Rynek pracy nie potrzebuje wyłącznie magistrów

0

W ostatnich latach zdecydowanie zwiększyła się liczba polskich studentów. Przegoniliśmy kraje wysoko rozwinięte. Skąd więc tak wysokie bezrobocie? Eksperci już od kilku lat alarmują, że uczelnie kształcą osoby, których rynek pracy nie potrzebuje. Rzesze młodych ludzi kończą upragnione studia i rozpoczynają bezskuteczne poszukiwanie pracy. Ci, którzy nie chcą emigrować, często pracują poniżej swoich kwalifikacji.

Decydując się na studia wyższe, warto skorzystać z podpowiedzi, jaką niewątpliwie jest lista kierunków zamawianych. W całej Unii Europejskiej, jeszcze przez wiele lat będzie brakować kadr inżynieryjnych, specjalistów od telekomunikacji itp. Zdobycie dyplomu w tych dziedzinach jest niemal gwarancją uzyskania dobrej pracy. Problem w tym, że olbrzymi procent studentów decyduje się na ścieżkę prowadzącą prosto do bezrobocia. Wybierając drogę zawodową musimy więc dobrze przeanalizować rynek, aby w przyszłości nie zasilać szeregów bezrobotnych.

Co trzeci bezrobotny nie skończył 25 lat. Na rynku jest zbyt wiele osób bez doświadczenia, które poświęciły się studiowaniu, zwłaszcza tych kierunków po ukończeniu których od wielu lat są problemy ze znalezieniem pracy. Zdecydowanie za mało młodych decyduje się na to, by zdobyć konkretny zawód – mówi Kamila Małocha, przedstawicielka portalu pośrednictwa pracy GoWork.pl.

Sytuacja zaczyna się zmieniać, głównie z inicjatywy samych pracodawców, którzy zwrócili uwagę na problem zbyt dużej liczby absolwentów wyższych uczelni, którzy nie są przystosowani do podjęcia pracy, a jednocześnie na brak wykwalifikowanych pracowników średniego szczebla. Jak podkreślają, by zwiększyć swoje szanse na szybkie znalezienie pracy, warto rozważyć zdobycie konkretnego zawodu, gdyż właśnie na tym polu jest największe zapotrzebowanie na rynku.

Na ten apel odpowiedziały m.in. szkoły policealne, w których chce się kształcić coraz więcej osób. Placówki te skupiają się na zaspokojeniu luk powstałych na rynku pracy i co roku przygotowują kierunki obejmujące branże, w których zapotrzebowanie na pracowników jest największe. Zgodnie z analizami rośnie popyt na pracowników z umiejętnościami kosmetyczki czy biomasażystów. Instruktorzy fitness i fryzjerzy są o wiele częściej poszukiwani niż np. pedagodzy. Niejednokrotnie ich zarobki także są bez porównania wyższe. Podobnie jest z asystentkami stomatologicznymi, technikami farmaceutycznymi, ratownikami medycznymi czy z grafikami komputerowymi. Zawody te, wymagają przede wszystkim wiedzy praktyczniej, a zdobycie jej zapewniają szkoły policealne. Absolwenci zaraz po ich ukończeniu są gotowi z powodzeniem podjąć pracę, gdyż w trakcie nauki zdobyli wymagane doświadczenie. W przeciwieństwie do uczelni wyższych, czas szkolenia jest znacznie krótszy – wynosi od dwóch do czterech semestrów, a tym samym młodzi ludzie szybciej trafiają na rynek pracy. Co ciekawe, rośnie ilość chętnych do zdobywania takich umiejętności wśród tych, którzy ukończyli już studia wyższe. Szkoły policealne stanowią dla nich możliwość dokształcenia, a tym samym zwiększenia swojej konkurencyjności.

Czytaj również:  NIK: Państwo niegotowe na cudzoziemców

Zbilansowaniu sytuacji na rynku pracy z pewnością pomogłoby dokładniejsze monitorowanie zapotrzebowania na pracowników w poszczególnych sektorach gospodarki. Nasi zachodni sąsiedzi praktykują takie rozwiązanie od lat. Już na etapie szkół średnich duży nacisk kładzie się na zajęcia z doradztwa zawodowego. W Polsce zalety takiego postępowania również zaczęto dostrzegać. Są już pierwsze rezultaty. Dyrektorzy placówek edukacyjnych od niedawna mogą bardziej świadomie planować kierunki jakie tworzą. Dzięki bazie danych opartej na analizach GUS i aktualnych ogłoszeń zamieszczanych w portalach pracy, stworzony został projekt „Edu-Nawigator”. Program monitoruje trendy zmian na lokalnym i regionalnym rynku pracy.