) oraz decyzję RPP (śr). Solidne wskazania PMI z Niemiec argumentują za równie dobrym wyniku w Polsce (prog. 54,7 vs 54,2 w lutym), co dobrze rokuje kontynuacji odbicia ożywienia gospodarczego w kolejnych miesiącach. Jakkolwiek RPP przyjmie te dane z zadowoleniem, tak schłodzenie CPI do 2 proc. w marcu z 2,2 proc. w lutym ugruntuje neutralne nastawienie w polityce monetarnej. Stopy procentowe powinny zostać utrzymane bez zmian, a prezes NBP Glapiński powinien powtórzyć, że taki stan rzeczy utrzyma się co najmniej do końca roku. Pod koniec tego tygodnia słabszy odczyt inflacji przypomniał, że budowanie jastrzębich oczekiwań w Polsce niema na razie sensu, co powinno odebrać nieco pary z rajdu złotego.

W Japonii najciekawiej zapowiada się publikacja kwartalnej ankiety Tankan o nastrojach wśród przedsiębiorców (pon). Oczekiwana jest poprawa we wszystkich segmentach w porównaniu do badania z grudnia, co prawdopodobnie jest skutkiem globalnego ożywienia oraz utrzymania relatywnie niskiej wartości jena. Lepsze dane mogą przynieść przejściowe spadki USD/JPY, ale przy poprawie sentymentu wobec dolara i odbiciu rentowności obligacji skarbowych USA, niższe poziomy USD/JPY szybko znajdą chętnych do kupna.

W Australii kalendarz jest przepakowany wydarzeniami, w tym sprzedażą detaliczną, pozwoleniami na budowę domów (pon), bilansem handlowym i decyzją RBA (wt). To ostatnie skupi największą uwagę, nawet jeśli zmiana stopy kasowej nie jest oczekiwana. Klimat gospodarczy w Australii nie uległ wyraźnej zmianie od ostatniego posiedzenia, choć AUD jest mocniejszy od tamtego czasu, co będzie przemawiać za podtrzymaniem przez RBA ostrzeżenia o szkodliwości silnej waluty. Bank utrzyma pozytywną ocenę warunków gospodarczych, jednak mało realne, aby sugerował gotowość do podwyżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Rynkowe oczekiwania także są neutralne/lekko jastrzębie, stąd komunikat RBA powinien obejść się bez większej zmienności na AUD.

W Nowej Zelandii kalendarz jest prawie pusty z jedynie aukcją mleka (wt). W ostatnich dniach na rynku terminowym widać odbicie cen mleka, co by przemawiało za pozytywnym wynikiem aukcji. Mimo to wrażliwość NZD na aukcje spadła w ostatnim czasie, a stabilizacja cen umniejsza obawy RBNZ o szkodliwość dla wzrostu gospodarczego. Widzimy NZD pod wpływem globalnego sentymentu.

W Kanadzie na pierwszym planie będzie raport z rynku pracy (pt), gdzie pozytywne momentum utrzymuje się od sierpnia i kolejny silny odczyt będzie rodził spekulacje, że dotychczas ostrożne nastawienie Banku Kanady powinno zostać zrewidowane. Przy odbijających cenach ropy naftowej będzie łatwiej budować jastrzębie oczekiwania przed posiedzeniem BoC w kolejnym tygodniu i CAD może pretendować do jednej z silniejszych walut w G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs dolara odrabia straty

Obamacare pozostaje, podobnie jak zaufanie rynków do Trumpa

Rynki przyjęły do wiadomości informacje, iż zniesienie systemu Obamacare zajmie dłużej niż początkowo zakładano. Wydaje się, że inwestorzy wciąż dążą prezydenta Trumpa dużym kredytem zaufania. Nota bene dziś mija już 70 dzień jego prezydentury. Poza tym są ważniejsze sprawy, o których należy pomyśleć, jak np. reforma podatków czy nominacje dalszych członków gabinetu. Rynki wciąż wieżą w Trumpa oraz jego umiejętności przywrócenia zysków na Wall Street, dowodzi temu fakt, iż sektor finansowy odzyskuje wiarę w siebie.

Sektor finansowy inwestycje

Po wczorajszych zniżkach na rynkach azjatyckich, indeksy w Europie i w Stanach Zjednoczonych były w stanie się wybronić i osiągnąć zyski rzędu 0,25%. Dziś Azja znów zniżkuje i wkrótce okażę się czy sentyment na dalekim wschodzie będzie się w stanie odwrócić.

Dolar odrabia straty

Kurs dolara 31 03 2017Dolar w tym tygodniu powoli odrabiał ostatnie straty. US Dollar Index rozpoczął ten tydzień na poziomie 99,18. Korekta kursu wskazuje na dobrą zmianę kierunku. Z analizy platformy inwestycyjnej eToro wynika, iż większość inwestorów przyjmuje wobec amerykańskiej waluty pozycję krótką, stawiając na sprzedaż waluty, głownie w parach walutowych z euro oraz dolarem nowozelandzkim.

Zuma szokuje rynki

Kurs dolara i rand południowoafrykański 31 03 2017Prezydent RPA Jacob Zuma zszokował południowoafrykańskie rynki zwalniając ministra finansów. Ostatnie przetasowania w rządzie Zumy mają duży wpływ na lokalne rynki oraz kondycję randa. W styczniu 2016 roku kurs dolara w stosunku do południowoafrykańskiej waluty wynosił 17,76, obecnie znajduje się na pułapie 13,4. Jeśli sytuacja się pogorszy przewidywane są kolejne spadki.

Bicoin do lamusa?

Nie ma wątpliwości, iż kryptowaluta ethereum się umacnia. Jedna z największych firm specjalizujących się w systemach blockchain o nazwie Storj ogłosiła ostatnio, iż przewalutują swój magazyn cloudowy z bitcoina na ethereum. Nie tylko duże firmy, ale także inwestorzy indywidualni dokonują ostatnio przewalutowań w tym samym kierunku. Od 10 marca do dziś suma środków ulokowanych w bitcoinach spadła z 20 mld dolarów do 16,8 mld, łączny spadek wyniósł 3,2 mld dolarów. W tym samym okresie wartość rynkowa ethereum wzrosła z 1,6 mld do 4,5 mld – łączy wzrost o 2,9 mld dolarów amerykańskich. Szybkość, z jaką rynki się poruszają może przyprawić inwestorów o zawrót głosy, natomiast zmiana wartości jest zależna od zmian w danej technologii. Sieć o nawie Raiden planuje uruchomić nowy system realizacji transakcji w ethereum, który ma być jeszcze szybszy niż dotychczas.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 31 marca.

Wrocławski rynek biurowy w krajowej pierwszej trójce

Firma doradcza JLL podsumowała rok 2016 na wrocławskim rynku biurowym.

„Z danych ABSL wynika, że Wrocław jest trzecią co do wielkości lokalizacją pod względem liczby i zatrudnienia w centrach usług dla biznesu w Polsce. W centrach usług pracuje tu ponad 34 200 osób, a swoje siedziby w mieście mają globalne marki jak m.in. BNY Mellon, Capgemini, Credit Suisse, EY, Google, HP, IBM, McKinsey, Nokia Networks, UBS i wielu innych. Rozwijający się dynamicznie sektor usług biznesowych od lat jest głównym najemcą powierzchni biurowych we Wrocławiu. Udział firm z tej branży w popycie na biura w 2016 r. wyniósł 57%”, informuje Katarzyna Krokosińska, dyrektor biura JLL we Wrocławiu.

Popyt

W całym 2016 roku na ośmiu największych biurowych polskich rynkach regionalnych (Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Szczecinie i Lublinie) wynajęto łącznie 585 700 mkw. powierzchni, z czego w samym Wrocławiu popyt wyniósł 124 500 mkw. Tak dobry wynik dał stolicy Dolnego Śląska drugą pozycję wśród rynków regionalnych, po Krakowie.

Największe umowy najmu we Wrocławiu w 2016 r.

Budynek Najemca Powierzchnia (mkw.)
Kaufland HQ Kaufland Polska 16 000
Grunwaldzki Center Credit Suisse 10 800
Sagittarius Business House BNY Mellon 10 500
West Link Nokia Networks 7 000

Źródło: PORF, JLL, www.bazabiur.pl, IV kw. 2016 r.

„JLL pozostaje bardzo aktywny na wrocławskim rynku biurowym. Wśród firm, które w ubiegłym roku reprezentowaliśmy w procesie poszukiwania powierzchni znalazły się m.in. Credit Suisse, Becton Dickinson, Axiom, Regus czy Unic”, dodaje Katarzyna Krokosińska.

Zainteresowanie najemców utrzymuje się na wysokim poziomie również w tym roku, czego przykładem są podpisane niedawno umowy najmu Capgemini w Business Garden (+13 000 mkw.) oraz EY GDS Poland w Sagittarius Business House (10 500 mkw.).

Podaż

Wrocław z 847 800 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej jest drugim, po Krakowie (915 800 mkw.), największym rynkiem regionalnym w Polsce i trzecim rynkiem w skali kraju. W 2016 oddano do użytku łącznie 141 500 mkw. Największe biurowce, jakie trafiły na rynek w ubiegłym roku to pierwsza faza Business Garden (36 600 mkw.), Pegaz (18 500 mkw.), Kaufland HQ (budynek na potrzeby własne; 16 000 mkw.) oraz Nobilis Business House (14 900 mkw.). Kolejne 147 000 mkw. jest w budowie.

Największe biurowce w budowie

Budynek Właściciel Powierzchnia biurowa (mkw.)
Sagittarius Business House I&II Echo Investment 24 400
Retro Office House LC Corp 19 800
BZ WBK Leasing HQ BZ WBK 17 000
Green2Day Skanska Property Poland 16 800
West Link Echo Investment 13 900
Bielany Business Point Megapolis 12 500

Źródło: PORF, JLL, www.bazabiur.pl, IV kw. 2016 r.

„W ciągu ostatnich 15 lat Wrocław przeszedł spektakularną metamorfozę. Silna gospodarka miasta wspierana przez lokalny samorząd, dostęp do wykształconych kadr, inwestycje w infrastrukturę kształtują wizerunek Wrocławia jako jednej z najciekawszych lokalizacji dla biznesu w Polsce. Nowym centrum biurowym miasta staje się okolica dworca kolejowego Wrocław Główny, gdzie powstaje Sagittarius Business House, Wroclavia, a niedawno ukończono projekt Komandorska 12 ”, podsumowuje Katarzyna Krokosińska.

Pustostany i czynsze

W 2016 r. wskaźnik powierzchni niewynajętej kształtował się na poziomie 12,5%.

Najwyższe czynsze transakcyjne za metr kwadratowy za miesiąc wyniosły w stolicy Dolnego Śląska ok. 14-14,5 euro.

Sfinks chce zarządzać co najmniej 400 restauracjami

Sfinks Polska w ramach realizacji strategii na lata 2017-2022 zamierza zbudować komplementarne portfolio ogólnopolskich marek gastronomicznych oraz znacznie zwiększyć skalę działania poprzez wzrost liczby zarządzanych lokali. Sieci będą rozwijane organicznie i dzięki akwizycjom. Grupa Sfinks planuje też istotnie zwiększyć rolę modelu franczyzowego, w którym w wyniku realizacji strategii ma działać około 70-90% lokali. Nastąpi także rozwój międzynarodowy sieci Sphinx na zasadzie masterfranczyzy w co najmniej trzech krajach. Spółka zakłada, że realizacja tych działań pozwoli na zbudowanie w przyszłości sieci liczącej minimum 400 restauracji.

– Naszym podstawowym celem jest tworzenie wartości dla akcjonariuszy, jednocześnie dbając o wysoki poziom zadowolenia klientów naszych sieci. Chcemy to osiągnąć poprzez stworzenie sieci różnorodnej pod względem rodzajów kuchni, oferty i potrzeb klienta, związanych z porą dnia, dniem tygodnia czy okazją jak spotkanie biznesowe, zabawa, podróż. Zróżnicowanie oferty ma też na celu zapewnienie dostępności cenowej i optymalne wykorzystanie lokali. Będziemy to realizować rozwijając się organicznie i jednocześnie pełniąc rolę konsolidatora rynku. Proces rozbudowy sieci został zapoczątkowany poprzez umowy dotyczące Fabryki Pizzy oraz marek Meta, Meta Disco i Funky Jim. Nasze działania akwizycyjne, zgodnie z nową strategią, na tym się jednak nie skończą – zapowiada Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

W celu realizacji strategii w latach 2017-2022 Sfinks planuje zmienić strukturę grupy. Sieciami gastronomicznymi, oprócz spółki-matki, mają także zarządzać spółki zależne lub powiązane, nad którymi zostanie zachowana kontrola. Rolą Sfinks Polska będzie jednocześnie wsparcie organizacyjne podmiotów grupy, tak by osiągać synergie, np. w zakresie zakupów, finansów i księgowości, poszukiwania i wynajmu lokali, pozyskiwania franczyzobiorców, zarządzania bazami danych etc.

Zmiany organizacyjne będą dotyczyły także sieci Sphinx. Docelowo mają w niej być jedynie restauracje o powierzchni 250-350 mkw. Jednocześnie część operatorskich restauracji z szyldem Sphinx ma być stopniowo przekształcanych na model franczyzowy. Takie przekształcenia mają zaowocować wyższym wynikiem EBITDA sieci Sphinx, głównie z powodu obniżenia kosztów pracy i kosztów spożywczych.

Z aktualnego portfolio grupy w segmencie casual dining znajdują się też sieci Chłopskie Jadło oraz WOOK. W przypadku tej pierwszej spółka w okresie objętym strategią założyła rozwinięcie sieci do kilkudziesięciu restauracji, w tym również w modelu franczyzowym. Z kolei w przypadku marki WOOK planowany jest rozwój głównie w dużych miastach z udziałem około 70% lokali franczyzowych. Wcześniej jednak koncept czekają zmiany w ofercie, do której zostanie wprowadzone m.in. sushi. Od grudnia 2016 r. nową marką casual dining w grupie Sfinks Polska jest, dzięki umowie masterfranczyzy, Fabryka Pizzy. Niebawem w ramach grupy Sfinks Polska mają powstać nowe restauracje pod tym szyldem.

Jednocześnie w najbliższych latach Sfinks będzie budować obecność w segmencie barów bistro na bazie marek Meta, Meta Disco i Funky Jim. Będą one rozwijane w ramach spółki zależnej Sfinks Polska, także w modelu franczyzowym. Oprócz tego Sfinks zamierza rozwijać sieć gastro pubów. Ta kategoria obecnie jest reprezentowana przez działający w Warszawie pub Bolek. Spółka przewiduje w ramach strategii rozbudowę w tym segmencie zarówno poprzez akwizycje, jak i organiczną. Dodatkowo rozwój gastro pubów i barów bistro umożliwi Sfinks Polska osiągnięcie synergii związanych z zakupem napojów alkoholowych i bezalkoholowych dla całej grupy.

Działania związane z realizacją strategii rozwoju w latach 2017-2022 mają być finansowane z wypracowanej przez grupę wolnej gotówki oraz przy wykorzystaniu dźwigni finansowej, a także ze środków franczyzobiorców. By zrealizować założone cele finansowe, spółka zamierza poprawić wskaźniki rentowności, przekształcić część sieci restauracji Sphinx i Chłopskie Jadło w lokale franczyzowe oraz dostosować wysokość spłat rat kapitałowo-odsetkowych do założeń strategii. Jednocześnie Sfinks planuje wykorzystać finansowanie zewnętrzne (dłużne i kapitałowe) do rozwoju spółek grupy sieci i zmniejszyć udział zaangażowania środków własnych w inwestycje w lokale poprzez większe wykorzystanie tzw. „fit out”, czyli nakładów na przygotowanie restauracji poniesionych przez wynajmującego, na przykład centrum handlowe.

– Obecna strategia stawia nas w pozycji lepszego przygotowania do wyzwań, jakie niesie zmieniająca się sytuacja rynkowa i trendy w biznesie gastronomicznym. Oprócz tego mamy doświadczenie, know-how, zespół specjalistów, a także narzędzia, jak choćby skrojony pod potrzeby grupy system IT, by wykorzystać potencjał obecnych i przyszłych marek, a w efekcie zrealizować nadrzędny cel, jakim jest budowa wartości spółki – podsumowuje Sylwester Cacek.

Zarząd Enei podsumowuje 2016 rok

11.256 mln zł przychodów ze sprzedaży netto, EBITDA wynosząca 2.328 mln zł i zysk netto na poziomie 849 mln zł – to podstawowe wyniki Grupy Enea za ubiegły rok. Grupa konsekwentnie realizuje założenia nowej Strategii Rozwoju inwestując w nowoczesne źródła wytwarzania energii, umacnia pozycję rynkową w obszarze wydobywczo-wytwórczym i zwiększa aktywność w obszarze innowacji. Działania Enei wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne kraju i pewność dostaw energii dla Klientów.

Rok 2016 to dla Enei dynamiczny rozwój koncernu surowcowo-energetycznego w oparciu o stabilne podstawy. Grupa wyprodukowała ponad 9 mln ton węgla netto i 13,6 TWh energii elektrycznej.  W tym samym okresie Enea sprzedała prawie 18 TWh energii elektrycznej i gazu odbiorcom detalicznym oraz 18,7 TWh usług dystrybucji odbiorcom końcowym. Grupa przełożyła te wyniki operacyjne na solidne wyniki finansowe.

Jednym z głównych wydarzeń 2016 r. było przyjęcie przez Grupę nowej Strategii Rozwoju. Dokument ten wskazuje strategiczne cele do osiągnięcia przez Grupę Kapitałową we wszystkich obszarach łańcucha wartości, wpisując się w politykę gospodarczą oraz  jednocześnie wzmacniając bezpieczeństwo energetyczne kraju. Zatwierdzona Strategia Rozwoju to odpowiedź na zmieniające się otoczenie gospodarcze i regulacyjne firmy, mająca zabezpieczyć jej zrównoważony rozwój w perspektywie 2030 r.

– Rewolucja cyfrowa, zwiększająca się konkurencja, szybki postęp technologiczny i planowane zmiany struktury rynku energii będą wymagały od spółek energetycznych transformacji ich dotychczasowych modeli biznesowych, aby mogły lepiej dostosowywać się do oczekiwań Klientów. Grupa Kapitałowa Enea to działająca elastycznie organizacja procesowa aktywnie wpisująca się w pozytywne przemiany w polskiej gospodarce. To nie tylko wiarygodny sprzedawca na rynku energii elektrycznej, ale i wiodący dostawca zintegrowanych usług dla szerokiego grona Klientów ceniony za jakość, kompleksowość i niezawodność – powiedział Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Enea inwestuje w nowoczesne źródła wytwarzania oraz zwiększa potencjał i niezawodność dostaw energii elektrycznej

Enea w 2016 r. zrealizowała wart ponad 2,7 mld zł program inwestycyjny. Kluczowe w tym aspekcie wydarzenia to: w obszarze wydobycia – zakończenie prac wiertniczych przy otworach badawczych na złożu Ostrów; w obszarze dystrybucji – modernizacja, rozbudowa i automatyzacja majątku sieciowego; w obszarze wytwarzania – modernizacje i inwestycje w ochronę środowiska w Elektrowni Kozienice oraz dobiegająca końca budowa nowego bloku energetycznego. Enea inwestuje również w ciągłą poprawę jakości obsługi Klienta.

– Oddanie do eksploatacji nowoczesnego bloku na parametry nadkrytyczne o mocy 1.075 MW w Elektrowni Kozienice jest naszym priorytetem. Cała inwestycja, na którą składa się ok. 30 tys. szczegółowych zadań, jest obecnie gotowa w 95% – zaznaczył prezes Mirosław Kowalik.

– Konsekwentnie inwestujemy i budujemy nasz potencjał, aby wzmocnić naszą pozycję rynkową. Ważne znaczenie dla realizacji celów strategicznych zapisanych w Strategii Grupy Enea mają inwestycje, które zapoczątkowaliśmy pod koniec 2016 r., czyli sfinalizowane w marcu bieżącego roku przejęcie Elektrowni Połaniec oraz ogłoszenie przetargu na realizowany wspólnie z Energą projekt budowy Elektrowni Ostrołęka C – dodał prezes Kowalik.

Włączając Elektrownię Połaniec do Grupy, Enea zwiększa roczną produkcję energii do poziomu ok. 24 TWh. Dzięki temu, w Grupie zbilansowana zostanie produkcja i sprzedaż energii elektrycznej. Wiąże się to również z realizacją jednego z głównych założeń nowej Strategii Rozwoju, które zakłada zwiększenie sprzedaży energii elektrycznej Klientom końcowym do poziomu 20,1 TWh w 2025 r. Transakcja zapewni również sprzedaż wolumenu węgla wydobywanego w Grupie Enea – Elektrownia Połaniec zużywa rocznie ok. 3,9 mln ton surowca pochodzącego głównie z LW Bogdanka. Tym samym Grupa tworzy oparty o własny surowiec, efektywny kosztowo i operacyjnie, obszar wydobywczo-wytwórczy Kozienice‑Bogdanka-Połaniec.

Elektrownia Ostrołęka C z nowym blokiem o mocy ok. 1.000 MW i sprawnością co najmniej 45% będzie kolejnym, stabilnym, wysokosprawnym i niskoemisyjnym źródłem energii opartym o polski surowiec w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Przewidziane w projekcie nowoczesne technologie pozwolą na wypełnienie obowiązujących unijnych wymogów związanych z ochroną środowiska. Realizując wspólnie z Energą projekt Elektrowni Ostrołęka C, Enea chce wykorzystać wiedzę i doświadczenie zdobyte podczas budowy nowego bloku w Elektrowni Kozienice.

W 2016 r. Grupa Enea w obszarze dystrybucji zrealizowała intensywny program modernizacji, unowocześniania i rozwoju sieci dystrybucyjnej. Na ten cel przeznaczono 920 mln zł.

– Działania te w znaczący sposób wpłynęły na poprawę bezpieczeństwa energetycznego w całym regionie obsługiwanym przez Grupę, czyli w północno-zachodniej Polsce. Zrealizowane inwestycje przełożyły się na poprawę wskaźników, które jakościowo definiują czas i liczbę przerw w dostawach energii: SAIDI – o 44% r/r i SAIFI – o 30% r/r – podał Wiesław Piosik, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych.

Grupa stawia na innowacyjne technologie

Enea chce współtworzyć w Polsce ekosystem innowacji. Przykładem takiego podejścia jest potencjalna inwestycja w nowoczesny blok w technologii czystego węgla tzw. IGCC (ang. Integrated Gasification Combined Cycle) o mocy 300-500 MW. Realizacja w Polsce projektu w oparciu o tę innowacyjną technologię przyczyniłaby się do powstania nowego rynku dla węgla i wpłynęłaby na zwiększenie niezależności energetycznej polskiej gospodarki. Blok mógłby powstać w pobliżu LW Bogdanka – Enea w wyniku finalizacji transakcji zakupu Elektrowni Połaniec pozyskała działkę o powierzchni 26 ha położoną w pobliżu Bogdanki, która może zostać wykorzystana na ten cel.

Polska posiada bogate zasoby węgla kamiennego, jego zgazowanie jest jedną z bardziej perspektywicznych technologii energetycznych na tym paliwie. Spółka bierze również aktywny udział w działaniach na rzecz rozwoju i budowy infrastruktury e-mobility w Polsce. Elektromobilność to jeden z obszarów, który będzie miał wpływ na przyszły kształt rynku energii elektrycznej, stąd decyzja o powołaniu, wspólnie z PGE, Energą i Tauronem, dedykowanej spółki ElectroMobility Poland. Włączamy się w prace na rzecz stworzenia bazowej infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych w polskich aglomeracjach, aby zwiększyć m.in. możliwość  wykorzystania autobusów elektrycznych. Oprócz prac nad rozwiązaniami technicznymi, potrzebne są regulacje, nad którymi obecnie pracuje Ministerstwo Energii,  aktóre mają przyczynić się do właściwego rozwoju infrastruktury dla elektromobilności. To są duże wyzwania, wielu interesariuszy oraz mnogość propozycji modeli biznesowych, które dotyczą zarówno firm z sektora paliwowo-energetycznego, transportowego, jak i samorządów. Przy tym należy uwzględnić szybki postęp technologiczny np. w magazynowaniu energii – podkreślił Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Optymalizacja procesów i elastyczna adaptacja do zmian otoczenia rynkowego znajdują odzwierciedlenie w generowanych dobrych wynikach finansowych

W 2016 r. Grupa Enea wypracowała solidne wyniki finansowe: 11.256 mln zł przychodów ze sprzedaży netto, 2.328 mln zł EBITDA oraz 849 mln zł zysku netto. Na porównywalność wyniku EBITDA r/r wpływ miały następujące zdarzenia jednorazowe: rozliczenie przychodów z tyt. KDT w III kwartale 2015 r. w wysokości 293 mln zł, zawiązanie rezerwy związanej z oszacowaniem wartości udziałów w spółce Eco-Power sp. z o.o. na kwotę 129 mln zł w IV kwartale 2016 r. oraz zawiązanie rezerw na nowy Program Zmiany Pokoleniowej na kwotę 54 mln zł w IV kwartale 2016 r. Po ich wyłączeniu skonsolidowana EBITDA wzrosła z 1.837 mln zł w 2015 r. do 2.510 mln zł w roku 2016, czyli o 36,7%.

W analizowanym okresie najwyższa EBITDA, 1.111 mln zł (blisko 50% EBITDA Grupy), zrealizowana została w obszarze dystrybucji. Obszar wydobycia wypracował 612 mln zł EBITDA, co stanowi największy przyrost r/r – o 456 mln zł – związany z konsolidacją wyników GK LW Bogdanka od 1 listopada 2015 r. Na porównywalność r/r wyników obszaru wytwarzania wpływ miały w/w rozliczenie przychodów z tyt. KDT oraz rezerwa związana z oszacowaniem wartości udziałów w spółce Eco-Power Sp. z o.o. EBITDA bez one-offs tego obszaru ukształtowała się na poziomie 646 mln zł – przyrost o 44 mln zł, czyli 7,3% r/r. EBITDA obszaru obrotu, po wzroście o 22,1%, wyniosła 154 mln zł.

Wskaźnik dług netto / EBITDA na koniec 2016 r. znajdował się na bezpiecznym poziomie 1,9.

W 2016 r. Grupa Enea pokazała, że jest w stanie dobrze sobie radzić w trudnym otoczeniu rynkowym i regulacyjnym. Budując synergie pomiędzy poszczególnymi obszarami biznesowymi, zwiększamy efektywność Grupy. Konsekwentnie inwestujemy w jej rozwój, a także wykorzystujemy pojawiające się szanse rynkowe. Budujemy optymalny model funkcjonowania, który umacnia pozycję Grupy na rynku. Znajduje to również odzwierciedlenie w generowanych przez Grupę wynikach finansowych – podkreślił Mikołaj Franzkowiak, wiceprezes Enei ds. finansowych.

LW Bogdanka po 2016 r. – dobre wyniki operacyjne i finansowe pomimo utrzymującej się trudnej sytuacji rynkowej

Grupa Kapitałowa Lubelskiego Węgla Bogdanka wypracowała w 2016 r. przychody ze sprzedaży sięgające 1,8 mld zł oraz zysk netto w wysokości 182 mln zł. Wynik EBIT w omawianym okresie wyniósł ponad 237 mln zł, a EBITDA 606,5 mln zł. Na osiągnięte wyniki finansowe znaczący wpływ miały ceny węgla pozostające nadal na niskim poziomie w ujęciu rok do roku, pomimo względnej stabilizacji w IV kwartale 2016 r.

Wypracowane wyniki Spółka ocenia jako dobre i wyróżniające na tle polskiej branży górniczej. Utrzymanie wysokich wskaźników rentowności, pomimo spadku ceny sprzedanego węgla o ponad 10% w stosunku rok do roku, było możliwe dzięki ciągłej kontroli kosztów i optymalizacji nakładów inwestycyjnych. W efekcie rentowność EBITDA w 2016 r. utrzymywała się na ponadprzeciętnym dla światowej branży poziomie 34%.

W 2016 r. produkcja węgla handlowego osiągnęła poziom ponad 9 mln ton, na podobnym poziomie (9,1 mln) utrzymywała się również sprzedaż w tym okresie. Długość wyrobisk korytarzowych wykonanych w minionym roku wyniosła 23,8 km, co oznacza wzrost o 19% w porównaniu z rokiem 2015.

Spółka utrzymuje silną pozycję rynkową. Po 2016 r. jej udział w rynku sprzedaży węgla energetycznego kształtował się na poziomie 15,9%, a w rynku węgla energetycznego do energetyki zawodowej – na poziomie 25,4%. Oznacza to powrót do poziomów zbliżonych do 2014 r., po zawirowaniach na rynku węgla w Polsce w 2015 r.

W związku z ogłoszoną w lutym br. strategią rozwoju LW Bogdanka SA – Obszar Wydobycia Grupy Enea do roku 2025, z perspektywą do roku 2030 oraz przedstawionym w niej scenariuszem elastycznego rozwoju – plany produkcyjne na lata 2017-2025 zakładają średnioroczną produkcję węgla na poziomie ok. 9,2 mln ton.

– Zrealizowane w 2016 r. wydobycie oraz sprzedaż przełożyły się na solidne wyniki finansowe. Jesteśmy tym bardziej dumni, gdyż osiągnięte zostały one w utrzymującym się trudnym otoczeniu rynkowym – miniony rok dla naszej branży upłynął pod znakiem nadpodaży i spadków cen węgla na polskim rynku. Na rynkach światowych ceny znacząco wzrosły w ciągu roku, ale wzrost ten nie przełożył się w 2016 r. na sytuację w Polsce. Pomimo tego, był to dla naszej branży pozytywny sygnał – powiedział Krzysztof Szlaga, prezes Lubelskiego Węgla Bogdanka.

– 2016 r. był pierwszym pełnym rokiem, w którym funkcjonowaliśmy w ramach Grupy Enea. W tym czasie wypracowaliśmy szereg efektów synergii, co przełożyło się na dalszą poprawę naszej efektywności kosztowej, która od lat jest najwyższa w branży. Integracja z Grupą i wynikające z niej korzyści operacyjno-kosztowe umożliwiają osiągnięcie zamierzonych i dobrych wskaźników  operacyjno-finansowych. Do ważnych osiągnięć minionego roku zaliczyć należy także znaczącą poprawę długoterminowego bezpieczeństwa wydobycia w Bogdance. Było to możliwe dzięki podpisaniu w drugiej połowie roku ważnych aneksów do umów z naszymi kluczowymi odbiorcami – Grupą Enea i Elektrownią Połaniec, jak również z Grupą Azoty i ENERGA Elektrownie Ostrołęka. Dzięki temu w najbliższych latach mamy solidne podstawy do długoterminowego planowania naszej produkcji, zatrudnienia i prac przygotowawczych. To z kolei ułatwi nam kontrolę kosztów, na co niezmiennie kładziemy szczególny nacisk – dodał Krzysztof Szlaga.

Multiusługowa Enea przyszłości

Rosnące znaczenie energetyki obywatelskiej i pozycji Klienta wpływa na ofertę Enei. Poza konkurencyjną ceną energii, ciągłą poprawą jakości świadczonych usług, Grupa rozszerza portfolio o dodatkowe pakiety. Klienci już teraz mogą wybierać spośród pakietów z takimi usługami dodatkowymi jak pomoc elektryka czy opieka medyczna, które są oferowane wraz ze sprzedażą energii elektrycznej. W listopadzie 2016 r. Enea wprowadziła nową ofertę Energia+ Fotowoltaika, która obejmuje kompleksową obsługę Klienta wraz z audytem i doborem optymalnej instalacji fotowoltaicznej.

– Enea będzie firmą multiusługową i taka też będzie nasza oferta skierowana do Klientów. Zależy nam na tworzeniu zdywersyfikowanego portfela świadczeń dostosowanych do potrzeb Klientów. Jednym z elementów realizacji tego kierunku rozwoju jest uruchomienie programu lojalnościowego „Strefa Zakupów” dla Klientów indywidualnych, który zamierzamy w tym roku rozwijać – zapowiedział Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych.

Enea chce też być aktywnym uczestnikiem procesu tworzenia i funkcjonowania klastrów energii, w pierwszej kolejności na obszarze funkcjonowania spółki Enea Operator. Klastry stanowią szansę na rozwój nowych usług świadczonych przez Grupę Enea oraz możliwość przygotowania jej na przyszłe potrzeby rynkowe.

Potencjał ludzki. Społeczna Odpowiedzialność Biznesu. Dialog ze Stroną Społeczną

Enea widzi siłę i przyszłość Grupy w dalszym rozwoju potencjału ludzkiego. Z tego względu uruchomiony został Program Zmiany Pokoleniowej, którego celem jest zbudowanie systemowego procesu zabezpieczającego odpowiedni poziom napływu i utrzymania kompetencji w Grupie w przyszłych latach. Poprzez zmiany funkcjonalne Enea dąży do stworzenia kultury organizacyjnej, która będzie nie tylko wspierała rozwój firmy, ale wychodziła naprzeciw oczekiwaniom Pracowników zarówno w zakresie podnoszenia kompetencji, jak i satysfakcji pracy w Grupie Enea.

– Chcemy stworzyć w ramach Grupy Enea stabilne i atrakcyjne miejsca pracy dla obecnych i przyszłych Pracowników. Budujemy organizację opartą  na wiedzy, a naszym największy kapitałem są Pracownicy. Zakładamy również silne wsparcie rozwoju lokalnego oraz budowanie trwałych lokalnych relacji społecznych, które są dla nas istotnym elementem polityki odpowiedzialnego biznesu – powiedział prezes Mirosław Kowalik.

Grupa będzie dbała o rozwój poszczególnych regionów kraju jako atrakcyjny pracodawca, ale również jako podmiot wzmacniający rozwój społeczny, wspierający lokalne szkolnictwo zawodowe. Jednym priorytetów Enei jest również kontynuacja otwartego i konstruktywnego dialogu ze Stroną Społeczną, który umożliwia budowanie szerokiego konsensusu społecznego wokół wartości i kwestii fundamentalnych dla rozwoju innowacyjnego koncernu surowcowo-energetycznego.

Grupa Enea w liczbach:
5,2 GW zainstalowanej mocy elektrycznej
3 pola wydobywcze
121,3 tys. km linii dystrybucyjnych wraz z przyłączami
15,7 tys. Pracowników
2,5 mln Klientów

Komentarz walutowy: kurs dolara, euro, funta 31.03.2017

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara do złotego wykresW 3 dni dolar odrobił 5 groszy do złotówki. To stosunkowo niewiele w porównaniu do przeceny eurodolara, gdzie kurs spadł o ponad 2 centy. Umocnienie dolara generalnie osłania waluty egzotyczne oraz zmienia sentyment do koszyka walut rynków wschodzących. Na tym tle złotówka wypada nieźle, co pozwala podejrzewać, że krótkoterminowo może dojść do znacznej korekty ceny. Technicznie USDPLN znajduje się na lokalnym oporze przy 3,9440. W przypadku wzrostów kolejnym oporem będą lokalne szczyty przy 3,98, a w przypadku jego pokonania 4,02 i 4,05. Wsparciem pozostaje strefa popytowa przy lokalnych dołkach przy 3,89.

 

Kurs euro EURPLN

Kurs euro do złotego wykresEUR na szerokim rynku traci po plotkach agencji Reuters o stanowisku EBC w sprawie polityki monetarnej i fiskalnej. Umocnienie się EUR w ostatnich dniach to także efekt pozycjonowania się dużych graczy, którzy chcieli wykorzystać porażkę Prezydenta Trumpa w Kongresie. To w konsekwencji doprowadziło do wzrostów na eurodolarze. Obecny impuls spadkowy na EURUSD wpływa na cenę EUR w stosunku do PLN. Po zaksięgowaniu formacji 1 do 1 cena po dwóch dniach konsolidacji wybiła się dołem. Z wysokiego interwału czasowego (tygodniowy) można wnioskować, że cena zmierza do testu dolnego ograniczenia wzrostowego kanału trendowego. Naszym zdaniem złotówka na tę chwilę jest za mocna i po 3 tygodniach umacniania się rosną szanse na zakończenie trendu spadkowego. W przypadku wzrostów oporem staje się niedawna strefa wsparcia przy 4,2740, a w przypadku jej pokonania w krótkim terminie jest szansa przetestowania poziomu 4,35.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta do złotego wykresSytuacja na funcie jest coraz bardziej interesująca. Wskazywaliśmy już na początku tygodnia, że funt ma dużą szansę na korektę i zdecydowane umocnienie się. W ciągu ostatnich 2 tygodni funt umocnił się w stosunku do dolara i euro, natomiast w stosunku do złotówki się osłabił. Umocnienie się złotówki, to efekt danych makro, jednak zakładamy w scenariuszu bazowym dalsze umocnienie się funta na szerokim rynku, co odbije się także na złotówce. Z technicznego punktu widzenia najbliższym wsparciem dla GBPPLN strefa popytowa przy 4,90, a następnie linia trendowa wyrysowana po lokalnych dołkach. W przypadku wzrostów oporem będzie poziom 4,9570, gdzie cena już reagowała w marcu kilkukrotnie.

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

O jakości w praktyce podczas III Europejskiego Kongresu Jakości

Blisko 200 uczestników i 16 prelegentów, w tym goście z zagranicy. Tak w liczbach przedstawia się III Europejski Kongres Jakości, który 28 marca odbył się w Hotelu Monopol w Katowicach. Hasłem przewodnim tegorocznego spotkania była „Jakość w praktyce”.

III Europejski Kongres Jakości to wyjątkowe wydarzenie w skali naszego kraju, które po raz kolejny zintegrowało przedstawicieli świata biznesu i nauki. Dyskutowano o kulturze i doskonaleniu jakości w organizacji, w zarządzaniu oraz w życiu. Prezentowano interesujące case study, które pozwoliły lepiej zrozumieć tajniki sukcesu firm. Kongres był również doskonałą okazją by spotkać się z najlepszymi menedżerami biznesu reprezentującymi najwyższe standardy zarządzania i nawiązać nowe kontakty.

Po raz pierwszy wydarzenie zagościło w stolicy Górnego Śląska. Organizatorem wydarzenia była Fundacja Qualitas, która od 12 lat zajmuje się promocją jakości i dobrych praktyk biznesowych wyróżniając najlepsze firmy.

– Spotykamy się po raz kolejny, ponieważ chcieliśmy Państwa zainspirować do dalszego działania i do zmiany zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Mamy nadzieję, że zdobyta wiedza przełoży się na konkretne realizacje w Państwa firmach, a tym samym usprawni wiele procesów i podniesie jakość zarządzania – mówił Marcin Kałużny, organizator i pomysłodawca.

Wystąpienie inauguracyjne wygłosił Kamil Durczok, redaktor naczelny portalu Silesion.pl, który mówił o budowaniu własnego brandu i o tym jak skutecznie zadbać o jakość życiowego kapitału. Główną część wydarzenia stanowiły panele tematyczne, wystąpienia i dyskusje, których wspólnym mianownikiem była „Jakość w praktyce”. Wśród prelegentów znaleźli się m.in. przedstawiciele Grupy ATLAS i IBM Polska, którzy mówili o social business oraz rosnącym znaczeniu social media w komunikacji i zarządzaniu wiedzą.

Ostatnio modnym zagadnieniem stało się proekologiczne działanie, dlatego również na Kongresie nie zabrakło tego tematu. Przedstawiciele Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego LEK-AM, Rekopolu Organizacji Odzysku Opakowań, Sądeckich Wodociągów oraz Cartrack Polska dyskutowali o różnych sposobach pojmowania ekologii prezentując dla przykładu ciekawe case study z życia firmy.

Na scenie pojawili się również przedstawiciele organizacji DEKRA, KAIZEN Institute, Quality Austria, Quality Austria-Polska i European Organization for Quality. Swój panel poprowadzili także najlepsi trenerzy biznesu Magdalena Robak i Jacek Masłowski, którzy mówili m.in. o tym jak zadbać o jakość swojego życia.

Merytoryczną część wydarzenia zakończyło wystąpienie Roberta Olsztyna Prezesa Grupy Zipp, który zaprezentował najnowszą kolekcję rowerów i motocykli. Egzemplarze można było podziwiać podczas wystawy.

Drugą część wydarzenia stanowiła Gala wręczenia Certyfikatów i Statuetek JAKOŚĆ ROKU®. Była ona uwieńczeniem realizowanego przez Fundację największego w Polsce projektu promującego jakość –  Certyfikatu JAKOŚĆ ROKU®. Przyznawany jest on firmom, organizacjom, instytucjom naukowo-badawczym, których produkty, usługi czy rozwiązania charakteryzuje wysoka jakość. W 11. edycji wyróżniono 106 firm.

Podczas Gali wręczono także nagrody specjalne przyznawane przez Audytorów Certyfikatu. Menedżerem Roku 2016 została Pani Katarzyna Szczur, Prezes TEXTRA Poland. Wyróżniono przede wszystkim jej profesjonalizm, zaangażowanie w rozwój firmy oraz szeroką działalność CSR.

Podsumowano również I edycję ogólnopolskiego konkursu na najlepszą pracę dyplomową z zakresu zarządzania – IKAR JAKOŚCI im. Profesora Romualda Kolmana. Dyplomy dla autorów i promotorów wyróżnionych prac wręczył Prof. Marek Roszak, Przewodniczący Kapituły konkursu.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli European Organization for Quality, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Polski Komitet Normalizacyjny, Krajowa Izba Gospodarcza, COBRO – Instytut Badawczy Opakowań, Pracodawcy RP, Prezydent Miasta Katowice oraz Marszałek Województwa Śląskiego.

Patronami merytorycznymi byli DEKRA, KAIZEN Institute, Klub Polskie Forum ISO 9000 oraz Quality Austria-Polska.

Wśród patronów medialnych wydarzenia znaleźli się Dziennik Gazeta Prawna, Quality Today, Lean Center, Problemy Jakości, Law Business Quality, ceo.com.pl, radio eM, Silesion, Europerspektywy, Katowice.24.info, radio Silesia, TVS, e-biurowce.pl, hrpolska.pl, biuro-kreacja.info, Polskie Radio Katowice, Gazeta Wyborcza oraz Qulity Magazyn.

Partnerami Kongresu byli Agencja Kreatywna Public PR, firma Quendi, John Lemon, Hotel Monopol, Fundacja Masculinum, Impact Photo, „Ogródek Dziadunia”, firma PROFI, MDJ, Grupa Zipp oraz SOWA Samochody.

Paliwo zdrożeje

O 20-30 groszy spadły ceny podstawowych paliw na polskich stacjach benzynowych. Niestety, trend z kilku ostatnich tygodni już wyhamował i prawdopodobnie dość szybko się odwróci. Stanie się tak przede wszystkim w następstwie rosnącego popytu i ograniczonej podaży – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Miesiąc temu ropa (odmiana Brent) kosztowała ok. 56-57 dolarów za baryłkę, ale w drugiej połowie marca potaniała o 10 proc., a przez osłabienie amerykańskiej waluty i wzmocnienie polskiej, spadek cen wyrażony w złotym dochodził nawet do 15 proc.

Ceny gotowych paliw podążały w podobnym kierunku. Litr benzyny bezołowiowej 95 na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) spadł z ok. 1,8 do 1,5 zł. Podobnie wyglądała sytuacja diesla w holenderskich portach, których notowania wyznaczają koszt paliw w Europie. Wartość paliwa do silników wysokoprężnych obniżyła się w miesiąc z 1,75 do 1,52 zł za litr.

Nieudana gra na wzrosty

Rynek ropy, podobnie jak innych surowców, w krótkim terminie ulega wpływom kapitału spekulacyjnego. Jednak już w perspektywie kilku kwartałów notowania Brent najczęściej odzwierciedlają fundamentalne zmiany, czyli trendy popytu i podaży.

Pod koniec listopada, gdy kraje z OPEC zawarły porozumienie o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej, znaczna część inwestorów oceniła, że gasną szanse na obniżki cen ropy, natomiast podwyżki stają się bardzo prawdopodobne. To spowodowało, że liczba kontraktów terminowych, nastawiona na dalszą aprecjację tego surowca (potocznie nazywanych pozycją długą), zwiększyła się według danych CFTC z 276 tys. do ponad 550 tys. To było jednocześnie największe zaangażowanie kapitału spekulacyjnego na rynku ropy w historii.

Jednak pod koniec lutego, mimo wypełnienia porozumienia o ograniczeniu wydobycia przez kraje OPEC i państwa spoza kartelu, ropa zamiast zyskiwać na wartości zaczęła lekko tracić. To prawdopodobnie wywołało małą panikę wśród inwestorów spekulacyjnych, którzy zaczęli po coraz niższych cenach zamykać długie pozycje, zwiększając przy tym skalę spadku. Między 10 a 17 marca o 100 tys. spadła liczba otwartych kontraktów nastawionych na wzrosty.

Tym sposobem odmiana Brent kosztowała w marcu najmniej od listopada ub.r. Wydarzenia na rynkach finansowych pomogły więc również sprowadzić ceny na polskich stacjach niżej. Trudno jednak liczyć na równie tanie tankowanie w niedalekiej przyszłości.

Fundamenty przemawiają za wyższymi cenami

Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) od sierpnia do grudnia ub.r. zapasy ropy naftowej i jej produktów spadły o 120 mln baryłek – do poziomu 2,98 mld. Wiązało się to głównie ze znacznym wzrostem popytu w czwartym kwartale 2016 r. Ten trend, według marcowego raportu IEA, został zatrzymany, ale perspektywy dla surowca pozostają względnie dobre.

Agencja szacuje, że w pierwszej połowie roku, o ile porozumienie o ograniczeniu produkcji utrzyma się do czerwca, zapasy ropy naftowej w krajach OECD (organizacja zrzeszająca najbardziej uprzemysłowione i rozwinięte ekonomicznie państwa demokratyczne) będą się obniżać średnio o 500 tys. baryłek dziennie. To oznacza, że do lipca rezerwa zmagazynowanego surowca zmniejszy się o kolejne 100 mln baryłek.

Teoretycznie można mieć nadzieję, że producenci ropy łupkowej w drugiej połowie 2017 r. mogliby wywołać presję spadkową na ceny. Jednak, nawet biorąc pod uwagę wyjątkowo szybki wzrost wydobycia tego surowca w USA (z 8,5 mln baryłek w październiku do 9,1 mln baryłek dziennie obecnie), trudno będzie spełnić te oczekiwania.

IEA ocenia, że globalny popyt na ropę wzrośnie w tym roku o 1,4 mln baryłek w ujęciu dziennym. Dodatkowo istnieje duże ryzyko, że OPEC i inni producenci przedłużą ograniczenie wydobycia również na drugą połowę roku, co przełoży się na skuteczną przeciwwagę dla rosnącej produkcji w USA.

W rezultacie kolejne miesiące na rynku ropy naftowej upłyną pod dyktando spadających globalnych zapasów. To z kolei zwiększy prawdopodobieństwo, że ceny surowca przesuną się ponownie z ok. 50 USD za baryłkę w rejon 55-60 USD za baryłkę. Skutki tego dość szybko odczujemy przy dystrybutorach. W porównaniu z cenami obowiązującymi obecnie benzyna bezołowiowa i diesel podrożeją o ok. 20 groszy.

Zaległości płatnicze wobec firm włoskich

  • Długość obiegu należności w dniach (DSO – Days Sales Outstanding) utrzymuje się na wysokim poziomie 86 dni, chociaż zmniejszył się o 2 dni
  • Całkowita wartość należności przeterminowanych spadła o 25%
  • Średnia wartość niespłaconych należności krajowych zmalała o 13% do poziomu 14.000 €, podczas gdy w przypadku zagranicznych zwiększyła się o 8% do 23.000 €
  • Liczba niewypłacalności firm zmniejszyła się o 9%; mimo to, 13.472 przypadków to dwukrotnie więcej niż przed kryzysem. W 2017 roku przewidywany jest spadek o kolejne 5%.

Euler Hermes, światowy lider sektora ubezpieczeń kredytu handlowego, przedstawił swój 8 coroczny raport dotyczący zaległości płatniczych wobec firm włoskich, zawierający szczegółową analizę poszczególnych regionów i prowincji. Raport zawiera dokładne omówienie szeregu sektorów handlu, oparte na codziennym monitorowaniu zaległych należności u ponad 450 tys. spółek.

Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes

W 2016 roku, Włochy odnotowały wzrost PKB o 1% i nadal widoczna była powolna poprawa sytuacji, odporność firm na czynniki polityczne i gospodarcze, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami,” mówi Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes. „W 2017 poziom wydatków konsumenckich powinien rosnąć nieco wolniej niż w 2016 (+1%), natomiast eksport powinien przyspieszyć (+2,2%) pod względem wolumenu. Przełoży się to na dodatkowe 20 mld € przychodu z eksportu, dwukrotnie więcej niż w 2016 roku. Zaproponowane przez Prezydenta Trumpa środki stymulujące powinny umożliwić wzrost eksportu do USA o kolejne 0,4 mld €, co będzie drugim najwyższym wzrostem w skali Europy po Niemczech. Wzrost PKB we Włoszech powinien utrzymać się w 2018 roku na umiarkowanym poziomie (+0,8%) – co odpowiada połowie wzrostu w strefie euro – choć niepewność i spadek poziomu zaufania mogą w 2017 roku spowolnić włoski wzrost o -0,3 punktu procentowego.”

W 2016 roku stan włoskich firm wkroczył w etap umiarkowanej poprawy. Dzięki temu poprawie uległy wszystkie wskaźniki w odniesieniu do rynku krajowego (włoskiego). Długość cyklu regulowania należności w dniach (DSO) spadł poniżej 90 i osiągnął w 2016 roku 86 dni, notując skrócenie o dwa dni. Jednak w skali Europy gorszy wynik wystąpił jedynie w przypadku Grecji. Kolejnym wskaźnikiem, który uległ poprawie, jest wskaźnik przeterminowanych zobowiązań, który zmniejszył się o 25%. We Włoszech wystąpiło zmniejszenie zaległości płatniczych zarówno pod względem częstości występowania (-6%), jak i stopnia (-13%) w porównaniu z 2015 rokiem. Wartość średniej zaległości ze strony kontrahentów krajowych wynosi we Włoszech 14.000 €. Liczba niewypłacalności firm zmniejszyła się w 2016 już drugi rok z rzędu i zmalała o – 9%, jednak nadal jest ponad dwukrotnie wyższa od poziomu odnotowanego przed kryzysem, w 2007 roku.

W całym 2016 roku, niższy koszt pożyczek bankowych możliwy dzięki elastycznej polityce pieniężnej Europejskiego Banku Centralnego oznaczał znaczna ulgę dla firm, które mogły korzystać z niego wybierając inwestycje pozwalające zapewnić ciągłość działalności,” mówi Luca Burrafato, szef Euler Hermes na Region Basenu Morza Śródziemnego, Bliskiego Wschodu oraz Afryki. „Co więcej, niższe ceny ropy naftowej przyczyniły się do wyższej zyskowności firm. Poprawa w zakresie płatności to owocne połączenie bardziej stabilnych wskaźników gospodarczych Włoch i jednoczesnej poprawy przepływów środków pieniężnych z działalności operacyjnej – co ma pozytywny wpływ na ogólną wypłacalność firm.

Poprawa tendencji w zakresie zaległych należności widoczna jest w większości regionów Włoch, z wyjątkiem Lacjum oraz Apulii.

W poszczególnych sektorach handlu również widać było raczej pozytywną tendencję, z wyjątkiem:

  • sektora tekstylnego: borykającego się z konkurencją w niskim przedziale cenowym,
  • sektora motoryzacyjnego: nadal dysponującego wolnymi mocami produkcyjnymi, choć tendencje poprawiają się, oraz
  • branży transportowej: cierpiącej z powodu tradycyjnych trudności w sektorze transportu drogowego, w którym włoskie firmy muszą walczyć z praktykami dumpingowymi stosowanymi przez zagranicznych konkurentów.

Jeżeli chodzi o rynki eksportowe, wskaźniki braku płatności w niewielkim stopniu rosną pod względem częstości (+2%) oraz stopnia (wysokości) ich występowania (+8%). Rok 2016 był bardzo trudny dla rynków wschodzących, biorąc pod uwagę ogólne spowolnienie na rynkach będących tradycyjnymi adresatami marki „Made-in-Italy”. Za granicą najbardziej ucierpiały sektory tekstyliów i odzieży, elektroniki i budownictwa. Średnia wartość niezapłaconych należności na rzecz włoskich firm wzrosła do 23.000 €. Po raz pierwszy od 2012 roku wskaźnik wypłacalności eksportu (-2%) wskazuje na istnienie wyższego ryzyka za granicą niż w kraju. Spośród najważniejszych 10 rynków eksportowych, na 2017 rok przewidywany jest wzrost liczby upadłości firm w Polsce (+3%), USA (+1%), Wielkiej Brytanii (+5%), Turcji (+5%) oraz Chinach (+10%).

„Eksport do krajów blisko położonych jest jedną z głównych strategii biznesowych w 2017 roku,” zauważa Massimo Reale, Dyrektor ds. Ryzyka w spółce Euler Hermes Italia. „Niemal wszystkie sektory osiągają wzrost liczby zamówień od nabywców zagranicznych: marka „Made-in-Italy” odnotowuje wzrost, w tym również w sektorach, które w ostatnich latach obserwowaliśmy głównie negatywne trendy (meble, obuwie). Kolejne łańcuchy dostaw powinny móc potwierdzić dodatnią ścieżkę wzrostu (ceramika, żywność, maszyny i sprzęt) z powodu konsumpcji wewnętrznej, która zasadniczo jest na dodatnim poziomie. Wspomniane ogólnie pozytywne tendencje powinny korzystnie odbić się na liczbie upadłości spółek, dla których przewidywany jest dalszy spadek (-5%) dzięki ogólnej odporności produkcji krajowej.”

Columbus Energy S.A. pozyskuje ponad 4,3 mln zł z publicznej emisji obligacji serii B

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zakończyła z sukcesem emisję obligacji serii B i pozyskała z niej 4.335 tys. zł. Środki zostaną przeznaczone na sfinansowanie montażu instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego.

W pierwszej w historii Spółki publicznej ofercie obligacji dokonała ona przydziału 4.335 szt. obligacji serii B o wartości nominalnej 1.000 zł każda. Są to 2-letnie zabezpieczone obligacje z oprocentowaniem stałym wynoszącym 9,2% w skali roku, a odsetki będą wypłacane kwartalnie. Papiery dłużne zostały objęte przez 172 inwestorów. Dzień wykupu obligacji serii B przypada na 30.03.2019 r. Kolejnym krokiem będzie wprowadzenie obligacji serii B do obrotu na rynku Catalyst. Oferującym obligacje był Polski Dom Maklerski S.A.

„Jesteśmy na etapie wzmożonego rozwoju i zwiększania skali działalności, a finansowanie z emisji obligacji pozwoli nam na montaż naszych rozwiązań na dachach wielu klientów. Dzisiaj są tylko dwie wygrywające technologie energetyczne. To fotowoltaika i magazyny energii. Coraz większa część społeczeństwa zaczyna to rozumieć. Cieszę się bardzo, że Columbus Energy jest w takiej fazie rozwoju, kiedy rynek dopiero się buduje, bowiem daje nam to bardzo duży komfort w działaniu.” – podkreśla Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Celem emisyjnym obligacji serii B jest sfinansowanie montażu ok. 400 instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego. Emitent konsekwentnie umacnia swoją pozycję rynkową w branży instalacji fotowoltaicznych, co jest możliwe dzięki wprowadzeniu w 2016 r. pionierskiej oferty „Abonament na słońce”, która pozwala gospodarstwom domowym oszczędzać na rachunkach za energię elektryczną. Oferta Columbus Energy S.A. jest kompleksowa, bowiem zakłada nie tylko dostarczenie i montaż instalacji, ale również obejmuje jej sfinansowanie, a klient podpisuje umowę na okres 15 lat.

W marcu 2017 r. Spółka podpisała umowę współpracy z Nest Bankiem S.A., dzięki czemu zapewnione zostało finansowanie dla jej klientów. Nest Bank S.A. zobowiązał się do przekazywania na rachunek Emitenta środków finansowych wynikających z umów zawartych z klientami przez Columbus Energy S.A. Dzięki podpisanej umowie Spółka będzie mogła zrealizować większą liczbę montaży, co istotnie przełoży się na jeszcze wyższe tempo jej rozwoju.

Po wejściu w życie umowy z NEST BANK sprzedaż dalej rośnie. Montujemy coraz więcej instalacji i teraz czeka nas intensywny czas, żeby prognozowane 2.500 instalacji sprzedać oraz zamontować. Dzisiaj wszystko idzie zgodnie z planem. Niebawem przeprowadzimy też pilotażową sprzedaż produktu termomodernizacyjnego i sprawdzimy, jak popyt, który zauważamy w tym segmencie, przełoży się na sprzedaż.” – dodaje Prezes Zieliński.

Głównym celem dla Columbus Energy S.A. jest ugruntowanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Spółka utrzymuje także stabilną sytuację finansową. W 2016 r. wypracowała zysk netto na poziomie jednostkowym w wysokości ponad 220 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 8.511 tys. zł. W grudniu 2016 r. Emitent zaktualizował swoją strategię rozwoju na lata 2016-2020 oraz przedstawił nowe prognozy finansowe. Do końca 2020 r. Spółka planuje zrealizować łącznie 34.000 montaży instalacji fotowoltaicznych i osiągnąć 70 mln zł zysku netto w 2020 r. Columbus Energy S.A. rozszerzy również swoją ofertę dla klientów indywidualnych o nowy produkt – „Termomodernizacja wraz z finansowaniem”. Spółka planuje do końca 2017 r. przenieść notowania swoich akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie.

Perspektywa rynku OZE

Rok 2016 był przełomowy dla sektora odnawialnych źródeł energii. Rynek ustabilizował się dzięki przyjęciu nowego prawa. Doświadczenie z innych krajów o podobnym nasłonecznieniu, jak Niemcy czy Wielka Brytania – gdzie rynek fotowoltaiki wynosi odpowiednio 7 proc. i 3 proc. (w Polsce 0,1 proc.) – pozwalają patrzeć z optymizmem na popyt ze strony gospodarstw domowych. Według badań CBOS (pt. „Polacy o oszczędzaniu energii i energetyce obywatelskiej”, marzec 2016) około 1 mln właścicieli domów jest zainteresowanych inwestycją w odnawialne źródła energii wciągu najbliższych 2-3 lat.

W USA indeksy przed szansą

Nieco lepsze od prognoz dane natchnęły inwestorów optymizmem. Dolar amerykański zyskiwał wczoraj wyraźnie na sile. Podobnie jak amerykańskie parkiety giełdowe. Wzrosły też ceny ropy.

Wczorajsze dane o PKB za IV kwartał w USA okazały się lepsze niż tego oczekiwano. Wynik na poziomie 2.1% był więc całkiem pozytywnym zaskoczeniem. Dolar amerykański zyskiwał wczoraj na sile, a trend uległ przyspieszeniu po 19:00. Zyskiwały też parkiety akcyjne. Najistotniejsze zmiany zaszły na wykresie indeksu Nasdaq, który pokonał historyczne szczyt, kończąc dzień na najwyższym poziomie w historii. Od poziomu 5915 jest już zupełnie niedaleko do psychologicznej bariery 6000 punktów. Jej test wydaje się tylko kwestią czasu.

Nieco gorzej wypadły wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy. W ubiegłym tygodniu odnotowano 258 000 nowych wniosków o zasiłki, co było wynikiem wyższym od oczekiwań. Dziś kolejne dane, w tym te dotyczące PKB Wielkiej Brytanii oraz bezrobocia w Niemczech. Poznamy też inflację w Polsce. Z USA natomiast napłyną dane o dochodach oraz nastrojach Amerykanów. Ostatnie dane o nastrojach mocno zaskoczyły rynek in plus. Czy tendencja zostanie utrzymana?

SP50031032017r

Wczorajsze wzrosty na giełdach nieco pomogły bykom w USA. Spadki SP500 zatrzymały się na linii wzrostowej. Wskaźnik RSI wrócił ponad poziom 50 pkt, pokonując też linię spadkową. Niestety dla byków wykres cen ciągle ma do pokonania własną linię spadkową w okolicach 2380. Najbliższym wsparciem jest teraz poziom 2330.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Przygotuj się na przyszły tydzień 31.03.2017

W przyszłym tygodniu poznamy ważne informacje gospodarcze z kilku gospodarek, ale w głównej mierze skupimy się na Australii oraz Stanach Zjednoczonych. Oprócz tego, poniedziałek będzie dniem PMI-ów. We wtorek na podest wejdzie Australia z publikacją stóp procentowych, natomiast czwartek oraz piątek zdominują dane makroekonomiczne z USA.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Wtorek – Australia – decyzja w sprawie stóp procentowych

Decyzję w sprawie stóp procentowych poznamy we wtorek rano o godzinie 6:30. Czy mamy na co czekać? Nie. Inwestorzy nie przewidują żadnego posunięcia ze strony władz monetarnych.

Prawdopodobieństwo podwyżki/obniżki stóp procentowej w Australii

Prawdopodobieństwo podwyżki/obniżki stóp procentowej w Australii

Źródło: Bloomberg

Prawdopodobieństwo zmiany stóp procentowych w jedną albo drugą stronę jest praktycznie zerowe. Taka sytuacja ma się utrzymać do końca tego roku, ale jest jedna rzecz, która diametralnie zmieniłaby nastawienie co do prowadzenia polityki monetarnej.

Co to jest? Surowce, a dokładniej szeroki rynek surowców. Na poniższym wykresie przedstawiono stopy procentowe ustalane przez Bank Centralny Australii oraz indeks CRB (reprezentant szerokiego rynku surowców).

Indeks CRB na tle stóp procentowych Australii

Indeks CRB na tle stóp procentowych Australii

Źródło: Bloomberg

Według analizy technicznej szeroki rynek surowców znajduje się w trendzie spadkowym. Niemniej jednak po przerwaniu czerwonej linii możemy oczekiwać dalszych wzrostów. Wzrost notowań głównego produktu eksportowego (surowce) Australii powinien przełożyć się na szybszy wzrost gospodarczy, inflację oraz podwyżki stóp procentowych. Dolar australijski jest zatem walutą o dużym potencjale wzrostowym, ale musimy poczekać na potwierdzenie ze strony surowców.

Czwartek i Piątek – Stany Zjednoczone

W czwartek zostaną opublikowane minutki z marcowego posiedzenia FOMC, po ostatnich projekcjach makroekonomicznych projekcja stóp procentowych na 2017 rok została niezmieniona. Niemniej jednak w publikacji minutek możemy zobaczyć, co musiałoby się wydarzyć, aby władze monetarne zmieniły swoje stanowisko.

Oprócz FOMC, jak co pierwszy piątek miesiąca, czekają na nas dane z rynku pracy, a to oznacza – dużą zmienność! W tym samym czasie, czyli w piątek o godzinie 14:30 odbywa się także publikacja stopy bezrobocie oraz płacy godzinowej. Na chwile obecną bezrobocie oscyluje w okolicy 4,7 proc.

Stopa bezrobocia w USA

Stopa bezrobocia w USA

Źródło: Admiral Markets

Przy tak niskiej stopie bezrobocia o odczyty powyżej 200 tysięcy nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym będzie coraz trudniej. Prognoza ekonomistów znalazła się na poziomie 185 tysięcy, ale nawet odczyt o 30 tysięcy mniej powinien być zadawalający. Zatem co się liczy najbardziej podczas piątkowej publikacji danych? Płaca godzinowa! Dlaczego?

Przy spadającym bezrobociu i zdrowym rynku pracy przedsiębiorcy, aby zachęcić potencjalnych pracowników i utrzymać starych zmuszeni są do podnoszenia pensji. Tak wygląda zdrowy rynek pracy. Jeżeli tak się nie dzieje, to możemy mówić o chorym rynku pracy. Prognoza została ustalona na wzrost płacy godzinowej o 0,2 proc w stosunku do lutego. Jeżeli ewentualny odczyt byłby niższy, to moglibyśmy zobaczyć większą wyprzedaż indeksu dolara.

Instrumenty do obserwacji

Z punktu widzenia analizy technicznej ciekawym instrumentem jest ropa WTI. Po ostatnim impulsie spadkowym doczekaliśmy się korekty, która zatrzymała się zaraz pod oporem w okolicy 50 USD za baryłkę.

Ropa WTI, interwał dzienny

Ropa WTI, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Opór powinien zostać obroniony. Spadki mogą być kontynuowane nawet do poziomu 45 USD za baryłkę, gdzie mamy silne wsparcie oraz długoterminowy kanał wzrostowy notowań ropy naftowej.

Argumentów do jeszcze większej przeceny ropy jest kilka, ale głównym rosnąca produkcja ze strony pozostałych państw niezrzeszonych w OPEC.

Produkcja ropy naftowej w USA

Produkcja ropy naftowej w USA

Źródło: Bloomberg

Dla przykładu, produkcja amerykańska cały czas pnie się do góry, ponieważ przybywa coraz więcej wież wiertniczych. Warto zauważyć, że na początku rośnie ilość wież, dopiero potem produkcja, dlatego US Oil Rig Count zostały przesunięte do przodu.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Co piąty Polak chce spędzać z rodziną więcej czasu. Zakaz handlu w niedziele może pogłębić więzi rodzinne

Co piąty Polak chce spędzać z rodziną więcej czasu. Zakaz handlu w niedziele może pogłębić więzi rodzinne 7

Około 20 proc. Polaków chciałoby więcej czasu spędzać z rodziną – wynika z ubiegłorocznego badania Frisco.pl. Niedziele wolne od handlu mogą im w tym pomóc. Tym bardziej że większość pracowników branży handlowej stanowią kobiety, które silniej odczuwają potrzebę spędzania czasu z bliskimi. Zakaz handlu wcale nie musi się jednak okazać budulcem więzi rodzinnych – wszystko zależy od danej rodziny i jej przyzwyczajeń – przekonuje dr Iwona Tyrna-Łojek, socjolog z Wyższej Szkoły Bankowej.

– Sam zakaz handlu w niedziele nie spowoduje, że rodzice zaczną częściej i intensywniej zajmować się dziećmi, będą budować stałe relacje i więzi rodzinne. Rodzina jest podstawową grupą społeczną, dzięki której dzieci mają szansę poznać wszelkie relacje, a później realizować je w społeczeństwie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Iwona Tyrna-Łojek, socjolog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.

Kampania promująca obywatelski projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele prowadzona była pod hasłem „Odzyskajmy niedziele”. Nawet 80 proc. osób zatrudnionych w sklepach wielkopowierzchniowych to kobiety. NSZZ Solidarność wskazywało, że pracują one co najmniej dwie niedziele w miesiącu. Z badania CBOS przeprowadzonego w 2016 roku wynika, że projekt zakazujący handlu w ostatni dzień tygodnia popiera 61 proc. Polaków, najczęściej kobiety (65 proc.).

– Większość kobiet pracuje w super- i hipermarketach. Jeżeli ten czas zostanie im dany na rzecz swojego rozwoju i budowania relacji rodzinnych, to będą mogły z tego w pełni korzystać, by tworzyć pełne rodziny, czyli mama, tato i dzieci. Dlatego wolną niedzielę będzie można wykorzystać na wspólne bycie ze sobą. Ale to też zależy od rodziny, bo sam zakaz handlu nie spowoduje, że rodzice tak właśnie będą postępować – wskazuje Tyrna-Łojek.

Jak wynika z badania Frisco „Polacy po godzinach”, 41 proc. Polaków deklaruje, że spędza z rodziną więcej niż 5 godzin tygodniowo. Częściej mieszkańcy mniejszych miejscowości (51 proc.) niż dużych miast (36 proc.). Jednocześnie 25 proc. osób deklaruje, że chciałoby rodzinie poświęcać więcej czasu.

 Badania wskazują, że to osoby po 65 roku życia przede wszystkim zajmują się dziećmi, czyli swoimi wnukami. To dobrze spędzony czas i również dziadkowie mogą budować te relacje, a rodzice je uzupełniać w czasie dostępnym dla siebie i dla rodziny – zaznacza socjolog.

Jak tłumaczy dr Tyrna-Łojek, wprowadzenie ograniczenia handlu w niedziele spowoduje przede wszystkim to, że rodziny, które dotychczas spędzały w hipermarketach wolny czas, nie tylko na zakupy, lecz także korzystając z różnych ofert edukacyjnych i kulturalnych, przeniosą się do innych miejsc.

Trudniej będzie jednak zmienić zakupowe przyzwyczajenia Polaków, dla których wyprawa do sklepu w niedzielę jest czymś oczywistym i bardzo wygodnym. Z badania TNS zrealizowanego dla Konfederacji Lewiatan wynika, że 74 proc. robi zakupy w niedziele. 54 proc. deklaruje, że w niedzielę odwiedza sklepy przynajmniej raz w miesiącu.

– To przywilej, z którego Polacy korzystają od lat i trudno im zrezygnować z tego przywileju na rzecz lepszej organizacji czasu. Ale już przed samymi świętami, kiedy wiemy, że sklepy będą zamknięte, już dobrze się organizujemy i robimy wcześniej zakupy. Z każdego przywileju trudniej nam jest zrezygnować, ale równocześnie brak tego przywileju spowoduje, że będziemy inaczej organizować i planować czas wolny – podkreśla dr Iwona Tyrna-Łojek.

Chorzy na nowotwór będą mieć lepszy dostęp do diagnostyki i leczenia. W Warszawie powstał kolejny prywatny szpital onkologiczny Magodent

Chorzy na nowotwór będą mieć lepszy dostęp do diagnostyki i leczenia. W Warszawie powstał kolejny prywatny szpital onkologiczny Magodent 8

W ciągu ostatnich 15 lat liczba zachorowań na raka wzrosła o 42 proc. Według statystyk w nadchodzących latach co czwarty Polak zachoruje na nowotwór, a co piąty pacjent z tego powodu umrze. To między innymi efekt słabego dostępu do diagnostyki i leczenia. Sytuację mogą poprawić także szpitale prywatne z umowami z NFZ, do których dostęp będą mieć wszyscy pacjenci. Grupa LUX MED otworzyła w Warszawie trzecią już placówkę onkologiczną. Dzięki nowemu szpitalowi Magodent, który jest częścią Grupy LUX MED, udzieli pomocy ponad 100 tysiącom pacjentów rocznie.

– Od ostatnich 15 lat mamy do czynienia z 42-proc. wzrostem zachorowań na nowotwory. Epidemiologia jest nieubłagana i my odpowiadamy na potrzeby pacjentów. Jesteśmy liderem prywatnej opieki medycznej w Polsce, dlatego chcemy brać współodpowiedzialność za zdrowie Polaków i reagować na największe bolączki systemu ochrony zdrowia, a taką jest onkologia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że w 2025 roku liczba zachorowań na raka wzrośnie globalnie do 19 mln, a w 2035 roku – 24 mln. Już teraz na raka umiera co roku ponad 8 mln osób. W Polsce w ciągu najbliższej dekady nowotwory będą najczęstszą przyczyną zgonów. Choć liczba zachorowań rośnie u nas stosunkowo wolno, to  w ciągu najbliższych lat choroba ta dotknie co czwartego Polaka, a co piąty z jej powodu umrze. Jednym z wyzwań jest dostęp do diagnostyki i leczenia.

– Nawet jeżeli zachorowalność w Polsce jest mniejsza niż w innych krajach europejskich, to polski pacjent onkologiczny ma istotnie mniejsze szanse na przeżycie niż obywatele innych krajów europejskich. Powodem są między innymi problemy w dostępie do wczesnej diagnostyki i leczenia. A dla pacjenta onkologicznego liczy się przecież każdy dzień – mówi Rulkiewicz.

Polska Unia Onkologii ocenia, że tylko co drugi pacjent w Polsce jest leczony na takim samym poziomie, co chorzy w Europie Zachodniej. Sytuację mogą poprawić prywatne placówki, które dzięki podpisanej umowie z NFZ i wejściu do sieci szpitali będą dostępne dla wszystkich pacjentów tak jak nowo otwarty szpital Magodent Grupy LUX MED.

 Publiczny czy niepubliczny szpital ma te same zadania. Bardzo się cieszę, że tak nowoczesny szpital będzie szpitalem sieciowym. Im więcej ośrodków, które zapewniają pacjentom szeroką i kompleksową diagnostykę, tym lepiej dla pacjentów i całego systemu – mówi Marek Tombarkiewicz, wiceminister zdrowia. – Jeżeli szpital wejdzie do sieci, a część onkologiczna szpitala będzie szpitalem z poziomu onkologicznego, wtedy nie ma żadnych ograniczeń w dostępie pacjentów.

Magodent zapewnia kompleksową opiekę onkologiczną: od pełnej diagnostyki, przez chirurgię, chemioterapię, aż po rehabilitację. W nowym szpitalu znajdą się m.in. oddziały hematoonkologii, gastroenterologii i intensywnej opieki medycznej, a także oddział chemioterapii dziennej. W diagnostyce będą wykorzystywane badania molekularne, dzięki którym terapie będą spersonalizowane i dostosowane do konkretnych pacjentów.

Każdy ośrodek, który poprawia dostęp pacjentów do wczesnej diagnostyki, jest niezwykle ważny. Jak najwcześniejsze rozpoznanie w chorobie nowotworowej jest kluczowe, bo wtedy skuteczność leczenia jest o wiele większa niż przy opóźnieniu leczenia, kiedy niestety mamy już stan zaawansowany. Niestety, wtedy medycyna często niewiele może już zrobić – podkreśla Marek Tombarkiewicz.

W marcu tego roku resort zdrowia wprowadził zmiany do pakietu onkologicznego. Modyfikacja pakietu onkologicznego, która umożliwia wydanie karty DiLO w chwili podejrzenia, a nie rozpoznania nowotworu i zlikwidowanie nadmiernej biurokracji, to jeden z kroków do poprawy sytuacji.

 Ten szpital będzie wyróżniała nie tylko doskonała terapia, lecz przede wszystkim opieka nad pacjentem. Szpital został tak zaprojektowany, by pacjent czuł się tu nie jak w szpitalu, ale jak w domu. Chcemy nie tylko leczyć, lecz także przygotować pacjenta do wyjścia ze szpitala – wskazuje Anna Rulkiewicz.

Model opieki primary nursing oznacza zaś, że pełną odpowiedzialność za pobyt chorego w szpitalu przejmuje dedykowana konkretnemu pacjentowi pielęgniarka prowadząca. Wraz z opiekunami medycznymi i pielęgniarkami odcinkowymi ma ona zapewnić opiekę maksymalnie dostosowaną do potrzeb pacjenta.

– Obok profesjonalnej części medycznej z najbardziej nowoczesnymi terapiami onkologicznymi ogromną rolę będzie odgrywać budowanie bardzo bliskiej relacji pacjenta z personelem medycznym. Chcemy, żeby pacjent nie był petentem, ale by czuł, że jest otoczony opieką dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb – zapowiada Anna Rulkiewicz.

Szpital przy ul. Szamockiej w Warszawie to ósma placówka szpitalna Grupy LUX MED i trzecia specjalizująca się w onkologii.

IKEA rośnie w Warszawie. Otworzy nowy sklep na Woli oraz pierwszy na świecie punkt usługowy IKEA dla Firm

IKEA rośnie w Warszawie. Otworzy nowy sklep na Woli oraz pierwszy na świecie punkt usługowy IKEA dla Firm 9

IKEA zapowiada ekspansję na polskim rynku. W 2018 roku otworzy trzeci sklep w Warszawie. Nowa placówka to tylko część strategii dla stolicy. Firma zapowiada rozwój kanału e-commerce, zwiększając zasięg sklepu internetowego. Jeszcze w tym roku w Warszawie ma powstać IKEA dla Firm, czyli miejsce, gdzie przedsiębiorcy otrzymają wsparcie przy projektowaniu i urządzaniu biur. To pierwsza taka inicjatywa na świecie.

 Warszawa jest dla nas bardzo ważnym rynkiem. To stolica i bardzo duży liczebnie rynek, który szybko rośnie. Mamy tu dwa sklepy, które są bardzo oblegane. Uznaliśmy, że musimy zbudować sklep bliżej centrum miasta. Wola jest dla nas idealną lokalizacją z racji swojej dostępności. Można tu dotrzeć samochodem, transportem publicznym, a nawet rowerem czy na piechotę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roy Dewar, Dyrektor nowego sklepu IKEA Wola.

W 2016 roku przychód sklepów IKEA w Polsce sięgnął ponad 3 mld zł. Mimo mniejszych powierzchni niż w części innych polskich miast, dwa stołeczne sklepy, na Targówku i w Jankach, miały łącznie 30-proc. udział w obrotach sprzedaży.

– Trzy działające sklepy z dobrą sprzedażą powinny się przełożyć na większe zyski i pomóc nam w dalszej ekspansji. Mamy ambitne plany związane z polskim rynkiem, związane zarówno z tradycyjnymi sklepami, jak i e-commerce. Poza tym cały polski rynek meblowy zaczyna rosnąć. Jeżeli IKEA będzie blisko ludzi, to może się to przełożyć na wzrost liczby odwiedzin – zapowiada Roy Dewar.

Plany ekspansji w sieci i w kanale tradycyjnym wiążą się także ze zwiększaniem zatrudnienia. Do trzeciego sklepu w Warszawie IKEA chce zatrudnić 450 osób, w tym ok. 40 menadżerów. W tym celu w maju otworzy specjalne miejsce przeznaczone do spotkań rekrutacyjnych. Będzie ono umożliwiało przeprowadzenie rekrutacji w przyjazny sposób, tak aby pomóc w pozbyciu się stresu i lepszym poznaniu się. Pracownicy mogą liczyć na konkurencyjne stawki, m.in. minimalne wynagrodzenie, które wynosi 20 zł brutto od stycznia 2017 roku oraz pakiet dodatkowych benefitów. Wśród nich jest plan emerytalny, który oferuje obecnie tylko ok. 5 proc. firm na polskim rynku.

– Mamy ambitne plany ekspansji, więc musimy rekrutować – podkreśla dyrektor nowo powstającej placówki. – Dla ludzi, którzy szukają możliwości rozwoju, to duża szansa. Szukamy specjalistów i innych współpracowników, ludzi, którzy znają się na rynku meblowym.

Nowa placówka na Woli oraz centrum rekrutacyjne to tylko dwa z elementów strategii IKEA w Warszawie. Kolejnym jest rozwijanie oferty dla biznesu pod nowym szyldem IKEA dla Firm. W stolicy jeszcze w tym roku ma powstać centrum biznesowe, a oferta będzie skierowana przede wszystkim do małych i średnich firm.

 Mamy linię dla biznesu w naszych sklepach od wielu lat, ale teraz stanie się dużo łatwiej dostępna. Otworzymy tego typu obiekt w centrum Warszawy w kolejnych miesiącach tego roku. To będzie miejsce, w którym będzie można załatwić wszystko od razu: zaprojektować i uzyskać porady. Zakres naszej oferty jest idealny dla domu, ale może być idealny także dla biznesu – przekonuje Dewar.

W centrum przedsiębiorcy mają uzyskać pomoc w projektowaniu biura, wyborze mebli i akcesoriów.

– Chcemy stworzyć uniwersalny punkt usługowy dla biznesu, ponieważ dla przedsiębiorców czas jest niezwykle ważny. Będzie można przyjść, zaplanować i skoordynować – doradcy będą na miejscu. To będzie miejsce dla wszystkich rodzajów biznesu, nie tylko dla biur, lecz także dla hoteli czy restauracji –zapowiada Roy Dewar.

90 proc. Polaków twierdzi, że internet ułatwia kontakt z bliskimi. Prawie połowa jest online cały czas

90 proc. Polaków twierdzi, że internet ułatwia kontakt z bliskimi. Prawie połowa jest online cały czas 10

Już niemal 40 proc. z nas jest online non-stop, a ponad 90 proc. Polakom internet ułatwia utrzymywanie kontaktów z bliskimi. Jednocześnie ponad połowa zdaje sobie sprawę z tego, że rozmowy i spotkania w sieci nie mogą zastąpić kontaktów w świecie realnym – wynika z raportu operatora telekomunikacyjnego INEA.

Według raportu INEA „Internet – dzieli czy łączy?” 91,2 proc. Polaków podkreśla, że internet pomaga im w utrzymaniu kontaktów z rodziną i znajomymi.

Aż 40 proc. badanych przyznaje, że gdyby nie internet, to kontakt z bliskimi byłby o wiele rzadszy. Ten kontakt ułatwiają nam portale społecznościowe, komunikatory, które występują zaraz po rozmowach telefonicznych i SMS-ach – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Natalia Stroiwąs, przedstawiciel wielkopolskiego operatora INEA. – Możemy więc powiedzieć, że wpływ internetu na nasze relacje jest pozytywny.

Na rozmowy telefoniczne jako najczęstszą formę kontaktu z rodziną i znajomymi wskazało 70 proc. badanych, a na SMS-y – 55 proc. Za pomocą serwisów społecznościowych kontakt utrzymuje 52,8 proc., a z komunikatorów internetowych korzysta 44 proc. ankietowanych. Jednocześnie ponad połowa (52,7 proc.) zdaje sobie sprawę z tego, że rozmowy i spotkania w świecie wirtualnym nie mogą zastąpić kontaktów w świecie realnym.

Coraz chętniej wykorzystujemy internet do spędzania wolnego czasu z bliskimi – oglądamy wspólnie filmy i seriale (49,3 proc.), robimy wspólnie zakupy (46,3 proc.) oraz słuchamy muzyki (44,3 proc.). Organizujemy też razem w sieci wyjazd (37,9 proc.), przeglądamy profile znajomych (36,8 proc.), szukamy kulinarnych przepisów (34,5 proc.) czy po prostu rozmawiamy ze sobą przez komunikatory internetowe (34,4 proc.).

Większość Polaków, szczególnie młodych, nie potrafi sobie wyobrazić życia bez internetu. Dla blisko 17 proc. ankietowanych dzień bez internetu to dzień stracony. Mimo to potrafią z niego zrezygnować w szczególnych sytuacjach.

Jak pokazuje nasz raport, jesteśmy w stanie zachować równowagę pomiędzy byciem online a offline. Prawie 40 proc. badanych zadeklarowało, że podczas swojego urlopu potrafi nie korzystać z internetu i być offline. Natomiast tyle samo z nas deklaruje, że jest online cały czas, nawet jeśli aktywnie z tego internetu nie korzysta – mówi Natalia Stroiwąs.

Coraz szersze możliwości związane z rozwojem sieci wymagają jednak coraz większych kompetencji od użytkowników. To dlatego dostawcy internetu angażują się w naukę najmłodszych lub seniorów w zakresie korzystania z nowych technologii.

Dzięki temu zmniejszamy wykluczenie cyfrowe. Mamy fundację, która pokazuje dzieciom, jak korzystać z nowoczesnych zdobyczy technologicznych. Pomagamy seniorom, którym pokazujemy, jak korzystać z internetu, jak się poruszać w świecie nowych technologii. Widzimy, że jest coraz więcej zainteresowanych tym osób – mówi Natalia Stroiwąs.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2016 roku dostęp do internetu w Polsce ma już 80,4 proc. gospodarstw domowych. To dwa razy więcej niż dekadę temu, kiedy w 2007 roku dostęp do sieci miało ich 41 proc.

Do Warszawy przyjechało kilka tysięcy inwestorów i globalnych koncernów. Chcą zainwestować w ciekawe pomysły i firmy

Do Warszawy przyjechało kilka tysięcy inwestorów i globalnych koncernów. Chcą zainwestować w ciekawe pomysły i firmy 11

Polski ekosystem wspierający start-upy i innowacyjne przedsięwzięcia wciąż się rozwija. Kluczowa jest dla niego wymiana doświadczeń z dojrzałymi rynkami jak USA czy Izrael, czerpanie z tamtejszych wzorców i dostosowywanie ich do wschodnioeuropejskich realiów. Temu służy największa międzynarodowa konferencja Wolves Summit, która po raz kolejny przyciągnęła do Warszawy kilka tysięcy inwestorów i globalnych koncernów oraz start-upy z całego świata. Dla obu stron to duża szansa na zawiązanie owocnej współpracy.

– Inwestorzy cały czas rozglądają się po rynku, szukając dobrych okazji inwestycyjnych. Start-upy są w tej chwili na czasie, ponieważ taka firma może bardzo szybko urosnąć i zagwarantować inwestorowi dobrą stopę zwrotu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Piasek, współzałożyciel Wolves Summit.

Coroczna konferencja Wolves Summit jest największym międzynarodowym wydarzeniem networkingowym w Europie Środkowo-Wschodniej. Odbywa się z myślą o firmach technologicznych, start-upach, inwestorach oraz dużych korporacjach zainteresowanych współpracą i partnerstwem z mniejszymi innowacyjnymi podmiotami.

Tegoroczna piąta edycja dwudniowej konferencji Wolves Summit skupiła w Warszawie kilkuset menadżerów wysokiego szczebla i przedstawicieli takich globalnych gigantów, jak Google, Cisco, Amazon, Deutsche Telekom, KPMG, Orange i T-Mobile oraz czołówkę polskiego biznesu, którą reprezentowały między innymi PZU, KGHM, Warta i Adamed.

– Celem konferencji jest łączenie inwestorów, start-upów oraz korporacji zainteresowanych innowacjami. Inwestorzy, którzy uczestniczą w tym spotkaniu, filtrują start-upy, co może się zakończyć współpracą. Korporacje w tej chwili również poszukują innowacji zewnętrznych i możliwości współpracy z młodymi firmami – mówi Piotr Piasek.

Agenda spotkań nastawiona jest na networking i wymianę doświadczeń. Inwestorzy i korporacje uczą się od innych firm, które z sukcesem wdrażają u siebie innowacje. Mogą się przyjrzeć przykładom z zagranicznych rynków i uczyć od najlepszych ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Niemczech, gdzie scena start-upowa jest dojrzalsza i dużo bardziej rozwinięta.

Z kolei dla start-upów udział w takim międzynarodowym wydarzeniu jest dobrą okazją, żeby otrzymać feedback, zweryfikować swój pomysł od strony biznesowej i sprawdzić, czy budzi on zainteresowanie rynku i inwestorów.

– Microsoft i Apple powstawały w garażu, ale nie każda firma garażowa ma szansę zostać przekuta w dobrze prosperujący biznes. Feedback pomaga na wczesnym etapie zaoszczędzić pieniądze, jeżeli po zweryfikowaniu okaże się, że projekt po prostu nie ma szansy przyjąć się na rynku – mówi Piotr Piasek.

Jak ocenia współzałożyciel Wolves Summit, polski rynek start-upów wciąż jest na etapie rozwoju. Ekosystem ukierunkowany na wsparcie takich innowacyjnych start-upów dynamicznie się rozwija, czerpiąc wzorce właśnie z zachodnich i bardziej dojrzałych rynków.

– Jednym z partnerów tegorocznej konferencji jest Start-Up Nation Central, który wnosi wiedzę izraelskiego rynku. Widzimy bardzo dużą lukę pomiędzy możliwościami i tym, co jest jeszcze do zrobienia w Polsce. Myślę, że to dopiero początek. Poza tym przedsiębiorczość i wolny rynek mamy w Polsce stosunkowo od niedawna, bo dopiero od 1989 roku, więc wszystko jeszcze przed nami – uważa Piotr Piasek.

Izrael od lat plasuje się w czołówce najbardziej innowacyjnych państw, które przeznaczają największe środki na badania i rozwój. Rządowy system wsparcia dla innowacyjnych przedsięwzięć jest uważany za modelowy na równi z Doliną Krzemową. Zagęszczenie start-upów w Izraelu w przeliczeniu na mieszkańca jest największe na świecie. Ten stosunkowo młody rynek jest uważany za jedno z globalnych centrów technologii i innowacji, a co roku powstaje tam kilkaset nowych start-upów.

Organizatorzy tegorocznego Wolves Summit podkreślają konieczność bazowania na zagranicznych wzorcach, które powinny jednak zostać zaadaptowane do realiów wschodnioeuropejskich.

– Jak na razie korzystamy z zagranicznych wzorców, ale musimy je adaptować na nasz rynek, gdzie warunki rozwoju dla start-upów są trochę inne. Startujemy z innego poziomu, więc musimy dopasować te wzorce do naszych standardów, żeby – mówiąc kolokwialnie – nie przejeść środków przeznaczonych na rozwój start-upów i innowacyjności. To miejsce w kilku innych krajach wykorzystujących unijne dotacje, gdzie wpłynęło dużo kapitału, ale ekosystem wspierający start-upy nie powstał. W Polsce zegar tyka do 2023 roku, kiedy to skończą się unijne środki. Do tego czasu musimy stworzyć dojrzały rynek – zaznacza Piotr Piasek.

Dzięki funduszom unijnym i programom finansowanym ze środków jednostek rządowych na rynku pojawia się coraz więcej możliwości pozyskania finansowania. Innowacyjne start-upy mogą też korzystać z inkubatorów i akceleratorów. Ważny jest jednak odsiew i wyłuskanie tych przedsięwzięć, które mają największe szanse na rynkowy sukces.

Nawet 40 proc. elektroodpadów jest przetwarzanych w zły sposób i zanieczyszcza środowisko. Kontrole od 2018 roku mają ograniczyć szarą strefę

Nawet 40 proc. elektroodpadów jest przetwarzanych w zły sposób i zanieczyszcza środowisko. Kontrole od 2018 roku mają ograniczyć szarą strefę 12

Przepisy dotyczące postępowania ze zużytym sprzętem elektronicznym, które wejdą w życie w 2018 roku, mają uszczelnić rynek. Ustawa wprowadza możliwość niezapowiedzianego audytu firm przetwarzających i zbierających zużyty sprzęt. Zdaniem ekspertów przepisy skupiają się jednak na kwestiach formalnych. Brakuje zaś wskazania standardów, wedle których sprzęt powinien być utylizowany. Tak długo, jak nie zostaną określone precyzyjne standardy przetwarzania sprzętu, tak długo audyt spełni swoją rolę jedynie połowicznie – ocenia Daniel Chojnacki, radca prawny z Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Od stycznia 2018 roku wejdzie w życie pozostała część przepisów z przyjętej w 2015 roku ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym (ZSEE). Zgodnie z założeniem mają one uszczelnić rynek. Obecnie szacuje się, że nawet 40 proc. elektrośmieci, które teoretycznie podlegają recyklingowi, trafia na złomowisko. Część zakładów, szukając oszczędności, utylizuje sprzęt w niewłaściwy sposób.

– Dwie podstawowe kwestie to podział odpadów zużytego sprzętu na 6 kategorii oraz audyty zewnętrzne. Te dwie zmiany w założeniu ustawy przyjmowanej w 2015 roku miały uszczelniać system i branża liczy na to, że rzeczywiście istnienie tych przepisów w tym pomoże – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Chojnacki, radca prawny z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, podczas debaty zorganizowanej przez Instytut Jagielloński i HASHRynekOpinii.

Nowe przepisy umożliwiają Inspekcji Ochrony Środowiska, marszałkom województw i starostom dokonanie niezapowiedzianej kontroli firm, które przetwarzają lub zbierają zużyty sprzęt. Celem audytu zewnętrznego ma być sprawdzenie, czy zakłady przetwarzania faktycznie realizują obowiązki, które przewiduje prawo ochrony środowiska.

– Przepisy, które mają określać, jak audyt ma wyglądać, odnoszą się przede wszystkim do kwestii formalnych. Pokazują ścieżkę, jaką audytor czy weryfikator powinien przejść. Wydaje się, że brakuje odniesienia do kwestii merytorycznych, tzn. do standardów tego, w jaki sposób sprzęt powinien być właściwie przetwarzany. Uważam, że tak długo, jak długo nie zostaną określone jasne, precyzyjne standardy przetwarzania sprzętu, tak długo audyt spełni jedynie połowicznie swoją rolę – przekonuje Chojnacki.

Ustawa wskazuje m.in. jakie dokumenty powinien sprawdzić audytor lub czy masy wykazane na kartach przekazania odpadów są potwierdzone stosownymi fakturami. Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie ma przyjętych standardów przetwarzania elektroodpadów. Prace nad ich przyjęciem zapowiada resort środowiska.

– Brak standardów oznacza duże kłopoty. Te zaś prowadzą do tego, że niektóre zakłady przetwarzają sprzęt w sposób bezpieczny dla środowiska, a inne zakłady nie zachowują norm ochrony środowiska i je skażają. Zagrażają tym samym jakości powietrza, emitują szkodliwe związki, co zagraża zdrowiu i życiu ludzi – ostrzega Aleksander Traple z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ochrony Środowiska.

Sprzęt elektryczny i elektroniczny zawiera substancje szkodliwe dla zdrowia i środowiska. Zwłaszcza w sprzęcie produkowanym przed 2006 rokiem wykorzystywano w praktycznie nielimitowany sposób szkodliwe pierwiastki. Największe zagrożenie powstaje podczas demontażu urządzeń. Jeśli odbywa się w sposób nieprofesjonalny, to do środowiska trafia większość szkodliwych substancji.

– Istotnym elementem funkcjonowania audytów jest określenie standardów: w jaki sposób audyt ma być przeprowadzany, co audytor ma sprawdzać, jakie elementy powinien skontrolować w poszczególnych zakładach, istnienie technologii, istnienie instalacji. To stworzenie takich reguł, wedle których audytor w sposób jednakowy we wszystkich zakładach będzie weryfikował prawidłowość procesu przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego – ocenia Aleksander Traple.

Obecnie producenci sprzętu zbierają ok. 40 proc. urządzeń, które są wprowadzane na rynek. Ustawa zakłada, że od 2021 roku poziom zbierania zużytego sprzętu ma wynosić 65 proc. masy wprowadzonej do obrotu w trzech poprzednich latach lub 85 proc. wytworzonego zużytego sprzętu. Recykling sprzętu zależy od grupy, do której został zaklasyfikowany. Dlatego eksperci oceniają, że przepisy, które zmniejszają z 10 do 6 liczbę grup urządzeń elektronicznych i elektrycznych, to dobre posunięcie.

– Z punktu widzenia kosztów przetwarzania i wyzwań środowiskowych niektóre sprzęty są łatwiejsze, inne trudniejsze. Dotychczasowy sposób grupowania tych sprzętów pozwala na zamienne traktowanie tych grup. Wprowadzenie podziału na 6 grup powinno to uniemożliwić. To rozwiązanie pozwala tak grupować sprzęt, aby nie było możliwe przetwarzanie sprzętu trudniejszego w sposób właściwy dla sprzętu łatwiejszego – przekonuje Daniel Chojnacki.

Kurs franka odbija. Przecena waluty w RPA. Przychody z podatków w 2016

Waluta RPA spadła od początku tygodnia o około 5% względem większości głównych walut. Dobre prognozy podatkowe rządu. Dobre dane makroekonomiczne wspierają franka.

Gwałtowna przecena waluty RPA

W tym tygodniu byliśmy świadkami gwałtownej przeceny na walucie Republiki Południowej Afryki. staniała ona w ciągu tygodnia z 0,32 zł w okolice 0,30 zł. To tak jakby euro nagle zmieniło swoją wartość o 15 groszy. Ruch ten nie martwi zbytnio analityków, gdyż można go wciąż uznać za korektę zeszłorocznych wzrostów. W ciągu roku rand zyskał bowiem na wartości imponujące 30%. Powodem zamieszania jest informacja o możliwości zdymisjonowania przez prezydenta ministra finansów. Jest to postać ciesząca się dużym zaufaniem rynków stąd pewien strach. Analitycy wskazują jednak na wciąż wysoką atrakcyjność inwestycji w RPA, głównie za sprawą cen surowców, które kraj ten wydobywa.

3 mld złotych przychodu z podatków w 2016 roku

Przychody budżetowe z tytułu podatku bankowego wyniosły w 2016 roku 3 mld złotych. NA 2017 rok planowane jest pobranie z banków 4 miliardów złotych. Co ciekawe w komentarzu wiceministra finansów znalazła się informacja, że klienci mają wybór pomiędzy bankami a instytucjami działającymi w mniejszej skali i nie obłożonymi stosownym podatkiem. Na uwagę zasługuje jednak przede wszystkim zwiększona ściągalność VAT. Jeżeli uda się utrzymać to tempo wzrostu ściągalności to będzie nas stać na programy socjalne rządu. Pewnym problemem jest wciąż dla rządu podatek od sklepów wielkopowierzchniowych, który wciąż jest zawieszony jako niezgodny z prawem unijnym.

Dane Makroekonomiczne ze Szwajcarii

Dzisiaj rano poznaliśmy dane ze Szwajcarii. Indeks Instytutu KOF pokazujące potencjalną kondycję polskiej gospodarki w perspektywie najbliższego półrocza wyniósł 107,6 punktu. Było to o 1,6 punktu więcej niż oczekiwali analitycy. Jest to kolejny sygnał mówiący o tym, że pomimo bardzo silnego franka gospodarka tego kraju wcale nie ma się źle. Efektem dobrych danych ze Szwajcarii było umacnianie się frank względem pozostałych walut. Nie zmienia to faktu, że frank wciąż jest blisko wielomiesięcznych minimów względem złotego.

Dzisiaj w ramach danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Czechy – decyzja CNB w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:30 – USA PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fed jednak jastrzębi? Dwie czy cztery podwyżki w USA?

Wczoraj amerykańskie rynki utrzymały grunt pod nogami. DowJones30 zyskał 0,08%, SPX500 0,05% a NSDQ100 0,09%. Dzisiejszy dzień w Azji stoi pod znakiem zniżek, JPN225 jak i China50 tracą. Natomiast od rana europejskie rynki dzielnie walczą odnotowując lekkie zyski.Rynki finansowe dane 30 marca 2017

Ropa naftowa odnotowuje warty uwagi wzrost wartości, co może stanowić paliwo dla byków, przede wszystkim w sektorze energetycznym.

lira turecka kurs do dolara wykresCzłonek rezerwy federalnej Eric Rosengren pokazał wczoraj swoje jastrzębie skrzydła wzywając kolejnych czterech podwyżek stóp procentowych jeszcze w tym roku. Rynki będą uważnie śledzić planowane na dziś cztery wypowiedzi FED, ze szczególną uwagą także tę dotyczącą kwestii sumy bilansowej.

Obecnie rynki wyceniają prawdopodobieństwo jednaj bądź dwóch podwyżek jeszcze w tym roku. Wiceprzewodniczący rezerwy federalnej Stanley Fischer, był nieco bardziej zachowawcy niż Rosengren i wezwał wczoraj do nie więcej niż dwóch podwyżek w 2017. Inwestorzy będą także bacznie przyglądać się danym makro zza oceanu. Dziś zostanie podane do wiadomości końcowe wyliczenie PKB w USA w IV kwartale. Analitycy szacują kwartalny wzrost na 2%.

Dziś amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson przebywa z oficjalną wizytą w Turcji. Tillerson będzie rozmawiał na temat wojny w Syrii, w tym także wykorzystania sił kurdyjskich do ataku na Rakkę, stolicę samozwańczego Państwa Islamskiego. Ze względu na napięte stosunki turecko-kurdyjskie były baron naftowy będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. W agendzie nie znajdzie się raczej temat planowanego referendum konstytucyjnego nad Bosforem. Poddana pod głosowanie w kwietniu reforma konstytucji zakłada m.in., że prezydent będzie jednocześnie szefem państwa i rządu, będzie mógł sprawować władzę za pomocą dekretów, a także rozwiązywać parlament. Polityka prezydenta Erdogana wobec opozycji, na pewno doprowadziłaby każdego amerykańskiego polityka do furii, natomiast kurs obrany przez administrację Trumpa koncentruje się w całości na kwestii wyeliminowania Państwa Islamskiego za wszelką cenę.

Inwestorzy na pewno będzie przyglądać się zaciekawieniem notowaniom tureckiej liry na krótko przed i po głosowaniu, które odbędzie się 16 kwietnia.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 30 marca.

Jakub Machnik w zarządzie UNIQA Polska

  • Jakub Machnik został powołany na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za zarządzaniem ryzykiem
  • Od 2007 roku pełnił funkcję dyrektora Departamentu Finansowego w spółkach UNIQA.

Rada Nadzorcza spółek UNIQA w Polsce zdecydowała o powołaniu z dniem 1 kwietnia Jakuba Machnika na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za pion ryzyka. Z UNIQA związany jest od 14 lat, ostatnio pełnił funkcję dyrektora finansowego.

Jakub Machnik, UNIQA Polska - fot. Rafał Guz
Jakub Machnik, UNIQA Polska – fot. Rafał Guz

Jakub Machnik jest związany z sektorem ubezpieczeń od 17 lat, w tym od 14 lat z UNIQA. Od 2007 roku był na stanowisku dyrektora finansowego odpowiedzialnego m.in. za księgowość, sprawozdawczość i działalność lokacyjną. Brał udział w projektach wdrożeń systemów IT (zarówno ubezpieczeniowych, jak i ERP), projektach optymalizacyjnych dotyczących złożonych procesów biznesowych oraz operacyjnym wdrożeniu regulacji Solvency II. Karierę zawodową rozpoczynał w audycie instytucji finansowych firm Arthur Andersen i Ernst&Young.

Posiada uprawnienia biegłego rewidenta, ukończył kierunek Finanse i Bankowość na Uniwersytecie Łódzkim. Posiada również dyplom MBA programu Executive MBA University of Quebec i Szkoły Głównej Handlowej.

Jakub Machnik jest doświadczonym menedżerem ds. ryzyka, który od wielu lat pracuje na rynku ubezpieczeniowym. Po 14 latach pracy w UNIQA ma dużą wiedzę o rynku ubezpieczeniowym i w szczególności o działaniu spółek UNIQA. Będzie wspierał zarząd w umacnianiu pozycji UNIQA na polskim rynku mówi Jarosław Matusiewicz, prezes spółek UNIQA.

Powołanie członka zarządu odpowiedzialnego za obszar ryzyka wymaga akceptacji Komisji Nadzoru Finansowego.

Skład zarządu spółek UNIQA w Polsce od 1 kwietnia 2017 r.:

  • Jarosław Matusiewicz – prezes zarządu,
  • Anna Demczenko – wiceprezes zarządu ds. finansowych,
  • Adam Łoziak – wiceprezes zarządu ds. sprzedaży,
  • Jakub Machnik – członek zarządu ds. ryzyka.

Mzuri CFI 1: zyski z pierwszej spółki inwestującej grupowo w mieszkania na poziomie blisko 14 proc. rocznie

Zakończył się proces inwestycyjny Mzuri CFI 1 – pierwszej spółki grupowego inwestowania w nieruchomości powstałej w ramach inicjatywy Mzuri CFI. Spółka pozyskała kapitał w wysokości 1,5 mln zł na zakup, remont, a następnie sprzedaż mieszkań z przeznaczeniem na wynajem. Udziały w spółce objęło 64 inwestorów, którzy wpłacili średnio po 22 tys. zł. Po nieco ponad 2 latach Inwestorzy otrzymają zwrot zainwestowanego kapitału oraz wypłatę zysku na poziomie 30,6 proc. (13,6 proc. w skali roku).

W grudniu 2014 Grupa Mzuri uruchomiła pierwszą spółkę celową opartą na idei crowdfundingu, która umożliwiała grupowe inwestowanie w nieruchomości osobom dysponującym nawet relatywnie niewielkim kapitałem. Pod koniec 2014 roku Mzuri CFI 1 pozyskała łącznie ponad 1,5 mln zł na zakup i remont kamienicy w celu późniejszego sprzedania mieszkań przeznaczonych na wynajem. W roku 2015 zidentyfikowano okazję inwestycyjną w Łodzi. Po przeprowadzeniu wnikliwej analizy prawnej, ekonomicznej i technicznej kamienica przy ulicy Targowej 55 została kupiona. – Do lutego 2017 roku trwał remont obiektu. W marcu zamknęliśmy cały proces inwestycyjny, 100 proc. mieszkań zostało sprzedanych – większość z nich jest już wynajęta i przynoszą nabywcom zwrot z inwestycji na poziomie ok. 7,5 proc. rocznie. Zyski z przedsięwzięcia zostaną teraz wypłacone tym inwestorom, którzy zdecydują się wycofać ze spółki, zaś pozostali inwestorzy wezmą udział w kolejnej inwestycji polegającej na wzniesieniu nowego budynku z mieszkaniami na wynajem – komentuje Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri CFI 1.

Inwestorzy CFI 1 podkreślają, iż koncept crowdfundingu jest atrakcyjną alternatywą dla standardowych metod inwestycji. – Daje on możliwość udziału w najbardziej intratnej formie flippingu (kupna i zyskownej sprzedaży kamienic po podniesieniu ich wartości), nawet w przypadku relatywnie ograniczonych zasobów finansowych, braku wiedzy i doświadczenia indywidualnego Inwestora. Niska bariera wejścia – już od 10 tys. zł, bezpieczeństwo inwestycji oraz wysokie zyski zdecydowanie zachęcają do dalszego angażowania kapitału w inicjatywy Mzuri CFI – dodaje Roland Caban, Kierownik Projektów Mzuri CFI.

Mzuri CFI 1 to pierwsza z dotychczas czterech spółek Grupy Mzuri uruchomiona w ramach inicjatywy Mzuri CFI opartej na idei crowdfundingu. Mzuri CFI 2, uruchomiona w roku 2015, zebrała jak dotychczas 3 mln zł. – Z każdym kolejnym projektem CFI rośnie przeciętna wysokość kapitału wpłacanego przez inwestorów – zaczynaliśmy od poziomu 22 tys. zł, podczas gdy średnia wpłat do ostatniej z naszych inicjatyw była już na poziomie ok. 50 tys. zł. Mimo to, próg wejścia niezmiennie utrzymujemy na poziomie 10 tys. zł, tak by zarabianie na nieruchomościach udostępnić osobom, które dysponują nawet niewielkim kapitałem – dodaje Kaźmierczak. Do pierwszej inicjatywy kapitał w wysokości 1,5 mln zł Mzuri CFI 1 gromadziła przez 6 tygodni. W przypadku Mzuri CFI 4 poziom ten został osiągnięty po dwóch dniach, a finalny poziom ponad 6 mln zł już po dwóch tygodniach subskrypcji.

Spółka zapowiada też powołanie kolejnych projektów CFI. – Mzuri CFI 5 będzie prawdopodobnie miało charakter deweloperski, a więc naszym celem będzie budowa nowych mieszkań na wynajem. Nieustannie prowadzimy też due diligence kolejnych projektów rewitalizacyjnych, m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy i w Warszawie. Rynkiem nieruchomości w Polsce zajmujemy się już od 1998 roku, zarządzamy ponad 2,5 tys. mieszkań na wynajem, dlatego doskonale wiemy jakich inicjatyw brakuje na rynku – komentuje Sławek Muturi, ekspert od inwestycji w nieruchomości na wynajem, założyciel Mzuri i przewodniczący rady nadzorczej w spółkach Mzuri CFI.