Decyzja UOKiK: kara 630 tys. zł dla Multimedia Polska

Opłacenie faktury nie oznacza automatycznej zgody konsumenta na przyjęcie nowej oferty. Jak ustalił Urząd, Multimedia Polska włączała dodatkowe usługi bez zgody konsumentów, jednostronnie zmieniając w ten sposób umowę. Prezes UOKiK nałożyła na spółkę karę ponad 630 tys. zł

Spółka Multimedia Polska (MP) z Gdyni jest dostawcą stacjonarnego Internetu i telewizji kablowej. Prezes UOKiK w lipcu 2013 r. wszczęła przeciwko niej postępowanie po przeanalizowaniu doniesień medialnych i zawiadomień od konsumentów.

Postępowanie wykazało, że MP w okresie od lipca do listopada 2012 r. wysyłała swoim abonentom ulotkę informującą o nowej ofercie „multiPower” — podwojenie prędkości Internetu, płatnej dodatkowo 4,99 zł brutto miesięcznie. Usługa była automatycznie uruchamiana u każdego abonenta na dwumiesięczny, bezpłatny okres testowy. Po tym czasie dostawca wysyłał klientom fakturę za usługi powiększoną o należność za dodatkowy, niezamawiany pakiet. Informowano na niej małym drukiem, że opłacenie całkowitej sumy będzie traktowane jako przyjęcie oferty. Konsumenci, którzy nie chcieli wykupić usługi, mieli przed dokonaniem płatności odjąć jej cenę od całkowitej kwoty. Dodatkowym utrudnieniem było umieszczenie na fakturze cen netto wraz z obowiązującą stawką VAT. Konsument musiał we własnym zakresie obliczyć cenę brutto niechcianej usługi, następnie odjąć ją od łącznej kwoty. Drugą z możliwości rezygnacji z oferty był kontakt z MP poprzez infolinię, stronę internetową lub w biurze obsługi klienta.

Promocyjna oferta została skierowana do niemal 200 tys. abonentów, a przyjęło ją 70 proc. z nich. Prezes UOKiK uznała, że MP stosując powyższą praktykę jednostronnie zmieniła umowy z klientami. W ocenie Urzędu, spółka powinna poinformować ich o nowej ofercie, a następnie oczekiwać na zgłoszenia. Multimedia Polska zaniechała zakwestionowanej praktyki w styczniu 2013 r., ale nie uniknęła kary finansowej w wysokości 637 850 zł. Decyzja nie jest ostateczna, przedsiębiorca odwołał się do sądu.

PKO Bank Polski nagrodzony za zmiany w HR

PKO Bank Polski zajmuje wysokie miejsca w rankingach najbardziej pożądanych pracodawców. W ubiegłym roku najistotniejszymi wyróżnieniami było: trzecie miejsce w Top 100 Ideal Employer w kategorii biznes i w rankingu „Jakość na bank 2013”, tytuł Solidny Pracodawca Dekady, pierwsze miejsce w konkursie Employer Branding Excellence Awards 2013 za kampanię wizerunkowo – rekrutacyjną „Jeden Bank. Wiele Pasji”. Do bogatego zestawienia posiadanych już wyróżnień dołączyła nagroda przyznana w trakcie konferencji Warszawskich Dni Rekrutacji.

J. Piechociński: na początku kwietnia pojedziemy do Iranu z konkretną ofertą współpracy

CEO Magazyn Polska

Przemysł rolno-spożywczy, przetwórczy, środków transportu i maszynowy – to niektóre branże, z którymi Polska chciałaby zaistnieć na irańskim rynku. Na początku kwietnia polska delegacja pojedzie do Iranu rozmawiać o perspektywach współpracy gospodarczej. Janusz Piechociński zapewnia, że polska strona przygotowuje konkretną ofertę współpracy. Ministerstwo Gospodarki zamierza w ten sposób wykorzystać złagodzenie międzynarodowych sankcji wobec Iranu. 

 – Na początku kwietnia biorę dużą grupę przedsiębiorców i jedziemy na spotkanie z ludźmi odpowiedzialnymi za irańską gospodarkę. Pojedziemy tam z bardzo konkretną ofertą – powiedział wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński podczas forum „Zmieniamy Polski Przemysł”.

Polacy zamierzają promować w Iranie produkty z szeroko pojętej branży rolniczej – w tym przemysłu rolno-spożywczego i przetwórstwa.

 – Ponadto będziemy promować nasze środki transportu i polski przemysł maszynowy – zapowiada wicepremier. – Uważam, że możemy też wejść w irański segment dóbr konsumpcyjnych  od sprzętu AGD po sektor audio/video.

Wizyta będzie poprzedzona podróżą do Iranu ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i wiceministra gospodarki Andrzeja Dychy. Piechociński zapowiada, że strona polska skonsultuje się także z przedstawicielami krajów mających większe doświadczenie w handlu w tym regionie.

 – Ściągamy ze wszystkich stron wszelkie informacje, konsultujemy się z innymi krajami z regionu, które mają większe doświadczenie i które są z nami zaprzyjaźnione. Chcielibyśmy, aby zdjęcie sankcji międzynarodowych z Iranu pozwoliło nam na szybkie odzyskanie utraconego rynku – mówi Piechociński. – Już w tej chwili bardzo wiele polskich produktów dociera do Iranu, ale dzieje się to poprzez kraje Zatoki Perskiej albo przez Azerbejdżan czy Gruzję.

W listopadzie przedstawiciele Iranu i tzw. Grupy 5+1 (złożonej ze Stanów Zjednoczonych, Chin, Rosji, Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec) zawarli wstępne porozumienie w Genewie. Ugoda weszła w życie 20 stycznia br. W ramach jej realizacji Iran ograniczył swój program nuklearny, a społeczność międzynarodowa zniosła niektóre sankcje gospodarcze.

Polacy coraz chętniej zmieniają dostawcę energii elektrycznej

Tylko 40 proc. Polaków jest zadowolonych z usług dostawców energii elektrycznych – wynika z obserwacji firmy Accenture w Polsce. To oznacza, że pozostali mogą teraz lub w przyszłości rozważać zmianę dostawcy. Już teraz gotowość do zmiany jest większa niż kilka lat temu, a możliwe, że Polacy będą to robić jeszcze chętniej, kiedy na rynku pojawią się atrakcyjne pakiety łączące usługi energetyczne, telekomunikacyjne, ubezpieczeniowe i bankowe.

 – Już w tym roku i przyszłym należy oczekiwać postępującej pakietyzacji produktów, czyli uzupełniania tradycyjnych produktów, jak prąd czy gaz, o usługi i produkty powiązane, jak również produkty uzupełniające, np. z obszaru telekomunikacji, bankowości czy ubezpieczeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Chudziak, wiceprezes Accenture w Polsce.

Przykładem takiego działania są chociażby inicjatywy telekomów. Polkomtel (operator sieci Plus) od listopada ubiegłego roku oferuje dostawy energii elektrycznej (z ZE PAK). Na razie oferta jest skierowana do klientów biznesowych, ale zgodnie z zapowiedziami pojawią się również podobne usługi dla klientów indywidualnych. Plus sprzedaje również pakiety połączone z ofertą Cyfrowego Polsatu oraz zapowiada pojawienie się usług bankowych.

T-Mobile przygotowuje się do sprzedaży usług telekomunikacyjnych połączonych z usługami bankowymi. Zgodnie z umową zawartą w grudniu ub.r. z Alior Bankiem operator będzie oferować swoim klientom rachunki, depozyty, kredyty, pożyczki oraz karty płatnicze. Pod koniec roku T-Mobile rozpoczął również pilotażowy program sprzedaży energii wspólnie z Tauronem.

Podobną próbę podjęło też Orange – wspólnie z PGE od marca ub.r. przygotowywało się do połączenia sprzedaży usług telekomunikacyjnych i energetycznych, ale na razie wycofało się z projektu.

Jarosław Chudziak ocenia, że sprzedaż łączona jest przyszłością rynku energii. Atrakcyjne pakiety będą w coraz większym stopniu skłaniały konsumentów do zmiany dostawcy prądu.

 – W ciągu ostatnich pięciu lat prowadziliśmy na świecie badanie dotyczące zachowań konsumenckich w obszarze elektroenergetyki. Wynika z niego, że rośnie otwartość klientów na zmianę sprzedawców, co jest podyktowane nie tylko zmianami na rynku energii, lecz także zmianami konsumenckimi na rynkach pokrewnych, jak telekomunikacja, bankowość, ubezpieczenia – podkreślił wiceprezes Accenture podczas forum „Zmieniamy Polski Przemysł”.

Tylko 40 proc. klientów jest zadowolonych z obecnego dostawcy, więc można spodziewać się, że reszta jest gotowa na rozważenie nowej oferty dostawców alternatywnych. Według Jarosława Chudziaka, Polacy nauczyli się otwartości na nowych dostawców po liberalizacji rynków telekomunikacyjnych, bankowych czy ubezpieczeniowych.

 – Pytanie o kształt przyszłego rynku, w szczególności jeżeli mówimy o fragment obejmujący sprzedaż, jest pytaniem otwartym. I tutaj należy bacznie obserwować to, co się dzieje nie tylko w Polsce, lecz także na rynkach krajów bardziej rozwiniętych w Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych czy Australii. Na pewno czekają nas ciekawe czasy – prognozuje Chudziak.

Prawo do zmiany sprzedawcy energii elektrycznej jest zagwarantowane w unijnej dyrektywie elektroenergetycznej 2003/54/WE. Zgodnie z obowiązującym prawem Polacy mają prawo do bezpłatnej zmiany dostawcy. Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że do końca 2013 roku na zmianę zdecydowało się 230 tysięcy odbiorców, w tym 125 tys. gospodarstw domowych. Prawie połowa klientów indywidualnych zrobiła to w ubiegłym roku. Urząd Regulacji Energetyki uruchomił stronę internetową, która ułatwia porównanie taryf i dokonanie wyboru.

Zapaść na rynku leków refundowanych

CEO Magazyn Polska

W ciągu ostatnich dwóch lat sprzedaż leków refundowanych spadła o ok. 4 mld złotych, głównie z powodu niekorzystnych dla hurtowników i aptekarzy marż. Jak wynika ze statystyk branży farmaceutycznej, aż 60 proc. sprzedaży leków wypisywanych na receptę przynosi sprzedawcom straty. Powoduje to, że w ich ofercie pojawia się coraz więcej parafarmaceutyków, czyli leków sprzedawanych bez recepty.

Polski rynek farmaceutyczny osiągnął w 2013 roku wartość 27,6 mld złotych, z czego około 45 proc. (ok. 11 mld zł) stanowiły parafarmaceutyki. Oznacza to, że na rynku dostępna jest już bardzo szeroka oferta leków bez recepty, jak m.in. leki na przeziębienie, wątrobę, zgagę, nawodnienie czy na wzmocnienie.

 – Polski rynek farmaceutyczny, rynek apteczny bardzo się zmienił, ponieważ na rynku leków refundowanych jest duża zapaść. Rynek znacznie się zmniejszył – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kula, prezes firmy Pharma Expert.

W ciągu ostatnich dwóch lat sprzedaż leków refundowanych spadła o ok. 4 mld złotych. Powodem tej zapaści są wyjątkowo niekorzystne dla sprzedawców leków, regulowane przez państwo marże.

 – Marże są sztywne, zarówno hurtownicy, jak i aptekarze do sprzedaży leków refundowanych dopłacają. Hurtownicy obliczyli, że aż 60 proc. sprzedaży leków refundowanych, na receptę, to jest sprzedaż deficytowa – podkreśla Piotr Kula.

Od momentu wejścia w życie ustawy refundacyjnej (1 stycznia 2012 roku) rynek farmaceutyczny nieprzerwanie szuka możliwości wzrostu sprzedaży w tych obszarach, w których marża nie jest regulowana. 

 – Stąd parafarmaceutyki, których cena nie jest regulowana przez państwo, ani marża hurtowa, ani apteczna. Jest boom na te produkty, co widzimy też w reklamach, w telewizji, w gazetach czy w radiu – tłumaczy prezes Pharma Expert.

W jego ocenie rynek parafarmaceutyków z pewnością nadal będzie rozwijał się dynamicznie. Największy popyt na leki bez recepty zgłaszają osoby powyżej 35. roku życia, kupując je zarówno w aptekach, jak i w sklepach zielarskich, supermarketach czy kioskach.

 – Będzie rosła, po pierwsze, liczba produktów, które wchodzą na rynek, będą rozszerzały się wskazania do stosowania tych produktów i rosły ceny tych leków – prognozuje Kula.

SKOK Wołomin: obsługa instytucji trzeciego sektora nie wpłynie znacząco na przychody, ale zwiększy depozyty

Drugi co do wielkości w Polsce SKOK Wołomin zarobił w 2013 roku ok. 90 mln zł netto – wynika ze wstępnych szacunków. W tym roku kasom dodatkowo sprzyjać będą przepisy znowelizowanej ustawy o SKOK-ach. Zgodnie z nowym prawem zyskają one możliwość obsługi instytucji trzeciego sektora, czyli m.in.: spółdzielni, wspólnot mieszkaniowych, fundacji, stowarzyszeń czy parafii, co korzystnie przełoży się na depozyty w kasach.

Choć zmiany w prawie związane z dostosowywaniem się SKOK-ów do wymogów nadzoru KNF zwiększą koszty ich działalności, nie powinny pogorszyć wyników kas. Satysfakcjonujące rezultaty finansowe za ubiegły rok osiągnął m.in. SKOK Wołomin.

 – Co prawda wynik nie jest jeszcze zbadany przez biegłego rewidenta, są to bardzo wstępne dane. Natomiast będzie oscylował w granicach 80-90 mln zł netto – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Gazda, prezes zarządu SKOK Wołomin.

SKOK Wołomin jest drugim co do wielkości SKOK-iem w Polsce. Na koniec stycznia tego roku Kasa obsługiwała blisko 80 tysięcy członków, a jej aktywa wynosiły 2,99 mld zł. Tym, co wyróżnia ją na rynku, jest również niski wskaźnik pożyczek przeterminowanych.

 – Przygotowujemy otwarcie nowych oddziałów, chcemy docierać do nowych środowisk. Ale podstawową zmianą będzie to, że nowa ustawa o SKOK-ach pozwala nam obsługiwać instytucje tzw. sektora trzeciego, czyli: fundacje, stowarzyszenia, związki parafialne, związki wyznaniowe – podkreśla Mariusz Gazda. – Nie będą to dla nas wielkie zmiany w wielkości przychodów, bo naszym przychodem jest sprzedaż pożyczek. Natomiast na pewno będzie to miało wpływ na wzrost sumy bilansowej, wzrost depozytów – tłumaczy prezes SKOK Wołomin.

Podkreśla, że tego rodzaju organizacje osiągają spore nadwyżki finansowe w perspektywie średniookresowej.

Od strony działań promocyjnych wołomiński SKOK planuje zaangażowanie nowych twarzy medialnych w swoich kampaniach. Tym bardziej że ostatni spot reklamowy z udziałem Michała Wiśniewskiego, mimo kontrowersji jakie wzbudzał, okazał się bardzo skuteczny.

 – Myślimy o następnych akcjach, również z innymi znanymi twarzami – potwierdza prezes SKOK Wołomin. – Ponieważ nie są podpisane umowy, nie chciałbym zdradzać tajemnicy.

Branża budowlana liczy na lepsze siedem lat

CEO Magazyn Polska

Branża budowlana liczy na to, że obecna perspektywa finansowa UE – w przeciwieństwie do ostatnich lat poprzedniej „siedmiolatki” – będzie dla nich szansą rozwoju. Przedsiębiorcy podkreślają, że wprowadzenie zmian w prawie zamówień publicznych może znacznie usprawnić proces budowy dróg ekspresowych i autostrad. Eksperci są zgodni, że o wyborze wykonawcy nie może decydować kryterium najniższej ceny.

Budżet unijny ustala pułapy finansowania różnych sektorów na siedem lat. W ostatnich latach dostarczył polskiemu budownictwu infrastrukturalnemu funduszy, jakich do tej pory nie miało ono do dyspozycji. Efektem, obok dużej ilości nowych odcinków autostrad i tras szybkiego ruchu, jest też paradoksalnie nie najlepsza forma sektora budownictwa. 

 – Kryzysy w branży z reguły były powodowane brakiem pieniędzy na inwestycje i rozwój, a nie nadmiarem pieniędzy. Tym razem okazało się, że nadmiar też może być zabójczy – mówi Marek Michałowski, ekspert Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Szczególnie wtłoczony w bardzo krótki okres, bo ten program nie mógł wystartować, w związku z tym okazało się, że to, co miało być zrobione w siedem lat, musimy zrobić w trzy lata.

Opóźnienia w inwestycjach oraz zastosowanie kryterium najniższej ceny i przerzucanie odpowiedzialności na wykonawców przy realizacji programu doprowadziło do upadku wielu firm budowlanych.

 – Efekt jest taki, że branża budowlana zamiast cieszyć się z zarobionych pieniędzy, liże rany, liczy straty i zastanawia się, czy w nowej perspektywie unijnej będzie tak samo, czy nadal warto startować w kontraktach, czy może już nie – ocenia Michałowski.

Zdaniem eksperta Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, realizacja inwestycji drogowych wymaga zmian w prawie zamówień publicznych. Przede wszystkim kryterium najniższej ceny nie powinno być jedynym czynnikiem przy wyborze oferty. 

 – Jeżeli cena ma być wciąż najważniejszym kryterium, to musi być rzetelna prekwalifikacja, czyli wybór wykonawców, którzy gwarantują, że od strony technicznej i finansowej są przygotowani i gwarantują realizację danego obiektu, czy to jest kawałek autostrady, most, czy obwodnica. Inaczej zawsze będą ogromne problemy – mówi Michałowski. – Nie może być tak, że wygrywa ten, kto dał najniższą cenę, a w ogóle nie wiadomo, czy jest przygotowany do realizacji tego zadania, czy nie jest.

Kondycję branży i jakość inwestycji mogłaby także poprawić umowa, która równo rozłożyłaby prawa, obowiązki i ryzyka między zamawiającego a wykonawcę. 

 – Jeżeli do tego jeszcze wprowadzimy obowiązek rozliczania na końcu budów i nie będzie takich sytuacji jak dziś, że większość roszczeń ląduje w sądach i branża traci płynność, to powinno być dużo lepiej – prognozuje Michałowski.

Polacy wybierają nietypowe formy turystyki m.in. do slumsów oraz opuszczonych dzielnic

CEO Magazyn Polska

Odwiedzanie slumsów, opuszczonych budynków, a także regionów ogarniętych konfliktem staje się atrakcyjne dla coraz większej liczby turystów. Nietypowe formy turystyki zyskują na popularności i są szansą dla mniejszych biur podróży na specjalizację. Nie brakuje także osób uprawiających turystykę seksualną, medyczną, a nawet tzw. turystykę śmierci. 

  Pojawiają się pierwsze zwiastuny nowych trendów turystycznych, które z jednej strony nie wymagają długiego pobytu, jak do tej pory plaża, opalanie, kąpiele, wypoczynek pod palmami czy zwiedzanie atrakcji turystycznych. Te oferty są bardziej nastawione na zaszokowanie, zainteresowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Krystyna Szczęsny, wykładowczyni Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Jednym z popularnych nowych trendów jest turystyka slumsowa. Polega ona na odwiedzaniu dzielnic skrajnej biedy. Jak podkreśla Szczęsny, tę formę podróży wybierają często bardzo zamożne osoby. Ośrodkami turystyki slumsowej są Ameryka Łacińska, w szczególności brazylijskie Rio de Janeiro, Indie, a także Kenia (slumsy Kibera w Nairobi).

Coraz więcej osób decyduje się także na turystykę urbex, czyli odwiedzanie miejsc, które nie są typowymi atrakcjami turystycznymi – opuszczonych budowli, cmentarzy, katakumb. Szczęsny zauważa, że osoby, które uprawiają tę formę podróżowania, chętnie dzielą się swoimi przeżyciami i zdjęciami w internecie, tworząc w ten sposób charakterystyczną społeczność. 

Dążenie do absolutnego zaszokowania ofertą powoduje stworzenie nowej, ciemnej strony w turystyce. Śmierć, mrok i strach stają się takimi samymi produktami branży turystycznych, jak zdrowie, słonce i radość. Są tacy turyści, którzy z chęcią doświadczają wątpliwego uroku ponurej tanatoturystyki, spragnieni mocnych wrażeń, przemierzają setki kilometrów, żeby na własne oczy zobaczyć spreparowane szczątki ludzkie, narzędzia tortur i miejsca masowych mordów. Ta kontrowersyjna forma podróży cieszy się coraz większym zainteresowaniemNasuwa się pytanie o etykę i moralne przyzwolenie społeczeństwa na ingerowanie w życie rdzennej ludności, z drugiej zaś strony podróżujący do takich miejsc mogą stać się świadkami współczesnej historii.

 – Uczestnicy tanatoturystyki fascynują się mrokiem, ciemnością, grozą. Jeżdżą w miejsca, gdzie odbywają się masowe egzekucje. Spotykają się z ludźmi, obserwują skazańców, ludzi w miejscach, gdzie toczą się wojny. To w ramach tanatoturystyki mieści się również turystyka aborcyjna, jak również tzw. turystyka śmierci, turystyka samobójców. Oczywiście spotyka się to z ogromną krytyką – dodaje Szczęsny.

W ocenie wykładowczyni chorzowskiej WSB mroczna turystyka jest przeznaczona przede wszystkim dla osób szukających nowych wrażeń i skoku adrenaliny.

Według niej pojawiające się nowe trendy nie występują jeszcze na dużą skalę, a wiele osób wciąż preferuje tradycyjny wypoczynek. Większość turystów wybiera wakacje na słonecznych plażach, połączonych z korzystaniem z ośrodków typu spa i wellness.

Zmieniające się trendy w turystyce wymuszają zmiany w ofercie biur podróży. Duzi touroperatorzy mogą sobie pozwolić na szeroką ofertę, w której każdy znajdzie coś dla siebie, ale małe biura powinni się raczej specjalizować. 

 – Wielkie firmy touroperatorskie będą mogły postawić na wiele kierunków. Natomiast mniejsze biura zachęcałabym jednak do segmentacji, do określenia specjalnych ofert. Wtedy turyści będą wiedzieli, gdzie szukać ofert dla singli, ofert dotyczących turystyki kobiecej, czy też na przykład turystyki slumsowej, albo też tego, co określamy turystyką masową, wyjazdy wypoczynkowe, wakacje nad morzem. Osobiście nie pochwalam takiej formy turystyki – mówi Krystyna Szczęsny.

DM IDM: czynsze w biurach w największych polskich miastach nie będą rosły przez kolejne 4-5 lat

CEO Magazyn Polska

Rozwój e-handlu i nadpodaż powierzchni handlowych w wielu miastach powoduje obniżki czynszów w galeriach handlowych. Również w biurowcach ceny wynajmu nie rosną, m.in. za sprawą dużej podaży nowych powierzchni biurowych, i tak może być przez kolejne 4-5 lat. To powoduje, że sytuacja deweloperów komercyjnych jest dużo gorsza niż deweloperów mieszkaniowych, którzy notują wzrosty sprzedaży.

 Sytuacja deweloperów komercyjnej, czyli tych budujących obiekty biurowe i galerie handlowe, nie jest tak dobra jak deweloperów mieszkaniowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wewiórski, analityk Domu Maklerskiego IDM. – Mam na myśli głównie wywieranie presji na deweloperów, by obniżali czynsze w biurowcach i w galeriach handlowych.

Przyczyną problemów deweloperów w galeriach handlowych jest przede wszystkim dynamiczny rozwój handlu w internecie. 

 – E-commerce odbiera klientów galeriom. Niektóre rynki są już nasycone, np. we Wrocławiu czy Kielcach nie ma już raczej miejsca na nowe obiekty. Z drugiej strony są nawet miejsca w Warszawie, np. na Białołęce brakuje nowoczesnej powierzchni handlowej i deweloperzy nadal poszukują gruntów pod jej budowę – wyjaśnia Maciej Wewiórski.

Z kolei spółki wynajmujące powierzchnię biurową zmagają się z problemami stagnacji gospodarczej oraz dużej podaży nowych biurowców w największych polskich miastach.

 – Wywiera to presję na deweloperów, by obniżali czynsze i tym samym marże – zauważa analityk DM IDM. – Mniejsze przychody z wynajmu i przeszacowania wartości nieruchomości zapewne wpłyną na wyniki finansowe spółek deweloperskich.  

Zdaniem eksperta sytuacja nie ulegnie w najbliższych latach poprawie.  

 – Jesteśmy zdania, że ciągły rozwój e-commerce będzie miał negatywne przełożenie na stawki czynszów w galeriach. Z kolei wzrost powierzchni biurowej w dużych aglomeracjach nie pozwoli na wzrost stawek czynszów w najbliższych 4-5 latach – prognozuje Wewiórski.

Zamieszanie z ustawą o opakowaniach. Przedsiębiorcy skarżą się na brak odpowiednich rozporządzeń

CEO Magazyn Polska

Dziś rząd ma się zająć ustawą o bateriach i akumulatorach, której projekt zakłada, że producenci tych wyrobów będą finansować ich utylizację. Tymczasem do obowiązującej od początku roku ustawy o odpadach opakowaniowych brakuje rozporządzeń wykonawczych, które wskazałyby przedsiębiorcom, jak mają zagospodarowywać odpady w swoich firmach.

W styczniu tego roku weszła w życie ustawa o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Teoretycznie, bo Ministerstwo Środowiska wciąż nie wydało odpowiednich rozporządzeń wykonawczych. To jednak nie koniec zawirowań legislacyjnych dla przedsiębiorców w zakresie gospodarowania odpadami. 

 – Dyrektywa unijna dotycząca zużytego sprzętu elektrycznego narzuciła nam termin w połowie lutego, abyśmy wprowadzili nową ustawę. Tej ustawy w ogóle nie ma. W chwili obecnej postępują prace nad nowelizacją ustawy o bateriach i akumulatorach. Biorąc pod uwagę jeszcze ustawę opakowaniową, mamy trzy ustawy, które ulegają właśnie przekształceniom, a to oznacza dużo zmian na raz – ocenia Zbigniew Milkiewicz, prezes CCR Polska.

Projektem ustawy o bateriach i akumulatorach ma się dzisiaj zająć Rada Ministrów. Zakłada on udział producentów baterii i akumulatorów w kosztach utylizacji tych produktów.

Najwięcej niewiadomych wciąż niesie ze sobą ustawa o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Kontynuuje ona w dużej mierze poprzednią ustawę o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami i o opłacie produktowej z 2001 roku. Sprawa dotyczy wielu tysięcy przedsiębiorców w Polsce, którzy produkują lub wprowadzają na rynek swoje produkty w opakowaniach. Opakowania są albo wyrzucane w supermarkecie (w przypadku opakowań zbiorczych), albo trafiają do kosza na śmieci w gospodarstwie domowym. 

 – Celem ustawy, zarówno poprzedniej, jak i nowej, jest to, aby ktoś podjął się zbiórki odpadów opakowaniowych i poddał odpady recyklingowi. Idea jest jak najbardziej szczytna. Surowce wtórne, które uzyskujemy z takich zbiórek trafiają do właściwych zakładów recyklingowych, do papierni, do hut i dzięki temu mamy zwrot surowca do gospodarki – tłumaczy Milkiewicz.

Ustawa niesie ze sobą kilka istotnych zmian. Przede wszystkim dotyczą one obowiązku finansowania kampanii edukacyjnych przez przedsiębiorców. Przepisy wskazują, jaki procent wartości opakowań musi zostać wydany na edukowanie społeczeństwa w zakresie prawidłowego postępowania z odpadami opakowaniowymi. Kolejną wprowadzoną zmianą jest obowiązek zbierania części z całej grupy odpadów z gospodarstw domowych.

 – Czyli dla przykładu, jeśli dzisiaj był obowiązek zbiórki papieru i na poziomie ponad 50 proc., można było ten obowiązek rozliczyć zbiórką z sieci handlowych kartonów zbiorczych. Natomiast nowa ustawa wskazuje, że te odpady powinny pochodzić z gospodarstw domowych – wyjaśnia Zbigniew Milkiewicz.

Wątpliwości przedsiębiorców budzi też utrudnienie scedowania obowiązków recyklingu opakowań wielomateriałowych na organizacje odzysku, który może być realizowany tylko przez porozumienia zawierane przez izby gospodarcze, co jest całkowitą nowością. Pod pojęciem opakowań wielomateriałowych kryją się opakowania typu Tetra Pak, czyli przede wszystkim opakowania do żywności płynnej, pasty do zębów, przypraw, masła.

 – Do tej pory organizacje odzysku mogły realizować te obowiązki, przejmując je od wprowadzających. Natomiast dziś jest to w sferze wielkiej niewiadomej, gdyż prawdopodobnie te obowiązki może realizować tylko i wyłącznie izba gospodarcza. Żadna jeszcze nie wyszła z takim pomysłem do rynku. Nikt nie zawarł stosownego porozumienia, a przedsiębiorcy wciąż nie wiedzą, ile ich będzie ten recykling kosztować – podkreśla Milkiewicz.

Jak podkreśla, jedynym pewnym efektem wprowadzonej ustawy jest wzrost kosztów. Mają na to wpływ dwa czynniki. Z jednej strony, co roku rosną poziomy zbierania poszczególnych typów odpadów, co skutkuje wzrostem opłat. Ponadto obowiązek zbierania części odpadów z gospodarstw domowych sprawia, że koszty rosną zdecydowanie. Wciąż nie wiadomo, ile będzie kosztować obowiązek recyklingu opakowań wielomateriałowych poza organizacją odzysku.

 – Nie wiemy nawet, jak duży procent tych opakowań musi być zebrany, ponieważ nie zostało opublikowane rozporządzenie. Przedsiębiorcy nie mogą bazować na rozwiązaniach z poprzedniej ustawy, gdyż tam nie było osobnego rozwiązania dla opakowań wielomateriałowych – ocenia Milkiewicz.

Brak sprecyzowanych wytycznych może grozić chaosem, a przedsiębiorcom, którzy nie wywiążą się z obowiązku recyklingu, grożą wysokie kary, które mogą wynosić nawet setki milionów złotych.

Polska gospodarka rozwija się stabilnie, ale niejasne przepisy podatkowe utrudniają pracę przedsiębiorcom

CEO Magazyn Polska

Polska gospodarka jest na dobrej drodze do długotrwałego rozwoju – oceniają amerykańscy biznesmeni. Potrzebne są jednak kolejne inicjatywy, które skłonią zarówno polskie firmy, jak i zagraniczne przedsiębiorstwa do inwestowania kapitału w Polsce. Zmian wymaga przede wszystkim skomplikowany i niejasny system podatkowy, który stanowi poważny problem, szczególnie dla małych i średnich firm.

 – Sami przedsiębiorcy szukają dziś pomysłów na to, jak sprawić, by Polska stała się atrakcyjnym miejscem do inwestowania, i to nie tylko jeśli chodzi o inwestycje zagraniczne, lecz także krajowe. Polskie firmy też zadają sobie pytanie, gdzie zainwestować nadwyżki. Budują fabryki w Stanach Zjednoczonych, w Niemczech, i tam zatrudniają ludzi. Trzeba zrobić wszystko, by polski kapitał pracował w kraju – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tony Housh, członek zarządu Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Część inwestycji odbywa się przez specjalne strefy ekonomiczne, których działalność w ubiegłym roku przedłużono do 2026 roku. Jednak polskim problemem jest wciąż skomplikowany system podatkowy, który obniża produktywność i hamuje rozwój firm.

 – Zmiany w systemie podatkowym, ułatwienia w raportowaniu, większa elastyczność systemu – te kroki wydają się drugorzędne, ale najprostsze, by pobudzić zatrudnienie i zachęcić do inwestowania w kraju – tłumaczy Tony Housh. – Czy potrzebuję „kratki” w swoim samochodzie? Jakie wydatki są moimi kosztami i jaką kwotę mogę odliczyć? To szczególnie ważne dla małych i średnich przedsiębiorców, którzy nie mają wyspecjalizowanego działu podatkowego w swojej firmie.

Housh wskazuje, że takie problemy utrudniają podejmowanie decyzji i powodują, że mały czy średni przedsiębiorca nie wie, co może zrobić, albo boi się, że jeśli coś zrobi, będzie miał kłopoty. Skutek takich dylematów to zaniechanie udziałów w transakcjach lub wstrzymanie inwestycji w rozwój.

 – W tym przypadku można zrobić bardzo dużo, po prostu upraszczając procedury. Cały czas pracujemy nad tym w Polsce i już jest lepiej, ale nadal można dostać dwie różne interpretacje przepisów w dwóch urzędach skarbowych. Jeśli prowadzisz przedsiębiorstwo w całym województwie mazowieckim, to możesz dostać inną interpretację w urzędzie w Radomiu i inną w Warszawie – podkreśla członek zarządu AmCham.

Z drugiej strony dane gospodarcze nadchodzące w tym roku są lepsze niż w poprzednim. Siedem lat problemów gospodarczych nie sprzyjało rozwojowi gospodarki i choć w Polsce sytuacja była lepsza niż w innych krajach, zdaniem przedstawiciela Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce, wielu przedsiębiorców z niepokojem patrzyło na to, co dzieje się naokoło i pieniądze lokowało w banku zamiast inwestować.

 – To z kolei powodowało ostrożność wśród konsumentów i niepokój o to, co się dzieje. A gospodarkę napędza teraz bardziej konsumpcja wewnętrzna. Eksport w ciągu kilku ostatnich lat był silny, i to na pewno pomogło gospodarce, ale żeby polski rynek rósł i to w sposób znaczący, czyli więcej niż 3 procent rocznie, to musimy wzmacniać popyt wewnętrzny. Ludzie muszą chcieć wydawać pieniądze, jednocześnie czując się bezpiecznie – tłumaczy Tony Housh.

Podkreśla, że sytuacja gospodarcza Polski jest stabilna i możemy liczyć na 2,5-3 procent wzrostu gospodarczego w ciągu kilku następnych lat.

 – Na pewno jest szansa na wzrost szybszy niż w ubiegłym roku, ale jednocześnie nikt nie chce bardzo szybkiego krótkotrwałego wzrostu. Wszystkim, i inwestorom, i mieszkańcom, lepiej posłuży 3-4 procentowy wzrost przez kolejne 10 lat niż gwałtowny wzrost i później spadek – podsumowuje Tony Housh.

„Nowa era rynku obligacji” – rozmowa z Dariuszem Laskiem (UI TFI)

„Nowa era rynku obligacji” – o sytuacji na rynku długu rozmawiamy z Dariuszem Laskiem, dyrektorem inwestycyjnym ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

W ostatnim czasie polski rynek papierów dłużnych zachowywał się gorzej. Czy to w związku z przekazaniem obligacji z OFE do ZUS?

Tak, ale nie tylko. Polski rynek obligacji znalazł się pod presją, jeszcze zanim aktywa z OFE zostały przeniesione do ZUS. Było to związane z pogorszeniem globalnego sentymentu do rynków wschodzących w wyniku zmian w polityce monetarnej USA, a przede wszystkim dalszego ograniczania skupu aktywów przez Fed. Inwestorzy zagraniczni wycofywali kapitał z rynków wschodzących, przenosząc go do „bezpiecznych przystani”, choćby amerykańskich papierów skarbowych czy japońskiego jena. Wywołało to spadki cen aktywów na rynkach rozwijających się – w tym polskich obligacji. Do niedawna polski rynek obligacji skarbowych był odporny na tego typu zawirowania, jednak sytuacja się zmieniła.

To efekt reformy emerytalnej w Polsce?

Tak. Wskutek reformy struktura uczestników polskiego rynku długu uległa istotnym zmianom. Po zniknięciu jednego z największych graczy – OFE – dominującą pozycję zajęli inwestorzy zagraniczni. Tym samym zachowanie rentowności polskich obligacji skarbowych stało się w dużej mierze uzależnione od ich sentymentu. Zajmie jeszcze trochę czasu, zanim wszyscy uczestnicy rynku, m.in. TFI czy banki, oswoją się z nową rzeczywistością.

A zatem jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę inwestorów zagranicznych?

Niezupełnie. Nową sytuację rynkową, w jakiej się znaleźliśmy, dostrzegło m.in. Ministerstwo Finansów, które poinformowało o możliwości dokonywania transakcji na polskich obligacjach skarbowych z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, co powinno stabilizować ich rentowności. Ponadto przedstawiciele NBP uspokajają, że obserwują sytuację polskiej waluty. Uważam jednak, że obecnie NBP jest zbyt pasywne, szczególnie jeśli spojrzymy na aktywność banków centralnych na świecie. Niezależnie od doraźnych działań polskich organów państwowych oceniam, że w dłuższym okresie sytuacja się ustabilizuje.

Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na podniesienie stóp. To dobra wiadomość dla rynku obligacji?

Rzeczywiście, RPP nie zdecydowała się na żaden ruch, ale było to zgodne z oczekiwaniami. Warto jednak zwrócić uwagę, że ostatnie odczyty wskaźników obrazujących kondycję gospodarczą Polski są lepsze, niż spodziewał się rynek. To w dalszej perspektywie oczywiście otwiera furtkę do zacieśniania polityki pieniężnej, jako że im lepsze dane z gospodarki, tym gorzej dla obligacji, a lepiej dla akcji.

Union Investment TFI o sytuacji na rynku akcji

„Na koniec dnia liczą się fundamenty” – o sytuacji na rynku akcji rozmawiamy z Ryszardem Rusakiem, dyrektorem inwestycyjnym ds. akcji Union Investment TFI

W Polsce trwa okres publikacji wyników spółek za IV kwartał 2013 r. Jakich danych można się spodziewać?
Wyniki kwartalne spółek w Polsce mogą być całkiem niezłe, jako że już w ubiegłym roku weszliśmy na ścieżkę wzrostu. W przeciwieństwie do zysków polskich firm słabsze wyniki zaprezentują zapewne spółki tureckie, które od kilku miesięcy zmagają się ze spowolnieniem i osłabianiem waluty. Gorsze dane widać póki co w raportach niektórych banków notowanych w Stambule. W ich przypadku słabsze wyniki mogą być efektem zawiązywania rezerw finansowych.

Kontynuując wątek Turcji – w ostatnim czasie ekonomiści obniżyli prognozy wzrostu gospodarczego dla tego kraju…
Rzeczywiście. Pierwszy raz, nie licząc kryzysowego 2009 r., wzrost PKB w Turcji będzie najprawdopodobniej niższy niż w Polsce. Wedle ostatnich przewidywań dynamika wzrostu gospodarczego w Turcji może spaść w tym roku do 1,5%. Ścięte zostały również prognozy zysków spółek. Z jednej strony to zła informacja dla inwestorów chcących już teraz zarabiać na tureckiej giełdzie, z drugiej jednak to szansa na zakup aktywów w dołku. Kupując akcje dziś, gra się przecież pod odreagowanie w kolejnych miesiącach i latach.

Wydaje się jednak, że obecnie nie ma chętnych na inwestowanie w Turcji.
Jeśli spojrzymy na średnie dzienne obroty o wartości kilku miliardów tureckich lir, teza ta nie znajduje uzasadnienia. Owszem, patrząc choćby na wartość indeksu tureckiej giełdy BIST 100 czy analizując skalę odpływu kapitału zagranicznego, dostrzeżemy, że sprzedający są obecnie w przewadze. Warto jednak zwrócić uwagę, że po drugiej stronie jest całkiem sporo kupujących.

Czy liczba kupujących może wzrosnąć?
Wszystko będzie zależało od sentymentu, jednak pamiętajmy, że stabilizacja w sferze politycznej czy walutowej prędzej czy później nastąpi. Wówczas tak szybko, jak kapitał odpływał z rynku tureckiego, zacznie napływać z powrotem.

Kto może być skłonny do zainwestowania w Turcji?
Spójrzmy choćby na Polskę i wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. OFE, po oddaniu obligacji do ZUS, weszły w zupełnie nową erę, stając się de facto funduszami akcyjnymi. Są prawie w całości zbudowane na polskich akcjach. Dysponując wciąż potężnymi aktywami i chcąc efektywnie zarządzać portfelem, OFE będą musiały dywersyfikować inwestycje geograficznie. Załóżmy, że drobny ułamek, np. 0,5–1% (to jest około 2 mld zł), zarządzanych aktywów postanowią ulokować na tureckiej giełdzie, na której po ostatnich przecenach można znaleźć sporo okazji inwestycyjnych. Skala napływów na turecką giełdę (np. ze strony polskich funduszy emerytalnych) może sprawić, że część graczy zagranicznych, zachęconych zwiększonym popytem, zacznie wracać do Turcji. Fundamenty są na razie niezbyt dobre, ale pamiętajmy, że za jakiś czas się poprawią. Wówczas powróci sentyment – poza fundamentami to drugi kluczowy czynnik wspierający.

A jak prezentują się inne kraje w regionie „Nowej Europy”, np. Węgry?
Wbrew obiegowym opiniom o negatywnych skutkach działań premiera Viktora Orbána fundamenty węgierskiej gospodarki są całkiem dobre. Bezrobocie jest relatywnie niskie, wskaźniki wyprzedzające koniunktury (PMI) rosną, a do Węgier zaczął płynąć kapitał. Nieco gorzej, choćby na tle złotego, wypada forint, jednak jego osłabienie nastąpiło głównie w wyniku zawirowań na rynkach wschodzących. Z węgierską giełdą jest o tyle nieciekawie, że jej główny indeks BUX jest zdominowany przez cztery spółki: OTP Bank, MOL, Gedeon Richter i Magyar Telekom. Trudno więc mówić o poszukiwaniu okazji na węgierskim rynku akcji.

A Czechy?
Czeski rynek akcji jest zdominowany przez spółki defensywne, więc nie spodziewałbym się imponującej dynamiki wzrostu tamtejszej giełdy. Dużo ciekawiej prezentuje się polski rynek akcji i – dla osób świadomych wysokiego ryzyka – rynek turecki.

Na koniec przenieśmy się na Wall Street, będącą punktem odniesienia dla inwestorów. W USA osiągnięto limit zadłużenia, jednak na mocy porozumienia między demokratami a republikanami, limit został podniesiony do marca 2015 r. Czy możemy się spodziewać kontynuacji hossy na amerykańskiej giełdzie?

W krótkim horyzoncie to całkiem możliwe, szczególnie po „gołębich” wypowiedziach Janet Yellen przed Kongresem. Pamiętajmy jednak, że hossa na amerykańskiej giełdzie jest dojrzała i każda negatywna informacja, która pojawi się w najbliższym czasie, może stanowić pretekst do zapoczątkowania korekty.

Czy ewentualne pogorszenie w USA może się przełożyć na polski rynek akcji?
Ze statystycznego punktu widzenia to całkiem prawdopodobne. Z drugiej strony, patrząc na fundamenty polskiej gospodarki, można zauważyć sporą szansę na to, że warszawska giełda będzie zachowywała się lepiej niż amerykańska, gdzie wyceny wielu spółek są już „wymagające”.

Union Investment Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. od 18 lat oferuje najwyższej jakości rozwiązania finansowe inwestorom indywidualnym (w zakresie funduszy inwestycyjnych, portfeli asset management, a także produktów systematycznego oszczędzania) oraz instytucjom (w zakresie zarządzania płynnością firmy, asset management, tworzenia dedykowanych produktów). Towarzystwo wielokrotnie nagradzane było za osiągane wyniki zarządzania, w tym – jako jedyne – 11-krotnie stawało na podium najstarszego rankingu funduszy inwestycyjnych w Polsce, przygotowywanego przez Rzeczpospolitą i Analizy Online. Więcej informacji na stronie www.union-investment.pl

Komentarz indeksowy BossaFX 17 lutego 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 17 lutego 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

W tym roku PKP wyda 9 mld zł na modernizację torów

CEO Magazyn Polska

Obecny rok ma być przełomowy dla polskiej kolei. Do grudnia pasażerowie muszą liczyć się z dużymi utrudnieniami spowodowanymi remontami torów, na które Polska wyda niemal 9 mld zł. Jednak potem pociągi mają przyspieszyć, a symbolem zmian ma stać się wprowadzenie rozkładowych jazd Pendolino.

 – W tym roku skupiamy się przede wszystkim na wykorzystaniu funduszy Unii Europejskiej po to, żeby zaniedbaną polską infrastrukturę kolejową podnieść na wyższy poziom, żeby wydać w tym roku sensownie blisko 9 mld zł na nadrobienie tych wieloletnich zaległości związanych z infrastrukturą i wprowadzeniem polskich Pendolino na tory – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Karnowski, prezes zarządu PKP SA.

Karnowski podkreśla, że obecny rok będzie trudny z uwagi na trwające remonty. Zamykanie torów kolejowych i ograniczanie przepustowości linii jest jednak nieuniknione. Jak zaznacza prezes PKP SA, w przypadku budowy autostrad i dróg ekspresowych stare trasy nie muszą być zamykane, więc rozbudowa infrastruktury jest mniej uciążliwa dla kierowców. Jednak w przypadku kolei nowych tras nie buduje się równolegle do starych, lecz w tym samym miejscu.

Prezes PKP przyznaje, że remonty są dużym utrudnieniem dla funkcjonowania spółek z kolejowej grupy, ale dodaje, że każdy menedżer rozumie tę sytuację.

 – Wszyscy finansiści wiedzą, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Jeżeli remontujemy tory, infrastrukturę, to musimy robić zamknięcia. Jak się buduje autostradę, to wszyscy jeżdżą po starej drodze. Mamy nową autostradę, de facto większą przepustowość, bo dwa razy tyle dróg. W przypadku kolei musimy zamknąć, żeby wyremontować, musimy to zrobić, żeby wydać pieniądze z Unii i żeby mieć lepszą infrastrukturę. Ten rok będzie bardzo trudny – ocenia Karnowski.

Dużym utrudnieniem dla PKP, zwłaszcza dla PKP Intercity, będzie remont torów dalekobieżnych na warszawskiej linii średnicowej. Prace rozpoczną się 9 marca i potrwają do połowy czerwca. W związku z tym wiele pociągów dalekobieżnych jadących do, z i przez Warszawę zamiast przez Warszawę Centralną pojedzie przez dworzec Warszawa Gdańska.

Utrudnienia na torach powodują wydłużenie czasu przejazdu oraz zmniejszenie liczby połączeń, co zniechęca pasażerów. PKP Intercity straciło w ubiegłym rok ponad 4 mln pasażerów. Nienależące do Grupy PKP Przewozy Regionalne przewiozły nawet o 16 mln mniej osób w 2013 r. niż w 2012 r.

Karnowski zauważa jednak, że mimo straty liczby pasażerów oraz trudnej sytuacji na torach w Grupie PKP pozytywnym znakiem jest zakończony sukcesem debiut giełdowy PKP Cargo. Przewoźnik towarowy, który jest drugi po Deutsche Bahn w Europie, wszedł na GPW 30 października 2013 r.

 – Wejście PKP Cargo na giełdę jest przełomem w polskiej kolei. W tym sensie, że każda spółka, która była kiedyś w podobnej sytuacji wie, że wejście na giełdę oznacza większą transparentność, a tym samym większą efektywność. Jeszcze rok temu nikt nie wierzył, że nam się to uda. Udało się nam w założonym terminie 9 miesięcy wprowadzić pierwszą spółkę z grupy PKP na giełdę. Jest to ogromna korzyść nie tylko dla inwestorów, lecz także dla pracowników PKP Cargo, bo oni również byli beneficjentami tej zmiany – mówi Karnowski.

Dodaje, że debiut PKP Cargo to też szansa tej spółki na dynamiczny rozwój. Z kolei PKP SA dzięki ofercie publicznej, której wartość wyniosła ok. 1,4 mld zł, spłaca historyczne długi polskiej kolei.

Resort gospodarki pomaga producentom mebli w promowaniu się na pięciu rynkach Europy

CEO Magazyn Polska

Niemcy, Rosja, Ukraina, Wielka Brytania i Francja to pięć rynków, na których chcą się promować producenci polskich mebli. Wspiera ich w tym Ministerstwo Gospodarki,  m.in. poprzez pomoc de minimis, zagraniczne misje handlowe oraz specjalistyczne szkolenia dla firm.

Na działania promocyjne na rzecz branży meblarskiej na świecie resort gospodarki przeznaczy w tym roku około 5,5 mln złotych. Producenci mebli uzyskają natomiast w formule de minimis  13,5 mln złotych dofinansowania.

 – Wybraliśmy 15 branż, w tym również branżę meblarską, które uznaliśmy firmy mające duże perspektywy eksportowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Eliasz, naczelnik wydziału realizującego projekt systemowy „Promocja polskiej gospodarki na rynkach międzynarodowych” w Ministerstwie Gospodarki.

Choć Polska już jest czwartym na świecie (po Chinach, Niemczech i Włoszech) eksporterem mebli, program resortu gospodarki ma dodatkowo zwiększyć rozpoznawalność polskich wyrobów w środowisku międzynarodowym, przede wszystkim na pięciu zagranicznych rynkach.

 – Branża meblarska wybrała sobie pięć krajów: są to nasi sąsiedzi, czyli Niemcy, Rosja, Ukraina, ale też Wielka Brytania i Francja jako kraje docelowe, w których chciałyby się promować – wymienia Eliasz.

Jak wynika z danych  Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli (OIGPM) – Polska w ubiegłym roku wyeksportowała meble za łączną kwotę ponad 9 mld dolarów. Największymi odbiorcami są Niemcy (39 proc. łącznego eksportu branży) oraz kolejno Francja (blisko 9 proc. eksportu), Czechy, Wielka Brytania, Szwecja i Holandia. Największy popyt zgłaszają na meble tapicerowane, meble do jadalni oraz salonu.

Resort gospodarki wspiera promocję polskich produktów w dwojaki sposób.

 – Pomoc dla przedsiębiorców w formule de minimis i pomoc dla branży jako całość podkreślająca właśnie efekt programu promocji – tłumaczy przedstawiciel ministerstwa.

Pierwszy z komponentów programu zakłada udział w targach w Polsce i za granicą, misjach handlowych oraz specjalistycznych szkoleniach dla firm. Przedsiębiorcy mogą ubiegać się również o refundację 85 proc. kosztów poniesionych w związku z realizacją działań zawartych w programie (dofinansowanie udziału w targach, przejazdu, transportu mebli i ich ubezpieczenie, przygotowanie materiałów promocyjnych). Drugi komponent programu zakłada m.in. organizację przez resort gospodarki stoisk informacyjnych na targach zagranicznych oraz kampanię promocyjną w zagranicznej prasie codziennej i branżowej.

Przedsiębiorcy, którzy biorą udział w programie, mają możliwość uczestniczenia inicjatywach zarówno wskazanych przez resort, jak i wybranych przez siebie. Ważnymi z punktu widzenia promocji wydarzeniami są dla nich zagraniczne misje gospodarcze, na których spotykają się z potencjalnymi kupcami, oraz szkolenia.

Realizowany w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka Poddziałanie 6.5.1. program promocji branży meblarskiej został przewidziany na 36 miesięcy i zakończy się 31 grudnia tego roku. Jego główne cele to poprawa wizerunku Polski, jej gospodarki oraz dostępu do informacji o Polsce, wzrost inwestycji polskich przedsiębiorców na rynkach zagranicznych, a także wsparcie i pomoc w rozwoju eksportu branży.

Prof. J. Buzek: szansą dla Polski jest rozwój nowych technologii w energetyce węglowej

CEO Magazyn Polska

Polska powinna skoncentrować się na tym, by gospodarka oparta na węglu była jednocześnie gospodarką niskoemisyjną – uważa prof. Jerzy Buzek. To nie tylko korzyści dla środowiska, ale również dla biznesu, bo nowe efektywne technologie energetyczne znajdą nabywców w innych krajach UE, a także w Chinach czy Indiach. Drugim najważniejszym wyzwaniem jest poprawienie konkurencyjności produkcji w Polsce i w Europie, bez degradacji środowiska.

  Trzeba robić wszystko, by gospodarka oparta na węglu była równocześnie gospodarką o małej emisji. Stawiajmy na to również w skali całej UE, tym bardziej że Unia jest dzisiaj gotowa wiele zapłacić za to, że ktoś opracuje tego rodzaju technologie. To jest również wielki skok do przodu, jeśli chodzi o możliwość ich sprzedaży do Chin czy Indii. Oni nie zamierzają zrezygnować z węgla i będą go używać także w przyszłości – przekonuje prof. Jerzy Buzek, europoseł, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego. – Jeśli chcemy chronić klimat i zmniejszyć emisję w skali świata, to musimy dostarczyć im takie technologie.

Innowacyjność, również w energetyce, ma kluczowe znaczenia dla poprawy konkurencyjności europejskich gospodarek na arenie międzynarodowej. Podstawowym warunkiem jest jednak tania energia. 

 – Stany Zjednoczone mają dzisiaj niemal dwukrotnie tańszą energię elektryczną, a gaz na potrzeby chemii jest tam czterokrotnie tańszy niż w Unii Europejskiej, a zwłaszcza w Polsce. Nie mamy szans na to, żeby być konkurencyjni przy takich cenach energii – podkreśla prof. Buzek.

Obniżaniu cen pomogą nie tylko nowe technologie, lecz także dobre wykorzystanie rodzimych źródeł energii. Dla Polski dużą szansą może być gaz z łupków, którego poszukiwania trwają, o ile Bruksela – jak chce część państw członkowskich – nie podejmie decyzji w sprawie ograniczania możliwości jego wydobycia.

Zdaniem byłego przewodniczącego PE polski przemysł da się zmienić w bardziej nowoczesny, a to z kolei przełoży się na konkurencyjność Polski w świecie. Proces ten przyspieszyłoby uruchomienie koła zamachowego, którym w tym przypadku mógłby być przemysł zbrojeniowy. Tym bardziej że rząd rozpoczyna wielki program modernizacji polskiej armii.

 – Jeśli to wyposażenie będzie produkował polski przemysł, to nie ma żadnych wątpliwości, że zrobimy ogromny skok technologiczny i dzięki temu cały przemysł się rozwinie. Bo przemysł zbrojeniowy najczęściej wytwarza finalne produkty, a w produkcję tego, co potrzebne jest w zbrojeniówce, są zaangażowane także inne gałęzie przemysłu – mówi Buzek. – Przykładem są Rosomaki [kołowe transportery opancerzone – red.] produkowane w Siemianowicach, na Śląsku na podstawie technologii fińskiej. Są konkurencyjne w skali światowej dzięki temu, że kiedyś kupiliśmy technologię i przekształciliśmy ją tak, że dziś jest najlepsza na świecie.

MON w październiku ub.r. podpisał z produkującymi transportery Wojskowymi Zakładami Mechanicznymi w Siemianowicach Śląskich umowę na zakup kolejnych 307 Rosomaków do 2019 roku. Wartość kontraktu to 1,65 mld zł.

Lotos stawia na ropę. Jest szansa na dywidendę

CEO Magazyn Polska

Koncentracja na poszukiwaniu i wydobywaniu ropy naftowej w Polsce i Norwegii oraz dalsza reorganizacja struktury grupy – to cele na nadchodzące miesiące dla Lotosu. Decyzja w sprawie wypłaty dywidendy za 2013 rok jeszcze nie zapadła, ale prezes grupy podkreśla, że jest przygotowany do rozmowy z głównym akcjonariuszem”  na ten temat.

W minionym roku zarząd grupy zdecydował, że zysk netto za 2012 roku pozostanie w spółce. Tym razem jest szansa, że jego część trafi do akcjonariuszy.

 – Jesteśmy przygotowani do tego, żeby rozmawiać na temat dywidendy, bo zrealizowaliśmy inwestycję 10+, mamy dobrą pozycję finansową. Mamy również szeroki program rozwojowy na temat tego, w jaki sposób podzielić zysk. On jeszcze nie jest poddany audytowi, więc dopiero będziemy wiedzieli, jaki zysk będzie i czy będziemy go przeznaczać częściowo na dywidendę. To będzie przedmiotem dyskusji z naszym głównym właścicielem, czyli ze Skarbem Państwa – mówi Paweł Olechnowicz, prezes Lotosu.

Ten rok będzie kontynuacją programu „Efektywność i Rozwój 2013-2015”, który zakłada poprawę wskaźników finansowych Lotosu, dalszy jej rozwój poprzez realizację inwestycji w core biznes oraz reorganizację grupy kapitałowej.

 – Zdecydowane nastawienie na rekonstrukcję naszych aktywów i na rozwój w biznesach podstawowych: w poszukiwaniu, wydobyciu ropy naftowej, pozostawieniu części przerobu ropy i inwestycyjne dostawienie części, która nam da większą marżę zysku, mówimy tutaj o koksowaniu – zapowiada prezes Lotosu.

Olechnowicz zapewnia, że poszukiwania i wydobycie ropy to strategiczny kierunek.

 – Szelf Morza Norweskiego, Polska, współpraca z PGNiG. To są zadania już dość dobrze rozkręcone i w tym roku będą widoczne konkretne posunięcia, czy to w działaniach inwestycyjnych w tym zakresie, czy to w działaniach efektywnościowych wewnątrz firmy – zapowiada prezes.

Strategia grupy w działalności handlowej zakłada poprawę jakości i zwiększenie wolumenu sprzedaży sieci detalicznej, które powinno przełożyć się na 10-proc. udział Lotosu w rynku.

Spółka chce również kontynuować proces wyłączeń spółek z grupy. Chodzi głównie o Lotos Kolej, choć brane pod uwagę są również inne, mniejsze spółki zależne.

 – Nastawiając się na strategiczny kierunek działania, chcemy odciążyć się od rozwoju pomocniczych elementów biznesowych, które potrzebują właściciela strategicznego. Szukamy więc partnera, który w drugiej firmie na polskim rynku stworzy jeszcze lepszy model rozwojowy przewoźnika towarowego, który będzie również woził towary grupy Lotos. Zakładamy, że to, co zbudowaliśmy, powinno jeszcze lepiej funkcjonować dla naszej działalności, ale i samo powinno się rozwijać, a więc nowe miejsca pracy, a nie zwolnienia, większe aktywność i ambicje managementu podmiotu wyłączonego ze wsparciem właściciela – podkreśla Paweł Olechnowicz.

T-Mobile Polska: na pewno nie będziemy liderem taniości

CEO Magazyn Polska

Na rynku telekomunikacyjnym T-Mobile nie zamierza być liderem niskich cen, bo potrzebuje pieniędzy na inwestycje w usługi i technologie. Operator zapowiada dalszy rozwój oferty w segmentach klienta indywidualnego i biznesowego, jednak zdaniem dyrektora sprzedaży na obniżki cen klienci firm telekomunikacyjnych nie mają co liczyć.

 – Domyślam się, że konsumenci chcieliby płacić taniej. My uważamy, że ten poziom już jest bardzo niski w Polsce, i myślę, że każdy konkurent to potwierdzi – podkreśla Wojciech Kliniewski, dyrektor sprzedaży T-Mobile Polska. – Na pewno nie będziemy liderem taniości, ponieważ na koniec dnia chcemy mieć marżę, którą chcemy inwestować w nasze usługi i technologie. Ale zobaczymy, co będzie się działo na rynku, jak agresywna będzie konkurencja i na pewno pola nie odpuścimy – zapewnia.

Poza inwestowaniem w technologię i podnoszeniem jakości usług, priorytetem operatora jest poprawianie jakości obsługi klienta. Kliniewski podkreśla, że od lat wartość inwestycji w ten obszar stanowi znaczący udział w kosztach firmy.

 – Nowa technologia, doskonały produkt czy doskonały serwis to dzisiaj za mało. Stąd też od lat kwestia obsługi klienta jest jednym z najważniejszych elementów w strategii naszej kadry zarządczej – tłumaczy Wojciech Kliniewski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes

Operator będzie dbał o innowacyjność. Największym celem w tym zakresie w tym roku będzie wejście T-Mobile w sektor usług bankowych. Operator wspólnie z Alior Bankiem ma zamiar świadczyć usługi bankowe zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Trwają prace nad szczegółami oferty.

 – Usług i innowacji będzie w tym roku cała masa, ale najważniejszą jest współpraca, którą podejmujemy z Aliorem, więc wejście do sektor usług bankowych, co będzie największą tegoroczną innowacją – mówi Wojciech Kliniewski, dyrektor sprzedaży T-Mobile Polska.

W grudniu Alior Bank zawarł z T-Mobile Polska umowę o współpracy, zgodnie z którą operator ma oferować swoim klientom produkty i usługi bankowe, takie, jak: rachunki, depozyty,  kredyty, pożyczki i limity kredytowe oraz karty płatnicze. Ma to być pierwszy w Europie tak kompleksowy projekt współpracy banku i firmy telekomunikacyjnej. Według zapowiedzi, szczegóły oferty mają być znane w I połowie roku.

Łączona oferta będzie dedykowana zarówno osobom fizycznym, jak też małym i średnim firmom (lub osobom fizycznym prowadzącym działalność gospodarczą).

 

Soczi zmieniło się w twierdzę. Bezpieczeństwa broni 30 tys. żołnierzy

Olimpijskie zmagania sportowców w Soczi sprawiły, że o potencjalnym zagrożeniu zamachem mówi się nieco mniej. Podjęte środki bezpieczeństwa są jednak bezprecedensowe. Wokół miasta rozmieszczono baterie pocisków przeciwlotniczych. Nad bezpieczeństwem sportowców czuwa ponad 30 tysięcy przedstawicieli wojska, służb bezpieczeństwa i innych. Kontrolowane są rozmowy telefoniczne i poczta mailowa. 

 – Główne zagrożenia to przede wszystkim te związane z zamachem terrorystycznym, także z niepokojami społecznymi, bo są tam wywłaszczenia mieszkańców. Ale przede wszystkim są zagrożenia dla osób uczestniczących w samej imprezie czy dla przedstawicielstw innych państw, które w tym rejonie się znajdują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Grzegorz Pietrek, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Kurort leży w regionie znajdującym się między Morzem Czarnym a Kaukazem i graniczącym z Gruzją oraz Czeczenią. Dawne republiki ZSRR próbują ograniczać rosyjskie wpływy, a to oznacza, że od lat są wstrząsane konfliktami. By zapewnić bezpieczeństwo, kurort Soczi został przemieniony w twierdzę. Wokół miasta rozmieszczono baterie pocisków przeciwlotniczych.

 – Amerykanie mają dwa okręty wojenne na Morzu Czarnym, są też przygotowani do ewentualnej ewakuacji swoich pracowników, uczestników igrzysk za pomocą pięciu samolotów transportowych Herkules w Turcji mówi dr Grzegorz Pietrek. – Rosjanie poddają permanentnej kontroli wszelkiego rodzaju korespondencję, łącznie z internetową, działa bardzo skomplikowany i uciążliwy system przepustkowy, kontrola na bieżąco przemieszczania się, nawet ekip sportowych. Takie zabezpieczenia są na wysokim poziomie, chociaż dla nas nie zawsze akceptowalnym.

Przy zabezpieczeniu imprezy pracuje ok. 30 tysięcy osób z różnego rodzaju służb.

 – To są i policjanci, i wojska wewnętrzne, służby specjalne, chociażby FSB czy też służby ochroniarskie – uważa dr Grzegorz Pietrek. W samym rejonie Soczi, w obiektach sportowych raczej nie powinno dojść do żadnego zagrożenia, natomiast zagrożone mogą być inne obiekty związane z samą imprezą.

Zdaniem eksperta celem terrorystów mogą stać się także obiekty w innych miastach, np. w Wołgogradzie, Piatigorsku, Rostowie lub samej Moskwie czy Petersburgu. W grudniu w Wołgogradzie oddalonym od Soczi o 670 km miały miejsce trzy zamachy terrorystyczne.

 – Na samych stadionach, arenach nie powinno do dojść do niebezpiecznych incydentów. Są jednak elementy wzbudzające obawy. Przekazywane zostały pogróżki do przedstawicielstw dyplomatycznych państw, które wysyłają swoich reprezentantów, m.in. dotyczące dwóch zawodniczek austriackich. Można więc obawiać się o bezpieczeństwo tych osób – podsumowuje dr Grzegorz Pietrek.

Do liczącego ponad 350 tys. mieszkańców kurortu sprowadzono ok. 30 tysięcy żołnierzy, a wojsko w Soczi ma dostęp do systemu obrony przeciwlotniczej Pantsir-S, nowej generacji pocisków ziemia-powietrze; z kolei marynarka wojenna patroluje morze.

2014 r. będzie przełomowy dla rynku odzieżowego

CEO Magazyn Polska

Rynek odzieżowy w Polsce jest w coraz lepszej kondycji. Prezes Próchnika prognozuje, że po udanym IV kwartale ubiegłego roku 2014 r. może być przełomowy. W segmencie formalnym, czyli garniturów i koszul, będą pojawiać się nowi gracze.

 Przykładem jest marka Reserved, która zaczyna wypuszczać nowe kolekcje formalne, choć wcześniej tego nie robiła – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Bauer, prezes zarządu Próchnika. – Na rynku garniturów i koszul w tym roku na pewno zobaczymy ciekawe przemiany.

Choć do zmiany na pozycji lidera branży prawdopodobnie w tym roku nie dojdzie.

 – Lider rynku się nie zmienił. Nadal jest nim Vistula&Wólczanka – mówi Bauer, który był prezesem Wólczanki od 2004 roku, a potem połączonych Vistula&Wólczanka w latach 2006-2008.

W ubiegłym roku przychody spółki wyniosły blisko 400 mln zł, w tym mają być jeszcze większe. Spółce udało się zrestrukturyzować zadłużenie, zamknęła też nierentowne sklepy.

 – Sądzę, że w najbliższych latach Vistula pozostanie liderem. Z drugiej strony pamiętajmy, że tę spółkę ściga Bytom, który w ostatnich latach rozwijał się bardzo dynamicznie – zauważa prezes Próchnika. – Te dwie spółki na pewno będą tworzyły element konkurencyjny na naszym rynku.

W szybkim tempie rozwija się także LPP, właściciel m.in. marki Reserved. Kurs jej akcji wzrósł w ubiegłym roku o niemal 100 proc., a w IV kwartale zysk przekroczył 180 mln zł. W tym roku zamierza uruchomić dwa sklepy w Niemczech i pięć w Chorwacji.

B. Stelmach: parytety dla kobiet mogą być rozwiązaniem dobrym, ale tylko przejściowo

Trwałe wprowadzenie parytetów byłoby wbrew zasadom wolnej konkurencji, ale mogłoby się sprawdzić jako rozwiązanie przejściowe – uważa Beata Stelmach, prezes zarządu koncernu GE w Polsce i krajach bałtyckich. Jej zdaniem, w dzisiejszej sytuacji nierównowagi na rynku pracy parytety mogłyby zachęcić kobiety do podejmowania wyzwań i dałyby im szansę, której nie stworzył rynek.

  Kobiet do biznesu nie należy na siłę przyciągać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Beata Stelmach, prezes zarządu koncernu GE w Polsce i krajach bałtyckich. – Kobiety chcą być w biznesie, chcą robić karierę, natomiast nie zawsze mają sprzyjające warunki do tego, by osiągnąć te pozycje, na których im najbardziej zależy, czyli pozycje na szczycie firmy.

Mimo że Polki są ambitne, dobrze wykształcone i wykwalifikowane, determinacja nie jest jedynym kluczem do osiągnięcia celu.

 – Kobiety zbyt często wycofują się na dość wczesnym etapie. Nie podejmują wyzwań, które stoją przed nimi. I często utrata wiary w to, że można osiągnąć postawiony cel, powoduje, że wycofują się zbyt szybko i poprzestają na drobnych sukcesach – tłumaczy Beata Stelmach.

Chociaż, jej zdaniem, kobiety są przygotowane do pełnienia funkcji liderek. Bardzo dobrze radzą sobie w roli szefowych małych i mikrofirm. Większość z tych podmiotów została założona i jest prowadzona właśnie przez kobiety.

Mimo to na polskim rynku pracy wciąż dużym problemem jest nierównowaga – na stanowiskach kierowniczych, a szczególnie na tych najwyższych, zdecydowanie dominują mężczyźni. To sytuacja charakterystyczna nie tylko dla Polski, lecz także dla innych państw UE. Według Beaty Stelmach, to powód, dla którego warto rozważyć wprowadzenie parytetów – mogłyby pomóc w zwiększeniu proporcji kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Jednak powinno by to raczej rozwiązanie przejściowe, bo o zatrudnieniu na danym stanowisku zawsze powinny decydować przede wszystkim kompetencje, a nie płeć.

 – Rozwiązania legislacyjne, które mają ustanowić parytety czy kwoty, jako rozwiązanie na zawsze, nie jest rozwiązaniem dobrym, bo to jest pewnego rodzaju ucieczka od wolnej konkurencji – podkreśla Stelmach. Kwoty mogą być rozwiązaniem przejściowym, czyli zachęceniem kobiet do tego, by podejmowały ryzyko i wyzwanie, właśnie dlatego, że jest w tej chwili okazja, by otworzyć drzwi, które są w naturalnej ścieżce zamknięte albo tylko lekko uchylone – tłumaczy.

Na różnorodność pracowników pod względem płci stawiają dziś przede wszystkim korporacje. Dostrzegły bowiem, że zatrudnianie kobiet pozytywnie przekłada się zarówno na styl zarządzania, jak i wewnętrzne relacje w firmie. Jak dotąd jednak żadna spółka oficjalnie nie zakomunikowała, że chce u siebie wprowadzić parytety, choć chętnie chwalą się wyższym niż przeciętny odsetkiem kobiet na kierowniczych stanowiskach.

Europejska Agencja Kosmiczna będzie wspierać komercjalizację badań i wprowadzanie nowych technologii

CEO Magazyn Polska

Polska chce się skupić w tym roku na komercjalizacji efektów pracy Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Roczny budżet agencji wynosi ponad 4 mld euro, a jej działalność to przede wszystkim badania i rozwój oraz przenoszenie zaawansowanych technologii do życia codziennego.

 – W tym roku chcemy się skupić na tym, by nasze działania w Polsce, które podejmujemy z partnerami w przemyśle i instytutami badawczo-rozwojowymi, stawały się projektami komercyjnymi, by prowadziły do stworzenia produktów przydatnych w codziennym życiu. Jestem przekonany, że to nie stanie się w ciągu kilku następnych miesięcy, ale jest to możliwe w ciągu roku czy dwóch lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Pedro Baptista, dyrektor Departamentu Wspierającego Nowe Kraje Członkowskie ESA.

Polska wstąpiła do ESA dopiero w listopadzie 2012 r., jako 20. członek tej organizacji. Agencja ma też 11 członków współpracujących (tzw. European Cooperating States) – są to głównie małe kraje Unii Europejskiej, a także Izrael, Turcja oraz Ukraina. W 2014 r. budżet ESA wynosi 4,1 mld euro. Składka członkowska Polski wyniesie 28,7 mln euro, czyli niecały 1 proc. całego budżetu Agencji. Najwięcej wpłacą Niemcy – ponad 760 mln euro, oraz Francja – ponad 720 mln euro.

Najwięcej pieniędzy, bo aż 915 mln euro w tym roku, Agencja przeznacza na program obserwacji Ziemi. 617 milionów euro zostanie przeznaczonych na wystrzeliwanie rakiet w przestrzeń kosmiczną.

 – Większość tego budżetu wydajemy na badania i rozwój, na wprowadzanie kosmicznych technologii do życia codziennego. Nie mamy mandatu do prowadzenia operacji w przestrzeni kosmicznej czy związanej z satelitami. Nasza rola to przede wszystkim wprowadzenie technologii do przemysłu. Cała nasza działalność w gruncie rzeczy sprowadza się do innowacji, badań i rozwoju – podkreśla Baptista.

W ramach działań ESA w Polsce ma powstać środowisko ekspertów związanych z technologiami kosmicznymi. Agencja chce też stworzyć stabilny system finansowania projektów.

Baptista przekonuje, że dzięki działalności Agencji zyski są większe, niż gdyby kraje prowadziły niezależne programy kosmiczne. ESA to nie tylko współpraca, ale także finansowanie zwrotne działalności przemysłowej, w tym wielu przedsięwzięć międzynarodowych.

 – Mamy dużą liczbę firm, które prowadzą działalność transgraniczną, albo mają zasięg ogólnoeuropejski. Jeśli weźmiemy pod uwagę współpracę i konkurencję, zarówno w przemyśle, jak i sektorze pozarządowym, to możemy stwierdzić, że efekty naszej działalności są widoczne dosłownie wszędzie – mówi Baptista.

MCI Management kupił 20 proc. Grupy Wirtualna Polska

0

MCI, czołowa Grupa technologicznych funduszy typu PE/VC w Europie Środkowo-Wschodniej, poprzez subfundusz MCI.EuroVentures 1.0 zawarła z funduszem European Media Holding S.a r.l., należącym do grupy kapitałowej Innova Capital, umowę nabycia 20 proc. udziałów w Grupie o2 S.A.     

W dniu 10 lutego 2014 r. MCI Management S.A. (MCI) poprzez swój subfundusz MCI.EuroVentures 1.0 wydzielony w ramach funduszu MCI.PrivateVentures Fundusz Inwestycyjny Zamknięty, w którym to subfunduszu MCI posiada pośrednio 99,99% certyfikatów inwestycyjnych, zawarła umowę ze spółką European Media Holding S.a r.l. („EMH”), na mocy której MCI objęło pakiet mniejszościowy dający równowartość 20 proc. udziałów w Grupie o2 S.A., kontrolowanej przez EMH, której właścicielem jest fundusz Private Equity z grupy Innova Capital. Zakup ma charakter transakcji dokonywanej przez fundusze typu Private Equity z zachowaniem praw akcjonariuszy mniejszościowych.

Nabycie mniejszościowego pakietu udziałów w Grupie o2 to pierwsza z zapowiadanych na ten rok inwestycji Grupy MCI i trzecia spółka, która dołączyła do portfela inwestycyjnego subfunduszu MCI.EuroVentures, do którego należą już polska ABC Data i turecki Indeks Bilgisayar.

W dniu 23 października 2013 r. spółka zależna od Grupy o2 S.A. podpisała przedwstępną umowę nabycia 100% akcji Wirtualna Polska S.A. Przejęcie Wirtualnej Polski miało charakter warunkowy i wymagało uzyskania zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Pozytywna decyzja w sprawie połączenia Wirtualnej Polski i Grupy o2.pl została wydana w dniu 27 stycznia 2014 r. W wyniku przejęcia powstała Grupa Wirtualna Polska – nowy lider Internetu na polskim rynku.

O Wirtualna Polska:

Pierwszy polski portal internetowy, kompleksowa, multimedialna platforma komunikacji, informacji, skuteczne medium reklamowe. Miesięcznie WP.PL odwiedza ponad 13 milionów użytkowników. Lider w segmencie poczta elektroniczna. Zajmuje wiodącą pozycję wśród portali w kategoriach mobile, wideo, informacje i publicystyka, sport, biznes, rozrywka, lifestyle.

Grupa o2:
Jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup internetowych w naszym kraju. Należy do niej między innymi portal o2 – najpopularniejszy serwis informacyjno- rozrywkowych w Polsce. Grupę o2 tworzy kilkadziesiąt serwisów tematycznych, z których najpopularniejsze to „Pudelek”, „Wrzuta” czy „Kafeteria” – miesięcznie odwiedza je ponad 9 milionów Internautów.

Są zastrzeżenia co do bezpieczeństwa konstrukcji Stadionu Miejskiego w Białymstoku. Pierwotny wykonawca zawiadamił nadzór budowlany i PZPN

CEO Magazyn Polska

Biegli z Politechniki Gdańskiej powołani przez sąd ostrzegają, że konstrukcja budowanego w Białymstoku nowego Stadionu Miejskiego może być niebezpieczna. Spółka, która miała być wykonawcą stadionu, ale w 2011 roku odstąpiła od umowy, zawiadomiła o ryzyku Wojewódzki Urząd Nadzoru Budowlanego oraz Polski Związek Piłki Nożnej. 23 lutego w Białymstoku mają ruszyć rozgrywki ligowe.

 – Biegli z Politechniki Gdańskiej stwierdzili np. że w konstrukcji większą wagę przykładano do elementów estetycznych niż do aspektów bezpieczeństwa, że jest ona opatrzona pewnym, jak to biegli określają, mankamentem pierwotnym, czyli że sposób, w jaki została zrealizowana, nie pozwala osiągnąć jej wymaganego poziomu bezpieczeństwa. Biegli kończą swoją opinię wnioskami idącymi bardzo daleko, że konstrukcja Stadionu Miejskiego w Białymstoku nie jest bezpieczna – alarmuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Krzysztof Rastawicki z kancelarii RMS Rastawicki Mianowski Sawicki, która reprezentuje Eiffage Polska Budownictwo w procesie cywilnym przeciwko miastu Białystok.

Firma Eiffage była pierwotnym wykonawcą stadionu, ale nie jego projektantem. Nowy stadion, który powstaje na miejscu starego, zaprojektowała pracownia APA „Kuryłowicz & Associates”. Pierwsza część nowego stadionu została otwarta w połowie sierpnia ubiegłego roku, a obecnie trwa budowa drugiej części, która powinna się zakończyć do lipca.

Według pierwszych planów stadion miał być gotowy w 2012 r., ale po obustronnym odstąpieniu od umowy przez miasto i Eiffage konieczny był nowy przetarg. Od 2011 r. toczy się proces cywilny między Białymstokiem a spółką, w którym obydwie strony są powodami i pozwanymi. Jednak poza ewentualnymi karami umownymi, o które walczą obydwie strony, dużo poważniejsze są problemy związane z bezpieczeństwem stadionu.

 – Sąd Okręgowy powołał Politechnikę Gdańską jako placówkę naukową do sformułowania opinii technicznej na temat wielu problemów związanych z realizacją tego kontraktu, w szczególności na temat konstrukcji stalowej, która jest integralną częścią Stadionu Miejskiego w Białymstoku – przypomina Rastawicki. – Praktycznie przez cały czas realizacji kontraktu firma Eiffage zgłaszała różnego rodzaju zastrzeżenia do konstrukcji stalowej, w szczególności dotyczące jej nadmiernej wagi.

Ze względu na te wątpliwości Eiffage odstąpił od umowy jeszcze przed zamówieniem materiałów. W ponownym przetargu na wykonawcę zostało wybrane konsorcjum, którego liderem jest Hydrobudowa. Okazuje się, że budowa trwa bez niezbędnych poprawek w projekcie.

 – Szereg zastrzeżeń, które Eiffage zgłaszał do tej konstrukcji, istnieje nadal, co więcej, zgodnie z opinią Politechniki Gdańskiej, ta konstrukcja nie jest bezpieczna. Dlatego też nasz klient doszedł do wniosku, że ze względu na to, że ranga tej opinii i jej wnioski wykraczają znacznie poza ochronę interesów Eiffage, należy zawiadomić odpowiednie władze. Zawiadomiliśmy więc Wojewódzki Urząd Nadzoru Budowlanego w Białymstoku, jak również Polski Związek Piłki Nożnej jako organizatora imprez masowych – mówi Rastawicki.

W gestii Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego leży decyzja, czy na stadionie mogą odbywać się rozgrywki. Piłkarska ekstraklasa wznowi rozgrywki już w ten weekend, ale pierwszy mecz Jagiellonii w Białymstoku zaplanowano na 23 lutego.

Problem bezpieczeństwa stadionów pojawił się niedawno w Portugalii, gdzie silny wiatr uszkodził dach Estádio da Luz, przerywając derby drużyn ze stolicy tego kraju. Kawałki dachu spadły na trybuny i murawę, ale nikt nie został ranny. 28 stycznia minęła 8. rocznica zawalenia się hali na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich, które spowodowane było błędnym projektem i napieraniem śniegu na budynek. W wyniku zawalenia zginęło 65 osób, a procesy osób odpowiedzialnych trwają do dzisiaj.

Janusz Piechociński: Eksport rośnie, bo polskie firmy wchodzą na nowe rynki

CEO Magazyn Polska

Polski eksport wzrósł o 6,5 proc. głównie dlatego, że polskie firmy coraz chętniej wchodzą na nowe rynki zbytu, szukając alternatywy dla przeżywających trudności gospodarek państw strefy euro. Ekspansję polskich firm wspomagają rządowe programy, jak Go China czy Go Africa. – Również inwestycje kapitału zagranicznego w Polsce w dużej mierze otwierają nowe rynki dla polskiego eksportu – podkreśla wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.

W 2013 r. polska gospodarka wyeksportowała towary za niemal 153 mld euro. Oznacza to wzrost o 6,5 proc. w porównaniu do 2012 r.   

 – Wzrost naszego eksportu może tylko cieszyć, bo po raz pierwszy w historii jego wartość przekroczyła 150 mld euro – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. – Co ważne udało się to przy dużo niższym wzroście eksportu do państw strefy euro.

Chociaż łącznie eksport wzrósł w ubiegłym roku o 6,5 proc., to ten do krajów UE jedynie o 4,5 proc., a do strefy euro – o 3,8 proc. Oznacza to, że polskie towary coraz częściej są nabywane w krajach pozaeuropejskich. Zdaniem wicepremiera jest to zasługą przedsiębiorców, którzy sami chętnie szukają nowych chłonnych rynków zbytu, ale pomocne są również działania resortu gospodarki, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i dyplomacji.

 – Musimy te procesy kontynuować – przekonuje Janusz Piechociński. – Dlatego ważne są takie programy, jak Go China i Go Africa, czy dynamiczne zwiększanie sprzedaży naszych towarów w krajach arabskich czy islamskich.

Według raportu PARP i Małopolskiej Szkoły Administracji Publicznej w pierwszej połowie 2014 r. możemy się spodziewać nawet 15-procentowego zwiększenia eksportu. Jednak później wzrost ten wyhamuje i na początku 2015 r. będzie wynosić jedynie 2-3 proc.

Jak podkreśla minister gospodarki, rozwojowi eksportu służą również inwestycje zagranicznych inwestorów w Polsce. Dlatego rząd powinien również skupić się na przyciąganiu kapitału do kraju.

 – Nadal łakniemy kapitału i poszukujemy inwestorów, którzy przynoszą nowe techniki i technologie do polskiej przedsiębiorczości, które stają się później lokomotywami naszych relacji ze światem – mówi Piechociński. – Inwestycje kapitału zagranicznego otwierają nowe rynki zbytu dla polskiego eksportu, podnoszą kwalifikacje w gospodarce i sprawiają, że  upowszechniają się dobre wzorce.

Z drugiej strony inwestycje zagraniczne, szczególnie dużych koncernów międzynarodowych, to również szansa na współpracę dla mniejszych firm.

 – Dobrym przykładem jest tu sektor motoryzacyjny. Obok światowych gigantów mamy też polskie firmy ze światowymi rozwiązaniami wysokiej jakości i blisko współpracujące ze światem nauki – podkreśla wicepremier.

PKO BP może przejąć jeszcze 2-3 banki w Polsce i ruszyć na podbój regionu

Choć największy polski bank wciąż nie ma jeszcze zgody KNF-u na przejęcie Nordei, to zdaniem ekspertów powinien kontynuować akwizycje, i to nie tylko w Polsce, lecz także w regionie. Jak tłumaczy Jarosław Dąbrowski, prezes Domu Maklerskiego DF Capital, PKO BP spóźnił się nieco z przejęciami innych banków, ale wciąż ma szansę na wzmocnienie swojej pozycji.

Wczoraj największy polski bank poinformował o złożeniu do KNF-u wniosku o utworzenie banku hipotecznego, który miałby zacząć działać na przełomie 2014 i 2015 roku. Prezes Zbigniew Jagiełło mówił kilka miesięcy temu agencji informacyjnej Newseria Biznes, że w bank hipoteczny przekształcić chce właśnie przejętą Nordeę. Zgodę na jej przejęcie nadzór finansowy ma wydać do końca I kwartału.

Uważam, że strategia rozwoju poprzez akwizycje jest słuszna i PKO BP powinien ją kontynuować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Dąbrowski, prezes Domu Maklerskiego DF Capital.

PKO BP ma nabyć aktywa posiadane przez Nordea Bank Polska, towarzystwo ubezpieczeniowe Nordea TUnŻ i zajmującą się leasingiem spółkę Nordea Finance Polska – łącznie za ok. 2,83 mld zł. Kwota może podlegać korektom w zależności od wyników finansowych Nordei.

PKO BP słusznie robi, przejmując inne banki – ocenia Dąbrowski. – Można się oczywiście zastanawiać, czy Nordea była idealnym kandydatem. Jednak takich idealnych kandydatów nie ma. Rynek zmienia się dynamicznie, a Nordea była akurat na sprzedaż. Wiemy, że PKO BP składało oferty na BZ WBK i KBC, jednak nie zostały one przyjęte.

Atutem Nordei jest fakt, że skandynawski bank rozwijał się w ostatniej dekadzie intensywnie w średnich i dużych miastach. Jak podkreśla Dąbrowski, PKO nie powinien poprzestać na przejęciu Nordei.

– PKO BP ma potencjał może nawet na dwa, trzy kolejne banki i uważam, że KNF i UOKiK nie powinny być w tej kwestii nadmiernie restrykcyjne. Takie przejęcia są na świecie spotykane, czego przykładem jest bank DNB w Norwegii, który powstał w procesie połączenia siedmiu czy ośmiu banków. Dziś jest nie tylko największym bankiem na norweskim rynku, lecz także ma poważny wpływ na gospodarkę tego kraju. Tego samego życzę PKO BP – dodaje prezes Domu Maklerskiego DF Capital.

Przed przejęciem Nordei przez PKO BP konieczna jest zgoda KNF, która ma zostać ogłoszona w pierwszym kwartale br.
 

Chińska gospodarka z dobrymi perspektywami. Firmy zamierzają zatrudniać

CEO Magazyn Polska

Chińska gospodarka ma przed sobą bardzo dobre perspektywy rozwoju. Świadczą o tym dobre wyniki w handlu, wciąż pozytywny PMI i poprawiające się nastroje wśród przedsiębiorców, którzy zamierzają zatrudniać. Nowy model wzrostu gospodarczego Państwa Środka ma się opierać głównie na popycie wewnętrznym. Wprawdzie Chińczycy konsumują coraz więcej, ale częściej na ten cel się zapożyczają.

Chiński eksport wzrósł w styczniu o 10,6 proc. rok do roku, co daje znacznie lepszy wynik od prognoz analityków, mówiących o 2 proc. zwyżki. To także lepszy wynik niż w grudniu. Nadwyżka handlowa Chin wyniosła 31,9 mld dolarów, wobec przewidywanych 23,7 mld dolarów. 

 – Dane odnośnie wzrostu handlu są zaskakująco dobre. Jest to prawie 32 mld dolarów, co oznacza bardzo duży wzrost – 14-proc. licząc rok do roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marcin Jałowiecki, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie. – Ten wskaźnik pokazuje, że gospodarka chińska bardzo dobrze się rozwija.

Zwraca przy tym uwagę na to, że wskaźniki wzrostowe widać również w całej gospodarce światowej – od Stanów Zjednoczonych po Niemcy. Ta sytuacja ma pośredni wpływ na polskie firmy, które głównie eksportują do Niemiec, silniej powiązanych z rynkiem chińskim. Może to oznaczać również zwiększenie eksportu polskich firm.

Nieco gorzej wypadły natomiast styczniowe wskaźniki PMI. Chiński wskaźnik był niższy od ubiegłomiesięcznego, ale wciąż pozostawał powyżej 50 pkt., co oznacza, że przemysł w Chinach się rozwija. 

Dyrektorzy finansowi, ankietowani podczas konferencji w Davos, wskazali, że chińska gospodarka ma przed sobą dobre perspektywy rozwoju. Tym bardziej że tamtejsze firmy deklarują zatrudnianie nowych pracowników. 

 – Dyrektorzy jeszcze rok temu, nie chcieli zatrudniać, nie byli zbyt pozytywnie nastawieni. Natomiast w tym roku widać po szczycie w Davos, że perspektywy są bardzo dobre również z punktu widzenia zarządzających – tłumaczy Marcin Jałowiecki.

Z drugiej jednak strony eksperci podkreślają, że choć 7,7 proc. wzrostu chińskiego PKB w 2013 roku jest imponujące, to stanowi zaledwie połowę wyniku z 2007 roku (w tamtym okresie PKB Chin wzrósł o 14,7 proc.). Dane te pokazują, że choć gospodarce Państwa Środka nie grozi załamanie, jej wyhamowanie stało się faktem.

Wzrost gospodarczy mają pobudzić wprowadzone przez rząd ulgi podatkowe. Ocenia się, że efekty nowej polityki Chin mogą być zauważalne nawet w tym roku. 

 – Na koniec roku wzrost PKB powinien sięgnąć 8 proc. – tak optymistycznie bym założył – prognozuje. – Po trzecim zjeździe partii w listopadzie 2013 roku plenum podjęło bardzo duże staranie, by tę gospodarkę zmienić z opartej na przemyśle na opartą na usługach. Ten proces ma trwać do 2030 roku.

Oznacza to, że Chiny odchodzą od dotychczasowego modelu wzrostu gospodarczego, który od dwóch dekad był napędzany gigantycznymi inwestycjami w infrastrukturę i subsydiowanym eksportem. Obecnie nowym motorem wzrostu ma być konsumpcja wewnętrzna, która nadal jeszcze nie osiągnęła odpowiednio wysokiego poziomu.

Dr Marcin Jałowiecki podkreśla, że starzenie się chińskiego społeczeństwa, z którym obecnie boryka się Państwo Środka, negatywnie przekłada się na popyt wewnętrzny. Pozytywnym sygnałem natomiast jest fakt, że chińskie społeczeństwo staje się coraz bardziej zamożne. W Chinach zmienił się również sposób gospodarowania pieniędzmi, co pokazuje rosnące zadłużenie chińskiego społeczeństwa. 

 – Większość nie ma tych pieniędzy tyle, żeby ich nagromadzić wystarczająco, ani nie zarabia dużo, w związku z powyższym się je pożycza. Jest to jeden z symptomów rozwijającej się gospodarki i to jest rzeczywiście duży problem – zaznacza dr Jałowiecki.

Problem ten może dotyczyć rynku nieruchomości – łatwo dostępne dla mieszkańców kredyty i duży popyt na mieszkania mogą wywołać scenariusz podobny do tego, który miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie spora część społeczeństwa miała kłopoty ze spłatą zaciągniętych hipotek. 

W maju Polkomtel stanie się częścią Cyfrowego Polsatu. Firmy wprowadzają pierwszy łączony produkt

CEO Magazyn Polska

W tym półroczu ma zakończyć się proces połączenia Cyfrowego Polsatu z Polkomtelem, ale efekty współpracy są już widoczne dla klientów. Firmy wchodzą na rynek z ofertą łączoną usług telekomunikacyjnych, internetowych i telewizyjnych. W dłuższej perspektywie oferta poszerzy się o usługi bankowe i energię elektryczną. Strategia zakłada też wspólną sprzedaż produktów w salonach.

 Docelowo wyobrażamy sobie, że każdy punkt sprzedaży naszej grupy powinien oferować wszystkie produkty. To projekt na lata, nie da się go przeprowadzić w najbliższych miesiącach. Firmy muszą nawzajem poznać wszystkie produkty, musimy znaleźć odpowiednie lokalizacje i przeszkolić naszych pracowników. Takie postępowanie wymaga czasu – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Dominik Libicki, prezes Cyfrowego Polsatu.

Prezes podkreśla, że połączenie jeszcze się nie dokonało. Trwa od listopada ubiegłego roku i powinno zakończyć się w maju.

 – Przed nami jeszcze rejestracja podwyższenia kapitału przez sąd, rejestracja prospektów w KNF, refinansowanie długu Cyfrowego Polsatu. Działamy krok po kroku i chcemy dotrzymać zaprezentowanego w listopadzie harmonogramu. Pamiętajmy, że to i tak błyskawiczna operacja, która ma się zakończyć jeszcze w pierwszym półroczu tego roku – komentuje szef Cyfrowego Polsatu.

Spółki ogłosiły również połączenie kluczowych działów.

 – Łączymy pięć obszarów kluczowych dla rozwoju biznesu – sprzedaż, marketing, obsługę klienta, utrzymanie klienta i IT, na których czele stanęły wybrane osoby z jednej lub drugiej organizacji. Rozpoczynamy proces integracji tak, aby w maksymalnie efektywny sposób obsłużyć jedną i drugą spółkę i uzyskać wartość dodaną dla naszych klientów – przekonuje Dominik Libicki.

Plus i Cyfrowy Polsat przygotowały dla klientów promocję SmartDOM, w ramach której za każdy dodatkowy abonament na internet mobilny, usługi telefoniczne lub telewizyjne będzie można uzyskać rabat.

 – Chcemy w ten sposób pokazać abonentom Plusa i Cyfrowego Polsatu, że warto mieć produkty naszej grupy, że warto się zastanowić, czy dzisiaj dowolny operator daje klientowi to, co my jesteśmy w stanie zaoferować w produkcie zintegrowanym, jakim jest SmartDOM, telewizja, internet i telefon – mówi prezes Cyfrowego Polsatu.

Menedżer podkreśla, że już przedstawiono ofertę przyszłościową, w której obok tradycyjnych propozycji znajdą się energia elektryczna oraz usługi bankowe. To jednak nie koniec. Prezes nie ukrywa, że kolejne produkty i usługi już są planowane, i będą sukcesywnie dodawane.

Wicepremier Elżbieta Bieńkowska i prezes PKP SA Finansistami Roku 2013

CEO Magazyn Polska

Wicepremier i minister infrastruktury i rozwoju otrzymała tytuł Finansisty Roku 2013. Redakcja „Gazety Finansowej” nagrodziła Elżbietę Bieńkowską m.in. za profesjonalizm i odwagę w zapewnianiu środków na rozwój Polski. Wśród wyróżnionych są również m.in. prezes PKP SA Jakub Karnowski oraz Centrum im. Adama Smitha.

Główny tytuł przyznano Elżbiecie Bieńkowskiej również za „stanowczą walkę w Brukseli z planami ograniczenia środków z Funduszu Spójności na wyrównywanie różnic między starymi a nowymi państwami członkowskimi UE”. Jak podkreślono w uzasadnieniu, dzięki skutecznemu pozyskiwaniu i wykorzystywaniu pieniędzy unijnych przez panią wicepremier polska gospodarka stałą się nowoczesna i konkurencyjna. 

„Gazeta Finansowa” przyznała również pięć wyróżnień Finansista Roku 2013. Jedno z nich otrzymał Jakub Karnowski, prezes PKP SA, za „odwagę i determinację w restrukturyzacji i zmianie wizerunku polskich kolei”.

 – To wyróżnienie traktuję jako uznanie dla tego, co dotychczas udało się osiągnąć menadżerom w Grupie PKP i tym tzw. kolejarzom, i tzw. bankomatom. Jesteśmy w połowie drogi. Na pełny sukces, i będziemy pracować każdego dnia, żeby tak właśnie było, przyjdzie nam jeszcze poczekać kolejne 1,5 roku. Ale pewne rzeczy już udało się osiągnąć. Do tych rzeczy należy prywatyzacja Polskich Kolei Linowych i PKP Cargo – podkreślił podczas gali Jakub Karnowski.

Wyróżnienie otrzymał też prezes firmy Vivus Finance Loukas Notopoulos. To nagroda za „dokonanie rewolucji w pozabankowym sektorze finansowym i popularyzację usług tego typu w internecie”. Doceniono również wysiłki na rzecz zwiększania standardów w branży firm pożyczkowych.

 – To jest nagroda dla całej mojej firmy, dla 150 osób, które ciężko pracują. I ta nagroda jest potwierdzeniem tej ciężkiej pracy. W ciągu 1,5 roku udało nam się stworzyć coś, co zrewolucjonizowało polski rynek pożyczek internetowych – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes Vivus Finance.
 
Wśród wyróżnionych przez redakcję tygodnika ekonomicznego znalazł się również prezes SKOK Wołomin Mariusz Gazda – „za konsekwentne wzmacnianie pozycji Kasy w gronie znaczących instytucji finansowych (drugi co do wielkości SKOK w Polsce) i sukces oferty pożyczkowej”.

 – Nagroda sama w sobie jest przyjemnością, taką wisienką na torcie, choć oczywiście to nie nagrody są celem naszej codziennej pracy  i długofalowej strategii – powiedział Mariusz Gazda. 

Wyróżnienie Finansista Roku 2013 otrzymała także Agencja Informacyjna Newseria, którą doceniono za spełnienie wymogów, jakie stawia przed mediami XXI wiek. 

 – Każdy dzień w świecie gospodarki i biznesu to setki wydarzeń – my staramy się wychwytywać z nich te najważniejsze, a następnie udostępniać je we wszelkich wymaganych przez dzisiejsze media formatach. To dla nas bardzo ważne usłyszeć, że jesteśmy agencją, która spełnia wymogi medium XXI wieku. Ale to nie znaczy, że do końca stulecia będziemy delektować się tym faktem. Będziemy ciężko pracować i rozwijać nasze serwisy – podkreśliła Maria Krasicka, redaktor naczelna Agencji Informacyjnej Newseria. 

Centrum im. Adama Smitha nagrodzono za zasługi na rzecz rozwoju polskiej gospodarki i działania na rzecz przywrócenia w Polsce wolności gospodarczej przez udział w dyskusji w najbardziej newralgicznych momentach dla polskiej gospodarki.

 – Nagroda jest pewnym symbolicznym uznaniem dla naszej ćwierćwiecznej działalności, która ma służyć polskiej gospodarce, tworzeniu dobrobytu w naszym kraju i podpowiadaniu rządzącym, jakie rozwiązania są lepsze jeśli chodzi o dobrobyt w naszym kraju i dobrobyt społeczny – przyznał Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.

„Gazeta Finansowa” przyznała również tytuły Finansowa Marka Roku 2014. Laureatami zostali: Europejski Fundusz Leasingowy, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska oraz Credit Agricole Bank Polska.

Producenci części motoryzacyjnych osiągnęli rekordowy zysk w wysokości 60 mld złotych

Ubiegły rok okazał się dla polskich producentów i dystrybutorów części motoryzacyjnych niezwykle udany. Odnotowano wzrost wartości produkcji o 10 proc., a łączny przychód z ich sprzedaży sięgnął 60 mld złotych. Ponad połowa produkcji przeznaczona jest na eksport. Dystrybutorzy cieszą się  natomiast 12-proc. wzrostem i obrotem rzędu 10 mld złotych.

Wartość produkcji części motoryzacyjnych jest wyższa o około 15 mld złotych od wartości produkcji samych samochodów.

 – To kolejny rok z rzędu, w którym odnotowujemy kilkunastoprocentowe wzrosty – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. – Wyjątkiem był 2012 rok, gdy wyniki oscylowały w okolicach 1-2 proc. na plusie. Wciąż były to jednak wzrosty. 

Rynek części motoryzacyjnych podlega silnie trendom sezonowym, a każdy kwartał może przynosić inne wyniki sprzedaży. Ubiegły rok rozpoczął się słabo – aż 29 proc. producentów i 60 proc. dystrybutorów narzekało na spadki obrotów. Sytuacja zmieniła się w kwietniu, gdy wyniki ostro poszybowały w górę i utrzymywały się na wysokim poziomie przez kolejne miesiące. W czwartym kwartale, z uwagi na późną zimę, na którą przypada zwykle najsłabszy obrót, sprzedaż nadal była wysoka, co zrekompensowało słaby początek roku. Bieżący rok zapowiada się równie udanie.

 – Ponad 52 proc. dystrybutorów spodziewa  się wzrostu rzędu 10 procent – mówi Alfred Franke. – Oznaczałoby to podobny wynik, jak w roku 2013. Producenci części są nieco mniejszymi optymistami, ale wciąż około 40 proc. z nich zakłada minimum 10-proc. poprawę wyników. Jest też niewielki procent, który uważa, że spadek sprzedaży jest realny.

Ożywienie w krajach naszego regionu przyczyni się do szybszego wzrostu polskiej gospodarki

CEO Magazyn Polska

Dziś poznamy pierwszy szacunek PKB za IV kwartał 2013 r. Choć cały rok był najsłabszy od kryzysowego 2009 r., ekonomiści szacują, że w ostatnim kwartale gospodarka urosła już o 2,8 proc. Obecny rok ma przynieść przyspieszenie nawet powyżej 3 proc. To m.in. efekt ożywienia w strefie euro, która jest głównym odbiorcą towarów z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Eksport do strefy euro to ponad połowa wszystkich towarów, które opuszczają Polskę. 

Jeśli chodzi o makroekonomiczne prognozy dla Polski, to jest wzrost o 3 proc. i więcej – prognozuje w rozmowie z Newserią Biznes Robert Antczak z BZ WBK. – W krajach Europy Środkowej i Wschodniej, jako bloku gospodarczym, szacuje się, że wzrost wyniesie ok. 1,5 proc. Poprzedni rok to jest 1,3 proc., tutaj 1,5 proc. i więcej.

To o tyle istotne, że właśnie eksport był przez ostatnich kilka kwartałów głównym motorem polskiej gospodarki, a kraje naszego regionu są istotnym odbiorcą naszych towarów. Na przykład niewielkie Czechy są trzecim, po Niemczech i Wielkiej Brytanii, importerem dóbr z Polski.

Na rosnące PKB wpłynęła wymiana towarów pomiędzy samymi krajami regionu. Bardzo dynamicznie zmieniła się struktura eksportu wynikająca z szybko rosnącej sprzedaży do krajów strefy euro. To wpłynęło na wzrost podaży w regionie i pobudzenie importu.

Dzisiaj nie koncentrujemy się na produkcji dóbr od początku do końca i ich eksporcie, ale na specjalizacji w określonej części produkcji, to powoduje, że te towary wielokrotnie dzisiaj opuszczają granicę, zanim osiągną stan końcowy – mówi Robert Antczak. – To powoduje, że ten eksport, który napędza gospodarkę, jest importochłonny, powoduje wzrost zapotrzebowania na produkty z krajów głównych partnerów, i ta wymiana, jak patrzymy na kraje Europy Środkowej i Wschodniej, odbywa się głównie w tym zakresie.

Wzrost gospodarczy w Polsce i całym regionie będzie napędzać poszczególne branże. Eksperci spodziewają się wzrostów, i to niemałych, bo nawet 30-procentowych. 

 – Obstawiałbym na pewno branżę żywnościową. Wzrost rzędu 20-30 proc. naszych głównych partnerów handlowych to jest to, czego się spodziewamy, co obserwowaliśmy w roku 2013 i również na początku roku 2014. Na pewno branża paliwowa, branża tytoniowa, napojowa, czyli  rynki, które u nas były historycznie bardzo silne – mówi Robert Antczak.

Oprócz eksportu ruszyć też powinien popyt wewnętrzny, czyli chęć Polaków do kupowania dóbr i usług,  oraz inwestycje. Przez ostatni rok oba te czynniki kulały. 

Bardzo dynamicznie zaczyna się uruchamiać drugi silnik, czyli popyt krajowy, i trzeci – inwestycje. Inwestycje prywatne, ale też pamiętamy o kolejnej perspektywie finansowej Unii Europejskiej i kolejnych inwestycjach, które będą inwestycjami publicznymi ze środków europejskich – podkreśla dalej Robert Antczak.

Analitycy uzależniają pozytywne prognozy od sytuacji gospodarczej w strefie euro. Jeśli gospodarka tych krajów zwolniłaby, odbiłoby się to z pewnością na sytuacji w Polsce, Czechach, na Słowacji czy Węgrzech. Obawy budzi także konsumpcja, która jest zależna od wysokości wynagrodzeń i samego rynku pracy. Wynagrodzenia pozostają wciąż na bardzo niskim poziomie w porównaniu do krajów strefy euro, a na rynku pracy widoczna jest stagnacja.

Wyjazd coraz popularniejszym sposobem na spędzenie walentynek. 88 proc. turystów wybrało miasta europejskie

CEO Magazyn Polska

Rośnie zainteresowanie Polaków podróżami zagranicznymi w okresie walentynkowym. W ten sposób spędzi ten weekend dwa razy więcej osób niż przed rokiem. Stosunkowo niskie ceny biletów lotniczych sprawiają, że często podróż do innego kraju może być tańsza niż wieczór w restauracji. Zdecydowana większość Polaków wybrała na ten weekend europejskie miasta.

 – Wzrost zainteresowania wynika głównie z tego, że ludzie nie boją się tak podróżować – mówi agencji informacyjnej Newseria Zuzanna Konarska, dyrektor centrum rezerwacji biletów Fru.pl. – Wybierają wycieczkę na walentynki zamiast kolacji we dwoje, bo koszty tej kolacji mogą być wyższe niż cena biletu do Paryża czy Barcelony.

Osoby, które zarezerwowały bilety odpowiednio wcześniej, mogły liczyć na okazyjne ceny. Np. cena biletu do Oslo wynosiła ok. 58 zł. Średnia kwota, jaką Polacy są skłonni przeznaczyć na zakup biletu lotniczego, to 300-400 zł.

88 proc. osób podróżujących w walentynki za granicę wybrało miasta europejskie.

 – Króluje Francja, ale popularne są też inne kraje, jak  Hiszpania, Portugalia czy Włochy – wymienia Konarska.  – Obserwujemy też duże zainteresowanie kierunkami takimi, jak Budapeszt, Wiedeń, ze względu na niższe ceny, a także Londyn czy Dublin. Ale tu już przyczyny mogą być inne niż walentynki.

Luty to również czas, w którym przewoźnicy kuszą atrakcyjnymi cenami na dalsze podróże. 10 proc. wyjeżdżających w tym okresie wybrało Azję.

 – Popularność Azji wynika z dążenia przewoźników do zdobycia klientów, jak również z faktu, że kierunki takie, jak Tajlandia czy Chiny stały się już typowe dla Polaków – mówi Konarska. – Do Chin można polecieć za mniej niż 2 tysiące złotych, czasem nawet za 1,5 tys

Zdaniem rozmówczyni Newserii Biznes dobrym rozwiązaniem na kolejne miesiące może być podróż do Ameryki Środkowej.

 – Możemy tam polecieć za 2,5 tys. zł – mówi Zuzanna Konarska. – W porównaniu do wcześniejszych cen to niezła oferta. Na marzec czy kwiecień to idealne połączenie – przekonuje. 

Agencja Informacyjna Newseria nagrodzona tytułem Finansista Roku 2013 w kategorii media

Agencja Informacyjna Newseria została wyróżniona przez „Gazetę Finansową” nagrodą Finansista Roku 2013. Wyróżnienie przyznano za spełnienie wymogów, jakie stawia przed mediami XXI wiek i stworzenie nowoczesnego medium biznesowego wykorzystującego rosnącą rolę internetu i multimediów.

„Depesze Agencji Informacyjnej Newseria przygotowywane jednocześnie w formie tekstowej, audio i wideo stały się źródłem informacji dla najważniejszych mediów w Polsce. W serwisach internetowych, telewizyjnych, radiowych oraz w prasie codziennie pojawiają się newsy przygotowane przez dziennikarzy Newserii, a to wszystko efekt zaledwie dwóch lat obecności na rynku” – podano w uzasadnieniu.

 – Muszę przyznać, że to były bardzo dynamiczne dwa lata. Od początku chcieliśmy stworzyć agencję, która będzie oferowała materiały dla każdego rodzaju medium – bez wyjątków. To oczywiście oznaczało przygotowanie wszystkich materiałów jednocześnie w wersji tekstowej, w formie materiału audio oraz wideo. Wiedzieliśmy, że nie ma podobnej agencji na polskim rynku i wiedzieliśmy, że realizacja tego pomysłu to ogrom pracy. Ale byliśmy też pewni, że musi się udać – podkreślił, odbierając nagrodę Artur Woliński, prezes zarządu Newserii.

Blisko 5 tysięcy multimedialnych depesz i blisko 2 tysiące zarejestrowanych użytkowników, głównie dziennikarzy, którzy każdego miesiąca pobierają około 2 tysięcy plików – to bilans dwóch lat działalności Agencji Informacyjnej Newseria. Dzięki temu publikowane przez nas materiały docierają do milionów odbiorców w Polsce i za granicą.  

 – Każdy dzień w świecie gospodarki i biznesu to setki wydarzeń – my staramy się wychwytywać z nich te najważniejsze, a następnie udostępniać je we wszelkich wymaganych przez dzisiejsze media formatach – powiedziała podczas gali Maria Krasicka, redaktor naczelna agencji Newseria. – To dla nas bardzo ważne usłyszeć, że jesteśmy agencją, która spełnia wymogi medium XXI wieku. Ale to nie znaczy, że do końca stulecia będziemy delektować się tym faktem. Cały czas udoskonalamy nasze serwisy i nieustannie podnosimy sobie poprzeczkę.

Newseria to dziś już nie tylko agencja o profilu biznesowym. W październiku 2013 roku ruszył serwis Newseria Lifestyle, który codziennie dostarcza informacji o gwiazdach, zdrowiu, modzie, urodzie czy trendach wnętrzarskich.

 – Nie zamierzamy zwalniać tempa. Pracujemy już nad kolejnym serwisem, ale jeszcze nie mogę zdradzić, co to będzie – podkreślił Artur Woliński.

Nowy serwis powinien ruszyć w ciągu kilku miesięcy.

 – Mamy nadzieję, że zostanie on przyjęty równie dobrze jak nasza dotychczasowa praca – dodała Maria Krasicka.

Premiera Nokii Normada z Androidem podczas Mobile World Congress

Jeszcze kilka miesięcy temu bardzo głośno było o przejęciu mobilnego biznesu Nokii przez koncern Microsoft. Transakcja, warta ponad pięć miliardów euro, postrzegana była jako ogromny impuls w kwestii rozwoju Windows Phone. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym miesiącu swoją premierę będzie miała Nokia oparta na technologii Android.

Zgodnie z informacjami do których dotarł Wall Street Journal, Nokia zaprezentuje swojego smartfona podczas odbywających się w ostatnim tygodniu lutego w Berlinie targów Mobile World Congress. Nowość nosić będzie nazwę Nokia Normada. Mówi się nieoficjalnie, że wyposażona będzie ona w 4-calowy ekran 800 x 480 pikseli, dwurdzeniowy procesor Snapdragon 200, 4 GB wbudowanej pamięci flash, 512 MB pamięci RAM, aparat 5 megapikseli i gniazdo microSD card. Dostępne mają być różne wersje kolorystyczne smartfona. Android zastosowany w urządzeniu ma być natomiast pozbawiony usług Google. Aplikacje dostarczać ma autorski sklep Nokii.

Posunięcie Nokii budzi zainteresowanie głównie ze względu na fakt, iż zgodnie z treścią podpisanych umów, firma aż do roku 2015 nie może wypuścić na rynek żadnego mobilnego urządzenia bez aprobaty Microsoftu. Pytanie zatem dlaczego koncern zgodził się na realizację projektu Nokia Normada, nad którym pracowano jeszcze przed wielomiliardową transakcją przejęcia? Wall Street Journal powody dostrzega w kwestiach finansowych. Na rynku musi pojawić się smartfon Nokii, który stał by się konkurencją dla tanich urządzeń, popularnych na rynkach wschodzących. Parametry techniczne Windows Phone wykluczają póki co jego gotowość do pracy na smartfonach niskobudżetowych. Tym samym, Nokia Normada ma być narzędziem walki o ogromną grupę azjatyckich klientów sięgających po urządzenia z niższej półki. W poprzednim roku ponad 90 % telefonów, które znalazły się na indyjskim rynku, wyposażonych było właśnie w Androida.

Przez wiele lat dla rzeszy klientów Nokia była symbolem najlepszego telefonu komórkowego. Wyścig na rynku smartfonów wpłynął jednak negatywnie na zakorzeniony w ich świadomości wizerunek marki. Posunięcie Nokii, kojarzonej dotąd głównie z Symbianem i Windows Phone, oznacza zatem nowy rozdział w walce o klienta w tej branży. Firma przestaje być warownią długo i wytrwale broniącą się przed ekspansją Androida – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365NET.

PKO Bank Polski złożył wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego o wydanie zezwolenia na utworzenie banku hipotecznego

Pozytywna decyzja KNF umożliwi uruchomienie PKO Banku Hipotecznego, nowego podmiotu w Grupie Kapitałowej PKO, na przełomie 2014 i 2015 roku.

Wypowiedzenie przyjęte czy nie?

Podpisanie wypowiedzenia warunków umowy jest równoznaczne z ich zaakceptowaniem. Odwołanie oświadczenia o ich przyjęciu jest możliwe w trybie przewidzianym przez Kodeks cywilny dla oświadczeń woli, ale tylko z uwzględnieniem pewnych przesłanek. Jakich?

Wątpliwości wyjaśnia Kamil Jabłoński, aplikant radcowski w TGC Corporate Lawyers.

Zgodnie z art. 42 § 2 k.p., w razie odmowy przyjęcia przez pracownika zaproponowanych warunków pracy lub płacy, umowa o pracę rozwiązuje się z upływem okresu dokonanego wypowiedzenia. Jeżeli pracownik przed upływem połowy okresu wypowiedzenia nie złoży oświadczenia o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków, uważa się, że wyraził zgodę na te warunki; pismo pracodawcy wypowiadające warunki pracy lub płacy powinno zawierać pouczenie w tej sprawie. W razie braku takiego pouczenia, zatrudniony może do końca okresu wypowiedzenia złożyć oświadczenie o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków.

Pracodawca musi poprawnie sformułować wypowiedzenie zmieniające zaadresowane do pracownika, a w szczególności pouczyć go o możliwości złożenia przed upływem połowy okresu wypowiedzenia oświadczenia o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków. W sytuacji, gdy brak jest takiego pouczenia, pracownik może złożyć oświadczenie o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków do końca terminu wypowiedzenia.

Pracownik może również przyjąć zaproponowane warunki przez pracodawcę. Oświadczenie o przyjęciu nowych warunków również może zostać złożone pisemnie. Odwołanie takiego oświadczenia możliwe jest w trybie przewidzianym przez Kodeks cywilny dla oświadczeń woli. Zatem, zgodnie z art. 61 k.c. oświadczenie woli, które ma być złożone innej osobie, jest złożone z chwilą, gdy doszło do niej w taki sposób, że mogła ona zapoznać się z jego treścią. Odwołanie takiego oświadczenia jest skuteczne, jeżeli doszło jednocześnie z tym oświadczeniem lub wcześniej.
Zatem, jednostronne cofnięcie złożonego przez pracownika oświadczenia woli może nastąpić tylko z uwzględnieniem przesłanek z art. 61 k.c. Istnieje również możliwość, że pracodawca zgodzi się na takie rozwiązanie, jednak wówczas nie jest to czynność jednostronna pracownika, a dwustronna pracownika i pracodawcy.

J. Piechociński: W marcu decyzja ws. montowni samochodów w Polsce. W najbliższym czasie dwie nowe inwestycje w branży

CEO Magazyn Polska

W marcu zapadnie decyzja w sprawie uruchomienia w Polsce montowni samochodów przez duży międzynarodowy koncern – zapowiada Janusz Piechociński. Resort gospodarki spodziewa się również dwóch dużych inwestycji producentów katalizatorów i ogumienia. Jak podkreśla wicepremier i minister gospodarki, w ostatnim czasie co miesiąc pojawia się dobra wiadomość dla polskiego rynku motoryzacyjnego.

 – W styczniu mieliśmy dużą i bardzo udaną inwestycję kapitału szwajcarskiego w Wałbrzychu, a ostatnie dni przyniosły świetną wiadomość dotyczącą zakładu General Motors w Tychach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński.

Koncern potwierdził plany zainwestowania w tyską fabrykę 250 mln euro. W polskim zakładzie produkcyjnym będą powstawać zupełnie nowe silniki wysokoprężne o pojemności 1,6 l. W ocenie ministra decyzja producenta stabilizuje dość niepewną dotychczas sytuację tyskiego zakładu.

 – Jeszcze w marcu zapadną ustalenia dotyczące uruchomienia w Polsce przez duży międzynarodowy koncern nowej montowni, mającej produkować docelowo 100 tysięcy samochodów – zapowiada Piechociński

Montownia Volkswagena, bo prawdopodobnie o ten koncern chodzi, która ma powstać w Wielkopolsce, ma dać ok. 3 tysięcy nowych miejsc pracy w samym zakładzie i dodatkowe kilka tysięcy przy wytwarzaniu niezbędnych komponentów.

Zdaniem ministra gospodarki w niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się także znaczącej inwestycji jednego z producentów katalizatorów oraz rozwoju przemysłu gumowego. W tym drugim przypadku chodzi przede wszystkim o zwiększenie produkcji opon do pojazdów ciężarowych. Te inwestycje również wiążą się z nowymi miejscami pracy dla wykwalifikowanych pracowników. 

 – Takie osoby są dla pracodawców cenne, co przekłada się na wysokie pensje – tłumaczy wicepremier. – Już dziś w sektorze polskich przedsiębiorstw mamy wyższą płacę średnią niż średnia w całej gospodarce. A korzystne warunki pracy sprzyjają dobrym relacjom między pracodawcą a pracownikiem. W przemyśle są one zwykle dużo lepsze niż na przykład w usługach.

Korzystne warunki pracy sprzyjają ograniczeniu rotacji pracowników i stabilizują sytuację na rynku pracy.

Polskie Inwestycje Rozwojowe dofinansują spalarnie i elektrociepłownie

CEO Magazyn Polska

Polskie Inwestycje Rozwojowe zasypywane są wnioskami o dofinansowanie inwestycji w spalarnie i elektrociepłownie. Chcą one w ten sposób dostosować zakłady do zaostrzających się za dwa lata przepisów środowiskowych. Wśród analizowanych przez PIR projektów są również inwestycje transgraniczne. Jeden z nich dotyczy korytarzy transportowych.

 – Widać pewne obszary koncentracji zainteresowania wśród składających projekty do PIR. Jednym z takich tematów są spalarnie i elektrociepłownie, co wiąże się z nadchodzącymi 1 stycznia 2016 regulacjami, które podwyższają standardy zarządzania odpadami i emisjami. A zatem w tym obszarze jest większe zainteresowanie, które może się przełożyć na projekty realizowane już niebawem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Grendowicz, prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych.

Za dwa lata zostanie wyłączona część instalacji przemysłowych, które nie będą spełniały zaostrzonych standardów emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłów z obiektów energetycznego spalania. Takie są wytyczne wynikające z unijnej dyrektywy IED (w sprawie emisji przemysłowych), która ma pomóc w ograniczaniu niekorzystnego wpływu instalacji przemysłowych na środowisko i zdrowie mieszkańców UE. Do tego czasu przestarzałe i zatruwające środowisko instalacje mogą zostać zmodernizowane lub zastąpione nowymi.

Na początku lutego PIR podpisał umowę z samorządem olsztyńskim w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Inwestycja, której wartość szacowana jest na 600 mln zł, polega na wybudowaniu nowej elektrociepłowni działającej w wysokosprawnej kogeneracji. Zakłada też gruntowną modernizację ciepłowni miejskiej Kortowo, dostosowując ją do nowych standardów środowiskowych. W jej wyniku zmniejszone zostaną emisje zanieczyszczeń i rozwiązany zostanie problem 100 tys. ton śmieci komunalnych.

PIR realizuje inwestycje w obszarach związanych z energetyką, węglowodorami, transportem, infrastrukturą samorządową i przemysłową oraz telekomunikacyjną. Mariusz Grendowicz podkreśla, że spółka ma się koncentrować wyłącznie na projektach realizowanych na terenie Polski, ale nie wyklucza to inwestycji transgranicznych, np. w korytarze transportowe.

 – Większość inwestycji w korytarze transportowe jest realizowana przez powołane do tego spółki czy instytucje (jak GDDKiA czy PKP PLK). Zadaniem PIR jest realizowanie projektów w formule spółek celowych, powołanych do tego celu, więc jeżeli pojawią się tego typu projekty, których realizacja będzie możliwa w ramach spółki celowej, oczywiście się nad nimi pochylimy – zapewnia prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych. – Mogę uchylić rąbka tajemnicy, że jeden z projektów, który analizujemy, dotyczy korytarzy transportowych.