Koszyk świadczeń gwarantowanych przez państwo do przeglądu

CEO Magazyn Polska

Eksperci apelują o zmiany w polskim systemie lecznictwa. Proponują reformę koszyka świadczeń gwarantowanych, który określa, za jakie leczenie płaci państwo, a za jakie chory. Według części specjalistów, koszyk nie odpowiada potrzebom pacjentów i wymaga zmian.

 Koszyk świadczeń gwarantowanych to pojęcie, które powstało w celu określenia, za co płaci płatnik publiczny w naszym przypadku NFZ czyli wszystkie świadczenia, procedury, leki, jakie otrzymujemy w szpitalach i w poradniach – tłumaczy Magdalena Władysiuk, prezes stowarzyszenia CEESTAHC,  które zajmuje się rozwojem standardów i metod służących ocenie lekowych i nielekowych technologii medycznych.

Jeżeli świadczenie znajduje się poza koszykiem świadczeń gwarantowanych oznacza to, że płatnik publiczny zdecydował, że nie będzie za nie płacił albo jeszcze czeka na ocenę, czy włączyć daną procedurę do koszyka.

 – U nas ustawa reguluje kwestie związane z tym, co nie jest gwarantowane. Bardzo często pacjent, przychodząc do lekarza dowiaduje się, że coś jest nierefundowane – mówi Magdalena Władysiuk agencji informacyjnej Newseria.

Stowarzyszenie proponuje stworzenie w Polsce optymalnego koszyka świadczeń zdrowotnych z solidnymi mechanizmami regulacyjnymi.

 – Nasza dyskusja dotyczą tego, czy Polskę stać na obecny koszyk świadczeń gwarantowanych. To jest tak jak z budżetem domowym. Jeżeli mamy określony budżet, to zakupujemy wybrane dobra. Podobnie jak w domu, w budżecie państwa też nie starcza na wszystko. Pytanie jest, czy my musimy mieć tak szeroki koszyk, czy może powinniśmy zmienić jego zakres, wprowadzić inne sposoby finansowania po to, żeby on był jak najbardziej optymalny dla opieki nad pacjentem – podsumowuje Władysiuk.

Problem w tym, że zmian w koszyku boją się pacjenci. Nie chcą oni dopłacać do leczenia, bo według badań Stowarzyszenia CEESTAHC, większości Polaków zwyczajnie na to nie stać.

Zmiany w zarządzaniu pracownikami w firmach

CEO Magazyn Polska

Szkolenia, coachingi i programy dla najbardziej utalentowanych  nadchodzą nowe czasy w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Specjaliści od HR korzystają z coraz prostszych narzędzi, a to obniża koszty. Dzięki temu przybywa przedsiębiorców, którzy korzystają z takich rozwiązań.

Kryzys gospodarczy na świecie postawił przed działami human resources nowe wyzwania. Wielu przedsiębiorców zaczęło wykorzystywać ich działania, żeby podnieść efektywność w swoich firmach.

 – Do niedawna zarządzanie zasobami ludzkimi musiało udowodnić światu biznesu, że to jest właśnie zarządzanie, i HR zbudował narzędzia – mówi Jacek Santorski z Grupy Firm Doradczych „VALUES”. – Na Zachodzie HR stał się zbyt skostniały.

Human resources to zarządzanie ludźmi w organizacji. Specjaliści, którzy się tym zajmują, odpowiadają za prowadzenie rekrutacji, szkoleń i działania motywacyjne.

Zdaniem Jacka Santorskiego, jesteśmy świadkami rodzenia się nowego trendu. Specjaliści od zarządzania zasobami ludzkimi coraz częściej sięgają po proste narzędzia.

 – Świat HR pracuje nad uproszczeniem, nad sprowadzeniem do kilku podstawowych pytań, jak dbać o rozwój pracowników, o ich zaangażowanie, lojalność, motywację. Raczej wspierając liderów, aniżeli zastępując ich w ich roli – wyjaśnia psycholog biznesu w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Według raportu firmy Deloitte o nowych trendach HRM w Polsce, specjaliści wybierają dziś tzw. miękkie narzędzia. Te opierają się na dialogu i wrażliwości społecznej, mają budzić zaufanie.

Zdaniem Santorskiego polska branża jest bardzo elastyczna i otwarta na nowości. Dlatego wdrożenie nowych rozwiązań nie powinno wiązać się z większymi kłopotami.

 – Dzięki temu, że nasz HR jest bardziej spontaniczny, bardziej naturalny, bardziej oparty na niezadekretowanych relacjach między liderami, pracownikami HR a top menadżerami, można więcej stworzyć, przetworzyć i uzyskać, aniżeli w korporacjach światowych  – twierdzi psycholog.

Nowe wyzwania przed działami HR w polskich firmach to m.in. radzenie sobie z problemami na tle kulturowym i pokoleniowym.

Komentarz dzienny, 16 października 2013

Inflacja we wrześniu delikatnie spadła do 1,0% z 1,1% w poprzednim miesiącu. Przyczyną wyhamowania jest jednorazowy spadek w kategorii edukacja (-6,9%), który wystąpił ze względu na zmiany ustawy o systemie oświaty (likwidacja dodatkowo płatnych zajęć w przedszkolach). Wszystkie pozostałe kategorie zachowały się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, mianowicie, odnotowano umiarkowany wzrost cen paliw (+1,8% m/m), ceny żywności nie zmieniły się (co właśnie oznacza lewy ogon rozkładu zmian cen w Polsce i jest idealnie spójne z zachowaniem cen żywności w regionie – jest to taki ,,polski spadek’’ cen żywności). Kategorie bazowe zachowały się adekwatnie do tendencji sezonowych i gdyby nie spadki w edukacji, inflacja bazowa nie uległaby zmianie, a tak zaobserwujemy prawdopodobnie spadek do 1,3% (oficjalne dane opublikowane zostaną jutro).

Jeszcze w tym roku sfinalizowanych zostanie 15-20 dużych inwestycji zagranicznych

CEO Magazyn Polska

W październiku jest szansa na międzynarodowe kontakty na najwyższym szczeblu, które mają przyciągnąć do Polski inwestycje oraz zwiększyć wymianę handlową. Po wizycie premiera Tuska w RPA i Zambii, będzie również prezydenta Bronisława Komorowskiego w Korei oraz wicepremiera Piechocińskiego w Japonii. To jedne z kluczowych dla Polski rynków pozaeuropejskich.

 – Październik to ożywiony miesiąc jeżeli chodzi o kontakty, szczególnie na szczycie. Trwa wizyta premiera Donalda Tuska i 38 przedsiębiorców w Republice Południowej Afryki i Zambii w ramach programu Go Africa. Chwilę potem prezydent RP poleci do Korei Południowej, gdzie będzie miało miejsce specjalistyczne forum poświęcone trzem dziedzinom, na którym nam szczególnie zależy: farmacja, elektronika, centra nowoczesnych usług biznesowych, oraz duże forum gospodarcze – wymienia Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Następnie do Japonii na spotkanie z największymi tamtejszymi inwestorami poleci wicepremier Janusz Piechociński. Zaś Polska będzie gościła premiera Turcji wraz z 200-osobową grupą inwestorów oraz premiera Singapuru z prawie 100-osobową grupą przedsiębiorców. W Warszawie dojdzie też do rozmów z kierownictwem chińskiej prowincji Hubei.

 – Czyli tej, która jak dotąd najpełniej skorzystała ze wskazań kierownictwa chińskiego i przed paroma tygodniami zainwestowała w Fabrykę Łożysk Tocznych w Kraśniku – wyjaśnia Sławomir Majman. – Wyraźnie widać, że coraz bardziej wychodzimy z europejskiego kokonu, coraz bardziej rozglądamy się po świecie i patrzymy, co się dzieje w Azji, Afryce, Turcji, czyli w tych regionach, gdzie jeszcze do niedawna nie byliśmy obecni –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes PAIiIZ.

Do ostatnich sukcesów związanych z rozwijaniem zagranicznych kontaktów handlowych można zaliczyć japońską inwestycję w SSE EURO-PARK Mielec, w Podstrefie Zagórz. Tu TRI Poland na początku miesiąca oficjalnie otworzyła fabrykę. Przy produkcji części samochodowych na japoński i europejski rynek zatrudnienie znajdzie 200 osób, a wartość inwestycji opiewa na 300-400 mln dolarów.

 – To istotna inwestycja związana z zaawansowanymi technologiami oraz pochodząca z kraju, na którym nam ostatnio bardzo zależy. A najważniejsze, że jest na Podkarpaciu, w Bieszczadach. Jedno miejsce pracy w Polsce Wschodniej liczy się jak 50 w Krakowie lub Wrocławiu – wyjaśnia Sławomir Majman.

Niemal w tym samym czasie amerykański Amazon, największa platforma handlowa w internecie, ogłosił, że otworzy do 2015 r. trzy nowe centra logistyczne w Polsce. Docelowo za ich pomocą ma obsługiwać wszystkie kraje należące do Unii Europejskiej. Prace znajdzie w nich 6 tys. pracowników stałych oraz 9 tys. tymczasowych. Koszty inwestycji szacuje się na kilkaset mln euro.

 – To inwestycja, o jaką trudno w Europie w tych czasach, gratulują nam jej na całym świecie, piszą o wielkim polskim sukcesie, że się ich udało przyciągnąć. Prowadziliśmy z Amazonem rozmowy od stycznia i mieliśmy paru mocnych konkurentów  – podkreśla prezes PAIiIZ. – Możemy się spodziewać do końca roku jeszcze 15-20 informacji o nowych inwestycjach, i wtedy będziemy mogli otwierać szampana.

Inwestorzy z USA są w czołówce inwestorów zagranicznych w Polsce.

 – Pracujemy nad 48 amerykańskimi projektami inwestycyjnymi. Jest to prawie 8,6 tys. nowych miejsc pracy – mówi prezes PAIiIZ.

Według raportu UNCTAD (Konferencji Narodów Zjednoczonych do spraw Handlu i Rozwoju) Polska będzie w następnych dwóch latach 4. w Europie i 14. na świecie najbardziej atrakcyjną gospodarką. Wartość globalnych bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) spadła w 2012 r. o prawie jedną piątą, najsilniej w krajach rozwiniętych, głównie w UE (ok. 2/3 spadku światowego). Ale napływ BIZ do Polski w pierwszych czterech miesiącach br. przekroczył wynik uzyskany w całym 2012 r.

Dobrą sytuację Polski potwierdza raport Ernst & Young mówiący, że jest liderem wzrostu inwestycji w Europie. W 2012 r. odnotowała najwyższy wśród krajów europejskich przyrost liczby projektów inwestycyjnych (o 22 proc. więcej niż rok wcześniej), podczas gdy Europa zanotowała spadek o 2,8 proc. W ubiegłym roku BIZ stworzyły w Polsce o 67 proc. miejsc pracy więcej niż rok wcześniej; wynik całej Europy to zaledwie plus 8 proc.

Współpraca firm telekomunikacyjnych i energetycznych ma obniżyć ceny usług

CEO Magazyn Polska

Miliardowe inwestycje czekają zarówno rynek telekomunikacyjny, jak i energetyczny. Aby ograniczyć te koszty, a w konsekwencji wpłynąć na obniżenie cen dla konsumentów, regulatorzy obu rynków zacieśniają współpracę.

 – Zarówno na rynku telekomunikacyjnym jak i energetycznym, wymagane są w najbliższym czasie ogromne inwestycje. Te po stronie rynku telekomunikacyjnego to realizacja celów Europejskiej Agendy Cyfrowej, doprowadzenie szybkiego internetu do domu każdego Europejczyka. Po stronie rynku energetycznego jest obowiązek montażu inteligentnych liczników czy oszczędzania energii. Dlatego wspólnie z prezesem URE postanowiliśmy poszukać synergii i zastanowić się, czy jednocześnie jedni i drudzy przedsiębiorcy muszą dokonywać nakładów tak naprawdę na te same inwestycje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Najważniejszym celem porozumienia ma być rozpoznanie barier na obu rynkach i podjęcie prób ich usunięcia. Takie są postulaty zawarte w Europejskiej Agendzie Cyfrowej oraz w dyrektywach Parlamentu Europejskiego.

 – Wspólne przygotowanie i przeprowadzanie inwestycji przez przedsiębiorstwa energetyczne i sektora ICT da pozytywny efekt w postaci obniżenia kosztów procesu cyfryzacji, którego ostatecznym beneficjentem będzie klient – odbiorca mediów energetycznych i teleinformatycznych – podkreślił Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Regulatorzy podkreślą, że chodzi przede wszystkim o tzw. ostatnią milę, czyli ostatni etap dostarczania usługi końcowym klientom, zwykle najbardziej kosztowny.

 – Chcemy namówić przedsiębiorców telekomunikacyjnych i energetycznych do współpracy i współdzielenia kosztów przy doprowadzeniu łącza do domu konsumenta. Zaowocuje to lepszą jakością, a może i nawet niższą ceną dla konsumenta – doprecyzuje Magdalena Gaj.

Dodaje, że jest także wiele obszarów, gdzie rynek telekomunikacyjny może korzystać z infrastruktury przesyłowej przedsiębiorców energetycznych.

 – Na przykład podwieszając swoje światłowody na słupach energetycznych, co przyspieszy inwestycje. Tam, gdzie kopiemy kanały technologiczne, również możemy to robić wspólnie. Z kolei przedsiębiorcy telekomunikacyjni mają świetnie opracowane wszystkie systemy billingowe, systemy obsługi klienta, mogą tą wiedzą podzielić się z przedsiębiorcami energetycznymi – wymienia możliwości współpracy prezes UKE.

Wylicza, że do realizacji celów agendy cyfrowej, inwestycje w Polsce muszą sięgnąć 17-30 mld zł. Z kolei prezes Marek Woszczyk dodaje, że inwestycje operatorów energetycznych sieci dystrybucyjnych co roku wynoszą 4-5 mld zł, zaś „ostatnia mila” stanowi około połowę tej kwoty. W ramach współpracy zostanie powołany komitet sterujący składający się z przedstawicieli każdego urzędu.

 – W ciągu najbliższych tygodni komitet dostarczy konkretnych rozwiązań, także legislacyjnych. Bo taka poszerzona współpraca będzie wymagała zmian regulacyjnych związanych z dostępem do sieci, czy jakichś „marchewek” za wspólne inwestycje – mówi Magdalena Gaj.

Akademiki słabą stroną polskiego szkolnictwa wyzszego. Uczelnie będą to zmieniać

0

CEO Magazyn Polska

Uczelnie wyższe zaczynają wykorzystywać partnerstwo publiczno-prywatne do poszerzania swojej bazy dydaktycznej, naukowej i noclegowej dla studentów. W ślady krakowskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego idzie również Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – chce wybudować oraz przebudować akademiki w oparciu o partnerstwo publiczno-prywatne (PPP).

 – Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu prowadzi już rozmowy. Mam nadzieję, że wiele więcej uczelni będzie starało się w ten sposób zapewnić dobre warunki dla studentów – podkreśla prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – To jest w tej chwili największa słabość naszych uczelni. Mamy świetne laboratoria, bardzo dobre sale dydaktyczne, a najsłabszą częścią są akademiki, zwykle budowane przed 50 laty, często w nie najlepszej kondycji, brakuje też dobrej infrastruktury sportowej.

Do tej pory uczelnie wyższe nie wykorzystywały możliwości, jakie daje ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce to zmienić. 

 – Przez sześć lat zabiegałam o to, aby przekonać rektorów do tego, by weszli na drogę partnerstwa publiczno-prywatnego. Nawet w najbogatszym państwie nie starcza środków w budżecie na to, by zapewnić dobrą infrastrukturę akademicką i sportową dla studentów, stąd PPP jest dobrym rozwiązaniem tych problemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Barbara Kudrycka.

Minister dodaje, że niechęć rektorów do PPP wynikała z obawy o skutki wykorzystywania przepisów o PPP w praktyce.

 – Na szczęście obecnie przepisy, pozwalające na to, by otrzymywać gwarancje bankowe, przełamują to nieszczęśliwe traktowanie dotychczas partnerstwa publiczno-prywatnego. Mam nadzieję,  że PPP zaczną wykorzystywać nie tylko uczelnie i instytuty badawcze, ale także inne jednostki finansowane z budżetu państwa, samorządy, szpitale – reasumuje minister nauki.

Pierwszą uczelnią w Polsce, która zdecydowała się skorzystać z PPP jest Uniwersytet Jagielloński, który podpisał właśnie z prywatną firmą wieloletnią umowę. Przewiduje ona przebudowę, wyposażenie oraz utrzymanie przez 25 lat trzech akademików oraz infrastruktury sportowo-rekreacyjnej dla tysiąca studentów UJ.

 – Między 2015 a 2016  rokiem będzie oddany ostatni budynek. Tam są trzy budynki, po tysiąc miejsc w domach studenckich, teren rekreacyjny wokół, tereny sportowe, zielone. Uczelnia zamieni stare, ponad 30-letnie miejsca dla studentów, na nowoczesne, bardzo eleganckie, dopracowane również od strony architektury wnętrz obiekty – stwierdza prof. Piotr Laidler, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum. – Mamy wielu studentów zagranicznych, przyjeżdżają goście z wielu krajów świata i teraz trochę się krępujemy, żeby tam ich zaprowadzić.

Podkreśla, że PPP pozwala uczelniom uzupełnić wątłe dofinansowanie z budżetu państwa, które dodatkowo polega dużym rygorom w zakresie wydatkowania.

 – Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że środkami z budżetu bardzo ciężko się zarządza, to krępuje ruchy i zmusza do postępowania według wielu szczegółowych zasad. Firm, które zgłosiły się do dialogu konkurencyjnego w ramach PPP, było u nas pięć – mówi prof. Piotr Laidler.

Wybrana firma zaprojektuje, wybuduje i przebuduje oraz zajmie się zarządzaniem akademikami. Firma, którą wybierze uczelnia, będzie mogła czerpać dochody z umowy przez 40-50 lat. Poza samymi akademikami w planach jest wybudowanie stołówki oraz przedszkola dla dzieci pracowników uczelni i studentów.

Partnerstwo publiczno-prywatne polega na wspólnej realizacji przedsięwzięcia opartego na podziale zadań i ryzyka pomiędzy podmiotem publicznym i partnerem prywatnym. Podmiotem publicznym jest jednostka budżetowa, a partnerem prywatnym może być firma polska lub zagraniczna. W umowie o partnerstwie publiczno-prywatnym partner prywatny, czyli firma zobowiązuje się do realizacji przedsięwzięcia w zamian za wynagrodzenie oraz poniesienia w całości albo w części wydatków na jego realizację, a podmiot publiczny zobowiązuje się do współdziałania w osiągnięciu celu przedsięwzięcia, przede wszystkim poprzez wniesienie wkładu własnego.

Banki będą dostosowywać oferty do wąskich grup klientów

Pilnowanie kosztów i podnoszenie jakości i dostępu do usług – to według prezes Banku Millennium największe wyzwania bankowości detalicznej. W efektywnej dystrybucji usług bankowych pomóc może cyfryzacja, jednak nie zastąpi tradycyjnych placówek. Najważniejsze jest stworzenie spersonalizowanej oferty dopasowanej do wąskich grup odbiorców.

 – Najważniejsze jest to, czy banki potrafią zbudować takie systemy zarządzania bazami danych, które potrafiłyby zdefiniować potrzebę bardzo wąskich grup klientów, nie geograficznie, ale z punktu widzenia zapotrzebowania – przekonuje prezes Banku Millennium, Bogusław Kott. – Pozwoli to na oferowanie tym grupom czegoś, o czym czasami one same nawet nie wiedzą, że potrzebują.

Ta oferta powinna różnić się w zależności od grupy docelowej.

 – Co innego zaproponujemy osobom nastawionym na oszczędzanie, a co innego na bardziej agresywne inwestowanie. Co innego młodszym, a co innego starszym; zamożniejszym i uboższym. Chodzi tu zarówno o zróżnicowanie samego produktu, jak i ceny –  mówi Kott.

Nowe technologie – ważne, ale niewystarczające

Wyzwaniem dla banków detalicznych jest pilnowanie kosztów. To nie tylko koszty osobowe i administracji, ale również związane z docieraniem do klienta. Zdaniem prezesa Millennium, banki powinny skupić się na rozwijaniu coraz efektywniejszych i coraz tańszych kanałów dystrybucji, również cyfrowych.

Bank Millennium wraz z czterema innymi bankami należy do systemu płatności mobilnych IKO, uruchomionych przez PKO BP. Pozwala on na płacenie telefonami komórkowymi w placówkach internetowych i tradycyjnych, a także wypłacanie gotówki z bankomatów PKO BP bez karty płatniczej. System umożliwia też dokonywanie przelewów na numer telefonu oraz generowanie czeków w postaci elektronicznej, które można przekazać innej osobie – niekoniecznie klientowi jednemu z banków.

Zdaniem prezesa Banku Millennium, nowe technologie mogą pomóc w ograniczeniu kosztów banków. Jednak chociaż usługi internetowe są istotne, to nie zastąpią one w pełni tradycyjnych placówek. Tym bardziej, że na rynku wciąż jest grupa klientów, która na tradycyjne usługi liczy.

 – Nie planujemy likwidacji oddziałów. Obecnie mamy ich wystarczającą liczbę, a nawet zapas na pewien czas – zapewnia Kott. – Pamiętajmy, że w warunkach niskich stóp procentowych, jakość i dostępność usług jest dominującym kryterium wyboru banku. Dochodowość bankowości detalicznej składa się z pojedynczych małych dochodowości i trzeba tych małych pojedynczych dochodowości pilnować, przy okazji pilnując również jakości i dostępności usług – dodaje.

Work Service: bezrobocie zaczęło się zmniejszać. W ciągu kilku lat może spaść poniżej 10 proc.

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 15:15

Bezrobocie w ciągu najbliższych 3-4 lat spadnie do poziomu poniżej 10 proc. – prognozuje Tomasz Hanczarek, prezes zarządu agencji pracy tymczasowej Work Service. Rynek pracy znalazł się obecnie w punkcie zwrotnym i kilkuletni okres wzrostu bezrobocia powinien się skończyć.

 Od dwóch lat mamy trend wzrostu bezrobocia. Widać to było wśród oczekiwań społecznych, wśród pracowników była duża niepewność co do rynku pracy, bali się stracić zatrudnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service. – Natomiast w tym momencie wydaje się, że może nastąpić przełom w drugą stronę, czyli zaczniemy z tego kryzysu wychodzić.

Zdaniem Hanczarka, rynek pracy znalazł się obecnie w punkcie zwrotnym. Oznaczałoby to, że właśnie kończy się kilkuletni okres wzrostów bezrobocia, a zaczyna trwała tendencja spadkowa.

Wrzesień był siódmym z rzędu miesiącem spadku bezrobocia (w tym czasie liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 253 tys. osób). Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła 13 proc., co daje nieco ponad 2 mln zarejestrowanych bezrobotnych (o 0,9 tys. mniej niż w sierpniu). Jednocześnie pracodawcy w czterech województwach – lubuskim, mazowieckim, śląskim i zachodniopomorskim – zgłosili więcej wakatów w urzędach pracy. 

Także z danych firmy Work Service wynika, że Polacy coraz mniej obawiają się utraty pracy. Jednocześnie większość pracodawców deklaruje utrzymanie zatrudnienia na niezmienionym poziomie.

 – Pracodawcy mają więcej zamówień. Nie spodziewają się, że będą redukowali kadry, a około 12 proc. uważa, że będzie tę kadrę zwiększało. U pracowników spada strach przed utratą pracy i jednocześnie wzrastają oczekiwania co do wzrostu wynagrodzeń – mówi Tomasz Hanczarek.

Choć obecnie ponad 38 proc. pracowników (o 22 proc. więcej niż w zeszłym roku) spodziewa się podwyżki, jedynie 3 proc. firm deklaruje spełnienie tych oczekiwań. Co drugi pracownik (49,3 proc.) nie oczekuje natomiast zmian w swoich zarobkach. Nastroje pracodawców i pracowników pokrywają się za to w kwestiach dotyczących planów zatrudniania nowych osób.

 – Wszystko wskazuje na to, że firmy będą zatrudniać. Już następuje zwiększenie zatrudnienia – podkreśla Tomasz Hanczarek.

Prezes Work Service prognozuje, że w ciągu najbliższych kilku lat stopa bezrobocia spadnie do poziomu poniżej 10 proc.

 – Wydaje mi się, że w okresie 3-4-letnim jest to możliwe – zaznacza Hanczarek.

GUS podał dziś dane o zatrudnieniu i przeciętnym wynagrodzeniu w przedsiębiorstwach we wrześniu. Zatrudnienie zgodnie z oczekiwaniami spadło o 0,3 proc. rok do roku, natomiast średnie wynagrodzenie wzrosło mocniej od oczekiwań – o 3,6 proc.

J. Braun (prezes TVP): Mamy za małe fundusze, by spełnić oczekiwania widzów

0

By sprostać oczekiwaniom widzów, TVP powinna mieć więcej pieniędzy – uważa prezes Juliusz Braun. TVP nie zamierza już uruchamiać nowych kanałów tematycznych poza kanałem dla dzieci TVP ABC. Po zwolnieniu miejsc na pierwszym multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej, oferta programowa nadawcy publicznego może zostać nawet ograniczona.

Zamiast tworzenia nowych kanałów TVP chce skoncentrować się na rozwoju istniejących stacji. To jednak wymaga funduszy odpowiednich do oczekiwań widzów.

 – Jeżeli chcemy, żeby Teatr Telewizji miał co tydzień premierę, tak jak to było jeszcze kilkanaście lat temu, to trzeba wyprodukować ok. 40 tych premier, uwzględniając pewne przerwy. Na to trzeba pieniędzy. W tej chwili produkujemy tych premier osiem – tłumaczy Juliusz Braun, prezes TVP SA.  – Mówiąc o potrzebach finansowych TVP, musimy wziąć pod uwagę oczekiwania widzów. Oczekiwanie widzów jest takie, żeby było raczej 40 premier. Ale również, żeby były wysokiej jakości seriale np. historyczne. One kosztują.

Braun podkreśla, że od jasnego określenia oczekiwań wobec nadawcy publicznego zależy to, jaki budżet powinno mieć TVP. Dodaje, że kontrowersyjny niemiecki serial historyczny „Nasze matki, nasi ojcowie” kosztował za ok. 4 mln euro za jeden odcinek. Serial TVP „Czas honoru” powstaje dużo mniejszym kosztem – jeden odcinek kosztuje jedynie ok. 600 tys. zł. Prezes TVP dodaje, że podobne dylematy dotyczą także programów publicystycznych oraz informacyjnych.

 – Z jednej strony jesteśmy krytykowani za nadmiar reklam, a z drugiej strony jesteśmy krytykowani za zbyt małą efektywność ekonomiczną. Nie da się robić wszystkiego naraz – przekonuje Braun w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

TVP ABC ostatnim nowym kanałem

 – Paradoksalnie w chwili, kiedy opuścimy pierwszy multipleks, będziemy musieli ograniczyć swoją obecność w naziemnej telewizji cyfrowej, bo musimy być obecni tam w technologii HD i wtedy będzie mniej kanałów niż teraz – przyznaje Juliusz Braun, prezes TVP SA.

Zgodnie z harmonogramem cyfryzacji telewizji w Polsce, TVP musi zwolnić miejsce na pierwszym multipleksie cyfrowym MUX-1 w kwietniu 2014 r. Dzięki wycofaniu kanałów nadawcy publicznego zwolni się przestrzeń dla czterech nowych stacji. TVP będzie nadal nadawać za pośrednictwem multipleksu MUX-3, który jest przeznaczony w całości dla telewizji publicznej. Na MUX-1 będzie jednak oferowany nowy kanał TVP ABC przeznaczony dla dzieci – w lipcu po konkursie miejsce TVP przyznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Braun przyznaje jednak, że uruchomienie nowego kanału dla dzieci będzie jedynym poszerzeniem oferty programowej TVP w najbliższym czasie.

 – To jest też pytanie o decyzje administracji, KRRiT, ale i Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji o przeznaczeniu dywidendy cyfrowej, ile będzie miejsca, czy będą nowe multipleksy, czy nie będzie – precyzuje Braun.

Decyzja o przeznaczeniu tzw. drugiej dywidendy cyfrowej zapadnie na poziomie międzynarodowym za dwa lata. W Polsce trwają dyskusje nad stanowiskiem, czy wolne po wyłączeniu telewizji analogowej częstotliwości powinny być przeznaczone na kolejne kanały telewizyjne czy rozwój mobilnego internetu.

Dobre wiadomości dla branży motoryzacyjnej. Po raz pierwszy od 2008 r. rośnie produkcja

Poprawia się sytuacja w przemyśle motoryzacyjnym. W sierpniu i wrześniu po raz pierwszy od 2008 r. odnotowano wzrost produkcji. W rywalizacji o nowe inwestycje Polska wygrywa z Czechami i Słowacją, a to przekłada się na wzrost eksportu.

 – W ostatnich miesiącach widzimy znaczącą poprawę w sektorze motoryzacyjnym. Z jednej strony mamy lekki wzrost sprzedaży nowych samochodów – choć od wielu lat poziom sprzedaży nowych aut jest niższy niż rynek mógłby wchłonąć. Z drugiej strony, po wielu latach spadków zaczęła nam w końcu rosnąć produkcja samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Orłowski z Automotive Suppliers.

Orłowski podkreśla, że wzrost produkcji w sierpniu i wrześniu odnotowano po raz pierwszy po pięciu latach spadków. Szczególnie dobra sytuacja jest w segmencie części i komponentów motoryzacyjnych. Ta poprawa oznacza zwiększenie zatrudnienia oraz nowe inwestycje.

Na rozwój w Polsce decydują się nie tylko inwestorzy, którzy już są obecni w naszym kraju, ale także zupełnie nowi. To cenna informacja, bo do tej pory przemysł motoryzacyjny częściej lokował swoje zakłady u naszych południowych sąsiadów – w Czechach i na Słowacji. Jak podkreśla Orłowski, lepsza produkcja oznacza też większy eksport.

 – Ostatnie dane, czyli za II kwartał br. wskazują w końcu na wzrost wartości całego eksportu, nie tylko części i komponentów, ale i samochodów i innych elementów, które składają się na eksport branży motoryzacyjnej – zaznacza Orłowski.

W pierwszym półroczu tego roku branża motoryzacyjna wyeksportowała ponad 9,2 mld euro towarów. Choć to o 1,4 proc. mniej niż w tym samym okresie 2012 r., drugi kwartał jest lepszy i zwiastuje dalszą poprawę. Od kwietnia do czerwca w każdym miesiącu notowano poprawę eksportu w stosunku do ubiegłego roku.

 – Ostatnie dane zarówno pod względem produkcji samochodów, jak i części i komponentów, oraz eksportu całej branży, wskazują, że wreszcie dołek mamy za sobą. W kolejnych miesiącach powinniśmy obserwować albo stabilizację, albo wzrosty. Ale te wielkości będą niższe niż w roku ubiegłym. Mamy nadzieję, że rok 2014 to będzie tylko i wyłącznie tendencja wzrostowa – przewiduje Orłowski.

Szacunki na ten rok zakładają łączny eksport na poziomie 17,1-17,6 mld euro – tyle samo lub do 3 proc. mniej niż w ubiegłym roku. Największym rynkiem zbytu są kraje UE, a w szczególności Niemcy, do których trafiło w pierwszym półroczu ponad 40 proc. wyeksportowanych części i akcesoriów. To właśnie ten segment przemysłu motoryzacyjnego ma największa wartość eksportową.

Pozostałe istotne obszary polskiego eksportu to samochody osobowe i towarowo-osobowe oraz silniki wysokoprężne. Niemcy są największym odbiorcą we wszystkich segmentach. Łącznie za Odrę trafiło w pierwszym półroczu 30 proc. eksportu przemysłu motoryzacyjnego. Do drugich w kolejności Włoch tylko nieco ponad 9 proc. Najszybciej, bo aż o niemal 30 proc., wzrósł eksport do Turcji.

Kopex pewien opłacalności budowy kopalni koło Oświęcimia. Na początku listopada ostateczna decyzja

CEO Magazyn Polska

Kopex jest przekonany o opłacalności budowy kopalni koło Oświęcimia. Decyzję w tej sprawie spółka podejmie na początku listopada. Władze Kopeksu przyznają jednak, że w polskim górnictwie trwa spowolnienie, więc z większą uwagą przyglądać się rynkom zagranicznym. Kontrahenci firmy, mimo kryzysu, kupują sprzęt na bieżące potrzeby.

 – Zapotrzebowanie na maszyny górnicze jest ciągłe, ponieważ te maszyny pracują i na bieżąco się zużywają, w związku z czym trzeba je na bieżąco kupować. Natomiast pewnym wahaniom podlegają zakupy uzależnione od możliwości inwestycyjnych podmiotów. Najbardziej widać to w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Jędrzejewski, przewodniczący rady nadzorczej Kopeksu.

Spółka, która zajmuje się przede wszystkim produkcją maszyn górniczych oraz działalnością handlowo-usługową dla spółek wydobywczych, odczuwa problemy z płynnością finansową niektórych kopalni. Jednak Jędrzejewski podkreśla, że zakupy na potrzeby bieżącego wydobycia cały czas są dokonywane.

Pogorszyła się za to sytuacja związana z dużymi inwestycjami na wiele lat. Spowolnienie w branży hamuje zapotrzebowanie na sprzęt górniczy. Jędrzejewski podkreśla, że portfel zamówień Kopeksu jest zadowalający i na podobnym poziomie co w poprzednich latach.

Szukając nowych obszarów działalności, Kopex chce zbudować własną kopalnię w pobliżu Oświęcimia. Decyzję w tej sprawie podejmie Rada Nadzorcza w pierwszej dekadzie listopada. Rozpoczęcie inwestycji uzależnione jednak będzie od pozyskania finansowania i odbiorcy węgla. Wartość inwestycji przekroczy 1,5 mld zł.

 – Moim zdaniem budowa tej kopalni jest jak najbardziej możliwa. Do tej pory wszystkie analizy, które przygotowujemy potwierdzają, że jest to nie tylko możliwe, ale też opłacalne, bo głównym kryterium decyzji jest tutaj opłacalność – podkreśla Jędrzejewski.

Do czasu poprawy sytuacji na polskim rynku Kopex planuje też bardziej angażować się na rynkach zagranicznych. W ubiegłym roku spółka miała przychody przekraczające 2 mld zł.

Szkoły idą na wojnę ze śmieciowym jedzeniem. Promują zdrową żywność

CEO Magazyn Polska

Polskie szkoły wypowiadają walkę otyłości wśród uczniów. Nadwaga młodych Polaków to coraz poważniejszy problem, dlatego szkoły próbują z nią walczyć. Pomóc ma program „Szkoła/Przedszkole Przyjazne Żywieniu i Aktywności Fizycznej”. W ramach akcji będzie promowane zdrowe żywienie nie tylko w domu, ale także w szkole.

Dane są niepokojące. Otyłych dzieci w Polsce przybywa z roku na rok. Lekarze biją na alarm i radzą jak najszybciej zacząć walkę z tym zjawiskiem.

– Nasz instytut przygotował program „Szkoła Przyjazna Żywieniu i Aktywności Fizycznej”. Będziemy namawiać i motywować szkoły do podjęcia skutecznych działań na rzecz poprawy żywienia i promowania aktywności fizycznej. Ideą, która nam przyświeca jest stworzenie społeczności, w której nauczyciele, rodzice i uczniowie podejmują wspólne działania, poprawiające sposób żywienia i zachęcające do aktywności fizycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr Katarzyna Wolnicka z Instytutu Żywienia i Żywności.

Ważną rolę ogrywa szkoła, która jest głównym miejscem edukacji najmłodszych. I to tam dzieci muszą uczyć się nowych wzorców.

 – Szkoła może zachęcać dzieci do działania poprzez organizowanie wspólnych drugich śniadań, motywowanie do aktywności fizycznej na lekcjach W-F-u czy urządzania zajęć pozaszkolnych oraz zmianę asortymentu sklepików szkolnych. – wymienia Wolnicka.

Do programu przyłącza się coraz więcej szkół.

– Szkoła musi zapewnić rodzicom niezbędne informacje na temat zdrowego żywienia. Aby tego dokonać placówka musi posiadać jak największą wiedzę z tego zakresu. Żeby taka sytuacja miała miejsce, nie wystarczą uświadomieni nauczyciele. Konieczne jest nawiązanie współpracy z odpowiednimi instytucjami – uważa Danuta Kozakiewicz, dyrektor SP 103 w Warszawie.

Kozakiewicz dodaje, że trzeba zmienić podejście rodziców i opiekunów do zdrowia dzieci:

 – Od najmłodszych lat rodzic musi uczyć swoje pociechy, że aktywność fizyczna jest niezwykle ważna i potrzebna. Musi zmienić się sposób rozumowania opiekunów, którzy zabraniają dzieciom ruchu pod groźbą choroby. Wręcz powinno zachęcać się do aktywności dzieci, gdyż na tym polega radość z ruchu. Równie ważna wydaje się rola szkoły, która przejmuje od rodziców kształtowanie postaw najmłodszych. I tutaj potrzebny jest nauczyciel, potrafiący odpowiednio zaangażować dzieci. Nie może być to pedagog rzucający piłkę dzieciom i nie dbający o dalszy przebieg ćwiczeń – ocenia Kozakiewicz.

Projekt wspiera m.in. słynny kucharz Pascal Brodnicki.

Badanie kompetencji w poradniach psychologiczno-pedagogicznych nowym trendem wśród pracowników

CEO Magazyn Polska

Przy wyborze drogi zawodowej pomóc mogą poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Przeprowadzają one tzw. badania kompetencji, które pozwalają określić ścieżkę swojej kariery. Konsultacje mogą okazać się przydatne dla każdego, niezależnie, na jakim etapie życia się znajduje i jaki wykonuje zawód.

To są formy wsparcia. Bardzo ważne jest, żeby tego typu konsultacje rozpocząć w miarę wcześnie  – tłumaczy psycholog społeczny Andrzej Tucholski.  – Zalecałbym kontakt z publicznymi poradniami psychologiczno-pedagogicznymi bądź prywatnymi, niezwykle precyzyjnie nastawionymi na określone kompetencje świat sztuki, aktorstwa czy kompetencji zawodów inżynieryjnych.

Korzystanie ze wsparcia poradni psychologiczno-pedagogicznej psycholog społeczny porównuje do pomocy, jakiej udziela trener fitness.

Furorę robią trenerzy fitness, dlaczego więc nie trenerzy mojego umysłu, moich kompetencji – zachęca Andrzej Tucholski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Ekspert opisał też metodę pracy profesjonalnych firm, które pomagają klientom wybrać ścieżkę kariery.

W swoim czasie Amerykanie zaproponowali test, który bada kreatywność, także tę potencjalną. Konkretna osoba nie musiała w żaden sposób udowodniać, że ma na koncie jakieś wybitne dzieła, wybitne rozwiązania, natomiast badanie pomagało określić, czy posiada ona specjalną cechę osobowości, która gwarantuje, że przy sprzyjających warunkach może osiągnąć niezwykły poziom twórczości w rożnych dziedzinach  – mówi Andrzej Tucholski.

Według niego, odpowiednio przygotowane badanie może określić, w jakiej dziedzinie dana osoba jest najbardziej uzdolniona i do którego zawodu najlepiej się nadaje:

Raiffeisen Centrobank zaleca „Trzymaj” dla akcji ENEI

0

Analitycy Raiffeisen Centrobank w raporcie z 15 października zalecają „Trzymaj” dla papierów poznańskiej Spółki. Cena docelowa jednej akcji ustalona została na poziomie 15,30 zł.

KGHM na tegorocznym London Metal Exchange Week

0

Każdego roku w październiku, przedstawiciele branży metalowej spotykają się m.in. z kontrahentami i przedstawicielami światowych banków w Londynie. LME Week to ważne wydarzenie, podczas którego organizowanych jest wiele spotkań, debat i dyskusji. Dotyczą one wyzwań globalnej gospodarki, rynkowych trendów, a także problemów i celów jakie stoją przed sektorem metalowym.

Kolejne wejścia kapitałowe INDATA Software SA

INDATA Software S.A., spółka notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, na rynku NewConnect objęła pakiety udziałów w trzech spółkach – w warszawskiej InfoLAN Sp. z o.o. oraz w dwóch wrocławskich – Look4App sp. z o.o. oraz Cohesiva sp. z o.o..

Inwestycja w wymienione spółki wynika ze strategii Spółki, która zakłada rozwój organiczny, jak i poprzez akwizycje prowadzące do zbudowania dużej Grupy Kapitałowej działającej w Polsce i za granicą. Inwestycja INDATA Software w InfoLAN, Look4App oraz Cohesiva skutkuje znacząco powiększonym portfolio – zarówno pod kątem ilości, ale również wartości zrealizowanych projektów, a także poszerzonym o 80 osób wyspecjalizowanym zespole pracowników. Są to atuty, którymi spółka może się pochwalić w kolejnych realizowanych przetargach i projektach.

InfoLAN to jeden z czołowych integratorów systemów informatycznych, specjalizujący się w zaawansowanych rozwiązaniach infrastruktury IT. Spółka posiada własne data center, które realizuje usługi chmury prywatnej, chmury hybrydowej oraz usługi SaaS oraz IaaS. InfoLAN od wielu lat wykorzystuje serwery i pamięci masowe IBM w projektach realizowanych na potrzeby klientów, dlatego też w oparciu o najnowsze technologie IBM System X, storage IBM Storwize oraz najwyższej jakości produkty sieciowe IBM zdecydowała się zbudować własne Centrum Danych. Spółka posiada status Microsoft Silver Certified Partner oraz IBM Advanced Bussines Partner, co stawia ją w szeregu obok największych firm w branży. Klientami spółki są głównie Klienci sektora korporacyjnego oraz małych i średnich firm na terenie całej Polski. InfoLAN w roku 2012 zanotowała przychody w okolicy kilkunastu milionów złotych.

Look4App to zespół ekspertów projektujących i wdrażających innowacyjne aplikacje, programujący w JAVA, JAVA ENTERPRISE, PHP, .NET, C++, DELPHI, C#. Posiadają doświadczenie w wytwarzaniu oprogramowania dla wiodących firm z branży finansowej (Kruk SA, Ultimo SA, E-Kancelaria SA, WDB SA, Coface SA, KUKE SA, Euro-tax SA), e-commerce (Travelplanet SA, Clear Channel Poland) oraz rozrywkowej (Red Bull Polska, Tuwroclaw.com). Większość serwisów wytworzonych zostało w ramach umów na realizację backoffice. W portfelu Spółki znajdują się zamówienia na kwotę przekraczającą 750 tyś zł. Istotną część przychodów stanowią stałe umowy serwisowe.

Do specjalności spółki Cohesiva należą: tworzenie systemów informatycznych klasy enterprise i aplikacji internetowych w oparciu o najnowsze technologie i `state of art` w dziedzinie inżynierii informatycznej, zarządzanie zespołami informatycznymi. Firma pracuje dla firm z Polski z branży public, ubezpieczeniowej i telekomunikacyjnej, jak i przedsiębiorstw z Europy Zachodniej działających w rozrywce on-line. W roku obrotowym 2012 spółka osiągnęła przychody netto w wysokości prawie 4 mln złotych, a rok 2013 planuje zamknąć przychodami w okolicach 5 milionów złotych i zyskiem netto.

Strategia INDATA Software SA zakłada znalezienie się w gronie 25 największych firm IT pod względem wartości zysku netto wg rankingu Computerworld Top 200. Zakupy udziałów przez Spółkę są kolejnym krokiem w realizacji założonej strategii. Rozwój INDATA Software będzie następował organicznie, jak również poprzez przejęcia innych firm świadczących komplementarne usługi.

Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA
Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA

Realizacja strategii Spółki zakłada zwiększenie udziału w rynku, a tym samym pozyskiwanie nowych kontraktów – jej realizacja nie jest możliwa bez najlepszych ekspertów z rynku, których zapraszamy do Grupy INDATA Software, również poprzez przejęcia znaczących dla branży spółkach. W przyszłości nie wykluczam kolejnych zakupów – powiedział Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA. Tym bardziej, że spółki, w które INDATA Software zainwestowała, to eksperci w swoich specjalnościach działający dla kluczowych przedsiębiorstw na całym świecie. Daje to możliwość realizacji międzynarodowych kontraktów, bez konieczności budowania własnego działu zagranicznego – dodaje Czapla.

Spółka giełdowa – milowy krok w rozwoju firmy. Co powinieneś wiedzieć o prospekcie emisyjnym?

W procesie wprowadzania akcji spółki na giełdę kluczową rolę odgrywa Komisja Nadzoru Finansowego, której przedłożyć należy prospekt emisyjny. Najważniejsze informacje dotyczące jego sporządzenia przedstawia ekspert, Maciej Kowalski, radca prawny i partner zarządzający w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy.

Kilka słów o KNF

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) sprawuje nadzór nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym i emerytalnym. Kontroluje także instytucje płatnicze i biura usług płatniczych, instytucje pieniądza elektronicznego oraz sektor kas spółdzielczych.

Celem nadzoru nad rynkiem finansowym jest zapewnienie jego prawidłowego funkcjonowania, stabilności, bezpieczeństwa oraz przejrzystości, budowanie zaufania do rynku finansowego a także zapewnienie ochrony interesów uczestników tego rynku.

Jednym z podstawowych aktów prawnych, w oparciu o który KNF wykonuje swoją działalność, jest ustawa z dnia 29 lica 2005r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (Dz.2005 nr 184 poz 1539) zwana dalej ustawą o ofercie publicznej. Stanowi ona podstawowy akt prawny regulujący zagadnienia związane z dopuszczeniem instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu.

Prospekt emisyjny pod lupą KNF

Zgodnie z ustawą o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, emitent, którego celem jest przeprowadzenie oferty publicznej i ubieganie się o dopuszczenie jego papierów wartościowych do obrotu na rynku regulowanym, powinien sporządzić prospekt emisyjny i przedstawić go KNF celem zatwierdzenia. Dopiero po jego uzyskaniu prospekt podaje się do publicznej wiadomości.

Rzetelność to podstawa

Prospekt emisyjny stanowi w istocie prezentację spółki ubiegającej się o dopuszczenie jej papierów wartościowych do obrotu publicznego na rynku regulowanym. Dlatego też, chcąc dopełnić wszelkich formalności i zamieścić w dokumencie wyłącznie sprawdzone i rzetelne informacje, emitent powinien liczyć się z tym, że przygotowanie prospektu zajmuje wiele czasu. Informacje w nim zawarte podlegają badaniom ze strony KNF, który następnie dokonuje zatwierdzenia prospektu.

WAŻNE! Prospekt jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem, na podstawie którego można przeprowadzić ofertę publiczną. Musi zawierać prawdziwe, rzetelne i kompletne informacje o spółce/emitencie, o osobach nim zarządzających, jego sytuacji finansowej i prawnej oraz o objętych prospektem papierach wartościowych i zasadach ich wprowadzenia do publicznego obrotu.

Informacje zawarte w prospekcie powinny być przedstawione w sposób umożliwiający inwestorom ocenę wpływu tych informacji na sytuację gospodarczą, majątkową i finansową emitenta.

Zakres informacji, jakie musi zawierać prospekt wynikają z regulacji prawnych zawartych w:
– Rozporządzeniu Komisji (WE) nr 809/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 r. wykonującym Dyrektywę 2003/71/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie informacji zawartych w prospektach emisyjnych oraz formy, włączenia przez odniesienie i publikacji takich prospektów emisyjnych oraz rozpowszechniania reklam (dalej „Rozporządzenie WE”),
– Rekomendacjach Komitetu Europejskiego Regulatorów Rynku Papierów Wartościowych (CESR) w sprawie spójnej implementacji Rozporządzenia Komisji Europejskiej nr 809/2004 o prospekcie,
– Ustawach i rozporządzeniach regulujących rynek finansowy w Polsce.

KNF po przekazaniu emitentowi ewentualnych uwag do prospektu oraz ich uwzględnieniu przez spółkę w ostatecznej wersji prospektu emisyjnego podejmuje decyzję w kwestii jego zatwierdzenia.

Kiedy prospekt do poprawki?

Podstawą odmowy zatwierdzenia prospektu spółki ubiegającej się o dopuszczenie jej papierów wartościowych do obrotu publicznego na rynku regulowanym będzie zaistnienie jednej z okoliczności wskazanych w art. 22 ustawy o ofercie publicznej. Przyczyny te można więc podzielić na formalne, takie jak brak elementów, które zgodnie z powołanymi wyżej przepisami winien posiadać prospekt oraz materialne rozumiane jako przyczyny związane z zamieszczonymi w dokumencie informacjami, które mogą być nieautentyczne (przedstawiać nieprawdziwą sytuację majątkową, finansową lub gospodarczą emitenta) albo być danymi nierzetelnymi (zafałszowującym sytuację emitenta) a w konsekwencji wprowadzać w błąd potencjalnych nabywców papierów wartościowych.

Jako przykład przesłanek materialnych wskazać można przedstawienie nieprawdziwych informacji o umowie emitenta z kontrahentem, której realizacja ma mieć istotne znaczenie dla działalności spółki.

Konsekwencją naruszenia przez emitenta zapisów art. 22 ustawy o ofercie publicznej jest odmowa zatwierdzenia prospektu, a tym samym niedopuszczenie papierów wartościowych spółki do obrotu na rynku regulowanym.

Komentarz dzienny, 15 października 2013

We wrześniu podaż pieniądza M3 zaskoczyła in minus, spadając o 0,3% m/m (+6,1% r/r) wobec konsensusu na poziomie 0,1% (+6,5% r/r) i naszej prognozy wynoszącej 0,7% (+7,3% r/r). Na wstępie należy podkreślić, że z naszej perspektywy większa część zaskoczenia wynika z nieoczekiwanego zachowania kategorii Pozostałe składniki M3, których wartość spadła o przeszło 6,5 mld zł, podczas gdy wieloletnie wzorce sezonowe sugerowały raczej stabilizację (co, w powiązaniu z niską bazą z poprzedniego roku, skutkowałoby istotnie wyższą dynamiką r/r całego agregatu). Trudno jednak dopatrywać się tutaj czegokolwiek więcej niż przejawu dużej, typowej dla tego składnika zmienności.

Dziś premier wylatuje do RPA i Zambii. Będzie walczył o kontrakty

0

Przemysł spożywczy, wydobywczy i rolnictwo to dziedziny, które Ministerstwo Gospodarki uznaje za najbardziej rozwojowe w relacjach polsko-afrykańskich. Dla polskich przedsiębiorców wciąż ważny jest także dostęp do bogatych złóż surowców naturalnych. Przewagą krajowych firm może być to, że Polska cieszy się dużą wiarygodnością w krajach afrykańskich. W ciągu najbliższych dni do wspólnych przedsięwzięć będzie przekonywać premier Donald Tusk, który rozpoczyna wizytę w RPA i Zambii.

Jak podkreśla resort gospodarki, Afryka Subsaharyjska to dla Polski strategiczny obszar dla rozwoju kontaktów handlowych i inwestycyjnych. W nadchodzących dekadach gospodarki z tego regionu mają rozwijać się najszybciej spośród krajów afrykańskich, co daje szansę na większą wymianę handlową z nimi.

Ministerstwo Gospodarki ocenia, że do najbardziej perspektywicznych obszarów polskiej ekspansji w Afryce należą górnictwo, rolnictwo i przemysł wydobywczy.

 – Maszyny wydobywcze, wszystko, co związane z górnictwem, technologią górnictwa  to już są niesamowite możliwości w Afryce. Poza tym maszyny rolnicze  tutaj też widzimy wielki potencjał rozwojowy, również z punktu widzenia interesu Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ilona Antoniszyn–Klik, wiceminister gospodarki.

Zdaniem wiceminister, dla Polski niezwykle istotne są inwestycje z wykorzystaniem afrykańskich zasobów. Choć zaznacza, że byłyby one korzystne dla obu stron.

 – Powinniśmy pracować nad zabezpieczeniem zasobów dla Polski i tutaj nie chodzi tylko i wyłącznie o czysty eksport, tylko o inwestowanie na miejscu, inwestowanie w zasoby, które długofalowo pozwolą produkować taniej produkty, które do tej pory produkujemy z zasobów importowanych – mówi Antoniszyn-Klik. – Powinniśmy korzystać z zasobów np. gazu ziemnego, który jest w dużych ilościach w różnych częściach tego kontynentu z różnego rodzaju kopalin. Potem produkty wytwarzane byłyby produktami inwestycyjnymi miejscowych państw, co jest dla nich pozytywne, bo jest to rozwój, a z kolei u nas mogłoby to generować dodatkowe zyski, ponieważ ceny byłyby z odpowiednio większą marżą – wyjaśnia.

Spośród państw afrykańskich to właśnie RPA jest najważniejszym partnerem ekonomicznym Polski – poziom wymiany handlowej pomiędzy państwami sięga 800 mln dolarów rocznie. Wygląda również na to, że w najbliższym czasie kwota ta może być jeszcze większa.

 – Chcielibyśmy sprzedawać znacząco więcej żywności, maszyn i zwiększać poziom współpracy przy zabezpieczaniu surowców – dodaje wiceminister.

Z danych CIR wynika natomiast, że RPA chciałoby współpracować z Polską w dziedzinie gospodarki morskiej. Przede wszystkim w zakresie budowy statków i jachtów, rozbudowy infrastruktury portowej, a także szkolenia specjalistów w tej dziedzinie. Do najważniejszych dotychczasowych południowoafrykańskich inwestycji w Polsce należy m.in. inwestycja koncernu SAB Miller w przemysł browarniczy (Browary Tyskie i Browary Lech) oraz firmy Fra–Mondi w zakłady celulozowo–papiernicze i drzewne (m.in. Zakłady Celulozy i Papieru w Świeciu Celuloza SA).

Do najszybciej rozwijających się gospodarek globalnych należy również Zambia. Eksport polskich firm do Zambii wyniósł 6 mln USD w 2012 roku i był 2-krotnie większy niż w 2011 roku i 7–krotnie większy w porównaniu wynikiem z 2008 roku. Strona zambijska we współpracy z Polską jest zainteresowana m.in. rozwojem współpracy wojskowej i edukacyjnej.

Polska delegacja wylatuje do Afryki dziś wieczorem, z zamiarem powrotu we wtorek w przyszłym tygodniu. Podczas tygodniowej premier Donald Tusk weźmie udział w spotkaniach politycznych i forach biznesowych – Forum Biznesu w Johannesburgu i Forum Gospodarczym w Lusace”. Spotka się m.in. z prezydentami RPA i Zambii.

Do RPA pojadą z nim przedstawiciele kilku resortów, w tym m.in. minister nauki Barbara Kudrycka, minister transportu Sławomir Nowak, minister rolnictwa Stanisław Kalemba i minister środowiska Marcin Korolec. Do Zambii premier uda się natomiast ze Sławomirem Nowakiem i ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem. Celem siedmiodniowej wizyty premiera w Afryce jest m.in. zawarcie międzypaństwowej umowy o współpracy gospodarczej z RPA, która zakłada m.in. powołanie Wspólnej Komisji Gospodarczej. Polska podpisze też umowę o współpracy pomiędzy Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych i jej południowoafrykańskim odpowiednikiem – agencją TISA. To już druga w tym roku wizyta premiera w Afryce, w kwietniu odwiedził bowiem Nigerię.

Polska będzie zachęcać studentów i naukowców z RPA do współpracy

0

CEO Magazyn Polska

Dziś rozpoczyna się siedmiodniowa wizyta premiera Donalda Tuska w Afryce. Premier odwiedzi najpierw Republikę Południowej Afryki, a następnie Zambię. Jednym z towarzyszących mu w RPA ministrów będzie prof. Barbara Kudrycka, która podczas spotkań z rektorami i ministrami będzie zachęcać do wymiany studentów i wspólnych starań o unijne fundusze na projekty naukowe.

Minister spotka się z przedstawicielami uczelni wyższych i swoimi odpowiednikami w RPA. Głównym tematem rozmów ma być zintensyfikowanie dziś prawie nieistniejącej wymiany studenckiej. Chce zachęcić południowoafrykańskich studentów do nauki Polsce.

 W RPA badania są prowadzone na wysokim poziomie, a uczelnie wyższe są naprawdę niezłe – mówi prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Drugim dominującym tematem mają być pola badawcze możliwe do wspólnej realizacji. Prof. Kudrycka liczy na to, że razem z naukowcami z RPA polscy badacze będą mogli starać się o dofinansowanie z UE.

 – Pamiętajmy, że w nowej perspektywie finansowej przewiduje się środki finansowe dla dużych zespołów badawczych, w których mogą uczestniczyć również partnerzy, jednostki, naukowcy z krajów trzecich, spoza UE. Mam nadzieję, że razem z rektorami polskich uczelni zainteresujemy razem zarówno ministrów RPA, jak i przedstawicieli środowiska akademickiego, naukowego uczestnictwem w zespołach badawczych w Polsce, zabieganiem o wspólne środki europejskie – przekonuje minister nauki i szkolnictwa wyższego w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

Podczas wizyty premierowi, oprócz minister nauki, towarzyszyć będą również ministrowie: transportu Sławomir Nowak, zdrowia Bartosz Arłukowicz, środowiska Marcin Korolec oraz rolnictwa Stanisław Kalemba.

Prof. E. Chojna-Duch (RPP): W najbliższych miesiącach inflacja będzie poniżej 1,5 proc., a w 2014 roku nieco przyspieszy

Do końca roku inflacja będzie się utrzymywała poniżej dolnego limitu celu inflacyjnego – ocenia prof. Elżbieta Chojna-Duch, członek Rady Polityki Pieniężnej. W przyszłym roku ceny będą rosły nieco szybciej, ale cel inflacyjny nie jest zagrożony. To będzie jeden z warunków do ewentualnego dalszego łagodzenia polityki pieniężnej.

Główny Urząd Statystyczny ogłosi dziś najnowsze dane, dotyczące wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych we wrześniu. W sierpniu ceny rosły w tempie 1,1 proc.

 – W najbliższych miesiącach inflacja będzie się kształtowała poniżej dolnego progu celu inflacyjnego, wynoszącego 1,5 proc., aby następnie w 2014 roku nieco przyspieszyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes profesor Elżbieta Chojna-Duch. – Prawdopodobnie w maju i w czerwcu będzie ona przejściowo wyższa z uwagi na efekty statystyczne, efekty bazowe roku 2013, ale pozostanie ona poniżej celu inflacyjnego. A więc nie ma żadnych zagrożeń ze strony inflacji dla polityki pieniężnej.

Inflacja jest jednym z kluczowych czynników, wpływających na decyzje Rady w sprawie stóp procentowych. Po serii obniżek obecnie znajdują się one na rekordowo niskim poziomie. Stopa referencyjna wynosi dziś 2,5 proc.

 – Trwałość i stabilność stóp procentowych jest bardzo istotną wartością w polityce pieniężnej, bo przedsiębiorcy nie lubią różnego rodzaju gwałtownych zmian jeśli chodzi o politykę pieniężną – mówi Chojna-Duch. – Jeżeli dałoby się tę stabilność utrzymać, byłby to dobry przekaz, natomiast oczywiście będziemy musieli zastanowić się nad możliwością łagodnego nastawienia w polityce pieniężnej.

Podkreśla, że na decyzję Rady Polityki Pieniężnej w tej sprawie wpływ będzie mieć kilka czynników. M.in. zapowiadana w 2014 roku konsolidacja polityki fiskalnej. Istotne będzie również to, czy inflacja będzie się utrzymywać na niskim poziomie, oraz czy ożywienie w gospodarce będzie takie jak zapowiadane.

 – Zobaczymy, jak będzie wyglądała gospodarka realna, PKB, wzrost i jego dynamika w przyszłym roku i od tych czynników uzależnimy naszą decyzję – mówi Elżbieta Chojna-Duch.

Dodaje, że kolejnym istotnym elementem, który RPP musi wziąć pod uwagę, są decyzje podejmowane przez inne banki centralne, w szczególności przez Europejski Bank Centralny. Ten nadal prowadzi łagodną politykę pieniężną.

 – Nie możemy doprowadzić do rozwarstwienia naszych wskaźników, czyli dysparytetu stóp procentowych naszego banku, EBC, jak i innych banków centralnych – tłumaczy członkini RPP. – W tej chwili nie zastanawiałabym się nad podwyżkami stóp procentowych, mówiła o ciągle łagodnej polityce pieniężnej, bo ta jest potrzebna przedsiębiorcom i gospodarce.

75 proc. faktur jest płaconych z opóźnieniem. Zatory płatnicze hamują inwestycje firm

CEO Magazyn Polska

Tylko co czwarta faktura jest płacona w terminie. Zatory płatnicze, mimo że ich skala maleje, wciąż powodują kłopoty polskich firm. Aby uniknąć ryzykownych transakcji i uchronić się przed nieuczciwymi kontrahentami, coraz więcej firm sprawdza swoich partnerów biznesowych przed podjęciem współpracy w bazach informacji gospodarczej.

 – Brak zapłaty na czas stanowi duże utrudnienie w prowadzeniu biznesu. Jedna trzecia przedsiębiorców z powodu zatorów płatniczych nie inwestuje. Mniej więcej taki sam
odsetek nie płaci swoim partnerom w terminie, bo sami nie otrzymali na czas zapłaty od swoich kontrahentów –
 wylicza Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Zatory płatnicze powodują także, że przedsiębiorcy ograniczają zatrudnienie (deklaruje to ok. 7 proc. z nich) lub wstrzymują wprowadzenie nowego, innowacyjnego produktu na
rynek. Koszt obsługi nieterminowych płatności wynosi średnio 7,2 proc.
wszystkich, jakie ponosi firma. To jak zaznacza prezes KRD  mniej więcej taki odsetek, jaki w krajach wysoko rozwiniętych jest przeznaczany z przychodu na rozwój
i wdrażanie nowych pomysłów.

Problemy z niespłacaniem należności zaczęły narastać w 2007 roku w następstwie kryzysów, jaki wybuchł w Stanach Zjednoczonych i rozlał się na Europę i cały świat. To sprawiło, że przedsiębiorcy zaczęli baczniej przyglądać się swoim kontrahentom i ostrożnie zawierać nowe umowy.

 – Po 2007 roku informacje z KRD stały się bardzo cenne i zaczęły być wykorzystywane
przy ocenie ryzyka, przy zawieraniu kontraktów biznesowych. Nagle liczba pobieranych raportów zwiększyła się kilkudziesięciokrotnie. Z narzędzia windykacyjnego staliśmy się firmą, która dostarcza cennych informacji i chroni obrót gospodarczy –
 mówi Adam Łącki podczas uroczystej gali z okazji 10-lecia Krajowego Rejestru Długów.

Na przestrzeni ostatnich lat KRD zaczął być postrzegany głównie jako narzędzie rozładowujące zatory płatnicze.

 – Kto ma informację, ten ma pieniądze, bo firma, która w odpowiedni sposób uprzedzi działania wiążące się z ryzykiem biznesowym, zarobi je, lub – nie podejmując
ryzyka, ich nie straci –
 zaznacza Adam Łącki. – KRD buduje też zaufanie wśród
polskich przedsiębiorców tworząc program Rzetelna Firma, który promuje uczciwość
i etyczne zachowania w biznesie. Mamy już 50 tys. przedsiębiorstw, które mogą się pochwalić, że prowadzą swój biznes w sposób rzetelny.

Przekonuje, że program pomaga w budowaniu zaufania społecznego, bez którego nie uda się stworzyć innowacyjnej gospodarki.

 – Dopóki przedsiębiorcy nie zaczną współpracować znacznie szerzej, zamiast tylko
konkurować, dopóty nie stworzymy gospodarki, która mogłaby być konkurencyjna dla tych rozwiniętych –
 mówi prezes KRD agencji informacyjnej Newseria Biznes.

By nagrodzić wiarygodne firmy KRD przyznał także po raz piąty Skrzydła Krajowego Rejestru Długów. W tym roku nagroda trafiła m.in. do Vivus Finance, firmy udzielającej
krótkoterminowych pożyczek online, która  jak podkreśla jej prezes  swoją działalność opiera na informacjach z KRD.

– Udzieliliśmy już ponad 400 tys. pożyczek i wszyscy klienci zostali sprawdzeni we wszelkich dostępnych bazach informacji gospodarczych, m.in. w KRD. Dzięki tej technologii
możemy sprawdzić klienta w kilkadziesiąt sekund i udzielić pożyczki w 15 minut
 
mówi Loukas Notopoulos, prezes zarządu Vivus Finance.

Podkreśla, że w bankowym sektorze consumer finance należności przeterminowane, powyżej 90 dni, wynoszą 17-19 proc. W sektorze firm pożyczkowych średnia to 11-12 proc.

 – My możemy pochwalić się współczynnikiem na poziomie 10,5 proc., ponieważ sprawdzamy klientów w każdych możliwych bazach. Poza tym pożyczamy małe kwoty
i staramy się pomagać klientom, który wpadają w tarapaty finansowe, by mogli łatwiej spłacać te pożyczki –
 zapewnia Loukas Notopoulos.

Skrzydła KRD zostały przyznane również m.in. Bankowi Handlowemu, Bankowi BZ WBK, Cyfrowemu Polsatowi i Idei Bank.

W Biedronce niska cena wciąż jest najważniejsza dla konsumenta. Ale nie kosztem jakości

0

Choć cena pozostaje dla polskich konsumentów bardzo istotnym kryterium, to nie tylko ona decyduje o wyborze produktu. Dlatego Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka skupia się nie tylko na obniżaniu kosztów dla klientów, ale także na inwestowaniu w jakość. 

 Według naszych informacji cena jest wciąż niezwykle ważna dla polskiego konsumenta i to jest bez wątpienia jeden z głównych czynników podejmowania decyzji, natomiast od dawna już mówiliśmy o tym, że sama niska cena to nie wszystko. Musi za nią iść odpowiednia jakość – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alfred Kubczak dyrektor ds. relacji zewnętrznych w firmie Jeronimo Martins Polska, która jest właścicielem sklepów Biedronka.

Dlatego, jak podkreśla, sieć szuka coraz to nowych dostawców w Polsce. Na stałe współpracuje z ok. 500 producentami.

 – W tę jakość od lat inwestujemy. Klienci odwdzięczają nam się lojalnością. To jest 76 proc. dorosłych Polaków kupujących w naszych sklepach – dodaje dyrektor w Jeronimo Martins Polska, do której należy sieć sklepów Biedronka.

Taki wynik pozwala Biedronce realizować strategię rozwoju, która zakłada, że na koniec 2015 roku sieć będzie liczyć 3 tysiące sklepów. Kubczak podkreśla, że nowe sklepy oznaczają przede wszystkim wzrost zatrudnienia. Obecnie Biedronka jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce – zatrudnia ok. 45 tysięcy osób.

Jeronimo Martins oprócz sieci sklepów spożywczych realizuje także inne projekty.

 – Spośród nich najbardziej widoczne są drogerie Hebe – zauważa Kubczak. – Projekt ten został zintegrowany z wcześniejszym projektem aptek. Mówimy już o kilkudziesięciu placówkach funkcjonujących w Polsce – dodaje.

Nie podaje jednak konkretnych liczb dotyczących wydatków inwestycyjnych na kolejne miesiące.

 – Nie ma takich deklaracji z naszej strony, bo rozwijamy się w sposób organiczny – wyjaśnia Alfred Kubczak. – Nie ograniczamy się ani do dużych, ani do małych miejscowości. Szukamy klientów tam, gdzie wykazują oni zainteresowanie naszą obecnością. Dotyczy to zarówno sieci Biedronka, jak i drogerii Hebe.

Budimex: Na pewno w nowej perspektywie unijnej nie będziemy stosować dumpingowych cen

0

Budimex zapewnia, że będzie walczyć o największe przetargi infrastrukturalne w nowej perspektywie finansowej UE, o ile ich warunki będą przez firmę do przyjęcia. – Budimex może nie jest dziś największym beneficjentem środków z GDDKiA, ale broni się rentownością i dobrą płynnością finansową – twierdzi Marek Michałowski, przewodniczący rady nadzorczej firmy. Chce jednocześnie rozwijać pozostałe segmenty działalności, czyli m.in. budownictwo mieszkaniowe i usług związane z gospodarką odpadami.

 – To jest dla nas dobry rok. Udało nam się uniknąć wyścigu szczurów, który był jeszcze rok-dwa lata temu. W efekcie Budimex dobrze wypadł na tle rynku, utrzymuje przychody cały czas na bardzo wysokim poziomie – zapewnia Marek Michałowski, przewodniczący rady nadzorczej spółki. – W nową perspektywę Budimex wchodzi silny i gotowy do nowych wyzwań.

Deklaruje, że spółka będzie obecna w największych przetargach na inwestycje infrastrukturalne, pod warunkiem jednak, że będą one ogłaszane na odpowiednich warunkach.

 – Na pewno nie będziemy stosować dumpingowych cen – przekonuje Michałowski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Nie tylko infrastruktura

Równie istotne dla rozwoju Budimeksu jest budownictwo mieszkaniowe. W trzecim kwartale br. należąca do grupy kapitałowej spółka Budimex Nieruchomości przedsprzedała 214 mieszkań. To o 102 sztuki więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Niższa była sprzedaż notarialna, która wyniosła 45 mieszkań, w porównaniu do 130 z analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednak w IV kwartale spółka ma zakończyć projekty Gocławska w Warszawie i Avia w Krakowie, co może poprawić wskaźniki sprzedaży notarialnej.

Do grupy należą także m.in. Budimex Danwood zajmująca się projektowaniem, konstrukcją i montażem domów jednorodzinnych, czy Mostostal Kraków SA – odpowiedzialna za montaż konstrukcji stalowych i urządzeń głównie na potrzeby przemysłu.

 – Budimex opiera swoją działalność na paru nogach, ważne jest zarówno budownictwo jak i infrastruktura. Mam nadzieję, że taki zrównoważony wzrost Budimexu będzie trwał – mówi Michałowski.

Przyznaje, że grupa coraz częściej myśli o pozabudowlanych sektorach. Chce przede wszystkim rozwijać działalność związaną gospodarką odpadami, czyli usługi zbierania, składowania, spalania i utylizowania śmieci.

 – Została powołana spółka, w której Budimex ma prawie 50 proc., która ma się zajmować całą gospodarką śmieciową. To może być ciekawa nowa gałąź, szczególnie że w Polsce bardzo dużo w tym segmencie się dzieje. Drugim akcjonariuszem jest firma hiszpańska [Ferrovial – red.], która ma spore doświadczenie, więc mam nadzieję, że Budimex w niedługim czasie pokaże, że także może być jednym z liderów tego rynku – podkreśla Michałowski.

Dodaje, że szanse na zdobycie rynku przez FB Serwis są, bo w Polsce ten sektor wciąż się kształtuje.

 – Do tej pory zajmowały się tym małe firmy, jednak odkąd ta sprawa zaczęła leżeć w gestii samorządów rynek musi zostać zreorganizowany – mówi Michałowski.

Rząd dziś ma przyjąć założenia ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym

CEO Magazyn Polska

Uregulowanie zasad przenoszenia prawa własności mieszkania lub domu w ramach odwróconego kredytu oraz renty dożywotniej – przewidują propozycje przepisów, którymi ma się dziś zająć rząd. Eksperci podkreślają, że oba produkty będą cieszyły się coraz większym zainteresowaniem klientów. Przy odwróconym kredycie, kwoty, jakie będzie można uzyskać w zamian za przeniesienie własności, sięgną maksymalnie 50 proc. wartości danej nieruchomości.

 Nowe regulacje, do których przygotowano założenia, będą obejmowały dwa produkty: o charakterze kredytowym, czyli kredyt odwrócony, oraz o charakterze sprzedażowym, czyli rentę dożywotnią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Chruściak, adwokat z CMS Cameron McKenna.

Przygotowany przez resort finansów projekt założeń o odwróconym kredycie hipotecznym przewiduje, że bank będzie wypłacał świadczeniobiorcy co miesiąc lub jednorazowo świadczenie pieniężne, zabezpieczone hipoteką ustanowioną na domu lub mieszkaniu, albo prawie do nieruchomości (np. spółdzielczym własnościowym prawie do lokalu). Bank stanie się właścicielem mieszkania po śmierci klienta.

 – Po śmierci klienta banku, spadkobiercy będą mogli podjąć decyzję, czy będą chcieli spłacić kredyt i pozostawić nieruchomość w swoich rękach, czy też nieruchomość zostanie przejęta przez bank i z tej nieruchomości zostanie spłacony kredyt – wyjaśnia mecenas Chruściak.

Zgodnie z propozycjami Ministerstwa Gospodarki uregulowania renty dożywotniej, instytucja finansowa będzie wypłacała świadczenia w zamian za przeniesienie własności nieruchomości, które nastąpi w momencie podpisania umowy.

 – W przypadku renty dożywotniej nieruchomość już przy podpisaniu umowy zostaje przeniesiona na oferującego usługę, czyli świadczeniodawcę. Spadkobiercy nie będą już mieli żadnych praw ani roszczeń wobec funduszu, jeśli chodzi o tę nieruchomość – mówi Małgorzata Chruściak.

Zdaniem ekspertki, przygotowane przez Ministerstwo Finansów założenia do ustawy o kredycie hipotecznym są dobrze dopracowane. W efekcie wielomiesięcznych prac i licznych konsultacji, m.in. ze środowiskiem bankowym wersja, którą dziś ma zająć się rząd, znacząco różni się od pierwotnej wersji.

Mecenas podkreśla, że założenia zmian dotyczące renty dożywotniej wymagają doprecyzowania, chodzi m.in. o skutki niewywiązywania się świadczeniobiorcy albo funduszu ze swoich zobowiązań.

 – W przypadku renty dożywotniej ta umowa zostaje zawarta w sposób bezwarunkowy – wyjaśnia ekspertka. – W pewnych okolicznościach – założenia dość szczegółowo to regulują – świadczeniobiorca ma prawo rozwiązać umowę i w takiej sytuacji własność nieruchomości nie zostaje zwrotnie przeniesiona na świadczeniobiorcę, tylko całość świadczenia zostaje wyliczona w oparciu o pewien wzór określony w założeniach do ustawy i całe to świadczenie staje się wymagalne.

Wątpliwości budzi też to, ile wyniosą świadczenia w ramach renty dożywotniej, ma ono bowiem charakter losowy.

 – Jest to świadczenie dożywotnie, więc trudno z góry oszacować kwotę tego świadczenia ze względu na to, że nie wiemy, jak długo świadczeniobiorca będzie żył. To jest bardzo trudny element, który powoduje ogromne ryzyko. Wydaje mi się, że to jest też kwestia najtrudniejsza do uregulowania  – uważa ekspertka z CMS Cameron McKenna.

Jej zdaniem, ze względu na niskie emerytury i coraz dłuższy wiek życia zapotrzebowanie na odwrócony kredyt i rentę dożywotnia będzie rosło. Tym bardziej, że i grono potencjalnych klientów będzie się powiększać. Otwartą kwestią pozostanie jednak opłacalność takich produktów, czy oferowana w nich cena za nieruchomość będzie satysfakcjonująca dla klientów.

 – Raczej nie należy spodziewać się, że ta kwota będzie równa wartości nieruchomości. Wręcz przeciwnie, jeśli chodzi o produkt kredytowy, tam raczej przewiduje się, że to będzie około 50 proc. wartości nieruchomości. Przy produkcie sprzedażowym to będzie zależeć od długości życia osoby, która z tej usługi skorzysta, na ile ona będzie mogła wykorzystać tę wartość nieruchomości – reasumuje Małgorzata Chruściak.

Propozycje regulacji określają rodzaje podmiotów, które będą mogły oferować odwrócony kredyt i rentę dożywotnią oraz wysokość minimalnego kapitału, jakie muszą posiadać, aby prowadzić tego typu działalność.

Dwa miesiące po zmianach w TVN CNBC oglądalność wyższa o 40 proc.

0

Mniej niż dwa lata zajmie nowemu kanałowi TVN osiągnięcie zyskowności – ocenia Adam Pieczyński, członek zarządu TVN ds. programów informacyjnych. Za zgodą KRRiT TVN24 Biznes i Świat od 1 stycznia zastąpi TVN CNBC. Wprowadzane w ostatnich miesiącach zmiany w kanale już przynoszą efekty – oglądalność wzrosła o ponad 40 proc.

 Utarło się w grupie TVN mówić, że w trakcie pierwszych dwóch lat możemy nie być zyskowni, natomiast ja myślę, że ten okres będzie krótszy, ponieważ mamy bardzo dużą synergią między TVN24 a kanałem TVN 24 Biznes i Świat. Więc jego produkcja na pewno nie będzie bardzo tania, ale też sensownie rozłożymy koszty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Pieczyński, członek zarządu TVN ds. programów informacyjnych.

Jak podkreśla, zmienione w ostatnich miesiącach podejście do informacji biznesowej w TVN CNBC przyniosło wzrost oglądalności o ponad 40 proc.

 – Jesteśmy bardziej przyklejeni do newsa, bliżej śledzimy to, co się dzieje na rynkach i to, co może mieć wpływ na sytuację poszczególnych inwestorów, ale też ludzi, którzy mają kontakt z gospodarką, czyli przeciętnego obywatela – wyjaśnia Pieczyński. – To dało przez dwa miesiące wzrost dający nadzieje, że nie tylko poszerzenie tematyki, ale i pewne nawyki i sposób działania z TVN24 przeniesiony do tej stacji pozwoli na wzrost oglądalności.

W ubiegłym tygodniu spółka TVN otrzymała zgodę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na nadawanie TVN24 Biznes i Świat, który powstanie po przekształceniu obecnego TVN CNBC. W programie znajdą się informacje o profilu biznesowym poszerzone o tematykę międzynarodową.

 – Jest coraz większa grupa ludzi, którzy widzą, jak istotne jest to, co się dzieje poza Polską, na ile jesteśmy połączeni gospodarczo i politycznie z Europą i resztą świata. Jednocześnie wydaje się, że w Polsce żadne medium elektroniczne nie zaspokaja potrzeby informacji o tym, co się dzieje za granicą. Ludzie sięgają do międzynarodowych kanałów informacyjnych, ale my chcemy nadawać po polsku dla szerszego grona odbiorców – wyjaśnia Adam Pieczyński.

Oferta nowego kanału będzie stanowić uzupełnienie dla dominującej w TVN24 tematyki krajowej.

 – Widz w Polsce, i nie tylko, jest głównie skoncentrowany na tym, co się dzieje w kraju, to go interesuje. To powoduje, że rzeczywiście stacja taka jak TVN24 ma rekordową jak na Europę, a z naszych badan wynika, że również na świat, oglądalność – mówi członek zarządu TVN ds. programów informacyjnych.

Jednocześnie przyznaje, że TVN24 nie planuje rewolucyjnych zmian. Stacja zmienia się stale, ale w przystępny dla konserwatywnego widza sposób.

 – Jeśliby porównać obecny kanał z tym, jaki był 5-7 lat temu, to są dwa różne obrazy. Ale nie ma niczego, co było rewolucją, bo ona nie była też potrzebna. Widz jest konserwatywny. Media, zwłaszcza konserwatywne, pchają nas w stronę innowacji, dramatycznych zmian, a widzowie tego nie lubią. Lubią widzieć, że się staramy – dodaje Pieczyński.

Promienie UV szkodliwe dla oczu. Także jesienią i zimą

Ponad 3 miliony ludzi na świecie co roku traci wzrok przez nadmierną ekspozycję na promieniowanie UV. Dlatego inicjatorzy ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej „Chroń swój wzrok cały rok” chcą uświadomić Polakom, jak szkodliwe są promienie UV dla oczu i jak groźne dla wzroku choroby mogą spowodować, bez względu na warunki pogodowe. 

Oko to jedyny ludzki narząd wewnętrzny, który jest wystawiony na bezpośrednie oddziaływanie promieni UV. W dodatku jest na to narażony przez 365 dni w roku, bez względu na warunki pogodowe. 40 proc. promieniowania dociera do nas, gdy nie jesteśmy w pełnym słońcu – wynika z informacji przedstawionych na stronie internetowej kampanii (www.chronswojwzrok.pl).

 – Znamy szkodliwe działanie w kontekście ochrony skóry, natomiast nie wszyscy wiedzą, że to promieniowanie działa szkodliwie na nasz układ wzrokowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Bohdanowicz, dyrektor generalny firmy Essilor Polonia, jednego z partnerów przedsięwzięcia.

Eksperci przestrzegają, że promienie UV odpowiadają za takie choroby jak zaćma. W skrajnych przypadkach może się to skończyć utratą wzroku. Co roku z powodu zbyt długiej ekspozycji na UV ślepnie 3,2 mln ludzi. Na działanie UV trzy razy bardziej narażone są dzieci.

Na groźne efekty promieni UV organizatorzy kampanii chcą zwrócić uwagę poprzez takie inicjatywy, jak nałożenie żółtych okularów znanym polskim pomnikom. Okulary pojawiły się m.in. na pomniku Agnieszki Osieckiej w Warszawie, na nosach krasnali wrocławskich czy na pomniku Starego Marycha w Poznaniu.

Dyrektor generalny Essilor Polonia tłumaczy, skąd pomysł na żółte okulary.

 – Pomniki cały dzień stoją na słońcu, w związku z czym pomyśleliśmy, że jest to dobry pomysł na to, żeby w inspirujący sposób pokazać problem – dodaje Bohdanowicz.

Akcja ma swoją stronę internetową (www.chronswojwzrok.pl), na której można znaleźć ciekawe informacje na temat zagrożeń promieniowania UV dla oczu oraz informacje o sposobach ochrony przed jego szkodliwym działaniem.

Komentarz dzienny, 14 października 2013

Doroczne konferencje IMF/Banku Światowego i równoległe konferencje IIF i czołowych banków inwestycyjnych w Waszyngtonie to już tradycyjnie okazja do spotkań inwestorów i przedstawicieli sektora publicznego, a więc i wehikuły do kształtowania opinii na temat gospodarki światowej i rynków finansowych (oczywiście do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia, czy krystalizujący się w czasie konferencji konsensus ma ciągle wartość prognostyczną dla inwestorów, czy powinien być punktem wyjścia do analizy kontrariańskiej).

Każdego roku konferencje wydają się mieć nie tylko tematy przewodnie ale i określony „nastrój”. I tak w 2009 roku konferencja zdominowana była przez kwestie upadku Lehmana i kryzys finansowy, w 2010 dominował lepszy nastrój i nadzieje na ożywienie w krajach EM, 2011 to obawy o dekompozycje strefy euro (nastrój był jednak o niebo bardziej optymistyczny niż w 2009). W 2012 roku konferencje odbywające się w Tokio zdominowały oczekiwania na trwałe odbicie w USA ale i wołania o odejście od twardego kursu fiskalnego w strefie euro.

MNiSW: Dzięki wprowadzeniu opłat za drugi kierunek ponad połowa studentów uczy się bezpłatnie

CEO Magazyn Polska

Zmiany w systemie płatności za drugi kierunek sprawiły, że dziś ponad połowa studentów uczy się bezpłatnie. Do 15 listopada studenci i doktoranci mogą składać wnioski o kredyty studenckie. Niskooprocentowane pożyczki na wydatki związane ze studiami wciąż są popularne, mimo że – dzięki decyzjom resortu nauki i szkolnictwa wyższego z 2011 roku – więcej studentów może korzystać ze stypendiów socjalnych.

Od października drugi i każdy kolejny kierunek studiów jest płatny. To również efekt zmian wprowadzonej w 2011 roku nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Według szacunków resortu, dzięki temu wzrosła liczba osób, które mogą uczyć się za darmo. 

 – Wcześniej było to 30 proc. studentów, a te zmiany doprowadziły do tego, że dziś 51 proc. studentów na rynku edukacyjnym nie musi płacić teraz za studia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Państwo z naszej kieszeni finansowało do tej pory jedną osobę dwukrotnie czy trzykrotnie. Obecnie jedną osobę tylko raz, ale jeśli jest bardzo utalentowana i wybitna, to nawet na drugim kierunku może uzyskać finansowanie.

Jak podkreśla, nowe rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwie i zwiększa szanse na bezpłatne studiowanie dla uboższych i mniej zdolnych.

 – Może ci ludzie trochę gorzej zdawali maturę, chociaż nie zawsze byli mniej utalentowani, może nie mieli otoczenia kulturowego, które pomagało im uzyskać wysokie oceny z matury, a zmuszeni byli płacić za studia – tłumaczy Barbara Kudrycka. – Teraz najbiedniejsi lub osoby z trochę słabszymi ocenami są w stanie studiować na najlepszych uczelniach publicznych w Polsce i nie muszą za to płacić.

Stypendia i pożyczki

Studenci mogą korzystać z kilkunastu programów stypendialnych, adresowanych zarówno do osób, mających szczególne osiągnięcia w nauce, jak i tych, które potrzebują wsparcia ze względu na niskie dochody. Od dwóch lat na stypendia socjalne przeznaczanych jest 60 proc. środków, a nie jak wcześniej połowa. Pozostałe 40 proc. przeznaczane jest na stypendia naukowe.

 – Od momentu wejścia w życie tych zmian w ustawodawstwie, zwiększyliśmy pulę środków na stypendia socjalne – mówi prof. Barbara Kudrycka. – Poza tym podwyższyliśmy próg dochodu, by większa liczba studentów mogła z tego korzystać, co doprowadziło do tego, że studenci wolą korzystać z systemu pomocy materialnej niż z kredytów i pożyczek studenckich.

Wciąż jednak pożyczki są popularne wśród studentów, głównie ze względu na to, że jest to najtańszy tego typu instrument na rynku (obecnie niecałe 1,4 proc.). Jeszcze przez miesiąc, do 15 listopada studenci i doktoranci mogą składać wnioski o przyznanie kredytu do jednego z czterech banków: PKO BP, Pekao SA, Banku Polskiej Spółdzielczości i SGB-Banku (dwa ostatnie wraz z zrzeszonymi bankami spółdzielczymi.

Do wniosku trzeba dołączyć zaświadczenie z uczelni o studiowaniu, dokumenty do celów poręczenia kredytu i oświadczenie o dochodach w rodzinie. W ubiegłym roku akademickim maksymalna wysokość dochodu na osobę w rodzinie została ustalona na 2,3 tys. zł. Tegoroczny limit minister nauki ustali w grudniu.

 – Przy kredytach i pożyczkach istnieją takie rozwiązania, które pozwalają na pewne umorzenia tym najuboższym, ale także tym najzdolniejszym studentom – mówi Barbara Kudrycka.

Połowa nie płaci

 

Ostatnie szanse na unijne dotacje dla przedsiębiorców

0

CEO Magazyn Polska

Ponad 40 mld złotych i 13 tysięcy umów w realizacji – to efekt Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Zakontraktowanych jest 90 proc. środków z kończącej się perspektywy, więc przedsiębiorcy mają jeszcze szansę na dofinansowanie w tym roku. Jutro ma zostać ogłoszony konkurs w ramach Działania 4.4 POIG „Nowe inwestycje o wysokim potencjale innowacyjnym”.

 Większość środków w ramach programu Innowacyjna Gospodarka została już zakontraktowana, około 90 proc. mamy w podpisanych już umowach – mówi Iwona Wendel, wiceminister rozwoju regionalnego. – Zostało ok. 1 mld z oszczędności, przy czym staramy się to natychmiast kierować na nowe nabory w taki sposób, żeby wszystkie możliwe środki zostały zakontraktowane do końca bieżącego roku.

Konkurs w ramach Działania 4.4 POIG, który zostanie ogłoszony 15 października, będzie skierowany wyłącznie do małych i średnich przedsiębiorstw. Do rozdysponowania będzie 500 mln zł. Przedsiębiorcy będą mogli ubiegać się o wsparcie dla projektów o wysokim potencjale innowacyjnym, w wysokiej fazie przygotowania realizacyjnego (wykonalnych pod względem prawnym, technicznym i organizacyjnym). Nabór wniosków w Działaniu 4.4 będzie prowadzony od 4 do 29 listopada br.

 – Blisko 10 mld euro, czyli ponad 40 mld złotych, 13 tysięcy umów w realizacji – to jest efekt Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, przy czym należy pamiętać, że w większości duże projekty będą kończyć swoją realizacje dopiero w 2014 i 2015 roku – mówi Iwona Wendel agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Dlatego też – jak podkreśla – na podsumowanie kończącego się w tym roku programu jest jeszcze zbyt wcześnie. Ale już dziś resort ocenia, że był to skuteczny instrument finansowania.

 – Realizujemy projekty z każdej branży i z każdej technologii, przy czym wśród bardzo ambitnych są także małe projekty realizowane przez małych i średnich przedsiębiorców, które polegają na wdrożeniu innowacji, czyli zastosowaniu nowej technologii, produktu lub usługi w praktyce gospodarczej – wyjaśnia wiceminister. – Oprócz tego wiele projektów realizowanych jest w otoczeniu biznesu. Powstają klastry, parki okołotechnologiczne, w których przedsiębiorcy otrzymują pomoc.

W ramach POIG znaczne środki zostały przeznaczone również na e-administrację czy budowę szerokopasmowego internetu.

Na politykę spójności w latach 2014-2020 Polska ma dostać niemal 73 mld euro, czyli o niemal 6 mld euro więcej niż w obecnej siedmiolatce. Nowym programem operacyjnym, który zastąpi Innowacyjną Gospodarkę ma być Inteligentny Rozwój. Choć będzie bazował na doświadczeniach swojego poprzednika, ma być od niego bardziej ambitny. Jak zapowiada resort, ma jeszcze mocniej wspierać budowanie infrastruktury badawczo-rozwojowej. W efekcie ma przynieść wzrost udziału środków na badania i rozwój z obecnych 0,7 proc. do 1,8 proc. PKB w 2020 roku.

Dotacje z Inteligentnego Rozwoju adresowane będą do średnich i dużych firm, instytucji naukowych i uczelni, a także do instytucji z otoczenia biznesu. O terminach konkursów w ramach nowych programów operacyjnych, będzie można dokładnie powiedzieć po zakończeniu negocjacji z Komisją Europejską na temat podziału środków. Wiadomo jednak, że ruszą w przyszłym roku.

Ministerstwo Środowiska: Kolejne miliardy na inwestycje w gospodarkę wodno-ściekową

0

CEO Magazyn Polska

46 mld złotych pochłonęło do tej pory wdrażanie w Polsce Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych. Dokończenie prac będzie wymagało kolejnych 20 mld zł, z czego w nowej unijnej perspektywie finansowej na ten cel zostanie przeznaczone ponad 1 mld euro. Ministerstwo Środowiska zapewnia, że są jeszcze pieniądze na ten cel z funduszy 2007-2013.

W najbliższych latach Ministerstwo Środowiska wyda 20 mld zł na kolejne inwestycje w gospodarkę wodno-ściekową w kraju.

 – Najtrudniejsze miejsca, jak choćby oczyszczalnia Czajka w Warszawie, zostały ostatnio zrealizowane. Już wszystkie duże i średnie miasta sobie z tym problemem poradziły. Zostały małe miejscowości i to jest kolejny etap, który będziemy realizowali – zapewnia Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Z pieniędzy przeznaczonych na dotychczasową realizację programu 3 mld euro to środki unijne. W nowej perspektywie finansowej także nie zabraknie pieniędzy na ten cel.

 – W tej chwili planujemy, to jest bardzo wstępny etap dyskusji, wydać trochę ponad 1 mld euro. Mamy jeszcze pieniądze w tej perspektywie, są ogłaszane kolejne konkursy. Ci, którzy chcą realizować swoje działania, mogą zgłaszać swoje aplikacje. Dla nich ciągle mamy jeszcze pieniądze – mówi wiceminister.

Zgodnie z Traktatem Akcesyjnym, przepisy prawne Unii Europejskiej w zakresie odprowadzania i oczyszczania ścieków komunalnych będą w Polsce obowiązywały w pełni od 31 grudnia 2015 r. Krajowy Program Oczyszczania Ścieków Komunalnych (KPOŚK) jest podstawowym instrumentem wdrożenia postanowień unijnej dyrektywy 91/271/EWG.

 – Krajowy Program Oczyszczania Ścieków Komunalnych powstał w oparciu o dyrektywę wodnościekową, którą w 2003 r. wprowadzono do prawa polskiego. Do dzisiaj na realizację tego programu wydaliśmy trochę ponad 46 mld złotych, a w samych ostatnich pięciu latach na działania związane z budową systemu zbiorczego oczyszczania ścieków i samych oczyszczalni, budowy nowych i modernizacji starych wydaliśmy łącznie około 33 mld złotych – mówi Stanisław Gawłowski.

Celem programu jest ograniczenie niedostatecznie oczyszczanych ścieków, a co za tym idzie, ochrona środowiska wodnego przed niekorzystnymi skutkami ich odprowadzania. KPOŚK przewiduje modernizację lub budowę oczyszczalni ścieków. Program koordynuje także działania gmin i przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych.

 – Chodzi o ogromną infrastrukturę, służącą nie tylko do usuwania i oczyszczania ścieków. Dzięki temu mamy czystsze wody w jeziorach i rzekach, ale to też sprawia, że nasze miejscowości, miasta, gminy i wsie mogą się rozwijać – mówi wiceminister.

KPOŚK podlega okresowej aktualizacji. Gawłowski wyjaśnia, że mniej więcej co dwa lata analizowane są dotychczasowe postępy w pracach i na tej podstawie wprowadzane są zmiany w dalszych planach rozwoju sieci. Teraz trwają przygotowania do czwartej aktualizacji programu.

Prezes Polskiego Radia chce powszechnej opłaty audiowizualnej zamiast abonamentu radiowo-telewizyjnego

0

Pomimo niezadowalających wpływów z abonamentu i  spadku wpływów z reklamy, Polskie Radio osiągnie zysk drugi rok z rzędu. Po zapowiadanym przez rząd zastąpieniu abonamentu opłatą audiowizualną, sytuacja finansowa rozgłośni i realizacja jej zadań nie będą zagrożone.

 – Przyjęte są założenia, które sprawiają, że będzie to opłata powszechna, opłata stosunkowo niewysoka, znacznie niższa od opłaty abonamentowej, a to oznacza, że środki, jakie tą drogą będą wpływały do mediów publicznych, powinny wystarczyć na sfinansowanie ich działalności w zakresie, przewidywanym przez ustawę o radiofonii i telewizji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Siezieniewski, prezes Polskiego Radia.

W ubiegłym roku Polskie Radio zarobiło niemal 3,5 mln zł, podczas gdy jeszcze w 2011 r. miało stratę wynoszącą 8 mln zł. Ponad 60 proc. przychodów spółki pochodziło z abonamentu – w 2012 r. było to ok. 157 mln zł. Drugie najważniejsze źródło wpływów to działalność Agencji Reklamy.

Siezieniewski przyznaje, że w tym roku, z uwagi na spowolnienie gospodarcze, sprzedaż czasu reklamowego przyniesie mniejsze przychody.

 – Ale oczywiście każdy spadek martwi. Będziemy się starali odbudowywać także sprzedaż czasu reklamowego do poziomu przynajmniej z ubiegłego roku – mówi Siezieniewski.

W 2012 r. niemal jedna czwarta przychodów pochodziła z działalności Agencji Reklamy. W budżecie Polskiego Radia zaplanowano ok. 15 proc. wpływów z tego źródła. Jednak mimo to prezes rozgłośni zapowiada, że wynik finansowy z całą pewnością będzie dodatni.

Siezieniewski dodaje, że cieszą go proponowane przez rząd zmiany w systemie finansowania mediów publicznych. Obecnie abonament radiowo-telewizyjny powinni płacić wszyscy użytkownicy sprzętu, który umożliwia odbiór radia lub telewizji. Roczny abonament za odbiornik telewizyjny lub telewizyjny i radiowy wynosi 201,40 zł. W przyszłym roku ta stawka wzrośnie do 208,45 zł.

 – Jest przygotowywany dokument, który nawiązuje w jakiejś części do prawa obowiązującego w Niemczech. Chodzi o opłatę audiowizualną. Należy dążyć do tego  i nasz legislator kieruje tak swoje prace  żeby uaktualnić tę formę finansowania mediów publicznych stosownie do ich odbioru – zauważa Andrzej Siezieniewski.

Jak podkreśla, ze względu na to, że znacznie zwiększyła się liczba urządzeń, dzięki którym można odbierać sygnał radiowy czy telewizyjny, utrzymywanie opłaty związanej z posiadaniem odbiorników jest anachronizmem. Zmiany proponowane przez rząd zmierzają w tę stronę, by abonament płatny od urządzenia zastąpić niższą, ale powszechną opłatą.

Prawie połowa młodych Polaków oszczędza i nie zaciąga długów

CEO Magazyn Polska

Około 40 proc. Polaków oszczędza  to o jedną trzecią więcej niż jeszcze sześć lat temu. Coraz częściej odkładają młodzi ludzie, przed 34. rokiem życia, z których blisko połowa ma oszczędności i nie ma długów. Najczęściej oszczędności przeznaczane są na nieprzewidziane wydatki, na „czarną godzinę”.

Skala oszczędzania rośnie wśród młodych ludzi, do 34. roku życia. W tej grupie aż 47 proc. osób ma oszczędności i nie ma żadnych długów.

 – Ludzie w tej grupie często jeszcze nie mają dzieci, to oznacza mniejsze wydatki związane z rodziną. Zapewne również niepewność przyszłości powoduje, że osoby młode myślą o oszczędzaniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Ubysz, kierujący Wydziałem Produktów Oszczędnościowych w Banku Millennium.

Blisko połowa Polaków czuje się zabezpieczona finansowo. Tak wynika z badania SMG/KRC na zlecenie Banku Millennium. Nie oznacza to jednak, że oszczędzającym udało się odłożyć duże kwoty pieniędzy. Mniej niż trzy czwarte badanych czułoby się bezpieczniej, gdyby udało im się zaoszczędzić przynajmniej trzy miesięczne pensje. Kwota, która dawałaby pełne poczucie bezpieczeństwa finansowego, zależy od takich czynników jak m.in. wiek i poziom zarobków.

 – Połowa twierdzi, że 10 pensji i więcej to byłaby kwota, która pozwoliłaby im czuć się bezpiecznie finansowo. Kolejna grupa mówi, że to byłoby około pięciu pensji, ale dalej jest spora grupa, ok. 20 proc., która twierdzi, że wystarczą im 1-2 pensje jako zabezpieczenie – wylicza Marek Ubysz, kierujący Wydziałem Produktów Oszczędnościowych w Banku Millennium. – To jest szczególnie widoczne u osób starszych. Im potrzeby są mniejsze, tym mniejsza kwota by wystarczyła. Może to też się wiązać z oparciem o dzieci, wnuki i stabilność emerytury bez względu na jej wysokość.

Rzeczywistość różni się jednak od deklaracji. Nie każdemu udaje się bowiem zaoszczędzić tyle, ile by chciał. Zaledwie jedna trzecia oszczędzających odkłada miesięcznie 10 proc. swojej pensji, a oszczędności pozostałych respondentów są poniżej tego pułapu. Niemal co dziesiąty Polak (9 proc.) wcale nie oszczędza, bo nie chce, bez względu na okoliczności. Finalnie oszczędności gospodarstw domowych zdeponowane w bankach to 531 miliardów złotych – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. Oszczędności przeciętnego Kowalskiego są jednak dużo niższe niż jego sąsiada z UE.

 – Co czwarty Polak mówi, że ma odłożoną jedną lub dwie pensje, więc cały czas niewiele. Kolejnych 20 proc. mówi, że ma odłożoną równowartość 5 pensji. Natomiast tylko mniej więcej co dziesiąty Polak ma odłożonych 10 pensji i więcej, czyli znaczące oszczędności. Dużo nam jeszcze brakuje do poziomów europejskich – tłumaczy Marek Ubysz.

Cele oszczędzania

Z badania Banku Millennium wynika, że cele oszczędnościowe Polaków są zróżnicowane. Najwięcej ludzi odkłada na bliżej nieokreślone wydatki, a o emeryturze myśli mniej niż co ósmy badany.

 – Co piąty Polak odkłada na nieprzewidziane wydatki. Druga pozycja to jest dość ogólne stwierdzenie  zabezpieczenie finansowe, poduszka finansowa, czyli na wypadek, gdyby coś się zdarzyło. To są te dwie główne pozycje. Dopiero na trzecim miejscu jest emerytura, ale tylko ok 12 proc. twierdzi, że oszczędza na dalszą przyszłość, na emeryturę – wymienia Ubysz.

 Spada za to liczba oszczędzających na rozrywki czy zakup np. sprzętu AGD.

 – Oszczędności związane z przyjemnościami, np. na wakacje, to tylko 8 proc. A co ciekawe, większe zakupy, np. samochód, to tylko 4 proc. I to faktycznie mocno spadło, bo jeszcze kilka lat temu duże zakupy, jak pralka, lodówka czy samochód to była znacząca pozycja w naszych celach oszczędzania – dodaje Marek Ubysz.

Rządowe dopłaty mogą podbić ceny wynajmu mieszkań

CEO Magazyn Polska

Rządowy pomysł wspierania wynajmu mieszkań potrzebny jak najszybciej. Jeśli ruszy później niż w przyszłym roku, gdy sytuacja na rynku nieruchomości się ustabilizuje, może to podbić ceny mieszkań. Z tego powodu czas pomocy państwa powinien być ograniczony. Obecnie Bank Gospodarstwa Krajowego wraz z Ministerstwem Finansów pracują nad stworzeniem Funduszu Mieszkań na Wynajem.

 – Osoby młode, które szukają pracy i przenoszą się w związku z tym do dużego miasta, potrzebują na początku mieszkania na wynajem. Taniego mieszkania, które pozwoli im powoli się zaaklimatyzować i znaleźć pracę – właśnie tego w tej chwili brakuje – tłumaczy Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors. – Osoby młode miałyby możliwość korzystania przez jakiś czas z preferencyjnego wynajmu, a przy okazji to też powodowałoby pewien ruch na rynku nieruchomości, bo w tej chwili sytuacja na nim jest dosyć trudna.

Inicjatywa rządu miałaby być realizowana w ramach programu Inwestycje Polskie. Program wynajmu na preferencyjnych warunkach ruszyłby w przyszłym roku i umożliwiał młodym ludziom, którzy wchodzą na rynek pracy, wynajem mieszkań po niższej cenie niż rynkowa.  Miałby on funkcjonować niezależnie od programu Mieszkanie dla Młodych.

 – Mógłby powstać fundusz inwestycyjny, który od deweloperów kupowałby taniej mieszkania. Byłby to duży kupiec, więc mógłby negocjować ceny – wyjaśnia analityk w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Zgodnie z planami rządu, fundusz dysponowałby 20 tys. mieszkań w największych miastach Polski. Zdaniem Jarosława Sadowskiego, pojawienie się takiej oferty pozwoliłoby efektywniej wykorzystać obecną już na rynku bazę nieruchomości.

 – Stoją już gotowe mieszkania, można tam właściwie zamieszkać w każdej chwili, ale jeżeli nie ma chętnych na zakup, to ta powierzchnia stoi pusta. Można byłoby ją wykorzystać właśnie w tym celu, aby je przeznaczyć na wynajem, ale oczywiście na to są potrzebne pieniądze – tłumaczy analityk.

Poza stworzeniem funduszu, który kupowałby i udostępniał tanie mieszkania, możliwe są też inne sposoby wsparcia rynku najmu.

 – Pojawiają się też pogłoski o innym pomyśle, żeby po prostu dopłacać osobom, które kupiłyby te mieszkania i przeznaczyłyby je na najem – mówi Sadowski. 

Nadmierne wsparcie zaszkodzi rynkowi

Pomysły wspierania wynajmu to – zdaniem eksperta Expandera – dobry pomysł, ale po pierwsze, pomoc powinna być umiarkowana, a po drugie, ograniczona czasowo.

 – Powinniśmy pomagać tylko tym, którzy naprawdę tej pomocy potrzebują i nie dadzą sobie bez niej rady. Moim zdaniem to nie powinien być program, który pomaga wynajmować długoterminowo, przez wiele lat. Powinno to być wsparcie ograniczone np. do dwóch lat, podczas których młoda osoba może sobie znaleźć stałą pracę i zacząć myśleć o nowym mieszkaniu, po rynkowych stawkach – mówi Sadowski. 

Zbyt duża skala państwowej pomocy w tym zakresie lub zbyt późne jej wprowadzenie mogą niekorzystnie odbić się na cenach najmu.

 – Przede wszystkim trzeba reagować dosyć szybko. Zwykle jest tak, że zanim państwo uruchomi jakiś program, to rynek już sam wychodzi na prostą i wtedy mamy podwójne uderzenie. Z jednej strony sam popyt naturalnie jest dosyć duży, dodatkowo są jeszcze pieniądze z budżetu państwa, tak jak było w przypadku programu „Rodzina na Swoim”, wtedy ceny bardzo istotnie rosną – przestrzega ekspert Expandera. – Trzeba działać raczej wtedy, kiedy popyt jest nieduży, żeby go pobudzić, więc taki program powinien ruszyć jak najszybciej, żeby działał w tym najgorszym momencie.

W kolejnych miesiącach resort finansów zamierza zintensyfikować prace nad funduszem – tak, by mógł ruszyć od początku przyszłego roku.

Jacek Santorski: Niewielu coachów w Polsce rozumie biznes

CEO Magazyn Polska

Choć w Polsce z roku na rok jest coraz więcej ofert coachingowych, menadżerowie w firmach, skupieni na doraźnych celach sprzedażowych, rzadko z nich korzystają. Z drugiej strony wiarygodność trenerów rozwoju osobistego obniża fakt, że zazwyczaj nie mają oni doświadczenia biznesowego.

Liczba ofert coachingowych w Polsce rośnie w błyskawicznym tempie, ale klientów nie przybywa.

 – Większość badanych polskich menadżerów w niewielkim stopniu ceni i korzysta z coachingu. Z drugiej strony, mamy na polskim rynku bardzo dużo ofert, szkoleń i firm coachingowych, prób wewnętrznego coachingu, a więc mamy pewne niezrównoważenie, wymagające wspólnej refleksji – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Santorski, psycholog biznesu i współwłaściciel grupy firm doradczych Values.

Coaching to proces, który ma pomóc firmom i pojedynczym osobom przyspieszyć ich rozwój, zwiększyć skuteczność działania, rozwinąć i w pełni wykorzystać umiejętności oraz podejmować trafniejsze decyzje. Rzadko jednak ma na celu wzrost sprzedaży, choć w dłuższym terminie może się na niego przełożyć.

 – Menedżerowie są tak zaabsorbowani pragmatyzmem codziennego wyniku, że poza coachingiem sprzedażowym żaden rozwojowy czy relacyjny ich nie interesuje – tłumaczy Jacek Santorski.

Jego zdaniem, winę za brak zapotrzebowania na swoje usługi i brak ich zrozumienia ponoszą także sami coachowie.

 – Coach, który ma pomagać menadżerowi czy przedsiębiorcy w rozwoju, w przemianie, w stawaniu się bardziej spójnym, powinien rozumieć biznes – zauważa Jacek Santorski. – W mojej ocenie bardzo niewielu coachów w Polsce prawdziwie rozumie biznes.

Według niego, wiarygodność trenerów i przydatność ich szkoleń dla biznesmenów byłaby większa, gdyby prowadzący zajęcia mieli własne doświadczenia menedżerskie.

 – Kto wie, czy nie powinniśmy mieć takiej drogi, żeby najpierw ktoś pracował na menadżerskim stanowisku albo próbował swoich sił w biznesie, niezależnie czy miałby porażki czy sukcesy, a dopiero potem stawał się coachem – podsumowuje Santorski.

W Polsce jest jeszcze miejsce dla 2-3 nowych lotnisk

CEO Magazyn Polska

W Polsce jest jeszcze miejsce na maksymalnie trzy nowe lotniska. Małe porty lotnicze mogą dalej działać jedynie z dużym wsparciem samorządów. Resort transportu musi z kolei podjąć ostateczną decyzję o budowie Centralnego Portu Lotniczego.

 – Prawdopodobnie do tej liczby lotnisk, którą mamy w tej chwili, dojdą jeszcze 2-3 nowe. Lotnisko w okolicach Białegostoku byłoby ze wszech miar uzasadnione. Mówi się o lotnisku na środkowym Pomorzu. To są przynajmniej te dwa, które w jakiś sposób są bliskie spełnienia. Mówi się także o lotnisku pod Kielcami – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Gościniarek, ekspert lotniczy z firmy doradczej BBSG.

Według niego inne planowane lotniska, takie jak porty w Nowym Sączu i innych mniejszych miastach, to mało realne pomysły lokalnych decydentów. Już w tej chwili widać, że mniejsze lotniska, takie jak w Łodzi, Lublinie i Szczecinie, mogą działać jedynie dzięki determinacji samorządów, by utrzymać komunikację lotniczą w regionie, nawet jeśli trzeba do lotniska dopłacać.

Zgodnie z danymi Urzędu Lotnictwa Cywilnego, w 2012 r. najmniejszy ruch panował na lotniskach w Zielonej Górze (12 tys. pasażerów), Bydgoszczy (328 tys.), Szczecinie (347 tys.), Łodzi (463 tys.) i Rzeszowie (563 tys.). Port lotniczy w Lublinie, który rozpoczął działalność w połowie grudnia, zdążył obsłużyć niemal 6 tys. pasażerów. Z kolei największe porty to Lotnisko Chopina w Warszawie (9,6 mln pasażerów) oraz Kraków (3,4 mln).

 – Już w tej chwili można zauważyć segmentację lotnisk. Pierwsze jest Lotnisko Chopina, które jest obecnie lotniskiem centralnym dla Polski. Druga grupa lotnisk to są dwa, może trzy duże lotniska regionalne, które plasują się w czołówce. Potem zaczynają się lotniskowe średniaki i na samym końcu małe lotniska – ocenia Gościniarek.

Jak wynika z danych zebranych przez branżowy portal Pasazer.com, w 2012 r. małe lotniska notowały duże straty. Łódzki port zakończył rok z 37,7 mln zł pod kreską, rzeszowski stracił 15 mln zł, a bydgoski – 4,6 mln zł. Te wyniki netto są jednak gorsze od wyniku operacyjnego, z uwagi na bardzo duże inwestycje trwające w ubiegłym roku na większości polskich lotnisk.

Potrzebne lotnisko centralne

Poza kilkoma małymi lotniskami w Polsce mogłoby powstać też lotnisko centralne, które przejmie część ruchu ze stołecznego portu lotniczego. Jeszcze w 2011 r. analizy wykonywane na zlecenie Ministerstwa Infrastruktury wskazywały na opłacalność budowy Centralnego Portu Lotniczego, który miałby powstać pomiędzy Warszawą a Łodzią do 2020 r. Jednak w kwietniu 2012 r. minister transportu Sławomir Nowak odłożył te plany na przyszłość, tłumacząc to brakiem środków.

 – Pod pewnymi warunkami ten pomysł był dobry. Wówczas ministerstwo nie znalazło w sobie na tyle ognia, żeby ten pomysł posunąć do przodu. Od wykonania tych analiz minęło już sporo czasu i w tej chwili należałoby się przyjrzeć jeszcze raz, czy idea lotniska centralnego, zbudowanego od zera w zupełnie nowym miejscu, ciągle ma sens, bo przecież Lotnisko Chopina nie stoi w miejscu, znakomicie poprawia swoją przepustowość, która jest w tej chwili kalkulowana na około 25 mln pasażerów – podkreśla Gościniarek.

Jego zdaniem, zamiast budowy jednego lotniska centralnego można stworzyć system portów lotniczych wokół stolicy. Jego podstawą mogłoby być Lotnisko Chopina oraz istniejący port dla linii niskokosztowych w Modlinie. Trwa już budowa lotniska w Radomiu, a w planach jest także Sochaczew. W ocenie Gościniarka, budowa węzła lotniczego zamiast CPL-u ma jednak wiele wad.

Dodaje, że nawet jeśli idea budowy CPL-u została ze względów finansowych odroczona, podobnie jak stało się to z Koleją Dużych Prędkości, to należy podjąć decyzję o tym, kiedy będzie możliwa jej realizacja.

 – Nie zostało powiedziane, czy my coś z tym będziemy robić, czy odkładamy to na rok, czy na dwa, czy na święty nigdy. To jest znak zapytania, który jeszcze nad ministerstwem ciąży – przekonuje ekspert. – Sądzę, że byłoby pewnym grzechem zaniechania, gdyby kwestia lotniska centralnego nie została właściwie pociągnięta do końca.

Zaczyna się Żółty Tydzień. Wirusem zapalenia wątroby typu B może być zakażonych 0,5 mln Polaków

CEO Magazyn Polska

Medycyna wciąż nie radzi sobie w pełni z rakiem wątrobowokomórkowym. To choroba, która jest następstwem m.in. zapalenia wątroby typu B. Dlatego lekarze radzą, aby się szczepić. I to nie tylko na ten typ zakażenia, ale również na zapalenie wątroby typu A. Dziś rusza 27. edycja ogólnopolskiej akcji Żółty Tydzień, która ma uświadomić Polaków, jakie zagrożenia powodują zapalenie wątroby typu A i B.

Wirusowe zapalenie wątroby typu B to jedna z najczęstszych chorób zakaźnych na świecie. Mówi się o niej „cichy zabójca’, bo występuje bezobjawowo i najczęściej dowiadujemy się o niej przez przypadek. Państwowy Zakład Higieny szacuje, że w Polsce zakażonych jest od 380-500 tys. osób. Dlatego lekarze zachęcają, żeby szczepić się przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B.

 – Tę szczepionkę uważam za bardzo ważną, a szczepienie za priorytetowe, ponieważ konsekwencje wirusowego zapalenia wątroby typu B mogą być bardzo poważne – przestrzega prof. Alicja Wiercińska-Drapało, kierownik Kliniki Hepatologii i Nabytych Niedoborów Immunologicznych WUM.

Jednym z zagrożeń jest zachorowanie na m.in. raka wątrobowokomórkowego, z którym lekarze nie do końca dają sobie radę.

Prof. Alicja Wiercińska-Drapało radzi również, aby szczepić się na zapalenie wątroby typu A. I choć ta przypadłość w Polsce występuje na razie sporadycznie to może się to zmienić.

 – Wyrasta nam populacja osób, które są wrażliwe na ten wirus, czyli nigdy się z nim nie zetknęły, więc można się spodziewać, że w pewnym momencie dojdzie do zwiększonej liczby zachorowań, ponieważ coraz więcej osób nie jest uodpornionych na ten wirus – mówi prof. Alicja Wiercińska-Drapało agencji informacyjnej Newseria.

Zapalenia wątroby typu A można się nabawić, podróżując np.do Egiptu, krajów azjatyckich czy nawet do państw basenu Morza Śródziemnego.

 – Włochy mają dobry standard higieniczny, a jednak można „przywlec” stamtąd chorobę do Polski  – mówi prof. Alicja Wiercińska-Drapało.

Dziś rusza 27. edycja ogólnopolskiej akcji Żółty Tydzień, która ma uświadomić Polaków, jakie zagrożenia powodują zapalenie wątroby typu A i B. Adresy punktów szczepień, które biorą udział w akcji można znaleźć na stronie www.zoltytydzien.pl. Akcja Żółty Tydzień potrwa od 14 do 25 października.

Polish Weekly Review, 11 października 2013

Recent interview with Bratkowski is dovish. He expects tightening to begin in late 2014 but this date is conditional on GDP growth running at 3% (his forecast for end-2014). Such a scenario does not diverge much from current market consensus. This also applies to inflation running at the proximity of NBP target at that particular date. Earlier hikes are possible should QE tapering brings PLN depreciation (but accompanied by decent GDP growth).

Erik Drukker, nowym Dyrektorem Zarządzającym Działu Wynajmu i Wycen BNP Paribas Real Estate

Erik Drukker został mianowany nowym Dyrektorem Zarządzającym Działami Wynajmu i Wycen w BNP Paribas Real Estate w Polsce. Erik Drukker będzie zarządzał 15 osobowym zespołem, który świadczyć będzie usługi z zakresu wycen nieruchomości, wynajmu powierzchni biurowych i magazynowych, doradztwa dla klientów korporacyjnych oraz doradztwa dotyczącego powierzchni handlowych.

Erik Drukker, nowy Dyrektor Zarządzający Działu Wynajmu i Wycen doradztwem na rynku nieruchomości komercyjnych zajmuje się od ponad 17 lat. Zanim dołączył do BNP Paribas Real Esate w Polsce, pracował między innymi w DTZ oraz Jones Lang LaSalle. W swojej karierze odpowiadał za zarządzanie Działem Logistyki i Działem Powierzchni Magazynowych (Jones Lang LaSalle) oraz Działem Powierzchni Biurowych, Powierzchni Magazynowych oraz Działem Doradztwa Deweloperskiego, Sprzedaży i Pozyskiwania Gruntów (DTZ). W swojej karierze realizował projekty m.in. dla najemców oraz dla właścicieli nieruchomości. W sumie doradzał najemcom przy wynajmie ponad 350 000 m2 powierzchni, a właścicielom nieruchomości przy wynajmie około 300 000 m2.

Mianowanie Erika Drukkera Dyrektorem Zarządzającym Działami Wynajmu i Wycen w Polsce jest krokiem w kierunku budowy silnej pozycji BNP Paribas Real Estate w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Patrick Delcol, Chief Executive Officer w BNP Paribas Real Estate odpowiedzialny za Europę Środkowo-Wschodnią.

Witold Baran Przewodniczącym Rady Nadzorczej Banku BPS

Przewodniczącym Rady Nadzorczej został Witold Baran. Z Zarządu odeszła dotychczasowa Prezes Joanna Nowicka-Kempny. Obecnie w skład Zarządu wchodzą: Prezes Zarządu Jerzy Tofil, Wiceprezes Zarządu Jacek Andrzej Goszczyński oraz Wiceprezes Zarządu Roman Parzniewski.

Jerzy Tofil jest radcą prawnym i absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Z sektorem finansowym związany jest od 20 lat. Doświadczenia zawodowe zdobywał m. in. w Powszechnym Banku Kredytowym, Banku BGŻ, Banku BPH oraz w PEKAO Banku Hipotecznym. Jest specjalistą w obszarze prawa bankowego, cywilnego i handlowego, organizacji procesów kredytowych, ze szczególnym uwzględnieniem finansowania nieruchomości oraz rynku instrumentów dłużnych. Poprzednio sprawował funkcję Dyrektora Departamentu Prawnego Banku Polskiej Spółdzielczości oraz Przewodniczącego Rady Nadzorczej CF BPS.

Do Zarządu spółki dołączył także Jacek Andrzej Goszczyński, który pełni funkcję Wiceprezesa. Jacek Andrzej Goszczyński jest absolwentem Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej i Doktorem Nauk Technicznych w dziedzinie Mechanika. Doświadczenie zdobywał m.in. w spółce Nafta Polska, Ministerstwie Skarbu Państwa, i Agencji Rozwoju Przemysłu i Towarowej Giełdzie Energii.

Roman Parzniewski, pełniący do tej pory funkcję Wiceprezesa Zarządu pozostaje na swoim stanowisku.