Minister rolnictwa: Polski przemysł spożywczy eksportuje na potęgę

CEO Magazyn Polska

Po ośmiu miesiącach roku, według danych Ministerstwa Rolnictwa, eksport wzrósł o niemal 13 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Główni partnerzy to Niemcy, Wielka Brytania i Rosja, ale Polska stawia również na dalsze rynki, m.in. w Afryce.

 – Handlujemy z państwami z Afryki. Ostatnio byłem w Republice Południowej Afryki, z którą już prowadzimy handel, między innymi kazeiną spożywczą. Uzgodniliśmy następne świadectwa, co do naszego eksportu mleka w proszku i innych produktów mlecznych – informuje minister rolnictwa i rozwoju wsi Stanisław Kalemba.

Oprócz sektora mleczarskiego, Afryka okazała się perspektywicznym rynkiem również dla innych produktów spożywczych.

 – Pięć firm z Polski wyraziło zainteresowanie eksportem drobiu na ten rynek. Omawialiśmy szczegóły, te rozmowy będą kontynuowane. Interesuje nas także eksport wieprzowiny, ale również np. karmy dla ryb ozdobnych. To może nie jest wielka wymiana handlowa, ale RPA jest najbardziej rozwiniętym państwem w Afryce i ma przełożenie na inne państwa, więc będziemy ten handel rozwijać – zapewnia Stanisław Kalemba w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Polska rozwija handel produktami spożywczymi m.in. z  Chinami (eksportuje głównie mięso), Koreą czy Japonią. Jednak głównym rynkiem zbytu jest Europa, w tym głównie Niemcy  (ok. 23 proc. całego eksportu żywności).

 – W ciągu ośmiu miesięcy wyeksportowaliśmy do Niemiec towary za około 2,8 mld euro. Z tak wymagającym partnerem mamy nadwyżkę około 800 mln euro. Natomiast na drugim miejscu jest Wielka Brytania, a na trzecim eksport do Federacji Rosyjskiej. Tutaj też jest dynamika ponad 17 proc. – dodaje minister.

Największą popularnością w Niemczech cieszą się takie polskie produkty jak sok jabłkowy, wyroby drobiarskie, mleczarskie, cukiernicze i rybne. Jakość polskich jabłek doceniają również Rosjanie, którzy zgłaszają największy popyt na te owoce. Co istotne, nasza nadwyżka w handlu zagranicznym z Rosją wynosi ok. 800 mln euro, co daje nam ponad 10 razy większy wolumen eksportu niż importu.

W statystykach dotyczących wymiany handlowej korzystnie wypadają również nasi południowi sąsiedzi, tacy jak Słowacja i Czechy.

 – Na Słowacji mamy utrzymaną dynamikę około 22 proc. – to bardzo ważne. Ta kampania, która była prowadzona przeciw naszym produktom, specjalnie nam nie zaszkodziła. Ona była bardziej niekorzystna dla tych państw, które próbowały tę kampanię prowadzić, bo nasza nadwyżka jeszcze bardziej wzrosła  – mówi Kalemba.

Wartość sprzedaży artykułów rolno-spożywczych za granicę od stycznia do sierpnia br. wyniosła 12,6 mld euro, co daje o  12,7 proc. lepszy wynik niż w tym samym okresie 2012 r. Wartość importu wzrosła natomiast o 3,4 proc., do 9,1 mld euro. Oznacza to, że dodatnie saldo w handlu żywnością wyniosło w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku 3,5 mld euro wobec 2,4 mld euro rok wcześniej, czyli wzrosło o blisko 50 proc. rok do roku.

 – Dynamika eksportu za pierwsze 8 miesięcy tego roku jest prawie 13 proc., a saldo w handlu zagranicznym poprawiło się o około 50 proc., więc tutaj jako gałąź gospodarki jesteśmy liderem – komentuje Stanisław Kalemba.

W ciągu ostatnich dziewięciu lat eksport żywności wzrósł czterokrotnie – z 4,5 mld euro do 17,9 euro w 2012 r. Z kolei import wzrósł w tym czasie ponad trzykrotnie – z 4 mld euro do ponad 13 mld euro. Polska jest pierwszym w UE producentem jabłek i pieczarek, drugim – ziemniaków i żyta oraz trzecim – buraków i rzepaku. Dodatnie saldo osiąga przede wszystkim w handlu produktami pochodzenia zwierzęcego, tytoniem, zbożami i wyrobami cukierniczymi.

Dolny Śląsk napędza rozwój gospodarczy. To zasługa głównie dużych firm tam zlokalizowanych

CEO Magazyn Polska

Stworzenie przyjaznych warunków dla firm i przyciąganie nowych inwestorów to jeden z najważniejszych punktów strategii rozwoju Dolnego Śląska do 2020 roku. Prezes KGHM, największej spółki regionu, podkreśla, że ze względu na swój potencjał wydobywczy i turystyczny Dolny Śląsk jest lokomotywą rozwoju gospodarczego Polski.

 Uważam, że Dolny Śląsk jest na mapie, nawet Europy, bardzo szczególny. To tutaj jest naturalny potencjał do wykorzystania, związany z surowcami mineralnymi, z turystyką – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes KGHM Polska Miedź Herbert Wirth.

Jednym ze źródeł kreatywności Dolnego Śląska jest, zdaniem przedsiębiorców, jego różnorodność kulturowa.

 – Dolny Śląsk to różne kultury, ale i przedsiębiorczość. Tu zrodziło się kilka banków, kilka spółek od zera, które potem weszły na giełdę, są znaczącymi podmiotami w Polsce. Dolny Śląsk tworzy nowe idee, nowy biznes. To nas mocno wyróżniamówi Grzegorz Dzik, przewodniczący Rady Zachodniej Izby Gospodarczej i prezes Impela.

Na Dolnym Śląsku działa obecnie ponad 300 tysięcy podmiotów gospodarczych, a statystycznie co 5 minut powstaje tam nowa firma. Na sukces gospodarczy regionu przekłada się również jego lokalizacja.

 – Dolny Śląsk jest dobrym miejscem na biznes. Nie tylko ze względu na ludzi, na swoją historię, ale też ze względu na komunikację i geografię, czyli położenie na styku granic z Niemcami i Czechami – podkreśla Grzegorz Dzik.

Z punktu widzenia rozwoju gospodarczego Dolnego Śląska, najważniejsze są inwestycje. Jak wynika z danych regionu – przedsiębiorcy rocznie inwestują tam około 10 mld złotych. O konkurencyjności dolnośląskiej gospodarki decydują też innowacje. Tamtejsze firmy wydały na ten cel w ostatnim roku ponad 2 mld złotych.

W strategii rozwoju województwa do 2020 roku (przygotowanej w tym roku), jednym z priorytetów jest stworzenie dobrych warunków rozwojowych dla działających w regionie przedsiębiorców i przyciąganie nowych.

Duże znaczenie dla rozwoju przedsiębiorczości w regionie ma spółka KGHM Polska Miedź. To nie tylko największy płatnik podatku CIT w kraju, ale również największy pracodawca w regionie, który wdraża nowe technologie, współpracuje z ośrodkami naukowo–badawczymi oraz angażuje się w realizację nowo opracowanej strategii dla województwa dolnośląskiego.

 – To jest firma, która zatrudnia 18 tysięcy w biznesie bezpośrednim, a jeżeli policzymy to z 40–ma spółkami, to około 100 tysięcy ludzi żyje pośrednio lub bezpośrednio w KGHM – wyjaśnia prezes Wirth.

Prezes KGHM jest zeszłorocznym laureatem nagrody gospodarczej Dolnośląskie Gryfy przyznanej mu w kategorii Osobowość Dolnego Śląska. W tym roku uhonorowano nią prof. Alicję Chybicką – senatora RP oraz kierownika Katedry i Kliniki Transplantologii Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Dolnośląskie Gryfy to nagroda od 10 lat przyznawana firmom i samorządom za wkład w rozwój regionu, innowacyjność i najlepszy samorządowy program rozwoju.

 – Wyróżniamy  instytucje samorządu terytorialnego za osiągnięcia związane z pozyskiwaniem i wykorzystywaniem środków unijnych, ambitne i nowatorskie plany rozwoju gospodarczego i działania na rzecz mieszkańców. To nagroda promująca osoby, firmy i instytucje, które tworzą dobrobyt naszego regionu – podkreśla Grzegorz Dzik.

Fundusze inwestycyjne rosną w siłę. Lokaty nie są już dobrą inwestycją

CEO Magazyn Polska

Ze względu na utrzymujące się niskie stopy procentowe aktywa z bankowych depozytów są przenoszone do funduszy inwestycyjnych. Tylko we wrześniu saldo wpłat i umorzeń wyniosło 420 mln zł. Ponieważ przez najbliższych kilka miesięcy stopy procentowe prawdopodobnie nie wzrosną, to taka tendencja może się utrzymywać. Chyba że banki zaczną mocniej konkurować z funduszami o oszczędności Polaków.

 – W sytuacji, kiedy oprocentowanie lokat spadło bardzo mocno i to średnie jest na poziomie 0,5-1 proc. w skali roku, stopy zwrotu z najbardziej bezpiecznych funduszy rynku pieniężnego są na poziomie 3-3,5 proc mówi Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. – Transfer środków z sektora bankowego, występujący z różnym nasileniem w różnych miesiącach, cały czas trwa i to jest tendencja, którą w tym roku cały czas obserwujemy.

Są też inwestorzy, którzy oceniają, że obecnie jest dobry czas na wejście w fundusze wysokiego ryzyka, czyli z dużym udziałem akcji w portfelu. Skłaniają ku temu rosnące indeksy i sytuacja na giełdzie, które przez niektórych analityków oceniana jest jako hossa. Takie informacje przekonują do inwestowania właśnie na tym rynku za pośrednictwem funduszy, czyli instrumentu łatwiejszego w obsłudze niż bezpośrednie operacje na rachunku maklerskim.

 – W tych dwóch grupach funduszy, funduszy pieniężnych i funduszy akcyjnych, napływ jest największy. Jest to pewien trwały trend, który oczywiście może przybrać na sile, może też zwolnić, ale to wszystko jest uzależnione do sytuacji na rynku mówi Dyl agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Niekonkurencyjne wobec funduszy oprocentowanie lokat zakładanych dzisiaj nie zmieni się znacząco w najbliższym czasie, głównie ze względu na to, że na podwyżki stóp procentowych trzeba będzie poczekać przynajmniej do wiosny, a według niektórych ekonomistów nawet do połowy przyszłego roku. Jedyną więc możliwością, by zyski z lokat wzrosły, jest zwiększenie oprocentowania przez banki w walce o klienta.

 – Inwestorzy pewnie dalej będą przenosili środki do bardzo bezpiecznych funduszy, dopóki banki nie stwierdzą, że muszą jednak mocniej konkurować i stosować bardziej agresywną politykę. Niektóre banki już stosują bardziej agresywną walkę o klienta, ale powstaje pytanie, jak szybki byłby ten ruch, czy on będzie bardzo rozłożony w czasie, czy też nie  mówi prezes IZFiA.

Jeszcze trudniej przewidzieć, jak będzie rósł rynek giełdowy. Według Dyla, jest jeszcze miejsce, by giełdy nabrały rozpędu, ale są elementy, które go hamują zarówno w polskiej, jak i światowej gospodarce.

 – Trend, który widzimy najmocniej na rynku krajowym, to jest długotrwała dyskusja dotycząca systemu emerytalnego. Dopóki sprawa nie jest zakończona, to cały czas nie wiemy do końca, jak ten rynek będzie wyglądał. Wobec tego inwestorzy wyczekują, nie tylko polscy, ale też inwestorzy zagraniczni, którzy lokują na naszym rynku – wyjaśnia prezes IZFiA.

Nowe płatne drogi w systemie viaTOLL. Płatny przejazd na A1, A2, A4 i drogach ekspresowych

CEO Magazyn Polska

Do końca roku system elektronicznego poboru opłat dla samochodów o masie powyżej 3,5 tony zostanie rozszerzony o ok. 460 km dróg.  Większość z nich będzie płatna już od końca października, część od grudnia. Od uruchomienia systemu w lipcu 2011 r. przybyło już ponad 1000 km płatnych dróg, a wpływy z systemu sięgają niemal 2,2 mld zł. 

 – Do końca roku obejmiemy dodatkowo systemem około 460 km dróg. To chociażby A2 Stryków-Konotopa, czyli Łódź – Warszawa, jak również wschodni odcinek autostrady A4 tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services, operatora systemu viaTOLL.

Rozszerzenia zaplanowane są na 31 października oraz 1 grudnia. Od końca października płatne będą nowe fragmenty autostrad A1 (Kowal-Kutno), A2 (Łódź-Północ-Konotopa oraz obwodnica Mińska Mazowieckiego) oraz A4 (Szarów-Tarnów oraz obwodnica Rzeszowa).

Drugie rozszerzenie będzie znacznie mniejsze i obejmie drogi ekspresowe, w tym fragment S3 pomiędzy Międzyrzeczem a Sulechowem oraz nowo otwartą S79 w Warszawie od lotniska do węzła Marynarska.

 – Po najbliższych rozszerzeniach system viaTOLL urośnie łącznie o ponad 1 tys. km w porównaniu do jego wielkości w dniu uruchomienia. Pod koniec roku osiągnie 2563 km – podkreśla Cywiński.

Przychody z systemu viaTOLL od początku jego funkcjonowania to już prawie 2,2 mld zł. Cywiński zauważa, że dobre wyniki to skutek poprawy koniunktury, wzrostu przewozów oraz powrotu pojazdów na płatne drogi. 

 – Widzimy wyraźny przyrost zbieranych opłat. Jest to spowodowane tym, że w dużej części pojazdy wracają na drogi, które zostały objęte opłatami, jak i również sądzimy, że jest to również skutek wzrostu przewozów towarowych. W ostatnich miesiącach zbieramy regularnie po ponad 100 mln zł miesięcznie – ocenia Cywiński.

Polacy ostrożni w zaciąganiu kredytów. Spodziewanego odbicia na rynku kredytowym nie było

CEO Magazyn Polska

Klienci są coraz ostrożniejsi w podejmowaniu decyzji o zaciągnięciu zobowiązań kredytowych – wynika z analiz Biura Informacji Kredytowej. To jeden z powodów, dla których spada liczba udzielanych kredytów, zwłaszcza kredytów hipotecznych. W porównaniu z ubiegłym rokiem, różnice sięgają kilkunastu procent.

Z raportu Biura Informacji Kredytowej wynika, że w drugim kwartale br. udzielono o prawie 9 proc. kredytów gotówkowych mniej niż w analogicznym okresie 2012 roku. O blisko 16 proc. spadła liczba drobnych zobowiązań, których kwoty nie przekraczają 4 tys. zł.

Wyraźnie spadła też liczba sprzedanych przez banki kredytów hipotecznych. Pierwsze półrocze 2013 roku okazało się pod tym względem gorsze od analogicznego okresu poprzedniego roku o 13 proc.

Mimo spadku liczby udzielanych kredytów, rośnie ich wartość. W pierwszym półroczu odnotowano wzrost o 6,6 proc. w ujęciu rocznym.

 – Klienci są bardziej ostrożni, selektywnie podchodzą do ofert, bardziej dbają o swoje finanse i nie zaciągają kredytów tak pochopnie, jak to było jeszcze kilka lat temu – ocenia Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Banki, mając bardziej świadomych klientów, ponoszą mniejsze ryzyko, co jest korzyścią zarówno dla banków, jak i dla klientów, którzy nie wpadają z tego tytułu w kłopoty – dodaje.

Jego zdaniem, zmiana sytuacji na rynku kredytowym to pośrednio efekt restrykcyjnych przepisów kredytowych, wprowadzonych przez nadzór bankowy oraz przez same banki kilka lat temu. Dla części konsumentów otrzymanie kredytu w banku stało się niemożliwe, stąd też wzrost sprzedaży m.in. w firmach pożyczkowych.

Analitycy BIK liczyli, że rozluźnienie kryteriów udzielania drobnych kredytów przez banki, podobnie jak uproszczenie zasad oceny zdolności kredytowej, spowoduje powrót kredytów ratalnych do sektora bankowego, ale po wynikach pierwszych ośmiu miesięcy w bazach BIK jeszcze tego nie widać.

Mariusz Cholewa zwraca uwagę na konieczność regulacji rynku firm pożyczkowych. Chodzi przede wszystkim o potrzebę wymiany informacji o transakcjach kredytowych miedzy sektorem bankowym a pożyczkowym. W jego opinii taka regulacja jest korzystna dla obu stron: zarówno dla firm, jak i ich klientów.

 – Gdyby wszystkie firmy pożyczkowe przekazywały informacje istotne z punktu widzenia zarządzania ryzykiem i oceny zdolności kredytowej, w podobnym trybie jak banki, byłoby to bardzo ważnym narzędziem, umożliwiającym wszystkim uczestnikom rynku, jak również samym klientom ochronę przed tzw. pętlą zadłużenia – tłumaczy Cholewa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że w interesie klienta jest, by jego dane o terminowych spłatach zobowiązań znajdowały się w takich bazach jak BIK. W ten sposób buduje swoją wiarygodność kredytową, a przy zaciąganiu kolejnej pożyczki, może liczyć na lepsze warunki.

Usługi bankowe wciąż nieprzyjazne dla klientów

CEO Magazyn Polska

Usługi finansowe zbyt często dopasowane są do potrzeb oferujących je firm zamiast do oczekiwań klientów. W systemie bankowym powinny zajść zmiany, które dostosują usługi finansowe do codziennych potrzeb klientów, np. poprzez płatności mobilne.

 – Jednym ze zjawisk, jakie zaobserwowaliśmy w ciągu ostatnich 15-20 latach w usługach finansowych jest to, że firmy zatraciły potrzebę wytwarzania produktów dla klienta. Banki czy firmy ubezpieczeniowe wypuszczały na rynek produkty, mając na uwadze swoje potrzeby, a nie oczekiwania klientów. Dlatego my chcemy wrócić do takiej kultury usług, gdzie produkt projektowany jest z myślą o kliencie i spełnia jego potrzeby – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Udayan Goyal, współzałożyciel Anthemis Group.

Udayan Goyal zaznacza, że w ciągu ostatnich lat produkty i usługi finansowe stały się znacznie słabiej dopasowane do oczekiwań klientów. Tymczasem dzięki innowacjom może następować rozwój m.in. płatności mobilnych, które pozwalają na integrację usług finansowych z życiem codziennym.

 – Coraz popularniejsze stają się transakcje dokonywane przez telefony komórkowe. One już zdobyły pewne rynki, powoli wchodzą do Europy, ale najpierw były wprowadzone w krajach afrykańskich, gdzie zdobyły dużą popularność. To jest sposób płatności bardzo dopasowany do stylu życia – powiedział Goyal w czasie spotkania The Financial  Services Club Polska w Ambasadzie Brytyjskiej.

Podkreśla również konieczność innych zmian dotyczących lepszego dostosowania usług finansowych do oczekiwań klientów. To np. zmiana form i sposobu udzielania kredytu. Jak zauważa Goyal, klienci nie chcą brać kredytu, tylko kupić dom, a pożyczka jest jedynie metodą finansowania. Dlatego w jego ocenie usługa finansowa powinna być oferowana w pakiecie przy zakupie nieruchomości lub samochodu.

Anthemis Group to międzynarodowa grupa zajmująca się doradztwem i inwestycjami w innowacyjne usługi finansowe. W portfelu spółek wspieranych przez Anthemis Group znajdują się firmy zajmujące się m.in. analizą danych, finansowaniem kapitału, zarządzaniem majątkiem, usługami finansowymi dla handlu detalicznego, ubezpieczeniami, m-commerce oraz wizualizacją danych.

Energooszczędność w Polsce na razie mało popularna

CEO Magazyn Polska

Polacy rzadko myślą o korzyściach, jakie mogą uzyskać dzięki oszczędzaniu energii w domach. Jednak sytuacja ta powoli się zmienia. To może oznaczać rozwój perspektywicznego sektora dla polskich firm – w zakresie budownictwa energooszczędnego lub termomodernizacji już istniejących budynków.

 – To bardzo duży sektor rynku, który można zagospodarować w zakresie tworzenia nowych, małych firm, nie tylko w dużych miastach, ale szczególnie w regionach w Polsce, bo tam rzeczywiście jest bardzo dużo domów budowanych w latach 70-80., które absolutnie nie spełniają standardów i warto byłoby to zmienić, przeprowadzając głęboką termomodernizację – mówi Agnieszka Tomaszewska, ekspert ds. efektywności energetycznej w Instytucie na rzecz Ekorozwoju.

Dla firm działających na tym rynku i nowych, które próbują na nim zaistnieć, koniecznością będzie podnoszenie kwalifikacji. Wprawdzie Polacy, kupując mieszkanie czy budując dom, wciąż rzadko zwracają uwagę na koszty jego utrzymania w przyszłości, ale świadomość w tym zakresie rośnie. Problemem może być to, że koszty energooszczędnego budownictwa są wyższe niż w przypadku tradycyjnej budowy. Jednak eksperci podkreślają, że zwrot poniesionych na ten cel nakładów to tylko kwestia czasu.

 – Mało kto u nas myśli o tym, ile będzie płacić za ogrzewanie domu czy mieszkania – mówi Tomaszewska. – Zależy nam na tym, by mieć własne lokum. Szkoda, bo w perspektywie 10-20 lat, dzięki posiadaniu energooszczędnej nieruchomości, można oszczędzić naprawdę znaczące kwoty.

W polskim prawie budowlanym nie ma definicji budynku energooszczędnego. Zdaniem ekspertki, przepisy pozwalają na to, by nieegzekwować najwyższych standardów w tym zakresie. Pod tym względem jesteśmy w tyle za państwami europejskimi.

 – Budynki, które w Polsce powstały kilkadziesiąt lat temu, ale też te, które powstają teraz, są znacznie bardziej nieefektywne energetycznie niż te budowane w innych krajach o podobnym klimacie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Tomaszewska.

Za granicą popyt na związane z efektywnością energetyczną usługi jest na razie znacznie większy niż w Polsce, dlatego zagraniczne rynki są szansą dla polskich firm. To kolejny powód, by podnosiły swoje kwalifikacje w tym zakresie.

 – Trzeba pamiętać, że standardy w zakresie budownictwa są za granicą znacznie wyższe – mówi Tomaszewska. – Jeśli firma chce uczestniczyć w tym rynku, musi się odpowiednio przygotować.

Dodatkowo, w perspektywie kolejnych lat będą rosły – regulowane prawem – standardy wobec nowego budownictwa. Zgodnie z unijną dyrektywą w sprawie charakterystyki energetycznej budynków, od 31 grudnia 2020 roku wszystkie nowe budynki powinny posiadać niemal zeroenergetyczny standard.

 – Szykowane są zmiany, które będą wymagać, by budynki spełniały jak najwyższe normy. Wprowadzane będą m.in. klasy energetyczne. Wszystko to doprowadzi do tego, że wartość rynkowa budynków energooszczędnych za kilka lat będzie wyższa – dodaje ekspertka InE. 

Polacy, którzy chcą kupić dom lub mieszkanie energooszczędne, mogą liczyć na dofinansowanie do kredytu. Umożliwia to realizowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej program. Na dopłaty przeznaczono 300 mln zł. Szacuje się, że skorzysta z nich ok. 12 tysięcy nabywców domów i mieszkań.

Rośnie liczba wyjazdów Polaków do ciepłych krajów zimą

CEO Magazyn Polska

Wyspy Kanaryjskie, Madera oraz Wyspy Zielonego Przylądka – to popularne cele zimowych podróży Polaków. Coraz więcej osób decyduje się na wyjazd po sezonie letnim, nie tylko na narty. To bardzo dobry czas również na zwiedzanie krajów w Azji Południowo-Wschodniej.

Dr Zdzisław Preisner, ekspert Katedry Turystyki i Rekreacji Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu podkreśla, że pod względem wyjazdów narciarskich preferencje Polaków nie zmieniają się. Osoby, które mają zwyczaj wyjeżdżać zimą na takie wakacje, nie rezygnują z tego i udają się zarówno do Czech i Słowacji, jak i do Austrii i Włoch. Jednak coraz więcej osób wybiera się zimą także do ciepłych krajów.

 – Alternatywą, ku której coraz więcej osób się skłania, jest szukanie miejsc, które mają zupełnie odmienne warunki klimatyczne, czyli jest ciepło, słońce, można zażyć kąpieli – podkreśla dr Preisner. – Trzeba szukać regionów poza kontynentem europejskim. Jest kilka takich, stosunkowo blisko położonych, do których należą Wyspy Kanaryjskie, Madera, a ostatnio także Wyspy Zielonego Przylądka.

Dr Preisner zauważa, że popularne latem kraje basenu Morza Śródziemnego nie są aż tak ciekawym celem zimowych podróży jak dalsze kierunki. Choć temperatura jest tam wyraźnie wyższa niż w Polsce, pogoda jest niestety deszczowa. Dlatego lepsze są nieco dalsze wyjazdy, np. na wyspę Sal w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka. Biura podróży np. z Czech już od ponad 10 lat  proponowały wyjazdy na te wyspy, przez Polaków ten archipelag jest też odkrywany już od kilku lat.

Ekspert dodaje, że miesiące zimowe to także doskonały czas na wyjazdy do Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.

 – Latem nie polecam podróżowania do Indii, do krajów Indochin czy Indonezji, bo będzie gorąco i deszczowo. To jest czas monsunowy, w związku z tym niezbyt sprzyjający podróży. Okres zimowy, a także wiosenny i jesienny, jest doskonały dla tych kierunków, zarówno w celach poznawczych, jak też wypoczynkowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Preisner z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Wylicza, że ciekawymi kierunkami podróży poznawczych mogą być m.in. Wietnam, Tajlandia, czy Birma, ale także inne kraje ciekawe pod względem kulturowym tej części Azji.

Zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia

0

Zarząd Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. z siedzibą w Bogdance, działając na podstawie żądania akcjonariusza Spółki, reprezentującego co najmniej 1/20 kapitału zakładowego Spółki – Aviva Otwarty Fundusz Emerytalny Aviva BZ WBK S.A., postanawia zwołać na dzień 22.11.2013 r. o godz. 13.00, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. z siedzibą w Bogdance, które odbędzie się w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., ul. Książęca 4, 00-498 Warszawa, w Sali NewConnect.

Jeden mBank od 25 listopada

25 listopada 2013 r. BRE Bank i MultiBank zmienią nazwę na mBank. Trwa akcja informacyjna w tej sprawie, skierowana do klientów Grupy BRE. Marka mBanku będzie wykorzystywana w całej działalności banku, na wszystkich rynkach.

Miedziowi wolontariusze

0

Na rejestrację 600. potencjalnego dawcy szpiku pracownicy KGHM, wolontariusze z Miedziowego Towarzystwa Sportowego Drużyny Szpiku KGHM czekali z niecierpliwością. Ten ważny moment nastąpił podczas tegorocznego XXVIII Biegu Barbórkowego.

Podatki – jak rozliczać emerytury z zagranicy?

Co do zasady, emerytury otrzymywane od zagranicznych instytucji przez polskich rezydentów podatkowych stanowią przychód podlegający opodatkowaniu PIT, podobnie jak świadczenia wypłacane przez ZUS. Wraz z innymi przychodami opodatkowanymi na ogólnych zasadach, podlegają one stawkom progresywnym, czyli obecnie 18% i 32%.

Wątpliwości dotyczące rozliczania zagranicznych emerytur wyjaśnia ekspert, Wojciech Garczyński, doradca podatkowy w Baker Tilly Poland.

Od emerytur zagranicznych w ciągu roku podatkowego należy rozliczać zaliczki na PIT. Jeżeli świadczenia uzyskiwane są za pośrednictwem polskiego banku (zagraniczna instytucja przysyła emeryturę na rachunek w polskim banku), wówczas to właśnie on będzie płatnikiem dla tych zaliczek. W innej sytuacji do rozliczania zaliczki zobowiązany jest sam podatnik-emeryt.

Uniknąć podwójnego opodatkowania

Powyższe uzupełniają przepisy umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Zasadą z nich wynikającą jest opodatkowanie emerytury w kraju zamieszkania, czyli w tym przypadku wyłącznie w Polsce. Jednakże w wielu umowach zawarto szczególne zastrzeżenia dla emerytur pochodzących z systemów ubezpieczeń społecznych. Są one różnie sformułowane, ale zasadniczo przewidują, że takie świadczenia podlegają opodatkowaniu w kraju wypłaty, czyli poza Polską.

Zastrzeżenia te należy zazwyczaj odczytywać w kontekście przepisów dotyczących metod unikania podwójnego opodatkowania. W większości umów, których stroną jest Polska, do przychodu z emerytur zagranicznych ma zastosowanie metoda wyłączenia z progresją, wedle której przychód w Polsce jest zwolniony z opodatkowania, ale bierze się go pod uwagę przy obliczaniu stawki PIT. Niekiedy zastosowanie ma metoda zaliczenia proporcjonalnego. Polega ona na tym, że przychód zagraniczny wykazywany jest w Polsce, ale zaliczeniu na poczet PIT podlega podatek zapłacony od emerytury za granicą, do wysokości podatku, jaki byłby należny od tego przychodu w Polsce.

W niektórych umowach powyższe zastrzeżenia skonstruowane są w taki sposób, że przychód z emerytury nie tyle jest zwolniony z PIT w Polsce, co w ogóle pozostaje poza ramami PIT. Ma to istotny wymiar praktyczny, bowiem takiego przychodu ani nie trzeba wykazywać w informacjach czy zeznaniach, ani analizować pod kątem mającej zastosowanie metody unikania podwójnego opodatkowania. Przychód taki pozostaje w ogóle poza obszarem zainteresowania organów podatkowych.

Powyższe zasady mają zastosowanie także do zagranicznych rent, np. rodzinnych (po zmarłych członkach rodziny) i wypadkowych.

Osobnym tematem jest kwestia składek na ubezpieczenie zdrowotne od zagranicznych świadczeń emerytalno-rentowych, która nie tylko ma bezpośredni wpływ na wysokość opodatkowania, ale także stanowi źródło istotnych wątpliwości przy ich stosowaniu w kontekście międzynarodowym.

Jak wynika z powyższego, podatnicy-emeryci i renciści, którzy uzyskują świadczenia z instytucji zagranicznych, powinni z dużą uwagą sprawdzać, czy oni sami albo ich banki, odpowiednio rozpoznają obowiązek podatkowy. Jeżeli błędnie naliczają PIT (gdy nie jest należny), zaistnieje podstawa do stwierdzenia i zwrotu nadpłaty. Zdecydowanie bardziej ryzykowna jest jednak sytuacja odwrotna, gdy od świadczenia nie byłby potrącany PIT. W takim przypadku organy podatkowe nie tylko będą mogły dochodzić samego zaległego podatku, ale także odsetek od powstałych zaległości. Nie można także wykluczyć, że zdecydowałyby się na postawienie zarzutów karnych skarbowych.

Jak poprawnie wyliczyć wymiar swojego urlopu

Chociaż zasady naliczania urlopu określa jasno Kodeks pracy, indywidualne sytuacje zatrudnionych wzbudzają niekiedy ich wątpliwości. Komu przysługuje tylko 20 dni wypoczynku, a komu już 26? Czy nawet po miesiącu pracy należy nam się urlop i kiedy można wystąpić o jego udzielenie w trybie „na żądanie”? Niejasności tłumaczy ekspert, Kamil Jabłoński, aplikant radcowski w TGC Corporate Lawyers.

Długość urlopu wypoczynkowego zależy od stażu pracy i zasadniczo może wynosić 20 dni – jeżeli pracownik jest zatrudniony krócej niż 10 lat, bądź 26 dni – jeżeli pracuje on od co najmniej 10 lat. Kodeks pracy przewiduje również, że przy obliczaniu wymiaru urlopu uwzględnia się okresy pobieranej nauki.

Do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, wlicza się z tytułu ukończenia:
1) zasadniczej lub innej równorzędnej szkoły zawodowej – przewidziany programem nauczania czas trwania nauki, nie więcej jednak niż 3 lata,
2) średniej szkoły zawodowej – przewidziany programem nauczania czas trwania nauki, nie więcej jednak niż 5 lat,
3) średniej szkoły zawodowej dla absolwentów zasadniczych (równorzędnych) szkół zawodowych – 5 lat,
4) średniej szkoły ogólnokształcącej – 4 lata,
5) szkoły policealnej – 6 lat,
6) szkoły wyższej – 8 lat.

WAŻNE! Powyższe okresy nie podlegają sumowaniu.

Ile dni urlopu
Kodeks pracy w zakresie obliczania wymiaru urlopu rozróżnia dwa odrębne przypadki. Gdy osoba podejmuje pierwszą pracę – w roku kalendarzowym, w którym została zatrudniona, z upływem każdego miesiąca pracy uzyskuje prawo do urlopu w wymiarze 1/12 wymiaru urlopu przysługującego mu po przepracowaniu roku.

Inaczej sytuacja kształtuje się, gdy podejmujemy kolejną pracę zawodową w życiu. Wówczas należy ustalić proporcjonalny wymiar urlopu wypoczynkowego pracownika, przysługujący mu po przepracowaniu danego okresu u pracodawcy. Przyjmuje się, że kalendarzowy miesiąc pracy odpowiada 1/12 wymiaru urlopu przysługującego pracownikowi.

PRZYKŁAD

Pani Kowalskiej przysługuje obecnie 20 dni urlopu. W firmie ABC pracowała od 1 lipca do 31 sierpnia. Zatrudniona była na całym etacie, a stosunek pracy łączący ją z pracodawcą był kolejnym zatrudnieniem, przysługują jej więc 4 dni urlopu. Ustalając proporcjonalny wymiar urlopu, należy pomnożyć 2/12 przez 20 dni urlopu. W efekcie otrzymamy 3,33 dni urlopu wypoczynkowego, które po zaokrągleniu do pełnego dnia dadzą nam 4 dni urlopu. Zgodnie z Kodeksem pracy niepełny kalendarzowy miesiąc pracy zaokrągla się bowiem w górę do pełnego miesiąca.

Na żądanie
Pracodawca ma obowiązek udzielić na żądanie pracownika i w terminie przez niego wskazanym nie więcej niż 4 dni urlopu w każdym roku kalendarzowym. Zatrudniony zgłasza takie żądanie najpóźniej w dniu jego rozpoczęcia. Urlop zostaje udzielony pracownikowi z puli dni przeznaczonych na przysługujący mu w danym roku kalendarzowym urlop wypoczynkowy. Zatem podstawową różnicą urlopu na żądanie w stosunku do urlopu wypoczynkowego jest tryb jego udzielania.

Urlop na żądanie w wymiarze 4 dni może być przyznany łącznie lub w częściach, np. po jednym dniu. Jednak należy pamiętać, że pracownik nie może decydować sam o jego rozpoczęciu. Dopóki pracodawca nie wyrazi na to zgody, dopóty pracownik nie może z niego skorzystać. Takie stanowisko wyraził Sąd Najwyższy w wyroku z 16 września 2008 r. (II PK 26/08). Posługując się więc analizowanym przykładem, pracownica, której przypadają 4 dni urlopu wypoczynkowego, mogła w okresie zatrudnienia skorzystać z urlopu na żądanie.

Komentarz dzienny, 24 października 2013

Dzień pod znakiem europejskich indeksów PMI. Nastawienie większości analityków do dzisiejszej serii publikacji jest dość ostrożne (marginalne wzrosty), co należy uznać za zrozumiałe w świetle rozczarowujących odczytów z poprzedniego miesiąca. Drugi z rzędu spadek przeczyłby dość silnie typowemu optymizmowi dotyczącemu krótkoterminowych perspektyw strefy euro. W Stanach Zjednoczonych zaś kalendarz pod znakiem cotygodniowych danych z rynku pracy (z trzeciego tygodnia budżetowych walk) i wrześniowej informacji na temat sprzedaży nowych domów (tu mogą dać o sobie znać efekty wzrostu rynkowych stóp proc., pomimo dość zachowawczego konsensusu). 

KGHM planuje poszukiwania surowców na północy kraju. Stara się o koncesje przy Zatoce Puckiej i w Lubuskiem

0

CEO Magazyn Polska

Sól potasowo-magnezowa, ruda miedzi oraz sól kamienna – KGHM chce poszukiwać złóż tych surowców w okolicach Zatoki Puckiej. W ubiegłym miesiącu spółka złożyła wniosek o koncesje na tym obszarze do Ministerstwa Środowiska. Spółka stara się również o kolejne dwie koncesje poszukiwawczo-rozpoznawcze ze złożami rud miedzi i srebra w Lubuskiem. Prezes KGHM podkreśla, że dla górniczej spółki kluczowe jest zabezpieczenie perspektyw eksploatacji na wiele kolejnych lat.

KGHM Polska Miedź we wrześniu złożyła do Ministerstwa Środowiska wniosek o nowe koncesje na poszukiwanie i rozpoznanie złóż soli potasowo-magnezowych w okolicach Zatoki Puckiej.

 – Nasz wniosek jest oparty o trzy surowce. Są to sole potasowo-magnezowe, sól kamienna i miedź  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Herbert Wirth, prezes zarządu KGHM Polska Miedź. – Ten wniosek w najbliższym czasie powinien być rozpatrzony  w Ministerstwie Środowiska jako organie koncesyjnym.

Spółka stara się o przyznanie także dwóch innych koncesji – na poszukiwanie i rozpoznanie złóż rud miedzi.

 – Cały czas poszukujemy złóż w obrębie monokliny przedsudeckiej. Z tego obszaru mamy jeszcze dwa nierozpatrzone przez organ koncesyjny  wnioski, na Kulów-Luboszyce i Bytom Odrzański. Trzeci wniosek dotyczący obszaru „Konrad”, leżącego w Niecce Bolesławieckiej, gdzie do lat 90-tych była prowadzona eksploatacja, jest w trakcie rozpatrywania przez organ koncesyjny. Na obszarze Niecki Grodzieckiej możemy uzyskać dodatkowo minimum 100 mln ton rudy o zawartości miedzi przekraczającej 1.5 proc., która znamienicie poszerzy wolumen zasobowy spółki – tłumaczy Herbert Wirth.

Duże możliwości wydobywcze starego zagłębia miedziowego w Niecce Bolesławieckiej potwierdzają realizowane obecnie badania, które spółka prowadzi w rejonie Wartowic i Warty Bolesławieckiej, na złożu Niecka Grodziecka. Wynika z nich, że parametry dokumentowanego złoża są zbliżone do parametrów obecnie eksploatowanego na obszarze Lubin-Małomice. Oznacza to, że średnia zawartość miedzi w tonie rudy wynosi ok. 1,5 proc., a zawartość srebra 50 gramów. Herbert Wirth podkreśla, że poszerzanie bazy wydobywczej jest kluczowe dla przyszłego rozwoju firmy. 

 – Firma górnicza musi sobie stworzyć potencjał wzrostowy. Jeden z tych potencjałów jest oparty na bazie zasobowej. Zabezpieczenie sobie perspektywy ciągłej eksploatacji górniczej udokumentowanych zasobów rudy jest jednym  z fundamentów rozwoju firmy górniczej i wzrostu jej wartości – mówi prezes KGHM.

Od stycznia 2014 roku KGHM rozpocznie wydobycie w oparciu o nowe koncesje górnicze. W sierpniu i wrześniu br. resort środowiska wydał koncesje na kolejne 50 lat na eksploatację złóż na obszarze Zagłębia Miedziowego. Te obowiązujące dziś wygasają z końcem roku. Starania o ich przedłużenie spółka rozpoczęła już w 2010 roku, zdając sobie sprawę z tego, że proces ten będzie wymagał przygotowania wielu opracowań, dotyczących m.in. ochrony powierzchni, szkód górniczych, zabytków, terenów Natura 2000 czy projektów zagospodarowania złoża.

 – Dzięki temu, że dostaliśmy koncesje, stworzono formalne warunki  do wzrostu i stabilnego funkcjonowania KGHM. Do tego poza bazą zasobową potrzebna jest naprawdę nowoczesna technologia górnicza, żeby jeszcze można było prowadzić eksploatację taniej – przekonuje Wirth.

Jeszcze w tym kwartale KGHM zamierza przedłożyć do zatwierdzenia Okręgowemu Urzędowi Górniczemu we Wrocławiu nowe plany ruchu kopalń, które uwzględnią warunki wynikające z uzyskanych koncesji górniczych. Miedziowej spółce chodzi o to, aby od nowego roku prowadzić działalność w oparciu o nowe koncesje, jak i nowe plany ruchu kopalń.

Strona rządowa ma nadzieję na dialog w Komisji Trójstronnej. Związkowcy zapowiedzieli, że nie przyjdą na jej obrady

0

CEO Magazyn Polska

Kryzys, który pojawił się w pracach Komisji Trójstronnej powoli łagodnieje – mówi Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej. Dodaje, że strona rządowa gotowa jest do negocjacji, których celem byłoby wypracowanie nowej formuły dialogu społecznego. Innego zdania są związki zawodowe, które zadeklarowały parę dni temu, że nie wezmą udziału w dzisiejszym posiedzeniu Komisji.

Związkowcy zawiesili swój udział w pracach Komisji Trójstronnej w czerwcu. Mówią, że wrócą do rozmów, jeśli zmieni się formuła współpracy między nimi, rządem a pracodawcami. Wiceszef resortu pracy ma jednak nadzieję, że impas uda się wkrótce przełamać. Dodaje, że dostrzega dobrą wolę każdej ze stron.

 – Wszystkie strony przystąpiły do merytorycznych działań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Męcina. – Rząd odniósł się do propozycji związkowych, które były trudne, ale zarysował też niektóre elementy, o których można rozmawiać. Strona rządowa deklarował to już minister Władysław Kosiniak-Kamysz  jest otwarta, żeby rozmawiać także o przyszłości i nowych mechanizmach dialogu społecznego.

Wiceminister dodaje, że najważniejsze dzisiaj jest odbudowanie zaufania między stronami i tworzenie przestrzeni do porozumienia. Szansą są m.in. toczące się niezależnie od rządu rozmowy między związkowcami a stroną pracodawców. Obie strony zgłaszają jednak swoje propozycje mechanizmów dialogu społecznego.

 – W większości krajów europejskich nie funkcjonują komisje trójstronne na zasadach, na których funkcjonują w Polsce. Są to rady społeczno-gospodarcze, poszerzone o organizacje pozarządowe – mówi wiceminister pracy i polityki społecznej. – Priorytety związków zawodowych idą w kierunku większej decyzyjności komisji trójstronnej, z kolei pracodawcy, mówiąc o model dialogu, zwracają uwagę na to, że kwestie gospodarcze powinny być ważne.

Rząd, jak zapewnia Męcina, jest otwarty na propozycje i gotowy do dyskusji na ten temat. Wiceszef resortu pracy przypomina, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat zasady funkcjonowania Komisji trójstronnej się już zmieniały. Dziś te mechanizmy regulowane są ustawą.

 – To nie jest tak, że tych mechanizmów Polska nie ma, aczkolwiek można powiedzieć, że tak naprawdę źródło problemu tkwi w pewnych szczegółach, w pewnym kompromisie, który musi się pojawić – dodaje Męcina.

Problem jednak w tym, że związki zawodowe warunkują swój powrót do stołu spełnieniem postulatów, wniesionych podczas akcji protestacyjnej z września. Domagają się m.in. dymisji ministra pracy, odejścia od elastycznego czasu pracy, wyższej płacy minimalnej i wycofania się z podwyższonego wieku emerytalnego.

Rozwija się polski przemysł kosmiczny. Dziś podpisanych zostanie 8 kontraktów

CEO Magazyn Polska

Polska chce mocniej zaangażować się w przemysł kosmiczny poprzez rozwój współpracy międzynarodowej w ramach członkostwa w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Rozstrzygnięto już pierwszy konkurs dla polskich podmiotów na rozwój zaawansowanych technologii kosmicznych i ich zastosowania w gospodarce. Dziś podpisanych zostanie pierwszych osiem kontraktów.

Kontrakty dotyczyć będą realizacji projektów zaawansowanych technologii kosmicznych i ich zastosowania w gospodarce. Stronami umów będzie siedmiu autorów najlepszych projektów, zgłoszonych do konkursu finansowanego z polskiej składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej.

 – W tym konkursie wnioski zgłoszone przez polskie firmy zostały w większości pozytywnie zaopiniowane. Ponad połowa, to jest 35 wniosków, zostało przyjętych. Tyle też kontraktów zostanie podpisanych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grażyna Henclewska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki.

W ramach członkostwa Polski ESA ogłosiła wiosną tego roku pierwszy konkurs adresowany wyłącznie do polskich przedsiębiorstw i instytutów. Złożyły one łącznie 73 projekty, spośród których do wdrożenia zakwalifikowało się 35. Kolejne kontrakty będą zawierane sukcesywnie zawierane w najbliższych tygodniach.

 – Wartość tych wniosków przekracza 6 mln euro. Kwota dofinansowania pojedynczego waha się w zależności od zaawansowanego poziomu tych rozwiązań, które są proponowane od 50 do 900 tys. euro – wyjaśnia podsekretarz stanu.

Wszystkie zakwalifikowane projekty mają na celu rozwój i wdrożenie zaawansowanych technologii w dziedzinie m.in. informatyki, mechaniki, robotyki, nowych materiałów, aplikacji satelitarnych oraz specjalistycznych analiz i studiów wykonalności.

Grażyna Henclewska ocenia, że członkostwo w ESA, a co za tym idzie udział polskich przedsiębiorców i naukowców w projektach finansowanych przez agencję, zwiększy ich zaangażowanie w prace nad przełomowymi technologiami.

 – Obecnie zadeklarowaliśmy udział w dziewięciu projektach ESA, ale ESA realizuje znacznie szerszy katalog programów. W długiej perspektywie chcemy odgrywać znaczącą rolę w agencji, poszerzać swoją działalność i zaangażowanie w jej program. Chcemy również rozwinąć kompetencje i możliwości do budowy własnego satelity – wyjaśnia Henclewska.

Działania te służą temu, by w przyszłości uczestniczyć w największych projektach kosmicznych. Członkostwo w ESA przynosi również znaczące korzyści polskiej nauce.

 – Będąc członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej, corocznie wnosimy składkę obowiązkową i deklarujemy również tzw. opcjonalną. Natomiast korzyści zyskują przedsiębiorcy, naukowcy, studenci, młodzież, uczniowie, nauczyciele, uczelnie. Przedsiębiorcy i naukowcy już dzisiaj mogą korzystać z infrastruktury ESA. Z laboratoriów, z centrów testowych, z know-how, stając się pełnoprawnym członkiem jesteśmy również współwłaścicielem tej infrastruktury i bezpłatnie możemy z tego korzystać. Studenci, uczniowie mogą korzystać ze staży, z praktyk, z warsztatów, również i studenci, i uczelnie – z programów edukacyjnych – wymienia Grażyna Henclewska.

Podsekretarz stanu ocenia bardzo pozytywnie polski potencjał technologiczny oraz wiedzę i doświadczenie polskich naukowców.

 – Ponad 75 instrumentów, w których jest polska myśl, jest w przestrzeni kosmicznej. Także mamy już doświadczenie w tym sektorze, który się składa i z uczelni, instytucji naukowych, ale też i z firm. To daje nam podstawę do tego, żeby sądzić, że będziemy w stanie rozwinąć go z korzyścią dla gospodarki – dodaje.

Polska jest członkiem ESA od roku. Pierwsze pięć lat naszego członkostwa w Europejskiej Agencji Kosmicznej (do końca 2017 r.) gwarantuje polskim podmiotom objęcie ich specjalnym programem wsparcia, by mogły dostosować swoje możliwości do udziału w programach i projektach ESA.

Grażyna Henclewska zapowiada, że analogiczny konkurs na zaawansowane projekty technologiczne zostanie ogłoszony już w pierwszym kwartale przyszłego roku. Jednocześnie przypomina, że na platformie EMITS prowadzone są otwarte konkursy międzynarodowe przez cały rok, do których mogą aplikować polskie podmioty. Rejestracja w bazie EMITS, której dokonało już 135 polskich firm, jest niezbędnym warunkiem do udziału w konkursach ogłaszanych przez ESA.

Ekspansja sieci handlowej Spar w Polsce. Średnio co tydzień otwiera się kolejny sklep

0

CEO Magazyn Polska

Sieć sklepów Spar Polska w ciągu ostatnich trzech lat urosła do 140. Do końca tego roku otwartych będzie 10 kolejnych. Docelowo sieć ma mieć 300 placówek handlowych. Spar Polska chce inwestować w swoich sklepach w koncepcję żywności na wynos i oferować posiłki na miejscu. Taki koncept sprawdził się już na zachodzie Europy. 

  Będziemy bardzo mocno inwestowali w naszych sklepach w koncept „food-to-go”, czyli w koncept żywności na wynos, ale również do konsumpcji na miejscu. Chcemy uruchamiać też koncepcję kawową, kopiując to, co się dzieje na Zachodzie. Uważam, że w perspektywie kilku lat polski rynek stanie się taki sam jak rynek zachodni – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Bystroń, prezes Spar Polska.

Spar Polska koncentruje się na otwieraniu kilku rodzajów placówek handlowych o różnej powierzchni handlowej i bazuje na franczyzie. Połowa sklepów powstaje od podstaw, drugą połowę firma pozyskuje z już istniejących. Do końca przyszłego roku sieć chce liczyć ok. 200 placówek.

 – Mamy format Spar Express do 200 mkw., Spar Market do 1 tys. mkw., Eurospar powyżej 1 tys. mkw., i jeszcze nieobecny dzisiaj w Polsce format InterSpar, czyli hipermarkety. Chcemy otwierać około 50 sklepów rocznie, a docelowo 300 sklepów w Polsce w lokalizacjach, w których są potrzebne zarówno klientom, jak i franczyzobiorcom – mówi prezes Spar Polska podczas konferencji „Handel tradycyjny dziś i jutro. Jak skutecznie sprzedawać” organizowanej przez wydawcę miesięcznika „Handel”.

Dziś Spar ma około 140 sklepów własnych i franczyzowych. Sieć rozwija się głównie na południowym wschodzie kraju. Powstał już jednak pierwszy sklep na Pomorzu, w Wejherowie, a do końca tego roku zostanie otworzony kolejny – w Rumii.

Spar Polska rozpoczął działalność w 1996 r. Jednak rozwój sieci liczony jest od 2010 roku, kiedy nastąpiło połączenie z grupą kapitałową Bać-Pol. Obecny etap szybkiego powiększania sieci sklepów poprzedziła restrukturyzacja firmy.

 – Na początku 2010 r. mieliśmy tylko 60 sklepów – mówi Wojciech Bystroń. – Etap niezbędnych cięć trwał w naszej firmie praktycznie rok. Ze względu na brak możliwości spełniania wymagań musieliśmy zamknąć, wykluczyć z sieci około 50 placówek. Był to dla nas bardzo bolesny proces, ale niestety bardzo potrzebny, żeby ta sieć mogła osiągnąć standard, który rokuje jej przyszłość – wyjaśnia prezes.

Po restrukturyzacji sieć inwestuje głównie w rozwój franczyzy.

Spar dysponuje około 12 tys. sklepów zlokalizowanymi w 36 krajach na czterech kontynentach. Firma powstała w Holandii w 1932 roku. Opiekunem marki Spar Polska jest Spar International, którego biuro mieści się w Amsterdamie.

Średnie wyniki polskich spółek giełdowych w III kwartale. Na większe zyski będzie trzeba poczekać do przyszłego roku

CEO Magazyn Polska

Trzeci kwartał dla polskich spółek giełdowych nie był znacząco lepszy niż drugi podkreślają analitycy giełdowi. W najlepszej sytuacji będą spółki, które już wcześniej osiągnęły dobre rezultaty.

 – Wyniki za trzeci kwartał będą neutralne. Nie spodziewamy się tutaj jakichś super efektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Osiecki, prezes Altus TFI. – Spodziewamy się wzrostu gospodarczego w Polsce i zakładamy, że to się przełoży na wyniki spółek w przyszłym roku. Jednak zapewne ze wzrostu nie skorzystają wszystkie spółki. Te dobre dadzą sobie radę, a słabsze już niekoniecznie.

 – Prawdopodobnie wyniki polskich firm za trzeci kwartał będą trochę lepsze niż za drugi, jednak niekoniecznie przełoży się to na wyniki poszczególnych spółek – mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI. – Wyniki spółek, które miały słabe wyniki w pierwszym półroczu nie poprawią się znacząco, gdyż mamy do czynienia dopiero z początkiem ożywienia gospodarczego.

Dobre wyniki niekoniecznie odnotuje także sektor bankowy.

 – Oczekujemy, że niektóre banki będą nadal miały bardzo dobre wyniki, natomiast u części z nich będą one relatywnie słabsze niż w drugim kwartale – mówi Buczek.

Pozytywnym zaskoczeniem mogą okazać się natomiast wyniki spółek z rynku dystrybutorów farmaceutyków, dystrybutorów IT czy spółek z sektora detalicznego, takie jak LPP czy CCC.

 – Na drugim biegunie cały czas znajdują się niektóre spółki z sektora budowlanego – mówi prezes Quercus TFI. – Trzeci kwartał był nieudany także dla spółek z branży surowcowej i okołosurowcowej. Można się więc spodziewać, że takie spółki jak KGHM i JSW raczej będą miały słabsze wyniki niż w zeszłym roku.

Zdaniem Buczka nie najgorsze w porównaniu z prognozami wyniki mogą pokazać spółki energetyczne.

 – Z polskimi spółkami energetycznymi jest taka sytuacja, że analitycy co roku mają dla nich bardzo ostrożne, konserwatywne prognozy, a później tym firmom udaje się z reguły osiągać nieco lepsze rezultaty – mówi Sebastian Buczek. – Zakładamy, że tym razem będzie podobnie. Z kolei w 2014 wyniki spółek z branży energetycznej raczej będą miały tendencje do pogarszania się. Chociaż poczekajmy, bo może okazać się, że rynek znowu jest zbyt pesymistycznie nastawiony.

Związek Firm Pożyczkowych: koszty pożyczek mogą wzrosnąć, jeśli resort finansów restrykcyjnie ureguluje rynek

CEO Magazyn Polska

Odgórne wprowadzenie zbyt restrykcyjnych przepisów może hamować rozwój firm pożyczkowych, a dla klientów oznaczać dodatkowe koszty – uważa Jarosław Ryba, prezes Związku Firm Pożyczkowych. Jego zdaniem, państwo przygotowując regulację branży powinno przede wszystkim postawić na dialog z nią. W przeciwnym razie odgórne wprowadzenie zbyt restrykcyjnych przepisów może zaszkodzić zarówno samym firmom, jak i ich klientom.

 – Państwo ma bardzo istotną rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa klientom, natomiast równie istotne jest, żeby odbywało się to na zasadach dialogu z branżą, tak żeby po prostu tej branży nie przeregulować. Najlepszym rozwiązaniem byłaby pewnego rodzaju samoregulacja branży – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jarosław Ryba, prezes Związku Firm Pożyczkowych.

Jego zdaniem nadmierna regulacja branży może zahamować jej rozwój, co z kolei uderzy w klientów firm pożyczkowych.

 – Znamy przykłady, kiedy zbyt daleko idące regulacje tworzyły bariery biznesowe. Nie chcemy tworzyć nowych barier. Dla konsumentów to są zawsze dodatkowe koszty, które są na niego przerzucane, dlatego chcielibyśmy po prostu prosić decydentów o dialog i o dyskusję nad tym, jak ten rynek uregulować w sposób mądry i skuteczny – mówi Ryba.

Niektóre z pomysłów na uregulowanie rynku, które dotychczas się pojawiły, branża ocenia pozytywnie. Ministerstwo Finansów chce m.in. stworzyć rejestr firm pożyczkowych i poddać je nadzorowi KNF. Proponuje też podwyższenie kar za prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia i zastanawia się nad wprowadzeniem maksymalnego limitu kosztu kredytu.

 – Tam jest wiele bardzo dobrych propozycji i my nie mówimy „nie”. Firmy się nie bronią przed regulacjami – zapewnia prezes ZFP.

Tłumaczy przy tym, że firmy reprezentowane przez ZFP myślą o długofalowej obecności na rynku, stąd poparcie dla niektórych proponowanych regulacji.

 – Chociażby powstanie rejestru firm pożyczkowych, czyli listy, na której instytucje byłyby przedstawione w sposób publiczny, jawnie, gdzie każdy klient mógłby sprawdzić, czy firma, u której bierze pożyczkę jest znana państwu, czy też nie – dodaje Ryba. – Być może dobrym pomysłem jest rozwinięcie uprawnień kontrolnych KNF, szczególnie w stosunku do tych podmiotów, które – jak podejrzewa Komisja – łamią prawo. Mam na myśli listę tzw. parabanków, czyli instytucji podejrzewanych o prowadzenie działalności bankowej bez licencji.

Podkreśla przy tym, że tylko nieliczne instytucje na polskim rynku działają niezgodnie z prawem, prowadząc parabankową działalność.

 – Od legalnie działających firm pożyczkowych różnią się zasadniczym aspektem, źródłem kapitału. Firmy pożyczkowe udzielają pożyczek z własnych pieniędzy. Same ponoszą ryzyko tego, że klient pieniędzy nie odda. Firmy parabankowe, które są na czarnej liście KNF, zbierają pieniądze z rynku, czyli od innych klientów, obciążając je ryzykiem. W związku z tym powodują ogromne ryzyko, zarówno dla klientów, jak i dla stabilności całego systemu finansowego. Podważają zaufanie klientów do systemu finansowego, również bankowości – wyjaśnia. – Naszym zdaniem Komisja powinna zostać wyposażona w dodatkowe narzędzia, które pomogą walczyć z tym groźnym procederem.

Związek Firm Pożyczkowych powstał w lipcu tego roku z inicjatywy sześciu firm, które reprezentują ponad połowę rynku pożyczek online. Jego rolą jest budowanie standardów w branży i prowadzenie działań prokonsumeckich. Ma on również reprezentować interesy firm pożyczkowych w debacie publicznej, w tym w pracach nad zmianami w prawie.

Polski rynek płatności elektronicznych i mobilnych rośnie o 10-15 proc., a PayPal dwukrotnie szybciej

0

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz chętniej decydują się na płatności za pomocą platform elektronicznych i mobilnych. Cały rynek rośnie o 10-15 proc. rocznie, ale PayPal notuje ponad dwukrotnie szybszy rozwój. Dlatego ta międzynarodowa platforma zapowiada dalszy rozwój płatności mobilnych oraz współpracę z nowymi sprzedawcami. 

 – Mamy coraz więcej użytkowników naszych usług. Rośnie również liczba handlowców, którzy akceptują PayPal jako sposób płatności. Żeby temu sprostać w takim kraju, jak Polska, dodajemy nowe funkcjonalności do portfela PayPal – przelew bankowy, nowe karty jak Maestro. Mamy partnerstwo z Alior Bankiem w celu rozwijania nowych, innowacyjnych usług. Planujemy także rozwijać nowe usługi w obszarze płatności mobilnych, aby umożliwić płacenie za codzienne zakupy w nowy sposób – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Damien Perillat, dyrektor zarządzający PayPala w Europie Środkowo-Wschodniej.

PayPal na całym świecie przetworzy w tym roku płatności mobilne o wartości ok. 20 mld dolarów. W krajach Europy Środkowo-Wschodniej zarejestrowane są trzy miliony aktywnych kont w systemie, a ze spółką współpracuje 50 tys. sprzedawców.

Perillat podkreśla jednak, że to dopiero początek rozwoju PayPala w regionie i Polsce. Jak wynika z badań IPSOS-u przeprowadzonych dla PayPala, potencjał wzrostu segmentu transakcji elektronicznych i mobilnych jest bardzo duży. Już teraz 70 proc. polskich konsumentów kupuje towary w internecie. W 2013 r. ich wartość znacznie wzrośnie – najbardziej w sektorze jedzenia i napojów (o 29 proc. w porównaniu do 2012 r.). 

 – Coraz więcej sprzedawców szuka nowych rozwiązań dla swoich klientów i patrzy na partnerów takich jak my, by rozwinąć się w obszarze płatności – mówi Perillat. – W PayPal nie ma kosztów stałych. Jeśli akurat nie sprzedajesz za pośrednictwem PayPala, to nie musisz nic płacić, nie ma miesięcznych opłat. To bardzo przejrzyste dla sprzedawców. Sprzedawcy, którzy do nas przychodzą, chcą przede wszystkim zwiększyć liczbę transakcji. Możesz mieć setki osób rozpoczynających transakcję, ale liczy się to, ilu z nich faktycznie dokończy płatność. Oferujemy bardzo dobre rozwiązanie do maksymalizacji skuteczności sprzedaży.

Perillat podkreśla, że wielu sprzedawców decyduje się na udostępnienie płatności za pośrednictwem PayPala z uwagi bezpieczeństwo oraz wygodę. Zaznacza, że platforma działa tak samo, jak tradycyjny portfel – umożliwia zebranie w jednym miejscu różnych środków płatności, np. kart oraz rachunków bankowych. Ich dane są przechowywane przez PayPala w technologii chmury, a użytkownik dokonując transakcji nie musi za każdym razem wpisywać danych karty lub rachunku. 

 – Mamy kilkaset tysięcy polskich użytkowników korzystających z PayPala każdego miesiąca. Na polskim rynku widzimy też tysiące stron internetowych, które umożliwiają płatność za naszym pośrednictwem. Jeśli spojrzymy na 100 największych witryn w Polsce, około jedna trzecia z nich umożliwia płatność PayPalem – podkreśla Perillat.

Dodatkowym ułatwieniem jest dostępna od niedawna dla polskich użytkowników aplikacja mobilna PayPala. Informacje o środkach płatniczych nie są zapisywane na telefonie, co dodatkowo zwiększa poziom bezpieczeństwa. 

Uniwersytet Jagielloński gruntownie modernizuje swój kampus medyczny. To pierwszy projekt partnerstwa publiczno-prywatnego na polskiej uczelni

0

CEO Magazyn Polska

Collegium Medicum, czyli kampus medyczny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, zostanie gruntownie odnowiony. Będzie to możliwe dzięki współpracy uczelni z partnerem prywatnym – spółką Neoświat. Jak wyjaśnia prof. Piotr Laidler, prorektor UJ ds. Collegium Medicum, plan inwestycyjny jest szerszy. Zakłada m.in. modernizację szpitala dziecięcego, wydziału farmacji, biblioteki medycznej oraz akademików.

Renowacja Collegium Medicum to pierwszy w Polsce projekt uczelni publicznej realizowany w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Zgodnie z nim partner prywatny spółka Neoświat będzie odpowiedzialny za projekt wraz z całkowitą przebudową kompleksu Collegium Medicum.

Plan modernizacji zakłada m.in. przebudowę, remont, wyposażenie i utrzymanie przez 25 lat trzech akademików na Prokocimiu, w których zamieszka ponad tysiąc studentów. Wynajem odnowionych pokoi w niskich jak dotychczas cenach stanowić ma również zachętę do studiowania w kampusie medycznym. Po zakończeniu tej inwestycji partner prywatny będzie mógł zarządzać nią przez najbliższych kilkadziesiąt (40-50) lat, pobierając za to wynagrodzenie od uczelni.

Ponadto uczelnia zaplanowała rozbudowę infrastruktury sportowo-rekreacyjnej (powstaną m.in. parking, boiska, ścieżki zdrowa i punkty gastronomiczne) oraz modernizację specjalistycznej infrastruktury medycznej.

 Mamy uniwersytecki szpital dziecięcy z 550 łóżkami, który za 200 milinów złotych jest aktualnie modernizowany. Dodatkowo wydział farmacji, biblioteka medyczna, której część będzie dostosowywana do nowoczesnych metod kształcenia medycyny mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Piotr Laidler, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum.

Ujawnia również, że uczelnia rozpoczyna obecnie dialog konkurencyjny z pięcioma konsorcjami – w sprawie wartej 1,2 mld złotych budowy nowej siedziby szpitala uniwersyteckiego. Ma być on nowoczesną specjalistyczną placówką medyczną, wyposażoną w 925 łóżek wieloprofilowych.

  To w całości stanowić będzie kompleks, zwany kampusem medycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum – wyjaśnia prorektor. Jeśli wszystko uda się, jeśli ta inwestycja się powiedzie, to ja liczę, że około roku 2018-2019, miejmy nadzieję, że będziemy mogli powiedzieć: skończmy na chwilę remontowanie czy budować, a, zacznijmy z tego korzystać.

Na medycynie niżu nie ma

Prorektor podkreśla przy tym, że Collegium Medicum w przeciwieństwie do innych wydziałów i uczelni, do tej pory nie odczuło skutków niżu demograficznego. W strukturach kampusu mieści się bowiem bardzo wiele kierunków studiów, które cieszą się niesłabnącą popularnością.

 Collegium Medicum, to jest wydział lekarski z oddziałem stomatologii, czyli dentystyka i medycyna, to jest farmacja, która w ostatnich latach bardzo dobrze się rozwijała z oddziałami analityki medycznej i tzw. wydział nauk o zdrowiu – tj. wydział, w którym kształci się pielęgniarki i położne, radiografów, fizjoterapeutów – wymienia prof. Laidler. Na razie demografia nam nie doskwiera i miejmy nadzieję, że zawsze będzie potrzeba kształcenia lekarzy – podkreśla prorektor.

Rynek telekomunikacyjny w lepszej formie. Potwierdzają to wyniki finansowe TP SA

0

CEO Magazyn Polska

Sytuacja na rynku telekomunikacyjnym stabilizuje się. Wskazują na to wyniki lidera, czyli Telekomunikacji Polskiej. Lepsze przychody spółki mogą oznaczać wyższą dywidendę. Pozycja TP SA pozostaje niezagrożona, bo jako jedyny operator jest w stanie dostarczyć klientom wszystkie usługi stacjonarne i mobilne, a łącząc je w pakiety jest w stanie ograniczyć odpływ starych klientów i zachęcić nowych. Pomaga w tym także wprowadzenie usługi tanich rozmów komórkowych.

 – Sytuacja na rynku telekomunikacyjnym poprawia się. Nie możemy jeszcze stwierdzić, że jest to rynek, który będzie się charakteryzował istotnym wzrostem w najbliższych kwartałach, ale przynajmniej normalizacją cen, jak również działań marketingowych wszystkich operatorów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Sawala-Uryasz, analityk z UniCredit CAIB.

Na tym rynku nadspodziewanie dobrze poradziła sobie Grupa Telekomunikacji Polskiej. Liczba klientów telefonii komórkowej Orange wyniosła na koniec trzeciego kwartału 15,13 mln w porównaniu z 14,95 mln w drugim kwartale. Na koniec września TP SA miała 7,05 mln klientów abonamentowych i 8,07 mln klientów pre-paid. Jak podkreśla Sawala-Uryasz, jest to przede wszystkim zasługą dobrej polityki produktowej spółki, szczególnie dwóch ofert.

 – Jedna z nich buduje lojalność wśród istniejącej bazy klientów, jest to oferta Orange Open, która zdołała przyciągnąć sporą liczbę nowych klientów, i druga, skierowana do klienta bardziej wrażliwego cenowo, czyli oferta NJU. To również oferta nowa, zaistniała na rynku zaledwie pięć miesięcy temu, a widać, że przyciąga nowych klientów, co pozwala podnieść ich liczbę w segmencie mobilnym  wyjaśnia analityk.

Jak podkreśla, TP SA wciąż wygrywa konkurencję tym, że jako jedyny operator na rynku może zaoferować wszystkie rodzaje usług: telefon i internet w wersjach stacjonarnych i mobilnych oraz telewizję.

 – Wydaje się, że to jest silny punkt TP SA. 22 miliony osób dają grupie istotną przewagę konkurencyjną. Z tego na pewno nie zrezygnują – mówi Sawala-Uryasz.

Taka oferta sprawiła, że przychody Telekomunikacji przestały spadać. Największy polski operator miał w trzecim kwartale skonsolidowany zysk netto 239 milionów złotych, mniej niż w tym samym czasie w 2012 roku o 22 proc. Przychody spadły o 7,9 proc. czyli o 256 mln zł. Na wyniki wpłynęły obniżki stawek za zakańczanie połączeń głosowych w sieciach komórkowytch (MTR). Po wyłączeniu tego czynnika przychody spadły o 2,5 proc. w ujęciu rocznym. Spółka podwyższyła w raporcie prognozę przepływów pieniężnych na cały rok do minimum 1 mld zł, wcześniej mówiła o conajmniej 800 mln zł.

 – Spółka chce wygenerować około 76 groszy na akcję w wolnych przepływach gotówkowych. Dla porównania w zeszłym roku wypłaciła dywidendę rzędu 50 groszy, więc daje to istotny bufor bezpieczeństwa dla dywidendy, którą spółka mogłaby wypłacić z wyniku roku 2013, albo może to również implikować potencjalne wzrosty dywidendy w przyszłym roku – przewiduje ekspert.

Nowy mBank najbardziej przełomową innowacją na świecie

mBank uznany za najlepszy bank on-line i mobilny – „Digital and Mobile Excellence”.

PwC ocenia polskie drogi.

W latach 2007-13, nie tylko długość dróg szybkiego ruchu w Polsce wzrosła ponad 2,5-krotnie, ale również ich jakość znacznie się poprawiła. Kluczowe zadania infrastrukturalne realizowane w tym czasie przez Polskę przyniosły konkretne korzyści gospodarcze. Dzięki szybszemu transportowi Polacy oszczędzają bowiem ok. 6 mld złotych rocznie, co stanowi ok. 0,3 proc. naszego PKB.

Firma doradcza PwC na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) przeanalizowała system polskiej infrastruktury drogowej i jej rozwój w latach 2007-13. Rezultat został zawarty w najnowszym raporcie pt. „Budowa dróg w Polsce. Fakty i mity, doświadczenia i perspektywy”.

W latach 2007-13 udało się pozyskać na rozwój polskiej infrastruktury drogowej gigantyczny zastrzyk funduszy europejskich o wartości przekraczającej 10 mld euro. Realizacja wymagała wdrożenia zmian systemowych i zbudowania sprawnego mechanizmu zarówno na szczeblu państwowym, jak i w otoczeniu rynkowym. Przed GDDKiA postawiono trzy główne zadania:

znaczące poprawienie stanu krajowej infrastruktury drogowej poprzez nowe inwestycje;
efektywne wykorzystanie pozyskanych środków unijnych, a w tym zadbanie o minimalizację kosztów, odpowiednią gwarancję i wysoką jakość dróg;
zwiększenie konkurencyjności na rynku usług budowlanych.
Z raportu PwC wynika, że GDDKiA zrealizowała powyższe zadania. Otwarto rynek, zwiększając jego konkurencyjność, a śrubując wymagania i dyscyplinę zarządczą wybudowano 1500 km nowych autostrad w cenach europejskich. Refundacja środków przez UE potwierdza ich poprawne wydatkowanie, a wypełnianie rygorystycznych europejskich standardów oznacza wysoką jakość dróg i ich bezpieczeństwo.

Jakie są fakty?
W ramach rozwoju krajowej infrastruktury drogowej, w latach 2007-13 przybyło w Polsce 1500 km nowych autostrad i dróg ekspresowych, co stanowi wzrost w stosunku do 2007 roku o ponad 150%, czyli ponad 2,5-krotnie. W latach 2007-2012 pod względem dynamiki rozwoju sieci autostradowej Polska, ze 106-procentowym przyrostem liczby kilometrów autostrad, była liderem wśród krajów europejskich. Sieć dróg ekspresowych wzrosła natomiast w tym okresie o ponad 230%.

Ponadto, jak wynika z raportu PwC, obecnie w naszym kraju blisko 75% dróg ekspresowych i autostrad powstaje na czas, czyli w terminach ustalonych w umowach z wykonawcami. Pozostałe 25% projektów realizowana jest z opóźnieniem, sięgającym średnio nieco ponad 10 tygodni. Warto podkreślić, że w Niemczech średnie spóźnienie inwestycji drogowych wynosi aż 7 miesięcy, natomiast w Grecji – ponad rok. Jak wskazuje raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO), średnie opóźnienie w budowie dróg szybkiego ruchu w całej UE wynosi 15 miesięcy.

Jeśli chodzi o skuteczność wykorzystania środków pozyskanych z UE, to GDDKiA do tej pory uzyskała już 77% refundacji i prawie 100% certyfikacji, co stanowi potwierdzenie, że przyznane dofinansowanie zostało wykorzystane w pełni poprawnie. Długość gwarancji inwestycji (poprzednio wynoszącą 1-2 lata) GDDKiA zdołała wydłużyć do 5 lat.

Raport wykazał również, że jakość budowanych w Polsce autostrad i dróg ekspresowych sukcesywnie się podnosi. Kosztem 100 mln zł GDDKiA uruchomiła Laboratoryjny System Kontroli Jakości, którego specjaliści na bieżąco sprawdzają jakość budowanych odcinków dróg. Aktualnie już 85% analizowanych próbek spełnia wymogi w zakresie jakości (wzrost o prawie 12% w porównaniu z 2010 rokiem).

Z kolei, jeśli chodzi o koszt realizacji inwestycji, to spadł on średnio do 9,6 mln euro za kilometr, czyli prawie do poziomu średniej europejskiej, wynoszącej 9,4 mln euro (wg ostatniego raportu ETO). Od 2008 roku koszt budowy 1 kilometra autostrady zmniejszył się o 36%, a 1 kilometra drogi ekspresowej – o 31%.

Co do wymogu stworzenia przez GDDKiA warunków do prowadzenia realnej konkurencji na rynku warto wskazać zmiany, które w tym zakresie zaszły. Dzięki wprowadzonemu planowi uwolnienia rynku, liczba firm, z którymi GDDKiA zawarła umowy na realizację inwestycji, wzrosła w omawianym okresie pięciokrotnie, a startujących w przetargach – niemal dwukrotnie.

Uruchamiając model nowej strategii w zakresie organizacji przetargów publicznych, Generalna Dyrekcja opowiada się za zwiększeniem liczby przetargów na realizację krótszych (10-15 kilometrowych) odcinków. Umożliwi to obecnym wykonawcom poprawienie logistyki i warunków przygotowania inwestycji, a firmom o mniejszym zapleczu kapitałowym i organizacyjnym da szansę zaistnienia na rynku.

Nowe drogi pozwoliły kierowcom na znaczne skrócenie czasu przejazdu na wielu kluczowych połączeniach między centralnymi miastami. Dzięki zrealizowanym pracom w latach 2007 – 2012 czas przejazdu np. między Gdańskiem a Toruniem skrócił się o 40 minut; pomiędzy Warszawą a Łodzią – o 30 minut, a przejazd z Krakowa do Tarnowa trwa o 20 minut krócej. Co warte odnotowania, na krótszych przejazdach pomiędzy różnymi miejscowościami zyskuje cała polska gospodarka.

„Oddanie do użytku wszystkich odcinków autostrad i dróg ekspresowych wybudowanych w okresie 2007-13 generuje dodatkowe wpływy rzędu 6 mld zł rocznie, co stanowi ok. 0,3% rocznego PKB Polski.” – stwierdził prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC.

Eksperci PwC zwracają również uwagę na poprawę bezpieczeństwa, do której przyczyniły się usprawnienia infrastruktury drogowej w latach 2007-2013. Liczba wypadków spadła w tym okresie o ok. 25%, a liczba ofiar śmiertelnych na drogach krajowych zmniejszyła się o 37%.

Opłaty za użytkowanie wieczyste nie mogą być aktualizowane częściej niż raz na trzy lata

Koniec roku to czas, w którym osoby fizyczne i przedsiębiorcy, będący użytkownikami wieczystymi mogą otrzymać oświadczenie o aktualizacji opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste, która będzie ich obowiązywać od stycznia następnego roku. Jeżeli wysokość tejże opłaty wydaje im się nieuzasadniona, mają prawo ją zakwestionować w postępowaniu przed samorządowym kolegium odwoławczym, a w ostateczności zwrócić się do sądu. Zdaniem ekspertów z kancelarii prawniczej Deloitte Legal, ze względu na wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa, a także ze względu na skomplikowaną procedurę związaną z kwestionowaniem podwyższenia opłaty rocznej, należy dobrze i starannie się do takiego postępowania przygotować. W przeciwnym razie może się okazać, że odwołanie jest nieskuteczne, a użytkownik będzie musiał uiścić podwyższoną opłatę.

Użytkowanie wieczyste polega na oddaniu nieruchomości gruntowej, będącej własnością Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego, osobie fizycznej lub prawnej na czas określony tj. 99 lat (w wyjątkowych sytuacjach może to być krócej, ale nie mniej niż 40 lat). Dotyczy to głównie gruntów położonych w granicach administracyjnych miast. Przez cały okres użytkowania obowiązek uiszczania opłaty rocznej spoczywa na użytkowniku. Jej aktualizacja dokonywana jest zazwyczaj pod koniec roku. Dla wielu użytkowników wieczystych proces ten może oznaczać podniesienie dotychczasowej wysokości tejże opłaty.

„Zgodnie z obecnym brzmieniem Ustawy o gospodarce nieruchomościami wysokość opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej podlega aktualizacji nie częściej niż raz na trzy lata i to tylko, jeżeli wartość tej nieruchomości ulegnie zmianie. W przypadku otrzymania od właściwego organu pisemnego oświadczenia o wypowiedzeniu dotychczasowej opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste oraz oferty przyjęcia jej nowej wysokości, warto zastanowić się, czy ta aktualizacja jest na pewno uzasadniona i prawnie skuteczna” – wyjaśnia Konstanty Dobiejewski, Radca Prawny, Managing Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Wysokość opłaty rocznej jest uzależniona od wartości nieruchomości gruntowej, a także celu, na jaki została przeznaczona (w zależności od celu, na jaki nieruchomość została przeznaczona, stawki wynoszą od 0,3 do 3 proc. ceny gruntu). Jedynie rzeczoznawca majątkowy może ustalić ile w danym momencie grunt jest wart. W tym celu sporządzany jest tzw. operat szacunkowy. Jeżeli właściciel danej nieruchomości zdecyduje się na podniesienie opłaty, jest wówczas zobowiązany do końca roku wysłać użytkownikowi wieczystemu wypowiedzenie poprzedniej opłaty oraz zaproponować nową.

Jakie prawa przysługują użytkownikom, którzy jednak nie zgadzają się z wysokością zaproponowanej opłaty rocznej? „Jeżeli wysokość opłaty jest dla nas akceptowalna, nie musimy nic robić i zaczyna ona obowiązywać od 1 stycznia nowego roku. Jeżeli jednak uznamy, że nowe naliczenie opłaty jest niesłuszne, mamy 30 dni na odwołanie się od wypowiedzenia. Czasu nie ma zbyt dużo. Należy przede wszystkim dokładnie zapoznać się z otrzymanym pismem oraz operatem szacunkowym, który, jak wynika z naszej praktyki, często zawiera błędy merytoryczne bądź formalne” – mówi Justyna Olszowy, Associate w kancelarii Deloitte Legal. Odwołanie należy składać do samorządowego kolegium odwoławczego, właściwego dla danej nieruchomości. Po jego orzeczeniu, zarówno jej właściciel, jak i użytkownik wieczysty mogą odwołać się do sądu. Jak zaznaczają jednak eksperci Deloitte Legal, użytkownik wieczysty musi liczyć się z poniesieniem kosztów postępowania przed sądem, bo to on jest zawsze traktowany jako powód.

„Należy też pamiętać, że sąd, jako pozew potraktuje dokumenty, które przygotowaliśmy do samorządowego kolegium odwoławczego. Warto więc je należycie przygotować, aby sąd nie odrzucił naszego odwołania z powodu np. błędów formalnych” – zaznacza Konstanty Dobiejewski.

Przy sporządzaniu odpowiedniego wniosku użytkownik wieczysty powinien zwrócić szczególną uwagę także na wkład finansowy zainwestowany przez siebie w infrastrukturę na użytkowanym gruncie. Niektóre z poniesionych nakładów powinny być zaliczone na poczet różnicy między opłatą dotychczasową a zaktualizowaną.

W ramach toczącego się postępowania przed samorządowym kolegium odwoławczym lub przed sądem strony mogą również zawrzeć ugodę, na mocy której ustalona zostanie nowa wysokość opłaty rocznej. Jeżeli taka ugoda zostanie zawarta, nie można od niej się później odwoływać.

Fundusze private equity zainteresowane firmami średniej wielkości i liderami rynku

Prawie 45 proc. przedstawicieli funduszy private equity z Europy Środkowej ocenia, że w najbliższym półroczu warunki ekonomiczne będą lepsze niż dotychczas. Jeszcze wiosną twierdziło tak jedynie 10 proc. osób. O tym, że sytuacja ekonomiczna znacząco się poprawia, świadczy też fakt, że już prawie 60 proc. respondentów, zamierza skupić się na inwestowaniu w nowe przedsięwzięcia. Jak wynika z najnowszej edycji badania „Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w kręgu zainteresowania reprezentantów tego sektora będą przede wszystkim liderzy rynkowi oraz firmy średniej wielkości.

Wcześniejsze edycje badania udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity doskonale odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. Tak było również i tym razem. Obecna edycja pokazuje, że przedstawiciele tego sektora wyraźnie zaczęli odczuwać poprawę sytuacji gospodarczej. Dowodem tego jest wskaźnik optymizmu, który wynosi obecnie 127. To najlepszy wynik od dwóch lat. Jeszcze pół roku wcześniej wskazywał on 101. Po raz pierwszy od czterech lat badanie wykazuje poprawę nastrojów w ciągu dwóch następujących po sobie półroczy. „Jest to z pewnością bardzo pozytywna wiadomość, choć inwestorom nadal daleko do optymizmu widocznego w latach przed kryzysem. Warto zauważyć, że na wzrost indeksu istotny wpływ ma oczekiwana poprawa warunków gospodarczych, a także dostępność finansowania dłużnego” – tłumaczy Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Odczucie poprawiającej się koniunktury odzwierciedla również badanie. Aż 43 proc. ankietowanych oczekuje, że warunki gospodarcze w ciągu najbliższych sześciu miesięcy poprawią się. W porównaniu z poprzednią falą znacznie zmniejszył się odsetek tych, którzy uważają, że warunki się pogorszą. W tej chwili jest to jedynie 2 proc., w porównaniu z 21 proc. na wiosnę i 59 proc. pesymistów rok temu. Jest to najniższy wskaźnik od ponad 6 lat.

Co więcej, o 9 pp. wzrosła grupa tych przedstawicieli funduszy PE, którzy prognozują, że więcej kupią niż sprzedadzą. Na tym samym poziomie 34 proc. pozostał odsetek osób spodziewających się, że w ich inwestycyjnym portfelu poziomy sprzedaży i kupna będą się równoważyć. Warto zaznaczyć, że niemal podwoiła się (32 proc.) liczba tych, którzy przewidują, że ich aktywność na rynku wzrośnie. Nadal 66 proc. spodziewa się, że pozostanie ona na niezmienionym poziomie. Aż 76 proc. (pół roku wcześniej 65 proc.) prognozuje, że rozmiar transakcji na rynku private equity pozostanie bez zmian, a o 3 pp. (do 11 proc.) skurczyła się grupa tych, których zdaniem skala ta się zmniejszy. Inwestorzy czują się stabilnie także jeżeli chodzi o możliwość finansowania swoich przedsięwzięć. Zaledwie 4 proc. z nich uważa, że zmniejsza się dostępność kredytów. To najniższy poziom od 2,5 roku. Aż 45 proc. ankietowanych chce w najbliższym półroczu skupić się na podnoszeniu przychodów przy jednoczesnym cięciu kosztów.

Badanie pokazało wyraźnie, że po kilku kwartałach stagnacji przyszedł czas na ożywienie. Na nowe inwestycje gotowych jest aż 59 proc. respondentów, podczas gdy pół roku wcześniej taką wolę wyrażało jedynie 35 proc. z nich. O 21 pp. do 34 proc. zmalał zaś odsetek tych, którzy zamierzają się skupić na zarządzaniu swoim obecnym portfolio. „Ten pozytywny trend wskazuje na zrównoważony poziom optymizmu, co z kolei wpływa na przedstawicieli funduszy private equity gotowych na nowo podejmować ryzyko inwestycyjne” – wyjaśnia Mark Jung.

Jakie firmy będą cieszyć się zainteresowaniem funduszy private equity? Zdaniem 47 proc. ankietowanych będą to liderzy rynku. Taki sam procent odpowiedzi zebrały przedsiębiorstwa średniej wielkości. Zainteresowaniem jedynie 6 proc. respondentów będą się cieszyć start-upy, ale warto zaznaczyć, że ostatni raz przedstawiciele PE wspominali o nich na wiosnę 2012 roku. To, co będzie decydowało o przewadze PE nad konkurentami w osiąganiu sukcesów transakcyjnych, to według badanych jest oferowana cena i warunki (18 proc.), możliwość zapewnienia wartości dodanej już po samej transakcji (15 proc.) oraz szybkość i elastyczność (14 proc.). Coraz mniejsze znaczenie ma to, czy fundusz posiada swoją siedzibę w kraju, w którym zamierza przeprowadzić transakcję.

Kolejna dobra wiadomość związana jest z pozyskiwaniem środków przez fundusze private equity z Europy Środkowej. Trzem podmiotom (3TS Capital Partners, Abris Capital Partners i Enterprise Investors) udało się zebrać łącznie prawie 1 mld euro na prowadzenie dalszych inwestycji w regionie i to prawdopodobnie one będą najaktywniejsze w ciągu kilku następnych miesięcy. Największą transakcją na tym rynku w ciągu ostatniego pół roku było przejęcie przez fundusz Penta Investment (wraz z największym polskim hurtowym dystrybutorem leków – Neuca) za 103 mln euro aktywów holdingu Mediq i ACP Pharma. W Polsce jedną z ciekawszych transakcji było nabycie przez Mid Europa Partners większościowych udziałów w spółce Polskie Koleje Górskie.

„Optymizm w prognozach gospodarczych wpływa na oczekiwania zarządzających PE, co do spółek portfelowych. Ponad 80 proc. respondentów przewiduje, że będą się one koncentrowały na wzroście przychodów. Tylko 9 proc. oczekuje od spółek portfelowych wyłącznie cięcia kosztów, ponieważ większość z nich proces restrukturyzacji ma już za sobą. Również w związku z tym ponad połowa respondentów planuje poświęcić większość swojego czasu nowym inwestycjom w przeciwieństwie do przeważającej koncentracji na zarządzaniu portfelem widocznej w dwóch poprzednich badaniach” – podsumowuje Agnieszka Zielińska, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

iPhone 5s i iPhone 5c w piątek, 25 października, trafiają do sprzedaży we Włoszech, Rosji, Hiszpanii i ponad 25 krajach

Od piątku, 25 października, iPhone 5s i iPhone 5c bedą dostępne we Włoszech, Rosji, Hiszpanii i ponad 25 innych krajach, w kilkunastu kolejnych krajach, w tym w Indiach i Meksyku, od piątku, 1 listopada.

iPhone 5s to nowe wcielenie najlepiej działającego smartfona na świecie. W wyjątkowo smukłej i lekkiej konstrukcji kryje wspaniałe nowe funkcje i rozwiązania, takie jak zaprojektowany przez Apple 64-bitowy procesor A7, nowa 8-megapikselowa kamera iSight z lampą błyskową True Tone, a także innowacyjny czytnik linii papilarnych Touch ID, dzięki któremu telefon można łatwo i bezpiecznie odblokować jednym dotknięciem palca. iPhone 5c intryguje nowym, atrakcyjnym dizajnem i zbudowany jest na fundamencie funkcji i rozwiązań już teraz budzących entuzjazm użytkowników, takich jak piękny 4-calowy wyświetlacz Retina, superszybki procesor A6 i 8-megapikselowa kamera iSight — a przy tym oferuje znakomitą wydajność baterii.¹ Oba nowe modele, iPhone 5s i iPhone 5c, obsługują więcej pasm LTE² niż jakikolwiek inny smartfon na świecie i mają zupełnie nowe kamery FaceTime HD.

iPhone 5s i iPhone 5c działają pod kontrolą systemu iOS 7 — najbardziej znacząco ulepszonej wersji iOS od czasów pierwszego iPhone’a. iOS 7 olśniewa nowym interfejsem użytkownika — z elegancką paletą kolorów, wyodrębnionymi warstwami funkcjonalnymi i subtelnymi efektami ruchu, które ożywiają interakcje z użytkownikiem. iOS 7 zawiera setki nowych funkcji, w tym Centrum sterowania, Centrum powiadomień, udoskonaloną wielozadaniowość, AirDrop, udoskonaloną aplikację Zdjęcia, Safari, Siri, a także całkowitą nowość — iTunes Radio, czyli bezpłatne radio internetowe nadające muzykę, jakiej użytkownik najchętniej słucha w iTunes.3

iPhone 5s oferowany jest w kolorach złotym, srebrnym i gwiezdnej szarości, w wersjach o pojemności 16 GB, 32 GB i 64 GB. iPhone 5c dostępny jest w kolorach niebieskim, zielonym, różowym, żółtym i białym, w wersjach o pojemności 16 GB i 32 GB. Etui dla iPhone’a 5s dostępne są w kolorach beżowym, czarnym, niebieskim, brązowym, żółtym i (RED). Etui dla iPhone’a 5c oferowane są w kolorach niebieskim, zielonym, różowym, żółtym, czarnym i białym. Dostępny jest także model iPhone 4s 8 GB.

iPhone 5s i iPhone 5c będą dostępne od piątku, 25 października, w Austrii, Belgii, Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Danii, Estonii, Finlandii, we Francuskich Indiach Zachodnich, w Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Korei Południowej, Liechtensteinie, na Litwie, w Luksemburgu, na Łotwie, w Makau, na Malcie, w Norwegii, Nowej Zelandii, Polsce, Portugalii, Rosji, Rumunii, na Słowacji, w Słowenii, Szwajcarii, Szwecji, Tajlandii, Tajwanie, na Węgrzech, we Włoszech, na Wyspie Reunion. Natomiast od piątku, 1 listopada, iPhone 5s i iPhone 5c będą dostępne w Albanii, Armenii, Czarnogórze, na Guam, w Gwatemali, Indiach, Kolumbii, Macedonii, Malezji, Meksyku, Mołdawii, Salwadorze, Turcji, zaś od niedzieli, 3 listopada — w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. iPhone 5s i iPhone 5c są obecnie dostępne w USA, Australii, Chinach, Francji, Hongkongu, Japonii, Kanadzie, Niemczech, Portoryko, Singapurze i Wielkiej Brytanii.

¹ Wydajność baterii zależy od ustawień urządzenia, sposobu użytkowania i innych czynników. Rzeczywiste wyniki mogą odbiegać od podanych.
² Technologia LTE jest dostępna u wybranych operatorów. Szybkość działania zależy od charakterystyki sieci. Szczegółowych informacji udzielają operatorzy.
³ Usługa iTunes Radio jest dostępna wraz z systemem iOS 7 w Stanach Zjednoczonych.

Apple tworzy komputery Mac, najlepsze komputery osobiste na świecie, system operacyjny OS X, pakiety iLife, iWork oraz oprogramowanie do zastosowań profesjonalnych. Apple jest również pionierem w rewolucji multimediów cyfrowych za sprawą iPoda i iTunes. Firma zrewolucjonizowała rynek telefonów komórkowych, wprowadzając rewolucyjny telefon iPhone oraz uruchamiając App Store. Zaprezentowany przez firmę iPad definiuje przyszłość mediów mobilnych i elektroniki użytkowej.

Asseco Poland podpisało kontrakt z ZUS na utrzymanie i rozwój KSI

0

Asseco Poland podpisało z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych umowę dotyczącą wsparcia eksploatacji i utrzymania Kompleksowego Systemu Informatycznego. Kontrakt o wartości 595,8 mln zł brutto będzie realizowany w okresie 4 lat.

Zgodnie z umową Asseco świadczyć będzie usługi związane z utrzymaniem aplikacji oraz narzędzi wspomagających zarządzanie IT. ZUS będzie korzystał także ze wsparcia procesów zarządzania IT i zarządzania architekturą korporacyjną ZUS. Asseco pełnić będzie również rolę integratora systemu KSI.

Ponadto umowa obejmuje świadczenie usług serwisowych, w tym obsługę incydentów i usuwanie nieprawidłowości działania Kompleksowego Systemu Informatycznego oraz usług wynikających z rozwoju KSI ZUS, które realizowane będą na podstawie odrębnych zleceń.

Andrew Highcock nowym prezesem zarządu Kompanii Piwowarskiej

Andrew Highcock został powołany na stanowisko prezesa zarządu Kompanii Piwowarskiej, lidera polskiego rynku piwa. W roli szefa polskiej spółki grupy SABMiller zastąpi on odchodzącego na emeryturę Roba Pridaya.

Andrew Highcock obecnie jest prezesem Ursus Breweries w Rumunii. Rozpoczął pracę w grupie SABMiller w listopadzie 2009 roku jako dyrektor generalny browarów Pivovary Topvar na Słowacji, gdzie po jego kierownictwem firma osiągnęła znaczne wzrosty za sprawą innowacji oraz zarządzania przychodami. Dokładnie dwa lata później objął stanowisko Prezesa Ursus Breweries, gdzie skutecznie przeprowadził zwrot w strategii firmy, odnawiając portfel marek i budując silne relacje z klientami.

Nowy prezes zarządu Kompanii Piwowarskiej rozpoczął karierę zawodową w 1985 roku w grupie Beecham, zajmując rozmaite stanowiska krajowe i międzynarodowe w sprzedaży i marketingu. Następnie pełnił funkcje zarządcze w sprzedaży, marketingu i ogólnym zarządzaniu w Diageo w Wielkiej Brytanii, Europie Środkowej oraz we Francji, gdzie stworzył nowe strategie dotarcia do rynku i zwiększył sprzedaż marek globalnych. W latach 2003-2009 Andrew Highcock był dyrektorem generalnym w firmie Maxxium, odpowiedzialnym za Europę Południową i Kanadę. Rozwinął wówczas aktywność biznesową premium i kierował integracją biznesu w Hiszpanii na dużą skalę.

Dotychczasowy prezes zarządu KP, Rob Priday, który ma za sobą trwającą 31 lat karierę w grupie SABMiller, odchodzi na emeryturę. Stanowisko prezesa KP objął w październiku 2011 roku.

Komentarz dzienny, 23 października 2013

Sprzedaż detaliczna we wrześniu przyspieszyła do 3,9% r/r z 3,4% w poprzednim miesiącu (konsensus rynkowy – 4,6%, nasza prognoza – 5,5%). Mniejsza skala przyspieszenia, pomimo korzystnej liczby dni roboczych, to wynik bardzo słabej sprzedaży żywności (najgorsza miesięczna dynamika odkąd GUS publikuje sprzedaż w ujęciu PKD2007), notabene na liczbę dni roboczych zupełnie niewrażliwej. Po wyłączeniu żywności i paliw sprzedaż wzrosła o 7,4% r/r zaś w ujęciu realnym aż o 8,9%. Trend
wzrostowy jest jak najbardziej utrzymany.

PGNiG intensyfikuje poszukiwania gazu łupkowego na Lubelszczyźnie

CEO Magazyn Polska

Za kilka dni na Lubelszczyźnie PGNiG rozpocznie wiercenie o nazwie Kościaszyn w poszukiwaniu gazu łupkowego. W perspektywie co najmniej trzech lat będzie można stwierdzić, jakie są zasoby tego surowca i czy ich wydobycie jest ekonomicznie opłacalne.

 – Przygotowania do wykonania tego odwiertu znajdują się końcowej fazie, za kilka dni odbędzie się tzw. kolaudacja, czyli rozpoczęcie fizycznego wiercenia. Będzie je prowadziła polska spółka wiertnicza Exalo Drilling [wiertniczo-serwisowa spółka PGNiG – red.], która została wyłoniona w postępowaniu przetargowym – informuje Przemysław Krogulec, doradca zarządu ds. poszukiwania gazu łupkowego w  Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie.

Na terenie Lubelszczyzny jest to już czwarty odwiert PGNiG w poszukiwaniu gazu z łupków: pierwszy odwiert to Markowola, drugi Lubycza Królewska, trzeci to otwór Wojcieszków, który jest obecnie wykonywany i czwarty to właśnie Kościaszyn 1, który zacznie się za kilka dni.

Będzie to pionowy otwór badawczy, którego zadaniem będzie dostarczenie informacji potrzebnych do przeprowadzenia dalszych prac poszukiwawczych.

 – Zostanie z niego pobrane kilkaset metrów rdzenia – materiału skalnego z głębokich warstw skalnych – i te pobrane skały będziemy badać pod względem geochemicznym, geomechanicznym, mineralogicznym. Rezultaty tych badań pozwolą nam następnie na projektowanie dalszych badań, czyli na przykład szczelinowania, które występuje w końcowej części poszukiwań gazu z łupków – tłumaczy Przemysław Krogulec.

Dodaje, że podczas poszukiwania gazu z łupków prace rozpoczynają się od badań sejsmicznych 2D, po czym wykonywany jest otwór pionowy badawczy, z którego pobierane jest nawet kilkaset metrów rdzenia skalnego. Następnie jest on badany w laboratoriach przez kilka miesięcy. Rezultaty tych badań są analizowane przez firmowych specjalistów, którzy na podstawie wyników, projektują uszczegóławiające badania sejsmiczne 3D. Przeprowadza się je na stosunkowo niewielkim obszarze wokół otworu.

 – Następnie rezultaty, zarówno tych badań wykonanych na rdzeniu, jak i pomiary wykonane w czasie wiercenia pionowego otworu i przeprowadzone już badania sejsmiczne 3D, dają podstawy do projektowania bądź zaniechania dalszych działań. W przypadku gazu z łupków jest to rozpoczęcie wykonywania otworów poziomych, a następnie przeprowadzenie w tych otworach poziomych zabiegów szczelinowania hydraulicznego. Ten proces trwa około trzech lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Krogulec.

P. Woźniak: nowe prawo dotyczące składowania CO2 jednym z bardziej restrykcyjnych w UE

Nowo przyjęte polskie regulacje dotyczące składowania dwutlenku węgla są jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Unii Europejskiej. Odpowiedzialny za nie Główny Geolog Kraju zapewnia, że taka operacja będzie bezpieczna dla środowiska. W rzeczywistości najprawdopodobniej niewielu przedsiębiorców zdecyduje się na stosowanie technologii CCS ze względy na wysokie koszty i surowe przepisy.

 – Mamy chyba najbardziej restrykcyjną ustawę o przechowywaniu i składowaniu dwutlenku węgla pod ziemią. Wskazujemy praktycznie tylko jedną strukturę geologiczną, w której pozwalamy na składowanie, ale tylko jeśli spełnione są dwa główne warunki: jest to projekt demonstracyjny i wymieniony w jednej decyzji KE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska.

W ubiegłym tygodniu ustawę o podziemnym składowaniu CO2 (czyli nowelizacją Prawa geologicznego i górniczego, wdrażającą unijną dyrektywę CCS) podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Jak podkreśla wiceminister, trwają prace nad 23 rozporządzeniami, niezbędnymi do wdrożenia przepisów ustawy. Dwa z nich już są prawie gotowe, pozostałe powinny być w ciągu kolejnych dwóch miesięcy.

Zgodnie z przepisami, na miejsce składowania gazu został wyznaczony Bałtyk. Tu, jak zapewnia Główny Geolog Kraju, techniczne warunki składowania mają być bezpieczne. Żeby skorzystać z technologii CCS, trzeba będzie uzyskać koncesje od ministra środowiska.

 – To będzie działalność wyłącznie na wniosek przedsiębiorcy, który, by móc ją prowadzić, oprócz spełnienia standardowych warunków koncesyjnych, musi złożyć cały szereg zabezpieczeń, w tym finansowe. Musi zobowiązać się do dwudziestoletniego monitorowania składowiska na własny koszt, a następnie przekazania monitoringu do specjalnie powołanej jednostki administracyjnej, Krajowego Administratora Podziemnych Składowisk Dwutlenku Węgla. Następnie KAPS, również na koszt przedsiębiorcy, przez następne 50 lat będzie monitorować to składowisko. A później te zadania zostaną przejęte w pełni przez państwo – informuje Piotr Woźniak.

Wiceminister środowiska podkreśla, że koszty takiej operacji będą wysokie i niewielu przedsiębiorców będzie w stanie je ponieść.

 – Koszt prowadzenia takich działalności jest niesłychanie wysoki. To powoduje, że przedsiębiorca musi być mocną firmą z bardzo pewnymi fundamentami finansowania. W innym przypadku koncesja nie zostanie wydana – mówi wiceminister.

Przypomina, że kilka lat temu KE stworzyła listę kilkunastu projektów demonstracyjnych z całej Europy, którym przyznała wsparcie. Wśród nich znalazły się trzy z Polski: zgłoszony przez PGE Elektrownia Bełchatów (a następnie kontynuowany przez PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna), Zakłady Azotowe Kędzierzyn i Vattenfall.

 – Vattenfall wycofał się bardzo szybko z tej listy, a ZAK niewiele później. Natomiast Bełchatów wycofał się na początku tego roku, ze względu na koszty, poziom skomplikowania tego projektu i poziom dofinansowania, który był niewystarczający, wręcz symboliczny w stosunku do skali projektów i potrzeb – tłumaczy Piotr Woźniak.

Na własny koszt instalację CCS testuje Tauron we współpracy z Instytutem Chemicznej Przeróbki Węgla. Wybudowanie instalacji pilotażowej pochłonęło 8,8 mln zł.

Zdaniem wielu ekspertów i przedstawicieli elektrowni, technologia CCS jest zbyt droga, a co więcej obniża rentowność elektrowni. Opłacałoby się ją stosować, gdyby za uprawnienia do emisji dwutlenku węgla w europejskim systemie handlu emisjami (ETS) trzeba było płacić ponad 65 euro. Dziś ich cena oscyluje wokół 5 euro za tonę (czyli jedno uprawnienie).

Technologia CCS (Carbon Capture and Storage) oznacza wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla ze spalin. Ma pomóc w realizacji polityki środowiskowej UE, zakładającej m.in. minimalizację emisji CO2 do atmosfery.

Chojna-Duch: inwestycje publiczne popchną w górę PKB w 2014 r.

Nowe inwestycje ożywią w przyszłym roku tempo rozwoju gospodarczego Polski prognozuje prof. Elżbieta Chojna-Duch z Rady Polityki Pieniężnej. Pomóc mają między innymi pieniądze z funduszy UE z nowej perspektywy. Gospodarkę wspierać będzie również rosnący eksport.

 – Eksport jest ciągle na wysokim poziomie – to  główny filar, który wzmacnia nasz PKB – mówi członkini Rady Polityki Pieniężnej. – Natomiast liczymy na to, że w przyszłym roku inne czynniki ujawnią się i będą miały przełożenie na wzrost gospodarczy, a mianowicie popyt, zwłaszcza popyt inwestycyjny, zarówno prywatny, jak i ze strony organów publicznych. Liczymy na uruchomienie w drugiej połowie 2014 roku stopniowo funduszy europejskich.

Zgodnie z prognozami rządu, wzrost PKB w przyszłym roku wyniesie 2,5 proc. Ostatnie prognozy Banku Merrill Lynch to 2,4 proc. – bank podniósł je z 2,2 proc. W uzasadnieniu napisano, że – obok innych czynników – gospodarkę ruszy uruchomienie środków unijnych z kolejnej perspektywy budżetowej, a co za tym idzie wzrost nakładów na inwestycje publiczne. Identycznie podwyższył prognozę Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a bank HSBC przewiduje nawet wzrost na poziomie 2,6 proc. (poprzednia prognoza to 2,3 proc.).

 – Wydaje się, że wzrost gospodarczy może być na nieco wyższym poziomie niż ten oczekiwany, 2,5 proc. – prognozuje Elżbieta Chojna-Duch w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Kto za Zytę Gilowską?

Poza danymi makroekonomicznymi rynek czeka też na wybór nowego członka Rady Polityki Pienieżnej, na miejsce prof. Zyty Gilowskiej.

Prezydent ma na powołanie nowej osoby w RPP trzy miesiące.

  Jest wielu dobrych, mądrych kandydatów, mających wiedzę z zakresu polityki pieniężnej i duże doświadczenie. Wybór jest szeroki – ocenia Chojna-Duch.

Zgodnie z prawem do czasu wyboru nowego członka Rada może pracować z zmniejszonym składzie, bo w ustawie o RPP napisano, że Rada podejmuje decyzje większością głosów w obecności co najmniej 5 członków, w tym przewodniczącego. Takie sytuacje miały juz w historii miejsce.

Nowy członek zasiądzie w radzie na pełną, sześcioletnią kadencję.

 – Jest już interpretacja, która mówi, że jest to indywidualna pełna kadencja członka, czyli kandydat będzie mianowany na 6 lat. Ta Rada, która w tej chwili działa, rozpoczęła swoje funkcjonowanie w różnych terminach. Część rady powołuje kandydatów Sejm, Senat i Prezydent, a te wybory dokonywały się w różnych okresach – wyjaśnia Elżbieta Chojna-Duch.

Polska jedynym krajem w UE z zakazem reklamy aptek. Sprawa może trafić do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości

CEO Magazyn Polska

Ustawa refundacyjna przyniosła odwrotny skutek niż zamierzony, przede wszystkim dla pacjentów – uważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Ani nie wzrosła dostępność leków, ani nie spadły ceny, a po liczbie zamykanych aptek i zwalnianych aptekarzy widać, że wprowadzony dwa lata temu zakaz reklamy aptek ma negatywne konsekwencje również dla nich. – Polska jest jedynym krajem UE, gdzie taki zakaz obowiązuje – podkreśla Katarzyna Sabiłło z fundacji Lege Pharmaciae.

 – Zakaz reklamy przedsiębiorców jest pogwałceniem jednej ze swobód gospodarczych, jaką jest możliwość reklamowania się przedsiębiorcy. Apteka, chociaż działa w społecznie odpowiedzialnym biznesie, gdzie obowiązuje misja społeczna, jest przedsiębiorstwem, a reklama jest jedną ze swobód przedsiębiorcy. W związku z tym w żadnym kraju unijnym nie znajdziemy zapisu, który mówiłby o zakazie reklamy przedsiębiorcy – mówi Katarzyna Sabiłło agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Eksperci podkreślają, że zapis, na którym miały skorzystać obie strony, zarówno pacjenci, jak i aptekarze, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Ceny leków nie spadły i nie zwiększyła się ich dostępność.

 – Aptekarze też nie wzmocnili swojej pozycji ekonomicznej, bo po ilości zamykanych aptek i zwalnianych pracowników widać, że ustawa ma jednoznacznie negatywne konsekwencje również i dla nich – mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Obowiązująca od początku 2012 roku ustawa refundacyjna doprowadziła do zwolnienia 15 tys. osób pracujących w przemyśle farmaceutycznym – wynika z raportu firmy IMS Health. Z tej liczby 8 tys. osób zwolniły apteki.

Zdaniem prezes Fundacji Lege Pharmaciae, farmaceuci w obawie przed wysokimi karami zaprzestali również prowadzenia akcji propacjenckich czy profilaktycznych. To m.in. zahamowało rozwój tzw. opieki farmaceutycznej, która jest standardem we wszystkich europejskich krajach.

 – Aptekarze boją się cokolwiek robić, jeżeli chodzi o działania propacjenckie, ponieważ zakazreklamy aptek jest tak ogólny, że każde z podjętych działań informacyjnych może być uznane za naruszające tenże zakaz, a naruszenie jest obłożone karą finansową, dosyć dotkliwą, bo jest to nawet 50 tys. zł – mówi Sabiłło.

 – Pacjenci zostali odcięci od informacji o funkcjonowaniu aptek, o dostępności leków, od programów, które dają możliwości nabywania taniej leków, od programów terapeutycznych. Taki zakaz powoduje, że apteka nie ma prawa do wywieszania informacji o tym, że można płacić kartą, czy też że od tej do tej godziny można np. przebadać ciśnienie – mówi Sadowski.

Według ekspertów, zakaz reklamy aptek jest niekonstytucyjny, bo godzi w prawa pacjentów.

 – Są dwie drogi. Jedna to jest polski Trybunał Konstytucyjny lub Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który bez wątpienia wskaże, że polski rząd naruszył podstawowe prawa obywateli. A druga droga to są najbliższe wybory. Rządzący dzisiaj powinni się zastanowić, czy chcą obniżenia swoich szans wyborczych w wyniku działania w takim kształcie ustawy – dodaje Andrzej Sadowski.

Szef Rothschilda w Polsce: ostatni kwartał dobry dla banków

CEO Magazyn Polska

Zbliża się czas publikacji wyników finansowych największych polskich banków. III kwartał był dla bankowości dobry, szczególnie na tle trudnego roku 2013. Receptą na problemy wynikające ze spowolnienia gospodarczego i niskich stóp procentowych była redukcja kosztów i poszukiwanie nowych źródeł przychodów. To m.in. przychody z rozwinięcia bankowości internetowej, pośrednictwa ubezpieczeniowego czy marż z kredytów konsumpcyjnych.

 – Można przypuszczać, że III kwartał był dobrym kwartałem, szczególnie na tle bardzo trudnego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Chwedoruk zarządzający warszawskim biurem Rothschild.

Dwie największe trudności, czyli spowolniony rozwój gospodarczy oraz niskie stopy procentowe, spowodowały spadek przychodów, ale banki w mniej więcej tym samym tempie redukowały koszty.

 – Dzięki temu większość banków utrzymała rentowność na poziomie z poprzedniego roku. Ponadto banki bardziej dynamiczne, innowacyjne znalazły sobie nowe pola przychodów i rentowności, np. kredyt konsumpcyjny, przychody z pośrednictwa ubezpieczeniowego, tzw. bancassurance, czy z innych obszarów, jak bankowość internetowa – mówi Chwedoruk.

Obniżka interchange to kilkadziesiąt milionów strat

Problematyczna dla banków jest również kwestia obniżenia opłaty interchange, czyli od transakcji kartami płatniczymi. Zgodnie z nowelizacją ustawy o usługach płatniczych z  30 sierpnia 2013 r. wysokość pobieranej przez banki opłaty spadnie do 0,5 proc. całej kwoty transakcji. Obecnie w Polsce prowizja należy do najwyższych w Europie i wynosi ok. 1,2 – 1,3 proc. Ustawa wejdzie w życie 1 stycznia 2014 r., a na dostosowanie się do niej banki będą mieć maksimum pół roku.

 – Może to skutkować zmniejszeniem przychodów o 50-70 mln dla dużych i 10-20 mln dla małych banków – zauważa Jacek Chwedoruk. – Dla banku, który ma ok. 1-1,5 mld zł zysku, nie jest to tak bardzo widoczne, ale w połączeniu z innymi negatywnymi czynnikami wymagają one zastąpienia innymi przychodami.

Kolejną trudnością dla polskich banków jest niska jakość ich aktywów. Kredyty udzielane mniejszym firmom są często bardzo zyskowne, jednak osłabienie koniunktury sprawia, że niewielkie przedsiębiorstwa mają niekiedy trudności z regularną spłatą należności. W Polsce jedynie 75 proc. faktur jest płaconych na czas, a trudności z płynnością firm dotykają  również banków.

 – Procent nieregularnie spłacanych kredytów w Polsce jest stosunkowo wysoki  8 proc., a więc znacznie wyżej niż w wielu innych krajach – mówi zarządzający warszawskim biurem Rothschild. – W krajach europejskich, nawet tych pogrążonych w recesji,  jest to z reguły między 3-5 proc. Stabilizacja aktywów jest więc niezbędna – dodaje.

Zdaniem Jacka Chwedoruka, osiągnięcie rentowności systemu bankowego na poziomie 10-11 proc. byłoby powodem do zadowolenia.

Koniec z wyłącznym kryterium ceny. Nowe unijne przepisy poprawią jakość zamówień publicznych w infrastrukturze

CEO Magazyn Polska

Koniec z wyłącznym kryterium ceny. Nowe unijne przepisy poprawią jakość zamówień publicznych w infrastrukturze. Jest to potrzebne szczególnie w Polsce, gdzie przetargi i przygotowywane inwestycje pozostawiają wiele do życzenia.

Nowe unijne przepisy wpłyną na poprawę jakości zamówień publicznych udzielanych w infrastrukturze. W Polsce zaczną obowiązywać prawdopodobnie w 2016 r. Kryterium najniższej ceny zostanie zastąpione wyborem oferty najbardziej konkurencyjnej ekonomicznie, czyli ważna będzie także jakość.

 – W nowej dyrektywie, która prawdopodobnie wejdzie do prawa polskiego na początku roku 2016, zostały uwzględnione nowe drogi zamawiania – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan van der Putten, sekretarz generalny Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Doradztwa Technicznego (EFCA).

Van der Putten podkreśla, że w Polsce problemem jest przede wszystkim zły sposób przygotowania projektów infrastrukturalnych. Zbyt rzadko już na początku inwestycji korzysta się ze studium wykonalności.

 – Tu powinna zajść zmiana. Również w tym, jak wybierani są konsultanci czy kontrahenci projektu. W tym momencie głównym kryterium doboru jest cena, a to nie jest najlepsze podejście, ponieważ podążając tylko za tym kryterium możemy obniżyć jakość danego projektu. Dlatego jakość musi iść w parze z ceną, a obecnie jakość jest obniżana z powodu kosztów – przekonuje van der Putten.

Dodaje, że duże zmiany zajdą w wyniku nowelizacji prawa zamówień publicznych. Parlament i Urząd Zamówień Publicznych pracują nad kilkunastoma projektami. Do 2016 r. w życie powinny wejść też zmiany europejskich przepisów o zamówieniach publicznych. Komisja Europejska chce przede wszystkim zwiększyć wykorzystanie e-zamówień, które mogą dawać od 5 do 20 proc. oszczędności. Procedury mają zostać uproszczone z korzyścią dla małych i średnich przedsiębiorstw.

EFCA to organizacja reprezentująca w Europie Międzynarodową Federację Inżynierów Konsultantów (FIDIC). Zrzesza członków z 24 państw, w tym polskie Stowarzyszenie Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców. Zajmuje się reprezentacją i doradztwem na poziomie europejskim, współpracując z organami UE.

BIK: Kredyty w mniejszych miejscowościach lepiej spłacane

0

CEO Magazyn Polska

Mieszkańcy miejscowości do 25 tys. osób są najbardziej zdyscyplinowani w spłacaniu kredytów konsumpcyjnych do 100 tys. zł – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej. Udział kredytów przeterminowanych (do 90 dni) w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców wynosi średnio 24 proc., natomiast w miejscowościach do 25 tys. mieszkańców udział ten wynosi średnio 20 proc.

 – Biuro Informacji Kredytowej pierwszy raz dokonało analizy rynków kredytowych w podziale na poszczególne miejscowości i gminy. Wynika z nich, że w miejscowościach do 25 tys. mieszkańców udzielana jest prawie połowa kredytów konsumpcyjnych (45 proc. w ujęciu ilościowym). Jakość tych kredytów jest relatywnie lepsza niż w średnich i dużych miastach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej.

Mieszkańcy małych miejscowości lepiej radzą sobie ze spłacaniem kredytów konsumpcyjnych niż ci z dużych miast. Według stanu z 30 czerwca br. łączna wartość takich kredytów konsumpcyjnych w miejscowościach do 25 tys. mieszkańców wyniosła 35,4 mld zł.

 – Jeżeli banki są bliżej klienta, jak np. banki spółdzielcze, które w mniejszych miejscowościach są bardzo aktywne, to mają one jeszcze lepszą jakość kredytów niż średnia w mniejszych miejscowościach. Znajomość rynku lokalnego jest więc kluczowa do zarządzania relacją z klientem i do zarządzania ryzykiem – stwierdza Mariusz Cholewa.

Badanie BIK dotyczyło kredytów konsumpcyjnych do 100 tys. zł i wskazało dużą dynamikę i zróżnicowanie kredytów konsumpcyjnych w małych miejscowościach.

 – Dynamika nowej sprzedaży w mniejszych miejscowościach jest niższa niż w dużych miastach. Jednak są gminy, w których obserwuje się zarówno wzrosty o 50 proc., jak i takie, gdzie sprzedaje się o połowę mniej kredytów niż rok wcześniej – podkreśla Mariusz Cholewa.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w pierwszym półroczu w miejscowościach do 25 tys. mieszkańców zaciągnięto 4,8 mln kredytów konsumpcyjnych. Od lipca 2012 r. do czerwca 2013 r.  kredytobiorcy w tych miastach podpisali 2,4 mln umów kredytowych na łączną kwotę 19,9 mld zł.

Polacy coraz chętniej kupują ubezpieczenia w bankach

CEO Magazyn Polska

Systematycznie rośnie zainteresowanie Polaków bankowością ubezpieczeniową, czyli zakupem polis ubezpieczeniowych z wykorzystaniem kanałów bankowych. Ponad połowa wszystkich ubezpieczeń na życie zawieranych jest w ten sposób. Rozwojowi tego kanału sprzyjają zmiany prawne, jakie dokonały się w ostatnich latach. 

– W przypadku ubezpieczeń majątkowych to jest ok. 10 proc. To pokazuje, jak ważnym kanałem dystrybucji jest kanał bankowy i ten model współpracy banków i ubezpieczycieli, określany jako bancassurance – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Łuczyński, członek zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Do tej pory powstały trzy rekomendacje, wyznaczające standardy dobrych praktyk w kilku różnych obszarach: w obszarze produktów ochronnych dodawanych m.in. do kredytów i rachunków bankowych czy w obszarze ubezpieczeń finansowych stosowanych przy kredytach hipotecznych.

Trzecia rekomendacja weszła w życie w zeszłym roku. Dotyczyła produktów inwestycyjnych sprzedawanych przez banki. Uregulowała sposób ich dystrybucji, obowiązki informacyjne ubezpieczycieli, a także określiła prawa ubezpieczonych w przypadku, gdy taki produkt jest sprzedawany w ramach modelu bancassurance, kiedy to bank jest ubezpieczającym.

 – Obecnie naszym największym projektem jest rekomendacja, dotycząca dobrych praktyk informacyjnych w przypadku ubezpieczeń z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym – mówi członek zarządu PIU.  – Dyskusja na ten temat toczy się od dwóch lat, m.in. przez kryzys i spadek zyskowności funduszy inwestycyjnych. Klienci obserwują, że takie produkty często wiążą się z ryzykiem i w krótkim okresie osiągane wyniki mogą podlegać gwałtownym wahaniom. Wielu z nich zaczęło pytać np. o kwestię kosztów czy ryzyka związanego z tymi produktami.

W odpowiedzi Polska Izba Ubezpieczeń, w sierpniu tego roku uchwaliła kolejną rekomendację.

 – Ta rekomendacja przewiduje, że już w ciągu najbliższych 12 miesięcy większość firm ubezpieczeniowych w Polsce będzie dodawała do każdego produktu z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, do każdego ubezpieczenia z funduszem inwestycyjnym specjalną kartę produktu, zapewniającą pełną informację dla klienta – mówi Marcin Łuczyński.

Karta będzie miała charakter krótkiego dokumentu. Na pięciu stronach znajdą się czytelna lista wystandaryzowanych opłat, podstawowe informacje o produkcie, świadczeniach, wysokości składek, horyzoncie czasowym takiego produktu oraz o możliwości rezygnacji i odstąpienia od umowy.

 – Co najważniejsze, będzie zawierała symulację wyniku finansowego w takim ubezpieczeniu w trzech scenariuszach: standardowym, o podwyższonej rentowności i obniżonej rentowności – mówi Łuczyński.

Polska Izba Ubezpieczeń przewiduje, że do rekomendacji przystąpi większość zakładów ubezpieczeniowych. Większość też brała udział w wypracowaniu nowych regulacji prawnych. Proces dostosowywania produktów, wewnętrznych procedur w poszczególnych firmach trwać będzie od kilku do kilkunastu miesięcy. Pierwszych rezultatów należy oczekiwać w połowie przyszłego roku.

 – Uzgodniliśmy już z Komisją Nadzoru Finansowego, że w maju przyszłego roku, po okresie dostosowawczym, zostanie ogłoszona lista firm, które w pełni dostosowały się do zasad tej rekomendacji, czyli stosują dobre praktyki informacyjne w obszarze ubezpieczeń z UFK – mówi przedstawiciel PIU.

Powstałe rekomendacje PIU były odpowiedzią na raport Rzecznika Ubezpieczonych, opublikowany w 2007 roku, „Podstawowe problemy bancassurance w Polsce”. Raport poruszał m.in. kwestie naruszania interesów konsumentów, którzy zdecydowali się skorzystać z bancassurance i mówił o konieczności uregulowania rynku.

Komisja Nadzoru Finansowego zamierza do końca tego roku przedstawić do konsultacji swój projekt rekomendacji w zakresie bancassurance.

Podróżowanie z przyczepą kempingową popularniejsze, ale wciąż drogie i uciążliwe dla większości turystów

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej osób będzie w najbliższych latach decydowało się na podróż samochodem kempingowym lub z przyczepą kempingową. Jednak w Europie ten sposób podróżowania nie stanie się dominującym z uwagi na wysokie koszty i utrudnienia związane z dużym natężeniem ruchu. Szansa na rozwój jest jedynie w Skandynawii, Australii czy Ameryce Północnej.

 – Przy ogromnej ilości samochodów przemieszczających się po autostradach, szosach i drogach w Europie to może być nie zawsze przyjemne. Po pierwsze tłok, po drugie poruszamy się trochę wolniej, a więc powodujemy niezadowolenie innych kierowców. Ustawienie takiego pojazdu na parkingu w mieście może sprawiać duży kłopot, bo jest po prostu za ciasno, a to jest duży samochód – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Zdzisław Preisner, ekspert Katedry Turystyki i Rekreacji Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Podróżowanie z przyczepą lub samochodem kempingowym jest szczególnie popularne wśród Skandynawów, Holendrów, Niemców oraz Brytyjczyków. Preisner podkreśla, że to wygodny sposób, bo nie trzeba szukać noclegu i ponosić kosztów z tym związanych. Jednak ceny paliwa oraz zatrzymania przyczepy na polu kempingowym powodują, że cały koszt wyjazdu nie będzie dużo niższy od tradycyjnej podróży. Do tego zwykle trzeba wynająć samochód lub przyczepę, bo bardzo niewielu Polaków ma własne.

Preisner zauważa, że chociaż w większości krajów taki sposób podróżowania jest dość trudny, są regiony, gdzie przyczepy i samochody kempingowe spisują się doskonale.

 – Doskonale to się sprawdza w Australii, Nowej Zelandii, w USA, Kanadzie. To wielkie tereny, nie tak gęsto zaludnione i tam podróżowanie tego typu samochodem to naprawdę ogromna przyjemność. To rodzaj wyprawy, jesteśmy zdani na siebie: mamy pojazd, posiłki przygotowujemy sami i to jest też zaleta, bo to są koszty odpowiadające zakupom żywności w supermarkecie. To daje świetne możliwości, pozwala na własne decyzje, gdzie się udajemy, gdzie spędzamy czas po całodziennej podróży – podkreśla Preisner.

W Europie najlepsza do takich podróży jest Skandynawia. Wynika to przede wszystkim z rzadkiej zabudowy oraz prawa, które umożliwia postój i zatrzymanie się na noc, także poza wyznaczonymi kempingami. Na przykład w Norwegii można bez ograniczeń i za darmo nocować w przyczepach i samochodach kempingowych, o ile tylko w promieniu 150 metrów nie znajduje się żadna zamieszkała posesja.

Preisner podkreśla, że nawet na krótki postój zaparkowanie samochodu kempingowego w dużych miastach może być problemem ze względu na sporą liczbę samochodów w sezonie turystycznym. Parkowanie takiego auta na noc jest w miastach zabronione. Utrudniałoby to życie mieszkańcom, ale ponadto mogłyby się pojawić problemy z zachowaniem czystości.

Wybierając taki sposób podróży należy mieć też na uwadze względy bezpieczeństwa. Preisner odradza kempingowanie np. w Afryce.

 – Taka forma podróży dla Polaków to przyszłość. Z powodów ekonomicznych wiele osób będzie decydowało się na to, aby posiadać  taki własny domek na kółkach i móc decydować o miejscu podróży i czasie. Nie stanie się to powszechnością w Polsce w najbliższych latach – podsumowuje Preisner.