Ogólna sytuacja gospodarcza Niemcy

Wydaje się, że to właśnie Niemcy i Francja są państwami, które będą w stanie sprostać zadaniu polegającym na przełamaniu recesji. Gospodarka w Niemczech wzrosła o 0,7 proc. w porównaniu z zeszłym kwartałem i aż o 0,9 proc. w zestawieniu z drugim kwartałem 2012 roku. Eksperci przewidują też dalszy wzrost w drugiej połowie 2013 roku (między 0,5 proc. a 0,8 proc.). Według najnowszej prognozy opracowanej przez Niemiecki Instytut Badań nad Gospodarką, w gospodarce tego kraju w najbliższej przyszłości odnotowany zostanie jeszcze większy wzrost – w 2014 roku jego wartość wynosić będzie od 1,6 proc. do 1,9 proc. Te przewidywania mają szansę się spełnić, jeśli w najbliższych miesiącach nastąpi poprawa działań w zakresie inwestycji wśród niemieckich firm. Poprawa sytuacji gospodarczej na całym świecie, w tym także w strefie euro, daje nadzieję na osiągnięcie tego celu.

W połowie września odbyły się w Niemczech wybory powszechne. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zdobyła znaczną część głosów – tylko niewiele głosów zabrakło jej do uzyskania bezwzględnej większości. Jednak FDP, partner w ustępującej koalicji, po raz pierwszy od 1949 roku nie wszedł do parlamentu. W związku z tym eksperci przewidują, że zanim powstanie nowy rząd, upłynie trochę czasu. Obecnie najbardziej prawdopodobne jest powstanie wielkiej koalicji CDU/CSU i SPD. Wydaje się, że dla konsumentów najistotniejsze w najbliższych negocjacjach koalicyjnych będą rozmowy dotyczące opodatkowania. CDU/CSU w swojej kampanii wyborczej kategorycznie wykluczyły możliwość wprowadzenia jakichkolwiek podwyżek, ale SPD opowiada się za podniesieniem podatków dla najbogatszych obywateli w kraju. Rozmowy dotyczące tych kwestii mogą mieć negatywny wpływ na oczekiwania dochodowe Niemców, jednak nie przewiduje się całkowitego załamania. Stopa bezrobocia utrzymuje się nadal na niezwykle niskim poziomie 5,3 proc., a rynek pracy jest stabilny. Ze względu na spodziewane utrzymanie niskiego poziomu stóp procentowych w najbliższej przyszłości, można przypuszczać, że Niemcy będą przeznaczać swoje dochody na większe zakupy. Prywatna konsumpcja będzie więc nadal stymulować wzrost gospodarczy.

Pozytywne dane ekonomiczne zwiększają poziom konsumpcji

W całej Europie znacząco wzrosły zarówno oczekiwania ekonomiczne, jak i oczekiwania dochodowe. Tak więc dane mówiące o zwiększonej skłonności do zakupów w pierwszej połowie tego roku nie są zaskakujące. Wskaźnik ten utrzymuje się na stałym poziomie we Francji, w Austrii, Czechach, Grecji, Portugalii i Rumunii. W pozostałych krajach zanotowano znaczący wzrost. Indeks skłonności do zakupów osiągnął najniższą wartość w Czechach (-25,8 punktu), we Francji (36,6 punktu) i w Portugalii (42,2 punktu), zaś najwyższą – w Niemczech (45,0 punktów), Bułgarii (15,2 punktu) i Austrii (11,8 punktu).

W Niemczech wskaźnik ten osiągnął – najwyższy od grudnia 2006 roku – poziom 45 punktów. Na tak pozytywny obraz skłonności do zakupów wpływa klimat gospodarczy sprzyjający rozwojowi. Sytuacja w gospodarce – po nieznacznej recesji w końcu ubiegłego roku i na początku roku 2013 – poprawia się. Bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, a dochody wzrastają. Pozytywne tendencje są intensyfikowane przez (jedne z najniższych w historii) stopy procentowe, które zachęcają Niemców do wypłacania pieniędzy z banków i konsumpcji towarów o wyższej wartości lub inwestowania w remonty domów.

W czerwcu wskaźnik skłonności do zakupów w Austrii spadł do najniższego poziomu od 2009 roku. Na tak niekorzystny wynik wpłynęły problemy banku Hypo Alpe-Adria oraz niewypłacalność firm Dayli i Niedermeyer, które doprowadziły do wzrostu bezrobocia. Jednak dzięki pozytywnym warunkom gospodarczym latem wskaźnik ten zwiększył się i obecnie wynosi 11,7 punktu.

Wyniki w gospodarce poprawiły się po kryzysie finansowym i ostatnio zanotowano wzrost (w perspektywie kwartał do kwartału) w wysokości 0,2 proc. Z danych KE wynika, że stopa bezrobocia w Austrii (mimo wzrostu, jaki ostatnio zanotowano) wynosi zaledwie 6,9 proc. i jest najniższą wartością w Unii Europejskiej.

Gospodarka Holandii pogrążona jest w recesji. Bezrobocie wynosi obecnie 7,5 proc. i rośnie. Za tak niekorzystną sytuację gospodarczą odpowiada przede wszystkim nagłe załamanie się rynku nieruchomości. W ciągu ostatniego roku ceny domów spadły o 30 proc. Zobowiązania z tytułu kredytów hipotecznych zaciągniętych przez wielu Holendrów przewyższają obecnie prawie dwukrotnie rzeczywistą wartość domów. Dlatego konsumenci ograniczają wydatki i kupują jedynie te produkty, które są niezbędne. Ze wskaźniku skłonności do zakupów, który obecnie wynosi -21,8 punktu, odczytać można obraz sytuacji panującej w Holandii.

Pojawia się coraz więcej sygnałów mówiących o tym, że sytuacja gospodarcza w Grecji poprawia się. Przewiduje się, że recesja zostanie przezwyciężona w przyszłym roku. Na poprawę sytuacji gospodarczej wpływa przede wszystkim turystyka. Obecnie w tym sektorze gospodarki pracuje co piąty obywatel Grecji. Pozytywne tendencje znajdują swoje odbicie w wartości wskaźnika skłonności do zakupów, który wynosi -25,1 punktu. Jednak należy zauważyć, że poziom tego indeksu po raz kolejny znacznie spadł w sierpniu i wyniósł wtedy -43 punkty. Na obniżenie wartości indeksu wpłynęły następujące działania: ogłoszenie decyzji o planowanej redukcji zatrudnienia funkcjonariuszy publicznych o 4000 etatów oraz kolejna inspekcja przedstawicieli Trojki.

Konsumenci nie spodziewają się dalszego spadku dochodów

Wskaźnik oczekiwań dochodowych znacząco się poprawił w prawie wszystkich krajach. Indeks ten osiągnął wyjątkowy wysoki poziom w Niemczech, zaś wyraźnie niski wskaźnik zanotowano w Grecji. Jedynie w Holandii oczekiwania dochodowe w ciągu ostatnich trzech miesięcy pogorszyły się. Najniższe wartości odnotowano w Grecji (-46,8 punktu), Holandii (-42,7 punktu) i we Francji (-42,1 punktu). Najwyższe zaś widoczne były w Niemczech (33,7 punktu), Czechach (16,5 punktu) i Austrii (15,1 punktu).

W ciągu ostatnich kilku miesięcy poprawiły się prognozy ekonomiczne dotyczące Włoch. Mimo że sytuacja firm nie jest ustabilizowana, a bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie, konsumenci zaczynają oceniać przyszłość w optymistyczny sposób. Wpływa na to obecny plan działań mających na celu naprawę gospodarki. Rząd planuje usprawnić kolej, odnowić szkoły, naprawić mosty i tunele. Ponadto spodziewane jest przyjęcie kolejnej pożyczki w wysokości 10 mld euro, dzięki której możliwe będzie uregulowanie nieopłaconych dotąd faktur krajowych wystawionych przez firmy. Choć Włosi nie spodziewają się wzrostu rzeczywistych dochodów, są jednak przekonani, że ich wartość nie obniży się, a więc pozostanie na tym samym poziomie. Dlatego wskaźnik oczekiwań dochodowych wyraźnie wzrósł do 16,9, co stanowi najwyższą wartość od grudnia 2010 roku.

Dzięki temu, że w Hiszpanii zaobserwowano po raz pierwszy odwielu miesięcy poprawę sytuacji gospodarczej, mieszkańcy tego kraju nie spodziewają się dalszego spadku dochodów. W gospodarce dają się zauważyć pozytywne tendencje. Oczekuje się, że w drugiej połowie roku nastąpi nieznaczny wzrost. Rząd nie planuje w najbliższych miesiącach wzrostu podatków ani obniżenia pensji. Obecnie wskaźnik oczekiwań dochodowych osiągnął wartość -11,8 punktu. Oznacza to wyraźny wzrost w stosunku do sierpnia ubiegłego roku, gdy indeks ten znajdował się na najniższym poziomie -62,2 punktu. W ostatnich pięciu miesiącach wskaźnik wzrósł o ok. 22 punktów.

W gospodarce Czech widoczne jest osłabienie negatywnych tendencji, które wystąpiły w pierwszym kwartale. Poziom PKB cechuje dalszy spadek o 1,2 proc., licząc rok do roku. Jednak w porównaniu z pierwszym kwartałem bieżącego roku zanotowano wzrost o 0,6 proc. Czeskie statystyki wykazują znaczący spadek bezrobocia w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Obecnie wynosi ono tylko 6,9 proc. Poprawa widoczna w całej Europie, zwłaszcza w Niemczech, korzystnie wpływa na opinie konsumentów. Są oni przekonani, że ich sytuacja ekonomiczna poprawi się, a więc konsumenci spodziewają się wzrostu dochodów. Wskaźnik oczekiwań ekonomicznych wzrósł od początku roku o ok. 16 punktów i obecnie utrzymuje się na poziomie 16,5 punktu. Jest to najwyższy wynik od listopada 2009 roku.

Wzrost gospodarczy Słowacji przyczynił się do tego, że ten kraj zaliczony został do grupy państw najszybciej rozwijających się w Europie w zeszłym roku. Jednak w drugim kwartale 2013 roku wartość PKB wzrosła o zaledwie 0,3 proc. w stosunku do pierwszego kwartału tego roku i o 0,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Sytuację na rynku pracy można uznać za krytyczną. Mimo wzrostu gospodarczego w zeszłym roku bezrobocie zwiększyło się. Obecnie jego poziom utrzymuje się na poziomie 14 proc., co stanowi najwyższą wartość w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Eksperci przewidują, że bezrobocie zacznie zdecydowanie spadać dopiero w 2015 roku. Konsumenci nie przestali wierzyć w to, że gospodarka – a więc i sytuacja na rynku pracy – w niedalekiej przyszłości zaczną się poprawiać. To przekonanie jest widoczne we wskaźniku oczekiwań dochodowych, który utrzymuje się powyżej zera, choć na przestrzeni zeszłego roku indeks ten nie zwiększył swojej wartości. Obecnie wynosi on 8,2 punktu.

Europa – rośnie wskaźnik oczekiwań ekonomicznych

W prawie wszystkich krajach – z wyjątkiem Grecji i Włoch – oczekiwania ekonomiczne poprawiają się. W okresie od czerwca do września największy wzrost tego wskaźnika zanotowano w Austrii, Czechach i Francji.

Obecnie wskaźnik ten osiągnął najniższy poziom w Grecji (-41,1 punktu). Nieznaczną poprawę zaobserwowano we Włoszech (-34,8 punktu). Przewiduje się, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy nastąpi rozwój gospodarczy w Wielkiej Brytanii (19,2 punktu), Niemczech (10,7 punktu) i Austrii (6,7 punktu).

W Wielkiej Brytanii konsumenci znowu – choć powoli – podejmują decyzje o zakupie towarów. Rząd inwestuje, a wskaźnik oczekiwań ekonomicznych obywateli wykazuje silną tendencję wzrostową. Obecnie utrzymuje się on na poziomie 19,2 punktu. Od lata wzrósł o 12 punktów. W porównaniu z marcem tego roku (gdy wskaźnik był najniższy), wzrost wyniósł ok. 41 punktów. W drugim kwartale poziom rozwoju gospodarczego podniósł się o 0,6 proc. Eksperci przewidują, że wzrost w skali całego roku wyniesie 1,5 proc.

Do oceny poprawy sytuacji gospodarczej należy jednak podchodzić z dużym sceptycyzmem. Polepszenie to wynika przede wszystkim z konsumpcji prywatnej oraz inwestycji rządowych. Jeśli dochody nie będą rosnąć, nastąpi zastój w konsumpcji. Rząd będzie wówczas zmuszony do podjęcia działań oszczędnościowych w celu konsolidacji budżetu. Pozostaje nadzieja, że dobry klimat panujący obecnie w gospodarce znajdzie odzwierciedlenie we wzroście inwestycji oraz eksportu. Dzięki temu pojawi się szansa na osiągnięcie zrównoważonego poziomu wzrostu gospodarczego.

We Francji oczekiwania ekonomiczne równomiernie poprawiały się w ciągu ostatnich miesięcy. Obecnie wskaźnik ten znajduje się na poziomie -10,6 punktu. Mimo że wartość tego indeksu jest ujemna, to widać wyraźną poprawę – zwłaszcza gdy porówna się obecny poziom wskaźnika z wartością zanotowaną w czerwcu (-48,7 punktu). Francuscy konsumenci mają nadzieję, że poprawa sytuacji gospodarczej zanotowana w ciągu ostatnich kilku miesięcy – ustabilizuje się. W drugim kwartale wartość wzrostu gospodarczego zwiększyła się o 0,5 proc. Komisja Europejska (KE) przewiduje, że dane za rok 2013 wykażą nieznaczny spadek PKB w wysokości 0,1 proc.

Oczekuje się, że w przyszłym roku gospodarka francuska całkowicie przezwycięży recesję i zanotowany zostanie wzrost w wysokość 0,9 proc. Radość z tak pozytywnych perspektyw nie powinna przesłaniać jasnej oceny sytuacji. Rząd francuski musi prowadzić działania w celu ożywienia gospodarki w skali długoterminowej, tj. przeprowadzić reformę emerytur oraz zmniejszyć wysoki poziom bezrobocia.

W gospodarce Portugalii dopiero teraz widoczne są pierwsze oznaki poprawy. Eksperci przewidują wprawdzie dalszy spadek PKB o 2,3 proc. w roku 2013, a w kolejnym roku – wzrost o zaledwie 0,6 proc. Należy jednak podkreślić, że w drugim kwartale 2013 roku poziom PKB wzrósł o 1,1 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Te dane pozwalają mieć nadzieję, że ocena sytuacji gospodarczej przez konsumentów będzie optymistyczna. We wrześniu wskaźnik oczekiwań ekonomicznych wyniósł -29,5 punktu, co stanowi najwyższą wartość od kwietnia 2010. Obecnie indeks ten osiągnął poziom o 35 punktów wyższy od najniższej wartości, jaką zanotowano we wrześniu 2011 roku.

Na poprawę nastrojów konsumentów mają wpływ wyniki w sektorze turystycznym, które w tym roku wyraźnie się poprawiły. Z badań wynika, że liczba gości hotelowych w pierwszej połowie bieżącego roku wzrosła o 3,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2012 roku.

Liczba rezerwacji wzrosła nawet o 5,4 proc. Obecnie Portugalia uznawana jest za bezpieczny kraj w porównaniu z państwami leżącymi w północnej Afryce, gdzie dochodzi do rozruchów. Taka ocena Portugalii sprawia, że turyści przyjeżdżają tu na wakacje, co korzystnie wpływa na rozwój gospodarczy.

Polepszają się nastroje konsumentów w Europie

Mieszkańcy Europy oczekują, że najgorszy etap kryzysu już minął i sytuacja gospodarcza zacznie się powoli poprawiać. W wielu krajach odnotowano znaczący wzrost nastrojów konsumenckich już w drugim kwartale. W pozostałych państwach odnotowuje się osłabienie tendencji spadkowej.

Wyniki badania GfK Consumer Climate Europe, które prezentuje oczekiwania gospodarcze i dochodowe oraz skłonność do zakupów konsumentów z 14 europejskich krajów.

Od początku drugiego kwartału rosną nadzieje konsumentów na to, że szczytowy okres kryzysu już minął, a więc sytuacja ekonomiczna będzie się powoli poprawiać. Z danych ekonomicznych Unii Europejskiej wynika, że mamy do czynienia z niewielką tendencją wzrostową (0,4 proc.) w porównaniu z pierwszym kwartałem.

W Niemczech, Portugalii, Wielkiej Brytanii i we Francji odnotowano częściowy wzrost gospodarczy. Wprawdzie sytuacja w Hiszpanii i we Włoszech też się nieznacznie poprawiła, ale w krajach tych nadal dostrzega się ogólną tendencję spadkową. We Francji deficyt handlu zagranicznego zmniejszył się, a w Grecji nawet uzyskał dodatnią wartość. W Portugalii odsetek bezrobotnych obniżył się po raz pierwszy od dwóch lat.

Na poprawę sytuacji w Europie wpłynęło wiele czynników. Eksporterzy skorzystali na niewielkim wzroście postrzeganym w skali ogólnoświatowej. W niektórych krajach konsumenci znów zaczynają wydawać więcej pieniędzy. Powoli odstępuje się też od podjętych wcześniej działań oszczędnościowych. W krajach na południu kontynentu do poprawy gospodarczej przyczyniła się w dużej mierze turystyka.

Latem odnotowano w UE pierwszy nieznaczny spadek stopy bezrobocia, który jednak nadal jest dość wysoki, wynosi bowiem 11 proc. W związku z tym jest jeszcze zbyt wcześnie, by mówić o rzeczywistej poprawie sytuacji. Można się spodziewać, że liczba bezrobotnych ponownie wzrośnie w najbliższym roku, a znaczący spadek nastąpi dopiero w 2015 roku. Eksperci oceniają, że wskaźnik poziomu bezrobocia – w perspektywie średnioterminowej – nie osiągnie wartości sprzed kryzysu.

Poziom pożyczek bankowych jest wciąż bardzo niski, a nieznaczny impuls wzrostowy, który nastąpi w najbliższym czasie, nie będzie wystarczający do zatrzymania wciąż rosnącego zadłużenia krajów Unii Europejskiej.

10-krotnie wzrośnie ilość danych przesyłanych w sieciach mobilnych w latach 2013-2019

Każdego miesiąca w sieciach komórkowych na całym świecie przesyłanych jest już ponad eksabajt* danych. W latach 2013-2019 ilość transferowanych danych będzie rosła średnio o 45% rocznie. W rezultacie ponad 10 eksabajtów danych będzie przesyłanych miesięcznie w 2019 r. – to 10 razy więcej niż obecnie. Wideo będzie odpowiedzialne za około połowę całego ruchu danych.

Zwiększający się ruch danych mobilnych wynika ze wzrostu zarówno liczby subskrypcji jak i średniej ilości przesyłanych danych przez każdego subskrybenta. Na świecie jest już ponad 2 miliardy subskrypcji mobilnego internetu, a ich liczba zwiększy się 4-krotnie w latach 2013-2019. Użytkownicy konsumują coraz więcej danych – co wraz ze wzrostem liczby subskrypcji przekłada się na gwałtowny wzrost w transferze danych.

W 2013 roku, po raz pierwszy, całkowity ruch danych mobilnych generowany przez telefony komórkowe przewyższył ruch mobilny wytwarzany przez laptopy, tablety i mobilne routery. W latach 2013-2016 ruch w sieciach mobilnych będzie rósł szybciej niż w sieciach stałych. Średni roczny wzrost ilości przesyłanych danych dla internetu stacjonarnego w tym okresie wyniesie 25% (45% dla sieci mobilnych). Wciąż jednak internet stacjonarny będzie dominujący. Dane transferowane w sieciach mobilnych stanowią 5% całościowego transferu danych w sieciach stałych i mobilnych. W 2019 roku będzie to 12% całościowego ruchu danych.

Obecnie najwięcej danych transferowanych jest w związku z odtwarzaniem wideo, audio oraz przeglądaniem stron internetowych. W 2019 roku, wideo będzie dominowało w sieciach mobilnych, odpowiadając za ponad 50% ruchu danych na świecie.

Grupa Ergis po trzech kwartałach 2013

Grupa ERGIS, zanotowała po trzech kwartałach 2013 roku przychody ze sprzedaży na poziomie 520 mln zł, czyli o 7,5% wyższe od osiągniętych rok wcześniej. Wartość EBITDA w tym okresie osiągnęła poziom 39,4 mln zł (wzrost o 25%), a zysk operacyjny wyniósł 10,9 mln zł (wzrost o 39,6%).

Na wynik netto Grupy po trzech kwartałach tego roku negatywny wpływ miały ujemne różnice kursowe. Pomimo tego zysk netto Grupy w tym okresie sięgnął 9,2 mln zł, czyli był wyższy o 26,3% od wypracowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży i reorganizacji sprzedaży w biznesie folii twardych, w tym transferu części produkcji z Berlina do Wąbrzeźna, jak również poprawy marż w segmencie wysokorozciągliwych folii stretch.

15 października ERGIS-Eurofilms SA podpisała umowę z Windmoeller & Hoelscher KG na dostawę drugiej linii do produkcji folii nanoERGIS. Koszt tej inwestycji wyniesie 18 mln zł, uruchomienie linii planowane jest na I kwartał 2014 roku.

W III kwartale Grupa Ergis przeniosła linię technologiczną do produkcji folii twardej PVC i laminatów PVC/PE z Berlina do Wąbrzeźna (linia ta w ostatnim czasie nie była wykorzystywana), w celu obsługi zwiększającej się liczby zamówień na folie twarde PVC i PVC/PE. Rozpoczęcie sprzedaży produktów z tej linii planowane jest na I kwartał 2014 roku.

Grupa Ergis zanotowała dobre wyniki finansowe, zarówno w III kwartale 2013 roku, jak i narastająco po trzech kwartałach, pomimo niezbyt sprzyjającej sytuacji surowcowej.

Na uwagę zasługuje wzrost sprzedaży opakowań przemysłowych (o 25%), co wynika z uruchomienia w II kwartale 2012 nowej linii do produkcji folii nanoERGIS.

Dalszy wzrost sprzedaży opakowań drukowanych (o 7,1%) jest wynikiem systematycznego rozwijania parku maszynowego do produkcji tego asortymentu, a wzrost sprzedaży twardych folii opakowaniowych (o 4,7%) wiąże się ze wzrostem konkurencyjności tego asortymentu po przeniesieniu części linii produkcyjnych z Berlina do Wąbrzeźna.

Grupa zanotowała kolejny raz nieznaczny spadek (o 1,5%) sprzedaży folii miękkich PVC, głównie asortymentów związanych z budownictwem (folie okleinowe, podkładowe do tapet).

Spadek sprzedaży odnotowany w pozycji „pozostała sprzedaż” (o 30,4%) spowodowany był ujemną dynamiką sprzedaży granulatów oraz wyrobów wytłaczanych PVC, wynikającą z wycofania się Grupy z produkcji paneli, parapetów oraz tapet.

Trzeci kwartał 2013 był dla Grupy dobry pod względem rentowności operacyjnej. Marża wyniosła 32,3 mln zł (narastająco 81,1 mln zł), podczas gdy w analogicznym kwartale 2012 roku wyniosła 24,5 mln zł (narastająco 62,6 mln zł). co oznacza wzrost o 32% (narastająco o 30%). Podobnie, na wyraźnie wyższym poziomie, kształtował się zysk z działalności operacyjnej (EBIT), który wzrósł po III kwartale 2013 roku o 39,6%, a narastająco od początku roku – o 81,7%. W tym samym okresie dynamika wzrostu zysku EBITDA wyniosła odpowiednio 25% oraz 39,1%. Poprawa rentowności dotyczy zarówno Ergis-Eurofilms SA jak i spółek zależnych.

Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży, podjętych działań reorganizacyjnych, przeprowadzonych głównie w biznesie folii twardych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także poprawy marży na wysokorozciągliwych foliach stretch produkowanych na nowej linii.

Wielkości zysku brutto i zysku netto w III kwartale 2013 roku oraz narastająco prezentują się także lepiej, przy porównywalnych kosztach dotyczących różnic kursowych. Również narastająco oba zyski są wyższe, pomimo wyraźnie niekorzystnych kosztów z tytułu różnic kursowych (za trzy kwartały 2012 były one dodatnie i wyniosły +3,97 mln zł, natomiast za trzy kwartały 2013 ujemne i wyniosły -2,04 mln zł. Pomimo tego zysk netto Grupy po trzech kwartałach sięgnął 9,2 mln zł, czyli był wyższy o 26,3% od wypracowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Mamy za sobą dobry III kwartał, w którym uzyskaliśmy satysfakcjonujące wyniki finansowe, pomimo niezbyt sprzyjającej sytuacji surowcowej oraz negatywnego wpływu różnic kursowych na nasz wynik na poziomie netto. Widoczna poprawa rentowności Grupy jest przede wszystkim efektem zwiększenia wolumenu sprzedaży i reorganizacji w biznesie folii twardych, w tym transferu części produkcji z Berlina do Wąbrzeźna. Na wynik pozytywnie wpłynął także rozwój sprzedaży folii nanoERGIS – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS-EUROFILMS.

Obserwując pozytywne efekty przeniesienia części produkcji folii twardych z Berlina do Wąbrzeźna, zdecydowaliśmy się na transfer do Polski drugiej linii technologicznej do produkcji folii PVC i laminatów PVC/PE, co pozwoli nam obsłużyć zwiększającą się liczbę zamówień na produkty z tego asortymentu. Planujemy, że rozpoczęcie sprzedaży produktów z tej linii nastąpi w pierwszym kwartale 2014. Jednocześnie rozpoczęliśmy prace mające na celu uruchomienie w I kwartale 2014 roku kolejnej linii do produkcji folii nanoERGIS w Oławie – dodał Tadeusz Nowicki.

Dane z polskiej gospodarki poniżej oczekiwań

Wprawdzie ostatnie dane wciąż wskazują na ożywienie koniunktury, ale wzrosty w przemyśle, sprzedaży detalicznej czy na rynku pracy były niższe od oczekiwań. Jak jednak podkreślają analitycy domu maklerskiego DI BRE, ożywienie w polskiej gospodarce znajduje solidne podstawy we wciąż rosnącym eksporcie. Stany Zjednoczone, a wraz z nimi niemal cały świat, z niecierpliwością oczekują skutków zakończonego w październiku government shutdown. Według optymistycznych scenariuszy, słabsze dane zostaną zinterpretowane jako stan przejściowy i nie zaburzą powrotu gospodarki na ścieżkę dynamicznego wzrostu.

– Amerykański klincz polityczny z pewnością nie pozostanie bez wpływu na światową gospodarkę – komentuje Michał Marczak, szef analityków domu maklerskiego DI BRE. Jednak słabsze dane mogą wesprzeć FED w przedłużaniu skupu aktywów na kolejne miesiące. Niskie stopy napędzające rynek nieruchomości, mniejsze zacieśnienie fiskalne oraz boom w przemyśle, przy wciąż niskiej inflacji to scenariusz, który z punktu widzenia inwestorów prezentuje się bardzo dobrze. Nie możemy jednak zapominać, że kryzys wciąż nie został całkowicie zażegnany. Na oczątku roku Stany Zjednoczone czeka kolejna fala burzliwych targów politycznych – dodaje.

Sytuacja w Polsce wciąż daje podstawy umiarkowanego optymizmu. Pomimo wzrostów niższych niż te zakładane przez makroekonomistów, eksport pozostaje kołem zamachowym polskiej gospodarki. Dalsza poprawa koniunktury w naszym kraju będzie jednak musiała w coraz większym stopniu opierać się o popyt wewnętrzny. Zdaniem ekspertów domu maklerskiego DI BRE coraz lepsza sytuacja na rynku pracy i wzrost realnych wynagrodzeń, dodatkowo wspierane rozluźnieniem polityki kredytowej banków, będą stymulowały wzrost wydatków konsumpcyjnych. Te prognozy pozwalają patrzeć na najbliższą przyszłość polskiego rynku ze spokojem. Wprawdzie inwestorzy wciąż z dużą nieufnością oczekują informacji dotyczących reformy OFE, ale poza uszczegółowieniem zapisów ustawy, nie powinniśmy się w tej kwestii spodziewać żadnych istotnych zmian.

Rynki akcji znalazły się w fazie obniżania oczekiwanej premii za ryzyko czy dyskontowania wyników roku 2015. Co za tym idzie, bieżące wyceny (również w Polsce) trudno uznać za atrakcyjne. Warto jednak przyjrzeć się sytuacji poszczególnych sektorów gospodarki. W październiku indeks WIG Banki zyskał aż 8 proc., co zdaniem analityków domu maklerskiego DI BRE wynikało w dużej mierze z dobrych wyników za trzeci kwartał 2013 roku, podanych przez Bank Millennium i BZ WBK. Dla całego sektora przewidują oni jednak średnio 9 proc. spadku wyniku netto Q/Q i 10 proc. w ujęciu R/R.

Na rynku paliwowym najciekawsze obecnie są akcje MOL-a i Orlenu. W kontekście ryzyka związanego z liberalizacją rynku gazu, wciąż należy zaś uważać na PGNiG. Zaskakujące wzrosty cen energii poprawiły sentyment do sektora energetyki. Potencjał wzrostowy mają Turon i Enea.

Inwestorzy powiązani z sektorem surowcowym z niecierpliwością czekają na 3. plenum Chińskiej Partii Komunistycznej. Zjazd wyznaczy ramy polityki gospodarczej na kolejne 10 lat. Istnieje ryzyko, że jednym z głównych kierunków rozwoju będzie obniżenie energochłonności przemysłu, co może spowolnić wzrost popytu m.in. na węgiel i metale przemysłowe. Październik był kolejnym doskonałym miesiącem dla firm budowlanych. Kilka z nich mogło jeszcze nie wyczerpać swojego potencjału. Eksperci domu maklerskiego DI BRE wskazują na Herkules, Elektrotim i Unibep. Poprawiająca się sytuacja na rynku mieszkaniowym zepchnie na dalszy plan wyniki firm deweloperskich za trzeci kwartał. Ewentualna korekta może być okazją do kupna atrakcyjnie wycenionych spółek. Poprawa na rynku reklamy i relatywnie dobra oglądalność w październiku pozwala liczyć na dobre wyniki TVN. Analitycy utrzymują jednak neutralne nastawienie do Agory i cyfrowego Polsatu. Nadchodzący rok może być dobry dla spółek z branży informatycznej. Dla większych firm szansą będą środki unijne, które mogą przełożyć się na dużą liczbę zamówień z sektora publicznego. Mniejsze przedsiębiorstwa powinny skorzystać na rosnącym popycie na usługi w formie cloud.

W raporcie miesięcznym DI BRE podwyższa rekomendację dla spółki MOL (Kupuj) oraz obniża zalecenie inwestycyjne dla spółek: Budimex (Trzymaj), CEZ (Trzymaj), Cinema City (Trzymaj), Erbud(Trzymaj), Pekao (Sprzedaj), PZU (Trzymaj).

Wzrost rentowności Grupy TAURON po trzech kwartałach 2013 r.

Po dziewięciu miesiącach 2013 r. produkcja węgla handlowego w dwóch kopalniach Grupy wzrosła o 4,2 proc. rok do roku i osiągnęła poziom 4,26 mln ton. Elektrownie i elektrociepłownie Grupy TAURON wytworzyły w ciągu trzech kwartałów o 1,3 proc. więcej energii elektrycznej niż w porównywalnym okresie 2012 r., natomiast wolumen dystrybucji energii elektrycznej w okresie I -III kwartał 2013 r. utrzymał się na takim samym poziomie rok do roku, tj. 35,72 TWh (w samym III kwartale nastąpił wzrost o 1,7 proc.). Liczba klientów przyłączonych do sieci dystrybucyjnych Grupy wzrosła o 30 tys. r/r (łącznie ponad 5,3 mln).

W pierwszych trzech kwartałach ponad dwukrotnie wzrosły zyski w segmentach Sprzedaż (o 118,8 proc.) oraz Obsługa Klienta (o 117,3 proc.). Równocześnie spadł wskaźnik zadłużenia finansowego netto do EBITDA – do poziomu 1,19.

– W ciągu dziewięciu miesięcy 2013 r. Grupa TAURON wypracowała solidne wyniki finansowe. Znacząco poprawiliśmy poziom rentowności. Marża EBITDA wzrosła o ponad 4 p.p. do poziomu ponad 21 proc. To również efekt konsekwentnego wdrażania programu poprawy efektywności, czego bezpośrednim rezultatem jest spadek kosztów działalności. Należy podkreślić, że oszczędności wynikające z programu poprawy efektywności w trzech kwartałach tego roku osiągnęły 214 mln zł. Zakończyliśmy również budowę bloku ciepłowniczego w Bielsku-Białej oraz farm wiatrowych w Wicku i Marszewie, co łącznie daje 172 MWe nowych, przyjaznych dla środowiska mocy wytwórczych – mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

Serinus Energy po III kwartale 2013

Serinus Energy w trzecim kwartale odnotowała rekordowy zysk netto, który wyniósł niemal 12 mln USD oraz 19,2 mln USD po dziewięciu miesiącach 2013 roku. Jest on wynikiem dalszego wzrostu produkcji na Ukrainie oraz przejęcia aktywów produkcyjnych Winstar Resources. Średnia dzienna produkcja ropy i gazu wzrosła o 79 proc. rok do roku. Jednym z najważniejszych wydarzeń dziewięciu miesięcy był debiut na giełdzie w Toronto.

„Wielokrotnie podkreślaliśmy wagę przejęcia Winstar Resources Ltd., dzięki czemu rozpoczęliśmy produkcję ropy naftowej oraz zadebiutowaliśmy na giełdzie w Toronto. Jednak na tym etapie to Ukraina stanowi nasz największy atut przy podsumowaniach finansowych i operacyjnych. Produkcja i zyski ze sprzedaży stale wzrastają. Chcemy by Serinus Energy utrzymała ten trend również w przyszłym roku – planujemy poświęcić najbliższe miesiące na prace przy modernizacji istniejących i wykonanie nowych odwiertów w Tunezji oraz na Ukrainie – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Serinus Energy.

Produkcja

Produkcja Serinus realizowana jest na Ukrainie oraz w Tunezji. Jej poziom osiągnął średnio 4892 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie i był najwyższy w historii spółki. Oznacza to wzrost w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku o 79 proc. Przepływy środków z działalności operacyjnej w trzecim kwartale wyniosły 21,6 mln USD i wzrosły w stosunku do poprzedniego kwartału o 12,7 mln USD oraz o 15,7 mln USD w porównaniu do trzeciego kwartału 2012 roku. W ujęciu procentowym: 68 proc. produkcji Spółki pochodzi z aktywów na Ukrainie (netto dla Serinusa: 548 tys. m sześc. gazu i 104 baryłki kondensatu dziennie), a 32 proc. przypada na produkcję w Tunezji (68 tys. m. sześc. gazu i 1 165 baryłek dziennie).

Grupa Kapitałowa ACTION S.A. – dynamiczny wzrost sprzedaży

W III kwartale 2013 roku przychody ze sprzedaży GK ACTION S.A. osiągnęły poziom 1,14 mld zł, a zysk netto wyniósł 13,87 mln zł, zanotowano tym samym wzrost odpowiednio o 37,8% i 25,6% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Bardzo dobre wyniki to efekt rozwoju wszystkich kanałów sprzedaży Grupy Kapitałowej i jej ekspansji na rynki zewnętrzne. Równolegle do rozszerzania działalności na zagranicznych rynkach, III kwartał bieżącego roku był dla ACTION S.A. okresem umacniania biznesu w Polsce. Duża dynamika wzrostu w kraju na poziomie 28,7%, plasuje Spółkę na pozycji lidera sprzedaży na rodzimym rynku.

Po trzech pierwszych kwartałach 2013 r. Grupa Kapitałowa ACTION S.A. osiągnęła 42,24 mln zł zysku netto, 64,75 mln zł EBITDA i 3,26 mld zł przychodów ze sprzedaży. W omawianym okresie na bardzo dobrym poziomie utrzymany został również wskaźnik cyklu konwersji gotówki, który wyniósł 17,4 dnia.

Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.
Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.

– Po trzech kwartałach zrealizowaliśmy już ponad 70% prognozowanego zysku netto i przychodów ze sprzedaży, a czwarty, najlepszy kwartał dopiero przed nami. Cieszy nas nie tylko rozwój ACTION na rynkach zagranicznych, ale również świetnie prowadzony biznes z polskimi partnerami. W trzecim kwartale zanotowaliśmy niemal 29% wzrostu sprzedaży na rodzimym rynku, to efekt intensywnej pracy nad rozwojem wszystkich kanałów sprzedażowych. Stale rozszerzamy portfolio produktowe, podpisujemy nowe umowy z kluczowymi producentami, jesteśmy aktywni na polu przetargów i sprzedaży korporacyjnej. W trzecim kwartale uczestniczyliśmy w realizacji zamówień przetargowych o łącznej wartości ponad 123 mln złotych.

Równie skutecznie rozwijamy się poza granicami kraju, gdzie mówimy już o dynamice na poziomie ponad 60%. Z jednej strony to efekt sprzedaży eksportowej, z drugiej wejścia na rynek niemiecki poprzez Devil GmbH. Spółka od początku funkcjonowania jest rentowna, a jej obrót w omawianym kwartale to prawie 9 mln euro. Nasze działania na rynkach zagranicznych wpływają również bezpośrednio na wzrost sprzedaży marek ActiveJet i Pentagram – powiedział Piotr Bieliński, Prezes Zarządu ACTION S.A.

Rozwój marek własnych jest istotnym elementem strategii biznesowej ACTION S.A.. Produkty ActiveJet, jako jedne z nielicznych na rynku alternatywnych materiałów eksploatacyjnych, zanotowały wzrost sprzedaży. Ze świetnym odbiorem partnerów biznesowych spotyka się też marka Pentagram, która została bardzo dobrze przyjęta m.in. przez operatorów telekomunikacyjnych. Strategia biznesowa zakłada stałe poszukiwanie nisz, zarówno w obszarze oferty jak i kanałów sprzedaży, które mają stopniowo odpowiadać za coraz większą część przychodu GK ACTION S.A.

– Szczególnie istotny jest dla nas rozwój oferty produktów z zakresu nowych technologii, skierowanej do biznesu. Chcemy być pierwsi na rynku w sprzedaży nowoczesnych rozwiązań kluczowych producentów. Kilka dni temu wspólnie z Samsung zorganizowaliśmy prelaunch innowacyjnej usługi Samsung Knox, zapewniającej bezpieczeństwo urządzeń mobilnych i aplikacji w firmach. Nasi kluczowi klienci, jako pierwsi w Polsce mogli poznać nowy produkt. To wydarzenie pokazuje doskonale jak chcemy działać i jakie korzyści ze współpracy z nami mają nasi partnerzy. Naszą intencją jest wsparcie i kierowanie uwagi klientów na obszary gdzie mogą realizować profit i rozwijać się. Nowoczesne technologie dają niesamowite możliwości, a my chcemy edukować rynek, wspierać klientów – powiedział Sławomir Harazin, Wiceprezes Zarządu ACTION S.A.

Według opublikowanej prognozy finansowej, skonsolidowane przychody Grupy Kapitałowej ACTION S.A. w 2013 roku wyniosą 4,65 mld zł., a skonsolidowany zysk netto 61,50 mln zł.

Komentarz dzienny, 14 listopada 2013

Dziś o 10:00 GUS ogłosi informację sygnalną o PKB za III kwartał. Oczekiwania dalszego przyspieszenia wzrostu gospodarczego są w pełni uzasadnione poprawą danych miesięcznych we wszystkich kategoriach, sugerującą zarówno istotną kontrybucję konsumpcji prywatnej, jak i zdecydowane wyhamowanie spadków inwestycji. Uważamy, że modele oparte na wartości dodanej mogą zawyżać faktyczną dynamikę PKB we wczesnej fazie ożywienia (tak było w 2009 i 2010 roku), stąd też nasze bardziej zachowawcze oczekiwania, zwłaszcza biorąc pod uwage niektóre rynkowe i rządowe prognozy (2% a nawet nieco więcej). O 14:00 zostanie z kolei opublikowana inflacja. W związku z niskimi odczytami żywności w regionie (Czechy i Węgry) bardziej prawdopodobna jest realizacja inflacji na poziomie 0,9% niż podawane przez nas wcześniej 1,0%. Równolegle z danymi GUS o inflacji, NBP opublikuje dane o podaży pieniądza M3 w październiku – za spodziewane wyhamowanie dynamiki odpowiada głównie niska dynamika depozytów gosp. domowych.

Wyniki po trzech kwartałach

0

KGHM Polska Miedź SA utrzymuje stabilną produkcję przy zachowaniu dyscypliny kosztowej oraz terminowej realizacji założonych planów inwestycyjnych i modernizacyjnych. Mimo pogorszenia warunków makroekonomicznych, Spółka nie przewiduje obecnie odchylenia prognozowanych wyników finansowych w 2013 roku powyżej poziomu 10 procent, głównie w związku ze zwiększeniem wolumenu produkcji i sprzedaży.

PKO BP chce finansować kredyty listami zastawnymi. Potrzebne jednak zmiany w prawie

CEO Magazyn Polska

PKO Bank Polski czeka na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na przejęcie Nordei. Bank otrzymał już zgodę regulatora na Ukrainie oraz UOKiK-u. W oparciu o gdyńskie struktury przejmowanego banku rozwinięta zostanie działalność hipoteczna. W drugiej połowie przyszłego roku PKO BP chce wejść na rynek listów zastawnych i na razie nie planuje kolejnych przejęć.

 – Chcemy zintegrować bank Nordea z PKO BP. W związku z tym wszystkie placówki będą działały pod jednym wspólnym szyldem. Natomiast w oparciu o lokalizacje banku Nordea w Gdyni, w oparciu o licencję, którą zamkniemy integrując bank Nordea, chcemy utworzyć bank hipoteczny, który będzie miał swoją siedzibę w Gdyni i stamtąd chcemy rozwijać bankowość hipoteczną w oparciu o 100-proc. współpracę z PKO BP – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP.

PKO Bank Polski złożył wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego, która musi wydać zgodę na przejęcie. Decyzja może zapaść najwcześniej 26 listopada, bo wtedy odbędzie się kolejne posiedzenie KNF w pełnym składzie. Bank zdobył już zgodę ukraińskiego Urzędu Antymonopolowego (oba banki działają na ukraińskim rynku) oraz polskiego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Po zakończeniu przejęcia Nordei, PKO BP chce rozwinąć działalność w obszarze bankowości hipotecznej. Bank zamierza w przyszłym roku rozpocząć emisję listów zastawnych. Do tego niezbędne są jednak niewielkie, lecz istotne zmiany prawa. Jagiełło dodaje, że po przejęciu Nordei i rozwoju działalności hipotecznej, PKO BP nie planuje kolejnych przejęć.

 – Kilka tygodni temu prezentowaliśmy z kolegami z Pekao SA oraz z BRE Banku wspólną ideę zmiany w prawie dotyczącą listów zastawnych. Wówczas nie tylko PKO BP, ale również inne banki skorzystają z tej możliwości emitowania listów zastawnych w taki sposób, aby było to korzystne dla banków, dla klientów banków oraz dla otoczenia gospodarczego w Polsce – zapowiada Jagiełło.

Listy zastawne, czyli dłużne papiery wartościowe emitowane przez banki hipoteczne, obecnie w Polsce funkcjonują jedynie teoretycznie. Choć ich emisję umożliwia ustawa z 1997 r., w praktyce banki nie decydują się na ten krok.

Fitch: Polski PKB w przyszłym roku wzrośnie o 2,3 proc. Pomoże eksport na rynki wschodzące

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 11:45

 

Polska gospodarka w przyszłym roku będzie rozwijać się w tempie 2,3 proc.  oceniają analitycy Fitch Polska. Korzystny dla Polski jest wzrost eksportu na rynki wschodzące, zamiast ograniczania się do dotkniętej kryzysem Unii Europejskiej. Optymizmem napawa też rosnący popyt wewnętrzny. W trzecim kwartale 2013 roku PKB wzrósł o 1,9 proc. w ujęciu rocznym – mocniej od oczekiwań.

 Do tej pory głównym czynnikiem wzrostu był eksport – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes Fitch Polska Piotr Kowalski. – W tej chwili widać, że konsumpcja wewnętrzna zaczyna się odbijać. Czas pokaże, czy wynika to ze zbliżającego się okresu świątecznego, czy jest to długotrwały trend.

Polska gospodarka jest stosunkowo dobrze oceniana przez zagranicznych inwestorów. Zdaniem Kowalskiego, za granicą jesteśmy postrzegani lepiej niż sami siebie postrzegamy.

 – Jeśli spojrzymy na to, jakie jest zainteresowanie polskimi obligacjami, albo pójdziemy na seminaria, w których uczestniczą zagraniczne banki lub inwestorzy, to zobaczymy, że mają o naszej gospodarce znacznie lepsze zdanie niż my sami – mówi prezes Fitch Polska.

Wynika to z tego, że chociaż obecny wzrost polskiego PKB jest niższy niż w latach wcześniejszych, to i tak przewyższa ten, który odnotowują kraje zachodnioeuropejskie.

 – Są kraje na świecie czy w regionie, które chętnie by widziały u siebie tego typu wzrost i to jest jeden z punktów odniesienia inwestorów zagranicznych – tłumaczy Kowalski. – Nie oznacza to, że nie widzą problemów, które w Polsce istnieją, jednak oceniają sytuację bardziej optymistycznie niż my sami.

Zdaniem Kowalskiego zbyt wcześnie jeszcze na spekulacje dotyczące podniesienia ratingu Polski. Obecnie, według Fitch, wynosi on A– dla walut zagranicznych i A dla waluty polskiej, a kolejna rewizja nastąpi na początku roku.

Wpływ na ocenę wiarygodności kredytowej naszego państwa będzie mieć m.in. to, jak rząd ostatecznie rozwiąże kwestię systemu emerytalnego.

 – W najbliższym czasie będziemy oczekiwać od rządu pokazania, że ma plan konsolidacji finansów publicznych, i że jest szansa na trwały spadek deficytu i poziomu zadłużenia – mówi Kowalski.

Według wstępnych szacunków GUS, w III kwartale polski PKB wzrósł o 1,9 proc., mocniej niż oczekiwali ekonomiści. Strukturę PKB poznamy 29 listopada.

Janusz Steinhoff: Kongo może być inwestycyjnym eldorado dla polskich firm

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy dysponują technologią i kapitałem, Kongo – chłonnym rynkiem. Inwestycje hamuje jednak brak stosownych umów między naszymi krajami, które umożliwiłby zwiększenie obrotów handlowych. Były minister gospodarki Janusz Steinhoff pozytywnie ocenia wysiłki rządu, który próbuje zacieśniać stosunki z krajami afrykańskimi.

 – Afryka jest potężnym rynkiem zbytu i źródłem surowców, dlatego gospodarki europejskie i afrykańskie są gospodarkami najczęściej komplementarnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Steinhoff, były minister gospodarki.

Polska i Kongo od lat prowadzą wymianę handlową, ale jej rozmiar jest raczej symboliczny. Z danych resortu gospodarki wynika, że w 2012 roku obroty handlowe między Polską i Kongiem osiągnęły 11,8 mln euro. W porównaniu z 2011 rokiem eksport wzrósł o 65 proc., a import o 35 proc., przy czym Polska więcej do Konga eksportuje niż z niego importuje.

 – Potencjalne możliwości współpracy są niesamowicie duże. Przemysł drzewny jest tam rozwinięty, u nas meblarstwo. Po drugie wydobycie, Kongo wydobywa ropę, gaz, rudy żelaza, rudy cyny, rudy ołowiu, cynku, i potas. To są obszary, w których moglibyśmy współpracować – wymienia Janusz Steinhoff.

Atutem Polski w kontaktach z afrykańskimi kontrahentami jest również brak kolonialnej przeszłości. Kolejny argument na korzyść polskich firm to doświadczenie 25 lat transformacji.

 – Polska nie ma obciążeń historycznych, jest dobrze odbierana. Wielu Afrykańczyków studiowało kiedyś w Polsce, co stanowi naturalny obszar zbliżenia nas z krajami Afryki – mówi Janusz Steinhoff. – Możemy służyć doświadczeniami naszym partnerom z Konga: w zakresie rozwoju infrastruktury, zarówno energetycznej, telekomunikacyjnej, drogowej, jak i kolejowej – podkreśla.

Po polskiej stronie partnerzy z Konga znajdą też zaplecze naukowo-badawcze dla przemysłu wydobywczego, zespoły geologów i kapitał niezbędny do inwestycji w wydobycie. Trzeci segment to działalność małych i średnich firm.

Rozwój współpracy gospodarczej hamuje jednak brak podstawowych umów, które ułatwiłby współpracę i rządom, i przedsiębiorcom.

 – Rządy tworzą klimat do wzajemnych inwestycji i handlu, usuwają bariery. Tutaj potrzebne jest podpisanie wszystkich umów, które zbliżą nasze kraje i ułatwią prowadzenie biznesu, jak umowa o ochronie inwestycji, o unikaniu podwójnego opodatkowania, etc. – wymienia Janusz Steinhoff.

Według deklaracji Ministerstwa Gospodarki prace nad odpowiednimi dokumentami już trwają. Na pewno nie zakończą się jednak w tym roku.

PayU: za kilka lat co szósta płatność w sklepie za pomocą smartfona lub tabletu

CEO Magazyn Polska

Handel elektroniczny stanowi kilka procent ogółu sprzedaży detalicznej w Polsce i rozwija się najszybciej w Europie. W ciągu najbliższych lat dogonimy kraje zachodnioeuropejskie, gdzie odsetek ten wynosi kilkanaście proc. Coraz większa liczba kupujących w sieci przekonuje się także do płatności online – już przynajmniej połowa z nich płaci w ten sposób za zakupy. Szczególne znaczenie będą zyskiwać płatności mobilne. Do końca 2020 roku mogą one stać się  popularniejsze od zwykłych płatności online. Aby tak się stało, muszą być proste i wygodne – analizuje PayU.

 Widzimy wzrost udziału płatności internetowych w płatnościach w ogóle – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Emil Podlaszewski, PayU Group Product Director. – Kiedy zaczynaliśmy, kupujący w internecie preferowali płatność gotówką przy odbiorze. Ta grupa jest nadal duża, jednak systematycznie rośnie liczba osób, które płacą wyłącznie przez internet, nie boją się tego, cenią sobie wygodę i szybkość.

Szybki postęp technologiczny powoduje, że na rynku płatności internetowych cały czas pojawiają się nowi gracze i przede wszystkim nowi użytkownicy – wyposażeni w smartfony i tablety. Bez względu na szerokość geograficzną można więc przewidywać, że urządzenia mobilne (smartfony i tablety) będą kształtować nowy model biznesowy także w tym obszarze.

Obecnie udział smartfonów i tabletów w globalnym rynku urządzeń łączących się z internetem wynosi 65 proc., a w ciągu czterech lat ma wzrosnąć do 70 proc. – wynika z raportu Digital Trends 2013 firmy doradczej Deloitte, przygotowanego wspólnie z Allegro i PayU i zaprezentowanego podczas konferencji e-nnovation. Liczba smartfonów znajdujących się w rękach polskich użytkowników osiągnie na koniec bieżącego roku 8 mln, co oznacza wzrost o 2 mln w porównaniu do roku 2012.

Rozwój rynku urządzeń mobilnych ma kluczowe znaczenie dla popularyzacji płatności dokonywanych za ich pomocą. Jak wynika z danych firmy analitycznej Gartner, w zeszłym roku 212 mln osób na świecie dokonywało płatności mobilnych (wobec 70 mln w 2009 roku). Na koniec 2015 r. liczba ta zwiększy się do 384 mln. Globalna wartość takich płatności za dwa lata osiągnie 472 mld dolarów (wobec 26 mld w 2009 roku). Pięć lat później płatności mobilne mają być już bardziej popularne niż płatności, których dokonuje się za pośrednictwem komputera.

Wygoda użytkownika kluczem do sukcesu

Płatność jest kluczowym etapem procesu zakupowego. To od łatwości jej wykonania często zależy, czy transakcja zostanie sfinalizowana, a tym samym wzrośnie sprzedaż. Prawdziwe kupowanie przez telefon będzie możliwe dzięki płatnościom wygodnym do wykonania na klikucalowych ekranach. PayU koncentruje się więc w swojej działalności na upraszczaniu i skracaniu płatności.

 – Pracujemy z Allegro i innymi naszymi partnerami, w tym także z bankami, nad tym, żeby usprawniać proces płatności. On już teraz jest dobry i wygodny, ale ciągle myślimy, co jeszcze możemy zmienić, żeby go skrócić – wyjaśnia Emil Podlaszewski.

W polskim handlu elektronicznym usprawnienia wymagają m.in. e-przelewy – chodzi o  ograniczenie liczby kroków użytkownika po zalogowaniu się do systemu. Innym wyzwaniem jest skrócenie czasu oczekiwania klienta na przyznanie mu pożyczki online, oczywiście pod warunkiem, że posiada on pozytywną historię kredytową. Instytucje płatnicze dążą do tego, by docelowo każdy klient mógł za swoje zakupy zapłacić jednym kliknięciem, bez dodatkowych formalności.

 – Takie rozwiązania są już dostępne na świecie, my w Polsce również je rozwijamy, by mogli z nich korzystać wszyscy użytkownicy, a nie tylko klienci wybranych sklepów. Oczywiście wszystko musi się odbyć na życzenie użytkownika, i przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa – podkreśla Emil Podlaszewski z PayU.

Raport Instytutu Jagiellońskiego: regulacje firm pożyczkowych są potrzebne. Łatwo jednak o przeregulowanie rynku

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Finansów kończy prace nad regulacjami rynku pożyczek pozabankowych. Trwają rozmowy z branżą. Zdaniem ekspertów Instytutu Jagiellońskiego, regulacje są potrzebne, bo w dużej mierze chronią interes klientów firm pożyczkowych, czyli tych, którzy najbardziej potrzebują dofinansowania. Jednak nierozsądne ich wprowadzenie może przynieść więcej szkód niż pożytku – może to np. doprowadzić do zahamowania rozwoju branży, a konsumentów zmusić do korzystania z lombardów.

 – Zmiany przygotowywane przez Ministerstwo Finansów wywołane są nagłaśnianymi aferami z udziałem instytucji pozabankowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Krytykę tę powodują zarówno afery, np. z Amber Gold, które było przykładem klasycznej piramidy finansowej, a które nie ma nic wspólnego z firmami pożyczkowymi, jak również kontrowersyjne praktyki nieuczciwych firm pożyczkowych. Chodzi tu np. o konieczność płacenia za rozpatrywanie wniosku, który i tak zostaje potem odrzucony.

 – Rząd skupia się na grupie 2 mln osób, które korzystają z sektora pożyczek pozabankowych, w tym tych, które mają problemy z zadłużeniem albo nie mają zdolności kredytowej i zdarza się, że padają ofiarami różnego rodzaju nielegalnych lub nieuczciwych działań – mówi Roszkowski.

Dlatego propozycje rządowe mają przede wszystkim na celu wyeliminowanie z rynku nielegalnie działających firm. Projekt zmian dotyczy m.in. utworzenia limitu kapitału na prowadzenie działalności pożyczkowej, a także wymogu prowadzenia działalności podatkowej jako spółka prawa handlowego – ponieważ takie spółki podlegają większym regulacjom. Roszkowski twierdzi, że to dobre pomysły. Podobnie, jak utworzenie rejestru firm pożyczkowych.

Eksperci Instytutu Jagiellońskiego zwracają także uwagę na potrzebę nowelizacji ustawy o upadłości konsumenckiej. W 2011 r. na 1875 wniosków o upadłość zaakceptowano jedynie 36. Ogłoszenie upadłości konsumenckiej utrudnia obecnie skomplikowana procedura, konieczność pomocy profesjonalistów, wymóg posiadania majątku i wysokie, sięgające kilkunastu tysięcy złotych koszty.

Limit kosztów niepotrzebny, a nawet szkodliwy

W opinii Instytutu, proponowane wprowadzenie górnego limitu kosztów pożyczki doprowadziłoby do zamknięcia firm działających uczciwie, których działalność stałaby się nierentowna. Na rynku pozostaliby pożyczkodawcy nieuczciwi, którzy np. będą rejestrować się za granicą lub którzy także teraz nie przestrzegają prawa.

 – Wprowadzenie limitu oprocentowania czy kosztów pożyczki nie jest najlepszym rozwiązaniem. Choćby dlatego, że tego typu regulacje już są zawarte np. w ustawie antylichwiarskiej – twierdzi prezes IJ.

Zdaniem Roszkowskiego, taki limit oznaczałby nadmierną ingerencję państwa w rynek, co mogłoby zdusić dobrze rozwijający się sektor pożyczek pozabankowych.

 – Rynek pożyczek pozabankowych, zarówno małych, jak i większych, rozwija się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że rząd rozróżni negatywne działania niektórych spółek od działalności całego rynku – mówi Roszkowski. – Państwo nie powinno szkodzić rozwojowi branży przez jej nadmierne regulowanie.

Ekspert zwraca też uwagę, że tego typu limity, doprowadzając do braku rentowności, a w rezultacie zaprzestania działalności firm pożyczkowych, chcących przestrzegać prawo, zmusiłby konsumentów do przeniesienia się do lombardów i szarej strefy.

 – Dla osób wykluczonych z sektora bankowego nie będzie alternatywy, będą musiały zaakceptować działania na granicy prawa lub poza nim, a przecież nie o to chodzi – dodaje Marcin Roszkowski.

Grupa Getin wchodzi na rynek usług dla klientów zmotoryzowanych

CEO Magazyn Polska

Getin Noble Bank, jako pierwszy bank w Polsce, chce oferować swoim klientom usługi związane z zakupem i eksploatacją samochodu. Mają być one rozwinięciem i uzupełnieniem podstawowych produktów bankowych, takich jak kredyt samochodowy czy leasing. Usługi dla zmotoryzowanych ruszą pod koniec listopada.

 – Chcielibyśmy odejść od czysto produktowego traktowania naszych klientów, który jest właściwy w zasadzie wszystkim bankom i firmom leasingowym, polegającym na tym, że oferuje się klientom produkt finansowy w postaci kredytu czy leasingu i na tym koniec – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Tracz, członek zarządu Getin Noble Bank.

Podkreśla, że chodzi o to, by zaoferować swoim klientom (czyli leasingobiorcom oraz kredytobiorcom) pakiet usług związanych z użytkowaniem samochodu, a tym samym wyprzedzić konkurencję.

 – Chcemy zdjąć z nich wszelkie problemy, które związane są z posiadaniem pojazdów. Obsługa umowy kredytowej i leasingowej czy konieczność płacenia rat to jest jedna z trosk, ale nie jest jedyną. Inne to np. przeglądy techniczne, serwisowanie samochodu, likwidacja częściowych szkód, ubezpieczenie coroczne, wymiana opon, tankowanie i w końcu sprzedaż samochodu oraz zakup nowego – wymienia Grzegorz Tracz.

Kierowcom najbardziej zależy na wsparciu przy zakupie pojazdu – wynika z badań instytutu Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie Getin Noble Banku. Trzy czwarte badanych chciałoby mieć możliwość załatwienia wszystkich spraw związanych z zakupem i utrzymaniem samochodu w jednym miejscu. Chodzi głównie o takie kwestie, jak ocena stanu technicznego pojazdu, wycena jego wartości, pomoc w sprzedaży starego samochodu. Istotna jest dla nich również możliwość otrzymywania informacji o usłudze finansowej, z której korzystają, czyli m.in. o terminach płatności, wysokości kolejnych rat czy konieczności przedłużenia ubezpieczenia.

Klienci dodatkowo będą mogli śledzić na bieżąco przez internet stan wszystkich formalności załatwianych w banku w związku z samochodem.

 – Pierwsza rzecz to portal internetowy, który będzie narzędziem komunikacji klientów z nami w zakresie uzyskania tych wszystkich usług – podkreśla Tracz.

Getin Noble Bank jest silnym graczem zarówno na rynku kredytów samochodowych, jak i leasingu – poprzez spółkę Getin Leasing, w której jest głównym akcjonariuszem od 2009 r. Od lipca działa także spółka Getin Fleet, zajmująca się wynajmem floty samochodowej.

System aukcyjny odnawialnych źródeł energii w Holandii nie sprawdza się. Polska chce wprowadzić podobny

CEO Magazyn Polska

Doświadczenia holenderskie pokazują, że 90 proc. projektów inwestycyjnych w energetykę odnawialną nie dochodzi do skutku, ponieważ system wsparcia jest niesprawny. Podobny mechanizm proponuje polski resort gospodarki.

 – System aukcyjny w Holandii funkcjonuje od 2006 roku, z tym że do dzisiaj nie przyniósł dużych efektów. Śmiertelność projektów jest tam na poziomie około 90 proc. Projekty, które wygrały aukcje, które miały powstać i dostać dofinansowanie, nigdy nie zostały zrealizowane. Stało się tak, ponieważ cena w aukcji była za niska i finalnie projekt się nie opłacał – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Macias, członek zarządu RWE Renewables Polska.

Podobne rozwiązanie zamierza wprowadzić w Polsce resort gospodarki wynika z przedstawionego we wrześniu projektu ustawy o OZE. Niebawem ruszą konsultacje społeczne i rządowe projektu.

System aukcyjny miałby zastąpić mechanizm oparty na zielonych certyfikatach. Dotychczasowy system miał zachęcać inwestorów do stawiania elektrowni wykorzystujących odnawialne źródła energii (OZE) zamiast np. węgla. Dzięki temu miały zostać osiągnięte tzw. cele redukcyjne (Polska zobowiązała się przed Unią Europejską, że do 2020 roku ograniczy emisję CO2 i zwiększy udział energii elektrycznej z OZE), a jednocześnie miały powstać nowoczesne i ekologiczne elektrownie. Jednak system nie działa, ponieważ od wielu miesięcy ceny oferowane na rynku za tzw. zielone certyfikaty są zbyt niskie i zniechęcają do inwestowania w ekologiczne technologie.

 – W ramach planowanego systemu aukcyjnego państwo będzie ogłaszać budżet, jakim dysponuje w danym roku na produkcję energii elektrycznej z „zielonych” źródeł. Potencjalni przedsiębiorcy, którzy chcą inwestować w energię odnawialną, będą proponować, za ile daną megawatogodzinę mogą wyprodukować. Kto tańszy, ten wygrywa, ma pozwolenie na budowę projektu, ustaloną cenę, którą zgłosił, i ma pewność, że przez 15 lat otrzyma ustaloną cenę, którą zgłosił w aukcji, i którą wygrał – tłumaczy Robert Macias.

Dodaje, że to krok do ustabilizowania prawa. Czeka jednak na szczegółowe rozwiązania.

Według założeń Ministerstwa Gospodarki, wsparcie przeznaczane na wytwarzania energii elektrycznej z OZE będzie trafiało w pierwszej kolejności do tych wytwórców, którzy zaakceptują najniższą cenę za jednostkę energii, niezależnie od tego, w jakich instalacjach zostanie ona wytworzona. Pojawiają się jednak zapowiedzi w resorcie o możliwości wprowadzenia mechanizmu ceny minimalnej oferowanej inwestorom przystępującym do aukcji. Miałoby to zapobiec stosowaniu rażąco niskich cen.

Limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych oderwane od rynku. Program ożywi rynek pierwotny

Marcin Krasoń - analityk rynku nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń – analityk rynku nieruchomości Home Broker

Limity cenowe mieszkań w rządowym programie „Mieszkanie dla Młodych” są oderwane od realiów rynkowych  uważa Marcin Krasoń, analityk Home Broker. W Warszawie młodzi będą mogli uzyskać dofinansowanie jedynie do mieszkań w peryferyjnych dzielnicach, w Rzeszowie mogą nie mieć nawet takiej szansy. W niektórych miastach program może spowodować obniżenie cen i wpłynąć na ożywienie rynku pierwotnego.

 – Limity „Mieszkania dla Młodych” są dosyć mocno oderwane od rzeczywistych cen na rynkach w poszczególnych miastach. W różnych lokalizacjach, w różnych województwach i miastach dostępność programu będzie bardzo różna – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Krasoń, analityk Home Broker.

Limit cenowy dla uzyskania dofinansowania w Warszawie, który wynosi 5800 zł za metr kwadratowy, jest znacznie niższy niż cena transakcyjna, która średnio wynosi teraz nieco ponad 7000 zł. Dlatego mieszkania objęte nowym rządowym programem, który wystartuje na początku 2014 r., będą znajdowały się głównie w peryferyjnych dzielnicach – przede wszystkim na Białołęce, pojedyncze także w Ursusie, Włochach i na Bemowie.

Jeszcze gorsza sytuacja jest w Rzeszowie, gdzie mieszkań dostępnych w ramach programu „MdM” może nie być wcale. Z kolei w Łodzi czy Gdańsku limity są znacznie wyższe niż średnie ceny transakcyjne, co oznacza, że w programie pojawi się bardzo dużo mieszkań.

„Mieszkanie dla Młodych” może tym samym wpłynąć na ceny mieszkań, bo deweloperzy w pewnym stopniu dostosują się do ustalonych przez rząd limitów.

 – „Mieszkanie dla Młodych” pewnie pojawi się w ofertach banków w styczniu, być może w lutym, więc do tego czasu deweloperzy mają czas, żeby się do tego dopasować. Jeżeli ktoś w tej chwili sprzedaje mieszkanie za cenę wyższą o 50 zł/mkw. niż wynosi limit, to jestem przekonany, że obniży cenę po to, żeby się w tym limicie zmieścić – ocenia Krasoń. – Na pewno będzie wpływał w każdym mieście inaczej. W mieście, gdzie ceny rynkowe są dużo niższe od limitu, to zapewne wielu deweloperów będzie miało pokusę, żeby je podnieść. Z kolei w Warszawie czy Krakowie ceny rynkowe są dużo wyższe od limitu, więc część deweloperów będzie je obniżać.

Dodaje, że deweloperzy nie będą raczej decydować się na nadużycia w celu ominięcia limitów, takie jak sprzedaż taniego mieszkania z bardzo drogim garażem albo dodatkowymi urządzeniami. Takie przypadki miały miejsce w zakończonym w grudniu ubiegłego roku programie „Rodzina na swoim”. Tym razem, jak ocenia Krasoń, kontrole będą jednak ściślejsze, więc firmy nie będą ryzykować kary.

Program nie powinien jednak wpłynąć na wielkość sprzedawanych mieszkań. Maksymalne powierzchnie ustalone przez rząd: 75 mkw., a dla rodzin z minimum trójką dzieci – 85 mkw., są znacznie większe od popularnych mieszkań. Młodzi najczęściej kupują lokale o powierzchni 40-50 mkw. Niewiele osób kupuje też domy, choć w programie „MdM” limity na nie zostały ustanowione na poziomie 100 mkw. oraz 110 mkw. dla rodzin wielodzietnych.

 – Ożywienie na rynku już jest i spodziewam się, że jeszcze przed końcem roku powinno się zwiększyć, ponieważ wchodzi w życie rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która wprowadza obowiązkowy wkład własny. To oznacza, że klienci, którzy nie mają gotówki i chcieliby zaciągnąć kredyt na 100 proc. wartości nieruchomości, muszą zrobić to przed końcem roku i prawdopodobnie będą robili to w listopadzie i w grudniu – dodaje Krasoń.

Zaznacza jednak, że w związku z rozpoczęciem programu „MdM” ucierpi rynek wtórny. Dofinansowania są możliwe jedynie w przypadku zakupu nowego mieszkania.

Sztuka czy projekty biznesowe coraz częściej finansowane dzięki wsparciu użytkowników sieci

Finansowanie społecznościowe, czyli tzw. crowdfunding, popularny od lata w USA czy Europie Zachodniej, wkracza także do Polski. Crowdfunding zakłada pozyskiwanie pieniędzy na inicjatywy społeczne, charytatywne, kulturalne i biznesowe przy pomocy zbiórek w internecie. Sam rynek pożyczek społecznościowych jest już wart w Polsce rocznie około 50 mln zł.

 Co roku o kilkadziesiąt procent rośnie w Polsce zainteresowanie realizowaniem projektów w ramach crowdfundingu. Wzrasta liczba portali, które mają na celu pozyskiwanie pieniędzy w ramach crowdfundingu na przedsięwzięcia społeczne, biznesowe i kulturalne. Jest ich już dziewięć. Coraz więcej projektów kończy się sukcesem i coraz większe są kwoty zbierane w ten sposób – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karol Król z Polskiego Towarzystwo Crowdfundingu.

Crowdfunding jest bardzo popularny w USA i w krajach Europy Zachodniej. W Polsce dopiero się rozwija, ale jeden z jego modeli od lat u nas funkcjonuje. Chodzi o pożyczki społecznościowe.

 – Polega to na tym, że wiele osób może niejako złożyć się na udzielenie pożyczki jednemu pożyczkobiorcy. Ten rynek w Polsce to około 50 mln zł rocznie. Tego typu działalność funkcjonuje na uboczu tradycyjnego rynku kapitałowego. Natomiast crowdfunding sensu stricte, czyli finansowanie społecznościowe tych ważnych projektów, czasami trudnych, czasami szalonych, także kulturalnych, w Polsce rozwija się od roku 2011 – mówi Karol Król.

W październiku konsultacje publiczne na temat crowdfundingu w UE rozpoczęła Komisja Europejska. Zbiera opinie na temat korzyści, ryzyk i propozycji zmian prawnych, które pozwoliłyby na rozwój tej formy finansowania. Konsultacje potrwają do końca roku.

W Polsce, zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, rozwój crowdfundingu ma ułatwić nowa ustawa o zbiórkach publicznych, nad którą pracuje Sejm. Ustawa dereguluje zbiórki prowadzone przez przelewy na konto np. w internecie, gdzie jest ślad po przepływie środków. W ten sposób mają zniknąć wątpliwości interpretacyjne, czy taka forma zbierania środków finansowych jest zbiórką publiczną.

Crowdfunding wykorzystują między innymi osoby związane z muzyką i innymi dziedzinami kultury do realizacji tworzonych przez siebie przedsięwzięć.

 – To jest bardzo ważny kierunek, ponieważ zwiększa to transparentność całego procesu finansowania. Umożliwia to ludziom także nauczenie się, przyjrzenie się, jak to funkcjonuje oraz wyrażenia opinii na ten temat – podkreśla Karol Król. – Ten model na pewno będzie coraz bardziej popularny. W ciągu kilku-kilkunastu miesięcy usłyszymy o dużych projektach udziałowych, finansowanych przez społecznościowych aniołów biznesu.

Gwarancje BGK de minimis na kredyty inwestycyjne dla klientów BRE Banku

13 listopada 2013 r. został podpisany z BGK Aneks do Umowy PLD, na podstawie którego w ramach Portfelowej Linii Gwarancyjnej (PLD), gwarancją de minimis zostaną objęte także kredyty inwestycyjne.

Łódzkie: kontrolerzy biletów ukarani

Spółka kontrolująca bilety w środkach komunikacji miejskiej wysyłała do pasażerów, którzy podróżowali bez ważnego biletu, pisma wzorowane na urzędowych, sugerujące wszczęcie wobec nich postępowania sądowego

Spółka Arsen z Łodzi prowadzi kontrole biletów w środkach komunikacji miejskiej m.in. w Ciechanowie, Szczecinku, Głogowie i Elblągu, oraz zajmuje się ściąganiem należności na rzecz kilku przewoźników. Do pasażerów, którzy podróżowali bez ważnego biletu, przedsiębiorca wysyłał wezwania do zapłaty, a do osób, które uchylały się od spłaty lub wielokrotnie podróżowały bez biletu – Decyzję o wszczęciu postępowania sądowego. Już sam tytuł pisma wzbudził wątpliwości Prezes UOKiK, ponieważ mógł powodować u konsumentów mylne wrażenie o wszczęciu wobec nich postępowania sądowego przez organ państwowy. Ponadto Arsen nie podawał podstawy powstania długu, co jest obligatoryjne w przypadku ściągania należności.

Podróżujący środkami płatnej komunikacji muszą posiadać ważny bilet, ale ewentualne dochodzenie należności z tytułu jego nieposiadania musi odbywać się zgodnie z prawem.

Prezes Urzędu uznała, że spółka Arsen naruszyła zbiorowe interesy konsumentów i nałożyła na nią karę 6 613 złotych. Decyzja nie jest prawomocna, przedsiębiorca może odwołać się do sądu.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Żyć w luksusie – to marzenie każdego Polaka

Drogie wczasy za granicą, najnowszy model samochodu czy własny dom – to wszystko ma sprawić, że codzienne życie będzie komfortowe. I jest. Jak się okazuje, rynek wyrobów luksusowych w Polsce – mimo istniejącego kryzysu – rozwija się.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Polacy więcej zarabiają, a tym samym i więcej wydają. I choć na luksus mogą sobie pozwolić ci, którzy zarabiają ponadprzeciętnie – to są i tacy, którzy nader często stosują zasadę – „postaw się, a zastaw się”. Co prawda konsumpcja dóbr luksusowych w Polsce kształtuje się tylko na poziomie 400 milionów euro, podczas gdy w Chinach mowa jest o 22 miliardach euro, to jednak rynek dóbr luksusowych kwitnie. Przyczynia się do tego większa dostępność marek, dzięki czemu konsumenci nie muszą tak często, jak jeszcze kilka lat temu, wyjeżdżać w ich poszukiwaniu za granicę.

Dla Polaków najważniejszymi atrybutami marki luksusowej są: wysoka jakość, prestiż, bogata tradycja oraz reprezentowane przez nią wartości. Jak podkreśla Zbigniew Jusis, Partner Działu Doradztwa Transakcyjnego Ernst & Young i ekspert ds. rynku dóbr luksusowych: „Polskie firmy póki co aspirują do miana firm luksusowych, albowiem ten rynek zdominowany jest przez międzynarodowe koncerny.[…]Rodzime firmy muszą więc znaleźć miejsce w globalnej gospodarce.[…]Wraz ze wzrostem naszego kraju, będzie widać rozwój tej gałęzi.”

Warto dodać, że bardzo duże znaczenie w sięganiu przez konsumentów po dobra luksusowe ma reklama. Zagraniczne marki na działania marketingowe przeznaczają 20-30% wielkości sprzedaży. Polscy producenci nie mogą na to sobie pozwolić, ale efektywne okazać się mogą działania promocyjne prowadzone w mniejszej skali. Nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu.

Kilka cennych wskazówek jak wybierać audytora

Dla wielu firm nadszedł czas przygotowań do zamknięcia roku i sporządzenia sprawozdania finansowego. To bardzo dobry moment, by zastanowić się nad wyborem podmiotu uprawnionego do jego zbadania.

Kiedy dokonać wyboru?

Ponieważ ustawa o rachunkowości (UoR) nie wskazuje terminu, w jakim należy wytypować biegłego rewidenta i zawrzeć z nim umowę, wybór podmiotu uprawnionego do zbadania rocznego sprawozdania finansowego jednostki oraz podpisanie umowy na badanie powinno odbyć się w takim terminie, który umożliwi biegłemu rewidentowi przeprowadzenie niezbędnych czynności związanych z audytem, w tym obserwacji przeprowadzanych spisów z natury. Inwentaryzację składników aktywów przeprowadzaną na ostatni dzień roku obrotowego rozpoczyna się nie wcześniej niż 3 miesiące przed końcem tego roku, natomiast zakończyć ją należy do 15 dnia następnego roku. Jeżeli więc zamknięcie roku obrotowego następuje 31 grudnia, o wyborze biegłego rewidenta oraz zawarciu z nim umowy najlepiej zdecydować w IV kwartale.

Umowa w czwartym kwartale?

Do badania sprawozdania finansowego można przystąpić przed dniem bilansowym. Rozpoczęcie właściwego badania poprzedza szereg prac, takich jak ocena systemu rachunkowości i kontroli wewnętrznej w jednostce, rozpoznanie kluczowych pozycji sprawozdania finansowego oraz identyfikacja ryzyka ich dotyczącego. Stąd też podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych dzielą często zakres swoich prac na dwa etapy: badanie wstępne, które przeprowadzane jest najczęściej w ostatnim kwartale roku obrotowego jednostki oraz na tzw. badanie właściwe, które odbywa się już po dniu bilansowym.

– Wybór biegłego rewidenta w ostatnim kwartale 2013 ułatwi więc prawidłowe i terminowe przygotowanie sprawozdania finansowego przez jednostkę, a także umożliwi właściwe zaplanowanie badania oraz przeprowadzenie badania wstępnego. Pomoże to wskazać ryzyko i wyeliminować błędy przed ostatecznym terminem sporządzenia rocznego sprawozdania – mówi Katarzyna Chodorowska, audit manager w Baker Tilly Poland.

Kto wybierze podmiot uprawniony do badania?

Podmiot uprawniony do badania sprawozdania finansowego wybierany jest przez organ zatwierdzający sprawozdanie finansowe jednostki (patrz Tabela 1), chyba że statut, umowa lub inne wiążące ją przepisy prawa stanowią inaczej. Decyzja o wyborze biegłego rewidenta powinna zostać podjęta przez właściwy organ na piśmie, w formie uchwały.

Tabela 1. Kto wybiera audytora?

Forma prawna jednostki

Organ jednostki wybierający podmiot uprawniony do badania sprawozdania finansowego

osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą

właściciel

spółki cywilne, jawne, partnerskie, komandytowe

wspólnicy

spółki komandytowo-akcyjne

walne zgromadzenie

spółki akcyjne

zwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy

spółki z o.o.

zwyczajne zgromadzenie wspólników

przedsiębiorstwa państwowe

rada pracownicza, w przypadku jej braku – organ założycielski

spółdzielnie

walne zgromadzenie

Z przepisów UoR wynika, że statut, umowa lub inne obowiązujące jednostkę przepisy mogą wskazać odmienne niż wymienione w tabeli organy uprawnione do wyłonienia audytora, np. radę nadzorczą w spółkach akcyjnych.

– Wyboru biegłego rewidenta nie może jednak dokonywać zarząd jednostki. Wynika to wprost z ustawy z dnia 7 maja 2009 r. o biegłych rewidentach i ich samorządzie, podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o nadzorze publicznym – podkreśla ekspert Baker Tilly Poland.

O audytorze słów kilka

Badanie sprawozdania finansowego przeprowadza podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych na podstawie podpisanej umowy pomiędzy tym podmiotem a kierownikiem jednostki. Koszt wykonania czynności rewizji finansowej ponosi badana jednostka.

Kto może zbadać sprawozdanie?

Uprawnione do badania sprawozdań finansowych są jednostki, w których czynności rewizji finansowej wykonują biegli rewidenci i która jest wpisana na listę podmiotów uprawnionych do badania (art. 47 ustawy o biegłych rewidentach). Prowadzona przez Krajową Radę Biegłych Rewidentów lista podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań finansowych udostępniona jest na stronie internetowej Izby (www.kibr.org.pl). Wykaz obejmuje zarówno spółki, jak i  biegłych rewidentów prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

Nie każdy biegły rewident może przeprowadzić audyt

Badanie sprawozdania finansowego powinien przeprowadzić biegły, który spełnia warunki do wydania niezależnej i bezstronnej opinii. Wymagania te odnoszą się zarówno do samego biegłego rewidenta, jak i do podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań, członków zarządu i organów nadzorczych tych jednostek lub innych osób wykonujących czynności rewizji finansowej.

Co ważne, prawo nakazuje rotację biegłych rewidentów w jednostkach zainteresowania publicznego – przy czym nie dotyczy to firm audytorskich (podmiotów uprawnionych do badania). Kluczowy biegły rewident odpowiedzialny za badanie, podpisujący opinię i raport z badania nie może wykonywać czynności rewizji finansowej w tej samej jednostce zainteresowania publicznego w okresie dłuższym niż pięć lat. Ponownie może ją realizować dopiero po upływie dwóch lat.

Sprawozdanie zgodne z zasadami?

Celem badania sprawozdania finansowego jest wyrażenie przez biegłego rewidenta pisemnej opinii wraz z raportem o tym, czy jest ono zgodne z zastosowanymi zasadami (polityką) rachunkowości jednostki, oraz czy rzetelnie i jasno przedstawia sytuację majątkową i finansową oraz wynik finansowy badanej jednostki.

– Wydana przez biegłego opinia może być pozytywna, przedstawiać zastrzeżenia, być bez zastrzeżeń lub też być opinią negatywną. W skrajnym przypadku biegły rewident ma prawo odstąpić od badania – tłumaczy Katarzyna Chodorowska.

Co ważne, podmioty mogą przeprowadzać badanie sprawozdania finansowego również przy braku ustawowego obowiązku. Przynosi to bowiem wymierne korzyści – biegły rewident wskaże ryzykowne obszary wymagające korekt, przedstawi też rekomendacje dotyczące systemu kontroli wewnętrznej. Przede wszystkim jednak badanie potwierdzi prawidłowość i rzetelność sprawozdania finansowego.

Jak znaleźć najlepszego audytora?

Aby dokonać najlepszego z punktu widzenia organizacji wyboru audytora, podejmując z nim współpracę należy wziąć pod uwagę szereg kryteriów.

Specjalizacja w branży

Dokonując wyboru podmiotu uprawnionego do badania sprawozdania, warto uwzględnić posiadane doświadczenie zespołu jego znajomość branży badanej jednostki. Specjalizacja i znajomość sektora może mieć istotne znaczenie w zakresie prawidłowej oceny weryfikowanego sprawozdania finansowego. Wybierając podmiot zatrudniający większą liczbę specjalistów ze znajomością przepisów branżowych, mamy możliwość skorzystania z ich doświadczenia. Można też wcześniej poprosić o referencje, także pochodzące od spółek z własnej branży.

Dostęp do ekspertów z zakresu podatków, finansów, systemów informatycznych i kontroli wewnętrznej

Dostępność ekspertów może stanowić wartość dodaną dla skutecznego i efektywnego przeprowadzenia badania Poddawana mu jednostka może korzystać z pomocy takich specjalistów, zwłaszcza w obszarach, które stwarzają problemy.

Doświadczenie

Doświadczenie, kwalifikacje i umiejętności zespołu audytora są ważnym kryterium przy wyborze podmiotu uprawnionego do badania. Zarówno doświadczenie członków zespołu badającego, jak też ich znajomość zagadnień branżowych w zakresie działania i specyfiki sektora oraz złożonych transakcji kapitałowych mogą mieć wpływ na treść wydanych opinii.

Podejście do badania

Warto, by zaplanowanie i podejście do badania było dostosowane do specyfiki badanej jednostki. Na etapie planowania audytor powinien odbyć spotkania z zarządem oraz kluczowymi osobami w firmie. Ich celem jest właściwe zrozumienie działalności i strategii jednostki badanej oraz omówienie aktualnych problemów i potencjalnego ryzyka. Prezentacja planu i zakresu badania zarządowi stanowi kluczowy element metodologii przeprowadzanych działań. Dlatego badanie wstępne warto zrealizować w terminach poprzedzających dzień bilansowy.

Standard usług

O wysokim standardzie usług audytorskich, świadczą przede wszystkim: dotrzymanie ustalonego czasu realizacji, jakość raportów i sposób komunikacji. Terminowość jest kluczowym aspektem badania sprawozdania finansowego, dlatego warto przygotować wspólnie z audytorem harmonogram i zakres przewidywanych prac. Choćby w przypadku spółek publicznych terminowe publikowanie raportów okresowych jest ważne. W trakcie badania audytor powinien na bieżąco przekazywać informacje o ewentualnych obszarach wymagających korekty. Natomiast po zakończonym badaniu standardem jest przygotowanie listu do zarządu. Zazwyczaj dotyczy on najistotniejszych wniosków z audytu wraz z rekomendacjami wdrożenia potrzebnych lub korzystnych z punktu widzenia firmy działań. Zapewnienie regularnej i jasnej komunikacji z kluczowymi osobami w spółce powinno odbywać się na bieżąco, zarówno na etapie planowania, jak i podczas badania  wstępnego i końcowego. Audytor powinien dysponować odpowiednimi zasobami umożliwiającymi koordynację i świadczenie innych usług dozwolonych w ramach badania.

Cena za badanie

Wynagrodzenie za badanie nie powinno być najważniejszym czynnikiem decydującym przy wyborze audytora, bo niska cena może wiązać się z nie najlepszą jakością. Wybierając audytora, warto więc stworzyć hierarchię kryteriów, którymi chcemy się kierować. Najważniejsze przesłanki dotyczyć powinny metodologii badania, standardów świadczenia usługi, doświadczenia i znajomości branży zespołu badającego oraz możliwości kontaktu z ekspertami. Warto też sprawdzić poziom znajomości języków obcych, którymi posługuje się audytor, zwłaszcza gdy zakres prac obejmuje raportowanie czy przygotowanie pakietu dla grupy lub audytora  grupowego w innym kraju.

Elastyczny czas pracy tylko w porozumieniu z pracownikami

Wiele przedsiębiorstw z radością przyjęło nowelizację Kodeksu Pracy w zakresie uelastycznienia czasu pracy. Choć weszła w życie 23 sierpnia 2013, wśród pracowników nieprzerwanie wzbudza wiele wątpliwości. Nowe przepisy uzależniają wprowadzenie zmian czasu pracy w organizacji od zgody związków zawodowych. A co z mniejszymi firmami, w których nie ma związków ani innej reprezentacji załogi?

Wątpliwości wyjaśnia Agnieszka Janowska, radca prawny, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers.

Nie ma możliwości, by pracodawca sam zdecydował o wprowadzeniu zmian dotyczących czasu pracy. Znowelizowany Kodeks Pracy stanowi, że wprowadzenie wydłużonego okresu rozliczeniowego oraz ruchomego czasu pracy wymaga uzgodnienia z pracownikami tj. nie może nastąpić w drodze jednostronnej decyzji pracodawcy. Uzgodnienia te dokonywane są z zakładową organizacją związkową, jeśli taka istnieje w firmie, a w przypadku braku związków zawodowych – z radą pracowników lub w inny sposób wybranymi przedstawicielami pracowników.

Kodeks Pracy nie określa sposobu powoływania przedstawicieli pracowników, może go więc określić pracodawca w regulaminie pracy lub odrębnym obwieszczeniu przekazanym ogółowi pracowników (np. drogą mailową). Pracodawca nie może jednak samodzielnie wskazać takiej reprezentacji ani wpływać na proces ich wyboru. Optymalną formą wyłonienia delegatów załogi wydają się, zależnie od struktury firmy, zebranie wszystkich pracowników i głosowanie lub pisemne wybory według procedury określonej przez pracodawcę (np. co do sposobu zgłaszania kandydatów czy liczebności reprezentacji pracowników).

Może się zdarzyć, że pracownicy nie będą zainteresowani powołaniem swoich przedstawicieli lub nie będzie chętnych kandydatów – wtedy następuje pat. Czasami, by zablokować wprowadzenie niekorzystnych z punktu widzenia pracowników zmian organizacyjnych, mogą oni celowo unikać wyłonienia reprezentacji. Pracodawca może takie nieprzewidziane przeszkody ominąć, zapewniając minimum środków technicznych i organizacyjnych niezbędnych pracownikom do wyboru reprezentacji (np. w postaci pisemnej procedury wyborczej i organizacji zebrania załogi).

Dopiero w sytuacji, gdy pracodawca zdoła wykazać, że pracownicy mieli zapewnione możliwości wyboru reprezentacji, ale z nich nie skorzystali, można wprowadzić modyfikacje w systemie czasu pracy bez konsultacji z załogą. Jest to bardzo istotne dla ważności wdrożonych zmian.

Kompania Piwowarska liderem w zakresie zrównoważonego rozwoju Grupy SABMiller

Kompania Piwowarska opublikowała ósmy w swojej historii Raport zrównoważonego rozwoju. Sprawozdanie, które obejmuje okres od 1 kwietnia 2012 r. do 31 marca 2013 r., pokazuje wzrost wyników aż w ośmiu na dziesięć wyznaczonych obszarów. Dzięki temu KP uzyskała pozycję lidera w Grupie SABMiller w zakresie realizacji 10 priorytetów zrównoważonego rozwoju.

Ósmy Raport zrównoważonego rozwoju KP dotyczy działalności firmy w roku finansowym F13, zakończonym 31 marca br. Został sporządzony jako pierwszy w Polsce – w sektorze biznesu – według najnowszych wytycznych Global Reporting Initiative G4 w wersji Core. Proces definiowania treści zawartej w raporcie przeprowadzono w oparciu o cztery zasady: uwzględniania interesariuszy, istotności, kontekstu zrównoważonego rozwoju oraz kompletności. Nowe wytyczne GRI G4 wprowadzają koncepcję granicy aspektu, tj. ocenę, czy oddziaływanie danego aspektu odnosi się do wewnątrz organizacji, czy też skutki oddziaływania pojawiają się w strefie jej wpływów – na zewnątrz. W większości przypadków aspekty zidentyfikowane w procesie raportowania Kompanii Piwowarskiej mają oddziaływanie dwustronne, do wewnątrz i na zewnątrz firmy, różniące się stopniem i charakterem. Raport został zweryfikowany przez firmę doradczą PwC zgodnie z Międzynarodowym Standardem Usług Atestacyjnych 3000 (ISAE 3000).

– Nowe wytyczne standardu GRI G4 wymagają od firmy głębszej analizy pod kątem jej faktycznych oddziaływań społecznych, środowiskowych i ekonomicznych. Zmiany koncentrują się na prezentacji podejścia do zarządzania i danych wynikowych. Zostały one wprowadzone z myślą o inwestorach oraz innych odbiorcach raportów CSR. Kompania jest pierwszą firmą na polskim rynku, która wydała raport w najnowszej wersji standardu GRI – wyjaśnia Liliana Anam, menedżer CSRinfo, organizacji partnerskiej GRI.

Lider poprawia swoje wyniki
Kompania Piwowarska zakończyła poprzedni rok finansowy wynikiem 3,81, co dało jej pozycję wicelidera odpowiedzialnego biznesu w SABMiller Europa i czwarte miejsce wśród wszystkich browarów należących do Grupy. Rok F13 przyniósł kolejny sukces – średnia z dziesięciu obszarów na poziomie 4,22 pozwoliła KP uplasować się na pierwszym miejscu w Grupie w zakresie zrównoważonego rozwoju. Było to możliwe dzięki temu, że firma poprawiła swoje wyniki aż w ośmiu na dziesięć obszarów, zaś w pozostałych dwóch utrzymała rezultaty sprzed roku. Realizacja każdego priorytetu mierzona jest w 5-stopniowej skali, przy czym poziom 1 oznacza minimalny standard, zaś 5 – przywództwo.

W roku F13 osiągnięto następujący poziom*:
Przeciwdziałanie nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu – 5,0
Zwiększanie produkcji piwa przy wykorzystaniu mniejszej ilości wody – 3,8
Zmniejszenie zużycia energii i emisji dwutlenku węgla – 3,7
Odzysk i recykling odpadów opakowaniowych – 3,06
Optymalizacja procesu gospodarki odpadami – 4,4
Rozwój przedsiębiorczości i zarządzanie zrównoważonym łańcuchem wartości – 3,47
Działanie na rzecz społeczności – 4,5
Zmniejszenie skutków HIV i AIDS w obszarach, na które mamy wpływ – 5,0
Poszanowanie praw człowieka – 4,25
Przejrzystość informacji o postępach działań z zakresu zrównoważonego rozwoju i etyka – 5,0

Powyższe zestawienie pokazuje, że Kompania Piwowarska jest liderem w SABMiller w zakresie trzech priorytetów, a dodatkowo wdrożyła najlepszą praktykę (poziom 4) w trzech kolejnych.

Najnowsze sprawozdanie KP prezentuje postępy w realizacji priorytetów w postaci szczegółowych danych, dotyczących m.in. ilości wody zużytej przez browary, wyprodukowanych odpadów i ścieków, odzyskanych odpadów czy wyemitowanych gazów. I tak z raportu można np. dowiedzieć się, że Kompania Piwowarska ponownie zmniejszyła ilość wody zużywanej do produkcji piwa. Obecnie jest to zaledwie 2,96 hl wody/hl piwa, przy czym browary w Białymstoku i Poznaniu zredukowały zużycie do 2,92 hl na hektolitr uwarzonego piwa!

Pomaganie się opłaca
Kontynuacją w zakresie pomiaru i raportowania działań społecznych jest metodologia LBG, która umożliwia ujęcie tych aspektów w liczbach.

– W ramach obszaru dotyczącego działań i inwestycji na rzecz społeczności lokalnych posługujemy się metodologią opartą na London Benchmarking Group (LBG), która pozwala dokładnie i kompleksowo obliczyć wartość całościowego zaangażowania społecznego firmy. Dzięki niej możemy przedstawić w wartościach pieniężnych łączne koszty lub nakłady, jakie ponosi firma w związku z realizacją działań społecznych. W ramach społecznego zaangażowania podaje się nie tylko wysokości kwot przekazanych w samych darowiznach, ale także wartości czasu pracy poświęconego przez pracowników na wolontariat czy kosztów zarządzania poszczególnymi przedsięwzięciami np. z zakresu CRM – marketingu zaangażowanego społecznie – tłumaczy Małgorzata Walędzińska-Półtorak, kierownik ds. zrównoważonego rozwoju w Kompanii Piwowarskiej.
Suma zaangażowania społecznego Kompanii Piwowarskiej w roku finansowym F13 została oszacowana na 1 375 838 zł. Dodatkowo Kompania Piwowarska zastosowała nowatorską analizę SROI (Social Return on Investment – stopa społecznego zwrotu z inwestycji) do ewaluacji programu wolontariatu pracowniczego Kompania Wolontariuszy. Zbiorczy współczynnik SROI dla wszystkich projektów wyniósł 5,81, co oznacza, że każda zainwestowana złotówka (jako dotacja finansowa i praca wolontariusza) stworzyła społeczną wartość 5,81 zł.

Oprócz sprawozdania z realizacji poszczególnych priorytetów najnowszy raport KP zawiera opis strategii biznesowej firmy oraz najważniejsze dane prezentujące jej wkład w polską gospodarkę. Można w nim znaleźć również długookresowe cele Kompanii Piwowarskiej (lata F14 i F15) dotyczące obszarów środowiskowych, przeciwdziałania nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu oraz kwestii społeczno-etycznych. Należą do nich m.in. analiza zużycia wody w całym łańcuchu dostaw, od dostawców, poprzez produkcję i sprzedaż piwa, do konsumenta – ustalanie wielkości tzw. śladu wodnego (water footprint); dialog z dostawcami mający na celu zmniejszenie wagi opakowań i redukcji zawartości metali ciężkich; działania na rzecz rozpowszechniania podejścia firmy do spożycia alkoholu w miejscu pracy wśród innych pracodawców i organów rządowych; wprowadzenie zasady 75/25 dla materiałów drukowanych, TV, radia i działań internetowych oznaczających, że marki z portfela KP będą obecne tylko w takich kanałach komunikacyjnych, gdzie można zasadnie spodziewać się przynajmniej 75% osób pełnoletnich; cykliczna organizacja panelu interesariuszy zgodnego ze standardem AA1000SES, którego celem jest poznanie oczekiwań dotyczących działań firmy w zakresie inwestycji społecznych, raportowania, zarządzania różnorodnością; zaangażowanie przynajmniej 10% pracowników w programy wolontariatu pracowniczego.

Polska rodzina w tym roku na zakupy świąteczne wyda około 1 126 zł

Polacy, choć przywiązani do tradycji Bożego Narodzenia, podchodzą do finansowania świąt zdroworozsądkowo. Najbliższych zamierzamy obdarzyć praktycznymi prezentami, a sami marzymy, by pod choinką znaleźć gotówkę. Upominki coraz chętniej kupujemy przez Internet, ale zakupy spożywcze planujemy przede wszystkim w dyskontach. W tym roku na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi polska rodzina wyda ok. 1 126 zł. Oznacza to, że w porównaniu z wydatkami poniesionymi na Gwiazdkę 2012, Polacy planują zwiększyć swój budżet o 5 proc. Święta sfinansujemy głównie z oszczędności, zrobi tak aż 78 proc., a tylko co dwudziesta osoba ma zamiar zadłużyć się w banku – to główne wnioski z badania „Zakupy Świąteczne 2013” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 17 europejskich krajach.

Z każdym rokiem Internet staje się coraz popularniejszym kanałem, w którym szukamy, porównujemy i kupujemy świąteczne prezenty. Na tym tle wypadamy lepiej niż średni Europejczyk. W tym roku 46 proc. Polaków upominki dla najbliższych ma zamiar nabyć właśnie w sieci (wzrost o 2 pp. rok do roku). W Europie odsetek osób, które wybiorą tę opcję jest o 14 pp. niższy. W Polsce, w porównaniu z ubiegłym rokiem, rośnie procent respondentów wyszukujących prezenty (o 9 pp.) i porównujących ich ceny (o 10 pp.) w Internecie. „Wynika to z tego, że Polakom zależy na znalezieniu produktów najbardziej korzystnych cenowo. Nadal pod tym względem ufamy przede wszystkim wyszukiwarkom i porównywarkom internetowym, z których korzysta odpowiednio 96 i 93 proc. ankietowanych. W Europie na pierwszym miejscu są za to sklepy internetowe. W Polsce i pozostałych krajach europejskich po latach wzrostu zmalała rola mediów społecznościowych, forów i blogów jako źródła informacji o świątecznych ofertach” – wyjaśnia Adam Chróścielewski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

Jeśli chodzi o zakupy spożywcze pozostajemy tradycjonalistami. Podobnie jak w ubiegłym roku na internetowe zakupy żywnościowe decyduje się tylko co dziesiąty badany. Polska jest pierwszym krajem w Europie, w którym konsumenci przed świętami zamierzają robić zakupy spożywcze przede wszystkim w sklepach dyskontowych (60 proc.), które wyprzedzają hipermarkety (57 proc.) i supermarkety (51 proc.). Od 2009 roku rodzaje sklepów najchętniej odwiedzanych przez europejskich konsumentów przed świętami nie zmieniają się. Prezenty, zarówno w Polsce, jak i w Europie, są najchętniej kupowane w specjalistycznych sieciach sklepów, galeriach handlowych oraz domach towarowych, a także supermarketach/supermarketach. To, co sprawia, że Polacy są zadowoleni z zakupów, to przede wszystkim niska cena, a także lepsze relacje handlowców z klientem oraz dostawa do domu. Najmniej interesuje nas wprowadzenie handlu mobilnego.

Na tegoroczne wydatki świąteczne Polacy przeznaczą około 5 proc. więcej, niż wydali w ubiegłym roku. Według ubiegłorocznych deklaracji na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi mieliśmy zamiar przeznaczyć ok. 1 280 zł, a wydaliśmy 1067 zł.

Bożonarodzeniowy budżet statystycznej europejskiej rodziny będzie nieco mniejszy niż w ubiegłym roku i wyniesie 1 897 zł. „W dużym stopniu wiąże się to z oceną sytuacji gospodarczej w danym kraju. Europę można podzielić na dwie części. Europa Wschodnia, Niemcy i Dania wyraziły optymizm w badaniu, zachodnia część kontynentu i Polska nadal negatywnie oceniają sytuację gospodarczą. Aż 56 proc. polskich respondentów ocenia, że polska gospodarka jest w złej kondycji. Odmiennego zdania jest tylko 10 proc. Ale już tylko 42 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji w przyszłości” – analizuje Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Pozytywnym sygnałem pozostaje to, że nie zamierzamy zadłużać się, aby sfinansować zbliżające się święta. Aż 78 proc. badanych sięgnie do swoich oszczędności, a tylko 19 proc. (spadek o 6 pp.) pokryje wydatki płacąc kartą kredytową. Tyle samo co w zeszłym roku, czyli 5 proc. respondentów, zamierza zaciągnąć na ten cel kredyt w banku, a 9 proc. woli zapożyczyć się u rodziny i znajomych. Polacy będą szukać oszczędności kupując w tańszych sklepach (83 proc.) i obdarowując najbliższych mniej kosztownymi (80 proc.) i przecenionymi (77 proc.) prezentami. W odróżnieniu jednak od reszty Europejczyków, którzy zamierzają kupować upominki na wyprzedażach, dla Polaków ważniejsze jest odpowiednie dobranie prezentu niż jego cena. Nadal najistotniejszą cechą dobrego upominku jest dla nas jego użyteczność i dlatego aż 84 proc. z nas będzie szukać właśnie takich prezentów.

„Polacy, podobnie jak reszta Europejczyków, deklarują, że nie będą kupować prezentów pod wpływem impulsu i presją czasu. Jak pokazuje badanie, większość respondentów nie zostawia wyboru odpowiednich upominków na ostatnią chwilę. Prawie co czwarty badany deklaruje, że prezenty kupuje już w listopadzie, a 48 proc. wybiera się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. Tylko 23 proc. zwleka z nimi do ostatnich dni przed świętami. ” – mówi Magdalena Jończak.

W Polsce drugi rok z rzędu więcej pieniędzy wydamy na jedzenie (33 proc.) niż na upominki (30 proc.), chociaż jeszcze dwa lata temu prezenty były priorytetem dla 41 proc. z nas. Do tego trendu dołączyła także reszta Europy, gdzie 36 proc. budżetu pochłoną wydatki na zakupy spożywcze. W związku z tym, że w Polsce Boże Narodzenie ma bardzo rodzinny charakter, prawie dwa razy więcej pieniędzy (20 proc.) niż reszta kontynentu, przeznaczymy na spotkania rodzinne i w gronie przyjaciół.

„Z naszego badania wynika, że najbardziej wymarzonym prezentem dla statystycznego Europejczyka jest nadal gotówka, która wygrywa z książkami i podróżami. W Polsce po raz pierwszy od lat także wygrywają pieniądze, które wybiera aż 46 proc. respondentów, czyli o 6 pp. więcej niż w ubiegłym roku. Jeszcze dwa lata temu gotówka znajdowała się na trzecim miejscu, w tym roku wyprzedziła tak popularne książki oraz perfumy i kosmetyki.” –wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

W tym roku na popularności wśród Europejczyków znacznie zyskały smartfony. Aż 27 proc. respondentów chciałoby dostać taki telefon na gwiazdkę, co przesuwa tę kategorię na szóstą pozycję w rankingu najbardziej pożądanych prezentów w Europie. Ci którzy marzą o smartfonach i tabletach pod choinką mogą się jednak rozczarować, ponieważ nie ma ich na liście upominków, które zamierzamy sprawić naszym najbliższym. Stawiamy za to na kosmetyki, perfumy, książki oraz słodycze, a tylko 11 proc. ma zamiar położyć pod choinką gotówkę. W Europie książki pozostają na pierwszym miejscu najchętniej kupowanych prezentów, wyprzedzając kosmetyki i czekoladki. Tradycyjnie wybierając prezenty dla dzieci, myślimy przede wszystkim o ich rozwoju intelektualnym. Dlatego kupujemy im zabawki edukacyjne i naukowe (31 proc.), a także gry planszowe i klocki konstrukcyjne (po 20 proc.). Podobnie jak w zeszłym roku, trzy najpopularniejsze prezenty dla nastolatków to książki, gry wideo i czekoladki. Po raz pierwszy w dziesiątce prezentów wybieranych dla nastolatków znalazły się także tablety.

Komentarz dzienny, 13 listopada 2013

Rachunek bieżący odnotował w październiku deficyt w wysokości 1024mln EUR (konsensus rynkowy i nasza prognoza w okolicach -800 mln EUR). Rewizje danych historycznych były niewielkie. Rachunkiem bieżącym sterują dwa wzajemnie kompensujące się zjawiska, wspomagane sterowanym egzogenicznie (transfery z UE) saldem transferów. Z jednej strony Polskę charakteryzuje wysoki i względnie trwały (biorąc pod uwagę wysoki i stabilny udział inwestorów zagranicznych, zarówno na rynku obligacji i rynku akcji) deficyt na rachunku dochodów. Z drugiej strony przy akompaniamencie stabilnej nadwyżki w handlu usługami (300-500mln EUR miesięcznie) rośnie nadwyżka handlowa na rynku towarów. Przy znikomym transferze z UE, wspomniane elementy rachunku bieżącego sumują się na deficyt w okolicach 600-1000mln EUR. Gdy transfer z UE dopisze, pojawia się nadwyżka na rachunku bieżącym lub odpowiednio – niższy deficyt. 

Bogusław Kott (Bank Millennium): banki nie powinny finansować kredytów hipotecznych z krótkoterminowych lokat

CEO Magazyn Polska

Nadszedł czas na to, żeby zastanowić się nad stabilnym, bezpiecznym i długookresowym sposobem finansowania kredytów hipotecznych – uważa Bogusław Kott, przewodniczący rady nadzorczej, a do niedawna prezes Banku Millennium. Jego zdaniem kilkumiesięczne depozyty, którymi obecnie banki finansują kilkudziesięcioletnie kredyty mieszkaniowe, są niewystarczające.

Rządowy program dopłat „Mieszkanie dla Młodych”, który ruszy od przyszłego roku, powinien spowodować większy popyt na kredyty mieszkaniowe. Na razie, choć kredytobiorcom sprzyjają decyzje Rady Polityki Pieniężnej, banki sprzedają coraz mniej kredytów. Z analiz Open Finance wynika, że od połowy 2012 do połowy 2013 roku banki udzieliły łącznie 172,8 tys. kredytów mieszkaniowych, co jest najsłabszym wynikiem od sześciu lat. Istotny wzrost akcji kredytowej wiązałby się jednak dla banków ze zwiększonym ryzykiem.

 – Aktualny stan jest stanem lekko abstrakcyjnym i dość ryzykownym, bowiem kredyty 30-letnie są finansowane depozytami kilkumiesięcznymi – tłumaczy Bogusław Kott. – Przy w miarę stabilnym środowisku to ryzyko można kontrolować, ale jednak to jest poważne ryzyko, więc musi dojść do poważnej debaty w sprawie możliwości emisji różnego rodzaju instrumentów, które będą miały dłuższy okres swojego życia niż krótkoterminowe depozyty.

Zwraca przy tym uwagę na prowadzoną między regulatorem, czyli KNF-em a Ministerstwem Finansów debatę dotyczącą finansowania kredytów. Stworzenie nowych, długoterminowych sposobów finansowania kredytów hipotecznych powinno być dla regulatora priorytetem.

 – Po okresie dużego zafascynowania kredytami hipotecznymi przed 2008 rokiem nadszedł czas na to, żeby ochłonąć, zreasumować, poprawić instrumentarium, zastanowić się nad stabilnym, bezpiecznym, długookresowym sposobem finansowania tego typu produktów – podkreśla Kott w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jednocześnie przewiduje, że banki sprostają przyszłorocznemu wyzwaniu, jakim będzie zwiększone zapotrzebowanie na kredyty po uruchomieniu programu „Mieszkanie dla Młodych”.

 – Państwo jest odpowiedzialne za programy, zwłaszcza adresowane do ludzi młodych. Częścią wykonawczą tych programów są również banki, więc w zależności od zapotrzebowania banki pewnie swoją ofertę będą dostosowywać – dodaje Bogusław Kott.

„Mieszkanie dla Młodych” ruszy z początkiem 2014 roku. Pomoc ma być udzielna w postaci jednorazowego dofinansowania, które zwiększy wkład własny pożyczkobiorcy. Ze zrealizowanego do końca 2012 roku programu „Rodzina na swoim” w ciągu siedmiu lat skorzystało ponad 175 tysięcy rodzin.

KDPW obniża opłaty i uruchamia usługi zgodnie z nowymi regulacjami UE

 

W przyszłym roku spadną opłaty pobierane przez KDPW. Wprowadzane są nowe usługi w odpowiedzi na obowiązki nałożone przez UE. Zwiększy się też automatyzacja procesów, a depozyt chce aktywnie uczestniczyć w integracji europejskich izb rozliczeniowych.

 – Co roku obniżamy opłaty. Również od 2014 roku przyjęliśmy pewne propozycje zmiany opłat, które spowodują, że rynek będzie tańszy – mówi Iwona Sroka, prezes Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. – W tej chwili jesteśmy na etapie dyskutowania ich z Izbą Domów Maklerskich, z zespołem doradczym, który mamy przy Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych, po to, żeby przedstawić radzie nadzorczej, a następnie regulatorowi do zatwierdzenia.

Według Iwony Sroki, naczelnym zadaniem powinno być obecnie wzmacnianie polskiego rynku kapitałowego w obliczu zmian, które zachodzą na rynkach europejskich, związanych z nowymi regulacjami dotyczącymi bezpieczeństwa transakcji.

  Te nowe regulacje oczywiście są dobre, sprawiają, że jest większe zaufanie do rynku, że rynki się unifikują, są do siebie podobne, ale jednocześnie odkrywają nas na konkurencję – mówi prezes KDPW. – Trzeba dbać o to, żeby zachować pewne elementy rynku niszowego i korzyści z tym związane, wzmacniać lokalną bazę uczestników rynku, inwestorów, emitentów, spółek, jednocześnie nie tracąc na tych wyzwaniach europejskich.

Aby sprostać tym wyzwaniom, rynek musi być bezpieczniejszy i tańszy. Temu ma służyć automatyzacja części procesów i obniżka części opłat. Zmiany, które już wprowadzono, przynoszą już efekty.

– Przychodzą do nas duzi uczestnicy z innych rynków i stwierdzają, że te rozwiązania regulacyjne, technologiczne, które stosujemy są standardowe. Dla przykładu dwa lata temu zaadaptowany na obydwu rynkach, zarówno terminowym, jak i kasowym, system zarządzania ryzykiem oparty na metodologii SPAN (kalkulator depozytów). Jest tożsamy z tym, który stosuje kilkadziesiąt instytucji rozliczeniowych na całym świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes KDPW.

Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych ESMA (European Securities Market Authority) zarejestrował 7 listopada br. Repozytorium Transakcji w KDPW, stwierdzając tym samym, że spełnia ono wszelkie wymagania stawiane repozytoriom zgodnie z wymogami rozporządzenia EMIR. Reguluje ono m.in. kwestie funkcjonowania izb rozliczeniowych CCP, rozliczania transakcji z rynku OTC, jak również obowiązku raportowania informacji o zawieranych kontaktach terminowych do repozytoriów na terenie całej UE.

Na wdrożenie części unijnych regulacji jest jeszcze czas, ale – co podkreśla Iwona Sroka – izby rozliczeniowe już stosują zasadę współpracy po to, by koszty były jak najniższe.

 W przypadku centralnych depozytów papierów wartościowych natomiast  sytuacja jest trochę odleglejsza w czasie. CSD Regulation, czyli regulacja dotycząca centralnych depozytów, wejdzie w życie zapewne dopiero około 2015 roku. Zatem odrębność depozytów na poszczególnych rynkach zostanie jeszcze przez jakiś czas zachowana – wyjaśnia Sroka.

W przyszłym roku możliwe pierwsze ułatwienia w handlu między UE a USA

CEO Magazyn Polska

Już pod koniec przyszłego roku mogą pojawić się pierwsze ułatwienia wynikające z umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. – To bardzo optymistyczny scenariusz – przyznaje Dorota Dąbrowska, dyrektor Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce. W poniedziałek rozpoczęła się druga runda negocjacji między stroną europejską a amerykańską.

Rozmowy na temat zniesienia barier handlowych między Europą a USA ruszyły w lipcu. Druga tura miała się odbyć w październiku, ale przesunięto ją ze względu na paraliż amerykańskich instytucji państwowych. Rozmowy rozpoczęły się w poniedziałek i potrwają do piątku.

Zarówno europejscy, jak i amerykańscy eksperci nie ukrywają, że dla obu stron ułatwienie handlu oznacza większe rynki zbytu, a co za tym idzie – nowe miejsca pracy.

 – Gdy taka umowa wejdzie w życie, to nie tylko zniesie taryfy, co w niektórych sektorach ma znaczenie, mimo że są czasami niskie, ułatwi też biznes i handel między naszymi krajami. Chodzi o to, żeby znieść bariery, np. wymogi licencyjne, żeby ujednolicić różne zasady w sektorach jak kosmetyki, chemikalia, farmaceutyki – tłumaczy Dorota Dąbrowska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Z barierami licencyjnymi dobrze radzą sobie jedynie bardzo duże firmy. Ich zniesienie oznacza, że na wejście na amerykański rynek miałyby szanse również mniejsze przedsiębiorstwa.

Dla firm istotne również są koszty, związane np. z uznaniem bezpieczeństwa produktów, ale też sam czas trwania procedur.

 – To czasami jest rok czy nawet lata, zatrudnieni są prawnicy, załoga, która musi certyfikować, to są koszty laboratoryjne. To jest na pewno dużo czasu i pieniędzy, bo ludzie są zaangażowani przez wiele miesięcy, lat – mówi Dorota Dąbrowska.

Negocjatorzy będą też rozmawiać o zniesieniu pozostałych jeszcze w handlu między UE a USA ceł i opłat, a także barier biurokratycznych czy dublowaniu procedur. Spotkania grup roboczych będą najbardziej żmudnym etapem przygotowania porozumienia.

 – Po tym, jak negocjatorzy już cos ustalą, to idzie przez ścieżkę oficjalną do prezydenta USA i do zatwierdzenia przez Komisję Europejską. Także to są na razie takie grupy robocze i branżowe, które pracują nad różnymi segmentami. Bardzo skomplikowana procedura, która już trwa – przypomina Dorota Dąbrowska.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu pierwsze ułatwienia mogą wejść w życie już pod koniec przyszłego roku.

  Część ekspertów uważa, że to zbyt optymistyczne założenie. To może wchodzić etapami, ale są pewne ułatwienia, które mogą być szybciej, np. w branży samochodowej, że samochód europejski, amerykański jest jednakowy albo że różnice miedzy nimi są uznawane. To jest coś, nad czym strony chyba pracują najciężej i najszybciej będziemy tu widzieć efekty  mówi Dorota Dąbrowska.

Podkreśla, że korzyść odniosą nie tylko firmy, ale także konsumenci. Z powodu niższych kosztów oraz większej konkurencji na rynku ceny produktów końcowych powinny spaść.

Polacy wciąż chętnie zaciągają pożyczki na święta, choć nie muszą

CEO Magazyn Polska

Choć większość Polaków deklaruje, że sfinansuje święta z własnych oszczędności, w ostatnim kwartale roku zawsze zaciąganych jest najwięcej kredytów gotówkowych. Tymczasem – jak przekonuje Joanna Mróz, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu – racjonalizując wydatki możemy zaoszczędzić nawet 10 proc. miesięcznego budżetu, a to pozwoli nam zorganizować święta bez zaciągania pożyczek i kredytów.

W ubiegłym roku przeciętna polska rodzina planowała wydać na urządzenie świąt 1 280 zł – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte. Według badania TNS OBOP łącznie Polacy wydali na ten cel 23 mld zł, z czego zdecydowana większość pochodziła jednak z oszczędności.

 – Dobre przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia wymaga pracy nad naszą bieżącą sytuacją finansową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Mróz, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu, autorka książki „Domowe wydatki pod kontrolą”.

Planowanie kluczem do sukcesu

Budżet na święta należałoby oszacować już kilka miesięcy wcześniej. Początek listopada to ostatnia szansa na stworzenie własnego świątecznego biznesplanu.

 – Jest już dosyć późno. Jedyne, co możemy teraz zrobić, to zastanowić się, jakim dochodem dysponujemy dzisiaj – zaznacza ekspertka. – Powinniśmy spisać sobie przewidywania co do świąt: ile osób u mnie będzie, ile mogę wydać na jedzenie na jedną osobę, ile prezentów zamierzam kupić, trzeba wycenić te wszystkie pozycje i potem zobaczyć, czy mam na to pieniądze, czy nie mam.

Przekonuje, że  racjonalizując wydatki możemy zaoszczędzić nawet 10 proc. miesięcznego budżetu. A to pozwoli nam zorganizować święta bez zaciągania jakichkolwiek pożyczek czy kredytów. Chociaż te przed Bożym Narodzeniem cieszą się dużą popularnością. Banki szacują, że sprzedaż kredytów w ostatnim kwartale roku wzrasta nawet o 30 proc. wobec poprzednich kwartałów. To właśnie w grudniu, przed świętami, liczba udzielonych kredytów bankowych rośnie najszybciej – wynika ze statystyk Biura Informacji Kredytowej.

 – Dużo Polaków deklaruje, że chce sfinansować święta ze swoich własnych oszczędności – blisko 80 proc. tak mówi. Na tym etapie, kiedy siedzimy nad kartką papieru i popatrzymy, jakie wydatki chcemy ponieść, jesteśmy w stanie zweryfikować, czy mamy wystarczające oszczędności, czy nie – wyjaśnia Joanna Mróz.

Z raportu Google wynika, że w październiku i listopadzie aż 30 proc. Polaków ogranicza swoje wydatki z myślą o świętach. Szukamy oszczędności również robiąc świąteczne zakupy, np. polując na cenowe okazje.

 – Analizujemy ceny w sklepach internetowych. Ok. 44 proc. Polaków deklaruje, że sprawdza ceny w internecie przed zakupem – zaznacza ekspertka. – Wśród Europejczyków odsetek jest o  11 pkt procentowych mniejszy. Więc  wykazujemy się rozsądkiem, ale mimo wszystko chętnie bierzemy kredyty, chętnie płacimy kartą kredytową, jak również zaciągamy pożyczki u rodziny i znajomych – dodaje Joanna Mróz.

W budżetach polskich gospodarstw domowych najważniejszą pozycję nadal stanowią wydatki na żywność i napoje bezalkoholowe – wynika z danych GUS. Wiąże się to z niższym poziomem dochodów w Polsce w porównaniu z innymi krajami UE. Wydatki na żywność to dla przeciętnego Polaka jedna czwarta całości kosztów życia. Dla porównania w Niemczech odsetek ten wynosi ponad 10 proc, a w Wielkiej Brytanii nieco ponad 9 proc.

PKP SA stawia na rozwój pracowników. Bada, jakie szkolenia będą im potrzebne

PKP S.A. w swojej polityce personalnej stawia na rozwój kompetencji pracowników. Organizuje szkolenia, staże, dofinansowuje studia, udział w konferencjach i szkoleniach zewnętrznych oraz wykorzystuje inne formy rozwoju pracowników. Właśnie dobiega końca diagnoza potrzeb szkoleniowych, która pozwoli na określenie przyszłorocznego budżetu na ten cel oraz długoterminowej strategii w tym zakresie.

 – Tylko do połowy października tego roku w PKP S.A. w różnych formach doskonalenia kwalifikacji zawodowych udział wzięło blisko 3300 osób, co w odniesieniu do liczby zatrudnionych stanowi ponad 118 proc. składu osobowego spółki. Natomiast rozwój pracowników to nie są tylko szkolenia. To szereg różnych działań rozwojowych, które muszą być projektowane w perspektywie długofalowej. To też jest realizowane w kontekście współpracy z różnego rodzaju uczelniami wyższymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Moszyński, dyrektor ds. Rozwoju Pracowników w Polskich Kolejach Państwowych SA.

W całej grupie PKP zatrudnionych jest obecnie ponad 83 tysiące pracowników.

 – Dlatego też temat związany z kształceniem, z podnoszeniem kompetencji to bardzo wymagający obszar, który wymaga skonsolidowanych działań wszystkich osób, które odpowiadają za zarządzenie kapitałem ludzkim w całej organizacji – zauważa Moszyński.

Spółka PKP SA właśnie kończy diagnozę potrzeb szkoleniowych.

 – Badaliśmy potrzeby pracowników na różnych poziomach, aby odkryć, co jest faktyczną potrzebą; i w jakim kierunku powinny zmierzać działania rozwojowe w przyszłym roku. Cieszymy się, że pracownicy spółki bardzo mocno zaangażowali się w dzielenie informacją na temat swoich potrzeb, co pozwala zaprojektować zarówno programy szkoleń jak i budżety na przyszły rok – dodaje dyrektor ds. Rozwoju Pracowników w Polskich Kolejach Państwowych SA.

Ważna nie tylko pensja, ale też rozwój

PKP SA było partnerem strategicznym oraz członkiem kapituły organizowanego przez Krajową Izbę Gospodarczą, Fundację Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska i Impresję Studio Promocji konkursu o tytuł „Pracodawca Godny Zaufania”. Ocenie podlegały firmy z branż spożywczej, teleinformatycznej i ubezpieczeniowej. Laureatami zostały firmy Danone, Action SA i Compensa TU SA. Organizowany od 2008 r. konkurs ma na celu promocję przedsiębiorstw, które pozytywnie wyróżniają się pod kątem polityki pracowniczej.

 – Pracodawca godny zaufania to taki, który stwarza pracownikowi godne warunki pracy, a więc nie tylko płaci dobrze i na czas, ale także stwarza możliwość rozwoju osobistego – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Arendarski prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Podkreśla, że szkolenia to tylko jeden aspekt. Równie ważne są odpowiednia atmosfera w pracy i docenienie wkładu pracownika w rozwój firmy.

 – W dobrej firmie pracownik nie jest tylko najemnikiem, który przychodzi na osiem godzin, świadczy pracę i wychodzi. Jest współgospodarzem tej firmy, który o nią dba, bo wie, że rozwój firmy powiązany jest z jego osobistym rozwojem – zauważa Arendarski. – W Polsce wielu pracodawców, zwłaszcza dużych zapewnia dobre programy rozwojowe. Z kolei w wielu niewielkich firmach relacje między szefem i właścicielem są bardzo bliskie, wręcz rodzinne. 

Kapituła V edycji konkursu o tytuł Pracodawca Godny Zaufania” wyróżniła także dziennikarzy Macieja Pawlaka, redaktora działu gospodarczego Gazety Polskiej za promowanie społecznej odpowiedzialności biznesu oraz Tomasza Pietrygę kierownika działu prawnego „Rzeczpospolitej” za wyjaśnianie przepisów prawa pracy. Nagrodę Specjalną, za całokształt działań w obronie praw pracowniczych otrzymał Lech Wałęsa.

Ceremonię wręczenia nagród „Pracodawca Godny Zaufania” poprzedziła debata pt. „Zarządzanie Talentami – moda czy konieczność?”, w której udział wzięli: Małgorzata Marcińska (podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej), Bożena Lublińska-Kasprzak (prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Andrzej Arendarski (prezes Krajowej Izby Gospodarczej), Hubert Biskupski (z-ca redaktora naczelnego Super Expressu i redaktor prowadzący Super Biznes), Witold Moszyński (dyrektor ds. rozwoju pracowników PKP SA) oraz Grażyna Rzehak (członek zarządu, dyrektor ds. HR Grupa Żywiec).

Lenovo zapowiada tabletową ekspansję w Polsce. Wprowadza tablet z baterią, której nie trzeba ładować przez 18 godzin

CEO Magazyn Polska

Lenovo chce zrewolucjonizować rynek urządzeń mobilnych. Koncern wprowadził właśnie na rynek tablet Yoga, którego bateria działa trzykrotnie dłużej niż w standardowych urządzeniach, a nietypowy uchwyt ma umożliwić pracę w trzech różnych trybach.

W najbliższym czasie planujemy bardzo silną ekspansję na polskim rynku w segmencie produktów takich jak tablety – zapowiada Andrzej Sowiński, dyrektor generalny Lenovo Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Premierę na polskim rynku miał już Yoga Tablet, który jest pierwszym produktem z nowej linii urządzeń mobilnych Lenovo.

Pierwsze nietypowe rozwiązanie to specjalny uchwyt, w którym kryje się bateria, umożliwiająca pracę na tablecie w trzech trybach. Kolejne nietypowe rozwiązanie to bardzo długi czas pracy na baterii, bo nawet do osiemnastu godzin – to nawet trzy razy dłużej niż typowy tablet – tłumaczy dyrektor firmy.

Dłuższy czas pracy zapewnia cylindryczny kształt baterii, dzięki któremu jest ona pojemniejsza. Jak podkreślają przedstawiciele Lenovo, innowacyjne funkcje w nowych urządzeniach są odpowiedzią na dotychczasowe problemy użytkowników, którzy skarżyli się głównie na brak podpórki do postawienia na stole oraz zmęczenie dłoni podczas korzystania z tabletu.

 – Uchwyt tabletu został specjalnie zaprojektowany w taki sposób, żeby odciążyć dłoń – wyjaśnia Daniel Malak, Consumer Business Manager Lenovo Polska. – Środek ciężkości znajduje się w baterii, której cylindryczny kształt sprawia, że ręka użytkownika się nie męczy podczas trzymania sprzętu – podkreśla.

Lenovo jest największym producentem komputerów osobistych na świecie oraz ich największym dostawcą w Polsce. Według IDC firma posiada 23,1 proc. udziału w polskim rynku. Gigant chce osiągnąć czołową pozycję również na rynku tabletów i smartfonów w Polsce.

W tym roku w Polsce sprzeda się nawet 2,5 razy więcej tabletów niż rok temu, czyli znacznie ponad milion urządzeń rocznie – prognozuje GfK Polonia. Dotychczas najchętniej kupowane były tablety z 7–calowym ekranem. Rosnąca sprzedaż i coraz większa konkurencja sprawiają, że ceny urządzeń mobilnych spadają. Wynika to z faktu, że coraz więcej użytkowników decyduje się na zakup tabletu zamiast klasycznego laptopa. Już w tej chwili sprzedaż tabletów i komputerów przenośnych są na porównywalnym poziomie.

Causeway Bay w Hongkongu najdroższą lokalizacją handlową świata. W Polsce na czele warszawski Nowy Świat

CEO Magazyn Polska

Causeway Bay w Hongkongu jest najdroższą ulicą handlową na świecie wynika z raportu firmy doradczej Cushman & Wakefield. Drugie miejsce zajęła Fifth Avenue w Nowym Yorku. W Europie najwyższe czynsze za powierzchnię handlową płacą najemcy na Polach Elizejskich w Paryżu. Na najdroższej ulicy w Polsce – warszawskim Nowym Świecie czynsz jest 25 razy niższy niż na Causeway Bay.

Na najdroższej ulicy świata metr kwadratowy kosztuje blisko 25 tys. euro rocznie. O korzystną lokalizację walczą tam nie tylko firmy sprzedające towary z najwyższej półki. Inaczej jest na Fifth Avenue, gdzie w tym roku otwierały swoje sklepy najdroższe marki, takie jak Ralph Lauren, Cartier czy Valentino. Tu najemcy płacą nieco ponad 20 tys. euro rocznie. Na paryskich Polach Elizejskich czynsz wynosi ponad 13 tys. euro.

 – W przeliczeniu na złote, są to astronomiczne sumy, sięgające 100 tys. złotych za metr kwadratowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Górski, starszy negocjator w dziale powierzchni handlowych Cushman & Wakefield. – Tegoroczna edycja naszego raportu pokazuje tendencję wzrostową lub stabilizację na rynkach najdroższych światowych lokalizacji handlowych. Najciekawszą informacją, jeśli chodzi o rynki europejskie, jest wzrost czynszów na Polach Elizejskich w Paryżu, które wzrosły o ok. 40 proc. rok do roku – dodaje.

W Polsce najwyższy jest czynsz na warszawskim Nowym Świecie – wynosi 996 euro rocznie za metr kwadratowy. Ulica zajęła 45. pozycję w światowym zestawieniu Cushman & Wakefield.

W osobnym rankingu najbardziej kosztownych lokalizacji w Polsce drugie miejsce po Nowym Świecie zajęła krakowska ulica Floriańska, gdzie maksymalny czynsz wynosi 936 euro za metr kwadratowy rocznie, a trzecie – Chmielna w Warszawie z czynszem 828 euro za metr kwadratowy rocznie.

 – Widzimy, że Warszawa dominuje – zauważa Górski. – Uwagę zwraca awans ul. 3 Maja w Katowicach. Wynika on z otwarcia nowego dworca kolejowego w centrum Katowic i rewitalizacji tamtej części miasta.

Wynajem nieruchomości w najdroższej polskiej lokalizacji jest 25 razy tańszy niż na Causeway Bay. Znajduje się także poniżej średniej dla Europy i dla Europy Środkowo-Wschodniej. Eksperci podkreślają, że w Polsce czynsze zaczęły spadać.

 – Nie są to oczywiście duże spadki, a w niektórych miejscach można raczej mówić o korektach – twierdzi Górski. – Daleko nam jeszcze do krajów Europy Zachodniej, ale często nawet do państw Europy Środkowo-Wschodniej, np. do czeskiej Pragi czy Budapesztu. Nadal jednak wyprzedzamy takie miasta jak Bukareszt czy Sofia – dodaje.

Raport Cushman & Wakefield przygotowywany jest od 25 lat. Firma porównuje czynsze w 334 głównych lokalizacjach handlowych w 64 państwach. Pod uwagę brane są najwyższe możliwe do uzyskania stawki za wynajem, a nie wartość średnia. Najnowsza edycja raportu zostanie po raz pierwszy zaprezentowana podczas targów MAPIC w Cannes, będących jednym z głównych wydarzeń dla branży nieruchomości handlowych.

Związek zawodowy TVP chce się przekształcić w związek dla pracowników wszystkich mediów, także prywatnych.

Związek zawodowy „Wizja”, dotychczas zrzeszający pracowników TVP, przekształca się w organizację dla wszystkich osób zatrudnionych w mediach. Przystępować będą mogli także pracownicy prywatnych stacji. Na razie strajk w TVP został zawieszony, bo zarząd stacji wycofał się z pomysłu outsourcingu pracowników.

 – „Wizja” przekształci się z ogólnopolskiej organizacji zakładowej TVP w związek ogólnopolski, do którego będą mogły przystępować osoby od różnych pracodawców, czyli staniemy się centralą pod wstępną nazwą Związek Zawodowy Pracowników Twórczych i Technicznych Mediów Polskich „Wizja” – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Barbara Markowska, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Twórczych TVP SA „Wizja”. – Myślę, że jest to przedsięwzięcie, które się powiedzie przede wszystkim  dlatego, że jest takie zapotrzebowanie.

W jej ocenie rozszerzenie działalności „Wizji” pozwoli na lepszą walkę o prawa twórców w polskich mediach. Także prywatnych, bo przystępować będą mogli pracownicy takich nadawców. Może oznaczać to stworzenie związków zawodowych w tych spółkach, o ile zatrudnione tam osoby wyrażą taką wolę. Markowska zapowiada, że zgodnie ze światowymi standardami, nowa „Wizja” będzie walczyć o prawa pracowników, płace oraz bezpieczeństwo i higienę pracy.

„Wizja” na razie zawiesiła decyzję o rozpoczęciu strajku w TVP. Wynika to ze spełnienia jednego z postulatów związkowców – zaniechania outsourcingu, czyli przeniesienia pracowników do spółek zewnętrznych. Zarząd wycofał się z niej po rezygnacji ostatniego uczestnika przetargu na outsourcing. Groźba protestu w telewizji publicznej nie znika jednak całkowicie.

 – Czekamy na wyznaczenie kolejnego terminu, żeby do rozmów zasiąść, ponieważ został anulowany tylko jeden punkt z trzynastu postulatów, czyli sprawa outsourcingu. W związku z tym, jeżeli prezes Juliusz Braun nie zdecyduje się na kolejne rozmowy z komitetem strajkowym, strajk zostanie odwieszony – ostrzega Markowska.

„Wizja” nie zamyka jednak kwestii outsourcingu. Związkowcy domagają się rozliczenia procesu, który pochłonął środki z budżetu nadawcy. Markowska domaga się również także anulowania całego procesu oceny pracowników, który miał być podstawą outsourcingu.

 – Zwłaszcza kwestionowanych przez nas testów, ponieważ w tych testach zadawano bardzo szczegółowe, wręcz intymne pytania. Żądamy komisyjnego zniszczenia ich, ale z udziałem przedstawiciela związku. Żądamy odsunięcia dyrektora biura zarządzania kapitałem ludzkim, pani Ewy Ger, która jest pomysłodawczynią tej ewaluacji i outsourcingu. Jeżeli prezes Braun nie odsunie tej pani, to będziemy zmuszeni przedstawić sprawę do prokuratury o działanie na szkodę spółki – zapowiada Markowska.

Związkowcy nadal walczą o pozostałe dwanaście postulatów, w tym przede wszystkim o powrót produkcji programów do TVP. Obecnie zajmują się tym spółki zewnętrzne, choć, jak podkreśla Markowska, w telewizji publicznej jest wielu doświadczonych i kompetentnych pracowników zajmujących się produkcją.

Rośnie sprzedaż wina w Polsce. Polacy piją dwa razy więcej niż 8 lat temu

CEO Magazyn Polska

Statystyczny Polak kupuje wino półwytrawne, w 60 proc. czerwone. Na butelkę wydaje ok. 16 zł. W ciągu ostatnich ośmiu lat wartość rynku wina w Polsce podwoiła się, jednak wydatki na wino to wciąż tylko nieco powyżej 7 proc. wszystkich wydatków Polaków na alkohol. Rynkowi wina w sukurs przychodzą dyskonty.

  Za 16 złotych można już kupić dobre wino – uważa Robert Ogór, prezes Ambra SA. – Poziom jakościowy win w Polsce na przestrzeni ostatnich 20 lat przeszedł prawdziwą rewolucję. W supermarketach czy sklepach specjalistycznych można dzisiaj zaopatrzyć się w bardzo dobre wina. W każdym segmencie cenowym oferta nie ustępuje temu, co spotykamy na innych rynkach europejskich, tym bardziej, że są to w większości te same marki.

Jak wyjaśnia prezes Ambry, która zajmuje się produkcją, importem i dystrybucją wina, konsumenci alkoholu w Polsce powoli przechodzą od tradycyjnych trunków do produktów bardziej nowoczesnych, lżejszych, o mniejszej zawartości alkoholu. Podobnie jest w kategorii win – w ciągu ostatnich lat najbardziej zauważanym i charakterystycznym dla Polski trendem jest rosnąca popularność win różowych, które z produktu niszowego osiągnęły 10-proc. udział w rynku.

 – Najważniejszym kryterium wyboru wina jest smak. Nie jest to rzecz oczywista dla niektórych kategorii, bo np. w winach musujących dominują marka bądź opakowanie – mówi Ogór. – Polski konsument preferuje wina półwytrawne i półsłodkie. Oczywiście wraz z rosnącą ceną te gusta przemieszczają się w kierunku wytrawności.

Zaledwie 7-proc. udział wina w rynku alkoholi w Polsce to wciąż niski poziom w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Statystycznemu Polakowi wystarcza 100 ml wina na trzy dni, podczas gdy Francuz taką porcję wypija każdego dnia. Ale jak przewidują eksperci, już za kilkanaście lat będziemy pili tyle wina co Francuzi czy Hiszpanie, czyli ok. 40 litrów rocznie.

Niemałą rolę w popularyzacji wina w Polsce odgrywają dyskonty, dzięki którym konsumpcja tego alkoholu upowszechnia się.

 – Pomimo że oferta jest bardzo wybiórcza i ograniczona, na pewno niereprezentatywna, to dyskonty torują drogę konsumentowi do wina i branży do tego konsumenta. Będziemy jeszcze mieli w przyszłych latach bardzo wiele korzyści z tego, co dyskonty dzisiaj robią na rynku wina – uważa Ogór.

Jak dodaje, bardzo istotnym kryterium przy wyborze wina jest zawsze marka. Uznana marka wina sprzedawana i powszechnie lubiana jest wyrazem stabilnej jakości, wyrazem zaufania, zbudowanym poprzez wielokrotną konsumpcję. Niezmiennie ważna jest także cena, a ta jest w Polsce podniesiona przez akcyzę. W Polsce to 158 zł od każdego hektolitra, czyli 1,19 zł na butelkę (0,7 l). W wielu krajach, np. w Niemczech, w Czechach, na Słowacji, w Austrii czy na Węgrzech akcyza na wino jest zerowa.

 – To również ma wpływ na strukturę konsumpcji i rozwój tej konsumpcji w kierunku napojów niskoalkoholowych, jakim jest wino. Na pewno zwiększanie tego podatku nie wpływałoby na ten rozwój konsumpcji i postaw konsumenckich – mówi prezes Ambry agencji informacyjnej Newseria.

W pierwszym kwartale roku obrotowego 2013/2014 spółka zarobiła na czysto 3,4 mln zł – ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wzrosły w Grupie Ambra o 7,7 proc. W Polsce przychody grupy zwiększyły się o 7,8 proc., podczas gdy rynek wina, który wzrósł o 2,9 proc.

Wyniki finansowe GK ENEA w III kwartale lepsze od oczekiwań rynku

Grupa Kapitałowa ENEA poprawiła efektywność, dzięki czemu osiągnęła wzrost wyników na kluczowych poziomach: EBITDA oraz zysk netto. Kondycja finansowa potwierdza dobrą pozycję Grupy na rynku energii elektrycznej w Polsce. 

W pierwszych 9 miesiącach 2013 r. przychody netto Grupy ENEA wyniosły 6 787,2 mln zł, wynik EBITDA 1 400,5 mln zł, a zysk netto 666,8 mln zł. Pomimo tego, że przychody były niższe o 8,6% od osiągniętych przed rokiem, Grupa w ujęciu r/r poprawiła wynik EBITDA o 10,4%, a zysk netto o 9,4%. W samym III kwartale 2013 r. Grupa osiągnęła jeszcze większe dynamiki głównych wielkości finansowych. Przy przychodach netto 2,2 mld zł wynik EBITDA wzrósł o 15,1% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego i wyniósł 466 mln zł, a zysk netto, po wzroście o 14,4% osiągnął poziom 215 mln zł. Pozytywny wpływ na wyniki w okresie lipiec-wrzesień 2013 r. miał segment wytwarzania (wzrost o 47,8% r/r), płasko zachowywał się segment dystrybucji (wzrost o 0,6% r/r), spadek o 9,8 mln zł odnotowano w segmencie obrotu.

„Udało nam się poprawić efektywność naszego biznesu, dlatego mamy dwucyfrowy wzrost EBITDA. Stałe i stabilne przepływy pieniężne, które generujemy, dają Grupie dostęp do źródeł finansowania. Jest to istotne, ze względu na stojące przed nami inwestycje.” – powiedziała Dalida Gepfert, Wiceprezes Zarządu ENEA S.A. ds. Finansowych.

W październiku spółka opublikowała nową strategię korporacyjną Grupy Kapitałowej ENEA na lata 2014-2020. Wartość inwestycji, które zaplanowano w tym okresie to 20 mld zł.

„Chcemy być w pełni zintegrowaną grupą energetyczną, zapewnić wzrost naszej wartości poprzez budowanie zaufania Klientów. Postawiliśmy sobie szereg strategicznych celów, które pozwolą nam optymalnie wykorzystać potencjał Grupy i elastycznie reagować na wyzwania rynku.” – podkreślił Krzysztof Zamasz, Prezes Zarządu ENEA S.A.

Dzięki planowanym inwestycjom, do 2020 r. Grupa chce m.in. zwiększyć swoje moce produkcyjne w zakresie energii elektrycznej o 1 875 MWe (w tym: 1 075 MWe w segmencie elektrowni systemowych, ok. 500 MWe z odnawialnych źródeł energii, ok. 300 MWe w źródłach kogeneracyjnych) oraz w zakresie energii cieplnej do 1 500 MWt.