Komentarz dzienny, 12 listopada 2013

Zgodnie z opublikowanymi w piątek danymi, w październiku w amerykańskiej gospodarce przybyło 204 tys. miejsc pracy. Jak wskazywaliśmy wielokrotnie w naszych publikacjach w poprzednim tygodniu, pesymistyczny konsensus (bliski 100 tys.) nie był uzasadniony w świetle cząstkowych danych (przede wszystkim bardzo dobre odczyty ISM) i niepewności co do wpływu zaburzeń fiskalnych na proces zbierania i przetwarzania danych. W przedsiębiorstwach prywatnych przybyło 212 tys. etatów, zaś układ sektorowy prezentuje się całkiem korzystnie (wzrosty w przemyśle i budownictwie, solidny przyrost zatrudnienia w handlu detalicznym). Suma rewizji za poprzednie dwa miesiące sięgnęła +60 tys., udzielając prztyczka w nos tym, którzy przywiązują zbyt dużą wagę do pojedynczych odczytów.

Andrzej Szczęśniak: Polska ma szansę odzyskać wpływ na EuRoPol Gaz

CEO Magazyn Polska

Dziś ma się odbyć zwołane w piątek posiedzenie Rady Nadzorczej i akcjonariuszy EuRoPol Gazu. Wciąż nie wiadomo, czy stawią się na nim przedstawiciele Gazpromu, którzy w piątek opuścili posiedzenie. Wszystko przez rezygnację prezesa i wiceprezesa spółki ze swoich funkcji. Zdaniem ekspertów, to szansa na odzyskanie przez stronę polską wpływu na EuRoPol Gaz.

Konflikt w spółce EuRoPol Gaz SA, tranzytującej gaz rosyjski przez Polskę do Niemiec, rozpoczął się na początku kwietnia. Wówczas prezes Gazpromu Aleksiej Miller i prezes EuRoPol Gaz SA Mirosław Dobrut podpisali memorandum dotyczące ewentualnej budowy gazociągu „Jamał-Europa II” z Białorusi na Słowację przez Polskę. Premier RP Donald Tusk stwierdził wtedy, że porozumienie to dokonało się za jego plecami. Odwołał ministra skarbu państwa Mikołaja Budzanowskiego, którego obowiązkiem było sprawowanie nadzoru nad PGNiG jako spółką Skarbu Państwa, i szefową PGNiG, Grażynę Piotrowską-Oliwę. Natomiast reprezentanci PGNiG w EuRoPol Gazie nie ponieśli żadnych konsekwencji. W piątek prezes Mirosław Dobrut i wiceprezes Zdzisław Jamka złożyli rezygnację, co jest dobrym sygnałem dla strony polskiej. Została ona przyjęta.

Rezygnacja Dobruta i Jamki ma doprowadzić do przywrócenia przez polską stronę pewnej sterowalności spółką przez tę część zarządu, która reprezentuje nasze interesy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Udziałowcami spółki EuRoPol Gaz są PGNiG (48 proc.), OAO Gazprom (48 proc.) oraz Gas Trading (4 proc.). W skład zarządu wchodzi czterech członków. Rezygnacja dwóch polskich przedstawicieli zarządu – drugiego wiceprezesa Zdzisława Jamki i prezesa Macieja Dobruta (który poprosił o odwołanie) spowodowała konieczność wyboru dwóch nowych członków. PGNiG, mające, podobnie jak Gazprom, uprawnienie do rekomendowania dwóch członków zarządu, chciało dokonać ich wyboru. Uniemożliwili to jednak przedstawiciele strony rosyjskiej, opuszczając posiedzenie.

Spółka EuRoPol Gaz jest tak skonstruowana, że wymaga zgody dwóch stron i tylko zgodne decyzje i działania są skuteczne – zauważa Szczęśniak. – Zobaczymy, jak zareagują Rosjanie, bo pierwsza reakcja była bardzo nerwowa, tzn. posiedzenie się nie zakończyło i rosyjska strona wyszła.

Według umowy, EuRoPol Gazem, który kontroluje przepływ rosyjskiego gazu do Polski, musi kierować zarząd w pełnym, czteroosobowym składzie. Brak dwóch osób i niemożność ich wyboru paraliżują działanie spółki.

Zrobiono pierwszy krok do mianowania w EuRoPol Gazie osób cieszących się zaufaniem zarządu PGNiG – mówi Szczęśniak. – Polska firma chciała odzyskać to, co w spółce jest najistotniejsze, czyli możność zarządzania nią. To ostatnio szwankowało i od kwietnia tego roku było powodem pewnych napięć.
PGNiG SA wezwało do zwołania na 12 listopada Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, aby powołać swoich reprezentantów w spółce. Nie wiadomo jednak, czy uda się uzyskać większość potrzebną do ich powołania.

Prezes PKO BP: Do 2015 r. z systemu płatności mobilnych IKO korzystać będzie milion osób

PKO BP kontynuuje rozwój systemu płatności mobilnych IKO. Dołączenie pięciu kolejnych banków do systemu ma nastąpić na przełomie I i II kwartału 2014 r. PKO BP chce, by w dalszej przyszłości do systemu przyłączyły się kolejne instytucje, dzięki czemu do 2015 r. z IKO ma korzystać co najmniej milion klientów.

 Wszystkie inne banki są również zainteresowane dołączeniem do IKO – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. – Jednak spotykanie się od początku w grupie 10-15 banków mogłoby być trudne z powodu różnicy zdań. Chcemy, by grupa inicjatywna nie była zbyt szeroka, dlatego zaczynamy od sześciu banków, łącznie z nami. W przyszłości będziemy zapraszać także inne  – dodaje Jagiełło.

W skład grupy inicjatywnej wchodzą oprócz PKO BP także BZ WBK, Alior Bank, ING Bank Śląski, mBank i Bank Millennium. IKO umożliwia płatności za pomocą telefonów komórkowych w sklepach, korzystających z obsługi przez eService, przelewy na numer telefonu, telefoniczne przekazywanie czeków i wypłaty z bankomatów bez użycia karty. Aktualnie z systemu korzystają tylko klienci PKO BP, posiadający telefon podłączony do internetu.

 – Liczba użytkowników z PKO BP rośnie z dnia na dzień, a to dopiero początek – mówi Jagiełło. – Chcemy, żeby ta usługa została udostępniona klientom innych banków. Wydaje mi się, że w 2015 roku, półtora roku po uruchomieniu tego procesu w innych bankach, w Polsce będzie co najmniej milion użytkowników tej płatności.

7 listopada PKO Bank Polski podpisał z firmą EVO Payments International Acquisition umowę dotyczącą sprzedaży 66 proc. kapitału eService – należącego do grupy PKO BP agenta rozliczeniowego. Realizacja ma nastąpić na przełomie 2013 i 2014 r. PKO BP szacuje zysk z umowy na ok. 377 mln zł brutto.

 – Jako PKO BP nie mamy dużych doświadczeń międzynarodowych w rozwijaniu technologii przetwarzania płatności – mówi Jagiełło. – To dostarczy nam EVO, natomiast my zatrzymujemy sobie relacje z klientami w Polsce.

Dzięki zaangażowaniu EVO, eService rozwinie e-handel i płatności internetowe.

 – Pamiętajmy też o tym, że płatności elektroniczne w punktach akceptacji niosą za sobą dodatkowe możliwości, takie jak programy rabatowe, karty lojalnościowe i nie tylko – mówi Zbigniew Jagiełło. – To gałąź biznesu, która nie jest podstawowa dla naszego banku, więc wsparcie EVO i doświadczenie międzynarodowe firmy będzie dla nas bardzo cenne – dodaje.

S.Kluza: rządowe analizy gospodarcze nieprofesjonalne albo upolitycznione

CEO Magazyn Polska

W tym tygodniu GUS poda szacunkowe dane o wzroście gospodarczym w III kwartale. Prognozy przewidują wzrost PKB w przedziale 1,5-1,8 proc. Zważywszy na słabe pierwsze półrocze, cały rok może być gorszy nawet od 2009, gdy gospodarka rozwijała się w tempie 1,6 proc. Jeszcze na początku roku rząd wierzył w wynik powyżej 2 proc.

Zdaniem Stanisława Kluzy, ekonomisty z SGH i byłego ministra finansów, rządowe analizy są albo nieprofesjonalne, albo przygotowywane z myślą o bieżącym politycznym celu.

 – Rządowe analizy dotyczące sytuacji gospodarczej w Polsce są upolityczniane albo robione nieprofesjonalnie – uważa Stanisław Kluza, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej.

Dodaje, że tym przewidywaniom towarzyszy chaos, a coraz wyraźniej widać zaniechania reform, które powinny być przeprowadzone w ostatnich latach.

 – Pomijając kwestie błędów, które były w roku 2012 i w I półroczu bieżącego roku, zwróciłbym uwagę na kwestię analiz dotyczących autonomicznego potencjału wzrostu gospodarczego w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes były szef Komisji Nadzoru Finansowego. – On jest w przedziale 4,5-5 proc., tymczasem w ustawie budżetowej na przyszły rok mamy zapisane ostrożnościowo 2,5 proc.

Zdaniem Stanisława Kluzy, minister finansów Jacek Rostowski wolał zapewne zaniżyć prognozy, by nie przeszacować przyszłorocznego budżetu W pierwotnych założeniach do ustawy budżetowej na 2013 rok rząd założył wzrost PKB o 2,9 proc., by trzy miesiące później obniżyć prognozę do 2,2 proc. I ta okazała się jednak nierealna, wskutek czego nowelizowano w tym roku budżet, zwiększając deficyt o 16 mld złotych. W pierwszym kwartale roku gospodarka urosła bowiem zaledwie o 0,5 proc., w drugim – o 0,8 proc.

Stanisław Kluza przypomina słowa premiera Donalda Tuska, które padły podczas wrześniowego forum ekonomicznego w Krynicy. Szef rządu mówił wówczas o rychłym zakończeniu kryzysu i wejściu na ścieżkę ok. 3-proc. wzrostu., co zostało odebrane jako optymistyczny znak dla gospodarki.

 – Jeżeli mamy wewnętrzny potencjał do wzrostów z przedziału 4,5-5 proc., a rząd w najbardziej optymistycznym scenariuszu bierze pod uwagę 3 proc., to pytanie, co się dzieje z tą różnicą – zastanawia się były szef resortu finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. – W mojej ocenie ta różnica jest konsekwencją zaniechania reform finansów publicznych przez sześć lat i słynnego powiedzenia premiera Tuska z 2010 roku: „Tu i teraz”.

Świadczy to, zdaniem Kluzy, o tym, że rząd nie miał pomysłu ani strategii prorozwojowych, a nadwyżki i potencjały wzrostu zostały skonsumowane.

 – Być może wtedy, w 2010 roku premier nie miał takiej nadziei, bądź takich oczekiwań, że będzie miał drugą kadencje, ale to oznacza, że grał bardzo nieuczciwie w stosunku do swoich wyborców – dodaje Kluza.

Zamieszanie wokół wartego 1,5 mld euro przetargu na okręty podwodne

CEO Magazyn Polska

To niezrozumiała i dziwna sytuacja – tak zmianę warunków przetargu na okręty podwodne komentuje Dariusz Seliga, poseł PiS oraz wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Jego zdaniem zamieszanie wokół  wartego 1,5 miliarda euro postępowania dotyczącego zakupu okrętów podwodnych dla polskiej armii wynika z braku cywilnej kontroli nad armią.

Zakup okrętów podwodnych wyposażonych w rakiety manewrujące, czyli systemu odstraszania potencjalnych wrogów, miał być jednym z kluczowych elementów modernizacji Marynarki Wojennej RP. Mimo to Ministerstwo Obrony Narodowej nie odrzuciło oferty niemieckiego producenta ThyssenKrupp Marine Systems, która nie spełniała tych założeń. Co więcej – resort zdecydował się zmienić kryteria przetargu korzyść tego oferenta po to, by mógł im sprostać.

Niezrozumiała sytuacja, dziwna – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Seliga, poseł PiS, wiceprzewodnicący sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

Niemiecki okręt typu 212A nie spełnia obowiązkowych wymagań taktyczno–technicznych dotyczących m.in. uzbrojenia rakietowego, systemu ratownictwa i napędu. Tymczasem system odstraszania miał być głównym celem zakupów polskiej armii. Jak tłumaczy Seliga – sam okręt miał pełnić jedynie funkcję ich nośnika.

To jest jak z samolotem F–16. On jest tylko nośnikiem pewnych systemów uzbrojenia pewnej broni. I podobnie powinno być z okrętami. Nas najbardziej interesuje w naszym przypadku element odstraszania, żeby ktoś tam wiedział na świecie, że Polacy mają okręt, który może sobie leżeć na dnie Bałtyku, ale on ma takie rakiety, które gdzieś tam mogą dolecieć. I to jest ten element, który jest nam potrzebny – wyjaśnia.

Zmiana kryteriów przetargu budzi kontrowersje, tym bardziej, że oferty złożone przez producentów z innych państw spełniały wszystkie założenia.

Z tego, co dzisiaj wiemy, niemiecka oferta nie jest chyba tak atrakcyjna pod tym względem dla nas. Z tego co już wiemy, bardzo mocno zainteresowani są tematem okrętów budowanych Francuzi, bardzo mocno Hiszpanie, którzy trochę później włączyli się do gry, ale są – dodaje Seliga.

Zdaniem niektórych komentatorów, faworyzowanie strony niemieckiej może być efektem listu intencyjnego podpisanego 27 maja 2013 r. przez ministrów obrony narodowej Polski i Niemiec. Dariusz Seliga uważa natomiast, że zamieszanie wokół wartego 1,5 miliarda euro postępowania dotyczącego zakupu okrętów podwodnych dla polskiej armii wynika z braku cywilnej kontroli nad armią.

Uważam, że brak cywilnej kontroli nad armią jest pierwszym elementem, który przy okazji tych przetargów się przejawia – podkreśla poseł PiS.

W jego ocenie zwiększenie bezpieczeństwa Polski będzie możliwe wyłącznie wtedy, gdy w projektowaniu wojskowego wyposażenia będą czynnie uczestniczyć Polacy. Sam zakup sprzętu z importu nigdy bowiem nam tego nie zagwarantuje.

Mówimy o projektach, mówimy o bardzo dużym finansowaniu tych projektów wojskowych, ma to poprawić bezpieczeństwo państwa. Ale jeżeli będzie tak, że na tym nie skorzysta polski inżynier, polski spawacz, polski tokarz i jego rodzina, to znaczy, że te projekty nic nie są warte. Bo projekty, które nie będą się rozwijały w Polsce, nie dadzą nam możliwości dobrej obrony i dobrego bezpieczeństwa – tłumaczy Seliga.

Sugeruje przy tym, że w celu skutecznej poprawy bezpieczeństwa narodowego, rząd powinien zastanowić się nad tym jak ma wyglądać polska armia za kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Biorąc to pod uwagę, powinien się zatem skupić na pozyskiwaniu nowoczesnych technologii, dzięki którym sami będziemy umieli skonstruować m.in. własne okręty podwodne.

Żebyśmy nie robili u siebie tak zwanych składaków, tylko żebyśmy pozyskiwali takie technologie czy licencje, które będziemy mogli sami robić, sami wdrażać, sami się ich uczyć, no i które też będą przydatne za kilkanaście lat – wyjaśnia poseł.

Polskie firmy mogą usprawnić swoją działalność, wykorzystując w pełni możliwości internetu

CEO Magazyn Polska

Małe i średnie przedsiębiorstwa nie wykorzystują w pełni swojego  potencjału, bo korzystają z internetu jedynie w podstawowym zakresie. Jak wynika z danych Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, ponad połowa przedsiębiorców nie traktuje sieci jako narzędzia docierania do międzynarodowych klientów oraz nie zdaje sobie sprawy z tego, jak duże możliwości promocji daje internet.

 

 – Bardzo ważne jest, żeby umieć spojrzeć na swój biznes z większej odległości, ocenić strategicznie, co się dzieje w firmie, co się dzieje na rynku, jak najlepiej wykorzystać szanse, które się pojawiają i reagować na zagrożenia – mówi Adam Parfiniewicz, dyrektor obsługi małych i średnich przedsiębiorstw, członek zarządu BNP Paribas Banku Polska.

Zdaniem Adama Parfiniewicza, firmy tracą przez to wiele rynkowych szans. Podkreśla przy tym, że zmiany zachodzące dziś na rynkach są coraz częstsze, a czas na reakcję przedsiębiorców – coraz krótszy. To z kolei wymaga coraz większej dyscypliny w planowaniu rozwoju firmy i umiejętności wykorzystywania internetu zarówno jako środka komunikacji z klientami, jak i narzędzia do pozyskiwania zamówień, partnerów handlowych czy przeprowadzania analizy rynku.

 – Przy pomocy tych narzędzi szukamy ważnych informacji, a potem na ich podstawie domykamy sprzedaż, ale jest też wiele innych funkcjonalności, przy pomocy których można swoją działalność optymalizować. Można szukać innych partnerów w internecie, można zbierać referencje na temat partnerów, można się posługiwać wiedzą i opracowaniami, które na temat poszczególnych partnerów czy rozwiązań produktowych różnych rynków są w sieci dostępne – tłumaczy.

Tylko 31 proc. firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw ma swoją stronę internetową, a zaledwie 6 proc. – sklep internetowy w zagranicznej wersji językowej. Jeszcze gorzej wypadają w statystykach dotyczących promocji zagranicznej. W językach obcych reklamuje się jedynie 13 proc. firm, a co dziesiąty podmiot ma w planach podjęcie takich działań w przyszłości. Jednocześnie tylko co druga firma korzysta z tłumaczy internetowych, mimo że większość o nich słyszała (85 proc.).

Zdaniem Adama Parfiniewicza to właśnie umiejętność oceny sytuacji firmy i otoczenia oraz odpowiednie wykorzystanie nowych narzędzi są największymi wyzwaniami stojącymi dziś przed sektorem małych i średnich firm. Temu, jak im sprostać, będzie poświęcony cykl wykładów i spotkań w ramach Akademii Biznesu BNP Paribas. To pierwszy w Polsce program adresowany do właścicieli i kadry zarządzającej firm z sektora MŚP. Jak podkreśla członek zarządu banku, celem jest pomoc firmom w budowaniu ich przewagi konkurencyjnej, przy użyciu takich narzędzi, jak m.in. internet, optymalizacja podatkowa czy restrukturyzacja.

 – Chcemy pomóc wykorzystać narzędzia, które być może nie zawsze są oczywiste, nie zawsze są intuicyjne, a jednak zgromadzone i pokazane w pewnej zamkniętej całości powinny dać przedsiębiorcom szansę na jeszcze lepsze prowadzenie swojego biznesu – wyjaśnia Adam Parfiniewicz. – Kolejny obszar to zarządzanie kosztami – skupiliśmy się na uniwersalnym dla każdej z branż temacie podatków. Chcemy pomóc przedsiębiorcom optymalizować ich koszty podatkowe.

W Biznes Akademii weźmie udział około 100 przedsiębiorców. Jej gospodarzem będzie Frederic Amoudru, prezes zarządu BNP Paribas Banku Polska, a w spotkaniach z przedsiębiorcami będzie uczestniczył Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy. Wykłady i warsztaty poprowadzą eksperci firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton. Uczestnictwo jest bezpłatne.

PwC: Obniżanie emisji CO2 nie musi być niekorzystne dla gospodarki

CEO Magazyn Polska

Badania PwC udowadniają, że obniżenie emisji dwutlenku węgla wpłynie na przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Wskazują na to przykłady ze Szwecji, Niemiec, Danii, Wielkiej Brytanii i Holandii, które postawiły na „zielone” i niskoemisyjne technologie. Tymczasem polski rząd sprzeciwia się na unijnym forum celom zmierzającym do dekarbonizacji, argumentując, że ograniczy ona rozwój przedsiębiorstw.

 – Badaliśmy pięć krajów: Szwecję, Niemcy, Danię, Wielką Brytanię i Holandię. Nasz główny wniosek jest taki, że można rozwijać gospodarkę, a jednocześnie obniżać emisje CO2 przez tę gospodarkę generowane, co więcej kraj może odnieść korzyści z takiego procesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorine Helmer z firmy doradczej PwC w Holandii.

W badanych krajach dekarbonizacja, czyli obniżenie emisji dwutlenku węgla, stało się możliwe dzięki dwóm procesom.

 – Chodzi o przestawienie się gospodarki na energię jądrową lub ze źródeł odnawialnych oraz o poprawę efektywności energetycznej. Zaobserwowaliśmy w badanych krajach, że od lat 70-tych gospodarka wzrosła ponad dwukrotnie, natomiast poziom zużycia energii pozostał na podobnym poziomie i spadł poziom emisji CO2 w tym czasie – przekonuje Dorine Helmer.

Zapewnia, że zgodnie z wynikami badań, redukując emisję CO2 można pozostać konkurencyjnym. Natomiast w przypadku państw rozwijających się wprowadzanie działań, zwiększających efektywność energetyczną, przekłada się na wzrost konkurencyjności danej gospodarki. Jest to możliwe, ponieważ dzięki temu np. spada koszt procesów produkcyjnych, stymuluje się także wprowadzanie innowacji.

 – Zauważyliśmy też, że przejście na gospodarkę niskoemisyjną generuje dodatkową aktywność gospodarczą np. w aspekcie technologicznym. Tak było w przypadku Danii i energetyki wiatrowej czy Niemiec i energetyki słonecznej. Generuje także dodatkową aktywność i rozwój w krajach rozwijających się, ponieważ często korzystają one z tego, że inne państwa wdrażają rozwiązania sprzyjające efektywności energetycznej. Tutaj przykładem mogą być Chiny, które stają się jednym z największych, po Niemcach, producentem paneli słonecznych – zwraca uwagę Helmer.

Przekonuje, że efektywność energetyczna i dekarbonizacja stwarzają możliwości do wzrostu gospodarczego i rozwoju w przypadku wszystkich krajów. Niezależnie od tego, czy już dysponuje konkretną, „zieloną” technologią, czy kupuje ją od innych państw.

 – Jeżeli jednak, tak jak w przypadku Polski, trudno jest budować czy stawiać na rozwój innowacji, rozwój technologiczny, można wiele skorzystać na samym wdrążaniu tych działań, które zostały przyjęte – mówi ekspertka. – W Polsce nie tworzy się tych nowych technologii, natomiast skupianie się na efektywności energetycznej powoduje, że prowadzi się renowacje budynków, w związku z czym sektor budowlany ma dużo więcej pracy, zleceń i jest to także działanie, które stymuluje rozwój.

Ograniczanie emisji gazów cieplarnianych jest jednym z fundamentów unijnej polityki energetyczno-klimatycznej UE. W ramach tzw. mapy drogowej do utworzenia gospodarki niskowęglowej (Road map for low carbon economy – vision for 2050) zakłada, że do 2050 r. Unia ograniczy swoje emisje o 80 – 95 proc. W Warszawie rozpoczął się wczoraj 11-dniowy szczyt klimatyczny, który ma przygotować grunt pod porozumienie ws. ograniczenia emisji przez różne, nie tylko europejskie, kraje, które miałoby zostać zawarte podczas szczytu w Paryżu w 2015.

Unijne pieniądze z nowego budżetu najszybciej pod koniec przyszłego roku

CEO Magazyn Polska

Pieniądze z nowego, unijnego budżetu będą dostępne dla przyszłych beneficjentów najwcześniej pod koniec przyszłego roku – przewiduje dr Piotr Wawrzyk, politolog z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wszystko zależy od tempa prac nad ostatecznym kształtem perspektywy budżetowej i zasad, pozwalających na uruchomienie funduszy. W czwartek dokumentem ma się zająć komisja budżetowa Parlamentu Europejskiego, by w przyszłym tygodniu dokument mógł być zatwierdzony na sesji plenarnej.

Komisja miała głosować nad propozycją budżetową Unii Europejskiej na lata 2014-2020 już w ubiegłym tygodniu. Przed czwartkiem nie udało się jednak ukończyć prac związanych z reformą polityki spójności, która może mieć znaczący wpływ na wieloletnią perspektywę finansową. Wpływ na decyzję o przełożeniu głosowania o kolejnych kilka dni miał również fakt, że Rada Unii Europejskiej nie rozpoczęła jeszcze rozmów na temat zasobów własnych Unii.

Jeśli dokument zostanie przyjęty przez komisję budżetową 14 listopada, to kilka dni później będzie poddany pod głosowanie przez cały Parlament Europejski w czasie najbliższej sesji.

 – Wówczas zapewne zostaną zakończone prace także w Radzie Unii Europejskiej, czyli inaczej mówiąc zostanie dotrzymany tzw. ustawowy czy traktatowy termin 1 stycznia, jako ten, od którego ma zacząć funkcjonować Unia pod nowym budżetem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Piotr Wawrzyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nie oznacza to jeszcze, że państwa członkowskie już po Nowym Roku będą mogły korzystać z przypisanych im środków. Aby tak się stało, spełnionych musi być szereg warunków. Chodzi o prace nad tzw. aktami wykonawczymi do budżetu, czyli projektami rozporządzeń, przygotowanych przez Komisję Europejską.

 – Na tej podstawie państwa członkowskie będą musiały przyjąć podstawy prawne, u nas znane jako programy operacyjne – tłumaczy dr Wawrzyk. – Dopiero na ich podstawie podmioty do tego uprawnione będą mogły ogłaszać przetargi czy konkursy na wydawanie określonych kwot pieniędzy, a w konsekwencji też dopiero wówczas będzie można ubiegać się o dofinansowanie na różne przedsięwzięcia z funduszy unijnych.

Oznacza to, że środki, zaplanowane w nowym, unijnym budżecie będą dostępne pod koniec 2014 bądź na początku 2015 roku.

Komisja budżetowa Parlamentu Europejskiego przyjęła natomiast trzy nowelizacje rocznego budżetu Unii na rok 2013. Chodziło m.in. o jego zwiększenie o prawie 4 mld euro. Pieniądze te mają być przeznaczone na pokrycie zaległych płatności.

 – Okazało się, że tegoroczny budżet, czyli ten nieobjęty w nowej perspektywie finansowej jest deficytowy, tzn. Unia musiała ponieść więcej wydatków niż miała na to przeznaczonych środków finansowych – tłumaczy ekspert ds. europejskich.

Przyjęcie poprawek miało jednak kluczowe znaczenie dla przyszłej, siedmioletniej perspektywy finansowej. Parlament domagał się bowiem, aby państwa zwiększyły swoje wkłady do unijnego budżetu na pokrycie tego deficytu i od tego uzależnił kontynuowanie prac nad perspektywą finansową 2014-2020. W ubiegły czwartek udało się uzgodnić i zatwierdzić w komisji ds. rozwoju regionalnego zasady polityki spójności w nowej perspektywie finansowej.

Inwestycje w biogazownie i wiatraki mogą zmniejszyć bezrobocie w gminach i zwiększyć wpływy podatkowe

CEO Magazyn Polska

Przyciągnięcie inwestycji w wiatraki czy biogazownie może przynieść wpływy w postaci podatków oraz dodatkowych miejsc pracy w gminie. Nadal jednak to prywatni przedsiębiorcy dominują w pozyskiwaniu funduszy na takie przedsięwzięcia.

 – Jeśli spojrzymy pod kątem kwot, to finansujemy więcej inwestorów prywatnych – mówi Anna Żyła, główny ekolog Banku Ochrony Środowiska. – Pewnie wynika to stąd, że te inwestycje, np. farmy wiatrowe czy fotowolotaika, są bardzo kosztowne.

Dzięki dotacjom z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej BOŚ tylko w ciągu sześciu miesięcy pożyczył klientom 10 mln zł na inwestycje w kolektory słoneczne. Niektóre samorządy, dostrzegając w przedsięwzięciach związanych z odnawialnymi źródłami energii (OZE) szansę na rozwój gmin, starają się przyciągnąć inwestorów stawiających farmy wiatrowe lub biogazownie.

 – Samorząd stanowi prawo, na przykład poprzez miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Jeśli w tych planach pojawią się tereny przewidziane pod inwestycje w odnawialne źródła energii, to jest duża szansa, że przedsiębiorcy zainteresują się nimi i powstaną w danej gminie takie przedsięwzięcia. A to przyniesie korzyść tej gminie w postaci podatków i nowych miejsc pracy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Żyła.

Ekspertka zwraca uwagę na wagę konsultacji społecznych. Bez współpracy tych podmiotów z mieszkańcami, inwestycje mogą nie dojść do skutku.

 – Współpraca jest konieczna i to na etapie uzyskiwania wszelkich zgód lokalizacyjnych, a bank śledzi ten proces i weryfikuje, czy został przeprowadzony zgodnie z prawem, czyli czy zostały wydane właściwe decyzje, czy są zgodne z miejscowym planem zagospodarowania, jeśli ten został uchwalony, a jeśli nie został – to czy decyzje o warunkach zabudowy są właściwe – mówi Anna Żyła.

Istotne jest zatem, by np. farmy wiatrowe powstały zgodnie z procedurą, czyli na terenach, które są do tego przeznaczane, a samo ich postawienie zostało poprzedzone wykonaniem raportu oddziaływania na środowisko.

Samorząd powinien także uczestniczyć w edukowaniu mieszkańców.

 – Jeśli przekona mieszkańców, stworzy programy zachęt finansowych, to będzie miał większą szansę, że na jego terenie rozwiną się inwestycje w OZE. Przykładem były dopłaty do kolektorów słonecznych. Z jednej strony mamy program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ale z drugiej, w ramach mijającego unijnego programowania, duża część samorządów pozyskała takie środki redystrybuując je dalej do klienta indywidualnego – mówi Anna Żyła.

Samorządy same mogą wystąpić w roli inwestora i np. przeznaczyć dachy szkół pod instalacje fotowoltaiczne.

 – Można to zrobić w formule partnerstwa publiczno-prywatnego, czyli znaleźć inwestora, który pomoże wyłożyć pieniądze, a korzyści będą także dla samorządu, bo np. istotnie spadną koszty utrzymania danego budynku poprzez brak lub zmniejszenie opłat za prąd – zachęca ekspertka BOŚ.

Wrocławski szpital kliniczny przynosi zyski i skutecznie korzysta ze wsparcia dolnośląskich firm

CEO Magazyn Polska

Dzięki wsparciu finansowemu prywatnych firm, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu może szybciej inwestować w nowoczesne technologie niż gdyby realizował to w ramach własnych środków. A to pomaga sprawniej zarządzać placówką i ratuje chorym życie.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu został laureatem tegorocznej nagrody gospodarczej „Dolnośląski Gryf 2013”. Otrzymał ją za szczególne osiągnięcia w działaniu na rzecz rozwoju Dolnego Śląska.

Na pewno dobre prowadzenie szpitala dzisiaj to dobre zarządzanie i zdrowe finanse – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Pobratym, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Pracownicy naszego szpitala na tyle ciężko pracują, żeby nie generować strat.

Piotr Pobratym podkreśla, że szpital w dużej mierze zawdzięcza swój sukces innym firmom. Placówkę medyczną wpierają finansowo zarówno władze regionu, jak i lokalne firmy, które włączają się w poszczególne akcje społeczne.

Generujemy zyski, natomiast bardzo ważne jest wsparcie rodzimego biznesu z  Wrocławia. Dzięki firmom, które wykazują bardzo dużą aktywność społeczną i charytatywną, możemy inwestować w bardzo nowoczesne technologie. Te firmy wspierają nas w tych obszarach inwestycyjnych, które być może byśmy zrealizowali później. Tak że kupujemy czas, myślę że to dla pacjentów bardzo ważna rzecz. Bardzo się cieszymy, że dolnośląski biznes ma bardzo dużą wrażliwość w biznesie.

Wśród darczyńców dyrektor szpitala wymienia zarówno duże, znane spółki giełdowe z Dolnego Śląska, jak i małe firmy prywatne. Działalność społeczna dolnośląskiego biznesu nie ogranicza się jednak wyłącznie do darowizn pieniężnych na rzecz szpitala.

Chociażby ostatnio KGHM, zakłady Budomeksu, które ofiarowały czy to zestawy do zabiegów histeroskopowych czy bardzo nowoczesne aparaty ultrasonograficzne. Takich firm jest bardzo dużo, nie sposób jest je tutaj wyliczyć.

Niektóre firmy świadczą też bezpośrednią pomoc na rzecz poszczególnych pacjentów.

Ważną również rzeczą jest aktywność firm, jeżeli chodzi o indywidualną pomoc pacjentom w części w zakupach leków, które nie są refundowane przez płatnika publicznego w Polsce. To też trzeba zauważać, ta pomoc jest wtedy realizowana nie przesz fundusze szpitala, tylko bezpośrednio przez fundacje, natomiast my możemy tym pacjentom taką terapię wtedy zafundować lecząc ich o wiele bardziej skutecznie niż byłoby to możliwe w podstawowych warunkach.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu składa się z 36 oddziałów klinicznych, 23 klinik, kilkudziesięciu pracowni diagnostycznych i poradni specjalistycznych oraz bloku operacyjnego z 20 salami.

W ubiegłym roku na oddziały Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przyjęto ponad 54 tys. pacjentów. To jedna z nielicznych w Polsce placówek medycznych, która posiada nowoczesny system wydawania leków dopasowany do indywidualnych potrzeb pacjentów oraz system bezpiecznej transfuzji krwi.

Konkurs Dolnośląski Gryf organizowany jest od 10 lat przez Zachodnią Izbę Gospodarczą przy współpracy ze Związkiem Pracodawców Polska Miedź i Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego. Celem tej inicjatywy jest promowanie i nagradzanie firm, instytucji i osób za szczególny wkład w rozwój gospodarczy Dolnego Śląska.

Spółka z portfela MCI dystrybutorem smartfonów iPhone w Turcji

0

Spółka Indeks Bilgisayar, lider rynku IT w Turcji, podpisała z firmą Apple umowę dystrybucji smartfonów iPhone. Dzięki kontraktowi po udanych pierwszych 9 miesiącach 2013 r. Indeks oczekuje dalszego, dynamicznego wzrostu wyników w czwartym kwartale i 2014 roku.

Indeks Bilgisayar to spółka notowana na giełdzie papierów wartościowych w Stambule, wchodząca w skład Grupy Indeks, największej tureckiej grupy dystrybucyjnej sprzętu IT w Turcji. Dokładnie 12 miesięcy temu Indeks, podpisując z Apple umowę dystrybucyjną na sprzedaż komputerów i iPadów, zamierzał zostać jednym z kluczowych partnerów amerykańskiego koncernu. W chwili obecnej firma Apple, dostrzegając wiodąca rolę Indeks na rynku tureckim, zawarła umowę dotyczącą sztandarowego produktu koncernu – smartfonów iPhone.

Spółki z Grupy Indeks osiągnęły w czasie pierwszych 9 miesięcy 2013 roku 20-procentowy wzrost sprzedaży wobec analogicznego okresu 2012 roku. Wyniki Grupy byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie wahania kursów walut w tym okresie. Przewidujemy więc, że w przyszłym roku dzięki stabilizacji gospodarczej, możliwy będzie jeszcze bardziej dynamiczny wzrost sprzedaży powiedział Erol Bilecik, Prezes Zarządu i jeden z wiodących akcjonariusz Grupy Indeks.

Priorytetem Grupy w ramach nowej umowy, jest jak najszybsze rozszerzanie skali dostępności smartfonów iPhone. Indeks rozpocznie dystrybucję telefonów Apple na rynku tureckim w grudniu 2013 roku do ponad ośmiu tysięcy punktów sprzedaży w całym kraju, z czego kluczową rolę odegrają prawdopodobnie duże sieci handlowe. Indeks prognozuje, że nowy kontrakt z Apple przyniesie spółce 125 mln dol. dodatkowych przychodów w skali roku.

Podpisanie umowy dot. dystrybucji smartfonów iPhone, które dopełniły pełne portfolio produktów Apple sprzedanych przez Grupę Indeks, jest bardzo ważnym momentem dla spółki Indeks. To kolejny krok milowy w jej rozwoju. Oczekujemy, że nowy kontrakt z tak renomowanym kontrahentem pozwoli spółce umocnić się na pozycji lidera dystrybucji IT w Turcji – mówi Tomasz Czechowicz, Partner Zarządzający MCI Management.

Polish Weekly Review, 8 listopada 2013

In a few weeks the whole Polish forward rate curve collapsed by 100bps. We now price in first rate hikes in Q1 of 2015 (compared to Q3 of 2014 expected month ago). ECB did cut rates unexpectedly, which obviously caused even more bullish sentiment here in Poland. We had a very good auction (3bln of OK0116 and 4bln of PS0718 sold) but keep in mind that almost full demand for 5 year bonds was filled (that shows MinFin’s determination in keeping duration as long as possible) which should keep the curve steep for now.

Loteria pusty SMS: wygrana UOKIK

Internetq Poland, organizator konkursu Pusty sms, wprowadzał konsumentów w błąd. Decyzję Prezes UOKiK potwierdził Sąd Apelacyjny. Wiadomości sms wysyłane do konsumentów sugerowały, że otrzymają oni nagrodę, gdy odeślą pusty sms. Gwarantowało to jednak jedynie rejestrację w konkursie i ewentualny udział w losowaniu

Wyrok Sądu Apelacyjnego dotyczy decyzji UOKiK z 2010 roku. Urząd stwierdził wówczas, że Internetq Poland, organizator konkursu Pusty sms, wprowadzał konsumentów w błąd stosując zakazaną agresywną praktykę rynkową. Nałożona kara wyniosła 499 650 zł. Spółka odwołała się od decyzji – najpierw rozstrzygnięcie UOKiK potwierdził Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (23 stycznia 2013 roku), następnie – Sąd Apelacyjny (7 listopada 2013 roku).

Zastrzeżenia Urzędu wzbudziła treść komunikatów, które otrzymywali konsumenci. Jednoznacznie bowiem sugerowały one, że otrzymają nagrodę, jeśli tylko odeślą pusty sms. Np. Jestem Prezesem loterii! Informuję, że koperta z potwierdzeniem przekazu 10 tys. zł zapieczętowana! Wyślij tylko 1 pusty sms! Będziesz się cieszyć!

Tymczasem, wysłanie takiej wiadomości gwarantowało jedynie rejestrację w konkursie i ewentualnie udział w losowaniu, a nie – przyznanie nagrody. Spółka zachęcała do nadania pustego smsa wysyłając po kilka, kilkanaście, a nawet kilkaset wiadomości do konkretnego konsumenta – przykładowo jeden z uczestników dostał ich 168 w ciągu dwóch miesięcy.

Zdaniem sądu, treści smsów naruszały zbiorowe interesy konsumentów, ponieważ sugerowały pewność wygranej. Wywoływanie wrażenia, że konsument już uzyskał nagrodę, uzyska ją bezwarunkowo lub po wykonaniu określonej czynności, np. po wysłaniu smsa lub wykonaniu telefonu, gdy w rzeczywistości odbywa się to na innych zasadach stanowi niezgodną z prawem nieuczciwą agresywną praktykę rynkową. Sąd stwierdził także, że nałożona kara jest adekwatna do zarzucanej praktyki.
Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Komentarz dzienny, 8 listopada 2013

ECB na wczorajszym posiedzeniu obniżył stopę referencyjna o 25pb do poziomu 0,25\%. Ruch ten nie był oczekiwany przez inwestorów, z których większość, jeśli w ogóle, to oczekiwała poluzowania w innej formie, mianowicie, że ECB będzie trzymał się swojej strategii komunikacyjnej i co najwyżej zapowie obniżkę stóp na grudzień (wraz z publikacją projekcji makroekonomicznych, które mogłyby taki krok uzasadniać). Bezpośrednią przyczyna obniżki stóp był nieoczekiwany spadek inflacji w strefie euro i utwierdzenie gremium w przekonaniu na temat utrzymywania się wydłużonego okresu naprawdę niskiej inflacji. Istotnym czynnikiem mógł być też mocny kurs euro. Bardziej fundamentalna przyczyną była prawdopodobnie potrzeba zakotwiczenia oczekiwań co do przyszłej ścieżki stóp procentowych w Eurolandzie (tym bardziej po niezbyt udanym eksperymencie z tzw. forward guidance). Co do innych parametrów polityki pieniężnej, wydłużono okres dostępności nieograniczonego krótkiego finansowania dla banków co najmniej do połowy 2015 i potwierdzono gotowość Banku do wprowadzenia ujemnej stopy depozytowej.

Od nowego roku dodatkowe wsparcie dla kobiet wracających po macierzyńskim do pracy

CEO Magazyn Polska

Od 2014 r. będą obowiązywały nowe rozwiązania, które mają wesprzeć kobiety w powrocie na rynek pracy. Jednym z nich będzie grant na telepracę instrument zachęcający pracodawcę albo przedsiębiorcę do zatrudnienia w formie telepracy bezrobotnych rodziców powracających na rynek pracy.

 

W Polsce, podobnie jak w innych krajach, kobiety to jest lepiej wykształcona grupa i szkoda, żeby godzić się na ich bierność zawodową. Dlatego muszą powstawać programy, które będą pomagały łączyć obowiązki rodzinne z zawodowymi i wracać na rynek pracy – chociażby w niepełnym wymiarze czy też w takich formach niestandardowych jak telepraca – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Nowe rozwiązania prawne dotyczące pomocy dla kobiet, które po wychowaniu dziecka chcą wrócić do pracy, wejdą w życie w 2014 r. Będzie to między innymi o grant na telepracę, czyli instrument kierowany do pracodawcy albo przedsiębiorcy za zatrudnienie w formie telepracy bezrobotnych rodziców powracających na rynek. Rodzice ci muszą wychowywać co najmniej jedno dziecko w wieku do 6 lat. Grant będzie można też otrzymać za zatrudnienie bezrobotnych, którzy zrezygnowali z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej z uwagi na konieczność sprawowania opieki nad osobą zależną.

Na podstawie umowy zawartej ze starostą pracodawca albo przedsiębiorca otrzyma z Funduszu Pracy grant do wysokości 6-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę brutto na utworzenie stanowiska pracy dla bezrobotnego rodzica lub bezrobotnego sprawującego opiekę nad osobą zależną. Pracodawca w umowie zagwarantuje utrzymanie zatrudnienia przez 12 miesięcy w pełnym wymiarze czasu pracy lub przez 18 miesięcy w wymiarze połowy etatu – w przypadku niewywiązania się z tego warunku, będzie musiał zwrócić grant z odsetkami ustawowymi liczonymi od dnia jego otrzymania.
Pracodawcy otrzymają także świadczenie aktywizacyjne z Funduszu Pracy za zatrudnienie skierowanych przez powiatowy urząd pracy bezrobotnych, powracających na rynek pracy po przerwie związanej z wychowywaniem dziecka (np. po urlopie wychowawczym) oraz za bezrobotnych, którzy zrezygnowali z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej z powodu konieczności sprawowania opieki nad osobą zależną.

Świadczenie to będzie wypłacane pracodawcy przez 12 miesięcy (w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia) lub 18 miesięcy (w wysokości 1/3 minimalnego wynagrodzenia) za zatrudnienie bezrobotnego rodzica lub bezrobotnego sprawującego opiekę nad osobą zależną. Pracodawca zagwarantuje zatrudnienie takiego bezrobotnego przez kolejne 6 lub 12 miesięcy. W przypadku niewywiązania się z tego zobowiązania, też będzie musiał zwrócić uzyskane świadczenie wraz z odsetkami ustawowymi.

Świadczenie aktywizacyjne nie będzie przysługiwało w przypadku uzyskania przez pracodawcę prawa do pożyczki z Funduszu Pracy na utworzenie miejsca pracy. Pracodawca będzie musiał zatem wybrać, czy ubiegać się o to świadczenie, czy o pożyczkę z Funduszu Pracy.

Praca w domu może być atrakcyjną metodą łączenia obowiązków rodzinnych z zawodowymi, natomiast cały czas – mimo że jest uregulowana od 2007 roku – nie umie się przebić do świadomości. Chcielibyśmy, żeby co roku około 2-3 tysięcy kobiet mogło podejmować taki grant na telepracę – podkreśla wiceminister Męcina.

Wiceminister dodaje, że nowe formy pomocy będą połączone z nowym modelem pracy samych pośredniaków.

Prof. W.Orłowski: gospodarka będzie rosła stopniowo. Nie oczekujmy lawinowych wzrostów

Witold Orłowski - CEO Magazyn Polska

– Między 1,5 a 2 pkt. proc. wyniesie tempo wzrostu naszej gospodarki w III kwartale tego roku – prognozuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC. Wstępne dane na ten temat poznamy w przyszłym tygodniu.

Witold Orłowski zgodny jest w swoich ocenach z niedawnymi prognozami Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkowa, który szacuje, że PKB za trzeci kwartał tego roku wyniesie 1,8 proc. Średnia prognoz ekonomistów to 1,6 proc.

W III kwartale będzie to pewnie bliżej 1,5 pkt. proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Orłowski. – W IV kwartale, już około 2 proc., może trochę więcej.

Zdaniem głównego ekonomisty PwC świadczy to o poprawie nastrojów. Publikowane od kilku miesięcy dane wskazują na ożywienie gospodarcze. Nie tylko, zresztą w Polsce. Podobnie w Europie Zachodniej. Otwartym pozostaje pytanie o charakter tego ożywienia.

Wskaźniki PMI, czyli nastrojów menedżerów odpowiadających w firmach za zakupy, mówią o tym, że sytuacja się poprawia, ale jednocześnie to jest bardzo kruchy wzrost i w Niemczech, i w pozostałych krajach Zachodniej Europy – mówi ekonomista. – U nas również to ożywienie jest bardzo chwiejne.

Według prof. Orłowskiego nie oznacza to, że trend wzrostowy ulegnie odwróceniu. Nasza gospodarka, nadal będzie się pięła w górę, ale wciąż w niewielkim tempie. Wciąż poprawiają się dane eksportowe. W ślad za tym, do góry idą inne współczynniki. Zaczyna rosnąć konsumpcja, wciąż słabe są natomiast inwestycje.

W normalnych czasach, to znaczy przed wybuchem wielkiego, globalnego kryzysu należałoby się spodziewać, że jak jest spowolnienie koniunkturalne, a gospodarka zaczyna przyspieszać, to już powinien być ten ruch coraz szybszy – mówi prof. Witold Orłowski. – W tej chwili żyjemy jednak w świecie gospodarczym, który cały czas jest światem pełnym niepokoju.

Trudno jest dziś przekonać inwestorów do podjęcia nowych wyzwań. Proces odbudowywania zaufania trwa miesiącami. Daje się to zauważyć obserwując wykres wzrostu PKB. Poprawa nie następuje lawinowo a stopniowo, z miesiąca na miesiąc.

Przełomu w postaci wyraźnych zmian zachowań przedsiębiorstw, jeśli chodzi o budowę zapasów, zwiększanie inwestowania, tego cały czas jeszcze nie widać, co powoduje, że mamy do czynienia z obrazem powolnego wzrostu – mówi główny doradca ekonomiczny PwC.

Przedwstępny odczyt PKB Główny Urząd Statystyczny poda w najbliższy czwartek. Na bardziej szczegółowe dane poczekamy do 29 listopada.

Prywatyzacja PKP Intercity w 2016 r. Wcześniej sprzedaż PKP Energetyki, TK Telekomu i kolejnych udziałów w PKP Cargo

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku na giełdę może trafić kolejny pakiet akcji PKP Cargo. Rok 2014 będzie jednak trudny dla kolei w Polsce z powodu dużej liczby remontów linii, co może utrudnić pozyskanie inwestorów. W następnej kolejności PKP SA chce sprzedać pakiety akcji w PKP Energetyce, TK Telekom oraz PKP Intercity.

Intercity może wejść na giełdę dopiero, gdy zacznie przynosić zysk, a będzie to dopiero w 2015 roku, po tym jak Pendolino pojawi się na polskich torach – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jakub Karnowski, prezes zarządu PKP SA. – PKP Energetyka i TK Telekom tam pewne wewnętrzne zmiany muszą nastąpić, aby można było spółki sprzedać. Forma prywatyzacji nie jest jeszcze przesądzona.

PKP SA ma docelowo zmierzać do prywatyzacji wszystkich spółek z grupy. W tym roku sprzedane zostały Polskie Koleje Linowe, a na giełdę trafiło ponad 48 proc. akcji PKP Cargo. Sprzedaż udziałów w spółce towarowej była pierwszym debiutem giełdowym spółki z Grupy PKP. W ten sam sposób prywatyzowane ma być PKP Intercity.

Karnowski zapowiada, że spółka zajmująca się dalekobieżnymi przewozami pasażerskimi trafi na giełdę najwcześniej w 2016 r. Dopiero pod koniec 2014 r. na tory wyjadą szybkie pociągi Express InterCity Premium, czyli Pendolino, a w czerwcu 2015 r. sieć ich połączeń będzie gotowa. Dopiero dzięki temu PKP Intercity ma wypracować zysk. W 2012 r. spółka straciła ponad 20 mln zł.

Wcześniej sprywatyzowane zostaną PKP Energetyka oraz TK Telekom. W ubiegłym roku spółki te wypracowały odpowiednio 65,6 mln zł oraz 3,1 mln zł zysku.

– Z prywatyzacji TK Telekom na razie wycofaliśmy się, bo mieliśmy do czynienia z armagedonem usług telekomunikacyjnych. Wystarczy spojrzeć na akcje TP SA, co się stało na rynku. Oczywiście za bezcen sprzedawać nie będziemy. Wycofaliśmy się z tego, wracamy w 2014 po odrobieniu lekcji, tzn. wsłuchaniu się w to, czego chcieli inwestorzy. Będziemy chcieli przygotować TK Telekom do sprzedaży tak, aby interes PKP był zabezpieczony, a jednocześnie podmiot był przygotowany do prywatyzacji – zapowiada Karnowski.

Równocześnie cały czas trwa proces sprzedaży nieruchomości, których właścicielem jest PKP. Karnowski podkreśla, że to często bardzo niewielkie jednostkowo transakcje, ale z uwagi na bardzo dużą liczbę posiadanych nieruchomości, pozyskane środki zasilają rozwój innych spółek z Grupy PKP.

Niewykluczone jest też stopniowe zwiększanie liczby akcji PKP Cargo dostępnych na warszawskim parkiecie. Karnowski zapowiada, że zwróci się do ministra transportu o etapowe zmniejszanie pakietu akcji posiadanych przez Skarb Państwa.

Będziemy prawdopodobnie rekomendowali ministrowi schodzenie z pakietem w taki sposób, żeby zachować kontrolę nad spółką, ale zwiększać płynność giełdową spółki. W 2014 prawdopodobnie coś takiego nastąpi – mówi Karnowski, dodając, że przez pierwszych 180 dni po debiucie spółki zgodnie warunkami emisji nie jest możliwa sprzedaż kolejnych udziałów. Pierwsza taka transakcja byłaby zatem możliwa najwcześniej na przełomie kwietnia i maja przyszłego roku.

W 2014 r. zainteresowanie inwestorów może być jednak słabsze z uwagi na trwającą modernizację linii kolejowych. Karnowski przyznaje, że w przyszłym roku liczba zamknięć linii będzie największa, ale potem sytuacja się znacznie poprawi.

GIODO: szkoły powinny uczyć o ochronie danych osobowych i prywatności

CEO Magazyn Polska Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych przekonuje, że uczniowie powinni być edukowani w kwestii ochrony danych osobowych, zwłaszcza w internecie. Jednak nie chodzi tu o tworzenie osobnego przedmiotu dotyczącego edukacji medialnej. Lepszym rozwiązaniem jest wplatanie treści związanych z ochroną prywatności w inne, z pozoru niezwiązane z nią zajęcia.

–  Jeśli edukacja na temat internetu skończy się na edukacji medialnej jako specjalnym przedmiocie, to będziemy o nim wiedzieli tyle, co moje pokolenie wie o przysposobieniu obronnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Wiewiórowski. – Zajęcia te nie dały nam konkretnej wiedzy o tym, jak bronić się przed zagrożeniami.

GIODO wraz z ośrodkami metodologicznymi prowadzi program „Twoje dane, twoja sprawa”. Nauczyciele szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych zaznajamiani są w placówkach doskonalenia zawodowego z tematyką ochrony danych osobowych i prywatności. Tę wiedzę mają później przekazywać swoim uczniom.

–  W ramach programu przygotowywane są scenariusze lekcji o ochronie prywatności z nieoczywistych przedmiotów – wyjaśnia GIODO. – W końcu cóż szkodzi uczyć angielskiego na czytance dotyczącej ochrony prywatności. Albo dlaczego podczas lekcji biologii o genetyce nie wspomnieć, że genom jest również zestawem informacji o naszej prywatności – pyta Wiewiórowski.

Nie tylko szkoły

Edukacja dotycząca ochrony prywatności w sieci nie powinna się z resztą ograniczać do szkół, lecz docierać do różnych grup społecznych i zawodowych.

Czasem wychodzimy z założenia, że skoro ja nie przekazuję żadnych informacji o sobie do sieci, to znaczy, że mnie w internecie nie ma. To nieprawda – tłumaczy Wiewiórowski. – Wiele informacji na nasz temat, które są przetwarzane w sieci, zostały tam dostarczone przez kogoś innego. Rozmawiałem niedawno w panelu dyskusyjnym z politykiem, który twierdził, że w internecie nie ma żadnych danych o nim, ponieważ on tych danych nie umieszcza. Tymczasem wyszukiwarka pokazuje kilkadziesiąt tysięcy stron poświęconych właśnie tej osobie – dodaje Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Zdaniem Wiewiórowskiego, dane osobowe nie powinny być traktowane jako rodzaj waluty, którą płacimy np. w zamian za możliwość korzystania z serwisu czy pobrania aplikacji.

–  Jestem ostatnią osobą, która zakazałaby komuś budowania swojej pozycji społecznej na informacjach nawet bardzo intymnych o samym sobie. Natomiast musi to robić osoba, która jest świadoma tego, do czego te dane będą wykorzystane – przekonuje rozmówca Newserii Biznes.

Rośnie sprzedaż tabletów. Urządzenia kosztują już od 400-450 zł

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż tabletów rośnie w tempie nawet 40 proc. w porównaniu do ubiegłego roku, ale równocześnie urządzenia znacznie potaniały. Ceny najtańszych tabletów ustabilizowały się obecnie na poziomie 400-450 zł. Z tego powodu szybciej rośnie wartość sprzedaży komputerów.

Jeśli chodzi o sprzedaż laptopów, to udało nam się we wrześniu sprzedać ich o ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrost sprzedaży tabletów wyniósł około 40 proc. Natomiast zderzając to ze spadającą średnią ceną, wzrost wartościowo sprzedaży tabletów był nawet nieco mniejszy od wzrostu sprzedaży notebooków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Buczkowski, prezes Komputronika.

Buczkowski zaznacza, że na całym rynku sprzedaż notebooków zmalała. Także dynamika sprzedaży tabletów znacznie spadła w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Równocześnie te popularne urządzenia są coraz tańsze.

Najtańsze tablety kosztują obecnie 400-450 zł. Buczkowski przewiduje jednak, że na tym poziomie nastąpi stabilizacja. Rok temu urządzenia tej samej klasy kosztowały nawet 700 zł, więc obniżki w skali roku sięgają 30 proc. Dodaje jednak, że cena jest bardzo zróżnicowana z uwagi na wiele typów tabletów na rynku.

W ostatnim czasie ceny się stabilizują. Wynika to faktu, że jest pewna ograniczona możliwość obniżania cen przy zachowaniu wysokiej jakości. Producenci coraz częściej zwracają na to uwagę, żeby klienci mieli jak największy poziom zadowolenia z korzystania z tych urządzeń – przekonuje Buczkowski.

Dodaje, że w jego ocenie wkrótce na rynku pojawi się więcej tanich smartfonów. Umożliwi to wielu Polakom wymianę starszych telefonów na nowoczesne modele. Z punktu widzenia firmy to dobra wiadomość, bo tańsze smartfony umożliwią rozwój całego rynku nowoczesnych produktów i usług.

Urzędnicy skontrolują 15 tysięcy rolników. Grożą im cięcia dotacji

CEO Magazyn Polska

Przed końcem roku kontrole czekają jeszcze 5 tys. rolników. Do tej pory urzędnicy sprawdzili 10 tys. gospodarstw pod kątem przestrzegania zasad dotyczących uprawy rośli  i hodowli zwierząt. Rolnicy szkodzący środowisku i źle traktujący zwierzęta zapłacą kary.

 – Najwięcej kontroli, około 2 tys., zostanie przeprowadzonych w województwie mazowieckim. Nieco mniej skontrolowanych rolników, bo po około 1,8 tys. będzie w województwach lubelskim oraz małopolskim – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Mrozińska z Departamentu Kontroli na Miejscu Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Z kolei do ponad 1,2 tys. gospodarstw urzędnicy ruszą w województwach: łódzkim, podkarpackim, świętokrzyskim i wielkopolskim.

W tym roku do kontroli wzajemnej zgodności wytypowano łącznie 15 tys. rolników. To minimalny poziom, jaki jest wymagany przez unijne regulacje, czyli 1 proc. wszystkich gospodarzy, którzy złożyli określone wnioski o dotacje w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013.

Kontrole jeszcze trwają, a do końca października ARiMR sprawdziła blisko 10 tys. rolników.

 – Wszyscy rolnicy powinni spełniać wymogi oraz normy dobrej kultury rolnej, przy czym niektórzy, w zależności od położenia ich gospodarstw, mają dodatkowe wymogi. Przykładem tutaj są np. obszary szczególnie narażone na zanieczyszczenia azotanami pochodzenia rolniczego – informuje Anna Mrozińska.

Rolnicy, których gospodarstwa albo przynajmniej część z nich znajduje się na obszarze zagrożonym tymi zanieczyszczeniami, muszą spełniać dodatkowe wymagania.

 – Powinni przestrzegać wymogów, które dotyczą składowania nawozów naturalnych, kiszonek, pasz soczystych, jak również zasad nawożenia, dawek nawożenia oraz wykorzystania rolniczego osadów ściekowych – tłumaczy Anna Mrozińska.

Jeśli  podczas kontroli urzędnicy stwierdzą, że rolnik nie przestrzega wymagań, płatności bezpośrednie zostaną zredukowane proporcjonalnie do naruszeń. W przypadku, gdy stwierdzona niezgodność wyniknie z zaniedbania ze strony rolnika, obniżka ta wyniesie 3 proc. całkowitej kwoty płatności bezpośrednich. Jednak może zostać wydana decyzja o obniżeniu wielkości potrącenia do 1 proc. lub zwiększeniu go do 5 proc. całkowitej kwoty.

Obowiązek przestrzegania „Wymogów wzajemnej zgodności” wynika z przepisów Unii Europejskiej i są one jednakowe we wszystkich krajach Wspólnoty. Dzięki temu żywność wyprodukowana na jej terenie, niezależnie od kraju producenta, ma być takiej samej jakości. Zasady te nakazują prowadzenie działalności rolniczej w sposób nieszkodzący środowisku naturalnemu, przestrzeganie norm użycia nawozów i środków ochrony roślin oraz zachowywanie szczególnej troski  o zwierzęta gospodarskie.

Mniejsze rachunki za prąd dzięki mieszkaniom w technologii energooszczędnej

Jednym z najskuteczniejszych sposobów obniżenia zużycia energii jest promowanie budownictwa efektywnego energetycznie. Unia Europejska postawiła przed sobą cel zwiększenia efektywności energetycznej o 20 proc. do 2020 roku. To ambitne zadanie, wymagające dużych nakładów finansowych, ale też pozwalające na wzrost bezpieczeństwa energetycznego. Jednak bez woli politycznej i państwowych dotacji jego realizacja nie będzie możliwa.

 – Budynki, które można postawić w łatwy i dość ekonomiczny sposób, zużywają niewiele energii, a czasem nawet ją generują. Ale większy problem to modernizacja budynków już istniejących – mówi Christian Noll, dyrektor zarządzający i współzałożyciel DENEF, niemieckiej sieci skupiającej przedsiębiorstwwa zajmujące się efektywnością energetyczną. – To jest większość budynków z jakimi mamy do czynienia, dlatego ważna jest ich renowacja w taki sposób, aby było bardziej efektywne energetycznie. Można to robić poprzez izolacje, instalacje nowych kotłów grzewczych, nowych urządzeń. Jest cały szereg kwestii technicznych, które stanowią wyzwanie dla wielu krajów w Europie.

Aby przeprowadzić tego typu inwestycje, niezbędne są programy wsparcia ze strony państwa, ze względu na wysokie koszty.

 – Ten rynek ma ogromny potencjał wzrostu, ale sytuacja na nim jest uzależniona także od sytuacji politycznej – podkreśla Christian Noll. – W Niemczech ten rynek rozwija się dobrze, szacujemy, że w obszarze efektywności energetycznej (zarówno urządzeń domowych, jak i oszczędności w przemyśle) pracuje około 800 tys. osób. Każdy kraj europejski powinien stwarzać możliwości polityczne dla rozwoju tej właśnie dziedziny.

Efektywność energetyczna ma być silnikiem napędzającym wzrost PKB i zatrudnienia. DENEF publikuje dane mówiące, że potencjalny rynek dla energooszczędnych produktów i usług tylko w sektorze budowlanym wzrośnie ponad dwukrotnie na całym świecie w ciągu najbliższych dziesięciu lat (od 90 mld euro do 190 miliardów euro).

 – To także tworzenie miejsc pracy, przychody z tytułu podatków, które przy tej okazji będą musiały być zapłacone. A z drugiej strony daje korzyści w postaci uniezależnienia się ekonomicznego od importu paliw, np. z Rosji czy Arabii Saudyjskiej  – wyjaśnia w rozmowie z Newserią Biznes Christian Noll.

Polska i pozostałe kraje członkowskie UE w ramach dyrektywy w sprawie efektywności energetycznej zobowiązały się, że od stycznia nadchodzącego roku będą dokonywać renowacji budynków administracji rządowej, aby spełnić wymogi odpowiadające przynajmniej minimalnym standardom wyznaczonym dla nowych budynków.

Prawo zamówień publicznych już wkrótce korzystniejsze dla podwykonawców

CEO Magazyn Polska

Sejm pracuje nad podwyższeniem progu, do którego nie ma obowiązku stosowania Prawa zamówień publicznych. Ma on wzrosnąć z 14 tys. euro do 30 tys. euro. Eksperci uważają, że brak wymogu publikowania ogłoszeń w sprawie zamówień o małej wartości będzie utrudnieniem i problemem dla wykonawców.

Podniesienie progu do 30 tys. euro spowoduje zniknięcie z Biuletynu Zamówień Publicznych 1/4 ogłoszeń. To tylko jeden z projektów nowelizacji tej ustawy. Propozycje poselskie w tym zakresie idą jeszcze dalej.

Jeżeli zostanie przegłosowana poprawka poselska, to kto wie, być może zamawiający nie będzie musiał stosować ustawy aż do 50 tys. euro – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Czaban, ekspert firmy APEXnet. – Podniesienie progu bagatelności spowoduje, według szacunku Urzędu Zamówień Publicznych, wyjęcie z publikatora, jakim jest Biuletyn Zamówień Publicznych, 40 proc. dotychczas publikowanych w Polsce ogłoszeń. Te 40 proc. gdzieś będzie musiało się odnaleźć., wykonawca natomiast nie będzie miał dostępu do tych informacji tak precyzyjnego, jak to się dzieje przy okazji zamówień podlegających ustawie.

Z kolei wczoraj Sejm pracował nad poprawkami Senatu do uchwalonej w październiku nowelizacji Prawa zamówień publicznych, która określa zasady wypłacania wynagrodzeń podwykonawcom oraz zakres korzystania z ich zasobów przez wykonawców w trakcie realizacji inwestycji. Dziś odbędą się głosowania 11 poprawek zgłoszonych przez Senat.

Zmiany w prawie dla podwykonawców są podyktowane szeregiem bankructw firm budowlanych w ostatnich latach, którym wykonawcy nie zapłacili wynagrodzeń przy realizacji wielu inwestycji, głównie drogowych, w Polsce.

Chodzi o zmiany w dwóch obszarach. Pierwszy dotyczy wypłaty wynagrodzenia podwykonawcom. Podwykonawca, który nie otrzyma zapłaty od generalnego wykonawcy, będzie mógł wystąpić bezpośrednio do inwestora o zapłatę tego wynagrodzenia, co nie jest może rozwiązaniem nowym, bo znanym na gruncie prawa cywilnego, natomiast po raz pierwszy taki obowiązek następuje w przepisach Prawa zamówień publicznych – mówi Grzegorz Czaban.

W przypadku zamówień na roboty budowlane, których termin wykonywania jest dłuższy niż 12 miesięcy, warunkiem zapłaty przez zamawiającego drugiej i następnych części należnego wynagrodzenia za odebrane roboty budowlane będzie przedstawienie dowodów zapłaty wymagalnego wynagrodzenia podwykonawcom i dalszym podwykonawcom. Jeżeli wykonawca nie przedstawi dowodów zapłaty podwykonawcom, kwota wynagrodzenia oraz zaliczki należne wykonawcy będą wstrzymywane w części równej sumie kwot wynikających z nieprzedstawionych dowodów zapłaty.

Drugą istotną zmianą jest to, że zamawiający będzie mógł zastrzec obowiązek osobistego wykonania przez wykonawcę kluczowych części zamówienia na roboty budowlane lub usługi oraz prac związanych z rozmieszczeniem i instalacją, w ramach zamówienia na dostawy.

Wiele jednostek, które muszą stosować tę ustawę doświadcza takiego problemu, jak handel referencjami. Firmy, które nie mają doświadczenia bywa, że wchodzą w jakieś porozumienia w podmiotami, które mogą wykazać się wymaganym doświadczeniem, natomiast potem się nie angażują w realizację umów o zamówienie publiczne. Po zmianach, zamawiający będzie mógł zastrzec, aby przynajmniej kluczowa część zamówienia była wykonywana bezpośrednio przez wykonawcę, a jeżeli wykonawca korzystał z doświadczenia  podmiotu trzeciego, to będzie musiał tę część wykonać podmiot trzeci – wyjaśnia ekspert.

Nowelizacja nakłada nowe obowiązki na zamawiających.

Po wejściu w życie nowelizacji, zamawiający będzie swego rodzaju kontrolerem przebiegu realizacji umów o zamówienie publiczne w stosunkach pomiędzy pomiotami prywatnymi. Generalny wykonawca z podwykonawcą zawierają pomiędzy sobą umowę, a inwestor publiczny będzie musiał to wszystko kontrolować, nadzorować i sprowadzać, czy generalny zapłacił wynagrodzenie podwykonawcy. Jest to pewna uciążliwość dla zamawiających – stwierdza Grzegorz Czaban.

TOR: Do 2020 r. w Polsce powinna być spójna sieć autostrad i dróg ekspresowych

CEO Magazyn Polska

Brak współpracy państwa z wykonawcami oraz zły podział ryzyka przy inwestycjach infrastrukturalnych doprowadziły do bardzo złej sytuacji w branży budowlanej. W ciągu najbliższych lat pojawią się nowe problemy w związku z zawieszeniem przekazywania 18 proc. akcyzy na drogi oraz reformą OFE. Mimo to do 2020 r. powinna powstać spójna sieć dróg.

My się chwalimy, ile to po tej perspektywie kilometrów autostrad czy dróg ekspresowych zyska Polska, ale niestety pod tą na pewno dobrą statystyką kryje się bardzo duży problem sektora budownictwa, który w nową perspektywę wchodzi mniej rentowny, gorzej postrzegany przez banki, które obawiają się dzisiaj udzielania firmom kredytów i gwarancji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrian Furgalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Jej źródłem nie są plany rozbudowy infrastruktury, bo wiadomo, że inwestycji będzie nadal bardzo dużo. Zmieniają się jednak zasady finansowania, a zarówno w tym, jak i w przyszłym roku w budżecie zapisano mniej środków na niezbędny wkład własny z polskiej strony. Państwo mniej przeznacza na dofinansowanie modernizacji linii kolejowych, zawieszone zostało też przekazywanie 18 proc. z podatku akcyzowego na inwestycje drogowe, a dofinansowanie na drogi lokalne obniżone z oczekiwanego 1 miliarda złotych do 250 milionów. Nie bez wpływu pozostaje też reforma OFE – fundusze nie będą mogły kupować obligacji infrastrukturalnych, a dziś aż 18 mld zł w Krajowym Funduszu Drogowym pochodzi z OFE.

Furgalski przekonuje, że priorytetem w inwestycjach musi być domknięcie sieci autostrad i dróg ekspresowych. Autostrady powinny być dokończone w 2015 r. Podaje przykład wyliczeń z 2009 r., według których Polska straciła 100 mld zł na przerwach w sieci autostrad. Składają się na to większe koszty paliwa oraz dłuższy czas przejazdu.

W przyszłej perspektywie to, na co możemy liczyć, z całą odpowiedzialnością to mówię, to jest domknięcie ciągów drogowych. A więc dzisiaj mamy dobre drogi, ale nie mamy jeszcze dobrej sieci dróg – prognozuje Furgalski. – Na zakończenie 2015 roku będziemy właściwie już na totalnej końcówce programu budowy autostrad. Zostanie nam tylko 400 kilometrów do wybudowania.

Dodaje, że gorzej sytuacja wygląda w sieci dróg ekspresowych, gdzie do wybudowania pozostaje ok. 70 proc. tras. To właśnie na nie przypadnie większość funduszy unijnych. Dużym wyzwaniem jest też kolei. Zgodnie z planem więcej środków ma być przeznaczonych na rewitalizację linii, czyli przywracanie ich pierwotnych parametrów i prędkości. Mniej będzie za to modernizacji, takich jak ciągnące się od 10 lat prace na trasie Warszawa-Gdańsk.

To będą znacznie krótsze, tańsze, mniej skomplikowane, jeżeli idzie o biurokrację, inwestycje. To jest bardzo dobra informacja przede wszystkim dla transportu towarowego. W przyszłej perspektywie to on ma zyskać lepsze czasy przejazdu, a więc to hasło konkurencji kolei względem dróg, to już nie będzie hasło tylko z konferencji czy z seminariów, ale wreszcie w praktyce będzie miało szansę zaistnieć – ocenia Furgalski.

Równocześnie przestrzega przed wciąż istniejącym ryzykiem zmarnowania unijnych środków na kolei. Choć rząd zapewnia, że uda się wykorzystać wszystkie fundusze dostępne w obecnej perspektywie budżetowej, Furgalski obawia się, że nawet 5 mld zł może przepaść. Rozliczenia muszą zostać zamknięte do końca przyszłego roku.

By uniknąć powtórnych problemów z wydawaniem pieniędzy oraz trudną sytuacją branży budowlanej, niezbędne są jego zdaniem zmiany procedur. Państwo musi wziąć na siebie część ryzyka, którym teraz obarczani są wykonawcy. Zgodnie z międzynarodowymi standardami FIDIC kontrakty powinny uwzględniać możliwość wahania cen choćby podstawowych materiałów budowlanych, takich jak stal czy asfalt.

Te ryzyka, które powinna wziąć na siebie administracja państwowa, związane są chociażby z wydawaniem decyzji administracyjnych. Większość ryzyk, jeśli nie wszystkie, przerzucane są na wykonawcę – krytykuje Furgalski. – Należy powiedzieć o braku dialogu, bo z tego niestety wynika niemożność rozwiązywania tych problemów. Jeżeli popatrzymy na cywilizowane kraje Europy Zachodniej, które też przecież rozwijały swoją infrastrukturę, to tam takiej ilości patologii w postaci zerwanych kontraktów, w postaci bankructw firm, czy wzrostu bezrobocia nie było.

Zakończyła się modernizacja Huty Miedzi Głogów II

0

Operacja była olbrzymim wyzwaniem technicznym i organizacyjnym. Przygotowania zajęły dwa lata. Siedemdziesiąt firm prowadziło prace remontowe i modernizacyjne przez trzy miesiące. To jeden z elementów Programu Modernizacji Pirometalurgii w KGHM Polska Miedź S.A. Zakład wznowił produkcję 22 października.

mBank: karta kredytowa z możliwością zamiany na gotówkę

Karta kredytowa to produkt, który klienci najczęściej wykorzystują do płatności bezgotówkowych. W sytuacji gdy potrzebne są „żywe” pieniądze, polecane są inne formy kredytu… albo karta kredytowa 2 w 1 w mBanku i MultiBanku, z której można skorzystać jak z pożyczki, i to na preferencyjnych warunkach.

Frisco.pl uruchamia pierwszy w Polsce wirtualny sklep w metrze

Frisco.pl, spółka portfelowa MCI Management, uruchomiła pierwszy e-supermarket w warszawskim metrze. Pasażerowie podróżujący przez Centrum I linią metra za pomocą smartfona będą mogli zamówić produkty spożywcze internetowych delikatesów.

Aplikacja umożliwiająca robienie zakupów w supermarkecie na stacji Metro Centrum jest udostępniana bezpłatnie w App Store dla IPhone’a i Google Play dla smartfonów działających w systemie Android. Ściany po obu stronach tej stacji zostały wyklejone grafikami przedstawiającymi sklepowe półki, na których znalazło się ponad 150 produktów w atrakcyjnych cenach. Zainstalowanie aplikacji umożliwia zeskanowanie barkodów produktów z wirtualnych półek, które następnie trafiają do wirtualnego koszyka właściwego sklepu, skąd po zatwierdzeniu zamówienia przez klienta zostaną dostarczone przez Frisco o wybranej godzinie pod wskazany adres.

– Wraz z rosnącą popularnością handlu w internecie zwiększają się również potrzeby i wymagania klienta w zakresie produktów spożywczych. Warto więc wyróżnić się w dzisiejszych czasach na tle branży i postawić na innowacyjność. Wirtualny sklep w metrze to pierwsze tego typu przedsięwzięcie na polskim rynku e-commerce. Działa z wykorzystaniem barkodów, które w ostatnich latach stały się bardzo popularne wśród użytkowników smartfonów – wyjaśnia Grzegorz Bielecki, prezes Frisco.pl. – Chcemy pokazać klientom, że po codzienne zakupy nie muszą już jechać specjalnie do supermarketu, bo za pomocą aplikacji mobilnej we Frisco mogą zamówić potrzebne produkty praktycznie z każdego miejsca i o dowolnej godzinie, nawet wykorzystując chwilę oczekiwania na metro. Dla nas wirtualny sklep to jednak przede wszystkim działanie wizerunkowe, które ma budować rozpoznawalność marki ­­­– dodaje.

Z supermarketu w metrze można zamówić różnorodne produkty spożywcze, począwszy od świeżego pieczywa, warzyw i owoców, przez nabiał i mięso po słodycze czy napoje. Na półkach e-sklepu na stacji Centrum znajdują się również artykuły higieniczne i chemia gospodarcza. Co istotne, dzięki mobilnej aplikacji klienci mogą rozpocząć zakupy w metrze i logując się później na swoje konto dokończyć je już w domu, bo wybrane wcześniej produkty zostaną zapamiętane w koszyku. Aplikacja Frisco.pl daje bowiem dostęp do pełnej oferty e-supermarketu, która obejmuje ponad 12 tys. produktów.

Z zadowoleniem obserwujemy dynamiczny wzrost Frisco. Od czasu naszej inwestycji spółka dzięki innowacyjnemu podejściu do zakupów w internecie i wyprzedzaniu potrzeb klientów robiących zakupy spożywcze, konsekwentnie umacnia się na pozycji lidera warszawskiego rynku e-delikatesów. Najnowsza kampania skutecznie utrwala ten wizerunek – mówi Tomasz Czechowicz, Partner Zarządzający MCI Management.

UOKiK wygrywa z RWE Polska i RWE Stoen Operator

We wzorcach umownych warszawskich spółek energetycznych RWE Polska oraz RWE Stoen Operator znalazły się niedozwolone klauzule nieprawidłowo określające termin płatności. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podtrzymał decyzje Prezes UOKiK, w tym nałożone na spółki kary pieniężne w łącznej wysokości ponad 2,2 mln zł

Wyrok sądu dotyczy decyzji Prezes UOKiK z grudnia 2010 r. Urząd stwierdził wówczas m.in., że w formularzach wykorzystywanych przez RWE Polska i RWE Stoen Operator  do zawierania z konsumentami umów o sprzedaż energii elektrycznej znalazły się postanowienia tożsame z wpisanymi rejestru klauzul niedozwolonych. Jeżeli tego rodzaju klauzule pojawią się w umowie, którą konsument zawarł z przedsiębiorcą, nie wiążą one stron tego kontraktu z mocy prawa. RWE Polska i RWE Stoen Operator zastrzegały m.in., że termin płatności za usługi będzie określony wyłącznie na fakturze. W konsekwencji gdyby konsument otrzymał fakturę z opóźnieniem, mógłby zostać obciążony karnymi odsetkami za nieterminową spłatę zobowiązań.

Sąd zgodził się ze stanowiskiem Prezes UOKiK. Wyroki SOKiK w Warszawie z dnia 15 października 2013 r. w sprawie z powództwa RWE Polska (XVII Ama 8/12) i z 25 października 2013 r. w sprawie z powództwa RWE Stoen Operator (XVII Ama 10/12) nie są prawomocne, przedsiębiorcom przysługuje apelacja.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Komentarz dzienny, 7 listopad 2013

Zgodnie z oczekiwaniami RPP pozostawiła na wczorajszym posiedzeniu stopy bez zmian. Stopa bazowa wynosi dalej 2,5%. Również zgodnie ze swoimi zapowiedziami tzw. forward guidance, czyli wskazówka co do przyszłej polityki pieniężnej została przeformułowana i teraz RPP zapowiada utrzymanie stóp bez zmian co najmniej do połowy 2014 (wcześniej był to koniec 2013). Ton komunikatu RPP jest raczej neutralny w warstwie dotyczącej wzrostu gosp. (niższa aktywność w USA i Chinach, powolne ożywienie w Polsce). Komunikat jest natomiast bardzo łagodny w części dotyczącej inflacji, co potwierdzone jest przez projekcję Instytutu Ekonomicznego NBP (patrz wykresy). Pomimo, iż ścieżka projekcji inflacji kształtuje się powyżej tej z lipca, na całej swojej długości nie przebija ona celu inflacyjnego. Takiego scenariusza właśnie oczekiwaliśmy, jednak – sądząc po reakcji rynku – nie był to scenariusz powszechnie oczekiwany. Implikacje projekcji zostały dodatkowo wzmocnione w czasie konferencji po posiedzeniu Rady: prezes Belka praktycznie wykluczył szybkie podwyżki stóp i wielokrotnie podkreślał utrzymywanie się PKB poniżej PKB potencjalnego, a więc i ewidentny brak presji inflacyjnej. Belka wskazywał też na fakt poparcia nowego forward guidance przez całą RPP. I znów, forward guidance nie jest do końca efektywny  – otwarcie większość Rady jest za utrzymaniem stóp bez zmian przez znacznie dłuższy okres niż do drugiej połowy 2014 (i tak też wycenia zacieśnienie rynek).

MON zmieni warunki przetargu na okręty podwodne, bo nie spełnia ich niemiecki koncern

CEO Magazyn Polska

Narastają kontrowersje wokół wartego ponad 1,5 miliarda euro postępowania dotyczącego zakupu okrętów podwodnych dla polskiej armii. Chociaż niemiecki okręt typu 212A nie spełnia obowiązkowych wymagań taktyczno-technicznych dotyczących m.in. uzbrojenia rakietowego, systemu ratownictwa i napędu, to Ministerstwo Obrony Narodowej nie odrzuciło oferty niemieckiego koncernu ThyssenKrupp Marine Systems. Zamiast tego zdecydowało się na zmianę wymagań przetargu.

 – Zakup okrętów podwodnych jest jednym z kluczowych elementów modernizacji Marynarki Wojennej RP – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Kister, ekspert Instytutu Jagiellońskiego. – Ten rodzaj uzbrojenia jest kluczowy do tego, by Marynarka Wojenna odzyskała w ogóle zdolność do realizacji zadań operacyjnych.

Wiceminister obrony narodowej, generał Waldemar Skrzypczak w odpowiedzi na interpelację posła Jacka Sasina przyznał, że MON zmieni obligatoryjne wymagania taktyczno-techniczne, których nie spełnia niemiecki okręt. Zdaniem niektórych komentatorów faworyzowanie strony niemieckiej może być efektem listu intencyjnego podpisanego 27 maja 2013 r. przez ministrów obrony narodowej Polski i Niemiec. Strony zobowiązują się w nim do współpracy dotyczącej Marynarki, w tym okrętów podwodnych. Sprawę jako pierwszy ujawnił portal defence24.pl.

 – Sytuacja, w której zamawiający dostosowuje swoje założenia nie do własnych potrzeb, tylko do produktu, który jest na rynku, jest niebywała i niespotykana – twierdzi Kister. – Zakrawa ona na patologię.

Zdaniem eksperta jedyną sytuacją, która uzasadniałaby zmianę wymagań, byłoby pojawienie się nowych technologii i dostosowanie wymagań do nich. W tym przypadku jednak taka sytuacja nie ma miejsca.

Tym bardziej, że może to budzić obawy konkurentów niemieckiego koncernu.

 – A co z innymi oferentami, co z innymi okrętami, które stają do postępowania i które spełniają te niezmienione jeszcze wymagania? – pyta Łukasz Kister. – Kluczowym kontrkandydatem jest francuski okręt podwodny Scorpene Class, więc warto byłoby zapytać ministerstwa, czy ten okręt spełnia te wymagania. Jeżeli tak, a taką informację podają eksperci, tym bardziej ta decyzja ministerstwa jest dziwna i niezrozumiała i może wywoływać perturbacje międzynarodowe, o czym już francuska prasa dość głośno pisze. 

Olgierd Dziekoński: Mongolia zainteresowana polskim górnictwem i przemysłem spożywczym

CEO Magazyn Polska

Inwestycje i współpraca z krajami azjatyckimi mogą okazać się intratne dla polskich firm. Chodzi tu nie tylko o Chiny czy Koreę, ale także o Mongolię. Kraj ten jest zainteresowany ofertą polskiego przemysłu – zarówno wydobywczego, jak i spożywczego oraz transportowego.

–  Wymierne efekty październikowej wizyty prezydenta Polski w Mongolii właściwie już są – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. – Chodzi tu o podpisanie przez firmę górniczą Famur kontaktu na dostawę maszyn górniczych dla mongolskiego przemysłu wydobywczego, który to kontrakt jest wyceniany na ok. 100 mln dolarów – dodaje Dziekoński.

W ramach kontraktu Famur nawiąże współpracę z trzema mongolskimi firmami wydobywczymi.  Polskie przedsiębiorstwo wykona m.in. studium wykonalności dla podziemnej kopalni Nalaikh należącej do firmy Tsagaan Shonkhor Holding; a także sprzeda stację zakładową i przenośniki taśmowe firmie Tsetsens Mining and Energy.

Nie tylko górnictwo

Mongołowie są zainteresowani także współpracą z innymi niż górnictwo obszarami polskiego przemysłu.

 – Prezydent Mongolii Cachiagijn Elbegdordż wyraził zainteresowanie całością oferty polskiego przemysłu, szczególnie w sferze wydobywczej, ale również w dziedzinie produkcji żywności, i co ciekawe, w sferze np. lekkich samolotów – mówi Dziekoński.

Podczas spotkania prezydenta Komorowskiego z przedstawicielami administracji podkreślono także rolę wsparcia obecności polskich firm w Mongolii kredytami eksportowymi. Rozmawiano także o ewentualnym wsparciu udziału Mongolii w rynku polskim.

 – Problemem jest tu bardzo wysoka nadwyżka eksportu ze strony Polski przy minimalnym imporcie towarów mongolskich – mówi prezydencki minister. – Ta nierównowaga nie jest nigdy dobrym rozwiązaniem na dłuższą metę. Kwestię tę warto rozwiązać także dlatego, że Mongolia posiadająca bardzo bogate zasoby mineralne mogłaby być interesującym partnerem dla niektórych polskich przedsiębiorstw specjalizujących się w problematyce surowcowej.

Polska żywność, meble i usługi informatyczne mają szansę na sukces za oceanem

CEO Magazyn Polska

Firmy komputerowe, ale też meblarskie czy przemysł spożywczy – zdaniem prezesa Amerykańskiej Izby Handlowej mogą liczyć na sukces w Stanach Zjednoczonych. Szansę na zwiększenie wymiany handlowej ma stworzyć porozumienie o wolnym handlu między UE a USA. Na jej drodze mogą stanąć jednak problemy polityczne i skandal związany z podsłuchiwaniem europejskich przywódców przez amerykański wywiad, który spowodował kryzys zaufania.

  Już teraz polscy inwestorzy coraz śmielej wchodzą na rynki w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie, ale ja uważam, że to dopiero początek. Jeżeli będzie dużo mniej hamulców, mniej barier, to handel międzynarodowy, eksport, import będzie się rozwijał w jedną i w drugą stronę – mówi Józef Wancer, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Jego zdaniem o Stanach Zjednoczonych jako kierunku rozwoju mogą myśleć nie tylko ogromne koncerny, ale również mniejsze firmy.

 – One są bardziej elastyczne. To jest taka motorówka, a nie krążownik, dużo łatwiej zakręcić w lewo, w prawo, znaleźć sobie odpowiednią głębokość – przekonuje Józef Wancer.

Na liście branż, w których unijne firmy mogą stanowić konkurencję dla Amerykanów i szukać rynku zbytu za oceanem, figuruje między innymi sektor informatyczny.

 – Młodzi Polacy są bardzo znani z tego, że świetnie sobie w tym sektorze dają radę, po prostu wciąż jest za mało prywatnego biznesu w tym, żeby oni mogli zaistnieć na rynku – tłumaczy Wancer.

Szansę na rozwój ma także przemysł meblarski, który opiera się spowolnieniu gospodarczemu i elastycznie reaguje na zmiany na światowych rynkach. Renomę w USA może też zdobyć polska żywność.

 – Jest to świetna możliwość i szansa dla Polski. Zdrowa żywność  jesteśmy znani już, że rzeczywiście dbamy o jakość. Jeżeli tego nie stracimy, ale jednocześnie nasza efektywność będzie większa, czyli będziemy bliżej tych benchmarków na Zachodzie, to powinniśmy odnieść sukces – podkreśla prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Wolny handel między USA a Unią Europejską byłby jednym ze sposobów na przyspieszenie ożywienia gospodarek po obu stronach oceanu. Z wyliczeń ekonomistów wynika, że tylko w krajach Unii mogłoby to zwiększyć dynamikę PKB o 0,5-1,0 pkt. proc. rocznie. Teraz politycy muszą jednak przywrócić zaufanie na linii Waszyngton – Bruksela, które zostało nadszarpnięte przez doniesienia o podsłuchiwaniu unijnych liderów przez amerykańskie służby.

 – Jeżeli to zaufanie między UE a USA będzie większe w przyszłości, to rzeczywiście takie zielone światło ktoś naciśnie – przewiduje Józef Wancer. – Ja wierzę bardzo w integrację Europy, więc to, co jest dobre dla Europy, powinno być również bardzo dobre dla Polski.

 – Polska jest ekonomiczną potęgą – mówił na spotkaniu z biznesmenami i naukowcami amerykański sekretarz stanu John Kerry, który wczoraj zakończył swoją wizytę w Polsce. Wymienił przy tym polskie firmy, które odniosły sukces w Stanach.

Najłatwiejszą kwestią są cła, które w przypadku handlu między USA a UE w wielu kategoriach produktów zostały maksymalnie zredukowane. Na liście barier są jednak normy jakości i inne przepisy, będące pozacelnymi barierami w handlu. Wejście w życie znoszących je rozwiązań ułatwiłoby nie tylko wymianę handlową, ale też inwestycje.

Banki kuszą promocjami na kredyty mieszkaniowe. Na razie sprzedaż nie rośnie

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż kredytów hipotecznych przez banki może nie wrócić do poziomu sprzed kryzysu finansowego – podkreślają przedstawiciele sektora bankowego. Na wzrost zainteresowania klientów tymi produktami nie wpłyną w znaczący sposób ani zachęty i promocje stosowane przez banki, ani rządowy program Mieszkanie dla Młodych. 

 – Analizując miesięczną sprzedaż kredytów hipotecznych z perspektywy ostatniego półrocza, można powiedzieć, że jednoznacznego trendu wzrostowego jeszcze w tej chwili nie widać. W polskim systemie bankowym stanęliśmy na sprzedaży rzędu średnio około 3 miliardów złotych miesięcznie i tak w dalszym ciągu funkcjonujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Obłękowski, wiceprezes nadzorujący Obszar Rynku Detalicznego PKO Banku Polskim.

Na rynku kredytów hipotecznych panuje stagnacja. Zdaniem eksperta, wynika to przede wszystkim z wątpliwości klientów, a te spowodowane są przez kilka czynników.

 – W społeczeństwie funkcjonuje jeszcze przeświadczenie, że kryzys jeszcze się nie skończył. Klienci zastanawiają się też, czy ceny mieszkań jeszcze nie pójdą w dół – uważa Jacek Obłękowski.

Ekspert dodaje, że choć ceny nieruchomości w ostatnim czasie spadły, dla części klientów spadek jest jeszcze zbyt skromny, stąd też czekają z decyzją o zaciągnięciu kredytu na mieszkanie. 

Ożywieniem na rynku nie skutkują nawet liczne zachęty i promocje ze strony banków. W ocenie Jacka Obłękowskiego, także uruchomienie wkrótce programu Mieszkanie dla Młodych będzie miało ograniczony wpływ na rynek kredytów hipotecznych.

 – Banki robią bardzo dużo, aby sprzedaż kredytów hipotecznych z powrotem weszła na istotnie wyższe tory, oferują np. wakacje kredytowe, czy „happy days”, permanentne obniżanie marży, obniżanie prowizji – podkreśla ekspert. – Na pewno będą wykorzystywały również programy rządowe, natomiast miejmy świadomość, że zakres wpływu tych programów raczej będzie ograniczony. Liczyłbym najbardziej na fakt utrzymywania przez relatywnie dłuższy czas rynkowych stóp procentowych na takim poziomie, jak są w tej chwili i stabilizacji na rynku cen mieszkań – podsumowuje Jacek Obłękowski.

Z analizy Open Finance obejmującej dane z drugiego kwartału 2013 r. wynika, że dziewiąty raz z rzędu kwartalna sprzedaż kredytów hipotecznych jest niższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W okresie kwiecień-czerwiec 2013 r. działające na polskim rynku banki sprzedały 43 124 kredytów hipotecznych. Łącznie przez ostatnie 12 miesięcy banki udzieliły 172,8 tys. kredytów mieszkaniowych, co jest najsłabszym wynikiem od 2007 r. To o 2,3 proc. mniej niż w 12-miesięcznym okresie zakończonym 31 marca 2013 r. Także w tym ujęciu jest to ósmy z rzędu okres spadkowy.

W ciągu 5-10 lat prawie całkowiecie znikną niezależne małe sklepy. Zastąpią je sklepy należące do sieci

0

W perspektywie 5-10 lat całkowicie zmieni się struktura segmentu sklepów niskopowierzchniowych. Większość małych sklepów będzie należała do sieci. Ta utrata niezależności przyniesie im jednak konkretne korzyści. 

 – Handel drobnopowierzchniowy zawsze będzie istniał w Polsce, bo tego potrzebują konsumenci. Choć będzie tylko nieznacznie tracił na znaczeniu, to bardzo zmieni się jego struktura – uważa Grzegorz Łaptaś, project manager w firmie doradczej Roland Berger. Sklepy niezależne, drobnopowierzchniowe, które dzisiaj mają ponad połowę udziałów w tym kanale, w perspektywie 5-10 lat prawie całkowicie znikną. Zastąpią je sklepy franczyzowe, należące do sieci.

Grzegorz Łaptaś szacuje, że sklepów drobnopowierzchniowych jest w Polsce jest około 70 – 80 tys. i ubywa ich w tempie kilku tysięcy rocznie.

 – Ten spadek nie jest istotny, biorąc pod uwagę cały rynek. Jeżeli chodzi o strukturę pomiędzy tymi zrzeszonymi i tymi niezależnymi, to te pierwsze dziś stanowią mniej niż połowę, prawdopodobnie między 30 a 50 proc. Spodziewamy się, że w perspektywie 5-7 lat proporcje między usieciowionymi a niezależnymi odwrócą się, co oznacza, że tych pierwszych będzie pewnie 3/4, a niezależnych około 1/4 – wylicza Grzegorz Łaptaś w rozmowie z agencją informacyjnej Newseria Biznes.

Zmiany na rynku determinowane są przez zachowania konsumentów, którzy zmieniają miejsce dokonywania zakupów. A także z profitów, jakie ma dać właścicielom sklepów przystąpienie do sieci.

 – Sklep drobnopowierzchniowy, który przystąpił do sieci albo do franczyzy, zyskuje skalę zakupową, dzięki temu lepsze ceny, a także profesjonalizację zarządzania i tym samym lepszy układ sklepu, lepiej dobrany asortyment. Zyskuje też dostęp do marek własnych, które są bardziej ekonomiczne i znane konsumentowi – wymienia w rozmowie z Newserią Biznes Grzegorz Łaptaś.

Ważne jest wsparcie marketingowe i organizacyjne, oferowane z centrali, oraz możliwość korzystania ze znanej marki.

 – Usieciowienie handlu powoduje, że rola hurtu, czyli etapu pośredniego pomiędzy producentem a sklepem, zanika. Sieci kupują bezpośrednio u producentów. Poza tym, jeżeli mówimy o usieciowieniu handlu detalicznego, to często wynika ono z konsolidacji hurtowników – tłumaczy Łaptaś.

Największy hurtownik spożywczy w Polsce, grupa Eurocash, ma kilkanaście miliardów złotych obrotów i wysoki udział w rynku dystrybucyjnym. Jest też największym franczyzodawcą.

 – Pod jej szyldami działa około 10 tys. sklepów detalicznych drobnopowierzchniowych w Polsce i będą się przyłączały kolejne. To oznacza, że inni hurtownicy, którzy nie mają takiej kontroli nad własnością dystrybucyjną, mają strategiczny problem. Albo muszą się połączyć, albo pozwolić przejąć się innemu graczowi, albo wycofać się z biznesu – zaznacza przedstawiciel firmy Roland Berger.

Kiepski rok dla polskiej motoryzacji. Branża chce zmian w prawie

CEO Magazyn Polska

Jak podkreślają przedstawiciele branży motoryzacyjnej, polski przemysł samochodowy potrzebuje pilnego wsparcia ze strony rządu. Branża chciałaby ułatwień podatkowych oraz usprawnienia kontroli technicznej pojazdów, bo w tym roku rekordowo niska będzie zarówno produkcja aut, jak i liczba rejestracji. Z polskich fabryk może wyjechać prawie o połowę mniej pojazdów niż w rekordowym 2008 r.

 – Branża oczekuje szybkich, że decyzje, które zostaną podjęte przez rząd, poprawią rynek wewnętrzny, a po poprawieniu rynku wewnętrznego inwestorzy chętniej będą produkowali nowe modele samochodów w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. – Takie kraje jak Czechy, Słowacja, Rumunia czy Węgry są znacznie bardziej przyjazne dla branży motoryzacyjnej.

Faryś dodaje, że przygotowany przez KPMG raport dla PZPM opisuje znaczenie branży motoryzacyjnej dla polskiej gospodarki. Pracuje w niej ponad 760 tys. osób, których zarobki sięgają 34 mld zł, czyli 8,6 proc. polskiej produkcji dodanej brutto. Wartość branży to ok. 120 mld zł, a budżet rocznie zyskuje 27 mld zł dzięki podatkom odprowadzanym przez przedsiębiorców i pracowników tego sektora.

Jednak dane ujawniają również, że ten rok może być dla branży jednym z najgorszych w ostatnich latach. Produkcja spadnie do poziomu ok. 560 tys. pojazdów, podczas gdy w rekordowym 2008 r. wyprodukowano prawie 1 mln aut. Zarówno w Czechach, jak i na Słowacji w tym roku z fabryk wyjedzie ponad 2 mln pojazdów. To w ocenie Farysia dowód na to, że zmiany w polskim prawie są niezbędne.

 – Mówimy o wprowadzeniu rozwiązań  podatkowych, m.in. o możliwości pełnego odliczenia podatku VAT od samochodów służbowych, czy też likwidacji akcyzy i zastąpienia jej podatkiem, który będzie uzależniony od parametrów ekologicznych. W związku  z tym samochody, które są przyjaźniejsze dla środowiska, będą niejako promowane, a samochody, które bardzo trują, będą eliminowane z rynku. Drugim ważnym obszarem jest kontrola pojazdów – mówi Faryś.

Dzięki usprawnieniu systemu stacji kontroli pojazdów z dróg powinny zniknąć stare, niebezpieczne auta, które stopniowo zostaną wyparte przez samochody przyjazne środowisku i wyposażone w nowoczesne systemy. Faryś zaznacza, że takie rozwiązania wprowadziły już kraje ościenne.

 – Tam rozwiązania takie, jak  pełne odliczenie podatku VAT dla samochodów służbowych kupowanych przez firmy czy wprowadzenie podatku zależnego od parametrów ekologicznych, wprowadzono już dość dawno, w związku z czym producenci postrzegają te kraje jako bardzo przyjazne. Myślę, że warto pójść śladem tych krajów, sprawdzić, jakie tam są rozwiązania i wprowadzić je w Polsce – ocenia prezes PZPM.

W jego ocenie zmiany powinny doprowadzić do wzrostu liczby rejestracji pojazdów. W tym roku zarejestrowanych zostanie tylko 250-260 tys. samochodów – to najmniej od kilkunastu lat. Wynika to nie tylko ze zmniejszonej produkcji i sprzedaży, ale także ze zjawiska reeksportu, czyli sprzedaży samochodów używanych za granicę.

Wzrośnie akcyza na papierosy. Paczka zdrożeje o ok. 1 zł.

0

CEO Magazyn Polska

Rząd chce podwyższyć akcyzę na papierosy o 5 proc. od początku 2014 r. Eksperci ostrzegają, że zmiana wpłynie na zmniejszenie wpływów do budżetu. Rozwinie się szara strefa oraz rynek papierosów elektronicznych. Polska już teraz ma jedne z najwyższych stawek podatków w stosunku do wartości paczki papierosów w Europie.

 – Można się spodziewać, że obecne zmiany na 2014 rok będą miały negatywny wpływ na dochody budżetu państwa. Będzie to wynikało i z rozwoju szarej strefy, i z odejścia do e-papierosów, a także z jakichś nowatorskich rozwiązań, które na pewno się pojawią – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Pośniak, partner i doradca podatkowy w CMS Cameron McKenna.

Zgodnie z danymi zebranymi przez Komisję Europejską w lipcu br., niemal 85 proc. średniej ceny paczki papierosów w Polsce to podatki. W tym rankingu przed nami są jedynie Grecja i Wielka Brytania. Ok. 40 proc. opodatkowania papierosów w Polsce to akcyza, wynosząca 188 zł za 1000 papierosów. Resztę stanowią akcyza od ceny sprzedaży (ponad 31 proc. całkowitej ceny detalicznej) oraz podatek VAT.

Resort finansów szacuje, że po podwyżce akcyzy na wyroby tytoniowe o kolejne 5 proc., paczka papierosów zdrożeje średnio o 1 zł.

Komisja Europejska w ramach walki o ograniczenie palenia w Unii Europejskiej nałożyła na państwa członkowskie minimalną akcyzę wynoszącą łącznie 60 proc. średniej ważonej ceny paczki papierosów, ale co najmniej 90 euro od 1000 papierosów.

 – Warto zauważyć, że jeżeli obecne plany rządu zostaną wprowadzone w życie, te 90 euro w 2014 roku zostanie przekroczone. Istotne w tym jest to, że czas, w którym państwa wspólnotowe mają na dostosowanie się do tych 90 euro upływa z końcem 2018 roku, a co za tym idzie, Polska ewidentnie będzie tutaj przodowała – podkreśla Pośniak.

Dodaje, że rząd powinien przede wszystkim nałożyć akcyzę również na papierosy elektroniczne, które są coraz popularniejsze, a obecnie nie są obłożone tym podatkiem. Niezbędna jest również walka z szarą strefą.

Zdaniem Andrzeja Pośniaka, zamiast akcyzy procentowej od ceny papierosów podwyższona powinna zostać akcyza kwotowa. Taki model został przyjęty m.in. w Danii, Holandii, Irlandii i Szwecji. We wszystkich tych krajach akcyza procentowa wynosi mniej niż 10 proc. ceny paczki papierosów. Znacznie wyższe są za to akcyzy kwotowe – w Irlandii wynosi niemal 240 euro od 1000 papierosów, a w pozostałych wymienionych krajach – ok. 160 euro.

 – Taką zmianę można wprowadzić, żeby to nie miało zasadniczego wpływu średnio na ceny papierosów, a bardziej uniezależniło budżet państwa od wahań cen papierosów – postuluje Pośniak i krytykuje obecny model: – Zapewne powodów trzymania się przez Ministerstwo Finansów tego modelu jest kilka, przy czym w praktyce pierwsze jest na pewno to, że jeżeli chcemy coś zmienić, to trzeba mieć silne uzasadnienie ku temu, więc łatwiej jest zostać przy modelu, który już jakoś funkcjonuje, nawet jeśli nie za dobrze.

Dodaje, że nie bez znaczenia jest lobbing koncernów tytoniowych, zwłaszcza tych, które produkują tańsze wyroby tytoniowe. Dla nich obecne przepisy są bardziej korzystne z uwagi na stosunkowo duży udział akcyzy procentowej. W przypadku podwyższenia akcyzy kwotowej wszyscy producenci byliby tak samo obciążeni.

Operatorzy kablowi wchodzą na rynek telekomunikacyjny

0

CEO Magazyn Polska

Operatorzy kablowi korzystają z mniejszej liczby regulacji dotyczących ich działalności i rozwijają ofertę w obszarze telefonii tradycyjnej oraz dostępu do internetu. Usługi mobilne są jednak wciąż zarezerwowane dla operatorów telekomunikacyjnych.

 – Z punktu widzenia zarówno Netii, jak i TP SA, głównym rywalem dla obu tych podmiotów są przedsiębiorcy kablowi, dostawcy usług telewizji kablowej i także dostawcy usług internetu oraz usług głosowych. Ponieważ jest to segment rynku nieregulowany, to telekomunikacyjni operatorzy są na pozycji nieco mniej korzystnej niż operatorzy kablowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Sawala-Uryasz, analityk CAIB Unicredit.

Podkreśla, że operatorzy kablowi mogą rywalizować w usługach telefonii stacjonarnej i tradycyjnego dostępu do internetu. Jednak są ograniczeni infrastrukturą, która nie pozwala im na rozwój usług mobilnych. Ten obszar to wciąż domena operatorów telekomunikacyjnych.

Sawala-Uryasz ocenia, że w najlepszej sytuacji na rynku są operatorzy, którzy mają w ofercie zarówno usługi tradycyjne, jak i mobilne. Z drugiej strony przewagą operatorów kablowych jest mniejsza regulacja ich działalności. Dzięki temu mogą stworzyć bardziej konkurencyjną ofertę pod względem cen oraz zasięgu geograficznego.

Przejęciem Netii może być zainteresowany niemiecki Deutsche Telekom. Na razie nie ma jednak żadnych potwierdzonych informacji dotyczących transakcji. Mimo konkurencji ze strony operatorów kablowych, wciąż rozbudowane usługi tradycyjne mogłyby zachęcić tego inwestora do kupna Netii.

 – Netia jest takim puzzlem w układance innego operatora, któremu ta część usług tradycyjnych jest obca i jej nie posiada. Byłaby potencjalnym celem do przejęcia dla takiego operatora, aczkolwiek w przeszłości wielokrotnie o tym mówiono i niewiele się w tym kierunku działo – twierdzi Sawala-Uryasz.

o2 po przejęciu Wirtualnej Polski skupi się na rozwoju treści wideo oraz dostęp mobilny

CEO Magazyn Polska

Po przejęciu Wirtualnej Polski o2 zamierza rozwijać treści wideo, a także dostęp mobilny do tego portalu. Nie będzie treści płatnych, bo serwisy mają utrzymywać się z reklam. Nowy właściciel Wirtualnej Polski zapewnia, że portale wp.pl oraz o2.pl będą nadal funkcjonować jako konkurencyjne serwisy i nie planuje ich połączenia.

 – Wideo to jeden z filarów naszych dalszych wzrostów. Doceniamy dotychczasowe osiągnięcia Wirtualnej Polski. Chcemy je wzmocnić zdwojeniem inwestycji po połączeniu i ten kierunek jest wysoko na liście naszych priorytetów. Na pewno będziemy inwestować i rozwijać mobile, czyli dostęp przez smartfony do naszych treści – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Świderski, prezes o2.

Wirtualna Polska została przejęta przez o2 za 375 mln zł. Dotychczasowym właścicielem był Orange. Zakup zostanie dokonany za środki funduszu private equity Innova Capital. Na przejęcie zgodę musi jeszcze wyrazić UOKiK.

Struktury obydwu firm zostaną połączone w ramach Grupy Wirtualna Polska. Świderski zapewnia jednak, że centrala WP nie zostanie przeniesiona z Gdańska do Warszawy. W stolicy zostaną jednak utrzymane biura portalu, które już się tam znajdują. Świderski nie chce jeszcze precyzować, czy pracownikom grożą zwolnienia, ale zapewnia, że każdy dostanie szansę na rozwój w nowej firmie.

 – Po tym jak uzyskamy zgodę regulatora, będziemy chcieli przystąpić do wspólnej pracy z managerami Wirtualnej Polski i managerami o2, i zastanowić się, jak nowy lider na rynku potencjalnie mógłby wyglądać, jaka organizacja musiałaby stać za taką spółką, aby realizować nasze założone cele biznesowe. Natomiast jeszcze jest za wcześnie, żeby mówić o konkretnych ruchach personalnych – mówi Świderski.

Utrzymane zostaną obydwa portale – o2.pl oraz wp.pl. Świderski przyznaje, że w pewnym stopniu są one konkurencyjne, ale przekonuje, że razem umożliwiają dotarcie do szerszego grona odbiorców.

 – Na pewno przejrzymy portfolio serwisów. Widzimy, że niektóre serwisy, które konkurują ze sobą, doskonale się uzupełniają. Trafiają do innych grup użytkowników, więc te decyzje też będą poprzedzone głęboką analizą – ocenia Świderski.

Dodaje, że w strategii nowej Grupy Wirtualna Polska bardzo ważne będą treści wideo. Umożliwiają one pozyskanie reklamodawców, a to właśnie reklamy mają być głównym źródłem przychodu dla spółki. Świderski zapewnia, że nie ma planów, by portale oferowały treści płatne, bo spółka stawia na szeroki dostęp do treści.

W strategii spółki przewidziany jest też rozwój dostępu mobilnego do portali. Duże znaczenie będą miały też portale tematyczne, które są dobrze rozwinięte w ramach o2. Niewykluczone, że zostaną wprowadzone usługi e-commerce, które pozwolą na dodatkowy przychód poza reklamami.

LW Bogdanka S.A. po III kwartałach 2013: wydobycie i wyniki finansowe zgodne z planem

Grupa Kapitałowa Lubelskiego Węgla BOGDANKA, której jednostką dominującą jest Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A. – najnowocześniejsza i najbardziej efektywna kopalnia węgla kamiennego w Polsce oraz krajowy lider rynku producentów węgla energetycznego, wypracowała w III kwartale 2013 roku przychody ze sprzedaży w wysokości 539,40 mln zł  (wzrost o 11,05% w stosunku do III kwartału 2012 roku), zysk operacyjny (EBIT) sięgający 119,40 mln zł oraz zysk netto w wysokości 82,70 mln. Narastająco po trzech kwartałach przychody ze sprzedaży wyniosły 1,42 mld zł, zysk operacyjny: 307,56 mln zł, a zysk netto: 224,73 mln zł.

Zysk brutto osiągnięty w III kwartale 2013 roku był najwyższym kwartalnym zyskiem brutto od IV kwartału 2011 roku, który był wyjątkowo korzystny dla Spółki. Rentowność zysku brutto za trzeci kwartał 2013 roku wyniosła 33,55%, czyli kształtowała się na poziomie wyższym niż w trzecim kwartale 2012 roku (26,45%), pomimo niekorzystnych tendencji rynkowych. Było to związane z konsekwentnie realizowaną polityką kontroli kosztów.

UOKiK: Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Sieradzu

Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Sieradzu nadużyło swojej siły rynkowej utrudniając przyłączenie do sieci ciepłowniczej nowego przedsiębiorcy – uznała Prezes UOKiK. Przedsiębiorca zaniechał stosowania kwestionowanej praktyki

Spółki, które nie posiadają własnej sieci ciepłowniczej, mogą sprzedawać ciepło po uzyskaniu dostępu do urządzeń przesyłowych istniejących na danym terenie. Zgodnie z prawem właściciel sieci ciepłowniczej powinien umożliwić korzystanie z niej nowym wytwórcom ciepła, jeżeli spełnią wymogi przyłączenia. Dzięki temu konsument ma możliwość wyboru przedsiębiorcy wytwarzającego ciepło.

Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Sieradzu zaopatruje w ciepło mieszkańców tego miasta będąc jednocześnie dysponentem jedynej sieci ciepłowniczej na jego terenie. Postępowanie UOKiK zostało wszczęte po skardze spółki Bioelektrociepłownia, która chcąc jako nowy producent wejść na rynek ciepła w Sieradzu, napotkała ze strony PEC na utrudnienia w dostępie do urządzeń przesyłowych.

Analiza przeprowadzona przez Urząd wykazała, że PEC w Sieradzu niezgodnie z prawem blokował wejście nowego przedsiębiorcy na rynek m.in. poprzez odmawianie przekazania mu informacji niezbędnych do przygotowania wniosku o określenie warunków przyłączenia do sieci ciepłowniczej. Od sierpnia 2010 r. do czerwca 2012 r. monopolista uchylał się od udzielenia kompletnych odpowiedzi na pisma konkurenta jako powody wskazując m.in. nieobecność kompetentnych osób.

Prezes UOKiK uznała, że Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej z Sieradza ograniczało konkurencję stwarzając nieuzasadnione bariery dla pojawienia się nowego przedsiębiorcy na rynku produkcji ciepła w Sieradzu. Urząd nie ma kompetencji do rozstrzygania sporów pomiędzy przedsiębiorcami, jednak może interweniować kiedy spółka nadużywa  dominującej pozycji na danym rynku przeciwdziałając rozwojowi konkurencji. Na PEC w Sieradzu nałożona została kara pieniężna w wysokości 104 571 zł. Przedsiębiorca zaprzestał stosowania niedozwolonej praktyki przed wszczęciem postępowania antymonopolowego m.in. poprzez udostępnienie na swojej stronie internetowej wzoru wniosku o określenie warunków przyłączenia źródła ciepła do sieci ciepłowniczej. Decyzja nie jest prawomocna, przedsiębiorca odwołał się do sądu.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Komentarz dzienny, 6 listopada 2013

Indeks ISM dla sektorów innych niż przetwórstwo przemysłowe niespodziewanie wzrósł z 54,4 do 55,4 w październiku (oczekiwano minimalnej korekty w dół, do 54,0), sygnalizując dalszą poprawę koniunktury w szerokiej grupie branż. W przeciwieństwie do indeksu dla przemysłu, raport tym razem wskazuje na negatywny wpływ październikowych batalii budżetowych na aktywność gospodarczą, był on jednak ograniczony do wybranych branż (handel detaliczny i usługi gastronomiczne), dotkniętych przez gwałtowne pogorszenie nastrojów konsumenckich.