Chorzy na raka prostaty mogliby żyć dłużej, gdyby był łatwiejszy dostęp do nowoczesnych leków

CEO Magazyn Polska

Codziennie na raka prostaty umiera w Polsce 10 mężczyzn, a liczba chorych systematycznie rośnie. Na świecie rak prostaty jest drugim, po raku płuc, najczęstszym nowotworem złośliwym diagnozowanym u mężczyzn. Dzięki postępowi medycyny w ostatnich dwóch latach możliwe staje się leczenie pacjentów z zaawansowanym stadium choroby, na które do niedawna nie było skutecznego leczenia, przedłużającego pacjentom życie i poprawiającego jego jakość. Szacuje się, że w 2015 r. w Polsce zachoruje prawie 13 tys. mężczyzn. 

 – Rocznie ogólna zachorowalność przyrasta o kilka procent – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. n. med. Piotr Wysocki, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. – Jednak chorzy, którzy mają rozpoznanie raka prostaty, żyją coraz dłużej, dzięki postępowi w zakresie leczenia hormonalnego.

Do czynników ryzyka rozwoju raka prostaty należą m.in. wiek i genetyka.

 – To jest nowotwór, który rozwija się w starzejącym się gruczole krokowym. Im starsze mamy społeczeństwo, tym większe ryzyko, że ujawni się ten nowotwór. U mężczyzn ok. 80–85 roku życia praktycznie każdy ma ogniska nowotworu w obrębie prostaty – tłumaczy prof. Wysocki.

Wraz z zachorowalnością na raka prostaty, co roku wzrasta też liczba pacjentów potrzebujących systemowego, złożonego leczenia klinicznego. O ile we wczesnym stadium choroby polska medycyna jest w stanie sprostać temu wyzwaniu na światowym poziomie, o tyle w zaawansowanym napotyka na ograniczenia. 

 – Możliwości leczenia radykalnego są takie same, jak na całym świecie, czyli jest bardzo dobrze rozwinięta chirurgia urologiczna, radioterapia, są możliwości leczenia radykalnego, czyli z założeniem wyleczenia – tłumaczy profesor Wysocki. – Problem zaczyna się wtedy, kiedy u tych chorych dochodzi do niepowodzenia leczenia chemioterapią, bowiem w tym momencie rzeczywiście nie ma, co im dalej dać. Nowe leki, które pojawiły się w ostatnim czasie, są w tej chwili w Polsce dla tych chorych niedostępne.

Dostęp do nowych, zazwyczaj bardzo drogich leków, jest w Polsce opóźniony w porównaniu do większości krajów UE. Dostosowywanie cen do możliwości finansowych NFZ i Ministerstwa Zdrowia jest bowiem długotrwałym procesem negocjacji pomiędzy producentem leku a płatnikiem. Zdecydowana większość nowych leków przekracza ustalony w Polsce próg efektywności kosztowej refundacji, czyli ok. 105 tys. złotych na jeden rok życia chorego w dobrej jakości życia. W bogatszych krajach UE granica ta jest znacznie wyższa. Dlatego chorzy mają tam dostęp do znacznie szerszego spektrum refundowanych leków. 

Rośnie świadomość profilaktyki

Pozytywnym sygnałem jest rosnąca świadomość społeczeństwa dotycząca profilaktyki raka prostaty.

 – Pacjenci polscy są dość dobrze edukowani w zakresie prewencji – potwierdza dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych. – Kiedy dochodzi do takiej smutnej sytuacji, że zaczynamy chorować na nowotwór prostaty, to wtedy się okazuje, że nie mamy dostępu do tych leków, które są stosowane u naszych sąsiadów w UE.

Podkreśla przy tym, że nowotwory prostaty wymagają bardzo częstych zmian leków, ponieważ organizm szybko się do nich przyzwyczaja i przestaje reagować na dotychczas przyjmowane terapie.

 – W związku z tym musimy mieć dużo leków w swojej gestii, aby móc przedłużać życie każdego pacjenta – tłumaczy Leszek Borkowski.

Komentarz dzienny, 30 października 2013

O 19.00 czasu polskiego FOMC ogłosi decyzję ws. stóp procentowych oraz opublikuje swój komunikat. Nie spodziewamy się zmiany parametrów polityki pieniężnej. W komunikacie pojawić się mogą wskazania co do osłabienia aktywności gospodarczej w ostatnim okresie, negatywnych skutków pata fiskalnego (oba czynniki mogą być ujęte explicite – bardzo gołębi scenariusz, lub zamknięte w formie ogólnej niepewności – scenariusz mniej gołębi, raczej oczekiwany przez rynki) oraz utrzymywania ciągle niskiej inflacji (ostatnio w komunikacie opuszczono charakteryzację niskiej inflacji jako ”przejściowej”). Wydźwięk posiedzenia może być łagodny, jednak należy pamiętać, że na taki właśnie scenariusz od kilku tygodni nastawiają się inwestorzy (obecnie rynek wycenia pierwsze podwyżki stóp w USA nawet później niż sugeruje to ścieżka prognoz stóp przygotowana przez FOMC). W związku z tym, że posiedzeniu nie towarzyszy konferencja szefa Fed, stanowi ono również stosunkowo mało prawdopodobną okazję do doprecyzowania momentu ograniczenia QE.

Poczta Polska w ciągu 4 lat wyda 1,3 mld zł na rozwój. Rusza z platformą usług online

0

Poczta Polska uruchamia platformę usług online Envelo. Za jej pomocą klienci będą mogą wysłać list, kartkę czy zakupić znaczek. Poczta szacuje, że za rok z platformy korzystać będzie pół miliona osób. Dodatkowo w przyszłym roku zostanie uzupełniona o usługi dla firm, w tym e-fakturę. To początek zmian w Poczcie: w ciągu czterech lat zamierza wydać ponad miliard złotych na nowoczesną infrastrukturę.

 – „Poczta na biurku, poczta w kieszeni” – to nasza wizja. Chcemy, żeby każdy użytkownik miał w zasięgu ręki dostępne usługi pocztowe. Użytkownicy tego oczekują. Chcą mieć wszystko pod ręką, i dostępne od razu – wyjaśnia Grzegorz Świdwiński, prezes spółki Poczta Polska Usługi Cyfrowe, która odpowiada za projekt.

Poczta szacuje, że w przeciągu najbliższych miesięcy z portalu korzystać będzie około 30 tysięcy klientów. Za rok ich liczba ma przekroczyć nawet pół miliona.

 – Platforma Envelo, którą  uruchamiamy, ma nam także pomóc w rozwoju obszaru e-commerce, czyli maksymalizowaniu dochodów z sektora paczkowego dzięki wykorzystaniu również usług cyfrowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

Na stronie Envelo znaleźć można m.in. neoznaczek, neolist i neokartkę. W pierwszej kolejności z usług platformy korzystać będą mogli klienci indywidualni oraz mikro i małe firmy.

 – W naszych planach są kolejne usługi i produkty, które będą również skierowane do większych firm, w tym do korporacji – zapowiada Grzegorz Świdwiński.

W przyszłym roku platforma zostanie uzupełniona o nowe usługi, w tym e-fakturę. Envelo będzie pozwalać na wysyłanie i odbiór faktur zarówno w postaci cyfrowej, jak i tradycyjnej. Docelowo platforma ma zamienić się w wirtualną skrzynkę pocztową. Za jej pomocą będzie można odbierać i nadawać listy elektroniczne i hybrydowe oraz skanowane. Finalnie do pakietu e-usług dołączy elektroniczny list rejestrowany, czyli z potwierdzeniem nadania odbioru.

Papier znika z poczty

Sięgnięcie po nowe technologie ma pomóc Poczcie przejść transformację i znaleźć nowe miejsce w zmieniającej się rzeczywistości.

 – Rozwój e-usług ma być odpowiedzią na cyfryzację naszego życia i na to, jak Polak chce korzystać z usług masowych nadawców, czy jak chce się kontaktować z masowymi nadawcami – mówi Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

Poczta zamierza zwiększyć nakłady na rozwój nowych technologii. Do 2017 roku na ten cel przeznaczyć ma aż 1,3 mld złotych.

 – Jest to łączna kwota nakładów inwestycyjnych związanych z rozwojem, parkiem maszynowym, taborem samochodowym, z inwestycjami kapitałowymi, ale także w ramach usług cyfrowych na platformie Envelo – tłumaczy Wojtas.

Operator stawia na rozwój grupy pocztowo–finansowo–logistycznej. Chce mocno rozwijać usługi ubezpieczeniowe i bankowe, również online. Dzięki dywersyfikacji usług i produktów, Poczta Polska chce zachować stabilną pozycję na rynku.

Centrum im. A. Smitha: Błędy w naliczaniu kar w ramach viaTOLL znane były od dawna. Zabrakło zmian w prawie

CEO Magazyn Polska

Najwyższa Izba Kontroli skrytykowała błędy w sposobie naliczania kar dla kierowców w systemie elektronicznego poboru opłat viaTOLL. Brak zmiany przepisów, mimo znanych od dawna błędów, uciążliwych dla kierowców, to dowód na niesprawność instytucji publicznych – uważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

 – Raport NIK po tylu miesiącach wskazuje na zaniechania po stronie polskiego rządu i jego agend, jeżeli chodzi o naprawianie ewidentnej niesprawiedliwości, która dotyka kierowców – twierdzi Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. – Nakładane kary nie wytrzymają jakiejkolwiek kontroli sądowej, gdyby doszło do procesów, bo są najzwyczajniej nieadekwatne i niesprawiedliwe.

O potrzebie zmian tych przepisów od dawna mówią eksperci i prawnicy. Podkreślali, że uzależnienie wysokości kar nie od przejechanych kilometrów, ale od liczby bramownic z czujnikami, pod którymi przejechali bez opłaty, jest nieprawidłowe. Zdaniem przedstawicieli NIK, prowadziło to do niedozwolonej kumulacji kar.

 – Operator systemu nie ma wypływu na kwestie kar, jak i na zasady ich nakładania oraz wysokość – ponieważ są one regulowane prawem – napisano w komunikacie Kapsch Telematic Services, operatora viaTOLL. – W gestii operatora systemu nie leży wprowadzanie zmian w obowiązującym prawie, system viaTOLL funkcjonuje zawsze w zgodzie z obowiązującym porządkiem prawnym.

W ocenie Sadowskiego, system musi przewidywać kary dla kierowców, nie mogą one jednak być aż tak wysokie i niesprawiedliwie naliczane. Zauważa, że według obecnych przepisów w bardzo krótkim czasie kierowca może uzbierać tyle kar, że będą one niemal równoznaczne z utratą samochodu. Problem w tym, że prace nad nowymi przepisami jeszcze trwają.

 – Politycy i urzędy, które oni nadzorują, nie przejmują się problemami zwykłych obywateli, stąd jeżeli problem był znany nie tydzień, nie miesiąc temu tylko już od długiego czasu, należało podjąć błyskawiczne działania. Ogłoszenie przed opinią publiczną, że się pracuje, a sama praca, to są dwie różne rzeczy. Była potrzeba, i jest do tej pory, natychmiastowych działań – mówi Andrzej Sadowski agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Rekordowo wysokie notowania WIG30

CEO Magazyn Polska

Wyjątkowo dobra sesja dla indeksu WIG30. We wtorek na zamknięciu jego wartość przekroczyła 2729 pkt. Od początku notowań, czyli od 23 września, wartość indeksu wzrosła o ponad 6,5 proc. Zmiana WIG20 na WIG30 to krok w dobrym kierunku na drodze rozwoju warszawskiej giełdy, bo rozszerza spektrum inwestycyjne – uważa Piotr Osiecki, prezes Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Altus.

 Dodanie dziesięciu nowych spółek „dopompowało” nowej krwi, bo są to głównie prywatne firmy, które zrodziły się na fali transformacji systemowej w Polsce – ocenia Piotr Osiecki, szef Altus TFI. – Ożywia to atmosferę i pomaga tym spółkom od strony wycen rynkowych.

Jego zdaniem, w ostatnim czasie dało się zauważyć, że wśród spółek WIG20 brak było mocnego potencjału wzrostu. Indeks przeciążony był bankami. Dlatego inwestorzy pozytywnie zareagowali na decyzję o poszerzeniu go o dodatkowych dziesięć podmiotów. Cieszyć się też mają z czego szefowie firm, które dołączyły do głównego indeksu warszawskiej giełdy.

 – Tradycyjnie jest wiele funduszy benchmarkowych na świecie, które inwestują właśnie w takie kompozyty indeksowe i siłą rzeczy, jakąś tam część aktywów będą musiały inwestować nie tylko w te 20 największych spółek, ale też w pozostałe 10 z tej tradycyjnej, prywatnej polskiej gospodarki – mówi Piotr Osiecki.

Ich akcje zyskały na wartości. Od początku notowań, czyli od 23 września, wartość indeksu wzrosła o przeszło 6,5 proc. We wtorek indeks zamknął notowania na rekordowym poziomie (2729,38 pkt).

 – To, co ma szansę najbardziej pomóc polskiej giełdzie, to większy wzrost PKB w przyszłym roku, lepsze dane z polskiej gospodarki, potencjalnie nowe prywatyzacje czy nowe oferty publiczne, takie jak na przykład obecny debiut PKP Cargo – mówi szef Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Altus.

Niepokój giełdowych inwestorów wywoływało ostatnio zamieszanie, związane z planowaną reformą systemu emerytalnego. Informacje na ten temat skutkowały wyraźnymi spadkami w czerwcu i we wrześniu. Potrzeba było czasu, by rynek wrócił do wycen sprzed tych spadków.

 – Dzisiaj, gdy patrzymy na wyceny na giełdzie, to są powyżej tych poziomów, także ta informacja została chyba skonsumowana – mówi szef Altusa. – Finalne rozstrzygnięcie w sprawie otwartych funduszy emerytalnych jest „łagodnym wymiarem kary”, jeśli chodzi o stronę akcyjną.

Rząd zdecydował, że OFE nie będą mogły inwestować w obligacje Skarbu Państwa. Powierzone im środki, w co najmniej 3/4 będą musiały pomnażać, angażując je w akcje.

 – To rozwiązanie nie jest tak negatywne, jak mogłoby być, bo w pewnym momencie rynek spodziewał się czegoś jeszcze gorszego – mówi Piotr Osiecki. – Gdyby w ogóle nie było reformy OFE, byłoby jednak dużo lepiej dla rynku akcji, bo spodziewalibyśmy się większych napływów i tego, że OFE w średnim horyzoncie nie będą musiały sprzedawać akcji.

W prezesa Altus TFI obecne wzrosty indeksów spowodowane są wiarą rynków w ożywienie w polskiej gospodarce w przyszłym roku.

City Security planuje ekspansję w Europie Środkowo-Wschodniej

0

CEO Magazyn Polska

City Security, jedna z wiodących firm w branży ochroniarskiej, chce zwiększać swoją obecność na zagranicznych rynkach, przede wszystkim w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwszym krokiem była konsolidacja z czeską firmą M2C. W ten sposób firma chce pozyskiwać dużych, międzynarodowych klientów, którzy potrzebują usług ochroniarskich o jednakowym standardzie na terenie kilku krajów.

City Security właśnie połączyła się z czeską firmą M2C działającą w ośmiu krajach, m.in. na Słowacji, Węgrzech, w Bułgarii i Turcji. Powstała w ten sposób spółka M2.CS ma się specjalizować w ochronie dużych obiektów handlowych, biurowych, logistycznych i administracyjnych w regionie.

 – Chcieliśmy w ten sposób też rozwinąć się na inne kraje, czyli nie być firmą działającą w Polsce, Rosji i na Ukrainie, ale rozwijać się też w całej Europie Środkowej i móc obsługiwać dużych klientów, którzy działają w różnych krajach – mówi prezes City Security Beniamin Krasicki.

Zdaniem Krasickiego, większe przedsiębiorstwa, które potrzebują usług ochroniarskich, chcą w ramach jednego kontraktu mieć zapewnione usługi o tym samym standardzie w różnych krajach, w których działają.

 – Chodzi tu nie tylko o największe firmy, takie jak McDonald’s czy Coca-Cola, ale nawet mniejsze, np. nieruchomościowe, które działają w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krasicki. – My już teraz mamy takie możliwości i to robimy. Chcemy dalej rozwijać się w tym kierunku – dodaje.

To kolejna fuzja na rynku usług ochroniarskich. Jednak w dalszym ciągu jest on znacznie bardziej rozdrobniony niż rynki skandynawskie czy zachodnioeuropejskie.

 – Szacuje się, że w Polsce działa od 3 do 5 tys. firm. To bardzo dużo. Największe trzy-cztery firmy reprezentują tylko 20-30 proc. rynku. W porównaniu np. z krajami skandynawskimi czy z Europą Zachodnią jest to ogromna różnica, bo tam 2-3 firmy reprezentują 60 proc. rynku – mówi Krasicki.

Mimo to, jego zdaniem, firmy ochroniarskie nie powinny rozwijać się poprzez przejęcia, bo w ten sposób cierpi na tym konkurencja na rynku.

 – Uważam, że model organiczny jest najbardziej naturalną formą rozwijania firmy – mówi prezes City Security. – To oznacza, że musimy zdobywać klienta, przekonywać go do naszych usług i spełniać jego potrzeby. Rynek nieustannie nas weryfikuje – dodaje.

Firma City Security została nagrodzona przez miesięcznik „Home&Market” w konkursie „Najlepszy Partner w Biznesie”. Kapituła doceniła „dynamiczny rozwój organiczny na polskim i zagranicznych rynkach, oferowanie klientom całkowicie nowego podejścia do ochrony, a w szczególności za stworzenie największej firmy w branży ochrony osób i mienia w Europie Środkowo-Wschodniej”.

Aptekarze chcą zakazu reklamy tylko dla leków refundowanych

CEO Magazyn Polska

Tylko reklama leków refundowanych powinna być zakazana – uważają przedstawiciele branży farmaceutycznej i postulują zmiany w ustawie refundacyjnej. Obecnie obowiązujący zakaz reklamy aptek i wszystkich leków w nich sprzedawanych, także tych bez recepty, utrudnia aptekom prowadzenie działalności gospodarczej. Co ciekawe, do uchwalenia tego zakazu przyczyniła się Naczelna Izba Aptekarska, która zaproponowała ten zapis na ostatnim etapie prac nad ustawą.

 – Izba Aptekarska nie była uprzejma poinformować nikogo wcześniej, że chce taki projekt zaprezentować w trakcie obrad nad ustawą refundacyjną. To zostało ad hoc przedstawione w Sejmie i przegłosowane. Myślę, że m.in. dlatego, że była stosunkowo mała wiedza na temat tego, czemu to ma służyć. Bardziej kojarzono to z ograniczeniem reklamy leków refundowanych, ale w momencie wprowadzenia sztywnych marż i sztywnych cen ten problem sam się rozwiązał – przypomina Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej „Farmacja Polska” w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Ministerstwo Zdrowia pracuje obecnie nad nowelizacją ustawy refundacyjnej. Część aptekarzy apeluje o przywrócenie poprzednich zapisów w tym zakresie.

 – Uważamy, że jedynym rozwiązaniem jest powrócenie do starego zapisu, mądrego zapisu, który był w ustawie refundacyjnej, że zakazuje się reklamy leków refundowanych – apeluje Irena Rej.

W opinii Izby obecny przepis ogranicza swobodę prowadzenia działalności gospodarczej przez aptekarzy, którzy – jak wszyscy inni przedsiębiorcy – w sprawach gospodarczych powinni kierować się ustawą o działalności gospodarczej. Zdaniem Ireny Rej, nieporozumieniem jest narzucanie zakazu reklamowania swojej działalności. 

 – Pacjenci dzisiaj niektóre leki bez recepty mogą kupować także w sieciach pozaaptecznych, więc zaczyna się konkurencja nie między aptekami, a między supermarketami a aptekami. To jest chyba najgorsze, co może być, bo w aptece pacjent ma szanse dopytać się, po co ten lek, na co, czy on może go przyjmować z innymi lekami; w supersamie nikt na jego pytanie nie odpowie – podkreśla Rej.

Dodaje, że w ten sposób często pacjent przepłaca za leki, gdyż apteka nie ma możliwości, żeby poinformować go, że dany lek jest tańszy niż w sklepie obok. Brak informacji o cenach powoduje też, że często pacjenci wędrują od apteki do apteki lub do sklepu w poszukiwaniu tańszego leku.

 – Można ograniczać jakąkolwiek działalność, nawet informacyjną, jeżeli ona jest szkodliwa, jeżeli by wywołała panikę wśród ludzi, jeżeli nawoływałaby do jakichś niepożądanych zachowań itd., to wtedy oczywiście tak. Natomiast ta ustawa miała być przyjazna dla pacjenta, miała pomagać, żeby on nie musiał biegać po całej Warszawie, szukać, gdzie mają tańsze leki bez recepty, gdzie może kupić np. leki homeopatyczne, które nie są wszędzie sprzedawane – taki był jej cel – podkreśla prezes Izby.

W przyszłym roku SKOK-i muszą dostosować się do wymogów nadzoru KNF. To oznacza dodatkowe koszty.

0

CEO Magazyn Polska

Zmiany w prawie związane z dostosowywaniem się SKOK-ów do wymogów nadzoru KNF od przyszłego roku zwiększą koszty ich działalności. Nie powinny jednak znacząco pogorszyć ich wyników finansowych. Dobre wyniki za ostatnie trzy kwartały osiągnął m.in. SKOK Wołomin – zarobił 56 mln zł netto. Kasa – zgodnie z prawem – nie może obsługiwać spółek prawa handlowego, ale już niedługo rozszerzy działalność m.in. na fundacje, stowarzyszenia i parafie.

 – Mamy bardzo dobre wyniki, aż się boję chwalić. Na koniec trzeciego kwartału jest to 56 mln złotych zysku netto. Nadal jeszcze mamy bardzo niskie koszty działalności. One rosną wraz ze wzrostem skali i ze zmianą nadzoru, ale na razie jeszcze dyskontujemy dobrą pracę z niskimi kosztami przez wiele lat – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Gazda, prezes SKOK Wołomin.

Koszty funkcjonowania kas wzrosną m.in. w wyniku zmian prawa. Od listopada SKOK-i zostaną objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. Gazda przyznaje, że wymusi to pewne zmiany w strukturze organizacyjnej kasy. Powstaną m.in. specjalne działy zajmujące się monitoringiem ryzyka.

Również przyszły rok, w jego ocenie, będzie czasem dużych zmian związanych z dostosowaniem do nowych przepisów i zwiększonego nadzoru nad SKOK-ami ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Kasy zostały objęte kontrolą KNF-u w październiku 2012 r. Ustawodawca dał SKOK-om 18 miesięcy na dostosowanie się do nowych wymogów, co oznacza dla nich dodatkowe koszty. Jednak ich wzrost nie powinien znacząco wpłynąć na wyniki finansowe SKOK Wołomin.

Prezes dodaje, że już wkrótce SKOK Wołomin rozszerzy działalność m.in. na stowarzyszenia, fundacje, a także parafie i związki wyznaniowe. 

 – Dzisiejsze prawo nie pozwala obsługiwać spółek prawa handlowego, natomiast już niedługo zaczniemy obsługiwać instytucje sektora trzeciego, czyli fundacje, parafie, związki wyznaniowe, stowarzyszenia – zapowiada Gazda.

Ubolewa nad tym, że SKOK-i nie mogą obsługiwać spółek. Zwłaszcza że przykład mikrofirm pokazuje, że kasy radzą sobie z obsługą przedsiębiorców.

 – Możemy pomagać działalności gospodarczej prowadzonej przez osoby fizyczne, ponieważ SKOK-i to spółdzielnie osób fizycznych, a  mogą obsługiwać tylko własnych członków, więc osoby fizyczne – tłumaczy Gazda.

Kierowana przez niego firma otrzymała nagrodę „Najlepszy Partner w biznesie 2013”, za dynamiczny rozwój i bardzo dobre wyniki finansowe oraz dobrą politykę pożyczkową. Nagrodę od 10 lat przyznaje redakcja Home&Market.

Rynek pożyczek online przyspiesza

0

CEO Magazyn Polska

Rynek pożyczek online rozwija się w Polsce w bardzo szybkim tempie. Najczęściej przez internet pożyczają ludzie młodzi w wieku 20-30 lat, pracujący lub prowadzący firmy. Wbrew stereotypom nie są to klienci z problemami finansowymi.

 – W momencie, kiedy powstawała nasza firma, czyli 14 miesięcy temu, pożyczki online były w Polsce dopiero w fazie embrionalnej i reprezentowały 20-25 proc. rynku tzw. prywatnych pożyczek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Loukas Notopoulos, prezes Vivus Finance i członek zarządu Związku Firm Pożyczkowych. – Odkąd rozpoczęliśmy działalność, rynek ten wzrósł w tempie dwucyfrowym w ciągu roku.

Liczba osób korzystających z usług firm pożyczkowych w Polsce stale rośnie. Dotyczy to zwłaszcza segmentu pożyczek online, co widać na przykładzie Vivus Finance.

 – W tym roku pozyskaliśmy ponad 450 tys. klientów i wydaje nam się, że rok zakończymy na poziomie prawie pół miliona klientów. Oczekujemy, że ich liczba będzie nadal rosnąć, ponieważ coraz więcej Polaków korzysta z internetu – mówi Loukas Notopoulos, laureat nagrody „Najlepszy Partner w Biznesie” w kategorii Usługi pożyczkowe przyznawanej przez Home & Market.

Przez internet pożyczają głównie osoby młode, między 20. a 30. rokiem życia. To głównie osoby pracujące lub prowadzące własną działalność gospodarczą.

Zdaniem prezesa Vivus Finance, stereotyp klienta firmy pożyczkowej jako osoby z problemami finansowymi, której bank odmówił kredytu, w ostatnich latach uległ znacznej zmianie.

 – Gdyby tak było, nie bylibyśmy w stanie prowadzić naszego biznesu – mówi Notopoulos. – My pożyczamy nasze własne pieniądze, dbamy o nie i chcemy, żeby do nas wróciły. Dlatego też każdego potencjalnego klienta sprawdzamy w bazach informacji gospodarczej i w Biurze Informacji Kredytowej.

Jak podkreśla, na takich zasada działa wiele z obecnych na rynku podmiotów. Żeby zachować wysokie standardy w branży, część firm utworzyła Związek Firm Pożyczkowych. Jednym z inicjatorów jest Vivus Finance.

 – Zrzeszamy już niemal 50 proc. firm na rynku pożyczek online, a kolejne chcą przystąpić do naszego związku. Jednak nie wszystkie mogą to uczynić, ponieważ sprawdzamy każdą firmę pod kątem transparentnego prowadzenia biznesu i uczciwości wobec klientów – dodaje prezes Vivus Finance.

Energetyce i ciepłownictwu grozi odcięcie od unijnych pieniędzy

CEO Magazyn Polska

Zmiana sposobu przydzielania unijnych dotacji może oznaczać dla polskiej energetyki i ciepłownictwa utratę ponad 5 mld euro. Można byłoby je wykorzystać na dostosowanie przestarzałych instalacji do unijnych wymogów i sprawić, by były bardziej ekologiczne i wydajne.

 – Energetyka i ciepłownictwo systemowe zostaną wyłączone z możliwości uzyskania pomocy regionalnej – informuje Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. – Wynika to z wytycznych Komisji Europejskiej w sprawie pomocy regionalnej na lata 2014-2020 oraz projektu rozporządzenia w sprawie tzw. wyłączeń blokowych.

Unijna polityka zmierza do stworzenia wspólnego, konkurencyjnego rynku energii, zaś KE uznała, że taka pomoc zakłóca rynek wewnętrzny. Polska energetyka i ciepłownictwo za unijne pieniądze modernizują stare elektrownie, by dostosować je do coraz bardziej wyśrubowanych norm, m.in. na usuwanie dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłu czy na inne inwestycje w odnawialne źródła energii oraz modernizacje sieci ciepłowniczych.

 – W Polsce przygotowywane są specjalne programy operacyjne na poziomie krajowym, dla energetyki i ciepłownictwa systemowego szczególnie ważny jest Program Operacyjny Infrastruktura i Ochrona Środowiska. Trwają prace także nad regionalnymi programami operacyjnymi na poziomie urzędów marszałkowskich. I nawet jeśli będą w tych programach zapisane cele, które pozwalają realizować te inwestycje, to w przypadku negatywnych rozwiązań znajdujących się na poziomie wspomnianych przepisów prawa unijnego, przedsiębiorstwa nie będą mogły korzystać z tych środków, które są tam zapisane – wyjaśnia prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

W unijnym budżecie zapisano ponad 5 mld euro na projekty związane z modernizacją sektora energetycznego i ciepłownictwa.

 – Mówimy o bezpośredniej możliwości pomocy na poziomie ponad 20 miliardów złotych, która może uruchomić inwestycje o wartości dwukrotnie, a może nawet i trzykrotnie większej. A zatem w perspektywie kilku najbliższych lat są to naprawdę istotne pieniądze z punktu widzenia sektora, ale również całej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szymczak.

To oznacza nie tylko groźbę utraty pieniędzy na inwestycje i szansy na impuls dla gospodarki. To również między innymi istotne ograniczenie możliwości rozwoju kogeneracji (czyli jednoczesnego wytwarzania energii cieplnej i elektrycznej). Ta technologia jest o 30 proc. bardziej efektywna i o tyle samo mniej emituje gazów, w związku z tym zwiększa szansę na wypełnienie polskich celów pakietu energetyczno-klimatycznego. Takie cele ma każdy kraj UE. Zaś z punktu widzenia konsumenta odbiorcy ciepła systemowego, to niższe rachunki za ogrzewanie.

M. Yunus (noblista): Kryzys jest ceną za system kapitalistyczny i pęd w kierunku robienia pieniędzy

CEO Magazyn Polska

Odpowiedzialny społecznie biznes, który nie jest nastawiony na zysk, powinien być odpowiedzią na kryzys. Bangladeski noblista Muhammad Yunus przekonuje, że jeśli firmy nadal będą dążyły przede wszystkim do zwiększania wyniku finansowego, to załamanie gospodarcze szybko powróci i będzie jeszcze gorsze.

 – Kryzys jest ceną, którą płacimy za system kapitalistyczny, bo ten system powoduje, że wszyscy ludzie pędzą w jednym kierunku – w kierunku zarabiania pieniędzy. Ten system czyni nas bardzo samolubnymi. Nie patrzymy dookoła, co się dzieje z innymi ludźmi, z naszą planetą. W takim klasycznym biznesie tworzymy problemy, zamiast je rozwiązywać – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Muhammad Yunus, laureat Pokojowej Nagrody Nobla i twórca koncepcji mikrokredytów.

Yunus postuluje, by odpowiedzią na kryzys światowej gospodarki był biznes odpowiedzialny społecznie. Jego podstawową cechą jest rezygnacja z nastawienia na zysk. Według noblisty, głównym celem przedsiębiorców powinna być walka z ubóstwem, bezrobociem, chorobami czy bezdomnością. Powinni funkcjonować w taki sposób, aby poprawić warunki życia określonej grupie ludzi. Zamiast maksymalizacji zysków, mogą na przykład zwiększyć liczbę miejsc pracy.

 – To jest właśnie social biznes. Ponieważ tworzę biznes nie dla pieniędzy, nie dla siebie. Jedyne czego oczekuję, to zwrot zainwestowanych pieniędzy. W porównaniu do biznesu, który ma przynosić korzyści, moja firma jest ‘niedochodowa”, skupia się na rozwiązywaniu problemów – przekonuje Yunus.

Noblista przywołuje przykład założonego przez niego Grameen Banku w Bangladeszu. Bank ten udzielał mikrokredytów, często w wysokości zaledwie kilkunastu dolarów, które umożliwiały biednym mieszkańcom kraju rozwinięcie własnej działalności. Niemal wszyscy klienci Grameen Banku to kobiety. To właśnie m.in. za tę działalność Yunus został wyróżniony przez Norweski Komitet Noblowski.

Yunus podkreśla, że koncepcja mikrokredytów zdobyła już 8,5 mln klientów w Bangladeszu i jest już także popularna w innych krajach, także wysoko rozwiniętych. W samym Nowym Jorku jest już 6 placówek Grameen Banku, a z mikrokredytów skorzystało ponad 14 tys. kobiet. Średnia wysokość pożyczki w Stanach Zjednoczonych jest znacznie wyższa niż w Bangladeszu i wynosi 1,5 tys. dolarów.

Noblista przekonuje, że jedynie taki sposób prowadzenia biznesu może zapewnić trwałe wyjście z kryzysu.

 – My tworzymy biznes, żeby rozwiązywać problemy. Twoja firma zarobi pieniądze, ale ty ich nie bierz, bo stworzyłeś firmę, żeby rozwiązywać problem. Jeśli masz obie te rzeczy w tym samym czasie, stopniowo uczysz się rozwiązywać problem i zarazem nie tworzysz nowych problemów tak jak w tradycyjnym biznesie  stajesz się bardziej odpowiedzialny – tłumaczy Yunus.

Dodaje, że jeśli nie zajdzie taka zmiana, to następne kryzysy będą jeszcze gorsze. 

 – Jeżeli będziesz działał krótkowzrocznie, doraźnie, żeby pokonać ten kryzys, to on wróci szybko. I będzie gorszy niż wcześniej, bo nie poprawiasz fundamentów, robisz tylko powierzchowne rzeczy. Ja nie jestem zainteresowany takimi powierzchownymi rzeczami. Ja jestem zainteresowany tylko fundamentalnymi zmianami – podsumowuje noblista.

Wesołe Miasteczko w Chorzowie poszukuje inwestora do stworzenia tematycznego parku rozrywki

Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku im. Gen. Jerzego Ziętka w Chorzowie (Park Śląski) rozpoczął poszukiwania inwestora do projektu modernizacji Śląskiego Wesołego Miasteczka. Projekt zakłada pozyskanie inwestora, który pomoże w stworzeniu tematycznego parku rozrywki, którego brakuje w tej części Europy. Wstępnie szacuje się, że inwestycja wyniesie między 50 a 500 mln złotych w zależności od przyjętego scenariusza.

Śląskie Wesołe Miasteczko jest jednym z pierwszych tego typu obiektów w Polsce, powstało jeszcze w latach 60. XX wieku. Kilka lat temu udoskonalono model operacyjny jego funkcjonowania – wprowadzono m.in. bilety sezonowe, jednodniowe, dodatkowe atrakcje dla dzieci oraz specjalne wydarzenia (np. nocne otwarcie Wesołego Miasteczka dla dorosłych). Już dzisiaj Śląskie Wesołe Miasteczko przyciąga rocznie ponad 200 tysięcy odwiedzających i osiąga wysoką rentowność operacyjną. Jednak cały potencjał tego miejsca może zostać wykorzystany dopiero po przeprowadzeniu inwestycji, dzięki której utworzony zostanie park rozrywki z prawdziwego zdarzenia. Taki, jakie funkcjonują w Europie Zachodniej.

Dlatego władze Parku Śląskiego zdecydowały się na poszukiwanie zewnętrznego inwestora przy wsparciu – wybranej w drodze przetargu – firmy doradczej PwC, która specjalizuje się m.in. w transakcjach fuzji i przejęć przedsiębiorstw oraz pozyskiwaniu zewnętrznego finansowania.

Podstawowym założeniem projektu jest utworzenie nowej spółki (tzw. wehikułu SPV), która zmodernizowałaby Wesołe Miasteczko, a następnie zarządzała nim. Inwestor obejmie pakiet większościowy w nowopowstałej spółce, a teren, na którym powstanie nowy park, będzie dzierżawiony od Parku Śląskiego. Obecnie jest to 26 ha, jednak istnieje możliwość jego zwiększenia (cały Park Śląski zajmuje powierzchnię ponad 640 ha).Kluczowy argument, który ma przyciągnąć inwestorów, to lokalizacja Wesołego Miasteczka oraz jego aktualna działalność. Wesołe Miasteczko leży w samym środku wielkiej aglomeracji śląskiej, gdzie w promieniu 100 km mieszka ponad 9 milionów ludzi, a do tego blisko stąd do granicy z Czechami i Słowacją, gdzie również nie ma parku rozrywki z prawdziwego zdarzenia. Dodatkowo, w przeciwieństwie do podobnych projektów, które historycznie rozważano w Polsce, Śląskie Wesołe Miasteczko już teraz jest obiektem, który dobrze funkcjonuje, przyciąga odwiedzających i generuje pozytywne wyniki, nie jest to więc inwestycja typu greenfield.

„Nasz pomysł na stworzenie parku rozrywki z prawdziwego zdarzenia różni się od innych przedsięwzięć tego typu, jak na przykład projekty pod Warszawą. Inwestorom oferujemy już funkcjonujący lunapark, w samym środku świetnie zaludnionego obszaru, skomunikowanego autostradami i komunikacją miejską. Dodatkowo jest to część ogromnego Parku Śląskiego, który przyciąga co roku prawie trzy miliony osób również innymi atrakcjami, takimi jak ZOO, Skansen czy Planetarium. W samym Parku Śląskim realizowane są też inne projekty inwestycyjne, które uatrakcyjniają i promują ten obszar – wystarczy wspomnieć o ostatniej inwestycji w kolejkę linową Elka czy koncepcję Śląskiego Parku Nauki, nad którą obecnie pracujemy z naszymi partnerami” – wskazuje Arkadiusz Godlewski, prezes Parku Śląskiego.

Zarząd parku planuje w pierwszej kolejności utworzenie na terenie Wesołego Miasteczka hali, w której znalazłoby się 26 nowo zakupionych urządzeń, co pozwoliłoby na zmniejszenie sezonowości biznesu. Obecnie miasteczko działa w okresie od maja do września. Zbudowanie hali pozwoliłoby na wydłużenie tego sezonu, co w prosty sposób przełożyłoby się na niemal podwojenie rocznej liczby odwiedzających. Ten etap inwestycji zakłada wydatki na poziomie ok. 50-60 milionów złotych. Pierwsze inwestycje obejmować będą również modernizację ogólnej infrastruktury Wesołego Miasteczka.

„Wspólnie z Zarządem Parku Śląskiego przygotowaliśmy dla inwestorów szczegółową dokumentację transakcyjną, obejmującą memorandum informacyjne i model finansowy, pokazujący krok po kroku jak i w co będą inwestowane środki. Celem prowadzonej transakcji jest pozyskanie wiarygodnego partnera finansowego i strategicznego, który przeprowadzi planowane inwestycje, pozwalające na realizację atrakcyjnej stopy zwrotu w średnim okresie.” – komentuje Bartłomiej Zientek, menedżer w zespole fuzji i przejęć przedsiębiorstw w PwC.

Ważnym założeniem transakcji jest wydzielenie terenu, na którym leży Wesołe Miasteczko, będącego częścią Parku Śląskiego. Teren pozostanie własnością Parku Śląskiego i będzie dzierżawiony przez inwestora zarządzającego Wesołym Miasteczkiem.

„Proponujemy inwestorom rozwiązanie w postaci dzierżawy tego terenu, którego wartość jest bardzo znacząca, aby nie obciążać początkowej inwestycji. Dodatkowo jest to teren o szczególnej wartości, również pozacenowej, dla całego Parku Śląskiego i Chorzowa” – dodaje Arkadiusz Godlewski.

Niezależnie od rozpoczętego procesu poszukiwania inwestora, władze Parku Śląskiego realizują projekt rozbudowy Wesołego Miasteczka własnymi siłami. W ostatnim czasie zakupionych zostało wspomnianych 26 nowych atrakcji, które zostaną zainstalowane i udostępnione już od przyszłego sezonu. To kluczowe działanie, mające już w perspektywie kolejnego roku zwiększenie liczby odwiedzających.

System OS X Mavericks dostępny bezpłatnie w Mac App Store

System OS X Mavericks, stanowiący dziesiąte duże wydanie najbardziej zaawansowanego komputerowego systemu operacyjnego na świecie, jest dostępny bezpłatnie w Mac App Store. Wśród ponad 200 nowych funkcji OS X Mavericks znalazły się aplikacje iBooks i Mapy na komputery Mac, nowa wersja Safari oraz karty i tagi w Finderze. W nowym systemie usprawniono korzystanie z kilku monitorów oraz wprowadzono nowe technologie bazowe zapewniające przełomową efektywność energetyczną oraz wydajność.

„Mavericks to niesamowita wersja systemu, która oferuje nowe istotne aplikacje i funkcje, a także zapewnia większą moc obliczeniową oraz zwiększa wydajność baterii w komputerach Mac”, powiedział Craig Federighi, wiceprezes Apple ds. inżynierii oprogramowania. „Dążymy to tego, aby każdy użytkownik Maca mógł skorzystać z najnowszych funkcji, najbardziej zaawansowanych technologii oraz skutecznych mechanizmów zabezpieczeń. Jesteśmy przekonani, że najlepszym sposobem na osiągnięcie tego celu jest zapoczątkowanie nowej ery oprogramowania komputerów osobistych, w której uaktualnienia systemu operacyjnego dostępne będą bez żadnych opłat”.

W OS X Mavericks wprowadzono nowe, innowacyjne funkcje, takie jak:
• aplikacja iBooks, która umożliwia błyskawiczny dostęp do biblioteki iBooks oraz do ponad dwóch milionów pozycji w iBooks Store, a przy tym bezproblemowo współpracuje z innymi urządzeniami użytkownika;
• aplikacja Mapy udostępniająca w komputerze zaawansowaną technologię map cyfrowych, dzięki której użytkownicy mogą zaplanować podróż na Macu, wysłać plan na iPhone’a, a potem skorzystać z nawigacji głosowej podczas podróży;
• udoskonalona aplikacja Kalendarz, która umożliwia szacowanie czasu dojazdu pomiędzy spotkaniami i prezentuje mapy z uwzględnieniem prognozy pogody;
• nowa wersja Safari z funkcją Wysłane łącza, która pozwala na wyszukiwanie nowych informacji pojawiających się w sieci poprzez skonsolidowanie łączy wysyłanych przez osoby obserwowane w serwisie Twitter i LinkedIn;
• funkcja Pęk kluczy iCloud, która umożliwia bezpieczne przechowywanie nazw użytkownika oraz haseł ze stron internetowych, numerów kart kredytowych oraz haseł Wi-Fi i przesyła te dane na zaufane urządzenia użytkownika, by nie musiał ich zapamiętywać;
• udoskonalona obsługa kilku monitorów, zapewniająca płynniejszą i łatwiejszą pracę bez konieczności konfigurowania;
• interaktywne Powiadomienia umożliwiające wysyłanie odpowiedzi na wiadomości, odpowiadanie na wideorozmowy FaceTime, a nawet usuwanie wiadomości e-mail bez opuszczania aplikacji, z której użytkownik aktualnie korzysta;
• karty Findera ułatwiające utrzymanie porządku na biurku poprzez połączenie wielu osobnych okien Findera w jedno okno z wieloma kartami; oraz
• tagi Findera, które pozwalają porządkować i wyszukiwać pliki znajdujące się w dowolnej lokalizacji na Macu lub w chmurze iCloud.

Mavericks zawiera także nowe technologie bazowe, które zapewniają większą moc obliczeniową oraz wydajność baterii w komputerze Mac. Funkcje Timer Coalescing oraz App Nap zmniejszają zużycie energii. Technologia Compressed Memory automatycznie kompresuje nieaktywne dane, zapewniając większą szybkość i krótsze czasy reakcji komputera Mac. Mavericks istotnie poprawia także wydajność systemów ze zintegrowanym procesorem graficznym dzięki zoptymalizowanej obsłudze OpenCL i dynamicznej alokacji pamięci wideo.

Ceny i dostępność
System OS X Mavericks jest dostępny bezpłatnie już dziś w Mac App Store. Mavericks można uruchomić na każdym komputerze Mac obsługującym OS X Mountain Lion. System Mavericks można bezpłatnie pobrać i zainstalować na komputerach z systemem OS X Snow Leopard, Lion lub Mountain Lion. Pełna lista wymagań systemowych oraz zgodnych systemów znajduje się w na stronie www.apple.com/pl/osx/specs. OS X Server 3.0 wymaga systemu Mavericks i jest dostępny w Mac App Store.

E-commerce rośnie w Polsce szybciej niż cały sektor handlu

Wielkość gospodarki internetowej w Polsce w ciągu ostatnich sześciu lat podwoiła się i odpowiada ona już za 5,8 proc. PKB wypracowanego w 2012 roku. Całkowita wartość dodana polskiego e-commerce wynosiła w ub. roku 7,3 mld zł. Według ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportu „Digital Trends 2013” przygotowanego z okazji konferencji „e-nnovation 2013”, handel elektroniczny w Polsce będzie jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki. I podobnie jak internet na całym świecie, także polska sieć podlega dynamicznym zmianom i trendom, tj.: cloud computing, popularność tabletów i smartfonów czy Big Data.

Według analiz Deloitte wartość gospodarki internetowej w Polsce wyniosła w 2012 roku 93 mld zł. To dwa razy więcej niż w tym samym roku wynosił koszt obsługi długu publicznego i trzy razy więcej od wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych. Z blisko 6-proc. udziałem w PKB Polska wypada bardzo dobrze. Dla porównania w krajach G7 i BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) ten odsetek waha się od 0,8 do 6,3 proc. PKB. Według danych spółki Polskie Badania Internetu e-commerce naszym kraju w 2012 roku wygenerował 21,5 mld zł, co daje mu udział 3,8 proc. w całym handlu. „Warto jednak zauważyć, że w 2010 roku było to 2,5 proc. E-commerce w Polsce rośnie szybciej niż handel w całości. Całkowita wartość dodana wytworzona przez ten sektor stanowiła w ubiegłym roku 0,5 proc. wartości dodanej brutto wytworzonej przez całą gospodarkę” – wyjaśnia Dariusz Kraszewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte. Jak zauważają eksperci Deloitte handel elektroniczny jest także barometrem dla całej gospodarki. Istnieje bowiem duża korelacja pomiędzy e-commerce a inwestycjami, inflacją, konsumpcją i bezrobociem.

Internet w Polsce jest w podobnej fazie rozwoju, jak w krajach rozwiniętych, choć nadal istnieją spore luki, choćby pod względem różnicy pokoleniowej wśród osób korzystających z sieci. Podobnie jak inne państwa, Polska doczekała się tzw. pokolenia „cyfrowych tubylców”, czyli osób urodzonych już w dobie Internetu, towarzyszącego im na każdym etapie i w każdym momencie ich życia. Mamy wyższy wskaźnik korzystania z mediów społecznościowych niż Francja, Japonia czy Niemcy.

Ta cyfrowa rewolucja, która dokonała się w ostatnich latach nie ominęła również biznesu. Firmy, które chcą osiągnąć sukces, nie mogą pozwolić sobie na ignorowanie takich zjawisk jak cloud computing czy Big Data. „Najlepszą ilustracją cyfrowego skoku jest upadek Kodaka i sukces Instagramu. Ten pierwszy, zatrudniając 62 tys. ludzi, w 2012 roku zbankrutował, a w tym samym czasie Facebook zapłacił miliard dolarów za Instagram, w którym pracowało wtedy 13 osób. Kolejna cyfrowa rewolucja stoi u bram i biznes musi być na nią przygotowany” – mówi Marcin Łaszkiewicz, Menadżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Eksperci Deloitte, Allegro i PayU omawiają trendy, które mają lub będą miały największy wpływ na handel elektroniczny i gospodarkę internetową na całym świecie, w tym w Polsce. „Cała cyfrowa gospodarka rozwija się niezwykle szybko, ale to e-commerce, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej, czeka prawdziwie dynamiczny rozwój. Z prostego porównania udziału e-handlu w handlu ogółem w naszej części Europy, gdzie wynosi on ok 3 procent i w Wielkiej Brytanii, gdzie jest to ponad 12 procent, wynika jak duża jest przestrzeń do dalszego wzrostu. Cyfrowe trendy, które opisujemy w raporcie będą mocno wpływać na rozwój e-commerce, a zwycięzcami na tym rynku będą firmy, które najlepiej się do nich dostosują” – mówi Paweł Klimiuk, Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej w Grupie Allegro.

Big Data – świat codziennie produkuje ogromną liczbę danych. Każdego dnia na całym świecie wysyłanych jest 500 mln tweetów. Big Data, czyli analiza dużych baz danych zyskuje coraz większe znaczenie w biznesie, w tym także w handlu. Można w ten sposób zbadać choćby przyzwyczajenia klientów czy łańcuch dostaw, pod warunkiem, że analizy dokonuje się w czasie rzeczywistym. Według prognoz rynek Big Data w 2015 roku będzie wart 48 mld dolarów, a jego przewidywany wzrost wyniesie 40 proc. rok do roku. W samym ubiegłym roku miliard dolarów zainwestowano w spółki, które skoncentrowały się na Big Data. Zdaniem ekspertów mitem jest opinia, że analiza dużych baz danych może być wykorzystywana jedynie przez wielkich graczy. Wręcz odwrotnie – jest przyszłością także dla średnich i małych firm.

Urządzenia mobilne – W Polsce w tym roku w użyciu było 8 mln smartfonów (wzrost o 2 mln w ciągu roku), co oznacza penetrację rynku na poziomie 31 proc. Dla porównania w USA jest to 50 proc. W tej chwili udział smartfonów i tabletów w globalnym rynku urządzeń do łączenia się z Internetem wynosi 65 proc., a za cztery lata będzie to 70 proc. Ten wzrost oznacza spadek liczby laptopów i komputerów osobistych. Już teraz 80 proc. użytkowników deklaruje, że używa kilku ekranów do łączenia się z siecią. To wszystko ma również wpływ na handel. Rośnie liczba osób, które przed podjęciem decyzji o zakupie towaru sprawdzają oferty i ceny w swoich tabletach i smartfonach. W Polsce z takiej opcji korzysta 10 proc. osób, ale już w grupie 16-30 lat odsetek ten wynosi 25 proc.

Cloud computing – Aż 70 proc. światowego biznesu w jakiś sposób korzysta z „chmury”. Globalny rynek w tym sektorze rośnie i w 2020 roku będzie wart 241 mld dolarów. Wiele zagadnień związanych z „cloud computing”, jak choćby bezpieczeństwo danych czy ich „dalekie” położenie, zostało już rozwiązanych. Pytaniem otwartym pozostało jak osiągnąć integralność danych. Niewątpliwie na korzyść tego rozwiązania przemawiają koszty, firmy płacą tylko tyle, ile miejsca na „chmurze” zużyją.

Media społecznościowe – W ostatnich latach stały się one prawdziwą potęgą. W Polsce Facebook ma 8,78 mln aktywnych użytkowników. Ogólnie rzecz biorąc 40 proc. polskich internautów jest obecnych na którymś z portali społecznościowych. Około 50 proc. światowych użytkowników Internetu ma konto na Facebooku. Coraz częściej dotyczy to także biznesu. W tym roku 90 proc. firm, które znalazły się w zestawieniu Fortune 500 jest w jakiejkolwiek formie obecna w mediach społecznościowych. W Polsce aż 86 proc. firm ma profil na Facebooku. Aż jedna trzecia klientów preferuje tę formę kontaktu z firmą, a nie np. telefon, dlatego ważne jest by dawać im opcję wyboru. Eksperci przestrzegają jednak przez używaniem „social media” przez biznes jedynie jako kanału reklamowego. Mają one znacznie szersze zastosowanie, jak choćby serwis konsumencki czy interakcja z klientem.

Doświadczenia użytkowników (UX) – czyli całość wrażeń użytkowników po zetknięciu się ze stroną internetową. Nie należy lekceważyć tego zjawiska. Aż 68 proc. osób wychodzi z danej strony z powodu jej ubogiego wyglądu i oferty, a 44 proc. opowiada przyjaciołom o swoich złych wrażeniach w sieci. Jeżeli chodzi o e-handel, to w tym względzie szczególnie istotne są kwestie związane z płatnościami i dostawami. Niektóre firmy dostrzegły już, że nie mogą lekceważyć wrażeń swoich użytkowników. Amazon zyskał 300 mln dolarów po usprawnieniu swej strony zgodnie z UX, a w banku Wells Fargo po uwzględnieniu oczekiwań użytkowników o 50 proc. wzrosła liczba składanych wniosków o kredyt. Jak pokazują badania 85 proc. problemów z UX może być rozwiązanych po przetestowaniu ich na jedynie pięciu użytkownikach.

Płatności mobilne – W ubiegłym roku 212 mln ludzi płaciło za pośrednictwem urządzeń mobilnych, a za dwa lata, według firmy Gartner, ma to już być 384 mln ludzi. Szacuje się, że wartość płatności mobilnych w 2015 roku sięgnie 472 mld dolarów. Pięć lat później, dzięki upowszechnieniu tego sposobu płatności wśród m.in. ludzi starszych, przegonią one płatności online, czyli dokonywane za pośrednictwem laptopa czy komputera. Większość banków, operatorów komórkowych, sprzedawców i niezależnych operatorów płatności już zrozumiała, że to smartfony będą kształtować nowy model biznesowy w płatnościach.

Internet rzeczy – jeden z filarów sektora nowych technologii polegający na współpracy urządzeń z Internetem. W 2012 na świecie było 8,7 mld urządzeń internetowych, w 2016 roku ma to być już 10 mld, a cztery lata później 50 mld. Za pośrednictwem Internetu można sterować wieloma rzeczami: samochodami, lampami ulicznymi, domowymi urządzeniami (inteligentny budynek) czy choćby sensorami medycznymi, które mogą wysyłać nasze wyniki bezpośrednio do lekarza. W 2012 roku w 100 firm zajmujących się Internetem rzeczy zainwestowano 750 mln dolarów. Szacuje się, że w 2020 roku jego wpływ na globalną gospodarkę wyniesie 14 bilionów dolarów.

Bezpieczeństwo – Cyfrowa rewolucja wiąże się niestety z cyberprzestępczością, którą zajmują się coraz bardziej profesjonalne grupy. Niebezpieczeństwo stwarzają także sami pracownicy, którzy używają mobilnego sprzętu zarówno w celach prywatnych, jak i służbowych. W tym roku, według danych Deloitte, aż 59 proc. firm dotknęło naruszenie ich sieci i systemów teleinformatycznych, a szkody z tego tytułu mogły wynosić średnio od 700 tys. do 1,3 mln dolarów.
„Stworzenie własnej strategii cyfrowej to dziś obowiązek każdej firmy, która chce świadomie funkcjonować w Internecie. Kluczowe jest jednak zbudowanie listy swoich priorytetów i odpowiedzenie sobie na pytanie, co chcemy osiągnąć i jakich w związku z tym narzędzi powinniśmy użyć, zamiast bezrefleksyjnie korzystać ze wszystkich możliwości, które oferują dziś nowoczesne technologie” – mówi Dariusz Kraszewski. „Można się spodziewać, że tak jak na świecie, także w Polsce firmy prowadzące handel tradycyjny będą odnotowywać spadki przychodów, jednocześnie odnotowując wzrost zakupów online, bo dziś klienta można znaleźć przede wszystkim w Internecie” – podsumowuje.

MCI partnerem Rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE

0

Aż 27 polskich firm wyróżniono w najnowszej odsłonie prestiżowego rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE, który przedstawia listę najszybciej rozwijających się przedsiębiorstw technologicznych w regionie Europy Środkowej. Podstawą oceny spółek była dynamika wzrostu przychodów z działalności operacyjnej. MCI Management SA był partnerem tegorocznej edycji Rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE.

Trzeci raz z kolei liderem rankingu została rumuńska spółka z polskimi korzeniami Vola.ro. Na kolejnym miejscu uplasowała się serbska Bitgear Wireless Design Services. Trzecie miejsce przypadło najwyższej sklasyfikowanej polskiej spółce – krakowskiej Softhis. Łączna wartość przychodów firm sklasyfikowanych w głównej kategorii wyniosła w 2012 roku 714 mln euro.

Uroczystość wręczenia nagród poprzedziła dyskusja panelowa pt. „Nauka i biznes: realna współpraca czy rytualny taniec pingwinów?”, w której udział wzięli: Prof. Marek Niezgódka – Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego; Magdalena Burnat-Mikosz – Lider Działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej Deloitte; Tomasz Czechowicz – Prezes Zarządu MCI Management, Adam Maciejewski, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych; dr Bartosz Ziółko – Akademia Górniczo-Hutnicza, Marcin Warwas – Wiceprezes Comarch.

Komentarz dzienny, 29 października 2013

Produkcja przemysłowa w USA wzrosła o 0,6% (konsensus rynkowy +0,4%). Wielkość rewizji netto poprzednich publikacji jest neutralna. Dobry odczyt headline maskuje gorszą kompozycję wzrostu. Przetwórstwo przemysłowe wzrosło jedynie o 0,1% (oczekiwania opiewały na +0,4%; dodatkowo poprzedni odczyt zrewidowano w dół), górnictwo o 0,2%, zaś dystrybucja mediów o 4,4% (i jest to główna przyczyna wzrostu całej produkcji w ogóle).

Po uruchomieniu Sierra Gorda KGHM będzie jednym z głównych producentów molibdenu na świecie

0

CEO Magazyn Polska

Chilijski projekt Sierra Gorda i kanadyjski Victoria to największe przedsięwzięcia zagraniczne, na których koncentruje się KGHM Polska Miedź. Kopalnia w Chile ma ruszyć w II kwartale przyszłego roku. Na początek będzie tam produkowane 110 tys. ton miedzi w koncentracie. Kopalnia będzie też jednym z wiodących producentów molibdenu – planowana na początek produkcja to 11 tys. ton, co odpowiada 10 proc. światowej produkcji.

 W pierwszej fazie realizacji projektu Sierra Gorda myślimy o produkcji 110 tys. ton miedzi w koncentracie oraz około 11 tys. ton molibdenu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Romanowski wiceprezes zarządu ds. finansowych KGHM Polska Miedź S.A. – Produkcja molibdenu ulegnie obniżeniu po pięciu latach, jednak poziom przychodów nie powinien zmienić się znacząco.

Ze względu na skalę produkcji molibdenu i kwestie ulokowania jej na rynku, KGHM zamierza opóźnić realizację projektu Malmbjerg na Grenlandii, gdzie znajduje się jedno z największych światowych złóż tego metalu. Wydobycie tu rozpocznie się prawdopodobnie po planowanym zmniejszeniu produkcji molibdenu w Sierra Gorda.

 – Projekt Sierra Gorda zwiększy znacząco także nasze wydobycie miedzi. Ta produkcja będzie przez okres około 5 lat w miarę stabilna, natomiast w kolejnym okresie zamierzamy zwiększyć produkcje miedzi w Sierra Gorda do ponad 200 tys. ton. Biorąc pod uwagę 55 proc. udział KGHM w kopalni Sierra Gorda to będzie to około 30 proc. wzrost wydobycia miedzi przez KGHM w porównaniu z wydobyciem w Polsce – wyjaśnia Jarosław Romanowski.

Nie tylko Sierra Gorda

Kolejnym istotnym dla KGHM projektem jest Victoria w kanadyjskiej prowincji Ontario.

 – Pod względem wartości, która będzie stworzona w grupie KGHM Polska Miedź S.A. w kolejnych latach, jest to bez wątpienia projekt numer dwa, po Sierra Gorda – twierdzi wiceprezes spółki. – Będzie to kopalnia głębinowa produkująca nie tylko miedź, ale również nikiel i platynowce, dzięki czemu znacząco spadną koszty wydobycia.

Rozpoczęcie produkcji planowane jest na rok 2018, ale pełną produkcję osiągnie w 2023 roku.

Również w Kanadzie KGHM International realizować będzie projekt Afton Ajax, w ramach którego prowadzone będą wiercenia w obszarach Rainbow i Ajax North, a także poszukiwanie – przez badania geofizyczne i wiercenia poszukiwawcze – nowych surowców w rejonach, które sąsiadują ze złożem Ajax North.

 – W ostatnim okresie dzięki pracom eksploracyjnym odkryliśmy nowe możliwości jeżeli chodzi o udokumentowanie złoża. W związku z tym podjęliśmy decyzję, aby opóźnić proces starania się o pozwolenia środowiskowe, a skupić się na tym, aby w  miarę możliwości udokumentować więcej złóż niż pierwotnie zakładaliśmy – wyjaśnia Romanowski. – Zakład przeróbczy, który będziemy tam budować, będzie wymagał podobnej wielkości nakładów inwestycyjnych, natomiast potencjalna wielkość produkcji i długość życia kopalni może ulec istotnemu przedłużeniu.

P. Woźniak: przeciwnicy gazu łupkowego są zbyt emocjonalni. Potrzebny jest zimny rachunek ekonomiczny

CEO Magazyn Polska

Zwolennicy zwiększenia nadzoru nad wydobywaniem gazu łupkowego starają się zmienić unijne prawo tak, by środowisko naturalne było chronione w większej mierze. Piotr Woźniak, wiceminister środowiska odpowiedzialny za kwestię łupków w polskim rządzie, liczy, że będzie możliwa racjonalna, a nie emocjonalna dyskusja na unijnym forum. Do kolejnego starcia między zwolennikami a przeciwnikami łupków dojdzie w grudniu.

Parlament Europejski, głównie głosami socjalistów, Zielonych i liberałów, przegłosował zaostrzenie dyrektywy środowiskowej, co oznacza konieczność sporządzania oceny oddziaływania inwestycji na środowisko już na etapie prowadzenia poszukiwań gazu łupkowego. Jednak to nie koniec prac nad wprowadzeniem wspólnego, unijnego prawodawstwa.

 – Następnym etapem będzie uzgodnienie stanowiska przyjętego w czytaniu przez Parlament Europejski w tzw. procedurze trilogu z Radą UE, w tym wypadku z radą ministrów środowiska – tłumaczy Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska. – Wymagać to będzie od nas ogromnego wysiłku na poziomie Rady, gdzie będzie można podjąć rzeczową dyskusję. Czytanie projektu zmian w PE było podszyte niesłychaną emocją, a tu jest potrzebny zimny rachunek ekonomiczny i dobra analiza środowiskowa wpływu takiej regulacji na przyszłość nowego przemysłu, czyli ropy i gazu ze złóż niekonwencjonalnych.

Dyskusja dotycząca zagrożeń dla środowiska, zdaniem wiceministra, przebiega w sposób „niesłychanie niezrównoważony”, i przeważają w niej oponenci.

Piotr Woźniak przypomina, że jeśli w Europie rozwinie się wydobycie gazu niekonwencjonalnego i dojdzie do zmian podobnych, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych, to może to zupełnie odwrócić porządek rzeczy.

 – W Stanach Zjednoczonych jeszcze cztery lata temu kwitł import gazu, choćby skraplanego. W tej chwili jest presja firm amerykańskich na to, żeby eksportować gaz, dlatego że tyle jest go na rynku. Z kolei energia produkowana z innych nośników niż gaz jest od prawie dwóch lat droższa niż ta produkowana z gazu, ponieważ ceny tego paliwa spadły – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak.

Choć nadzieje związane z gazem łupkowy, zwłaszcza w Polsce, są duże, to eksperci nie liczą na to, że złoża tego surowca doprowadzą do aż tak dużej rewolucji na rynku. Do tej pory nie udało się uzyskać wiarygodnych danych potwierdzających, jak duże pokłady gazu kryją polskie łupki i ile z nich uda się wydobyć na skalę przemysłową.

 – Pewnie nie będziemy mieli tak optymistycznego scenariusza jak w przypadku USA, ale zanosi się na poważną zmianę akcentów i zmianę na rynku. A to zawsze wzbudza ogromną reakcję. Przed nami sporo pracy przed pierwszym posiedzeniem, w którym będzie próba uzgodnienia stanowiska Parlamentu i Rady, a to pewnie nastąpi jeszcze w grudniu tego roku – informuje Piotr Woźniak.

Od przyszłego roku akademickiego staże dla studentów obowiązkowe

0

CEO Magazyn Polska

Od 3 do 7 mln zł otrzymają uczelnie, które współpracując z biznesem, stworzą nowoczesne staże dla swoich studentów. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczą na realizację zwycięskich projektów 50 mln zł. Resort chce w ten sposób przygotować uczelnie, studentów i pracodawców do stałej praktyki organizacji staży, które od przyszłego roku akademickiego staną się obowiązkowe.

Zadaniem konkursowym postawionym przed uczelniami jest stworzenie wraz pracodawcami takich programów stażowych, które obejmą przynajmniej 30 proc. studentów danego rocznika na wybranym kierunku. Oznacza to, że skorzysta z nich łącznie około 10 tys. osób.

 – Program pomoże przede wszystkim uzyskać doświadczenie w firmie, w biznesie, w jednostce otoczenia społecznego, w administracji publicznej, szkole etc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Chcemy stymulować uczelnie do tego, żeby rozpoczęły przygotowywanie ciekawych praktyk dla studentów.

To jednak nie jest jedyny cel rządowej inicjatywy. Organizowany konkurs ma również służyć przygotowaniu uczelni do nowych przepisów,  które wejdą w życie od nowego roku akademickiego.

 – Naszym zadaniem jest wprowadzenie w życie przepisów, które od 1 października 2014 roku zobowiążą uczelnie realizujące kierunki praktyczne do organizowania trzymiesięcznych staży – tłumaczy minister. 

Uczelnie mają szansę na zdobycie nawet 7 mln zł. Kwota dofinansowania zależeć ma od liczby studentów uczących się na danej uczelni. Poza sfinansowaniem staży, uczelnie będą mogły pozostałą część przyznanej im kwoty przeznaczyć m.in. na zorganizowanie wykładów i zajęć z wybitnymi praktykami, zagraniczne wyjazdy studyjne czy wzmocnienie oferty Akademickich Biur Karier.

 – Naszym celem jest, aby to nie uczelnia określała, co będzie student robić podczas stażu, ale przede wszystkim przyszły pracodawca. Zależy nam na tym, żeby studenci nie tylko poznawali otoczenie przyszłej pracy, ale także uczyli się kompetencji miękkich, pracy zespołowej, zarządzania projektami – podkreśla Barbara Kudrycka.

Choć szansę na wygraną  ma każda uczelnia i każdy kierunek, resort przyzna dodatkowe punkty projektom z kierunków matematycznych, ścisłych i technicznych oraz tym, które związane są z ekoinnowacjami, odnawialnymi źródłami energii, zarządzaniem środowiskowym w przedsiębiorstwach oraz technologiami przyjaznymi dla środowiska naturalnego.

 – Uczelnie niepubliczne i publiczne, preferowane kierunki oczywiście z zakresu bio–info–techno oraz ochrony środowiska, ale nie oznacza to, że na kierunkach społecznych czy humanistycznych nie można organizować staży i aplikować o dodatkowe wsparcie – wyjaśnia minister.

Pierwsze staże, które zwyciężą w konkursie, mają ruszyć od stycznia 2014 roku. Efekty pilotażowych programów zostaną na koniec poddane ocenie.

 – Będziemy weryfikować efekt jakościowy poprzez sprawdzenie, na ile trafił on w sedno, czyli w rzeczywistą potrzebę, i na ile szczegóły konstrukcji tej oferty MNiSW i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pozwalały na osiągnięcie celu, dla którego te 50 mln złotych są wykładane – wyjaśnia Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora NCBR. – Czyli dla zwiększenia praktycznych kompetencji w wykształceniu ludzi, którzy opuszczają mury uczelni i dla zmniejszenia bezrobocia wśród absolwentów uczelni.

Budżet konkursu ma być systematycznie zasilany z oszczędności wypracowanych przy innych konkursach z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki.

Polski kantor internetowy uruchamia biuro w londyńskim City

0

CEO Magazyn Polska

Kantor internetowy Cinkciarz.pl otwiera biuro w finansowym City w Londynie. W stolicy Wielkiej Brytanii dokonuje się obecnie 30 proc. światowego obrotu walutowego. Jeśli inwestycja przyniesie oczekiwany zwrot, można oczekiwać ekspansji firmy na innych europejskich rynkach.

 – Otwieramy nowe biuro w samym centrum finansowego City w Londynie. Jesteśmy na etapie operacyjnym, mamy już konkretne miejsce, organizujemy sprzęt. Chcemy, żeby w tej diasporze angielsko-irlandzkiej nasza obecność była bardzo mocna  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kiciński, członek zarządu Domu Maklerskiego Cinkciarz.pl.

Kierunki i rozmiar kolejnych inwestycji firmy zależą od nadwyżek finansowych wygenerowanych dzięki obecności w Londynie.

 – Przyglądamy się kilku miejscom, gdzie istnieje dość duża diaspora biznesowa lub polska – wyjaśnia Kiciński. – Jeżeli chcemy wejść na rynek, musimy myśleć o co najmniej kilkuset milionach złotych obrotów rocznie. Cinkciarz.pl nie chce być firmą, która obsługuje tylko Polskę. Nasi klienci są wszędzie, choć w większości są nimi Polacy.

Przelewy walutowe i  być może  giełda

Kantor planuje także wprowadzenie przelewów międzynarodowych z przewalutowaniem. Dzięki temu np. Polak pracujący w Wielkiej Brytanii mógłby przelać zarobione funty rodzinie mieszkającej w Polsce, a pieniądze zostałyby przez kantor zamienione na złote.

 – Diaspora polska jest druga na świecie pod względem wykorzystania przelewów międzynarodowych – zauważa Kiciński. – Jest to związane z naszą silną obecnościach w Irlandii, Anglii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i w innych krajach. Obecnie oferujemy jedynie prostą wymianę walut bez możliwości przelewania, ale chcemy to zmienić. Nie jest to jednak możliwe od razu, konieczne są rozwiązania prawne i technologiczne.

Cinkciarz.pl w dalszej perspektywie nie wyklucza także debiutu giełdowego. Kiciński zaznacza, że na razie działalność jest dochodowa i nie ma potrzeby pozyskiwania kapitału z zewnątrz, jednak w miarę kolejnych inwestycji taka potrzeba może się pojawić. Wówczas wejście na giełdę będzie brane pod uwagę.

Cinkciarz.pl jest pierwszym w Polsce kantorem internetowym. W początkowej fazie działalności usługi internetowe były dostępne dla klientów kantorów stacjonarnych, ale od 2010 r. nie jest to już wymagane, a swoje rachunki w kantorze mogą otworzyć klienci 28 banków. Na początku października firma wprowadziła możliwość zakupu 11 nowych walut – m.in. juana chińskiego, dolara hongkońskiego, dolara nowozelandzkiego czy lita litewskiego. Obecnie kantor umożliwia wymianę 26 walut.

Carrefour: sklepy osiedlowe mają szansę stać się silniejsze

0

CEO Magazyn Polska

90 proc. Polaków codziennie robi zakupy w sklepach osiedlowych i, zdaniem ekspertów, mają one spory potencjał dalszego rozwoju, szczególnie jeśli będą one franczyzą dobrej marki. Wciąż prawie 50 proc. udziałów w branży produktów szybkozbywalnych przypada na rynek tradycyjny. To znacznie więcej niż europejska średnia.

 – Małe sklepy mają ogromny potencjał, o ile ich właściciele zrozumieją, że trzeba teraz bardzo szybko pomyśleć, w jaki sposób zarządzać tym sklepem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Francois Vincent, dyrektor ds. franczyzy Carrefour. – Trzeba zawsze pamiętać o tym, że klient potrzebuje konceptu, stabilnego asortymentu w danym sklepie. Większość właścicieli małych i tradycyjnych sklepów nie wie, jak zarządzać sklepem. To nie jest problem kompetencji, tylko braku czasu.

Dlatego walki konkurencyjnej nie przetrwają, jego zdaniem, małe sklepy działające niezależnie. Pomocny może być model franczyzowy, w ramach którego duża sieć sklepów udostępnia franczyzobiorcy markę, szerokie wsparcie, wiedzę, szkolenia itd. Jest to korzystne zwłaszcza dla tych franczyzobiorców, którym brakuje czasu na kompleksowe zarządzanie sklepem.

 – Carrefour, dając franczyzę, daje pełny pakiet i pomaga. Partner wtedy nie musi się zastanawiać, jak zarządzać sklepem, jak go zatowarować, w jaki sposób rozłożyć asortyment, bo ma wszystko przygotowane. Dzięki temu może się skoncentrować bardziej na klientach – przekonuje Vincent. – Miejsce właściciela sklepu nie jest w biurze ani na negocjacjach z dostawcami. Powinien być na sali sprzedaży z klientami – dodaje dyrektor ds. franczyzy Carrefoura.

Sieć sklepów Carrefour współpracuje z 400 sklepami, występującymi pod szyldem Carrefour Express albo Globi. Według firmy PROFIT System, w Polsce działa już łącznie około 900 systemów franczyzowych, w których skupionych jest ponad 50 tysięcy sklepów.

Korki w miastach mógłby rozładować system zarządzania ruchem. Pracuje nad nim resort transportu

0

CEO Magazyn Polska

Budowa systemów zarządzania ruchem powinna towarzyszyć rozbudowie infrastruktury drogowej – przekonuje Adrian Furgalski. Dzięki lepszemu zarządzaniu GDDKiA zaoszczędzi pieniądze, a kierowcy czas i nerwy. Ekspert podkreśla, że w systemie powinny zostać wykorzystane elementy już istniejącej infrastruktury. 

 – Działania polegające na tym, że się monitoruje ruch, steruje się ruchem, są z jednej strony dobre dla GDDKiA, bo pozwalają oszczędzać infrastrukturę, ale także dla kierowców, ponieważ starają się wpływać na jego zachowania, np. po to, żeby nie brnął tam, gdzie jest dzisiaj ślepa uliczka, zablokowana zbyt dużą ilością samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrian Furgalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Furgalski przekonuje, że w takim systemie nie chodzi tylko o oszczędności, ale także o samopoczucie kierowców, którzy mniej czasu będą spędzać w korkach. Płynniejszy ruch wpłynie także na mniejsze zanieczyszczenie środowiska.

System zarządzania ruchem może uwzględniać m.in. urządzenia pomiaru prędkości i natężenia ruchu, znaki drogowe o zmiennej treści, monitoring pojazdów, ich wagi czy ograniczenia dotyczące wjazdu do centrów miast. W instalacji takiego systemu może pomóc już istniejąca infrastruktura, w tym m.in. bramownice, na których zainstalowane są czujniki elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL. 

 – Nie ma sensu, aby inna jednostka, taka jak Inspekcja Transportu Drogowego, kupowała np. wagi przenośne i montowała je na placach. Wystarczy odpowiednie rozwiązanie i przejeżdżające pod bramownicami samochody mogą być także dzięki odpowiednim urządzeniom ważone. Także kontrola prędkości, pomiar odcinkowy prędkości, to jest do zastosowania dzięki tym urządzeniom – uważa Furgalski.

W jego ocenie, w ten sposób można obniżyć koszty wdrożenia takiego systemu. Operator systemu viaTOLL zapewnia, że takie możliwości techniczne są. Dlatego – jak podkreśla Furgalski – potrzebna jest jedynie decyzja polityczna.

Zdaniem eksperta, aby system był sprawny i spełniał swoje zadania, musi uwzględniać dane z wielu różnych urządzeń. Taka integracja pozwoli na najbardziej efektywne zarządzanie ruchem na polskich drogach.

M. Gronicki: rząd i minister finansów szukają łatwych rozwiązań ingerując w OFE

Ingerencja w OFE to szukanie łatwych, ale tymczasowych rozwiązań. Problemem nie są bowiem otwarte fundusze emerytalne, a cały system emerytalny, którego głównym filarem jest ZUS. Zdaniem Mirosława Gronickiego, byłego ministra finansów, w obecnej sytuacji Polacy będą musieli sami zatroszczyć się o swoje emerytury.

 – Finanse publiczne są w kłopotach – brakuje finansowania zewnętrznego, sięgamy wysokich limitów długu publicznego. I to powoduje, że szuka się łatwych rozwiązań, a te związane z OFE wydają się – przynajmniej rządowi i Ministerstwu Finansów – dość proste – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Gronicki, były minister finansów. – To samo można byłoby zrobić, jeżeli chodzi o zmniejszenie długu publicznego, wykorzystując aktywa, które są w gestii sektora finansów publicznych. A te są dość pokaźne.

To rozwiązanie jednak, jak podkreśla, byłoby trudniejsze, bardziej skomplikowane, choć wykonalne.

Dodaje, że można było znacznie wcześniej ingerować w system OFE, naprawiać go tak, by nie był obciążeniem dla finansów publicznych – tak jak traktuje je resort finansów – a elementem, który finanse publiczne mógłby wspomagać.

 – Jeżeli przez kilkanaście lat nie monitorowano systemu OFE, to funkcjonował tak, jak został nakreślony. I trudno spodziewać się, żeby działały na swoją niekorzyść. Korzystne dla OFE rozwiązania niekoniecznie byłyby dobre dla nas wszystkich. Chociażby to, że opłaty za wejście do OFE, za zarządzanie były dość wysokie. Struktura inwestowania była dziwna. Stworzono zamkniętą grupę funduszy, które mogą działać tylko jako emerytalne. Te problemy można było rozwiązać – uważa Mirosław Gronicki.

Zdaniem byłego ministra problemem polskiego systemu emerytalnego nie jest OFE, tylko zarządzanie pieniędzmi w ZUS.

 – Wielkość dopłat do całego systemu emerytalnego w Polsce w tym roku przekroczy 90 miliardów złotych, a OFE dostaną transfery rzędu 8-9 miliardów złotych – tłumaczy Mirosław Gronicki. – Politycy, prędzej czy później, staną przed dylematem, co robić z tym znacznie większym problemem niż OFE. I tu już nie będzie możliwości wprowadzania prostych, szybkich rozwiązań – przestrzega..

Dlatego, zdaniem ekonomista, Polacy powinni zacząć myśleć o swojej starości i odkładać pieniądze na własną rękę.

 – Nie ma skłonności do oszczędzania w kraju. A jeżeli ludzie wydawaliby trochę mniej, trochę więcej by oszczędzali, wierzyliby bardziej w polski pieniądz i system finansowy, to sytuacja byłaby trochę inna. Ale jesteśmy w nowym systemie gospodarczym trochę ponad 20 lat. To nawyki, które gdzie indziej są oczywiste, u nas jeszcze muszą się – niestety – pokazać –  podsumowuje Mirosław Gronicki.

Rząd zapowiedział zmianę w otwartych funduszach emerytalnych polegającą na przeniesieniu połowy zgromadzonych w nich oszczędności do ZUS. Zaś przyszli emeryci zadecydują, czy będą nadal odkładać część swojej składki w OFE, czy całość kierować do ZUS. Jeśli w ciągu trzech miesięcy nie zgłoszą swojej decyzji, środki zostaną automatycznie przeniesione do ZUS. Te oszczędności, które pozostaną w funduszach, będą na 10 lat przed przejściem na emeryturę stopniowo przenoszone do ZUS.

Właściciel InPostu poszukuje inwestora. Potrzebuje pieniędzy na światową ekspansję

0

CEO Magazyn Polska

16 tys. paczkomatów do końca 2016 r. na całym świecie – to cel rozwojowy Integer.pl. Aby go zrealizować, właściciel InPostu, czyli największego prywatnego operatora pocztowego w Polsce, prowadzi rozmowy z prywatnymi inwestorami. Projekt rozwoju sieci pochłonął w ciągu półtora roku 100 milionów euro, a spółka zamierza pozyskać co najmniej drugie tyle.

 – Finansowanie jest absolutnym kluczem tak szybkiego rozwoju sieci, który zakłada 16 tysięcy maszyn do końca 2016 roku. W pierwszym etapie finansowania wspólnie z naszym partnerem – funduszem private equity PineBridge Investments – zainwestowaliśmy 108 milionów euro. Oprócz tego Integer pozyskał kilka miesięcy temu z polskiej giełdy 33 miliony euro, które zamierzamy przeznaczyć – w ponad 90 proc. tej kwoty – na dofinansowanie projektu easyPack – wymienia Rafał Brzoska, prezes zarządu Integer.pl w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że prowadzone są zaawansowane rozmowy z funduszami, które chcą dołączyć do tego projektu.

 – Najprawdopodobniej będziemy mieli współinwestora – zapowiada Rafał Brzoska. – Kluczem jest utrzymanie większościowego pakietu. Akcjonariusze Integera mogą być spokojni, że zarząd zrobi wszystko, aby większościowy pakiet akcji w easyPacku został utrzymany albo wręcz zwiększony.

Prezes zapewnia, że spółka kończy proces rozlokowania 1100 paczkomatów w Polsce. W ramach międzynarodowej ekspansji sieci easyPack jeszcze w tym roku uruchomionych zostanie 2 tys. nowych paczkomatów, m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Austrii, na Węgrzech, w Turcji, Norwegii i Szwecji. W 14 krajach na całym świecie jest około 2400 paczkomatów grupy. Są zlokalizowane np. w Arabii Saudyjskiej, Australii, Chile, Rosji czy na Cyprze.

 – W ciągu półtora roku zainwestowaliśmy prawie 100 milionów euro. Kolejny etap finansowania zakłada pozyskanie 100-150 milionów euro z rynku giełdowego, private equity bądź na zasadzie oferty private placement. Każdy z tych scenariuszy jest równie prawdopodobny, więc trudno mówić o szczegółach. Sytuacja wyjaśni się w ciągu kilku miesięcy – zaznacza prezes Integer.pl.

Zdradza natomiast, że spółka planuje jak najszybciej pozyskać kilka tysięcy partnerskich punktów, w których będzie można nadać i odebrać list, paczkę oraz przekaz pieniężny. To jest „absolutny priorytet” w zakresie rozbudowy infrastruktury InPostu. We wrześniu podpisano w tej sprawie porozumienie ze Stefczyk Finanse, operatorem placówek Kas Stefczyka, dzięki czemu sieć punktów obsługi klienta powiększy się o kolejne 400 punktów (w sumie będzie ich 1700).

 – Przykład SKOK-u jest namacalnym dowodem na to, że sieciowi gracze przestali traktować konkurencję Poczty Polskiej jako marginalnego, potencjalnego partnera, który być może wygeneruje jakiś ruch. Traktują coraz bardziej serio rosnącą pozycję InPostu na rynku i widzą w tym olbrzymią szansę również dla siebie, ponieważ my, generując ruch klientów, powodujemy, że mogą oni być także klientami SKOK-u czy każdego innego banku. I taki jest główny cel tego typu współpracy partnerskiej – tłumaczy Rafał Brzoska.

Szansę na rozwój prezes widzi w przejęciach. Pod koniec września Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał pozytywną decyzję w sprawie przejęcia dwóch spółek z rynku polskiego, spółki Inforsys oraz Polskiej Grupy Pocztowej.

Integer.pl to druga co do wielkości w Polsce grupa pocztowa, do której należą największa prywatna poczta – InPost, niezależny operator finansowo-ubezpieczeniowy – InPost Finanse oraz Paczkomaty InPost. Grupa jest notowana na GPW od 2007 roku.

Angela Ahrendts dołącza do Apple jako starsza wiceprezeska ds. sklepów detalicznych i internetowych

0

Angela Ahrendts, obecnie dyrektorka generalna (CEO) Burberry, dołączy do Apple, zajmując nowo utworzone stanowisko starszej wiceprezeski i członkini zarządu. Jej bezpośrednim przełożonym będzie dyrektor generalny Apple, Tim Cook.

Angela Ahrendts będzie nadzorować kierunek strategiczny, ekspansję i funkcjonowanie sklepów detalicznych i internetowych Apple, które stwarzają setkom milionów klientów na świecie niespotykane wcześniej warunki do robienia zakupów. Sklepy detaliczne Apple wyznaczają najwyższy standard obsługi, oferując m.in. takie innowacyjne rozwiązania, jak stanowiska Genius Bar, osobista konfiguracja i indywidualne szkolenia One to One, które pomagają klientom w pełni wykorzystać potencjał produktów Apple.

„Niezwykle cieszę się, że Angela dołączy do naszego zespołu”, powiedział Tim Cook. „Łączą nas wspólne wartości, wizja innowacji oraz przekonanie o znaczeniu, jakie ma całokształt doświadczeń klientów w naszych sklepach. W swojej karierze Angela dowiodła, że jest ponadprzeciętną liderką, i może pochwalić się znaczącymi osiągnięciami zawodowymi”.

„Jestem zaszczycona, mogąc w przyszłym roku dołączyć do Apple na nowo utworzonym stanowisku. Bardzo cieszę się na współpracę z globalnymi zespołami Apple przy dalszym wzbogacaniu doświadczeń klientów w sklepach internetowych i tradycyjnych”, powiedziała Angela Ahrendts. „Zawsze podziwiałam innowacyjność produktów i usług Apple oraz wpływ, jaki wywierają one na życie ludzi. Mam nadzieję, że przynajmniej w niewielkim stopniu będę mogła przyczynić się do dalszych sukcesów i umacniania pozycji Apple — firmy, która zmienia świat”.

Wiosną Angela Ahrendts przejdzie do Apple ze spółki Burberry, gdzie pełni funkcję dyrektorki generalnej (CEO) i z powodzeniem zarządza przedsiębiorstwem w okresie niezwykle dynamicznego rozwoju w skali globalnej. Przed podjęciem pracy w Burberry Angela była wiceprezeską w spółce Liz Claiborne Inc., a wcześniej pełniła funkcję prezeski Donna Karan International.

Apple tworzy komputery Mac, najlepsze komputery osobiste na świecie, system operacyjny OS X, pakiety iLife, iWork oraz oprogramowanie do zastosowań profesjonalnych. Apple jest również pionierem w rewolucji multimediów cyfrowych za sprawą iPoda i iTunes. Firma zrewolucjonizowała rynek telefonów komórkowych, wprowadzając rewolucyjny telefon iPhone oraz uruchamiając App Store. Zaprezentowany przez firmę iPad definiuje przyszłość mediów mobilnych i elektroniki użytkowej.

Komentarz dzienny, 28 października 2013

Wzmocnione przez samoloty (cywilne: +57,5% m/m; wojskowe: +15,2% m/m), zamówienia na dobra trwałe wzrosły we wrześniu o 3,7% m/m, powyżej oczekiwań. Tym niemniej, zaskoczenie wynika tylko i wyłącznie ze wzrostów w najbardziej wahliwych kategoriach, jako że wszystkie kategorie bazowe dość mocno rozczarowały – zamiast oczekiwanych wzrostów, spadły zamówienia po wyłączeniu środków transportu oraz zamówienia i dostawy cywilnych dóbr inwestycyjnych po wyłączeniu środków transportu. Czarę goryczy dopełniły rewizje danych sierpniowych w dół w powyższych kategoriach.

Handel w sieci rozwija się w Polsce najszybciej w Europie

Udział e-handlu w sprzedaży detalicznej w Polsce dynamicznie rośnie. Obecnie stanowi on 3,8 procent, a według prognoz ekspertów wkrótce zwiększy się do 6-7 procent. Z najnowszego raportu firmy Deloitte przygotowanego wspólnie z Allegro i PayU wynika, że w internecie najczęściej kupujemy produkty związane z domem i ogrodem, ubrania, buty oraz produkty przeznaczone dla dzieci.

 – Technologia staje się mądrzejsza od ludzi. To ludzie muszą ją doganiać, ale tak naprawdę nie muszą się uczyć niczego nowego, bo większość urządzeń będzie wyposażona w geolokalizatory i geointeligencję – powiedział James Canton, socjolog, prezes Institute for Global Futures, w czasie konferencji „e-nnovation 2013”.

Jak podkreślali goście tegorocznej konferencji „e-nnovation” w Poznaniu, internetowy konsument bardzo się zmienia. Z jednej strony kupuje natychmiast to, co widzi, jednak duża grupa wykorzystuje sieć, by kupować taniej – to fani tzw. showroomingu. Stanowią oni prawie 1/3 polskich kupujących.

 – Dziś najpierw sprawdzasz wszystko w wyszukiwarce, potem na polskich stronach internetowych poświęconych produktowi, jeśli nie kosztuje cię to za dużo pracy, i dopiero wtedy idziesz do marketu – zauważa Patrick Dixon, prezes i założyciel Global Change.

 – Najbliższe pięć lat to będzie czas edukacji, medycyny, transportu i sprzedaży detalicznej. Wszystkie te dziedziny przejdą proces cyfryzacji. Jeżeli źle odczytasz kierunek rynku, jeżeli wybierzesz złą technologię, zbankrutujesz – uważa Michio Kaku, fizyk teoretyczny, publicysta naukowy.

Eksperci widzą perspektywy w mediach społecznościowych. Prawie 9 milionów Polaków korzysta z Facebooka – to jeden z najlepszych wyników na świecie. Dlatego blisko 90 proc. firm ma swój profil na tym portalu. Mimo to, tylko dla co czwartej firmy jest to miejsce pozyskiwania nowych klientów.

Rewolucja cyfrowa to również duże wyzwanie dla banków czy systemów takich jak PayU, umożliwiających transfer pieniędzy pomiędzy kupującymi i sprzedającymi.

 – Nie wydaje mi się, by pieniądze kiedykolwiek zniknęły. Myślę, że powstanie alternatywa. P2P, czyli bezpośredni sposób przekazywania pieniędzy od człowieka do człowieka, zarówno lokalnie, jak i międzynarodowo. I większość tego typu inicjatyw będzie się rozwijać – uważa James Canton.

Eksperci obecni na konferencji „e-nnovation 2013”podkreślają, że większość banków, operatorów komórkowych czy operatorów płatności zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłością są płatności mobilne. W ubiegłym roku urządzeniem mobilnym płaciło 212 mln ludzi, za dwa lata będzie to 384 mln, a wartość takich płatności będzie bliska 500 mld dolarów – wynika z raportu Deloitte. Według prognoz w ciągu następnych kilku lat płatności mobilne staną się popularniejsze, niż płatności online dokonywane za pomocą komputera.

Oprócz płatności, dla klientów e-sklepów równie ważna jest kwestia dostawy zamówionego towaru. Badania wskazują, że zamawiającym zależy przede wszystkim na szybkiej przesyłce do domu.

 – Wokół e-commercu powstaną nowe drogi dostawy. Dzięki czemu produkt będzie trafiał ze sklepu w bliskiej okolicy prosto do domu. Tego nie załatwią tradycyjne firmy dostawcze – podkreśla Patrick Dixon.

Badania potwierdzają, że doświadczenia użytkowników są kluczowe dla przyszłości sklepów internetowych. Dwie trzecie deklaruje, że zamyka stronę internetową z powodu jej ubogiego wyglądu lub oferty. Blisko połowa internautów dzieli się z przyjaciółmi złymi wrażeniami na temat danego serwisu czy sklepu, szczególnie w kwestii płatności lub dostawy. Dostosowanie więc wyglądu strony lub świadczonych usług do oczekiwań użytkowników przynosi wymierne efekty, czyli znaczący wzrost liczby klientów.

O wpływie postępu technologicznego na rozwój e-commerce dyskutowali wybitni futuryści, wizjonerzy, naukowcy i doradcy biznesowi z całego świata, którzy przyjechali do Poznania na czwartą edycję konferencji „e-nnovation” organizowanej przez Allegro i PayU.

Resort pracy: w ciągu 2-3 lat bezrobocie spadnie do 10 proc.

CEO Magazyn Polska

Jest szansa, że bezrobocie spadnie do poziomu 10 proc.  w ciągu najbliższych 2-3 lat  uważa Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej. Dzięki ożywieniu w gospodarce lekki wzrost zatrudnienia ma być odczuwalny już w przyszłym roku. Natomiast zdecydowanej poprawy na rynku pracy resort oczekuje w 2015 roku. Wiceminister podkreśla, że zmniejszenie pozapłacowych kosztów pracy nie będzie możliwe bez zwiększenia poziomu zatrudnienia.

Według danych GUS, bezrobocie od dwóch miesięcy jest na poziomie 13 proc. w skali kraju. To o 0,6 punktu procentowego więcej niż we wrześniu 2012 r. Wskaźnik ten zwiększył się we wszystkich województwach.

W kolejnych miesiącach stopa bezrobocia – jak w poprzednich latach – będzie rosnąć, co wynika z zakończenia prac sezonowych. Na koniec roku, zgodnie z założeniami przyjętymi przez rząd w ustawie budżetowej, wyniesie 13,8 proc. 

 – Myślę, że to jest realna stopa bezrobocia – zapewnia Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej. – Cały czas zatrudnienie sezonowe w branży turystycznej, ogrodniczej, rolniczej ma ogromne znaczenie na rynku pracy. Zatem spodziewamy się, że to bezrobocie będzie rosło, także w styczniu i lutym 2014 r., po czym zacznie spadać  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Na znaczącą poprawę na rynku pracy w przyszłym roku raczej nie ma co liczyć. Zdaniem wiceministra, bezrobocie będzie lekko spadać. Natomiast w 2015 roku wzrost zatrudnienia powinien przyspieszyć.

 – Miejmy nadzieję, że wchodząc na szybszą ścieżkę wzrostu gospodarczego w roku 2015 będziemy już odczuwać mocniejsze zapotrzebowanie na pracowników – mówi Męcina. – Według standardów Eurostatu dość szybko mamy szansę osiągnąć 10 proc., natomiast stopa bezrobocia rejestrowanego na poziomie 10 proc. to okres 2-3 lat.

Wiceminister podkreśla, że od zwiększenia poziomu zatrudnienia uzależnione jest ewentualne zmniejszanie pozapłacowych kosztów pracy, czyli np. składek na ubezpieczenie społeczne czy podatków. To nieustanny postulat pracodawców, który – jak podkreślają – przyczyniłby się do powstawania kolejnych miejsc pracy.

 – Najlepiej byłoby, gdybyśmy mogli mówić o zmianach związanych z kosztami pracy, ale wiemy doskonale, że dzisiaj pierwszym warunkiem jakiejkolwiek rozmowy na temat redukcji pozapłacowych kosztów pracy jest zwiększenie wskaźnika zatrudnienia. Ten wskaźnik musi rosnąć, bo wtedy wpływy czy do FUS czy z PIT są wyższe – stwierdza Jacek Męcina.

Poprawa na rynku pracy powinna zmienić nastawienie młodych ludzi do emigracji zarobkowej, a tych, którzy za granicą pracują poniżej swoich kwalifikacji, zachęcić do powrotu. 

 – Im gorsza sytuacja na rynku pracy, tym te zachowania migracyjne są częstsze, choć jak pokazują dane GUS z 2012 roku, na szczęście nie obserwujemy wzmożonych wyjazdów. Niestety migracje zarobkowe cały czas będą atrakcyjne dla części osób, zwłaszcza młodych, ze względu na 3-5 razy wyższe pensje – twierdzi wiceminister. – Ważne jest jednak, żeby mieli perspektywę powrotu do kraju. Bo pamiętajmy, że często zatrudnienie za granicą jest podejmowane poniżej kwalifikacji.

Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, we wrześniu 2013 r., w porównaniu do sierpnia 2013 r., liczba bezrobotnych zmniejszyła się o pół tysiąca osób.  Na koniec września br. największe bezrobocie wystąpiło w województwie warmińsko-mazurskim (20,4 proc.), a najmniejsze w województwie wielkopolskim – 9,4 proc. W ubiegłym miesiącu w urzędach pracy zarejestrowało się 252,5 tys. osób. Najliczniejszą grupę bezrobotnych tworzą osoby bez wykształcenia średniego – 54,4 proc. ogółu zarejestrowanych w urzędach pracy.

Spółki energetyczne dostaną 400 mln zł, by zapobiec przerwom w dostawie prądu

CEO Magazyn Polska

Za trzy lata mogą nam grozić wyłączenia prądu. Żeby zapobiec takiej sytuacji, trwają prace nad zapewnieniem alternatywnych dostaw energii. W przyszłym roku do spółek energetycznych ma trafić 400 mln zł, jeśli zobowiążą się do zagwarantowania rezerw mocy.

 – Tak zwany środek tymczasowy, czyli operacyjna rezerwa mocy, to preludium do rynku mocy – mówi agencji informacyjnej Newserii Biznes Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki. – Wprowadzamy nowe zasady wyceniania rezerwy mocy.

Operacyjna rezerwa mocy jest utrzymywana przez producentów energii za odpowiednią opłatą. Polskie Sieci Energetyczne, które będą korzystały z tej rezerwy, przeznaczą na dopłaty dla spółek energetycznych ok. 400 mln złotych.

 – Szacujemy, że to powinno w zupełności wystarczyć na zagwarantowanie, że operator będzie miał odpowiedni poziom rezerw wytwórczych w systemie. To rozwiązanie zostanie uruchomione od 1 stycznia. Kończą się konsultacje publiczne karty aktualizacji kodeksu sieci przesyłowej, która opisuje i wprowadza tę zmodernizowaną usługę – informuje prezes URE.

Usługa będzie oferowana, dopóki sytuacja na rynku nie zostanie ustabilizowana, czyli stare elektrownie nie zostaną zastąpione nowymi – w najbliższych latach planowane jest wyłączenie ponad 7 tys. MW mocy zainstalowanej. Regulator rynku podkreśla, że 2016 r. i 2017 r. będą  krytycznymi latami pod względem niedoboru energii. W praktyce oznacza to możliwość wystąpienia przerw w dostawach energii.

 – Operacyjną rezerwę mocy może w przyszłości zastąpić docelowe rozwiązanie, czyli tzw. rynek mocy, bądź mechanizm wynagradzania zdolności wytwórczych  tłumaczy Marek Woszczyk.

Prezes URE ocenia, że przygotowanie koncepcji rynku mocy powinno zostać ukończone w drugiej połowie przyszłego roku. W jego ramach mają być stosowane tzw. kontrakty różnicowe. Polegają na tym, że rząd będzie płacił operatorom systemu przesyłowego, gdy ceny energii nie pokrywają kosztów jej wytworzenia.

 – To rozwiązanie, które mogłoby się dobrze wpisywać w europejski model rynku jednotowarowego, nie może być jednak stosowane bezkrytycznie i bez ograniczeń – podkreśla Marek Woszczyk. – Nie chodzi o to, abyśmy powrócili do sytuacji, w której znowu większość albo całość energii pozostaje związana w tzw. kontraktach długoterminowych, bo to z gruntu rzeczy sprzeciwia się idei konkurencyjnego rynku energii elektrycznej.

W Polsce już były stosowane mechanizmy mocowe. Do 1999 funkcjonowały płatności mocowe (rynek mocy z segmentem średnioterminowym i długoterminowym), a do 2009 roku – rynek rezerw mocy.

Orange: Program Polska Cyfrowa powinien wspierać rozwój chmur obliczeniowych

CEO Magazyn Polska

Strategia Polski Cyfrowej na lata 2014-2020 musi uwzględniać kierunki rozwoju technologii, czyli większe wykorzystanie tabletów oraz chmur obliczeniowych – przekonuje wiceprezes Orange. Konsultacje społeczne programu, w którym do wydania będą niemal 2 mld euro, potrwają do 6 listopada.

 – Mamy wrażenie, że ten dokument powinien już ujrzeć światło dzienne. Zbliżamy się do kolejnej perspektywy finansowej 2014-2020, mamy zobowiązania związane z realizowaniem Europejskiej Agendy Cyfrowej na rok 2020. Dla nas program Polski Cyfrowej jest absolutnym priorytetem, wytycza kierunki rozwoju, wytycza pewne granice możliwości dalszego inwestowania dla operatorów komercyjnych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Muszyński, wiceprezes ds. operacyjnych Orange Polska.

Program Operacyjny Polska Cyfrowa będzie siedmioletnim projektem współfinansowanym z środków unijnych. Zgodnie z informacjami Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, do wydania będą łącznie prawie 2 mld euro. Najwięcej, bo po ok. 880 mln euro, zostanie przeznaczonych na stworzenie powszechnego dostępu do sieci szerokopasmowych oraz na e-administrację.

Muszyński przyznaje, że opracowanie założeń programu to bardzo skomplikowane zadanie. Błędy na etapie przygotowania mogą mieć poważne skutki zarówno dla inwestorów prywatnych, jak i dla budżetu państwa. Dlatego, choć Orange bardzo czeka na dokument, Muszyński rozumie zwłokę i twierdzi, że nie należy poganiać urzędników.

Dodaje, że Polska powinna być lepiej przygotowania do realizacji założeń Polski Cyfrowej dzięki trwającym od kilku lat programom rozbudowy dostępu do internetu szerokopasmowego.

 – Jeżeli nie, to znaczy, że naprawdę zmarnowaliśmy ostatnie 6 lat, kiedy uruchomiliśmy program sieci szerokopasmowych, które budujemy dzisiaj w różnych modelach, wprawdzie skutecznie budujemy od 2010-2011 roku, ale budujemy. W związku z tym, jeżeli to nie pomogło nam przygotować się do kolejnego ruchu, to znaczy, że naprawdę coś jest nie tak z tym rynkiem i z tym, w jaki sposób na tym rynku funkcjonujemy od strony inwestycji – przekonuje Muszyński.

Dodaje, że w nowym programie niezwykle ważne jest to, by dostosować założenia do zmieniających się trendów w korzystaniu z nowoczesnych technologii.

 – Moim zdaniem przyszłością będzie tablet, który do dzisiaj służył nam tylko jako przeglądarka, bo nie posiada mocy obliczeniowej – przewiduje Muszyński. – Połączony z chmurą, daje nam możliwość wykorzystania nieograniczonej bez mała mocy obliczeniowej.

Muszyński ma nadzieję, że rozwój tego obszaru będzie wspierany w programie Polska Cyfrowa. Podkreśla, że rozwój technologii chmury umożliwia znacznie lepsze wykorzystanie dostępnych mocy obliczeniowych i rozłożenia ich na wiele ośrodków. Taka optymalizacja daje bardzo duże oszczędności, wymusza jednak rozwagę przy inwestowaniu i rozwoju centr danych. Skorzystać na tym może też administracja państwowa.

 – Administracja państwowa inwestuje środki publiczne, środki unijne. Na pewno, mając na uwadze realizację zadań związanych z Polską Cyfrową, z e-administracją, ta moc obliczeniowa musi stanowić priorytet z punktu widzenia spełnienia celów i realizacji strategii państwa. A chmura może tylko w tym pomóc – przekonuje Muszyński.

Dodaje, że Orange może wykorzystać swoją przewagę, bo już teraz dysponuje jednym z większych centrów przetwarzania danych.

 – My jesteśmy dzisiaj w Polsce jednym z największych dostawców usługi. Mamy spółkę Integrated Solutions, która zajmuje się dostarczaniem kompleksowych rozwiązań m.in. w chmurze, wykorzystując jedno z największych data centers w Polsce, czyli centrum Orange – mówi wiceprezes spółki.

E-commerce w Polsce rozwija się najszybciej w Europie

0

CEO Magazyn Polska

Udział e-handlu w sprzedaży detalicznej w Polsce dynamicznie rośnie. Obecnie stanowi on 3,8 procent, a według prognoz ekspertów wkrótce zwiększy się do 6-7 procent. Z najnowszego raportu firmy Deloitte przygotowanego wspólnie z Allegro i PayU wynika, że w internecie najczęściej kupujemy produkty związane z domem i ogrodem, ubrania, buty oraz produkty przeznaczone dla dzieci.

 – Technologia staje się mądrzejsza od ludzi. To ludzie muszą ją doganiać, ale tak naprawdę nie muszą się uczyć niczego nowego, bo większość urządzeń będzie wyposażona w geolokalizatory i geointeligencję – powiedział James Canton, socjolog, prezes Institute for Global Futures, w czasie konferencji „e-nnovation 2013”.

Jak podkreślali goście tegorocznej konferencji „e-nnovation” w Poznaniu, internetowy konsument bardzo się zmienia. Z jednej strony kupuje natychmiast to, co widzi, jednak duża grupa wykorzystuje sieć, by kupować taniej – to fani tzw. showroomingu. Stanowią oni prawie 1/3 polskich kupujących.

 – Dziś najpierw sprawdzasz wszystko w wyszukiwarce, potem na polskich stronach internetowych poświęconych produktowi, jeśli nie kosztuje cię to za dużo pracy, i dopiero wtedy idziesz do marketu – zauważa Patrick Dixon, prezes i założyciel Global Change.

 – Najbliższe pięć lat to będzie czas edukacji, medycyny, transportu i sprzedaży detalicznej. Wszystkie te dziedziny przejdą proces cyfryzacji. Jeżeli źle odczytasz kierunek rynku, jeżeli wybierzesz złą technologię, zbankrutujesz – uważa Michio Kaku, fizyk teoretyczny, publicysta naukowy.

Eksperci widzą perspektywy w mediach społecznościowych. Prawie 9 milionów Polaków korzysta z Facebooka – to jeden z najlepszych wyników na świecie. Dlatego blisko 90 proc. firm ma swój profil na tym portalu. Mimo to, tylko dla co czwartej firmy jest to miejsce pozyskiwania nowych klientów.

Rewolucja cyfrowa to również duże wyzwanie dla banków czy systemów takich jak PayU, umożliwiających transfer pieniędzy pomiędzy kupującymi i sprzedającymi.

 – Nie wydaje mi się, by pieniądze kiedykolwiek zniknęły. Myślę, że powstanie alternatywa. P2P, czyli bezpośredni sposób przekazywania pieniędzy od człowieka do człowieka, zarówno lokalnie, jak i międzynarodowo. I większość tego typu inicjatyw będzie się rozwijać – uważa James Canton.

Eksperci obecni na konferencji „e-nnovation 2013”podkreślają, że większość banków, operatorów komórkowych czy operatorów płatności zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłością są płatności mobilne. W ubiegłym roku urządzeniem mobilnym płaciło 212 mln ludzi, za dwa lata będzie to 384 mln, a wartość takich płatności będzie bliska 500 mld dolarów – wynika z raportu Deloitte. Według prognoz w ciągu następnych kilku lat płatności mobilne staną się popularniejsze, niż płatności online dokonywane za pomocą komputera.

Oprócz płatności, dla klientów e-sklepów równie ważna jest kwestia dostawy zamówionego towaru. Badania wskazują, że zamawiającym zależy przede wszystkim na szybkiej przesyłce do domu.

 – Wokół e-commercu powstaną nowe drogi dostawy. Dzięki czemu produkt będzie trafiał ze sklepu w bliskiej okolicy prosto do domu. Tego nie załatwią tradycyjne firmy dostawcze – podkreśla Patrick Dixon.

Badania potwierdzają, że doświadczenia użytkowników są kluczowe dla przyszłości sklepów internetowych. Dwie trzecie deklaruje, że zamyka stronę internetową z powodu jej ubogiego wyglądu lub oferty. Blisko połowa internautów dzieli się z przyjaciółmi złymi wrażeniami na temat danego serwisu czy sklepu, szczególnie w kwestii płatności lub dostawy. Dostosowanie więc wyglądu strony lub świadczonych usług do oczekiwań użytkowników przynosi wymierne efekty, czyli znaczący wzrost liczby klientów.

O wpływie postępu technologicznego na rozwój e-commerce dyskutowali wybitni futuryści, wizjonerzy, naukowcy i doradcy biznesowi z całego świata, którzy przyjechali do Poznania na czwartą edycję konferencji „e-nnovation” organizowanej przez Allegro i PayU.

Firmy pożyczkowe chciałyby mieć szerszy dostęp do informacji o swoich klientach

CEO Magazyn Polska

Według branży pożyczkowej poza dostępem do rejestru dłużników, pożyczkodawcy powinni zyskać możliwość wglądu w dane np. o produktach finansowych klienta, a także historii spłat jego wcześniejszych zobowiązań. To byłaby szansa na obniżenie kosztów pożyczek, a zarazem zwiększenie ich dostępności.

Obecnie jedną z ważniejszych barier w procesie udzielania pożyczek jest brak wystarczającej wiedzy firm pożyczkowych na temat klientów. Niepewność co do ich rzetelności i terminowości spłat podnosi koszty udzielanych pożyczek oraz może prowadzić do decyzji odmownej.

 – Rejestr długów pozwala nam przede wszystkim wyeliminować tych nieuczciwych klientów, bo i tacy są, którzy chcą wykorzystywać pewne możliwości do tego, żeby wyłudzać pieniądze – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Kaczmarski, dyrektor Departamentu Obsługi Klienta Vivus Finance. – W momencie, gdy mają zadłużenie w jednej, drugiej czy trzeciej firmie, potrafią iść do czwartej i też prosić o pożyczkę. Oni doskonale wiedzą, że nie powinni jej brać i że jej nie spłacą.

W celu uzyskania bliższych informacji na temat historii kredytowej danego klienta, firmy pożyczkowe mogą obecnie korzystać m.in. z usług Krajowego Rejestru Długów (KRD). Pozwala im to dokładniej oszacować zdolność kredytową pożyczkobiorcy i ograniczyć ryzyko związane z podjęciem złej decyzji o udzieleniu pożyczki.

 – Bez takiej firmy jak KRD bylibyśmy bez takiej wiedzy, bez dostępu do informacji, że dana osoba jest zadłużona w kilku innych przedsiębiorstwach – podkreśla Kaczmarski.

Fakt, że ktoś figuruje w KRD nie oznacza, że nie dostanie pożyczki. Jak wyjaśnia Kaczmarski, w procesie badania zdolności kredytowej do każdego klienta podchodzi się indywidualnie, za każdym razem biorąc pod uwagę różne czynniki, które mogą wpływać na jego wypłacalność.

 – Chcemy wiedzieć, jakie są nawyki płatnicze, jakie są nawyki dotyczące spłacalności każdego klienta, bo my go po prostu nie widzimy, nie znamy – mówi Kaczmarski. – My byśmy chcieli mieć dostęp do znacznie szerszej informacji, o tym, jakich kart płatniczych ludzie używają, czy często, jakie mają nawyki płatnicze, czy płacą swoje zobowiązania regularnie. To dopiero byłoby rewolucją na rynku polskim.

Choć już na pierwszym etapie badania zdolności kredytowej firmy pożyczkowe sięgają po informację do KRD, często i ona może okazać się niewystarczająca. Tym bardziej, że rzetelnej oceny zdolności kredytowej oczekują też sami klienci, którzy często nie są w stanie samodzielnie oszacować, jaką kwotę mogliby pożyczyć, żeby ją bez problemu spłacić.

Niepełna informacja na temat potencjalnych dłużników powoduje, że firmy pożyczkowe zawsze muszą brać pod uwagę ryzyko niewywiązania się klienta ze zobowiązań. To z kolei przekłada się na wyższe koszty udzielanych pożyczek.

 – Każdy uczciwy przedsiębiorca, a większość taka jest, ogląda dwa razy każdą złotówkę, którą musi pożyczyć konsumentowi lub innej firmie. On chce zapłacić pensje swoim pracownikom, chce spłacić swoje zobowiązania, w związku z tym musi podjąć ryzyko decydując, czy może udzielić pożyczki, kredytu – dodaje.

Podkreśla przy tym, że zmiana reguł gry na rynku firm pożyczkowych byłaby korzystna dla obu stron.

 – Gdyby pożyczkodawca dysponował taką wiedzą, na pewno udzieliłby takiej pożyczki taniej, szybciej, łatwiej. Bezwzględnie znacznie większa grupa osób miałaby dostęp do pieniędzy, zarówno na rynku konsumenckim, jak i biznesowym – zapewnia.

Związek Firm Pożyczkowych, do którego należy m.in. Vivus Finance, zgadza się z proponowaną przez Ministerstwo Finansów (w ramach uregulowania rynku pożyczek pozabankowych) zasadą wzajemności we współpracy z BIK i BIG-ami. Zgodnie z nią firmy pożyczkowe na zasadach dobrowolności miałyby raportować tym instytucjom zarówno o swoich dłużnikach, jak i o klientach rzetelnie spłacających zobowiązania.

Inwestycje na rynku walutowym mogą dać kilkadziesiąt procent zysku w skali roku

CEO Magazyn Polska

Tysiąc złotych wystarczy, by rozpocząć inwestowanie na rynku walutowym Forex. Potencjalne zyski to nawet kilkadziesiąt procent rocznie, jednak ryzyko jest duże. By je zminimalizować, można rozpocząć inwestowanie od darmowego rachunku demonstracyjnego. Trzeba jednak śledzić dane makroekonomiczne.

 – Żeby zacząć swoją przygodę z Foreksem, wystarczy mieć niedużą porcję kapitału. Dla początkujących, którzy chcą się uczyć inwestowania na Foreksie i obracać rzeczywistymi środkami, myślę że minimalna wpłata to może być 1-2 tys. złotych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Izabela Kozakiewicz, dyrektor XTB na Polskę. – Potencjalne zyski, które nasi inwestorzy osiągają, które są znaczącymi zyskami, są rzędu kilkudziesięciu, nawet kilkuset procent.

Izabela Kozakiewicz dodaje, że przy długoterminowych inwestycjach na rynku Forex, zysk może wynieść kilkadziesiąt procent rocznie. Zależy to jednak od wyboru strategii i jej optymalizacji, bo ryzyko na giełdzie walutowej jest bardzo duże.

Transakcje na Foreksie polegają na sprzedaży i kupnie walut na zdecentralizowanym światowym rynku. Rynek ten jest bardzo duży – dzienne obroty były w 2012 r. szacowane na kilka bilionów dolarów – oraz płynny, jednak z uwagi na bardzo zmienną sytuację inwestowanie wymaga wiedzy i ostrożności.

 – Ryzyko przy Foreksie jest duże, natomiast jest kilka sposobów, żeby je minimalizować, na przykład tzw. zlecenia obronne. Możemy ustawiać sobie maksymalną akceptowalną stratę czy też poziom zysku, przy którym system automatycznie zamyka nam tę pozycję i to rzeczywiście bardzo ułatwia zarządzanie portfelem. Nie trzeba siedzieć stale przy komputerze, a dodatkowo pozwala nam to kontrolować swoje emocje. To jest jeden z filarów sukcesu – przekonuje Kozakiewicz.

Dodaje, że poza zleceniami obronnymi istnieją również inne możliwości poprawy wyników. To m.in. darmowe rachunki demonstracyjne, na których początkujący inwestorzy mogą bez ryzyka straty nauczyć się rynku Forex. Na rynku nie brakuje też literatury oraz szkoleń z tego zakresu. Na naukę trzeba poświęcić nawet kilka miesięcy.

Doświadczeni inwestorzy podejmują decyzję przede wszystkim w oparciu o dane makroekonomiczne. Ich znaczenie różni się w zależności od tego, jakiego rynku czy kraju dotyczą. Najważniejsze są dane dotyczące dolara i rynku amerykańskiego. Jak wynika z danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych, aż 87 procent obrotów na  Foreksie to handel dolarem. Na drugim miejscu znajduje się euro, które generuje ponad 33 procent. Dane nie sumują się do 100 proc., gdyż dotyczą zarówno sprzedaży, jak i kupna walut.

 – Publikacje z rynku amerykańskiego będą niezwykle ważne dla dolara, ale też dla wszystkich innych rynków, których ruchy są pokłosiem tego, co dzieje się na dolarze, czyli np. dla naszego złotego. Najważniejsze dane, czyli np. publikacje danych o bezrobociu w Stanach Zjednoczonych, znacząco działają na wszystkie rynki, na waluty, natomiast jest szereg bardzo ważnych publikacji, które warto wziąć pod uwagę – przekonuje Kozakiewicz. – Jest szereg kalendariów, w których są zaznaczone wagi tych danych makroekonomicznych, czy one historycznie miały wysoki wpływ na zmienność rynkową czy na zmiany cen, czy też niski.

Dodaje, że na rynek Forex wpływ mają też bardziej nieprzewidywalne wydarzenia polityczne, ekonomiczne, a nawet militarne. By je wykorzystać, należy bardzo uważnie śledzić rynek i szybko reagować, w czym pomocne są dobre platformy transakcyjne wspomagające inwestorów walutowych.

Ożywienie w branży odzieżowej. Pojawiają się nowe marki

0

CEO Magazyn Polska

W Polsce działa 31 tys. zakładów odzieżowych, które zatrudniają ponad 100 tys. ludzi. Branża całkiem dobrze poradziła sobie z kryzysem, zwiększając eksport swoich wyrobów.  – Jest pewne ożywienie w branży odzieżowej. Na rynku projektantów mody pojawiło się wiele osobowości – mówi Iwona Kossmann, właścicielka marki odzieżowej Kossmann Fashion.

90 proc. branży modowej jest w rękach mikrofirm odzieżowych.

 – To są może mikrofirmy, ale są to ważne firmy. Z jednej strony kreują bardzo dużo nowości, wnoszą pierwiastek twórczy do środowiska modowego, do branży odzieżowej, która nie istniałaby bez osób twórczych – mówi agencji informacyjnej Newseria Iwona Kossmann, właścicielka marki odzieżowej Kossmann Fashion.

Jej zdaniem, dzisiaj dla przedsiębiorców największą szansą na zaistnienie w świecie mody jest szycie na zagraniczne rynki. Choć największą grupą odbiorców naszych wyrobów są kraje rozwinięte, polska branża odzieżowa boryka się z problemem nadmiernej konkurencji ze strony międzynarodowych graczy.

 – Jest to bardzo trudna branża właśnie dlatego, że ta konkurencyjność jest tak wysoka. Nie dość, że rośnie ona w środowisku lokalnym, ale również jest bardzo dużo zewnętrznych graczy, międzynarodowych, takich jak H&M, Inditex [właściciel m.in. Zary red.], które mają tak szeroką, bogatą ofertę, że trudno z nimi konkurować – mówi Kossmann. – Dla mnie najważniejsza jest jakość produktu, ale również cena. Chciałabym, żeby moje produkty były wybierane ze względu na te dwa czynniki.

Podkreśla, że stanowią one najważniejsze kryterium decyzji o zakupie danej rzeczy.

 – To jest argument, który dociera do polskich klientek, szczególnie do kobiet biznesu, które są bardzo racjonalne w podejmowaniu decyzji, często ważą wydatek, bo wiedzą, że nie muszą kupować za najwyższe ceny, bo to nie jest już gwarantem jakości, tak jak 20 lat temu – twierdzi Iwona Kossmann.

W pierwszym półroczu głównymi odbiorcami polskich ubrań i dodatków były Niemcy, Holandia, Ukraina, Czechy, Szwecja i Rosja.

Sytuacja gospodarcza sprzyja fuzjom i przejęciom. Decyduje się na nie coraz więcej polskich firm

CEO Magazyn Polska

Prognozowany wzrost gospodarczy i poprawiająca się sytuacja na rynkach mogą sprzyjać fuzjom i przejęciom mniejszych podmiotów przez większe firmy. Dotyczy to zarówno Polski, jak i polskich spółek wchodzących na zagraniczne rynki. – Polskie firmy będą szukać nowych możliwości zbytu produktów czy nowych możliwości pozyskania surowców – prognozuje Jerzy Kalinowski, partner w firmie doradczej KPMG.

Przejęć i konsolidacji należy spodziewać się zwłaszcza w sektorach, w których mamy do czynienia z rozdrobnieniem rynku, czyli z dużą liczbą graczy oraz równie dużą konkurencją.

 – Dobrym przykładem jest sektor telewizji kablowej, bankowości czy ubezpieczeń, gdzie istnieje bardzo duża liczba podmiotów, które w tej chwili konkurują ze sobą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Kalinowski. – Biorąc pod uwagę perspektywy rozwojowe rynku, należy się spodziewać, że będą następowały przejęcia mniejszych przez większych.

Nie można tez wykluczyć, że część zagranicznych inwestorów zacznie się wycofywać z Polski, sprzedając swoje udziały innym graczom. Zdaniem analityków, równie prawdopodobne wydają się przejęcia, których dokonywałyby polskie przedsiębiorstwa za granicą. W ocenie eksperta, nasze firmy wraz z nadchodzącym ożywieniem gospodarczym będą poszukiwały nowych rynków zbytu czy źródeł możliwego rozwoju.

 – W szczególności dotyczy to największych firm, tzw. narodowych czempionów, czyli bardzo dużych spółek. Przykładem jest KGHM, który już zrobił taką akwizycję w Kanadzie – mówi Kalinowski.

Przejęcia spółek zagranicznych muszą być poprzedzone analizą tamtejszych rynków.

 – Mogą to być kraje Europy Wschodniej i Centralnej, bo to w naturalny sposób może odpowiadać potrzebom tamtych rynków, jeśli chodzi np. o usługi finansowe – mówi Jerzy Kalinowski z KPMG. – W przypadku spółek surowcowych będzie to poszukiwanie miejsc, gdzie jest surowiec  ropa naftowa czy kopaliny.

Europosłowie chcą zaostrzenia przepisów dotyczących poszukiwania i wydobywania gazu łupkowego.

CEO Magazyn Polska

Według Parlamentu Europejskiego nie tylko wydobycie, ale i poszukiwanie gazu z łupków będzie objęte obowiązkową oceną oddziaływania na środowisko. To, zdaniem części polskich europosłów i ekspertów, spowolni proces wydobycia surowca. Do tej pory i bez tych ograniczeń nie udało się wykonać wystarczającej liczby odwiertów, by stwierdzić, czy wydobycie surowca w Polsce będzie opłacalne.

 – Trochę nam dyrektywa przeszkodzi, ale i bez niej dużo nie zrobiliśmy. Obawiam się, że będzie listkiem figowym, wszyscy będą tłumaczyć, że dlatego nic nie robią, bo muszą badania przeprowadzić – uważa prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej, ekspert ds. energetycznych Politechniki Warszawskiej. – Do tej pory nie było takiego wymogu, a odwiertów za dużo nie mamy.

W ocenie eksperta, w Polsce są więc inne, poważniejsze bariery blokujące te inwestycje.

 – Przypuszczam, że wynika to z niepewności na rynku, czyli z analizy ryzyka. Nie wiadomo, ile można zarobić, a ile stracić. W związku z tym jest duże ryzyko, a w takiej sytuacji nikt nie wykłada pieniędzy. Inwestorzy, zwłaszcza z prywatnym kapitałem, nie pchają się, a niektórzy się wycofują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Krzysztof Żmijewski.

Piotr Woźniak, wiceminister środowiska odpowiedzialny za łupki, poinformował niedawno o stanie prac wiertniczych w Polsce. Do początku października wykonano 51 otworów rozpoznawczych. Do końca roku mają zostać zakończone prace przy trzech odwiertach, a rozpoczęte przy kolejnych pięciu. Po przekroczeniu liczby ok. 100 odwiertów eksperci będą mogli ocenić realne zasoby gazu łupkowego w Polsce i opłacalność ich eksploatacji.

Inwestorzy ostrożnie prowadzą drogie poszukiwania gazu, ponieważ kolejny rok przedłużają się prace nad regulacjami dotyczącymi tego sektora.

Prof. Krzysztof Żmijewski zwraca uwagę na lobbing Rosji, na której terenie znajdują się największe na świecie zasoby gazu ziemnego.

 – Gazprom prowadzi dosyć widoczną politykę PR-owską w samej Brukseli przekonując, że gaz łupkowy jest „złym” gazem, a niełupkowy jest „dobrym”, chociaż to ten sam gaz, tłumacząc, że nasze odwierty są złe, a ich – dobre. Trudno się dziwić takiej polityce, dziwne tylko, że nie przeciwdziałamy temu, dyskutując na przykład o szczelności rurociągów gazowych prowadzonych z Syberii i jaka część metanu z nich ucieka na zewnątrz. Jego wpływ na efekt cieplarniany jest 21 razy większy niż dwutlenku węgla – podkreśla w rozmowie z Newserią Biznes prof. Krzysztof Żmijewski.

Nad stanowiskiem Parlamentu Europejskiego i ostatecznym kształcie przepisów zadecydują europosłowie wspólnie podczas negocjacji z przedstawicielami unijnych krajów.

Według danych z początku września w Polsce obowiązuje 105 koncesji na poszukiwanie i/lub rozpoznawanie złóż węglowodorów, w tym gazu z łupków. Koncesje te zostały udzielone na rzecz 35 polskich i zagranicznych podmiotów (koncesjonariuszy).

ING Securities podwyższyło cenę docelową dla ENEI

0

Analitycy ING Securities w raporcie z dnia 25 października podwyższyli cenę docelową dla walorów ENEI z 16,35 zł na 17,00 zł utrzymując jednocześnie rekomendację „Kupuj”.

Polish Weekly Review, 25 października 2013

In September retail sales accelerated to 3.9% y/y from 3.4% y/y reported in the previous month (market consensus: +4.6%, our forecast: +5.5%). The somewhat disappointing (considering the favorable working day difference) September reading is a result of very poor food sales. This has been the worst m/m growth of this category (insensitive to working days, by the way) since the Central Statistical Office started to publish retail sales figures using the latest sector breakdown (PKD2007). Excluding food and fuels, retail sales grew by 7.4% y/y in nominal terms and by 8.9% y/y in constant prices. Favorable trends stay intact, then.

Komentarz dzienny, 25 października 2013

Październik potwierdził część obaw co do europejskiej gospodarki, przynosząc jedynie minimalną poprawę indeksów PMI dla przemysłu i znaczący spadek oceny koniunktury w sektorach usługowych. PMI w przemyśle dla strefy euro wzrósł wprawdzie z 51,1 do 51,3, ale największa w tym zasługa niemieckiego sektora przemysłowego (wzrost z 51,1 do 51,5), indeks dla francuskiego przemysłu spadł bowiem z 49,8 do 49,4 (27 miesiąc bez przekroczenia bariery 50 punktów), a w pozostałych państwach eurolandu również zanotowano pogorszenie sytuacji. Negatywnie zaskoczyły usługi, w dużej mierze niwelując zaskakujące wzrosty z poprzedniego miesiąca (Niemcy – spadek z 53,7 do 52,3; Francja – spadek z 51 do 50,2; strefa euro – spadek z 52,2 do 50,9).