Kongo chce współpracować z polskimi firmami

CEO Magazyn Polska

Władze Konga, jednej z najdynamiczniej rozwijających się gospodarek Afryki Środkowej, chcą zachęcić polskich przedsiębiorców do robienia wspólnych interesów. Stawiają na przemysł wydobywczy, infrastrukturę kolejową i sektor rolno-spożywczy. Pierwszy szlak przetarł już Jan Kulczyk, który był jednym z gości pierwszego w historii forum polsko-kongijskiego w Warszawie.

4 listopada 2013 r., w Ministerstwie Gospodarki, odbyło się forum gospodarcze z udziałem przedstawicieli rządu Kongo Brazzaville z wicepremierem Januszem Piechocińskim oraz czołowymi przedstawicielami polskiego biznesu m.in. z dr Januszem Steinhoffem i dr Janem Kulczykiem. Spotkanie było częścią oficjalnej wizyty przedstawicieli rządu Kongo w Polsce. Dyskutowano przede wszystkim o potencjale współpracy gospodarczej między Polską i Kongo.

 – W ciągu ostatnich 10 lat sześć na dziesięć najprężniej rozwijających się gospodarek świata to kraje afrykańskie. Charakteryzują się one chłonnym rynkiem, na którym polscy przedsiębiorcy mają olbrzymie szanse rozwoju, szczególnie w Republice Konga. Polska ma zaś stabilną gospodarkę, która doskonale poradziła sobie w dobie światowego kryzysu oraz duży rynek zbytu – prawie 40 mln ludzi. Jesteśmy ponadto ósmą populacją w UE i 34. na świecie – powiedział wicepremier Janusz Piechociński podczas forum, dodając, że organizowane w Warszawie pierwsze w historii Polsko-Kongijskie Forum Gospodarcze stanie się platformą służącą budowaniu nowych relacji oraz określaniu wzajemnych możliwości.

Polskie firmy mają szanse w Afryce

 – Rozmawialiśmy z wicepremierem i ministrem gospodarki Januszem Piechocińskim o możliwej współpracy dwustronnej, zarówno jeżeli chodzi o udział państwa, jak i udział przedsiębiorstw, które serdecznie zapraszamy do Konga, by mogły zobaczyć, jakie są możliwości rozwoju i wzajemnych kontaktów – podkreśla Gilbert Ondongo, minister stanu, gospodarki, finansów, planowania oraz budżetu i integracji Republiki Konga.

 – Dzisiaj polskie doświadczenia z okresu transformacji są naszym eksportowym know-how, które może nam ułatwić ekspansję na rynkach wschodzących i szybko rozwijających się. Dzięki temu możemy skutecznie rywalizować nie tylko w naszym regionie Europy Środkowej i Wschodniej, ale także w Afryce – powiedział podczas panelu dyskusyjnego Jan Kulczyk, założyciel CEED Institute i  globalny przedsiębiorca, który od lat realizuje duże inwestycje w Afryce.

Zdaniem wicepremiera Piechocińskiego, Kongo to duża szansa dla polskich przedsiębiorców, tym bardziej że jest to jeden z najprężniej rozwijających się krajów Afryki Subsaharyjskiej. Do 2015 roku chce uzyskać status gospodarki wschodzącej, ale też centrum transportowego o szczególnym znaczeniu dla regionu. To jedyne państwo w Afryce Środkowej, które posiada port oceaniczny.

Jednym z najbardziej perspektywicznych i znanych sektorów w Kongo jest przemysł surowcowy. Ale nie tylko na tym polu polscy przedsiębiorcy mogą szukać możliwości dla siebie. Zdaniem przedstawicieli polskich i kongijskich władz potencjalnych dziedzin współpracy jest jeszcze więcej, tym bardziej, że oba kraje mają już dobre doświadczenia.

 – W przeszłości Polska istotnie wspierała rozwój naszego kraju, szkoląc naszych ludzi. To była współpraca przede wszystkim o charakterze edukacyjnym – przypomina Gilbert Ondongo. – Chcielibyśmy rozszerzyć tę współpracę na kolejne sektory, przede wszystkim rolnictwo, przemysł, bezpieczeństwo i infrastrukturę kolejową – wymienia.

Z danych resortu gospodarki wynika, że w 2012 roku obroty handlowe między Polską i Kongiem osiągnęły 11,8 mln euro. W porównaniu z 2011 rokiem eksport wzrósł o 65 proc., a import o 35 proc.

Zacieśnianiu współpracy między firmami sprzyjają liczne kontakty polityczne. Odbywające się właśnie Dni Konga Brazzaville w Polsce i wizyta delegacji kongijskiej to już trzecie spotkanie w tym roku na najwyższym szczeblu. We wrześniu podpisano porozumienie o konsultacjach politycznych pomiędzy rządami Polski i Konga.

Najbogatszy Polak przetarł już szlak

 – Dzięki zacieśnieniu współpracy gospodarczej, Afryka i Europa wspólnie mogą osiągnąć pozycję lidera w światowej rozgrywce gospodarczej. Europa nie jest w stanie dalej sama się rozwijać – posiadamy kapitał ludzki, finansowy i przemysłowy, ale potrzebujemy znaleźć na niego odbiorców – powiedział Jan Kulczyk.

Jan Kulczyk, jako jeden z pierwszych, wskazał Afrykę jako kierunek ekspansji zagranicznej firm z regionu Europy Środkowo-Wschodniej i zainicjował międzynarodową dyskusję na ten temat. Założony przez niego CEED Institute w maju 2013 r. wydał raport poświęcony najważniejszym  trendom gospodarczym, politycznym i społecznym Afryki Subsaharyjskiej. W ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach CEED Institute zorganizował również pierwsze w regionie Europy Środkowo-Wschodniej forum poświęcone relacjom gospodarczym Europy i Afryki.

Firma Kulczyk Investments jest obecna m.in. w Kongu, Nigerii, Tunezji, Tanzanii i Gwinei Równikowej. Jedna ze spółek z grupy, Zanaga Iron Ore Company (ZIOC), dzięki posiadanym zasobom rudy żelaza w Kongu i możliwościom produkcyjnym, ma szansę być jednym z sześciu największych producentów tego surowca na świecie.

 Wspólnie z Glencore, jedną z największych na świecie firm zajmujących się produkcją i obrotem zasobami naturalnymi, o kapitalizacji rzędu 70 miliardów dolarów, realizujemy potężne inwestycje. Być może to będzie największa kopalnia rudy żelaza w świecie, a na pewno w Afryce, z produkcją na początek 12 mln ton, a potem 30 mln ton rudy żelaza. To inwestycja warta 3 mld dolarów, ważna również dla naszej gospodarki i gospodarki europejskiej – mówi dr Jan Kulczyk.

Na konferencji klimatycznej ONZ w Warszawie ma powstać światowy zielony fundusz

CEO Magazyn Polska

W czasie 19. szczytu klimatycznego ONZ, który rozpocznie się w przyszłym tygodniu w Warszawie, ma powstać światowy fundusz ds. walki ze zmianą klimatu. Już wiadomo, że globalnego porozumienia ws. klimatu w Warszawie nie będzie, ale toczyć będą się negocjacje, które umożliwią jego podpisanie w 2015 roku.

 – Założyliśmy, jako społeczność międzynarodowa, że w 2015 roku na konferencji w Paryżu zostanie podpisane to porozumienie globalne, które będzie dotyczyło wszystkich krajów. Naszym priorytetem jest przede wszystkim doprowadzenie do tego, żeby określić drogę dojścia do Paryża, do konferencji, która ureguluje wszystkie kwestie w skali globalnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Zaleski, wiceminister środowiska.

Szczyt COP 19 odbędzie się w Warszawie na Stadionie Narodowym w dniach 11-22 listopada. Będą w nim uczestniczyć przedstawiciele wszystkich państw członkowskich ONZ oraz wielu organizacji pozarządowych. Szczyt w Paryżu w 2015 roku (COP 21) ma być przełomowy.

Jednym z zadań stojących przed uczestnikami szczytu klimatycznego jest sfinalizowanie porozumień wypracowanych na poprzednich konferencjach, m.in. w Durbanie, Doha i Cancun. Najważniejszym jest stworzenie globalnego, „zielonego” funduszu przeznaczonego na walkę ze zmianą klimatu.

 – Tu chodzi jak zwykle o pieniądze, czyli żeby uruchomić fundusze przeznaczone na ochronę klimatu, najczęściej fundusze skierowane do krajów rozwijających się. Chodzi o zielony fundusz, o którym bez przerwy mówimy, że musimy go uruchomić, a ciągle jeszcze nie funkcjonuje. Gdyby nam się to udało w Warszawie, to byłby bardzo ważny krok naprzód, pokazanie krajom rozwijającym się dobrej woli całej społeczności globalnej – przekonuje Zaleski.

Wiceminister dodaje, że stworzenie takiego funduszu to sprawdzian odpowiedzialności krajów rozwiniętych. Podkreśla, że w czasie kryzysu decyzja o przeznaczeniu środków na ochronę środowiska jest szczególnie trudna, bo nie daje wymiernych efektów, a pieniądze trafią głównie do dalekich krajów.

Jednym z zadań polskiej prezydencji konferencji będzie wypracowanie kompromisu między uczestnikami szczytu. Porozumienie musi objąć wszystkie kraje i nałożyć na nie obowiązki proporcjonalne do możliwości. Zaleski zauważa, że podpisany w 1997 r. protokół z Kioto, który wszedł w życie w 2005 r., nie dotyczy wszystkich krajów. Nie ratyfikowały go Stany Zjednoczone, a w 2011 r. z paktu wystąpiła Kanada. Zmienił się też układ sił w światowej gospodarce.

 – Dzisiaj niektóre państwa, które wówczas były w gronie państw słabo rozwiniętych, są liderami światowej gospodarki. Inne państwa wypadły z grona tych gospodarek dobrze rozwiniętych, w związku z tym trzeba przemodelować wszystkie zobowiązania i uznać, że wszyscy jednakowo odpowiadamy za klimat – podkreśla wiceminister środowiska. – Dzisiaj trzeba by określić możliwe do poniesienia przez każdy kraj obowiązki i obciążenia w dziedzinie ochrony klimatu. To jest najtrudniejsza kwestia, bo to kosztuje.

Dodaje, że kraje rozwijające się upominają się o rekompensaty za historyczne emisje rozwiniętych gospodarek. Kraje uprzemysłowione produkowały znacznie więcej dwutlenku węgla w czasach swojego gwałtownego rozwoju niż inne państwa, które dopiero teraz dołączają do grona rozwiniętych.

 – Sytuacja się zmieniła o tyle, że dzisiaj już cała ludzkość odpowiada za zmiany klimatyczne i ta świadomość przebija się do wszystkich uczestników procesu. Będzie tylko trudno wyspecyfikować te zadania i nałożyć obowiązki na każdy kraj oddzielnie – ocenia Zaleski, jednocześnie podkreślając, że jest optymistą co do rezultatu konferencji w Warszawie.

Minister rolnictwa: Kontrole wykazały, że Polska jest wolna od GMO

CEO Magazyn Polska

Kontrole pól zlecone przez resort rolnictwa po roku od wprowadzenia zakazu upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych nie wykazały, by zostały na nich zasiane transgeniczne rośliny. Minister rolnictwa podkreśla, że dzięki nowym przepisom zezwalającym na obrót nasionami GMO i ich rejestrację, Polska uniknęła nawet 1,5 mld zł kary ze strony UE. Jednak Komisja Europejska do tej pory nie zajęła stanowiska w sprawie zakazu samych upraw.

Co roku inspektorzy mają przeprowadzać około 9 tys. kontroli, co odpowiada poziomowi 5 proc. upraw kukurydzy w Polsce. Według  GUS (za 2010 r.) w Polsce kukurydza uprawiana jest w około 180 tys. gospodarstwach (ziarno i kiszonka razem) na łącznej powierzchni około 700 tys. ha. Ziemniak Amflora (opatentowany przez BASF) praktycznie nie jest uprawiany w Europie. W przeciwieństwie do kukurydzy MON 810 (patent Monsanto), która według szacunków rośnie na ok. 100 tys. ha w całej UE (80 proc. z tych upraw przypada na Hiszpanię).

 – Te próby zostały przeprowadzone i w kilku przypadkach stwierdzono minimalną zawartość GMO. Natomiast nigdzie nie było takiego poziomu, który, zgodnie z przepisami, można by uznać, że jest to kukurydza MON 810 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

28 stycznia tego roku Polska wprowadziła zakaz upraw roślin GMO, które dopuszczone zostały na unijny rynek (są to wspomniane: Amflora i MON 810). Zgodnie z rozporządzeniami do ustawy o nasiennictwie, rolnik, który zasiał odmianę rośliny genetycznie zmodyfikowanej, zostanie ukarany. Sankcja, jaka grozi w takim przypadku, wynosi 200 proc. wartości zastosowanego materiału siewnego oraz zniszczenie tej uprawy na koszt gospodarza. Pola mają kontrolować pracownicy Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

 – Możemy po latach sporów powiedzieć, że Polska jest wolna od wysiewu i uprawy roślin GMO, w tym głównie kukurydzy MON 810 – podkreśla minister rolnictwa. – To dobrze, bo mamy duże rozdrobnienie pól, bioróżnorodność, świetną markę naturalnej, zdrowej, ekologicznej polskiej żywności, i trzeba o tę markę dbać.

W styczniu szef resortu rolnictwa poinformował Komisję Europejską o wprowadzonych w Polsce zakazach. Uzasadnił w dokumencie, że takie uprawy stanowią zagrożenie dla hodowców pszczół i rynku miodu, wskazał także na brak autoryzacji pyłku genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy MON 810 zgodnie z przepisami UE.

 – Trwa wymiana korespondencji na poziomie uwag, co do tych rozporządzeń, ale oficjalnego stanowiska Komisji Europejskiej nie ma – mówi Stanisław Kalemba.

Przepisy zakazujące upraw GMO towarzyszyły zmianom w ustawie o nasiennictwie, która dopuściła obrót nasionami roślin genetycznie modyfikowanych oraz ich rejestrację. Ustawa wdrożyła unijne dyrektywy oraz wykonała wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 2009 r., który dotyczył uchybień stwierdzonych w poprzedniej ustawie o nasiennictwie (z 26 czerwca 2003 r.).

 – Tymi decyzjami uniknęliśmy kar w granicach 1-1,5 mld zł. To są inteligentne rozwiązania, bo do tej pory nie było ustawy, która by regulowała te kwestie i nie było instytucji, które by je kontrolowały – uważa Stanisław Kalemba.

W Polsce potrzeba systemowych zachęt do oszczędzania

CEO Magazyn Polska

Polacy nie mają nawyku oszczędzania nie tylko z braku pieniędzy, ale i złych doświadczeń z poprzednich dziesięcioleci. Z powodu ustrojowych zmian i rządowych reform w ciągu kilkudziesięciu lat kilkakrotnie tracili swoje oszczędności. Dlatego zdaniem prezes Union Investment TFI należy wprowadzić rozwiązania, które będą zachęcać obywateli do gromadzenia oszczędności na własną rękę.

Zaledwie co trzeci Polak odkłada jakiekolwiek pieniądze z bieżącej pensji. Jak przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Góra-Dubiela, prezes Union Investment TFI, żeby zwiększyć ten odsetek potrzeba zachęt systemowych ze strony państwa.

 – Podstawą powinny być  systemy obligatoryjnego oszczędzania na emeryturę wprowadzone przez państwo takie  jak np. OFE. Ważne jest, by wsparte były przez systemy zachęcające do oszczędzania  np. poprzez odpisywanie od podstawy opodatkowania składek. To byłby skuteczny bodziec dla Polaków, by systematycznie budować pulę oszczędności – podkreśla Małgorzata Góra-Dubiela w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Systemy te muszą być przy tym zbudowane w sposób jasny i łatwy do zrozumienia. Zdaniem prezes Union Investment TFI, dobrym pomysłem są rządowe propozycje zmian dotyczące Indywidualnych Kont Zabezpieczenia Emerytalnego, które są elementem III filaru systemu emerytalnego.

 – Planowane zmiany w IKZE to  krok w dobrym kierunku. Oznaczają duże uproszczenie i to już prawdopodobnie spowoduje, że wzrośnie zainteresowanie nimi – dodaje Małgorzata Góra-Dubiela.

Zgodnie z projektem przedstawionym przez ministerstwo pracy do oszczędzania w IKZE miałyby zachęcać kwotowy limit wpłat (zamiast procentowego), a także znana z góry stawka podatku (w wysokości 10 proc.), jakim objęte zostałyby wypłaty oszczędności.

Według Małgorzaty Góry-Dubieli kluczowym elementem jest właśnie stabilność wprowadzanych zmian prawnych. Dotychczasowe systemy oszczędzania nauczyły Polaków, że czasem za sprawą niezależnej od nich decyzji łatwo mogą utracić oszczędności całego życia.

 – Paradoksalnie można powiedzieć, że Polacy w czasie swojej ostatniej historii byli uczeni tego, żeby nie oszczędzać, a jeżeli oszczędzać, to na krótki termin – podkreśla prezes Union Investment TFI. – Pomijam wydarzenia związane z wojną czy z wymianą pieniędzy w 1950 roku. Na pewno niektórzy z nas pamiętają podwyżki w latach 70., 80., słynne książeczki mieszkaniowe, gdzie ludzie latami odkładali i potem nic nie mogli za to kupić, ale także i hiperinflację w latach 1988-89.

Ostatnie zmiany w reformie emerytalnej to, zdaniem Małgorzaty Góry-Dubieli, także czynnik odstraszający od oszczędzania na emeryturę.

 – Bez względu na to, jak się ocenia zmiany w systemie emerytalnym, trzeba jasno powiedzieć, że mogą one podważyć zaufanie do długoterminowego oszczędzania. Coś, co zostało wprowadzone jako system obligatoryjnego oszczędzania na emeryturę, ponownie zostaje zmienione – tłumaczy prezes Union Investment TFI.

Główną zmianą, proponowaną przez rząd w systemie emerytalnym, jest nacjonalizacja obligacji z portfela OFE. Miałyby one zostać w całości przeniesione do ZUS-u. Kolejna to tzw. „suwak bezpieczeństwa”, polegający na stopniowym przekazywaniu do ZUS-u aktywów zgromadzonych w otwartym funduszu emerytalnym przez okres 10 lat poprzedzających przejście na emeryturę. Taki zabieg eliminowałby tzw. ryzyko złej daty, związane z przechodzeniem na emeryturę w czasie nagłego załamania koniunktury. Według ostatniej opinii do projektu ustawy przygotowanej przez resort pracy, po wejściu w życie reformy członkowie OFE będą mieli cztery miesiące na zadeklarowanie chęci pozostania w funduszu. Jeśli tego nie zrobią, ich oszczędności automatycznie trafią do ZUS.

Emisja obligacji PKP PLK najpóźniej na początku grudnia

0

CEO Magazyn Polska

PKP Polskie Linie Kolejowe wyemitują obligacje jeszcze przed końcem tego roku. Rząd znowelizował „Wieloletni Program Inwestycji Kolejowych”, na który przeznaczone będą pozyskane środki. W ciągu kilku dni Skarb Państwa powinien udzielić odpowiednich gwarancji.

 – W ostatni dzień października, podpisaliśmy umowę dotyczącą emisji obligacji z BGK, tym samym realizując zapowiedź, że emisja obligacji zostanie zapięta i zrealizowana w czwartym kwartale – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Remigiusz Paszkiewicz, prezes PKP PLK. – Liczę na to, że to będzie jeszcze w tym miesiącu, żeby też specjalnie nie wydłużać pewnych terminów płatności, natomiast nie będzie też nic złego w tym, jeśli będzie to początek grudnia.

Emisja obligacji została wymuszona nowelizacją tegorocznego budżetu. Dotacja państwa dla PKP PLK została zmniejszona o 1 mld zł. Objęcie emisji obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego to największa jak do tej pory inwestycja w ramach rządowego programu Inwestycje Polskie.

Rząd przyjął we wtorek nowelizację „Wieloletniego Programu Inwestycji Kolejowych”, co było jednym z warunków niezbędnych do finalizacji emisji obligacji. Zgodnie z nim do 2015 r. zrealizowane zostaną projekty za niemal 25 mld zł.

 – Drugą rzeczą jest dopięcie sprawy udzielenia gwarancji przez Skarb Państwa. To też jest na dobrej drodze, myślę że w ciągu kilku dni ten warunek również zostanie wypełniony. Wtedy nie będzie żadnego kłopotu, żebyśmy mogli wykorzystać na finansowanie inwestycji w tym roku i częściowo w przyszłym roku pieniądze z obligacji – zapowiada Paszkiewicz.

Dodaje, że dzięki środkom uzyskanym z obligacji uda się sfinansować wszystkie planowane inwestycje kolejowe. Zgodnie z rządowym projektem do 2015 r. z obligacji PKP PLK ma pozyskać łącznie 3,6 mld zł.

McDonald’s dołącza książki do zestawów. Promuje w ten sposób czytanie wśród dzieci

Sieć restauracji McDonald’s rozpoczyna dziś ogólnopolską akcję edukacyjną „Czytam sobie”.  W ponad 300 restauracjach do zestawów będą bezpłatnie dołączane książki dla dzieci napisane przez znanych autorów. Nakład wyniesie 400 tysięcy egzemplarzy.

W książkowej promocji dla najmłodszych będzie można uzbierać aż siedem tytułów, podzielonych na trzy poziomy trudności, w zależności od umiejętności młodego czytelnika.

 – Akcja „Czytam sobie” to duży projekt – mówi agencji informacyjnej Newseria Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych McDonald’s Polska. – Linia przygotowana dla  McDonald’s Polska to siedem książek na trzech poziomach trudności i 400 tys. nakładu rozprowadzanego przez sieć naszych restauracji – wymienia.

Książki z pierwszego poziomu trudności zawierać będą 150–200 wyrazów ułożonych w krótkie zdania, bez takich znaków jak ą, ę, ó czy sz, cz i ch.

 – Na pierwszych dwóch poziomach są to książki, w których nie mogą występować wszystkie litery, jedynie podstawowe 23 – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zofia Stanecka, autorka książek dla dzieci. – To jest nie lada łamigłówka, bo książka musi być tak samo ciekawa, jak gdyby była napisana ze wszystkimi literami.

Na pierwszym poziomie nie znajdziemy również dialogów, a jedynie zdania opisowe.

 – Teksty muszą być tak skonstruowane, żeby dziecko miało poczucie czytania czegoś płynnego i naprawdę wciągającego, a jednocześnie bez tych wszystkich znaczków. Na drugim poziomie na szczęście mogą być dialogi, co czasem ułatwia sprawę – dodaje Zofia Stanecka.

Na drugim poziomie dziecko przeczyta już kilkakrotnie więcej wyrazów (800–900) ułożonych w bardziej skomplikowane zdania. Z kolei trzeci poziom – adresowany do dzieci czytających już na co dzień – zawiera 2500–2800 wyrazów w tekście i pełny alfabet.

W ocenie Agnieszki Carrasco–Żylicz, psychologa dziecięcego, korzyści dla najmłodszych z tej serii wydawniczej są w zasadzie nieograniczone.

 – Przede wszystkim dziecko rozwija swój umysł, spostrzegawczość, pamięć, fantazję, wyobraźnię – tłumaczy. – Dla mnie jako psychologa dziecięcego, chyba największa korzyść jest taka, że dziecko uczy się skupienia, uczy się koncentrować na swoich myślach, na swoich emocjach. Uczy się przeżywania, co w dzisiejszych czasach jest bardzo dzieciom potrzebne.

Jeśli akcja spotka się z zainteresowaniem klientów, to niewykluczone, że będzie przedłużona lub powtórzona.

 – Na razie potrwa do wyczerpania nakładu – 400 tys. książek. Gorąco wierzymy, że mądrość tej akcji, celność, dobry pomysł i fajne książki spowodują, że to nie będzie trwało długo – dodaje Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych McDonald’s Polska. – Dla nas przede wszystkim ma to wymiar pewnych pożytecznych działań, również związanych z wizerunkiem. Chcemy, żeby McDonald’s był obecny wszędzie tam, gdzie dzieje się coś mądrego i wartościowego.

Aby otrzymać książkę za darmo, wystarczy kupić zestaw rodzinny, czyli zwykły zestaw dla dorosłego wraz z dziecięcym zestawem „Happy Meal”.

Prof. Ćwiąkalski: obowiązujący zakaz reklamy aptek jest sprzeczny z prawem europejskim

CEO Magazyn Polska

Żadna inna działalność nie jest tak surowo regulowana prawnie jak działalność aptek i sprzedaż leków – twierdzi prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Na obowiązującym od dwóch lat zakazie aptek traci nie tylko branża, ale i pacjenci, którym aptekarze, obawiając się konsekwencji, przestali nawet udzielać informacji o tańszych zamiennikach. Ministerstwo Zdrowia pracuje nad nowelizacją ustawy refundacyjnej, ale nic nie wskazuje na razie, żeby przepis ten zmienił się w najbliższym czasie.

 – Aktualnie prowadzone są prace zmierzające do nowelizacji prawa farmaceutycznego, ale nie dotyczą one art. 94, który właśnie jest przedmiotem sporu, czyli całkowitego zakazu reklamy aptek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Zbigniew Ćwiąkalski.

Przedstawiciele branży farmaceutycznej i eksperci podkreślają, że na przepisie zakazującym reklamy nie skorzystali ani pacjenci, ani apteki, bo ceny leków nie spadły i nie zwiększyła się ich dostępność. Jak wynika z raportu firmy IMS Health – ustawa refundacyjna w czasie swojego obowiązywania (od początku 2012 r.) doprowadziła do zwolnienia 15 tys. osób pracujących w przemyśle farmaceutycznym, z czego 8 tys. pracowników zwolniły apteki.

 – Problem polega na tym, że nie ma innego produktu czy działalności, które tak surowo, restrykcyjnie byłyby traktowane, bo jeżeli popatrzymy na alkohol, tytoń czy gry hazardowe, to nie ma tak surowych zakazów jak tutaj – tłumaczy prof. Ćwiąkalski.

Podkreśla, że zakaz reklamy odebrał aptekom możliwość konkurowania na równych zasadach z supermarketami, sklepami spożywczymi czy stacjami benzynowymi, bo one mogą reklamować środki medyczne dostępne bez recepty, które posiadają w swojej ofercie.

Jego zdaniem, na obecnych przepisach tracą również pacjenci, którzy nie mogą liczyć na fachową pomoc czy informację o lekach np. podczas zakupów w punktach sprzedaży pozaaptecznej.

 – De facto ten całkowity zakaz reklamy aptek to jest zakaz konkurencji, który jest wygodny dla części środowiska, ale nie jest wygodny dla konsumentów dlatego, że oni chcą być informowani o lekach, o ich cenach i możliwości tańszego ich nabycia. Przy czym od razu muszę zastrzec, że nikt nie kwestionuje zakazu reklamy leków refundowanych – zaznacza.

Ćwiąkalski podziela opinię, że zakaz reklamy aptek jest niezgodny z unijnym prawem. Konfederacja Lewiatan w ubiegłym tygodniu złożyła do Komisji Europejskiej skargę w tej sprawie. Motywuje je tym, że przepisy ustawy refundacyjnej naruszają m.in. zasadę swobody przepływu towarów i stanowią nieusprawiedliwione ograniczenie konkurencji.

 – Państwo jest odpowiedzialne za to, żeby ustawodawstwo krajowe było zgodne z ustawodawstwem europejskim, natomiast ten totalny zakaz jest całkowicie niezgodny z ustawodawstwem europejskim, stąd też dwie skargi, które zostały złożone do Komisji Europejskiej. KE może wydać zalecenia. Jeżeli rząd polski do tych zaleceń się nie dostosuje, to wtedy skarga trafi do Trybunału Sprawiedliwości UE i Trybunał orzeknie o naruszaniu przepisów unijnych przez Polskę – podkreśla prof. Ćwiąkalski.

Z szacunków Lewiatana wynika, że ok. połowy asortymentu aptek stanowią leki i produkty medyczne, które mogłyby być reklamowane.

„Samospłacający się dom” nadal czeka na nowe prawo

CEO Magazyn Polska

Bank Ochrony Środowiska opracował program wspierający budowę domów jednorodzinnych wyposażonych w instalacje fotowoltaiczne. Dzięki temu spłata kredytu, zaciągniętego na budowę domu, ma być opłacana ze sprzedaży energii do sieci oraz niższych rachunków za prąd. Jego uruchomienie blokują jednak regulacje prawne. 

 – Zakład energetyczny nie może odmówić przyłączenia mikroinstalacji OZE (odnawialne źródła energii), czyli do 40 kW, i odbioru wyprodukowanej przez nią energii. Jednak opłata, która jest dzisiaj proponowana, czyli 16 groszy za odsprzedaną kilowatogodzinę, nie jest zachęcająca dla klienta indywidualnego. Koszt tej inwestycji jest wciąż dosyć wysoki, w związku z tym przy takich przychodach mamy długi okres zwrotu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Żyła, główny ekolog banku, zastępczyni dyrektora Departamentu Ekologii i Strategii w BOŚ.

Z danych banku wynika, że rynek prosumencki rośnie, choć powoli. Przyspieszyć proces jego rozwoju miała ustawa o odnawialnych źródłach energii, nad którą prace trwają trzeci rok. Ułatwienie produkcji i sprzedaży energii miało nastąpić poprzez zwolnienie prosumentów z obowiązku prowadzenia działalności gospodarczej i posiadania koncesji na produkcję energii elektrycznej. Same mikroinastalacje mają zostać objęte systemem wsparcia, a na operatorów sieci zostać nałożony ma być obowiązek zakupu nadwyżki energii za 80 proc. średniej ceny rynkowej.

W oparciu o założenia do ustawy o OZE z 2012 roku BOŚ wraz z ekspertami stworzył program „Samospłacajacy się dom”, gdzie instalacja fotowoltaiczna ma przynieść kapitał na spłatę rat za nieruchomość.

 – Program nie został jeszcze uruchomiony, ponieważ czekamy na ostateczny kształt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Pewne rozwiązania tylko formalnoprawne znalazły się w zapisach „małego trójpaku”, czyli nowelizacji Prawa energetycznego z tego roku, natomiast wprowadzony tam mechanizm finansowy i poziom opłat, które można uzyskać odsprzedając energię, utrudnia realizację programu w takim kształcie, w jakim był przez nas zaplanowany. Stąd bank cały czas pracuje nad jego modyfikacją i dostosowaniem do możliwych warunków rynkowych – informuje Anna Żyła.

Szykuje się więcej inwestycji infrastrukturalnych

Branża budowlana liczy na falę nowych inwestycji infrastrukturalnych w związku nową unijną perspektywą finansową. Unijny budżet na lata 2014-2020 zakłada, że 17,5 mld euro będzie przeznaczonych na przebudowę i rozwój polskiej infrastruktury transportowej. To powoduje, że firmy budowlane już dzisiaj przygotowują się do pozyskania nowych zleceń.

 – Mamy pełną świadomość, że w nowym rozdanie unijnym bardzo duży nacisk jest kładziony na komunikację szynową, na rozwój kolejnictwa i oczywiście przygotowujemy się do tego, żeby uczestniczyć w realizacji tych zadań w jak największym zakresie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiesław Nowak, prezes ZUE, firmy zajmującej się budową infrastruktury komunikacji miejskiej i kolejowej.

Wciąż jednak realizowane są inwestycje z obecnej „siedmiolatki”.

 – Jeżeli idzie o rynek kolejowy, to co przez lata było piętą achillesową na tym rynku, czyli mała liczba przetargów puszczanych na rynek w latach poprzednich, w tej chwili stała się czymś dobrym dla wykonawców. PKP dysponuje jeszcze nie wykorzystanymi środkami z funduszy unijnych z tego rozdania. W związku z tym cały czas są ogłaszane nowe zadania, które poszczególni wykonawcy mogą podejmować i realizować, co zresztą robimy – zapewnia Wiesław Nowak.

Grupa Kapitałowa ZUE jest jednym głównych graczy na rynku budownictwa infrastruktury komunikacji miejskiej i kolejowej. Na rynku infrastruktury tramwajowej ZUE z prawie 50–procentowym udziałem, jest niekwestionowanym liderem. Z kolei projekty realizowane w ramach budowy i modernizacji linii kolejowych, dają spółce 10 proc. udziału w rynku kolejowym.

W ostatnich dniach złożyliśmy na rynku kolejowym najkorzystniejszą ofertę na rewitalizacji odcinka Koniecpol–Częstochowa, na kwotę ponad 35 mln złotych. Także jest to rynek, na którym cały czas są zlecenia do wzięcia – dodaje Wiesław Nowak. – Pracujemy w bardzo podobnych segmentach: w segmencie infrastruktury miejskiej i infrastruktury kolejowej. Potencjał, który posiadamy, możemy w sposób w miarę swobodny przemieszczać z jednego rynku na drugi.

Branża liczy również na korzystne zmiany w prawie zamówień publicznych, które skutecznie wyeliminują oferentów proponujących zbyt niskie ceny w przetargach. Ocenia przy tym, że obecne regulacje nie rozwiązują tego problemu.

 – W chwili obecnej rażąco niskie ceny pojawiają się częściej na rynku infrastruktury miejskiej niż na rynku infrastruktury kolejowej. Tym niemniej również w tym segmencie rywalizacja jest bardzo duża. W przetargu bierze udział zawsze od kilku do kilkunastu oferentów. Nie można powiedzieć, że wprowadzono regulacje prawne, które zapobiegałyby składaniu ofert z rażąco niską ceną. Ja tego nie widzę – dodaje Nowak.

W prawie zamówień publicznych nadal brakuje definicji rażąco niskiej ceny, mimo że w Polsce jest to główne kryterium brane pod uwagę w przetargach. Istnieje jednak szansa, że jakość zamówień publicznych w infrastrukturze już wkrótce poprawi nowelizacja tej ustawy. Parlament i Urząd Zamówień Publicznych pracują nad kilkunastoma projektami.

Korzystne zmiany w prawie mają przynieść również nowe unijne przepisy, które prawdopodobnie zaczną obowiązywać w 2016 r. Zgodnie z nimi kryterium najniższej ceny zostanie zastąpione wyborem oferty najbardziej konkurencyjnej ekonomicznie. Oznacza to, że w przetargach brana będzie pod uwagę też jakość przedstawianego projektu.

Oświadczenie dot. transakcji w Grupie Kapitałowej MCI Management opisanej w raporcie bieżącym nr 49/2013

0

MCI poinformowało w nawiązaniu do treści raportu bieżącego nr 49/ 2013 z dnia 1 listopada 2013 r. informującego o transakcji wewnątrz Grupy Kapitałowej MCI Management i pomiędzy jednostkami w 100% zależnymi kapitałowo MCI Management SA, Zarządu MCI Management wyjaśnia, że decyzja o realizacji ww. transakcji została podyktowana zapowiadanymi zmianami w Ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych.

W wyniku zdarzeń opisanych w raporcie bieżącym akcje obecnie istniejącej spółki komandytowo – akcyjnej zostaną wniesione do nowej spółki komandytowo-akcyjnej. Ponieważ obie spółki komandytowo-akcyjne są w 100% zależne od MCI Management SA, struktura biznesowa Grupy Kapitałowej MCI nie ulegnie zmianie.

Komentarz dzienny, 5 listopada 2013

Wskaźnik
PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w październiku z 53,1 do 53,4 pkt., po raz
kolejny zaskakując analityków (konsensus: 52,8; nasza prognoza: 52,7).
Większość prognoz (w tym i nasza) opierała się zapewne na korelacji z indeksami
niemieckimi (tu odnotowano niewielkie wzrosty bądź stabilizację) i przekonaniu
o możliwej korekcie subindeksu Zatrudnienie po zaskakująco dużym wzroście w
poprzednim miesiącu. Efekty te zrealizowały się jedynie częściowo. 

W grudniu rolnicy dostaną 1,4 mld zł płatności bezpośrednich

CEO Magazyn Polska

W grudniu na konta polskich rolników wpłynie 1,4 mld złotych w ramach dopłat bezpośrednich. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa czeka jeszcze na rozporządzenia, w których zostaną określone stawki płatności. Zgodnie ze wstępnymi założeniami, jeden gospodarz otrzyma maksymalnie prawie 1 tys. zł do jednego hektara. Jednak część rolników może otrzymać kary, jeśli kontrole wykażą, że nieprawidłowo wypełnili wnioski.

 – Stawka jednolitej płatności obszarowej (JPO) wynosi ok. 830 złotych, natomiast uzupełniającej podstawowej wynosi ok. 139 złotych. Czyli łącznie rolnik będzie mógł otrzymać ok. 969 złotych do hektara uprawy np. zbóż – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Renata Mantur, dyrektor Departamentu Płatności Bezpośrednich Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Agencja jest przygotowana do wypłaty płatności bezpośrednich od 1 grudnia. Planowana na dziś kwota do wypłaty to 1,4 mld zł.

ARiMR czeka jeszcze na rozporządzenia ministra rolnictwa w sprawie stawek płatności.

Do końca czerwca 2014 roku wypłaty powinny zostać zakończone i łącznie do polskich rolników ma trafić ok. 3,5 mld euro, tj. 14,8 mld złotych.

W poprzednich latach niektórzy rolnicy musieli zwrócić dopłaty z powodu problemów z tzw. ortofotomapami (są sporządzane na podstawie zdjęcia satelitarnego lub lotniczego), które są częścią systemu identyfikacji działek rolnych. W oparciu o te dane agencja rozpatruje wnioski o przyznanie płatności.

 – Jeżeli rolnik otrzymuje załącznik graficzny wraz z wnioskiem spersonalizowanym [częściowo uzupełnionym o jego dane znane z poprzednich naborów wniosków – red.], jest zobowiązany zweryfikować te dane, które są zgodne ze stanem rzeczywistym występującym na gruncie – tłumaczy Renata Mantur. – Jeżeli stwierdzi, że obszar, który jest widoczny na ortofotomapie nie kwalifikuje się do płatności, powinien taką zmianę na tym załączniku graficznym nanieść.

Jeżeli gospodarz nie wprowadzi takiej zmiany, musi się liczyć z tym, że jego dopłata zostanie pomniejszona lub będzie musiał zwrócić pieniądze.

 – Ortofotomapy są wymieniane co trzy lata. Zatem jeżeli w okresie jej obowiązywania na gruncie pojawią się budynki, albo zostanie ten grunt przeznaczony na inne cele niż rolnicze, gospodarz powinien takie zmiany nanieść na załączniku graficznym. Tym samym uniknie konsekwencji związanych  z ewentualnym pomniejszeniem płatności, które może być stwierdzone podczas kontroli na miejscu [czyli w gospodarstwie – red.] – doradza dyrektor.

Dodaje, że takie przypadki zdarzają się coraz rzadziej. Należy jednak pilnować, by dane przedstawiane we wnioskach były zawsze aktualne i zgodne ze stanem faktycznym w gospodarstwie.

Te najważniejsze dla rolników dotacje w tym roku przeliczane są po korzystniejszym dla nich kursie niż w minionym. Europejski Bank Centralny ogłosił, że wyniesie 4,2288 złotych za euro i jest wyższy o 3 proc. niż w ubiegłym roku (wtedy wynosił 4,1038 zł za euro). Taki sam kurs obowiązuje we wszystkich państwach członkowskich, w których oficjalną walutą nie jest euro.

Polscy rolnicy deklarują, że przeznaczają to wsparcie na zakup nawozów i środków ochrony roślin, co ma rekompensować wzrost ich cen po przystąpieniu Polski do UE. Ponad 14 mln hektarów gruntów rolnych jest objętych w kraju dopłatami bezpośrednimi.

Będą zmiany w systemie aktywizacji bezrobotnych. Dziś zajmie się nimi rząd

CEO Magazyn Polska

Urzędy pracy będą współpracować z prywatnymi agencjami zatrudnienia. Ma być to ważny element nowego systemu aktywizacji zawodowej bezrobotnych. Resort pracy liczy, że z około 20 tys. długotrwale bezrobotnych, do których będzie skierowana taka pomoc, połowa znajdzie pracę. Dziś rząd ma zająć się projektem nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.

 Zmiana od przyszłego roku ma polegać na innej aktywizacji bezrobotnych najbardziej oddalonych od rynku pracy, których bardzo często nie udaje się przywrócić trwale na rynek pracy dzięki działaniom standardowym. Im trzeba poświęcić więcej czasu, bardziej zindywidualizować wsparcie, dostarczyć usług, których urząd nie dostarcza. To jest np.  kompleksowe badanie lekarskie, pomoc psychologa czy trening interpersonalny, czasami pomoc w rozwiązaniu spraw osobistych, rodzinnych – wyjaśnia Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Takie niestandardowe działania mają zapewniać prywatne agencje zatrudnienia. Ich współpraca z państwowymi urzędami pracy od kilku miesięcy jest testowana w trzech województwach: podkarpackim, dolnośląskim i mazowieckim. Jak podkreśla wiceminister, pierwsze efekty są zadowalające. Wskaźniki efektywności są na poziomie ponad 50 proc.

 – Program podkarpacki, który ruszył w maju, ma już bardzo dobre efekty, łącznie około 500 osób zatrudnionych, czyli ponad połowa skierowanych do programu – mówi Jacek Męcina. – Dwa pozostałe projekty są jeszcze w fazie wstępnej, ponieważ one rozpoczęły się dopiero w sierpniu. Na koniec roku pewnie dopiero będziemy próbowali zbadać tę efektywność.

Choć na ostateczne wyniki prowadzonych testów trzeba jeszcze poczekać, to według resortu pracy, takie rozwiązania powinny na stałe wejść do systemu aktywizacji osób bezrobotnych.

 – Szacujemy, że przeciętnie około 40 proc. osób skierowanych na takie programy może znaleźć pracę. Gdybyśmy zmultiplikowali taki program na poziom całego kraju, to liczymy na to, że rocznie będziemy mogli skierować do tych programów do 20 tys. bezrobotnych, a około 10 tys. znajdzie zatrudnienie. To dużo biorąc pod uwagę trudności z aktywizacją tych osób na rynku pracy – podkreśla wiceminister pracy.

Resort pracy chce, żeby na poziomie regionalnym marszałkowie województw wspólnie z urzędami pracy podejmowali decyzje, na jakich lokalnych rynkach pracy wsparcie prywatnych służb zatrudnienia jest potrzebne. Środki na ten cel będą zagwarantowane w Funduszu Pracy. Męcina podkreśla, że jest to korzystne pod względem kosztowym rozwiązanie, ponieważ agencje będą wynagradzane za efekty, czyli wyniki w aktywizacji bezrobotnych.

 – Znaczna część wynagrodzenia będzie się należeć agencji wtedy, gdy szeroko pojęte finanse publiczne będą już odczuwać pozytywne skutki tego, że ktoś podjął zatrudnienie, bo będą rosły wpływy podatkowe, będą rosły chociażby składki na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych – mówi Jacek Męcina.

PKP CARGO uruchomi połączenie do Włoch. Chce zwiększać liczbę linii poza Polskę

CEO Magazyn Polska

PKP CARGO S.A. chce zwiększyć udział w rynkach poza Polską. Spółka, która jest drugim największym kolejowym przewoźnikiem towarowym w Europie pod względem pracy przewozowej, planuje uruchomienie wahadłowego połączenia z Polski do Włoch. Przy sprzyjających warunkach może ono ruszyć już w przyszłym roku.

Już w tej chwili PKP CARGO razem z partnerami uruchamia liczne połączenia międzynarodowe, a w ciągu najbliższego roku planuje zwiększyć ich liczbę.

 – Pracujemy z partnerami nad uruchamianiem połączeń wahadłowych. W szczególności dotyczy to przewozu kontenerów. Mamy takie połączenie Rotterdam-Poznań, połączenie między Niemcami, okolice Duisburga, a Warszawą. Mamy także połączenia z Łodzi do Chin. Połączenie z Włochami to interesujący kierunek i badamy możliwość uruchomienia połączeń wahadłowych na linii północ-południe – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Boroń, prezes zarządu PKP CARGO S.A.

Łukasz Boroń ocenia, że wielu przewoźników oferuje połączenia wschód-zachód, ale na trasach północ-południe jest znacznie mniejsza konkurencja. Takie połączenie mogłoby zapewne uzyskać wsparcie Unii Europejskiej, która kładzie coraz większy nacisk na transport kolejowy. Równocześnie byłoby szansą dla polskich portów, które mają rosnące wyniki pod względem przeładunku kontenerów.

 – Te towary można transportować nie tylko na Śląsk i tam rozdystrybuować do klientów finalnych, ale także przekroczyć granice Polski i dojechać dalej – podkreśla Boroń. – Jeśli analiza możliwości i opłacalności takiego połączenia wypadnie pozytywnie, to zdecydowanie uruchomimy je w przyszłym roku. Pamiętajmy jednak, że połączenia zagraniczne to dziś nie jest gros naszych przychodów, ale są interesującą propozycją, która pozwala na przejmowanie ruchu towarów z dróg na kolej.

PKP CARGO zadebiutowało pod koniec października na warszawskiej giełdzie. Wartość oferty publicznej, która objęła 48,3 proc. udziałów należących wcześniej do PKP S.A., sięgnęła ok. 1,4 mld zł. Dzięki udanemu debiutowi oraz stabilizacji udziału spółki w polskim rynku kolejowych przewozów towarowych na poziomie ok. 60 proc. pod względem pracy przewozowej (według danych UTK), spółka rozważa rozwój na innych rynkach.

 – Przede wszystkim patrzymy na rynki ościenne. W naszej ocenie to tutaj najwięcej możemy zyskać i tutaj mamy największe przewagi. Prawie 40 proc. naszych przewozów wewnątrz kraju to przewozy, które odnoszą się do eksportu, importu, lub też do tranzytu. W ubiegłym roku przewieźliśmy 2,5 mln ton ładunków za granicą, podczas gdy w kraju przewieźliśmy 116,7 mln ton – mówi Boroń.

Spółka ostrożnie patrzy na kierunek wschodni, gdzie problemem są nie tylko przepisy (brak liberalizacji rynku), ale także warunki techniczne, np. inny rozstaw torów. W Europie dominują tory o rozstawie 1435 mm, w krajach byłego ZSRR pociągi jeżdżą po liniach szerokotorowych o rozstawie 1520 mm.

 – A zatem gdzie? Niemcy, bo to największy rynek europejski, i kraje na południe od Polski: Czechy, Słowacja, Węgry, Austria, czyli kraje, do których docierają najczęściej nasze ładunki, które przekraczają granice i dzisiaj są przejmowane przez innych przewoźników. Przede wszystkim definiujemy siebie jako lidera na rynku polskim, ale wierzymy, że mamy też potencjał i podstawę do tego, żeby być graczem europejskim, silnym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – wylicza prezes PKP CARGO.

Prezes zarządu spółki dodaje, że najbardziej interesujące są Czechy i Słowacja, bo tam PKP CARGO notuje największe wzrosty. W Niemczech dużym rywalem jest DB Schenker, największy europejski przewoźnik towarowy, jednak Łukasz Boroń szacuje, że na niemieckim rynku wciąż jest miejsce na wzrost. Rozwój nie jest zbyt szybki, bo spółka woli wzrost organiczny niż przejęcia. Przy czym, pomimo tego, że obecnie nie ma żadnych konkretnych planów w tym zakresie, spółka nie wyklucza również możliwości dokonywania przejęć innych podmiotów w przyszłości. Wzrost organiczny jest wolniejszy, ale tańszy, bo wymaga jedynie uzyskania pozwoleń i przeszkolenia załóg.

PKO BP: Polska gospodarka rozpędza się. Siłą napędową w 2014 r. może stać się wyższy deficyt

CEO Magazyn Polska

Wzrost gospodarczy na koniec 2014 roku osiągnie 3 proc. – wynika z prognoz PKO Banku Polskiego. Głównym czynnikiem pobudzającym wzrost będzie poluzowanie polityki budżetowej państwa, co doprowadzi do zwiększenia deficytu. W pewnej mierze przyczynią się do tego także tegoroczne obniżki stóp procentowych. Ekonomiści banku prognozują, że pierwsza podwyżka nastąpi w IV kwartale przyszłego roku.

 – Przez większość przyszłego roku stopy procentowe będą stabilne, natomiast pod koniec roku, po tym, jak wzrost gospodarczy przyspieszy, polityka  pieniężna będzie stopniowo zacieśniana – zaznacza Radosław Bodys, główny ekonomista PKO BP. – Zakładamy, że pierwsza podwyżka i początek tego cyklu zacieśnienia polityki pieniężnej nastąpi w czwartym kwartale przyszłego roku w skali 50 pkt. bazowych. Czyli przyszły rok skończymy z główną stopą na poziomie 3 proc., i cykl będzie trwał w 2015, kiedy stopy wzrosną do 4 proc. – dodaje. 

Obecnie główna stopa procentowa wynosi 2,50 proc. Według zgodnych przewidywań ekonomistów i zapowiedzi samych członków RPP, na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni poziomu stóp procentowych.

Tegoroczne obniżki stóp procentowych przyczynią się do odbicia w polskiej gospodarce. Ekonomiści PKO Banku Polskiego szacują, że w trzecim kwartale wzrost sięgnął ok. 2 proc. W II kwartale – według danych GUS – wzrost PKB wyniósł 0,8 proc. rok do roku. Prognozy banku mówią, o 3-procentowej dynamice PKB w przyszłym roku.

 – Na rok 2014 zakładamy kontynuację przyspieszenia wzrostu, co wynika w części z  poluzowania polityki fiskalnej, którą zakładamy w przyszłym roku, w części z opóźnionych efektów poluzowania polityki pieniężnej z tego roku, a w części z ożywienia, które obserwujemy na świecie – wyjaśnia Radosław Bodys w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Ocenia, że rola polityki pieniężnej w napędzaniu gospodarki znacząco zmaleje kosztem poluzowania polityki fiskalnej, czyli np. zwiększania wydatków budżetowych.

 – Wydaje się, że ważniejszym obszarem od polityki pieniężnej w przyszłym roku będzie polityka fiskalna, ponieważ ona przejmie rolę głównego stymulusu dla gospodarki –  tłumaczy główny ekonomista PKO BP. – Widzimy już, że działania rządu zmierzają ku temu, żeby poluzować gospodarkę poprzez poluzowanie polityki fiskalnej, a przypomnijmy, że było to główne źródło spowolnienia gospodarczego w ciągu ostatnich 6 kwartałów – podkreśla.

Trzy na cztery faktury płacone są po terminie. Opóźnia to inwestycje w 1/3 firm

CEO Magazyn Polska

W Polsce trzy na cztery faktury płacone są z opóźnieniem. Zatory płatnicze u ok. 7 proc. firm prowadzą do zmniejszenia zatrudnienia.  Dlatego rozwinął się rynek usług faktoringowych. Obroty firm, zajmujących się skupowaniem od przedsiębiorców wierzytelności i ich późniejszym ściąganiem, rosną od 2008 roku. W III kwartale były o blisko 15 proc. większe niż przed rokiem.

 – Faktoring znakomicie się sprawdza w trudnych czasach, gdy firmom jest trudniej pozyskać finansowanie na rozwój. Jest on mniej wrażliwy na spowolnienie gospodarcze, gdyż skupia się bardziej na strumieniu wierzytelności, który posiadają przedsiębiorcy, a mniej na ich zdolności kredytowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny Bibby Financial Services.

Po trzech kwartałach 2013 roku obroty 20 firm należących do Polskiego Związku Faktorów doszły do poziomu 70 mld zł – to o 59 proc. więcej niż po II kwartale oraz o 14,8 proc. więcej niż po III kwartale 2012 r.

Faktoring to coraz popularniejszy sposób na zapewnienie firmom płynności finansowej.

 – Faktor, w przeciwieństwie do banku rozważającego udzielenie kredytu, nie patrzy do tyłu, na historię, tylko na ten biznes, który firma robi – przekonuje dyrektor generalny Bibby Financial Services. – Jeśli przedsiębiorca ma kontrahentów, którym sprzedaje z odroczonym terminem płatności, to pieniądze z wierzytelności może dostać teraz, a nie w momencie spełnienia kolejnych wymogów czy uzyskania kolejnych zabezpieczeń.

Firma faktoringowa skupuje wierzytelności od przedsiębiorców i sama zajmuje się ich ściąganiem oraz ewentualnymi problemami z tym związanymi.

 – Można więc powiedzieć, że wchodzimy w funkcję bankiera, której przedsiębiorcy nie chcą pełnić – mówi Kuniewicz. – Oni chcą po prostu prowadzić biznes i nie martwić się o pieniądze. Faktoring daje firmom szybciej potrzebne im pieniądze i bierze na siebie problemy związane z odzyskiwaniem należności, wydłużaniem okresów płatności przez kontrahentów itd.

Koszty związane z nieterminowym regulowaniem należności wynoszą przeciętnie 7,2 proc. wszystkich kosztów ponoszonych przez firmy.

 – Niewątpliwie ponosimy ryzyko – mówi Kuniewicz. – Jednak jest to ryzyko, które ponosi każdy przedsiębiorca sprzedający z odroczonym terminem płatności. Różnica polega na tym, że my nie dostarczamy towarów, tylko zajmujemy się stroną finansową – dodaje.

Bibby Financial Services zostało nagrodzone przez „Home&Market” jako „Najlepszy Partner w Biznesie”. Doceniono wykorzystywanie skutecznych i niestandardowych rozwiązań finansowych wspomagających działanie małych i średnich polskich firm.

Kapsch: jakość bramownic wymienionych w raporcie NIK była sprawdzana. Są bezpieczne

CEO Magazyn Polska

Operator systemu viaTOLL, firma Kapsch Telematic Services, zaprzecza zarzutom, że bramownice z czujnikami systemu są niebezpieczne. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli do budowy części z nich wykorzystano materiały bez odpowiednich certyfikatów. Jak podkreślają przedstawiciele KTS, bezpieczeństwo konstrukcji potwierdziły trzy niezależne badania i nadzór budowlany.

 – System działa zgodnie z prawem. Infrastruktura przydrożna systemu, czyli bramownice, spełniają normy wymagane polskim prawem. Są w pełni bezpieczne, a atesty i certyfikaty zostały wielokrotnie potwierdzone nie tylko niezależnymi badaniami, ale także opinią Generalnego Urząd Nadzoru Budowlanego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Gorzkowski, dyrektor PR w Kapsch Telematic Services.

Według raportu NIK kilkadziesiąt bramownic w całym kraju było wykonanych z materiałów bez odpowiednich dokumentów. Gorzkowski podkreśla jednak, że materiały i sposób budowy bramownic spełniają europejskie normy EN 1012 oraz EN 10210, a wszystkie użyte do produkcji półwyroby, materiały i surowce posiadają odpowiednie atesty, zamieszczone w dokumentacji powykonawczej każdej bramownicy.

Kapsch wyjaśnia, że dodatkowe badania zostały zlecone pod koniec ubiegłego roku po tym, jak pojawiło się podejrzenie, że na terenie Niemiec mogło dojść do sfałszowania certyfikatów jakościowych dla kształtowników zamkniętych, wykorzystanych przy budowie części bramownic. Przeprowadzono wówczas weryfikację dokumentów importowych oraz badanie samych kształtowników, które nie wykazało żadnych odchyleń do obowiązujących norm.

 – W lutym br. przekazano pełną dokumentację, włącznie z wynikami badań, zamawiającemu, czyli GDDKiA oraz Inspektoratowi Nadzoru Budowlanego. Ta dokumentacja była dostępna już na wiosnę tego roku, również Najwyższej Izbie Kontroli – mówił agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Cywiński, prezes Kapscha w Polsce.

Spółka podkreśla, że od 2011 roku, kiedy viaTOLL zaczął powstawać, przeprowadzono szereg kontroli, również ze strony Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, które nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

Branża farmaceutyczna w kryzysie. Spodziewane jest jednak odbicie

0

CEO Magazyn Polska

Branża farmaceutyczna wciąż traci. Jednak zgodnie z prognozami firmy badawczej PMR po trudnym 2012 roku, kiedy weszła w życie ustawa refundacyjna, ma nastąpić odbicie. Sytuacja firm na rynku raczej nie wróci jednak do poziomu z 2011 roku. W tym roku negatywny wpływ na nie mają spadki sprzedaży leków refundowanych, obniżki cen i częste zmiany na listach leków refundowanych. Nowa weszła w życie w piątek. 

 – Otoczenie prawne sprawia nam  trudności w codziennej działalności. Jednak bez względu na regulacje najważniejsze jest to, żeby nie zapomnieć o tym, po co to robimy, dlaczego i dla kogo jesteśmy – mówi Renata Borkowska-Kubiak, rzeczniczka Pelion Healthcare Group.

Jak podkreśla, szczególnie w branży ochrony zdrowia ważny jest końcowy klient. Firma Pelion za takie podejście otrzymała nagrodę „Najlepszy Partner  w Biznesie”, przyznawanej przez miesięcznik Home&Market. Wyróżniono ją za świadczenie usług na najwyższym poziomie, które są ściśle dostosowane do potrzeb odbiorców i wychodzą naprzeciw ich rosnącym oczekiwaniom. W rozwijaniu współpracy z kontrahentami spółka farmaceutyczna, stawia na pierwszym miejscu dobro pacjenta. 

 – Oczywiście, każdemu zależy na tym, żeby na końcu był z tego zysk, żeby na tym zarobić. My jako spółka giełdowa musimy również wykazać się dobrymi wynikami przed naszymi inwestorami, natomiast przede wszystkim koncentrujemy się na tym, żeby pacjent, który przychodzi do aptek, w tym do Aptek „Dbam o Zdrowie” mógł się czuć bezpiecznie i temu właśnie podporządkowana jest codzienna praca we wszystkich obszarach naszej działalności – dodaje rzeczniczka.

Notowana na GPW Pelion Healthcare Group (dawniej Polska Grupa Farmaceutyczna) jest jedną z największych grup kapitałowych działających na rynku ochrony zdrowia w Polsce, na Litwie i w Wielkiej Brytanii. Świadczy usługi we wszystkich segmentach dystrybucji farmaceutycznej (rynek hurtowy, detaliczny i szpitalny) na rzecz pacjentów, aptek, szpitali oraz producentów.

Rozwój usług w chmurze może dać nawet 2,5 miliona nowych miejsc pracy w UE

CEO Magazyn Polska

Wzrost PKB o 1 proc. rocznie i 2,5 mln nowych miejsc pracy – takie korzyści dla unijnej gospodarki – według Komisji Europejskiej – dałoby pełne wykorzystanie możliwości chmury obliczeniowej. Unijna strategia w tym zakresie już jest, urzędnicy pracują nad konkretnym planem działania, ale i tak główny nacisk w rozwoju tych technologii położony będzie na regulacje krajowe.

 – Polska musi zadbać o to, by chmura znalazła się w funduszach strukturalnych. Główny nacisk jeśli chodzi o finansowanie chmury będzie w państwach członkowskich. Należy wiec stworzyć polską strategię dla chmury i Eurocloud prowadzi już rozmowy z Ministerstwem Gospodarki. Myślę, że środowisko powinno wywrzeć silną presję, by stworzyć tę strategię – mówi Anna Katarzyna Nietyksza, prezes EuroCloud Polska i Eficom SA oraz członkini Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego.

Dodaje, że istotne jest, by technologia chmury została uwzględniona w Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa. Konsultacje założeń programu kończą się jutro. W połowie miesiąca ma być znany jego ostateczny kształt.

 – Najważniejszym elementem będzie doprowadzenie do tego, by w Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa znalazły się konkrety dotyczące traktowania wydatków nie jako nakładów inwestycyjnych, tylko kosztów operacyjnych [OPEX – red.]. Chmura to jest właśnie OPEX, czyli możemy sobie kupić usługę płacąc abonament miesięczny, a nie musimy kupować serwera i trzymać go przez kilka lat, zapewniając trwałość projektu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Nietyksza.

Chmura obliczeniowa polega na przechowywaniu danych na serwerach wyspecjalizowanych firm znajdujących się w innymi miejscu. Dzięki temu można uzyskać dostęp do swoich danych z dowolnego podłączonego do internetu komputera. Zdaniem ekspertów jest to rozwiązanie pozwalające na znaczne oszczędności, a także bezpieczniejsze.

 – To jest zupełna zmiana w myśleniu o finansach publicznych i firmowych – dodaje Nietyksza. – Chmura daje 30-70 proc. optymalizacji kosztów infrastruktury. Przewagą chmury jest jeszcze to, że nie ma gigantycznego kosztu zakupu oprogramowania i licencji na nie i ciągła jego aktualizacja.

Szansa na rozwój i nowe miejsca pracy

W ramach realizacji ogłoszonej pod koniec ubiegłego roku Europejskiej Strategii na rzecz Wykorzystania Chmury Obliczeniowej, promowani mają być europejscy dostawcy chmury obliczeniowej. Chodzi tu zarówno o dostawców infrastruktury, oprogramowania i platform. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że wykorzystując w pełni możliwości chmury obliczeniowej można stworzyć 2,5 mln nowych miejsc pracy w Europie i przyczynić się do wzrostu PKB UE o 1 proc. rocznie do 2020 roku.

 – Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny patrzy na to z dystansem i może aż tak ambitnych celów nie uda się zrealizować. Niemniej jednak rzeczywiście chmura tworzy nowe miejsca pracy, szczególnie dla młodych ludzi, w sektorze tworzącym oprogramowanie. Sprzyja także rozwojowi małych i średnich firm, gdyż nie wymaga inwestycji – dodaje prezes EuroCloud Polska i Eficom SA.

Trwają prace nad konkretnym planem wdrożenia europejskiej strategii. Pod koniec października powołano grupę ekspertów, którzy mają zająć się wypracowaniem standardów w zakresie świadczenia usług chmurowych. Pierwsze posiedzenie grupy ma się odbyć jeszcze w listopadzie.

Komputronik spodziewa się rekordowego roku. Na wiosnę nowy Megastore w Poznaniu

CEO Magazyn Polska

Komputronik zamierza wiosną otworzyć drugi w Polsce salon sprzedaży Megastore, tym razem w rodzinnym Poznaniu. Klienci będą mogli kupić sprzęt wszystkich liczących się dziś marek na rynku elektroniki. Firma spodziewa się, że przyciągnie on więcej klientów niż warszawski sklep. Dystrybutor sprzętu komputerowego systematycznie zwiększa swój udział w rynku i poprawia wyniki sprzedaży.

Poznański Megastore mieścić się będzie w centrum handlowym Plaza i będzie podobnym salonem do tego, jaki działa już w Warszawie.

 – Komputronik od blisko 10 lat posiada już własny salon w tej samej lokalizacji w Poznaniu. Teraz pojawi się sklep o ponad sześciokrotnie większej powierzchni i znacząco bogatszej ofercie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Buczkowski, prezes spółki Komputronik SA.

Swoją przewagę nad konkurencją firma widzi w szybkiej dostawie zamówionego towaru. Centralny magazyn zlokalizowany jest w Poznaniu, dzięki czemu sprzęt zakupiony przez klientów z tego miasta i z okolic będzie dostarczony w ciągu dwóch godzin.

Zarząd spółki chce dzięki przyjętej strategii poprawić wyniki sprzedaży. Choć, jak podkreślają jego przedstawiciele, wprawdzie daje się odczuć spowolnienie gospodarcze, ale o kryzysie w branży nie ma mowy.

 – Klienci są mniej skłonni niż wcześniej do szybszej wymiany sprzętu, nastąpiła również pewnego rodzaju stagnacja, jeśli chodzi o wielkość branży – tłumaczy prezes firmy Komputronik. – Należy jednocześnie zwrócić uwagę na to, że czołowe sieci sprzedaży zyskują udział w rynku. Po sześciu miesiącach bieżącego roku mieliśmy dynamikę wzrostu przychodów o 60 proc. Jest pewne, że IV kwartał będzie znacząco lepszy od IV kwartału poprzedniego roku.

Komputronik w półroczu zakończonym 30 września miał 745,2 mln zł przychodów, czyli o 64 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny wyniósł 5,8 mln zł wobec 0,2 mln zł przed rokiem, a zysk netto 4,8 mln zł. Rok wcześniej spółka miała 1,7 mln zł straty.

Kontakt

0

Kontakt

Apple ogłasza wyniki za czwarty kwartał

0

Firma Apple ogłosiła wyniki finansowe za czwarty kwartał roku obrotowego 2013, który zakończył się 28 września 2013 r. Spółka zadeklarowała przychody kwartalne w wysokości 37,5 miliarda USD i kwartalny zysk netto w wysokości 7,5 miliarda USD, czyli 8,26 USD na akcję rozwodnioną. W analogicznym kwartale poprzedniego roku przychody wyniosły 36 miliardów USD, a zysk netto 8,2 miliarda USD, czyli 8,67 USD na akcję rozwodnioną. Marża brutto wyniosła 37 procent w porównaniu z 40 procentami w analogicznym kwartale poprzedniego roku. 60 procent przychodów w ostatnim kwartale przypadało na sprzedaż poza USA.

Spółka sprzedała rekordową, jak na ten kwartał, liczbę 33,8 miliona iPhone’ów w porównaniu z 26,9 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała też w zakończonym kwartale 14,1 miliona iPadów w porównaniu z 14 milionami w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka sprzedała 4,6 miliona komputerów Mac w porównaniu z 4,9 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku.

„Z satysfakcją ogłaszamy wyniki godne fantastycznego roku, w tym rekordowe przychody za czwarty kwartał, na które złożyła się między innymi sprzedaż prawie 34 milionów iPhone’ów”, powiedział Tim Cook, Dyrektor Generalny Apple. „W okres świąteczny wkraczamy z nowym iPhonem 5c i iPhonem 5s, systemem iOS 7, nowym iPadem mini z wyświetlaczem Retina oraz nieprawdopodobnie smukłym i lekkim iPadem Air, nowymi MacBookami Pro, nowym, bezkompromisowym modelem Mac Pro, systemem OS X Mavericks oraz nową generacją aplikacji iWork i iLife dla OS X i iOS”.

„W kwartale zakończonym we wrześniu nasza działalność przyniosła ponad 9,9 miliarda USD w gotówce, a do akcjonariuszy w formie dywidend i poprzez odkup akcji własnych wróciło dodatkowe 7,8 miliarda USD, co oznacza, że wypłaty w ramach naszego programu zwrotu kapitału wyniosły już łącznie 36 miliardów USD”, powiedział Peter Oppenheimer, Dyrektor Finansowy Apple.

Apple prognozuje następujące wyniki w pierwszym kwartale roku obrotowego 2014:

  • przychody ze sprzedaży: od 55 do 58 miliardów USD;
  • marża brutto: od 36,5 do 37,5 procenta;
  • koszty operacyjne: od 4,4 do 4,5 miliarda USD;
  • pozostałe przychody/(koszty): 200 milionów USD;
  • stawka opodatkowania: 26,25 procenta.
Apple udostępni na żywo transmisję telekonferencji z prezentacją wyników finansowych za 4. kwartał roku obrotowego 2013 o godzinie 14:00 letniego czasu pacyficznego (PDT)/21:00 czasu GMT w dniu 28 października 2013 r., pod adresem www.apple.com/quicktime/qtv/earningsq413. Webcast ten będzie dostępny do odtworzenia jeszcze przez około dwa tygodnie po tym terminie.

Niniejsza informacja prasowa zawiera wybiegające w przyszłość stwierdzenia, w tym bez ograniczeń te dotyczące szacowanych przychodów ze sprzedaży, marży brutto, kosztów operacyjnych, pozostałych przychodów/(kosztów) i stawki opodatkowania. Ze stwierdzeniami tymi wiążą się elementy ryzyka i niepewności, a faktyczne wyniki finansowe mogą być różne od prognozowanych. Do elementów ryzyka i niepewności należą bez ograniczeń: wpływ czynników konkurencyjnych i ekonomicznych (oraz reakcji Spółki) na decyzje konsumentów i przedsiębiorców dotyczące zakupu produktów Spółki; nieustanna presja konkurencyjna na rynku; zdolność Spółki do terminowego wprowadzania na rynek nowych programów, produktów i innowacji technologicznych oraz stymulowania na nie popytu; wpływ zmian w produktach, ich cenach lub ofercie i/lub wzrost kosztów podzespołów na marżę brutto Spółki; ryzyko związane z utrzymaniem zapasów zamawianych przez Spółkę z wyprzedzeniem, zanim klienci zamówią produkty Spółki; nieustanna dostępność, na akceptowalnych warunkach, określonych podzespołów i usług niezbędnych do prowadzenia przez Spółkę działalności, a obecnie nabywanych ze źródeł o ograniczonej dostępności lub takich, dla których nie ma alternatywy; wpływ zależności Spółki od usług produkcyjnych i logistycznych świadczonych przez firmy trzecie na jakość, ilość lub koszt produktów bądź usług; czynniki ryzyka związane z działalnością zagraniczną Spółki; zależność Spółki od własności intelektualnej i treści cyfrowych dostarczanych przez firmy trzecie; potencjalny wpływ ewentualnego orzeczenia, że Spółka naruszyła prawa własności intelektualnej innych podmiotów; zależność Spółki od wyników działalności dystrybutorów, operatorów telekomunikacyjnych i innych pośredników w sprzedaży produktów Spółki; wpływ ewentualnych problemów z jakością produktów i usług na sprzedaż i zysk operacyjny Spółki; ciągłość pracy i dostępność kluczowych członków kadry zarządzającej i pracowników; wojny, akty terroru, kryzysy zdrowia publicznego, katastrofy naturalne i inne okoliczności, które mogłyby zakłócić dostawy, transport i kształtowanie się popytu na produkty; niekorzystne wyniki innych postępowań prawnych. Dodatkowe informacje na temat potencjalnych czynników wpływających na wyniki finansowe Spółki zamieszczane są niekiedy w sekcjach pt. „Risk Factors” (Czynniki ryzyka) i „Management’s Discussion and Analysis of Financial Condition and Results of Operations” (Omówienie i dokonana przez Zarząd analiza stanu finansowego i wyników działalności) wchodzących w skład ogólnodostępnych sprawozdań Spółki składanych w amerykańskiej Komisji ds. Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC), w tym Formularza 10-K Spółki za rok obrotowy zakończony 29 września 2012 roku, Formularza 10-Q Spółki za kwartał zakończony 29 grudnia 2012 roku, Formularza 10-Q Spółki za kwartał zakończony 30 marca 2013 roku, Formularza 10-Q Spółki za kwartał zakończony 29 czerwca 2013 roku oraz Formularza 10-K Spółki za rok zakończony 28 września 2013 roku, który zostanie złożony w komisji SEC. Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość. Informacje takie powinny być interpretowane w kontekście daty ich ogłoszenia.

Apple tworzy komputery Mac, najlepsze komputery osobiste na świecie, system operacyjny OS X, pakiety iLife, iWork oraz oprogramowanie do zastosowań profesjonalnych. Apple jest również pionierem w rewolucji multimediów cyfrowych za sprawą iPoda i iTunes. Firma zrewolucjonizowała rynek telefonów komórkowych, wprowadzając rewolucyjny telefon iPhone oraz uruchamiając App Store. Zaprezentowany przez firmę iPad definiuje przyszłość mediów mobilnych i elektroniki użytkowej.<

Komentarz dzienny, 4 listopada 2013

Indeks ISM w przemyśle osiągnął w październiku 56,4pkt. (poprzednio 56,2pkt., konsensus rynkowy 55,0pkt.). Okres zbierania odpowiedzi respondentów zbiegł się z wyłączeniem funkcjonowania rządu (częściowo prawdopodobnie także z datą publikacji tymczasowego rozwiązania tego problemu). Tym samym więc ankieta odzwierciedla w pełni reakcję przedsiębiorców na nawracający impas polityczny w kongresie. Jest ona pozytywna zarówno w ujęciu ilościowym (sam poziom indeksu) jak i jakościowym (pozytywne odpowiedzi respondentów z dominantą braku wpływu przerwania funkcjonowania rządu na prowadzony biznes – uwaga jednak, gdyż może być to związane z doborem próby; pierwsza, ilościowa forma pomiaru reakcji przedsiębiorców tego mankamentu nie ma).

Komisja Europejska zbada, czy Polska łamie unijne prawo zakazując reklamy aptek

Jeremi Mordasewicz

Zakaz reklamy aptek jest niezgodny z unijnym prawem – podkreślają eksperci i przedstawiciele branży farmaceutycznej. Ich zdaniem, ten zapis ustawy refundacyjnej ogranicza podstawowe w UE swobody: przepływu towarów i prowadzenia działalności gospodarczej. Apele branży do Ministerstwa Zdrowia o zmianę przepisów nie przynoszą efektów. Teraz skargi przedsiębiorców w tej sprawie rozpatrzy Komisja Europejska.

 – Konfederacja Lewiatan nie kwestionuje zakazu reklamy leków refundowanych. Chodzi nam tylko o zniesienie zakazu reklamy aptek i ich działalności, aby nie były poszkodowane w stosunku do sklepów i stacji benzynowych, które sprzedają podobne produkty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan  chce, aby Komisja Europejska  zbadała, czy Polska nie łamie prawa UE, utrzymując omawiany zakaz. W tym celu złożyła skargi do Komisji Europejskiej. Zdaniem Konfederacji, rząd powinien znieść zakaz reklamy aptek w ramach trwających prac nowelizacyjnych ustawy refundacyjnej.

 – Obecne przepisy, zakazujące całkowicie reklamy aptek i ich działalności, są sprzeczne z podstawowymi zasadami Traktatu o funkcjonowaniu UE, a mianowicie ze swobodą przepływu towarów i usług oraz z zasadą swobody prowadzenia przedsiębiorczości – mówi prof. Elżbieta Traple z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Zakaz reklamy aptek narusza również prawo pacjenta do informacji, bo tak szerokie jego traktowanie powoduje, że każdy komunikat jest traktowany jako reklama, wobec tego przedsiębiorca nie może komunikować podstawowych informacji, które są równocześnie korzystne dla pacjenta.

Omawiany zakaz organy nadzorcze nad aptekami interpretują w sposób rozszerzający, co w praktyce powoduje, że obejmuje on praktycznie każde działanie apteki stanowiące ułatwienie dla pacjenta. Na skutek zakazu reklamy aptek tracą pacjenci, ponieważ zawieszono programy propacjenckie, dzięki którym mogli oni płacić mniej za leki.

2 mld euro na walkę z wykluczeniem cyfrowym. W połowie listopada znane będą szczegóły programu Polska Cyfrowa

CEO Magazyn Polska

Ostateczny kształt strategii Polska Cyfrowa na lata 2014-2020 powinniśmy poznać w połowie listopada – zapowiada Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji. Trwające w tej chwili konsultacje społeczne zakończą się w środę, 6 listopada. W ramach programu do wydania będzie prawie 2 mld euro na walkę z wykluczeniem cyfrowym. Środki te mają m.in. poprawić dostęp do infrastruktury teleinformatycznej oraz wspomóc rozbudowę e-administracji.

Konsultacje społeczne w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa trwają od ponad miesiąca. Szansę zgłaszania uwag do projektu mieli, i wciąż mają wszyscy zainteresowani. Dziś w siedzibie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego  odbędzie się konferencja konsultacyjna programu.

 – Jest dużo uwag, ale też olbrzymie wsparcie dla tego projektu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes szef resortu administracji i cyfryzacji, który liczy na to, że do połowy miesiąca uda się stworzyć ostateczny kształt programu.

Program ma być oparty o trzy podstawowe elementy. Pierwszy to poprawa dostępu do infrastruktury teleinformatycznej. Chodzi o budowę sieci szerokopasmowych, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. białych plam.

Drugi z filarów programu to rozwój e-administracji. Użytkownicy mają mieć łatwy i przyjazny dostęp do usług publicznych, świadczonych drogą elektroniczną. Resort liczy, że w ten sposób będą oni chętniej niż dotąd korzystali z sieci globalnej.

Trzeci z fundamentów to walka z wykluczeniem cyfrowym i rozwój tzw. centrów aktywności cyfrowej.

 – Chodzi o to, żebyśmy szeroko, w całym społeczeństwie budowali nasze umiejętności – mówi Boni. – Nastawiamy się też na takich superliderów, mających talenty programistyczne, żeby im dodawać jeszcze tych umiejętności i zachęcać, by ze swoimi projektami zostawali tutaj, w kraju.

Program Operacyjny Polska Cyfrowa ma być realizowany w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej na latach 2014-2020. Jego wartość przekracza 1,9 mld euro. Najwięcej środków, ok. 880 mln euro, przeznaczonych będzie na stworzenie dostępu do szerokopasmowego internetu i e-administrację.

S. Kalemba: nowe unijne programy dla rolników ruszą najwcześniej w 2015 roku

CEO Magazyn Polska

Rozmowy na temat podziału nowego unijnego budżetu na lata 2014-2020 przedłużają się, co oznacza, że nowe dotacje na inwestycje dla rolników ruszą dopiero za dwa lata. Minister rolnictwa spodziewa się z tego powodu pewnego zahamowania w działaniach inwestycyjnych w rolnictwie. Zapewnia jednocześnie, że w kolejnych miesiącach rolnicy będą mieli do wykorzystania jeszcze środki z obecnej perspektywy.

 Są jeszcze środki na mikroprzedsiębiorstwa, natomiast one cieszą się średnim zainteresowaniem, więc będziemy rozmawiali 4 listopada z komisarzem ds. rolnictwa Dacianem Ciolosem w Brukseli, żeby je przesunąć m.in. na podstawowe usługi dla ludności, na infrastrukturę wsi – mówi Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi. – Środki z obecnej perspektywy będą wykorzystane. Nie ma najmniejszych zagrożeń. A skoro są gdzieś jeszcze rezerwy, to staramy się przenieść je na te działania, które są bardzo oczekiwane.

Planowanie działań w nowej perspektywie na lata 2014-2020 utrudnia brak decyzji na szczeblu unijnym co do podziału środków. Przedłużające się rozmowy w instytucjach unijnych mogą oznaczać, że nowych działań w przyszłym roku nie będzie.

 – Najpierw musi  zapaść decyzja Parlamentu Europejskiego co do programów inwestycyjnych. Być może nastąpi to w listopadzie – mówi Kalemba. Żeby rolnicze programy zostały zatwierdzone, muszą powstać akredytacje, systemy informatyczne na nową perspektywę, co nastąpi nie wcześniej niż w 2015 roku – przewiduje minister w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jednocześnie zapewnia, że w resorcie trwają przygotowania do poszczególnych działań w nowej perspektywie na lata 2014-2020. 

 – Przygotowaliśmy założenia do Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Trwają prace grup roboczych, zespołów, konsultacje z poszczególnymi branżami. To są setki uwag różnych organizacji rolników – mówi Kalemba. 

Zapowiada, że są spore szanse na to, aby było więcej pieniędzy w ramach tzw. pierwszego filaru, czyli płatności bezpośrednich i na rozwój obszarów wiejskich, wraz z zadaniami w zakresie infrastruktury wsi. 

 – Będą też działania istotne dla rolników: modernizacja gospodarstw, programy dla młodych rolników, programy rolno-środowiskowe. Nowe działanie, które przewidujemy, to będą inwestycje w małe gospodarstwa rolne – bo ten potencjał jeszcze nie jest w Polsce w pełni wykorzystany, także na przetwórstwo, bo przecież to ten sektor decyduje o świetnej pozycji naszego rolnictwa – uważa Stanisław Kalemba.

To oznacza, że w nowej unijnej perspektywie rolnicy będą mogli korzystać w dużej mierze z podobnych programów jak w dotychczasowej „siedmiolatce”. 

 – Duża kwota, około 2,5 miliarda euro zostanie przeznaczona dla gospodarstw w szczególnych warunkach, tzw. ONW, z których korzysta około 55 proc. rolników. Podstawowe działania ONW będą realizowane systematycznie, nie będzie żadnych przerw. Natomiast w działaniach inwestycyjnych faktycznie pewne zahamowanie będzie – przyznaje Stanisław Kalemba.

Pogram Rozwoju Obszarów Wiejskich ma wspierać tworzenie wspólnego, unijnego rynku rolnego, przyspieszyć modernizację obszarów wiejskich. Nowa perspektywa na lata 2014-2020 będzie ukierunkowana głównie na wzrost konkurencyjności rolnictwa. Zgodnie ze wstępnymi ustaleniami Polska w ramach polityki rolnej ma otrzymać 28,5 mld euro.

W ramach mijającego PROW na lata 2007-2013 Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (zajmująca się głównie przekazywaniem tych unijnych pieniędzy) do połowy września tego roku przelała na konta bankowe polskich rolników blisko 49 mld złotych.

E. Kłossowski: NIK ma rację krytykując naliczanie kar w systemie viaTOLL. To państwo odpowiada za taki stan rzeczy

CEO Magazyn Polska

Najwyższa Izba Kontroli skrytykowała sposób naliczania kar, kwalifikacje i bezpieczeństwo bramownic oraz brak meteorologicznej kontroli całego układu pomiarowego sieci elektronicznego poboru opłat viaTOLL.  Ekspert podkreśla jednak, że za najistotniejsze błędy odpowiada nie wykonawca, lecz państwo i niejasne prawo. 

 – To państwo narzuciło takie warunki gry. Mówimy o bardzo kontrowersyjnych zagadnieniach, które powinny były być rozstrzygnięte przez ustawodawcę – przekonuje adwokat i publicysta Eryk Kłossowski. – Nie zostały i ma to swoje konsekwencje.

NIK uznał, że bramownice, czyli konstrukcje, na których znajdują się czujniki systemu viaTOLL, zostały nieprawidłowo uznane za urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego. Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego, mimo uwag NIK, podtrzymuje swoją decyzję i wskazuje, że kwalifikacja bramownic viaTOLL jest prawidłowa. NIK zauważył też, że mankamentem systemu jest brak meteorologicznej kontroli całego układu pomiarowego. Tymczasem Główny Urząd Miar wielokrotnie wypowiadał się w tej kwestii podając, że system nie może zostać uznany za przyrząd pomiarowy w rozumieniu ustawy z Prawo o miarach, a w szczególności nie może być uznany za przyrząd pomiarowy podlegający prawnej kontroli metrologicznej.

Ministerstwo Transportu nie zgadza się również z najcięższym z zarzutów kwestionujących bezpieczeństwo wybranych bramownic. W komunikacie podało, że w trakcie kontroli MTBiGM kontrolerom Najwyższej Izby Kontroli przedstawiało dokumenty i wyjaśnienia, które nie dają podstaw do formułowania zarzutu nieprawidłowości. Informacje te potwierdza także operator systemu.

 – Zbudowana w Polsce infrastruktura przydrożna systemu viaTOLL spełnia wszystkie wymogi bezpieczeństwa, a użyte do jej budowy materiały są zgodne zarówno z polskimi, jak i europejskimi normami, co zostało potwierdzone przez niezależne ośrodki badawcze. Potwierdzają to także certyfikaty, odbiory, dodatkowe ekspertyzy, a także jednoznaczna opinia Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego – mówi Krzysztof Gorzkowski z Kapsch Telematic Services.

Pozytywnie o systemie wypowiedział się także Minister Sławomir Nowak.

 – System viaTOLL jest skuteczny i potrzebny. Uważam, że jest bardzo dobry i będziemy rozwijać go dalej, bo skądś trzeba brać pieniądze na budowę nowych dróg – powiedział Nowak.

Eryk Kłossowski przyznaje jednocześnie, że NIK ma rację krytykując sposób naliczania kar dla kierowców za nieuiszczenie opłaty w systemie viaTOLL. Obecnie odbywa się to proporcjonalnie do liczby mijanych bramownic, co powoduje wysokie kumulacje kar za jedno przewinienie. W parlamencie trwają już prace nad zmianą tego sposobu karania.

 – System kar nakładanych na kierowców za nieuiszczenie opłat elektronicznych całkowicie nie przystaje do tradycji prawno-karnej w naszym kręgu kulturowym – przekonuje Kłossowski. – Nie można kar nakładać w drodze decyzji administracyjnej, nie można nakładać za coś innego niż czyn człowieka, nie można ich nakładać całkowicie abstrahując od winy.

W Polsce są 2,2 mln dłużników. Ich liczba wciąż rośnie

CEO Magazyn Polska

W Polsce systematycznie przybywa dłużników, choć ich liczba rośnie coraz wolniej – wynika z kwartalnych badań Rejestru dłużników ERIF. To efekt osłabienia w gospodarce, które spowodowało zastopowanie akcji kredytowej i większą ostrożność konsumentów w zadłużaniu się. Przy rosnącej liczbie dłużników coraz częściej firmy windykacyjne przyjmują wobec nich strategię ugodową.  

Polacy znacznie chętniej zadłużają się niż oszczędzają na planowane wydatki – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. Zobowiązania gospodarstw domowych o ponad 20 mld zł przekraczają zgromadzone przez nie oszczędności.

 – Z kwartału na kwartał ta baza stale rośnie. Na koniec ostatniego kwartału zarejestrowaliśmy blisko 1,6 mln zadłużonych osób i firm, z czego gros w naszej bazie stanowią zadłużone osoby prywatne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes Rejestru Dłużników ERIF BIG SA. – Mamy w tej chwili ponad 9 mld zł aktualnego zadłużenia osób prywatnych i – w mniejszości – firm.

Wśród wierzycieli znajdują się m.in. banki, firmy pożyczkowe, czy firmy telekomunikacyjne. Kiedy podmioty te wyczerpią już wszelkie sposoby na odzyskanie długów, zazwyczaj sięgają po usługi firm zarządzających wierzytelnościami.

Na różnych listach nierzetelnych dłużników znajduje się ok. 2,2 mln osób. Pozytywnym zjawiskiem natomiast jest fakt, że choć dłużników przybywa, tempo ich przyrostu nie zwiększa się.

 – Obserwując tendencje ostatnich kwartałów zauważamy, że wzrosty bazy się wypłaszczają. Może to oznaczać, że w sytuacji spowolnienia gospodarczego, które mamy, aż tak agresywnie dłużników w Polsce nie przybywa – wyjaśnia Edyta Szymczak.

Jedną z przyczyn jest zahamowanie akcji kredytowej, z którym mieliśmy do czynienia w poprzednich kwartałach. Prezes Rejestru Dłużników ERIF zwraca uwagę, że Polacy również coraz ostrożniej podchodzą do tematu zadłużania się. Niepewność gospodarcza przekłada się również na weryfikację ich osobistych planów i skromniejszy apetyt na ryzyko.

 – W sytuacji spowolnienia gospodarczego, kiedy mamy trudności z finansowaniem swoich bieżących zobowiązań, kiedy nasze domowe budżety zostają uszczuplone, bardziej restrykcyjnie podchodzimy do zaciąganych zobowiązań. W związku z tym nie popadamy w stany zadłużenia – podkreśla Edyta Szymczak.

Spora część dłużników spłaca dziś zalegle długi, czyli np. kredyty zaciągnięte jeszcze w okresie sprzed spowolnienia gospodarczego. Jednak, zdaniem prezes Rejestru Dłużników ERIF, na przestrzeni ostatnich lat zmienił się profil zadłużonej osoby.

 – Kiedyś dużo było zaciąganych zobowiązań już na samym początku z myślą, że te długi nie zostaną spłacone, zarówno w sektorze bankowym, jak i pozabankowym – potwierdza Edyta Szymczak. 

Jak podkreśliła prezes Rejestru Dłużników ERIF, teraz długi coraz częściej mogą przydarzyć się każdemu z przyczyn losowych, takich jak na przykład utrata pracy, czy problemy rodzinne.

Zgodnie z przepisami, minimalną kwotą niespłaconego zadłużenia, jaka uprawnia do wpisania długu konsumenta do Biura Informacji Gospodarczej, jest 200 zł. Najprostszym sposobem, by zniknąć z rejestru dłużników, jest uregulowanie długu. Jak podkreśla Edyta Szymczak, najważniejsze jest, by nie unikać kontaktu z wierzycielami oraz firmami obsługującymi zadłużenie. Dialog i wyjaśnienie sytuacji, w której znalazł się dłużnik, może pomóc w jej rozwiązaniu, m.in. poprzez  ustalenie indywidualnego harmonogramu późniejszych spłat. Strategia ugodowa jest coraz częstszą praktyką stosowaną przez firmy zarządzające wierzytelnościami.

 – Zupełnie inaczej podchodzi się w takich sytuacjach – z perspektywy wierzyciela lub firmy windykacyjnej – do egzekucji takiego zobowiązania – podkreśla prezes Edyta Szymczak.

W przypadku firmowych dłużników najczęstszą przyczyną ich zadłużenia są zatory płatnicze. Powstają one wskutek braku lub opóźnień w wyegzekwowaniu własnych nalezności. Wówczas same nie płacą swoich zobowiązań na czas – zalegają z płatnościami za faktury, bądź za inne opłaty związane z prowadzeniem bieżącej działalności gospodarczej. Dlatego warto dbac o płynność finansową, m.in. weryfikując swoich kontrahentów w biurach informacji gospodarczej.

Zbliża się ożywienie gospodarcze. Złoty zanotuje wzrosty.

CEO Magazyn Polska

Dzięki niskim stopom procentowym w przyszłym roku będzie rosła konsumpcja i inwestycje, co doprowadzi do wyraźnego ożywienia gospodarczego. Zgodnie z prognozami rządu wzrost gospodarczy w 2014 roku ma wynieść 2,5 proc. Prognozy niektórych ekonomistów są jeszcze bardziej optymistyczne. Dodatkowo sytuacja na rynku walutowym może przyczynić się do umocnienia złotego.

 – Przewiduje się, że wzrost gospodarczy na poziomie 2,5 proc. w 2014 roku to realna perspektywa, a niektórzy twierdzą, że możliwy jest wzrost 3-procentowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Lipka, analityk w firmie Cinkciarz.pl.

Jego zdaniem, do wzrostu gospodarczego przyczyni się polityka taniego pieniądza stosowana przez Radę Polityki Pieniężnej.

 – RPP planuje podtrzymywać stopy procentowe na niezmienionym poziomie przynajmniej do II-III kwartału 2014 roku. To także powinno sprzyjać popytowi inwestycyjnemu i konsumpcyjnemu – twierdzi ekspert Cinkciarz.pl.

Tani pieniądz też w USA i UE

Politykę taniego pieniądza zamierza kontynuować amerykański Fed. Przyczyniają się do tego m.in. negatywne dane z rynku pracy – zatrudnienie w sektorze prywatnym w październiku było najniższe od kwietnia. W ramach tzw. Quantitative easing, czyli programu pomocowego dla gospodarki, bank centralny Stanów Zjednoczonych skupuje co miesiąc obligacje o wartości 85 mld dolarów, wprowadzając tym samym nowy pieniądz na rynek. Gorsze dane z amerykańskiego rynku pracy sprawiły, że oczekiwane zakończenie tzw. luzowania ilościowego przesunęło się na marzec przyszłego roku.

 – To będzie powodować cały czas presję spadkową na dolara amerykańskiego – mówi Lipka. – Skłoni to też Europejski Bank Centralny do utrzymania luźnej polityki monetarnej. EBC niekoniecznie obniży jeszcze stopy procentowe, jednak zapewne zakomunikuje rynkowi, że pozostaną one przynajmniej na niezmienionym niskim poziomie.

Obecnie główna stopa procentowa Europejskiego Banku Centralnego wynosi 0,5 proc. – jest więc realnie ujemna, gdy weźmiemy pod uwagę inflację.
Chociaż – zgodnie z zapowiedziami RPP – również stopy procentowe w Polsce pozostaną na rekordowo niskim poziomie, złoty nie osłabi się względem euro i dolara. Liberalna polityka monetarna USA i UE może doprowadzić do umocnienia się polskiej waluty. 

 – Tani kapitał na rynku lubi lokować się w miejscu, gdzie ma szanse uzyskać wyższe odsetki i wyższe oprocentowanie – zauważa analityk Cinkciarz.pl. – Będzie napływał na krajowy rynek walutowy czy na krajowy rynek instrumentów dłużnych.

Biedronka ma najlepszy wizerunek marki wśród sieci handlowych. Pomogły reklamy z celebrytami i dobry PR

CEO Magazyn Polska

Jak wynika z badania Top Marka przeprowadzonego przez miesięcznik Press, najlepszy wizerunek marki wśród sieci handlowych ma Biedronka. Dobry wizerunek JMP (właściciela sieci Biedronka) wzmocnił udział celebrytów w kampaniach reklamowych, a także sponsoring i kampanie społeczne.

 – Pierwsze miejsce dla Biedronki to nie jest kwestia przypadku. Wystarczy popatrzeć na rankingi z ostatnich lat, które pokazują, że Biedronka deptała Tesco po piętach. Była trzy razy z rzędu na drugiej pozycji, a co warto podkreślić, jeszcze pięć lat temu zaczynała od ostatniego miejsca. Teraz ten wynik to na pewno dzieło, z jednej strony, dobrej komunikacji z mediami i skutecznych działań PR, ale też samych pracowników i zarządu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Sokół, były dziennikarz TVN i ekspert medialny, a obecnie współwłaściciel Kancelarii PR.

W rankingu Top Marka Biedronka zajęła pierwsze miejsce z łączną oceną 88 punktów. Drugie miejsce zajęło Tesco, ubiegłoroczny lider, z 70 punktami, a na kolejnych lokatach znalazły się Auchan, Carrefour oraz Lidl. Dystans ostatnich dwóch marek do podium zwiększył się w porównaniu do zeszłego roku.

Analiza objęła okres od lipca 2012 r. do czerwca 2013 r. Działalność medialna była oceniania przez specjalistów, a analizie poddano publikacje z ponad tysiąca tytułów prasowych zarówno o zasięgu ogólnopolskim, jak i regionalnym. Analiza objęła m.in. dzienniki i tygodniki opinii, tytuły ekonomiczne, specjalistyczne (branżowe) i magazyny lifestylowe. W tegorocznej edycji badania Top Marka przeanalizowano ponad 320 tys. publikacji, z czego do ostatecznego badania trafiło prawie 230 tys. materiałów prasowych.

W tym czasie ukazało się niemal 4,5 tysiąca publikacji dotyczących Biedronki. Ponad 31 proc. z nich miało wydźwięk pozytywny. Drugie w rankingu Tesco było wspomniane w 3,8 tys. publikacji, ale pozytywny wydźwięk miało niecałe 29 proc. z nich.

 – Co ciekawe, w przypadku Biedronki o 25 proc. wzrosła globalna liczba publikacji medialnych, a znacząco zmalała liczba publikacji negatywnych do 4,5 proc. Kilka lat temu było to 10 proc. – informuje Sokół.

Dodaje jednak, że strategie promocji i reklamy wszystkich sieci są dość podobne. Polegają w dużej mierze na angażowaniu znanych kucharzy, aktorów lub celebrytów do współpracy i kampanii reklamowych.

 – Korzystają z tego klienci, bo wszyscy teraz zwracają uwagę na to, co Pascal Brodnicki i Okrasa podają, np. jakie najlepsze dania można zrobić za kilkanaście złotych. Robert Makłowicz także radzi, co kupować w niektórych sklepach. Podobnie Daniel Olbrychski  ta kampania sprzed kilku miesięcy była dla niektórych nieco kontrowersyjna, bo aktor kojarzył nam się z rolami romantyków, a tu nagle reklamuje jabłka z Biedronki, ale dla samej sieci okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo ludzie oglądali te reklamy, kojarząc aktora z promocją polskiej żywności i produktami z Biedronki – tłumaczy Sokół.

Na wizerunek marek i częstotliwość publikacji wpływały też inne działania sieci. Echem odbił się np. sponsoring reprezentacji Polski, wspólna sprzedaż płyt z kołysankami razem z jednym z tabloidów, a w przypadku innych sieci kredyty udzielane we współpracy z bankiem czy program lojalnościowy na stacjach benzynowych, umożliwiający tańsze tankowanie dla klientów tej sieci.

Sokół przewiduje, że w tym roku sieci handlowe będą również dysponowały podobnie wysokimi budżetami na promocję, więc mogą wdrażać innowacyjne pomysły. Ocenia, że rywalizacja o pierwsze miejsce w rankingu wizerunku będzie bardzo zaciekła.

 – Nie chcę podpowiadać, co trzeba zrobić, ale myślę, że droga jest dobra. Na pewno polega to też na tym, żeby utrzymywać podobny poziom zadań i podobny poziom obsługi. Ta walka jest tak wyrównana, że trudno będzie marzyć o tym, żeby pozostała czwórka czy trójka sieci handlowych została daleko w tyle, ale na razie w tej rywalizacji najlepsza jest Biedronka – podsumowuje Sokół.

Na polski rynek utylizacji odpadów zwierzęcych wchodzi duży amerykański inwestor

CEO Magazyn Polska

Na polski rynek utylizacji odpadów zwierzęcych wchodzi duży, amerykański inwestor, który na razie chciałby zachować anonimowość. Będzie poważną konkurencją dla firm niemieckich poprzez zakup firmy matki w Holandii, a także dla drobnych zakładów poprzez zwiększenie wymagań w reżimach technologicznych, które są konieczne do spełnienia norm unijnych.

 – Rynek utylizacji odpadów zwierzęcych mocno się zmieni. Weszli Amerykanie z dużym kapitałem, przejmując dwie holenderskie firmy. Również kapitał chiński wszedł do dwóch głównych zakładów mięsnych. W ciągu 2-3 lat zaobserwujemy, jaki wpływ to wywrze na rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Jerzy Byczyński, specjalista branży utylizacyjnej.

Jednocześnie Polish Rendering Company z kanadyjskim kapitałem, właściciel Zakładu Przetwórstwa Pozostałości Pochodzenia Zwierzęcego w Pszczonowie (ZPPPZ) to nowoczesny zakład, mający utylizować odpady zwierzęce ściśle z normami unijnymi. Pierwsza z czterech linii produkcyjnych ruszy jeszcze w listopadzie.

 – Polish Rendering Company przejmie dużą część przerobu krwi i pszczonowski zakład będzie wzorcowym przykładem w centralnej Europie. Sądzę, że będzie można powiedzieć, że bezpieczeństwo sanitarne kraju w dużym stopniu zostanie zabezpieczone –  uważa dr Jerzy Byczyński.

Wartość tej inwestycji ma sięgać 80 mln zł i docelowo mają powstać cztery linie produkcyjne.

 – Mączka z krwi jest wysokobiałkowym produktem, używanym jako komponent do pasz, mieszanek do karm dla psów, kotów i karmieniu ryb. Jest eksportowany do Tajlandii, Chin, które są bardzo chłonnymi rynkami – informuje dr Jerzy Byczyński. – Zakład w Pszczonowie będzie eksportował około 300 ton krwi sypkiej miesięcznie.

Dodaje, że sytuacja na polskim rynku utylizacji jest trudna, ale stabilna.

 – Mamy około 40 małych zakładów, ale nie wszystkie spełniają wysokie wymagania. Są w trudnej sytuacji, bo aby spełnić te normy, potrzebne są kosztowne inwestycje, a dostęp do kredytów jest trudny – mówi ekspert. – Oprócz tego mamy, a to się od 10 lat nie zmieniło, trzy duże grupy, z czego wejście Amerykanów w tym roku jest dużą zmianą.

Amerykański inwestor może doprowadzić do przeobrażeń na rynku.

 – Zobaczymy, jakie będą reperkusje tego na rynku żywnościowym. Jest to szansa dla rynku utylizacji, technologie amerykańskie wniosą pewną nową wartość i nowy poziom – uważa dr Jerzy Byczyński. – Myślę, że przynajmniej jeszcze 1-2 zakłady w Polsce będą zwiększać inwestycje w utylizację oraz najprawdopodobniej będą inwestować w zakłady mięsne, aby zamknąć cykl produkcyjny.

Zgodnie z unijną dyrektywą o odpadach, aby móc zbywać produkty pochodzenia zwierzęcego, należy stworzyć szczelny system nadzoru weterynaryjnego nad procesem powstawania i niszczenia tych odpadów. Koszty dostosowania tego sektora do nowych standardów i zmodernizowania go, to według rządowych szacunków, ok. 370 mln zł.

Pszczonowski zakład został nagrodzony przez redakcję „Home&Market” za nowoczesne i bezpieczne rozwiązania, przy których zastosowano najnowsze technologie.

Gaz ziemny do celów opałowych objęty akcyzą. Gospodarstwa domowe są z niej jednak zwolnione

CEO Magazyn Polska

1 listopada br. weszła w życie większość znowelizowanych przepisów ustawy o podatku akcyzowym. Nowelizacja ta dostosowuje polskie przepisy do wymogów prawa UE, bo 31 października upłynął okres przejściowy na opodatkowanie akcyzą gazu ziemnego przeznaczonego do celów opałowych. Zmienione przepisy przewidują wiele zwolnień od obowiązku płacenia akcyzy za gaz ziemny do celów opałowych, m.in. dla gospodarstw domowych.

 – Nowelizacja ustawy o podatku akcyzowym objęła wszystkie  podmioty, które mają jakikolwiek związek z gazem ziemnym i wszystkimi gazami podobnymi do gazu ziemnego, czyli zarówno te, które sprzedają gaz ziemny, jak i te, które go zużywają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Cabaj, doradca podatkowy z Kancelarii DLA Piper Wiater. 

Zgodnie ze znowelizowaną 27 września br. przez Sejm ustawą o podatku akcyzowym, w przypadku wyrobów gazowych, opodatkowaniu akcyzą podlega wewnątrzwspólnotowe nabycie oraz import wyrobów gazowych przez finalnego nabywcę gazowego, sprzedaż wyrobów gazowych finalnemu nabywcy gazowemu, a także użycie wyrobów gazowych przez pośredniczący podmiot gazowy (którym jest podmiot mający siedzibę lub miejsce zamieszkania na terytorium kraju lub posiadający koncesję na obrót gazem ziemnym na terytorium kraju). Użycie wyrobów gazowych przez końcowego nabywcę podlega opodatkowaniu akcyzą w ściśle określonych sytuacjach. Zmienione przepisy wprowadzają też zasadę jednokrotnego opodatkowania wyrobów gazowych oraz ustanawiają katalog zwolnień od opodatkowania akcyzą gazu ziemnego wykorzystywanego do celów opałowych.

 – Zwolnienia z opodatkowania dotyczą np. gospodarstw domowych, dużego przemysłu, czyli np. rafinerii, tzw. zakładów energochłonnych, czyli zakładów, których udział kosztów zakupu gazu ziemnego wynosi co najmniej 5 proc. wartości sprzedanej produkcji, jak i zakładów chemicznych, które są największymi odbiorcami gazu ziemnego w Polsce – wyjaśnia ekspertka.

Zmieniona ustawa o podatku akcyzowym zwalnia z opodatkowania akcyzą wyroby gazowe w razie wykorzystywania tego gazu między innymi do przewozu towarów i pasażerów koleją lub też przez organy administracji publicznej czy żłobki. 

 – Pomimo tego, że od 1 listopada br. obowiązuje akcyza na gaz ziemny, to ciężar tego podatku poniosą tylko nieliczne podmioty, które nie będą miały możliwości skorzystania ze zwolnień. Chodzi tu np. o przedsiębiorstwa, które zużywają gaz ziemny do celów opałowych. Trzeba będzie zapłacić akcyzę, jeżeli w lokalu jest prowadzona tylko działalność gospodarcza, np. fryzjer i nie ma tam gospodarstwa domowego, a gaz jest używany – podkreśla Dominika Cabaj.

Podatek  akcyzowy będą musieli zapłacić też użytkownicy gazu ziemnego wykorzystywanego do napędu pojazdów. Nowelizacja wprowadza wyższą akcyzę na ten produkt.

 – Stawka jest określona jako 11,04 zł za gigadżul, czyli 34 gr od 1 m sześc. Pojazdów zasilanych CNG w Polsce jest bardzo mało. Głównie jeżdżą na tym przedsiębiorstwa miejskie, transport publiczny, ewentualnie korporacje taksówkowe – podsumowuje ekspertka.

ENEA S.A. wyróżniona za raportowanie pozafinansowe

ENEA S.A. po raz kolejny znalazła się w gronie najlepszych w swojej branży, zdefiniowanej w badaniu jako spółki z sektora użyteczności publicznej. Tak wysoka ocena związana jest z realizacją działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Grupa ENEA rozumie je jako sposób zarządzania, który uwzględnia oczekiwania otoczenia, pozwala na racjonalne zarządzanie zasobami oraz trwale zwiększa wartość firmy w perspektywie zrównoważonego rozwoju.

– Cieszy nas, że już drugi raz znaleźliśmy się w tym elitarnym gronie 30 najlepszych spółek. Jako grupa energetyczna, chcemy nie tylko ponosić pełną odpowiedzialność za skutki naszych działań, ale także wnosić wkład w rozwój otoczenia. Stąd nasze zaangażowanie w życie małych i dużych społeczności oraz wsparcie dla inicjatyw sportowych, kulturalnych, edukacyjnych i działalność charytatywna – powiedziała Olga Fasiecka, Dyrektor Departamentu Komunikacji Korporacyjnej ENEA S.A.

Badanie „Analiza ESG spółek w Polsce” obejmowało spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (w tym rynek NewConnect) – w sumie 865 spółek giełdowych. Zastosowana metoda GES Risk Rating bazuje na międzynarodowych normach dotyczących zrównoważonego rozwoju (m.in. Global Compact, Wytyczne OECD dla przedsiębiorstw wielonarodowych, konwencje Międzynarodowej Organizacji Pracy, ISO 14001, SA8000), korupcji (FCPA) oraz bezpieczeństwa i higieny pracy (OHSAS 18001) w połączeniu z Zasadami Odpowiedzialnego Inwestowania. Więcej informacji o metodologii jest dostępnych na stronie internetowej Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Komentarz dzienny, 31 października 2013

Na wczorajszym posiedzeniu Fed nie zmienił parametrów polityki pieniężnej (zerowe stopy procentowe, miesięczne zakupy papierów dłużnych w skali 85 mld USD, powiązanie ekspansywnej polityki monetarnej z 6,5% stopą bezrobocia). Wbrew oczekiwaniom inwestorów Fed nie złagodził jednak komunikatu. Ocena stanu koniunktury pozostała w komunikacie niezmieniona wobec poprzedniego posiedzenia (dodano jednak ryzyko słabszego ożywienia w sektorze nieruchomości). Nie wymieniono też dalszych ryzyk dla wzrostu gospodarczego, związanych z zacieśnieniem warunków finansowych (w domyśle: ze wzrostem rynkowych stóp procentowych). Fed zatem obecny poziom stóp rynkowych uważa za spójny ze stanem gospodarki. W komunikacie podkreślono jednak ponownie negatywny wpływ polityki fiskalnej na ożywienie w USA (czynnik, który mógł przeważyć szalę za kontynuacją QE w niezmienionej formie na wrześniowym posiedzeniu).

Kapsch: Bramownice są bezpieczne. NIK nie uwzględnił wyników ostatnich inspekcji

CEO Magazyn Polska

Bramownice nie są niebezpieczne dla kierowców – zapewnia szef Kapsch Telematic Services, operatora systemu viaTOLL. Podkreśla, że oskarżenia Najwyższej Izby Kontroli są krzywdzące, ponieważ nie uwzględniły dokumentacji, przekazanej po ubiegłorocznych kontrolach bramownic i materiałów, z których zostały one wykonane. Informacje te potwierdza również Główny Urząd Nadzoru Budowlanego.

 – Nikt, również raport NIK-u nie wskazał konkretnej bramownicy, w której istnieje zagrożenie dla użytkowników. Ogólny zarzut, postawiony na podstawie niepełnych dokumentów niemieckich, jest dla nas krzywdzący, zwłaszcza że dochowaliśmy pełnej staranności i w pełni udokumentowaliśmy prawie rok temu proces produkcyjny, który wykazał, że zagrożeń takich nie ma – wyjaśnia Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services.

W opublikowanym we wtorek raporcie NIK zarzuca, że ok. 100 bramownic na drogach województw śląskiego i małopolskiego oraz na odcinku autostrady A2 zostało wykonanych z materiałów niespełniających norm i wprowadzonych do obrotu na podstawie sfałszowanych świadectw odbioru (według informacji Niemieckiego Instytutu Techniki Budowlanej). Zdaniem inspektorów NIK, mogło to stworzyć ryzyko dla życia, zdrowia i mienia uczestników ruchu drogowego.

 – W żadnym wypadku bramownice nie są niebezpieczne. Technologia produkcji, bardzo szczegółowe inspekcje, jak również dodatkowe badania, które zleciliśmy w listopadzie ub.r., potwierdzają w pełni zgodność materiałów ze standardami i  z normami. Nie tworzą one żadnego zagrożenia dla kierowców, mogę to z całą odpowiedzialnością stwierdzić – podkreśla Marek Cywiński w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Wyjaśnia, że dodatkowe badania zostały zlecone pod koniec ubiegłego roku po tym, jak pojawiło się podejrzenie, że na terenie Niemiec mogło dojść do sfałszowania certyfikatów jakościowych dla kształtowników zamkniętych, wykorzystanych przy stawianiu części bramownic. Przeprowadzono wówczas weryfikację dokumentów importowych oraz badanie samych kształtowników, które nie wykazało jakichkolwiek odchyleń do obowiązujących norm (EN101210 i EN 10219).

 – W lutym br. przekazano pełną dokumentację, włącznie z wynikami badań, zamawiającemu, czyli GDDKiA oraz  Inspektoratowi Nadzoru Budowlanego. Ta dokumentacja była dostępna już na wiosnę tego roku, również Najwyższej Izbie Kontroli – dodaje Cywiński.

Jednak, zdaniem przedstawicieli Kapscha, inspektorzy NIK oparli się wyłącznie na doniesieniach niemieckiego instytutu. Spółka podkreśla, że od 2011 roku, kiedy viaTOLL zaczął powstawać, przeprowadzono szereg kontroli, również ze strony Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, które nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

 – Proces produkcji bramownicy, która jest stosunkowo łatwym elementem, podlega ścisłym rygorom, bardzo precyzyjnym odbiorom. Dokumentacja jednej bramownicy to teczka zawierająca kilkaset stron. Wszystkie działania na bramownicy zostały potwierdzone przez pracowników nadzoru, w związku z tym na żadnym etapie produkcji nie istniało ryzyko, że ta konstrukcja może zagrażać użytkownikom – podkreśla dyrektor Kapsch Telematic Services.

Ustawa o odpisie podatkowym na związki wyznaniowe w styczniu w Sejmie

0

CEO Magazyn Polska

W styczniu do parlamentu ma trafić projekt ustawy o odpisie podatkowym, która zmieni zasady finansowania związków wyznaniowych. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce, by nowe przepisy obowiązywały już od 1 stycznia 2015 r. Jeśli tak się stanie, każdy podatnik będzie mógł przeznaczyć 0,5 proc. swojego podatku za 2014 rok na wybrany kościół lub związek wyznaniowy.

 – To jest ustawa, więc wszystkie rozwiązania mamy gotowe, jesteśmy po konsultacjach. Żeby się zmieścić w terminie, czyli żeby ta ustawa została przyjęta do końca kwietnia, to do Bożego Narodzenia powinniśmy domknąć wszystkie prace legislacyjne, osiągnąć porozumienie, mieć podpisane wszystkie ustalenia i przekazać projekt do parlamentu, żeby od stycznia mógł nad nim pracować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji.

Zgodnie z proponowanymi przez resort zmianami odpis z podatku w wysokości 0,5 proc. zastąpi Fundusz Kościelny. Każdy podatnik będzie mógł według uznania przeznaczyć część swojego podatku na wybrany kościół lub związek wyznaniowy.

Wczoraj odbyło się spotkanie ministra Boniego z kardynałem Kazimierzem Nyczem, na którym obydwie strony potwierdziły osiągnięte porozumienie w sprawie zmian sposobu finansowania kościołów. W listopadzie podobne spotkania odbędą się z przedstawicielami innych związków wyznaniowych.

 – Spotkanie potwierdziło wolę obu stron, że realizujemy to porozumienie, czyli przejście z Funduszu Kościelnego na odpis w wysokości 0,5 proc. Ono było ostatnio kwestionowane przez media, niektórych biskupów, pojawiły się głosy, że to fiasko tego projektu. Kardynał Nycz i ja potwierdziliśmy wolę pracy – przekonuje Boni.

Minister dodaje, że jeśli uda się zmienić ustawę przed kwietniem 2014 r., czyli przed upływem terminu rozliczeń podatkowych, to nowe przepisy mogą wejść w życie już od początku 2015 r. Oznaczałoby to, że podatnicy będą mogli dokonać odpisu od podatku rok 2014.

 – Uważamy, że to jest potrzebne, żeby ten projekt dopiąć. To ważny projekt, który przenosi środek ciężkości w tej materii z relacji państwo – kościoły na swobodę decyzji obywateli. W nowoczesnym państwie to jest bardzo dobre rozwiązanie – ocenia minister administracji i cyfryzacji.

Trwa spór o łupki między resortami środowiska i skarbu państwa

CEO Magazyn Polska

Resorty skarbu państwa oraz środowiska do tej pory nie doszły do porozumienia co do ostatecznego kształtu ustawy dotyczącej poszukiwania i wydobywania gazu łupkowego. Spór, w którym jednej stronie chodzi o jak najwyższe wydobycie, a drugiej  o jak największe zyski, może zostać rozwiązany podczas dzisiejszego spotkania Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju, przekonuje, że prace nad nowelizacją Prawa geologicznego i górniczego, czyli regulacjami dotyczącymi gazu łupkowego, są zaawansowane.

 – Pozostał do rozstrzygnięcia jeden główny dylemat. Doszło do polaryzacji stanowisk między resortem środowiska a skarbu państwa. Na jednym biegunie jest kwestia, czy zmiany mają służyć zwiększeniu wydobycia gazu ziemnego w Polsce. Na drugim biegunie jest stanowisko reprezentowane przez ministra skarbu, który za cel stawia zysk osiągany z wydobywania węglowodorów. To być może z pozoru jest tożsame, ale co do zasad i co do celów jest kompletnie rozbieżne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak.

Tłumaczy, że minister środowiska chce, żeby inwestować lub reinwestować wszystkie środki w kolejne koncesje, aby maksymalnie zwiększyć wydobycie gazu w kraju. Natomiast zgodnie ze stanowiskiem ministra skarbu, w pierwszej kolejności należy zadbać o to, żeby przy poszukiwaniu, a następnie wydobywaniu węglowodorów, maksymalizować zysk.

 – W związku z tym cała gama instrumentów jednej i drugiej propozycji jest inna, zarówno co do sposobu alokacji środków, samego finansowania, jak i modelu biznesowego Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych. Tu jest poważna różnica, a więc Rada Ministrów będzie decydować między jasno zarysowanymi, skontrapunktowanymi dwoma stanowiskami – dodaje Piotr Woźniak. 

Początkowo resort środowiska miał przedstawić osobną ustawę dotyczącą poszukiwania i wydobycia węglowodorów, ostatecznie zdecydowano o nowelizacji ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz ośmiu innych ustaw (m.in. Prawa ochrony środowiska, Ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz ocenach oddziaływania na środowisko). Za pomocą tych regulacji do polskiego prawa zostaną wprowadzone unijne dyrektywy, a przepisy zostaną dostosowane do specyfiki procesu poszukiwania węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych.

PKP Cargo chce zwiększyć udziały w rynku przewozu paliw koleją. Nie wyklucza przejęć

0

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo  największy w Polsce i drugi w UE przewoźnik towarowy nie wyklucza rozwoju przez przejęcia zarówno na rynku zagranicznym, jak i krajowym. Spółka, która wczoraj zadebiutowała na GPW, chce m.in. zwiększyć swoje udziały w rynku przewozu paliw koleją. Teraz wynoszą one 20 proc.

 – Obecnie nie ma procesów formalnych, jeśli chodzi o transakcje sprzedaży Orlen KolTrans czy Lotos Kolej. Jednak jeśli takie procesy będą, to nie ukrywamy, że będziemy zainteresowani – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Boroń, prezes PKP Cargo SA. – Teraz posiadamy zaledwie 20-proc. udział w rynku przewozu paliw koleją, a więc daleko poniżej progu 40 proc. czy 60 proc., które mamy w większości innych segmentów rynku – dodaje.

Jego zdaniem, udział spółki w tym segmencie nie powinien być powodem do zablokowania potencjalnych przejęć przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Boroń podkreśla, że polski rynek przewozów jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w UE – działa na nim 55 podmiotów, krajowych i zagranicznych

Udany debiut

Wczorajszy debiut giełdowy spółki był największą w tym roku ofertą publiczną. W momencie otwarcia jedna akcja kosztowała 80,20 zł, a więc o 18 proc. więcej niż cena sprzedaży w ofercie publicznej. To wyższy wzrost niż pozostałych 16 spółek, które w tym roku zadebiutowały na warszawskim parkiecie. Na zamknięciu cena akcji PKP Cargo wzrosła do 81,16 zł.

 – Jest kilka przyczyn, dla których nasza spółka jest atrakcyjna dla inwestorów – mówi Boroń. – Po pierwsze, mamy zdrowe finanse, nie jesteśmy zadłużeni. Po drugie, jesteśmy barometrem gospodarczym, bo mamy bardzo dużą korelację naszych wyników z PKB, z aktywnością w przemyśle i w budownictwie. Jeśli będzie szybszy wzrost PKB, będzie więcej towarów do przewiezienia, więc wzrosną też nasze zyski.

Perspektywa zysków przyciągnęła inwestorów, tym bardziej, że prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego w przyszłym roku są optymistyczne.

 – W każdym miesiącu trzeciego kwartału przewieźliśmy więcej niż 10 mln ton ładunków. To jest dobry wynik. Także w tym miesiącu widzimy pozytywny trend – przekonuje prezes PKP Cargo.

Stopniowo poprawiać się będzie również kondycja infrastruktury kolejowej, co zwiększy efektywność przewozów, a więc i wyniki spółek kolejowych. Dziś średnia prędkość przewozów towarowych wynosi zaledwie 23 km/h.

 – To dziś jest problem wszystkich przewoźników na polskim rynku, będący efektem niskich nakładów inwestycyjnych na modernizację sieci kolejowych przez ostatnich 20 lat – mówi Boroń. – Jednak ograniczenia w prędkości pociągów wynikają właśnie z trwania modernizacji. Sytuacja powoli się poprawia – PKP PLK chce przywrócić średnią prędkość 50 km/h do 2020 roku.

Zapotrzebowanie polskich firm na technologie informatyczne jedno z największych na świecie

0

CEO Magazyn Polska

Polscy przedsiębiorcy coraz chętniej wykorzystują technologie informatyczne i narzędzia analityczne do usprawnienia działalności. W latach 90. najbardziej innowacyjne były sektory bankowy, ubezpieczeniowy i telekomunikacyjny, teraz informatyzacja postępuje we wszystkich branżach. Inwestycja w system analityczny może zwrócić się już po kilku miesiącach.

 – Wśród polskich przedsiębiorców obserwujemy w Polsce jeden z najwyższych wzrostów zapotrzebowania na technologie informatyczne spośród wszystkich krajów świata. Polski klient potrzebuje technologii informatycznej. W przeszłości mieliśmy trochę do nadgonienia, a dzisiaj jesteśmy w czołówce, jeśli chodzi o innowacje, o to, co z informatyki umiemy zastosować dla biznesu, dla rozwoju firm – zaznacza Alicja Wiecka, dyrektorka zarządzająca SAS Institute.

Według niej, już od początku transformacji gospodarczej polscy przedsiębiorcy chętnie inwestowali w nowoczesne technologie i informatyzowali swoją działalność. Na początku dotyczyło to głównie bankowości, ubezpieczeń oraz sektora telekomunikacyjnego, ale teraz w procesie biorą udział także inne branże.

Obecnie najbardziej zinformatyzowane branże to sektor energetyczny, handlu detalicznego, a także duże firmy z innych obszarów gospodarki. Do SAS Institute, który jest jedną z największych spółek z zakresu analityki i dostawcą oprogramowania informatycznego dla przedsiębiorców, zgłaszają się także firmy z zupełnie odmiennych sektorów.

 – Skontaktował się z nami jeden z producentów autobusów, który ma pomysł na to, jak zoptymalizować zapasy swoich części rozmieszczonych w całym kraju, żeby można było szybko usuwać awarie autobusów i do tego chce używać programu informatycznego. Chce w ten sposób analizować, ile ma  przechowywać towaru, który będzie użyteczny jako części zapasowe do bieżącej obsługi w ramach umów gwarancyjnych, które ma ze swoimi odbiorcami – wyjaśnia Alicja Wiecka w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że inwestycja w tzw. informację zarządczą bardzo szybko się zwraca. Nawet przedsiębiorcy o niewielkim budżecie i ograniczonych planach inwestycyjnych mogą w ten sposób zaoszczędzić lub zwiększyć swoje przychody.

 – Mamy klientów, którzy mówią, że w ciągu czterech miesięcy zwrócił im się całkowity koszt wykonania tego systemu, a następne miesiące już pracują na jego przychody, na optymalizację i większą efektywność jego działalności – zapewnia Wiecka.

Dodaje, że największym wyzwaniem dla przedsiębiorców jest nie technologia, lecz znalezienie odpowiednich ludzi, którzy wdrożą innowacje w zakresie analityki biznesowej. Muszą oni dobrze rozumieć znaczenie analizy danych dla efektywnego zarządzania spółką.

Na przeszkodzie stoi też obecne prawo zamówień publicznych. Ponieważ preferuje ono wykonawców oferujących niską cenę za usługi i produkty, nie zachęca przedsiębiorców do inwestycji w informację zarządczą. Poprawiłoby to wprawdzie efektywność pracy i dało przyszłe oszczędności, ale z uwagi na koszty mogłoby uniemożliwić zwycięstwo w przetargu.

 – Rola informatyki naprawdę rośnie i bardzo cieszy, że polskie firmy widzą zastosowanie informatyki właśnie do oszczędzania, do optymalizowania wydatków i do bardzo znacznego powiększania przychodów – podsumowuje Wiecka. – Informacja zarządcza pozwala w sposób strategiczny, w sposób bardzo zwięzły i ogólny zobaczyć i sprawdzić, co się dzieje w przedsiębiorstwie, pozwala oprogramować procesy tak, żeby były optymalne i efektywne. Pozwala odpowiednio wydać pieniądze, żeby można było dostosować wydatki do potencjalnych korzyści.

Sas Institute Polska został nagrodzony przez miesięcznik „Home&Market” dla Najlepszego Partnera w Biznesie. Nagrodę przyznano za innowacyjne wdrożenia zaawansowanych rozwiązań, które pozwalają podnosić efektywność operacyjną i finansową firm i instytucji publicznych.

Nowe trzynastomiesięczne obligacje skarbowe dostępne od jutra w internecie

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Finansów planuje w listopadzie emisję 13-miesięcznych obligacji skarbowych. Oprocentowanie będzie wynosić 3,04 proc. w skali roku. Tzw. „trzynastki” będzie można nabyć przez internet od 1 listopada, a fizycznie od 4 listopada.

„Trzynastki” mają krótszy okres wykupu, niż wszystkie obecnie sprzedawane klientom indywidualnym obligacje skarbowe. Ich oprocentowanie będzie progresywne od 1 proc. w początkowych pięciu miesiącach, przez 3 proc. w kolejnych siedmiu miesiącach, po 13 proc. w ostatnim miesiącu. Jednak jeśli klient zdecyduje się sprzedać papier wartościowy wcześniej, nie utraci odsetek, które zgromadził do tej pory.

 – Te obligacje mają trzy cechy, których nasi klienci oczekują od obligacji skarbowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów. – Po pierwsze krótki, 13-miesięczny okres wykupu, a po drugie oprocentowanie wyższe, niż te oferowane przez duże i średnie banki. Trzeci atut to dostęp do własnych środków przed terminem wykupu bez utraty odsetek – dodaje Marczak.

Tegoroczne potrzeby pożyczkowe Polski wyniosły ponad 166 mld złotych i zostały już niemal w całości sfinansowane. Z kolei potrzeby na przyszły rok są mniejsze i wynoszą nieco ponad 130 mld złotych.

 – Ponadto koszty obsługi długu w roku przyszłym są istotnie niższe niż planowane wykonanie tego roku – mówi Marczak. – Wynika to  w części ze spadku stóp procentowych, a także z wydłużenia średniej zapadalności długów i w dużym stopniu z planowanych efektów wprowadzenia zmian w systemie emerytalnym – dodaje.