Fed jednak jastrzębi? Dwie czy cztery podwyżki w USA?

Wczoraj amerykańskie rynki utrzymały grunt pod nogami. DowJones30 zyskał 0,08%, SPX500 0,05% a NSDQ100 0,09%. Dzisiejszy dzień w Azji stoi pod znakiem zniżek, JPN225 jak i China50 tracą. Natomiast od rana europejskie rynki dzielnie walczą odnotowując lekkie zyski.Rynki finansowe dane 30 marca 2017

Ropa naftowa odnotowuje warty uwagi wzrost wartości, co może stanowić paliwo dla byków, przede wszystkim w sektorze energetycznym.

lira turecka kurs do dolara wykresCzłonek rezerwy federalnej Eric Rosengren pokazał wczoraj swoje jastrzębie skrzydła wzywając kolejnych czterech podwyżek stóp procentowych jeszcze w tym roku. Rynki będą uważnie śledzić planowane na dziś cztery wypowiedzi FED, ze szczególną uwagą także tę dotyczącą kwestii sumy bilansowej.

Obecnie rynki wyceniają prawdopodobieństwo jednaj bądź dwóch podwyżek jeszcze w tym roku. Wiceprzewodniczący rezerwy federalnej Stanley Fischer, był nieco bardziej zachowawcy niż Rosengren i wezwał wczoraj do nie więcej niż dwóch podwyżek w 2017. Inwestorzy będą także bacznie przyglądać się danym makro zza oceanu. Dziś zostanie podane do wiadomości końcowe wyliczenie PKB w USA w IV kwartale. Analitycy szacują kwartalny wzrost na 2%.

Dziś amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson przebywa z oficjalną wizytą w Turcji. Tillerson będzie rozmawiał na temat wojny w Syrii, w tym także wykorzystania sił kurdyjskich do ataku na Rakkę, stolicę samozwańczego Państwa Islamskiego. Ze względu na napięte stosunki turecko-kurdyjskie były baron naftowy będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. W agendzie nie znajdzie się raczej temat planowanego referendum konstytucyjnego nad Bosforem. Poddana pod głosowanie w kwietniu reforma konstytucji zakłada m.in., że prezydent będzie jednocześnie szefem państwa i rządu, będzie mógł sprawować władzę za pomocą dekretów, a także rozwiązywać parlament. Polityka prezydenta Erdogana wobec opozycji, na pewno doprowadziłaby każdego amerykańskiego polityka do furii, natomiast kurs obrany przez administrację Trumpa koncentruje się w całości na kwestii wyeliminowania Państwa Islamskiego za wszelką cenę.

Inwestorzy na pewno będzie przyglądać się zaciekawieniem notowaniom tureckiej liry na krótko przed i po głosowaniu, które odbędzie się 16 kwietnia.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 30 marca.

Jakub Machnik w zarządzie UNIQA Polska

  • Jakub Machnik został powołany na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za zarządzaniem ryzykiem
  • Od 2007 roku pełnił funkcję dyrektora Departamentu Finansowego w spółkach UNIQA.

Rada Nadzorcza spółek UNIQA w Polsce zdecydowała o powołaniu z dniem 1 kwietnia Jakuba Machnika na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za pion ryzyka. Z UNIQA związany jest od 14 lat, ostatnio pełnił funkcję dyrektora finansowego.

Jakub Machnik, UNIQA Polska - fot. Rafał Guz
Jakub Machnik, UNIQA Polska – fot. Rafał Guz

Jakub Machnik jest związany z sektorem ubezpieczeń od 17 lat, w tym od 14 lat z UNIQA. Od 2007 roku był na stanowisku dyrektora finansowego odpowiedzialnego m.in. za księgowość, sprawozdawczość i działalność lokacyjną. Brał udział w projektach wdrożeń systemów IT (zarówno ubezpieczeniowych, jak i ERP), projektach optymalizacyjnych dotyczących złożonych procesów biznesowych oraz operacyjnym wdrożeniu regulacji Solvency II. Karierę zawodową rozpoczynał w audycie instytucji finansowych firm Arthur Andersen i Ernst&Young.

Posiada uprawnienia biegłego rewidenta, ukończył kierunek Finanse i Bankowość na Uniwersytecie Łódzkim. Posiada również dyplom MBA programu Executive MBA University of Quebec i Szkoły Głównej Handlowej.

Jakub Machnik jest doświadczonym menedżerem ds. ryzyka, który od wielu lat pracuje na rynku ubezpieczeniowym. Po 14 latach pracy w UNIQA ma dużą wiedzę o rynku ubezpieczeniowym i w szczególności o działaniu spółek UNIQA. Będzie wspierał zarząd w umacnianiu pozycji UNIQA na polskim rynku mówi Jarosław Matusiewicz, prezes spółek UNIQA.

Powołanie członka zarządu odpowiedzialnego za obszar ryzyka wymaga akceptacji Komisji Nadzoru Finansowego.

Skład zarządu spółek UNIQA w Polsce od 1 kwietnia 2017 r.:

  • Jarosław Matusiewicz – prezes zarządu,
  • Anna Demczenko – wiceprezes zarządu ds. finansowych,
  • Adam Łoziak – wiceprezes zarządu ds. sprzedaży,
  • Jakub Machnik – członek zarządu ds. ryzyka.

Mzuri CFI 1: zyski z pierwszej spółki inwestującej grupowo w mieszkania na poziomie blisko 14 proc. rocznie

Zakończył się proces inwestycyjny Mzuri CFI 1 – pierwszej spółki grupowego inwestowania w nieruchomości powstałej w ramach inicjatywy Mzuri CFI. Spółka pozyskała kapitał w wysokości 1,5 mln zł na zakup, remont, a następnie sprzedaż mieszkań z przeznaczeniem na wynajem. Udziały w spółce objęło 64 inwestorów, którzy wpłacili średnio po 22 tys. zł. Po nieco ponad 2 latach Inwestorzy otrzymają zwrot zainwestowanego kapitału oraz wypłatę zysku na poziomie 30,6 proc. (13,6 proc. w skali roku).

W grudniu 2014 Grupa Mzuri uruchomiła pierwszą spółkę celową opartą na idei crowdfundingu, która umożliwiała grupowe inwestowanie w nieruchomości osobom dysponującym nawet relatywnie niewielkim kapitałem. Pod koniec 2014 roku Mzuri CFI 1 pozyskała łącznie ponad 1,5 mln zł na zakup i remont kamienicy w celu późniejszego sprzedania mieszkań przeznaczonych na wynajem. W roku 2015 zidentyfikowano okazję inwestycyjną w Łodzi. Po przeprowadzeniu wnikliwej analizy prawnej, ekonomicznej i technicznej kamienica przy ulicy Targowej 55 została kupiona. – Do lutego 2017 roku trwał remont obiektu. W marcu zamknęliśmy cały proces inwestycyjny, 100 proc. mieszkań zostało sprzedanych – większość z nich jest już wynajęta i przynoszą nabywcom zwrot z inwestycji na poziomie ok. 7,5 proc. rocznie. Zyski z przedsięwzięcia zostaną teraz wypłacone tym inwestorom, którzy zdecydują się wycofać ze spółki, zaś pozostali inwestorzy wezmą udział w kolejnej inwestycji polegającej na wzniesieniu nowego budynku z mieszkaniami na wynajem – komentuje Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri CFI 1.

Inwestorzy CFI 1 podkreślają, iż koncept crowdfundingu jest atrakcyjną alternatywą dla standardowych metod inwestycji. – Daje on możliwość udziału w najbardziej intratnej formie flippingu (kupna i zyskownej sprzedaży kamienic po podniesieniu ich wartości), nawet w przypadku relatywnie ograniczonych zasobów finansowych, braku wiedzy i doświadczenia indywidualnego Inwestora. Niska bariera wejścia – już od 10 tys. zł, bezpieczeństwo inwestycji oraz wysokie zyski zdecydowanie zachęcają do dalszego angażowania kapitału w inicjatywy Mzuri CFI – dodaje Roland Caban, Kierownik Projektów Mzuri CFI.

Mzuri CFI 1 to pierwsza z dotychczas czterech spółek Grupy Mzuri uruchomiona w ramach inicjatywy Mzuri CFI opartej na idei crowdfundingu. Mzuri CFI 2, uruchomiona w roku 2015, zebrała jak dotychczas 3 mln zł. – Z każdym kolejnym projektem CFI rośnie przeciętna wysokość kapitału wpłacanego przez inwestorów – zaczynaliśmy od poziomu 22 tys. zł, podczas gdy średnia wpłat do ostatniej z naszych inicjatyw była już na poziomie ok. 50 tys. zł. Mimo to, próg wejścia niezmiennie utrzymujemy na poziomie 10 tys. zł, tak by zarabianie na nieruchomościach udostępnić osobom, które dysponują nawet niewielkim kapitałem – dodaje Kaźmierczak. Do pierwszej inicjatywy kapitał w wysokości 1,5 mln zł Mzuri CFI 1 gromadziła przez 6 tygodni. W przypadku Mzuri CFI 4 poziom ten został osiągnięty po dwóch dniach, a finalny poziom ponad 6 mln zł już po dwóch tygodniach subskrypcji.

Spółka zapowiada też powołanie kolejnych projektów CFI. – Mzuri CFI 5 będzie prawdopodobnie miało charakter deweloperski, a więc naszym celem będzie budowa nowych mieszkań na wynajem. Nieustannie prowadzimy też due diligence kolejnych projektów rewitalizacyjnych, m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy i w Warszawie. Rynkiem nieruchomości w Polsce zajmujemy się już od 1998 roku, zarządzamy ponad 2,5 tys. mieszkań na wynajem, dlatego doskonale wiemy jakich inicjatyw brakuje na rynku – komentuje Sławek Muturi, ekspert od inwestycji w nieruchomości na wynajem, założyciel Mzuri i przewodniczący rady nadzorczej w spółkach Mzuri CFI.

Równe traktowanie kobiet i mężczyzn to wciąż mit. UE chce to zmienić

Równe traktowanie kobiet i mężczyzn to wciąż mit. UE chce to zmienić 1

Mimo formalnego równouprawnienia kobiety są nadal traktowane gorzej przy wyliczaniu składek ubezpieczeniowych oraz emerytalnych w prywatnych funduszach. Średnio w Europie emerytura kobiet jest o ok. 40 proc. niższa niż mężczyzn. Dlatego istotne jest rozszerzenie zasady równego traktowania kobiet i mężczyzn poza sferę zatrudnienia i rynek pracy oraz objęcie nią także dostępu do towarów i usług – przekonuje europosłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Wciąż jeszcze jesteśmy bardzo daleko od celu, jakim jest równe traktowanie kobiet i mężczyzn w dostępie do towarów i usług. Świadczy o tym luka emerytalna, czyli różnica pomiędzy średnią emeryturą kobiet a mężczyzn. Emerytura gromadzi właściwie całe życiowe doświadczenia zawodowe i podsumowuje je w postaci wysokości świadczenia. W Europie luka emerytalna wynosi ok. 40 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka do Parlamentu Europejskiego i członek Komisji FEMM ds. Kobiet i Równouprawnienia.

Dane Komisji Europejskiej wskazują, że największa różnica w wysokości emerytur jest w Luksemburgu (47 proc.) i Niemczech (44 proc.), najmniejsza zaś w Estonii (4 proc.) i Słowacji (8 proc.). W Polsce przeciętna różnica świadczenia kobiety i mężczyzny wynosi nieco ponad 30 proc.

– Jest wiele aktów prawnych, które pomagają w osiąganiu równości. Jednym z nim jest Dyrektywa o równym dostępie do dóbr i usług kobiet i mężczyzn. Dotyczy ona kilku aspektów – usług finansowych, np. ubezpieczeniowych, zakazu molestowania w dostępie do dóbr i usług, ochrony macierzyństwa i kobiet w ciąży czy wzmocnienia obecności ciał równościowych takich jak pełnomocnicy czy rzecznicy ds. równości – wskazuje Kozłowska-Rajewicz.

Zdaniem europosłanki największym sukcesem dyrektywy jest wprowadzenie tych samych zasad przy wyliczaniu składek ubezpieczeniowych oraz emerytalnych w prywatnych funduszach. Firmy ubezpieczeniowe musiały zrezygnować z kryterium płci i skupić się na indywidualnych czynnikach. O ryzyku przy ubezpieczeniach decydują merytoryczne kryteria, np. historia wypadków czy stan zdrowia. Jeszcze niedawno jednak istotna była płeć.

Były duże różnice np. w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Mężczyźni tylko dlatego, że są mężczyznami, płacili wyższe składki. W ubezpieczeniach zdrowotnych było odwrotnie – kobiety ze względu na płeć płaciły składki automatycznie wyższe. Ja np. płaciłam 30 proc. wyższą składkę zdrowotną, niż wynosiła ona dla syna albo męża i uważałam to za głęboko niesprawiedliwe – tłumaczy Kozłowska-Rajewicz.

Choć ujednolicenie składek spotkało się z dużym oporem, większość państw członkowskich wdrożyła ten przepis.

W marcu Parlament Europejski przyjął raport Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz na temat równego dostępu do towarów i usług dla kobiet i mężczyzn. Identyfikuje on nowe obszary zastosowania dyrektywy, które wynikają z postępującej cyfryzacji i rozwoju ekonomii dzielenia się. Przykładem mogą być usługi oferowane przez takie platformy jak AirBnB czy Uber.

Obawy związane z cyfrowymi platformami dotyczą przede wszystkim tego, w jaki sposób klienci mogą się czuć bezpieczniej, jak to uregulować, ale tak, żeby nie zepsuć tego, co najcenniejsze, czyli wymiany usług opartej na zaufaniu. Zwracamy uwagę na to w raporcie, a decydować będą odpowiednie gremia. Obecnie przez Parlament przechodzi kilka projektów dotyczących ekonomii dzielenia się. Takich platform będzie coraz więcej, dlatego trzeba rozstrzygnąć, jak daleko mają sięgać regulacje – podkreśla europosłanka.

Jak zaznacza Kozłowska-Rajewicz, problemem wciąż jest dostosowanie krajowych przepisów do tych wskazanych w dyrektywach. Nie inaczej jest w Polsce, a europosłanka wskazuje, że bolączką jest brak osób odpowiedzialnych za realizację polityki równości.

Dyrektywy wymagają powołania pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Teraz ten pełnomocnik został zredukowany do funkcji, która łączy się z innymi zadaniami i właściwie w praktyce jest kompletnie niewidoczny. Wzmocnienie pełnomocników, zapewnienie im odpowiedniego finansowania i warunków, żeby naprawdę realizowali tę politykę równościową, to jedna z cech tej dyrektywy, raportu i postulatów z tym związanych – przekonuje Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Turystyka jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Odpowiada za blisko 6 proc. PKB

Turystyka jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Odpowiada za blisko 6 proc. PKB 2

Polskę co roku odwiedza ok. 16 mln turystów zagranicznych, a ich wydatki sięgają ok. 13 mld euro. Udział turystyki w PKB to 6 proc., ale potencjał tej branży jest znacznie większy. Nie będzie on rozwijany bez bardziej aktywnej promocji turystyki. Ścisła współpraca między podmiotami działającymi w branży pozwoli zwiększyć siłę rażenia działalności promocyjnej – przekonuje Marek Olszewski, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

– Rola turystyki w gospodarce jest wciąż niedoceniana. Praktycznie wszystkie branże uczestniczą w tworzeniu produktu turystycznego. Poczynając od poważnych inwestycji, np. hotelarskich, po całą infrastrukturę wyposażenia hoteli, wyżywienie, atrakcje turystyczne, transport, logistykę. To wszystko przecież jest związane z turystyką i wszędzie te pieniądze zostają – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Olszewski, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

Ocenia się, że turystyka to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Jej udział w PKB to ok. 5–6 proc. (w 2015 roku). W turystyce pracuje ponad 700 tys. osób, a na rozwoju rynku turystycznego korzystają inne sektory gospodarki, m.in. budownictwo, transport czy rolnictwo.

 Należy zwiększyć udział turystyki krajowej. Mam kilka ciekawych pomysłów, które powinny się przyczynić do jej wzrostu, a pośrednio także do rozwoju kulturalnego, żebyśmy mogli się zapoznawać z dziedzictwem kulturowym, historią, naturą, która jest głównym argumentem dla przyjazdów zagranicznych – tłumaczy prezes POT.

W całej Polsce organizowana jest akcja „Polska zobacz więcej – weekend za pół ceny”, podczas której turyści mogą skorzystać z 50-proc. zniżek. Najbliższa jej edycja odbędzie się w dniach 31 marca – 2 kwietnia. Do akcji dołączyło ok. 450 podmiotów, a cały projekt ma ożywić krajową turystykę, zwłaszcza w sezonie niskim, i wzmocnić promocję oferty turystycznej wśród turystów krajowych. Ocenia się, że w tym roku ze zniżek może skorzystać 100 tys. Polaków.

Istotne jest także zachęcenie do odwiedzin zagranicznych turystów. Tylko w 2015 roku Polskę odwiedziło ponad 16,7 mln obcokrajowców (dane dotyczą turystów, którzy wykupili choć jeden nocleg).

– Na zagranicznych rynkach prowadzimy akcje, które mają zwiększyć naszą rozpoznawalność. Wiele osób nie do końca lokalizuje nasz kraj jako położony w Europie. Dlatego stawiamy przede wszystkim na kampanię medialną: przez telewizje, prasę, workshopy, spotkania z dziennikarzami czy organizowane study tour, gdzie zapraszamy dziennikarzy i touroperatorów, którzy obsługują rynek polski w zagranicznych obszarach – wymienia Olszewski.

Z danych resortu sportu i turystyki wynika, że w 2015 roku najwięcej odwiedziło nas Niemców (ponad 6 mln), Ukraińców, Rosjan, Brytyjczyków, także Francuzów i Czechów. Coraz częściej jako atrakcyjną destynację turystyczną oceniają nas mieszkańcy krajów skandynawskich, w dużej mierze ze względu na dobrą komunikację.

 Każde biuro podróży, każdy touroperator na terenie Europy jako pierwsze zadaje pytanie o to, jak dojechać. W momencie, w którym nasza infrastruktura rozwija się dosyć dynamicznie, zarówno drogowa, jak i lotnicza, powstają nowe połączenia, te rynki stają się coraz bliższe – wskazuje prezes POT.

W ubiegłym roku polskie lotniska obsłużyły ponad 34 mln pasażerów (przy 30,5 mln w 2015 roku). Udział portów regionalnych przekroczył 62 proc. Pojawiają się nowe połączenia, także do egzotycznych krajów, a to sprawia, że Polska wyraźniej zaistniała na turystycznej mapie świata.

– Blisko mają do nas Niemcy, także Norwegowie i Szwedzi. Ale to także kierunki, gdzie była prowadzona szeroka akcja promocyjna: na rynku chińskim, w Indiach, gdzie mamy tzw. home office. Staramy się poprzez te placówki propagować przyjazdy do Polski. To proces długotrwały, bo konkurencja jest olbrzymia. Myślę jednak, że mamy mocne argumenty. Jestem optymistą pod tym względem – podkreśla Olszewski.

Jak ocenia, aby kampanie promocyjne były bardziej widoczne, POT powinien aktywnie konsolidować działania podmiotów tworzących na rynku turystycznym, takich jak właściciele obiektów noclegowych, zarządzający atrakcjami turystycznymi, parkami narodowymi czy muzeami.

 Te obiekty nieraz są zbyt małe, żeby aktywnie promować się choćby na imprezach targowych, już nie wspominając o kampanii prasowej czy telewizyjnej. W związku z tym trzeba połączyć wysiłki i wówczas siła rażenia naszej działalności promocyjnej będzie dużo większa, z korzyścią dla obu stron – przekonuje Marek Olszewski.

Od 1 października rynek cukru czekają poważne zmiany. Ceny cukru mogą drastycznie wzrosnąć

Od 1 października rynek cukru czekają poważne zmiany. Ceny cukru mogą drastycznie wzrosnąć 3

Zniesienie kwotowania na rynku buraka cukrowego od października może oznaczać koniec stabilizacji na tym rynku, a nadprodukcja cukru doprowadzi do drastycznej obniżki jego ceny – przekonuje Krzysztof Nykiel, prezes Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego. Części plantatorów nie będzie opłacała się produkcja, więc w długim terminie będzie ona ograniczana, co z kolei może wywołać dołek na rynku i znaczne podwyżki cen cukru. Rozwiązaniem mogłoby być uwolnienie limitu eksportowego w Unii Europejskiej.

– 1 października dojdzie do zniesienia kwotowania na rynku buraków i cukru. Jako związek plantatorów uważamy, że to złe rozwiązanie. Kwotowanie dawało stabilizację zarówno plantatorom, producentom, jak i konsumentom, a cena cukru trzymała się mniej więcej na tym samym poziomie. Teraz będziemy mieć wahania na rynku. W przyszłym roku na rynku może się pojawić bardzo dużo cukru. Wszystkie firmy funkcjonujące na rynku chcą kontraktować więcej buraków – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Nykiel, prezes Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.

Według niemieckiej firmy analitycznej F. O. Licht w sezonie 2016/2017 światowy deficyt cukru może wynieść 5,5 mln ton. W następnym sezonie na rynku może być już jednak nadprodukcja cukru, na poziomie ponad 2 mln ton, w dużej mierze właśnie ze względu na zniesienie systemu kwotowania. Zniesienie limitów produkcyjnych, choć zwiększy potencjał produkcyjny, jednocześnie może przynieść nadpodaż.

– Nadprodukcja cukru może doprowadzić do drastycznych obniżek cen za buraki cukrowe. Ta cena już w tym roku jest o około 20–30 proc. niższa, niż była dotychczas. Może być również tak, że plantatorom przy bardzo niskich cenach nie będzie się opłacało sadzić buraków, a to będzie już katastrofa na rynku – ocenia Krzysztof Nykiel.

Jak podkreśla, rozwiązaniem mogłoby być zniesienie limitów eksportowych.

– Byłoby dobrze, żeby firmy, jeśli kontraktują więcej buraków, miały również określony zbyt na nadprodukcję cukru. Limit eksportowy w Unii Europejskiej wynegocjowany ze Światową Organizacją Handlu jest na poziomie 1,4 mln ton, powinien zostać absolutnie zniesiony. Skoro uwalniamy produkcję w Unii Europejskiej, nie kwotujemy, to powinno się również uwolnić limit eksportowy tak, byśmy mieli możliwość eksportowania cukru i konkurowania z rynkiem światowym – tłumaczy Nykiel.

Agencja Rynku Rolnego oblicza, że w 2016 roku eksport polskiego cukru w ujęciu ilościowym wzrósł o 8 proc. (do poziomu 465 tys. ton), a wartościowym – o 20 proc. (226 mln euro). Blisko 60 proc. trafiło na rynki europejskie. Poza Unię wyeksportowano 180 tys. ton, przede wszystkim do Izraela, Rosji, Gruzji i Kazachstanu. Potencjał jest jednak znacznie większy.

Nykiel podkreśla, że polscy plantatorzy są przygotowani do nadchodzących zmian.

– Plantatorzy dokonali olbrzymiego postępu. Plony osiągane przez nas z hektara są obecnie o 40 proc. wyższe niż jeszcze 10 lat temu – podkreśla prezes KZPBC.

W sezonie 2016/2017 produkcja cukru wyniosła 2 mln ton (wzrost o 620 tys. ton). Wzrósł areał upraw buraków (o 18 proc. do 203 tys. ha) i plony (wzrost o 21 proc. do nieco ponad 65 t/ha). Następna kampania cukrownicza może być jeszcze lepsza. Dane Związku Producentów Cukru w Polsce wskazują, że produkcja wyniesie 2,2 mln ton, wzrośnie też powierzchnia upraw i średnia produkcja cukru w pojedynczej cukrowni.

– Polska jest trzecim producentem w UE, ale liderzy, czyli Francuzi i Niemcy, mają dużo lepsze warunki glebowo-klimatyczne do uprawy i osiągają lepsze wyniki z hektara. To będzie istotne, bo jeżeli ktoś osiąga plon rzędu 80–90 ton z hektara, to inaczej rozłożą się u niego koszty niż u tych, którzy osiągają 60–70 ton. Mamy już oczywiście też takich plantatorów, u których plony sięgają 90 i 100, ale to jeszcze nie jest reguła – mówi Nykiel.

Jak przekonuje prezes KZPBC, nie ma większych szans na powrót do kwotowania. W długim terminie stracić mogą na tym nie tylko plantatorzy i producenci, lecz także konsumenci.

– Konsumenci będą kupować cukier w niższych cenach, ale może się tak zdarzyć, że później one znacznie wzrosną. Jeżeli w konsekwencji niskich cen cukru produkcja zostanie ograniczona przez plantatorów i producentów, to może się pojawić dołek na rynku, a wówczas ceny wzrosną. Uważam, że kwotowanie było stabilizatorem. Po jego zakończeniu może być podobna sytuacja jak na rynku mleka. Mieliśmy bardzo duży dołek, dzisiaj jest trochę lepiej, choć to wciąż nie jest jeszcze pełnia szczęścia – podkreśla Krzysztof Nykiel.

Większa korekta na giełdzie nadejdzie już niebawem. Inwestorzy powinni pomyśleć o wierzytelnościach i nieruchomościach zanim ceny akcji zaczną spadać

Większa korekta na giełdzie nadejdzie już niebawem. Inwestorzy powinni pomyśleć o wierzytelnościach i nieruchomościach zanim ceny akcji zaczną spadać 4

Obecna na warszawskiej giełdzie od listopada 2016 roku hossa nie obejdzie się bez korekty, uważa wiceprezes Forum TFI. Według niego nadszedł odpowiedni moment, by pomyśleć o inwestycjach w wierzytelności lub nieruchomości i nie warto czekać, aż ceny akcji zaczną spadać.

– Wartości indeksów, ceny instrumentów finansowych osiągnęły już dość wysoki poziom. Musimy liczyć się z tym, że hossa nie potrwa wiecznie i nadchodząca korekta prawdopodobnie dosięgnie nas już wkrótce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Rawski, wiceprezes zarządu Forum Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. – Jest w obecnej sytuacji co najmniej kilka czynników, które wskazywałyby na to, że czeka nas najprawdopodobniej głębszy spadek cen.

Od początku roku WIG20 zyskał 15 proc., a od listopadowego dołka niemal dwukrotnie więcej. Podobnie sprawa ma się z indeksem szerokiego rynku, czyli WIG-iem. Analitycy różnie oceniają szanse dalszego wzrostu; są tacy, którzy wieszczą, że hossa potrwa do końca roku. Zdaniem Artura Rawskiego to zbytni optymizm.

– Czynników wskazujących na korekcyjne spadki cen akcji jest sporo. Po pierwsze, chociażby okres trwania hossy i przekraczania przez indeksy kolejnych barier psychologicznych. To także niższa prognoza wzrostu gospodarczego, to zmieniające się rekomendacje, zawirowania polityczne, które dzieją się w Unii Europejskiej – wylicza Rawski. – Wreszcie to plany wewnętrzne dotyczące reformy emerytalnej czy spodziewane inne sposoby wykorzystania spółek z udziałem Skarbu Państwa, do realizacji – być może – bieżących celów politycznych przez obecne władze.

W marcu odbyły się wybory w Holandii, których wprawdzie populistyczny Geert Wilders nie wygrał, jednak zwiększył liczbę mandatów w parlamencie. W kwietniu i na początku maja Europę czekają wybory we Francji, gdzie poważną kandydatką jest skrajnie prawicowa Marine Le Pen. Wreszcie szefowa brytyjskiego rządu Theresa May zapowiedziała, że rozpocznie procedurę brexitu 29 marca, zgodnie z wcześniejszymi sugestiami. Oznacza to, że za dwa lata Wielkiej Brytanii już w Unii najprawdopodobniej nie będzie.

– Myślę, że przeciętny Kowalski powinien zachować czujność i obserwować nie tylko ceny i indeksy giełdowe, lecz także brać pod uwagę inne informacje, które płyną z okolic rynku, z otoczenia politycznego czy prawnego. Dopiero synteza tych wszystkich informacji może dać sygnał do tego, że należałoby podjąć decyzję o wyjściu z inwestycji –  radzi Artur Rawski. – Przemodelowywanie portfela inwestycyjnego w perspektywie nadchodzącej bessy powinno się przede wszystkim wiązać z ograniczeniem zaangażowania w te instrumenty, które tej bessy najbardziej doświadczą – przede wszystkim w akcje i fundusze akcyjne.

Przez ostatnie trzy pełne miesiące (grudzień, styczeń i luty) to właśnie fundusze akcji polskich przyniosły najwyższe stopy zwrotu – średnio 15,5 proc. Dwucyfrowy wzrost osiągnęła jeszcze tylko jedna klasa aktywów – fundusze akcji polskich małych i średnich spółek. Także w skali roku te dwa rodzaje funduszy wzrosły najmocniej: małe i średnie spółki o ponad 30 proc., akcji polskich uniwersalne o 23,7 proc. (Analizy Online). Jednak zdaniem Artura Rawskiego, ten rajd w górę powoli wyhamowuje i inwestorzy powinni szukać także innych sposobów pomnażania majątku.

– Rynek dostarcza bardzo wielu innych instrumentów finansowych, jak chociażby fundusze alternatywne, które są oparte na aktywach nieskorelowanych bezpośrednio z tym, co się dzieje na giełdzie – podsuwa wiceprezes Forum TFI. – Aktywami, na których można oprzeć swoje inwestycje w formie funduszy inwestycyjnych, są chociażby wierzytelności czy nieruchomości, których wartość nie jest bezpośrednio powiązana z wartością akcji na rynku regulowanym. Ryzyko jest trochę inne i przewidywalne.

Zastrzega jednak, że całkowite wyeliminowanie skutków bessy może być trudne, choć możliwe jest ograniczenie jej wpływów na wartość portfela. Zwłaszcza, jeśli uczyni się to odpowiednio wcześnie, zanim akcje rozpoczną marsz w dół.

– Dywersyfikując odpowiednio portfel inwestycyjny i przenosząc zaangażowanie z instrumentów notowanych na giełdzie, możemy znacząco obniżyć negatywny wpływ spadków na wartość swojego portfela – radzi wiceprezes Forum TFI. – Należy oczywiście pamiętać o tym, żeby takie ruchy robić odpowiednio wcześnie. Myślę, że założenie sobie odpowiedniej rentowności, którą się osiąga w trakcie hossy, i zamknięcie pozycji, sprzedaż tych aktywów, które się ma, w odpowiednim momencie, nawet wtedy jeszcze, kiedy rosną, powoduje, że nadchodzące spadki nie wpłyną tak znacząco na wartość naszego portfela. 

Po brexicie Polska stanie się ważniejszym partnerem gospodarczym dla Irlandii

Po brexicie Polska stanie się ważniejszym partnerem gospodarczym dla Irlandii 5

Ubiegły rok był rekordowy dla polsko-irlandzkiej współpracy handlowej. Eksport z Polski wzrósł o blisko 8 proc., a import do kraju – o 1,8 proc. Wymiana handlowa może zdecydowanie przyspieszyć po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii, bo Irlandia będzie potrzebować silnych partnerów gospodarczych w UE.

– Na pewno przybywa polskich produktów w Irlandii, w każdym sklepie można zobaczyć polskie soki, napoje, inne produkty, które znamy z polskich sklepów – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartosz Siepracki, dyrektor biura Enterprise Ireland w Warszawie.

To w dużej mierze zasługa znaczącej liczby Polaków mieszkających i pracujących w Irlandii. Tamtejsze firmy cenią sobie polskich pracowników.

– Dzięki obecności około 150 tys. Polaków w Irlandii ruch między Polską a Irlandią rośnie i my w naszym biurze w Enterprise Ireland mamy wiele takich przypadków, że Polak czy Polka, którzy pracowali w Irlandii w jakiejś firmie, wracają do Polski po kilku latach i zaczynają rozwijać biznes w Polsce – mówi Siepracki. – Polska jest też dla nich przyczółkiem. Stąd zaczynają prowadzić eksport do innych krajów ościennych, do Czech, do Słowacji, na szerszy rynek Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak wynika z informacji przytaczanych przez Portal Promocji Eksportu, w ubiegłym roku Irlandia była 33. partnerem handlowym Polski w eksporcie i 25. w imporcie. Udział tego kraju w obrotach polskiego handlu zagranicznego nie jest znaczący, ale rośnie. W 2015 roku były to ok. 20-proc. wzrosty. Eksperci oczekują, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może jeszcze bardziej ożywić polsko-irlandzką wymianę handlową.

– 40 proc. irlandzkiego eksportu to eksport do Wielkiej Brytanii. Brexit na pewno stanowi wyzwanie dla irlandzkich firm. Ze względu na bliskie związki z Polską, dzięki społeczności polskiej wydaje mi się, że Polska zyska na znaczeniu jako rynek eksportowy dla Irlandii – przewiduje szef Enterprise Ireland.

Irlandia, dla której Wielka Brytania jest ważniejszym partnerem handlowym niż dla Polski Niemcy, może na brexicie znacząco ucierpieć, zwłaszcza jeśli zrealizuje się scenariusz twardego wyjścia z UE z powrotem ceł.

Choć taki rozwój wydarzeń pogłębiłby ujemne saldo w handlu Polski z Irlandią, to jednocześnie w dłuższej perspektywie wpłynąłby na rozwój wzajemnych relacji gospodarczych, które mogą zaowocować zwiększeniem wywozu polskich produktów na Zieloną Wyspę.

– Irlandzki eksport do Polski rośnie w granicach 15–20 proc. rocznie i możliwe, że po brexicie jeszcze wzrośnie. W Enterprise Ireland obserwujemy już pierwsze takie sygnały. Mamy kilka przykładów firm, które wyraźnie stwierdzają, że muszą zdywersyfikować te kierunki i Polska jest w ich planach – mówi Siepracki.

Nowi członkowie zarządu Exact Systems S.A.

23 marca br. Exact Systems, największa firma kontrolująca jakość części samochodowych w Polsce i jedna z największych w Europie, powołał dwóch nowych członków zarządu – Jacka Opalę i Pawła Wieczorka. Ponadto, pełnomocnikiem zarządu został Dariusz Dengusiak. Nominacje mają na celu wzmocnienie działań ukierunkowanych na uzyskanie pozycji numer jeden na rynkach europejskich i zbudowania globalnej firmy w sektorze usług dla automotive.

Rozszerzenie zarządu to kolejny, bardzo ważny etap rozwoju naszej firmy, w którym konsekwentnie będziemy stawiać na rozszerzenie globalnej skali działalności oraz wachlarza usług i rozwiązań dla obecnych i potencjalnych klientów. Jacek Opala i Paweł Wieczorek aktywnie uczestniczyli w budowaniu naszej pozycji w Polsce i na rynkach międzynarodowych i między innymi dzięki ich pracy Exact Systems jest obecnie liderem usług kontroli jakości w Polsce i jedną z trzech największych firm w Europie. Jestem przekonany, że zarząd w nowym składzie sprosta nowym wyzwaniom, jakie czekają naszą spółkę w najbliższym czasie – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems S.A.

Paweł Wieczorek jest absolwentem Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Od 14 lat rozwija sprzedaż międzynarodową w regionie Europy Środkowo-Wschodniej dla firm w wielu branż, m.in. sanitarnej, budowlanej czy tworzyw sztucznych. Posiada bogate doświadczenie w tworzeniu i zarządzaniu firmami na rynkach zagranicznych. Dla polskiego dystrybutora tworzyw sztucznych stworzył sześć spółek-córek: w Czechach, Słowacji, Węgrzech, Rumunii, Serbii i Bułgarii, osiągając znaczące udziały rynkowe. Do Exact Systems dołączył w kwietniu 2015 roku, gdzie jako dyrektor ds. rozwoju rynków zagranicznych jest odpowiedzialny za rozwój spółek w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii oraz Chinach. Posługuje się językiem angielskim, czeskim, słowackim i rosyjskim oraz rozwija znajomość serbskiego.

Jacek Opala ukończył Zarządzanie Inżynierskie na Politechnice Częstochowskiej oraz Podyplomowe Studia Menedżerskie organizowane przez Szkołę Główną Handlową. Od początku kariery zawodowej związany z branżą automotive. Jest jednym z ekspertów Polskiej Izby Motoryzacji. W Exact Systems pracuje od 2005 roku, aktywnie uczestniczył w rozwoju biznesu w Polsce oraz zakładaniu przedstawicielstw spółki za granicą, m.in. w Wielkiej Brytanii, Turcji i Chinach. Obecnie pełniąc funkcję dyrektora ds. rozwoju sprzedaży jest odpowiedzialny za standaryzację w Grupie, nadzór nad działami sprzedaży w Polsce i spółkach-córkach, koordynowanie działań w ramach marketingu korporacyjnego oraz kształtowanie polityki PR firmy.

Paweł Wieczorek członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych
Paweł Wieczorek członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych

Główne wyzwanie, jakie czeka mnie w najbliższym czasie, to zgodnie ze strategicznym celem Grupy Exact Systems „going global”, czyli budowa znaczącej, stabilnej i opartej o zdywersyfikowaną bazę klientów pozycji w Chinach oraz umocnienie pozycji na rynkach Europy Środkowej. Mam tutaj na myśli przede wszystkim zacieśnianie współpracy między krajami, wykorzystanie dominującej pozycji w tym rejonie oraz pozyskanie kontraktów z OEM – mów Paweł Wieczorek członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych.

Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży
Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży

W najbliższych miesiącach będę pracował nad utrzymaniem pozycji lidera rynku usług z zakresu kontroli jakości w Polsce i umacnianiem naszej spółki na świecie, m.in. poprzez poszukiwanie nowych możliwości rynkowych, poszerzanie zakresu oferty usług i poprawę skuteczności w budowaniu długofalowych relacji z Klientami – mów Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży.

Dodatkowo, Dariusz Dengusiak, dotąd dyrektor operacyjny, został pełnomocnikiem zarządu i awansował na stanowisko dyrektora zarządzającego w Exact Systems. W firmie odpowiada za nadzór nad realizacją oraz zgodnością z wymaganiami i wewnętrznymi standardami kontraktów dla klientów w Polsce. Dariusz Dengusiak studiował na Politechnice Częstochowskiej na Wydziale Zarządzania i Inżynierii Produkcji. Z Exact Systems jest związany do początku działalności spółki.

W związku z nominacjami, skład zarządu Exact Systems S.A. jest obecnie pięcioosobowy i przedstawia się następująco: Paweł Gos, prezes zarządu; Lesław Walaszczyk, wiceprezes zarządu, Jarosław Kochański, członek zarządu (odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych), Jacek Opala, członek zarządu, Paweł Wieczorek, członek zarządu.

Komentarz walutowy. Kurs dolara, euro, funta 30.03.2017

Kurs dolara do złotego

Kolejny dzień umocnienia się dolara pozwolił parze USDPLN przetestować poziom lokalnego oporu przy 3,9480. Realizacja zysków przez inwestorów doprowadziła do zejścia ceny o 1,5 grosza. Fundamentalnie podtrzymujemy pogląd o dalszym umocnieniu się dolara względem złotówki, a rozmiar i czas tego umocnienia zależy od sytuacji na eurodolarze i rozwoju sytuacji z reformą podatków oraz systemu służby zdrowia w USA. W przypadku wzrostów oporem pozostaje poziom 3,9480, a po jego pokonaniu kolejny oporem będzie strefa ostatnich lokalnych szczytów przy 3,98.

Kurs dolara do złotego wykres

Kurs euro do złotego

Złoty zaksięgował formację 1 do 1. Oczekujemy, iż po ponownym teście poziomu 4,2250 popyt się uaktywni, co spowoduje kilkusesyjną korektę wzrostową. Oporem dla ceny jest linia trendowa wyrysowana po dołkach z listopada 2015, kwietnia 2016 oraz lutego 2017. W przypadku dalszych spadków wsparciem pozostaje okrągły poziom 4.20.

Kurs euro do złotego wykres

Kurs funta do złotego

Brexit nie musi być katem funta. Sugerowaliśmy od kilku tygodni, że dzień ogłoszenia chęci rozwodu Wielkiej Brytanii z UE będzie szokiem dla rynków. Tak było w istocie podczas referendum, lecz po faktycznym ogłoszeniu, cena zareagowała, osłabiając funta, jednakże większość Brexitu i tak jest już w cenach. Naszym zdaniem funt może w krótkim terminie się umocnić nawet do poziomu 4,94 zł. W przypadku spadków wsparciem będą lokalne dołki przy 4,86.

Kurs funta do złotego wykres

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Szewczak: Polisolokaty naciągnęły ludzi na 50 miliardów zł

Powołany w Ministerstwie Sprawiedliwości zespół pod kierunkiem Wiceministra Marcina Warchoła ma zająć się sprawą polisolokat. W niedawnym posiedzeniu zespołu uczestniczyli przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznika Finansowego, Komisji Nadzoru Finansowego, prawnicy oraz poszkodowani. Problem jest bardzo poważny i toksyczny, ponieważ około 5 milionów osób zostało naciągniętych na 50 miliardów złotych.

– W mojej ocenie polisolokaty są bardziej oszukańcze, niż kredyty frankowe – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Janusz Szewczak, poseł na sejm RP – Została już uruchomiona droga sądowa, lecz jest to za mało. Potrzebne są działania prokuratury – być może nawet do spraw przestępczości zorganizowanej – a także Ministerstwa Sprawiedliwości w zakresie zmian legislacyjnych. W perspektywie miesiąca będziemy wiedzieli więcej w tej sprawie. Niektóre firmy ubezpieczeniowe postanowiły dobrowolnie oddać część pieniędzy z polisolokat – mówi się o kilku miliardach. Bardzo ładnie, że firmy ubezpieczeniowe – w przeciwieństwie do banków i kredytów walutowych – wykazują się pewną inicjatywą, ale skala polisolokat sięga kilkudziesięciu miliardów złotych i pozbawiła wielu ludzi oszczędności życia. Ten, kto proponował ludziom polisolokaty i sugerował, że nie będą musieli płacić podatku Belki powinien ponieść konsekwencje prawne. Wydaje mi się, że takie działania niosłyby za sobą konsekwencje wszędzie na świecie – dodał Szewczak.

Kościński: Zachęcamy kapitał zagraniczny do inwestycji w Polsce

Rolą zagranicznego inwestora w Polsce jest dbanie o społeczeństwo – zapewnienie pracownikom umów o pracę na czas nieokreślony, dobrych zarobków, zadbania o zdrowie i o środowisko. Ważne jest, aby inwestor dostarczał do Polski najnowszą technologię oraz współpracował z polskimi uniwersytetami. Inwestycje zagranicznego inwestora mogą znacząco wpłynąć na łańcuch wartości w kraju.

– Kapitał zagraniczny, który spełnia powyższe warunki, jest zachęcany przez nas do inwestycji w Polsce – powiedział agencji eNewsroom.pl Tadeusz Kościński, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju – Polska jest krajem innowacyjnym i dostarczenie do naszego kraju najnowszych technologii może być dla wszystkich opłacalne. Dla studentów praktyki z innowacyjnymi maszynami mogą być bardzo ważną nauką. Oprócz produkcji w Polsce, należy również się skupić na dalszym eksporcie produktów – dodał Kościński.

Data Techno Park z Grupy Cube.ITG z wyższym o 5 mln zł kapitałem zakładowym celem poprawy sytuacji płynnościowej

Spółka Cube.ITG poinformowała o podwyższeniu kapitału zakładowego Data Techno Park o 5 mln zł, oraz o nabyciu 37 szt. akcji przez Prezesa Marka Girka. Spółka podejmuje szereg działań związanych z sukcesywną poprawą płynności i struktury zadłużenia. W ciągu 2016 r. Cube.ITG zmniejszyło zadłużenie odsetkowe o blisko 10 mln zł.

Prowadzimy intensywne działania mające na celu uzupełnienie niedoborów kapitału obrotowego w Data Techno Park oraz stabilizację zadłużenia finansowego. Podwyższenie kapitału zakładowego w DTP ma na celu poprawę sytuacji płynnościowej spółki zależnej – powiedział Marek Girek, Prezes Zarządu, który nie wyklucza w przyszłości udzielenia Grupie osobistego wsparcia finansowego.

29 marca Prezes Marek Girek (poprzez podmiot Mizarius sp. z o.o.) nabył 37 tys. szt. akcji Cube ITG i zwiększył swoje zaangażowanie udziałowe.

W wyniku podwyższenia, wysokość kapitału zakładowego DTP wzrosła z kwoty 3.075.400 zł do kwoty 8.075.400 zł. Nowoutworzone udziały zostały w całości objęte przez Spółkę ITMED (do której należy Data Techno Park), tj. spółkę w 100% zależną od Emitenta i pokryte w pełni wkładem pieniężnym. W wyniku rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego DTP, udział ITMED w kapitale zakładowym DTP wzrósł do 86,37%.

W sprawozdaniu rocznym, Spółka zwróciła uwagę na ryzyko związane z płynnością, w szczególności związane ze zwiększeniem zapotrzebowania na finansowanie dużych projektów w jej spółce zależnej DTP.

Zapis obecny w sprawozdaniu dotyczący istnienia przesłanek zagrażających kontynuowaniu działalności wynika z przepisów prawa i naszych wspólnych ustaleń z audytorem. Chcemy także, aby nasi obecni i potencjalni akcjonariusze mieli pełną informację na temat bieżącej działalności – zaznaczył Marek Girek. – Na koniec 2016 r. długo i krótkoterminowy dług odsetkowy wynosił ok. 110,2 mln zł, wobec blisko 119,6 mln zł rok wcześniej. Łączne zadłużenie krótkoterminowe spadło z 191,7 mln zł do 138,2 mln zł na koniec 2016 r. – dodał Marek Girek.

W II kw. 2017 r. Spółka spodziewa się uregulowania ostatniej transzy należności ze sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa, Działu Retail Cube.ITG, która zostało sprzedane w kwietniu ubiegłego roku na rzecz SESCOM. Prowadzone są także rozmowy nt. sprzedaży nieruchomości we Wrocławiu przy ul. Kutnowskiej o wartości ok. 6 mln zł, a 21 marca Walne Zgromadzenie Wspólników udzieliło zgody na transakcję sprzedaży.

Zamierzeniem na 2017 opisywanym w rocznym sprawozdaniu finansowym jest odbudowanie poziomu przychodów uzyskiwanych w kontraktach publicznych w wysokości nie niższej niż w 2015 r. Środki wypracowywane na nowych zamówieniach dodatkowo pozytywnie przyczynią się do poprawy struktury bilansu i pozwolą na dalsze obniżania zadłużenia oraz kosztów finansowych” – uzupełnił Marek Girek.

W 2016 r. Grupa Cube.ITG osiągnęła 112,3 mln zł przychodów ze sprzedaży, przy 39,7 mln zł zysku brutto na sprzedaży, 19 mln zł zysku operacyjnego i 9,9 mln zł zysku netto.

Prof. Modzelewski: Co roku Skarb Państwa traci ponad 90 mld zł przez niesłuszne zwroty podatku

Były wiceminister finansów ocenia, że ściągalność danin od biznesu jest wystarczająca i nie potrzebuje istotnie wzrastać. Problemem jednak jest to, że fiskus oddaje miliardy złotych tym, którzy tylko udają przedsiębiorców i wykazują fikcyjne transakcje. Aparat skarbowy powinien lepiej odróżniać jednych od drugich.

Jak twierdzi prof. Witold Modzelewski, w całym ub. roku z podatku VAT zwrócono ponad 90 mld zł. Jego zdaniem, w 2016 roku średnie miesięczne państwowe dochody z tej daniny były na poziomie 10 mld zł, a grudniowe wyniosły tylko 5 mld zł. Według wyliczeń eksperta, na koniec ub. roku fiskus oddał podatnikom aż 15 mld zł. Najprawdopodobniej tyle, bo Ministerstwo Finansów oficjalnie tego nie podaje. Ekspert w dziedzinie prawa podatkowego wyjaśnia, że to wydarzenie jest bezprecedensowe z uwagi na przedterminowość wypłat, które mogły być regulowane w ciągu kwartału. Wnioski o zwrot podatku VAT co do zasady wymagają dokładniejszej analizy.

– Fenomenem jest tempo, z jakim dokonano tych zwrotów. Są dwa możliwe wyjaśnienia tej sytuacji. Nastąpiła ona w skutek niesubordynacji organów podatkowych albo zaistniała zgodnie z poleceniem Ministerstwa Finansów. Resort powinien tę sprawę dokładnie wyjaśnić obywatelom. Co do moich szacunków, to nieskromnie mówiąc, często sprawdzają się. Nie potrafię jedynie ustalić, ile procent z 15 mld zł zwrócono w grudniu bezpodstawnie. Ale wątpię, że wszyscy, którzy dostali zwroty, faktycznie mieli do nich prawo – mówi prof. Witold Modzelewski.

Według byłego wiceministra finansów, poważnym problemem w Polsce jest tzw. pozorna działalność gospodarcza, czyli gospodarka nieistniejąca w rzeczywistości. Obejmuje ona sztuczne transakcje, które służą wyłącznie unikaniu opodatkowania lub wyłudzaniu zwrotów podatku VAT. Dla przykładu, handlowcy przedstawiają w dokumentach, że sprzedali i odkupili ten sam towar 300 razy. I w ten sposób uzyskują wielokrotnie wyższe obroty, które są kosztem lub podstawą żądania zwrotów podatku. Z kolei, w przypadku usług niematerialnych, czyli np. marketingowych, jak twierdzi ekspert, księgowane są działania, jakie faktycznie nie miały miejsca lub trudno udowodnić, że ich nie było.

– Powszechnie mamy do czynienia z fikcyjnymi podatnikami i pozornym obrotem towarów, które nie wiadomo, czy tak naprawdę w ogóle istnieją. Widnieją natomiast w deklaracjach podatkowych, a nawet w PKB. Władza powinna już zacząć odróżniać oszustów od prawdziwych przedsiębiorców, którzy oferują rzeczywiste towary bądź usługi, uczciwe odprowadzając daniny. Pierwszym krokiem do tego jest zainteresowanie się problemem, a drugim – rutynowa weryfikacja zarejestrowanych podatników. Tego brakuje w działalności aparatu skarbowego – zwraca uwagę prof. Modzelewski.

W opinii eksperta, najbardziej podejrzane są gwałtowne przyrosty obrotów. Dzieją się takie „cuda”. Jeden z nich zdarzył się, gdy wprowadzono pewien przywilej na stal. Wówczas, zdaniem prof. Modzelewskiego, obrót tym towarem wzrósł o 80%, czyli o kilkadziesiąt procent w ciągu roku. Były wiceminister finansów wątpi, czy faktycznie było to możliwe. I dodaje, że absolutnie każdy produkt może być użyty do uniknięcia opodatkowania lub wyłudzenia podatku VAT. Z jego obserwacji wynika, że wykorzystuje się do tego też m.in. złom i elektronikę. To są tzw. największe grupy ryzyka.

– Kolejną patologią w polskim systemie podatkowym jest legalizowanie działań szkodliwych dla państwa oraz uczciwych podatków. Chodzi o zwalnianie z daniny tych, którzy twierdzą, że nie muszą jej płacić. Nazywano tę praktykę „odwróconym VAT-em” i wprowadzono ją w 2011 roku. Jest to efekt działań lobbystów. Część z nich korzysta z usług międzynarodowego biznesu podatkowego. Reprezentuje on interesy firm unikających opodatkowania, również w branży elektronicznej. Od stycznia br. tym przywilejem objęto dostawców twardych dysków i podwykonawców usług budowlanych – zaznacza prof. Witold Modzelewski.

Prezes Instytutu Studiów Podatkowych podsumowuje, że polski biznes w absolutnej większości jest uczciwy, bo oferuje rzeczywiste usługi i towary oraz płaci podatki. Ci, którzy wyłudzają zwrot podatku, nie są, według eksperta, żadnymi „przedsiębiorcami”, tylko zwykłymi oszustami. Ponadto, prof. Modzelewski przypomina, że w lipcu 2016 roku Parlament Europejski zalecił, aby przerwać wszelkie związki władzy z międzynarodowym biznesem podatkowym, zajmującym się unikaniem opodatkowania. Jeżeli wicepremier Morawiecki tego wszystkiego dopilnuje, to sukces rządu będzie już bliski.

Polska armia inwestuje w strategiczną infrastrukturę

Tylko w 2017 roku, na modernizację polskiej armii wydanych zostanie 37 mld 152 mln zł. Ważną część tych wydatków stanowić będą inwestycje w infrastrukturę.  Ruszyły już pierwsze realizacje na lotniskach, a kolejnych należy spodziewać się w najbliższym czasie. Obronność jest więc tym sektorem, w którym należy upatrywać dużych inwestycji – komentują eksperci firmy Qumak S.A.

Zmiany geopolityczne, których jesteśmy świadkami, jak obecność żołnierzy wojsk amerykańskich w Polsce czy sojusz Państw NATO, mają istotny wpływ na polski sektor wojskowy. Nasze położenie geograficzne znów stało się ważnym obszarem dla wspólnych działań wielu państw, co ma odbicie w inwestycjach polskiej armii. To ożywienie wydatków ma również znaczenie dla firm działających w obszarze infrastruktury, które mogą upatrywać szansy na realizację nowych, ciekawych projektów.

Lotniska na pierwszy ogień

Jak podało Ministerstwo Obrony Narodowej, w 2017 roku na zakupy broni, sprzętu, modernizacje, remonty i inwestycje budowlane, przeznaczy ponad 10 mld zł, czyli prawie 30 proc. budżetu. Co więcej, podpisany przez Ministra Obrony Narodowej „Program Modernizacji Technicznej” przewiduje, że min. 77 mld złotych,  ma zostać wydane w latach 2017-2022.

Już dziś wiadomo, że modernizacji podlegać będą wszystkie wojskowe lotniska, a jest ich w Polsce szesnaście. Na siedmiu z nich już trwają prace związane z instalacją nowoczesnych systemów AWOS (Automated Weather Observing Systems). Koszt realizacji to blisko 12,7 mln złotych netto. Marcin Pudełko, Dyrektor Sprzedaży w dziale handlowym Airport Automation, z firmy Qumak S.A., która jest wykonawcą systemu AWOS spodziewa się, że w drugiej połowie 2017 roku ogłoszone zostaną kolejne przetargi na projekt, dostawę i budowę systemów wspomagania lądowania w trudnych warunkach, na kolejnych 10 lotniskach.  W zakresie infrastruktury lotnisk wojskowych spodziewamy się również przetargów na przebudowę dróg startowych, budowę całodobowych lądowisk, płyt postojowych i hangarów oraz lądowisk bojowych rozlokowanych na poligonach i w innych miejscach strategicznych – dodaje Marcin Pudełko. Te inwestycje są strategiczne pod względem logistyki działań operacyjnych wojska, dlatego też znalazły szczególne miejsce w procesie modernizacji. To jednak nie koniec inwestycji.

Więcej na IT i cyberbezpieczeństwo

Coraz większe znaczenie dla naszej armii mają technologie informatyczne. Są to zarówno systemy IT, infrastruktura wspierająca działalność operacyjną oraz wspomagająca działania z zakresu cyberbezpieczeństwa.

W minionym roku zakończyliśmy sukcesem realizacje kilku ciekawych projektów dotyczących modernizacji systemów oraz infrastruktury teleinformatycznej w sektorze służb mundurowych. Przy rosnącej ilości cyberzagrożeń, cieszy fakt, iż dostrzeżono bardzo ważną rolę Cyberbezpieczeństwa w planie modernizacji Sił Zbrojnych RP. Co ważne zostały one sklasyfikowane w ramach potrzeb operacyjnych dla polskich Sił Zbrojnych. –  mówi Bartosz Rzeczewski, dyrektor sprzedaży w dziale handlowym Central Government Sector z Qumak S.A.

Modernizacja infrastruktury IT obejmuje również obiekty Data Center. W listopadzie 2016 roku zakończył się wart ponad 16 mln złotych projekt przebudowy pomieszczeń serwerowych, wraz z montażem nowoczesnych systemów chłodzenia i zabezpieczenia przed utratą zasilania oraz systemu kontroli bezpieczeństwa. Inwestycja ta realizowana była dla jednej z jednostek realizujących zadania w zakresie informatyzacji resortu obrony narodowej.

Nowoczesne technologie w obszarze IT zyskują na znaczeniu, bo coraz więcej działań militarnych odbywa się w przestrzeni cyfrowej. Więcej mówi się o cyberwojnie, w której głównym narzędziem jest paraliż najważniejszych systemów przeciwnika. Dlatego też tworzenie nowoczesnych systemów obrony będzie wymagać dużych mocy obliczeniowych, które zapewnić może np. chmura. W Cloud Computing wykorzystywany do celów dydaktycznych zainwestowała już Wojskowa Akademia Techniczna.

Jednocześnie na znaczeniu zyskują technologie umożliwiające symulację działań militarnych. W 2015 roku za blisko 2,6 mln złotych Qumak stworzył dla WAT symulator do szkolenia wojsk inżynieryjnych, który w pełni odzwierciedla rzeczywiste działania taktyczne, umożliwiając współpracę 24 osób w jednym świecie wirtualnym. Zastosowana w nich technologia VBS 3, umożliwia prowadzenie eksperymentów taktycznych w rzeczywistości wirtualnej. Obecnie firma rozwija autorską technologię świata symulacji, którą zastosowała już m.in. w symulatorze lokomotywy. Technologia może sprawdzić się również w wojsku.

Wszystko wskazuje na to, że najbliższa przyszłość pod względem inwestycji infrastrukturalnych i technologicznych w polskiej armii będzie wypełniona nowymi kontraktami. Bez wątpienia wpłynie to na poprawę bezpieczeństwa, ale również przełoży się na sektor prywatnych przedsiębiorstw, które będą mogły zaoferować swoje najnowsze rozwiązania. Należy mieć tylko nadzieję, że pozostałe kontrakty zostaną uruchomione w terminie.

Internet i nowe technologie zmieniają polski system edukacji. 400 polskich szkół zostanie przyjętych do innowacyjnych programów edukacyjnych

Internet i nowe technologie zmieniają polski system edukacji. 400 polskich szkół zostanie przyjętych do innowacyjnych programów edukacyjnych 6

Kształtowanie kompetencji cyfrowych u dzieci można zacząć już w podstawówce. Nauka programowania nie tylko pozwala im rozwinąć logikę i kreatywność, lecz także jest korzystna z punktu widzenia przyszłości rynku pracy. Dlatego Fundacja Orange prowadzi rekrutację do dwóch programów edukacyjnych, w których łącznie 400 szkół podstawowych dostanie wsparcie finansowe i merytoryczne w nauczaniu programowania i robotyki. Takie lekcje prowadzi już kilkadziesiąt placówek w całej Polsce. Kolejne mogą zgłaszać się do końca kwietnia. 

– Umiejętności cyfrowe, w szczególności programowanie, to kluczowe kompetencje przyszłości. Mamy utalentowanych młodych ludzi, którzy już teraz odnoszą sukcesy w informatyce. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się polskiego Steve’a Jobsa i Billa Gatesa, bo potencjał jest ogromny. Dlatego tym bardziej istotne jest upowszechnienie metod pracy z wykorzystaniem nowych technologii w polskich szkołach. Warto zachęcać szkoły i nauczycieli, żeby spróbowali przygody z programowaniem, z nowymi technologiami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Z badań przeprowadzonych przez Fundację Orange wynika, że coraz młodsze dzieci mają kontakt z technologią i urządzeniami mobilnymi. Około 40 proc. dwulatków korzysta z tabletu, a ponad dwie trzecie uczniów podstawówki ma własny smartfon z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i wśród 15-latków sięga już 100 proc.

– Nowe technologie i urządzenia mobilne otaczają dzieci już od najmłodszych lat, są dla nich środowiskiem naturalnym. Powinniśmy wykorzystać tę szansę na ciekawszy, twórczy rozwój i od początku uczyć dzieci, jak z tej technologii korzystać, jak tworzyć własne rozwiązania, aplikacje, gry i programy – mówi Ewa Krupa.

Eksperci podkreślają, że edukacja wśród dzieci może być prowadzona już od pierwszych lat szkoły. To istotne o tyle, że cyfrowa rewolucja postępuje coraz szybciej. Z prognoz Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że 65 proc. dzieci rozpoczynających dziś naukę w szkołach podstawowych będzie w przyszłości pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją.

– Cyfryzacja otacza nas coraz bardziej. Za naszych czasów nie mieliśmy dostępu do komputera, tabletu, smartfona i internetu. To się zmieniało z biegiem lat, pojawiały się nowoczesne technologie. Dzieci mają do nich dostęp już w najmłodszych latach, dlatego edukacja cyfrowa jest bardzo ważna i ma na ich rozwój ogromny wpływ – mówi uważa Szymon Wróblewski, nauczyciel w Społecznej Szkole Podstawowej nr 14 im. Dzieci Zjednoczonej Europy w Warszawie.

Fundacja Orange, której jednym z celów jest cyfrowa edukacja najmłodszych, prowadzi dwa programy skierowane do szkół. W HASHSuperKoderach uczy podstaw programowania i robotyki uczniów szkół podstawowych w wieku 9–12 lat.

– Innowacyjność tego programu opiera się na tym, że zajęcia z programowania są prowadzone podczas lekcji przedmiotowych. Dzieci uczą się kodowania w trakcie zajęć z języka polskiego, przyrody, muzyki czy geografii. Wykorzystują umiejętność programowania w Scratchu, na muzyce uczą się grać na bananach, a w trakcie zajęć z przyrody obserwują zjawiska atmosferyczne czy wytwarzają energię elektryczną z wiatru. W HASHSuperKoderach chodzi o to, aby uatrakcyjnić zajęcia przedmiotowe i wprowadzić do nich element programowania – mówi Łucja Kornaszewska-Antoniuk, kierowniczka działu programów Fundacji Orange.

Program HASHSuperKoderzy, adresowany do szkół podstawowych, jest w tej chwili prowadzony pilotażowo w 35 placówkach w całej Polsce. Uczestniczy w nim ponad 800 dzieci z klas IV–VI, a Fundacja Orange przeszkoliła 65 nauczycieli, dla których zostały przygotowane specjalne ścieżki edukacyjne i scenariusze zajęć. Lekcje programowania w podstawówkach w ramach wolontariatu prowadzą też wolontariusze Orange Polska.

Szkoły, które biorą udział w HASHSuperKoderach, mogą liczyć też na wsparcie finansowe i granty na zakup sprzętu niezbędnego do zajęć.

Technologie cyfrowe, internet i komputery to szansa na unowocześnienie zajęć lekcyjnych, możliwość angażowania uczniów w cały proces edukacji. Dzieci mogą się uczyć różnych zagadnień w ciekawy i naturalny dla nich sposób, ponieważ od najmłodszych lat są otoczone technologią i urządzeniami mobilnymi. Trzeba im pokazać, jak z nich korzystać w sposób twórczy i kreatywny – podkreśla Ewa Krupa.

Prezes Fundacji Orange podkreśla, że nauka programowania w szkołach jest korzystna również z punktu widzenia rynku pracy. Już teraz według różnych szacunków w Polsce brakuje od 30 do 50 tys. informatyków i programistów. Komisja Europejska prognozuje, że w najbliższych latach w całej Europie zabraknie blisko milion specjalistów z tej dziedziny.

– Szacuje się, że do 2020 roku w Unii Europejskiej zabraknie około miliona specjalistów z branży IT. A zatem biegłość cyfrowa to w przyszłości szansa również na lepszą pracę, rozwój zawodowy i osobisty. Dla nas natomiast edukacja cyfrowa dzieci jest szansą na pozyskanie dla rynku pracy dobrze przygotowanych specjalistów i rozwój gospodarki – mówi Ewa Krupa.

Szymon Wróblewski, nauczyciel w Społecznej Szkole Podstawowej nr 14 im. Dzieci Zjednoczonej Europy w Warszawie, podkreśla, że nauka poprzez zabawę jest dla dzieci optymalną i ciekawą formą edukacji, która stymuluje ich rozwój. Ponadto kształcenie kompetencji cyfrowych wśród dzieci jest bardzo istotne również z punktu widzenia ich bezpieczeństwa.

– Korzystając z urządzeń mobilnych z dostępem do internetu, trzeba mieć świadomość różnego rodzaju niebezpieczeństw. Dlatego w dzieciach trzeba kształtować nie tylko umiejętność obsługi sprzętu, lecz także odpowiedniego zachowania w sieci – mówi Szymon Wróblewski.

Bezpieczeństwo w sieci, podstawowe kompetencje cyfrowe i medialne to przedmiot nauki w drugim programie edukacyjnym skierowanym do szkół – MegaMisji. To pierwszy w Polsce kompleksowy program edukacji cyfrowej i medialnej prowadzony w klasach 1–3, także w świetlicach szkolnych. Jego celem jest przygotowanie dzieci w wieku 6–10 lat do bezpiecznego i kreatywnego korzystania z technologii cyfrowych.

– MegaMisja jest największym i najbardziej kompleksowym programem rozwijającym kompetencje cyfrowe, informacyjne i medialne wśród dzieci. Dzieci uczą się w świetlicach szkolnych, a także podczas zajęć w ramach nauczania zintegrowanego w klasach 1–3 – mówi Łucja Kornaszewska-Antoniuk.

31 marca rusza nabór dla trzystu szkół, które zostaną przyjęte do MegaMisji oraz dla stu szkół, które chciałyby zgłosić się do programu HASHSuperKoderzy. Rekrutacja jest prowadzona poprzez stronę internetową Fundacji Orange i potrwa do końca kwietnia.

Interpretacja pojęcia trwałego nośnika – istotny pogląd wydany przez UOKiK

Jak wynika z ustawy o kredycie konsumenckim (Art. 30), każdy pożyczkodawca ma obowiązek udzielić konsumentom rzetelnych, prawdziwych i pełnych informacji, m.in. o całkowitej kwocie do zapłaty, rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO) i terminach spłaty. W ocenie Prezesa Urzędu, przedsiębiorca powinien przekazywać je konsumentom na papierze lub innym trwałym nośniku.

Jak rozumieć pojęcie trwałego nośnika? Jego definicja występuje w wielu przepisach regulujących prawa i obowiązki w umowach z udziałem konsumentów. Zdaniem Prezesa UOKiK, pojęcie to powinno być rozumiane w taki sam sposób na gruncie wszystkich przepisów służących ochronie konsumentów. Jak czytamy w ustawie o kredycie konsumenckim, jest to materiał lub urządzenie służące do przechowywania i odczytywania informacji przekazywanych konsumentowi w związku z umową o kredyt, przez czas odpowiedni do celów jakim informacje te służą oraz pozwalające na odtworzenie tych informacji w niezmienionej postaci.

Istotny pogląd odnosi się do pojęcia trwałego nośnika. Dotyczy sądowego sporu konsumenta, który zawarł umowę pożyczki przez internet z firmą Creamfinance Poland. Konsument wskazał, że Creamfinance nie przekazał mu informacji m.in. o całkowitej kwocie kredytu, opłatach i prowizjach na trwałym nośniku. Jednocześnie klient Creamfinance zwrócił się do prezesa UOKiK o wydanie istotnego poglądu w sprawie. W złożonym wniosku zapytał, czy w ocenie urzędu strona internetowa i konto użytkownika w tym przypadku mogą być uznane za trwały nośnik.

W wydanym istotnym poglądzie UOKiK Prezes UOKiK uznał, że w tej sprawie pożyczkodawca nie wywiązał się z obowiązku przekazywania konsumentowi informacji na papierze ani na innym trwałym nośniku. Przedsiębiorca przekazał konsumentowi informacje wymagane przepisami za pomocą konta użytkownika umieszczonego na stronie internetowej. W ocenie Prezesa Urzędu, funkcjonalność konta użytkownika na stronie internetowej w tej sprawie oraz sama strona internetowa nie mogą zostać uznane za trwały nośnik. Przedsiębiorca może bowiem zmieniać treść strony internetowej i konta użytkownika już po zawarciu umowy. Nie ma też gwarancji, że umieszczone tam informacje będą w ogóle dostępne w przyszłości.

Istotny pogląd wydany przez Prezesa UOKiK dotyczy sprawy o sygn. akt: III Ca 529/16 – spór konsumenta z Creamfinance Poland.

Prezes UOKiK może wydać istotny pogląd we wszystkich sprawach z zakresu ochrony praw konsumentów, nie tylko usług finansowych.

Wnioski przedstawione przez urząd w tej sprawie nie mogą stanowić odniesienia dla innych spraw, które pozornie mogą wydawać się podobne. W każdym przypadku prezes UOKiK ocenia stan faktyczny i prawny, orzecznictwo w danej sprawie oraz wniosek skierowany przez powodów. Wydane do tej pory poglądy są dostępne na stronie internetowej UOKiK.

Istotny pogląd w sprawie konsumenckiej – zasady

  • Istotny pogląd w sprawie to pisemne stanowisko prezesa UOKiK, w którym urząd przedstawia argumenty i poglądy ważne dla danego sporu, opierając się na określonym stanie faktycznym i prawnym. Z tego względu ocena przedstawiona w istotnym poglądzie nie może być odniesieniem do innych spraw.
  • Wydawany jest tylko w sprawie toczącej się przed sądem.
  • Jest wydawany, jeżeli przemawia za tym interes publiczny.
  • Dotyczy sporu między konsumentem a przedsiębiorcą.
  • Prezes UOKiK może przedstawić istotny pogląd w sprawie z własnej inicjatywy, na wniosek konsumenta lub przedsiębiorcy bądź na wniosek sądu.

Kurs funta w dniu formalnego rozpoczęcia Brexitu

Funt brytyjski zalicza nerwowy okres notując naprzemiennie wzrosty i spadki względem głównych walut, w dzień w którym Theresa May formalnie uruchomiła procedurę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. O godzinie 13:28 szef Rady Europejskiej Donald Tusk poinformował na Twitterze, iż otrzymał już od brytyjskiej premier podpisane pismo, które uruchamia Artykuł 50 Traktatu Lisbońskiego, czyli formalny mechanizm wyjścia z UE. Niedługo  powinien rozpocząć się żmudny okres twardych negocjacji, który na nowo zdefiniuje między innymi stosunki handlowe Wielkiej Brytanii z resztą świata.



Negocjacje z Unią Europejską  mogą trwać 2 lata a nawet i dłużej jeśli któraś ze stron formalnie zgłosi potrzebę ich przedłużenia. Dla funta może oznaczać to ciężkie dni, gdyż jest wiele kwestii spornych do rozwiązania. Premier May chciałaby w ciągu tych 2 lat negocjacji doprowadzić do ograniczenia dostępu do brytyjskiego rynku pracy dla obcokrajowców oraz podpisania nowego porozumienia o wolnym handlu z Unią Europejską. Z kolei Unia będzie najpierw domagać się od Wielkiej Brytanii zapłaty spornego „rachunku za wyjście z UE” w wysokości 50 miliardów funtów oraz zapewnienia gwarancji pobytowych i pracowniczych dla obywateli Unii już mieszkających na Wyspach.  Do tego podczas negocjacji może wzrosnąć ryzyko potencjalnego rozpadu Wielkiej Brytanii ze względu na rosnące niepodległościowe nastroje w Szkocji i Irlandii Północnej. Zapowiedzią tego było wczorajsze głosowanie w szkockim parlamencie za przeprowadzeniem kolejnego referendum niepodległościowego.

Para GBPUSD traci obecnie 0,3% handlując w pobliżu poziomu 1,220, a jeszcze na początku tygodnia przebijała poziom 1,2600. Para EURGBP traci 0,2% handlując w pobliżu poziomu 0,8660. Para GBPJPY traci 0,5% handlując w pobliżu poziomu 137,70. Funt tanieje też w  stosunku do naszej rodzimej waluty. Za jednego funta należy obecnie płacić jedynie 4,88 zł, najtaniej od listopada 2016 roku.  Brytyjski parkiet giełdowy nie przejął się za bardzo rozpoczęciem procedury Brexitu. Indeks FTSE100 traci handluje obecnie w pobliżu wczorajszego zamknięcia na poziomie 7277 punktów.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Jak skorzystać z ulgi w IKZE rozliczając PIT? Możesz dostać aż 1557 zł zwrotu podatku

Jeśli w zeszłym roku oszczędzaliśmy na emeryturę w ramach IKZE, możemy odliczyć kwoty wpłacone na ten cel w rocznym zeznaniu podatkowym. W rozliczeniu za 2016 rok możemy dostać aż 1557 zł zwrotu podatku. Jak właściwie wypełnić PIT?

IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego) funkcjonują od 2012 r. To produkt w ramach III filaru, który ma zachęcać Polaków do samodzielnego odkładania na emeryturę. Zasadniczą zaletą IKZE jest ulga podatkowa. Możemy ją uzyskiwać co roku, pod warunkiem, że wpłaciliśmy na IKZE nowe środki.

– W IKZE korzyści podatkowe są podwójne. Po pierwsze, nie musimy płacić 19% podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki), jak to ma miejsce na przykład w przypadku lokat bankowych. Warunkiem jest tutaj wypłata środków po 65 roku życia. Po drugie – wpłaty na IKZE obniżają naszą podstawę opodatkowania, czyli mówiąc prościej: obniżają podatek, który musimy zapłacić. W efekcie co roku, po wysłaniu PIT, dostajemy zwrot podatku – wyjaśnia Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI.

Kto i w jaki sposób może skorzystać z ulgi?

Z ulgi podatkowej mogą skorzystać osoby, które rozliczają się na zasadach ogólnych według skali podatkowej, czyli m.in.:

  • osoby, które otrzymują wynagrodzenie na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenia, umowy o dzieło, prowadzą działalność gospodarczą czy też uzyskują przychody z najmu lub dzierżawy (PIT-37, PIT-36),
  • osoby, które opłacają podatek liniowy (PIT-36L).

Krok po kroku – Jak skorzystać z ulgi?

Osoby, które rozliczają się za pomocą PIT-36 lub PIT-37, ulgę z tytułu wpłat na IKZE wykazują w załączniku PIT/O. Należy w nim wypełnić pole numer 29: „Wpłaty na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE)”. Wpisujemy tam łączną sumę naszych wpłat na IKZE w 2016 r.IKZE-PIT

Przedsiębiorcy, którzy rozliczają się na zasadach podatku liniowego wykazują ulgę z tytułu wpłat na IKZE bezpośrednio w PIT-36L. W polu numer 26: „Wpłaty na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE)” wystarczy wpisać łączną kwotę wszystkich wpłat na IKZE w 2016 r.

Wspólne rozliczenie małżonków

Ulga z tytułu wpłat na IKZE przysługuje zarówno podatnikom, którzy rozliczają się indywidualnie, jak i wspólnie z małżonkiem. Pamiętajmy jednak, że właścicielem jednego IKZE może być tylko jedna osoba. To oznacza, że każdy z małżonków musi posiadać osobne konto. W przypadku małżonków łączna wysokość wpłat na IKZE może wynieść aż 9 732 zł. Jednak limit dla jednej osoby pozostaje bez zmian, więc w polach 29 i 30 w załączniku PIT/O wykazujemy kwoty wpłat oddzielnie dla męża i żony.

Ile można zyskać?

Korzyści podatkowe, jakie finalnie osiągniemy, zależą od dwóch czynników. Po pierwsze, od wysokości wpłat na IKZE. Jest ona ograniczona maksymalnym limitem, który w 2016 r. wynosił 4 866 zł (w 2017 r. wzrósł do 5 115,60 zł). Po drugie od skali podatkowej, według której się rozliczamy.

20170329-IKZE-zwrot podatku
Źródło: Union Investment TFI

IKZE to świetne rozwiązanie, chociaż wciąż mało popularne. I to pomimo że dostajemy od państwa premię za to, że dodatkowo odkładamy na swoją emeryturę – mówi Waldemar Wołos. – Osoby, którym ciężko jest zacząć oszczędzać, ponieważ przeraża ich wizja „zamrożenia” kapitału na lata, powinny pomyśleć o IKZE jak o koncie oszczędnościowym. Jak będziemy potrzebować tych pieniędzy, to je po prostu wypłacimy. Zapłacimy wtedy podatek, ale analogicznie jest przecież w przypadku lokat czy funduszy inwestycyjnych. Natomiast wizja zwolnienia z podatku w przyszłości będzie dla nas dodatkowym bodźcem, żeby środki wypłacić dopiero na emeryturze – dodaje.

Zmiany w Czechach. Brexitowe formalności

Według analityków Czeski Narodowy Bank może wkrótce przestać interweniować na rynku. Dokumenty rozpoczynające Brexit zostały podpisane. Szkoci chcą ponownego referendum.

Koniec parytetu wymiany w Czechach?

Od miesięcy Czeski Narodowy Bank pilnował, by za jedno euro nie płacono mniej niż 27 czeskich koron. W ostatnim czasie ze względu na słabość euro i poprawiającą się sytuację w Czechach koszty tych interwencji rosną. Żeby utrzymać tą cenę konieczny jest zakup dużej ilości walut. W rezultacie rosną rezerwy walutowe. O ile tendencja ta nie zostanie przełamana możliwe jest odejście od parytetu wymiany jeszcze w kwietniu. Co to będzie oznaczać dla rynku? Obecnie od wielu miesięcy czeska korona porusza się równolegle z euro. Inwestorzy spodziewają się umocnienia korony po tej decyzji zatem kupują korony czeskie tylko pogłębiając skalę ewentualnego ruchu.

Brexit formalnie rozpoczęty

Premier Wielkiej Brytanii podpisała dokument formalnie rozpoczynający procedurę wyjścia jej kraju z Unii Europejskiej. Zgodnie z zapisami traktatowymi Wielka Brytania opuści Unię Europejską za dwa tygodnie. Jednym z ważniejszych elementów negocjacji jest brytyjska składka do budżetu. Tylko w rozpisanym do 2020 roku planie zabraknie bowiem 60 miliardów euro. Nie bez znaczenia jest też kwestia praw obywateli Wielkiej Brytanii w Unii i praw obywateli Unii w Wielkiej Brytanii. W poprzek Irlandii pojawi się również nowa zewnętrzna granica Unii. Najbliższe dni będą obfitować w liczne spotkania w celu spełnienia wszystkich wymogów proceduralnych.

Szkocja walczy o referendum

Negocjacje to nie jedyny problem Wielkiej Brytanii. Drugim jest Szkocja, która delikatnie ujmując nie jest zadowolona z opuszczania struktur unijnych. Tamtejszy parlament poparł wniosek o referendum. Ma ono dotyczyć niepodległości Szkocji. Podobne referendum niedawno już miało miejsce, ale autorzy wniosku postulują, że zmieniająca się sytuacja uzasadnia powtórkę. Gdyby doszło do referendum moglibyśmy mieć kolejną karuzelę na funtowych parach walutowych. Biorąc pod uwagę znaczenie gospodarcze Szkocji powinno to wpłynąć negatywnie nie tylko na pozycję funta na świecie ale i jego wartość.

Dzisiaj w ramach danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – USA – wnioski o kredyt hipoteczny,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Analiza indeksu S&P 500

Głównym założeniem inwestorów jest kupić tanio i sprzedać drogo. Niektórzy polują na dobrą dywidendę, ale czym wyższa dywidenda (w wartości procentowej) tym akcje są tańsze. Nie ulega wątpliwości, że przy podążaniu jedynie za tą reguła wyjdziemy na swoje. Jedyny warunek, to kupić tanio, poczekać i sprzedać drogo.kiedy jest tanio? Czy teraz jest drogo? Jak możemy to określić?

Najprostszym sposobem na szybką wycenę rynku może okazać się wskaźnik P/E, czyli bardzo popularny wskaźnik cena do zysku. Na samym początku powinniśmy spojrzeć na szeroki rynek, np. indeksu S&P 500.

Wskaźnik P/E na tle indeksu S&P 500

Wskaźnik P/E na tle indeksu S&P 500

Źródło: Real Investment Advice

Na powyższym wykresie został zobrazowany wskaźnik P/E na tle indeksu S&P 500 (linia czerwona). Proszę zauważyć, że od 1904 roku wskaźnik P/E (pomimo wzrostu indeksu S&P) porusza się w podobnym zasięgu, czyli od 5 do 25. Dlaczego? Ponieważ spółki cały czas notują wyższe zyski, a tym samym akcje mogą być droższe.

Na chwile obecną wskaźnik znajduje się w okolicy poziomu 25. Wskazania na tym poziomie są jednoznaczne z bardzo drogimi i przewartościowanymi akcjami. Z kolei, wskazania poniżej 10 wskazują na tanie i atrakcyjne akcje. Dobrze, ale co to wszystko oznacza?

Czym niższe są wartości P/E, tym możemy oczekiwać wyższych stóp zwrotu w przyszłości. Z kolei dla wysokiego wskaźnika możemy oczekiwać niższej stopy zwrotu w przyszłości. Wszystko zostało zobrazowane na poniższym wykresie.

Oczekiwana stopa zwrotu przy danym P/E

Analiza indeksu S&P 500 7

Źródło: Real Investment Advice

Na powyższym wykresie zaznaczono wskazania P/E oraz oczekiwaną roczną stopę zwrotu przez następne 20 lat. Linia czerwona znajduje się w trendzie spadkowym, czyli czym wyższy wskaźnik P/E, tym nasza średnia roczna stopa zwrotu przez następne 20 lat będzie niższa.

Kolejnym ciekawym wskaźnikiem obrazującym szeroki rynek jest kapitalizacja giełdy wyrażona jako procent PKB. Należy pamiętać, że dla każdej giełdy wskaźnik będzie układał się inaczej. Dla Stanów Zjednoczonych nie wygląda to zbyt kolorowo…

Kapitalizacja giełdy wyrażona jako proc. PKB

Kapitalizacja giełdy wyrażona jako proc. PKB

Źródło: Inflation.us

Powyższy wykres przedstawia stan z czerwca 2015 roku, jest więc nieco nieaktualny, ponieważ obecna wartość znajduje się na jeszcze wyższym poziomie. Wracając do sedna, na powyższym wykresie zobrazowano kapitalizację giełdy USA na tle PKB Stanów Zjednoczonych. Wskazania powyżej 150 procent informują o bardzo drogich akcjach, z kolei poniżej 90 procent o tanich. Dzięki tak prostej wycenie możemy stwierdzić, czy akcje są drogie, czy wręcz bardzo tanie i warte zakupu.

Na chwile obecną rynek w Stanach Zjednoczonych jest przewartościowany i powinniśmy omijać Go szerokim łukiem. Ale czy to wystarczy abyśmy zobaczyli mocniejszą przecenę? Wątpię, ponieważ rynek nie jest efektywny.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków finansowych

Polski biznes z Chinami – rozliczenia w juanach furtką do dodatkowych korzyści

Już od kilku lat polskie firmy mają możliwość rozliczania się z chińskimi firmami bezpośrednio w ich walucie – renminbi czyli juanach. Nadal tylko część polskich eksporterów i importerów korzysta z tej możliwości. Odsetek klientów AKCENTY, instytucji płatniczej obsługującej transakcje walutowe przedsiębiorców z sektora MŚP, którzy rozliczają się w juanach nie przekracza jeszcze 10 proc. Popularność juanów jednak dynamicznie rośnie, bo rozliczenia w tej walucie mogą być dla firm handlujących z Chinami bardzo korzystne.

Państwo Środka to dla Polski jeden z ważniejszych partnerów w handlu zagranicznym. Wg danych GUS, w 2016 r. obroty towarowe z Chinami wyniosły dla eksportu 7,5 mld zł i aż 56,4 mld zł dla importu[1]. To oznacza, że między naszymi krajami przepłynęły transfery pieniężne o łącznej wartości blisko 63,9 mld zł, przy czym wpływy dla strony chińskiej były ponad 7,5 razy wyższe. Jak podkreśla Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału instytucji płatniczej AKCENTA, przepływy pieniężne między Państwem Środka a naszym krajem to bardzo ważna sfera dla polskiego handlu zagranicznego. – Chodzi tu o blisko 64 mld zł rocznie. Przy tak dużej skali transferów, bardzo ważna jest ich optymalizacja przez przedsiębiorstwa. Jednym z najlepszych sposobów jest rozliczanie się z chińskimi partnerami bezpośrednio w ich walucie, juanach – wskazuje ekspert.

Juan top walutą w handlu zagranicznym

W październiku ubiegłego roku chiński juan stał się oficjalnie piątą walutą rezerwową świata. Jednak już od kilku lat polscy przedsiębiorcy mogą rozliczać się w tej walucie z chińskimi kontrahentami. Eksperci instytucji płatniczej AKCENTA podkreślają, że wiąże się to z wieloma korzyściami. – Zawierając i dokonując transakcji w juanach, przedsiębiorca unika kosztów przewalutowania do walut pośrednich, jak dolar czy euro, podobnie jak jego kontrahent. Obie strony nie muszą się też w związku z tym martwić o dodatkowe ryzyko kursowe. Płatność w juanach jest także korzystna dla chińskiego partnera, który może operować w rodzimej walucie, co stanowi spore ułatwienie. Klienci AKCENTY, którzy realizują z naszą pomocą transakcje w juanach chwalą sobie także ich wygodę oraz szybkość. W AKCENCIE, w trybie standardowym, przelew wpływa zwykle w ciągu nie więcej niż 4 dni, a ekspresowy nawet w 2 dni – wylicza Radosław Jarema. Transakcje w juanach to nie tylko większa wygoda i bezpieczeństwo, ale potencjalnie również dodatkowa przewaga konkurencyjna. Radosław Jarema dodaje, że Chińczycy doceniają to, że firma akceptuje rozliczenia w tamtejszej walucie, czasem są wręcz skłonni udzielić w związku z tym atrakcyjnego rabatu.

Juana, jak każdą walutę, należy traktować z rezerwą

Mimo że juan należy już do koszyka walut rezerwowych i grona najważniejszych walut do rozliczeń handlowych na świecie, to nadal trzeba pamiętać, że nie jest on w pełni urynkowiony. – Oczywiście chińskie władze zdają sobie sprawę, że stabilna polityka kursu waluty to ważny element, który wpływa na atrakcyjność ich pieniądza i poczucie bezpieczeństwa inwestorów. Konkurując już teraz otwarcie z innymi czołowymi walutami, Państwo Środka musi rozważnie podejmować swoje decyzje, bo rynek walutowy jest bardzo wrażliwy i nie lubi niespodzianek – podkreśla Radosław Jarema. Ekspert AKCENTY zaznacza jednak, że w przypadku juana i chińskiej polityki niczego nie da się przewidzieć ze stuprocentową pewnością. – To prawda, że chińskie władze mogą wpłynąć na swoją walutę i zrobić to bez wcześniejszego ostrzeżenia. Jednak z takim ryzykiem mamy do czynienia także w przypadku innych walut. Warto tu chociażby przypomnieć niespodziewane uwolnienie kursu franka szwajcarskiego, które było niemałym szokiem i odbiło się na całym rynku walutowym. Poza tym, na kursy wpływ ma bardzo wiele czynników, często niemożliwych do przewidzenia i zawsze istnieje pole dla ryzyka kursowego – dodaje Jarema.

Zabezpieczeniem przed ryzykiem kursowym oraz niepewnością co do przyszłych posunięć chińskiej polityki wobec kursu juana są transakcje forward. „Zamrażają” one dany kurs, po którym eksporter lub importer rozlicza swoją transakcję, zyskując pewność, po jakiej cenie zrealizuje zamówienie. – Zawsze polecamy przedsiębiorcom zabezpieczenie ich kontraktów eksportowych lub importowych forwardami. Do zapłaty za dostawę czy odbiór towaru lub usługi dochodzi często po kilku miesiącach od zawarcia umowy. W tym czasie na rynku walutowym może się wiele wydarzyć, a kursy walut mogą podlegać sporym, nieprzewidzianym wahaniom. Dzięki forwardom można się przed takim zagrożeniem całkowicie uchronić. I to bez dodatkowych kosztów, bo chociażby AKCENTA oferuje to rozwiązanie całkowicie bezpłatnie – wskazuje Jarema.

[1] Dane dla importu wg kraju wysyłki.

Streaming i nagrywanie – jak wykorzystać w biznesie?

W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie firmę, która funkcjonuje bez przekazu wizualnego. Warto jednak zwrócić uwagę, że prezentacje zdjęć czy filmów to już standard, a na rynku pojawiają coraz bardziej zaawansowane narzędzia służące przekazywaniu treści wideo, jak streaming czy nagrywanie.

Streaming, czyli metoda przesyłania informacji w postaci ciągłego strumienia danych, umożliwiająca natychmiastowe oglądanie materiałów wideo oraz zaawansowane systemy nagrywania, odgrywają coraz większą rolę w polskich przedsiębiorstwach. Świadczą o tym wyniki ogólnopolskiego badania opublikowanego w 2016 roku przez OFFON Agency, które opisują popularność oraz sposoby wykorzystywania wideo w działaniach marketingowych polskich firm. Zrealizowane badanie, w którym wzięło udział 400 przedsiębiorstw wykazało, że aż 73 proc. ankietowanych planuje wykorzystać wideo w swoich działaniach marketingowych w perspektywie najbliższych dwóch lat, a prawie 59 proc. z nich jest zdania, że stanowi ono formę komunikacji najbardziej dopasowaną do potrzeb klientów. Warto jednak zwrócić uwagę, że wideo to nie tylko przekazy służące promocji marek i firm w sieci, ale również zaawansowane systemy streamingu i nagrywania, znajdujące zastosowanie wewnątrz firm. O jakich zastosowaniach mowa?

Wspomaganie szkoleń

Tradycyjne szkolenia stanowią popularną formę przekazywania wiedzy. Zdarza się jednak, że pracownicy firm czy ich przełożeni z różnych powodów nie mogą uczestniczyć w spotkaniu. Z pomocą przychodzą nowoczesne narzędzia do nagrywania i streamingu. – Są to narzędzia, które funkcjonują w oparciu o centralny serwer nagrywający i udostępniający nagrania poprzez sieć IP, dlatego w przypadku braku możliwości osobistego uczestnictwa pracowników w szkoleniu czy na wykładzie, istnieje możliwość, aby w czasie rzeczywistym śledzić jego przebieg. System nagrywania i streamingu pozwala też odtworzyć szkolenie w dogodnym momencie, poprzez jego zapis, a następnie udostępnienie np. na portalu korporacyjnym – mówi Piotr Pawlikowski z firmy MCX Telecom.

Wsparcie zarządzania wiedzą

W dobie cyfryzacji oraz prężnego rozwoju firm, zaawansowane technologicznie projekty oraz nowatorskie idee bardzo często powstają w wyniku współpracy ekspertów z różnych dziedzin. Streaming i nagrywanie to narzędzia, które z powodzeniem mogą wspomóc proces zarządzania wiedzą. – Wdrażanie nowych pracowników w dużych korporacjach często wiąże się z poniesieniem przez pracodawcę znaczących kosztów. Właśnie dlatego coraz powszechniejsze stają się systemy wdrożenia, szkoleń i testów wiedzy wspomagane wcześniej nagranymi e-wykładami. Aktualizację wiedzy, ważny przekaz, nowości w organizacji – bardzo często są one przekazywane w formie streamingu tak, by wszyscy pracownicy, bez względu na położenie geograficzne, mogli być odbiorcą treści – mówi Piotr Pawlikowski z firmy MCX Telecom.

Współpraca z VR

Obecnie technologie streamingu i nagrywania mają szansę wejść na nowy poziom. Dzieje się tak ze względu na coraz większą popularność streamów wykorzystujących technologię VR (Virtual Reality). Pozwala ona, dzięki wykorzystaniu specjalnych okularów i transmisji obrazu w 360 stopniach, doświadczyć pełnego uczestnictwa w wydarzeniu – Transmisje z wykorzystaniem VR charakteryzują się przede wszystkim zwiększoną immersją, która znacznie podnosi  poziom zaangażowania. Dzięki widokowi w 360 stopniach uczestnik ma możliwość „rozejrzenia się” po pomieszczeniu i skupienia swojego wzroku na tym, co aktualnie jest dla niego istotne, a czego nie uchwyciłaby statycznie zamontowana kamera. Oznacza to, że dzięki VR wyniesie on ze szkolenia więcej niż w przypadku standardowego streamu – mówi Piotr Pawlikowski z MCX Telecom.

Wszystko wskazuje więc na to, że streaming i nagrywanie to nie tylko skuteczne narzędzia służące angażowaniu odbiorców działań marketingowych firmy, ale również sposób na prowadzenie efektywnego i nowoczesnego biznesu.

Niezależny przegląd biznesu (ang. IBR – Independent Business Review)

Niezależny przegląd biznesu (ang. IBR – Independent Business Review) to metoda analizy pozwalająca podmiotom, takim jak banki, zabezpieczyć się przed problemami ze spłacalnością kredytów zaciąganych przez firmy. Współczesna technologia pozwala na przeprowadzenie IBR dużo niższym kosztem, co przekłada się na jej dostępność i czynią ją jednym z najskuteczniejszych narzędzi w rękach instytucji finansowych.

Przed udzieleniem pożyczki danemu przedsiębiorstwu banki lub inne instytucje pożyczkowe dokonują szczegółowej analizy jego danych finansowych. W zależności od postrzeganej przez bank zdolności przedsiębiorstwa do generowania przychodów oraz od jakości przedstawionych zabezpieczeń, zapada decyzja o udzieleniu lub nieudzieleniu pożyczki. Ryzyko podejmowane przez bank lub instytucję pożyczkową wiąże się z tym, że sytuacja w przedsiębiorstwach jest dynamiczna. Stan firmy, zaprezentowany na bazie informacji historycznej (zazwyczaj składają się na nią przeszłe sprawozdania finansowe przedstawiane na etapie wniosków kredytowych) może ulec znaczącej zmianie w trakcie trwania kredytu, szczególnie jeżeli jest on udzielany jest na długi okres. Oczywiście banki monitorują spłacalność kredytu, co daje im informację na temat aktualnej zdolności przedsiębiorstwa do regulowania należności. Jednak, aby prawidłowo ocenić ryzyko kredytowe, banki muszą ocenić zdolność przedsiębiorstwa do spłaty przyszłych rat. Narzędziem do takiej weryfikacji jest niezależny przegląd biznesu – usługa świadczona przez wyspecjalizowane w finansach i księgowości firmy doradcze. W przeszłości, ze względu na wysoki koszt takiej usługi, korzystano z niej było tylko przy znaczących kwotach kredytów. Obecnie narzędzia informatyczne pozwalają na znaczne obniżenie kosztu analizy danych – IBR może być więc wykorzystany również przy niższych kwotach zaangażowania, jednocześnie znacząco obniżając ryzyko kredytowe banku.

Dlaczego warto przeprowadzać IBR?

– Po pierwsze, regularne, niezależne przeglądy sytuacji finansowej firmy umożliwiają bankom na bieżąco pozyskiwać informacje o ewentualnych ryzykach w zakresie przyszłych problemów ze spłacalnością kredytów. Drugi powód jest jeszcze ważniejszy – niezależny przegląd, dokonywany przez wyspecjalizowanych księgowych, pozwala na wychwycenie ewentualnych manipulacji danymi finansowymi, mającymi na celu polepszenie wizerunku sytuacji przedsiębiorstwa w oczach banku – mówi Wojciech Kryński, współwłaściciel firmy Ground Frost, zajmującej się usługami z zakresu modelowania finansowego – w szczególności wycen przedsiębiorstw, wartości niematerialnych oraz instrumentów finansowych. Tego typu manipulacje, znane jako Window Dressing, są bardzo powszechną praktyką firm, których zarządy przeczuwają możliwość spadku wyników finansowych.

Istnieje kilka metod Window Dressingu:

  • Rozpoznawanie przychodów, których w istocie nie było (np. przez potraktowanie jako przychody wpływów z akcji promocyjnych, które mają nastąpić w przyszłości);
  • Odraczanie kosztów – traktowanie niektórych kosztów jako te dotyczące przyszłego, a nie bieżącego okresu rozliczeniowego i w ten sposób polepszanie obecnego wyniku;
  • Sztuczne transakcje z podmiotami w grupie kapitałowej lub tymi spoza grupy, ale powiązanymi z właścicielami lub zarządzającymi;
  • Dokonywanie jednorazowych transakcji (np. sprzedaże środków trwałych z zyskiem), aby wykazać dochód, który jednak jest dochodem nietrwałym – niepowtarzającym się w kolejnych latach.

Banki są ekspertami w zakresie oceny ryzyka, ale rzetelna analiza ma miejsce tylko wtedy, gdy dysponują one kompletnym przeglądem wiarygodnych informacji na temat przedsiębiorstwa. Jeżeli bank polega jedynie na informacjach przekazanych przez daną firmę, której potrzeba uzyskania środków finansowych przekracza przywiązanie do uczciwości w zakresie raportowania finansowego, to wystawiają się na możliwość podjęcia błędnych decyzji. Ostatecznie powoduje to konieczność dokonywania odpisów aktualizujących wartość udzielonych kredytów.

Przebieg niezależnego przeglądu biznesu

W przeszłości niezależny przegląd biznesu miał przebieg podobny do małego audytu. Wiązał się z kilkudniową wizytą w przedsiębiorstwie i co za tym idzie – kosztami. W praktyce przeglądy były więc stosowane tylko przy dużych kwotach kredytów, gdzie potencjalne straty kredytowe były tak znaczące, że uzasadniały ponoszenie regularnych kosztów (przez bank lub kredytobiorcę). Obecnie, ze względu na ogromne możliwości technologiczne, niezależne przeglądy mogą być dużo tańsze. Polegają one na przekazaniu przez kredytobiorcę wyspecjalizowanemu doradcy banku pełnego zestawu danych księgowych (w formie zapisu księgi głównej lub poszczególnych dzienników oraz zestawienia obrotów i sald). Następnie dokonywana jest szczegółowa analiza danych. Metoda ta pozwala na znalezienie odpowiedzi na następujące pytania:

  • Czy dane finansowe przedstawione bankowi wynikają z zapisów księgowych?
  • Czy zachodziły jednorazowe transakcje?
  • Z kim zawierano transakcje?
  • Czy transakcje sprzedaży są realizowane w formie gotówkowej?
  • Czy koszty są odraczane w czasie?

Niezależny przegląd biznesu pozwala także dokonać wielu innych analiz, których kierunek i treść zależy od charakterystyki biznesu kredytobiorcy. Doradca powinien oczywiście posiadać odpowiednie narzędzia analityczne w celu dokonania niezbędnych badań oraz wiedzę umożliwiającą identyfikację zagrożeń i wyciągnięcie wniosków. – Doradca może, na podstawie analizy, poprosić dodatkowo o wybrane dokumenty w celu ich weryfikacji, a także przeprowadzić rozmowy z kierownictwem lub działem finansowym kredytobiorcy, aby rozwiać swoje wątpliwości. Możliwa jest również weryfikacja prognoz finansowych czy sporządzenie prognoz przepływów pieniężnych. Dzięki połączeniu technologii i specjalistycznej wiedzy proces ten może przebiec niezwykle sprawnie. W ten sposób wygenerowany zostaje raport potwierdzający wiarygodność danych finansowych przekazanych przez kredytobiorcę i wskazujący ryzyka biznesowe wykryte na etapie analizy – dodaje Wojciech Kryński z firmy Ground Frost.

Kluczem do efektywności niezależnego przeglądu biznesu w jego obecnym kształcie jest sprawność działania. Przy zastosowaniu odpowiednich narzędzi analitycznych, w ciągu 2-3 dni bank może uzyskać szczegółową informację odnośnie rzetelności przekazanych danych finansowych oraz przeszłych i nadchodzących ryzyk biznesowych. Pozwala mu to przygotować się na wypadek ewentualnego pogorszenia się kondycji finansowej przedsiębiorstwa (np. poprzez zażądanie dodatkowych zabezpieczeń).

Niezależny przegląd biznesu kluczowym narzędziem przyszłości?

Banki i instytucje pożyczkowe konkurują na coraz bardziej regulowanym rynku. Wymogi odnośnie zarządzania ryzykiem kredytowym sprawiają, że coraz wcześniej należy rozpoznawać odpisy aktualizujące spodziewane straty kredytowe (np. wchodzący w życie nowy standard MSSF 9). Z tego względu banki powinny mieć narzędzie, aby nie zostać zaskoczonym zmianą profilu kredytowego kredytobiorcy kiedy będzie już za późno i dodatkowa rezerwa będzie nieunikniona. Jednocześnie nie można oczekiwać, aby banki stawały się ekspertami w zakresie rachunkowości i manipulacji finansowych – do tego istnieją wyspecjalizowane podmioty, których usługi, dzięki zastosowaniu technologii informatycznych są uzasadnione kosztowo – nawet dla niskich wartości kredytów.

Badanie Oracle Retail 2025 ujawnia wpływ przełomowych technologii na doświadczenia zakupowe klientów

Firma Oracle poinformowała o wynikach badania dotyczącego opinii konsumentów o nowych technologiach oraz tego, jaki wpływ będzie mieć ich wdrożenie na zachowania klientów w nadchodzących latach. Badanie, zatytułowane „Oracle Retail 2025” pokazało, że klienci najchętniej kontaktują się z markami za pomocą nowoczesnych technologii wtedy, kiedy czują, że mają kontrolę nad całym procesem zakupowym.

Raport z przeprowadzonego w lutym 2017 badania dostarcza ważnych informacji o tym, w jakiej fazie cyklu wdrażania nowych technologii handlu detalicznego znajdują się klienci, oraz tym, jaki wywrze to wpływ na handel detaliczny w ciągu kolejnych ośmiu lat.

Technologie sztucznej inteligencji, rzeczywistości wirtualnej i Internetu Rzeczy umożliwiają firmom lepsze przewidywanie kolejnych zakupów klientów. Kluczowe znaczenie przy zapewnianiu nowych doświadczeń ma jednak zdobycie ich zaufania. Jeśli marki przekroczą dopuszczalne granicę, klienci mogą być niezadowoleni.

  • 64% respondentów spodobała się możliwość wykorzystania rzeczywistości wirtualnej do wirtualnego poruszania się po sklepie i wirtualnego przymierzania ubrań;
  • 58% nie miałoby nic przeciwko, gdyby ich sklep spożywczy zasugerował im listę zakupów do zatwierdzenia na podstawie ich historii zakupów oraz danych społecznościowych i środowiskowych;
  •  54% respondentów nie chciałoby, aby sklep spożywczy na podstawie ich historii zakupów oraz danych społecznościowych automatycznie naliczał opłaty i dostarczał produkty.

W świecie mody szybkość ma kluczowe znaczenie, a w przyszłości będzie ona jeszcze większa. Druk 3D oraz dostawa przez drony skróci czas od projektu do dostawy z miesięcy do dni, a następnie do godzin.

  •  67% klientów spodobała się opcja dostawy produktów do domu przez drony w czasie zbliżonym do rzeczywistego.
  •  64% nie miałoby nic przeciwko temu, aby sprzedawca detaliczny zaproponował im wykonanie spersonalizowanych akcesoriów przy użyciu druku 3D.
  •  57% klientów nie chciałoby otrzymywać rekomendacji dotyczących zakupów odzieżowych od robotów na podstawie swoich profili w mediach społecznościowych.

Klienci mają pewne obawy dotyczące podawania danych niezbędnych do personalizacji, ale mimo to zależy im na spersonalizowanej obsłudze. Świadczy to o potrzebie budowania bliższych relacji z klientami. Ponadto klienci oczekują, że detaliści będą im udostępniać informacje o składnikach, pochodzeniu i wycofywaniu produktów oraz dostosowywać je do ich konkretnych zwyczajów zakupowych.

  •  54% nie miałoby nic przeciwko temu, aby system zakupowy mógł łączyć się z ich apteką, która dzięki temu mogłaby im sugerować produkty zaspokajające ich konkretne potrzeby.
  •  78% chciałoby przed zakupem mieć szczegółowe informacje o składzie produktu i jego pochodzeniu.
  •  46% respondentów stwierdziło, że otrzymywanie powiadomień w czasie rzeczywistym na temat produktów wycofywanych właśnie z oferty oraz czasie, jaki upłynął od ostatniego wycofania przez producenta, na podstawie ich historii zakupów poprawiłoby ich doświadczenia zakupowe.

Nadchodzi era data bankingu. Instytucje finansowe czeka poważna transformacja

Polska bankowość należy do najbardziej innowacyjnych na świecie. Przelewy realizowane są znacznie szybciej niż np. w Stanach Zjednoczonych czy Francji, a wyniki stress testów dowodzą, że również pod względem bezpieczeństwa nie mamy powodów do narzekania. Jest jednak poważna rysa na tym – wydawałoby się – nieskazitelnym wizerunku: polskie instytucje finansowe w większości nie znają odbiorców swoich usług. Podobnie sprawy mają się na bardziej rozwiniętych rynkach niż nasz. Według Capgemini tylko 37 proc. klientów banków uważa, że te instytucje dobrze rozpoznają ich potrzeby.

Pewnego razu Adam podjął z banku większą sumę pieniędzy. Minęło zaledwie kilka chwil a w jego skrzynce mailowej wylądowała oferta kredytu. Niemal natychmiast Adam dostał też w tej sprawie od swojego banku SMS-a. Niepotrzebnie. Gdyby bowiem bank znał prawdziwy powód podjęcia większej sumy pieniędzy z konta, wiedziałby, że Adam wyjeżdża na wakacje i wcale nie potrzebuje dodatkowego finansowania. Za to chętnie skorzystałby z dobrego ubezpieczenia turystycznego. Tym samym bank stracił okazję do monetyzacji swoich dodatkowych usług.

To przykład z życia wzięty, ilustrujący etap rozwoju w jakim znajduje się dzisiaj większość polskich banków. Mimo że dane o zainteresowaniach klientów są dziś na wyciągnięcie ręki, a pozyskać je można w ramach obowiązującego prawa i to bez pomocy agencji detektywistycznej. Wystarczy zainwestować w analitykę Big Data.

Wiedza o zarządzaniu danymi i ich monetyzacja jest dziś motorem napędowym rozwoju firm. Z badania przeprowadzonego przez Regalix wynika, że przychody firm, które zdecydowały się na wykorzystanie takiej analityki w działaniach marketingowych wzrosły nawet o ponad 50 proc.

Banki stawiają na Big Data

W rozwiniętych krajach banki rozpoczęły już cyfrową rewolucję. Coraz więcej firm z tego sektora modernizuje infrastrukturę informatyczną, by skutecznie łączyć i analizować dane ze wszystkich przydatnych źródeł. Obranie kierunku na zaawansowaną analitykę cyfrowych informacji to przemyślana strategia rozwoju, która ma swoje uzasadnienie w licznych prognozach i statystykach.

Zdaniem ekspertów, jest to największy krok w historii rozwoju systemu bankowego od czasu wprowadzenia bankowości elektronicznej. Nie chodzi tutaj tylko o rosnącą liczbę danych online, która sięga już 10 zettabajtów. U zarania globalnej sieci, treści w niej publikowane, generowane były przede wszystkim przez wydawców serwisów internetowych. Dziś tworzą je również użytkownicy.

Z raportu „Data Never Sleeps 4.0” wynika, że w ciągu jednej minuty publikują oni 400 godzin materiałów wideo w serwisie YouTube i dzielą się ponad 216 tys. zdjęć na Facebooku. Na serwerach firmy Dropbox w ciągu 60 sekund ląduje ponad 833 tys. nowych plików. Dla banków takie dane to skarbnica wiedzy o klientach. Kluczowa jest ich analiza, to właśnie dzięki niej można lepiej zrozumieć potrzeby klientów i skutecznie kierować do nich przekaz z ofertą. Dane poddane analizie mogą nie tylko przyczynić się do wzrostu sprzedaży produktów finansowych, lecz także przyczynić się do zmiany długofalowej strategii biznesowej.

Bitwa toczy się na dwóch frontach

Według Piotra Prajsnara z Cloud Technologies, firmy data consultingowej i największej w Europie hurtowni danych przetwarzającej informacje o preferencjach i zainteresowaniach internautów, w tej chwili banki zmagają się z przetwarzaniem danych typu first party, czyli tych generowanych wewnętrznie. Stąd inwestycje w infrastrukturę i oprogramowanie, które umożliwiają połączenie w jednym systemie wszystkich przydatnych zbiorów. Analizowanie danych w bankowości ze źródeł zewnętrznych dopiero jednak raczkuje. Zupełnie inaczej niż ma to miejsce np. w branży marketingowej czy e-commerce.

Dane wewnętrzne banku dostępne w firmowych CRM to m.in. historia klienta, jego aktywność w systemie bankowości elektronicznej, aplikacji mobilnej czy też w innych punktach styku z marką (consumer touch point). Przetwarzanie tak licznych informacji po to, by zyskać lepszy profil klienta i udoskonalić komunikację we wszystkich jej kanałach to niemałe wyzwanie. Kolejnym krokiem jest zasilenie systemu danymi na temat interakcji klienta z marką w serwisach społecznościowych czy też jego aktywności w internecie. Tutaj wewnętrze zbiory cyfrowych informacji przestają wystarczać i trzeba sięgnąć po dane zewnętrzne, czyli 3rd party, które umożliwiają stworzenie 360 stopniowego profilu klienta i pomagają dostosować ofertę do jego aktualnych potrzeb i zainteresowań. W tym celu konieczna jest integracja istniejącego, bankowego systemu komputerowego z platformą DMP (data management platform), która dostarcza i analizuje takie dane w czasie rzeczywistym. To właśnie ubogacenie danych wewnętrznych danymi zewnętrznymi, daje dużo większe możliwości analizy potrzeb klientów i dostarczenia im wysoce spersonalizowanej oferty – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Jego zdaniem, bitwa toczy się na dwóch frontach. By nie przegrać z konkurencją, zwiększyć przychody i tworzyć nowe, atrakcyjne usługi banki muszą zadbać o właściwy przepływ danych w ich wewnętrznej infrastrukturze, a następnie wzbogacić systemy informatyczne o dostęp do wielkich, nieustrukturyzowanych zbiorów danych, zwanych inaczej Big Data.

Przykładem skutecznych działań na tym pierwszym froncie może poszczycić się HDFC, jeden z największych banków w Indiach. Korzystając z głębokiej analizy historii interakcji z klientami spersonalizował on komunikację w wybranych kanałach, optymalizując tzw. customer experience. Integracja danych z serwisu internetowego banku z systemem zarządzającym bankomatami pozwoliła m.in.  zautomatyzować proces wyboru języka, co doprowadziło do redukcji kosztów operacyjnych i skrócenia czasu korzystania z maszyn o 40 proc.

Zrozumieć klienta

O potrzebie wdrożenia analityki Big Data świadczy chociażby badanie przeprowadzone przez Capgemini. Wynika z niego, że tylko 37% klientów banków uznaje, że dobrze rozpoznają one ich potrzeby. Z tego samego badania wynika również, że zaledwie 37% banków posiada jakiekolwiek doświadczenie w obszarze Big Data. Na pytanie, czy to przypadek, Piotr Prajsnar odpowiada jednoznacznie.

– Nie sposób poznać odpowiednio klienta bez nowoczesnych rozwiązań analitycznych i dopływu aktualnych danych zewnętrznych typu 3rd party. Wyniki badania zaprezentowane przez Capgemini to nie zbieg okoliczności, ale dosadny obraz rzeczywistości, w której firmy pozbawione odpowiednich narzędzi analitycznych nie są w stanie sprostać oczekiwaniom swoich klientów. Problem nie polega na braku chęci czy zaangażowania, lecz na tym, że tych oczekiwań nie znają. Dlatego coraz więcej banków robi porządek z wewnętrznymi danymi i sięga po usługi z kategorii Big Data as a Service, które umożliwiają optymalizację procesów sprzedażowych np. poprzez szczegółową segmentację klientów – przekonuje Prajsnar.

Za sprawą takiej segmentacji Bank of America zmienił sposób postrzegania swoich klientów, co doprowadziło do zastąpienia wysłużonego sloganu marketingowego. Wcześniejszy zachęcał do wykorzystania hipoteki domu w celu sfinansowania edukacji dzieci. Nowy namawia do wzięcia podobnego kredytu, ale już po to, by realizować swoje osobiste pragnienia: „Use the value of your home to do what you always wanted to do”. W efekcie, współczynnik konwersji wzrósł dziesięciokrotnie.

Prześwietlić klienta

Po analitykę Big Data banki sięgają również w celu usprawnienia procesów scoringowych, skracając je dosłownie do kilku minut. Nie tak dawno temu osoby ubiegające się o kredyt musiały przedstawić w placówce banku tony dokumentów. Dzisiaj całym procesem zarządzają skomplikowane algorytmy, które analizują wiele różnych parametrów. Dlatego kluczowe dla banku jest pozyskiwanie danych o swoim kliencie z wielu odmiennych źródeł, co wymaga włączenia do procesów bankowych systemów klasy DMP.

Z możliwości oferowanych przez analitykę Big Data mogą korzystać dziś nie tylko duże banki, lecz również bankowość spółdzielcza. Nowoczesny scroring w Polsce testuje już m.in. Credit Agricole. Dostarczony przez Blue Media system weryfikuje wiarygodność klienta banku na podstawie informacji dostępnych w serwisach społecznościowych oraz danych behawioralnych, czyli analizy zachowań na stronach sprzedażowych, weryfikacyjnych, a nawet sposobu formatowania danych.

Systemy scoringowe w bankach, które korzystają z zasobów Big Data, dostarczają pogłębioną analizę zdolności kredytowej klientów. Dzieje się tak za sprawą danych pozyskiwanych z różnych źródeł –  zapisanych  np. w postaci plików cookies – takich jak intencje zakupowe z serwisów e-commerce, czy też profile w mediach społecznościowych. Analiza takiego profilu np. na Facebooku oraz grona znajomych klienta, może pomóc w ocenie jego wiarygodności finansowej i zminimalizować ryzyko związane z udzieleniem pożyczki osobie, która nie będzie miała możliwości jej później spłacić. Jeśli z aktywności internetowej klienta, historii jego decyzji zakupowych czy też podróży zagranicznych wyłania się obraz człowieka, który posiada wystarczające możliwości finansowe, to system wystawiając finalną ocenę bierze te informacje pod uwagę – tłumaczy Maciej Klepacki, ekspert ds. cyfrowej transformacji.

Jego zdaniem banki znajdują się w grupie firm, które jako pierwsze na stałe wdrożą analitykę wielkich, nieustrukturyzowanych zbiorów danych. Za takim scenariuszem przemawiać mają liczne korzyści finansowe oraz walka o rynkową pozycję. Eksperci z firmy Gartner prognozują, że dzięki Big Data do 2020 roku aż 80% procesów biznesowych we wszystkich firmach zostanie zmodernizowanych. – Przemiany, jakie rozpoczęły się za sprawą integracji i analityki dużych zbiorów danych wagą przypominają rewolucję informatyczną, są jednak dużo bardziej dyskretne, a z ich owoców przyjdzie się nam cieszyć dopiero w nachodzących latach – prognozuje Klepacki.

Najdroższe lokalizacje biurowe na świecie

CBRE opracowało kolejną edycję raportu Global Prime Office Occupancy Costs (Koszty najmu w najlepszych lokalizacjach na świecie). W rankingu prowadzi Hong Kong, Pekin, Londyn oraz Nowy Jork. Największe wzrosty czynszów odnotowano na rynkach europejskich, co było głównie spowodowane ograniczoną podażą. Belfast z 25 procentowym wzrostem (w skali roku) znalazł się na czele rankingu lokalizacji o najbardziej dynamicznych zmianach stawek czynszu. Warszawa ze spadkiem o 2,1 % w skali roku znalazła się na 78 miejscu w rankingu najdroższych lokalizacji biurowych na świecie.

5 NAJDROŻSZYCH LOKALIZACJI

Centralna dzielnica biznesu w Hong Kongu po raz kolejny otwiera ranking z kosztami najmu w wysokości ok. 220 EUR/mkw./mies. Drugie miejsce zajął Pekin (Ulica Finansowa (149 EUR/mkw./mies.), na trzecim ponownie Hong Kong (tym razem z dzielnicą West Kowloon) (135 EUR/mkw./mies.), czwarte miejsce to również Pekin (tym razem Central Business District) (130 EUR/mkw./mies.). Pierwszą piątkę zamyka Londyn (dzielnicą West End) (121 EUR/mkw./mies.). Najdroższym rynkiem w Ameryce Północnej jest dzielnica Midtown Manhattan w Nowym Jorku z czynszami na poziomie 120 EUR/mkw./mies.

EUROPA DROŻEJE

Europa doświadczyła największych wzrostów stawek czynszowych ze względu na ograniczoną podaż oraz wysoki popyt. Znaczące wzrosty odnotowano m.in. w Sztokholmie, Berlinie oraz Dublinie. Czynsze w dzielnicy West End w Londynie natomiast spadły o 6,3% głównie z powodu zmniejszonej aktywności spowodowanej przez referendum w sprawie Brexitu. Niestabilność polityczna wywołała spadek czynszów również w Stambule o 11,1% od wartości z poprzedniego roku. Aż 30 z 56 rynków EMEA odnotowało wzrost kosztów najmu w skali roku w najlepszych lokalizacjach biurowych.

„Warszawa znajduje się w innym cyklu koniunkturalnym nieruchomości niż większość rynków europejskich, takich jak Berlin czy Sztokholm. Łączna podaż na koniec 2016 roku przekroczyła w stolicy Polski 5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Mimo to, aktywność deweloperów wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie – w budowie znajduje kolejne 850 000 mkw. Duża konkurencyjność nowych projektów, powstających w większości w Centrum Warszawy, skutkuje dużym naciskiem właśnie na czynsze za najlepsze powierzchnie. Ponieważ aktywności deweloperów towarzyszy mocny popyt ze strony najemców, to co obecnie powstaje, szybko zostaje wchłonięte przez rynek. Ten trend powinien się odwrócić w perspektywie najbliższych dwóch lat, przy założeniu, że popyt nie spadnie. Jest to wysoce prawdopodobne, m.in. ze względu na Brexit, który może zaowocować napływem firm z branży outsourcingowej na rynek warszawski.” komentuje Łukasz Kałędkiewicz, Senior Dyrektor, Advisory & Transaction Services, CBRE

Całkowite koszty najmu w najlepszej jakości obiektach — w które wlicza się stawki czynszów najmu, włączając lokalne podatki oraz opłaty eksploatacyjne — wzrosły na całym świecie o 2,3% w skali roku. Najwyższy wzrost odnotowano w regionie EMEA (3,7%), natomiast w regionach Azji i Pacyfiku oraz obu Amerykach wzrost w obydwu przypadkach o 1,8 %.

CBRE przeprowadziła badania kosztów najmu w najlepszych biurowcach w 121 lokalizacjach na całym świecie. W pierwszej 50-tce “najdroższych” lokalizacji  znalazło się 20 lokalizacji z Azji i Pacyfiku, 19 z regionu EMEA, a 11 z kontynentów Ameryki.                                                                                                                        
10 najdroższych lokalizacji biurowych na świecie

(EUR/mkw./mies.)

Pozycja Lokalizacja Całkowity koszt najmu
1 Hong Kong (Centrum), Hong Kong 220,45
2 Pekin (Ulica Finansowa), Chiny 149,23
3 Hong Kong (West Kowloon), Hong Kong 135,72
4 Pekin (CBD), Chiny 130,21
5 Londyn (West End), Wielka Brytania 121,91
6 Nowy Jork (Midtown Manhattan), Stany Zjednoczone 128,15
7 Tokio (dzielnica Marunouchi/Otemachi), Japonia 119,55
8 Szanghaj (Pudong), Chiny 116,10
9 New Delhi (Connaught Place – CBD), Indie 109,17
10

78

 

Moskwa, Rosja

 

Warszawa (CBD), Polska

106,03

 

27,54

 


Miasta
o najbardziej dynamicznych zmianach stawek czynszu w skali roku

(według lokalnych walut i metod badań)

5 lokalizacji o największym wzroście kosztów najmu

Pozycja Lokalizacja % Zmiana
     
1  

Belfast, Wielka Brytania

 

25,0%

2  

Chicago (Downtown), Stany Zjednoczone

 

19,9%

3  

Sztokholm, Szwecja

 

17,3%

4  

Berlin, Niemcy

 

17,0%

5  

Dublin, Irlandia

 

13,7%


6 miast o największym spadku kosztów najmu

Pozycja Lokalizacja % Zmiana
1  

Calgary (Downtown), Kanada

 

-26,5

2  

Dżakarta, Indonezja

 

-19,2

3  

Stambuł, Turcja

 

-11,1

4  

Sao Paulo, Brazylia

 

-10,3

 

5

 

Calgary (Suburban), Kanada

 

-9,4

6  

Singapur, Singapur

 

-9,4

 

50 najdroższych lokalizacji biurowych

(EUR/mkw./mies.)

Pozycja

 (4kw. 2016)

Lokalizacja Koszty najmu
1 Hong Kong (Centrum), Hong Kong 220,45
2 Pekin (Ulica Finansowa), Chiny 149,23
3 Hong Kong (West Kowloon), Hong Kong 135,72
4 Pekin (CBD), Chiny 130,21
5 Londyn (West End), Wielka Brytania 121,91
6 Nowy Jork (Midtown Manhattan), Stany Zjednoczone 120,43
7 Tokio (Marunouchi/Otemachi), Japonia 106,12
8 Szanghaj (Pudong), Chiny 97,59
9 New Delhi (Connaught Place – CBD), Indie 88,00
10 Moskwa, Rosja 84,65
11 Nowy Jork (Midtown – South Manhattan), Stany Zjednoczone 79,99
12 Szanghaj (Puxi), Chiny 76,02
13 Paryż, Francja 75,89
14 Londyn – Centrum (City), Wielka Brytania 75,85
15 Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie 74,95
16 San Francisco (Downtown), Stany Zjednoczone 73,87
17 Nowy Jork (Downtown Manhattan), Stany Zjednoczone 68,56
18 Genewa, Szwajcaria 67,96
19 Mumbaj (Bandra Kurla Complex), Indie 66,76
20 Sydney, Australia 64,82
21 Boston (Downtown), Stany Zjednoczone 63,61
22 Shenzhen, Chiny 63,14
23 San Francisco (Peninsula), Stany Zjednoczone 63,04
24 Sztokholm, Szwecja 61,34
25 Zurych, Szwajcaria 59,96
26 Dublin, Irlandia 58,64
27 Seul (CBD), Korea Południowa 56,58
28 Singapur, Singapur 54,26
29 Los Angeles (Suburban), Stany Zjednoczone 53,29
30 Mumbaj (Nariman Point – CBD), Indie 51,02
31 Waszyngton, (Downtown), Stany Zjednoczone 49,63
32 Seul (Yeouido), Korea Południowa 48,70
33 Mediolan, Włochy 47,87
34 Tajpej, Tajwan 47,00
35 Oslo, Norwegia 45,26
36 Stambuł, Turcja 44,55
37 Frankfurt, Niemcy 44,40
38 Helsinki, Finlandia 44,15
39 Kanton, Chiny 42,10
40 Meksyk, Meksyk 41,50
41 Ho Chi Minh City, Wietnam 41,05
42 São Paulo, Brazylia 40,81
43 Monachium, Niemcy 40,22
44 Rzym, Włochy 38,30
45 Seattle (Downtown), Stany Zjednoczone 38,27
46 Brisbane, Australia 38,16
47 Perth, Australia 37,04
48 Abu Dhabi, Zjednoczone Emiraty Arabskie 36,92
49 Manchester, Wielka Brytania 36,85
50 Amsterdam, Holandia 36,54

 

Źródło: CBRE Research, 4kw. 2016

Wydatki na reklamę branży e-commerce

Branża e-commerce przeznaczyła na promocje w 2016 roku prawie 222,2 mln zł, o około 16,9 mln zł mniej niż w 2015 roku. Lider sektora – Grupa Allegro zmniejszyła inwestycje w reklamę aż o 45% w porównaniu rok do roku. Plasujące się za nią Zalando także zanotowało znaczny spadek – o 39% – wynika z analizy domu mediowego Codemedia. O 88% wzrosły wydatki na reklamę zamykającego zestawienie TOP 3 reklamodawców sektora Naspers Classifieds – właściciela takich serwisów jak OLX.pl, otodom.pl i otomoto.pl.

Kategorie

Najwięcej na reklamę w sektorze e-commerce wydają reklamodawcy z kategorii sklepy internetowe, w 2016 r. ich udział wyniósł 71%. Na drugim miejscu plasują się serwisy ogłoszeniowe (11%), a na trzecim aukcje i narzędzia aukcyjne (10%). Kolejne pozycje zajmują porównywarki cen (5%) i pasaże handlowe (2%).

Wydatki reklamowe w e-commerce 2016 W porównaniu do poprzedniego roku inwestycje w promocję sklepów internetowych spadły o 9% (ponad 15 mln zł). Od kilku lat wzrasta częstotliwość robienia przez nas zakupów w sieci. Z raportu „E-zakupy 2016” przygotowanego przez serwis zakupowy Ceneo.pl we współpracy z agencją badawczą TNS Polska wynika, że co drugi e-konsument robi zakupy kilka razy w miesiącu, trzy lata temu był to zaledwie co trzeci. W przyszłości coraz więcej osób będzie wybierało e-zakupy zamiast tych tradycyjnych. Sprzedający w Internecie będą musieli walczyć o klienta. Część z nich na pewno zwiększy nakłady na działania wizerunkowe i wspierające sprzedaż oferowanych produktów – zauważa Anna Lipińska, Group Account Director z domu mediowego Codemedia. Mniej na reklamę w 2016 roku niż w 2015 wydali także reklamodawcy z kategorii aukcje i narzędzia aukcyjne – o 22%. Wzrosły zaś inwestycje w promocję serwisów ogłoszeniowych – o 22%.

Reklamodawcy

Zestawienie e-commerców, które wydały najwięcej na reklamę w 2016 roku, otwiera Grupa Allegro, która przeznaczyła na promocję 26,4 mln zł. Za nią znalazło się Zalando oraz Naspers Classifieds z inwestycjami na poziomie odpowiednio 23,4 mln zł i 12,3 mln zł. Na kolejnych miejscach uplasowały się: Bon Prix, Tchibo, Eobuwie.pl, Grupa Wirtualna Polska, Heligo Polska (właściciel Enbutique.com), Polska Press Grupa i Ucando – internetowy sklep motoryzacyjny. Inwestycje w promocję TOP 10 reklamodawców stanowiły w 2016 roku ponad połowę (52%) wydatków mediowych całego sektora. W porównaniu do 2015 roku jest to spadek o 11 punktów procentowych.

Wśród TOP 10 brandów zalazło się osiem sklepów internetowych: Zalando.pl, Bob Prix, Tchibo, Eobuwie.pl, Domodi.pl, Enbutique.com, Ucando.pl i Denley.pl, odpowiednio na: 1,3,4,5,7,8,9 i 10 pozycji. Na drugim miejscu uplasowała się platforma zakupowa Allegro zaliczana do kategorii aukcje i narzędzia aukcyjne, a na szóstym Ceneo – lider kategorii porównywarki cen. Oba brandy należą do Grupy Allegro.

Reklamodawcy z branży e-commerce przeznaczyli w 2016 roku największe nakłady na promocję odzieży i obuwia – ponad 86,8 mln zł, o prawie 16 mln zł mniej niż w poprzednim roku.

Media

Wydatki reklamowe w e-commerce 2016 podział na mediaSektor e-commerce w 2016 roku najwięcej wydał na reklamę w Internecie – 63% nakładów. W porównaniu rok do roku jest to spadek o 4 punkty procentowe, a wartościowo prawie 19,8 mln zł. W dalszej kolejności wybierane były: telewizja – 18%, magazyny – 10%, outdoor – 3%, radio – 3%, gazety – 2% i kina – 2%. Wśród nich nieznaczny wzrostu udziałów odnotowały: telewizja i magazyny – po 2 punkty procentowe oraz outdoor o 1 punkt procentowy.

Lider sektora – Grupa Allegro – zdecydowanie więcej niż reszta e-commerców przeznaczyła w 2016 roku na promocję w telewizji, która stanowiła ponad połowę (53%) jej nakładów na media. Wydatki na reklamę w Internecie stanowiły zaledwie jedną trzecią. W poprzednim roku sytuacja wyglądała odwrotnie – udział telewizji wynosił 33%, a Internetu 47%. Przyczyny tak dużej zmiany należy upatrywać w nowej strategii reklamowej właściciela popularnej wśród Polaków platformy zakupowej – mówi Anna Lipińska, Group Account Director z domu mediowego Codemedia.

W TOP 10 najchętniej wybieranych mediów przez reklamodawców z branży e-commerce w 2016 roku znalazły się: WP.pl, Onet.pl, Polsat, TVN, Gazeta.pl, Plotek.pl, OLX.pl, Sport.pl, Plejada.pl, Fakt.pl.

Analiza została przygotowana przez dom mediowy Codemedia na podstawie unettowionych danych Kantar Media.

Rośnie liczba osób zadłużonych w kredytach mieszkaniowych, ale nie frankowiczów

Jak wynika z analizy Biura Informacji Kredytowej, rośnie liczba osób obsługujących kredyty mieszkaniowe i kwota ich zadłużenia, ale dotyczy to tylko kredytów złotowych. Liczba kredytobiorców walutowych stale spada, ich zadłużenie w przeliczeniu na złote zmienia się wraz z wahaniami kursowymi, ale generalnie pozostaje na stałym poziomie. Osób z mieszkaniowymi kredytami złotowymi przybyło 26,2 tys., walutowców było w grudniu w porównaniu z wrześniem o 9,5 tys. mniej, a frankowiczów – mniej o 8,5 tys.

Rośnie liczba osób zadłużonych w kredytach mieszkaniowych

W IV kw. przybyło 16,7 tys. osób obsługujących kredyty mieszkaniowe. W grudniu 2016 r. zadłużenie kredytobiorców złotowych było o 6 mld zł wyższe niż we wrześniu, od początku roku wzrosło o 24 mld zł. Z kolei osób obsługujących kredyty walutowe stale ubywa – w 2016 r. ubyło ich 39 tys. (3,5%), w tym 33 tys. frankowiczów. Kredytobiorcy frankowi ciągle wydają się odporni na wahania kursu.W IV kw. 2016 r. kurs złotego wobec franka, wahając się, utrzymywał zbliżony poziom.

Portfel kredytowy Polaków

Kredyty walutowe obecnie występują w ofercie banków w coraz mniejszym stopniu, dotyczy to również zobowiązań w szwajcarskiej walucie. Bazy BIK, zawierające informacje o 15,13 mln kredytobiorców w Polsce, odnotowują obecnie 6% udział osób spłacających zobowiązania we frankach. Kwota do spłaty wszystkich kredytobiorców bez względu na walutę wynosi w przeliczeniu na złote 576,56 mld zł, z czego 164,15 mld zł to wartość do spłaty wszystkich rodzajów kredytów posiadanych przez kredytobiorców frankowych. Liczba wszystkich kredytów posiadanych przez frankowiczów wynosi 1,83 mln szt., co stanowi 7,0% spośród 27,39 mln szt. kredytów obsługiwanych przez wszystkich Polaków łącznie.

Kredytobiorcy frankowi i ich kredyty

Łączna kwota do spłaty z tytułu kredytów mieszkaniowych w CHF to 136,81 mld zł a całkowite aktualne zadłużenie kredytobiorców frankowych z tytułu wszystkich posiadanych produktów kredytowych to 164,15 mld zł. Na tę wartość składają się oprócz frankowych, i zaciągniętych w innych walutach (głównie w zł) kredytów mieszkaniowych, kredyty konsumpcyjne o wartości 7,40 mld zł, następnie karty kredytowe na kwotę do spłaty wynoszącą 1,51 mld zł, a także udzielone limity kredytowe w wysokości do spłaty 1,27 mld zł.

Zmniejsza się liczba kredytów frankowych

Jakość obsługi kredytów mieszkaniowych we frankach

Kredyt może zmienić swój status z dobrze spłacanego kredytu na kredyt przeterminowany, rozumiany jako opóźnienie w spłacie powyżej 90 dni. Jakość obsługi wszelkich kredytów, w tym kredytów mieszkaniowych zależy od terminowej spłaty. W przypadku obsługi kredytów mieszkaniowych we frankach jakość jest bardzo dobra.

Z analiz BIK wynika, że aż 96,7 proc. osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku terminowo spłaca wszystkie swoje kredyty. Zaledwie 3,3 proc. z nich (29 388 osób)ma opóźnienie w spłacie kredytów mieszkaniowych i innych zaciągniętych zobowiązań kredytowych. Z kolei opóźnienie w spłacie kredytu mieszkaniowego udzielonego w walucie CHF, ma 10 225 osób – jest to 1,1% osób spośród wszystkich kredytobiorców frankowych.

Gdyby rozpatrywać jakość portfela frankowego wedle miary NPL (Non performing loans), to rośnie odsetek rachunków wchodzących w miesiącu w status powyżej 90 dni opóźnienia. Oznacza to, że w pewnym stopniu jest to efekt starzenia się portfela, czyli niewielkiego dopływu nowych rachunków walutowych, któremu towarzyszy spadek liczby kredytów w wyniku całkowitej spłaty kredytów udzielonych w poprzednich latach.

– Wartość NPL dla walutowych kredytów wynosi ok. 2% a złotowych 2,5% – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK.– W końcu 2016 r. w bankach 11,2 tys. rachunków frankowych było w statusie pow.90 dni opóźnienia. Do tej liczby dolicza się 5,5 tys. rachunków obecnie złotowych, które w momencie przewalutowania z CHF były w statusie >90 dni opóźnienia. Przyjmując miarę vintage (porównanie kredytów z różnych roczników), kredyty pochodzące z „kryzysowych” roczników 2007–2009 zarówno złotowe, jak i frankowe mają najwyższy poziom szkodowości, nawet wyższy niż starsze roczniki z 2005 i 2006. Najwyższy poziom szkodowości kredytów mieszkaniowych (3,64%) w grudniu 2016 r. dotyczył kredytów mieszkaniowych z rocznika 2008 – podkreśla prof. Waldemar Rogowski.

Idealne auto dla MŚP. Handel i produkcja stawiają na preferencyjne warunki zakupu, HoReCa chce samochodów wielofunkcyjnych!

Niski koszt eksploatacji to najważniejszy wyróżnik idealnego samochodu firmowego dla niemal połowy przedsiębiorców z sektora MŚP. Jak wynika z badania Instytutu Keralla zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A. ta cecha aut służbowych jest szczególnie istotna dla firm budowlanych i usługowych. Przedsiębiorstwa transportowe stawiają z kolei na pozytywne doświadczenia z marką, handel i produkcja na preferencyjne warunki zakupu, a HoReCa na wielofunkcyjność.

Małe i średnie firmy, decydując się na zakup samochodów służbowych, zwracają uwagę przede wszystkim na koszty. Auta w biznesie pełnią funkcję narzędzia pracy, dlatego dla przedsiębiorców priorytetem jest ich efektywność ekonomiczna. Niski koszt eksploatacji i preferencyjne warunki zakupu to najczęstsze kryteria wyboru pojazdów w sektorze MŚP – twierdzi Bartosz Olejnik, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Carefleet S.A., jednej z czołowych polskich firm specjalizujących się w wynajmie długoterminowym samochodów.

Koszty najważniejsze

Polski sektor MŚP liczy ponad 2 miliony przedsiębiorstw. Niskie koszty eksploatacji samochodów służbowych są szczególnie istotne dla firm budowlanych – niemal 59 proc. ich przedstawicieli wskazało tę cechę jako najważniejszy wyróżnik idealnego auta. To również kluczowe kryterium wyboru pojazdów dla firm z branży usługowej – 50,4 proc. wskazań. W sektorze MŚP na niskie koszty eksploatacji służbowych pojazdów zwracają ponadto uwagę przedsiębiorstwa produkcyjne (47,3 proc. wskazań) oraz handlowe (34 proc. wskazań), choć dla nich zdecydowanie ważniejsze są oszczędności w krótkiej perspektywie czasu. 74 proc. badanych przedstawicieli sektora handlowego i niemal połowa respondentów z branży produkcyjnej, decydując się na nabycie nowych aut służbowych, kieruje się  przede wszystkim preferencyjnymi warunkami zakupu.

HoReCa i usługi chcą aut wielofunkcyjnych 

Niemal 60 proc. ankietowanych przedstawicieli małych i średnich przedsiębiorstw z branży HoReCa za najważniejszą cechę idealnego samochodu służbowego uważa wielofunkcyjność, czyli łączenie funkcji auta dostawczego i osobowego. To również istotny czynnik dla firm usługowych (50,4 proc wskazań).

Im mniejsze przedsiębiorstwo, tym zazwyczaj większa potrzeba posiadania samochodu uniwersalnego. Poszukiwanie kompromisu pomiędzy autem biznesowym a użytkowym to domena przede wszystkim branż, w których w specyfikę biznesu wpisane jest częste przewożenie niewielkich ładunków, czyli np. branży  usługowej, handlowej czy gastronomicznej – dodaje Bartosz Olejnik.

Wysoko w rankingu cech idealnego samochodu służbowego uplasowały się również wcześniejsze pozytywne doświadczenia z daną marką motoryzacyjną. To cechy szczególnie istotne dla firm transportowych (48,3 proc. wskazań) i budowlanych (39,7 proc. wskazań)

Bezpieczeństwo na szarym końcu

Najmniej istotną cechą idealnego samochodu służbowego dla sektora MŚP okazało się bezpieczeństwo, które znalazło się na samym końcu rankingu we wszystkich badanych branżach. Co ciekawe, również bogate wyposażenie nie jest kryterium decydującym o wyborze doskonałego pojazdu (11 proc wskazań w branży produkcyjnej i budowlanej, 17,2 proc. w HoReCa, 26 proc w handlu).

Do końca dekady analitykę danych wykorzystywać będzie 90% globalnych instytucji

Zastosowanie analizy dużych zbiorów danych w celach poprawy wydajności biznesowej będzie wzrastać w dynamicznym tempie pomimo szeregu wyzwań. To nadrzędny wniosek z raportu przygotowanego przez Forrestera na zlecenie firmy Atos, według którego do 2020 roku odsetek globalnych firm i organizacji nieuwzględniających w swojej strategii analizy danych wynosił będzie zaledwie 10%.

Zdecydowana większość respondentów reprezentujących przedsiębiorstwa z całego świata podzielona była na tych, którzy deklarowali obecne wykorzystanie narzędzi i metod przetwarzania danych, i tych, którzy planują wdrożyć analitykę w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Niezależnie od podziału na wzięte pod uwagę poszczególne sektory gospodarki: finanse, sprzedaż detaliczną, telekomunikację, przemysł, energetykę i sektor publiczny.

Rewolucja jest blisko

Obecnie kluczowe procesy biznesowe wewnątrz przedsiębiorstw są uzależnione od złożonej analityki dużych zbiorów danych w przypadku 40% światowych firm. Do końca przyszłego roku ten odsetek wzrośnie blisko dwukrotnie – do co najmniej 70%, by u schyłku dekady sięgnąć poziomu 90%.

Transbranżowe korzyści

Lista benefitów osiąganych dzięki wdrożeniom narzędzi i odpowiednich metod analizowania strumieni danych jest naturalnie odmienna dla każdego z przebadanych sektorów, jednak hasłem przewodnim, według uczestników badania, jest modyfikacja dotychczasowych modeli operacyjnych pod kątem przyspieszonego rozwoju i zwiększenia konkurencyjności.

– Sektor prywatny, w tym głównie retail, stawia przede wszystkim na monetyzację danych, wykorzystując je do celów właściwego targetowania treści reklamowych czy „zasilanego” cyfrowymi informacjami real-time marketingu. Sektor produkcyjny natomiast adaptuje analitykę danych, by szybciej wprowadzać na rynek nowe produkty. Jest to możliwe głównie dzięki analizie predyktywnej. W przypadku instytucji finansowych najważniejszym powodem dla implementacji analizy danych jest natychmiastowa identyfikacja klientów i przeciwdziałanie nadużyciom finansowym. Instytucje rządowe z kolei chcą skuteczniej wprowadzać innowacje i lepiej realizować inicjatywy skierowane w stronę obywateli. W tym celu coraz częściej sięgają po złożone narzędzia analityczne przetwarzające dane, pochodzące od podmiotów zewnętrznych – tłumaczy Maciej Sawa, Chief Commercial Officer w Cloud Technologies, specjalizującej się w Big Data Marketingu i monetyzacji danych.

Wyzwania na analitycznej drodze

Autorzy raportu postawili zaproszonym menadżerom pytanie o największe wyzwania, z którymi ich przedsiębiorstwa będą musiały się zmierzyć w drodze do komplementarnych wdrożeń biznesowej analityki danych. Największym z nich okazał się wzrost liczby generowanych danych, które przyrastać będą niemal lawinowo – to główne wyzwanie zdaniem 44% respondentów. Na drugim miejscu uplasowała się potrzeba zapewnienia cyfrowym informacjom bezpieczeństwa i prywatności – według 36% ankietowanych. Stale zauważalnym problemem pozostaje również brak odpowiednich kwalifikacji IT wewnątrz firmowych zespołów, który stanowi największe wyzwanie dla 27% uczestników badania.

– Wnioski z badania, w którym udział wzięli decydenci przedsiębiorstw i organizacji z całego świata, można przenieść także na rodzime podwórko. Danych będzie stale przybywać w trudnym do przewidzenia tempie, więc zapotrzebowanie firm na użytkowane zasoby IT także będzie stale wzrastać. Jednocześnie organizacje będą coraz mocnej akcentować potrzebę optymalizacji kosztów, stąd do końca dekady na znaczeniu zyskiwać będzie możliwość wynajęcia infrastruktury IT, której moc można skalować w zależności od potrzeb – już dzisiaj widać to po rosnącym zainteresowaniu usługami typu XaaS, w tym głównie infrastrukturą na wynajem (IaaS). Kluczowym wyzwaniem według respondentów badania jest również zapewnienie firmowym danym bezpieczeństwa – o ile obecnie część organizacji jest w stanie poradzić sobie z tym zadaniem samodzielnie dzięki ograniczonej liczbie źródeł i interfejsów, to dynamiczny przyrost danych może oznaczać potrzebę sięgnięcia po rozwiązania o większej skali przeciwdziałania incydentom. Stanowi to uzasadnienie dla podkreślanej przez autorów raportu roli wartości dodanych wynikających ze współpracy firm z partnerami technologicznymi – dodaje Robert Mikołajski z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Trzy priorytety

Publikacja Atosa opracowana we współpracy z Forresterem informuje, jak przedstawia się dzisiaj spis kluczowych celów wszystkich działań operacyjnych podejmowanych przez globalne przedsiębiorstwa. Pierwszym z listy jest poprawa zdolności do wdrażania innowacji, drugim – zwiększenie poziomu osiąganych zysków. „Podium” zamyka poprawa satysfakcji klientów i osób korzystających z usług publicznych.

Płatne serwisy VoD zastąpią telewizję?

Prognozy PwC na lata 2016-2020 mówią, że sprzedaż materiałów video do użytku domowego będzie rosnąć. Jak podaje w raporcie Digital Virgo, już dziś możemy zauważyć wzrost zakupu treści w takich segmentach, jak telewizja i gry. Z tej samej analizy wynika, że 65% polskich internautów przynajmniej raz dokonało w Internecie zakupu treści i usług cyfrowych. W lutym 2016 w Polsce pojawił się nowy serwis VoD, ShowMax, który uruchomił jako jedną z metod płatności Direct Billing. Czy serwisy z treściami wideo są tym czego szukają Polacy w Internecie?

E-booki, muzyka oraz bilety, gry i dostęp do platform VoD –  to kupują Polacy w sieci. 70% polskich konsumentów, którzy kupują w Internecie treści i usługi cyfrowe, robi to w celach rozrywkowych – ponad 80% mężczyzn i 69,8% kobiet. Rynek e-rozrywki rośnie, a perspektywy na najbliższe lata są obiecujące. Jak prognozują eksperci PwC, w ciągu najbliższych 4 lat wartość rynku digital goods może rozwijać się w tempie 2,2% rocznie. Wpływ na popularyzację rozrywki internetowej ma łatwiejszy dostęp do szybkiego Internetu i rozwój technologii. Coraz częściej dostęp do platform oferujących treści rozrywkowe jest oferowany razem z usługami wielu operatorów telewizyjnych i telekomunikacyjnych. Rozwój technologii komunikacyjnych daje nowe, większe i lepsze możliwości przesyłania treści cyfrowych i zmienia konsumpcję rozrywki. Świadczy o tym chociażby coraz większe zainteresowanie polskim rynkiem dużych graczy, oferujących e-rozrywkę. Serwisy streamingowe, muzyczne, czy wideo, a także biblioteki z ebookami, stają się coraz bardziej popularne — mówi Marcin Łaciak, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Digital Virgo.

 1 na 4 Polaków płaci za treści wideo w sieci

Wydawać by się mogło, że najpopularniejszymi treściami cyfrowymi są filmy i seriale. Według prognoz rynkowych, platformy VoD w ciągu najbliższych 5 lat na całym świecie będą rozwijać się w zawrotnym tempie – ze 163 mln użytkowników w 2016 roku do nawet 383 mln w 2021 roku, wynika z raportu Digital Virgo. Największymi graczami na światowym rynku rozrywki są przede wszystkim serwisy oferujące streming muzyczny i wideo – filmów i seriali. W Polsce dostępne są serwisy Netflix, Amazon Prime Video i HBO GO, a od niedawna również ShowMax. ShowMax wyróżnia się spośród innych serwisów, że od początku mocno postawił na obsługę prostych i szybkich transakcji w postaci Direct Billingu.

Tymczasem w badaniu Digital Virgo płacenie za tego typu treści cyfrowe zadeklarowało zaledwie 23,4% respondentów. Zdecydowanie większą popularnością cieszą się serwisy udostępniające muzykę (33%) i gry (27%). Co ciekawe, to mieszkańcy mniejszych miast najczęściej wykupują abonament w serwisach streamingowych. Zazwyczaj są to osoby z miast od 200 do 499 tys. (34,1%) i miejscowości do 20 tys. mieszkańców (33,3%). Tymczasem w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców na taki wydatek decyduje się zaledwie 13,6% ankietowanych. Może być to związane z faktem dostępnej w danych miejscowościach oferty kulturalnej.

Torrenty zamiast płatnych usług VoD?

Treści wideo, takie jak filmy i seriale, są najpopularniejszymi treściami pobieranymi z tzw. torrentów. Niemal 40% internautów przyznaje się do tego – 34% okazjonalnie pobierało w ten sposób filmy czy muzykę, a 6% robi to regularnie.

Co ciekawe, korzystanie z torrentów nie jest zamiennikiem legalnego, odpłatnego nabywania treści cyfrowych. Wśród osób, które nigdy nie kupiły za pośrednictwem Internetu, np. dostępu do platformy VOD, jedynie 3,7% deklaruje, że regularnie korzysta z torrentów, podczas gdy 79% podaje, że tego nie robi wcale. Tymczasem wśród osób, które regularnie dokonują zakupów przez Internet, treści cyfrowe regularnie z torrentów ściąga już 13,6% respondentów, a mniej niż połowa deklaruje, że nie robiła tego nigdy (47,5%).

20% wkładu własnego to mit?

  • Większość banków* nie wymaga od klientów 20% wkładu własnego.
  • Oczekują jednak w zamian wykupu ubezpieczenia, zapłaty wyższej marży lub blokady zdeponowanych w banku środków.
  • Niektóre banki nie wymagają jednak żadnego dodatkowego zabezpieczenia, nawet przy 10% wkładzie własnym lub zamiast wkładu własnego oczekują jedynie ubezpieczenia.

Od początku 2017 r. obowiązuje w Polsce wymóg 20% wkładu własnego przy zakupie nieruchomości finansowanej kredytem hipotecznym. Jego wysokość określa Rekomendacja S, stworzona przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jeszcze przed 2014 r. banki nie wymagały żadnego wkładu własnego, niektóre oferowały nawet kredyty w wysokości do 120% wartości nieruchomości, jednak wraz z wprowadzeniem rekomendacji, ustalono bezwzględny wymóg posiadania własnych środków. Na początku było to 5% wartości nieruchomości, ale z każdym rokiem kwota zwiększała się o kolejne 5%.  Rok 2017 jest ostatnim etapem wdrażania Rekomendacji S. Banki jednak znalazły sposób na udzielanie kredytów w wysokości do 90% wartości nieruchomości poprzez zastosowanie dodatkowych zabezpieczeń brakującego wkładu własnego.

Katarzyna Dmowska
Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych

Wprowadzenie bezwzględnego wymogu posiadania wkładu własnego jest konsekwencją kryzysu sprzed kilku lat – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych. – Jednak zgromadzenie środków w wysokości 20% wartości nieruchomości dla wielu młodych ludzi może być problemem. Przy średniej cenie mieszkania w dużym mieście, która wynosi ok. 300 tys. zł oznacza to konieczność posiadania 60 tys. zł wolnych środków własnych. Dla tych osób niektóre banki przygotowały ofertę 90% wartości nieruchomości, jednak opcja taka wiąże się z większym kosztem kredytu, który to koszt ma zrekompensować bankom podwyższone ryzyko z tytułu obniżonego wkładu własnego.

ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych przygotowała zestawienie kilkunastu największych działających w Polsce banków, pod kątem wysokości minimalnego oczekiwanego przez nie wkładu własnego. Okazuje się, że 9 z 14 banków, które znalazły się w porównaniu, nie przedstawia 20% wkładu własnego jako wymogu koniecznego do uzyskania kredytu hipotecznego. Jeden z banków nie wymaga żadnego wkładu, a jako wystarczające zabezpieczenie traktuje ubezpieczenie finansowane przez bank. Inny bank natomiast obniżył minimalny wkład własny do 10%, nie wymagając przy tym żadnych zabezpieczeń. W reszcie ofert znaleźć można 10% wkładu własnego pod warunkiem wyższej marży, ubezpieczenia lub blokady środków zdeponowanych w banku**.

Banki stosują różne dodatkowe zabezpieczenia w zamian za udzielenie kredytu w wyższej kwocie niż 80% wartości nieruchomości, różnorodne są też koszty tych zabezpieczeń. W niektórych bankach wymagany wkład własny uzależniony jest np. od źródła uzyskiwania dochodów. W tym samym banku, osoby prowadzące własną działalność gospodarczą będą musiały dysponować o 5% wyższym wkładem własnym niż osoby zatrudnione na pełen etat. Dlatego najlepszym sposobem jest sprawdzenie ofert z kilku banków, w celu znalezienia najlepiej dopasowanej do naszych możliwości i potrzeb opcji kredytu hipotecznego.– dodaje Katarzyna Dmowska z ANG.

Bank Minimalny wkład własny Warunki niższego wkładu własnego
Alior Bank 10% Wyższa marża w całym okresie kredytowania
Bank Millennium 10% Ubezpieczenie
BOŚ <20% Zastaw lub blokada środków na rachunku bankowym
BGŻ 20%  
CITI <20% Tylko dla niektórych klientów – blokada środków zdeponowanych w Banku.
BZ WBK 10% Ubezpieczenie
Deutsche Bank 10%
(uzyskujący dochód z tyt. działalności gospodarczej 15%)
Podwyższenie oprocentowania do czasu spłaty wymaganej części kapitału.
Euro Bank 20%  
ING 20%  
mBank 0% BHWN* Ubezpieczenie
Pekao Bank Hipoteczny 10% Brak
Pekao S.A. 10% Ubezpieczenie
PKO BP 10% Ubezpieczenie niskiego wkładu własnego, podwyższenie marży do czasu spłaty kredytowanego wkładu własnego
Raiffeisen Polbank 10% Określone przez bank warunki, jakie musi spełniać nieruchomość
* mBank Hipoteczny (bankowa hipoteczna wartość nieruchomości, która zazwyczaj jest niższa o ok. 10%  od wartości rynkowej)
Źródło: ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych

* Połowa banków, które znalazły się w zestawieniu

** Szczegółowe wyliczenia w tabeli pod tekstem

Co nie jest zakazane, będzie podatnikom dozwolone?

Trwają społeczne konsultacje na temat prawa przedsiębiorców, które ma za zadanie zastąpić ustawę o swobodzie działalności gospodarczej. Nowe prawo wprowadza dla podatnika zasadę rozstrzygania wątpliwości na jego korzyść. Kolejna nowa zasada brzmi „to, co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone” – będzie to najistotniejsza zasada, nie wynikająca wcześniej wprost z przepisów.

– Praktyka i korzystanie z tej zasady ujawni się dopiero za 2-3 lata w sporach sądowych – powiedziała agencji eNewsroom.pl Marta Szafarowska, doradca podatkowy, partner w kancelarii Gekko Taxens – Mowa o zakazie unikania opodatkowania i klauzuli opodatkowania oraz o klauzuli nadużycia prawa w zakresie ustawy o VAT. Z jednej strony podatnik na gruncie konstytucji dla biznesu będzie mógł się czuć swobodnie – co nie jest zakazane, będzie dozwolone – a z drugiej strony nadal funkcjonowały będą zasady służące unikaniu i nadużyciu prawa. Czynności zgodne z prawem mogą prowadzić do zaniżania podatku i dodatkowych zobowiązań po stronie podatnika. Zauważalny jest spór pomiędzy tymi zasadami w przyszłości, lecz wszystko się okaże dopiero w trakcie postępowań sądowych – oceniła Szafarowska.

„Państwowe” banki: wynagrodzenia według nowej ustawy kominowej czy CRD IV?

Zarówno Skarb Państwa, jak i niektóre państwowe osoby prawne (np. NFOŚiGW) posiadają bezpośrednio oraz pośrednio akcje w szeregu podmiotów funkcjonujących w sektorze bankowym. Ponadto widać zauważalny trend w kierunku „repolonizacji” banków i można przewidywać że wpływ właścicielski Państwa na ten sektor będzie systematycznie rósł.

Osoby reprezentujące Skarb Państwa lub państwowe osoby prawne w takich podmiotach zobowiązane są podejmować działania mające na celu ukształtowanie i stosowanie w nich zasad wynagradzania członków Zarządów oraz Rad Nadzorczych określonych w tzw. nowej ustawie kominowej. Z drugiej strony na członkach Zarządów i Rad Nadzorczych ciąży ich własny obowiązek wdrożenia w tych podmiotach zasad wynagradzania odpowiadających wymogom określonym w przepisach wdrażających w Polsce dyrektywy UE odnoszące się do wynagrodzeń w sektorze bankowym (tzw. dyrektywa CRD IV). Zasady te powinny obejmować min.. samych członków Zarządów oraz Rad Nadzorczych. Pojawia się więc wątpliwość czy w takich „państwowych” bankach wynagrodzenia Zarządów oraz Rad Nadzorczych powinny odpowiadać wymogom ustawy kominowej, przepisom wdrażającym dyrektywy UE dotyczące sektora bankowego (najważniejszym aktem w tym zakresie jest ogłoszone 24.03.2017 r. rozporządzenie MF wdrażające zasady wynikające z dyrektywy CRD IV) czy też wszystkim tym zasadom jednocześnie?

Ani w prawie bankowym, ani w nowej ustawie kominowej nie przewidziano przepisu rozstrzygającego jednoznacznie, które z tych przepisów, w razie sprzeczności, mają pierwszeństwo stosowania. Co więcej, ani ustawa kominowa ani prawo bankowe i rozporządzenie Ministra Finansów nie kształtują bezpośrednio polityki wynagrodzeń w bankach. Oba te akty nakładają jedynie obowiązek podjęcia działań zmierzających do ich wdrożenia w danej instytucji. Inne są też sankcję za ich niepodjęcie bądź nieprawidłowe zastosowania. Przede wszystkim oba akty skierowane są do innych podmiotów tj. osoby reprezentujące wspólnika w przypadku „kominówki” i członkowie Zarządów i RN w przypadku prawa bankowego. W celu uniknięcia sankcji i jednocześnie aby nie doprowadzić do sytuacji, w której np. uchwała o zasadach wynagradzania członków Zarządu będzie sprzeczna z przyjętą przez ten Zarząd polityką wynagrodzeń, każdy z tych podmiotów powinien znać obowiązki, które ciążą na pozostałych. Jest to o tyle istotne, że naszym zdaniem możliwe jest pogodzenie wymów ustawy kominowej oraz wymogów prawa bankowego

Podział wynagrodzenia na stałe i zmienne

Zarówno ustawy kominowa, jak i prawo bankowe wymagają, aby wynagrodzenie członków Zarządów składało się z części stałej oraz zmiennej. W pierwszym przypadku maksymalny poziom wynagrodzenia stałego uzależnionego od skali działalności danego podmiotu, a maksymalna wysokości wynagrodzenia zmiennego nie powinna przekraczać 50% wynagrodzenia stałego za dany rok bądź 100% w przypadku spółek publicznych. Dyrektywa CRD IV nie określa precyzyjnie jaka powinna być wysokość wynagrodzenia stałego ale wskazuje, że powinno ono stanowić przeważającą część wynagrodzenia, tak aby możliwe było prowadzenie elastycznej polityki zmiennych składników wynagrodzenia. Co do zasady zmienne składniki wynagrodzenia nie powinny zaś przekraczać 100 % wynagrodzenia zasadniczego. Wymogi te są więc możliwe do pogodzenia z ustawą kominową.

Odroczenie wypłaty wynagrodzenia zmiennego

Zgodnie z projektem rozporządzenia MF implementującym w Polsce dyrektywę CRD IV co najmniej 40% wynagrodzenia zmiennego wypłaca się po zakończeniu okresu oceny, za jaki to wynagrodzenie przysługuje, przy czym wypłata następuje nie wcześniej, niż w ciągu 3 do 5 lat, w równych rocznych ratach płatnych z dołu i jest uzależniona od efektów pracy w tym okresie. Ustawa kominowa również dopuszcza odroczenie wynagrodzenia zmiennego, przy czym na okres nie dłuży niż 36 miesięcy (czyli do 3 lat). Ustawa nie precyzuje od jakich warunków powinna być uzależniona utrata prawa do otrzymania odroczonych składników wynagrodzenia pozostawiając swobodę wspólnikom przy podejmowaniu decyzji w tym zakresie. W konsekwencji, aby nie naruszyć żadnych wymogów co najmniej 40% wynagrodzenia zmiennego członków Zarządu powinno być odroczone na dokładnie 36 miesięcy i płatne z dołu w równych rocznych ratach.

Zawieranie umów o świadczenie usług z członkami Zarządów

Ustawa kominowa wprowadza wymóg zawierania z członkami Zarządów umów o świadczenie usług zarządzania na czas pełnienia funkcji, z obowiązkiem osobistego świadczenia pracy. Nie jest dopuszczalne zawieranie z nimi umów o pracę. Ograniczenie to nie narusza prawa bankowego, gdyż nie wyklucza ono cywilnoprawnej podstawy zatrudnienia członków zarządu.

Część wynagrodzenia zmiennego w formie akcji lub instrumentów finansowych

Zgodnie z rozporządzeniem MF co najmniej 50% wynagrodzenia zmiennego stanowić ma zachętę do szczególnej dbałości o długoterminowe dobro banku i w tym celu być przyznawana w formie akcji lub instrumentów finansowych. Ustawa kominowa nie przewiduje wprost przyznawania wynagrodzenia w takiej formie. Jednocześnie jednak w żadnym punkcie tego nie wyklucza. Co więcej, jedynie w przypadku części stałej wynagrodzenia wskazuje, że powinna być ona wyrażona „kwotowo”. Może to sugerować, że ustawodawca dopuszcza przyznawanie wynagrodzenia zmiennego w formie innej niż pieniężna. Również w tym zakresie nie dochodzi do sprzeczności wymogów ustawy kominowej z prawem bankowym.

Wynagradzanie członków Rad Nadzorczych

Ustawa kominowa przewiduje maksymalny poziom wynagrodzenia, jaki może być przyznany członkom Rad Nadzorczych. Jest on uzależniony od skali działalności danej spółki. Nie przewidziano podziału wynagrodzenia na część stałą i zmienną bądź odraczania wypłaty takiego wynagrodzenia. W tym zakresie również nie dochodzi do sprzeczności z przepisami wdrażającymi dyrektywę CRD IV, gdyż rozporządzenie MF dopuszcza niestosowanie do członków rad nadzorczych takiego podziału bądź wymogów w zakresie odraczania płatności.

Wprowadzenie analogicznych zasad w spółkach kontrolowanych

Wdrażając zasady wynikające z ustawy kominowej należy mieć na uwadze, że jednym z celów premiowych członków Zarządów powinno być wprowadzenie zasad wynikających z tej ustawy również w każdej spółce zależnej w rozumieniu ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. W praktyce więc może okazać się, że nowe zasady wynikające z tej ustawy powinny być wdrożone w całych grupach kontrolowanych przez podmioty, w których udziały/akcje posiada Skarb Państwa, jednostki samorządu terytorialnego, państwowe lub komunalne osoby prawne. Jest to spójne z wymogami prawa bankowego. Polityka wynagrodzeń powinna bowiem obejmować także podmioty zależne oraz uwzględniać politykę wynagrodzeń stosowaną przez podmiot dominujący. W praktyce, uzależnienie wypłaty części zmiennej wynagrodzenia członków zarządu od wprowadzenia podobnych zasad wobec członków zarządu w podmiotach zależnych jest zgodne z prawem bankowym.

r.pr. Katarzyna Sarek-Sadurska – Kieruje działem wynagrodzeń w sektorze finansowym w Raczkowski Paruch

Adw. Paweł Sobol – Raczkowski Paruch

Oswajanie chińskiego smoka czyli jak osiągnąć sukces na chińskim rynku

Nowy Jedwabny Szlak jest dużą szansą dla polskich przedsiębiorców. Ale, według części ekspertów, brakuje ochrony prawnej ich interesów oraz wsparcia w ubezpieczaniu i rozliczaniu transakcji. Co więcej, nie posiadają oni dostatecznej wiedzy na temat potrzeb gospodarki Państwa Środka i specyficznej etykiety biznesowej. 

Dr Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu w Business Centre Club, zauważa, że kończą się czasy taniej siły roboczej w Chinach. Obecnie szansą biznesową dla Polaków jest sprzedaż towarów do Państwa Środka, a nie importowanie ich stamtąd. To nowy rynek zbytu, na którym można wypromować wiele produktów żywnościowych, kosmetyków, jak również artykułów niszowych. Powinno się to odbywać również za pośrednictwem lokalnych dystrybutorów. Ekspert doradza też, aby rozważyć wytwarzanie tam wyrobów chemicznych, mechaniki precyzyjnej oraz ceramiki budowlanej.

– Nasi przedsiębiorcy muszą zdawać sobie sprawę z możliwości chińskiego rynku, wymagającego zaangażowania. Niektóre firmy, zainteresowane eksportem do Chin, po przejściu długiej drogi uzyskiwania certyfikatów i pozwoleń, niejednokrotnie przeceniają swoje możliwości produkcyjne i nie są w stanie obsłużyć tak dużego sektora. Chcąc odnieść sukces, należy działać w grupie pod wspólną marką, np. w ramach powołanej w tym celu spółki. Ministerstwo Rozwoju rozmawia z przedsiębiorcami i zachęca ich do tworzenia tego typu modeli współpracy – mówi wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński.

Oswajanie chińskiego smoka

Jak stwierdza Mariusz Sperczyński z inicjatywy 51GoShanghai, polscy przedsiębiorcy nie są jeszcze beneficjentami poważnych zmian, jakie zachodzą w globalnym rozkładzie sił gospodarczych, choć produkują towary o bardzo dobrych wskaźnikach ceny i jakości. W większości przypadków ich potencjał wytwórczy raczej nie był komercjalizowany przez chińską potęgę rynkową. Zdecydowanie brakuje im wiedzy na temat jej potrzeb. Powinni być świadomi tego, że Chińczycy cechują się pragmatycznym podejściem do biznesu i aktualnie koncentrują się na rozwoju w trzech obszarach. Oprócz tradycyjnego nacisku na eksport, w ostatnich latach doszedł import nowych technologii oraz Nowy Jedwabny Szlak.

– Warto przywołać osiągnięcie Krajowej Rady Drobiarskiej, która obecnie jest jedynym europejskim dostawcą drobiu do Chin. Eksport tego mięsa na tamtejszy rynek rośnie co roku o ok. 20%. Naturalnym następstwem rozwoju współpracy było otworzenie przez KRD we wrześniu 2016 roku swojego biura w Szanghaju. Równie obiecujący sukces może wkrótce odnieść konsorcjum Appolonia, eksportujące od tego roku polskie jabłka do Państwa Środka – przewiduje podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Potencjalne szanse i zagrożenia

Jednak, zdaniem Mariusza Sperczyńskiego, polski rząd, podobnie jak władze pozostałych krajów, przez które może przebiegać Nowy Jedwabny Szlak, podchodzi z dużą rezerwą do tego projektu. Idea wymiany handlowej, stymulowanej i kontrolowanej przez nową światową potęgę, zagraża autonomiczności interesów tych państw. Oferta Chińczyków może przynieść nam zarówno korzyści w rozwoju infrastruktury handlu międzynarodowego, jak i potencjalne uzależnienie jej wskaźników ekonomicznych od stanu gospodarki Państwa Środka. To wymaga uważnej analizy Ministerstwa Rozwoju. Zdaniem eksperta, resort powinien przedstawić jednoznaczne stanowisko wobec tego projektu i w przypadku akceptacji, szeroko rozpocząć promowanie go w Polsce, czego obecnie nie doświadczamy.

– To chyba brak wyobraźni rządzących oraz fobie na temat tego, że chiński asortyment, np. odzieżowy, co tydzień przywożony do Polski koleją, będzie konkurować z naszym, poprzez dumping cenowy, czyli sprzedaż art. eksportowanych po cenach niższych, niż krajowe. Tymczasem, Chiny produkują towary, których Europa nie wytwarza. Należą one przede wszystkim do branży elektronicznej. Natomiast, nieliczne kontrprzykłady produktów, które powstają na Starym Kontynencie, i tak są regulowane cłami zaporowymi. Wynika to bezpośrednio z rozporządzeń UE, np. w zakresie paneli fotowoltaicznych – zauważa dr Wojciech Warski.

Stanowisko rządu

Mariusz Sperczyński dodaje, że bez jasnego stanowiska rządu w sprawie Nowego Jedwabnego Szlaku, polski biznes nie potrafi jeszcze określić inwestycji, które stanowiłyby odpowiedź na propozycję Chin. Ale, nawet bez decyzji władz, sektory infrastruktury krytycznej w naszym kraju mogą zostać szybko włączone do tego projektu. Nastąpi to w wyniku spodziewanych przejęć przedsiębiorstw przez kapitał, napływający z Pekinu. Dla krajowych firm to szansa na poważny rozwój, ponieważ stałyby się globalnymi graczami oraz bramą ekspansji chińskiego biznesu w Unii Europejskiej.

– Polska w projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku odgrywa szczególną rolę, będąc głównym hubem dla Chin w osi wschód-zachód w drodze do Europy Zachodniej, ale również w osi północ-południe, łącząc państwa Europy Środkowo-Wschodniej z krajami skandynawskimi. Wykorzystując to, będziemy realizować szereg projektów infrastrukturalnych, w Polsce i poza nią. Chcemy zaangażować w nie rodzime firmy budowlane. Obserwujemy wzmożone zainteresowanie naszym krajem ze strony chińskich banków, funduszy inwestycyjnych i ubezpieczeniowych oraz firm i izb handlowych. Widzimy też szansę na rozwój Specjalnych Stref Ekonomicznych, położonych w centralnej oraz północnej części kraju – zapewnia wiceminister rozwoju.

Rozwój stosunków gospodarczych

Natomiast, dr Wojciech Warski uważa, że rząd musi szerzej upowszechnić kampanię informacyjną dla firm tak, aby lepiej poznały możliwości Nowego Jedwabnego Szlaku. Ponadto, ministrowie powinni częściej reprezentować Polskę w Chinach, zawsze w towarzystwie naszego biznesu. Obecność konkretnej osoby lub firmy w składzie delegacji państwowej jest formą jej uwiarygodnienia dla zagranicznych kontrahentów. Barierą są ciągle różnice kulturowe, legislacyjne i administracyjne pomiędzy stylem prowadzenia interesów w Europie i Azji. Brakuje też dobrej ochrony prawnej do rozwijania działalności w Państwie Środka. To kreuje dodatkowe ryzyka, na które nie każdego stać.

– Wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach w listopadzie 2015 roku oraz przyjazd prezydenta Xi Jinpinga do Polski w czerwcu 2016 roku dały nowy impuls do rozwoju polsko-chińskich stosunków gospodarczych. Podczas spotkań prezydenci niejednokrotnie podkreślali chęć współpracy w ramach realizacji tej inicjatywy. W rezultacie podpisano ponad 40 umów gospodarczych, finansowych oraz rządowych. Ustanawiają one nowe mechanizmy współpracy oraz definiują konkretnie poziom zaangażowania obu stron – podkreśla wiceminister rozwoju.

Międzynarodowe porozumienia

Ważnymi dla resortu umowami były porozumienia podpisane z Narodową Komisją Rozwoju i Reform ChRL (National Development Reform Commission) w sprawie Wspólnego Sformułowania Założeń Dwustronnego Planu Współpracy oraz w sprawie ustanowienia Komitetu Sterującego ds. Współpracy Przemysłowej. Pierwsze z nich ma na celu wspólne działanie w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku oraz wzmacnianie współpracy regionalnej. Na mocy tego porozumienia, Polska i Chiny będą współpracować też w dziedzinie handlu, zasobów energetycznych, finansów, transportu i logistyki, standardów i certyfikacji, ochrony środowiska, rolnictwa, wymiany kulturalnej, współpracy informatycznej oraz współpracy think thanków.

– Istotną dla naszego Ministerstwa jest również kwestia powołania Komitetu Sterującego do spraw współpracy przemysłowej, służącego za platformę promocji współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami obu krajów. Należy też wspomnieć o dwóch istotnych porozumieniach, które podpisaliśmy z Ministerstwem Handlu ChRL. To znaczy, Memorandum o porozumieniu w sprawie wzmocnienia współpracy inwestycyjnej w zakresie infrastruktury logistycznej oraz Memorandum o porozumieniu w sprawie współpracy w przedmiocie parków przemysłowych. Mają one na celu rozwój handlowych i gospodarczych relacji pomiędzy obydwoma krajami – dodaje wiceminister Kościński.

Struktury bankowe

Przewodniczący Konwentu BCC twierdzi, że delegacje polityków mają sens tylko, gdy są regularnie powtarzane. Dr Warski określa wyjazd Prezydenta Dudy do Chin jako „propagandowy show, a nie profesjonalny lobbing”. Tymczasem, polscy przedsiębiorcy nie mogą wykorzystać najbardziej oczywistej przewagi, wynikającej z usytuowania między Wschodem i Zachodem, a także szerokiego potencjału ludzkiego. Brakuje im bowiem realnego wsparcia, tzn. form ubezpieczania i rozliczania transakcji dla Chin. Jak zaznacza ekspert, muszą korzystać z usług chińskich banków, bo naszych nie ma w Państwie Środka. Powinien być tam oddział państwowego banku PKO BP.

– Polska, będąc partnerem strategicznym Chin oraz największą gospodarką w ramach formuły 16+1, przystąpiła do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych w maju 2016 roku na warunkach preferencyjnych, jakie uzyskujemy dzięki statusowi państwa założyciela. Udział w strukturze tego banku może pomóc polskim firmom włączyć się w globalne łańcuchy dostaw, związane z realizacją kluczowych dla regionu inwestycji infrastrukturalnych. Przykładem tego może być budowa połączeń drogowych i kolejowych głównie w innych państwach, leżących na szlaku – przekonuje Tadeusz Kościński.

Bezpłatne usługi dla firm

Tymczasem, ekspert 51GoShaghai zwraca uwagę, że Polacy mogą korzystać ze wsparcia Wydziału Promocji i Handlu Ambasad i Konsulatów RP w Pekinie. Świadczy on bezpłatnie usługi, polegające m.in. na doradztwie i organizacji spotkań B2B oraz seminariów. Z kolei, w Szanghaju, na miejsce zlikwidowanego w styczniu br. WPHI, uruchomiono Zagraniczne Biuro Handlowe. Tamtejsi eksperci są odpowiedzialni za udzielanie informacji na temat rynku, współtworzenie sieci kontaktów z lokalnymi podmiotami, organizację szkoleń oraz weryfikację partnerów biznesowych.

– W mojej ocenie, zakres funkcjonalności nowych ZBH, podległych Ministerstwu Rozwoju, jest bardzo ograniczony i konserwatywny. Winny one faktycznie działać operacyjnie i oferować szereg bezpłatnych, bazowych usług dla polskich przedsiębiorców. Ponadto, rząd nie może blokować jakichkolwiek inicjatyw, usprawniających przepływ towarów, a tak się niestety stało. Nie tak dawno decyzją ministra Antoniego Macierewicza, Agencja Mienia Wojskowego odmówiła przekazania w Łodzi umówionej działki pod budowę terminala kolejowego dla Nowego Jedwabnego Szlaku i projekt upadł – przypomina dr Wojciech Warski.

Dostateczne wsparcie?

Wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński zaznacza, że tylko w 2016 roku nadzorowane przez Ministerstwo Rozwoju, a prowadzone przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu, Centrum Współpracy Polsko-Chińskiej organizowało szkolenia dla firm, sesje oraz fora gospodarcze. Uczestniczyło w nich ponad tysiąc osób. Ponadto, co roku dziesiątki polskich firm odwiedza nasze placówki w Szanghaju i Pekinie. Doradzają one rodzimym przedsiębiorcom, organizują spotkania z partnerami chińskimi oraz dają możliwość prezentacji krajowych produktów na targach branżowych.

– Z moich obserwacji wynika, że jak dotąd wsparcie polskiego rządu dla przedsiębiorców było niewystarczające. W kontaktach biznesowych z Chińczykami trzeba przestrzegać specyficznej etykiety, której Polacy z reguły nie znają. Jej istotnym elementem jest np. guanxi. Termin ten można rozumieć jako „wzajemne zaufanie”, decydujące o sukcesie w prowadzeniu interesów. W związku z powyższym, Polacy często nie wiedzą, dlaczego nie odnoszą sukcesów we współpracy z przedstawicielami Państwa Środka, pomimo swoich poważnych starań – wyjaśnia Mariusz Sperczyński.

Czas pokaże, czy polscy przedsiębiorcy oswoją chińskiego smoka i zaczną robić poważne interesy z Chińczykami. Być może wezmą sprawy w swoje ręce i bez oglądania się na wsparcie rządu zaczną właściwie działać. Tymczasem, Tadeusz Kościński zachęca wszystkich przedsiębiorców, którzy poważnie myślą o internacjonalizacji swojej firmy w kierunku Państwa Środka, by zgłaszali się na warsztaty, często organizowane przez PAIH (niegdyś PAIiIZ). W 2017 roku Ministerstwo Rozwoju przewiduje również kilka misji biznesowych do Chin i seminariów, informuje wiceminister rozwoju.

Akcyza na energię elektryczną – Polska na tle UE

Stawka podatku akcyzowego na energię elektryczną w Polsce jest wysoka w porównaniu do pozostałych krajów Unii Europejskiej. Choć w ubiegłym roku polski ustawodawca wprowadził mechanizmy pozwalające na obniżenie kosztów energii elektrycznej, szukanie oszczędności w tym obszarze jest nadal wyzwaniem dla przedsiębiorstw.

Na koszt energii elektrycznej składa się wiele elementów. Najważniejsze z nich to koszt dystrybucji, czyli dostarczania energii oraz koszt obrotu energią, czyli m.in. wyprodukowania energii, certyfikatów jej pochodzenia oraz podatek akcyzowy. Jak się okazuje, ten ostatni ma szczególne znaczenie dla przedsiębiorstw w Polsce. Stawka podatku akcyzowego na energię elektryczną w Polsce jest jedną z wyższych w Unii Europejskiej i generuje wysokie koszty dla przedsiębiorstw. Taka sytuacja wymusza na firmach poszukiwanie rozwiązań umożliwiających obniżenie kosztów energii elektrycznej.

Polska w pierwszej dziesiątce krajów UE o najwyższej stawce akcyzy na energię elektryczną

W Unii Europejskiej minimalna dedykowana stawka podatku akcyzowego na energię elektryczną dla odbiorców biznesowych wynosi 0,5 euro za MWh. Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, w którym zaprezentowano obciążenia podatkowe dla produktów energetycznych i energii elektrycznej na dzień 1 lipca 2016 r., w ramach krajów członkowskich można zaobserwować ogromne różnice w wysokości stawek. Skrajnym przypadkiem jest Holandia, w której wysokość podatku dla odbiorców biznesowych zużywających do 10 MWh energii wynosi 100,7 euro/MWh. Dla odbiorców zużywających od 10 do 50 MWh energii – stawka ta maleje o połowę, dla wykorzystujących od 50 MWh do 10 GWh – wynosi 13,31 euro, a dla tych, u których roczne zużycie przekracza 10 GWh opodatkowanie spada aż do 0,53 euro. Kolejne miejsca w rankingu najwyżej opodatkowanych krajów UE zajmują: Francja – 22,5 euro, Niemcy – 15,37 euro, Austria – 15 euro, Włochy – 12 euro (dla miesięcznej konsumpcji poniżej 200 MWh) oraz Finlandia 7,03 euro. W Polsce opodatkowanie energii elektrycznej to 4,71 euro, co stanowi prawie dziesięciokrotność wartości dedykowanej. Zbliżone stawki występują w Estonii (4,47 euro) i Grecji (5 euro). To oznacza, że Polska zajmuje w Unii Europejskiej 8. miejsce pod względem wysokości stawki podatku akcyzowego na energię elektryczną.

„Polska nie jest wprawdzie w ścisłej czołówce krajów o najwyższym opodatkowaniu energii elektrycznej, ale warto zauważyć, że w pozostałych państwach UE koszty akcyzy są zdecydowanie niższe i oscylują w okolicach wartości minimalnej stawki dedykowanej, czyli od 0,5 euro w Hiszpanii, Irlandii czy Luksemburgu, do maksymalnie 1,53 euro na Malcie. Biorąc pod uwagę 28 krajów członkowskich, wysokość podatku akcyzowego w naszym kraju może negatywnie wpływać na konkurencyjność polskich firm na arenie międzynarodowej” – zauważa Marcin Drozd, Konsultant w Dziale Produktów Energetycznych w Ayming Polska.

Preferencje podatkowe dla zakładów energochłonnych

W większości państw członkowskich Unii Europejskiej przedsiębiorstwa energochłonne już od kilku, a nawet kilkunastu lat, mogą korzystać z różnego rodzaju preferencji podatkowych, pozwalających na obniżenie kosztu energii elektrycznej. Jeszcze do końca 2015 r. polskie przedsiębiorstwa były w znacznie gorszej sytuacji niż ich zagraniczni konkurenci. Koszty energii elektrycznej, w tym wysoka stawka opodatkowania, były szczególnie uciążliwe dla zakładów energochłonnych. Przełomowym momentem dla polskiego przemysłu było wprowadzenie 1 stycznia 2016 r. do ustawodawstwa postanowień wymienionych w unijnej dyrektywie energetycznej (2003/96/WE), pozwalających państwom członkowskim na zastosowanie obniżek podatku dla produktów energetycznych i energii elektrycznej. Wprowadzone formy wsparcia dla zakładów energochłonnych umożliwiają zmniejszenie kosztu podatku akcyzowego zawartego w cenie energii elektrycznej. Firmy mogą skorzystać z takiego wsparcia na dwa sposoby – uzyskując zwrot części zapłaconego podatku akcyzowego lub zwolnienie z konieczności odprowadzania tego podatku. O częściowy zwrot mogą ubiegać się wyłącznie podmioty spełniające szereg wymogów, takich jak np. wykonywanie określonej działalności. Z kolei całkowite zwolnienie z podatku akcyzowego dotyczy przedsiębiorstw, które w swojej działalności wykorzystują energię elektryczną w procesach energochłonnych.

Poszukiwanie oszczędności w obszarze kosztów energii elektrycznej

Akcyza od energii elektrycznej to koszt w wysokości 20 zł za każdą MWh. Oczywiście zużycie energii zawsze zależy od wielkości i profilu działalności przedsiębiorstwa. Przykładowo, polska firma zużywająca 15 GWh energii elektrycznej rocznie, w ramach podatku akcyzowego zasila budżet państwa kwotą  300 tys. zł. Tymczasem przedsiębiorstwo w Czechach za tę samą ilość energii odprowadziłoby tylko 66 000 zł, a w Hiszpanii zaledwie 31 800 zł. Przy tak wysokich obciążeniach podatkowych przedsiębiorstwa w Polsce zmuszone są do poszukiwania oszczędności. Obniżenie kosztów energii można osiągnąć uzyskaniem zwolnienia z odprowadzania części akcyzy, zmianą taryfy dystrybucyjnej lub dostawcy energii, inwestycją w odnawialne źródła energii czy poprawą efektywności energetycznej przedsiębiorstwa. Choć rozwiązań jest wiele, z doświadczenia Ayming Polska wynika, że firmy nie zawsze są ich świadome lub nie do końca wiedzą, jak z nich korzystać.

„Zdarza się, że przedsiębiorcom brakuje wiedzy na temat rynku i rozwiązań, które umożliwiają redukcję kosztów energii elektrycznej. Tymczasem obniżenie kosztów energii można osiągnąć nie tylko w ramach zmiany dostawcy czy zwiększenia efektywności energetycznej przedsiębiorstwa, np. poprzez wymianę oświetlenia czy nieszczelnych urządzeń grzewczych. Szukanie oszczędności w obszarze energii to złożony proces, który wymaga bieżącego śledzenia zmian w prawie energetycznym i analizy wielu działań w przedsiębiorstwie, ale przy tym pozwala na uzyskanie realnych oszczędności dla organizacji” – zaznacza Marcin Drozd, Konsultant w Dziale Produktów Energetycznych w Ayming Polska.

Chociaż wysokość podatku akcyzowego od energii elektrycznej w Polsce jest wysoka w porównaniu do pozostałych krajów UE, energochłonne firmy już teraz mają do swojej dyspozycji mechanizmy umożliwiające im zmniejszenie obciążeń podatkowych. Przedsiębiorstwa powinny zdawać sobie sprawę z korzyści wynikających z właściwego wykorzystania potencjału dostępnych rozwiązań, aby uzyskiwać oszczędności w obszarze energii elektrycznej.

Dane źródłowe: http://ec.europa.eu/taxation_customs/sites/taxation/files/resources/documents/taxation/excise_duties/energy_products/rates/excise_duties-part_ii_energy_products_en.pdf

Ostateczna cena akcji Griffin Premium RE.. ustalona na 5,70 zł

  • Ostateczna cena akcji Griffin Premium RE.. N.V. („Spółka”) oferowanych w ramach oferty publicznej została ustalona w drodze budowy księgi popytu na 5,70 zł za akcję.
  • Oferta obejmuje emisję 22.201.267 nowych akcji, z której Spółka uzyska wpływy brutto w wysokości 126,5 mln zł (około 29,3 mln euro), które zostaną przeznaczone na rozbudowę portfela nieruchomości.
  • Dotychczasowi akcjonariusze Spółki sprzedadzą ostatecznie 59.108.251 istniejących akcji („Akcje Sprzedawane”) oraz dodatkowo 7.857.705 akcji w ramach opcji dodatkowego przydziału („Opcja Dodatkowego Przydziału”).
  • Łączna wartość oferty publicznej, uwzględniając Opcję Dodatkowego Przydziału, wynosi 508,3 mln zł (około 118 mln euro), co przekłada się na kapitalizację rynkową Spółki na poziomie 890 mln zł (około 206 mln euro).
  • Do inwestorów indywidualnych trafi ostatecznie 5.233.019 akcji.
  • Po ofercie free-float akcji wyniesie około 57% przy założeniu pełnej realizacji Opcji Dodatkowego Przydziału.
  • Przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW to 13 kwietnia br.

Zgodnie z zapowiedziami, celem Griffin Premium RE.. jest pozyskanie z emisji nowych akcji wpływów netto w wysokości około 28 mln euro (tj. około 120 mln zł). W związku z tym, że w drodze budowy księgi popytu cena akcji została ustalona na poziomie 5,70 zł za akcję, ostateczną liczbę nowych akcji oferowanych w IPO ustalono na 22.201.267.

– Tak jak zapowiadaliśmy, pozyskane środki przeznaczymy na rozbudowę naszego portfela nieruchomości. Około 18 mln euro przeznaczymy na nabycie od Echo Investment biurowca West Link we Wrocławiu, który zostanie ukończony na przełomie pierwszego i drugiego kwartału przyszłego roku, a który już teraz jest niemal w całości wynajęty renomowanemu najemcy, jakim jest Nokia, na okres siedmiu lat. Pozostałe środki zainwestujemy w trzy projekty biurowe realizowane przez Echo Investment w Warszawie. Zaangażujemy się w te inwestycje na poziomie 25% i będziemy mieć prawo złożenia pierwszej oferty na nabycie pozostałych 75% w momencie ich ukończenia. W przypadku skorzystania z tego prawa, łączna wartość naszego portfela nieruchomości wzrośnie z ponad 500 mln euro o ponad 170 mln euro – powiedziała Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes Griffin Premium RE..

W ramach Oferty nowym inwestorom przydzielonych zostanie łącznie 89.167.223 akcji. Liczba ta obejmuje 22.201.267 akcji nowej emisji („Nowe Akcje”) w ramach podwyższenia kapitału, które jest związane z pozyskaniem przez Spółkę wpływów brutto w kwocie 126,5 mln zł (około 29,3 mln euro). Oferta obejmie ostatecznie również 59.108.251 akcji istniejących sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy Spółki, tj. podmioty pośrednio kontrolowane przez globalny fundusz inwestycyjny Oaktree Capital Group LLC, oraz dodatkowo 7.857.705 akcji sprzedawanych w ramach Opcji Dodatkowego Przydziału.

Łączna wartość oferty publicznej akcji Griffin Premium RE.. wyniesie zatem 508,3 mln zł (około 118 mln euro), co przekłada się na kapitalizację rynkową Spółki na poziomie 890 mln zł (około 206 mln euro).

Do inwestorów indywidualnych trafi ostatecznie 5.233.019 akcji, tj. 5,9% łącznej oferty.

Free-float akcji Spółki po Ofercie (tj. udział akcji będących w wolnym obrocie) wyniesie około 57% przy założeniu pełnej realizacji Opcji Dodatkowego Przydziału.

– Bardzo nas cieszy zainteresowanie ofertą publiczną akcji Griffin Premium RE.. ze strony inwestorów w kraju i zagranicą. To potwierdza, że oferta taka jak nasza, tj. spółki typu REIT, będącej właścicielem rozbudowanego portfela atrakcyjnych nieruchomości biurowych i biurowo-handlowych w Polsce, które generują stabilne dochody z wynajmu i umożliwiają wypłatę regularnej dywidendy, jest dla nich atrakcyjną propozycją, której poszukiwali. Dotychczas polski inwestor indywidualny nie miał bowiem tak dogodnej możliwości zainwestowania w rynek nieruchomości komercyjnych i mieć udziału w dochodach z ich wynajmu. Griffin Premium RE.. stwarza taką możliwość – podsumowała Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes Spółki.

Przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW to 13 kwietnia br.

Funkcję globalnych koordynatorów oraz współzarządzających księgą popytu pełnią Bank Zachodni WBK S.A. oraz Joh. Berenberg, Gossler & Co. KG, natomiast Dom Maklerski BOŚ S.A. pełni funkcję współmenedżera Oferty.

Dzień rozwodu – dziś ok. 13:30 Wielka Brytania formalnie rozpocznie Brexit

Dziś Wielka Brytania wręczy „papiery rozwodowe” UE, rozpoczynając żmudny i trudny proces, co do finału którego nikt nie ma pewności. Funt odczuwa presję, choć dzisiejsze wydarzenia niekoniecznie muszą być dla niego szkodliwe. Tymczasem dolar podlega technicznej korekcie.

Dziś jest ten dzień. Podpisany wczoraj przez premier Wielkiej Brytanii Theresę May list z formalną notyfikacją chęci opuszczania Unii Europejskiej ma być dziś ok. 13:30 wręczony Prezydentowi Rady Europy Donaldowi Tuskowi. Tym samym rozpocznie się dwuletni proces negocjacyjny, który już na samym starcie pokaże swoje trudności. Jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnych rozmów było słychać, że strony mają odmienne zdanie co do tego, którymi sprawami zająć się najpierw. Wielka Brytania jest zainteresowana ustaleniem relacji handlowych, z kolei UE na pierwszym miejscu stawia status Europejczyków przebywających na Wyspach. Do tego dochodzi spór o uregulowanie zobowiązań Wielkiej Brytanii względem UE na kwotę do 60 mld EUR, z wysokością której Londyn się nie zgadza.

Dwuletnia „rozprawa rozwodowa” nie obędzie się bez szkody dla „dzieci”, którymi są brytyjska gospodarka i GBP. Wstępna odporność konsumentów i biznesu na Wyspach powoli zaczyna wyparowywać i wraz z pogarszaniem się wskaźników makro presja na funcie będzie wzrastać. W ciągu ostatnich 24 godzin funt był najsłabszą walutą w G10, co odzwierciedla nerwowość inwestorów i pozycjonowanie się przed dzisiejszym wydarzeniem, które dodatkowo podsyca brytyjska prasa co bardziej zmyślnymi pierwszymi stronami.

Jakkolwiek pozostaje negatywnie nastawiony do funta w średnim terminie i sadzę, że pogorszenie kondycji gospodarki będzie silnie uderzać w GBP, tak przejaw słabości z ostatnich godzin wydaje mi się na wyrost. Wprawdzie wczoraj Szkocki Parlament zagłosował za ponownym referendum niepodległościowym, ale rząd brytyjski już poinformował, że oddali wniosek. Ian McCafferty z BoE powiedział, że teraz nie jest jeszcze czas na podwyżki, jednak jego komentarz niewiele zmienia w nastawieniu rynku. Osobiście powątpiewam, czy dzisiejsze formalne otwarcie negocjacji Brexitu jest zasadnym powodem wyprzedaży funta. Wręczenie listu prezydentowi Tuskowi jest czysto symboliczne, a formalna odpowiedź będzie przedstawiona dopiero w przyszłym tygodniu. Rynek może liczyć na niespodzianki na konferencji prasowej premier May ujawniające szczegóły listu, ale wygląda to na wygórowane oczekiwania. Możliwe zatem, że funta czeka dziś mini-rajd ulgi odwracający ostatnie spadki.

Dolar zanotował wczoraj odbicie, gdzie bardziej niż lepsze dane o nastrojach konsumentów czy głosy z Fed potwierdzające dążenie do jeszcze dwóch podwyżek w tym roku podziałały techniczne poziomy. Na razie mówimy o zwykłym odreagowaniu i byłbym ostrożny z obwieszczaniem końca przeceny. Główna siła sprawcza dla dolara leży teraz w polityce administracji Trumpa, a dokładniej w postępach nad reformą podatkową. Bez tego w przestrzeni G10 znajdą się lepsze waluty do utrzymywania długiej pozycji, np. EUR (jastrzębi ECB) lub CAD (odbicie ropy).

W kalendarzu na dziś brakuje przełomowych publikacji. Wnioski o zasiłek z Wlk. Brytanii, czy indeks podpisanych umów kupna domów to pozycje trzeciorzędne. Rynek ropy naftowej będzie śledził raport DoE. Kolejny raz w tym tygodniu przemawia Evans z Fed, a oprócz niego Williams i Rosengren.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek ubezpieczeń komunikacyjnych może uniknąć dalszych podwyżek cen. Na spadki raczej nie ma co liczyć

Rynek ubezpieczeń komunikacyjnych może uniknąć dalszych podwyżek cen. Na spadki raczej nie ma co liczyć 8

Kierowcy mocno odczuli ubiegłoroczne podwyżki cen obowiązkowych polis OC. W niektórych przypadkach wzrosty sięgały nawet kilkuset procent. Eksperci firmy Marsh Polska podkreślają, że w tym roku raczej nie spodziewają się odwrócenia tego trendu.

– Aktualny poziom cen ubezpieczeń komunikacyjnych powinien się utrzymać. Być może w drugim półroczu nastąpi jakieś odwrócenie tego trendu –prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Grześkowiak, prezes zarządu Marsh Polska.

Znaczny wzrost cen polis komunikacyjnych był jednym z kluczowych trendów ubiegłego roku na rynku ubezpieczeniowym. Według rożnych źródeł, podwyżki  obowiązkowych polis OC sięgnęły od 50 do nawet 80 proc. W skrajnych, pojedynczych przypadkach wzrosły nawet o kilkaset procent. Mimo to według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń na koniec ubiegłego roku strata ubezpieczycieli w ubezpieczeniach komunikacyjnych OC sięgnęła 1 mld zł.

– W ubiegłym roku obserwowaliśmy dynamiczny wzrost stawek w ubezpieczeniach komunikacyjnych, o tym często informowały media, prasa, rozmaite instytucje i urzędy, począwszy od Komisji Nadzoru Finansowego przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a skończywszy na politykach. Zwyżki były radykalne, często wykraczające poza techniczną wycenę i sięgające nawet 300–400 proc. –mówi Artur Grześkowiak.

Prezes Marsh Polska zauważa, że rynek ubezpieczeń komunikacyjnych od zawsze charakteryzował się największą dynamiką i zmiennością wśród wszystkich segmentów branży. Ponadto rentowność polis komunikacyjnych od wielu lat jest ujemna, co oznacza, że ubezpieczyciele tracą na tym segmencie. Przyczyną są rosnące z roku na rok koszty odszkodowań wypłacanych poszkodowanym oraz wojna cenowa pomiędzy ubezpieczycielami. Pomimo strat ubezpieczyciele utrzymywali przez lata niskie ceny obowiązkowych polis.

– Trend zwyżkowy w ubezpieczeniach komunikacyjnych to odreagowanie po wielu latach zniżek i elastyczności rynku w tym obszarze – uważa Artur Grześkowiak.

Na ubiegłoroczne podwyżki składek polis OC wpłynęły również nowe regulacje i zmiany w prawie, m.in. ustawa o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej (która weszła w życie z początkiem ubiegłego roku), wprowadzenie podatku bankowego (który został nałożony również na ubezpieczycieli) i zalecenia Komisji Nadzoru Finansowego, m.in. dotyczące wysokości odszkodowań oraz likwidacji szkód osobowych ofiar wypadków. Na kondycję tego segmentu rynku wpływa również wzrost świadomości konsumentów i działalność kancelarii prawnych, które pomagają poszkodowanym w uzyskaniu jak najwyższych odszkodowań.

Marsh Polska prognozuje, że w tym roku większość ubezpieczycieli będzie chciała odbudować portfele w obszarze ubezpieczeń majątkowych i komunikacyjnych, co oznacza utrzymanie obecnego trendu cenowego. Być może rynek uniknie kolejnych podwyżek, ale raczej nie należy się spodziewać spadku cen, przynajmniej w pierwszej połowie tego roku.

– Jeżeli zakłady ubezpieczeń, które kształtują ten rynek, mają w planach odtworzenie składki ubezpieczeniowej, jest to punkt odniesienia, który oznacza, że nie powinniśmy się spodziewać większych zmian – mówi Artur Grześkowiak.