Eksporterzy lepiej oceniają swoją sytuację

Poprawiają się nastroje wśród mikro- i małych firm zajmujących się eksportem. Ze względu na zwiększone przychody i rosnącą rentowność z większym optymizmem patrzą na swoją działalność w kolejnych miesiącach. Wciąż największym problemem dla nich jest ryzyko kursowe i duża konkurencja ze strony zagranicznych firm.

Znaczenie eksportu dla najmniejszych firm rośnie. Co czwarta mała firma prowadzi działalność eksportową. Wśród mikrofirm odsetek ten jest znacznie niższy i wynosi 7 proc. – wynika z raportu Pekao SA.

 – W tym zakresie jest więc pole do poprawy. Ale ci, którzy eksportują, wykazują zdecydowanie wyższą rentowność swojej działalności i wyższe przychody. To dobry prognostyk – mówi Grzegorz Piwowar, wiceprezes Pekao SA.

Eksporterzy oceniają swoją sytuację lepiej niż podmioty, które działają tylko na rynku krajowym.

Coraz więcej polskich firm gotowych jest do tego, by skutecznie rywalizować z konkurencją na obcych rynkach, zwłaszcza w Unii Europejskiej. Największymi odbiorcami towarów pochodzących z Polski są wciąż kraje Unii Europejskiej. Spośród naszych firm z sektora mikro i małych przedsiębiorstw zajmujących się eksportem, aż 56 proc. deklaruje współpracę z partnerami zza zachodniej granicy. Na drugim miejscu są Wielka Brytania i Irlandia – 20 proc., a dalej kraje skandynawskie. Dla mikro i małych firm istotnym czynnikiem w eksporcie jest odległość do rynków zbytu, stąd duża część eksportu kierowana jest do krajów sąsiednich.

Mikro, małe i średnie firmy jako największe problemy w prowadzeniu działalności – już po raz kolejny – wskazały koszty pracy oraz wysokość podatków. Te dwa elementy stanowią dla nich poważniejsze wyzwanie niż dostęp do zewnętrznego finansowania.

 – Dla eksporterów barierą jest obszar związany z ryzykiem kursowym, co jest naturalnym elementem prowadzenia tego typu działalności, i drugi – dotyczący silnej konkurencji na rynku – wymienia Grzegorz Piwowar w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Ponad połowa ankietowanych przez Pekao SA uważa, że wprowadzenie euro będzie korzystne dla działalności eksportowej firmy.

Raport banku wskazuje również na wzrost o 4 punkty rok do roku ogólnego wskaźnika Koniunktury Mikro i Małych firm. Dzisiaj wynosi on 94 punkty i jest to najlepszy wynik od czterech lat. Wyraźny wzrost, o 6 punktów, daje się zauważyć w oczekiwaniach na nadchodzący rok. Wzrost wskaźnika w sektorze budownictwa wyniósł ponad 6 punktów i wynosi 95 punktów. Tak samo oceniana jest koniunktura w usługach. O 1 punkt gorzej natomiast w sektorze produkcji, o 3 – w handlu.

Mimo tzw. ustawy śmieciowej Polacy wciąż przetwarzają mało odpadów. Większość trafia na wysypiska

CEO Magazyn Polska

W Polsce wciąż bardzo niewielka część odpadów podlega recyklingowi. Aż 87 proc. odpadów trafia na wysypiska. To ponad dwukrotnie więcej niż wynosi unijna średnia, którą zawyżają przede wszystkim nowe kraje członkowskie. Świadomość ekologiczna i poziom recyklingu powoli jednak rosną, również przez obowiązujące w Polsce unijne wymogi.

 – Ponieważ gospodarka się rozwija, konsumpcja wzrasta, to również wzrasta produkcja odpadów. Jest ich coraz więcej, rządy czynią starania na poziomie Unii Europejskiej, żeby je zagospodarowywać w taki sposób, aby jak najmniej z nich trafiało na wysypiska – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Nowakowska, dyrektor sprzedaży i marketingu Stena Recycling.

Każdy Polak rocznie wytwarza średnio 300 kg odpadów. Łącznie produkowanych jest 11 mln ton odpadów komunalnych. Znacznie więcej odpadów pochodzi z przedsiębiorstw – 124 mln ton rocznie. Z tych opadów aż 87 proc. trafia na składowiska. Unijna średnia to zaledwie 40 proc., a w przodujących pod względem recyklingu krajach skandynawskich, np. Szwecji, wskaźnik przetwarzanych odpadów przekracza 95 proc.

Polska musi gonić nie tylko Skandynawów, lecz także na przykład Niemców. Poziom selektywnego odzyskiwania odpadów w Polsce wynosi 4,5 kg na mieszkańca, a za naszą zachodnią granicą jest to 78 kg na mieszkańca. Zwiększenie poziomu recyklingu to unijny wymóg. Do przyszłego roku powinniśmy odzyskiwać 60 proc. odpadów. Stąd niedawne zmiany w polskim prawie.

 – Niedawno wprowadzona została ustawa o odpadach komunalnych, to jest też obowiązek, który został przełożony z przepisów unijnych. Mamy już pewne sukcesy, głównie na polu odpadów generowanych przez przedsiębiorstwa; trochę mniejsze, jeżeli chodzi o odpady komunalne, tutaj jesteśmy zupełnie na początku drogi. Musimy się dostosować do wymogów Unii Europejskiej i te odzyski zwiększać – podkreśla Nowakowska.

Dodaje, że każdy rodzaj przedsiębiorstwa musi w inny sposób podchodzić do kwestii utylizacji odpadów. Choć wszystkie mają obowiązek ewidencjonowania i zgłaszania ilości produkowanych odpadów, gospodarka nimi musi być dopasowana do organizacji produkcji.

 – Mamy rozwiązania, które są specyficzne dla określonej branży. Na przykład jest to branża odpadów budowlanych, gdzie są bardzo specyficzne warunki, ponieważ gromadzenie odpadów odbywa się na zewnątrz, i są tam bardzo konkretne rodzaje odpadów. Są klienci, którzy wytwarzają produkty spożywcze, tutaj jest inna specyfika, bo mamy do czynienia z odpadami organicznymi – wylicza Nowakowska.

Dodaje, że w sieciach handlowych bardzo ważne jest z kolei regularne odbieranie odpadów, np. pustych opakowań.

Choć Stena Recycling zajmuje się przetwarzaniem odpadów z działalności biznesowej i przemysłowej (przetwarza 700 tys. kg rocznie), to od niedawna oferuje również usługi przeznaczone dla klientów indywidualnych. W 2012 r. w Warszawie powstał pierwszy punkt zbiórki selektywnej Stena Ekostacja. Polacy mogą tam przynieść aż 40 typów odpadów, których przetworzenie jest normalnie problemem.

 – Drugim takim obszarem jest stacja demontażu i recyklingu pojazdów, która funkcjonuje w Warszawie oraz w Swarzędzu, gdzie można na przykład wycenić samochód przez nasz system internetowy i gdzie cały proces wyrejestrowania i zakończenia życia samochodu bierzemy na siebie – dodaje Nowakowska.

Stena kieruje się wzorcami z krajów skandynawskich. Kładzie także duży nacisk na edukację. W punktach spółki klienci mogą poszerzyć swoją wiedzę na temat recyklingu. Na terenie Ekostacji istnieje wystawa pokazująca sposoby przetwarzania oraz potencjalne sposoby wykorzystania odpadów po recyklingu. Jak wyjaśnia Nowakowska, np. z 35 plastikowych butelek można zrobić bluzę z polaru.

Olimpiada w Soczi kosztować będzie 60 mld dolarów. Kredyty na jej organizację Rosja będzie spłacać przez wiele lat

Dla organizatorów Igrzysk Olimpijskich w Soczi najważniejszą sprawą jest teraz zapewnienie bezpieczeństwa sportowcom i kibicom. Niestabilna sytuacja w regionie sprawia, że imprezie towarzyszy wzmożone zainteresowanie, ale i ogromne ryzyko.  Te igrzyska mogą być zapamiętane jako jedne z najbardziej nieudanych  uważa ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Zimowa olimpiada rozpoczyna się już w najbliższy piątek. Kredyty zaciągnięte na jej organizację Rosja będzie spłacać przez wiele lat.

 – Kolejne zamachy, które dokonują się gdzieś w dalekiej odległości od Soczi sprawiają, że coraz więcej osób zastanawia się nad tym, czy te igrzyska rzeczywiście odbędą się w spokojnej atmosferze i to bardzo źle wpływa na wizerunek Rosji i na samą imprezę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Ćwiek-Karpowicz, kierownik Biura Badań i Analiz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

To dokładnie odwrotnie niż chcieli Rosjanie i sam Władimir Putin, osobiście bardzo zaangażowany w organizację igrzysk. Na zbudowanie wizerunku silnej Rosji pójdzie nawet 60 mld dolarów – o 20 mld więcej niż Chińczycy przeznaczyli na olimpiadę w Pekinie. Ten wizerunek podziwiać będą często jednak nie przywódcy poszczególnych państw-uczestników, a jedynie ich delegaci. Poza groźbą zamachów wciąż obowiązują deklaracje o bojkocie igrzysk przez wielu polityków ze względu na politykę władz Rosji dotyczącą mniejszości seksualnych i praw człowieka.

 – Niewątpliwie dla wielu zachodnich przywódców kwestia przyjazdu bądź nie do Soczi staje się problematyczna. Jak z jednej strony manifestować swoje niezadowolenie wobec polityki Władimira Putina, ale z drugiej strony nie wpłynąć negatywnie na stosunki handlowe, polityczne między krajami – mówi Ćwiek-Karpowicz.

Do Soczi nie wybierają się między innymi: Barack Obama, David Cameron, Francois Hollande czy Joachim Gauck. Nie pojedzie też Bronisław Komorowski ani Donald Tusk, ale obaj podkreślają, że ich decyzje to nie jest bojkotowanie imprezy.

Według eksperta PISM Rosjanom zależy obecnie głównie na tym, żeby olimpiada odbyła się bez większych skandali i bezpiecznie.

 – Bardzo niespokojna, niestabilna sytuacja i brak bezpieczeństwa w tym regionie sprawiają, że igrzyskom będzie towarzyszyło wzmożone zainteresowanie, ale też olbrzymie ryzyko, że igrzyska mogą one być zapamiętane jako jedne z najbardziej nieudanych – podkreśla kierownik Biura Badań i Analiz w PISM.

Na pewno nie będą udane pod względem ekonomicznym. 60 mld dolarów zostało wydane na podniesienie rangi regionu, który nie ma szczególnego znaczenia gospodarczego. Soczi to miasto praktycznie odcięte pod względem transportowym –  prowadzi tam jeden szlak drogowy i kolejowy. Wszelkie inwestycje, które zostały tam poczynione, nie mają większego przełożenia na region – wyjaśnia Ćwiek-Karpowicz.

 – Widać tu negatywne zjawisko: separatystyczny okręg Abchazji, który sąsiaduje z Soczi, bardzo cierpi na tym, że wszelkie inwestycje dokonywane są tam, a Abchazja jest niejako eksploatowana z różnych surowców, osób, a pieniądze trafiają tylko do samego kurortu – mówi ekspert. – Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Rosji przyjdzie jeszcze spłacać kredyty zaciągnięte na zimową imprezę przez wiele lat.

DM BZ WBK zaleca „Kupuj” dla ENEI

W raporcie z 30 stycznia analitycy DM BZ WBK podwyższyli rekomendację dla akcji ENEI z „Trzymaj” do „Kupuj”. Cena docelowa również została podniesiona i ukształtowała się na poziomie 16,5 zł za akcję.

Idzie lepsze w TSL

Według najnowszych danych, 2014. ma być rokiem powrotu koniunktury w branży TSL. Po kilku latach niepewności, eksperci przewidują ożywienie gospodarcze, które może przynieść realne wzrosty na rynku logistycznym. Gdzie szukać oznak poprawy sytuacji? Czego możemy spodziewać się po najbliższych 12 miesiącach?

Pierwsze jaskółki ożywienia

Badania donoszą o rosnącym optymizmie pracodawców. Według Manpower, I kwartał 2014 r. przyniesie znaczący wzrost zatrudnienia, w branży TSL oraz produkcyjnej. Liczba miejsc pracy zwiększy się w tych segmentach odpowiednio o 20 i 14%. Do najbardziej pożądanych specjalistów będą należeć kierownicy centrów dystrybucji oraz przedstawiciele handlowi frachtu morskiego i lotniczego – przewiduje firma doradcza Antal International.

Najbliższą przyszłość w jasnych barwach widzą również analitycy rynku. Według danych Instrumentu Szybkiego Reagowania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, prognozy makroekonomiczne dla polskiego przemysłu są co najmniej korzystne do końca 2014 roku. Wzrost gospodarczy po I kwartale ma przekroczyć 3%, a zagrożenie upadkami firm produkcyjnych nie wzrośnie, nawet jeśli sprawdzą się najczarniejsze z rozpisanych przez ekspertów scenariuszy. Wiarę, że idą lepsze czasy, u swych klientów obserwują również wytwórcy urządzeń i techniki magazynowej – Zauważamy wyraźną poprawę nastrojów – mówi Tomasz Sobczak, Regionalny Dyrektor Handlowy STILL Polska. – Nieprzerwany wzrost sprzedaży naszych rozwiązań w ostatnim czasie dobitnie świadczy, że przedsiębiorcy odmrozili budżety inwestycyjne – dodaje.

Inwestycje. Ale w co?

Poprawa koniunktury i zwiększenie popytu na usługi logistyczne wymuszą inwestycję w tabor i parki maszynowe. Czynnikiem motywującym do zakupów mogą być również zapowiedziane w unijnej perspektywie finansowania dotacje wspierające rozwój gospodarki niskoemisyjnej.

Jeden z priorytetów inwestycyjnych programu Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju – „Promowanie efektywności energetycznej i wykorzystania OZE przez przedsiębiorstwa” – wymienia wśród celów, na które będzie można otrzymać dofinansowanie: zastosowanie w przedsiębiorstwach efektywnych energetycznie rozwiązań oraz zmianę systemu wytwarzania lub wykorzystania paliw i energii dążące do popularyzacji oszczędnych technologii produkcji. – Z wyciąganiem ostatecznych wniosków na temat możliwości wykorzystania unijnych pieniędzy powinniśmy poczekać, aż rozpisane zostaną szczegółowe konkursy – mówi Tomasz Sobczak z firmy STILL Polska. – Na tę chwilę możemy liczyć, że będzie można otrzymać pomoc w razie inwestycji w ekologiczne rozwiązania – pojazdy z silnikami hybrydowymi czy zmniejszające spalanie systemy automatyzacyjne – dodaje.

Nowe drogi świadczenia usług

Pozytywnie na funkcjonowanie branży TSL mogą wpłynąć również przewidziane w ramach innej unijnej Osi Priorytetowej fundusze na rozwój ważnej w skali europejskiej i przyjaznej dla środowiska infrastruktury. Docelowo ma powstać spójna, jednolita sieć transportowa. Realizowane będą projekty dróg o dużej przepustowości pozwalającej na skomunikowanie wszystkich miast wojewódzkich. W ciągach inwestycji obejmujących budowę, przebudowę lub rozbudowę dróg ekspresowych, realizowane będą także obwodnice miast.

Przewidziano również środki na poprawę przepustowości portów lotniczych oraz rozwój transportu śródlądowego i morskiego. Powstawać mają multimodalne punkty przeładunkowe, pozwalające na przyjazny środowisku przewóz towarów drogami wodnymi o wysokich parametrach.

Podsumowując – gospodarka rusza, a unijne programy finansowania przewidują spore nakłady na inwestycje w usprawnienia – zarówno w intralogistyce, jak i w transporcie zewnętrznym. Wszystko wskazuje więc na to, że w najbliższym czasie otoczenie będzie sprzyjać rozwojowi przedsiębiorstw działających w branży TSL.

Rak, czyli jak go oswoić, by wygrać życie

Dla niego nie jest istotne ile ma się lat. Nieistotna jest także płeć. Rozwija się w organizmie po cichu, a atakuje niespodziewanie, przewracając całe życie do góry nogami. Rak. Szacuje się, że co czwarta osoba w Polsce choruje na nowotwór. I choć informacja o raku przytłacza i szokuje – wola życia w każdym chorym jest ogromna, więc podejmują oni często nierówną walkę. Czasem wygrywają, czasem oswajają raka. Są też niestety tacy, którzy mimo woli przegrywają z nim.

Choć wydaje się, że rak to dość nowa choroba, to myli się ten, kto tak sądzi. Nazwa „rak” znana jest już od antycznych czasów. Po raz pierwszy tego sformułowania użył Hipokrates z Kos, jednak współczesne znaczenie tzw. choroby nowotworowej ustalił w 1865 roku niemiecki chirurg Karl Thiersch. Odnosiło się ono przede wszystkim do raka szyjki macicy. Dopiero w 1932 roku amerykański patolog Albert Compton-Broders rozpowszechnił używanie terminu „rak lokalny”, który stosowany jest do dziś.

Pochodzenie nazwy to jednak mało istotna sprawa w porównaniu z tym, ile osób musi zmagać się z nowotworem na co dzień. Niestety – obecnie nie są znane dokładne dane, ale te ostatnie z 2009 roku pokazują, że aż 92 tysiące osób zmarło w wyniku zachorowania na nowotwór. Jak podkreśla prezes Fundacji Rak’n’ Roll – Wygraj życie, Kapsyda Kobro, która na co dzień boryka się z białaczką „[…] Rak to choroba cywilizacyjna, która w dzisiejszych czasach zaczyna dziesiątkować ludzi. Styl życia, środowisko, sposób odżywania wpływa na to, że organizm jest dużo bardziej podatny na choroby, wśród nich na raka.”

Nowotwór wiadomo – jest złośliwy lub nie. Zaskakująca może być jednak informacja, że obejmuje ponad 100 chorób, które dotyczą prawie każdej części ciała. Wyróżniamy: raka – nowotwór, który pochodzi ze skóry, płuc, trzustki i innych narządów. Mięsaka, który powstaje w kościach, mięśniach, tkance tłuszczowej. Jest też chłoniak – nowotwór układu limfatycznego i białaczka – nowotwór krwi. „Rak to nie wyrok tylko choroba przewlekła. […] Największym problemem jest bycie autentycznym. Nie wiemy co zrobić i boimy się, że nie sprostamy oczekiwaniom. Każdy inaczej reaguje na wiadomość o raku. Szok, wyparcie, zaprzeczenie lub unikanie tego tematu. Należy jednak wraz z lekarzem prowadzącym ustalić plan leczenia i spróbować zmierzyć się z tym problemem” – podkreśla Kapsyda Kobro.

Z rakiem borykają się kobiety, ale też mężczyźni, których jak wiadomo – trudno namówić do przeprowadzenia badań, chociażby w kierunku raka prostaty. Stąd też kampania „Gadaj-Badaj”, o dość bezpośrednich hasłach: „Kto nie wypina, tego wina”; „Rozmawiasz z kumplami o dupach? Pogadaj o swojej” czy „Aby żyć, czasem wystarczy się schylić”. Jacek Michalski z Fundacji Rak’n’Roll – Wygraj życie zaznacza „[…] Rak jest chorobą cichą w pierwszej fazie. Człowiek nawet tego specjalnie nie czuje. Gdy pojawiają się objawy, to najczęściej jest już późno na leczenie. To nie jest jeszcze kres drogi, jeszcze można z tego wyjść, ale zdecydowanie jest lepiej to wcześniej wykryć. Im wcześniej, tym lepiej – leczenie jest wtedy znacznie prostsze i bardziej skuteczne.”

Wielu chorych na nowotwór umiera. Jeszcze większej rzeszy osób raka udaje się pokonać. Polacy podejmują leczenie zazwyczaj po 250 dniach od wystąpienia objawów choroby. To zbyt późno. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. I jak zgodnie zaznaczają ci, którzy chorują, z możliwości bezpłatnych badań powinni móc skorzystać wszyscy, a nie tylko osoby po 55 roku życia. Na chorobę nowotworową coraz częściej zapadają bowiem ludzie młodzi. Rak nie oszczędza nawet dzieci.

Badania to jedno, zmiana trybu życia to drugie. Do rozważenia są również szczepienia przeciwko wirusowi HPV, który wywołuje raka szyjki macicy. Co roku pół miliona kobiet zapada na tę chorobę, z czego połowa umiera. Tu przede wszystkim odwagą i świadomością powinni się wykazać rodzice, bo choć ten rodzaj raka występuje u kobiet po 30 roku życia, to aby się przed nim uchronić szczepionkę należy przyjąć w wieku 13 lat, a nawet wcześniej. Jak podkreśla lek. med. Michał Sutkowski, specjalista medycyny rodzinnej i chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego Enel-Med „Jest to szczepionka bezpieczna i bardzo skuteczna. […] Rak szyjki macicy jest chorobą, która zbiera bardzo duże żniwo w Polsce. Kobiety najczęściej zgłaszają się do lekarza za późno i bardzo rzadko wykonują badania cytologiczne. To jest podstawa profilaktyki.”

Rak staje się głównym zabójcą ludzi w XXI wieku. Według Światowej Organizacji Zdrowia w ciągu najbliższych 15 lat co trzecia osoba zachoruje, co czwarta umrze w wyniku choroby nowotworowej. Lepiej zatem wziąć sprawy w swoje ręce i regularnie poddawać się badaniom profilaktycznym. Warto porozmawiać z lekarzem rodzinnym, by zlecił specjalistyczne badania. I choć czekając na wyniki nie da się uniknąć stresu i czarnych myśli „co by było, gdyby…”, warto je zrobić. Dla siebie.

Robert Cooper dyrektorem w Kompanii Piwowarskiej

W styczniu 2014 r. do kadry zarządzającej Kompanii Piwowarskiej dołączył Robert Cooper, który objął stanowisko dyrektora ds. zarządzania projektami i transformacją. Nowy dyrektor będzie odpowiedzialny za koordynację kluczowych projektów biznesowych KP.

Robert Cooper został członkiem zespołu zarządzającego pionem komercyjnym KP (ComCo Management Team, w skrócie CCMT). Dyrektor ds. zarządzania projektami i transformacją to nowo utworzone stanowisko w Kompanii Piwowarskiej, co zostało podyktowane coraz większą konkurencją i dynamiczną sytuacją na rynku piwa w Polsce.

Robert Cooper ma szerokie umiejętności zarządcze oraz doświadczenie w zakresie przywództwa merytorycznego, zdobyte w międzynarodowych firmach z sektora FMCG w Europie i Ameryce Łacińskiej. Do Kompanii Piwowarskiej przeszedł z Gruppo Campari, w której był dyrektorem zarządzającym na Karaiby; wcześniej przez 13 lat pracował na wyższych stanowiskach kierowniczych w grupie Diageo plc., m.in. w obszarze łańcucha dostaw, obsługi klienta i strategii. Robert Cooper ukończył Uniwersytet Cambridge, posiada dyplom inżyniera produkcji i dodatkowo tytuł MBA Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii.

Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej

Polskie oddziały globalnych koncernów technologicznych, odpowiedzialne za marketing i komunikację, działają w zupełnie odmienny sposób niż ich odpowiedniki w regionie Europy Środkowo – Wschodniej (CEE). Jest to jeden z wielu wniosków, które zostały zaobserwowane i opisane w raporcie MSLGROUP „Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej”. Dokument opracowano na podstawie ankiet oraz wielogodzinnych rozmów z kluczowymi specjalistami ds. komunikacji największych firm IT.

Badanie „Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej” przeprowadzono w IV kwartale 2013 roku w Polsce, Bułgarii, Rumunii, Estonii, Słowenii oraz na Ukrainie. W projekt zaangażowani byli konsultanci z działów Nowych Technologii, pracujący w lokalnych agencjach należących do MSLGROUP.

Głównym celem raportu była dogłębna analiza wyzwań komunikacyjnych, jakie stoją przed branżą IT w tej części Europy. Szczerość i otwartość PR Managerów z Polski, biorących udział w badaniu, pozwoliła przedstawicielom agencji wyjść poza ramy zwykłej ankiety. Rozmowy często przeradzały się w długie spotkania, podczas których dyskutowano nie tylko o rozwoju branży PR, ale również o kondycji polskiej nauki czy chociażby przyszłości dziennikarstwa.

Raport zwraca uwagę na kilka szczególnie ważnych obszarów:

Dominacja działów marketingu nad działami komunikacji
Wyniki badania dowodzą, że w krajach Europy Środkowo-Wschodniej departamenty komunikacji nie mają istotnego wpływu na strategię przedsiębiorstwa i są niemal całkowicie zależne od decyzji działów marketingu. Polskie działy komunikacji cieszą się większą niezależnością niż ich odpowiedniki w pozostałych krajach biorących udział w ankiecie, jednak zdają sobie sprawę z nieuchronnej konieczności integracji z marketingiem.

Stabilność budżetowa
Działy komunikacji firm technologicznych z Europy Środkowo-Wschodniej są bardziej optymistyczne od polskich w kontekście słabszej kondycji gospodarczej i jej wpływu na Public Relations. Żaden spośród badanych z regionu CEE nie zadeklarował, że sytuacja finansowa jego departamentu pogorszy się w nadchodzącym roku. Co więcej, aż 23% rozmówców z Europy Środkowo – Wschodniej spodziewa się wzrostu środków na działania Public Relations. Z Polski ten odsetek wyniósł niecałe 8%.

Zróżnicowane opinie o współpracy z agencjami PR
Polscy managerowie ds. komunikacji mają wysokie wymagania wobec agencji PR i są względem nich bardzo krytyczni. Agencje bywają postrzegane jako cenny, lecz nie niezbędny partner, któremu często brakuje dyscypliny i samodzielności.

Czym powinna cechować się idealna agencja? Według rozmówców z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, powinna ona być nie tylko skuteczna i profesjonalna, ale również przyjazna. Większość PR Managerów z CEE nie wyobraża sobie pracy bez wsparcia specjalistów Public Relations.

Wzrost znaczenia Twittera
Co drugi dział komunikacji firm IT w Polsce sam zarządza Social Mediami. W krajach sąsiednich – zaledwie co dziesiąty. Obowiązek ten przejmuje dział marketingu, HR lub agencja PR. Za najważniejsze medium społecznościowe został uznany Twitter. Na kolejnych miejscach znalazł się Facebook, LinkedIn oraz blogi firmowe. Za granicą popularnością cieszy się portal W Kontakte.

Przyszłość przed Public Affairs
Rozmówcy uważają, iż polski rynek technologiczny dopiero wdraża profesjonalne usługi Public Affairs i w przyszłości odniesie dzięki nim wiele korzyści. Kluczowe dla działania rodzimych firm wydaje się budowanie poprawnych relacji z szeroko rozumianą administracją publiczną oraz wpływ na decyzje podejmowane na szczeblu Unii Europejskiej.

Wyniki badania „Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej” zostały zaprezentowane podczas konferencji zorganizowanej 28 stycznia 2014 roku w Warszawie.

Sytuacja na rynku akcji po pierwszych tygodniach stycznia 2014

O sytuacji na rynku akcji opowiada Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Jak można ocenić pierwsze tygodnie roku na warszawskiej giełdzie?

Porównując obecne trendy z historycznymi, zauważamy inne niż w latach ubiegłych zachowanie indeksu największych versus najmniejszych spółek. Dotąd indeks giełdowych maluchów w styczniu zachowywał się wyraźnie lepiej, w tym roku jest odwrotnie.

Czy jakieś sektory lub spółki szczególnie się wyróżniły?

Nieźle zachowywały się banki, czyli najważniejszy sektor reprezentowany na GPW. Przyczyn zainteresowania walorami banków można upatrywać w przewidywanej na ten rok poprawie ich wyników finansowych. Szczególnie dużą dynamiką zysków ma szansę zaimponować PKO BP. Taki scenariusz dyskontują zresztą sami inwestorzy, chętnie kupując jego akcje.

Akcje banków nie były tanie już w poprzednich miesiącach. Czy nie grozi nam „bańka”, choćby na papierach PKO BP?

Akcje polskich banków nie są tanie, ale do historycznych rekordów jeszcze daleko, więc trudno mówić o „bańce”. Szczególnie w kontekście tak stabilnego i płynnego emitenta, jak PKO BP. W tym kontekście warto tylko zwrócić uwagę, jak kurs jego akcji będzie się zachowywał w momencie, gdy OFE – posiadające duży udział w akcjonariacie spółki – przekażą obligacje do ZUS. Już teraz akcje największego polskiego banku stanowią pomiędzy 4% a 5% portfela niektórych funduszy emerytalnych. Po oddaniu obligacji ich wartość może dojść nawet do 10% całości aktywów. Jak na OFE, to bardzo duży udział w jednej spółce.

A zatem możliwe jest, że OFE będą sprzedawać?

Istnieje takie ryzyko. Bacznie przyglądałbym się także ruchom ze strony Polskich Inwestycji Rozwojowych. Spółka ta otrzymała od Skarbu Państwa akcje trzech polskich gigantów – PKO BP, PGE i PZU. Udziały w jednej z nich najprawdopodobniej będzie musiała sprzedać, by pozyskać kapitał na inwestycje. Na pierwszy plan wysuwają się akcje albo PZU, albo PKO BP, co oznacza, że w najbliższym czasie może się pojawić zwiększona podaż akcji jednej z wymienionych spółek.

Przenieśmy się na chwilę za granicę. Czy niepokoje polityczne na Ukrainie mogą mieć przełożenie na polski rynek?

Raczej nie. Ukraina jest naszym sąsiadem, ale jej związki kapitałowe, gospodarcze i polityczne z Polską są dość słabe. Dlatego wpływu na polskie PKB czy walutę, a docelowo na polski rynek, nie należy oczekiwać. W razie negatywnego rozwoju sytuacji na Ukrainie ucierpieć mogą co najwyżej tamtejsze spółki notowane na GPW, np. Kernel, Astarta czy Agroton.

Na koniec wróćmy jeszcze do Polski. Czy początek roku przyniósł nowe, dodatkowe okoliczności, które wpłynęłyby na postrzeganie perspektyw polskiego rynku akcji przez Union Investment TFI?

Jak dotąd nie pojawiły się żadne przesłanki, które burzyłyby obstawiany przez nas scenariusz rozwoju sytuacji na polskiej giełdzie. Perspektywy rysujące się przed polską gospodarką, a co za tym idzie za polskimi aktywami, są dobre, a na poprawę wskazuje także optymizm przedsiębiorców – część firm po okresie przestoju planuje w tym roku odważniej ruszyć z inwestycjami.

Jak do tych prognoz mają się ostatnie spadki na giełdzie i kolejne ograniczenia skali programu QE3?

Rzeczywiście, w ostatnich dniach indeksy warszawskiego parkietu tracą, podobnie jak większość giełd na świecie. Rynki wprawdzie oczekują dalszego stopniowego wycofywania się Fed z QE3, ale to głównie wysokie poziomy indeksów giełdowych w USA oraz słabsze dane z rynku pracy wywołały korektę. W naszym odczuciu nie powinna być ona głęboka, a obawy inwestorów związane z zakończeniem procesu skupu aktywów są przesadzone.

Abstrahując jednak od krótkoterminowych czynników ryzyka, cały rok ma szansę być umiarkowanie dobry dla warszawskiej giełdy, a przede wszystkim dla wybranych spółek. Kluczem do zwiększenia zysków będzie dobra selekcja, szczególnie spośród mniejszych firm, które mogą skorzystać na ożywieniu gospodarczym.

Sytuacja po pierwszych tygodniach 2014 na rynku obligacji

O sytuacji na rynku obligacji opowiada Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Za nami pierwsze tygodnie nowego roku. Jak upłynęły na światowych rynkach obligacji?

Na rynku długu od początku roku obserwujemy duży rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistym zachowaniem rynków. Wszyscy zakładali, że rentowności obligacji na świecie będą szły do góry. Taki scenariusz jednak nie do końca się realizuje – przez znaczną część stycznia obserwowaliśmy spadek rentowności m.in. amerykańskich i niemieckich papierów skarbowych. Początek zeszłego tygodnia przyniósł ruch w przeciwną stronę, ale już w drugiej części tygodnia popyt na obligacje powrócił.

Jak na tym tle wypadła Polska?

Również w Polsce sytuacja prezentowała się nieźle. Sukcesem zakończył się przetarg obligacji skarbowych. Ministerstwo Finansów sprzedało inwestorom papiery o rekordowej wartości ponad 12 mld zł, dzięki czemu sfinansowało ponad 50% potrzeb pożyczkowych na ten rok. Wśród kupujących najprawdopodobniej znaleźli się także inwestorzy zagraniczni, dla których polskie obligacje prezentują się relatywnie dobrze.

Czy przekazanie obligacji przez OFE do ZUS może mieć wpływ na rynek długu?

Obligacje znajdujące się w portfelach OFE będą przenoszone do ZUS po cenie rynkowej nie niższej niż na 3 września 2013 r. To jednak oznacza, że im wyższe okażą się ceny obligacji w dniu przekazania, tym mniej aktywów OFE będą musiały finalnie oddać. W najbliższych dniach możemy więc obserwować podwyższoną zmienność na rynku.

Pojawiają się głosy, że z uwagi na wzrost gospodarczy Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe szybciej, niż dotąd planowała.

Rzeczywiście, większość członków Rady Polityki Pieniężnej mówi ostatnio dość zdecydowanie, że już w tym roku należałoby podnieść stopy procentowe. Ich zdaniem obecny poziom stóp jest zbyt niski, dlatego nie używają w tym kontekście pojęcia „zacieśnianie polityki pieniężnej”, tylko „powrót do normalności”. Obecnie jest jednak za wcześnie, aby upatrywać w tych wypowiedziach realnych zagrożeń dla polskiego rynku długu, w tym dla wyników funduszy obligacji.

Jak kreatywnie szukać pracy?

Poszukiwanie pracy przyprawia o ból głowy coraz więcej młodych osób. Dotychczasowe zasady standardowego CV i listu motywacyjnego odeszły w wielu branżach do lamusa. Aby być zauważonym, trzeba udowodnić już na etapie rekrutacji, że jest się osobą kreatywną. Takie działania pozwolą nam wyróżnić się z tłumu kandydatów i zainteresować potencjalnego pracodawcę. Jak to jednak zrobić?

Kilka lat temu, kreatywnym sposobem poszukiwania pracy wyróżnił się Łukasz Jakóbiak, który przed siedzibą wymarzonego pracodawcy wywiesił billboard o wymiarach 3×6 metrów z CV i listem motywacyjnym. Niestety pomysłodawca nie otrzymał pracy w wymarzonej firmie, jednak dostał setki innych propozycji pracy od agencji PR, doradców finansowych, czy agencji koncertowych. Obecnie prowadzi internetowy talk-show „20m2 Łukasza” i udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Innym przykładem może być historia Kariny Gos, która do znalezienia pracy wykorzystała aplikację Foursquare, która śledzi lokalizację użytkownika i pozwala na meldunki z miejsca aktualnego pobytu. Karina codziennie przed godz. 9 rano meldowała się w wybranych firmach, dodając do meldunku specjalne grafiki, różniące się w każdym z odwiedzonych miejsc. Dodatkowo wykorzystała system odznak i wyzwań dostępny w aplikacji, dodając do każdej z grafik informację „Brakuje Ci 1 rozmowy, aby zdobyć odznakę Nowy Kreatywny. Zadzwoń: numer telefonu”. W branży została szybko zauważona i otrzymała stanowisko copywritera w VML Poland.

Do niecodziennych sposobów poszukiwania pracy można również zaliczyć Video CV. Popularne vCV pozwoli ocenić rekruterowi nie tylko umiejętności zawodowe, ale przede wszystkim osobowość i umiejętność autoprezentacji kandydata. Warto przy tym pamiętać, że profesjonalne vCV nie może być zbyt długie (1-3 minut) i powinno pokazywać, co możemy zrobić dla firmy, do której aplikujemy.

Każda z tych form ma ogromny potencjał, jednak często też niesie ze sobą spore ryzyko – twierdzi Bartłomiej Pałacki, Social Media Manager GRUPA365NET – Efekt wykorzystania nietypowych form szukania pracy zależy przede wszystkim nie tyle od formy, ale również treści samego ogłoszenia. Pamiętajmy, że aby komunikacja była skuteczna, musi za nią iść szczerość i kompetencja, inaczej cały nasz wysiłek pójdzie na marne, a misterna strategia rozsypie się jak domek z kart – dodaje.

Komentarz Głównego Ekonomisty PZU nt. PKB w 2013 r.

Według wstępnego szacunku GUS, PKB w Polsce wzrósł w 2013 r. o 1,6%. To zaskakująco dobry wynik. Powszechnie spodziewano się wzrostu o 1,5%, a jeszcze kilka miesięcy temu konsens prognoz kształtował się na poziomie 1,3-1,4%.

GUS podał jedynie ogólne szacunki wzrostu PKB za cały rok. Dysponując tą informacją i przyjmując robocze założenie, że nie zmieniono wcześniejszych danych za pierwsze trzy kwartały 2013 r., można pokusić się o przybliżenie dynamiki PKB w ostatnim kwartale 2014 r. To właśnie możliwość oceny tego co działo się ze wzrostem gospodarczym w ostatnich miesiącach minionego roku jest tu najbardziej interesująca.

Przy tych założeniach, dynamika PKB w IV kw. sięgnęła co najmniej 2,8% r/r. Po publikacji grudniowych danych o aktywności gospodarczej wydawało się, że będzie raczej bliska 2,5% r/r. Tak jak można się było spodziewać, stopniowo ożywa popyt krajowy. Zauważalnie wyższe w stosunku do III kw. 2013 r. (i najwyższe od I kw. 2012 r.) było zarówno tempo wzrostu konsumpcji indywidualnej, jak i inwestycji w środki trwałe. Stopniowego ożywienia konsumpcji należało oczekiwać wobec wzrostu realnych dochodów i symptomów poprawy na rynku pracy. Skala przyspieszenia wzrostu konsumpcji w IV kw. mogła jednak pozytywnie zaskoczyć. Ważne, że po kilku słabych kwartałach formuje się tendencja wzrostu inwestycji. Może to świadczyć o przełamywaniu poczucia niepewności w przedsiębiorstwach.

Z tych orientacyjnych szacunków wynika również, że skala pozytywnego wpływu eksportu netto na dynamikę PKB była w IV kw. wyższa niż w III kw. Niezbyt to współgra z danymi NBP o obrotach handlowych z ostatnich miesięcy, gdzie dynamika importu dogania stopniowo tempo wzrostu eksportu.

Podsumujmy zatem. Wzrost PKB w ostatnich miesiącach 2013 r. wyraźnie przyspieszył. Rośnie konsumpcja i – co ważne dla trwałości ożywienia – także inwestycje. Do tego ostatnio publikowane badania koniunktury wskazują na kontynuację przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego w pierwszych miesiącach 2014 r. W tych warunkach możliwe jest osiągnięcie wyższego niż 3% wzrostu PKB w 2014 r.

Ryzyko utraty reputacji największym zagrożeniem dla firmy

Reputacja firmy i groźba jej utraty to według 40 proc. przedstawicieli dużych przedsiębiorstw na całym świecie najważniejszy czynnik wpływający na ryzyko długookresowe firmy. Jeszcze trzy lata temu ryzyko reputacji znajdowało się na trzecim miejscu, ustępując miejsca marce i trendom gospodarczym. Na podniesienie rangi tego zjawiska wpłynął przede wszystkim szybki rozwój mediów społecznościowych, które według badanych mają największe oddziaływanie na przyjętą strategię biznesową w obszarze zarządzania ryzykiem. To najważniejsze wnioski płynące z globalnego raportu „Exploring Strategic Risk” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

W badaniu Deloitte (przeprowadzonym we współpracy z Forbes Insights) wzięło udział ponad trzystu respondentów z dużych przedsiębiorstw z obu Ameryk, Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki oraz regionu Azji i Pacyfiku. Wśród ankietowanych znaleźli się przede wszystkim przedstawiciele kadry kierowniczej wyższego szczebla, członkowie zarządu oraz dyrektorzy ds. ryzyka. Ich firmy działają w sektorze dóbr konsumpcyjnych, medycznym i farmaceutycznym, TMT (technologia, media, telekomunikacja), energetycznym i finansowym.

„Jeszcze trzy lata temu możliwość utraty reputacji znajdowała się na trzecim miejscu w rankingu czynników ryzyka strategicznego, uzyskując 26 proc. Obecnie jest to o 14 pp. więcej. W niektórych badanych branżach ryzyko utraty reputacji znalazło się na czołowej pozycji rankingu, mimo że w 2010 roku nie było uwzględniane nawet w pierwszej piątce najistotniejszych możliwych zagrożeń. W sektorze energetycznym i surowcowym reputacja znajdowała się dopiero na jedenastym miejscu w rankingu czynników ryzyka strategicznego, by teraz awansować na pozycję numer jeden” – wyjaśnia Szymon Urbanowicz, Dyrektor w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

O tym, że ryzyko utraty reputacji stało się ważne dla przedstawicieli kadry kierowniczej świadczy fakt, że uznają oni media społecznościowe za najistotniejszy czynnik zakłócający i stanowiący zagrożenie dla przyjętego modelu biznesowego. Prawie połowa respondentów (47 proc.) uważa, że social media stanowi większe zagrożenie niż inne technologie, m.in. narzędzia analityczne (44 proc.), aplikacje mobilne (40 proc.), cloud computing (38 proc.) czy cyberataki (36 proc.). Na całym świecie można znaleźć przykłady firm, których reputacja została nadszarpnięta w związku z negatywnym odbiorem ich działalności przez użytkowników portali typu Facebook czy Twitter. Nie bez znaczenia jest to, że czas rozpowszechniania negatywnych informacji znacznie się skrócił, a ich zasięg znacznie się powiększył. W trudnych warunkach gospodarczych i w środowisku, w którym technologia może poza korzyściami stanowić również realne zagrożenie dla przyjętego modelu biznesowego, troska o dobre imię firmy stanowi zasadniczy cel zarządzania ryzykiem strategicznym.

Te trudne czasy spowodowały także, że kadra kierownicza poświęca kwestiom zarządzania ryzykiem strategicznym coraz więcej uwagi, zwiększając jednocześnie liczbę inwestycji w tym zakresie. Ponad 80 proc. ankietowanych twierdzi, że w ich firmach podejmuje się jasno sprecyzowane działania mające na celu zarządzanie ryzykiem strategicznym, a zakres realizowanych procedur nie ogranicza się już tylko do jego tradycyjnych obszarów, takich jak ryzyko operacyjne, finansowe czy ryzyko zgodności.

W dalszym ciągu konieczne jest jednak powiązanie procesu zarządzania ryzykiem strategicznym z przyjętą strategią – tylko 13 proc. respondentów przyznaje, że wdrożony w ich przedsiębiorstwach program zarządzania ryzykiem „bardzo dobrze” wspiera strategię biznesową firmy. W ten proces zaangażowani są coraz częściej członkowie zarządu i kadra kierownicza.

Według dwóch trzecich badanych nadzór nad procesem zarządzania ryzykiem strategicznym sprawuje dyrektor generalny, zarząd lub komitet ds. zarządzania ryzykiem. Biorąc pod uwagę podział geograficzny lub branżowy można dostrzec jednak istotne różnice. Zaledwie 9 proc. ankietowanych z Europy twierdzi, że odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem strategicznym spoczywa głównie na dyrektorach generalnych (w porównaniu z 23 proc. w skali globalnej). Analogicznie wygląda sytuacja w energetyce, gdzie tylko 10 proc. dyrektorów generalnych ponosi odpowiedzialność za ten proces, podczas gdy w sektorze technologicznym jest to aż 33 proc.

„Najistotniejszy jest jednak fakt, że odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem strategicznym ponosi w pierwszej kolejności dyrektor generalny oraz członkowie zarządu, co potwierdza, że problem ryzyka strategicznego jest rozpatrywany na najwyższym szczeblu organizacji” – tłumaczy Jacek Kuchenbeker, Starszy Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Według 61 proc. respondentów przyjęte w ich firmach programy zarządzania ryzykiem wspierają proces tworzenia i realizacji strategii biznesowej w stopniu co najmniej zadowalającym. Jednak zaledwie 13 proc. ankietowanych przyznaje tym programom maksymalną liczbę punktów. Gorsze wyniki pod tym względem odnotowano w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Na pytanie, w jakie aktywa o znaczeniu strategicznym inwestuje się w celu zminimalizowania ryzyka strategicznego, 47 proc. respondentów odpowiedziało, że przede wszystkim w kapitał ludzki, 32 proc. – w markę i reputację, a 26 proc. – w bazę klientów.

Model biznesowy stanowi obok reputacji czynnik ryzyka strategicznego o największym znaczeniu. Prognozuje się, że taka sytuacja nie zmieni się również w 2016 r. Jednak za trzy lata jako czynnik, które będzie miał największe znaczenie w zarządzaniu ryzykiem badani wskazali trendy gospodarcze.

„Tradycyjne podejście do zarządzania ryzykiem polegało dotąd na koncentrowaniu się na wskaźnikach finansowych i otoczeniu regulacyjnym. W obecnej, szybko zmieniającej się rzeczywistości to już nie wystarczy. Trzeba brać pod uwagę mnóstwo innych czynników, jak choćby opinie klientów, kontrahentów, mediów czy pracowników. Nie ma wątpliwości, że zarządzanie ryzykiem na dobre zagościło na liście priorytetów kadry zarządzającej na całym świecie. Zmieniać się będą jedynie czynniki, które na nie wpływają” – podsumowuje Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Konsorcjum PGP, InPostu i Ruchu w lutym zacznie testować elektroniczne potwierdzenie odbioru. Rok przed Pocztą Polską

CEO Magazyn Polska

Konsorcjum Polskiej Grupy Pocztowej, InPostu i Ruchu rusza w lutym z testami elektronicznego potwierdzenia odbioru. Testy rozpoczną się w Białymstoku. Usługa ta będzie szczególnie użyteczna przy realizacji dostaw przesyłek z sądów i prokuratur, które od prawie miesiąca realizuje Polska Grupa Pocztowa razem z InPostem i Ruchem.

 – Największy projekt, czyli wprowadzenie elektronicznego potwierdzenia odbioru, w Poczcie Polskiej ma być wdrażany w czerwcu 2015 roku. My już w lutym zaczynamy testy w Białymstoku. To pokazuje jak operatorzy prywatni, mimo trudności związanych z otoczką społeczną i medialną, są w stanie jednak realizować swój plan szybko i skutecznie, mam nadzieję, że również przy współpracy z ministerstwem – podkreśla Rafał Brzoska, prezes zarządu Grupy Integer, do której należy InPost.

Do tej pory konsorcjum firm dostarczyło już łącznie ze zwrotami ponad 3,7 mln przesyłek z sądów i prokuratur (czyli 7,1 mln jednostek wraz z ZPO). Jak zaznacza Brzoska, skala reklamacji przy realizacji tego typu przesyłek wynosi zaledwie ułamek promila. PGP wprowadziło też pewne udogodnienia, udostępniając sporo placówek czynnych w weekendy oraz wieczorami. 

 – Kluczem jest jak najdłuższa dostępność sieci do odbioru przesyłek awizowanych. W tej chwili sieć udostępniona przez nas w 78 proc. czynna jest w soboty i w 10 proc. w niedziele. Poczta Polska udostępnia tylko 18 proc. placówek w sobotę i 2 proc. w niedzielę. Liczba placówek otwartych do późnych godzin wieczornych czterokrotnie przewyższa liczbę placówek Poczty Polskiej – podkreśla Brzoska.

Kontrowersje budzi fakt, że przesyłki często są dostarczane do kiosków czy nawet sklepów spożywczych. Prezes Grupy Integer zapewnia jednak, że wszyscy pracownicy są odpowiednio szkoleni, a szeroka sieć placówek wpływa na większą ich dostępność. 

 – Mitem jest, że wyłącznie pracownik Poczty Polskiej ma status urzędnika, który może zajmować się korespondencją. Każdy operator pocztowy zarejestrowany w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej ma status operatora, który może zajmować się obsługą korespondencji, również najbardziej wrażliwej. Pracownicy są szkoleni do tego celu również w punktach agencyjnych Ruchu – zapewnia Brzoska.

Według niego Polacy przekonają się do usług PGP dzięki oferowanym im udogodnieniom. Działa już infolinia dla osób niepełnosprawnych, dzięki której osoby te mogą umówić się na indywidualne doręczenie korespondencji. Duże znaczenie ma również liczba placówek. Dwa tygodnie temu spółka zadecydowała o uruchomieniu kolejnych 2,5 tys. placówek. I chociaż Poczta Polska od ponad roku odmawia odpłatnego udostępnienia własnych placówek operatorom prywatnym, niedługo sieć PGP osiągnie 10 tys. placówek, czyli ponad 2000 punktów więcej niż sieć Poczty. Brzoska zapewnia, że nowe placówki znajdą się tam, skąd obecnie napływa najwięcej sygnałów.

Dodaje, że zmiana dostawcy oznacza też ułatwienia dla sądów i prawników. W sądach wdrażany jest już system informatyczny, który przyspieszy obieg korespondencji oraz ułatwi pracę i przygotowanie przesyłek w kancelariach sądów. Grupa Integer chce również jak najszybciej podjąć rozmowy z okręgowymi izbami radców prawnych i Naczelną Radą Adwokacką o wdrożeniu oprogramowania, które pozwoli śledzić przesyłki. Po jego instalacji pełnomocnicy będą mogli łatwo sprawdzić, czy przesyłka została nadana i kiedy mogą się jej spodziewać. Nie będą konieczne telefony do kancelarii i skomplikowane procedury.

Dwuletni kontrakt na dostarczanie listów z sądów i prokuratur jest warty nawet 500 mln zł. W jego trakcie PGP ma dostarczyć ok. 100 mln przesyłek, czyli ponad 4 mln miesięcznie.

Rekomendacje w sprawie zmian w finansowaniu polskiego sportu

CEO Magazyn Polska

Od dziesięciu miesięcy zespoły eksperckie pracują przy Okrągłym Stole Polskiego Sportu nad planem zmian, które mają poprawić organizację i finansowanie sportu w Polsce. Najważniejsze wnioski i rekomendacje zostaną oficjalnie przekazane premierowi po Igrzyskach Olimpijskich w Soczi.

 W tej chwili poszczególne zespoły formułują najbardziej konkretne wnioski, które zostaną przedstawione na kolejnych obradach okrągłego stołu po Igrzyskach Olimpijskich w Soczi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Krzesiński, sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego. – Jeśli okrągły stół zgodzi się z tymi wnioskami, zostaną one przedstawione wszystkim instytucjom, wszystkim ciałom, od których zależy to, na jakim poziomie i w jakich realiach funkcjonuje polski sport. Mam tu na myśli zarówno rząd, jak i parlament oraz samorządy.

Inicjatywa ma na celu wymianę idei i zbudowanie podstaw długoterminowej strategii poprawy sytuacji w polskim sporcie zawodowym i amatorskim. Pierwsze obrady Okrągłego Stołu Polskiego Sportu odbyły się w marcu 2013 roku. Powołano trzy zespoły eksperckie: ds. finansowania sportu, strategii i legislacji, które przez 10 ostatnich miesięcy pracowały nad szczegółowymi rozwiązaniami prawnymi i organizacyjnymi. Zdaniem Adama Krzesińskiego ich rekomendacje będą stanowić esencję wiedzy, spostrzeżeń i wniosków na temat polskiego sportu.

 – Wszyscy będą mogli się zapoznać z głosem wielu środowisk, który będzie przedstawiał oczekiwania polskiego środowiska sportowego, oparte na wiedzy, doświadczeniu i obserwacji również środowisk pozasportowych – biznesu, kultury i świata polityki – podkreśla Adam Krzesiński.

Beata Mońka, prezes Gremi Business Communication, podkreśla, że wspólnym celem uczestników wielkiej debaty o sporcie jest przede wszystkim określenie długofalowej strategii.

 – Chodzi o sformułowanie nie tylko strategii rozwoju, lecz także promocji sportu w Polsce. Po drugie konsekwentne wdrożenie tej strategii, biorąc pod uwagę liczbę środowisk, czyli Polski Komitet Olimpijski, środowisko sportowe, środowisko biznesowe, środowisko polityków, jak również media – przekonuje Beata Mońka.

Krzesiński uważa, że inicjatywa Jana Kulczyka, (przewodniczącego Rady Patronów PKOl) może istotnie przełożyć się na poprawę jakości polskiego sportu – nie tylko wyczynowego, czego odzwierciedleniem mogą być sukcesy sportowców, lecz także sportu powszechnego, uprawianego przez dzieci i młodzież.

 – Pracy jest bardzo dużo. Ważna jest przede wszystkim konsekwencja w jej wdrażaniu, po to, żebyśmy mogli być dumni z osiągnięć naszych polskich sportowców, na koniec dnia promować Polskę w Polsce i za granicą – podkreśla Mońka.

Na wynajem mieszkań z rządową dopłatą trzeba będzie poczekać. Na razie trwają przygotowania formalne

CEO Magazyn Polska

Fundusz Mieszkań na Wynajem, który powstaje przy Banku Gospodarstwa Krajowego, rozpocznie działalność na przełomie I i II kwartału tego roku. Pojawienie się pierwszych ofert wynajmu zależy od tego, jak szybko znajdą się na rynku odpowiednie inwestycje. Powstały już podmioty w ramach BGK, które będą zajmować się działalnością inwestycyjną oraz zarządzaniem nieruchomościami. Wszystkie działania związane z bieżącą obsługą budynków i najemców przejmą firmy zewnętrzne na zasadach outsourcingu. 

 – W połowie grudnia powstała spółka BGK Nieruchomości, która będzie zarządzać aktywami funduszy. Powstał też TFI BGK. Złożyliśmy już do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o wydanie zezwolenia na prowadzenie działalności jako towarzystwo funduszy inwestycyjnych mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kuszewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Kapitałowych Banku Gospodarstwa Krajowego.

Jak wyjaśnia, ta część inicjatywy Funduszu Mieszkań na Wynajem ma się skoncentrować na działalności inwestycyjnej – wyszukiwać odpowiednie budynki i kupować je po przeanalizowaniu opłacalności inwestycji.

 – W tej chwili spółka BGK Nieruchomości przygotowuje się do działalności operacyjnej – mówi Kuszewski. – Wierzymy, że Fundusz Mieszkań na Wynajem powstanie na przełomie pierwszego i drugiego kwartału tego roku. Wydanie zezwolenia przez Komisję Nadzoru Finansowego dla TFI BGK nie jest istotne dla tego procesu, bo zawsze można taki fundusz w formie funduszu inwestycyjnego zamkniętego, aktywów publicznych założyć w innym TFI, a potem tylko w momencie uzyskania zezwolenia przez nasze TFI ten fundusz przekazać.

Wszystkie pozostałe czynności związane z serwisowaniem nieruchomości, obsługą najemców i innymi tego typu działaniami będą zlecane wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym.

 – Zapewnimy standard umowy najmu w formule najmu okazjonalnego, balansujący we właściwy sposób obowiązki najemcy i jego korzyści dla oraz zabezpieczający interesy właściciela nieruchomości  podkreśla rozmówca Newserii Biznes i wyjaśnia, że procedura wynajmu nie będzie odbiegała od innych tego typu transakcji na rynku. – Kiedy ktoś znajdzie lokal, który go zainteresuje, będziemy weryfikowali zdolność do płacenia czynszu. Osoba, która będzie posiadała taką zdolność, będzie opłacała kaucję, a potem odbierała klucz.

O terminie, w którym dostępne będą lokale do wynajęcia w ramach funduszu, trudno na razie mówić. Jak wyjaśnia Kuszewski, najpierw trzeba będzie znaleźć odpowiednie budynki, które będą w całości na sprzedaż i będą spełniały wymagania inwestora.

 – To niestety nie jest pietruszka i nie rośnie na grządce. Jeżeli uda nam się znaleźć gotowe, całe budynki, które będziemy mogli kupić, to oczywiście rozważymy taką możliwość, przeanalizujemy, wykonamy odpowiednie badanie pod kątem opłacalności tych inwestycji. Jeżeli się okaże, że nie ma takich budynków, to będziemy musieli poczekać, aż one powstaną i będą zgodne z naszymi standardami – zapewnia dyrektor.

PKP Energetyka wyda 1 mld zł na modernizację zasilania kolei

CEO Magazyn Polska

PKP Energetyka wyda łącznie ponad 1 mld zł na modernizację sieci trakcyjnej w ramach projektu modernizacji układów zasilania. Połowę tej kwoty spółka pozyska poprzez obligacje. Do końca 2015 r. ponad 100 obiektów zasilania zostanie zmodernizowanych lub wybudowanych od nowa. W tym roku zakończy się modernizacja 40 stacji, co pozwoli na wprowadzenie szybkich pociągów Pendolino.

 – Modernizacja układów zasilania jest nieodłącznym elementem modernizacji linii kolejowej. Jeżeli zamierzamy zwiększyć prędkość, puścić pociągi w mniejszych odstępach czasu, oznacza to pewne wymagania dla układu zasilania – wyjaśnia agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Besztak, dyrektor ds. eksploatacji i rozwoju sieci w PKP Energetyka. – W ramach projektu modernizacji układów zasilania (MUZa) zamierzamy do końca 2015 roku zmodernizować lub zbudować od podstaw ponad 100 obiektów zasilania, czyli podstacji trakcyjnych i kabli.

Program inwestycyjny warty ponad 1 mld zł rozpoczął się już w ubiegłym roku. Do końca 2013 r. zmodernizowano 21 obiektów. W tym roku harmonogram przewiduje modernizację kolejnych 40, a cały program zakończy się do grudnia 2015 r.

Środki na inwestycje w połowie pochodzą z obligacji. W październiku 2013 r. spółka podpisała umowę z ING Bankiem Śląskim oraz Bankiem Gospodarstwa Krajowego na emisję obligacji o wartości 500 mln zł. Reszta środków pochodzi z bieżącej działalności spółki oraz z opłat za przyłączenie, płaconych przez PKP Polskie Linie Kolejowe.

Besztak podkreśla, że przeprowadzone modernizacje umożliwią zwiększenie prędkości pociągów, a także wprowadzenie do eksploatacji Pendolino.

 – Po linii kolejowej, jeżeli jest zwiększona prędkość, poruszają się pociągi o większych mocach. Dlatego potrzebna jest większa moc, którą musimy dostarczyć z układów zasilania. Należy zwrócić uwagę, że modernizacja układów zasilania jest robiona nie tylko pod pociągi Pendolino. Robimy ją na kolejnych kilkadziesiąt lat do przodu, bo taki jest mniej więcej czas życia infrastruktury – podkreśla Besztak.

Dzięki inwestycjom moc układów zasilania zwiększy się około dwukrotnie. Powstaną nowe linie zasilające, nowe systemy rozdzielania średniego i wysokiego napięcia, a także systemy rozdzielania prądu stałego 3 kV, który zasila polską trakcję kolejową.

Besztak zapewnia, że ze strony PKP Energetyka nie będzie żadnych opóźnień lub zmian harmonogramu, które mogłyby wpłynąć na planowane na grudzień 2014 r. wprowadzenie do eksploatacji pociągów Pendolino. Już testy szybkich pociągów, w trakcie których osiągnięto rekordową prędkość 293 km/h, pokazały, że zasilanie nie będzie problemem.

 – Poza projektem MUZa PKP Energetyka jest operatorem systemu dystrybucyjnego. W związku z tym mamy cały szereg innych wymagań, między innymi związanych z zapewnieniem odpowiedniego zasilania naszym pozostałym odbiorcom, przyłączaniem nowych odbiorców, dbaniem o to, by awaryjność była na stosunkowo niskim poziomie – podkreśla Besztak.

Chorwacja planuje podnieść standard usług turystycznych. Branża ta stanowi już 15 proc. chorwackiego PKB

CEO Magazyn Polska

Ponad 12 mln turystów odwiedziło w ubiegłym roku Chorwację. Turystyka ma ok. 15-procentowy udział w PKB. Dlatego chorwackie władze stawiają na podnoszenie standardu usług, a także chcą ułatwić procedury otrzymywania wizy dla turystów z Rosji czy Turcji.

 W ubiegłym roku Chorwację odwiedziło 12 mln turystów. To prawie trzykrotnie więcej niż liczba mieszkańców tego kraju, która wynosi 4,5 miliona – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Szczęsny, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Co roku turystów przybywa – najliczniej odwiedzają ten kraj Niemcy, Słoweńcy i Austriacy. Jest też coraz popularniejsza wśród Polaków – w ubiegłym roku do Chorwacji pojechało prawie 680 tys. turystów z Polski – o 17,5 proc. więcej niż w 2012 roku.

Na wejściu Chorwacji do Unii Europejskiej ucierpieli turyści z Ukrainy, Rosji, Bośni i Hercegowiny oraz Turcji, którzy od 1 lipca 2013 roku potrzebują wizy na wjazd do tego kraju. Tylko w lipcu liczba przyjeżdżających do Dubrownika turystów z Rosji i Turcji spadła o 35 proc. Dlatego rząd zapowiedział ułatwienie i skrócenie procedur wizowych.

Turystyka staje się jedną z najważniejszych dziedzin życia gospodarczego – stanowi ok. 15 proc. chorwackiego PKB. W 2012 r. przychody z turystyki wyniosły 6,83 mld euro, a w okresie pierwszych ośmiu miesięcy 2013 r., według szacunków ministerstwa turystyki, były one o 11 proc. wyższe niż w odpowiednim okresie 2012 r.

 – W chorwackiej turystyce zatrudnionych jest około miliona osób, to znaczy, że co czwarty Chorwat znajduje zatrudnienie w turystyce. Dlatego Chorwacja stawia na tę branżę, a Unia z pewnością przyczyni się do tego, bo Chorwaci otrzymają mnóstwo pieniędzy z UE, które będą inwestowane w turystykę. Pieniądze będą trafiały do średnich i małych przedsiębiorstw, takich do 50 mln euro obrotu – mówi Krystyna Szczęsny.

Jej zdaniem, władze chorwackie zauważyły, że aby przyciągnąć turystów, nie wystarczą piękne widoki i sprzyjający klimat, chcą więc podnosić standard usług.

 – Rząd chorwacki chciałby, aby ten kraj był destynacją czterogwiazdkową, choć to nie wszystkim się podoba, gdyż część osób obawia się, że nie wszystkich będzie już stać na wakacje w tym kraju. Jednak choć w szczycie sezonu ceny będą z pewnością wysokie, to przed i po sezonie będą spadały, co pozwoli skorzystać z turystyki większej liczbie ludzi – twierdzi Krystyna Szczęsny.

Choć powierzchnia Chorwacji to jedynie 56 tysięcy kilometrów kwadratowych, to w kraju można wyróżnić aż trzy sfery klimatyczne. To sprawia, że kraj ten jest atrakcyjny nie tylko latem, dla spragnionych słońca turystów, lecz także zimą, dla miłośników sportów zimowych, bo w części centralnej często występują obfite opady śniegu.

Nowy tygodnik prawno-ekonomiczny wchodzi na rynek. Również w darmowej wersji online

CEO Magazyn Polska

W poniedziałek ukaże się pierwsze wydanie „Tygodnika Biznes i Prawo”. Będzie to pierwsze czasopismo prawno-ekonomiczne z dominującym bezpłatnym e-wydaniem, ale do kupienia również w wersji tradycyjnej. Taki model biznesowy ma być odpowiedzią na potrzeby czytelników, którzy szukają specjalistycznych treści przede wszystkim w formie elektronicznej.

 – Obserwujemy odpływ czytelników od prasy codziennej, szczególnie od prasy specjalistycznej, od tematyki prawnej i biznesowej, której zresztą w prasie biznesowej jest coraz mniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Kutarba, redaktor naczelny „Tygodnika Biznes i Prawo”.

Nakład wersji papierowej ma wynieść 5 tys. egzemplarzy, a w formie elektronicznej ma być dystrybuowany do 550 tys. odbiorców. Twórcy pisma podkreślają, że dominujące ma być e-wydanie.

W ocenie redaktora naczelnego „Tygodnika Biznes i Prawo” menedżerowie, prawnicy oraz inni adresaci czasopisma coraz częściej szukają specjalistycznych treści w internecie. Podobny trend widać na całym świecie. Kutarba zwraca uwagę na „Financial Times” i „The Wall Street Journal”, dwa dzienniki specjalizujące się w tematyce biznesowej, które skutecznie zachęcają czytelników do czytania wydań elektronicznych.

 – To jest kierunek, w którym prasa będzie zmierzała. To oczywiście nie oznacza, że papier umrze, ale podstawowym kanałem będzie jednak kanał elektroniczny. Częściej będziemy widzieć osoby, które czytają prasę na tabletach, komórkach, które mają coraz czytelniejsze ekrany, ułatwiające docieranie do treści w takiej formie, jaką zapewniała prasa tradycyjna, papierowa. A coraz rzadziej będziemy widzieli pasjonatów, czytających wydania papierowe – ocenia Kutarba.

Odpowiedzią na ten trend ma być właśnie forma wydawania „Tygodnika Biznes i Prawo”. Tytuł ten będzie uzupełnieniem płatnych, profesjonalnych czasopism wydawnictwa Wiedza i Praktyka.

Kutarba przekonuje, że nowocześni czytelnicy traktują wydania papierowe raczej jako dodatek, dlatego właśnie ta wersja będzie płatna. Bezpłatna wersja elektroniczna ma nie tylko być bonusem dla stałych czytelników, lecz także zachęcić nowych. 

Wśród felietonistów tytułu znajdą się m.in.: Wiktor Legowicz, znany dziennikarz ekonomiczny Programu III Polskiego Radia, Jarosław Neneman, były wiceminister finansów, oraz Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

 – Przede wszystkim zależy nam na czytelnikach biznesowych, na profesjonalistach obsługujących biznes, na urzędnikach, czyli na tych wszystkich osobach, które mają największy wpływ na to, jak wygląda w Polsce legislacja, jak działa biznes, jak działa gospodarka, czyli de facto wpływają na to, jak i my funkcjonujemy w społeczeństwie – mówi Kutarba.

Prezes Dow Polska: Branża chemiczna będzie rosła

Przemysł chemiczny zatrudnia ponad 250 tysięcy Polaków. Dzięki poprawiającej się koniunkturze w kraju i na rynkach Europy Zachodniej branża rozwija się dynamicznie i zdaniem jej przedstawicieli tak też będzie w kolejnych latach. Planowane porozumienie USA-UE o wolnym handlu nie powinno tego zahamować.

Negocjacje w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (Transatlantic Trade and Investment Partnership – TTIP) mają zakończyć się w IV kwartale br., a dalsza liberalizacja handlu ma, zdaniem jej zwolenników, przyczynić się do wzrostu PKB i zatrudnienia.

 Już dzisiaj możemy sprowadzać produkty z Ameryki, Azji czy z innych kontynentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Stankiewicz, prezes Dow Polska. – Firmy chemiczne są często firmami globalnymi, które mają swoje jednostki produkcyjne na wielu kontynentach, więc w zasadzie wolny rynek jest już teraz. Moim zdaniem umowa transatlantycka nie będzie miała dla nas jakichś gigantycznych konsekwencji.

Odmienne zdanie w tej sprawie wyraził niedawno Zenon Pokojski, wiceprezes zarządu Zakładów Azotowych „Puławy” SA z Grupy Azoty. Jego zdaniem umowa o wolnym handlu może zagrozić polskiemu i unijnemu przemysłowi chemicznemu z uwagi na spodziewane trudności w ochronie przed dumpingiem. Ponadto, według Pokojskiego, dzięki rewolucji łupkowej w USA Amerykanie mogą sprzedawać gaz znacznie taniej, co dodatkowo ułatwiają bardziej liberalne regulacje ekologiczne, a więc koszty produkcji są niższe niż w Europie.

Plany inwestycyjne

W 2014 r. Dow Chemical, czyli największa spółka chemiczna w USA, planuje skupić się na trzech najważniejszych projektach inwestycyjnych. Przede wszystkim chce kontynuować projekt inwestycyjny Sadara w Arabii Saudyjskiej. Zakłada także budowę potężnego i zintegrowanego kompleksu chemicznego, który będzie składał się z 26 fabryk o mocy produkcyjnej rzędu 3 mln ton rocznie. Produkowane mają być tam specjalistyczne chemikalia i tworzywa sztuczne. Pierwsze produkty mają powstać w drugiej połowie przyszłego roku, a pełna zdolność produkcyjna ma być osiągnięta w połowie 2016 r.

 Projekt ten wymaga miliardów dolarów – mówi prezes Dow Polska. – Kontynuujemy też dużą inwestycję budowy fabryk w Zatoce Meksykańskiej.

Konkurencyjność produkcji w tym regionie ma opierać się na wykorzystaniu amerykańskiego gazu łupkowego. W nowych fabrykach produkowane będą innowacyjne kauczuki i tworzywa.

 Są jeszcze inwestycje w badania i rozwój. Firma od lat czyni gigantyczne nakłady na ten cel. Tylko w 2011 roku było to 1,65 mld dolarów, w 2012 roku – podobna kwota. Co roku inwestujemy też w ulepszanie naszych produktów – zapewnia Robert Stankiewicz.

Dow Chemical opublikował w środę wyniki za IV kw. 2013 roku. Były lepsze od oczekiwań i od wyników z IV kwartału 2012 roku. Zysk na akcję wyniósł 65 centów wobec spodziewanych 43, a przychody osiągnęły 14,4 mld dolarów. Na sesji w dniu publikacji wyników spółka była trzecią najmocniej rosnącą firmą w indeksie S&P500 i zyskała prawie 4 procent.

EY: Pracownicy nie są zagrożeniem dla bezpieczeństwa danych firmowych

Pracownik przestał być największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa informacji w firmie. Dziś większym wyzwaniem dla działów IT w przedsiębiorstwach jest rozwój nowych technologii mobilnych i takie zjawiska, jak big data czy cloud computing. Firmy z roku na rok zwiększają swoje nakłady na ochronę wrażliwych danych.

Technologie mobilne stanowią dziś największe wyzwanie dla bezpieczeństwa informacji w firmach. Wiele przedsiębiorstw nie potrafi skutecznie chronić najbardziej wrażliwych danych.

 –  Co roku rosną wydatki na bezpieczeństwo. Są one przeznaczane zarówno na utrzymanie, jak i na rozwój innowacji  wyjaśnia Kazimierz Klonecki, partner EY.  Z drugiej strony luka pomiędzy tym, ile chcemy wydać, a tym, ile możemy utracić, cały czas niestety rośnie.

Z przeprowadzonego pod koniec ubiegłego roku badania firmy EY wynika, że do najczęściej wymienianych zagrożeń zalicza się te związane ze stosowaniem urządzeń mobilnych (45 proc. firm), korzystaniem z mediów społecznościowych (32 proc.), cloud computingiem (25 proc.). Na czwartym miejscu są działania niedbałych lub nieświadomych pracowników (24 proc.).

  W poprzednim roku kluczowym zagrożeniem był pracownik, który ma dostęp do informacji i do rozwiązań technicznych, które tę informację chronią mówi Klonecki. Teraz badanie pokazuje też, że pracownik jest istotny, ale dużo większym wyzwaniem są stosowane technologie. W tym roku wchodzą takie zjawiska, jak big data, cloud computing, który jest już od pewnego czasu na rynku, jak również inne, o których nawet dzisiaj jeszcze nie myślimy. One wygenerują coraz większe ryzyko, coraz większe problemy związane z ochroną tej informacji.

Świadomość polskich firm co do ryzyka, jakie wiąże się z utratą danych, z roku na rok wzrasta. Rosną też ich nakłady na ochronę informacji, ale to wcale nie oznacza, że jest ona skuteczna.

  Nie sztuką jest chronić całe przedsiębiorstwo, ale wtedy zabezpieczenia będą bardzo drogie, a po stronie zarządów też są jakieś ograniczenia. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby wiedzieć, jaką informację chcemy chronić, co jest dla nas kluczowe, by mechanizmy kontrolne i rozwiązania związane z bezpieczeństwem były dostosowane do tego, co jest w organizacji twierdzi Klonecki.

Ekspert zauważa, że wiele polskich firm korzysta z rozwiązań na światowym poziomie. To efekt tego, że wiele polskich firm inwestowało w tego rodzaju rozwiązania stosunkowo niedawno.

 Dzisiaj wiele spółek, instytucji finansowych, jak również regulatorów wymaga, żeby bezpieczeństwo było dyskutowane na poziomie zarządów. Oczywiście dalej są firmy małe, których nie stać na zabezpieczenia, albo które uważają, że nie mają informacji, która wymagałaby ochrony. Ale docelowo Polska jako element globalnej sieci musi stosować trendy, które są na świecie – podkreśla ekspert.

Zwraca uwagę na to, że zmienił się również model cyberprzestępczości. Dziś na informacje warte miliony polują dobrze zorganizowane grupy przestępcze, a nie hakerzy-amatorzy.

  Zmieniły się również metody i nakłady, które potencjalni przestępcy mogą wykorzystać do tego, by zagrozić bezpieczeństwu naszych klientów, instytucji, które chcą chronić informacje  wyjaśnia partner EY.

Konkurencyjność przemysłu unijnego i polskiego zagrożona. Obniża ją polityka klimatyczno-energetyczna UE

CEO Magazyn Polska

Zaostrzenie pakietu klimatyczno-energetycznego UE może okazać się zgubne dla polskiej gospodarki – ostrzegają eksperci KIG i apelują do rządu o dokładne obliczenie kosztów związanych z przyjęciem ambitnych celów pakietu. Rygorystyczne wymogi środowiskowe, choć możliwe do spełnienia, mogą znacząco obniżyć konkurencyjność całej UE.

 Realizacja pakietu 3×20 wpłynie negatywnie na konkurencyjność nie tylko polskiego, lecz także unijnego przemysłu, który już od kilku lat znacząco traci na konkurencyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Herbert Leopold Gabryś, były wiceminister przemysłu odpowiedzialny za energetykę i przewodniczący Komitetu ds. polityki klimatyczno-energetycznej przy KIG.

Przyjęty w grudniu 2008 r. pakiet klimatyczno-energetyczny 3×20 zakłada, że do 2020 r. państwa członkowskie zwiększą o 20 proc. efektywność energetyczną, osiągną 20-procentowy udział energii z odnawialnych źródeł i zmniejszą o 20 proc. emisję gazów cieplarnianych. Zdaniem Gabrysia cel ten zostanie prawdopodobnie osiągnięty przez Polskę i inne unijne kraje.

W ubiegłym tygodniu KE przyjęła propozycje zaostrzenia pakietu, m.in. zwiększenia udziału OZE do 27 proc. oraz wprowadzenia nakazu zredukowania emisji dwutlenku węgla o 40 proc. do 2030 r.

 – W krajach, gdzie przemysł i elektroenergetyka opierają się na paliwach stałych, jest to wyzwanie na miarę potężnej rewolucji, ogromnie kosztownej dla gospodarki – mówi Herbert Leopold Gabryś. – Przyjęcie pierwotnych wyzwań oznaczałoby utratę od kilkunastu do ponad 20 procent w wielu gałęziach przemysłu w Polsce, takich jak np. przemysł chemiczny, papierowy, hutniczy czy AGD. Stoi za tym zagrożenie utraty kilkunastu tysięcy miejsc pracy.

Zdaniem przewodniczącego Komitetu ds. polityki klimatyczno-energetycznej przy KIG, Polska nie powinna się godzić na nadmiernie rygorystyczne wymagania klimatyczne bez policzenia ich skutków dla gospodarki i społeczeństwa.

 – W samej trosce o środowisko jest wiele dobrych przesłanek, ale policzmy zyski i koszty – przekonuje Gabryś. – Boimy się, że w ferworze politycznych emocji nasi politycy zaakceptują propozycje, a potem dostaniemy koszty, wobec których będziemy bezradni. Dlatego przestrzegamy przed taką lekkomyślnością zarówno Brukselę, jak i polskich polityków, również tych startujących do Parlamentu Europejskiego – dodaje.

Prywatne firmy kontra urzędy pracy – sposób na zmniejszenie bezrobocia

Nie urzędy pracy, ale prywatne firmy będą zajmować się aktywizacją osób długotrwale bezrobotnych. To nowe założenia ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Pomysł nie jest nowy, ale polscy rządzący dopiero teraz zaczynają sięgać po pomoc w zwalczaniu bezrobocia, m.in. poprzez kontraktowanie usług. A szkoda – podkreślają urzędnicy pośredniaków i pracodawcy, choć lepiej późno niż wcale.

To, dlaczego osoby bezrobotne nie mogą znaleźć pracy, wynika z różnych przyczyn. I nie chodzi tu tylko o brak odpowiednich kwalifikacji czy doświadczenia. Często kłopot z zatrudnieniem wynika chociażby z uwarunkowań osobowościowych, tj. braku pewności siebie czy problemów zdrowotnych. To pokazuje, że bezrobocie nie jest zjawiskiem jednorodnym i osoby bez zatrudnienia potrzebują indywidualnego podejścia i wsparcia dopasowanego do ich potrzeb.

Nic zatem dziwnego, że w Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Projekt ma zakładać trzy kluczowe elementy. Podstawą będzie profilowanie pomocy dla bezrobotnych, polegające na zdiagnozowaniu sytuacji, dlaczego dana osoba nie może znaleźć zatrudnienia. Jeśli będzie ona wymagać skomplikowanej pomocy, zostanie przekazana pod skrzydła prywatnego podmiotu. Tam, podczas indywidualnej pracy i wsparcia doradcy zawodowego, klient będzie szukał zatrudnienia. Kiedy już je znajdzie, będzie to monitorowane, bo skuteczność trwałego zatrudnienia to najważniejszy cel.

Projekt miałby opierać się na doświadczeniach aktywizacji osób bezrobotnych z innych krajów, podkreśla Mirosław Proppé, szef grupy doradztwa KPMG. „Najwcześniej na kontraktowanie tego typu usług u prywatnych operatorów otworzyła się Australia – ponad 20 lat temu. Od tego czasu rola publicznych służb jest niewielka. One tylko kwalifikują bezrobotnych do różnych grup, w zależności od tego, jakiej potrzebują pomocy.”

Dzięki przekazaniu zadania aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych wyspecjalizowanym podmiotom prywatnym, urzędy pracy będą skupiać się na osobach, którym mogą szybko i efektywnie pomóc. Czyli takim, którym można znaleźć pracę „od ręki”. Czy to się sprawdzi? W Polsce realizowane są projekty wdrażające model pomocy podmiotów prywatnych. Dzieje się tak chociażby na Podkarpaciu, Dolnym Śląsku, Mazowszu i w Małopolsce. Anna Karaszewska, Dyrektor Zarządzająca Ingeus Polska – firmy, która w pilotażowym projekcie przejęła tysiąc osób długotrwale bezrobotnych, m.in. z Powiatowego Urzędu Pracy w Tarnowie, zaznacza „W przeciwieństwie do tego, co dominuje na polskim rynku, nie płaci się nam za usługę – za to, jakie działania podejmuje doradca zawodowy – tylko za zatrudnianie osób bezrobotnych i utrzymanie ich zatrudnienia. 80% ostatecznej kwoty za to co robimy, otrzymujemy w oparciu o efekt.”

A efekty mogą być duże. Dlaczego? Podmioty prywatne mają szerszy wachlarz instrumentów i narzędzi dostępnych w aktywizacji bezrobotnego, podczas gdy publiczne instytucje muszą trzymać się sztywnych ram, narzuconych przez ustawy. W prywatnej firmie na jednego doradcę zawodowego przypada 80 osób, w urzędzie pracy nawet 600. Dyrektorzy pośredniaków liczą, że nowe regulacje prawne szybko wejdą w życie, bo jak twierdzi Stanisław Dydusiak, Dyrektor PUP w Tarnowie, nie każdy w urzędzie czuje się komfortowo. Firmy zajmujące się pośrednictwem pracy będą mogły zagubionym bezrobotnym poświęcić więcej czasu i pomóc im na rynku pracy.

Na wdrożenie nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy liczą też pracodawcy i ich przedstawiciele. „Ona przewiduje szereg różnych rozwiązań, które będą służyły poprawie sytuacji na rynku pracy. Będą służyły też wprowadzeniu różnych mechanizmów, takich jak kontraktowanie usług”- zaznacza Jakub Wojnarowski, Zastępca Dyrektora Generalnego Konfederacji Lewiatan.

Działania, aktywizujące osoby długotrwale bezrobotne przez firmy prywatne, miałyby być finansowane z Funduszu Pracy (5% całej kwoty, jaką co roku otrzymują wojewódzkie urzędy pracy) i pieniędzy pochodzących z Unii Europejskiej. Ile to będzie w przeliczeniu na jedną osobę? Nie wiadomo. Wiadome jest, że 2 miliony Polaków to osoby bezrobotne, z czego połowa długotrwale. Dużą grupę stanowią matki i młodzi ludzie. Ich koszt – biorąc pod uwagę wyłącznie utracone korzyści dla budżetu państwa oraz wydatki na składki zdrowotne – to ponad 10 miliardów złotych rocznie. Jak zaznaczają eksperci – do tego trzeba doliczyć jeszcze wydatki na zasiłki, pomoc społeczną oraz kursy, szkolenia i działania aktywizacyjne. Z bezrobociem niewątpliwie trzeba walczyć. Skuteczną bronią może okazać się nowa ustawa.

Firmy w Europie nie są gotowe na przyjęcie standardu płatniczego SEPA

Przeprowadzone przez Sage badanie dowodzi, że europejskie przedsiębiorstwa nie są gotowe na przyjęcie standardu płatniczego SEPA – szczęśliwie Komisja Europejska przedłuża termin do 1 sierpnia 2014 roku. Połowa z przebadanych firm średniej wielkości nie zna dokładnego terminu przejścia na system SEPA lub nie ma planu dostosowania się do nowego systemu – jednak 74% z nich przewiduje, że już latem będzie obsługiwać płatności w tym standardzie.

Prawie połowa europejskich przedsiębiorców przyznała, że nie zna daty migracji na standard SEPA (Jednolity Obszar Płatności w Euro), będący nowym unijnym schematem zleceń zapłaty i poleceń przelewu. Tak wynika z niezależnego badania, przeprowadzonego przez Sage wśród firm średniej wielkości, na temat stanu przygotowań do przejścia na system płatniczy SEPA.

Przeważająca większość respondentów (82%) twierdziła, że zna termin przejścia na system SEPA. Jednakże, w praktyce prawidłowy termin znała mniej niż połowa (63%) z nich.Blisko jedna czwarta (24%) francuskich i ponad trzy czwarte (76%) polskich przedsiębiorców, którzy twierdzili, że znają termin dostosowania się do standardów płatniczych SEPA, w praktyce nie znało prawidłowego terminu. Zaledwie nieco więcej niż połowa (55%) przedsiębiorców brytyjskich również nie podała tego terminu właściwie.

Wyniki badania ogłoszono po tym, jak Komisja Europejska o sześć miesięcy przedłużyła termin dostosowania systemów płatniczych przedsiębiorcom pracującym nad integracją ze standardem SEPA. Taką decyzję podjęto, gdy okazało się, że wielu z nich nie dotrzyma terminu 1 lutego 2014 roku.Wokół inicjatywy mającej na celu uproszczenie przelewów bankowych w euro między 33 państwami panuje obecnie zamęt, ponieważ nadal nie ma jasności, co do sposobu wdrożenia jej na poziomie poszczególnych krajów.

Christophe Letellier z Sage powiedział:„Zgodnie z oświadczeniami Europejskiego Banku Centralnego oraz Komisji Europejskiej nadal nie ma jasności w tej kwestii.Natomiast nie ma wątpliwości co do tego, że przygotowanie się przez przedsiębiorców na czas jest niezmiernie istotne.Przez ostatnie dwa lata Grupa Sage była w czołówce przygotowujących się do przejścia na SEPA. Zachęcamy i dopingujemy innych przedsiębiorców do finalizowania swoich zadań migracyjnych i prowadzenia prac aż do samego dnia migracji, czyli 1 lutego 2014 roku.”

Wyniki badania pokazały również brak przygotowania przedsiębiorstw do bezwzględnych wymogów legislacyjnych, w tym do zarządzania poleceniami zapłaty i danymi. Prawie połowa (49%) organizacji objętych badaniem obecnie nie dysponuje planem dostosowania się do systemu płatniczego SEPA, pomimo, że w ośmiu z dziesięciu firm (81%) wyznaczono pracownika odpowiedzialnego za zarządzanie migracją. Ponadto, mimo że termin przejścia zbliża się nieuchronnie, tylko jedna na siedem firm (15%) obsługuje płatności w standardzie SEPA.

Prawie trzech na dziesięciu respondentów (29%) twierdzi, że najpoważniejszym efektem braku zgodności ze standardem SEPA będzie wydłużenie procesu płatniczego. Natomiast czterech na dziesięciu przedsiębiorców (41%) uważa, że SEPA będzie miało największy wpływ na regulowanie zobowiązań płatniczych przez wierzycieli. Tyle samo osób jest przekonanych, że SEPA ułatwi im wykonywanie płatności.

Prawne implikacje braku zgodności wzbudzają największe zaniepokojenie na rynku brytyjskim, podczas gdy przedsiębiorcy niemieccy za najistotniejsze uważają kwestie komunikacji z klientami. Hiszpania obawia się przerw w działalności spowodowanych migracją na system SEPA. Bardzo niepokojący jest fakt, że wśród respondentów, którzy nie będą gotowi na obsługiwanie płatności w systemie SEPA w terminie, dwóch na pięciu (40%) jako przyczynę swojego nieprzygotowania na czas podaje brak informacji, podczas gdy blisko jedna czwarta winą za to obarcza zamieszanie legislacyjne.

Metodologia

Firma analityczna Vanson Bourne przeprowadziła wywiady z pracownikami działów finansów w 600 małych i średnich firmach (100-500 pracowników) sektora prywatnego w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Polsce i Belgii. Wywiady przeprowadzono w formie ankiet internetowych i telefonicznych, w których zastosowano surowe procesy przesiewowe.

GUS: W ubiegłym roku polska gospodarka urosła o 1,6%

W ubiegłym roku polska gospodarka urosła o 1,6% – poinformował Główny Urząd Statystyczny. Dzisiejszy odczyt okazał się nieco wyższy od przewidywań analityków, którzy spodziewali się wzrostu o 1,5%.

– Warto zapoznać się z komunikatem GUS, w którym znajdziemy jedno dość interesujące zdanie: „W 2013 r. popyt krajowy zmniejszył się realnie o 0,2 % przy wzroście PKB o 1,6 %. W 2012 r. popyt krajowy zmniejszył się o 0,1 % przy wzroście PKB o 1,9 %.” Oznacza to, że przed spadkiem PKB uchronił nas tylko eksport netto, czyli rosnący eksport i malejący import. Dlatego większość Polaków odczuwało ostatnie dwa lata jako faktyczną recesję, co potwierdzały statystyki rynku pracy: malejące zatrudnienie i rosnąca stopa bezrobocia – przekonuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Dla merytorycznej oceny stanu gospodarki znaczenie mają rezultaty kwartalne, na podstawie których od drugiego kwartału 2013 roku mówimy o postępującym ożywieniu gospodarczym. Uśrednione wyniki za cały miniony rok jedynie zaciemniają obraz sytuacji, chociaż nie da się ukryć, że na tle innych państw UE wypadamy bardzo dobrze.

– Wzrost na poziomie 1,6% to umiarkowanie dobra wiadomość, bo jest to wartość najniższa od 2009 roku. Niemniej biorąc pod uwagę odczyty za poprzednie kwartały, końcowy wynik na tym poziomie oznacza, że wzrost PKB w IV kw. 2013 wyniósł ok. 3%. Zobaczymy ile, wyniesie korekta, ale najprawdopodobniej ostateczny wynik nie powinien być gorszy niż 2,5% wzrostu PKB za IV kw. Jest to zgodne z oczekiwaniami analityków. Jeżeli tendencja się utrzyma, to Polacy odczują realną poprawę koniunktury jeszcze w pierwszej połowie 2014 roku. Przy czym poprawa koniunktury dla przeciętnego obywatela oznacza realne zwiększenie wynagrodzeń oraz zmniejszenie stopy bezrobocia – twierdzi Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Poprzedni rok był bardzo trudny dla przedsiębiorstw (nie licząc eksporterów). Odnotowaliśmy rekordowo dużą liczbę upadłości, a także znaczny wzrost bezrobocia. Ponadto obfitował on w wiele trudnych decyzji – konieczna nowelizacja budżetu z 50 mld zł deficytu, reforma OFE oraz utrzymanie podniesionych stawek VAT. Dobre dane płynące z gospodarki to sygnał dla rządu, że niebawem będzie mógł trochę poluzować politykę fiskalną. Bez tego nie da się utrzymać wzrostu w dłuższym okresie.

Więcej na ten temat: http://www.bankier.pl/wiadomosc/PKB-w-gore-o-1-6-3050437.html

73% eksporterów planuje rozwijać działalność eksportową na nowe rynki

Bank Pekao już po raz czwarty opublikował „Raport o sytuacji mikro i małych firm”. Tematem specjalnym tegorocznej edycji jest eksport, obszar w którym również mikro i mali przedsiębiorcy mogą odnieść sukces. Widać poprawę nastrojów wśród 7 tysięcy ankietowanych przedsiębiorców. Tym samym, Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro i Małych firm osiągnął rekordową w historii badania wartość 94 punktów.

Sytuacja mikro i małych firm

W czwartej edycji Raportu ocena warunków prowadzenia biznesu mikro i małych firm była najwyższa w historii dotychczasowych badań. Ogólny Wskaźnik Koniunktury, który jest syntetyczną miarą nastrojów właścicieli mikro i małych firm w Polsce, wynosi 94 punkty i jest o 4 punkty wyższy od wyniku ubiegłorocznego oraz o 1 punkt wyższy od najwyższego dotąd poziomu wskaźnika z 2010 r.

– Bardzo ucieszyły mnie wyniki czwartego już Raportu o sytuacji mikro i małych firm. Przeprowadziliśmy wywiady z 7 tysiącami przedsiębiorców. Widać wyraźną poprawę nastrojów. Przedsiębiorcy dobrze ocenili ubiegłe 12 miesięcy, ale co najważniejsze z optymizmem patrzą na 2014 rok. To najlepsze wyniki od 2010 roku” – mówi Grzegorz Piwowar, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao.

Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro i Małych Firm jest obliczany w oparciu o odpowiedzi na osiem pytań dotyczących zarówno ubiegłych, jak i przyszłych 12 miesięcy. Przedsiębiorcy oceniali ogólną sytuację gospodarczą, sytuację branży, firmy, wynik finansowy firmy, zatrudnienie, czas oczekiwania na zapłatę i dostępność do finansowania zewnętrznego.

Najwyższe wyniki na przestrzeni ostatnich 4 lat odnotowano w każdym badanym obszarze za wyjątkiem zatrudnienia w firmach, jednak i tu poziom wskaźnika jest wyższy niż w ubiegłym roku. Szczególną poprawę w stosunku do ubiegłorocznego badania widać w ocenie sytuacji gospodarczej, sytuacji branży oraz sytuacji firmy, jej przychodów i wyniku finansowego. Najlepiej oceniony został dostęp do zewnętrznego finansowania.

Poprawę nastrojów odnotowano też w każdej z branż. Najwyższe oceny za ubiegły rok wystawili usługodawcy. W długim okresie najbardziej stabilnie wygląda sytuacja w branży produkcyjnej. Dużą poprawę widać w budownictwie, najniższe wskaźniki odnotowano w handlu.

Bariery rozwojowe

Raport prezentuje też ocenę barier prowadzenia działalności gospodarczej przez mikro i małe firmy. Polscy przedsiębiorcy ocenili, że bariery te były nieco mniejsze niż w roku ubiegłym. Najwyższy poziom barier rozwojowych odnotowano w branży budowlanej, najniższy w usługowej. Częściej na bariery narzekają firmy małe niż mikro.

Na pierwszym miejscu listy barier znalazła się wysokość podatków (w ubiegłym roku najważniejszą barierą były koszty pracy). W rankingu na wyższych pozycjach niż przed rokiem znalazły się bariery związane z podatkami, konkurencją i rentownością działalności.

Duży postęp odnotowano jeśli chodzi o dostęp do finansowania zewnętrznego (dopiero 11 miejsce na liście barier) i zmniejszenie obciążeń biurokratycznych.

Finansowanie działalności i inwestycje

Pomimo wysokiej oceny dostępności finansowania, tylko co czwarta firma sięga po zewnętrzne źródła finansowania. Odsetek ten nie zmienił się na przestrzeni ostatnich lat mimo nowych form wsparcia finansowania bieżącego (gwarancje de minimis) i rekordowo niskich stóp procentowych.

Badanie pokazało także zauważalny spadek liczby inwestujących firm. Jednocześnie inwestycje mikro i małych firm były niewielkie – 89% inwestycji wymagało wydatków poniżej 100 tys. PLN. Największy spadek inwestycji dotknął branżę budowlaną.

Temat specjalny – eksport w mikro i małych firmach

Według badania w 2013 r działalność eksportową prowadziło 7% mikro firm oraz 24% małych firm. W przypadku mikro firm eksport w większym stopniu ma charakter incydentalny (krótkie kontrakty, jednorazowe umowy, jedna czwarta mikro firm współpracuje tylko z jednym kontrahentem). Dużo bardziej stabilna jest liczba eksporterów w grupie firm małych. 20% firm prowadzi działalność eksportową krócej niż 3 lata (aż 31% mikro firm i 14% małych firm). Największy odsetek eksporterów jest wśród producentów (19%), mniej w pozostałych branżach (około 5,5%).

Wyniki badania pokazały, że eksport bardzo pozytywnie wpływa na sytuację firm. Eksporterzy dużo wyżej ocenili sytuację swojego biznesu niż firmy działające tylko na rynku krajowym.

Głównym rynkiem eksportowym mikro i małych firm są Niemcy (56% eksporterów wysyła tam swoje towary i usługi), co wynika z bliskości i wielkości tego rynku. Wielu eksporterów koncentruje się wyłącznie na tym rynku (19% firm obecnych na rynku niemieckim handluje wyłącznie z tym krajem).

W dalszej kolejności rynkiem docelowym jest Wielka Brytania i Irlandia, co zapewne jest efektem dużej emigracji do tych krajów) oraz kraje skandynawskie. Dla mikro i małych firm istotnym czynnikiem w eksporcie jest odległość do rynków zbytu, stąd duża część eksportu kierowana jest do krajów sąsiednich.

Jedna czwarta badanych firm swoją działalność opiera na eksporcie (przychody z eksportu stanowią ponad 50% całkowitych przychodów). Z drugiej strony dla prawie połowy eksporterów, przychody z eksportu stanowią niewielki dodatek do przychodów generowanych na rynku krajowym.

Statystyczny eksporter współpracuje z kilkoma kontrahentami. Ale aż 15% firm eksporterów współpracuje z ponad 10 firmami za granicą.

Mikro i małe firmy poszukują nowych kontrahentów samodzielnie, poprzez bezpośrednie kontakty, przez Internet lub na targach i wystawach, natomiast w niewielkim stopniu przy poszukiwaniu partnerów za granicą korzystają z pomocy zewnętrznej.

Aż 85% eksporterów konkuruje jakością swoich usług, a 78% ceną produktów lub usług.

– Atutem polskich mikro i małych firm jest połączenie wysokiej jakości i atrakcyjnej ceny. Już nie tylko korzystny kurs wymiany euro i niższe koszty pracy, ale jakość produktu lub usługi staje się główną przewagą konkurencyjną polskiego mikro i małego przedsiębiorcy na rynkach zagranicznych – mówi Grzegorz Piwowar, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao.

Coraz większa rola jakości produktu lub usługi wymaga wdrażania innowacyjnych rozwiązań – badanie pokazało, że eksporterzy w grupie mikro i małych firm dużo częściej też inwestują w innowacje.

Największą barierą w eksporcie jest ryzyko kursowe, a ponad połowa ankietowanych uważa, że wprowadzenie euro będzie korzystne dla działalności eksportowej firmy. Drugą ważną barierą jest konkurencja dużych firm, które wygrywają z polskimi mikro i małymi firmami eksportującymi efektem skali, pozycją negocjacyjną, zasobami na promocję i marketing oraz na badania i rozwój.

Ważną barierą jest także oszacowanie popytu za granicą, stąd duża rola instytucji publicznych, które oferują analizy rynków zagranicznych. Badanie pokazało, że firmy odczuwają jeszcze spowolnienie gospodarcze za granicą (30% wskazało na obawy związane z opóźnieniami w płatnościach). Istotna może być nadal bariera językowa (31% wskazań), natomiast znikome jest znaczenie różnic kulturowych, ponieważ prawie cały eksport mikro i małych firm kierowany jest do Europy.

73% eksporterów zamierza rozwijać działalność eksportową. Połowa eksporterów twierdzi, że rozwój eksportu wiąże się z inwestycjami w innowacje. Stąd mikro i małe firmy liczą na wsparcie podmiotów zewnętrznych. W przypadku banków wiąże się to z kredytami inwestycyjnymi, wygodną wymianą walut oraz instrumentami minimalizującymi ryzyko kursowe. Od instytucji publicznych firmy oczekują informacji o rynkach zagranicznych, wsparcia ze środków publicznych na zakup innowacji oraz udział w targach i wystawach. Ważną rolę mają także, zdaniem właścicieli mikro i małych firm, izby gospodarcze, które informują o rynkach zagranicznych, oferując pomoc w promocji firmy oraz w wyszukiwaniu kontrahentów zagranicznych.

Więcej na temat strategii i przygotowania marki do ekspansji na rynki zagraniczne znajdą Państwo na stronie http://123tlumacz.pl/eksport/

– Nie sposób pominąć wpływu sektora mikro i małych firm na kondycję gospodarki i rozwój kraju. Chcemy wdrażać nowe rozwiązania, które pomogą przedsiębiorstwom w rozwoju biznesu. Zamierzamy wspierać polskich przedsiębiorców w ekspansji na rynki zagraniczne przy wykorzystaniu naszej oferty dedykowanych produktów dla eksporterów „Przedsiębiorczość bez granic”, czy też oferując atrakcyjne rozwiązania w ramach „Pakietu trwałych korzyści” ze specjalną ofertą dla naszych klientów m.in. ze strony Google, Microsoft i home.pl dla mikro i małych firm – mówi Emanuele Cacciatore, Dyrektor Zarządzający Departamentem Klienta Biznesowego.

Z oszczędzaniem na bakier, lecz z dużą chęcią kupowania – nastroje finansowe Polaków

Domowy budżet niejednemu Polakowi spędza sen z powiek. Biorąc pod uwagę wszelkie kwestie związane z codziennymi wydatkami czy opłatami można śmiało powiedzieć, że sprawne zarządzanie domową kasą jest niezmiernie trudne. I choć większość rodaków bajońskich sum nie zarabia – stara się wiązać koniec z końcem – to, jak pokazują badania, próbują oszczędzać.

Każdy chciałby mieć pieniędzy pod dostatkiem. Nie martwić się o wydatki, iść na zakupy i na nich zaszaleć. Niestety – realia finansowe Polaków nie napawają optymizmem, a nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Oczywiście nieocenionym wyjściem, w przypadku ograniczonych wpływów, są zgromadzone oszczędności.Szkopuł w tym, że tylko 20% Polaków regularnie odkłada pieniądze. Większość osób posiadających oszczędności, jak sama przyznaje, robi to od czasu do czasu.

To nie odkrycie, że mamy problemy z konsekwentnym zabezpieczaniem finansowym swojej przyszłości. Jak pokazały wyniki badań Finansowego Barometra ING, Polacy czują największy dyskomfort, widząc poziom swoich oszczędności. Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego zaznacza, że „[…] obecnie jesteśmy najgorszym krajem spośród 13 przebadanych państw pod względem zadowolenia z odłożonych pieniędzy, podczas gdy jeszcze dwa lata temu Polacy czuli się pewnie z tym, jakie mają oszczędności. One nie były jakieś szczególnie wielkie w porównaniu z zachodem Europy, ale takie mieliśmy poczucie. Teraz ten komfort prysnął, a realia są takie, że mamy za mało i przydałoby się więcej oszczędności.”

Mimo ostrożniejszego gospodarowania pieniędzmi, w drugiej połowie ubiegłego roku konsumpcja prywatna w Polsce zaczęła odżywać. Eksperci zaczęli się zatem zastanawiać, czy potrzeba oszczędzania będzie hamować konsumpcję, czy też w obliczu ożywienia gospodarczego Polacy będą skłonni do większych wydatków. Wyniki Finansowego Barometra ING pokazują zmiany na lepsze. Potrzebny jest jednak cel, by Polacy potrafili oszczędzać. A pieniądze odkładamy na: dom (30%), niespodziewane awarie (27%), kupno auta lub sprzętu elektronicznego (24%), na urlop (23%), spłatę długów (18%) lub emeryturę (5%).

„Jest narastający głód konsumpcji – to widać w odpowiedziach na pytanie, czy globalny kryzys zablokował nas w wydatkach? Polacy odpowiadają podobnie jak Niemcy, Luksemburczycy czy Holendrzy, którzy tak bardzo nie ucierpieli na kryzysie. Z tego wynika, że aż tak mocno nie zaciągnęliśmy pasa” – podkreśla Grzegorz Ogonek. Problemem jaki widzą eksperci jest to, że Polacy w mniejszym stopniu korzystają z zewnętrznych źródeł finansowych, czyli pożyczek i kredytów. Według badań największą niechęć do zapożyczania się wykazali też: Rumuni (79%), Hiszpanie i Czesi (76%). Z kolei najmniejszą Austriacy (59%) i Niemcy(57%).

Warto dodać, że Polacy wydają się patrzeć w przyszłość optymistycznie, bo nie myślą o odkładaniu pieniędzy na tak zwaną czarną godzinę. Taki cel wymienił tylko co czwarty respondent, podczas gdy w Austrii, Luksemburgu, Czechach czy Niemczech – co drugi. Być może i z tego wynika też fakt, że aż 53% badanych z Polski zadeklarowało, że – w razie gdyby przychody znacznie się zmniejszyły – przez trzy miesiące mogliby utrzymać obecny poziom wydatków.

Bez względu na to, czy oszczędzamy, czy też nie, wydaje się, że Polacy z większą rozwagą podchodzą do wydawania pieniędzy i gospodarowania domowym budżetem. Przed dokonaniem zakupu każdą złotówkę oglądamy dwa razy. Nic, tylko cieszyć się z rosnącej świadomości ekonomicznej rodaków. A jak jest naprawdę? To pokażą najbliższe miesiące.

SkyCash z biletami NFC w Krakowie

Pasażerowie komunikacji miejskiej w Krakowie mogą już kupować bilety w technologii NFC, zbliżając telefon do umieszczonych w pojazdach naklejek. Unikalne w skali kraju rozwiązanie to wspólna inicjatywa SkyCash, Orange Polska oraz Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

Kraków został pierwszym polskim miastem, w którym można dokonać błyskawicznego zakupu biletów komunikacji miejskiej w technologii zbliżeniowej. W autobusach i tramwajach zamieszczono specjalne naklejki, które przedstawiają najpopularniejsze bilety zakodowane w postaci tagów NFC. Żeby zainicjować zakup, wystarczy zbliżyć do naklejki telefon z zainstalowaną aplikacją SkyCash, a następnie zatwierdzić transakcję kodem PIN. Z pozwalającego zaoszczędzić czas rozwiązania mogą też korzystać posiadacze komórek, które nie obsługują standardu NFC. Należy wtedy zeskanować jeden z umieszczonych na naklejce kodów QR. Projekt jest wspólnym przedsięwzięciem operatora płatności mobilnych SkyCash, Orange Polska oraz Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

Integracja z technologią zbliżeniową i kodami QR pozwoliła ponadto na znaczne uproszczenie procesu pobierania aplikacji SkyCash. Jeżeli pasażer, który nie jest jeszcze użytkownikiem systemu, zbliży telefon do plakatu lub zeskanuje fotokod, otrzyma link do programu. Bezpośrednio po rejestracji, także z poziomu telefonu, można podłączyć kartę płatniczą, która pozwala kupować bilety w ramach dostępnych na niej środków, bez konieczności pamiętania o regularnym zasilaniu konta.

– Zbliżeniowe kupowanie biletów eliminuje potrzebę uruchamiania aplikacji przed dokonaniem transakcji, zapewniając tym samym oszczędność czasu i jeszcze większą swobodę podczas korzystania ze środków komunikacji miejskiej – powiedział Dariusz Mazurkiewicz, prezes zarządu SkyCash Poland S.A – Poza Krakowem nasz system działa w kilkudziesięciu miastach na terenie całej Polski. Mamy nadzieję, że już wkrótce także w nich będzie można korzystać z tego wygodnego rozwiązania – dodaje Mazurkiewicz.

Za projekt Bilety „NFC w komunikacji miejskiej w Krakowie” Orange Polska został uhonorowany Nagrodą Innowacyjności w Transporcie oraz tytułem Ambasadora Innowacyjności 2013. Nagroda została wręczona podczas gali II Forum Innowacji Transportowych w Warszawie.

Union Investment TFI komentarz rynkowy w sprawie Turcji

W odpowiedzi na gwałtowne osłabienie się tureckiej liry, centralny bank Turcji (CBRT) podniósł stopy procentowe. Możliwe skutki tej decyzji dla rynków i inwestorów komentują zarządzający Union Investment TFI.

Robert Burdach, zarządzający subfunduszem UniAkcje:

Wczorajsza decyzja CBRT o mocnym podniesieniu stóp procentowych powinna działać stabilizująco na turecką walutę, ale niesie za sobą również silne implikacje dla gospodarki oraz dla oczekiwanych wyników finansowych tamtejszych spółek. W następnych 2-3 kwartałach pod szczególną presją mogą być rezultaty finansowe tureckich banków. Koszt depozytów wzrośnie natychmiastowo, a przerzucenie na klienta wzrostu stóp procentowych poprzez zwiększenie ceny kredytu zajmie co najmniej kilka miesięcy. W rezultacie w 2014 r. marża odsetkowa netto tureckich banków może ulec zmniejszeniu. W dłuższym terminie, po dostosowaniu oprocentowania kredytów do nowych warunków, podwyżka stóp procentowych powinna mieć pozytywny wpływ na wyniki finansowe tamtejszych banków. Jeśli chodzi o inne sektory, to rosnący koszt kredytów konsumenckich może w krótkim terminie oddziaływać negatywnie na popyt na dobra konsumenckie, np. samochody i elektronikę.

Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji:
Oprócz podwyżki stóp procentowych, centralny bank Turcji uporządkował sposób prowadzenia polityki pieniężnej. Te zmiany należy odebrać bardzo pozytywnie, ponieważ w znaczny sposób poprawiają przejrzystość i przewidywalność polityki pieniężnej w Turcji w stosunku do stosowanych poprzednio „niestandardowych” rozwiązań.
Decyzje tureckiego banku centralnego będą miały w krótkim i średnim terminie pozytywny wpływ zarówno na kurs tureckiej waluty, jak i ceny długoterminowych obligacji tureckich – i to pomimo wzrostu stóp procentowych (na skutek zwiększenia wiarygodności).

Eksporterzy i importerzy spodziewają się w 2014 r. skoku zysków i większych zamówień

Firmy eksportowe i importowe prognozują, że ten rok będzie dla nich bardzo dobry: 76,7 proc. przewiduje zyski, natomiast tylko 4,8 proc. straty wynika z badania* „Przewidywania i nastroje importerów i eksporterów” , instytucji płatniczej obsługującej transakcje walutowe dla firm. Co więcej, w tym roku zyski w handlu zagranicznym mają być wyższe niż w roku 2013. Taki optymizm wyraziło aż 41,7 proc. importerów i 40,4 proc. eksporterów.

Dobre nastroje związane z wynikami finansowymi na koniec roku biorą się z przewidywanego poziomu zamówień. Ich wzrostu w 2014 r. spodziewa się 56,1 proc. eksporterów i 44,9 proc. importerów.

Radosław Jarema, dyrektor zarządzający AKCENTY w Polsce, wskazuje, że obroty realizowane przez jego firmę dla polskich klientów w ramach płatności zagranicznych rosną, w ostatnim roku o ok. 13 proc. Działamy w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech i w Polsce, za chwilę w Rumunii. Polska wyróżnia się bardzo, dynamiki eksportu, szczególnie w niektórych branżach, są imponujące. Ale duże wrażenie robi też determinacja, z jaką polskie firmy nawiązują kontakty z partnerami nawet z bardzo egzotycznych krajów, oraz sposób prowadzenia biznesu polskich przedsiębiorców. Widać odważną ekspansję, ale też ścisłą koncentrację na kontroli kosztów, także w zakresie obsługi transakcji walutowych. Polscy przedsiębiorcy ostro jak żadni inni negocjują z nami kursy walut podkreśla Radosław Jarema.

Rok zysków

Zgodnie z badaniem AKCENTY zdecydowana większość właścicieli i prezesów firm eksportowych i importowych w przyszłość patrzy w kategorii zysków (nawet jeśli byłyby one niższe, niż w poprzednim roku), a nie strat. 76,7 proc. przewiduje zyski, a 7,1 proc. oczekuje, że ich wynik finansowy w 2014 r. nie zmieni się w porównaniu do poprzedniego roku. Najbardziej optymistyczni są właściciele największych przedsiębiorstw (których roczne obroty wynoszą ponad 50 mln zł). Wyższych zysków spodziewa się aż 80 proc. z nich. Takich sukcesów oczekuje natomiast 37,5 proc. średnich (roczne obroty od 10 do 50 mln zł) i 39,2 proc. najmniejszych firm (obroty poniżej 10 mln zł). Straty szacuje odpowiednio 6,7 proc. największych, 2,1 proc. średnich i 6,9 proc. małych przedsiębiorstw handlujących z zagranicą.

po półroczu wyższych obrotów

Jedynie 14,1 proc. zbadanych firm szacuje, że w pierwszym półroczu 2014 r. obroty ich firm będą niższe niż w poprzednim półroczu. Wzrost obrotów przewiduje z kolei aż 38,6 proc. zapytanych. Natomiast 38 proc. właścicieli i prezesów twierdzi, że obroty wyniosą tyle samo, co w 2013 r.

Optymizm zależy jednak od wielkości przedsiębiorstwa. Firmy najmniejsze w głównej mierze twierdzą, że obrót wyniesie tyle samo, co w poprzednim półroczu (40,8 proc.). Wśród przedsiębiorstw średnich zdania są podzielone: tyle samo badanych nie przewiduje zmiany obrotów w stosunku do poprzedniego półrocza, co uważa, że będą one wyższe w obu grupach wskaźnik wyniósł 39,6 proc.

Handel zagraniczny szykuje się do wzrostu zamówień

Połowa respondentów badania Plany i nastroje importerów i eksporterów AKCENTY uważa, że zamówienia w ich firmach będą rosły; 1/3 że się nie zmienią. W handlu zagranicznym poziom zamówień jest bardzo ważną predykcją, zawsze patrzy się na nią jako na pierwszą. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że tylko co dziesiąty eksporter i importer ocenia, że zamówienia dla jego firmy zmniejszą się, to oznacza, że handel zagraniczny jest bardzo pozytywnie nastawiony do przyszłości mówi Radosław Jarema. Jednocześnie im większa firma, tym optymistyczniej i dokładniej przewiduje swoje zamówienia. Spośród firm małych zmniejszenie zamówień szacuje 12 proc., zaś 7 proc. nie umie określić ich przyszłego poziomu. Spośród największych firm (pow. 50 mln zł) wszystkie umiały sprecyzować prognozy, przy czym żadna nie spodziewała się zmniejszenia zamówień.

Inwestycje odrobinę odważniejsze, zatrudnienie zostaje jak było

Nasze badanie pokazuje, że 2014 r. dla eksporterów i importerów będzie jeszcze rokiem ostrożności i wstrzymywania się z większymi wydatkami rozwojowymi. Nadzieje i optymizm są, ale muszą się potwierdzić, aby firmy, szczególnie importowe, nabrały pewności, że mogą pozwolić sobie na przesuwanie pieniędzy w obszar dużych inwestycji czy HR i nowych rekrutacji podkreśla Radosław Jarema z AKCENTY.

W przyszłym roku inwestycje będą rosły w 40 proc. firm eksportowych i 27,5 proc. firm importowych. Taki sam w stosunku do 2013 r. poziom inwestycji przewiduje z kolei 50 proc. importerów i 35 proc. eksporterów. W obu grupach zmniejszać inwestycje będzie ok. 1/5 firm.

Importerzy i eksporterzy nie planują zmian kadrowych. Ten sam poziom zatrudnienia przewiduje 66,7 proc. eksporterów oraz 72,5 proc importerów. Ponad 1/5 eksporterów zamierza zatrudniać.

* Ogólnopolskie badanie Przewidywania i nastroje importerów i eksporterów dla AKCENTY w dniach 29-31.11.2013 r. przeprowadził Instytut Homo Homini. Badanie zostało wykonane na próbie 216 przedsiębiorstw zajmujących się importem i/lub eksportem metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI).

 

Zwycięzca Australian Open w Lubinie

KGHM wspiera sportową karierę Łukasza Kubota. Polski tenisista w ubiegłym tygodniu zwyciężył w turnieju deblowym Australian Open 2014. Było to pierwsze wielkoszlemowe zwycięstwo w karierze Lubinianina.

Apple ogłasza wyniki za pierwszy kwartał – zysk netto 13,1 miliarda USD

Apple ogłosiła wyniki finansowe za pierwszy kwartał roku obrotowego 2014, który zakończył się 28 grudnia 2013 r. Spółka zadeklarowała rekordowe przychody kwartalne w wysokości 57,6 miliarda USD i kwartalny zysk netto w wysokości 13,1 miliarda USD, czyli 14,50 USD na akcję rozwodnioną. W analogicznym kwartale poprzedniego roku przychody wyniosły 54,5 miliarda USD, a zysk netto 13,1 miliarda USD, czyli 13,81 USD na akcję rozwodnioną. Marża brutto wyniosła 37,9 procenta w porównaniu z 38,6 procenta w analogicznym kwartale poprzedniego roku. 63 procent przychodów w ostatnim kwartale przypadało na sprzedaż poza USA.

Spółka sprzedała rekordową liczbę 51 milionów iPhone’ów, czyli więcej niż w którymkolwiek wcześniejszym kwartale. W analogicznym kwartale poprzedniego roku sprzedano 47,8 miliona tych urządzeń. Spółka Apple sprzedała też w zakończonym kwartale 26 milionów iPadów. Również i ta liczba jest kwartalnym rekordem wszechczasów. W analogicznym kwartale poprzedniego roku sprzedano 22,9 miliona iPadów. Spółka sprzedała 4,8 miliona komputerów Mac w porównaniu z 4,1 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku.

Rada dyrektorów Apple zadeklarowała dywidendę gotówkową w wysokości 3,05 USD na akcję zwykłą. Dywidenda jest płatna w dniu 13 lutego 2014 r. dla akcjonariuszy zarejestrowanych na koniec dnia pracy 10 lutego 2014 r.

„Niezmiernie cieszy nas rekordowa sprzedaż iPhone’a i iPada, dobre wyniki sprzedaży produktów z rodziny Mac oraz nieustanny wzrost w sektorze iTunes, oprogramowania i usług”, powiedział Tim Cook, Dyrektor Generalny Apple. „Zadowolenie, lojalność i zaangażowanie klientów jest dla nas źródłem wielkiej satysfakcji. Intensywnie inwestujemy w naszą przyszłość, aby korzystanie z naszych produktów i usług było dla każdego użytkownika jeszcze wspanialszym doświadczeniem”.

„W kwartale zakończonym w grudniu nasza działalność przyniosła ponad 22,7 miliarda USD w gotówce, a do akcjonariuszy w formie dywidend i poprzez odkup akcji własnych wróciło dodatkowe 7,7 miliarda USD, co oznacza, że wypłaty w ramach naszego programu zwrotu kapitału wyniosły już łącznie ponad 43 miliardy USD”, powiedział Peter Oppenheimer, Dyrektor Finansowy Apple.

Apple prognozuje następujące wyniki w drugim kwartale roku obrotowego 2014:

  • przychody ze sprzedaży: od 42 do 44 miliardów USD;
  • marża brutto: od 37 do 38 procent;
  • koszty operacyjne: od 4,3 do 4,4 miliarda USD;
  • pozostałe przychody/(koszty): 200 milionów USD;
  • stawka opodatkowania: 26,2 procenta.

Komentarz indeksowy BossaFX 30 stycznia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 30 stycznia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

KNF: nie oczekujemy w tym roku gwałtownego wzrostu liczby udzielanych kredytów

CEO Magazyn Polska

Miniony rok był dla sektora bankowego bardzo dobry, mimo że wypracował on słabsze wyniki niż w poprzednich dwóch latach – ocenia przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Jego zdaniem również w tym roku banki nie powinny oczekiwać na rynku gwałtownych zmian, ale przygotować się na zrównoważony rozwój przy umiarkowanym przyroście akcji kredytowej.

Dziś początek sezonu wyników sektora bankowego – raport publikuje BZ WBK. Jak mówi szef KNF, same banki oceniają ubiegły rok pozytywnie.

 – Prezesi banków mówią, że 2013 był bardzo dobrym rokiem. Wprawdzie wynik był poniżej tego, co było w 2012 roku, nawet poniżej poziomu z 2011 roku, ale pamiętajmy, że to były dwa lata rekordowych wyników – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

Podkreśla, że wbrew wcześniejszym obawom sektorowi udało się utrzymać wyniki i akcję kredytową na stabilnym i satysfakcjonującym poziomie.

 – Sukcesem jest to, że nie mamy do czynienia tak jak w innych krajach ze spadkiem akcji kredytowej, ale przeciwnie, ze stabilnym, spokojnym wzrostem, co z mojego punktu widzenia jest absolutnie satysfakcjonujące – argumentuje szef KNF.

Jego zdaniem, w tym roku w sektorze bankowym nie należy oczekiwać gwałtownych zmian, również tych na dobre.

 – Dzisiaj wszyscy ci, którzy oczekują gwałtownych dynamik wzrostu akcji kredytowej, mają założenia i oczekiwania kompletnie nieuzasadnione – zaznacza Andrzej Jakubiak. – Myślę, że po okresie 2007-2008, banki, ale przede wszystkim też kredytobiorcy, wyciągnęli wnioski.

Mimo że obecne warunki wyjątkowo sprzyjają zaciąganiu kredytów ze względu na rekordowo niskie stopy procentowe, klienci nadal pozostają ostrożni. W ubiegłym roku KNF przyjął rekomendacje (S oraz T), które mają sprawić, by kredyty były bezpieczniejsze i dla klientów, i dla samych banków. Rekomendacja S, która obowiązuje od początku stycznia, dotyczy kredytów hipotecznych i wymaga od kredytobiorcy wkładu własnego, którego wysokość w kolejnych latach będzie się zwiększała.

GUS ogłosi dziś szacunkowe dane dot. PKB za ubiegły rok. Odczyt ma być najgorszy od 11 lat

CEO Magazyn Polska

Główny Urząd Statystyczny opublikuje dziś szacunkowe dane dotyczące PKB za 2013 rok. Zdaniem Ryszarda Petru polska gospodarka urosła o 1,3 proc., co byłoby wynikiem najgorszym od 2002 roku. W tym roku dynamika wzrostu może być dwukrotnie większa, bo główną siłę napędową, czyli eksport, będą wspierać rosnąca konsumpcja wewnętrzna i rosnące inwestycje.

– Ubiegły rok był rokiem kryzysu, najtrudniejszym rokiem od 2002 roku, bo tak niskiego wzrostu gospodarczego nie mieliśmy nawet w głębokim kryzysie w 2009 r. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich. 

Wzrost nieco powyżej 1 proc. to w dużej mierze zasługa działań eksportowych polskich przedsiębiorców. Na rynku wewnętrznym rok był mało udany – konsumpcja nie rosła, zwiększało się za to bezrobocie, które utrzymuje się powyżej 13 proc. Poziom inwestycji też był bliski zera. 

 – Firmy, siedząc na gotówce, boją się inwestować, ze względu na sytuację w światowej gospodarce, na niepewność, która była spowodowana brakiem strategii realizowanej w rządzie – mówi Petru. – Faktem jest, że przykręcamy śrubę podatkową, a żeby zainwestować, trzeba być pewnym, że idziemy we właściwą stronę. 

Zdaniem ekonomisty nastroje będą się poprawiać, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. Prognozowany przez niego tegoroczny wzrost PKB wyniesie ok. 3 proc., a jego siłą napędową ponownie będzie eksport, tym razem jednak przy większym wsparciu inwestycji i konsumpcji.

Zapewnia jednocześnie, że wzrost na tym poziomie nie będzie w istotny sposób odczuwalny dla przeciętnego Polaka. Niewiele zmieni się też w kwestii bezrobocia. Rok 2013 był rynkiem pracodawcy i to może zmienić się najwcześniej w 2015 roku. 

Niepokojący jest fakt, że choć przez ostatnie lata Polska mogła chwalić się jednym z wyższych wzrostów PKB w Europie, to dynamika jest coraz mniejsza. To widać szczególnie na tle najszybciej rozwijających się gospodarek świata. Zdaniem Petru, polska gospodarka musi zostać przemodelowana. Chodzi przede wszystkim o to, by stawiać na nowoczesne technologie, które zdecydowanie popchną gospodarkę w stronę szybkiego rozwoju. Inaczej Polska nie będzie miała szans na dogonienie lepiej rozwiniętych państw.

 – Kończą się proste rezerwy wzrostu i jak nie przejdziemy na wyższy poziom produkcji, na produkcję dóbr finalnych, to cały czas będziemy montować, a tym samym zarabiać mało. I choć będziemy rosnąć szybciej niż inni, to i tak część Polaków będzie migrować z miejsc, gdzie nie ma perspektyw na pracę – przestrzega Petru.

J. Piechota: Ukraińska gospodarka potrzebuje stabilizacji. Inwestorzy wstrzymują decyzje o nowych projektach

CEO Magazyn Polska

Ukraińska Rada Najwyższa zatwierdziła wczoraj wieczorem decyzję o amnestii dla uczestników protestów w Kijowie, ale na prezydenckich zasadach, czyli pod warunkiem, że przeciwnicy władz opuszczą zajęte rządowe budynki. Opozycja, która zbojkotowała głosowanie, zapowiedziała, że ustawy nie uzna. To może odsunąć w czasie szansę na stabilizację polityczną na Ukrainie, a na jej braku cierpi również gospodarka ukraińska.

Prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej ocenia, że jest szansa na zdroworozsądkowe porozumienie między opozycją a prezydentem Janukowyczem, które umożliwi stabilizację sytuacji politycznej na Ukrainie: utworzenie proeuropejskiego rządu i przyspieszone wybory prezydenckie. Tym bardziej że większość społeczeństwa jest przekonana co do europejskiej drogi rozwoju.

 – Protest społeczny przeciw władzy sięgającej do niedemokratycznych metod, jest protestem, którego stłumić się nie da. Wszelkie oznaki solidarności ze strony Polski czy UE są ważne dla liderów opozycji i społeczeństwa ukraińskiego – twierdzi Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. – Jednak wolałbym, aby politycy skupili się na tym, co będzie po tym, jak Ukraina już wybierze proeuropejską drogę. My, Polacy, a także Bruksela powinniśmy być gotowi na poważną rozmowę na temat tego, jak pomóc Ukrainie wyjść z dramatycznego kryzysu gospodarczego i jak stworzyć warunki umożliwiające poprawę konkurencyjności ukraińskiej gospodarki i spłatę długów.

To nie będzie łatwe, bo kryzys na Ukrainie i niepewność z nim związana spowodowały zastój inwestycyjny.

 – Dzisiaj przede wszystkim jest czas wyczekiwania. Nikt nie podejmuje decyzji o nowych inwestycjach i nowych projektach na Ukrainie. Firmy wstrzymały poszukiwania nowych partnerów po ukraińskiej stronie, czy to dostawców, czy odbiorców. Wszyscy czekają na stabilizację: władzy, systemu politycznego, regulacji  – to jest dla biznesu najważniejsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Piechota.

Skutki tego odczuwają zarówno mieszkańcy Ukrainy, jak i polskie firmy współpracujące z Ukraińcami. Obecna sytuacja nie sprzyja przyspieszeniu obrotów gospodarczych pomiędzy Polską a Ukrainą, które wciąż nie wróciły do poziomów sprzed 2009 roku. Ukraina boleśnie odczuła ówczesny kryzys gospodarczy. Zanotowała 15-procentowy spadek PKB. Skutki tego odczuły też polskie firmy – obroty handlowe z Ukrainą spadły o 50 proc.

 – Z roku na rok to było odrabiane, ale wciąż są poniżej przedkryzysowego poziomu 9 mld dolarów – zauważa Jacek Piechota.

Kryzys polityczny nie jest też obojętny polskim inwestorom.

 – Ukraina wciąż jest największym rynkiem z krajów byłego Związku Radzieckiego, na którym nasze firmy lokowały inwestycje. Jest tam blisko 900 mln dolarów zainwestowanych przez polskie firmy i istnieje obawa o to, co się z nimi stanie – mówi prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. – Problem w tym, że wśród przedsiębiorców też jest konflikt interesów. Niektórzy z nich produkowali na Ukrainie z zamiarem sprzedaży swoich towarów w innych krajach Wspólnoty Niepodległych Państw. Dla nich pogorszenie relacji ukraińsko-rosyjskich byłoby niekorzystne.

Polacy importowali z Ukrainy przede wszystkim surowce i nisko przetworzone produkty. Najwięcej eksportowali elektroniki oraz wyrobów przemysłu maszynowego. Szczególnie perspektywiczny dla wzajemnej współpracy był sektor rolniczy.

 – Ukraina, dokonując określonej transformacji, sięgając do swoich zasobów, np. bardzo urodzajnych czarnoziemów, stawiała na rolnictwo. To ogromny sektor, który dynamicznie się rozwijał. Było więc zapotrzebowanie na sprzęt, maszyny, know-how w zakresie produkcji rolnej i spożywczej  – mówi Jacek Piechota.

Szara strefa wśród firm bukmacherskich przekroczyła już 5 mld zł

CEO Magazyn Polska

Nawet 600 mln zł mógłby zyskać budżet państwa, gdyby firmy bukmacherskie zarejestrowane w rajach podatkowych, nielegalnie przyjmujące zakłady w Polsce, płaciły 12-proc. podatek. Dziś od legalnie działających firm wpływa co roku ok. 80-90 mln zł. Dlatego przedstawiciele branży i środowisko sportowe chcą zmian w prawie – proponują m.in. wyłączenie zakładów bukmacherskich z ustawy hazardowej. Argumentują, że zmiany pomogłyby zwiększyć nakłady na polski sport.

 Mamy w Polsce ustawę, która reguluje działalność bukmacherską. Mamy kilka firm, które działają legalnie, posiadają licencję Ministerstwa Finansów i płacą jedne z najwyższych podatków w Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Juroszek, prezes firmy bukmacherskiej STS. – Natomiast bukmacherzy zarejestrowani w rajach podatkowych nielegalnie przyjmują na terenie kraju przez internet zakłady, które nie są kontrolowane, na które nienałożone są żadne podatki.

Biorąc pod uwagę, że obecnie zakłady bukmacherskie w Polsce są obciążone 12-proc. podatkiem od obrotu, dla klienta z Polski dużo bardziej opłacalne jest założyć się u bukmachera, który jest zarejestrowany w raju podatkowym.

Jedną z propozycji bukmacherów jest stworzenie ustawy o zakładach wzajemnych i finansowaniu polskiego sportu. Chodzi o to, by zakłady bukmacherskie wykluczyć z zapisów ustawy hazardowej.

 – Zakłady bukmacherskie mają mało wspólnego z hazardem, bo są bardzo mało uzależnione od losowości. Są grą wiedzy – nasi klienci bazują na statystykach i na własnej wiedzy sportowej, żeby zebrać zakłady – tłumaczy Mateusz Juroszek. – Chcielibyśmy, żeby politycy i świat sportu stworzyli wspólnie ustawę, która spowoduje, że firmy europejskie i polskie będą miały te same warunki w Polsce, jeżeli chodzi o przyjmowanie zakładów.

Kolejnym postulatem bukmacherów jest jak najszybsze wprowadzenie indeksu stron hazardowych, które działają nielegalnie, czyli bez pozwolenia Ministerstwa Finansów oraz bez stosownych licencji.

 – Bardzo łatwo jesteśmy w stanie wymusić na operatorach telekomunikacyjnych zablokowanie stron firm, które w Polsce nie płacą podatków, a przyjmują zakłady – tłumaczy prezes STS. – Wydaje nam się, że odcięcie dostępu do nielegalnie działających firm spowoduje, że przynajmniej połowa z tych osób, które z Polski się zakłada, będzie się zakładała w legalnych firmach, a my będziemy mieli możliwość finansować sport w dużo większej skali niż to robimy dzisiaj.

Legalnie działające firmy bukmacherskie w Polsce szacują, że szara strefa może sięgać nawet 5 mld zł, podczas gdy ich obroty to ok. 800 mln zł rocznie. Gdyby uniemożliwić funkcjonowanie nielegalnie działającym bukmacherom, zamiast 80-90 mln zł do budżetu państwa mogłoby trafiać ok. 600 mln zł. Tym samym zwiększyłyby się nakłady na polski sport.

 – Finansowanie polskiego sportu przez firmy bukmacherskie to dziś są kwoty rzędu 8-10 mln zł łącznie, a mogłoby to być 100-200 mln zł, więc to są gigantyczne różnice – mówi Juroszek.

Braki w finansowaniu to główna bolączka polskiego sportu. Z budżetu państwa wciąż nie starcza bowiem pieniędzy na opłacenie nauki, organizację imprez czy innego rodzaju przedsięwzięć sportowych.

 – Sport to nie tylko medale, to jest całe wychowanie młodzieży, to jest też zdrowie starszych ludzi, którzy się ruszają, nas wszystkich tutaj, którzy się ruszają. Sport jest bardzo ważny w ogóle do życia, żebyśmy byli szczęśliwi, żebyśmy byli zdrowi, żebyśmy byli sprawni – argumentuje Czesław Lang, organizator Tour de Pologne i były kolarz.

Jak przekonują przedstawiciela środowiska sportowego, większe pieniądze z budżetu państwa na ten cel przyniosą w przyszłości wymierne korzyści. Rolę sportu w życiu społeczeństwa doceniają już państwa wysoko rozwinięte, które bardzo mocno inwestują w tę dziedzinę.

 – Jeżeli zainwestujemy złotówkę w sport, to ona czterokrotnie się zwróci – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Czesław Lang. – Będziemy mieli zdrowe społeczeństwo, będą to ludzie z pasją, będą chętniej pracowali – wychowamy też dobre społeczeństwo poprzez sport.

Część wynajmujących mieszkania ma czas na rozliczenie się z fiskusem tylko do końca tygodnia

CEO Magazyn Polska

Już tylko dwa dni zostały na rozliczenie się z fiskusem tym, którzy mają przychody opodatkowane ryczałtem. Deklarację PIT-28 składa się zdecydowanie wcześniej niż pozostałe deklaracje roczne, bo tylko do końca stycznia. Powinni o tym pamiętać właściciele wynajmowanych mieszkań, którzy zdecydowali się na zryczałtowany podatek.

Podatnicy, którzy rozliczają przychody z najmu, mogą się rozliczać wedle zasad ogólnych, czyli skali podatkowej 18 proc. i 32 proc., albo wybrać znacznie niższą stawkę ryczałtową.

 – Stawka wynikająca z tzw. ustawy o ryczałcie ewidencjonowanym jest preferencyjna i wynosi 8,5 procent. Należy jednak pamiętać, że w ryczałcie opodatkowany jest przychód. Nieistotne są w tym wypadku koszty jego uzyskania, w przeciwieństwie do zasad ogólnych, gdzie opodatkowany jest realny dochód, czyli przychód minus koszty – mówi Andrzej Marczak, doradca podatkowy, partner KPMG.

Taka forma opodatkowania jest korzystna przede wszystkim dla tych osób, których koszty uzyskania przychodu są niewielkie, czy też nie ma ich praktycznie wcale. Wszystko tak naprawdę zależy od wydatków związanych z najmem. Warto je wówczas wymienić w umowie, tak, by nie stanowiły one przychodu.

 – Jeśli zobowiążemy najemcę, aby takie opłaty, jak na przykład za wodę czy energię elektryczną, pokrywał jako odrębne w stosunku do naszego czynszu i zostanie to odpowiednio zapisane w umowie, wówczas stawka 8,5 proc. będzie nakładana tylko na czynsz, który realnie otrzymujemy, a nie na koszty, które dodatkowo pokrywać będzie najemca – tłumaczy Andrzej Marczak.

To rozwiązanie opłaca się przede wszystkim tym, którzy nie chcą bądź też nie mają czasu na obliczanie, co jest, a co nie jest kosztem uzyskania przychodu. Forma ryczałtu jest dla nich nie tylko wygodna, lecz także atrakcyjna finansowo, podobnie zresztą jak dla tych, którzy wynajmują relatywnie nowe mieszkania.

 – Natomiast osoby, które wynajmują mieszkania lub domy użytkowane wcześniej przez co najmniej 5 lat, mogą zastosować tzw. stawkę amortyzacyjną indywidualną. Przy opodatkowaniu na normalnych zasadach, gdzie przychody pomniejszane są o koszty, można amortyzować mieszkania czy domy i rocznie stosować stawkę 1,5 proc. – mówi Andrzej Marczak. – Przy mieszkaniach używanych dłużej stawka amortyzacyjna wynosi aż 10 proc. rocznie.

Oznacza to, że przy wynajmie mieszkań użytkowanych dłużej niż pięć lat koszty mogą w znacznym stopniu równoważyć przychody. Wówczas dochód, który podlega opodatkowaniu, będzie znacznie mniejszy, a w niektórych sytuacjach może nie być go wcale. Nie ma zatem większego sensu decydować się na ryczałt, gdzie stawka jest zawsze taka sama i nakładana na przychody, niezależnie od tego, ile tak naprawdę wyniósł dochód.

Przy wyborze ryczałtu czy zmianie dotychczasowej formy rozliczania się, należy złożyć oświadczenie w urzędzie skarbowym, a co ważne – w trakcie roku podatkowego wybranej formy opodatkowania nie będzie można zmienić. Zmianę zadeklarowanej formy rozliczania się z urzędem, można zgłaszać do 20 stycznia następnego roku, więc kto tego nie zrobił, następną szansę będzie miał dopiero za rok.

Do końca tego miesiąca z fiskusem muszą rozliczyć się nie tylko wynajmujący mieszkania, lecz także inni podatnicy objęci ryczałtem, czyli prowadzący pozarolniczą działalność gospodarczą indywidualnie bądź w formie spółki cywilnej i jawnej osób fizycznych.

Płatny wjazd do centrów miast poprawia przepustowość ruchu i zmniejsza korki

CEO Magazyn Polska

Płatny wjazd do centrów miast, mniejsza liczba miejsc parkingowych oraz pierwszeństwo dla komunikacji zbiorowej – to wszystko mogłyby usprawnić transport w Warszawie i innych dużych miastach. Władze miast powinny jednocześnie zachęcać mieszkańców do korzystania z transportu miejskiego. Pomogłoby też wdrażanie na większą skalę inteligentnych systemów transportowych, np. informujących o korkach, remontach czy dostępności parkingów.

Adam Piotr Zając ze Stowarzyszenia Integracji Stołecznej Komunikacji (SISKOM) podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes, że mieszkańcy powinni być równocześnie zniechęcani zarówno do korzystania z własnych samochodów, jaki i do podróży komunikacją miejską. Jedną ze skutecznych metod jest wprowadzenie opłat za wjazd do centrum miasta. Zając podkreśla, że miasta, które zdecydowały się na taki krok, m.in. Londyn i Mediolan, znacznie ograniczyły ruch. Maksymalny czas postoju powinien zostać ograniczony, np. do 2 godzin.

 – To narzędzia jak najbardziej skuteczne. Natomiast w Polsce cały czas nie egzekwujemy już istniejących przepisów, np. dotyczących opłat parkingowych. Około 20 proc. kierowców w ogóle nie płaci. Problemem jest także parkowanie w niedozwolonych miejscach. Gdyby takie samochody były odholowywane, a kary za parkowanie bez opłaty byłyby wyższe, wtedy samochodów w centrum mogłoby być mniej – przekonuje Adam Zając w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Kolejnym działaniem powinno być ograniczanie liczby miejsc parkingowych. Dzięki temu jeżdżenie samochodem po centrum miasta stanie się mniej atrakcyjne. Jak podkreśla ekspert, mieszkańcy, którzy będą mieli problem ze znalezieniem miejsca parkingowego, chętniej wybiorą transport publiczny, rower lub nawet krótkie dystanse pokonają pieszo.

Zając dodaje jednak, że równocześnie władze miast muszą usprawniać komunikację publiczną tak, by zwiększać jej atrakcyjność. Niezbędne są inwestycje w tabor, a także w wygląd i funkcjonalność przystanków, stacji oraz ich otoczenia.

  Korki w Warszawie i innych miastach można zmniejszyć, dając priorytet transportowi zbiorowemu. Wtedy będzie on atrakcyjny dla większej liczby mieszkańców – przekonuje Zając. – W Warszawie większość pasażerów wybiera transport zbiorowy. Nawet osoby, które posiadają samochód, decydują się na jazdę komunikacją, ponieważ jest to szybsze i tańsze rozwiązanie. Dlatego warto by było pomyśleć o tym, żeby zwiększyć efektywność transportu przez skrócenie czasu przejazdu. Niektóre polskie miasta wciąż nie oferują transportu zbiorowego na takim poziomie, żeby był on realną alternatywą dla dojazdów samochodem do centrum.

Ważnym elementem usprawnienia komunikacji zbiorowej jest wdrożenie inteligentnych systemów transportowych (ITS). W Warszawie na razie jedynie w Alejach Jerozolimskich oraz na Trasie W-Z zainstalowano tablice dynamicznej informacji pasażerskiej, które wyświetlają czasy planowanych odjazdów najbliższych tramwajów. Według Zająca pasażerowie bardzo dobrze je odbierają, a system powinien być rozszerzony.

Konieczna jest też lepsza synchronizacja świateł drogowych. Choć na wielu skrzyżowaniach działają światła reagujące na ruch, brakuje ogólnomiejskiej koordynacji, przez co kierowcy skarżą się na brak zielonej fali. Tablice świetlne powinny też lepiej informować o korkach, utrudnieniach związanych z remontami oraz o zajętości miejsc parkingowych, w tym również na parkingach park & ride.

 – Wyzwaniem przed wdrażaniem ITS-u jest przede wszystkim integracja i poniesienie dodatkowych kosztów, które będą związane z popularyzacją tych systemów na terenie całego miasta. To są inwestycje idące w setki milionów złotych – ocenia Zając.

Ważną inwestycją jest też dokończenie obwodnicy Warszawy i budowa jej wschodniej, praskiej części. Droga szybkiego ruchu otaczająca stolicę pozwoli odciążyć główne ulice takie, jak Marszałkowska czy Aleje Jerozolimskie.